Królowa Wersalu
Na tle złocistego mężczyzny tonącego w lawie, w otoczeniu
soczystej zieleni Bosquet de l’Encelade jej biało czarny strój, iście
królewska figura i dystynkcja od razu przykuły moją uwagę. Ona, o szóstej
rano, bo to było o szóstej rano w ogrodach Wersalu, nikogo zapewne nie
spodziewała się ujrzeć, więc trzask migawki mojego aparatu fotograficznego
wycelowanego w nią, podziałał na czarno-białe zjawisko niczym czerwona
płachta na byka.
Od razu przyjęła dumną i szyderczą minę Marii Antoniny austriackiej,
wdowie po Ludwiku Capet wiezionej w odkrytym wozie na szafot, genialnie
naszkicowanej ołówkiem malarza Jacquesa-Louisa David. Teraz współczesnym
foto-malarzem byłem ja i wiedziałem, że mam ją już uwiecznioną, byłem foto-
spełniony, ale jej pogardliwy wzrok nakazywał mi odejście - nie, nie
mogłem odejść - żądał spokoju, wręcz pluł na mnie jak Madame Déficit na
swych egzekutorów ponad dwieście lat wcześniej…. Głupia sytuacja, głupia.
-Madame, est-ce que vous pouvez me prendre en photo?- Próbowałem wybrnąć z
faux pas, które popełniłem, wciskając jej w ręce, mój aparat.
-Mademoiselle. – Sprostowała.
-Mademoiselle. – Ochoczo przytaknąłem.
Niespiesznie pozowałem przed swoim aparatem, przedłużając chwile obcowania
z królową, jednocześnie gorączkowo obmyślając w duchu dalszy plan
działania…
-Merci beaucoup Mademoiselle.- Kątem oka rzuciłem na fotki, które mi
zrobiła, były całkiem niezłe.
-Prenons nous du café, le bistro charmant est tu près?
-Oui.- Łaskawie przyjęła zaproszenie.
-Je m’appelle…
Nie pozwoliła mi skończyć.
-C’est pas grave. 500 euros pour la nuit. – Widząc moją zdumioną minę,
dodała.-Je vais faire tout que tu vas daigner.
500 Euro za numer z prostytutką? To niemało, lecz korciło mnie jej ciało.
Moje, po rocznym pobycie w zakonie gdzie jedyną kobietą była Matka Boska,
również domagało się czegoś więcej niż modlitwy…
Zrobiła wszystko, co chciałem a nawet więcej. Kiedy po raz trzeci
wysysała ze mnie męski sok w duchu błagałem ją o litość, daj mi już
spokój, przestań proszę, bo mi odgryziesz?! Nie mogłem tego powiedzieć.
Jej oczy wręcz mnie hipnotyzowały. Przypominały oczy kobiety-niespełnionej
miłości en Pologne.
Jak na prostytutkę była chyba dziwna, inna? Nie mnie to oceniać,
bo to mój pierwszy – płatny raz, ale żeby cichodajka nie liczyła czasu,
pozwalała się obejmować, całować w usta? I była czuła, spontaniczna, nie
profesjonalnie mechaniczna.
Z niechęcią patrzyłem jak się ubiera; to już koniec? Deus ex
machina! Pogrzebała w swej torebce.
-Nie jestem, no wiesz…Nie chcę ich.- Położyła mi na brzuchu moje 500
Euros.- Je suis Sabine. Podobasz mi się, zadzwonisz? Mon numéro de
téléphone est 06.12.84.59.81.
I zapisała go na moim członku.
Paris, 10 Juin 2009
Jean de ..ski