Dodaj do ulubionych

zwiazki polsko - francuskie

18.02.05, 13:42
jak wam sie uklada,jak radzicie sobie z bariera jezyka, z kultura... Prosze o
wasze doswaidczenia, gdyz za kilka tygodni podejmuje decyzje zamieszkania i
bycia razem z moim partnerem FRANCUZEM Z KRWI I KOSCI; we Francji wlasnie.
Juz wiem za czym bede tesknic, za prasa polska w kiosku, za polska kielbasa
oczywiscie tez... Przed podjeciem tej waznej w moim zyciu decyzji (rezygnacja
z pracy zawodowej w Polsce) wysluchalam rad kilku znajomych polskich i
znajomych tylko francuskich... jedni sceptyczni drudzy zbyt optymistyczni...
a jak jest naprawde?
Jakie sa wasze obserwacje, doswiadczenia? Bede wdzieczna za wszelkie
informacje.
Edytor zaawansowany
  • koralka 18.02.05, 18:21
    We Francji mieszkam od 15 lat. Przyjelam calkowicie francuski tryb zycia. Na
    poczatku nie bylo mi latwo, przez ok.3 lata, bo trzeba bylo nauczyc sie m.in.
    francuskiego. W tej chwili za nic bym juz do Polski nie wrocila i w ogole ona
    mi nie brakuje. Moze na wakacje...Kontakt z Pl mam internetowy i mi styka.
    Jezeli chcesz rady, poszukaj pracy, obojetnie jakiej, ale legalnej, zeby sobie
    wyrobic pozycje i znajomych. Albo szkoly...ukonczenie szkoly francuskiej zawsze
    pomoze. Zalezy tez gdzie bedziesz mieszkac, bo w wiekszych miastach bywaja
    sklepy polskie badz produkty...
  • prevostiere 19.02.05, 22:59
    Ja jstem zdecydowanie krocej bo tylko 3,5 roku.
    Z bariera jezyka nigdy nie mialam problemu, bo francuski znalam bardzo dobrze
    przed przyjazdem. I poza tym przyjezdzalam majac juz prace. Czyli mialam
    spedzone prawie wszystkie warunki sukcesu...
    A jednak :
    To co mi brakuje najbardziej to przyjaciele : w Polsce zostali Ci
    od "dziecinstwa" i ze szkolnej lawy. A tutaj niestety mam znajomych (blizszych
    lub dalszych) ale nie takich przyjaciol, ktorych sie zna od wiekow i ma sie
    mnostwo wspomnien. Z drugiej strony jak sie jest juz doroslym i ma sie na
    glowie dom-prace-szkole to ma sie znacznie mniej czasu na zawieranie nowych
    znajomosci... Ale z przyjemnoscia wracam do mojego rodzinnego miasta i ...
    nawet po tych trzech i pol latach tam sie czuje bardziej w domu niz tutaj!
    Jednym slowem w dni parzyste podpisuje sie pod zdaniem optymistow a w dni
    nieparzyste jestem zdecydowanie sceptyczna!
    W kazdym razie zycze powodzenia (i wiele samozaparcia)!!!
    --
    La vita è bella!
  • koralka 20.02.05, 10:54
    Prawda, ze tych prawdziwych przyjaciol poznaje sie w mlodosci, tez mam takich
    prawdziwych,ze studiow badz liceum tylko w Polsce. We Francji raczej blizszych
    badz dalszych znajomych, badz dobre kolezanki, Wloszki, Algierki, czy o dziwo
    Francuski, ktore jednak uwazam za co nieco zmanierowane! Jak napisala
    prevostiere, w zyciu doroslym, szczgolnie jak ma sie dzieci, nie ma raczej
    czasu na nowe przyjaznie...ani nawet ochoty.
    Prawda tez, ze jak wracam, do mego rodzinnego miasta, oczy robia sie mokre, ale
    tutaj wcale za nim nie tesknie. Jestem szczesliwa zyjac tutaj; zycie jest o
    wiele wygodniejsze niz w Polsce...Pozdrawiam i odwagi!
  • niunia997 20.02.05, 16:29
    Dzieki serdeczne juz sie zapieram! Pozdrowienia
    We Francji nie bede w wielkim miescie tzn Troyes.. ale pocieszajace ze do
    Paryza koleja calkiem blisko.
    Pozdrowienia jeszcze polskie
  • aburida 22.02.05, 11:54
    Dla mnie podjęcie decyzji o wyjeździe i zamieszkaniu z moim Francuzem to ciągle
    zbyt wielkie wyzwanie. Zazdroszczę wszystkim, którzy mieli odwagę. Za dużo
    rzeczy mnie tu jeszcze trzyma. Pomijając swietna prace jaka mam tutaj i której
    pomimo znajopmości jezyka nie dostanę tam, to tu jest wszystko co mam -
    przyjaciele, powiedzenia, specyficzne zachowania, poczucie humoru, kultowe
    filmy itd itd itd . Francuskie odnośniki, chociaz bawia nie są tak naprawdę
    moje, bo nie wynikaja z mojego postrzegania świata, jakie mam od dzieciństwa i
    nie są dla mnie tak do końca zrozumiałe. A to mnie wkurza. Polska prasę i
    kiełbasę w dużym gfrancuskim mieście mozna kupić, ale wtopić sie tak do końca,
    żeby czuć że wszysko tam jest dla mnie takie samo jak tu jednak nie potrafię.
    Lubie tam jeździć często i gęsto, lubie tam przebywać, ale nie potrafię podjąć
    decyzji, żeby się tam PRZEPROWADZIĆ.
    Mój facet musi mnie chyba naprawdę kochać. Gdyby tak nie było, dawno by mnie z
    powodu tych moich "widzi mi się" zostawił... ;-))
  • koralka 22.02.05, 13:58
    Mnie NIC w Polsce nie trzymalo, nawet praca, ktora jednak byla ciekawsza w
    porownaniu do tutejszej... No i w czasach , kiedy wyemigrowalam nie bylo zadnej
    ciekawej sytuacji w Pl, w1990 roku ...
  • la_belle_au_bois_dormant 09.05.05, 10:51
    Podpisuję sie obiema rękami pod tym co napisałaś. Jestem w tej samej sytuacji.
    Podobnie myślę o przeprowadzce do Francji.
    Kiedyś o tym marzyłam. Po kilku miesiącach studiów we Francji stwierdziłam
    jednak, że absolutnie tego nie chcę...
    Kontynuuję związek na odległość od 5-ciu lat. Francuz ma naprawdę anielską
    cierpliwość... Jednak ostatnio widzę, że czas nas rozdziela. Już nic z tego nie
    będzie. Nawet gdyby mnie z roboty wywalili to chyba bym tam nie pojechała.
    Nie wiem jak szukać pracy we Francji bez pozwolenia na pracę i "na odległość".
    Wątpię, żebym mogła mieć tak dobrą pracę tam, jak mam w Polsce.
    Zresztą mój Francuz nie jest tak naprawdę opiekuńczym facetem. Jest pierwszy
    do tego żeby mi powiedzieć, że nie mam szans na znalezienie we Francji pracy w
    zawodzie, pierwszy do tego żeby mi powiedzieć, że nigdy nie będę mówić po
    francusku bez jakichkolwiek błędów, pierwszy żeby mi powiedzieć, że we Francji
    nie jestem u siebie...
    Może gdybym miała we Francji odpowiedniego faceta, który by pomógł mi się tam
    zaadaptować wszystko potoczyłoby się inaczej.
    Z takim zakompleksionym typem jak on to raczej niemożliwe. Czasem mi się
    wydaje, że on się wziął za dziewczynę z Europy Wschodnie przez te swoje
    kompleksy.
    Pozdrawim wszystkich i POWODZENIA w miłości!


  • koralka 09.05.05, 18:46
    Widze, ze to koniec Twojego zwiazku? Byc moze trafilas nie na tego
    prawdziwego.Choc moim zdaniem on ma co nieco racji, bez ukonczonej tutaj
    jakiejkolwiek szkoly ciezko o dobra prace, po francusku mowic jak prawdziwa
    francuska tez ciezko... pozbyc sie akcentu!
    Ja jestem geodeta z zawodu, zeby potwierdzic moj dyplom tutaj, trzeba bylo
    jeszcze raz isc do szkoly na 2 lata. A i tak nie pracuje w zawodzie, tylko
    jestem "robotnikiem rolnym "w winnicy. Czego jednak wcale nie zaluje!
    Glowa do gory !Pozdrawiam
  • aburida 10.05.05, 08:58
    A ja sie wczoraj z nim rozstalam... Nie dlatego, ze odleglosc czy cos tam,
    tylko po prostu tak cholernie mnie wkurzyl, ze powiedzialam basta.
    U mnie bylo inaczej - moj Francuz caly czas mnie przekonywal, ze z moim
    doswiadczeniem zawodowym, a przede wszystkim z wyksztalceniem znajde dobra
    prace bez problemu, a doszlifowanie jezyka samo przyjdzie jak juz tam bede caly
    czas (w to to akurat nie wierze). Ale jak widzial, ze do tego dochodza opory
    zostawienia calej rodziny itd, to zaproponowal, ze poprosi szefow o delegacje
    do Polski (w mozliwosc czego tez akurat nie wierze, ale to juz nie wazne).
    Dobrze sie chyba stalo, bo nie czuje takiego obciazenia psychicznego
    powodowanego koniecznoscia dokonania wyboru...
  • koralka 10.05.05, 21:47
    Nie ma tego zlego coby na dobre nie wyszlo...
  • aburida 11.05.05, 08:30
    Tylko, ze mi zal....
  • francja5 11.05.05, 21:27
    Zawsze mozesz zadzwonic...
    Moze jeszcze nie wszystko stracone?
    Pozdrawiam, Koralka
  • aburida 12.05.05, 10:08
    Wiesz, ja juz chyba wiem, na czym polega problem. Na tym, że my się świetnie
    rozumiemy jako przyjaciele, ale kompletnie nie dogadujemy jako para. Żal bo
    żal, ale wole tak niz jak bywało ostatnio. Wczoraj np., już jako przyjaciele,
    czyli tak jak na początku, gadaliśmy ze soba przez telefon trzy razy po
    conajmniej godzinie. I było super. Potrafiliśmy sobie wszystko powiedzieć i się
    zrozumieć. Kiedy byliśmy parą, było odwrotnie.
  • francja5 12.05.05, 21:46
    A jako kochankowie? Bo to jest b. wazne, a dla Francuzow moze i
    najwazniejsze...Zreszta poczatki zawsze sa trudne; trzeba sie dotrzec!
    Koralka
  • aburida 13.05.05, 11:57
    Jako kochankowie? W zyciu nie mialam takiego kochanka!!! Przysiegam...
    Rozumielismy sie bez slow. Eh.. przypomnialo mi sie... :-)
  • koralka 13.05.05, 20:16
    No to dobrze zastanow sie czy tak naprawde chcesz z nim skonczyc!
    Takich na swiecie niewi'elu...
    A on chyba musi Cie naprawde kochac, jezeli wytrzymuje juz tyle lat rozlaki.
    Czesto sie widujecie?
  • aburida 17.05.05, 09:42
    Nie, i to tez strasznie przeszkadza, bo kumuluja sie wszystkie problemy,
    zaległe rzeczy i mieszają z chęcią spędzeia cudownych chwil. A jak ta mieszanka
    wybucha, to taki daje własnie efekt jak wyzej opisano.
    Widzieliśmy się końcem stycznia, w kwietniu i tydzień temu. Zobaczymy się za
    tydzień i może pod koniec czerwca. Planowalismy wspolne wakacje w sierpniu, ale
    teraz nie wiadomo czy na nie pojedziemy.
  • koralka 18.05.05, 20:01
    A nie macie ochoty sprobowac zamieszkac razem przez jakis dluzszy czas? Zwiazki
    na odleglosc nie sa latwe.
    W zyciu czesto trzeba isc na kompromis.
    My tez na poczatku "zarlismy" sie niemalo;ja mowie, ze docieralismy sie...
    Pierwszy rok po przybyciu do Fr nie byl dla mnie latwy, nie znalam ani
    zwyczajow ani jezyka, nigdy jednak nie zalowalam swojej decyzji, a teraz do Pl
    to, zeby mi doplacali to bym nie wrocila...chyba tylko na zuzel...
  • kat1971 19.05.05, 21:12
    jejku, sprobuj jednak przynajmniej z nim spedzic wakacje, wydaje mi sie, ze
    wcale Ci to nie jest obojetne. No i przyjezdzaj do Paryza, to pojdziemy razem
    na kawe :-) Tak na serio : z tego co przeczytalam, to chyba duzo Was laczy, a
    tylko odleglosc dzieli...

    PS : ja mieszkam od 15 lat we Francji, nie zaluje, mimo, ze Polski mi brakuje,
    a moi faceci jakos zawsze sa Francuzami...

    --
    kat
  • wanna421 19.05.05, 22:04
    Ja też wtrącę swoje 3 grosze(choć nie należę do tej kategorii).Nie bój się!
    Czytałaś pewnie "Alchemika"...Przecież zawsze możesz wrócić na łono Ojczyzny i
    rodziny)))
  • prevostiere 19.05.05, 23:28
    Watek z ta kawa to sie juz pojawia wielokrotnie...
    Ja proponowalam trawnik w Normandii a Sullivan (chyba) oferowal sie zaopiekowac
    grillem...

    A tak swoja droga to moze w koncu sie uda zrealizowac spotnanie w realu?
    (Kat1971, nasze "negocjacje" co do miejsca i daty naszej pierwszej wspolnej
    kawy wyslalam Ci na priva).

    --
    La vita è bella!
  • aburida 25.05.05, 08:36
    A właściwie przylatuję. I przysięgam, że jak mi bedzie suszył głowę, to go
    zamorduję i będziecie mnie poszukiwać Interpolem. A jak nie bedzię to mam
    największe chęci, by znowu było fajnie ;-))
    Ktoś chętny wyjść po mnie na lotnisko? ;-)))
  • affichaga 25.05.05, 20:26
    moge przyjechac muj rower ma solidny bagaznik
  • koralka 27.05.05, 21:22
    A jakimi liniami lecisz? Ja poszukuje jakiegos polaczenia do pn Polski...
  • aburida 30.05.05, 11:06
    Ostatnio latam SkyEuropem. Zdarza mi sie też WizzAirem, ale jest droższy.
    Tylko, ze ja na pd Polski...
    No, a tak w ogole, to wszystko wrocilo do stanu sprzed dwoch miesiecy i sie
    bardzo z tego ciesze ;-))
  • koralka 30.05.05, 11:32
    Brawo! Korzystaj ile wlezie! Mozna wiedziec w ktorym regionie Francji?
  • aburida 31.05.05, 11:37
    Zaczęło sie w Ariege, ale przeniosło do Paryża ;-)
    A Ty?
  • koralka 31.05.05, 20:54
    Na pd od Dijon, w samym srodku winnic burgundzkich...
  • aburida 01.06.05, 11:05
    No to musi Ci tam byc dobrze, jak mysle ;-))
  • koralka 01.06.05, 13:52
    jest dobrze, szczegolnie, ze pracuje w winnicy! Czasem tylko brakuje zgielku
    duzego miasta...
  • saluti 22.02.05, 14:01
    Ja jestem we Francji od 9 lat ale wyjechalam z Polski 23 lata temu. I nigdy nie
    zalowalam mojej decyzji ktora podjelam majac 19 lat. Tylko pierwszy rok byl
    trudny bo nie znalam jezyka, nie mialam zawodu i bylam sama. Potem poszlo z
    gorki. Wiem ze mam teraz inna mentalnosc i moze dlatego mam dobre kolezanki-
    Francuzki. Wszystko zalerzy od Ciebie, czy bardzo przywiazujesz wage do zycia w
    Polsce czy nie. Jedni szybko wsiakaja, drudzy nigdy. To prawda ze trzeba byc
    silnym ale "gra warta swieczki". Ja lubie ten kraj, przyrode, klimat, jedzenie.
    Patrze na moje dzieci ktorym moge zapewnic dobra przyszlosc. Chociazby dla nich
    nigdy do Polski bym nie wrocila.
  • koralka 22.02.05, 20:41
    Swieta prawda! Nie tylko dzieciom mozemy zapewnic lepsza i wygodniejsza
    przyszlosc ale i zycie rodzicow jest nieporownywalnie wygodniejsze!
  • aburida 07.03.05, 15:42
    Wiecie co.. Bo ja chyba pod wpływem wydarzeń ostatniego tygodnia podjęłam
    decyzję, że jednak z nim zamieszkam...
    Straaaaaaasznie się boję...
  • prevostiere 07.03.05, 21:04
    Gratuluje decyzji, napewno to jest ta wlasciwa! Trzymam kciuki!
    I pisz na biezaco jak Ci to wszystko bedzie szlo! Napewno wszystko bedzie
    dobrze.
    Prevo.
    --
    La vita è bella!
  • koralka 08.03.05, 10:43
    Nie bedziesz zalowac!
  • aburida 18.04.05, 08:49
    Hmmm, chyba nic z tego jednak nie będzie...
  • heureka7 08.06.05, 00:24
    a ja przyjechalam do mojego Francuza ;) po dluuuuuugich wachaniach pod koniec
    stycznia tego roku. Przyjechalam, bo znam francuski, a on po polsku mowic
    dopiero zaczyna ;) I coz, bezproblemowo dostalam titre de séjour z prawem do
    pracy na 10 lat (podobno wydarzyl sie cud, bo nawet nie mialam badan lekarskich
    ani zadnych egzaminow), jestem tu bezrobotna (ale bez prawa do zasilku), szukam
    pracy (na razie bezskutecznie, mimo wyksztalcenia) i uzywanie francuskiego 24 h
    na dobe coraz mniej mnie meczy... ;) Nie zaluje, ze przyjechalam, bo to WLASCIWY
    facet - ale nie jest mi latwo zaczynac niemal WSZYSTKO od nowa...
  • aburida 08.06.05, 11:16
    No to Ci kurcze zazdroszczę, bo ja ciagle nie mam odwagi. Po tym kryzysie jaki
    mielismy miesiac temu wszystko sie poprawiło na jeszcze lepsze, a ja ciagle nie
    mam odwagi. Moze gdybym nie była tak cholernie przywiązana do rodziny w Polsce
    byłoby inaczej..
  • heureka7 08.06.05, 12:59
    Ja po prostu stwierdzilam, ze nie chce zmarnowac szansy na wspanialy zwiazek z
    najlepszych facetem, jakiego spotkalam w zyciu ;) Bo relacja na odleglosc
    strasznie nas oboje meczyla... Gdyby R. mowil po polsku, pewnie zamieszkalibysmy
    w Warszawie...
    Moze sprobujcie poszukac Twojemu facetowi pracy w Polsce (mozna znalezc oferty
    np. na stronach ANPE, www.emploi-international.org, www.eures-jobs.com czy
    po prostu jobpilot itp. :)
  • kasia108 09.06.05, 10:28
    Czy w Polsce czy we Francji....miejsce chyba nie ma zadnego znaczenia.Ja
    opuscilam Polske prawie 15 lat temu, 6 miesiecy temu wyszlam za maz za
    Francuza, ktorego znam od 4 lat i wiem na pewno, ze zawsze beda miedzy nami
    roznice kulturowe, bo przeciez nie ogladalismy tych samych dobranocek. On nie
    ma pojecia, kto to Janek i Szarik a ja nie wiem, o czym on mowi cytujac
    jakiegos bohatera komiksowego.Ale przez to nasze zycie jest jakies takie inne.
    I dlatego warto sprobowac takiego pomieszanego zwiazku.
  • heureka7 09.06.05, 14:35
    zgadzam sie, roznice kulturowe niesamowicie urozmaicaja zwiazek... zawsze bedzie
    cos do odkrywania! (przynajmniej mam taka nadzieje! ;))
  • koralka 09.06.05, 21:38
    Zgadzam sie, jest ciekawiej i zawsze jest temat do posmiania sie, czy to z
    polskich, czy francuskich...i z czasem te roznice mieszaja sie...
    Choc ja do dzisiaj jakos nie przemoglam sie, zeby calowac wszystkich
    znajomych w policzki na dzien dobry! Nie podoba mi sie ten zwyczaj!
  • usa77 08.01.06, 00:40
    Moja dziewczyna pobyla troszke w paryzu i juz chyba bedzie sie mieszac bo daje
    mi do zrozumienia ze ma mnie gdzies
  • cammomille 16.06.05, 20:27
    a ja jestem we Francji od roku.Przyjechalam tutaj, zeby w koncu pobyc tak
    naprawde z moim mezczyzna i zeby skonczyc szkole, a przy okazji nauczyc sie
    jezyka, bo wczesniej go nie znalam.Poznalam mojego chlopaka w Polsce,mowi troche
    po polsku, ale niemozliwe bylo, przynajmniej na razie zamieszkanie w
    Polsce.Chcemy tutaj zaczac nasze wspolne zycie...wlasciwie to juz sie zaczelo ;)
    Odkad tu jestem mieszkamy razem.Zdarzaja sie nieporozumienia, ale szybko mijaja :)
    Zamierzalam teraz wyjechac na wakacje do Polski i wrocic w pazdzierniku z
    dyplomem w celu znalezienia pracy.Jednak okazalo sie, ze to nie taka prosta
    sprawa.To, ze weszlismy do UE jeszcze w niczym nie pomaga. Widze, ze sa tu
    osoby, ktore sa we Francji juz dlugo. Moze wiecie cos na temat, w jaki sposob
    malzenstwo z Francuzem zmienia status Polki? Ostatnio duzo rozmawiamy na temat
    slubu..Mialo to nastapic za rok, ale w tej sytuacji (tzn.jesli by to pomoglo w
    przyszlym znalezieniu pracy) zrobilibysmy to teraz..
    heureka7 pisalas, ze po przyjezdzie tutaj dostalas karte pobytu na 10 lat.
    Jestes po slubie?
    Kiedys podrozowalam do Francji z dziewczyna, ktora po slubie z Francuzem rowniez
    otrzymala karte pobytu na 10 lat.Z moim chlopakiem zastanawiamy sie jednak, czy
    nie ma jakiegos prawa, ktore nie pozwala mi od razu po slubie podjac pracy..
    Rozumiecie..w ramach zabezpieczenia,tzn.ze nie bierzemy fikcyjnego slubu na moj
    pobyt tutaj..
    Oj..zagmatwane to wszystko :/
    Pozdrawiam :)
  • heureka7 16.06.05, 20:35
    Hej! Nie mam slubu, ani dzieci, ani zadnych innych "ulatwiaczy" ;) amimo to
    dostalam bez problemu titre de séjour, moge pracowac itd. Moj facet po prostu
    zadeklarowal na pismie, ze jestesmy razem oraz dostarczyl wszystkie inne
    potrzebne papiery.
  • koralka 16.06.05, 21:23
    Podejrzewam, ze duzo musi zalezec od prefektury... Ja musialam wychodzic za maz
    ze wzgledu na prawo pobytu,ale to bylo ok.15 lat temu i w Lyonie, czyli w
    miescie gdzie duzo imigracji, wiec nie odbylo sie bez dluuugiego czekania,
    zbierania najrozmaitszych papierkow itp. Najpierw dostalam carte de sejour na
    rok, bez prawa do pracy, potem carte de resident na 10 lat juz z prawem. Dwa
    lata po slubie mozna ubiegac sie o nationalité française, badz od razu, gdy
    jest sie w ciazy.
    Ale czy to cos zmienia? Zaden z moich dyplomow polskich nie jest honorowany we
    Francji, chyba tylko, ze latwiej dostac sie do jakies szkoly z matura...
  • aburida 17.06.05, 12:49
    Nie musisz od razu wychodzić za mąż. Wystarczy, że podpiszecie kontrakt cywilny
    i nabywasz takich samych praw jak małżonkowie. Z prawem dziedziczenia włącnie ;-
    )
  • koralka 17.06.05, 21:44
    a co to jest ten kontrakt cywilny? Myslisz o concoubinage ?
  • aburida 23.06.05, 11:53
    Nie pamietam jak to się zwie po francusku, ale chyba nie concoubinage. To było
    wprowadzone po to, by homoseksualiści mogli nabyć prawa podobne do małżeństw
    heteroseksualnych, czyli np. dziedziczyć, wspólnie sie rozliczać, ubezpieczać
    itp. A teraz korzystaja z tego też i hetero. Tak zrobili moi znajomi i nie maja
    oficjalnego ślubu, ale ten cały kontrakt właśnie i dzięki temu np. ona korzysta
    z przywilejów jakie przysługują CZŁONKOM RODZINY w jego zakładzie pracy.
    Wczesniej nie tak mogli.
  • moniak13 23.06.05, 18:28
    To sie nazywa Pacs (le pacte civil de solidarite).
    Skoro duzo rozmawiacie o slubie, to znaczy ze jestescie gotowi.
    W ciagu dwoch miesiecy jestes w stanie sie uwinac ze slubem cywilnym, a potem
    dostaniesz "titre de sejour" na 10 lat jako "membre de famille" z
    adnotacja "toutes activities professionnelles". Pan Sarkozy nie ulatwia zycia
    obcokrajowcom, a bedzie jeszcze gorzej... Masz jakies pytania? Chetnie
    odpowiem, sama mam to juz za soba:)
  • prevostiere 28.06.05, 22:37
    Carte de séjour na 10 lat jest dopiero po 2 latach "udokumentownego" pozycia
    malzenskiego i udowodnieniu Pani na prefekturze ze slub nie byl mariage
    blanc....
    --
    La vita è bella!
  • moniak13 28.06.05, 23:13
    dostalam carte de séjour po 3 tygodniach od slubu cywilnego.
    po dwoch latach "udokumentownego" pozycia mozna sie starac o obywatelstwo
    francuskie.
  • koralka 29.06.05, 13:55
    fakt, po 2 latach mozna starac sie o obywatelstwo...
  • kasienka80 30.06.05, 13:38
    POpieram: miesiac temu dostalam carte de sejour na 10 lat jako memebre de
    famille.
    --
    Przegrywasz, boisz się i zwyciężasz tylko dlatego, że tak chcesz
  • ireknice 27.05.06, 11:54
    nie ma juz dla nas kart rezydent
  • kabines 20.07.06, 13:37
    abidura,
    ja jestem z francuzem od 1,5roku. bedziemy razem mieszkac.zycie we fracji jest
    nieporownywalnie lepsze.a francuzi to prawdziwi gentlemani,bedziesz miala
    kolacje ze swiecami i kwiaty.oni potrafia docenic kobiete i to co ona robi dla
    faceta - np.prasowanie.u polaka tego nie uswiadczysz.
  • kabines 20.07.06, 13:38
    a to o co pytasz nazywa sie pax.ale malzenstwo jest lepsze,zwalszcza jesli
    chodzi o dziedziczenie majatku.warto isc do prawnika.nie zapominaj te sa linie
    lotnicze i nie wybywasz na antypody.
  • brombeer 07.07.05, 22:20
    Ja nie zaluje w najmniejszym stopniu mojej przeprowadzki do Francji. Chociaz
    trudno bylo przez pierwszy rok (uznanie dyplomu). Ale mialam chyba sporo
    szczescia. Trafilam na ludzi, ktorzy mi zaufali. Prace mam lepsza niz w Polsce.
    Co ma pomoglo: maz, ktory mi wmawial, ze z moim zawodem czekaja na mnie we
    Francji z otwartymi ramionami (prawda), francuskie obywatelstwo (nie ciagali
    mnie po prefekturach) i to, ze trafilismy na polnoc, gdzie ludzie sa przyjaznie
    nastawieni do Polakow.

    --
    Malwy po chatach kwitna i bledna,
    po szesciu latach nic nie jest tragedia.
  • krokak 09.09.05, 16:51
    INFORMACJE W SPRAWIE POBYTU I INNYCH FORMALNOSCI MOZECIE ZNALEZC NA STRONIE
    GLOSU KATOLICKIEGO OTO ADRES: vkat.club.fr/gk_fichiers/pr_pob1.htm
  • re_wolucjonistka 28.09.05, 22:08
    Ja jestem w Paryzu troszke wiecej niz poltora roku (mam 24 lata) - wczesniej
    przez 12 lat mieszkalam w Niemczech. Do Polski zawsze tesknilam i chcialam
    wrocic po ukonczeniu szkoly i odlozeniu pieniedzy - jednak poznalam Francuza...
    Nie zaluje, ze przeprowadzilam sie do Francji, ale zaluje, ze wyszlam za maz.
    Jestesmy razem prawie 4 lata, ale odkad jestem tu, coraz bardziej nie moge z nim
    wytrzymac!! Teraz pozostalo mi tylko przeczekac, az mina 2 lata od zawarcia
    slubu, postarac sie o obywatelstwo i zostawic go. Smutne, ale prawdziwe.
  • affichaga 02.10.05, 10:42
    rewolucjonistko lepiej wracaj do tych niemiec jednej glupiej bedzie mniej
  • mrsrobinson 12.05.06, 06:38
    Bardzo brzydko!!! Nie jest powiedziane, ze ty jestes madra a tamta dziewczyna
    glupia, moze byc calkiem na odwrot. Ten sposob wypowiadania sie swiadczy o
    twojej niskiej kulturze osobistej.

    A do rewolucjonistki:
    Zanim na stale zamieszkalam w USA, mieszkalam przez pewien czas w wielu krajch
    Europy. Dopoki sie jest w Europie nie chce sie z niej wyjezdzac i ma sie
    przekonanie o jej wyzszosci. Kiedy sie z niej wyjedzie, nie chce sie pozniej
    do niej wracac. Wszystko wydaje sie pozniej male, stare i nieciekawe. Zanim
    znalazlam sie w USA mieszkalam przez 2 lata w Grecji, zacofanym kraju z ludzmi,
    ktorzy koncentruja sie wylacznie na jedzeniu i innych przyjemnosciach. W
    Holandii 2 lata- maly paskudny kraj gdzie ludzie dobrze nie wiedza jakiej sa
    wlasciwie narodowosci. W Niemczech 3 lata- dokonczylam tam studia medyczne -
    dla mnie za duzo musztry w zyciu codziennym i brak wyobrazni. We Francji
    prawie 2 lata- to rolniczy kraj gdzie ludzie maja o sobie wysoki wyobrazenie
    chociaz wiekszosc bierze prysznic raz w tygodniu....
    Jest to zdecydowanie najbrzydszy narod jaki widzialam zyciu a wiedzialm wiele
    nacji...
    Na Twoim miejscu nie tracilabym czasu. Jak piszesz mieszkalas 12 lat w
    Niemczech, tam zdaje sie konczylas szkoly. Wracaj do Niemiec (bo szkoly
    niemieckie sa duzo lepsze niz francuskie),skoncz jakies studia z przyszloscia
    (na przyklad teraz po studiach pielegniarskich caly swiat stoi przed Toba
    otworem)i wtedy mozesz wyjezdzac gdzie ci sie podoba i to na swoj rachunek.
    Wierz mi nie ma nic bardziej przyjemnego, jak osiagniecie czegos samemu.

    Wiekszosc pan tutaj wyjechala za maz do Francji. Ze wszystkich krajow jakie
    widzialam i w jakich mieszkalam, ten jest chyba najmniej interesujacy pod
    wzgledem codziennego zycia ale one tego nie wiedza, bo nie maja innych
    doswiadczen. Sa zadowolone, ze jakos funkcjonuja, co prawda zyja "w kucki" i
    opowiadaja, ze dla milosci to zrobily. Znosza degradacje zawodowa, spoleczna
    itd. i uwazaja, ze to normalne i one to w imie milosci zrobily. Typowe
    usprawiedliwienie polskich kur domowych z dyplomem.
    Dziewczyno, masz 24 lata i caly swiat przed soba i nie pozwalaj aby ktokolwiek
    cie ograniczal. Zainwestuj w siebie i najlepiej w Niemczech (bo tam sa dobre
    szkoly) a pozniej wyjedz. We Francji nie masz czego szukac, tam nie ma zadnej
    przyszlosci.
    Ja po wyjezdzie z Francji zamieszkalam w Kanadzie, specjalizacje z laryngologii
    robilam juz w USA i meza takze znalazlam po drodze. Nie warto zyc "w kucki", na
    program minimum. Trzeba sie wyprostowac i postawic sobie wysokie wymagania,
    nawet jesli trzeba przez to zostawic jakiegos malo ciekawego faceta, wtedy
    dopiero bedziesz zadowolona z zycia. Widac, ze potrafisz realnie oceniac
    sytuacje, wiec nie trac czasu.
  • kasia108 05.10.05, 12:09
    a po jaka cholere Ci to obywatelstwo????Skoro mieszkalas 12 lat w Niemczech to
    chyba nie na czarno...A po cos za maz wychodzila? Dla papierow? Bez sensu
  • kathy83 25.01.06, 08:57
    Zwiazki polsko - francuskie sa bardzo owocne. Chopin jest przykladem ... hehe
  • niunia997 07.03.06, 18:33
    I byc moze nadszedl czas na podsumowanie tego watku? No to ja niunia polska z
    doswiadczeniem rocznym moge juz powiedziec zwiazki polsko - francuskie maja sie
    bardzo dobrze! Wssystki watpliwosci rozwiane, wiekszosc barier pokonanych, z ta
    najwazniejsza bariera jezykowa. Juz mnie rozumieja a ja jak cos przekrece to
    naprawde jest to raczej powod do smiechu niz wstydu. Ostatnio zamiast wystawy
    znaczkow chcialam isc na wystawe grobow, no bo niby to takie podobne slowa...
    Mialam i nadal mam szczescie ze trafilam na odpowiedniego czlowieka a i ja
    jestem dla niego opowiednia kobieta. No i czy ta Francja nie da sie kochac? To
    juz temat na inny watek...
    Zycze powodzenia i odwagi!
    Pozdrowienia nadal z Francji i jak widac z dostepem do netu!
  • marieroos 08.03.06, 14:39
    A ja od maja zamieszkam na stale we Francji:) choć w związku z Francuzem trwam
    już 6-ty rok :)!!
  • miss_lavender 08.03.06, 19:45
    Ja mam nadzieję, że za rok też będę mogła coś podobnego napisać ...

    Będę od lipca mieszkać we Francji. I chyba bariera językowa najbardziej mnie
    przeraża, ale w sumie jestem na tym "słodkim" etapie nauki języka, że co
    miesiąc widzę, że moja jego znajomość jest coraz lepsza (ale tempo powolne, nad
    czym ubolewam)...

    Czytam wszystko co się da na temat życia tam (albo tu, zależy od punktu
    widzenia), praw i przepisów, zwyczajów, jakoś żeby nie być tak bardzo czymś
    zaskoczonym... ale i tak się dość trochę boję czy sobie poradzę.

    No, ale czego się nie robi dla miłości :-)

    Mimo wszystko jestem pełna nadziei i dobrych chęci.

    Pozdrawiam ciepło.
  • marieroos 09.03.06, 11:58
    Ja z moim Francuzem porozumiewam sie po angielsku. Z rodziną jego - na
    zasadzie "Kali jeść, Kali pić" w pełni wykorzystując gestykulację rak;).
    Zamierzam pójść TAM na jakiś intensywny kurs językowy.
    Jednak najbardziej obawiam się o nasza córeczke, która od wrzesnia zasili grupe
    pieciolatkow w tamtejszym przedszkolu.
    Serdecznie pozdrawiam wszystkich na tym forum.
  • miss_lavender 09.03.06, 18:16
    Mówiąc szczerze, to ja sobie nie wyobrażam tego momentu (choć mam nadzieję, że
    nadejdzie), że zacznę używać z Moim francuskiego, a nie angielskiego. Będzie
    śmiesznie ;-)

    Najbardziej motywuje mnie chyba jego mama, bo po moim pierwszym długim monologu
    po angielsku z nią, okazało się, że ona się uśmiechała, ale nie zrozumiała za
    wiele. Więc z nią zawsze dukam po francusku. A ze swoją cierpliwością do mojej
    koślawej odmiany czasowników przebija chyba wszystkich ;-)

    Mam conajmniej kilkoro członków rodziny, którzy wyjeżdżali z równie małymi
    dziećmi za granicę i one tak strasznie szybko się adaptują, że szkoda, że nam
    się tak nie udaje. I na pewno będzie dobrze :-D

    Życzę powodzenia Tobie, Wam i Waszej córeczce!
  • niunia997 10.03.06, 18:26
    Kilka sposobow aby sobie zyskac francuska tesciowa:
    -mowic zawsze ze dobrze smakuje to co przygotowala, i to nawet kilka razy przy
    stole
    - po kolacji pospieszyc z pomoca chocby to bylo tylko wstawienie naczyc do
    zmywarki
    - nie pozwolic aby on swoje koszule nieuprasowane zanosil do mamusi (jesli ona
    mieszka blisko)
    - przygotowujac kolacje nie przygotowywac typowego polskiego czerwonego
    barszczu... Mimo mojej wielkiej milosci do tej potrawy nikt francuski go nie
    pokochal!Nikt nie chce jesc czerwonych burakow!
    - nie pic polskiej wodki nawet z tesciem wiecej niz jeden symboliczny kieliszek
    - jesc powoli i niewielkie ilosci rozkoszujac podniebienie

    To tyle o zachowaniu sie przy stole.
    A ogolnie badajac tutejsza opinie polka za zone to duza wygrana na loterii. Nie
    dzwoni do serwisu aby sprawdzic jak sie wlacza pralke, nie dzwoni po hydraulika
    gdy cieknie z kranu, nie ma obsesji odchudzania. Nie ma obsesji wydawania co
    piatek kilka procent zarobionych pieniedzy aby zakupic bluzke ktorej nie bedzie
    nosic. Nie ma szafki niepotrzebnych kosmetykow i ile w nas dyskrecji...
    myslalam ze potrafimy plotkowac, nie francuski robia to o wiele wiele lepiej.
    na 30 kobiet w pracy znam dobrze 28 ich historii zyciowych a wiekszosci z nich
    tylko mowie dzien dobry i nic wiecej.
    Ogolnie znajomosc przepisow mamay lepsza niz pracujacy w prefekturze. Na
    specjaliste "od Polski" musialam czekac 20 minut a na dodatek przyszedl z
    dokumentem wydrukowanym z internetu, ktory dopiero go przy spotkaniu zaczal
    czytac.
    Wiec dziewczyny powodzenia i po roku obcowania tylko z jezykiem francuskiem nie
    ma sposobu aby sie go nie nauczyc. Przyznam , ze do dzisiaj mam problem z
    rozmowa prze telefon z osoba nieznana. Jezeli nie widze osoby i jej gestow
    jestem na razie zagubiona... A najgorzej gdy zadzwonil do mnie pan
    przeprowadzic sondaz. mowil bardzo szybko i praktycznie potrafilam tylko kilka
    slow wydukac z wlasnej niezaradnosci...Nic nie zrowumialam oprocz dobry
    wieczor. Od tego czasu przez niego mam uraz do dzwoniacych numerow
    niezidentyfikowanych;
    Pozdrawiam i kurazu zycze!
  • miss_lavender 13.03.06, 19:36
    Dziękuję za rady. Moja to tak urocza kobieta, że ciężko jej nie lubić. I z
    chwaleniem kuchni nie ma problemów, bo świetnie gotuje, a obie uwielbiamy
    wszystko co słodkie i na samą myśl, że jadę w odwiedziny aż się cieszę, bo
    wiem, że spróbuję jednego z jej przepysznych deserów.

    Znam różne Francuzki, więc mam różne doświadczenia. Znam też różne Polki i nie
    jestem pewna, czy wszystkie to idealne kandydatki na synowe ;-)

    Więc akceptacja rodzinna, to akurat mały problem.

    Te szukanie pracy mnie przeraża, a język - już najwyższy czas, żeby się za
    niego brać na poważnie... Ech, jak ja bym chciała, żeby ten rok adaptacyjny już
    był za mną ...

    Dziękuję jeszcze raz za dobre słowo i również życzę wiele powodzenia.
  • marieroos 15.03.06, 14:59
    A gdzie zamieszkasz, jeżeli mogę spytać? Bo ja z rodzinką przy Strasbourgu:))
  • miss_lavender 16.03.06, 12:23
    Strasbourg odwiedzałam kilka razy i już Ci zazdroszczę :-D

    Zamieszkam w Paryżu, tam na pewno jakiś dłuższy czas zostaniemy, już się bardzo
    do tego miejsca przyzwyczaiłam i już mniej zerkam na mapki linii metra ;-) ale
    Francja jest taka piękna, że mogłabym tam mieszkać wszędzie ;-)

    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia.
  • beatrycze_b1 17.03.06, 17:08
    Problem w tym ze Alzacja to nie tak calkiem Francja,rdzenni mieszkancy tak
    mowia,nie ja..:-))),no ale ja to bardzo często czuje :-)
    Pozdrawiam
    --
    Robótkowczki całego świata łączmy sie !
    glinki.com/?l=fwj54g
  • marieroos 21.03.06, 14:57
    beatrycze_b1 napisała:

    > Problem w tym ze Alzacja to nie tak calkiem Francja,rdzenni mieszkancy tak
    > mowia,nie ja..:-))),no ale ja to bardzo często czuje :-)
    > Pozdrawiam

    Ja nie widzę problemu:) Członkowie rodziny mojego męża (łącznie z nim) czują
    się Francuzami i mają francuskie ID i zero kompleksów związanych z miejscem
    zamieszkania. A co więcej - dzięki temu, że mieszkają blisko granicy
    niemieckiej doskonale władają jęz.niemieckim (tylko pozazdrościć). Do tego
    dochodzi dialekt - czyli są wielojęzyczni.
    Ja tam już niebawam zamieszkam a moim marzeniem jest by córka gdy dorośnie
    potrafiła władać tymi wszystkimi językami włączając dialekt:)
    Serdecznie pozdrawiam, Iza
  • marieroos 21.03.06, 15:13
    A ja Tobie zazdroszczę Paryża:) Mam nadzieję, że uda mi się tam bywać czasami.
    Bardzo Cię pozdrawiam,Iza
  • kabines 20.07.06, 13:41
    strsbourg piekne miasto. ja siedze w lotaryngii, gdzie tez (na moje szczescie)
    mowia po niemiecku :))))
  • bachna1 29.07.06, 00:39
    Ja tez z lotaryngii:)
  • yotka644 23.08.06, 00:49
    Witam ,ja tez z Lotaryngii:)
  • yotka644 23.08.06, 00:47
    Witam .W jakiej czesci Lotaryngii mieszkasz ? Ja mieszkam w okolicy
    jeziora Pierre Percee i szukam jakiejs bratniej polskiej duszy.Pozdrawiam
    wszyskich i podtrzymuje teze ,ze wszedzie mozna niezle mieszkac i miec
    to co sie chce ale trzeba wiedziec co sie chce.
    Violette
  • bachna1 26.08.06, 23:42
    Witam,ja jestem z Luneville,jak sie nie myle to jakies 50 kilometrow nas
    dzieli:)
    Napisz co porabiasz we Francji? na priva
  • daria.ma2 22.08.07, 11:21
    ups.... a ja powiedzialam ze mi nie smakuje.... prosciej mowiac
    potrawa mojej nie doszlej tesciowej byla dla mnie nie zjadliwa...
    NIE NAWIDZE WATROBKI SWINSKIE CZY KROWIEJ juz nie wiem jaka ona tam
    byla ale byla bleeeeee..... no wiec powiedzeialama ze nie lubie i to
    byl moj blad..... ostatni gwozdz do trumny zeby ma nie doszla
    tesciowa mnie znilubila :/ takze jak niunia napisala jesc WSZYSTKO I
    JAK TRZEBA UDAWAC ZE SMAKUJE :):)
    pozrdawiam smakowicie
    darka
  • miss_lavender 27.03.06, 15:05
    Mam do Ciebie kilka pytań odnośnie pobytu we Francji, więc mam prośbę - czy mam
    nie będziesz mi miała za złe jeśli napiszę do Ciebie na maila. Nie chciałabym
    Ci zaśmiecać skrzynki, jeśliby Ci to przeszkadzało. Z góry dziękuję i
    pozdrawiam już z pełni wiosennej Polski.
  • sloneczko766 08.05.06, 10:50
    Powiem tyle. Francja jest piekna. Tu bylam szczesliwa 2 lata. Francuzi pomocni
    i zyczliwi , jezei bedzie sie starac dostosowac do ich tradycji, bo przeciez z
    niemi przy stole teraz zasiadamy. To my wprowadzamy sie do obcego kraju.
    Teraz jestem w USA i jest tragedia juz 2 lata i co?
    Polacy lepiej nie mowic, a reszte da sie przezyc.
    Pozdrawiam i zycze szczescia.
    Ja bym duzo dala zeby nie popelnic tego bledu i nie wyjechac z Francji, ale sie
    stalo.
  • owidiusz1111 08.05.06, 15:17
    Gdzie jestes w USA? Ja akurat wyprowadzilem sie z USA (DC) i szukam czego we
    Francji. Bylem kiedys we Francji - w sumie jakis rok, musze przyznac ze bardzo
    mi sie spodobalo - glownie tak jak napisalas - zyczliwe podejscie
    ludzi, "socjalna" atmosfera. Problemem jest jednak to ze w USA zdaje sie o
    oferte pracy duzo latwiej...
    Pozdrawiam.
  • margo.pf 12.08.06, 02:18
    Mieszkam tu od ponad 20 lat i wtopilam sie w ten kraj tak, ze nawet snie po
    francusku.
    Zycze powodzenia i unikniecia podstawowego bledu jakim jest porownywanie obu
    krajow. Znalm osoby ktorym tego rodzaju podejscie bardzo utrudnilo integracje.
    Co do barszczu to roznie bywa. Przyjaciele francuzi widzac, ze zostalo go sporo
    postanowili podzielic sie i o 5 rano rozlewali barszcz do butelek po Perrier.
    Bez lejka :))) Ambitni byli, wszystko podzielili twierdzac,z ze ja moge sobie
    przeciez nowy ugotowac.


    Do mrrobinson.
    Polski savoir vivre od zawsze napominal, ze zyciu codziennym zaczynanie zdania
    od "ja" jest oznaka zlego wychowania, sobkostwa i snobizmu. Potwierdzaja to
    polonisci ograniczajacy jego zastosowanie na poczatku zdania tylko do
    podkreslenia emocji w nim zawartej.
    Ktos kiedys powiedzial, ze frak zaczyna dobrze lezec dopiero na trzecim
    pokoleniu. Zgadzam sie calkowicie z tym twierdzeniem i dodam, ze i zza dyplomow
    sloma wychodzi.
    Na zyciowe zgorzknienie polecam usmiech :))

    --
    "Wyscie sa ludzie tyle naiwne co cud." W.Mlynarski - Ksiezyc nad Koscieliskiem
  • pietruszek1 22.09.06, 10:55
    WItam,

    Mieszkam obecnie we Francji, bardzo mi sie tutaj podoba, jednak zamierzam
    wwyjechac do USA i tam rozpoczac zycie. Zdziwil mnie twoj stosunek do tego
    kraju, wiem ze niegdzie nie jest latwo i tzreba zasuwac, aby do czego dojsc.
    Wydaje mi sie jednak i wiem to od wielu ludzi ze jesli sie postara, i uparcie
    dazy do celu to mozna do cczegos dojsc. Tutaj we Francji jednak nie ma takich
    mozliwosci, jest strasznie duze bezrobocie, poza tym nie istenieje cos takiego
    jak praca w godzinahc nadliczbowych,pod tym wzgledem USA chyba jest lepsze.
    Francja jest piekna ale nie daje zbyt wielu mozliwosci.
    Jesli mozesz to napisz cos wiecej na temat USA.
  • agniea 14.11.06, 14:42
    Wątek już lekko nieświeży... A ja mam więcej pytań o sam związek. Ile czasu
    trwa docieranie i kłótnie? o u mnie już ponad dwa lata, toczone walki mają
    zawsze podejście z lekka nacjonalistyczne. I ten facet - idealny - gdyby tylko
    nie był Francuzem...:((
    --
    "Nie ma ziemi ni nieba,otchłani ni piekła. Jest tylko Beatrycze i właśnie jej
    nie ma."
  • sophie22 14.11.06, 19:27
    ja takze przylaczam sie - jezeli masz ochote napisz na moj email gazetowy...WIEM
    O CZYM MOWISZ u mnie podobnie
    --
    mój suwaczek
  • miss_lavender 15.11.06, 10:00
    A kto zaczyna te klotnie? Moze jakies kompleksy i wczesniejsze doswiadczenia? A moze kwestia jezyka?

    Co do docierania, to pewnie jak w kazdym zwiazku, zamieszkuje sie razem i sie czlowiek stara przyzwyczaic. Moze tez kwestia tego czy to byl "zwiazek na odleglosc" czy poznanie i bycie ze soba mialo miejsce we Francji, bo to tez inaczej jest.

    Zwiazki sa rozne i choc narodowosc ma duze znaczenie i trzeba sie do niektorych spraw po prostu przyzwyczaic i tolerowac niektore zwyczaje, to chyba wszystko zalezy od samej pary i jakimi sa osobami, czy do siebie pasuja, bo narodowosc niekoniecznie zawsze to przyczyna klotni i docierania.

    Napisz cos wiecej, jesli chcesz lub pisz na maila gazetowego :)

  • margo.pf 16.01.07, 23:26

    --
    www.uyu.bloog.pl
    Dwa lata na koncu swiata
  • uyu 16.01.07, 23:37
    Pardo, kliknelo mi si epod starym nickiem. Ale do rzeczy.
    Od czterech miesiecy w pl z mezem francuzem polskiego pochodzenia, od
    dwudziestu dwoch lat we Francji i jej terytoriach. Malzenstwo udane i zadnych
    problemow z adaptacja.
    Przyjezdzajac moja baze jezykowa stanowily bonjour et merde, od tego czasu
    rozwinelam sie :)))
    Autorka watka, zaczyna wpis od tego, ze juz wie, ze bedzie tesknic. Jesli tak
    to ma wszelkie szanse na to aby dolaczyc do grona wzdychajacych, ze "w Polsce
    to bylo inaczej" i tak moze jej zostac do konca zycia.
    Jest mloda dziewczyna i dlatego najlepszym rozwiazaniem bedzie natychmiastowe
    pojscie na nauke jezyka francuskiego, bo prace znajdzie marna i dolujaca.
    Sama zaczelam od francuskiego dla obcokrajowcow i zakonczylam na universytecie.
    Wiem, ze dla nas filologia polska we Francji to latwizna, ale jakis dyplom
    trzeba miec. Praca sama mnie znalazla i przepracowalam ponad dziesiec lat jako
    tlumacz.
    Pewne jest to, ze opuszczajac kraj trzeba miec swiadomosc, ze juz nic nigdy nie
    bedzie takie samo, co wcale nie oznacza, ze bedzie gorsze :))))
    Nie wiem jak inni, ale moje "u mnie" jest w Lille, nie w moim rodzinnym miescie
    w pl ani na poludniu pl, gdzie aktualnie mieszkam.
    A do POlski jest teraz zabi skok, wiec latwo wpasc na kilka dni.
    Zycze powodzenia :)))))
    --
    Ô! Interpunkcjo, nie opuszczaj mnie! Wroc!
    www.uyu.bloog.pl/
    Dwa lata na koncu swiata.
  • nantejka 11.05.07, 12:47
    i jak ci sie uklada??
  • emji 20.07.07, 15:17
    dziendobry,
    mieszkam tu od 27 lat, przyjechalam nie znajac jezyka i opierajac sie wylacznie
    na mezu i jego francuzkich znajomosciach. Mam tu dzieci wnuki i juz jestem stad.
    Mowilam jako tako po roku, czytalam po 2 latach juz wszystko, za pisanie
    wzielam sie po 5 latach i pisalam nawet wiersze, ale na pewno pisownia jest
    najtrudniejsza z tego wszystkiego. Zalezy gdzie pani bedzie mieszkac, ale we Fr
    jest wielu Polakow. W Paryzu mozna kupic gazety polskie i takze zywnosc.
    Kultura nie wiele rozni sie od polskiej, zalezy tez od srodowiska w jakim Pani
    bedzie sie obracac. Moim pierwszym bledem bylo mowienie przez ty do osob, ktore
    mi podaly swoje imie: "jestem Katy" nie upowaznia do przejscia naty, ale do
    mowienia "Katy vous voulez bien..." .To nie musi dotyczyc bardzo bliskich
    kolegow, ale sklepy, biura i powazne osoby. Poza tym Fr nie jest tak katolicka
    jak Pl i ludzie mniej sie wtracaja w zycie innych. Jezeli ma Pani ochote na
    kontunuacje tej korespondencji czekam na odpowiedz, pozdrowienia Emji
  • haidi_8 23.07.07, 19:08
    emji napisała:

    > dziendobry,
    > mieszkam tu od 27 lat, przyjechalam nie znajac jezyka i opierajac sie
    wylacznie
    >
    > na mezu i jego francuzkich znajomosciach. Mam tu dzieci wnuki i juz jestem
    stad
    > .
    > Mowilam jako tako po roku, czytalam po 2 latach juz wszystko, za pisanie
    > wzielam sie po 5 latach i pisalam nawet wiersze, ale na pewno pisownia jest
    > najtrudniejsza z tego wszystkiego. Zalezy gdzie pani bedzie mieszkac, ale we
    Fr
    >
    > jest wielu Polakow. W Paryzu mozna kupic gazety polskie i takze zywnosc.
    > Kultura nie wiele rozni sie od polskiej, zalezy tez od srodowiska w jakim
    Pani
    > bedzie sie obracac. Moim pierwszym bledem bylo mowienie przez ty do osob,
    ktore
    >
    > mi podaly swoje imie: "jestem Katy" nie upowaznia do przejscia naty, ale do
    > mowienia "Katy vous voulez bien..." .To nie musi dotyczyc bardzo bliskich
    > kolegow, ale sklepy, biura i powazne osoby. Poza tym Fr nie jest tak
    katolicka
    > jak Pl i ludzie mniej sie wtracaja w zycie innych. Jezeli ma Pani ochote na
    > kontunuacje tej korespondencji czekam na odpowiedz, pozdrowienia Emji

    Dzien Dobry,
    przeczytalam Pani list..., a ja jestem we Francji od dwoch miesiecy, od dwoch
    lat przyjezdzalam tu jedynie na wakacje.
    I dopadla mnie nostalgia...tesknie za rodzina, znajomymi, praca.
    Nie mowie po francusku, z moim chlopakiem komunikujemy sie po angielsku.
    On cale dnie spedza w pracy, a ja sam na sam ze swoimi myslami...Wiedzialam, ze
    bedzie ciezko, ale dla tego wspanialego uczucia, ktore jest miedzy nami
    postanowilam walczyc, ale teraz to zaczyna mnie przerastac... Psychika odmawia
    posluszenstwa. Czuje sie tu bardzo bardzo samotna...
    Zastanawiam sie, czy warto dla milosci poswiecic wszystko to, na co ciezko
    pracowalam w Polsce?
    W jakim regionie Francji Pani mieszka?
    Pozdrawiam serdecznie.
    Haidi.

  • embeel 24.07.07, 09:15
    Haidi, to może sprobuj chociaż zapisać sie na jakiś kurs francuskiego? w ten
    sposób poznasz ludzi, takich jak Ty, którzy dopiero probują sie odnaleźć w nowej
    sytuacji no i nie będziesz zdana wyłącznie na czekanie na swojego wybranka.
    Przeżyłam to i wiem, że nie ma nic gorszego niż czekanie w czterech ścianach.
    Poza tym wyjdź, zwiedzaj, nawet chodź w kółko. mój - wtedy przyszły - małżonek -
    kilka lat temu mieszkał w Rodez (12) a potem w Blondville sur mer (14) ( możesz
    sprawdzić w googlach jak ogrrrooomne są to miejscowości :) ) a ja, jeszcze jako
    studentka - spędzająca tam wakacje - nie udało mi się zdobyć pozwolenia na pracę
    - mogłam śmiało zostać przewodnikiem :). Ale pomogło mi to przynajmniej
    osłuchać się z językiem no i poznać ładne zakątki.
    Na początku znajomości też nie mówiłam ani słowa - tylko angielski, długo też
    nie miałam odwagi bąknąć choćby po francusku - a potem....samo przyszło.
    Pisanie sprawia mi jeszcze kłopot, ale pracuję nad nim.
    Uszy do góry. I wyjdź do ludzi!
    Magda ( Przedmieścia Paryża)
  • embeel 24.07.07, 09:48
    teraz , jak się domyślasz, mieszkam we Francji - od kilku miesiecy, więc nadal
    się adaptuję. mój mąż miał okazję wrócić - dla lepszej pracy. Cały czas mi
    powtarzał, czy jestem pewna, że chcę się przenieść. Ja, jedynaczka, tautuś,
    mamusia, pikuś itp...ale bardzo chciałam - zapisałam się na studia - na początku
    - korespondencyjnie (szalony pomysł ale wielkie marzenie) we Fracji, jeszcze
    kiedy byliśmy w Polsce. teraz mam bliżej :) mogę na nie uczęszczać bez problemu.
    Nie zaluję przyjazdu ( wole to słowo niż wyjazd :)) , zaczyna się nowy etap.
    Teraz pędzę na spotkanie w sprawie pracy...pierwsze "Pani profil nie spełnia
    naszych oczekiwań" już przeszłam...ale, mój kolega w liceum mówił: jeszcze
    nigdy nie było żeby jakoś nie było" i bardzo mi przypadła do gustu ta maksyma.
    Pozdrawiam, napisz, jeśli masz ochotę na skrzynkę.

    ps. z natury bywam bardzo pesymistyczna :) a jednak walczę. Moja Żaba
    'walczyła' w Polsce 4 lata, teraz mój rozdział.
  • g_u_p_i_k 25.07.07, 23:17
    Ja jestem w tej samej sytuacji... Też bywałam tu tylko przelotem, teraz
    przyjechałam na stałe. Przynajmniej mam taką nadzieję. I widzę, że różowo nie
    będzie (tym bardziej, że mój francuski to poziom baaardzo podstawowy, z
    chłopakiem rozmawiam po angielsku). "On cale dnie spedza w pracy, a ja sam na
    sam ze swoimi myslami"... to też się zgadza. Dopadają wątpliwości...Mam
    nadzieje, że to tylko teraz, na początku, że jakoś to będzie, że nie będę
    żałować wyboru jakiego dokonałam. Czego i Tobie życzę. Pozdrawiam
  • embeel 26.07.07, 12:36
    hej dziewczyny! bo założę Wam grupę wsparcia :)!. Na początek proponuję 5 minut
    rozmowy WYŁĄCZNIE po francusku z ukochanym. Wiem, że łatwiej, szybciej i
    prościej jest po angielsku - sama to przeżyłam, długo wręcz odmawiając używania
    francuskiego - ale w ten sposób można się przełamać. no i ukochany przecież nie
    wyśmieje ale przytuli i poprawi jak trzeba :)

    Kiedy Żaba mi powtarzała do znudzenia przed wyjazdem z Polski : zobaczysz,
    będzie Ci czasem ciężko , przemyśl to, przygotuj się - to miałam ochotę go
    udusić, ale teraz jestem mu za to wdzięczna. Tak się mentalnie przygotowałam, że
    teraz może być tylko lepiej i jest coraz lepiej.
    Trzymam kciuki, barrrrrdzo mocno (akcent wznoszący, ma się rozumieć). M
  • koralka 29.07.07, 11:45
    dziewczeta, najlepiej wybierzcie sie na merostwo, do centre social i dowiedzcie
    sie, gdzie mozecie nauczyc sie francuskiego...i to za darmo badz za smieszna
    oplate; sa tez organizmy jak APP, gdzie mozna na poczatek nauczyc sie czego
    macie ochote; i w ten sposob mozecie poznac inne osoby, pomagac sobie
    wzajemnie; nie liczylabym na sasiadow francuzow, czesto sa to osoby zabiegane,
    zapracowane i ktore nie potrzebuja nowych znajomosci; jezeli jeszcze jestescie
    w mniejszych miasteczkach integracja jest latwiejsza, ale to wy musicie wyjsc
    do ludzi...
  • kara28 22.08.07, 02:40
    To jest na pewno trudne, żeby "wyjść do ludzi". Pamiętam, jak to
    było, gdy zaczynałam uczyć się francuskiego. Pojechałam do Paryża na
    rok (wzięłam dziekański), a potrafiłam się właściwie tylko
    przedstawić.Mieszkałam u mojej rodziny i to było wielkie
    uproszczenie. Ale same kontakty z Francuzami były wyzwaniem dla
    mojej nieśmiałości, bo dla mnie nawet w Polsce trudno było zapytać o
    coś kogoś na ulicy. Ale powoli, z uśmiechem, cierpliwie i jakoś się
    udawało. Wam też się uda,bardzo Wam tego życzę.
    W tej chwili mam całkowicie odwrotne problemy niż Wy: nie z
    językiem tylko z wyjazdem! Po prostu nie mam z kim wyjechać do
    Francji, a bardzo bym chciała (przynajmniej na jakiś czas) odetchnąć
    od Polski. Jednak ceny wynajmu mieszkań we Fr.są szokujące a nie
    znam nikogo, z kim mogłabym dzielić czynsz. Wszyscy moi znajomi i
    przyjaciele uciekają do Anglii, Francja ich nie ciągnie ze względu
    na trudny język. Wiem, że będąc na miejscu, miałabym duże szanse,
    żeby znaleźć jakąś pracę, ale to mieszkanie...zupełnie nie wiem,
    jak się z tym uporać.
  • desy 29.04.08, 14:10
    Od kilku dni jestem we Francji z decyzja, ze to na stale. Od roku jestem z Zaba
    praktycznie na odleglosc, bo musialam skonczyc studia. Filologia angielska.
    Ciekawe czy do czegos mi sie to przyda. Na razie jak Ty i Haidi siedze w domu i
    czekam az on wroci z pracy. Na szczescie rozmawiamy po francusku. Duzo latwiej
    by mi bylo po angielsku, ale z jego poziomem tego jezyka byloby trudno.
    Chcialabym znalezc sobie jakas prace, ale oslabiaja mnie wszelkie formalnosci z
    tym zwiazane! Poki co jestem dobrej mysli, bo jeszcze nie zaczelam sie w to
    bawic, wiec czas pokaze.. Jakis kurs francuskiego tez by sie przydal, to bym
    poznala jakichs ludzi. A gdzie mieszkasz? Pozdrawiam
  • dame_de_lotus 29.04.08, 15:11
    Pierwsze miesiace zwykle sa ciezkie.

    U mnie bylo podobnie, rok z Francuzem na odleglosc, a potem przeprowadzka. Tez nawet miedzy innymi filologie angielska skonczylam w Polsce :)

    Moj poziom francuskiego byl niezbyt wysoki, ale od czasu jak zaczelam sie przelamywac i mowic i sie nie bac, to bylo coraz lepiej. I sie jakos wszystko db ulozylo.

    Najwazniejsze, zebys dobrze opanowala francuski i nie zamykala sie na innych ludzi - bo samotnosc na obczyznie moze byc ciezka do przezwyciezenia.

    Co do pracy, to hmm... najlatwiej to jak sie jest w zwiazku malzenskim albo chociaz po PACSie, a w razie czego moze sie zapisz tutaj na studia, bo to Ci da uprawnienia do podjecia pracy 20h w tygodniu (skoro skonczylas filologie, to mozesz spokojnie tutaj podjac prace np. jako lektor angielskiego, na stronie ANPE jest wiele ogloszen, czy wyslij CV do szkol jezykowych), jesli znasz db francuski, nie powinnas miec problemu.

    A konczac studia na poziomie M2 (jesli masz polskiego mgr mozesz sie od razu na nie zapisac, tzn. zlozyc dossier i podejsc do egzaminow) dostaniesz prawo do pracy. A kontakt z uczelnia, innymi studentami, to tez jakas mozliwosc.

    Kursy francuskiego to tez swietna okazja do poznania innych ludzi, w jakiejkolwiek szkole jezykowej poszukaj, czy to w merostwie w swojej miejscowosci cos na pewno znajdziesz.

    A moze jakis wolontariat, np. w centrach socialnych szukaja ludzi do nauki jezykow obcych, albo tandem - Ty kogos uczysz angielskiego, a ta osoba - Ciebie francuskiego.

    Powodzenia i nie doluj sie papierkowa robota, bo to niestety bedzie Cie spotykac na kazdym kroku.

    Pozdr.
  • irmina1984 30.04.08, 12:07
    Czesc Wam!
    Ja we francji jestem juz od lipca 2006 roku.Przyjechalam tutaj tez
    za wielka miloscia mojego zycia, francuzem.Ja jednak studiowalam
    filologie fr w polsce i zatrzymalam sie na licencjacie.Jak
    zaczynalam ten kierunek nie przypuszczalam ze moje zycie potoczy sie
    w tym kierunku.Przyjazd do francji byl dla mnie wielka decyzja,
    musze przyznac ze co do papierow i calej ich biurokracji bylam
    nastawiona bardzo optymistycznie, niestety do czasu az musialam temu
    sprostac.Fakt ze jestesmy czlonkiem uni nie zmienil za duzo...jezli
    wiecie co mam na mysli.wszedzie trzeba sie bic o swoje i udowadniac
    ze jest sie tak samo kompetentna osoba jak inne.A oni sami tutaj nie
    wiedza jak sie do tego zabrac.Chcialam sie zapisac na studia
    uzupelniajace, ale bylo juz za pozno, stwierdzilam wiec ze ten rok
    popracuje a pozniej sie zapisze.Z praca nie bylo latwo, znalazlam
    prace kelnerki na czarno bardzo zle platna,podjelam sie jej tylko
    dlatego ze nie dawalam rady juz siedziec w domu i czekac na mojego
    mezczyzne.W restauracji poznalam mojego przyszlego pracodawce, z
    ktorym sie zaprzyjaznilam.Dzieki niemu mialam wybor i on byl na tyle
    cierpliwy zeby zajac sie moimi papierami.Zajelo to troche czasu i w
    miedzy czasie okazalo sie ze jestem w ciazy.Bylam przeszczesliwa?bo
    pomimo ze sytuacja byla dla nas taka sobie juz nie raz poruszalismy
    kwestie rodzicielstwa.Moj pracodawca wprost mi powiedzial ze w tym
    wypadku to nie moze mi dac CDI bo poprostu go nie stac na to zeby
    mnie utrzymywac na urlopie macierzynskim.Nie mialam mu za zle, bo
    wiem ze zatrudniajac mnie i tak duzo we mnie zainwestowal.miedzy
    nami wszystko bylo jasne, ja mu mowilam co mi nie pasowala i
    nawzajem.dzieki temu nawet teraz jestesmy w kontakcie i wiem ze
    zawsze moge wrocic do pracy tylko mam problem ze zlobkiem, no
    niedawno sie okazalo ze moja coreczka bedzie miala albo sostre albo
    brata.Powiem wam ze ciezko mi bylo zaakceptowac bycie w domu caly
    czas na nowo.Od czasu do czasu jakos wyskocze popracowac troche na
    czarno u mojego pracodawcy, nawet nie dla pieniedzy dla samej
    siebie.Ale moje dizeci sa najwazniejsze i nie po to je mam zeby
    oddac jakiejs obcej opiekunce jak tu to robia, one potrzebuja swojej
    mamy...Dlatego daje sobie jeszcze rok zeby pobyc troche z nimi i
    pouczyc ich polskiego:) a pozniej wracam do roboty nad soba no i
    moze na studia jak sie uda.Bo zeby rodzina byla szczesliwa ja
    profesjonalnie tez musze sie czuc dobrze.A wy dziewczyny jak tylko
    macie ochote wyskoczyc na kawe i pogadac troszke po polsku, nie ma
    sprawy, bo tutaj ze znajomosciami to roznie,same widzicie jak to
    wyglada.
    Moj nr 0626055976
    mam na imie irmina
    pozdrawiam was goraco
  • desy 30.04.08, 17:50
    Dziekuje za propozycje :) Studia mowisz .. Dopiero co dyplom odebralam i jakos
    mi sie nie usmiecha isc znowu do szkoly :S A jeszcze jakies egzaminy wstepne!
    Mimo wszystko zorientuje sie oczywiscie jak to wyglada. Co do pracy w zawodzie
    nauczyciela - tez odpada. Pracowalam w Polsce przez rok w gimnazjum i never
    again ;) to byl jakis koszmar. Myslalam raczej o turystyce, praca w hotelu czy
    cos takiego. Jest ten eurojob przy Rivoli, moze tam by mi cos znalezli.. Spytac
    nie zaszkodzi :)
    Zaczne od kursu jezykowego. A jakby nie poszlo z praca tak latwo, to sie
    pomysli o pacsie :) Tylko czy na pewno przysluguje dzieki temu prawo do pracy?
    Pozdrawiam
  • dame_de_lotus 30.04.08, 23:34
    Mnie sie tez sprawa ze studiami nie usmiechala, bo ile mozna studiowac, ale teraz nie zaluje, bo to ciekawe doswiadczenie. I jedna z niewielu mozliwosci popracowania tez legalnie, bo zalatwianie umowy o prace nie na czarno, to droga przez meke. A studia na M1 czy M2 sa mniej uciazliwe niz Licence.

    Wiec jesli chcesz zapisac sie na studia, sprawdz wszystko szybko, bo zapisy sie wlasnie zaczynaja.

    Co do pracy w zawodzie - tez mam takie same doswiadczenia i szkola publiczna mi sie nie usmiechala na dluzsza mete, ale np. lektor w szkole jezykowej czy lektor jezyka biznesu w firmie to juz zupelnie inna sprawa. Inne podejscie uczniow, czesto mozesz miec zajecia tylko z jedna osoba i jest to calkiem fajna sprawa, jesli sie to akurat lubi.

    Co do turystyki, hotelu etc... to moze znajdziesz cos na wakacje, bo wtedy latwiej z umowa o prace (sa inne zasady niz zwykle) i moze potem sie pracodawca na Ciebie skusi i bedzie sklonny przebrnac przez biurokracje.

    Kurs jezykowy, to podstawa, wiec zapisz sie najszybciej jak sie da, polecam szczegolnie na poczatku, jesli nie ma sie jeszcze za wielu znajomych w miejscu gdzie sie miezka.

    A co do PACSu, to przysluguje prawo do pracy, ale trzeba mieszkac ze soba od conajmniej roku, no i miec to udokumentowane (rachunki za gaz, telefon czy czynsz na wasze oba nazwiska czy kredyt wspolny, cokolwiek byle bylyby wasze dwa nazwiska pod jednym adresem), wiec jesli nie mieszkaliscie razem wczesniej, a teraz byscie sie sPacsowali, to musicie jeszcze rok poczekac i miec dokumenty na to, ze razem mieszkaliscie.

    Najlatwiej chyba ze studiami, albo z jakims intensywnym kursem francuskiego z 20h tygodniowo, ktore daja status studenta (czyli tak jakbys studiowala na uniwersytecie), ale takie kursy sa dosc drogie.
  • desy 01.05.08, 10:45
    Kurcze, lektor jezyka w szkole prywatnej to na pewno inna bajka, ale nie jestem
    przekonana. Tak sie nastawilam negatywnie do tego zawodu, ze bedzie trudno. A to
    prawo do pracy to sie dostaje od razu zaraz po przyjeciu na studia? Czy dopiero
    po skonczeniu? I ile to trwa? Musialabym ciagnac dalej angielski czy mozna cos
    innego? Trzeba znac bardzo dobrze francuski? Mozesz powiedziec gdzie Ty konczylas?
    Co do intensywnego kursu francuskiego, to nie ma przypadkiem limitu wieku? Ze
    do 28 lat? A rzeczywiscie drogie sa :S A te darmowe, to chyba nam juz nie
    przysluguja. Rzeczywiscie ze znajomymi kiepsko. Na szczescie oprocz faceta mam
    tu tez ciocie i kuzynke :)
    Z gory dzieki za wszystkie info :)
  • dame_de_lotus 05.05.08, 08:35
    Wiesz, nie ma sie co zmuszac do zawodu nauczyciela, ale jesli masz doswiadczenie, to chyba najlepiej sprobowac w tym zawodzie, bo np. studiujac spokojnie te 20h sobie poukladasz, bo zwykle szukaja lektorow na kilka godzin do roznych firm czy osob prywatnych.

    Co do tego prawa pracy, to dostajesz karte pobytu z adnotacja odnosnie pozwolenia do pracy na 20h w momencie, gdy dostaniesz legitymacje studencka. Moze to byc juz w lipcu, a moze dopiero we wrzesniu. Wtedy z legitymacja na prefekture, dostaniesz carte de sejour z prawem do pracy po jakims miesiacu z tego co pamietam. Szukasz pracy, jeszcze sie zalatwia jakies inne drobne sprawy przed podjeciem pracy, ale to akurat nie jest nic skomplikowanego, bo masz juz pozwolenie automatyczne.

    I wtedy to pozwolenie obowiazuje rok czasu (czyli tyle ile studiujesz), na kolejny rok trzeba znowu te pozwolenie wyrabiac.

    Co do studiow, to jako, ze masz jak rozumiem magisterskie studia z anglistyki zrobione, to trudno byloby Ci sie dostac na jakiekolwiek inne studia niz anglistyke, ale mozesz probowac. Ciekawe sa studia Master Pro na anglistyce, bo wtedy pol roku studiujesz, pol roku robisz staz i mozesz bardziej specyficzne specjalizacje wybrac na anglistyce - tlumaczenia, dziennikarstwo etc.

    Skoro masz magistra, to mozesz skladac papiery od razu na Master 2, wtedy po roku studiowania otrzymasz juz z urzedu prawo do pracy (poczytaj sobie tutaj www.eco.amb-pologne.fr/master.htm) na zawsze i nie musisz sie juz pozwoleniami przejmowac.

    Jak dobrze trzeba znac francuski? Najlepiej biegle, ale to zalezy od studiow. Jesli studiowalabys anglistyke, to masz duze prawdopodobienstwo, ze wiekszosc zajec byloby po angielsku, ale jesli wybierzesz np. tlumaczenia etc. to bedziesz miala zajecia z francuskiego na wysokim poziomie. Zeby sie dostac na studia trzeba miec poziom B2 (intermedaire avancé), studiujac anglistyke z wiekszoscia zajec po angielsku to wystarczy, ale jesli bys chciala studiowac po francusku, to wydaje mi sie, ze mimo, ze przyjmuja z takim poziomem, to moze byc ciezko, bo nie jestes traktowana ulgowo i trzeba sie nameczyc troche, jesli sie db nie zna jezyka.

    Poza tym mozesz tez zaczac studia od poczatku, od poziomu Licence, jesli chcesz, wtedy oczywiscie mozesz sobie wybrac jakikolwiek kierunek chcesz. Mozesz tez na poziomie Master poszukac jakis humanistycznych studiow, bo czasem przyjmuja po studiach jezykowych, ale to tez nie za czesto.

    Co do kursu francuskiego, to nie mam pojecia, czy jest limit wieku, ale chyba nie. Wystarczy obejrzec strony szkol jezykowych i do nich popisac, a sie od razu dowiesz.

    Co do tych darmowych kursow - to mozesz sie zapisac w merostwie, ale czesto jest b. duzo chetnych, wiec ciezko jest sie dostac. Tam jednak nie ma kursow 20 godzinnych, wiec nie przyslugiwaloby Ci prawo do pracy.

    A moge sie dopytac gdzie mieszkac we Francji tak w ogole? :)
  • desy 22.08.08, 10:39
    Wakacje prawie minely a ja nie ruszylam z miejsca za specjalnie. Jakos nie bylo
    okazji, zeby sie tym wszystkim zajac a tez nikt mnie z domu na sile nie wypycha.
    Zainteresuje sie anpe to moze sami mnie skieruja na jakies kursy. Wolalabym
    pracowac z turystami, a czy to bedzie mozliwe zobaczymy.
    We Francji jestem w St Quentin pod Paryzem. A Ty ?
  • dame_de_lotus 26.08.08, 14:57
    Wakacje minely i wszystko sie zmienilo, bo jak zapewne wiesz rynek pracy zostal otwarty i mozna juz normalnie bez tych papierkow szukac pracy.

    Doskonale wiem jak trudno sie ruszyc z miejsca, ale jak sie to juz zrobi i chlowiek sie wdrazy w kursy, uczelnie czy tez w koncu prace - od razu znacznie lepiej jest!

    Jestes z tego Saint-Quentin w Yvelines? Ja mieszkam w Paryzu, wiec jesli bedziesz kiedys w stolicy, to daj znac. W kazdym razie - pisz na maila gazetowego jesli masz ochote.
  • dame_de_lotus 28.08.08, 09:31
    Przepraszam za zwloke w odpisywaniu, wlasnie poslalam Ci maila na skrzynke gazetowa. Pozdrawiam
  • justina78 03.11.08, 18:10
    Czesc :) Od kilku tygodni dziele Twoj los, za 2 tygodnie
    przypieczetuje wszystko slubem z Francuzem ( z pochodzenia
    Polakiem). W moim przypadku sytuacja jest troszke latwziejsza. Moj
    facet nauczyl sie kilka lat temu polsiegoi wlada nim biegle. Ja
    kilka lat temu nauczylam sie francuskiego i posluguje sie nim na
    codzien od wielu lat ( w pracy). Oboje mieszkalismy w kraju drugiego
    i znamy swoje kltury. Pmimo tego nie jest mi latwo :( Mieszkalam juz
    kiedys we Francji ( ponad 3,5 roku) i wiedzialam czym bedziepachiec
    ten wyjad. Pomimo to podjelam jeszcze raz ta trudna decyzje. Jezeli
    chcesz wiedziec wiecej, to napisz do mnie na maila:
    ladybirdcz@interia.pl

    Pozdrawiam :)
  • belzebub00 30.11.08, 04:36
    no i stalo sie ,zostalo to naukowo potwierdzone ze zabojady maja
    najwieksze penisy,pewno z tych zabich udek
  • koni42 06.01.09, 11:27
    Większe niż Polacy rozumy!
  • forumfranka 12.01.09, 21:54

    --zapraszamy na Forum oferty.fr
    FORUM FRANKA
  • ariana82 17.01.09, 19:56
    Z penisem to fakt i ubolewam nad tym aż taki nie jest potrzebny :-(
    A tak na poważnie to mam wciąż problem jechać czy nie. W Polsce mam
    dobrą pracę a mój facet najbardziej ze wszystkiego boi się mojego
    rozczarowania (bardziej niż ja) i wręcz mnie zniechęca. Nie wiem czy
    wszyscy francuzi są tacy:" I chciałbym i boję sie?" waham się bo nie
    wiem jak to będzie. Największym zwolennikiem mojego przyjazdu są
    uwaga MOI PRZYSZLI TEŚCIOWIE Z francuskim nie mam raczej problemu bo
    mój facet ani słóweczka w innym języku (jak większośc z nich) wobec
    tego niemożliwym byłoby go poderwać w innym języku jak jego
    ojczystym :-)Najgorsze jest to że jeden z moich zawodów nie istnieje
    we Fr wogóle (jestem higienistką stomatologiczną) więc musiałabym
    pracować jako asystentka we francji to wygląda tak że to taka troche
    lepsza sprzątaczka co do drugiego zawodu-studia prawnicze kompletnie
    nie wiem jak ugryźć temat nostryfikacji i czy jest wogóle możliwa na
    dodatek mój koleś na wszystkie moje propozycje pracy innej niż
    zgodna z kwalifikacjami odpowiada niezmiennie non np Sprzątanie- to
    praca dla czarnego nie dla kobiety białego francuza, zbiór owoców
    lub winnice-zbyt męczące, opieka nad starszymi-nie będziesz
    podcierała dup starym babom itd. Czy ktoś może ma jakieś
    doświadczenia w związku z takimi kwalifikacjami jak moję Proszę o
    info
  • desy 16.02.09, 17:17
    Moj zabojad tez malo zdecydowany.. Ja jestem szefem w zwiazku ;) Moze oni maja
    cos takiego, ze po prostu nie radza sobie z czyims niezadowoleniem i wola, zeby
    decyzje odjal ktos inny. I jakby co, to nie bedzie na nich.
    Co do pracy, to chyba sama nie chcialabys sprzatac czy zbierac owocow! Jesli
    masz dwa zawody, to probuj jednak w tym kierunku. Licz sie z tym, ze moga czekac
    Cie dodatkowe kursy, ale to jest do przejscia a potem bedziesz robic to co
    lubisz :)
    Trzymam kciuki.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka