Dodaj do ulubionych

Do Genepis - nauki dla narzeczonych

17.02.05, 15:01
Sugerowałaś, by przenieść dyskusję n/t moralności katolickiej na inny wątek -
co też niniejszym czynię.
Tak, jak pisałam w "NPR a życie małżeńskie" - podczas nauk przedmałżeńskich
10 lat temu lekturą obowiązkową była broszura o. J. Salija.
Odszukałam ją, choć nie było łatwo ;) - dwie przeprowadzki...
Tytuł: Małżeństwo po bożemu". 18 stron A4 gęstym druczkiem.
Mnóstwo mądrych rad, przemyśleń, przykładów, czasem, jak dla mnie - dość
pokrętnie wyłozonych i uzasadnianych, ale niewątpliwie cennych i dających do
myślenia.
Mało kto po przeczytaniu nie będzie miał w glowie ułożonych należycie pewnych
praw, ale też - wyrzutów sumienia. Bo założeniem tego tekstu jest dążenie do
tak doskonałej i czystej postawy w małżeństwie, że aż jest to nierealne. Ale,
oczywiście, chodzi o DĄŻENIE.
Ale ad rem - wiele w broszurze jest o psychofizjologii aktu małżeńskiego i
nastawieniu do niego małżonków, o tym, jak powinny wyglądać i przebiegać
zbliżenia.
NIestety, przejrzałam to teraz tylko pobieżnie, nie mam więcej czasu,
zwłaszcza, aby wklepywać (bo to długie teksty z rozbudowanymi alegoriami)
więc przytoczę tylko jeden fragment.
"(...) nie popełnia żadnego grzechu, nawet powszedniego, żona, która wskutek
egoizmu lub nieświadomości swojego męża, czy z jakichś innych powodów,
została pozostawiona przez niego <<w pół drogi>> i sama po odbytym stosunku
doprowadza się do szczytowania. (...) nie uprawia wówczas żadnego onanizmu,
orgazm bowiem stanowi naturalne uwieńczenie małżeńskiego zjednoczenia (...)"

Jak dla mnie to bardzo wydumane i tak rozumując można dowolną tezę uzasadniać
i dywagować.
Na razie pozdrawiam.
Edytor zaawansowany
  • sylwiksylwik 17.02.05, 15:51
    Ja kurs zaliczylam na religii w czwartej klasie liceum. Przyszla pare razy pani
    z poradni, ale niewiele z tego pamietam. O NPR mialam za to na biologii -
    wszyscy mielismy. Pani biolog byla oprzeciwna hormonom w zwiazku z posiadana
    wiedza naukowa a nie koscielna. Za to nigdy nie zapomne jak ksiadz lubieznym
    glosem powiedzial: dzis bedziemy ogladali film z porodu zobaczycie jaki
    smieszny. Chlopaki do ksieda: łeeeeeeeee my juz nieraz bylismy przy porodzie,
    ale podczas tego filmu pobledli. Bylo pokazane z bliska lak dziecko wychodzi z
    krocza, jak ono peka i ksiadz twierdzil ze to jest smieszne - ksiadz doktor...
    Pamietam ze czulysmy sie glupio wobec naszych kolegow. Potem dziewczyny
    pzerzywaly ze to straszne ze one nigdy nie zdecyduja sie na dziecko.
  • genepis 17.02.05, 20:41
    sylwiksylwik napisała:

    > Ja kurs zaliczylam na religii w czwartej klasie liceum. Przyszla pare razy pani
    > z poradni, ale niewiele z tego pamietam. O NPR mialam za to na biologii -
    > wszyscy mielismy. Pani biolog byla oprzeciwna hormonom w zwiazku z posiadana
    > wiedza naukowa a nie koscielna. Za to nigdy nie zapomne jak ksiadz lubieznym
    > glosem powiedzial: dzis bedziemy ogladali film z porodu zobaczycie jaki
    > smieszny. Chlopaki do ksieda: łeeeeeeeee my juz nieraz bylismy przy porodzie,
    > ale podczas tego filmu pobledli. Bylo pokazane z bliska lak dziecko wychodzi z
    > krocza, jak ono peka i ksiadz twierdzil ze to jest smieszne - ksiadz doktor...
    > Pamietam ze czulysmy sie glupio wobec naszych kolegow. Potem dziewczyny
    > pzerzywaly ze to straszne ze one nigdy nie zdecyduja sie na dziecko.

    Pamiętam ten film, pamiętam tę scenę i pamiętam, że wszystkie wyszłyśmy z klasy
    z odczuciem "nigdy więcej!" "żadnych dzieci!" "precz z porodami". Nie wiem czy
    była choc jedna dziewczyna, która po tym filmie byłaby nastawiona pozytywnie do
    rodzenia dzieci. A chłopcy rzeczywiście pobledli.
    Mąż też oglądał coś podobnego w swoim liceum i twierdzi, że mu się zrobiło wtedy
    bardzo niedobrze i aż sam sie zdziwił swoimi odczuciami.
    Ale on uważa, ze pokazywanie tego chłopakom ma sens - nie traktują potem tak
    lekko tych spraw. I dla niego być moze była to niezła szczepionka, żeby mógł być
    przy porodzie naszego dziecka.
    Może dlatego pan, który przyniósł te filmy (ojciec rodziny) mówił o nich z takim
    zachwytem (nie jak ten ksiądz że to śmieszne, tylko autentycznie uważał, że to
    coś pięknego, cud, misterium...)
    Kiedy w szkole rodzenia ogladaliśmy filmy z porodu juz miałam inne odczucia,
    poruszało mnie to w inny sposób. Natomiast nie wiem czy dziewczyny w IV klasie
    są już wystarczająco dojrzałe do takich filmów. Co do chłopców - kto wie? Może
    takie filmy sprawiają, ze zaczynają dorastać?
    Chociaż tamten ksiądz jak widać - nigdy nie dorósł.

    Prof Wanda Póltawska kiedyś powiedziała, że tego typu filmów ona nigdy nie
    puszcza dziewczętom. Wyprasza dziewczęta i puszcza samym chłopcom. Dlatego, że
    doświadczenie ją nauczyło, że po obejrzeniu takich filmów dziewczyny boja się
    rodzić.
    --
    Młodzi myślą, że starzy są głupi. Starzy wiedzą, że młodzi są głupi.
    /Agatha Christie/
  • toya3 17.02.05, 16:39
    Założyłam ten wątek sprowokowana przez Genepis stwierdzeniem, że nie słyszała,
    jakoby księża mówili, co nalezy robić w łóżku.
    I mam nadzieję, że nie znajdą się w nim tylko wypowiedzi o przykrych
    doświadczeniach z księżmi.
    Duchowni są tylko ludźmi, jedni mądrymi, inni - całkiem małymi,pamiętajmy o
    tym. Więc nie należy zawsze slepo traktować ich głosu jako głosu Kościoła (choć
    niewątpliwie śpiewają w jego chórze...). Tym bardziej, że i Kościół zmienia
    czasem zdanie.
    Nauki dla narzeczonych prowadzone są zarówno przez księży, jak i przez
    instruktorów npr, lecz podział ich zadań i kompetencji bywa różny - nauczyciele
    nie koncentrują się na technicznych aspektach npr, często ich wykłady mają za
    mocną obudowę ideologiczną, a z drugiej strony zdarza się,że ksiądz zapuscza
    się za bardzo w sypialniane rejony małżeństwa. A przecież, jak wielokrotnie
    podkreślano na tym forum, miłość cielesna to tylko jedna, nie najważniejsza
    sfera życia małżeńskiego i rodzinnego.
    Ja podczas swoich nauk niewiele slyszałam o budowaniu przyjaźni, zaufania,
    szacunku, właściwym wychowywaniu dzieci itp - jeśli już, to właśnie przez
    pryzmat npr. I wychodziło na to, że npr to szeroka ideologia, dominująca
    niejako całe życie rodziny, absolutnie niezbędna w katolickim domu, że bez npr
    wszystko prędzej czy później traci sens i rozpada się.
  • kasiula_a 17.02.05, 17:55
    I wychodziło na to, że npr to szeroka ideologia, dominująca
    > niejako całe życie rodziny, absolutnie niezbędna w katolickim domu, że bez npr
    > wszystko prędzej czy później traci sens i rozpada się.
    Mnie nurtuje jedno pytanie:jak w świetle tej ideologii funkcjonują małżeństwa,
    w których jedno z małżonków jest bezpłodne?
    One przecież nie muszą stosować NPR-czy takim razie w takich związkach nie ma przyjaźni,małżonkowie nie potrafią ze sobą rozmawiać,zdradzają się ,czy kobieta jest traktowana przedmiotowo itd.-bo z niektórych wyczytanych tu wypowiedzi wnioskuję,że tylko NPR-poprzez czasową wstrzemięźliość- gwarantuje trwały i głęboki uczuciowo związek;
  • genepis 17.02.05, 20:21
    kasiula_a napisała:

    > I wychodziło na to, że npr to szeroka ideologia, dominująca
    > > niejako całe życie rodziny, absolutnie niezbędna w katolickim domu, że be
    > z npr
    > > wszystko prędzej czy później traci sens i rozpada się.
    > Mnie nurtuje jedno pytanie:jak w świetle tej ideologii funkcjonują małżeństwa,
    > w których jedno z małżonków jest bezpłodne?
    > One przecież nie muszą stosować NPR-czy takim razie w takich związkach nie ma
    > przyjaźni,małżonkowie nie potrafią ze sobą rozmawiać,zdradzają się ,czy kobieta
    > jest traktowana przedmiotowo itd.-bo z niektórych wyczytanych tu wypowiedzi wn
    > ioskuję,że tylko NPR-poprzez czasową wstrzemięźliość- gwarantuje trwały i głębo
    > ki uczuciowo związek;

    Bardzo trudno wyciągać ogólne wnioski z indywidualnych ludzkich tragedii.
    Małżeństwom, które z jakichs powodów nie moga mieć dzieci, wcale nie żyje się
    łatwiej mimo, ze mogą uprawiać seks "skolko ugodno" i nie muszą stosować NPR.
    Osobiście znam dwa, które nie przetrwały tej próby i w końcu się rozpadły.
    Daleka jednak byłabym od wysnuwania z tego wniosku, że rozpadły sie dlatego,
    gdyz nie stosowały NPR.
    Nie traktowałabym też NPR jako panaceum na złożone problemy małżeńskie.
    Mogę jedynie stwierdzić z własnego i cudzego doświadczenia, że NPR sprzyja
    zachowaniom budującym wzajemną otwartość i przyjaźń małżonków.


    --
    Młodzi myślą, że starzy są głupi. Starzy wiedzą, że młodzi są głupi.
    /Agatha Christie/
  • genepis 17.02.05, 20:30
    toya3 napisała:

    /.../
    > NIestety, przejrzałam to teraz tylko pobieżnie, nie mam więcej czasu,
    > zwłaszcza, aby wklepywać (bo to długie teksty z rozbudowanymi alegoriami)
    > więc przytoczę tylko jeden fragment.
    > "(...) nie popełnia żadnego grzechu, nawet powszedniego, żona, która wskutek
    > egoizmu lub nieświadomości swojego męża, czy z jakichś innych powodów,
    > została pozostawiona przez niego <<w pół drogi>> i sama po odby
    > tym stosunku
    > doprowadza się do szczytowania. (...) nie uprawia wówczas żadnego onanizmu,
    > orgazm bowiem stanowi naturalne uwieńczenie małżeńskiego zjednoczenia (...)"
    >
    > Jak dla mnie to bardzo wydumane i tak rozumując można dowolną tezę uzasadniać
    > i dywagować.
    > Na razie pozdrawiam.

    Muszę powiedzieć, że zaskoczyłaś mnie komentarzem do tego fragmentu. Nie
    zastanawiałam się wcześniej nad tą kwestią, ale tekst o.Salija wydał mi się
    spójny i logiczny. Mogłabyś rozwinąć co Ci w nim nie pasuje?



    --
    Młodzi myślą, że starzy są głupi. Starzy wiedzą, że młodzi są głupi.
    /Agatha Christie/
  • toya3 17.02.05, 21:07
    > Jak dla mnie to bardzo wydumane i tak rozumując można dowolną tezę uzasad
    > niać i dywagować.

    Dokładnie to, co napisałam. Być może mój komentarz byłby bardziej zrozumiały po
    przejrzeniu całego tekstu, bo tego typu zawiłości tam sporo.
    Nawet, jeśli to wszystko trzyma się kupy (zakładam, że tak jest, choć naprawdę
    trzeba sporo czasu i skupienia, by dokładnie prześledzić te wywody), to równie
    dobrze można by uzasadnić dowolne inne zachowania.
    Nie wiem, do czego ma prowadizć tego typu klasyfikowanie - to jest grzech
    ciężki, to powszedni, a to w ogóle nie jest grzech. czy chodzi o to, by na
    ścianie sypialni wypisać sobie "kodeks postępowania", by po każdym ruchu
    analizować wszystkie okoliczności w celu umieszczenia go na skali grzechu?
    Ludzie, gdzie tu miejsce na spontaniczność i naturalność, radość i miłość?

    Ujmując sprawę dosłownie: Czasem doprowadzanie się do orgazmu jest onanizmem,
    czasem nie, jesli robi to kobieta - to dobrze, jeśli mężczyzna - to co? I
    kiedy? I ile razy? Czy wielokrotne szczytowanie kobiety po jednym wytrysku to
    grzech? I kiedy należy nad tym się zastanawiać? Przed, po czy w trakcie?
    A może to mąż nie powinien zostawieć zony "w pół drogi", bo stwarza jej okazję
    do nieczystych uczynków. Czy żona ma prawo delektować się chwilą, czy też
    zaspokajać się jak najszybciej? Tego typu dywagacje można mnożyć, ale czy
    rzeczywiście porządkują one sumienie małżonków? Moim zdaniem wprowadzają zamęt,
    chaos i frustrację do aktu, który powinien być spontaniczny.
    To może lepiej od razu rozpisać jego scenariusz (no, z kilkoma wariantami...;/)
    i kazać się go trzymać. Wszystko spoza scenariusza trzeba potem wyznać w
    konfesjonale po uprzednim przypisaniu do kategorii grzechu w/g rozpiski.

    Dla mnie to niesmaczne. I dzielenie włosa na czworo. Podobne wrażenia mam teraz
    i miałam przy pierwszym czytaniu 10 lat temu.
    Dodam, że ten akurat fragment pochodził z rozdziału "Rzekomy rygoryzm
    katolickiej etyki seksualnej". Moim zdaniem - nie rzekomy.
  • genepis 20.02.05, 19:57
    Wątek zjechał na dół i przeoczyłam Twoją odpowiedź, dlatego dopiero dziś

    toya3 napisała:

    > Być może mój komentarz byłby bardziej zrozumiały po
    > przejrzeniu całego tekstu, bo tego typu zawiłości tam sporo.
    > Nawet, jeśli to wszystko trzyma się kupy (zakładam, że tak jest, choć naprawdę
    > trzeba sporo czasu i skupienia, by dokładnie prześledzić te wywody), to równie
    > dobrze można by uzasadnić dowolne inne zachowania.
    > Nie wiem, do czego ma prowadizć tego typu klasyfikowanie - to jest grzech
    > ciężki, to powszedni, a to w ogóle nie jest grzech.

    W świetle Twoich wyjaśnień tych powyżej i tego, co pozwoliłam sobie wyciąć,
    dochodze do wniosku, że Twoje stanowisko jest mi bliskie.
    Piszę tak ostrożnie, bo jak już wspomniałam - nie zastanawiałam się wcześniej
    nad tego typu problemami.
    W każdym razie uważam za błędną i chyba niedojrzałą postawę w rodzaju "czy już
    mam grzecha, czy jeszcze nie"?
    Najważniejsza jest miłość - zarówno do Boga, jak i do małżonka i tworzenie
    jakichś kodeksów IMHO mija się z celem. Podejrzewam, że wspomniana broszura jest
    owocem "potrzeby konfesjonału". O.Salij nie narzeka na brak penitentów i pewnie
    często zdarzało mu się spowiadać skrupulantów z takimi problemami jak
    wyszczególnione w broszurze. Może w końcu się wkurzył i spisał najczęściej
    powtarzające się pytania?
    Są to jednak sprawy indywidualne, ważne aby trzymać się ogólnych zasad.
    Jeśli jednak w jednym czy drugim małżeństwie pojawia się problem "czy wolno nam
    robic to i to" to takie napisanie czarno na białym "wolno" albo "nie wolno"
    niektórym przynosi dużą ulgę.

    > Dodam, że ten akurat fragment pochodził z rozdziału "Rzekomy rygoryzm
    > katolickiej etyki seksualnej". Moim zdaniem - nie rzekomy.

    Ksiązki nie czytałam, ale z tego co napisałaś odniosłam właśnie dokładnie
    przeciwne wrażenie.
    Zauważ, ze w powszechnej świadomości, zwłaszcza wśród ludzi dalekich od KK
    panuje przekonanie, ze KK wszystko co związane z seksem uważa za grzech - na
    własne uszy słyszałam jak ktoś (nie chodzacy do kościoła) twierdził, ze KK
    naucza, że "mozna to robic tylko jeden raz - jak ktos się kocha kilka razy pod
    rząd to grzeszy" o współżyciu wyłącznie w celu prokreacyjnym juz nie wspomnę.
    W świetle takich mitów rygoryzm Kościoła jest jak najbardziej rzekomy.

    --
    Młodzi myślą, że starzy są głupi. Starzy wiedzą, że młodzi są głupi.
    /Agatha Christie/
  • poprzezknieje 18.02.05, 01:40
    >Mogłabyś rozwinąć co Ci w nim nie pasuje?

    To ze identyczne zachowanie kobiety raz jest nazywane onanizmem a raz nie w
    zaleznosci od tego czy wczesniej mąż mial orgazm w pochwie tej kobiety !
    To jest kompletna abstrakcja uzaleznianie kwalifikacji moralnej danego czynu w
    zaleznosci od tego czy pare minut temu kilka kropel spermy wpadlo do pochwy!


    Swoja droga jezeli wspolzycie ma byc sposobem wyrazania milosci to w jaki
    sposob wyraz milosc kobieta onanizujaca sie po osiagnieciu orgazmu przez męża?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.