"Co rok prorok" Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Czy bierzecie pod uwagę taką możliwość,ze co roku rodzi się Wam kolejne
    dziecko?(tu pytanie do stosujących NPR z powodów religijnych).
    Skoro jesteście otwarte na nowe życie,za każdym razem gdy
    współżyjecie,dlaczego w ogóle stosujecie jakąś metodę?
    Tak z ciekawości nasunęło mi się to pytanie do Was Dziewczyny :)
    • jesli oczekujesz odpowiedzi "ze wzgledow religijnych" to
      odpowiem cytujac ksiazke Christophera Westa "Dobra nowina
      o seksie i malzenstwie".....prosty czlowiek jestem i sama
      bym tego nie wymyslila, ale taki przyklad do mnie przemowil:

      " Wiekszosc narzeczonych planujac wesele uswiadamia
      sobie, ze ze slusznych powodow nie sa w stanie zaprosic
      niektorych swoich znajomych. W takiej sytuacji po prostu
      nie wysylaja im zaproszenia. To zupelnie co innego niz
      wysylanie antyzaproszenia. Trudno nawet wyobrazic sobie
      cos takiego: "21 czerwca bierzemy slub, ale nie chcemy,
      zebyscie na nim byli. Prosimy nie przyjezdzac". Bylby to
      razacy nietakt, oznaczajacy zerwanie relacji.
      Tak wlasnie postepuje para malzenska wobec Boga stosujac
      antykoncepcje. Podejmujac wspolzycie, wysylaja Bogu
      zaproszenie do wspolpracy w tym najbardziej tworczym ze
      wszystkich aktow. Jednakze, kiedy Bog otwiera to
      zaproszenie, znajduje tam wypisane tlustym drukiem slowa:
      NIE PRZYCHODZ.NIE CHCEMY CIE. Natomiast pary, ktore
      powstrzymuja sie od wspolzycia, by uniknac ciazy, po
      prostu nie wysylaja Bogu zaproszenia. Jesli dane
      malzenstwo ma sluszne powody, by nie decydowac sie na
      rodzicielstwo,(...) Nie jest to zerwanie relacji".

      tez mielilam ten temat dlugo w swojej glowie.
      Li_lu.
      przepraszam za brak czcionek.
      • ta analogia chyba nie jest dosć szczęśliwa - ciągnąc ją dochodzimy do
        stwierdzenia, ze stosując NPR i współżyjąc wtedy, gdy kobieta jest niepłodna,
        to tak jak gdybyśmy zapraszali na garden-party, z góry wiedząc, że będzie padał
        grad i bedzie -30 stopni...i tak nikt nie przyjdzie
        w tym cały problem - że codzienne doświadczenie przeczy jasnemu założeniu, że
        albo stosuje się sztuczną antykoncepcję albo jest się otwartym na życie przy
        pomocy NPR...postawy ludzi sa o wiele bardziej złożone.
        a wracając do pytania...NPR to nie kalendarzyk, i nie zakladam, ze co rok bede
        miala dziecko, bo nastapi "wpadka" - zreszta jakoś stosujemy NPR 1,5 roku i co -
        niestety nic ;-) zreszta karmienie piersia nawet bez żadnych obserwacji z
        reguly wyznacza znacznie dluzsze przerwy miedzy poczeciami w małżeństwach,
        które jako jedyną metode uznają właśnie odstępy poprzez karmienie ( a znam
        takie).
        • klara12 napisała:


          > a wracając do pytania...NPR to nie kalendarzyk, i nie zakladam, ze co rok
          bede miala dziecko, bo nastapi "wpadka" - zreszta jakoś stosujemy NPR 1,5 roku
          i co -niestety nic ;-)

          Nie chodziło mi o kalendarzyk,tylko świadome stosowanie obserwacji cyklu,by NIE
          ZAJSC w ciąże.Skoro ktoś twierdzi,ze cały czas jest otwarty na nowe życie,po co
          w ogóle stosuje jakąkolwiek formę uniknięcia tej ciąży,chociażby przy pomocy
          tzw.'naturalnych metod'.
      • > Tak wlasnie postepuje para malzenska wobec Boga stosujac
        > antykoncepcje. Podejmujac wspolzycie, wysylaja Bogu
        > zaproszenie do wspolpracy w tym najbardziej tworczym ze
        > wszystkich aktow. Jednakze, kiedy Bog otwiera to
        > zaproszenie, znajduje tam wypisane tlustym drukiem slowa:
        > NIE PRZYCHODZ.NIE CHCEMY CIE.

        ja mam prosbe- nie dajmy sie sprowokowac i nie dajmy sie wciagnac w dyskusje
        na temat dlaczego jedna metoda jest grzeszna a druga nie. Tym bardziej ze
        analogia dla mnie tez naciagana jest...
        Ja co prawda nie jestem wierzaca i NPR nie stosuje ze wzgladow religijnych ale
        odpowiem tak- nie zaprosze wszystkich potencjalnych dzieci na swiat, ktore
        moglabym miec, bo zwyczajnie mnie na to nie stac. A kochac sie z mezem lubie i
        sprawia mi to radosc (jemu tez jak mniemam). W niektorych metodach chodzi o to
        zeby codziennie lykac pigolke w mojej zas chodzi o to, ze gdy mam dni plodne a
        dziecka miec nie chce to sie z mezem nie kocham.
        Zas gotowosc do przyjacia dziecka powinna istniec zawsze gdy uprawiamy z
        facetem seks z uzyciem genitaliow i mieszaniem sie plynow ustrojowych. Mi
        osobiscie metoda ktora stosuje daje na tyle duzy komfort psychiczny ze mysl o
        gotowosci na przyjecie zycia nie maci moich mysli ;))
        --
        gosklec@poczta.onet.pl
        • wieczna-gosia napisała:

          > > Tak wlasnie postepuje para malzenska wobec Boga stosujac
          > > antykoncepcje. Podejmujac wspolzycie, wysylaja Bogu
          > > zaproszenie do wspolpracy w tym najbardziej tworczym ze
          > > wszystkich aktow. Jednakze, kiedy Bog otwiera to
          > > zaproszenie, znajduje tam wypisane tlustym drukiem slowa:
          > > NIE PRZYCHODZ.NIE CHCEMY CIE.
          >
          > ja mam prosbe- nie dajmy sie sprowokowac i nie dajmy sie wciagnac w dyskusje
          > na temat dlaczego jedna metoda jest grzeszna a druga nie.

          ALE CZEMU NIE, WIECZNA GOSIU?
          DYSKUSJA CHYBA NA TYM POLEGA? NO CHYBA, ŻE DLA WIĘKSZOŚCI Z WAS DYSKUSJA TO
          JEDNO WIELKIE "TAK, ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ GOSIU", "TAK, LEPIEJ BYM TEGO NIE
          UJĘŁA", "TAK, MASZ 100% RACJI".
          OCZYWIŚCIE, JEŚLI UWAŻASZ, ŻE METODY INNE NIŻ NPR SĄ NIESKUTECZNE, NIEMORALNE,
          GRZESZNE I W OGÓLE BEE, TO MOŻESZ CHYBA O TYM NAPISAĆ?
          JEŻELI MAM SWOJE ZDANIE WJAKIEJŚ KWESTII TO JE WYRAŻAM, PRAWDA?


          Tym bardziej ze
          > analogia dla mnie tez naciagana jest...
          > Ja co prawda nie jestem wierzaca i NPR nie stosuje ze wzgladow religijnych
          ale
          > odpowiem tak- nie zaprosze wszystkich potencjalnych dzieci na swiat, ktore
          > moglabym miec, bo zwyczajnie mnie na to nie stac. A kochac sie z mezem lubie
          i
          > sprawia mi to radosc (jemu tez jak mniemam). W niektorych metodach chodzi o
          to
          > zeby codziennie lykac pigolke w mojej zas chodzi o to, ze gdy mam dni plodne
          a
          > dziecka miec nie chce to sie z mezem nie kocham.
          > Zas gotowosc do przyjacia dziecka powinna istniec zawsze gdy uprawiamy z
          > facetem seks z uzyciem genitaliow i mieszaniem sie plynow ustrojowych. Mi
          > osobiscie metoda ktora stosuje daje na tyle duzy komfort psychiczny ze mysl o
          > gotowosci na przyjecie zycia nie maci moich mysli ;))
          • mamaizyimoniki napisała:


            > ALE CZEMU NIE, WIECZNA GOSIU?
            > DYSKUSJA CHYBA NA TYM POLEGA? NO CHYBA, ŻE DLA WIĘKSZOŚCI Z WAS DYSKUSJA TO
            > JEDNO WIELKIE "TAK, ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ GOSIU", "TAK, LEPIEJ BYM TEGO NIE
            > UJĘŁA", "TAK, MASZ 100% RACJI".
            > OCZYWIŚCIE, JEŚLI UWAŻASZ, ŻE METODY INNE NIŻ NPR SĄ NIESKUTECZNE,
            NIEMORALNE,
            > GRZESZNE I W OGÓLE BEE, TO MOŻESZ CHYBA O TYM NAPISAĆ?
            > JEŻELI MAM SWOJE ZDANIE WJAKIEJŚ KWESTII TO JE WYRAŻAM, PRAWDA?

            Po pierwsze - czemu krzyczysz dziewczyno ? (wielkie litery oznaczają w
            tzw.netykiecie krzyk - jakbyś nie wiedziała...)
            Po drugie - przecież swym postem właśnie Gosia wyraziła swe zdanie w omawianej
            kwestii i dlaczego krzyczysz na nią, że ma pisać o niemoralności , grzeszności
            i w ogóle beee innych niż NPR metod, jeśli ona wcale tak nie uważa ?
            Zaiste dziwne...
          • a czemu ma sluzyc to Twoje Mamo Izy i Moniki wyrazanie zdan ? Bo ja to
            rozumiem tak, ze zabieram glos jesli sie na czyms bardzo dobrze znam, jestem w
            czyms kompetentna, moje doswiadczenie moze komus pomoc, rozwiac czyjes
            watpliwosci, pozwolic spojrzec na sprawe z innej strony, jednym slowem ubogacic
            dyskusje (ale in plus). Mozna tez pytac, no ale sa pytania i pytania i pytania
            zaczepki ......

            Ja stosuje npr (glownie ze wzg. religijnych)i o tym moge pisac,no bo sie na tym
            troszke znam, w sprawie innych metod nie czuje sie kompetentna, wiec glosu nie
            zabieram.

            A ze Gosia czesto wyraza dokladnie to, co mysle, to czemu mialabym sie z nia
            nie zgodzic !?

            pozdrawiam weekendowo
          • Oj mamoizyimoniki,
            tak mnie po wszystkich forach bedziesz tropic?

            No ale dobra...
            OCZYWIŚCIE, JEŚLI UWAŻASZ, ŻE METODY INNE NIŻ NPR SĄ NIESKUTECZNE, NIEMORALNE,
            GRZESZNE I W OGÓLE BEE, TO MOŻESZ CHYBA O TYM NAPISAĆ?
            Moge.
            Nie uwazam ze metody inne niz NPR sa nieskuteczne. Jest to forum o NPR wiec o
            NPR pisze bo NPR stosuje. Dlaczego stosuje wyjasnialam w innym watku. Zyje w
            wolnym kraju imoge bez konsekwencji prawnych nie chciec uzywac pigolek,
            prezerwatyw oraz kremow.
            Nie wiem czy sa grzeszne i niemoralne gdyz jakby Wiolu do cie nie dotarlo- nie
            jestem wierzaca, wiec jakby problem grzechu mi glowy nie zaprzata ;)
            Jakbys zreszta nie zauwazyla nie zgodzilam sie z argumentacja zwolenniczki
            NPR. Ale pewnie zauwazylas ;)
            I na koniec- szalenczo uwielbiam dyskutowac z osobami ktore sie ze mna nie
            zgadzaja. Ostro dyskutowac nawet. Ale warunek jest jeden- w watkach adwersarzy
            musi sie przejawiac ich argumentacja i poglady. jesli jest tam tylko
            nabijanie, sarkazm i czcze zlosciwosci to jakos mnie to nie wzrusza ;)
            --
            gosklec@poczta.onet.pl
    • inusia0 napisała:

      > Czy bierzecie pod uwagę taką możliwość,ze co roku rodzi się Wam kolejne
      > dziecko?(tu pytanie do stosujących NPR z powodów religijnych).
      > Skoro jesteście otwarte na nowe życie,za każdym razem gdy
      > współżyjecie,dlaczego w ogóle stosujecie jakąś metodę?
      > Tak z ciekawości nasunęło mi się to pytanie do Was Dziewczyny :)

      stosowanie npr ze względów religijnych, chyba wbrew Twoim oczekiwaniom ;-),
      nie odbiera ludziom rozumu
      a otwarcie na życie nie dotyczy wyłącznie działania, ale sposobu myślenia

      każdy decydując się na sex (no może z wyjątkiem homoseksualistów ;-) powinien
      wiedzieć,że żaden środek antykoncepcyjny nie daje 100% gwarancji (vide
      wskaźniki pearla), a co za tym idzie - trzeba myśleć o konsekwencjach
      działania
      • maak3 napisała:


        > stosowanie npr ze względów religijnych, chyba wbrew Twoim oczekiwaniom ;-),
        > nie odbiera ludziom rozumu
        > a otwarcie na życie nie dotyczy wyłącznie działania, ale sposobu myślenia

        -
        Ale ja wcale nie twierdze,że stosowanie npr komuś odbiera rozum ;-)
        -
        >
        > każdy decydując się na sex (no może z wyjątkiem homoseksualistów ;-) powinien
        > wiedzieć,że żaden środek antykoncepcyjny nie daje 100% gwarancji (vide
        > wskaźniki pearla), a co za tym idzie - trzeba myśleć o konsekwencjach
        > działania

        -
        Dokladnie mam takie samo zdanie na ten temat jak Ty:-),tylko tak czasem się
        zastanawiam...
        -
    • Czy chodzi Ci o to, ze NPR jest Twoim zdaniem zawodne ?
      Czy o to,ze każdy kto rozpoczyna współzycie musi liczyc sie z faktem swojej
      płodności ?
      • praktycznyprzewodnik napisała:

        > Czy chodzi Ci o to, ze NPR jest Twoim zdaniem zawodne ?

        -
        Nie wiem czy jest zawodne,bo jeszcze tak naprawde nie wypróbowałam...
        -

    • inusia0 napisała:

      > Skoro jesteście otwarte na nowe życie,za każdym razem gdy
      > współżyjecie,dlaczego w ogóle stosujecie jakąś metodę?

      Dla mnie również stwierdzenie NPR-owych ideologów, łączące stosowanie NPR z
      otwartością na życie a stosowanie jakiejkolwiek antykoncepcji z brakiem tejże
      otwartości wydaje się nieprawdziwe.
      Para podejmująca współżycie w okresie niepłodnym (pieczołowicie wyznaczonym)
      nie ma przecież intencji poczęcia, a jesli poczęcie się zdarzy jest pewnie
      równie mocno zaskoczona jak para, która stosuje antykoncepcję i mimo to poczyna
      (a może bardziej jeszcze, wszak ideolodzy NPR zapewniają o bardzo wysokiej
      skuteczności NPR). Zwłaszcza, jesli para NPR-owa nie powinna mieć w danym
      momencie dzieci (np. ze względów zdrwotnych). Gdzie więc tu otwartość na
      życie ?
      Czy to nie jest tak, że zostały tu źle rozłożone akcenty - czyli za wielką wagę
      przykłada sie do metody i zastosowanej bariery (chemicznej, mechanicznej, a w
      przypadku NPR - czasowej) a za mało na intencje i motywy działania, na to co w
      sercu człowieka ?

      I jeszcze - przychylam się do zdania klary, ze przytoczona analogia nie jest
      szczesliwa i adekwatna, w ogole w poslugiwaniu sie analogiami nalezy chyba
      zachowac dużą ostrożność, gdyż zawsze występują tu jakieś nieścisłości i
      ułomności tylko z tego względu, że sytuacja analogiczna nie jest... tą samą
      sytuacją, zwłaszcza, kiedy weźmie się "pod lupę" szczegóły. Fantazjowac na
      temat - do czego możnaby porównać czas płodny a do czego niepłodny pewnie
      mogłybyśmy do rana, a wersji będzie tyle, ilu uczestników dyskusji...
      • evanka napisała:


        > Dla mnie również stwierdzenie NPR-owych ideologów, łączące stosowanie NPR z
        > otwartością na życie a stosowanie jakiejkolwiek antykoncepcji z brakiem
        tejże
        > otwartości wydaje się nieprawdziwe.
        > Para podejmująca współżycie w okresie niepłodnym (pieczołowicie wyznaczonym)
        > nie ma przecież intencji poczęcia, a jesli poczęcie się zdarzy jest pewnie
        > równie mocno zaskoczona jak para, która stosuje antykoncepcję i mimo to
        poczyna
        > (a może bardziej jeszcze, wszak ideolodzy NPR zapewniają o bardzo wysokiej
        > skuteczności NPR). Zwłaszcza, jesli para NPR-owa nie powinna mieć w danym
        > momencie dzieci (np. ze względów zdrwotnych). Gdzie więc tu otwartość na
        > życie ?

        Poruszasz tutaj dwie sprawy:
        1) kwestię otwartości na życie w przypadku współżycia w okresie niepłodnym
        2) z pewną, jak to odbieram, zgryźliwością dodajesz, że "ideolodzy npr...itd",
        czyli powątpiewasz w skuteczność npr, co jest Twoim prawem

        ad1)"Stosunki, przez które małżonkowie jednoczą się (...), i przez które
        przekazuje się życie ludzkie (...), nie przestają być moralnie poprawne ,
        nawet gdyby przewidziano, że z przyczyn zupełnie niezależnych od woli
        małżonków będą niepłodne, ponieważ nie tracą swojego przeznaczenia do
        wyrażania i umacniania zespolenia małżonków." (Encyklika Humanae Vitae) To
        jest odpowiedż na Twoje wątpliwości, która jest dla mnie najistotniejsza.
        Ciebie być może nie przekona.

        ad2) Staramy się na tym forum nie dopuszczać do zażartych walk na ideologie
        (npr kontra antykoncepcja). Dlatego Twoim prawem jest sądzić, że npr nie jest
        wiarygodne. Na szczęście jesteśmy tu w kilka ładnych osób przykładami na to,
        że npr jednak jest skuteczne;)


        pzdr
        nastawiona pokojowo:)
        calico
        • calico napisała:

          > 2) z pewną, jak to odbieram, zgryźliwością dodajesz, że "ideolodzy
          npr...itd",
          > czyli powątpiewasz w skuteczność npr, co jest Twoim prawem
          Ot, ciekawostka, skąd Ty to, droga calico, wytrzasnęłaś ?
          Bo widzisz, mniemanie Twe jest błedne całkowicie. Otóż jestem wieloletnim
          NPRowcem, przekonanym na własnej skórze o skuteczności metody, jako że przez 5
          lat jej stosowania w ciąże nie zaszłam, a kiedy zechcieliśmy zajść stało sie to
          od razu.
          I jestem NPRowcem doceniającym zalety metody i korzyści płynące z jej
          stosowania... Powiedz mi, dlaczego od razu przypisujesz jakieś nieczyste
          intencje osobie, która śmie wyrazić na temat okołoNPR-owy jakąś wątpliwość ?
          Zauwaz, że nie czepiam się nigdzie metody, za to irytuje mnie dorabianie do
          niej ideologii, która - dla mnie - akurat we względzie "otwartości" jest
          nieprawdziwa, a która ma uzasadnić "wyższość NPR nad antykoncepcją".

          > ad1)"Stosunki, przez które małżonkowie jednoczą się (...), i przez które
          > przekazuje się życie ludzkie (...), nie przestają być moralnie poprawne ,
          > nawet gdyby przewidziano, że z przyczyn zupełnie niezależnych od woli
          > małżonków będą niepłodne, ponieważ nie tracą swojego przeznaczenia do
          > wyrażania i umacniania zespolenia małżonków." (Encyklika Humanae Vitae)
          > To
          > jest odpowiedż na Twoje wątpliwości, która jest dla mnie najistotniejsza.
          > Ciebie być może nie przekona.

          Jest tu mowa o moralnej poprawności stosunków podejmowanych przez małżonków w
          niepłodnym czasie i o ich wielkim znaczeniu budującycm jedność małżeńską -
          zgadzam się z tym w całej rozciągłości i każdym słowie.
          Tu nie ma za to ani słowa o tej otwartości, przeczytaj jeszcze raz w poprzednim
          mym poście co budzi me zastrzeżenia.

          > ad2) Staramy się na tym forum nie dopuszczać do zażartych walk na ideologie
          > (npr kontra antykoncepcja). Dlatego Twoim prawem jest sądzić, że npr nie jest
          > wiarygodne.
          Jak wyżej, nie imputuj mi tego, czego nie powiedziałam i czego nie sądzę. Nie
          chcę też udowadniać wyższości NPR nad antykoncepcją ani odwrotnie. Po prostu
          stwierdzam, że argument "z otwartości" nie jest w przypadku NPR prawdziwy.

          > Na szczęście jesteśmy tu w kilka ładnych osób przykładami na to,
          > że npr jednak jest skuteczne;)
          Też świecę takim przykładem :-D

          > nastawiona pokojowo:)
          Cieszę się, dodaj jeszcze do tego pokojowego nastawienia nieco większą
          wnikliwość i nieco mniejszą podejrzliwość.

          Evanka
          • evanka napisała:



            > Ot, ciekawostka, skąd Ty to, droga calico, wytrzasnęłaś ?
            > Bo widzisz, mniemanie Twe jest błedne całkowicie. Otóż jestem wieloletnim
            > NPRowcem, przekonanym na własnej skórze o skuteczności metody, jako że przez
            5
            > lat jej stosowania w ciąże nie zaszłam, a kiedy zechcieliśmy zajść stało sie
            to
            >
            > od razu.
            > I jestem NPRowcem doceniającym zalety metody i korzyści płynące z jej
            > stosowania... Powiedz mi, dlaczego od razu przypisujesz jakieś nieczyste
            > intencje osobie, która śmie wyrazić na temat okołoNPR-owy jakąś wątpliwość ?

            Przepraszam, nie dorabiam żadnej ideologii. Po prostu wydało mi się użycie w
            Twoim poście słów "ideologia", "ideolodzy", tym czym się wydało. Sądziłam, że
            napisałam to w sposób delikatny, jeżeli poczułaś się dotknięta to bardzo mi
            przykro. Nie było moim zamiarem przypisywać Ci nieczystych intencji i miałam
            wrażenie, że tego nie zrobiłam. Poza tym wątpliwości może mieć każdy. To w
            swoim poście też napisałam.

            > Zauwaz, że nie czepiam się nigdzie metody, za to irytuje mnie dorabianie do
            > niej ideologii, która - dla mnie - akurat we względzie "otwartości" jest
            > nieprawdziwa, a która ma uzasadnić "wyższość NPR nad antykoncepcją".

            Nie sądzę, żeby chodziło tutaj o "wyższość..." Dla mnie osobiście nie jest to
            dorabianie ideologii, tylko prawda, którą ja osobiście w moim życiu przyjmuję
            bez zastrzeżeń. Nie namawiam Cię do tego, nie zmuszam. Możesz mieć inne motywy
            stosowania npr, które szanuję.

            > > ad1)"Stosunki, przez które małżonkowie jednoczą się (...), i przez które
            > > przekazuje się życie ludzkie (...), nie przestają być moralnie poprawne ,
            > > nawet gdyby przewidziano, że z przyczyn zupełnie niezależnych od woli
            > > małżonków będą niepłodne, ponieważ nie tracą swojego przeznaczenia do
            > > wyrażania i umacniania zespolenia małżonków." (Encyklika Humanae Vitae)
            > > To
            > > jest odpowiedż na Twoje wątpliwości, która jest dla mnie najistotniejsza.
            > > Ciebie być może nie przekona.
            >
            > Jest tu mowa o moralnej poprawności stosunków podejmowanych przez małżonków
            w
            > niepłodnym czasie i o ich wielkim znaczeniu budującycm jedność małżeńską -
            > zgadzam się z tym w całej rozciągłości i każdym słowie.
            > Tu nie ma za to ani słowa o tej otwartości, przeczytaj jeszcze raz w
            poprzednim
            >
            > mym poście co budzi me zastrzeżenia.

            W takim razie możesz przeczytać całą Encyklikę Humanae Vitae, może wybrałam
            nie dość dobry fragment.


            > Jak wyżej, nie imputuj mi tego, czego nie powiedziałam i czego nie sądzę.
            Nie
            > chcę też udowadniać wyższości NPR nad antykoncepcją ani odwrotnie. Po prostu
            > stwierdzam, że argument "z otwartości" nie jest w przypadku NPR prawdziwy.

            Przepraszam. Miałaś prawo poczuć się urażona.
            Ustosunkowałam się tylko do Twojej wypowiedzi, którą zacytuję:

            "Para podejmująca współżycie w okresie niepłodnym (pieczołowicie wyznaczonym)
            nie ma przecież intencji poczęcia, a jesli poczęcie się zdarzy jest pewnie
            równie mocno zaskoczona jak para, która stosuje antykoncepcję i mimo to
            poczyna
            (a może bardziej jeszcze, wszak ideolodzy NPR zapewniają o bardzo wysokiej
            skuteczności NPR). Zwłaszcza, jesli para NPR-owa nie powinna mieć w danym
            momencie dzieci (np. ze względów zdrwotnych). Gdzie więc tu otwartość na
            życie ?"


            > Też świecę takim przykładem :-D

            Super!

            > > nastawiona pokojowo:)
            > Cieszę się, dodaj jeszcze do tego pokojowego nastawienia nieco większą
            > wnikliwość i nieco mniejszą podejrzliwość.

            Starałam się...

            Dla mnie po prostu stosowanie npr=otwartość na życie. Nic więcej. Ty uważasz
            inaczej i szanuję Twój podejście, mimo że się z nim nie zgadzam.


            Cieszę się, że jesteśmy obie na tym forum, choć z różnymi poglądami.

            pzdr
            calico
            • No, to dobrze, ze wyjaśniłyśmy sobie nieporozumienie, jak za bardzo na Ciebie
              naskoczyłam to też przepraszam i na tym skończmy już przepraszanie ;-)

              calico napisała:

              > Ustosunkowałam się tylko do Twojej wypowiedzi, którą zacytuję:
              >
              > "Para podejmująca współżycie w okresie niepłodnym (pieczołowicie wyznaczonym)
              > nie ma przecież intencji poczęcia, a jesli poczęcie się zdarzy jest pewnie
              > równie mocno zaskoczona jak para, która stosuje antykoncepcję i mimo to
              > poczyna
              > (a może bardziej jeszcze, wszak ideolodzy NPR zapewniają o bardzo wysokiej
              > skuteczności NPR). Zwłaszcza, jesli para NPR-owa nie powinna mieć w danym
              > momencie dzieci (np. ze względów zdrwotnych). Gdzie więc tu otwartość na
              > życie ?"
              >
              > Dla mnie po prostu stosowanie npr=otwartość na życie.

              No właśnie, wyjaśnij mi jak to rozumiesz ? Dlaczego stawiasz tu znak równości,
              czemu te pojęcia są dla Ciebie tożsame ? Choćby w kontekście tego co napisałam
              wcześniej. Zilustruję przykładem - jak np. para w okolicach 45 lat, która
              zrealizowała już swój plan prokreacyjny i nie chce mieć już więcej dzieci
              realizuje otwartość na życie stosując NPR ? Albo kobieta, która ze względów
              zdrowotnych nie powinna zachodzić w ciążę, współżyje więc w czasie niepłodnym
              bez chęci poczęcia a nawet z lękiem przed tym poczęciem ? W jaki sposób ona
              jest otwarta na życie ?
              Ja naprawde tego nie rozumiem, być może czegoś nie dostrzegam, albo gdzieś w
              rozumowaniu robię błąd. Jeśli możesz to spróbuj to objaśnic.
              • Dobrze to określiła anatewka. W stosowaniu npr jest się otwartym na życie,
                tzn. nie stawiasz barier nowemu życiu, tylko potrafisz żyć w zgodzie z własną
                płodnością i odpowiednimi działaniami;) albo zapraszasz kolejne dziecko na
                świat, albo nie.
                Dla mnie otwarcie na życie znaczy tyle, że jeżeli okaże się, że jestem w ciąży
                to przyjmę to nowe dziecko. (Zdaję sobie sprawę z tego, że osoby, które
                stosują antykoncepcję też mogą przyjąć nowe dziecko, nawet jeżeli poczęło się
                niezaplanowane. Chodzi mi jednak o to, że w npr nie stawia się sztucznych
                barier przeciwko poczęciu. Czyli nie stosuję ich, tylko współdziałam z moją i
                męża płodnością. Nie jest to równoznaczne z tym, że za każdym razem współżyjąc
                mamy mieć dziecko.)

                Zapytaj praktycznego przewodnika, sądzę, że lepiej Ci to wyłoży:)) Ja potrafię
                mniej więcej tak j/w. No chyba, że się jeszcze trochę zastanowię;) Ale myślę,
                że sens zostanie ten sam:)

                pzdr
                calico
      • Dla mnie otwartośc na zycie polega na tym, ze nie niszczę swej płodności. Nie
        czynie swych stosunków niepłodnymi, ja tylko "podejmuję stosunek, który z racji
        fizjologi mego organizmu jest niepłodny".
        • Dzięki dziewczyny - calico i przewodniku - za odpowiedzi na temat otwartości na
          życie. Widzę, że różnimy się w przyjętych definicjach, dla mnie brak sztucznych
          barier, nie niszczenie płodnosci i życie zgodne z jej rytmem mieszczą sie
          raczej w kategoriach "naturalności" tudzież "ekologii" NPR.
          Natomiast otwartość na zycie wg mego rozumienia to wewnętrzna zgoda na
          pojawienie się dziecka, pomimo zastosowanych barier (w przypadku NPR - barier
          czasowych). I w świetle takiej definicji trudno uznać, że otwartość jest
          atrybutem NPR, raczej w ogole nie jest powiązana z zastosowaną metodą regulacji
          poczęć, a z intencją.
          Zostawmy więc ten temat, pozdrowienia
          • I ja uważam, ze wyrażenie "anykoncepcyjne stosowanie NPR" jest samo w sobie
            błędne. Można uznac za sensowne "nieodpowiedzialne stosowanie npr", "egoistczne
            stosowanie npr", ale nie "antykoncepcyjne".
            Bo antykoncepcja to dziłania zaburzające albo niszczące fizjologiczne procesy
            dziejące się w organizmie. A NPR to "Zagospodarowywanie" tych procesów. Moim
            zdaniem po prostu nie dasie stosować npr antykoncepcyjnie.
        • praktycznyprzewodnik napisała:

          > Dla mnie otwartośc na zycie polega na tym, ze nie niszczę swej płodności. Nie
          > czynie swych stosunków niepłodnymi, ja tylko "podejmuję stosunek, który z
          racji fizjologi mego organizmu jest niepłodny".

          Co nazywasz niszczeniem swej plodności??
        • praktycznyprzewodnik napisała:

          > Dla mnie otwartośc na zycie polega na tym, ze nie niszczę swej płodności. Nie
          > czynie swych stosunków niepłodnymi, ja tylko "podejmuję stosunek, który z
          racji
          >
          > fizjologi mego organizmu jest niepłodny".

          Poradniku zapomniales dokonczyc "i nie podejmuje stosunku kiedy organizm jest
          płodny" - ale to taki drobny szkopuł ;-)

          Ale mozna sie zastanawiac czy bardziej otwartymi na zycie nie sa osoby nie
          stosujace wogole antykoncepcji i NPR ? Po prostu wspolzyja jak maja ochote
          a jezeli Bog tak zdecyduje to od czasu do czasu obdarzy ich potomstwem...

          To się chyba nazywa otwarciem na życie! a nie
          uczestnictwo w wykladach, cwiczeniach, spotkaniach, kupowanie broszur,
          termometrow, kart, poradnikow, konsutlacje u specjalistow, szperanie po forum,
          analiza swoich wydzielin, tepertaury, tworzenie bazy danych, instalowanie
          oprogramowania komputerowego i to wszystko w jednym celu
          aby sie jak najlepiej nauczyc swojego cyklu w celu: unikania ciazy !;-)

          Nie oszukujmy sie bo prawda jest taka ze z tych setek stosunkow malzenskich
          jakie ma miejsce w zwiazku zaledwie w rezultacie 2-3 rodza sie dzieci
          wiec mozna sobie jasno powiedziec ze NPR w 99,9% sluzy do unikniecia ciazy
          bo jezeli nie sluzy do tego to ... poco ja stosowac ;-)
          • Nie, ja podejmuję stosunek lub niepodejmuję, zaleznie od moich planów
            zyciowych. NPR słuzy mi do rozpoznania sytuacji, a jako metoda planowania
            rodziny moze byc stosowany zarówno, gdy planuję dziecko jak i gdy pragne
            uniknąc poczecia.
            • praktycznyprzewodnik napisała:

              > Nie, ja podejmuję stosunek lub niepodejmuję, zaleznie od moich planów
              > zyciowych. NPR słuzy mi do rozpoznania sytuacji, a jako metoda planowania
              > rodziny moze byc stosowany zarówno, gdy planuję dziecko jak i gdy pragne
              > uniknąc poczecia.

              Tak czytając to:stosunek,poczecie,planowanie...
              zastanawiam się,gdzie w tym wszystkim miłość,zwykła chęć zbliżenia...a nawet
              pożądanie...?
              Wiem,ze forum jest o NPR,ale czasami czytajac niektore wypowiedzi,
              mam wrażenie,ze tę najfajniejszą sfere naszego życia sprowadza się tylko do
              jakichś takich 'technicznych' spraw.
              • Kiitek, jak większość ludzi mylisz dwie sprawy.
                Nie rozumiem dlaczego myslisz że unikanie wpółżycia w celu niepoczęcia dziecka
                po pierwsze - powoduje brak seksu w ogóle - dla tych co podchodzą
                nieortodoksyjnie, zwłaszcza - no chyba że myślisz że seks to tylko stosunki
                waginalne. Po drugie - kto i gdzie powiedział, że rezygnując z seksu w okresach
                płodnych w pozostałych nie można sie rzucać na siebie z wielką żądzą. A co do
                miłości - to nie wiedzialam że zależy ona od rodzaju używanej metody regulacji
                wielkości rodziny.
                Może praktycznyprzewodnik napisała trochę technicznym językiem, i poza tym jest
                to odpowiedź na post mamyizyimoniki który zostal usunięty, ale chyba twoje
                wyobrażenia idą za daleko i w niewłaściwym kierunku. Ave.
                --
                Reszka mama Michałka i Madzi
                • reszka2 napisała:

                  > Kiitek, jak większość ludzi mylisz dwie sprawy.
                  > Nie rozumiem dlaczego myslisz że unikanie wpółżycia w celu niepoczęcia
                  dziecka
                  > po pierwsze - powoduje brak seksu w ogóle - dla tych co podchodzą
                  > nieortodoksyjnie, zwłaszcza - no chyba że myślisz że seks to tylko stosunki
                  > waginalne. Po drugie - kto i gdzie powiedział, że rezygnując z seksu w
                  okresach
                  >
                  > płodnych w pozostałych nie można sie rzucać na siebie z wielką żądzą.


                  ---nic takiego nie napisałam,widocznie źle mnie zrozumiałaś.

                  Napisałam:
                  "Tak czytając to:stosunek,poczecie,planowanie...
                  zastanawiam się,gdzie w tym wszystkim miłość,zwykła chęć zbliżenia...a nawet
                  pożądanie...?
                  Wiem,ze forum jest o NPR,ale czasami czytajac niektore wypowiedzi,
                  mam wrażenie,ze tę najfajniejszą sfere naszego życia sprowadza się tylko do
                  jakichś takich 'technicznych' spraw."
                  - to była taka nagła,niespodziewana refleksja moja po przeczytaniu wypowiedzi
                  praktycznego przewodnika,ja wiem,że metoda nie ma związku z natężeniem miłości
                  czy pożądania,ale tak jakoś mnie natchnęło ;)




                  • kiitek, teraz popuść wodze wyobraźni i wyobraź sobie, że to jest forum
                    poświęcone stosowaniu prezerwatywy i diafragmy w celach antykoncepcyjnych :)
                    forum pomocy technicznej jak najbardziej :))))

                    albo forum dla zwolenniczek tabletek, gdzie głównym tematem jest biegunka,
                    wymioty i zwykłe zapomnienie ;)

                    nie mówię już o kojocie raptusie ;)

                    więcej w tym miłości, spotaniczności i tak dalej? czy mniej?

                    a forum planujących poczęcie? z radami, czy lepiej dziś, czy jutro, i czy robić
                    po tym świecę, leżeć na brzuchu czy stać na głowie? i czy lepiej łykać kaspułki
                    z wiesiołkiem czy pić syrop na kaszel?

                    ja się nie odnoszę ideologicznie, ja się odnoszę czysto technicznie właśnie :))
                    miłość i spontaniczność z jakimikolwiek poradami technicznymi niewiele ma
                    wspólnego, to sprawa każdej z nas, jak tę miłość i tak dalej w tym wszystkim
                    umiejscowić
              • kiitek napisała:

                > Wiem,ze forum jest o NPR,ale czasami czytajac niektore wypowiedzi,
                > mam wrażenie,ze tę najfajniejszą sfere naszego życia sprowadza się tylko do
                > jakichś takich 'technicznych' spraw.

                Poczytaj sobie wypowiedzi np. seksuologów ;-) tak to dopiero terminologia
                techniczna króluje ;-) i jakoś nikt nie ma pretensji, wszystko można jakoś tam
                nazwać, nie?

                PS. Ale troszkę rozumiem, ja też nie przepadam za medycznymi okresleniami na
                fajne rzeczy, tylko że przecież jedno drugiego nie wyklucza...

                --
                "Nie wiedziałem, że w tym kraju
                piłka jest tak bardzo krucha..."
                @by Koziołek Matołek...
                • No bo to forum ogolnie rzecz biorac techniczne- gdzie wsadzic termometr, skad
                  wyciagnac sluc i gdzie ta szyjka i kiedy co po co i dlaczego. Stad i wrazenie
                  sprowadzania do technicznych spraw, porownanie do seksuologa trafne ;)
                  Wrazenie mylne ;)
                  Bo mysle ze gdybysmy en masse seksu nie lubily to bysmy nie mialy problemow
                  jakby tu sobie okres nieplodnosci maksymalnie rozciagnac ;)))
                  --
                  gosklec@poczta.onet.pl
                  • A i nie każdemu przejdzie przez klawiaturę słowo w rodzaju bzykanie, że o
                    innych nie wspomnę, bo się skręcam ze śmiechu cała w pąsach.
                    --
                    Reszka mama Michałka i Madzi
    • Chyba nic nowego nie wniosę - otwarcie na życie powinno łączyć się z seksem w
      ogóle, a nie tylko z NPR.

      Co nie zmienia faktu, że czasem człowiek, NIEZALEŻNIE od tego, co stosuje, nie
      jest na to zycie otwarty. I to nie jest takie proste, że ci, co NPR, to z
      radością, a ci, co antykoncepcja, z obawą. Akurat mam doświadczenia z obu stron
      i wiem, że postawa człowieka wobec ewentualnego dziecka jest wypadkową wielu
      czynników.

      No cóż, może się podłożę, ale dla mnie NPR jest po prostu metodą zapobiegania
      ciąży i tyle (nawet nie metodą na zaplanowanie dziecka, bo już drugi raz jestem
      w ciąży, do której doszło w sposób najbardziej spontaniczny z możliwych ;-) -
      czyli akurat do tego NPR nie potrzebuję).

      PS. No i oczywiście analogie ;-) do mnie nie trafiają jakoś. Metoda ma być
      skuteczna i tyle.

      --
      To samo rzekli pan komendant, ino że plugawiej nieco :-)
    • Wydaje mi się (tak jak zauważa praktyczny przewodnik), że masz pewne obawy co
      do npr, do jego skuteczności. Dlatego we wszystkich Twoich postach sporo
      powątpiewania. A czy Ty stosujesz npr? Może brak Ci jeszcze wprawy i boisz
      sie "rzucić na głęboką wodę";)

      Co do kwestii religijnych ("co rok prorok";)) odpowiem cytatem. Chcę
      podkreślić też, że bardzo szanuję dziewczyny, które stosują npr, z innych
      względów, czy to ekologicznych, czy też ze względu na komfort psychiczny, albo
      też cenią sobie tę metodę, bo jest dla nich niezawodna. Dlatego to, że w tej
      chwili posłużę się takim a nie innym przykładem nie jest obwinianiem ich o to,
      że kierują się fałszywymi motywami. Po prostu dla mnie i mojego męża sprawa
      wiary jest na pierwszym miejscu, a dopiero później bierzemy pod uwagę
      pozostałe w/w kwestie.

      "Jeżeli zaś z kolei uwzględnimy warunki fizyczne, ekonomiczne, psychologiczne
      i społeczne, należy uznać, że ci małżonkowie realizują odpowiedzialne
      rodzicielstwo, którzy kierując się roztropnym namysłem i wielkodusznością,
      decydują się na przyjęcie liczniejszego potomstwa, albo też, dla ważnych
      przyczyn i przy poszanowaniu nakazów moralnych, postanawiają okresowo lub
      nawet na czas nieograniczony, unikać zrodzenia dalszego dziecka." (Encyklika
      Humanae Vitae)

      Dlatego niektórzy "roztropnie i wielkodusznie" mogą przyjąć dwójkę dzieci, a
      inni siódemkę. Ale nauka Kościoła nie każe mi posiadać dzieci za wszelką cenę.

      Rzucam hasło propagandowe:
      Niech npr nas łączy a nie dzieli!

      pzdr
      calico
      • Może to będzie naiwne...
        dla nas "otwartość na życie" to przede wszystkim mocna świadomość, że tak
        naprawdę to nie my dajemy życie - my tylko pomagamy Panu Bogu. I wiąże się to
        dla nas z dużą odpowiedzialnością - czy to życie, które ewentualnie On może
        nam powierzyć, my jesteśmy w stanie przyjąć teraz... jeżeli nie, to w okresie
        płodnym nie będziemy stwarzać takiej możliwości. Więc NPR to nie żadne "hulaj
        dusza" i pójście na żywioł (wiadomo zresztą...)bo o zbyt ważne sprawy chodzi.
        Z drugiej strony były w mojej rodzinie i wśród znajomych
        przypadki "przydarzenia się" dzieci - chodzi mi zwłaszcza o sytuację, kiedy
        rodziło się np. czwarte dziecko po długiej przerwie w stosunku do reszty
        rodzeństwa - i może na tym nauczyłam się od małego, że nawet takie
        nieplanowane jest darem.
        I tu pojawia się element zaufania Panu Bogu - jeżeli On uzna, że jednak da nam
        dziecko (wpadka :-)) - to je przyjmiemy...
        Trudno mi to napisać, bo to we mnie siedzi ale niełatwo mi poukładać.
        Pozdrawiam cieplutko
        Magda
        • Stosujac NPR tez mozna byc w niezgodzie z Bogiem; nazywa sie to wtedy "postawa
          antykoncepcyjna" i oznacza wlasnie brak otwartosci na nowe zycie. Zatem samo
          stosowanie NPR nie gwarantuje ze jestesmy OK wobec Boga.
          Zauwazylam, ze jest to jednak jakas zasada, ze ludzie ktorzy stosuja NPR ze
          wzgledow religijnych z reguly wlasnie sa otwarci i chcieliby miec duzo dzieci
          (choc nie zawsze to jest mozliwe ze wzgledow ekonomicznych i innych). A moze ja
          sie po prostu w takim srodowisku dziwnym obracam ;) ?
          • anatewka napisała:

            > Stosujac NPR tez mozna byc w niezgodzie z Bogiem; nazywa sie to
            wtedy "postawa
            > antykoncepcyjna" i oznacza wlasnie brak otwartosci na nowe zycie.

            A wiesz, mnie się takie stwierdzenie wydaje uproszczeniem, bardzo daleko
            idącym, i co więcej, bardzo ingerującym w sumienia innych ludzi. Już tłumaczę,
            dlaczego. Nasi dziadowie, pradziadowie itd. nie mieli szans mieć "postawy
            antykoncepcyjnej" bo antykoncepcji nie znali. Co więcej, nie znali nawet
            prostego kalendarzyka. Dzieci rodziły się, bo się rodziły.

            Czy to jednak oznacza, że byli zawsze otwarci na życie? Rozmawiałam kiedyś na
            ten temat z moją babcią i wychodzi mi na to, że to jest jakiś mit. Mnóstwo
            ludzi nie chciało mieć dzieci - w tej chwili, albo w ogóle. Prawda jest taka,
            że nie mieli wyjścia...

            Czy żyli w zgodzie z Bogiem, czy w niezgodzie? Nie nam osądzać, podobnie, jak
            nie nam osądzać współczesnych. Możemy tylko robić to, co nam zaleca nasze
            własne sumienie...

            --
            Rabi, ty daj mi szansę, ty kup los ;-)
          • anatewka napisała:

            > Stosujac NPR tez mozna byc w niezgodzie z Bogiem; nazywa sie to
            wtedy "postawa antykoncepcyjna" i oznacza wlasnie brak otwartosci na nowe
            zycie.

            -
            Na czym dokładnie polega ta 'antykoncepcyjna postawa'???
            -

            Zatem samo
            > stosowanie NPR nie gwarantuje ze jestesmy OK wobec Boga.
            > Zauwazylam, ze jest to jednak jakas zasada, ze ludzie ktorzy stosuja NPR ze
            > wzgledow religijnych z reguly wlasnie sa otwarci i chcieliby miec duzo dzieci
            > (choc nie zawsze to jest mozliwe ze wzgledow ekonomicznych i innych).

            -
            Ja także chciałabym mieć dużo dzieci,tylko teraz problem w tym,czy byłabym w
            stanie wszystkie utrzymać...zapewnić im oprócz mojej miłości jakieś godne
            życie...
            -

        • magdalena_76 napisała:

          Więc NPR to nie żadne "hulaj
          > dusza" i pójście na żywioł (wiadomo zresztą...)bo o zbyt ważne sprawy chodzi.

          -
          A ja właśnie nie chciałabym rezygnować ze spontanicznego seksu,jednak opierając
          się wyłącznie na obserwacji cyklu nie można zapewne sobie na to pozwolić,bo
          trzeba zrezygnować z seksu w okresie plodnym,a mnie to nie pasuje.
          -

          > Z drugiej strony były w mojej rodzinie i wśród znajomych
          > przypadki "przydarzenia się" dzieci - chodzi mi zwłaszcza o sytuację, kiedy
          > rodziło się np. czwarte dziecko po długiej przerwie w stosunku do reszty
          > rodzeństwa - i może na tym nauczyłam się od małego, że nawet takie
          > nieplanowane jest darem.

          -
          Oczywiście,ze jest darem,tylko ile jeszcze takich 'wpadek'może się przytrafić??
          -

          > I tu pojawia się element zaufania Panu Bogu - jeżeli On uzna, że jednak da
          nam dziecko (wpadka :-)) - to je przyjmiemy...

          -
          Zaufanie zaufaniem,ale nie potrafię jakoś mysleć w ten sposób,że 'Pan Bóg daje
          mi dziecko' i je przyjmuję.W dzisiejszych czasach to jest bardzo trudne...
          -

          Również pozdrawiam:)
          • Inusia - ale dokładnie to z czym masz problem?

            Jeśli wątpisz w skuteczność, jesli Ci nie odpowiada z innych względów - nikt Ci
            nie każe tego stosować...

            Ja np. nie pałam chęcią do regulowania organizmu hormonami, więc ich nie
            stosuję - to zresztą są te względy ekologiczne, o które pytasz :-) Zatem muszę
            stosować co innego, czyż to nie jest oczywiste, proste i logiczne?

            --
            "And the bartender lived.
            The bartender never gets killed"
            • adzia_a napisała:

              > Inusia - ale dokładnie to z czym masz problem?
              > Jeśli wątpisz w skuteczność, jesli Ci nie odpowiada z innych względów - nikt
              Ci nie każe tego stosować...

              -
              Wiem,że nikt mi nie każe...zadaję pytania(wiem,ze jest ich dużo...),które mnie
              nurtują,czy to źle?
              -

              >
              > Ja np. nie pałam chęcią do regulowania organizmu hormonami, więc ich nie
              > stosuję - to zresztą są te względy ekologiczne, o które pytasz :-)

              -
              Rozumiem i szanuje Twoje zdanie na temat hormonów...ale dalej nie wiem co
              ekologia ma z tym wspólnego...
              -

              Zatem muszę
              > stosować co innego, czyż to nie jest oczywiste, proste i logiczne?

              -
              Dla mnie nie jest,dlatego zadaję tyle pytań...
              -
              • :-))))) Tylko ,ze Twoje pytania to raczej twierdzenia: mało spontaniczności,
                co rok prorok, można tylko wtedy, kiedy się nie chce ... - zresztą jest to
                dość charakterystyczne. Dlatego wysnułam wniosek, że swoje poglądy masz i
                właściwie nie masz o co pytać, bo wszystko już wiesz ;-)))))

                Ekologia, czy jak to zwał (to jakiś skrót myślowy) - oznacza w tym przypadku
                takie podejście do własnego organizmu, które zakłada nieobciążanie go
                niekonieczną farmakologią (podkreślam - niekonieczną, co nie znaczy, że nie
                stosowałabym leków hormonalnych, gdyby tego wymagało moje zdrowie). Jeśli to Ci
                nie wyjasni tematu, to chyba już więcej nic nie potrafię dodać...

                --
                "And the bartender lived.
                The bartender never gets killed"
                • adzia_a napisała:

                  > :-))))) Tylko ,ze Twoje pytania to raczej twierdzenia: mało spontaniczności,
                  > co rok prorok, można tylko wtedy, kiedy się nie chce ... - zresztą jest to
                  > dość charakterystyczne.

                  -
                  Tak to na dziń dzisiejszy odczuwam,ale nie zakładam,że nie zmienię zdania.
                  -


                  > Ekologia, czy jak to zwał (to jakiś skrót myślowy) - oznacza w tym przypadku
                  > takie podejście do własnego organizmu, które zakłada nieobciążanie go
                  > niekonieczną farmakologią (podkreślam - niekonieczną, co nie znaczy, że nie
                  > stosowałabym leków hormonalnych, gdyby tego wymagało moje zdrowie). Jeśli to
                  Ci nie wyjasni tematu, to chyba już więcej nic nie potrafię dodać...

                  -
                  Dzięki za wyjasnienie,teraz już wiem:-)
                  -
                  • No to jeśli zakładasz zmianę zdania, to może rzeczywiście lepiej zacząć od
                    informacji merytorycznych - zawsze wychodziłam z założenia, że do wiedzy
                    dochodzi się dopiero po odrzuceniu uprzedzeń.

                    Trochę rozumiem Twoją postawę, bo kiedyś miałam podobne poglądy. I potem
                    weszłam sobie właśnie na edziecko, i trafiłam na dyskusję o NPR i szczerze się
                    zdumiałam - okazało się, że są ludzie, którzy to stosują, ze potrafią wyjaśnić
                    podstawy medyczne NPR, i że do tego potrafią cieszyć się życiem :-) -
                    przodowała w tym wątku niejaka Gosia25 :-)))))) a że mam ją za rozsądną istotę,
                    to pomyślałam sobie, że coś w tym może być. Z tym, że nie zakładałam, że to na
                    pewno metoda dla mnie, bo nie wiedzieliśmy, czy się sprawdzi na dłuższą metę -
                    pogadałam z mężem i stwierdzilismy, że spróbuję jakoś ze sobą powiązać różne
                    sygnały dawane przez mój organizm. Bo pigułek zażywać nie chcę (również mój mąż
                    jest temu przeciwny), spirala jest dla mnie nie do przyjęcia, a metody
                    barierowe ;-)))) - no owszem, można, ale przez cały czas, w stałym związku?

                    Wiesz, może się okazać, że to rzeczywiście nie jest metoda dla Ciebie, nie
                    przeczę - z różnych przyczyn, a to organizm nie daje wystarczająco czytelnych
                    sygnałów, albo nie można tego udźwignąć psychicznie, albo po prostu okaże się
                    to niewarte zachodu - świetnie to rozumiem. Myślę jednak, że jeśli od początku
                    będziesz nastawiona na "nie" to tym bardziej z tych dyskusji wyjdziesz
                    przekonana, że o bzdurach tu się gada ;-) Natomiast otwierając się na rzetelną
                    wiedzę można zawsze zyskać. Nawet jeśli nie chcesz NPR używać do uniknięcia
                    ciąży, to zawsze możesz tę wiedzę wykorzystać do jej zaplanowania.

                    --
                    Rabi, ty daj mi szansę, ty kup los ;-)
                    • adzia_a napisała:





                      Myślę jednak, że jeśli od początku
                      > będziesz nastawiona na "nie" to tym bardziej z tych dyskusji wyjdziesz
                      > przekonana, że o bzdurach tu się gada ;-)

                      -
                      Ale ja nie jestem nastawiona na 'nie',na razie zadaję pytania,czytam,zbieram
                      informacje,spróbuje zastosować to na sobie,ale to prawda,nie jestem tak w 100%
                      przekonana,ale byc może to się zmieni z czasem...:-)
                      -

          • inusia jesli jeszcze raz napiszesz cos o braku seksu w okresie plodnym a
            spontanicznego w szczegolnosci to cie daje slowo ugryze ;))))))

            Spontanicznie pozdrawiam ;))))

            Adziu czy moge o sobie myslec jako inspiracji adzi ;))) rosne w swoich
            oczach ;))))
            --
            gosklec@poczta.onet.pl
          • inusia0 napisała:

            > magdalena_76 napisała:

            > > Z drugiej strony były w mojej rodzinie i wśród znajomych
            > > przypadki "przydarzenia się" dzieci - chodzi mi zwłaszcza o sytuację, kied
            > y
            > > rodziło się np. czwarte dziecko po długiej przerwie w stosunku do reszty
            > > rodzeństwa - i może na tym nauczyłam się od małego, że nawet takie
            > > nieplanowane jest darem.
            >
            > -
            > Oczywiście,ze jest darem,tylko ile jeszcze takich 'wpadek'może się
            przytrafić??
            > -

            A ile wynosi indeks Pearla dla NPR?


      • calico napisała:

        > Wydaje mi się (tak jak zauważa praktyczny przewodnik), że masz pewne obawy co
        > do npr, do jego skuteczności. Dlatego we wszystkich Twoich postach sporo
        > powątpiewania. A czy Ty stosujesz npr? Może brak Ci jeszcze wprawy i boisz
        > sie "rzucić na głęboką wodę";)

        -
        Nie stosuje jeszcze npr,zamierzam spróbowac na początek poobserwować swój
        cykl,mam wątpliwości-jak każdy...a 'na głęboką wodę' nie wiem czy kiedykolwiek
        się zdecyduję,na razie się zwyczajnie obawaiam,że to zawiedzie...
        -

        >
        > Co do kwestii religijnych ("co rok prorok";)) odpowiem cytatem. Chcę
        > podkreślić też, że bardzo szanuję dziewczyny, które stosują npr, z innych
        > względów, czy to ekologicznych,


        -
        Tylko jedno małe pytanko...jakie to względy ekologiczne???:-)
        -


        > Rzucam hasło propagandowe:
        > Niech npr nas łączy a nie dzieli!

        -
        popieram:-)
        -
        • A propos ekologii podpisuję się pod tym, co napisała powyżej adzia. Wyjaśniła
          to bardzo dokładnie:))) Ja lepiej nie umiem, a po co się powtarzać;)

          pzdr
          • A_dzia, a ja nikogo nie potepiam :) Po prostu napisałam co słyszałam:
            przyjaciółka miała z tym problem, czuła się nie fair i to na spowiedzi zakonnik
            jej powiedział o tym, że dopóki jest otwarta na życie, tzn. jakby sie okazało
            że jest w ciąży to przyjmie to i pogodzi się z tym, to jest dobrze. Koleżanka
            stosowała oczywiście NPR.
            A nasi przodkowie na pewno też w związku ze swoimi postawami popełniali
            grzechy, mówiąc szczerze przez to że nie znali żadnych metod bardzo często nie
            kończyło się naniechcianym dziecku, tylko na masowym usuwaniu ciąż- z opowiadań
            mojej babci. Ale to zupełnie inna historia.
            To, czy ktoś ma taką albo inną postawę jest jego sprawą i ja nikogo nie chcę
            oceniać, a to co napisałam było moją refleksją na ten temat. I tyle.
      • calico napisała:

        >
        > Dlatego niektórzy "roztropnie i wielkodusznie" mogą przyjąć dwójkę dzieci, a
        > inni siódemkę. Ale nauka Kościoła nie każe mi posiadać dzieci za wszelką cenę.
        >

        Chyba jednak w pewnym sensie zmusza. Jezeli para chcaca wziac slub koscielny
        powie ksiedzu, ze dzieci nie planuje, to tego slubu nie dostanie. Czyz nie tak?
        A moze cos sie ostatnio zmienilo?
        Mozna tez pewnie ksiedza oklamac, ale czy wtedy ten slub ma sens, ale to juz
        inna para kaloszy.

        pozdr.
        • ma.pi napisała:

          >
          > Chyba jednak w pewnym sensie zmusza. Jezeli para chcaca wziac slub koscielny
          > powie ksiedzu, ze dzieci nie planuje, to tego slubu nie dostanie. Czyz nie
          tak?
          >
          > A moze cos sie ostatnio zmienilo?
          > Mozna tez pewnie ksiedza oklamac, ale czy wtedy ten slub ma sens, ale to juz
          > inna para kaloszy.
          >
          > pozdr.

          Są pewne czynniki,które wpływają na to czy małżeństwo jest ważne czy też nie,
          dzy innymi szczerość. Poza tym ślub jest dla osób wierzących-nikt go brać nie
          musi.A wg nauki Kościoła jednym z istotnych elementów małżeństwa jest
          przekazanie życia i nawet w słowach wypowiadanych podczas ślubu jest mowa o
          tym, że małżonkowie zgadzają się przyjąć potomstwo, którym ich Bóg obdarzy.
          Więc jeśli ktoś się z tym nie zgadza to po co mu ślub w Kościele?
        • Nie no chwylunia.....
          przysiega koscielna nie brzmi "czy obiecujecie narobic dzieci" tylko czy
          przyjmiecie.
          Ja to rozumiem tak-no ok planujecie nie miec ale jesli cos sie zdarzy? To
          przyjmiecie?
          Nie mozecie miec lekarze tak mowia, ale jesli zdarzy sie ze jednak sie uda, to
          co?
          Nie wyobrazam tez sobie zeby ksiadz nie dal slubu ludziom ktorzy wiedza ze
          dzieci miec po prostu nie beda- bo pani ma macice wycieta a pan jadra z powodu
          raka. Wazne jest po prostu zeby obie strony o tym wiedzialy. A moze zostana
          rodzicami adopcyjnymi?
          pewnie ze Kosciol premiuje posiadanie potomstwa i zacheca bo rosna wyznawcy.
          Ale zmusza? w zyciu.
          --
          gosklec@poczta.onet.pl
          • Nam ksiądz na kursie przedmałżeńskim powiedział (4 lata temu), że jak ktos nie
            planuje miec dzieci (nawet z ważnych powodów, np. choroba i chce adoptować) to
            nie może zawrzeć małżeństwa (w KK). Natomiast o ile pamiętam bezpłodnośc nie
            jest przeszkodą (o ile sie tego nie ukryło) i małżeństwo jest ważne (była to
            przeszkoda, ale w poprzednim wieku :) ).

            Choć wcale mnie nie zdziwi, jeśli inny ksiądz mówił coś innego.

            J.

            • Oczywistym jest, że jeżeli ktoś nie może mieć dzieci to ślub może zawrzeć,
              ale w sytuacji gdy ktoś jest zdrowy i dzieci po prostu nie chce mieć to
              przeczy jednemu z celów małżenstwa - prokreacji. I wcale nie chodzi o to czy
              Kościół każe mieć dzieci czy nie , tylko jeśli małżonkowie wierzą, że dziecko
              jest darem od Boga i że Bóg tak stworzył mężczyznę i kobietę, którzy jednocząc
              się w miłości mogą przekazać życie, to będą chcieli mieć dzieci. Jeżeli zaś
              nie wierzą w to, to po co im ślub kościelny?
              • WIem, wiem. Tylko ze nas zdziwilo, ze osoby, ktore moga miec dzieci (zajscie w
                ciaze i urodzenie jest mozliwe z medycznego punktu widzenia), ale ich dziecko
                z duzym prawdopodobienstwem (50% czy 25%) bedzie chorowac, nawet jesli nie
                beda stosowaly antykoncepcji, ale nie maja woli urodzenia dzieci, nie moga
                zawrzec slubu.

                A bezplodnosc uznano za nieprzeszkadzajaca nie tak dawno. Nie pisze tego, zeby
                kwestionowac zasady. Mom dziadkom ksiadz mowil, ze od nadmiernej aktywnosci
                seksualnej wysycha rdzen kregowy. Potem sie moj dziadek nabijal z ojca, jak
                mial problemy z korzonkami.

                No tak, jak juz schodzic z tematu, to chociaz na wesolo.

                J.
              • benka7 napisała:

                > Oczywistym jest, że jeżeli ktoś nie może mieć dzieci to ślub może zawrzeć,
                > ale w sytuacji gdy ktoś jest zdrowy i dzieci po prostu nie chce mieć to
                > przeczy jednemu z celów małżenstwa - prokreacji. I wcale nie chodzi o to czy
                > Kościół każe mieć dzieci czy nie , tylko jeśli małżonkowie wierzą, że dziecko
                > jest darem od Boga i że Bóg tak stworzył mężczyznę i kobietę, którzy
                jednocząc
                > się w miłości mogą przekazać życie, to będą chcieli mieć dzieci. Jeżeli zaś
                > nie wierzą w to, to po co im ślub kościelny?

                Wierzę,ze dziecko jest darem od Boga,jednak zdecyduję się na nie wtedy gdy bedę
                gotowa,a nie będzie ono 'dziełem przypadku'.
                • A jesli mimo wszystko.... wpadniesz? Nie no jasne ze nie ;)) ale jesli? To
                  przeciez przyjmiesz dziecko, nie? I o to chodzi. A jesli bedziesz gotowa na
                  dziecko za 10 lat, no to w ostatecznym rozrachunku malzenstwa chcesz tego
                  dziecka no nie? Wiec tu tez nie widze sprzecznosci. Uznanie ze Kosciol zmusza
                  do prokreacji w noc poslubna uwazam za uproszczenie.
                  A o chorych rodzicow spytam sie meza albo ksiedza, bo cos mi sie nie widzi.
                  Kosciol raczej zmierza do tego obecnie by ludzie mieli tyle dzieci na ile ich
                  stac- psychicznie i fizycznie. Nie kazdego stac na chore dziecko....
                  --
                  gosklec@poczta.onet.pl
            • ''A mojej babci 80 letniej starowince ksiądz nawsadzał od grzeszniczek za to że
              umyła podłogę w niedzielę'' Te i inne historie świadczą wg mnie o jednym są
              księża, którzy mają powołanie, widzą i chcą zrozumieć drugiego człowieka ale
              są i tacy co stosują sztywne przepisy, ustalenia kongresów, soborów itp tj.
              czarne to tylko czarne. Pouczają ludzi, piętnują a nie wnikają w przyczyny. A
              DLA MNIE WIARA TO PRZYKAZANIE MIŁOŚCI I z niego powinni czerpać.
              Natomiast co do instytucji małżeństwa niech mi ktoś powie gdzie w Biblii
              napisane że małżeństwo służyć ma prokreacji?
              Dla mnie (i dla większości zwykłych ludzi) małżeństwo to miłośc, oparcie
              wzajemne a jeśli macierzyństwo to tylko odpowiedzialne w sensie opieki i
              finansów. Dzieci chcę mieć ale nie z ''przymusu'' a z miłości.
              Mam tylko nadzieję, że kiedyś tam może z nastaniem nowego paieża, hierarchowie
              kościoła swoją naukę dostosują do nowych czasów (mam na myśli ową prokreację,
              antykoncepcję hormonalną-nie wszystkie kobiety mogą stosować met NPR, in vitro -
              cud dla tych co pragną dziecka a mieć nie mogą, czy homoseksualizm).Aż mnie
              podrzuciło jak w ostatnią niedzielę odczytano list z episkopatu -cyt. poddać
              terapii homoseksualistów, było też i o tabletkach itp. Mam nadzieję, że kościół
              będą tworzyć przede wszystkim światli, rozumni znający życie a nie twardogłowi
              fundamentaliści.
              Pozdrawiam Aga



              • znawca Biblii co prawda nie jestem, ale juz w Ksiedze Rodzaju, czyli na samym
                poczateczku stoi jakos tak: „(...) Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście
                zaludnili całą ziemię i uczynili ją sobie poddaną (...)" - slowa te Bog kieruje
                do Adama i Ewy .....
                Jesli ktos czyta Biblie to takich miesc znajdzie wiecej ......

                A ja b. cenie papieza i nie uwazam, zeby 'swiatlosc' jego nastepcow komukolwiek
                na dobre wyszla. No i do kosciola chodze nie dla ksiezy, ktorzy sa jacy sa (na
                szczescie nie ja bede ich sadzic), ale po to by spotkac sie z Panem Bogiem.


              • agaa5 napisała:

                >Aż mnie
                > podrzuciło jak w ostatnią niedzielę odczytano list z episkopatu -cyt. poddać
                > terapii homoseksualistów, było też i o tabletkach itp.

                O tabletkach antykoncepcyjnych ? Nie było ani słowa, nie uważałaś Aga ;-)

                Co do homoseksualizmu było dokładnie tak, cytuję:
                "Uwzględniając narastające w europejskiej kulturze zjawisko związków między
                osobami tej samej płci, Katechizm Kościoła Katolickiego podkreśla, iż osoby te
                należy traktować "z szacunkiem, współczuciem i delikatnością", bez
                dyskryminowania ich z powodu odmiennej orientacji seksualnej (KKK, 2358).
                Tworząc wokół nich klimat solidarności w doświadczeniu życiowych dramatów,
                trzeba im jednak również uświadamiać, że "osoby homoseksualne są wezwane do
                życia w czystości" (KKK, 2359). Kościół nie zostawia ich samotnych w obliczu
                życiowych zmagań. Wśród osób, które skorzystały z terapii w katolickich
                ośrodkach "Odwagi", ponad 30% potrafiło zmienić swą orientację i podjąć życie w
                sakramentalnych związkach małżeńskich."

                No i co - takie to strasznie gromiące słowa, potępiające ? Przecież tu ani
                słowa o przymusowej terapii homoseksualistów, za to wskazówka dla tych, którzy
                szukają rozwiązania swych problemów (grupy "Odwaga" - nie każdy o nich wie)
                Ewa

                PS. Ten post znów nie na temat NPR, ale nie wytrzymałam - nie lubię tego
                rodzaju przekłamań i nieścisłości, tak się chyba rodzą plotki...
                • Ewa zgadzam się, że mogę wszystkiego nie pamiętać bo się zdenerwowałam tym
                  odczytem nie po to w końcu przyszłam na mszę.
                  Natomiast to co mi się utrwaliło to te nieszczęsne tabletki- oczywiście nie o
                  antykoncepcyjne ale typu Postinor, eutanazja (lepiej terminować cierpiącego
                  człowieka niż skrócić mu cierpienie).No i te słowa odnośnie homoseksualizmu. O
                  ile z oczywistych względów rozumiem, że kościól potępia aborcję o tyle nie
                  zrozumiałe jest dla mnie wszystko co było odczytane później
                  "Uwzględniając narastające w europejskiej kulturze zjawisko związków między>
                  osobami tej samej płci, Katechizm Kościoła Katolickiego podkreśla, iż osoby te
                  > należy traktować "z szacunkiem, współczuciem i delikatnością", bez
                  > dyskryminowania ich z powodu odmiennej orientacji seksualnej (KKK, 2358).
                  > Tworząc wokół nich klimat solidarności w doświadczeniu życiowych dramatów,

                  Nie ukrywam takie podejście mnie osobiście cieszy ,to dla mnie dowód, że jednak
                  kościół troszkę poddaje się zmianom, otwiera na nowy świat i jego nowe oblicze
                  a więc naszą inność, natomiast dobiły mnie słowa... trzeba im jednak również
                  uświadamiać, że "osoby homoseksualne są wezwane do życia w czystości i nie
                  przytoczę dokładnie ale coś w rodzają nie moga przystąpić do sakramentu
                  małżeństwa .Wśród osób, które skorzystały z terapii w katolickich
                  > ośrodkach "Odwagi", ponad 30% potrafiło zmienić swą orientację i podjąć życie
                  w > sakramentalnych związkach małżeńskich."

                  Wynika z tego że homoseksualiści mają albo się poddać ''terapii'' i ożenić
                  krzywdząc tym samym siebie i małżonka albo żyć w celibacie (kto z nas
                  normalnych ludzi może żyć 30 i wiecej lat w celibacie). A czy nie można po
                  prostu zaakceptować ich jako ludzi tyle, że innych i dać im prawo do życia w
                  zgodzie z Bogiem.
                  Ja widzę w tym tylko forsowanie swoich przestarzałych ideologii, propagandę a
                  nie chęć pomocy ludziom.
                  Ale mam nadzieję, że hierarchowie zrozumieją że przepisy trzeba dostosowywać
                  do nowych czasów. Kiedyś też ziemia była płaska, ale trzeba było czasu i
                  wiedzy by zrozumieć, że ziemia jest okrągła i się kręci .
                  Pozdrawiam Aga
                  • Aga, ale Kościół nie ma ani możliwości ani takiej władzy, żeby zmieniać prawo
                    Boże. Krótko mówiąc - mężczyzną i kobietą stworzył ich Bóg i to mężczyzna i
                    kobieta stanowią małżeństwo -jedno ciało, wiec KK nie moze dopuscic malzenstw
                    homosekualnych; podobnie z "nie zabijaj" - to nie jest przepis kościelny (jak
                    np. post w Wielki Piątek), który Kościół może dowolnie zmieniać, to wynika
                    wprost z Biblii (wierzymy wiec ze pochodzi od Boga), więc KK nie może sobie
                    ustalić, że "nie zabijaj" nie obowiązuje, że dozwolona jest eutanazja, aborcja
                    za pomocą Postinoru czy niszczenie embrionów niewykorzystanych przy "in vitro".

                    Co do terapii homosekualistów - mi osobiscie taka incjatywa Koscioła wydaje sie
                    niezwykle cenna. A to dlatego, ze przypuszczam, ze homoseksualizm nie jest
                    zjawiskiem o jednoznacznej etiologii np. genetycznej, wiec nieuleczalnej. Mam
                    wrazenie (aczkolwiek nie jestem tu zadnym znawca), ze czesc przypadkow
                    homosekualizmu ma podloze srodowiskowe, wychowawcze, psychiczne i te przypadki
                    jak najbardziej poddaja sie terapii z dobrym rezultatem. Tym bardziej, ze
                    przypuszczam, ze czesc homosekualistow pewnie wcale nie jest zachwycona faktem
                    swego homoseksualizmu i aktywnie szuka pomocy.

                    Aga, z ewentualna dalsza dyskusja musimy sie przeniesc na jakies forum
                    pt."Kosciol Katolicki" czy cos w tym stylu, bo tego o czym tu piszemy juz w
                    zaden sposob sie nie da podciagnac pod NPR ;-) Przepraszam moderatorów,
                    pozdrawiam noworocznie, Ewa
                    • Jeśli by Biblię cytował dosłownie i stosował wszystko w praktyce to mielibyśmy
                      fundamentalizm. Prawda jest taka, że tak jak inne wyznania wierzącym narzuca
                      się to co podane w Biblii ale do tego własną interpretację (i tu już
                      hierarchowie mogą zrobić wszystko). Jak się pódzie na spotkania innych wyznań
                      nie katolickich to oni też twierdzą, że tak jest napisane w Biblii (wszyscy są
                      zobligowani przestrzegać) a to po prostu ich nadinterpretacja.W naszym
                      kościele też tak się dzieje wiele polega na takiej a nie innej
                      interpretacji.Widzi się to co chce widzieć, nie liczy ze zmianami, z rozwojem
                      nauki i potrzeb ludzi a świat się zmienia. Chcąc zakończyć temat powiem tak dla
                      mnie to też nadinterpretacja to co dotyczy in vitro, homoseksualizmu,
                      poruszanej tu prokreacji,antykoncepcji czy eutanazji. I tak np. w moej
                      fundamentalnej interpretacji zabijanie zwierząt na mięso to ciężki grzech
                      śmiertelny :))) Oczywiście żartuję.
                      Pozdrawiam serdecznie (sorki że trochę zboczyłam z tematu)
                      • Świat się zmienia, ale członkowie Kościoła mają być jak nie z tego świata. Bo
                        ich dotyczy prawo Boże, a nie to co ludzie powiedzą. Zmiany i rozwój świata
                        nie świadczą o tym, że to co ludzie przyjmują jest dobre. Homoseksualizm nie
                        jest zjawiskiem, które pojawiło się w czasach obecnych, ale istniał już
                        conajmniej 2000 lat temu i zdanie KOścioła było i będzie na temat
                        niezmienne.
                        Agoo5 chrześcijaninem nie można być stosując tylko niektóre słowa z Biblii, a
                        inne odrzucając. Trzeba być zimnym albo gorącym. Wiem, że to nie jest łatwe,
                        ale nikt nie powiedział, że chrześcijaństwo ma być
                        łatwe.
    • inusia0 napisała:

      > Czy bierzecie pod uwagę taką możliwość,ze co roku rodzi się Wam kolejne
      > dziecko?(tu pytanie do stosujących NPR z powodów religijnych).
      > Skoro jesteście otwarte na nowe życie,za każdym razem gdy
      > współżyjecie,dlaczego w ogóle stosujecie jakąś metodę?
      > Tak z ciekawości nasunęło mi się to pytanie do Was Dziewczyny :)

      Odpowiadając na Twoje pytanie mogę powiedzieć, że biorę pod uwagę taką
      możliwość, że co roku urodzi mi się kolejne dziecko.
      Poza tym z "powodów religijnych" chcę mieć więcej dzieci - nie wiem ile, na
      razie mam dwójkę i wiem ,że kiedyś przyjdzie moment, że otworzę się na trzecie
      dziecko,a jeśli okazałoby się, że jestem w stanie błogosławionym już teraz to
      z radością przyjęłabym to maleństwo. Jednak o kolejnych dzieciach (4,5,6...)
      na razie nie myślę, bo to przerasta moją wyobraźnię.
    • Pozdrawiam dziewczyny i życząc Esesołych i Zdrowych Świąt jednocześnie
      przepraszam,ze weszłam sobie na to forum - jestem bowiem niestosująca NRP i nie
      zamierzająca stosować jako metody unikania ciąży, a zainteresowałam się, bo
      właśnie nie unikam :) a wiem od paru dziewczyn z reala, ze NRP sa bywają
      znakomite do wyznaczenia okresu, kiedy 'nieunikanie' ma się skończyć poczęciem
      :) Z tymi innymu sprawami (mam na mysli nieplanowane ciąże z NRP) to różnie bywa
      - mało która z Was zapewne to przyzna, ale poza wytrwałością i konsekswencją w
      pomiaraach i wykresach trzeba być jednak ogólnie zdrowym (zwłaszcza metoda
      termiczna) i nie da się tego obejść ...Ale ja nie o tym chciałam pisać, wszak,
      jak któraś z Was wspomniała wcześniej - żyjemy w wolnym kraju i możemy stosować
      różne metody unikania nieplanowanej ciąży, każda para zgodnei ze swymi
      predyspozycjami i sumieniem ...
      ]Mnie jedynie zaskoczyła ta dyskusja na temat 'otwartości na życie" - ja też
      otwartość rozumiem w ten sposób, ze po prostu gdybym zaszła w ciążę stosując
      dowwolną metodę anty czy jak kto woli "unikania" :) to też urodziłabym ...
      Moze w życiu innych forumowiczek nie zdarzało się nigdy tak, ze naprawdę nie
      mogły sobie pozwolić na nieplanowaną ciążę ....pozazdrościć ..u mnie były takie
      okresy życiowe i wtedy zabezpieczałam się przed ciążą na 100 % nie ufając ani
      termometrowi, ani gumce :) Moze ktoś to potepiać na tym forum, ale to moje życie
      i ewentualnie moje dziecko ..prawda ???
      Ale potem przyszedł taki okres,kiedy pojawienie sie dziecka nie było już
      przerażającym ewentualnie koszmarem tylko jedną z możliwości ....
      no i :) stosowalismy z partnerem gumke (tylko) z "otwartością na życie" ..to
      znaczy "no nie planujemy, ale jak będzie to będzie i będziemy się cieszyc, choć
      można z tym jeszcze poczekać" - dlatego bardzo mnie zdziwiło zdanie jednej z
      forumowiczek, zę NIE WYKLUCZA, iż para stosująca antykoncepcję TEZ może przyjąć
      dziecko ...Nie wyklucza ??? Same smiejecie sie z tych ludzi, którzy postrzegają
      stosujące NRP kobiety, jako zaniedbane brudaski w papilotach i koszuli z dziurą,
      a jednocześnie traktujecie stosujące antykoncepcje dziewczyny, jak potencjalne
      morderczynie i dzieciobójczynie ...
      Nie rozumiem tego :(
      --
      Pozdro
      Korcia
      ***A słońce sobie lśni,
      jak gdyby nigdy nic ....***
      • Znowu uogolniania - nie wydaje mi sie, zeby ktos tu traktowal kogokolwiek jak
        przestepce. Slowa, nawet najlepiej dobrane i przemyslane, nigdy nie oddadza
        tego, co tak naprawde chcialoby sie napisac i co sie czuje. Ja nie zakladam, ze
        osoba stosujaca antykoncepce hormonalna jest z gruntu zla i na pewno swoje
        poczete nieplanowane dziecko usunie. Uwazam, ze wiekszosc kobiet je na pewno
        urodzi ! NPR z gruntu zaklada otwartosc na zycie, natomiast jesli chodzi o inne
        metody to nie bylabym tego taka pewna - wydaje mi sie ze nieplanowana ciaza
        bardziej zdziwi osobe stosujaca antykoncepcje hormonalna (gdzie praktycznie
        owulacja sie nie powinna zdazyc, bo tak chyba tabletki dzialaja, ze blokuja
        plodnosc) niz kogos kto stosuje npr. Ale po dluzszym lub krotszym szoku
        wiekszosc kobiet to dzieciatko urodzi

        Co do wpadkowych dzieci z NPR, to poczytaj sobie inne watki - tu kazdy jest
        szczery, bo niby dlaczego mialby cos ukrywac. Jesli sie stosuje npr dosc
        dokladnie, to wpadek sie raczej nie zalicza. Ja sama stosuje te metode od
        prawie 4 lat i do tej pory zadnych dzieci sie nie dorobilam. W tym miesiacu
        planowo troche inaczej 'zastosowalam' sie do npr i czekam z wytesknieniem na 2
        kreski ... Dzieciaczki wiekszosci Kobiet tutaj sa jak najbardziej planowane !
        Pozdrawiam noworocznie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.