Dodaj do ulubionych

"Co rok prorok"

04.11.03, 14:09
Czy bierzecie pod uwagę taką możliwość,ze co roku rodzi się Wam kolejne
dziecko?(tu pytanie do stosujących NPR z powodów religijnych).
Skoro jesteście otwarte na nowe życie,za każdym razem gdy
współżyjecie,dlaczego w ogóle stosujecie jakąś metodę?
Tak z ciekawości nasunęło mi się to pytanie do Was Dziewczyny :)
Edytor zaawansowany
  • 04.11.03, 17:17
    jesli oczekujesz odpowiedzi "ze wzgledow religijnych" to
    odpowiem cytujac ksiazke Christophera Westa "Dobra nowina
    o seksie i malzenstwie".....prosty czlowiek jestem i sama
    bym tego nie wymyslila, ale taki przyklad do mnie przemowil:

    " Wiekszosc narzeczonych planujac wesele uswiadamia
    sobie, ze ze slusznych powodow nie sa w stanie zaprosic
    niektorych swoich znajomych. W takiej sytuacji po prostu
    nie wysylaja im zaproszenia. To zupelnie co innego niz
    wysylanie antyzaproszenia. Trudno nawet wyobrazic sobie
    cos takiego: "21 czerwca bierzemy slub, ale nie chcemy,
    zebyscie na nim byli. Prosimy nie przyjezdzac". Bylby to
    razacy nietakt, oznaczajacy zerwanie relacji.
    Tak wlasnie postepuje para malzenska wobec Boga stosujac
    antykoncepcje. Podejmujac wspolzycie, wysylaja Bogu
    zaproszenie do wspolpracy w tym najbardziej tworczym ze
    wszystkich aktow. Jednakze, kiedy Bog otwiera to
    zaproszenie, znajduje tam wypisane tlustym drukiem slowa:
    NIE PRZYCHODZ.NIE CHCEMY CIE. Natomiast pary, ktore
    powstrzymuja sie od wspolzycia, by uniknac ciazy, po
    prostu nie wysylaja Bogu zaproszenia. Jesli dane
    malzenstwo ma sluszne powody, by nie decydowac sie na
    rodzicielstwo,(...) Nie jest to zerwanie relacji".

    tez mielilam ten temat dlugo w swojej glowie.
    Li_lu.
    przepraszam za brak czcionek.
  • 04.11.03, 22:14
    ta analogia chyba nie jest dosć szczęśliwa - ciągnąc ją dochodzimy do
    stwierdzenia, ze stosując NPR i współżyjąc wtedy, gdy kobieta jest niepłodna,
    to tak jak gdybyśmy zapraszali na garden-party, z góry wiedząc, że będzie padał
    grad i bedzie -30 stopni...i tak nikt nie przyjdzie
    w tym cały problem - że codzienne doświadczenie przeczy jasnemu założeniu, że
    albo stosuje się sztuczną antykoncepcję albo jest się otwartym na życie przy
    pomocy NPR...postawy ludzi sa o wiele bardziej złożone.
    a wracając do pytania...NPR to nie kalendarzyk, i nie zakladam, ze co rok bede
    miala dziecko, bo nastapi "wpadka" - zreszta jakoś stosujemy NPR 1,5 roku i co -
    niestety nic ;-) zreszta karmienie piersia nawet bez żadnych obserwacji z
    reguly wyznacza znacznie dluzsze przerwy miedzy poczeciami w małżeństwach,
    które jako jedyną metode uznają właśnie odstępy poprzez karmienie ( a znam
    takie).
  • 05.11.03, 11:14
    klara12 napisała:


    > a wracając do pytania...NPR to nie kalendarzyk, i nie zakladam, ze co rok
    bede miala dziecko, bo nastapi "wpadka" - zreszta jakoś stosujemy NPR 1,5 roku
    i co -niestety nic ;-)

    Nie chodziło mi o kalendarzyk,tylko świadome stosowanie obserwacji cyklu,by NIE
    ZAJSC w ciąże.Skoro ktoś twierdzi,ze cały czas jest otwarty na nowe życie,po co
    w ogóle stosuje jakąkolwiek formę uniknięcia tej ciąży,chociażby przy pomocy
    tzw.'naturalnych metod'.
  • 05.11.03, 01:26
    > Tak wlasnie postepuje para malzenska wobec Boga stosujac
    > antykoncepcje. Podejmujac wspolzycie, wysylaja Bogu
    > zaproszenie do wspolpracy w tym najbardziej tworczym ze
    > wszystkich aktow. Jednakze, kiedy Bog otwiera to
    > zaproszenie, znajduje tam wypisane tlustym drukiem slowa:
    > NIE PRZYCHODZ.NIE CHCEMY CIE.

    ja mam prosbe- nie dajmy sie sprowokowac i nie dajmy sie wciagnac w dyskusje
    na temat dlaczego jedna metoda jest grzeszna a druga nie. Tym bardziej ze
    analogia dla mnie tez naciagana jest...
    Ja co prawda nie jestem wierzaca i NPR nie stosuje ze wzgladow religijnych ale
    odpowiem tak- nie zaprosze wszystkich potencjalnych dzieci na swiat, ktore
    moglabym miec, bo zwyczajnie mnie na to nie stac. A kochac sie z mezem lubie i
    sprawia mi to radosc (jemu tez jak mniemam). W niektorych metodach chodzi o to
    zeby codziennie lykac pigolke w mojej zas chodzi o to, ze gdy mam dni plodne a
    dziecka miec nie chce to sie z mezem nie kocham.
    Zas gotowosc do przyjacia dziecka powinna istniec zawsze gdy uprawiamy z
    facetem seks z uzyciem genitaliow i mieszaniem sie plynow ustrojowych. Mi
    osobiscie metoda ktora stosuje daje na tyle duzy komfort psychiczny ze mysl o
    gotowosci na przyjecie zycia nie maci moich mysli ;))
    --
    gosklec@poczta.onet.pl
  • 03.12.03, 21:51
    wieczna-gosia napisała:

    > > Tak wlasnie postepuje para malzenska wobec Boga stosujac
    > > antykoncepcje. Podejmujac wspolzycie, wysylaja Bogu
    > > zaproszenie do wspolpracy w tym najbardziej tworczym ze
    > > wszystkich aktow. Jednakze, kiedy Bog otwiera to
    > > zaproszenie, znajduje tam wypisane tlustym drukiem slowa:
    > > NIE PRZYCHODZ.NIE CHCEMY CIE.
    >
    > ja mam prosbe- nie dajmy sie sprowokowac i nie dajmy sie wciagnac w dyskusje
    > na temat dlaczego jedna metoda jest grzeszna a druga nie.

    ALE CZEMU NIE, WIECZNA GOSIU?
    DYSKUSJA CHYBA NA TYM POLEGA? NO CHYBA, ŻE DLA WIĘKSZOŚCI Z WAS DYSKUSJA TO
    JEDNO WIELKIE "TAK, ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ GOSIU", "TAK, LEPIEJ BYM TEGO NIE
    UJĘŁA", "TAK, MASZ 100% RACJI".
    OCZYWIŚCIE, JEŚLI UWAŻASZ, ŻE METODY INNE NIŻ NPR SĄ NIESKUTECZNE, NIEMORALNE,
    GRZESZNE I W OGÓLE BEE, TO MOŻESZ CHYBA O TYM NAPISAĆ?
    JEŻELI MAM SWOJE ZDANIE WJAKIEJŚ KWESTII TO JE WYRAŻAM, PRAWDA?


    Tym bardziej ze
    > analogia dla mnie tez naciagana jest...
    > Ja co prawda nie jestem wierzaca i NPR nie stosuje ze wzgladow religijnych
    ale
    > odpowiem tak- nie zaprosze wszystkich potencjalnych dzieci na swiat, ktore
    > moglabym miec, bo zwyczajnie mnie na to nie stac. A kochac sie z mezem lubie
    i
    > sprawia mi to radosc (jemu tez jak mniemam). W niektorych metodach chodzi o
    to
    > zeby codziennie lykac pigolke w mojej zas chodzi o to, ze gdy mam dni plodne
    a
    > dziecka miec nie chce to sie z mezem nie kocham.
    > Zas gotowosc do przyjacia dziecka powinna istniec zawsze gdy uprawiamy z
    > facetem seks z uzyciem genitaliow i mieszaniem sie plynow ustrojowych. Mi
    > osobiscie metoda ktora stosuje daje na tyle duzy komfort psychiczny ze mysl o
    > gotowosci na przyjecie zycia nie maci moich mysli ;))
  • 03.12.03, 22:33
    mamaizyimoniki napisała:


    > ALE CZEMU NIE, WIECZNA GOSIU?
    > DYSKUSJA CHYBA NA TYM POLEGA? NO CHYBA, ŻE DLA WIĘKSZOŚCI Z WAS DYSKUSJA TO
    > JEDNO WIELKIE "TAK, ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ GOSIU", "TAK, LEPIEJ BYM TEGO NIE
    > UJĘŁA", "TAK, MASZ 100% RACJI".
    > OCZYWIŚCIE, JEŚLI UWAŻASZ, ŻE METODY INNE NIŻ NPR SĄ NIESKUTECZNE,
    NIEMORALNE,
    > GRZESZNE I W OGÓLE BEE, TO MOŻESZ CHYBA O TYM NAPISAĆ?
    > JEŻELI MAM SWOJE ZDANIE WJAKIEJŚ KWESTII TO JE WYRAŻAM, PRAWDA?

    Po pierwsze - czemu krzyczysz dziewczyno ? (wielkie litery oznaczają w
    tzw.netykiecie krzyk - jakbyś nie wiedziała...)
    Po drugie - przecież swym postem właśnie Gosia wyraziła swe zdanie w omawianej
    kwestii i dlaczego krzyczysz na nią, że ma pisać o niemoralności , grzeszności
    i w ogóle beee innych niż NPR metod, jeśli ona wcale tak nie uważa ?
    Zaiste dziwne...
  • 04.12.03, 09:07
    a czemu ma sluzyc to Twoje Mamo Izy i Moniki wyrazanie zdan ? Bo ja to
    rozumiem tak, ze zabieram glos jesli sie na czyms bardzo dobrze znam, jestem w
    czyms kompetentna, moje doswiadczenie moze komus pomoc, rozwiac czyjes
    watpliwosci, pozwolic spojrzec na sprawe z innej strony, jednym slowem ubogacic
    dyskusje (ale in plus). Mozna tez pytac, no ale sa pytania i pytania i pytania
    zaczepki ......

    Ja stosuje npr (glownie ze wzg. religijnych)i o tym moge pisac,no bo sie na tym
    troszke znam, w sprawie innych metod nie czuje sie kompetentna, wiec glosu nie
    zabieram.

    A ze Gosia czesto wyraza dokladnie to, co mysle, to czemu mialabym sie z nia
    nie zgodzic !?

    pozdrawiam weekendowo
  • 04.12.03, 09:56
    Oj mamoizyimoniki,
    tak mnie po wszystkich forach bedziesz tropic?

    No ale dobra...
    OCZYWIŚCIE, JEŚLI UWAŻASZ, ŻE METODY INNE NIŻ NPR SĄ NIESKUTECZNE, NIEMORALNE,
    GRZESZNE I W OGÓLE BEE, TO MOŻESZ CHYBA O TYM NAPISAĆ?
    Moge.
    Nie uwazam ze metody inne niz NPR sa nieskuteczne. Jest to forum o NPR wiec o
    NPR pisze bo NPR stosuje. Dlaczego stosuje wyjasnialam w innym watku. Zyje w
    wolnym kraju imoge bez konsekwencji prawnych nie chciec uzywac pigolek,
    prezerwatyw oraz kremow.
    Nie wiem czy sa grzeszne i niemoralne gdyz jakby Wiolu do cie nie dotarlo- nie
    jestem wierzaca, wiec jakby problem grzechu mi glowy nie zaprzata ;)
    Jakbys zreszta nie zauwazyla nie zgodzilam sie z argumentacja zwolenniczki
    NPR. Ale pewnie zauwazylas ;)
    I na koniec- szalenczo uwielbiam dyskutowac z osobami ktore sie ze mna nie
    zgadzaja. Ostro dyskutowac nawet. Ale warunek jest jeden- w watkach adwersarzy
    musi sie przejawiac ich argumentacja i poglady. jesli jest tam tylko
    nabijanie, sarkazm i czcze zlosciwosci to jakos mnie to nie wzrusza ;)
    --
    gosklec@poczta.onet.pl
  • 04.11.03, 19:31
    inusia0 napisała:

    > Czy bierzecie pod uwagę taką możliwość,ze co roku rodzi się Wam kolejne
    > dziecko?(tu pytanie do stosujących NPR z powodów religijnych).
    > Skoro jesteście otwarte na nowe życie,za każdym razem gdy
    > współżyjecie,dlaczego w ogóle stosujecie jakąś metodę?
    > Tak z ciekawości nasunęło mi się to pytanie do Was Dziewczyny :)

    stosowanie npr ze względów religijnych, chyba wbrew Twoim oczekiwaniom ;-),
    nie odbiera ludziom rozumu
    a otwarcie na życie nie dotyczy wyłącznie działania, ale sposobu myślenia

    każdy decydując się na sex (no może z wyjątkiem homoseksualistów ;-) powinien
    wiedzieć,że żaden środek antykoncepcyjny nie daje 100% gwarancji (vide
    wskaźniki pearla), a co za tym idzie - trzeba myśleć o konsekwencjach
    działania
  • 05.11.03, 11:17
    maak3 napisała:


    > stosowanie npr ze względów religijnych, chyba wbrew Twoim oczekiwaniom ;-),
    > nie odbiera ludziom rozumu
    > a otwarcie na życie nie dotyczy wyłącznie działania, ale sposobu myślenia

    -
    Ale ja wcale nie twierdze,że stosowanie npr komuś odbiera rozum ;-)
    -
    >
    > każdy decydując się na sex (no może z wyjątkiem homoseksualistów ;-) powinien
    > wiedzieć,że żaden środek antykoncepcyjny nie daje 100% gwarancji (vide
    > wskaźniki pearla), a co za tym idzie - trzeba myśleć o konsekwencjach
    > działania

    -
    Dokladnie mam takie samo zdanie na ten temat jak Ty:-),tylko tak czasem się
    zastanawiam...
    -
  • 04.11.03, 21:41
    Czy chodzi Ci o to, ze NPR jest Twoim zdaniem zawodne ?
    Czy o to,ze każdy kto rozpoczyna współzycie musi liczyc sie z faktem swojej
    płodności ?
  • 05.11.03, 11:19
    praktycznyprzewodnik napisała:

    > Czy chodzi Ci o to, ze NPR jest Twoim zdaniem zawodne ?

    -
    Nie wiem czy jest zawodne,bo jeszcze tak naprawde nie wypróbowałam...
    -

  • 04.11.03, 23:44
    inusia0 napisała:

    > Skoro jesteście otwarte na nowe życie,za każdym razem gdy
    > współżyjecie,dlaczego w ogóle stosujecie jakąś metodę?

    Dla mnie również stwierdzenie NPR-owych ideologów, łączące stosowanie NPR z
    otwartością na życie a stosowanie jakiejkolwiek antykoncepcji z brakiem tejże
    otwartości wydaje się nieprawdziwe.
    Para podejmująca współżycie w okresie niepłodnym (pieczołowicie wyznaczonym)
    nie ma przecież intencji poczęcia, a jesli poczęcie się zdarzy jest pewnie
    równie mocno zaskoczona jak para, która stosuje antykoncepcję i mimo to poczyna
    (a może bardziej jeszcze, wszak ideolodzy NPR zapewniają o bardzo wysokiej
    skuteczności NPR). Zwłaszcza, jesli para NPR-owa nie powinna mieć w danym
    momencie dzieci (np. ze względów zdrwotnych). Gdzie więc tu otwartość na
    życie ?
    Czy to nie jest tak, że zostały tu źle rozłożone akcenty - czyli za wielką wagę
    przykłada sie do metody i zastosowanej bariery (chemicznej, mechanicznej, a w
    przypadku NPR - czasowej) a za mało na intencje i motywy działania, na to co w
    sercu człowieka ?

    I jeszcze - przychylam się do zdania klary, ze przytoczona analogia nie jest
    szczesliwa i adekwatna, w ogole w poslugiwaniu sie analogiami nalezy chyba
    zachowac dużą ostrożność, gdyż zawsze występują tu jakieś nieścisłości i
    ułomności tylko z tego względu, że sytuacja analogiczna nie jest... tą samą
    sytuacją, zwłaszcza, kiedy weźmie się "pod lupę" szczegóły. Fantazjowac na
    temat - do czego możnaby porównać czas płodny a do czego niepłodny pewnie
    mogłybyśmy do rana, a wersji będzie tyle, ilu uczestników dyskusji...
  • 05.11.03, 09:57
    evanka napisała:


    > Dla mnie również stwierdzenie NPR-owych ideologów, łączące stosowanie NPR z
    > otwartością na życie a stosowanie jakiejkolwiek antykoncepcji z brakiem
    tejże
    > otwartości wydaje się nieprawdziwe.
    > Para podejmująca współżycie w okresie niepłodnym (pieczołowicie wyznaczonym)
    > nie ma przecież intencji poczęcia, a jesli poczęcie się zdarzy jest pewnie
    > równie mocno zaskoczona jak para, która stosuje antykoncepcję i mimo to
    poczyna
    > (a może bardziej jeszcze, wszak ideolodzy NPR zapewniają o bardzo wysokiej
    > skuteczności NPR). Zwłaszcza, jesli para NPR-owa nie powinna mieć w danym
    > momencie dzieci (np. ze względów zdrwotnych). Gdzie więc tu otwartość na
    > życie ?

    Poruszasz tutaj dwie sprawy:
    1) kwestię otwartości na życie w przypadku współżycia w okresie niepłodnym
    2) z pewną, jak to odbieram, zgryźliwością dodajesz, że "ideolodzy npr...itd",
    czyli powątpiewasz w skuteczność npr, co jest Twoim prawem

    ad1)"Stosunki, przez które małżonkowie jednoczą się (...), i przez które
    przekazuje się życie ludzkie (...), nie przestają być moralnie poprawne ,
    nawet gdyby przewidziano, że z przyczyn zupełnie niezależnych od woli
    małżonków będą niepłodne, ponieważ nie tracą swojego przeznaczenia do
    wyrażania i umacniania zespolenia małżonków." (Encyklika Humanae Vitae) To
    jest odpowiedż na Twoje wątpliwości, która jest dla mnie najistotniejsza.
    Ciebie być może nie przekona.

    ad2) Staramy się na tym forum nie dopuszczać do zażartych walk na ideologie
    (npr kontra antykoncepcja). Dlatego Twoim prawem jest sądzić, że npr nie jest
    wiarygodne. Na szczęście jesteśmy tu w kilka ładnych osób przykładami na to,
    że npr jednak jest skuteczne;)


    pzdr
    nastawiona pokojowo:)
    calico
  • 05.11.03, 12:59
    calico napisała:

    > 2) z pewną, jak to odbieram, zgryźliwością dodajesz, że "ideolodzy
    npr...itd",
    > czyli powątpiewasz w skuteczność npr, co jest Twoim prawem
    Ot, ciekawostka, skąd Ty to, droga calico, wytrzasnęłaś ?
    Bo widzisz, mniemanie Twe jest błedne całkowicie. Otóż jestem wieloletnim
    NPRowcem, przekonanym na własnej skórze o skuteczności metody, jako że przez 5
    lat jej stosowania w ciąże nie zaszłam, a kiedy zechcieliśmy zajść stało sie to
    od razu.
    I jestem NPRowcem doceniającym zalety metody i korzyści płynące z jej
    stosowania... Powiedz mi, dlaczego od razu przypisujesz jakieś nieczyste
    intencje osobie, która śmie wyrazić na temat okołoNPR-owy jakąś wątpliwość ?
    Zauwaz, że nie czepiam się nigdzie metody, za to irytuje mnie dorabianie do
    niej ideologii, która - dla mnie - akurat we względzie "otwartości" jest
    nieprawdziwa, a która ma uzasadnić "wyższość NPR nad antykoncepcją".

    > ad1)"Stosunki, przez które małżonkowie jednoczą się (...), i przez które
    > przekazuje się życie ludzkie (...), nie przestają być moralnie poprawne ,
    > nawet gdyby przewidziano, że z przyczyn zupełnie niezależnych od woli
    > małżonków będą niepłodne, ponieważ nie tracą swojego przeznaczenia do
    > wyrażania i umacniania zespolenia małżonków." (Encyklika Humanae Vitae)
    > To
    > jest odpowiedż na Twoje wątpliwości, która jest dla mnie najistotniejsza.
    > Ciebie być może nie przekona.

    Jest tu mowa o moralnej poprawności stosunków podejmowanych przez małżonków w
    niepłodnym czasie i o ich wielkim znaczeniu budującycm jedność małżeńską -
    zgadzam się z tym w całej rozciągłości i każdym słowie.
    Tu nie ma za to ani słowa o tej otwartości, przeczytaj jeszcze raz w poprzednim
    mym poście co budzi me zastrzeżenia.

    > ad2) Staramy się na tym forum nie dopuszczać do zażartych walk na ideologie
    > (npr kontra antykoncepcja). Dlatego Twoim prawem jest sądzić, że npr nie jest
    > wiarygodne.
    Jak wyżej, nie imputuj mi tego, czego nie powiedziałam i czego nie sądzę. Nie
    chcę też udowadniać wyższości NPR nad antykoncepcją ani odwrotnie. Po prostu
    stwierdzam, że argument "z otwartości" nie jest w przypadku NPR prawdziwy.

    > Na szczęście jesteśmy tu w kilka ładnych osób przykładami na to,
    > że npr jednak jest skuteczne;)
    Też świecę takim przykładem :-D

    > nastawiona pokojowo:)
    Cieszę się, dodaj jeszcze do tego pokojowego nastawienia nieco większą
    wnikliwość i nieco mniejszą podejrzliwość.

    Evanka
  • 05.11.03, 14:23
    evanka napisała:



    > Ot, ciekawostka, skąd Ty to, droga calico, wytrzasnęłaś ?
    > Bo widzisz, mniemanie Twe jest błedne całkowicie. Otóż jestem wieloletnim
    > NPRowcem, przekonanym na własnej skórze o skuteczności metody, jako że przez
    5
    > lat jej stosowania w ciąże nie zaszłam, a kiedy zechcieliśmy zajść stało sie
    to
    >
    > od razu.
    > I jestem NPRowcem doceniającym zalety metody i korzyści płynące z jej
    > stosowania... Powiedz mi, dlaczego od razu przypisujesz jakieś nieczyste
    > intencje osobie, która śmie wyrazić na temat okołoNPR-owy jakąś wątpliwość ?

    Przepraszam, nie dorabiam żadnej ideologii. Po prostu wydało mi się użycie w
    Twoim poście słów "ideologia", "ideolodzy", tym czym się wydało. Sądziłam, że
    napisałam to w sposób delikatny, jeżeli poczułaś się dotknięta to bardzo mi
    przykro. Nie było moim zamiarem przypisywać Ci nieczystych intencji i miałam
    wrażenie, że tego nie zrobiłam. Poza tym wątpliwości może mieć każdy. To w
    swoim poście też napisałam.

    > Zauwaz, że nie czepiam się nigdzie metody, za to irytuje mnie dorabianie do
    > niej ideologii, która - dla mnie - akurat we względzie "otwartości" jest
    > nieprawdziwa, a która ma uzasadnić "wyższość NPR nad antykoncepcją".

    Nie sądzę, żeby chodziło tutaj o "wyższość..." Dla mnie osobiście nie jest to
    dorabianie ideologii, tylko prawda, którą ja osobiście w moim życiu przyjmuję
    bez zastrzeżeń. Nie namawiam Cię do tego, nie zmuszam. Możesz mieć inne motywy
    stosowania npr, które szanuję.

    > > ad1)"Stosunki, przez które małżonkowie jednoczą się (...), i przez które
    > > przekazuje się życie ludzkie (...), nie przestają być moralnie poprawne ,
    > > nawet gdyby przewidziano, że z przyczyn zupełnie niezależnych od woli
    > > małżonków będą niepłodne, ponieważ nie tracą swojego przeznaczenia do
    > > wyrażania i umacniania zespolenia małżonków." (Encyklika Humanae Vitae)
    > > To
    > > jest odpowiedż na Twoje wątpliwości, która jest dla mnie najistotniejsza.
    > > Ciebie być może nie przekona.
    >
    > Jest tu mowa o moralnej poprawności stosunków podejmowanych przez małżonków
    w
    > niepłodnym czasie i o ich wielkim znaczeniu budującycm jedność małżeńską -
    > zgadzam się z tym w całej rozciągłości i każdym słowie.
    > Tu nie ma za to ani słowa o tej otwartości, przeczytaj jeszcze raz w
    poprzednim
    >
    > mym poście co budzi me zastrzeżenia.

    W takim razie możesz przeczytać całą Encyklikę Humanae Vitae, może wybrałam
    nie dość dobry fragment.


    > Jak wyżej, nie imputuj mi tego, czego nie powiedziałam i czego nie sądzę.
    Nie
    > chcę też udowadniać wyższości NPR nad antykoncepcją ani odwrotnie. Po prostu
    > stwierdzam, że argument "z otwartości" nie jest w przypadku NPR prawdziwy.

    Przepraszam. Miałaś prawo poczuć się urażona.
    Ustosunkowałam się tylko do Twojej wypowiedzi, którą zacytuję:

    "Para podejmująca współżycie w okresie niepłodnym (pieczołowicie wyznaczonym)
    nie ma przecież intencji poczęcia, a jesli poczęcie się zdarzy jest pewnie
    równie mocno zaskoczona jak para, która stosuje antykoncepcję i mimo to
    poczyna
    (a może bardziej jeszcze, wszak ideolodzy NPR zapewniają o bardzo wysokiej
    skuteczności NPR). Zwłaszcza, jesli para NPR-owa nie powinna mieć w danym
    momencie dzieci (np. ze względów zdrwotnych). Gdzie więc tu otwartość na
    życie ?"


    > Też świecę takim przykładem :-D

    Super!

    > > nastawiona pokojowo:)
    > Cieszę się, dodaj jeszcze do tego pokojowego nastawienia nieco większą
    > wnikliwość i nieco mniejszą podejrzliwość.

    Starałam się...

    Dla mnie po prostu stosowanie npr=otwartość na życie. Nic więcej. Ty uważasz
    inaczej i szanuję Twój podejście, mimo że się z nim nie zgadzam.


    Cieszę się, że jesteśmy obie na tym forum, choć z różnymi poglądami.

    pzdr
    calico
  • 05.11.03, 14:48
    No, to dobrze, ze wyjaśniłyśmy sobie nieporozumienie, jak za bardzo na Ciebie
    naskoczyłam to też przepraszam i na tym skończmy już przepraszanie ;-)

    calico napisała:

    > Ustosunkowałam się tylko do Twojej wypowiedzi, którą zacytuję:
    >
    > "Para podejmująca współżycie w okresie niepłodnym (pieczołowicie wyznaczonym)
    > nie ma przecież intencji poczęcia, a jesli poczęcie się zdarzy jest pewnie
    > równie mocno zaskoczona jak para, która stosuje antykoncepcję i mimo to
    > poczyna
    > (a może bardziej jeszcze, wszak ideolodzy NPR zapewniają o bardzo wysokiej
    > skuteczności NPR). Zwłaszcza, jesli para NPR-owa nie powinna mieć w danym
    > momencie dzieci (np. ze względów zdrwotnych). Gdzie więc tu otwartość na
    > życie ?"
    >
    > Dla mnie po prostu stosowanie npr=otwartość na życie.

    No właśnie, wyjaśnij mi jak to rozumiesz ? Dlaczego stawiasz tu znak równości,
    czemu te pojęcia są dla Ciebie tożsame ? Choćby w kontekście tego co napisałam
    wcześniej. Zilustruję przykładem - jak np. para w okolicach 45 lat, która
    zrealizowała już swój plan prokreacyjny i nie chce mieć już więcej dzieci
    realizuje otwartość na życie stosując NPR ? Albo kobieta, która ze względów
    zdrowotnych nie powinna zachodzić w ciążę, współżyje więc w czasie niepłodnym
    bez chęci poczęcia a nawet z lękiem przed tym poczęciem ? W jaki sposób ona
    jest otwarta na życie ?
    Ja naprawde tego nie rozumiem, być może czegoś nie dostrzegam, albo gdzieś w
    rozumowaniu robię błąd. Jeśli możesz to spróbuj to objaśnic.
  • 05.11.03, 15:49
    Dobrze to określiła anatewka. W stosowaniu npr jest się otwartym na życie,
    tzn. nie stawiasz barier nowemu życiu, tylko potrafisz żyć w zgodzie z własną
    płodnością i odpowiednimi działaniami;) albo zapraszasz kolejne dziecko na
    świat, albo nie.
    Dla mnie otwarcie na życie znaczy tyle, że jeżeli okaże się, że jestem w ciąży
    to przyjmę to nowe dziecko. (Zdaję sobie sprawę z tego, że osoby, które
    stosują antykoncepcję też mogą przyjąć nowe dziecko, nawet jeżeli poczęło się
    niezaplanowane. Chodzi mi jednak o to, że w npr nie stawia się sztucznych
    barier przeciwko poczęciu. Czyli nie stosuję ich, tylko współdziałam z moją i
    męża płodnością. Nie jest to równoznaczne z tym, że za każdym razem współżyjąc
    mamy mieć dziecko.)

    Zapytaj praktycznego przewodnika, sądzę, że lepiej Ci to wyłoży:)) Ja potrafię
    mniej więcej tak j/w. No chyba, że się jeszcze trochę zastanowię;) Ale myślę,
    że sens zostanie ten sam:)

    pzdr
    calico
  • 05.11.03, 19:17
    Dla mnie otwartośc na zycie polega na tym, ze nie niszczę swej płodności. Nie
    czynie swych stosunków niepłodnymi, ja tylko "podejmuję stosunek, który z racji
    fizjologi mego organizmu jest niepłodny".
  • 05.11.03, 22:31
    Dzięki dziewczyny - calico i przewodniku - za odpowiedzi na temat otwartości na
    życie. Widzę, że różnimy się w przyjętych definicjach, dla mnie brak sztucznych
    barier, nie niszczenie płodnosci i życie zgodne z jej rytmem mieszczą sie
    raczej w kategoriach "naturalności" tudzież "ekologii" NPR.
    Natomiast otwartość na zycie wg mego rozumienia to wewnętrzna zgoda na
    pojawienie się dziecka, pomimo zastosowanych barier (w przypadku NPR - barier
    czasowych). I w świetle takiej definicji trudno uznać, że otwartość jest
    atrybutem NPR, raczej w ogole nie jest powiązana z zastosowaną metodą regulacji
    poczęć, a z intencją.
    Zostawmy więc ten temat, pozdrowienia
  • 06.11.03, 16:36
    I ja uważam, ze wyrażenie "anykoncepcyjne stosowanie NPR" jest samo w sobie
    błędne. Można uznac za sensowne "nieodpowiedzialne stosowanie npr", "egoistczne
    stosowanie npr", ale nie "antykoncepcyjne".
    Bo antykoncepcja to dziłania zaburzające albo niszczące fizjologiczne procesy
    dziejące się w organizmie. A NPR to "Zagospodarowywanie" tych procesów. Moim
    zdaniem po prostu nie dasie stosować npr antykoncepcyjnie.
  • 06.11.03, 08:12
    praktycznyprzewodnik napisała:

    > Dla mnie otwartośc na zycie polega na tym, ze nie niszczę swej płodności. Nie
    > czynie swych stosunków niepłodnymi, ja tylko "podejmuję stosunek, który z
    racji fizjologi mego organizmu jest niepłodny".

    Co nazywasz niszczeniem swej plodności??
  • 24.11.03, 23:20
    praktycznyprzewodnik napisała:

    > Dla mnie otwartośc na zycie polega na tym, ze nie niszczę swej płodności. Nie
    > czynie swych stosunków niepłodnymi, ja tylko "podejmuję stosunek, który z
    racji
    >
    > fizjologi mego organizmu jest niepłodny".

    Poradniku zapomniales dokonczyc "i nie podejmuje stosunku kiedy organizm jest
    płodny" - ale to taki drobny szkopuł ;-)

    Ale mozna sie zastanawiac czy bardziej otwartymi na zycie nie sa osoby nie
    stosujace wogole antykoncepcji i NPR ? Po prostu wspolzyja jak maja ochote
    a jezeli Bog tak zdecyduje to od czasu do czasu obdarzy ich potomstwem...

    To się chyba nazywa otwarciem na życie! a nie
    uczestnictwo w wykladach, cwiczeniach, spotkaniach, kupowanie broszur,
    termometrow, kart, poradnikow, konsutlacje u specjalistow, szperanie po forum,
    analiza swoich wydzielin, tepertaury, tworzenie bazy danych, instalowanie
    oprogramowania komputerowego i to wszystko w jednym celu
    aby sie jak najlepiej nauczyc swojego cyklu w celu: unikania ciazy !;-)

    Nie oszukujmy sie bo prawda jest taka ze z tych setek stosunkow malzenskich
    jakie ma miejsce w zwiazku zaledwie w rezultacie 2-3 rodza sie dzieci
    wiec mozna sobie jasno powiedziec ze NPR w 99,9% sluzy do unikniecia ciazy
    bo jezeli nie sluzy do tego to ... poco ja stosowac ;-)
  • 04.12.03, 18:19
    Nie, ja podejmuję stosunek lub niepodejmuję, zaleznie od moich planów
    zyciowych. NPR słuzy mi do rozpoznania sytuacji, a jako metoda planowania
    rodziny moze byc stosowany zarówno, gdy planuję dziecko jak i gdy pragne
    uniknąc poczecia.
  • 05.12.03, 08:49
    praktycznyprzewodnik napisała:

    > Nie, ja podejmuję stosunek lub niepodejmuję, zaleznie od moich planów
    > zyciowych. NPR słuzy mi do rozpoznania sytuacji, a jako metoda planowania
    > rodziny moze byc stosowany zarówno, gdy planuję dziecko jak i gdy pragne
    > uniknąc poczecia.

    Tak czytając to:stosunek,poczecie,planowanie...
    zastanawiam się,gdzie w tym wszystkim miłość,zwykła chęć zbliżenia...a nawet
    pożądanie...?
    Wiem,ze forum jest o NPR,ale czasami czytajac niektore wypowiedzi,
    mam wrażenie,ze tę najfajniejszą sfere naszego życia sprowadza się tylko do
    jakichś takich 'technicznych' spraw.
  • 05.12.03, 12:27
    Kiitek, jak większość ludzi mylisz dwie sprawy.
    Nie rozumiem dlaczego myslisz że unikanie wpółżycia w celu niepoczęcia dziecka
    po pierwsze - powoduje brak seksu w ogóle - dla tych co podchodzą
    nieortodoksyjnie, zwłaszcza - no chyba że myślisz że seks to tylko stosunki
    waginalne. Po drugie - kto i gdzie powiedział, że rezygnując z seksu w okresach
    płodnych w pozostałych nie można sie rzucać na siebie z wielką żądzą. A co do
    miłości - to nie wiedzialam że zależy ona od rodzaju używanej metody regulacji
    wielkości rodziny.
    Może praktycznyprzewodnik napisała trochę technicznym językiem, i poza tym jest
    to odpowiedź na post mamyizyimoniki który zostal usunięty, ale chyba twoje
    wyobrażenia idą za daleko i w niewłaściwym kierunku. Ave.
    --
    Reszka mama Michałka i Madzi
  • 05.12.03, 13:55
    reszka2 napisała:

    > Kiitek, jak większość ludzi mylisz dwie sprawy.
    > Nie rozumiem dlaczego myslisz że unikanie wpółżycia w celu niepoczęcia
    dziecka
    > po pierwsze - powoduje brak seksu w ogóle - dla tych co podchodzą
    > nieortodoksyjnie, zwłaszcza - no chyba że myślisz że seks to tylko stosunki
    > waginalne. Po drugie - kto i gdzie powiedział, że rezygnując z seksu w
    okresach
    >
    > płodnych w pozostałych nie można sie rzucać na siebie z wielką żądzą.


    ---nic takiego nie napisałam,widocznie źle mnie zrozumiałaś.

    Napisałam:
    "Tak czytając to:stosunek,poczecie,planowanie...
    zastanawiam się,gdzie w tym wszystkim miłość,zwykła chęć zbliżenia...a nawet
    pożądanie...?
    Wiem,ze forum jest o NPR,ale czasami czytajac niektore wypowiedzi,
    mam wrażenie,ze tę najfajniejszą sfere naszego życia sprowadza się tylko do
    jakichś takich 'technicznych' spraw."
    - to była taka nagła,niespodziewana refleksja moja po przeczytaniu wypowiedzi
    praktycznego przewodnika,ja wiem,że metoda nie ma związku z natężeniem miłości
    czy pożądania,ale tak jakoś mnie natchnęło ;)




  • 05.12.03, 14:11
    kiitek, teraz popuść wodze wyobraźni i wyobraź sobie, że to jest forum
    poświęcone stosowaniu prezerwatywy i diafragmy w celach antykoncepcyjnych :)
    forum pomocy technicznej jak najbardziej :))))

    albo forum dla zwolenniczek tabletek, gdzie głównym tematem jest biegunka,
    wymioty i zwykłe zapomnienie ;)

    nie mówię już o kojocie raptusie ;)

    więcej w tym miłości, spotaniczności i tak dalej? czy mniej?

    a forum planujących poczęcie? z radami, czy lepiej dziś, czy jutro, i czy robić
    po tym świecę, leżeć na brzuchu czy stać na głowie? i czy lepiej łykać kaspułki
    z wiesiołkiem czy pić syrop na kaszel?

    ja się nie odnoszę ideologicznie, ja się odnoszę czysto technicznie właśnie :))
    miłość i spontaniczność z jakimikolwiek poradami technicznymi niewiele ma
    wspólnego, to sprawa każdej z nas, jak tę miłość i tak dalej w tym wszystkim
    umiejscowić
  • 05.12.03, 13:15
    kiitek napisała:

    > Wiem,ze forum jest o NPR,ale czasami czytajac niektore wypowiedzi,
    > mam wrażenie,ze tę najfajniejszą sfere naszego życia sprowadza się tylko do
    > jakichś takich 'technicznych' spraw.

    Poczytaj sobie wypowiedzi np. seksuologów ;-) tak to dopiero terminologia
    techniczna króluje ;-) i jakoś nikt nie ma pretensji, wszystko można jakoś tam
    nazwać, nie?

    PS. Ale troszkę rozumiem, ja też nie przepadam za medycznymi okresleniami na
    fajne rzeczy, tylko że przecież jedno drugiego nie wyklucza...

    --
    "Nie wiedziałem, że w tym kraju
    piłka jest tak bardzo krucha..."
    @by Koziołek Matołek...
  • 05.12.03, 13:31
    No bo to forum ogolnie rzecz biorac techniczne- gdzie wsadzic termometr, skad
    wyciagnac sluc i gdzie ta szyjka i kiedy co po co i dlaczego. Stad i wrazenie
    sprowadzania do technicznych spraw, porownanie do seksuologa trafne ;)
    Wrazenie mylne ;)
    Bo mysle ze gdybysmy en masse seksu nie lubily to bysmy nie mialy problemow
    jakby tu sobie okres nieplodnosci maksymalnie rozciagnac ;)))
    --
    gosklec@poczta.onet.pl
  • 05.12.03, 14:35
    A i nie każdemu przejdzie przez klawiaturę słowo w rodzaju bzykanie, że o
    innych nie wspomnę, bo się skręcam ze śmiechu cała w pąsach.
    --
    Reszka mama Michałka i Madzi
  • 05.11.03, 08:16
    Chyba nic nowego nie wniosę - otwarcie na życie powinno łączyć się z seksem w
    ogóle, a nie tylko z NPR.

    Co nie zmienia faktu, że czasem człowiek, NIEZALEŻNIE od tego, co stosuje, nie
    jest na to zycie otwarty. I to nie jest takie proste, że ci, co NPR, to z
    radością, a ci, co antykoncepcja, z obawą. Akurat mam doświadczenia z obu stron
    i wiem, że postawa człowieka wobec ewentualnego dziecka jest wypadkową wielu
    czynników.

    No cóż, może się podłożę, ale dla mnie NPR jest po prostu metodą zapobiegania
    ciąży i tyle (nawet nie metodą na zaplanowanie dziecka, bo już drugi raz jestem
    w ciąży, do której doszło w sposób najbardziej spontaniczny z możliwych ;-) -
    czyli akurat do tego NPR nie potrzebuję).

    PS. No i oczywiście analogie ;-) do mnie nie trafiają jakoś. Metoda ma być
    skuteczna i tyle.

    --
    To samo rzekli pan komendant, ino że plugawiej nieco :-)
  • 05.11.03, 09:40
    Wydaje mi się (tak jak zauważa praktyczny przewodnik), że masz pewne obawy co
    do npr, do jego skuteczności. Dlatego we wszystkich Twoich postach sporo
    powątpiewania. A czy Ty stosujesz npr? Może brak Ci jeszcze wprawy i boisz
    sie "rzucić na głęboką wodę";)

    Co do kwestii religijnych ("co rok prorok";)) odpowiem cytatem. Chcę
    podkreślić też, że bardzo szanuję dziewczyny, które stosują npr, z innych
    względów, czy to ekologicznych, czy też ze względu na komfort psychiczny, albo
    też cenią sobie tę metodę, bo jest dla nich niezawodna. Dlatego to, że w tej
    chwili posłużę się takim a nie innym przykładem nie jest obwinianiem ich o to,
    że kierują się fałszywymi motywami. Po prostu dla mnie i mojego męża sprawa
    wiary jest na pierwszym miejscu, a dopiero później bierzemy pod uwagę
    pozostałe w/w kwestie.

    "Jeżeli zaś z kolei uwzględnimy warunki fizyczne, ekonomiczne, psychologiczne
    i społeczne, należy uznać, że ci małżonkowie realizują odpowiedzialne
    rodzicielstwo, którzy kierując się roztropnym namysłem i wielkodusznością,
    decydują się na przyjęcie liczniejszego potomstwa, albo też, dla ważnych
    przyczyn i przy poszanowaniu nakazów moralnych, postanawiają okresowo lub
    nawet na czas nieograniczony, unikać zrodzenia dalszego dziecka." (Encyklika
    Humanae Vitae)

    Dlatego niektórzy "roztropnie i wielkodusznie" mogą przyjąć dwójkę dzieci, a
    inni siódemkę. Ale nauka Kościoła nie każe mi posiadać dzieci za wszelką cenę.

    Rzucam hasło propagandowe:
    Niech npr nas łączy a nie dzieli!

    pzdr
    calico
  • 05.11.03, 10:30
    Może to będzie naiwne...
    dla nas "otwartość na życie" to przede wszystkim mocna świadomość, że tak
    naprawdę to nie my dajemy życie - my tylko pomagamy Panu Bogu. I wiąże się to
    dla nas z dużą odpowiedzialnością - czy to życie, które ewentualnie On może
    nam powierzyć, my jesteśmy w stanie przyjąć teraz... jeżeli nie, to w okresie
    płodnym nie będziemy stwarzać takiej możliwości. Więc NPR to nie żadne "hulaj
    dusza" i pójście na żywioł (wiadomo zresztą...)bo o zbyt ważne sprawy chodzi.
    Z drugiej strony były w mojej rodzinie i wśród znajomych
    przypadki "przydarzenia się" dzieci - chodzi mi zwłaszcza o sytuację, kiedy
    rodziło się np. czwarte dziecko po długiej przerwie w stosunku do reszty
    rodzeństwa - i może na tym nauczyłam się od małego, że nawet takie
    nieplanowane jest darem.
    I tu pojawia się element zaufania Panu Bogu - jeżeli On uzna, że jednak da nam
    dziecko (wpadka :-)) - to je przyjmiemy...
    Trudno mi to napisać, bo to we mnie siedzi ale niełatwo mi poukładać.
    Pozdrawiam cieplutko
    Magda
  • 05.11.03, 10:54
    Stosujac NPR tez mozna byc w niezgodzie z Bogiem; nazywa sie to wtedy "postawa
    antykoncepcyjna" i oznacza wlasnie brak otwartosci na nowe zycie. Zatem samo
    stosowanie NPR nie gwarantuje ze jestesmy OK wobec Boga.
    Zauwazylam, ze jest to jednak jakas zasada, ze ludzie ktorzy stosuja NPR ze
    wzgledow religijnych z reguly wlasnie sa otwarci i chcieliby miec duzo dzieci
    (choc nie zawsze to jest mozliwe ze wzgledow ekonomicznych i innych). A moze ja
    sie po prostu w takim srodowisku dziwnym obracam ;) ?
  • 05.11.03, 11:18
    anatewka napisała:

    > Stosujac NPR tez mozna byc w niezgodzie z Bogiem; nazywa sie to
    wtedy "postawa
    > antykoncepcyjna" i oznacza wlasnie brak otwartosci na nowe zycie.

    A wiesz, mnie się takie stwierdzenie wydaje uproszczeniem, bardzo daleko
    idącym, i co więcej, bardzo ingerującym w sumienia innych ludzi. Już tłumaczę,
    dlaczego. Nasi dziadowie, pradziadowie itd. nie mieli szans mieć "postawy
    antykoncepcyjnej" bo antykoncepcji nie znali. Co więcej, nie znali nawet
    prostego kalendarzyka. Dzieci rodziły się, bo się rodziły.

    Czy to jednak oznacza, że byli zawsze otwarci na życie? Rozmawiałam kiedyś na
    ten temat z moją babcią i wychodzi mi na to, że to jest jakiś mit. Mnóstwo
    ludzi nie chciało mieć dzieci - w tej chwili, albo w ogóle. Prawda jest taka,
    że nie mieli wyjścia...

    Czy żyli w zgodzie z Bogiem, czy w niezgodzie? Nie nam osądzać, podobnie, jak
    nie nam osądzać współczesnych. Możemy tylko robić to, co nam zaleca nasze
    własne sumienie...

    --
    Rabi, ty daj mi szansę, ty kup los ;-)
  • 05.11.03, 11:38
    anatewka napisała:

    > Stosujac NPR tez mozna byc w niezgodzie z Bogiem; nazywa sie to
    wtedy "postawa antykoncepcyjna" i oznacza wlasnie brak otwartosci na nowe
    zycie.

    -
    Na czym dokładnie polega ta 'antykoncepcyjna postawa'???
    -

    Zatem samo
    > stosowanie NPR nie gwarantuje ze jestesmy OK wobec Boga.
    > Zauwazylam, ze jest to jednak jakas zasada, ze ludzie ktorzy stosuja NPR ze
    > wzgledow religijnych z reguly wlasnie sa otwarci i chcieliby miec duzo dzieci
    > (choc nie zawsze to jest mozliwe ze wzgledow ekonomicznych i innych).

    -
    Ja także chciałabym mieć dużo dzieci,tylko teraz problem w tym,czy byłabym w
    stanie wszystkie utrzymać...zapewnić im oprócz mojej miłości jakieś godne
    życie...
    -

  • 05.11.03, 11:33
    magdalena_76 napisała:

    Więc NPR to nie żadne "hulaj
    > dusza" i pójście na żywioł (wiadomo zresztą...)bo o zbyt ważne sprawy chodzi.

    -
    A ja właśnie nie chciałabym rezygnować ze spontanicznego seksu,jednak opierając
    się wyłącznie na obserwacji cyklu nie można zapewne sobie na to pozwolić,bo
    trzeba zrezygnować z seksu w okresie plodnym,a mnie to nie pasuje.
    -

    > Z drugiej strony były w mojej rodzinie i wśród znajomych
    > przypadki "przydarzenia się" dzieci - chodzi mi zwłaszcza o sytuację, kiedy
    > rodziło się np. czwarte dziecko po długiej przerwie w stosunku do reszty
    > rodzeństwa - i może na tym nauczyłam się od małego, że nawet takie
    > nieplanowane jest darem.

    -
    Oczywiście,ze jest darem,tylko ile jeszcze takich 'wpadek'może się przytrafić??
    -

    > I tu pojawia się element zaufania Panu Bogu - jeżeli On uzna, że jednak da
    nam dziecko (wpadka :-)) - to je przyjmiemy...

    -
    Zaufanie zaufaniem,ale nie potrafię jakoś mysleć w ten sposób,że 'Pan Bóg daje
    mi dziecko' i je przyjmuję.W dzisiejszych czasach to jest bardzo trudne...
    -

    Również pozdrawiam:)
  • 05.11.03, 11:45
    Inusia - ale dokładnie to z czym masz problem?

    Jeśli wątpisz w skuteczność, jesli Ci nie odpowiada z innych względów - nikt Ci
    nie każe tego stosować...

    Ja np. nie pałam chęcią do regulowania organizmu hormonami, więc ich nie
    stosuję - to zresztą są te względy ekologiczne, o które pytasz :-) Zatem muszę
    stosować co innego, czyż to nie jest oczywiste, proste i logiczne?

    --
    "And the bartender lived.
    The bartender never gets killed"
  • 05.11.03, 11:51
    adzia_a napisała:

    > Inusia - ale dokładnie to z czym masz problem?
    > Jeśli wątpisz w skuteczność, jesli Ci nie odpowiada z innych względów - nikt
    Ci nie każe tego stosować...

    -
    Wiem,że nikt mi nie każe...zadaję pytania(wiem,ze jest ich dużo...),które mnie
    nurtują,czy to źle?
    -

    >
    > Ja np. nie pałam chęcią do regulowania organizmu hormonami, więc ich nie
    > stosuję - to zresztą są te względy ekologiczne, o które pytasz :-)

    -
    Rozumiem i szanuje Twoje zdanie na temat hormonów...ale dalej nie wiem co
    ekologia ma z tym wspólnego...
    -

    Zatem muszę
    > stosować co innego, czyż to nie jest oczywiste, proste i logiczne?

    -
    Dla mnie nie jest,dlatego zadaję tyle pytań...
    -
  • 05.11.03, 12:04
    :-))))) Tylko ,ze Twoje pytania to raczej twierdzenia: mało spontaniczności,
    co rok prorok, można tylko wtedy, kiedy się nie chce ... - zresztą jest to
    dość charakterystyczne. Dlatego wysnułam wniosek, że swoje poglądy masz i
    właściwie nie masz o co pytać, bo wszystko już wiesz ;-)))))

    Ekologia, czy jak to zwał (to jakiś skrót myślowy) - oznacza w tym przypadku
    takie podejście do własnego organizmu, które zakłada nieobciążanie go
    niekonieczną farmakologią (podkreślam - niekonieczną, co nie znaczy, że nie
    stosowałabym leków hormonalnych, gdyby tego wymagało moje zdrowie). Jeśli to Ci
    nie wyjasni tematu, to chyba już więcej nic nie potrafię dodać...

    --
    "And the bartender lived.
    The bartender never gets killed"
  • 05.11.03, 12:35
    adzia_a napisała:

    > :-))))) Tylko ,ze Twoje pytania to raczej twierdzenia: mało spontaniczności,
    > co rok prorok, można tylko wtedy, kiedy się nie chce ... - zresztą jest to
    > dość charakterystyczne.

    -
    Tak to na dziń dzisiejszy odczuwam,ale nie zakładam,że nie zmienię zdania.
    -


    > Ekologia, czy jak to zwał (to jakiś skrót myślowy) - oznacza w tym przypadku
    > takie podejście do własnego organizmu, które zakłada nieobciążanie go
    > niekonieczną farmakologią (podkreślam - niekonieczną, co nie znaczy, że nie
    > stosowałabym leków hormonalnych, gdyby tego wymagało moje zdrowie). Jeśli to
    Ci nie wyjasni tematu, to chyba już więcej nic nie potrafię dodać...

    -
    Dzięki za wyjasnienie,teraz już wiem:-)
    -
  • 05.11.03, 15:25
    No to jeśli zakładasz zmianę zdania, to może rzeczywiście lepiej zacząć od
    informacji merytorycznych - zawsze wychodziłam z założenia, że do wiedzy
    dochodzi się dopiero po odrzuceniu uprzedzeń.

    Trochę rozumiem Twoją postawę, bo kiedyś miałam podobne poglądy. I potem
    weszłam sobie właśnie na edziecko, i trafiłam na dyskusję o NPR i szczerze się
    zdumiałam - okazało się, że są ludzie, którzy to stosują, ze potrafią wyjaśnić
    podstawy medyczne NPR, i że do tego potrafią cieszyć się życiem :-) -
    przodowała w tym wątku niejaka Gosia25 :-)))))) a że mam ją za rozsądną istotę,
    to pomyślałam sobie, że coś w tym może być. Z tym, że nie zakładałam, że to na
    pewno metoda dla mnie, bo nie wiedzieliśmy, czy się sprawdzi na dłuższą metę -
    pogadałam z mężem i stwierdzilismy, że spróbuję jakoś ze sobą powiązać różne
    sygnały dawane przez mój organizm. Bo pigułek zażywać nie chcę (również mój mąż
    jest temu przeciwny), spirala jest dla mnie nie do przyjęcia, a metody
    barierowe ;-)))) - no owszem, można, ale przez cały czas, w stałym związku?

    Wiesz, może się okazać, że to rzeczywiście nie jest metoda dla Ciebie, nie
    przeczę - z różnych przyczyn, a to organizm nie daje wystarczająco czytelnych
    sygnałów, albo nie można tego udźwignąć psychicznie, albo po prostu okaże się
    to niewarte zachodu - świetnie to rozumiem. Myślę jednak, że jeśli od początku
    będziesz nastawiona na "nie" to tym bardziej z tych dyskusji wyjdziesz
    przekonana, że o bzdurach tu się gada ;-) Natomiast otwierając się na rzetelną
    wiedzę można zawsze zyskać. Nawet jeśli nie chcesz NPR używać do uniknięcia
    ciąży, to zawsze możesz tę wiedzę wykorzystać do jej zaplanowania.

    --
    Rabi, ty daj mi szansę, ty kup los ;-)
  • 05.11.03, 16:16
    adzia_a napisała:





    Myślę jednak, że jeśli od początku
    > będziesz nastawiona na "nie" to tym bardziej z tych dyskusji wyjdziesz
    > przekonana, że o bzdurach tu się gada ;-)

    -
    Ale ja nie jestem nastawiona na 'nie',na razie zadaję pytania,czytam,zbieram
    informacje,spróbuje zastosować to na sobie,ale to prawda,nie jestem tak w 100%
    przekonana,ale byc może to się zmieni z czasem...:-)
    -

  • 05.11.03, 22:35
    inusia jesli jeszcze raz napiszesz cos o braku seksu w okresie plodnym a
    spontanicznego w szczegolnosci to cie daje slowo ugryze ;))))))

    Spontanicznie pozdrawiam ;))))

    Adziu czy moge o sobie myslec jako inspiracji adzi ;))) rosne w swoich
    oczach ;))))
    --
    gosklec@poczta.onet.pl
  • 06.11.03, 09:55
    inusia0 napisała:

    > magdalena_76 napisała:

    > > Z drugiej strony były w mojej rodzinie i wśród znajomych
    > > przypadki "przydarzenia się" dzieci - chodzi mi zwłaszcza o sytuację, kied
    > y
    > > rodziło się np. czwarte dziecko po długiej przerwie w stosunku do reszty
    > > rodzeństwa - i może na tym nauczyłam się od małego, że nawet takie
    > > nieplanowane jest darem.
    >
    > -
    > Oczywiście,ze jest darem,tylko ile jeszcze takich 'wpadek'może się
    przytrafić??
    > -

    A ile wynosi indeks Pearla dla NPR?


  • 05.11.03, 11:27
    calico napisała:

    > Wydaje mi się (tak jak zauważa praktyczny przewodnik), że masz pewne obawy co
    > do npr, do jego skuteczności. Dlatego we wszystkich Twoich postach sporo
    > powątpiewania. A czy Ty stosujesz npr? Może brak Ci jeszcze wprawy i boisz
    > sie "rzucić na głęboką wodę";)

    -
    Nie stosuje jeszcze npr,zamierzam spróbowac na początek poobserwować swój
    cykl,mam wątpliwości-jak każdy...a 'na głęboką wodę' nie wiem czy kiedykolwiek
    się zdecyduję,na razie się zwyczajnie obawaiam,że to zawiedzie...
    -

    >
    > Co do kwestii religijnych ("co rok prorok";)) odpowiem cytatem. Chcę
    > podkreślić też, że bardzo szanuję dziewczyny, które stosują npr, z innych
    > względów, czy to ekologicznych,


    -
    Tylko jedno małe pytanko...jakie to względy ekologiczne???:-)
    -


    > Rzucam hasło propagandowe:
    > Niech npr nas łączy a nie dzieli!

    -
    popieram:-)
    -
  • 05.11.03, 12:20
    A propos ekologii podpisuję się pod tym, co napisała powyżej adzia. Wyjaśniła
    to bardzo dokładnie:))) Ja lepiej nie umiem, a po co się powtarzać;)

    pzdr
  • 05.11.03, 14:15
    A_dzia, a ja nikogo nie potepiam :) Po prostu napisałam co słyszałam:
    przyjaciółka miała z tym problem, czuła się nie fair i to na spowiedzi zakonnik
    jej powiedział o tym, że dopóki jest otwarta na życie, tzn. jakby sie okazało
    że jest w ciąży to przyjmie to i pogodzi się z tym, to jest dobrze. Koleżanka
    stosowała oczywiście NPR.
    A nasi przodkowie na pewno też w związku ze swoimi postawami popełniali
    grzechy, mówiąc szczerze przez to że nie znali żadnych metod bardzo często nie
    kończyło się naniechcianym dziecku, tylko na masowym usuwaniu ciąż- z opowiadań
    mojej babci. Ale to zupełnie inna historia.
    To, czy ktoś ma taką albo inną postawę jest jego sprawą i ja nikogo nie chcę
    oceniać, a to co napisałam było moją refleksją na ten temat. I tyle.
  • 15.12.03, 17:11
    calico napisała:

    >
    > Dlatego niektórzy "roztropnie i wielkodusznie" mogą przyjąć dwójkę dzieci, a
    > inni siódemkę. Ale nauka Kościoła nie każe mi posiadać dzieci za wszelką cenę.
    >

    Chyba jednak w pewnym sensie zmusza. Jezeli para chcaca wziac slub koscielny
    powie ksiedzu, ze dzieci nie planuje, to tego slubu nie dostanie. Czyz nie tak?
    A moze cos sie ostatnio zmienilo?
    Mozna tez pewnie ksiedza oklamac, ale czy wtedy ten slub ma sens, ale to juz
    inna para kaloszy.

    pozdr.
  • 15.12.03, 21:20
    ma.pi napisała:

    >
    > Chyba jednak w pewnym sensie zmusza. Jezeli para chcaca wziac slub koscielny
    > powie ksiedzu, ze dzieci nie planuje, to tego slubu nie dostanie. Czyz nie
    tak?
    >
    > A moze cos sie ostatnio zmienilo?
    > Mozna tez pewnie ksiedza oklamac, ale czy wtedy ten slub ma sens, ale to juz
    > inna para kaloszy.
    >
    > pozdr.

    Są pewne czynniki,które wpływają na to czy małżeństwo jest ważne czy też nie,
    dzy innymi szczerość. Poza tym ślub jest dla osób wierzących-nikt go brać nie
    musi.A wg nauki Kościoła jednym z istotnych elementów małżeństwa jest
    przekazanie życia i nawet w słowach wypowiadanych podczas ślubu jest mowa o
    tym, że małżonkowie zgadzają się przyjąć potomstwo, którym ich Bóg obdarzy.
    Więc jeśli ktoś się z tym nie zgadza to po co mu ślub w Kościele?
  • 16.12.03, 14:30
    Nie no chwylunia.....
    przysiega koscielna nie brzmi "czy obiecujecie narobic dzieci" tylko czy
    przyjmiecie.
    Ja to rozumiem tak-no ok planujecie nie miec ale jesli cos sie zdarzy? To
    przyjmiecie?
    Nie mozecie miec lekarze tak mowia, ale jesli zdarzy sie ze jednak sie uda, to
    co?
    Nie wyobrazam tez sobie zeby ksiadz nie dal slubu ludziom ktorzy wiedza ze
    dzieci miec po prostu nie beda- bo pani ma macice wycieta a pan jadra z powodu
    raka. Wazne jest po prostu zeby obie strony o tym wiedzialy. A moze zostana
    rodzicami adopcyjnymi?
    pewnie ze Kosciol premiuje posiadanie potomstwa i zacheca bo rosna wyznawcy.
    Ale zmusza? w zyciu.
    --
    gosklec@poczta.onet.pl
  • 16.12.03, 15:04
    Nam ksiądz na kursie przedmałżeńskim powiedział (4 lata temu), że jak ktos nie
    planuje miec dzieci (nawet z ważnych powodów, np. choroba i chce adoptować) to
    nie może zawrzeć małżeństwa (w KK). Natomiast o ile pamiętam bezpłodnośc nie
    jest przeszkodą (o ile sie tego nie ukryło) i małżeństwo jest ważne (była to
    przeszkoda, ale w poprzednim wieku :) ).

    Choć wcale mnie nie zdziwi, jeśli inny ksiądz mówił coś innego.

    J.

  • 16.12.03, 22:59
    Oczywistym jest, że jeżeli ktoś nie może mieć dzieci to ślub może zawrzeć,
    ale w sytuacji gdy ktoś jest zdrowy i dzieci po prostu nie chce mieć to
    przeczy jednemu z celów małżenstwa - prokreacji. I wcale nie chodzi o to czy
    Kościół każe mieć dzieci czy nie , tylko jeśli małżonkowie wierzą, że dziecko
    jest darem od Boga i że Bóg tak stworzył mężczyznę i kobietę, którzy jednocząc
    się w miłości mogą przekazać życie, to będą chcieli mieć dzieci. Jeżeli zaś
    nie wierzą w to, to po co im ślub kościelny?
  • 17.12.03, 01:22
    WIem, wiem. Tylko ze nas zdziwilo, ze osoby, ktore moga miec dzieci (zajscie w
    ciaze i urodzenie jest mozliwe z medycznego punktu widzenia), ale ich dziecko
    z duzym prawdopodobienstwem (50% czy 25%) bedzie chorowac, nawet jesli nie
    beda stosowaly antykoncepcji, ale nie maja woli urodzenia dzieci, nie moga
    zawrzec slubu.

    A bezplodnosc uznano za nieprzeszkadzajaca nie tak dawno. Nie pisze tego, zeby
    kwestionowac zasady. Mom dziadkom ksiadz mowil, ze od nadmiernej aktywnosci
    seksualnej wysycha rdzen kregowy. Potem sie moj dziadek nabijal z ojca, jak
    mial problemy z korzonkami.

    No tak, jak juz schodzic z tematu, to chociaz na wesolo.

    J.
  • 17.12.03, 07:39
    benka7 napisała:

    > Oczywistym jest, że jeżeli ktoś nie może mieć dzieci to ślub może zawrzeć,
    > ale w sytuacji gdy ktoś jest zdrowy i dzieci po prostu nie chce mieć to
    > przeczy jednemu z celów małżenstwa - prokreacji. I wcale nie chodzi o to czy
    > Kościół każe mieć dzieci czy nie , tylko jeśli małżonkowie wierzą, że dziecko
    > jest darem od Boga i że Bóg tak stworzył mężczyznę i kobietę, którzy
    jednocząc
    > się w miłości mogą przekazać życie, to będą chcieli mieć dzieci. Jeżeli zaś
    > nie wierzą w to, to po co im ślub kościelny?

    Wierzę,ze dziecko jest darem od Boga,jednak zdecyduję się na nie wtedy gdy bedę
    gotowa,a nie będzie ono 'dziełem przypadku'.
  • 17.12.03, 10:58
    A jesli mimo wszystko.... wpadniesz? Nie no jasne ze nie ;)) ale jesli? To
    przeciez przyjmiesz dziecko, nie? I o to chodzi. A jesli bedziesz gotowa na
    dziecko za 10 lat, no to w ostatecznym rozrachunku malzenstwa chcesz tego
    dziecka no nie? Wiec tu tez nie widze sprzecznosci. Uznanie ze Kosciol zmusza
    do prokreacji w noc poslubna uwazam za uproszczenie.
    A o chorych rodzicow spytam sie meza albo ksiedza, bo cos mi sie nie widzi.
    Kosciol raczej zmierza do tego obecnie by ludzie mieli tyle dzieci na ile ich
    stac- psychicznie i fizycznie. Nie kazdego stac na chore dziecko....
    --
    gosklec@poczta.onet.pl
  • 30.12.03, 12:34
    ''A mojej babci 80 letniej starowince ksiądz nawsadzał od grzeszniczek za to że
    umyła podłogę w niedzielę'' Te i inne historie świadczą wg mnie o jednym są
    księża, którzy mają powołanie, widzą i chcą zrozumieć drugiego człowieka ale
    są i tacy co stosują sztywne przepisy, ustalenia kongresów, soborów itp tj.
    czarne to tylko czarne. Pouczają ludzi, piętnują a nie wnikają w przyczyny. A
    DLA MNIE WIARA TO PRZYKAZANIE MIŁOŚCI I z niego powinni czerpać.
    Natomiast co do instytucji małżeństwa niech mi ktoś powie gdzie w Biblii
    napisane że małżeństwo służyć ma prokreacji?
    Dla mnie (i dla większości zwykłych ludzi) małżeństwo to miłośc, oparcie
    wzajemne a jeśli macierzyństwo to tylko odpowiedzialne w sensie opieki i
    finansów. Dzieci chcę mieć ale nie z ''przymusu'' a z miłości.
    Mam tylko nadzieję, że kiedyś tam może z nastaniem nowego paieża, hierarchowie
    kościoła swoją naukę dostosują do nowych czasów (mam na myśli ową prokreację,
    antykoncepcję hormonalną-nie wszystkie kobiety mogą stosować met NPR, in vitro -
    cud dla tych co pragną dziecka a mieć nie mogą, czy homoseksualizm).Aż mnie
    podrzuciło jak w ostatnią niedzielę odczytano list z episkopatu -cyt. poddać
    terapii homoseksualistów, było też i o tabletkach itp. Mam nadzieję, że kościół
    będą tworzyć przede wszystkim światli, rozumni znający życie a nie twardogłowi
    fundamentaliści.
    Pozdrawiam Aga



  • 30.12.03, 12:49
    znawca Biblii co prawda nie jestem, ale juz w Ksiedze Rodzaju, czyli na samym
    poczateczku stoi jakos tak: „(...) Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście
    zaludnili całą ziemię i uczynili ją sobie poddaną (...)" - slowa te Bog kieruje
    do Adama i Ewy .....
    Jesli ktos czyta Biblie to takich miesc znajdzie wiecej ......

    A ja b. cenie papieza i nie uwazam, zeby 'swiatlosc' jego nastepcow komukolwiek
    na dobre wyszla. No i do kosciola chodze nie dla ksiezy, ktorzy sa jacy sa (na
    szczescie nie ja bede ich sadzic), ale po to by spotkac sie z Panem Bogiem.


  • 30.12.03, 13:33
    agaa5 napisała:

    >Aż mnie
    > podrzuciło jak w ostatnią niedzielę odczytano list z episkopatu -cyt. poddać
    > terapii homoseksualistów, było też i o tabletkach itp.

    O tabletkach antykoncepcyjnych ? Nie było ani słowa, nie uważałaś Aga ;-)

    Co do homoseksualizmu było dokładnie tak, cytuję:
    "Uwzględniając narastające w europejskiej kulturze zjawisko związków między
    osobami tej samej płci, Katechizm Kościoła Katolickiego podkreśla, iż osoby te
    należy traktować "z szacunkiem, współczuciem i delikatnością", bez
    dyskryminowania ich z powodu odmiennej orientacji seksualnej (KKK, 2358).
    Tworząc wokół nich klimat solidarności w doświadczeniu życiowych dramatów,
    trzeba im jednak również uświadamiać, że "osoby homoseksualne są wezwane do
    życia w czystości" (KKK, 2359). Kościół nie zostawia ich samotnych w obliczu
    życiowych zmagań. Wśród osób, które skorzystały z terapii w katolickich
    ośrodkach "Odwagi", ponad 30% potrafiło zmienić swą orientację i podjąć życie w
    sakramentalnych związkach małżeńskich."

    No i co - takie to strasznie gromiące słowa, potępiające ? Przecież tu ani
    słowa o przymusowej terapii homoseksualistów, za to wskazówka dla tych, którzy
    szukają rozwiązania swych problemów (grupy "Odwaga" - nie każdy o nich wie)
    Ewa

    PS. Ten post znów nie na temat NPR, ale nie wytrzymałam - nie lubię tego
    rodzaju przekłamań i nieścisłości, tak się chyba rodzą plotki...
  • 30.12.03, 16:49
    Ewa zgadzam się, że mogę wszystkiego nie pamiętać bo się zdenerwowałam tym
    odczytem nie po to w końcu przyszłam na mszę.
    Natomiast to co mi się utrwaliło to te nieszczęsne tabletki- oczywiście nie o
    antykoncepcyjne ale typu Postinor, eutanazja (lepiej terminować cierpiącego
    człowieka niż skrócić mu cierpienie).No i te słowa odnośnie homoseksualizmu. O
    ile z oczywistych względów rozumiem, że kościól potępia aborcję o tyle nie
    zrozumiałe jest dla mnie wszystko co było odczytane później
    "Uwzględniając narastające w europejskiej kulturze zjawisko związków między>
    osobami tej samej płci, Katechizm Kościoła Katolickiego podkreśla, iż osoby te
    > należy traktować "z szacunkiem, współczuciem i delikatnością", bez
    > dyskryminowania ich z powodu odmiennej orientacji seksualnej (KKK, 2358).
    > Tworząc wokół nich klimat solidarności w doświadczeniu życiowych dramatów,

    Nie ukrywam takie podejście mnie osobiście cieszy ,to dla mnie dowód, że jednak
    kościół troszkę poddaje się zmianom, otwiera na nowy świat i jego nowe oblicze
    a więc naszą inność, natomiast dobiły mnie słowa... trzeba im jednak również
    uświadamiać, że "osoby homoseksualne są wezwane do życia w czystości i nie
    przytoczę dokładnie ale coś w rodzają nie moga przystąpić do sakramentu
    małżeństwa .Wśród osób, które skorzystały z terapii w katolickich
    > ośrodkach "Odwagi", ponad 30% potrafiło zmienić swą orientację i podjąć życie
    w > sakramentalnych związkach małżeńskich."

    Wynika z tego że homoseksualiści mają albo się poddać ''terapii'' i ożenić
    krzywdząc tym samym siebie i małżonka albo żyć w celibacie (kto z nas
    normalnych ludzi może żyć 30 i wiecej lat w celibacie). A czy nie można po
    prostu zaakceptować ich jako ludzi tyle, że innych i dać im prawo do życia w
    zgodzie z Bogiem.
    Ja widzę w tym tylko forsowanie swoich przestarzałych ideologii, propagandę a
    nie chęć pomocy ludziom.
    Ale mam nadzieję, że hierarchowie zrozumieją że przepisy trzeba dostosowywać
    do nowych czasów. Kiedyś też ziemia była płaska, ale trzeba było czasu i
    wiedzy by zrozumieć, że ziemia jest okrągła i się kręci .
    Pozdrawiam Aga
  • 31.12.03, 12:56
    Aga, ale Kościół nie ma ani możliwości ani takiej władzy, żeby zmieniać prawo
    Boże. Krótko mówiąc - mężczyzną i kobietą stworzył ich Bóg i to mężczyzna i
    kobieta stanowią małżeństwo -jedno ciało, wiec KK nie moze dopuscic malzenstw
    homosekualnych; podobnie z "nie zabijaj" - to nie jest przepis kościelny (jak
    np. post w Wielki Piątek), który Kościół może dowolnie zmieniać, to wynika
    wprost z Biblii (wierzymy wiec ze pochodzi od Boga), więc KK nie może sobie
    ustalić, że "nie zabijaj" nie obowiązuje, że dozwolona jest eutanazja, aborcja
    za pomocą Postinoru czy niszczenie embrionów niewykorzystanych przy "in vitro".

    Co do terapii homosekualistów - mi osobiscie taka incjatywa Koscioła wydaje sie
    niezwykle cenna. A to dlatego, ze przypuszczam, ze homoseksualizm nie jest
    zjawiskiem o jednoznacznej etiologii np. genetycznej, wiec nieuleczalnej. Mam
    wrazenie (aczkolwiek nie jestem tu zadnym znawca), ze czesc przypadkow
    homosekualizmu ma podloze srodowiskowe, wychowawcze, psychiczne i te przypadki
    jak najbardziej poddaja sie terapii z dobrym rezultatem. Tym bardziej, ze
    przypuszczam, ze czesc homosekualistow pewnie wcale nie jest zachwycona faktem
    swego homoseksualizmu i aktywnie szuka pomocy.

    Aga, z ewentualna dalsza dyskusja musimy sie przeniesc na jakies forum
    pt."Kosciol Katolicki" czy cos w tym stylu, bo tego o czym tu piszemy juz w
    zaden sposob sie nie da podciagnac pod NPR ;-) Przepraszam moderatorów,
    pozdrawiam noworocznie, Ewa
  • 31.12.03, 13:23
    Jeśli by Biblię cytował dosłownie i stosował wszystko w praktyce to mielibyśmy
    fundamentalizm. Prawda jest taka, że tak jak inne wyznania wierzącym narzuca
    się to co podane w Biblii ale do tego własną interpretację (i tu już
    hierarchowie mogą zrobić wszystko). Jak się pódzie na spotkania innych wyznań
    nie katolickich to oni też twierdzą, że tak jest napisane w Biblii (wszyscy są
    zobligowani przestrzegać) a to po prostu ich nadinterpretacja.W naszym
    kościele też tak się dzieje wiele polega na takiej a nie innej
    interpretacji.Widzi się to co chce widzieć, nie liczy ze zmianami, z rozwojem
    nauki i potrzeb ludzi a świat się zmienia. Chcąc zakończyć temat powiem tak dla
    mnie to też nadinterpretacja to co dotyczy in vitro, homoseksualizmu,
    poruszanej tu prokreacji,antykoncepcji czy eutanazji. I tak np. w moej
    fundamentalnej interpretacji zabijanie zwierząt na mięso to ciężki grzech
    śmiertelny :))) Oczywiście żartuję.
    Pozdrawiam serdecznie (sorki że trochę zboczyłam z tematu)
  • 05.01.04, 21:45
    Świat się zmienia, ale członkowie Kościoła mają być jak nie z tego świata. Bo
    ich dotyczy prawo Boże, a nie to co ludzie powiedzą. Zmiany i rozwój świata
    nie świadczą o tym, że to co ludzie przyjmują jest dobre. Homoseksualizm nie
    jest zjawiskiem, które pojawiło się w czasach obecnych, ale istniał już
    conajmniej 2000 lat temu i zdanie KOścioła było i będzie na temat
    niezmienne.
    Agoo5 chrześcijaninem nie można być stosując tylko niektóre słowa z Biblii, a
    inne odrzucając. Trzeba być zimnym albo gorącym. Wiem, że to nie jest łatwe,
    ale nikt nie powiedział, że chrześcijaństwo ma być
    łatwe.
  • 12.12.03, 23:00
    inusia0 napisała:

    > Czy bierzecie pod uwagę taką możliwość,ze co roku rodzi się Wam kolejne
    > dziecko?(tu pytanie do stosujących NPR z powodów religijnych).
    > Skoro jesteście otwarte na nowe życie,za każdym razem gdy
    > współżyjecie,dlaczego w ogóle stosujecie jakąś metodę?
    > Tak z ciekawości nasunęło mi się to pytanie do Was Dziewczyny :)

    Odpowiadając na Twoje pytanie mogę powiedzieć, że biorę pod uwagę taką
    możliwość, że co roku urodzi mi się kolejne dziecko.
    Poza tym z "powodów religijnych" chcę mieć więcej dzieci - nie wiem ile, na
    razie mam dwójkę i wiem ,że kiedyś przyjdzie moment, że otworzę się na trzecie
    dziecko,a jeśli okazałoby się, że jestem w stanie błogosławionym już teraz to
    z radością przyjęłabym to maleństwo. Jednak o kolejnych dzieciach (4,5,6...)
    na razie nie myślę, bo to przerasta moją wyobraźnię.
  • 24.12.03, 10:04
    Pozdrawiam dziewczyny i życząc Esesołych i Zdrowych Świąt jednocześnie
    przepraszam,ze weszłam sobie na to forum - jestem bowiem niestosująca NRP i nie
    zamierzająca stosować jako metody unikania ciąży, a zainteresowałam się, bo
    właśnie nie unikam :) a wiem od paru dziewczyn z reala, ze NRP sa bywają
    znakomite do wyznaczenia okresu, kiedy 'nieunikanie' ma się skończyć poczęciem
    :) Z tymi innymu sprawami (mam na mysli nieplanowane ciąże z NRP) to różnie bywa
    - mało która z Was zapewne to przyzna, ale poza wytrwałością i konsekswencją w
    pomiaraach i wykresach trzeba być jednak ogólnie zdrowym (zwłaszcza metoda
    termiczna) i nie da się tego obejść ...Ale ja nie o tym chciałam pisać, wszak,
    jak któraś z Was wspomniała wcześniej - żyjemy w wolnym kraju i możemy stosować
    różne metody unikania nieplanowanej ciąży, każda para zgodnei ze swymi
    predyspozycjami i sumieniem ...
    ]Mnie jedynie zaskoczyła ta dyskusja na temat 'otwartości na życie" - ja też
    otwartość rozumiem w ten sposób, ze po prostu gdybym zaszła w ciążę stosując
    dowwolną metodę anty czy jak kto woli "unikania" :) to też urodziłabym ...
    Moze w życiu innych forumowiczek nie zdarzało się nigdy tak, ze naprawdę nie
    mogły sobie pozwolić na nieplanowaną ciążę ....pozazdrościć ..u mnie były takie
    okresy życiowe i wtedy zabezpieczałam się przed ciążą na 100 % nie ufając ani
    termometrowi, ani gumce :) Moze ktoś to potepiać na tym forum, ale to moje życie
    i ewentualnie moje dziecko ..prawda ???
    Ale potem przyszedł taki okres,kiedy pojawienie sie dziecka nie było już
    przerażającym ewentualnie koszmarem tylko jedną z możliwości ....
    no i :) stosowalismy z partnerem gumke (tylko) z "otwartością na życie" ..to
    znaczy "no nie planujemy, ale jak będzie to będzie i będziemy się cieszyc, choć
    można z tym jeszcze poczekać" - dlatego bardzo mnie zdziwiło zdanie jednej z
    forumowiczek, zę NIE WYKLUCZA, iż para stosująca antykoncepcję TEZ może przyjąć
    dziecko ...Nie wyklucza ??? Same smiejecie sie z tych ludzi, którzy postrzegają
    stosujące NRP kobiety, jako zaniedbane brudaski w papilotach i koszuli z dziurą,
    a jednocześnie traktujecie stosujące antykoncepcje dziewczyny, jak potencjalne
    morderczynie i dzieciobójczynie ...
    Nie rozumiem tego :(
    --
    Pozdro
    Korcia
    ***A słońce sobie lśni,
    jak gdyby nigdy nic ....***
  • 29.12.03, 12:08
    Znowu uogolniania - nie wydaje mi sie, zeby ktos tu traktowal kogokolwiek jak
    przestepce. Slowa, nawet najlepiej dobrane i przemyslane, nigdy nie oddadza
    tego, co tak naprawde chcialoby sie napisac i co sie czuje. Ja nie zakladam, ze
    osoba stosujaca antykoncepce hormonalna jest z gruntu zla i na pewno swoje
    poczete nieplanowane dziecko usunie. Uwazam, ze wiekszosc kobiet je na pewno
    urodzi ! NPR z gruntu zaklada otwartosc na zycie, natomiast jesli chodzi o inne
    metody to nie bylabym tego taka pewna - wydaje mi sie ze nieplanowana ciaza
    bardziej zdziwi osobe stosujaca antykoncepcje hormonalna (gdzie praktycznie
    owulacja sie nie powinna zdazyc, bo tak chyba tabletki dzialaja, ze blokuja
    plodnosc) niz kogos kto stosuje npr. Ale po dluzszym lub krotszym szoku
    wiekszosc kobiet to dzieciatko urodzi

    Co do wpadkowych dzieci z NPR, to poczytaj sobie inne watki - tu kazdy jest
    szczery, bo niby dlaczego mialby cos ukrywac. Jesli sie stosuje npr dosc
    dokladnie, to wpadek sie raczej nie zalicza. Ja sama stosuje te metode od
    prawie 4 lat i do tej pory zadnych dzieci sie nie dorobilam. W tym miesiacu
    planowo troche inaczej 'zastosowalam' sie do npr i czekam z wytesknieniem na 2
    kreski ... Dzieciaczki wiekszosci Kobiet tutaj sa jak najbardziej planowane !
    Pozdrawiam noworocznie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.