Gazeta.pl   Forum   Kultura   Kino   "Katyń" - koniec Wajdy...

Komentarze do artykułu

"Katyń" - koniec Wajdy...

Autor: jirzik 06.11.07, 01:15
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
Obejrzałem wreszcie "Katyń" Andrzeja Wajdy i, niestety, potwierdziło się moje
smutne przypuszczenie, że nasz (obok Romana Polańskiego) najbardziej znany
reżyser, dożył już swych artystycznych dni. Teraz może jedynie odcinać kupony od
swej niegdysiejszej twórczości. Innymi słowy, przestał być twórczym artystą, a
stał się reżyserskim dinozaurem.
Podstawowym grzechem Wajdowego "Katynia" jest, wedle mego odczucia, jego
bezemocjonalność - nie chodzi tu, bynajmniej o ascetyzm środków wyrazu, dzięki
któremu niejednokrotnie można osiągnąć stany wręcz hiperemocjonalne, a zatem nie
o ascetyzm środków, ale właśnie
o nieumiejętność wywołania emocji u widza tu chodzi, pomimo tematu,
wydawałoby się, o nieskończonym potencjale emocji. Tak, zresztą było i z
"Zemstą" Fredry, którą Wajda totalnie zepsuł, marnując zresztą
i tekst komedii, odwieczny teatralny samograj, i komiczny potencjał takich
chociażby aktorów jak Janusz Gajos czy Roman Polański.
Na "Zemstę" zresztą machnąłem ręką, uważając, że Wajda popełnił ją był jedynie
"dla kasy", celując w szkolne wycieczki do kin,
i - nie miałem żadnych nadziei, że ponury i wypłukany ze śladowych nawet cząstek
poczucia humoru, reżyser jest w stanie nakręcić przyzwoitą chociażby komedię.
Inna sprawa była w przypadku "Katynia". Sam Wajda wielokrotnie
powtarzał, jak ważny to dla niego film, jak osobisty i jak przejmująco
dotykający jego intymnej wrażliwości. Po takich
wypowiedziach miałem prawo spodziewać się, że ponurak Wajda
w zetknięciu się z tak tragiczną tematyką, jak zbrodnia katyńska, będzie w
stanie zrobić dobry film. Myliłem się. Tematyka Mistrza przerosła. Wyszedł mu
film "bezciarkowy" i "nieprzewiercający",
a to są, jak mniemam, największe zarzuty, jakie można tego rodzaju kinu
postawić. Jeśli na seansie siedzi się obojętnie i żadna ze scen nie wgniata w
fotel, i nie przyprawia o ciarki na plecach, to można mówić o całkowitej porażce
reżyserskiego zamysłu.
Nieszczęście filmu "Katyń" zaczyna się już na poziomie scenariusza. Wszystkie
postaci są jedynie schematycznie naszkicowane i to dość toporną kreską.
Pojawiają się i znikają, niejednokrotnie tak szybko, że widz nie jest w stanie
przywiązać się do postaci na tyle, by był
w stanie przejąć się jej losem. Klasycznym przykładem jest pojawienie się, chyba
nie na więcej niż kwadrans, Antka, młodego akowca, którego Wajda wprowadza chyba
jedynie po to, by zacytować samego siebie
(w końcu klasykowi uchodzi), parafrazując motyw tragicznej ucieczki Maćka
Chełmickiego w "Popiele i diamencie". Antoni ginie zanim tak naprawdę
zaakceptowaliśmy jego obecność w filmie. Tak w ogóle to młodzież akowska
zachowuje się w "Katyniu", jak gdyby właśnie niespodziewanie spadła z księżyca i
nie miała najzieleńszego pojęcia, kto obecnie rządzi w Polsce i jakie ów ktoś ma
obyczaje. Młody człowiek, tracący życie przez bezsensowny i całkowicie
bezużyteczny gest zrywania komunistycznego plakatu, czy Agnieszka, równie
bezsensownie wioząca na cmentarz tablicę nagrobną, o której wie -
po pierwsze - że nikt jej na cmentarzu nie zobaczy, a - po wtóre - że owa
tablica sprowadzi na nią długoletnie więzienie czy nawet śmierć. Tak się
oczywiście dzieje, no bo jakże inaczej…
Jakże odlegli od takiego bolesnego, idiotycznie-patetycznego pustogeścia są np.
bohaterowie "Kolumbów" Janusza Morgensterna - zuchowaci, zuchwali, dzielni,
żyjący w okrutnej, okupacyjnej rzeczywistości pełnią swego młodego życia, ale
przecież jakże odlegli od wspomnianej, Wajdowskiej idiotycznie-patetycznej
histerii. Zygmunt, Kolumb, Jerzy, Malutki, Czarny Olo są, w przeciwieństwie do
plakatowego Antka z "Katynia", pełni życia, pełni prawdy i autentyzmu. Walczą,
kombinują, żeby przeżyć w hitlerowskiej
rzeczywistości, przed codziennością bronią się wisielczym nieraz humorem. Są,
istnieją naprawdę.
Niestety, żeby ożywić papierowe postaci z "Katynia", trzeba czegoś znacznie
więcej niźli li tylko stwierdzenia, że Andrzej Wajda wielkim reżyserem jest…
Postaci w obrazie Mistrza (z chwalebnym wyjątkiem Mai Komorowskiej i Andrzeja
Chyry) nie mówią, lecz nieustannie przemawiają. Posługują się językiem sztucznym
i nadętym, wypranym z jakiejkolwiek prywatności, tak jak gdyby prywatność
wypowiedzi miała
umniejszać heroizm bohatera, walczącego z sowieckim zakłamaniem. Stosowany przez
nich styl wypowiedzi odczłowiecza bohaterów, "papieryzuje" ich, a przez to -
uniemożliwia odbiorcy właściwe przeżycie ich tragedii. Owszem, jako dziecko,
przejmowałem się bardzo losem Andersenowej papierowej tancerki, która spłonęła w
piecu, ale, jak sądzę, "Katyń" filmem dla młodszych dzieci raczej nie jest…?
Cała, tzw. "sekwencja krakowska" czyli, de facto - fragment serialu "Matki, żony
i kochanki", ni z gruszki, ni z pietruszki, wrzucony
w akcję filmu o ofiarach Katynia, jest zdecydowanie najsłabszą częścią obrazu
Wajdy. Wszystko jest tu powierzchowne, niechlujne, opowiedziane "po łebkach".
Nic nie trzyma się kupy, zachowania bohaterów są psychologicznie bardzo słabo
umotywowane, raczej podlegają reżyserskiej tezie, iż Polacy, by być tragicznymi,
musieli być sztywni, nadęci i do porzygania patetyczni.
Wszystko to powoduje, że "Katyń" na kilometr tchnie nijakością,
że ogląda się go (przynajmniej ja) bez jakiegokolwiek zaangażowania
emocjonalnego. Złapałem się na stwierdzeniu, że znacznie bardziej porusza mnie
scena egzekucji, w końcu odrażającego bandyty,
w "Krótkim filmie o zabijaniu" Kieślowskiego niż hekatomba ofiar polskich
patriotów u Wajdy. Niepomiernie bardziej porusza mnie cierpienie Antoniny
Dziwisz u Bugajskiego niż tragiczniejszy w końcu los Adama, rotmistrza VIII
Pułku Ułanów w Krakowie.
Cóż, cierpienie i zabijanie też trzeba umieć sugestywnie pokazać. Wajda w
"Katyniu" nie umiał.

Film trochę broni się dobrymi zdjęciami Pawła Edelmana i jeszcze ciut, ciut
scenografią. Ciut, ciut, gdyż i pod względem scenograficznym film nie ustrzegł
się kilku realizacyjnych "brudów". Najgorszym z nich jest scena, po raz pierwszy
pokazująca, wziętych do sowieckiej niewoli polskich oficerów. Jest siedemnasty
dzień wojny, załamało się wszystko, nie ma dowództwa, nie ma naczelnego wodza,
rozbite polskie oddziały w ogniu walk, przez ponad dwa
tygodnie, cofają się, tak długo, aż staną pod sowiecką "ścianą". Oficerowie
zatem powinni być zmizerowani, brudni, wymiętoleni i zakurzeni. Powinni być u
kresu sił. Tymczasem wyglądają, jak gdyby sowieci napadli na nich znienacka
podczas obchodów święta pułkowego - wszyscy mają, jak spod igły, czyściutkie
mundury, Andrzej Chyra i Artur Żmijewski paradują w śnieżnobiałych kołnierzykach
(czyżby herosowi-patriocie nie wypadałoby się na wojnie ufajdolić?) Podejrzewam,
że gdyby Wajda dziś nakręcił remake "Kanału",
powstańcy wychodziliby z warszawskiej kanalizacji równie czyściutcy, jak polscy
oficerowie w "Katyniu".
Mniejszą (ale jednak u Mistrza naganną) usterką scenograficzną jest też scena, w
której rotmistrz Andrzej w wagonie kolejowym pisze dziennik i, na zbliżeniu,
wyraźnie widać, iż czyni to długopisem. Otóż, problem leży w tym, że długopisy
pojawiły się dopiero w 1944 roku i to początkowo wyłącznie na wyposażeniu
nawigatorów alianckich bombowców, którym na dużych wysokościach wyciekał
atrament z wiecznych piór. Skąd polski rotmistrz w 1940 roku miałby wziąć
długopis, tego, doprawdy nie wiem. Nie mówiąc już o tym, że ruscy szybko by go
tej zabawki (podobnie jak i zegarka) pozbawili.

Muzyka Pendereckiego jest dla mnie równie monotonna i nużąca, jak reżyseria
Wajdy. Może się komuś podobać, ale mnie, bynajmniej nie pomagała, a podobnie,
jak z Wajdą, tak i z Pendereckim - fakt, że ów "wielkim kompozytorem jest" nie
oznacza jeszcze, że wszystko, co skomponuje, zachwyca (skoro nie zachwyca)…
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.