Jak mężczyźnie zależy na kobiecie to o nią walczy Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
        • No cóż... bywa tak, że mężczyzna bywa delikatny, a kobieta nie zawsze. Wszystko zależy jak długo to odrzucenie trwa, być może czas skłoni ją do refleksji. Na pociechę mogę powiedzieć, że znalezienie wartościowej kobiety jest bardzo trudne, ale znalezienie wartościowego faceta graniczy z cudem:). Oczywiście mam na myśli kogoś odpowiedniego dla danej osoby.
      • Walczenie o kobiete nie ma krzty sensu jezeli ona nie walczy o Ciebie, jest pewnie grupa masochistow/tek ktorej nie szkoda zycia na utarczki wszelkiego rodzaju to po prostu dzialania nie warte funta klakow . Mozna parafrazowac "nie bedziesz Ty - to bedzie inna/ny itd." - zycie toczy sie dalej i trzeba znalezc sobie w nim jakies miejsce !!!
    • Otóż nie zawsze, bo zdarzają się sytuacje, gdy dla dobra drugiej osoby (i siebie samego też) walczyć po prostu nie warto (i właśnie w takiej decyzji moze przejawiać się to, że się o kogoś i o siebie samego dba). Taka decyzja nie musi wcale wynikać z jakiegoś poranienia w dzieciństwie, tylko ze zdrowego rozsądku i z doświadczenia życiowego zdobytego w wieku zupełnie nie dziecinnym (i to wcale nie z jakiegoś złego albo traumatycznego doświadczenia).
      Generalnie na siłę to można odkręcić słoik, ale nie skłonić człowieka do bycia szczęśliwym w związku z osobą, która mu z jakichś powodów "nie pasuje".
      Są rzeczy, których się w takiej sytuacji nie "wywalczy".
      Pozdrawiam
    • Facet nic nie musi - to po pierwsze - a już na pewno nie udawadniać, że kocha - pozdo dla fajnych dziewczyn ;)
    • Są chwile, gdy łzy same cisną się do oczu
      Są chwile, gdy cały świat ma szyderczy uśmiech
      Są chwile, dy masz wrażenie że do końca Twoich dni
      będzie zimno, ciemno, głodno i strasznie.
      Są chwile, które trwają zbyt długo, które bolą
      których końca nie można się doczekać

      Jedyny sposób na owe chwile to tytanowa skorupa, maska cynika i chama,
      filtr węglowy uczuć próbujących wedrzeć się do serca,
      zero szczerości, kłamstwo.
      Jeśli znajdzie się ktoś, kto nie powie "TEGO" nawet w żartach to możesz wyjść,
      wyprostować kark, zwymiotować świat i żyć normalnie ale tylko przy nim.

      A co do walki .... cóż, pewnie tak właśnie jest jak piszesz
    • O kobietę walczą prawiczki. Gdy poznają smak miłości dochodzą do wniosku, że nie ma o co walczyć.

      Kobieta to nie księżniczka z bajki. Jeżeli zaczniemy o nie walczyć to im się dopiero we łbach poprzewraca, a już i tak są marudne i kapryśne. Człowiek chce się normalnie z kumplami piwa napić, albo posiedzieć tam gdzie ma ochotę, ale nie - ona potrzebuje uwagi, ona potrzebuje towarzystwa, ona potrzebuje wysłuchania, ona potrzebuje czułości... ona, ona, ona :(
    • bzdura. o prawdziwego mezczyzne to kobiety walcza :)
      Ja jestem szczery z kobietami - wiedza co do nich czuje, a jesli tego ktoras nie odwzajemni to trudno - jej strata. Zycie jest zbyt krotkie by biegac za jedna i zalosnie ujadac.
    • Co za glupie babsko.
    • Miauczysz jak wykastrowany kocur.

      --
      - Niech pan wejdzie w moje położenie – poprosiła Natasza Rostowa porucznika Rżewskiego.
      - Rżewski wszedł, wszedł jeszcze raz i zostawił ją w tym położeniu.
    • O mnie nie walczył..zaczął "wściekać" po rozwodzie , ale w tym "wściekaniu się" nie było niczego z walki.Potem postanowił ZEMSTĘ. Pogrywał dziećmi, grał nieczysto, potem szedł już "po bandzie" na całego. Najobrzydliwsze w tym wszystkim jest to, że tak naprawdę miał już swój plan na życie beze mnie ale fakt, iż to ja pierwsza postanowiłam "dać dyla" z tego chorego związku dawał mu pożywkę do nienawiści względem mnie. Teraz przypadkiem zobaczyłam go z bliska. Obcy dla mnie już facet. Zostało mi tylko jeszcze jego nazwisko. Pomyślałam, że nie walczył wtedy o mnie bo wiedział, że i tak nie umie dać mi szczęścia. Tylko dlaczego próbując mnie zniszczyć, "używał" do tego naszych dzieci !??? z tego nie wytłumaczy się ani przed ludźmi, ani przed Bogiem.
      --
      <<m>>
      • Walczyc w obronie SWOJEJ kobiety - jak najbardziej
        Walczyc w obronie obcej kobiety - idiotyzmem jest ryzykowanie zycia dla kogos nieznanego, jesli nie wiaze sie to z zagrozeniem zycia dla mnie to ok

        Walczyc O KOBIETE?!?
        To znaczy ze jelsi kobieta ma focha, albo chce na mnie uskuteczniac jakies swoje chore testy (pt. zrobie mu swinstwo, puszcze sie to go zmusze zeby o mnie "walczyl"????)

        bzdura

        dorosli ludzie albo wiedza czego chca albo nie
        albo chca byc ze soba albo nie
        jesli kobieta z kaprysu albo focha wystawia faceta na jaks probe to nie jest warta uwagi

        jesli jest wolna, albo nawet zajeta, ale nam sie podoba to trzeba sie starac (mozna powiedziec ze to walczenie) ale jesli tak ababka nie wie czego chce to strata czasu

        nier wierze w dziewice porywane sila albo z zamku ratowane przed smokiem
        kobieta ma byc swiadoma tego co jest dla niej dobre, bo jesli bierze chlop taka ksiezniczke sila porwana to cale zycie bedzie wysluchiwal bzdur pt. "rzucilam dla Ciebie Zenka z mojej wsi, to wszystko Twoja wina, moglabym byc taka szczesliwa"
        ;-)))))))

        i nad czym sie tu zastanawiac?
        nie traccie czasu panowie na smetne dziunie i ksiezniczki ktore w zyciu nie wiedza czego chca a oddaja sie temu kto dluzej za nimi lazi albo jest bardziej namolny - w ten sposob tylko sciagacie sobie klopoty na glowe

        kobieta ma wiedziec co/kto jest dla niej najlepszy - wyslac jakis dyskretny sygnal i facet ma zrobic reszte
        "facet ma walczyc o kobiete"


    • Zasadniczo nie widzę powodu dla którego miałbym walczyć o kobietę
      lub o nią zabiegać tylko dlatego, że jest ona kobietą a ja mężczyzną. Robię to, kiedy mi na jakiejś zależy. Jeśli naprawdę zależy, robię co mogę, by ją zdobyć. Czy koniecznie utrzymać? To zależy od tego, czy jest tego warta. Przyjemnie jest być zdobywanym przez taką, której na mnie zależy. Przyjemniejsze tym mocniej, kiedy sam otrzaskuję się po czasie wysilonych starań o jakąś, która była trudna. Odbijam sobie ten okres. Czasami bywam wtedy podły, bo cięgi zbiera nie ta, która powinna. Takie przeciąganie liny, tyle że raz się jest tą mocniejszą stroną, innym razem tą słabszą. Tylko na krótko udawało mi się osiągać w związkach równowagę, kiedy nam obojgu zależało. Ale to szybko robi się nudne. Wolę to skrzenie, zabiegi, to gonienie króliczka, który dopiero wtedy smakuje wyśmienicie, kiedy nie da się zaraz schrupać - i bynajmniej nie seks w tym najważniejszy.


    • kobiety sa jak dury.. niby koguta sie boja i przed nim uciekaja ale szczytem szczescia dla nich jest jak ten kogut je zlapi i wytrzepie porzadnie.. Kobiety kochaja byc zdominowane - pokierowane - inaczej beda marudzic i marudzic, wiecznie nie spelnione
    • a co to znaczy -zalezy-?

      na czym mu zalezy?

      na regularnym uwalnianiu nasienia?
      na pokazywaniu lalki kolegom?
      na glaskaniu go po glowie?

      na czym?



      --
      maturity is a seriousness of a child at play
      • Nie na czym, lecz na kim. Nawet, gdy człowiek był odrzucany, miło było potem czasami dyskretnie pomagać takiej osobie i niezauważonym patrzeć na jej radość z różnych dziejących się wydarzeń, ze zdanego egzaminu, z awansu, premii, udanych wakacji itp.
        • Tylko proszę bez nadinterpretacji moich słów. Nie trzeba kogoś śledzić, aby wiedzieć różne rzeczy o życiu innych ludzi, na podstawie których można im pomóc.
        • popros kogos zeby ci wytlumaczyl co jest napisane w moim poscie, dobrze?
          dziekuje.
          bo ja juz jestem bezsilna.
          czegos prostszego niz lopatologiczne napisanie posta, juz nie ma.
          szczeka mi opadla ponizej bieguna poludniowego.
          --
          maturity is a seriousness of a child at play
        • > Nawet, gdy człowiek był odrzucany, miło było potem czasami dyskretnie pomagać takiej osobie

          Ale po co?

          > niezauważonym patrzeć na jej radość z
          > różnych dziejących się wydarzeń, ze zdanego egzaminu, z awansu, premii, udanych
          > wakacji itp.

          Inna wersja stalkingu?
          • Po to, żeby dać takiej osobie szczęście, do którego sama dążyła. To nie polegało na realizacji mojej wizji szczęścia tej osoby, żadne zmuszanie do szczęścia.
            Przeczytaj ze zrozumieniem definicję stalkingu: pl.wikipedia.org/wiki/Stalking
            • Dobro okazywane osobie kochanej bez wzajemności nie jest postępowaniem nagannym, nawet jeżeli tak uważasz.
              • Jak wyżej - nie wierzę w tak dalece posunięty altruizm skierowany tylko na jedną osobę.
                Jakbyś miał rzeczywiście na myśli dobro, bliżej by Ci było do Matki Teresy, pomagałbyś wszystkim...

                P.S.
                Nie można kogoś kochać bez wzajemności.
                Nie można kochać kogoś, kogo się nie zna, a nie będąc z nim w bliskiej (miłosnej) relacji, nie można go poznać.
                Można pożądać/pragnąć, tak jak można pożądać produktu, na którego zakup pożądającej osoby nie stać. Albo "kochać" własne wyobrażenie o tej osobie, nic więcej.
                Miłość to budowanie więzi, a jak chcesz zbudować więź z kimś, kto nie jest tym zainteresowany?
              • Akurat wyjątkowo zgodzę się z kwieto i powtórzę pytanie: PO CO jakaś "zdalna i dyskretna pomoc" ukochanej bez wzajemności osobie, która OLEWA taką kochającą osobę?!
                Co to ma być, do cholery?!

                Toż to czystej wody frajerstwo i marnotrawstwo własnego czasu, energii i środków! Jakby to powiedzieli chrzescijanie: grzech marnotrawstwa...

                A potem taka ukochana zabawiając się z nowym przydupasem będzie pękać ze śmiechu na myśl o frajerze, co to jej tak życzliwie "pomaga" - baaaardzo fajne, co nie???

                Ale to TWÓJ (masochistyczny?) wybór, czy chcesz inwestować w przegraną sprawę i być frajerem... Tak samo wolny wybór jak ten, którego dokonuje druga strona olewająca czyjąś miłość i wybierająca sobie inny obiekt uczuć...

                Ja jeszcze przechodzę "żałobę" po takiej osobie, która olała mnie i moją miłość, i powoli otrząsam się z szoku i leczę z tego emocjonalnego bólu.
                "Co z oczu, to z serca!" Banał, ale prawdziwy: Nie dzwonić, nie mailować, NIE ŻEBRAĆ o spotkania, NIE aranżować "przypadkowych" spotkań gdzieś na mieście, a nade wszystko NIE SŁUCHAĆ "życzliwych" porad w stylu: "Człowieeeeku, ależ ona ciebie nadal KOCHA i tylko tak gra, żebyś o nia WALCZYŁ! No, NAPRAWDĘ Ciebie kocha...!"

                Gówno prawda, Panie i Panowie! Jeśli do kogoś jeszcze nie dotarło, to trzeba powtórzyć za głosem rozsądku niektórych piszących tu osób, że współczesna kobieta MA WOLNĄ WOLĘ i SAMA decyduje, komu da tyłka, a komu nie!

                A "walczący"/zabiegający o jej nieodzajemnione/wygasłe uczucie facet - choćby się zesrał diamentowo - będzie już tylko żalosnym i odartym z godności frajerem.
                Ja przestałem być takim frajerem.

                Hmmm, może TY tak lubisz ? Ale to TWOJA sprawa... Nie oceniam, nie osądzam.
                • Po to, żeby tak jak teraz, chociaż mieszkamy w różnych miejscowościach, móc wspólnie uczestniczyć w niezłych imprezach i dobrze się wspólnie bawić. Mnie to wystarcza i nikt krzywdy nie ma. Gdybym postępował inaczej, dzisiaj bylibyśmy obcymi ludźmi, zupełnie niepotrzebnie. Za jakiś czas może nawet wspólną firmę założymy. Każdy jest dorosły i wie, że życie musi się toczyć dalej, plany mamy, zobaczymy.
            • > Po to, żeby dać takiej osobie szczęście, do którego sama dążyła.

              No tak, ale nie jest to osoba z którą jesteś związany, co więcej, ona ewidentnie nie chce Cię w swoim życiu.
              Nie wierzę w tak daleko posunięty altruizm skoncentrowany na jednej osobie.

              > Przeczytaj ze zrozumieniem definicję stalkingu: rel="nofollow">pl.wikipedia.org/wiki/Stalking

              Może Ty przeczytaj ze zrozumieniem?
              Z podanego przez Ciebie linka: " 'podchody' lub 'skradanie się' (...) obsesyjne podążanie..."
              Jako żywo przypomina to, o czym sam mówisz.
              Ona Cię nie chce, Ty jej na siłę pomagasz. Interesujesz się życiem kogoś, kto nie ma na to ochoty. To że "dyskretnie" nie ma tu większego znaczenia.
              • Cytujesz fragment, który mnie nie dotyczy, ponieważ:
                - nie wpływałem na _żadną_ decyzję takiej osoby dotyczącą jej życiowych celów, a tylko czasami pomagałem w skutecznej realizacji takiego celu
                - o celach dowiadywałem się bez wypytywania o życie takiej osoby

                Poza tym pomyśl o tym inaczej. Gdybym był jej kolegą, a nie osobą zakochaną, wtedy byś moich działań nie krytykował, prawda? Gdzie tu logika? Przecież ta jakaś ona nie chciała mnie jako osoby do związku, łóżka, dzieci. To nie znaczy, że nie chciała mnie znać, bo niby z jakiego powodu mielibyśmy się nie lubić? Jeżeli ktoś wie, że ktoś inny jest w niej / nim zakochany musi traktować tę drugą osobę wrogo? Nie można się dobrze traktować? Masz dziwne zasady.
                • > Cytujesz fragment, który mnie nie dotyczy, ponieważ:

                  To naprawdę nie ma znaczenia.
                  Przeczytaj definicję stalkigu (fragment dotyczący jego genezy) jeszcze raz.

                  > Poza tym pomyśl o tym inaczej. Gdybym był jej kolegą, a nie osobą zakochaną, wt
                  > edy byś moich działań nie krytykował, prawda?

                  Jeśli ona o nich wie i akceptuje, to wtedy tak. Niezależnie od tego, czy określasz się mianem "przyjaciela" czy "zakochanego".
                  Natomiast wtrynianie się w cudze życie (nawet w najlepszych intencjach) bez zgody i wiedzy zainteresowanego zapala u mnie lampkę ostrzegawczą.
    • Hmmm. Z tą walką to bym się tak do końca nie zgodziła. Tu walka, tam walka... Ale z kim? Kiedy? Jak?
      Trochę bez sensu.

      Starania, jakaś elementarna troska czy zainteresowanie, to tak. Ale raczej nie chciałabym, żeby ktoś o mnie ciągle musiał walczyć. Kiedy z kimś jestem, to jestem. Można mnie coraz bardziej w sobie rozkochiwać czułością i zainteresowaniem, raczej nie daję nikomu powodów do walczenia, dziwne by to było, nie uważasz? :P
    • WQALCZYC I TO JAK.. ! I biegac za nia jak piesek. Najlepiej jak kilka psow lata za suka. Albo za kilkoma... Jest co prawda ryzyko zostania nachalnym desperatem, ale moze ktoras laskawie zobaczy w nas takiego, ktory sie stara i mu zalezy, takiego PRAWDZIWEGO MEZCZYZNE... ! :P
    • Pierdolenie... sorry...Jak facetowi zalezy to przeskoczy kazda traume z dziecinstwa;_)) I tyle;_)
      kobieta chetnie sie pochyli, bo tak niestety qrna mamy, ale ogolnie widzi, czy facetowi zalezy czy nie.
      Jak ma wybor. Jak nie- to biere co sie nadazy;-))
    • Nieprawda.
    • jak myślisz....? czy 8 miesięcy walki zakończonej przegraną to zły wynik? wywrócenia swojego życia do góry nogami, wielkich dowodów kochania, deklaracji, zobowiązań to MAŁO???

      przegrałem z człowiekiem niegodnym, bo bała się mi zaufać... bo jak ktoś się stara ponad miarę i kocha to przecież jest nierealny....
      lepszy taki z którym można się szarpać i godzić niż ten który nosi na rękach...


      po tym nie wiem czy kiedykolwiek zaufam jeszcze...... czy będę z inną, bo JĄ będę KOCHAŁ do końca....

      --
      ____________________________________
      ...
      • A czy ONA chociaż wie , że Ty JĄ KOCHASZ? Czy tylko Ty o tym wiesz?
        --
        <<m>>
        • Czasem można składać deklaracje, ale z nich nic nie wynika; widać za mocno przekonywałeś, a za mało...kochałeś, sorry że tak to ujmę.
          --
          <<m>>
          • Pieprzyc takie farmazakony to każdy głupi/każda głupia potrafi...

            No to, do ku... nędzy, wyjaśnij nam i "potomności" (dla błędów uniknięcia), co miałaś na myśli pisząc, że "za mało kochał"???!!!

            Zdaje się, że ileś postów wcześniej ktoś pisał, że jak się "za mocno kocha" i "za bardzo stara", to też NIEDOBRZE!!!

            No to jak, KURWA, ma być?! JAK!?

            JAK i CO facet powinien robić, żeby kobieta nie uznała go za tzw. namolną i jęczącą "męską cipę" albo odwrotnie - za olewusa i cieniasa, który "zbyt słabo kocha" - ergo: nie "zasługuje" na odwzajemnione względy jaśnie pani!!!

            Dla Twojej i innych Pań wiadomości: faceci NIE czytają w myślach. I w ogromnej większości nie odczytują jakichś durnych "sygnałów". Do porozumiewania się służy komunikacja werbalna.

            No, WIESZ, czy tylko tak pieprzysz niekonstruktywnie na tym forum?

            I się nie dąsaj, tylko wal śmiało - wytknij wszystkie męskie błędy i poinstruuj, tylko nie pieprz niekonkretnych głodnych kawałków, OK?




            • > JAK i CO facet powinien robić, żeby kobieta nie uznała go za tzw. namolną i jęc
              > zącą "męską cipę" albo odwrotnie - za olewusa i cieniasa, który "zbyt słabo koc
              > ha" - ergo: nie "zasługuje" na odwzajemnione względy jaśnie pani!!!

              Szanować siebie.
              Chodzenie przez 8-mcy za kimś, kto sobie pogrywa dowodzi braku szacunku do siebie.
              Chcesz być z kimś, kto sam siebie traktuje jak szmatę?
              • Jeżeli się wie, z kim chce się żyć, wtedy jest odwrotnie niż napisałeś. Nie szanowałby się ten, który mówi, że kocha, a potem idzie szukać innej.
              • Xolaptop i kwieto: Dziękuję, ale NIE WAS pytałem...

                Chce usłyszeć mądrości forumowiczki "bez_loginu", która iles postów wcześniej chwaliła się "uwolnieniem swojej dupci" z beznadziejnego małżeństwa (OK, gratuluję!), ale jakoś NIE potrafiła okreslić, JAK i CO facet ma robić, żeby kobieta łaskawie uznała jego działania i jego osobę!
                Niechże odpowie, KIEDY facet kocha "za mało", czyli olewa i "nie zasługuje" na przenajmądrzejszą & przenajcenniejszą KOBIETĘ, co?
                Albo kiedy facet "kocha za dużo" - czyli przychodzi z fiutem po prośbie i jest namolną męska cipą?

                Dlaczego kobieta, jak rozda dupy na prawo i lewo, to każe siebie uważać za "ograniczaną, nieszczęśliwą, nierozumianą", itede? A jesli facet pójdzie na dupy - bo już ma dosyć fochów swej żony/partnerki/narzeczonej itede - to wtedy jest złamanym kutasem i męską szowinistyczną świnią?

                Czy kobiety zdecydują się wreszcie określić jakieś satyfakcjonujące dla nich samych - kobiet! -standardy, żeby mężczyźni mogli się do nich dostosować??? Bo generalnie faceci są do tego zdolni, ale muszą WIEDZIEĆ, a NIE zgadywać, o co kobietom chodzi?

                Bo na razie to kobiety ZAWSZE zmieniają "standardy" - żeby było im wygodnie w każdej sytuacji, żeby ZAWSZE czuły się "pokrzywdzone" przez facetów i żeby mogły odbierać facetom te resztkę godnosci i pewności siebie...
                Czy TAK ma wyglądać związek męsko-damski?!

                NIech forumowiczka bez-loginu wyłoży swoje mądrości.
                Niech pozostałe udzielające się tutaj kobiety napiszą, JAK faceci mniej więcej mają postępować (bez zagdywania/czytania w myślach!), żeby były zadowolone?!
                • > , ale jakoś NIE potrafiła okreslić, JAK i CO facet ma robić, żeby kobieta ł
                  > askawie uznała jego działania i jego osobę!

                  Jak oczekujesz instrukcji obsługi, to idź do sklepu i kup sobie wzmacniacz stereo albo ekspres do kawy, a nie zajmuj się kontaktami z drugim człowiekiem.

                  > Czy kobiety zdecydują się wreszcie określić jakieś satyfakcjonujące dla nich sa
                  > mych - kobiet! -standardy, żeby mężczyźni mogli się do nich dostosować???
                  > JAK faceci mniej więcej mają postępować (bez zagdywania/czytania w myślach!),
                  > żeby były zadowolone?!

                  Wyboldowałem to, co czyni z Ciebie "męską pipę" - jesteś jak plastelina, która pozwoli się ugniatać jak ktoś będzie chciał...
                  • i czytasz bez zrozumienia i nie widzisz ironii...
                    Pieprzysz o instrukcji obsługi - wcześniej co przytomniejsi forumowicze wytykali kobietom niezdolnośc do werbalizacji oczekiwań, czyli, żebyś zrozumiał: Wielu facetów ma problem z tym, że kobiety NIE CHCĄ/NIE POTRAFIĄ wypowiedzieć wprost, czego oczekują od faceta. To się nazywa ko-mu-ni-ka-cja...

                    Ja staram się sprowokować jaśnie panie do wyłozenia kart na stół, a Ty co?
                    A Ty walisz na oślep z grubej rury i niczego nie wnosisz do dyskusji...

                    Czy według Ciebie dostosowanie się (w granicach rozsądku!) do oczekiwań kobiety od razu robi z faceta cipę?!
                    Życie we dwoje oznacza pewne kompromisy - masz problem, to zajrzyj do słownika wyrazów obcych.

                    Jesli facet ulega w 100% fanaberiom kobitki, to tylko wtedy sam z siebie robi cipę, jasne?
                    A TY co - jesteś taki wielki "maczo", co to NIGDY nie cofa się nawet o milimetr, jesli kobieta czegoś chce?
                    Jeśli Ty żyjesz tylko z "Renią Grabowską" i dupami ze stron XXX, no fakt - nie musisz zdobywać sie na żadne kompromisy, możesz se pogrywać wielkiego "maczo", aż do starcia linii papilarnych na obu dłoniach...

                    W związku męsko-damskim nie ma miejsca na "zerojedynkowe" podchodzenie do życia - będąc z kimś musisz być gotowy na jakieś kompromisy, ale i musisz byc gotów bronić własnych interesów - żeby sie nie szmacić.

                    Koleś, NICZEGO NIE SKUMAŁEŚ - ale nadal tak pieprzysz bez ładu i składu..?
                    Nie znasz mnie ani mojej sytuacji, ale maniakalnie PIERDOLISZ tu bez sensu o jakiejś plastelinie... Ogarnij się, gościu!

                    WIELKIM problemem jest brak komunikacji i patologiczna niezdolność/niechęć kobiet do mówienia WPROST, czego chcą...

                    Niech ONE się wypowiedzą, OK?
                    A TY zrób mi i innym przysługę, i nie zasmiecaj tego forum przez jakiś czas.
                    • > i czytasz bez zrozumienia i nie widzisz ironii...

                      Przede wszystkim nie widzę sensu pytania.

                      > Pieprzysz o instrukcji obsługi - wcześniej co przytomniejsi forumowicze wytykal
                      > i kobietom niezdolnośc do werbalizacji oczekiwań, czyli, żebyś zrozumiał: Wielu
                      > facetów ma problem z tym, że kobiety NIE CHCĄ/NIE POTRAFIĄ wypowiedzieć wprost
                      > , czego oczekują od faceta. To się nazywa ko-mu-ni-ka-cja...

                      A co MNIE to obchodzi?
                      Jeśli dziewczyna nie jest w stanie powiedzieć o co jej chodzi, to jest JEJ problem, a nie mój. I vice versa.


                      > Ja staram się sprowokować jaśnie panie do wyłozenia kart na stół, a Ty co?
                      > A Ty walisz na oślep z grubej rury i niczego nie wnosisz do dyskusji...

                      No ale co Ci z tego, że Zosia powie, czego oczekuje od mężczyzny, przyjdzie w kontaktach z Anią lub Marysią?
                      Ludzie są różni, jakbyś jeszcze nie zdążył zauważyć.


                      > Czy według Ciebie dostosowanie się (w granicach rozsądku!) do oczekiwań kobiety
                      > od razu robi z faceta cipę?!

                      Co to znaczy "w granicach rozsądku"?
                      Ja nie oczekuję, że moja dziewczyna będzie się "dostosowywać" do mnie. Tak samo nie chcę się "dostosowywać" do niej. Jeśli między nami nie będzie wystarczająco dużo wspólnego wynikającego z tego kim jesteśmy (a nie jak się do siebie "dopasowujemy"), to oboje sobie poszukamy innych partnerów i tyle.

                      > Życie we dwoje oznacza pewne kompromisy

                      NIE.
                      Odróżnij kompromis od konsensusu (możesz w tym celu skorzystać z polecanego przez siebie słownika).

                      > A TY co - jesteś taki wielki "maczo", co to NIGDY nie cofa się nawet o milimetr
                      > , jesli kobieta czegoś chce?

                      Popadanie ze skrajności w skrajność to nie jest rozwiązanie.
                      Czym innym jest spełnianie jakiegoś życzenia swojej dziewczyny (bo mam ochotę zobaczyć jej radość, a spełnienie jej prośby nie stanie w konfikcie z innymi moimi istotnymi potrzebami), a czym innym jest błagalne wypytywanie jej w stylu "powiedz co mam robić, abyś była zadowolona".

                      > Jeśli Ty żyjesz tylko z "Renią Grabowską" i dupami ze stron XXX,

                      Z tego co piszesz powyżej wynika, że to jest raczej Twój problem?


                      > WIELKIM problemem jest brak komunikacji i patologiczna niezdolność/niechęć kobi
                      > et do mówienia WPROST, czego chcą...

                      Nie obarczaj kobiet swoimi problemami.


                      > A TY zrób mi i innym przysługę,

                      To miłe, że wypowiadasz się w imieniu ludzkości, pytanie co na to ludzkość? :")
                • ale o co te jatki - moja MĄDROŚĆ jest taka: w każdym przypadku muszą być spełnione dwa warunki: Jemu musi stanąć, a Jej zrobić się mokro w majtkach - zapewniam, że wtedy laska nie będzie uciekać, a facet nie będzie 'musiał' Jej gonić. Jeśli jednak 'musi' gonić - niech lepiej spasuje, bo i tak nie dogoni, a tym bardziej nie złapie :)
                  A te dwa warunki zależą dokładnie od NICZEGO - taki lajf ;)
          • Oooo wie to doskonale.... tego się.... kur.... nie da nie zauważyć.... szkoda gadania...

            zgadzam się z wypowiedziami mw1969 niemalże w 100%


            --
            ____________________________________
            ...
            • Jeśli ONA - ta Twoja-już-nie-Twoja - wie, że ją kochasz, a mimo wszystko ma to w... poważaniu "analnym", no to witam w klubie...
              :-/
              Chyba nic nie pozostaje, jak tylko zacisnąć szczęki i przetrwać.
              I liczyć, że - oby nie po dłuuuugim czasie - znajdzie się kolejna: jeszcze LEPSZA!
              ;-)
    • Wg mnie mężczyźni zaczynają walczyć o kobietę, najczęściej jednak wtedy, gdy jest już na to za późno.
      Byłam kiedyś z kimś na kim bardzo mi zależało, później go zostawiłam, wróciliśmy do siebie i znowu on mnie zostawił, twierdząc, ze ja chyba nie jestem jeszcze gotowa na powazny zwiazek. Później cisza przez prawie 1,5 roku i on znowu probowal nawiazac kontakt, na który zareagowałam dopiero po 2 m-cach, z racji tego, ze byłam związana juz z kims innym. Z resztą okazało się, że on rówież. Tłumaczył mi cały czas, ze to co sie stało te 1,5 roku wczesniej było błedem, że oboje byliśmy za mało dojrzali, stąd te nasze przepychanki i że powinniśmy spróbować jeszcze raz. Ja oczywiście usniosłam się dumą twierdzac, ze teraz to juz nie ma o czym mówić i ze nasza przyszłość nie ma sensu. W ten sposób męczyliśmy się przez jakieś kolejne 3 m-ce,a później znowu straciliśmy kontakt. Ostatecznie oboje rozstaliśmy się ze swoimi partnerami jakieś 1,5 roku później. Teraz z perspektywy czasu zastanawiam się, czy czasami on nie miał racji i czy ja odmawiając przypadkiem nie chciałam przytrzeć mu nosa. Z drugiej strony być moze gdyby był bardziej przekonujący to jednak bym do niego wróciła. Ehh kobiecie chyba sie nie dogodzi:P
      • CYTAT: Teraz z perspektywy czasu zastanawiam się, czy czasami on nie miał racji i czy ja odmawiając przypadkiem nie chciałam przytrzeć mu nosa. Z drugiej strony być moze gdyby był bardziej przekonujący to jednak bym do niego wróciła. Ehh kobiecie chyba sie nie dogodzi [...]

        No, coś podobnego! KOBIETA - aczkolwiek ze znakami zapytania i półgębkiem - sama
        przyznaje się do błędu?!
        Niemniej przykre to, że - według jej własnych słów - cokolwiek ten jej "eks" robił, to i tak było żle!!!
        Gdyby był "bardziej rzekonujący" - czyli CO/JAK DŁUGO/KIEDY/JAK CZĘSTO miał robić? Ano właśnie - sama nie wiedziała...

        Te, Poezjo, i co się teraz dzieje z Tobą i Twoim eksem-nie-eksem? Jesteście w końcu razem, czy (niestety?) nie razem?
        • Nie, nie jesteśmy, wpadliśmy na siebie przypadkiem, zaraz po rozpadzie jego związku, zaproponował mi spotkanie, wzięłam od niego nr telefonu i powiedziałam, że sie zastanowie. Później stwierdziłam, że nie powinnam sie odzywać, bo być może oni mogą do siebie wrócić, tym bardziej, że łączyły ich wspólne interesy. Od jednego znajomego wiem, że nie są jednak razem. A ja cóż życie pokaże, może wpadne na niego jeszcze raz przypadkiem ;)
          • Wzięłaś telefon, powiedziałaś, że się zastanowisz, i ... postanowiłaś zdać się na pzypadek??? A kiedy to nastąpi? Za miesic, dwa? Za kolejne 1,5 roku? Nigdy?
            On by chciał, Ty pewnie też byś chciała, ale Ty pierwsza - mimo tej quasi-obietnicy zastanowienia się - NIE wykonasz żadnego kroku, bo... Bo co?
            Uważasz, że byłoby to "napraszaniem się", czy może oczekujesz, że to facet znowu musi cos udowodnić, że musi "walczyć" o Ciebie ?
      • Nie pocieszajmy się, że jest dużo mężczyzn, czy kobiet (paradoksalnie wcale kobiet nie jest tak dużo więcej jak się panom wydaje ;) )

        Bo kłopot, że mądrych fajnych ludzi nie jest tak wiele w stanie wolnym ;). Ale .... wystarczy jeden ;)

        Z doświadczenia... lepiej jak mężczyzna zdobywa bo obu stronom daje to masę frajdy charakterystycznej dla płci. Dla mnie pan, który boi się porażki i czeka, aż go jakaś pani zdobędzie, bo albo tak ma, albo właśnie dostał po głowie, musi si chyba jeszcze dużo nauczyć, ale dla każdego jest miejsce na tym świecie. Chociaż nie koniecznie u mego boku ;)

        A mówiąc zdobywać wcale nie mam na myśli chodzenia po tłuczonym szkle, tylko normalnego starania się. :) Powodzenia
      • Byłaś uprzejma napisać:

        "Wg mnie mężczyźni zaczynają walczyć o kobietę, najczęściej jednak wtedy, gdy jest już na to za późno."

        Wiesz co? To jest PIEPRZENIE...

        Kiedy ja próbowałem "walczyć , to usłyszałem od olewajacej mnie ukochanej, żebym "dał jej czas", "żebym nie poganiał, nie naciskał" etc.
        No to odpuściłem trochę i postanowiłem odczekać poprosiwszy wcześniej o odzew, gdy już podejmie decyzję... Myślicie, że się odezwała? A GÓWNO!!! Zaraz, odezwała się do telefonu, gdy do niej zadzwoniłem po daremnym wyczekiwaniu - powiedziała, żebym się odczepił raz na zawsze. (Wiem, powtarzam się, ale to odpowiedź na pieprzenie o "spóźnianiu się")

        I pewnie za jakiś czas - pewnie przypadkowo spotykając mnie gdzieś tam na mieście - wygarnie mi, że to ja się SPÓŹNIŁEM.

        To tyle odnośnie do tych "kobiecych" mądrości z punktu widzenia forumowiczki "poezji smaku".

        WNIOSEK: Cokolwiek facet zrobił/robi/zrobi, to ZAWSZE, ale to według widzimisię jaśnie pani ZAWSZE będzie niewłaściwe/pośpieszne/spóźnione.
    • bury_111 napisał:
      I „odchodzą
      > bo chcą żebyśmy je zatrzymali”.

      Bo choć nie zawsze to często tak właśnie jest!
    • luuuudzieee....jest tylko jedna sytuacja gdy kobieta chce aby facet walczyl o nia po zerwaniu. jesli ona zerwala z jakiegos konkretnego powodu/jego winy... i tu mozna wstawic cokolwiek: np. byl zbyt zazdrosny, albo za malo czuly, albo pies na inne baby...no cokolwiek co bylo miedzy nimi koscia niezgody. ale kobieta na pewno to powie. wtedy zrywa bo ma juz dosc, ale jest szansa, na powrot jesli facet bedzie chcial sie zmienic i rzeczona kosc niezgody zakopac.
      Jesli takiej kosci nie bylo, a kobieta odchodzi z przyczyn, ktore leza w niej, a nie w zachowaniu faceta, to szansy na powrot i sensu walki nie ma. koniec, kropka, proste.
      • jest tylko jedna sytuacja gdy kobieta chce aby facet walczyl o n
        > ia po zerwaniu. jesli ona zerwala z jakiegos konkretnego powodu/jego winy... i
        > tu mozna wstawic cokolwiek: np. byl zbyt zazdrosny, albo za malo czuly, albo pi
        > es na inne baby...no cokolwiek co bylo miedzy nimi koscia niezgody. ale kobieta
        > na pewno to powie. wtedy zrywa bo ma juz dosc, ale jest szansa, na powrot jesl
        > i facet bedzie chcial sie zmienic i rzeczona kosc niezgody zakopac.
        > Jesli takiej kosci nie bylo, a kobieta odchodzi z przyczyn, ktore leza w niej,
        > a nie w zachowaniu faceta, to szansy na powrot i sensu walki nie ma. koniec, kr
        > opka, proste.

        Taaak, jasne. Kobieta POWIE... Po usłyszeniu przyrzeczeń "poprawy" etc. powie: "Sorry, nie uda się nam" I weź tu zgadnij, człowieku, o co chodzi.
        Poza tym zawsze winny będzie mężczyzna, no bo kto inny? Przeciez to mężczyzna "nie rozumie/nie odczytuje" pragnień/sygnałów/gestów etc. Proste i wygodne, prawda?


        • Chłopie, napisalam jak jest. Nie wiem jaka jest twoja sytuacja i dlaczego twoja kobieta odeszla. Jedno jest pewne. Jesli kobieta kocha, ale odchodzi bo facet narozrabial, to on swoją "walką" moze cos naprawic. MOze u ciebie jest inaczej, moze ona juz po prostu cie nie kocha i nie chce. Ale skad ja mam to wiedziec?
(101-200)
przejdź do: 1-100 101-200 201-293

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.