• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Jak mężczyźnie zależy na kobiecie to o nią walczy Dodaj do ulubionych

  • 31.08.11, 11:33
    Otóż nie zawsze.

    Istnieją mężczyźni tak poranieni w dzieciństwie przez matkę że o kobietę nie walczą. (Czym innym jest walka w obronie kobiety a czym innym walka o kobietę). Nie walczą mimo że ją kochają.
    Dlaczego?
    Bo odrzucenie ich obezwładnia. Właśnie przez rany z dzieciństwa.

    Jednak mężczyzna powinien umieć walczyć. I nie tylko w obronie kobiety ale i o kobietę – bo mężczyzna raczej w ogóle powinien umieć walczyć. Dlatego ci męzczyźni dopóki nie zaleczą swoich ran (a podobno da się to zrobić) nie nadają się do związku. Bo oni – tak naprawdę – nie szukają kobiety tylko matki. Próbują cofnąć czas.

    Znacie taką powieść „Wichrowe Wzgórza”? Tam był mężczyzna który walczył o kobietę maksymalnie.

    I nieprawdą jest że podstawą związku jest rozmowa – związek to nie aparat telefoniczny. W związku bardzo ważna jest KOMUNIKACJA – a to nie tylko rozmowa. Kobiety przeważnie lepiej to rozumieją niż mężczyźni. I „odchodzą bo chcą żebyśmy je zatrzymali”.
    Zaawansowany formularz
    • 31.08.11, 11:54
      I kolejny facet bez ojca.
      • 31.08.11, 12:01
        cos na deseracje mi to wyglada....
        --
        Pierwszy mąż jak naleśnik - zwykle nieudany :)))
        • 01.09.11, 17:24
          Walczyc ? O kobiete? Owszem,jesli jest wolna i mnie kocha to tak. w innym przypadku zdecydowanie nie warto - kobiet jest wiecej niz mezczyzn wiec wystarczy dla kazdego zwlaszcza ,ze gejow jest coraz wiecej .A poza tym czasy jaskiniowcow to juz jednak minely dosc dawno temu. Walczyc w obronie kobiety - zdecydowanie popieram tak jak i w obronie jakiejkolwiek slabszej istoty.
          • 01.09.11, 18:26
            oj nie zapędź się w tej swojej cwaniackiej filozofii
            • 01.09.11, 20:07
              Ale dlaczego cwaniackiej ? Jak kobieta mówi nie to znaczy nie, każde inne interpretacje będą cwaniackie (albo desperackie ). A jak rzeczywiście kokietuje to wystarczy cierpliwie poczekać.. Byle nie za długo.
              • 02.09.11, 08:43
                Albo bogatą dziewicę :)
                Po co walczyć o coś co juz wielu miało ?
                Pytanie filozoficzne :)
                • 04.09.11, 21:15
                  Nie tyle dziewicę, co bogatą - tutaj o dziwo wiedza co i jak maja robić i nie trzeba im nic mówić. Przykre to jest, bo dziś ludzie nie wiążą się dla miłości tylko dla kasy i korzyści (nie wszyscy, ale wielu tak), a potem po roku rozwód. Myślę, że kobiety same się przyczyniły do tego, ze facetom nie chce się kiwnąć palcem, aby poderwać kobietę. Zamiast czekać na rozwój sytuacji i dać mu możliwość działania i udowodnienia, ze mu zależy - te aż wyrywają się i wpadają w panikę, gdy facet nic nie robi. I to jest błąd. Dlatego jest jak jest. Myślę, ze faceci, którym naprawdę zależy staną na głowie, aby zdobyć kobietę. A tymi, którzy starania maja gdzieś nie warto sobie głowy zawracać. Szkoda naszego cennego czasu.
                  • 18.09.11, 09:10
                    haaat napisał:

                    > Nie tyle dziewicę, co bogatą - tutaj o dziwo wiedza co i jak maja robić i nie t
                    > rzeba im nic mówić. Przykre to jest, bo dziś ludzie nie wiążą się dla miłości t
                    > ylko dla kasy i korzyści (nie wszyscy, ale wielu tak), a potem po roku rozwód.
                    > Myślę, że kobiety same się przyczyniły do tego, ze facetom nie chce się kiwnąć
                    > palcem, aby poderwać kobietę. Zamiast czekać na rozwój sytuacji i dać mu możliw
                    > ość działania i udowodnienia, ze mu zależy - te aż wyrywają się i wpadają w pan
                    > ikę, gdy facet nic nie robi. I to jest błąd. Dlatego jest jak jest. Myślę, ze f
                    > aceci, którym naprawdę zależy staną na głowie, aby zdobyć kobietę. A tymi, któr
                    > zy starania maja gdzieś nie warto sobie głowy zawracać. Szkoda naszego cennego
                    > czasu.
                    >

                    Są normy zabiegania o kobietę : młoda ,dziewica ,bogata .
                    Każdy z tych punktów jest warty zachodu.
                    Nie bez powodu nie napisałem ładna ,albo bardzo ładna kobieta,bo takie to można mieć za 100 zł .
                  • 18.09.11, 13:30
                    > Przykre to jest, bo dziś ludzie nie wiążą się dla miłości tylko dla kasy i korzyści

                    Khem, możesz mi powiedzieć, kiedy wcześniej w dziejach naszej planety były czasy, że ludzie wiązali się ze sobą przede wszystkim z miłości a nie z wyrachowania/decyzji rodziców?
            • 05.10.11, 21:27
              no tak,wypowiedż typowa na nasze czasy..po co,jak wszystko łatwo przychodzi...nie ta to inna
              • 08.10.11, 20:04
                Co kto lubi: Jakiś rozsądny i szanujący siebie facet zaciśnie zęby i odpuści. Odcierpi swoje, a potem odżyje - z inną kobietą.
                Jakiś inny będzie dłuuuugo skamlał, napraszał się, łasił... Walczył?! Będzie zbierał kolejne kopniaki i poza pogardą niczego nie "wywalczy". Żałosne...

                Banalne, ale prawdziwe: życie ma się jedno - SZKODA CZASU na z góry przegrane "walki", jeśli kobieta NIE chce, to NIE chce.

                Może TY tak lubisz - TWÓJ wybór. Inaczej myślących nie czepiaj się, bo to NIE Twoje życie.
          • 06.09.11, 19:48
            Czterdziestyiczwarty, widać od razu, że dostałeś "kopa" 44 razy od kobiet - biedulek. Niby czasy jaskiniowców już minęły, ale Tobie pozostał ich tok myśleniowy ;-)))
      • 06.09.11, 17:03
        autor(ka) wątku bez wątpienia jest kobietą...
        • 07.09.11, 01:49
          W dodatku jakas sfrustrowana 'niekumatoscia' swojego meza/partnera.
          • 07.09.11, 08:47
            Jak facet nie umie sobie z kobietą poradzić to przeważnie mówi, że to dlatego iż ma niekumatą i sfrustrowaną babę :) Tylko nigdy nie zastanowi się, czy aby to on nie jest przedmiotem tych frustracji? A baba? kumata, kumata :) I faktycznie z tą walką to jakaś bzdura. Jak ludzie nie pasują do siebie to powinni się pożegnać bez dziesięcioletnich wojen i wojenek.
            --
            <<m>>
    • 31.08.11, 12:28
      Ci mężczyźni pojawili się na świecie na skutek partogenezy?
      • 31.08.11, 12:38

        -- jak widac, tacy osobnicy tez sa:)))

        Pierwszy mąż jak naleśnik - zwykle nieudany :)))
      • 01.09.11, 13:36
        > ...na skutek partogenezy?
        partenogenezy. Jeśli nie potrafisz nie pchaj się na afisz.
      • 01.09.11, 15:23
        > Ci mężczyźni pojawili się na świecie na skutek partogenezy?

        Nie. Na skutek liberalizacji obyczajow i przyzwolenia dla rozwodow.

        --
        Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
      • 01.09.11, 17:33
        triss_merigold6 napisała:

        > Ci mężczyźni pojawili się na świecie na skutek partogenezy?
        Nie uzywaj slow ,ktorych nie rozumiesz i nie potrafisz poprawnie napisac. Partenogeneza ( inaczej -dzieworodztwo )-to zaplodnienie bez pomocy plemnika , a zatem dziecko byloby plci zenskiej poniewaz w jaju nie ma chromosomow Y decydujacych o meskiej plci potomstwa. W twoim przypadku wystepuje cos w rodzaju niedorozwoju umyslowego i mam nadzieje ,ze wynika to raczej z beznadziejnej niewiedzy niz wady genetycznej.
        • 01.09.11, 18:19
          Nie możecie czepić się meritum postu tylko tego nieszczęsnego słowa??
          • 11.09.11, 18:52
            Jakoś nie mamy ochoty dyskutować z panią Teklą na temat "samiec twój wróg".
    • 31.08.11, 12:44
      po paru probach walki - nieudanych - dochodzi sie do wniosku, ze to zwykla strata czasu,
      srodkow i nerwow i bierze sie - jak leci (oczywscie powyzej pewnego zakreslonego sobie samemu poziomu) ciezar walki przerzucajac na druga strone :)

      nie ma to nic wspolnego ze "zranieniem" - to po prostu zwykly pragmatyzm.
      • 31.08.11, 20:44
        facettt napisał:

        > po paru probach walki - nieudanych - dochodzi sie do wniosku, ze to zwykla stra
        > ta czasu,
        > srodkow i nerwow i bierze sie - jak leci (oczywscie powyzej pewnego zakreslone
        > go sobie samemu poziomu) ciezar walki przerzucajac na druga strone :)
        >
        > nie ma to nic wspolnego ze "zranieniem" - to po prostu zwykly pragmatyzm.
        Ja tam sie wycofałem i niestety nie biore jak leci. Jestem dziad ale honorowy.
        • 31.08.11, 21:59
          piorex12 napisał:

          > Ja tam sie wycofałem i niestety nie biore jak leci. Jestem dziad ale honorowy.


          To nie wiesz , co tracisz :)
      • 01.09.11, 11:33
        Tez tak mam: Kobieta, która mnie odtrąciła i którą kocham, która podczas tej mojej nieszczęsnej "walki" coś tam ostatnio bredziła, że "potrzebuje czasu", żebym "nie naciskał" i Nie poganiał - daje dupy innemu...
        To co? I ja mam o nią WALCZYĆ?!

        Trudno, nie będę się upokarzał. Miłośc przeminie, a ja powrócę do tak zwanego "obiegu".
        Wlaka o kobiety - co za pieprzenie... Tak jakby one nie decydowały o sobie samych!
        Jesli kobieta NIE CHCE mężczyzny, to choćby frajer zesrał się diamentami - ona i tak da tyłka innemu, którego dopusci do swojego łoża.
        Cała ta zasrana "walka o kobiety" jest dobra - w romansidłach...
        Przykre to, ale prawdziwe.
        Szkoda czasu, energii i zdrowia - permanentna frustracja zabija.
        • 01.09.11, 16:21
          mw1969 napisała:

          > Tez tak mam: Kobieta, która mnie odtrąciła i którą kocham, która podczas tej mo
          > jej nieszczęsnej "walki" coś tam ostatnio bredziła, że "potrzebuje czasu", żeby
          > m "nie naciskał" i Nie poganiał - daje dupy innemu...
          > To co? I ja mam o nią WALCZYĆ?!

          Oczywiście, że TAK! Powinieneś "walczyć", najlepiej jeszcze na klęczkach, bo przecież panna musi "poczuć że ci zależy". A że w tym czasie daje d..y innemu? - to przecież nie ma nic do rzeczy i powinieneś to "zrozumieć"...
          Oczywiście drwię sobie. Masz całkowitą rację.

          Jak mówią "Nie ma nic łatwiejszego, od skomplikowania sobie życia" i zamiast nazywać rzeczy po imieniu i reagować adekwatnie do sytuacji, pewne męskie ("..") pipy próbują przekonać, że jednak należy "walczyć", bla bla, bla.
          Zdrowy rozsądek to jednak od dawna towar deficytowy.
          Pozdrawiam.
        • 01.09.11, 19:45
          mw1969 napisała:

          > Tez tak mam: Kobieta, która mnie odtrąciła i którą kocham, która podczas tej mo
          > jej nieszczęsnej "walki" coś tam ostatnio bredziła, że "potrzebuje czasu", żeby
          > m "nie naciskał" i Nie poganiał - daje dupy innemu...
          > To co? I ja mam o nią WALCZYĆ?!
          >
          > Trudno, nie będę się upokarzał. Miłośc przeminie, a ja powrócę do tak zwanego "
          > obiegu".
          > Wlaka o kobiety - co za pieprzenie... Tak jakby one nie decydowały o sobie samy
          > ch!
          > Jesli kobieta NIE CHCE mężczyzny, to choćby frajer zesrał się diamentami - ona
          > i tak da tyłka innemu, którego dopusci do swojego łoża.
          > Cała ta zasrana "walka o kobiety" jest dobra - w romansidłach...
          > Przykre to, ale prawdziwe.
          > Szkoda czasu, energii i zdrowia - permanentna frustracja zabija.
          Znam to z własnego doswiadczenia.
        • 01.09.11, 22:45
          co do "daje dupy innemu" - bo jestem kobietą i też mnie kiedyś pewien "walczący" nazwał w przypływie uczuć tanią dzi** bo wyszłam ze znajomym do kina (nie tylko do niczego nie doszło ale i nawet by mi to przez myśl nie przeszło) - a więc daje faktycznie i fizycznie czy tylko ci się tak zdaje bo kolega z pracy skomentował jej wpis na facebooku?


          z poważaniem :)
          • 01.09.11, 23:14
            NIe znasz mnie, niczego nie wiesz.
            A ja WIEM!!! Sprawdzone...
            Nie jestem żadnym paranoikiem, co to choruje z zazdrości "o wyjscie do kina" albo o wpisy na fejsbuku.
            Niestety, moja ukochana DAJE DUPY innemu - a mnie NIE!
            Jednego dnia wylewa krokodyle łezki i majaczy o uczuciach, a drugiego dnia (raczej wieczora) idzie do łózka z innym.
            Sorry, no to ja musze skapitulować - nie jestem kundlem, którego paniusia raz za razem odpędza kopniakiem.

            Koleżanko xki, miejże trochę empatii, którą Wy, Panie, tak sie szczycicie, OK?

            Tak, facet to proste urzadzenie (z jednym dźojstikiem - heheh),ale nawet facet ma UCZUCIA!!! I ma tez godność - na końcu tylko godność zostaje, jesli ukochana poszła w rozbierane tango...
            • 02.09.11, 10:23
              Nie rozumiem takiej sytuacji, to nie zdrowe w związku.Odejdz, to najlepsze co możesz zrobić dla siebie.
              --
              beksa4
            • 02.09.11, 18:53
              Serio? Godność masz jeśli jesteś z kimś, kto cię zdradza??
            • 04.09.11, 21:32
              A moze nie jestes w jej typie, albo traktuje cie tylko jak kolege? moze sam sobie dopowiadasz, ze jest cos wiecej? jesli jestes tylko kumplem, to przyjmij to do wiadomosci, daj sobie spokoj i oczywiscie nie walcz o nia skoro do lozka chodzi z innym. z tego co piszesz, to chyba jestes dla niej bardziej kolega. gdyby bylo cos wiecej z jej strony, to nie chodzilaby do lozka z innym oraz nie mialbys watpliwosci co do waszej relacji i nie targaloby to twoimi uczuciami. kiedy cos jest dobre wydaje sie latwe i czlowiek nie czuje sie umeczony. powodzenia.
            • 07.09.11, 09:17
              Niestety znalazłem się w podobnej sytuacji. Przekonałem się, że jeśli kobieta nie sprawdza się w sypialnii (nawet jeśli jeśli jest doskonałą partnerką w innych sferach) nie ma sensu wierzyć w jej obietnice i deklaracje i trzeba pakować walizki...
              Zapewniała mnie o wielkiej miłości, ale jak tylko się wyprowadziłem (testowo) to po miesiącu wystawiła dupę dwóm obcym kolesiom. Jak w piosence: "...Bo każda kobieta ma w sobie coś z dziwki. Zadasz się z taką. Oskubie do centa".
        • 02.09.11, 10:15
          Mężczyzna jeśli kocha ,tak samo kobieta, nie rzuca się na innych , tylko dlatego ,ze brak z jeden lub drugiej strony zaangażowania oczywiście chwilowego . Czas i cierpliwość ,i przede wszystkim szczerość jest wskazana,inaczej można przegrać to co jest najpiękniejsze w życiu.
          --
          beksa4
    • 31.08.11, 13:01
      bury_111 napisał:

      >Kobiety przeważnie lepiej to rozumieją niż mężczyźni. I „odchodzą
      > bo chcą żebyśmy je zatrzymali”.

      I dalego wy mezczyzni nigdy nie odchodzicie, wiedzac, ze kobiety zrobia to za was lepiej :)
    • 31.08.11, 13:02
      Ze mną jest tak, że jak kobieta oczekuje walki o siebie, to dostaje figę z makiem. Czyli nic. Jak odchodzi, bo chce żebym ją zatrzymał, to odchodzi. hehe :P
      Staram się oblewać te wszystkie wasze głupie, debilne, bezsensowne testy. :)
      Jak ktoś nie umie się normalnie porozumieć, to niech się wypcha.
      • 31.08.11, 13:06
        Takie "odchodzenie, by mnie zatrzymał" jest dobre raz, góra dwa. Często stosowana zagrywka prędzej czy później się przeje i facet może stwierdzić, że kobieta gra na jego uczuciach i zaczyna stosować brudne chwyty.

        I co wtedy? Ano kolejny raz "da jej krzyżyk na drogę".
      • 01.09.11, 10:55
        > Staram się oblewać te wszystkie wasze głupie, debilne, bezsensowne testy. :)

        Jakie ku.rwa nasze testy? Widocznie masz w sobie cos, co przyciaga same emocjonalnie niezrownowazone egzemplarze.
        • 01.09.11, 16:43
          princessjobaggy napisała:

          > > Staram się oblewać te wszystkie wasze głupie, debilne, bezsensowne testy.
          > :)
          >
          > Jakie ku.rwa nasze testy? Widocznie masz w sobie cos, co przyciaga same emocjon
          > alnie niezrownowazone egzemplarze.

          A wiesz, że to możliwe.
      • 01.09.11, 15:30
        Ja tak walczylem, a pozniej tez zrobilem test. Wyszedlem i czekalem, az zatrzyma. :-O nie zadzialalo, ale ponoc ona miala "zlamane serce". Tak sama twierdzila i plakala. Wez teraz zgadnij gdzie aktorstwo i na pokaz, a gdzie cos prawdziwego.

        --
        Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
      • 02.09.11, 10:17
        Jeśli naprawdę kochasz?
        -- To bucowate,widać nie byłeś wart Jaj miłości .
        beksa4
    • 31.08.11, 13:11
      Etam. Prawdziwy mężczyzna nie musi walczyć. One walczą o niego.

      --
      ‮ Zróbmy czasem coś na opak.
      • 31.08.11, 13:14
        niezmiennick napisał:

        > Etam. Prawdziwy mężczyzna nie musi walczyć. One walczą o niego.
        >

        moze to byc niebezpieczne.
        jedna tak walczyla o mnie, ze 2 latajace talerze przelecialy mi tuz nad glowa :)
        • 31.08.11, 13:19
          Spokojnie odczekujesz na wytłuczenie zastawy i proponujesz zapasy w kiślu.
          --
          ‮ Zróbmy czasem coś na opak.
        • 01.09.11, 11:36
          Niebezpiecznie, bo niebezpiecznie, ale.. razczej można POZAZDROŚCIĆ!!!

          To przeciez taki piękny widok, gdy jedna albo więcej samic walczy o faceta!!!

          Chciałbym to przeżyć (i pzetrwać, oczywiście)

          ;-)))
        • 01.09.11, 19:55
          UFO? :)
      • 31.08.11, 20:52
        niezmiennick napisał:

        > Etam. Prawdziwy mężczyzna nie musi walczyć. One walczą o niego.
        >
        Zgadzam się! Przytoczyłem pytoczyłem w tym poscie przykład pewnego feceta ze studiów.
    • 31.08.11, 13:23
      > Znacie taką powieść „Wichrowe Wzgórza”? Tam był mężczyzna który wal
      > czył o kobietę maksymalnie.
      OMG który? hyba nie Heathcliff? weż przeczytaj to jeszcze raz

      mezczyzna i kobieta nie musza o siebie walczyc, to mi zapowiada jakies niezdrowe relacje, zwiazek powinien byc oparty o milosc, zaufanie, szacunek, przyjazn i dobry sex, ja tu nie widze miejsca na walkę

      I „odchodzą
      > bo chcą żebyśmy je zatrzymali”.
      nie rozumiem takiego podejscia, ja tlumacze tlumacze tlumaczę a potem odchodze, i nie po to zeby ktos mnie zatrymywal, tylko po to zeby cos zakonczyc i isc dalej, odchodze i nie ma powrotu, chocby kleczal na kolanach i blagal i zarzekal sie ze bedzie inaczej, bzdura, nie bedzie, moze na poczatku a potem bedzie tak samo
      NIGDY nie wchodz dwa razy do tej samej rzeki, nigdy, to jest z definicji niemożliwe
      --
      Charakter: praworządny zły
      • 31.08.11, 13:31
        deela napisała:


        > nie rozumiem takiego podejscia, ja tlumacze tlumacze tlumaczę a potem odchodze,
        > i nie po to zeby ktos mnie zatrymywal, tylko po to zeby cos zakonczyc i isc da
        > lej

        Ty masz zdrowie. w zyciu nie rzucilem zadnej kobiety, bo nie moglbym przezyc jej krzywdy
        wszystkie same mnie rzucaly.
        • 31.08.11, 15:19
          dlaczego zdrowie? koniec to koniec, po co meczyc kogos i siebie?
          --
          http://i36.tinypic.com/2d2abvc.jpg
        • 01.09.11, 11:38

          DOBRE!!!
          :-)

      • 31.08.11, 13:37
        > NIGDY nie wchodz dwa razy do tej samej rzeki, nigdy, to jest z definicji niemoż
        > liwe
        ja sobie wyobrażam sytuację (splot okoliczności), która umożliwiłaby wejście do rzeki drugi raz i byłoby to korzystne, ale to tylko moja wyobraźnia ;P
        • 31.08.11, 15:20
          trzeba by za ta rzeka zapylac - nie wiem boją miejsce oznaczyc czy papierowa łodeczką, no i w sam raz wskakujesz w to samo bagienko :d
          --
          Charakter: praworządny zły
          • 31.08.11, 16:21
            ale ja właśnie sobie wyobrażam, że to może już nie być bagienko, taka durna wyobraźnia
            • 31.08.11, 23:15
              głupoty opowiadasz, zwiazek z jakiś powodów się kończy/sypie, potem sie zapomina i stara pamietac tylko te dobre rzeczy, potem pamieta juz tylko dobre i zastanawia sie czemu nie machnal reka na TAMTE, ludzka pamięc selektywna jest, a ja nie jestem taka durna, zeby przechodzic to samo dwa razy, tym bardziej ze wczesniej mowilam co mi nie pasuje, jak nie dotarlo to nie, co ja poradze... moze postrasze ze odejde? o juzci, jak odchodze to odchodze, koniec
              --
              Charakter: praworządny zły
            • 31.08.11, 23:21
              > odchodze i nie ma powrotu, chocby kleczal na kolanach i blagal i zarzekal sie ze bedzie
              > inaczej, bzdura, nie bedzie, moze na poczatku a potem bedzie tak samo

              ale nie zawsze tak jest. Naprawdę są reformowalne typy, czego przykładem jest mój mąż! I gdyby taki nie był dziś nie byłby moim mężem. Ja do tej rzeki wchodziłam kilka razy (na przestrzeni tych 15 lat razem różne perypetie się zdarzały) i za każdym razem było inaczej!
              • 01.09.11, 20:25
                ale ja nie jestem od reformowania kogokolwiek, od wychowywania i reformowania są dzieci, nie dorośli
                --
                http://i36.tinypic.com/2d2abvc.jpg
                • 01.09.11, 22:33
                  a to dlaczego? nie to, żebym się brała za reformowanie alkoholika czy coś podobnego, ale, no właśnie, dlaczego? Dlaczego uważasz, że w wieku od 0 do 20 lat można reformować, wychowywać człowieka, a od 21 do 80 czy 100, to już człowiek niezmienny Twoim zdaniem jest? Ja się bardzo zmieniłam od moich lat 20 do 30. Spotkanie każdej kolejnej wypływowej dla mnie osoby zmieniło mnie (nie mówię tu tylko o mężczyznach, ale także bliższych koleżankach cyz wykładowcach na uczelni albo ludziach w pracy...) Ja osobiście wierzę, że spotkanie z każdą nową osobą ma na nas wpływ. Natomiast faktycznie, nie dałabym sobie prawa do "wychowywania" męża, jednak jeśli w sposób jasny komunikowałabym mu swoje potrzeby, a on miałby to w potocznej d.pie, to byłby to dla mnie jasny sygnał, że coś jest nie tak. Bo ja potrafię od czasu do czasu zrezygnować z własnej przyjemności dla przyjemności partnera i tego samego oczekuję od niego.
                  A walka o kobietę, jak dla mnie, absolutnie nie ma nic wspólnego z klękaniem przed nią :P
                  • 02.09.11, 12:51
                    uważam, że człowiek.... no niech ci będzie od 21 akurat ma już swój rozum, uczy się życia, uczy się na swoich błędach i krótko mówiąc wychowuje się sam, ja mam dość we własnej główce na trzaskane, żeby jeszcze się brać za modelowanie kogoś innego i krótko mówiąc szkoda mi na to zycia, choćby i sekundy - bo mi nikt tego zycia nie odda, po co to? na co? ja żyłam zawsze w głębokim przekonaniu, że jak TU mi coś nie pasuje to gdzieś TAM w świecie jest osoba bardziej... no bardziej dla mnie a ja dla niego
                    --
                    http://i36.tinypic.com/2d2abvc.jpg
        • 01.09.11, 12:37
          nie chce byc zlowsliwa bo to nie o to chodzi, ale czasem ciezko, skoro chcecie sie podpierac slowami wielkich filozofow to wygooglujcie sobie co one znacza, Heraklit bo on jest autorem tej sentencji nie przestrzegal przed popelnianiem drugi raz tego samego bledu, on chcial powiedziec ze nie mozliwe jest wejscie do tej samej rzeki bo ta rzeka juz jest calkiem inna "panta rhej" wiec nijak sie to nie trzyma Waszych wypowiedzi bo stosujac to zdanie sami sobie zaprzeczacie w koncu tak jak rzeka sie zmienia tak i partner moze
      • 31.08.11, 13:40
        Skoro Ty polecasz komuś ponowną lekturę "Wichrowych Wzgórz", to ja Tobie polecam ponowne przestudiowanie definicji powiedzenia o nie wchodzeniu do tej samej rzeki.
        • 31.08.11, 15:20
          przeciez mowie, ze Z DEFINICJI sie nie da
          --
          Charakter: praworządny zły
          • 01.09.11, 11:24
            tak, czy tak używasz tego błędnie, zważywszy na wcześniejszą treść postu.
            • 01.09.11, 20:24
              no dramat, wzięłam idiotka i sparafrazowałam znane powiedzenie na potrzeby mojego postu, pójde się pochlastać tępą paprocią
              --
              Charakter: praworządny zły
      • 01.09.11, 14:21
        deela napisała:

        > NIGDY nie wchodz dwa razy do tej samej rzeki, nigdy, to jest z definicji niemoż
        > liwe

        Definicja może i dobra ale czasami warto spróbować - wszedłem do tej samej
        rzeki, i jak dotychczas nie żałuję - baranem bym był gdybym nie wszedł do
        tej samej rzeki ;-)
        DTR,DOL - strzeż się tych blach ,dla własnego (i innych) bezpieczeństwa!
        • 01.09.11, 20:22
          never, to nie w moim stylu
          --
          Charakter: praworządny zły
      • 01.09.11, 19:23
        > NIGDY nie wchodz dwa razy do tej samej rzeki, nigdy, to jest z definicji niemożliwe

        woda zawsze płynie. czy to jest ta sama rzeka?
        - tak mi powiedział Pan Tarej :)
        • 01.09.11, 20:23
          łot filozoficzna sprawa, jak już wspomniałam, można jakoś oznaczyć to miejsce, nie wiem papierową łodeczką i liczyć na to, że po drodze nie ma wirów :D (Pan Tarej bardzo mądry człowiek był :P:P:P)
          --
          Charakter: praworządny zły
          • 04.09.11, 17:55
            wiry, papierowe łódeczki, itd
            wiry zawsze mogą być, a papierowe łódeczki mogą zginąć, zatonąć, itd
            po co walczyć z tym że rzeka płynie?
            czy nie lepiej po prostu do niej wejść?

            nawet jak się wejdzie do tej samej rzeki to nie będzie taka sama.
            jeśli się tego chce.
            ale można wejść do innej rzeki
            albo iść brzegiem
            ale po co? i jak długo tak można wytrzymać?

            change is part of reality
            you can choose to embrace it
            • 07.09.11, 22:59
              można raz się sparzyć i szanować swoje dupsko
              --
              Charakter: praworządny zły
              • 08.09.11, 15:21
                No, jeśli o mnie chodzi najbardziej sparzyły mnie lata mojego chorego małżeństwa...a jeśli o moją dupcię chodzi, jest wolna i niezależna, i nie musi już spełniać obowiązków, objętych małżeńskim kontraktem :)))))no i rządzi nią głowa, nie główka :)
                --
                <<m>>
    • 31.08.11, 13:48
      walczy, czyli manipuluje
    • 31.08.11, 13:59
      widziałem w autobusie 50- letniego faceta czytajacego harlequina- to byłeś Ty???

      nie jestem jakos specjalnie doświadczony ale na podstawie tych nastu przypadków, gdy starałem się pokazać jak bardzo mi zależy doszedłem do wniosku, że to powodowało, że dostawałem kosza, jedyne ( niezbyt zresztą spektakularne sukcesy) miałem wtedy, gdy kobiete lekko ignorowałem, i dawałem do zrozumienia, że mam oprócz niej wiele bardzo waznych spraw.
      • 31.08.11, 15:53
        tak, metoda dobra, tylko z reguly potem Ciebie ktos ignoruje....bedzie milo????
        --
        Pierwszy mąż jak naleśnik - zwykle nieudany :)))
      • 01.09.11, 06:57
        udany_prototyp napisał:

        > jedyne ( niezbyt zresztą spektakularne sukcesy) m
        > iałem wtedy, gdy kobiete lekko ignorowałem, i dawałem do zrozumienia, że mam op
        > rócz niej wiele bardzo waznych spraw.

        Mam tak samo :P
      • 01.09.11, 11:13
        ... ja też tego nie rozumiem ale doświadczenie pokazało mi, że wzbudzenie lekkiego poczucia "gonienia króliczka" działa super. Nawet jak się ma dobre intencje całkowitego oddania się swojej partnerce to tym bardziej trzeba tak to ułożyć, żeby króliczek nigdy nie został złapany :)
        • 01.09.11, 15:36
          A pozniej pisza, ze to mezczyzna jest zdobywca... hahaha! Jest dokladnie odwrotnie.


          --
          Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
    • 31.08.11, 20:42
      A ja słyszałem takie powiedzebie, ze to kobieta wybiera faceta, który pózniej mysli, ze to on ja zdobył. Bo faktem jest, ze jesli suka nie da to pies nie wezmie.
      • 31.08.11, 21:14
        Wogóle nie przemawia do mnie ,,odchodzenie na pokaz,, by zatrzymał. A jak nei zatrzyma? Ryzykantki... :) Dziecinada jakaś.
        Odchodzę kiedy chcę odejść i jakieś ,,walczenie,, by mnie tylko wkurzyło. Co innego gdyby mnie jakiś zbir porwał a mój men by mnie odbijał. O!!! to yes! yes! Reszta to jakieś niedojrzałe gierki.
      • 31.08.11, 21:34
        piorex12 napisał:

        > Bo faktem jest, ze jesli suka nie da to pies nie wezm
        > ie.

        Doprawdy?
        • 31.08.11, 22:15
          to w nicku to pewnie wiek
          • 01.09.11, 07:04
            ursyda napisała:

            > to w nicku to pewnie wiek
            Niestety nie wiek. Czysty przypadek. A taki, by łatwiej zapamietać.
            • 01.09.11, 10:46
              Tak, wiem. Ciebie nikt nie chce.
              • 01.09.11, 11:00
                wersja_robocza napisała:

                > Tak, wiem. Ciebie nikt nie chce.


                Think pink.
                Jakas biurwa z Urzedu Skarbowego moze sie jeszcze nim zainteresowac.
                • 01.09.11, 19:51
                  maly.jasio napisał:

                  > wersja_robocza napisała:
                  >
                  > > Tak, wiem. Ciebie nikt nie chce.
                  >
                  >
                  > Think pink.
                  > Jakas biurwa z Urzedu Skarbowego moze sie jeszcze nim zainteresowac.
                  A szczęscie odpukac z podatkami. A Ci komornicy czy poborcy podatkowi to u nas 90% to faceci.
              • 01.09.11, 19:50
                wersja_robocza napisała:

                > Tak, wiem. Ciebie nikt nie chce.
                Miło mi, że pani o tym pamieta. Tylko odbieram to jako złosliwośc i brak niedowierzania. Ale jak nikt nie zna mojej sytuacji to trudno jest mu w to uwierzyc co pisze. Najlepiej moim zdaniem jest sie przekonac na własnej skórze.
        • 01.09.11, 07:02
          Jeżeli tylko samica spełnia w wystarczającym stopniu wymagania samca odnośnie wizerunku następuje chuć. Natury się nie zmieni. Faceci sondują zawsze i bardzo często zostają odrzuceni. Wystarczy jednak pozytywny sygnał, błysk w oku, zainteresowanie i nawet najbardziej zakompleksiony okularnik z nadwagą zmienia się w lwa salonowego. Ech kobiety....Wy to macie moc.... ;-)
          • 03.09.11, 07:30

            Wow! Jako kobieta i z odpowiednim wykształceniem kierunkowym muszę przyklasnąć temu zgrabnemu opisowi. Dokładnie tak to działa! :)
            ronald.tusk napisał:

            > Jeżeli tylko samica spełnia w wystarczającym stopniu wymagania samca odnośnie w
            > izerunku następuje chuć. Natury się nie zmieni. Faceci sondują zawsze i bardzo
            > często zostają odrzuceni. Wystarczy jednak pozytywny sygnał, błysk w oku, zaint
            > eresowanie i nawet najbardziej zakompleksiony okularnik z nadwagą zmienia się w
            > lwa salonowego. Ech kobiety....Wy to macie moc.... ;-)
    • 01.09.11, 00:33
      Ludzie chcą być ze sobą albo nie. Jakieś walczenie, przekonywanie... Dobre dla gimnazjalistów. Dla mnie krótka piłka - nie chcesz, to nie. Na świecie jest jakieś 4 miliardy kobiet.
      --
      "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
      FELIKS DZIERŻYŃSKI

      Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
      • 01.09.11, 10:54
        wielki_czarownik napisał:

        > Ludzie chcą być ze sobą albo nie. Jakieś walczenie, przekonywanie... Dobre dla
        > gimnazjalistów. Dla mnie krótka piłka - nie chcesz, to nie. Na świecie jest jak
        > ieś 4 miliardy kobiet.


        A tych dostępnych...?;)
        • 01.09.11, 12:36
          Z czego 3 miliardy Chinek. Good luck. :P
          • 01.09.11, 19:57
            10/10 :D
            Spadłem z krzesła przez Ciebie :D
          • 02.09.11, 00:25
            Wychowane w patriarchalnej kulturze, dalekie od emancypacji i feminizmu. Idealne kandydatki na żonę :P
            --
            "Ludzi inteligentnych jest w społeczeństwie jakieś 5 czy 6 procent. Moją kampanię robię więc dla idiotów."
            Georges Freche

            Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
            • 02.09.11, 10:52
              wielki_czarownik napisał:

              > Wychowane w patriarchalnej kulturze, dalekie od emancypacji i feminizmu. Idealn
              > e kandydatki na żonę :P

              Bo praczki i sprzątaczki , i inne służki są zbyt drogie w utrzymaniu?:P
              • 02.09.11, 11:59
                Po co płacić za coś, co po pierwsze można mieć za darmo a po drugie należy do obowiązków kobiety?
                --
                "Ludzi inteligentnych jest w społeczeństwie jakieś 5 czy 6 procent. Moją kampanię robię więc dla idiotów."
                Georges Freche

                Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
                • 02.09.11, 12:20
                  No tak. Uświęcone tradycją obowiązki kobiety.;)
    • 01.09.11, 02:01
      bury z catabury a o cooo wlasciwie cammoonn? tłumaczysz sie,diagnozy potrzeba ciiiii???

      > Znacie taką powieść „Wichrowe Wzgórza”? Tam był mężczyzna który wal
      czył o kobietę maksymalnie.>
      a ktory to byl bom zapomniała?

      >W związku bardzo ważna jest KOMUNIKACJA>
      ale miejska?

      www.youtube.com/watch?v=Lt0dZ_s1TGk&feature=related


    • 01.09.11, 06:36
      Wzorzec mężczyzny zaproponowany przez Emily Brontë
      w "Wichrowych wzgórzach" jest odrobinę niereprezentatywny
      z powodu niskiego poziomu realizmu.
      Polecam raczej lekturę "Przeminęło z wiatrem".
      Traktat ten wydaje mi się znacznie wartościowszym kompendium wiedzy
      o mężczyznach.
      Nie polecam natomiast "Trędowatej". Dla niewyszkolonego umysłu ksiązka ta jest niebezpieczna.
      Arystokratyczne łydki Waldemara mogą być dla czytelnika zgubne
      a grające lędźwie hrabianki Barskiej grożą śmiercią lub kalectwem.

      A co do meritum przemyśleń Szanownego Autora Wątku.
      Możliwy jest także taki wariant relacji interpersonalnej,
      że się kogoś kocha. Z wzajemnością.
      • 01.09.11, 08:39
        poly_gamer napisał:

        > A co do meritum przemyśleń Szanownego Autora Wątku.
        > Możliwy jest także taki wariant relacji interpersonalnej,
        > że się kogoś kocha. Z wzajemnością.

        No właśnie. Właśnie.
        • 01.09.11, 08:45
          wersja_robocza napisała:
          > No właśnie. Właśnie.

          Twój wpis sprawił mi prawdziwą przyjemność.
          Miłego dnia! :)
          • 01.09.11, 10:48
            ;)
      • 01.09.11, 18:47
        > Możliwy jest także taki wariant relacji interpersonalnej,że się kogoś kocha. Z wzajemnością.>
        miłe

        www.youtube.com/watch?v=NpYJH5MPnDI
    • 01.09.11, 10:36
      Sorry, ale jeśli ktokolwiek musi walczyć o partnera (nieważne czy chłop babę czy baba chłopa) to znaczy, że należy dać se siana...
      • 01.09.11, 10:48
        organza26 napisała:

        > Sorry, ale jeśli ktokolwiek musi walczyć o partnera (nieważne czy chłop babę cz
        > y baba chłopa) to znaczy, że należy dać se siana...

        To co się robi, kiedy nie zależy?:D
        • 01.09.11, 10:57
          może coś z owsem?:)
          • 01.09.11, 11:08
            Seks czy obrok?:D
    • 01.09.11, 10:57
      W celu ochrony intelektu natychmiast przestań oglądać brazylijskie seriale, nie czytaj Harelquina i innych pierdół mających tyle wspólnego z rzeczywistością co wypowiedź polityka z prawdą.
      A walcz, stracisz kobitę - bo będzie tobą gardzić, stracisz szacunek do siebie bo się upokorzysz że o stracie czasu i kasy nie wspomnę. A swoją drogą dlaczego "mężczyzna" (koniecznie prawdziwy) ma obowiązek walczyć, a kobieta (każda) co najwyżej powiewać chusteczką z wysokiej wieży?
      Ty to tak teoretycznie czy już praktykowałeś w co wątpię. Patrz jeszcze "równouprawnienie" dotyczy też związków.
      I mojej matki w to nie mieszaj.
      • 01.09.11, 11:45
        Skoro równouprawnienie dotyczy również związków, to dlaczego tak się męska rasa wciaz oburza ,
        gdy kobieta podobnie jak facet sypia kiedy chce i z kim popadnie??
        • 01.09.11, 12:04
          Bo zamek który otworzysz każdym kluczem jest zły, a klucz który otwiera wszystkie zamki jest dobry.
          • 01.09.11, 12:10
            jedyne co możesz zrobić to pogodzić się z równouprawnieniem
            • 01.09.11, 12:19
              ależ ja jestem fanem równouprawnienia. Tylko druga strona myśli że to oznacza same przywileje.
              • 01.09.11, 12:36
                Jakiego uprawnienia, skoro odmawiasz kobietom seksu takiego , jaki jest przywilejem facetów?
                • 01.09.11, 13:00
                  A jest?
                  Bo jak dla mnie to te "bajki" o kluczach i zamkach to takie fantazje bardziej niż realia.
                  Podtrzymujące seksistowski mit, że "mężczyzna może (i chce) z każdą"
                • 01.09.11, 13:44
                  Skoro korzysta, to popiera. Kwestia, świadomie, czy nie.
                  Jeśli bowiem popierał nie będzie, to straci możliwość, przynajmniej potencjalną, do skorzystania.
                  • 01.09.11, 14:04
                    dorsai68 napisał:

                    > Skoro korzysta, to popiera. Kwestia, świadomie, czy nie.
                    > Jeśli bowiem popierał nie będzie, to straci możliwość, przynajmniej potencjalną
                    > , do skorzystania.

                    A słyszała o czymś takim jak hipokryzja albo obłuda? Albo podwójnych standardach moralnych?
                    • 02.09.11, 00:20
                      Slyszałem. Nadal nielogiczne.
                      Skoro "ma klucz do wszystkich zamków", ale dostępu do zamków i nie ma, to jak ma korzystać z klucza? Hę?
                      • 02.09.11, 11:00
                        No i co z tego skoro tym zamkom zabrania korzystać z kluczy tak, jak sam sobie daje prawo korzystać z różnych zamków? Innymi słowy: facet daje sobie prawo do swobodnych zachowań seksualnych i nie ocenia tego pod względem moralnym w przeciwieństwie do dawania ocen negatywnych takich samym zachowaniom seksualnym w wykonaniu kobiet. I są właśnie podwójne standardy moralne.
                        Szanse na realizację chęci są tu drugorzędną sprawą.
                        • 02.09.11, 13:06
                          To w żaden sposób nie zmienia faktu, że jest to stanowisko nielogiczne i wewnętrznie sprzeczne.

                          Dając sobie prawo do korzystania ze swobody seksualnej musimy "pozwolić" na identyczną swobodę kobietom. Jeśli tego nie zrobimy, swoboda będzie jedynie teoretyczna, bo zabraknie możliwości jej realizacji.
                          Może być to również próba samooszukiwania się: odmawiamy kobietom swobód w nadziei, że jednak będą łamały zakaz, przez co my będziemy mogli korzystać ze swojej swobody, co znów prowadzi nas do konkluzji, że stoimy na nielogicznym i wewnętrznie sprzecznym stanowisku. CBDU. ;-)
                          • 02.09.11, 17:29
                            Co Wy tu pieprzycie nie na temat?! Tu NIE ma dyskusji o jakimś odmawianiu kobietom prawa do swobody seksualnej czy jakiegoś tam swobodnego podejmowania wyboru!!!

                            Nie umiecie czytać ze zrozumieniem, czy co?!
                            Tu chodzi o DAREMNOŚĆ ew. (w większości zgadzamy sie, że żadną) "skuteczność" tych wszystkich żebraczych walk/zabiegów/starań i innych żałosnych wysiłków wobec ODMOWY wyrażonej przez kobietę!
                            Teraz jasne, czy dalej nie rozumiecie, o co kaman?
                            • 02.09.11, 18:56
                              Co ty klepiesz? Voytas zdaje się napisał, że dobry to klucz co otwiera wszystkie zamki, natomiast byle jaki to zamek otwierany przez wszystkie klucze. Jeśli nie rozumiesz tej przenośni to tłumaczę: dobry to facet co zalicza sobie panienki, ale marna to panienka co zalicza sobie facetów. Zachowanie to samo a jak rożnie oceniane w zależności od płci. Jasne, bo przykłady mi się kończą?
                            • 02.09.11, 20:26
                              Powstał wątek poboczny. No i co z tego?
                              Się pan zachowujesz jakbyś pan z zazdrości płonął.
                              • 03.09.11, 09:13
                                Z zazdrości o...?
                                • 10.09.11, 14:13
                                  Podsumowując temat klucza:
                                  "Klucz publiczny używany jest do zaszyfrowania informacji, klucz prywatny do jej odczytu. Ponieważ klucz prywatny jest w wyłącznym posiadaniu adresata informacji, tylko on może ją odczytać. Natomiast klucz publiczny jest udostępniony każdemu, kto zechce zaszyfrować wiadomość."
          • 01.09.11, 12:12
            Bo wszystko co męskie to szlachetne i chwalebne, a to co kobiece to służebne i pośledniej wartości.
            • 01.09.11, 12:45
              wersja_robocza napisała:

              > Bo wszystko co męskie to szlachetne i chwalebne, a to co kobiece to służebne i
              > pośledniej wartości.

              o właśnie:-) męska wersja równouprawnienia między wierszami rozpowszechniana przez większość facetów
          • 01.09.11, 12:41
            klucz który otwiera wszystkie zamki jest dobry ale tylko dla złodzieja:)
          • 01.09.11, 20:15
            > Bo zamek który otworzysz każdym kluczem jest zły, a klucz który otwiera wszystk
            > ie zamki jest dobry.


            yyyy a więc to kwestia fizjologii?
            potrafisz podać jakiś racjonalny argument zamiast posiłkować się wyświechtanymi powiedzonkami?
          • 01.09.11, 23:34
            kradnę
    • 01.09.11, 11:26
      Hmmm, czemu ma służyć to oświadczenie?
      Dlaczego mężczyzna "powinien" (np. coś robić/umieć) ?
      Dlaczego mężczyzna ma "walczyć" o kogoś, kto nie chce z nim być?

      I tak dalej...

      "Odchodzenie, by mnie ktoś zatrzymał" to taka strategia "na złość mamie odmrożę sobie uszy". I przykład kompletnego niezrozumienia na czym polega komunikacja.
      • 01.09.11, 13:59
        Odchodzenie żeby walczył w moim przypadku miało na celu, żeby w jakikolwiek sposób udowodnił, że mnie jeszcze kocha. Po części wyprowadziłam się od niego, bo miałam po dość, a po części chciałam zobaczyć, czy jak mu gadam dwa lata o tym i tamtym to bierze to na serio czy nie, czy w końcu coś zrobi, czy nadal nic. No więc nie zrobił nic, nawet smsa nie wysłał, że tęskni czy choćby co u mnie słychać (po pięciu latach). Wszystko co ja od niego chciałam zrobił dopiero jak już ze sobą nie jesteśmy. Widać był większym mężczyzną beze mnie:) No cóż... Po tym wszystkim poczułam się trochę jak nie jego dziewczyna czy nawet była dziewczyna, ale jak współlokator - byłam to dobrze, nie było mnie, też dobrze.
        Właśnie po to dziewczyny odchodzą - te, które nie robią szopek i nie oczekują rzucania się z mostu w szale rozpaczy na dowód miłości. Żeby się przekonać o pewnych rzeczach, bo my jednak jesteśmy stworzone do zakładania rodziny i po pięciu wspólnych latach i po trzech latach wspólnego mieszkania gość potrafi odpisać "gdybym chciał coś zrobić, żebyś została, to pewnie bym to zrobił", to tylko można mi frajerstwa pogratulować:)
        • 01.09.11, 15:51
          To mi wytlumacz jeszcze jeden idiotyzm. Slyszalem ta rade tysiac razy i to od roznych kobiet i mezczyzn dosyc skobiecialych. Gdy jakas tam kolezanka ma problemy z obecnym partnerem, to nalezy go zdradzic, albo dac mu do zrozumienia, ze ktos inny sie kolezanka interesuje.

          Wedlug tej rady partner kolezanki powinien w takiej sytuacji wybuchnac zazdroscia i w ten sposob okazac swoja milosci i zaczac sie wiecej starac.

          Najlepsze jest to, ze nigdy bym nie przeszedl takiego testu, bo ja uwazam, ze ludzie sa odpowiedzialni i wiedza co robia. Interesuje sie Toba ktos inny? Super, bo fajna z Ciebie dziewczyna. Ja nadal bede taki sam. Jak juz Ci sie znudze, to bedziesz miala do kogo odejsc. Na pewno nie bede sie wiecej staral, czy cos takiego.

          > Odchodzenie żeby walczył w moim przypadku miało na celu, żeby w jakikolwiek spo
          > sób udowodnił, że mnie jeszcze kocha.

          Zaden pojedynczy akt nie udowodni, ze ktos Cie kocha. Dopiero w codziennym zyciu mozna zauwazyc milosc. Albo ja czujesz, albo powinnas odejsc. Watpliwosci beda zawsze i tego sie nie zmieni, ale musisz to wiedziec/czuc sama, a nie oczekiwac "dowodow" z drugiej strony.

          --
          Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
          • 01.09.11, 16:38
            Próba wejścia na pozycję siły: "popatrz, jak będę chciała to sobie wezmę kogoś innego".
            Problem w tym, że to działa w obie strony i może się skończyć jak w piosence Grechuty:
            "Nie dokazuj miła nie dokazuj,
            przecież nie jest z ciebie taki cud"

            :")

            Też bym nie przeszedł takiego testu, albo się staramy sami z siebie, albo nie... wymuszanie może i działa, tyle że na krótką metę. A potem obojgu zostaje niesmak.

            Podobnie zresztą z "walką" opisywaną przez autora wątku - to również próba wywarcia presji na drugiej osobie ("zobacz jak mi zależy, bądź moja/mój").
        • 01.09.11, 16:18
          > Odchodzenie żeby walczył w moim przypadku miało na celu, żeby w jakikolwiek spo
          > sób udowodnił, że mnie jeszcze kocha.

          I co by taki jednorazowy "dowód" zmienił?
          Spędziłabyś następne kilka lat w układzie, który Cię nie satysfakcjonuje?
          • 01.09.11, 17:01
            Nie wiem co by mi to dało... Wiedziałam, że się od dawna oddalamy i wielokrotnie rozmawiałam z nim o tym co mi nie pasuje, a gdy pękłam to oczekiwałam że zrobi coś co podyktuje mu serce, a nie urażona duma. A może mu podyktowało właśnie, żeby nie robić nic, że się wreszcie uwolnił? Ale to taki typ, wieczny optymista i podejście nie to nie, więc myślę że to polegało na tym - nie chcesz ze mną mieszkać to nie, twój wybór, wolna droga.
            • 01.09.11, 18:44
              Wiesz, tak sobie myślę, że jeśli w związku czuję się dobrze, to nie potrzebuję spektakularnych "dowodów miłości". Natomiast jeśli jest źle, to takowe i tak nie rozwiążą sprawy, bo źle jest z jakiegoś powodu i ten powód się nie rozwiąże pokazywaniem jak to się "o kogoś walczy".

              Przećwiczyłem już układ w którym dziewczyna deklarowała jak to jej bardzo zależy i na propozycje w stylu "może pomieszkajmy trochę osobno" reagowała płaczem. Tyle że niczego to nie zmieniło w jej zachowaniu (a jeśli już, to na bardzo krótko), zaś ja ani na jotę nie czułem się dzięki temu lepiej.
              Wręcz przeciwnie, trudniej mi było podjąć decyzję o rozstaniu (czułem się "związany" deklaracjami jak to jej bardzo zależy i chce ale nie potrafi).
              Chory układ...
        • 01.09.11, 22:23
          nie jesteś niestety jedyną taka frajerką, ja też czekałam, a tu upsik i nic i cisza, porażkaaaaaa, ale pewnie to i dobrze, może,,
    • 01.09.11, 13:19
      I będzie taka walka o kobietę, że kamień na kamieniu nie zostanie! ;)

      Co za brednie? Co to w ogóle znaczy "walczyć" o kobietę? Iść 5 kroków za nią i dawać w mordę każdemu do kogo się odezwie? Albo w drugą sttronę - wysyłać bukiet (którego nie chce) codziennie? Takie metody może w romansach się sprawdzają.

      A te "Wichrowe wzgórza" to najlepszy kontrprzykład - ten co tak walczył i tak gó... dostał. Wszystko zgarniał ten, co miał ją w dupie. Niestety kobiety takie właśnie są. Mają w dupie tych misiów co o nie "walczą".
      • 01.09.11, 15:57
        sic-transit napisał:

        > I będzie taka walka o kobietę, że kamień na kamieniu nie zostanie! ;)


        a potem troche sie ich sprowadzi ze Szwecji
        maja tam nadmiar glazow narzutowych.
    • 01.09.11, 15:28
      rzygac sie chce ta pseudopsychologia
      • 01.09.11, 15:49
        nie potrzebuje aby facet o mnie walczył nie lubie nachalnych
        • 01.09.11, 15:53
          > nie potrzebuje aby facet o mnie walczył nie lubie nachalnych

          Nie tylko to. Kobiety, o ktore mezczyzna walczy, pozniej chodza i opowiadaja, ze czuja sie osaczone.
    • 01.09.11, 16:16
      w sumie racja.

      "odejdę a jak zatrzyma to zostanę...a może nie zostanę bo nie _walczył_..a jezeli _walczył_ to za słabo...albo za mocno...albo za późno, albo za wczesnie"

      Dorośnijcie. Jeśli wiecie, ze czegoś chcecie - to "zagrywki" rodem z piaskownicy wiele nie dają.
      A jeżeli nie wiecie czego chcecie to nie tłumaczcie się dziecinnie: "bo nie walczył".
      Każdy ma własną wolę i łamanie jej jest trochę uwłaczające.
      To nie hodowla.
    • 01.09.11, 16:22
      Nie ma czegoś takiego,że nam na kimś zależy w znaczeniu takim jak piszesz.
      Zależy nam na tym co ta osoba może nam dać.Walczymy o partnera tylko wówczas gdy nie ma innej,lepszej alternatywy.To w szczególności dotyczy kobiet.Kobiety nie kochają facetów,kochają to co ONI IM DAJĄ.

      Mężczyźni walczą o kobietę tylko wówczas gdy jest ona im do czegoś potrzebna i gdy w danym momencie wiedzą,że nie spotkają innej pani.Bądź dla świętego spokoju (to ostatnie jest u nich dominujące).


      Dla mnie jedyne co jest prawdziwe w relacji męsko damskiej to namiętność.Czyli to ,że mężczyzna kocha kobietę za jej urodę,urok.Później na starość chce mieć pewność ,ze będzie jego opiekunką i nie będzie sam....Czyli namiętność.Reszta (łącznie ze zgodnością charakterów) to zwykły bilans zysków i strat.To jest brutalne w pewnym sensie i mało romantyczne,ale tak jest.

      • 01.09.11, 20:12
        Nie wiem co znaczy walczyć?Kiedyś opowiadał mi przy kielichu gość historię. Był na balu z fajną dziewczyną , wydawało mu się ,ze byli parą od kilku miesięcy.Rano pod lokal podjechał gość i ona przedstawiła go jako " swojego chłopaka".Jak miał walczyć na topory czy na miecze. Postanowił -wybór należy do niej!Odbył z nią o tym rozmowę.jak się okazało ostatnią.
      • 01.09.11, 23:26
        Zwłaszcza z tą namiętnością!!!
        Zagdzam się! Prawda!
        Poznałem taką PRAWDZIWĄ namiętniość, jakiej nigdy wcześniej w życiu nie zaznałem!
        Niestety - jak już wspomniałem - się wszystko popieprzyło...

        Moja ukochana ma wolna wolę - zadecydowała się ujeżdżać i ssać innego wacka (no bo to MOJA wina przecież!!!), więc ja w takiej sytuacji muszę zarzadzić odwrót...
        Nie mogę sie szmacić tak bez końca...
    • 01.09.11, 16:27
      Jak suka nie da,to pies nie weźmie.
    • 01.09.11, 16:34
      Czasami moze warto. Nie mowie tu o sytuacji, kiedy kobieta jest znudzona zwiazkiem, bo wtedy to raczej nic nie pomoze. Tyle, ze ty sam bedziesz to widzial najlepiej.
      Zdaza sie, ze kobieta odchodzi, mimo ze ten mezczyzna jest dla niej bardzo wazny, najwazniejszy. Powodow moze byc tysiac, jak chocby narastajaca frustracja jego zachowaniami lub uzaleznieniem od srodowiska, czy przyjaciol. Nie wszystkie kobiety (mam raczej na mysli mlodsze dziewczyny) maja zdolnosc nieograniczonego werbalizowania swoich odczuc i uczuc. Jezeli nie znajda zainteresowania i wsparcia u partnera, to odejda.
      • 01.09.11, 17:04
        No tak to jest jak się tworzy jakieś społeczne twory (małżenstwa,konkubenckie zwiazki,narzeczenstwo) zupelnie niezgodnie ze swoimi uczuciami i oczekiwaniami (tymi wewnetrznymi,a nie na pokaz).A zdolnosc od ugiecia sie pod niechcianymi żądaniami jest wprost proporcjonalna do zyskow jakie z tego "ugiecia sie" uzyskujemy.
        • 01.09.11, 17:17
          Niceflower, twoja odpowiedz jest chyba do mojego postu. Tak tez bywa, jak mowisz. A bywa tez, ze dobrze zapowiadajacy sie zwiazek ewoluuje w niekorzystnym kierunku w miare jak poznaje sie nowe elementy skladanki.
    • 01.09.11, 17:03
      Tak! Tak! Tak!

      Jesteś mądrym człowiekiem, dzięki, że to napisałeś :)
      • 01.09.11, 17:09
        Na kobiecie to moze i mu zalezy temu facetowi,ale tylko wowczas gdy życie jakie by mial z ta kobieta byloby znacznie gorsze niz z ta druga.O jakosci tego miernego ukladu mozna sie przekonac w momencie ciezkich zdarzen losowych,albo w momencie gdy na wokandzie pojawia sie inna kobieta.....I wtedy wyraznie widac ,ze u tego mezczyzny "musi" wcale nie znaczy ze naprawde "chce."....
    • 01.09.11, 18:00
      Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, że wie kiedy walczyć o kobietę i kiedy dać jej spokój.

      Inaczej tworzą się toksyczne związki.
      • 01.09.11, 19:21
        starchaser napisał:
        ...
        >... Inaczej tworzą się toksyczne związki.
        ----------------------
        ... i czasem kobieta idzie do piachu a mężczyzna do więzienia. Ja bym raczej badał stan psychiczny tych dzielnie walczących bo to mogą być ci poranieni.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.