Dodaj do ulubionych

Moja kobieta mnie wk... irytuje

27.11.19, 22:57
Od jakiegoś czasu mam tak, że moja dziewczyna mnie irytuje. Czuję się jakby mi ktoś zdjął klapki z oczu i dopiero teraz, po kilku latach, dostrzegam rzeczywistość.
Mam wrażenie, że jej świat zamknął się na FB, instagramie, torebkach, ciuchach i dzień dobry tvn. Ostatnio będąc w sklepie mówię do niej, że patrz książka Tokarczuk, tej co dostała Nobla, może byśmy wzięli i chociaż z ciekawości zobaczyli czemu jej dali prestiżową nagrodę. Ona, że tak, jak najbardziej. Byli u nas ze dwa razy znajomi i ta się chwali, że kupiliśmy książkę Tokarczuk. Taki lans. Ku mojemu zdziwieniu nikt nie zapytał, jak wrażenia, o czym jest ta książka. Liczyło się tylko to, że jest. Ja przeczytałem i byłem ciekaw jej opinii, więc zapytałem później wprost moją kobietę, czy zamierza ją przeczytać, a ona na to, że "eee tam".

To jednak tylko drażniący szczegół. Generalnie mam wrażenie, że lepiej byłoby mi samemu, niż z nią. Mam wrażenie, że jestem jej potrzebny do noszenia zakupów, wyniesienia śmieci, żeby mieć z kim pójść do znajomych, albo żeby tych znajomych przyjąć. Wiadomo jak to w domu, coś się poluzowało, coś cieknie, to ja to naprawiam. Właściwie to nawet gotuję ja, bo zawsze mi to lepiej wychodziło. Moja kobieta jest z pokolenia tych młodych, co nie potrafią ulepić pierogów, upiec ciasta. Brzydzi się dotknąć ręką surowego mięsa.
Wieczne wymagania, wieczne oczekiwania i oczywiście nieśmiertelne "domyśl się co zrobiłeś źle". Nie wiem też skąd wzięło się jakieś przyzwolenie, że gdy księżniczka nie ma humoru, to chce wyrzucić mnie z łóżka, na kanapę. Przecież gdybym to ja ją wyrzucił z łóżka w sypialni, to by się chyba do mnie nie odzywała przez rok.
Niezawodna jest też Pandora. Człowiek, który wymyślił, że można kupić bransoletkę i dokupować do niej kuleczki, jest mistrzem marketingu. Pandorę uważam za coś w rodzaju haraczu, albo zaczynam postrzegać to jako abonament na bycie z nią. To jest z cyklu oczekiwań. Kup mi pandorę, o popatrz, ta jest ładna. Ja niby mogę nie kupić, ale tylko "niby". Zastanawiam się dlaczego żadnej z kulek nie kupiła sobie sama?

Nie odnajduję w niej wsparcia. Np. rok temu zwolnili mnie z pracy. Redukcja etatów, restrukturyzacja, itd. W mojej branży jednak łatwo znaleźć pracę. Na bezrobociu byłem 3 miesiące. Nie przyjmowałem ofert poniżej jakiegoś pułapu płacowego. Generalnie informacja o tym, że jestem bezrobotny, była dla mojej dziewczyny jak bicie dzwonków alarmowych "on może nie zapewnić mi bezpieczeństwa". Reakcja strachliwa i nieufna. Przez pierwszy miesiąc było w miarę ok. W 2 i 3 miesiącu był już duży nacisk na znalezienie jakiejkolwiek pracy i wielkie niezadowolenie, że część obciążeń finansowych (głównie zakupy spożywcze) spadły na nią.

Podsumowując czuję się trochę jak bankomat, trochę jak chłopiec na posyłki, typu: "przynieś, wynieś, pozamiataj". W zamian mam wrażenie, że nie dostaję nic.

Czy też mieliście coś takiego?
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka