09.05.13, 19:57
Dziewczyny napiszcze jak planujecie wakacje, jakis wyjazd z dziecmi. Tak sobie mysle, ze w gre moze wchodzic raczej tylko miejsce gdzie mozna samemu gotowac ale wtedy trzeba miec dostep do tych produktow, ktore uzywamy na codzien (np w wersji organic) wszystkiego sie nie da ze soba wziac a jak ktos nie ma samochodu tak jak my to do transportu publicznego nie da sie wziac za duzo. Jesli to sa wakacje zagraniczne to nie wiem jak to mozna by zorganizowac. Do tego wszystkiego oprocz jedzenia dochodzi cala reszta np srodki czystosci czy kosmetyki. Jak sobie radzicie? Czy moze urlop tez bierzecie od zdrowego stylu zycia?;)
Ja wyjezdzam do rodzicow i sie zastanawiam jak sie przygotowac chociaz u rodzicow to bedzie latwiej ale gdybym chciala jechac w cieple kraje to wtedy jak to zorganizowac
Pozdrawiam:)
--
Eco Forum UK
Edytor zaawansowany
  • espionka 10.05.13, 11:53
    przesylke mozna zamowic na adres pod ktorym bedziesz przebywac
    jak dla mnie u rodzicow trudniej- babcie uderzaja z podwojna sila z batonikami :D, pieka ciasta z cukrem rafinowanym itd. Moje dzieci by sie zaplakaly gdybym im zabronila ciasta od babci i danonkow.
    ja nie trzymam sie scisle diety bo sie po prostu nie da. Prowadzimy przeciez zycie towarzyskie, zapraszaja nas np. Wlosi czestujac makaronem ...
    Dzieci odwiedzaja kolegow- gdzie oczywiscie jedza posilki ...
    poza tym moje dzieci doskonale wiedza co to lizak i ze inni to jedza wiec gdyby mogly rzucilby sie na slodycze ze sklepu jak dzikie zwierzatka
    Na co dzien pieke pudlo flapjackow z molasa, lody, szybkie desery RAW, czekolade ale jesli dzieci sa w towarzystwie czestowane chemia - nie mam na to rady. Nie mozemy sie odizolowac bo nie mieszkamy w jaskini :DD
    Starszemu synowi staram sie tlumaczyc bo on mnie czesto pyta dlaczego u nas w domu wszystko ma byc takie zdrowe :D ale nie naciskam bo to wiadomo odwrotny skutek przynosi.
  • espionka 10.05.13, 14:12
    mnie odstraszaja szczepienia jesli chodzi o dalekie wojaze
    w Hiszpanii, Francji kupowalam sezonowe warzywa, owoce morza, ryby
    w UK mozna znalezc restauracje RAW widzialam gdzies na stronie funkyraw wykaz
    w tym roku znajomi zaprosili nas do swojego cottage w Sardynii i Dolomitach - tez nie wyobrazam sobie diety na tych wakacjach :)
  • espionka 10.05.13, 15:10
    wakacje spedzone lokalnie beda bardziej ekologiczne:) i
    mozesz zarezerwowac nocleg blisko Farm Shop dobrze zaopatrzonego w ciekawej okolicy
    kiedys zarezerwowalam noclegi w Exmoor National Park na farmie, mozna bylo kupic kurczaki free range, byla koza, ecojajka u sasiada. Slowcooker na wakacje i jestes uratowana!
  • wiwi1 11.05.13, 19:00
    No wlasnie ja tez nie mysle o jakis dalekich wycieczkach a raczej niedaleko Francja Hiszpania, Wlochy, Grecja, tylko jak to wlasnie zorganizowac?
    Do rodzicow jade i tam bedzie mi o tyle latwiej, ze moja mama mnie wspiera w takim zywieniu, chociaz poczatkowo wydawalo jej sie, ze przesadzam. Natomiast moja tesciowa nakarmila by nas cukrem i innymi rzeczami, ktorych nie jemy i byloby to dla niej wydziwianie nawet nie dalabym jej rady wytlumaczyc wielu rzeczy. Pomysl ze znaleziem miejsca gdzies blisko farmy fajny, dzieki:) Jesli zdam egzamin na prawo jazdy i kupimy samochod bedzie nam latwiej. Moj maz nie ma prawa jazdy a ja sie ucze. Trzymajcie kciuki:)
    Pozdrawiam:)
    --
    Eco Forum UK
  • espionka 11.05.13, 19:26
    to moze dalej tym samym tropem
    widzialam online na Riwierze Adriatyckiej na przyklad gospodarstwa argoturystyczne z wlasnym sklepikiem
    pociagiem na poludnie Francji z Londynu z przesiadkami, jakies gospodarstwo w Prowansji ...- www beda raczej w jezyku francuskim
  • miwah 13.05.13, 11:57
    My akurat nie jestesmy amatorami takich zwlaszcza dluzszych wyjazdow wakacyjnych, wiec niespecjalnie drazylam temat.
    Ogolnie, przeloty, dalekie wyjazdy nie ida mi w parze z szerzej pojetym eko-mysleniem czy stylem zycia ( taki `drobiazg` np jak zostawienie inwentarza, warzywniaka czy szklarni na chocby kilka dni w sezonie ;-P )
    Bardziej nastawiamy sie na wakacyjny tryb zycia i otoczenie na codzien :)
    No ale mniejsza o powody..

    Na krotsze, raczej blizsze wyjazdy raczej da sie zabrac ( zwlaszcza do naszego busa gdzie pol kuchni na tyl wejdzie ;-) ) wiec zabieramy czesciowo swoj prowiant ( calkowicie jesli wyjazd b krotki) , czesciowo probuje sie zorientowac jak syt wyglada na miejscu i przygotowac na te ewentualnosc ( tak jak bym sie przygotowala spradzajac lokalizacje i poziom restauracji czy innych przybytkow)

    We Francji np ( acz niekoniecznie w Paryzu ) jest niezle zaplecze w tej kwestii i w sumie taki lokalny targ to sama przyjemnosc ( wtedy oczywiscie opcja z wlasnym wyzywieniem)

    Podejrzewam tez ze coraz wiecej miejsc gdzie mozna zdrowo zjesc i dopytac obsluge o szczegoly.
    Sa tez rozne formy urlopow na farmach eko ( agroturystycznych w Polsce pewnie).
    Tu by trzeba u zrodel pewnie, pogooglowac troche.
    Wakacji od zdrowego zywienia raczej nie robimy bo osobiscie uwazam ze to troche bez sensu, tym bardziej jesli nam nie grozi smierc glodowa tam na miejscu, a za to mamy okazje posmakowac lokalnej `real food`.
    No i akurat zwlaszcza na wakacjach chcialabym sie czuc milo i lekko a nie jak kloc opchany smieciem.
    Jesli juz, to raczej kompromis w temacie ekologiczne-nieekologiczne.

    Jakos wybitnie towarzyscy ( w sensie kolacjowania sie ze znajomymi) tez nie jestesmy i nigdy nie bylismy szczerze mowiac :) wiec tu tez nie odczuwam tego jako wyrzeczenia czy wielkiego problemu.

    Fakt, spotykamy sie z ludzmi ale raczej wokol innych aktywnosci niz przy stole ( ta forma od zawsze mnie meczyla, przyznam, wiec nie przepadam zdecydowanie), a wtedy da sie to obejsc z powodzeniem.
    Dzieci juz na tyle odchowane ze i samodzielnie myslace, swiadome i umiejace odmowic jesli cos im nie podchodzi. Nie sa tez podatne na wplywy. A i kawal czasu temu uswiadamialy babcie wyprzedzajac jej lekarza w temacie zalecen ;-P
    Choc tesciowa tez nie jest z tych naciskajacych i zwykle pyta o zdanie, ustala menu z goscmi ( nie tylko z nami) itd, kiedy dzieci byly mlodsze i czyms czestowala, pytala najpierw nas czy dziecko moze. Kiedys jeszcze przynosila stosy slodyczy z okazji swiat,
    ale przekazywala je nam, nie dzieciom, zaznaczajac ze zrobimy z tym co uwazamy za sluszne.
    Z czasem przestala przywozic.

    I raczej takie mam wczesne doswiadczenia, rowniez z reszta znajomych i rodzina wiec rzeczywiscie ostatnie z nowymi znajomymi i ich dziecmi nieco mnie... hmmm... zaskoczyly ;-).
    To juz to zupelnie swieze pokolenie, z dziecmi raczej w wieku moich mlodszych i jakby nieco inne srodowisko, myslenie. Troche bardziej.... masowe ..? Z mocno konsumpcyjnym podejsciem do zycia.
    No ale to sa luzne znajomosci bez specjalnej zazylosci i nie planujemy sie u nich stolowac wiec problem raczej malego kalibru.
    Nawet przy wiekszych zazylosciach ( hipotetycznie) raczej nie widze opcji by sie dostosowywac bo badziewne zywienie, choc to norma wiekszosci, to jednak nie norma jako taka.

    Tym bardziej nie planuje sie uginac czy tlumaczyc z tego co jem.
    Wegetarianie czy weganie sie nie tlumacza i nie ida na kompromis.
    Czasem wrecz wymagaja osobnego menu ( ja tego nie oczekuje, raczej przygotuje sie na brak innych opcji zabierajac dla nas prowiant)
    Osoby uzaleznione od smieciowego jedzenia tez jakos nie sklaniaja sie w strone dostosowania ;-P a wrecz przeciwnie ( ` nie, dziekuje` przy poczestunku czy marudzenie dzieci przy stole ze nie takie jak sklepowe :-> )
    wiec czemu ja mialabym uszy po sobie i glowe w piasek w takich `towarzyskich` okolicznosciach?

    Moja osobista mama kiedys byla z tych namawiajacych, naciskajacych, rozpieszczajacych, z frakcji `dosladzajacych rumianek` i w stylu `cukier dziecku potrzebny`, jednak z racji odleglosci i rzadkich spotkan, dalo sie to ogarnac, natomiast w miedzyczasie, niestety, zachorowala na raka i w zw z tym ( to juz stety) nabrala wiecej pokory jesli chodzi o sposob odzywiania. Nie do konca ale zawsze.
    Dawno nie bylismy u niej na wakacjach, ale raczej nie przewiduje problemow, tym bardziej ze lokalizacja, bezposredni dostep do swiezych produktow ( mama mieszka na wsi i nadal trzyma troche inwentarza, plus lokalnie mozna sie w miare sensownie zaopatrzyc) i fakt ze stanowilibysmy druzgocaca wiekszosc... :)
    Raczej bysmy my kuchnie zdominowali niz babcia dla nas gotowala.

    Jeszcze a propos wyjazdow turystycznych... to akurat artykul autorstwa kobiety stosujacej diete bezzbozowa i jej doswiadzcenia z podrozy po Europie www.wheatbellyblog.com/2013/05/wheat-belly-does-europe/, ale, jak widac, i w tym przypadku da sie.
  • espionka 13.05.13, 17:04
    U nas wlasnie utrzymanie zdrowej diety w towarzystwie innych osob stanowi problem i nie chodzi bynajmniej o posiadówy za stolem ale wlasnie jakis wypad w plener ze znajomymi, kazdy ze swoim prowiantem ale czestujemy sie nawzajem rodzinnie :) a moje dzieci nie odmowia lakociom :D
    albo tzw. playdate z przedszkola, dziecko zaprasza dziecko i znowu jogurciki, ciastka, lunch z mikrofalowki
    albo urodziny (przy tej okazji zazwyczaj tylko smieciowe jedzenie, torty z tesco brrr)
    Starszy syn indywidualista nie chadzal na tego typu imprezy ale u mlodszego juz sie zaczyna zapraszanie
  • miwah 14.05.13, 12:20
    espionko, rozumiem i przyznaje szczerze ze to jest ( dla mnie) jeden z duzych plusow ed domowej. Nie glowny oczywiscie ale taki bonus na boku :)
    Ta kultura przyjec urodzinowych z automatu czy wlasnie imprez szkolnych na ktorych kroluje junk food prosto z tesco ( w imie rzekomego bezpieczenstwa :-> )
    Naprawde nie ogarniam tego paradoksu ... z jednej strony tyle sie mowi o zaletach zdrowego zywienia, zacheca do zmiany nawykow itp, a z drugiej... no takie kwiatki z napojami gazowanymi i nabojem smieci ( np przypadek opisywany przez znajoma z PL gdzie rodzice z okazji przyjecia mikolajkowego (?) takie zaopatrzenie zrobili ze dzieci nie mialy szans wykonczyc i pani bedzie powoli, przez reszte roku szkolnego te kartony ciastek i zgrzewki fanty ( czy co tam jest teraz na topie) na przerwach i po wu-efie rozdysponowywala :->

    Z tym ze ja ( no my jako para) tez mam problem z takimi roznymi typu idea Christmas party czy spotkan/wyjazdow integracyjnych ( czyli integrowanie na sile i najchetniej `pod wplywem`). Na szczescie, na prowincji duzo wiecej takich wylamujacych sie `ekscentrykow` ;) i w efekcie ew zamysly ww plona na panewce.
    Zaproszenia na przyjecia urodzinowe gdzies w przybytkach w stylu hula-kula (czy ostatnio moda na lepienie z gliny, pieczenie cupcakes czy inne pseudo- tworcze), niestety, nadal sie zdarzaja. Niestety dla moich dzieci bo po doswiadczeniu z kilkoma gdzie nudzily sie jak mopsy, tez traktuja jak panszczyzne `uspoleczniajaca` ;). No ale z wiekszosci da sie jakos wymigac. Podejrzewam ze mamy to ulatwione bedac niejako `z zewnatrz` i bez presji wkupienia sie w grupe/klase.
    Sa jednak dzieci znajome, szkolne ktore praktycznie jesli nie co week-end to co drugi odwozone na takie libacje. Plus rozne imprezy szkolne z jedzeniem `tej kategorii` . Plus inne na codzien. To juz naprawde nie jest sporadycznie jakis lakoc a sporo sie tego uzbiera nawet jesli w domu rodzice sie staraja.
    Kiedy przychodzi moment ze trzeba swojemu dziecku zorganizowac, niektore znajome mamy rece zalamuja, pomstuja na `tradycje`, ale....no bo wszak `nie wypada`:)
    Ech, duzy OT, przepraszam
  • espionka 15.05.13, 14:37
    no wlasnie wazne jest tez jakimi osobami otaczamy sie na co dzien :)
    u nas towarzystwo nieekologiczne choc wszyscy sie staraja jak najmniej slodyczy itd. no ale jednak to smieciowe jedzonko, soczki z koncentratu sa obecne. A apetyt na cukier rosnie w miare spozywania :(
    I na szkolnej dyskotece, (w szkole, ktora promuje zdrowy lunchbox ) kroluje coca cola i farbowane cukierki i strzelajace w zebach proszki
  • wiwi1 22.05.13, 17:13
    Ja sie wlasnie tak zastanawiam jak sie zacznie szkola jak to bedzie z jedzeniem. Te przyjecia urodzinowe, na ktorych jest tona cukru i innych rzeczy, ktorych nie chcialabym zjesc nawet jak by za to placili co z tym zrobic? U nas edukacja domowa raczej nie wchodzi w gre. Zastanawialam sie kiedys nad takim pomyslem, ale po pierwsze, jezyk, obydwoje z mezem jestesmy Polakami wiec uzywamy na codzine jezyka polskiego, nie chcialabym dziecku wyrobic zlego akcentu, pozatyum nie widzialam zadnych grup wspierajacych edukacje domowa w mojej oklicy a to bylby duzy plus po trzecie nie wiem czy WIEM na tyle, zeby ta wiedze dalej przekazywac (choc tuy mozna zawsze sie doksztalcac) no i maz, ktory twierdzi, ze dzieci zdziczeja bez szkoly. Tak wiec, chociaz gdzies w glebi serca wydaje mi sie, ze edukacja domowa to jest dla dziecka dobra rzecz jednak zdecydujemy sie na szkole (chociaz zastanawiam sie nad flexi school) Tak daleko odbieglam od tematu;) W kazdym badz razie chodzi mi o to wlasnie jak to ogarnac kiedy dziecko pojdzie do szkoly.
    Tak sobie kiedys myslalam i miwah wspomnialas tu o tym w watku, ze przeciez wegetarianie z niczego sie nie tlumacza i nie zmieniaja swojej diety dla wygody innych.
    Pozdrawiam:)
    --
    Eco Forum UK
  • espionka 23.05.13, 17:35
    Jesli chodzi o porownanie do diety wegetarianskiej to wg mnie w czym innym tkwi problem.
    Dziecko wegetarianskie na przyjeciu urodzinowym,w restauracji, u kolegi w domu palaszuje wszystko oprocz miesa lacznie z deserami i slodkimi napojami. W szkolnej stolowce zawsze jest opcja dla vegeterianina a deser zjada taki sam jak miesozercy, jego lunchbox zawiera to co inne, zamiast szynki jest ser a czekoladki te same co inni.
    Moim zdaniem sedno tkwi w swiadomosci dzieci,ich podejscia do zdrowego odzywiania. Mi ciezko jest ''wychowywac'' dzieci w duchu eko bo okolicznosci sa niesprzyjajace.
    Nawiazywanie przyjazni jest potrzebne normalnego rozwoju czlowieka a to sie wiaze z takimi sytuacjami jak np.
    wizyty u kolegi gdzie za kazdym razem matka podaje Petit Filous- moje dziecko tez sie domaga u mnie w domu
    wypad na rowery z zaprzyjazniona rodzinka- moje dzieci rzucaja sie na slodka szarlotke tamtej rodziny
    wyjscie do kina- ach jak ten kolorowy popcorn kusi
    szkolna wycieczka z lunchboxem- chca to co rowiesnicy, slodki sok etc.
    obiady szkolne - syn (12 lat) bylby zawiedziony jesli bysmy z nich zrezygnowali
    o wlasnie syn dostal nagrode w szkole- slodycze!
    Nie da sie tego uniknac jesli w jakims stopniu chcemy uczestniczyc w zyciu spolecznym.
    Miwah podejrzewam jest prosciej, wydaje mi, ze swiadomosc ekologiczna ludzi na wsi jest inna, ludzie chyba wieksza wage przywiazuja do tego co spozywaja.
    Otoczenie jest wazne bo ono rowniez wywiera wplyw na swiadmosc dzieci. Domowa szkola podejrzewam przyciaga ludzi o okreslonych osobowosciach, jedno pociaga za soba drugie. Moje dzieci uspoleczniaja sie w srodowisku w jakim mieszkamy, to na ile uda mi sie zakorzenic zdrowe nawyki zywieniowe, zaszczepic pewne eko idee zalezy od rodzicow ale dzieci dorastaja i zaczynaja miec wlasne zdanie, najprosciej piszac chca to co rowiesnicy.
    Poza tym taki serek Petit Filous to dopiero pachnie i 3-latek go poprostu chce go tu i teraz.
  • espionka 23.05.13, 21:39
    ale nieladnie napisalam, powinno byc wegetarianin
  • wiwi1 23.05.13, 22:45
    Wlasnie espionka jak czytam to co piszesz to pojawia sie pytanie dlaczego tak "musimy" podazac za tlumem. Oczywiscie musimy w cudzyslowiu, bo nikt nas nie zmusza, ale masz racje jesli funkcjonujemy w takim a nie innym spoleczenstwie bardzo trudno o utrzymanie zasad, ktore sa tak bardzo rozne od ogolnie przyjetych w tym spoleczenstwie. Widze to w grupie znajomych. Ostatnio szukam ubrania do szkolnego uniformu i szkola ma same poliestrowe mieszanki rowniez wiekszosc sklepow sprzedaje nie tylko poliester ale rowniez jakies teflonowe podbicie? (nie wnikalam w szczegoly) i naprawde ciezko znalezc cos 100 % bawelna. Kolezanka, ktora kupila synowi spodnie z bawelny do szkoly stwierdzila, ze bardzo ciezko sie je prasuje i szybko sie mna. I to jest wlasnie powod dla ktorego wiekszosc jest ze sztucznego materialu, bo wygodniej. To samo jest z jedzeniem, latwiej kupic gotowe i nie myslec co jest w srodku. Jak z kims rozmawiam o jedzeniu, np dlaczego robie wlasnorecznie baked beans a nie otwieram puszki to widze calkowity brak zrozumienia. Kiedys wlasnie o tym rozmawialam z moim instruktorem jazdy. Mowilam mu, ze zapiekam sobie fasole w piekarniku i miedzyczasie kiedy domownicy spia ja czekam na ta fasolke i ogladam filmy. To jest taki moj wieczor:) A on zapytal a nie prosciej po prostu otworzyc puszke? I ja go rozumiem, bo kiedys sama takie puszki kupowalam w wersji organic i uwazalam, ze jesli organic to ok.
    Czyli co espionka nie da sie tego obejsc, bo koledzy i ich rodzice i tak napchaja nasze dzieci batonikami, serkami i sama szkola to zrobi dajac dziecku slodkie nagrody?
    Moj maz twierdzi, ze powinnam zamieszkac w lepiance z dala od cywilizacji;)
    Pozdrawiam:)
    --
    Eco Forum UK
  • espionka 23.05.13, 23:07
    fasolke wrzucam do slowcookera i rano pachnie, nie waruje przy niej :D
    mozesz zwykly timer podpiac do wtyczki
    ja sie staram na ile moge ale pewnych rzeczy nie przeskocze
    prosciej jest jesli obracasz sie w towarzystwie o podobnych przekonaniach, oczywiscie mozesz nie puszczac dzieci na party, na sleepover, nie spotykac sie z przyjaciolmi bo poczestuja czyms niezdrowym, nie chodzic do kina bo tam kolorowe cukierki sprzedaja ale to wedlug mnie jakas paranoja by byla. Fajnie by bylo gdyby dzieciaki z wlasnego przekonania wybieraly to co zdrowe :) i nad tym mozemy pracowac :)))
    dokladnie tak jest - nie zyjemy w jaskini
  • wiwi1 23.05.13, 23:34
    Espionka wiem, ze moge to fasolke do slowcookera wrzucic, ale to jest taka moja wymowka, zeby wszystkich polozyc do spania i pobyc sobie sama ze soba. Zazwyczaj ogladam sobie Tudorow na lovefilm albo jakies romansidla;)
    Pozdrawiam:)
    --
    Eco Forum UK
  • wiwi1 29.06.13, 12:27
    Jestem u rodzicow w Polsce. Najpierw pojechalam do tesciow, dzieci zostaly obsypane slodyczami i plastikowymi zabawkami przez rodzine. Slodyczy im nie dalam mialam swoje czekoladki, dzieci na szczescie bardzo nie protestowaly, ale ich cierpliwosc byla testowana na kazdym kroku, a to ciasto a to lody a to cukiereczki i czekoladki. Zakupy w sklepie ekologicznym kosztuja tyle samo co w UK a nawet wiecej, np syrop klonowy 45 zl.
    Pojechalam do moich rodzicow, bardzo trudno o ekologiczna kure mieso a nawet owoce i warzywa. Jesli ktos hoduje kury to nie chce sprzedac a jak sprzeda to za 50 zl cena taka sama jak w UK, ale ciezko cos kupic, ciele, ktore mialam zamowione tez okazalo sie nie tak latwo jednak znalezc. Warzywa i owoce tylko ze sklepu nie ma wersji ekologicznej, dodam, ze moi rodzice mieszkaja na wsi, sami hoduja bardzo niewiele, na razie tylko sa ziemniaki.
    Do tego kleszcze, ktorych sie panicznie boje.
    Ja chce do domu:)
    Pozdrawiam:)
    --
    Eco Forum UK
  • anetawer 21.05.14, 10:29
    Polecam aktywne wakacje z Klubem Adventure Element w Austrii. Każdy znajdzie coś dla siebie!

    Więcej info:
    [url=www.adventureelement.pl/leogang/]www.adventureelement.pl/leogang/[/url]
    www.facebook.com/events/239084402966964/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka