Dodaj do ulubionych

Motto na dziś


  • Sitting on a cornflake, waiting for the van to come.
    Corporation tee-shirt, stupid bloody Tuesday.
    Man, you been a naughty boy, you let your face grow long.
    I am the eggman, they are the eggmen.
    I am the walrus, goo goo g'joob.


    www.youtube.com/watch?v=Nnpil_pRUiw

  • 23.12.09, 07:05

    Ideały są jak gwiazdy. Jeśli nawet nie możemy ich dosięgnąć, to
    należy się według nich orientować.

    /G.B. Shaw/

  • 17.06.10, 10:47
    ooo widzę, że każdy ma jakieś motto na dany dzień. Ja staram się być optymistką
    w każdej sytuacji i moim mottem od pewnego czasu jest "jeśli wiara czyni cuda,
    trzeba wierzyć, że się uda " ;)
    grunt to wiara i optymizm;)
  • 23.12.09, 10:26

    Komunikat forum :

    "...dobrze widzi sie tylko sercem "


    ;)

  • John Lennon, Nasz tata

    Nasz stary tata niebawem stał się
    Namolnym zawalidrogą.
    Chyba dotarło to do niego
    I spakował swą torbę ubogą.

    "Chyba mnie tu nie chcecie, rzekł,
    Bom stary i kaleka".
    Nie mieliśmy serca mu przyznać
    Że pysk jego prawdę orzeka.

    Zajęło mu to całe wieki
    Aż ciuch swój spakował i łach.
    Ażeby się pośpieszył
    Pokasływaliśmy w drzwiach.

    "Nie zdam się nawet psu na budę"
    Mówił ze łzami w oku.
    "Dlatego właśnie cię wywalamy
    Jazda, ty głupi tłumoku."

    Podnosił ku nam steraną twarz
    Patrząc błagalnie tak
    Że daliśmy mu po grosiku
    I wypucowaliśmy hak.

    "My nawet cię lubimy, tato
    (Patrzyliśmy w dół niewyraźnie)
    Niestety, nie da rady
    Ty pomarszczony błaźnie".

    Wreszcie spakował ten chłam
    I rękę żelazną i pałkę
    I nawet tego kutasa
    Co wygrał go w dyrdymałkę.

    "Może mi coś napiszecie?"
    Tak skamląc wzruszył nas trup ów
    Aż wypisaliśmy mu
    Na twarzy listę zakupów.

    "Synkowie, nie mam do was żalu
    Bywajcie mi tu zdrowi
    Wszystko to wina waszej matki
    Co krzywa była mężowi".

    "Mamusią gęby nie wycieraj!"
    Ryknęliśmy łeb w łeb.
    "Chociaż dwa razy starsza niż ty
    Jednak zarabia na chleb".

    Odparł z urazą: "Mam się kur.wić
    To wolę zdechnąć z głodu
    Nie będę żył z występku
    I znosił jego smrodu".

    My na to jak jeden mąż:
    "Ona dzień w dzień myje rąsie
    I w ogóle! nie jak ty
    Ty brudny mały alfonsie!"

    I oto wreszcie z progu
    Odwrócił się stary pierdoła
    I jeszcze: "Bądźcie grzeczni!"
    Na pożegnanie nam woła.

    "Wszystkiego najlepszego,
    My na to, drogi tato!
    Spodoba ci się w przytułku!"
    (Choć nie liczyliśmy na to.)

    "No! wreszcie się wyguzdrał!"
    Burknęliśmy po obiadku
    I gazu do izdebki
    Gdzie mył swój garb nasz tatku.

    Nie tylko w żywej monecie
    Nas oczekiwał skarb!
    Nawet książeczkę emerytalną
    Zostawił nam ten parch.

    Sprosiliśmy wszystkich przyjaciół
    Był jubel, że uch uch!
    Czyli właściwie to jedną
    Lecz mieliśmy ją na dwóch.

    Nie usłyszeliśmy już o tacie
    I fajnie! mała strata
    Lecz zachowamy go w głębi serca
    Bo równy był nasz tata.



    (przełożył Robert Stiller)

  • OUR DAD

    It wasn't long before old dad
    Was cumbersome - a drag.
    He seemed to get the message and
    Began to pack his bag.

    'You don't want me around,' he said,
    'I'm old and crippled too.'
    We didn't have the heart to say
    'You're bloody right it's true.'

    He really took an age and more
    To pack his tatty kleid.
    We started coughing by the door,
    To hurry him outside.

    'I'm no use to man nor beast,'
    He said, his eye all wet.
    'That's why we're getting rid of you,
    Yer stupid bastard, get.'

    His wrinkIed face turned up to us
    A pleading in his look;
    We gave him half-a-crown apiece
    And polished up his hook.

    'It's not that we don't like you dad.'
    Our eyes were downcast down.
    'We've tried to make a go of it
    Yer shrivelled little clown! '

    At last he finished packing all,
    His iron hand as well.
    He even packed the penis
    What he'd won at bagatell.

    "Spect you'll write a line or two?'
    He whined - who could resist?
    We held his face beneath the light
    And wrote a shopping list.

    'Goodbye my sons and fare thee well,
    I blame yer not yer see,
    It's all yer mothers doing lads,
    She's had it in for me.'

    'You leave our mother out of this!'
    We screamed all fury rage,
    'At least she's working for her keep
    And nearly twice your age!'

    'I'd sooner starve than be a whore!'
    The old man said, all hurt.
    'Immoral earnings aren't for me,
    and living off her dirt.'

    'She washes everyday,' we said
    Together, all at once.
    'It's more than can be said for you
    Yer dirty little ponce!'

    At last upon the dooistep front
    He turned and with a wave
    He wished us all 'Good Heavens'
    And hoped we'd all behave.

    'The best of luck to you old dad!'
    We said with slight remorse,
    'You'll dig it in the workhouse man.'
    (He wouldn't though of course.)

    'Ah well he's gone and thats a fact,'
    We muttered after lunch,
    And hurried to the room in which
    He used to wash his hunch.

    'Well here's a blessing in disguise;
    Not only money too;
    He's left his pension book as well
    The slimy little jew!'

    'What luck we'll have a party
    Inviting all our friend.
    We've only one but she's a laugh
    She lets us all attend.'

    We never heard from dad again
    I 'spect we never shall
    But he'll remain in all our hearts
    - a buddy friend and pal.




  • 24.12.09, 00:26

    John Lennon, Gwiazdka u Randolfa

    Zbliżało się Boże Nagrodzenie ale Randolf był sam. Gdzie ci kumple.
    Fredzia, Maniek, Beniek, Alusia, Miki, Jan Krzysztof, Bredzia, Tom
    Tom, Viggi, Frisby i Rugby, George, Nygiel, Frank, Harold, Alfred,
    Misza, Zdeniek, Stanislas? Gdzie oni się podziwiają w taki dzień?
    Rambolf ze smutkiem patrzał na jedyną kratkę świąteczną z
    przyczeniami, którą przysrał mu nie żyjący w tej miejscowości ojciec.
    - Nie moge zrozubieć tej samotni akurat w dzień roku, w którym
    spodziałby sie człek jakiego kundla czy paru? - zamydlił Rangolf.
    Jednak upierał to drzewko na Bobrze Zgromadzenie i wieszał te
    pompki, łapciuchy, głosy angielskie i mazał to szarym olejkiem. Aż
    tu rozlał się wesoły dzbanek u drzwi. Kto pupa kto? i skuta u moich
    drzwi? Odparł je i wyobnażcie sobie kto to? Jego kundle i
    psiapsiułki we własnej ozdobie. Fredzia, Muniek Beniek, Alusia,
    Michał, Jan Kantaber, Wredzia, Tom Tata Tom, Ficky, Frisby i Rugby,
    Żorżyk, Figiel i Frank, Harold, Alfrecht, Micha, Zdeniek, Stanislaf
    a kto jak nie oni?
    Proszę i ładujcie się starzy kundle.
    Obszczerzył się na gębie od ucha Rondlof i do środeczka. To ci
    wyładowali na całego żardłując i czesząc się a chichu przy tym a
    krzychu: - Wierzchołych psiąt, Randałow! - i różne takie
    rozsierdeczności aż nagle jak ruchną się na niego wszystkie i łomot
    i łubudu z bach bachu i w czachu z krzykiem: - Zawsze nie lubiliśmy
    ciebie tyle lat co żeśmy cię znali. Żebyś wiedział ty mózglęciu!
    Nigdy nie byłeś nasz ty rozmiękiszu.
    No i zabili go na śmierć. Chociaż tyle że nie umierał w samotności
    co? I Hożego Nabreżniewa! Randolfie stary kundlu bracie i towarzychu.

    /przełożył Robert Stiller/

  • John Lennon, Randolf's Party

    It was Chrisbus time but Randolph was alone. Where were all his good pals.
    Bernie, Dave, Nicky, Alice, Beddy, Freba, Viggy, Nigel, Alfred, Clive, Stan,
    Frenk, Tom, Harry, George, Harold? Where were they on this day? Randolf looged
    saggly at his only Chrispbut cart from his dad who did not live there.
    'I can't understan this being so alonely on the one day of the year when one
    would surely spect a pal or two?' thought Rangolf. Hanyway he carrie don putting
    ub the desicrations and muzzle toe. All of a surgeon there was amerry timble on
    the door. Who but who could be a knockingon my door? He opend it and there
    standing there who? but only his pals. Bernie, Dave, Nicky, Alice, Beddy, Freba,
    Viggy, Nigel, Alfred, Clive, Stan, Frenk, Tom, Harry, George, Harolb weren't they?
    Come on in old pals buddys and mates. With a big griff on his face Randoff
    welcombed them. In they came jorking and labbing shoubing 'Haddy Grimmble,
    Randoob.' and other hearty, and then they all jumbed on him and did smite him
    with mighty blows about his head crying, 'We never liked you all the years we've
    known you. You were never really one of us you know, soft head.'
    They killed him you know, at least he didn't die alone did he? Mery
    Chrustchove, Randolf old pal buddy.



    www.youtube.com/watch?v=x-ZSP7aCiQY





  • John Lennon, God



    God is a concept
    By which we measure
    Our pain
    I'll say it again
    God is a concept
    By which we measure
    Our pain

    I don't believe in magic
    I don't believe in I-ching
    I don't believe in Bible
    I don't believe in tarot
    I don't believe in Hitler
    I don't believe in Jesus
    I don't believe in Kennedy
    I don't believe in Buddha
    I don't believe in Mantra
    I don't believe in Gita
    I don't believe in Yoga
    I don't believe in kings
    I don't believe in Elvis
    I don't believe in Zimmerman
    I don't believe in Beatles
    I just believe in me
    Yoko and me
    And that's reality

    The dream is over
    What can I say?
    The dream is over
    Yesterday
    I was the Dreamweaver
    But now I'm reborn
    I was the Walrus
    But now I'm John
    And so dear friends
    You'll just have to carry on
    The dream is over




    www.youtube.com/watch?v=La2qkUTTwWw

    www.youtube.com/watch?v=CbKsgaXQy2k
  • 25.12.09, 08:43

    John Lennon, Tłusta papużka

    Mam taką małą papużkę
    Ze wszystkich stworzeń najklawsze
    Po całej Brytanii z nim chodzę
    I oby tak było zawsze.

    To mój najlepszy kolega
    Nazwałem go Jeffrey po dziadku
    On też miał piórka na głowie
    I w mózgu i na zadku.

    Niektórzy nie lubią papużek
    Tego żółtego pomiotu
    I jedzą je na śniadanie
    Lub też oddają kotu.

    Mój wuj zjadł kiedyś papużkę
    Tłuściutką niby prosię.
    Z płaczem wołałem go: Ronnie!
    On jednak miał to w nosie.

    Wprawdzie nazywał się Artur
    Co nie odgrywa roli.
    Do sklepu ze zwierzętami
    Jak wejdzie: wszystko wtranżoli.

    Jak go lekarze rozcięli
    To w brzuchu miał niewesoło
    Okazał się zbyt żarłoczny
    I zdechł jak całe zoo.

    Jak wchodzę do pokoju
    Mój Jeffrey ćwierka mi cicho
    A ja jajecznicę na grzance
    Zrobiwszy mu karmię go łychą.

    Śpiewa jak wszystkie papużki
    Jak zechce i jak leci
    A przede wszystkim w niedzielę
    Kiedy go włączam do sieci.

    Jak go wypuszczę na pokój
    Fruwa i siada na łóżku
    Czasem gówienko na głowie
    Znajduję po tym świntuszku.

    Teraz jest na diecie
    Bo zbyt się żarcia nałykał
    Jak jeszcze się utuczy
    O kulach będzie kusztykał.

    Byłoby to zabawne: co?
    Papużka na patyku
    Pochorowaliby się ludzie
    Od tego śmiechu i krzyku.

    Oto mój Jeffrey tłuścioszek
    I kocham tego żółciatka
    Bardziej niż ojca! a mam
    Dopiero trzydzieści dwa latka.



    www.youtube.com/watch?v=sX5XX3HecDk



  • THE FAT BUDGIE

    I have a little budgie
    He is my very pal
    I take him walks in Britain
    I hope I always shall.

    I call my budgie Jeffrey
    My grandads name's the same
    I call him after grandad
    Who had a feathered brain.

    Some people don't like budgies
    The little yellow brats
    They eat them up for breakfast
    Or give them to their cats.

    My uncle ate a budgie
    It was so fat and fair.
    I cried and called him Ronnie
    He didn't seem to care

    Although his name was Arthur
    It didn't mean a thing.
    He went into a petshop
    And ate up everything.

    The doctors looked inside him,
    To see what they could do,
    But he had been too greedy
    He died just like a zoo.

    My Jeffrey chirps and twitters
    When I walk into the room,
    I make him scrambled egg on toast
    And feed him with a spoon.

    He sings like other budgies
    But only when in trim
    But most of all on Sunday
    Thats when I plug him in.

    He flies about the room sometimes
    And sits upon my bed
    And if he's really happy
    He does it on my head.

    He's on a diet now you know
    >From eating far too much
    They say if he gets fatter
    He'll have to wear a crutch.

    It would be funny wouldn't it
    A budgie on a stick
    Imagine all the people
    Laughing till they're sick.

    So that's my budgie Jeffrey
    Fat and yellow too
    I love him more than daddie
    And I'm only thirty two.




    www.youtube.com/watch?v=MlfcF1I5e_g

  • 25.12.09, 14:41

    Lenistwo... to najpiekniejszy ze stanow.

    Lincoln
  • 27.12.09, 04:43

    "I chleb, i chwila prawdy maja ze soba cos wspolnego."
  • Something in the way she moves
    Attracts me like no other lover
    Something in the way she woos me

    I don't want to leave her now
    You know I believe her now

    Somewhere in her smile she knows
    That I don't need no other lover
    Something in her style that shows me

    Don't want to leave her now
    You know I believe her now

    You're asking me will my love grow
    I don't know, I don't know
    You stick around now it may show
    I don't know, I don't know

    Something in the way she knows
    And all I have to do is think of her
    Something in the things she shows me

    Don't want to leave her now
    You know I believe her now


    www.youtube.com/watch?v=xzkhOmKVW08
  • 28.12.09, 13:10

    "Dialog to spotkanie"

    Wladyslaw Bartoszewski
  • 28.12.09, 13:21

    "Pan Wincenty wzial z biurka okulary i ze zdumieniem przeczytal :
    Szerz oswiate wsrod zdunow !
    Naucz czytac choc jednego zduna!
    Pokaz zdunowi choc cztery litery ! "


    ;)

    Wl.Zambrzycki "Kwatera bozych pomylencow"
  • 28.12.09, 13:43

    " 1 + 1 = 3 (w kazdym razie wierze w to z calego serca)

    Encyklopedia wiedzy wzglednej i absolutnej. Edmund Wells "




    B.Werber "Rewolucja mrowek"
  • 29.12.09, 01:41

    Jezu, ona znowu zaczyna! – pomyślałam, czując jednocześnie, jak
    opadają mi ręce, nogi oraz wszystkie inne członki, które mogą opaść
    człowiekowi znajdującemu się w pozycji siedzącej. A konkretnie
    kobiecie.

    – Wyszykuj no mnie, moja droga, wyjściową garsonkę i koronkową
    bluzkę z żabotem – poleciła babcia, stając w progu gabinetu
    nieboszczyka dziadka. – Przewietrz, uprasuj, a sprawdź przy tym, czy
    miejscami na szwach nie popuściła.

    – A gdzież to się wybierasz? – Spojrzałam na nią spod spoconego
    czoła i otarłam je wierzchem spracowanej dłoni. Od czasu, kiedy
    babcia zabroniła mi korzystania z odkurzacza i innych
    przedmiotów "wyjących", wszystkie czynności higieniczno-gospodarcze
    musiałam wykonywać ręcznie.

    – Ano, tam się wybieram – ruchem głowy wskazała na okno. – Do
    Ernesta idę. Termin na czwartek mam. – Babcia z zadowolenia
    promieniała na twarzy.

    – Ale... dziś dopiero wtorek... – bąknęłam, nie mogąc wymyślić nic
    sensowniejszego.

    – Wtorek! – ofuknęła mnie babcia. – Zanim ja całą garderobę i
    wszystko, co mnie na drogę będzie potrzebne, skompletuję, to czasu
    nie stanie! A przecież z pustą ręka się do Ernesta nie wybiorę,
    zakupy trzeba będzie zrobić. Ale... to już... Franciszka załatwi. –
    Babcia zamyśliła się głęboko. – Tak! Sporządzę listę i wyślę
    dziewuchę po sprawunki. Dziś jeszcze!

    – Babciu... – zaczęłam w nadziei, że jakoś wyperswaduję jej ten
    absurdalny zamysł, ale widząc wciąż rosnący entuzjazm na twarzy
    staruszki, dałam spokój. A nuż do czwartku o wszystkim zapomni?

    Spojrzałam dyskretnie na wielki szafkowy zegar. Dochodziła
    trzynasta. Lada chwila powinna przyjść pani Rowicka, zwana, jak
    wszystkie opiekunki babci, Franciszką. Halina Rowicka była
    emerytowaną pielęgniarką i przejmowała przy niej dyżur w te dni,
    kiedy ja miałam w pracy popołudniówki. Wieczorem przychodziła młoda
    wolontariuszka, nocą zaś zaglądała do babci sąsiadka, pani
    Pietraszko. Kiedy dniówki wypadały mi od siódmej rano, do południa
    siedziała przy babci wolontariuszka, zmieniana o trzynastej przez
    Rowicką, ja natomiast wpadałam wieczorem. I tak w koło Macieju...

    Babcia nie była co prawda obłożnie chora, przeciwnie, fizycznie
    zdrowa była jak koń, jednak od pewnego czasu traciła jakby...
    poczucie obiektywizmu względem realnego świata. Drobna, ale czerstwa
    kobietka przedwojennego chowu, miała w sobie tyle werwy, że nie
    można było na chwilę spuścić jej z oka. Każdy bowiem, najbardziej
    nawet dziki zamysł wprowadzała natychmiast w czyn. Osobiście i
    własnoręcznie. Kiedy, jakieś półtora roku temu zabroniła mi używać
    przedmiotów "wyjących", zaczęła się ich sukcesywnie pozbywać.
    Wyrzuciła elektryczny młynek do kawy, robot kuchenny, elektryczną
    maszynkę do golenia, należącą niegdyś do dziadka, pralkę wirnikową,
    a na koniec zrzuciła ze schodów lodówkę. Odkurzacz ukryłam na
    strychu, przysięgając wcześniej uroczyście, że zgodnie z jej
    życzeniem utopię go w Wiśle. Teraz, jak tylko udawało mi się
    nakłonić ją do krótkiego spacerku pod opieka pani Rowickiej,
    błyskawicznie odkurzałam cały dom, błogosławiąc w duchu "przedmioty
    wyjące".

    – Babciu! – ocknęłam się z lękiem, stwierdzając równocześnie, że
    staruszka zniknęła mi z pola widzenia.

    – Tu jestem, za tobą! – zachichotała radośnie. – Sporządzam listę
    ekwipażu!

    Istotnie, babcia siedziała tuż za moimi plecami, po drugiej stronie
    biurka i zasłaniając ramieniem, skrobała coś na kartce.





    Danuta Noszczynska "Kufer babci Alicji"
  • 04.01.10, 22:42


    Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić i przychodzi taki
    jeden, który nie wie, że się nie da i on właśnie to robi.


    Albert Einstein
  • 01.02.10, 12:29
    "Między domem a pracą są małe zakamarki szczęścia:
    ptak,
    ogród,
    powitanie sąsiada,
    uśmiech dziecka,
    kot wygrzewający się na słońcu."

    Pam Brown
  • 05.01.10, 20:40


    Naukowcom udało się skrzyżować złotą rybkę z rekinem - spełnia
    trzy ostatnie życzenia.

    ;D
  • 29.12.09, 01:47

    Dziś też przyszła. Patrzył, jak odmierza krokami długość jednego
    boku. Dwanaście kobiecych, drobnych kroków. Później drugi bok.
    Dwanaście kobiecych, delikatnych kroków. I zerknięcie przez szyby do
    środka, choć trudno było przez nie wypatrzyć cokolwiek. Czasami, gdy
    nie padało i ściany kamieniczki były suche, kobieta stawała na jej
    rogu i odchylała mocno do tyłu ramiona. Wtedy jej dłonie i ramiona
    spoczywały na dwóch ścianach. Patrząc na nią, pomyślał o rzeźbach
    zdobiących stare żaglowce. Piękne kobiety z nagimi piersiami, wolne
    i odważne. Nigdy nie stała w ten sposób zbyt długo, a gdy jej się to
    zdarzyło, zawstydzona opuszczała wzrok. Jak długo można przyglądać
    się kamieniczce, nie mając ku temu powodu?




    Edyta Szalek "Kamieniczka"
  • 29.12.09, 19:52

    Od czasu do czasu musiała nabrać więcej powietrza, bo niektóre
    fale pędziły jak ciężarówki, wgniatając ją w piaszczyste dno, ale
    zawsze jakoś wypływała na powierzchnię, jakby była z korka.
    Oślepiały ją światła reflektorów i z trudem odnajdywała właściwy
    kierunek. Od ciągłego zadzierania głowy bolała ją szyja, ale teraz
    wreszcie go zobaczyła. To był on: wieloryb ze świętym tatuażem.
    Popłynęła pieskiem w jego stronę. Po zderzeniu z kolejną falą opiła
    się słonej wody. Zaczęła kaszleć i młócić wodę, ale zaraz się
    uspokoiła, a na jej twarzy znów odmalowała się determinacja.
    Zbliżając się do wieloryba, przypomniała sobie, co powinna zrobić.

    "Głupi bachor!" — zakląłem w duchu, rzucając się w morze. Po
    pierwsze, nie byłem bohaterem, a po drugie, zawsze balem się dużych
    fal. Jeśli już musiałem się moczyć, to najchętniej robiłem to w
    wannie, w gorącej wodzie. A woda w morzu była lodowata. Coś o tym
    wiedziałem, bo dopiero co z niej wyszedłem.

    A jednak czułem podziw dla Kahu, zawsze była nieustraszona.
    Widziałem, że podpływa do wieloryba i zastanawiałem się, co teraz
    zrobi. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem, że Porourangi biegnie
    za Korem i Nanny, żeby ich zawrócić. I wtedy stało się
    najdziwniejsze. Usłyszałem, że Kahu woła coś tym swoim piskliwym
    dyszkantem, a potem dotarło do mnie, że ona śpiewa. Śpiewała
    wielorybowi, prosząc, żeby na nią spojrzał.




    Witi Ihimaera "Jeździec na wielorybie"

  • 01.01.10, 19:25

    Na szczęście i zdrowie
    na ten Nowy Rok
    aby się Wam rodziła kapusta i groch
    ziemniaki jak pniaki
    bób jak chodaki
    a proso,
    abyście nie chodzili boso.


    ;)
  • 21.01.10, 16:09

    "Życie nie oferuje wyjaśnień czy przeprosin. To my je wymyślamy."


    Jonathan Carroll
  • 29.12.09, 22:41

    Kto powinien, zgodnie z prawem, atakować mnie i cofać się... a kto
    powinien cofać się i atakować z ukrycia! Kto powinien zrzędzić,
    załamywać się w bezsilności, obezwładniony przez czułe serce! A kto
    powinien załamywać się, zamiast zrzędzić, karcić mnie, napominać,
    krytykować, wytykać mi bez końca błędy!

    Philip Roth, Kompleks Portnoya,
    przełożyła Anna Kołyszko


  • Wednesday morning at five o'clock as the day begings
    Silently closing her bedroom door
    Leaving the note that she hoped would say more
    She goes downstairs to the kitchen clutching her hankerchief
    Quietly turing the backdoor key
    Stepping outside she is free.
    She (We gave her most of our lives)
    is leaving (Sacraficed most of our lives)
    home (We gave her everything money could buy)
    She's leaving home after living alone
    For so many years. Bye, bye



    www.youtube.com/watch?v=V4PFC6bIexo&feature=related

  • errata

    ma być:

    Wednesday morning at five o'clock
    as the day begins
    Silently closing her bedroom door
    Leaving the note that she hoped would say more
    She goes downstairs to the kitchen
    clutching her handkerchief
    Quietly turning the back door key
    Stepping outside she is free

    She (we gave her most of our lives)
    is leaving (sacrificed most of our lives)
    home (we gave her everything money could buy)
    She's leaving home after living alone for
    so many years (bye bye)
  • 02.01.10, 20:14

    - Słuchaj, byłam młoda, szkoła nie miała dla mnie żadnego znaczenia, a rodzinę
    miałam taką jak wszyscy - słodką, nudną i przyzwoitą, żyjącą Bóg wie jak długo
    pod wieczną zmarzliną na Fern Hill Manor Road numer osiemnaście. Podniecenie
    ograniczone do pory posiłków. Co wieczór przy deserze ojciec pytał "To
    wszystko?", a matka wybuchała płaczem. I w wieku lat osiemnastu poznałam
    dorosłego mężczyznę, zabójczo przystojnego, który umiał rozmawiać, mógł mnie
    dużo nauczyć i poznał się na mnie. W odróżnieniu od wszystkich innych ludzi,
    zachowywał się bardzo wytwornie i jak na tyrana nie był wcale brutalny;
    zakochałam się w nim - tak jest, w dwa tygodnie. To przytrafia się nie tylko
    podlotkom. Zaproponował: "Może ze mną wrócisz?" - zgodziłam się i poleciałam.

    Philip Roth, Nauczyciel pożądania
    /tłumaczył Jacek Spólny/

  • Whatever gets you through the night 'salright, 'salright
    It's your money or life 'salright, 'salright
    Don't need a sword to cut through flowers oh no, oh no

    Whatever gets you through your life 'salright, 'salright
    Do it wrong or do it right 'salright, 'salright
    Don't need a watch to waste your time oh no, oh no

    Hold me darlin' come on listen to me
    I won't do you no harm
    Trust me darlin' come on listen to me, come on listen to me
    Come on listen, listen

    Whatever gets you to the light 'salright, 'salright
    Out the blue or out of sight 'salright, 'salright
    Don't need a gun to blow your mind oh no, oh no

    Hold me darlin' come on listen to me
    I won't do you no harm
    Trust me darlin' come on listen to me, come on listen to me
    Come on listen, listen




    www.youtube.com/watch?v=Ho1yJwvWCrw

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.