• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Motto na dziś Dodaj do ulubionych


  • Komunikat forum:

    Nie można wysłać wiadomości. Limit liczby wypowiedzi w wątku został osiągnięty, aby kontynuować dyskusję rozpocznij nowy wątek.


    forum.gazeta.pl/forum/w,151,51732930,51732930,Motto_na_dzis.html
    Zaawansowany formularz
    • 22.12.09, 15:46

      Sitting on a cornflake, waiting for the van to come.
      Corporation tee-shirt, stupid bloody Tuesday.
      Man, you been a naughty boy, you let your face grow long.
      I am the eggman, they are the eggmen.
      I am the walrus, goo goo g'joob.


      www.youtube.com/watch?v=Nnpil_pRUiw

    • 23.12.09, 07:05

      Ideały są jak gwiazdy. Jeśli nawet nie możemy ich dosięgnąć, to
      należy się według nich orientować.

      /G.B. Shaw/

      • 17.06.10, 10:47
        ooo widzę, że każdy ma jakieś motto na dany dzień. Ja staram się być optymistką
        w każdej sytuacji i moim mottem od pewnego czasu jest "jeśli wiara czyni cuda,
        trzeba wierzyć, że się uda " ;)
        grunt to wiara i optymizm;)
    • 23.12.09, 10:26

      Komunikat forum :

      "...dobrze widzi sie tylko sercem "


      ;)
    • 23.12.09, 18:37

      John Lennon, Nasz tata

      Nasz stary tata niebawem stał się
      Namolnym zawalidrogą.
      Chyba dotarło to do niego
      I spakował swą torbę ubogą.

      "Chyba mnie tu nie chcecie, rzekł,
      Bom stary i kaleka".
      Nie mieliśmy serca mu przyznać
      Że pysk jego prawdę orzeka.

      Zajęło mu to całe wieki
      Aż ciuch swój spakował i łach.
      Ażeby się pośpieszył
      Pokasływaliśmy w drzwiach.

      "Nie zdam się nawet psu na budę"
      Mówił ze łzami w oku.
      "Dlatego właśnie cię wywalamy
      Jazda, ty głupi tłumoku."

      Podnosił ku nam steraną twarz
      Patrząc błagalnie tak
      Że daliśmy mu po grosiku
      I wypucowaliśmy hak.

      "My nawet cię lubimy, tato
      (Patrzyliśmy w dół niewyraźnie)
      Niestety, nie da rady
      Ty pomarszczony błaźnie".

      Wreszcie spakował ten chłam
      I rękę żelazną i pałkę
      I nawet tego kutasa
      Co wygrał go w dyrdymałkę.

      "Może mi coś napiszecie?"
      Tak skamląc wzruszył nas trup ów
      Aż wypisaliśmy mu
      Na twarzy listę zakupów.

      "Synkowie, nie mam do was żalu
      Bywajcie mi tu zdrowi
      Wszystko to wina waszej matki
      Co krzywa była mężowi".

      "Mamusią gęby nie wycieraj!"
      Ryknęliśmy łeb w łeb.
      "Chociaż dwa razy starsza niż ty
      Jednak zarabia na chleb".

      Odparł z urazą: "Mam się kur.wić
      To wolę zdechnąć z głodu
      Nie będę żył z występku
      I znosił jego smrodu".

      My na to jak jeden mąż:
      "Ona dzień w dzień myje rąsie
      I w ogóle! nie jak ty
      Ty brudny mały alfonsie!"

      I oto wreszcie z progu
      Odwrócił się stary pierdoła
      I jeszcze: "Bądźcie grzeczni!"
      Na pożegnanie nam woła.

      "Wszystkiego najlepszego,
      My na to, drogi tato!
      Spodoba ci się w przytułku!"
      (Choć nie liczyliśmy na to.)

      "No! wreszcie się wyguzdrał!"
      Burknęliśmy po obiadku
      I gazu do izdebki
      Gdzie mył swój garb nasz tatku.

      Nie tylko w żywej monecie
      Nas oczekiwał skarb!
      Nawet książeczkę emerytalną
      Zostawił nam ten parch.

      Sprosiliśmy wszystkich przyjaciół
      Był jubel, że uch uch!
      Czyli właściwie to jedną
      Lecz mieliśmy ją na dwóch.

      Nie usłyszeliśmy już o tacie
      I fajnie! mała strata
      Lecz zachowamy go w głębi serca
      Bo równy był nasz tata.



      (przełożył Robert Stiller)
      • 23.12.09, 18:48

        OUR DAD

        It wasn't long before old dad
        Was cumbersome - a drag.
        He seemed to get the message and
        Began to pack his bag.

        'You don't want me around,' he said,
        'I'm old and crippled too.'
        We didn't have the heart to say
        'You're bloody right it's true.'

        He really took an age and more
        To pack his tatty kleid.
        We started coughing by the door,
        To hurry him outside.

        'I'm no use to man nor beast,'
        He said, his eye all wet.
        'That's why we're getting rid of you,
        Yer stupid bastard, get.'

        His wrinkIed face turned up to us
        A pleading in his look;
        We gave him half-a-crown apiece
        And polished up his hook.

        'It's not that we don't like you dad.'
        Our eyes were downcast down.
        'We've tried to make a go of it
        Yer shrivelled little clown! '

        At last he finished packing all,
        His iron hand as well.
        He even packed the penis
        What he'd won at bagatell.

        "Spect you'll write a line or two?'
        He whined - who could resist?
        We held his face beneath the light
        And wrote a shopping list.

        'Goodbye my sons and fare thee well,
        I blame yer not yer see,
        It's all yer mothers doing lads,
        She's had it in for me.'

        'You leave our mother out of this!'
        We screamed all fury rage,
        'At least she's working for her keep
        And nearly twice your age!'

        'I'd sooner starve than be a whore!'
        The old man said, all hurt.
        'Immoral earnings aren't for me,
        and living off her dirt.'

        'She washes everyday,' we said
        Together, all at once.
        'It's more than can be said for you
        Yer dirty little ponce!'

        At last upon the dooistep front
        He turned and with a wave
        He wished us all 'Good Heavens'
        And hoped we'd all behave.

        'The best of luck to you old dad!'
        We said with slight remorse,
        'You'll dig it in the workhouse man.'
        (He wouldn't though of course.)

        'Ah well he's gone and thats a fact,'
        We muttered after lunch,
        And hurried to the room in which
        He used to wash his hunch.

        'Well here's a blessing in disguise;
        Not only money too;
        He's left his pension book as well
        The slimy little jew!'

        'What luck we'll have a party
        Inviting all our friend.
        We've only one but she's a laugh
        She lets us all attend.'

        We never heard from dad again
        I 'spect we never shall
        But he'll remain in all our hearts
        - a buddy friend and pal.




    • 24.12.09, 00:26

      John Lennon, Gwiazdka u Randolfa

      Zbliżało się Boże Nagrodzenie ale Randolf był sam. Gdzie ci kumple.
      Fredzia, Maniek, Beniek, Alusia, Miki, Jan Krzysztof, Bredzia, Tom
      Tom, Viggi, Frisby i Rugby, George, Nygiel, Frank, Harold, Alfred,
      Misza, Zdeniek, Stanislas? Gdzie oni się podziwiają w taki dzień?
      Rambolf ze smutkiem patrzał na jedyną kratkę świąteczną z
      przyczeniami, którą przysrał mu nie żyjący w tej miejscowości ojciec.
      - Nie moge zrozubieć tej samotni akurat w dzień roku, w którym
      spodziałby sie człek jakiego kundla czy paru? - zamydlił Rangolf.
      Jednak upierał to drzewko na Bobrze Zgromadzenie i wieszał te
      pompki, łapciuchy, głosy angielskie i mazał to szarym olejkiem. Aż
      tu rozlał się wesoły dzbanek u drzwi. Kto pupa kto? i skuta u moich
      drzwi? Odparł je i wyobnażcie sobie kto to? Jego kundle i
      psiapsiułki we własnej ozdobie. Fredzia, Muniek Beniek, Alusia,
      Michał, Jan Kantaber, Wredzia, Tom Tata Tom, Ficky, Frisby i Rugby,
      Żorżyk, Figiel i Frank, Harold, Alfrecht, Micha, Zdeniek, Stanislaf
      a kto jak nie oni?
      Proszę i ładujcie się starzy kundle.
      Obszczerzył się na gębie od ucha Rondlof i do środeczka. To ci
      wyładowali na całego żardłując i czesząc się a chichu przy tym a
      krzychu: - Wierzchołych psiąt, Randałow! - i różne takie
      rozsierdeczności aż nagle jak ruchną się na niego wszystkie i łomot
      i łubudu z bach bachu i w czachu z krzykiem: - Zawsze nie lubiliśmy
      ciebie tyle lat co żeśmy cię znali. Żebyś wiedział ty mózglęciu!
      Nigdy nie byłeś nasz ty rozmiękiszu.
      No i zabili go na śmierć. Chociaż tyle że nie umierał w samotności
      co? I Hożego Nabreżniewa! Randolfie stary kundlu bracie i towarzychu.

      /przełożył Robert Stiller/
      • 24.12.09, 01:56

        John Lennon, Randolf's Party

        It was Chrisbus time but Randolph was alone. Where were all his good pals.
        Bernie, Dave, Nicky, Alice, Beddy, Freba, Viggy, Nigel, Alfred, Clive, Stan,
        Frenk, Tom, Harry, George, Harold? Where were they on this day? Randolf looged
        saggly at his only Chrispbut cart from his dad who did not live there.
        'I can't understan this being so alonely on the one day of the year when one
        would surely spect a pal or two?' thought Rangolf. Hanyway he carrie don putting
        ub the desicrations and muzzle toe. All of a surgeon there was amerry timble on
        the door. Who but who could be a knockingon my door? He opend it and there
        standing there who? but only his pals. Bernie, Dave, Nicky, Alice, Beddy, Freba,
        Viggy, Nigel, Alfred, Clive, Stan, Frenk, Tom, Harry, George, Harolb weren't they?
        Come on in old pals buddys and mates. With a big griff on his face Randoff
        welcombed them. In they came jorking and labbing shoubing 'Haddy Grimmble,
        Randoob.' and other hearty, and then they all jumbed on him and did smite him
        with mighty blows about his head crying, 'We never liked you all the years we've
        known you. You were never really one of us you know, soft head.'
        They killed him you know, at least he didn't die alone did he? Mery
        Chrustchove, Randolf old pal buddy.



        www.youtube.com/watch?v=x-ZSP7aCiQY




    • 24.12.09, 02:03

      John Lennon, God



      God is a concept
      By which we measure
      Our pain
      I'll say it again
      God is a concept
      By which we measure
      Our pain

      I don't believe in magic
      I don't believe in I-ching
      I don't believe in Bible
      I don't believe in tarot
      I don't believe in Hitler
      I don't believe in Jesus
      I don't believe in Kennedy
      I don't believe in Buddha
      I don't believe in Mantra
      I don't believe in Gita
      I don't believe in Yoga
      I don't believe in kings
      I don't believe in Elvis
      I don't believe in Zimmerman
      I don't believe in Beatles
      I just believe in me
      Yoko and me
      And that's reality

      The dream is over
      What can I say?
      The dream is over
      Yesterday
      I was the Dreamweaver
      But now I'm reborn
      I was the Walrus
      But now I'm John
      And so dear friends
      You'll just have to carry on
      The dream is over




      www.youtube.com/watch?v=La2qkUTTwWw

      www.youtube.com/watch?v=CbKsgaXQy2k
    • 25.12.09, 08:43

      John Lennon, Tłusta papużka

      Mam taką małą papużkę
      Ze wszystkich stworzeń najklawsze
      Po całej Brytanii z nim chodzę
      I oby tak było zawsze.

      To mój najlepszy kolega
      Nazwałem go Jeffrey po dziadku
      On też miał piórka na głowie
      I w mózgu i na zadku.

      Niektórzy nie lubią papużek
      Tego żółtego pomiotu
      I jedzą je na śniadanie
      Lub też oddają kotu.

      Mój wuj zjadł kiedyś papużkę
      Tłuściutką niby prosię.
      Z płaczem wołałem go: Ronnie!
      On jednak miał to w nosie.

      Wprawdzie nazywał się Artur
      Co nie odgrywa roli.
      Do sklepu ze zwierzętami
      Jak wejdzie: wszystko wtranżoli.

      Jak go lekarze rozcięli
      To w brzuchu miał niewesoło
      Okazał się zbyt żarłoczny
      I zdechł jak całe zoo.

      Jak wchodzę do pokoju
      Mój Jeffrey ćwierka mi cicho
      A ja jajecznicę na grzance
      Zrobiwszy mu karmię go łychą.

      Śpiewa jak wszystkie papużki
      Jak zechce i jak leci
      A przede wszystkim w niedzielę
      Kiedy go włączam do sieci.

      Jak go wypuszczę na pokój
      Fruwa i siada na łóżku
      Czasem gówienko na głowie
      Znajduję po tym świntuszku.

      Teraz jest na diecie
      Bo zbyt się żarcia nałykał
      Jak jeszcze się utuczy
      O kulach będzie kusztykał.

      Byłoby to zabawne: co?
      Papużka na patyku
      Pochorowaliby się ludzie
      Od tego śmiechu i krzyku.

      Oto mój Jeffrey tłuścioszek
      I kocham tego żółciatka
      Bardziej niż ojca! a mam
      Dopiero trzydzieści dwa latka.



      www.youtube.com/watch?v=sX5XX3HecDk


      • 26.12.09, 06:54

        THE FAT BUDGIE

        I have a little budgie
        He is my very pal
        I take him walks in Britain
        I hope I always shall.

        I call my budgie Jeffrey
        My grandads name's the same
        I call him after grandad
        Who had a feathered brain.

        Some people don't like budgies
        The little yellow brats
        They eat them up for breakfast
        Or give them to their cats.

        My uncle ate a budgie
        It was so fat and fair.
        I cried and called him Ronnie
        He didn't seem to care

        Although his name was Arthur
        It didn't mean a thing.
        He went into a petshop
        And ate up everything.

        The doctors looked inside him,
        To see what they could do,
        But he had been too greedy
        He died just like a zoo.

        My Jeffrey chirps and twitters
        When I walk into the room,
        I make him scrambled egg on toast
        And feed him with a spoon.

        He sings like other budgies
        But only when in trim
        But most of all on Sunday
        Thats when I plug him in.

        He flies about the room sometimes
        And sits upon my bed
        And if he's really happy
        He does it on my head.

        He's on a diet now you know
        >From eating far too much
        They say if he gets fatter
        He'll have to wear a crutch.

        It would be funny wouldn't it
        A budgie on a stick
        Imagine all the people
        Laughing till they're sick.

        So that's my budgie Jeffrey
        Fat and yellow too
        I love him more than daddie
        And I'm only thirty two.




        www.youtube.com/watch?v=MlfcF1I5e_g

    • 25.12.09, 14:41

      Lenistwo... to najpiekniejszy ze stanow.

      Lincoln
    • 26.12.09, 07:01

      Time you enjoy wasting, was not wasted.

      John Lennon



      www.youtube.com/watch?v=pJplQmYlfgw
    • 27.12.09, 03:29

      Everybody loves you when you're six foot in the ground.

      /John Lennon/





      ;-)

      www.youtube.com/watch?v=n9yay4PX0OA



    • 27.12.09, 04:43

      "I chleb, i chwila prawdy maja ze soba cos wspolnego."
    • 28.12.09, 10:30

      I love all this punky stuff. It's pure.

      (Lennon)


      www.youtube.com/watch?v=25weBjXioB0
    • 28.12.09, 10:33

      When you told me you didn't need me anymore
      Well you know I nearly broke down and cried
      When you told me you didn't need me anymore
      Well you know I nearly broke down and died


      www.youtube.com/watch?v=z_RCNGgL9V4
    • 28.12.09, 10:42
      Something in the way she moves
      Attracts me like no other lover
      Something in the way she woos me

      I don't want to leave her now
      You know I believe her now

      Somewhere in her smile she knows
      That I don't need no other lover
      Something in her style that shows me

      Don't want to leave her now
      You know I believe her now

      You're asking me will my love grow
      I don't know, I don't know
      You stick around now it may show
      I don't know, I don't know

      Something in the way she knows
      And all I have to do is think of her
      Something in the things she shows me

      Don't want to leave her now
      You know I believe her now


      www.youtube.com/watch?v=xzkhOmKVW08
    • 28.12.09, 13:10

      "Dialog to spotkanie"

      Wladyslaw Bartoszewski
    • 28.12.09, 13:21

      "Pan Wincenty wzial z biurka okulary i ze zdumieniem przeczytal :
      Szerz oswiate wsrod zdunow !
      Naucz czytac choc jednego zduna!
      Pokaz zdunowi choc cztery litery ! "


      ;)

      Wl.Zambrzycki "Kwatera bozych pomylencow"
    • 28.12.09, 13:43

      " 1 + 1 = 3 (w kazdym razie wierze w to z calego serca)

      Encyklopedia wiedzy wzglednej i absolutnej. Edmund Wells "




      B.Werber "Rewolucja mrowek"
    • 28.12.09, 22:15


      Jeden pocałunek mężczyzny może złamać całe życie kobiety.

      /Oscar Wilde/


      www.youtube.com/watch?v=byoYcp2qUn8
    • 28.12.09, 22:23


      I dream of your first kiss, and then,
      I feel upon my lips again,
      A taste of honey... tasting much sweeter than wine.


      www.youtube.com/watch?v=zA_2pLQJj-U
      • 29.12.09, 01:41

        Jezu, ona znowu zaczyna! – pomyślałam, czując jednocześnie, jak
        opadają mi ręce, nogi oraz wszystkie inne członki, które mogą opaść
        człowiekowi znajdującemu się w pozycji siedzącej. A konkretnie
        kobiecie.

        – Wyszykuj no mnie, moja droga, wyjściową garsonkę i koronkową
        bluzkę z żabotem – poleciła babcia, stając w progu gabinetu
        nieboszczyka dziadka. – Przewietrz, uprasuj, a sprawdź przy tym, czy
        miejscami na szwach nie popuściła.

        – A gdzież to się wybierasz? – Spojrzałam na nią spod spoconego
        czoła i otarłam je wierzchem spracowanej dłoni. Od czasu, kiedy
        babcia zabroniła mi korzystania z odkurzacza i innych
        przedmiotów "wyjących", wszystkie czynności higieniczno-gospodarcze
        musiałam wykonywać ręcznie.

        – Ano, tam się wybieram – ruchem głowy wskazała na okno. – Do
        Ernesta idę. Termin na czwartek mam. – Babcia z zadowolenia
        promieniała na twarzy.

        – Ale... dziś dopiero wtorek... – bąknęłam, nie mogąc wymyślić nic
        sensowniejszego.

        – Wtorek! – ofuknęła mnie babcia. – Zanim ja całą garderobę i
        wszystko, co mnie na drogę będzie potrzebne, skompletuję, to czasu
        nie stanie! A przecież z pustą ręka się do Ernesta nie wybiorę,
        zakupy trzeba będzie zrobić. Ale... to już... Franciszka załatwi. –
        Babcia zamyśliła się głęboko. – Tak! Sporządzę listę i wyślę
        dziewuchę po sprawunki. Dziś jeszcze!

        – Babciu... – zaczęłam w nadziei, że jakoś wyperswaduję jej ten
        absurdalny zamysł, ale widząc wciąż rosnący entuzjazm na twarzy
        staruszki, dałam spokój. A nuż do czwartku o wszystkim zapomni?

        Spojrzałam dyskretnie na wielki szafkowy zegar. Dochodziła
        trzynasta. Lada chwila powinna przyjść pani Rowicka, zwana, jak
        wszystkie opiekunki babci, Franciszką. Halina Rowicka była
        emerytowaną pielęgniarką i przejmowała przy niej dyżur w te dni,
        kiedy ja miałam w pracy popołudniówki. Wieczorem przychodziła młoda
        wolontariuszka, nocą zaś zaglądała do babci sąsiadka, pani
        Pietraszko. Kiedy dniówki wypadały mi od siódmej rano, do południa
        siedziała przy babci wolontariuszka, zmieniana o trzynastej przez
        Rowicką, ja natomiast wpadałam wieczorem. I tak w koło Macieju...

        Babcia nie była co prawda obłożnie chora, przeciwnie, fizycznie
        zdrowa była jak koń, jednak od pewnego czasu traciła jakby...
        poczucie obiektywizmu względem realnego świata. Drobna, ale czerstwa
        kobietka przedwojennego chowu, miała w sobie tyle werwy, że nie
        można było na chwilę spuścić jej z oka. Każdy bowiem, najbardziej
        nawet dziki zamysł wprowadzała natychmiast w czyn. Osobiście i
        własnoręcznie. Kiedy, jakieś półtora roku temu zabroniła mi używać
        przedmiotów "wyjących", zaczęła się ich sukcesywnie pozbywać.
        Wyrzuciła elektryczny młynek do kawy, robot kuchenny, elektryczną
        maszynkę do golenia, należącą niegdyś do dziadka, pralkę wirnikową,
        a na koniec zrzuciła ze schodów lodówkę. Odkurzacz ukryłam na
        strychu, przysięgając wcześniej uroczyście, że zgodnie z jej
        życzeniem utopię go w Wiśle. Teraz, jak tylko udawało mi się
        nakłonić ją do krótkiego spacerku pod opieka pani Rowickiej,
        błyskawicznie odkurzałam cały dom, błogosławiąc w duchu "przedmioty
        wyjące".

        – Babciu! – ocknęłam się z lękiem, stwierdzając równocześnie, że
        staruszka zniknęła mi z pola widzenia.

        – Tu jestem, za tobą! – zachichotała radośnie. – Sporządzam listę
        ekwipażu!

        Istotnie, babcia siedziała tuż za moimi plecami, po drugiej stronie
        biurka i zasłaniając ramieniem, skrobała coś na kartce.





        Danuta Noszczynska "Kufer babci Alicji"
        • 04.01.10, 22:42


          Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić i przychodzi taki
          jeden, który nie wie, że się nie da i on właśnie to robi.


          Albert Einstein
          • 01.02.10, 12:29
            "Między domem a pracą są małe zakamarki szczęścia:
            ptak,
            ogród,
            powitanie sąsiada,
            uśmiech dziecka,
            kot wygrzewający się na słońcu."

            Pam Brown
        • 05.01.10, 20:40


          Naukowcom udało się skrzyżować złotą rybkę z rekinem - spełnia
          trzy ostatnie życzenia.

          ;D
    • 29.12.09, 01:47

      Dziś też przyszła. Patrzył, jak odmierza krokami długość jednego
      boku. Dwanaście kobiecych, drobnych kroków. Później drugi bok.
      Dwanaście kobiecych, delikatnych kroków. I zerknięcie przez szyby do
      środka, choć trudno było przez nie wypatrzyć cokolwiek. Czasami, gdy
      nie padało i ściany kamieniczki były suche, kobieta stawała na jej
      rogu i odchylała mocno do tyłu ramiona. Wtedy jej dłonie i ramiona
      spoczywały na dwóch ścianach. Patrząc na nią, pomyślał o rzeźbach
      zdobiących stare żaglowce. Piękne kobiety z nagimi piersiami, wolne
      i odważne. Nigdy nie stała w ten sposób zbyt długo, a gdy jej się to
      zdarzyło, zawstydzona opuszczała wzrok. Jak długo można przyglądać
      się kamieniczce, nie mając ku temu powodu?




      Edyta Szalek "Kamieniczka"
      • 29.12.09, 19:52

        Od czasu do czasu musiała nabrać więcej powietrza, bo niektóre
        fale pędziły jak ciężarówki, wgniatając ją w piaszczyste dno, ale
        zawsze jakoś wypływała na powierzchnię, jakby była z korka.
        Oślepiały ją światła reflektorów i z trudem odnajdywała właściwy
        kierunek. Od ciągłego zadzierania głowy bolała ją szyja, ale teraz
        wreszcie go zobaczyła. To był on: wieloryb ze świętym tatuażem.
        Popłynęła pieskiem w jego stronę. Po zderzeniu z kolejną falą opiła
        się słonej wody. Zaczęła kaszleć i młócić wodę, ale zaraz się
        uspokoiła, a na jej twarzy znów odmalowała się determinacja.
        Zbliżając się do wieloryba, przypomniała sobie, co powinna zrobić.

        "Głupi bachor!" — zakląłem w duchu, rzucając się w morze. Po
        pierwsze, nie byłem bohaterem, a po drugie, zawsze balem się dużych
        fal. Jeśli już musiałem się moczyć, to najchętniej robiłem to w
        wannie, w gorącej wodzie. A woda w morzu była lodowata. Coś o tym
        wiedziałem, bo dopiero co z niej wyszedłem.

        A jednak czułem podziw dla Kahu, zawsze była nieustraszona.
        Widziałem, że podpływa do wieloryba i zastanawiałem się, co teraz
        zrobi. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem, że Porourangi biegnie
        za Korem i Nanny, żeby ich zawrócić. I wtedy stało się
        najdziwniejsze. Usłyszałem, że Kahu woła coś tym swoim piskliwym
        dyszkantem, a potem dotarło do mnie, że ona śpiewa. Śpiewała
        wielorybowi, prosząc, żeby na nią spojrzał.




        Witi Ihimaera "Jeździec na wielorybie"

      • 01.01.10, 19:25

        Na szczęście i zdrowie
        na ten Nowy Rok
        aby się Wam rodziła kapusta i groch
        ziemniaki jak pniaki
        bób jak chodaki
        a proso,
        abyście nie chodzili boso.


        ;)
      • 21.01.10, 16:09

        "Życie nie oferuje wyjaśnień czy przeprosin. To my je wymyślamy."


        Jonathan Carroll
    • 29.12.09, 22:41

      Kto powinien, zgodnie z prawem, atakować mnie i cofać się... a kto
      powinien cofać się i atakować z ukrycia! Kto powinien zrzędzić,
      załamywać się w bezsilności, obezwładniony przez czułe serce! A kto
      powinien załamywać się, zamiast zrzędzić, karcić mnie, napominać,
      krytykować, wytykać mi bez końca błędy!

      Philip Roth, Kompleks Portnoya,
      przełożyła Anna Kołyszko

    • 30.12.09, 05:19

      Wednesday morning at five o'clock as the day begings
      Silently closing her bedroom door
      Leaving the note that she hoped would say more
      She goes downstairs to the kitchen clutching her hankerchief
      Quietly turing the backdoor key
      Stepping outside she is free.
      She (We gave her most of our lives)
      is leaving (Sacraficed most of our lives)
      home (We gave her everything money could buy)
      She's leaving home after living alone
      For so many years. Bye, bye



      www.youtube.com/watch?v=V4PFC6bIexo&feature=related

      • 30.12.09, 05:49
        errata

        ma być:

        Wednesday morning at five o'clock
        as the day begins
        Silently closing her bedroom door
        Leaving the note that she hoped would say more
        She goes downstairs to the kitchen
        clutching her handkerchief
        Quietly turning the back door key
        Stepping outside she is free

        She (we gave her most of our lives)
        is leaving (sacrificed most of our lives)
        home (we gave her everything money could buy)
        She's leaving home after living alone for
        so many years (bye bye)
        • 02.01.10, 20:14

          - Słuchaj, byłam młoda, szkoła nie miała dla mnie żadnego znaczenia, a rodzinę
          miałam taką jak wszyscy - słodką, nudną i przyzwoitą, żyjącą Bóg wie jak długo
          pod wieczną zmarzliną na Fern Hill Manor Road numer osiemnaście. Podniecenie
          ograniczone do pory posiłków. Co wieczór przy deserze ojciec pytał "To
          wszystko?", a matka wybuchała płaczem. I w wieku lat osiemnastu poznałam
          dorosłego mężczyznę, zabójczo przystojnego, który umiał rozmawiać, mógł mnie
          dużo nauczyć i poznał się na mnie. W odróżnieniu od wszystkich innych ludzi,
          zachowywał się bardzo wytwornie i jak na tyrana nie był wcale brutalny;
          zakochałam się w nim - tak jest, w dwa tygodnie. To przytrafia się nie tylko
          podlotkom. Zaproponował: "Może ze mną wrócisz?" - zgodziłam się i poleciałam.

          Philip Roth, Nauczyciel pożądania
          /tłumaczył Jacek Spólny/
    • 31.12.09, 08:29

      Whatever gets you through the night 'salright, 'salright
      It's your money or life 'salright, 'salright
      Don't need a sword to cut through flowers oh no, oh no

      Whatever gets you through your life 'salright, 'salright
      Do it wrong or do it right 'salright, 'salright
      Don't need a watch to waste your time oh no, oh no

      Hold me darlin' come on listen to me
      I won't do you no harm
      Trust me darlin' come on listen to me, come on listen to me
      Come on listen, listen

      Whatever gets you to the light 'salright, 'salright
      Out the blue or out of sight 'salright, 'salright
      Don't need a gun to blow your mind oh no, oh no

      Hold me darlin' come on listen to me
      I won't do you no harm
      Trust me darlin' come on listen to me, come on listen to me
      Come on listen, listen




      www.youtube.com/watch?v=Ho1yJwvWCrw
    • 31.12.09, 20:02
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.