Gazeta.pl   Forum   Kultura   Książki   "Dzidzia" Sylwii Chutnik

Książki Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane

Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • "Dzidzia" Sylwii ChutnikIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Gość: ciemna blondynka 05.02.10, 23:42 Odpowiedz
    Ktoś czytał? Autorka dostała Paszport Polityki. "Dzidzia" to jej drugie
    dzieło, nie mogę znaleźć w necie fragmentów; pewnie dlatego, że książka
    dość cienka (fizycznie)... W jakimś programie kulturalnym parę godzin temu
    krytycy nie byli zachwyceni. Mieli nadzieję, że autorka niezaprzeczalny
    talent wykorzysta odpowiednio w trzeciej książce.

    Czemu dostała ten Paszport?
    • Re: "Dzidzia" Sylwii ChutnikIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

      Gość: ciemna blondynka 06.02.10, 00:02 Odpowiedz
      Właśnie obejrzałam sobie wywiad (czy też fragment wywiadu) z Sylwią
      Chutnik i - auć! Czy w Polsce pisarze nie widzą już potrzeby wyrażania się
      poprawnie we własnym języku? Pisarze, którzy otrzymują nagrody
      kulturalne? :\ Czy ja jestem zbyt wybredna? Nie na czasie? :\ Takie
      niechlujstwo w mowie razi mnie nawet u nie-literatów, a tutaj - PISARKA,
      panie... :(

      czytelnia.onet.pl/wideo/283,6060946,odtwarzaj.html
    • Re: "Dzidzia" Sylwii Chutnik

      f_jak_frustratka 06.02.10, 10:46 Odpowiedz
      To fragment wywiadu z Sylwią Chutnik:
      broszka.pl/wywiad-z-sylwia-chutnik-i-konkurs,a
      Skąd w ogóle pomysł na "Kieszonkowy atlas kobiet"?

      Sylwia Chutnik: Skąd pomysł? Trochę niechcący, ponieważ sam początek
      Kieszonkowego, zaczęłam pisać przy okazji jakiegoś konkursu na tekst, czy
      opowiadanie feministyczne, który był w 2006 roku ogłoszony przez portal
      Feminoteka. I tam napisałam jakiś krótki fragment - to był początek opowieści o
      Czarnej Mańce, późniejszego pierwszego rozdziału Kieszonkowego. Ale zrobiłam to
      w taki sposób trochę dziwny, co potem stało się tak naprawdę moją rutyną. To
      znaczy napisałam, właściwie chyba nie przeczytałam tego nawet potem i wysłałam
      bez poprawek, bez redakcji, bez korekty do Feminoteki. I chyba dlatego, że to
      było takie żywe i taki trochę też strumień gadania, może nie świadomości, tylko
      właśnie strumień gadania. Ten tekst różnił się rzeczywiście od pozostałych i
      zebrał dobre komentarze. Zachęcano mnie też, abym pisała dalej. Powstały, więc
      trzy kolejne części pisane w ten sam sposób. To znaczy usiadłam, napisałam,
      wywaliłam do maila. I tak naprawdę przeczytałam to dopiero potem, jak już było
      upublicznione, jak już tekst wisiał na stronie.

      A potem zaniechałam pisania. Napisałam tam dwie, czy trzy części i tyle. I potem
      powstała kolejna część, ale to jakoś tak się wydłużało potwornie miesiącami. Nie
      dlatego, że nie wiedziałam, co napisać, tylko po prostu w ogóle się tym nie
      zajmowałam. I potem moja koleżanka Marta Dzido, pisarka, zapytała mnie, czy
      będzie dalszy ciąg, czy pokazywałam to już jakiemuś wydawnictwu, i czy zamierzam
      zrobić z tego książkę. Więc ja z kolei odpowiedziałam pytaniem na pytanie: "a
      czy powinnam to zrobić?" A ona mówi: "tak, o Jezu, no weź, proszę":). Więc
      trochę coś tam jeszcze podopisywałam, uporządkowałam i wysłałam do Ha!art

      A w Ha!art wtedy były jakieś perturbacje personalne. To znaczy osoba, która
      zakładała wydawnictwo, odchodziła do Krytyki Politycznej i zabrała ze sobą ten
      wydruk tekstu, który ja im przekazałam. Trochę ten tekst poleżał, nic się w
      końcu z nim nie stało, bo wydawnictwo Krytyki nie zajmuje się literaturą piękną.
      A potem jakoś dziwnym trafem tekst wrócił do Ha!artu i dosłownie, 4-5 miesięcy
      potem, odezwała się Martyna Sztaba, która jest szefową wydawnictwa. Tak po
      prostu z głupia frant napisała mi maila: "Boże, to jest super! Wydajemy to w
      marcu". A był październik. Jak już ochłonęłam i porozmawiałam z nią, to nie
      pozostało mi nic innego, jak po prostu usiąść na tyłku i dopisać koniec. I to
      już było takie trochę inne pisanie, bo ze świadomością, że to już będzie wydane,
      że to po prostu powstanie książka, o Jezus, Maria. I.. co? No i powstała
      książka. A to co się po tym wszystkim wydarzyło, to było dla mnie rzeczywiście
      dużym zaskoczeniem.

      Czy kogoś kto w ten sposób tworzy w ogóle można nazwać pisarzem?


      -----------

      --
      I zrobiła coś bardzo złego kuchennymi nożyczkami
      • Re: "Dzidzia" Sylwii ChutnikIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

        Gość: ciemna blondynka 06.02.10, 20:14 Odpowiedz
        f_jak_frustratka napisała:

        Czy kogoś kto w ten sposób tworzy w ogóle można nazwać pisarzem?

        No właśnie? :\ A ci szefowie wydawnictwa, którzy piszą: "Boże, to jest
        super, wydajemy!"?

        Chutnik:
        "zrobiłam to
        > w taki sposób trochę dziwny, co potem stało się tak naprawdę moją rutyną"

        Czemu bolą mnie zęby, kiedy coś takiego czytam?
      • Re: "Dzidzia" Sylwii ChutnikIP: 90.156.120.*

        Gość: cedro 10.02.10, 13:27 Odpowiedz
        A jaka jest definicja dobrego pisarza??? Jest jakaś? Przecież chyba
        liczy się efekt i wolność tworzenia.

        Co do Dzidzi to mogę napisać, bo widziałem, że ma fajnie wystylizowane
        na XIX wiek zdjęcie z tyłu książki. Atlas podobał mi się przeciętnie.
        Za bardzo wtórny formalnie do Lubiewa, więc za jej kolejną książkę
        nawet nie planuje się zaznajamiać
        • Re: "Dzidzia" Sylwii ChutnikIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

          Gość: cb 11.02.10, 18:15 Odpowiedz
          Gość portalu: cedro napisał(a):

          > A jaka jest definicja dobrego pisarza???

          Dobry pisarz to taki, którego chce się czytać :D

          "Przecież chyba
          > liczy się efekt"

          No właśnie, efektem czytania Chutnik jest irytacja owocująca
          niechęcią do dalszej lektury...

          "i wolność tworzenia."

          A wolnoć Tomku w swoim domku, wolnoć Sylwio w swojej szufladzie...
          Ale żeby PASZPORT?
          • Re: "Dzidzia" Sylwii Chutnik

            cedro84 11.02.10, 18:21 Odpowiedz
            Tylko, że różnym ludziom różne rzeczy się chce czytać, więc to definicja
            kompletnie nie do użytku publicznego.
            :P
            • Re: "Dzidzia" Sylwii ChutnikIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

              Gość: cb 11.02.10, 21:02 Odpowiedz
              cedro84 napisał:

              > Tylko, że różnym ludziom różne rzeczy się chce czytać, więc to
              definicja
              > kompletnie nie do użytku publicznego.
              > :P

              Mówmy więc o konkretach: Chutnik dostała nagrodę "kulturalną",
              wnoszę więc, że jej książka powinna się podobać
              ludziom "kulturalnym", "ukulturalnionym", oczytanym. Ludzi
              oczytanych razi niechlujstwo językowe, a właśnie takie niechlujstwo
              rzuca się w oczy przy pierwszym podejściu do "Dzidzi".

              Postawa redaktorów opisanych w wywiadzie z autorką po prostu mnie
              PRZERAŻA.
              • Re: "Dzidzia" Sylwii Chutnik

                cedro84 12.02.10, 16:08 Odpowiedz
                Tylko, że to wszystko jest ciągle kwestią gustu litterackiego... Jednemu
                "kulturalnemu" czytelnikami taki zabieg wyda się niechlujny, inny dopatrzy się w
                niej rewelacyjnej stylizacji.

                dlatego wydaje mi się, że krytykowanie akurat tej sfery utworu jest ryzykowne.
                Zwłaszcza, że Chutnik nigdy "piękną" polszczyzną nie pisała. Więc to chyba
                raczej nie bylejakość, tylko zamierzony zabieg. A w tym momencie wracamy do
                tematu gustów literackich... itd.
                • Re: "Dzidzia" Sylwii ChutnikIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

                  Gość: cb 16.02.10, 20:24 Odpowiedz
                  Chutnik w wywiadzie sama powiedziała, że pisze tak jak mówi, a jak mówi,
                  to już sami możemy posłuchać (to już uwaga ode mnie), więc nie jest to
                  stylizacja, a już na pewno nie rewelacyjna.

                  Właśnie zajrzałam do tego wątku z poczucia winy :P bo zdarzyło mi się w
                  księgarni przejrzeć "Dzidzię" i przy tym podejściu, w drugiej połowie
                  książki, dojrzałam już dojrzalsze pisarstwo. Chcę więc niniejszym zwrócić
                  część honoru ;)

                  Nie rozumiem, czemu w internecie zamieszczony jest fragment wcale nie
                  zachęcający do lektury.

                  A. I tak już z perspektywy patrząc... nie rozumiem, czemu w Polsce
                  ostatnio daje się fory utworom, które z założenia są prozą dość
                  hermetyczną, skręcającą w stronę groteski... Ja, owszem, lubię od czasu do
                  czasu. Ale mimo wszystko nie jest to i nie będzie literatura dla szerszej
                  publiczności, choć wcale nie mówię, że to kryterium powinno być
                  najważniejsze. Mimo wszystko jednak wśród wybitnych/najwybitniejszych
                  dzieł literackich tekstów opartych na grotesce nie jest zatrzęsienie. Może
                  jednak groteskę jest napisać łatwiej, bo to mimo wszystko jakieś
                  uproszczenie?
    • Re: "Dzidzia" Sylwii Chutnik

      yanga 06.02.10, 13:14 Odpowiedz
      Moim zdaniem, ta pani dopiero uczy się pisać.
      Fragmenty "Kieszonkowego" nie spodobały mi się właśnie z powodu
      niechlujstwa, ale ostatni tekst w "Polityce" był całkiem niezły. Za
      szybko te komplementy i zaszczyty, na to trzeba zapracować. I
      przydałby się dobry redaktor. "Coś dopisałam, coś
      uporządkowałam..." - to nie jest poważne traktowanie czytelnika.
      --
      "Naprawić zamek? Tego nie robi się kocicy."
      (Jacek Dehnel)
      • Re: "Dzidzia" Sylwii ChutnikIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

        Gość: ciemna blondynka 06.02.10, 20:21 Odpowiedz
        yanga napisała:

        I
        > przydałby się dobry redaktor. "Coś dopisałam, coś
        > uporządkowałam..." - to nie jest poważne traktowanie czytelnika.

        Ja w ogóle nie podejrzewam u Chutnik pragnienia nawiązania JAKIEJKOLWIEK
        RELACJI z czytelnikiem. I to jest w tym wszystkim chyba najsmutniejsze.
        Ona pisze sobie a muzkom. Wychodzi na to, że taka z niej grafoManieczka
        czarna :\
    • Re: "Dzidzia" Sylwii Chutnik

      f_jak_frustratka 10.02.10, 10:45 Odpowiedz
      No dobra, mam tą całą "Dzidzię". Jak przeczytam, to coś napiszę. Na pierwszy
      rzut oka wiele się nie różni od Atlasu, i to wcale nie wróży dobrze.
      --
      Bach
    • Re: "Dzidzia" Sylwii ChutnikIP: *.146.172.237.nat.umts.dynamic.eranet.pl

      Gość: mała mi 22.02.10, 21:06 Odpowiedz
      Dzidzia- za bardzo przegadana, przewałkowana, przeanalizowana, przetrawiona.
      Byłam pod dość duzym wrażeniem Kieszonkowego atlasu kobiet, ale to, co w
      pierwszej ksiązce mnie urzekło - styl, zabawa słowem, rozbijanie znaczeń, tutaj
      mnie razi, a momentami irytuje. Jak dla mnie za duzy przerost formy nad treścią.
      • Re: "Dzidzia" Sylwii Chutnik

        stachkonwa 27.02.10, 09:43 Odpowiedz
        Dodałbym jeszcze, że treśc jest obciążona ideologią podaną tak
        łopatologicznie jakby sam autor "Pana kotka" tudzież innych
        wuierszyków- bajeczek, którymi "wychowywano" mnie w dzieciństwie :)
        zmartwychwstał i przerobił się na feministkę. Szkoda, gdyż
        Atlas...obiecywał wiele.

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.