Gazeta.pl   Forum   Kultura   Książki   Re: "Dzidzia" Sylwii Chutnik

Re: "Dzidzia" Sylwii Chutnik

Autor: f_jak_frustratka 06.02.10, 10:46
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
To fragment wywiadu z Sylwią Chutnik:
broszka.pl/wywiad-z-sylwia-chutnik-i-konkurs,a
Skąd w ogóle pomysł na "Kieszonkowy atlas kobiet"?

Sylwia Chutnik: Skąd pomysł? Trochę niechcący, ponieważ sam początek
Kieszonkowego, zaczęłam pisać przy okazji jakiegoś konkursu na tekst, czy
opowiadanie feministyczne, który był w 2006 roku ogłoszony przez portal
Feminoteka. I tam napisałam jakiś krótki fragment - to był początek opowieści o
Czarnej Mańce, późniejszego pierwszego rozdziału Kieszonkowego. Ale zrobiłam to
w taki sposób trochę dziwny, co potem stało się tak naprawdę moją rutyną. To
znaczy napisałam, właściwie chyba nie przeczytałam tego nawet potem i wysłałam
bez poprawek, bez redakcji, bez korekty do Feminoteki. I chyba dlatego, że to
było takie żywe i taki trochę też strumień gadania, może nie świadomości, tylko
właśnie strumień gadania. Ten tekst różnił się rzeczywiście od pozostałych i
zebrał dobre komentarze. Zachęcano mnie też, abym pisała dalej. Powstały, więc
trzy kolejne części pisane w ten sam sposób. To znaczy usiadłam, napisałam,
wywaliłam do maila. I tak naprawdę przeczytałam to dopiero potem, jak już było
upublicznione, jak już tekst wisiał na stronie.

A potem zaniechałam pisania. Napisałam tam dwie, czy trzy części i tyle. I potem
powstała kolejna część, ale to jakoś tak się wydłużało potwornie miesiącami. Nie
dlatego, że nie wiedziałam, co napisać, tylko po prostu w ogóle się tym nie
zajmowałam. I potem moja koleżanka Marta Dzido, pisarka, zapytała mnie, czy
będzie dalszy ciąg, czy pokazywałam to już jakiemuś wydawnictwu, i czy zamierzam
zrobić z tego książkę. Więc ja z kolei odpowiedziałam pytaniem na pytanie: "a
czy powinnam to zrobić?" A ona mówi: "tak, o Jezu, no weź, proszę":). Więc
trochę coś tam jeszcze podopisywałam, uporządkowałam i wysłałam do Ha!art

A w Ha!art wtedy były jakieś perturbacje personalne. To znaczy osoba, która
zakładała wydawnictwo, odchodziła do Krytyki Politycznej i zabrała ze sobą ten
wydruk tekstu, który ja im przekazałam. Trochę ten tekst poleżał, nic się w
końcu z nim nie stało, bo wydawnictwo Krytyki nie zajmuje się literaturą piękną.
A potem jakoś dziwnym trafem tekst wrócił do Ha!artu i dosłownie, 4-5 miesięcy
potem, odezwała się Martyna Sztaba, która jest szefową wydawnictwa. Tak po
prostu z głupia frant napisała mi maila: "Boże, to jest super! Wydajemy to w
marcu". A był październik. Jak już ochłonęłam i porozmawiałam z nią, to nie
pozostało mi nic innego, jak po prostu usiąść na tyłku i dopisać koniec. I to
już było takie trochę inne pisanie, bo ze świadomością, że to już będzie wydane,
że to po prostu powstanie książka, o Jezus, Maria. I.. co? No i powstała
książka. A to co się po tym wszystkim wydarzyło, to było dla mnie rzeczywiście
dużym zaskoczeniem.

Czy kogoś kto w ten sposób tworzy w ogóle można nazwać pisarzem?


-----------

--
I zrobiła coś bardzo złego kuchennymi nożyczkami
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.