Dodaj do ulubionych

Czy mam talent?

23.03.14, 19:09
Witam serdecznie Państwa!
Chciałym zostać pisarzem. W tym celu zamierzam zrezygnować z pracy i żyjąc z oszczędności, chciałym napisać książkę o miłości. Dostrzegłem dla siebie szansę. Na rynku jest zalew harlequinów, a mało jest książek, które opisują miłość i związek w sposób głęboki, złożony i liryczny. Moje przyjaciółki twierdzą, że mam talent. Chciałbym jednak zasięgnąć opinii Państwa, bo zależy mi na wypowiedziach ludzi kochających i znających książki. Dziękuję za pomoc.


Magda wyszła z domu przed świtem, do pracy. Obudził mnie powiew rześkiego, wiosennego powietrza. Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na białej pościeli włosa łonowego. To był jej włos. Przekęciłem się na bok, w jego stronę, i zacząłem go gładzić, najpierw palcem wskazującym, potem środkowym. Włos delikatnie łaskotał opuszki. Po chwili toczyłem go jakby był minaturowym walcem. Nie zdołał jednak rozprostować fałd na pościeli, więc, nieco rozczarowany i zniecierpliwiony, zacząłem go turlać jak kawałek plasteliny, który można w ten sposób wydłużyć. Ale włos oparł się moim fantazjom. Mojej woli. Wziąłem go na czubek palca i zdmuchnąłem. Nie unosił się w powietrzu jak puch, opadł szybko. Poza łóżko. Na kolanach zacząłem go szukać na dywanie, aby nie zniknął wkrótce w otchłani odkurzacza. Po chwili go znalazłem. Nie odważyłem się więcej z nim eksperymentować. Włożyłem go do dzieła Schopenhauera i tam, pośród stron Poczwórnego źródła twierdzenia o podstawie dostatecznej, spoczął jako zakładka. I w tej roli włos ów wywoływał więcej romantycznych skojarzeń niż zasuszony między stronami płatek róży.
Edytor zaawansowany
  • zona_mi 23.03.14, 19:31
    Świetne - proszę o następny kawałek :)

    --
    - Wyobrażasz sobie, mamo, że w Biblii, w Starym Testamencie, ktoś mówi: "O, Jezu!"?
  • grzegorz.borowski 23.03.14, 20:00
    >Świetne - proszę o następny kawałek :)

    Dziękuję za słowa otuchy. Niestety nie mogę spełnić Twoje prośby. Boję się, że jakaś pisarka wykorzysta moje pomysły. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z moim planem, będę z koleżankami pisarkami walczył piórem o te same czytelniczki. Nie bez powodu w romansach najczęściej cytowanym aforyzmem jest - na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone.
  • Gość: Gabi_35 IP: *.dynamic.mm.pl 23.03.14, 20:07
    Cześć,

    świetnie Ci to wyszło. Chciałabym poczytać więcej, ale rozumiem, że nie będziesz umieszczał kawałków w necie za darmo - i słusznie.
    Natomiast ciekawa jestem, jak konstruujesz fabułę, ponieważ miniatury to jedno, a cała powieść - drugie. Odważny krok, że zrezygnowałeś z pracy, żeby zająć się pisaniem. Musisz mieć świadomość, że pisaniem ciężko zarobić na godne życie ;-)
    Pozdrawiam serdecznie!
  • grzegorz.borowski 23.03.14, 20:39
    Cześć,
    Dziękuję za miłe słowa.
    Fabułę konstruuję klasycznie na podstawie analizy setek romansów. Ale to nie oznacza wcale, że moja książka będzie jak harlequin. Powiem tak - koła są podobne, ale sylwetka, elegancja i moc całkowicie inna. Inny klimat po prostu. Wiem, że używam ogólników, ale w poście trudno inaczej.
    Mam świadomość niełatwej doli artysty. Jestem na nią gotów. Nie będę płakał, jak większość pisarzy, że świat jest niedobry i mało płaci za twórczość. A jestem gotowy, bo nie nastawiam się na komercję. Nie będę mamił czytelniczek opowieściami o dziewczynie, która trafia z prowincji do Warszawy i tam poznaje pułapki nie tylko miłości, ale i wielkiego miasta. Koncentruję się nie tyle na marzeniach, co stanach emocjonalnych kochanków. Na tle wartkiej akcji oczywiście.

    Pozdrawiam serdecznie!!
  • eeela 23.03.14, 20:54
    Ciekawa impresja :-) Ale nie zapomnij o korekcie na koniec, najlepiej z czyjąś pomocą. Żeby całkowicie wyczyścić książkę z potknięć i błędów, trzeba ją przeczytać i poprawić ze dwadzieścia razy przy udziale co najmniej dwóch czytających osób.

    --
    With or without religion, you would have good people doing good things and evil people doing evil things. But for good people to do evil things, that takes religion.
  • grzegorz.borowski 23.03.14, 21:16
    Ale nie zapomnij o korekcie na koniec, najlepiej z czyjąś
    > pomocą.

    Oczywiście. Z własnej kieszeni wyłożę na korektę. Pomny tragicznego losu wielu początkujących pisarzy, nie ufam korekcie robionej w wydawnictwach. Nie mam zamiaru być pouczany przez czytelniczki na spotkaniach autorskich, jak się odmienia rzeczowniki przez przypadki. Wierzę, że ja, jako autor, powinienem się koncentrować na idei, a korektor na fleksji, ortografii itd. Tworzenie książki to praca zespołowa. Gra zespołowa. Autorzy powinni być nastawieni na grę ofensywną, a korektorzy na defensywną. Tylko taki zespół może być mistrzowski.

  • zona_mi 23.03.14, 21:40
    Wspaniale - czekam na Twoją książkę!

    --
    - Wyobrażasz sobie, mamo, że w Biblii, w Starym Testamencie, ktoś mówi: "O, Jezu!"?
  • jeepwdyzlu 23.03.14, 23:00
    Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na białej pościeli włosa łonowego.
    --------------
    Masz talent na miarę Joyce'a...
    Moim zdaniem powinieneś akcję umieścić też w Dublinie.
    Powodzenia!
    jeep

    jeep

    --
    YCDSOYA
  • eeela 23.03.14, 23:26

    > Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na białej pościeli włosa łonowego.

    No akurat w tym zdaniu zabolały mnie zęby (spostrzegłem kogo co? włos łonowy), ale dalszy ciąg mnie przekonał, że tam jest pewien potencjał, chociaż sądząc po tym jednym fragmencie, styl bardziej nadaje się do krótkich impresjonistycznych opowiadań niż do całej książki. Ale to już jest tylko ocena wedle mojego gustu; pewnie znajdą się i tacy, co z przyjemnością przeczytają w tym stylu i trzysta stron ;-)

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • grzegorz.borowski 24.03.14, 00:20
    >No akurat w tym zdaniu zabolały mnie zęby (spostrzegłem kogo co? włos łonowy),

    Między innymi dlatego zainwestuję w solidną korektę. W książce wszystko będzie wygładzone i wypieszczone.
    Styl tu może być zwodniczy. Staram się synchronizować styl ze stanem emocjonalnym bohatera w danym momencie.
    Dziękuję za miłe słowa.
  • grzegorz.borowski 24.03.14, 00:30
    >Masz talent na miarę Joyce'a...

    Dziękuję za miły komplement, ale oczywiście tratuje go z dystansem, bardziej jako zachętę do pracy nad swoim warsztatem niż stanem rzeczywistym. Ale nawet gdyby to było możliwe, nie chciałbym pisać na poziomie Joyce'a. Pisanie bardzo dobrych romansów to bardzo subtelna sztuka. Nadmiar talentu jest tu tak samo szkodliwy jak jego niedostatek. Jest rzeczą nierozsądną wnosić do garsoniery wielki stół z pałacu.
  • Gość: sebalda IP: *.ip.netia.com.pl 24.03.14, 10:17
    Duży plus za całkiem sprawną interpunkcję, to rzadkość. Niemal bezbłędna jest też w postach. Miałeś do tej pory kontakt zawodowy ze słowem pisanym czy to osobnicza zdolność?
    Ogólnie nieźle, też bym chętnie przeczytałam większy fragment po tej próbce.
    Co czytasz, po jakie nazwiska sięgasz? Dla początkującego pisarza czy poety podstawa to czytanie, czytanie, czytanie. Oczywiście rzeczy dobrych, dlatego pytam o dobór lektur.
  • grzegorz.borowski 24.03.14, 15:47
    Co czytasz, po jakie nazwiska sięgasz? Dla początkującego pisarza czy poety pod
    > stawa to czytanie, czytanie, czytanie. Oczywiście rzeczy dobrych, dlatego pytam
    > o dobór lektur.

    Dziękuję za miłe słowa. Ze słowem pisanym zmagam się jako amator. Z interpunkcją miałem kiedyś olbrzymie kłopoty. Dlatego pod tym kątem przeczytałem chyba pięć powieści. Akcja mnie nie interesowała, tylko przecinki, gdzie były, a gdzie ich nie było, choć ja myślałem, że tam jednak powinny być. 90 procent moich lektur stanowią romanse. Pragę od podszewki znać wszystkie niuanse warsztatowe tego gatunku (fabuła, tempo powieści, przemiana bohaterów, struktura konfliktu itd.). W wymiarze technicznym nie zamierzam być innowatorem gatunku, nie chcę też tracić czasu na wyważanie otwartych drzwi. Może podam nazwiska autorek, których twórczość analizowałem od 2011 roku: Sally Wentworth, Nora Roberts, Danielle Steel, Margaret Mitchell, Colleen McCullough, Maria Rodziewiczówna, Delilah Marvelle. Daphne du Maurier, Katarzyna Michalak, Katarzyna Grochola, Jane Deveraux, Małgorzata Kalacińska.
    Lekturę uzupełniającą stanowią książki autorów, których cenię za styl, choć nie piszą romansów.
    Oto nazwiska. Marcel Proust, James Joyce, Jerzy Pilch, Władimir Nabokow. Jest to jednak, jak wspomniałem, lektura uzupełniająca, bo 90 procent moich lektur stanowią romanse.
  • Gość: sebalda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.14, 21:42
    Aż tak? To musi być romans? Jesteś w stanie się tak katować i czytać to wszystko? Skąd ten pomysł? Jest tyle innych gatunków. A w ogóle czemu chcesz czerpać ze wzorów tych najniższych? Trochę trudno mi doradzić, co lepszego o miłości czytać, bo ja akurat wyjątkowo nie lubię książek o miłości, ale na pewno jest tego sporo. Taka pierwsza, która przychodzi mi na myśl, to Nie opuszczaj mnie Kazuo Ishiguro. Już nawet lepiej czytać Murakamiego, który też w kółko o miłości pisze, ale przynajmniej nieco oryginalniej. Jakże ciekawie rozbudowana jest na przykład książka typowo o miłości Oksana Odojewskiego. Miłość miłością, ale ile oprócz tego ciekawych wątków! No i jaki język, erudycja! Może sięgaj po takie wzorce, a nie Steel, litości.
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 00:43
    >Aż tak? To musi być romans? Jesteś w stanie się tak katować i czytać to wszystko? Skąd ten pomysł? Jest tyle innych gatunków.

    Powiem trochę górnolotnie - powołanie nie wybiera. Buntowałem się przeciwko mojemu literackiemu powołaniu, uciekałem od niego trochę jak tchórz. Ale wtedy traciłem pisarski entuzjazm. Powołanie literackie jest więc trochę podobne do miłości. Nikt w pełni nie może ich zrozumieć.
    Mam ambicję wywindować romans na wysoki poziom i sprawić, żeby stał się atrakcyjnym gatunkiem. Chciałbym uczynić dla romansu to, co Stephen King uczynił dla horroru.
    Dziękuję za sugestie.
  • Gość: Wielbicielka IP: *.internetia.net.pl 24.03.14, 21:56
    Wg mnie to będzie bestseller na miarę "Greya".Idź tą drogą grzegorzu.borowski.
    Poprawiłeś mi humor w ten deszczowy wieczór.Pozdrawiam przyszłego Mistrza romansu.
  • jeepwdyzlu 24.03.14, 22:47
    czy możemy poznać jeszcze jedną próbkę Twojego talentu...
    ???
    Z góry radujący się jeep
    --
    YCDSOYA
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 00:45
    >Wg mnie to będzie bestseller na miarę "Greya".Idź tą drogą grzegorzu.borowski.
    Poprawiłeś mi humor w ten deszczowy wieczór.Pozdrawiam przyszłego Mistrza romansu.

    Dziękuję za przemiłe słowa.
  • Gość: anka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.14, 22:46
    że to prowokacja...
    :-)
  • Gość: Wielbicielka IP: *.internetia.net.pl 24.03.14, 22:51
    Doprawdy ? Nie żartuj tak okrutnie
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 00:48
    > że to prowokacja...
    > :-)

    Ależ... To nie prowokacja. To twórczość.
  • grzegorz.borowski 24.03.14, 23:29
    Proszę Państwa!
    Oto następny fragment. Proszę o wyrozumiałość, to wersja robocza, dziś napisana, niejako na życzenie Państwa. Choć to wersja robocza, oddaje w pełni atmosferę mojej powieści o miłości, zdradzie i przebaczeniu.
    Z góry dziękuję za opinie.

    Magda, surowa profesorka geografii, oceniała prace studentów przy biurku pośród globusów i map. Siedziała samotnie w gabinecie. Miała 35 lat, ale wyglądała na 25, blond włosy zaczesane za uszami. Jej duży biust testował na wykładach skupienie studentów i wytrzymałość guzików jej białej bluzki. Teraz jednak, gdy była sama, odpięła trzy górne. Zaraz potem usłyszała pukanie do drzwi.
    - Proszę.
    Do gabinetu wszedł dziarskim krokiem Piotr Smaczny, wykładowca geologii, jedna z największych gwiazd uniwersytetu, którą owego czasu chciał wyłuskać ze słowiańskich równin sławny Harvard.
    - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam - powiedział z ukłonem.
    - Oczywiście, że nie - odparła z nieszczerym uśmiechem. Magda unikała Smacznego. Zachowywał się jakby zapomniał, że ma żonę i, co gorsza, ponad 50 lat. Był bezkrytycznym samcem, który mimo łysiny i małego brzuszka, wierzył w moc swojego uroku osobistego. Ze złością przyznała mu rację w myślach. Jego umysł był dla niej jak afrodyzjak.
    - Sawidzki powiedział, że pani ma klucze do auli.
    - O tak, mam, zaraz.
    - Po co ten pośpiech, pani Madziu? - zapytał z jowialnym uśmiechem. Stanął przy globusie i władczo, wręcz bezceremonialnie, położył na nim rękę.
    - Duży globus - powiedział.
    - Tak. Mój ulubiony.
    - Nie dziwię się - powiedział i objął oburącz kulę. - Ciężko go ogarnąć.
    Mimo woli się uśmiechnęła.
    - Jest zbyt duży, żeby go objąć - powiedziała.
    - Piękny jest ten świat. I w zasięgu ręki - rzekł Smaczny.
    - Tylko dla tych, którzy mają odwagę go odkryć - powiedziała jakby wbrew sobie i nerwowo przywarła modnymi kozaczki do nóżek krzesła niczym jeździec, który szykował się do galopu.
    - Poznałam niedawno pana żonę. Przemiła pani. - Nerwowo zatrzepotała rzęsami. W tym trzepocie było coś z drgań pajęczyny ze schwytanym motylem.
    - Dziękuję. Żonę ucieszy komplement.
    - Państwo tworzą fajną naukową rodzinę. Pan jest geologiem, żona fizykiem. Chyba nigdy państwu nie brak ciekawych dyskusji.
    - Niby tak. Ale rzadko jest okazja na dyskusję, bo żona wcześnie zasypia. A pani mąż... czy też pracuje na uczelni?
    - Nie. Jest artystą.
    - Mam przyjemność go znać z prasy czy telewizji? - zapytał z lekkim niepokojem.
    - Chyba nie. Jest pisarzem nieznanym, choć popularnym wśród wąskich elit literackich.
    - Musi pani być z niego bardzo duma.
    - Na pewno dumę przynosi naszej literaturze. W ostatniej książce udowodnił, że gdyby pisarze lepiej rozumieli idee Wittgensteina, łatwiej radziliby sobie z narracją. Dzięki czemu mieliby więcej odwagi wychylić się poza postmodernizm.
    - To wielki analityk - powiedział Smaczny.
    - Szkoda tylko, że tak bardzo żyje w swoim świecie.
    - A świat jest znacznie większy niż największe ego - powiedział pogodnie Smaczny i podszedł ku rozpiętej na ścianie mapie świata. - O, tu jest wybrzuszenie, papier się podwinął. A chyba nie powinien, bo tu jest Rów Mariański - rzekł i docisnął palcem odstający skrawek papieru.
    - Ach... jaki pan dokładny. Tak, to bardzo głębokie miejsce.
    - Drobnostka - powiedział z uśmiechem i kilkakrotnie przywarł mocno palec do mapy. Nieskuteczne próby nie zniechęciły, jego palec zaczął pracować coraz szybciej.
    Magda wyjrzała za okno, skąd dobiegał rytmiczny stukot przejeżdżającego pociągu. Monotonny, usypiający, a jednocześnie złowieszczo wywołujący obraz Anny Kareniny. Niemiłe skojarzenie natychmiast znikło, gdy Maga popatrzyła w górę i zamknęła oczy. Słońce zaczęło ją pieścić wiosennymi promieniami. Uśmiechnęła się, gdy poczuła ciepło na twarzy, które zdawało się spływać po całym jej ciele, rozgrzewać jej żyły, które pęczniały, pulsowały i zwiększały przepływ krwi, która szybko przepłukała letarg i apatię. Delikatne mrowienie niespodziewanie zamieniło się w dreszcz, rozgrzane ciało zostało schłodzone nagłym powiewem marcowego powietrza. Instynktownie, próbując zatrzymać uciekające z niej rozkoszne ciepło, napięła mięśnie aż do bólu, a gdy je rozluźniła, poczuła niesamowitą lekkość ciała, jakby się ono rozpadło i odfrunęło na tysiącach motylich skrzydeł ponad największy komin budynku uniwersytetu.
    - Czy coś nie tak? - zapytał Smaczny.
    - O nie, nie - powiedziała Magda otwierając oczy. - Chciałam się nacieszyć słońcem. - dodała i bezmyślnie zacisnęła linijkę na wysokości piętnastu centymetrów. Odstawiła ją po chwili, po czym wzięła do ręki ołówek i dotknęła końcem z gumką twarzy tuż poniżej warg, co zwykła czynić, gdy wpadała w zadumę.
    - Pani mapa jest już wygładzona. Przynajmniej palcem spenetrowałem największą głębię świata.
    - Dziękuję panu. Czy to nie dziwne, że wiemy więcej o gwiazdach niż zakamarkach oceanu? - zapytała łagodnie.
    - A może chciałaby pani zjeść kolację? Mamy chyba dużo wspólnych naukowych tematów.
    - Z przyjemnością - powiedziała pewnym głosem. - A oto klucze, które pan potrzebuje...
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 00:31
    Jestem winny Państwu istotne wyjaśnienie.
    Włos łonowy z pierwszego fragmentu należał do Magdy i był w rękach jej męża, Mariana, wybitnego niszowego pisarza, o którym była mowa w drugim fragmencie. Te trzy postacie - Magda, Marian i Piotr - tworzą trójkąt miłosny.
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 00:44
    <Te trzy postacie

    Chyba Państwa niechcąco zgorszyłem. Miało być "postaci."
  • eeela 25.03.14, 01:57

    > Chyba Państwa niechcąco zgorszyłem.

    Niekoniecznie :-)

    poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10651
    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • qw994 25.03.14, 05:56
    Za dużo niepotrzebnych słów. Za dużo przysłówków. Zdarzają się zbyt kwieciste i nic niewnoszące zdania. Czasami sprawiasz wrażenie, jakbyś chciał olśnić czytelnika własną elokwencją. Ale mimo wszystko brzmisz obiecująco.
  • pampelune 25.03.14, 12:37
    Trochę takie luksusowe Skiroławki....
    Bardzo miałam ubaw, czekam na ciąg dalszy. Autorze-prowokatorze pozbawiony hamulców, szarżuj, proszę, dalej!

    I zgadzam się, że wzruszająco dobrze wstawione przecinki :-)

    --
    sarnarysuje.blogspot.com/
  • Gość: sebalda IP: *.medical-tribune.pl 25.03.14, 13:39
    No ja też ciągle się waham, na ile poważnie to wszystko traktować, bo jednak jakoś wietrzę prowokację:) Ale nawet jeśli, to jest fajna zabawa:)
  • eeela 25.03.14, 13:41
    A co tu jest takiego trudnego do uwierzenia, że trzeba węszyć prowokację?

    --
    With or without religion, you would have good people doing good things and evil people doing evil things. But for good people to do evil things, that takes religion.
  • sebalda 25.03.14, 15:30
    eeela napisała:

    > A co tu jest takiego trudnego do uwierzenia, że trzeba węszyć prowokację?

    Bo to świetny pomysł na zabawę kosztem forumowiczów:) Bo jak poprosiliśmy o dalszy ciąg, to padł argument o obawach, by koleżanki autorki nie ściągnęły pomysłów:D Bo pierwszy fragment jest w pierwszej osobie, a drugi nie:)
    W sumie to bardzo żałuję, że sama nie wpadłam wcześniej na taki pomysł.
  • eeela 25.03.14, 15:58
    > Bo to świetny pomysł na zabawę kosztem forumowiczów:)

    Nie lubię czynić założeń na tak wątłych przesłankach.

    --
    With or without religion, you would have good people doing good things and evil people doing evil things. But for good people to do evil things, that takes religion.
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 19:01
    >Bo pierwszy fragment jest w pierwszej osobie, a drugi nie:)

    No i? Żeby nie szukać daleko: Joyce stosował najróżniejsze techniki narracyjne (Ulisses) albo nasz Bolesław Prus (Lalka).
  • Gość: sebalda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.14, 21:48
    > No i? Żeby nie szukać daleko: Joyce stosował najróżniejsze techniki narracyjne
    > (Ulisses) albo nasz Bolesław Prus (Lalka).
    Ależ drogi Grzegorzu, sam podajesz nazwiska, na ktorych chcesz się wzorować, a potem wyjeżdżasz z Ulissesem i Lalką?
    Już teraz postanowiłeś, że będziesz stosował różne techniki narracyjne, między innymi zmieniał narratorów, czy niechcący tak Ci tutaj wyszło? Kopnąłeś się, a teraz próbujesz z tego wybrnąć?
    Pragnę zaznaczyć, że podejrzewania kogoś o żart kompletnie nie jest tożsame z nazywaniem go kłamcą. To dwie zupełnie inne kategorie. Za to pierwsze szczerze podziwiam:)
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 23:09
    Już teraz postanowiłeś, że będziesz stosował różne techniki narracyjne, między
    > innymi zmieniał narratorów, czy niechcący tak Ci tutaj wyszło? Kopnąłeś się, a
    > teraz próbujesz z tego wybrnąć?

    Zapewniam Cię, że nie masz racji. Od samego początku wiedziałem, że Marianowi należy zarezerwować narrację w pierwszej osobie. Chcę w ten sposób dokładnie ukazać jego świat. Czyli świat zdradzanego mężczyzny. Jednocześnie taka narracja nie pasowała mi do innych fragmentów książki, spętałaby znacznie moje pióro, więc postanowiłem sobie pożonglować różnymi narracjami.

    Pragnę zaznaczyć, że podejrzewania kogoś o żart kompletnie nie jest tożsame z n
    > azywaniem go kłamcą

    Te podejrzewania są nieuzasadnione.
  • Gość: anka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.14, 15:44
    i naprawdę uważasz, że facet, który dość zręcznie używa pióra jest imbecylem, który nie łapie ironii wielu osób tylko za ironiczne wypowiedzi skromnie dziękuje? :-)
  • eeela 25.03.14, 15:56
    > i naprawdę uważasz, że facet, który dość zręcznie używa pióra jest imbecylem,
    > który nie łapie ironii wielu osób tylko za ironiczne wypowiedzi skromnie dzięku
    > je? :-)

    Nie, nie uważam, tylko nie bardzo widzę, w jaki sposób podważa to wiarygodność jego zamiaru, żeby zostać pisarzem.

    --
    With or without religion, you would have good people doing good things and evil people doing evil things. But for good people to do evil things, that takes religion.
  • Gość: sebalda IP: *.ip.netia.com.pl 25.03.14, 15:58
    Gość portalu: anka napisał(a):

    > i naprawdę uważasz, że facet, który dość zręcznie używa pióra jest imbecylem,
    > który nie łapie ironii wielu osób tylko za ironiczne wypowiedzi skromnie dzięku
    > je? :-)

    Ależ to się jak najbardziej wpisuje w konwencję tego żartu:)
  • Gość: anka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.14, 16:00
    dokładnie :-)
    i przynajmniej rozruszał/a trochę forum ;-)
  • eeela 25.03.14, 17:11

    > Ależ to się jak najbardziej wpisuje w konwencję tego żartu:)

    To wciąż nie jest dla mnie dobry powód, żeby otwarcie zarzucać komuś nieuczciwość. Oczywiście nie można wykluczyć, że masz rację, ale ja nie lubię zarzucać ludziom kłamstwa dlatego tylko, że to, co mówią, pasuje do konwencji żartu. Wolę zakładać, że mówią prawdę dotąd, dopóki nie mam wystarczającej liczby powodów, by zacząć uważać inaczej. Pomysł na zarabianie na romansach nie jest niczym nowym, wielu ludzi próbuje swoich sił na rynku wydawniczym w tej właśnie materii i z takimi dokładnie ambicjami. Grzegorz nie jest pierwszym, którego widzę, i w jego podejściu nie odnajduję niczego dziwnego. Czy na miano forumowego prowokatora skazuje go to, że pisze o włosie łonowym, a nie o falującym łonie i krwawych rumieńcach?

    --
    With or without religion, you would have good people doing good things and evil people doing evil things. But for good people to do evil things, that takes religion.
  • ploniekocica 25.03.14, 13:46
    moim zdaniem zdecydowanie nadmiernie, a ten fragment merytorycznie woła o pomstę do nieba. Romans, romansem, ale pewne fakty jednakowoż powinny się zgadzać..
    Mamy zatem uniwersytet jakiś i tu "profesorkę geografii" w wieku 35 lat. Na bogów litościwych! Nie dość, że w tym wieku profesorowie owszem bywają, ale bardzo rzadko i to nie na polskich uniwersytetach zazwyczaj. Ponadto owa pani może i jest absolwentką geografii, ale jako wykładowca nie jest "profesorką geografii" tylko wykładowcą geografii politycznej, społecznej, geomorfologii, klimatologii, meteorologii czy bukwi czego jeszcze. Jak się pisze o jakimś środowisku to warto chociażby z grubsza poznać je i zwyczaje w nim panujące. Oraz nomenklaturę.
    Wykładowca geologii podziwiający wielki globus oraz odginający mapę na Rowie Mariańskim całkowicie mnie osłabił :)
    A potem oczywiście Ludwig W. i postmodernizm. Jakżeby inaczej. Ciekawa jestem, co by było, gdyby rzecz się działa na polonistyce, a mąż bohaterki był np. muzykiem :))))


    No, ja nie wiem, nie wiem. Zachwycił Was naprawdę ten fragment? Wielką karierę autorU prorokujecie na podstawie tego, że sprawny językowo jest (a Sebalda, jak to ma w zwyczaju, z lektur przepytuje)?
    Przykro mi, ale autor albo wszystkich w konia robi, albo Januszem Leonem to pachnie jak nic.
    Chyba nigdy tego forum nie zrozumiem :(
    --
    "Jakie tempora takie mores"
  • eeela 25.03.14, 14:31
    Przepraszam, ja do niebotycznych zachwytów się nie przyznaję :-) Ale widzę pewien talent do sugestywnego i sensualnego opisu. Twoje uwagi merytoryczne są jak najbardziej słuszne, ale nie sądzę, żeby Grzegorz mierzył w grupę czytelniczą, która na takie niedociągnięcia będzie zwracać szczególną uwagę. W końcu chce na pisaniu zarabiać, nie? ;-)

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • ploniekocica 25.03.14, 16:31
    Talent mu przyznawali i poniżej (Druss) i powyżej. A ja się pytam na jakiej podstawie? Dwa wyrwane z kontekstu fragmenty nie pokazujące w żaden sposób tego, o czym ta książka ma być, mają świadczyć o talencie? O talencie do czego do? Do poprawnego pisania po polsku? Do interpunkcji?
    Niejaki wspomniany już przeze mnie Janusz Leon też pisze sprawnie po polsku. Też ma umiejętność sensualnego opisywania rzeczywistości, o czym świadczy chociażby liczba płaczących przy jego książkach czytelniczek, a wiadra pomyj na niego na FK wylano. Notabene słusznie. Z powodu marysuizmu, nielogiczności, nieprawdziwych psychologicznie wątków itp. itd.

    A żenujących błędów merytorycznych w żaden sposób nie usprawiedliwia fakt, że potencjalne czytelniczki romansów na nie nie zwrócą uwagi. Nie należy lekceważyć żadnego czytelnika.

    Uważam, że Grzegorz robi sobie jaja, a większość uczestniczących w dyskusji dało się mu wkręcić i nie zmaże tej mojej opinii fakt, że od dwóch godzin się od tego wkręcenia gwałtownie odżegnujecie :)

    --
    "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
  • zwany_kiedys_drussem 25.03.14, 16:55
    Talent przyznałem - ale do pisania romansów i jednocześnie wyraziłem aprobatę dla tak obranej drogi. Janusz Leon też ma talent do pisania, ale to nie czyni z niego dobrego pisarza. Ale talentu nie odbiera. Talent to nie wszystko.
    Oczywiście, że na podstawie dwóch fragmentów nie powinno się kategorycznie oceniać, ale może Grzegorz trafił na odpowiedni czas, gdy jego twórczość porównujemy siłą rzeczy z panią E.O.

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 25.03.14, 17:34
    Ok. Ale na jakiej podstawie przyznałeś forumowiczowi talent do pisania romansów? Romans to przede wszystkim fabuła, zwroty uczuciowe, perturbacje najrozmaitsze itd., przynajmniej z tego, co wiem o romansach.
    Na podstawie tego, co napisał Grzegorz, można mu, co najwyżej, przyznać talent, czy może umiejętność, pisania o sprawach seksualno-sensualnych bez pruderii. Talent do pisania romansów można by mu przyznać, gdyby oprócz poprawności językowej zapodał nam tutaj jakąś iskrzącą się uczuciami fabułę. Scena z włosem łonowym mogłaby się znaleźć przecież w powieści każdego gatunku.
    --
    "Jakie tempora takie mores"
  • zwany_kiedys_drussem 25.03.14, 17:42
    Na podstawie doświadczenia czytelniczego i redaktorskiego. Czytałem wiele dużo gorszych kawałków prozy - niektóre z nich były już prozą wydrukowaną... Ale przyznaję, namiętnym czytelnikiem romansów nie jestem :-) Jednak w tym drugim fragmencie naprawdę jest potencjał, dobrze opisane są te iskry rodzące się między dwojgiem ludzi.
    To wszystko biorąc pod uwagę, przyznaję, że być może zostałem trochę wkręcony, chociaż nie wiem jeszcze, co ma ten przekręt na celu...

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 25.03.14, 18:30
    No, to widzisz mamy kłopoty z nomenklaturą, bo IMO romans to nie jest tylko historia romansu (w tym przypadku miłosnego trójkąta), ale gatunek powieści miłosno-awanturniczej, czy współcześnie nie do końca awanturniczej, ale na pewno z akcją obfitującą w najrozmaitsze zwroty. "Pestka" Kowalskiej to jest książka o miłości, romansie, trójkącie, ale to nie jest romans i to nie z powodu poziomu literackiego, ale dlatego, że autorka skupia się (oczywiście upraszczam) na przeżyciach psychologicznych bohaterów, a nie na porwaniach przez piratów.
    I stąd mój protest dotyczący Twojego odkrycia talentu Grzegorza w dziedzinie fabuły romansowej.
    --
    "Jakie tempora takie mores"
  • zwany_kiedys_drussem 25.03.14, 18:37
    No tak, przyjmuję Twoją argumentację :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • sebalda 25.03.14, 15:04
    Wielką karierę
    > autorU prorokujecie na podstawie tego, że sprawny językowo jest (a Sebalda, jak
    > to ma w zwyczaju, z lektur przepytuje)?

    No ale na tle pani Ostrowskiej to jednak nasz autor wypada naprawdę znacznie lepiej:D I śmiem twierdzić, że pisząc w zamierzeniu romans wzorujący się na poczytnych, acz bardzo miernych językowo pisarkach (zero pisarzy, nie wiedzieć czemu), to ten sukces komercyjny może jednak osiągnąć. Ja uważam, że sukces James naprawdę może rozpalić wyobraźnię i zachęcić do naśladowania, jeśli ktoś liczy na duże zyski. Sama się czasami nad tym zastanawiałam, tylko akurat romans czy miękkie porno kompletnie mnie nie interesują. Ale dobra powieść obyczajowa, czemu nie;) Trudne dzieciństwo, toksyczna matka lub ojciec, a najlepiej oboje, jakaś jedna postać pozytywna, jedna nieszczęśliwa i niespełniona miłość, potem mąż despota, tak modny przemocowiec, biedne dzieciątka. Blogów na ten temat pod dostatkiem, jest skąd czerpać, a i część swoich doświadczeń można wykorzystać. Nic prostszego, tylko że to już było. I to na pęczki.
  • Gość: Eryk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.03.14, 15:11
    Facet ewidentnie jaja sobie robi a Wy do tego podchodzicie jakby pisał na poważnie. Zabawny post i tyle. Twórz dalej Grzegorzu!
  • jeepwdyzlu 25.03.14, 15:52
    Przepraszam, ja do niebotycznych zachwytów się nie przyznaję :-) Ale widzę pewien talent do sugestywnego i sensualnego opisu.
    --------------------
    Ani ja...
    Grzegorz ma talent do nabierania niektórych....
    Naprawdę - im dalej - tym weselej...
    Czekam na uzasadnienie zgłoszenia autora do nagrody nike..
    jeep

    --
    YCDSOYA
  • zwany_kiedys_drussem 25.03.14, 17:35
    Dobra. Trochę się chyba dałem wkręcić :-) Bo jednak ta cala konstrukcja, łącznie z gotową misją pisarską naszego debiutanta, zaczyna się chyba chwiać. Ale na czym polega ten wałek???

    --
    Blog o moim pisaniu
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 17:53
    <Dobra. Trochę się chyba dałem wkręcić :-) Bo jednak ta cala konstrukcja, łącznie z gotową misją pisarską naszego debiutanta, zaczyna się chyba chwiać. Ale na czym polega ten wałek???

    Dajesz się wkręcić tym, którzy bezinteresownie, a przede wszystkim z nudów szukają w tym wątku atmosfery spisku. Sarkastycznie napisałeś o "gotowej misji pisarskiej". Ale czy masz rację? Romans to gatunek dla mojej twórczości i zależy mi, aby czytelnicy zmienili swój stosunek do niego. Jak sam pewnie dostrzegasz, romans jako gatunek wywołuje tu raczej negatywne emocje.
  • zwany_kiedys_drussem 25.03.14, 18:35
    Ale właśnie to zaczyna mi trochę trącić fałszem, wiesz? Ludzie przed debiutem bardzo rzadko mają tak konkretnie postawione cele, tak dokładnie wszystko przemyślane. Debiutantami targa niepewność, trema... Myślisz, że Stephen King przed napisaniem Carrie stwierdził: zostanę Ernestem Hemingwayem horroru? Sposób, w jaki prowadzisz z nami dialog też jest jakiś taki wystudiowany. Coś mi tu nie gra. Ale mogę się mylić.


    --
    Blog o moim pisaniu
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 18:52
    >Ludzie przed debiutem bardzo rzadko mają tak konkretnie postawione cele, tak dokładnie wszystko przemyślane. Debiutantami targa niepewność, trema...

    No ale ja mam tak konkretnie postawione cele. I to, że jestem inny, ma sugerować fałsz? Gdybym się silił na tremę i niepewność, wtedy to dopiero byłby fałsz. Nie jestem zarozumiały, mam po prostu jasno wytyczony plan poparty ciężko pracą.
  • zwany_kiedys_drussem 25.03.14, 19:17
    Zastanawiam się w takim razie, czemu ma służyć Twoja wizyta na Forum? Korekcie tak pieczołowicie przygotowanego planu? Że umiesz składać słowa przecież wiesz - widać to nie tylko po tych fragmentach prozy, ale i po dyskusji, jaką tu z nami prowadzisz. Usłyszałeś zresztą na ten temat sporo pozytywnych słów - także ode mnie. O co więc może chodzić?

    --
    Blog o moim pisaniu
  • jeepwdyzlu 25.03.14, 19:26
    Chciałbym Państwu wyjaśnić ważną rzecz. Drugi fragment napisałem w ok. 1.5 godziny.
    ------------
    Proponuję abyś rozpoczął nabór na kurs pisarski...
    Najserdeczniej!
    jeep
    --
    YCDSOYA
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 19:46
    >Zastanawiam się w takim razie, czemu ma służyć Twoja wizyta na Forum?

    Byłem zwyczajnie ciekawy odbioru mojej prozy. Czy to naprawdę powinno dziwić?
    Chciałbym przy okazji podkreślić, że odwiedziłem forum w celach artystycznych, a nie promocyjnych. Powieści zamierzam pisać pod damskim pseudonimem. Wydaje mi się, że to rozwiązanie pragmatycznie. Utarło się jakoś niesprawiedliwie, że mężczyźni nie potrafią pisać wciągających i wzruszających romansów. Tak więc nie ma mowy w tym wątku o promocji Grzegorza Borowskiego.
  • zwany_kiedys_drussem 25.03.14, 21:38
    Dobrze, uznajmy, że tak właśnie jest. Nie ma sensu tej rozmowy przedłużać. Twoje przygotowanie i niezłe opanowanie warsztatu pisarskiego każą sądzić, że powinieneś dać sobie radę na trudnym rynku.

    --
    Blog o moim pisaniu
  • eeela 25.03.14, 21:00

    > Ale właśnie to zaczyna mi trochę trącić fałszem, wiesz? Ludzie przed debiutem b
    > ardzo rzadko mają tak konkretnie postawione cele, tak dokładnie wszystko przemy
    > ślane. Debiutantami targa niepewność, trema...

    Mnie właśnie nie trąci, może dlatego, że mam przyjaciółkę, która nosi się z podobnymi planami i podobnie do tego podchodzi, chociaż na razie na słowach się kończy. Studiuje ona romansową literaturę w celu - jak to ona mówi - rozpoznania rynku i twierdzi, że jak już się poczuje gotowa, będzie pisać romanse i zarabiac na nich pieniądze ;-)

    --
    With or without religion, you would have good people doing good things and evil people doing evil things. But for good people to do evil things, that takes religion.
  • zwany_kiedys_drussem 25.03.14, 21:47
    Może w przypadku inklinacji romansowej taka jest właśnie reguła? Nie mam pojęcia. Nigdy nie pchało mnie nic w tym kierunku (mam na myśli zarówno romanse, jak i zarabianie wielkich pieniędzy na pisaniu). Literatura jako biznesplan to nie mój klimat. Chociaż też jakiejś strasznej tremy przy debiucie nie odczuwałem :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • qw994 25.03.14, 17:52
    Ja się nie zachwycam :)
  • tekla-ja 26.03.14, 22:07
    Jakbym ciąg dalszy "Na ustach grzechu" czytała! Nie wspomnę o "Trędowatej"!
    A najlepsze to -
    "nerwowo przywarła modnymi kozaczki do nóżek krzesła niczym jeździec, który sz
    ykował się do galopu"
    abo to!
    " w tym trzepocie było coś z drgań pajęczyny ze schwytanym motylem"
    a te ciepło powodujące pęcznienie i pulsowanie...choć żył, psze panstwa, żył tylko....cudne!


    pisz, panie Grzegorz, pisz!
  • zwany_kiedys_drussem 25.03.14, 06:36
    Tak. Masz talent i potencjał, a przede wszystkim - i to jest może nawet ważniejsze - wiesz, co z tym potencjałem zrobić, w jakim kierunku go rozwijać. Nie jestem miłośnikiem romansów, lecz dobrze się to czyta. Wiadomo - nad tekstem trzeba będzie popracować, ale nawet w tej formie, w jakiej jest, można go bez żadnego wstydu przedstawić wydawcy. Powodzenia! :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • Gość: sebalda IP: *.medical-tribune.pl 25.03.14, 12:30
    Chyba zaczynam rozumieć, chcesz powielić sukces E.L. James, ponadto słusznie zakładasz, że po książkę częściej sięgają kobiety, a te, niestety, często oczekują od literatury opowieści o miłości, czego kompletnie nie potrafię zrozumieć, ale to już taka osobista dygresja. Liczysz na poczytność, która ma się przełożyć na sowite wynagrodzenie za Twoją twórczość. W tym szaleństwie jest metoda, życzę powodzenia.
    Myślę, że książkę o miłości dużo łatwiej napisać niż na przykład dobry kryminał czy horror. Masz duże szanse nieźle zarobić:)
    Jak będziesz szukał kogoś do redakcji i korekty, mogę się podjąć. O ileż mniej roboty, przynajmniej przy przecinkach, będzie w Twoim przypadku w porównaniu z autorką Marzeń i rozczarowań;)
    Pozdrawiam:)
  • glendzior 25.03.14, 14:19
    nie podoba mi się temat ale językowo nieźle to wygląda


    regiomoto.pl/portal/samochodowa-mapa-polski-fotoradary-korki-remonty-planowanie-tras
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 16:34
    Szanowi Państwo,
    bardzo dziękuję za dotychczasowe uwagi. Zgrupuję je tu dla większej przejrzystości.

    >Za dużo niepotrzebnych słów. Za dużo przysłówków. Zdarzają się zbyt kwieciste i nic niewnoszące zdania (qw994 )

    To jest bardziej skomplikowany problem niż może się wydawać. Należy pamiętać, że romans jako gatunek rządzi się własnymi prawami, byłoby ryzykowne, jeśli już w debiucie potraktowałbym romans prozą minimalistyczną. Wierzę, że system najskuteczniej zmienia się od środka. Jeśli już będę znanym i uznanym pisarzem wśród czytelniczek romansów, wtedy, ale dopiero wtedy, będę się starał przemieniać romans na obraz ambitnej literatury. Będzie to proces raczej długi, ale przez to bezbolesny.

    moim zdaniem zdecydowanie nadmiernie, a ten fragment merytorycznie woła o pomstę do nieba. Romans, romansem, ale pewne fakty jednakowoż powinny się zgadzać..
    Mamy zatem uniwersytet jakiś i tu "profesorkę geografii" w wieku 35 lat. Na bogów litościwych! Nie dość, że w tym wieku profesorowie owszem bywają, ale bardzo rzadko i to nie na polskich uniwersytetach zazwyczaj. Ponadto owa pani może i jest absolwentką geografii, ale jako wykładowca nie jest "profesorką geografii" tylko wykładowcą geografii politycznej, społecznej, geomorfologii, klimatologii, meteorologii czy bukwi czego jeszcze.
    (ploniekocica)

    Zgoda, jest tu błąd merytoryczny. Ale proszę pamiętać, że jest to wersja robocza. Wyznam, że użyłem słowa "profesorka", bo nie byłem pewien, czy w odniesieniu do kobiety powinno być "wykładowca" czy "wykładowczyni". Na potrzeby doraźne wybrałem więc bezpieczniejsze słowo. Ale jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę na niesłychanie ważną rzecz. To, że u nas nie ma wielu profesorek w tym wieku, to winna pewnego systemu. Ja, jako autor romansów, mam zamiar walczyć z systemem, który przewiduje dla kobiet drugorzędne role. Inaczej mówiąc, w swoich książkach mam zamiar ukazywać nie tylko rozterki miłosne pań. Chciałbym promować kobiety w korzystniejszym świetle zawodowym.

    Twoje uwagi merytoryczne są jak najbardziej słuszne, ale nie sądzę, żeby Grzegorz mierzył w grupę czytelniczą, która na takie niedociągnięcia będzie zwracać szczególną uwagę. W końcu chce na pisaniu zarabiać, nie? ;-) (eeela)

    Mam zamiar obalić stereotyp ukazujący romans jako gatunek podrzędny, który kojarzy się z niechlujstwem językowym, słabym poziomem merytorycznym. Chciałbym Państwu wyjaśnić ważną rzecz. Drugi fragment napisałem w ok. 1.5 godziny. Pierwsze poprawki były raczej symboliczne, wystrzygłem tekst z rażących błędów. Ale ten tekst w zasadzie nie miał gruntownej korekty. A wiemy przecież, że bardzo dobra literatura wyłania się podczas korekty. Wielokrotnej! Jestem przekonany, że ja sam mogę podnieść językowy poziom zamieszczonego fragmentu o 40, 50%. Ale wiem też, że sam, z powodu swoich pewnych ograniczeń, nie przeskoczę pewnego pułapu. I tu wkroczy do akcji bardzo dobry redaktor, który ma wyczucie językowe niegorsze od najlepszych pisarzy. Zmierzam do tego, że po różnych zabiegach moje romanse uzyskają bardzo dobry poziom pod względem języka, i że w tym wymiarze moje romanse będą lepsze od wielu pozycji tzw. ambitnej literatury. Pragnę, aby kobieta czytając romans, nie była więcej narażona na złośliwe uwagi dotyczące języka. Mam też ambitny plan, aby przekształcić romans w bardzo ambitny gatunek, ale tak aby nie utracił swojego pierwotnego uroku. Zobrazuję to na przykładzie pewnego zdania z pierwszego fragmentu.

    Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na białej pościeli włosa łonowego.

    Oczywiście najpierw będzie podstawowa korekta. Czyli:

    Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na białej pościeli włos łonowy.

    Następnym etapem korekty będzie dodanie pewnego słowa:

    Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na nieskazitelnie białej pościeli włos łonowy.

    To słowo tu bynajmniej nie jest przykładem ukwiecania tekstu. Słowo "nieskazitelnie" pełni tu niesłychanie ważną funkcję. Wiemy, że na pościeli był włos łonowy. A więc Magda raczej spała nago. Nieskazitelnie biel pościeli wskazuje jednak, że mimo że była nago, nie doszło do współżycia z Marianem. Dlaczego? Mało która kobieta śpi nago. Więc Magda była rozebrana w konkretnym celu, który nie został zrealizowany. Co między nim zaszło? Oczywiście nie liczę na to, że czytelniczki świadomie wyłowią ten szczegół podczas lektury. Ale na poziomie percepcji podprogowej - już tak. Jestem przekonany, że wielką literaturę tworzy się nie przez to, co się powiedziało, a raczej przez to, czego się nie powiedziało. Jednocześnie zaznaczam, że nie mam aspiracji do geniuszu. Chciałbym być pomostem między np. Leonem Wiśniewskim a Marcelem Proustem. Po prostu chciałbym być dla przynajmniej niektórych czytelniczek romansów drogowskazem ku wielkiej literaturze, chciałbym dać im posmak uczty, jaka na nie czeka podczas lektury największych pisarzy. Ale jak wspomniałem, chciałbym być drogowskazem subtelnym. Na pewno nie zaniedbam podstawowych wytycznych gatunku.

    Dziękuję za słowa otuchy. Cieszę się, że przeważają komplementy. Ale zaznaczam, że jestem realistą. Mimo pochlebnych opinii zdaję sobie doskonale sprawę, że nie jesteście należytą grupą reprezentatywną. Wy kupujecie inne książki, a ja celuję w inne grono czytelniczek. Ale fajnie, że mimo wielkich różnic udalo nam się znaleźć wspólny język, co, mam nadzieję, dobrze wróży dla harmonijnego rozwoju polskiej literatury.

    Proszę o wybacznie za ewentualne wpadki językowe, ale na korektę postu mam mało czasu, bo wzywają mnie obowiązki literackie.



  • ploniekocica 25.03.14, 17:17
    grzegorz.borowski napisał:


    >
    > Zgoda, jest tu błąd merytoryczny. Ale proszę pamiętać, że jest to wersja robocz
    > a. Wyznam, że użyłem słowa "profesorka", bo nie byłem pewien, czy w odniesieniu
    > do kobiety powinno być "wykładowca" czy "wykładowczyni". Na potrzeby doraźne w
    > ybrałem więc bezpieczniejsze słowo. Ale jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę na
    > niesłychanie ważną rzecz. To, że u nas nie ma wielu profesorek w tym wieku, to
    > winna pewnego systemu. Ja, jako autor romansów, mam zamiar walczyć z systemem,
    > który przewiduje dla kobiet drugorzędne role. Inaczej mówiąc, w swoich książka
    > ch mam zamiar ukazywać nie tylko rozterki miłosne pań. Chciałbym promować kobie
    > ty w korzystniejszym świetle zawodowym.
    >
    O rany! Autor romansów i genderysta :) To nie problem płci, drogi autorze, to problem kariery naukowej. W Polsce na stanowisku profesora uczelnianego można ewentualnie pracować dopiero po habilitacji, a to większości chwilkę zajmuje. I kobietom i mężczyznom.

    Nadal uważam, że wszystkich wkręcasz. Napisz, pokaż, dopracuj, a potem dyskutujmy.

    Większość romansów napisanych przez wzięte autorki np. amerykańskie jest bardzo poprawne językowo, chociażby dlatego, że taka pani Steel czy inna Roberts to instytucje i pracuje dla nich mnóstwo fachowców w tym utalentowani ghost writerzy.

    >
    >


    --
    "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
  • qw994 25.03.14, 17:55
    > To jest bardziej skomplikowany problem niż może się wydawać. Należy pamiętać, ż
    > e romans jako gatunek rządzi się własnymi prawami, byłoby ryzykowne, jeśli już
    > w debiucie potraktowałbym romans prozą minimalistyczną.

    Możliwe. Faktem jest, że romansów wiele nie przeczytałam. Ale jednak skróciłabym tekst przynajmniej minimalnie.
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 18:04
    <Ale jednak skróciłabym tekst przynajmniej minimalnie.

    To niewątpliwie nastąpi, ale podejdę do tego z wielką ostrożnością. Osoby, które z przyzwyczajenia pogardzają romansem (nie piszę tu o Tobie), nie rozumieją pewnej rzeczy. Romans źle znosi ekstrema, pisanie świetnych romansów to sztuka balansu.
  • qw994 25.03.14, 18:09
    Nie chodzi mi o ekstrema.
  • qw994 25.03.14, 18:08
    > To słowo tu bynajmniej nie jest przykładem ukwiecania tekstu. Słowo "nieskazite
    > lnie" pełni tu niesłychanie ważną funkcję.

    Nieprawda. Jako czytelnik zapewniam cię, że każdy kto przeczyta słowa "biała pościel", ujrzy białą, czystą, NIESKAZITELNĄ pościel. Przysłówek jest tu więc niepotrzebnym, żeby nie powiedzieć nachalnym, ozdobnikiem. Pozwól czytelnikom użyć wyobraźni.
  • grzegorz.borowski 25.03.14, 18:34
    <Jako czytelnik zapewniam cię, że każdy kto przeczyta słowa "biała pościel", ujrzy białą, czystą, NIESKAZITELNĄ pościel.

    Wypowiadanie się w imieniu innych czytelników zawsze jest ryzykowne. Według mnie "biała pościel" i "nieskazitelnie biała pościel" niekoniecznie muszą wywoływać ten sam obraz.
    Ponadto dodatkowy przysłówek nie stanowi tu problemu, bo występuje w krótkim, prostym zdaniu i jego użycie nie odbija się negatywnie ani na rytmie, ani na przejrzystości zdania.
  • qw994 26.03.14, 17:36
    Krótkie zdanie zostało zepsute właśnie przez ten długaśny pięciosylabowy wyraz! :)
    Ale ok, nie zgrzytałoby to specjalnie, gdyby nie występowało za często. Ale u ciebie tych osłabiających zdania pseudoozdobników jest cała masa.
  • qw994 26.03.14, 17:40
    > To słowo tu bynajmniej nie jest przykładem ukwiecania tekstu. Słowo "nieskazite
    > lnie" pełni tu niesłychanie ważną funkcję. Wiemy, że na pościeli był włos łonow
    > y. A więc Magda raczej spała nago. Nieskazitelnie biel pościeli wskazuje jednak
    > , że mimo że była nago, nie doszło do współżycia z Marianem. Dlaczego? Mało któ
    > ra kobieta śpi nago. Więc Magda była rozebrana w konkretnym celu, który nie zos
    > tał zrealizowany.

    W życiu bym nie doszła do takich wniosków po przeczytaniu o włosie łonowym i nieskazitelnie białej pościeli.
    Magda wcale nie musiała spać nago, mogła spać w koszuli nocnej bez majtek :)
    A może spała nago, bo była pijana, a nie dlatego, że miało to służyć jakiemuś celowi? :)
  • Gość: brnXB IP: *.adsl.inetia.pl 25.03.14, 22:46
    Bardziej niż próbki romansu podobają mi się wypowiedzi Grzegorza; "produkt uboczny"

    "Buntowałem się przeciwko mojemu literackiemu powołaniu, uciekałem od niego trochę jak tchórz."

    Hehe, to jest lepsze niż fragment o kłaku łonowym.
  • ada08 26.03.14, 07:06
    Zafrapował mnie ten włos łonowy, który spoczywa teraz pośród stron "Poczwórnego źródła twierdzenia o podstawie dostatecznej". Mam nadzieję, że nie spoczął tam na zawsze, że jeszcze się ujawni by odegrać dramatyczną i decydującą rolę, niczym strzelba, która pojawiwszy się w pierwszym akcie nieodzownie wystrzeli w ostatnim.
    a.
  • grzegorz.borowski 26.03.14, 15:20
    > Zafrapował mnie ten włos łonowy, który spoczywa teraz pośród stron "Poczwórnego
    > źródła twierdzenia o podstawie dostatecznej". Mam nadzieję, że nie spoczął tam
    > na zawsze, że jeszcze się ujawni by odegrać dramatyczną i decydującą rolę, nic
    > zym strzelba, która pojawiwszy się w pierwszym akcie nieodzownie wystrzeli w os
    > tatnim.
    > a.

    Nie spoczął. Ten włos pełni niesamowicie ważną rolę. On znika na długo, ale pod koniec powieści triumfalnie powróci. Nie w ostatnim akapicie, trochę wcześniej, i oczywiście nie wystrzeli. Ale to właśnie on w dużej mierze przyczyni się do tego, że Magda i Marian znów będą razem, choć już się wydawało, że nikt i nic nie jest w stanie uratować związku: między innymi teściowie, proboszcz, psycholog, adwokat, dzielnicowy, a nawet pewien polityk. Ten włos stanowi jeden z największych symboli mojej powieści. Mianowicie, że miłość często wisi na włosku, że tak łatwo, pod ciężarem problemów i ludzkich słabości, może zapikować na samo dno kanionu rozpaczy i rozczarowania, kanionu wyżłobionego łzami. Ale - i tu będzie moje wielkie przesłanie do czytelniczek - choć czasem prawdziwa miłość wisi na włosku, to jednak zdoła się na nim utrzymać.

    W mojej powieści nie ma miejsca na przypadek. Dlatego włos nieprzypadkowo trafił do dzieła Schopenhauera, tego zgnuśniałego pesymisty. Na poziomie symboliki sprawa ma się tak: mimo że włos jest niejako uwięziony między zmaterializowanymi myślami filozofa, mimo że trafił do istnego inkubatora pesymizmu - to jednak... to jednak zwycięsko wychodzi z tej wielkiej próby i triumfalnie ratuje miłość.
  • sebalda 26.03.14, 15:44
    Grzesiu, pisz dalej, pisz tutaj jak najwięcej, rozjaśniasz mój dzień:)))
    Albo jesteś wyjątkowo dowcipny, albo przedawkowałeś z tymi lekturami:)
    No i zapomniałam dodać, że dobrego posługiwania się interpunkcją nie da się nauczyć, jedynie czytając książki pod tym kątem. Trzeba poznać reguły i wyjątki, trzeba mieć wyczucie, no i w końcu doświadczenie. Widziałam absolwentki dziennikarstwa, aspirujące do pracy korektorki, które kompletnie sobie nie radziły z przecinkami. Laik bez doświadczenia naprawdę nie będzie tak poprawnie (wzruszająco, jak ktoś napisał:) wstawiał przecinków, gdzie trzeba. To kolejna rzecz, która w moim mniemaniu świadczy o tym, że nas podpuszczasz. Co jest skądinąd urocze:)
  • sebalda 26.03.14, 15:45
    I jeszcze ta powaga w odpowiedziach na klasycznie ironiczne posty:)
  • eeela 26.03.14, 15:57

    > I jeszcze ta powaga w odpowiedziach na klasycznie ironiczne posty:)

    Właśnie dlatego chyba tak trudno mi nabrać przekonania do forumowej teorii spiskowej. Ja tam czuję z Grzegorzem pokrewieństwo dusz!

    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • grzegorz.borowski 26.03.14, 16:10
    >Ja tam czuję z Grzegorzem pokrewieństwo dusz!

    Pięknie powiedziane. Czy też może jesteś pisarką?
  • eeela 26.03.14, 16:20
    Dużo rzeczy w życiu napisałam, to może i jestem?

    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • grzegorz.borowski 26.03.14, 16:28
    >Dużo rzeczy w życiu napisałam, to może i jestem?

    Czy pisałaś też coś o miłości oprócz korespondencji prywatnej?
    Pytam, bo chcę wiedzieć, czy mam w Tobie upatrywać rywalkę?
  • eeela 26.03.14, 16:34
    Absolutnie nie. Pisania o miłości całkowicie co prawda wykluczyć nie mogę, ale naprawdę nie sądzę, żebym stanowiła dla ciebie jakieś zagrożenie ;-)

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • jeepwdyzlu 26.03.14, 17:26
    każdy żart trzeba umieć skończyć...
    jeep
    --
    YCDSOYA
  • grzegorz.borowski 26.03.14, 16:08
    >To kolejna rzecz, która w moim mniemaniu świadczy o tym, że nas podpuszczasz.

    Postanowiłem, że napiszę moje dzieło. Słowo honoru.
    Sebaldo, zaproponowałaś swoje usługi korektorskie. Czy jesteś zawodowym korektorem? Czy znasz perfekcyjnie język polski? Czy masz doświadczenie?
    Bo jak już napiszę książkę, chciałbym, żeby była bez błędów. Ani jednego! Chcę, aby nawet jak ktoś jest nieżyczliwy romansom, powiedział o mojej książce z wypucowanym językiem: Ona jest jak psie jajca, ale świeci się jak latarnia.
  • zwany_kiedys_drussem 26.03.14, 18:56
    > Chcę,
    > aby nawet jak ktoś jest nieżyczliwy romansom, powiedział o mojej książce z wyp
    > ucowanym językiem: Ona jest jak psie jajca, ale świeci się jak latarnia.

    Brzmi jak prawdziwie literackie credo...

    --
    Blog o moim pisaniu
  • jeepwdyzlu 26.03.14, 20:00
    jak credo....
    :-)
    nie wiem czy grzegorz ma talent do wkręcania
    czy Wy jesteście aż tak naiwni.....
    jeep

    --
    YCDSOYA
  • eeela 26.03.14, 20:10
    > czy Wy jesteście aż tak naiwni.....

    Ja po prostu chcę, żeby on był prawdziwy ;-)

    --
    With or without religion, you would have good people doing good things and evil people doing evil things. But for good people to do evil things, that takes religion.
  • qw994 26.03.14, 20:26
    Barwna postać, niewątpliwie :))
  • morgen_stern 28.03.14, 12:05
    Nie jesteśmy naiwni, po prostu się świetnie bawimy, jeśli mogę mówić za resztę :)
    No nie masz poczucia humoru ani luzu, co można było zauważyć w wielu wątkach...
    --
    Tak, siedzenie w domu z dzieckiem i łażenie po galeriach handlowych to może być życie z pasją / bri
  • jeepwdyzlu 28.03.14, 13:59
    Nie jesteśmy naiwni, po prostu się świetnie bawimy, jeśli mogę mówić za resztę :)
    --------
    nie
    pierwsze 50 postów zostaliście wkręceni jak dzieci :-)

    j.
    --
    YCDSOYA
  • morgen_stern 29.03.14, 08:53
    Ok, piszę za siebie - w nic się nie wkręciłam, ale za to pierwszorzędnie się ubawiłam. Za to ty smęcisz i psujesz zabawę.

    --
    Tak, siedzenie w domu z dzieckiem i łażenie po galeriach handlowych to może być życie z pasją / bri
  • grzegorz.borowski 26.03.14, 20:06
    >Brzmi jak prawdziwie literackie credo...

    Pozwoliłem sobie na pewną soczystość, aby ukazać moją bezkompromisowe postawę wobec jakości języka w powieści. Pragnę, aby przynajmniej pod tym względem był to najlepszy romans w historii polskiej literatury. A po cichu liczę, że pod innymi także będzie najlepszy.
  • jeepwdyzlu 26.03.14, 20:07
    O jeden most za daleko
    --
    YCDSOYA
  • zwany_kiedys_drussem 26.03.14, 20:20
    Ale to jak ma być w końcu? Ten pierwszy Twój romans ma być od razu najlepszy w historii? A wcześniej pisałeś, że będziesz do perfekcji dążył stopniowo, jak napisałeś "bezboleśnie"... Rozumiem, że mierzysz wysoko, stawiasz sobie niebotyczne cele etc., ale przy okazji podchodzisz do sprawy chyba zbyt śmiertelnie poważnie. Gdzie w tym radość pisania i tworzenia? Gdzie dystans, który autor musi zachować do swojego dzieła? :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • eeela 26.03.14, 20:41
    Gdzie dystans, który autor musi z
    > achować do swojego dzieła? :-)

    Udało ci się kiedyś, Drussie? Bo mnie chyba nie ;-)

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • zwany_kiedys_drussem 26.03.14, 20:53
    > Udało ci się kiedyś, Drussie? Bo mnie chyba nie ;-)

    Oj, Eeela :-) Mam na myśli dystans konieczny, by spojrzeć na dzieło z zewnątrz. Autor ma być twórcą, a nie dziełem... Poza tym, spokojnie, ja tylko sprawdzam, czy nasz twórca wątku może być prawdziwy. Szukam rysy w strukturze, bo cała ta konstrukcja robi się zanadto kunsztowna na mój gust :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • eeela 26.03.14, 21:53
    cała ta
    > konstrukcja robi się zanadto kunsztowna na mój gust :-)

    Ja tam znam ludzi, którzy podobnie podchodzą do życia i zadań stawianych przed sobą, i naprawdę trudno w ich pracy i metodyczności znaleźć jakieś rysy. Ich plany są zawsze bardzo precyzyjnie określone, zaangażowanie absolutne, wyniki imponujące. No zdarzają się tacy po prostu. Może dlatego mi tak przeszkadza, że Grzegorza się podejrzewa o żartowanie, bo odczuwam to trochę tak, jakby moich przyjaciół i nauczycieli traktowano jako żart. Niezbyt to logiczne, wiem ;-)

    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • zwany_kiedys_drussem 27.03.14, 06:55
    > Ja tam znam ludzi, którzy podobnie podchodzą do życia i zadań stawianych przed
    > sobą,

    Dobrze, ja też znam ludzi z podobnym podejściem. Nie roszczę sobie też pretensji do nieomylności. Co więcej, moje przeczucie dotyczące ludzi już tyle razy mnie zawodziło, że właściwie powinienem powstrzymać się od jakichkolwiek osądów. Ale nawet z zepsutą busolą, jakoś trzeba żeglować przez życie, prawda? Bierze się poprawkę i płynie dalej.
    Ale Ty podchodzisz do całej tej sprawy chyba zbyt osobiście, bez należytego dystansu :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • eeela 27.03.14, 08:57
    > Ale Ty podchodzisz do całej tej sprawy chyba zbyt osobiście, bez należytego dys
    > tansu :-)

    Eee, bez przesady, snu z powiek akurat to mi nie spędza ;-) Tak sobie pierdykam, bo lubię ;-P

    --
    With or without religion, you would have good people doing good things and evil people doing evil things. But for good people to do evil things, that takes religion.
  • zwany_kiedys_drussem 27.03.14, 11:08
    Bez względu na to, gdzie leży granica między rzeczywistością a iluzją w tym wątku, jest on doskonały ;)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • jeepwdyzlu 27.03.14, 11:24
    Bez względu na to, gdzie leży granica między rzeczywistością a iluzją w tym wątku, jest on doskonały ;)
    ----------------
    przekraczasz granicę śmieszności
    Ty, nie grzegorz
    Owszem - prowokacja jest zabawna, ale wpadanie w zachwyt jest GRUBĄ przesadą...
    jeep
    --
    YCDSOYA
  • zwany_kiedys_drussem 27.03.14, 11:36
    Człowieku, po prostu od chwili, gdy dostrzegłem przekręt, bawi mnie ten wątek wyjątkowo i dlatego uważam, że jest wspaniały. Co jest w tym śmiesznego?

    --
    Blog o moim pisaniu
  • zwany_kiedys_drussem 27.03.14, 21:57
    Rozumiem, że tylko Tobie wolno posługiwać się ironią, porównywać autora do Joyce'a etc.? A jak ja piszę o literackim credo w kontekście psich jajec, to już jest absolutnie poważne, a nawet dowodzące mojego prawdziwego zachwytu? :-)))

    --
    Blog o moim pisaniu
  • jeepwdyzlu 28.03.14, 11:05
    domyślam się że do mnie pijesz druss
    Raz - od razu rozszyfrowałem autora, Ty nie
    Dwa - Twoja ironia była i jest mało czytelna
    Trzy - nie mnie dotyczy ten wątek...
    Dość nieudolnie maskujesz niezaprzeczalny fakt, że zostałeś wkręcony..
    Podejdź do tego z humorem a nie zacietrzewieniem...
    bez odbioru...
    jeep
    --
    YCDSOYA
  • zwany_kiedys_drussem 28.03.14, 11:17
    Ale ja nic nie maskuję - gdzieś w tym wątku przyznałem się nawet, że zostałem wkręcony :-))) Czytelność mojej ironii - czy muszę wtykać emotikonki, żeby inteligentny odbiorca doszukał się moich intencji? I podchodzę do tego zdecydowanie z humorem - to Ty zarzuciłeś mi ad personam śmieszność. Bez odbioru.

    --
    Blog o moim pisaniu
  • jeepwdyzlu 28.03.14, 11:29
    nie chciałem Cie urazić
    przepraszam

    jeep
    --
    YCDSOYA
  • zwany_kiedys_drussem 28.03.14, 14:14
    OK :-) Nie wojujemy tu raczej ze sobą, więc tym bardziej nie czuję się już urażony :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 27.03.14, 09:51
    Drogi Drussie, idź tropem Stelli :) Wszystko już było czyli deżawi. Styl jest bardzo rozpoznawalny.

    Ten wątek jest wątkiem lustrzanym do wątku, w którym oceniany jest debiut pani autorki na O. Tylko a rebours.

    A tak w ogóle to podczas wizyty u córki w miejscu z telewizorem odkryłam, że bodajże TVN pokazuje nowy serial, którego głównym bohaterem jest facet piszący pod damskim pseudonimem romanse.

    --
    "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
  • zwany_kiedys_drussem 27.03.14, 10:31
    Może to faktycznie ten sam styl... Ale głowy bym nie dał - za mało kolegę czytałem :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 27.03.14, 10:34
    Tu nawet nie chodzi o styl wypowiedzi, ale konstrukcję psychologiczną postaci. Poniekąd IMO literackiej.
    --
    Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
    Fonię niestety też.
  • eeela 28.03.14, 14:41
    ale konstrukcję psychologiczną postaci.
    > Poniekąd IMO literackiej.

    Myślisz, że chociaż o nim się książkę napisze? ;-)

    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • grzegorz.borowski 26.03.14, 23:08
    >Ale to jak ma być w końcu? Ten pierwszy Twój romans ma być od razu najlepszy w historii? A wcześniej pisałeś, że będziesz do perfekcji dążył stopniowo, jak napisałeś "bezboleśnie"... Rozumiem, że mierzysz wysoko, stawiasz sobie niebotyczne cele etc., ale przy okazji podchodzisz do sprawy chyba zbyt śmiertelnie poważnie. Gdzie w tym radość pisania i tworzenia? Gdzie dystans, który autor musi zachować do swojego dzieła? :-)

    Drussie, na litość boską, nie jestem magalomanem! Przytoczę przykład piłkarski. Był kiedyś pewien zawodnik, Grzegorz Rasiak. Gdyby się tego człowieka wystawiło na boisku, gdzie gonią za piłką zawodnicy Ligi Mistrzów, to zrobiłoby mu się krzywdę. Wielką krzywdę. Ale gdyby tego samego zawodnika wystawić w męczu trzecioligowców albo okręgówki, to Rasiak urządzałby rajdy przez pół boiska uwieńczone bramkami w okienko, zakładałby sitaki przy każdej okazji. Słowem - byłby mistrzem.
    Czy myślisz, że Rasiakowi byłoby trudno zostać królem strzelców w okręgówce?
    Ja skromnie wybrałem sobie gatunek stosowny do mojego poziomu. Wiem, że mogę i będę w nim wymiatał. Czy naprawdę to mnie czyni człowiekiem z absurdalnie zawyżonymi ambicjami?
    Proszę Cię też, abyś czytał moje posty równie uważnie, co zwoleninków teorii spiskowych na tym forum. Pisałem już przecież, że moja powieść trafi w ręce bardzo dobrego redaktora, który wypucuje wszystko na piękny błysk. Zapłacę godziwie za fatygę, nie będę żałował grosza. Wejdę na rynek romansów jak przeciąg.
  • gaudia 27.03.14, 01:34
    Grzegorzu B.!
    Proponuję inną opcję. Napisz pan utwór, w którym narratorem będzie pisarz pracujący nad romansem. A sednem książki - rozterki owego, jego przygotowania, analizy prozy pań Steel i Roberts, dyskusje na forach itd. Twoje obrony zaprezentowanych tu fragmentów prozy godne są bowiem uwiecznienia :D

    Dziękuję za miły kwadrans, który tu spędziłam :)
  • grzegorz.borowski 27.03.14, 07:16
    > Grzegorzu B.!
    > Proponuję inną opcję. Napisz pan utwór, w którym narratorem będzie pisarz pracu
    > jący nad romansem. A sednem książki - rozterki owego, jego przygotowania, anali
    > zy prozy pań Steel i Roberts, dyskusje na forach itd. Twoje obrony zaprezentowa
    > nych tu fragmentów prozy godne są bowiem uwiecznienia :D

    Pani Gaudio!
    Pani pomysł jest genialny! Ta koncepcja jest znacznie lepsza od mojej pierwotnej. Nawet już chyba wiem, jak będzie brzmiało pierwsze zdanie mojej powieści w nowej wersji:

    Pisanie romansu jest większym wysiłkiem umysłowym niż mogłoby się to wydawać laikowi.

    Dziękuję dobrodziejko. Jak uda mi się zaistnieć na rynku, mam nadzieję, że będę mógł pani podziękować osobiście.
  • zwany_kiedys_drussem 27.03.14, 06:42
    Grzegorzu, ja czytam uważnie Twoje posty i właśnie stąd biorą się moje wątpliwości :-). Nie, absolutnie nie mam Cię za megalomana. Nie wiem tylko, czy rzeczywiście jesteś debiutantem, za którego się podajesz ;-) Ale zakładając, że tak właśnie jest - rynkowi romansów przyda się taki przeciąg, powiew świeżego powietrza... Czytałem nieco pozycji z tego nurtu, głównie z pobudek osobistych, by dowiedzieć się, jak piszą znajome pisarki - i to było dość smutne doświadczenie. Większość tych powieści jest jak spod sztancy, pisanych na jedno kopyto. Możesz zostać królem strzelców, ale może też zdarzyć się sytuacja, że okażesz się zbyt niszowy dla czytelniczek. Pewnie już rozważałeś to niebezpieczeństwo... I druga sprawa - to konieczność znalezienia odpowiedniego wydawcy.
    Nie odpowiedziałeś mi - czujesz radość pisania? ;)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • grzegorz.borowski 27.03.14, 07:43
    <Czytałem nieco pozycji z tego nurtu, głównie z pobudek osobistych, by dow
    > iedzieć się, jak piszą znajome pisarki - i to było dość smutne doświadczenie.

    Zapewniam Cię, że jestem debiutantem. Masz zupełną rację, to smutne doświadczenie. No ale dzięki temu, że jest taka mizeria, ja mam pewne szanse na sukces. Oczywiście nigdy nie wiadomo, jak rynek zareaguje. Mam nadzieję, że czytelniczki romansów pokochają moją twórczość od pierwszego wejrzenia.
    Czuję radość pisania. Na przykład, jak pisałem o piersiach Magdy, starałem sobie je wyobrazić. Tylko przy pisaniu romansu aż tak bardzo iskrzy mi się klawiatura, palce same galopują i ścigają myśli. Zastanawiam się tylko, dlaczego tak niewielu facetów pisze romanse. Może dlatego, że tu potrzebna jest nie tylko znajomość ciała kobiety, ale także, a może przede wszystkim, jej psychiki.
  • marek.zak1 27.03.14, 09:42
    Znasz psychikę kobiet? Gratuluję.
    Tak generalnie, talent jest ważny, ale w końcowym rachunku waży niewiele, może 1% wśród czynników sukcesu. Reszta to praca, wytrwałość, konsekwenncja, nieupadanie na duchu, podejmowanie dobrych decyzji, wyznaczanie właściwych celów, umiejętnośc zjednywania sobie ludzi, wyobraźnia i kreatywność (dla pisarza) no i szczęście. Są tez inne , ale to tak na szybko.
    Iluż ja znałem jakże utalentowanych ludzi, którzy mieli świat podbić. Nie wyszło, a za to wyszło innym, po których nie spodziewano sie aż tyle.
  • zwany_kiedys_drussem 27.03.14, 10:16
    To już wiem, czemu nie pisuję romansów :-)) Tak naprawdę w literaturze tego typu nie ma chyba zbyt wielu wiarygodnych psychologicznie postaci, które sugerowałyby jakąś dogłębną wiedzę psychologiczną autorek. Mamy do czynienia raczej ze stereotypowymi wzorcami zachowań i dość przewidywalnymi przeżyciami wewnętrznymi. Zmień to, Grzegorzu! Pokaż, że można inaczej, lepiej :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • qw994 26.03.14, 17:41
    OJP! :)
  • stella25b 26.03.14, 20:23
    Czy to oznacza, ze po przeczytaniu calej klasyki "do 150 stron" zaczales pisac?
  • tekla-ja 26.03.14, 22:10
    kiedy? bo doczekać się juz nie mogę....
    Nawet globusik w sklepie, gdzie wszystko po 4 zł, kupiłam, by w atmosferę się wczuc!
  • grzegorz.borowski 26.03.14, 22:51
    >kiedy? bo doczekać się juz nie mogę....
    Nawet globusik w sklepie, gdzie wszystko po 4 zł, kupiłam, by w atmosferę się wczuc!

    Nie wiem kiedy. Kręcą się tu jacyś ludzie, którzy snują przedziwne teorie na mój temat. Chyba celowo odwracają uwagę od mojej twórczości. To się zawsze tak kończy, jak się daje komuś coś za darmo.
    Dziękuję za zainteresowanie i gratuluję globusika. To jest chyba mój pierwszy namacalny wpływ na życie czytelniczki. I to mi daje otuchy w tym ciężkim dla mnie momencie na forum.
  • stella25b 26.03.14, 23:06
    Nie no...
    Mam jednak cicha nadzieje, ze pozwolisz nam pomoc w doborze tego "damskiego pseudonimu" o ktorym wspomniales.
  • tekla-ja 27.03.14, 12:44
    czekam na ten kolejny fragmencik ;-)

    I nieśmiało sugestię podsuwawam...w sprawie tytułu...

    Jak "Scarlet" to kontynuacja "Przeminęło z wiatrem" - to może swe dzieło "podepniesz" swój romansik pod "Trędowatą"?
    Jak wyżej pisałam, styl baardzoo podobny, temat też...
  • grzegorz.borowski 27.03.14, 13:40
    > czekam na ten kolejny fragmencik ;-)

    Wybacz, Teklo. Ale nie dam rady teraz. Nowa wizja powieści wprawiła mnie w pewnego rodzaju szał twórczy. Ale taki w pozytywnym znaczeniu. Od kilku godziny spisuje pomysły i nie mogę nadążyć. Nie mam wątpliwości, że to będzie powieść mojego życia. Tak intensywne natchnienie pisarz może mieć chyba tylko raz w życiu. Jeżeli w ogóle ma. Cudowne, choć wyczerpujące doświadczenie. Nie wiem nawet jak to opisać. To coś w stylu euforii estetyczno-intelektualnej.
    Dziękuję Ci za sugestię w sprawie tytułu. W nowej wersji moja powieść nawiązuje do pewnej bardzo znanej powieści (nie do "Trędowatej"), ale nadzwyczaj subtelnie. Na razie nie mogę zdradzić do jakiej.



  • stella25b 26.03.14, 22:20
    stella25b napisała:

    > Czy to oznacza, ze po przeczytaniu calej klasyki "do 150 stron" zaczales pisac?

    Chodzilo o 250 stron! I o ten watek
    forum.gazeta.pl/forum/w,151,147824855,,250_stron.html?v=2
  • grzegorz.borowski 27.03.14, 13:58
    Ten wątek sprawił, a szczególnie Gaudia, że mam teraz wspaniałą wizję powieści-romansu. Chyba po raz pierwszy w historii polskiej literatury kontakt na forach czytelników z nieopublikowanym dotąd twórcą przyniesie coś pozytywnego dla literatury.
  • gaudia 07.04.14, 03:51
    Ten wątek sprawił, a szczególnie Gaudia, że mam teraz wspaniałą wizję powieści-
    > romansu. Chyba po raz pierwszy w historii polskiej literatury kontakt na forach
    > czytelników z nieopublikowanym dotąd twórcą przyniesie coś pozytywnego dla lit
    > eratury.


    Grzegorzu B.!
    Poczułam się Muzą prawdziwą, dziękuję.
    Gaudia
  • grzegorz.borowski 07.04.14, 15:25
    >Poczułam się Muzą prawdziwą, dziękuję.

    Ależ nie, nie.... to ja dziękuję.
  • grzegorz.borowski 28.03.14, 16:48
    Nie będę komentował teorii spiskowych. Nie będę też postawy tych, którzy pod ich wpływem zwątpili w moje intencje. I - co znacznie bardziej bolesne - w moją powieść. Najlepszy romans w historii polskiej literatury. Ale wiem, że pisarz z ambicjami powinien mieć d... równie twardą, co krzesło, na którym tworzy. Wczoraj skasowałem osiem stron tekstu. Chciałem wprowadzić kafkowską atmosferę do gry wstępnej przed pierwszym seksem Magdy i Piotra Smacznego. Magda wie już w trakcie tej gry, że seks będzie nieudany i że w zasadzie nic nie może zrobić. Napisałem aż dziewięć wersji tej gry wstępnej. Były ułomne, niegodne najlepszego romansu. Na marginesie uwaga. Dawniej kartki z tekstem płonęły, twórczość miała jednak większe szanse na przetrwanie, bo gdy dym wędził twarz autora, ten, zdarzało się, zmylony faktem, że dym wyciska mu łzy, brał te łzy za podszept sumienia, swojego i potencjalnych czytelników, i nie bojąc się poparzeń wyrywał kartki z ognia w ostatniej chwili! Dzisiaj natomiast kasowanie jest sterylne. Nieznaczny ruch palca pośle tekst w niebyt. I go nie ma. Tekst umiera w komputerze sterylnie, i w tej doskonałej sterylności nie ma miejsca nawet dla echa snów, nie ma w niej ambiwalencji Zhuangzi, słowem - nie ma żadnych śladów po marzeniach, nawet dymu i popiołu. Wspominam zaś o tym dlatego, że poniższy tekst też miał być skasowany. Ale pomyślałem, że będzie jakoś dziwnie, gdy będę wszystko kasował, co piszę. Więc postanowiłem go zatrzymać do chwili, gdy wymyślę coś bardziej godnego wielkiej powieści.

    Jak już Szanowni Państwo wiedzą, na kartach powieści występuje Piotr Smaczny, Magda i Marian. Oni jednak występują na kartach powieści pisanej przez Marcela Barskiego.


    Tego pamiętnego majowego dnia na krakowskim Rynku było co najmniej dwóch twórców. Adam Mickiewicz lśnił na pomniku, a w jego cieniu na ławce siedział artysta równie wrażliwy, lecz nieznany, wciąż nieopublikowany. Młody pisarz miał na sobie białą koszulę, czarne wyprasowane spodnie, a patrzył na Sukiennice bystrymi, choć nieco zamglonymi marzeniami oczami. Marcel Barski siedział i nerwowo przebierał nogami. Dzięki sprężystym ruchom łydek odganiał od swoich wypastowanych butów gołębie, a także przeganiał stres. Już wkrótce miał przedzwonić do wydawnictwa w sprawie posłanego tam maszynopisu. Jednakże i gołębie, i zwątpienie ignorowały jego wysiłki.
    Marcel Barski popatrzył z tłumioną nienawiścią na natarczywe ptactwo. Nic dla niego w przyrodzie nie symbolizowało opublikowanych grafomanów bardziej niż właśnie gołębie. Brzydkie, paskudzące wokoło, gruchały zamiast pięknie śpiewać, ale mimo to raz po raz któryś z nich podrywał się do lotu i frunął wysoko nad głową Barskiego.
    Jeszcze wyżej roznosił się donośny odgłos hejnalisty, a gdy ucichł, Barski wstał i zadzwonił do wydawnictwa.
    - Dzień dobry, wydawnictwo Małopolskie - powiedziała recepcjonistka.
    - Dzień dobry, z tej strony kłania się Marcel Barski - po czym zamikł, aby kombinacja jego nazwiska nazwiska i ciszy wywołała odpowiedni efekt.
    - W jakiej sprawie pan dzwoni? - zapytała z niegrzeczną dla pisarza obojętnością w głosie.
    - Chciałbym porozmawiać z panią redakor Kunowską w sprawie mojego maszynopisu.
    - Proszę chwileczkę poczekać. Sprawdzę, czy jest dostępna.
    Barski wziął kilka głębokich oddechów, aby dotlenić mózg.
    - Kunowska - powiedziała krótko redaktorka. Krótko, ale wystarczająco długo, aby Barski w jej głosie usłyszał echo trzech rozwodów i tuzina kotów.
    - Chciałbym poznać losy mojego maszynopisu. Tytuł: Między przeręblami rzeczywistości. Marcel Barski.
    - O, to pan. Proszę pana, pana powieść jest ciekawa, ale napisana bardzo wymagającym językiem.
    - To chyba dobrze? - zapytał Barski. - Państwa wydawnictwo jest znane z publikacji literatury ambitnej.
    - Może pan powtórzyć, bo na ulicy jest remont i słychać młot pneumatyczny.
    Barski spełnił prośbę, którą znów zagłuszono.
    - Czy może pani zamknąć okno?! - zapytał Barski nie wiedząc co powiedzieć.
    - Niech mi pan nie mówi, co ja mam robić - rzekła oschle redaktorka. - Proszę pana, obawiam się, że nie ma dużego rynku na książkę o intelektualiście, który na pięciuset stronach stara się odszyfrować tajemnice współczesnej rzeczywistości z pomocą słynnych filozofów. Wiem z pana życiorysu, że jest pan magistrem filozofii, ale... Pana pióro też jest wymagające. Proszę posłuchać pierwszego z brzegu zdania: "Wysublimowany cynizm Grażyny wobec aksjomatów ustalonych zarówno przez naturę, jak i cywilizację wypośrodkowaną duchowo i intelektualnie pośród niekończących się wojen i dramatów ludzkości... " Proszę pana, ciężko doczytać to zdanie do końca, trudno złapać oddech.
    - Ależ pani redaktor, współczesny czytelnik przecież nie czyta na głos. Więc nie ma problemu z oddychaniem - powiedział i spojrzał na gołębie, które zagrodziły mu drogę paradując bez celu.
    - Panie Barski. Niestety podjęliśmy negatywną dla pana decyzję. Ale proszę nie rezygnować. Może zechciałby pan napisać na początek coś bardziej lekkiego?
    Odbijające się promienie słoneczne od wypastowanych butów Barskiego przeciągały coraz więcej gołębi. "Cholera jasna, przydałby się tu jakiś orzeł, żeby zrobić z nimi porządek" - pomyślał nienawistnie, nie wiedząc jeszcze, że jego życzenie spełni się błyskawicznie.
    - Proszę pani! Ja się nie będę prostytuował intelektualnie! Nie rozmienię swojej reputacji na czytadła!!
    Z tyłu dobiegł Barskiego surowy głos.
    - Co się pan tak wydziera?
    Barski z iskrami w oczach odwrócił się, aby zgromić intruza, ale na jego widok natychmiast spokorniał. Przed nim stał postawny policjant z wzbudzającym respekt orłem na czapce.
    - Przepraszam. Miałem słabe połączenie - tłumaczył się Barski.
    - Proszę nie zakłócać porządku publicznego - policjant powiedział i odszedł w stronę kwiaciarki.
    Gdy Barski znów przystawił telefon do ucha, zorientował się, że pani redaktor się rozłączyła.
    Odrzucony pisarz ze spuszczoną głową wrócił na ławkę, na której ciężko spoczął obok wygrzewającego kaca na słońcu pijaczka.
    - Czy pan jest pisarzem? - Barskiego dobiegł delikatny głos z sąsiedniej ławki.
    Barski odwrócił głowę i ujrzał uroczą blondynkę.
    - Tak, jestem - powiedział z godnością.
    - Proszę mi wybaczyć. Niechcąco słyszałam pana rozmowę. Ciężki jest los pisarza - powiedziała z uśmiechem, który natychmiast rozjaśnił mroczną przyszłość artysty.
    Pisarz wstał podszedł do młodej kobiety i się przedstawił.
    - Marcel Barski.
    Blondynka, gustownie ubrana, pełna elegancji i gracji, również wstała.
    - Aurelia van Hagen - powiedziała i podała rękę na przywitanie. - Może usiądziemy? powiedziała, po czym spoczęła na ławce obok swojej markowej torebki, a Barski, niemal z groteskową kurtuazją, subtelnym ruchem ręki przepłoszył siedzącego na drewnie gołębia. Gdy ptak odleciał, artysta usiadł i z bliska spojrzał na szlachetne rysy Aurelii van Hagen.
  • jeepwdyzlu 28.03.14, 17:15
    Chciałem wprowadzić kafkowską atmosferę do gry wstępnej przed pierwszym seksem Magdy i Piotra Smacznego......Napisałem aż dziewięć wersji tej gry wstępnej. Były ułomne, niegodne najlepszego romansu.
    ------------------
    Rola gry wstępnej jest przeceniana...
    Przynajmniej w Pradze...

    jeep


    --
    YCDSOYA
  • ploniekocica 28.03.14, 17:54
    Ojej! Teraz ja powiem, że masz talent. Do parodii masz talent! Skrzyżowanie Zoszczenki z Samozwaniec po prostu.
    Dawaj dalej. Pliiiiz :)

    A ja jakbym skądś znała ten sposób pisania, ale nie będę dociekać. Bo nie.:)))))))
    --
    "Im większe zero tym bardziej nadęte"
  • grzegorz.borowski 28.03.14, 18:07
    >Ojej! Teraz ja powiem, że masz talent. Do parodii masz talent! Skrzyżowanie Zoszczenki z Samozwaniec po prostu.
    Dawaj dalej. Pliiiiz :)

    Dziękuję za miłe słowa. Twój post przypomina odwieczną mądrość, która zresztą powinna być ujęta w każdym wspaniałym romansie, mianowicie, że po burzy na niebie pojawia się tęcza.
  • sebalda 30.03.14, 00:47
    Jako parodia gatunku - świetne! To jest naprawdę zabawne. Jeśli jesteś prawdziwy, z rozkoszą bym się zajęła redakcją, jeśli jesteś (o czym jestem niemal przekonana) dowcipnisiem, chylę czoła, dawno się tak dobrze nie bawiłam:)
    Jeśli jesteś prawdziwy, a nie czytałeś Karpowicza, przeczytaj koniecznie Cud. Masz nieprzeparcie zabawny styl, ale tylko pod warunkiem, że jest parodią.
  • ploniekocica 30.03.14, 13:13
    sebalda napisała:

    >Jeśli jesteś prawdziwy, z rozkoszą bym się zajęła redakcją.

    A to nie jest przypadkiem (bodajże po raz trzeci w tym wątku) nachalne promowanie swoich usług?
    --
    "Jakie tempora takie mores"
  • eeela 30.03.14, 14:42

    > >Jeśli jesteś prawdziwy, z rozkoszą bym się zajęła redakcją.

    W zasadzie chyba powinnam zwrócić na to uwagę. Sebaldo, na tym forum jest niemało ludzi zajmujących się korektą tekstów. Gdyby wszyscy zaczęli polecać swoje usługi, zrobiłby się tutaj jarmark.

    --
    Multimediaverse
  • sebalda 30.03.14, 19:19
    Ale tego, że nie odpowiedziałam naszemu uroczemu autorowi na pytanie o mój zawód, jakoś szanowne koleżanki nie zauważyły, gdybym rzeczywiście promowała swoje usługi, pewnie bym to zrobiła. Was by praca nad TAKIM tekstem nie kusiła? I nie o zarobek tu chodzi;)
    Nadal uważam, że autor nas wkręca, mogę sobie zatem pozwolić na tego typu żarty, ale jeśli to komuś przeszkadza, nie ma sprawy;)
  • ploniekocica 30.03.14, 19:54
    sebalda napisała:
    . Was by praca nad TAKIM tekstem nie kusiła? I nie > o zarobek tu chodzi;)


    Mnie osobiście by nie kusiła.
    Po pierwsze ponieważ nie zajmuje się zawodowo redakcją literatury pięknej zatem nie pcham się na afisz.
    Po drugie ponieważ chociaż uważam, że onże Grzegorz ma lekkie pióro i jest zabawny to daleka jestem od podniecania się TAKIM tekstem. Może za dużo w życiu czytałam, a może po prostu za dawno wyrosłam z wieku gimnazjalnego, żeby się ekscytować jakimkolwiek dziełem na podstawie trzech wyrwanych z kontekstu krótkich fragmentów.



    --
    Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
    Fonię niestety też.
  • Gość: sebalda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.14, 22:58
    Kocico, Ty tak na serio? TAKIM nie musi oznaczać, że mnie zachwycił literacko. W tym przypadku chodziło o zabawę, aż dziw, że tego nie złapałaś. Hmmm...
    Teksty autora są zabawne jako parodia stylu. W każdym innym przypadku są śmieszne, ale nie w znaczeniu "zabawne", tylko... Nie, nie będę psuła zabawy:P
  • ploniekocica 30.03.14, 23:30
    Ach, zatem każdy zabawny tekst na forach skłania Cię do wielokrotnych propozycji redagowania (które byłoby dla Ciebie zaszczytem - tak to chyba ujęłaś)? Hmmmm:)
    Czyli była to jednak propozycja o podłożu merkantylnym?
    --
    "Sprzedaję kit. Wciskanie gratis."
  • Gość: sebalda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.14, 23:54
    To niesamowite, że jak się ktoś na czymś zafiksuje, a potem coś nie wychodzi, to aż się posuwa do konfabulacji, byle utrzymać swoją teorię. A. nie proponowałam nachalnie swoich usług trzy razy, tylko pisałam o tym dwa razy w formie żartu, b. nie napisałam nigdzie, że to byłby dla mnie zaszczyt, skąd ten pomysł? Zresztą cały czas uważam, że cała sprawa jest żartem i tak też ją traktuję, więc wmawianie mi, że nachalnie promuję swoje usługi jest więcej niż śmieszne, żeby nie powiedzieć żałosne.
  • ploniekocica 31.03.14, 00:11
    A co konkretnie mi nie wychodzi? Może doprecyzujesz. Rzucałaś uwagi o redakcji tekstu jeszcze zanim zaczęłaś podejrzewać prowokację.

    Ok, Sebaldo. Podpuszczam Cię - znacznie bardziej niż fragmenty grzegorzowe bawi mnie Twoje egzaltowane zaangażowanie. Oraz mistrzowskie lawirowanie, żeby wyjść na dowcipną, zainteresowaną twórczością Grzegorza(a przecież gardzisz romansami a priori), a jednocześnie nie stracić powagi wyrafinowanej czytelniczki. Jesteś jedną z moich ulubionych forumowiczek :)

    --
    "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
  • sebalda 31.03.14, 10:24
    Droga Kocico, nie wiem, czym sobie zasłużyłam na Twoją uwagę i na to, by chciało Ci się mnie podpuszczać, doprawdy. Podpuszczać w jakim sensie? Że mam się teraz bronić? Przeciwko czemu??? Przeciwko Twoim śmiesznym teoriom? Napisałam dwa razy o redakcji, Ty mi wmawiasz, że wiele razy, napisałam że zrobiłabym to z rozkoszą, co było wyraźnym żartem, a Ty wmawiasz, że napisałam o zaszczycie redagowania. Napisałam TAKIEGO tekstu w sensie, tak zabawnego jako parodia, a Ty wmawiasz mi zachwyt. W końcu napisałaś: "Hihi, już nie mówiąc o tym, że główna kandydatka na redaktorkę od lat się zastrzega, że romansami gardzi, nawet książki o miłości jej nie interesują, a w ogóle czyta wyłącznie literaturę z półki najwyższej" ??? Na forum zaglądam sporadycznie, bo 95% wątków jest nudnych i kompletnie mnie nieinteresujących, od czasu do czasu zaglądam z sentymentu za dawnymi czasami. Pisanie, że od lat się zastrzegam (może wspomniałam raz, góra dwa razy), że gardzę romansami jest kompletnie nieuprawnione. Uogólniasz i przesadzasz, dopowiadasz i zmyślasz, bo chcesz mi za wszelką cenę udowodnić, jak to mi zależy na redakcji nieistniejącej powieści. I właśnie to wmawianie Ci nie wychodzi. Dlatego starasz się dośpiewać coś, co zwyczajnie nie miało miejsca. Zachodzę tylko w głowę, po co???
    Nie mogę Ci się odwdzięczyć za Twoje zainteresowanie moją osobą, bo słabo Cię kojarzę, za rzadko tu bywam i jak czytam takie dyskusje, jaką teraz tu uprawiasz, to tym bardziej tracę ochotę. To forum już dawno podupadło, niestety, i chyba nic już tego nie zmieni:(
  • ploniekocica 31.03.14, 10:49
    Podpuszczać w sensie żartować, robić sobie delikatne jaja, dworować sobie.

    Niczego mi nie musisz udowadniać. Niczego Ci nie wmawiam. Wkręcam Cię, a Ty wchodzisz jak w masło.


    Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
    Fonię niestety też.
  • sebalda 31.03.14, 11:02
    > Niczego mi nie musisz udowadniać. Niczego Ci nie wmawiam. Wkręcam Cię, a Ty wch
    > odzisz jak w masło.

    Doprawdy? :P
  • ploniekocica 31.03.14, 11:07
    Doprawdy :))))
    --
    "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
  • grzegorz.borowski 30.03.14, 20:06
    Szanowni Państwo,
    Osoby zainteresowane redakcją mojej powieści proszę o kontakt na e-mail gazety. Chciałbym, aby moje dzieło trafiło w ręce doświadczonej osoby z wyśmienitą znajomością i wyczuciem języka polskiego.
    Jestem przekonany, że czytelniczki romansów czekają na takiego jak ja pisarza, nawet jeśli o tym jeszcze nie wiedzą. Nie mogę ich zawieść. Dlatego pragnę, aby moje dzieło o miłości błyszczało językowo.

    Kamil Bromski

    - Czy jesteś Polką? - zapytał. Była drobną delikatną kobietą o jasnym spojrzeniu. Skończyła 25 lat i była dwa lata młodsza od artysty.
    - Tak. Moja matka jest Polką, a ojciec Holendrem. Ale wychowałam się w Krakowie. A ty? - zapytała z czarującym uśmiechem.
    Zrazu zamierzał odpowiedzieć, że jest obywatelem świata. Już piętnaście wydawnictw go odrzuciło, a te, jak sądził, reprezentowały niejako wolę narodu polskiego i w jego imieniu skurczyły mu intelektualną przestrzeń do rozmiarów szuflady, w której zalegały dwie inne nieopublikowane powieści i kilka recept. Patrząc na nią, Barski pokonał jednak małostkowość.
    - Ja też jestem Polakiem.
    - O czym jest twoja książka? - zapytała.
    Zastanawiał się, czy Aurelia domyśliła się z zasłyszanej rozmowy o wzgardzie dla jego powieści.
    - Mówiąc w skrócie, o człowieku, który poszukuje prawdy. Ale skróty mają to do siebie, że zamiast coś rozjaśnić, tylko zaciemniają. Dlatego nie dowierzam wszelkim recenzjom.
    Spojrzała nań bacznie.
    - Czy bohater w twojej książce odnajduje prawdę?
    - On tak. Ale czytelnik raczej nie.
    - Jak to możliwe? - zapytała poprawiając czerwoną apaszkę na szyi.
    - Jedna prawda, jaką czytelnik może znaleźć w książkach, to spis treści.
    Dziewczyna uśmiechnęła się.
    - Coż za poczucie humoru - skomentowała, nie wiedząc, że Barski zdradził przed nią, jak sądził, jedną z największych tajemnic literatury współczesnej.
    Nagle z sąsiedniej ławki, tej samej, którą jeszcze niedawno zgodnie dzielił z pijaczkiem, dobiegł głos:
    - Przepraszam, czy mogę zabrać głos?
    Barski skierował ku niemu wzrok i spostrzegł to, co wcześniej przeoczył, gdy wracał na ławkę po stresującej rozmowie. Czterdziestoletni mężczyzna był przedziwnie ubrany, a z jego owalnej chłopskiej twarzy emanowała poczciwość. Nosił się nadzwyczaj elegancko: frak, biała koszula, muszka i kapelusz. Miał także, co Barski już wcześniej odnotował, nieświeży wyraz twarzy. Był pewien, że przebieraniec nie miał wtedy kapelusza na głowie.
    - Ależ proszę bardzo - Aurelia rzekła, zanim artysta zdołał zbyć intruza.
    - Mam nieśmiałą prośbę - powiedział lekko zachrypniętym głosem.
    Mężczyzna nie wzbudzał w pisarzu zaufania. Szczególnie frak, chrypka i jakieś żądanie na dzień dobry. I te jego chłopskie rysy, które nijak nie pasowały do wytwornego ubrania.
    - Czy mogę pana pisarza poprosić o autograf? - zapytał mężczyzna, wyciągając z kieszeni zwitek papieru.
    - Ależ proszę bardzo - odparł Barski.
    Pisarz z wdzięcznością pomyślał o kobiecej intuicji Aurelii, po czym wyjął długopis z tej samej kieszeni, w której był także notesik na zapiski literackie. Rozprostował zwitek na kolanie, aby wypełnić powinność. Pierwszy autograf w literackiej karierze. Silnie jak nigdy dotąd odczuwał powołanie pisarskie. Mimo że nie ćwiczył wyszukanego autografu, spod jego ręki wychodziły teraz piękne zwijasy nadające literom giętkość i finezję. Barski czuł jakby tracił anonimowość, a nawet dziewictwo. To drugie skojarzenie nasunęło mu się naturalnie, bez sięgania po abstrakcyjne wizje, powstało, gdy docisnął długopisem zbyt silno i zrobił przy ostatniej literze dziurkę, kłując się w kolano z niemal masochistyczną przyjemnością.
    - Proszę - pisarz rzekł uprzejmie, wręczając autograf.
    - Mam jeszcze jedną prośbę - rzekł nieśmiało, niemal cicho.
    - Słucham - odparł Barski wzniośle.
    - Chciałbym napisać książkę. Byłby pan łaskaw udzielić kilku porad.
    “A to szuja - pomyślał zraniony pisarz. - Ten przybłęda we fraku podszedł mnie znienacka, że niby chce autograf.”
    - Chciałby pan napisać książkę? - zapytał zdumiony Barski
    - Tak - odparł nieśmiało mężczyzna, ściągając kapelusz jak wystraszony petent i ukazując zalążki łysiny.
    - A o czym pan by chciał pisać? - zainteresowała się Aurelia.
    - Marzy mi się powieść o koniu - odparł.
    Barski stłumił oburzenie, a Aurelia zaklasnęła. - A to przeciekawe. Co pana skłoniło do pisania?
    Mężczyzna nerwowo poprawił muszkę, otwarł bezradnie usta, popatrzył na Ratusz, po czym powiedział cicho.
    - Bo ja wiem... Teraz każdy gdzieś coś pisze. Mam bardzo dużo wolnego czasu w pracy.
    “Schlał się i fantazjuje. Dosiadł się bezczelnie i nie chce się odczepić” - pomyślał wrogo Barski.
    - A czym się pan zajmuje? - zapytała Aurlia.
    - Jestem dorożkarzem.
    - Dorożkarzem? - zgorszył się Barski.
    - O, to teraz rozumiem - rzekła Aurelia z uśmiechem - skąd pomysł na powieść o koniu.
    - Na pana miejscu - rzekł Barski - nie wykluczałbym innych środków przekazu. Są różne formy spełnienia artystycznego. Na początek polecam fotografię. Konie przepięknie wyglądają w albumach.
    - To co innego - odparł. - Widzicie państwo, godzinami czekam na postoju dorożek na kurs. Inni dorożkarze zabiają czas gadaniem o pierdołach. Żarty im w głowie, plotki. Ja trzymam się na uboczu. Jestem trochę samotnikiem. Śmieją się ze mnie.
    - Proszę się nie martwić, pan ma duszę artysty - rzekła Aurelia. - Co za zbieg okoliczności. W ciągu kwadransa poznałam dwóch pisarzy.
    “Dwóch?” - pomyślał rozpaczliwie Barski, któremu zrobiło się słabo. Przetarł czoło chusteczką i przeszedł do kontrofensywy, aby przywrócić rozmowie należyty bieg i zaintrygować Aurelię swoją twórczością. Jeszcze pięć minut temu nawet w najczarniejszych snach nie uwierzyłby, że przyjdzie mu artystycznie rywalizować o jej uwagę nie z Dostojewskim, Szekspirem czy Cervantesem, ale z podpitym dorożkarzem.
    - W mojej powieści jest taka piękna i symboliczna scena - rzekł Barski - w której przeomoczony pies wraca do samotnego domu.
    - No ale pies to nie koń - zauważył dorożkarz bez cienia złośliwości.
    “Co za bezczelny łobuz” - pomyślał zraniony Barski.
    - A może - rzekł dorożkarz, wstając z ławki - damy sobie spokój z ceregielami. Jako tu najstarszy proponuję, abyśmy przeszli na ty. Jesteśmy, a raczej będziemy wkrótce kolegami po fachu - dorożkarz powiedział z urzekającą prostotą.
    “Co ten pijak imputuje?” - Barski zawył w myślach z rozpaczy, podczas gdy dorożkarz stanął przed nimi uroczyście i się ukłonił.
    Dziewczyna wstała.
    - Aurelia.
    - Zygmunt - rzekł i radośnie potrząsnął jej ręką.




  • zwany_kiedys_drussem 30.03.14, 20:46
    Grzegorzu drogi, pewną niekonsekwencję jednak znajduję w Twych postach... Powiedziałeś, że Twoje dzieło musi być zredagowane przez najwyższej klasy specjalistów, których wyczucie językowe jest równe temu, jakim posługują się mistrzowie pióra. A teraz nagle urządzasz casting na redaktora na forum internetowym??? Sądziłem, że masz bardziej bezpośrednie dojścia - ta droga, którą obierasz wydaje się trochę okrężna... No, ale nie wątpię, że będziesz miał mnóstwo chętnych ;-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • grzegorz.borowski 30.03.14, 21:06
    Drogi Drussie, jaka niekonsekwencja? Od początku zapowiadałem, że zrewolucjonizuję rynek romansów. I co złego w castingu na redaktora? Przecież, na litość boską, to nie jest casting na główną rolę w filmie pornograficznym.
  • zwany_kiedys_drussem 30.03.14, 21:17
    Niestety, nie wiem, jak się urządza casting na główną rolę w filmie pornograficznym - być może trzeba być nieco lepiej zorientowanym w konwencji literatury romansowej ;-) Ale nie w tym widzę niekonsekwencję, że to właśnie casting. Skąd masz pewność, że właśnie tu znajdziesz odpowiednią osobę? Nic nie ujmując koleżankom i kolegom z forum, ale może jesteśmy w większości oczytanymi krawcowymi lub hydraulikami? ;-) Czy nie powinieneś do poszukiwań osoby współodpowiedzialnej za sukces Twojej książki podejść w sposób nieco bardziej profesjonalny? ;-)


    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 30.03.14, 21:29
    Hihi, już nie mówiąc o tym, że główna kandydatka na redaktorkę od lat się zastrzega, że romansami gardzi, nawet książki o miłości jej nie interesują, a w ogóle czyta wyłącznie literaturę z półki najwyższej. Jako czytelnik wyrobiony. :) Czy mogłaby zatem zaangażować się na sto procent w przedsięwzięcie, którego z założenia nie poważa?

    PS. Ja jestem oczytanym w miarę wyrobnikiem ręcznym (krawcową też bywam między innymi) do czego się przyznaję bez cienia wstydu.

    "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
  • zwany_kiedys_drussem 30.03.14, 21:46
    Droga Płonąca :-)
    Oczywiście, krawcowa nie jest w niczym gorsza np. od dziennikarki, podobnie jak hydraulik od księgowego (ci pierwsi prawdopodobnie nawet lepiej zarabiają). Jednak tu na forum możemy być kimkolwiek chcemy, ukrywając się za nickami - no, może poza kilkoma wyjątkami ;-) I oto jeden wirtualny byt z wirtualna książką poszukuje innego wirtualnego bytu, by tę książkę zredagował - rozumiem, że też wirtualnie...:-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 30.03.14, 22:07
    Do gazet też mi się zdarzało pisać, hydraulikiem bywam w sytuacjach awaryjnych, a księgowość prowadzę wyłącznie na użytek własny.
    A z porównania pracy krawcowej i dziennikarza IMO wynika jedynie to (szczególnie ostatnio i coraz bardziej), że krawcowa musi wykazywać się jakimiś konkretnymi umiejętnościami (oraz fachową wiedzą), a dziennikarz niekoniecznie (i coraz mniej koniecznie). Jeśli chodzi o etykę zawodową to też bardziej statystycznej krawcowej wierzę. Oczywiście oceniając globalnie i nie obrażając nikogo personalnie. Niestety takie mamy tempora i takie mamy mores. Dlatego od paru lat prace ręczne więcej satysfakcji mi dają.

    Nawiasem mówiąc istnieje forum dla pisarzy amatorów oraz forum o wydawnictwach i osobiście uważam, że tego typu wątki powinny tam trafiać, tu pozostawiając miejsce na dyskusje o książkach już wydanych.
    --
    "Kocice nie grzeszą rozumem a płonące używają go bardzo rzadko." made by człowiek radziecki
  • zwany_kiedys_drussem 31.03.14, 06:12
    Moja ocena dziennikarstwa w ostatnich latach pokrywa się z Twoją oceną. I w tym, co nawiasem mówisz, też, :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • eeela 30.03.14, 23:42
    I oto jeden wirtualny byt z wirtualna książką po
    > szukuje innego wirtualnego bytu, by tę książkę zredagował - rozumiem, że też wi
    > rtualnie...:-)

    Podejście Grzegorza rzeczywiście jest nieco lekkomyślne, ale forum pewien potencjał jednak ma, tylko wymaga o wiele większej inwestycji czasu i energii w zaznajomienie się z innymi użytkownikami. Bez obaw dałabym tekst do korekty na przykład Braineaterowi, niegdysiejszemu moderatorowi tego forum, którego w życiu nie widziałam na oczy i który niejednokrotnie był podejrzewany o bycie botem ;-)

    --
    Multimediaverse
  • ploniekocica 30.03.14, 23:47
    Ha, a skąd wiedziałaś, czy ten Braineater nie był oczytanym stróżem nocnym?
    --
    "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
  • eeela 31.03.14, 00:45
    Nie sprawiałoby mi to różnicy. Jego wiedza i umiejętności zademonstrowane na forum były zdecydowanie wystarczające :-)

    --
    Multimediaverse
  • zwany_kiedys_drussem 31.03.14, 06:32
    Braineatera pamiętam z dawnych czasów. Jego wiedza była po prostu niemożliwa :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 31.03.14, 08:33
    eeela napisała:

    > Nie sprawiałoby mi to różnicy. Jego wiedza i umiejętności zademonstrowane na fo
    > rum były zdecydowanie wystarczające :-)


    Ale co ma wiedza na temat literatury i kultury popularnej do umiejętności redagowania tekstu?
    Szczególnie językowego. Nawet na polonistyce literaturoznawstwo i edytorstwo to inne specjalizacje. A dobry redaktor powinien skończyć jeszcze:
    www.ips.polon.uw.edu.pl/art.php?id=25
    Oczywiście, co widać, bo niestety po większości wydawanych współcześnie książek, że o portalach informacyjnych z litości nie wspomnę, jest to pobożne życzenie.

    Mówiąc teraz zupełnie poważnie - rzeczonemu B. dałabym pewnie swój tekst beletrystyczny (bo przecież nie prawniczy, psychologiczny, ekonomiczny itd.) do naczytania, oceny i konsultacji literackiej, ale pod względem przecinków chyba nie do końca bym mu zaufała jako i sobie nie ufam jeszcze bardziej. Ponadto on jako człowiek piszący i to z dość charakterystycznym stylem nie jest najlepszym kandydatem do temperowania bujności stylu kogoś innego.
    Przecież każdy adresat tekstu ma specyficzne wymagania i dlatego ja nie wierzę w redaktora (nawet zawodowego), co to cudownie zredaguje każdy tekst. Oczywiście nie mówię tu o korekcie.
    Zdarzało mi się pisać dla przysłowiowych kucharek. Masakra to była. Redaktorka trzy razy odsyłała mi tekst do uproszczenia, żebym pamiętała o potencjalnych czytelniczkach. I kiedy w końcu wydawało mi się, że prościej, banalniej i krótszymi zdaniami się nie da ona mi masakrowała jeszcze bardziej. Bo się znała na swojej konkretnej robocie w tamtym miejscu. A przecież ja od razu dla kucharek pisałam i starałam się bardzo:(
    Pielęgnuję obawę, że taki B. nie podołałby zadaniu owej redaktorki.



    --
    Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
    Fonię niestety też.
  • eeela 31.03.14, 09:03

    > Ale co ma wiedza na temat literatury i kultury popularnej do umiejętności redag
    > owania tekstu?

    Nie pisałam jedynie o wiedzy. Pisałam także o umiejętnościach, które Brain również na forum demonstrował. Myślę, że traktował forum trochę jak miejsce na wprawki ;-)

    --
    Multimediaverse
  • ploniekocica 31.03.14, 09:11
    Umiejętności redaktorskie? Czy umiejętności pisania własnych tekstów?
    Bo nijak sobie nie przypominam, żeby na FK jakieś wprawki edytorskie się odbywały kiedykolwiek.
    Mało tego za czasów dawnych taki wątek jak ten zaraz zostałby odesłany na forum inne.
    --
    "Im większe zero tym bardziej nadęte"
  • zwany_kiedys_drussem 31.03.14, 09:44
    > Mało tego za czasów dawnych taki wątek jak ten zaraz zostałby odesłany na forum
    > inne.

    Może i tak, ale z drugiej strony... Ten wątek odbieram jako swoistą dyskusję o literaturze, przecież nie chodzi wcale o mityczną książkę, która podbije rynek romansów ;-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 31.03.14, 09:51
    Na tym etapie tego forum masz absolutną rację. W czasach dawnych dość było dyskusji poważnych, mniej poważnych i całkiem zabawowych.
    --
    "Im większe zero tym bardziej nadęte"
  • ploniekocica 31.03.14, 10:43
    Nawiasem mówiąc, abstrahując od tego, czy Grzegorz jest, czy nie jest kreacją literacką, to wydaje mi się, że napisanie romansu zgodnie z jego założeniami mogłoby zaowocować kolejną "Samotnością w sieci". Co oczywiście dla nas tutaj może się wydawać nieco przerażające, ale dla niego jako dla poczytnego autora znacznie mniej.
    Wracając do dyskusji o konflikcie pomiędzy Karpowiczem a Kalicińską, upieram się, że pisanie wziętej, poczytnej, dobrze opłacanej literatury (przez całkiem malutkie l) może być nie tylko bardzo fajnym sposobem na życie, ale także przedmiotem ambicji całkiem niegłupich osób.
    --
    "Im większe zero tym bardziej nadęte"
  • eeela 02.04.14, 03:08

    > Wracając do dyskusji o konflikcie pomiędzy Karpowiczem a Kalicińską, upieram si
    > ę, że pisanie wziętej, poczytnej, dobrze opłacanej literatury (przez całkiem ma
    > lutkie l) może być nie tylko bardzo fajnym sposobem na życie, ale także przedmi
    > otem ambicji całkiem niegłupich osób.

    Zgadzam się, tym bardziej że sama znam takie osoby :-) Ale nie podejrzewałabym żadnej z nich o zachowanie się na modłę Kalicińskiej we wspomnianym sporze.

    --
    Multimediaverse
  • ploniekocica 02.04.14, 07:48
    eeela napisała:

    >
    > > Wracając do dyskusji o konflikcie pomiędzy Karpowiczem a Kalicińską, upie
    > ram si
    > > ę, że pisanie wziętej, poczytnej, dobrze opłacanej literatury (przez całk
    > iem ma
    > > lutkie l) może być nie tylko bardzo fajnym sposobem na życie, ale także p
    > rzedmi
    > > otem ambicji całkiem niegłupich osób.
    >
    > Zgadzam się, tym bardziej że sama znam takie osoby :-) Ale nie podejrzewałabym
    > żadnej z nich o zachowanie się na modłę Kalicińskiej we wspomnianym sporze.
    >

    O! To znaczy jak? Zajmując się literaturą rozrywkową odebrali sobie prawo komentowania świata oraz kultury, bo zajęli miejsce na końcu łańcucha pokarmowego????? Jestem pisarzem/pisarką "użytkową" nie mam prawa wyrażać się o prawdziwych pisarzach źle, bo to będzie znaczyło, że jestem zazdrosną grafomanką?

    Kalicińska wyraziła opinie na swoim prywatnym blogu, który czytują jej czytelniczki to Karpowicz przeniósł jej słowa na "salony".
    --
    "Sprzedaję kit. Wciskanie gratis."
  • eeela 02.04.14, 08:03
    Żadna z (dwóch) osób, o których mówię, nie byłaby skłonna dzielić się tego typu ogólnymi przemyśleniami na blogu. Jedna z nich pisuje recenzje książek, ale nie sądzę, by podjęła się krytyki całych grup twórców czy oceniania trendów w literaturze. To znaczy w zwykłej rozmowie nie obserwuję takich oporów, ale wypowiedzi publiczne traktowane są nieco poważniej. Osoby, o których mówię, są bardzo inteligentne i właśnie dzięki temu świadome własnych ograniczeń.

    --
    Multimediaverse
  • ploniekocica 02.04.14, 08:16
    Swoich ograniczeń? Nie rozumiem kompletnie. Jakich swoich ograniczeń? W czym ograniczeń?

    są bardzo inteligentne i właśnie dzięki temu świadome własnych ograniczeń.
    Na bogów wszelakich, co to zdanie znaczy?
    Czyli uważasz, że osoba zajmująca się dla chleba, albo dla przyjemności, twórczością artystyczną do przysłowiowego kotleta sama staje się "osobą do kotleta" li i jedynie?
    A kto wydaje certyfikaty na wypowiadanie się na konkretne tematy?
    Taka na przykład Mucha Anna nie może na swoim blogu (bo podobno prowadzi) skrytykować filmu von Triera, bo jest kiepską aktorką z kiepskich seriali? A ja (gdybym prowadziła bloga) to już w ogóle, bo w żadnym filmie w życiu nie zagrałam?
    --
    "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 09:07
    Wydaje mi się, że im większa inteligencja i wiedza (tak, wiedza właśnie!), tym większa niechęć do wydawania kategorycznych sądów. Tym bardziej w domenie publicznej.


    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 02.04.14, 10:02
    zwany_kiedys_drussem napisał:

    > Wydaje mi się, że im większa inteligencja i wiedza (tak, wiedza właśnie!), tym
    > większa niechęć do wydawania kategorycznych sądów. Tym bardziej w domenie publi
    > cznej.
    >
    >
    Zasadniczo masz rację. Aczkolwiek wyjątków znalazłoby się mnóstwo. Tylko, że inkryminowane sądy Kalicińskiej wcale nie były kategoryczne. I gdyby nie osoba je wydająca nawet specjalnie kontrowersyjne nie byłyby.
    Cały czas się pytam o jedno, kto może, a kto nie może wypowiadać się na tematy okołokulturalne? Odbiorca? Krytyk? Twórca? Jaki twórca? Uznany, popularny, dobrze zarabiający, uwielbiany, masowo wydawany, ekranizowany ma prawo czy nie ma prawa, bo uprawia literaturę dla kucharek? Kalicińska jak to widzi Karpowicz i mnóstwo ludzi na tym forum nie ma prawa? A na przykład taki King?

    --
    "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 11:18
    > Cały czas się pytam o jedno, kto może, a kto nie może wypowiadać się na tematy
    > okołokulturalne? Odbiorca? Krytyk? Twórca? Jaki twórca?

    Och, prawo ma oczywiście każdy - także pani Kalicińska, podobnie jak i Karpowicz miał prawo odpowiedzieć tak, jak odpowiedział (niezależnie od tego, czy zgodzimy się z jego argumentacją). Ale wypowiadając się publicznie także wystawiamy na osąd nasze kompetencje. A te w przypadku pani Kalicińskiej, umówmy się, zbyt wysokie nie są :-) Poza tym to nie tylko kwestia inteligencji, ale także swoiście rozumianej kastowości. Jestem pewien, że King nie wypowie się nigdy krytycznie w kwestii kandydatury jakiegoś pisarza do literackiej nagrody Nobla, chociaż wszyscy z uwagą będą śledzić to, co ma do powiedzenia na temat popkultury, horroru czy alkoholizmu.

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 02.04.14, 12:01
    Niby wszystko ok, co piszesz. Z jednym małym ale, a to ale już artykułowałam w tamtym wątku. A gdyby tak King się wypowiedział na temat laureatów do Nobla to co? Oates albo Murakami skomentowaliby to w New York Timesie? Myślisz? A nawet jeśli to używając argumentacji Karpowicza? No, nie wierzę po prostu. Podejrzewam, że nawet jeśli odnieśliby się do ewentualnej wypowiedzi Kinga na ten temat to do wypowiedzi, a nie do autora tej wypowiedzi, sugerując, że jako poczytny grafoman nie ma prawa mieć własnego zdania.
    IMO czym człowiek ma wyższą inteligencję i wiedzę tym więcej szacunku dla drugiej osoby, I tu Karpowicz się niestety inteligencją ani wiedzą nie wykazał. A skoro ma wyższe umiejętności pisarskie niż Kalicińska to bym bardziej powinien, nieprawdaż?

    Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
    Fonię niestety też.
  • ploniekocica 02.04.14, 12:12
    Gdyby Karpowicz przeczytał książkę/książki Kalicińskiej i napisał ostrą a nawet prześmiewczą recenzję to bym się marnym przecinkiem nie zająknęła, czy może i czy powinien. Może, ma prawo i powinien.
    --
    "Im większe zero tym bardziej nadęte"
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 12:45
    Dlaczego chciałabyś pana Karpowicza skazywać na taką traumę? Chyba go jednak nie lubisz :-)
    Ale poważnie - Kalicińska wypowiedziała się en masse o książkach nominowanych do Nike, więc Karpowicz jak najbardziej miał prawo się odnieść do jej słów na zasadzie polemiki.

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 02.04.14, 12:47
    Ależ do jej słów miał jak najbardziej, ale on się odniósł do jej twórczości i do jej prawa do wypowiadania tych słów.
    --
    "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 13:42
    Nie, jesteś niekonsekwentna trochę ;-) Karpowicz także ma prawo w swoim tekście napisać, o czym chce - nawet o problemie z nawozem końskim na ulicach wiktoriańskiego Londynu, jeżeli akurat to mu podpowiada logika wywodu. Poddaje się jednak również pod osąd czytelników - dokładnie tak samo, jak Kalicińska.


    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 02.04.14, 14:39
    Kręcimy się w kółko z tym prawem, Dla mnie pies jest pogrzebany w dwóch słowach, na które ja mam włączony przez całe życie czujnik - pogarda i szacunek. Nigdy pogardy a zawsze szacunek! Kalicińska w tych swoich dwóch wpisach, które czytałam na jej blogu, a które odnosiły się bezpośrednio do tematu nie włączyła mi tego czujnika, przy felietonie Karpowicza buczał jak szalony.
    Otóż w przypadku ludzi kultury i o kulturze mówiących ten czujnik powinien być bardzo czujny.
    Nie będę się wypowiadać o twórczości pani K., bo jej nie znam, ani o niej jako osobie, bo nie znam również, ale padło tu wczoraj nazwisko Michalak. Duże fragmenty jej dzieł znam, ponadto widziałam wywiady, pokazujące niestety słodką idiotkę. Ale gdyby się pojawiła gdziekolwiek z najgłupszą opinią na cokolwiek będę oczy wydrapywać każdemu, kto odniesie się do jej opinii z pogardą z powodu tego, że jest kiepską pisarką.

    To jest pierwsza sprawa, a druga mnie bardzo intryguje od zawsze: skąd człowiek ma wiedzieć, że to, co robi jest kiepskie? Szczególnie jeśli odnosi w tej dziedzinie same sukcesy? Kalicińska zaczęła pisać późno i natychmiast odniosła sukces komercyjny - musi wiedzieć, że jest kiepska? Tu obecny Grzegorz zakłada, że napisze wybitny romans i może mu się to naprawdę uda (założenie na użytek tej tezy) i co wtedy?
    --
    "Niejedna trąba chciałaby grać pierwsze skrzypce"
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 15:44
    Mieszamy w tej rozmowie dwa różne systemy walutowe ;-) Co jeszcze śmieszniejsze, zgadzamy się w większości punktów. Tak, wypowiedź Karpowicza sugeruje, że jest bucem. Tak, szacunek należy się wszystkim - także kiepskim pisarzom. Ale jedna uwaga - pisarz jest osobą publiczną, która wystawia się na krytykę. Mamy prawo do tej krytyki. Pytanie tylko, w jaki sposób to prawo realizujemy?
    Być może Grzegorz jest rzeczywiście przyszłym geniuszem literatury kobiecej. Być może Kalicińska w swojej kategorii też osiągnęła jakiś szczyt niedostępny dla innych. Oceniać ich dzieła możemy przez porównanie z naprawdę wybitną prozą. I co wtedy - powtórzę Twoje pytanie?

    --
    Blog o moim pisaniu
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 12:37
    Nie będę występował w roli adwokata w sprawie, do której też nie mam przekonania. Argumentacji Karpowicza zabrakło elegancji i klasy - przyznaję to, nawet jeżeli w jakimś stopniu się z nią zgadzam. Wypowiedział się też kategorycznie, co według mojej definicji z poprzednich postów nie musi dowodzić wysokiej inteligencji.
    Ale kwitując jeszcze swoje wypowiedzi: Kalicińska ma więc prawo do wypowiadania się na tematy literackie, ale niekoniecznie powinna z niego korzystać.

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 02.04.14, 12:57
    zwany_kiedys_drussem napisał:

    > Nie będę występował w roli adwokata w sprawie, do której też nie mam przekonani
    > a. Argumentacji Karpowicza zabrakło elegancji i klasy - przyznaję to, nawet jeż
    > eli w jakimś stopniu się z nią zgadzam. Wypowiedział się też kategorycznie, co
    > według mojej definicji z poprzednich postów nie musi dowodzić wysokiej intelige
    > ncji.
    > Ale kwitując jeszcze swoje wypowiedzi: Kalicińska ma więc prawo do wypowiadania
    > się na tematy literackie, ale niekoniecznie powinna z niego korzystać.
    >

    Ale dlaczego? Czy to, czym się w życiu zajmujemy zawodowo odbiera nam prawo do wypowiadania się na temat osiągnięć innych? A gdyby nie była autorką bardzo poczytnych książek popularnych a wspominaną wyżej piekielnie oczytana krawcową? Albo stróżem nocnym?



    --
    Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
    Fonię niestety też.
  • eeela 02.04.14, 13:11
    > > Ale kwitując jeszcze swoje wypowiedzi: Kalicińska ma więc prawo

    > Ale dlaczego? Czy to, czym się w życiu zajmujemy zawodowo odbiera nam prawo


    Kocico, czytaj posty, na które odpowiadasz, bo sprawiasz wrażenie, jakbyś miała za nic to, co się do ciebie pisze, i zamiast tego rozmawiała z własnymi fantomami. Tak, każdy ma swój świat, ale czasem przydaje się uważniej przyjrzeć się i przysłuchać cudzym.


    --
    Multimediaverse
  • ploniekocica 02.04.14, 13:22
    Ależ czytam. Słówek się czepiasz :) Rozmawiam z Drusem jeśli on nie zrozumie to skrytykuje, albo dopyta. A Ty musiałam personalnie?

    Inaczej więc:
    Czy zawód wykonywany sprawia, że nie powinniśmy się wypowiadać na tematy osiągnięć innych osób? A taki Kisiel na przykład? Pisywał kiepskie kryminały i bardzo średnie powieści polityczne, jako kompozytor podobno był utalentowany, ale ja nie wiem, nie słyszałam, a wypowiadał się na każdy temat.
    --
    "Im większe zero tym bardziej nadęte"
  • eeela 02.04.14, 21:48
    > Ależ czytam. Słówek się czepiasz :)

    Jak napiszesz 'kapusta' mając na myśli różę, to też będzie to czepianie się słówek?

    Słówka są po to, by się porozumiewać. Jeśli ma się do ich znaczenia stosunek lekceważący, nie należy liczyć na zrozumienie ze strony swoich rozmówców. Czepianie się słówek nie jest zagrywką personalną, tylko uwagą ad meritum.

    > Czy zawód wykonywany sprawia, że nie powinniśmy się wypowiadać na tematy osiągn
    > ięć innych osób?

    Co powinniśmy a czego nie jest bardzo uznaniową kwestią, więc nie podejmuję się instruowania cię, co się 'powinno' a czego nie. Wypowiadam się jedynie z pozycji swoich własnych poglądów, wedle których bardziej cenię ludzi, którzy publicznie wypowiadają się w sposób ostrożny i przemyślany. Nie budzą zaś we mnie szczególnego szacunku wypowiedzi chaotyczne, emocjonalne i stronnicze. W przeciwieństwie bowiem do ciebie nie uważam, żeby szacunek należał się ludziom odgórnie (swoją drogą, muszę też wyznać, że nie uważam, bym była beneficjentką tej twojej zasady i mam wrażenie, że pozostaje ona w sferze ideałów a nie codziennej praktyki).

    --
    Multimediaverse
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 13:33
    Dobrze. Załóżmy (trudne do zaakceptowania, ale to w końcu hipotetyczne założenie), że przeczytam książkę o erozji gleb na Jukatanie, po czym wysmażę na FK cały wątek, w którym podważę kompetencje autora, wysnuję własne teorie na ten temat, sam nie wiem, co jeszcze... I załóżmy, że na forum jest jakiś geolog, który wyśmieje moją ignorancję, dowodząc zupełnie słusznie, że kompletnie się nie znam na tym, o czym piszę. Dlatego właśnie chociaż mam prawo taki wątek założyć i publicznie się w nim wypowiadać, nie robię tego. Nie korzystam z prawa do wypowiedzi. Co nie znaczy, że podobnie zachowam się w przypadku literatury pięknej, rynku wydawniczego, popkultury czy innych tematów, o których mam jednak jakieś pojęcie. :-)


    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 02.04.14, 13:52
    To jest absolutnie chybiony przykład, Drusie. Geolog wyśmiał Twoje poglądy na temat erozji, a nie Twoją osobę. Bo ja nie odbieram w żadnym wypadku prawa Karpowiczowi do polemiki nawet najostrzejszej z poglądami Kalicińskiej. Mnie się nie podoba, że i Karpowicz, i poniekąd większość forumowiczów tutaj nie dyskutuje z poglądami K. tylko z jej twórczością.
    Wyobraź sobie sytuację taką - przez Twoją sygnaturkę trafiam na Twoje książki i strasznie mi się one nie podobają ( i w ogóle gardzę tym segmentem literatury) i od tej pory za każdym razem, gdy coś na tym forum piszesz, a niedajbuk kogoś krytykujesz zaczynam pokpiwać z Twojej twórczości. Oczywiście jest to absolutnie hipotetyczna sytuacja :) aczkolwiek przecież nie niemożliwa - bywa tu sporo rozpoznawalnych literatów.

    Nie podoba mi się to, że osoba wypowiadająca jest środkiem przekazu. Kiepski artysta może być świetnym krytykiem i historia pokazuje, że tak się zdarza nad wyraz często.
    --
    "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 14:12
    Nie, przykład nie jest chybiony ;-) On pokazuje, dlaczego nie powinno się wypowiadać na tematy nam z gruntu obce. Mogę sobie wyobrazić taką sytuację, że geolog w ogniu dyskusji na temat erozji wyciągnie również argumenty dotyczące np. przerażającego stylu, w jakim napisane są moje książki. Najwyżej mogę wtedy zbić niespójność jego argumentacji. To będzie jednak konsekwencja tego, że mądrzyłem się na temat pogarszania struktury gleby. Na tym właśnie polega wolność debaty.
    Dlaczego więc nie mielibyśmy na Forum Książki rozprawiać się z twórczością Kalicińskiej, nawet w kontekście jej poglądów?


    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 02.04.14, 14:42
    Ale dlaczego nagrody Nike mają być dla pani K. obce? Jest czytelniczką przecież. Gdyby była kiepskim gleboznawcą i wypowiedziała się na swoim blogu o nagrodach Nike to nikt by nie kwestionował jej wypowiedzi powołując się na jej kiepskośc w dziedzinie gleboznawstwa.
    --
    "Kocice nie grzeszą rozumem a płonące używają go bardzo rzadko." made by człowiek radziecki
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 15:21
    Dlaczego tematyka nagrody Nike jest obca dla pani Kalicińskiej? Sam chciałbym to wiedzieć :-) Jej wypowiedź obnażyła jednak jeśli nawet nie jej ignorancję w tematach literackich, to na pewno amatorszczyznę, jeśli idzie o kryteria oceny dzieła drukowanego. A wypowiedziała się przecież nie jako gleboznawca, ale jako pisarka o innych pisarzach. To jednak czyni pewną różnicę, prawda?

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 02.04.14, 16:19
    Ale gdzie tam była ignorancja? Przecie żywą prawdę napisała. Od wieków za wybitne uważa się w większości dzieła sztuki mroczne, tragiczne, pesymistyczne i o ludziach wyobcowanych.
    To jest z jednej strony absolutnie normalne, bo przecież wiadomo, że każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób, ale z drugiej strony takie nastawienie a priori eliminuje niemal zupełnie literaturę środka z pozytywnym przekazem, linearną fabułą, normalnymi bohaterami i happy endem. Nawet bardzo przyzwoicie piszący pisarze, a szczególnie pisarki opowiadający historie, które przeciętny czytelnik chce czytać spychane są na półki z literaturą dla kucharek.( Zauważ, że w filmie jest inaczej.) Takie nastawienie powoduje, że żeby być pisarzem z wyższej półki trzeba od razu zawile, niezrozumiale i o nieszczęściach wszelakich, a jak prosto i o szczęściu to znaczy, że chłam. Na całym świecie literatura środka jest hołubiona w Polsce spychana na margines, a więc nie zajmują się nią w zasadzie sprawni literaci.
    Nie bez przyczyny dyskutujemy o tym w tym wątku, bo Grzegorz swoją prowokacją w sumie ten temat wywołał.
    I teraz rodzi się pytanie czy lepiej być trzeciorzędnym pisarzem pierwszorzędnym czy pierwszorzędnym drugorzędnym? A w Polsce od razu trzeciorzędnym, bo drugiego rzędu właściwie nie ma.
    --
    "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 18:49
    W Twoim ujęciu cała sprawa wygląda tak, że nie sposób się nie zgodzić. U pani K. był jednak ton pretensji do świata, że ten docenia mroczne dzieła, a odrzuca te traktujące o szczęściu. Pretensji, a nawet więcej - bo jej zdaniem każda książka powinna być optymistyczna - i dopiero takie utwory zasługują na nagrody i laury wszelakie.
    Tych pisarzy drugorzędnych jednak nieco w Polsce jest - tych, którzy tworzą dobrze napisane czytadła, nie popadając przy tym w grafomanię. Sam sporo takich pozycji czytałem ;-)
    Odpowiedzieć na pytanie z ostatniego akapitu mogę tylko we własnym imieniu. Lepiej być trzeciorzędnym pisarzem pierwszorzędnym - godząc się nawet na niskie nakłady. Lepiej zachwycić jednego czytelnika, niż zirytować setki, czy tysiące :-)


    --
    Blog o moim pisaniu
  • Gość: sebalda IP: *.medical-tribune.pl 03.04.14, 12:38
    ploniekocica napisała:
    Nawet bardzo p
    > rzyzwoicie piszący pisarze, a szczególnie pisarki opowiadający historie, które
    > przeciętny czytelnik chce czytać spychane są na półki z literaturą dla kucharek.

    W wielu przypadkach tak jest, bowiem często takie powieści pisane są słabo, nieciekawie i banalnie. Ale zdecydowanie nie możemy uogólniać, bowiem zdarzają się pisarze i, o zgrozo, pisarki, którzy piszą tak, jak tu określiłaś, a są uznawani za wybitnych i nawet nagrody literackie dostają. Nie byle jakie nagrody, taka pierwsza z brzegu choćby Munro. Weź takiego Fabera i jego Szkarłatny płatek i biały. Czytasz i nie możesz się oderwać, ale określiłabyś tę lekturę jako podrzędną? Historię można opowiedzieć językiem dobrym albo słabym i banalnym. W nagrodzonej książce Bator też jest historia, ciekawa i wciągająca, a przy tym jak napisana! Kalicińska może przedstawiać ciekawe, wciągające historie, tyle że język, jakim się posługuje, nie zasługuje na żadne nagrody, sorry. U Bator jest prawdziwy kunszt literacki, u Kalicińskiej rzemiosło podrzędnego sortu. A to robi różnicę i Kalicińska może się obrażać, może snuć teorie spiskowe, że nagradza sie tylko rzeczy mroczne, a i tak nie napisze książki na miarę twórczości Bator.
  • ploniekocica 04.04.14, 20:34
    Jesteś pewna, że te nazwiska, które wymieniłaś to naprawdę pisarze tzw. środka? A także naprawdę uważasz, że "Szkarłatny płatek.." i książki Bator to naprawdę pozytywne książki o zwyczajnych ludziach i ich problemach z happy endem?
    --
    "Niejedna trąba chciałaby grać pierwsze skrzypce"
  • sebalda 04.04.14, 23:02
    ploniekocica napisała:

    > Jesteś pewna, że te nazwiska, które wymieniłaś to naprawdę pisarze tzw. środka?
    > A także naprawdę uważasz, że "Szkarłatny płatek.." i książki Bator to naprawdę
    > pozytywne książki o zwyczajnych ludziach i ich problemach z happy endem?

    Chodziło mi o to, że ciekawe, wciągające historie można pisać udolnie i nieudolnie. Książki do czytania z zapartym tchem mogą być zwykłą szmirą, ale niektórym udaje się tak pisać, że jednocześnie można smakować niemal każdą frazę.
    Faber jest pisarzem środka. Nie jest?
  • jeepwdyzlu 02.04.14, 15:20
    On pokazuje, dlaczego nie powinno się wypowiadać na tematy nam z gruntu obce
    ------------------------
    O szkolnictwie moga sie wypowiadać tylko nauczyciele?
    O słuzbie zdrowia lekarze?
    O literaturze pisarze i redaktorzy?

    Brniesz druss za daleko...
    Ty może nie zawsze korzystasz z prawa do wypowiedzi
    ale pozwól na to innym...
    Jeśli ktoś - w kwestiach szczegółowych - jest za słaby merytorycznie - to inni Dyskutanci to wypunktują...

    jeep

    --
    YCDSOYA
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 15:49
    Ale przeczytaj to jeszcze raz, Jeep :-) Jest dokładnie odwrotnie niż sugerujesz - ja nikomu nie odbieram prawa do wypowiedzi. Każdy może z niego korzystać i ewentualnie narazić się na późniejszą śmieszność.

    --
    Blog o moim pisaniu
  • ploniekocica 02.04.14, 16:05
    Ale zapytam po raz kolejny - na śmieszność z powodu tego, co powiedział w swej konkretnej wypowiedzi czy z powodu swej biografii?
    --
    "Kocice nie grzeszą rozumem a płonące używają go bardzo rzadko." made by człowiek radziecki
  • zwany_kiedys_drussem 02.04.14, 16:16
    To zależy tylko od kreatywności dyskutantów ;-) Jeśli ktoś nie umie odnieść się merytorycznie, tylko wyciąga jakieś biograficzne wątki, to musi liczyć się z ripostą :-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • eeela 02.04.14, 12:24
    > [i]są bardzo inteligentne i właśnie dzięki temu świadome własnych ograniczeń.[/
    > i]
    > Na bogów wszelakich, co to zdanie znaczy?

    Zdanie to znaczy dokładnie to, co jest w nim napisane. Spróbuj choć raz nic nie dodawać od siebie do komunikatu, który otrzymujesz. Osoby, o których mówiłam, nie czułyby się gotowe na zajmowanie stanowiska w taki sposób, w jaki uczyniła to Kalicińska, ponieważ lepiej od niej rozumieją swoje ograniczenia i nie miałyby ochoty obnażać ich publicznie. Nie wypowiadałam się o żadnych prawach ani certyfikatach. Podczas trwania sporu o Kalicińską zapewniałam wielokrotnie, że uznaję jej prawo do wypowiadania się na temat jakikolwiek bądź.

    --
    Multimediaverse
  • eeela 31.03.14, 11:58
    > Mało tego za czasów dawnych taki wątek jak ten zaraz zostałby odesłany na forum
    > inne.

    Wręcz przeciwnie, za czasów dawnych panowała tu o wiele większa swoboda oraz twórczy bałagan. Korektorskie umiejętności Braina oceniam zaś po jego zdolności do wyłapywania wszelkiego rodzaju błędów, nieścisłości, niezręczności stylistycznych. Poza tym był (pewnie ciągle jest) to człowiek o bardzo dużym szacunku dla swoich rozmówców, co pozwalało liczyć na to, że szacunek do cudzej pracy też byłby odpowiedni i ingerencje nie byłyby wolną amerykanką. Tak, gdybym miała do wyboru 'renomowanego' ale nieznanego mi korektora oraz Braina, którego znam tylko z forum, na pewno wybrałabym Braina.

    Całe szczęście nie musiałam nigdy stawać przed takimi dylematami, bom zaznajomiona z dobrymi zawodowymi korektorami :-)

    --
    Multimediaverse
  • ploniekocica 31.03.14, 12:07
    Panował owszem twórczy bałagan i kwitły wątki li i jedynie rozrywkowe, ale nie przypominam sobie żadnych takich, w którym pan Be wyłapywałby niezręczności stylistyczne. Niczego mu w tym zakresie nie odejmując, odnoszę się tylko do działalności forumowej. Jako wolny człowiek i artysta słowa raczej się innych nie czepiał na forumach chyba :)
    --
    "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
  • eeela 31.03.14, 12:16
    Nie, czepiać się nie czepiał, ale proszony nie odmawiał asysty. Trudno mi to udowadniać, bo nie pamiętam przecież ani kiedy, ani o czym to było, ale widywałam Braina komentującego czyjeś teksty, wyłapującego błędy i ogólnie wykazującego sie pomocnością jak zazwyczaj.

    --
    Multimediaverse
  • ploniekocica 31.03.14, 12:25
    No widzisz, jaka pamięć bywa zwodnicza. Ja pamiętam B. bardziej jako Bukowskiego czy Palhniuka tego forum, Ty bardziej jako Dehnela w żabocie., :)
    --
    "Im większe zero tym bardziej nadęte"
  • eeela 31.03.14, 12:30
    Każdy ma swój świat, już się tego zdążyłam nauczyć :-)

    --
    Multimediaverse
  • stella25b 31.03.14, 12:10
    co do nicka "Braineater"- pod tym nickiem pisaly 2 osoby. Brajnu osobiscie i jego zona.
  • zwany_kiedys_drussem 31.03.14, 06:10
    > Podejście Grzegorza rzeczywiście jest nieco lekkomyślne, ale forum pewien poten
    > cjał jednak ma, tylko wymaga o wiele większej inwestycji czasu i energii w zazn
    > ajomienie się z innymi użytkownikami.

    Ależ nie sposób się nie zgodzić ;-) Tylko że Grzegorz próbuje podążyć jakąś dziwaczną drogą na skróty, co trochę stoi w sprzeczności z profesjonalizmem, jaki wyznaje ;-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • grzegorz.borowski 30.03.14, 22:00
    >Hihi, już nie mówiąc o tym, że główna kandydatka na redaktorkę od lat się zastrzega, że romansami gardzi, nawet książki o miłości jej nie interesują, a w ogóle czyta wyłącznie literaturę z półki najwyższej. Jako czytelnik wyrobiony. :) Czy mogłaby zatem zaangażować się na sto procent w przedsięwzięcie, którego z założenia nie poważa?

    Kocico, dla mnie najważniejsze są umiejętności redaktora/rki. Prawdziwie profesjonalny redaktor jest jak świetny adwokat, który broni bandziora, mimo że jego zachowanie mu się nie podoba. Ale mimo tego podejmuje się wyzwania i stara się wykonać swoją pracę jak najlepiej.
  • grzegorz.borowski 30.03.14, 22:08
    >Ale nie w tym widzę niekonsekwencję, że to właśnie casting. Skąd m
    > asz pewność, że właśnie tu znajdziesz odpowiednią osobę?

    Ja nie mam tej pewności, ale Ty, zdaje się, masz pewność, że takiej nie ma. Co Ci mogę powiedzieć? Może masz rację, a może jej nie masz. Jeśli masz rację, zacznę szukać gdzie indziej. Ja zamierzam wtargnąć na rynek romansów w duchu rewolucji francuskiej, w podmuchu energii spiętrzonej z niezadowolenia na nizinach. Bo to, że poziom romansów jest niezadawalający, to chyba nikt nie ma wątpliwości.
  • zwany_kiedys_drussem 31.03.14, 06:17
    Nie - ja nigdy nie wyrażam pewności, co najwyżej wątpliwości ;-) A ducha rewolucji francuskiej w tym kontekście bym nie wywoływał jednak - pamiętaj, że rewolucja pożera własne dzieci.

    --
    Blog o moim pisaniu
  • grzegorz.borowski 30.03.14, 20:12
    “Przecież to jest jakiś absurd” - pomyślał. Lecz gdy Aurelia nierozważnie zgodziła się na propozycję dorożkarza, postanowił pójść w jej ślady. Sprawiło mu to radość. Zrozumiał, że jest w niej zakochany od pierwszego wyjrzenia i że jest gotów na wszelkie szaleństwa. "Prawdziwa miłość wymyka się rozsądkowi" - pomyślał aforystycznie jak przystało na pisarza. A potem przytomnie, trochę zbyt logicznie jak na człowieka nagle zakochanego, pomyślał. "Nic się złego nie dzieje. Mogę z nim ostatecznie przejść na ty. Jestem jeszcze nieopublikowanym pisarzem."
    - Marcel.
    - Zygmunt.
    Wszyscy usiedli, tym razem na jednej ławce, co rozdrażniło Barskiego, bo już nie tylko miał dzielić z dorożkarzem profesję, ale też i ławkę. A przede wszystkim uwagę Aureli.
    - Więc, Marcel, co byś mi radził? - zapytał Zygmunt.
    - Sama jestem ciekawa - powiedziała Aurelia.
    Barski rozpromienił się i zwrócił do Zygmunta.
    - Czy koń w twojej powieści będzie mówił czy nie?
    - Nie myślałem o tym jeszcze - powiedział zawstydzony dorożkarz we fraku.
    - Niedobrze, niedobrze. Pisarz powienien być przygotowany do pisania powieści. Pisanie książki to maraton, a nie sprint. To praca wytężona, a nie improwizacja.
    - Ale co to za różnica, czy koń mówi, czy nie? - zapytał Zygmunt.
    “Przecież ten cymbał nie ma w ogóle pojęcia o pisaniu - pomyślał Barski.
    - Zanosi się na długi wykład o literaturze - Barski powiedział protekcjonalnie.
    - To może się umówimy na inny dzień. Teraz za mnie dorożką powozi kuzyn. Za dwadziścia minut muszę go zmienić.
    - Ja też muszę już iść - powiedziała Aurelia. - Ale to świetny pomysł. Mogę być obecna?
    - Oczywiście - Barski rzekł radośnie.
    - Proponuję, abyśmy się spotkali jutro o szóstej wieczorem przy Bramie Floriańskiej - zaproponowała.
    - Doskonale - rzekł Barski.
    - Wspaniale - rzekł Zygmunt.
    Dorożkarz wstał, podał im rękę na pożeganie i gdy już miał odejść, zatrzymał się jakby sobie nagle coś przypomniał.
    - Marcel, możesz podać tytuły swoich książek. Wybieram się potem do księgarni - powiedział Zygmunt.
    “Wiedziałem od samego początku, że on ma coś w sobie z łajdaka” - pomyślał, ale nie spanikował. “Muszę zagrać na czas. Do jutra będę miał należytą odpowiedź na to idiotyczne pytanie.”
    - A to już będzie niespodzianka na jutro - rzekł nonszalancko.
    - Doczekać się nie mogę - powiedziała Aurelia.
    - Do zobaczenia, Aurelio.
    Gdy się rozeszli, Barski godzinami spacerował po Starym Mieście i nieustannie odtwarzał w myślach każdy szczegół pięknej twarzy Aureli. Szedł Floriańską i po raz pierwszy w życiu nie czuł się samotny w tłumie przechodniów.
    Poświata zachodzącego słońca okryła prastary Kraków. Gdy Barski wracał przez Rynek do domu, zatrzymała się przy nim dorożka.
    - Marcelku, wskakuj, podwiozę - zawołał Zygmunt.
    Barski, wyczulony na bakterie i pijaków, zauważył, że Zygmunt był wstawiony. Dla niego to też był szczęśliwy dzień, poznał przecież literata mającego otworzyć przed nim tajniki warsztatu pisarza.
    - Dziękuję, ale nie jeżdżę z nietrzeźwymi dorożkarzami. Wypiłeś za dużo
    - Ale koń jest trzeźwy. Abstynet od urodzenia... No wskakuj. Nie będziesz ciągnął z buta jak jakiś frajer. Jesteś, Marcelku, wielkim pisarzem. Tobie się nie godzi zdzierać podeszw.
    Barski zawachał się, ale ostatecznie wsiadł do dorożki, i wkrótce pomknęli Traktem Królewskim. Pęd powietrza i stukot kół dorożki wprawił go w doskonały nastrój. Mimo że był to dzień, w którym odrzuciło go ostatnie wydawnictwo. Lecz on patrzył z ufnością w przyszłość. Ale wtedy, gdy koń gnał obok Wawelu, Barski nie mógł jeszcze wiedzieć, że szaleńcza miłość do Aureli van Hagen zepchnie go na dno rozpaczy, o którego istnieniu i głębi nie miał pojęcia i że ta sama miłość wzniesie go na wyżyny, o których nawet nie marzył. Barski był też nieświadomy jeszcze jednej ważnej rzeczy. Już wkrótce miało go połączyć głęboka przyjaźń literacka z dorożkarzem, przyjaźń, która wytrzyma wielkie przeciwności losu i która zaowocuje niezwykłą twórczością.
    Zatrzymali się na Kazimierzu, przed wielką kamiencą. Barski wyszedł starymi schodami na poddasze, zjadł ogórka i kawałek mielonki, po czym zapamiętale oddał się pisaniu, patrząc momentami to na wiszący na Krakowem księżyc, to w głąb swojej niepospolitej duszy.
  • grzegorz.borowski 31.03.14, 18:22
    "Zdarzało mi się pisać dla przysłowiowych kucharek"

    Kocico, chciałbym Cię zaprosić na otwartą przestrzeń, żeby nam się błyskotliwe myśli w gąszczu postów nie zaplątały. Ucieszyła mnie informacja, że pisałaś romanse. Czy byłabyś uprzejma zdradzić, ile się przeciętnie Twoich romansów sprzedawało?
  • ploniekocica 31.03.14, 19:05
    Muszę Cię zmartwić, ale pisałam gorzej niż romanse. Przez chwilę pisywałam opowiadania typu romantyczna historia z życia wzięta, albo tragiczna historia z życia wzięta dla pewnego wydawnictwa specjalizującego się w brukowcach dla kobiet. Sprzedawałam to z metra i nawet nie wiem w jakich konkretnych tytułach się toto ukazywało. Ale w nakładach zapewne dużych bo był to przełom wieków i boom na kolorową prasę. Opowiadanka były niepodpisane i nikomu ze znajomych się nie przyznawałam, stawka była jak za historyjki spod dużego palca dość wysoka, a ja się akurat rozwodziłam i dobrze mi takie pisanie głupot robiło na psychikę. Ale dość szybko się wypaliłam, bo dwudziesta historia była siłą rzeczy dokładnie taka sama jak pierwsza, a dwudziesta pierwsza jak druga.
    --
    "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
  • grzegorz.borowski 31.03.14, 19:50
    Kocico, proszę uporządkuj moje rozbiegane myśli. Pozwól, że skoncentruję się na romansach, bo to mnie, rzecz jasna, najbardziej interesuje. Z Twoich postów wynikało, że nie lekceważyłaś merytorycznie czytelników, że masz wiedzę na temat fabuły romansowej, zwrotów uczuciowych i perturbacji. Jesteś także bardzo oczytana, używasz poprawnej polszczyzny, nieobce Ci są niuanse korektorskie. A jednak nie udało Ci się wstrząsnąć rynkiem romansów. Jak to się stało, że spadłaś z tego konia? Czy też po prostu może być tak, że jakiś romans jest świetny, ale rynek go nie przyjmie, bo zwyczajnie nie trafił w swój czas?

    Mnie też pisanie romansów dobrze robi na psychikę.
  • ploniekocica 31.03.14, 21:18
    Ależ mnie przepięknie wkręcasz i podpuszczasz :)
    Ale ok odpowiem Ci poważnie - nigdy nie napisałam żadnego romansu kucharskiego powyżej pięciu stron znormalizowanych. Z tej prostej przyczyny, że na tyle stron starcza mi powagi. Na szóstej stronie umarłabym ze śmiechu i albo zrobiłby się z romansu pastisz, albo straciłby autentyczną romansowość. Moja wrodzona wredność po prostu nie pozwoliłaby mi się wczuć w prawdziwą romantyczną miłość.
    --
    "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
  • grzegorz.borowski 31.03.14, 22:03
    <Moja wrodzona wredność po prostu nie pozwoliłaby mi się wczuć w prawdziwą romantyczną miłość.

    A nie chciałabyś stworzyć bohaterkę cyniczną wobec miłości?
  • ploniekocica 31.03.14, 22:12
    grzegorz.borowski napisał:

    > A nie chciałabyś stworzyć bohaterkę cyniczną wobec miłości?

    Popraw to zdanie!
    --
    Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
    Fonię niestety też.
  • grzegorz.borowski 31.03.14, 22:18
    > A nie chciałabyś stworzyć bohaterkę cyniczną wobec miłości?
    >
    > Popraw to zdanie!

    ... bohaterki cynicznej wobec miłości??!!

  • grzegorz.borowski 31.03.14, 22:00
    Wahałem się, czy powinienem to ujawnić, ale ostatecznie uznałem, że byłoby nieuczciwe, gdybyście o tym nie wiedzieli.
    Fakt, że kilka osób zakwestionowało moje istnienie, przyjąłem ze stoickim spokojem, choć jest to jakby nie było czymś niecodziennym dla psychiki. Ba, tę dość niekorzystną dla człowieka, a przede wszystkim dla pisarza okoliczność postanowiłem wykorzystać jako szansę. Otoż - czytam jakiś post i czuję potrzebę wyeksponowania myśli. Z pozoru wszystko przebiega rutynowo: klikam i gdy się pojawi okienko, żarliwie i namiętnie polemizuję z różnymi forumowiczami. Ale gdy post jest już gotowy, zamiast wysłać go, wrzucam do swojej powieści. Czynię tak w różnych wątkach. Czuję się wtedy trochę jak duch błąkający się po czytelniczym świecie, niewidzialny tu w porach największej dla mnie aktywności umysłowej.
  • eeela 31.03.14, 22:46
    Ale gdy post je
    > st już gotowy, zamiast wysłać go, wrzucam do swojej powieści.

    Wydaje mi się, Grzegorzu, że równie dobrym pomysłem byłoby zaprzestanie wrzucania obszernych fragmentów twojej powieści na forum. Forumowicze zwrócili już uwagę na to, że nie jest to całkiem właściwe miejsce na publikowanie książek jeszcze niewydanych. Jedna-dwie próbki nie stanowią moim zdaniem problemu, ale nie jestem pewna, czy powinniśmy pozwalać na publikowanie powieści w odcinkach.


    --
    Multimediaverse
  • grzegorz.borowski 31.03.14, 23:14
    <Wydaje mi się, Grzegorzu, że równie dobrym pomysłem byłoby zaprzestanie wrzucan
    > ia obszernych fragmentów twojej powieści na forum.

    Słowo daję, nie zamierzałem wrzucać więcej fragmentów. Właśnie z tego powodu nie wysyłam wspomnianych postów, tylko je przenoszę do siebie.
    Dziękuję za cierpliwość.
  • grzegorz.borowski 01.04.14, 19:11
    Dzisiaj otrzymałem powiadomienie z AdTaily, które wcale nie jest dla mnie żartem primaaprilisowym.

    Zwrot środków w wysokości... zł
    Bardzo nam przykro, niestety Twoja reklama nie została zaakceptowana. W ciągu 24 godzin dokonamy zwrotu środków w wysokości... zł na konto, z którego płaciłeś.
    Serwis, który odrzucił reklamę:
    Forum Gazeta.pl - Książki


    Dodam, że chodziło o promocję mojej wielkiej powieści o miłości, którą właśnie zacząłem pisać. Miałem bardzo fajny slogan reklamowy. Czuję się dotknięty. Czuję się jakby ktoś bezinteresownie chciał wykoleić moją karierę pisarską.
    Nie spodziewałem się tego.
    Nie wydam już na portalu Gazety ani grosza na reklamę mojego dzieła o miłości. Skorzystam z gościnności innych mediów i portali, gdzie wkrótce pojawiają się reklamy mojej niezrównanej powieści.
  • zwany_kiedys_drussem 01.04.14, 20:40
    Grzegorzu, określanie własnej, nienapisanej jeszcze powieści mianem "niezrównanej" jest jednak straszliwie megalomańskie. Pozostaw takie słowa przyszłym krytykom i recenzentom ;-)
    Co do reklamy - muszę Ci niestety powiedzieć, że Niezrzeszone Stowarzyszenie Pisarek Romansów ma swoich ludzi w Komitecie ds. Reklam i Propagandy, a także w samej Agorze. Boję się, co będzie, jeżeli macki tej ośmiornicy sięgają także innych mediów i portali ;-)

    --
    Blog o moim pisaniu
  • grzegorz.borowski 01.04.14, 21:01
    Grzegorzu, określanie własnej, nienapisanej jeszcze powieści mianem "niezrównan
    > ej" jest jednak straszliwie megalomańskie. Pozostaw takie słowa przyszłym kryty
    > kom i recenzentom ;-)

    Dobrze, Drussie, uczynię jak radzisz, żeby nie posądzono mnie o artystyczną bezkompromisowość. Nie mam pojęcia, dlaczego odrzucono moją reklamę. Miał rację wielki chiński mędrzec, który głosił, że człowiek nie potyka się o góry, lecz o kretowiska.
  • wqrwiony 06.04.14, 13:09
    Skoro główna bohaterka nie goli bobra tzn. że powieść ma znamiona konserwatywnego romansu. Nie po to Wyborcza pracuje usilnie nad zmianą obyczajowości, żeby jedna powieść o reakcyjnej miłości (czyli z pominieńciem wątków LGBT) zniweczyła lata pracy.
  • grzegorz.borowski 06.04.14, 16:19
    <Skoro główna bohaterka nie goli bobra tzn. że powieść ma znamiona konserwatywnego romansu. Nie po to Wyborcza pracuje usilnie nad zmianą obyczajowości, żeby jedna powieść o reakcyjnej miłości (czyli z pominieńciem wątków LGBT) zniweczyła lata pracy.

    Doskonale zdaję sobie sprawę, że moja twórczość wisi na włosku.
    Zapewniam, że włos łonowy pozostanie w mojej powieści o miłości. Żadna ewentualna presja Wyborczej nie odniesie skutku. Gdyby się posunęła jeszcze dalej, to znaczy gdyby Gazeta zasugerowała, że wykończy moją powieść, jeśli nie usunę z niej tego włoska, to w imię swojej niezależności artystycznej, powiem - "Takiego wała!"
    Zależy mi, aby mój romans wszechczasów przeczytały kobiety o różnych poglądach. Bo miłość jest ponad wszelkie podziały. Dla mnie jako twórcy romansu nieistotne są poglądy polityczne, światopoglądowe, a nawet wiek czytelniczek. Dlatego w stosownym czasie podejmę starania o reklamę w Naszym Dzienniku. Niestety, obawiam się, że i tym przypadku ślepa ideologia sprawi, że odmówią reklamy mojego dzieła. Bo będą w nim fragmenty, które im się bardzo nie spodobają. A gdyby chcieli mnie straszyć, że jak tego albo tamtego nie wytnę, to mi zarżną promocję - to też zobaczą wała!
    Dlaczego o tym piszę? Jakoś się tak utarło, że literat jest chłopcem na ideologiczne posyłki (albo dziewczyną). Zasada jest prosta - jak będziesz grał z nami w jednej drużynie, będziesz miał promocję. A jak nie - to będziesz wygrzewał d... ławkę rezerwowych. Z tym że ja, proszę Szanownego Państwa, nie jestem jakiś tam literatem. Jestem demiurgiem!

    Ze spraw niemniej istotnych - napisałem już cztery rozdziały.
  • oregano1980 07.04.14, 19:25
    Nie napisałes,jakiego był koloru?
  • grzegorz.borowski 07.04.14, 22:08
    >Nie napisałes,jakiego był koloru?

    Sądziłem, że wyobraźnia czytelniczek go ukoloryzuje. Czymże jest literatura bez niedopowiedzeń?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka