Nieczytelnicze zastosowanie książki

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jeśli już czytanie znudzi lub czasu nie ma....

    Kiedyś duże kolorowe książki dla dzieci służyły mnie i mojej córce za namioty
    dla misiów i kotków pluszowych podczas ich wycieczek w bajkowe krainy.
    Wyglądało to tak: /\
    --
    ...i że papież udzielił każdemu wolności pierdzenia wedle ochoty, jeżeli
    barchan nie jest prążkowany...
    • 10.01.06, 12:58 Odpowiedz
      kto przypomnial sobie w weekend "Sarę", ten kojarzy... ;-)
      brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
      higiena przyszłością narodu?
      --
      pada........ło ;-(
    • podpórki pod za krótkie nogi szafy. troche malo stabilne - zwlaszcza jesli
      szafa duza.
      poza tym ksiazki, zwlaszcza te w ladnych okladkach (patrz watek o klubie Swiata
      Ksiazki) zawsze dobrze sie prezentuja na polkach, a jeszcze lepiej, jesli pólki
      za szyba; i myc tak czesto jak krysztalow nie trzeba, i dobre wrazenie na
      gosciach robia...
      Jedna z moich kolezanek zwykla podkladac sobie pod pupe encyklopedie, kiedy
      siadala do pianina - krzeslo bylo za niskie dla niej.
      Moja babcia w ksiazkach trzymala pieniadze - zwlaszcza w grubych, nudnych
      ksiazkach, ktorych nikt z pólki nie bral.
      O zasuszaniu kwiatkow tylko wspomne, albowiem wstydze sie przyznac, ze tez tak
      robilam.
      a, i jeszcze 'prasowalam' pozaginane zeszyty pod sterta ciazkich ksiazek.
      Cos jeszcze?
    • 10.01.06, 13:13 Odpowiedz
      ostatnio dwa ciężkie atlasy pomogły "wyprasować" kalendarz, który ze względu na
      wysłanie pocztą został zwinięty w rulon i trzeba go było do pierwotnego
      kształtu doprowadzić.
      --
      Japonia
      Kabaty
      • 10.01.06, 13:19 Odpowiedz
        Dziadek do orzechów.
        Przed laty miałam dzieła zebrane w kilkunastu tomach jednego ze sławnych
        zmumifikowanych. Dwa tomy służyły idealnie za dziadka. Na jednym kładło się
        orzecha, waliło drugim z góry. Działał idealnie, skorupkę miażdżył, nie
        uszkadzając jądra. Po pewnym czasie w okładce były idealne wgłębienia, w które
        orzechy wpasowywały się doskonale...
        --
        Cichy złodziej kości...
        Kryminały i sensacje
        • 10.01.06, 13:21 Odpowiedz
          nchyb napisała:

          > Dziadek do orzechów.
          > Przed laty miałam dzieła zebrane w kilkunastu tomach jednego ze sławnych
          > zmumifikowanych. Dwa tomy służyły idealnie za dziadka. Na jednym kładło się
          > orzecha, waliło drugim z góry. Działał idealnie, skorupkę miażdżył, nie
          > uszkadzając jądra. Po pewnym czasie w okładce były idealne wgłębienia, w
          które
          > orzechy wpasowywały się doskonale...



          Nchyb, piłam właśnie kawę.......;))
          --
          Japonia
          Kabaty
          • 10.01.06, 13:36 Odpowiedz
            ściereczką służę :-)
            --
            Cichy złodziej kości...
            Kryminały i sensacje
            • IP: *.system.szczecin.pl

              Gość: wqrwiony 10.01.06, 13:49 Odpowiedz
              Od paru lat mam pod monitorem , książkę "O książce" jako postument, cos chyba na
              ksztalt encyklopedii bo grube i szerokie, dlatego sperłnia swoją funkcję.
              Mania wykorzystywania książek jako portfela jest najbardziej uciążliwym ze
              zboczeń co wiem z autopsji.
              • 10.01.06, 15:41 Odpowiedz
                Gość portalu: wqrwiony napisał(a):
                > Mania wykorzystywania książek jako portfela jest najbardziej uciążliwym ze
                > zboczeń co wiem z autopsji.

                Ale może też być przyczyną radości osób kilku:) Kiedy lata temu namawiałam
                przyjaciółkę na wspólną wycieczkę do Londynu wymawiała się brakiem gotówki. I
                pewnego dnia z zapomnianego tomiszcza Dostojewskiego wypadło jej kilka
                zapomnianych banknotów i ziściły się moje marzenia...

                Dla porządku dodam, że przyjaciółka jest Szwedką (chociaż po studiach
                rusycystycznych:), więc obyczaj chomikowania gotówki w książkach nie jest
                obyczajem jedynie polskim.
                Innym (też międzynarodowym) sposobem nieczytelniczego wykorzystania książek
                jest zastosowanie tychże jako "podwyższaczy", gdy wyczerpią się możliwości
                wydłużenie nóżek rzutnika do przeźroczy. Ale czy ktoś jeszcze, w dobie
                cyfrowych cudeniek ogląda klasyczne przeźrocza?

                Pozdrawiam!
    • 10.01.06, 14:26 Odpowiedz
      W akademiku często kasiążka służyła za tackę pod chlebuś z pasztecikiem gdy na
      stole bajzel lepki był że hej!
      --
      I rzekł Pan do niego: Nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę
      poniesie.Położył też Pan na Kainie znak, aby go nikt nie zabijał, kto go spotka.
    • IP: 82.160.104.*

      Gość: Sam 10.01.06, 19:04 Odpowiedz
      Forma kamuflażu. Kiedyś brałem knigę i siadałem na ławce w parku przyczajony na
      dziewczę cudnej urody (Beata jej było) codziennie psa swego wyprowadzające tu.
      Udało się. Cel towarzyski osiągnąłem. Dzięki książce.
    • 11.01.06, 11:42 Odpowiedz
      Mam jeszcze jedno zastosowanie.
      Pan Kleks chorni piłkę przed stoczeniem się z szafy. I tak do wiosny.
      --
      ...i że papież udzielił każdemu wolności pierdzenia wedle ochoty, jeżeli
      barchan nie jest prążkowany...
      • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

        Gość: G. 11.01.06, 11:50 Odpowiedz
        Dziesięc tomów Balszojej encyklpedyj itd. Lenina (w jednym tomie płya
        gramofonowa z jego przemówieniem) ustawionych po 5 na dwóch kupkach służy mi
        jako podpórki do rozkładanej kanapy, nóżki ejże już dawno się zepsuły...
    • 11.01.06, 13:16 Odpowiedz
      Hmm, jako podstawka pod ciepłe napoje. Żeby na drewnianym stole nie zostawały
      ślady. Za to na książkach zostają:)
    • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

      Gość: luk 11.01.06, 13:36 Odpowiedz
      No wstyd przyznać.. niektóre książki (o odpowiedniej wielkości i sztywności, no
      i niezbyt cenne i mądre) były przeze mnie używane jako narzędzie zbrodni - w
      walce z komarami.
      I jeszcze coś bluźnierczego: u znajomych gruba opasła kniga, która okazała się
      Biblią, robi za podstawkę pod monitor;)
      • 11.01.06, 22:57 Odpowiedz
        Gość portalu: luk napisał(a):

        >> I jeszcze coś bluźnierczego: u znajomych gruba opasła kniga, która okazała
        się
        > Biblią, robi za podstawkę pod monitor;)

        U mnie monitor ma nieco mniej kontrowersyjną podstawkę. Jedni z moich dziadkow
        robiąc nam prezenty ksiązkowe trzymają się chyba zasady, że im większa,
        twardsza i grubsza tym lepiej. I kiedyś dostałam wizualny słownik tematyczny w
        4 językach. Całkiem pożyteczne wydawnictwo, jednak za duże na jakąkolwiek półkę
        a monitor od kilku lat trzyma się na tym doskonale
        --
        CD: skrót od (<-) czadowe dźwięki, muzyka służaca do wprawiania się w mroczny,
        ekstatyczny nastrój.
    • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

      Gość: Agi 11.01.06, 13:48 Odpowiedz
      Gdy podczas jedzenia nożem i widelcem osobnik się rozpycha, to trzeba dać mu
      dwie książki i niech je trzyma łokciami przy tułowiu. Robimy to oczywiście w
      domu, gdy nikt nie widzi. Po jakimś czasie trzymanie łokietków przy sobie staje
      się tak naturalne, że książki już nie są potrzebne.
    • 11.01.06, 22:31 Odpowiedz
      Jako argument w... dyskusji.
      Waląc pierwszym tomem Porębskiego (Dzieje sztuki) rozwaliłam szklany stolik.
    • 13.01.06, 01:05 Odpowiedz

      kiedyś (pisałem zresztą o tym w jakimś innym wątku) trzy tomy "Kapitału" i jeden
      "Anty Duhring" robiło za nóżkę łóżka, która się zużyła :-) Obecnie śpię na
      materacu (i miewam niskie pobudki) i żadne książki podtrzymujące nie są mi
      potrzebne.

      Ponieważ mam mało mebli, książki służą czasem za krzesła. Kilka razy się
      zdarzyło w każdym razie.
      Nagminnie chowam bilety na koncerty między stronice.
      Często noszę ze sobą książki, których nie czytam. Dają mi one psychiczny
      komfort, ze zawsze jakbym chciał, to mogę do nich sięgnąć (podobnie mam zresztą
      z płytami). :-)

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
    • IP: *.csk.pl / *.internetdsl.tpnet.pl

      Gość: Jaaa 13.01.06, 08:12 Odpowiedz
      Bardzo fajny wątek, Benie :)
      Tyle tych zastosowań! Mogę dodać jeszcze jedno - ma moim biurku, przez jakiś
      czas, na stosiku książek stał kwiatek czekający na przesadzenie. Gałązki szybko
      mu rosły, aż żal było patrzeć jak tak leżą na ciepłym parapecie. A tak, na
      podwyższeniu z książek - pięknie zwisały. No i nie można było o nim zapomnieć!
      :)
      • IP: *.interkom.pl / *.internetdsl.tpnet.pl

        Gość: LZ 13.01.06, 09:12 Odpowiedz
        A ja się zastanawiam skąd w domowych, rodzinnych bibliotekach naszych
        intelektualistów, czytelników Wyborczej itd. :-) co rusz tomy Lenina albo
        sowieckie encyklopedie. U mnie jakoś takich nie bywało, choć bibliotekę mam w
        rodzinie od pokoleń i jest ona niemała.
        • 13.01.06, 09:42 Odpowiedz
          Gość portalu: LZ napisał(a):

          > A ja się zastanawiam skąd w domowych, rodzinnych bibliotekach naszych
          > intelektualistów, czytelników Wyborczej itd. :-) co rusz tomy Lenina albo
          > sowieckie encyklopedie.

          Byli wzorowymi uczniami, to dostawali w szkole nagrody książkowe :-)))
          ___________________________________________
          Nine-inch nails
          And little fascist panties
        • 13.01.06, 09:45 Odpowiedz
          aby na jakiś temat móc się wypowiedzieć, szczególnie krytycznie, trzeba ów
          temat dobrze znać. A w tym celu warto było coś na wspomniany temat w domu mieć.
          To nie portrety wspomnianych wodzów, które na ścianie by można powiesić, ale
          księgi, które czytać można. A jak ktoś czytać lubi, to i w przeczytaniu
          intrukcji stosowania Domestosa przyjemność znajdzie :-)

          A tak na serio, to za cholerę nie wiem, skąd u mnie w domu były dzieła
          wspomnianego towarzysza, bo my w tamtych czasach opozycyjni byliśmy. ALe dzieła
          były. Obok nich stał między innymi bibułowaty tomik "Gdzie slońce wschodzi i
          kędy sią zapada"...
          --
          Cichy złodziej kości...
          Kryminały i sensacje
          • IP: *.interkom.pl / *.internetdsl.tpnet.pl

            Gość: LZ 13.01.06, 16:11 Odpowiedz
            No to widzę, że znajomość dzieł Lenina jest głębsza niż Miłosza... bo ja nie
            słyszałem nigdy o książce "Gdzie slońce wschodzi i kędy sią zapada".
            • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

              Gość: G. 13.01.06, 16:27 Odpowiedz
              To masz braki w wykształceniu...
              • IP: *.interkom.pl / *.internetdsl.tpnet.pl

                Gość: LZ 13.01.06, 16:52 Odpowiedz
                Podkreślam raz jeszcze ze stanowczością: nigdy nie słyszałem o książce
                pt."Gdzie slońce wschodzi i kędy sią zapada", nawet pomijając oczywiste tu
                literówki (słońce, się).
                • 14.01.06, 14:18 Odpowiedz
                  Ano widzisz, literówki się zdarzają i nadmierne posługiwanie się takim
                  przyjemnym się również. Ale i tak skojarzyłeś (być może się długo głowiłeś), że
                  się pisze w tymże wątku o Miłoszu, więc czy się tego się użyje, czy też się owo
                  się pominie, to się nie tylko inteligentni połapać mogą, że się o wzbogaconym w
                  się tomiku właśnie Miłosza mówi...
                  --
                  Cichy złodziej kości...
                  Kryminały i sensacje
        • IP: *.csk.pl / *.internetdsl.tpnet.pl

          Gość: Jaaa 13.01.06, 09:54 Odpowiedz
          Nooo... były to "dzieła" tanie, a wydawane pięknie. Prawdziwy miłośnik książek
          nie mógł im się oprzeć :)
        • 13.01.06, 10:18 Odpowiedz
          No widzisz, jak Ty mało wiesz o życiu...

          Po pierwsze nie wiem skąd wysnuwasz wniosek, że jesteśmy czytelnikami Wyborczej
          i to czytelnikami o jednolitych poglądach. Ja w Wyborczej czytam pierwsza
          stronę (po łebkach) i sport. Reszta mi zwisa ponurym kalafiorem.

          Po drugie co ma posiadanie książek do intelektualności bądź nie. Książki w domu
          rewolucji nie dokonają!

          Po trzecie, dzieła zebrane wręczano przy wielu okazjach. Rzadko kto kupował.

          Uważam, że część dzieł Lenina winna być lekturą obowiązkową dla zaciekłych
          prawicowców. Krytykując nie wygadywaliby przynajmniej takich ciężkich głupot.
          Żeby coś krytykować trzeba to dobrze znać, a nie p...yć bez sensu.

          Mam w domku w wydaniu kieszonkowym (wersja agitacyjno-poznawcza w miękkich
          okładkach): "O dyktaturze proletariatu", "O rewizjonizmie i dogmatyzmie", "O
          trockizmie, prawicowym i lewicowym oportunizmie". Wszystko W.I.Lenina. I... nie
          wszystko złoto co omamia, nie każdy zbój co ma brodę...

          --
          **********( ocenzurowano )****************
          • IP: *.interkom.pl / *.internetdsl.tpnet.pl

            Gość: LZ 13.01.06, 16:06 Odpowiedz
            > No widzisz, jak Ty mało wiesz o życiu...
            >
            > Po pierwsze nie wiem skąd wysnuwasz wniosek, że jesteśmy czytelnikami
            Wyborczej
            >
            > i to czytelnikami o jednolitych poglądach. Ja w Wyborczej czytam pierwsza
            > stronę (po łebkach) i sport. Reszta mi zwisa ponurym kalafiorem.


            Wnioskuję, że jesteście czytelnikami Wyborczej, bo wypowiadacie się na jej
            forum internetowym. No dobrze - przyznaję; jesteście czytelnikami
            portalu "gazeta.pl" a to niezupełnie to samo.


            > Po drugie co ma posiadanie książek do intelektualności bądź nie. Książki w
            domu
            >
            > rewolucji nie dokonają!
            >

            To dlaczego tak panicznie tępi sie "Mein Kampf"???


            > Uważam, że część dzieł Lenina winna być lekturą obowiązkową dla zaciekłych
            > prawicowców. Krytykując nie wygadywaliby przynajmniej takich ciężkich głupot.
            > Żeby coś krytykować trzeba to dobrze znać, a nie p...yć bez sensu.
            >


            No, to przesada... Dzieła klasyków M-L to grafomański bełkot bez ŻADNEJ
            wartości i
            żadne "usprawiedliwienie" nie jest tu na miejscu. Zapytaj pierwszego z brzegu
            poważniejszego filozofa.

            Pozdrawiam serdecznie.
            • 13.01.06, 16:17 Odpowiedz
              Gość portalu: LZ napisał(a):


              > No, to przesada... Dzieła klasyków M-L to grafomański bełkot bez ŻADNEJ
              > wartości i
              > żadne "usprawiedliwienie" nie jest tu na miejscu. Zapytaj pierwszego z brzegu
              > poważniejszego filozofa.
              >
              > Pozdrawiam serdecznie.

              Wydany w biblioteczce klasyków Feuerbach dostarcza nadal silnych emocji i nie
              uważam go za lekturę bezwartościową (nawet jeśli trzeba zapoznać się z nieco
              histerycznymi uwagami Karola M. zamieszczonymi na początku ksiązki) zwłaszcza w
              naszym katolizycującym kraju.
              A samego Marksa nadal wykłada się na uniwersytetach, choćby przy okazji
              omawiania klasycznych teorii socjologicznych (czy jak to się tam teraz zwie),
              gdyż nie sposób zrozumieć pierwocin socjologii (i historii XIX wieku zresztą
              również) akademickiej bez znajomości dzieła Marksa.

              m,
              .y.

              ----------------------------------
              What is home without Pinezka's Potted Meat?
              Incomplete.
              wypielęgnowany harmider w duszy
              • IP: *.interkom.pl / *.internetdsl.tpnet.pl

                Gość: LZ 13.01.06, 16:55 Odpowiedz
                No, przyznaję, dzieła Karola Marksa (bo już nie F.Engelsa) mają swoje miejsce w
                dziejach akademickiej filozofii. Winienem podkreślić, że chodzi mi o Lenina.
        • 13.01.06, 22:02 Odpowiedz
          W czasach tzw. głębokiej komuny istniało już pojęcie transakcji wiązanej, przy
          czym dotyczyło ono wyłącznie niezbywalnych książek ;) Przykładowo, jeśli miałeś
          talon na Wielką Encyklopedię PWN, to kolejny tom mogłeś nabyć tylko i wyłącznie
          wtedy, jeśli do tego nabyłeś "Dzieła Zebrane" Lenina :) W przeciwnym razi e-
          zapomnij o encyklopedii. Naprawdę nikt tego nie pamięta?!

          --
          Dzidka
          • 14.01.06, 14:21 Odpowiedz
            > talon na Wielką Encyklopedię PWN, to kolejny tom mogłeś nabyć tylko i
            wyłącznie
            >
            > wtedy, jeśli do tego nabyłeś "Dzieła Zebrane" Lenina :) W przeciwnym razi e-
            > zapomnij o encyklopedii. Naprawdę nikt tego nie pamięta?!
            Nie pamiętam, bowiem dziecięciem małym byłam. Ale coś w tym może być, bo
            encyklopedie w domu były. Jedna to nawet bardzo ciekawa. Z 1956 r. Polecam
            szczególnie lekturę hasła Katyń...
            --
            Cichy złodziej kości...
            Kryminały i sensacje
        • IP: 213.227.102.*

          Gość: a co Cie to obchod 18.01.06, 09:54 Odpowiedz
          a co cie to obchodzi?
    • 13.01.06, 09:10 Odpowiedz
      całe stado ciężkich i opasłych tomów - m.in. "marketing" kothlera - położone na
      płycie chodnikowej, doskonale służą za podstawkę do głośników od mojego sprzętu
      audio :-)
    • IP: 82.177.34.*

      Gość: as 13.01.06, 09:28 Odpowiedz
      Podręczne rakietki do tenisa stołowego i podręczna siatka do tegoż. A stół na
      wysoki połysk;)
      • IP: *.retsat1.com.pl

        Gość: kelek 13.01.06, 09:45 Odpowiedz
        jako przycisk do sklejanego modelu :)
        • IP: *.retsat1.com.pl

          Gość: kelek 13.01.06, 09:50 Odpowiedz
          no i oczywiście magazyn rzeczy różnych, dokumentów, listów, płyt CD, zdjęć -
          coś co może się np. pognieść w podróży a w wziętej książce do czytania sie nie
          zniszczy... gorzej jest jak się pomyli książki przed wyjazdem
          także jako podkładka pod gorący kubek z herbatą ( kawy nie stawiam bo to zbyt
          ryzykowne :), podkładka pod kartke do pisania...
          i zdzryło mi sie też kiedyś wykorzystać sterty książek jako stólki lub
          podkładki pod oparcie fotela-amerykanki które się zapadało :) coby gość mógł
          wyspać się bez większej sensacji :)

          fajny wątek!
          • 13.01.06, 12:51 Odpowiedz
            U mnie był podobny problem ze stołem. Był to stół rozkładany,taki że rozsuwało
            się 2 połowy blatu, powstawała między nimi przestrzeń, w którą trzeba było
            wsadzić deskę znajdującą się w specjalnej komorze pod blatem. Z tym że tej
            deski tam nie było. Więc jak zaprosiłam rodziców na święta to przestrzeń tam
            wypełniliśmy jakimiś tomami chemicznych dzieł co były na stanie...

            Inna opcja to układanie ich w strategicznych miejscach na stole.. tam gdzie
            plama, dziura czy coś...

            Albo metalowy kosz na śmieci z przerdzewiałym wiekiem... Też trzeba było
            ukulturalnić :)
    • 13.01.06, 09:58 Odpowiedz
      A ja susze w ksiązkach jesienne liście i zimą powycinane skórki pomaranczowe - (głównie w Kuchni Polskiej), a jak potem ładnie pachnie...
    • IP: *.era.pl

      Gość: Paciapa 13.01.06, 10:12 Odpowiedz
      W moim przypadku przez 3 miesiące spałem na karimacie wprost na podłodze.
      Wprawdzie "Panorama firm" to niezupełnie ksiażka, ale funkcję poduszki
      spełniała znakomicie.
      • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

        Gość: nowhere 13.01.06, 10:28 Odpowiedz
        Do budzenia pijanych chamów :)
        Po jednym ciosie w czerep takowy delikwent wstaje jak nowo narodzony, a i
        pewnie coś mu jeszcze do głowy trafia :)
        Szczególnie polecam stare wydania encyklopedii PWN, Zarys Histori Polski tego
        samego wydawnictwa (cegła 1100 stron, he he), względnie któreś z opracowań W.
        Kopalińskiego.
        Uwaga!!! Osobom bez praktyki proponuje rozpocząć od lżejszych pozycji, byle
        dużego formatu, np. B5, nie więcej niż 200 stron, powiedzmy atlas Europy :)
    • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

      Gość: mól 13.01.06, 10:42 Odpowiedz
      10 tomów Historii Sztuki na 2 drabinach jako przytrzymywacz przy samodzielnym
      montażu płyt kartonowo-gipsowych na suficie. Aktualnie wszystkie
      okładki "artystycznie" zużyte.
      • IP: *.chello.pl

        Gość: ewa 13.01.06, 11:18 Odpowiedz
        u mnie jako pomoce do sprzatania;) a dokladniej kilka grubych tomow dawno
        nieaktualnej juz encyklpedii pod nogi lozka - i nie ma problemu z odkurzeniem
        pod nim;)
        i wspomniane juz wczesniej suszenie kwiatkow, badz za okladki na plyty cd (gdy
        akurat takowych nie ma pod reka).
        • 13.01.06, 12:09 Odpowiedz
          To będzie cała historia: swego czasu, kiedy mój brat i jego żona mieszkali w
          wynajętym mieszkaniu, wprowadziła się tam również myszka. Zajęła kącik za szafą
          i koegzystowali by pewnie bez większych problemów, ale myszka się rozpanoszyła,
          więc w końcu Beata z zimną krwią i stalowym błyskiem w oczach zażądała: zabij!
          Brat wziął miotłę (standardowe narzędzie wszystkich domowych myszobójców), ale
          jakoś mu nie szło... Poszedł po rozum do głowy - szczęśliwie daleko nie miał -
          i już po pół godzinie przez całe mieszkanie, aż na klatkę schodową i do piwnicy
          wił się przemyślnie ułożony z dwóch rzędów książek tor wyścigowy dla myszki :)
          Potem wystarczyło tylko porządnie tupnąć :)
          • 13.01.06, 13:34 Odpowiedz
            A już myślałam, że ją zabił jakąś ciężką encyklopedią i włos mi się na głowie
            zjeżył. A na takie genialne rozwiązanie nie wpadłam :-)


            --
            Pan podrapano na głowa i pani Biała Glista ja takoż proszę won!
    • IP: *.pttox.lodz.pl

      Gość: jaanka 13.01.06, 12:05 Odpowiedz
      Poza niemalże już tradycyjnż funkcją przycisku gdy chceę coś skleić lub
      wyprostować to jeszcze przez kilka lat (gdy nie mogłam dostawiać drabiny do
      okna) by zdjąć i zawiesić firanki musiałam na parapecie układać dwa tomy
      okropnie ciężkiej Historii powszechnej, które miały idealną wysokość (stołeczek
      był zbyt wysoki). Dzisiaj wieszanie firanek to już bezproblemowa czynność, ale
      tamte chwile wspominam z rozrzewnieniem:)
      Pozdrawiam
    • 13.01.06, 14:19 Odpowiedz
      Kiedyś atlasem wielkości 60x40 cm zabiłam na dywanie wielkiego tłustego pająka.
      Później nie miałam odwagi podnieść tego atlasu. Zrobiła to mama następnego dnia.
    • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

      Gość: c_studio 13.01.06, 14:28 Odpowiedz
      a u mnie kilka opasłych tomów lezy pod łóżkiem jako podpórka, bo ta włąściwa
      złamała się

      a mój mąż nie spieszy sie wcale z naprawą, książki wytrzymają więcej niż
      kawałek drewna jak sądzi i mądrzej będziemy czynić nasze harce
    • 13.01.06, 15:05 Odpowiedz
      Ja uzywalam kilku opaslych ksiazek do nauki spiewu:)
      Cwiczenie wygladalo tak: poloz sie (wygodnie albo nie), na brzuch uloz kilka
      pokaznych cosi do czytania i oddychaj - jedna z metod nauki oddychania
      przepona;).
      Duze okazy swietnie nadaly sie rowniez jako stolik (ktorego z reguly nie
      mialam, bo i po co ma zajmowac miejsce w pokoju;), na ktorym jadlam obiad,
      robilam zadania domowe;).
      Aha! Kiedy przyjezdzam do rodzicow, uzywam ksiazek jako uzupelnienie lozka:)
      tzn. srodkowa czesc fotela rozkladanego ulegla sporemu zuzyciu i dzieki
      literaturze ciezkiej jako podporze, unikam rano bolu plecow;)
    • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

      Gość: flora 13.01.06, 15:47 Odpowiedz
      u mnie w starym mieszkaniu książka służyła jako zapórka do drzwi balkonowych,
      bo jak były otwarte to zaraz się zamykały, a takie grube tomisko skutecznie je
      zatrzymywało.
    • IP: *.internetdsl.tpnet.pl

      Gość: dziobakowa 13.01.06, 16:54 Odpowiedz
      nie cierpię pracować przy biurku, więc nad wszelkiego rodzaju papierzyskami siedzę zazwyczaj na łóżku - a to wymaga zastosowania czegoś dużeg, twardego i płaskiego w charakterze stolika, coby pisać się dało. idealnie sprawdza się w tej roli neufert, czyli Biblia Architekta. :] poza tym każdy student architektury wie, że do prostowania wielkich arkuszy brystolu najlepiej zabrać się przez zostawienie wyżej wymienionych na podłodze na dwa dni, z jednej strony przyciśniętych neufertem, a z drugiej Poradnikiem Majstra Budowlanego, tudzież Historią Architektury broniewskiego. :]
    • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

      Gość: maja 13.01.06, 17:05 Odpowiedz
      miałam żółwia kiedyś i jak chciałam żeby "pobiegał" sobie po powierzchni nieco
      większej niż terrarium, odgradzałam mu kawałek pokoju za pomocą książek z twardą
      okładką :)
    • 13.01.06, 18:11 Odpowiedz
      Z takich nieczytelniczych to jeszcze oglądanie obrazków. Jak byłem troszkę
      mniejszy to bardziej mnie to interesowało niż składanie literek.
      Teraz to samo można robić z większością gazet, wiecej tam zdjęć niż treści :-)
    • 13.01.06, 19:32 Odpowiedz
      postawka pod talerz/kubek na biurku, 'obciaznik' przy robieniu warstwowego
      ciasta (nie wiem czy sie dosc jasno wyrazam;))..
    • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

      Gość: greg 14.01.06, 00:09 Odpowiedz
      podkładka pod szklankę z napojem...alternatywna siatka do domowego ping-ponga
      • IP: 170.134.133.*

        Gość: FOXIE77 14.01.06, 00:28 Odpowiedz

        Tez suszylam kwiatki.
        Poniewaz jestem z natury porzadnicka, to trzymam je w biblioteczce,
        no i oczywiscie kolo lozka.
        Czasami pisze rachunki, czy listy na grzbietach co grubszch.

        pozdr
    • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

      Gość: pati 14.01.06, 01:45 Odpowiedz
      Harlequinem, który został po jakiejśtam lokatorce podparłam lodówkę, żeby nie
      buczała.
      Trylogią Sienkiewicza (cegła) moja mama dociskała przez kilka dni dywan, bo się
      róg zagiął.
      Najwyższa półka regału, z książkami rzecz jasna, służy mojemu kotu za
      legowisko.
      W Kuchni Polskiej (też cegła i to jaka) trzymam różne dokumenty A4, bo tylko
      tam się nie pogniotą.
      Jak byłam mała to pod tyłek wpychali mi jednotomową encyklopedię, żebym mogła
      siedzieć przy stole jak człowiek.




    • 14.01.06, 09:08 Odpowiedz
      książki były pierwszym płótnem malarskim, na którym czyniłam pierwsze wprawki w
      kierunku rozwoju talentów plastycznych.
      Bezcześciłam;)) zazwyczaj okładki i zwykle podręczniki do elektromechaniki.
      "Pana Tadeusza" czy "Zbrodnię i karę" pozostawiłam w dziewiczym, nienaruszonym
      moimi kredkami stanie.



      (szczerze mówiąc, z perspektywy nie żałuję, bo to miło po latach natknąć się na
      taki ślad dzieciństwa;)
    • IP: 82.160.104.*

      Gość: Witryna 14.01.06, 10:42 Odpowiedz
      Z nieprzydatnych już książek (skrypty z informatyki z lat 80-ych na przykład)
      można zrobić amatorski nośnik filmów animowanych. Rysuje się na marginesach
      kolejnych stron poszczególne fazy ruchu ludzika (np. biegacz przez płotki - mój
      ulubiony!) a następnie "puszcza" się te strony w szybkim frrrrr.... i ludzik
      biegnie i skacze.
      • 14.01.06, 12:20 Odpowiedz
        posiłkując się np. komentarzem do ustawy zasadniczej z roku 1952, można by
        nakręcić krótką kreskówkę indoktrynacyjną (na modłę prlowskich produkcyjniaków)
        pt. "jak Ludek, rezprezentant ludu pracujągo miast i wsi, drwa rąbał" albo coś
        podobnego..
        ;))
        • IP: *.bukowno.oskar.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl

          Gość: jenifer1 14.01.06, 12:29 Odpowiedz
          Nie będę orginalna. U mnie słownik j.polskiego i encyklopedia robią za pułeczki-
          stoi na nich wentylator. Sprawdza się, bo stoi juz 13 lat.A czasami gdy
          najdzie mnie ochota mogę sobie do nich pozaglądać...
          • 14.01.06, 15:17 Odpowiedz
            Gość portalu: jenifer1 napisał(a):

            > Nie będę orginalna. U mnie słownik j.polskiego i encyklopedia robią za
            pułeczki

            Ależ skąd!!! Jesteś bardzo oryginalna (lub orginalna, jak wolisz, jenifer1 :-))
            Pułeczki!!! To jest cudne. A nawet códne (jeśli tak wolisz :-)))
            m.
            • 14.01.06, 23:22 Odpowiedz
              znajdować inne, orYginalne zastosowanie dla książek, zwłaszcza dla encyklopedii
              i słowników ortograficznych (albo poprawnej polszczyzny), warto je otwierać,
              przeglądać, a nawet czytywać..
              ;))
    • 14.01.06, 16:15 Odpowiedz
      Nie cwiem czy już było, ale można by wykorzystać książki do korespondecji. I
      tak np. zakreslać odpowiednie słowa, zdania i kazać szukać drugiej osobie wg.
      jakiegoś tak wcześniej ustalonego klucza. Taka troszkę romantyczna zabawa...
      --
      W Jego oczach jest ogień, w moich jego iskry...
    • IP: 82.160.104.*

      Gość: Forman 14.01.06, 17:13 Odpowiedz
      Książki grają w filmach.
      Gestapo i UB zawsze podczas rewizji wywalają na środek pokoju książki z
      biblioteczek. Nie buty czy bombki choinkowe, tylko książki.
      • 14.01.06, 19:01 Odpowiedz
        > Gestapo i UB zawsze podczas rewizji wywalają na środek pokoju książki z
        > biblioteczek. Nie buty czy bombki choinkowe, tylko książki.
        I pościel. Wszelkie poszwy i poszewki na książkach niemal zawsze lądowały.

        Ale tak na fali pościelowo-łóżkowej jeszcze po głowie chodzi zgoła inne
        zastosowanie książek. Niemal erotyczne. Bierze się taką książkę, i nie czytając
        jej wcale, dotyka, głaszcze, przeżywa (może erotycznie, może nabożnie...) sam
        dotyk obwoluty i stron poszczególnych...
        To coś dla maniaków pierwodruków, a i nabożne skupienie nad książką także
        nieobce było dawnym niepiśmiennym czicielom słowa pisanego...

        Pozwolę sobie zacytować:
        ..."W nikim przecież ta książka takiego zajęcia i pociągu nie budziła jak w
        Pawle. Ilekroć brał ją w ręce, zawsze wprzód ze schyloną twarzą dmuchał na nią
        ze stron obu, końcami palców starł z niej resztki nie spędzonego przez
        dmuchnięcie pyłu, a potem na ławie usiadłszy, powoli, ostrożnie w różnych
        miejscach ją rozwierał, po drukowanych kartkach wzrokiem wodząc i czasem błogo
        uśmiechając się, a czasem z głową trzęsąc. Kwadranse niekiedy upływały mu na
        tej kontemplacji, którą zazwyczaj kończył westchnieniem i pełnym uszanowania
        złożeniem książki na miejscu."
        Pamiętacie autora? Eliza Orzeszkowa, a utwór to... Cham.
        --
        Cichy złodziej kości...
        Kryminały i sensacje
        • IP: *.orange.pl

          Gość: tyda 15.01.06, 00:57 Odpowiedz
          książki można:
          - nosić na głowie, by nabyć odpowiednią, niezgarbiona postawę;
          - podkładać pod gorący talerz z zupą, aby nie było przebarwień na stole (ale to
          te znienawidzone ksiązki:);
          - fotografować (różne ciekawe kombinacje książek)
          - używać zamiast klocków lego;
          - budować domki dla lalek;
          - używać do przechowywania zakazanych fotografii;
          - układać pod "flakowatą poduszką" jako podpórkę;
          itp. itd.
    • IP: *.crowley.pl

      Gość: aga 15.01.06, 12:07 Odpowiedz
      Jak robie domowe wafle przekładane kremami, dżemem nie ma nic lepszego jak
      wielki atlas swiata jako przygniatacz.
    • 15.01.06, 18:14 Odpowiedz
      1)wielkie parokilowe tomy do sklejania rozbitych wyrobow kamiennych, bo to
      trzeba zdrowo obciazyc na jakies 20 godzin aby klej chwycil
      2)male ksiazki w miekkich okladkach do cwiczen - spaceruje sie z taka na glowie
      po mieszkaniu
      3)do testowania ktory antykwariat nalezy popierac (jak wezma ode mnie cos czego
      juz nie chce to kupie raczej od nich a nie od konkurencji)
      4)jako tlo do robienia kotu zdjec
      5)trzymana otwarta w reku w pociagu podmiejskim do zniechecania wspolpasazerow
      do zycia towarzyskiego (ale wynik bywa odwrotny, zaleznie od wspolpasazerow)
      6)ta sama co do pociagu moze tez sluzyc do gromadzenia w nia kwitow za oplaty
      kartami w ciagu dnia (nie zapycha sie portfela)
      7)do mienia wspomnien, jakie wzbudzaja we mnie nieuchronnie kwiaty zasuszone w
      ksiazkach wiele lat temu
      8)do robienia wrazenia na wizytantach
      9)do otrzymywania ofert kupna na nowe, nieznane towary (kupuje sie ksiazke przez
      internet i zaraz potem ktos przysyla oferte np. na gadzet do drukarki albo
      bardzo fajna lampe do przypinania do biurka)
      --
      reszty nie trzeba
    • 16.01.06, 11:28 Odpowiedz
      do kładzenia na głowę, żeby dokładniej zaznaczyć ołówkiem na ścianie wzrost
      dziecka (taka domowa metoda mierzenia, zaznacza się, co jakiś czas, mierzy
      miarką, widzi jak dziecko rośnie; pewnie większość zna z własnego doświadczenia)
przejdź do: 1-100 101-119
(101-119)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.