Dodaj do ulubionych

Kulinarne inspiracje literackie

08.05.06, 21:37
własnie jem, pierwszy raz w zyciu, persimmony kupione pod wpływem Nr9Dream
Mitchella. Pamiętam, jak w szczenięcych latach oberwałam od macierzy za
eksperymenty kulinarne zainspirowane słynną Cukiernią pod Pierożkiem z
wisniami. Była także mate, spróbowana z powodu - a, jakze!- pijacych ją
litrami bohaterów Cortazara (niestety, nie trafiłam nigdzie na przepis
przygotowania, więc.. zaparzyłam i zepsułam smak).I magdalenka - jak u
Prousta, moczona w herbacie.
A wy, jakich potraw/napojów/owoców/warzyw spróbowaliscie pod wpływem
przeczytanych ksiazek?
Edytor zaawansowany
  • staua 08.05.06, 22:16
    Mate, tak samo jak Ty, z powodu "Gry w klasy". Nadal ja pije i lubie.
    Calvados - "Luk Triumfalny" Remarque'a - wielkie rozczarowanie, nie znosze koniaku, prawde mowiac,
    nie wiem, czego oczekiwalam.

    Persimmony (po francusku kaki) sa niezle, prawda? Tylko bardzo slodkie. Znam dwa rodzaje, jeden
    smakuje mi bardziej niz drugi.
    --
    People are like planets, you need a thick skin.

    Forum o Rumunii
  • formaprzetrwalnikowa 08.05.06, 22:20
    persimmony, prawde mówiac mnie rozczarowały - takie jakies nijakie- w kazdym
    razie te któe kupiłam: ani słodkie, ani kwasne.
    a wiec to 'kaki' - a! wiedziałam, ze skads znam ten kształt (tylko wtedy były
    jeszcze niedojrzałe).
    Calvados nie probowalam - ale pamietam,z e zakodowałam to jako rodzaj 'cidera'
  • Gość: margota IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 08.05.06, 23:50
    dokładnie, bo produkowany jest z jabłek. Nie nazwałabym go koniakiem. I
    rzeczywiście ta sama chęć po przeczytaniu "Łuku".
  • staua 09.05.06, 03:19
    Calvados jest definiowany jako koniak z jablek ;-) Powaznie. No, dobrze - brandy. Destylowany cider.
    Ale w zadnym wypadku nie cider!
    www.beerliquors.com/liquors/calvados.htm
    Jest duzo mocniejszy niz cider i pije sie go nie jak wino.
    --
    People are like planets, you need a thick skin.

    Forum o Rumunii
  • j_mat 09.05.06, 12:53
    staua napisała:

    > Calvados jest definiowany jako koniak z jablek ;-) Powaznie. No, dobrze -
    brand
    > y. Destylowany cider.
    > Ale w zadnym wypadku nie cider!
    > www.beerliquors.com/liquors/calvados.htm
    > Jest duzo mocniejszy niz cider i pije sie go nie jak wino.

    Słusznie. Podobnie jak niemiecki kirsch z wiśni, czy brazylijska cachaça -
    destylowana z trzciny cukrowej (nie mylić z rumem), będąca m.in. podstawą
    koktajlu o nazwie caipirinha. A wracając do calvadosu, to - również inspirowany
    Remerque'em - spróbowałem po raz pierwszy w latach 70. rodzimego produktu o
    nazwie "Złota Jesień" z (błędnym, jak się okazuje) podtytułem "wódka typu
    calvados". Z Cortazara też pamiętam bardzo dobrze yerba mate, z której to nazwy
    używany był głównie pierwszy człon (Może masz odrobinę yerby?). Yerby
    spróbowałem dopiero kilka lat temu, kiedy pojawiła się na naszym rynku, ale -
    niestety - bez należytego oprzyrządowania, może dlatego bez spodziewanego
    efektu smakowego.
    Jeśli chodzi o inne, mające literackie (może w tym przypadku to lekkie
    nadużycie) konotacje potrawy - ostatnio przyjrzałem się bliżej tekstowi słynnej
    ongiś dzięki Brendzie Lee piosenki "Jambalaya", ze zdumieniem odkrywając głębię
    zawartego w niej kulinarnego bogactwa. Począwszy od tytułowej kreolskiej
    potrawy, będącej jarzynowo-mięsno-rybno-krewetkową mieszanką na bazie ryżu
    pochodzącą z karaibskiego wybrzeża USA (Luizjana), poprzez "crawfish pie"
    (paszteciki z farszem z raków lub krabów), aż po "fillet gumbo", potrawie o
    składzie podobnym do jambalaya, ale przyrządzanej w postaci bogatego garnka, a
    nazwę swą (gumbo) zawdzięczającej przyprawie będącej odmianą hibiskusa...
  • staua 09.05.06, 16:35
    Ja probowalam Calvadosu we Francji i i tak mi nie smakowal - w Prowansji co prawda, nie w Normandii,
    moze to blad...
    Yerba Mate dopiero sprobowalam w zeszlym roku, w Brazylii, z odpowiednim oprzyrzadowaniem i
    przywiozlam sobie zapasik :-)
    I bardzo lubie suszona kielbase, od dziecka uwielbiajac piosenke z "Dzieci z Bullerbyn": "Kawalek
    kielbasy dobrze obsuszonej" - spiewalam ja sobie na wlasna melodie...
    --
    People are like planets, you need a thick skin.

    Forum o Rumunii
  • mayen 09.05.06, 10:42
    Persimmony/kaki jadłam we Francji podane tak - schłodzony plaster kaki, na to
    lakka smietana (taka jak do tortilli)albo niekwaśny jogurt naturalny i na to
    kropka konfitur - pyszne, nie czuje się, że kaki jest właściwie nijakie.
    Co do calvadosu, też mi się kłania Remarque. Miałam w domu butelczynę, znaczy
    rodzice mieli :). Wiedziałam już jak smakuje (doceniłam go dopiero teraz a ŁUk
    i inne jego książki czytywałam 10 lat temu w liceum), ale moja koleżanka nie :).
    Akurat obie byłyśmy swieżo po lekturze i nudziła mi , ża ach calvados, jak ona
    chętnie napiłaby się calvadosu :). No to jej nalałam ukradkiem kielonka :)
    Powiedziała mi później, że było to największe rozczarowanie życiowe :), tak
    wykrzywionej miny nie miała nigdy :)
    Nie wiem, co sobie wyobrażałyśmy, ale ostatnio nabyłam trunek, który pewnie
    bardziej by nam przypasował - Manzanitę o smaku jabłkowym - słodkie i lekkie :)
  • Gość: noboru IP: *.intranet.opi / *.opi.org.pl 09.05.06, 08:31
    Mate tak, ale jak dla mnie za ostra jazda. Ja wyszukuję w książkach przepisy -
    kiedys kopalnią odkryc była dla mnie Jeżycjada (ciasto ze śliwkami!!!), teraz
    chociażby wyśmienity kurczak z "Pantery w piwnicy" (a jak opisane jego
    przygotowywanie, mniam) i mnóstwo receptur komisarza Carvalha u Montalbana...
  • Gość: stellita black IP: 68.23.100.* 16.05.06, 23:55
    Ryby: Rybka – Rybak – 20 luty - 20 marzec- jaja po chinsku.
    Szlachetne zdrowie, bez jaja się nie obywa, nie tylko kurze, często przepiórcze
    uzywa, a jako chinski afrodyzjak zalecone bywaja żółtka lecz od bialek
    oddzielone. Ubijamy te zoltka z miodem i w naczyniu umieszczonym we wrzatku,
    powoli, dolewając po trosze wisniaku z początku; sprawdzajac nasycenie wonnym
    aromatem czas zagotowac krotko te miksture zatem, trzymac polplynna całość pod
    mocnym przykryciem, gdy ostygnie, smakowac; Chińczykom ta mikstura daje nowe
    zycie! -
  • ydorius 09.05.06, 01:03

    tak, mate jak najbardziej i oczywiście pod wpływem Cortazara, ale w warszawskich
    samych fusach nie mogę doprosić się 'mocnej mate'. Raz piłem taką, że mi serce
    kołkiem stanęło w poprzek i miałem wizje: objawił mi się sens istnienia oraz
    wyjaśnienie kręgu w stonhedge, niestety nic nie pamiętam ;-) i do tej pory
    próbuję powtórzyć to doświadczenie.
    Prócz tego mityczny absynt zapoczątkowany - wybacz Brain - przez 'komu bije
    dzwon', gdyż zafascynowało mnie cóż to za napój walony był szklanicami przez
    Roberta Jordana..?

    Jadalnych i nietrujących rzeczy niestety nie pamiętam, prócz jakiś sezonowych
    fascynacji :-)

    m,
    .y.

    --
    What is home without Pinezka's Potted Meat?
    Incomplete.
    Pošto ja ne znam puno o sovama, pisaću o životinji koju znam. To je krava.
  • eeela 09.05.06, 11:40
    Po pierwsze absynt jedzie anyzkiem i piolunem potwornie i jest przez to nie do
    picia. Po drugie absynt produkowany dzisiaj nie ma juz niegdysiejszych
    wlasciwosci halucynogennych, ktore czynily go tak slawnym. Zatem nie polecam
    inspirowac sie w tym kierunku :-)))

    --
    Daj sie ugryzc
  • ydorius 09.05.06, 12:35

    hehe.
    dlatego też ino kiep pija absynt w czechach robiony, który nie ma nic wspólnego
    z zieloną wróżką. Polski absynt produkowany przez wytwórnię wódek 'Koneser' ma
    tak śladowe ilości tujonu, że człowiek prędzej zdenaturuje sobie całe białko w
    organizmie nim będzie miał jakąś wizję.
    Prawdziwy smakosz sam robi absynt, nie dodając doń anyżku (tfu) i patrząc tak na
    oko, że coś mało tego piołunu i dodając go dwa razy więcej. Prawdziwy smakosz
    następnie dosładza ów absynt dwa razy mniej niż w przepisie, bo nie chce
    przecież, by wyszedł mu ulepek. Wreszcie prawdziwy smakosz próbuje swojego
    absyntu, a następnie testuje go na znajomych. Upewniwszy się, iż u znajomych
    absynt również wywołuje niepokojące bóle serca i że z trudem mogą w ogóle
    przełknąć tę kwintesencję gorzkości, prawdziwy smakosz wylewa trujący absynt do
    kibla ;-)
    Oto, co robi prawdziwy smakosz! :-P

    m,
    .y.

    P.S. Prawdziwy smakosz miał również kilka innych genialnych pomysłów, wśród
    których prym wiedzie wykorzystanie dwóch Cameli Mild jako surogatu herbaty.

    --
    What is home without Pinezka's Potted Meat?
    Incomplete.
    Pošto ja ne znam puno o sovama, pisaću o životinji koju znam. To je krava.
  • eeela 09.05.06, 12:39
    Hyhy, piekne, smakoszu :-)
    Ja pilam absynt raz, na poludniu Francji. Saczac przez cukier, bo tak mi
    powiedziano, ze nalezy robic. Przez cukier czy nie, swinstwo to okropne ;-)

    ad p.s. Ze co prosze???

    --
    Daj sie ugryzc

    GDZIE JEST ZABA???
  • ydorius 09.05.06, 13:14

    ad. ps:
    O, to długa historia - rzekł ydorius, sadowiąc się wygodnie, opierając swój
    wydatny brzuch piwosza o stół i podkręcając wąsa. Zająwszy strategiczną pozycję
    i przyciągnąwszy uwagę słuchaczy chrząknął i rozpoczął:

    Zdarzyło się pewnego razu, że złożony ciężką chorobą zwaną snobizmem, pijałem
    mate w ilościach hurtowych. Na tyle hurtowych, że udało mi się postawić na nogi
    gospodarkę Argentyny, która do czasów mojego pijania mate była nawet nie w
    zapaści, lecz wręcz w śmierci klinicznej. Pijałem mate rano, w południe,
    wieczór, a nawet przez sen, wykorzystując ukra... zdobytą cudem kroplówkę. Tak
    właśnie było. Cera ma nabrała ciekawego popielatozielonego koloru i zacząłem
    słyszeć kolory. Ale ja nie o tym.
    Otóż zaparzając kiedyś mate na zakładzie pracy (a konkretnie w kuchni) zderzyłem
    się z opinią, która wychynęła z ust jakiś najwyraźniej mi nieprzyjaznych, że
    jakby trochę tytoniem jedzie. Znaczy, że pachnie, mate najukochańsza, tytoniem
    właśnie. Przyzwyczajony do tego, że różne dziwne rzeczy pachną tytoniem (i nie
    mam na myśli ubrań na przykład, rankiem po wyjściu z klubokawiarni, lecz wino na
    przykład) postanowiłem zeryfikować hipotezę, która niestety ulągła mi się pod
    czaszką: skoro pachnie jak tytoń, to może tytoń smakuje jak mate?
    Ponieważ od nałogu tytoniowego Pan mnie ustrzegł, wydębiłem od brata dwa Camele
    Mild. Potem było już z górki. Rozkruszyłem, wsypałem do kubka, zaparzyłem pod
    przykryciem i wystudziłem. Dla kurażu wychyliłem kilka kieliszków wódki i
    łyknąłem duszkiem kubek naparu.
    Nie muszę dodawać, że następne godziny prawdziwy smakosz spędził nasłuchując
    odgłosów dobiegających z otchłani muszli klozetowej? :-)

    m,
    .y.

    P.S. Nie była to próba samobójcza. Nazwałbym to raczej nieposkromioną chęcią
    poznania z jednoczesnym upośledzeniem instynktu samozachowawczego :-)

    --
    What is home without Pinezka's Potted Meat?
    Incomplete.
    Pošto ja ne znam puno o sovama, pisaću o životinji koju znam. To je krava.
  • eeela 09.05.06, 14:06
    Piekna opowiesc. Ja rowniez cierpie na czesto trudno poskramialna chec poznania,
    ale tym razem uwierze ci chyba na slowo :-)

    --
    Daj sie ugryzc

    GDZIE JEST ZABA???
  • Gość: heh IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.06, 12:52
    prawdziwemu smakoszowi polecam suszoną różę w fifce jako substytut dwóch cameli
    ;) wrażenia nie do opisania ;)
  • ydorius 17.05.06, 11:06

    jeśli zdarzy się prawdziwemu smakoszowi, że znów mu palma odbije, to z całą
    pewnością niejedną różę spali :-)
    Albo tulipana.
    Albo gerberę.
    Jest tak wiele możliwości trafienia do annałów nagród Darwina ;-)

    m,
    .y.

    --
    What is home without Pinezka's Potted Meat?
    Incomplete.
    Premier M - manekin pis
  • olszaa 17.05.06, 20:24
    :) już lepsza ( smaczniejsza i skuteczniejsza) piołunówka :)
  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.06, 08:13
    Pigwóweczka własnej ROBOTY, po lekturze Pilipiuka. Od dwóch lat param się jej
    produkcją i błogosławię autora ;-)))
  • grater 09.05.06, 08:21
    Ewa-proszę, bardzo proszę o przepis na tę pigwóweczkę-mam je na działce, ale
    nie bardzo wiem jak ją wykorzystać.Bardzo, bardzo dziękuję-mam nadzieję,że
    skorzystam.Pozdrawiam.
  • aniol74 09.05.06, 09:35
    Ja rowniez po Luku triumfalnym spijalam calvados, ach co to byly za wakacje!
  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.06, 09:38
    Rzuć maila - prześlę recepturę w wolnej chwili.
  • beatanu 09.05.06, 09:58
    formaprzetrwalnikowa napisała:

    > A wy, jakich potraw/napojów/owoców/warzyw spróbowaliscie pod wpływem
    > przeczytanych ksiazek?

    To było tak dawno temu, że nie jestem pewna źródła inspiracji... Ale po głowie
    kołata mi się "I ty zostaniesz Indianinem" Wiktora Woroszylskiego, książka
    czytana ponad trzydzieści lat temu (A może to było "Gdzie jest Cyryl"? A może
    jeszcze coś zupełnie innego?)

    W każdym razie tam pojawiły się surowe płatki owsiane z surowym mlekiem
    (podobno na angielską modłę). Surowe mleko pijałam pasjami (do dziś robi mi się
    mdławo na samą myśl o paskudnych kożuchach) ale z surowymi płatkami owsianymi
    smakowało... tak sobie. (Uwaga: Wtedy, na początku lat siedemdziesiątych, nie
    istaniały jeszcze w Polsce płatki kukurydziane, musli i takie tam inne, teraz
    oczywiste:)

    Później dłuuuugo nic. I dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych, pod wpływm
    uroczo brytyjskich powieści kryminalnych Amerykanki Elisabeth George, zaczęłam
    doceniać smaki i smaczki whisky...

    Innych grzechów nie pamiętam :)
  • jottka 09.05.06, 11:39
    beatanu napisała:

    > To było tak dawno temu, że nie jestem pewna źródła inspiracji... Ale po głowie
    > kołata mi się "I ty zostaniesz Indianinem" Wiktora Woroszylskiego, książka
    > czytana ponad trzydzieści lat temu (A może to było "Gdzie jest Cyryl"? A może
    > jeszcze coś zupełnie innego?)


    to jest na pewno z 'i ty zostaniesz indianinem':) ale ja to zapamiętałam jako
    wcielenie cudzoziemskiego kretynizmu, bo nie znosze tego białego w żadnej postaci

    a poza tym dlaczego pani george i tylko whisky? oni tam różne rzeczy popijają i
    zajadają, a np. na rozgrzewkę to brandy - albo herbatę z cukrem i mlekiem, błe
  • beatanu 09.05.06, 12:17
    jottka napisała:
    > to jest na pewno z 'i ty zostaniesz indianinem':)

    Ha! Dzięki za potwierdzenie przypuszczeń mętnie z dzieciństwa zapamiętanych.

    > a poza tym dlaczego pani george i tylko whisky?

    Bo herbatę z mlekiem piję od... odkąd pamiętam (ale bez cukru!) A brandy jakoś
    mi nie podchodzi, chociaż nie jestem pewna, czy tego napitku też nie
    spróbowałam pod wpływem opowieści o dzielnej parze Lynley-Havers :)
  • jottka 09.05.06, 12:24
    nieno, whisky to ewentualnie lynley, havers woli piwo:) a st.james na
    uspokojenie wlewa w deborah brandy

    za to helen nie umie gotować, a w 'missing joseph' (jest po szwedzku na
    allegro:) lynley, przerażony wizją śniadania wg helen, wykazuje sie i robi
    jajecznice z anchois i czarnymi oliwkami
  • beatanu 09.05.06, 12:48
    jottka napisała:
    > za to helen nie umie gotować, a w 'missing joseph' (jest po szwedzku na
    > allegro:) lynley, przerażony wizją śniadania wg helen, wykazuje sie i robi
    > jajecznice z anchois i czarnymi oliwkami

    Łojezusieńku, Ty tak wszystkie książki dokładnie pamiętasz? "Missing Joseph"
    czytałam chyba dziesięć lat temu, pamiętam w bardzo zamglonych zarysach, i
    wiem, że to jedna z lepszych z całej serii. Ale takie szczególiki?
    Zaimponowałaś mi okrutnie Jottko!
  • staua 09.05.06, 17:21
    To bylo na pewno "I ty zostaniesz Indianinem" (tej drugiej ksiazki nie znam): PORYCZ! W ogole ksiazka
    genialna, gry hazardowe "Rozbojnik" i "Maly Rozbojniczek" oraz tata ukladajacy zawodowo krzyzowki...
    --
    People are like planets, you need a thick skin.

    Forum o Rumunii
  • Gość: czekolada IP: *.pat.krakow.pl 09.05.06, 11:14
    Musierowicz i Chmielewska - obie wydały osobne tomiki z przepisami
    wystepujacymi w innych swoich ksiazkach- i z tychze kucharskich ksiazek wiele
    wyprodukowałam , oj wiele :)
    oczywiscie tez wszystkie przepisy z Cukierni pod Pierożkiem..., a jakis czas
    temu , no, ladnych pare lat temu - tvp nadawala program dla dzieci z przepisami
    na podstawie literatury - były i z ani z Zielonego Wzgorza i z mitów - tez
    produkowalam potrawy
  • agnieszka_azj 09.05.06, 11:35
    Ten program był na podstawie innej książki pani Musierowicz "Całuski pani
    Darling" z przepisami inspirowanymi literaturą.
    Te przepisy są tutaj:
    serwisy.gazeta.pl/edukacja/0,51819.html
    --
    Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki
    Mały pokój z książkami - mój blog o książkach dla dzieci i młodzieży
  • martajotka 09.05.06, 11:52
    no tak, Musierowicz i Compton z "cukiernia pod Pierożkiem", poźniej też
    Siesicka (przez dziurkę od klucza"), Moze nie bylo impresji ale na pewno
    glodnialam czytajac Klub Pickwicka,
    POtem "literatura kulinarna" czyli Kuchnia pełna cudów i Kuchnia pełna
    niespodzianek...
    no i próby blin na podstawie literatury rosyjskiej...
  • eeela 09.05.06, 11:45
    Dziecieciem bedac zaczytalam na amen "Wesole przygody Robin Hooda" Howarda
    Pyle'a. Tam weseli rozbojnicy bez przerwy racza sie chlebem, kregiem sera i
    piwem w tak radosny i entuzjastyczny sposob, ze prosty ten posilek urastal w
    mojej wyobrazni do uczty bogow, niezaleznie od tego, ze - bedac jeszcze
    nieswiadoma historii kulinarnej Wysp Brytyjskich - zawsze wyobrazalam sobie w
    tym miejscu bialy twarog :-)

    --
    Daj sie ugryzc
  • Gość: Zshire IP: *.oracle.co.uk 09.05.06, 14:58
    Jak mowa o inspiracjach literackich Wyspami Brytyjskimi to do dzis pamietam
    jedzony w parku moj pierwszy Cheshire (dla niezorientowanych taki angielski
    kruszacy sie, twardy bialawy ser) zagryzany jablkiem. Czulem sie jak hobbit
    wedrujacy przez Shire
  • icegirl 09.05.06, 12:07
    "Smażone zielone pomidory" - z tyłu było kilka przepisów. Kilka z nich
    wypróbowałam. Przepisu na tytułową potrawę jeszcze nie... Ale się przymierzam :)

    --
    Blog reklamowy
    icegirl
  • mamarcela 09.05.06, 12:11
    A "Przepiórki na płatkach rózy" - jedna wielka synestezja!
    --
    SWAOFŻ stanowczo domaga się powrotu Pelagii i Pelagiusza!
  • ben-oni 09.05.06, 12:38
    Pod wpływem Latynosów (Roa Bastos, Cortazar, Borges) piję już stale yerba mate.
    No i nie gardzę Pastisem odziedziczonym po Francuzach z St.Germain.
    --
    ...Centrala nas ocali...
  • mamarcela 09.05.06, 12:47
    kulinarny eksperyment dziesięcioletniej mamarceli pod wpływem
    lektury "Opowieści Szidikura" (basnie tybetańskie) - herbata z masłem i solą.
    Masło co prawda nie było z jaka, ale i tak eksperyment można zaliczyć do mocno
    nieudanych.
    P;-)
    --
    SWAOFŻ stanowczo domaga się powrotu Pelagii i Pelagiusza!
  • agnimi 09.05.06, 13:29
    ja smażyłam pomidory, wprawdzie nie na podstawie ksiązki a filmu.
    a wdzieciństwie próbowałam surowych ogórków z miodem - nie pamiętam jaka to
    ksiązka, ale niezłe takie ogóreczki
  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.06, 13:39
    W kwestii ogórków z miodem - nie była to czasem książka Zofii Krauzowej "Rzeki
    mojego życia"? W jednym z pierwszych rozdziałów autorka opisuje dom rodzinny
    jeszcze w Kijowie, gdy służąca przynosiła świeżutki, pachnący, chrupiący chleb
    wojskowy (przehandlowany nie pamiętam już za co) i opisywała kto z czym to
    jadł. O ile mnie pamięć nie myli, tam właśnie wypłynęły między innymi świeże
    ogóreczki z miodem. Przyznam, jeszcze z tym nie eksperymentowałam....
  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.06, 15:42
    kuchnia.o2.pl/przepisy/obiekt_int.php?id_p=4326
    Ja robię m.in. wg tego przepisu. Jest boska w smaku ;-))).
  • Gość: konishiko IP: 134.76.70.* 09.05.06, 17:13
    Ogorki z miodem pojawily sie tez w jakiejss ksiazce dla mlodziezy, ktora cztalam
    w latach 80-tych. Nazywalo sie to bodajze "Glowa na tranzystorach" i czyjsc
    wujek je pasjami jadal. Sprobowalam, ale bez wujka nie bylo to samo...

    Poza tym jestem dosc oporna w wyprobowywaniu ksiazkowych przepisow, od lat
    tylko, pod wplywem "Diuny" Herberta, pijam kawe z cynamonem, czasem z imbirem,
    kardamonem i w ogole z czym popadnie. Zaczelam na dlugo, zanim te wynalazki
    dotarly do naszych kawiarni, budzac zdziwienie rodziny ;)
  • Gość: MJ IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.05.06, 19:20
    bylo o ogorkach na pewno w "ucho od sledzia"
  • Gość: karo IP: *.mnc.pl 16.05.06, 15:19
    Panny z Wilka serwowały też ogórki z miodem u Iwaszkiewicza.

    Do yerby nieodłączne Gauloise'y, szmuglowane w czasach, kiedy nie było ich
    jeszcze na poskim rynku, zza granicy, do tego bez filtra, dobry Boże!
    Absynt przez dziurawą łyżeczkę, z Baudelaire'a, Verlaine'a, Rimbauda.
    Nieudane eksperymenty ze "Złotą jesienią", żeby wreszcie spróbować calvadosu,
    cydr przy okazji też, chociaż nie pamiętam, z jakiej to książki?
    A tequila i mescal spod wulkanu, anyone?
  • beatanu 09.05.06, 16:15
    mamarcela napisała:
    > kulinarny eksperyment dziesięcioletniej mamarceli pod wpływem
    > lektury "Opowieści Szidikura" (basnie tybetańskie) - herbata z masłem i solą.

    Ojej, ja też dzieckiem będąc czytałam te baśnie i dokładnie pamiętam herbatę z
    solą (choć nie miałam odwagi eksperymentować), łzy wyciskająca opowieść o
    miłości niespełnionej i o tym jak drzewa rosnące przy grobach kochanków
    splatały się gałązkami po obu brzegach rzeki ale skąd ta sól w herbacie
    herbacie???
    No ale masła za nic sobie nie przypominam. Masz te baśnie w domu Mamarcelo,
    coby sprawdzić?

    Beata sentymentalna...
  • mamarcela 09.05.06, 16:40
    Niestety nie mam, Beato, ale z tego, co wiem, ma je nasza droga koleżanka A.
    Natomiast koleżanka N. ma Marcina spod Dzikiej Jabłoni - pamiętasz?
    P:-)
    --
    SWAOFŻ stanowczo domaga się powrotu Pelagii i Pelagiusza!
  • beatanu 09.05.06, 16:44
    mamarcela napisała:

    > Niestety nie mam, Beato, ale z tego, co wiem, ma je nasza droga koleżanka A.
    > Natomiast koleżanka N. ma Marcina spod Dzikiej Jabłoni - pamiętasz?
    > P:-)

    To zwrócę się do koleżanki A.
    A marcina nie kojarzę zupełnie, a już na pewno nie spod dzikiej jabłoni :(
  • mamarcela 09.05.06, 16:42
    A masło z mlaka jaka w herbacie to po prostu przysmak tybetański. Parę dni
    temu czytałam w jakims Zwierciadle sprzed roku, że oni tak do dzis piją.
    Przynajmniej na wsiach.
    P:-)
    --
    SWAOFŻ stanowczo domaga się powrotu Pelagii i Pelagiusza!
  • olszaa 17.05.06, 20:16
    ja nie pod wpływem literatury ale po znajomości z kumplem z Mongolii. Grunt by
    herbata zielona była soli tak akurat, a w wersji lżejszej może być mleko :)
  • morgen_stern 09.05.06, 13:28
    Hmmm, lektura tego wątku wywołała we mnie przyjemne wspomnienia...
    Była taka książka dla młodzieży, polska, o takim przyjemnym domku, a właściwie
    mieszkaniu, gdzie babcia gotowała różne pyszności i karmiła nimi między innymi
    wygłodniałych studentów :-)) Pamiętam, że to były proste rzeczy, coś jak placki
    ziemniaczane i pasty na kanapki, ale głodna byłam zawsze okrutnie przy tej
    książce. Bardzo sympatyczna książeczka.
    Ktoś kojarzy?
    Nie pamiętam ani tytułu, ani autora...

    --
    Sehnsucht versteckt / Sich wie ein Insekt / Im Schlafe merkst du nicht / Daß es dich sticht
  • Gość: mimblunia IP: 217.97.139.* 09.05.06, 14:18
    To byla książka Siesickiej "Przez dziurkę od klucza" Po prostu pyszna
    ksiązka :-)
  • Gość: Gabi IP: *.nencki.gov.pl 09.05.06, 14:31
    ... i również u mnie wywoływała burczenie w brzuchu ;-)
  • Gość: ula IP: 80.55.156.* 09.05.06, 14:46
    a ja z tej książki wykorzystałam przepis na naleśniki, z dodaną odrobinką oelju
    (do ciasta) i posmarowaniem patelni skóką od słoninki
  • Gość: alicja25 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.06, 13:38
    wino z gruszką "uwięzioną" w butelce pod wpływem mojej ulubionej książki
    Wiliama Whartona "Spóźnieni kochankowie" mmmmmmmm delicje, długo się naszukałam
    ale było warto...
  • Gość: aniam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.06, 14:11
    nerka smażona na maśle po "Ulissesie" Jamesa Joysa
  • olszaa 17.05.06, 20:19
    :) ja tez sie naszukałam :)

    A kto szuka znajdzie :)
  • b_a_l_b_i_n_k_a 09.05.06, 14:10
    Marqueza.
    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Najpiękniejsza Kasia na świecie
  • b_a_l_b_i_n_k_a 09.05.06, 15:23
    No może nie aż z takim namaszczeniem jak bohater :-))

    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Najpiękniejsza Kasia na świecie
  • Gość: Szynszyl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.06, 14:47
    Po "Czarodziejskiej górze" T. Manna- ochota mnie brała na portera-ach ten
    ciemny
    napój o właściwościach leczniczych... Do tego "Maria Mancini" oczywiście.
    Nerka "nadpalona" jest chyba też niezła.
  • Gość: joanna IP: *.gtconnect.net 09.05.06, 16:32
    Cudowne i kolorowe! Ksiazke pamietam, nie mysle jednak zeby byla tlumaczona na
    polski.
  • mamarcela 09.05.06, 16:53
    u mnie w każdy czwartek. Tylko trzeba uważać, zeby nie przedawkować.
    :-)
    --
    SWAOFŻ stanowczo domaga się powrotu Pelagii i Pelagiusza!
  • agnieszka_azj 09.05.06, 17:10
    Kiedy czytałam "Czekoladę" J. Harris, to oczywiście chodziła za mną czekolada w
    dowolnej postaci.
    Pod wpływem książek Astrid Lindgren zaczęłam piec pierniczki na choinkę razem z
    dziećmi.
    "Pod słońcem Toskanii" F. Mayes i "Dziennik toskański" Tessy Capponi Borawskiej
    wywoływały imperatyw gotowania czegokolwiek z kuchni włoskiej - z braku innych
    możliwości mogło byś to spaghetii z sosem ze słoika ;-)))

    Z "Cukierni pod pierożkiem" zrobiłam kiedyć chrupki czekoladowe i oczywiście
    eksperymentowałam z surowymi płatkami owsianymi pod wpływem "I Ty zostaniesz
    indianiem". Wyjątkowe paskudztwo ;-)))
    --
    Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki
    Mały pokój z książkami - mój blog o książkach dla dzieci i młodzieży
  • stara_raszpla 09.05.06, 17:36
    Michał Choromański,
    którego bohater mawia, że "kuchnia to muzyka kameralna, jakieś struny... może
    flet i fortepian, ale żadne bębny lub trąbki!
    w książce ( ale której? może "Różowe krowy i szare skandalie"? )

    - kawa parzona z odrobiną gałki muszkatołowej - genialne...

    i musaka - już czytając się obśliniłam,

    no i pory duszone w masełku! w masełku! - to ważne!

    mniam...
  • Gość: charyzmatek IP: *.pools.arcor-ip.net 15.05.06, 22:45
    No tym temacikiem to wiekszosc forumkow i kulinarnych i pseudo-literacko-
    intelektualnych sie od lat karmi. Beeeee puszcze pawia, zeby sie nie struc
    strawa to bowiem watpliwa i przeterminowana.
  • Gość: miroN IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 16.05.06, 11:53
    ja po lekturze Vernona Sullivana (wcielenia kryminalnego Borisa Viana) zacząłem
    pijać rum z sokiem pomarańczowym - of kors Bacardi ciemne z jasnym pomieszane
    i do tego właśnie sok pomarańczowy i lód;
    wczoraj skończyłem czytać Sen numer 9 i też mam ochotę na kaki;

  • Gość: zazzu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.06, 12:05
    kiedy czytalam "rajski ogrod" hemingwaya, caly czas mialam ochote zjesc to co
    bohaterowie ksiazki - jajka na miekko, ryby, alkohole.. wylacznie pod wplywem
    hemingwaya probowalam roznych rzeczy: piwo touborg (nie daj sie tumanic piwu
    touborga), absynt...
    jak wiadomo, hemingway w swej mlodosci przesiadywal u gertrudy stein i
    konsumowal produkty sporzadzone przez alicje toklas. miedzy innymi lubil
    podobno naleweczke z czarnych porzeczek i malin... zdobylam przepis (proporcje
    podawane w uncjach itd) i wykonalam - w zyciu nie pilam czegos pyszniejszego.
  • Gość: adamik IP: *.owg.pl 16.05.06, 14:55
    a czy możesz podać przepis na tą naleweczkę - przyznam aż mi slinka pociekła bo
    uwielbiam wszelkie potrawy z czarnymi porzeczkami :))
  • Gość: stellitta black IP: 68.23.100.* 16.05.06, 23:57
    Wodnik – Wodniczka 21 styczeń – 19 luty - sledzik w groszku
    Wodniczkom aura sprzyja, humor nie na raty, gdy dodaja do jaj owoce morza albo
    chociaż marynaty. Z marynat śledzik bywa przystawki wynikiem, owijamy nim jajko
    bez łupinki, jak szalikiem, układamy je w sosie z dodatkiem musztardy lub
    majonezu, śledzik nie może być twardy! Można ozdobic groszkiem zielonym,
    selerem, można pietruszke uzyc i posypac serem. Przystawka, poprzedzając
    pierwsze danie musi smak zaostrzac, lekkoscia i kolorem kusic. Do przystawki,
    kto lubi a miewa na stole, uzyc moze bezwonne, biale alkohole.-
  • olszaa 17.05.06, 20:21
    poidziel się przepisem (nawet w uncjach :) )
  • Gość: wodniczka IP: *.krakow.agora.pl 16.05.06, 13:37
    A czy kos czytuje tu przygody komisarza Montalbano i sosy z sardeli
    przyrzadzane przez Adelinę? Smażone małe rybki?

    A Donna Leon i zona Brunettiego? Wszelkie te melanzane i gicze, dziwne zielsko
    i słodycze z włoskich cukierni a spaghetti alle vongole, jedzone z teściem...

    Zoe Valdes i opisy kuchni z Kuby....
  • Gość: madzia IP: *.64.76.83.cust.bluewin.ch 16.05.06, 19:33
    Na pewno mnostwo tego bylo, bo i jedzenie i ksiazki sa moimi pasjami, ale
    najbardziej pamietam Calvados sprobowany pod wplywem "Luku triumfalnego
    Remarque'a. Pozdrawaiam wszystkich
  • i.nes 16.05.06, 21:16
    Calvados z "Łuku", a jakże! :)
    Czytając "Pod słońcem Toskanii" F. Mayes natknęłam się na taki szybki przepis,
    gdzieś między dialogami, na smażone zielone pomidory. Próbowałam czytać dalej,
    ale tak zawładnęły moją wyobraźnią, że musiałam iść do kuchni :) Zielonych nie
    miałam, ale z czerwonych też wyszły super :)))

    --
    Life's a journey, not a destination.
  • olszaa 17.05.06, 06:52
    pierwszy był calvados, potem likier z gruszka w butelce po "spóźnionych
    kochankach", potrawy z ksiązek kucharskich: musirerowicz + chmielewska + jane
    austin + mickiewicz :) no i przepiórki w płatkach róży ;)
  • maitri 17.05.06, 13:37
    Ja obecnie inspiruje sie glownie alkoholowo:po przeczytaniu autobiografii S.de
    Beauvoir i kilku ksiazek Anais Nin wstapila we mnie diabelska ochota aby
    sprobowac koktailu Gin Fizz-pamietam swoj pierwszy w jakiejs malej knajpce w
    Tuluzie,w czasie wymiany z francuskim liceum.Pare lat temu opowiadanie
    Topora "4roze dla Lucienne"zrobily na mnie takie wrazenie,ze bez wahania
    wysuplalam horrendalna jak na studencka kieszen sume i zakupilam bourbona "Four
    Roses",ktory notabene okazal sie dla mnie i dla wiekszosci
    wspolbiesiadnikow "niepijalny".Fascynacje zywieniowe przejawialam za to w
    mlodosci i tak:kotlety baranie i chleb z pasztetem po ksiazkach
    E.Nesbith,cukierki slazowe i suszona kielbasa po "Dzieciach z Bullerbyn",plum
    pudding z "Ani z Zielonego Wzgorza" i bliny z wisniami wyczytane w jakiejs
    rosyjskiej czy ukrainskiej basni.Pamietam jak znudzona moim narzekaniem mama
    sciagnela skads przepis i wyprodukowala ten slynny pudding.
    --
    L'enfer n'est pas toujours sous terre...
  • francesca12 17.05.06, 14:03
    Nie wiem, czy już było, czy nie, ale ja polecam
    Calvados, który pili Ravic i Joanna w "Łuku triumfalnym" Remarque'a.


    --
    Keep the Moment
  • olszaa 17.05.06, 20:12
    ja miałam wrażenie że od colvadosu większość zaczynała :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.