Dodaj do ulubionych

Karl Gjellerup a Stephen King

27.07.03, 16:29
Na wakacje zabrałem ze sobą m.in. "Młyn na wzgórzu" Karla Gjellerupa (czym
poprawiłem o jedno oczko swój wynik w czytaniu klasyki; bo Karl Gjellerup,
jakby ktoś nie wiedział, to noblista z 1917 r., a sam "Młyn na wzgórzu"
wymieniony jest na liście najważniejszych dzieł literatury światowej
w encyklopedii PWN-u).

Na pierwszy rzut oka skrzyżowanie "Chłopów" i "Dzieci z Bullerbyn", ale już
po pierwszych parudziesięciu stronach okazuje się, że jest to thriller,
jakiego nie powstydziłby się Stephen King. Przy niektórych fragmentach wprost
nie mogłem się oderwać od lektury, tak bardzo chciałem się jak najszybciej
dowiedzieć, co będzie dalej. I zdziwiło mnie to, bo porywając się na książkę
napisaną blisko sto lat temu, nie oczekiwałem aż takich "nowoczesnych" emocji.
Jestem przekonany, że "Młyn na wzgórzu" przypadłby do gustu miłośnikom Kinga
i nawet nie przeszkodziłoby im archaiczne słownictwo jak "kiedy niekiedy",
"niepomiernie" albo "przewdziać" (a które mnie się akurat bardzo podobało).
Przy czym o ile Kinga po kilku książkach można "poznać" i na tej podstawie
dość celnie typować rozwój wydarzeń, o tyle Gjellerup jako wolny od
Kingowskich schematów pozostaje zagadką do samego końca.

Przy okazji kilka kąśliwych słów pod adresem Wydawnictwa Poznańskiego, które
niniejszym dołączam do mojej listy wydawnictw oszczędzających na korekcie.
Niestety.

--
Piętro wyżej
Edytor zaawansowany
  • Gość: HIV IP: *.ismedia.pl / 192.168.0.* 22.08.03, 00:35
    aż przeczytam młyn, bo jak ktoś mówi, że coś, chociaż dorównuje Kingowi, to
    już jest dobre. A jak mówią, że coś lepsze od Kinga to...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka