Dodaj do ulubionych

przereklamowane ksiązki

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.07, 17:34
Numer jeden to ZBRODNIA I KARA.

Nie wiem, jak ta powieść mogła tak "wysoko" zajść?

Od samego poczatku bohater jest max niewiarygodny.
Obserwuj wątek
        • she8 Re: przereklamowane ksiązki 26.11.07, 21:59
          Tylko "Polka"? Wszystkie książki tej pani to przecież nie
          literatura. Stąd też próby przekwalifikowania się do polityki. Swoją
          drogą, nawet nie wiem, czy udane? Mam nadzieję, że nie.Bo jeśli
          działalność miałaby być taka jak "dzieła", to mój boszsz.
          • agatta7 Re: przereklamowane ksiązki 27.11.07, 10:15
            Dzięki kobietom o takiej mentalności jak Twoja, TA PANI, a z nią
            wiele innych kobiet, nie może mieć należytego wpływu na swój los.
            Pisząc o czyjejś twórczości: "Wszystkie książki tej pani to przecież
            nie literatura" warto to chociaż w niewielkim stopniu uzasadnić.
            • she8 agatto, 27.11.07, 12:55
              A na jakież to decyzje dotyczące mego życia będę miała wpływ dzięki
              TEJ PANI?Decyduję o wszystkim ,co go dotyczy (życia) sama lub z
              najbliższymi.
              A argumenty dotyczące "dzieł"- prosze bardzo: Wątek erotyczny - po
              prostu śmieszny, niesmaczny, by nie rzec obrzydliwy, inne wątki -
              mało interesujące, żeby nie powiedzieć beznadziejne. Dłużyzny.
              Monotonia. Próba szokowania, też nieudana,choć grafomania też
              szokuje. To o "Polce'.A to coś, co skleciła TA PANI wespół z mężem?
              Tragedia. Tyle.Przeczytałam kilka pozycji chcąc doszukać się choć w
              jednej z nich czegoś, co sprawi,że uznam TO za literaturę, niestety -
              bezskutecznie.Pozdrawiam obie PANIE i Pana (męża) może też.
              • agatta7 Re: agatto, 27.11.07, 14:02
                Decyduję o wszystkim ,co go dotyczy (życia) sama lub z
                najbliższymi...

                No, niekoniecznie. O wielu sprawach dotyczących i Ciebie decyduje
                jednak męski parlament.
                • she8 Re: agatto, 27.11.07, 14:41
                  Nie mam złych doświadczeń z mężczyznami, wręcz przeciwnie, ufam im:)
                  A jeśli ktoś chce walczyć o prawa kobiet, jest tyle miejsc na
                  świecie, gdzie może się realizować.U nas ta "walka" ma polegać na
                  m.in. wyrówaniu wieku emerytalnego. Dziękuję, ja właśnie to uważam
                  za wojnę. Przeciw kobietom.
                  • lucusia3 Re: agatto, 28.11.07, 15:53
                    A mnie to wyrównanie nie przeszkadza. Lubię chodzić do pracy i chcę mieć wyższą emeryturę. Dla mnie to jest sprawiedliwe, bo nie chce być traktowana jako "sprawna inaczej", czy biologicznie nastawiona na bycie opiekunką do dzieci swoich, czy też dzieci swoich dzieci.Ja chce o sobie decydować w nie mniejszym, ale i nie większym stopniu niż decyduje o sobie mój mąż. To mi wystarczy.
                    Tyle na temat rónouprawnienia.
                    A co do książek - ja stawiam na "Dziennik Bridget Jones". Nie dam rady, przereklamowana nuuuda i komunały.
                    • Gość: Eva do lucusia IP: *.126.101-84.rev.gaoland.net 28.11.07, 16:19
                      niestety, w życiu nie ma równouprawnienia, bo kobieta zawsze będzie
                      kobietą, a mężczyzna mężczyzną. Mają oni różne role w życiu do
                      spełenienia i natury nie da się oszukać. Kobieta jest biologicznie
                      nastawiona do bycia opiekunką swoich dzieci, ponieważ jest to zgodne
                      z naturą. W ten sposób wychowuje się zdrowe i zaspokojone
                      emocjonalnie przyszłe społeczeństwo.
                      Kobieta musi mieć wolność wyboru, ale ta szalona walka o
                      równouprawnienie czasami obraca się przeciw kobietom.
                      Ważniejsza jest walka o możliwość bycia w pełni kobietą.
                      • lucusia3 Re: do lucusia 29.11.07, 09:56
                        To, że nie ma równouprawnienia, tonie znaczy, że ma gonie być. Nie wiem czemu takie osoby jak Eva upireaja się, że dlatego, że pewne elementy fizjologii miezy pojedynczymi osobnikami się róznią, to osobniki te MUSZĄ coś robic czy tez nie robić. Kobieta jest biologicznie nastawiona na ciążę i karmienie niemowlęcia. Własnego. MoŻe sobie tez jakieś przygranąć. Jednak nie ma absolutnie żadnych praw biologicznych, ktore skazywałyby samiczkę (że sie tak wyrażę) na opiekę nad niemowlęciem gdy ma ona lat powiedzmy 57. Nie jej niemowlę, nie jej sprawa. Niemowle ma swoja matkę,żeby sie nim zajmowała.
                        Mało tego matka, matką, ale jest jeszcze ojciec, z ogromnym upodobaniem przez wiele matek-polek umniejszany jako wychowawca dziecka do granic patologii.
                        Bardzo mi przykro, ale znakomita większość dzieci (płci obojga) wychowywanych wyłącznie przez matki, bez prawdziwych i konstruktywnych wzorców męskich - nawet jeżeli ojciec jest w rodzinie, ale odsunięty (odsuwającyc się) absolutnie na margines to jednostki czesto niedojrzałe, zakompleksione albo wręcz przeciwnie agresywne, nie potrafiący pewnie funkcjonować w społeczeństwie. KAŻDE badanie psychologiczne wykazało, że dzieci mające zdrowy i dobry kontakt z ojcem (i z matką) wyrastały na osoby szczęśliwsze i odnoszące sukcesy sprawiające im samym zadowolenie. Bardzo rzadko występują tu ludzie, którzy chcą komuś coś "pokazać" czy spełnic "marzenie mamusi, która zawsze chciała być np. pianistką, ale... i zawsze pragnęła dla swojego maleństwa jak najlepiej, więc żeby mu było to jak najlepiej to musi robić o co mamusia prosi".
                        tak więc nie ma żadnej "szalonej" walki o równouprawnienie, za to , mam wrażenie,jest szalona walka gnuśnych bab o prawo do oglądania dziesiątków seriali i siedzenia w domu z czystym sumieniem, że są heroicznymi matkami-polkami, strzegą ogniska domowego i wychowują "zdrowe społeczęństwo" - najpierw sadzając je przed telewizorem, jak przychodza koleżanki na kawę, a potem go broniąc przes zgubnym wpływem propagandy reklam, wyrzucając dzieci na czas serialu z pokoju.
                • Gość: zz Re: agatto, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.07, 17:11
                  Męski parlament? Macie takie same prawa wyborcze- może życzysz sobie zasady
                  parytetu?Ja od siebie dodam, że również jesteście dyskryminowane
                  na większości wydziałów Politechniki Warszawskiej- większość kadry i studentów
                  to ci wstrętni faceci, w armii to samo
          • rikol Re: przereklamowane ksiązki 28.11.07, 13:57
            Gretkowska jest znakomita pisarka. Wielu szczekalo na nia, poki Czeslaw Milosz
            im z reki szabelki nie wytracil, uznajac publicznie wartosc jej literatury. W
            Polsce nie wypada sie spierac z noblista, szczegolnie w jego specjalnosci.

            Maslowska tez jest swietna, widac, jak bawi sie jezykiem, tworzy nowe
            konstrukcje gramatyczne.

            Natomiast Coelho to szczyt kiczu.

            Warto by odroznic, co 'wielka literatura jest' od osobistego gustu. Malo kto
            czyta dla przyjemnosci Slowackiego czy Kochanowskiego, a z cala pewnoscia sa to
            skarby kultury polskiej.
            • fathom Re: przereklamowane ksiązki 28.11.07, 19:13
              Wielu nadal będzie szczekać, bo całe szczęście nie zdanie nobliwego
              noblisty decyduje o wielkości pisarza. Pisarstwo Manueli ani
              wielkie, ani nie wielkie, po prostu pisarstwo. Większym problemem
              jest to, że w Twojej opinii w Polsce nie wypada się spierać z
              noblistą. Ależ wypada:) Noblista też człowiek, w wyborach też
              kieruje się gustem. Gretkowską zweryfikuje czas, po prostu.
              Właśnie Słowackiego powinno się czytać dla przyjemności, a nie
              wtłaczać w ludzi na lekcjach w liceum, że wielki. Taki tutejszy
              sposób na naukę - w szkole powiedzą - to wielki, noblista
              powiedział - to święte. Dla przyjemności Słowacki jest wielki. To co
              wielkie, nie musi być łatwe w odbiorze, zrozumiałe dla większości,
              tylko nieść pewne wartości. Taki banał:)
              A Coelho to szczyt kiczu, święta prawda.
          • zdanka1 Re: przereklamowane ksiązki 03.12.07, 11:52
            Tylko "Polka"? Wszystkie książki tej pani to przecież nie
            > literatura

            Bo "Polka " w założeniu jest raczej dziennikiem. I uwazam, ze dość udanym
            dziennikiem. W kazdym razie Nie lubię Gretkowskiej jako eseistki, pisarki,
            polityczki - ale nie przeszkadza mi to twierdzić, ze "Polka" jest ksiązką dobrą
            i poniekąd , potrzebną . Ona odkłamuje ciążę i macierzyństwo - czy to nei
            zabawne swoją drogą, ze w zasadzie nie ma w ogóle zadnej takiej pisarki w
            Polsce, która odwazyłaby się i musiała to zrobić Gretkowska? Nie wiem dlaczego,
            ale uwazam, ze ta ksiazka jest chyba jej jedyną szczerą ksiażką - w ogóle to
            wymaga jednak nieco siły, zeby nie pozwolić sobie ukraść jezyka do tej tematyki,
            a jej sie udało. Ale i tak resztę półki Gretkowska mozna spokojnie podpalić:P
            --
            nie ma wybawców, którzy wiodą tłum
            nie ma wybawców, którzy zbawią nas
            jest tylko układ wrogich sił
    • assimus Re: przereklamowane ksiązki 27.11.07, 12:50
      Na boga, co to za słowo "przereklamowana"?!!! Dostojewski to pisarz
      filozoficzny. Z niego wzięła się cała literatura światowa 20
      wieku.Łączył powieść brukową z filozofią.Poruszał kwestię niewolenia
      kobiet. W "Biesach" zanalizował powstawanie totalitaryzmu i jest to
      ciągle aktualne. Dostojewski nie może być "reklamowany"
      czy "przereklamowany"!Ale macie słownictwo.Dostojewski to nie
      jogurt. Do świata "reklamy" nie należał, nie należy i nie będzie
      należał.
      • Gość: fanta Re: przereklamowane ksiązki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.07, 13:47
        Sorrry, ale jeśli to jest "na plus" ze łączył literaturę brukową z
        wysoką, to chyba musimy uznać, że jest to kryterium na poziomie
        formy a nie tresci.

        A treść jest kompletnie niewiarygodna - wierzysz w to, że
        Raskolnikow zabił, żeby"sprawdzić siebie"? Nie ma mowy! Już taka
        LALKA prusa jest 10 razy lepsdza od całego Dostojewskiego!
        • assimus Re: przereklamowane ksiązki 27.11.07, 14:15
          Jest to dzieło filozoficzne,a więc wierzę. Rzecz dzieje się
          w "wyższej rzeczywistości", jak to określał Dostojewski,zresztą
          napisano o tym stadiony rozpraw (wspaniałych, filozoficznych -
          trzeba odrobić to zadanie domowe). Nie zabił, "żeby się sprawdzić"
          (to jakaś serialowa leksyka!), tylko aby z woli autora w warstwie
          filozoficznej dokonała się idea życia w świecie, gdzie "wszystko
          jest dozwolone". Tu mowa o granicach wolności, nie zaś o tym, że
          ktoś się sprawdza z zabijania. To jest literatura, a nie jedynie
          książka.Dziś jest to aktualne. Mamy presję źle użytej zasady, że
          anything goes. Samozwrotność zasady: jeśli wszystko jest dozwolone,
          to wolno mi głosić, że nie wszystko jest dozwolone.Jeśli nie wolno
          mi tego głosić, to żyję w reżimie.Obecnie leszek Kołakowski tak
          właśnie dopowiedział Dostojewskiego, zwracając uwagę na
          samozwrotność zasady. Ja wiem, że dziś w Polsce moda na
          relatywizowanie starych mistrzów. Np. Sieniewicz w "Rebelii"
          zrelatywizował Dostojewskiego - Raskolnikowa zamienił w Raskolnicę,
          która zabija jakiegoś faceta. To znaczy, że Sieniewicz idzie po
          linii najmniejszego oporu - lekko traktuje postać Raskolnikowa,
          pozbawia otoczki filozoficznej. No i lu, modnie jest. Potem reklama,
          przereklama, itede.Ja tego nie lubię i mam do tego prawo. Dla mnie
          czytanie relatywizująccych książek to dopiero strata czasu. Proszę o
          brak osobistej urazy w tych sprawach, lubienia czegoś, świadomości
          czegoś, itede.
        • Gość: Kwadryga Dostojewski krzepi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.07, 19:41
          Myślę, że świat już wydał już ocenę Dostojewskiemu: tenże wystawił sobie pomnik
          trwalszy od spiżu bez względu na to, czy wam sie to podoba czy nie. Sam fakt, że
          dziś o nim rozmawiamy, człowieku, który umarł tak dawno. Czy za sto lat będzie
          ktoś wiedział co to Dan Brown, Coelho? Marka odkurzacza? A sprawdzanie się
          poprzez popełnianie grzechu, zbrodni, jest na porządku dziennym...
      • aiczka Re: przereklamowane ksiązki 28.11.07, 14:35
        Wiesz, tu chyba chodzi o "przereklamowanie" w innym sensie. Mówimy o reklamie
        nie tylko w kontekście ogłoszeń telewizyjnych czy prasowych. Czasami mamy na
        myśli wszelkie świadectwa zachwalające kogoś/coś - wypowiedzi znajomych,
        nauczycieli, najrozmaitsze przekazy medialne, które do czegoś zachęcają. Są
        autorzy i dzieła, których "wszyscy polecają", o których czytamy w podręcznikach,
        leksykonach, opracowaniach jako o wspaniałych artystach/dokonaniach. Nastawiamy
        się na obcowanie ze "sztuką przez duże S". Niełatwo sprostać takim oczekiwaniom,
        więc często jesteśmy rozczarowani. Dobrze, jeśli nie dochodzimy do wniosku, że
        dostaliśmy "twórczość przez duże TFU". Czujemy, że przekazy, które zachęciły nas
        do zapoznania się z tym czy tamtym były nazbyt pochwalne, czyli że zjawisko jest
        przereklamowane.
      • danek5 Re: przereklamowane ksiązki 28.11.07, 14:44
        Zgadzam się w całej rozciągłości!
        O przereklamowaniu możemy mówić dopiero, gdy literatura stała się towarem rynkowym.
        Na szczęście arcydzieło to nie to samo co bestseller (książka modna)!
        Poza tym wartość książki to jej trwanie w czasie i umysłach pokoleń (czytaj
        historii).
        Jestem ciekawa, ile kolorowych produktów literackopodobnych będzie znanych za
        ok. 50-80 lat?
        O "Zbrodnię i karę" się nie lękam.
        Pozdrawiam
        • lucusia3 Re: przereklamowane ksiązki 28.11.07, 15:59
          Ja też, bo jak już coś wlezie na piedestał, to nawet wołami tego nie ściągną." X wielkim poetą był" - obowiązuje nie tylko w Polsce i nie tylko w stosunku do różnych romantyków. Za X naprawdę wszystko można wstawić. Także Dostojewskiego. Mimo, że często "nie wzrusza".
    • Gość: mała mi Re: przereklamowane ksiązki IP: *.ghnet.pl 28.11.07, 13:18
      Do sięgnięcia po KATEDRĘ W BARCELONIE i KLUB DANTEGO zachęciły mnie właśnie
      reklamujące plakaty. Zdrowy rozsądek podpowiadał, żeby nie kupować, ładne
      okładki i sloganowe hasła zapowiadały wizję zatopienia się w średniowiecznej
      Hiszpanii i tropienia zagadek przeszłości ... KLUB zmęczyłam cały, KATEDRĘ do
      połowy i nadziwić się nie mogę, ze tak daleko mi sie udało to przeczytać :)W
      KATEDRZE raził kiepski język, naciągana, chaotyczna fabuła, przeplatana tysiącem
      wątków, byle tylko zapełnić kolejne strony, w KLUBIE brak pomysłu na całość.
      Oczywiście, książki te mogą sie podobać, jednak po całym zamieszaniu wokół
      nich, spodziewałam się czegoś więcej.
      PZDR
    • Gość: Maverick Re: przereklamowane ksiązki IP: *.gaz.zabrze.pl 28.11.07, 13:20
      Mój numer 1: Harry Potter. Popularność serii opiera się na niewiarygodnej
      promocji. Wpompowali kupę kasy by wyciągnąć jeszcze więcej. Czytanie tego jest
      "trendy" więc każdy biegnie do księgarni by nie zostać w tyle. Sama treść to
      połączenie pomysłów z wszystkich gatunków fantasy, z czego powstał totalny
      chaos. Kto sięgnął by po to gdyby nie "wspaniałe" ekranizacje?
    • duszka71 Samotność w sieci - szczyt grafomanii 28.11.07, 13:30
      ta "kultowa " pożal się Boże powieść oparta na sentymentalnych
      bzdurach...tragedia goni tragedię , byłam zażenowana poziomem ale czytałam by
      móc ocenić w pełni - seria nieszczęść w końcu zaczęła mnie bawić do rozpuku ...
      taki niby męski autor (cybernetyk , rybak dalekomorski ) a poziom panienki z
      kiepskiej pensji.Gniot.
    • tanczacy.z.myslami "Buszujący w zbożu" 28.11.07, 14:01
      Złapałem te ksiażkę, bo tyle dobrego o niej słyszałem i od dawna się zabierałem.
      Ale nuuuda...
      I do tego ten tytuł... Oryginał to "Catcher in the rye". Bohater myślał sobie,
      że chciałby być takim łapaczem (catcherem) który stoi w zbożu i łapie ludzi,
      którzy biegną przez zboże w kierunku przepaści. A tym czasem w polskim tytule
      jest "Buszujący..." a nie "Łapiący..." to że niby co? Że to raczej jego trzeba
      by ratować przed upadkiem a nie on, bo nikogo nie uratuje? Kto jakoś zrozumiał
      tę książkę, niech mi łaskawie wytłumaczy :)
      Chyba, że to taka historia z tłumaczeniem jak "Les miserables" = "Nędznicy"?
      --
      Człowiek wszystko w życiu zniesie, z wyjątkiem jajka ;)
      • Gość: szatek Re: "Buszujący w zbożu" IP: *.bj.uj.edu.pl 28.11.07, 17:34
        "Buszujący w zbożu" to opowieść o dojrzewaniu i towarzyszącej mu
        samotności i strachu przed światem. Dziś może wyglądać, jak całkiem
        sympatyczne czytadło, ale w pruderyjnych latach 50tych język książki
        i niektóre zaware w niej wydarzenia(np. kontakty nastolatka z
        prostytutką) dla wielu były skandaliczne.No ale przez ostatnie pół
        wieku libertynizm poczynił wielkie postępy i jak kogoś coś ma
        szokować, to raczej będą to "Ślepe Tory" Irvina Welscha - coś, przy
        czym "Buszujący" to przecież niewinna czytanka dla dzieci. Smaczku
        tej książce dodaje fakt, że niejeden psychopatyczny seryjny morderca
        w Stanach czytał ponoć tą książkę w kółko. Zresztą , jeśli chcesz
        zapoznać sie z profesjonalną recenzją "Buszującego", wpisz po prostu
        ten tytuł w googlach :)


        pzdr
    • adellante1 Gnioty wszechczasów 28.11.07, 14:22
      Kosiński i jego bochomazy, miłosz* ze swoimi wypocinami przepełnionymi pogardą
      do Polski i wszystkiego co polskie.


      *miłosz wg autora postu pod zadnym względem nie zasługuje na wielka literę
      --
      =============
      "...bo ja postepowy i nowoczesny jestem!! Babie tak samo jak chłopu po pysku
      przylac mogę!"
      • zuq1 Re: Bilblia 28.11.07, 14:42
        Jest na odwrót. Biblia jest genialna ogólnie, ma tylko słabsze
        fragmenty. W sumie nie dziwi mnie, że wpisał się tu jakiś wróg Boga,
        który myśli(?), że pożarł wszystkie rozumy.
        • pantach Re: Bilblia - podyskutujmy o meritum, 28.11.07, 15:30
          Puszczam płazem obelgi. Ciekaw mnie tylko jak uzasadnisz zdanie "w
          sumie nie dziwi mnie, że wpisał się tu wróg Boga". Dlaczego Cię nie
          dziwi? I co? Że się wpisał, czy, że "tu", czy co?

          Moim zdaniem przereklamowane są wszystkie księgi święte a więc i
          Biblia i Koran i Wedy , bo nie konstruują innego lustra dla
          człowieka, niż tylko odzwierciedlenie pragnienia, by istniał Ktoś,
          kto załatwi za nich sprawy.
          Te ksiągi ustanawiają fałszywą alternatywę dla poszukiwania prawdy,
          piękna i dobra. Nawet nie bronią się specjalnie, jako dobre
          kryminały, to raczej thrillery klasy "c". Mam prawo do takiego
          zdania i mam prawo je wypowiedzieć na przykład na tym forum. Całe
          szczęście gwarantuje mi to konstytucja.
          Pozdrawiam fana Biblii i zwracam uprzejmą uwagę, że w kontekście
          jego upodobań i wierzeń sformułowanie "bliźni" byłoby bardziej na
          miejscu, niż wróg. Z całej reszty się śmieję. Pa

          Poza nielicznymi niewątpliwie literacko genialnymi fragmentami, jak
          na przykład "Pieśń nad pieśniami" Biblia jest zlepkiem powielonych
          wcześniejszych pogańskich wierzeń, z tym że, jak to bywa w remakach,
          znacznie spłyconym.
          • Gość: anita Re: Bilblia - podyskutujmy o meritum, IP: *.gmrecords.pl 28.11.07, 15:55
            bez przesady - raczej nie zdarza się, żeby ktoś uznawał całą Biblię
            za arcydzieło:)
            i to nie tylko ukojenie pragnienia, by istniał ktoś, kto załatwi
            sprawy za nich (kogo?).
            To też poradnik, jak przeżyć w klimacie Bliskiego Wschodu:)
            To również poszukiwanie mądrości, jak zresztą wszystke święte
            księgi. Z jednej strony produkt swoich czasów, z drugiej
            ponadczasowe rozważania. W pewnym sensie Biblia to powieść totalna:)
            pozdro
          • zuq1 Re: Bilblia - podyskutujmy o meritum, 28.11.07, 16:07
            No pantach, pojechałeś po bandzie. 1. Biblia broni się sama, nie
            jest przereklamowana. Ktoś może twierdzić, że jest "zła", ale nie
            jest tak, że to pragnienie aby istniał "Ktoś", jest samym
            pragnieniem. Bo po prostu Bóg istnieje. No chyba, że uważasz, że
            świat "sam" sobie powstał ot tak, na strzał z palca, przez "Wielki
            Wybuch" i że w materii skoncentrowanej w kulce wielkości piłki do
            golfa istniały miliardy gwiazd itd. Życie też powstało samo z
            siebie, w drodze czarodziejskich dotknięć różdżki bogini Ewolucji...
            Co do tych słów, które Cię obraziły - już Wolter twierdził, że
            Biblia jest passe, tyle, że to jakiś kłamczuch był który o
            współczesnej Polsce wypowiadał się jako autorytet, choć nigdy w niej
            nie był i dostarczał tym argumentów dla jej rozbiorów przez carycę
            Kasię II. Nie dziwi mnie, bo Biblia i chrześcijaństwo jest atakowane
            od 2000 lat przez Rzymian, "biskupów Rzymu", racjonalistów,
            ateistów, komunistów, nazistów, islamistów itd. I czemu miałaby
            być "fałszywą alternatywą dla poszukiwań prawdy, piękna i dobra"?
            Jezus powiedział, że jest drogą prawdą i życiem, że jedynie dobry
            jest Bóg a kobieta ma być piękna przez dobre uczynki a nie strojenie
            się (ap. Piotr). I tak jest wg Ciebie źle? Sorry, jeśli
            sformułowanie "wróg" Cię obraża, jednak w Biblii czytamy zarówno o
            bliźnich, jak i "wrogach krzyża Chrystusowego" (ap. Paweł). Skoro
            więc dla Ciebie Pismo Św. nie jest święte a tylko "zlepkiem
            pogańskich wierzeń", to jesteś wrogiem Boga, nawet jeśli brzmi to
            politycznie niepoprawnie. Zwróć też uwagę, że Biblia to blisko 70
            różnych ksiąg pisanych na przestrzeni wielu setek lat przez 40
            różnych
            autorów a zachowują jedną linię, po pisali pod Bożym natchnieniem.
            • pantach Re: Bilblia - podyskutujmy o meritum, 28.11.07, 16:30
              1. "No pantach, pojechałeś po bandzie. 1. Biblia broni się sama"
              Co to znaczy"broni się sama", nie podlega dyskusji?
              2. "nie jest przereklamowana" - jakiś argument?
              3. "po prostu Bóg istnieje" - po prostu Bóg nie istnieje - zdanie co
              najmniej tak samo uprawnione.
              4. "No chyba, że uważasz, że świat "sam" sobie powstał" - w
              przeciwieństwie do Ciebie nie wiem, jak powstał świat. Nie wierzę
              tylko w świadomy projekt.
              5. "Co do tych słów, które Cię obraziły " - żadne Twoje słowa mnie
              nie obraziły, choć niektóre źle świadczą o TObie.
              6. Nie powoływałem się na Woltera.
              7. "Nie dziwi mnie, bo Biblia i chrześcijaństwo jest atakowane
              > od 2000 lat" podobnie jak każde inne wyznanie, przez wyznania
              konkurencyjne na jakimś obszarze. Błędne koło i fatalne skutki
              wierzeń magicznych.
              8. "Jezus powiedział" - nie wierzę w Jezusa.
              9. "czemu miałaby
              > być "fałszywą alternatywą dla poszukiwań prawdy, piękna i dobra"?"
              Bolokuje te poszukiwania obok świata.
              10. "jedynie dobry jest Bóg" - to przekichane, kiepski świat mu
              wyszedł zatem.
              11. "kobieta ma być piękna przez dobre uczynki a nie strojenie
              > się" - dobre uczynki są OK, zgoda, strojenie się też, a w
              niektórych uzasadnionych sytuacjach nawet rozbieranie się :-)
              12. "Sorry, jeśli sformułowanie "wróg" Cię obraża" - nie obraża
              mnie, obraża Ciebie.
              13. "w Biblii czytamy zarówno o bliźnich, jak i "wrogach krzyża
              Chrystusowego". Nie spodziewam sę niczego innego po tej księdze
              pełnej sprzeczności. Swoją drogą "wróg krzyża" można odczytać
              jako "przeciwnik karania śmiercią za poglądy" :-)
              14. "Skoro więc dla Ciebie Pismo Św. nie jest święte a
              tylko "zlepkiem pogańskich wierzeń", to jesteś wrogiem Boga" - nie
              mogę byc wrogiem bytu, którego nie ma, zuq1! No gdzie Twoja
              błyskotliwość?


              Zuq1 , teraz poważnie. Ja nie chcę Cię wcale obrażać. Po prostu nie
              uznaję Twojego poglądu na świat za swój, wszystko.
              Chciałem Ci tylko zwrócić uwagę, że punktem wyjścia do dyskusji jest
              rezygnacja z relacji "oświecony" - "błądzący". Trzeba zacząć od
              rzeczy, które wspólnie uznajemy i dopiero wtedy pytać o ich
              pochodzenie.

              A, jeszcze Księga Mormona - prawie w każdym hotelu, no czy to nie
              jest nachalna promocja? Z biblią to samo :-)

              Weź to na zimno:-)
              Pozdrawiam
              • zuq1 Re: Bilblia - podyskutujmy o meritum, 28.11.07, 17:04
                No i dobrze. Ty masz swoje poglądy a ja mam swoje, jednak nie możesz
                twierdzić, że:
                1. Biblia nie broni się sama - tą argumentacją zacząłem i
                skończyłem. Powstała po Bożym natchnieniem, choć napisana przez
                ludzi.
                2. zmienia ludzkie życie w pozytywny sposób - moje i milionów ludzi
                na przestrzeni wieków.
                3. "Mówi głupi w sercu swoim: nie ma Boga" - w którymś z psalmów
                4. Jeśli nie świadomy projekt, to wielki wybuch. 3. możliwość: nie
                wiem (Pantach)
                5. Przecież sam żeś napisał, że "puszczasz płazem obelgi".
                6. Ale Wolter z równą zajadłością zwalczał Biblię i Boga.
                7. Nie każde i nie na każdym terenie. To chrześcijanie dziwnym
                trafem wszystkim przeszkadzają.
                8. Nie wierzysz w Jezusa - pisali o Nim także historycy jak
                Plutarch, Józef Flawiusz i inni. A w Homera i Cezara wierzysz?
                9. bo blokuje te poszukiwania? A co to znaczy? W czym chcesz tych
                wartości szukać?
                10. No tak, bo człowiek wiedział lepiej. Tak jak Ty wiesz wszystko
                lepiej.
                11. no comments
                12. nie, nie obraża mnie, nazywam rzeczy po imieniu
                13. "pełnej sprzeczności" - nie ma takowych. "wróg krzyża" - ale
                kontekst mówi o wrogach wiary Chrystusowej a nie o sprzeciwie co do
                kary śmierci.
                14. Jeśli nie jesteś wrogiem "bytu, którego nie ma", to coś się tak
                zacietrzewił?
                15. Co do ks. Mormona, przeglądałem ją kiedyś. Jakaś straszna
                pomyłka.
                • pantach Re: Bilblia - podyskutujmy o meritum, 28.11.07, 17:27
                  zuq1 napisał:

                  > No i dobrze. Ty masz swoje poglądy a ja mam swoje, jednak nie
                  możesz
                  > twierdzić, że:
                  > 1. Biblia nie broni się sama - tą argumentacją zacząłem i
                  > skończyłem. Powstała po Bożym natchnieniem, choć napisana przez
                  > ludzi.

                  To nie jest argument tylko teza. Moim zdaniem fałszywa.



                  > 2. zmienia ludzkie życie w pozytywny sposób - moje i milionów
                  ludzi
                  > na przestrzeni wieków.

                  No, na przykład Prusów, Jadźwingów, Indian, Giordano Bruno i
                  innych...

                  > 3. "Mówi głupi w sercu swoim: nie ma Boga" - w którymś z psalmów

                  Teza. Brak argumentu.

                  > 4. Jeśli nie świadomy projekt, to wielki wybuch. 3. możliwość: nie
                  > wiem (Pantach)

                  Może wielki wybuch, może pierwsza osobliwość, może milion innych
                  opcji, na które jeszcze nie wpadliśmy i być może nigdy ich nie
                  odkryjemy.

                  > 5. Przecież sam żeś napisał, że "puszczasz płazem obelgi".

                  No pewnie, przecież Cię lubię :-)


                  > 6. Ale Wolter z równą zajadłością zwalczał Biblię i Boga.

                  Gdzież mi do Woltera, ale dziękuję!!!

                  > 7. Nie każde i nie na każdym terenie. To chrześcijanie dziwnym
                  > trafem wszystkim przeszkadzają.

                  Teza. Brak argumentu. Ale jeśli byłoby tak rzeczywiście, to może się
                  tym "wszystkim" jakoś szczególnie narazili...

                  > 8. Nie wierzysz w Jezusa - pisali o Nim także historycy jak
                  > Plutarch, Józef Flawiusz i inni. A w Homera i Cezara wierzysz?

                  Wierzysz w Muminki? Pisała o nich Tove Janson

                  > 9. bo blokuje te poszukiwania? A co to znaczy? W czym chcesz tych
                  > wartości szukać?


                  I tu jest pole do właściwej dyskusji. Obiecuję kiedyś ją podjąć. Nie
                  mogę obiecać, że z Tobą.

                  > 10. No tak, bo człowiek wiedział lepiej. Tak jak Ty wiesz wszystko
                  > lepiej.

                  Teza. Brak argumentu. Moim zdaniem fałszywa.
                  > 11. no comments

                  Nie lubisz...?

                  > 12. nie, nie obraża mnie, nazywam rzeczy po imieniu

                  Owszem, używanie w stosunku do kontradwersarza słowa "wróg" źle o
                  Tobie świadczy, możnaby powiedzieć, że sam się obrażasz takim
                  sposobem "argumentowania".


                  > 13. "pełnej sprzeczności" - nie ma takowych.

                  Nie jestem biblistą. Ale porównaj choćby tylko 4 ewangelie. Porównaj
                  starotestamentowe przykazanie "jeśli ktoś rękę na dom twój, rodzinę
                  lub bydło podniesie - zabij" (cytuję z pamięci) z przykazaniem "nie
                  zabijaj" itd., itd.

                  "wróg krzyża" - ale
                  > kontekst mówi o wrogach wiary Chrystusowej a nie o sprzeciwie co
                  do
                  > kary śmierci.

                  To tylko taka przewrotna prowokacja :-). Oczywiście. Przy czym
                  sprostowanie - nie mówiłem o karze śmierci w ogóle tylko o karaniu
                  śmiercią za poglądy (np. Jezusa).

                  > 14. Jeśli nie jesteś wrogiem "bytu, którego nie ma", to coś się
                  tak
                  > zacietrzewił?

                  Kochany, gdzie to moje zacietrzewienie? Ja was - wierzących
                  ubóstwiam! Kto by mi dawał na tacę :-)

                  > 15. Co do ks. Mormona, przeglądałem ją kiedyś. Jakaś straszna
                  > pomyłka.

                  Pełna zgoda!
                  • zuq1 Re: Bilblia - podyskutujmy o meritum, 29.11.07, 08:04
                    Możemy tak jeszcze lata całe. Ale ja tylko co do punktu 2, bo jak
                    widać, ciągle pokutuje przekonanie, że "nawracanie" pogan siłą w
                    średniowieczu miało coś wspólnego z chrześcijaństwem, które wypływa
                    z Biblii. Otóż nie miało. Chrystus nakazał uczniom "głosić Dobrą
                    Nowinę i czynić uczniami wszystkie narody", ale to co robili
                    Krzyżacy nie było przecież działalnością misyjną lecz stricte
                    polityczną. W czasach Łokietka podczas najazdów na Polskę też
                    prowadzili taktykę spalonej ziemi. Opowiedzenie się za Chrystusem
                    jest zawsze dobrowolne a chrzest niemowlaków nie włącza ich
                    bynajmniej do Kościoła, lecz jest złamaniem podstawowej zasady z
                    Nowego Testamentu, że najpierw jest wiara a potem chrzest.
                    • Gość: radical82@gazeta.p Re: Bilblia - podyskutujmy o meritum, IP: 212.160.172.* 29.11.07, 09:24
                      Dyskusja Pantach vs. Zuq1 - najciekawszy wątek tego forum !!!!!! A wręcz
                      najlepsza wymiana poglądów jaka ostatnią czytałem :) Gratuluję, mimo odmienności
                      poglądów, dyskukusja na Wysokim Poziomie, bez żadnych obelg, wyzwisk. Argument -
                      kontrargument. Rzeczowo, grzecznie, mądrze, CIEKAWIE !!
                      Tylko podziwiać i tak trzymać. Szacunek dla tych dwóch Osób.
                      Mocno Pozdrawiam :)
    • Gość: radical Re: przereklamowane ksiązki IP: 212.160.172.* 28.11.07, 15:49
      Xenna moja miłość. Reklamowana jako pierwsza polska powieść punkowa. Żenada na
      całej linii. I tylko wkurzenie zostaje że taki konformistyczny dupek słuchał
      dobrych kapel i tylko dlatego nazywał siebie punkiem. P*** pozer !! A sceny
      erotyczne - chyba z wampa przepisane + niespełnione marzenia dorastającego
      małolata ( np.: akcja z szampanem). Totalna beznadzieja. Stracone 25 zl. Szkoda,
      że nie można domagać się zwrotu kasy, jeśli książka nie spełniła Twoich
      oczekiwań ;).

      A lepszą i milion razy bardziej punkową książka jest choćby Jak zostałem
      pisarzem Stasiuka.
    • pether_23 "Gra w klasy" Cortazara i Biblia. 28.11.07, 16:20
      1. "Gra w klasy" Cortazara - książka, którą zachwycają się
      pseudointelektualistki o odchyleniach lewicowych, a która w gruncie rzeczy jest
      czystym bełkotem.

      2. Biblia. Chyba, że w przekładzie Czesława Miłosza, wtedy przynajmiej język
      ciekawy (rzecz jasna o ile ktoś czytuje dzieła tylko dla użytego w nich języka -
      ja tak, czasami).

      Zresztą co tu dużo gadać: "(...)festyn krótkich nadziei, zgromadzenie pysznych,
      turniej garbusów, literatura” - co Wy na to?

        • pether_23 Spieszę z odpowiedzią. 28.11.07, 16:49
          1. Nie dasz na nią złego słowa powiedzieć? To nie daj :)

          2. Co jest złego w pseudointelektualistkach? A co jest złego w pseudokibicach?
          Wciąż to samo: to nieszczęsne -pseudo.

          3. Poglądy lewicowe? Poglądy prawicowe? Wszystko dlatego, że centrum odśrodkowe.

          4. Czytałem, ale nie przeczytałem - po prostu nie dałem rady. 30% mam jednak za
          sobą. Starczy do oceny, czasem więcej nie trzeba.

          5. Maga, o ile pamiętam fabułę, była - wybacz kolokwializm - dziwką, a do tego
          brakowało jej piątej klepki. Co w tym fajnego?
      • fathom Re: "Gra w klasy" Cortazara i Biblia. 28.11.07, 19:35
        A bzdury piszesz. Żadne pseudointelektualistki o odchyleniach
        lewicowych, skąd takie toto wytrzasnąłeś? Co ma powieść o powieści
        do ochyleń lewicowych? Przeczytałeś, jak kolega gdzieś
        wyżej "Proces", czekając na zakończenie? To jest książka o
        literaturze, o próbie odnajdowania się w rzeczywistości
        postmodernistycznej. O wielu innych rzeczach. Żaden bełkot, może
        najpierw się nieco zapoznaj z historią i teorią literatury... Ale
        oczywiście możesz nie mieć ochoty. Całe szczęście, nie muszisz:)
        • pether_23 Spieszę z odpowiedzią. 28.11.07, 20:12
          >pseudointelektualistki o odchyleniach lewicowych, skąd takie
          >toto wytrzasnąłeś?

          Sam wymyśliłem :) Zgrabnie powiedziane, nie?

          >Co ma powieść o powieści do ochyleń lewicowych?

          Korelacja. Fascynacja "Grą w klasy" jest skorelowana z fascynacją lewicą,
          hipisami, pseudointelektualizmem itp. To tylko moje obserwacje, ale (na wypadek
          jakbyś nie zauważyła) mój post miał charakter nieco prowokacyjny.

          >przeczytałeś, jak kolega gdzieś wyżej "Proces", czekając na >zakończenie?

          Kafka jest w piątce moich ulubionych pisarzy - więc się domyśl czy w ogóle
          cokolwiek robie jak "kolega z góry".

          >może najpierw się nieco zapoznaj z historią i teorią literatury

          Jestem tylko prostym chłopakiem, który przypadkowo lubi książki. Mówię to bez
          ironii, bez kokieterii - naprawdę tak jest. Dla takich jak ja literatura jest
          potrawą, której przyprawiać już nie trzeba.

          Moge się pokusić o porównanie? Tak? Okay! A więc będzie tak: czy do słuchania
          muzyki potrzebujesz wiedzieć jaki skład mają akordy i jak to jest powiązane ze
          skalami? Czy musisz znać biografię Beethovena? Otóż nie. Ja otwieram książkę z
          taką łatwością, z jaką Ty wkładasz płytę CD do odtwarzacza. Ja obcując z
          literaturą "słyszę dźwięki" a nie "widzę nuty". Co Ty na to? Uff... się pomęczyłem.


    • szatek100 Oczywiście "Pamięć i Tożsamość" białego Karolka !! 28.11.07, 17:46
      Wszyscy szczytowali po przeczytaniu tych wypocin. Nawet Miłosz
      (klerykał błędnie uznawany przez niektórych za liberała) stwierdził,
      że papie świetna książka się udała. Mimo, że wojujący ateista,
      zacząłem się zgłębiać. Choć dziełko znaków ma niewiele , to jednak
      nie dobrnąłem do końca i z obrzydzeniem odłożyłem na półkę. Po
      jakimś czasie przypadkiem znalazłem gdzieś "Katechizm dla klas I-
      III". Przeczytałem kilka zdań i ... zdumiony odkryłem, ze zarówno
      forma literacka ("natchniony półkretyn", jak to nazywam) jak i
      mierna, powierzchowna treść doskonale przypominały "dzieło" papy.
      Nazywanie tego filozofią, to, jak mawia Jarek Kaczyński, "nadużycie
      semantyczne".

      pozdro !
      --
      =======================================================
      Przeżyliśmy trzy rozbiory - przeżyjemy i Kaczory !
        • szatek100 Re: Twój poziom wypada zostawić ocenie czytającyc 28.11.07, 18:24
          . Powiem jedynie tyle: książka, o
          > której mówisz, została wydana w 2005 roku, a Miłosz umarł w 2004.
          Pierwsze widz
          > ę
          > ateistę, który ma kontakt z umarłymi. Pozdrawiam


          1.Dziękuję za wytknięcie mi tego błędu. Być może Miłoszowi chodziło
          o któreś z wcześniejszych "dzieł" Wojtyły, albo czytał książke przed
          jej wydaniem. No nie wiem.... Kontaktu ze zmarłymi oczywiscie nie
          mam. Chyba, że na cmentarzu. Są to jednak kontaktu powierzchowne :)

          2.Domyślałem się, ze część czytających będzie niezadowolona z mojego
          widocznego braku atencji dla "watykańczyka", niemniej jednak w moim
          przekonaniu styl wypowiedzi doskonale pasuje do jej bohatera -
          wieloletniego mecenasa księży-pedofilów i pogromcy prezerwatyw w
          Afryce.

          także pozdrawiam
          --
          =======================================================
          Przeżyliśmy trzy rozbiory - przeżyjemy i Kaczory !
          • pether_23 Nie, nie chodziło mi o twój "brak atencji"... 28.11.07, 18:45
            Nie, nie chodziło mi o Twój "brak atencji dla watykańczyka", tylko o pogardę
            wyziewającą z Twojej wypowiedzi. W pogardzie nie ma nic fajnego. Zresztą ja nie
            wiem - czy naprawdę my Polacy musimy opluwać każdego innego Polaka, który coś
            osiągnął w życiu? Miłosz, JPII, Wałęsa, Bartoszewski i tak dalej. Co sensownego
            z tego wynika?
            • Gość: szatek Re: Nie, nie chodziło mi o twój "brak atencji"... IP: *.bj.uj.edu.pl 28.11.07, 19:28
              Wręcz przeciwnie: szanuję i Wałęsę i Bartoszewskiego. Miłosz nieco
              mnie irytuje, ale też go cenię. Wątpliwe, bym sam znalazł w sobie te
              same pokłady heroizmu, które oni mają w sobie. Karolka nie opluwam,
              tylko protestuję przeciwko neostalinowskiemu kultowi jego osoby,
              który z jakichś nieznanych powodów szerzy się w wolnym przecież
              kraju. Jego zasługi są w skandaliczny sposób wyolbrzymiane, jego
              winy w sposób jeszcze bardziej skandaliczny przemilczane, a jego
              ksiązki po prostu denne. Przeświadczenie ogromnej części Polaków, iż
              papież jest dla nich największym autorytetem (chociaż nie znają
              żadnych jego wypowiedzi poza "a tam chodziliśmy na kremówki"
              i "idźcie spać, czemu nie idziecie spać") jest największym sukcesem
              tej przedziwnej, samonarzuconej medialnej propagandy.


              pzdr
              • pether_23 No ok, ale ja mówiłem ogólnie. 28.11.07, 19:43
                No ok, ale ja mówiłem ogólnie o zjawisku opluwania Polaków, powiedzmy,
                rozpoznawlanych w świecie. Cały świat ich szanuje, a my sami nie. Dla mnie "nasz
                Papież" też nie był jakimś bóstwem, miałem stosunek krytyczny (szczególnie, że
                jestem ateistą). Nie znaczy to jednak, że mam od razu wylewać pomyje na niego. A
                co do kultu jednostki - zgoda, zauważam coś takiego. Tylko, że to naprawdę już
                nie była wina JPII. Można o tym rozmawiać i tak dalej, ja jeszcze raz podkreślę:
                chodziło mi o styl Twojej wypowiedzi i o to, jakich słów użyłeś.