Sam tytuł jest już straszny. Brzmi jak z piosenek "Fasolek" albo jak nazwa
konkursu literackiego w podstawówce. Podziwiam dziewczyny, które doczytały to do
końca. Nie dość, że jest strasznie napisana to jeszcze ta bzdurna fabuła o
niczym i beznadziejny obraz prowincji.
Sama pochodzę z małego miasteczka i to aż boli, że nikt nie pisze(albo raczej
nikt nie wydaje) książek, które mówią w zabawny, wzruszający, a przede wszystkim
piękny sposób o tej tak zwanej "Polsce B". Nie mówię, że to ma być coś na miarę
Iwaszkiewicza, chociaż oczywiście byłoby wspaniale, ale może chociaż coś pokroju
np
Czekolady
Harris gdzie w małym miasteczku żyją CIEKAWI PEŁNOKRWIŚCI bohaterowie, a wątkiem
przewodnim NIE JEST miłość:)