Dodaj do ulubionych

Brak seksu, małżeństwo w planach i ten trzeci

05.12.09, 01:43
Pomocy!!! Mam prawie 30 lat, jestem z facetem od 5, w tym 4 lata
mieszkamy razem. Mam wielki problem, stoję na rozstaju dróg i nie mam
pojęcia co zrobić...
W moim związku bywało różnie - raz lepiej, raz gorzej, ale generalnie
się przyzwyczaiłam i założyłam, że niektórzy ludzie tak mają. Mój
facet robi karierę, często podróżuje a ostatnio to bywa w domu tylko
w weekendy. A jak już jest w te weekendy, to mam wrażenie, że jak już
idziemy do łóżka, to on robi to tylko z obowiązku. Nie chce się ze
mną całować, przytulać mnie, pieścić. Zero czułości. Totalnie nic.
Nawet podczas seksu odwraca głowę, gdy próbuję go pocałować. Gdy
odbieram go z lotniska czasami, to witamy się nawet nie jak starzy
znajomi, nie ma nawet cmoknięcia w policzek, uścisków - tylko "Cześć.
Gdzie zaparkowałaś samochód?" Generalnie usycham przy nim, a jestem
naprawdę atrakcyjną dziewczyną, za którą się uganiają faceci. Mam
dobrą pracę, jestem samodzielna i, jak mówią ludzie, bardzo
sympatyczna. A z drugiej strony jest facet, który sprawia, że się
czuję jak strach na wróble, praczka i substytut kobiety w jednym.
Dramat...
W związku z tą cała sytuacją, postawiłam mu ultimatum:pracujemy nad
tym związkiem, ratujemy go. I albo mamy poważne zamiary i
potwierdzamy je ślubem, albo ja odchodzę i układam sobie życie od
nowa. Bo nie mam zamiaru dalej prowadzić życia pustelnika w
celibacie. Koniec.
Najpierw mnie olał i wyśmiał, a potem się wystraszył, że odejdę (bo
się zorientował, że zrobię to naprawdę), kupił pierścionek,
oświadczył się i miało być super. W kwestii seksu też obiecał, że się
poprawi, i będziemy się kochać częściej niż raz na dwa tyg...
Niestety, w tzw. międzyczasie, kiedy to on mnie wyśmiał i moje plany
na przyszłość, zacięłam się w sobie, szukałam mieszkania i...
poznałam przypadkowo super faceta. Jest ode mnie 10 starszy i
pracujemy w tej samej branży. Jest kompletnym przeciwieństwem mojego
faceta. Czuły, troskliwy, oddany i zakochany no i ten boski seks.
Najlepszy jaki kiedykolwiek miałam w życiu. Pierwszy kochanek
skupiony na swojej partnerce i jej przyjemności. No i się zakochałam.
Nie ukrywałam przed nim, że jestem z kimś, ale wtedy to było na
etapie, kiedy szukałam sobie mieszkania i myślałam o samotnym
układaniu sobie przyszłości, więc się nie wahałam. A potem mój facet
się oświadczył i dręczyły mnie wyrzuty sumienia i poczucie winy, bo
zdradziłam. Z drugiej strony zrobiłam to, będą pewna, że to już
koniec mojego długoletniego związku... Cząstka mnie chce iść do
ślubu, ustatkować się, ale inna część boi się utkwienia w białym
małżeństwie z karierowiczem, który skupia się tylko na swoich
potrzebach....
Boję się też niszczyć związku i rzucić się w ramiona faceta, którego
blisko znam zaledwie miesiąc (ale już zaproponował wspólne
mieszkanie, wspólne życie i piękne plany na jego spędzenie).
Nie wiem, czy to jest istotna informacja, ale obaj panowie są
rozwodnikami (żony poszukały kochanków). Przyszły mąż jest o 2 lata
starszy, a nowy przyjaciel ma 9-letnie dziecko. Nie wiem co robić, po
po trochu kocham każdego z nich. Martwię się, że mój facet ze mną nie
chce sypiać, bo ma kogoś na boku, albo jest aseksualny, albo homo...
I że będę żyła w związku bez czułości i bliskości. I że kończąc mój
związek na boku, stracę coś najcenniejszego, co mnie spotkało w życiu
i będę tego na łożu śmierci żałowała. Z drugiej strony, odejdę z
kochankiem, zniszczę szanse na moje małżeństwo, zranię bliską mi
osobę a potem zostanę z niczym, bo czas zweryfikuje też mojego
kochanka - przyjaciela, na minus. I być może okaże się, że nasza
"wyjątkowa więź" to tylko wystudiowana poza...

Jest jeszcze bramka nr 3 - rzucić i obu w cholera i dać sobie chwilę
wytchnienia.

Błagam pomóżcie!
Edytor zaawansowany
  • 05.12.09, 08:04
    mini_kosmos Twoj partner sie nie zmieni. Bedzie sobie przypominal od
    czasu do czasu, ze "musi" dac ci ochlap milosci. Ja sadzilam, ze sie
    moj - teraz maz - zmieni. No i sie wszystko po prostu bardziej po
    malzenstwie skomplikowalo. Pojawilo sie dziecko. No i kochanek.
    Bez sensu. Jezeli nie jestescie jeszcze malzenstwem, a on juz teraz
    sie zachowuje jak po 30stu latach malzenstwa i obojetnosci - bez
    przesady - ja bym sie nie ludzila ze kiedykolwiek bedzie lepiej. On
    widocznie ma inne potrzeby. Zakoncz ten zwiazek. Malzenstwo po
    prostu wszystko pogorszy i skomplikuje. Malzenstwo dla samego aktu
    zawarcia malzenstwa nie ma sensu.
    Sprobuj tego drugiego goscia, dlaczego nie? Ale sie do niego nie
    wprowadzaj. Znalez wpierw wlasne miejsce dla siebie, zebys miala
    zawsze gdzies do czegos powrocic jezeli cos nie wyjdzie z czulym
    panem.
  • 08.12.09, 09:02
    czuję w kościach, że masz rację :( szkoda mi tylko troche tego czasu
    spędzonego wspólnie, bo ja zawsze to traktuję jako inwestycję we
    wspólną przyszłość ;) I czasami mam pretensję do siebie, że to ja to
    tak "zmąciłam". ale z drugiej strony lepiej teraz, niż jak mówisz,
    po kilku latach małżeństwa, gdzie ucierpią już nie tylko dwie osoby,
    ale np. potencjalnie dzieci.
    Niestety niemogę tylko się wyzbyć takiego poczucia winy, że on się
    oświadczył, może mnie naprawdę kocha, a ja mu w podziękowaniu
    powiem "do widzenia!"...
    Współczuję Ci, że nie udało się to Twoje małżeństwo i trzymam
    kciuki, żebyś też sobie "wyprostowała" tę sytuację.
  • 08.12.09, 20:39
    > Niestety niemogę tylko się wyzbyć takiego poczucia winy, że on
    się
    > oświadczył, może mnie naprawdę kocha, a ja mu w podziękowaniu
    > powiem "do widzenia!"...


    Facet przezyje. Naprawde. Gwarantuje na 100%.
    Tacy faceci sie nie zmieniaja, a po co ryzykowac swoja udana
    przyszlosc bo koles MOZE a moze nie kocha cie. Facet pewnie wie, ze
    nie znajdzie sobie lepiej i sie Ciebie trzyma. Wierz mi, on sie
    nie zachowuje jak ktos zakochany.

  • 11.12.09, 19:57
    a jesli nawet cie kocha, to co z tego skoro ty tego nie czujesz a on
    sie nie zmienia.
  • 11.12.09, 19:30
    i to jest dobra rada
  • 10.01.10, 17:43
    wg mnie na pewno nie zaslugijesz na tego 1szego, zdradzilas go i powinien kopnac Cie w dupe.
    A ten 2gi rzucic po jakims czasie tak zeby Cie zabolalo, ale przynajmniej pobzykala bys sie fajnie:)
  • 12.01.10, 10:54
    gradosr60 napisała:

    > wg mnie na pewno nie zaslugijesz na tego 1szego, zdradzilas go i
    powinien kopna
    > c Cie w dupe.
    > A ten 2gi rzucic po jakims czasie tak zeby Cie zabolalo, ale
    przynajmniej pobzy
    > kala bys sie fajnie:)

    Hmmmm, ciekawy punkt widzenia :) w sumie nawet mogę się zgodzić z
    tym pierwszy stwierdzeniem, bo nie ukrywam, że nie byłam fair. Ale
    dlaczego ten 2gi powinien mnie rzucic tak, żeby zabolało? Żebym
    żałowała, że odeszłam/zdradziłam pierwszego?
    Zgodzę się, że zdrada nigdy nie jest ok, ale życie niestety nie
    jest czarno białe i każdemu zdarza się pobłądzić... A jeśli ktoś Cię
    świadomie zwodzi i oszukuje, wtedy nie zasługuje na to, żebym była
    fair. Wet za wet można by bylo powiedzieć, ale z mojej perspektywy
    to było tak, że dopiero jak pojawił się ktos nowy, to mogłam mój
    związek ocenić jakoś tak z perspektywy i przypomnieć sobie, że może
    być w związku normalnie i po prostu dobrze. Gbybym została zdradzona
    przez partnera długoletniego, to na pewno zastanowiłabym się przez
    moment dlaczego. Często jest tak, że wina leży pośrodku...
  • 05.12.09, 09:20
    Witam,
    Jestem o dlugoletnim stazu w malzenstwie.
    Popieram w calej rozciaglosci stwierdzenia CRICKEY.
    Musisz postapic tak jak ona proponuje.
    Przepraszam, ale nie mam polskich liter w moim PC-ecie..
    Pozdrawiam
  • 05.12.09, 10:05
    Wiesz,

    myślę iż go steroryzowałaś, zmusiłaś bo Tobie zależy na tym związku,
    ale czy jemu też. Powinnaś porozmawiać najpierw o co mu chodzi, co
    chce od życia i czy jest tam dla Ciebie miejsce. Teraz nie będziesz
    miała pewności, czy został z Tobą bo Cię kocha, czy że boi się zmian.
    Pozdr.
    --
    ...A jeśli Boga nie ma, to co z Ciebie za szatan...
  • 05.12.09, 11:48
    Z cala pewnosci powinnas rzucic obecnego partnera. Slub nic nie
    zmieni. Nie bedzie lepiej, to naiwnosc niektorych ludzi, jezeli w to
    wierza. Po co spieszyc sie do malzenstwa, ktore bedzie nieudane.
    Tego drugiego tez najlepiej zostaw. Odetchnij, moze kiedys nadarzy
    sie trzeci. W koncu jestes atrakcyjna, wolnych facetow jest wielu.
    Nic na sile.
  • 08.12.09, 09:20
    zgoda. trochę tak było, że postawiłam sprawę na ostrzu noża. ale
    chciałam mieć jasną sytuację. myslałam, że może on jest ze mną z
    przyzwyczajenia i po prostu nie wie, jak ten związek zakoczyć. Byłam
    przygotowana, że po tej rozmowie byc może trzeba się bedzie rozstać.
    I pogodziłam się z tym... Gdyby powiedział, że nie chce się w to
    bardziej angażować, to zrozumiałabym i nie chowałabym urazy. A teraz
    nie wiem, czy zrobił to z miłości i dlatego, że mu zależy, czy tak,
    jak mówisz, z obawy przed samotnością...
    najgorsze w tym wszytskim jest to, że nie wierzę w jego szczerość.
    wiem, że nawet jeśli będę wałkować ten temat 100 razy, to za kazdym
    razem usłyszę, że mu zależy. może on w to nawet wierzy. może mu
    zależy, bo tak jest lepiej dla niego. a nie dla nas... wygodniej
    mieć kogoś przy sobie i ewentualnie zmienić, jak się pojawi lepszy
    egzemplarz na horyzoncie...
  • 08.12.09, 12:25
    Niewykluczone, ze mu zalezy. Moze Cie kocha, chce z Toba byc, zalezy
    mu na Tobie, ale na seksie z Toba mu nie zalezy. Jemu sytuacja
    odpowiada, ON jest szczesliwy i zadowolony, nie widzi potrzeby
    zmian, to zrozumiale. TY jestes rozczarowana i niezadowolona,
    dlatego to TY musisz cos zmienic. Na niego nie licz, jemu obecna
    sytuacja odpowiada. Albo mu sie znudzilas, albo go nie pociagasz,
    albo ma inna na boku, alebo woli sobie zrobic recznie, bo nie chce
    mu sie wyslilac. Cokolwiek by nie bylo slub tego NA PEWNO nie zmieni!
  • 08.12.09, 14:01
    wiem, że ślub nieczogo nie zmieni. nie chodzi o to, chodzi bardziej
    o zadeklarowanie swoich zamiarów w stosunku do drugiej osoby. jesli
    dwie strony są zadowolone z konkubinatu, OK. Ale jesli jedna z nich
    ma podejrzenie, że być może jest poczekalnią i ta druga nie myśli
    poważnie o przyszłości, to uważam, że trzeba to uczciwie powiedzieć.
    A to, że między dwojgiem blikich sobie ludzi nie ma czułości (bo
    umówmy się, nawet największa namiętność nie trwa wiecznie),
    świadczy, że źle się dzieje w związku :( A brak seksu jest tego
    poważnym i namacalnym symptomem...
    Racja, że jest mu wygodnie i że jest zadowolony. Nie musi się
    wysilać, bo ma wszystko kiedy tylko zechce :(
  • 05.12.09, 12:37
    Podobnie jak przedmowcy zdecydowanie odradzam kontynuacje zwiazku, a zwlaszcza
    slub z obecnym partnerem. Absolutnie i pod zadnym pozorem nie wierz w to, ze
    taki facet jak on sie zmieni. Bylam kiedys w bardzo podobnym zwiazku, z zimnym
    karierowiczem, wzielismy slub po ktorym zwiazek b.szybko i z hukiem sie rozpadl.
    Po prostu nie szlo w tej lodówie wytrzymac. Nie daj sie wiec omamic magii
    zareczynowego pierscionka, bo to absolutnie zadna gwarancja, ze cokolwiek sie NA
    DLUZSZA METE poprawi. A status mezatki nie jest zadnym celem samym w sobie,
    przynajmniej nie na tyle zeby sie z premedytacja unieszczesliwiac.

    Ja na Twoim miejscu sprobowalabym z tym drugim panem, ale nie zaciagajac zadnych
    zobowiazan typu wspolne mieszkanie itp. Po prostu czerp z tego zwiazku to, co
    najlepsze i obserwuj jak ewoluuje. Miej oczy i uszy otwarte - i nic na sile, nic
    pod presja. W wieku 30 lat kobieta ma jeszcze calkiem sporo czasu na ulozenie
    sobie zycia.

    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 08.12.09, 09:36
    glamourous napisała:

    A status mezatki nie jest zadnym celem samym w sobie,
    > przynajmniej nie na tyle zeby sie z premedytacja unieszczesliwiac.

    :)Osobiście uważam, iż status mężatki jest raczej kulą u nogi. O ile
    się nie mylę określenie "szczęśliwa mężatka" używane jest raczej w
    kontekście ironicznym. To tak jakby się cieszyć, że się zostanie
    teściową. Być może w Stanach Zjednoczonych gdy po rozwodzie można
    dostać połowę majątku, polowanie na bogatego męża ma jakiś sens. W
    naszym kraju jest to raczej gra nie warta świeczki. Mąż mający
    perpektywy finansowe może zwiastować jedynie porzucenie dla
    młodszej. A stereotyp obmierzłej żony jest bardzo silny i bardzo się
    trzeba natrudzić i nasłodzić aby tą "nudną i obmierzłą" się nie
    stać. Trzeba się trudzić tak bardzo, że nie wiem czy warto wychodzić
    za mąż.:)Drugi raz nie zdecydowałabym się na utratę
    statusu "dziewczyny" na rzecz "żony". To zdecydowanie spadek notowań
    i jeszcze oczekiwania związane z wiktem i opierunkiem, które trzeba
    w małżonku rozwiać - walka z wiatrakami.:)

    --
    Bite your tongue, swear to keep
    Keep your mouth shut
    Make up something
    Make up something good...burn the witch
  • 08.12.09, 10:22
    wiesz, że się z Tobą zgadzam. Obserwując koleżanki też odnosze
    wrażenie, że po ślubie facetom się odechciewa, bo mają zaklepane.
    Ale z drugiej strony, to ja chce w to wierzyć, że to kolejny etap
    normalnego, zdrowego związku. Wcześniej też mi się wydawało, że ślub
    to jest jakaś pomyłka a posiadanie tego papierka nic nie zmieni, a
    juz na pewno nie na lepsze. Ale z czasem, jeśli z kimś mieszkasz,
    masz wpolne życie i wspólne sprawy, to posiadanie tego papierka
    ułatwia np. załatwianie upierdliwych spraw w urzędzie, na poczcie,
    itp. itd. o posiadaniu dzieci już nie wspominając.
    Wiem, że nie mam doświadczenia, bo nigdy nie byłam mężatką i mogę
    mieć jakiś wyidealizowany obraz tej instytucji...
    Z treści Twojej wypowiedzi wnioskuję, że Ty już to przeżyłaś, więc
    pewnie masz dużo racji, bo jest to poparte Twoimi życiowymi
    doświadczeniami. Tylko ja uważam, że związek dwojga ludzi to nie
    powinny byc jakieś gierki i zabawa w gonienie króliczka, który
    złapany jest nic nie warty. Bo takie ciągłę udawanie i granie jest
    na dłuższą metę nie do zniesienia. Jeśli to, ze powiem, że mi zależy
    i że kocham wystawia mnie na "strzał" to chyba nie powinnam z taka
    osobą iść przez życie...
  • 08.12.09, 11:43
    Kochana
    moja uwaga była ironiczna, luźna i być może..nieładna. Jednak
    pomijając poprawność polityczną, skoro facet się oświadcza z lęku że
    go porzucisz, to ewidentnie chce cię uwiązać do swojej osoby i
    najlepiej uzależnić, sądząc jednocześnie, że każda kobieta ślini się
    niesamowicie na samą myśl o "zaszczytnym" statusie żony. Zapewniam
    cię więc żaden to zaszczyt otrzymać pierścionek, stanąć na
    jakimkolwiek kobiercu, nic to po prostu nie zmienia tylko daje tobie
    gorszą pozycję do weryfikacji tych deklaracji które on tobie
    poczynił. Po prostu z małżeństwa trudniej się wycofać no i jest się
    żoną co właściwie niewiele daje:).
    Pozdrawiam.
    --
    Bite your tongue, swear to keep
    Keep your mouth shut
    Make up something
    Make up something good...burn the witch
  • 08.12.09, 11:56
    Nie, nie była nieładna ;)
    Dużo masz racji w tym co mówisz niestety :( w szególności w tym, że
    facet potrzebuje "niewolnicy", bo boi się samotności. a w takiej
    sytuacji, jak tylko on pozna kogoś, w kim sie zakocha na poważnie,
    to pewnie mnie porzuci bez oglądania się na siebie i zastanawiania,
    jak ja to zniosę.
    A ja mam właśnie tez opory przed tym, żeby mu nie zrobić krzywdy
    swoim zachowaniem... nie wiem, czy słuszne. i nie wiem jak to teraz
    załatwić, żey jak najmniej ucierpiał. bo w sumie oświedczyny były...
  • 08.12.09, 12:11
    mini_kosmos napisała:

    > Nie, nie była nieładna ;)
    > Dużo masz racji w tym co mówisz niestety :( w szególności w tym,
    że
    > facet potrzebuje "niewolnicy", bo boi się samotności.

    :)) Oczywiście nie mówimy ogólnie o facetach, tylko o tym przypadku,
    co nie? Żeby nie wyszła tu jakaś wrogość wobec mężczyzn ogólnie. Są
    i kobiety co chcą uzależnić i zrobić z faceta niewolnika.
    A żonom spadają notowania bo człowiek jak się uwiąże to kołowacieje
    i zatraca poczucie co robi z własnej woli, a co z małżeńskiego
    obowiązku hm to znam. W konkubinacie też się tworzą chyba takie
    nawyki, nie wiem:). Najgorsze poczucie, że coś musimy, że mamy
    obowiązek, powinność, że boimy się skrzywdzić. Zdrowy egoizm nie
    jest chyba krzywdzeniem bo ja wiem. Poświęcenia nie mają sensu.

    Powiem ci, że ja też doświadczałam podejrzeń, że jestem kobietą
    zastępczą na chwilę, choć deklarowano coś innego. Cóż moje obawy
    okazały się płonne. Ale u ciebie ten brak seksu jest niepokojący i
    tyle. I dobrze tu radzą ci ludzie abyś myślała w pierwszej
    kolejności o sobie, bo swoim rozczarowaniem bardziej skrzywdzisz
    człowieka niż tym że go zostawisz.
    --
    Bite your tongue, swear to keep
    Keep your mouth shut
    Make up something
    Make up something good...burn the witch
  • 08.12.09, 12:29
    "Ale z drugiej strony, to ja chce w to wierzyć, że to kolejny etap
    normalnego, zdrowego związku".

    Problem w tym, ze Twoj zwiazek nie jest zdrowy!
    Gdyby tak bylo kochanek raczej nie mialby szans. Pomysl o tym.
  • 09.12.09, 19:18
    mini_kosmos napisała:

    > wiesz, że się z Tobą zgadzam. Obserwując koleżanki też odnosze
    > wrażenie, że po ślubie facetom się odechciewa, bo mają zaklepane.


    Powiem tak.
    Czy to z facetami czy to z kobietami z wszystkimi jest dokładnie tak samo.
    Facetom się już nie chce a kobiety przerzucają swoje zainteresowania na dzieci i
    inne takie tam.
    Niech żyją stereotypy.

    Pókim żyw będę bronił instytucji małżeństwa.
    Wiem jedno, nawet gdybym się rozwiódł to prędzej czy później znowu bym się
    ożenił. Jedyna różnica polega na tym, że dobierając sobie partnerkę czynił bym
    co mądrzejszy o dotychczasowe doświadczenia.

    Dla mnie małżeństwo jest czymś cholernie ważnym. Takim potwierdzeniem,
    zapienieniem pod tytułem "Ona mnie ceni, ona chce mnie, jestem dla niej ważny".
    Nie mniej małżeństwo nie oznacza ani trochę dla mnie błogostanu posiadania. Wiem
    że nic nie jest dane raz na zawsze, że o każdy aspekt związku trzeba dbać na
    każdym kroku. Chwila w której uwierzymy że ON/ONA jest nasz, jest początkiem
    wspólnego końca.
    To właśnie jest jest sednem tego wszystkiego.
    W tym momencie zachodzi pytanie jak sprawić by początek końca nie nastąpił. Tego
    uczymy się całe życie. Jest w tym trochę manipulacji partnerem (albo raczej jego
    zmysłami) czy tego chcemy czy nie. Jest w tym odrobina wyrachowania (świadome
    granie na znajomości słabych i mocnych stron partnera). Wreszcie jest w tym
    ogrom miłości.
    Niestety jesteśmy tak stworzeni, że mało kiedy miłość tego i samego w ten sam
    sposób trafia się raz na całe życie. Zazwyczaj wszyscy się zmieniamy w czasie.
    Zmieniają się potrzeby, pragnienia oczekiwania wymagania. Trzeba to umieć
    dostrzec i zareagować. Nie tylko wtedy gdy jest chwila zagrożenia, ale podczas
    dnia codziennego.
    I jeśli się tego nauczysz (nauczycie), budząc się po X latach u boku tego samego
    typa będziesz szczęśliwa że jesteś mężatką. Jeśli nie to stan błogo-panieństwa
    też nie pomoże być Ci szczęśliwą.

    Jak nie wierzysz pogadaj z forumową np. Aandzią. Ona budzi się u boku tego
    samego chłopa od tylu lat, że to wstyd mówić ;-))))) a ciągle potrafi chwilami
    rozkosznie z przekorą napisać o nim zupełnie pieszczotliwie ;-).

    Pzdr.
    Avi.
    --
    "Powiadają, że jeśli człowiek bardzo czegoś pragnie powinien to wypuścić z rąk,
    jeśli do niego wróci będzie już jego na zawsze, jeśli nie wróci to nigdy do
    niego nie należało" - (wiem, plagiat, ale za to jaki piękny).
  • 09.12.09, 20:21

    avide napisał:

    > Jak nie wierzysz pogadaj z forumową np. Aandzią. Ona budzi się u
    > boku tego samego chłopa od tylu lat, że to wstyd mówić ;-)))))


    I tu sie, drogi Avi, srodze mylisz ;-))) Aandzia przeciez czesto tu na forum
    podkresla, ze wspolne spanie w jednym wyrku - a co za tym idzie budzenie sie u
    boku chlopa - nie jest akurat w jej zwiazku szczegolnie gorliwie praktykowane ;-P

    (Aandzia, sorry za ta drobna acz nikczemna misje adwokacka za Twoimi plecami
    ;-))Pozdrawiam!


    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 10.12.09, 08:30
    avide napisał:

    > Dla mnie małżeństwo jest czymś cholernie ważnym. Takim
    potwierdzeniem,
    > zapienieniem pod tytułem "Ona mnie ceni, ona chce mnie, jestem dla
    niej ważny".

    Avi,

    dzięki za to co napisałeś. Ja się pod powyższym podpisuję obiema
    rękami! Dlatego stało się to co się stało, ponieważ mój partner
    kiedyś stwierdził, że on małżeństwa ze mną to w ogóle nie rozważał. I
    tak jak nigdy tego tematu nie poruszałam, tak od tego momentu coś się
    we mnie przestawiło i chciałam kwestie wyjaśnić. Bo jeśli partner(ka)
    wygłasza takie opinie, to w moim odczuciu nie traktuje wszystkiego
    poważnie. I to boli. I boli tym mocniej, im mocniej się kogoś kocha.
    I jeśli brakuje tego poczucia, że jestem dla kogoś ważną osobą, to
    już jest równia pochyła. Dodać do tego brak czułości, bliskości,
    seksu i sprawa jest jasna :(
    Wiem, zdradziłam, zrobiłam źle. Ale nie zrobiłam tego w ramach
    zemsty, dla sportu ani rozrywki, tylko z osobą, która dała mi to
    wszystko, o czym w moim związku mogłam tylko pomarzyć.
  • 10.12.09, 22:20
    Moze to i jest fajny, dalszy, oczekiwany etap zwiazku. Chyba sama tak mysle (a
    doswiadczenie mam), ale na Boga, UDANEGO zwiazku. Inaczej to o kant d.. roztrzasc
    --
    <*>
    'Our greatest natural resource is the minds of our children' Walt Disney
  • 08.12.09, 19:00
    Być może w Stanach Zjednoczonych gdy po rozwodzie można
    > dostać połowę majątku, polowanie na bogatego męża ma jakiś sens. W
    > naszym kraju jest to raczej gra nie warta świeczki. Mąż mający
    > perpektywy finansowe może zwiastować jedynie porzucenie dla
    > młodszej. A stereotyp obmierzłej żony jest bardzo silny i bardzo
    się
    > trzeba natrudzić i nasłodzić aby tą "nudną i obmierzłą" się nie
    > stać. Trzeba się trudzić tak bardzo, że nie wiem czy warto
    wychodzić
    > za mąż.:)Drugi raz nie zdecydowałabym się na utratę
    > statusu "dziewczyny" na rzecz "żony". To zdecydowanie spadek
    notowań
    > i jeszcze oczekiwania związane z wiktem i opierunkiem, które
    trzeba
    > w małżonku rozwiać - walka z wiatrakami.:)

    Dobre podsumowanie:-) Małżeństwo to kula u nogi ale w ogóle poważne
    związki są do d*** jeśli się seks lubi. Góra pół roku a później
    pogonić chłopa i znaleźć sobie nowego, któremu staje na zawołanie
    nawet jak "nie zasłużyłyśmy". Jeśli instynkt macierzyński się odzywa
    to lepiej dać się zapłodnić jakiemuś wysokiemu 20-letniemu
    przystojniakowi. Przynajmniej nie wyjdzie się na łowce jakiś
    gównianych alimentów w wysokości 300 zł miesięcznie. I jeszcze nam
    panowie powiedzą, że nam taką mega przysługę robią, bo przecież
    stały związek jest w biznesie kobiety. Ciekawe których...

    --
    Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
  • 05.12.09, 17:57
    "przyszły mąż" obstawiam, że faktycznie kogoś ma. I to może więcej
    niż jedną :(
    Testuj 40 letniego ogiera (piękny wiek ;)), dzieckiem się nie
    przejmuj. Póki co nie śpiesz się z nim.
  • 06.12.09, 15:50
    powiem tak : 30 lat to taki piekny wiek :)
    libido wzrasta :) i swiat sie inaczej kreci :)
    no.
    ja bym sie nie spieszyla przede wszystkim
    taka troche dziwna sytuacja sie zrobila, bo partner nie za bardzo
    chce ci dac odejsc... mimo, ze jego postepowanie do tej pory wyraznie
    na to wskazywalo.
    a nowa znajomość nie wiadomo jak się rozwinie.
    nie wiem. moze warto poczekac?
    bo moze się okazać, że to żaden z nich. więc może warto się
    usamodzielnić?

  • 08.12.09, 09:09
    gdybym tylko miała pewność, że on kogoś ma, albo chociaż jakieś
    poszlaki, to pozbyłabym się tego poczucia winy, które mnie cały czas
    gryzie. że to ja jestem ta zła, która kochającemu facetowi
    przyprawila rogi :(
    bo ja to trochę tak oceniam z perspektywy kobiety - jeśli kobieta
    nie ma ochoty na seks, to najczęściej dlatego, że jest zła na
    faceta, smutna, ma problemy, a nie dlatego, ze jest ktoś inny... Ale
    nie jesteś pierwszą osobą, która daje mi do zrozumienia, że być może
    jest ktoś na boku (i najczęściej tak mówią faceci). Tylko zastanawia
    mnie to, że skoro jest ktoś na boku (hipotetycznie) to po co ta
    szopka z pierścionkami, szybki ustaleniem terminu ślubu i
    zapewnieniami o dozgonnej miłości....
    Trochę się pogubiłam ;(
  • 08.12.09, 21:33
    pewni mezczyzni chca miec jedna panienke jako zone, bo wiedza ze
    kobieta jest im lojalna, a inne, takie tam glupawe panienki maja
    jako kochanki, bo z nimi wlasnie jest jazda z seksem, sa po prostu
    inne, zabawne. Z nimi w zyciu by sie nie zwiazal na stale. Od
    zwiazku jestes ty: lojalna, zawsze mozna na ciebie liczyc, bedziesz
    dobra matka dla JEGO dzieci.

    A tak swoja droga... to dlaczego myslisz ze nie zaslugujesz na
    wlasne szczescie? myslisz ze jego szczescie jest wazniejsze od
    Twojego? Czemu myslisz ze nie zaslugujesz na faceta ktory stawia
    Twoje potrzeby ponad swoje?
  • 09.12.09, 08:32
    hmmm, to nie tak, że myślę, że nie zasługuję. Ja mam w sobie głęboko
    zakodowane, żebu nie robic nikomu krzywdy. I to tak we mnie
    pokutuje... :( boję się tych dramatów podczas rozstania i tego, że
    być może on mnie kocha naprawdę a ja to odrzucę. ale z drugiej
    strony jestem pewna, że w sytuacji odwrotnej, on nie zawahał by się
    nawet na moment ;(
  • 09.12.09, 10:46
    mini_kosmos napisała:

    > boję się tych dramatów podczas rozstania i tego, że
    > być może on mnie kocha naprawdę a ja to odrzucę.

    I coz Ci z tego, ze on Cie byc moze "kocha naprawde", skoro nie tak, jak Ty tego
    potrzebujesz? Czyli z bliskoscia, z okazywaniem uczuc, z seksem, z czuloscia? Co
    Ci po takiej milosci nie w Twoim stylu i niezgodnej za Twoimi potrzebami? Chocby
    nawet i Cie kochal na swoj sposob, to i tak jestescie zwyczajnie NIEDOPASOWANI.
    Bedziesz potem usychala cale zycie i wylewala morze lez, bo "masz zakododowane
    zeby nikomu nie robic krzywdy"? Czy jest w Tobie zgoda na to, zeby w mysl tej
    cudownej zasady zniszczyc sobie zycie?


    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 09.12.09, 11:22
    a myślisz, że można powalczyć, żeby coś naprawić, czy to zwyczjanie
    nie ma sensu?
  • 09.12.09, 12:23
    mini_kosmos napisała:

    > a myślisz, że można powalczyć, żeby coś naprawić, czy to zwyczjanie
    > nie ma sensu?

    Nie sadze, zeby ten facet mogl sie TRWALE zmienic w okazujacego uczucia, czulego
    i namietnego partnera na dlugie lata. Wyzej napisalam, ze bylam kiedys w bardzo
    analogicznej konfiguracji. Zmieni sie byc moze na chwile, pod wplywem presji i
    pod wplywem odruchu gonienia uciekajacego kroliczka - ale kiedy tylko poczuje
    sie pewniej na swoim gruncie, znow przestanie sie starac i sobie odpusci. A
    udowodnil Ci juz przeciez ze jego sposob bycia w dlugotrwalym zwiazku jest
    raczej chlodny i niezbyt nastawiony na bliskosc. Po prostu macie INNE POTRZEBY i
    zadna "walka" na dluzsza mete nie zmieni natury tego czlowieka.
    Zle trafilas. Ale jestes jeszcze (wbrew temu co sama sadzisz) bardzo mloda,
    znajdziesz kogos bardziej do siebie pasujacego. A moze juz znalazlas? Moze warto
    choc sprobowac z tym drugim facetem? Obys sie tylko nie nastawiala na wyscig do
    oltarza, powodowana ta bezsensowna spoleczna presja, ze obraczka i biala suknia
    to bezwarunkowy cel kazdej "szanujacej sie" kobiety... ;-/

    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 09.12.09, 13:33
    > Po prostu macie INNE POTRZEBY i zadna "walka" na dluzsza mete nie
    > zmieni natury tego czlowieka.


    Niestety musze przyznać ci rację :(
  • 09.12.09, 19:28
    Jeśli cię to pocieszy dodam, że Glam ma 200% racji.

    A z własnego doświadczenia powiem ci że miłość nie zawsze idzie w parze z namiętnością i seksualnym pociągiem i fascynacją do tego samego człowieka. Czasami są to zupełnie przeciwległe bieguny. Oczywiście dotrzeć się można. Trochę. Jednak myślę, że gra nie warta świeczki..

    Na Twoim miejscu wybrałbym opcję 3 z tymczasowyą osłodą w ramionach tego trzeciego. Jesli jest jak piszesz szybko znajdziesz tego jedynego.

    Była tutaj jakis czas temu forumowiczka o nicku "wiktoriada1" (jesli przekręciłem nick przepraszam, wymyślane nazwy sa czasami cięzkie do wiernego zapamietania).
    Ale wracając do tematu.
    Dylematy miała podobne. Koniec końców, faceta rzuciła, chwile była sama a na dzień dzisiejszy szczęśliwa mężatka jest z tego co pamiętam.
    Zatem... da się ;-)
    Pzdr.
    Avi.
    --
    "Powiadają, że jeśli człowiek bardzo czegoś pragnie powinien to wypuścić z rąk, jeśli do niego wróci będzie już jego na zawsze, jeśli nie wróci to nigdy do niego nie należało" - (wiem, plagiat, ale za to jaki piękny).
  • 09.12.09, 15:22
    To, co piszesz jest troszke chore. A to dlatego ze ty jego
    szczescie przekladasz nad swoje. W rezultacie zadne z Was nie
    bedzie szczesliwe.

    Wiesz... mnie tez w zyciu rozni mezczyzni kochali, zakochiwali sie,
    wyznawali milosc, itd... Ale czy tylko dlatego ze oni mnie chcieli
    ja mialam z nimi sie wiazac?

    Wychowano Ciebie niepoprawnie: faceta szczescie jest nad Twoim. Ze
    on jest wiecej wart, itd... Jest to zacofane myslenie.

    Moze wejdz na jego komputer, poszperaj w telefonie - moze
    znajdziesz dowody ze ciebie zdradza. moze bedzie Tobie latwiej.
    Ale rowniez mysle ze jak z nim zostaniesz to bedziesz bardziej
    nieszczesliwa i zawsze bedziesz miec do siebie zal ze nie odeszlas
    wczesniej.
  • 06.12.09, 16:10
    Z cieżkim sercem, ale zgadzam sie z przedmówcami(jestem mezczyzna po
    30)moim zdaniem nic sie nie zmieni po slubie, on (ten pierwszy)tylko
    sie utwierdzi w tym ze go nie zostawisz obraczka i tak dalej. Slub,
    wspolne planowanie zycia powinno byc z milosci a nie ze strachu.
    Tego drugiego nie zostawiaj, korzystaj z zycia bierz to, co
    najlepsze, ale nie mieszkaj z nim.
  • 06.12.09, 18:03
    w pełni popieram przedmówców w kwestii ślubu,żle zrobiłaś przyjmując
    oświadczyny,ale nie jest za póżno,nie bierz ślubu, bo na 100%
    będziesz nieszczęśliwa,facet trwale się nie zmieni,nie licz na to,a
    brak czułości to ruina dla związku.Jestem po40-tce byłem w paru
    związkach i wiem co mówię.Nie możesz się upokarzać prosząc faceta o
    czułość.Z tym drugim masz większe szanse ale też nie jest to pewne
    (czy wiesz o nim wystarczająco dużo?).Początki związku są zawsze
    cudowne,to reguła,więc daj sobie więcej czasu,a tymczasem buduj
    swoją niezależność,abyś miała pole manewru.Narazie nie daj sobie
    zrobić dziecka,poczekaj z tym do momentu,aż ten związek będzie
    rokował dobrze na przyszłość i czy dalej będzie równie udany jak
    teraz.To 3 wyjście też wchodzi w grę ale nie musisz jużteraz o tym
    decydować.POWODZENIA.
  • 08.12.09, 11:34
    Nie napiszę nic nowego.
    Ja bym się rozstała z obecnym partnerem bo moim zdaniem nic się nie
    zmieni. Jak pojawi się dziecko sprawa się skomplikuje.
    Jesteś jeszcze młoda, posmakowałaś lepszego seksu za którym zawsze
    będziesz tęskniła jeżeli weźmiesz ślub z obecnym ,a którego obecny
    facet nigdy Ci nie da.
    POza tym zakochałaś się......

    Trzymam kciuki.
    --
    Pozdrawiam Aśka.

    Kot składa się z futra, kota właściwego i podzespołu mruczącego.
  • 08.12.09, 11:51
    nocnykowboj napisał:

    > brak czułości to ruina dla związku.Jestem po40-tce byłem w paru
    > związkach i wiem co mówię.Nie możesz się upokarzać prosząc faceta
    o
    > czułość.

    Czy mógłbyś napisać, tak z perspektywy faceta, dlaczego faceci
    czasami są oziębli? Po prostu zastanawia mnie, czy to ja popełniłam
    jakieś błedy, czy po prostu związałam się z facetem, dla którego
    inne rzeczy są ważne... Albo ja nie jestem TĄ partnerką :(
    wiem, że łaszenie się do faceta jest upokarzające, ale myślałam, że
    ma kłopoty i chciałam żeby przynajniej z mojej strony czuł wsparcie
    i bliskość, żeby ze mną szczerze porozmawiał dlaczego jest tak a nie
    inaczej...
  • 08.12.09, 20:32

    ja bym wybrala #2 czyli kochanka. :)
  • 09.12.09, 01:16
    Witam Cię, Dziewczyno nie marnuj sobie życia. Twoje życie co w nim nastąpi
    głównie zależy od Ciebie. Proponuje Ci spotkanie i porozmawiamy o tym, jestem
    normalnym facetem który akurat przeczytał o Twoim problemie. Masz ochotę lub coś
    Cię tknęło odezwij się do mnie na e-maila de.kom@wp.pl
    Pracuje w warszawie i widzę jak ludzie gnają na oślep, w tym wyścigu szczurów
    zapominają o sobie i nie widzą jak życie umyka im między palcami.
    Pozdrawiam Tomek
  • 09.12.09, 08:27
    >>mam wrażenie, że jak już
    idziemy do łóżka, to on robi to tylko z obowiązku. Nie chce się ze
    mną całować, przytulać mnie, pieścić. Zero czułości. Totalnie nic.
    Nawet podczas seksu odwraca głowę, gdy próbuję go pocałować. Gdy
    odbieram go z lotniska czasami, to witamy się nawet nie jak starzy
    znajomi, nie ma nawet cmoknięcia w policzek, uścisków - tylko "Cześć.
    Gdzie zaparkowałaś samochód?" Generalnie usycham przy nim,<<


    - To Twoje słowa.
    Nawet gdyby nie kochanek, który się pojawił, to to w/w są wystarczające powody
    żeby zostawić tego faceta.
    Tak jak opisałaś wyżej będzie wygądało Twoje ewenualne małżeństwo.
    Jak dla mnie - koszmar.
  • 09.12.09, 09:02
    efi-efi,

    on wczesniej taki nie był. Nie był może wulkanem czułości i
    namiętności, ale było OK. Od momentu jak zaczeły się jego wojaże,
    wszystko się posypało między nami... I tak sobie myślę, że też
    jestem za to odpowiedzialna, bo zawsze wina leży gdzieś po środku...
    Wcześniej się łudziłam, że się da to posklejać, ale po każdej
    rozmowie z nim widzę, że to jaki jest teraz jest prawdziwie. Bo to
    jaki był, to efekt wysiłku jaki wkładał w to, żeby się zachowywac
    jak człowiek... A teraz jest sobą po prostu
  • 09.12.09, 11:06
    mini_kosmos napisała:

    > Nie był może wulkanem czułości i
    > namiętności, ale było OK. Od momentu jak zaczeły się jego wojaże,
    > wszystko się posypało między nami... I tak sobie myślę, że też
    > jestem za to odpowiedzialna, bo zawsze wina leży gdzieś po
    > środku...


    Zycie pokazalo mi juz nie raz, ze nie zawsze "wina lezy posrodku". To taki
    wyswiechtany slogan tylko. Wina niekoniecznie musi lezec posrodku, bo ludzie sie
    niestety zmieniaja (czasem jednostronnie), namietnosci z czasem stygna, po
    poczatkowym okresie starania sie i noszenia partnera na rekach bierze gore
    prawdziwa natura nie zawsze zgodna z ta poczatkowa, piekna "fasada na pokaz".
    Czesto dzieje sie tak, ze milosc i namietnosc odchodzi tylko u jednej ze stron,
    podczas gdy druga strona kocha nadal i w niczym nie zawinila. Polecam film
    "Gorzkie Gody" Polanskiego. To dobry, choc drastyczny przyklad na tego typu
    schemat umierania wiezi w zwiazku, gdzie jednej stronie sie z czasem odwidzialo,
    a drugiej trudno z tego zwiazku zrezygnowac, bo nadal kocha.


    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 09.12.09, 12:01
    racja, czasami "stygnie" tylko jedna strona, bo albo jej się
    odwidzi, albo taka jest naprawdę i po skonczonym okresie zalotó, jak
    już ofiara jest schytana, nie ma sensu się dłużej silić na
    udawanie... smutne, ale prawdziwe...
  • 09.12.09, 11:10
    Wiec nad czym tutaj jeszcze debatowac?
    Sama milosc nie wystarczy, to za malo do dobrego zwiazku. Jak bylam
    bardzo mloda wierzylam, ze skoro sie kogos kocha to mozna z nim byc.
    Teraz wiem, ze tak nie jest.
    Nie zawsze winne sa dwie osoby. Nie wmawiaj sobie, ze jestes za cos
    odpowiedzialna. Tak czy siak, szkoda Twojego czasu.
  • 09.12.09, 11:34
    >>Od momentu jak zaczeły się jego wojaże,
    wszystko się posypało między nami... <<

    - Moim zdaniem w normalnie funkcjonującym związku ,facet jak wraca z wojaży jest
    stęskniony i spragniony.
    Ma ochotę na całowanie, przytulanie i przede wszystkim na seks, bardziej
    namiętny niż w okresie kiedy się mieszka cały czas razem.
    Jeżeli odwala pańszczyznę to wniosek sam się nasuwa.
  • 09.12.09, 12:05
    tylko wiesz, jak zbyt dużo czasu się spędza osobno, to więź powoli
    słabnie... a brak ochoty na seksi bliskość samą w sobie jest tego
    najbardziej namacalnym dowodem.
    Ale z drugiej strony, nawet na samym poczatku, kiedy to było za
    którko, żeby się od siebie odzwyczaić, było tak samo :(
  • 09.12.09, 15:31
    Mini, przeciez jak faceci wychodza do barow albo cos, to nic im nie
    przeszkadza aby poderwac zupelnie obca babke z ktora nie czuja
    bliskosci - na seks.

    Tak samo normalnie funkcjonujacy facet po kilku dniach jest
    spragniony seksu. Ja podejrzewam ze on na tych wyjazdach znalazl
    sobie druga dziewczyne, ktora pewnie trzyma w nieswiadomosci o
    Tobie. Albo czesto chodzi na boki. Kto go tam wie. Ale tez kogo
    to obchodzi??? Jest Ci z nim zle a i tak chcesz z nim byc. Moze
    myslisz ze jestes szlachetna i mila i dobra, ale w moich oczach
    jestes po prostu niedojrzala, naiwna i chora.

    mini_kosmos napisała:

    > tylko wiesz, jak zbyt dużo czasu się spędza osobno, to więź
    powoli
    > słabnie... a brak ochoty na seksi bliskość samą w sobie jest tego
    > najbardziej namacalnym dowodem.
    > Ale z drugiej strony, nawet na samym poczatku, kiedy to było za
    > którko, żeby się od siebie odzwyczaić, było tak samo :(


    --
  • 09.12.09, 15:53
    Masz rację, to jest chore :( I to nie kwestia wychowania, tylko
    mojego przywiązania do drugiej osoby. Jesli bylo nam dobrze i cos
    sie popsulo to uwazam, ze to jest moim obowiazkiem, zeby chociaz
    podjac próbę. Nie wyszło, czas zrobić kolejny krok...
  • 09.12.09, 13:25
    puścić obydwu w cholerę. niestety
  • 09.12.09, 13:40
    panna_kot napisała:

    > puścić obydwu w cholerę. niestety

    dlaczego obydwu? :(
  • 09.12.09, 19:33
    Bo pierwszy widać że bardziej kocha siebie samego niż kogokolwiek innego.
    Drugi zaś dlatego, że bliżej mu do Twojego ojca niż partnera chcącego przewijać
    pieluchy.
    --
    "Powiadają, że jeśli człowiek bardzo czegoś pragnie powinien to wypuścić z rąk,
    jeśli do niego wróci będzie już jego na zawsze, jeśli nie wróci to nigdy do
    niego nie należało" - (wiem, plagiat, ale za to jaki piękny).
  • 09.12.09, 20:05
    avide napisał:
    > Drugi zaś dlatego, że bliżej mu do Twojego ojca niż partnera
    chcącego przewijać
    > pieluchy.

    dorośniesz, zmienisz zdanie
  • 09.12.09, 22:14

    Dlaczego? Bo 10 lat starszy? Dzięki temu bardziej doświadczony...

    --
    Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
  • 10.12.09, 08:41
    avide napisał:

    > Bo pierwszy widać że bardziej kocha siebie samego niż kogokolwiek
    innego.
    > Drugi zaś dlatego, że bliżej mu do Twojego ojca niż partnera
    chcącego przewijać
    > pieluchy.

    Co do pierwszego stwierdzenia - prawda. Co do drugiego - dlaczego tak
    uważasz? Sam wiek nie decyduje o tym, jakimi jesteśmy ludźmi.
  • 09.12.09, 22:38

    A tak szczerze, to potrafiłabyś być narzeczonemu jeszcze wierna? Bo
    jeśli boisz się sprawić mu przykrość zrywając z nim to musisz
    wiedzieć, że zdradzając też mu krzywdę wyrządzasz...

    Prawda jest taka, że największe "seksualne kryzysy" jeszcze przed
    wami. Małżeństwo, później dziecko i płynący czas będą stopniowo
    ochładzać atmosferę. Jeśli już teraz jest chłodno to później nie
    będzie o co walczyć. Jestem zwolenniczką walki o związek ale głupotą
    jest od tego zaczynać. To jest dobre dla par, które większe kryzysy
    mają już za sobą:-)

    Niejasny jest też dla mnie powód trwania w tym związku. Litość
    wygoda? Czy nie uważasz, że oboje zasługujecie na coś więcej?

    --
    Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
  • 10.12.09, 08:13
    Tak, potrafiłabym. Jestem tego pewna. Ta moja zdrada to nie jest ani
    nie była czysto fizyczną fascynacją. Nie mogę iść do łóżka z facetem,
    jeśli nie ma między nami czegoś więcej... W momencie, kiedy
    zdecydowałam się na ten krok, byłam przekonana, że mój obecny związek
    to już przeszłość. Nie spodziewałam się oświadczyn ani żadnym
    poważnych deklaracji na przyszłość. Byłam pewna, że mojemu facetowi
    nie zależy na mnie i pomimo tego, że go jeszcze wtedy kochała,
    zdecydowałam, ze czas się odciąć i zapomnieć...
    No ale oświadczył się. I zrobił to tak naprawdę o tydz. za późno i
    tylko dlatego, że powiedziałam, że wyprowadzam się.

    Dlaczego dalej to ciągnę? Jego nie ma, mieszkanie mamy wspólne, żyłam
    w nim 4 lata. Ciężko mi jest teraz to rzucić w cholerę i z dnia na
    dzien odejść.
    Może jestem nienormalna, ale mam wrażenie, że jednak mi na byłym
    zależy (jednak trochę czasu razem przeżyliśmy) a z drugiej strony
    naprawdę kocham tego drugiego...
  • 10.12.09, 22:35
    Sama piszesz "byly", i tak o nim myslisz. Ciezko jest przewrocic zycie do gory
    nogami ale sila inercji to mozna zyc po 60-tce a nie gdy sie zaczyna. Uciekaj!
    --
    <*>
    'Our greatest natural resource is the minds of our children' Walt Disney
  • 10.12.09, 22:14
    Narzeczenstwo ktore opisujesz nie brzmi jak wstep do udanego malzenstwa. Jesli
    teraz jest zimno to po slubie (moze nie przed) jak juz bedzie pewny swej
    sytuacji w ogole Cie oleje. Ja bym odeszla - teraz poki nie ma procedur,
    wspolnego majatku, dzieci, poki jestes mloda. Sprobuj byc z kochankiem ale
    niczego nie przyspieszaj. Najwyzej nie wyjdzie, nic nie tracisz, bo perspektywa
    malzenstwa ktore napelnia strachem nie jest chyba wielka strata?
    --
    <*>
    'Our greatest natural resource is the minds of our children' Walt Disney
  • 11.12.09, 19:29
    nad czym się zastanawiasz?

  • 12.12.09, 09:49
    Czy dobrze robię i czy jednak, mimo wszystko, nie stracę czegoś
    ważnego :(
  • 12.12.09, 21:56
    Przeczytałem wszystko w Twojej sprawie naprawdę zafascynowany.Dlaczego?
    Bo znam jedną z możliwych wersji rozwoju wydarzeń.Ja jestem Twoim chłopakiem(tym
    narzeczonym),a moja żona Tobą po 27 latach.Rada,którą Ci dam, wymaga właściwie
    uzasadnienia w postaci opisania mojego życia,więc jeśli wyda ci się to
    sensowne,poproś o to.Mogę Cię tylko zapewnić na razie,że masz jeszcze szansę na
    wielokrotne orgazmy synkopowane z tym chłopakiem,i to nie tylko za trzy
    miesiące,ale także za dwadzieścia parę lat.

    Musisz powiedzieć narzeczonemu o zdradzie i ją uzasadnić,co w Twoim przypadku
    nie będzie trudne.Przypuszczam, że w odwecie opowie Ci o swojej dziewczynie od
    seksu (Ty na razie jesteś tylko kandydatką na żonę,ale to się może zmienić)
    Musisz powiedzieć o wszystkim,co dawał Ci nowy kochanek.
    Jeśli narzeczony będzie chciał Cię zabić,to wszystko w porządku.Pomęczycie się
    parę tygodni lub miesięcy,ale będziesz miała nowego - starego chłopa do
    pie....nia.Jeśli nie zacznie nic mówić o zabijaniu - wal do nowego i nawet się
    nie oglądaj.
  • 21.12.09, 14:16
    :) wyslalam Ci odpowiedz na priva :)
    Bardzo mnie ciekawi Twoja historia i zastanawia Twoje odmienne
    podejscie do tematu ;)

    Pozdrawiam
  • 22.12.09, 02:28
    Jeśli mnie wzrok nie myli to mamy wątek na 60 wpisów i - może wyjąwszy ten wpis
    na szarym końcu - nikt nie widzi większego problemu w zdradzaniu gościa, z
    którym ma się wyjść za mąż. Ciekawe.
  • 22.12.09, 09:37
    Nie, ze nie widzi. Zwyczajnie sprawa jest tak prosta i oczywista, ze szkoda
    czasu na pisanie.
    Znużyło mnie pisanie po raz kolejny, ze zdrada świadczy o rozpadzie związku, a
    jak związek jest przed sformalizowaniem to juz w ogóle.
    Jak widać żadna z zakładających wątki osób nie trudzi sie przeczytaniem tego, co
    już było i jak takie historie sie kończą, bo w jej wypadku to akurat będzie
    inaczej...ręce opadają
  • 25.12.09, 02:10
    napisalas

    Czy dobrze robię i czy jednak, mimo wszystko, nie stracę czegoś
    ważnego :(

    ale... co waznego i wartosciowego widzisz w tym swoim zwiazku? Idee milosci
    wyznawana przez partnera, taka, w ktorej istnienie nawet watpisz? "Moze milosc"
    nie powinna byc powodem, dla ktorego wiazesz sie z kims; a moze to nie milosc? i co?
    Nawet jezeli, co ci po takiej "milosci" ktorej nie widzisz, nie czujesz i ktora
    byc moze, "podobno" jest... a moze i nie...
    czy to jest naprawde to "cos waznego"?

    --
    obrazy, malunki i nie tylko
  • 25.12.09, 11:48
    Sprawa jest bardzo prosta.

    Nowy kochanek to po prostu nowy kochanek. Zawsze tak jest na
    poczatku. Zapomnialas juz jakie byly pierwsze miesiace ze starym
    facetem. Byly na pewno podobne.

    A stary ma cie juz dosc, niedlugo na pewno dojdzei do wniosku, ze
    potrzebuje nowych wrazen, o ile juz tego nie robi podczas wyjazdow. A
    jesli nie robi, to cos z nim rzeczywiscie nie wporzadku, bo prawie
    kazdy facet jest nastawiony na sex jak pies na kosc. Oczywiscie
    zdarzaja sie psy ktore kosci nie chca, ale znaczy to ze cos im dolega
    najpiewniej.

    Rada dla ciebie: olac starego i sprobowac nowego. Ze starym jestes
    bowiem w ostatnim stadium zwiazku, czyli ROZPAD. I nic tego nie
    powstrrzyma, bo zwiazki przechodza przez stadia:m Zakochanie,
    Romantyczne poczatki, Zwiazek kompletny, Zwiazek przyjacielski,
    Zwiazek pusty i jego rozpad. Z tym nowym bedziesz mogla przynajmniej
    miec szanse na caly cykl od poczatku.
  • 25.12.09, 14:19
    Z Twojej wizji świata wynika, że każdy facet powinien mieć kilka kobiet, jedną
    po drugiej i/lub równolegle, w związkach formalnych lub nieformalnych.
    Względnie, że jednej partnerki trzymają się tylko faceci bez jaj i nieudacznicy.
    Krótki rzut oka na świat dookoła nas pozwala jednak stwierdzić, że nie tak się
    rzeczy mają. Gdzie leży błąd?
  • 25.12.09, 14:42
    Yoric, uprzedziles mnie, o to samo chcialam go zapytac. Moze facet z
    choinki spadl. To byloby chyba dobre wyjasnienie tak przy Swietach:))
  • 25.12.09, 14:46
    To nie moja wizja tylko rzeczywistosc, a to ze ty nie chcesz jej
    zauwazyc, to juz twoj biznes :-)
    Zauwazasz jedynie pozory, a wlasciwie chcesz zauwazac jedynie
    pozory. Tu lezy blad.
  • 25.12.09, 15:08
    Uważasz, że każdy facet, z wyjątkiem nieudaczników, ma kilka kobiet, jedną po
    drugiej i/lub równolegle, w związkach formalnych lub nieformalnych?
  • 25.12.09, 15:37
    yoric napisał:

    > Uważasz, że każdy facet, z wyjątkiem nieudaczników, ma kilka
    kobiet, jedną po
    > drugiej i/lub równolegle, w związkach formalnych lub nieformalnych?

    Uwazam, ze kazdy facet chcialby, nie kazdy sobie to uswiadamia. Ale
    coraz wiecej sobie uswiadamia, wrecz juz masowo.
    Wielu mlodym wydaje sie, ze bedza mieli jakas wielka romantyczna
    milosc, to przekonanie trwa wsrod wielu doroslych. Niestety czlowiek
    potrzebuje sie zakochac wielokrotnie w ciagu swojego zycia. A milosc
    trawa krotko.
  • 25.12.09, 16:23
    A że 'chciałby' to już jest inne stwierdzenie.

    Nadal są jednak dwa problemy. Każdy chciałby, ale atrakcyjnych partnerek jest
    daleko mniej, niż chętnych samców, z czego wynika, że nie każdy może mieć jedną,
    co dopiero mówić o kilku.

    Dwa, fakty są takie, że mimo poligamicznych zapędów wielu atrakcyjnych facetów
    mimo to pozostaje w monogamicznych związkach, a przynajmniej korzystają ze
    swojego powodzenia w stopniu daleko mniejszym, niż by mogli. I szczerze
    deklarują, że tak im dobrze. To jest fakt, z którym Twoja wizja świata również
    niespecjalnie sobie radzi.
  • 25.12.09, 16:41
    Powiem ci tak. Spojrz na Marcinkiewicza gdy byl jeszcze poslem
    Zjednoczenia Chrzesicjansko Narodowego i spojrz na to co robi teraz.
    Wyglada na szczescliwego :-) Wyrwal sie z okowow :-)
  • 25.12.09, 16:46
    Za czym konkretnie miałby to być argument?
  • 29.12.09, 10:47
    Hmmm, wiec wg Ciebie nie ma mowy o zwiazkach az po grob? Nie da rady?
    Bo ja uwazam, ze fakt, jest to zjawisko rzadkie, ale nie
    niemozliwe...

    superprawda napisał:

    > yoric napisał:
    >
    > > Uważasz, że każdy facet, z wyjątkiem nieudaczników, ma kilka
    > kobiet, jedną po
    > > drugiej i/lub równolegle, w związkach formalnych lub
    nieformalnych?
    >
    > Uwazam, ze kazdy facet chcialby, nie kazdy sobie to uswiadamia.
    Ale
    > coraz wiecej sobie uswiadamia, wrecz juz masowo.
    > Wielu mlodym wydaje sie, ze bedza mieli jakas wielka romantyczna
    > milosc, to przekonanie trwa wsrod wielu doroslych. Niestety
    czlowiek
    > potrzebuje sie zakochac wielokrotnie w ciagu swojego zycia. A
    milosc
    > trawa krotko.
  • 25.12.09, 14:47
    yoric napisał:

    > Z Twojej wizji świata wynika, że każdy facet powinien mieć kilka
    kobiet, jedną
    > po drugiej i/lub równolegle, w związkach formalnych lub
    nieformalnych.

    tak, ale dotyczy to tez kobiet przeciez.
    Seryjna monogamia jest chyba dla was najlepszym rozwiazaniem, bo
    zachowacie pozory. Ja wole seryjna poligamie ;-)))
  • 25.12.09, 15:03
    Aha, dziekuje, ze uswiadomiles mi czego tak naprawde chce, bo nie bylam
    tego swiadoma.
    Nie zebym byla wscibska, ale ciekawi mnie Twoja osoba. Co musialo sie
    wydarzyc w Twoim zyciu, jaka kobiete spotkales albo jakiej nie spotkales
    na swojej drodze, ze takie bzdury i pseudo prawdy objawione wygadujesz.
    To ze Ty tak masz i tak chcesz/tak czujesz nie znaczy, ze jest tak z
    wiekszoscia populacji.
  • 25.12.09, 15:39
    kag73 napisała:

    > Aha, dziekuje, ze uswiadomiles mi czego tak naprawde chce, bo nie
    bylam
    > tego swiadoma.
    > Nie zebym byla wscibska, ale ciekawi mnie Twoja osoba. Co musialo
    sie
    > wydarzyc w Twoim zyciu, jaka kobiete spotkales albo jakiej nie
    spotkales
    > na swojej drodze, ze takie bzdury i pseudo prawdy objawione
    wygadujesz.
    > To ze Ty tak masz i tak chcesz/tak czujesz nie znaczy, ze jest tak
    z
    > wiekszoscia populacji.\


    Wiem, ze ci sie superprawda nie podoba. Alternatywa jest wierzyc w
    to co chcesz wierzyc. Wcale nie odbieram ci prawa do oszukiwania
    sie. :-)
  • 25.12.09, 17:12
    superprawda napisał:


    > Wcale nie odbieram ci prawa do oszukiwania sie. :-)


    Ale za to wkladasz swoja "superprawde" jako jedyna sluszna wizje swiata w usta
    calej populacji facetow - nieproszony. Posadziles sam siebie na tronie
    domoroslego guru i glosiciela jedynie slusznej i wrzucajacej wszystkich do
    jednego worka (super)Prawdy :-) I wlasnie to jest na tyle denerwujace, ze
    wywoluje irytacje nawet u facetow (reakcja Yorica). Mnie osobiscie sama Twoja
    "superprawda" az tak nie wkurza, tylko raczej generalizowanie i
    protekcjonalno-madralinsko-poblazliwy sposob jej serwowania (jakies glupie
    teksciki o "smiesznych laskach" itp)

    Prawda jest zas jak zwykle taka, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
    Sa faceci poligamisci, sa i monogamisci seryjni, sa tez pewnie gdzies i tacy,
    ktorzy jednak cenia sobie monogamie, wcale nie bedac nieudacznikami. Kazdy ma
    swoj wlasny profil psychologiczny, emocjonalny i seksualny. Sama nie bardzo
    wierze w szczerosc i autentyke dlugoletniej monogamii w meskim wydaniu - ale
    nigdy nie pozwolilabym sobie na arogancje generalizowania w stylu ze "wszyscy NA
    PEWNO tak maja, bo ja tak uwazam / ja tak mam / Marcinkiewicz tak ma" (lol)

    Skakanie z kwiatka na kwiatek paradoksalnie nie musi byc koniecznie marzeniem
    KAZDEGO faceta na tym padole. Nie kazdy jest do tego stworzony, nie kazdy by sie
    w tym odnalazl, nie kazdemu to pasuje ze wzgledow charakterologicznych czy z
    powodow emocjonalnej konstrukcji. Nie dla kazdego poligamia czy monogamia
    seryjna to optymalny modus vivendi. Niektorzy ludzie maja potrzebe zapuszczenia
    korzeni, sa nastawieni na to, zeby BUDOWAC cos trwalszego wokol siebie niz tylko
    krotkie bzykankowe relacje na czas buzowania hormonow - a potem bugger off,
    zegnaj gienia swiat sie zmienia - i skok na nastepne miesko do zerzniecia. Sa
    ludzie potrzebujacy glebszych relacji, poczucia stabilnosci w zyciu emocjonalnym
    i wiernosci partnerowi - chocby nie byla ona nawet super naturalna. Przeciez nie
    mozesz tego tak jednoznacznie wykluczyc ze gdzies moga byc jacys "inni", inaczej
    postrzegajacy te sprawy niz Ty oraz pajac Marcinkiewicz ;-)

    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 25.12.09, 17:49
    Ale właśnie tu gość ma dużo racji, że facet może sobie być "nastawiony na
    BUDOWANIE", "charakterologicznie monogamiczny", itd., a potem przyjdzie co do
    czego i młoda laska z łatwością zawraca mu w głowie. Sprawa wygląda trochę
    inaczej. Nie ma wątpliwości, że wszyscy jesteśmy potomkami poligamistów i że
    każdy facet ma takie ciągotki. Jest to rzecz naturalna, ALE: obżeranie się pizzą
    też jest 'naturalne', naturalna jest przemoc wobec kobiet, gwałty, oraz
    mordowanie obcych. Naturalne nie znaczy dobre. Symptomatyczna jest np. reakcja
    właśnie na Marcinkiewicza. Ja np. nie uważam, by zrobił coś złego, ale presja
    społeczna jest ogromna i jest to bez dwóch zdań jedna z negatywnych
    konsekwencji, które poligamista (monogamista seryjny) musi wziąć pod uwagę.
    Podsumowując: to, że każdy (w znaczeniu 99%) facet ma silne ciągoty/naturalny
    instynkt poligamiczny - wydaje się być faktem. To, co mi się nie spodobało w
    wypowiedzi Superprawdy to stwierdzenie, że każdy (pełnowartościowy) facet
    nieuchronnie prędzej czy później musi postąpić zgodnie z tymi ciągotami - bo
    każdy, kto ma oczy widzi, że tak nie jest.
  • 25.12.09, 19:43
    Alez ja to wszystko wiem, rozumiem i z faktami (poligamia, zwlaszcza meska) sie
    nie kloce. Nie potepiam rowniez tego, ze ajkis facet uczciwie zamienia partnerke
    na mlodsza. Taki lajf, a scisle taka biologia. Do niedawna wierzylam jeszcze w
    istnienie paru ostoi szczesliwej (to kluczowe slowo) monogami w meskim wydaniu,
    jednak jak sie nad tym glebiej zastanowilam, to ostatnio nawet i te bastiony
    upadly. Niemniej nadal nie osmielilabym sie generalizowac w tonie "kazdy facet z
    jajami tak ma i powinien...." itp.

    Osobiscie nie potepiam Marcinkiewicza za rzucenie starej zony i odjechanie na
    punkcie mlodej dupci, tylko za zenujace medialne pajacowanie i szokujacy,
    totalny brak elementarnej klasy. Rzucac zone tez trzeba umiec, zwlaszcza gdy ma
    sie z nia 4 dzieci - o byciu osoba publiczna juz nawet nie wspomne...


    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 02.01.10, 18:58
    > Osobiscie nie potepiam Marcinkiewicza za rzucenie starej zony i
    odjechanie na
    > punkcie mlodej dupci, tylko za zenujace medialne pajacowanie i
    szokujacy,
    > totalny brak elementarnej klasy. Rzucac zone tez trzeba umiec,
    zwlaszcza gdy ma
    > sie z nia 4 dzieci - o byciu osoba publiczna juz nawet nie
    wspomne...

    Myśle, że nie chodzi tu o medialne pajacowanie. W przeciwieństwie
    np. do Lisa, Wiśniewskiego w wywiadach Marcinkiewicz nie jeździł po
    swojej żonie, zwalając całej odpowiedzialności. Jego żona zachowała
    klasę- zamiast publicznego prania brudów był spokój. Opinie
    publiczną chyba najbardziej wkurzyła taka zwykła życiowa
    niesprawiedliwość.

    On-żyje jak kawaler, dzieci zostały w PL, zapłaci alimenty (a i tak
    sporo mu na pewno zostaje) i nie ma problemów. Zaczął od zera. Jego
    kochanka praktycznie nawet nie odczuwa, że facet ma czwórkę dzieci
    na karku. Od strony jego żony wygląda to zdecydowanie mniej
    optymistycznie. Samotna kobieta z 4 dzieci praktycznie nie ma
    większych szans na miłość (a co za tym idzie i lepszy seks).
    Korzyści z posiadania potomstwa czerpią oboje, tylko , że ona ponosi
    prawie 200% odpowiedzialność, on prawie zerową.
    Niestety, decydowanie się na tak liczne potomstwo jest dla kobiet
    bardzo ryzykowne i przykład Marcinkiewiczów doskonale ilustruje
    dlaczego...

    --
    Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
  • 03.01.10, 00:47
    zakletawmarmur napisała:


    > Myśle, że nie chodzi tu o medialne pajacowanie (...) Opinie
    > publiczną chyba najbardziej wkurzyła taka zwykła życiowa
    > niesprawiedliwość.


    Tylko, ze ja nie pisalam o tym co wkurzylo opinie publiczna, tylko o tym, co
    MNIE w tej historii degustuje. Przeciez wyzej napisalam bardzo wyraznie, cyt. :
    "OSOBISCIE nie potepiam Marcinkiewicza za rzucenie starej zony (...) tylko za
    zenujace medialne pajacowanie"

    Wyraz "osobiscie" jest kluczowy ;-P... A to niedokladne doczytanie z Twojej
    strony zwalam na karb poznej nocnej pory ;-P


    > Niestety, decydowanie się na tak liczne potomstwo jest dla kobiet
    > bardzo ryzykowne i przykład Marcinkiewiczów doskonale ilustruje
    > dlaczego...


    Tez tak uwazam i zawsze podziwialam odwage (a zwlaszcza naiwnosc i brak
    wyobrazni) swiadomych skadinad kobiet, ktore do tego stopnia potrafia zaufac
    mezowi, ze ufnie robia sobie z nim czworke dzieci. Bo chocby nie wiadomo jak
    rozsadnie sobie wybrac meza, to przyszlosci nie da sie przewidziec, a na
    "dozywotniosc" czyichs uczuc nie mamy przeciez absolutnie zadnej gwarancji. Zas
    czasy jakie sa takie sa - nie ulatwiaja zycia kobietom liczacym na wiernosc i
    dozywotnia lojalnosc meza...
    Polisa ubezpieczeniowa dla dlugoletnich mezatek - napisze brutalnie - jest wiec
    jedynie MAKSYMALNE dbanie o siebie (pod wzgledem fizycznym, zawodowym,
    intelektualnym itp) zeby w razie pojscia w odstawke miec wysokie notowania na
    wtornym rynku damsko-meskim. No i - przykro to pisac, ale takie sa realia - nie
    wiecej jak dwojka dzieci... Nie warto dzis az tak ufac komukolwiek, zeby dac sie
    namowic na wiecej.


    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 04.01.10, 02:04
    > Wyraz "osobiscie" jest kluczowy ;-P... A to niedokladne doczytanie
    z Twojej
    > strony zwalam na karb poznej nocnej pory ;-P

    Bez przesadyzmu z tą porą:-)

    Często pisze o własnym podejściu do sprawy, nie dlatego, żeby
    pisać "co ja o tym myśle "tylko bardziej po to, żeby zasugerować
    jakieś rozwiązanie. W tym przypadku odpowiedź na pytanie "dlaczego
    ludzie nie lubią Kazia i Izabel":-) Myślałam, że w Twoim przypadku
    było podobnie...

    > Tez tak uwazam i zawsze podziwialam odwage (a zwlaszcza naiwnosc i
    brak
    > wyobrazni) swiadomych skadinad kobiet, ktore do tego stopnia
    potrafia zaufac
    > mezowi, ze ufnie robia sobie z nim czworke dzieci. Bo chocby nie
    wiadomo jak
    > rozsadnie sobie wybrac meza, to przyszlosci nie da sie
    przewidziec, a na
    > "dozywotniosc" czyichs uczuc nie mamy przeciez absolutnie zadnej
    gwarancji. Zas
    > czasy jakie sa takie sa - nie ulatwiaja zycia kobietom liczacym na
    wiernosc i
    > dozywotnia lojalnosc meza...

    Można też tak jak piękna Marylin wcale się na dzieci nie zdecydować,
    w razie wpadki dokonać aborcji, budżet domowy ograniczyć do
    przeciwdziałania wszelkim oznaką starzenia i delektować się
    funkcją "najlepszej partii" prawie do czterdziestki... Tylko
    właściwie po co? Nie wiem, czy związki z mężczyznami są tego warte?
    Sam seks możemy mieć przecież nawet z czwórką dzieci na karku.

    > Tez tak uwazam i zawsze podziwialam odwage (a zwlaszcza naiwnosc i
    brak
    > wyobrazni) swiadomych skadinad kobiet, ktore do tego stopnia
    potrafia zaufac
    > mezowi, ze ufnie robia sobie z nim czworke dzieci.

    Podejrzewam Glam, że Ty za dużo dzieci tak czy inaczej mieć nie
    chciałaś więc dla Ciebie to żadne poświęcenie. Jeśli kobieta
    spełniona macierzyńsko poczuje się dopiero z czwórką to sama
    przyznaj dla niej rezygnacja z tej "nadprogramowej" 2-3 dzieci
    znaczy już sporo więcej. Była żona Marcinkiewicza akurat sie
    przejechała, ale jednak wielu kobietom udaje się urodzić więcej
    dzieci i nie stracić męża:-) Myśle, że błąd Marcinkiewiczów polegał
    na zbytnim rozluźnieniu relacji z rodziną, przez wyprowadzkę do Wawy
    a później za granicę. Już wtedy praktycznie dzieci ojca nie miały.
    No ale żona mogła wtedy widzieć sen, żeby poświęcać ich dzieciom
    200% energii potrzebnej do ich wychowania...

    Swoją drogą, ja na miejscu eks żony zaproponowałabym chłopu opiekę
    naprzemienną. Byłaby to niezła próba siły miłości Izabel:-)

    --
    Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
  • 04.01.10, 08:44

    Z drugiej strony 3 dzieci Marcinkiewiczów była już praktycznie
    dorosła a facet płacił żonie podobno 15000zł alimentów. W tym
    wypadku rozwód od strony żony też można uznać za opłacalny, nawet
    jeśli ojciec dziećmi się nie zajmuje:-)
    Szczerze myślałam, że dzieci mieli młodsze. Facet jednak nie wygląda
    na 28-letnie dziecko:-)

    --
    Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
  • 04.01.10, 09:46
    zakletawmarmur napisała:

    > Bez przesadyzmu z tą porą:-)

    To byl zart.

    > Często pisze o własnym podejściu do sprawy, nie dlatego, żeby
    > pisać "co ja o tym myśle "tylko bardziej po to, żeby zasugerować
    > jakieś rozwiązanie. W tym przypadku odpowiedź na pytanie "dlaczego
    > ludzie nie lubią Kazia i Izabel":-) Myślałam, że w Twoim przypadku
    > było podobnie...

    Ja z kolei, jezeli wyraznie podkreslam, ze cos pisze "osobiscie" to wlasnie po
    to, by zostalo to odebrane jako moj osobisty poglad na sprawe.


    > Można też tak jak piękna Marylin wcale się na dzieci nie
    > zdecydować,
    > w razie wpadki dokonać aborcji, budżet domowy ograniczyć do
    > przeciwdziałania wszelkim oznaką starzenia i delektować się
    > funkcją "najlepszej partii" prawie do czterdziestki...


    To jest z kolei przeciwlegle ekstremum. A w zyciu, jak wiadomo, wszelkie
    ekstrema srednio sie sprawdzaja i najlepiej wychodza na tym ci, ktorzy wyznaja
    zasade tzw. zlotego srodka. Od bezdzietnej, sfrustrowanej Marylin jadacej na
    prochach oraz od czterokrotnej Matki-Polki pani Marcinkiewicz (skoro juz o
    VIPach mowimy ;-))) blizsze mojemu sercu jest na przyklad rozwiazanie w stylu
    Sophii Loren : la famiglia, czyli dwoch fajnych synow (umiarkowana liczba dzieci
    =zloty srodek) i bycie atrakcyjna kobieta do starosci :-)


    > Podejrzewam Glam, że Ty za dużo dzieci tak czy inaczej mieć nie
    > chciałaś więc dla Ciebie to żadne poświęcenie.


    I znowu te niemile w wydzwieku supozycje, ktorych komentowac nie bede. Oj,
    Zakleta, popraw sie :-/


    > ale jednak wielu kobietom udaje się urodzić więcej
    > dzieci i nie stracić męża:-)


    Stawka nie jest "nie stracenie meza" i robienie wszystkiego pod katem utrzymania
    przy sobie chlopa. Stawka jest to, zeby jakkolwiek sprawy sie nie potoczyly
    kobieta czula sie "na silnej pozycji" przede wszystkim sama dla siebie. A
    okazyjnie tez dla meza oraz na rynku damsko-meskim - gdyby kiedys mezowi sie
    odwidzialo, a ona nie mialaby wcale ochoty odchodzic jeszcze w zwiazku z tym na
    emocjonalna emeryture. To tak na wszelki wypadek, zeby, jakby przyszlo "co do
    czego", byc sobie sterem, zeglarzem, okretem. To bardzo wazne poczucie
    samowystarczalnosci, bo nie kazda porzucona matka czworga dzieci moze liczyc na
    hojnosc meza rzedu 15 tys PLN alimentow tak jak to ma miejsce (wierze Ci na
    slowo) u panstwa M. A rzadko ktora normalna kobiete stac byloby na samodzielne,
    godziwe zycie z tak licznym potomstwem w razie rozstania, zwlaszcza jesli dzieci
    sa male. I nie przekonuja mnie argumenty "wielu kobietom udaje się urodzić
    więcej dzieci i nie stracić męża", bo podejmowane ryzyko jest jednak duze, a im
    wieksza ilosc potomstwa to - chcesz czy nie chcesz - wieksze uzaleznienie sie od
    faceta, chocbysmy mowili tylko o finansach. Malzenskie rafy podwodne w
    dzisiejszych czasach to chleb powszedni i nikt nie moze czuc sie stuprocentowo
    pewnie. Natomiast zadbana kobieta z mniejsza iloscia potomstwa o wiele latwiej
    sobie poradzi pod kazdym zyciowym wzgledem - z mezem, czy bez meza.


    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 04.01.10, 17:29
    > I znowu te niemile w wydzwieku supozycje, ktorych komentowac nie
    bede. Oj,
    > Zakleta, popraw sie :-/

    Wybacz Glam, ale nie sądzę, żebym napisała coś niemiłego. Masz
    mistrzostwo świata w doszukiwaniu się krytyki.

    Wiele koleżanek mojej mamy to kobiety bezdzietne z wyboru. Niektóre
    tylko dlatego, że chciały zachować pozycje "jak najlepszej partii".
    Wcale nie widzę w tym NIC złego. Problem polega na tym, że kobiety
    mają RÓŻNE potrzeby w zakresie posiadania potomstwa. Zasugerowałam,
    że Ty masz te potrzeby mniejsze od innych kobiet. Co w tym złego,
    obraźliwego? Sama zresztą mam jedno i nie wiem czy na więcej się
    kiedyś zdecyduje.

    > To jest z kolei przeciwlegle ekstremum. A w zyciu, jak wiadomo,
    wszelkie
    > ekstrema srednio sie sprawdzaja i najlepiej wychodza na tym ci,
    ktorzy wyznaja
    > zasade tzw. zlotego srodka. Od bezdzietnej, sfrustrowanej Marylin
    jadacej na
    > prochach oraz od czterokrotnej Matki-Polki pani Marcinkiewicz
    (skoro juz o
    > VIPach mowimy ;-))) blizsze mojemu sercu jest na przyklad
    rozwiazanie w stylu
    > Sophii Loren : la famiglia, czyli dwoch fajnych synow (umiarkowana
    liczba dziec
    > i
    > =zloty srodek) i bycie atrakcyjna kobieta do starosci :-)
    >

    Dla mnie górne ekstremum to raczej 13 dzieci... 4 wydaje mi się
    całkiem osiągalnym wynikiem:-) Ciekawe na ile dzieci jeszcze
    zdecyduje się Angelina i czy skończy jak nieatrakcyjny babsztyl:-)

    faceta, chocbysmy mowili tylko o finansach. Malzenskie rafy podwodne
    w
    > dzisiejszych czasach to chleb powszedni i nikt nie moze czuc sie
    stuprocentowo
    > pewnie. Natomiast zadbana kobieta z mniejsza iloscia potomstwa o
    wiele latwiej
    > sobie poradzi pod kazdym zyciowym wzgledem - z mezem, czy bez meza.

    Dla faceta to też ryzyko. Żonka może mu z jakimś Egipcjaninem zwiać.
    Na świecie jest wiele ryzykownych rzeczy a jednak ludzie je robią...
    Widocznie jakiś interes w tym mają.

    ps

    Myśle, że to Ty powinnaś się poprawić:-) Te naiwne Matki Polki z
    brakiem wyobraźni, bo zdecydowały się mieć więcej dzieci, niż TY
    planujesz, mogłyby się poczuć urażone...

    --
    Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
  • 04.01.10, 19:35
    zakletawmarmur napisała:

    > Wybacz Glam, ale nie sądzę, żebym napisała coś niemiłego. Masz
    > mistrzostwo świata w doszukiwaniu się krytyki.


    Nie odebralam tego jako krytyki, tylko jako takie dosc obcesowe
    zgadywanki-imputowanki. Pisze "obcesowe", bo sprawy posiadania dzieci to bardzo
    delikatna materia. Sa przeciez np. kobiety, ktore nie moga ich miec i z tego
    powodu cierpia. W zwiazku z tym takie bezkompromisowe supozycje na tak drazliwy
    temat w bezposredniej dyskusji sa w moim odczuciu dosc malo taktowne. Podobnie
    jak tamto Twoje obcesowe pytanie "po co ci w ogole ten chlop?" a propos mojego
    (ukochanego, co czesto podkreslam ) meza w innym watku, hmmmm. Dlatego napisalam
    "Zakleta, popraw sie" z lekkim przymruzeniem oka ;-))


    > ps
    > Myśle, że to Ty powinnaś się poprawić:-) Te naiwne Matki Polki z
    > brakiem wyobraźni, bo zdecydowały się mieć więcej dzieci, niż TY
    > planujesz, mogłyby się poczuć urażone...


    Gdybym dyskutowala tu na forum bezposrednio z wielodzietna matka, a nie
    konkretnie z Toba, to na sto procent nie uzylabym takiego sformulowania.
    Taktownie oszczedzilabym wtedy tez sobie powyzszych wywodow "wielodzietnosc
    versus malodzietnosc" bo i po co ranic uczucia kogos bardzo konkretnego, z kim
    akurat wdalam sie w polemike. Jezeli natomiast forum czytaja gdzies przypadkowo
    jakies anonimowe kobiety z czworka dzieci, to trudno, nic nie poradze - moze je
    faktycznie urazilam - jednak nie w bezposredniej dyskusji, i to jest IMO ta
    subtelna roznica. Nie widze powodu zeby byc poprawna politycznie wobec calego
    swiata i wszelkich potencjalnych czytaczy. W stosunku jednak do bezposrednich
    rozmowcow STARAM SIE w miare mozliwosci nie tykac potencjalnych czulych strun -
    o tyle przynajmniej na ile znam ich forumowa tozsamosc. Czasem mi sie moze nie
    udaje, ale przynajmniej sie staram.


    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 04.01.10, 21:49
    zgadywanki-imputowanki. Pisze "obcesowe", bo sprawy posiadania
    dzieci to bardzo
    > delikatna materia. Sa przeciez np. kobiety, ktore nie moga ich
    miec i z tego
    > powodu cierpia. W zwiazku z tym takie bezkompromisowe supozycje na
    tak drazliwy
    > temat w bezposredniej dyskusji sa w moim odczuciu dosc malo
    taktowne.

    Glam, Ty wszystko bierzesz jako atak. Co takiego niby zgaduje? Powód
    dla którego nie zdecydowałaś się na potomstwo:-) Co takiego Ci
    imputowałam? Czy Ty nie popadasz w paranoję?:-) Nie wdaje się w tym
    wątku w szczegóły Twojego małżeństwa. Jeśli jest inaczej to napisz
    gdzie tak to odebrałaś? Faktycznie brak mi czasem wyczucia i chętnie
    się podciągane, jednak w tym wątku czytam i sama na to nie wpadnę...

    Zarzuciłam Ci brak tolerancji dla poglądów / potrzeb innych kobiet.

    Podobnie
    > jak tamto Twoje obcesowe pytanie "po co ci w ogole ten chlop?" a
    propos mojego
    > (ukochanego, co czesto podkreslam ) meza w innym watku, hmmmm.

    Przyznaje, że lubie wiele rzeczy mówić wprost. Może dla niektórych
    to wada. Powód trwania w związku wydaje mi się dość ważną sprawą
    przy omawianiu problemów z seksem. Gdybym była Tobą, w pierwszej
    kolejności zastanowiłabym się dlaczego odebrałaś tamtą rozmowę jako
    atak. Moje pytanie nie wydaje mi się agresywne. Nawet nie zawarłam w
    nim żadnej oceny.

    Zapytałam, bo nie pamiętam, żebyś pisała szczegółowych powodów prócz
    bardzo ogólnikowego "dobrze dobrani w innych dziedzinach". Zresztą
    nie ważne. Temat zamknięty.

    Napisałam "chłop" bo przez dwadzieścia kilka lat mieszkałam na
    śląsku i to określenie wydaje mi się dość pieszczotliwe:-) Do mojego
    też tak się zwracam, gdy mnie czymś rozczuli (dokładnie brzmi
    to "chopie" odpowiednio zaakcentowane:-)

    --
    Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
  • 04.01.10, 23:38
    zakletawmarmur napisała:


    > Glam, Ty wszystko bierzesz jako atak. Co takiego niby zgaduje? Powód
    > dla którego nie zdecydowałaś się na potomstwo:-) Co takiego Ci
    > imputowałam? Czy Ty nie popadasz w paranoję?:-)

    No nie wiem, moze jestem faktycznie ciut przewrazliwona... Wyobrazilam sobie
    jednak, ze hipotetycznie moglabym byc np. kobieta, ktora od lat bezskutecznie
    stara sie o dziecko i nie moze zajsc w ciaze (choc wcale tak nie jest), a Ty
    kompletnie mnie nie znajac strzelasz taki cios ponizej pasa piszac "bo Ty, Glam,
    to chcesz jak Marylin..." ;-)))) Przyznaje, ze wyobraznia i empatia mnie troche
    poniosly, za to zupelnie zapomnialam, ze w innym watku przyznalam bez bicia, ze
    dopiero co odstawilam wieloletnie pigulki ;-)))
    OK, poprzestanmy wiec na lekkiej paranoi oraz zbyt wybujalej obsesji na pukncie
    tzw. taktu :-)

    > Zapytałam, bo nie pamiętam, żebyś pisała szczegółowych powodów prócz
    > bardzo ogólnikowego "dobrze dobrani w innych dziedzinach". Zresztą
    > nie ważne. Temat zamknięty.


    A propos tego slynnego "po co Ci ten chlop" ;-) Odebralam to faktycznie jako
    dosc obscesowe pytanie. Ale OK, wierze Ci, ze nie mialas zadnych wscibskich
    intencji, a zadalas je z normalnej potrzeby wyjasnienia tej mojej fullpackowej
    enigmy ;-) Coz, na forum pisze sporo i rozwlekle, ale raczej nie jestem w mojej
    pisaninie zbyt wylewna i nie lubie pisac bezposrednio o uczuciach. Stad tez
    pewnie tu na forum nie wspominalam, ze nigdy w zyciu nie bylam w nikim tak
    zakochana jak wlasnie w mezu. Hmmmm, do tego stopnia, ze nawet porzadnie
    zdradzic go nie potrafie ;-)) Niech wiec to wystarczy za ostateczne wyjasnienie
    ;-) Zas jesli chodzi o slowo "chlop" to absolutnie nie mam nic przeciwko - sama
    go z luboscia uzywam, a przejelam ten zwyczaj od naszej starej, dobrej,
    forumowej, a dawno nie widzianej Eeeli ;-)

    Tak czy owak, stare i nowe kwasy mozemy chyba uznac za wyjasnione, a wiec z
    mojej strony pax :-))

    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • 05.01.10, 00:17

    > kompletnie mnie nie znajac strzelasz taki cios ponizej pasa
    piszac "bo Ty, Glam
    > ,
    > to chcesz jak Marylin..." ;-))))

    W życiu nie pomyślałabym Glam o Tobie w ten sposób. Na forum często
    piszesz o dzieciach i czuć, że jest w Tobie sporo pozytywnych
    wibracji w tym kierunku. Nie wzięłabym Cię za kobietę, która
    świadomie rezygnuje z posiadania dziecka tylko dlatego, żeby facetom
    się podobać:-) Nie to nie w Twoim stylu. Ty udowodniłabyś całemu
    światu, że można mieć dzieci i dalej być "na topie":-) Jak Angelina.
    MM żyła w innych czasach. Aktorki-matki miały nie dostawały już ról
    miłosnych. Teraz to tabu został już przełamane (nawet w Playboyu
    były zdjęcia kobiet w widocznej ciąży).

    --
    Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
  • 25.12.09, 18:17
    Wielu oszukuje sie ze chca tego:

    "Niektorzy ludzie maja potrzebe zapuszczenia korzeni, sa nastawieni
    na to, zeby BUDOWAC cos trwalszego wokol siebie"

    ale ostatecznie zadowalaja sie tym:

    "krotkie bzykankowe relacje na czas buzowania hormonow - a potem
    bugger off zegnaj gienia swiat sie zmienia"

    Czesto nawet sami przed soba sie nie przyznaja, ze w gruncie rzeczy
    chodzi im o to drugie.

    Ja to tak widze, wy mozecie widziec to inaczej. Wchodzic w spory mi
    sie nie chce.
  • 25.12.09, 19:52
    Tyle, że to Forum na poziomie :). Głośne hasełka to za mało - tu się wchodzi w
    szczegóły i starannie artykułuje tezy :).
    Ja nie sądzę, byśmy się bardzo różnili co do sedna, także włączając Glam. Ja np.
    nie mam problemu z zaakceptowaniem tego stwierdzenia wyżej, ale to już jest co
    innego, niż pisanie że 'wszyscy', 'zawsze' i że nie tylko te ciągoty mają, ale
    'muszą' im ulec.
  • 25.12.09, 20:52
    Nie lubie tych dyskusji szczegolowych po prostu.

    Mowilem ogolnie.
  • 25.12.09, 20:57
    Zauważyłam, że jeśli zdarza mi sie spotkać takie indywiduum, które głosi jak
    Superprawda to zawsze uważa, ze tak maja wszyscy i nie dopuszcza do siebie
    myśli, ze niektórzy myślą inaczej.
    Czyżby aż takie wyparcie rzeczywistości było potrzebne?
    Oj kolejny pan z problemami ze sobą...
  • 04.01.10, 10:25
    Oj kolejny pan z problemami ze sobą...
    Nie Mirmiłuj ;-)
    Postawie następującą tezę
    Supreprawda prawdopodobnie nie ma żadnych problemów ze sobą. Jest chyba młody a to co prezentuje to taki dosyć charakterystyczny etap rozwoju. Człek jak zaczyna zgłębiać jakąś dziedzinę wiedzy to po przeczytaniu pierwszej drugiej czy nawet trzeciej książki nagle wszystko sie mu układa. Dodaj do tego częstą u bardziej poukładanych facetów potrzebę rozumienia świata
    Super przeczytał kilka popularnych pozycji z dziedziny psychologii związków miedzy ludzkich i doznał objawienia.
    Żaden romantyzm fiołki i pokrewieństwo dusz. Rządzi nami chuć i ruja. Każdy prawdziwy facet bzyka to co sie nawinie a kobitka także. Żadnych złudzeń. Tym bardziej będzie uznawał to co przeczytał za prawdziwe i niewzruszone im większym romantykiem był wcześniej Prezentując swoje poglądy nie tylko uważa ze ma racje ale widzi siebie jako człeka bezkompromisowego, racjonalnym chłodnym okiem patrzącego na świat i ludzików szarpiących się ze swoimi uczuciami.
    Jak dorośnie to mu przejdzie ;-)
    Teraz przed nim dwie drogi Może zaakceptować ten obraz. Uznać, że już wie i zająć się w sensie poznawczym czymś innym na przykład kosmologia albo zgłębiać temat dalej W tym drugim przypadku zaczną się schody bowiem wraz z dalszym studiowaniem "miłości" nie tylko nie dostanie odpowiedzi na te kilka według niego uzupełniających pytań ale przede wszystkim będzie dostawał coraz nowe pytania i okaże się ze im więcej wie tym zakres jego niewiedzy gwałtownie się powiększa.
  • 29.12.09, 10:44
    Bardzo optymistyczne podejscie :) a czy da sie miec zwiazek bez fazy
    pustej i nastepujacej po niej fazy rozpadu?
  • 29.12.09, 16:20
    mini_kosmos napisała:

    > Bardzo optymistyczne podejscie :) a czy da sie miec zwiazek bez
    fazy
    > pustej i nastepujacej po niej fazy rozpadu?

    Przeczytaj sobie Psychologie Milosci pana Wojciszke, dowiesz sie z
    niej, ze fazy te mozna wydluzyc, ale niegdy nie da sie zatrzymac. To
    jest po proces.
  • 29.12.09, 10:42
    czasami nie jest latwo tak po prostu odwrocic sie i odejsc. a opinie
    postronnych i niezaangazowanych w cala sytuacje osob na forum
    czasami potrafia otworzyc oczy...

    yvona73pol napisała:

    > napisalas
    >
    > Czy dobrze robię i czy jednak, mimo wszystko, nie stracę czegoś
    > ważnego :(
    >
    > ale... co waznego i wartosciowego widzisz w tym swoim zwiazku?
    Idee milosci
    > wyznawana przez partnera, taka, w ktorej istnienie nawet
    watpisz? "Moze milosc"
    > nie powinna byc powodem, dla ktorego wiazesz sie z kims; a moze to
    nie milosc?
    > i co?
    > Nawet jezeli, co ci po takiej "milosci" ktorej nie widzisz, nie
    czujesz i ktora
    > byc moze, "podobno" jest... a moze i nie...
    > czy to jest naprawde to "cos waznego"?
    >
  • 29.12.09, 10:40
    to chyba bardziej tak, ze nikt nie widzi sensu wychodzenia za niego
    za maz ;)
  • 14.01.10, 11:01
    Skoro już teraz (przed ślubem) zastanawiasz się czy nie odejść to bez sensu ten
    ślub, bo wcześniej czy później i tak go zostawisz!
    Wg mnie ten związek jest bez przyszłości.
    Już teraz widzisz wiele wad Waszego związku, a pamiętaj że małżeństwo oczy
    otwiera i co będzie po ślubie? jak się tych wad ujawni jeszcze więcej?
    Po co masz być nieszczęśliwa??

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.