zdrada po raz kolejny Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
                      • Nie wolno tak pisać, Rumpa! Trzeba pocieszać. Na rozwód zawsze będzie czas.
                        Przecież to miłość jest. Pan zdradza, bo jest zagubiony. Zagubił gdzieś informację o tym, że kocha żonę. Wcale nie oszukuje, po porstu zapomniał powiedzieć, że sypia z kimś jeszcze i nosi kwiatki innej kobiecie.
                        Kolejny rozwód zwiększa prawdopodobieństwo kolejnego, bo jak się raz przez to przejdzie to się wie, że rzecz nie jest tak straszna i można ją przeżyć. A jak sie jedną zdradę przeżyło i na oczy przejrzało, to się też wie potem czego szukać. No ale nie wolno tak pisać, przecież chodzi o miłość, nie?
                        Xciekawax powinna mieć tu pomnik. Za zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy. Jest silną i mądrą kobietą.
                        • nie jestem silna kobieta. gdybym byla silna kobieta to bym go z glowy wykopala i z usmiechem zaczela zycie ot tak. A teraz jestem wrakiem czlowieka.
                          • xciekawax napisała:

                            > nie jestem silna kobieta. gdybym byla silna kobieta to bym go z glowy wykopala
                            > i z usmiechem zaczela zycie ot tak. A teraz jestem wrakiem czlowieka.

                            Oj, kobieto, gdybyś go po kilkunastu latach związku tak z marszu z głowy wykopała, to byś nie była silna, tylko z defektem emocjonalnym :-) To normalne, że bardzo cierpisz - bardzo byłaś z nim zżyta, kochałaś go, był częścią twojego życia. Silna jesteś, bo działasz, ewoluujesz (i to bardzo szybko), podejmujesz decyzje, poddajesz się terapii (a to wymaga duzej odwagi, bo łączy się ze świadomym wystawieniem na światło dzienne naszych pokrętnych mechanizmów obronnych). Czujesz się jak wrak i to normalne. Ale nie jesteś wrakiem, tylko samochodem w trakcie generalnego remontu. Będzie dobrze.

                            --
                            Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                            by Zakletawmarmur
                  • dorotkaf1 napisała:

                    > ..mnie też męczy chęć poznania najgorszych szczegółow..ale czy jest sens ???

                    Nie ma sensu. Taka wiedza niczemu dobremu nie służy. Pogłębia tylko frustrację i jest co najwyżej wykorzystywana do samobiczowania. Wiedza o tym, że partner zawiódł, kłamał i utrzymywał kontakty seksualne z inną osobą jest wystarczająca do podjęcia ważnych decyzji.
    • Zaczne od opowiastki.
      Mialem kolege (dzis jest za oceanem) ktory trenowal boks w topowym Warszawskim klubie. Zapowiadal sie dobrze, trenowal z zapalem, choc wielu mu odradzalo zamilowania do obijania twarza rekawic bokserskich. Wszelkie krytyki, rady ignorowal, do czasu. Pojechal na prowincjonalny sparing, zlekcewazyl "silnego kmiotka" i dostal centralnie. Po tym ciosie kolesia zniesiono z ringu i przewieziono do szpitala. Nic mu sie nie stalo, oprocz jednej psychicznej metamorfozy. Oswiadczyl ze na ring juz nigdy nie wejdzie. Dostawal wiele ciosow, lecz nigdy nie dostal tego jednego, prawdziwego i dotkliwego.
      Jakie wnioski. Ano takie ze delikatne metody zawodza. Tylko madrze wymierzony "centralny" moze byc skuteczny. To jak z nalogowym palaczem papierosow. Nic standardowego nie go odwiedzie od tytoniu. Odwiedzie go i to natychmiast ostre tapniecie zdrowotne.
      Rady.
      - Koniecznie masz powiadomic tamtego, zdradzanego faceta. Kara musi byc dotkliwa dla wszystkich. Oko za oko. Ty cierpisz, to pocierpcie kolektywnie. Tamta kobieta podobnie jak twoj maz wiedziala co robi i powinna liczyc sie z konsekwencjami. Przejmij inicjatywe i pokaz ze kobieta tez moze miec jaja.
      - Zadbaj o siebie. Zmien cos w swojej powierzchownosci. Masz promieniowac, niech widzi co traci i kogo puscil kantem.
      - Nie szalej w obecnosci malzonka. Zachowaj maske tajemnicy, obojetnosci i trzymaj go na odleglosc. Ma sie wyprowadzic. To jedyna droga do pozytywnej przemiany w psychice tego czlowieka, bo z tego co piszesz to on dzis stara sie metoda malych kroczkow, bez zbednych kosztow wyslizgac sie. Co bedzie, to bedzie. Jesli po czysccu sie powaznie zdeklaruje, przemyslisz to. Jesli nie, to nie masz czego zalowac.
      • Odwiedzie go i to natychmiast ostre tapn
        > iecie zdrowotne.

        wiesz, przejdź się na onkologię, szaro od dymu w kiblach, niektórzy są niewyuczalni
      • Bzdura, moja teściowa fanatyczna palaczka (ponad 100 papierosów dziennie) po bardzo ciężkim zawale, kiedy to dotarla do szpitala w ostatniej chwili, stwierdziła, ze rzuca. Siły woli starczyło na rok, teraz znowu kopci jak parowóz...
      • Zgadzam sie z radami potwora..., moze oprocz tej o doniesieniu malzonkowi tamtej kobiety. Nie wiem czy to dobry pomysl do konca, mam mieszane uczucia.
        • A czemu nie.
          Uwazasz ze uczciwe jest pozostawiac tamtego mezczyzne w osmieszajacej go nieswiadomosci, gdy w tym czasie jego malzonka byc moze beztrosko rozwala nastepny zwiazek.
          • nie zamierzam nikogo (!) edypio111 przekonywać do tego co siedzi w mojej głowie
            może wydaję Ci się to NIEMOŻLIWE -ale chodzą po tym świecie ludzie którzy zawracają ze złej drogi (zabrzmiało infantylnie) ale błagam nie czepiajmy sie słów tylko meritum !
            oboje jesteśmy osobami wierzącymi - i to właśnie wiara pomaga przechodzić nam przez to bagno..
            dlaczego zakładasz że człowiek się nie zmienia?
            nie będę opowiadać tu historii mojego małżeństwa - wiem jedno - jakby ONA BYŁA całym światem dla niego to po prostu naszego małżeństwa by nie było!
            ona była tylko ułatwieniem
            podejmując decyzję o byciu razem podjĘLiśmy WSPÓLNIE OGROMNY WYSIŁEK budowania na nowo pewnych relacji - nie tylko dla siebie lecz przede wszystkim dla dziecka
            i wiesz co CI powiem - DUMNA JESTEM Z TEGO ŻE nie zrobiłam tego CO W MOICH OCZACH JEST NAJPROSTSZE - nie złożyłam pozwu o rozwód
            dziewczyny !!! szanujmy decycję każdej z nas
            wspierajmy się w decyzjach, dyskutujmy - każdej zwiazek jest inny przecieć
            • Nasuwa sie tylko stwierdzenie jak bardzo wierzacy jest Twoj malzonek, albo byl, jak sypial z kochanka, przepraszam, ale musialam to napisac.
              Jasne kazdy decyduje sam, cokolwiek postanowi to jego decyzja, musi sam byc z tym szczesliwy. Kazdy jest inny, ma inne priorytety i musi wiedziec czy sobie z taka a nie inna sytucja poradzi.
              Osobiscie sklaniam sie ku pogladom edypii. Przy czym dla mnie to istotna roznica czy ktos RAZ poszedl w bok czy tez mial romas/kochanke, wydawal na nia NASZE pieniadze(bo u mnie w malzenstwie mowimy o naszych pieniadzac), to dla niej mial czas, ona byla przyjaciolka, z nia dzielil intymnosc a wlasna zone traktowal, powiedzmy, nie najlepiej. I co jeszcze, jezeli ktos argumentuje "bo go kocham" to dla mnie troche malo, bo w moich oczach jedna milosc to za malo, co z ta druga osoba!? Niemniej jednak jezeli ktos potrafi wybaczyc, zamknac ten rozdzial, nie mecza go mysli i domniemania, nie boi sie, ze historia moze sie powtorzyc, ufa temu kto kiedys zdradzal, nie ma wrazenia ze musi go pilnowac i nie zyje w ciaglym strachu, to jak najbardziej jego wybor, zeby dac szanse i zaczac od nowa. Kazdy sam decyduje czy jest szczesliwy. W imie wiary czy religii, tylko po to, ze sie nazywa "trwalosc malzenstwa" bym tej rzeczy nie ciagnela dalej.
          • wierz mi, powiadomilabym go, albo przynajmniej powiedziala (na spokojnie) co o niej mysle. Ale jedyne co uda mi sie uzyskac to nr komorkowy do niej, a wiem ze numer ma na ta sim karte (ma sekretna komorke przed mezem). Moj maz nigdy do niej do domu nie dzwonil bo podobno jej maz by ja zabil.

            I bardzo dziekuje ci za Twoja wypowiedz. Uwazam ze masz absolutna racjie. I probuje malymi kroczkami. Np dzisiaj mnie obudzil (egoista, przeciez ja przez ten tydzien w ogole nie spalam) i powiedzial ze jest w samolocie. Po co mi to mowi? male kroczki?. Bez zadnych problemow idzie mieszkac do znajomego.

            Moj problem jest taki ze jestem jeszcze bardzo emocjonalna i nie mysle normalnie, wiec powiedzialam mu czy juz sie pozegnal z kochanka i mam nadzieje ze samolot runie do wody a on razem z samolotem. Teraz mam wyrzuty sumienia, bo nie powinnam takiej negatywnej energji wysylac gdy w samolocie sa niewinni ludzie. A dzisiaj napewno sie z nim nie spotkam. Ale zastosuje sie do Twoich rad - sa bardzo wartosciowe. I sama chce zachowac sie z klasa, ale wiesz jak to jest gdy sie gotuje w srodku.

            Muzyka bardzo pomaga. Dzisiaj sluchalam : Hit the road Jack: , lol,
            • Z tym spadajacym samolotem to blad. Odkrylas sie pokazujac emocje.
              Co do ustalenia z kim zdradzal Cie malzonek to jedynie biuro detektywistyczne jest w stanie to ustalic. Ja na Twoim miejscu dalbym takie zlecenie.
              Piszesz "bez zadnych problemow idzie mieszkac do znajomego". Czy aby na pewno bez zadnych problemow ? Cos mi sie zdaje ze jednak problem odczuwa i to nie maly. Dowodem jest sam fakt ze wogole Cie poinformowal i to z samolotu. On tnie glupa, wierz mi. Na zewnatrz stara sie emanowac tumiwisizmem a w srodku odczuwa strach i poczucie kleski, bo ile czasu kolega bedzie go trzymal i co z praca.
              Ty w tym czasie zmien zamki, ot tak, profilaktycznie i znajdz detektywow, niech dzialaja.
              Te dwie rady pozwola Ci sie ruszyc z miejsca i wygenerowac w Tobie pozytywna agresje ktora pomoze Ci sie wyciszyc oraz uzyskac przewage nad cwaniakiem.
              Jeszcze tylko jedna, wazna rada. Jesli zdecydujesz sie namierzyc rodzine kochanki meza to pod zadnym pozorem nie ujawniaj metody jaka w poszukiwaniu zastosowalas. Niech malzonek zachodzi w glowe jak do tego doszlas i gdzie popelnil blad.
              • Wiem, ze z tym samolotem to byl blad. Nie moge tez przestac docinac ala "zapytaj kochanki", "pozal sie kochance", itd... Nie chce tez wierzyc ze zakonczyl romans tak jak mowi. Przeciez gdy ona tylko bedzie miala problemy z mezem to od razu do niego zadzwoni aby sie dowartosciowac, ze ktos nia sie interesuje.... Musze sie od tego odciac.
                I masz racjie, wyluzuje i nie bede sie wiecej odkrywac. choc trudne to bedzie bo w duszy chce go autentycznie pobic, skopac strasznie.

                Z tym ze bez problemow pojdzie do naszego znajomego to chodzilo mi o to ze nie robi z tym mi problemow. A klucze odda. znam go na tyle. Jestem pewna ze nie jest mu to na reke i na pewno jak pies ogrodnika teraz mu zal. Ale jak zapytalam sie co on teraz ma zamiar zrobic z tym wszystkim, jakie sa jego plany, to powiedzial: Nie wiem.
                Tez bym pewnie nie wiedziala.
                A mieszkac on tam moze, chociaz na poczatku kolega nie chcial go tam przyjac z powodu tego co zrobil, to mysle ze sie dogadaja ok.

                W detektywow nie bede sie bawila, to za duze koszta. Mam dzwonic do PL szukac ich? Troche zenujace. A jezeli faktycznie ten jej maz ja brutalnie pobije, lub zabije? mam potem byc sadzona ze to spowodowalam? lub miec wyrzuty sumienia? (a mialabym). Mi sie wydaje ze oni byli bardzo podnieceni samym faktem ze chowaja sie przez zonka i mezusiem jak male nastolatki i sobie baraszkuja w tej "niedozwolonej milosci".

                Na razie zarzadam od niego
                1) testow ze nie ma venerycznej choroby (niech on lata do lekarzy, chociaz uzywali prezerwatyw, to jednak seks oralny byl, a ja nie wiem komu jeszcze ona to robila, albo komu robil jej maz)
                2) rachunkow telefonicznych

                Nie mam pojecia jak przeprowadzic ta rozmowe. Nie mam pojecia o co zapytac, gdyz w zadne slowo mu nie wierze, a on bedzie sciemnial. Mysle ze po prostu poslucham, choc po paru minutach napewno nastanie cisza. Nie mysle ze on zaproponuje powrot - zna mnie zbyt dobrze i wie ze go nie przyjme, ze ja tego nie potrafie wybaczyc - rozmawialismy o tym wiele razy, ze mam taki charakter i bym mu to wypominala do konca zycia. Rowniez.... juz teraz cala sie trzese myslac o tym spotkaniu, a co bedzie dopiero jutro?

                A poki co wzielam Twoja rade i jutro ide zrobic sobie pazury, wlosy, makijaz (jutro wieczorem tez wychodze na impreze wiec dobrze sie zlozylo). Dzisiaj sie z nim nie spotkam. Niech sam przechodzi do realiow dziennych i widzi swoje konsekwencjie.

                • Potwór bardzo rozsądnie gada. I jeszcze zrób sobie testy na HIV i inne przenoszone drogą płciową. Jeśli nie masz zamiaru być z mężem nie kłopocz się jego zdrowiem i jego testami. Już nic ci do tego. Myśl o sobie.

                  --
                  Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                  by Zakletawmarmur
            • Potwor dobrze radzi z tymi zamkami - ten telefon o samolocie daje do myślenia. Pan może wykorzystać sytuację i pchać Ci się do domu. Jesteś kobietą, siłą go nie wyniesiesz raczej, a może się uprzeć i siedzieć i truć Ci nad głową. Szantaże manipulacje i te sprawy... Czarny scenariusz tragikomedii, ale po tym jak Ci pan próbował wmawiać, że on tylko żartował i do niczego nie doszło, to ki diabeł, co on jeszcze wymyśli? A dom to Twoja twierdza, w nim masz spokój. Ew. jakiś zaprzyjaźniony kolega, co to by Ci byłego lubego zarzucił sobie na plecy i spokojnie wyniósł za próg. Grzecznie, ale jak worek kartofli. Zatkałoby go, zdążyłabyś zatrzasnąć drzwi, zanim przyszły ex by się zorientował, co się stało;)
              A co do muzyki - pytałam się Ciebie wcześniej czy lubisz tańczyć, bo to akurat jedna z tych rzeczy, w których można się na moment zatracić. A przede wszystkim wyrzucić z siebie emocje. Niby głupiutki pomysł, ale bywa skuteczny. A już na pewno bezpieczny. Nikogo nie bijesz, na nikim się nie wyżywasz;) Mnie już w paru paskudnych sytuacjach dawał tą chwilkę wytchnienia. No, ale to nie każdy tak działa, ja taniec i muzykę uwielbiałam zawsze, na tyle, że o Bożym świecie zapominałam. Wygodne, nawet koncentrować się nie trzeba.
        • kag73 napisała:

          > Zgadzam sie z radami potwora..., moze oprocz tej o doniesieniu malzonkowi tamte
          > j kobiety. Nie wiem czy to dobry pomysl do konca, mam mieszane uczucia.

          bardzo dobry, dziwie sie ze masz jakiekolwiek watpliwosci
          • do kag73
            nie robie nic w zyciu w imie pustych hasel a przynajmniej staram sie
            wiara pomaga odpowiadac sobie na wiele pytan' oczywiscie jezeli ktos dopuszycza jej glos do siebie
            dla mnie dojscie do momentu w ktorym jestesmy tu i teraz kosytowalo nas oboje wiele..
            ale mysle ze warto bylo!!!!
            kiedys czytalam swietny artykul bodajze w zwierciadle pt kup kochance kwiaty!
            naprawde warto polecam




    • Bo ten dupek wydzwania, i gada jakby nic sie nie stalo (bagaze musi odebrac, bla bla bla, czy chce sie spotkac na piwko, itd). A na koniec najsmieszniejsze: Kocham Cie - w tonie jak zawsze mowilismy do siebie, czyli jakby nigdy nic. Psychol! Kretacz!

      Powiedzialam ze dzisiaj sie nie spotykam (wygladam jak potwor po tym tygodniu niespania, plakania, niejedzenia, palenia i picia). A chce zeby cierpial widzac co stracil.

      Rady ludzie, rady - jak zachowac na spotkaniu zimna krew i nie wylac na niego wina, ani nie wybic mu zebow, ani nie robic histerji - bo te jego zachowanie mnie wyprowadza z rownowagi.

      A robi tak bo w przeszlosci zawsze tak robil. Ze problem minol - trzeba isc na przod. Ale teraz nie ma przodu - jak on ma to zrozumiec????
      • xciekawax napisała:

        > Bo ten dupek wydzwania, i gada jakby nic sie nie stalo (bagaze musi odebrac, bl
        > a bla bla, czy chce sie spotkac na piwko, itd). A na koniec najsmieszniejsze:
        > Kocham Cie - w tonie jak zawsze mowilismy do siebie, czyli jakby nigdy nic. Ps
        > ychol! Kretacz

        Nie pozwalaj mu "zagadywać" problemu pierdołami o bagażach i piwku. Przerywaj ostrym: "Do rzeczy, co konkretnie chciałeś mi powiedzieć".

        >
        > A robi tak bo w przeszlosci zawsze tak robil. Ze problem minol - trzeba isc na
        > przod. Ale teraz nie ma przodu - jak on ma to zrozumiec???

        Nie martw się, on to zrozumie w lot w momencie, kiedy ty nie będziesz już tą kobietą "z przeszłości". A jesteś na dobrej drodze.

        --
        Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
        by Zakletawmarmur
    • cala sie trzese. Jego matka zadzwonila, rozmawialam z nia 2 godziny. Powiedziala mi duzo o swoim bylym mezu (ktory juz nie zyje 13 lat, ale rozeszli sie duzo wczesniej), i caly czas jak opowiadala swiatelka mi sie zapalaly. Otoz uwaza go za psychopate, mowila ze caly czas zapozyczal sie, klamal, nigdy stalej pracy nie mial, caly czas jakies "interesy" robil, caly czas mial nadzieje ze grube pieniadze zarobi, nigdy nie zarobil. W dodatku caly czas ona musiala go utrzymywac czy potrzymywac, nie dbal ze jej to sprawia nieprzyjemnosc. I caly czas klamal.

      W dodatku mowila ze w ogole z nia czasu nie spedzil, ze chodzil zaniedbany, ze zachowywal sie bardzo dziwnie.... Powiedziala mi wprost (jeszcze zanim jej powiedzialam ze miedzy nami skonczone) ze jezeli chcemy zostac razem to on potrzebuje psychologa. I to cala terapie.

      a gdy mowila o swoim mezu to mi tylko zaroweczka nad zaroweczka sie zapalaly. bo moj maz tez klamie, tez manipuluje, tez jest niesabilny, tez sie zachowuje nieracjonalnie.

      zastawilam dzisiaj drzwi dwoma krzeslami, na wszelki wypadek, chociaz wiem ze nie przyjdzie, ale juz ta mysl ze moze byc nienormalny mnie dobila. Jak ja moglam byc tak dlugo glupia i slepa?

      Chce mu pomoc, ale musze sobie wmawiac ze teraz najwazniejsza jestem ja, i ja musze wyzdrowiec.

      niby dobrze to wszystko wiedziec ale czuje sie zdruzgotana. Bo w sumie ta kobieta ma racjie, i ja o tym dobrze wiem, i chyba wiedzialam wczesniej (kto przecina kable od telewizora, kto biega za samochodami? kto wybucha czasami niekontrolowanie?) , troche glupio przed sama soba, ale wiem ze czasami choroby psychiczne nachodza z czasem i jak w tym zyjesz to wcale tego nie zauwazasz i traktujesz jak cos normalnego.

      chyba wpadam w powazna depresjie....
      • Za szybkie tempo.
        Malzonek wie co robi zasypujac Cie informacjami, propozycjami. Nie dziw mu sie. Walczy jak potrafi a sam fakt ze walczy daje jakies nadzieje na lepsza przyszlosc. Moze Wasza, niczego nie przesadzam i z tego co widze ty tez. Dzis dzialasz w stanie wzburzenia i wysylasz bojowe deklaracje. To zly czas na podjecie decyzji. Musisz sie uspokoic.
        Dlatego:
        - Zwolnij bo zwariujesz. Przed wyciszeniem sie i przygotowaniem do lekcji, zero spotkan z malzonkiem.
        - Napisz pozew rozwodowy. Sasiedzi z forum rozwodowego pomoga Ci merytorycznie. Nie musisz go skladac w sadzie. Czy go zlozysz, czy nie, jemu daj wybor wreczajac mu kopie. Niech kombinuje.
        - Postaw wrunki.
        a - ma Ci wszystko powiedziec, kiedy, gdzie i z kim.
        b - ma podjac terapie u specjalisty z ktorym Ty bedziesz miala kontakt bys miala informacje o postepach i czy nie robi Cie w konia.
        - Zmien jednak te zamki (same glowki). Nie obawiaj sie reakcji meza. Wytlumaczysz mu ze byc moze jest to czasowe i od niego zalezy jak dlugo potrwa. Dobrym argumentem bedzie tez fakt ze odczuwasz strach.
        Na koniec przypomne.
        Nie daj sie obszczekiwac i nie reaguj na machanie ogonkiem. Na to jest za wczesnie. Tobie potrzeba duzo czasu na uspokojenie sie. Malzonkowi natomiast, na przemyslenie paru spraw.
        • Ja bym proponowala podjac konkretna decyzje o rozstaniu i nic jej nie ochodzi, zadene szczegoly z romansu i zadne postepy z terapii. Dlaczegoz marnowac sobie zycia, zajmowac sie jego "uzdrawianiem". W obliczu informacji, ktore ma od jego matki, problemy zaprogramowane. Dziecka nie maja, jest latwiej sie rozstac. Jej maz zyje wedlug zasady "jakos to bedzie" a to ciezki przypadek jezeli planuje sie wspolne zycie i DZIECKO, bo ona zawsze bedzie musiala go "ciagnac" czy ciaza cy polog czy macierzynski, no bo on nie zarabia i mysli nadal, ze jakos daja rade.
          Po prostu trafila na nie tego, lepiej sie rozstac teraz niz dalej w to brnac.
          • Problem w tym ze andzia nie jest gotowa na radykalne kroki. Ona sie waha.
            Dzis jest roztrzesionym czlowiekiem i nie nalezy oczekiwac od niej by zdroworozsadkowo potrafila podjac wlasciwa decyzje. Jej potrzeba uspokojenia. By uspokojenie osiagnac potrzebny jest czas i pelna wiedza.
            Ktos spyta, po co jej wiedza ? Ano po to by oderwala sie od urojen, fantazjowania i wszelkiego rodzaju niszczacych jej psychike domyslow. Tu trzeba zejsc na ziemie. Bedzie bolalo, lecz z pewnoscia w mniejszym stopniu niz cierpienie w niewiedzy.
            To tak jak z choroba.
            Gdy boli, potrafimy nawymyslac sobie wiele, nawet smiertelnych chorob. Gdy dolegliwosci skonsultujemy z lekarzem i poznamy wszystkie fakty, odczuwamy ulge bo choc nadal boli to przynajmniej pozbylismy sie nartretnych mysli i mozemy wytyczyc sobie sciezke ktora dojdziemy do utraconego zdrowia.
        • potwor_z_piccadilly napisał:

          > - Postaw wrunki.
          > a - ma Ci wszystko powiedziec, kiedy, gdzie i z kim.

          Pomijając celowość tego co proponujesz, zastanawia mnie jaka jest szansa usłyszenia prawdy od kłamcy?

          • Na wstepie przepraszam ze pokrecilem cos z nickiem zalozycielki watku.
            - Celowosc dotarcia do pelnej wiedzy juz wyjasnilem.
            - To ze jest klamca, to fakt. Dlatego tez trzeba mu dac ultimatum. Albo pelna szczerosc sprawdzona konfrontacja. Albo metoda ditchdoc-a. Kopa w d..e i pod most.
            Wyjasnie jeszcze po co to wszystko.
            Po to ze z kazda wina musi isc stosowna kara. To uniwersalne zasady sprawiedliwosci ustanowione po to by pokrzywdzony doswiadczyl przynajmniej moralnej ulgi.
        • wiesz, ja nie mysle ze on walczy. on domaga sie reszty swoich rzeczy. Mowi ze wie ze to koniec. Zachowuje sie jakby nie mial serca. Jakby do niego nie docieralo jak bardzo mnie zawiodl i zranil. Jakby to ze sie roztajemy to bylo nic. Bardziej go chyba wkurza zmiana zycia niz to co zrobil.

          Martwie sie tez o siebie, tak jak mowisz jestesm strasznie wzburzona. Boje sie ze mi zdrowie siadzie.
          • Jezeli macie wspolne konto, czy tez on ma karte, zadbaj o to, zeby nie mogl za duzo z niego wyplacic. Nie ma przelewek. Mam znajoma, ktora po 7 latach rozstala sie z facetem z nastweieniem "jakos to bedzie" i bardzo sie zdziwila, ze taki z niego "twardziel", nie chcial splacic jej mieszkania, na ktore ona jeszcze bardziej niz on harowla, bo powiedzial, ze zabrala mu 7 lat zycia. Byla wstrzasnieta, bo nigdy by sie po nim tego i wielu innych rzeczy nie spodziwala. U Ciebie on jest winien, bo zdradzil, ale chyba nie poczuwa sie do winy, nie sadzil, ze go wyrzucisz. Nie watpie, ze bedzie walczyl nawet o kazdy talerz, ktory kupil za swoje albo nawet za Wasze.
            • jego juz odcielam od swoich kart kredytowych. Na wspolnym koncie nie ma juz kasy, nigdy tam nie bylo duzo gdyz swoja kase trzymam oddzielnie. Martwi mnie tylko spory kredyt ktory wzielam na swoje imie gdyz mu by nie dali - ale pieniadze poszly dla niego i jego "biznesy". Chce z nim porozmawiac aby pozyczyl kase od kogos, splacil mi, a niech on splaca temu komus. Moze byc ciezko, ale sprobuje to zrobic poki moze jeszcze ma jakies uczucia, bo potem to wiadomo ze oleje. Teraz mowi ze musi mi i innym oddac duzo kasy dlatego chce isc jak najszybciej do pracy. Ale nie wiem jak to bedzie, gosciu przepuszcza wiecej kasy niz zarabia.

              Od nastepnego tygodnia poszukam prawnika. Napewno legalna separacjia ochroni mnie przed jego kolejnymi wydatkami.
          • On nie koniecznie walczy, to raczej urazona duma. Czuje sie pokrzywdzony, chociaz to on skrzywdzil Ciebie a fakt zylo mu sie dobrze z Toba, w to nie watpie. Wiadomo, ze nie chce tego zmieniac.
            • od wczoraj bardzo mi zyla pulsuje na skroni - robi mi to maly bol glowy. Martwie sie tym, boje sie ze peknie i bede miala wylew - tu, sama w domu. Serce mi tez strasznie bije, caly czas. Rece mi sie trzesa. Jakas nerwica chyba. Musze zadbac o siebie.

              Wiesz, ja mysle ze on chce z siebie zrobic takiego litosciwego, szlachetnego goscia ktory uwaza ze: O, lepiej jej bedzie z kims innym, bo ja na nia nie zasluguje. Czyli poproawnie ktos nizej zauwazyl ze mu po prostu dobrze z soba i nie ma zamiaru tego zmienic. Mysle ze ulatwi mi to cala sytuacjie, aby w szybszym tepie z tego wyjsc.

              Ludzie wierza w Boga, ale ja wierze w swoja (lepsza) przyszlosc. Musze teraz miec ta wiare, w cos co jest nieudowodnione, czego nie widze, co mi sie nie objawilo - ale i tak na slepo wierze. Bo inaczej czuje sie osamotniona i zrezygnowana. Ciezko jest. naprawde. I przepraszam ze w kolko o tym samym pisze. Moze nawet nie wypada.... Moze juz czas przestac sie mazac, zaczac dziac, ale jakos nie potrafie.
              • No soko, przeciez juz caly czas dzialasz. Poszlas do psychologa, spakowalaj jego rzeczy, zalatwilas mu mieszkanie u kumpla...powiedzias mu, ze ma zwijac zagle. Glowa do gory! Dobra jestes! tak trzymac.
                • :)

                  To chyba moja osobowosc- ze wiem co musze zrobic niewiadomo jak trudne. Tak samo jak przetrzymalam zle warunki w rodzinnym domu tylko dlatego aby miec gdzie spac podczas gdy chodzilam na studia. Zaciskalam zeby aby tylko wytrwac, bo wiedzialam ze jak skoncze studia to swiat stroi otworem, patrzylam w przyszlosc. I chyba ten instynkt we mnie sie odzywa. Chociaz to, co kiedys doznalam to nic w porownaniu z tym co teraz przezywam.
              • Ludzie wierza w Boga, ale ja wierze w swoja (lepsza) przyszlosc. Musze teraz miec ta wiare, w cos co jest nieudowodnione, czego nie widze, co mi sie nie obja wilo - ale i tak na slepo wierze.'

                To dobra wiara, co by sie nie działo przecież będziesz żyć dalej, a życie niesie tyle niespodziewanych zwrotów akcji, w porównaniu z tym co teraz sie u Ciebie dzieje to juz będzie tylko lepiej.

                Też wierzyłam, że za zakrętem los ma coś dla mnie, że warto iść do przodu.
                Rozpadł mi sie 7 letni związek z facetem, który był moim pierwszym, któremu urodzilam dziecko i zostawiłam dla niego wszystko- rodziców, przyjaciół, fajne mozliwości. Miłość, wielka miłość.
                Poznał jednak panią, która rozumiała go lepiej i postanowił że nawet moje prośby o zerwanie tych kontaktów oleje.
                W takiej ciemnej dupie byłam że hej,
                ani kasy, ani pracy, ani wsparcia od nikogo, bo wszysko kręciło sie wokół niego.

                I wiesz, w jakiej jestem sytuacji teraz?
                Mam firmę, nie bieduję, mam męża, który był niesamowicie dobrą partią, a teraz jest niesamowicie lojalnym partnerem, przy którym czuje sie zadbana i ważna, dzieciaka mamy fantastycznego, mieszkamy sobie w wymarzonym zakątku i tylko psa nam do widoczka brakuje.

                Wszystko sie jeszcze i w Twoim życiu odmieni.
                To jak w piosence Kayah:
                "Chociaż runął Ci świat, wiosna przyjdzie i tak",
                polecam na zbieranie wewnetrznej siły:
                www.youtube.com/watch?v=nNS5WuhkWb4

                duze pozdro!!!

                --
                Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                by Cejrowski
      • mowie to poraz ostatni

        idz zloz papiery o rozwod, jak najszybciej

        Ja rozumiem ze malzenstwo walczy z problemami, ale jak koles uznal ze zamoczy sobie w innej i wroci do zonki to na chuja zasluguje.
        Jak chcesz sie trzesc, miec depresje itd to powodzenia.
      • Terapia nie zmieni go. Załagodzi, problemy zawsze będą. Nie macie dzieci- duży plus tej sytuacji, ale nie będzie łatwo. Nie da Ci tak po prostu odejść. Imo, będzie nachodził.
        Ogranicz kontakty, również telefoniczne- poproś o sms-y – będziesz miała dowody/trudno określić jego reakcję na wyzwolenie się Ciebie z pod jego uroku/.
        Jeśli musisz to spotykaj się w miejscu publicznym. Rozmawiaj konkretnie i na temat. Nie wściekaj się bo Twoja nieprzejednana postawa jest największym policzkiem dla niego.
        Jeśli natomiast chcesz być z nim, to leczenie dla niego od uzależnień i przyjmij do siebie że problemy będą się pojawiać. Zmienić można siebie/w jakimś stopniu/ a nie drugiego człowieka. On musi chcieć, a sądzę że dobrze mu z sobą i tym stylem życia. Trzymaj się
    • Wiec... musze na poczatek zaznaczyc ze dzisiaj wygladam jak milion dolarow. Zreszta wychodze na zareczynowe przyjecie wiec dlatego, ale dwie kaczki upolowane jednym kamieniem.

      Wiec przylazl na spotkanie, najpierw chcial sie wykrecic, mowil ze nie przyjdzie, powiedzialam ze juz czekam w barze, w ogrodku, i chce swoje klucze. Przylazl, naprawde zle wyglada. Pogrubial przez te 5 tyg, postarzal sie.

      Bylam baaaardzo opanowana, zimna. Pogadalismy, i nawet konwersacjia (wiekszosc) byla przyjemna, szczera. Mysle ze jednak nawet po tym co sie stalo jestesmy ludzmi ktorzy lubia byc w swoim towarzystwie. Nie pozwolilam mu sie dotknac.

      Tak wiec odebralam swoje klucze, powiedzialam ze sie umowimy kiedy ma odebrac swoje rzeczy. Dowiedzialam sie ze on mowil swojej kochance, ze z zona jest w separacji, ze to on do niej pierwszy zagadal, ze chcial po prostu jeszcze jedna kobiete, ze nie wiedzial czy jeszcze jakas by go chciala, ze czul sie zle. bla bla bal...

      Powiedzial tez ze roztali sie w strasznych warunkach, ze ona jakas nadzieje miala na kontynuacjie, a on juz nie mial przez wyrzuty sumienia, wiec powiedzial jej ze znalazl sobie kogos innego. Podobno strasznie byla na niego zla (co za zdzira!!!! ).

      Oczywiscie nie ma pieniedzy aby mi oddac. zreszta wyjezdza do Paryza we wtorek, na kilka dni, w swoich "biznesach". Powiedzial ze po przyjezdzie wszystko co bedzie mogl bedzie mi oddawal.

      Widac ze jest mu przykro, wiele razy powtarzal ze zle to zycie sobie ulozyl, ze zle postapil, i ze przeprasza. Jakos mu wierze (oczywiscie to nie zmienia mojego bolu i mojego nastawienia). Napewno mu przykro, stracil ladna, fajna zonke, swoje ulozone zycie, kogos kto sie nim opiekowal i przytulal. Mowil ze musi pojsc do psychologa. Bolalo go tez to ze ja tak latwo sobie z tym radzie (chyba jestem dobra aktorka, ale tak naprawde nie wyobrazam sobie przed nim teraz plakac i okazywac jak bardzo mnie skrzywdzil).

      Ale i tak najbardziej go bolalo to ze wierzy mi ze spalam (i bede sypiala?) z innymi kilesiami. Zaczol mi mowic o chorobach wenerycznych, ze tak nie mozna, ze jestem psychicznie chora, ze mam problem, ze najpierw powinnam to obgadac z psychologiem. Zbyt bardzo podobalo mi sie to ze sie w nim gotuje aby wyprowadzic go z bledu.

      Ogolnie mowi ze chce zebym byla z kims innym gdyz nie jest mnie wart.

      Po tym spotkaniu czuje sie naprawde lepiej. Chyba odzyskalam swoja godnosc. Juz mnie nawet nie boli ze znowu gdzies jedzie, bo co to ma ze mna wspolnego?

      Acha, byl tak "cudowny" ze zaproponowal ze jezeli chce z kims spedzic noc, to zebym go zawolala, zgasila swiatlo i nawet nazywala go kims inny, abym tylko nie szla sypiac z pierwszym lepszym. No zobacz jaki uczynny. lol.
      • xciekawax, duzo w Twojej historii podobienstwa do mojej (klamstwa, biznesy niewypaly, wyjazdy do PL, ciagniecie ode mnie pieniedzy, dlugi, ktore splacalam niestety ja). Czy dlugo bedziesz cierpiala - moze kilka miesiecy, moze rok. Niedowierzanie, rozpacz, bol serca, powolne wychodzenie do ludzi, na poczatek zeby odreagowac, zajac sie czyms innym, potem przeorganizowanie sobie zycia towarzyskiego, w pewnym momencie powraca wiara w swoje mozliwosci i przychodzi niesamowity power, dzieki ktoremu mozesz zaczac robic cos nowego. Tak bylo u mnie, jak bedzie u Ciebie to juz bardzo indywidualne. Ale wiem jedno - nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. Mnie z tego wyszlo szczesliwe malzenstwo. Oby i Tobie zycie sie pieknie ulozylo.
    • plakalam na telefonie z nim przez godzine. Powiedzial mi ze nie chce ze mna byc, ze sie odkochal. ze robi to dla mnie tez, bo wie ze nie bede szczesliwa. Ze 4 dni przed wyjazdem z pl poznal nastepna osobe, z ktora chce zbydowac zycie.

      jestesm nienormalna. Nie mysle normalnie. Nie chce z nim byc i bym nie byla, ale boli to, strasznie. Musze wierzyc w lepsze jutro, ale te 14 lat ....... I tych ogrom zeczy ktorych wybieralam nie widziec.... I byc tak potraktowana przez osobe ktora tak kochalam..... nie chce mi sie zyc. jak mam? jak mam jutro isc do pracy? jak mam chodzic? jak mam funkcjonowac?

      jak mam sie podniesc z tych podlosci? za duzo na mnie w jednym czasie runelo. Za duzy ciezar.

      nawet z godnoscia nie potrafie z tego wyjsc.

      Tylko pomagaja mi historie, ze potem moze byc lepiej.... nie moge byc tak zalamana. za co? czemu tak kochamy? to sie nie oplaca. Nie moge uwierzyc ze tak zle to wszystko postrzegalam, ze tak siebie oklamywalam.
      • Niestety, musisz cierpieć. Teraz jest na to czas. Cały Twój świat runął. Jednak to wszystko da się przeżyć. Ten ból, który nie pozwala czasem podnieść się z łóżka, minie. Potem będzie coraz lżej i lepiej i kiedyś będzie po prostu dobrze. Kilka osób Ci tu pisało, że potem są drugie, najczęściej lepsze, związki. Nawet jednak, jeśli miałabyś być sama, to będziesz miała podniesioną głowę, bo nikt obok Ciebie nie będzie z Ciebie kpił przy każdym "kocham cię". Zasługujesz na to byś zadbała o siebie, odcierpiała ile trzeba i podniosła się potem. To życie, które Cię czeka za jakiś czas jest nagrodą, do której moment bólu jest niezbędny.
        I czasem tak jest, że się oszukujemy i że łatwiej nam pewnych rzeczy nie widać. Nikt nie lubi cierpieć i nikt nie lubi niszczyć całego świata, w którym żyje. Sama nigdy byś tego nie zobaczyła, większość ludzi nie widzi. I nie pytaj "za co", bo sama wiesz, że ani szczęścia, ani niesczęścia nie spotykają nas za coś. Jednak jak patrzysz na swoje życie z perspektywy przyszłości, to dostrzegasz, że wszystko miało jakiś sens. I nawet jeśli teraz piszesz, że wcale nie jesteś silna, to - uwierz mi - kiedyś się dokładnie taką zobaczysz.
        I popatrz też na to, w ciągu kilku dni zaangażowałaś w dyskusję sporo osób tu na forum, masz przyjaciół w realu, są ludzie gotowi Cię wesprzeć i pomóc. Teraz być może oddałabyś to za porót do poprzedniego życia, ale i to kiedyś uznasz za ważne.
        Nie napiszę Ci: głowa do góry, bo jeszcze nie, jeszcze niestety głowa w dół, płacz, wrzeszcz, cierp ile wlezie. Jest tego skończona liczba, potem zaczniesz tę głowę do góry podnosić.
        Trzymaj się. Pozdrawiam.
      • musze pisac ze to standard?

        koles ogrywa Cie jak dzieciaczka a Ty stoisz w kolejce klaszczac raczkami po wiecej. Mowilem Ci co masz zrobic od początku.

        Dlatego radze zdradzanym mezczyznom ruchac cos jak naszybciej, nie myslec o ewentualnej naprawie zwiazku czy terapiach, koniec, dzisiaj. Tylko zdradzana/y traci jeżeli jest inaczej.

        Współczuję Ci bo jestes bardzo wrażliwa ale to sie zmieni, zobaczysz ;)
      • Tak miałaś już wszystko poukładane, zaplanowane, pogodzone - droga przed Tobą wydawała się trudna, ale jasno wytyczona. Facet, z którym nie chcesz być, jednym krótkim stwierdzeniem, że nie chce być z Tobą, obrócił to wszystko w ruinę.

        Czemuż to?

        Oczekiwałaś łez, kajania się, skruchy, żebrania, którymi mogłabyś wzgardzić zmniejszając tym samym upokorzenie zdradzonej kobiety? Chciałaś zemsty, która nie wyszła? Chciałaś być górą i mieć ostatnie zdanie? Chciałaś mieć/odzyskać kontrolę nad swoim związkiem - lub tym, co z niego zostało - i nad tym mężczyzną? Odpowiedzi na takie akurat pytania mogą być oczywiście negatywne, choć pozytywne byłyby dla mnie jak najbardziej normalne i akceptowalne. Moim zdaniem warto się dowiedzieć, co takiego się naprawdę stało i dlaczego akurat to Cię tak rozwaliło.

        Ja się kiedyś zastanawiałam - nie w tak dramatycznej sytuacji jak Twoja, bo ani miłości tam nie było, ani zdrady, ani tak wielkiego kawału życia. Tym bardziej zaskoczyły mnie moje własne reakcje.

        Przeżyjesz to, zobaczysz. Tylko przeżywaj, zamiast upychać i tłamsić racjonalizacją, kontrolowaniem, pozornym układaniem. Tarzaj się po podłodze, wyj, wyrywaj włosy - co Ci tam jeszcze Twoje cierpienie podpowie. A za kilka lat może podziękujesz losowi, tak jak ja dziś dziękuję, że tamto tak szybko się skończyło z jego inicjatywy.

        I żeby nie było - widzę, że cierpisz ogromnie, rozumiem to cierpienie i współ-czuję. Trzymam kciuki, żeby ciemna dupa, w jakiej teraz jesteś, szybko się skończyła.
        • Wiesz, wydaje mi sie ze masz racji duzo, ja chcialam po prostu wyjsc z godnoscia. A tak nawet tego nie potrafilam zrobic. Napewno to ze by cierpial daloby mi jakas ulge, ze nie wszystko bylo klamstwem, ze nie pomylilam sie tak bardzo....

          Dzisiaj mi powiedzial ze tamta historia ze sie zakochal to klamstwo. Ze slyszac mnie w takim stanie po prostu chcial abym zrozumiala ze nie ma juz tego zwiazku. Zebym go znienawidzila. Sadysta!

          A co sie stalo, chyba zaczynam rozumiec ze sie po prostu odkochal, ze juz nie chcial tego zycia. A ja po prostu nie chcialam tego widzec, a znaki byly wczesniej. Dlatego chcialam isc na terapie malzenska (jeszcze przed zdrada). Ale terapia nie sprawi ze sie zakocha.

          Uslyszalam od mojego przyjaciela dzisiaj ze nigdy go nie lubil, i nigdy w pelni nie zaakceptowal naszego zwiazku, gdyz widzial ze On mnie zle traktuje. Nie byl lubiany przez moich znajomych. Ja jestem bardzo lubiana w jego srodowisku. Mysle ze widzieli cos na co ja bylam slepa. Tez musze to chyba przpracowac z psychologiem dlaczego dalam sie tak. Moze to byly male kroczki z jego strony, ktore powoli zmniejszyly moja wiare ze zasluguje na lepiej. nie wiem.

          Rowniez, ja wiem ze zasluguje na lepiej, ze zycie po nim oferuje mi szanse na lepsze zycie, ze moge wkoncu byc finansowo niezalezna, ze moge byc znow kochana. Ale tak jak piszesz to bylo moje zycie z ktorym wiazalam przyszlosc. A teraz to runelo. I brakuje mi go jako przyjaciela, nawet kochanka. Zawsze mu o wszystkim opowiadalam, a teraz jestem sama....


          Ludzie mowia ze bedzie lepiej, ale ja tego nie czuje. I tak, wije sie po podlodze, budze sie w nocy i wyje, wyje caly czas zreszta. Wczoraj tez mialam bardzo czarne mysli. Nie chodzi o glupi zwiazek, ale o ten bol, ktory czuje, juz go nie zniose.

          Dziekuje wam wszystkim za wsparcie. Coraz wiecej rzeczy sie dowiaduje o sobie i moim wyimaginowanym zwiazku.
      • No i te ciagle mieszanie mi w mozgu.... najpier mowil ze z ta facetka byl, bo byla mezatka wiec nigdy by nic nie wyszlo, potem powiedzial ze chcialby wrocic, potem ze to w ogole nie bylo warte niczego, potem ze nie bedzie Tylko dlatego ze ja sie puszczalam, potem ze mnie nie kocha i i tak nie wroci, potem ze to dla mojego dobra, potem ze mnie kocha - ale w jakis tam sposob....

        Niby to wszystko i tak nie ma znaczenia, ale namacilo mi to w glowie strasznie. Niby wiem na czym stoje, ale nie wiem. Gdybym przynjamniej prawde znala od poczatku...
        • xciekawax napisała:

          > Niby wiem na czym stoje, ale nie wiem.

          Alez wlasnie o to temu panu chodzi. Dokladnie o to.
          Przeczytalam z uwaga caly ten watek. Powiem tak: szacun, kobieto. Za odwage, decyzyjnosc i za to, ze masz jaja jak smok. Gleboki szacun, uklon, chapeau bas.

          A teraz: wez gleboki oddech. Decyzje juz podjelas, prawda? To teraz jej sie trzymaj (mimo, ze trudna i cholernie bolesna) zebami i pazurami, zas panu wylacz fonie, tj. miej gdzies, co gada. I nie daj sobie robic wody z mozgu.

          Bol minie. Poczucie kleski tez. Ktos gdzies napisal "wszystko mija, nawet najdluzsza zmija" i to jest prawda - co wiele osob, ze mna wlacznie, moze potwierdzic.
          Minie i to, serio. Przezyjesz zalobe, a potem zaswieci slonce. Zobaczysz.

          Pozdrawiam,

          bpl


          --
          Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
          • Obawialem sie ze na konfrontacje z wsciekloscia Tego, tamtego jest jeszcze zbyt wczesnie.
            Dobrze przeczytalas, on jest wsciekly. Na Ciebie, na siebie i na caly swiat ze wszystko mu sie pos..lo. Ostatnim spotkaniem zwalilas go z nog, wiec postanowil sie zemscic. On grajac swoje wyuczone role walczy. Choc wie doskonale ze przegral, dokucza Ci, osacza podloscia bo jego pokretna natura i urazona duma nakazuja mu to robic.
            To miernota i to sobie zakonotuj by ulatwic sobie proces powrotu do normalnosci.
            Moze bede nudny, lecz jak zwykle rady.
            - Nie przestawaj pracowac nad swoja powierzchownoscia. To Ci pomoze dobrze sie czuc w swojej skorze, bo przyjemny dla kobiety jest widok mniej, lub bardziej znanych Ci facetow z wywieszonymi ozorami na brodzie.
            - Do czasu ogarniecia sie, ogranicz sptkania z bylym i skracaj rozmowy telefoniczne.
            - Zmien wreszcie te zamki. Wiem, wiem. Oddal Ci klucze, lecz czy pewna jestes ze nie zostawil sobie duplikatow. Ten Twoj byly to pokretny golodup i istnieje prawdopodobienstwo ze bedzie usilowal Cie oskubac z cennych przedmiotow.
            Znam taki przypadek.
            Jeszcze malzonek, obrobil znajoma z cennych rzeczy doszczetnie. Oslizle tlumaczyl ze przeciez ona dostala wszystko od niego i jemu sie te rzeczy naleza.
            Na marginesie dopisze ze dzis ona ma ladny domek a on sie zlumpil.
            - Zmien zwyczajowe miejsca w ktorych przechowyjesz kase i cenne przedmioty. Pewnie jeszcze nie raz pod jakims pretekstem, czy z koniecznosci przyjdzie do Ciebie. Zastepcza matoda jest kazac mu klaskac w czasie gdy robisz w kuchni kawe.
            Dasz rade.
            • Dzieki za twoje rady, sa naprawde dobre.

              Ale ja naprawde mu wierze ze sie odkochal, ze nie chce byc. Jeszcze winil mnie, ze krzyczalam CIAGLE (to nieprawda). a jak juz to z desperacji. Jest zimny i opanowany, i wyglada jakby sobie bardzo z tym dobrze radzil. Mysle ze on juz podjol decyzjie dawno i trzyma sie swego. Jest jeszcze jedno: trzy lata temu wzielismy slub aby wreszcie dostal zielona karte. Teraz jest juz legalnie, wiec chociaz upiera sie ze to nie ma z tym nic zwizanego, to jezeli sie odkochal duzo wczesniej, to jednak byl przy mnie pewnie tylko dlatego aby dociagnac terminu. A teraz mu nie zalerzy. On mowi ze wcale tak nie bylo, a my mielismy dobry czas ze soba, wiec sama nie wiem. Ciezko mi samej w to uwierzyc, ale teraz juz sama nie wiem. Kurcze, jaka ja jestem glupia. Ludzie sobie normalnie ukladaja zycie, a ja kogos takiego wybralam!

              Wiesz, jak sie z nim spotkalam to wygladalam super, i jak poszlam na przyjecie, to zyczywiscie kazdemu wychodzily jezory (wszyscy juz w parze, a zreszta tam udawalam ze malzenstwo jeszcze gra). Dobrze mi bylo z tym, chociaz bylam samotna patrzac na szczesliwe pary. Rowniez codziennie tak wygladac nie potrafie. Chce zadbac o siebie, ale na razie sie niszcze (fajki, wino). Juz w pracy podejrzanie patrza na moje worki pod oczami (z placzu).

              Co do ograniczania rozmow, to zyczywiscie. Zreszta tak jestem do siebie zniechecona po tym rozklejeniu sie przed nim ze nawet nie mam ochoty z nim rozmawiac. Rowniez bedzie latwo mi przez tydzien bo przez tydzien go nie bedzie znowu w kraju. (oczywiscie przez swoj wyjazd kasy w tym miesiacu nie zobacze)

              Nie mysle ze ma zapasowe klucze i nie uwazam ze bylby w stanie mi cos ukrasc. Zreszta... gdyby to zrobil to kilka telefonow do jego znajomych zalatwiloby sprawe. Ale przez ten tydzien jak go nie bedzie zalatwie to. A ja nie mam tak napawde nic cennego.

            • > Obawialem sie ze na konfrontacje z wsciekloscia Tego, tamtego jest jeszcze zbyt
              > wczesnie.
              > Dobrze przeczytalas, on jest wsciekly. Na Ciebie, na siebie i na caly swiat ze
              > wszystko mu sie pos..lo.

              Boze, ale ty miales racjie. Skad ty wiesz jak tacy ludzie mysla????? Mi by do glowy nie przyszlo.
        • xciekawax napisała:

          > Niby to wszystko i tak nie ma znaczenia, ale namacilo mi to w glowie strasznie.
          > Niby wiem na czym stoje, ale nie wiem. Gdybym przynjamniej prawde znala od po
          > czatku...

          Jaką prawdę i od jakiego początku. Jeśli chodzi o prawdę w relacjach damsko-męskich, to każda ze stron w takiej relacji ma swoją własną subiektywną prawdę, szczególnie wtedy, gdy dochodzi do rozpadu związku. A jeśli chodzi o fakty, to znasz ich dostatecznie dużo i już nie jeden raz dowodziłaś w swoim wątku, że facet nie jest odpowiednim partnerem dla Ciebie. Wygląda na to, że jesteś tego pewna, więc trzymaj się tego.
          A co do początku, to napisz, co masz na myśli: jakiś początek w czasie (a jeśli tak to jaki) czy też chodzi Ci o poznanie całej prawdy (od początku do końca)? Jeśli to drugie to porywasz się z motyką na słońce. Nic nie zmieni przeszłości, a Ty już wiesz, że z tym człowiekiem nie chcesz być, więc zacznij powoli tę przeszłość zamykać. Znasz już prawdę o nim 9przynajmniej tak wynika z Twoich opisów).
          • wiesz, to wszystko zwalilo sie na mnie tak szybko, jakby piorun we mnie strzelil, Jedna lawina nieszczesc za druga. Chodzilo mi chyba o to, ze gdybym przynajmniej byla poinformowana ze jego uczucia wygasly, zamiast codziennie miec powtarzane jak mnie kocha. Albo gdyby przyszedl i porozmawial o jego uczuciach, ze nie chce ze mna byc. A ja caly czas dostawalam mieszane sygnaly, wlasnie, robil mi wode z mozgu. A ja (glupio) wybieralam wierzyc w te dobre sygnaly. Duzo w tym mojej winy. naiwnosc chyba.
            Nie musialo to byc zrobione w ten sposob.

            Wiesz, z kobietami to nie jest tak jak z mezczyznami, ze twardo stapaja po ziemi, ze poznaja fakty, zaakceptuja sytuacjie i robia potem odpowiednie posuniecia. Tutaj jest cala masa uczuc, poczucia straty, strach przed pszyszloscia, niedowierzanie (jeszcze) ze to sie stalo i ten cholerny bol.
            I tak ciesze sie ze wiem tyle prawdy ile wiem.
            • No i co bys zrobila wtedy? Zaczela rozmowe o terapii malezenskiej podejrzewam. Stalo sie, jak sie stalo, widocznie tak mialo byc.
              To lepsze jutro istnieje, niestety troszke czasu musi uplynac. Ja wiem, ze boli, ale kiedys przestanie. Ogranicz kontakty do minimum. Po takich rozmowach tylko sobie dorzucasz natretnych mysli i analizujesz, co robilas zle i jak moglas tego uniknac.

              Zamki zmien dla lepszego samopoczucia - exowi sie stesknilo po pol roku = przyjechal jak sie kasa skonczyla - klucze mial nadal. Drugi raz nie ryzykowalam i zamki zmienilam.
              W pracy jesli masz spoko szefa, powiedz mu co jest pokrotce grane - moj owczesny szef szybko zalapal, ze za wiele korzysci ze mnie nie bedzie, ale do pracy chodzilam, bo nie myslalam wtedy o tym wszystkim.

              Dasz rade, wyplacz co swoje, potem bedzie juz tylko lepiej.
              • oczywiscie ze gdybym wiedziala co siedzi mu w glowie przed tym wszystkim to bym zrobila wszystko w mojej mocy aby uratowac to malzenstwo. Ja go bardzo kochalam i chyba jeszcze kocham skoro tak mnie to dobija. Rowniez nie powalilo by mnie to z nog, gdyz nie byloby to niespodzianka.

                do szefa nie pojde, i tak jestem na ostatnim wlosku tutaj.

    • Muzyka pomaga mi przetrwac, zajmuje moga glowe.

      Ja ostatnio slucham Madonny "power of goodbye", ale rowniez Chylinska jest bezbledna : Goraca prosba : www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E Akurat dobrze pasujaca ;)
    • Wczoraj nie odbieralam telefonow, choc bylo ich z 7, ale wieczorem tylko.

      Na dzien dzisiejszy mam w sobie duzo zlosci, pomieszana z zalem i uczuciem zranienia, wiec chyba przechodze na druga faze zaloby. Zadzwonilam wkoncu i uslyszalam czy jest cos co mozeMY zrobic aby wrocic do siebie bo on tak naprawde mnie bardzo kocha.....

      Wygarnelam mu bardzo opanowanie, acz ze zloscia co o nim mysle, powiedzialam dokladnie jak mnie potraktowal, i jak traktuje wszystkich ludzi w okolo. Powiedzialam ze wlasna jego matka wspiera mnie w mojej decyzji ze to dobre wyjsce (prawda), jego wlasny brat nie chce z nim miec nic wspolnego bo przy nim czuje sie zle. Wygarnelam mu ze jest egoista, klamca, ze nigdy nie bede jego przyjacielem (a tego chcial i oczekiwal), ze przyjaciele tak nie rania innych. Na koniec powiedzialam ze sie podniose z tego i to szybciej niz mysli.

      Musze przyznac ze poczucie zlosci jest latwiejsze dla mnie do przezycia niz uczucie rozpaczy, niedowierzania i zranienia. Ale i tak wiem ze to chwilowe. Na pewno zalamania jeszcze beda. Strasznie boje sie przyszlosci. Ale racjonalnie myslac - przyszlosc z nim porownalabym do obcowania z diablem.
      • xciekawax napisała:

        > Ale racjonalnie myslac - przyszlosc z nim porownalabym do obcowania z diablem.

        No, no, mocne słowa. A przez te 14 lat to z kim obcowałaś? Przecież o jego wadach wiesz nie od dziś, a mimo to dopiero teraz klapki spadły Ci z oczu. Gdyby nie zdrada z jego strony, to wszystkie inne jego wady były dla Ciebie do zaakceptowania. Co więcej, musiałaś widzieć w nim wiele zalet skoro przez 14 lat związku nie przestałaś go kochać. Myślę, że takie skrajne potępienie partnera to podcinanie gałęzi, na której siedzisz. Masz prawo do złości i skrajnych emocji, ale postaraj się czasem o odrobinę obiektywizmu w stosunku do tego człowieka i do siebie samej. Wiem, że to trudne, ale życie to nie je bajka... :)
        • Tak, zyczywiscie mialam klapki na oczach i powoli mi spadaja. Nie wiem czy wiesz jak bolesnym przezyciem jest zdrada, albo zyc w swiadomosci ze za pare latek znowu sie to powtorzy. Ja juz wiem, dlatego takie zycie dla mnie byloby pieklem.

          Nie zaprzeczam jego zalet, ale to jak postapil, jak sie zachowal - jest po prostu straszne. Potraktowal mnie jak smiecia ktorego sie wyrzuca, jest jak dziecko ktoremu znudzila sie ulubiona zabawka. Wiesz, my wzielismy slub 3 lata temu tylko. Mial cale 10 lat aby zastanowic sie czy jestem osoba z ktora moze spedzic reszte zycia. A wzielismy slub tak pozno, bo zadne z nas nie mialo parcia na to (zreszta ja chodzilam do szkoly, potem pare latek chcialam sama pomieszkac). Ale to on zaproponowal malzenstwo. A potem zeby mu tak odbilo? Jest to wykorzystanie drugiej osoby, byc moze dla swoich celow - nie wiem, coraz bardziej mam watpiliwosci czy to malzentwo to nie byla z jego strony manipulacjia.

          Kto wchodzi w malzenstwo aby po kilku latach sie rozwiesc? Ja sie przez ten czas nie zmienilam - nie zaczelam byc paskudna zolza. Zauwazylam problemy i chcialam naprawiac. On nie. I jeszcze teraz mnie manipuluje. Sorry, ale dla mnie to okrutne. Nie zaprzeczam przeciez tych wszystkich lat spedzonych razem. Ale tez nie moge zaprzeczyc tego jak postapil, jak bardzo mnie zranil.
          • xciekawax napisała:

            > Tak, zyczywiscie mialam klapki na oczach i powoli mi spadaja.

            Trochę mnie zastanawia to, że te te klapki spadają dopiero teraz. Zdaje się, że dużo wcześniej wiedziałaś o tym, jak oceniają go jego znajomi i rodzina (rodzeństwo).

            > Nie zaprzeczam jego zalet, ale to jak postapil, jak sie zachowal - jest po pros
            > tu straszne. Potraktowal mnie jak smiecia ktorego sie wyrzuca, jest jak dzieck
            > o ktoremu znudzila sie ulubiona zabawka.

            To świadzczy źle o nim. Nie czyni to z Ciebie żadnego śmiecia. Jeśli masz swoją wartość i jesteś jej świadoma, to wartość ta nie jest w żaden sposób uzależniona od uczynków innych ludzi.

            > Wiesz, my wzielismy slub 3 lata temu
            > tylko. Mial cale 10 lat aby zastanowic sie czy jestem osoba z ktora moze spedz
            > ic reszte zycia. A wzielismy slub tak pozno, bo zadne z nas nie mialo parcia na
            > to (zreszta ja chodzilam do szkoly, potem pare latek chcialam sama pomieszkac)
            > . Ale to on zaproponowal malzenstwo. A potem zeby mu tak odbilo?

            3 lata to dość długo i może w tym czasie człowiekowi odbić. Nie powinno, ale może. Twojemu mężowi odbiło.

            > Jest to wykor
            > zystanie drugiej osoby, byc moze dla swoich celow - nie wiem, coraz bardziej ma
            > m watpiliwosci czy to malzentwo to nie byla z jego strony manipulacjia.

            A co zyskał Twój mąż poprzez małżeństwo z Tobą? Chodzi mi o to, czy miał, ma lub będzie miał jakieś "profity", których nie miałby gdybyście pozostawali w związku nieformalnym.

            > Kto wchodzi w malzenstwo aby po kilku latach sie rozwiesc?

            Zazwyczaj nikt. Zdecydowna większość ludzi nie zakłada, że się rozwiedzie, a jednak bardzo duży odsetek małżeństw się rozwodzi. Niektórzy rozwodzą (rozstają) się nawet po kilku miesiącach. Twój przypadek nie jest jakimś niezwykłym wyjątkiem.

            > Ale tez nie moge zaprzeczyc tego jak postapil, jak bardzo mnie zranil.

            Nie zaprzeczaj. Trzymaj się swojego przekonania, a manipulacje Twojego męża filtruj "przepuszczając" je przez to właśnie przekonanie.
            • > Trochę mnie zastanawia to, że te te klapki spadają dopiero teraz

              Dlatego to nazywa sie klapki na oczach bo nawet gdy ma sie fakty przed soba to wybiela sie je i usprawiedliwia. To moj blad, moj problem. Teraz spadly gdyz byl wielki wstrzas.

              > To świadzczy źle o nim. Nie czyni to z Ciebie żadnego śmiecia.

              Nie napisalam ze jestem smieciem. Napisalam ze tak mnie potraktowal ON.

              > A co zyskał Twój mąż poprzez małżeństwo z Tobą?

              Np pewne prawne papiery. Chociaz sie strasznie tego zapiera, i ja w to nie chce wierzyc, to jednak fakt jest taki ze idealnie wybral sobie czas rozwodu, gdyz czas jaki powinien byc moim mezem - wlasnie minol. Albo zbieg okolicznosci albo nie. Mi trudno uwierzyc bo bylismy bardzo dlugo ze soba. Ale jezeli on sie odkochal przed slubem, a tylko wszedl w to dla korzysci? przechodza mnie takie mysli, choc nie chce w to wierzyc i tak naprawde nigdy nie bede wiedziec.

              Ponadto jest cala gora klamst o ktorych nie wiem, ale ktore czuje, ale nie mam dowodow. np. nie chce mi pokazac swojego emaila, gdyz wie ze nie chce mi pokazac calej prawdy o nim. To by nie zmienilo decyzji o roztaniu, ale w moim przekonaniu zasluguje aby dowiedziec sie o wszystkim, niestety nie jest mi to dane.

              I wkurza mnie to jak mowi ze roztanie jest dla mojego dobra, ze chce mnie widzec szczesliwa. Matka Teresa? Przyznam ze jest w ciezkim stanie psychicznym tez. Jest zimny, ale czasami sie lamie. Podejrzewam ze bardziej dlatego ze cala jego rodzina i wielu przyjaciol sie na niego poobrazali. Jego matka musiala rozsiac plotki. Nie lubie jej za to.



              • xciekawax napisała:

                > Nie napisalam ze jestem smieciem. Napisalam ze tak mnie potraktowal ON.

                Potraktował Cię jak śmiecia, więc to świadczy źle o nim, nie o Tobie. Ty jesteś w porządku wobec niego i siebie.

                > Np pewne prawne papiery. Chociaz sie strasznie tego zapiera, i ja w to nie chc
                > e wierzyc, to jednak fakt jest taki ze idealnie wybral sobie czas rozwodu, gdyz
                > czas jaki powinien byc moim mezem - wlasnie minol.

                Wybrał sobie ten czas? Napisałaś, że o zdradzie dowiedziałaś się przypadkiem, więc może gdyby nie ten przypadek to o rozwodzie nie byłoby mowy.

                > Albo zbieg okolicznosci albo nie. Mi trudno uwierzyc bo bylismy bardzo dlugo ze soba. Ale > jezeli on sie odkochal przed slubem, a tylko wszedl w to dla korzysci? przechodza mnie takie
                > mysli, choc nie chce w to wierzyc i tak naprawde nigdy nie bede wiedziec.

                Oczywiście, że nigdy nie będziesz tego pewna, bo nawet jeśli usłyszałabyś prawdę, to miałabyś podstawy w nią wątpić, więc nie zadręczaj się tym. Chyba, że oczekujesz od niego, by potwierdził tę najgorszą wersję, tak żeby zaspokoić Twoją potrzebę w tej kwestii.

                > Ponadto jest cala gora klamst o ktorych nie wiem, ale ktore czuje, ale nie mam
                > dowodow. np. nie chce mi pokazac swojego emaila, gdyz wie ze nie chce mi pokaz
                > ac calej prawdy o nim. To by nie zmienilo decyzji o roztaniu, ale w moim przeko
                > naniu zasluguje aby dowiedziec sie o wszystkim, niestety nie jest mi to dane.

                Każdy ma prawo do prywatności, nawet jeśli zrobił coś złego. Nie oczekuj więc od niego pokazywania Ci swojej korespondencji. I uwierz mi, jest prawdopodobne, że mogłabyś dowiedzieć się o szczegółach, które mogłyby mieć dla Ciebie bardzo negatywne skutki. Wiesz już dostatecznie dużo i trzymaj się tego.

                > I wkurza mnie to jak mowi ze roztanie jest dla mojego dobra, ze chce mnie widze
                > c szczesliwa. Matka Teresa? Przyznam ze jest w ciezkim stanie psychicznym tez.

                Niezależnie od tego co mówi Twój mąż, z tego co opisujesz wynika, że to rozstanie jest naprawdę dobre dla Ciebie. Nie widzisz tego? Facet ma więc rację, choć nie oznacza to, że on to wszystko robi po to, żeby Tobie było lepiej. Ot, skutek uboczny, ale pozytywny dla Ciebie.
                • 22.09.10, 20:36
                  Napisałam na priv.

                  Trzymaj się!
                • dzieki, piszesz twardo i bez empatji, ale w sumie prawde. I tak, jestem bardzo swiadoma tego ze z tego zwiazku musze biec. Dochodze do tego teraz coraz bardziej, gdy te pierwsze emocjie juz slabna. Strasznie glupio mi bedzie o tym powiedziec rodzicom, ktorzy tak sie wykosztowali na wesele, i znajomym, i rodzinie...
    • w weekend chce isc do prawika, cos zaczac. najpierw chyba separacjia prawna. Dla jego dobra. chociaz sama nie wiem, musze z prawnikiem pogadac. mi sie wydaje ze rozwod dopiero w marcu, ale nie wiem, moze szybciej. Czy myslicie ze bede odpowiedzilna prawnie za jego podatki jezeli juz w tym roku bede odeparowana? mam nadzieje ze nie, bo to duzo kasy. za tamten rok oczywiscie ja musialam zaplacic.

      Wstydze sie tam wejsc. wstydze sie rowniez dlatego ze jest to w mojej dzielnicy. ciezko mi bedzie zrobic ten krok. sama.

      dalam sobie 2 tygodnie i teraz chyba musze dzialac.

      Wstyd mi przed rodzina. Bede musiala niedlugo im to powiedziec. Wstyd mi chyba przed sama soba ze takie zycie sobie zgotowalam.
    • 28.09.10, 16:42
      Jezeli ktos jeszcze to czyta to rzekne tylko ze raz jest lepiej, a innym razem jest totalne zalamanie, ale prawde powiadaliscie ze bedzie lepiej. Wczesnie mialam straszne napady paniki, rece mi sie trzesly, serce strasznie bilo, czasami na ulicy czulam ze nogi mam z waty.

      Dzisiaj juz tych symptomow w gruncie rzeczy nie mam. A jak sie zdarzaja to sporadycznie, i umiem troche nad nimi zapanowac.

      Maz sie zachowuje jakby naszego zwiazku nigdy nie bylo. Nie rozmawialam z nim ponad tydzien, a jak zadzwonil to oczywiscie tylko po to aby odebrac listy. Juz nie moge sie doczekac az zabierze swoje rzeczy - bedzie mi sie lepiej mieszkac - bez jego zapachu tam.

      Przez telefon bylam mila, ale chlodna i niezainteresowana rozmowa. Powiedzialam ze dam mu te listy za dwa dni, (nie mam sily na spotkanie teraz, zreszta spotkam sie z nim po psychologu, bo tylko w ten dzien jestem jakas taka silniejsza i prawidlowo mysle). Po rozmowie sie rozpadlam na drobne czasteczki. znowu cala sie trzese. Jest to straszne. A tak dobrze mi szlo....
      • A moze myknij sobie do wyszukanego BP i wykup jakiegos lasta.
        Rejs po Nilu, albo cos. Moze kilkudniowy pobyt na urokliwej Santorini.
        Kasy wielkiej nie wydasz a jest szansa ze w jakims stopniu uspokoisz to co dzis jest roztrzesione.
        Pamietaj tez ze mamy jesien. Bezproblemowcom wszystko opada a co mowic o .......... .
        Ta pora roku jednak minie. Zadzwonia swiateczne dzwoneczki i zanim sie obejrzysz to strzeli sloncem i kwiatkami wiosna a z na swieza porcja optymizmu.
        Pozdrowka.
      • > Maz sie zachowuje jakby naszego zwiazku nigdy nie bylo. Nie rozmawialam z nim
        > ponad tydzien, a jak zadzwonil to oczywiscie tylko po to aby odebrac listy.

        Nie wiesz, czy tak myśli, a że ma taką pozę?
        Albo od dawna w Waszym związku odgrywał tylko pozory zaangażowania, a teraz już nie musi,
        albo urażona duma, że go pogoniłaś i on nie bedzie pokazywał że czuje ta stratę, aby nie dać Ci satysfakcji,
        albo strategia, że ta obojętność na Ciebie zadziała,
        albo jakieś w jego mniemaniu męskie podejście, że ułatwi Ci to odejście swoim odsunięciem się.

        Sobie pomyślałam, że dobrze jest ruszyć sie z ciemnej dupy, nie tylko za pomoca krótkiego wyjazdu, ale też wchodząc w jakąś nową regularną aktywność i środowisko, w którym nikt Cie nie zna, ani nie wie że jesteś mężatką.
        Mnie raz poratował wolontariat przy fundacji, tam sie zangażowałam i było tyle spraw, śmiechu i nie moich i nie takich śmiertelnie poważnych problemów, że super odskocznią to sie stało.
        Fajnych znajomych mam stamtąd do dziś.

        duze pozdro!!!
        --
        Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
        John Gray
        • Wiem juz dlaczego tak sie zachowuje - bo podobno kilka dni przed przyjazdem tu zakochal sie w kims i ona tu przylatuje i bedzie probowal ulozyc sobie z nia zycie. Mnie za to ladnie poprosil o szybki rozwod, aby byl jak najmniej kosztowny. Oczywiscie dla mojego dobra.

          WOW, jakby nie mogl tak OD RAZU!!! Czemu te kity mi wciskal? W ogole nic nie robilo dla mnie sensu, a teraz robi.

          Oczywiscie pan na mnie obrazony ze ja chce rozwodu z jego winy, bo przeciez utrudniam mu zycie. Przeciez zatruwam jego szczescie, bo on nie ma az tyle pieniedzy na to.

          I w dodatku poinformowal mnie ze jezeli ja zobacze, albo kiedys poznam to zebym nie drazyla tematu jak to nasz zwiazek sie skonczyl przez jego zdrady, klamstwa i owo zakochanie, i oczywiscie ze zdadzal mnie z ta mezatka z dziecmi - bo ona jest "bardzo porzadna dziewczyna i niczemu nie winna".

          A ja lerze!!!! Nic tylko sie dobic. Doslownie.
          • Czy nadal robi Cie w bambuko, czy nie, tego nie wiesz.
            Jesli cos Wiesz to to ze jest kretaczem.
            Dlatego, w tym przypadku na jego wynurzenia, propozycje patrz przez palce i stosuj najbardziej bezpieczna i uniwersalna odpowiedz jaka znam "a co mnie to gowno obchodzi".
            Rob swoje.
            Mysle o dobrym prawniku a jesli zaistnieje mozliwosc to " wpierdziel, w dyby i do lochu ".
            • wiesz dlaczego mu tak spieszy do prawnika? (juz jutro idzie) Bo sklamal ta nowa dziewczyne ze jest rozwiedziony. I uwaza ze jezeli to bedzie kwestjia kilku tygodni do zlozenia pozwu i rozwodu - to tak naprawde jej nie oklamal. Wspolczuje jej!!!

              A ile mialam wyrzutow i obraz ze rozwod ma byc z jego winy..... i ze moze nawet nie jestem gotowa w tym sie babrac. Mam nadzieje ze nie bede lozyla na niego alimentow, ale jezeli rozwod z jego winy to nie powinnam napewno.

              tak czy owak, jego planem jest wrocic do PL, i tam ulozyc sobie zycie, a mi zyczy zebym JAK NAJSZYBCIEJ ulozyla sobie zycie z kims innym. GOD!!!!

              Wiec najprawdopodobniej jednak zostane z jego dlugami.....

              Kurde, co za pacjient. Wziol odemnie moja mlodosc, moje wszystko, moja kase, a teraz chce startowac od nowa. Wierze w karme, i kurde, nie jestem zla osoba, ale mam nadzieje ze go dorwie jeszcze za tego zycia.

              Strasznie mnie zdewastowal. Glupia bylam jak but! Tyle milosci zainwestowalam w tego imbecyla. I jeszcze mam sie teraz z tego leczyc, wydawac kase na psychologa, na prawnikow, na jego dlugi... ktore pewnie dlugo emocjonalnie nie dadza mi zapomniec o nim.

              A juz mi tak dobrze szlo - co jeszcze sie na mnie zwali????

            • wiesz dlaczego mu tak spieszy do prawnika? (juz jutro idzie) Bo sklamal ta nowa dziewczyne ze jest rozwiedziony. I uwaza ze jezeli to bedzie kwestjia kilku tygodni do zlozenia pozwu i rozwodu - to tak naprawde jej nie oklamal. Wspolczuje jej!!!

              A ile mialam wyrzutow i obraz ze rozwod ma byc z jego winy..... i ze moze nawet nie jestem gotowa w tym sie babrac. Mam nadzieje ze nie bede lozyla na niego alimentow, ale jezeli rozwod z jego winy to nie powinnam napewno.

              tak czy owak, jego planem jest wrocic do PL, i tam ulozyc sobie zycie, a mi zyczy zebym JAK NAJSZYBCIEJ ulozyla sobie zycie z kims innym. GOD!!!!

              Wiec najprawdopodobniej jednak zostane z jego dlugami.....

              Kurde, co za pacjient. Wziol odemnie moja mlodosc, moje wszystko, moja kase, a teraz chce startowac od nowa. Wierze w karme, i kurde, nie jestem zla osoba, ale mam nadzieje ze go dorwie jeszcze za tego zycia.

              Strasznie mnie zdewastowal. Glupia bylam jak but! Tyle milosci zainwestowalam w tego imbecyla. I jeszcze mam sie teraz z tego leczyc, wydawac kase na psychologa, na prawnikow, na jego dlugi... ktore pewnie dlugo emocjonalnie nie dadza mi zapomniec o nim.

              A juz mi tak dobrze szlo - co jeszcze sie na mnie zwali????

          • xciekawax napisała:

            > podobno kilka dni przed przyjazdem tu
            > zakochal sie w kims i ona tu przylatuje i bedzie probowal ulozyc sobie z nia zy
            > cie.

            Ciekawe, za czyja kase. Z tego, co pisalas wynikalo, ze ten facet to golodup, caly czas wisial na Tobie. Trafil na kolejna sponsorke?

            > Mnie za to ladnie poprosil o szybki rozwod, aby byl jak najmniej kosztown
            > y. Oczywiscie dla mojego dobra.

            Jasssne. Zdrada tez byla dla Twojego dobra? Tak tylko sie chcialam upewnic...
            Japierdziu. Ma tupet facet.

            > A ja lerze!!!! Nic tylko sie dobic. Doslownie.

            Ej, ale dlaczego?

            Na dobra sprawe powinnas kopac sie po dupie z radosci - pozbylas sie leniwego, klamliwego i zdradzajacego po.eba, masz szanse poznac kogos fajnego i ulozyc sobie zycie (albo ulozyc je sobie solo - wedle gustu, ale juz bez pijawy wiszacej u tylka). OK, stracilas bliska osobe, a w kazdym razie zludzenia, ze nia byl - nieprzyjemne i bolesne, wiadomo. Z drugiej strony... trudno powiedziec, zeby zludzenia byly czyms pozytywnym, prawda?
            Mozna na to patrzec i z tej strony.
            Wiekszy problem ma tamta pani, tj. nowa love pana pijawy (zakladajac, oczywiscie, ze pani istnieje naprawde. Byc moze pijawa snuje takie opowiesci wiedzac, ze to Cie zaboli). Ale to, na szczescie, nie Twoj problem.

            --
            Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
            • W pania akurat wierze, przez te lata nauczylam sie czasami wybadac w tonie kiedy akurat mowi prawde. Zreszta.... to by mialo sens Ale teraz mowi ze znal ja dluzej niz te kilka dni. Ale naklamal jej porzadnie. Brrrrr..... glupieje. Tak czy owak tez jej wspolczuje. Ona nawet nie wie na jakiego psychopate trafila. Mam nadzieje ze bedzie madrzejsza odemnie. A on jest psychopata, bo nie wiem dlaczego mnie meczy. On odemnie naprawde w zyciu nic przykrego nie dostal. Z miloscia sie na niego patrzylam kazdego ranka.

              Dla mnie rozwod szybki szczerze mowiac tez jest na reke. Jakby byl jeszcze w tym roku moze bym ominela placenie jego podatkow. A i za jego ubezpieczenie nie musialabym placic (bo nadal place, bo jakby cos mu sie stalo to odpowiedzialna bylabym za rachunki tez ja) Wiem ze powinam go kopnac z radoscia, ale radosci w sobie nie mam. Mam tylko gorycz, ze bylam taka glupia. I dla KOGO?????
            • 29.09.10, 12:25
              >pozbylas sie leniwego, klamliwego i zdradzajacego po.eba, masz szanse poznac kogos fajnego i ulozyc sobie zycie (albo ulozyc je sobie solo - wedle gustu, ale juz bez pijawy wiszacej
              > u tylka). OK, stracilas bliska osobe, a w kazdym razie zludzenia, ze nia byl -
              > nieprzyjemne i bolesne, wiadomo. Z drugiej strony... trudno powiedziec, zeby z
              > ludzenia byly czyms pozytywnym, prawda?<
              Myślę podobnie do b.p.l i zastanawiam się tylko nad nową panią boguduchawinną. Na jej miejscu wolałabym dostać sygnał że rozwodu nie było, że pan ma długi i pijawka jest zwyczajna, że nie kocham go i składam pozew więc za chwilę wolny będzie. Z drugiej strony nigdy nie mieszam się nie swoje sprawy.
              Ale szkoda kobitki.
              Następnej..

              • zastanawiam się tylko nad nową panią boguduchawinną. '

                Mnie też to zastanowiło.
                Załóżmy, ze jest tak ze ta kobieta ma wiedzę o rozwiedzionym, nie ze swojej winy ukochanym.
                Szkoda jej faktycznie, to raz.

                Mnie jednak w tej historii interesuje, że dopiero co chciała xciekawax zawiadamiać męża kochanki swojego męża. A teraz kiedy pojawia sie ta nowa pani, to nie ma w Autorce cienia refleksji, że mogłaby oszczędzić tej kobiecie wiązania sie z kłamcą?
                Jaka jest motywacja zdradzonej żony zatem?
                Ukaranie kochanki? odzyskanie męża?
                Szkoda, że nie celuje sie w zdrajcę.

                Akurat tą nową kobietę, bym zawiadomiła, i to nie dla jej dobra, tylko dla własnej reputacji i dla wlasnej satysfakcji, że oszustowi nie uda sie kolejny piękny scenariusz budowy swojego wizerunku na wstępnym kłamstwie.
                Kwestią nie byłoby czy sie wtrącać innym ludziom czy nie, bo nadal xciekawax jest nie z własnej winy i woli zaangażowana w okropnie ciężką sytuację, a jeszcze ma sie dostosować na życzenie tego klienta do jego nowych krętactw i ułatwić mu je. No niedoczekanie!

                Chyba by mnie szlag trafił na miejscu xciekawejx, gdybym miała w tej chwili uchodzić za byłą, pewnie okropną i nie do życia żonę, z którą pan rozstał sie het het wcześniej niż poznał obecną obskakiwaną.

                duze pozdro!!!

                Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                • 29.09.10, 13:30
                  Mnie jednak w tej historii interesuje, że dopiero co chciała xciekawax zawiadamiać męża kochanki swojego męża. A teraz kiedy pojawia sie ta nowa pani, to nie ma w Autorce cienia refleksji, że mogłaby oszczędzić tej kobiecie wiązania sie z kłamcą?<
                  Ciekawa nie ma tego dystansu, który my mamy/stoimy z boku/ Nie jest w stanie wyjść poza swoje emocje/ogromne/ i myśli o sobie i swoim bólu. Normalne. Gdyby zawiadomiła panią /tak jak wcześniej napisała/ wypływałoby to z emocji-np. ukaranie pana. To bardzo trudne sisi, i potrzeba czasu by pomyśleć /z sympatią/o innej osobie która właśnie nas zastąpiła, gdy my w tej chwili bardzo cierpimy. Niemniej nie chciałabym być na miejscu następnej, tym bardziej że z reguły ufam ludziom, więc mogłabym przyjąć że to co mówi mój „wymarzony” to świnta prawda.
                • Wiesz, ale ja nie wiem nic o tej nowej. Nie wiem kim jest, nie wiem skad. On sie boi ze jak ona przyjedzie to moze zobacze ich na ulicy i wtedy zrobie afere. Ale zebym ich zobaczyla byloby rowne z cudem. Zreszta pan na pewno ja zchowa przedemna baaardzo dobrze.

                  Rowniez ze zrezygnowania juz mi sie nie chce angazowac. Nie chce miec na sobie jego gniewu, jego wybuchow. Po co mi to? Pani jak jest madra to przekona sie sama.

                  Tez zastanawiam sie co tez ten pan wygaduje swoim znajomym i rodzinie - bo przeciez musi miec plany jak przedstawic kiedys nowa pania. Wiec pewnie juz jestem obczerniana.

                  Mysle ze dostatecznie kieruje sie w zdrajce.
                  • Ok.
                    Rozumiem.

                    Zajmij sie soba, masz racje.

                    duze pozdro!!!
                    --
                    Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
        • 29.09.10, 00:20
          Droga xciekawax, czytanie Ciebie boli.
          Umierasz komórka po komórce, powoli nie potrafiąc w żaden sposób zatrzymać okrucieństwa takiej śmierci.
          I musisz umrzeć dziewczyno. Bo zdrada to rak. Ciche powolne konanie. Wszystkiego co znałaś do tej pory. Miłości, bliskości, przyjaźni, wszystkiego co było sensem Twojego życia przez te 14 lat zatruł "gift". Ale przewrotność tkwi w sensie słowa gift. Tu z niemieckiego trucizna. On jest trucizną.
          Wiesz jak zabija się raka?
          Zabijając siebie. Teraz myślisz, co tam myślisz! Wiesz czujesz, że boli i jeszcze nie znasz tego końca. Tą cholerną niemiecką precyzyjną truciznę wyplujesz z ostatnim oddechem tamtej dziewczyny.
          I przyjdzie taki dzień dziewczyno, że nawet chodnik będzie się do Ciebie uśmiechał, a każdy napotkany człowiek będzie chciał Cię chociaż dotknać, nawet tylko skrawka Twego ubrania, tak szczęśliwa się staniesz.

          Już teraz masz tu niezły fanklub. Od dzisiaj ja też należę do niego.
          • 29.09.10, 00:42
            Dla Ciebie, droga xciekawax

            Kobieta: Kiedy ma 5 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi księżniczkę.
            Kiedy ma 10 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi Kopciuszka.
            Kiedy ma 15 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi obrzydliwa siostrę przyrodnia Kopciuszka:
            "Mamo, przecież tak nie mogę pójść do szkoły!"
            Kiedy ma 20 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale mimo wszystko wychodzi z domu.
            Kiedy ma 30 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale uważa, że teraz nie ma czasu, żeby się o to troszczyć i mimo wszystko wychodzi z domu.
            Kiedy ma 40 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale mówi, że jest przynajmniej czysta i mimo wszystko wychodzi z domu.
            Kiedy ma 50 lat:
            Ogląda się w lustrze i mówi: "Jestem sobą" i idzie wszędzie.
            Kiedy ma 60 lat:
            Patrzy na siebie i wspomina wszystkich ludzi, którzy już nie mogą na siebie spoglądać w lustrze. Wychodzi z domu i zdobywa świat.
            Kiedy ma 70 lat:
            Patrzy na siebie i widzi mądrość, radość i umiejętności. Wychodzi z domu i cieszy się życiem.
            Kiedy ma 80 lat:
            Nie troszczy się o patrzenie w lustro. Po prostu zakłada liliowy kapelusz i wychodzi z domu, żeby czerpać radość i przyjemność ze świata. Może wszystkie powinnyśmy dużo wcześniej założyć taki liliowy kapelusz...

            A ty dziewczyno włożysz fioletowy kapelusz już nie za długo, wiem to.
            • dalas mi usmiech i lzy w tym samym czasie :) Dziekuje Tobie bardzo!

              Z ta trucizna.... chce wierzyc ze tak bedzie! Bardzo tego chce.
              • 29.09.10, 01:34
                Jeszcze nie wierzysz?
                Widziałaś go. Gruby, brzydki, z obrzmiałą gębą. Tak wygląda szczezęście?
                A wiesz, że on zobaczył jaka jesteś śliczna?
                Ten nasz Potwór z Picadilly dobrze Ci napisał. Ja będę dosadniejsza. Ta brzydka poniemiecka trucizna z obrzmiałym ryjem schodzi całkiem na pohybel.
                A Ty popatrz w lustro. I co? Widzisz tą piękną szczęśliwą dziewczynę?
                Bo ja Cię widzę, właśnie taką.
                • 29.09.10, 02:03
                  I żeby nie było, że ja taka cwana jestem.
                  Tego swojego tak sobie kreowałam, a że te oczy niebieskie, a jak pływał bosko delfinem plecami nęcąc, a te posladki w białym gaciu. Wiesz co ja sobie wkręcałam. A ryj mu puchł z roku na rok, że największy monitor tego mięsa nie mógł wpasować. Ciągle go takim pięknym w tym białym gaciu widziałam, całkiem jak w zielu bym się lubowała.
                  A teraz wyobraź sobie to cudo. Sedes i sra. I robi to wszędzie, gdzie tylko uda mu się ukucnąć. W pokoju, w salonie, na Ciebie, na rodzinę, ot tak, bo mu wyszło, to na wszystko bez dyskryminacji i bez krępacji. Gość o szczęście dba.
                  • prawde powiadasz, prawde....

                    jestem ladna i widze to, lubie to w sobie. A on taki ladny nie jest, i jeszcze nizszy odemnie ;) Szpilek za bardzo nie chcialam ubierac bo dziwnie wtedy wygladalismy.

                    I tak, osral wszystko w co wierzylam, osral doslownie wszystko, i po co.... i co takiego wielkiego zyskal? Wklada tylko klamstwa do gardla nastepnej jak winogrona. Udlawi sie wkoncu i splunie na niego.

                    Och.... jak ja teraz cierpie..... juz nie moge sie doczekac az wydobrzeje..... Po prostu czekam na ten moment. "przebudzenie".

                    LOL, i widze ze Twoja historia podobna do mojej. Nie wiem czy smiac sie czy plakac.

          • Podly bydlak :((((((((( Nie zasluzylam sobie na to. I nie chce sie uzalac. Naprawde jest podly. Glupek! Nienawidze go! Jest glupi! naprawde glupi...
      • No i ta "nowa" ma 24 lata, czyli jest 10 lat mlodsza od niego. W dodatku "bardzo porzadna i dobra dziewczyna". Ta dziewczyne zmanipuluje jak zakaske.

        Powiedzialam mu zeby sie zastanowil nad tym co chce jej zrobic, ze ona ma szanse poznac kogos z potencjia na zycie, ze przeciez sam dobrze wie ze jest nalogowym klamca i manipulatorem, ze ja zwerbuje, ze zniszczy nastepnej osobie zycie, ze najpierw powinien isc do psychologa, bo to co robi jest conajmniej dziwne, zamiast skakac z kwiatka na kwiatek. Powiedzialam mu ze przeciez wiem jak on sie wybiela przy innych, szczegolnie jak chce komus zaimponowac, i ze wcale taka osoba nie jest. Mowilam to naprawde z miloscia, i poprosilam aby sie zastanowil. Oczywiscie miedzy nami to nic nie zmienia

        To tyle we mnie z Matki Teresy!

        Ale on i tak dzisiaj idzie do prawnika, jest zdeterminowany aby chyba pokazac jej papierek. Powiedzial ze jej sie przyzna jak juz bedzie po wszystkim. Ja w to nie wierze, ale tez nie obchodzi za bardzo.

        Wiecie co? to po prostu zbyt szybko zaczelo sie dziac. Jeszcze miesiac temu z utesknieniem na niego czekalam, on dzwonil i slal mi maile ze nie moze sie doczekac powrotu. Potem odkrylam zdrade z jakas mezatka!, potem zakomunikowal mi ze sie odkochal! Potem ze zakochal sie w nastepnej dziewczynie! Leci do niej jak cma do ognia, i teraz szybki rozwod to jego cel #1. W dodatku mowi ze gdybym ja sie nie dowiedziala to bylibysmy razem (szok!) Ale rowniez od samego poczatku mowil ze nigdy nie bedziemy juz razem.

        Dzieje sie to w jakims blyskawicznym tempie. Jeszcze kilka tygodni temu mowilismy o przyszlosci, dzieciach, itd... teraz... on juz jest praktycznie w innym zwiazku, a ja zostalam przeniesiona w jakies pieklo.

        I nie zrozumcie mnie zle - dla mnie nawet ta zdrada z pania#1 byla koncem mojego zwiazku. I czasami widze ze moje zycie teraz moze byc nawet troche latwiejsze niz gdybym z nim zostala bedac niczego nieswiadoma. Ale wydaje mi sie ze niezaleznie w ktora strone sie obroce to dostaje w twarz!!! i tak lisc za lisciem. I nie rozumiem jak mozna tak szybko chciec konczyc malzenstwo. To zaledwie trzy tygodnie od czasu gdy to pieklo wybuchlo mi w twarz, a jestem teraz zmuszona patrzec na papiery rozwodowe, itd.... bedac jeszcze pod wplywem emocji. Nawet rodzicom jeszcze nie powiedzialam, a on juz chce zebym podpisala i bye!!! Chyba jakos w sekrecie myslalam ze wyjde z tego z honorem. A nawet to diabli wzieli.

        I tez nie rozumiem czemu tak dzwoni, niby po listy, niby to czy tamto, ze niby zeby zobaczyc co u mnie. Tak teraz mysle ze przez te 8 tygodni widzialam go raz. bo widzialam go tylko raz gdy wrocil z PL.

        Powiedzialam mu ze wyjezdzam do do innego miasta bo stracilam swoja prace i znalazlam inna, ale daleko stad wiec sie wyprowadzam. To klamstwo i nie wiem dlaczego tak powiedzialam, moze chcialam zobaczyc jego reakcjie, troche zmienic pole "walki". Niby jakby sie zaklopotal, dopytaywal sie, i powiedzial ze na pewno chce mi pomoc w przeprowadzce, i ze sie boi ze bede tam sama, bez rodziny. Powiedzialam ze nie chce jego pomocy, i jestem podekscytowana wyjazdem. Nie wiem....

        Ja po prostu chyba jestem glupia, ale nie potrafie tego ogarnac. Patrze jak przez mgle jakbym byla w wypadku samochodowym i widze w zwolnionym tempie jak w sekunde zmienia sie cale moje zycie a ja po tej kraksie jestem na wozku inwalidzkim.
        • xciekawax napisała:

          > Mowilam to naprawde z miloscia, i poprosilam aby sie zastanowil. Oczywiscie miedzy nami > to nic nie zmienia
          >
          > To tyle we mnie z Matki Teresy!

          Przestań żyć złudzeniami. Z tą miłością to chyba trochę przesadziłaś. :)

          > Wiecie co? to po prostu zbyt szybko zaczelo sie dziac. Jeszcze miesiac temu z
          > utesknieniem na niego czekalam, on dzwonil i slal mi maile ze nie moze sie docz
          > ekac powrotu. Potem odkrylam zdrade z jakas mezatka!, potem zakomunikowal mi z
          > e sie odkochal! Potem ze zakochal sie w nastepnej dziewczynie! Leci do niej jak
          > cma do ognia, i teraz szybki rozwod to jego cel #1. W dodatku mowi ze gdybym
          > ja sie nie dowiedziala to bylibysmy razem (szok!) Ale rowniez od samego poczatk
          > u mowil ze nigdy nie bedziemy juz razem.

          No a czemu się dziwisz? Przecież sama doszłaś do wniosku, że jest patologicznym kłamcą.

          > Ale wydaje mi sie ze niezaleznie w ktora strone sie obroce to dostaje w twarz!!! i tak lisc za > lisciem.

          Wybacz, sama dajesz sobie w twarz raz za razem. Zachowanie nawet najbliższego człowieka wobec Ciebie nie jest wyznacznikiem Twojej wartości.

          > I nie rozumiem jak mozna tak szybko chciec konczyc malzenstwo. To zaledwie trz
          > y tygodnie od czasu gdy to pieklo wybuchlo mi w twarz, a jestem teraz zmuszona
          > patrzec na papiery rozwodowe, itd.... bedac jeszcze pod wplywem emocji. Nawet r
          > odzicom jeszcze nie powiedzialam, a on juz chce zebym podpisala i bye!!!

          A kto Ci każe rozwodzić się na jego warunkach? Wnieś najpierw o separację, a rozwód przeprowadzisz jak się pozbierasz.

          > Chyba jakos w sekrecie myslalam ze wyjde z tego z honorem. A nawet to diabli wzieli.

          Co rozumiesz pod pojęciem "wyjście z honorem"? I dlaczego niby złe uczynki innego człowieka miałyby naruszać Twój honor? Ty jesteś uczciwa (jak sama piszesz), więc i honoru nie tracisz.

          > Powiedzialam mu ze wyjezdzam do do innego miasta bo stracilam swoja prace i zna
          > lazlam inna, ale daleko stad wiec sie wyprowadzam. To klamstwo i nie wiem dlac
          > zego tak powiedzialam, moze chcialam zobaczyc jego reakcjie, troche zmienic pol
          > e "walki". Niby jakby sie zaklopotal, dopytaywal sie, i powiedzial ze na pewno
          > chce mi pomoc w przeprowadzce, i ze sie boi ze bede tam sama, bez rodziny. Po
          > wiedzialam ze nie chce jego pomocy, i jestem podekscytowana wyjazdem. Nie wiem
          > ....

          Robisz błąd "bawiąc" się w takie gierki, bo zamiast powoli nabierać coraz większego dystansu do sprawy, nakręcasz się i zadajesz sobie dodatkowy ból.
          • > Przestań żyć złudzeniami. Z tą miłością to chyba trochę przesadziłaś. :)
            moze przesadzilam, ale mowilam jak do czlowieka, bez swoich emocji

          • 29.09.10, 18:20
            A kto Ci każe rozwodzić się na jego warunkach? Wnieś najpierw o separację, a rozwód przeprowadzisz jak się pozbierasz.<
            Właśnie. No i zbieraj dowody na jego winę/nowe kandydatki zastanowią się mocno zanim zwiążą się z panem/
            Jak będziesz już z emocjami ok, dopiero złóż o rozwód

            >Robisz błąd "bawiąc" się w takie gierki, bo zamiast powoli nabierać coraz większego dystansu do sprawy, nakręcasz się i zadajesz sobie dodatkowy ból.<
            Prawda.
            Pamiętaj, że Twojego męża już nie ma, a ten pan po prostu robi kolejny biznes.
            I nie chodzi o to tu czy dziewczyna jest mądra czy nie, omota ją tak samo jak Ciebie, lata praktyki-widziałaś sama jak manipuluje ludźmi-Ty nie jesteś wyjątkiem, ona też nie będzie.

            • > Jak będziesz już z emocjami ok, dopiero złóż o rozwód

              Ale to on juz pospiesznie sklada podanie o rozwod. I burzy sie ze jezeli bede chciala to przeciagac to po prostu utrudniam z zawiscia JEGO zycie!!! lol dupek!

              Przeciez na sile nie bede go trzymala mezem.

              Ale pojde do prawnika z tym co on tam nawypisuje (powod podal zdrade), i pomoze mi ocenic czy to jest warte podpisywania.

              Jestem naprawde glupia osoba. Czuje sie jak frajer.
              • 29.09.10, 19:54
                > Ale to on juz pospiesznie sklada podanie o rozwod. I burzy sie ze jezeli bede
                > chciala to przeciagac to po prostu utrudniam z zawiscia JEGO zycie!!! lol dupe
                > k!
                >
                > Przeciez na sile nie bede go trzymala mezem. <

                Mężem na papierze- tego on bardzo nie chce.
                To mu bardzo utrudni sprawę.
                Manipuluje Tobą /emocjami/ obarczając Cię winą i przypisując Ci najgorsze cechy/zaczęło się od –zawistna i pójdzie dalej/ On musi osiągnąć cel a Ty w takim stanie/zrozpaczonym i jeszcze sentymentalnym/ możesz zrobić to co Ci powie. Teraz dla Ciebie powinno być ważne TYLKO to co Ty czujesz, tylko to co Ty myślisz i co dla Ciebie jest najlepsze, a na jego projekcje i wariacje na Twój temat przygotuj wirtualny kosz na śmieci.
                Nie chcesz rozwodu TERAZ i nie podpiszesz TERAZ. Nie musisz się tłumaczyć jemu dlaczego, niech myśli co chce.
                • dochodze do tego.... ucze sie grac w moje karty na moich warunkach, ale roznie mi to wychodzi. Ciagle jestem do niego przywiazana emocjonalnie jak pies. Pracuje nad tym.

                  Dzisiaj np ZNOWU mu powiedzialam ze chce aby zrobil testy na choroby weneryczne (sobie juz zrobilam i jestem ok, ale chce aby duren poczul to, wiec on nie wie ze ja zrobilam). Wiesz jak zareagowal? powiedzial ze NIE WIE gdzie isc, ze zrobi to NIEDLUGO, ze to KOSZTUJE, i bla bla bal.

                  Ja na to ze jakos DOWIEDZIAL sie wszystko o rozwodzie przez internet, DOWIEDZIAL sie jak to sie wypelnia, itd..., ze zrobil to w EKSPESOWYM tempie, i MIAL PIENIADZE na to. Dlatego jezeli bedzie sie ociagal to ja tez bede sie ociagala z podmisaniem tych papierow. Jego reakcjia: "ok, pojde DZISIAJ!!!"

                  wow, ale mu spieszno. Pogadam z psychologiem, pogadam z prawnikiem. I zobacze dopiero czy jestem ok w podpisaniu tego g..na. Ja juz sie nie chce dawac kopac.

                  PS: tak rozmawialam z kolezanka i gadalysmy jak on byl w PL, to oczywiscie "pan z Ameryki", wiec z laskami mial luzik. Autko pozyczone od kolegi tez pewnie nie jednej imponowalo. A i ze umie sie kamuflowac to po prostu uderzyla mu woda sodowa do glowy, bo co to nie on, kazda za nim szaleje, a on moze stawiac drinki, i tak fajnie sie z laskami rozmawia.... A teraz ta okropna zonka mu tylko przeszkadza.
                  Zaczyna to po mnie splywac.
                  Mysle ze te laski szybko pojma kim jest jak zobacza jakim jest dupkiem, bez grosza, niezaradnym facetem. Mam w tym jakies tam pocieszenie. Tylko glupio mi juz przed sama soba ze tak dlugo nie chcialam zobaczyc kim jest. teraz zbieram zniwo swojej glupoty.

                  chyba powolutku zaczynam sie budzic z tego letargu. Latwo nie jest, ale ludzie mowia mi ze przezyje, i chyba im wierze...
                  • 30.09.10, 10:49
                    Przeżyjesz, przeżyjesz:)
                    Będziesz nawet mądrzejsza o doświadczenie i ostrożniejsza.
                    Od początku chciałam zapytać Cię o :>Moj facet po 14 latach zwiazku (3 malzenstwa) zdradzil mnie <
                    Czy to znaczy że jesteś jego trzecią, kolejną żoną, czy to Twój trzeci mąż?
                    I ta kolejna zdrada w tytule?
                    Kolejna w Twoim związku, czy po prostu każda jego żona była zdradzana przez niego?


                    • Moj facet po 14 latach zwiazku (3 malz
                      > enstwa) zdradzil mnie <

                      ore.szko na moje rozumkowanie, to znaczy że 14 lat sa w zwiau ,a od 3 lat są małżeństwem.

                      duze pozdro!!!
                      --
                      "Mąż działa mi bez przerwy,
                      raz na zmysły , raz na nerwy"
                      Sztaudynger
(201-300)
przejdź do: 1-100 101-200 201-300 301-400 401-440
(401-440)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.