• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

zdrada po raz kolejny Dodaj do ulubionych

  • 11.09.10, 14:16
    moze nie na temat, ale sensowni z Was ludzie wiec moze podtrzymacie mnie na duchu.

    Moj facet po 14 latach zwiazku (3 malzenstwa) zdradzil mnie z mezatka z dziecmi. Dowiedzialam sie calkiem przypadkiem, on mi reszte powiedzial szczerze.

    Bol, jakiego doswiadczam jest niesamowity. fizycznie i psychicznie wszystko mnie boli. Nie sam seks, ale w jaki sposob ta zdrada byla dokonana - wielkie klamstwa za klamstwami.

    Jak dlugo musze tak cierpiec zanim stane na nogi?
    Edytor zaawansowany
    • 11.09.10, 15:48
      rysa powstała po zdradzie jest głeboka , z czasem sie zabliźni ale blizna zostanie do końca życia .zawsze bedziesz o tym pamietac i zawsze bęzie bolec tak samo - to moje zdanie
    • 11.09.10, 16:41
      bol sie konczy wraz z jakims kutasem ktorego wpuscisz miedzy nogi, analogicznie z nowa kobieta u mezczyzny

      pamietac bedziesz zawsze
      • 11.09.10, 17:37

        Często wchodząc szybko w nowy, (przygodny) związek, żeby zrobić na złość zdrajcy, 'odegrać się na nim', pokazać, że 'ja też potrafię' kobieta po tym czuje się jeszcze gorzej, pusta jak wydmuszka.

        Do nowego związku trzeba dojrzeć, nauczyć się zaufać ponownie. Żeby zbudować coś nowego na zgliszczach trzeba najpierw uprzątnąć gruz, a nie budować na syfie, ktory nawet przykryty- wciąż tam będzie.
        --
        Live and let die
        • 11.09.10, 18:17
          na rok.

          Xciekawax,
          polecam, bo sama po dramatycznym rozpadzie związku (po przynajmniej emocjonalnej zdradzie partnera), zbastowałam z chłopami na rok czasu.
          nie było to żadnym wysiłkiem- patrzeć na nich nie mogłam ;)

          ten odpoczynek jest potrzebny, i zgadzam sie a moon-ką, aby nie wchodzić w relacje w okresie jednak nieco "niepoczytalności emocjonalnej".
          Po co mieszać w głowie zgoła nowej osobie, która zaangażuje sie w relację z nami, w dobrej wierze, a będzie tylko zabawką, odreagowaniem na nasza ranę?
          to takie same oszustwo jak zdrada.
          z tym że w takim wypadku to naciągnięcie kogoś na związek uderzy w całkiem niewinną osobę- mającą po prostu pecha, że trafiła na kogoś, kto ja tylko wykorzysta.
          Kochaj bliźniego jak siebie samego i wejdź w związek, dopiero kiedy możesz komuś dać prawdziwe uczucie.

          Co do bólu i uczuć jakie towarzyszą odkryciu zdrady, to był wątek dopiero niedawno, autorstwa: blu_blue, poszukaj, może sobie z nią popiszesz prywatnie.

          duze pozdro!!!-
          "Mąż działa mi bez przerwy,
          raz na zmysły , raz na nerwy"
          Sztaudynger
          • 12.09.10, 00:20
            No wlasnie. Chec "odwdzieczenia sie " jest bardzo silna. Ale ja nawet nie wiem za bardzo jak to zrobic.

            Co do uczuc, raz jestem bardzo zla, mam agresjie nawet, potem placze, potem mam obojetnosc, potem bierze mnie na wymioty, rzaladek mam chory i nie moge jesc. Moje serce jest rozszarpane nie tylko uczuciowo, ale i fizycznie, czuje jak bije mocno, szybko, mam ataki paniki, nie moge oddychac.

            To zaskoczenie jest nawet ciekawe, bo nie spodziewalam sie takich wyrafinowanych klamstw, prosto w oczy. Facet wiedzac ze jedzie zdradzic mnie mowil mi mile slowka przytulajac i obiecujac ze na pewno nie zdradzi. A tak sobie pokryjomu grafik ukladal, kupowal sekretne bilety, gadal z ta panna 2,000 minut na telefonie, wysylal 60 smsow - w jeden miesiac.

            A do mnie mowil ze ciagle nie ma czasu na rozmowy, i z wyrachowaniem wkrecal mnie w poczucie winy ze w ogole chce wiecej z nim rozmawiac. Na rozmowy z nia wydal kupe kasy, a do mnie mial zal ze rozmowy drogo kosztuja.

            Co za swinia....
            • 12.09.10, 00:42
              xciekawax napisała:

              > No wlasnie. Chec "odwdzieczenia sie " jest bardzo silna. Ale ja nawet nie wie
              > m za bardzo jak to zrobic.
              >
              > Co do uczuc, raz jestem bardzo zla, mam agresjie nawet, potem placze, potem mam
              > obojetnosc, potem bierze mnie na wymioty, rzaladek mam chory i nie moge jesc.
              > Moje serce jest rozszarpane nie tylko uczuciowo, ale i fizycznie, czuje jak bij
              > e mocno, szybko, mam ataki paniki, nie moge oddychac.
              >
              > To zaskoczenie jest nawet ciekawe, bo nie spodziewalam sie takich wyrafinowanyc
              > h klamstw, prosto w oczy. Facet wiedzac ze jedzie zdradzic mnie mowil mi mile s
              > lowka przytulajac i obiecujac ze na pewno nie zdradzi. A tak sobie pokryjomu g
              > rafik ukladal, kupowal sekretne bilety, gadal z ta panna 2,000 minut na telefon
              > ie, wysylal 60 smsow - w jeden miesiac.
              >
              > A do mnie mowil ze ciagle nie ma czasu na rozmowy, i z wyrachowaniem wkrecal mn
              > ie w poczucie winy ze w ogole chce wiecej z nim rozmawiac. Na rozmowy z nia wy
              > dal kupe kasy, a do mnie mial zal ze rozmowy drogo kosztuja.
              >
              > Co za swinia....

              to jest wybaczanie

              meczysz sie tylko Ty, pan ma wyprasowane koszule i kochanke na boku..
              W zaleznosci od tego jak maz bedzie sie maskowal, dowiesz sie znowu o tym ze Cie zdradza za kilka lat i co wtedy?

              Marnujesz czas. Podzekuj mu, ciesz sie polowa majatku i alimentami.
              • 12.09.10, 00:52
                ale to akurat ja jestem zywicielem rodziny. Ja nawet nie umiem gotowac. On zawsze dbal o moj lunch, o obiad, kolacjie.... nawet sniadanie. ja tylko umiem kawe zrobic i parowki.

                ja zarabiam, na jego dziwne biznesy pobralam pozyczki w swoim imieniu. Po nim mam tylko dlugi.

                PS: nigdy nie przeszkadzalo mi nasz podzial rol, wrecz przeciwnie, bylo mi to na reke.
                • 12.09.10, 01:05
                  xciekawax napisała:

                  > ale to akurat ja jestem zywicielem rodziny. Ja nawet nie umiem gotowac. On za
                  > wsze dbal o moj lunch, o obiad, kolacjie.... nawet sniadanie. ja tylko umiem k
                  > awe zrobic i parowki.
                  >
                  > ja zarabiam, na jego dziwne biznesy pobralam pozyczki w swoim imieniu. Po nim
                  > mam tylko dlugi.
                  >
                  > PS: nigdy nie przeszkadzalo mi nasz podzial rol, wrecz przeciwnie, bylo mi to n
                  > a reke.

                  interesujace

                  i zostajesz z nim bo?
                  • 12.09.10, 01:14
                    Nie mowie ze zostane.
                    Wrecz przeciwnie. Jestem swiadoma ze NIE MOGE z nim zostac, bo zrobi mi to znowu.

                    Nie przecze ze mysli mi nachodza.... ze kazdy facet zdradza, ze to przerobimy, bla bla bal.... ale wiem ze to wszystko bzdury. Po prostu borykam sie z tym i dlatego tu pisze. Wiem ze musze go zostawic. Tylko to jest trudne. to jest pol mojego zycia.
                    • 12.09.10, 01:24
                      xciekawax napisała:

                      > Nie przecze ze mysli mi nachodza.... ze kazdy facet zdradza, ze to przerobimy,
                      > bla bla bal.... ale wiem ze to wszystko bzdury. Po prostu borykam sie z tym i
                      > dlatego tu pisze. Wiem ze musze go zostawic. Tylko to jest trudne. to jest po
                      > l mojego zycia.

                      zgadza sie, nie jest latwo mimo ze polowka zdradzila

                      problem ze on nie zywi podobnych uczuc do Ciebie, stad calosc nie ma sensu.

                      Masz wlasny rozum, rob co uwazasz, zebys pozniej z placzem tu nie wrocil ze do rozwodu Cie namowilem a Ty chcesz spowrotem ;)
                      ale imo to nie ma sensu, marnujesz sie, koles bedzie zdradzal dalej i nie wszyscy mezczyzni zdradzaja mimo ze maja multum chetnych kobiet z krotymi zdradzic moga

                      Chujowo ze polowe kredytu za niego splacisz no ale taki urok malzenstwa, m.in dlatego sam sie przed nim bronie.
                    • 12.09.10, 08:40
                      xciekawax napisała:

                      > Nie przecze ze mysli mi nachodza.... ze kazdy facet zdradza, ze to przerobimy,
                      > bla bla bal.... ale wiem ze to wszystko bzdury. Po prostu borykam sie z tym i
                      > dlatego tu pisze. Wiem ze musze go zostawic. Tylko to jest trudne. to jest po
                      > l mojego zycia.

                      Każdy facet jest potencjalnym zdrajcą i kłamcą kiedy tylko poczuje nowe mięso (wybaczcie porównanie, ale to się odbywa właśnie na tym, atawistycznym poziomie). A szczególnie faceci podczas kryzysu, kiedy muszą sobie coś udowodnić. Ci, którzy mają tego świadomość są lepszymi partnerami, bo nie pchają się w pachnące problemami związki. Ci zaś którym się wydaje, że jest inaczej, zwykle kłamią jeszcze mocniej.

                      Na miejscu autorki bym go wyrzucił i poczekał aż wróci skruszony. Bo jeśli owe kilkanaście lat było dobrze, to on za tym raczej zatęskni. Dzieci macie?

                      --
                      Słoik Konfitur, czyli 39 i pół letni przetwór domowy
                      • 12.09.10, 16:40
                        nie mamy dzieci. mowilam mu ze za rok chcialabym juz miec. On troche z niechecia ale sie zgodzil.

                        czy moglbys rozwinac ten temat?:> . A szczególnie faceci podczas kryzysu, kiedy muszą sobie coś udowodnić. Ci, kt
                        > órzy mają tego świadomość są lepszymi partnerami, bo nie pchają się w pachnące
                        > problemami związki. Ci zaś którym się wydaje, że jest inaczej, zwykle kłamią je
                        > szcze mocniej.
        • 11.09.10, 18:35
          ok, moze w przypadku kobiet tak jest

          w przypadku mezczyzn, na 100%, kolejna kobieta od reki zalatwia problem z tesknota do niewiernej bylej.
          • 11.09.10, 20:14
            To chyba u Ciebie :P

            Jest jeszcze coś takiego jak 'miłość' ale dla niektorych to pojęcie abstrakcyjne.
            --
            Live and let die
            • 11.09.10, 20:18
              m00nlight napisała:

              > To chyba u Ciebie :P
              >
              > Jest jeszcze coś takiego jak 'miłość' ale dla niektorych to pojęcie abstrakcyjn
              > e.

              pisalem 100 razy

              uczucie nie konczy sie w momencie gdy dowiadujemy sie ze mamy rogi i trzeba polowke wypierdolic oknem glowa na przod

              ale kolejna kobieta to ulatwia. Dlatego pisze tutaj chlopom, pomimo ze wiem ze nie chca niech zaczna asap ruchac cos innego. Pomaga.
              • 11.09.10, 20:29
                Dlatego pisze tutaj chlopom,(..) niech zaczna asap ruchac cos innego. Pomaga.'

                ruchać COŚ innego ?
                naprawde uważasz, że z Twoich postów nie wyziera pogarda i brak szacunku do kobiet, skoro nawet formy osobowej dotyczącej ludzi nie używasz w ich opisywaniu?

                Tak bardzo pietnujesz zdradę- ok, zdrada jest naganna i nie ma usprawiedliwień.
                A jak nazwiesz, to że jesteś z doktorantką prawa, żeby COś poruchać na zasadzie klina po tamtej?
                Chwalisz sie, że "dziewucha" nie wie, jak mocno masz ją w d.pie, sądzi że jesteś zaangażowany w ten związek i traktujesz go poważnie.
                Ma pewnie takie lata, że planuje juz małżeństwo czy rodzinę, a Ty karmisz ją złudzeniem.
                Jak nazwiesz takie postępowanie, czy to nie k.restwo z Twojej strony ?

                --
                Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                by Cejrowski
                • 11.09.10, 20:37
                  sisi_kecz napisała:

                  > Tak bardzo pietnujesz zdradę- ok, zdrada jest naganna i nie ma usprawiedliwień.
                  > A jak nazwiesz, to że jesteś z doktorantką prawa, żeby COś poruchać na zasadzi
                  > e klina po tamtej?
                  > Chwalisz sie, że "dziewucha" nie wie, jak mocno masz ją w d.pie, sądzi że jeste
                  > ś zaangażowany w ten związek i traktujesz go poważnie.
                  > Ma pewnie takie lata, że planuje juz małżeństwo czy rodzinę, a Ty karmisz ją zł
                  > udzeniem.
                  > Jak nazwiesz takie postępowanie, czy to nie k.restwo z Twojej strony ?

                  po tamtej, przed ta, byly 3, z czego jedna 2 czy 3 dni po tym jak wyrzucilem tamta, moja aktualna kobieta to absolutnie nie jest klin.

                  Zna moj stosunek do kurestwa, wie jak zdarzalo mi sie kurwy traktowac, nie ma z tym problemu bo ja traktuje tak jak sie traktuje kobiety, z nalezytym szacunkiem i godnoscia. Wie takze ze w przypadku zdrady nie ma absolutnie zadnej szansy na powrot. Zadnej, dzieci, kredyty, domy, po prostu nie.

                  Chce miec dzieci, nie widze sensu zeby wchodzic w zwiazek malzenski. Tutaj sie zasmucila, chyba glownie dlatego ze mamusia naciska bo sama ma zdrowy do tego stosunek, nie wiem co bedzie dalej ale raczej do tego wrocimy.

                  Jestem z nia calkowicie szczery, tego samego oczekuje od niej. Nie wiem dlaczego myslisz ze mam ja w dupie.., to wspaniala kobieta ;)
                  • 11.09.10, 21:09

                    moja aktualna kobieta to absolutnie nie jest klin. '

                    yhm...
                    a jednak sam napisałeś coś innego, z czego jasno wynika, że od czasu kiedy zostałeś zdradzony to tkwisz w tym samym stanie emocjonalnym, stoisz w tym samym miejscu:

                    'Kiedys bylem misiem z romantyczna wizja swojej kobiety i naszej wspolnej przyszlosci. Skutecznie mnie "romantycznej" postawy oduczyla ;), teraz kobieta jest tylko dodatkiem w zyciu, nie jego czescia. Latwiej, wygodniej a na zewnatrz i dla mojej dziewuchy wyglada tak samo. '

                    Dodatek w życiu, nawet nie część- tak określileś swoją wspaniałą kobietę- że jest łatwo i wygodnie COŚ poruchać, tylko tyle -
                    nie oszukuj chociaż samego siebie.

                    Jak nie przepracujesz swoich emocji, związanych z głęboką raną, którą Ci zadano to do końca życia będziesz niewolnikiem tamtej sytuacji, bez szans na prawdziwe uczucie, za to z wygodną protezą związku.
                    Tyle ode mnie, ale ja sie nie znam...

                    --
                    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                    John Gray
                    • 11.09.10, 22:48
                      A ja bym powiedziała, że się znasz :)
                      --
                      Live and let die
                    • 11.09.10, 22:54
                      sisi_kecz napisała:


                      > 'Kiedys bylem misiem z romantyczna wizja swojej kobiety i naszej wspolnej przys
                      > zlosci. Skutecznie mnie "romantycznej" postawy oduczyla ;), teraz kobieta jest
                      > tylko dodatkiem w zyciu, nie jego czescia. Latwiej, wygodniej a na zewnatrz i d
                      > la mojej dziewuchy wyglada tak samo. '
                      >
                      > Dodatek w życiu, nawet nie część- tak określileś swoją wspaniałą kobietę- że je
                      > st łatwo i wygodnie COŚ poruchać, tylko tyle -
                      > nie oszukuj chociaż samego siebie.

                      obstaje za tym
                      moj delikatny dystans ona odczytuje jako "małą przystepnosci". Ponoc jestem bardziej seksowny przez to, win-win situation ;)

                      > Jak nie przepracujesz swoich emocji, związanych z głęboką raną, którą Ci zadano
                      > to do końca życia będziesz niewolnikiem tamtej sytuacji, bez szans na prawdziw
                      > e uczucie, za to z wygodną protezą związku.
                      > Tyle ode mnie, ale ja sie nie znam...
                      >

                      mylisz sie
                      nie jestem zadnym niewolnikiem tylko wiem co robic zeby to sie wiecej nie powtorzylo, przynajmniej nie z tego samego powodu

                      kazdy mezczyzna, no nie kazdy, wiekszosc mezczyzn w polsce to misie na poczatku, takie wychowanie, traktowac kobiety inaczej/lepiej bo sa kobietami. Wtedy przychodzi jakas gwiazdeczka i sie okazuje ze to nie jest dobra droga. I albo zmieniasz postawe od razu, albo lekcja sie powtorzy przy nastepnej.

                      Jestem wierny, szczesliwy, kocham moja kobiete ale tak jak kiedys znosilem fochy, nabieralem sie na placz i smutne miny czy reszte damskich gierek tak wiecej tego nie zrobie.

                      To sie nazywa doswiadczenie, a nie niewolnictwo tamtej sytuacji.
                      • 11.09.10, 23:40


                        >wiem co robic zeby to sie wiecej nie powtorzylo<
                        to zdanie mówi o tym, jakie to ważne jest dla Ciebie/problem którego wcześniej nie widziałeś/ i mówi też o tym że boisz się, że może się powtórzyć podobne zdarzenie.
                        Powinieneś zmierzyć się ponownie i teoretycznie z tym: powtórzy się i co z tego , co w związku z tym stanie się, co czego właściwie się boje dlaczego? To jest właśnie praca z terapeutą.

                        >kiedys znosilem fochy, nabieralem sie na placz i smutne miny czy reszte damskich gierek tak wiecej tego nie zrobie.<
                        Ale pamiętaj, kobiety często też zdradzają nieczułych mało empatycznych facetów, którzy swoim zachowaniem doprowadzają je do depresji. Wtedy one nawet nie mają siły odejść i często wpadają w ramiona sprytnego pocieszyciela, a małżeństwo z reguły przestaje istnieć. Ja usprawiedliwiam takie zdrady.
                        • 12.09.10, 00:50
                          ore.ona napisała:



                          > Powinieneś zmierzyć się ponownie i teoretycznie z tym: powtórzy się i co z teg
                          > o , co w związku z tym stanie się, co czego właściwie się boje dlaczego? To jes
                          > t właśnie praca z terapeutą.

                          jak sie powtorzy to trudno, bede mial nastepna w ciagu 3 dni. Kilka klinow, jak to sisi ladnie nazwala, i wtedy mozna znowu probowac cos sensownego.

                          > Ale pamiętaj, kobiety często też zdradzają nieczułych mało empatycznych facetów
                          > , którzy swoim zachowaniem doprowadzają je do depresji. Wtedy one nawet nie maj
                          > ą siły odejść i często wpadają w ramiona sprytnego pocieszyciela, a małżeństwo
                          > z reguły przestaje istnieć. Ja usprawiedliwiam takie zdrady.

                          ja nie jestem malo empatyczny, jak cos jest zle to chetnie pomoge, chyba ze ktos mnie oszukuje udajac skopanego psiaczka aby wymusic na mnie adekwatna reakcje, co sie kobietom czesto zdarza ;). Jak wyczuje to kiepa.
                          • 12.09.10, 09:36
                            >Kilka klinow, jak to sisi ladnie nazwala, i wtedy mozna znowu probowac cos sensownego<.
                            Właśnie o to chodzi-próbować, próbować/bo nie wychodzi/i znów próbować.
                            Zobacz ditchdoc jak jesteś uwrażliwiony na q..wy, wystarczy że wydaje Ci się że kobieta jest dziwką i brniesz bez zastanowienia z całym impetem / czy rzeczywiście masz racje, z czego to wynikło, kto w tym wszystkim jest winien?/ bo nie pozbyłeś się ran. Może to wpłynąć na Twoje dalsze związki/utrudniać je lub uniemożliwiać-bo np. nadwrażliwość lub podejrzliwość/. Bo w tym momencie to o Ciebie chodzi, ktoś Ciebie zranił i ktoś powinien pomóc Ci uporać się z tym by śladu nie zostało/terapeuta/. Imo, tacy zdradzający małżonkowie powinni opłacać w całości terapię u najlepszego psychologa-terapeuty- może zastanowiliby się następnym razem. Nie oczekuj też od partnera że zajmie się tym ,bo związek to zawsze też napięcia, a partner nie powinie być obarczany podwójną rolą w związku-/chodzę na palcach i uważam żeby On sobie nie pomyślał że chce Go zdradzić, bo biedny i tyle przeżył itd./

                            >ja nie jestem malo empatyczny,<
                            to dobrze bo to fajna cecha i często pomaga dogadać się:)
                            • 12.09.10, 10:11
                              Ore-szko: genialne! :)))

                              Dokladnie tak, każda zdradzająca osoba, jeśli chce kontynuować związek ze zdradzoną osobą, powinna fundowac jej pełen cykl terapii.
                              Po ukończeniu procesu terapeutycznego osoba zdradzona informowałaby, czy ma ochotę kontynuować związek.
                              Wywalenie prawdy o zdradzie i oczekiwanie od powalonej tym ciosem osoby, że sobie sama to poukłada, a nawet łażenie za nią z kolejnymi tłumaczeniami i bolesne rozmowy- to kolejne draństwo.

                              Jestem za Twoim pomysłem, powinno sie go propagować jako zalecane zachowanie, w takiej sytuacji:)
                              Nie pomoże ono takim osobom jak ditchdoc (które od razu podejmują decyzję zakończenia związku i łudzą sie że uniknęły powikłań), ale w sytuacji małżonek/ małżonków, którzy mają dylemat bo dom, rodzina, kredyty to kontakt i przepracowanie sprawy z terapeutą powinien być absolutnie wymagany przez nich przed podjęciem decyzji- co dalej.

                              duze pozdro!!!
                              -
                              Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                              John Gray
    • 11.09.10, 17:34

      Trudno powiedzieć jak długo będzie trwało, aż się pozbierasz.

      W każdym razie czeka cię przejście kilku etapów (zaprzeczania, złości, walki, smutku/rezygnacji i dopiero na końcu pogodzenie się z faktem i życie dalej).

      Daj sobie czas, nie udawaj, że wszystko ok, wyrzuć z siebie emocje jeśli wolisz, pogadaj z kimś, krzycz, płacz, rozbijaj talerze. Jeśli uwolnisz emocje, wyciszą się szybciej niż gdy będziesz dusić je w sobie i udawać że wszystko jest ok. Zajmij się sobą, nie katuj się poczuciem winy czy rozmyślaniem na temat 'co by był gdyby'. Skup się na teraźniejszości, swoich uczuciach, i na przyszłości, co chcesz dalej robić. Poszukaj pozytywnych stron, zrób coś dla siebie. I...czekaj cierpliwie. Ból minie, o ile go przepracujesz. Gdy już emocje opadną i zaakceptujesz to co się stało, będziesz gotowa iść dalej- czy wybaczysz mężowi, czy go zostawisz i zaczniesz nowe życie w pojedynkę bądź dobrej myśli: wszystko przed Tobą, a teraz już będzie tylko lepiej :)

      Trzymam kciuki.
      --
      Live and let die
      • 11.09.10, 23:12
        m00nlight napisała:

        > Ból minie, o ile go przepracujesz.

        Co wg Was znaczy właściwie "przepracowanie bólu"? Niby podświadomie każdy czuje co sie kryje za tym hasłem, ale tak sobie pomyślałam żeby podrążyć głębiej i wyciągnąć wiecej.


        __________________________________________________________________

        "When I think that I'm over you, I'm overpowered"
        • 11.09.10, 23:48
          U mnie- rozmowy, do znudzenia wałkowanie tematu, poznawanie szczegółów, pytania. Te rozmowy ciągną się nawet do teraz. Mówię swojemu męzowi co czuję, mówię co mi się nie podoba, mówię kiedy to wszystko do mnie wraca. I im więcej o tym rozmawiamy (także o hipotetycznych przyczynach tego co się stało) tym łatwiej jest mi z tym żyć...
          A swoją drogą trzeba przewałkowac temat samemu- czyli zdać sobie sprawę co się tak naprawdę czuje, co najbardziej zabolało (czasami może to być jakiś element tego wydarzenia, niekoniecznie sam stosunek, który boli najmocniej) i czy tak naprawdę są szanse na kontynuowanie związku. Trzeba sobie przeanalizować co było do tej pory, co jest aktualnie i czy są szanse na przyszłosć.
          • 12.09.10, 00:26
            dziub_dziubasek napisała:


            > I im więcej o tym ro
            > zmawiamy (także o hipotetycznych przyczynach tego co się stało) tym łatwiej jes
            > t mi z tym żyć...

            Czy jesteś podczas tych rozmów absolutnie pewna że słyszysz tylko szczere wyznania? Bo wydaje mi sie że tylko przy takim założeniu można zacząć sobie przestawiać klocki na odpowiednie miejsce.
            Pytam, bo na podstawie zamieszczanych tu postów nabrałam przekonania, że pewności w szczerość w takiej sytuacji mieć nie można. Skoro mężczyźni przyłapani na gorącym uczynku kłamią w żywe oczy i próbują się wyprzeć kochanki w każdy możliwy sposób, to skąd pewność że i podczas odgrzebywania sprawy romansu przedstawia wszystkie fakty zgodnie z prawdą? Jeśli założyć scenariusz, że "popchnięty" do romansu facet (z takiego czy innego powodu, mniejsza), po wyjsciu sprawy na światło dzienne chce chronić żone/partnerke przed bólem, to logiczne jest że aby nie pogłębiać rany, na pytanie zadane podczs "przerabiania bólu" (np. te dotyczące zaangażowania włożonego w romans) odpowie tak, by odpowiedź była jak najmniej dotkliwa.

            Dlatego od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy właściwie jest taka możliwość, aby mężczyzna odkrył wszystkie swoje karty dotyczące zdrady i uczuć jej towarzyszących?


            __________________________________________________________________

            "When I think that I'm over you, I'm overpowered"
          • 12.09.10, 00:53
            dziub_dziubasek napisała:

            > U mnie- rozmowy, do znudzenia wałkowanie tematu, poznawanie szczegółów, pytania
            > . Te rozmowy ciągną się nawet do teraz. Mówię swojemu męzowi co czuję, mówię co
            > mi się nie podoba, mówię kiedy to wszystko do mnie wraca. I im więcej o tym ro
            > zmawiamy (także o hipotetycznych przyczynach tego co się stało) tym łatwiej jes
            > t mi z tym żyć...

            robisz podstawowy blad

            wierzysz czlowiekowi ktory Cie oszukal i upodlil w najgorszy mozliwy sposob.

            • 12.09.10, 12:14
              Nie robię błędu. Gdtby do mnie nie przyszedl i się nie przyznał, to pewnie nigdy bym się nie dowiedziała. Także już to jest pierwszym krokiem z jego strony i pokazaniem szczerości. zresztą nie mam powodu by mu nie wierzyć w to co mówi. Zresztą rozmawiając nawet jesli druga strona jest nieszczera to można te nieszczerości wychwycić.
            • 12.09.10, 14:24
              zazdroszczę przyjemnego i mało skomplikowanego życia, jeśli to dla ciebie jest upodlenie w najgorszy możliwy sposób.
              I jeśli chodzi o oszustwa, też znam gorsze.
              osobiście

              • 12.09.10, 14:30
                finansowe, posrednia badz bezposrednio?

                jest jeszcze wmowienie dziecka ale to efekt zainsteniea zdrady..

                co masz na mysli?
                • 13.09.10, 01:29
                  porzucenie przez ojca, jego odwrócenie sie na pięcie gdy stałam z jego jedynym wnukiem na rekach przed kościołem, cała rodzina dookoła, moje rysunki popakowane z napisem - spalić smieci, ostatnia wiadomośc z zaświatów, ostatni policzek
                  wyzwiska na cały blok od matki - brudasie, pomiocie - tu nazwisko ojca, jej groźby że popełni samobójstwo jak sie z czymś nie zgadzałam, miała wyskoczyc przez okno a ja miałam 10 lat
                  wujek śmiejacy się że mojego ojca wszyscy uważają za idiote i się z niego smieją za jego plecami - cała rodzina przy stole słucha - byłam mała, tyle mojego że nie poszłam na pogrzeb te dwadziescia lat później, nie byłam w stanie.
                  i wmawianie źe to normalne, że to z miłości, że cokolwiek robię po swojemu to zabija mamusię i ona cierpi, to bezwzgledne wykorzystywanie i manipulowanie kims słabszym i głupszym, zależnym. Nadużycie władzy rodzicielskiej.
                  Szantaż obrzydliwego gnoja, który miksuje nagrania i grozi upublicznieniem. Z normalnej rozmowy robi syf nie do zmycia, który w dodatku załatwia mnie u tak zwanej "góry".A miał byc przyjacielem. Nagrywał ukradkiem tygodniami. Chciał sie bawić moim przerażeniem. Tylko ja miałam lepsze chody u "góry"...

                  a zdrada - no głupio wyszło, ale jak widze tylko glupote i słabość, a nie złą wolę, chęć skrzywdzenia mnie czy dziecka, człowieka który po prostu jakos tam nie potrafi wybrnąc z sytuacji - to nie boli tak bardzo jak świadomość że ktos chciał zadać mi cios. Nie powstrzymał sie przed zadaniem mi bólu ale nie to było celem. I tego bólu miało nie być - co z oczu to i z serca - a że nie wyszło...
                  boli, owszem
                  koniec relacji?
                  pewnie tak, moze nie
                  zależy od wielu rzeczy
                  ale uderzyć w twarz? z takiego powodu?
                  jakby uderzył dziecko, zwyzywał, to tak

                  a tak w ogóle, Jagiełło mial obsesję zdrady, wszystkie żony podejrzewał z wyjatkiem jednej. I jak wszystko wskazuje, to właśnie ta podstarzała wdowa przyprawiała mu skutecznie rogi.
                  • 13.09.10, 01:57
                    rumpa napisała:

                    > porzucenie przez ojca, jego odwrócenie sie na pięcie gdy stałam z jego jedynym
                    > wnukiem na rekach przed kościołem, cała rodzina dookoła, moje rysunki popakowan
                    > e z napisem - spalić smieci, ostatnia wiadomośc z zaświatów, ostatni policzek
                    > wyzwiska na cały blok od matki - brudasie, pomiocie - tu nazwisko ojca, jej gro
                    > źby że popełni samobójstwo jak sie z czymś nie zgadzałam, miała wyskoczyc przez
                    > okno a ja miałam 10 lat
                    > wujek śmiejacy się że mojego ojca wszyscy uważają za idiote i się z niego smiej
                    > ą za jego plecami - cała rodzina przy stole słucha - byłam mała, tyle mojego że
                    > nie poszłam na pogrzeb te dwadziescia lat później, nie byłam w stanie.
                    > i wmawianie źe to normalne, że to z miłości, że cokolwiek robię po swojemu to z
                    > abija mamusię i ona cierpi, to bezwzgledne wykorzystywanie i manipulowanie kims
                    > słabszym i głupszym, zależnym. Nadużycie władzy rodzicielskiej.
                    > Szantaż obrzydliwego gnoja, który miksuje nagrania i grozi upublicznieniem. Z n
                    > ormalnej rozmowy robi syf nie do zmycia, który w dodatku załatwia mnie u tak zw
                    > anej "góry".A miał byc przyjacielem. Nagrywał ukradkiem tygodniami. Chciał sie
                    > bawić moim przerażeniem. Tylko ja miałam lepsze chody u "góry"...

                    nie no, na tym forum raczej ograniczamy sie do zwiazku dwoch doroslych ludzi i tym co z tego moze wyniknac...
                    jezeli wyjsc poza te granice to owszem, i ja moge sobie gorsze rzeczy wyobrazic.

                    > a zdrada - no głupio wyszło, ale jak widze tylko glupote i słabość, a nie złą w
                    > olę, chęć skrzywdzenia mnie czy dziecka, człowieka który po prostu jakos tam ni
                    > e potrafi wybrnąc z sytuacji

                    robisz podstawowy blad droga rumpo
                    wierzysz usprawiedliwieniom zdradzajacych

                    co maja powiedziec, ze kleknela przed kolesiem bo chciala czy kleknela bo byla pijana, glupia, tak wyszlo, byles nie mily blablabla? ;)

                    > a tak w ogóle, Jagiełło mial obsesję zdrady, wszystkie żony podejrzewał z wyjat
                    > kiem jednej. I jak wszystko wskazuje, to właśnie ta podstarzała wdowa przyprawi
                    > ała mu skutecznie rogi.

                    mozliwe, nie chce mi sie teraz czytac
                    ale wydaje mi sie ze krol w tamtych czasach ruchal kazda jedna na ktora pstryknal palcami, bo i dlaczego nie..., takze obsesja moze stad ze sam mial z 80 dzieci na boku.
                    Zreszta krol sadzil bez sadu, takze ewentualna kobieta miala sie czego bac. Zdarzalo sie ze glowy spadaly za mniejsze przewinienia.
                    • 13.09.10, 02:43
                      robisz podstawowy blad droga rumpo
                      > wierzysz usprawiedliwieniom zdradzajacych

                      a kto powiedział że wierzę?
                      skąd wiesz, czy to co ja zobaczę jest tym co on mi mówi?

                      wiesz mój kumpel miał dziewczynę, ponieważ poprzednia przyprawiła mu rogi to tym razem poderwał sobie nastolatkę w zboznym celu wychowania jej. No i oczywiscie przyprawiła mu rogi z jego najlepszym przyjacielem. Nawiasem mówiąc była z baaardzo katolickiej rodziny , takiej co to tylko po slubie i co rok prorok. Kumpel wybaczył i nawet sie oswiadczył. Wtedy ona go rzuciła po kolejnej zdradzie.. Wszyscy byli zszokowani ja nie, co więcej powiedziała męzowi że nic z tego nie będzie i zarysowałam przyszłe wydarzenia. Miał bardzo głupią minę parę miesięcy później i bardzo chciał sie dowiedzieć skad wiedziałam. Zadałam jedno proste pytanie - jak ona by mogła kiedykolwiek wrócic do swojej rodziny bez pierścionka zaręczynowego?
                      to była jej jedyna droga - widzicie, jednak sie oswiadczył więc sie odczepcie. Tak, potraktowała go podle i instrumentalnie ale prawdę mówiąc jak wlazlam w jej skórę, po całości, to nie za bardzo widziałam jak inaczej miałaby się wybić z doła i od równie instrumentalnie traktującego ja faceta - miała byc bezpieczna i zależna. Wyszła za mąż za tego kolejnego faceta, są szczęśliwi i mają dzieci.
                      Ona nic nie mówiła, bo guzik z tego rozumiała, w zasadzie była sama zszokowana, bo nie tak ją wychowywano.

                      ie no, na tym forum raczej ograniczamy sie do zwiazku dwoch doroslych ludzi i
                      > tym co z tego moze wyniknac...

                      no więc jesli chodzi o dorosłych ludzi, to na przykład stwierdzenie kolesia - wymieniłem babkę na nowszy model do wspólnych znajomych, wypaplanie tajemnic, naśmiewanie się z partnera, zostawienie w chorobie, ale jak dla mnie - na pewno nie ukradkowe wydupczenie kogos na boku, pod warunkiem że w gumce, rzecz jasna. Tu chodzi o kolejną rzecz nie do wybaczenia - narażenie zdrowia i zycia dla pokatnego seksu.
                      No i ten skurwysyn od nagrań, sorry, ale wolałabym rogi.

                      li wyjsc poza te granice to owszem, i ja moge sobie gorsze rzeczy wyobrazic

                      wyobrazić, czyli nie przeżyłeś, i dlatego napisałam że ci zadroszczę bezproblemowego zycia
                      takie rzeczy zmieniają ...perspektywę tragedii interpersonalnych

                      co maja powiedziec, ze kleknela przed kolesiem bo chciala czy kleknela bo byla
                      > pijana, glupia, tak wyszlo, byles nie mily blablabla? ;)

                      może tak chciała bo byłes niemiły ? :)))) to takie proste :)))
                      moze była pijana?
                      i jak dla mnie fakt bycia pijanym by zadecydował o koncu zwiazku, bo tego nie trawię, a nie to co człek robił po pijanemu, bo to juz ruletka, istotne jest że sie doprowadził do stanu w którym sie nie kontroluje.
                      Moja inna kumpela zdradza swoich facetów na potegę. Sama się zastanawia o co biega, bo conajmniej dwu akcji żałuje. Wcale jej to nie cieszy. Obecnie jesteśmy na etapie że boi sie bliskości, ojciec jej umarł, boi się rozstań i gdzies ma tak że jak to z jej winy, to mniej boli, bo i tak przecież musi się to wydarzyć. a mnie się przecież nie musi tłumaczyć, bo nie mnie zdradza, zresztą wcale nie wygląda jakby się tłumaczyła , raczej się zastanawia dlaczego kolejny raz sobie strzeliła w stopę.

                      chyba jednak poczytaj, takie akcje to nie w Polsce, królowa Jadwiga przysięgała na Biblię i tak się awantura skończyła, podobnie jakos było z kolejnymi. Scięcie królowej to poważna akcja i bez poważnych przyczyn, np politycznych jak u lubego Henrysia, takich akcji sie nie wykonywało. a na pewno nie z powodu gacha. Co najwyżej ścinało sie pod jakims pretekstem owego dobiegacza. Zreszta mądre kobiety, patrz "Żywoty pań swawolnych" czekały aż do ciązy z prawowitym małzonkiem czyli niezbyt długo :))) a potem sobie folgowały. I nikt poza paranoicznymi psychopatami nie miał im tego za złe.
                      Dość ciekawy jest obraz Goyi przedstawiający królewską rodzine Hiszpanii. Należy zwrócić uwagę na najmłodszego synka, śliczne dziecko :))) baaardzo ale to bardzo odbija na tle całej rodzinki a zwłaszcza "tatusia".
                      • 13.09.10, 11:07
                        rumpa napisała:

                        > wiesz mój kumpel miał dziewczynę, ponieważ poprzednia przyprawiła mu rogi to ty
                        > m razem poderwał sobie nastolatkę w zboznym celu wychowania jej. No i oczywisci
                        > e przyprawiła mu rogi z jego najlepszym przyjacielem. Nawiasem mówiąc była z ba
                        > aardzo katolickiej rodziny , takiej co to tylko po slubie i co rok prorok. Kump
                        > el wybaczył i nawet sie oswiadczył. Wtedy ona go rzuciła po kolejnej zdradzie..

                        standard

                        > Wszyscy byli zszokowani ja nie, co więcej powiedziała męzowi że nic z tego nie
                        > będzie i zarysowałam przyszłe wydarzenia.

                        nie dziwne bo wynik tej sytuacji jest bardziej oczywisty i czytelny niz otwarta ksiazka pisana duza czcionką

                        > Miał bardzo głupią minę parę miesięc
                        > y później i bardzo chciał sie dowiedzieć skad wiedziałam. Zadałam jedno proste
                        > pytanie - jak ona by mogła kiedykolwiek wrócic do swojej rodziny bez pierścionk
                        > a zaręczynowego?
                        > to była jej jedyna droga - widzicie, jednak sie oswiadczył więc sie odczepcie.
                        > Tak, potraktowała go podle i instrumentalnie ale prawdę mówiąc jak wlazlam w je
                        > j skórę, po całości, to nie za bardzo widziałam jak inaczej miałaby się wybić z
                        > doła i od równie instrumentalnie traktującego ja faceta - miała byc bezpieczna
                        > i zależna. Wyszła za mąż za tego kolejnego faceta, są szczęśliwi i mają dzieci

                        i facet ma poroze jak jelen olbrzymi, 100% ;)

                        > no więc jesli chodzi o dorosłych ludzi, to na przykład stwierdzenie kolesia - w
                        > ymieniłem babkę na nowszy model do wspólnych znajomych, wypaplanie tajemnic, na
                        > śmiewanie się z partnera, zostawienie w chorobie, ale jak dla mnie - na pewno n
                        > ie ukradkowe wydupczenie kogos na boku, pod warunkiem że w gumce, rzecz jasna.

                        dziwne, wole zeby mnie zostawila niz zdradzala, za wysmiewanie sie czy paplanie nalezy sie kobiecie solidny wpierdol i eksmisja, jak po zdradzie.

                        > No i ten skurwysyn od nagrań, sorry, ale wolałabym rogi.

                        w biznesie, im wyzej tym bardziej, trzeba kazdy przejaw sympatii interpretowac jako cos co ma drugie dno. Ja np. kazdy "prezent" jaki dostaje, nie wazne portfel czy butelka, ide do kadr i zglaszam, od kogo i jaka jes wartosc. Zakladanie ze ludzie sa dobzi i chca naszego dobra, zwlaszcze w miejscu gdzie gryza sie o stanowisko jak psy o kosc, jest naiwne i glupie.

                        Fakt, ciezko bylo Ci wyczuc tego smiecia, zwlaszcza ze byl przystojny i mily ;), sugeruje nastepnym razem pogadac z mezem, ten niech pogada z kolegami a potem idzcie gdzies gdzie znajdziecie dobre alibii.

                        > może tak chciała bo byłes niemiły ? :)))) to takie proste :)))

                        zgadza sie, kiedys tutaj tlumaczylem dlaczego ludzie zdradzaja i bardzo rzadko ma to cokolwiek wspolnego z pociagiem, glupota czy libido. Po prostu chcemy zagrac na nosku drugiej polowce, "bo taki pewny siebie i mysli ze ma mnie na wlasnosc", zeby miec powod do usmiechu przy nastepnej klotni.., tyle.

                        > i jak dla mnie fakt bycia pijanym by zadecydował o koncu zwiazku, bo tego nie t
                        > rawię, a nie to co człek robił po pijanemu, bo to juz ruletka, istotne jest że
                        > sie doprowadził do stanu w którym sie nie kontroluje.

                        efekt ten sam, dla mnie kobieta moze sie upic, oczywiscie nie do momentu kiedy sie zatacza czy zyga, brzydko to wyglada. Ale usprawiedliwiac sie alkoholem? Mysle ze jakbym po pijanemu, w islamskim zwyczaju, obcial jej nos, sad nie uznalby tego jako okolicznosc lagadzaca.

                        > Moja inna kumpela zdradza swoich facetów na potegę. Sama się zastanawia o co bi
                        > ega, bo conajmniej dwu akcji żałuje. Wcale jej to nie cieszy. Obecnie jesteśmy
                        > na etapie że boi sie bliskości, ojciec jej umarł, boi się rozstań i gdzies ma t
                        > ak że jak to z jej winy, to mniej boli, bo i tak przecież musi się to wydarzyć.
                        > a mnie się przecież nie musi tłumaczyć, bo nie mnie zdradza, zresztą wcale nie
                        > wygląda jakby się tłumaczyła , raczej się zastanawia dlaczego kolejny raz sobi
                        > e strzeliła w stopę.

                        serio, i ja mam to uznac jako powod, bo tatus zmarl, bo sie boi? Jak sie boi to bardzo prosze, ale laskawie wypierdalaj i daj mi spokoj. Powiedz kolezance zeby czasem pomyslala o innych, jebana egoistka.

                        Dziwna jestes troche rumpa, bywasz cyniczna i ostra w jezyku ale jak co do czego to lykasz takie bzdety od jakiejs biednej sciery ktorej tatus. Biedulka sie "boi" wiec zdradza kazdego chlopa zeby rozbic zwiazek zanim on od niej odejdzie?

                        :D:D:D:D
                        szkoda ze mi takich rzeczy kobiety nie opowiadaja, a chcialbym bo gnojenie takiej idiotki to sama przyjemnosc. Nie lykaj takich bzdur rumpa, naciaga Cie na smutna minke jak kazda jedna kurewka.

                        >
                        > chyba jednak poczytaj, takie akcje to nie w Polsce, królowa Jadwiga przysięgała
                        > na Biblię i tak się awantura skończyła, podobnie jakos było z kolejnymi. Scięc
                        > ie królowej to poważna akcja i bez poważnych przyczyn, np politycznych jak u lu
                        > bego Henrysia, takich akcji sie nie wykonywało. a na pewno nie z powodu gacha.
                        > Co najwyżej ścinało sie pod jakims pretekstem owego dobiegacza. Zreszta mądre k
                        > obiety, patrz "Żywoty pań swawolnych" czekały aż do ciązy z prawowitym małzonki
                        > em czyli niezbyt długo :))) a potem sobie folgowały. I nikt poza paranoicznymi
                        > psychopatami nie miał im tego za złe.
                        > Dość ciekawy jest obraz Goyi przedstawiający królewską rodzine Hiszpanii. Należ
                        > y zwrócić uwagę na najmłodszego synka, śliczne dziecko :))) baaardzo ale to bar
                        > dzo odbija na tle całej rodzinki a zwłaszcza "tatusia".

                        jak sie ogarne z robota bardziej to poszukam zrodel.
                        • 13.09.10, 14:16
                          i facet ma poroze jak jelen olbrzymi, 100% ;)

                          jakoś sądzę że nie sądzę :))), pracuje w domu , kilkoro dzieci, non stop pomoc domowa, nie za bardzo wiem jak by go miała zdradzać :))) nawet hobby mają wspólne bo tak się poznali

                          nie dziwne bo wynik tej sytuacji jest bardziej oczywisty i czytelny niz otwarta
                          > ksiazka pisana duza czcionką

                          taaak?
                          przewidziałbyś że go rzuci dopiero po oświadczynach? to nie on ją, ona jego, zaznaczam.
                          I po co? jak taka dziwka, to co jej szkodziło dalej go rabać w poroże? Ten nowy był zdecydowanie biedniejszy i z gorszymi perspektywami no i młodszy.

                          w biznesie, im wyzej tym bardziej, trzeba kazdy przejaw sympatii interpretowac
                          > jako cos co ma drugie dno. Ja np. kazdy "prezent" jaki dostaje, nie wazne portf
                          > el czy butelka, ide do kadr i zglaszam, od kogo i jaka jes wartosc. Zakladanie
                          > ze ludzie sa dobzi i chca naszego dobra, zwlaszcze w miejscu gdzie gryza sie o
                          > stanowisko jak psy o kosc, jest naiwne i glupie.
                          >
                          > Fakt, ciezko bylo Ci wyczuc tego smiecia, zwlaszcza ze byl przystojny i mily ;)
                          > , sugeruje nastepnym razem pogadac z mezem, ten niech pogada z kolegami a potem
                          > idzcie gdzies gdzie znajdziecie dobre alibii.

                          masz bujną wyobraźnię, to było liceum, a on w ogóle nie był przystojny, raczej wręcz przeciwnie :))) natomiast bardzo inteligentny i fantastycznie utalentowany w dziedzinie elektroniki. Zło wyrządził mi dla samego zła, nic by na tym nie ugrał dla siebie, poza chorą satysfakcją, bo nic do ugrania - konkretnego - nie było.


                          serio, i ja mam to uznac jako powod, bo tatus zmarl, bo sie boi? Jak sie boi to
                          > bardzo prosze, ale laskawie wypierdalaj i daj mi spokoj. Powiedz kolezance zeb
                          > y czasem pomyslala o innych, jebana egoistka.

                          owszem, jest jebaną egoistką ale taki faktycznie jest powód. Szczęśliwa ani dumna z tego powodu nie jest, próbuje coś zmienić. I nie robi smutnych minek, to nie ten typ kobiety, a w każdym razie nie do mnie :))) co do panów, to nie wiem.
                          I raczej nie robi tego dla korzyści, bo jest ewidentne, że traci, co więcej, specjalnie przeciaga strunę, jakby chciała stracić. udany związek, kochający facet powoduje u niej ciężka nerwicę, i oddycha z ulgą jak to się kończy. Już po ciosie, już padł i jeszcze raz przezyła, tak bym to okresliła. Związek ze "złym" nie jest tak stresujący, bo to żadna szkoda takiego stracić, a jest na tyle piekna, że jest do niej kolejka. W dodatku traci na tych układach również finansowo.

                          jedna z niewielu osób które mnie nie nudzą, bo jest chodzącym rentgenem :)))

                          obserwowanie jak mysli, analizuje i obrazuje jest fascynujące

                          cóż, nikt nie jest doskonały, a jakoś od czasu mojej fascynacji Rewolucją Francuską niczego sie tak nie boję jak sprawiedliwych, uczciwych i ideowych. :)))


                          I tak, rózne są powody, ja po akcjach moich panów rodzinnych patologicznie boję sie mężczyzn, swego czasu miałam taką akcję, w lecie, że stoję na ulicy, obok mnie stanął jakis szary klocek, niewidoczny. Poczułam do niego taką nienawiść, że z rozkoszą bym patrzyła jak go mieli ciężarówka. Ile razy mój małżonek oberwał za mojego ojca - trudno zgadnąć. Pracuję nad tym.
                          Nie zdradzam ale generalnie dlatego że wychowana wsród kłamstw i manipulacji jestem tym zmęczona, no i mam twarz jak otwartą książkę - nie dla mnie takie numery. No i nie znoszę facetów jako obiektów seksualnych, a facet w akcji erotycznej, podrywający mnie, wywołuje u mnie nie podniecenie tylko politowanie i niechęć i takie podejrzenie, że stosując te miny i gesty ma mnie za kretynkę.
                          Mąż mnie poderwał bo mnie nie podrywał. Jak przez chwilę zaczął to miałam taką akcję że natychmiast przestał :)))
                          Wzięło mi sie to z tatusia - nieudolnie podrywał kelnerki w moje obecnosci - pamietam niesmak na twarzy tej kobiety a innym razem, w ramach podrywania baby przy naszym stoliku, zdradził mnie, obrugał, byłam małą dziwczynką, pierwszy raz widziała martwe zwierzatko a debil sie martwił że to nie temat przy obiedzie i że tę dupe to zbrzydzi. Niedługo minie 30 lat od tej chwili, a wyraz twarzy jak o tym myslę mam taki jakbym gówno wąchała. AA, moi starzy byli już po rozwodzie wtedy. Tyż był kurna maniakalnie uczciwy. I żalu do ojca nie miałam, raczej mu zazdrościłam że mógł zwiać.
                          I powiem ci szczerze, mój dziadek tyż był uczciwy, a najbardziej dbającym o swoja rodzinę facetem był paradoksalnie - najwiekszy dziwkarz.A ci uczciwi mnie zawiedli i skrzywdzili właśnie w swej manii uczciwości.
                          Żaden z moich wujków, z dwuznaczną czesto moralnością, nie potraktował swoich dzieci tak jak mnie ci "uczciwi".
                          • 13.09.10, 15:21
                            rumpa napisała:

                            > jakoś sądzę że nie sądzę :))), pracuje w domu , kilkoro dzieci, non stop pomoc
                            > domowa, nie za bardzo wiem jak by go miała zdradzać :))) nawet hobby mają wspól
                            > ne bo tak się poznali

                            sadzic sobie mozna, zadne z nas sie nie dowie ale historia uczy ze jak ktos zdradza to zadko przestaje

                            > taaak?
                            > przewidziałbyś że go rzuci dopiero po oświadczynach? to nie on ją, ona jego, za
                            > znaczam.
                            > I po co? jak taka dziwka, to co jej szkodziło dalej go rabać w poroże? Ten nowy
                            > był zdecydowanie biedniejszy i z gorszymi perspektywami no i młodszy.

                            jakas pani tutaj pisala, ze maz jej kolezanki wybaczyl jej zdrade, pani wrocila do domu ale z kolezankami sie z niego smieja, sama nazywa go frajerem

                            ostatecznie, jak zdradzaja to nie szanuja. Jezeli dalej brnie w zwiazek to jest to wynik jakiejs permutacji kilku zmiennych, majatku, pozycji, widokow na przyszlosc, wyrachowania kurewki itd.
                            Widac kolesiowi czegos zabraklo zeby go unieszczesliwic i wychodzic za maz za az takiego cwoka. Czeste.

                            > masz bujną wyobraźnię, to było liceum, a on w ogóle nie był przystojny, raczej
                            > wręcz przeciwnie :))) natomiast bardzo inteligentny i fantastycznie utalentowan
                            > y w dziedzinie elektroniki. Zło wyrządził mi dla samego zła, nic by na tym nie
                            > ugrał dla siebie, poza chorą satysfakcją, bo nic do ugrania - konkretnego - nie
                            > było.
                            >
                            sorry, chodzilo o jakies licealne zajscie? ;). Cos tam pisalas o "znajmosciach na gorze", uznalem ze chodzi o firme i powazniejsza sprawe

                            > I tak, rózne są powody, ja po akcjach moich panów rodzinnych patologicznie boję
                            > sie mężczyzn, swego czasu miałam taką akcję, w lecie, że stoję na ulicy, obok
                            > mnie stanął jakis szary klocek, niewidoczny. Poczułam do niego taką nienawiść,
                            > że z rozkoszą bym patrzyła jak go mieli ciężarówka. Ile razy mój małżonek oberw
                            > ał za mojego ojca - trudno zgadnąć. Pracuję nad tym.
                            > Nie zdradzam ale generalnie dlatego że wychowana wsród kłamstw i manipulacji je
                            > stem tym zmęczona, no i mam twarz jak otwartą książkę - nie dla mnie takie nume
                            > ry. No i nie znoszę facetów jako obiektów seksualnych, a facet w akcji erotyczn
                            > ej, podrywający mnie, wywołuje u mnie nie podniecenie tylko politowanie i niech
                            > ęć i takie podejrzenie, że stosując te miny i gesty ma mnie za kretynkę.
                            > Mąż mnie poderwał bo mnie nie podrywał. Jak przez chwilę zaczął to miałam taką
                            > akcję że natychmiast przestał :)))
                            > Wzięło mi sie to z tatusia - nieudolnie podrywał kelnerki w moje obecnosci - pa
                            > mietam niesmak na twarzy tej kobiety a innym razem, w ramach podrywania baby pr
                            > zy naszym stoliku, zdradził mnie, obrugał, byłam małą dziwczynką, pierwszy raz
                            > widziała martwe zwierzatko a debil sie martwił że to nie temat przy obiedzie i
                            > że tę dupe to zbrzydzi. Niedługo minie 30 lat od tej chwili, a wyraz twarzy jak
                            > o tym myslę mam taki jakbym gówno wąchała. AA, moi starzy byli już po rozwodzi
                            > e wtedy. Tyż był kurna maniakalnie uczciwy. I żalu do ojca nie miałam, raczej m
                            > u zazdrościłam że mógł zwiać.
                            > I powiem ci szczerze, mój dziadek tyż był uczciwy, a najbardziej dbającym o swo
                            > ja rodzinę facetem był paradoksalnie - najwiekszy dziwkarz.A ci uczciwi mnie za
                            > wiedli i skrzywdzili właśnie w swej manii uczciwości.
                            > Żaden z moich wujków, z dwuznaczną czesto moralnością, nie potraktował swoich d
                            > zieci tak jak mnie ci "uczciwi".


                            strasznie to pojebane, sek ze sie nie puszczasz czyli wyszals z taiego domu lepsza niz wiele, bardziej fortunnie urodzonych, gwiazdeczek. Pozdro ;)
                            • 13.09.10, 20:02
                              sadzic sobie mozna, zadne z nas sie nie dowie ale historia uczy ze jak ktos zdr
                              > adza to zadko przestaje

                              bo ludzie zdradzają z jakiś powodów i dla osiagniecia jakiś tam celów
                              jak wygaśnie przyczyna albo cel się zrealizuje to i zdrady umierają śmiercią naturalną
                              dlatego tak ważne jest poznanie tego co się toczy za zamknietymi drzwiami podświadomości

                              kas pani tutaj pisala, ze maz jej kolezanki wybaczyl jej zdrade, pani wrocila
                              > do domu ale z kolezankami sie z niego smieja, sama nazywa go frajerem

                              to że ta pani jest kompletnie wyprana z ludzkich uczuć to jedna sprawa. Inna rzecz co ja tak ukształtowało że ma w sobie tyle pogardy dla kogoś kto kocha. Tobie wystarczy pogarda dla niej, mnie interesują przyczyny.

                              ostatecznie, jak zdradzaja to nie szanuja. Jezeli dalej brnie w zwiazek to jest
                              > to wynik jakiejs permutacji kilku zmiennych, majatku, pozycji, widokow na przy
                              > szlosc, wyrachowania kurewki itd.
                              > Widac kolesiowi czegos zabraklo zeby go unieszczesliwic i wychodzic za maz za a
                              > z takiego cwoka. Czeste.

                              przeczytaj to jeszcze raz i zobacz ile w tym pogardy. Ona o nim tak nie myslała i nie mówiła. A za mąż wyszła za faceta z którym go zdradziła. Ukształtowana tak nie inaczej i jeszcze bardzo młoda, nie wybrnęła z tego z większą klasą. Ale wybacz, to za mało aby człowieka skreślić. Potepiajmy czyny a nie ludzi.
                              A facet się ożenił, ma dzieci i jest ok - zresztą ma bardzo fajną żonę.

                              sorry, chodzilo o jakies licealne zajscie? ;). Cos tam pisalas o "znajmosciach
                              > na gorze", uznalem ze chodzi o firme i powazniejsza sprawe

                              Poważniejsza sprawa? to sobie wyobraź że puszczają w necie film jak się onanizujesz, zmontowany tak że wygląda na to że robisz to spuszczając się na twarz nauczycielce. No i posyłają linka do wszystkich zainteresowanych. Masz 16 lat.
                              Wtedy nie było netu oczywiście, taka przenosnia. jak dla mnie to było poważne.

                              ek ze sie nie puszczasz czyli wyszals z taiego domu lep
                              > sza niz wiele, bardziej fortunnie urodzonych, gwiazdeczek. Pozdro ;)


                              naprawdę masz obsesję, co z tego że się nie puszczam? żadna w tym moja zasługa, jakbyś nie doczytał, mało miałam okazji z powodu lęku i ostrego obrzydzenia do facetów. A robiłam gorsze rzeczy, bardziej okrutne i w sumie to chyba wolałabym się puszczać, jak to uroczo okresliłeś.


                              • 15.09.10, 09:24
                                rumpa napisała:

                                > Poważniejsza sprawa? to sobie wyobraź że puszczają w necie film jak się onanizu
                                > jesz, zmontowany tak że wygląda na to że robisz to spuszczając się na twarz nau
                                > czycielce. No i posyłają linka do wszystkich zainteresowanych. Masz 16 lat.
                                > Wtedy nie było netu oczywiście, taka przenosnia. jak dla mnie to było poważne.

                                w sumie trzymam wszystkie foty/filmy bylych ;), akurat "tej" moze by i sie nalezal plakat w pracy ale mi sie nie chce, poza tym glupie, mozna sie lepiej mscic, innych nigdy bym tak nie upodlil

                                btw daj linka ;) <zart>

                                > naprawdę masz obsesję, co z tego że się nie puszczam? żadna w tym moja zasługa,
                                > jakbyś nie doczytał, mało miałam okazji z powodu lęku i ostrego obrzydzenia do
                                > facetów. A robiłam gorsze rzeczy, bardziej okrutne i w sumie to chyba wolałaby
                                > m się puszczać, jak to uroczo okresliłeś.

                                nic mnie nie obchodzi ze sie puszczasz, nie moja sprawa

                                ale sorry, mowienie ze to "nie moja wina ze taka jestem" mozna o kant dupy rozbic. Pewnie wiekszosc mordercow sie tak tlumaczy, "bo tatus mnie bil :(", "bo inne dzieci mialy ladniejsze zabawki" itd. Tez mam kilka takich opowiastek ale nie usprawiedliwiam nimi swoich czynow. Chyba zaczne.
                  • 13.09.10, 14:32
                    > a zdrada - no głupio wyszło, ale jak widze tylko glupote i słabość, a nie złą w
                    > olę, chęć skrzywdzenia mnie czy dziecka, człowieka który po prostu jakos tam ni
                    > e potrafi wybrnąc z sytuacji - to nie boli tak bardzo jak świadomość że ktos ch
                    > ciał zadać mi cios. Nie powstrzymał sie przed zadaniem mi bólu ale nie to było
                    > celem. I tego bólu miało nie być - co z oczu to i z serca - a że nie wyszło...

                    Ładnie to napisałaś. Mam zresztą bardzo podobne przemyślenia...
                    Nie zapominaj jednak, że całe zło wynika z naszych słabości. Nawet ojciec, który bije dziecko nie robi tego, dlatego, że jest zły, tylko dlatego, że coś go przerasta...

                    --
                    Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
        • 11.09.10, 23:57
          czekolada88 napisała:
          > Co wg Was znaczy właściwie "przepracowanie bólu"?

          Zamknięcie drzwi do pokoju, do którego nigdy się już nie wejdzie.

          To oznacza, miedzy innymi pozostawienie go w przeszłości.
          A jeśli się nie uda - stępienie go, aby stracił swoją ostrość i pozwalał dalej żyć.
          "Przepracowanie bólu" nie oznacza utraty pamięci.
      • 12.09.10, 00:45
        To prawda co mowisz moonlight. Ja sie pytam detalicznych szczegolow zdrady, maz niby szczerze odpowiada, a gdy opowiada o tym ja ciagle nie wierze w to co slysze, mam nadzieje ze zaraz powie ze to wszytko jakies klamstwo, ze jestem w ukrytej kamerze. brrrrrr.

        Maz sie przyznal bo juz nie mogl zniesc wyrzutow sumienia. Ale tym samym spowodowal to ze z siebie wziol ten balast i po prostu przerzucil go na mnie - jak wygodnie - egoista. Z drugiej strony juz wiedzial ze wiem i ze sie i tak wyda i chyba po prostu i tak by nie mial wyjscia tylko sie przyznac. Chociaz... mial wiele okazji wczesniej, Po prostu raz zdradzil (kilka razy seks), po czym wrocil i jeszcze zdradzil z ta sama osoba ponownie, gdy w miedzyczasie korespondowali baaaardzo duzo.
    • 11.09.10, 21:20
      Ja o skoku w bok swojego męża dowiedziałam się w lipcu. Boli mocno do tej pory, chociaż przyjęłam to zadziwiająco spokojnie (mąz mówił, ze prędzej spodziewał się tłuczenia talerzy, rzucania przedmiotami i krzyku a nie zimnego spokoju). Powiem tak, czuję, ze to zawsze będzie boleć. Nie wiem czy odzyskam kiedykolwiek do niego pełne zaufanie, ale wierzę, że sobie wszystko poukładamy. Mamy za sobą ponad 10 lat związku, ponad 7 lat małżeństwa i póki co jestem w stanie jakoś wybaczyć tą jedną sytuację.
      • 11.09.10, 22:55
        błąd, bedzie zdradzal dalej
        • 11.09.10, 23:44
          To mu walizki wystawię i po sprawie.
    • 11.09.10, 21:36
      Normalny facet! Dziewczyna była w potrzebie, to jej pomógł!
    • 11.09.10, 21:56
      studnia.
    • 11.09.10, 22:34
      Zdrada ciężki i trudny temat. Każdego boli z innego powodu- kłamstwo, zawiedzione nadzieje, zaufanie, przystawione rogi itd.
      Mnie bolało z rok czasu i nie z powodu zdrady fizycznej/bynajmniej nic nie wiem/ale z powodu zamrożenia łoża, emocji, stopniowego odsunięcia się męża ode mnie po jego powrocie z 8-miesięcznego pobytu z Anglii. /Było czułe powitanie, zapewnienie o uczuciach, ale ponieważ ogrom problemów z którymi borykaliśmy się był duży, myślę teraz że najnormalniej nie opłacało mu się .. Dla mnie to absolutna zdrada emocjonalna. Ponieważ męża kochałam ból był ogromny i trwał do czasu podjęcia przeze mnie decyzji. Decyzja była wynikiem przeanalizowania sytuacji i określenia jej przeze mnie jako patową. Uświadomienie sobie że nie ma tu mojej winy/również forum/ i nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Zdaje sobie sprawę że emocjonalnie do końca jeszcze nie odcięłam się i wracam do tych miłych chwil, ale fizycznie nie ma dla mnie już powrotu do tego co było. Imo, w przypadkach zdrady partnerów każdy zdradzony powinien zwrócić się do psychologa-terapeuty, bo po co nosić ze sobą urazy niezawinione a będące tak naprawdę problemem tej drugiej osoby która nas zwyczajnie obciążyła. Myślę że to pomogłoby Ci uporać się z tym co się wydarzyło. Powod
      • 12.09.10, 00:40
        Masz racjie. Mysle ze zwroce sie do teraupeuty.
        Ja tez sama nie moge przez to przejsc. Zbyt trudne.
        • 12.09.10, 00:55
          xciekawax napisała:

          > Masz racjie. Mysle ze zwroce sie do teraupeuty.
          > Ja tez sama nie moge przez to przejsc. Zbyt trudne.

          juz do terapeuty chodzisz?

          nie byloby Ci to potrzebne gdybys zrobila to co powinnas zrobic, wyjabala go za drzwi i szybko znalazla sobie innego.

          no ale, jak uwazasz... ;/
          • 12.09.10, 01:12
            jeszcze nie chodze, ale pojde.

            Moze kobiety sa inne pod tym wzgledem, ale zrozum ze bardzo mnie to boli. Nie radze sobie z tym. jestem teraz samodestrukcyjna (picie,palenie, niezdrowe odzywianie/nie odzywianie sie wcale). Potrzebuje pomocy i wiem o tym.

            Jak ja innego znajde? mam 29 lat, prawie 30. Nie ma takiego latwego wyboru. A faceta do seksu.... chociaz moze i chcialabym ze wzgledow zemsty to nie jest to w mojej osobowosci
            • 12.09.10, 01:21
              xciekawax napisała:

              > jeszcze nie chodze, ale pojde.
              >
              > Moze kobiety sa inne pod tym wzgledem, ale zrozum ze bardzo mnie to boli. Nie
              > radze sobie z tym. jestem teraz samodestrukcyjna (picie,palenie, niezdrowe odzy
              > wianie/nie odzywianie sie wcale). Potrzebuje pomocy i wiem o tym.

              chodzi mi o sam fakt zaistnienia takiej potrzeby, do czego Cie ten fajans doprowadzil

              > Jak ja innego znajde? mam 29 lat, prawie 30. Nie ma takiego latwego wyboru. A
              > faceta do seksu.... chociaz moze i chcialabym ze wzgledow zemsty to nie jest t
              > o w mojej osobowosci

              29 to jest nic dzisiaj, czasy kiedy na 25 latke mowilo sie stara panna minely dawno temu

              ciesze sie ze nie zdradzasz w odwecie, co jest i tak taka glupota ze nie mam slow na ludzi ktorzy to robia...
              Tym bardziej, spokojnie poszukaj kolesia ktory doceni porzadna kobiete, a jest takich sporo. Nie dosc ze typ jest twoim utrzymankiem to jeszcze zdradza... ;)

              masz 29 lat, lepiej sie rozwiesc teraz i zaczac z mezczyznami od nowa niz obudzic sie w wieku 35 lat i zauwazyc ze maz znowu zdradzil, na co mozesz spokojnie stawiac pieniadze...

              pogadaj z terapeuta o samoocenie, wyraznie Ci jej brakuje. I przestan pic/palic. Butelka to wyjscie dla slabych i glupich. Stala sie krzywda, napraw to i majac ta nauke w pamieci probuj dalej.


    • 12.09.10, 00:47
      Nie wiem na jakim etapie teraz jestem, ale mam ochote wyslac smsa do tej kobiety i powiedziec jej ze jezeli jeszcze raz bedzie sie chciala skontaktowac to powiem o wszystkim jej mezowi. (oczywiscie bym tego nie zrobila, ale babka by miala stracha).

      Co do meza.... on chyba mysli ze ja mu wybacze. je pojdziemy na terapie i bedziemy happy family. Czy to jest zdrowy psychicznie czlowiek? Nie wydaje mi sie aby zdawal sobie sprawe przez co ja przechodze.
      • 12.09.10, 09:44
        >ale mam ochote wyslac smsa do tej kobiet
        > y i powiedziec jej ze jezeli jeszcze raz bedzie sie chciala skontaktowac <

        Dobry początek do pilnowania męża przez dalsze życie. Męża/partnera nie upilnujesz/dziecko pilnuje się/- on ma tak i już. Takiego wybrałaś, czemu?- pytanie do terapeuty.
      • 12.09.10, 14:32
        Podaruj sobie telefony do jego kochanki. To sprawa miedzy Toba i twoim mezem.
        Tak, on mysli, ze poplaczesz, porozmawiasz i po jakims czsie wszystko wroci do normy. A ja bym Ci doradzala: Daj mu porzadnie popalic: wypieprz go z domu, zeby wiedzial czym grozi zdrada. Jezeli po jakims czasie bedzie chcial wracac, zastanowisz sie czy go przyjac. Jego zdrada nie byla nie planowanym skokiem w bok, bo...alkohol, sytuacja, jeden raz. On na nia wydawal pieniadze, spedzal czas, ktorego nie mial nawet dla Ciebie. Teraz nie mial wyjscia, wyspowiadal sie i liczy na to, ze po paru scenach i malym gderaniu zonka wybaczy.
        Jasne, Tobie trudno, bo go kochasz, o czym pewnie wie...ale co z jego miloscia do Ciebie?
        • 12.09.10, 14:37
          kag73 napisała:

          > Jasne, Tobie trudno, bo go kochasz, o czym pewnie wie...ale co z jego miloscia
          > do Ciebie?

          zdradzany/a zawsze kocha, na pewno bardziej niz zdradzajacy/a. To nie powod zeby nie zrobic tego co powinno sie zrobic..

          no ale ok, pij wode, chodz do terapeuty, dalej go utrzymuj itd..
        • 12.09.10, 16:50
          wiem... smsy do kochanki to glupi pomysl. Nie mysle racjionalnie. Mysle ze masz racjie ze on mysli ze do niego wroce. Powiedzialam mu (ale to nierpawda) ze jak sie dowiedzialam to wyszlam i poderwalam faceta w barze i poszlam z nim do lozka. Zrobilam to ze zlosci. Ale mysle ze dobrze. Chce aby poczul ze tez stracil cos specjialnego w naszym zwiazku, ta czystosc, niewinnosc - ze nikt w butach u nas nie byl.

          najgorsze dla mnie to ten stan w ktorym jestem, a nie moge sie wyrwac. Nie moge spac, dzisiaj pare godzinek ale tylko gdy telewizja byla wlaczona. Mam tez potrzeby seksualne, ktore wiem ze nie zostana spelnione, no i jestem taka osamotniona....
          • 12.09.10, 19:03
            "najgorsze dla mnie to ten stan w ktorym jestem, a nie moge sie wyrwac. Nie moge spac, dzisiaj pare godzinek ale tylko gdy telewizja byla wlaczona. Mam tez potrzeby seksualne, ktore wiem ze nie zostana spelnione, no i jestem taka osamotniona.... "

            Nie ulega watpliwosci: masz zlamane serce :( Ktoz tego nie zna. najchetniej chcialoby sie zasnac i obudzic jak bedzie po wszystkim, ale niestety, nie da sie. Nie martw sie, czlowiek jest mocny, bol minie. Postaraj sie wychodzic miedzy ludzi, spotykac przyjaciol, nie siedz w domu zadreczajac sie myslami, bo to nie pomoze. Teraz potrzebujesz odwrocenia uwagi, najlepiej w towarzystwie.
            Inna kwestia to co zrobic z takim dziadem? Czy powiedizial dlaczego zdradzal? Co ma na swoja obrone? Co bylo przyczyna zdrady? To wazne.
            Poza tym zapomnij, ze masz 29 lat i gdzie Ty znajdziesz teraz nowego chlopa. Lepiej bez chlopa niz z gnojkiem. Poza tym spoko, w wieku lat 29 mozna kogos znalezc. To nie powinno byc kryterium w podejmowaniu Twojej decyzji.




            • 12.09.10, 19:22
              dzisiaj pakuje jego zeczy i robie wyprowadzke, on wraca w piatek, ale wiem ze bedzie sie ociagal, a nie chce go tutaj widziec.

              Nie chce tez mowic znajomym o tym, nie teraz przynajmniej, zawsze sa tylko plotki itd... powiedzialam paru, ale nie powiem ze mam wielkie wsparcie.

              dlaczego zdradzil... wiesz... to sa slowa klamcy. najpierw powiedzial ze wiedzial ze nigdy sie nie dowiem, potem mowil ze bylo zle w zwiazku przez lata - ale to nie prawda. On zawsze tak robi ze chociaz 80% czasu jest swietnie, to on wezmie te 20% i mowi ze bylo CALY czas zle. A wiesz jak jest w zwiazku. jak ostatnio dzwonilam do niego do PL, zawsze bylam mila, w dobrym humorze...przez tygodnie. Potem kilka dni bylam w zlym natroju bo ani do mnie nie dzwonil, ani nie wnosil inicjiatywy. I co? uslyszalam ze TYLKO sie klocimy przez telefon, ze ZAWSZE tylko klotnie..... ech.....

              ja akurat jestem seksualna osoba, i juz miesiac nie mialam seksu, i moze to wydac sie dziwne ze o tym mysle w takich chwilach, ale nawet gdy ciagle placze, pije, pale, mam zszarpane nerwy, to mi tego aspektu brak - nawet bardzo. Nie mam zadnego kolegi ktory by mogl mi pomoc. brakuje mi bliskosci, przytulenia....

              Masz racjie... dzisiaj myslalam ze chce przewinac moje zycie o rok do przodu. Nie chce mi sie zyc. Nie wiem jak inni ludzie przez to przechodzili, podziwiam ich. chyba z braku alternatywy trzeba przez to przejsc. Zamienilabym sie na moje zycie z kimkolwiek.
              • 12.09.10, 19:43
                Oj, kochana, wez Ty sie go pozbac. Cierpisz tak i tak a zatem lepiej przecierpiec i zaczac od nowa. Nie musisz rozmawiac o tym ze znajomymi, Ty sie tylko masz z kims pospotykac, byc wsrod ludzi, zeby troche odpedzic od siebie te mysli.
                Skoro mu niedobrze w zwiazku, to wlasnie pora go zakonczyc. Nie macie dzieci. Bardzo podejrzane bylo tez co powiedzialas, ze niechetnie sie zgodzil na dziecko w najblizszym roku. Ciekwe dlaczego? Nie chce dzieci czy boi sie zamiany rol, on nagle bedzie musial utrzymac rodzine albo zajac sie dzieckiem a pewnie do roboty sie nie garnie. Albo jednak nie jestes dla niego TA JEDYNA, dlatego sie waha i nie chce pakowac sie w dziecko.

                Jestescie w zwiazku na odleglosc, bo piszesz, ze on w Polsce a Ty gdzies tam.? Tutaj potrzeba duzo zaufania do partnera a nie wiem czy po takiej akcji bedziesz potrafila mu zaufac.
                Jemu nie potknela sie noga, on z premedytacja zdradzil. Byl pewnie tez zaangazowany emocjonalnie, dla mnie to zdrada emocjonalna a nie tylko cielesna. Nie wykluczam, ze nigdy wiecej tego nie zrobi. Chcesz go pilnowac i sprawdzac?
                • 12.09.10, 19:57
                  Aha, wiem jak sie czujesz, przerabialam jedno rozstanie, podobne uczucia jak u Ciebie i owszem najbardziej brakowalo mi jego bliskosci i seksu, kazdej nocy i kazdego ranka cierpialam. W ogole czlowiek ma wrazenie, ze zwariuje, po prostu, ze dostanie obledu. Ale wiesz, NIE ZWARIOWALAM, przezylam! A teraz ciesze sie, ze stalo sie jak sie stalo, bo znalazlam nowego lepszego faceta i jestem z nim szczesliwa.
                  Trzymaj sie, przezyjesz! "Czlowiek jest mocny"!
                  • 12.09.10, 20:24
                    i jak dlugo mam sie spodziewac tej meczarni? ja nie wiem czypodobolam sobie z kolejnym takim dniem.... jutro do pracy, sztuczne usmichy i udawanie ze wszystko ok. zalame sie.
                    • 12.09.10, 20:31
                      O, dobrze, ze idziesz do pracy, musisz sie usmiechac a to znaczy, ze nie bedzies plakac, to juz cos :))
                      Po pracy zorganizuj sobie jakies wyjscie do kogos albo dokas.
                      Najwazniejsze, zeby nie byc samemu. Owszem potrwac moze.
                      Ale kto wie moze nadarzy sie kto ciekawy i pomoze zapomniec ;)
                • 12.09.10, 20:06
                  jestesmy razem od 14 lat, maz jest tu, na miejscu, tylko wyjechal do PL "w celach biznesowych". Tak, jego zdrada byla z premedytacjia, gdyby jeszcze zakonczyla sie wtedy gdy ja zaczol, ale on wyrafinowianie klamal aby znowu tam wrocic. Mowi ze zakonczyl, ale mial seks i tym razem zanim to zakonczyl (a moze bardziej ona zakonczyla).

                  zreszta, 2000 minut wygadanych w ciagu miesiaca mowi samo za siebie ze byla to zdrada emocjonalna.

                  dzieci nie chcielismy, ja ostatnio zmienilam zdanie ze moze jednak.... ale nie mysle o tym obsesyjnie. On chyba z braku finansow, i tak w ogole to po prostu chyba nie chce. A moze nie ze mna. I masz racjie, nie chce za bardzo pracowac, chyba takie zycie po prostu jest mu na reke.

                  Mnie tez nie boli najbardiej ta zdrada, ale te wyrafinowane klamstwa aby nasz budzet domowy wystawic na wielkie niedogodnosci, podczas gdy on pojechal tam (miedzy innymi) aby sie z nia spotkac. I jeszcze mielismy takie swietne pozycie seksualne przed wyjazdem.... nie moglo mu niczego brakowac. Moze chcial sie czuc opiekunem, bo teraz to ja zarabiam na zycie, place rachunki, Nie wiem. Wiem ze jest okrutny i nie ma serca, i na pewno mnie nie kocha. Jest egoista. mysli tylko o sobie. przykro mi strasznie.

                  DziekiKag73 za slowa otuchy. duzo mi daja. Potrzebuje wsparcia, bo nie mysle teraz racjonalnie.
                  • 12.09.10, 20:27
                    Nie ma nad czym sie zastanawiac, nie mozna komus bez konca dawac kolejnej szansy, to nie ma sensu.
                    Hmm, po co tracic z nim czas? Wykop go, wmawiaj sobie dalej, ze jest swinia, bedzie Ci latwiej.
                    Wiele lat bylas w zwiazku. Wyjdz na ulice i rozejrzyj sie wokol, stwierdzisz, ze facetow na swiecie jest na peczki, po prostu w zwiazku przyzwyczailas sie nie zwracac na nich uwagi. Zreszta nie faceci sa tutaj najwazniejsi, sama tez mozna byc szczesliwa. Zreszta z czasem na pewno wszystko sie pouklada.
                    • 12.09.10, 21:29
                      Po pierwsze diziekuje ci bardzo za wsparcie. Potrzbuje tego tak bardzo....

                      Moj rozum mowi mi aby zapomniec gnoja, nie plakac za nim. Serce jednak boli za przyjacielem, kochankiem, itd....

                      Wiem, na ulicy bardzo duzo fajnych facetow chodzi.... i chociaz jestem bardzo atrakcyjna kobieta to nie widze aby ktos mnie zaczepial- moze z wyrazu twarzy wygladam na nieprzystepna - trudno mi to zmienic.

                      Ja akurat nie chce byc sama. lubie towarzystwo, lubie partnerstwo. I to nie tak ze partnera stawiam na pedestriale, u nas byly konta odzielne, partner wracal do domu o ktorej chcial, mia mnie po prostu poinformowac i tyle. i to samo ze mna. Moglam wychodzic kiedy chcialam i do ktorej, tylko dzwonilam i mowilam. Ale mimo wszystko - lubie zwiazki. Jest w tym cos fajnego.

                      Mam nadzieje ze z czasem sie pouklada. nie moge juz sie doczekac. w ciagu dnia mam wielkie zalamania a potem kilka minut nadziei na lepsze jutro.
                      • 12.09.10, 22:57
                        xciekawax napisała:

                        > Wiem, na ulicy bardzo duzo fajnych facetow chodzi.... i chociaz jestem bardzo a
                        > trakcyjna kobieta to nie widze aby ktos mnie zaczepial- moze z wyrazu twarzy wy
                        > gladam na nieprzystepna - trudno mi to zmienic.
                        >

                        czesto im lepsza dupa tym samotniejsza, mezczyzni tez sie boja atakowac mimo ze to jednak to my powinnismy to zrobic

                        niemniej, jak ktos Ci sie podoba, zapros na kawe, nie randke i patrz co sie dzieje ;)
                        ale to po tym jak juz odwiedzisz prawnika
                        • 12.09.10, 23:06
                          To po pierwsze. Po drugie mezczyzni czesto licza tez na jakis "sygnal" od kobiet, jezeli kobieta jest niezainteresowana, czesto przywdziewa "maske" niedostepnosci, zero zainteresowania. Co innego gdy zmienia sie status quo i nagle inni mezczyzni zaczynaja znow istniec, jakos tak wysyla sie wtedy inne sygnaly. Tak mysle.
                          • 12.09.10, 23:25
                            tak, to prawda. ciezko mi bedzie zmienic ta maske po tylu latach. mysle ze tyle kobiet jest samotnych bo tego nie potrafia zrobic.

                            wczoraj w metrze widzialam ze taki bardzo fajny chlopak sie patrzyl na mnie, a ja po prostu nie potrafilam nawet sie na niego spojrzec. I to nie to ze od razu szukam kogos, tylko chcialabym konwersacji, jakiegos kontaktu, i tylko to jest prosta obserwacjia mojej osoby, bo nie szukam teraz nikogo. Ja zawsze tak sie zachowywalam- odwracalam wzrok aby nie zachecac do konwersacji, i nie umiem tego przerwac.
                            • 12.09.10, 23:35
                              Powoli malymi kroczkami, moze sie nieco osmielisz, trzeba troche wyjsc do ludzi. Mezczyni tez ludzie, niekoniecznie trzeba w nich widziec od razu potencjalnych kandydatow na meza. Wtedy blas mloda dziewczyna, teraz jestes dojrzala kobieta. Spoko, probuj dostrzegac ludzi wokol siebie i ewentualnie jakos na nich reagowac.
                              A jak jeszcze mieszkasz w duzym miescie np. w Niemczech albo w Anglii, gdzie mam wraznie duzo wiecej facetow niz kobiet(co nie znaczy, ze wszyscy sie nadaja), to ze znalezieniem nowego nie powinno byc problemu ;)
                              Poki co, wywal swojego, zebys ze spokojem mogla wszystko przemyslec. Zobaczysz jak potoczy sie zytuacja.
                              • 13.09.10, 01:31
                                poszlam do znajomego (lat 75, hehehe) sie wyplakac, znam go juz ponad 10 lat, jest jak moja rodzina. Obiecal poszukac mi dobrego prawnika. Czuje sie duzo lepiej. na dzisiaj. Wracajac w deszczu widzialam fajne dzieci ktore do mnie sie usmiechnely i sie przywitalismy. Dzieciecy usmiech jest bardzo kojacy. Poczulam sie dzielna, ze moze bedzie ok.

                                Chyba wezme zycie jak alkocholik-abstynent - aby przezyc ten dzien, nie myslec o nastepnym.

                                bede uzywala tego forum aby wyrzucac z siebie swoje uczucia, bo pomaga mi strasznie. Mam nadzieje ze nie macie nic przeciwko ;)
                                • 13.09.10, 02:01
                                  xciekawax napisała:

                                  > poszlam do znajomego (lat 75, hehehe) sie wyplakac, znam go juz ponad 10 lat, j
                                  > est jak moja rodzina. Obiecal poszukac mi dobrego prawnika. Czuje sie duzo le
                                  > piej. na dzisiaj. Wracajac w deszczu widzialam fajne dzieci ktore do mnie sie
                                  > usmiechnely i sie przywitalismy. Dzieciecy usmiech jest bardzo kojacy. Poczul
                                  > am sie dzielna, ze moze bedzie ok.
                                  >
                                  > Chyba wezme zycie jak alkocholik-abstynent - aby przezyc ten dzien, nie myslec
                                  > o nastepnym.
                                  >
                                  > bede uzywala tego forum aby wyrzucac z siebie swoje uczucia, bo pomaga mi stras
                                  > znie. Mam nadzieje ze nie macie nic przeciwko ;)

                                  juz przestan sie mazac

                                  spotykaj sie z kolezankami, nie siedz sama mimo ze tak bys wolala. Wiekszosc ludzi przez to przechodzi, predzej czy pozniej. Najlepiej gdy w wieku 17 lat, wtedy przez najlepsze lata ma sie juz odpowiednie doswiadczenie, czasem tak jak Ty, przed 30. Wciaz jestes mloda, jak pisalem, dzisiaj 29 i wolna kobieta to zaden wstyd, "stara panna" czy inne dziadostwo.

                                  Bedzie ok i aktywnie szukaj nowego. Nie na meza czy nawet seksu, na poczatek kogos z kim dobrze sie gada.
                        • 12.09.10, 23:20
                          wiesz, ja jestem bardzo skromna i niesmiala. Weszlam w ten zwiazek majac 17 lat. I chociaz na poczatku duzo flirtowalam, to jednak przez ostatnie lata nawet nie patrze osobnikom w oczy.
                          • 12.09.10, 23:26
                            No wlasnie, wiec nie dziw sie, ze nikt Cie nie zaczepia :))
                  • 12.09.10, 21:28
                    W takim stanie, jak Ty teraz byłam od listopada zeszłego roku (był tu mój wątek "po zdradzie"); nie jadłam - schudłam 17 kg, nie spałam, też miałam wrażenie, że wpadam w obłęd, że tego nie da się przeżyć. Teraz mogę powiedzieć: da się. Nie wróciłam jeszcze do równowagi, wciąż mam napady złości, żalu, zazdrości, ale znów cieszę się życiem, widzę kolory.
                    Trzymaj się! I nie podejmuj pochopnych decyzji; najpierw ochłoń.
                    • 12.09.10, 22:48
                      dzieki :)
                      • 13.09.10, 00:04
                        To prawda, czas na decyzje przyjdzie później. na razie uporaj się ze swoimi uczuciami, przynajmnij na tyle by wiedzieć czy jesteś w stanie wybaczyć i spróbowac dalej z nim byc czy nie....
                        Przytulam, bo wiem co to znaczy, kiedy dowiadujesz się, ze najbliższa Ci osoba Cię zdradziła i oszukała.
                        Ja dałam szansę i zobaczymy co dalej będzie.
                        Trzymaj się.
                        • 13.09.10, 01:33
                          jak dawno temu dalas mu szanse?

                          Pewnie tez byla to inna zdrada, nie taka wyrafinowana jak u mnie. Wiem ze zdrada zdradzie nie rowna, i wiem ze bylabym w stanie wybaczyc jeden wyskok pod wplywem chwili. Ale nie klamstwa.
                          • 13.09.10, 01:58
                            nie dawaj zadnej szansy

                            szkoda Twojego czasu, mloda jestes, znajdz sobie kogos kto odpowiednio doceni taka kobiete jak Ty..

                            zapomnij, dawanie szansy zawsze konczy sie tak samo
                          • 13.09.10, 07:40
                            Kilka miesięcy już minęło. Sobie już wszystko poukładałam, pracujemy oboje nad naszą relacją, bo akurat u nas zdrada była wynikiem poważnego kryzysu, który ciągnął się już jakiś czas. To co się stało mocno nas otrzeźwiło i póki co wierzę, ze sobie poradzimy. Wiem, że wiele osób postawionych na moim miejscu kopnęło by pana w dupę i tyle, ale ja po 11 latach związku i ponad 14 latach znajomości nie będę wszystkiego przekreslać dla jednego błędu. Wszyscy błędy popełniamy. Nie jest tez tak że nad tym do porządku dziennego przechodzę, boli i boleć będzie, ale wiem, ze chcę przynajmniej spróbować to naprawić bo w naszym przypadku naprawdę warto.
                            Nie myślę sobie, że to się nigdy nie powtórzy, wiem, że może, chociaż mąż zarzeka się że nie. Obecnie jest to ostatnia szansa, jesli będzie powtórka pewnie nie będę już miała ochoty na kontynuowanie tego.
                            • 13.09.10, 07:59
                              Moja sytuacja jest nieco inna- nie było kłamstw, dłuższej znajomosci czy korespondencji. Była jednorazowa czysto fizyczna zdrada.
                              (tak wiem, ze mi zaraz ktoś napisze że nie mogę mieć pewności, ale mam to w dupie- pod względem prawdomówności i szczerości wierzę swojemu mężowi).
                              • 13.09.10, 15:10
                                ja bym tez nie zrezygnowala ze zwiazku przez partnera jeden skok w bok, pod wplywem chwili. To te klamsta najbardziej mnie dobily.
                          • 13.09.10, 08:15
                            Zdrada, która mnie dotknęła, trwała bardzo długo, niosła ze sobą kłamstwa, zwodzenia, lekceważenie - a jednak... Proszę, nie podejmuj nagłych decyzji. Wsłuchaj się w siebie, odpowiedz sobie, czego chcesz. Ochłoń i popatrz spokojniej na niego: czy warto dać mu szansę, czy można mu uwierzyć. Na pewno łatwiej jest zerwać ten związek w poczuciu krzywdy i w słusznym przekonaniu, że to on jest winien. Przekonana jestem, że wtedy i z emocjami łatwiej sobie poradzić. Ale może w Twoim wypadku warto powalczyć o Wasz związek? Tylko Ty możesz sobie na to odpowiedzieć.
                            • 13.09.10, 15:22
                              Kwiatek, tylko ze juz nigdy nie bede go kochac tak jak kiedys, nasz zwiazek na zawsze stracil ta niewinnosc. Zreszta, ja znam siebie. Gdybym do niego wrocila przez lata bym sie meczyla podejrzewajac go o kolejne zdrady - doprowadzajac go do tymsamym do szalu.

                              Nawet nie wiesz jak mi zle. Dzisiaj pierwszy raz od trzech dni chcialam zjesc jogurt i fizycznie nie moge go przelknac. Tak latwo byloby powiedziec mu; "wybaczam, a teraz mnie przytul". Wstydze sie tego, ale czasami mysle ze wolalabym nie wiedziec o tym, i po prostu kontynuowac nasze zycie, mielismy isc na terapie, itd... (on wariowal przez ten swoj romans a ja sie obwinialam ze cos jest nie tak w naszym zwiazku).

                              No i co do walczenia o zwiazek. Na serio myslisz ze to ja mam walczyc? ze to ja mam dawac szanse i czekac i wymagac? Moze to odpowiada pewnym kobietom bo przez to ze sa skrzywdzone moga byc traktowane jak ksiezniczki - bo facet w poczuciu winy robi wszystko, stara sie.

                              Ja bym chciala widziec ze to moj facet walczy, gdy ja absolutnie nic nie robie tylko mam wlasne zycie. Tylko pewnie nie bedzie mu sie chcialo - jest zbyt przyzwyczajony ze to ja staje na glowie aby "walczyc" o ten zwiazek. Zreszta, mysle ze wie ze nie wybacze, wiec nawet nie bedzie sie staral.

                              PS: odechcialo mi sie dzisiaj facetow. Tak jak jeszcze wczesniej mialam ochote aby zdradzic, tak juz jej nie mam, nawet wiecej - tacy kolesie mnie obrzydzaja.
                              Ciekawe jest to obserwowanie emocji u siebie.
                              • 13.09.10, 16:09
                                xciekawax napisała:

                                > Kwiatek, tylko ze juz nigdy nie bede go kochac tak jak kiedys, nasz zwiazek na
                                > zawsze stracil ta niewinnosc. Zreszta, ja znam siebie. Gdybym do niego wrocil
                                > a przez lata bym sie meczyla podejrzewajac go o kolejne zdrady - doprowadzajac
                                > go do tymsamym do szalu.

                                Dokładnie tak myślałam poł roku temu. Zresztą teraz też męczę się, nie mam pewności (jak ładnie to ujęłaś "nasz związek stracił niewinność"), ale jednak uważam, że warto.

                                > Nawet nie wiesz jak mi zle.

                                To akurat wiem. Przeszłam to samo nie tak dawno. Dlatego ośmieliłam się napisać w Twoim wątku. Nie zrobiłabym tego, gdybym miała teoretyzować.

                                > No i co do walczenia o zwiazek. Na serio myslisz ze to ja mam walczyc? ze to j
                                > a mam dawac szanse i czekac i wymagac? Moze to odpowiada pewnym kobietom bo pr
                                > zez to ze sa skrzywdzone moga byc traktowane jak ksiezniczki - bo facet w poczu
                                > ciu winy robi wszystko, stara sie.

                                Jedyna szansa dla Waszego związku jest to, że OBOJE będziecie o niego walczyć.

                                > Ciekawe jest to obserwowanie emocji u siebie.

                                :) To już jakiś plus tej sytuacji (na razie jedyny): myślisz o sobie, zastanawiasz się czego chcesz. Może będzie tych plusów więcej.
                                • 13.09.10, 16:19
                                  drugi plus to to, ze jest to niesamowicie swietny srodek na odchudzanie. Nie to ze potrzebuje, ale zawsze chcialam te 3 kg sie pozbyc. Cos czuje ze pozbede sie wiecej.

                                  No i pospalam sobie dzisiaj pare godzinek. I chyba nawet przysnilo mi sie cos pozytywnego, chociaz nie pamietam co.

                                  Poki co moj niewierny maz nie dzwoni, siedzi cicho jak mysz i pewnie czeka na moj ruch. Wiec watpie aby to "walczenie o zwiazek" bylo w jego glowie. Ale to lepiej dla mnie.

                                  Jak zapytalam go wczesniej co chce zrobic to powiedzial ze chce wrocic ALE to moja decyzjia. Czyli ladnie umyl rece z calej odpowiedzialnosci.

                                  Dzisiaj dzwonie do psychologa. Chce miec przynajmniej jedna wizyte zanim on przyjedzie.
                                  • 13.09.10, 16:51
                                    wiesz co? jedna wizyta u psychologa nic nie da...przyda sie cala terapia

                                    po jednej niczego madrego sie nie dowiesz, opowiesz co sie stalo, potem zaczniesz pytac dlaczego, dlaczego, jak mogl
                                    psycholog bedzie Ci tlumaczyl, ze on jest wolnym czlowiekiem i nie jest Twoim tatusiem, ze Ty to przezywasz jak mala dziewczynka, ktora zdradzil jej tatus, a tymczasem jestes dorosla i trzeba wychorowac, wyplakac swoj bol
                                    bedziesz sie wkurzac na psychologa przez kolejne spotkania, ze nie chce juz sluchac o tym zwiazku, bedzie sie staral odbudowac Twoje poczucie wlasnej wartosci, tego, ze jestes odrebna jednostka, ze mozesz byc bez niego i ze to moze byc o niebo lepsze zycie!
                                    potem nawiaze do Twoich rodzicow, Waszych relacji w dziecinstwie, byc moze odkryje, ze rodzice byli wymagajacy, apodyktyczni i Twoje przejawy odrebnosci i wlasnego zdania byly skutecznie pacyfikowane we wczesnym dziecinstwie
                                    w efekcie calkiem mozliwe, ze przyjelas model, ze jestes kochana, jak robisz to co oni chca, nie dostalas nigdy milosci bezinteresownej, za to jaka jestes naprawde...
                                    i tak tez uszczesliwialas tego faceta, tyle lat o niego walczylas???? i po co? zeby poszedl do innej? oj dlugo bedziesz zastanawiac sie, czego jeszcze nie zrobilas, w czym bylas za slaba, ze zdradzil

                                    nie chce, zeby to zabrzmialo pesymistycznie, ale dluga droga przed Toba, na pocieszenie, na jej koncu stwierdzic z milym spokoju w sercu, jak dobrze byc innym wolnym, pewnym swojej wartosci czlowiekiem, jak milo otworzyc serce na kogos innego, jak milo go szanowac, ale nie zmieniac sie dla niego
                                    byc moze z usmiechem na twarzy stwierdzisz: "niezle mnie wtedy pogrzalo, ze tak rozpaczalam, przeciez to ja zarabialam, on zrobil zle, to nie mialo szans, to on sie nie chcial starac, naprawiac, przeciez to byl lekko chory zwiazek"

                                    pisze na wlasnym przykladzie, przez co przeszlam (psychoterapia i brak wiary w siebie, uczucie straty, oszukania, depresja)

                                    a tak na wesolo to chyba nie jest Bradem Pittem albo nie ma zlotej pyty, zeby az tak po nim plakac :)))
                                    • 13.09.10, 17:52
                                      Usmiechnelam sie po Twoim poscie.

                                      Nie, Bradem Pittem nie jest. lol dzieki, hehehehe, czasami sie nakrecam, i zyczywiscie powinnam miec dystans.

                                      Wiesz, ja rozumiem ze terapia bedzie dlugotrwala. nie oczekuje nic innego, tylko ze chce przegadac z psychologiem moj plan dzialania na najblizszy tydzien. zeby madrze postapic.

                                      Odkrylam calkiem nowy swiat. Nigdy nie mialam pojecia jak duzo jest zdradzonych kobiet i jak bardzo cierpia. Czuje sie jakbym wlasnie uzyskala karte wstepu do bardzo sekretnego klubu.

                                      • 13.09.10, 20:16
                                        xciekawax napisała:
                                        > Odkrylam calkiem nowy swiat. Nigdy nie mialam pojecia jak duzo jest zdradzony
                                        > ch kobiet i jak bardzo cierpia. Czuje sie jakbym wlasnie uzyskala karte wstepu
                                        > do bardzo sekretnego klubu.

                                        Nigdy nie myślałam, że w takim klubie się znajdę. Są tu całkiem fajne babki :)
                                        Składam gratulacje: skoro już teraz stać Cię na uśmiech, to - mimo wszystko - jesteś w doskonałej kondycji. Ja byłam w kompletnej rozsypce długo.
                                        I zgadzam się z Tobą co do tego, że jest to najskuteczniejsza dieta odchudzająca na świecie.
                                        • 13.09.10, 21:16
                                          Owszem, być zdradzoną to świetna dieta. U mnie 17 kilo.
                                          Ponieważ nie jadłam nic (na dobę dwie cieniutkie skibki chleba z serkiem albo najtańsze przemarznięte jabłka- oprócz braku apetytu nie miałam też prawie nic kasy) to oprócz kilogramów poleciały też: włosy, cera, paznokcie, zęby (próchnica nieleczona, bo za co i po co?) i odporność.
                                          Gie mnie to wtedy obchodziło, koleżanki cmokały że sie wylaszczyłam, a ja po prostu nie chciałam żyć.
                                          Kiedyś zasłabłam na ulicy ale nie było tak, że jakieś pogotowie, ktoś wezwał pomoc.
                                          Z moim szczęściem, to nikt tamtędy nie przechodził, a kiedy w koncu sama sie ocknęłam, to wyłam do Boga: dlaczego nie dałeś mi tu zdechnąć?!

                                          Nie polecam głodówki, lepiej coś w siebie wmusić, bo potem żołądek sie skurczy, organizm zacznie sam sie zjadać- koszty duze aby sie potem odreperować.
                                          A pomijając wszystko, to niejedzenie jest działaniem najpierw ze stresu, a potem z autoagresji- a kogo tu karać, jeszcze siebie za to wszystko?

                                          duze pozdro!!!

                                          --
                                          Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                                          John Gray
                                        • 13.09.10, 21:19
                                          > Składam gratulacje: skoro już teraz stać Cię na uśmiech, to - mimo wszystko - j
                                          > esteś w doskonałej kondycji.

                                          O nieeee.... nie jestem w dobrej kondycji. Mam napady, i ciagle nie moge uspokoic drrzenia moich rak, i szybkiego bicia serca. Boje sie ze bede miala zawal albo cos. Mam napady paniki, nie moge oddychac. Wlosy mi wypadaja jakos.

                                          mam nadzieje ze moze dostane jakies antydepresanty czy cos na uspokojenie u lekarza, chociaz zawsze bylam przeciwko temu, to mysle ze jest mi to potrzebne.

                                          Ale jest lepiej niz wczoraj czy przedwczoraj czy przed przed.... moze to chwilowe, a moze bedzie tylko lepiej.

                                          I tak, sa tu super babki i szczerze powiem ze tylko dzieki temu forum potrafie funkcjonowac. Myslalam ze bede miala troche zlosliwosci (ala - to twoja wina, bla bla bla), a tu prosze, jakie konstruktywne wsparcie.

                                          Rozmawialam dzis z mezem, jest chlodny, chyba tez miotaja sie w nim emocjie. Nie potrafi mi szczerze powiedziec dlaczego to zrobil. mowil cos o tym ze myslal ze nigdy sie nie dowiem, ale co to za powod? W dodtaku mowi mi sprzeczne zeczy, raz mowi ze stracil najlepsza zecz w jego zyciu, potem mowi ze byl nieszczesliwy ze mna, potem mowi ze chce abym ulozyla sobie zycie, bo on nie potrafi dac mi szczescia, potem mowi ze bardzo chcialby sprobowac ale to odemnie zalerzy. ze jak chce rozwodu to ok. Moze sam nie wie czego chce. jest czasami zly, czasami smutny, ale wiekszosc czasu oschly. A ja wypytalam sie o kazda intymna rzecz w ich romansie. Po prostu musialam to wiedziec dla siebie. odpowiedzial najlepiej chyba jak mogl. Nie probuje juz niczego zatajac

                                          W dodatku wkurza mnie ze chyba najbardziej go boli to ze mysli ze spalam z innym kolesiem na drugi dzien jak sie dowiedzialam (wiem ze to dziecinne, ale powiedzialam mu tak aby go zranic rowniez).
                                          Chcialabym go widziec cierpiacego, ze sie czolga, upokarza.... ale nic z tego, jest zbyt zamknietym czlowiekiem. Poszedl sie upic.

                                          Mysle ze z czasem nabiore do niego niecheci, ze bede widziala go czlowiekiem takim jakim jest. Ze bedzie mnie obrzydzal tak jak kazdy facet-zdrajca. Tez czytajac to forum widze swiatelko w tunelu, ze moze jak przez to wszystko przejde.... ze moze bedzie lepiej.

                                          Gdy wyplakiwalam sie i narzekalam ze stracilam w jednym czasie kochanka, przyjaciela, kucharza, partnera, wspollokatora, milosc mojego zycia - ktos mi powiedzial ze "Tak, to prawda, ale teraz, w przyszlosci nie bedziesz myslala o tym jako o stracie". I mam nadzieje ze to prawda.
                                          • 14.09.10, 07:55
                                            xciekawax napisała:
                                            A ja wypytalam sie o kazda intymna rzec
                                            > z w ich romansie. Po prostu musialam to wiedziec dla siebie. odpowiedzial najl
                                            > epiej chyba jak mogl. Nie probuje juz niczego zatajac
                                            >

                                            Zastanawiam się, po co nam te szczegóły. Logicznie patrząc, powinnyśmy ich unikać, bo bolą. Ale tak chcemy je poznać. Mój móż nic mi nie chciał mówić; wiem tylko to, co wyczytałam z jego maili do kochanek i to czego sama się dowiedziałam. Ale wciąż wyobraźnia pracuje. Po co? Chciałabym dowiedzieć się więcej, mam poczucie, że w jakis sposób by mnie to uspokoiło. A może nie? Jak Ty sie czułaś, gdy opowiadał Ci?
                                            • 14.09.10, 12:37
                                              mysle ze nie kazda kobieta powinna znac takie szczegoly tak samo jak nie kazda powinna sie dowiedziec o zdradzie meza.

                                              Jak sie czulam? zbieralo mnie na wymioty, ale mimo wszystko wypisalam sobie kazde pytanie na kartce i lecialam z listy jak leci.

                                              Co mi to dalo? ano nie musze tak duzo uzywac wyobrazni. Po tych wszystkich detalach wiem, i nie musze sobie wyobrazac ze to byla jakas seks bogini o nie wiadomo jakim wygladzie i ciele i zdolnosciach. Po prostu zwykly, ludzki seks, w ktorym ekscytowala najbardziej nowosc drugiego czlowieka. Bez tych detali moja wyobraznia pracowalaby na ogromnych obrotach. Wiec pytalam nie aby drapac rany, ale dla swojej rownowagi psychicznej.

                                              Smieszne jest to ze zawsze myslalam ze jak facet ma zawsze kiedy chce i wszystko to raczej go nie korci do zdrady, ale to bylam w bledzie.

                                              PS: czy te wlosy musza az tak bardzo wypadac? dzisiaj tylko 5 godz. snu, ale i to dobre. Postanowilam juz nie odbierac telefonow od mojego faceta. Juz wszystko chyba zostalo powiedziane. Nie chce tez podtrzymywac relacji, bo to toksyczne.
                                              • 14.09.10, 13:04
                                                > Smieszne jest to ze zawsze myslalam ze jak facet ma zawsze kiedy chce i wszystk
                                                > o to raczej go nie korci do zdrady, ale to bylam w bledzie.

                                                smieszne jak smieszne, ale po prostu nieprawdziwe :(
                                                pewnie sporo bledow popelnilas, bo chcialas za dobrze, no ale to nie Twoja wina, ze on sie puscil
                                                zycze milego i owocnego wyciagania wnioskow na przyszlosc, dochodzenia do siebie, odwagi i wytrwalosci, zeby go nie meczyc pytaniami, telefonami, zeby unikac ponizania sie

                                                • 14.09.10, 13:08
                                                  Otoz, po co Ci szczegoly, nic Ci nie pomoga. A nawet gdyby ta pani byla dla niego boginia seksu to na pewno Ci o tym nie powie.
                                                  Najgorsze w tej historii jest, ze naduzyl Twojego zaufania, byl nielojalny, mial czas i pieniadze dla niej a nie dla Ciebie. No i, ze zniszczyl Wasza intymnosc i to co mieliscie tylko dla siebie.
                                                  • 14.09.10, 15:26
                                                    > Najgorsze w tej historii jest, ze naduzyl Twojego zaufania, byl nielojalny, mia
                                                    > l czas i pieniadze dla niej a nie dla Ciebie. No i, ze zniszczyl Wasza intymnos
                                                    > c i to co mieliscie tylko dla siebie.


                                                    No i TO musze sobie jak mantre w kolko powtarzac.
                                                  • 14.09.10, 17:25
                                                    xciekawax napisała:


                                                    > No i TO musze sobie jak mantre w kolko powtarzac.


                                                    Tylko po co? By podtrzymywać w sobie poczucie krzywdy? Bu wzbudzać w sobie nienawiść do niego?
                                                    Owszem, on to zrobił. Teraz Ty zastanów się, czego chcesz.Czy będziesz z nim czy nie, nienawiść i poczucie krzywdy nie są potrzebne.
                                                  • 14.09.10, 18:06
                                                    na razie musze jeszcze wchlonac to co zrobil. Dlatego musze to sobie powtarzac, aby nie zapomniec, ze to co sie stalo - naprawde sie stalo.

                                                    Nie uwazam siebie za ofiare, na pewno nie bylam swieta, napewno popelnilam duzo bledow, miedzy innymi ze przymykalam oczy na bardzo niepokojace znaki, jak klamstwa - jakkolwiek male.

                                                    Na razie probuje sie odkochac.
                                                  • 14.09.10, 18:45
                                                    Naprawdę myślisz, że mogłabyś o tym zapomnieć?
                                                    Ja też dłuuugo nie zauważałam "znaków" - tak bardzo nie chciałam przyjąć do wiadomości, jak bardzo jest źle.
                                                    Czemu próbujesz się odkochać? Pozwól sobie na WSZYSTKIE swoje uczucia.
                                                  • 21.09.10, 07:43
                                                    Jeśli Cię zdradził to i tak to zrob jeszcze raz !!
                                                    A tego nie da się zapomnieć :(:( i boli strasznie :(
                                                    --
                                                    www.eioba.pl/a69725/piecdziesiat_bledow_popelnianych_przez_mezczyzn_podczas_seksu

                                                    Miłośc powoduje napięcie a sex go likwiduje !!!
                                                  • 22.09.10, 09:33
                                                    anital36 napisała:

                                                    > Jeśli Cię zdradził to i tak to zrob jeszcze raz !!
                                                    > A tego nie da się zapomnieć :(:( i boli strasznie :(

                                                    Zapomnieć się nie da (chyba, że człowiek dostanie amnezji), ale wielu innych wydarzeń z życia też nie da się zapomnieć mimo, że nie ma w nich nic traumatycznego.
                                                    Natomiast jeśli chodzi o ból, to może on trwać przez całe życie, ale może też minąć. Ludzie mają różne "konstrukcje" psychiczne i nie każdego musi strasznie boleć. Ciebie boli, ale to nie oznacza, że wszystkich innych też.
                                              • 14.09.10, 13:22
                                                xciekawax napisała:
                                                > Co mi to dalo? ano nie musze tak duzo uzywac wyobrazni.

                                                Cóz, a ja muszę. "Nie chcę ale muszę". Bardzo nie chcę, ale przez te niedopowiedzenia, pojawiają się obrazy, których nie chcę.. Być może prawda jest dużo mniej atrakcyjna; może były nijakie, z niedoskonałościami... Nie, już nie jest tak, że myślę o tym bez przerwy (tak było jakiś czas temu); są dni, w których jest super, kochanki męża są nieobecne w moich myślach. Ale czasami wracają :(

                                                Bez tych detali moja w
                                                > yobraznia pracowalaby na ogromnych obrotach. Wiec pytalam nie aby drapac rany,
                                                > ale dla swojej rownowagi psychicznej.

                                                Nie chcę męża dręczyć pytaniami, przywoływać wspomnienia, które przecież ma, o które jestem tak zazdrosna. Najchętniej wszystko wymazałabym z jego i z mojej pamięci. Tylko co zrobić, skoro moja wyobraźnia "pracuje na wysokich obrotach"? (czasami...)
                                                • 14.09.10, 13:34
                                                  a nie chodziliscie na wspolna terapie przed powrotem?

                                                  Ja sobie bym nie wyobrazala powrotu niewalkujac tematu z terapeuta.

                                                  Nie wiem co ty mialabys zrobic. Moim zdaniem duzo obowiazku powinno spoczywac teraz na ramionach Twojego meza aby byc czystym jak lza, zebys nigdy nie musiala myslec gdzie jest, co robi. To pewien styl zycia (Kochanie, wlasnie wyszlem z pracy, wstapie do sklepu, czy cos chcesz?) itd... Jezeli juz jestescie razem to wybaczenie chyba tez jest wazne. Nie wiem czy sama, bez pomocy dasz sobie rade. Ja bym nie dala.

                                                  Ja rowniez chce sie stac troche egoistka, nie myslec o nim, tylko o sobie (mam ochote na Japonskie jedzenie - bede je dzisiaj miala i basta!). Tutaj dziewczyny mowily aby sie rozpieszczac - wtedy chyba nie koncentrujesz sie tak bardzo na facecie tylko na sobie.

                                                  • 14.09.10, 13:59
                                                    xciekawax napisała:

                                                    > a nie chodziliscie na wspolna terapie przed powrotem?

                                                    Nie chodziliśmy.

                                                    > Nie wiem co ty mialabys zrobic. Moim zdaniem duzo obowiazku powinno spoczywac t
                                                    > eraz na ramionach Twojego meza aby byc czystym jak lza, zebys nigdy nie musiala
                                                    > myslec gdzie jest, co robi.

                                                    Jest teraz bardzo w porządku. Naprawdę się stara.


                                                    Jezeli juz jestescie razem t
                                                    > o wybaczenie chyba tez jest wazne.

                                                    Ja wybaczyłam, podjęłam taką a nie inną decyzję. I tu problem: powinnam być konsekwentna; zamykamy sprawę, nie wracamy do tematu. A mnie co jakiś czas wraca... Emocje ciągle są. Wierzę w jego przemianę, powrót do dawnego, uczciwego faceta, ale jednak... Strach jest.
                                                  • 14.09.10, 15:25
                                                    Nie mozna chyba tak isc przez zycie, ciagle sie bojac.... Ja bym na Twoim miejscu poszla nawet sama na terapie.

                                                    Mowa tu byla o przewalkowaniu emocji... ano ty jeszcze tego procesu nie zakonczylas.

                                                    Ja chce pokonac to wszystko jak jakszybciej, i zaczac zyc normalnie jak najszybciej. Dlatego naprawde staram sie. Budze sie w nocy, placze, i daje sobie poplakac, nie czuje sie z tego powodu zle. Chce te emocjie z siebie wyrzucic aby potem juz nie miec sil plakac w dzien. Najgorsze sa te niespodziewane napady paniki. Chcialabym to wszystko juz miec za soba. :(

                                                    Mysle ze nie ma co marnowac czasu na cierpienie. Zycie jest zbyt krotkie. Za pol roku strzela mi 30stka, nie wyobrazam sobie wyjsc na prosta dopiero majac np 35 lat. Zaden facet nie jest tego wart. Dlatego zrobie wszystko aby ten bol pokonac. A jak bede miala szczescie to i znajde kogos w zyciu kogo pokocham. Miejmy nadzieje ze szybciej niz pozniej.
                                                  • 14.09.10, 17:28
                                                    Ale ja i tak wychodzę na prostą. Byłam u psychologa, niewiele mi to dało. Muszę sama to przerobić, przeżyć. Zgadzam się z Tobą: szkoda życia.
                                                  • 14.09.10, 17:56
                                                    > Ja chce pokonac to wszystko jak jakszybciej, i zaczac zyc normalnie jak najszyb
                                                    > ciej. Dlatego naprawde staram sie.

                                                    I bardzo dobrze. Idź na terapię, nie ulegaj płaczliwym manipulacjom męża, wyjaśnij wszystko, co leży ci na wątrobie. Odseparuj się od neigo na jakiś czas, nie rozmywaj bólu w pseudo-dobrych stosunkach i nei pudruj gówna, tylko wyczyść swoją/waszą stajnię Augiasza. A potem, jako nowi ludzie, podejmijcie decyzję, czy chcecie być ze sobą. Powodzenia, młoda kobieto :-)

                                                    --
                                                    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                                                    by Zakletawmarmur
                                              • 15.09.10, 15:19
                                                xciekawax napisała:

                                                > mysle ze nie kazda kobieta powinna znac takie szczegoly tak samo jak nie kazda
                                                > powinna sie dowiedziec o zdradzie meza.
                                                >
                                                > Jak sie czulam? zbieralo mnie na wymioty, ale mimo wszystko wypisalam sobie kaz
                                                > de pytanie na kartce i lecialam z listy jak leci.

                                                tez z jakiegos dziwnego powodu uznalem ze powinienem wiedziec jak bylo

                                                moze dlatego zeby utwierdzic sie w przekonaniu ze ona klamie, wiem ze klamie no ale, jak pisalem i pisali inni, uczucia sie nie koncza wraz z wyjsciem zdrady na jaw, w glowie klebi sie troche watpliwosci

                                                odwiedzilem kolesia bez zapowiedzi przed 22, nawet spoko typ. Powiedzial co i jak, kiedy i gdzie, pokazal maile, smsy, maile mi nawet wydrukowal :), przeprosil mimo ze nie mial za co, ze nie wiedzial ze ona taka (to juz pierdolenie). Zero oporow zeby bronic honoru "damy", zero, widac wyczul ja znacznie lepiej niz ja.

                                                Nie wiem po co mi to bylo, chyba zeby utwierdzic w przekonaniu siebie samego ze nie powinienem wierzyc w placze i lzy. Sama sytuacja nie jest mila ale pomaga stwierdzic "ok, stalo sie". Taka gruba kreska. Przydalo sie tez bo byla wmawiala mi pewne rzeczy a to co powiedzial ten koles i co bylo napisane w each/mailach jasno stwierdzalo cos innego.

                                                Dla mnie to bylo potwierdzenie ze nie chce jej nigdy wiecej kijem dotknac, a co dopiero kutasem. Co to znaczy u Ciebie i po co Co to, to juz Twoja sprawa.

                                                powodzenia.
                                                • 15.09.10, 16:30
                                                  wiesz, ja tez mialam moment ze myslalam ze on po prostu zartuje, ze te zeczy ktore mi opowiada tak naprawde nie MOGLY sie przeciez wydarzyc. To ten moment Zaprzeczenia. Normalka.

                                                  A ze mam lepsza pamiec od meza to znajac te detale - nastepnym razem jak bedzie chcial zmienic histrorie - bede wiedziala ze klamie (albo klamal). Na to samo wychodzi.
                                              • 18.09.10, 08:49
                                                Ja pierdziu.
                                            • 14.09.10, 17:51
                                              > Zastanawiam się, po co nam te szczegóły. Logicznie patrząc, powinnyśmy ich unik
                                              > ać, bo bolą. Ale tak chcemy je poznać. Mój móż nic mi nie chciał mówić; wiem ty
                                              > lko to, co wyczytałam z jego maili do kochanek i to czego sama się dowiedziałam
                                              > . Ale wciąż wyobraźnia pracuje. Po co? Chciałabym dowiedzieć się więcej, mam po
                                              > czucie, że w jakis sposób by mnie to uspokoiło. A może nie?

                                              Co to znaczy, ze nie chciał ci mówić? Boże kochany, ten facet jest ci chyba coś winien! Rozpieszczony misiu skrzywi żałośnie pyszczek i nie drążysz tematu. Bo co? Bo MU BĘDZIE PRZYKRO? Nie wykorzystałaś szansy, żeby ustawić misia do pionu, załatwić wasze problemy. Zamiotłaś wszystko pod dywan. Nic nie zmieniłaś i nie zmienisz, bo nie chcesz/boisz się i jest spora szansa, że czeka cię powtórka z rozrywki (chyba, że misiu już za stary na seks, tego nie wiem) Co już nie raz chyba pisałam. Ciekawax jest zdrową dziewczyną, nie zrobbisz jej wody z mózgu i nie nawrócicsz jej na swoją politykę chowania głowy w piach.

                                              --
                                              Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                                              by Zakletawmarmur
                                              • 14.09.10, 18:52
                                                aandziu, dość kategoryczne sądy o mnie wygłaszasz, nie znając mojej sytuacji.
                                                Sporo zmieniłam/zmieniliśmy, niczego nie "zamiotłam pod dywan". Mam nadzieję, że nie czeka mnie powtórka z rozrywki.
                                                Przyjęłam, że ważni jesteśmy teraz my, a nie opowieści o paniach - choć, przyznaję - chciałabym wiedzieć więcej.
                                                Do autorki wątku mam bardzo dużo ciepłych uczuć i nie robię jej wody z mózgu.
                                                • 14.09.10, 19:56
                                                  wiesz, jakies 10-11 lat temu to moj (wtedy jeszcze chlopak) startowal do mojej przyjaciolki -dostal kosza. Ale wtedy byla inna sytuacjia, wtedy bardzo sie klucilismy, zrywalismy co drugi dzien, bylo dosyc zle, on byl pod wplywem alkoholu. W dodatku ja mialam z 19 lat, on 23.

                                                  Wtedy wyrzucilam go ze swojego zycia na kilka miesiecy, ale w tym czasie sie kontaktowalismy, bo ja taka glupia wtedy bylam (z wiekiem nauczylam sie asertywnosci). Obecnie zaluje ze wtedy go na amen nie wyrzucilam ze swojego zycia bo widocznie ludzie sie nie zmieniaja, ale mniejsza z tym.

                                                  Powiem ci ze poradzilam sobie z tym (dla wlasnego spokoju) tak, ze walkowalam ten temat z nim prawie ze codziennie, on byl od tego chory, a uszy czerwone, ale rozmawialismy o tym duzo. Duzo sie przez to dowiedzialam wtedy o naszym zwiazku, co bylo nie tak, poznalam jego persektywe itd... Ale on wyszedl z zalozenia ze kiedykolwiek tylko ja chce o tym wspomniec to mam prawo bo to on narozrabial i musi poniesc tego konsekwencjie a ze chce byc ze mna..... I czasami krzyczalam, czasami bylam bardzo zla, czasami mialam zal, itd... ale przeszlo samo. Pewnego ranka zdalam sobie sprawe ze juz nie chce ani o tym myslec ani rozmawiac, i ze z zachowania mojego faceta wynika ze zrozumial swoj blad, zaluje, i nigdy mnie tak nie skrzywdzi. (bo tak naprawde do niczego nie doszlo)

                                                  Powiem ci ze zachowywal sie bardzo dojrzale.

                                                  No... ale zobacz co mi znowu wywinol.

                                                  tak czy inaczej moze nie kazdy facet umie to wytrzymac, ale jezeli nawazyl sobie tego piwa to moim zdaniem albo powinien pojsc na terapie malzenska, albo dac kobiecie pelne prawo do wszystkich informacji, do krzyku, do zlosci - aby swojego bolu nie trzymala w sobie.

                                                  PS: a facetow w kochankach czesto rajcuje nie to, ze sa dobre w lozku (bo czesto nie sa), ani to ze sa ladniejsze (tez czesto nie sa), tylko to ze jest innaczej, ze sa z inna kobieta. Inne doznanie. Wiec przy takich facetach kobieta nic na to nie moze poradzic, bo chociaz czesta zmiana fryzury, stylu itd moze pomoc to jednak Maryska zawsze zostanie Maryska. Smutne, ale tak czasami jest.
                                                • 15.09.10, 22:59

                                                  > Do autorki wątku mam bardzo dużo ciepłych uczuć i nie robię jej wody z mózgu.

                                                  Nie wątpię, Kwiatku, że nie masz złych zamiarów :-)

                                                  > aandziu, dość kategoryczne sądy o mnie wygłaszasz, nie znając mojej sytuacji.

                                                  Fakt, może zbyt kategoryczne, ale dużo wskazuje mi na to, że nie masz ochoty/siły załatwić waszych spraw rzetelnie.

                                                  --
                                                  Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                                                  by Zakletawmarmur
                                          • 15.09.10, 09:28
                                            xciekawax napisała:

                                            > I tak, sa tu super babki i szczerze powiem ze tylko dzieki temu forum potrafie
                                            > funkcjonowac. Myslalam ze bede miala troche zlosliwosci (ala - to twoja wina, b
                                            > la bla bla), a tu prosze, jakie konstruktywne wsparcie.

                                            nie jestes zdradzonym mezczyzna ;)

                                      • 13.09.10, 20:38
                                        Wiele bym dala by do tego klubu nie trafić, jakkolwiek by elitarny nie był.
                                        Ja też nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo to jest rozpowszechnione...
                                        Trzymaj się kochana dzielnie i odwagi w podejmowaniu decyzji- bo jakiekolwiek by nie były wymagają duzej odwagi.
        • 13.09.10, 13:54
          nie sadze, zeby bylo juz dobrze kiedykolwiek miedzy Wami

          sama boisz sie tak strasznie byc sama, a on to wyczul, liczy, ze mu sie upiecze, poobiecuje, poprzyrzeka poprawe, ze juz nigdy, nigdy, przyniesie kwiatki, poprzytula, gowno prawda!!!

          po kilkunastu latach ciezko bedzie go przekonac, ze jednak nie jestes na jego kazde skiniecie, ale zaryzykuj, wypieprz go, niech nabierze respektu, jak mu bedzie na serio zalezec to sie bedzie staral, bedzie sie odbijal jak bumerang od Twojego muru niecheci i nieufnosci, az do skutku... jak mu zalezy....
          jak zostawisz tak bez echa to badz pewna, ze zdradzi znow kiedys, musi poczuc chlopak co moze stracic, a jak mu wybaczysz zbyt latwo to nauki zadnej z tego nie bedzie mial
          wiem sama, bo skumalam to dopiero po swojej 3 zdradzie jak juz bylo za poznooooo
          a Ty w tym czasie na serio idz na psychoterapie, co to za gadki? 29 lat to co? koniec swiata???
    • 12.09.10, 01:20
      przepraszam, ktos mi tu mowil ze jest podobny watek na tym forum? czy moglby mi to ktos wskazac?
      • 12.09.10, 01:26
        nastepnym razem racz kliknac ctrl+f i wpisz nick autorki...

        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,116123686,116123686,zdradzona_czy_nie_zdradzona.html
    • 12.09.10, 21:39
      Kto raz zdradził,będzie to robił.

      Nie ma recepty na cierpienie,na odbudowanie zaufania do ludzi.Czas...potrzeba czasu.
      • 13.09.10, 14:39
        > Kto raz zdradził,będzie to robił.

        Włosi mawiają:

        "Jeśli coś zdarzyło się raz, to może się już nie powtórzyć. Jeśli coś zdarzyło się dwa razy to będzie się już zawsze powtarzać".

        Uważam, że to bardzo mądre powiedzenie:-)

        --
        Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
        • 14.09.10, 14:02
          polacy powiadaja "w marcu jak w garncu"

          i?

          ;/
      • 13.09.10, 14:45
        martus101 napisała:

        > Kto raz zdradził,będzie to robił.

        Powyższe jest tak samo prawdziwe jak to: " Kto jeszcze nie zdradził ni razu, ten w sprzyjającyh okolicznościach zdradzi od razu";) Jak nie spojrzeć, dupa zawsze z tyłu;))
    • 14.09.10, 16:21
      no teraz już chyba tylko rozwód.

      bolec pewnie będzie i to długo
      --
      "...czarno wszystko widzę bo czarne mam
      myśli że mi czarną nocą czarny kot sie przyśni...."
    • 14.09.10, 18:24
      Dzwoni do mnie, powiedzialam mu aby do mnie wiecej nie dzwonil, aby dal mi szanse sie go pozbyc z mysli (wylaczylam juz telefon) . Mowi do mnie Kochanie, kociaku, Najslodsza moja, i........ze on "zartowal, i ze nic sie nie wydarzylo". a rowniez ze "przesadzam, ze nie powinnam tego tak rozwiewiac". Psychol. On mysli ze on normalnie wroci!

      Potem byl zly !!! ze ja tez przeciez poszlam z kims do lozka po jego zdradzie (nie poszlam ale kilka dni temu tak powiedzialam pod wplywem chwili, a teraz glupio mi sie przyznac ze klamalam). Tak sie zesloscilam ze powiedzialam mu : "wiesz, bardzo dobrze ze tak sie stalo, gdyz dopiero teraz wiem jak nasze pozycie bylo nudne i jaka wielka przyjemnosc moge czerpac z seksu". lol. Nie trzeba chyba mowic ze sie rozlaczyl.

      Wiem, ze to odbijanie pileczki i dziecinne, ale szczerze mowiac? podsmiewuje sie teraz ze go to tak boli.

      Facet chyba traci zmysly. Czy to mozliwe aby w ogole nie miec wyrzutow? Aby tak sie bawic czyimis emocjami? Czy po prostu sam juz nie wie co zrobic?

      WOW, poslubilam psychopate jakiegos.

      tez sie ciesze ze polecial do kolegow aby wyzalic sie jaki to on jest biedny, a koledzy ktorzy strasznie mnie lubia i zawsze mu powtarzali ze taka dziewczyna to skarb - powiedzieli mu aby puknol sie w leb!

      Zmija!
      • 14.09.10, 18:42
        To nie psychopata, to zwykły miś-ryś :-D Polski (i nei tylko standard). Boi się, grunt mu się pali pod nogami, kombinuje jak może i w związku z tym wygaduje brednie i zachowuje się niepoważnie. Zwykły samolub, na razie widzi tylko swój strach poczucie nieszczęścia (z gawry misia wyrzuciliiii, buuuuu...). Nie ustępuj (ale i raczej nie wygaduj głupot, jak z tą swoją zdradą :-). Masz szansę zmusić go, by zaczął patrzeć na zdarzenie i twoimi oczami. Czy nie ma wyrzutów sumienia? Jeszcze pewnie nie bardzo, na razie dominuje przerażenie. Ale wyrzuty sumienia nie pojawią się, kiedy umożliwisz mu pozbycie się przrażenia i przygarniesz go. Wtedy przypudrujecie szambo i za parę lat będziecie mieć podobny smród. On oczywiście będzie wyglądał na skruszonego, a jakże - będzie wiedział, że odegranie takiej roli jest wymagane. Autentyczne wyrzuty sumienia pojawią się, gdy będzie zmuszony sam uporać się ze stresem i kiedy stweirdzi, że MUSI zacząć robotę nad związkiem. Trochę chaotycznie, sorry, ale spieszę się. Dasz sobie radę, twarda laska jesteś :-)


        --
        Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
        by Zakletawmarmur
        • 14.09.10, 19:01
          aandzia43 napisała:

          > To nie psychopata, to zwykły miś-ryś :-D Polski (i nei tylko standard). Boi się
          > , grunt mu się pali pod nogami, kombinuje jak może i w związku z tym wygaduje b
          > rednie i zachowuje się niepoważnie. Zwykły samolub, na razie widzi tylko swój s
          > trach poczucie nieszczęścia (z gawry misia wyrzuciliiii, buuuuu...). Nie ustępu
          > j (ale i raczej nie wygaduj głupot, jak z tą swoją zdradą :-).

          jak ja mowie to samo o kurwach, ich zachowaniu po wyrzuceniu, to jestem frustratem, mam fobie blablabla ;)

        • 14.09.10, 19:06
          aandzia, dokladnie masz racjie, dzieki za wsparcie i dopiero do tego dochodze. Zawsze tak bylo ze cokolwiek by glupiego nie zrobil to sie naburmuszalam, on mnie wkoncu udobruchal i niby sprawy nie bylo. I bolalo mnie ze tak naprawde problemu nie rozwiazalismy tylko, jak to ladnie ujelas: przypudrowalismy szambo. I tu jest wlasnie moja rola w tym zwiazku, ze przyczynilam sie do takiej sytuacji. Zaczynam to rozumiec, rozjasnia mi sie moja rola w tym wszystkim. Eureka! Ale tak bylo po prostu latwiej, miec nadzieje ze pan glupoty wiecej nie zrobi.

          Rozpiescilam i juz.

          Moglabys rozwinac bardziej swoj wpis, jak bedziesz miala czas ;)


        • 14.09.10, 19:33
          aandzia43 napisała:
          Nie ustępuj (ale i raczej nie wygaduj głupot, jak z tą swoją zdradą :-).

          Czyli nie powinnam upozorowac dowodow mojego bogatego zycia seksualnego za pomoca niby "przypadkowo" zostawionej gdzies prezerwatywie z odrobina odzywki do wlosow w srodku? hehehehehehe

          Cudne by to bylo, i bym sie z pewnosci rechotala, ale wiem ze to idiotyczne, hehehe, aczkolwiek smieszne.

          Nie, nie jestem twarda, tylko dzisiaj juz nie mam sily na placz, wiec po prostu sie smieje z tej beznadziejnej sytuacji.
      • 14.09.10, 19:00
        xciekawax napisała:

        > Dzwoni do mnie, powiedzialam mu aby do mnie wiecej nie dzwonil, aby dal mi szan
        > se sie go pozbyc z mysli (wylaczylam juz telefon) . Mowi do mnie Kochanie, koci
        > aku, Najslodsza moja, i........ze on "zartowal, i ze nic sie nie wydarzylo". a
        > rowniez ze "przesadzam, ze nie powinnam tego tak rozwiewiac". Psychol. On mys
        > li ze on normalnie wroci!

        syndrom odrzuconej kurwy, widac zachodzi i u mezczyzn ;)

        > Potem byl zly !!! ze ja tez przeciez poszlam z kims do lozka po jego zdradzie (
        > nie poszlam ale kilka dni temu tak powiedzialam pod wplywem chwili, a teraz glu
        > pio mi sie przyznac ze klamalam). Tak sie zesloscilam ze powiedzialam mu : "wi
        > esz, bardzo dobrze ze tak sie stalo, gdyz dopiero teraz wiem jak nasze pozycie
        > bylo nudne i jaka wielka przyjemnosc moge czerpac z seksu". lol. Nie trzeba c
        > hyba mowic ze sie rozlaczyl.

        cd..
        zraniony psiaczek zauwazyl ze z Toba jednak nie bylo tak zle

        > Wiem, ze to odbijanie pileczki i dziecinne, ale szczerze mowiac? podsmiewuje si
        > e teraz ze go to tak boli.

        olej go, szukaj nowego


      • 14.09.10, 19:02
        Potrzebujesz historii innych kobiet pod tytułem:" Co robi facet po otrząśnięciu sie z szoku, że zdemaskowano jego zdradę?", służę:
        - najbardziej typowy tekst: to nie tak jak myślisz, kochanie!
        - tekst mojego eksa: przemyślałem sobie i jednak nie zerwę z nia kontaktów, bo to Twoje wymysły, że my coś ze sobą, wczoraj sie zgodziłem że to zrobię, bo byłaś tak zdenerwowana, że bałem sie o Twoje bezpieczeństwo, a to zwykła koleżanka jest.
        - tekst the best from gacusia: alez kochanie oprócz mnie nikogo nie ma w tym łóżku, poczekaj ubiorę sie i pojedziemy do psychiatryka, bo masz omamy!

        więc sie nie dziwuj kobieto, tylko trzymaj gardę;)

        duze pozdro!!!
        --
        Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
        John Gray
        • 14.09.10, 19:12
          sisi_kecz napisała:

          > więc sie nie dziwuj kobieto, tylko trzymaj gardę;)
          >

          dlaczego w przypadku zdradzonych mezczyzn, ktorzy porzegnali zonki a te chca naturalnie wrocic, zdarza Ci sie pisac zeby przemyslal, ze problem byl glebszy, ze chuj wie co jeszcze ;)

          tutaj, "trzymaj garde" ;)
          • 14.09.10, 19:45
            Mam juz odruch wymiotny od Twoich wulgaryzmów, nikt tak koło mnie od lat nie mówi (nie licząc fachowców stawiających dom sąsiadowi ;)
            Od nastepnego postu, w którym zwrócisz sie do mnie pamiętaj, że obowiązującą zasadą kultury osobistej jest język bez wulgaryzmów i do tego sie dostosuj, a będziesz miał polemiki.

            A teraz Ci jeszcze odpowiem, żeby nie bylo, że nie wiedziałeś jakie są zasady ;)

            dlaczego w przypadku zdradzonych mezczyzn, ktorzy porzegnali zonki a te chca na
            > turalnie wrocic, zdarza Ci sie pisac zeby przemyslal, ze problem byl glebszy,'
            *pożegnali,

            nie "doradzam" xciekawax, co ma zrobić z tą zdradą, musi ją jakoś przeżyc i przetrawić, a potem sama zadecyduje.
            Pisząc: "trzymaj gardę" chcę poprzeć jej starania o uspokojenie sie wewnętrzne i odnalezienie swoich prawdziwych emocji, w zwiazku z tym co sie stało,
            czyli polecam jej trzymać pozycję status quo, która nie dopuści do niej nacisków i manipulacji partnera.
            That's all.

            --
            "Mąż działa mi bez przerwy,
            raz na zmysły , raz na nerwy"
            Sztaudynger
            • 14.09.10, 19:59
              sisi_kecz napisała:

              > A teraz Ci jeszcze odpowiem, żeby nie bylo, że nie wiedziałeś jakie są zasady ;
              > )
              >
              > dlaczego w przypadku zdradzonych mezczyzn, ktorzy porzegnali zonki a te chca n
              > a
              > > turalnie wrocic, zdarza Ci sie pisac zeby przemyslal, ze problem byl gleb
              > szy,'
              > *pożegnali,
              >
              > nie "doradzam" xciekawax, co ma zrobić z tą zdradą, musi ją jakoś przeżyc i prz
              > etrawić, a potem sama zadecyduje.
              > Pisząc: "trzymaj gardę" chcę poprzeć jej starania o uspokojenie sie wewnętrzne
              > i odnalezienie swoich prawdziwych emocji, w zwiazku z tym co sie stało,
              > czyli polecam jej trzymać pozycję status quo, która nie dopuści do niej nacisk
              > ów i manipulacji partnera.
              > That's all.
              >

              nie bardzo

              piszac "trzymaj garde" po wywodzie na temat textow skruszonych mezow ktorych malzonka nie chce spowrotem jasno sugerujesz ze ma robic tak dalej, czyli nie odpuszczac, nie wybaczac, niczego nie przemyslec etc ;)

              widac nie zrozumialem ;)
              • 14.09.10, 20:32
                piszac "trzymaj garde" po wywodzie na temat textow skruszonych mezow ktorych ma
                > lzonka nie chce spowrotem jasno sugerujesz ze ma robic tak dalej, czyli nie odp
                > uszczac, nie wybaczac, niczego nie przemyslec etc ;)'

                umówmy się, ze to co JA sugeruję, to JA napiszę, a Ty możesz napisać w ten sposób: że odebrałeś tak moje słowa.
                (duch pedagogiczny sie przy biedakach zawsze w sisi odzywa;)

                i kontynuując,
                w mojej intencji, słowa o trzymaniu gardy oznaczały to , co Ci napisałam: przetrzymaj ten trudny moment, kiedy jesteś w szoku po ciosie, utrzymaj sie na nogach i nie daj sie dosiegnąć znowu, tym razem za pomocą durnych historyjek, że tej zdrady to wcale nie było, jak sie tak dobrze przyjrzeć, a 60sms-ów do kochanki to krasnoludki wpisały.

                I jeszcze Ci dodam, że absolutnie rozumiem, dlaczego tego nie rozumiesz.
                Bo miałeś inną dramaturgie zdarzeń w tym, co Ty przeżyłeś: po zdradzie dałeś kopniaka na drogę i zatrzasnąłeś drzwi oraz serce.
                Nie dałeś sobie ani jednego momentu aby PRZEŻYĆ tą traumę i rozciągasz to znowu na doświadczenie wszystkich zdradzających.
                A xciekawax nie jest obecnie w Twoim położeniu w jakim byłeś po dowiedzeniu sie o zdradzie, ona jest na etapie na jakim ona jest.
                Nie każdy wyrzuca kochaną osobę z serca w tej samej sekundzie, kiedy dowie sie o zdradzie.
                Bo to tez przyjaciel, spowiednik, uczestnik różnych wspólnych spraw, współtowarzysz kazdej emocji, świadek wspaniałych a także trudnych chwil, osoba z ktora ma sie silną więź.

                Z tego, co pisze Autorka to właśnie rozluźnia te więzi, odcina, niektórych jeszcze nie rozsupłała, czasem sie zatrzymuje i pyta siebie, czy tego chce.
                Jest w bardzo kruchym stanie psychicznym, a musi to przejść sama i muszą to być jej suwerenne decyzje, dlatego piszę jej aby teraz nie dopuszczała partnera, bo jej namiesza, korzystając z łatwej okazji- kując żelazo, póki -jeszcze-gorące.

                Jak ona to przepracuje i po uzyskaniu równowagi i zdystansowanej oceny, mu wybaczy- to nic nam do tego.

                --
                Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                John Gray
                • 14.09.10, 20:47
                  sisi_kecz napisała:

                  > Nie każdy wyrzuca kochaną osobę z serca w tej samej sekundzie, kiedy dowie sie
                  > o zdradzie.
                  > Bo to tez przyjaciel, spowiednik, uczestnik różnych wspólnych spraw, współtowar
                  > zysz kazdej emocji, świadek wspaniałych a także trudnych chwil, osoba z ktora m
                  > a sie silną więź.

                  przeciez wystawila go za drzwi, koles placze, bardzo standradowy scenariusz odrzucenia ;)
                  • 14.09.10, 20:53
                    ditchdoc, a mi sie wydaje ze ty nigdy nie kochales, no wiesz, tak naprawde. Ile ty lat byles w tym zwiazku co cie zdradzila?
                    • 14.09.10, 20:57
                      3
                      • 14.09.10, 21:08
                        a ile lat miales jak to sie stalo?
                        • 14.09.10, 21:15
                          Ty sie tak nie przejmuj tym wiekiem, 29 to o wiele mniej niz myslisz, bo zycie bywa dlugie, czyli masz przed soba jeszcze sporo lat. Chesz je spedzic na pilnowaniu meza i rozpamietywaniu ran? No chyba, ze o nich zapomnisz. Kwiatek mowi, ze warto bylo, ale mnie jakos to nie przekonuje. O ile pamietam maja dzieci, ona jest strasza i pewnie bala sie samotnosci.
                          • 14.09.10, 22:06
                            ale ja nie pytalam go o wiek z tego wzgledu ze chcialam sie porownac, tylko chcialam wiedziec czy dziewczyna zdradzila go w mlodym wieku ( i moze do tamtej pory nie przezyl wielkiem milosci a potem sie zablokowal) czy moze zdradzila go w wieku 30 cos tam lat - bo do tej pory juz powinien wiedziec czym milosc jest.

                            Co do mnie, to powolutku oswajam sie z ta mysla ze moje zycie sie nie konczy. Dzisiaj mam lepszy dzien ;) Mysle ze dostawalam te ataki dusznosci i paniki gdyz balam sie przyszlosci nie widzac go ze mna. Teraz mysle ze to byla taka pierwsza reakcjia. Zaczynam uzywac mozgu. dam sobie jeszcze kilka dni na placze, potem zabieram sie za drowy styl zycia, sport, zywnosc, moze nareszcie pierwszy raz w zyciu naucze sie gotowac.

                            Zobaczymy jak bedzie jutro, ale poki co, taki jest plan :)

                            A to forum, to mi z nieba spadlo. Dzieki niemu zaczelam podnosic sie.
                        • 14.09.10, 21:23
                          xciekawax napisała:

                          > a ile lat miales jak to sie stalo?

                          23-24
                          • 14.09.10, 22:09
                            A to byla Twoja prawdziwa milosc, ze myslales ze zycia bez niej nie ma?

                            wiesz, moj brat byl w podobnym wieku, troche mlodszym, tak ok 19-20 lat gdy dziewczyna go zdradzila, i od tamtej pory tylko randkuje i zadnej dziewczyny nie ma. a teraz ma 33 lata.

                            • 14.09.10, 23:17
                              xciekawax napisała:

                              > A to byla Twoja prawdziwa milosc, ze myslales ze zycia bez niej nie ma?
                              >
                              > wiesz, moj brat byl w podobnym wieku, troche mlodszym, tak ok 19-20 lat gdy dzi
                              > ewczyna go zdradzila, i od tamtej pory tylko randkuje i zadnej dziewczyny nie m
                              > a. a teraz ma 33 lata.
                              >

                              nie pierwsza dziewczyna ale pierwsza o ktorej pomyslalem "ok, moze nam urodzic dzieciaka". O malzenstwie i dzieciach ze mna, gadala 2 z 3 lat ;)

                              wyszlo jak wyszlo, lepiej ze wtedy niz z ewentualnym dzieciakiem, wtedy to juz kompletnie przejebane

                              teraz mam kobiete prawie 1.5 roku, nie jestem jakims kobietofobem ani frustratem jak wiele obrazonych pan tutaj probuje mi i postronnym wmawiac.
                              • 14.09.10, 23:25
                                wiesz, mysle ze to nie jest to CO mowisz, ale JAK mowisz. Forma wypowiedzi jest nadzwyczajnie wazna.
                                • 15.09.10, 08:08
                                  xciekawax napisała:

                                  > wiesz, mysle ze to nie jest to CO mowisz, ale JAK mowisz. Forma wypowiedzi jest
                                  > nadzwyczajnie wazna.

                                  czyli jak ja zle interpretuje posta sisi_kecz to moj blad, jak inni zle interpretuja moje to co? :)

                                  forma to drugorzędna sprawa, poza tym nie ma lepszego i bardziej trafnego synonimu do "kurwy" o co tyle doroslych ludzi placze ;)
                  • 14.09.10, 20:54
                    Jak pracujesz, to nie pisz na forum, jak piszesz to nie pracuj, przynajmniej jeżeli chcesz mieć poważną polemikę, bo tka to szkoda klawiatury i czasu.

                    napisałam: nie każdy wyrzuca z SERCA, a nie z chaty.
                    reszta tez była o wnętrzu Autorki vs Twoim, a nie o wnętrzu jej lub Twojego, mieszkania.

                    --
                    Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                    Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                    by Cejrowski
                    • 14.09.10, 20:58
                      sisi_kecz napisała:

                      > Jak pracujesz, to nie pisz na forum, jak piszesz to nie pracuj, przynajmniej je
                      > żeli chcesz mieć poważną polemikę, bo tka to szkoda klawiatury i czasu.

                      ja pracuje 10-12h, moze w sumie lepiej by bylo jakbym bana dostal ;)

                      > napisałam: nie każdy wyrzuca z SERCA, a nie z chaty.

                      a no dokladnie, pisalem 100 razy, uczucia sie ot tak nie koncza, niestety
                  • 14.09.10, 20:59
                    "przeciez wystawila go za drzwi, koles placze, bardzo standradowy scenariusz odrzucenia ;) "

                    No oczywiscie, ze placze a co ma robic? Przeciez on nigdy nie chciala rozstania, chcial tylko pobzykac na boku, bo myslal, ze zona nigdy sie nie dowie.
                    Rzecz w tym czy ona mu jeszcze te drzwi otworzy czy nie. Ja bym proponowala ich nie otwierac, bo: to nie faceta pierwsze przewinienie, zdradzil z premedytacja i swiadomie zaplanowal, nie maja dzieci, nie jest od niego finansowo zalezna, ta historia pewnie do konca bedzie istniala miedzy nimi, nie powiedziane, ze facet znow za jakis czas czegos podobnego nie zaserwuje. Ona teraz cierpi, dobry moment na rozstanie, pocierpi przestanie a pozbedzie sie typa. Mloda jest, znajdzie innego.
                    Wiem, ze trudno, bo z tego co wnioskuje byl on jej pierwszym / jedynym facetem takze w lozku, co jest dosc istotne. Poza tym mnostwo lat razem. Do tego najgorszy przypadek jak dla mnie, sam poszedl w bok a nie moze przezyc, ze ona po tym jak sie dowiedziala tez przespala sie z innym (ta wymyslona historia, nie wyprowadzalabym go z bledu).
                    • 14.09.10, 21:24
                      kag73 napisała:

                      > No oczywiscie, ze placze a co ma robic? Przeciez on nigdy nie chciala rozstania
                      > , chcial tylko pobzykac na boku, bo myslal, ze zona nigdy sie nie dowie.

                      oczywiscie ze tak, za kazdym jednym razem to pisze tylko kiedy ja to napisze w przypadku kobiety to jestem frustratem, mam fobie i nienawidze kobiet ;)

                      > Rzecz w tym czy ona mu jeszcze te drzwi otworzy czy nie. Ja bym proponowala ich
                      > nie otwierac

                      i mialabys racje
                      • 14.09.10, 21:28
                        " Rzecz w tym czy ona mu jeszcze te drzwi otworzy czy nie. Ja bym proponowala ich
                        > nie otwierac

                        i mialabys racje"

                        Rzecz w tym, ze my stoimy z boku, bez emocji i uczuc do tego czlowieka a ona go kocha i to jest ten problem.
                        • 14.09.10, 21:32
                          kag73 napisała:


                          > Rzecz w tym, ze my stoimy z boku, bez emocji i uczuc do tego czlowieka a ona go
                          > kocha i to jest ten problem.

                          jebac emocje

                          historia uczy ze jak ktos zdradzil raz, zdradzac bedzie. Wiec nawet jezeli sam fakt zdrady partnera nie odrzuca to jednak powinien zrozumiec ze gowno z tego malzenstwa dalej bedzie

                          kobiety nie szanuja mezczyzn ktore im wybaczyly, bo i dlaczego mialyby. Zaraz ktos bedzie plakal wiec dodam, ze sa odstepstwa ;)

                          dziwnie mescy i wspaniali nagle staja sie ci ktorzy wystawiaja paniusie za drzwi ;). W przypadku autorki widac ze mezczyzni reaguja podobnie.
                          • 14.09.10, 21:39
                            Zdrada zdradzie nierowna. Jezli jemu by sie podwinela noga, gdzies na imprezie, troche pijany, zostalby uwiedziony, RAZ...to jeszcze bym powiedzilala "Moj Boze, kazdy jest tylko czlowiekiem", zaluje, mozna mu wybaczyc jak sie postara. Choc szczerze powiem, ze takiego czegos nie chcialabym wiedziec niech zachowa dla siebie, taka zreszta mamy umowe z mezem, ja tez bym mu nie powiedziala.
                            Tutaj byly rozmowy, smsy, seks kilka razy, czyli romas, klamstwa. Jak tu takiemu zaufac znowu?
                            Ona go nie wywalila, tylko on akurat wyjechal a nawet jak go wywalila, nie wiadomo czy go nie przyjmie z powrotem.
                            • 14.09.10, 22:28
                              Tak, meza nie bylo troche, teraz wraca z PL i bedzie w piatek. Ja zaaranzowalam aby mieszkal u swojego kolegi u ktorego mieszkal kiedys. Nie mam nawet wyrzutow, za nasze mieszkanie ktore wynajmujemy ja place, i zawsze placilam.

                              problem tylko taki ze ten kolega tez teraz chce go wywalic za to co zrobil, lol, mam nadzieje ze sobie wszystko wyjasnia. (a powiedzialam mu tylko dlatego ze polowe meza zeczy juz tam przywleklam)

                              My mieszkamy w kawalerce, wiec bardzo trudno by bylo abysmy razem tam mieszkali. Wiem ze przezemnie przechodzilyby rozne emocjie, chec seksu, milosci, przytulanki, potem nienawisci obrzydzenia ta osoba, zalami, agresjia itd... Wiec i tak wyjscia nie ma.

                              I tak, kocham tego czlowieka, byl moim pierwszym wszystko. I lubilam go bardzo. Ale to nie znaczy ze sie polaczymy, znajac mnie bedzie to niemozliwe, bo za kazdym razem jak zobacze jego pyszczek to bede chciala dac mu w twarz. Uwazam tez ze jemu nie bedzie sie chcialo starac az tak bardzo zeby swoje zycie zmienic.
                            • 14.09.10, 22:47
                              kag73 napisała:

                              > Zdrada zdradzie nierowna. Jezli jemu by sie podwinela noga, gdzies na imprezie,
                              > troche pijany, zostalby uwiedziony, RAZ...to jeszcze bym powiedzilala "Moj Boz
                              > e, kazdy jest tylko czlowiekiem", zaluje, mozna mu wybaczyc jak sie postara. Ch
                              > oc szczerze powiem, ze takiego czegos nie chcialabym wiedziec niech zachowa dla
                              > siebie, taka zreszta mamy umowe z mezem, ja tez bym mu nie powiedziala.
                              > Tutaj byly rozmowy, smsy, seks kilka razy, czyli romas, klamstwa. Jak tu takiem
                              > u zaufac znowu?

                              no mniej wiecej tak wszyscy sie tlumacza ;)

                              > Ona go nie wywalila, tylko on akurat wyjechal a nawet jak go wywalila, nie wiad
                              > omo czy go nie przyjmie z powrotem.

                              nie powinna ale jej sprawa
        • 14.09.10, 19:14
          lol, wiesz, warto by zrobic tu oddzielny watek na ten temat: jakie najglupsze usprawiedliwienie uslyszalysmy od zdradzajacego faceta.

          moj: bo myslalem ze sie nigdy nie dowiesz!

          A co mnie w ogole rozsmieszylo/rozwcieczylo to to ze powiedzial ze ona nie ma do niego numeru telefonu za granice - bo on dzwonil z kart - chociaz juz trzy dni rozmawiamy o tym ze wysylala mu 60MSMow na jego komorke!!! Facet nie mysli juz co mowi! doslownie klamca nalogowy. dno!
          • 15.09.10, 01:49
            Śmiech przez łzy? Dobre i to. To jakiś absurd - jak może tak powiedzieć osoba, która zdradziła absolutnie wszystko, przecież to nie 'tylko' seks był.
            Natomiast w temacie absurdalnych usprawiedliwień coś, co sprzedała mi koleżanka:
            bo ona była taka smutna i chciałem ją pocieszyć.
            • 15.09.10, 08:15
              chrrr napisała:

              > Śmiech przez łzy? Dobre i to. To jakiś absurd - jak może tak powiedzieć osoba,
              > która zdradziła absolutnie wszystko, przecież to nie 'tylko' seks był.

              zgadza sie

              ciekawe jest jak skrajne sa opinie gdy to mezczyzna zdradzil kobiete na tym forum.. :)

              jakos nie ma "przemysl", "zastanow sie", "wina lezy po stronie obojga", "na pewno jestes winny" itd jezeli to kobieta zdradzi mezczyzne

              ;)
              ale ok, to wszystko w mojej glowie
            • 15.09.10, 13:35
              > bo ona była taka smutna i chciałem ją pocieszyć.


              AAAAAhahahahahahhahaha, nie moge! no zobacz jaki uczynny
    • 15.09.10, 01:49
      OMG! Jezeli ktos mowi ze wizyta u psychologa jest zbedna to albo mial zlego psychologa albo nie wie o czym mowi.

      Wylecialam z gabinetu jak na skrzydlach, odnowiona, z cieplym uczuciem na sercu (zamiast miec tonowego slonia na klacie), i pelna wiary w siebie, w moje sily ze bede miala sile i spotkac sie z mezem, i go wypuscic z mojego zycia.

      Oczywiscie duzo pracy przedemna, ale jak na pierwsza sesjie - super. Nastepnym razem spotykam sie w nastepny czwartek. czyli troche czasu bede musiala powalczyc sama.

      PS: jak to jest z tymi psychologami ze juz po drugim zdaniu plyna lzy? lol, czy to ich glos, czy wystruj pokoju??? czy jak na ciebie patrza?

      Ojjjjj.... trudne to bedzie przerobic te wszystkie lata i nauczyc sie myslec i zyc inaczej.
      • 15.09.10, 08:35
        interesujace...

        czyli powiedzial/a ze masz odejsc, nie bylo gadek typu "na rozwod bedzie jeszcze czas"? :D
        • 15.09.10, 09:34
          ditchdoc, niech mówią co chcą o Tobie, ale genialny tekst. Miałam dokładnie to samo odpowiedzieć autorce, ale zaraz przyleciałby ktoś, kto by mi zarzucił, że sama jestem/byłam kochanką i dlatego tak mówię.

          Czy to był polski psycholog? Bo nasi przecież stoją na straży rodziny i nierozerwalności małżeństwa. Tego od tekstu: "na rozwód będzie jeszcze czas" ta pani z pokrewnego wątku będzie kiedyś przeklinać. Kiedy? Gdy dowie się, że to był czas na rozwód i przyjdzie jej ponownie przechodzić przez to samo, gdy mąż znowu zdradzi.

          Dziewczono, pakuj go, cierp ile wlezie, bo masz do tego i prawo i powód, nie zmarnujesz sobie jednak życia i nie będziesz musiała szukać nędznych i żałosnych usprawiedliwień potem. Kto zdradza, nie kocha. I nic tego nie zmieni. Mężowie którzy zostają w domu nigdy nie zaczynają na powrót kochać żon, wszyscy wiemy, że do tego nie da się wrócić, bez względu na zaklinanie rzeczywistości. Masz szansę na szczęśliwe i dobre życie i za kilka lat będziesz mu wdzięczna, że zdradził. Te kobiety, które zostały z mężami dotrwają z nimi do późnej starości i, gdy zasłona spadnie, gorzko tego pożałują.
          pozdrawiam i podziwiam Twój rozsądek, rzadko tu spotykany.
          • 15.09.10, 13:44
            nie, psycholog nie byl PL, i byl facetem na dodatek.

            Glownie mu (i mi) chodzilo o moje dobro, nie partnera ani nie zwiazku.

            Powiedzial mi miedzy innymi ze w dobrym zwiazku musza istniec trzy elementy:
            Milosc, Zaufanie, i Szacunek, bez tych elementow to zwiazek jest albo ukladem albo bazuje na innych gruntach (jak uzaleznienie od partnera, toksycznosc, strach przed samotnoscia, itd...)
            Zdalam sobie sprawe ze partner mnie nie szanowal, bo gdy sie szanuje innego czlowieka to sie go nie oklamuje (ja np go nie oklamywalam)
            Partner mnie nie kochal, bo gdy sie kocha to sie nie rani tak bardzo, zreszta pare innych sytuacji mi to tez naswietlilo, nie tylko ta o zdradzie
            No i ja nie mam do niego zaufania.

            Tez troche poruszylismy sprawy dlaczego wiec z nim jestem. I dlaczego nie wierze we wlasne sily.
            • 15.09.10, 14:32
              xciekawax napisała:

              > nie, psycholog nie byl PL

              ;)
            • 15.09.10, 14:34
              xciekawax napisała:

              > Zdalam sobie sprawe ze partner mnie nie szanowal, bo gdy sie szanuje innego czl
              > owieka to sie go nie oklamuje (ja np go nie oklamywalam)

              wyszczegolnie

              skoro z psychologiem do tego doszli to tak musi byc ;)
              to tyle w temacie "kocha tylko zbladzil/zbladzila, popelnil/a blad"

              ahahaha ;D
      • 15.09.10, 09:35
        fajnie, ciesze sie, ze poszlas

        mysle, ze dobrze bedzie mu sie z Toba pracowalo, jak juz po paru minutach zalalas sie lzami, nie trzymasz emocji :)))

        powodzenia!

        ps. wiesz, jaka to frajda gotowac, nauczysz sie, a za jakis dluzszy czas ugotujesz cos innemu facetowi i bedziesz sie cieszyc, jak mu sie uszy trzesa :))

        ps1. nie wpuszczaj go do chaty znowu, bo bedziecie wiecej gadac, Cie bedzie urabiac, da sobie rade, w razie czego hotel jakis tez znajdzie, szkoda nerwow
        • 15.09.10, 09:46
          no i kobiety tez:))) nie dajcie sie traktowac podmiotowo, nie najwazniejsze co powie psychol..og i jego funfel tez, zycie jest jedno... dla kazego a zdrada, no coz, zdaza sie kazdemu i nie jest to powodem zeby was ukanielomowac czy nam rzucic sie na line aha kocham Kobiety, przez duze K
          • 15.09.10, 10:03
            pryszczaty.edek napisał:

            > no i kobiety tez:))) nie dajcie sie traktowac podmiotowo, nie najwazniejsze co
            > powie psychol..og i jego funfel tez, zycie jest jedno... dla kazego a zdrada, n
            > o coz, zdaza sie kazdemu i nie jest to powodem zeby was ukanielomowac czy nam r
            > zucic sie na line aha kocham Kobiety, przez duze K

            ta ktora zdradzales tez kochales? :>
      • 15.09.10, 10:06
        Psycholog po jednej wizycie powiedział Ci co Ty masz zrobić? Za Ciebie zadecydował, ze masz się rozwieść? Ciekawe...
        • 15.09.10, 10:11
          "> Psycholog po jednej wizycie powiedział Ci co Ty masz zrobić? Za Ciebie zadecydo
          > wał, ze masz się rozwieść? Ciekawe..."

          Moze mu wpadla w oko, moj Boze, zdarza sie. Co facet bedzie zwlakal, szkoda czasu :)
          • 15.09.10, 15:16
            Kag, nie wpadlam mu w oko bo on ma chyba z 70 lat! Troche smiesznie mi sie z nim rozmawialo o wspolzyciu seksualnym, gdyz nie jestem przyzwyczajona o tym gadac ze starszymi ludzmi, ale bylo ok.

            Teraz mnie dolek zlapal znowu. Powinnam miec te sesjie codziennie, hehe.
        • 15.09.10, 10:45
          dziub_dziubasek napisała:

          > Psycholog po jednej wizycie powiedział Ci co Ty masz zrobić? Za Ciebie zadecydo
          > wał, ze masz się rozwieść? Ciekawe...'

          nie sądzę.
          raczej pierwsza rozmowa poświęcona była twmu co dominuje w odczuciach xciekawax.
          Widocznie dominuje odrzucenie partnera w efekcie tej szokującej świadomości zdrady.
          Omawiają te opcję, bo na niej na razie Autorka sie skupia, jako na tej, która daje jej największą ulgę.
          A co miał psycholog powiedzieć:
          dzień dobry, dowiedziała sie Pani, że zdradzono Panią, rozumiem, to może porozmawiajmy o wybaczeniu?

          Pierwsza wizyta to pomoc doraźna i zatamowanie krwawienia, a nie zaraz szeroki wachlarz terapeutyczny.

          duze pozdro!!!
          -
          Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
          John Gray
          • 15.09.10, 10:49
            Jeśli tak to ok.
            Ja po prostu mam bardzo głeboki uraz do przedstawicieli tego zawodu i nieważne co by się ze mną działo psychologów omijać będę szerokim łukiem.
            • 15.09.10, 13:51
              wiesz, moze natrafiles na zlych psychologow.

              Facet mi NIC nie powiedzial, ani nie nakazal. Zapytal sie co chce z tym zrobic, powiedzialam ze TYM razem nie chce aby do mnie wrocil, nie chce z nim byc, ale sie boje, boje sie ze mu ulegne, boje sie przyszlosci, i potrzebuje pomocy, aby wyrzucic tego czlowieka z mojego zycia.

              Tez zapytal mnie sie co by musialo sie stac abym pomyslala sobie ze chce go z powrotem. Powiedzialam ze musialby sie zyciowo drastycznie zmienic ale wiem ze to niemozliwe (tzn zmiana jaka bym oczekiwala bylaby zbyt duza)
              • 15.09.10, 14:14
                xciekawax napisała:

                > Tez zapytal mnie sie co by musialo sie stac abym pomyslala sobie ze chce go z p
                > owrotem. Powiedzialam ze musialby sie zyciowo drastycznie zmienic ale wiem ze
                > to niemozliwe (tzn zmiana jaka bym oczekiwala bylaby zbyt duza)

                Sprawa jest dość jasna. Nie chcesz go, bo jesteś w stanie zaakceptować tylko partnera, który jest monogamiczny tak jak Ty. Twój mąż nie jest, więc po co macie się ze sobą męczyć?
                • 15.09.10, 15:38
                  "Sprawa jest dość jasna. Nie chcesz go, bo jesteś w stanie zaakceptować tylko partnera, który jest monogamiczny tak jak Ty. Twój mąż nie jest, więc po co macie się ze sobą męczyć? "

                  Oj, gravedigger nie myl pojec. To powaniejsze niz fizyczna zdrada, to juz brak lojalnosci i szacunku, klamstwa i planowane spotkania. A o tym czy ona akceptuje tylko monogamicznego to on mogl z nia przed rozmawiac a nie po fakcie. Przypuszczam, ze oboje wiedzieli na czym stoja. Wyczytalam tutaj, ze sam ma cos przeciwko jej sypianiu z innymi, a zatem. Mysle, ze nie tak sie umawiali a on dokladnie wiedzial jak. Prawda jej taka, ze on chce wiernej zonki a on sobie potajemnie pobzyka na boku, bo zona sie nie dowie.
                  • 15.09.10, 15:49
                    kag73 napisała:

                    > Oj, gravedigger nie myl pojec. To powaniejsze niz fizyczna zdrada, to juz brak
                    > lojalnosci i szacunku, klamstwa i planowane spotkania.

                    Ależ ja nie mylę żadnych pojęć. Mimo że nie napisalem o tych aspektach zdrady, które Ty wymieniłaś powyżej, to nie oznacza, że uważam, że zdrada ta miała charakter wyłącznie fizyczny. Chyba nawet trudno byłoby podać przykład czegoś takiego jak zdrada wyłącznie fizyczna.

                    > Przypuszczam, ze oboje wiedzieli na czym stoja.

                    Oczywiście, że wiedzieli na czym stoją, co nie zmienia faktu, że mąż ten nie jest monogamistą, który potrafi dochować wierności. W związku z tym nie pasuje on do autorki wątku, która monogamistką jest i nie wyobraża sobie kontaktów seksualnych z kimkolwiek innym niż jej "prawowity" partner.

                    > Prawda jej taka, ze on chce wiernej zonki a on sobie potajemn
                    > ie pobzyka na boku, bo zona sie nie dowie.

                    Nie wiemy jaka jest prawda, chyba że jest to... gówno prawda;)
                    • 15.09.10, 16:05
                      obydwoje rozmawialismy o zdradzie i jej skotkach wielokrotnie. Partner sam mi mowil ze gdybym zdradzila to tylko zyczylby mi milego zycia i po prostu odszed - bez zadnych awantur. Ja chce zrobic tak samo. Nie chce miec awantur, chce po prostu odejsc. A ze mam z tym problem to inna sprawa.
              • 15.09.10, 14:32
                No to gratuluję, że tyle już wiesz. To naprawdę wielki krok naprzód w uporządkowaniu sytuacji.
                Powodzenia!
                • 15.09.10, 15:29
                  Oj, duzo sie dowiedzialam, spojrzalam na ta cala sytuacjie z dystansu, i poczulam sie jak kompletna idiotka, ze ja tyle pracuje i sponsoruje wyjazdy meza aby on mogl sobie poruchac glupie zonate Poleczki dajace dupy. Pewnie czul sie jak Pan Bog, zonka wierna czeka, pisze milosne lisciki, parcuje, a on sobie jezdzi po calej PL, uwaza sie za wielkiego biznesmana ( w zyciu grosza na tym nie zarobil), a jeszcze panienki zaliczy.

                  I pomimo jego wielu zalet, to tez zauwazylam ze jestem w jednym miejscu i sie nie rozwijam. To tez duzy kopniak aby zmienic zycie.
                  • 15.09.10, 15:35
                    xciekawax napisała:

                    > I pomimo jego wielu zalet, to tez zauwazylam ze jestem w jednym miejscu i sie n
                    > ie rozwijam. To tez duzy kopniak aby zmienic zycie.

                    widzisz same plusy tylko nalezy sie tego pana pozbyc

                    nigdy nie bedzie juz dobrze, nie ma szans. Zaufasz mu, nie brzydzisz sie?
                    nie sadze, no ale, masz wlasny rozum ;)

                    powodzenia
                    • 15.09.10, 15:52
                      Ale gdzie ja napisalam ze mu zaufam ?

                      Facet ma wiele dobrych cech, i dlatego z nim bylam tak dlugo. Mam teraz mowic tylko o negatywach i malowac go jako potwora? Sam sie na takiego zrobil, bez mojego obczerniania.
                      • 15.09.10, 15:56
                        xciekawax napisała:

                        > Ale gdzie ja napisalam ze mu zaufam ?
                        >
                        > Facet ma wiele dobrych cech, i dlatego z nim bylam tak dlugo. Mam teraz mowic
                        > tylko o negatywach i malowac go jako potwora? Sam sie na takiego zrobil, bez m
                        > ojego obczerniania.

                        no skoro mu nie zaufasz to jaki jest sens pozostawania w malzenstwie?
                  • 15.09.10, 15:54
                    xciekawax napisała:

                    > a on sobie jezdzi
                    > po calej PL, uwaza sie za wielkiego biznesmana ( w zyciu grosza na tym nie zaro
                    > bil), a jeszcze panienki zaliczy.

                    Widzisz, to zdanie świadczy o tym, że tak naprawdę dość nisko oceniasz swojego męża niezależnie od tego, że jest niewiernym mężem, bo przecież nie od zdrady uważasz, że z niego żaden biznesmen i nic na tym nie zarobił. To jeszcze jeden powód do rozstania, które prawdopodobnie w Waszym układzie było tylko kwestią czasu.
                    • 15.09.10, 16:11
                      Wiesz, maz mi nigdy nie wybieral mojej sciezki karierowej, wrecz przeciwnie, cokolwiek by to nie bylo to mnie wspieral, a ja rowniez nie wtracam sie do jego, - jeszcze mu pomagam. Bo w malzenstwie ludzie sie wspieraja, nawet gdyby partner mial co pol roku nowe zwariowane pomysly ktore by nie mialy sensu.

                      • 15.09.10, 16:23
                        xciekawax napisała:

                        > Wiesz, maz mi nigdy nie wybieral mojej sciezki karierowej, wrecz przeciwnie, co
                        > kolwiek by to nie bylo to mnie wspieral, a ja rowniez nie wtracam sie do jego,
                        > - jeszcze mu pomagam. Bo w malzenstwie ludzie sie wspieraja, nawet gdyby part
                        > ner mial co pol roku nowe zwariowane pomysly ktore by nie mialy sensu.

                        To świetnie, ale to nie zmienia faktu, że Twoja ocena męża nie związana zupełnie ze zdradą, bo dotycząca biznesu jest dość niska. A to sądzę musi przekładać się na Twoje postrzeganie go jako mężczyzny. I możesz tego nie być świadoma (bo chcesz przecież uważac się za dobrą i kochająca żonę), ale ta negatywna ocena zrobiła swoje w Twojej podświadomości (i mogła to być krecia robota).
                        • 15.09.10, 16:52
                          Ocena jest niska, ale to jest fakt. Jak ja np zle gotuje, to moj maz nie bedzie mnie chwalil jaka jestem swietna gosposia - bo nie jestem. Jestem koszmarna gosposia.

                          Prawda jest taka ze sama zdrada nie jest powodem mojego odejscia. Jest to przelaniem sie kubla z woda. Jest chyba sprawa oczywista ze gdyby malzenstwo bylo w 100% udane, a my swiata poza soba nie widzieli to sytuacjia nigdy by sie nie wydarzyla. Jednak ja bardzo go kochalam, i myslalam ze on mnie tez. Widzialam ze ostatnio cos sie psuje, i rozmawialam o terapi malzenskiej, cos, aby pomoc nam - abysmy MY byli szczesliwi. Mielismy isc w sierpniu, ale on w tym czasie (zreszta w sekrecie przedemna) ustawil sobie swoj dlugi wyjaz do PL (a jak wyszlo to powiedzial ze bal sie mojej negatywnej reakcji - ale jaka reakcjie mialam miec widzac ze bez ustalania ze mna wyjezdza sobie na tak dlugi okres?). W dupie mial terapie, i w dupie mial prace nad zwiazkiem. Jest to dzialanie egoistyczne. A ja teraz widze jak slepo zakochana (uzalezniona?) od niego bylam i jak latwo bylo mna manipulowac. Ciekawe ze tylko on ma (mial?) taka wladze nademna.

                          Co do tego ze chce uwazac siebie za dobra i kochajaca zone - daruj sobie, naprawde jest to niepotrzebne. Uwazam siebie za fajna osoba i mi to wystarczy.


                          • 15.09.10, 17:17
                            xciekawax napisała:

                            > Prawda jest taka ze sama zdrada nie jest powodem mojego odejscia. Jest to przel
                            > aniem sie kubla z woda.

                            Nie trudno się tego domyślić... A jeśli chodzi o prawdę, to do jej poznania moglibyśmy się zbliżyć, gdybyśmy wysłuchali obu zainteresowanych stron. Mamy natomiast "zeznania" tylko jednej. I weź pod uwagę, że są to "zeznania" osoby z poczuciem wielkiej krzywdy, "zeznania" podszyte bardzo silnymi emocjami. Trudno na tej podstawie wyciągać trafne wnioski.

                            > Jednak ja bardzo go kochalam, i myslalam ze on mnie tez.

                            A może tylko kochałaś swoje wyobrażenie o nim, a tak naprawdę nie zadałaś sobie trudu poznania, co tak naprawdę w nim siedzi?
                            • 15.09.10, 17:29
                              I weź pod uwagę, że są to "zeznania" osoby z pocz
                              > uciem wielkiej krzywdy, "zeznania" podszyte bardzo silnymi emocjami.

                              W wiekszosci pisze tu o rzeczach ktore zrobil, mowil - nie wnosze oceny jego charakteru.
                              Rowniez pisze tu aby przezyc nastepny dzien, podniesc sie z lozka, miec sile, aby poczuc sens ze moze jednak powinnam cos zjesc, chociazby dlatego ze duzo ludzi mowi mi ze kiedys tam bedzie lepiej.... dostaje tu wsparcie - nie tylko wsparcie dla mojej decyzji.

                              Nie pisze tu aby wyciagnac trafne wnioski - po to poszlam do psychologa. A ty z pewnoscia nie masz calej wiedzy zeby ocenic moja sytuacjie (i z pewnoscia kwalifikacji tez nie).

                              > A może tylko kochałaś swoje wyobrażenie o nim, a tak naprawdę nie zadałaś sobie
                              > trudu poznania, co tak naprawdę w nim siedzi?

                              Tu z pewnoscia masz duzo racji.
                              • 15.09.10, 17:31
                                xciekawax napisała:

                                > Tu z pewnoscia masz duzo racji.

                                jeszcze chwila i przeprosisz meza bo przeciez wepchnelas go w ramiona innej ;)
                            • 15.09.10, 17:33
                              Tak nawiasem o tym co w kim "tak naprawde siedzi" dowiadujemy sie dopiero w okreslonych sytuacjach i okolicznosciach, prawda? Nie sposob wszystko wiedziec z gory i przewidziec, bo ktoz jest jasnowidzem.
                              • 15.09.10, 17:50
                                kag73 napisała:

                                > Tak nawiasem o tym co w kim "tak naprawde siedzi" dowiadujemy sie dopiero w okr
                                > eslonych sytuacjach i okolicznosciach, prawda?

                                Prawda, ale tylko po części.

                                > Nie sposob wszystko wiedziec z gory i przewidziec, bo ktoz jest jasnowidzem.

                                Nie mozna niczego wiedzieć z góry, ale wiem z własnego doświadczenia, że zakochując się w kimś mamy często wyidealizowany obraz ukochanej osoby, który nie tak łatwo z mózgu wyrugować. Wchodzimy więc w związek pod wpływem gorących uczuć, a potem gdy te uczucia stygną nieco, nie podejmujemy trudu dogłębnego poznania partnera tylko koncentrujemy się na sprawach codziennych, które przeciez trzeba załatwić. Nie prowadzimy dociekliwych rozmów, nie staramy się poznać wnętrza partnera, tylko jedziemy na naszym wyidealizowanym wyobrażeniu aż do czasu, gdy ideał sięgnie bruku...
            • 15.09.10, 15:03
              dziub_dziubasek napisała:

              > Jeśli tak to ok.
              > Ja po prostu mam bardzo głeboki uraz do przedstawicieli tego zawodu i nieważne
              > co by się ze mną działo psychologów omijać będę szerokim łukiem.

              nie dziwne :)
              wiekszosc to ludzie ktorym nie udalo sie dostac na zadne inne studia, baaaardzo popularne ;)

              ja chcesz pomocy idz do kogos z dyplomem medycyny i odpowiednia specjalizacja
              • 15.09.10, 15:49
                > nie dziwne :)
                > wiekszosc to ludzie ktorym nie udalo sie dostac na zadne inne studia, baaaardzo
                > popularne ;)

                taaaa, np w 2009 na UW było tylko 44 kandydatów na 1 miejsce, na UŁ 13,6....
                kierunkistudiow.pl/rekrutacja/najpopularniejsze_kierunki_na_uniwersytetach_-_rekrutacja_2009/2010.html
                patrząc na błędy jakie robisz, ciekawe Tobie na jakie studia się udało dostać :)
                nie z przymiotnikami piszemy razem
                • 15.09.10, 15:56
                  vergaa napisała:

                  > taaaa, np w 2009 na UW było tylko 44 kandydatów na 1 miejsce, na UŁ 13,6....
                  > kierunkistudiow.pl/rekrutacja/najpopularniejsze_kierunki_na_uniwersytetach_-_rekrutacja_2009/2010.html
                  > patrząc na błędy jakie robisz, ciekawe Tobie na jakie studia się udało dostać :
                  > )
                  > nie z przymiotnikami piszemy razem


                  no okej, racja
                  nie liczac dobrych uczelni.

                  Jakos nijak sie to ma do renomy psychlogow w Polsce :)

                  a skonczylem politechnike, dobra

                  co do bledow to faktycznie, ostatnio jakis dramat sie zaczal. Czasem sie usprawiedliwiam faktem ze robie 2 inne rzeczy i jestem skoncentrowany na nich podczas pisania postow ale przyznaje ze niektore sa skrajnie zenujace. Wogole pomijajac znajomosc gramatyki to taki wyraz z bledem po prostu wyglada "nie tak". W sumie te formum to jedyne miejsce gdzie pisze po polsku, pewnie dlatego.
    • 15.09.10, 17:09
      a teraz znowu dolek. w weekend impreza urodzinowa kolezanki a ja znowu sama tam przyczlapie sie- jedyna juz prawie ;(

      W dodatku chce uslyszec jego glos, jego klamstewka - nie wierze w te klamstwa, ale jestem strasznie od jego osoby uzalezniona. Brzydze sie siebie za te uczucia. Chcialabym dostac jakies znieczulicy. Ten kolowrotek emocjonalny jest wykanczajacy. Wygladam juz niezdrowo.
      • 15.09.10, 17:20
        xciekawax napisała:

        > a teraz znowu dolek. w weekend impreza urodzinowa kolezanki a ja znowu sama ta
        > m przyczlapie sie- jedyna juz prawie ;(

        No, to jest bardzo ciekawe zdanie rzucające trochę światła na Twoje poczucie straty. Ciekawe jest to, że przeżywasz fakt, że będziesz sama a inni będą w parach (jako jedyna prawie)...
        • 15.09.10, 17:30
          Hmm, wcale mnie to nie dziwi, byla z nim cale lata, jest przyzwyczajona do niego. Uwazam, ze zawsze smutno kiedy ma sie wrazenie, ze konczy sie milosc, moze w tym przypadku jego do niej.
          Pisales o zeznaniach jego, ktore bylyby istotne. Dla mnie nie, bo coz one pomoga. Mial problem, nie podobalo mu sie w zwiazku, mieli kryzys, czegos mu brakowalo? Zdarza sie...ale do zony mogl z tym isc, jezeli mu zalezalo, szukac wyjscia, zastanawiac sie, ona proponowala terapie. On wolal romas na boku, taj jakby mialo rozwiazac to ich problemy. Po tylu latach bycia razem drugiej osobie nalezy sie troche szacunku, chociaz tyle, zeby powiedziec jej co sie nie podoba a nie szukac wrazen i grac na dwa fronty.
          • 15.09.10, 17:45
            No wlasnie, Dzieki Kag73, Wczoraj mialam eureke ze czlowiek ktory szanuje drugiego czlowieka - nie klamie. I zdalam sobie sprawe ze ja go szanowalam, i naprawde nie moglam mu klamac. Mialam w zyciu pare okacji (czasami checi) do zdrady ale wlasnie przez szacunek do niego tego nie zrobilam. Nie chcialam aby byl "tym facetem co zona go zdradza" - nawet jezeli tylko ja bede o tym wiedziala (i kochanek).

            Rowniez, on mnie oklamywal wczesniej. Wiec jezeli juz wtedy nie mial szacunku do mnie, to dlaczego by mial go nabrac tak nagle?
          • 15.09.10, 17:56
            kag73 napisała:

            > Pisales o zeznaniach jego, ktore bylyby istotne. Dla mnie nie, bo coz one pomog
            > a.

            To tak jakby postawić kogoś przed sądem bez prawa do obrony. Zgodziłabyś się, żeby Ciebie sądzono bez wysłuchania Twoich racji, bez adwokata? Przecież mogłabyś zostać fałszywie oskarżona i mogłabyś zostać skazana jedynie na podstawie zeznań osoby pokrzywdzonej. Jakbyś się wtedy czuła?

            Zakładasz, że zeznania pokrzywdzonej są w tym przypadku prawdziwe? A co z wpływem niezwykle silnych emocji? A co z subiektywnym postrzeganiem związku i partnera? Odrzucasz to wszystko i ogłaszasz wyrok na nieobecnego oskarżonego?
            • 15.09.10, 18:21
              Zalezy od okolicznosci. On sie juz przyznal, autorka wspominala jego wypowiedz "myslalem, ze sie nie dowiesz, nie ukladalo nam sie". Dobre i to, jakby nie bylo proba wyjasnien. Dla mnie nie zmienia to faktu, ze poszedl w bok, bo albo mu sie zachcialo nowosci (myslal, ze sie nie dowie), albo bo byl niezadowolony ze swojego zwiazku. Tak czy siak skok w bok nie jest metoda na rozwiazanie problemow w malzenstwie. Udowadniac winy tutaj juz nie trzeba, teraz chodzi tylko o motywy...ale czy one ja przekonaja to inna kwestia.
          • 16.09.10, 17:06
            kag73 napisała:

            > Mial problem, nie podobalo mu sie w zwiazku, mieli kryzys, czegos mu brakowa
            > lo? Zdarza sie...ale do zony mogl z tym isc, jezeli mu zalezalo, szukac wyjscia
            > , zastanawiac sie, ona proponowala terapie. On wolal romas na boku, taj jakby m
            > ialo rozwiazac to ich problemy. Po tylu latach bycia razem drugiej osobie nalez
            > y sie troche szacunku, chociaz tyle, zeby powiedziec jej co sie nie podoba a n
            > ie szukac wrazen i grac na dwa fronty.

            Kag73, wielkie dzięki za te parę zdań: to jest dokładnie to, co próbuję mojej ślubnej po jej wyskoku wytłumaczyć od prawie dwóch lat, niestety bezskutecznie i bez efektu :(
            • 16.09.10, 18:55
              errare_humanum_est , mysle, ze zona pewnie dokladnie o tym wie, tylko nie chce przed Toba przyznac sie do bledu.
          • 17.09.10, 08:25
            kag73 napisała:

            > Pisales o zeznaniach jego, ktore bylyby istotne. Dla mnie nie, bo coz one pomog
            > a. Mial problem, nie podobalo mu sie w zwiazku, mieli kryzys, czegos mu brakowa
            > lo? Zdarza sie...ale do zony mogl z tym isc, jezeli mu zalezalo, szukac wyjscia
            > , zastanawiac sie, ona proponowala terapie. On wolal romas na boku, taj jakby m
            > ialo rozwiazac to ich problemy. Po tylu latach bycia razem drugiej osobie nalez
            > y sie troche szacunku, chociaz tyle, zeby powiedziec jej co sie nie podoba a n
            > ie szukac wrazen i grac na dwa fronty.

            w 10 ;)

            szkoda ze jak zdradzany jest mezczyzna to na tym forum slyszy glownie "to w polowie tez Twoja wina" ;), "widac jej nie wystarczasz", "moze za malo w domu pomagasz?"

            :D
        • 15.09.10, 17:33
          a powiedz mi co jest w tym takiego dziwnego? Myslisz ze nie boje sie pojsc do ludzi? Jestem sama w ten sposob pierwszy raz od 14 lat, sorry jezeli dla ciebie jest to zadziwiajace. Dla mnie jest to absolutnie normalne. Myslisz ze chce widziec te parki, i od kazdej wysluchiwac pytania Gdzie jest moj maz? dlaczego nie przyszedl?
          • 15.09.10, 17:36
            idz z kolega

            ktos Ci bedzie drinki przynosil i kolezanki bedziesz miala z glowy

            najlepiej z kolega meza, przystojnym ;)
            • 15.09.10, 17:42
              Albo powiedz, ze maz do Polski pojechal i go nie ma.
              Albo nie idz na te urodziny. Albo idz, moze kogos milego poznasz, ja mojego wlasnie poznalam na imprezie urodzinowej :)) Najllepiej przed wyjsciem strzel sobie jednego mocniejszego, troche sie wyluzujesz.
              • 15.09.10, 17:55
                Niestety kazdy wie ze wraca w piatek, wkoncu trabilam o tym tyle cala podekscytowana i planujac nasza pierwsza namietna noc po powrocie. (az serce boli)

                Powiem tylko ze przez roznice czasu padl i zasnol. Znajomym nie chce jeszcze mowic. a w takiej sytuacji flirtowac za bardzo nie wypada ;)

                I cos czuje ze szef chce mnie wylac z pracy.
                • 15.09.10, 18:22
                  Może to tylko czarnowidztwo, ale zainteresować się warto - kolejna rzecz, która odciągnie trochę uwagę i zmobilizuje do działania.
                  Teraz takie ni z gruszki ni z pietruszki pytanie - lubisz tańczyć?
                  • 15.09.10, 18:47
                    czy lubie tanczyc? czasami.
          • 15.09.10, 17:59
            xciekawax napisała:

            > Myslisz ze chce w
            > idziec te parki, i od kazdej wysluchiwac pytania Gdzie jest moj maz? dlaczego n
            > ie przyszedl?

            Odpowiadzasz, że nie przyszedł, bo zawiódł Cię jako mąż. Przecież Ty nie jesteś winna jego zdrady, więc czego masz się wstydzić? To jego wstyd i jego porażka.
            • 15.09.10, 19:45
              Ciekawa,
              Wydaje mi się że pisząc o jego zaletach nadal patrzysz przez różowe okulary. Z tego co napisałaś wcześniej wyłania się obraz wyrachowanego, przebiegłego egoisty. D
              Dobrze robisz, kłamstwo jest jego naturą i bardzo wątpię czy kocha Ciebie. Myśl teraz o sobie i bądź czujna, ta jego skrucha to teatr/. Nie powinnaś mu ufać. Trzymaj się, chodź na terapię, masz dobrego psychologa, za pół roku będziesz jak nowa:) cierpliwości.
              • 15.09.10, 19:54
                A tak na marginesie, wypisz te jego zalety to pomożemy Ci je rozpracować:)
                To że gotuje? Prooszę Cię, normalnie lubi dobrze zjeść, Ty nie umiesz gotować no to on gotuje. Dla siebie, nie miej złudzeń.
                • 15.09.10, 20:52
                  ore.ona napisała:

                  > A tak na marginesie, wypisz te jego zalety to pomożemy Ci je rozpracować:)'

                  eee, to chyba nie jest dobry pomysł, ore.szko.
                  Przypomina troche hasło: dajcie mi człowieka, znajdzie sie paragraf.

                  Jak xciekawax opisywała wizyte u sajkologa, to sama zrewidowałam, czy moje uczucie do męża wg kryterium tego specjalisty wystarcza do dobrego związku i wyszło mi, że troche krucho u mnie z szacunkiem.
                  Zastanawiam sie ile par, bez problemowych wg własnego mniemania wyszłoby z tej kozetki zwycięsko, gdyby sie tam przypadkowo znalazły.
                  Tak samo z tymi wadami, kto ich nie ma?
                  np. to co Ty napisałaś:
                  umie gotować, to wada bo gotuje dla siebie i żąda wdzieczności, hołdów i uzależnia tym od siebie partnerkę- przeca to absurd :)

                  Dobry jest kierunek skupienia sie na sobie,
                  jazda po partnerze to jakieś voodoo.

                  duze pozdro!!!
                  --
                  Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                  Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                  by Cejrowski
                  • 15.09.10, 21:30
                    Widzisz sisi, uważam że ciekawa powinna znaleźć w sobie siłę bo ciągle jeszcze myśli pozytywnie o nim i może mieć problem z obiektywną oceną sytuacji i jego jako człowieka. Analiza i zdroworozsądkowe podejście jest imo najlepsze w tej sytuacji/przeczekanie- odsunięcie emocji/ po jakimś czasie łatwiej będzie jej to ogarnąć.
                    Mogę się mylić.
                    To co zaproponowałam to forma „zabawy” taka sobie analiza faktycznych plusów pana. Wg mnie dystansuje.
                • 15.09.10, 21:06
                  Nie wiem czy pisze przez rozowe okulary, byl w moim zyciu przez te prawie 14 lat to chyba cos dobrego musialo w nim byc. A zachowal sie wyrachowanie i etoistycznie, to prawda.

                  Jego zalety:
                  @ Wlasnie, nigdy nie musialam sie martwic ze po powrocie do domu nie mam co zjec, bo nawet jak go nie bylo to obiadek byl przygotowany. Nawet jak wyjezdzal to przygotowywal mi obiady na kilka dni.
                  @ Nigdy nie wtracal sie do moich wyjsc ze znajomymi (ja do jego rowniez nie) Moglam wyjsc kiedy chcialam, z kim chcialam i zostawac do ktorej chcialam
                  @Nie wtacal sie do moich wydatkow. Jezeli chcialam kupic 50ta pare butow to to robilam (ale spojrzmy prawdzie w oczy, ja za to placilam i bylam odpowiedzialna z wydatkami, w przeciwienstwie do niego)
                  @ Byl opiekunczy, moglam na niego liczyc w zalatwianiu spraw ktore mi sprawialy trudnosci lub niewygode (ale znowu, mial na to czas, gdyz przez ostatnie poltora roku zadko pracowal)
                  @ dbal o zdrowie i pomagal naszemu starszemu przyjacielowi
                  @ utrzymywal sie sam od 16 roku zycia (dlatego dalam mu tyle luzu gdy nie pracowal - myslalam ze to taki etap w zyciu)
                  @ Potrafi nawiazywac z latwoscia kontakty z ludzmi (w przeciwienstwie do mnie)
                  @ Potrafi sie zachowac i gadac z ludzmi z kazdego szczebla spolecznego. Moze pogadac z bezdomnymi jak i z ludzmi z "wyzszych sfer". Ma znajomosci w kazdej grupie
                  @ utrzymywal kiedys przez dlugi okres zycia czlowieka bezdomnego
                  @ ogolnie jest madry, ma duzy sasob wiedzy, czyta duzo ksiazek, powaznych, ciagle powieksza wiedze - np jak czegos nie wie to leci do slownika. Zna pare jezykow obcych.
                  @ jest zaradny ogolnie, tylko leniwy troche aby ta zaradnosc poglebic
                  @ jest ciekawy swiata, nie lubi TV,
                  @ potrafi byc czasujacy i harezmatyczny jak chce (wtedy ludzie sa bardzo nim oczarowani) =manipulator?
                  @ jak chce potrafi byc zajebisty w lozku (tego mi bedzie brakowac bardzo). Nasza czestotliwosc jednak od pewnego czasu spadala bardzo, co mnie bardzo bolalo.
                  @ byl cierpliwy ze mna i umial mnie zrozumiec zupelnie latwo.

                  Negatywy na razie: aby bylo po rowno i abyscie nie mysleli ze jest aniolem ;)

                  @ Klamie nalogowo, nie tylko dla mnie, trudno od niego cokolwiek wyciagnac, lubi koloryzowac swoje osiagniecia. Maci, przez swoje czesto niepotrzebne klamsewka a potem sama juz nie wiem co mam mowic komu. Od wielu lat juz nie kryje za niego i po prostu mowie prawde (jestem bardzo prawdomowna) i potem dowiadoje sie sprzecznych informacji (czesto jego klamstwa sa baaardzo niepotrzebne i male)
                  @ nigdy niczego nie dokancza, nie skonczyl szkoly, kazde jesto "biznesy" niewypalaly (mojm zdaniem pomysly byly nie glupie, ale brak bylo checi do zaangazowania sie na maksa - czyli lenistwo), i cokolwiek zaczol - nigdy nie dokonczyl.
                  @ Nie zaangazowal sie aby miec normalna prace abysmy wkoncu wyniesli sie z tej naszej kawalerki - dlatego tez (miedzy innymi) mysl o dziecku sprawiala mi tyle trudu
                  @ Ciagle bylismy na tym samym etapie, nie robilismy kroku w przyszlosc. Nawet po malzenstwie czulam sie czesto ze randkujemy caly czas (co mialo swoje plusy, bo chemia byla, i randki itd)
                  @ Mial nieracjionalne wybuchy gniewu, np kiedys gdy nie chcial abym ogladala TV, przeciol nozem kabel do TV (gdy jeszcze TV byl wlaczony). Tez polamal pare telefonow rzucajac nimi w samochody (piratow drogowych). Tez pare razy bieg za takim piratem drogowym pare ulic aby zlapac i np (za kare) polamac lusterko albo nakrzyczec za to co zrobili pare przecznic dalej. (moj psycholog uwaza ze jesli to poczatek jakies choroby psychicznej to tym bardziej powinnam zwiewac, bo potem moge czuc sie odpowiedzialna za niego)
                  @ Ciagle wymysla "biznesy" ale nie bierze mojej rady aby pojsc do szkoly i poduczyc sie troche jak sie takim operuje. Mysli ze sam wszystko sie dowie, a potem napotyka przeszkody z niewiedzy wlasnej.
                  @ jest bardzo zly z finansami. Gdyby nie on bylabym bogata kobieta. Chociaz trzymalam go w rydzach wiec jakos sobie radzilismy z miesiaca na miesiac.
                  @ potrafi tak slowkami zbajerowac ze czlowiek jest gotowy we wszystko urzerzyc. Czesto jak go slucham gdy gada z kims to tylko oczami przewracam bo wiem ze bajeruje.
                  @ Jest chlodny, niedostepny, a zarazem opiekunczy
                  @ potrafi gadac glupoty
                  @ przez pewnien czas ciagle sie upominalam o to ze mnie nie traktuje jak mezczyzna powinien, abym czula sie kobieta przy mezczyznie, wiesz, chodzi o to aby sie zapytal czy mi zimno, abym zawsze czula sie.... zaopiekowana. Ja jestem dosc niezalezna kobieta, sama sobie zawsze dawalam rade, ale przy swoim facecie chcialabym sie czuc bezpiecznie, zaopiekowana.


                  Nie wiem.... jest to ciezkie dla mnie. Wiem ze w naszym zwiazku, z tym jak bardzo jestem uzalezniona od niego jest duzo toksycznosci, wspoluzaleznienia chyba. Obydwoje pochodzimy z dziwnych rodzin, obydwoje jestesmy takimi odludkami, obydwoje zawsze czulismy sie chyba osamotnieni i chyba to nas do siebie ciagnelo - bo potrafilismy sie rozumiec na zupelnie innym gruncie.

                  • 15.09.10, 21:10
                    sorry ze to takie dlugie. traktuje te forum tez jak wylewanie moich emocji, co mi strasznie pomaga.
                  • 15.09.10, 21:32
                    No, długie:)
                    Nie przypuszczałam.
                    To zabieram się do pracy:)
                  • 15.09.10, 22:07
                    Wlasnie, nigdy nie musialam sie martwic ze po powrocie do domu nie mam co zjec, bo nawet jak go nie bylo to obiadek byl przygotowany.
                    ale pisałaś że nie pracował, więc analogicznie kobieta powinna dbać o to żeby mąż miał co zjeść po pracy
                    facet który przychodzi do domu a tu dzień w dzień zero obiadu uuuu, nie widzę tego/chyba że małe dzieci pochłaniają czas małżonki/

                    Nawet jak wyjezdzal to przygotowywal mi obiady na kilka dni.
                    tiaa, pisałaś o tych wyjazdach, więc może przykrywał swoją niewierność/do sprawdzenia:)
                    Nigdy nie wtracal sie do moich wyjsc ze znajomymi (ja do jego rowniez nie) Moglam wyjsc kiedy chcialam, z kim chcialam i zostawac do ktorej chcialam
                    a uważasz że miał choć mały powód by Ci nie ufać? nie miał. Gdyby miał to nie byłoby tak łatwo/teraz powiedziałaś mu że zdradziłaś-rzucił słuchawką-luzik/
                    Nie wtacal sie do moich wydatkow. Jezeli chcialam kupic 50ta pare butow to to robilam (ale spojrzmy prawdzie w oczy, ja za to placilam
                    odpowiedziałaś sobie
                    Byl opiekunczy, moglam na niego liczyc w zalatwianiu spraw ktore mi sprawialy trudnosci lub niewygode (ale znowu, mial na to czas, gdyz przez ostatnie poltora roku zadko pracowal)

                    ciekawa, ale to nie jest opiekuńczość, wypadało mu coś czasem załatwić, no bo bez przesady..
                    dbal o zdrowie
                    swoje czy Twoje.
                    i pomagal naszemu starszemu przyjacielowi
                    tu pochwalę/ czy miał innych przyjaciół?
                    utrzymywal sie sam od 16 roku zycia
                    no to odrabia etap- jestem u mamy
                    Potrafi nawiazywac z latwoscia kontakty z ludzmi (w przeciwienstwie do mnie)
                    imo, to nie jest zaleta, cecha charakteru-może Ci się podobać lub nie
                    Potrafi sie zachowac i gadac z ludzmi z kazdego szczebla spolecznego. Moze pogadac z bezdomnymi jak i z ludzmi z "wyzszych sfer". Ma znajomosci w kazdej grupie
                    mam taką przyjaciółkę, bardzo kontaktowa ale nie przywiązuje wagi do tych znajomości- są płytkie i użyteczne
                    ja bym tego nie klasyfikowała jako zaletę- podoba Ci się to i już
                    utrzymywal kiedys przez dlugi okres zycia czlowieka bezdomnego
                    tu nie mam argumentów/ale może doświadczył czegoś podobnego i stąd to serce- tak jakby zaopiekował się sobą/
                    ogolnie jest madry, ma duzy sasob wiedzy, czyta duzo ksiazek, powaznych, ciagle powieksza wiedze - np jak czegos nie wie to leci do slownika. Zna pare jezykow obcych.
                    dobrze że dba o mózg:) Jednak znam osoby które są intelektualistami a uczuciowo mocno do tyłu
                    jest zaradny ogolnie, tylko leniwy troche
                    trochę tak:)
                    jest ciekawy swiata, nie lubi TV
                    ja też:D /tu go polubiłam;)
                    potrafi byc czasujacy i harezmatyczny jak chce (wtedy ludzie sa bardzo nim oczarowani) =manipulator
                    tak, manipulator i aktor, /może mieć komlplesy które w ten sposób leczy/
                    jak chce potrafi byc zajebisty w lozku (tego mi bedzie brakowac bardzo). Nasza czestotliwosc jednak od pewnego czasu spadala bardzo,
                    i będzie spadać. "Potrafi", ciekawe z czego to wynika?
                    byl cierpliwy ze mna i umial mnie zrozumiec zupelnie latwo
                    Też lubię cierpliwych, ale mógł udawać że rozumie- uważasz że jest empatyczny?

                    tyle o zaletach:)
                    • 15.09.10, 22:27
                      LOL, rozsmieszylas mnie. dzieki!
                  • 15.09.10, 22:16
                    Ciekawa, przeczytaj tę książkę:

                    merlin.pl/Narcyzm-Zaklete-ja/browse/product/1,499585.html;jsessionid=C6D42571B5A9E66A3636C9BAC66F3346.LB2?gclid=CNLg2fifiqQCFRAFZgodi1BRGw
                    --
                    Jeśli wiesz, co robisz, możesz robić to, co chcesz. (MF)
                    • 15.09.10, 22:32
                      a to da mi mozliwosc zrozumiec bardziej siebie czy jego?

                      Bo jezeli jego to szkoda czasu na czytanie. Musze sie zajac soba, a nie wgnebiac sie i analizowac faceta od ktorego chce odejsc.
                      • 15.09.10, 22:44
                        xciekawax napisała:

                        > a to da mi mozliwosc zrozumiec bardziej siebie czy jego?
                        >
                        > Bo jezeli jego to szkoda czasu na czytanie. Musze sie zajac soba, a nie wgnebia
                        > c sie i analizowac faceta od ktorego chce odejsc.

                        Czasem warto dowiedzieć się, z kim się ma do czynienia, po to, by spróbować dociec, dlaczego wchodzi się w związki z takimi typami. A po co nam to wiedzieć? A po to, żeby nie powtarzać błędów. Nieprzypadkowo przecież jesteś z tym, a nie innym człowiekiem. Książka jeśli nei na teraz, to na potem, ale poczytać powinnaś.

                        --
                        Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                        by Zakletawmarmur
                        • 15.09.10, 23:02
                          Ja bardzo chce poznac dlaczego takie typy mi sie podobaja, ale dowiem sie tego analizujac mnie sama (tak mysle) a nie innych ludzi. Duzo juz sie o sobie dowiedzialam tylko z tego forum i rozmowy z psychologiem. Boli mnie ze nastepna rozmowa dopiero w przyszlym tygodniu. Powinnam miec je codziennie.
                          Dzisiaj wychodze z kolezanka ktora sama ma jakies problemy, wiec skoncentruje sie na niej i miejmy nadzieje ze da mi to troche ulgi od myslenia o tym wszystkim. Jeszcze raz wszystkim dziekuje. Pierwsze co robie kazdego ranka to otwieram komputer.
                          • 15.09.10, 23:39
                            xciekawax napisała:

                            > Ja bardzo chce poznac dlaczego takie typy mi sie podobaja, ale dowiem sie tego
                            > analizujac mnie sama (tak mysle) a nie innych ludzi.

                            Jedno z drugim się łączy. Powodzenia :-)

                            --
                            Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                            by Zakletawmarmur
                      • 16.09.10, 00:02
                        Związki nigdy nie są przypadkowe. Toksyczne czy nie, partnerzy w nich są zawsze w jakiś sposób komplementarni. Próbując zrozumieć jego, zrozumiesz też siebie. Ten narcyzm to tylko hipoteza, ale wiele cech wymienionych przez Ciebie pasuje tu jak ulał.
                        Książka genialna - na kanwie baśni braci Grimm - połkniesz:)
                        • 16.09.10, 00:03
                          Ups, zapomniałam się przelogować z nicka jednorazowego użytku:D
                          --
                          Jeśli wiesz, co robisz, możesz robić to, co chcesz. (MF)
                          • 16.09.10, 00:17
                            Aha, jest też dużo o Królewnie - partnerce Narcyza:)
                            --
                            Jeśli wiesz, co robisz, możesz robić to, co chcesz. (MF)
                            • 16.09.10, 04:58
                              I ja do niej pasuje? tzn krolewny? Bo on czesto na mnie mowi: krolewna. lol
                            • 16.09.10, 17:07
                              Bardziej chyba powinnam kupic ksiazke: "Psychopaci sa wsrod nas". ;)
                  • 15.09.10, 22:30
                    Klamie nalogowo-
                    to jak choroba-uzależnienie?

                    nigdy niczego nie dokancza, nie skonczyl szkoly, kazde jesto "biznesy" niewypalaly
                    -facet z przyszłością;)

                    Nie zaangazowal sie aby miec normalna prace abysmy wkoncu wyniesli sie z tej naszej kawalerki
                    -jesteś jego mamą-zarób na lepszy lokal

                    Ciagle bylismy na tym samym etapie, nie robilismy kroku w przyszlosc-on jest mały chłopiec - żyje dniem dzisiejszym/przyszłość-abstrakcja/

                    Mial nieracjionalne wybuchy gniewu, np kiedys gdy nie chcial abym ogladala TV, przeciol nozem kabel do TV (gdy jeszcze TV byl wlaczony). Tez polamal pare telefonow rzucajac nimi w samochody (piratow drogowych). Tez pare razy bieg za takim piratem drogowym pare ulic aby zlapac i np (za kare) polamac lusterko albo nakrzyczec za to co zrobili pare przecznic dalej
                    - o rany! lepiej przygotuj się na coś. Jeśli tak jak myślę aktor i manipulant, w momencie gdy zobaczy że nie ma szans u Ciebie pokaże na co go stać w ataku złości.
                    To nie jest wesołe:(

                    Ciagle wymysla "biznesy" ale nie bierze mojej rady aby pojsc do szkoly i poduczyc sie troche jak sie takim operuje. Mysli ze sam wszystko sie dowie, a potem napotyka przeszkody z niewiedzy wlasnej
                    - jakiś feler psychiki-nieodpowiedzialność?

                    jest bardzo zly z finansami. Gdyby nie on bylabym bogata kobieta
                    - jednak feler- może mieć też skłonności do hazardu

                    potrafi tak slowkami zbajerowac ze czlowiek jest gotowy we wszystko urzerzyc
                    -manipuluje i jeśli innymi to Tobą też.
                    To się ma albo nie ma.

                    Jest chlodny, niedostepny, a zarazem opiekuńczy
                    - to co odbierasz jako opiekuńczość jest czymś innym/pogadaj o tym z psychologiem/

                    potrafi gadac glupoty
                    -??

                    aby sie zapytal czy mi zimno,
                    - no właśnie, on tego nie czuje i jego opiekuńczość to Twoja fantazja

                    Ja jestem dosc niezalezna kobieta, sama sobie zawsze dawalam rade
                    I dasz sobie radę- on się podczepił, Ty mu na to pozwoliłaś.
                    Masz swoje życie, plany i szansę na mniej pokręconego faceta.
                    Dasz radę:)
                    Pozdrawiam
                    • 15.09.10, 22:46
                      LOL, ale wybralam sobie partnera, hehehehe, chwycilam pana Boga za nogi, doslownie. :)

                      hehehehe, dzieki bardzo, hichocze sie troche.

    • 16.09.10, 05:11
      Troszke pijana wiec wybaczcie....I chociaz bylam ze znajomymi przy ktorych musialam udawac zone, i osobe z obraczka, to mysle ze sie domyslaja o rozpadzie moje malzenstwa. I nie wiem dlaczego. Ale nie o tym. Patrzylam na tych facetow, i chociaz wielu mi sie podobalo, to jednak mam jakies opory. Patrze na nich inaczej niz bym patrzyla normalnie - ze tacy dostepni, dowcipni jednak i przystojni.... ale tez mysle czy zdradzaja, czy powielaja ten bol ktory sama teraz mam. Ale ogolnie dostrzegam facetow teraz, i jest ich taaaaaak..... duuuuzooooooo...... Nigdy wczesniej tego nie widzialam. Zdarzal sie jeden czy dwa, ale teraz jest ich strasznie duzo. moze to przez to ze nie mialam juz seksu przez 5 tygodni. tzn wiecie, z facetem.

      Widze tez ze mam kompleksy. Dlaczego te brzydkie kaczory z wcale nie lepsza praca odemnie swiruja facetow, a ja nie? mysle ze to bierze sie z nastawienia. a moze odstraszala ich ta obraczka na moim palcu? i ze bylam z przyjaciolmi?

      Seksualnosc swoja droga, a zycie swoja....
      • 16.09.10, 07:53
        Ja gorąco polecam tę książkę : www.wdrodze.pl/?mod=opis&id=329
        Z tej samej serii, co proponowana wcześniej.
        • 16.09.10, 15:30
          Dzieki!
      • 16.09.10, 09:12
        xciekawax napisała:

        > Patrze na nich i
        > naczej niz bym patrzyla normalnie - ze tacy dostepni, dowcipni jednak i przysto
        > jni.... ale tez mysle czy zdradzaja, czy powielaja ten bol ktory sama teraz mam

        niestety tego wiedziec nie mozna, poza niektorymi przypadkami. Nalezy probowac i bogatsza o te doswiadczenie patrzyc co sie dzieje. Innej drogi nie ma.

        > . Ale ogolnie dostrzegam facetow teraz, i jest ich taaaaaak..... duuuuzooooooo
        > ...... Nigdy wczesniej tego nie widzialam. Zdarzal sie jeden czy dwa, ale tera
        > z jest ich strasznie duzo. moze to przez to ze nie mialam juz seksu przez 5 ty
        > godni. tzn wiecie, z facetem.

        no najpewniej dlatego ;)

        > Widze tez ze mam kompleksy. Dlaczego te brzydkie kaczory z wcale nie lepsza pra
        > ca odemnie swiruja facetow, a ja nie? mysle ze to bierze sie z nastawienia. a m
        > oze odstraszala ich ta obraczka na moim palcu? i ze bylam z przyjaciolmi?

        jednych obraczka odstrasza, drugich przyciaga, najpewniej tez zonatych, wiadomo dlaczego.
        Pisalismy juz o tym, jezeli myslisz ze wiekszosc mezyczyzn, czy nawet spora czesc, na widok kobiety ktora sie spodoba po prostu atakuje w jednej sekundzie to sie mylisz.

        > Seksualnosc swoja droga, a zycie swoja....

        ... ;)
      • 16.09.10, 10:16
        Widze tez ze mam kompleksy. Dlaczego te brzydkie kaczory z wcale nie lepsza praca odemnie swiruja facetow, a ja nie? '

        Widzę, że gardeners trafiła w dyche z tą księżniczką narcyza ;)

        W Twojej przykrej sytuacji to bardzo dobrze, że masz taki charakter, bo sobie lepiej poradzisz ze zdradą partnera.

        duze pozdro!!!


        --
        Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
        • 16.09.10, 15:50
          O co chodzi z ta ksiezniczka narcyza? Tak z grubsza?
          • 16.09.10, 20:54
            xciekawax napisała:

            > O co chodzi z ta ksiezniczka narcyza? '

            napisałaś (ciut wstawiona więc moze to nie całkiem to, co chciałaś napisać, lub właśnie szczera strona Twojej osobowości- teorie o pisaniu po pijaku sa różne):

            Widze tez ze mam kompleksy. Dlaczego te brzydkie kaczory z wcale nie lepsza praca odemnie swiruja facetow, a ja nie?'

            To dla mnie jest dziwne sformułowanie, coś jakbys napisała:
            mam kompleks że jestem niska, bo wokół siebie widze tyle karzełków.
            Sądzilam, że kompleksy biorą sie z porównywania do lepszych od nas, a nie gorszych pod względem jakieś cechy.
            Więc albo nie masz kompleksów, albo te zdania obok siebie tak niefortunnie sformułowałaś.

            Dla mnie ten fragment to właśnie jest wpis księzniczki do swojego pamiętnika:

            Weszłam na salę balową.
            Wśród kobiet zauważyłam same kaszaloty.
            Jestem przepiękna wśród tych brzydkich kaczorów.
            Ale dlaczego wszyscy książęta nie rzucili sie do moich stóp ?!
            Nawet ten przystojny o wygladzie Elvisa zlekceważył blask mojej osoby, który zaćmiewał tamte kocmołuchy.
            Nie takiego wejścia oczekiwałam i czułam sie bardzo rozczarowana tym brakiem uwielbienia dla mnie, księżniczki.
            Nikt nie potrafi mnie potraktować z należytą atencją. foszek :(

            to tak z grubsza, moje luźne wrażenie,
            reszta pewnie w książce.

            duze pozdro!!!
            --
            Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
            Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
            by Cejrowski
            • 16.09.10, 21:54
              :) hmmm... fajne, nigdy tego nie slyszalam, ale podoba mi sie.

              Ale chyba bardziej tym "kaszalotom" albo w ogole w dziewczynom zazdroszcze tego ze potrafia byc takie smieszki, bez skrepowania gadac, flirtowac, i byc takie.... wolne. Ja jestem bardziej schowana w swojej skorupie, bardziej jak cebula - ktora sie wolno obiera ze skorek aby poznac.

              A Elvis akurat byl zainteresowany ;) , ale wiadomo - obraczka - wiec trzymal sie z dala.

              Moze tak napisalam bo akurat byla tam taka dziewczyna, kaczor doslownie. ale umiala zakrecic facetow. Taka obserwacjia. nie wiem.
      • 16.09.10, 12:44
        Odradzałabym Ci pakowanie się w jakieś szybkie znajomości. Wiem że niektórzy w ten sposób leczą swoje rany ale, imo to tylko pozorne leczenie. Dobrze jest dać sobie czas na wypalenie się tego co zostało w nas /resztki uczucia, żal, złość czy nienawiść/ a dopiero myśleć o czymś nowym. Dobrze jest w tym czasie poprzyglądać się sobie z sympatią, pokochać siebie:).Przypadkowy seks nie da Ci zbyt dużo a może spowodować kaca albo brak szacunku do siebie. Wiem że jest to indywidualna sprawa, ale warto się nad tym zastanowić. W knajpce nie poznasz chyba nikogo na dłużej, natomiast amatora jednorazowego seksu z pewnością tak. Dziwisz się że w knajpce wokół niezbyt atrakcyjnych dziewczyn/kobiet kręcą się mężczyźni. Myślę że obie strony mają podobne nastawienie, one-„jestem przystępna i chętna” oni- „mam ochotę na seks” i tyle. Spotkania ze znajomymi i flirt to coś co może Ci ułatwić wyjście z przykrej rzeczywistości. Napisałaś że chciałabyś spotykać się z terapeutą częściej. Wydaje mi się że celowo jest przerwa tygodniowa- Twoja podświadomość musi w tym czasie przepracować pewne informacje:)
        Jeśli chodzi o znajomych to podejrzewam że wiedzą więcej niż Ty. Możesz z kimś zaufanym o tym pogadać.
        Dodam że nie jestem psychologiem, więc korzystaj tylko z rad fachowca:)
        • 16.09.10, 13:21
          Uwazam, ze obraczka jak najbardziej odstrasza, zwlaszcza facetow, ktorzy szukaja kogos na stale. Nie powiedziane tez, ze w knajpce nie mozna spotkac kogos na dluzej, mam inne doswiadczenia. Poza tym przekonalam sie, ze wcale nie ma tylu amatorow jednorazowego seksu jak myslalam (fakt doswiadczenie zbierane przeze mnie, nie w Polsce, ale nie wiem czy to ma znaczenie), wiekszosc facetow szukala kogos na stale a przynajmniej chciala wiecej niz jednej nocy.
          Mysle, ze ktos nowy moze pomoc zapomniec, odwrocic uwage, dostarczyc rozrywki. Mnie osobiscie to pomoglo. Moze nawet rozwinac sie z tego cos wiecej, takie przypadki tez znam. Nie trzeba pakowac sie na leb na szyje ale owszem mozna komus dac szanse, jako czlowiekowi, chociazby aby milo spedzic z nim czas. Owszem nastawienie jest bardzo wazne, nie chodzi tutaj o to, zeby szybko zlapac kogos na seks, nawet jezeli by do tego seksu doszlo, nie to jest najwaniejsze.
          • 16.09.10, 13:37
            Jeden z moich partnerów gdy odeszłam od niego/do nikogo:) rzucił się na dziewczyny. Jedna, druga, trzecia- każdą porównywał do mnie i na dodatek zawsze którejś wspomniał o tym że ja to „tak i tak” a one „nie tak jak trzeba” i nawet nie chodziło o seks. Dlatego napisałam że jeśli do kogoś czuje się jeszcze coś to lepiej nie pchać się w nowe bo pokusa porównywania będzie silna a może wygrać była/były. Autorka powinna poradzić sobie z resztkami uczucia do męża a potem radośnie:) wejść w nowy związek. Imo
            • 16.09.10, 14:46
              Ja nie mowie, ze ona ma zaraz wchodzic w nowy zwiazek, jednak otworzyc oczy na swiat i na nowych mezczyn owszem moze.
              Poza tym uczucia do meza to ona jeszcze dlugo bedzie miala, jakby nie bylo, byli ze soba 14 lat. Tak czy siak pozostanie na zawsze czescia jej zycia, gdzies tam, chociazby w kaciku serduszka bedzie mial swoje miejsce, bo byl przez dlugi czas czescia jej zycia. A to, ze sie nastepnego/nastepna w roznych sytuacjach, czasem nawet po dlugich latch porownuje, to tez ludzkie i nie nowe zjawisko. Ale co innego robic to "po cichu" a co innego mowic o tym glosno. To juz kwestia wyczucia i taktu no i wzgledu na te druga osobe.
              Na pewno jej maz mial wiele dobrych stron, przezyla z nim piekne momenty, tego nikt jej juz nie zabierze i te wspomnienia na pewno na dlugo, moze nawet do konca, z nia pozostana.
              I nie ma w tym nic zlego, to ludzkie i zupelnie zrozumiale.
              • 16.09.10, 15:20
                Poza tym uczucia do meza to ona jeszcze dlugo bedzie miala, jakby nie bylo, byli ze soba 14 lat. Tak czy siak pozostanie na zawsze czescia jej zycia, gdzies tam, chociazby w kaciku serduszka bedzie mial swoje miejsce, bo byl przez dlugi czas czescia jej zycia. <
                Po 10 latach związku /kochałam męża/ nie przewiduje w moim sercu miejsca dla niego.
                Czuję się oszukana/chyba podobnie jak xciekawa/ i będzie ojcem mojego dziecka i kimś w rodzaju dalekiego krewnego. Niestety tak mam i nad tym pracuje:) Każdy jest inny..
                • 16.09.10, 15:36
                  Moze niezbyt precyzyjnie sie wyrazilam. Chodzi o to, ze raczaj nie mozna tego czlowieka wymazac z pamieci. Niemniej jednak rozumiem, ze w przypadku wielkiej krzywdy ma sie do niego raczej negatywne uczucia. I masz racje kazdy jest inny...
        • 16.09.10, 15:42
          na skok w bok tez nie mam ochoty na razie. Ale fajnie bylo pogadac z mezczyznami. Jeden wygladal jak nizszy Elvis Presley. ;) Oczywiscie nic od nich nie chce. Niby interesuja mnie ale mam jakas uraze, z oczywistych powodow. Masz racjie, teraz w zwiazki nie bede sie pakowac - zreszta - trudno by mi zreszta bylo skoro kazdy mysli ze jestem zamezna. ;)

          umowilam sie z kolezanka ze moze za miesiac wyjedziemy na tydzien gdzies daleko.

          Nie mam pojecia gdzie mozna poznac faceta, jezeli nie w knajpce. Zawsze myslalam ze tam ludzie ida aby kogos poznac.

          • 16.09.10, 22:33
            xciekawax napisała:

            >
            > umowilam sie z kolezanka ze moze za miesiac wyjedziemy na tydzien gdzies daleko
            > .
            >
            > Nie mam pojecia gdzie mozna poznac faceta, jezeli nie w knajpce. Zawsze myslal
            > am ze tam ludzie ida aby kogos poznac.
            >

            kag73 ma racje co do otwartosci

            natomiast rozumiem ze malzenstwo juz przepadlo i papiery zlozone czy po prostu chcesz "wyrownac" rachunek i probowac to naprawic ewentualnie jak znajdziesz gdzies dobre ruchanie latwiej bedzie Ci sie rozwiesc?
            • 16.09.10, 23:12
              na razie chce zrobic legalna separacjie. Musze znalesc prawnika, ale nie mam na to sil, energji...

              Wiesz, ja mam swoje potrzeby seksualne, ale nie chodzi mi o to aby kogos poznac i sie zemscic czy uprawiac seks. Czasami fajna rozmowa z facetem moze podniesc na duchu - ze wiesz, nie jestem odrzutkiem, ze nadal ktos sie mna moze zainteresowac. ze moze kiedys bedzie ok.... Wiem sama po sobie ze teraz nie jestem w stanie angazowac sie w zadna znajomosc, ale zeby tak pogadac sobie - to pewnie byloby mile.

              Zastanawiam sie, czy mozna umrzec przez zlamane serce? bo dzisiaj sie tak czuje.
              • 16.09.10, 23:22
                sama dobrze wiesz ze spora czesc tesknoty za mezem to zwykla potrzeba przetrzepania sakwy, nic nowego..

                napiecie seksualne wzmaga tesknote wiec rozlozenie nog przed jakims typem najpewniej pomoze. Nie zachecam zebys ruchala byle kogo, to kobiecie o twojej wrazliwosci tylko zaszkodzi. Kag73 ma racje, spokojnie, na luzie i nie obrazaj sie na mezczyzn.

                Tylko zloz papiery separacyjne.
                • 17.09.10, 00:47
                  czytam ,czytam i nie wiem czy płakać że tyle "żon" zranionych czy pocieszać się że nie jestem sama... w tym cierpieniu...u mnie mija dwa lata...jesteśmy razem..boli jak cholera ale walczymy oboje o NAS
                  do kwiatek2 -1 - Twoje słowa płyną jakby z moich ust...te same przeżycia, te same myśli..mnie też męczy chęć poznania najgorszych szczegółow..ale czy jest sens ???
                  --
                  • 17.09.10, 01:05
                    www.youtube.com/watch?v=0TX6pMl75Q0
                    jak nie znasz języka, to własnie śpiewa o tym że chce o "niej" wiedzieć wszystko, nawet jakby miało ja to zniszczyć

                    znaczy, norma międzynarodowa, o ile cie to pociesza
                    piekna piosenka, pozbierasz się i jeszcze będzie lepiej niż ok.
                    • 17.09.10, 01:30
                      zaraz sobie odsłucham..
                      dzięki..
                      u mnie "walka" trwa niuestannie...chcę iść do przodu, zamknąć czarną przeszłość ale coś mnie do jej poznania pcha..
                      zastanawiam się nad terapią..bo pomimo upływu czasu nie radzę sobie
                      • 17.09.10, 02:06
                        ja polecam terapie. Ty wez dla siebie psychologa, a z mezem chodzcie na terapie malzenska. Potrzebujesz wsparcia z kazdej strony. Inaczej do konca zycia bedziesz cierpiec, za kazdym razem gdy zobaczysz zdrade np na filmie wszystko bedzie do Ciebie wracac.

                        Ja sie czuje lepiej znajac detale, ale powtorze sie i powiem ze uwazam ze nie kazda kobieta powinna ja znac, moze byc trudno. (szczegolnie ze ty z mezem jeszcze sypiasz, a ja juz nie chce z nim byc). Wiesz, mnie zdrada i tamta kobieta tak strasznie nie rusza (ale owszem, jest to strasznie bolace) tylko te klamstwa, manipulacjie, i brak szacunku do mojego zycia i osoby zabijaja wszystko.

                        Zastanawiam sie co mi powie po powrocie. zaloze sie ze rozmowa bedzie dopiero w sobote albo niedziele. Ja to widze tak: pan powie ze kocha mnie tak bardzo ze chce abym odeszla i ulozyla sobie zycie z kims innym i wartosciowym. Jest tchorzem, i manipulatorem i pewnie bedzie myslal ze ja jednak pewnego dnia zadzwonie i z wlasnej woli go zaprosze.

                        Powolutku zaczynam chyba przechodzic na druga faze zaloby i zaczynam byc zla. tzn dzisiaj tak przez kilka minut mialam. Ale lepsza zlosc niz ten cholerny bol.

                        PS: jezeli Bog istrnieje to ma bardzo chore poczucie humoru. Nie dosc ze jestem zraniona i nie chce mi sie zyc, to jeszcze zepsulo sie metro, taksowki nie moglam zlapac bo zbyt duzo ludzi bylo w podobnej sytuacji, wiec wralam 1 i pol godziny na piechote do domu w zlej dzielnicy, gdy bylo ciemno i jeszcze padal deszcz. Chce mi sie wyc.
                  • 17.09.10, 08:27

                    Boże, dwa lata i wciąż?! A ja pocieszam się, że wciąż przeżywam, bo wszystko jest jeszcze zbyt świeże. Myślałam, że po dwóch latach już będzie dobrze.
                    Wiem, że łatwiej byłoby mi, gdybym odeszła. Ale nie lepiej. Zasugerowano tu, że zostałam, bo bałam się samotności, że to "chowanie głowy w piasek". Wierzcie lub nie, nazwijcie to brakiem godności etc, ale ja - mimo tego co robił - wciąż widziałam w nim tego dobrego, kochającego faceta, wiedziałam, że jest dobry. Przez jakiś czas robił rzeczy paskudne, które godziły we wszystko co ważne w związku; ale ja wierzyłam/wierzę, że tak naprawdę on jest dobry. Bo jest. Wierzę, że po okresie kompletnego pogubienia może wrócić do siebie dawnego - uczciwego, lojalnego.Jestem z nim po prostu dlatego, że go kocham. I nie żałuję tego. Dorotko, moje zdanie jest takie: jest sens. Gdybym zdecydowała inaczej, może byłoby mi łatwiej, zemściłabym się - ale co to dałoby mnie czy jemu?
                    Tylko jest trudno. Wiem, że jak zdecydowałam się wybaczyć, powinnam zapanować nad zazdrością, chęcią dowiedzenia się, co bylo etc. A jednak te uczucia są silne, wciąż są... I to mnie wkurza.
                    • 17.09.10, 09:33
                      A jak się czuje po takim czasie Twój mąż? Jedyne z czym ma problem, to stan jego żony? Jedyne co go męczy to to, że Ty się z tym ciągle zmagasz? Rany!
                      Żony alkoholików też widzą w nich dobrych ludzi, którymi należy się zająć. I nie przestają nwet wtedy, gdy mężowie napruci leją je po gębach. Bo to dobry facet, ale zagubiony.
                      • 17.09.10, 09:39
                        edypia111 napisała:
                        jedyne z czym ma problem, to stan jeg
                        > o żony? Jedyne co go męczy to to, że Ty się z tym ciągle zmagasz?

                        I znów wiesz lepiej! To już nudne. Proszę, przestań komentować moje wpisy...
                        • 17.09.10, 09:45
                          Nie.
                    • 17.09.10, 15:26
                      Wiesz, tak mi sie przypomniala historia malzenstwa mojego przyjaciela.

                      Facet mial romans, ale bardzo dbal aby zona sie nie dowiedziala, ale ona sie dowiedziala w koncu (przy praniu cos znalazla w jego kieszeni). Strasznie to przezyla, mieli dwoje malych dzieci. Biedna byla. On stawal na glowie aby "naprawic". I naprawde sie staral, chociaz nadal mial okazjonalne romanse (tej natury nie zmienisz). Ale ona o nich nie wiedziala a przynajmniej nie miala dowodow (stal sie bardziej sprytny). I teraz dzieci podrosly, sa nastolatkami, i ona powiedziala mu ze go nie kocha, i ze chce rozwodu.
                      Zdrada naprawde ma dlugie konsekwencjie.

                      Ja tez myslalam ze moj facet MI tego nigdy nie zrobi. Nie miescilo mi sie to we lbie. A juz napewno nie w TAKI sposob. I powiem ci ze miedzy innymi za to wlasnie go kochalam. A teraz znowu mam wierzyc ze on by mi tego nigdy nie zrobil? Niby dlaczego? bardzo latwo mu przyszlo za (podobno) pierwszym razem.
                      • 17.09.10, 15:50
                        xciekawax napisała:
                        > Ja tez myslalam ze moj facet MI tego nigdy nie zrobi. Nie miescilo mi sie to w
                        > e lbie. A juz napewno nie w TAKI sposob. I powiem ci ze miedzy innymi za to w
                        > lasnie go kochalam. A teraz znowu mam wierzyc ze on by mi tego nigdy nie zrobi
                        > l? Niby dlaczego? bardzo latwo mu przyszlo za (podobno) pierwszym razem.

                        Ależ ja nie sugeruję Ci, broń Boże, że robisz źle. To Twoja decyzja. I jakakolwiek ostatecznie będzie, będzie słuszna, bo to Twoje życia i Twoje decyzje. Pokazuję Ci moją, byś miała przeciwwagę dla dominujących sugestii "rzuć go natychmiast". Nie mam pojęcia, co lepsze.
                        Ja swojej decyzji nie żałuję, choć jest trudna. Może i nie żałowałabym, gdybym zdecydowała inaczej. A i tak nie przekonam się, co byłoby lepsze; dwóch sprzecznych decyzji nie mogę podjąć równocześnie, by sprawdzić skutki :)
                        A ja swojego męża też kochałam m.in. za to, że był niezdolny do zdrady :) Gdy ta przyczyna odpadła, zostało jeszcze dużo innych.
                        • 17.09.10, 18:13
                          ja tam nic nie propaguje, tylko taka historia mi sie przypomniala, ze kobieta wkoncu stracila do swojego serce. Ale kazdy jest inny. Tez slyszalam historie ze zdrady uratowaly malzenstwa, bo to byl taki wstrzas dla par, ze otworzylo im to oczy ze cos jest nie tak. I po terapi byli bardzo szczesliwi ze soba, calkowicie przebaczyli sobie.

                          Tez zrobila sie tu nieciekawa dyskusjia na temat czy lepiej odejsc czy zostac. To nie bylo moja intencjia. Ja tu tylko szukam wsparcia dla siebie i dostaje. I strasznie mi to pomaga. Czasami pierwsze co robie po przebudzeniu to zagladam tutaj, aby dodac sobie otuchy, i wsparcia i wytrzymalosci. Wiec wszystkim strasznie dziekuje.

                          A wiadome jest, tak jak Kag mowi - zdrada zdradzie nie rowna, i kazdy sam musi zadecydowac, przebolec. Ale najwazniejsze to isc naprzod - z partnerem czy bez. Czasami trzeba pomocy z zewnatrz, i tyle.

                          A ta dziewczyna co z nia tak sie sprzeczasz - coz, po pierwsze ona nie byla zdradzona przez kochanego czlowieka wiec nie ma pojecia o czym piszemy. Wiem, gdyz ja przed zdrada tez zimne rady dawalam. Tzn dawalm dobre rady, ale nie mialam pojecia o emocjach jakie temu towarzysza i nawet czytajac o tym nie mialam pojecia - do teraz.

                          Dlatego mowilam wczesniej ze czuje sie jakbym trafila do specyficznego, sekretnego klubu o ktorym nigdy wczesniej nie wiedzialam.

                          Rowniez, ta dziewczyna miala bardzo zle pierwsze malzenstwo, bez milosci jak sama mowila - mysle ze to bardzo twardnieje serce u niektorych ludzi. Potem ludzie juz nie moga kochac tak niewinnie, gleboko, nie angazuja sie na calosc. Nie mowie ze wszyscy, ale wielu.

                          A to co uwaza - ze zawsze trzeba odejsc - to nie ona jedna, bo tak jak sie mowi : poki nie przejdziesz mili w czyis butach to nie wiesz. Wiec i z usmiechem biore wypowiedzi ze "ja to zawsze bym zrobila tak i tak", - bo po prostu nie wiesz dopoki sie to stanie.
                  • 17.09.10, 08:33
                    I właśnie tego nie rozumiem. Po dwóch latach, gdybyście się rozstali, byłabyś już poukładana i szczęśliwa, a zdrada męża byłaby mętnym wspomnieniem. Wasz strach przed samotnością nakazuje Wam sobie marnować życie.
                    A sprawa jest zazwyczaj jak drut prosta- kto kocha, nie zdradza. Mąż zdradzał, bo nie kochał i nie zaczął kochać. Jest wygodny, sporo zrobi, żeby zostać w domu. Przy kiepskich wiatrach za kilka lat znowu zdradzi. I tyle. Marnujesz życie, marnuje je kwiatek, ale minie jeszcze sporo czasu zanim to odkryjecie. Nie walczycie o WAS, Ty walczysz o WAS, on o siebie. I strzelam w ciemno, bo inne historie się nie dzieją ani tu na forum o nich nie słyszałam, ani w życiu.
                    Obawiam się jednak, że na rozstanie potrzeba ogromnej siły.
                    Xciekawax jest najmądrzejszą i najrozsądniejszą kobietą, która się tu znalazła. Za dwa lata opowie nam o swoich fajnym i poukładanym życiu z innym, naprawdę kochającym mężcyzną, podczas gdy Wy będziecie dalej walczyć o WAS albo będziesz dawała mu znowu ostatnią szansę po zdradzie.
                    • 17.09.10, 08:43
                      Oj fajnie jest innych oceniać i szufladkować prawda?
                      Zakładać, że kazda z otwartymi ramionami przyjmie faceta po kolejnej zdradzie?
                      Życie nigdy nie jest tylko czarne lub białe, ja akurat uważam, że najistotniejsze to podjać taką decyzję jaka jest dla danej osoby i sytuacji najsłuszniejsza. I nie zawsze jest to decyzja o wywaleniu pana na zbity pysk- niekoniecznie wynikające tylko z braku odwagi.
                      Ja już kiedyś stwierdziłam, ze ten jeden raz jestem w stanie darować, wiem, ze będę potrafiła być z nim nadal szczęśliwa- bo nadal jestem. Jesli będzie kolejny- wszystko się zmieni i albo wystawię walizki, albo po prostu przestanę się nim przejmować...
                      Nie oceniaj decyzji innych. Nie zawsze decyzja o rozstaniu jest słuszna ( w przypadku autorki wątku pewnie tak- kłamstwa, oszukiwanie, kilka spotkań,) w moim by nie była.
                      • 17.09.10, 09:15
                        Ja nie twierdzę, że życie jest czarno-białe. Oczywiście bywa różnie i nawet zdrady są różne, bywają po prostu jednorazowymi epizodami. Ale zdrada - taka jednorazowa, to nie romans. Romans zawsze zakłada zaangażowanie w tę drugą relację, a wtedy mąż kradnie ze związku coś więcej niż nienaruszalność relacji fizycznej.
                        Oczywiście, że są ludzie, którzy potrafią to przeboleć, właśnie kwiatkowi o tym napisałam. Małżeństwa w większości to po prostu dobry układ i wygodna firma do opieki nad dzieckiem. Niektóre kobiety łudzą się, że tak nie jest, ale są i takie, które rozumieją, że ta spółka wymaga wyrozumiałości i tyle.
                        • 17.09.10, 09:21
                          edypia111 napisała:
                          Małżeństwa w większości to po prostu dobry układ i wygodna firma do
                          > opieki nad dzieckiem. Niektóre kobiety łudzą się, że tak nie jest, ale są i ta
                          > kie, które rozumieją, że ta spółka wymaga wyrozumiałości i tyle.

                          Czegoś takiego jak miłość nie zakładasz wcale? Ale z tego, co pisałaś o sobie do tej pory, wynika, że nie powinnam się dziwić.
                          • 17.09.10, 09:29
                            Przeciwinie, zakłdam. Dlatego jestem mężatką po raz drugi. Nie było miłości w moim pierwszym małżeństwie, ale robiłam wszystko by tego nie dostrzegać.
                            Widzisz, Kwiatek, ja to piszę wszystko, bo mi Was szkoda, nawet jeśli jest zabawne słuchanie tego jak budujecie kolejne piętra racjonalizacji, to jednak i tak mi Was szkoda. A Ty mnie zwyczajnie nie znosisz. Starasz się szczypać i podgryzać w kwestii mojej biografii. Piszesz, że miałam takie a nie inne życie i robisz wszystko by nie zrozumieć tego, co piszę. Przecież jesteś dość mądra, by umieć czytać ze zrozumieniem i wiedzieć, że nie ma zależności między moją uwagą o małżeństwie a moją biografią - w tym sensie, że nie da się tego wyczytać.
                            • 17.09.10, 09:37
                              edypia111 napisała:
                              >bo mi Was szkoda

                              To Twoje poczucie wyższości jest wkurzające. I wtedy, gdy pisałaś do mnie jako kochanka żonatego faceta, ta "lepsza" niż zdradzana żona, i teraz.
                              Przyjmij do wiadomości, że jestem szczęśliwa, że cieszę się, że moje małżeństwo trwa. Taki jest fakt. Cierpię, ale jestem też szczęśliwa. Pozorny paradoks. Nie decyduj za mnie, nie wyrokuj czemu jestem z mężem, jakie jest nasze małżeństwo, co się z nim stanie. Nie czuj się lepsza tylko dlatego, że zmieniałaś facetów, a ja nie .

                              Przecież jesteś dość mądra, by umi
                              > eć czytać ze zrozumieniem i wiedzieć, że nie ma zależności między moją uwagą o
                              > małżeństwie a moją biografią -

                              Ta zależność jest dla mnie aż nadto widoczna. Dotyczy zresztą to nas wszystkich. Ja też dlatego zajmuję takie a nie inne stanowisko, bo mam takie a nie inne doświadczenia.
                              • 17.09.10, 09:45
                                Ja je zajmowałam też wtedy, gdy byłam mężatką. Nie muszę się dostać wrzątkiem w twarz by wiedzieć, że płyn w chłodnicy mojego samochodu na trasie jest gorący.
                                I mimo, że jestem mężatką, jestem dalej pewna, że w układzie kochanka-mąż-żona, to kochanka jest w najlepszej sytuacji. Jest uwielbiana, adorowana, mimo, że w większosci przypadków ci mężowie zostają potem w domach. To kochanki są centralnym punktem życia tych panów, to o nich myślą, gdy się budzą, gdy się onanizują, gdy uprawiają seks z żoną albo gdy są na nudnych wakacjach. Ta wiedza boli i być może mnie też kiedyś zdradzi mąż, wtedy mnie będzie bolała bardziej nawet niż Was, bo byłam po drugiej stronie, bo wiem jak wyglądają romanse.
                                • 17.09.10, 09:51
                                  edypia111 napisała:
                                  > I mimo, że jestem mężatką, jestem dalej pewna, że w układzie kochanka-mąż-żona,
                                  > to kochanka jest w najlepszej sytuacji. Jest uwielbiana, adorowana, mimo, że w
                                  > większosci przypadków ci mężowie zostają potem w domach. To kochanki są centra
                                  > lnym punktem życia tych panów,

                                  Znów upraszczasz. Bywa i tak. Ale bywa też tak, że są dla nich nikim, ze są tylko źródłem przyjemności. O tym przecież wiesz, tylko - jako była "ta trzecia" - wolisz tego nie zauważać.
                                  • 17.09.10, 10:03
                                    To prawda, ale nawte gdy są tylko źródłem przyjemności, to wciąż mają tę przewagę nad żoną, że żona owym źródłem przyjemności nie bywa.
                                    Jako była ta trzecia, a aktualna żona owego pana, który widział we mnie źródło przyjemności twierdzę, że mogę być owym źródłem aż do śmierci. Nie przeszkadza mi to.
                                    • 17.09.10, 10:38
                                      Brak logiki w Twoich wypowiedzaich. Jak możesz zaufać facetowi, który zdradzał swoją żonę? Nam mówisz, że jak ktoś zdradzał, to zdradzać będzie. Twój obecny mąż zdradzał i oszukiwał swoją żonę z Tobą - a więc jest do tego zdolny. Czemu zakładasz, że Ciebie - obecnej żony - zdradzać nie będzie? Wg Twoich teorii (podkreślam: wg Twoich) ponieważ okazał się zdolny do zdrady, to jak minie nowość, znudzisz mu się... Czemu swoich scenariuszy nie przykładasz do swojego życia?

                                      I jak się to ma do tego, co pisałaś pół roku temu:

                                      >Nie kopnę w d... kochanka, bo jest mi z nim dobrze. Mam świetny seks, mam wiele uwagi, >mam zabiegania, flirty, smsiki, kwiatuszki, maile miodzik. I mam czas dla siebie, mogę robić >co chcę i kiedy chcę. On się spina, kombinuje, itd. Ja nie. Ja jestem wolna i niezależna. >Każda kobieta, która jest adorowana wie, jaka to świetna zabawa, gdy ktoś je jej z ręki. A >tak niestety wyglądają romanse. No chyba, że się obie strony zaangażują - to zmienia >wszystko i znacznie komplikuje.
                                      • 17.09.10, 11:23
                                        Jako ktoś zdradzał żonę A, to raczej będzie zdradzał żonę A, nie wynika z tego, że będzie zdradzał żonę B. To nie jest funkcja logiczna "Jeśli A zdradza, to będzię zdradzał". To w ogóle nie jest funkcja logiczna tylko raczej wróżenie z fusów na podstawie setek widzianych tu i w realu przykładów. Nie twierdzę też, że zdarady dzieją się, bo ktoś się znudził, bo minęła nowość, dzieją się z wielu różnych przyczyn. W drugim związku obie strony zazwyczaj wiedzą co zrobić, by się nie znudzić i o co dbać. Uczą się na błędach.
                                        Jak się obe strony zaangażowały, to się sprawy pokomplikowały. To widać. Jestem mężatką. A ex kochanek nie zmienił się za grosz.
                                        • 17.09.10, 14:58
                                          Wiesz, nie chce aby ten watek zmienil sie w walke pomiedzy kochankami a zonami, albo pomiedzy kobietami ktore wybieraja odejsc, a kobietami ktore wybiaraja zostac.

                                          Kazdy ma inna sytuacjie, i kazdy potrzebuje czas aby przemyslec wszystko i podjac odpowiednia decyzjie.

                                          Rowniez, ja naprawde nie potrzebuje od Ciebie slyszec ze maz mysli o kochance jak wstaje rano. Nie romantyzuj juz tych kochanek. Wlasnie czesto jest tak ze faceci traktuja je jak dmuchane lale, a ze czasami trzeba kwiatki dac i wziasc na kolacjie - no wiesz, za wszystko trzeba placic.

                                          A co do onanizacji na kochanki? nie jest to tak ze tylko na nie sie onanizuja - gdy zobacza ladna kobiete na ulicy tez to robia - normalka. Na pewno nie jeden robil to myslac o mnie w nocy, ale co z tego?

                                          A juz w ogole wkurzaja mnie kobiety ktore sypiaja z facetami wiedzac ze maja zony. Widzisz jak to boli. Ja bym nie mogla ze swiadomoscia tego sypiac z kims. No ale wiem ze kazdy jest inny. Tak jakos jest ze jaka karme sobie wyrobisz to tak w zyciu kiedys dostaniesz.

                                          I jeszcze cos, byc moze po tych twoich romansach, masz swiadomosc czym zdrada jest, i specjialnie sobie wybralas na meza kogos kto nie zdradzi. (taki radar). Chociaz w zyciu nic nie wiadomo.

                                          A ja odchodze, gdyz wiem ze zycie z moim facetem byloby nieszczesliwe. Nie chce sobie i jemu tego robic. Ja tym odchodzeniem mysle tylko i wylacznie o sobie. Nie chce przez lata rozpamietywac, nie chce byc zla na niego, nie chce mu kiedys dac z liscia - ot tak sobie, bo sobie przypomnialam. Inne kobiety niech robia co DLA NICH jest najlepsze. Wcale nikogo nie osadzam - jakakolwiek decyzjia czy to rozwodu czy pozostania - jest bardzo trudna i bolesna. Wiec daruj sobie ublizania czyjegos wyboru - szczegolnie gdy, zdaje sie, sama nigdy przez to nie przechodzilas.
                                          • 17.09.10, 15:12
                                            "Rowniez, ja naprawde nie potrzebuje od Ciebie slyszec ze maz mysli o kochance jak wstaje rano. Nie romantyzuj juz tych kochanek. Wlasnie czesto jest tak ze faceci traktuja je jak dmuchane lale, a ze czasami trzeba kwiatki dac i wziasc na kolacjie - no wiesz, za wszystko trzeba placic. "

                                            Pozwole sie wtracic, choc nigdy nie bylam kochanka, nie siedze tez w mezczyznach i ich glowach, ale mysle, ze z tym "dmuchanymi lalami" to nie do konca mnie przekonuje. Nascie smsow i rozmow dla dmuchanych lal? I wydawanie na nie pieniedzy, spedzanie czasu z nimi a jednoczesnie niemienie go dla zony? To nie lepiej pojsc do burdelu? Jak dla mnie to albo zauroczenie, zafascynowanie ta nowa osoba, namietny, bo "nowy" seks, albo szukanie spelnienia w innych ramionach, bo z zona juz sie nie podoba, albo nie spelnia oczekiwan, albo po prostu szukanie urozmaicenia, nie we wlasnym, tylko w cudzym lozku. A inni maja dylemat, bo zafascynowali sie nowa, pociaga ich, ale jednoczesnie kochaja tez zone, sa dla niej dobrzy, sypiaja z nia, bo tez ich pociaga, w zwiazku wszystko gra.
                                            I mnie tez "wkurzaja" kobiety, ktore sypiaja z zonatymi, bo jestem kobieta i solidaryzuje sie z kobietami i wiem jak bardzo by bolalo, gdyby to przytrafilo sie mnie.
                                            • 17.09.10, 15:38
                                              Przyznam ci racjie Kag, ale akurat nie mowilam o swoim przykladzie tylko jak czesto slysze od kolesi. Moj maz chyba byl tez niedoswiadczony, bo wielu znam facetow, ktorzy takie skoczki w boczki traktuja nieemocjonalnie.

                                              a co do mojego przykadu, to tak, na pewno czegos mu brakowalo, i z jakiegos powodu to zrobil. szkoda ze nie potrafi mi powiedziec dlaczego, bo "myslalem ze sie nie wyda" to nie powod.
                                              • 17.09.10, 15:52
                                                To chyba nie ma nic wspolnego z "niedoswiadczeniem", to po prostu zalezy po pierwsze od charakteru/osobowosci a po drugie od okolicznosci i od charakteru tych skokow w bok. Niektorzy ida na bok, chodzi o czysty seks a inni, z roznych wzgledow, angazuja sie emocjonalnie i kontynuuja znajomosc. Zalezy tez od tej osoby, z ktora zdradzaja, bo ona tez ma wplyw i cos do powiedzenia, swoje potrzeby, zyczenia i zalozenia.
                                                Choc mysle, ze jezeli ktos raz poszedl w bok, to przelamal jakas tam bariere i za drugim razem bedzie mial mniejesze opory. Sa tez przypadki, ktore po prostu szukaja okazji do upolowania czegos nowego na seks a sa tez tacy, ktorzy ulegna chwilowej slabosci. Stad uwazam, ze zdrada zdradzie nie rowna.
                                    • 17.09.10, 10:46
                                      ja mam inaczej - życzę sobie aby mąż był źródłem przyjemności dla mnie.
                                      Jedną z podstawowych rzeczy sprawiających mi przyjemność, oprócz seksu, jest to że moje dzieci płynnie mówią po angielsku gdy ich rówieśnicy dopiero zaczynają naukę, i że do 18 będą znały jeszcze cztery czy pięc języków, mogą uprawiać sport jaki sobie wymarzyły a jaki jest dość kosztowny, stać mnie na terapię i pomoc w ADHD w dobrej prywatnej przychodni.
                                      Dopóki małżonek na to tyra, taszczy moje siaty, masuje plecki, rozśmiesza dowcipami i bzyka regularnie, to będę ślepa i głucha czy gdzieś tam nie "uwielbia" jakiejś pani.
                                      :))))
                                      • 17.09.10, 11:15
                                        I to jest zdrowe i realistyczne podejście do sprawy.
                                      • 17.09.10, 13:08
                                        rumpa napisała:

                                        > ja mam inaczej - życzę sobie aby mąż był źródłem przyjemności dla mnie.
                                        > Jedną z podstawowych rzeczy sprawiających mi przyjemność, oprócz seksu, jest to
                                        > że moje dzieci płynnie mówią po angielsku gdy ich rówieśnicy dopiero zaczynają
                                        > naukę, i że do 18 będą znały jeszcze cztery czy pięc języków, mogą uprawiać sp
                                        > ort jaki sobie wymarzyły a jaki jest dość kosztowny, stać mnie na terapię i pom
                                        > oc w ADHD w dobrej prywatnej przychodni.
                                        > Dopóki małżonek na to tyra, taszczy moje siaty, masuje plecki, rozśmiesza dowci
                                        > pami i bzyka regularnie, to będę ślepa i głucha czy gdzieś tam nie "uwielbia" j
                                        > akiejś pani.
                                        > :)))) "

                                        A ja, moze jestem zbyt naiwna i wymagajaca, ale chce jedno i drugie. Tzn. w skrocie troske o mnie i o dom i jednoczesnie "uwielbianie" mnie a nie jakiejs innej pani. Dlaczegoz nie? W koncu na meza wybralam nie byle kogo.
                                        A tak poza tym chcialabym widziec jak w praktyce zareagowalabys gdyby rzeczywiscie uwielbial jakas pania i przede wszystkim do jakiego stopnia:)) Bo powiem Ci, ze ludzie tak bardzo az sie od siebie nie roznia jak by im sie wydawalo.
                                • 17.09.10, 10:33
                                  to dziwne, bo jednak jak przyjdzie co do czego , znaczy się sprawa rypnie, to kochanka dostaje z zasady kopa w d, pan grzecznie wraca do żony, finansuje wspólne geny itd
                                  może sobie oczywiście znaleźć kolejną kochankę, ale to przecież coś w rodzaju pochwy z pełną uwielbienia naroślą, znowu do wymiany jak grunt się zacznie palić pod nogami.
                                  Dlatego raczej wygrana jest żona, bo on i tak wraca a jak ma do wyboru żonę czy kochankę to i tak wybiera żonę, w nią inwestuje i o nią dba, ją będzie błagał o wybaczenie, a kochance rzuci że dzieci itd...
                                  Oczywiście jedyny zadowolony to pan :))) bo dzięki interwencjom żony może spokojnie się pozbyć nudnej już pani. W końcu jaki sens onanizować się mysląc ciagle o tej samej dupie?
                                  Naprawdę przy tej ilość cynizmu jesteś aż tak romantyczna ?
                                  :))))

                                  a w ogóle, jakoś mało mnie wzrusza że pan się brandzluje myśląc o mnie. Sądząc po zwierzeniach panów na tym forum, jest to rodzaj higieny i tak to traktuję.
                                  Bardziej mnie rusza, jak robi mi zakupy i je taszczy, staje na głowie i wydaje dwie średnie krajowe miesięcznie na edukację dzieci itd
                                  a adorowanie i uwielbienie - ja nie mogę, talk is cheap, nie słyszałaś o Krasińskim co dwa lata adorował i uwielbiał cnotliwą dupeczkę, w koncu zaprosił ją na kolację, całe jezioro otoczył pochodniami itd biedna kretynka myslała że on ja kocha bo tak się stara ( tyle że dla niego to był pryszcz finansowy, może nieco więcej niż przecietna wizyta w burdelu no ale w końcu dziewica :)) i mu dała, a nstepnego dnia dostała kopa w d....
                                  zawsze mnie zastanawia łakomstwo kobiet na tombak :))))
                                  może ja nie mam aż takich kompleksów?
                                  a moze to mój Asperger i tępota interpersonalna?

                                  acha, a nudne wakacje to mają nudni ludzie, więc jesli twój men ci takie teksty wstawiał, to albo jest nudny tylko jeszcze to dobrze ukrywa pod seryjnymi banałami podrywacza albo - kłamał jak najęty :)))
                                  • 17.09.10, 11:18
                                    W gruncie rzeczy, zgadzam się. Ja nawet myślę, że ci panowie nie myślą o niczym onanizując się, jadą bowiem na porno, ale piszę o tym, jak to wygląda od strony żony. Jest zdradzana we wszystkich warstwach.
                                    Może ani tępota ani Asperger, po prostu życie?
                                    A w kwestii nudy. Coś w tym jest. Sama byłam na nudnych wakacjach i było to w czasach gdy cała czułam się nudna.
                              • 17.09.10, 19:27
                                > Przecież jesteś dość mądra, by umi
                                > > eć czytać ze zrozumieniem i wiedzieć, że nie ma zależności między moją uw
                                > agą o
                                > > małżeństwie a moją biografią -
                                >
                                > Ta zależność jest dla mnie aż nadto widoczna. Dotyczy zresztą to nas wszystkich
                                > . Ja też dlatego zajmuję takie a nie inne stanowisko, bo mam takie a nie inne d
                                > oświadczenia.

                                Nic z tych rzeczy, Kwiatku, często biografia biografią, a poglądy poglądami. Nie próbuj zdyskredytować wypowiedzi Edypii nawiązywaniem do jej przeszłosci. Więcej sensu widzę w tym, co ona pisze, a różne jesteśmy bardzo.
                                Ja nie jestem radykalną zwolenniczką natychmiastowego rozwodu po zdradzie, ale sorry, chowanie głowy w piach i trwanie w przekonaniach, które się okazały się złudzeniem jest zwykłą głupotą. To o dobroci i wierności twojego męża. Możesz sobie dalej widzieć w nim człowieka prawego i wiernego, ale twoje chciejstwo nie zmieni faktu, że stało się z nim parę lat temu coś paskudnego, co spowodowało ciąg zdrad i (o ile sobie dobrze przypominam) odtrącenie ciebie, jako kochanki. Posługując się słownikiem Ditchdoca: wybitnej klasy ku...wo.! Naprawdę wybitnej. Po tym wszystkim ty nawet nie próbujesz dociec, dlaczego coś tak obrzydliwego zalęgło się w duszy twojego ukochanego i jak je ewnetualnie stamtąd wygonić. Nie chcesz zmierzyć się z brzydką prawdą i dlatego uważam, że jesteś tchórzem. Nie dlatego, że nie rozwiodłaś się od razu w szale złości, jaki to pogląd chciałabyś widzieć jako jedyną przeciwwagę dla swoich racji. Bo jeśli nie zmierzymy się z tą brzydką prawdą dotyczącą naszych bliskich, nie mamy szansy na ładne życie z nimi.
                                Wierzę ci, że jesteś szczęśliwa. Ułożyłaś sobie życie zgodnie ze swoimi możliwościami psychicznymi i wyobrażeniami o świecie. Wszyscy to robimy. Ale to nie znaczy, że nie ma innych, lepszych sposobów. Trzeba tylko wyjść poza siebie. Da się. Ale decyzja należy do ciebie.

                                --
                                Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                                by Zakletawmarmur
                                • 17.09.10, 20:48
                                  aandzia43 napisała:

                                  Po tym wszystkim ty nawet nie próbujesz dociec, dlaczego coś tak obrzydliwego zalęgło się w duszy twojego ukochanego i jak je ewnetualnie stamtąd wygonić. Nie chcesz zmierzyć się z brzydką prawdą

                                  Skąd Wy takie wnioski wyciągacie?! Naprawdę myślisz, że "nawet nie próbuję dociec" co się stało? Że nie chcę "zmierzyć się z brzydką prawdą"? Zanim zaczniesz ferować wyroki, zapytaj mnie czy i ile rozmawialiśmy, ile za mną analiz i mierzenia się z prawdą. To, że nie poszłam na terapię, nie znaczy, że bezmyślnie i bezrefleksyjnie postanowiłam trwać w nieszczęśliwym małżeństwie, że nie robiłam nic.
                                  I raz jeszcze powtarzam: nie twierdzę, że - jak piszesz - nie ma innych lepszych sposobów. Są. Lepsze, skuteczniejsze (zależy, co się chce osiągnąć), inne. Ja wybrałam ten i dziwi mnie, że jestem za to atakowana. Czemu w paru osobach to budzi tyle złości? Nie rozumiem.
                                  • 17.09.10, 21:08
                                    "I raz jeszcze powtarzam: nie twierdzę, że - jak piszesz - nie ma innych lepszych sposobów. Są. Lepsze, skuteczniejsze (zależy, co się chce osiągnąć), inne. Ja wybrałam ten i dziwi mnie, że jestem za to atakowana. Czemu w paru osobach to budzi tyle złości? Nie rozumiem."

                                    Ja mysle, ze nie tyle budzi to zlosc co raczej wielkie emocje, prawie cos w rodzaju wspolodczuwania/wspolczucia. Przypominam sobie Twoja historie, bardzo brzydki przypadek ku..wa ze strony Twojego meza. Bardzo duzo przezylas i wycierpialas, jednak zdecydowalas sie z nim zostac.
                                    A poniewaz wyglada na to, ze nadal sie nie otrzasnelas, za nadal Cie to dreczy, ze nie potrafisz wyrzucic tego z pamieci, cierpisz, po prostu wsciekam sie, ze nie pozbylas sie go, choc w moich oczach na to zasluzyl. A Ty dla mnie zasluzylas na spokojne, w pelni szczesliwe zycie z kims innym a moze nawet sama, bez tego "obciazenia" z przeszlosci, ktore nadal jest terazniejsze. Nie wiem, moze sie myle, ale mam wrazenie, ze zrobilas to, bo boisz sie zmian albo samotnosci...a moze po prostu rzeczywiscie nalezysz do osob, ktore mowia "on jest taki i taki i siaki, wiem, ale ja go kocham". OK, akceptuje i mowie "Skoro tak, Twoj wybor, a ze na przemian cierpisz i jestes szczesliwa...hmm...taka opcje wybralas". Bo on, jak dla mnie, mysli, ze nadal moze milczec albo zyc dalej na jego warunkach, gowno bym mu na to pozwolila...ale to ja.
                                    • 17.09.10, 21:33
                                      kag, o Tobie nie myślałam, pisząc, że w niektórych mój wybór wywołuje złość...

                                      Mylisz się w jednym: piszesz > .a moze po prostu rzeczywiscie nalezysz do osob, ktore mowia "on jest taki i ta
                                      > ki i siaki, wiem, ale ja go kocham".
                                      Nie, nie potrafiłabym żyć z moim mężem z ostatnich lat. Ja wiem, to trudno wytłumaczyć, ale spróbuję: żyłam przez 20 lat z facetem bardzo uczciwym, dobrym, odpowiedzialnym. Potem coś się stało, stał się kimś innym, obcym. Nawet, gdy sprawa się wydała (i ja zrozumiałam, czemu był "inny" przez parę ostatnich lat) jeszcze nie potrafił sobie sam z sobą poradzić. Ja wciąż szukałam w nim tamtego. Działo się wiele, ale ostatecznie wrócił tamten, poskładał się, odnalazł. Wrócił ten, na którego czekałam przez parę ostatnich lat. Mam nadzieję, że ostatecznie, choć przecież tego nie wiem. On juz nie "żyje na swoich warunkach" - wróciliśmy do warunków, które obowiązywały w naszym małżeństwie przez wiele lat i które on złamał (a raczej łamał, niestety). I mam nadzieję, że jest szczery, nie zwodzi; niestety, jedyny sposób, by się o tym przekonać, to być z nim - innego nie ma. To takie uproszczenie, ale nie chcę wdawać się w szczegóły. Ale znasz pojęcie nawrócenia? Ja w nie wierzę, wierzę, że można wrócić na prostą drogę.
                                      • 17.09.10, 21:53
                                        Szczerze powiem, nie zastanawialam sie nad tym czy wierze w nawrocenie. Hmm, bywa, ze ludzie wracaja do Boga, do Kosciola, owszem, bywa. Nie watpie, ze Twoj maz "zaprzestal" swoich praktyk, calkiem mozliwe, ze nigdy do nich nie wroci. W koncu sie wyszalal, a i lat mu przybylo, pewnie libido spadlo...Wiadomo, ze musisz mu zaufac, w przeciwnym razie po co to wszystko?
                                        Niemniej jednak pytanie co z Toba, zapomnisz o jego wyskokach. Chcialabys poznac szczegoly, czy to dobra metoda nie wiem, ale Ty chcesz-Twoje swiete prawo w tej sytuacji. On-milczy. Wie, ze cokolwiek by nie bylo TY GO KOCHASZ. Ja bym powiedizla "albo mi gadasz co chce wiedziec, albo wyp..laj!" Ale Ty tego nie powiesz, bo nie jestes na te opcje gotowa a ON DOKLADNIE O TYM WIE.
                                      • 17.09.10, 22:15
                                        >żyłam przez 20 lat z facetem bardzo uczciwym, dobrym, od
                                        > powiedzialnym. Potem coś się stało, stał się kimś innym

                                        czasem trudno sobie wyobrazić że ktoś z kim jesteśmy jest w rzeczywistości inny niż nasza wizja jego osoby i ta inność /dla nas obcość/"objawia się" w sprzyjających okolicznościach. Wolimy widzieć to co jest naszym wyobrażeniem o bliskiej osobie.
                                      • 17.09.10, 23:26
                                        Ale znasz poj
                                        > ęcie nawrócenia? Ja w nie wierzę, wierzę, że można wrócić na prostą drogę.

                                        Ja też wierzę, że można wrócić na prostą drogę. Ba, wierzę nawet, ze można na nią wejść nawet jeśli wcześniej się nią nie kroczyło. Wiesz, ludzie wychodzą z nałogów, odbudowują swoje zniszczone życie. To się zdarza. W pewnych rzadkich sytuacjach. Ale jeśli liczy się na taki cud, to warto dokładnie, dogłębnie i na zimno przeanalizować, czy są do zaistnienia cudu podstawy. Chciejstwo nie wystarczy.

                                        --
                                        Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                                        by Zakletawmarmur
                                    • 17.09.10, 23:45
                                      W tym dokładnie rzecz, o czym pisze kag73. O ile dobrze pamiętam, kwiatkowi próbowałam nawet na privie coś napisać. Mi napradę było jej wtedy szkoda. Ale już nie jest. Jeśli po tym wszystkim pozwoliła mu zostać i - mim upływu czasu - się z tym dalej zmaga, to jest to jej wybór i wybrane przez nią cierpeinie. Teraz jest dla mnie symbolem naiwności i dobrej racjonalizacji. I nie wierzę w żadne zagubienia męża. Wyślizgał się i tyle. Dawno zapomniałby o kłopocie, gdyby nie nadmiar emocji szarpiący kwiatkiem.
                                      I jest też racją, że ta historia budzi we mnie złość. Złość, bo to kliniczny przykład tego, jak kobiety mogą być naiwne. Mam takie koleżanki, które jadą po równi pochyłej i są potem zdziwione, że obijają tyłki. Będziemy kwiatka i inne jej podobne kobiety reanimować na forum za kilka lat. Bo mąż albo zdradzi, albo one same się załamią, zmęczone wieloletnimi dywagacjami o mężowych zdradach, Tak czy owak to kaplica związku.
                    • 17.09.10, 08:47
                      edypia111 napisała:
                      I strzelam w ciemno,

                      Tak, jak zawsze strzelasz w ciemno i masz prostą (bo jedyną) receptę na wszystko.

                      Marnujesz życie,
                      > marnuje je kwiatek,

                      A Ty nie marnowałaś życia wdając się w romanse z żonatymi facetami? Wiedząc, że to Ci nic nie da poza chwilą przyjemności?
                      • 17.09.10, 09:12
                        Widzisz Kwiatek, ja nie marnowałam życia. Gdy były widoki, że je zmarnuje, odeszłam od męża, zanim któreś z nas by się zdradziło na przykład.
                        Nie marnowałam go z żonatym mężczyzną, nie były to chwile przyjemności jedynie. I nie marnuje go teraz w drugim małżeństwie. Nie minęły dwa lata od mojego odejścia od męża.
                        Nie twierdzę, że zawsze było mi sielankowo i wspaniale, nie było, bywało ciężko z tych czy innych przyczyn (już przeprowadzenie się trzy razy w tak krótkim czasie dla większości tu obenych byłoby nie do dźwignięcia). Natomiast mam i miałam odpowiednią ilość szacunku dla siebie i niezaburzony obraz rzeczywistości. Nie wiem czy rozmawiacie z ludźmi spoza forum, ja tak, w kółko i takich hstorii jak Wasze jest mnóstwo. W zasadniczej większości wyglądają dokładnie tak, jak to opisuję. Jedyne, co się w Waszym życiu zmieni z czasem, to pogodzenie się z tym, że małżeństwa w jakich tkwicie, to rodzaj układu, w którym godzicie się na pewne ustępstwa za cenę jego trwania. I tego ja bym nie potrafiła i tyle. Nie pozwoliłabym sobie na to, żeby taka edypia, która może być kochanką Waszych mężów mówiła Wam wprost co myśli o tym, co robicie. A pozwalacie na to z definicji - wtedy, gdy zostawiacie przy sobie tych cudownych mężów, którzy zawsze śpią spokojnie, podczas gdy Wy chudniecie i przeżywacie po nocach po raz setny to co się zdarzyło.
                        • 17.09.10, 09:27
                          edypia111 napisała:
                          Natomiast mam i miał
                          > am odpowiednią ilość szacunku dla siebie i niezaburzony obraz rzeczywistości.

                          I egoizmu przede wszystkim (egoizm sam w sobie nie jest zły, ale Ty go masz w nadmiarze)

                          Jedyne, co się w Waszym życiu zmieni z czasem, to pogodzenie się z t
                          > ym, że małżeństwa w jakich tkwicie, to rodzaj układu, w którym godzicie się na
                          > pewne ustępstwa za cenę jego trwania.

                          Wiesz doskonale, co się w naszym życiu zdarzy, już napisałaś nam scenariusz. Gratuluję "niezaburzonego obrazu rzeczywistości"
                          • 17.09.10, 09:41
                            To nie jest egoizm, że ratuję się ze spadającego samolotu czy tonącego statku. To instynkt samozachowawczy. Lepiej się męczyć wspólnie, czy być szczęśliwym oddzielnie? Mój pierwszy mąż dziękuje mi dziś za tę decyzję, choć wtedy pewnie cierpiał.

                            Nie znam scenariusza, może być inaczej. Jednak wnioskuję, że jeśli kaleczę się goląc maszynką męża 90 na 100 razy, to jest bardziej prawdopodobne, że to zdarzy się znowu, niż że będzie inaczej. Nic nie jest na pewno. Więcej. Może być tak, jak mówię, Twój mąż może znowu będzie kogoś miał, Ty się o tym nie dowiesz i do końca życia będziesz pewna, że edypia była w błędzie. I to nawet fajnie, bo czego oczy nie widzą, tego sercu naprawdę nie jest żal.
                            • 17.09.10, 09:44
                              Ale równie dobrze moze być inaczej. Może jej mąz teraz bedzie jej wierny? taki scenariusz rozumiem Twoim zdaniem nie jest możliwy?
                              • 17.09.10, 09:55
                                Jest możliwy, ale bardzo mało prawdopodobny. Właściwie nie słyszałam takiej historii. Znam za to panów, którzy osiągnęli mistrzostwo ukrywania się, a ich żony postawiłyby cały majątek na to, że ich mężowie są im wierni. Paradoksalnie, oni najczęściej po prostu ciągną te romanse, na których zostali złapani. Nie twierdzę, że tak jest zawsze. Czasem mają inne :)
                                • 17.09.10, 10:02
                                  Cóż, każdy sądzi po wlasnych doświadczeniach.
                                  Ja nie twierdzę, że mój mąż nigdy już mnie nie zdradzi, ale wiem, ze jesli już to się tego dowiem, z jego własnych ust. Takim jest człowiekiem i tego nic nie zmieni.
                                  Wiem tez że paradoksalnie gdyby nie jego skok w bok to nasze małżeństwo za kilka miesiecy by pewnie nie istniało, a tak oboje zaczęliśmy dbać o to co mamy o wiele bardziej niż wczesniej.
                                  Nie mam powodów by nie wierzyć jego słowom, że był to jednorazowy przypadek. Pewnie Twoim zdaniem jestem naiwna i powinnam go wykopać ale ja nie zamierzam rezygnować z czegoś pięknego, co trwa ponad 11 lat tylko dla jednego potknięcia. I nawet jeśli okaże się za jakiś czas, ze jednak mój mąz powtórzy taki wyskok to nie będę żałowała, ze dziś go nie zostawiłam, bo jestem szczęśliwa.
                    • 17.09.10, 08:48
                      edypia111 napisała:

                      > A sprawa jest zazwyczaj jak drut prosta- kto kocha, nie zdradza.

                      Gdyby wszystko było takie proste jak miłość, to życie byłoby sielanką;) Proste, czarne albo białe i szlus;)
                    • 17.09.10, 09:46
                      Za dwa lata opowie nam o swoich fajnym i poukładanym życiu z innym, naprawdę k
                      > ochającym mężcyzną,

                      tylko to jest tak że po dwu latach to większość jest kochanymi mężczyznami :)))
                      albo jeszcze chce im się dobrze ukrywać albo pani ma jeszcze bielmo na oczach.

                      więc może być i tak że za 10 lat Xciekawax będzie walczyła z kolejną zdradą kolejnego mężczyzny, a te wszystkie "słabe" itd będą się cieszyły wreszcie spokojnym związkiem z facetem do którego coś dotarło albo ... poziom testosteronu mu spadł. Albo pierwsze bo drugie.
                      A propos, wiesz, że każdy kolejny rozwód zwiększa prawdopodobieństwo następnego :))) ?
                      • 17.09.10, 10:01
                        Nie wolno tak pisać, Rumpa! Trzeba pocieszać. Na rozwód zawsze będzie czas.
                        Przecież to miłość jest. Pan zdradza, bo jest zagubiony. Zagubił gdzieś informację o tym, że kocha żonę. Wcale nie oszukuje, po porstu zapomniał powiedzieć, że sypia z kimś jeszcze i nosi kwiatki innej kobiecie.
                        Kolejny rozwód zwiększa prawdopodobieństwo kolejnego, bo jak się raz przez to przejdzie to się wie, że rzecz nie jest tak straszna i można ją przeżyć. A jak sie jedną zdradę przeżyło i na oczy przejrzało, to się też wie potem czego szukać. No ale nie wolno tak pisać, przecież chodzi o miłość, nie?
                        Xciekawax powinna mieć tu pomnik. Za zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy. Jest silną i mądrą kobietą.
                        • 17.09.10, 15:44
                          nie jestem silna kobieta. gdybym byla silna kobieta to bym go z glowy wykopala i z usmiechem zaczela zycie ot tak. A teraz jestem wrakiem czlowieka.
                          • 17.09.10, 22:50
                            xciekawax napisała:

                            > nie jestem silna kobieta. gdybym byla silna kobieta to bym go z glowy wykopala
                            > i z usmiechem zaczela zycie ot tak. A teraz jestem wrakiem czlowieka.

                            Oj, kobieto, gdybyś go po kilkunastu latach związku tak z marszu z głowy wykopała, to byś nie była silna, tylko z defektem emocjonalnym :-) To normalne, że bardzo cierpisz - bardzo byłaś z nim zżyta, kochałaś go, był częścią twojego życia. Silna jesteś, bo działasz, ewoluujesz (i to bardzo szybko), podejmujesz decyzje, poddajesz się terapii (a to wymaga duzej odwagi, bo łączy się ze świadomym wystawieniem na światło dzienne naszych pokrętnych mechanizmów obronnych). Czujesz się jak wrak i to normalne. Ale nie jesteś wrakiem, tylko samochodem w trakcie generalnego remontu. Będzie dobrze.

                            --
                            Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                            by Zakletawmarmur
                  • 17.09.10, 08:44
                    dorotkaf1 napisała:

                    > ..mnie też męczy chęć poznania najgorszych szczegółow..ale czy jest sens ???

                    Nie ma sensu. Taka wiedza niczemu dobremu nie służy. Pogłębia tylko frustrację i jest co najwyżej wykorzystywana do samobiczowania. Wiedza o tym, że partner zawiódł, kłamał i utrzymywał kontakty seksualne z inną osobą jest wystarczająca do podjęcia ważnych decyzji.
    • 17.09.10, 10:43
      Zaczne od opowiastki.
      Mialem kolege (dzis jest za oceanem) ktory trenowal boks w topowym Warszawskim klubie. Zapowiadal sie dobrze, trenowal z zapalem, choc wielu mu odradzalo zamilowania do obijania twarza rekawic bokserskich. Wszelkie krytyki, rady ignorowal, do czasu. Pojechal na prowincjonalny sparing, zlekcewazyl "silnego kmiotka" i dostal centralnie. Po tym ciosie kolesia zniesiono z ringu i przewieziono do szpitala. Nic mu sie nie stalo, oprocz jednej psychicznej metamorfozy. Oswiadczyl ze na ring juz nigdy nie wejdzie. Dostawal wiele ciosow, lecz nigdy nie dostal tego jednego, prawdziwego i dotkliwego.
      Jakie wnioski. Ano takie ze delikatne metody zawodza. Tylko madrze wymierzony "centralny" moze byc skuteczny. To jak z nalogowym palaczem papierosow. Nic standardowego nie go odwiedzie od tytoniu. Odwiedzie go i to natychmiast ostre tapniecie zdrowotne.
      Rady.
      - Koniecznie masz powiadomic tamtego, zdradzanego faceta. Kara musi byc dotkliwa dla wszystkich. Oko za oko. Ty cierpisz, to pocierpcie kolektywnie. Tamta kobieta podobnie jak twoj maz wiedziala co robi i powinna liczyc sie z konsekwencjami. Przejmij inicjatywe i pokaz ze kobieta tez moze miec jaja.
      - Zadbaj o siebie. Zmien cos w swojej powierzchownosci. Masz promieniowac, niech widzi co traci i kogo puscil kantem.
      - Nie szalej w obecnosci malzonka. Zachowaj maske tajemnicy, obojetnosci i trzymaj go na odleglosc. Ma sie wyprowadzic. To jedyna droga do pozytywnej przemiany w psychice tego czlowieka, bo z tego co piszesz to on dzis stara sie metoda malych kroczkow, bez zbednych kosztow wyslizgac sie. Co bedzie, to bedzie. Jesli po czysccu sie powaznie zdeklaruje, przemyslisz to. Jesli nie, to nie masz czego zalowac.
      • 17.09.10, 10:58
        Odwiedzie go i to natychmiast ostre tapn
        > iecie zdrowotne.

        wiesz, przejdź się na onkologię, szaro od dymu w kiblach, niektórzy są niewyuczalni
      • 17.09.10, 11:12
        Bzdura, moja teściowa fanatyczna palaczka (ponad 100 papierosów dziennie) po bardzo ciężkim zawale, kiedy to dotarla do szpitala w ostatniej chwili, stwierdziła, ze rzuca. Siły woli starczyło na rok, teraz znowu kopci jak parowóz...
        • 17.09.10, 11:32
          Kurcze, ludzie.
          Nie rozmawiamy o fajkach. Jedni w tej kwestii maja takie doswiadczenia inni siake.
          Zatem, nie licza sie przypadki, licza sie reguly a one sa jednoznaczne.
          • 17.09.10, 11:44
            Od każdej reguły są wyjątki więc nie uogólniaj.
            • 17.09.10, 11:48
              Przepraszam, lecz nie mam zwyczaju kopac sie z koniem.
      • 17.09.10, 13:14
        Zgadzam sie z radami potwora..., moze oprocz tej o doniesieniu malzonkowi tamtej kobiety. Nie wiem czy to dobry pomysl do konca, mam mieszane uczucia.
        • 17.09.10, 13:34
          A czemu nie.
          Uwazasz ze uczciwe jest pozostawiac tamtego mezczyzne w osmieszajacej go nieswiadomosci, gdy w tym czasie jego malzonka byc moze beztrosko rozwala nastepny zwiazek.
          • 17.09.10, 13:51
            nie zamierzam nikogo (!) edypio111 przekonywać do tego co siedzi w mojej głowie
            może wydaję Ci się to NIEMOŻLIWE -ale chodzą po tym świecie ludzie którzy zawracają ze złej drogi (zabrzmiało infantylnie) ale błagam nie czepiajmy sie słów tylko meritum !
            oboje jesteśmy osobami wierzącymi - i to właśnie wiara pomaga przechodzić nam przez to bagno..
            dlaczego zakładasz że człowiek się nie zmienia?
            nie będę opowiadać tu historii mojego małżeństwa - wiem jedno - jakby ONA BYŁA całym światem dla niego to po prostu naszego małżeństwa by nie było!
            ona była tylko ułatwieniem
            podejmując decyzję o byciu razem podjĘLiśmy WSPÓLNIE OGROMNY WYSIŁEK budowania na nowo pewnych relacji - nie tylko dla siebie lecz przede wszystkim dla dziecka
            i wiesz co CI powiem - DUMNA JESTEM Z TEGO ŻE nie zrobiłam tego CO W MOICH OCZACH JEST NAJPROSTSZE - nie złożyłam pozwu o rozwód
            dziewczyny !!! szanujmy decycję każdej z nas
            wspierajmy się w decyzjach, dyskutujmy - każdej zwiazek jest inny przecieć
            • 17.09.10, 14:43
              Nasuwa sie tylko stwierdzenie jak bardzo wierzacy jest Twoj malzonek, albo byl, jak sypial z kochanka, przepraszam, ale musialam to napisac.
              Jasne kazdy decyduje sam, cokolwiek postanowi to jego decyzja, musi sam byc z tym szczesliwy. Kazdy jest inny, ma inne priorytety i musi wiedziec czy sobie z taka a nie inna sytucja poradzi.
              Osobiscie sklaniam sie ku pogladom edypii. Przy czym dla mnie to istotna roznica czy ktos RAZ poszedl w bok czy tez mial romas/kochanke, wydawal na nia NASZE pieniadze(bo u mnie w malzenstwie mowimy o naszych pieniadzac), to dla niej mial czas, ona byla przyjaciolka, z nia dzielil intymnosc a wlasna zone traktowal, powiedzmy, nie najlepiej. I co jeszcze, jezeli ktos argumentuje "bo go kocham" to dla mnie troche malo, bo w moich oczach jedna milosc to za malo, co z ta druga osoba!? Niemniej jednak jezeli ktos potrafi wybaczyc, zamknac ten rozdzial, nie mecza go mysli i domniemania, nie boi sie, ze historia moze sie powtorzyc, ufa temu kto kiedys zdradzal, nie ma wrazenia ze musi go pilnowac i nie zyje w ciaglym strachu, to jak najbardziej jego wybor, zeby dac szanse i zaczac od nowa. Kazdy sam decyduje czy jest szczesliwy. W imie wiary czy religii, tylko po to, ze sie nazywa "trwalosc malzenstwa" bym tej rzeczy nie ciagnela dalej.
          • 17.09.10, 15:18
            wierz mi, powiadomilabym go, albo przynajmniej powiedziala (na spokojnie) co o niej mysle. Ale jedyne co uda mi sie uzyskac to nr komorkowy do niej, a wiem ze numer ma na ta sim karte (ma sekretna komorke przed mezem). Moj maz nigdy do niej do domu nie dzwonil bo podobno jej maz by ja zabil.

            I bardzo dziekuje ci za Twoja wypowiedz. Uwazam ze masz absolutna racjie. I probuje malymi kroczkami. Np dzisiaj mnie obudzil (egoista, przeciez ja przez ten tydzien w ogole nie spalam) i powiedzial ze jest w samolocie. Po co mi to mowi? male kroczki?. Bez zadnych problemow idzie mieszkac do znajomego.

            Moj problem jest taki ze jestem jeszcze bardzo emocjonalna i nie mysle normalnie, wiec powiedzialam mu czy juz sie pozegnal z kochanka i mam nadzieje ze samolot runie do wody a on razem z samolotem. Teraz mam wyrzuty sumienia, bo nie powinnam takiej negatywnej energji wysylac gdy w samolocie sa niewinni ludzie. A dzisiaj napewno sie z nim nie spotkam. Ale zastosuje sie do Twoich rad - sa bardzo wartosciowe. I sama chce zachowac sie z klasa, ale wiesz jak to jest gdy sie gotuje w srodku.

            Muzyka bardzo pomaga. Dzisiaj sluchalam : Hit the road Jack: , lol,
            • 17.09.10, 17:10
              Z tym spadajacym samolotem to blad. Odkrylas sie pokazujac emocje.
              Co do ustalenia z kim zdradzal Cie malzonek to jedynie biuro detektywistyczne jest w stanie to ustalic. Ja na Twoim miejscu dalbym takie zlecenie.
              Piszesz "bez zadnych problemow idzie mieszkac do znajomego". Czy aby na pewno bez zadnych problemow ? Cos mi sie zdaje ze jednak problem odczuwa i to nie maly. Dowodem jest sam fakt ze wogole Cie poinformowal i to z samolotu. On tnie glupa, wierz mi. Na zewnatrz stara sie emanowac tumiwisizmem a w srodku odczuwa strach i poczucie kleski, bo ile czasu kolega bedzie go trzymal i co z praca.
              Ty w tym czasie zmien zamki, ot tak, profilaktycznie i znajdz detektywow, niech dzialaja.
              Te dwie rady pozwola Ci sie ruszyc z miejsca i wygenerowac w Tobie pozytywna agresje ktora pomoze Ci sie wyciszyc oraz uzyskac przewage nad cwaniakiem.
              Jeszcze tylko jedna, wazna rada. Jesli zdecydujesz sie namierzyc rodzine kochanki meza to pod zadnym pozorem nie ujawniaj metody jaka w poszukiwaniu zastosowalas. Niech malzonek zachodzi w glowe jak do tego doszlas i gdzie popelnil blad.
              • 17.09.10, 17:59
                Wiem, ze z tym samolotem to byl blad. Nie moge tez przestac docinac ala "zapytaj kochanki", "pozal sie kochance", itd... Nie chce tez wierzyc ze zakonczyl romans tak jak mowi. Przeciez gdy ona tylko bedzie miala problemy z mezem to od razu do niego zadzwoni aby sie dowartosciowac, ze ktos nia sie interesuje.... Musze sie od tego odciac.
                I masz racjie, wyluzuje i nie bede sie wiecej odkrywac. choc trudne to bedzie bo w duszy chce go autentycznie pobic, skopac strasznie.

                Z tym ze bez problemow pojdzie do naszego znajomego to chodzilo mi o to ze nie robi z tym mi problemow. A klucze odda. znam go na tyle. Jestem pewna ze nie jest mu to na reke i na pewno jak pies ogrodnika teraz mu zal. Ale jak zapytalam sie co on teraz ma zamiar zrobic z tym wszystkim, jakie sa jego plany, to powiedzial: Nie wiem.
                Tez bym pewnie nie wiedziala.
                A mieszkac on tam moze, chociaz na poczatku kolega nie chcial go tam przyjac z powodu tego co zrobil, to mysle ze sie dogadaja ok.

                W detektywow nie bede sie bawila, to za duze koszta. Mam dzwonic do PL szukac ich? Troche zenujace. A jezeli faktycznie ten jej maz ja brutalnie pobije, lub zabije? mam potem byc sadzona ze to spowodowalam? lub miec wyrzuty sumienia? (a mialabym). Mi sie wydaje ze oni byli bardzo podnieceni samym faktem ze chowaja sie przez zonka i mezusiem jak male nastolatki i sobie baraszkuja w tej "niedozwolonej milosci".

                Na razie zarzadam od niego
                1) testow ze nie ma venerycznej choroby (niech on lata do lekarzy, chociaz uzywali prezerwatyw, to jednak seks oralny byl, a ja nie wiem komu jeszcze ona to robila, albo komu robil jej maz)
                2) rachunkow telefonicznych

                Nie mam pojecia jak przeprowadzic ta rozmowe. Nie mam pojecia o co zapytac, gdyz w zadne slowo mu nie wierze, a on bedzie sciemnial. Mysle ze po prostu poslucham, choc po paru minutach napewno nastanie cisza. Nie mysle ze on zaproponuje powrot - zna mnie zbyt dobrze i wie ze go nie przyjme, ze ja tego nie potrafie wybaczyc - rozmawialismy o tym wiele razy, ze mam taki charakter i bym mu to wypominala do konca zycia. Rowniez.... juz teraz cala sie trzese myslac o tym spotkaniu, a co bedzie dopiero jutro?

                A poki co wzielam Twoja rade i jutro ide zrobic sobie pazury, wlosy, makijaz (jutro wieczorem tez wychodze na impreze wiec dobrze sie zlozylo). Dzisiaj sie z nim nie spotkam. Niech sam przechodzi do realiow dziennych i widzi swoje konsekwencjie.

                • 17.09.10, 23:01
                  Potwór bardzo rozsądnie gada. I jeszcze zrób sobie testy na HIV i inne przenoszone drogą płciową. Jeśli nie masz zamiaru być z mężem nie kłopocz się jego zdrowiem i jego testami. Już nic ci do tego. Myśl o sobie.

                  --
                  Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                  by Zakletawmarmur
            • 17.09.10, 17:32
              Potwor dobrze radzi z tymi zamkami - ten telefon o samolocie daje do myślenia. Pan może wykorzystać sytuację i pchać Ci się do domu. Jesteś kobietą, siłą go nie wyniesiesz raczej, a może się uprzeć i siedzieć i truć Ci nad głową. Szantaże manipulacje i te sprawy... Czarny scenariusz tragikomedii, ale po tym jak Ci pan próbował wmawiać, że on tylko żartował i do niczego nie doszło, to ki diabeł, co on jeszcze wymyśli? A dom to Twoja twierdza, w nim masz spokój. Ew. jakiś zaprzyjaźniony kolega, co to by Ci byłego lubego zarzucił sobie na plecy i spokojnie wyniósł za próg. Grzecznie, ale jak worek kartofli. Zatkałoby go, zdążyłabyś zatrzasnąć drzwi, zanim przyszły ex by się zorientował, co się stało;)
              A co do muzyki - pytałam się Ciebie wcześniej czy lubisz tańczyć, bo to akurat jedna z tych rzeczy, w których można się na moment zatracić. A przede wszystkim wyrzucić z siebie emocje. Niby głupiutki pomysł, ale bywa skuteczny. A już na pewno bezpieczny. Nikogo nie bijesz, na nikim się nie wyżywasz;) Mnie już w paru paskudnych sytuacjach dawał tą chwilkę wytchnienia. No, ale to nie każdy tak działa, ja taniec i muzykę uwielbiałam zawsze, na tyle, że o Bożym świecie zapominałam. Wygodne, nawet koncentrować się nie trzeba.
        • 17.09.10, 14:40
          kag73 napisała:

          > Zgadzam sie z radami potwora..., moze oprocz tej o doniesieniu malzonkowi tamte
          > j kobiety. Nie wiem czy to dobry pomysl do konca, mam mieszane uczucia.

          bardzo dobry, dziwie sie ze masz jakiekolwiek watpliwosci
          • 17.09.10, 15:47
            do kag73
            nie robie nic w zyciu w imie pustych hasel a przynajmniej staram sie
            wiara pomaga odpowiadac sobie na wiele pytan' oczywiscie jezeli ktos dopuszycza jej glos do siebie
            dla mnie dojscie do momentu w ktorym jestesmy tu i teraz kosytowalo nas oboje wiele..
            ale mysle ze warto bylo!!!!
            kiedys czytalam swietny artykul bodajze w zwierciadle pt kup kochance kwiaty!
            naprawde warto polecam




    • 17.09.10, 22:55
      Bo ten dupek wydzwania, i gada jakby nic sie nie stalo (bagaze musi odebrac, bla bla bla, czy chce sie spotkac na piwko, itd). A na koniec najsmieszniejsze: Kocham Cie - w tonie jak zawsze mowilismy do siebie, czyli jakby nigdy nic. Psychol! Kretacz!

      Powiedzialam ze dzisiaj sie nie spotykam (wygladam jak potwor po tym tygodniu niespania, plakania, niejedzenia, palenia i picia). A chce zeby cierpial widzac co stracil.

      Rady ludzie, rady - jak zachowac na spotkaniu zimna krew i nie wylac na niego wina, ani nie wybic mu zebow, ani nie robic histerji - bo te jego zachowanie mnie wyprowadza z rownowagi.

      A robi tak bo w przeszlosci zawsze tak robil. Ze problem minol - trzeba isc na przod. Ale teraz nie ma przodu - jak on ma to zrozumiec????
      • 17.09.10, 23:06
        xciekawax napisała:

        > Bo ten dupek wydzwania, i gada jakby nic sie nie stalo (bagaze musi odebrac, bl
        > a bla bla, czy chce sie spotkac na piwko, itd). A na koniec najsmieszniejsze:
        > Kocham Cie - w tonie jak zawsze mowilismy do siebie, czyli jakby nigdy nic. Ps
        > ychol! Kretacz

        Nie pozwalaj mu "zagadywać" problemu pierdołami o bagażach i piwku. Przerywaj ostrym: "Do rzeczy, co konkretnie chciałeś mi powiedzieć".

        >
        > A robi tak bo w przeszlosci zawsze tak robil. Ze problem minol - trzeba isc na
        > przod. Ale teraz nie ma przodu - jak on ma to zrozumiec???

        Nie martw się, on to zrozumie w lot w momencie, kiedy ty nie będziesz już tą kobietą "z przeszłości". A jesteś na dobrej drodze.

        --
        Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
        by Zakletawmarmur
    • 18.09.10, 02:43
      cala sie trzese. Jego matka zadzwonila, rozmawialam z nia 2 godziny. Powiedziala mi duzo o swoim bylym mezu (ktory juz nie zyje 13 lat, ale rozeszli sie duzo wczesniej), i caly czas jak opowiadala swiatelka mi sie zapalaly. Otoz uwaza go za psychopate, mowila ze caly czas zapozyczal sie, klamal, nigdy stalej pracy nie mial, caly czas jakies "interesy" robil, caly czas mial nadzieje ze grube pieniadze zarobi, nigdy nie zarobil. W dodatku caly czas ona musiala go utrzymywac czy potrzymywac, nie dbal ze jej to sprawia nieprzyjemnosc. I caly czas klamal.

      W dodatku mowila ze w ogole z nia czasu nie spedzil, ze chodzil zaniedbany, ze zachowywal sie bardzo dziwnie.... Powiedziala mi wprost (jeszcze zanim jej powiedzialam ze miedzy nami skonczone) ze jezeli chcemy zostac razem to on potrzebuje psychologa. I to cala terapie.

      a gdy mowila o swoim mezu to mi tylko zaroweczka nad zaroweczka sie zapalaly. bo moj maz tez klamie, tez manipuluje, tez jest niesabilny, tez sie zachowuje nieracjonalnie.

      zastawilam dzisiaj drzwi dwoma krzeslami, na wszelki wypadek, chociaz wiem ze nie przyjdzie, ale juz ta mysl ze moze byc nienormalny mnie dobila. Jak ja moglam byc tak dlugo glupia i slepa?

      Chce mu pomoc, ale musze sobie wmawiac ze teraz najwazniejsza jestem ja, i ja musze wyzdrowiec.

      niby dobrze to wszystko wiedziec ale czuje sie zdruzgotana. Bo w sumie ta kobieta ma racjie, i ja o tym dobrze wiem, i chyba wiedzialam wczesniej (kto przecina kable od telewizora, kto biega za samochodami? kto wybucha czasami niekontrolowanie?) , troche glupio przed sama soba, ale wiem ze czasami choroby psychiczne nachodza z czasem i jak w tym zyjesz to wcale tego nie zauwazasz i traktujesz jak cos normalnego.

      chyba wpadam w powazna depresjie....
      • 18.09.10, 07:38
        Za szybkie tempo.
        Malzonek wie co robi zasypujac Cie informacjami, propozycjami. Nie dziw mu sie. Walczy jak potrafi a sam fakt ze walczy daje jakies nadzieje na lepsza przyszlosc. Moze Wasza, niczego nie przesadzam i z tego co widze ty tez. Dzis dzialasz w stanie wzburzenia i wysylasz bojowe deklaracje. To zly czas na podjecie decyzji. Musisz sie uspokoic.
        Dlatego:
        - Zwolnij bo zwariujesz. Przed wyciszeniem sie i przygotowaniem do lekcji, zero spotkan z malzonkiem.
        - Napisz pozew rozwodowy. Sasiedzi z forum rozwodowego pomoga Ci merytorycznie. Nie musisz go skladac w sadzie. Czy go zlozysz, czy nie, jemu daj wybor wreczajac mu kopie. Niech kombinuje.
        - Postaw wrunki.
        a - ma Ci wszystko powiedziec, kiedy, gdzie i z kim.
        b - ma podjac terapie u specjalisty z ktorym Ty bedziesz miala kontakt bys miala informacje o postepach i czy nie robi Cie w konia.
        - Zmien jednak te zamki (same glowki). Nie obawiaj sie reakcji meza. Wytlumaczysz mu ze byc moze jest to czasowe i od niego zalezy jak dlugo potrwa. Dobrym argumentem bedzie tez fakt ze odczuwasz strach.
        Na koniec przypomne.
        Nie daj sie obszczekiwac i nie reaguj na machanie ogonkiem. Na to jest za wczesnie. Tobie potrzeba duzo czasu na uspokojenie sie. Malzonkowi natomiast, na przemyslenie paru spraw.
        • 18.09.10, 10:23
          Ja bym proponowala podjac konkretna decyzje o rozstaniu i nic jej nie ochodzi, zadene szczegoly z romansu i zadne postepy z terapii. Dlaczegoz marnowac sobie zycia, zajmowac sie jego "uzdrawianiem". W obliczu informacji, ktore ma od jego matki, problemy zaprogramowane. Dziecka nie maja, jest latwiej sie rozstac. Jej maz zyje wedlug zasady "jakos to bedzie" a to ciezki przypadek jezeli planuje sie wspolne zycie i DZIECKO, bo ona zawsze bedzie musiala go "ciagnac" czy ciaza cy polog czy macierzynski, no bo on nie zarabia i mysli nadal, ze jakos daja rade.
          Po prostu trafila na nie tego, lepiej sie rozstac teraz niz dalej w to brnac.
          • 18.09.10, 10:55
            Problem w tym ze andzia nie jest gotowa na radykalne kroki. Ona sie waha.
            Dzis jest roztrzesionym czlowiekiem i nie nalezy oczekiwac od niej by zdroworozsadkowo potrafila podjac wlasciwa decyzje. Jej potrzeba uspokojenia. By uspokojenie osiagnac potrzebny jest czas i pelna wiedza.
            Ktos spyta, po co jej wiedza ? Ano po to by oderwala sie od urojen, fantazjowania i wszelkiego rodzaju niszczacych jej psychike domyslow. Tu trzeba zejsc na ziemie. Bedzie bolalo, lecz z pewnoscia w mniejszym stopniu niz cierpienie w niewiedzy.
            To tak jak z choroba.
            Gdy boli, potrafimy nawymyslac sobie wiele, nawet smiertelnych chorob. Gdy dolegliwosci skonsultujemy z lekarzem i poznamy wszystkie fakty, odczuwamy ulge bo choc nadal boli to przynajmniej pozbylismy sie nartretnych mysli i mozemy wytyczyc sobie sciezke ktora dojdziemy do utraconego zdrowia.
        • 18.09.10, 12:24
          potwor_z_piccadilly napisał:

          > - Postaw wrunki.
          > a - ma Ci wszystko powiedziec, kiedy, gdzie i z kim.

          Pomijając celowość tego co proponujesz, zastanawia mnie jaka jest szansa usłyszenia prawdy od kłamcy?

          • 18.09.10, 13:23
            Na wstepie przepraszam ze pokrecilem cos z nickiem zalozycielki watku.
            - Celowosc dotarcia do pelnej wiedzy juz wyjasnilem.
            - To ze jest klamca, to fakt. Dlatego tez trzeba mu dac ultimatum. Albo pelna szczerosc sprawdzona konfrontacja. Albo metoda ditchdoc-a. Kopa w d..e i pod most.
            Wyjasnie jeszcze po co to wszystko.
            Po to ze z kazda wina musi isc stosowna kara. To uniwersalne zasady sprawiedliwosci ustanowione po to by pokrzywdzony doswiadczyl przynajmniej moralnej ulgi.
        • 18.09.10, 15:29
          wiesz, ja nie mysle ze on walczy. on domaga sie reszty swoich rzeczy. Mowi ze wie ze to koniec. Zachowuje sie jakby nie mial serca. Jakby do niego nie docieralo jak bardzo mnie zawiodl i zranil. Jakby to ze sie roztajemy to bylo nic. Bardziej go chyba wkurza zmiana zycia niz to co zrobil.

          Martwie sie tez o siebie, tak jak mowisz jestesm strasznie wzburzona. Boje sie ze mi zdrowie siadzie.
          • 18.09.10, 15:40
            Jezeli macie wspolne konto, czy tez on ma karte, zadbaj o to, zeby nie mogl za duzo z niego wyplacic. Nie ma przelewek. Mam znajoma, ktora po 7 latach rozstala sie z facetem z nastweieniem "jakos to bedzie" i bardzo sie zdziwila, ze taki z niego "twardziel", nie chcial splacic jej mieszkania, na ktore ona jeszcze bardziej niz on harowla, bo powiedzial, ze zabrala mu 7 lat zycia. Byla wstrzasnieta, bo nigdy by sie po nim tego i wielu innych rzeczy nie spodziwala. U Ciebie on jest winien, bo zdradzil, ale chyba nie poczuwa sie do winy, nie sadzil, ze go wyrzucisz. Nie watpie, ze bedzie walczyl nawet o kazdy talerz, ktory kupil za swoje albo nawet za Wasze.
            • 18.09.10, 16:10
              jego juz odcielam od swoich kart kredytowych. Na wspolnym koncie nie ma juz kasy, nigdy tam nie bylo duzo gdyz swoja kase trzymam oddzielnie. Martwi mnie tylko spory kredyt ktory wzielam na swoje imie gdyz mu by nie dali - ale pieniadze poszly dla niego i jego "biznesy". Chce z nim porozmawiac aby pozyczyl kase od kogos, splacil mi, a niech on splaca temu komus. Moze byc ciezko, ale sprobuje to zrobic poki moze jeszcze ma jakies uczucia, bo potem to wiadomo ze oleje. Teraz mowi ze musi mi i innym oddac duzo kasy dlatego chce isc jak najszybciej do pracy. Ale nie wiem jak to bedzie, gosciu przepuszcza wiecej kasy niz zarabia.

              Od nastepnego tygodnia poszukam prawnika. Napewno legalna separacjia ochroni mnie przed jego kolejnymi wydatkami.
          • 18.09.10, 15:42
            On nie koniecznie walczy, to raczej urazona duma. Czuje sie pokrzywdzony, chociaz to on skrzywdzil Ciebie a fakt zylo mu sie dobrze z Toba, w to nie watpie. Wiadomo, ze nie chce tego zmieniac.
            • 18.09.10, 16:19
              od wczoraj bardzo mi zyla pulsuje na skroni - robi mi to maly bol glowy. Martwie sie tym, boje sie ze peknie i bede miala wylew - tu, sama w domu. Serce mi tez strasznie bije, caly czas. Rece mi sie trzesa. Jakas nerwica chyba. Musze zadbac o siebie.

              Wiesz, ja mysle ze on chce z siebie zrobic takiego litosciwego, szlachetnego goscia ktory uwaza ze: O, lepiej jej bedzie z kims innym, bo ja na nia nie zasluguje. Czyli poproawnie ktos nizej zauwazyl ze mu po prostu dobrze z soba i nie ma zamiaru tego zmienic. Mysle ze ulatwi mi to cala sytuacjie, aby w szybszym tepie z tego wyjsc.

              Ludzie wierza w Boga, ale ja wierze w swoja (lepsza) przyszlosc. Musze teraz miec ta wiare, w cos co jest nieudowodnione, czego nie widze, co mi sie nie objawilo - ale i tak na slepo wierze. Bo inaczej czuje sie osamotniona i zrezygnowana. Ciezko jest. naprawde. I przepraszam ze w kolko o tym samym pisze. Moze nawet nie wypada.... Moze juz czas przestac sie mazac, zaczac dziac, ale jakos nie potrafie.
              • 18.09.10, 16:37
                No soko, przeciez juz caly czas dzialasz. Poszlas do psychologa, spakowalaj jego rzeczy, zalatwilas mu mieszkanie u kumpla...powiedzias mu, ze ma zwijac zagle. Glowa do gory! Dobra jestes! tak trzymac.
                • 18.09.10, 17:47
                  :)

                  To chyba moja osobowosc- ze wiem co musze zrobic niewiadomo jak trudne. Tak samo jak przetrzymalam zle warunki w rodzinnym domu tylko dlatego aby miec gdzie spac podczas gdy chodzilam na studia. Zaciskalam zeby aby tylko wytrwac, bo wiedzialam ze jak skoncze studia to swiat stroi otworem, patrzylam w przyszlosc. I chyba ten instynkt we mnie sie odzywa. Chociaz to, co kiedys doznalam to nic w porownaniu z tym co teraz przezywam.
              • 18.09.10, 20:56
                Ludzie wierza w Boga, ale ja wierze w swoja (lepsza) przyszlosc. Musze teraz miec ta wiare, w cos co jest nieudowodnione, czego nie widze, co mi sie nie obja wilo - ale i tak na slepo wierze.'

                To dobra wiara, co by sie nie działo przecież będziesz żyć dalej, a życie niesie tyle niespodziewanych zwrotów akcji, w porównaniu z tym co teraz sie u Ciebie dzieje to juz będzie tylko lepiej.

                Też wierzyłam, że za zakrętem los ma coś dla mnie, że warto iść do przodu.
                Rozpadł mi sie 7 letni związek z facetem, który był moim pierwszym, któremu urodzilam dziecko i zostawiłam dla niego wszystko- rodziców, przyjaciół, fajne mozliwości. Miłość, wielka miłość.
                Poznał jednak panią, która rozumiała go lepiej i postanowił że nawet moje prośby o zerwanie tych kontaktów oleje.
                W takiej ciemnej dupie byłam że hej,
                ani kasy, ani pracy, ani wsparcia od nikogo, bo wszysko kręciło sie wokół niego.

                I wiesz, w jakiej jestem sytuacji teraz?
                Mam firmę, nie bieduję, mam męża, który był niesamowicie dobrą partią, a teraz jest niesamowicie lojalnym partnerem, przy którym czuje sie zadbana i ważna, dzieciaka mamy fantastycznego, mieszkamy sobie w wymarzonym zakątku i tylko psa nam do widoczka brakuje.

                Wszystko sie jeszcze i w Twoim życiu odmieni.
                To jak w piosence Kayah:
                "Chociaż runął Ci świat, wiosna przyjdzie i tak",
                polecam na zbieranie wewnetrznej siły:
                www.youtube.com/watch?v=nNS5WuhkWb4

                duze pozdro!!!

                --
                Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                by Cejrowski
                • 18.09.10, 23:06
                  Dziekuje ci za Twoje dobre slowa. duzo dla mnie znacza.Duzo mi daja odwagi aby ta przyszlosc jakos spotkac.
      • 18.09.10, 11:52
        mowie to poraz ostatni

        idz zloz papiery o rozwod, jak najszybciej

        Ja rozumiem ze malzenstwo walczy z problemami, ale jak koles uznal ze zamoczy sobie w innej i wroci do zonki to na chuja zasluguje.
        Jak chcesz sie trzesc, miec depresje itd to powodzenia.
      • 18.09.10, 15:04
        Terapia nie zmieni go. Załagodzi, problemy zawsze będą. Nie macie dzieci- duży plus tej sytuacji, ale nie będzie łatwo. Nie da Ci tak po prostu odejść. Imo, będzie nachodził.
        Ogranicz kontakty, również telefoniczne- poproś o sms-y – będziesz miała dowody/trudno określić jego reakcję na wyzwolenie się Ciebie z pod jego uroku/.
        Jeśli musisz to spotykaj się w miejscu publicznym. Rozmawiaj konkretnie i na temat. Nie wściekaj się bo Twoja nieprzejednana postawa jest największym policzkiem dla niego.
        Jeśli natomiast chcesz być z nim, to leczenie dla niego od uzależnień i przyjmij do siebie że problemy będą się pojawiać. Zmienić można siebie/w jakimś stopniu/ a nie drugiego człowieka. On musi chcieć, a sądzę że dobrze mu z sobą i tym stylem życia. Trzymaj się
    • 18.09.10, 23:23
      Wiec... musze na poczatek zaznaczyc ze dzisiaj wygladam jak milion dolarow. Zreszta wychodze na zareczynowe przyjecie wiec dlatego, ale dwie kaczki upolowane jednym kamieniem.

      Wiec przylazl na spotkanie, najpierw chcial sie wykrecic, mowil ze nie przyjdzie, powiedzialam ze juz czekam w barze, w ogrodku, i chce swoje klucze. Przylazl, naprawde zle wyglada. Pogrubial przez te 5 tyg, postarzal sie.

      Bylam baaaardzo opanowana, zimna. Pogadalismy, i nawet konwersacjia (wiekszosc) byla przyjemna, szczera. Mysle ze jednak nawet po tym co sie stalo jestesmy ludzmi ktorzy lubia byc w swoim towarzystwie. Nie pozwolilam mu sie dotknac.

      Tak wiec odebralam swoje klucze, powiedzialam ze sie umowimy kiedy ma odebrac swoje rzeczy. Dowiedzialam sie ze on mowil swojej kochance, ze z zona jest w separacji, ze to on do niej pierwszy zagadal, ze chcial po prostu jeszcze jedna kobiete, ze nie wiedzial czy jeszcze jakas by go chciala, ze czul sie zle. bla bla bal...

      Powiedzial tez ze roztali sie w strasznych warunkach, ze ona jakas nadzieje miala na kontynuacjie, a on juz nie mial przez wyrzuty sumienia, wiec powiedzial jej ze znalazl sobie kogos innego. Podobno strasznie byla na niego zla (co za zdzira!!!! ).

      Oczywiscie nie ma pieniedzy aby mi oddac. zreszta wyjezdza do Paryza we wtorek, na kilka dni, w swoich "biznesach". Powiedzial ze po przyjezdzie wszystko co bedzie mogl bedzie mi oddawal.

      Widac ze jest mu przykro, wiele razy powtarzal ze zle to zycie sobie ulozyl, ze zle postapil, i ze przeprasza. Jakos mu wierze (oczywiscie to nie zmienia mojego bolu i mojego nastawienia). Napewno mu przykro, stracil ladna, fajna zonke, swoje ulozone zycie, kogos kto sie nim opiekowal i przytulal. Mowil ze musi pojsc do psychologa. Bolalo go tez to ze ja tak latwo sobie z tym radzie (chyba jestem dobra aktorka, ale tak naprawde nie wyobrazam sobie przed nim teraz plakac i okazywac jak bardzo mnie skrzywdzil).

      Ale i tak najbardziej go bolalo to ze wierzy mi ze spalam (i bede sypiala?) z innymi kilesiami. Zaczol mi mowic o chorobach wenerycznych, ze tak nie mozna, ze jestem psychicznie chora, ze mam problem, ze najpierw powinnam to obgadac z psychologiem. Zbyt bardzo podobalo mi sie to ze sie w nim gotuje aby wyprowadzic go z bledu.

      Ogolnie mowi ze chce zebym byla z kims innym gdyz nie jest mnie wart.

      Po tym spotkaniu czuje sie naprawde lepiej. Chyba odzyskalam swoja godnosc. Juz mnie nawet nie boli ze znowu gdzies jedzie, bo co to ma ze mna wspolnego?

      Acha, byl tak "cudowny" ze zaproponowal ze jezeli chce z kims spedzic noc, to zebym go zawolala, zgasila swiatlo i nawet nazywala go kims inny, abym tylko nie szla sypiac z pierwszym lepszym. No zobacz jaki uczynny. lol.
      • 19.09.10, 18:36
        xciekawax, duzo w Twojej historii podobienstwa do mojej (klamstwa, biznesy niewypaly, wyjazdy do PL, ciagniecie ode mnie pieniedzy, dlugi, ktore splacalam niestety ja). Czy dlugo bedziesz cierpiala - moze kilka miesiecy, moze rok. Niedowierzanie, rozpacz, bol serca, powolne wychodzenie do ludzi, na poczatek zeby odreagowac, zajac sie czyms innym, potem przeorganizowanie sobie zycia towarzyskiego, w pewnym momencie powraca wiara w swoje mozliwosci i przychodzi niesamowity power, dzieki ktoremu mozesz zaczac robic cos nowego. Tak bylo u mnie, jak bedzie u Ciebie to juz bardzo indywidualne. Ale wiem jedno - nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. Mnie z tego wyszlo szczesliwe malzenstwo. Oby i Tobie zycie sie pieknie ulozylo.
        • 19.09.10, 19:40
          Boze, jak ja potrzebuje takiego wsparcia i dobrych historji jak Twoja. Potrzebuje wierzyc w lepsze jutro, bo czasami mam calkowity dolek. Bardzo ci Dziekuje.
    • 20.09.10, 04:11
      plakalam na telefonie z nim przez godzine. Powiedzial mi ze nie chce ze mna byc, ze sie odkochal. ze robi to dla mnie tez, bo wie ze nie bede szczesliwa. Ze 4 dni przed wyjazdem z pl poznal nastepna osobe, z ktora chce zbydowac zycie.

      jestesm nienormalna. Nie mysle normalnie. Nie chce z nim byc i bym nie byla, ale boli to, strasznie. Musze wierzyc w lepsze jutro, ale te 14 lat ....... I tych ogrom zeczy ktorych wybieralam nie widziec.... I byc tak potraktowana przez osobe ktora tak kochalam..... nie chce mi sie zyc. jak mam? jak mam jutro isc do pracy? jak mam chodzic? jak mam funkcjonowac?

      jak mam sie podniesc z tych podlosci? za duzo na mnie w jednym czasie runelo. Za duzy ciezar.

      nawet z godnoscia nie potrafie z tego wyjsc.

      Tylko pomagaja mi historie, ze potem moze byc lepiej.... nie moge byc tak zalamana. za co? czemu tak kochamy? to sie nie oplaca. Nie moge uwierzyc ze tak zle to wszystko postrzegalam, ze tak siebie oklamywalam.
      • 20.09.10, 06:55
        Niestety, musisz cierpieć. Teraz jest na to czas. Cały Twój świat runął. Jednak to wszystko da się przeżyć. Ten ból, który nie pozwala czasem podnieść się z łóżka, minie. Potem będzie coraz lżej i lepiej i kiedyś będzie po prostu dobrze. Kilka osób Ci tu pisało, że potem są drugie, najczęściej lepsze, związki. Nawet jednak, jeśli miałabyś być sama, to będziesz miała podniesioną głowę, bo nikt obok Ciebie nie będzie z Ciebie kpił przy każdym "kocham cię". Zasługujesz na to byś zadbała o siebie, odcierpiała ile trzeba i podniosła się potem. To życie, które Cię czeka za jakiś czas jest nagrodą, do której moment bólu jest niezbędny.
        I czasem tak jest, że się oszukujemy i że łatwiej nam pewnych rzeczy nie widać. Nikt nie lubi cierpieć i nikt nie lubi niszczyć całego świata, w którym żyje. Sama nigdy byś tego nie zobaczyła, większość ludzi nie widzi. I nie pytaj "za co", bo sama wiesz, że ani szczęścia, ani niesczęścia nie spotykają nas za coś. Jednak jak patrzysz na swoje życie z perspektywy przyszłości, to dostrzegasz, że wszystko miało jakiś sens. I nawet jeśli teraz piszesz, że wcale nie jesteś silna, to - uwierz mi - kiedyś się dokładnie taką zobaczysz.
        I popatrz też na to, w ciągu kilku dni zaangażowałaś w dyskusję sporo osób tu na forum, masz przyjaciół w realu, są ludzie gotowi Cię wesprzeć i pomóc. Teraz być może oddałabyś to za porót do poprzedniego życia, ale i to kiedyś uznasz za ważne.
        Nie napiszę Ci: głowa do góry, bo jeszcze nie, jeszcze niestety głowa w dół, płacz, wrzeszcz, cierp ile wlezie. Jest tego skończona liczba, potem zaczniesz tę głowę do góry podnosić.
        Trzymaj się. Pozdrawiam.
      • 20.09.10, 08:26
        musze pisac ze to standard?

        koles ogrywa Cie jak dzieciaczka a Ty stoisz w kolejce klaszczac raczkami po wiecej. Mowilem Ci co masz zrobic od początku.

        Dlatego radze zdradzanym mezczyznom ruchac cos jak naszybciej, nie myslec o ewentualnej naprawie zwiazku czy terapiach, koniec, dzisiaj. Tylko zdradzana/y traci jeżeli jest inaczej.

        Współczuję Ci bo jestes bardzo wrażliwa ale to sie zmieni, zobaczysz ;)
      • 20.09.10, 13:00
        Tak miałaś już wszystko poukładane, zaplanowane, pogodzone - droga przed Tobą wydawała się trudna, ale jasno wytyczona. Facet, z którym nie chcesz być, jednym krótkim stwierdzeniem, że nie chce być z Tobą, obrócił to wszystko w ruinę.

        Czemuż to?

        Oczekiwałaś łez, kajania się, skruchy, żebrania, którymi mogłabyś wzgardzić zmniejszając tym samym upokorzenie zdradzonej kobiety? Chciałaś zemsty, która nie wyszła? Chciałaś być górą i mieć ostatnie zdanie? Chciałaś mieć/odzyskać kontrolę nad swoim związkiem - lub tym, co z niego zostało - i nad tym mężczyzną? Odpowiedzi na takie akurat pytania mogą być oczywiście negatywne, choć pozytywne byłyby dla mnie jak najbardziej normalne i akceptowalne. Moim zdaniem warto się dowiedzieć, co takiego się naprawdę stało i dlaczego akurat to Cię tak rozwaliło.

        Ja się kiedyś zastanawiałam - nie w tak dramatycznej sytuacji jak Twoja, bo ani miłości tam nie było, ani zdrady, ani tak wielkiego kawału życia. Tym bardziej zaskoczyły mnie moje własne reakcje.

        Przeżyjesz to, zobaczysz. Tylko przeżywaj, zamiast upychać i tłamsić racjonalizacją, kontrolowaniem, pozornym układaniem. Tarzaj się po podłodze, wyj, wyrywaj włosy - co Ci tam jeszcze Twoje cierpienie podpowie. A za kilka lat może podziękujesz losowi, tak jak ja dziś dziękuję, że tamto tak szybko się skończyło z jego inicjatywy.

        I żeby nie było - widzę, że cierpisz ogromnie, rozumiem to cierpienie i współ-czuję. Trzymam kciuki, żeby ciemna dupa, w jakiej teraz jesteś, szybko się skończyła.
        • 20.09.10, 13:59
          Wiesz, wydaje mi sie ze masz racji duzo, ja chcialam po prostu wyjsc z godnoscia. A tak nawet tego nie potrafilam zrobic. Napewno to ze by cierpial daloby mi jakas ulge, ze nie wszystko bylo klamstwem, ze nie pomylilam sie tak bardzo....

          Dzisiaj mi powiedzial ze tamta historia ze sie zakochal to klamstwo. Ze slyszac mnie w takim stanie po prostu chcial abym zrozumiala ze nie ma juz tego zwiazku. Zebym go znienawidzila. Sadysta!

          A co sie stalo, chyba zaczynam rozumiec ze sie po prostu odkochal, ze juz nie chcial tego zycia. A ja po prostu nie chcialam tego widzec, a znaki byly wczesniej. Dlatego chcialam isc na terapie malzenska (jeszcze przed zdrada). Ale terapia nie sprawi ze sie zakocha.

          Uslyszalam od mojego przyjaciela dzisiaj ze nigdy go nie lubil, i nigdy w pelni nie zaakceptowal naszego zwiazku, gdyz widzial ze On mnie zle traktuje. Nie byl lubiany przez moich znajomych. Ja jestem bardzo lubiana w jego srodowisku. Mysle ze widzieli cos na co ja bylam slepa. Tez musze to chyba przpracowac z psychologiem dlaczego dalam sie tak. Moze to byly male kroczki z jego strony, ktore powoli zmniejszyly moja wiare ze zasluguje na lepiej. nie wiem.

          Rowniez, ja wiem ze zasluguje na lepiej, ze zycie po nim oferuje mi szanse na lepsze zycie, ze moge wkoncu byc finansowo niezalezna, ze moge byc znow kochana. Ale tak jak piszesz to bylo moje zycie z ktorym wiazalam przyszlosc. A teraz to runelo. I brakuje mi go jako przyjaciela, nawet kochanka. Zawsze mu o wszystkim opowiadalam, a teraz jestem sama....


          Ludzie mowia ze bedzie lepiej, ale ja tego nie czuje. I tak, wije sie po podlodze, budze sie w nocy i wyje, wyje caly czas zreszta. Wczoraj tez mialam bardzo czarne mysli. Nie chodzi o glupi zwiazek, ale o ten bol, ktory czuje, juz go nie zniose.

          Dziekuje wam wszystkim za wsparcie. Coraz wiecej rzeczy sie dowiaduje o sobie i moim wyimaginowanym zwiazku.
      • 20.09.10, 16:03
        No i te ciagle mieszanie mi w mozgu.... najpier mowil ze z ta facetka byl, bo byla mezatka wiec nigdy by nic nie wyszlo, potem powiedzial ze chcialby wrocic, potem ze to w ogole nie bylo warte niczego, potem ze nie bedzie Tylko dlatego ze ja sie puszczalam, potem ze mnie nie kocha i i tak nie wroci, potem ze to dla mojego dobra, potem ze mnie kocha - ale w jakis tam sposob....

        Niby to wszystko i tak nie ma znaczenia, ale namacilo mi to w glowie strasznie. Niby wiem na czym stoje, ale nie wiem. Gdybym przynjamniej prawde znala od poczatku...
        • 20.09.10, 16:42
          xciekawax napisała:

          > Niby wiem na czym stoje, ale nie wiem.

          Alez wlasnie o to temu panu chodzi. Dokladnie o to.
          Przeczytalam z uwaga caly ten watek. Powiem tak: szacun, kobieto. Za odwage, decyzyjnosc i za to, ze masz jaja jak smok. Gleboki szacun, uklon, chapeau bas.

          A teraz: wez gleboki oddech. Decyzje juz podjelas, prawda? To teraz jej sie trzymaj (mimo, ze trudna i cholernie bolesna) zebami i pazurami, zas panu wylacz fonie, tj. miej gdzies, co gada. I nie daj sobie robic wody z mozgu.

          Bol minie. Poczucie kleski tez. Ktos gdzies napisal "wszystko mija, nawet najdluzsza zmija" i to jest prawda - co wiele osob, ze mna wlacznie, moze potwierdzic.
          Minie i to, serio. Przezyjesz zalobe, a potem zaswieci slonce. Zobaczysz.

          Pozdrawiam,

          bpl


          --
          Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
          • 20.09.10, 17:50
            Obawialem sie ze na konfrontacje z wsciekloscia Tego, tamtego jest jeszcze zbyt wczesnie.
            Dobrze przeczytalas, on jest wsciekly. Na Ciebie, na siebie i na caly swiat ze wszystko mu sie pos..lo. Ostatnim spotkaniem zwalilas go z nog, wiec postanowil sie zemscic. On grajac swoje wyuczone role walczy. Choc wie doskonale ze przegral, dokucza Ci, osacza podloscia bo jego pokretna natura i urazona duma nakazuja mu to robic.
            To miernota i to sobie zakonotuj by ulatwic sobie proces powrotu do normalnosci.
            Moze bede nudny, lecz jak zwykle rady.
            - Nie przestawaj pracowac nad swoja powierzchownoscia. To Ci pomoze dobrze sie czuc w swojej skorze, bo przyjemny dla kobiety jest widok mniej, lub bardziej znanych Ci facetow z wywieszonymi ozorami na brodzie.
            - Do czasu ogarniecia sie, ogranicz sptkania z bylym i skracaj rozmowy telefoniczne.
            - Zmien wreszcie te zamki. Wiem, wiem. Oddal Ci klucze, lecz czy pewna jestes ze nie zostawil sobie duplikatow. Ten Twoj byly to pokretny golodup i istnieje prawdopodobienstwo ze bedzie usilowal Cie oskubac z cennych przedmiotow.
            Znam taki przypadek.
            Jeszcze malzonek, obrobil znajoma z cennych rzeczy doszczetnie. Oslizle tlumaczyl ze przeciez ona dostala wszystko od niego i jemu sie te rzeczy naleza.
            Na marginesie dopisze ze dzis ona ma ladny domek a on sie zlumpil.
            - Zmien zwyczajowe miejsca w ktorych przechowyjesz kase i cenne przedmioty. Pewnie jeszcze nie raz pod jakims pretekstem, czy z koniecznosci przyjdzie do Ciebie. Zastepcza matoda jest kazac mu klaskac w czasie gdy robisz w kuchni kawe.
            Dasz rade.
            • 20.09.10, 18:43
              Dzieki za twoje rady, sa naprawde dobre.

              Ale ja naprawde mu wierze ze sie odkochal, ze nie chce byc. Jeszcze winil mnie, ze krzyczalam CIAGLE (to nieprawda). a jak juz to z desperacji. Jest zimny i opanowany, i wyglada jakby sobie bardzo z tym dobrze radzil. Mysle ze on juz podjol decyzjie dawno i trzyma sie swego. Jest jeszcze jedno: trzy lata temu wzielismy slub aby wreszcie dostal zielona karte. Teraz jest juz legalnie, wiec chociaz upiera sie ze to nie ma z tym nic zwizanego, to jezeli sie odkochal duzo wczesniej, to jednak byl przy mnie pewnie tylko dlatego aby dociagnac terminu. A teraz mu nie zalerzy. On mowi ze wcale tak nie bylo, a my mielismy dobry czas ze soba, wiec sama nie wiem. Ciezko mi samej w to uwierzyc, ale teraz juz sama nie wiem. Kurcze, jaka ja jestem glupia. Ludzie sobie normalnie ukladaja zycie, a ja kogos takiego wybralam!

              Wiesz, jak sie z nim spotkalam to wygladalam super, i jak poszlam na przyjecie, to zyczywiscie kazdemu wychodzily jezory (wszyscy juz w parze, a zreszta tam udawalam ze malzenstwo jeszcze gra). Dobrze mi bylo z tym, chociaz bylam samotna patrzac na szczesliwe pary. Rowniez codziennie tak wygladac nie potrafie. Chce zadbac o siebie, ale na razie sie niszcze (fajki, wino). Juz w pracy podejrzanie patrza na moje worki pod oczami (z placzu).

              Co do ograniczania rozmow, to zyczywiscie. Zreszta tak jestem do siebie zniechecona po tym rozklejeniu sie przed nim ze nawet nie mam ochoty z nim rozmawiac. Rowniez bedzie latwo mi przez tydzien bo przez tydzien go nie bedzie znowu w kraju. (oczywiscie przez swoj wyjazd kasy w tym miesiacu nie zobacze)

              Nie mysle ze ma zapasowe klucze i nie uwazam ze bylby w stanie mi cos ukrasc. Zreszta... gdyby to zrobil to kilka telefonow do jego znajomych zalatwiloby sprawe. Ale przez ten tydzien jak go nie bedzie zalatwie to. A ja nie mam tak napawde nic cennego.

            • 21.09.10, 16:50
              > Obawialem sie ze na konfrontacje z wsciekloscia Tego, tamtego jest jeszcze zbyt
              > wczesnie.
              > Dobrze przeczytalas, on jest wsciekly. Na Ciebie, na siebie i na caly swiat ze
              > wszystko mu sie pos..lo.

              Boze, ale ty miales racjie. Skad ty wiesz jak tacy ludzie mysla????? Mi by do glowy nie przyszlo.
        • 20.09.10, 16:52
          xciekawax napisała:

          > Niby to wszystko i tak nie ma znaczenia, ale namacilo mi to w glowie strasznie.
          > Niby wiem na czym stoje, ale nie wiem. Gdybym przynjamniej prawde znala od po
          > czatku...

          Jaką prawdę i od jakiego początku. Jeśli chodzi o prawdę w relacjach damsko-męskich, to każda ze stron w takiej relacji ma swoją własną subiektywną prawdę, szczególnie wtedy, gdy dochodzi do rozpadu związku. A jeśli chodzi o fakty, to znasz ich dostatecznie dużo i już nie jeden raz dowodziłaś w swoim wątku, że facet nie jest odpowiednim partnerem dla Ciebie. Wygląda na to, że jesteś tego pewna, więc trzymaj się tego.
          A co do początku, to napisz, co masz na myśli: jakiś początek w czasie (a jeśli tak to jaki) czy też chodzi Ci o poznanie całej prawdy (od początku do końca)? Jeśli to drugie to porywasz się z motyką na słońce. Nic nie zmieni przeszłości, a Ty już wiesz, że z tym człowiekiem nie chcesz być, więc zacznij powoli tę przeszłość zamykać. Znasz już prawdę o nim 9przynajmniej tak wynika z Twoich opisów).
          • 20.09.10, 17:28
            wiesz, to wszystko zwalilo sie na mnie tak szybko, jakby piorun we mnie strzelil, Jedna lawina nieszczesc za druga. Chodzilo mi chyba o to, ze gdybym przynajmniej byla poinformowana ze jego uczucia wygasly, zamiast codziennie miec powtarzane jak mnie kocha. Albo gdyby przyszedl i porozmawial o jego uczuciach, ze nie chce ze mna byc. A ja caly czas dostawalam mieszane sygnaly, wlasnie, robil mi wode z mozgu. A ja (glupio) wybieralam wierzyc w te dobre sygnaly. Duzo w tym mojej winy. naiwnosc chyba.
            Nie musialo to byc zrobione w ten sposob.

            Wiesz, z kobietami to nie jest tak jak z mezczyznami, ze twardo stapaja po ziemi, ze poznaja fakty, zaakceptuja sytuacjie i robia potem odpowiednie posuniecia. Tutaj jest cala masa uczuc, poczucia straty, strach przed pszyszloscia, niedowierzanie (jeszcze) ze to sie stalo i ten cholerny bol.
            I tak ciesze sie ze wiem tyle prawdy ile wiem.
            • 20.09.10, 19:40
              No i co bys zrobila wtedy? Zaczela rozmowe o terapii malezenskiej podejrzewam. Stalo sie, jak sie stalo, widocznie tak mialo byc.
              To lepsze jutro istnieje, niestety troszke czasu musi uplynac. Ja wiem, ze boli, ale kiedys przestanie. Ogranicz kontakty do minimum. Po takich rozmowach tylko sobie dorzucasz natretnych mysli i analizujesz, co robilas zle i jak moglas tego uniknac.

              Zamki zmien dla lepszego samopoczucia - exowi sie stesknilo po pol roku = przyjechal jak sie kasa skonczyla - klucze mial nadal. Drugi raz nie ryzykowalam i zamki zmienilam.
              W pracy jesli masz spoko szefa, powiedz mu co jest pokrotce grane - moj owczesny szef szybko zalapal, ze za wiele korzysci ze mnie nie bedzie, ale do pracy chodzilam, bo nie myslalam wtedy o tym wszystkim.

              Dasz rade, wyplacz co swoje, potem bedzie juz tylko lepiej.
              • 20.09.10, 20:08
                oczywiscie ze gdybym wiedziala co siedzi mu w glowie przed tym wszystkim to bym zrobila wszystko w mojej mocy aby uratowac to malzenstwo. Ja go bardzo kochalam i chyba jeszcze kocham skoro tak mnie to dobija. Rowniez nie powalilo by mnie to z nog, gdyz nie byloby to niespodzianka.

                do szefa nie pojde, i tak jestem na ostatnim wlosku tutaj.

    • 20.09.10, 22:31
      Muzyka pomaga mi przetrwac, zajmuje moga glowe.

      Ja ostatnio slucham Madonny "power of goodbye", ale rowniez Chylinska jest bezbledna : Goraca prosba : www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E Akurat dobrze pasujaca ;)
      • 20.09.10, 22:53
        Alez proszsz.

        "Cell Block Tango" z Chicago:
        www.youtube.com/watch?v=ltBevk4i1CQ
        i moi ulubieni The Amateur Transplants - moge polecic wszystko, a szczegolnie songi z serii Couple Counselling. Zwlaszcza taka jedna o panu, co porno bardzo lubil:

        www.youtube.com/watch?v=h8tVR9ZRD9s&feature=related

        Milego odbioru :)

        --
        Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
    • 21.09.10, 17:03
      Wczoraj nie odbieralam telefonow, choc bylo ich z 7, ale wieczorem tylko.

      Na dzien dzisiejszy mam w sobie duzo zlosci, pomieszana z zalem i uczuciem zranienia, wiec chyba przechodze na druga faze zaloby. Zadzwonilam wkoncu i uslyszalam czy jest cos co mozeMY zrobic aby wrocic do siebie bo on tak naprawde mnie bardzo kocha.....

      Wygarnelam mu bardzo opanowanie, acz ze zloscia co o nim mysle, powiedzialam dokladnie jak mnie potraktowal, i jak traktuje wszystkich ludzi w okolo. Powiedzialam ze wlasna jego matka wspiera mnie w mojej decyzji ze to dobre wyjsce (prawda), jego wlasny brat nie chce z nim miec nic wspolnego bo przy nim czuje sie zle. Wygarnelam mu ze jest egoista, klamca, ze nigdy nie bede jego przyjacielem (a tego chcial i oczekiwal), ze przyjaciele tak nie rania innych. Na koniec powiedzialam ze sie podniose z tego i to szybciej niz mysli.

      Musze przyznac ze poczucie zlosci jest latwiejsze dla mnie do przezycia niz uczucie rozpaczy, niedowierzania i zranienia. Ale i tak wiem ze to chwilowe. Na pewno zalamania jeszcze beda. Strasznie boje sie przyszlosci. Ale racjonalnie myslac - przyszlosc z nim porownalabym do obcowania z diablem.
      • 21.09.10, 17:41
        xciekawax napisała:

        > Ale racjonalnie myslac - przyszlosc z nim porownalabym do obcowania z diablem.

        No, no, mocne słowa. A przez te 14 lat to z kim obcowałaś? Przecież o jego wadach wiesz nie od dziś, a mimo to dopiero teraz klapki spadły Ci z oczu. Gdyby nie zdrada z jego strony, to wszystkie inne jego wady były dla Ciebie do zaakceptowania. Co więcej, musiałaś widzieć w nim wiele zalet skoro przez 14 lat związku nie przestałaś go kochać. Myślę, że takie skrajne potępienie partnera to podcinanie gałęzi, na której siedzisz. Masz prawo do złości i skrajnych emocji, ale postaraj się czasem o odrobinę obiektywizmu w stosunku do tego człowieka i do siebie samej. Wiem, że to trudne, ale życie to nie je bajka... :)
        • 21.09.10, 17:56
          Tak, zyczywiscie mialam klapki na oczach i powoli mi spadaja. Nie wiem czy wiesz jak bolesnym przezyciem jest zdrada, albo zyc w swiadomosci ze za pare latek znowu sie to powtorzy. Ja juz wiem, dlatego takie zycie dla mnie byloby pieklem.

          Nie zaprzeczam jego zalet, ale to jak postapil, jak sie zachowal - jest po prostu straszne. Potraktowal mnie jak smiecia ktorego sie wyrzuca, jest jak dziecko ktoremu znudzila sie ulubiona zabawka. Wiesz, my wzielismy slub 3 lata temu tylko. Mial cale 10 lat aby zastanowic sie czy jestem osoba z ktora moze spedzic reszte zycia. A wzielismy slub tak pozno, bo zadne z nas nie mialo parcia na to (zreszta ja chodzilam do szkoly, potem pare latek chcialam sama pomieszkac). Ale to on zaproponowal malzenstwo. A potem zeby mu tak odbilo? Jest to wykorzystanie drugiej osoby, byc moze dla swoich celow - nie wiem, coraz bardziej mam watpiliwosci czy to malzentwo to nie byla z jego strony manipulacjia.

          Kto wchodzi w malzenstwo aby po kilku latach sie rozwiesc? Ja sie przez ten czas nie zmienilam - nie zaczelam byc paskudna zolza. Zauwazylam problemy i chcialam naprawiac. On nie. I jeszcze teraz mnie manipuluje. Sorry, ale dla mnie to okrutne. Nie zaprzeczam przeciez tych wszystkich lat spedzonych razem. Ale tez nie moge zaprzeczyc tego jak postapil, jak bardzo mnie zranil.
          • 22.09.10, 09:22
            xciekawax napisała:

            > Tak, zyczywiscie mialam klapki na oczach i powoli mi spadaja.

            Trochę mnie zastanawia to, że te te klapki spadają dopiero teraz. Zdaje się, że dużo wcześniej wiedziałaś o tym, jak oceniają go jego znajomi i rodzina (rodzeństwo).

            > Nie zaprzeczam jego zalet, ale to jak postapil, jak sie zachowal - jest po pros
            > tu straszne. Potraktowal mnie jak smiecia ktorego sie wyrzuca, jest jak dzieck
            > o ktoremu znudzila sie ulubiona zabawka.

            To świadzczy źle o nim. Nie czyni to z Ciebie żadnego śmiecia. Jeśli masz swoją wartość i jesteś jej świadoma, to wartość ta nie jest w żaden sposób uzależniona od uczynków innych ludzi.

            > Wiesz, my wzielismy slub 3 lata temu
            > tylko. Mial cale 10 lat aby zastanowic sie czy jestem osoba z ktora moze spedz
            > ic reszte zycia. A wzielismy slub tak pozno, bo zadne z nas nie mialo parcia na
            > to (zreszta ja chodzilam do szkoly, potem pare latek chcialam sama pomieszkac)
            > . Ale to on zaproponowal malzenstwo. A potem zeby mu tak odbilo?

            3 lata to dość długo i może w tym czasie człowiekowi odbić. Nie powinno, ale może. Twojemu mężowi odbiło.

            > Jest to wykor
            > zystanie drugiej osoby, byc moze dla swoich celow - nie wiem, coraz bardziej ma
            > m watpiliwosci czy to malzentwo to nie byla z jego strony manipulacjia.

            A co zyskał Twój mąż poprzez małżeństwo z Tobą? Chodzi mi o to, czy miał, ma lub będzie miał jakieś "profity", których nie miałby gdybyście pozostawali w związku nieformalnym.

            > Kto wchodzi w malzenstwo aby po kilku latach sie rozwiesc?

            Zazwyczaj nikt. Zdecydowna większość ludzi nie zakłada, że się rozwiedzie, a jednak bardzo duży odsetek małżeństw się rozwodzi. Niektórzy rozwodzą (rozstają) się nawet po kilku miesiącach. Twój przypadek nie jest jakimś niezwykłym wyjątkiem.

            > Ale tez nie moge zaprzeczyc tego jak postapil, jak bardzo mnie zranil.

            Nie zaprzeczaj. Trzymaj się swojego przekonania, a manipulacje Twojego męża filtruj "przepuszczając" je przez to właśnie przekonanie.
            • 22.09.10, 15:21
              > Trochę mnie zastanawia to, że te te klapki spadają dopiero teraz

              Dlatego to nazywa sie klapki na oczach bo nawet gdy ma sie fakty przed soba to wybiela sie je i usprawiedliwia. To moj blad, moj problem. Teraz spadly gdyz byl wielki wstrzas.

              > To świadzczy źle o nim. Nie czyni to z Ciebie żadnego śmiecia.

              Nie napisalam ze jestem smieciem. Napisalam ze tak mnie potraktowal ON.

              > A co zyskał Twój mąż poprzez małżeństwo z Tobą?

              Np pewne prawne papiery. Chociaz sie strasznie tego zapiera, i ja w to nie chce wierzyc, to jednak fakt jest taki ze idealnie wybral sobie czas rozwodu, gdyz czas jaki powinien byc moim mezem - wlasnie minol. Albo zbieg okolicznosci albo nie. Mi trudno uwierzyc bo bylismy bardzo dlugo ze soba. Ale jezeli on sie odkochal przed slubem, a tylko wszedl w to dla korzysci? przechodza mnie takie mysli, choc nie chce w to wierzyc i tak naprawde nigdy nie bede wiedziec.

              Ponadto jest cala gora klamst o ktorych nie wiem, ale ktore czuje, ale nie mam dowodow. np. nie chce mi pokazac swojego emaila, gdyz wie ze nie chce mi pokazac calej prawdy o nim. To by nie zmienilo decyzji o roztaniu, ale w moim przekonaniu zasluguje aby dowiedziec sie o wszystkim, niestety nie jest mi to dane.

              I wkurza mnie to jak mowi ze roztanie jest dla mojego dobra, ze chce mnie widzec szczesliwa. Matka Teresa? Przyznam ze jest w ciezkim stanie psychicznym tez. Jest zimny, ale czasami sie lamie. Podejrzewam ze bardziej dlatego ze cala jego rodzina i wielu przyjaciol sie na niego poobrazali. Jego matka musiala rozsiac plotki. Nie lubie jej za to.



              • 22.09.10, 15:48
                xciekawax napisała:

                > Nie napisalam ze jestem smieciem. Napisalam ze tak mnie potraktowal ON.

                Potraktował Cię jak śmiecia, więc to świadczy źle o nim, nie o Tobie. Ty jesteś w porządku wobec niego i siebie.

                > Np pewne prawne papiery. Chociaz sie strasznie tego zapiera, i ja w to nie chc
                > e wierzyc, to jednak fakt jest taki ze idealnie wybral sobie czas rozwodu, gdyz
                > czas jaki powinien byc moim mezem - wlasnie minol.

                Wybrał sobie ten czas? Napisałaś, że o zdradzie dowiedziałaś się przypadkiem, więc może gdyby nie ten przypadek to o rozwodzie nie byłoby mowy.

                > Albo zbieg okolicznosci albo nie. Mi trudno uwierzyc bo bylismy bardzo dlugo ze soba. Ale > jezeli on sie odkochal przed slubem, a tylko wszedl w to dla korzysci? przechodza mnie takie
                > mysli, choc nie chce w to wierzyc i tak naprawde nigdy nie bede wiedziec.

                Oczywiście, że nigdy nie będziesz tego pewna, bo nawet jeśli usłyszałabyś prawdę, to miałabyś podstawy w nią wątpić, więc nie zadręczaj się tym. Chyba, że oczekujesz od niego, by potwierdził tę najgorszą wersję, tak żeby zaspokoić Twoją potrzebę w tej kwestii.

                > Ponadto jest cala gora klamst o ktorych nie wiem, ale ktore czuje, ale nie mam
                > dowodow. np. nie chce mi pokazac swojego emaila, gdyz wie ze nie chce mi pokaz
                > ac calej prawdy o nim. To by nie zmienilo decyzji o roztaniu, ale w moim przeko
                > naniu zasluguje aby dowiedziec sie o wszystkim, niestety nie jest mi to dane.

                Każdy ma prawo do prywatności, nawet jeśli zrobił coś złego. Nie oczekuj więc od niego pokazywania Ci swojej korespondencji. I uwierz mi, jest prawdopodobne, że mogłabyś dowiedzieć się o szczegółach, które mogłyby mieć dla Ciebie bardzo negatywne skutki. Wiesz już dostatecznie dużo i trzymaj się tego.

                > I wkurza mnie to jak mowi ze roztanie jest dla mojego dobra, ze chce mnie widze
                > c szczesliwa. Matka Teresa? Przyznam ze jest w ciezkim stanie psychicznym tez.

                Niezależnie od tego co mówi Twój mąż, z tego co opisujesz wynika, że to rozstanie jest naprawdę dobre dla Ciebie. Nie widzisz tego? Facet ma więc rację, choć nie oznacza to, że on to wszystko robi po to, żeby Tobie było lepiej. Ot, skutek uboczny, ale pozytywny dla Ciebie.
                • 22.09.10, 20:36
                  Napisałam na priv.

                  Trzymaj się!
                  • 22.09.10, 21:30
                    hej. Bardzo ci dziekuje. odpisalam.
                • 22.09.10, 23:04
                  dzieki, piszesz twardo i bez empatji, ale w sumie prawde. I tak, jestem bardzo swiadoma tego ze z tego zwiazku musze biec. Dochodze do tego teraz coraz bardziej, gdy te pierwsze emocjie juz slabna. Strasznie glupio mi bedzie o tym powiedziec rodzicom, ktorzy tak sie wykosztowali na wesele, i znajomym, i rodzinie...
    • 23.09.10, 01:57
      w weekend chce isc do prawika, cos zaczac. najpierw chyba separacjia prawna. Dla jego dobra. chociaz sama nie wiem, musze z prawnikiem pogadac. mi sie wydaje ze rozwod dopiero w marcu, ale nie wiem, moze szybciej. Czy myslicie ze bede odpowiedzilna prawnie za jego podatki jezeli juz w tym roku bede odeparowana? mam nadzieje ze nie, bo to duzo kasy. za tamten rok oczywiscie ja musialam zaplacic.

      Wstydze sie tam wejsc. wstydze sie rowniez dlatego ze jest to w mojej dzielnicy. ciezko mi bedzie zrobic ten krok. sama.

      dalam sobie 2 tygodnie i teraz chyba musze dzialac.

      Wstyd mi przed rodzina. Bede musiala niedlugo im to powiedziec. Wstyd mi chyba przed sama soba ze takie zycie sobie zgotowalam.
    • 28.09.10, 16:42
      Jezeli ktos jeszcze to czyta to rzekne tylko ze raz jest lepiej, a innym razem jest totalne zalamanie, ale prawde powiadaliscie ze bedzie lepiej. Wczesnie mialam straszne napady paniki, rece mi sie trzesly, serce strasznie bilo, czasami na ulicy czulam ze nogi mam z waty.

      Dzisiaj juz tych symptomow w gruncie rzeczy nie mam. A jak sie zdarzaja to sporadycznie, i umiem troche nad nimi zapanowac.

      Maz sie zachowuje jakby naszego zwiazku nigdy nie bylo. Nie rozmawialam z nim ponad tydzien, a jak zadzwonil to oczywiscie tylko po to aby odebrac listy. Juz nie moge sie doczekac az zabierze swoje rzeczy - bedzie mi sie lepiej mieszkac - bez jego zapachu tam.

      Przez telefon bylam mila, ale chlodna i niezainteresowana rozmowa. Powiedzialam ze dam mu te listy za dwa dni, (nie mam sily na spotkanie teraz, zreszta spotkam sie z nim po psychologu, bo tylko w ten dzien jestem jakas taka silniejsza i prawidlowo mysle). Po rozmowie sie rozpadlam na drobne czasteczki. znowu cala sie trzese. Jest to straszne. A tak dobrze mi szlo....
      • 28.09.10, 18:02
        A moze myknij sobie do wyszukanego BP i wykup jakiegos lasta.
        Rejs po Nilu, albo cos. Moze kilkudniowy pobyt na urokliwej Santorini.
        Kasy wielkiej nie wydasz a jest szansa ze w jakims stopniu uspokoisz to co dzis jest roztrzesione.
        Pamietaj tez ze mamy jesien. Bezproblemowcom wszystko opada a co mowic o .......... .
        Ta pora roku jednak minie. Zadzwonia swiateczne dzwoneczki i zanim sie obejrzysz to strzeli sloncem i kwiatkami wiosna a z na swieza porcja optymizmu.
        Pozdrowka.
        • 28.09.10, 18:56
          Wyjezdzam za troche ponad miesiac daleko stad. Tylko na tydzien. Musze uciec od tego zycia.
      • 28.09.10, 21:26
        > Maz sie zachowuje jakby naszego zwiazku nigdy nie bylo. Nie rozmawialam z nim
        > ponad tydzien, a jak zadzwonil to oczywiscie tylko po to aby odebrac listy.

        Nie wiesz, czy tak myśli, a że ma taką pozę?
        Albo od dawna w Waszym związku odgrywał tylko pozory zaangażowania, a teraz już nie musi,
        albo urażona duma, że go pogoniłaś i on nie bedzie pokazywał że czuje ta stratę, aby nie dać Ci satysfakcji,
        albo strategia, że ta obojętność na Ciebie zadziała,
        albo jakieś w jego mniemaniu męskie podejście, że ułatwi Ci to odejście swoim odsunięciem się.

        Sobie pomyślałam, że dobrze jest ruszyć sie z ciemnej dupy, nie tylko za pomoca krótkiego wyjazdu, ale też wchodząc w jakąś nową regularną aktywność i środowisko, w którym nikt Cie nie zna, ani nie wie że jesteś mężatką.
        Mnie raz poratował wolontariat przy fundacji, tam sie zangażowałam i było tyle spraw, śmiechu i nie moich i nie takich śmiertelnie poważnych problemów, że super odskocznią to sie stało.
        Fajnych znajomych mam stamtąd do dziś.

        duze pozdro!!!
        --
        Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
        John Gray
        • 28.09.10, 22:58
          Wiem juz dlaczego tak sie zachowuje - bo podobno kilka dni przed przyjazdem tu zakochal sie w kims i ona tu przylatuje i bedzie probowal ulozyc sobie z nia zycie. Mnie za to ladnie poprosil o szybki rozwod, aby byl jak najmniej kosztowny. Oczywiscie dla mojego dobra.

          WOW, jakby nie mogl tak OD RAZU!!! Czemu te kity mi wciskal? W ogole nic nie robilo dla mnie sensu, a teraz robi.

          Oczywiscie pan na mnie obrazony ze ja chce rozwodu z jego winy, bo przeciez utrudniam mu zycie. Przeciez zatruwam jego szczescie, bo on nie ma az tyle pieniedzy na to.

          I w dodatku poinformowal mnie ze jezeli ja zobacze, albo kiedys poznam to zebym nie drazyla tematu jak to nasz zwiazek sie skonczyl przez jego zdrady, klamstwa i owo zakochanie, i oczywiscie ze zdadzal mnie z ta mezatka z dziecmi - bo ona jest "bardzo porzadna dziewczyna i niczemu nie winna".

          A ja lerze!!!! Nic tylko sie dobic. Doslownie.
          • 28.09.10, 23:27
            Czy nadal robi Cie w bambuko, czy nie, tego nie wiesz.
            Jesli cos Wiesz to to ze jest kretaczem.
            Dlatego, w tym przypadku na jego wynurzenia, propozycje patrz przez palce i stosuj najbardziej bezpieczna i uniwersalna odpowiedz jaka znam "a co mnie to gowno obchodzi".
            Rob swoje.
            Mysle o dobrym prawniku a jesli zaistnieje mozliwosc to " wpierdziel, w dyby i do lochu ".
            • 29.09.10, 00:37
              wiesz dlaczego mu tak spieszy do prawnika? (juz jutro idzie) Bo sklamal ta nowa dziewczyne ze jest rozwiedziony. I uwaza ze jezeli to bedzie kwestjia kilku tygodni do zlozenia pozwu i rozwodu - to tak naprawde jej nie oklamal. Wspolczuje jej!!!

              A ile mialam wyrzutow i obraz ze rozwod ma byc z jego winy..... i ze moze nawet nie jestem gotowa w tym sie babrac. Mam nadzieje ze nie bede lozyla na niego alimentow, ale jezeli rozwod z jego winy to nie powinnam napewno.

              tak czy owak, jego planem jest wrocic do PL, i tam ulozyc sobie zycie, a mi zyczy zebym JAK NAJSZYBCIEJ ulozyla sobie zycie z kims innym. GOD!!!!

              Wiec najprawdopodobniej jednak zostane z jego dlugami.....

              Kurde, co za pacjient. Wziol odemnie moja mlodosc, moje wszystko, moja kase, a teraz chce startowac od nowa. Wierze w karme, i kurde, nie jestem zla osoba, ale mam nadzieje ze go dorwie jeszcze za tego zycia.

              Strasznie mnie zdewastowal. Glupia bylam jak but! Tyle milosci zainwestowalam w tego imbecyla. I jeszcze mam sie teraz z tego leczyc, wydawac kase na psychologa, na prawnikow, na jego dlugi... ktore pewnie dlugo emocjonalnie nie dadza mi zapomniec o nim.

              A juz mi tak dobrze szlo - co jeszcze sie na mnie zwali????

            • 29.09.10, 00:37
              wiesz dlaczego mu tak spieszy do prawnika? (juz jutro idzie) Bo sklamal ta nowa dziewczyne ze jest rozwiedziony. I uwaza ze jezeli to bedzie kwestjia kilku tygodni do zlozenia pozwu i rozwodu - to tak naprawde jej nie oklamal. Wspolczuje jej!!!

              A ile mialam wyrzutow i obraz ze rozwod ma byc z jego winy..... i ze moze nawet nie jestem gotowa w tym sie babrac. Mam nadzieje ze nie bede lozyla na niego alimentow, ale jezeli rozwod z jego winy to nie powinnam napewno.

              tak czy owak, jego planem jest wrocic do PL, i tam ulozyc sobie zycie, a mi zyczy zebym JAK NAJSZYBCIEJ ulozyla sobie zycie z kims innym. GOD!!!!

              Wiec najprawdopodobniej jednak zostane z jego dlugami.....

              Kurde, co za pacjient. Wziol odemnie moja mlodosc, moje wszystko, moja kase, a teraz chce startowac od nowa. Wierze w karme, i kurde, nie jestem zla osoba, ale mam nadzieje ze go dorwie jeszcze za tego zycia.

              Strasznie mnie zdewastowal. Glupia bylam jak but! Tyle milosci zainwestowalam w tego imbecyla. I jeszcze mam sie teraz z tego leczyc, wydawac kase na psychologa, na prawnikow, na jego dlugi... ktore pewnie dlugo emocjonalnie nie dadza mi zapomniec o nim.

              A juz mi tak dobrze szlo - co jeszcze sie na mnie zwali????

          • 28.09.10, 23:29
            xciekawax napisała:

            > podobno kilka dni przed przyjazdem tu
            > zakochal sie w kims i ona tu przylatuje i bedzie probowal ulozyc sobie z nia zy
            > cie.

            Ciekawe, za czyja kase. Z tego, co pisalas wynikalo, ze ten facet to golodup, caly czas wisial na Tobie. Trafil na kolejna sponsorke?

            > Mnie za to ladnie poprosil o szybki rozwod, aby byl jak najmniej kosztown
            > y. Oczywiscie dla mojego dobra.

            Jasssne. Zdrada tez byla dla Twojego dobra? Tak tylko sie chcialam upewnic...
            Japierdziu. Ma tupet facet.

            > A ja lerze!!!! Nic tylko sie dobic. Doslownie.

            Ej, ale dlaczego?

            Na dobra sprawe powinnas kopac sie po dupie z radosci - pozbylas sie leniwego, klamliwego i zdradzajacego po.eba, masz szanse poznac kogos fajnego i ulozyc sobie zycie (albo ulozyc je sobie solo - wedle gustu, ale juz bez pijawy wiszacej u tylka). OK, stracilas bliska osobe, a w kazdym razie zludzenia, ze nia byl - nieprzyjemne i bolesne, wiadomo. Z drugiej strony... trudno powiedziec, zeby zludzenia byly czyms pozytywnym, prawda?
            Mozna na to patrzec i z tej strony.
            Wiekszy problem ma tamta pani, tj. nowa love pana pijawy (zakladajac, oczywiscie, ze pani istnieje naprawde. Byc moze pijawa snuje takie opowiesci wiedzac, ze to Cie zaboli). Ale to, na szczescie, nie Twoj problem.

            --
            Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
            • 29.09.10, 00:58
              W pania akurat wierze, przez te lata nauczylam sie czasami wybadac w tonie kiedy akurat mowi prawde. Zreszta.... to by mialo sens Ale teraz mowi ze znal ja dluzej niz te kilka dni. Ale naklamal jej porzadnie. Brrrrr..... glupieje. Tak czy owak tez jej wspolczuje. Ona nawet nie wie na jakiego psychopate trafila. Mam nadzieje ze bedzie madrzejsza odemnie. A on jest psychopata, bo nie wiem dlaczego mnie meczy. On odemnie naprawde w zyciu nic przykrego nie dostal. Z miloscia sie na niego patrzylam kazdego ranka.

              Dla mnie rozwod szybki szczerze mowiac tez jest na reke. Jakby byl jeszcze w tym roku moze bym ominela placenie jego podatkow. A i za jego ubezpieczenie nie musialabym placic (bo nadal place, bo jakby cos mu sie stalo to odpowiedzialna bylabym za rachunki tez ja) Wiem ze powinam go kopnac z radoscia, ale radosci w sobie nie mam. Mam tylko gorycz, ze bylam taka glupia. I dla KOGO?????
            • 29.09.10, 12:25
              >pozbylas sie leniwego, klamliwego i zdradzajacego po.eba, masz szanse poznac kogos fajnego i ulozyc sobie zycie (albo ulozyc je sobie solo - wedle gustu, ale juz bez pijawy wiszacej
              > u tylka). OK, stracilas bliska osobe, a w kazdym razie zludzenia, ze nia byl -
              > nieprzyjemne i bolesne, wiadomo. Z drugiej strony... trudno powiedziec, zeby z
              > ludzenia byly czyms pozytywnym, prawda?<
              Myślę podobnie do b.p.l i zastanawiam się tylko nad nową panią boguduchawinną. Na jej miejscu wolałabym dostać sygnał że rozwodu nie było, że pan ma długi i pijawka jest zwyczajna, że nie kocham go i składam pozew więc za chwilę wolny będzie. Z drugiej strony nigdy nie mieszam się nie swoje sprawy.
              Ale szkoda kobitki.
              Następnej..
              • 29.09.10, 13:12

                zastanawiam się tylko nad nową panią boguduchawinną. '

                Mnie też to zastanowiło.
                Załóżmy, ze jest tak ze ta kobieta ma wiedzę o rozwiedzionym, nie ze swojej winy ukochanym.
                Szkoda jej faktycznie, to raz.

                Mnie jednak w tej historii interesuje, że dopiero co chciała xciekawax zawiadamiać męża kochanki swojego męża. A teraz kiedy pojawia sie ta nowa pani, to nie ma w Autorce cienia refleksji, że mogłaby oszczędzić tej kobiecie wiązania sie z kłamcą?
                Jaka jest motywacja zdradzonej żony zatem?
                Ukaranie kochanki? odzyskanie męża?
                Szkoda, że nie celuje sie w zdrajcę.

                Akurat tą nową kobietę, bym zawiadomiła, i to nie dla jej dobra, tylko dla własnej reputacji i dla wlasnej satysfakcji, że oszustowi nie uda sie kolejny piękny scenariusz budowy swojego wizerunku na wstępnym kłamstwie.
                Kwestią nie byłoby czy sie wtrącać innym ludziom czy nie, bo nadal xciekawax jest nie z własnej winy i woli zaangażowana w okropnie ciężką sytuację, a jeszcze ma sie dostosować na życzenie tego klienta do jego nowych krętactw i ułatwić mu je. No niedoczekanie!

                Chyba by mnie szlag trafił na miejscu xciekawejx, gdybym miała w tej chwili uchodzić za byłą, pewnie okropną i nie do życia żonę, z którą pan rozstał sie het het wcześniej niż poznał obecną obskakiwaną.

                duze pozdro!!!

                Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                • 29.09.10, 13:30
                  Mnie jednak w tej historii interesuje, że dopiero co chciała xciekawax zawiadamiać męża kochanki swojego męża. A teraz kiedy pojawia sie ta nowa pani, to nie ma w Autorce cienia refleksji, że mogłaby oszczędzić tej kobiecie wiązania sie z kłamcą?<
                  Ciekawa nie ma tego dystansu, który my mamy/stoimy z boku/ Nie jest w stanie wyjść poza swoje emocje/ogromne/ i myśli o sobie i swoim bólu. Normalne. Gdyby zawiadomiła panią /tak jak wcześniej napisała/ wypływałoby to z emocji-np. ukaranie pana. To bardzo trudne sisi, i potrzeba czasu by pomyśleć /z sympatią/o innej osobie która właśnie nas zastąpiła, gdy my w tej chwili bardzo cierpimy. Niemniej nie chciałabym być na miejscu następnej, tym bardziej że z reguły ufam ludziom, więc mogłabym przyjąć że to co mówi mój „wymarzony” to świnta prawda.
                • 29.09.10, 13:32
                  Wiesz, ale ja nie wiem nic o tej nowej. Nie wiem kim jest, nie wiem skad. On sie boi ze jak ona przyjedzie to moze zobacze ich na ulicy i wtedy zrobie afere. Ale zebym ich zobaczyla byloby rowne z cudem. Zreszta pan na pewno ja zchowa przedemna baaardzo dobrze.

                  Rowniez ze zrezygnowania juz mi sie nie chce angazowac. Nie chce miec na sobie jego gniewu, jego wybuchow. Po co mi to? Pani jak jest madra to przekona sie sama.

                  Tez zastanawiam sie co tez ten pan wygaduje swoim znajomym i rodzinie - bo przeciez musi miec plany jak przedstawic kiedys nowa pania. Wiec pewnie juz jestem obczerniana.

                  Mysle ze dostatecznie kieruje sie w zdrajce.
                  • 29.09.10, 13:48
                    Ok.
                    Rozumiem.

                    Zajmij sie soba, masz racje.

                    duze pozdro!!!
                    --
                    Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
        • 29.09.10, 00:20
          Droga xciekawax, czytanie Ciebie boli.
          Umierasz komórka po komórce, powoli nie potrafiąc w żaden sposób zatrzymać okrucieństwa takiej śmierci.
          I musisz umrzeć dziewczyno. Bo zdrada to rak. Ciche powolne konanie. Wszystkiego co znałaś do tej pory. Miłości, bliskości, przyjaźni, wszystkiego co było sensem Twojego życia przez te 14 lat zatruł "gift". Ale przewrotność tkwi w sensie słowa gift. Tu z niemieckiego trucizna. On jest trucizną.
          Wiesz jak zabija się raka?
          Zabijając siebie. Teraz myślisz, co tam myślisz! Wiesz czujesz, że boli i jeszcze nie znasz tego końca. Tą cholerną niemiecką precyzyjną truciznę wyplujesz z ostatnim oddechem tamtej dziewczyny.
          I przyjdzie taki dzień dziewczyno, że nawet chodnik będzie się do Ciebie uśmiechał, a każdy napotkany człowiek będzie chciał Cię chociaż dotknać, nawet tylko skrawka Twego ubrania, tak szczęśliwa się staniesz.

          Już teraz masz tu niezły fanklub. Od dzisiaj ja też należę do niego.
          • 29.09.10, 00:42
            Dla Ciebie, droga xciekawax

            Kobieta: Kiedy ma 5 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi księżniczkę.
            Kiedy ma 10 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi Kopciuszka.
            Kiedy ma 15 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi obrzydliwa siostrę przyrodnia Kopciuszka:
            "Mamo, przecież tak nie mogę pójść do szkoły!"
            Kiedy ma 20 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale mimo wszystko wychodzi z domu.
            Kiedy ma 30 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale uważa, że teraz nie ma czasu, żeby się o to troszczyć i mimo wszystko wychodzi z domu.
            Kiedy ma 40 lat:
            Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale mówi, że jest przynajmniej czysta i mimo wszystko wychodzi z domu.
            Kiedy ma 50 lat:
            Ogląda się w lustrze i mówi: "Jestem sobą" i idzie wszędzie.
            Kiedy ma 60 lat:
            Patrzy na siebie i wspomina wszystkich ludzi, którzy już nie mogą na siebie spoglądać w lustrze. Wychodzi z domu i zdobywa świat.
            Kiedy ma 70 lat:
            Patrzy na siebie i widzi mądrość, radość i umiejętności. Wychodzi z domu i cieszy się życiem.
            Kiedy ma 80 lat:
            Nie troszczy się o patrzenie w lustro. Po prostu zakłada liliowy kapelusz i wychodzi z domu, żeby czerpać radość i przyjemność ze świata. Może wszystkie powinnyśmy dużo wcześniej założyć taki liliowy kapelusz...

            A ty dziewczyno włożysz fioletowy kapelusz już nie za długo, wiem to.
            • 29.09.10, 01:04
              dalas mi usmiech i lzy w tym samym czasie :) Dziekuje Tobie bardzo!

              Z ta trucizna.... chce wierzyc ze tak bedzie! Bardzo tego chce.
              • 29.09.10, 01:34
                Jeszcze nie wierzysz?
                Widziałaś go. Gruby, brzydki, z obrzmiałą gębą. Tak wygląda szczezęście?
                A wiesz, że on zobaczył jaka jesteś śliczna?
                Ten nasz Potwór z Picadilly dobrze Ci napisał. Ja będę dosadniejsza. Ta brzydka poniemiecka trucizna z obrzmiałym ryjem schodzi całkiem na pohybel.
                A Ty popatrz w lustro. I co? Widzisz tą piękną szczęśliwą dziewczynę?
                Bo ja Cię widzę, właśnie taką.
                • 29.09.10, 02:03
                  I żeby nie było, że ja taka cwana jestem.
                  Tego swojego tak sobie kreowałam, a że te oczy niebieskie, a jak pływał bosko delfinem plecami nęcąc, a te posladki w białym gaciu. Wiesz co ja sobie wkręcałam. A ryj mu puchł z roku na rok, że największy monitor tego mięsa nie mógł wpasować. Ciągle go takim pięknym w tym białym gaciu widziałam, całkiem jak w zielu bym się lubowała.
                  A teraz wyobraź sobie to cudo. Sedes i sra. I robi to wszędzie, gdzie tylko uda mu się ukucnąć. W pokoju, w salonie, na Ciebie, na rodzinę, ot tak, bo mu wyszło, to na wszystko bez dyskryminacji i bez krępacji. Gość o szczęście dba.
                  • 29.09.10, 02:36
                    prawde powiadasz, prawde....

                    jestem ladna i widze to, lubie to w sobie. A on taki ladny nie jest, i jeszcze nizszy odemnie ;) Szpilek za bardzo nie chcialam ubierac bo dziwnie wtedy wygladalismy.

                    I tak, osral wszystko w co wierzylam, osral doslownie wszystko, i po co.... i co takiego wielkiego zyskal? Wklada tylko klamstwa do gardla nastepnej jak winogrona. Udlawi sie wkoncu i splunie na niego.

                    Och.... jak ja teraz cierpie..... juz nie moge sie doczekac az wydobrzeje..... Po prostu czekam na ten moment. "przebudzenie".

                    LOL, i widze ze Twoja historia podobna do mojej. Nie wiem czy smiac sie czy plakac.

          • 29.09.10, 06:01
            Podly bydlak :((((((((( Nie zasluzylam sobie na to. I nie chce sie uzalac. Naprawde jest podly. Glupek! Nienawidze go! Jest glupi! naprawde glupi...
      • 29.09.10, 16:38
        No i ta "nowa" ma 24 lata, czyli jest 10 lat mlodsza od niego. W dodatku "bardzo porzadna i dobra dziewczyna". Ta dziewczyne zmanipuluje jak zakaske.

        Powiedzialam mu zeby sie zastanowil nad tym co chce jej zrobic, ze ona ma szanse poznac kogos z potencjia na zycie, ze przeciez sam dobrze wie ze jest nalogowym klamca i manipulatorem, ze ja zwerbuje, ze zniszczy nastepnej osobie zycie, ze najpierw powinien isc do psychologa, bo to co robi jest conajmniej dziwne, zamiast skakac z kwiatka na kwiatek. Powiedzialam mu ze przeciez wiem jak on sie wybiela przy innych, szczegolnie jak chce komus zaimponowac, i ze wcale taka osoba nie jest. Mowilam to naprawde z miloscia, i poprosilam aby sie zastanowil. Oczywiscie miedzy nami to nic nie zmienia

        To tyle we mnie z Matki Teresy!

        Ale on i tak dzisiaj idzie do prawnika, jest zdeterminowany aby chyba pokazac jej papierek. Powiedzial ze jej sie przyzna jak juz bedzie po wszystkim. Ja w to nie wierze, ale tez nie obchodzi za bardzo.

        Wiecie co? to po prostu zbyt szybko zaczelo sie dziac. Jeszcze miesiac temu z utesknieniem na niego czekalam, on dzwonil i slal mi maile ze nie moze sie doczekac powrotu. Potem odkrylam zdrade z jakas mezatka!, potem zakomunikowal mi ze sie odkochal! Potem ze zakochal sie w nastepnej dziewczynie! Leci do niej jak cma do ognia, i teraz szybki rozwod to jego cel #1. W dodatku mowi ze gdybym ja sie nie dowiedziala to bylibysmy razem (szok!) Ale rowniez od samego poczatku mowil ze nigdy nie bedziemy juz razem.

        Dzieje sie to w jakims blyskawicznym tempie. Jeszcze kilka tygodni temu mowilismy o przyszlosci, dzieciach, itd... teraz... on juz jest praktycznie w innym zwiazku, a ja zostalam przeniesiona w jakies pieklo.

        I nie zrozumcie mnie zle - dla mnie nawet ta zdrada z pania#1 byla koncem mojego zwiazku. I czasami widze ze moje zycie teraz moze byc nawet troche latwiejsze niz gdybym z nim zostala bedac niczego nieswiadoma. Ale wydaje mi sie ze niezaleznie w ktora strone sie obroce to dostaje w twarz!!! i tak lisc za lisciem. I nie rozumiem jak mozna tak szybko chciec konczyc malzenstwo. To zaledwie trzy tygodnie od czasu gdy to pieklo wybuchlo mi w twarz, a jestem teraz zmuszona patrzec na papiery rozwodowe, itd.... bedac jeszcze pod wplywem emocji. Nawet rodzicom jeszcze nie powiedzialam, a on juz chce zebym podpisala i bye!!! Chyba jakos w sekrecie myslalam ze wyjde z tego z honorem. A nawet to diabli wzieli.

        I tez nie rozumiem czemu tak dzwoni, niby po listy, niby to czy tamto, ze niby zeby zobaczyc co u mnie. Tak teraz mysle ze przez te 8 tygodni widzialam go raz. bo widzialam go tylko raz gdy wrocil z PL.

        Powiedzialam mu ze wyjezdzam do do innego miasta bo stracilam swoja prace i znalazlam inna, ale daleko stad wiec sie wyprowadzam. To klamstwo i nie wiem dlaczego tak powiedzialam, moze chcialam zobaczyc jego reakcjie, troche zmienic pole "walki". Niby jakby sie zaklopotal, dopytaywal sie, i powiedzial ze na pewno chce mi pomoc w przeprowadzce, i ze sie boi ze bede tam sama, bez rodziny. Powiedzialam ze nie chce jego pomocy, i jestem podekscytowana wyjazdem. Nie wiem....

        Ja po prostu chyba jestem glupia, ale nie potrafie tego ogarnac. Patrze jak przez mgle jakbym byla w wypadku samochodowym i widze w zwolnionym tempie jak w sekunde zmienia sie cale moje zycie a ja po tej kraksie jestem na wozku inwalidzkim.
        • 29.09.10, 17:04
          xciekawax napisała:

          > Mowilam to naprawde z miloscia, i poprosilam aby sie zastanowil. Oczywiscie miedzy nami > to nic nie zmienia
          >
          > To tyle we mnie z Matki Teresy!

          Przestań żyć złudzeniami. Z tą miłością to chyba trochę przesadziłaś. :)

          > Wiecie co? to po prostu zbyt szybko zaczelo sie dziac. Jeszcze miesiac temu z
          > utesknieniem na niego czekalam, on dzwonil i slal mi maile ze nie moze sie docz
          > ekac powrotu. Potem odkrylam zdrade z jakas mezatka!, potem zakomunikowal mi z
          > e sie odkochal! Potem ze zakochal sie w nastepnej dziewczynie! Leci do niej jak
          > cma do ognia, i teraz szybki rozwod to jego cel #1. W dodatku mowi ze gdybym
          > ja sie nie dowiedziala to bylibysmy razem (szok!) Ale rowniez od samego poczatk
          > u mowil ze nigdy nie bedziemy juz razem.

          No a czemu się dziwisz? Przecież sama doszłaś do wniosku, że jest patologicznym kłamcą.

          > Ale wydaje mi sie ze niezaleznie w ktora strone sie obroce to dostaje w twarz!!! i tak lisc za > lisciem.

          Wybacz, sama dajesz sobie w twarz raz za razem. Zachowanie nawet najbliższego człowieka wobec Ciebie nie jest wyznacznikiem Twojej wartości.

          > I nie rozumiem jak mozna tak szybko chciec konczyc malzenstwo. To zaledwie trz
          > y tygodnie od czasu gdy to pieklo wybuchlo mi w twarz, a jestem teraz zmuszona
          > patrzec na papiery rozwodowe, itd.... bedac jeszcze pod wplywem emocji. Nawet r
          > odzicom jeszcze nie powiedzialam, a on juz chce zebym podpisala i bye!!!

          A kto Ci każe rozwodzić się na jego warunkach? Wnieś najpierw o separację, a rozwód przeprowadzisz jak się pozbierasz.

          > Chyba jakos w sekrecie myslalam ze wyjde z tego z honorem. A nawet to diabli wzieli.

          Co rozumiesz pod pojęciem "wyjście z honorem"? I dlaczego niby złe uczynki innego człowieka miałyby naruszać Twój honor? Ty jesteś uczciwa (jak sama piszesz), więc i honoru nie tracisz.

          > Powiedzialam mu ze wyjezdzam do do innego miasta bo stracilam swoja prace i zna
          > lazlam inna, ale daleko stad wiec sie wyprowadzam. To klamstwo i nie wiem dlac
          > zego tak powiedzialam, moze chcialam zobaczyc jego reakcjie, troche zmienic pol
          > e "walki". Niby jakby sie zaklopotal, dopytaywal sie, i powiedzial ze na pewno
          > chce mi pomoc w przeprowadzce, i ze sie boi ze bede tam sama, bez rodziny. Po
          > wiedzialam ze nie chce jego pomocy, i jestem podekscytowana wyjazdem. Nie wiem
          > ....

          Robisz błąd "bawiąc" się w takie gierki, bo zamiast powoli nabierać coraz większego dystansu do sprawy, nakręcasz się i zadajesz sobie dodatkowy ból.
          • 29.09.10, 18:05
            > Przestań żyć złudzeniami. Z tą miłością to chyba trochę przesadziłaś. :)
            moze przesadzilam, ale mowilam jak do czlowieka, bez swoich emocji

          • 29.09.10, 18:20
            A kto Ci każe rozwodzić się na jego warunkach? Wnieś najpierw o separację, a rozwód przeprowadzisz jak się pozbierasz.<
            Właśnie. No i zbieraj dowody na jego winę/nowe kandydatki zastanowią się mocno zanim zwiążą się z panem/
            Jak będziesz już z emocjami ok, dopiero złóż o rozwód

            >Robisz błąd "bawiąc" się w takie gierki, bo zamiast powoli nabierać coraz większego dystansu do sprawy, nakręcasz się i zadajesz sobie dodatkowy ból.<
            Prawda.
            Pamiętaj, że Twojego męża już nie ma, a ten pan po prostu robi kolejny biznes.
            I nie chodzi o to tu czy dziewczyna jest mądra czy nie, omota ją tak samo jak Ciebie, lata praktyki-widziałaś sama jak manipuluje ludźmi-Ty nie jesteś wyjątkiem, ona też nie będzie.

            • 29.09.10, 19:08
              > Jak będziesz już z emocjami ok, dopiero złóż o rozwód

              Ale to on juz pospiesznie sklada podanie o rozwod. I burzy sie ze jezeli bede chciala to przeciagac to po prostu utrudniam z zawiscia JEGO zycie!!! lol dupek!

              Przeciez na sile nie bede go trzymala mezem.

              Ale pojde do prawnika z tym co on tam nawypisuje (powod podal zdrade), i pomoze mi ocenic czy to jest warte podpisywania.

              Jestem naprawde glupia osoba. Czuje sie jak frajer.
              • 29.09.10, 19:54
                > Ale to on juz pospiesznie sklada podanie o rozwod. I burzy sie ze jezeli bede
                > chciala to przeciagac to po prostu utrudniam z zawiscia JEGO zycie!!! lol dupe
                > k!
                >
                > Przeciez na sile nie bede go trzymala mezem. <

                Mężem na papierze- tego on bardzo nie chce.
                To mu bardzo utrudni sprawę.
                Manipuluje Tobą /emocjami/ obarczając Cię winą i przypisując Ci najgorsze cechy/zaczęło się od –zawistna i pójdzie dalej/ On musi osiągnąć cel a Ty w takim stanie/zrozpaczonym i jeszcze sentymentalnym/ możesz zrobić to co Ci powie. Teraz dla Ciebie powinno być ważne TYLKO to co Ty czujesz, tylko to co Ty myślisz i co dla Ciebie jest najlepsze, a na jego projekcje i wariacje na Twój temat przygotuj wirtualny kosz na śmieci.
                Nie chcesz rozwodu TERAZ i nie podpiszesz TERAZ. Nie musisz się tłumaczyć jemu dlaczego, niech myśli co chce.
                • 29.09.10, 20:14
                  dochodze do tego.... ucze sie grac w moje karty na moich warunkach, ale roznie mi to wychodzi. Ciagle jestem do niego przywiazana emocjonalnie jak pies. Pracuje nad tym.

                  Dzisiaj np ZNOWU mu powiedzialam ze chce aby zrobil testy na choroby weneryczne (sobie juz zrobilam i jestem ok, ale chce aby duren poczul to, wiec on nie wie ze ja zrobilam). Wiesz jak zareagowal? powiedzial ze NIE WIE gdzie isc, ze zrobi to NIEDLUGO, ze to KOSZTUJE, i bla bla bal.

                  Ja na to ze jakos DOWIEDZIAL sie wszystko o rozwodzie przez internet, DOWIEDZIAL sie jak to sie wypelnia, itd..., ze zrobil to w EKSPESOWYM tempie, i MIAL PIENIADZE na to. Dlatego jezeli bedzie sie ociagal to ja tez bede sie ociagala z podmisaniem tych papierow. Jego reakcjia: "ok, pojde DZISIAJ!!!"

                  wow, ale mu spieszno. Pogadam z psychologiem, pogadam z prawnikiem. I zobacze dopiero czy jestem ok w podpisaniu tego g..na. Ja juz sie nie chce dawac kopac.

                  PS: tak rozmawialam z kolezanka i gadalysmy jak on byl w PL, to oczywiscie "pan z Ameryki", wiec z laskami mial luzik. Autko pozyczone od kolegi tez pewnie nie jednej imponowalo. A i ze umie sie kamuflowac to po prostu uderzyla mu woda sodowa do glowy, bo co to nie on, kazda za nim szaleje, a on moze stawiac drinki, i tak fajnie sie z laskami rozmawia.... A teraz ta okropna zonka mu tylko przeszkadza.
                  Zaczyna to po mnie splywac.
                  Mysle ze te laski szybko pojma kim jest jak zobacza jakim jest dupkiem, bez grosza, niezaradnym facetem. Mam w tym jakies tam pocieszenie. Tylko glupio mi juz przed sama soba ze tak dlugo nie chcialam zobaczyc kim jest. teraz zbieram zniwo swojej glupoty.

                  chyba powolutku zaczynam sie budzic z tego letargu. Latwo nie jest, ale ludzie mowia mi ze przezyje, i chyba im wierze...
                  • 30.09.10, 10:49
                    Przeżyjesz, przeżyjesz:)
                    Będziesz nawet mądrzejsza o doświadczenie i ostrożniejsza.
                    Od początku chciałam zapytać Cię o :>Moj facet po 14 latach zwiazku (3 malzenstwa) zdradzil mnie <
                    Czy to znaczy że jesteś jego trzecią, kolejną żoną, czy to Twój trzeci mąż?
                    I ta kolejna zdrada w tytule?
                    Kolejna w Twoim związku, czy po prostu każda jego żona była zdradzana przez niego?


                    • 30.09.10, 14:00
                      Moj facet po 14 latach zwiazku (3 malz
                      > enstwa) zdradzil mnie <

                      ore.szko na moje rozumkowanie, to znaczy że 14 lat sa w zwiau ,a od 3 lat są małżeństwem.

                      duze pozdro!!!
                      --
                      "Mąż działa mi bez przerwy,
                      raz na zmysły , raz na nerwy"
                      Sztaudynger
                    • 30.09.10, 15:08
                      Pisalam pod wplywem emocji, 3 lata, wlasciwie prawie 4 lata jestesmy malzenstwem, ale jestesmy razem 14 lat. Perwsze malzenstwo dla nas.

                      Teraz oczywiscie chce sie zenic jak najszybciej z ta druga, bo on taki zakochany.....

                      Zdrada o ktorej sie dowiedzialam byla pierwsza (z tego co wiem), a po prostu napisalam ze ZNOWU watek o zdradzie ;) Wiem, ze glupio to zabrzmialo.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.