Dodaj do ulubionych

zdrada po raz kolejny

11.09.10, 14:16
moze nie na temat, ale sensowni z Was ludzie wiec moze podtrzymacie mnie na duchu.

Moj facet po 14 latach zwiazku (3 malzenstwa) zdradzil mnie z mezatka z dziecmi. Dowiedzialam sie calkiem przypadkiem, on mi reszte powiedzial szczerze.

Bol, jakiego doswiadczam jest niesamowity. fizycznie i psychicznie wszystko mnie boli. Nie sam seks, ale w jaki sposob ta zdrada byla dokonana - wielkie klamstwa za klamstwami.

Jak dlugo musze tak cierpiec zanim stane na nogi?
Edytor zaawansowany
  • 11.09.10, 15:48
    rysa powstała po zdradzie jest głeboka , z czasem sie zabliźni ale blizna zostanie do końca życia .zawsze bedziesz o tym pamietac i zawsze bęzie bolec tak samo - to moje zdanie
  • 11.09.10, 16:41
    bol sie konczy wraz z jakims kutasem ktorego wpuscisz miedzy nogi, analogicznie z nowa kobieta u mezczyzny

    pamietac bedziesz zawsze
  • 11.09.10, 17:37

    Często wchodząc szybko w nowy, (przygodny) związek, żeby zrobić na złość zdrajcy, 'odegrać się na nim', pokazać, że 'ja też potrafię' kobieta po tym czuje się jeszcze gorzej, pusta jak wydmuszka.

    Do nowego związku trzeba dojrzeć, nauczyć się zaufać ponownie. Żeby zbudować coś nowego na zgliszczach trzeba najpierw uprzątnąć gruz, a nie budować na syfie, ktory nawet przykryty- wciąż tam będzie.
    --
    Live and let die
  • 11.09.10, 18:17
    na rok.

    Xciekawax,
    polecam, bo sama po dramatycznym rozpadzie związku (po przynajmniej emocjonalnej zdradzie partnera), zbastowałam z chłopami na rok czasu.
    nie było to żadnym wysiłkiem- patrzeć na nich nie mogłam ;)

    ten odpoczynek jest potrzebny, i zgadzam sie a moon-ką, aby nie wchodzić w relacje w okresie jednak nieco "niepoczytalności emocjonalnej".
    Po co mieszać w głowie zgoła nowej osobie, która zaangażuje sie w relację z nami, w dobrej wierze, a będzie tylko zabawką, odreagowaniem na nasza ranę?
    to takie same oszustwo jak zdrada.
    z tym że w takim wypadku to naciągnięcie kogoś na związek uderzy w całkiem niewinną osobę- mającą po prostu pecha, że trafiła na kogoś, kto ja tylko wykorzysta.
    Kochaj bliźniego jak siebie samego i wejdź w związek, dopiero kiedy możesz komuś dać prawdziwe uczucie.

    Co do bólu i uczuć jakie towarzyszą odkryciu zdrady, to był wątek dopiero niedawno, autorstwa: blu_blue, poszukaj, może sobie z nią popiszesz prywatnie.

    duze pozdro!!!-
    "Mąż działa mi bez przerwy,
    raz na zmysły , raz na nerwy"
    Sztaudynger
  • 12.09.10, 00:20
    No wlasnie. Chec "odwdzieczenia sie " jest bardzo silna. Ale ja nawet nie wiem za bardzo jak to zrobic.

    Co do uczuc, raz jestem bardzo zla, mam agresjie nawet, potem placze, potem mam obojetnosc, potem bierze mnie na wymioty, rzaladek mam chory i nie moge jesc. Moje serce jest rozszarpane nie tylko uczuciowo, ale i fizycznie, czuje jak bije mocno, szybko, mam ataki paniki, nie moge oddychac.

    To zaskoczenie jest nawet ciekawe, bo nie spodziewalam sie takich wyrafinowanych klamstw, prosto w oczy. Facet wiedzac ze jedzie zdradzic mnie mowil mi mile slowka przytulajac i obiecujac ze na pewno nie zdradzi. A tak sobie pokryjomu grafik ukladal, kupowal sekretne bilety, gadal z ta panna 2,000 minut na telefonie, wysylal 60 smsow - w jeden miesiac.

    A do mnie mowil ze ciagle nie ma czasu na rozmowy, i z wyrachowaniem wkrecal mnie w poczucie winy ze w ogole chce wiecej z nim rozmawiac. Na rozmowy z nia wydal kupe kasy, a do mnie mial zal ze rozmowy drogo kosztuja.

    Co za swinia....
  • 12.09.10, 00:42
    xciekawax napisała:

    > No wlasnie. Chec "odwdzieczenia sie " jest bardzo silna. Ale ja nawet nie wie
    > m za bardzo jak to zrobic.
    >
    > Co do uczuc, raz jestem bardzo zla, mam agresjie nawet, potem placze, potem mam
    > obojetnosc, potem bierze mnie na wymioty, rzaladek mam chory i nie moge jesc.
    > Moje serce jest rozszarpane nie tylko uczuciowo, ale i fizycznie, czuje jak bij
    > e mocno, szybko, mam ataki paniki, nie moge oddychac.
    >
    > To zaskoczenie jest nawet ciekawe, bo nie spodziewalam sie takich wyrafinowanyc
    > h klamstw, prosto w oczy. Facet wiedzac ze jedzie zdradzic mnie mowil mi mile s
    > lowka przytulajac i obiecujac ze na pewno nie zdradzi. A tak sobie pokryjomu g
    > rafik ukladal, kupowal sekretne bilety, gadal z ta panna 2,000 minut na telefon
    > ie, wysylal 60 smsow - w jeden miesiac.
    >
    > A do mnie mowil ze ciagle nie ma czasu na rozmowy, i z wyrachowaniem wkrecal mn
    > ie w poczucie winy ze w ogole chce wiecej z nim rozmawiac. Na rozmowy z nia wy
    > dal kupe kasy, a do mnie mial zal ze rozmowy drogo kosztuja.
    >
    > Co za swinia....

    to jest wybaczanie

    meczysz sie tylko Ty, pan ma wyprasowane koszule i kochanke na boku..
    W zaleznosci od tego jak maz bedzie sie maskowal, dowiesz sie znowu o tym ze Cie zdradza za kilka lat i co wtedy?

    Marnujesz czas. Podzekuj mu, ciesz sie polowa majatku i alimentami.
  • 12.09.10, 00:52
    ale to akurat ja jestem zywicielem rodziny. Ja nawet nie umiem gotowac. On zawsze dbal o moj lunch, o obiad, kolacjie.... nawet sniadanie. ja tylko umiem kawe zrobic i parowki.

    ja zarabiam, na jego dziwne biznesy pobralam pozyczki w swoim imieniu. Po nim mam tylko dlugi.

    PS: nigdy nie przeszkadzalo mi nasz podzial rol, wrecz przeciwnie, bylo mi to na reke.
  • 12.09.10, 01:05
    xciekawax napisała:

    > ale to akurat ja jestem zywicielem rodziny. Ja nawet nie umiem gotowac. On za
    > wsze dbal o moj lunch, o obiad, kolacjie.... nawet sniadanie. ja tylko umiem k
    > awe zrobic i parowki.
    >
    > ja zarabiam, na jego dziwne biznesy pobralam pozyczki w swoim imieniu. Po nim
    > mam tylko dlugi.
    >
    > PS: nigdy nie przeszkadzalo mi nasz podzial rol, wrecz przeciwnie, bylo mi to n
    > a reke.

    interesujace

    i zostajesz z nim bo?
  • 12.09.10, 01:14
    Nie mowie ze zostane.
    Wrecz przeciwnie. Jestem swiadoma ze NIE MOGE z nim zostac, bo zrobi mi to znowu.

    Nie przecze ze mysli mi nachodza.... ze kazdy facet zdradza, ze to przerobimy, bla bla bal.... ale wiem ze to wszystko bzdury. Po prostu borykam sie z tym i dlatego tu pisze. Wiem ze musze go zostawic. Tylko to jest trudne. to jest pol mojego zycia.
  • 12.09.10, 01:24
    xciekawax napisała:

    > Nie przecze ze mysli mi nachodza.... ze kazdy facet zdradza, ze to przerobimy,
    > bla bla bal.... ale wiem ze to wszystko bzdury. Po prostu borykam sie z tym i
    > dlatego tu pisze. Wiem ze musze go zostawic. Tylko to jest trudne. to jest po
    > l mojego zycia.

    zgadza sie, nie jest latwo mimo ze polowka zdradzila

    problem ze on nie zywi podobnych uczuc do Ciebie, stad calosc nie ma sensu.

    Masz wlasny rozum, rob co uwazasz, zebys pozniej z placzem tu nie wrocil ze do rozwodu Cie namowilem a Ty chcesz spowrotem ;)
    ale imo to nie ma sensu, marnujesz sie, koles bedzie zdradzal dalej i nie wszyscy mezczyzni zdradzaja mimo ze maja multum chetnych kobiet z krotymi zdradzic moga

    Chujowo ze polowe kredytu za niego splacisz no ale taki urok malzenstwa, m.in dlatego sam sie przed nim bronie.
  • 12.09.10, 08:40
    xciekawax napisała:

    > Nie przecze ze mysli mi nachodza.... ze kazdy facet zdradza, ze to przerobimy,
    > bla bla bal.... ale wiem ze to wszystko bzdury. Po prostu borykam sie z tym i
    > dlatego tu pisze. Wiem ze musze go zostawic. Tylko to jest trudne. to jest po
    > l mojego zycia.

    Każdy facet jest potencjalnym zdrajcą i kłamcą kiedy tylko poczuje nowe mięso (wybaczcie porównanie, ale to się odbywa właśnie na tym, atawistycznym poziomie). A szczególnie faceci podczas kryzysu, kiedy muszą sobie coś udowodnić. Ci, którzy mają tego świadomość są lepszymi partnerami, bo nie pchają się w pachnące problemami związki. Ci zaś którym się wydaje, że jest inaczej, zwykle kłamią jeszcze mocniej.

    Na miejscu autorki bym go wyrzucił i poczekał aż wróci skruszony. Bo jeśli owe kilkanaście lat było dobrze, to on za tym raczej zatęskni. Dzieci macie?

    --
    Słoik Konfitur, czyli 39 i pół letni przetwór domowy
  • 12.09.10, 16:40
    nie mamy dzieci. mowilam mu ze za rok chcialabym juz miec. On troche z niechecia ale sie zgodzil.

    czy moglbys rozwinac ten temat?:> . A szczególnie faceci podczas kryzysu, kiedy muszą sobie coś udowodnić. Ci, kt
    > órzy mają tego świadomość są lepszymi partnerami, bo nie pchają się w pachnące
    > problemami związki. Ci zaś którym się wydaje, że jest inaczej, zwykle kłamią je
    > szcze mocniej.
  • 11.09.10, 18:35
    ok, moze w przypadku kobiet tak jest

    w przypadku mezczyzn, na 100%, kolejna kobieta od reki zalatwia problem z tesknota do niewiernej bylej.
  • 11.09.10, 20:14
    To chyba u Ciebie :P

    Jest jeszcze coś takiego jak 'miłość' ale dla niektorych to pojęcie abstrakcyjne.
    --
    Live and let die
  • 11.09.10, 20:18
    m00nlight napisała:

    > To chyba u Ciebie :P
    >
    > Jest jeszcze coś takiego jak 'miłość' ale dla niektorych to pojęcie abstrakcyjn
    > e.

    pisalem 100 razy

    uczucie nie konczy sie w momencie gdy dowiadujemy sie ze mamy rogi i trzeba polowke wypierdolic oknem glowa na przod

    ale kolejna kobieta to ulatwia. Dlatego pisze tutaj chlopom, pomimo ze wiem ze nie chca niech zaczna asap ruchac cos innego. Pomaga.
  • 11.09.10, 20:29
    Dlatego pisze tutaj chlopom,(..) niech zaczna asap ruchac cos innego. Pomaga.'

    ruchać COŚ innego ?
    naprawde uważasz, że z Twoich postów nie wyziera pogarda i brak szacunku do kobiet, skoro nawet formy osobowej dotyczącej ludzi nie używasz w ich opisywaniu?

    Tak bardzo pietnujesz zdradę- ok, zdrada jest naganna i nie ma usprawiedliwień.
    A jak nazwiesz, to że jesteś z doktorantką prawa, żeby COś poruchać na zasadzie klina po tamtej?
    Chwalisz sie, że "dziewucha" nie wie, jak mocno masz ją w d.pie, sądzi że jesteś zaangażowany w ten związek i traktujesz go poważnie.
    Ma pewnie takie lata, że planuje juz małżeństwo czy rodzinę, a Ty karmisz ją złudzeniem.
    Jak nazwiesz takie postępowanie, czy to nie k.restwo z Twojej strony ?

    --
    Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
    Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
    by Cejrowski
  • 11.09.10, 20:37
    sisi_kecz napisała:

    > Tak bardzo pietnujesz zdradę- ok, zdrada jest naganna i nie ma usprawiedliwień.
    > A jak nazwiesz, to że jesteś z doktorantką prawa, żeby COś poruchać na zasadzi
    > e klina po tamtej?
    > Chwalisz sie, że "dziewucha" nie wie, jak mocno masz ją w d.pie, sądzi że jeste
    > ś zaangażowany w ten związek i traktujesz go poważnie.
    > Ma pewnie takie lata, że planuje juz małżeństwo czy rodzinę, a Ty karmisz ją zł
    > udzeniem.
    > Jak nazwiesz takie postępowanie, czy to nie k.restwo z Twojej strony ?

    po tamtej, przed ta, byly 3, z czego jedna 2 czy 3 dni po tym jak wyrzucilem tamta, moja aktualna kobieta to absolutnie nie jest klin.

    Zna moj stosunek do kurestwa, wie jak zdarzalo mi sie kurwy traktowac, nie ma z tym problemu bo ja traktuje tak jak sie traktuje kobiety, z nalezytym szacunkiem i godnoscia. Wie takze ze w przypadku zdrady nie ma absolutnie zadnej szansy na powrot. Zadnej, dzieci, kredyty, domy, po prostu nie.

    Chce miec dzieci, nie widze sensu zeby wchodzic w zwiazek malzenski. Tutaj sie zasmucila, chyba glownie dlatego ze mamusia naciska bo sama ma zdrowy do tego stosunek, nie wiem co bedzie dalej ale raczej do tego wrocimy.

    Jestem z nia calkowicie szczery, tego samego oczekuje od niej. Nie wiem dlaczego myslisz ze mam ja w dupie.., to wspaniala kobieta ;)
  • 11.09.10, 21:09

    moja aktualna kobieta to absolutnie nie jest klin. '

    yhm...
    a jednak sam napisałeś coś innego, z czego jasno wynika, że od czasu kiedy zostałeś zdradzony to tkwisz w tym samym stanie emocjonalnym, stoisz w tym samym miejscu:

    'Kiedys bylem misiem z romantyczna wizja swojej kobiety i naszej wspolnej przyszlosci. Skutecznie mnie "romantycznej" postawy oduczyla ;), teraz kobieta jest tylko dodatkiem w zyciu, nie jego czescia. Latwiej, wygodniej a na zewnatrz i dla mojej dziewuchy wyglada tak samo. '

    Dodatek w życiu, nawet nie część- tak określileś swoją wspaniałą kobietę- że jest łatwo i wygodnie COŚ poruchać, tylko tyle -
    nie oszukuj chociaż samego siebie.

    Jak nie przepracujesz swoich emocji, związanych z głęboką raną, którą Ci zadano to do końca życia będziesz niewolnikiem tamtej sytuacji, bez szans na prawdziwe uczucie, za to z wygodną protezą związku.
    Tyle ode mnie, ale ja sie nie znam...

    --
    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
    John Gray
  • 11.09.10, 22:48
    A ja bym powiedziała, że się znasz :)
    --
    Live and let die
  • 11.09.10, 22:54
    sisi_kecz napisała:


    > 'Kiedys bylem misiem z romantyczna wizja swojej kobiety i naszej wspolnej przys
    > zlosci. Skutecznie mnie "romantycznej" postawy oduczyla ;), teraz kobieta jest
    > tylko dodatkiem w zyciu, nie jego czescia. Latwiej, wygodniej a na zewnatrz i d
    > la mojej dziewuchy wyglada tak samo. '
    >
    > Dodatek w życiu, nawet nie część- tak określileś swoją wspaniałą kobietę- że je
    > st łatwo i wygodnie COŚ poruchać, tylko tyle -
    > nie oszukuj chociaż samego siebie.

    obstaje za tym
    moj delikatny dystans ona odczytuje jako "małą przystepnosci". Ponoc jestem bardziej seksowny przez to, win-win situation ;)

    > Jak nie przepracujesz swoich emocji, związanych z głęboką raną, którą Ci zadano
    > to do końca życia będziesz niewolnikiem tamtej sytuacji, bez szans na prawdziw
    > e uczucie, za to z wygodną protezą związku.
    > Tyle ode mnie, ale ja sie nie znam...
    >

    mylisz sie
    nie jestem zadnym niewolnikiem tylko wiem co robic zeby to sie wiecej nie powtorzylo, przynajmniej nie z tego samego powodu

    kazdy mezczyzna, no nie kazdy, wiekszosc mezczyzn w polsce to misie na poczatku, takie wychowanie, traktowac kobiety inaczej/lepiej bo sa kobietami. Wtedy przychodzi jakas gwiazdeczka i sie okazuje ze to nie jest dobra droga. I albo zmieniasz postawe od razu, albo lekcja sie powtorzy przy nastepnej.

    Jestem wierny, szczesliwy, kocham moja kobiete ale tak jak kiedys znosilem fochy, nabieralem sie na placz i smutne miny czy reszte damskich gierek tak wiecej tego nie zrobie.

    To sie nazywa doswiadczenie, a nie niewolnictwo tamtej sytuacji.
  • 11.09.10, 23:40


    >wiem co robic zeby to sie wiecej nie powtorzylo<
    to zdanie mówi o tym, jakie to ważne jest dla Ciebie/problem którego wcześniej nie widziałeś/ i mówi też o tym że boisz się, że może się powtórzyć podobne zdarzenie.
    Powinieneś zmierzyć się ponownie i teoretycznie z tym: powtórzy się i co z tego , co w związku z tym stanie się, co czego właściwie się boje dlaczego? To jest właśnie praca z terapeutą.

    >kiedys znosilem fochy, nabieralem sie na placz i smutne miny czy reszte damskich gierek tak wiecej tego nie zrobie.<
    Ale pamiętaj, kobiety często też zdradzają nieczułych mało empatycznych facetów, którzy swoim zachowaniem doprowadzają je do depresji. Wtedy one nawet nie mają siły odejść i często wpadają w ramiona sprytnego pocieszyciela, a małżeństwo z reguły przestaje istnieć. Ja usprawiedliwiam takie zdrady.
  • 12.09.10, 00:50
    ore.ona napisała:



    > Powinieneś zmierzyć się ponownie i teoretycznie z tym: powtórzy się i co z teg
    > o , co w związku z tym stanie się, co czego właściwie się boje dlaczego? To jes
    > t właśnie praca z terapeutą.

    jak sie powtorzy to trudno, bede mial nastepna w ciagu 3 dni. Kilka klinow, jak to sisi ladnie nazwala, i wtedy mozna znowu probowac cos sensownego.

    > Ale pamiętaj, kobiety często też zdradzają nieczułych mało empatycznych facetów
    > , którzy swoim zachowaniem doprowadzają je do depresji. Wtedy one nawet nie maj
    > ą siły odejść i często wpadają w ramiona sprytnego pocieszyciela, a małżeństwo
    > z reguły przestaje istnieć. Ja usprawiedliwiam takie zdrady.

    ja nie jestem malo empatyczny, jak cos jest zle to chetnie pomoge, chyba ze ktos mnie oszukuje udajac skopanego psiaczka aby wymusic na mnie adekwatna reakcje, co sie kobietom czesto zdarza ;). Jak wyczuje to kiepa.
  • 12.09.10, 09:36
    >Kilka klinow, jak to sisi ladnie nazwala, i wtedy mozna znowu probowac cos sensownego<.
    Właśnie o to chodzi-próbować, próbować/bo nie wychodzi/i znów próbować.
    Zobacz ditchdoc jak jesteś uwrażliwiony na q..wy, wystarczy że wydaje Ci się że kobieta jest dziwką i brniesz bez zastanowienia z całym impetem / czy rzeczywiście masz racje, z czego to wynikło, kto w tym wszystkim jest winien?/ bo nie pozbyłeś się ran. Może to wpłynąć na Twoje dalsze związki/utrudniać je lub uniemożliwiać-bo np. nadwrażliwość lub podejrzliwość/. Bo w tym momencie to o Ciebie chodzi, ktoś Ciebie zranił i ktoś powinien pomóc Ci uporać się z tym by śladu nie zostało/terapeuta/. Imo, tacy zdradzający małżonkowie powinni opłacać w całości terapię u najlepszego psychologa-terapeuty- może zastanowiliby się następnym razem. Nie oczekuj też od partnera że zajmie się tym ,bo związek to zawsze też napięcia, a partner nie powinie być obarczany podwójną rolą w związku-/chodzę na palcach i uważam żeby On sobie nie pomyślał że chce Go zdradzić, bo biedny i tyle przeżył itd./

    >ja nie jestem malo empatyczny,<
    to dobrze bo to fajna cecha i często pomaga dogadać się:)
  • 12.09.10, 10:11
    Ore-szko: genialne! :)))

    Dokladnie tak, każda zdradzająca osoba, jeśli chce kontynuować związek ze zdradzoną osobą, powinna fundowac jej pełen cykl terapii.
    Po ukończeniu procesu terapeutycznego osoba zdradzona informowałaby, czy ma ochotę kontynuować związek.
    Wywalenie prawdy o zdradzie i oczekiwanie od powalonej tym ciosem osoby, że sobie sama to poukłada, a nawet łażenie za nią z kolejnymi tłumaczeniami i bolesne rozmowy- to kolejne draństwo.

    Jestem za Twoim pomysłem, powinno sie go propagować jako zalecane zachowanie, w takiej sytuacji:)
    Nie pomoże ono takim osobom jak ditchdoc (które od razu podejmują decyzję zakończenia związku i łudzą sie że uniknęły powikłań), ale w sytuacji małżonek/ małżonków, którzy mają dylemat bo dom, rodzina, kredyty to kontakt i przepracowanie sprawy z terapeutą powinien być absolutnie wymagany przez nich przed podjęciem decyzji- co dalej.

    duze pozdro!!!
    -
    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
    John Gray
  • 11.09.10, 17:34

    Trudno powiedzieć jak długo będzie trwało, aż się pozbierasz.

    W każdym razie czeka cię przejście kilku etapów (zaprzeczania, złości, walki, smutku/rezygnacji i dopiero na końcu pogodzenie się z faktem i życie dalej).

    Daj sobie czas, nie udawaj, że wszystko ok, wyrzuć z siebie emocje jeśli wolisz, pogadaj z kimś, krzycz, płacz, rozbijaj talerze. Jeśli uwolnisz emocje, wyciszą się szybciej niż gdy będziesz dusić je w sobie i udawać że wszystko jest ok. Zajmij się sobą, nie katuj się poczuciem winy czy rozmyślaniem na temat 'co by był gdyby'. Skup się na teraźniejszości, swoich uczuciach, i na przyszłości, co chcesz dalej robić. Poszukaj pozytywnych stron, zrób coś dla siebie. I...czekaj cierpliwie. Ból minie, o ile go przepracujesz. Gdy już emocje opadną i zaakceptujesz to co się stało, będziesz gotowa iść dalej- czy wybaczysz mężowi, czy go zostawisz i zaczniesz nowe życie w pojedynkę bądź dobrej myśli: wszystko przed Tobą, a teraz już będzie tylko lepiej :)

    Trzymam kciuki.
    --
    Live and let die
  • 11.09.10, 23:12
    m00nlight napisała:

    > Ból minie, o ile go przepracujesz.

    Co wg Was znaczy właściwie "przepracowanie bólu"? Niby podświadomie każdy czuje co sie kryje za tym hasłem, ale tak sobie pomyślałam żeby podrążyć głębiej i wyciągnąć wiecej.


    __________________________________________________________________

    "When I think that I'm over you, I'm overpowered"
  • 11.09.10, 23:48
    U mnie- rozmowy, do znudzenia wałkowanie tematu, poznawanie szczegółów, pytania. Te rozmowy ciągną się nawet do teraz. Mówię swojemu męzowi co czuję, mówię co mi się nie podoba, mówię kiedy to wszystko do mnie wraca. I im więcej o tym rozmawiamy (także o hipotetycznych przyczynach tego co się stało) tym łatwiej jest mi z tym żyć...
    A swoją drogą trzeba przewałkowac temat samemu- czyli zdać sobie sprawę co się tak naprawdę czuje, co najbardziej zabolało (czasami może to być jakiś element tego wydarzenia, niekoniecznie sam stosunek, który boli najmocniej) i czy tak naprawdę są szanse na kontynuowanie związku. Trzeba sobie przeanalizować co było do tej pory, co jest aktualnie i czy są szanse na przyszłosć.
  • 12.09.10, 00:26
    dziub_dziubasek napisała:


    > I im więcej o tym ro
    > zmawiamy (także o hipotetycznych przyczynach tego co się stało) tym łatwiej jes
    > t mi z tym żyć...

    Czy jesteś podczas tych rozmów absolutnie pewna że słyszysz tylko szczere wyznania? Bo wydaje mi sie że tylko przy takim założeniu można zacząć sobie przestawiać klocki na odpowiednie miejsce.
    Pytam, bo na podstawie zamieszczanych tu postów nabrałam przekonania, że pewności w szczerość w takiej sytuacji mieć nie można. Skoro mężczyźni przyłapani na gorącym uczynku kłamią w żywe oczy i próbują się wyprzeć kochanki w każdy możliwy sposób, to skąd pewność że i podczas odgrzebywania sprawy romansu przedstawia wszystkie fakty zgodnie z prawdą? Jeśli założyć scenariusz, że "popchnięty" do romansu facet (z takiego czy innego powodu, mniejsza), po wyjsciu sprawy na światło dzienne chce chronić żone/partnerke przed bólem, to logiczne jest że aby nie pogłębiać rany, na pytanie zadane podczs "przerabiania bólu" (np. te dotyczące zaangażowania włożonego w romans) odpowie tak, by odpowiedź była jak najmniej dotkliwa.

    Dlatego od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy właściwie jest taka możliwość, aby mężczyzna odkrył wszystkie swoje karty dotyczące zdrady i uczuć jej towarzyszących?


    __________________________________________________________________

    "When I think that I'm over you, I'm overpowered"
  • 12.09.10, 00:53
    dziub_dziubasek napisała:

    > U mnie- rozmowy, do znudzenia wałkowanie tematu, poznawanie szczegółów, pytania
    > . Te rozmowy ciągną się nawet do teraz. Mówię swojemu męzowi co czuję, mówię co
    > mi się nie podoba, mówię kiedy to wszystko do mnie wraca. I im więcej o tym ro
    > zmawiamy (także o hipotetycznych przyczynach tego co się stało) tym łatwiej jes
    > t mi z tym żyć...

    robisz podstawowy blad

    wierzysz czlowiekowi ktory Cie oszukal i upodlil w najgorszy mozliwy sposob.

  • 12.09.10, 12:14
    Nie robię błędu. Gdtby do mnie nie przyszedl i się nie przyznał, to pewnie nigdy bym się nie dowiedziała. Także już to jest pierwszym krokiem z jego strony i pokazaniem szczerości. zresztą nie mam powodu by mu nie wierzyć w to co mówi. Zresztą rozmawiając nawet jesli druga strona jest nieszczera to można te nieszczerości wychwycić.
  • 12.09.10, 14:24
    zazdroszczę przyjemnego i mało skomplikowanego życia, jeśli to dla ciebie jest upodlenie w najgorszy możliwy sposób.
    I jeśli chodzi o oszustwa, też znam gorsze.
    osobiście

  • 12.09.10, 14:30
    finansowe, posrednia badz bezposrednio?

    jest jeszcze wmowienie dziecka ale to efekt zainsteniea zdrady..

    co masz na mysli?
  • 13.09.10, 01:29
    porzucenie przez ojca, jego odwrócenie sie na pięcie gdy stałam z jego jedynym wnukiem na rekach przed kościołem, cała rodzina dookoła, moje rysunki popakowane z napisem - spalić smieci, ostatnia wiadomośc z zaświatów, ostatni policzek
    wyzwiska na cały blok od matki - brudasie, pomiocie - tu nazwisko ojca, jej groźby że popełni samobójstwo jak sie z czymś nie zgadzałam, miała wyskoczyc przez okno a ja miałam 10 lat
    wujek śmiejacy się że mojego ojca wszyscy uważają za idiote i się z niego smieją za jego plecami - cała rodzina przy stole słucha - byłam mała, tyle mojego że nie poszłam na pogrzeb te dwadziescia lat później, nie byłam w stanie.
    i wmawianie źe to normalne, że to z miłości, że cokolwiek robię po swojemu to zabija mamusię i ona cierpi, to bezwzgledne wykorzystywanie i manipulowanie kims słabszym i głupszym, zależnym. Nadużycie władzy rodzicielskiej.
    Szantaż obrzydliwego gnoja, który miksuje nagrania i grozi upublicznieniem. Z normalnej rozmowy robi syf nie do zmycia, który w dodatku załatwia mnie u tak zwanej "góry".A miał byc przyjacielem. Nagrywał ukradkiem tygodniami. Chciał sie bawić moim przerażeniem. Tylko ja miałam lepsze chody u "góry"...

    a zdrada - no głupio wyszło, ale jak widze tylko glupote i słabość, a nie złą wolę, chęć skrzywdzenia mnie czy dziecka, człowieka który po prostu jakos tam nie potrafi wybrnąc z sytuacji - to nie boli tak bardzo jak świadomość że ktos chciał zadać mi cios. Nie powstrzymał sie przed zadaniem mi bólu ale nie to było celem. I tego bólu miało nie być - co z oczu to i z serca - a że nie wyszło...
    boli, owszem
    koniec relacji?
    pewnie tak, moze nie
    zależy od wielu rzeczy
    ale uderzyć w twarz? z takiego powodu?
    jakby uderzył dziecko, zwyzywał, to tak

    a tak w ogóle, Jagiełło mial obsesję zdrady, wszystkie żony podejrzewał z wyjatkiem jednej. I jak wszystko wskazuje, to właśnie ta podstarzała wdowa przyprawiała mu skutecznie rogi.
  • 13.09.10, 01:57
    rumpa napisała:

    > porzucenie przez ojca, jego odwrócenie sie na pięcie gdy stałam z jego jedynym
    > wnukiem na rekach przed kościołem, cała rodzina dookoła, moje rysunki popakowan
    > e z napisem - spalić smieci, ostatnia wiadomośc z zaświatów, ostatni policzek
    > wyzwiska na cały blok od matki - brudasie, pomiocie - tu nazwisko ojca, jej gro
    > źby że popełni samobójstwo jak sie z czymś nie zgadzałam, miała wyskoczyc przez
    > okno a ja miałam 10 lat
    > wujek śmiejacy się że mojego ojca wszyscy uważają za idiote i się z niego smiej
    > ą za jego plecami - cała rodzina przy stole słucha - byłam mała, tyle mojego że
    > nie poszłam na pogrzeb te dwadziescia lat później, nie byłam w stanie.
    > i wmawianie źe to normalne, że to z miłości, że cokolwiek robię po swojemu to z
    > abija mamusię i ona cierpi, to bezwzgledne wykorzystywanie i manipulowanie kims
    > słabszym i głupszym, zależnym. Nadużycie władzy rodzicielskiej.
    > Szantaż obrzydliwego gnoja, który miksuje nagrania i grozi upublicznieniem. Z n
    > ormalnej rozmowy robi syf nie do zmycia, który w dodatku załatwia mnie u tak zw
    > anej "góry".A miał byc przyjacielem. Nagrywał ukradkiem tygodniami. Chciał sie
    > bawić moim przerażeniem. Tylko ja miałam lepsze chody u "góry"...

    nie no, na tym forum raczej ograniczamy sie do zwiazku dwoch doroslych ludzi i tym co z tego moze wyniknac...
    jezeli wyjsc poza te granice to owszem, i ja moge sobie gorsze rzeczy wyobrazic.

    > a zdrada - no głupio wyszło, ale jak widze tylko glupote i słabość, a nie złą w
    > olę, chęć skrzywdzenia mnie czy dziecka, człowieka który po prostu jakos tam ni
    > e potrafi wybrnąc z sytuacji

    robisz podstawowy blad droga rumpo
    wierzysz usprawiedliwieniom zdradzajacych

    co maja powiedziec, ze kleknela przed kolesiem bo chciala czy kleknela bo byla pijana, glupia, tak wyszlo, byles nie mily blablabla? ;)

    > a tak w ogóle, Jagiełło mial obsesję zdrady, wszystkie żony podejrzewał z wyjat
    > kiem jednej. I jak wszystko wskazuje, to właśnie ta podstarzała wdowa przyprawi
    > ała mu skutecznie rogi.

    mozliwe, nie chce mi sie teraz czytac
    ale wydaje mi sie ze krol w tamtych czasach ruchal kazda jedna na ktora pstryknal palcami, bo i dlaczego nie..., takze obsesja moze stad ze sam mial z 80 dzieci na boku.
    Zreszta krol sadzil bez sadu, takze ewentualna kobieta miala sie czego bac. Zdarzalo sie ze glowy spadaly za mniejsze przewinienia.
  • 13.09.10, 02:43
    robisz podstawowy blad droga rumpo
    > wierzysz usprawiedliwieniom zdradzajacych

    a kto powiedział że wierzę?
    skąd wiesz, czy to co ja zobaczę jest tym co on mi mówi?

    wiesz mój kumpel miał dziewczynę, ponieważ poprzednia przyprawiła mu rogi to tym razem poderwał sobie nastolatkę w zboznym celu wychowania jej. No i oczywiscie przyprawiła mu rogi z jego najlepszym przyjacielem. Nawiasem mówiąc była z baaardzo katolickiej rodziny , takiej co to tylko po slubie i co rok prorok. Kumpel wybaczył i nawet sie oswiadczył. Wtedy ona go rzuciła po kolejnej zdradzie.. Wszyscy byli zszokowani ja nie, co więcej powiedziała męzowi że nic z tego nie będzie i zarysowałam przyszłe wydarzenia. Miał bardzo głupią minę parę miesięcy później i bardzo chciał sie dowiedzieć skad wiedziałam. Zadałam jedno proste pytanie - jak ona by mogła kiedykolwiek wrócic do swojej rodziny bez pierścionka zaręczynowego?
    to była jej jedyna droga - widzicie, jednak sie oswiadczył więc sie odczepcie. Tak, potraktowała go podle i instrumentalnie ale prawdę mówiąc jak wlazlam w jej skórę, po całości, to nie za bardzo widziałam jak inaczej miałaby się wybić z doła i od równie instrumentalnie traktującego ja faceta - miała byc bezpieczna i zależna. Wyszła za mąż za tego kolejnego faceta, są szczęśliwi i mają dzieci.
    Ona nic nie mówiła, bo guzik z tego rozumiała, w zasadzie była sama zszokowana, bo nie tak ją wychowywano.

    ie no, na tym forum raczej ograniczamy sie do zwiazku dwoch doroslych ludzi i
    > tym co z tego moze wyniknac...

    no więc jesli chodzi o dorosłych ludzi, to na przykład stwierdzenie kolesia - wymieniłem babkę na nowszy model do wspólnych znajomych, wypaplanie tajemnic, naśmiewanie się z partnera, zostawienie w chorobie, ale jak dla mnie - na pewno nie ukradkowe wydupczenie kogos na boku, pod warunkiem że w gumce, rzecz jasna. Tu chodzi o kolejną rzecz nie do wybaczenia - narażenie zdrowia i zycia dla pokatnego seksu.
    No i ten skurwysyn od nagrań, sorry, ale wolałabym rogi.

    li wyjsc poza te granice to owszem, i ja moge sobie gorsze rzeczy wyobrazic

    wyobrazić, czyli nie przeżyłeś, i dlatego napisałam że ci zadroszczę bezproblemowego zycia
    takie rzeczy zmieniają ...perspektywę tragedii interpersonalnych

    co maja powiedziec, ze kleknela przed kolesiem bo chciala czy kleknela bo byla
    > pijana, glupia, tak wyszlo, byles nie mily blablabla? ;)

    może tak chciała bo byłes niemiły ? :)))) to takie proste :)))
    moze była pijana?
    i jak dla mnie fakt bycia pijanym by zadecydował o koncu zwiazku, bo tego nie trawię, a nie to co człek robił po pijanemu, bo to juz ruletka, istotne jest że sie doprowadził do stanu w którym sie nie kontroluje.
    Moja inna kumpela zdradza swoich facetów na potegę. Sama się zastanawia o co biega, bo conajmniej dwu akcji żałuje. Wcale jej to nie cieszy. Obecnie jesteśmy na etapie że boi sie bliskości, ojciec jej umarł, boi się rozstań i gdzies ma tak że jak to z jej winy, to mniej boli, bo i tak przecież musi się to wydarzyć. a mnie się przecież nie musi tłumaczyć, bo nie mnie zdradza, zresztą wcale nie wygląda jakby się tłumaczyła , raczej się zastanawia dlaczego kolejny raz sobie strzeliła w stopę.

    chyba jednak poczytaj, takie akcje to nie w Polsce, królowa Jadwiga przysięgała na Biblię i tak się awantura skończyła, podobnie jakos było z kolejnymi. Scięcie królowej to poważna akcja i bez poważnych przyczyn, np politycznych jak u lubego Henrysia, takich akcji sie nie wykonywało. a na pewno nie z powodu gacha. Co najwyżej ścinało sie pod jakims pretekstem owego dobiegacza. Zreszta mądre kobiety, patrz "Żywoty pań swawolnych" czekały aż do ciązy z prawowitym małzonkiem czyli niezbyt długo :))) a potem sobie folgowały. I nikt poza paranoicznymi psychopatami nie miał im tego za złe.
    Dość ciekawy jest obraz Goyi przedstawiający królewską rodzine Hiszpanii. Należy zwrócić uwagę na najmłodszego synka, śliczne dziecko :))) baaardzo ale to bardzo odbija na tle całej rodzinki a zwłaszcza "tatusia".
  • 13.09.10, 11:07
    rumpa napisała:

    > wiesz mój kumpel miał dziewczynę, ponieważ poprzednia przyprawiła mu rogi to ty
    > m razem poderwał sobie nastolatkę w zboznym celu wychowania jej. No i oczywisci
    > e przyprawiła mu rogi z jego najlepszym przyjacielem. Nawiasem mówiąc była z ba
    > aardzo katolickiej rodziny , takiej co to tylko po slubie i co rok prorok. Kump
    > el wybaczył i nawet sie oswiadczył. Wtedy ona go rzuciła po kolejnej zdradzie..

    standard

    > Wszyscy byli zszokowani ja nie, co więcej powiedziała męzowi że nic z tego nie
    > będzie i zarysowałam przyszłe wydarzenia.

    nie dziwne bo wynik tej sytuacji jest bardziej oczywisty i czytelny niz otwarta ksiazka pisana duza czcionką

    > Miał bardzo głupią minę parę miesięc
    > y później i bardzo chciał sie dowiedzieć skad wiedziałam. Zadałam jedno proste
    > pytanie - jak ona by mogła kiedykolwiek wrócic do swojej rodziny bez pierścionk
    > a zaręczynowego?
    > to była jej jedyna droga - widzicie, jednak sie oswiadczył więc sie odczepcie.
    > Tak, potraktowała go podle i instrumentalnie ale prawdę mówiąc jak wlazlam w je
    > j skórę, po całości, to nie za bardzo widziałam jak inaczej miałaby się wybić z
    > doła i od równie instrumentalnie traktującego ja faceta - miała byc bezpieczna
    > i zależna. Wyszła za mąż za tego kolejnego faceta, są szczęśliwi i mają dzieci

    i facet ma poroze jak jelen olbrzymi, 100% ;)

    > no więc jesli chodzi o dorosłych ludzi, to na przykład stwierdzenie kolesia - w
    > ymieniłem babkę na nowszy model do wspólnych znajomych, wypaplanie tajemnic, na
    > śmiewanie się z partnera, zostawienie w chorobie, ale jak dla mnie - na pewno n
    > ie ukradkowe wydupczenie kogos na boku, pod warunkiem że w gumce, rzecz jasna.

    dziwne, wole zeby mnie zostawila niz zdradzala, za wysmiewanie sie czy paplanie nalezy sie kobiecie solidny wpierdol i eksmisja, jak po zdradzie.

    > No i ten skurwysyn od nagrań, sorry, ale wolałabym rogi.

    w biznesie, im wyzej tym bardziej, trzeba kazdy przejaw sympatii interpretowac jako cos co ma drugie dno. Ja np. kazdy "prezent" jaki dostaje, nie wazne portfel czy butelka, ide do kadr i zglaszam, od kogo i jaka jes wartosc. Zakladanie ze ludzie sa dobzi i chca naszego dobra, zwlaszcze w miejscu gdzie gryza sie o stanowisko jak psy o kosc, jest naiwne i glupie.

    Fakt, ciezko bylo Ci wyczuc tego smiecia, zwlaszcza ze byl przystojny i mily ;), sugeruje nastepnym razem pogadac z mezem, ten niech pogada z kolegami a potem idzcie gdzies gdzie znajdziecie dobre alibii.

    > może tak chciała bo byłes niemiły ? :)))) to takie proste :)))

    zgadza sie, kiedys tutaj tlumaczylem dlaczego ludzie zdradzaja i bardzo rzadko ma to cokolwiek wspolnego z pociagiem, glupota czy libido. Po prostu chcemy zagrac na nosku drugiej polowce, "bo taki pewny siebie i mysli ze ma mnie na wlasnosc", zeby miec powod do usmiechu przy nastepnej klotni.., tyle.

    > i jak dla mnie fakt bycia pijanym by zadecydował o koncu zwiazku, bo tego nie t
    > rawię, a nie to co człek robił po pijanemu, bo to juz ruletka, istotne jest że
    > sie doprowadził do stanu w którym sie nie kontroluje.

    efekt ten sam, dla mnie kobieta moze sie upic, oczywiscie nie do momentu kiedy sie zatacza czy zyga, brzydko to wyglada. Ale usprawiedliwiac sie alkoholem? Mysle ze jakbym po pijanemu, w islamskim zwyczaju, obcial jej nos, sad nie uznalby tego jako okolicznosc lagadzaca.

    > Moja inna kumpela zdradza swoich facetów na potegę. Sama się zastanawia o co bi
    > ega, bo conajmniej dwu akcji żałuje. Wcale jej to nie cieszy. Obecnie jesteśmy
    > na etapie że boi sie bliskości, ojciec jej umarł, boi się rozstań i gdzies ma t
    > ak że jak to z jej winy, to mniej boli, bo i tak przecież musi się to wydarzyć.
    > a mnie się przecież nie musi tłumaczyć, bo nie mnie zdradza, zresztą wcale nie
    > wygląda jakby się tłumaczyła , raczej się zastanawia dlaczego kolejny raz sobi
    > e strzeliła w stopę.

    serio, i ja mam to uznac jako powod, bo tatus zmarl, bo sie boi? Jak sie boi to bardzo prosze, ale laskawie wypierdalaj i daj mi spokoj. Powiedz kolezance zeby czasem pomyslala o innych, jebana egoistka.

    Dziwna jestes troche rumpa, bywasz cyniczna i ostra w jezyku ale jak co do czego to lykasz takie bzdety od jakiejs biednej sciery ktorej tatus. Biedulka sie "boi" wiec zdradza kazdego chlopa zeby rozbic zwiazek zanim on od niej odejdzie?

    :D:D:D:D
    szkoda ze mi takich rzeczy kobiety nie opowiadaja, a chcialbym bo gnojenie takiej idiotki to sama przyjemnosc. Nie lykaj takich bzdur rumpa, naciaga Cie na smutna minke jak kazda jedna kurewka.

    >
    > chyba jednak poczytaj, takie akcje to nie w Polsce, królowa Jadwiga przysięgała
    > na Biblię i tak się awantura skończyła, podobnie jakos było z kolejnymi. Scięc
    > ie królowej to poważna akcja i bez poważnych przyczyn, np politycznych jak u lu
    > bego Henrysia, takich akcji sie nie wykonywało. a na pewno nie z powodu gacha.
    > Co najwyżej ścinało sie pod jakims pretekstem owego dobiegacza. Zreszta mądre k
    > obiety, patrz "Żywoty pań swawolnych" czekały aż do ciązy z prawowitym małzonki
    > em czyli niezbyt długo :))) a potem sobie folgowały. I nikt poza paranoicznymi
    > psychopatami nie miał im tego za złe.
    > Dość ciekawy jest obraz Goyi przedstawiający królewską rodzine Hiszpanii. Należ
    > y zwrócić uwagę na najmłodszego synka, śliczne dziecko :))) baaardzo ale to bar
    > dzo odbija na tle całej rodzinki a zwłaszcza "tatusia".

    jak sie ogarne z robota bardziej to poszukam zrodel.
  • 13.09.10, 14:16
    i facet ma poroze jak jelen olbrzymi, 100% ;)

    jakoś sądzę że nie sądzę :))), pracuje w domu , kilkoro dzieci, non stop pomoc domowa, nie za bardzo wiem jak by go miała zdradzać :))) nawet hobby mają wspólne bo tak się poznali

    nie dziwne bo wynik tej sytuacji jest bardziej oczywisty i czytelny niz otwarta
    > ksiazka pisana duza czcionką

    taaak?
    przewidziałbyś że go rzuci dopiero po oświadczynach? to nie on ją, ona jego, zaznaczam.
    I po co? jak taka dziwka, to co jej szkodziło dalej go rabać w poroże? Ten nowy był zdecydowanie biedniejszy i z gorszymi perspektywami no i młodszy.

    w biznesie, im wyzej tym bardziej, trzeba kazdy przejaw sympatii interpretowac
    > jako cos co ma drugie dno. Ja np. kazdy "prezent" jaki dostaje, nie wazne portf
    > el czy butelka, ide do kadr i zglaszam, od kogo i jaka jes wartosc. Zakladanie
    > ze ludzie sa dobzi i chca naszego dobra, zwlaszcze w miejscu gdzie gryza sie o
    > stanowisko jak psy o kosc, jest naiwne i glupie.
    >
    > Fakt, ciezko bylo Ci wyczuc tego smiecia, zwlaszcza ze byl przystojny i mily ;)
    > , sugeruje nastepnym razem pogadac z mezem, ten niech pogada z kolegami a potem
    > idzcie gdzies gdzie znajdziecie dobre alibii.

    masz bujną wyobraźnię, to było liceum, a on w ogóle nie był przystojny, raczej wręcz przeciwnie :))) natomiast bardzo inteligentny i fantastycznie utalentowany w dziedzinie elektroniki. Zło wyrządził mi dla samego zła, nic by na tym nie ugrał dla siebie, poza chorą satysfakcją, bo nic do ugrania - konkretnego - nie było.


    serio, i ja mam to uznac jako powod, bo tatus zmarl, bo sie boi? Jak sie boi to
    > bardzo prosze, ale laskawie wypierdalaj i daj mi spokoj. Powiedz kolezance zeb
    > y czasem pomyslala o innych, jebana egoistka.

    owszem, jest jebaną egoistką ale taki faktycznie jest powód. Szczęśliwa ani dumna z tego powodu nie jest, próbuje coś zmienić. I nie robi smutnych minek, to nie ten typ kobiety, a w każdym razie nie do mnie :))) co do panów, to nie wiem.
    I raczej nie robi tego dla korzyści, bo jest ewidentne, że traci, co więcej, specjalnie przeciaga strunę, jakby chciała stracić. udany związek, kochający facet powoduje u niej ciężka nerwicę, i oddycha z ulgą jak to się kończy. Już po ciosie, już padł i jeszcze raz przezyła, tak bym to okresliła. Związek ze "złym" nie jest tak stresujący, bo to żadna szkoda takiego stracić, a jest na tyle piekna, że jest do niej kolejka. W dodatku traci na tych układach również finansowo.

    jedna z niewielu osób które mnie nie nudzą, bo jest chodzącym rentgenem :)))

    obserwowanie jak mysli, analizuje i obrazuje jest fascynujące

    cóż, nikt nie jest doskonały, a jakoś od czasu mojej fascynacji Rewolucją Francuską niczego sie tak nie boję jak sprawiedliwych, uczciwych i ideowych. :)))


    I tak, rózne są powody, ja po akcjach moich panów rodzinnych patologicznie boję sie mężczyzn, swego czasu miałam taką akcję, w lecie, że stoję na ulicy, obok mnie stanął jakis szary klocek, niewidoczny. Poczułam do niego taką nienawiść, że z rozkoszą bym patrzyła jak go mieli ciężarówka. Ile razy mój małżonek oberwał za mojego ojca - trudno zgadnąć. Pracuję nad tym.
    Nie zdradzam ale generalnie dlatego że wychowana wsród kłamstw i manipulacji jestem tym zmęczona, no i mam twarz jak otwartą książkę - nie dla mnie takie numery. No i nie znoszę facetów jako obiektów seksualnych, a facet w akcji erotycznej, podrywający mnie, wywołuje u mnie nie podniecenie tylko politowanie i niechęć i takie podejrzenie, że stosując te miny i gesty ma mnie za kretynkę.
    Mąż mnie poderwał bo mnie nie podrywał. Jak przez chwilę zaczął to miałam taką akcję że natychmiast przestał :)))
    Wzięło mi sie to z tatusia - nieudolnie podrywał kelnerki w moje obecnosci - pamietam niesmak na twarzy tej kobiety a innym razem, w ramach podrywania baby przy naszym stoliku, zdradził mnie, obrugał, byłam małą dziwczynką, pierwszy raz widziała martwe zwierzatko a debil sie martwił że to nie temat przy obiedzie i że tę dupe to zbrzydzi. Niedługo minie 30 lat od tej chwili, a wyraz twarzy jak o tym myslę mam taki jakbym gówno wąchała. AA, moi starzy byli już po rozwodzie wtedy. Tyż był kurna maniakalnie uczciwy. I żalu do ojca nie miałam, raczej mu zazdrościłam że mógł zwiać.
    I powiem ci szczerze, mój dziadek tyż był uczciwy, a najbardziej dbającym o swoja rodzinę facetem był paradoksalnie - najwiekszy dziwkarz.A ci uczciwi mnie zawiedli i skrzywdzili właśnie w swej manii uczciwości.
    Żaden z moich wujków, z dwuznaczną czesto moralnością, nie potraktował swoich dzieci tak jak mnie ci "uczciwi".
  • 13.09.10, 15:21
    rumpa napisała:

    > jakoś sądzę że nie sądzę :))), pracuje w domu , kilkoro dzieci, non stop pomoc
    > domowa, nie za bardzo wiem jak by go miała zdradzać :))) nawet hobby mają wspól
    > ne bo tak się poznali

    sadzic sobie mozna, zadne z nas sie nie dowie ale historia uczy ze jak ktos zdradza to zadko przestaje

    > taaak?
    > przewidziałbyś że go rzuci dopiero po oświadczynach? to nie on ją, ona jego, za
    > znaczam.
    > I po co? jak taka dziwka, to co jej szkodziło dalej go rabać w poroże? Ten nowy
    > był zdecydowanie biedniejszy i z gorszymi perspektywami no i młodszy.

    jakas pani tutaj pisala, ze maz jej kolezanki wybaczyl jej zdrade, pani wrocila do domu ale z kolezankami sie z niego smieja, sama nazywa go frajerem

    ostatecznie, jak zdradzaja to nie szanuja. Jezeli dalej brnie w zwiazek to jest to wynik jakiejs permutacji kilku zmiennych, majatku, pozycji, widokow na przyszlosc, wyrachowania kurewki itd.
    Widac kolesiowi czegos zabraklo zeby go unieszczesliwic i wychodzic za maz za az takiego cwoka. Czeste.

    > masz bujną wyobraźnię, to było liceum, a on w ogóle nie był przystojny, raczej
    > wręcz przeciwnie :))) natomiast bardzo inteligentny i fantastycznie utalentowan
    > y w dziedzinie elektroniki. Zło wyrządził mi dla samego zła, nic by na tym nie
    > ugrał dla siebie, poza chorą satysfakcją, bo nic do ugrania - konkretnego - nie
    > było.
    >
    sorry, chodzilo o jakies licealne zajscie? ;). Cos tam pisalas o "znajmosciach na gorze", uznalem ze chodzi o firme i powazniejsza sprawe

    > I tak, rózne są powody, ja po akcjach moich panów rodzinnych patologicznie boję
    > sie mężczyzn, swego czasu miałam taką akcję, w lecie, że stoję na ulicy, obok
    > mnie stanął jakis szary klocek, niewidoczny. Poczułam do niego taką nienawiść,
    > że z rozkoszą bym patrzyła jak go mieli ciężarówka. Ile razy mój małżonek oberw
    > ał za mojego ojca - trudno zgadnąć. Pracuję nad tym.
    > Nie zdradzam ale generalnie dlatego że wychowana wsród kłamstw i manipulacji je
    > stem tym zmęczona, no i mam twarz jak otwartą książkę - nie dla mnie takie nume
    > ry. No i nie znoszę facetów jako obiektów seksualnych, a facet w akcji erotyczn
    > ej, podrywający mnie, wywołuje u mnie nie podniecenie tylko politowanie i niech
    > ęć i takie podejrzenie, że stosując te miny i gesty ma mnie za kretynkę.
    > Mąż mnie poderwał bo mnie nie podrywał. Jak przez chwilę zaczął to miałam taką
    > akcję że natychmiast przestał :)))
    > Wzięło mi sie to z tatusia - nieudolnie podrywał kelnerki w moje obecnosci - pa
    > mietam niesmak na twarzy tej kobiety a innym razem, w ramach podrywania baby pr
    > zy naszym stoliku, zdradził mnie, obrugał, byłam małą dziwczynką, pierwszy raz
    > widziała martwe zwierzatko a debil sie martwił że to nie temat przy obiedzie i
    > że tę dupe to zbrzydzi. Niedługo minie 30 lat od tej chwili, a wyraz twarzy jak
    > o tym myslę mam taki jakbym gówno wąchała. AA, moi starzy byli już po rozwodzi
    > e wtedy. Tyż był kurna maniakalnie uczciwy. I żalu do ojca nie miałam, raczej m
    > u zazdrościłam że mógł zwiać.
    > I powiem ci szczerze, mój dziadek tyż był uczciwy, a najbardziej dbającym o swo
    > ja rodzinę facetem był paradoksalnie - najwiekszy dziwkarz.A ci uczciwi mnie za
    > wiedli i skrzywdzili właśnie w swej manii uczciwości.
    > Żaden z moich wujków, z dwuznaczną czesto moralnością, nie potraktował swoich d
    > zieci tak jak mnie ci "uczciwi".


    strasznie to pojebane, sek ze sie nie puszczasz czyli wyszals z taiego domu lepsza niz wiele, bardziej fortunnie urodzonych, gwiazdeczek. Pozdro ;)
  • 13.09.10, 20:02
    sadzic sobie mozna, zadne z nas sie nie dowie ale historia uczy ze jak ktos zdr
    > adza to zadko przestaje

    bo ludzie zdradzają z jakiś powodów i dla osiagniecia jakiś tam celów
    jak wygaśnie przyczyna albo cel się zrealizuje to i zdrady umierają śmiercią naturalną
    dlatego tak ważne jest poznanie tego co się toczy za zamknietymi drzwiami podświadomości

    kas pani tutaj pisala, ze maz jej kolezanki wybaczyl jej zdrade, pani wrocila
    > do domu ale z kolezankami sie z niego smieja, sama nazywa go frajerem

    to że ta pani jest kompletnie wyprana z ludzkich uczuć to jedna sprawa. Inna rzecz co ja tak ukształtowało że ma w sobie tyle pogardy dla kogoś kto kocha. Tobie wystarczy pogarda dla niej, mnie interesują przyczyny.

    ostatecznie, jak zdradzaja to nie szanuja. Jezeli dalej brnie w zwiazek to jest
    > to wynik jakiejs permutacji kilku zmiennych, majatku, pozycji, widokow na przy
    > szlosc, wyrachowania kurewki itd.
    > Widac kolesiowi czegos zabraklo zeby go unieszczesliwic i wychodzic za maz za a
    > z takiego cwoka. Czeste.

    przeczytaj to jeszcze raz i zobacz ile w tym pogardy. Ona o nim tak nie myslała i nie mówiła. A za mąż wyszła za faceta z którym go zdradziła. Ukształtowana tak nie inaczej i jeszcze bardzo młoda, nie wybrnęła z tego z większą klasą. Ale wybacz, to za mało aby człowieka skreślić. Potepiajmy czyny a nie ludzi.
    A facet się ożenił, ma dzieci i jest ok - zresztą ma bardzo fajną żonę.

    sorry, chodzilo o jakies licealne zajscie? ;). Cos tam pisalas o "znajmosciach
    > na gorze", uznalem ze chodzi o firme i powazniejsza sprawe

    Poważniejsza sprawa? to sobie wyobraź że puszczają w necie film jak się onanizujesz, zmontowany tak że wygląda na to że robisz to spuszczając się na twarz nauczycielce. No i posyłają linka do wszystkich zainteresowanych. Masz 16 lat.
    Wtedy nie było netu oczywiście, taka przenosnia. jak dla mnie to było poważne.

    ek ze sie nie puszczasz czyli wyszals z taiego domu lep
    > sza niz wiele, bardziej fortunnie urodzonych, gwiazdeczek. Pozdro ;)


    naprawdę masz obsesję, co z tego że się nie puszczam? żadna w tym moja zasługa, jakbyś nie doczytał, mało miałam okazji z powodu lęku i ostrego obrzydzenia do facetów. A robiłam gorsze rzeczy, bardziej okrutne i w sumie to chyba wolałabym się puszczać, jak to uroczo okresliłeś.


  • 15.09.10, 09:24
    rumpa napisała:

    > Poważniejsza sprawa? to sobie wyobraź że puszczają w necie film jak się onanizu
    > jesz, zmontowany tak że wygląda na to że robisz to spuszczając się na twarz nau
    > czycielce. No i posyłają linka do wszystkich zainteresowanych. Masz 16 lat.
    > Wtedy nie było netu oczywiście, taka przenosnia. jak dla mnie to było poważne.

    w sumie trzymam wszystkie foty/filmy bylych ;), akurat "tej" moze by i sie nalezal plakat w pracy ale mi sie nie chce, poza tym glupie, mozna sie lepiej mscic, innych nigdy bym tak nie upodlil

    btw daj linka ;) <zart>

    > naprawdę masz obsesję, co z tego że się nie puszczam? żadna w tym moja zasługa,
    > jakbyś nie doczytał, mało miałam okazji z powodu lęku i ostrego obrzydzenia do
    > facetów. A robiłam gorsze rzeczy, bardziej okrutne i w sumie to chyba wolałaby
    > m się puszczać, jak to uroczo okresliłeś.

    nic mnie nie obchodzi ze sie puszczasz, nie moja sprawa

    ale sorry, mowienie ze to "nie moja wina ze taka jestem" mozna o kant dupy rozbic. Pewnie wiekszosc mordercow sie tak tlumaczy, "bo tatus mnie bil :(", "bo inne dzieci mialy ladniejsze zabawki" itd. Tez mam kilka takich opowiastek ale nie usprawiedliwiam nimi swoich czynow. Chyba zaczne.
  • 13.09.10, 14:32
    > a zdrada - no głupio wyszło, ale jak widze tylko glupote i słabość, a nie złą w
    > olę, chęć skrzywdzenia mnie czy dziecka, człowieka który po prostu jakos tam ni
    > e potrafi wybrnąc z sytuacji - to nie boli tak bardzo jak świadomość że ktos ch
    > ciał zadać mi cios. Nie powstrzymał sie przed zadaniem mi bólu ale nie to było
    > celem. I tego bólu miało nie być - co z oczu to i z serca - a że nie wyszło...

    Ładnie to napisałaś. Mam zresztą bardzo podobne przemyślenia...
    Nie zapominaj jednak, że całe zło wynika z naszych słabości. Nawet ojciec, który bije dziecko nie robi tego, dlatego, że jest zły, tylko dlatego, że coś go przerasta...

    --
    Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
  • 11.09.10, 23:57
    czekolada88 napisała:
    > Co wg Was znaczy właściwie "przepracowanie bólu"?

    Zamknięcie drzwi do pokoju, do którego nigdy się już nie wejdzie.

    To oznacza, miedzy innymi pozostawienie go w przeszłości.
    A jeśli się nie uda - stępienie go, aby stracił swoją ostrość i pozwalał dalej żyć.
    "Przepracowanie bólu" nie oznacza utraty pamięci.
  • 12.09.10, 00:45
    To prawda co mowisz moonlight. Ja sie pytam detalicznych szczegolow zdrady, maz niby szczerze odpowiada, a gdy opowiada o tym ja ciagle nie wierze w to co slysze, mam nadzieje ze zaraz powie ze to wszytko jakies klamstwo, ze jestem w ukrytej kamerze. brrrrrr.

    Maz sie przyznal bo juz nie mogl zniesc wyrzutow sumienia. Ale tym samym spowodowal to ze z siebie wziol ten balast i po prostu przerzucil go na mnie - jak wygodnie - egoista. Z drugiej strony juz wiedzial ze wiem i ze sie i tak wyda i chyba po prostu i tak by nie mial wyjscia tylko sie przyznac. Chociaz... mial wiele okazji wczesniej, Po prostu raz zdradzil (kilka razy seks), po czym wrocil i jeszcze zdradzil z ta sama osoba ponownie, gdy w miedzyczasie korespondowali baaaardzo duzo.
  • 11.09.10, 21:20
    Ja o skoku w bok swojego męża dowiedziałam się w lipcu. Boli mocno do tej pory, chociaż przyjęłam to zadziwiająco spokojnie (mąz mówił, ze prędzej spodziewał się tłuczenia talerzy, rzucania przedmiotami i krzyku a nie zimnego spokoju). Powiem tak, czuję, ze to zawsze będzie boleć. Nie wiem czy odzyskam kiedykolwiek do niego pełne zaufanie, ale wierzę, że sobie wszystko poukładamy. Mamy za sobą ponad 10 lat związku, ponad 7 lat małżeństwa i póki co jestem w stanie jakoś wybaczyć tą jedną sytuację.
  • 11.09.10, 22:55
    błąd, bedzie zdradzal dalej
  • 11.09.10, 23:44
    To mu walizki wystawię i po sprawie.
  • 11.09.10, 21:36
    Normalny facet! Dziewczyna była w potrzebie, to jej pomógł!
  • 11.09.10, 22:34
    Zdrada ciężki i trudny temat. Każdego boli z innego powodu- kłamstwo, zawiedzione nadzieje, zaufanie, przystawione rogi itd.
    Mnie bolało z rok czasu i nie z powodu zdrady fizycznej/bynajmniej nic nie wiem/ale z powodu zamrożenia łoża, emocji, stopniowego odsunięcia się męża ode mnie po jego powrocie z 8-miesięcznego pobytu z Anglii. /Było czułe powitanie, zapewnienie o uczuciach, ale ponieważ ogrom problemów z którymi borykaliśmy się był duży, myślę teraz że najnormalniej nie opłacało mu się .. Dla mnie to absolutna zdrada emocjonalna. Ponieważ męża kochałam ból był ogromny i trwał do czasu podjęcia przeze mnie decyzji. Decyzja była wynikiem przeanalizowania sytuacji i określenia jej przeze mnie jako patową. Uświadomienie sobie że nie ma tu mojej winy/również forum/ i nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Zdaje sobie sprawę że emocjonalnie do końca jeszcze nie odcięłam się i wracam do tych miłych chwil, ale fizycznie nie ma dla mnie już powrotu do tego co było. Imo, w przypadkach zdrady partnerów każdy zdradzony powinien zwrócić się do psychologa-terapeuty, bo po co nosić ze sobą urazy niezawinione a będące tak naprawdę problemem tej drugiej osoby która nas zwyczajnie obciążyła. Myślę że to pomogłoby Ci uporać się z tym co się wydarzyło. Powod
  • 12.09.10, 00:40
    Masz racjie. Mysle ze zwroce sie do teraupeuty.
    Ja tez sama nie moge przez to przejsc. Zbyt trudne.
  • 12.09.10, 00:55
    xciekawax napisała:

    > Masz racjie. Mysle ze zwroce sie do teraupeuty.
    > Ja tez sama nie moge przez to przejsc. Zbyt trudne.

    juz do terapeuty chodzisz?

    nie byloby Ci to potrzebne gdybys zrobila to co powinnas zrobic, wyjabala go za drzwi i szybko znalazla sobie innego.

    no ale, jak uwazasz... ;/
  • 12.09.10, 01:12
    jeszcze nie chodze, ale pojde.

    Moze kobiety sa inne pod tym wzgledem, ale zrozum ze bardzo mnie to boli. Nie radze sobie z tym. jestem teraz samodestrukcyjna (picie,palenie, niezdrowe odzywianie/nie odzywianie sie wcale). Potrzebuje pomocy i wiem o tym.

    Jak ja innego znajde? mam 29 lat, prawie 30. Nie ma takiego latwego wyboru. A faceta do seksu.... chociaz moze i chcialabym ze wzgledow zemsty to nie jest to w mojej osobowosci
  • 12.09.10, 01:21
    xciekawax napisała:

    > jeszcze nie chodze, ale pojde.
    >
    > Moze kobiety sa inne pod tym wzgledem, ale zrozum ze bardzo mnie to boli. Nie
    > radze sobie z tym. jestem teraz samodestrukcyjna (picie,palenie, niezdrowe odzy
    > wianie/nie odzywianie sie wcale). Potrzebuje pomocy i wiem o tym.

    chodzi mi o sam fakt zaistnienia takiej potrzeby, do czego Cie ten fajans doprowadzil

    > Jak ja innego znajde? mam 29 lat, prawie 30. Nie ma takiego latwego wyboru. A
    > faceta do seksu.... chociaz moze i chcialabym ze wzgledow zemsty to nie jest t
    > o w mojej osobowosci

    29 to jest nic dzisiaj, czasy kiedy na 25 latke mowilo sie stara panna minely dawno temu

    ciesze sie ze nie zdradzasz w odwecie, co jest i tak taka glupota ze nie mam slow na ludzi ktorzy to robia...
    Tym bardziej, spokojnie poszukaj kolesia ktory doceni porzadna kobiete, a jest takich sporo. Nie dosc ze typ jest twoim utrzymankiem to jeszcze zdradza... ;)

    masz 29 lat, lepiej sie rozwiesc teraz i zaczac z mezczyznami od nowa niz obudzic sie w wieku 35 lat i zauwazyc ze maz znowu zdradzil, na co mozesz spokojnie stawiac pieniadze...

    pogadaj z terapeuta o samoocenie, wyraznie Ci jej brakuje. I przestan pic/palic. Butelka to wyjscie dla slabych i glupich. Stala sie krzywda, napraw to i majac ta nauke w pamieci probuj dalej.


  • 12.09.10, 00:47
    Nie wiem na jakim etapie teraz jestem, ale mam ochote wyslac smsa do tej kobiety i powiedziec jej ze jezeli jeszcze raz bedzie sie chciala skontaktowac to powiem o wszystkim jej mezowi. (oczywiscie bym tego nie zrobila, ale babka by miala stracha).

    Co do meza.... on chyba mysli ze ja mu wybacze. je pojdziemy na terapie i bedziemy happy family. Czy to jest zdrowy psychicznie czlowiek? Nie wydaje mi sie aby zdawal sobie sprawe przez co ja przechodze.
  • 12.09.10, 09:44
    >ale mam ochote wyslac smsa do tej kobiet
    > y i powiedziec jej ze jezeli jeszcze raz bedzie sie chciala skontaktowac <

    Dobry początek do pilnowania męża przez dalsze życie. Męża/partnera nie upilnujesz/dziecko pilnuje się/- on ma tak i już. Takiego wybrałaś, czemu?- pytanie do terapeuty.
  • 12.09.10, 14:32
    Podaruj sobie telefony do jego kochanki. To sprawa miedzy Toba i twoim mezem.
    Tak, on mysli, ze poplaczesz, porozmawiasz i po jakims czsie wszystko wroci do normy. A ja bym Ci doradzala: Daj mu porzadnie popalic: wypieprz go z domu, zeby wiedzial czym grozi zdrada. Jezeli po jakims czasie bedzie chcial wracac, zastanowisz sie czy go przyjac. Jego zdrada nie byla nie planowanym skokiem w bok, bo...alkohol, sytuacja, jeden raz. On na nia wydawal pieniadze, spedzal czas, ktorego nie mial nawet dla Ciebie. Teraz nie mial wyjscia, wyspowiadal sie i liczy na to, ze po paru scenach i malym gderaniu zonka wybaczy.
    Jasne, Tobie trudno, bo go kochasz, o czym pewnie wie...ale co z jego miloscia do Ciebie?
  • 12.09.10, 14:37
    kag73 napisała:

    > Jasne, Tobie trudno, bo go kochasz, o czym pewnie wie...ale co z jego miloscia
    > do Ciebie?

    zdradzany/a zawsze kocha, na pewno bardziej niz zdradzajacy/a. To nie powod zeby nie zrobic tego co powinno sie zrobic..

    no ale ok, pij wode, chodz do terapeuty, dalej go utrzymuj itd..
  • 12.09.10, 16:50
    wiem... smsy do kochanki to glupi pomysl. Nie mysle racjionalnie. Mysle ze masz racjie ze on mysli ze do niego wroce. Powiedzialam mu (ale to nierpawda) ze jak sie dowiedzialam to wyszlam i poderwalam faceta w barze i poszlam z nim do lozka. Zrobilam to ze zlosci. Ale mysle ze dobrze. Chce aby poczul ze tez stracil cos specjialnego w naszym zwiazku, ta czystosc, niewinnosc - ze nikt w butach u nas nie byl.

    najgorsze dla mnie to ten stan w ktorym jestem, a nie moge sie wyrwac. Nie moge spac, dzisiaj pare godzinek ale tylko gdy telewizja byla wlaczona. Mam tez potrzeby seksualne, ktore wiem ze nie zostana spelnione, no i jestem taka osamotniona....
  • 12.09.10, 19:03
    "najgorsze dla mnie to ten stan w ktorym jestem, a nie moge sie wyrwac. Nie moge spac, dzisiaj pare godzinek ale tylko gdy telewizja byla wlaczona. Mam tez potrzeby seksualne, ktore wiem ze nie zostana spelnione, no i jestem taka osamotniona.... "

    Nie ulega watpliwosci: masz zlamane serce :( Ktoz tego nie zna. najchetniej chcialoby sie zasnac i obudzic jak bedzie po wszystkim, ale niestety, nie da sie. Nie martw sie, czlowiek jest mocny, bol minie. Postaraj sie wychodzic miedzy ludzi, spotykac przyjaciol, nie siedz w domu zadreczajac sie myslami, bo to nie pomoze. Teraz potrzebujesz odwrocenia uwagi, najlepiej w towarzystwie.
    Inna kwestia to co zrobic z takim dziadem? Czy powiedizial dlaczego zdradzal? Co ma na swoja obrone? Co bylo przyczyna zdrady? To wazne.
    Poza tym zapomnij, ze masz 29 lat i gdzie Ty znajdziesz teraz nowego chlopa. Lepiej bez chlopa niz z gnojkiem. Poza tym spoko, w wieku lat 29 mozna kogos znalezc. To nie powinno byc kryterium w podejmowaniu Twojej decyzji.




  • 12.09.10, 19:22
    dzisiaj pakuje jego zeczy i robie wyprowadzke, on wraca w piatek, ale wiem ze bedzie sie ociagal, a nie chce go tutaj widziec.

    Nie chce tez mowic znajomym o tym, nie teraz przynajmniej, zawsze sa tylko plotki itd... powiedzialam paru, ale nie powiem ze mam wielkie wsparcie.

    dlaczego zdradzil... wiesz... to sa slowa klamcy. najpierw powiedzial ze wiedzial ze nigdy sie nie dowiem, potem mowil ze bylo zle w zwiazku przez lata - ale to nie prawda. On zawsze tak robi ze chociaz 80% czasu jest swietnie, to on wezmie te 20% i mowi ze bylo CALY czas zle. A wiesz jak jest w zwiazku. jak ostatnio dzwonilam do niego do PL, zawsze bylam mila, w dobrym humorze...przez tygodnie. Potem kilka dni bylam w zlym natroju bo ani do mnie nie dzwonil, ani nie wnosil inicjiatywy. I co? uslyszalam ze TYLKO sie klocimy przez telefon, ze ZAWSZE tylko klotnie..... ech.....

    ja akurat jestem seksualna osoba, i juz miesiac nie mialam seksu, i moze to wydac sie dziwne ze o tym mysle w takich chwilach, ale nawet gdy ciagle placze, pije, pale, mam zszarpane nerwy, to mi tego aspektu brak - nawet bardzo. Nie mam zadnego kolegi ktory by mogl mi pomoc. brakuje mi bliskosci, przytulenia....

    Masz racjie... dzisiaj myslalam ze chce przewinac moje zycie o rok do przodu. Nie chce mi sie zyc. Nie wiem jak inni ludzie przez to przechodzili, podziwiam ich. chyba z braku alternatywy trzeba przez to przejsc. Zamienilabym sie na moje zycie z kimkolwiek.
  • 12.09.10, 19:43
    Oj, kochana, wez Ty sie go pozbac. Cierpisz tak i tak a zatem lepiej przecierpiec i zaczac od nowa. Nie musisz rozmawiac o tym ze znajomymi, Ty sie tylko masz z kims pospotykac, byc wsrod ludzi, zeby troche odpedzic od siebie te mysli.
    Skoro mu niedobrze w zwiazku, to wlasnie pora go zakonczyc. Nie macie dzieci. Bardzo podejrzane bylo tez co powiedzialas, ze niechetnie sie zgodzil na dziecko w najblizszym roku. Ciekwe dlaczego? Nie chce dzieci czy boi sie zamiany rol, on nagle bedzie musial utrzymac rodzine albo zajac sie dzieckiem a pewnie do roboty sie nie garnie. Albo jednak nie jestes dla niego TA JEDYNA, dlatego sie waha i nie chce pakowac sie w dziecko.

    Jestescie w zwiazku na odleglosc, bo piszesz, ze on w Polsce a Ty gdzies tam.? Tutaj potrzeba duzo zaufania do partnera a nie wiem czy po takiej akcji bedziesz potrafila mu zaufac.
    Jemu nie potknela sie noga, on z premedytacja zdradzil. Byl pewnie tez zaangazowany emocjonalnie, dla mnie to zdrada emocjonalna a nie tylko cielesna. Nie wykluczam, ze nigdy wiecej tego nie zrobi. Chcesz go pilnowac i sprawdzac?
  • 12.09.10, 19:57
    Aha, wiem jak sie czujesz, przerabialam jedno rozstanie, podobne uczucia jak u Ciebie i owszem najbardziej brakowalo mi jego bliskosci i seksu, kazdej nocy i kazdego ranka cierpialam. W ogole czlowiek ma wrazenie, ze zwariuje, po prostu, ze dostanie obledu. Ale wiesz, NIE ZWARIOWALAM, przezylam! A teraz ciesze sie, ze stalo sie jak sie stalo, bo znalazlam nowego lepszego faceta i jestem z nim szczesliwa.
    Trzymaj sie, przezyjesz! "Czlowiek jest mocny"!
  • 12.09.10, 20:24
    i jak dlugo mam sie spodziewac tej meczarni? ja nie wiem czypodobolam sobie z kolejnym takim dniem.... jutro do pracy, sztuczne usmichy i udawanie ze wszystko ok. zalame sie.
  • 12.09.10, 20:31
    O, dobrze, ze idziesz do pracy, musisz sie usmiechac a to znaczy, ze nie bedzies plakac, to juz cos :))
    Po pracy zorganizuj sobie jakies wyjscie do kogos albo dokas.
    Najwazniejsze, zeby nie byc samemu. Owszem potrwac moze.
    Ale kto wie moze nadarzy sie kto ciekawy i pomoze zapomniec ;)
  • 12.09.10, 20:06
    jestesmy razem od 14 lat, maz jest tu, na miejscu, tylko wyjechal do PL "w celach biznesowych". Tak, jego zdrada byla z premedytacjia, gdyby jeszcze zakonczyla sie wtedy gdy ja zaczol, ale on wyrafinowianie klamal aby znowu tam wrocic. Mowi ze zakonczyl, ale mial seks i tym razem zanim to zakonczyl (a moze bardziej ona zakonczyla).

    zreszta, 2000 minut wygadanych w ciagu miesiaca mowi samo za siebie ze byla to zdrada emocjonalna.

    dzieci nie chcielismy, ja ostatnio zmienilam zdanie ze moze jednak.... ale nie mysle o tym obsesyjnie. On chyba z braku finansow, i tak w ogole to po prostu chyba nie chce. A moze nie ze mna. I masz racjie, nie chce za bardzo pracowac, chyba takie zycie po prostu jest mu na reke.

    Mnie tez nie boli najbardiej ta zdrada, ale te wyrafinowane klamstwa aby nasz budzet domowy wystawic na wielkie niedogodnosci, podczas gdy on pojechal tam (miedzy innymi) aby sie z nia spotkac. I jeszcze mielismy takie swietne pozycie seksualne przed wyjazdem.... nie moglo mu niczego brakowac. Moze chcial sie czuc opiekunem, bo teraz to ja zarabiam na zycie, place rachunki, Nie wiem. Wiem ze jest okrutny i nie ma serca, i na pewno mnie nie kocha. Jest egoista. mysli tylko o sobie. przykro mi strasznie.

    DziekiKag73 za slowa otuchy. duzo mi daja. Potrzebuje wsparcia, bo nie mysle teraz racjonalnie.
  • 12.09.10, 20:27
    Nie ma nad czym sie zastanawiac, nie mozna komus bez konca dawac kolejnej szansy, to nie ma sensu.
    Hmm, po co tracic z nim czas? Wykop go, wmawiaj sobie dalej, ze jest swinia, bedzie Ci latwiej.
    Wiele lat bylas w zwiazku. Wyjdz na ulice i rozejrzyj sie wokol, stwierdzisz, ze facetow na swiecie jest na peczki, po prostu w zwiazku przyzwyczailas sie nie zwracac na nich uwagi. Zreszta nie faceci sa tutaj najwazniejsi, sama tez mozna byc szczesliwa. Zreszta z czasem na pewno wszystko sie pouklada.
  • 12.09.10, 21:29
    Po pierwsze diziekuje ci bardzo za wsparcie. Potrzbuje tego tak bardzo....

    Moj rozum mowi mi aby zapomniec gnoja, nie plakac za nim. Serce jednak boli za przyjacielem, kochankiem, itd....

    Wiem, na ulicy bardzo duzo fajnych facetow chodzi.... i chociaz jestem bardzo atrakcyjna kobieta to nie widze aby ktos mnie zaczepial- moze z wyrazu twarzy wygladam na nieprzystepna - trudno mi to zmienic.

    Ja akurat nie chce byc sama. lubie towarzystwo, lubie partnerstwo. I to nie tak ze partnera stawiam na pedestriale, u nas byly konta odzielne, partner wracal do domu o ktorej chcial, mia mnie po prostu poinformowac i tyle. i to samo ze mna. Moglam wychodzic kiedy chcialam i do ktorej, tylko dzwonilam i mowilam. Ale mimo wszystko - lubie zwiazki. Jest w tym cos fajnego.

    Mam nadzieje ze z czasem sie pouklada. nie moge juz sie doczekac. w ciagu dnia mam wielkie zalamania a potem kilka minut nadziei na lepsze jutro.
  • 12.09.10, 22:57
    xciekawax napisała:

    > Wiem, na ulicy bardzo duzo fajnych facetow chodzi.... i chociaz jestem bardzo a
    > trakcyjna kobieta to nie widze aby ktos mnie zaczepial- moze z wyrazu twarzy wy
    > gladam na nieprzystepna - trudno mi to zmienic.
    >

    czesto im lepsza dupa tym samotniejsza, mezczyzni tez sie boja atakowac mimo ze to jednak to my powinnismy to zrobic

    niemniej, jak ktos Ci sie podoba, zapros na kawe, nie randke i patrz co sie dzieje ;)
    ale to po tym jak juz odwiedzisz prawnika
  • 12.09.10, 23:06
    To po pierwsze. Po drugie mezczyzni czesto licza tez na jakis "sygnal" od kobiet, jezeli kobieta jest niezainteresowana, czesto przywdziewa "maske" niedostepnosci, zero zainteresowania. Co innego gdy zmienia sie status quo i nagle inni mezczyzni zaczynaja znow istniec, jakos tak wysyla sie wtedy inne sygnaly. Tak mysle.
  • 12.09.10, 23:25
    tak, to prawda. ciezko mi bedzie zmienic ta maske po tylu latach. mysle ze tyle kobiet jest samotnych bo tego nie potrafia zrobic.

    wczoraj w metrze widzialam ze taki bardzo fajny chlopak sie patrzyl na mnie, a ja po prostu nie potrafilam nawet sie na niego spojrzec. I to nie to ze od razu szukam kogos, tylko chcialabym konwersacji, jakiegos kontaktu, i tylko to jest prosta obserwacjia mojej osoby, bo nie szukam teraz nikogo. Ja zawsze tak sie zachowywalam- odwracalam wzrok aby nie zachecac do konwersacji, i nie umiem tego przerwac.
  • 12.09.10, 23:35
    Powoli malymi kroczkami, moze sie nieco osmielisz, trzeba troche wyjsc do ludzi. Mezczyni tez ludzie, niekoniecznie trzeba w nich widziec od razu potencjalnych kandydatow na meza. Wtedy blas mloda dziewczyna, teraz jestes dojrzala kobieta. Spoko, probuj dostrzegac ludzi wokol siebie i ewentualnie jakos na nich reagowac.
    A jak jeszcze mieszkasz w duzym miescie np. w Niemczech albo w Anglii, gdzie mam wraznie duzo wiecej facetow niz kobiet(co nie znaczy, ze wszyscy sie nadaja), to ze znalezieniem nowego nie powinno byc problemu ;)
    Poki co, wywal swojego, zebys ze spokojem mogla wszystko przemyslec. Zobaczysz jak potoczy sie zytuacja.
  • 13.09.10, 01:31
    poszlam do znajomego (lat 75, hehehe) sie wyplakac, znam go juz ponad 10 lat, jest jak moja rodzina. Obiecal poszukac mi dobrego prawnika. Czuje sie duzo lepiej. na dzisiaj. Wracajac w deszczu widzialam fajne dzieci ktore do mnie sie usmiechnely i sie przywitalismy. Dzieciecy usmiech jest bardzo kojacy. Poczulam sie dzielna, ze moze bedzie ok.

    Chyba wezme zycie jak alkocholik-abstynent - aby przezyc ten dzien, nie myslec o nastepnym.

    bede uzywala tego forum aby wyrzucac z siebie swoje uczucia, bo pomaga mi strasznie. Mam nadzieje ze nie macie nic przeciwko ;)
  • 13.09.10, 02:01
    xciekawax napisała:

    > poszlam do znajomego (lat 75, hehehe) sie wyplakac, znam go juz ponad 10 lat, j
    > est jak moja rodzina. Obiecal poszukac mi dobrego prawnika. Czuje sie duzo le
    > piej. na dzisiaj. Wracajac w deszczu widzialam fajne dzieci ktore do mnie sie
    > usmiechnely i sie przywitalismy. Dzieciecy usmiech jest bardzo kojacy. Poczul
    > am sie dzielna, ze moze bedzie ok.
    >
    > Chyba wezme zycie jak alkocholik-abstynent - aby przezyc ten dzien, nie myslec
    > o nastepnym.
    >
    > bede uzywala tego forum aby wyrzucac z siebie swoje uczucia, bo pomaga mi stras
    > znie. Mam nadzieje ze nie macie nic przeciwko ;)

    juz przestan sie mazac

    spotykaj sie z kolezankami, nie siedz sama mimo ze tak bys wolala. Wiekszosc ludzi przez to przechodzi, predzej czy pozniej. Najlepiej gdy w wieku 17 lat, wtedy przez najlepsze lata ma sie juz odpowiednie doswiadczenie, czasem tak jak Ty, przed 30. Wciaz jestes mloda, jak pisalem, dzisiaj 29 i wolna kobieta to zaden wstyd, "stara panna" czy inne dziadostwo.

    Bedzie ok i aktywnie szukaj nowego. Nie na meza czy nawet seksu, na poczatek kogos z kim dobrze sie gada.
  • 12.09.10, 23:20
    wiesz, ja jestem bardzo skromna i niesmiala. Weszlam w ten zwiazek majac 17 lat. I chociaz na poczatku duzo flirtowalam, to jednak przez ostatnie lata nawet nie patrze osobnikom w oczy.
  • 12.09.10, 23:26
    No wlasnie, wiec nie dziw sie, ze nikt Cie nie zaczepia :))
  • 12.09.10, 21:28
    W takim stanie, jak Ty teraz byłam od listopada zeszłego roku (był tu mój wątek "po zdradzie"); nie jadłam - schudłam 17 kg, nie spałam, też miałam wrażenie, że wpadam w obłęd, że tego nie da się przeżyć. Teraz mogę powiedzieć: da się. Nie wróciłam jeszcze do równowagi, wciąż mam napady złości, żalu, zazdrości, ale znów cieszę się życiem, widzę kolory.
    Trzymaj się! I nie podejmuj pochopnych decyzji; najpierw ochłoń.
  • 12.09.10, 22:48
    dzieki :)
  • 13.09.10, 00:04
    To prawda, czas na decyzje przyjdzie później. na razie uporaj się ze swoimi uczuciami, przynajmnij na tyle by wiedzieć czy jesteś w stanie wybaczyć i spróbowac dalej z nim byc czy nie....
    Przytulam, bo wiem co to znaczy, kiedy dowiadujesz się, ze najbliższa Ci osoba Cię zdradziła i oszukała.
    Ja dałam szansę i zobaczymy co dalej będzie.
    Trzymaj się.
  • 13.09.10, 01:33
    jak dawno temu dalas mu szanse?

    Pewnie tez byla to inna zdrada, nie taka wyrafinowana jak u mnie. Wiem ze zdrada zdradzie nie rowna, i wiem ze bylabym w stanie wybaczyc jeden wyskok pod wplywem chwili. Ale nie klamstwa.
  • 13.09.10, 01:58
    nie dawaj zadnej szansy

    szkoda Twojego czasu, mloda jestes, znajdz sobie kogos kto odpowiednio doceni taka kobiete jak Ty..

    zapomnij, dawanie szansy zawsze konczy sie tak samo
  • 13.09.10, 07:40
    Kilka miesięcy już minęło. Sobie już wszystko poukładałam, pracujemy oboje nad naszą relacją, bo akurat u nas zdrada była wynikiem poważnego kryzysu, który ciągnął się już jakiś czas. To co się stało mocno nas otrzeźwiło i póki co wierzę, ze sobie poradzimy. Wiem, że wiele osób postawionych na moim miejscu kopnęło by pana w dupę i tyle, ale ja po 11 latach związku i ponad 14 latach znajomości nie będę wszystkiego przekreslać dla jednego błędu. Wszyscy błędy popełniamy. Nie jest tez tak że nad tym do porządku dziennego przechodzę, boli i boleć będzie, ale wiem, ze chcę przynajmniej spróbować to naprawić bo w naszym przypadku naprawdę warto.
    Nie myślę sobie, że to się nigdy nie powtórzy, wiem, że może, chociaż mąż zarzeka się że nie. Obecnie jest to ostatnia szansa, jesli będzie powtórka pewnie nie będę już miała ochoty na kontynuowanie tego.
  • 13.09.10, 07:59
    Moja sytuacja jest nieco inna- nie było kłamstw, dłuższej znajomosci czy korespondencji. Była jednorazowa czysto fizyczna zdrada.
    (tak wiem, ze mi zaraz ktoś napisze że nie mogę mieć pewności, ale mam to w dupie- pod względem prawdomówności i szczerości wierzę swojemu mężowi).
  • 13.09.10, 15:10
    ja bym tez nie zrezygnowala ze zwiazku przez partnera jeden skok w bok, pod wplywem chwili. To te klamsta najbardziej mnie dobily.
  • 13.09.10, 08:15
    Zdrada, która mnie dotknęła, trwała bardzo długo, niosła ze sobą kłamstwa, zwodzenia, lekceważenie - a jednak... Proszę, nie podejmuj nagłych decyzji. Wsłuchaj się w siebie, odpowiedz sobie, czego chcesz. Ochłoń i popatrz spokojniej na niego: czy warto dać mu szansę, czy można mu uwierzyć. Na pewno łatwiej jest zerwać ten związek w poczuciu krzywdy i w słusznym przekonaniu, że to on jest winien. Przekonana jestem, że wtedy i z emocjami łatwiej sobie poradzić. Ale może w Twoim wypadku warto powalczyć o Wasz związek? Tylko Ty możesz sobie na to odpowiedzieć.
  • 13.09.10, 15:22
    Kwiatek, tylko ze juz nigdy nie bede go kochac tak jak kiedys, nasz zwiazek na zawsze stracil ta niewinnosc. Zreszta, ja znam siebie. Gdybym do niego wrocila przez lata bym sie meczyla podejrzewajac go o kolejne zdrady - doprowadzajac go do tymsamym do szalu.

    Nawet nie wiesz jak mi zle. Dzisiaj pierwszy raz od trzech dni chcialam zjesc jogurt i fizycznie nie moge go przelknac. Tak latwo byloby powiedziec mu; "wybaczam, a teraz mnie przytul". Wstydze sie tego, ale czasami mysle ze wolalabym nie wiedziec o tym, i po prostu kontynuowac nasze zycie, mielismy isc na terapie, itd... (on wariowal przez ten swoj romans a ja sie obwinialam ze cos jest nie tak w naszym zwiazku).

    No i co do walczenia o zwiazek. Na serio myslisz ze to ja mam walczyc? ze to ja mam dawac szanse i czekac i wymagac? Moze to odpowiada pewnym kobietom bo przez to ze sa skrzywdzone moga byc traktowane jak ksiezniczki - bo facet w poczuciu winy robi wszystko, stara sie.

    Ja bym chciala widziec ze to moj facet walczy, gdy ja absolutnie nic nie robie tylko mam wlasne zycie. Tylko pewnie nie bedzie mu sie chcialo - jest zbyt przyzwyczajony ze to ja staje na glowie aby "walczyc" o ten zwiazek. Zreszta, mysle ze wie ze nie wybacze, wiec nawet nie bedzie sie staral.

    PS: odechcialo mi sie dzisiaj facetow. Tak jak jeszcze wczesniej mialam ochote aby zdradzic, tak juz jej nie mam, nawet wiecej - tacy kolesie mnie obrzydzaja.
    Ciekawe jest to obserwowanie emocji u siebie.
  • 13.09.10, 16:09
    xciekawax napisała:

    > Kwiatek, tylko ze juz nigdy nie bede go kochac tak jak kiedys, nasz zwiazek na
    > zawsze stracil ta niewinnosc. Zreszta, ja znam siebie. Gdybym do niego wrocil
    > a przez lata bym sie meczyla podejrzewajac go o kolejne zdrady - doprowadzajac
    > go do tymsamym do szalu.

    Dokładnie tak myślałam poł roku temu. Zresztą teraz też męczę się, nie mam pewności (jak ładnie to ujęłaś "nasz związek stracił niewinność"), ale jednak uważam, że warto.

    > Nawet nie wiesz jak mi zle.

    To akurat wiem. Przeszłam to samo nie tak dawno. Dlatego ośmieliłam się napisać w Twoim wątku. Nie zrobiłabym tego, gdybym miała teoretyzować.

    > No i co do walczenia o zwiazek. Na serio myslisz ze to ja mam walczyc? ze to j
    > a mam dawac szanse i czekac i wymagac? Moze to odpowiada pewnym kobietom bo pr
    > zez to ze sa skrzywdzone moga byc traktowane jak ksiezniczki - bo facet w poczu
    > ciu winy robi wszystko, stara sie.

    Jedyna szansa dla Waszego związku jest to, że OBOJE będziecie o niego walczyć.

    > Ciekawe jest to obserwowanie emocji u siebie.

    :) To już jakiś plus tej sytuacji (na razie jedyny): myślisz o sobie, zastanawiasz się czego chcesz. Może będzie tych plusów więcej.
  • 13.09.10, 16:19
    drugi plus to to, ze jest to niesamowicie swietny srodek na odchudzanie. Nie to ze potrzebuje, ale zawsze chcialam te 3 kg sie pozbyc. Cos czuje ze pozbede sie wiecej.

    No i pospalam sobie dzisiaj pare godzinek. I chyba nawet przysnilo mi sie cos pozytywnego, chociaz nie pamietam co.

    Poki co moj niewierny maz nie dzwoni, siedzi cicho jak mysz i pewnie czeka na moj ruch. Wiec watpie aby to "walczenie o zwiazek" bylo w jego glowie. Ale to lepiej dla mnie.

    Jak zapytalam go wczesniej co chce zrobic to powiedzial ze chce wrocic ALE to moja decyzjia. Czyli ladnie umyl rece z calej odpowiedzialnosci.

    Dzisiaj dzwonie do psychologa. Chce miec przynajmniej jedna wizyte zanim on przyjedzie.
  • 13.09.10, 16:51
    wiesz co? jedna wizyta u psychologa nic nie da...przyda sie cala terapia

    po jednej niczego madrego sie nie dowiesz, opowiesz co sie stalo, potem zaczniesz pytac dlaczego, dlaczego, jak mogl
    psycholog bedzie Ci tlumaczyl, ze on jest wolnym czlowiekiem i nie jest Twoim tatusiem, ze Ty to przezywasz jak mala dziewczynka, ktora zdradzil jej tatus, a tymczasem jestes dorosla i trzeba wychorowac, wyplakac swoj bol
    bedziesz sie wkurzac na psychologa przez kolejne spotkania, ze nie chce juz sluchac o tym zwiazku, bedzie sie staral odbudowac Twoje poczucie wlasnej wartosci, tego, ze jestes odrebna jednostka, ze mozesz byc bez niego i ze to moze byc o niebo lepsze zycie!
    potem nawiaze do Twoich rodzicow, Waszych relacji w dziecinstwie, byc moze odkryje, ze rodzice byli wymagajacy, apodyktyczni i Twoje przejawy odrebnosci i wlasnego zdania byly skutecznie pacyfikowane we wczesnym dziecinstwie
    w efekcie calkiem mozliwe, ze przyjelas model, ze jestes kochana, jak robisz to co oni chca, nie dostalas nigdy milosci bezinteresownej, za to jaka jestes naprawde...
    i tak tez uszczesliwialas tego faceta, tyle lat o niego walczylas???? i po co? zeby poszedl do innej? oj dlugo bedziesz zastanawiac sie, czego jeszcze nie zrobilas, w czym bylas za slaba, ze zdradzil

    nie chce, zeby to zabrzmialo pesymistycznie, ale dluga droga przed Toba, na pocieszenie, na jej koncu stwierdzic z milym spokoju w sercu, jak dobrze byc innym wolnym, pewnym swojej wartosci czlowiekiem, jak milo otworzyc serce na kogos innego, jak milo go szanowac, ale nie zmieniac sie dla niego
    byc moze z usmiechem na twarzy stwierdzisz: "niezle mnie wtedy pogrzalo, ze tak rozpaczalam, przeciez to ja zarabialam, on zrobil zle, to nie mialo szans, to on sie nie chcial starac, naprawiac, przeciez to byl lekko chory zwiazek"

    pisze na wlasnym przykladzie, przez co przeszlam (psychoterapia i brak wiary w siebie, uczucie straty, oszukania, depresja)

    a tak na wesolo to chyba nie jest Bradem Pittem albo nie ma zlotej pyty, zeby az tak po nim plakac :)))
  • 13.09.10, 17:52
    Usmiechnelam sie po Twoim poscie.

    Nie, Bradem Pittem nie jest. lol dzieki, hehehehe, czasami sie nakrecam, i zyczywiscie powinnam miec dystans.

    Wiesz, ja rozumiem ze terapia bedzie dlugotrwala. nie oczekuje nic innego, tylko ze chce przegadac z psychologiem moj plan dzialania na najblizszy tydzien. zeby madrze postapic.

    Odkrylam calkiem nowy swiat. Nigdy nie mialam pojecia jak duzo jest zdradzonych kobiet i jak bardzo cierpia. Czuje sie jakbym wlasnie uzyskala karte wstepu do bardzo sekretnego klubu.

  • 13.09.10, 20:16
    xciekawax napisała:
    > Odkrylam calkiem nowy swiat. Nigdy nie mialam pojecia jak duzo jest zdradzony
    > ch kobiet i jak bardzo cierpia. Czuje sie jakbym wlasnie uzyskala karte wstepu
    > do bardzo sekretnego klubu.

    Nigdy nie myślałam, że w takim klubie się znajdę. Są tu całkiem fajne babki :)
    Składam gratulacje: skoro już teraz stać Cię na uśmiech, to - mimo wszystko - jesteś w doskonałej kondycji. Ja byłam w kompletnej rozsypce długo.
    I zgadzam się z Tobą co do tego, że jest to najskuteczniejsza dieta odchudzająca na świecie.
  • 13.09.10, 21:16
    Owszem, być zdradzoną to świetna dieta. U mnie 17 kilo.
    Ponieważ nie jadłam nic (na dobę dwie cieniutkie skibki chleba z serkiem albo najtańsze przemarznięte jabłka- oprócz braku apetytu nie miałam też prawie nic kasy) to oprócz kilogramów poleciały też: włosy, cera, paznokcie, zęby (próchnica nieleczona, bo za co i po co?) i odporność.
    Gie mnie to wtedy obchodziło, koleżanki cmokały że sie wylaszczyłam, a ja po prostu nie chciałam żyć.
    Kiedyś zasłabłam na ulicy ale nie było tak, że jakieś pogotowie, ktoś wezwał pomoc.
    Z moim szczęściem, to nikt tamtędy nie przechodził, a kiedy w koncu sama sie ocknęłam, to wyłam do Boga: dlaczego nie dałeś mi tu zdechnąć?!

    Nie polecam głodówki, lepiej coś w siebie wmusić, bo potem żołądek sie skurczy, organizm zacznie sam sie zjadać- koszty duze aby sie potem odreperować.
    A pomijając wszystko, to niejedzenie jest działaniem najpierw ze stresu, a potem z autoagresji- a kogo tu karać, jeszcze siebie za to wszystko?

    duze pozdro!!!

    --
    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
    John Gray
  • 13.09.10, 21:19
    > Składam gratulacje: skoro już teraz stać Cię na uśmiech, to - mimo wszystko - j
    > esteś w doskonałej kondycji.

    O nieeee.... nie jestem w dobrej kondycji. Mam napady, i ciagle nie moge uspokoic drrzenia moich rak, i szybkiego bicia serca. Boje sie ze bede miala zawal albo cos. Mam napady paniki, nie moge oddychac. Wlosy mi wypadaja jakos.

    mam nadzieje ze moze dostane jakies antydepresanty czy cos na uspokojenie u lekarza, chociaz zawsze bylam przeciwko temu, to mysle ze jest mi to potrzebne.

    Ale jest lepiej niz wczoraj czy przedwczoraj czy przed przed.... moze to chwilowe, a moze bedzie tylko lepiej.

    I tak, sa tu super babki i szczerze powiem ze tylko dzieki temu forum potrafie funkcjonowac. Myslalam ze bede miala troche zlosliwosci (ala - to twoja wina, bla bla bla), a tu prosze, jakie konstruktywne wsparcie.

    Rozmawialam dzis z mezem, jest chlodny, chyba tez miotaja sie w nim emocjie. Nie potrafi mi szczerze powiedziec dlaczego to zrobil. mowil cos o tym ze myslal ze nigdy sie nie dowiem, ale co to za powod? W dodtaku mowi mi sprzeczne zeczy, raz mowi ze stracil najlepsza zecz w jego zyciu, potem mowi ze byl nieszczesliwy ze mna, potem mowi ze chce abym ulozyla sobie zycie, bo on nie potrafi dac mi szczescia, potem mowi ze bardzo chcialby sprobowac ale to odemnie zalerzy. ze jak chce rozwodu to ok. Moze sam nie wie czego chce. jest czasami zly, czasami smutny, ale wiekszosc czasu oschly. A ja wypytalam sie o kazda intymna rzecz w ich romansie. Po prostu musialam to wiedziec dla siebie. odpowiedzial najlepiej chyba jak mogl. Nie probuje juz niczego zatajac

    W dodatku wkurza mnie ze chyba najbardziej go boli to ze mysli ze spalam z innym kolesiem na drugi dzien jak sie dowiedzialam (wiem ze to dziecinne, ale powiedzialam mu tak aby go zranic rowniez).
    Chcialabym go widziec cierpiacego, ze sie czolga, upokarza.... ale nic z tego, jest zbyt zamknietym czlowiekiem. Poszedl sie upic.

    Mysle ze z czasem nabiore do niego niecheci, ze bede widziala go czlowiekiem takim jakim jest. Ze bedzie mnie obrzydzal tak jak kazdy facet-zdrajca. Tez czytajac to forum widze swiatelko w tunelu, ze moze jak przez to wszystko przejde.... ze moze bedzie lepiej.

    Gdy wyplakiwalam sie i narzekalam ze stracilam w jednym czasie kochanka, przyjaciela, kucharza, partnera, wspollokatora, milosc mojego zycia - ktos mi powiedzial ze "Tak, to prawda, ale teraz, w przyszlosci nie bedziesz myslala o tym jako o stracie". I mam nadzieje ze to prawda.
  • 14.09.10, 07:55
    xciekawax napisała:
    A ja wypytalam sie o kazda intymna rzec
    > z w ich romansie. Po prostu musialam to wiedziec dla siebie. odpowiedzial najl
    > epiej chyba jak mogl. Nie probuje juz niczego zatajac
    >

    Zastanawiam się, po co nam te szczegóły. Logicznie patrząc, powinnyśmy ich unikać, bo bolą. Ale tak chcemy je poznać. Mój móż nic mi nie chciał mówić; wiem tylko to, co wyczytałam z jego maili do kochanek i to czego sama się dowiedziałam. Ale wciąż wyobraźnia pracuje. Po co? Chciałabym dowiedzieć się więcej, mam poczucie, że w jakis sposób by mnie to uspokoiło. A może nie? Jak Ty sie czułaś, gdy opowiadał Ci?
  • 14.09.10, 12:37
    mysle ze nie kazda kobieta powinna znac takie szczegoly tak samo jak nie kazda powinna sie dowiedziec o zdradzie meza.

    Jak sie czulam? zbieralo mnie na wymioty, ale mimo wszystko wypisalam sobie kazde pytanie na kartce i lecialam z listy jak leci.

    Co mi to dalo? ano nie musze tak duzo uzywac wyobrazni. Po tych wszystkich detalach wiem, i nie musze sobie wyobrazac ze to byla jakas seks bogini o nie wiadomo jakim wygladzie i ciele i zdolnosciach. Po prostu zwykly, ludzki seks, w ktorym ekscytowala najbardziej nowosc drugiego czlowieka. Bez tych detali moja wyobraznia pracowalaby na ogromnych obrotach. Wiec pytalam nie aby drapac rany, ale dla swojej rownowagi psychicznej.

    Smieszne jest to ze zawsze myslalam ze jak facet ma zawsze kiedy chce i wszystko to raczej go nie korci do zdrady, ale to bylam w bledzie.

    PS: czy te wlosy musza az tak bardzo wypadac? dzisiaj tylko 5 godz. snu, ale i to dobre. Postanowilam juz nie odbierac telefonow od mojego faceta. Juz wszystko chyba zostalo powiedziane. Nie chce tez podtrzymywac relacji, bo to toksyczne.
  • 14.09.10, 13:04
    > Smieszne jest to ze zawsze myslalam ze jak facet ma zawsze kiedy chce i wszystk
    > o to raczej go nie korci do zdrady, ale to bylam w bledzie.

    smieszne jak smieszne, ale po prostu nieprawdziwe :(
    pewnie sporo bledow popelnilas, bo chcialas za dobrze, no ale to nie Twoja wina, ze on sie puscil
    zycze milego i owocnego wyciagania wnioskow na przyszlosc, dochodzenia do siebie, odwagi i wytrwalosci, zeby go nie meczyc pytaniami, telefonami, zeby unikac ponizania sie

  • 14.09.10, 13:08
    Otoz, po co Ci szczegoly, nic Ci nie pomoga. A nawet gdyby ta pani byla dla niego boginia seksu to na pewno Ci o tym nie powie.
    Najgorsze w tej historii jest, ze naduzyl Twojego zaufania, byl nielojalny, mial czas i pieniadze dla niej a nie dla Ciebie. No i, ze zniszczyl Wasza intymnosc i to co mieliscie tylko dla siebie.
  • 14.09.10, 15:26
    > Najgorsze w tej historii jest, ze naduzyl Twojego zaufania, byl nielojalny, mia
    > l czas i pieniadze dla niej a nie dla Ciebie. No i, ze zniszczyl Wasza intymnos
    > c i to co mieliscie tylko dla siebie.


    No i TO musze sobie jak mantre w kolko powtarzac.
  • 14.09.10, 17:25
    xciekawax napisała:


    > No i TO musze sobie jak mantre w kolko powtarzac.


    Tylko po co? By podtrzymywać w sobie poczucie krzywdy? Bu wzbudzać w sobie nienawiść do niego?
    Owszem, on to zrobił. Teraz Ty zastanów się, czego chcesz.Czy będziesz z nim czy nie, nienawiść i poczucie krzywdy nie są potrzebne.
  • 14.09.10, 18:06
    na razie musze jeszcze wchlonac to co zrobil. Dlatego musze to sobie powtarzac, aby nie zapomniec, ze to co sie stalo - naprawde sie stalo.

    Nie uwazam siebie za ofiare, na pewno nie bylam swieta, napewno popelnilam duzo bledow, miedzy innymi ze przymykalam oczy na bardzo niepokojace znaki, jak klamstwa - jakkolwiek male.

    Na razie probuje sie odkochac.
  • 14.09.10, 18:45
    Naprawdę myślisz, że mogłabyś o tym zapomnieć?
    Ja też dłuuugo nie zauważałam "znaków" - tak bardzo nie chciałam przyjąć do wiadomości, jak bardzo jest źle.
    Czemu próbujesz się odkochać? Pozwól sobie na WSZYSTKIE swoje uczucia.
  • 21.09.10, 07:43
    Jeśli Cię zdradził to i tak to zrob jeszcze raz !!
    A tego nie da się zapomnieć :(:( i boli strasznie :(
    --
    www.eioba.pl/a69725/piecdziesiat_bledow_popelnianych_przez_mezczyzn_podczas_seksu

    Miłośc powoduje napięcie a sex go likwiduje !!!
  • 22.09.10, 09:33
    anital36 napisała:

    > Jeśli Cię zdradził to i tak to zrob jeszcze raz !!
    > A tego nie da się zapomnieć :(:( i boli strasznie :(

    Zapomnieć się nie da (chyba, że człowiek dostanie amnezji), ale wielu innych wydarzeń z życia też nie da się zapomnieć mimo, że nie ma w nich nic traumatycznego.
    Natomiast jeśli chodzi o ból, to może on trwać przez całe życie, ale może też minąć. Ludzie mają różne "konstrukcje" psychiczne i nie każdego musi strasznie boleć. Ciebie boli, ale to nie oznacza, że wszystkich innych też.
  • 14.09.10, 13:22
    xciekawax napisała:
    > Co mi to dalo? ano nie musze tak duzo uzywac wyobrazni.

    Cóz, a ja muszę. "Nie chcę ale muszę". Bardzo nie chcę, ale przez te niedopowiedzenia, pojawiają się obrazy, których nie chcę.. Być może prawda jest dużo mniej atrakcyjna; może były nijakie, z niedoskonałościami... Nie, już nie jest tak, że myślę o tym bez przerwy (tak było jakiś czas temu); są dni, w których jest super, kochanki męża są nieobecne w moich myślach. Ale czasami wracają :(

    Bez tych detali moja w
    > yobraznia pracowalaby na ogromnych obrotach. Wiec pytalam nie aby drapac rany,
    > ale dla swojej rownowagi psychicznej.

    Nie chcę męża dręczyć pytaniami, przywoływać wspomnienia, które przecież ma, o które jestem tak zazdrosna. Najchętniej wszystko wymazałabym z jego i z mojej pamięci. Tylko co zrobić, skoro moja wyobraźnia "pracuje na wysokich obrotach"? (czasami...)
  • 14.09.10, 13:34
    a nie chodziliscie na wspolna terapie przed powrotem?

    Ja sobie bym nie wyobrazala powrotu niewalkujac tematu z terapeuta.

    Nie wiem co ty mialabys zrobic. Moim zdaniem duzo obowiazku powinno spoczywac teraz na ramionach Twojego meza aby byc czystym jak lza, zebys nigdy nie musiala myslec gdzie jest, co robi. To pewien styl zycia (Kochanie, wlasnie wyszlem z pracy, wstapie do sklepu, czy cos chcesz?) itd... Jezeli juz jestescie razem to wybaczenie chyba tez jest wazne. Nie wiem czy sama, bez pomocy dasz sobie rade. Ja bym nie dala.

    Ja rowniez chce sie stac troche egoistka, nie myslec o nim, tylko o sobie (mam ochote na Japonskie jedzenie - bede je dzisiaj miala i basta!). Tutaj dziewczyny mowily aby sie rozpieszczac - wtedy chyba nie koncentrujesz sie tak bardzo na facecie tylko na sobie.

  • 14.09.10, 13:59
    xciekawax napisała:

    > a nie chodziliscie na wspolna terapie przed powrotem?

    Nie chodziliśmy.

    > Nie wiem co ty mialabys zrobic. Moim zdaniem duzo obowiazku powinno spoczywac t
    > eraz na ramionach Twojego meza aby byc czystym jak lza, zebys nigdy nie musiala
    > myslec gdzie jest, co robi.

    Jest teraz bardzo w porządku. Naprawdę się stara.


    Jezeli juz jestescie razem t
    > o wybaczenie chyba tez jest wazne.

    Ja wybaczyłam, podjęłam taką a nie inną decyzję. I tu problem: powinnam być konsekwentna; zamykamy sprawę, nie wracamy do tematu. A mnie co jakiś czas wraca... Emocje ciągle są. Wierzę w jego przemianę, powrót do dawnego, uczciwego faceta, ale jednak... Strach jest.
  • 14.09.10, 15:25
    Nie mozna chyba tak isc przez zycie, ciagle sie bojac.... Ja bym na Twoim miejscu poszla nawet sama na terapie.

    Mowa tu byla o przewalkowaniu emocji... ano ty jeszcze tego procesu nie zakonczylas.

    Ja chce pokonac to wszystko jak jakszybciej, i zaczac zyc normalnie jak najszybciej. Dlatego naprawde staram sie. Budze sie w nocy, placze, i daje sobie poplakac, nie czuje sie z tego powodu zle. Chce te emocjie z siebie wyrzucic aby potem juz nie miec sil plakac w dzien. Najgorsze sa te niespodziewane napady paniki. Chcialabym to wszystko juz miec za soba. :(

    Mysle ze nie ma co marnowac czasu na cierpienie. Zycie jest zbyt krotkie. Za pol roku strzela mi 30stka, nie wyobrazam sobie wyjsc na prosta dopiero majac np 35 lat. Zaden facet nie jest tego wart. Dlatego zrobie wszystko aby ten bol pokonac. A jak bede miala szczescie to i znajde kogos w zyciu kogo pokocham. Miejmy nadzieje ze szybciej niz pozniej.
  • 14.09.10, 17:28
    Ale ja i tak wychodzę na prostą. Byłam u psychologa, niewiele mi to dało. Muszę sama to przerobić, przeżyć. Zgadzam się z Tobą: szkoda życia.
  • 14.09.10, 17:56
    > Ja chce pokonac to wszystko jak jakszybciej, i zaczac zyc normalnie jak najszyb
    > ciej. Dlatego naprawde staram sie.

    I bardzo dobrze. Idź na terapię, nie ulegaj płaczliwym manipulacjom męża, wyjaśnij wszystko, co leży ci na wątrobie. Odseparuj się od neigo na jakiś czas, nie rozmywaj bólu w pseudo-dobrych stosunkach i nei pudruj gówna, tylko wyczyść swoją/waszą stajnię Augiasza. A potem, jako nowi ludzie, podejmijcie decyzję, czy chcecie być ze sobą. Powodzenia, młoda kobieto :-)

    --
    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
    by Zakletawmarmur
  • 15.09.10, 15:19
    xciekawax napisała:

    > mysle ze nie kazda kobieta powinna znac takie szczegoly tak samo jak nie kazda
    > powinna sie dowiedziec o zdradzie meza.
    >
    > Jak sie czulam? zbieralo mnie na wymioty, ale mimo wszystko wypisalam sobie kaz
    > de pytanie na kartce i lecialam z listy jak leci.

    tez z jakiegos dziwnego powodu uznalem ze powinienem wiedziec jak bylo

    moze dlatego zeby utwierdzic sie w przekonaniu ze ona klamie, wiem ze klamie no ale, jak pisalem i pisali inni, uczucia sie nie koncza wraz z wyjsciem zdrady na jaw, w glowie klebi sie troche watpliwosci

    odwiedzilem kolesia bez zapowiedzi przed 22, nawet spoko typ. Powiedzial co i jak, kiedy i gdzie, pokazal maile, smsy, maile mi nawet wydrukowal :), przeprosil mimo ze nie mial za co, ze nie wiedzial ze ona taka (to juz pierdolenie). Zero oporow zeby bronic honoru "damy", zero, widac wyczul ja znacznie lepiej niz ja.

    Nie wiem po co mi to bylo, chyba zeby utwierdzic w przekonaniu siebie samego ze nie powinienem wierzyc w placze i lzy. Sama sytuacja nie jest mila ale pomaga stwierdzic "ok, stalo sie". Taka gruba kreska. Przydalo sie tez bo byla wmawiala mi pewne rzeczy a to co powiedzial ten koles i co bylo napisane w each/mailach jasno stwierdzalo cos innego.

    Dla mnie to bylo potwierdzenie ze nie chce jej nigdy wiecej kijem dotknac, a co dopiero kutasem. Co to znaczy u Ciebie i po co Co to, to juz Twoja sprawa.

    powodzenia.
  • 15.09.10, 16:30
    wiesz, ja tez mialam moment ze myslalam ze on po prostu zartuje, ze te zeczy ktore mi opowiada tak naprawde nie MOGLY sie przeciez wydarzyc. To ten moment Zaprzeczenia. Normalka.

    A ze mam lepsza pamiec od meza to znajac te detale - nastepnym razem jak bedzie chcial zmienic histrorie - bede wiedziala ze klamie (albo klamal). Na to samo wychodzi.
  • 18.09.10, 08:49
    Ja pierdziu.
  • 14.09.10, 17:51
    > Zastanawiam się, po co nam te szczegóły. Logicznie patrząc, powinnyśmy ich unik
    > ać, bo bolą. Ale tak chcemy je poznać. Mój móż nic mi nie chciał mówić; wiem ty
    > lko to, co wyczytałam z jego maili do kochanek i to czego sama się dowiedziałam
    > . Ale wciąż wyobraźnia pracuje. Po co? Chciałabym dowiedzieć się więcej, mam po
    > czucie, że w jakis sposób by mnie to uspokoiło. A może nie?

    Co to znaczy, ze nie chciał ci mówić? Boże kochany, ten facet jest ci chyba coś winien! Rozpieszczony misiu skrzywi żałośnie pyszczek i nie drążysz tematu. Bo co? Bo MU BĘDZIE PRZYKRO? Nie wykorzystałaś szansy, żeby ustawić misia do pionu, załatwić wasze problemy. Zamiotłaś wszystko pod dywan. Nic nie zmieniłaś i nie zmienisz, bo nie chcesz/boisz się i jest spora szansa, że czeka cię powtórka z rozrywki (chyba, że misiu już za stary na seks, tego nie wiem) Co już nie raz chyba pisałam. Ciekawax jest zdrową dziewczyną, nie zrobbisz jej wody z mózgu i nie nawrócicsz jej na swoją politykę chowania głowy w piach.

    --
    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
    by Zakletawmarmur
  • 14.09.10, 18:52
    aandziu, dość kategoryczne sądy o mnie wygłaszasz, nie znając mojej sytuacji.
    Sporo zmieniłam/zmieniliśmy, niczego nie "zamiotłam pod dywan". Mam nadzieję, że nie czeka mnie powtórka z rozrywki.
    Przyjęłam, że ważni jesteśmy teraz my, a nie opowieści o paniach - choć, przyznaję - chciałabym wiedzieć więcej.
    Do autorki wątku mam bardzo dużo ciepłych uczuć i nie robię jej wody z mózgu.
  • 14.09.10, 19:56
    wiesz, jakies 10-11 lat temu to moj (wtedy jeszcze chlopak) startowal do mojej przyjaciolki -dostal kosza. Ale wtedy byla inna sytuacjia, wtedy bardzo sie klucilismy, zrywalismy co drugi dzien, bylo dosyc zle, on byl pod wplywem alkoholu. W dodatku ja mialam z 19 lat, on 23.

    Wtedy wyrzucilam go ze swojego zycia na kilka miesiecy, ale w tym czasie sie kontaktowalismy, bo ja taka glupia wtedy bylam (z wiekiem nauczylam sie asertywnosci). Obecnie zaluje ze wtedy go na amen nie wyrzucilam ze swojego zycia bo widocznie ludzie sie nie zmieniaja, ale mniejsza z tym.

    Powiem ci ze poradzilam sobie z tym (dla wlasnego spokoju) tak, ze walkowalam ten temat z nim prawie ze codziennie, on byl od tego chory, a uszy czerwone, ale rozmawialismy o tym duzo. Duzo sie przez to dowiedzialam wtedy o naszym zwiazku, co bylo nie tak, poznalam jego persektywe itd... Ale on wyszedl z zalozenia ze kiedykolwiek tylko ja chce o tym wspomniec to mam prawo bo to on narozrabial i musi poniesc tego konsekwencjie a ze chce byc ze mna..... I czasami krzyczalam, czasami bylam bardzo zla, czasami mialam zal, itd... ale przeszlo samo. Pewnego ranka zdalam sobie sprawe ze juz nie chce ani o tym myslec ani rozmawiac, i ze z zachowania mojego faceta wynika ze zrozumial swoj blad, zaluje, i nigdy mnie tak nie skrzywdzi. (bo tak naprawde do niczego nie doszlo)

    Powiem ci ze zachowywal sie bardzo dojrzale.

    No... ale zobacz co mi znowu wywinol.

    tak czy inaczej moze nie kazdy facet umie to wytrzymac, ale jezeli nawazyl sobie tego piwa to moim zdaniem albo powinien pojsc na terapie malzenska, albo dac kobiecie pelne prawo do wszystkich informacji, do krzyku, do zlosci - aby swojego bolu nie trzymala w sobie.

    PS: a facetow w kochankach czesto rajcuje nie to, ze sa dobre w lozku (bo czesto nie sa), ani to ze sa ladniejsze (tez czesto nie sa), tylko to ze jest innaczej, ze sa z inna kobieta. Inne doznanie. Wiec przy takich facetach kobieta nic na to nie moze poradzic, bo chociaz czesta zmiana fryzury, stylu itd moze pomoc to jednak Maryska zawsze zostanie Maryska. Smutne, ale tak czasami jest.
  • 15.09.10, 22:59

    > Do autorki wątku mam bardzo dużo ciepłych uczuć i nie robię jej wody z mózgu.

    Nie wątpię, Kwiatku, że nie masz złych zamiarów :-)

    > aandziu, dość kategoryczne sądy o mnie wygłaszasz, nie znając mojej sytuacji.

    Fakt, może zbyt kategoryczne, ale dużo wskazuje mi na to, że nie masz ochoty/siły załatwić waszych spraw rzetelnie.

    --
    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
    by Zakletawmarmur
  • 15.09.10, 09:28
    xciekawax napisała:

    > I tak, sa tu super babki i szczerze powiem ze tylko dzieki temu forum potrafie
    > funkcjonowac. Myslalam ze bede miala troche zlosliwosci (ala - to twoja wina, b
    > la bla bla), a tu prosze, jakie konstruktywne wsparcie.

    nie jestes zdradzonym mezczyzna ;)

  • 13.09.10, 20:38
    Wiele bym dala by do tego klubu nie trafić, jakkolwiek by elitarny nie był.
    Ja też nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo to jest rozpowszechnione...
    Trzymaj się kochana dzielnie i odwagi w podejmowaniu decyzji- bo jakiekolwiek by nie były wymagają duzej odwagi.
  • 13.09.10, 13:54
    nie sadze, zeby bylo juz dobrze kiedykolwiek miedzy Wami

    sama boisz sie tak strasznie byc sama, a on to wyczul, liczy, ze mu sie upiecze, poobiecuje, poprzyrzeka poprawe, ze juz nigdy, nigdy, przyniesie kwiatki, poprzytula, gowno prawda!!!

    po kilkunastu latach ciezko bedzie go przekonac, ze jednak nie jestes na jego kazde skiniecie, ale zaryzykuj, wypieprz go, niech nabierze respektu, jak mu bedzie na serio zalezec to sie bedzie staral, bedzie sie odbijal jak bumerang od Twojego muru niecheci i nieufnosci, az do skutku... jak mu zalezy....
    jak zostawisz tak bez echa to badz pewna, ze zdradzi znow kiedys, musi poczuc chlopak co moze stracic, a jak mu wybaczysz zbyt latwo to nauki zadnej z tego nie bedzie mial
    wiem sama, bo skumalam to dopiero po swojej 3 zdradzie jak juz bylo za poznooooo
    a Ty w tym czasie na serio idz na psychoterapie, co to za gadki? 29 lat to co? koniec swiata???
  • 12.09.10, 01:20
    przepraszam, ktos mi tu mowil ze jest podobny watek na tym forum? czy moglby mi to ktos wskazac?
  • 12.09.10, 01:26
    nastepnym razem racz kliknac ctrl+f i wpisz nick autorki...

    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,116123686,116123686,zdradzona_czy_nie_zdradzona.html
  • 12.09.10, 21:39
    Kto raz zdradził,będzie to robił.

    Nie ma recepty na cierpienie,na odbudowanie zaufania do ludzi.Czas...potrzeba czasu.
  • 13.09.10, 14:39
    > Kto raz zdradził,będzie to robił.

    Włosi mawiają:

    "Jeśli coś zdarzyło się raz, to może się już nie powtórzyć. Jeśli coś zdarzyło się dwa razy to będzie się już zawsze powtarzać".

    Uważam, że to bardzo mądre powiedzenie:-)

    --
    Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
  • 14.09.10, 14:02
    polacy powiadaja "w marcu jak w garncu"

    i?

    ;/
  • 13.09.10, 14:45
    martus101 napisała:

    > Kto raz zdradził,będzie to robił.

    Powyższe jest tak samo prawdziwe jak to: " Kto jeszcze nie zdradził ni razu, ten w sprzyjającyh okolicznościach zdradzi od razu";) Jak nie spojrzeć, dupa zawsze z tyłu;))
  • 14.09.10, 16:21
    no teraz już chyba tylko rozwód.

    bolec pewnie będzie i to długo
    --
    "...czarno wszystko widzę bo czarne mam
    myśli że mi czarną nocą czarny kot sie przyśni...."
  • 14.09.10, 18:24
    Dzwoni do mnie, powiedzialam mu aby do mnie wiecej nie dzwonil, aby dal mi szanse sie go pozbyc z mysli (wylaczylam juz telefon) . Mowi do mnie Kochanie, kociaku, Najslodsza moja, i........ze on "zartowal, i ze nic sie nie wydarzylo". a rowniez ze "przesadzam, ze nie powinnam tego tak rozwiewiac". Psychol. On mysli ze on normalnie wroci!

    Potem byl zly !!! ze ja tez przeciez poszlam z kims do lozka po jego zdradzie (nie poszlam ale kilka dni temu tak powiedzialam pod wplywem chwili, a teraz glupio mi sie przyznac ze klamalam). Tak sie zesloscilam ze powiedzialam mu : "wiesz, bardzo dobrze ze tak sie stalo, gdyz dopiero teraz wiem jak nasze pozycie bylo nudne i jaka wielka przyjemnosc moge czerpac z seksu". lol. Nie trzeba chyba mowic ze sie rozlaczyl.

    Wiem, ze to odbijanie pileczki i dziecinne, ale szczerze mowiac? podsmiewuje sie teraz ze go to tak boli.

    Facet chyba traci zmysly. Czy to mozliwe aby w ogole nie miec wyrzutow? Aby tak sie bawic czyimis emocjami? Czy po prostu sam juz nie wie co zrobic?

    WOW, poslubilam psychopate jakiegos.

    tez sie ciesze ze polecial do kolegow aby wyzalic sie jaki to on jest biedny, a koledzy ktorzy strasznie mnie lubia i zawsze mu powtarzali ze taka dziewczyna to skarb - powiedzieli mu aby puknol sie w leb!

    Zmija!
  • 14.09.10, 18:42
    To nie psychopata, to zwykły miś-ryś :-D Polski (i nei tylko standard). Boi się, grunt mu się pali pod nogami, kombinuje jak może i w związku z tym wygaduje brednie i zachowuje się niepoważnie. Zwykły samolub, na razie widzi tylko swój strach poczucie nieszczęścia (z gawry misia wyrzuciliiii, buuuuu...). Nie ustępuj (ale i raczej nie wygaduj głupot, jak z tą swoją zdradą :-). Masz szansę zmusić go, by zaczął patrzeć na zdarzenie i twoimi oczami. Czy nie ma wyrzutów sumienia? Jeszcze pewnie nie bardzo, na razie dominuje przerażenie. Ale wyrzuty sumienia nie pojawią się, kiedy umożliwisz mu pozbycie się przrażenia i przygarniesz go. Wtedy przypudrujecie szambo i za parę lat będziecie mieć podobny smród. On oczywiście będzie wyglądał na skruszonego, a jakże - będzie wiedział, że odegranie takiej roli jest wymagane. Autentyczne wyrzuty sumienia pojawią się, gdy będzie zmuszony sam uporać się ze stresem i kiedy stweirdzi, że MUSI zacząć robotę nad związkiem. Trochę chaotycznie, sorry, ale spieszę się. Dasz sobie radę, twarda laska jesteś :-)


    --
    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
    by Zakletawmarmur
  • 14.09.10, 19:01
    aandzia43 napisała:

    > To nie psychopata, to zwykły miś-ryś :-D Polski (i nei tylko standard). Boi się
    > , grunt mu się pali pod nogami, kombinuje jak może i w związku z tym wygaduje b
    > rednie i zachowuje się niepoważnie. Zwykły samolub, na razie widzi tylko swój s
    > trach poczucie nieszczęścia (z gawry misia wyrzuciliiii, buuuuu...). Nie ustępu
    > j (ale i raczej nie wygaduj głupot, jak z tą swoją zdradą :-).

    jak ja mowie to samo o kurwach, ich zachowaniu po wyrzuceniu, to jestem frustratem, mam fobie blablabla ;)

  • 14.09.10, 19:06
    aandzia, dokladnie masz racjie, dzieki za wsparcie i dopiero do tego dochodze. Zawsze tak bylo ze cokolwiek by glupiego nie zrobil to sie naburmuszalam, on mnie wkoncu udobruchal i niby sprawy nie bylo. I bolalo mnie ze tak naprawde problemu nie rozwiazalismy tylko, jak to ladnie ujelas: przypudrowalismy szambo. I tu jest wlasnie moja rola w tym zwiazku, ze przyczynilam sie do takiej sytuacji. Zaczynam to rozumiec, rozjasnia mi sie moja rola w tym wszystkim. Eureka! Ale tak bylo po prostu latwiej, miec nadzieje ze pan glupoty wiecej nie zrobi.

    Rozpiescilam i juz.

    Moglabys rozwinac bardziej swoj wpis, jak bedziesz miala czas ;)


  • 14.09.10, 19:33
    aandzia43 napisała:
    Nie ustępuj (ale i raczej nie wygaduj głupot, jak z tą swoją zdradą :-).

    Czyli nie powinnam upozorowac dowodow mojego bogatego zycia seksualnego za pomoca niby "przypadkowo" zostawionej gdzies prezerwatywie z odrobina odzywki do wlosow w srodku? hehehehehehe

    Cudne by to bylo, i bym sie z pewnosci rechotala, ale wiem ze to idiotyczne, hehehe, aczkolwiek smieszne.

    Nie, nie jestem twarda, tylko dzisiaj juz nie mam sily na placz, wiec po prostu sie smieje z tej beznadziejnej sytuacji.
  • 14.09.10, 19:00
    xciekawax napisała:

    > Dzwoni do mnie, powiedzialam mu aby do mnie wiecej nie dzwonil, aby dal mi szan
    > se sie go pozbyc z mysli (wylaczylam juz telefon) . Mowi do mnie Kochanie, koci
    > aku, Najslodsza moja, i........ze on "zartowal, i ze nic sie nie wydarzylo". a
    > rowniez ze "przesadzam, ze nie powinnam tego tak rozwiewiac". Psychol. On mys
    > li ze on normalnie wroci!

    syndrom odrzuconej kurwy, widac zachodzi i u mezczyzn ;)

    > Potem byl zly !!! ze ja tez przeciez poszlam z kims do lozka po jego zdradzie (
    > nie poszlam ale kilka dni temu tak powiedzialam pod wplywem chwili, a teraz glu
    > pio mi sie przyznac ze klamalam). Tak sie zesloscilam ze powiedzialam mu : "wi
    > esz, bardzo dobrze ze tak sie stalo, gdyz dopiero teraz wiem jak nasze pozycie
    > bylo nudne i jaka wielka przyjemnosc moge czerpac z seksu". lol. Nie trzeba c
    > hyba mowic ze sie rozlaczyl.

    cd..
    zraniony psiaczek zauwazyl ze z Toba jednak nie bylo tak zle

    > Wiem, ze to odbijanie pileczki i dziecinne, ale szczerze mowiac? podsmiewuje si
    > e teraz ze go to tak boli.

    olej go, szukaj nowego


  • 14.09.10, 19:02
    Potrzebujesz historii innych kobiet pod tytułem:" Co robi facet po otrząśnięciu sie z szoku, że zdemaskowano jego zdradę?", służę:
    - najbardziej typowy tekst: to nie tak jak myślisz, kochanie!
    - tekst mojego eksa: przemyślałem sobie i jednak nie zerwę z nia kontaktów, bo to Twoje wymysły, że my coś ze sobą, wczoraj sie zgodziłem że to zrobię, bo byłaś tak zdenerwowana, że bałem sie o Twoje bezpieczeństwo, a to zwykła koleżanka jest.
    - tekst the best from gacusia: alez kochanie oprócz mnie nikogo nie ma w tym łóżku, poczekaj ubiorę sie i pojedziemy do psychiatryka, bo masz omamy!

    więc sie nie dziwuj kobieto, tylko trzymaj gardę;)

    duze pozdro!!!
    --
    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
    John Gray
  • 14.09.10, 19:12
    sisi_kecz napisała:

    > więc sie nie dziwuj kobieto, tylko trzymaj gardę;)
    >

    dlaczego w przypadku zdradzonych mezczyzn, ktorzy porzegnali zonki a te chca naturalnie wrocic, zdarza Ci sie pisac zeby przemyslal, ze problem byl glebszy, ze chuj wie co jeszcze ;)

    tutaj, "trzymaj garde" ;)
  • 14.09.10, 19:45
    Mam juz odruch wymiotny od Twoich wulgaryzmów, nikt tak koło mnie od lat nie mówi (nie licząc fachowców stawiających dom sąsiadowi ;)
    Od nastepnego postu, w którym zwrócisz sie do mnie pamiętaj, że obowiązującą zasadą kultury osobistej jest język bez wulgaryzmów i do tego sie dostosuj, a będziesz miał polemiki.

    A teraz Ci jeszcze odpowiem, żeby nie bylo, że nie wiedziałeś jakie są zasady ;)

    dlaczego w przypadku zdradzonych mezczyzn, ktorzy porzegnali zonki a te chca na
    > turalnie wrocic, zdarza Ci sie pisac zeby przemyslal, ze problem byl glebszy,'
    *pożegnali,

    nie "doradzam" xciekawax, co ma zrobić z tą zdradą, musi ją jakoś przeżyc i przetrawić, a potem sama zadecyduje.
    Pisząc: "trzymaj gardę" chcę poprzeć jej starania o uspokojenie sie wewnętrzne i odnalezienie swoich prawdziwych emocji, w zwiazku z tym co sie stało,
    czyli polecam jej trzymać pozycję status quo, która nie dopuści do niej nacisków i manipulacji partnera.
    That's all.

    --
    "Mąż działa mi bez przerwy,
    raz na zmysły , raz na nerwy"
    Sztaudynger
  • 14.09.10, 19:59
    sisi_kecz napisała:

    > A teraz Ci jeszcze odpowiem, żeby nie bylo, że nie wiedziałeś jakie są zasady ;
    > )
    >
    > dlaczego w przypadku zdradzonych mezczyzn, ktorzy porzegnali zonki a te chca n
    > a
    > > turalnie wrocic, zdarza Ci sie pisac zeby przemyslal, ze problem byl gleb
    > szy,'
    > *pożegnali,
    >
    > nie "doradzam" xciekawax, co ma zrobić z tą zdradą, musi ją jakoś przeżyc i prz
    > etrawić, a potem sama zadecyduje.
    > Pisząc: "trzymaj gardę" chcę poprzeć jej starania o uspokojenie sie wewnętrzne
    > i odnalezienie swoich prawdziwych emocji, w zwiazku z tym co sie stało,
    > czyli polecam jej trzymać pozycję status quo, która nie dopuści do niej nacisk
    > ów i manipulacji partnera.
    > That's all.
    >

    nie bardzo

    piszac "trzymaj garde" po wywodzie na temat textow skruszonych mezow ktorych malzonka nie chce spowrotem jasno sugerujesz ze ma robic tak dalej, czyli nie odpuszczac, nie wybaczac, niczego nie przemyslec etc ;)

    widac nie zrozumialem ;)
  • 14.09.10, 20:32
    piszac "trzymaj garde" po wywodzie na temat textow skruszonych mezow ktorych ma
    > lzonka nie chce spowrotem jasno sugerujesz ze ma robic tak dalej, czyli nie odp
    > uszczac, nie wybaczac, niczego nie przemyslec etc ;)'

    umówmy się, ze to co JA sugeruję, to JA napiszę, a Ty możesz napisać w ten sposób: że odebrałeś tak moje słowa.
    (duch pedagogiczny sie przy biedakach zawsze w sisi odzywa;)

    i kontynuując,
    w mojej intencji, słowa o trzymaniu gardy oznaczały to , co Ci napisałam: przetrzymaj ten trudny moment, kiedy jesteś w szoku po ciosie, utrzymaj sie na nogach i nie daj sie dosiegnąć znowu, tym razem za pomocą durnych historyjek, że tej zdrady to wcale nie było, jak sie tak dobrze przyjrzeć, a 60sms-ów do kochanki to krasnoludki wpisały.

    I jeszcze Ci dodam, że absolutnie rozumiem, dlaczego tego nie rozumiesz.
    Bo miałeś inną dramaturgie zdarzeń w tym, co Ty przeżyłeś: po zdradzie dałeś kopniaka na drogę i zatrzasnąłeś drzwi oraz serce.
    Nie dałeś sobie ani jednego momentu aby PRZEŻYĆ tą traumę i rozciągasz to znowu na doświadczenie wszystkich zdradzających.
    A xciekawax nie jest obecnie w Twoim położeniu w jakim byłeś po dowiedzeniu sie o zdradzie, ona jest na etapie na jakim ona jest.
    Nie każdy wyrzuca kochaną osobę z serca w tej samej sekundzie, kiedy dowie sie o zdradzie.
    Bo to tez przyjaciel, spowiednik, uczestnik różnych wspólnych spraw, współtowarzysz kazdej emocji, świadek wspaniałych a także trudnych chwil, osoba z ktora ma sie silną więź.

    Z tego, co pisze Autorka to właśnie rozluźnia te więzi, odcina, niektórych jeszcze nie rozsupłała, czasem sie zatrzymuje i pyta siebie, czy tego chce.
    Jest w bardzo kruchym stanie psychicznym, a musi to przejść sama i muszą to być jej suwerenne decyzje, dlatego piszę jej aby teraz nie dopuszczała partnera, bo jej namiesza, korzystając z łatwej okazji- kując żelazo, póki -jeszcze-gorące.

    Jak ona to przepracuje i po uzyskaniu równowagi i zdystansowanej oceny, mu wybaczy- to nic nam do tego.

    --
    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
    John Gray
  • 14.09.10, 20:47
    sisi_kecz napisała:

    > Nie każdy wyrzuca kochaną osobę z serca w tej samej sekundzie, kiedy dowie sie
    > o zdradzie.
    > Bo to tez przyjaciel, spowiednik, uczestnik różnych wspólnych spraw, współtowar
    > zysz kazdej emocji, świadek wspaniałych a także trudnych chwil, osoba z ktora m
    > a sie silną więź.

    przeciez wystawila go za drzwi, koles placze, bardzo standradowy scenariusz odrzucenia ;)
  • 14.09.10, 20:53
    ditchdoc, a mi sie wydaje ze ty nigdy nie kochales, no wiesz, tak naprawde. Ile ty lat byles w tym zwiazku co cie zdradzila?
  • 14.09.10, 20:57
    3
  • 14.09.10, 21:08
    a ile lat miales jak to sie stalo?
  • 14.09.10, 21:15
    Ty sie tak nie przejmuj tym wiekiem, 29 to o wiele mniej niz myslisz, bo zycie bywa dlugie, czyli masz przed soba jeszcze sporo lat. Chesz je spedzic na pilnowaniu meza i rozpamietywaniu ran? No chyba, ze o nich zapomnisz. Kwiatek mowi, ze warto bylo, ale mnie jakos to nie przekonuje. O ile pamietam maja dzieci, ona jest strasza i pewnie bala sie samotnosci.
  • 14.09.10, 22:06
    ale ja nie pytalam go o wiek z tego wzgledu ze chcialam sie porownac, tylko chcialam wiedziec czy dziewczyna zdradzila go w mlodym wieku ( i moze do tamtej pory nie przezyl wielkiem milosci a potem sie zablokowal) czy moze zdradzila go w wieku 30 cos tam lat - bo do tej pory juz powinien wiedziec czym milosc jest.

    Co do mnie, to powolutku oswajam sie z ta mysla ze moje zycie sie nie konczy. Dzisiaj mam lepszy dzien ;) Mysle ze dostawalam te ataki dusznosci i paniki gdyz balam sie przyszlosci nie widzac go ze mna. Teraz mysle ze to byla taka pierwsza reakcjia. Zaczynam uzywac mozgu. dam sobie jeszcze kilka dni na placze, potem zabieram sie za drowy styl zycia, sport, zywnosc, moze nareszcie pierwszy raz w zyciu naucze sie gotowac.

    Zobaczymy jak bedzie jutro, ale poki co, taki jest plan :)

    A to forum, to mi z nieba spadlo. Dzieki niemu zaczelam podnosic sie.
  • 14.09.10, 21:23
    xciekawax napisała:

    > a ile lat miales jak to sie stalo?

    23-24
  • 14.09.10, 22:09
    A to byla Twoja prawdziwa milosc, ze myslales ze zycia bez niej nie ma?

    wiesz, moj brat byl w podobnym wieku, troche mlodszym, tak ok 19-20 lat gdy dziewczyna go zdradzila, i od tamtej pory tylko randkuje i zadnej dziewczyny nie ma. a teraz ma 33 lata.

  • 14.09.10, 23:17
    xciekawax napisała:

    > A to byla Twoja prawdziwa milosc, ze myslales ze zycia bez niej nie ma?
    >
    > wiesz, moj brat byl w podobnym wieku, troche mlodszym, tak ok 19-20 lat gdy dzi
    > ewczyna go zdradzila, i od tamtej pory tylko randkuje i zadnej dziewczyny nie m
    > a. a teraz ma 33 lata.
    >

    nie pierwsza dziewczyna ale pierwsza o ktorej pomyslalem "ok, moze nam urodzic dzieciaka". O malzenstwie i dzieciach ze mna, gadala 2 z 3 lat ;)

    wyszlo jak wyszlo, lepiej ze wtedy niz z ewentualnym dzieciakiem, wtedy to juz kompletnie przejebane

    teraz mam kobiete prawie 1.5 roku, nie jestem jakims kobietofobem ani frustratem jak wiele obrazonych pan tutaj probuje mi i postronnym wmawiac.
  • 14.09.10, 23:25
    wiesz, mysle ze to nie jest to CO mowisz, ale JAK mowisz. Forma wypowiedzi jest nadzwyczajnie wazna.
  • 15.09.10, 08:08
    xciekawax napisała:

    > wiesz, mysle ze to nie jest to CO mowisz, ale JAK mowisz. Forma wypowiedzi jest
    > nadzwyczajnie wazna.

    czyli jak ja zle interpretuje posta sisi_kecz to moj blad, jak inni zle interpretuja moje to co? :)

    forma to drugorzędna sprawa, poza tym nie ma lepszego i bardziej trafnego synonimu do "kurwy" o co tyle doroslych ludzi placze ;)
  • 14.09.10, 20:54
    Jak pracujesz, to nie pisz na forum, jak piszesz to nie pracuj, przynajmniej jeżeli chcesz mieć poważną polemikę, bo tka to szkoda klawiatury i czasu.

    napisałam: nie każdy wyrzuca z SERCA, a nie z chaty.
    reszta tez była o wnętrzu Autorki vs Twoim, a nie o wnętrzu jej lub Twojego, mieszkania.

    --
    Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
    Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
    by Cejrowski
  • 14.09.10, 20:58
    sisi_kecz napisała:

    > Jak pracujesz, to nie pisz na forum, jak piszesz to nie pracuj, przynajmniej je
    > żeli chcesz mieć poważną polemikę, bo tka to szkoda klawiatury i czasu.

    ja pracuje 10-12h, moze w sumie lepiej by bylo jakbym bana dostal ;)

    > napisałam: nie każdy wyrzuca z SERCA, a nie z chaty.

    a no dokladnie, pisalem 100 razy, uczucia sie ot tak nie koncza, niestety
  • 14.09.10, 20:59
    "przeciez wystawila go za drzwi, koles placze, bardzo standradowy scenariusz odrzucenia ;) "

    No oczywiscie, ze placze a co ma robic? Przeciez on nigdy nie chciala rozstania, chcial tylko pobzykac na boku, bo myslal, ze zona nigdy sie nie dowie.
    Rzecz w tym czy ona mu jeszcze te drzwi otworzy czy nie. Ja bym proponowala ich nie otwierac, bo: to nie faceta pierwsze przewinienie, zdradzil z premedytacja i swiadomie zaplanowal, nie maja dzieci, nie jest od niego finansowo zalezna, ta historia pewnie do konca bedzie istniala miedzy nimi, nie powiedziane, ze facet znow za jakis czas czegos podobnego nie zaserwuje. Ona teraz cierpi, dobry moment na rozstanie, pocierpi przestanie a pozbedzie sie typa. Mloda jest, znajdzie innego.
    Wiem, ze trudno, bo z tego co wnioskuje byl on jej pierwszym / jedynym facetem takze w lozku, co jest dosc istotne. Poza tym mnostwo lat razem. Do tego najgorszy przypadek jak dla mnie, sam poszedl w bok a nie moze przezyc, ze ona po tym jak sie dowiedziala tez przespala sie z innym (ta wymyslona historia, nie wyprowadzalabym go z bledu).
  • 14.09.10, 21:24
    kag73 napisała:

    > No oczywiscie, ze placze a co ma robic? Przeciez on nigdy nie chciala rozstania
    > , chcial tylko pobzykac na boku, bo myslal, ze zona nigdy sie nie dowie.

    oczywiscie ze tak, za kazdym jednym razem to pisze tylko kiedy ja to napisze w przypadku kobiety to jestem frustratem, mam fobie i nienawidze kobiet ;)

    > Rzecz w tym czy ona mu jeszcze te drzwi otworzy czy nie. Ja bym proponowala ich
    > nie otwierac

    i mialabys racje
  • 14.09.10, 21:28
    " Rzecz w tym czy ona mu jeszcze te drzwi otworzy czy nie. Ja bym proponowala ich
    > nie otwierac

    i mialabys racje"

    Rzecz w tym, ze my stoimy z boku, bez emocji i uczuc do tego czlowieka a ona go kocha i to jest ten problem.
  • 14.09.10, 21:32
    kag73 napisała:


    > Rzecz w tym, ze my stoimy z boku, bez emocji i uczuc do tego czlowieka a ona go
    > kocha i to jest ten problem.

    jebac emocje

    historia uczy ze jak ktos zdradzil raz, zdradzac bedzie. Wiec nawet jezeli sam fakt zdrady partnera nie odrzuca to jednak powinien zrozumiec ze gowno z tego malzenstwa dalej bedzie

    kobiety nie szanuja mezczyzn ktore im wybaczyly, bo i dlaczego mialyby. Zaraz ktos bedzie plakal wiec dodam, ze sa odstepstwa ;)

    dziwnie mescy i wspaniali nagle staja sie ci ktorzy wystawiaja paniusie za drzwi ;). W przypadku autorki widac ze mezczyzni reaguja podobnie.
  • 14.09.10, 21:39
    Zdrada zdradzie nierowna. Jezli jemu by sie podwinela noga, gdzies na imprezie, troche pijany, zostalby uwiedziony, RAZ...to jeszcze bym powiedzilala "Moj Boze, kazdy jest tylko czlowiekiem", zaluje, mozna mu wybaczyc jak sie postara. Choc szczerze powiem, ze takiego czegos nie chcialabym wiedziec niech zachowa dla siebie, taka zreszta mamy umowe z mezem, ja tez bym mu nie powiedziala.
    Tutaj byly rozmowy, smsy, seks kilka razy, czyli romas, klamstwa. Jak tu takiemu zaufac znowu?
    Ona go nie wywalila, tylko on akurat wyjechal a nawet jak go wywalila, nie wiadomo czy go nie przyjmie z powrotem.
  • 14.09.10, 22:28
    Tak, meza nie bylo troche, teraz wraca z PL i bedzie w piatek. Ja zaaranzowalam aby mieszkal u swojego kolegi u ktorego mieszkal kiedys. Nie mam nawet wyrzutow, za nasze mieszkanie ktore wynajmujemy ja place, i zawsze placilam.

    problem tylko taki ze ten kolega tez teraz chce go wywalic za to co zrobil, lol, mam nadzieje ze sobie wszystko wyjasnia. (a powiedzialam mu tylko dlatego ze polowe meza zeczy juz tam przywleklam)

    My mieszkamy w kawalerce, wiec bardzo trudno by bylo abysmy razem tam mieszkali. Wiem ze przezemnie przechodzilyby rozne emocjie, chec seksu, milosci, przytulanki, potem nienawisci obrzydzenia ta osoba, zalami, agresjia itd... Wiec i tak wyjscia nie ma.

    I tak, kocham tego czlowieka, byl moim pierwszym wszystko. I lubilam go bardzo. Ale to nie znaczy ze sie polaczymy, znajac mnie bedzie to niemozliwe, bo za kazdym razem jak zobacze jego pyszczek to bede chciala dac mu w twarz. Uwazam tez ze jemu nie bedzie sie chcialo starac az tak bardzo zeby swoje zycie zmienic.
  • 14.09.10, 22:47
    kag73 napisała:

    > Zdrada zdradzie nierowna. Jezli jemu by sie podwinela noga, gdzies na imprezie,
    > troche pijany, zostalby uwiedziony, RAZ...to jeszcze bym powiedzilala "Moj Boz
    > e, kazdy jest tylko czlowiekiem", zaluje, mozna mu wybaczyc jak sie postara. Ch
    > oc szczerze powiem, ze takiego czegos nie chcialabym wiedziec niech zachowa dla
    > siebie, taka zreszta mamy umowe z mezem, ja tez bym mu nie powiedziala.
    > Tutaj byly rozmowy, smsy, seks kilka razy, czyli romas, klamstwa. Jak tu takiem
    > u zaufac znowu?

    no mniej wiecej tak wszyscy sie tlumacza ;)

    > Ona go nie wywalila, tylko on akurat wyjechal a nawet jak go wywalila, nie wiad
    > omo czy go nie przyjmie z powrotem.

    nie powinna ale jej sprawa
  • 14.09.10, 19:14
    lol, wiesz, warto by zrobic tu oddzielny watek na ten temat: jakie najglupsze usprawiedliwienie uslyszalysmy od zdradzajacego faceta.

    moj: bo myslalem ze sie nigdy nie dowiesz!

    A co mnie w ogole rozsmieszylo/rozwcieczylo to to ze powiedzial ze ona nie ma do niego numeru telefonu za granice - bo on dzwonil z kart - chociaz juz trzy dni rozmawiamy o tym ze wysylala mu 60MSMow na jego komorke!!! Facet nie mysli juz co mowi! doslownie klamca nalogowy. dno!
  • 15.09.10, 01:49
    Śmiech przez łzy? Dobre i to. To jakiś absurd - jak może tak powiedzieć osoba, która zdradziła absolutnie wszystko, przecież to nie 'tylko' seks był.
    Natomiast w temacie absurdalnych usprawiedliwień coś, co sprzedała mi koleżanka:
    bo ona była taka smutna i chciałem ją pocieszyć.
  • 15.09.10, 08:15
    chrrr napisała:

    > Śmiech przez łzy? Dobre i to. To jakiś absurd - jak może tak powiedzieć osoba,
    > która zdradziła absolutnie wszystko, przecież to nie 'tylko' seks był.

    zgadza sie

    ciekawe jest jak skrajne sa opinie gdy to mezczyzna zdradzil kobiete na tym forum.. :)

    jakos nie ma "przemysl", "zastanow sie", "wina lezy po stronie obojga", "na pewno jestes winny" itd jezeli to kobieta zdradzi mezczyzne

    ;)
    ale ok, to wszystko w mojej glowie
  • 15.09.10, 13:35
    > bo ona była taka smutna i chciałem ją pocieszyć.


    AAAAAhahahahahahhahaha, nie moge! no zobacz jaki uczynny
  • 15.09.10, 01:49
    OMG! Jezeli ktos mowi ze wizyta u psychologa jest zbedna to albo mial zlego psychologa albo nie wie o czym mowi.

    Wylecialam z gabinetu jak na skrzydlach, odnowiona, z cieplym uczuciem na sercu (zamiast miec tonowego slonia na klacie), i pelna wiary w siebie, w moje sily ze bede miala sile i spotkac sie z mezem, i go wypuscic z mojego zycia.

    Oczywiscie duzo pracy przedemna, ale jak na pierwsza sesjie - super. Nastepnym razem spotykam sie w nastepny czwartek. czyli troche czasu bede musiala powalczyc sama.

    PS: jak to jest z tymi psychologami ze juz po drugim zdaniu plyna lzy? lol, czy to ich glos, czy wystruj pokoju??? czy jak na ciebie patrza?

    Ojjjjj.... trudne to bedzie przerobic te wszystkie lata i nauczyc sie myslec i zyc inaczej.
  • 15.09.10, 08:35
    interesujace...

    czyli powiedzial/a ze masz odejsc, nie bylo gadek typu "na rozwod bedzie jeszcze czas"? :D
  • 15.09.10, 09:34
    ditchdoc, niech mówią co chcą o Tobie, ale genialny tekst. Miałam dokładnie to samo odpowiedzieć autorce, ale zaraz przyleciałby ktoś, kto by mi zarzucił, że sama jestem/byłam kochanką i dlatego tak mówię.

    Czy to był polski psycholog? Bo nasi przecież stoją na straży rodziny i nierozerwalności małżeństwa. Tego od tekstu: "na rozwód będzie jeszcze czas" ta pani z pokrewnego wątku będzie kiedyś przeklinać. Kiedy? Gdy dowie się, że to był czas na rozwód i przyjdzie jej ponownie przechodzić przez to samo, gdy mąż znowu zdradzi.

    Dziewczono, pakuj go, cierp ile wlezie, bo masz do tego i prawo i powód, nie zmarnujesz sobie jednak życia i nie będziesz musiała szukać nędznych i żałosnych usprawiedliwień potem. Kto zdradza, nie kocha. I nic tego nie zmieni. Mężowie którzy zostają w domu nigdy nie zaczynają na powrót kochać żon, wszyscy wiemy, że do tego nie da się wrócić, bez względu na zaklinanie rzeczywistości. Masz szansę na szczęśliwe i dobre życie i za kilka lat będziesz mu wdzięczna, że zdradził. Te kobiety, które zostały z mężami dotrwają z nimi do późnej starości i, gdy zasłona spadnie, gorzko tego pożałują.
    pozdrawiam i podziwiam Twój rozsądek, rzadko tu spotykany.
  • 15.09.10, 13:44
    nie, psycholog nie byl PL, i byl facetem na dodatek.

    Glownie mu (i mi) chodzilo o moje dobro, nie partnera ani nie zwiazku.

    Powiedzial mi miedzy innymi ze w dobrym zwiazku musza istniec trzy elementy:
    Milosc, Zaufanie, i Szacunek, bez tych elementow to zwiazek jest albo ukladem albo bazuje na innych gruntach (jak uzaleznienie od partnera, toksycznosc, strach przed samotnoscia, itd...)
    Zdalam sobie sprawe ze partner mnie nie szanowal, bo gdy sie szanuje innego czlowieka to sie go nie oklamuje (ja np go nie oklamywalam)
    Partner mnie nie kochal, bo gdy sie kocha to sie nie rani tak bardzo, zreszta pare innych sytuacji mi to tez naswietlilo, nie tylko ta o zdradzie
    No i ja nie mam do niego zaufania.

    Tez troche poruszylismy sprawy dlaczego wiec z nim jestem. I dlaczego nie wierze we wlasne sily.
  • 15.09.10, 14:32
    xciekawax napisała:

    > nie, psycholog nie byl PL

    ;)
  • 15.09.10, 14:34
    xciekawax napisała:

    > Zdalam sobie sprawe ze partner mnie nie szanowal, bo gdy sie szanuje innego czl
    > owieka to sie go nie oklamuje (ja np go nie oklamywalam)

    wyszczegolnie

    skoro z psychologiem do tego doszli to tak musi byc ;)
    to tyle w temacie "kocha tylko zbladzil/zbladzila, popelnil/a blad"

    ahahaha ;D
  • 15.09.10, 09:35
    fajnie, ciesze sie, ze poszlas

    mysle, ze dobrze bedzie mu sie z Toba pracowalo, jak juz po paru minutach zalalas sie lzami, nie trzymasz emocji :)))

    powodzenia!

    ps. wiesz, jaka to frajda gotowac, nauczysz sie, a za jakis dluzszy czas ugotujesz cos innemu facetowi i bedziesz sie cieszyc, jak mu sie uszy trzesa :))

    ps1. nie wpuszczaj go do chaty znowu, bo bedziecie wiecej gadac, Cie bedzie urabiac, da sobie rade, w razie czego hotel jakis tez znajdzie, szkoda nerwow
  • 15.09.10, 09:46
    no i kobiety tez:))) nie dajcie sie traktowac podmiotowo, nie najwazniejsze co powie psychol..og i jego funfel tez, zycie jest jedno... dla kazego a zdrada, no coz, zdaza sie kazdemu i nie jest to powodem zeby was ukanielomowac czy nam rzucic sie na line aha kocham Kobiety, przez duze K
  • 15.09.10, 10:03
    pryszczaty.edek napisał:

    > no i kobiety tez:))) nie dajcie sie traktowac podmiotowo, nie najwazniejsze co
    > powie psychol..og i jego funfel tez, zycie jest jedno... dla kazego a zdrada, n
    > o coz, zdaza sie kazdemu i nie jest to powodem zeby was ukanielomowac czy nam r
    > zucic sie na line aha kocham Kobiety, przez duze K

    ta ktora zdradzales tez kochales? :>
  • 15.09.10, 10:06
    Psycholog po jednej wizycie powiedział Ci co Ty masz zrobić? Za Ciebie zadecydował, ze masz się rozwieść? Ciekawe...
  • 15.09.10, 10:11
    "> Psycholog po jednej wizycie powiedział Ci co Ty masz zrobić? Za Ciebie zadecydo
    > wał, ze masz się rozwieść? Ciekawe..."

    Moze mu wpadla w oko, moj Boze, zdarza sie. Co facet bedzie zwlakal, szkoda czasu :)
  • 15.09.10, 15:16
    Kag, nie wpadlam mu w oko bo on ma chyba z 70 lat! Troche smiesznie mi sie z nim rozmawialo o wspolzyciu seksualnym, gdyz nie jestem przyzwyczajona o tym gadac ze starszymi ludzmi, ale bylo ok.

    Teraz mnie dolek zlapal znowu. Powinnam miec te sesjie codziennie, hehe.
  • 15.09.10, 10:45
    dziub_dziubasek napisała:

    > Psycholog po jednej wizycie powiedział Ci co Ty masz zrobić? Za Ciebie zadecydo
    > wał, ze masz się rozwieść? Ciekawe...'

    nie sądzę.
    raczej pierwsza rozmowa poświęcona była twmu co dominuje w odczuciach xciekawax.
    Widocznie dominuje odrzucenie partnera w efekcie tej szokującej świadomości zdrady.
    Omawiają te opcję, bo na niej na razie Autorka sie skupia, jako na tej, która daje jej największą ulgę.
    A co miał psycholog powiedzieć:
    dzień dobry, dowiedziała sie Pani, że zdradzono Panią, rozumiem, to może porozmawiajmy o wybaczeniu?

    Pierwsza wizyta to pomoc doraźna i zatamowanie krwawienia, a nie zaraz szeroki wachlarz terapeutyczny.

    duze pozdro!!!
    -
    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
    John Gray
  • 15.09.10, 10:49
    Jeśli tak to ok.
    Ja po prostu mam bardzo głeboki uraz do przedstawicieli tego zawodu i nieważne co by się ze mną działo psychologów omijać będę szerokim łukiem.
  • 15.09.10, 13:51
    wiesz, moze natrafiles na zlych psychologow.

    Facet mi NIC nie powiedzial, ani nie nakazal. Zapytal sie co chce z tym zrobic, powiedzialam ze TYM razem nie chce aby do mnie wrocil, nie chce z nim byc, ale sie boje, boje sie ze mu ulegne, boje sie przyszlosci, i potrzebuje pomocy, aby wyrzucic tego czlowieka z mojego zycia.

    Tez zapytal mnie sie co by musialo sie stac abym pomyslala sobie ze chce go z powrotem. Powiedzialam ze musialby sie zyciowo drastycznie zmienic ale wiem ze to niemozliwe (tzn zmiana jaka bym oczekiwala bylaby zbyt duza)
  • 15.09.10, 14:14
    xciekawax napisała:

    > Tez zapytal mnie sie co by musialo sie stac abym pomyslala sobie ze chce go z p
    > owrotem. Powiedzialam ze musialby sie zyciowo drastycznie zmienic ale wiem ze
    > to niemozliwe (tzn zmiana jaka bym oczekiwala bylaby zbyt duza)

    Sprawa jest dość jasna. Nie chcesz go, bo jesteś w stanie zaakceptować tylko partnera, który jest monogamiczny tak jak Ty. Twój mąż nie jest, więc po co macie się ze sobą męczyć?
  • 15.09.10, 15:38
    "Sprawa jest dość jasna. Nie chcesz go, bo jesteś w stanie zaakceptować tylko partnera, który jest monogamiczny tak jak Ty. Twój mąż nie jest, więc po co macie się ze sobą męczyć? "

    Oj, gravedigger nie myl pojec. To powaniejsze niz fizyczna zdrada, to juz brak lojalnosci i szacunku, klamstwa i planowane spotkania. A o tym czy ona akceptuje tylko monogamicznego to on mogl z nia przed rozmawiac a nie po fakcie. Przypuszczam, ze oboje wiedzieli na czym stoja. Wyczytalam tutaj, ze sam ma cos przeciwko jej sypianiu z innymi, a zatem. Mysle, ze nie tak sie umawiali a on dokladnie wiedzial jak. Prawda jej taka, ze on chce wiernej zonki a on sobie potajemnie pobzyka na boku, bo zona sie nie dowie.
  • 15.09.10, 15:49
    kag73 napisała:

    > Oj, gravedigger nie myl pojec. To powaniejsze niz fizyczna zdrada, to juz brak
    > lojalnosci i szacunku, klamstwa i planowane spotkania.

    Ależ ja nie mylę żadnych pojęć. Mimo że nie napisalem o tych aspektach zdrady, które Ty wymieniłaś powyżej, to nie oznacza, że uważam, że zdrada ta miała charakter wyłącznie fizyczny. Chyba nawet trudno byłoby podać przykład czegoś takiego jak zdrada wyłącznie fizyczna.

    > Przypuszczam, ze oboje wiedzieli na czym stoja.

    Oczywiście, że wiedzieli na czym stoją, co nie zmienia faktu, że mąż ten nie jest monogamistą, który potrafi dochować wierności. W związku z tym nie pasuje on do autorki wątku, która monogamistką jest i nie wyobraża sobie kontaktów seksualnych z kimkolwiek innym niż jej "prawowity" partner.

    > Prawda jej taka, ze on chce wiernej zonki a on sobie potajemn
    > ie pobzyka na boku, bo zona sie nie dowie.

    Nie wiemy jaka jest prawda, chyba że jest to... gówno prawda;)
  • 15.09.10, 16:05
    obydwoje rozmawialismy o zdradzie i jej skotkach wielokrotnie. Partner sam mi mowil ze gdybym zdradzila to tylko zyczylby mi milego zycia i po prostu odszed - bez zadnych awantur. Ja chce zrobic tak samo. Nie chce miec awantur, chce po prostu odejsc. A ze mam z tym problem to inna sprawa.
  • 15.09.10, 14:32
    No to gratuluję, że tyle już wiesz. To naprawdę wielki krok naprzód w uporządkowaniu sytuacji.
    Powodzenia!
  • 15.09.10, 15:29
    Oj, duzo sie dowiedzialam, spojrzalam na ta cala sytuacjie z dystansu, i poczulam sie jak kompletna idiotka, ze ja tyle pracuje i sponsoruje wyjazdy meza aby on mogl sobie poruchac glupie zonate Poleczki dajace dupy. Pewnie czul sie jak Pan Bog, zonka wierna czeka, pisze milosne lisciki, parcuje, a on sobie jezdzi po calej PL, uwaza sie za wielkiego biznesmana ( w zyciu grosza na tym nie zarobil), a jeszcze panienki zaliczy.

    I pomimo jego wielu zalet, to tez zauwazylam ze jestem w jednym miejscu i sie nie rozwijam. To tez duzy kopniak aby zmienic zycie.
  • 15.09.10, 15:35
    xciekawax napisała:

    > I pomimo jego wielu zalet, to tez zauwazylam ze jestem w jednym miejscu i sie n
    > ie rozwijam. To tez duzy kopniak aby zmienic zycie.

    widzisz same plusy tylko nalezy sie tego pana pozbyc

    nigdy nie bedzie juz dobrze, nie ma szans. Zaufasz mu, nie brzydzisz sie?
    nie sadze, no ale, masz wlasny rozum ;)

    powodzenia
  • 15.09.10, 15:52
    Ale gdzie ja napisalam ze mu zaufam ?

    Facet ma wiele dobrych cech, i dlatego z nim bylam tak dlugo. Mam teraz mowic tylko o negatywach i malowac go jako potwora? Sam sie na takiego zrobil, bez mojego obczerniania.
  • 15.09.10, 15:56
    xciekawax napisała:

    > Ale gdzie ja napisalam ze mu zaufam ?
    >
    > Facet ma wiele dobrych cech, i dlatego z nim bylam tak dlugo. Mam teraz mowic
    > tylko o negatywach i malowac go jako potwora? Sam sie na takiego zrobil, bez m
    > ojego obczerniania.

    no skoro mu nie zaufasz to jaki jest sens pozostawania w malzenstwie?
  • 15.09.10, 15:54
    xciekawax napisała:

    > a on sobie jezdzi
    > po calej PL, uwaza sie za wielkiego biznesmana ( w zyciu grosza na tym nie zaro
    > bil), a jeszcze panienki zaliczy.

    Widzisz, to zdanie świadczy o tym, że tak naprawdę dość nisko oceniasz swojego męża niezależnie od tego, że jest niewiernym mężem, bo przecież nie od zdrady uważasz, że z niego żaden biznesmen i nic na tym nie zarobił. To jeszcze jeden powód do rozstania, które prawdopodobnie w Waszym układzie było tylko kwestią czasu.
  • 15.09.10, 16:11
    Wiesz, maz mi nigdy nie wybieral mojej sciezki karierowej, wrecz przeciwnie, cokolwiek by to nie bylo to mnie wspieral, a ja rowniez nie wtracam sie do jego, - jeszcze mu pomagam. Bo w malzenstwie ludzie sie wspieraja, nawet gdyby partner mial co pol roku nowe zwariowane pomysly ktore by nie mialy sensu.

  • 15.09.10, 16:23
    xciekawax napisała:

    > Wiesz, maz mi nigdy nie wybieral mojej sciezki karierowej, wrecz przeciwnie, co
    > kolwiek by to nie bylo to mnie wspieral, a ja rowniez nie wtracam sie do jego,
    > - jeszcze mu pomagam. Bo w malzenstwie ludzie sie wspieraja, nawet gdyby part
    > ner mial co pol roku nowe zwariowane pomysly ktore by nie mialy sensu.

    To świetnie, ale to nie zmienia faktu, że Twoja ocena męża nie związana zupełnie ze zdradą, bo dotycząca biznesu jest dość niska. A to sądzę musi przekładać się na Twoje postrzeganie go jako mężczyzny. I możesz tego nie być świadoma (bo chcesz przecież uważac się za dobrą i kochająca żonę), ale ta negatywna ocena zrobiła swoje w Twojej podświadomości (i mogła to być krecia robota).
  • 15.09.10, 16:52
    Ocena jest niska, ale to jest fakt. Jak ja np zle gotuje, to moj maz nie bedzie mnie chwalil jaka jestem swietna gosposia - bo nie jestem. Jestem koszmarna gosposia.

    Prawda jest taka ze sama zdrada nie jest powodem mojego odejscia. Jest to przelaniem sie kubla z woda. Jest chyba sprawa oczywista ze gdyby malzenstwo bylo w 100% udane, a my swiata poza soba nie widzieli to sytuacjia nigdy by sie nie wydarzyla. Jednak ja bardzo go kochalam, i myslalam ze on mnie tez. Widzialam ze ostatnio cos sie psuje, i rozmawialam o terapi malzenskiej, cos, aby pomoc nam - abysmy MY byli szczesliwi. Mielismy isc w sierpniu, ale on w tym czasie (zreszta w sekrecie przedemna) ustawil sobie swoj dlugi wyjaz do PL (a jak wyszlo to powiedzial ze bal sie mojej negatywnej reakcji - ale jaka reakcjie mialam miec widzac ze bez ustalania ze mna wyjezdza sobie na tak dlugi okres?). W dupie mial terapie, i w dupie mial prace nad zwiazkiem. Jest to dzialanie egoistyczne. A ja teraz widze jak slepo zakochana (uzalezniona?) od niego bylam i jak latwo bylo mna manipulowac. Ciekawe ze tylko on ma (mial?) taka wladze nademna.

    Co do tego ze chce uwazac siebie za dobra i kochajaca zone - daruj sobie, naprawde jest to niepotrzebne. Uwazam siebie za fajna osoba i mi to wystarczy.


  • 15.09.10, 17:17
    xciekawax napisała:

    > Prawda jest taka ze sama zdrada nie jest powodem mojego odejscia. Jest to przel
    > aniem sie kubla z woda.

    Nie trudno się tego domyślić... A jeśli chodzi o prawdę, to do jej poznania moglibyśmy się zbliżyć, gdybyśmy wysłuchali obu zainteresowanych stron. Mamy natomiast "zeznania" tylko jednej. I weź pod uwagę, że są to "zeznania" osoby z poczuciem wielkiej krzywdy, "zeznania" podszyte bardzo silnymi emocjami. Trudno na tej podstawie wyciągać trafne wnioski.

    > Jednak ja bardzo go kochalam, i myslalam ze on mnie tez.

    A może tylko kochałaś swoje wyobrażenie o nim, a tak naprawdę nie zadałaś sobie trudu poznania, co tak naprawdę w nim siedzi?
  • 15.09.10, 17:29
    I weź pod uwagę, że są to "zeznania" osoby z pocz
    > uciem wielkiej krzywdy, "zeznania" podszyte bardzo silnymi emocjami.

    W wiekszosci pisze tu o rzeczach ktore zrobil, mowil - nie wnosze oceny jego charakteru.
    Rowniez pisze tu aby przezyc nastepny dzien, podniesc sie z lozka, miec sile, aby poczuc sens ze moze jednak powinnam cos zjesc, chociazby dlatego ze duzo ludzi mowi mi ze kiedys tam bedzie lepiej.... dostaje tu wsparcie - nie tylko wsparcie dla mojej decyzji.

    Nie pisze tu aby wyciagnac trafne wnioski - po to poszlam do psychologa. A ty z pewnoscia nie masz calej wiedzy zeby ocenic moja sytuacjie (i z pewnoscia kwalifikacji tez nie).

    > A może tylko kochałaś swoje wyobrażenie o nim, a tak naprawdę nie zadałaś sobie
    > trudu poznania, co tak naprawdę w nim siedzi?

    Tu z pewnoscia masz duzo racji.
  • 15.09.10, 17:31
    xciekawax napisała:

    > Tu z pewnoscia masz duzo racji.

    jeszcze chwila i przeprosisz meza bo przeciez wepchnelas go w ramiona innej ;)
  • 15.09.10, 17:33
    Tak nawiasem o tym co w kim "tak naprawde siedzi" dowiadujemy sie dopiero w okreslonych sytuacjach i okolicznosciach, prawda? Nie sposob wszystko wiedziec z gory i przewidziec, bo ktoz jest jasnowidzem.
  • 15.09.10, 17:50
    kag73 napisała:

    > Tak nawiasem o tym co w kim "tak naprawde siedzi" dowiadujemy sie dopiero w okr
    > eslonych sytuacjach i okolicznosciach, prawda?

    Prawda, ale tylko po części.

    > Nie sposob wszystko wiedziec z gory i przewidziec, bo ktoz jest jasnowidzem.

    Nie mozna niczego wiedzieć z góry, ale wiem z własnego doświadczenia, że zakochując się w kimś mamy często wyidealizowany obraz ukochanej osoby, który nie tak łatwo z mózgu wyrugować. Wchodzimy więc w związek pod wpływem gorących uczuć, a potem gdy te uczucia stygną nieco, nie podejmujemy trudu dogłębnego poznania partnera tylko koncentrujemy się na sprawach codziennych, które przeciez trzeba załatwić. Nie prowadzimy dociekliwych rozmów, nie staramy się poznać wnętrza partnera, tylko jedziemy na naszym wyidealizowanym wyobrażeniu aż do czasu, gdy ideał sięgnie bruku...
  • 15.09.10, 15:03
    dziub_dziubasek napisała:

    > Jeśli tak to ok.
    > Ja po prostu mam bardzo głeboki uraz do przedstawicieli tego zawodu i nieważne
    > co by się ze mną działo psychologów omijać będę szerokim łukiem.

    nie dziwne :)
    wiekszosc to ludzie ktorym nie udalo sie dostac na zadne inne studia, baaaardzo popularne ;)

    ja chcesz pomocy idz do kogos z dyplomem medycyny i odpowiednia specjalizacja
  • 15.09.10, 15:49
    > nie dziwne :)
    > wiekszosc to ludzie ktorym nie udalo sie dostac na zadne inne studia, baaaardzo
    > popularne ;)

    taaaa, np w 2009 na UW było tylko 44 kandydatów na 1 miejsce, na UŁ 13,6....
    kierunkistudiow.pl/rekrutacja/najpopularniejsze_kierunki_na_uniwersytetach_-_rekrutacja_2009/2010.html
    patrząc na błędy jakie robisz, ciekawe Tobie na jakie studia się udało dostać :)
    nie z przymiotnikami piszemy razem
  • 15.09.10, 15:56
    vergaa napisała:

    > taaaa, np w 2009 na UW było tylko 44 kandydatów na 1 miejsce, na UŁ 13,6....
    > kierunkistudiow.pl/rekrutacja/najpopularniejsze_kierunki_na_uniwersytetach_-_rekrutacja_2009/2010.html
    > patrząc na błędy jakie robisz, ciekawe Tobie na jakie studia się udało dostać :
    > )
    > nie z przymiotnikami piszemy razem


    no okej, racja
    nie liczac dobrych uczelni.

    Jakos nijak sie to ma do renomy psychlogow w Polsce :)

    a skonczylem politechnike, dobra

    co do bledow to faktycznie, ostatnio jakis dramat sie zaczal. Czasem sie usprawiedliwiam faktem ze robie 2 inne rzeczy i jestem skoncentrowany na nich podczas pisania postow ale przyznaje ze niektore sa skrajnie zenujace. Wogole pomijajac znajomosc gramatyki to taki wyraz z bledem po prostu wyglada "nie tak". W sumie te formum to jedyne miejsce gdzie pisze po polsku, pewnie dlatego.
  • 15.09.10, 17:09
    a teraz znowu dolek. w weekend impreza urodzinowa kolezanki a ja znowu sama tam przyczlapie sie- jedyna juz prawie ;(

    W dodatku chce uslyszec jego glos, jego klamstewka - nie wierze w te klamstwa, ale jestem strasznie od jego osoby uzalezniona. Brzydze sie siebie za te uczucia. Chcialabym dostac jakies znieczulicy. Ten kolowrotek emocjonalny jest wykanczajacy. Wygladam juz niezdrowo.
  • 15.09.10, 17:20
    xciekawax napisała:

    > a teraz znowu dolek. w weekend impreza urodzinowa kolezanki a ja znowu sama ta
    > m przyczlapie sie- jedyna juz prawie ;(

    No, to jest bardzo ciekawe zdanie rzucające trochę światła na Twoje poczucie straty. Ciekawe jest to, że przeżywasz fakt, że będziesz sama a inni będą w parach (jako jedyna prawie)...
  • 15.09.10, 17:30
    Hmm, wcale mnie to nie dziwi, byla z nim cale lata, jest przyzwyczajona do niego. Uwazam, ze zawsze smutno kiedy ma sie wrazenie, ze konczy sie milosc, moze w tym przypadku jego do niej.
    Pisales o zeznaniach jego, ktore bylyby istotne. Dla mnie nie, bo coz one pomoga. Mial problem, nie podobalo mu sie w zwiazku, mieli kryzys, czegos mu brakowalo? Zdarza sie...ale do zony mogl z tym isc, jezeli mu zalezalo, szukac wyjscia, zastanawiac sie, ona proponowala terapie. On wolal romas na boku, taj jakby mialo rozwiazac to ich problemy. Po tylu latach bycia razem drugiej osobie nalezy sie troche szacunku, chociaz tyle, zeby powiedziec jej co sie nie podoba a nie szukac wrazen i grac na dwa fronty.
  • 15.09.10, 17:45
    No wlasnie, Dzieki Kag73, Wczoraj mialam eureke ze czlowiek ktory szanuje drugiego czlowieka - nie klamie. I zdalam sobie sprawe ze ja go szanowalam, i naprawde nie moglam mu klamac. Mialam w zyciu pare okacji (czasami checi) do zdrady ale wlasnie przez szacunek do niego tego nie zrobilam. Nie chcialam aby byl "tym facetem co zona go zdradza" - nawet jezeli tylko ja bede o tym wiedziala (i kochanek).

    Rowniez, on mnie oklamywal wczesniej. Wiec jezeli juz wtedy nie mial szacunku do mnie, to dlaczego by mial go nabrac tak nagle?
  • 15.09.10, 17:56
    kag73 napisała:

    > Pisales o zeznaniach jego, ktore bylyby istotne. Dla mnie nie, bo coz one pomog
    > a.

    To tak jakby postawić kogoś przed sądem bez prawa do obrony. Zgodziłabyś się, żeby Ciebie sądzono bez wysłuchania Twoich racji, bez adwokata? Przecież mogłabyś zostać fałszywie oskarżona i mogłabyś zostać skazana jedynie na podstawie zeznań osoby pokrzywdzonej. Jakbyś się wtedy czuła?

    Zakładasz, że zeznania pokrzywdzonej są w tym przypadku prawdziwe? A co z wpływem niezwykle silnych emocji? A co z subiektywnym postrzeganiem związku i partnera? Odrzucasz to wszystko i ogłaszasz wyrok na nieobecnego oskarżonego?
  • 15.09.10, 18:21
    Zalezy od okolicznosci. On sie juz przyznal, autorka wspominala jego wypowiedz "myslalem, ze sie nie dowiesz, nie ukladalo nam sie". Dobre i to, jakby nie bylo proba wyjasnien. Dla mnie nie zmienia to faktu, ze poszedl w bok, bo albo mu sie zachcialo nowosci (myslal, ze sie nie dowie), albo bo byl niezadowolony ze swojego zwiazku. Tak czy siak skok w bok nie jest metoda na rozwiazanie problemow w malzenstwie. Udowadniac winy tutaj juz nie trzeba, teraz chodzi tylko o motywy...ale czy one ja przekonaja to inna kwestia.
  • 16.09.10, 17:06
    kag73 napisała:

    > Mial problem, nie podobalo mu sie w zwiazku, mieli kryzys, czegos mu brakowa
    > lo? Zdarza sie...ale do zony mogl z tym isc, jezeli mu zalezalo, szukac wyjscia
    > , zastanawiac sie, ona proponowala terapie. On wolal romas na boku, taj jakby m
    > ialo rozwiazac to ich problemy. Po tylu latach bycia razem drugiej osobie nalez
    > y sie troche szacunku, chociaz tyle, zeby powiedziec jej co sie nie podoba a n
    > ie szukac wrazen i grac na dwa fronty.

    Kag73, wielkie dzięki za te parę zdań: to jest dokładnie to, co próbuję mojej ślubnej po jej wyskoku wytłumaczyć od prawie dwóch lat, niestety bezskutecznie i bez efektu :(
  • 16.09.10, 18:55
    errare_humanum_est , mysle, ze zona pewnie dokladnie o tym wie, tylko nie chce przed Toba przyznac sie do bledu.
  • 17.09.10, 08:25
    kag73 napisała:

    > Pisales o zeznaniach jego, ktore bylyby istotne. Dla mnie nie, bo coz one pomog
    > a. Mial problem, nie podobalo mu sie w zwiazku, mieli kryzys, czegos mu brakowa
    > lo? Zdarza sie...ale do zony mogl z tym isc, jezeli mu zalezalo, szukac wyjscia
    > , zastanawiac sie, ona proponowala terapie. On wolal romas na boku, taj jakby m
    > ialo rozwiazac to ich problemy. Po tylu latach bycia razem drugiej osobie nalez
    > y sie troche szacunku, chociaz tyle, zeby powiedziec jej co sie nie podoba a n
    > ie szukac wrazen i grac na dwa fronty.

    w 10 ;)

    szkoda ze jak zdradzany jest mezczyzna to na tym forum slyszy glownie "to w polowie tez Twoja wina" ;), "widac jej nie wystarczasz", "moze za malo w domu pomagasz?"

    :D
  • 15.09.10, 17:33
    a powiedz mi co jest w tym takiego dziwnego? Myslisz ze nie boje sie pojsc do ludzi? Jestem sama w ten sposob pierwszy raz od 14 lat, sorry jezeli dla ciebie jest to zadziwiajace. Dla mnie jest to absolutnie normalne. Myslisz ze chce widziec te parki, i od kazdej wysluchiwac pytania Gdzie jest moj maz? dlaczego nie przyszedl?
  • 15.09.10, 17:36
    idz z kolega

    ktos Ci bedzie drinki przynosil i kolezanki bedziesz miala z glowy

    najlepiej z kolega meza, przystojnym ;)
  • 15.09.10, 17:42
    Albo powiedz, ze maz do Polski pojechal i go nie ma.
    Albo nie idz na te urodziny. Albo idz, moze kogos milego poznasz, ja mojego wlasnie poznalam na imprezie urodzinowej :)) Najllepiej przed wyjsciem strzel sobie jednego mocniejszego, troche sie wyluzujesz.
  • 15.09.10, 17:55
    Niestety kazdy wie ze wraca w piatek, wkoncu trabilam o tym tyle cala podekscytowana i planujac nasza pierwsza namietna noc po powrocie. (az serce boli)

    Powiem tylko ze przez roznice czasu padl i zasnol. Znajomym nie chce jeszcze mowic. a w takiej sytuacji flirtowac za bardzo nie wypada ;)

    I cos czuje ze szef chce mnie wylac z pracy.
  • 15.09.10, 18:22
    Może to tylko czarnowidztwo, ale zainteresować się warto - kolejna rzecz, która odciągnie trochę uwagę i zmobilizuje do działania.
    Teraz takie ni z gruszki ni z pietruszki pytanie - lubisz tańczyć?
  • 15.09.10, 18:47
    czy lubie tanczyc? czasami.
  • 15.09.10, 17:59
    xciekawax napisała:

    > Myslisz ze chce w
    > idziec te parki, i od kazdej wysluchiwac pytania Gdzie jest moj maz? dlaczego n
    > ie przyszedl?

    Odpowiadzasz, że nie przyszedł, bo zawiódł Cię jako mąż. Przecież Ty nie jesteś winna jego zdrady, więc czego masz się wstydzić? To jego wstyd i jego porażka.
  • 15.09.10, 19:45
    Ciekawa,
    Wydaje mi się że pisząc o jego zaletach nadal patrzysz przez różowe okulary. Z tego co napisałaś wcześniej wyłania się obraz wyrachowanego, przebiegłego egoisty. D
    Dobrze robisz, kłamstwo jest jego naturą i bardzo wątpię czy kocha Ciebie. Myśl teraz o sobie i bądź czujna, ta jego skrucha to teatr/. Nie powinnaś mu ufać. Trzymaj się, chodź na terapię, masz dobrego psychologa, za pół roku będziesz jak nowa:) cierpliwości.
  • 15.09.10, 19:54
    A tak na marginesie, wypisz te jego zalety to pomożemy Ci je rozpracować:)
    To że gotuje? Prooszę Cię, normalnie lubi dobrze zjeść, Ty nie umiesz gotować no to on gotuje. Dla siebie, nie miej złudzeń.
  • 15.09.10, 20:52
    ore.ona napisała:

    > A tak na marginesie, wypisz te jego zalety to pomożemy Ci je rozpracować:)'

    eee, to chyba nie jest dobry pomysł, ore.szko.
    Przypomina troche hasło: dajcie mi człowieka, znajdzie sie paragraf.

    Jak xciekawax opisywała wizyte u sajkologa, to sama zrewidowałam, czy moje uczucie do męża wg kryterium tego specjalisty wystarcza do dobrego związku i wyszło mi, że troche krucho u mnie z szacunkiem.
    Zastanawiam sie ile par, bez problemowych wg własnego mniemania wyszłoby z tej kozetki zwycięsko, gdyby sie tam przypadkowo znalazły.
    Tak samo z tymi wadami, kto ich nie ma?
    np. to co Ty napisałaś:
    umie gotować, to wada bo gotuje dla siebie i żąda wdzieczności, hołdów i uzależnia tym od siebie partnerkę- przeca to absurd :)

    Dobry jest kierunek skupienia sie na sobie,
    jazda po partnerze to jakieś voodoo.

    duze pozdro!!!
    --
    Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
    Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
    by Cejrowski
  • 15.09.10, 21:30
    Widzisz sisi, uważam że ciekawa powinna znaleźć w sobie siłę bo ciągle jeszcze myśli pozytywnie o nim i może mieć problem z obiektywną oceną sytuacji i jego jako człowieka. Analiza i zdroworozsądkowe podejście jest imo najlepsze w tej sytuacji/przeczekanie- odsunięcie emocji/ po jakimś czasie łatwiej będzie jej to ogarnąć.
    Mogę się mylić.
    To co zaproponowałam to forma „zabawy” taka sobie analiza faktycznych plusów pana. Wg mnie dystansuje.
  • 15.09.10, 21:06
    Nie wiem czy pisze przez rozowe okulary, byl w moim zyciu przez te prawie 14 lat to chyba cos dobrego musialo w nim byc. A zachowal sie wyrachowanie i etoistycznie, to prawda.

    Jego zalety:
    @ Wlasnie, nigdy nie musialam sie martwic ze po powrocie do domu nie mam co zjec, bo nawet jak go nie bylo to obiadek byl przygotowany. Nawet jak wyjezdzal to przygotowywal mi obiady na kilka dni.
    @ Nigdy nie wtracal sie do moich wyjsc ze znajomymi (ja do jego rowniez nie) Moglam wyjsc kiedy chcialam, z kim chcialam i zostawac do ktorej chcialam
    @Nie wtacal sie do moich wydatkow. Jezeli chcialam kupic 50ta pare butow to to robilam (ale spojrzmy prawdzie w oczy, ja za to placilam i bylam odpowiedzialna z wydatkami, w przeciwienstwie do niego)
    @ Byl opiekunczy, moglam na niego liczyc w zalatwianiu spraw ktore mi sprawialy trudnosci lub niewygode (ale znowu, mial na to czas, gdyz przez ostatnie poltora roku zadko pracowal)
    @ dbal o zdrowie i pomagal naszemu starszemu przyjacielowi
    @ utrzymywal sie sam od 16 roku zycia (dlatego dalam mu tyle luzu gdy nie pracowal - myslalam ze to taki etap w zyciu)
    @ Potrafi nawiazywac z latwoscia kontakty z ludzmi (w przeciwienstwie do mnie)
    @ Potrafi sie zachowac i gadac z ludzmi z kazdego szczebla spolecznego. Moze pogadac z bezdomnymi jak i z ludzmi z "wyzszych sfer". Ma znajomosci w kazdej grupie
    @ utrzymywal kiedys przez dlugi okres zycia czlowieka bezdomnego
    @ ogolnie jest madry, ma duzy sasob wiedzy, czyta duzo ksiazek, powaznych, ciagle powieksza wiedze - np jak czegos nie wie to leci do slownika. Zna pare jezykow obcych.
    @ jest zaradny ogolnie, tylko leniwy troche aby ta zaradnosc poglebic
    @ jest ciekawy swiata, nie lubi TV,
    @ potrafi byc czasujacy i harezmatyczny jak chce (wtedy ludzie sa bardzo nim oczarowani) =manipulator?
    @ jak chce potrafi byc zajebisty w lozku (tego mi bedzie brakowac bardzo). Nasza czestotliwosc jednak od pewnego czasu spadala bardzo, co mnie bardzo bolalo.
    @ byl cierpliwy ze mna i umial mnie zrozumiec zupelnie latwo.

    Negatywy na razie: aby bylo po rowno i abyscie nie mysleli ze jest aniolem ;)

    @ Klamie nalogowo, nie tylko dla mnie, trudno od niego cokolwiek wyciagnac, lubi koloryzowac swoje osiagniecia. Maci, przez swoje czesto niepotrzebne klamsewka a potem sama juz nie wiem co mam mowic komu. Od wielu lat juz nie kryje za niego i po prostu mowie prawde (jestem bardzo prawdomowna) i potem dowiadoje sie sprzecznych informacji (czesto jego klamstwa sa baaardzo niepotrzebne i male)
    @ nigdy niczego nie dokancza, nie skonczyl szkoly, kazde jesto "biznesy" niewypalaly (mojm zdaniem pomysly byly nie glupie, ale brak bylo checi do zaangazowania sie na maksa - czyli lenistwo), i cokolwiek zaczol - nigdy nie dokonczyl.
    @ Nie zaangazowal sie aby miec normalna prace abysmy wkoncu wyniesli sie z tej naszej kawalerki - dlatego tez (miedzy innymi) mysl o dziecku sprawiala mi tyle trudu
    @ Ciagle bylismy na tym samym etapie, nie robilismy kroku w przyszlosc. Nawet po malzenstwie czulam sie czesto ze randkujemy caly czas (co mialo swoje plusy, bo chemia byla, i randki itd)
    @ Mial nieracjionalne wybuchy gniewu, np kiedys gdy nie chcial abym ogladala TV, przeciol nozem kabel do TV (gdy jeszcze TV byl wlaczony). Tez polamal pare telefonow rzucajac nimi w samochody (piratow drogowych). Tez pare razy bieg za takim piratem drogowym pare ulic aby zlapac i np (za kare) polamac lusterko albo nakrzyczec za to co zrobili pare przecznic dalej. (moj psycholog uwaza ze jesli to poczatek jakies choroby psychicznej to tym bardziej powinnam zwiewac, bo potem moge czuc sie odpowiedzialna za niego)
    @ Ciagle wymysla "biznesy" ale nie bierze mojej rady aby pojsc do szkoly i poduczyc sie troche jak sie takim operuje. Mysli ze sam wszystko sie dowie, a potem napotyka przeszkody z niewiedzy wlasnej.
    @ jest bardzo zly z finansami. Gdyby nie on bylabym bogata kobieta. Chociaz trzymalam go w rydzach wiec jakos sobie radzilismy z miesiaca na miesiac.
    @ potrafi tak slowkami zbajerowac ze czlowiek jest gotowy we wszystko urzerzyc. Czesto jak go slucham gdy gada z kims to tylko oczami przewracam bo wiem ze bajeruje.
    @ Jest chlodny, niedostepny, a zarazem opiekunczy
    @ potrafi gadac glupoty
    @ przez pewnien czas ciagle sie upominalam o to ze mnie nie traktuje jak mezczyzna powinien, abym czula sie kobieta przy mezczyznie, wiesz, chodzi o to aby sie zapytal czy mi zimno, abym zawsze czula sie.... zaopiekowana. Ja jestem dosc niezalezna kobieta, sama sobie zawsze dawalam rade, ale przy swoim facecie chcialabym sie czuc bezpiecznie, zaopiekowana.


    Nie wiem.... jest to ciezkie dla mnie. Wiem ze w naszym zwiazku, z tym jak bardzo jestem uzalezniona od niego jest duzo toksycznosci, wspoluzaleznienia chyba. Obydwoje pochodzimy z dziwnych rodzin, obydwoje jestesmy takimi odludkami, obydwoje zawsze czulismy sie chyba osamotnieni i chyba to nas do siebie ciagnelo - bo potrafilismy sie rozumiec na zupelnie innym gruncie.

  • 15.09.10, 21:10
    sorry ze to takie dlugie. traktuje te forum tez jak wylewanie moich emocji, co mi strasznie pomaga.
  • 15.09.10, 21:32
    No, długie:)
    Nie przypuszczałam.
    To zabieram się do pracy:)
  • 15.09.10, 22:07
    Wlasnie, nigdy nie musialam sie martwic ze po powrocie do domu nie mam co zjec, bo nawet jak go nie bylo to obiadek byl przygotowany.
    ale pisałaś że nie pracował, więc analogicznie kobieta powinna dbać o to żeby mąż miał co zjeść po pracy
    facet który przychodzi do domu a tu dzień w dzień zero obiadu uuuu, nie widzę tego/chyba że małe dzieci pochłaniają czas małżonki/

    Nawet jak wyjezdzal to przygotowywal mi obiady na kilka dni.
    tiaa, pisałaś o tych wyjazdach, więc może przykrywał swoją niewierność/do sprawdzenia:)
    Nigdy nie wtracal sie do moich wyjsc ze znajomymi (ja do jego rowniez nie) Moglam wyjsc kiedy chcialam, z kim chcialam i zostawac do ktorej chcialam
    a uważasz że miał choć mały powód by Ci nie ufać? nie miał. Gdyby miał to nie byłoby tak łatwo/teraz powiedziałaś mu że zdradziłaś-rzucił słuchawką-luzik/
    Nie wtacal sie do moich wydatkow. Jezeli chcialam kupic 50ta pare butow to to robilam (ale spojrzmy prawdzie w oczy, ja za to placilam
    odpowiedziałaś sobie
    Byl opiekunczy, moglam na niego liczyc w zalatwianiu spraw ktore mi sprawialy trudnosci lub niewygode (ale znowu, mial na to czas, gdyz przez ostatnie poltora roku zadko pracowal)

    ciekawa, ale to nie jest opiekuńczość, wypadało mu coś czasem załatwić, no bo bez przesady..
    dbal o zdrowie
    swoje czy Twoje.
    i pomagal naszemu starszemu przyjacielowi
    tu pochwalę/ czy miał innych przyjaciół?
    utrzymywal sie sam od 16 roku zycia
    no to odrabia etap- jestem u mamy
    Potrafi nawiazywac z latwoscia kontakty z ludzmi (w przeciwienstwie do mnie)
    imo, to nie jest zaleta, cecha charakteru-może Ci się podobać lub nie
    Potrafi sie zachowac i gadac z ludzmi z kazdego szczebla spolecznego. Moze pogadac z bezdomnymi jak i z ludzmi z "wyzszych sfer". Ma znajomosci w kazdej grupie
    mam taką przyjaciółkę, bardzo kontaktowa ale nie przywiązuje wagi do tych znajomości- są płytkie i użyteczne
    ja bym tego nie klasyfikowała jako zaletę- podoba Ci się to i już
    utrzymywal kiedys przez dlugi okres zycia czlowieka bezdomnego
    tu nie mam argumentów/ale może doświadczył czegoś podobnego i stąd to serce- tak jakby zaopiekował się sobą/
    ogolnie jest madry, ma duzy sasob wiedzy, czyta duzo ksiazek, powaznych, ciagle powieksza wiedze - np jak czegos nie wie to leci do slownika. Zna pare jezykow obcych.
    dobrze że dba o mózg:) Jednak znam osoby które są intelektualistami a uczuciowo mocno do tyłu
    jest zaradny ogolnie, tylko leniwy troche
    trochę tak:)
    jest ciekawy swiata, nie lubi TV
    ja też:D /tu go polubiłam;)
    potrafi byc czasujacy i harezmatyczny jak chce (wtedy ludzie sa bardzo nim oczarowani) =manipulator
    tak, manipulator i aktor, /może mieć komlplesy które w ten sposób leczy/
    jak chce potrafi byc zajebisty w lozku (tego mi bedzie brakowac bardzo). Nasza czestotliwosc jednak od pewnego czasu spadala bardzo,
    i będzie spadać. "Potrafi", ciekawe z czego to wynika?
    byl cierpliwy ze mna i umial mnie zrozumiec zupelnie latwo
    Też lubię cierpliwych, ale mógł udawać że rozumie- uważasz że jest empatyczny?

    tyle o zaletach:)
  • 15.09.10, 22:27
    LOL, rozsmieszylas mnie. dzieki!
  • 15.09.10, 22:16
    Ciekawa, przeczytaj tę książkę:

    merlin.pl/Narcyzm-Zaklete-ja/browse/product/1,499585.html;jsessionid=C6D42571B5A9E66A3636C9BAC66F3346.LB2?gclid=CNLg2fifiqQCFRAFZgodi1BRGw
    --
    Jeśli wiesz, co robisz, możesz robić to, co chcesz. (MF)
  • 15.09.10, 22:32
    a to da mi mozliwosc zrozumiec bardziej siebie czy jego?

    Bo jezeli jego to szkoda czasu na czytanie. Musze sie zajac soba, a nie wgnebiac sie i analizowac faceta od ktorego chce odejsc.
  • 15.09.10, 22:44
    xciekawax napisała:

    > a to da mi mozliwosc zrozumiec bardziej siebie czy jego?
    >
    > Bo jezeli jego to szkoda czasu na czytanie. Musze sie zajac soba, a nie wgnebia
    > c sie i analizowac faceta od ktorego chce odejsc.

    Czasem warto dowiedzieć się, z kim się ma do czynienia, po to, by spróbować dociec, dlaczego wchodzi się w związki z takimi typami. A po co nam to wiedzieć? A po to, żeby nie powtarzać błędów. Nieprzypadkowo przecież jesteś z tym, a nie innym człowiekiem. Książka jeśli nei na teraz, to na potem, ale poczytać powinnaś.

    --
    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
    by Zakletawmarmur
  • 15.09.10, 23:02
    Ja bardzo chce poznac dlaczego takie typy mi sie podobaja, ale dowiem sie tego analizujac mnie sama (tak mysle) a nie innych ludzi. Duzo juz sie o sobie dowiedzialam tylko z tego forum i rozmowy z psychologiem. Boli mnie ze nastepna rozmowa dopiero w przyszlym tygodniu. Powinnam miec je codziennie.
    Dzisiaj wychodze z kolezanka ktora sama ma jakies problemy, wiec skoncentruje sie na niej i miejmy nadzieje ze da mi to troche ulgi od myslenia o tym wszystkim. Jeszcze raz wszystkim dziekuje. Pierwsze co robie kazdego ranka to otwieram komputer.
  • 15.09.10, 23:39
    xciekawax napisała:

    > Ja bardzo chce poznac dlaczego takie typy mi sie podobaja, ale dowiem sie tego
    > analizujac mnie sama (tak mysle) a nie innych ludzi.

    Jedno z drugim się łączy. Powodzenia :-)

    --
    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
    by Zakletawmarmur
  • 16.09.10, 00:02
    Związki nigdy nie są przypadkowe. Toksyczne czy nie, partnerzy w nich są zawsze w jakiś sposób komplementarni. Próbując zrozumieć jego, zrozumiesz też siebie. Ten narcyzm to tylko hipoteza, ale wiele cech wymienionych przez Ciebie pasuje tu jak ulał.
    Książka genialna - na kanwie baśni braci Grimm - połkniesz:)
  • 16.09.10, 00:03
    Ups, zapomniałam się przelogować z nicka jednorazowego użytku:D
    --
    Jeśli wiesz, co robisz, możesz robić to, co chcesz. (MF)
  • 16.09.10, 00:17
    Aha, jest też dużo o Królewnie - partnerce Narcyza:)
    --
    Jeśli wiesz, co robisz, możesz robić to, co chcesz. (MF)
  • 16.09.10, 04:58
    I ja do niej pasuje? tzn krolewny? Bo on czesto na mnie mowi: krolewna. lol
  • 16.09.10, 17:07
    Bardziej chyba powinnam kupic ksiazke: "Psychopaci sa wsrod nas". ;)
  • 15.09.10, 22:30
    Klamie nalogowo-
    to jak choroba-uzależnienie?

    nigdy niczego nie dokancza, nie skonczyl szkoly, kazde jesto "biznesy" niewypalaly
    -facet z przyszłością;)

    Nie zaangazowal sie aby miec normalna prace abysmy wkoncu wyniesli sie z tej naszej kawalerki
    -jesteś jego mamą-zarób na lepszy lokal

    Ciagle bylismy na tym samym etapie, nie robilismy kroku w przyszlosc-on jest mały chłopiec - żyje dniem dzisiejszym/przyszłość-abstrakcja/

    Mial nieracjionalne wybuchy gniewu, np kiedys gdy nie chcial abym ogladala TV, przeciol nozem kabel do TV (gdy jeszcze TV byl wlaczony). Tez polamal pare telefonow rzucajac nimi w samochody (piratow drogowych). Tez pare razy bieg za takim piratem drogowym pare ulic aby zlapac i np (za kare) polamac lusterko albo nakrzyczec za to co zrobili pare przecznic dalej
    - o rany! lepiej przygotuj się na coś. Jeśli tak jak myślę aktor i manipulant, w momencie gdy zobaczy że nie ma szans u Ciebie pokaże na co go stać w ataku złości.
    To nie jest wesołe:(

    Ciagle wymysla "biznesy" ale nie bierze mojej rady aby pojsc do szkoly i poduczyc sie troche jak sie takim operuje. Mysli ze sam wszystko sie dowie, a potem napotyka przeszkody z niewiedzy wlasnej
    - jakiś feler psychiki-nieodpowiedzialność?

    jest bardzo zly z finansami. Gdyby nie on bylabym bogata kobieta
    - jednak feler- może mieć też skłonności do hazardu

    potrafi tak slowkami zbajerowac ze czlowiek jest gotowy we wszystko urzerzyc
    -manipuluje i jeśli innymi to Tobą też.
    To się ma albo nie ma.

    Jest chlodny, niedostepny, a zarazem opiekuńczy
    - to co odbierasz jako opiekuńczość jest czymś innym/pogadaj o tym z psychologiem/

    potrafi gadac glupoty
    -??

    aby sie zapytal czy mi zimno,
    - no właśnie, on tego nie czuje i jego opiekuńczość to Twoja fantazja

    Ja jestem dosc niezalezna kobieta, sama sobie zawsze dawalam rade
    I dasz sobie radę- on się podczepił, Ty mu na to pozwoliłaś.
    Masz swoje życie, plany i szansę na mniej pokręconego faceta.
    Dasz radę:)
    Pozdrawiam
  • 15.09.10, 22:46
    LOL, ale wybralam sobie partnera, hehehehe, chwycilam pana Boga za nogi, doslownie. :)

    hehehehe, dzieki bardzo, hichocze sie troche.

  • 16.09.10, 05:11
    Troszke pijana wiec wybaczcie....I chociaz bylam ze znajomymi przy ktorych musialam udawac zone, i osobe z obraczka, to mysle ze sie domyslaja o rozpadzie moje malzenstwa. I nie wiem dlaczego. Ale nie o tym. Patrzylam na tych facetow, i chociaz wielu mi sie podobalo, to jednak mam jakies opory. Patrze na nich inaczej niz bym patrzyla normalnie - ze tacy dostepni, dowcipni jednak i przystojni.... ale tez mysle czy zdradzaja, czy powielaja ten bol ktory sama teraz mam. Ale ogolnie dostrzegam facetow teraz, i jest ich taaaaaak..... duuuuzooooooo...... Nigdy wczesniej tego nie widzialam. Zdarzal sie jeden czy dwa, ale teraz jest ich strasznie duzo. moze to przez to ze nie mialam juz seksu przez 5 tygodni. tzn wiecie, z facetem.

    Widze tez ze mam kompleksy. Dlaczego te brzydkie kaczory z wcale nie lepsza praca odemnie swiruja facetow, a ja nie? mysle ze to bierze sie z nastawienia. a moze odstraszala ich ta obraczka na moim palcu? i ze bylam z przyjaciolmi?

    Seksualnosc swoja droga, a zycie swoja....
  • 16.09.10, 07:53
    Ja gorąco polecam tę książkę : www.wdrodze.pl/?mod=opis&id=329
    Z tej samej serii, co proponowana wcześniej.
  • 16.09.10, 15:30
    Dzieki!
  • 16.09.10, 09:12
    xciekawax napisała:

    > Patrze na nich i
    > naczej niz bym patrzyla normalnie - ze tacy dostepni, dowcipni jednak i przysto
    > jni.... ale tez mysle czy zdradzaja, czy powielaja ten bol ktory sama teraz mam

    niestety tego wiedziec nie mozna, poza niektorymi przypadkami. Nalezy probowac i bogatsza o te doswiadczenie patrzyc co sie dzieje. Innej drogi nie ma.

    > . Ale ogolnie dostrzegam facetow teraz, i jest ich taaaaaak..... duuuuzooooooo
    > ...... Nigdy wczesniej tego nie widzialam. Zdarzal sie jeden czy dwa, ale tera
    > z jest ich strasznie duzo. moze to przez to ze nie mialam juz seksu przez 5 ty
    > godni. tzn wiecie, z facetem.

    no najpewniej dlatego ;)

    > Widze tez ze mam kompleksy. Dlaczego te brzydkie kaczory z wcale nie lepsza pra
    > ca odemnie swiruja facetow, a ja nie? mysle ze to bierze sie z nastawienia. a m
    > oze odstraszala ich ta obraczka na moim palcu? i ze bylam z przyjaciolmi?

    jednych obraczka odstrasza, drugich przyciaga, najpewniej tez zonatych, wiadomo dlaczego.
    Pisalismy juz o tym, jezeli myslisz ze wiekszosc mezyczyzn, czy nawet spora czesc, na widok kobiety ktora sie spodoba po prostu atakuje w jednej sekundzie to sie mylisz.

    > Seksualnosc swoja droga, a zycie swoja....

    ... ;)
  • 16.09.10, 10:16
    Widze tez ze mam kompleksy. Dlaczego te brzydkie kaczory z wcale nie lepsza praca odemnie swiruja facetow, a ja nie? '

    Widzę, że gardeners trafiła w dyche z tą księżniczką narcyza ;)

    W Twojej przykrej sytuacji to bardzo dobrze, że masz taki charakter, bo sobie lepiej poradzisz ze zdradą partnera.

    duze pozdro!!!


    --
    Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
  • 16.09.10, 15:50
    O co chodzi z ta ksiezniczka narcyza? Tak z grubsza?
  • 16.09.10, 20:54
    xciekawax napisała:

    > O co chodzi z ta ksiezniczka narcyza? '

    napisałaś (ciut wstawiona więc moze to nie całkiem to, co chciałaś napisać, lub właśnie szczera strona Twojej osobowości- teorie o pisaniu po pijaku sa różne):

    Widze tez ze mam kompleksy. Dlaczego te brzydkie kaczory z wcale nie lepsza praca odemnie swiruja facetow, a ja nie?'

    To dla mnie jest dziwne sformułowanie, coś jakbys napisała:
    mam kompleks że jestem niska, bo wokół siebie widze tyle karzełków.
    Sądzilam, że kompleksy biorą sie z porównywania do lepszych od nas, a nie gorszych pod względem jakieś cechy.
    Więc albo nie masz kompleksów, albo te zdania obok siebie tak niefortunnie sformułowałaś.

    Dla mnie ten fragment to właśnie jest wpis księzniczki do swojego pamiętnika:

    Weszłam na salę balową.
    Wśród kobiet zauważyłam same kaszaloty.
    Jestem przepiękna wśród tych brzydkich kaczorów.
    Ale dlaczego wszyscy książęta nie rzucili sie do moich stóp ?!
    Nawet ten przystojny o wygladzie Elvisa zlekceważył blask mojej osoby, który zaćmiewał tamte kocmołuchy.
    Nie takiego wejścia oczekiwałam i czułam sie bardzo rozczarowana tym brakiem uwielbienia dla mnie, księżniczki.
    Nikt nie potrafi mnie potraktować z należytą atencją. foszek :(

    to tak z grubsza, moje luźne wrażenie,
    reszta pewnie w książce.

    duze pozdro!!!
    --
    Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
    Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
    by Cejrowski
  • 16.09.10, 21:54
    :) hmmm... fajne, nigdy tego nie slyszalam, ale podoba mi sie.

    Ale chyba bardziej tym "kaszalotom" albo w ogole w dziewczynom zazdroszcze tego ze potrafia byc takie smieszki, bez skrepowania gadac, flirtowac, i byc takie.... wolne. Ja jestem bardziej schowana w swojej skorupie, bardziej jak cebula - ktora sie wolno obiera ze skorek aby poznac.

    A Elvis akurat byl zainteresowany ;) , ale wiadomo - obraczka - wiec trzymal sie z dala.

    Moze tak napisalam bo akurat byla tam taka dziewczyna, kaczor doslownie. ale umiala zakrecic facetow. Taka obserwacjia. nie wiem.
  • 16.09.10, 12:44
    Odradzałabym Ci pakowanie się w jakieś szybkie znajomości. Wiem że niektórzy w ten sposób leczą swoje rany ale, imo to tylko pozorne leczenie. Dobrze jest dać sobie czas na wypalenie się tego co zostało w nas /resztki uczucia, żal, złość czy nienawiść/ a dopiero myśleć o czymś nowym. Dobrze jest w tym czasie poprzyglądać się sobie z sympatią, pokochać siebie:).Przypadkowy seks nie da Ci zbyt dużo a może spowodować kaca albo brak szacunku do siebie. Wiem że jest to indywidualna sprawa, ale warto się nad tym zastanowić. W knajpce nie poznasz chyba nikogo na dłużej, natomiast amatora jednorazowego seksu z pewnością tak. Dziwisz się że w knajpce wokół niezbyt atrakcyjnych dziewczyn/kobiet kręcą się mężczyźni. Myślę że obie strony mają podobne nastawienie, one-„jestem przystępna i chętna” oni- „mam ochotę na seks” i tyle. Spotkania ze znajomymi i flirt to coś co może Ci ułatwić wyjście z przykrej rzeczywistości. Napisałaś że chciałabyś spotykać się z terapeutą częściej. Wydaje mi się że celowo jest przerwa tygodniowa- Twoja podświadomość musi w tym czasie przepracować pewne informacje:)
    Jeśli chodzi o znajomych to podejrzewam że wiedzą więcej niż Ty. Możesz z kimś zaufanym o tym pogadać.
    Dodam że nie jestem psychologiem, więc korzystaj tylko z rad fachowca:)
  • 16.09.10, 13:21
    Uwazam, ze obraczka jak najbardziej odstrasza, zwlaszcza facetow, ktorzy szukaja kogos na stale. Nie powiedziane tez, ze w knajpce nie mozna spotkac kogos na dluzej, mam inne doswiadczenia. Poza tym przekonalam sie, ze wcale nie ma tylu amatorow jednorazowego seksu jak myslalam (fakt doswiadczenie zbierane przeze mnie, nie w Polsce, ale nie wiem czy to ma znaczenie), wiekszosc facetow szukala kogos na stale a przynajmniej chciala wiecej niz jednej nocy.
    Mysle, ze ktos nowy moze pomoc zapomniec, odwrocic uwage, dostarczyc rozrywki. Mnie osobiscie to pomoglo. Moze nawet rozwinac sie z tego cos wiecej, takie przypadki tez znam. Nie trzeba pakowac sie na leb na szyje ale owszem mozna komus dac szanse, jako czlowiekowi, chociazby aby milo spedzic z nim czas. Owszem nastawienie jest bardzo wazne, nie chodzi tutaj o to, zeby szybko zlapac kogos na seks, nawet jezeli by do tego seksu doszlo, nie to jest najwaniejsze.
  • 16.09.10, 13:37
    Jeden z moich partnerów gdy odeszłam od niego/do nikogo:) rzucił się na dziewczyny. Jedna, druga, trzecia- każdą porównywał do mnie i na dodatek zawsze którejś wspomniał o tym że ja to „tak i tak” a one „nie tak jak trzeba” i nawet nie chodziło o seks. Dlatego napisałam że jeśli do kogoś czuje się jeszcze coś to lepiej nie pchać się w nowe bo pokusa porównywania będzie silna a może wygrać była/były. Autorka powinna poradzić sobie z resztkami uczucia do męża a potem radośnie:) wejść w nowy związek. Imo
  • 16.09.10, 14:46
    Ja nie mowie, ze ona ma zaraz wchodzic w nowy zwiazek, jednak otworzyc oczy na swiat i na nowych mezczyn owszem moze.
    Poza tym uczucia do meza to ona jeszcze dlugo bedzie miala, jakby nie bylo, byli ze soba 14 lat. Tak czy siak pozostanie na zawsze czescia jej zycia, gdzies tam, chociazby w kaciku serduszka bedzie mial swoje miejsce, bo byl przez dlugi czas czescia jej zycia. A to, ze sie nastepnego/nastepna w roznych sytuacjach, czasem nawet po dlugich latch porownuje, to tez ludzkie i nie nowe zjawisko. Ale co innego robic to "po cichu" a co innego mowic o tym glosno. To juz kwestia wyczucia i taktu no i wzgledu na te druga osobe.
    Na pewno jej maz mial wiele dobrych stron, przezyla z nim piekne momenty, tego nikt jej juz nie zabierze i te wspomnienia na pewno na dlugo, moze nawet do konca, z nia pozostana.
    I nie ma w tym nic zlego, to ludzkie i zupelnie zrozumiale.
  • 16.09.10, 15:20
    Poza tym uczucia do meza to ona jeszcze dlugo bedzie miala, jakby nie bylo, byli ze soba 14 lat. Tak czy siak pozostanie na zawsze czescia jej zycia, gdzies tam, chociazby w kaciku serduszka bedzie mial swoje miejsce, bo byl przez dlugi czas czescia jej zycia. <
    Po 10 latach związku /kochałam męża/ nie przewiduje w moim sercu miejsca dla niego.
    Czuję się oszukana/chyba podobnie jak xciekawa/ i będzie ojcem mojego dziecka i kimś w rodzaju dalekiego krewnego. Niestety tak mam i nad tym pracuje:) Każdy jest inny..
  • 16.09.10, 15:36
    Moze niezbyt precyzyjnie sie wyrazilam. Chodzi o to, ze raczaj nie mozna tego czlowieka wymazac z pamieci. Niemniej jednak rozumiem, ze w przypadku wielkiej krzywdy ma sie do niego raczej negatywne uczucia. I masz racje kazdy jest inny...
  • 16.09.10, 15:42
    na skok w bok tez nie mam ochoty na razie. Ale fajnie bylo pogadac z mezczyznami. Jeden wygladal jak nizszy Elvis Presley. ;) Oczywiscie nic od nich nie chce. Niby interesuja mnie ale mam jakas uraze, z oczywistych powodow. Masz racjie, teraz w zwiazki nie bede sie pakowac - zreszta - trudno by mi zreszta bylo skoro kazdy mysli ze jestem zamezna. ;)

    umowilam sie z kolezanka ze moze za miesiac wyjedziemy na tydzien gdzies daleko.

    Nie mam pojecia gdzie mozna poznac faceta, jezeli nie w knajpce. Zawsze myslalam ze tam ludzie ida aby kogos poznac.

  • 16.09.10, 22:33
    xciekawax napisała:

    >
    > umowilam sie z kolezanka ze moze za miesiac wyjedziemy na tydzien gdzies daleko
    > .
    >
    > Nie mam pojecia gdzie mozna poznac faceta, jezeli nie w knajpce. Zawsze myslal
    > am ze tam ludzie ida aby kogos poznac.
    >

    kag73 ma racje co do otwartosci

    natomiast rozumiem ze malzenstwo juz przepadlo i papiery zlozone czy po prostu chcesz "wyrownac" rachunek i probowac to naprawic ewentualnie jak znajdziesz gdzies dobre ruchanie latwiej bedzie Ci sie rozwiesc?
  • 16.09.10, 23:12
    na razie chce zrobic legalna separacjie. Musze znalesc prawnika, ale nie mam na to sil, energji...

    Wiesz, ja mam swoje potrzeby seksualne, ale nie chodzi mi o to aby kogos poznac i sie zemscic czy uprawiac seks. Czasami fajna rozmowa z facetem moze podniesc na duchu - ze wiesz, nie jestem odrzutkiem, ze nadal ktos sie mna moze zainteresowac. ze moze kiedys bedzie ok.... Wiem sama po sobie ze teraz nie jestem w stanie angazowac sie w zadna znajomosc, ale zeby tak pogadac sobie - to pewnie byloby mile.

    Zastanawiam sie, czy mozna umrzec przez zlamane serce? bo dzisiaj sie tak czuje.
  • 16.09.10, 23:22
    sama dobrze wiesz ze spora czesc tesknoty za mezem to zwykla potrzeba przetrzepania sakwy, nic nowego..

    napiecie seksualne wzmaga tesknote wiec rozlozenie nog przed jakims typem najpewniej pomoze. Nie zachecam zebys ruchala byle kogo, to kobiecie o twojej wrazliwosci tylko zaszkodzi. Kag73 ma racje, spokojnie, na luzie i nie obrazaj sie na mezczyzn.

    Tylko zloz papiery separacyjne.
  • 17.09.10, 00:47
    czytam ,czytam i nie wiem czy płakać że tyle "żon" zranionych czy pocieszać się że nie jestem sama... w tym cierpieniu...u mnie mija dwa lata...jesteśmy razem..boli jak cholera ale walczymy oboje o NAS
    do kwiatek2 -1 - Twoje słowa płyną jakby z moich ust...te same przeżycia, te same myśli..mnie też męczy chęć poznania najgorszych szczegółow..ale czy jest sens ???
    --
  • 17.09.10, 01:05
    www.youtube.com/watch?v=0TX6pMl75Q0
    jak nie znasz języka, to własnie śpiewa o tym że chce o "niej" wiedzieć wszystko, nawet jakby miało ja to zniszczyć

    znaczy, norma międzynarodowa, o ile cie to pociesza
    piekna piosenka, pozbierasz się i jeszcze będzie lepiej niż ok.
  • 17.09.10, 01:30
    zaraz sobie odsłucham..
    dzięki..
    u mnie "walka" trwa niuestannie...chcę iść do przodu, zamknąć czarną przeszłość ale coś mnie do jej poznania pcha..
    zastanawiam się nad terapią..bo pomimo upływu czasu nie radzę sobie
  • 17.09.10, 02:06
    ja polecam terapie. Ty wez dla siebie psychologa, a z mezem chodzcie na terapie malzenska. Potrzebujesz wsparcia z kazdej strony. Inaczej do konca zycia bedziesz cierpiec, za kazdym razem gdy zobaczysz zdrade np na filmie wszystko bedzie do Ciebie wracac.

    Ja sie czuje lepiej znajac detale, ale powtorze sie i powiem ze uwazam ze nie kazda kobieta powinna ja znac, moze byc trudno. (szczegolnie ze ty z mezem jeszcze sypiasz, a ja juz nie chce z nim byc). Wiesz, mnie zdrada i tamta kobieta tak strasznie nie rusza (ale owszem, jest to strasznie bolace) tylko te klamstwa, manipulacjie, i brak szacunku do mojego zycia i osoby zabijaja wszystko.

    Zastanawiam sie co mi powie po powrocie. zaloze sie ze rozmowa bedzie dopiero w sobote albo niedziele. Ja to widze tak: pan powie ze kocha mnie tak bardzo ze chce abym odeszla i ulozyla sobie zycie z kims innym i wartosciowym. Jest tchorzem, i manipulatorem i pewnie bedzie myslal ze ja jednak pewnego dnia zadzwonie i z wlasnej woli go zaprosze.

    Powolutku zaczynam chyba przechodzic na druga faze zaloby i zaczynam byc zla. tzn dzisiaj tak przez kilka minut mialam. Ale lepsza zlosc niz ten cholerny bol.

    PS: jezeli Bog istrnieje to ma bardzo chore poczucie humoru. Nie dosc ze jestem zraniona i nie chce mi sie zyc, to jeszcze zepsulo sie metro, taksowki nie moglam zlapac bo zbyt duzo ludzi bylo w podobnej sytuacji, wiec wralam 1 i pol godziny na piechote do domu w zlej dzielnicy, gdy bylo ciemno i jeszcze padal deszcz. Chce mi sie wyc.
  • 17.09.10, 08:27

    Boże, dwa lata i wciąż?! A ja pocieszam się, że wciąż przeżywam, bo wszystko jest jeszcze zbyt świeże. Myślałam, że po dwóch latach już będzie dobrze.
    Wiem, że łatwiej byłoby mi, gdybym odeszła. Ale nie lepiej. Zasugerowano tu, że zostałam, bo bałam się samotności, że to "chowanie głowy w piasek". Wierzcie lub nie, nazwijcie to brakiem godności etc, ale ja - mimo tego co robił - wciąż widziałam w nim tego dobrego, kochającego faceta, wiedziałam, że jest dobry. Przez jakiś czas robił rzeczy paskudne, które godziły we wszystko co ważne w związku; ale ja wierzyłam/wierzę, że tak naprawdę on jest dobry. Bo jest. Wierzę, że po okresie kompletnego pogubienia może wrócić do siebie dawnego - uczciwego, lojalnego.Jestem z nim po prostu dlatego, że go kocham. I nie żałuję tego. Dorotko, moje zdanie jest takie: jest sens. Gdybym zdecydowała inaczej, może byłoby mi łatwiej, zemściłabym się - ale co to dałoby mnie czy jemu?
    Tylko jest trudno. Wiem, że jak zdecydowałam się wybaczyć, powinnam zapanować nad zazdrością, chęcią dowiedzenia się, co bylo etc. A jednak te uczucia są silne, wciąż są... I to mnie wkurza.
  • 17.09.10, 09:33
    A jak się czuje po takim czasie Twój mąż? Jedyne z czym ma problem, to stan jego żony? Jedyne co go męczy to to, że Ty się z tym ciągle zmagasz? Rany!
    Żony alkoholików też widzą w nich dobrych ludzi, którymi należy się zająć. I nie przestają nwet wtedy, gdy mężowie napruci leją je po gębach. Bo to dobry facet, ale zagubiony.
  • 17.09.10, 09:39
    edypia111 napisała:
    jedyne z czym ma problem, to stan jeg
    > o żony? Jedyne co go męczy to to, że Ty się z tym ciągle zmagasz?

    I znów wiesz lepiej! To już nudne. Proszę, przestań komentować moje wpisy...
  • 17.09.10, 09:45
    Nie.
  • 17.09.10, 15:26
    Wiesz, tak mi sie przypomniala historia malzenstwa mojego przyjaciela.

    Facet mial romans, ale bardzo dbal aby zona sie nie dowiedziala, ale ona sie dowiedziala w koncu (przy praniu cos znalazla w jego kieszeni). Strasznie to przezyla, mieli dwoje malych dzieci. Biedna byla. On stawal na glowie aby "naprawic". I naprawde sie staral, chociaz nadal mial okazjonalne romanse (tej natury nie zmienisz). Ale ona o nich nie wiedziala a przynajmniej nie miala dowodow (stal sie bardziej sprytny). I teraz dzieci podrosly, sa nastolatkami, i ona powiedziala mu ze go nie kocha, i ze chce rozwodu.
    Zdrada naprawde ma dlugie konsekwencjie.

    Ja tez myslalam ze moj facet MI tego nigdy nie zrobi. Nie miescilo mi sie to we lbie. A juz napewno nie w TAKI sposob. I powiem ci ze miedzy innymi za to wlasnie go kochalam. A teraz znowu mam wierzyc ze on by mi tego nigdy nie zrobil? Niby dlaczego? bardzo latwo mu przyszlo za (podobno) pierwszym razem.
  • 17.09.10, 15:50
    xciekawax napisała:
    > Ja tez myslalam ze moj facet MI tego nigdy nie zrobi. Nie miescilo mi sie to w
    > e lbie. A juz napewno nie w TAKI sposob. I powiem ci ze miedzy innymi za to w
    > lasnie go kochalam. A teraz znowu mam wierzyc ze on by mi tego nigdy nie zrobi
    > l? Niby dlaczego? bardzo latwo mu przyszlo za (podobno) pierwszym razem.

    Ależ ja nie sugeruję Ci, broń Boże, że robisz źle. To Twoja decyzja. I jakakolwiek ostatecznie będzie, będzie słuszna, bo to Twoje życia i Twoje decyzje. Pokazuję Ci moją, byś miała przeciwwagę dla dominujących sugestii "rzuć go natychmiast". Nie mam pojęcia, co lepsze.
    Ja swojej decyzji nie żałuję, choć jest trudna. Może i nie żałowałabym, gdybym zdecydowała inaczej. A i tak nie przekonam się, co byłoby lepsze; dwóch sprzecznych decyzji nie mogę podjąć równocześnie, by sprawdzić skutki :)
    A ja swojego męża też kochałam m.in. za to, że był niezdolny do zdrady :) Gdy ta przyczyna odpadła, zostało jeszcze dużo innych.
  • 17.09.10, 18:13
    ja tam nic nie propaguje, tylko taka historia mi sie przypomniala, ze kobieta wkoncu stracila do swojego serce. Ale kazdy jest inny. Tez slyszalam historie ze zdrady uratowaly malzenstwa, bo to byl taki wstrzas dla par, ze otworzylo im to oczy ze cos jest nie tak. I po terapi byli bardzo szczesliwi ze soba, calkowicie przebaczyli sobie.

    Tez zrobila sie tu nieciekawa dyskusjia na temat czy lepiej odejsc czy zostac. To nie bylo moja intencjia. Ja tu tylko szukam wsparcia dla siebie i dostaje. I strasznie mi to pomaga. Czasami pierwsze co robie po przebudzeniu to zagladam tutaj, aby dodac sobie otuchy, i wsparcia i wytrzymalosci. Wiec wszystkim strasznie dziekuje.

    A wiadome jest, tak jak Kag mowi - zdrada zdradzie nie rowna, i kazdy sam musi zadecydowac, przebolec. Ale najwazniejsze to isc naprzod - z partnerem czy bez. Czasami trzeba pomocy z zewnatrz, i tyle.

    A ta dziewczyna co z nia tak sie sprzeczasz - coz, po pierwsze ona nie byla zdradzona przez kochanego czlowieka wiec nie ma pojecia o czym piszemy. Wiem, gdyz ja przed zdrada tez zimne rady dawalam. Tzn dawalm dobre rady, ale nie mialam pojecia o emocjach jakie temu towarzysza i nawet czytajac o tym nie mialam pojecia - do teraz.

    Dlatego mowilam wczesniej ze czuje sie jakbym trafila do specyficznego, sekretnego klubu o ktorym nigdy wczesniej nie wiedzialam.

    Rowniez, ta dziewczyna miala bardzo zle pierwsze malzenstwo, bez milosci jak sama mowila - mysle ze to bardzo twardnieje serce u niektorych ludzi. Potem ludzie juz nie moga kochac tak niewinnie, gleboko, nie angazuja sie na calosc. Nie mowie ze wszyscy, ale wielu.

    A to co uwaza - ze zawsze trzeba odejsc - to nie ona jedna, bo tak jak sie mowi : poki nie przejdziesz mili w czyis butach to nie wiesz. Wiec i z usmiechem biore wypowiedzi ze "ja to zawsze bym zrobila tak i tak", - bo po prostu nie wiesz dopoki sie to stanie.
  • 17.09.10, 08:33
    I właśnie tego nie rozumiem. Po dwóch latach, gdybyście się rozstali, byłabyś już poukładana i szczęśliwa, a zdrada męża byłaby mętnym wspomnieniem. Wasz strach przed samotnością nakazuje Wam sobie marnować życie.
    A sprawa jest zazwyczaj jak drut prosta- kto kocha, nie zdradza. Mąż zdradzał, bo nie kochał i nie zaczął kochać. Jest wygodny, sporo zrobi, żeby zostać w domu. Przy kiepskich wiatrach za kilka lat znowu zdradzi. I tyle. Marnujesz życie, marnuje je kwiatek, ale minie jeszcze sporo czasu zanim to odkryjecie. Nie walczycie o WAS, Ty walczysz o WAS, on o siebie. I strzelam w ciemno, bo inne historie się nie dzieją ani tu na forum o nich nie słyszałam, ani w życiu.
    Obawiam się jednak, że na rozstanie potrzeba ogromnej siły.
    Xciekawax jest najmądrzejszą i najrozsądniejszą kobietą, która się tu znalazła. Za dwa lata opowie nam o swoich fajnym i poukładanym życiu z innym, naprawdę kochającym mężcyzną, podczas gdy Wy będziecie dalej walczyć o WAS albo będziesz dawała mu znowu ostatnią szansę po zdradzie.
  • 17.09.10, 08:43
    Oj fajnie jest innych oceniać i szufladkować prawda?
    Zakładać, że kazda z otwartymi ramionami przyjmie faceta po kolejnej zdradzie?
    Życie nigdy nie jest tylko czarne lub białe, ja akurat uważam, że najistotniejsze to podjać taką decyzję jaka jest dla danej osoby i sytuacji najsłuszniejsza. I nie zawsze jest to decyzja o wywaleniu pana na zbity pysk- niekoniecznie wynikające tylko z braku odwagi.
    Ja już kiedyś stwierdziłam, ze ten jeden raz jestem w stanie darować, wiem, ze będę potrafiła być z nim nadal szczęśliwa- bo nadal jestem. Jesli będzie kolejny- wszystko się zmieni i albo wystawię walizki, albo po prostu przestanę się nim przejmować...
    Nie oceniaj decyzji innych. Nie zawsze decyzja o rozstaniu jest słuszna ( w przypadku autorki wątku pewnie tak- kłamstwa, oszukiwanie, kilka spotkań,) w moim by nie była.
  • 17.09.10, 09:15
    Ja nie twierdzę, że życie jest czarno-białe. Oczywiście bywa różnie i nawet zdrady są różne, bywają po prostu jednorazowymi epizodami. Ale zdrada - taka jednorazowa, to nie romans. Romans zawsze zakłada zaangażowanie w tę drugą relację, a wtedy mąż kradnie ze związku coś więcej niż nienaruszalność relacji fizycznej.
    Oczywiście, że są ludzie, którzy potrafią to przeboleć, właśnie kwiatkowi o tym napisałam. Małżeństwa w większości to po prostu dobry układ i wygodna firma do opieki nad dzieckiem. Niektóre kobiety łudzą się, że tak nie jest, ale są i takie, które rozumieją, że ta spółka wymaga wyrozumiałości i tyle.
  • 17.09.10, 09:21
    edypia111 napisała:
    Małżeństwa w większości to po prostu dobry układ i wygodna firma do
    > opieki nad dzieckiem. Niektóre kobiety łudzą się, że tak nie jest, ale są i ta
    > kie, które rozumieją, że ta spółka wymaga wyrozumiałości i tyle.

    Czegoś takiego jak miłość nie zakładasz wcale? Ale z tego, co pisałaś o sobie do tej pory, wynika, że nie powinnam się dziwić.
  • 17.09.10, 09:29
    Przeciwinie, zakłdam. Dlatego jestem mężatką po raz drugi. Nie było miłości w moim pierwszym małżeństwie, ale robiłam wszystko by tego nie dostrzegać.
    Widzisz, Kwiatek, ja to piszę wszystko, bo mi Was szkoda, nawet jeśli jest zabawne słuchanie tego jak budujecie kolejne piętra racjonalizacji, to jednak i tak mi Was szkoda. A Ty mnie zwyczajnie nie znosisz. Starasz się szczypać i podgryzać w kwestii mojej biografii. Piszesz, że miałam takie a nie inne życie i robisz wszystko by nie zrozumieć tego, co piszę. Przecież jesteś dość mądra, by umieć czytać ze zrozumieniem i wiedzieć, że nie ma zależności między moją uwagą o małżeństwie a moją biografią - w tym sensie, że nie da się tego wyczytać.
  • 17.09.10, 09:37
    edypia111 napisała:
    >bo mi Was szkoda

    To Twoje poczucie wyższości jest wkurzające. I wtedy, gdy pisałaś do mnie jako kochanka żonatego faceta, ta "lepsza" niż zdradzana żona, i teraz.
    Przyjmij do wiadomości, że jestem szczęśliwa, że cieszę się, że moje małżeństwo trwa. Taki jest fakt. Cierpię, ale jestem też szczęśliwa. Pozorny paradoks. Nie decyduj za mnie, nie wyrokuj czemu jestem z mężem, jakie jest nasze małżeństwo, co się z nim stanie. Nie czuj się lepsza tylko dlatego, że zmieniałaś facetów, a ja nie .

    Przecież jesteś dość mądra, by umi
    > eć czytać ze zrozumieniem i wiedzieć, że nie ma zależności między moją uwagą o
    > małżeństwie a moją biografią -

    Ta zależność jest dla mnie aż nadto widoczna. Dotyczy zresztą to nas wszystkich. Ja też dlatego zajmuję takie a nie inne stanowisko, bo mam takie a nie inne doświadczenia.
  • 17.09.10, 09:45
    Ja je zajmowałam też wtedy, gdy byłam mężatką. Nie muszę się dostać wrzątkiem w twarz by wiedzieć, że płyn w chłodnicy mojego samochodu na trasie jest gorący.
    I mimo, że jestem mężatką, jestem dalej pewna, że w układzie kochanka-mąż-żona, to kochanka jest w najlepszej sytuacji. Jest uwielbiana, adorowana, mimo, że w większosci przypadków ci mężowie zostają potem w domach. To kochanki są centralnym punktem życia tych panów, to o nich myślą, gdy się budzą, gdy się onanizują, gdy uprawiają seks z żoną albo gdy są na nudnych wakacjach. Ta wiedza boli i być może mnie też kiedyś zdradzi mąż, wtedy mnie będzie bolała bardziej nawet niż Was, bo byłam po drugiej stronie, bo wiem jak wyglądają romanse.
  • 17.09.10, 09:51
    edypia111 napisała:
    > I mimo, że jestem mężatką, jestem dalej pewna, że w układzie kochanka-mąż-żona,
    > to kochanka jest w najlepszej sytuacji. Jest uwielbiana, adorowana, mimo, że w
    > większosci przypadków ci mężowie zostają potem w domach. To kochanki są centra
    > lnym punktem życia tych panów,

    Znów upraszczasz. Bywa i tak. Ale bywa też tak, że są dla nich nikim, ze są tylko źródłem przyjemności. O tym przecież wiesz, tylko - jako była "ta trzecia" - wolisz tego nie zauważać.
  • 17.09.10, 10:03
    To prawda, ale nawte gdy są tylko źródłem przyjemności, to wciąż mają tę przewagę nad żoną, że żona owym źródłem przyjemności nie bywa.
    Jako była ta trzecia, a aktualna żona owego pana, który widział we mnie źródło przyjemności twierdzę, że mogę być owym źródłem aż do śmierci. Nie przeszkadza mi to.
  • 17.09.10, 10:38
    Brak logiki w Twoich wypowiedzaich. Jak możesz zaufać facetowi, który zdradzał swoją żonę? Nam mówisz, że jak ktoś zdradzał, to zdradzać będzie. Twój obecny mąż zdradzał i oszukiwał swoją żonę z Tobą - a więc jest do tego zdolny. Czemu zakładasz, że Ciebie - obecnej żony - zdradzać nie będzie? Wg Twoich teorii (podkreślam: wg Twoich) ponieważ okazał się zdolny do zdrady, to jak minie nowość, znudzisz mu się... Czemu swoich scenariuszy nie przykładasz do swojego życia?

    I jak się to ma do tego, co pisałaś pół roku temu:

    >Nie kopnę w d... kochanka, bo jest mi z nim dobrze. Mam świetny seks, mam wiele uwagi, >mam zabiegania, flirty, smsiki, kwiatuszki, maile miodzik. I mam czas dla siebie, mogę robić >co chcę i kiedy chcę. On się spina, kombinuje, itd. Ja nie. Ja jestem wolna i niezależna. >Każda kobieta, która jest adorowana wie, jaka to świetna zabawa, gdy ktoś je jej z ręki. A >tak niestety wyglądają romanse. No chyba, że się obie strony zaangażują - to zmienia >wszystko i znacznie komplikuje.
  • 17.09.10, 11:23
    Jako ktoś zdradzał żonę A, to raczej będzie zdradzał żonę A, nie wynika z tego, że będzie zdradzał żonę B. To nie jest funkcja logiczna "Jeśli A zdradza, to będzię zdradzał". To w ogóle nie jest funkcja logiczna tylko raczej wróżenie z fusów na podstawie setek widzianych tu i w realu przykładów. Nie twierdzę też, że zdarady dzieją się, bo ktoś się znudził, bo minęła nowość, dzieją się z wielu różnych przyczyn. W drugim związku obie strony zazwyczaj wiedzą co zrobić, by się nie znudzić i o co dbać. Uczą się na błędach.
    Jak się obe strony zaangażowały, to się sprawy pokomplikowały. To widać. Jestem mężatką. A ex kochanek nie zmienił się za grosz.
  • 17.09.10, 14:58
    Wiesz, nie chce aby ten watek zmienil sie w walke pomiedzy kochankami a zonami, albo pomiedzy kobietami ktore wybieraja odejsc, a kobietami ktore wybiaraja zostac.

    Kazdy ma inna sytuacjie, i kazdy potrzebuje czas aby przemyslec wszystko i podjac odpowiednia decyzjie.

    Rowniez, ja naprawde nie potrzebuje od Ciebie slyszec ze maz mysli o kochance jak wstaje rano. Nie romantyzuj juz tych kochanek. Wlasnie czesto jest tak ze faceci traktuja je jak dmuchane lale, a ze czasami trzeba kwiatki dac i wziasc na kolacjie - no wiesz, za wszystko trzeba placic.

    A co do onanizacji na kochanki? nie jest to tak ze tylko na nie sie onanizuja - gdy zobacza ladna kobiete na ulicy tez to robia - normalka. Na pewno nie jeden robil to myslac o mnie w nocy, ale co z tego?

    A juz w ogole wkurzaja mnie kobiety ktore sypiaja z facetami wiedzac ze maja zony. Widzisz jak to boli. Ja bym nie mogla ze swiadomoscia tego sypiac z kims. No ale wiem ze kazdy jest inny. Tak jakos jest ze jaka karme sobie wyrobisz to tak w zyciu kiedys dostaniesz.

    I jeszcze cos, byc moze po tych twoich romansach, masz swiadomosc czym zdrada jest, i specjialnie sobie wybralas na meza kogos kto nie zdradzi. (taki radar). Chociaz w zyciu nic nie wiadomo.

    A ja odchodze, gdyz wiem ze zycie z moim facetem byloby nieszczesliwe. Nie chce sobie i jemu tego robic. Ja tym odchodzeniem mysle tylko i wylacznie o sobie. Nie chce przez lata rozpamietywac, nie chce byc zla na niego, nie chce mu kiedys dac z liscia - ot tak sobie, bo sobie przypomnialam. Inne kobiety niech robia co DLA NICH jest najlepsze. Wcale nikogo nie osadzam - jakakolwiek decyzjia czy to rozwodu czy pozostania - jest bardzo trudna i bolesna. Wiec daruj sobie ublizania czyjegos wyboru - szczegolnie gdy, zdaje sie, sama nigdy przez to nie przechodzilas.
  • 17.09.10, 15:12
    "Rowniez, ja naprawde nie potrzebuje od Ciebie slyszec ze maz mysli o kochance jak wstaje rano. Nie romantyzuj juz tych kochanek. Wlasnie czesto jest tak ze faceci traktuja je jak dmuchane lale, a ze czasami trzeba kwiatki dac i wziasc na kolacjie - no wiesz, za wszystko trzeba placic. "

    Pozwole sie wtracic, choc nigdy nie bylam kochanka, nie siedze tez w mezczyznach i ich glowach, ale mysle, ze z tym "dmuchanymi lalami" to nie do konca mnie przekonuje. Nascie smsow i rozmow dla dmuchanych lal? I wydawanie na nie pieniedzy, spedzanie czasu z nimi a jednoczesnie niemienie go dla zony? To nie lepiej pojsc do burdelu? Jak dla mnie to albo zauroczenie, zafascynowanie ta nowa osoba, namietny, bo "nowy" seks, albo szukanie spelnienia w innych ramionach, bo z zona juz sie nie podoba, albo nie spelnia oczekiwan, albo po prostu szukanie urozmaicenia, nie we wlasnym, tylko w cudzym lozku. A inni maja dylemat, bo zafascynowali sie nowa, pociaga ich, ale jednoczesnie kochaja tez zone, sa dla niej dobrzy, sypiaja z nia, bo tez ich pociaga, w zwiazku wszystko gra.
    I mnie tez "wkurzaja" kobiety, ktore sypiaja z zonatymi, bo jestem kobieta i solidaryzuje sie z kobietami i wiem jak bardzo by bolalo, gdyby to przytrafilo sie mnie.
  • 17.09.10, 15:38
    Przyznam ci racjie Kag, ale akurat nie mowilam o swoim przykladzie tylko jak czesto slysze od kolesi. Moj maz chyba byl tez niedoswiadczony, bo wielu znam facetow, ktorzy takie skoczki w boczki traktuja nieemocjonalnie.

    a co do mojego przykadu, to tak, na pewno czegos mu brakowalo, i z jakiegos powodu to zrobil. szkoda ze nie potrafi mi powiedziec dlaczego, bo "myslalem ze sie nie wyda" to nie powod.
  • 17.09.10, 15:52
    To chyba nie ma nic wspolnego z "niedoswiadczeniem", to po prostu zalezy po pierwsze od charakteru/osobowosci a po drugie od okolicznosci i od charakteru tych skokow w bok. Niektorzy ida na bok, chodzi o czysty seks a inni, z roznych wzgledow, angazuja sie emocjonalnie i kontynuuja znajomosc. Zalezy tez od tej osoby, z ktora zdradzaja, bo ona tez ma wplyw i cos do powiedzenia, swoje potrzeby, zyczenia i zalozenia.
    Choc mysle, ze jezeli ktos raz poszedl w bok, to przelamal jakas tam bariere i za drugim razem bedzie mial mniejesze opory. Sa tez przypadki, ktore po prostu szukaja okazji do upolowania czegos nowego na seks a sa tez tacy, ktorzy ulegna chwilowej slabosci. Stad uwazam, ze zdrada zdradzie nie rowna.
  • 17.09.10, 10:46
    ja mam inaczej - życzę sobie aby mąż był źródłem przyjemności dla mnie.
    Jedną z podstawowych rzeczy sprawiających mi przyjemność, oprócz seksu, jest to że moje dzieci płynnie mówią po angielsku gdy ich rówieśnicy dopiero zaczynają naukę, i że do 18 będą znały jeszcze cztery czy pięc języków, mogą uprawiać sport jaki sobie wymarzyły a jaki jest dość kosztowny, stać mnie na terapię i pomoc w ADHD w dobrej prywatnej przychodni.
    Dopóki małżonek na to tyra, taszczy moje siaty, masuje plecki, rozśmiesza dowcipami i bzyka regularnie, to będę ślepa i głucha czy gdzieś tam nie "uwielbia" jakiejś pani.
    :))))
  • 17.09.10, 11:15
    I to jest zdrowe i realistyczne podejście do sprawy.
  • 17.09.10, 13:08
    rumpa napisała:

    > ja mam inaczej - życzę sobie aby mąż był źródłem przyjemności dla mnie.
    > Jedną z podstawowych rzeczy sprawiających mi przyjemność, oprócz seksu, jest to
    > że moje dzieci płynnie mówią po angielsku gdy ich rówieśnicy dopiero zaczynają
    > naukę, i że do 18 będą znały jeszcze cztery czy pięc języków, mogą uprawiać sp
    > ort jaki sobie wymarzyły a jaki jest dość kosztowny, stać mnie na terapię i pom
    > oc w ADHD w dobrej prywatnej przychodni.
    > Dopóki małżonek na to tyra, taszczy moje siaty, masuje plecki, rozśmiesza dowci
    > pami i bzyka regularnie, to będę ślepa i głucha czy gdzieś tam nie "uwielbia" j
    > akiejś pani.
    > :)))) "

    A ja, moze jestem zbyt naiwna i wymagajaca, ale chce jedno i drugie. Tzn. w skrocie troske o mnie i o dom i jednoczesnie "uwielbianie" mnie a nie jakiejs innej pani. Dlaczegoz nie? W koncu na meza wybralam nie byle kogo.
    A tak poza tym chcialabym widziec jak w praktyce zareagowalabys gdyby rzeczywiscie uwielbial jakas pania i przede wszystkim do jakiego stopnia:)) Bo powiem Ci, ze ludzie tak bardzo az sie od siebie nie roznia jak by im sie wydawalo.
  • 17.09.10, 10:33
    to dziwne, bo jednak jak przyjdzie co do czego , znaczy się sprawa rypnie, to kochanka dostaje z zasady kopa w d, pan grzecznie wraca do żony, finansuje wspólne geny itd
    może sobie oczywiście znaleźć kolejną kochankę, ale to przecież coś w rodzaju pochwy z pełną uwielbienia naroślą, znowu do wymiany jak grunt się zacznie palić pod nogami.
    Dlatego raczej wygrana jest żona, bo on i tak wraca a jak ma do wyboru żonę czy kochankę to i tak wybiera żonę, w nią inwestuje i o nią dba, ją będzie błagał o wybaczenie, a kochance rzuci że dzieci itd...
    Oczywiście jedyny zadowolony to pan :))) bo dzięki interwencjom żony może spokojnie się pozbyć nudnej już pani. W końcu jaki sens onanizować się mysląc ciagle o tej samej dupie?
    Naprawdę przy tej ilość cynizmu jesteś aż tak romantyczna ?
    :))))

    a w ogóle, jakoś mało mnie wzrusza że pan się brandzluje myśląc o mnie. Sądząc po zwierzeniach panów na tym forum, jest to rodzaj higieny i tak to traktuję.
    Bardziej mnie rusza, jak robi mi zakupy i je taszczy, staje na głowie i wydaje dwie średnie krajowe miesięcznie na edukację dzieci itd
    a adorowanie i uwielbienie - ja nie mogę, talk is cheap, nie słyszałaś o Krasińskim co dwa lata adorował i uwielbiał cnotliwą dupeczkę, w koncu zaprosił ją na kolację, całe jezioro otoczył pochodniami itd biedna kretynka myslała że on ja kocha bo tak się stara ( tyle że dla niego to był pryszcz finansowy, może nieco więcej niż przecietna wizyta w burdelu no ale w końcu dziewica :)) i mu dała, a nstepnego dnia dostała kopa w d....
    zawsze mnie zastanawia łakomstwo kobiet na tombak :))))
    może ja nie mam aż takich kompleksów?
    a moze to mój Asperger i tępota interpersonalna?

    acha, a nudne wakacje to mają nudni ludzie, więc jesli twój men ci takie teksty wstawiał, to albo jest nudny tylko jeszcze to dobrze ukrywa pod seryjnymi banałami podrywacza albo - kłamał jak najęty :)))
  • 17.09.10, 11:18
    W gruncie rzeczy, zgadzam się. Ja nawet myślę, że ci panowie nie myślą o niczym onanizując się, jadą bowiem na porno, ale piszę o tym, jak to wygląda od strony żony. Jest zdradzana we wszystkich warstwach.
    Może ani tępota ani Asperger, po prostu życie?
    A w kwestii nudy. Coś w tym jest. Sama byłam na nudnych wakacjach i było to w czasach gdy cała czułam się nudna.
  • 17.09.10, 19:27
    > Przecież jesteś dość mądra, by umi
    > > eć czytać ze zrozumieniem i wiedzieć, że nie ma zależności między moją uw
    > agą o
    > > małżeństwie a moją biografią -
    >
    > Ta zależność jest dla mnie aż nadto widoczna. Dotyczy zresztą to nas wszystkich
    > . Ja też dlatego zajmuję takie a nie inne stanowisko, bo mam takie a nie inne d
    > oświadczenia.

    Nic z tych rzeczy, Kwiatku, często biografia biografią, a poglądy poglądami. Nie próbuj zdyskredytować wypowiedzi Edypii nawiązywaniem do jej przeszłosci. Więcej sensu widzę w tym, co ona pisze, a różne jesteśmy bardzo.
    Ja nie jestem radykalną zwolenniczką natychmiastowego rozwodu po zdradzie, ale sorry, chowanie głowy w piach i trwanie w przekonaniach, które się okazały się złudzeniem jest zwykłą głupotą. To o dobroci i wierności twojego męża. Możesz sobie dalej widzieć w nim człowieka prawego i wiernego, ale twoje chciejstwo nie zmieni faktu, że stało się z nim parę lat temu coś paskudnego, co spowodowało ciąg zdrad i (o ile sobie dobrze przypominam) odtrącenie ciebie, jako kochanki. Posługując się słownikiem Ditchdoca: wybitnej klasy ku...wo.! Naprawdę wybitnej. Po tym wszystkim ty nawet nie próbujesz dociec, dlaczego coś tak obrzydliwego zalęgło się w duszy twojego ukochanego i jak je ewnetualnie stamtąd wygonić. Nie chcesz zmierzyć się z brzydką prawdą i dlatego uważam, że jesteś tchórzem. Nie dlatego, że nie rozwiodłaś się od razu w szale złości, jaki to pogląd chciałabyś widzieć jako jedyną przeciwwagę dla swoich racji. Bo jeśli nie zmierzymy się z tą brzydką prawdą dotyczącą naszych bliskich, nie mamy szansy na ładne życie z nimi.
    Wierzę ci, że jesteś szczęśliwa. Ułożyłaś sobie życie zgodnie ze swoimi możliwościami psychicznymi i wyobrażeniami o świecie. Wszyscy to robimy. Ale to nie znaczy, że nie ma innych, lepszych sposobów. Trzeba tylko wyjść poza siebie. Da się. Ale decyzja należy do ciebie.

    --
    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
    by Zakletawmarmur
  • 17.09.10, 20:48
    aandzia43 napisała:

    Po tym wszystkim ty nawet nie próbujesz dociec, dlaczego coś tak obrzydliwego zalęgło się w duszy twojego ukochanego i jak je ewnetualnie stamtąd wygonić. Nie chcesz zmierzyć się z brzydką prawdą

    Skąd Wy takie wnioski wyciągacie?! Naprawdę myślisz, że "nawet nie próbuję dociec" co się stało? Że nie chcę "zmierzyć się z brzydką prawdą"? Zanim zaczniesz ferować wyroki, zapytaj mnie czy i ile rozmawialiśmy, ile za mną analiz i mierzenia się z prawdą. To, że nie poszłam na terapię, nie znaczy, że bezmyślnie i bezrefleksyjnie postanowiłam trwać w nieszczęśliwym małżeństwie, że nie robiłam nic.
    I raz jeszcze powtarzam: nie twierdzę, że - jak piszesz - nie ma innych lepszych sposobów. Są. Lepsze, skuteczniejsze (zależy, co się chce osiągnąć), inne. Ja wybrałam ten i dziwi mnie, że jestem za to atakowana. Czemu w paru osobach to budzi tyle złości? Nie rozumiem.
  • 17.09.10, 21:08
    "I raz jeszcze powtarzam: nie twierdzę, że - jak piszesz - nie ma innych lepszych sposobów. Są. Lepsze, skuteczniejsze (zależy, co się chce osiągnąć), inne. Ja wybrałam ten i dziwi mnie, że jestem za to atakowana. Czemu w paru osobach to budzi tyle złości? Nie rozumiem."

    Ja mysle, ze nie tyle budzi to zlosc co raczej wielkie emocje, prawie cos w rodzaju wspolodczuwania/wspolczucia. Przypominam sobie Twoja historie, bardzo brzydki przypadek ku..wa ze strony Twojego meza. Bardzo duzo przezylas i wycierpialas, jednak zdecydowalas sie z nim zostac.
    A poniewaz wyglada na to, ze nadal sie nie otrzasnelas, za nadal Cie to dreczy, ze nie potrafisz wyrzucic tego z pamieci, cierpisz, po prostu wsciekam sie, ze nie pozbylas sie go, choc w moich oczach na to zasluzyl. A Ty dla mnie zasluzylas na spokojne, w pelni szczesliwe zycie z kims innym a moze nawet sama, bez tego "obciazenia" z przeszlosci, ktore nadal jest terazniejsze. Nie wiem, moze sie myle, ale mam wrazenie, ze zrobilas to, bo boisz sie zmian albo samotnosci...a moze po prostu rzeczywiscie nalezysz do osob, ktore mowia "on jest taki i taki i siaki, wiem, ale ja go kocham". OK, akceptuje i mowie "Skoro tak, Twoj wybor, a ze na przemian cierpisz i jestes szczesliwa...hmm...taka opcje wybralas". Bo on, jak dla mnie, mysli, ze nadal moze milczec albo zyc dalej na jego warunkach, gowno bym mu na to pozwolila...ale to ja.
  • 17.09.10, 21:33
    kag, o Tobie nie myślałam, pisząc, że w niektórych mój wybór wywołuje złość...

    Mylisz się w jednym: piszesz > .a moze po prostu rzeczywiscie nalezysz do osob, ktore mowia "on jest taki i ta
    > ki i siaki, wiem, ale ja go kocham".
    Nie, nie potrafiłabym żyć z moim mężem z ostatnich lat. Ja wiem, to trudno wytłumaczyć, ale spróbuję: żyłam przez 20 lat z facetem bardzo uczciwym, dobrym, odpowiedzialnym. Potem coś się stało, stał się kimś innym, obcym. Nawet, gdy sprawa się wydała (i ja zrozumiałam, czemu był "inny" przez parę ostatnich lat) jeszcze nie potrafił sobie sam z sobą poradzić. Ja wciąż szukałam w nim tamtego. Działo się wiele, ale ostatecznie wrócił tamten, poskładał się, odnalazł. Wrócił ten, na którego czekałam przez parę ostatnich lat. Mam nadzieję, że ostatecznie, choć przecież tego nie wiem. On juz nie "żyje na swoich warunkach" - wróciliśmy do warunków, które obowiązywały w naszym małżeństwie przez wiele lat i które on złamał (a raczej łamał, niestety). I mam nadzieję, że jest szczery, nie zwodzi; niestety, jedyny sposób, by się o tym przekonać, to być z nim - innego nie ma. To takie uproszczenie, ale nie chcę wdawać się w szczegóły. Ale znasz pojęcie nawrócenia? Ja w nie wierzę, wierzę, że można wrócić na prostą drogę.
  • 17.09.10, 21:53
    Szczerze powiem, nie zastanawialam sie nad tym czy wierze w nawrocenie. Hmm, bywa, ze ludzie wracaja do Boga, do Kosciola, owszem, bywa. Nie watpie, ze Twoj maz "zaprzestal" swoich praktyk, calkiem mozliwe, ze nigdy do nich nie wroci. W koncu sie wyszalal, a i lat mu przybylo, pewnie libido spadlo...Wiadomo, ze musisz mu zaufac, w przeciwnym razie po co to wszystko?
    Niemniej jednak pytanie co z Toba, zapomnisz o jego wyskokach. Chcialabys poznac szczegoly, czy to dobra metoda nie wiem, ale Ty chcesz-Twoje swiete prawo w tej sytuacji. On-milczy. Wie, ze cokolwiek by nie bylo TY GO KOCHASZ. Ja bym powiedizla "albo mi gadasz co chce wiedziec, albo wyp..laj!" Ale Ty tego nie powiesz, bo nie jestes na te opcje gotowa a ON DOKLADNIE O TYM WIE.
  • 17.09.10, 22:15
    >żyłam przez 20 lat z facetem bardzo uczciwym, dobrym, od
    > powiedzialnym. Potem coś się stało, stał się kimś innym

    czasem trudno sobie wyobrazić że ktoś z kim jesteśmy jest w rzeczywistości inny niż nasza wizja jego osoby i ta inność /dla nas obcość/"objawia się" w sprzyjających okolicznościach. Wolimy widzieć to co jest naszym wyobrażeniem o bliskiej osobie.
  • 17.09.10, 23:26
    Ale znasz poj
    > ęcie nawrócenia? Ja w nie wierzę, wierzę, że można wrócić na prostą drogę.

    Ja też wierzę, że można wrócić na prostą drogę. Ba, wierzę nawet, ze można na nią wejść nawet jeśli wcześniej się nią nie kroczyło. Wiesz, ludzie wychodzą z nałogów, odbudowują swoje zniszczone życie. To się zdarza. W pewnych rzadkich sytuacjach. Ale jeśli liczy się na taki cud, to warto dokładnie, dogłębnie i na zimno przeanalizować, czy są do zaistnienia cudu podstawy. Chciejstwo nie wystarczy.

    --
    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
    by Zakletawmarmur
  • 17.09.10, 23:45
    W tym dokładnie rzecz, o czym pisze kag73. O ile dobrze pamiętam, kwiatkowi próbowałam nawet na privie coś napisać. Mi napradę było jej wtedy szkoda. Ale już nie jest. Jeśli po tym wszystkim pozwoliła mu zostać i - mim upływu czasu - się z tym dalej zmaga, to jest to jej wybór i wybrane przez nią cierpeinie. Teraz jest dla mnie symbolem naiwności i dobrej racjonalizacji. I nie wierzę w żadne zagubienia męża. Wyślizgał się i tyle. Dawno zapomniałby o kłopocie, gdyby nie nadmiar emocji szarpiący kwiatkiem.
    I jest też racją, że ta historia budzi we mnie złość. Złość, bo to kliniczny przykład tego, jak kobiety mogą być naiwne. Mam takie koleżanki, które jadą po równi pochyłej i są potem zdziwione, że obijają tyłki. Będziemy kwiatka i inne jej podobne kobiety reanimować na forum za kilka lat. Bo mąż albo zdradzi, albo one same się załamią, zmęczone wieloletnimi dywagacjami o mężowych zdradach, Tak czy owak to kaplica związku.
  • 17.09.10, 08:47
    edypia111 napisała:
    I strzelam w ciemno,

    Tak, jak zawsze strzelasz w ciemno i masz prostą (bo jedyną) receptę na wszystko.

    Marnujesz życie,
    > marnuje je kwiatek,

    A Ty nie marnowałaś życia wdając się w romanse z żonatymi facetami? Wiedząc, że to Ci nic nie da poza chwilą przyjemności?
  • 17.09.10, 09:12
    Widzisz Kwiatek, ja nie marnowałam życia. Gdy były widoki, że je zmarnuje, odeszłam od męża, zanim któreś z nas by się zdradziło na przykład.
    Nie marnowałam go z żonatym mężczyzną, nie były to chwile przyjemności jedynie. I nie marnuje go teraz w drugim małżeństwie. Nie minęły dwa lata od mojego odejścia od męża.
    Nie twierdzę, że zawsze było mi sielankowo i wspaniale, nie było, bywało ciężko z tych czy innych przyczyn (już przeprowadzenie się trzy razy w tak krótkim czasie dla większości tu obenych byłoby nie do dźwignięcia). Natomiast mam i miałam odpowiednią ilość szacunku dla siebie i niezaburzony obraz rzeczywistości. Nie wiem czy rozmawiacie z ludźmi spoza forum, ja tak, w kółko i takich hstorii jak Wasze jest mnóstwo. W zasadniczej większości wyglądają dokładnie tak, jak to opisuję. Jedyne, co się w Waszym życiu zmieni z czasem, to pogodzenie się z tym, że małżeństwa w jakich tkwicie, to rodzaj układu, w którym godzicie się na pewne ustępstwa za cenę jego trwania. I tego ja bym nie potrafiła i tyle. Nie pozwoliłabym sobie na to, żeby taka edypia, która może być kochanką Waszych mężów mówiła Wam wprost co myśli o tym, co robicie. A pozwalacie na to z definicji - wtedy, gdy zostawiacie przy sobie tych cudownych mężów, którzy zawsze śpią spokojnie, podczas gdy Wy chudniecie i przeżywacie po nocach po raz setny to co się zdarzyło.
  • 17.09.10, 09:27
    edypia111 napisała:
    Natomiast mam i miał
    > am odpowiednią ilość szacunku dla siebie i niezaburzony obraz rzeczywistości.

    I egoizmu przede wszystkim (egoizm sam w sobie nie jest zły, ale Ty go masz w nadmiarze)

    Jedyne, co się w Waszym życiu zmieni z czasem, to pogodzenie się z t
    > ym, że małżeństwa w jakich tkwicie, to rodzaj układu, w którym godzicie się na
    > pewne ustępstwa za cenę jego trwania.

    Wiesz doskonale, co się w naszym życiu zdarzy, już napisałaś nam scenariusz. Gratuluję "niezaburzonego obrazu rzeczywistości"
  • 17.09.10, 09:41
    To nie jest egoizm, że ratuję się ze spadającego samolotu czy tonącego statku. To instynkt samozachowawczy. Lepiej się męczyć wspólnie, czy być szczęśliwym oddzielnie? Mój pierwszy mąż dziękuje mi dziś za tę decyzję, choć wtedy pewnie cierpiał.

    Nie znam scenariusza, może być inaczej. Jednak wnioskuję, że jeśli kaleczę się goląc maszynką męża 90 na 100 razy, to jest bardziej prawdopodobne, że to zdarzy się znowu, niż że będzie inaczej. Nic nie jest na pewno. Więcej. Może być tak, jak mówię, Twój mąż może znowu będzie kogoś miał, Ty się o tym nie dowiesz i do końca życia będziesz pewna, że edypia była w błędzie. I to nawet fajnie, bo czego oczy nie widzą, tego sercu naprawdę nie jest żal.
  • 17.09.10, 09:44
    Ale równie dobrze moze być inaczej. Może jej mąz teraz bedzie jej wierny? taki scenariusz rozumiem Twoim zdaniem nie jest możliwy?
  • 17.09.10, 09:55
    Jest możliwy, ale bardzo mało prawdopodobny. Właściwie nie słyszałam takiej historii. Znam za to panów, którzy osiągnęli mistrzostwo ukrywania się, a ich żony postawiłyby cały majątek na to, że ich mężowie są im wierni. Paradoksalnie, oni najczęściej po prostu ciągną te romanse, na których zostali złapani. Nie twierdzę, że tak jest zawsze. Czasem mają inne :)