• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

zapłata za zdradę Dodaj do ulubionych

  • 23.09.10, 15:34
    witam Forumowiczów.
    watek który mnie trapi:
    miałam ponad dwuletni "związek" z żonatym gościem. nie chce mi się opisywac całej sytuacji bo to był totalny harlekin. związek się skończył wielkim powrotem do żony a ja miałam sobie jakoś poradzić. Poradziłam. Bolało. wyleczyłam się. ułożyłam sobie życie. tego jaką byłam naiwną frajerką nie wybaczę sobie nigdy, ale nie to jest sednem wątku. chodzi mi o zachowanie wybaczającej żony. przyjęła metodę "zagłaskać kota na śmierć". bez skutku. mąż dalej ma ciągoty do innych kobiet. Np. do mnie. co jakiś czas dostaję maile jak to mnie nadal kocha, jaka byłam cudowna, jak nie może o mnie zapomnieć etc.. czasem jakiś głuchy telefon.. czasem "przez przypadek" pojawia sie w miejscu w którym ja jestem, pracuję.. Ja milczę, nie odpiisuje, mam to gdzieś.
    Nie tyka mnie już to. Śmieszy co najwyżej i stało sie dla mnie obrzydliwe.. A najbardziej komiczne sytuacje są wtedy gdy spotykam ich czasem razem i Żona mnie zobaczy. zaczyna się publiczne obściskiwanie, całowanie i obłudne wyrażanie przez nia wielkiej miłości i triumfu że mąż wrócił. I to jest mój watek. Bo śmiać mi się chce. Bo wiem więcej niż ona. Bo nie raz miałam ochotę przesłac maila od niego do Żony. Ona nie walczyła o niego tylko ze mną. Mąż jest ale co to za mąż, który nie dość że zdradzał dwa lata to teraz dalej świruje z mailami do byłej Kochanki. Wkurza mnie jedno, że on nigdy nie zapłacił za to co zrobił. Żona głaszcze do bólu. jak wrócił to mu dziękowała, że podjął mądrą decyzję:) z perspektywy czasu wiem że to byla najlepsza decyzja, przynajmniej dla mnie. Tylko nie rozumiem zachowania Żony. Po co ta szopka? Jak można tak głaskac faceta który zdradzał, kłamał, oszukiwał? Jej metoda nie przyniosła żadnego skutku, on nawet nie poczuł, że zrujnował wszystko co było między nimi, i dalej może bezkarnie oszukiwać...
    Zaawansowany formularz
    • 23.09.10, 15:42
      Ano widzisz, bo to wszystko nie jest takie proste. On jej opowiada zupelnie cos innego niz Tobie. Poza tym licza sie okolicznosci, typu finanse, dzieci, sytuacja rodzina, presja spoleczna no i przede wszystkim nie wykluczone, ze ONA GO KOCHA i dala mu jeszcze jedna szanse. A teraz wierzy w to co on jej opowiada i w to w co chce wierzyc. To tak po krotce, swiat nie jest czarno-bialy a ludziska przerozni.
      • 23.09.10, 15:49
        Aha, jeszcze jedno, moze wiernosc nie jest dla niej zbyt wazna i moze ona tez chadza na boki, to jeszcze jedna obcja.
      • 23.09.10, 15:55
        Ależ ja doskonale wiem, że on jej słodzi co najmniej tak jak mi.. ja mam po prostu inne poglądy. Po sytuacji, która sama przeżyłam wyciągnęłam wniosek: nie wybacza się zdrady. nie wiem, może chwila zapomnienia w "krzakach" jest do wybaczenia.. ?? ale dwuletni romans? oszustwa, kłamstwa?? czy to jest do wybaczenia? chodzi mi o to że jej sie wydaje gdy mnie spotykaja że ja cierpie gdy się tak obscenicznie rzuca mu na szyję, a to tak nie jest: mi jest jej żal i śmiac mi się z niej chce. I własnie dlatego mam czasem ogromną ochotę jej przesłac co nieco od Męża. tylko widząc w jakiej obłudzie żyją obydwoje wiem, że to nic nie zmieni. A i mi się już nie chce wpieprzać.. wkońcu to niej mój cyrk, nie moje małpy
    • 23.09.10, 15:49
      Po co ta szopka? Jak można tak głaskac faceta któr
      > y zdradzał, kłamał, oszukiwał? Jej metoda nie przyniosła żadnego skutku, on naw
      > et nie poczuł, że zrujnował wszystko co było między nimi, i dalej może bezkarni
      > e oszukiwać...

      Bo wg niej wszystko jest ok. Maż wrócił do domu, to JEJ oddaje całą wypłatę, przed znajomymi i rodziną figuruje jako JEJ mąż a nie jakiejś lafiryndy*. Pewnie uznała, że byłaś tylko frajerką, która dawała mu dupy za darmo, bez zaangażowania- które jest zarezerwowane dla NIEJ. Podupczył i wrócił. Może nawet urósł w jej oczach bo "jeszcze może coś poderwać"?

      * piszę jak to może wyglądać z jej perspektywy, nie o swoich prywatnych odczuciach w tym temacie.

      Swoją drogą to dlaczego chciałbyś, żeby ona zachowała się inaczej?

      --
      Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
      • 23.09.10, 15:57
        bo w jakiś dziwny sposób poczułam jedność jajników. i wstyd mi za takie kobiety.
        • 23.09.10, 16:03
          mmm-26 napisała:

          > bo w jakiś dziwny sposób poczułam jedność jajników. i wstyd mi za takie kobiety.

          Moim zdaniem to bardzo dziwny rodzaj "jedności jajników". :) A dlaczego niby wstyd Ci za takie kobiety? Też z powodu tej "jedności"?. Dorosły człowiek odpowiada i wstydzi się za siebie
        • 23.09.10, 16:17
          > bo w jakiś dziwny sposób poczułam jedność jajników

          raczej mentalność małej wiejskiej społeczności. więc autorka zamiast zająć się swoim wyprostowanym życiem, zajmuje się jak najszerzej problemami innych, zamartwia się kobieta sytuacją żony z której mężem sypiała, bo to przecież prawie jak szwagierka :p
        • 23.09.10, 16:18

          a te solidarnosc jajnikow to kiedy dokladnie poczulas? Jak bylo od tylu, od przodu czy po bozemu? :)

          A co do jej zachowania: ludzie to konformisci. Czas zaczac ciezyc sie z tego, ze to nie Ty masz z nim dzieciaki, kredyty i inne takie ...
    • 23.09.10, 15:51
      no i fajny watek dla xciekawejx

      a Ty dziewczyno to olej to goracym moczem, na przyszlosc nie dasz sie juz nabrac takim adonisom
      • 23.09.10, 15:56
        Ty oczywiście czujesz się bez winy.
        • 23.09.10, 16:01
          a Ty co? swinty rozmaryn?

          chyba autorka nie zakladala watku po to, abys ja ocenial i gleboko analizowal czy czuje sie winna...

          tylko chciala sie podpytac po co zdradzona zonka glaszcze misia po jego skoku w bok i wspanialomyslnym powrocie....
        • 23.09.10, 16:03
          roz.maryn napisał:

          > Ty oczywiście czujesz się bez winy.
          - z postu nie wynika, ze ma partnera wiec wobec kogo ma czuc sie winna? Wobec zony? Temat walkowany juz na tym forum tysiackrotnie - a ona kiedys cos tej zonie przysiegala/obiecywala?

          Do autorki:
          Czemu zona tak sie zachowuje? Bo widocznie kiedys tam po calej aferze podjela decyzje, ze z nim zostaje. Wiec woli oklamywac sama siebie, bo tak jej sie latwiej zyje ze s.synem na codzien.
          A dlaczego on nie zaplacil za to, co zrobil? Widocznie ma cos, czego ona potrzebuje i bez czego nie moze sie obyc.
          Poza tym, jak ktos to juz napisal, ona zna inna wersje wydarzen niz Ty.
          • 23.09.10, 16:10
            mantis_after_dinner napisała:

            > - z postu nie wynika, ze ma partnera wiec wobec kogo ma czuc sie winna? Wobec z
            > ony? Temat walkowany juz na tym forum tysiackrotnie - a ona kiedys cos tej zoni
            > e przysiegala/obiecywala?

            Oczywiście, ona też jest odpowiedzialna, jeżeli wiedziała, że facet jest żonaty. Jeśli wiedziała, to uczestniczyła w "przestępstwie" świadomie, więc nie jest bez winy.
    • 23.09.10, 15:59
      mmm-26 napisała:

      > chodzi mi o zachowanie wybaczającej żony. przyjęła metodę "zagłaskać kota na śmierć".

      A co Cię obchodzi zachowanie jego żony. To jej życie i ma prawo zrobić z nim, co chce.

      > mąż dalej ma ciągoty do innych kobiet. Np. do mnie. co jakiś czas dostaję maile jak to mnie > nadal kocha, jaka byłam cudowna, jak nie może o mnie zapomnieć etc.. czasem jakiś
      > głuchy telefon...

      > Mąż jest ale co to za m
      > ąż, który nie dość że zdradzał dwa lata to teraz dalej świruje z mailami do był
      > ej Kochanki.

      Powinnaś się cieszyć, bo to nie Twój mąż i nie Twój problem. Zażądaj po prostu od faceta, by nie kontaktował się z Tobą w żaden sposób i przedstaw mu potencjalne konsekwencje, jeżeli nie zastosuje się do Twojego żądania.
    • 23.09.10, 16:06
      na tym forum? Zamiast o seksie wszyscy piszą tu o zdradzie! O co chodzi??? :)
      • 23.09.10, 17:07
        :) nie uwazasz ze seks ma duzo wspolengo ze zdrada? lol ;)
        • 23.09.10, 17:28
          xciekawax napisała:

          > :) nie uwazasz ze seks ma duzo wspolengo ze zdrada? lol ;)

          Ma, ale np. wygodne łóżko czy samochód też, a nikt tu nie zakłada wątków o łóżkach i samochodach. ;)))
          • 23.09.10, 17:37
            Moze juz wszystko zostalo powiedziane.... ;)

            To rozpocznij watek jakis, chetnie sie wypowiem.
            • 23.09.10, 17:46
              xciekawax napisała:

              > To rozpocznij watek jakis, chetnie sie wypowiem.

              Ja nie mam potrzeby zakładania wątków o seksie czy jego braku, ale uważam, że przez te wszystkie wątki o zdradzie ciężar dyskusji przesunął się daleko od tematyki tego forum. A poza tym uważam, że dupa Maryni jest znacznie bardziej związana z tematyką forum, więc dlaczego by nie podyskutować o niej właśnie? ;)))
              • 23.09.10, 18:05
                Nie moge sie z Toba zgodzic, gdyz seks w malzenstwie lub jego brak jest czesto zwiazany wlasnie przez to ze partner chodzi na boki. Pozatym nie wyobrazam sobie pisac np mojego watku na forum :rozwod i co dalej, bo tam polowa osob kazalaby mi wracac i "walczyc" o malzenstwo.

                Rowniez, w swoim watku poruszylam topik o braku seksu, z powodu braku partnera. ;)

                Ale o dupie Maryni tez z checia pogadam.
                • 24.09.10, 08:24
                  xciekawax napisała:

                  > Nie moge sie z Toba zgodzic, gdyz seks w malzenstwie lub jego brak jest czesto
                  > zwiazany wlasnie przez to ze partner chodzi na boki.

                  Chodzenie na boki może (choć nie musi) być skutkiem braku seksu. Ale takich skutków mogą być setki.

                  > Pozatym nie wyobrazam sob
                  > ie pisac np mojego watku na forum :rozwod i co dalej, bo tam polowa osob kazala
                  > by mi wracac i "walczyc" o malzenstwo.

                  No i dobrze. Ludzie nie mają jednolitych poglądów, również na tym forum. A rada na głosy, które są dla Ciebie niewygodne jest taka: odrzucasz te 50% niepasujących postów i masz to, co utwierdza Cię w swoim przekonaniu.

                  > Rowniez, w swoim watku poruszylam topik o braku seksu, z powodu braku partnera. ;)

                  To były chyba ze 3 posty na kilkaset innych związanych ze zdradą. Zaburzone proporcje. :)
    • 23.09.10, 16:10
      a mnie zastanawia mechanizm który każe czasem ludziom po rozpadzie związku tak emocjonować się byłym partnerem. rozumiem, że to kompensacja dysonansu, już nie jesteśmy razem, a ja jestem zajebisty/zajebista więc widocznie on nie jest i to dlatego siię nie udało. ale to nadal nie tłumaczy agresji. jakoś kiedy z nim byłaś nie przeszkadzała Ci sytuacja jego żony, a teraz to Cię nagle boli? co ona, dlaczego ona, żal. może wizyta u psychologa pomogłaby Ci zrozumieć dlaczego zamiast sobą zajmujesz się nimi.
      • 23.09.10, 16:20
        po pierwsze to nie agresja.
        po drugie to wątek o kobietach które wybaczają zdradę metodą "zagłaskać" a nie "mam problem z przeszłością"
        po trzecie to nie obwinianie nikogo winą i nie przypisywanie zasług rozpadu związku, historia samego zwiazku jest nieznana.
        więc prosze o uwazne czytanie wątków a nie bezsensowne komentarze.
        • 23.09.10, 16:24
          mmm-26 napisała:

          > po drugie to wątek o kobietach które wybaczają zdradę metodą "zagłaskać" a nie
          > "mam problem z przeszłością"

          Ale co Cię obchodzi, w jaki sposób kobiety wybaczają? Ważne dla Ciebie jest to w jaki sposób Ty wybaczasz (jeśli w ogóle wybaszasz).
        • 23.09.10, 16:26
          O jezu.. co wy piszecie
          ona ma byc zazdrosna?
          matko
          przeciez skoro z nim romansowala 2 lata, to naturalne ze czasem mysli, ze czasem patrzy, ze ma jakeis refleksje
          obca dla niego nie jest, a do tego on cos do niej pisze

          dlaczego ma miec za zle, czy jakos sie zachowywac...dziwnie

          wy to zawsze

          mnie tez takie feajerstwo zon zastanawia, no ale przy tak duzej dyskryminacji kobiet z dzieckiiem i zaburzeniach facetow, musi przybrac dobra minę..

        • 23.09.10, 16:35
          Bo jednak z tego posta przebija się taka postawa "szkoda, że mu wybaczyła". Odnoszę wrażenie, że nie stoi za tym solidarność jajników tylko taki zwykły żal, że tak naprawdę nic nie znaczyłaś... Nie znaczyłaś na tyle dużo, żeby z Twojego powodu warto było zakończyć związek a nawet się ostro na męża wkurzyć...

          Może to faktycznie chodzi jej o taką pokazówkę. Chce Cię mentalnie spoliczkować pokazując się w Twoim towarzystwie jako "para roku". Może chce Ci pokazać "jestem ważniejsza" dlatego, że tak naprawdę bardzo cierpi i chce w ten sposób się dowartościować. A może ma świadomość, że jej mąż bez kochanek żyć nie może i przymyka na to oczy, bo wie, że to dla niego nic nie znaczy...

          Tak szczerze. Co za różnica? Olej to. Dostałaś życiową lekcje:
          "Jeśli szuka się czegoś na poważnie to zajętych się omija". Rozsądek tak podpowiada:-)
          Tak to potraktuj- fajnie sie zabawiliście ale nie ma sensu marnować więcej czasu na tego faceta. Czas zacząć żyć swoim życiem.

          --
          Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
          • 23.09.10, 18:50
            > Bo jednak z tego posta przebija się taka postawa "szkoda, że mu wybaczyła". Odn
            > oszę wrażenie, że nie stoi za tym solidarność jajników tylko taki zwykły żal, ż
            > e tak naprawdę nic nie znaczyłaś... Nie znaczyłaś na tyle dużo, żeby z Twojego
            > powodu warto było zakończyć związek a nawet się ostro na męża wkurzyć...

            zadzam się
            i dalej, też zgadzam się.
            Dodam jeszce, nie wyciągaj rąk po "nie swoje" bo można dostać bardziej "po łapach" tzn zmarnujesz sobie następne 5,6? lat/a czas płynie/
    • 23.09.10, 16:25
      mmm-26 napisała:

      > Po co ta szopka? Jak można tak głaskac faceta któr
      > y zdradzał, kłamał, oszukiwał? J

      Redukcja dysonansu poznawczego?
      Moze pan naopowiadal zonie roznych rzeczy (ze to ta harpia go uwiodla i zmanipulowala, biednego misia, itp itp), a ona to skwapliwie lyknela i teraz pokazuje harpii, ze "moj ci jest" i ze szafa gra?
      A moze priorytetem tej zony wcale nie jest posiadanie na stanie wiernego, uczciwego, lojalnego, itp - tylko cos zupelnie innego? Ostatecznie, gdyby lojalnosc i uczciwosc partnera byly dla niej wazne, to by go kopnela...

      --
      Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
      • 23.09.10, 16:28
        brak.polskich.liter napisała:

        > A moze priorytetem tej zony wcale nie jest posiadanie na stanie wiernego, uczci
        > wego, lojalnego, itp - tylko cos zupelnie innego? Ostatecznie, gdyby lojalnosc
        > i uczciwosc partnera byly dla niej wazne, to by go kopnela...


        a moze boi sie smaotnosci, bycia tylko z dziecmi, boi sie ze nikt jej nie zeche, do tego zna sowjemge meza, bo najprawdopodobniej zostal zwerbowany..
        >
        • 23.09.10, 16:31
          "bo najprawdopodobniej zostal zwerbowany.. "

          Co mu sie stalo?

          A czemu boi sie tylko z dziecmi? Dzieci ja ugryza czy jak?
        • 23.09.10, 16:33
          amanda.doll napisała:

          > a moze boi sie smaotnosci, bycia tylko z dziecmi, boi sie ze nikt jej nie zeche
          > , do tego zna sowjemge meza, bo najprawdopodobniej zostal zwerbowany..

          A może ona jest kosmitką? ;)) A mąż został zwerbowany przez KGB czy MI6? ;)
        • 23.09.10, 16:34
          amanda.doll napisała:

          > a moze boi sie smaotnosci, bycia tylko z dziecmi, boi sie ze nikt jej nie zeche

          Tez mozliwe. No i oczywiscie, stare, niesmiertelne "co ludzie powiedza".

          > , do tego zna sowjemge meza, bo najprawdopodobniej zostal zwerbowany..

          Jasssne. Harpia wespol w zespol z CIA, KGB, kosmitami i mafia wolominska/otwocka.

          --
          Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
    • 23.09.10, 16:43
      Pewne sprawy ty znasz lepiej od zony, ale zona pewne sprawy zna lepiej niz ty. Prawda jest taka ze gdyby z Toba bylo mu lepiej to by odszedl i zaczol z Toba zycie. A tak... tobie nagadal doslownie glupot, a ty jak glupia je lykalas. W ten sposob wcale nie jests lepsza od zony. Jej sie dziwisz ale ty bylas/jestes taka sama. Tylko ze ona nie znizyla sie do tego aby bzykac zonatego kolesia, a ty tak. I jeszcze siebie wywyzszasz, ciekawo jakbys zareagowala z wlasnym mezem. Nie masz i nigdy nie mialas z nim tego co bylo w jej malzenstwie.

      I juz pomijam ze uwazam kobiety wchodzace w zwiazki z zonatymi - jako kompletne idiotki.

      I o jaka zaplate ci chodzi? on bzykal, ty bzykalas - czyli bylo fair. Wiedzac ze jest zonaty wiedzialas o konsekwencjiach. Jedyna kto jest tu na straconym gruncie to jego zona.

      • 23.09.10, 16:51
        Matko boska!!!!!!
        kto sie tu do czego znizal.

        przeciez tamta to jego zona. Maja dzieci. Kochanka oprocz dumy, niczego wiecej nie stracila. Dzieci sdie korektorem i malzenstwa nie wymaze
        • 23.09.10, 17:06
          Wiem ze jestem kontrowersyjna w tym, ale zawsze uwazalam ze podejmowanie zwiazku z zonatym facetem (i to dwa lata trawalo wedlug autorki) jest obrzydliwe. Tak juz mam.

          I dlaczego od razu trzeba myslec ze facet zostaje przez dzieci? moze mu dobrze z zona, moze to fajna kobieta? Moze po prostu ma taka nature lajdaka, ktory lubi bzykac i bajerowac wszystkie kobiety na okolo? podobno 16% facetow tak ma i juz. (czytalam pewne statystyki od poradni malzenskich).
          • 23.09.10, 17:53
            a ja byłabym taką świnką i pokazałabym tej żonie te emaile od niby fajnego męża ,który wrócił do żony i chce ja dalej oszukiwac . żona ma prawo sobie na nowo ułożyć życie a on ma zostac na lodzie i tyle
            • 23.09.10, 18:04
              ale zakładając, że żona wie o zdradach męża i przymyka na to oko, nic to nie da - "pluć świni w twarz a ona mówi że to deszcz"
              • 23.09.10, 18:10
                Mysle ze kazdy czlowiek potrzebuje czasu, i czasami od razu sie kobieta rozwodzi, a czasami potrzebuje lat aby zrozumiec co jest dla niej dobre.

                Ludzie dzialaja tak, ze robia to co jest dla nich dobre, lepsze, z czego maja wiecej korzysci. Dlatego byc moze dla niej taki uklad sprawia wiecej satysfakcji, niz gdyby byla sama. Tak samo jak facet meczacy sie z zona, ale ktory zostaje "dla dobra dzieci" ma wiecej z tego satysfakcji niz by mial przechodzic przez rozwod. Tak mi sie wydaje. Cos w rodzaju samoprezerwacji
                • 23.09.10, 18:28
                  sytuacja w mojej rodzinie - mój dziadek zdradzał na prawo i lewo moja babcie od początki ich małżeństwa. chociaż wiedziała o tych zdradach, to nic sobie z nich nie robiła; udawała, że ich nie dostrzega. I też były wspólne wyjścia na zakupy, spacer etc. dla mnie to typowa "moralność Pani Dulskiej".
                  Mają dwóch synów (jeden z nich-mój ojciec) i każdy też zdradził swoją żonę. Moja mama rozstała się z ojcem, a jego brat jest żoną i tworzą wspaniałą kochającą rodzinkę (chłop się wyszalał i się nawrócił). Moja babka pochwalała wybryki swoich synów. Gdy moja mama spytała się jej "mamo jak to możesz tolerować, przecież ciebie też mąż zdradzał", ona odpowiedziała z dumą "ale on został ze mną".

                  Ja też, szczerze, nie rozumiem zdradzonych kobiet/żon, gdzie pół miasta wie o kochance/kach, a one pod publikę chodzą z mężulkami pod rączkę obściskując się.
                  • 23.09.10, 18:43
                    To ze synowie panow ktorzy zdradzali zony - potem robia tak samo to nie od dzisiaj wiem.

                    Wiesz, kazdy ma swoja mentalnosc. Czasami kobiety mysla ze faceci zdrady maja w genach i na to przystaja. Traktuja malzenstwo jak partnerstwo, i dla dzieci. I ja sie tym nie bulwersuje akurat. Moze ta zonka miala ojca ktory nagminnie zdradzal i dla niej jest to normalne ze tak jest?

                    Nie rozumiem w ogole w tym watku naskakiwania na zone ze jest glupia, i tylko sie trzyma swojego faceta z desperacjia. Tak naprawde slyszymy historie od jakies tam kochanki ktora jest zla ze po 2ch latach pierdu pierdu zdala sobie sprawe ze facet kompletnie ja bajerowal. Byla taka glupiutka naiwniaczka ktora myslala ze cos z tego bedzie. A teraz wielkie umoralnianie robi. Chce sie poczuc lepiej bo byla tylko zwykla dupa na boku. A facet sie nie zmieni i pewnie pisze takie emaile do wielu dup jak ona.

                    Nie wiem jakiej zaplaty ona oczekuje, moze pienieznej.
                    • 24.09.10, 08:13
                      xciekawax napisała:

                      > Czasami kobiety mysla ze faceci zdrady maja w genach i na to przystaja.

                      Bo mają. I kobiety też mają. Oczywiście większość ludzi nie akceptuje zdrady, co nie zmienia samego faktu, że z natury jesteśmy poligamiczni. Monogamia to wytwór naszej kultury, która w porównaniu z czasem istnienia gatunku ludzkiego, jest oseskiem.
                  • 24.09.10, 01:05
                    Moja mama rozstała się z ojcem, a jego brat jest żoną i tworzą wspaniałą kochającą rodzinkę (chłop się wyszalał i się nawrócił)

                    To brat może teraz tylko na legalizację związków homo poczekać i niczego mu nie będzie brakowało do szczęścia ;)

                    Dobra, wiem, że taka literówka z tym brakiem przyimka, ale fajnie ci wyszło :)
                  • 24.09.10, 12:04
                    > Ja też, szczerze, nie rozumiem zdradzonych kobiet/żon, gdzie pół miasta wie o k
                    > ochance/kach, a one pod publikę chodzą z mężulkami pod rączkę obściskując się

                    a ja szczerze nienawidzę tego pół miasta które wie, że kochanka, że obściskuje itd. jmoże obściskuje bo lubi? może obściskuje bo coś jej to daje? nie twoja sprawa ani pół miasta, moja diagnoza była celna autorkę wątku i jeszcze parę osób próbujących dociekać intencji żony łączy małomiasteczkowa 'ciekawość' ludzi :D
                    • 24.09.10, 18:24
                      Nieczęsto wypowiadam się na tym forum,
                      ale za to chętnie czytam wątki
                      i opinie Forumowiczów na różne tematy,
                      a ten jest mi szczególnie bliski,
                      chociaż nie do końca.
                      W tym roku skończyłam 50 lat,
                      a od 4-ech jestem osobą samotną,
                      a dokładniej porzuconą żoną na rzecz innej,
                      starszej ode mnie,ale "nowej" dla ex męża kobiety.
                      On był dla mnie całym moim życiem,
                      największą miłością,księciem z bajki,
                      cudownym mężem i ojcem dwóch córek,
                      wodą,powietrzem,wszystkim.
                      Ale widocznie ja nie byłam tym samym dla niego,
                      więc poszukał sobie pocieszenia w innych ramionach,
                      a one go przygarnęły i już nie puściły.
                      I chwała Najwyższemu,
                      że swój palec Boży dołożył do rozpadu tego małżeństwa.
                      A teraz do rzeczy.
                      Nie wyobrażam sobie,
                      abym kiedykolwiek przyjęła z powrotem tego wiarołomcę.
                      Afiszowanie się z wiarołomnym mężem
                      jest słabością zdradzanych żon.
                      Nie potępiam ani nie widzę nic złego w tym,
                      że kobiety chcą powrotu niewiernych mężów,
                      ale swoją godność trzeba mieć.
                      Wydaje mi się,
                      że to mąż powinien pokazywać wszem i wobec,
                      jak bardzo się pomylił,zdradzając żonę,
                      a to,że pozwoliła mu na powrót na łono rodziny pokazuje,
                      jaka ona jest wspaniałomyślna,dobra i ...mądra.
            • 26.09.10, 20:39
              i-sztar napisała:

              > a ja byłabym taką świnką i pokazałabym tej żonie te emaile od niby fajn
              > ego męża ,który wrócił do żony i chce ja dalej oszukiwac . żona ma prawo
              > sobie na nowo ułożyć życie a on ma zostac na lodzie i tyle

              no i slusznie, uwazaj tylko zeby nie okrzyknieto Cie furstratka z fobiami ;)
    • 23.09.10, 18:02
      ..... ta szopka jest po to żeby Ci pokazać jej wyższość, bo przecież ciebie rzucił a z nią został. I to Ona jest teraz górą, to ona jest z nim a ty zostałaś bez niczego - nieważne, że ją zdradza na prawo i lewo, ważne że tkwi u jej boku jako mąż.

      • 23.09.10, 18:33
        Otoz, mnie nasuwa sie w takich sytuacjach tylko jedno zdanie "Niektore kobiety sa naprawde glupie, naprawde". Niemniej jednak tlumacze sobie ich postepowanie tym, ze pewnie maja jakis powod dlaczego tak robia, to jedyne wyjasnienie.
        • 23.09.10, 19:01
          "Niektore kobiety
          > sa naprawde glupie, naprawde"<
          tia, szczególnie te które próbują rozbić małżeństwo i myślą że są takie wyjątkowe:p
          • 26.09.10, 21:12
            ore.ona napisała:
            > "Niektore kobiety
            > > sa naprawde glupie, naprawde"<
            > tia, szczególnie te które próbują rozbić małżeństwo i myślą że są takie wyjątko
            > we:p

            Słabią mnie takie gwiazdy , które biorą się za żonatych w ogóle !!!!!!
        • 24.09.10, 08:10
          kag73 napisała:

          > Otoz, mnie nasuwa sie w takich sytuacjach tylko jedno zdanie "Niektore kobiety
          > sa naprawde glupie, naprawde".

          A mnie nasuwa się spostrzeżenie, że zbyt pochopnie wyciągasz wnioski. Co tak naprawdę wiemy o tej zdradzonej żonie? Nic, a nawet mniej niż nic, ponieważ wszystko co niby o niej wiemy opiera się na "zeznaniach" porzuconej kochanki, której negatywne emocje aż kłują w oczy. To nie jest obiektywny obraz, to obraz bardzo zniekształcony przez subiektywne odczucia.
          • 24.09.10, 13:24
            Taa, wiem o tym, to moje baardzo subiektywne odczucie. Owszem i za "glupia" uwazam nie tylko te zone ale i te kochanke tutaj, ktora myslala, ze rycerza romanycznego znalazla. Niemniej jednak jak napisalam na poczatku ludzie sa rozni, okolicznosci tez i skoro ludzie postepuja tak a nie inaczej na pewno maja ku temu powody, nie moze byc inaczej. Co nie zmienia faktu, ze z mojego punktu widzenia nasuwa mi sie "glupie baby", no :(
    • 23.09.10, 20:02
      Niektóre kobiety lubią mieć na stanie faceta. Nieważne jak je traktuje, co sobą reprezentuje, jak się zachowuje. Jest ich i to wystarcza. Wybaczą wszystko. Zniosą wszystko.
      Dlaczego?
      Bo są leniwe.
      Bo są praktyczne.
      Bo lubią pozory.
      Bo nie lubią zmian.
      Itp.
      Jej zachwycony wzrok i umizgi do męża gdy Cię widzi? To triumf. Samozachwyt. Nie zna Twego stanu. Nie wie, że Ty jej faceta obecnie masz gdzieś. Ona widzi tylko swoja wygraną. I to ją cieszy. Reszta się nie liczy. To, że mąż zdradza też nie (nie wierzę w to, że kobieta może tego nie wiedzieć, wierzę, że może UDAWAĆ, że nie wie). Ważne, że jest z nią.
      Żałosne?
      Wygodne.



      Piękno jest tylko sumą świadomości naszych zboczeń.
      (S.Dali)
      • 23.09.10, 20:10
        anais_nin666 napisała:

        > Niektóre kobiety lubią mieć na stanie faceta. Nieważne jak je traktuje, co sobą
        > reprezentuje, jak się zachowuje. Jest ich i to wystarcza. Wybaczą wszystko. Zn
        > iosą wszystko.

        Nawet gdy facet jest playboyem i zonaty na dodatk. Prawda, niektore kobiety sa w stanie obcowac przez lata z najgorszymi smieciami.
    • 23.09.10, 20:22
      Tu bardzo dobrze ktoś napisał, że tak samo jak teraz żona tego faceta łyka jego pseudowierną postawę, tak samo Ty wcześnieł łykałaś harlekina jakiego Ci odgrywał.

      Na rzeczy byłoby, gdybyś założyła wątek, który Ciebie dotyczy bezpośrednio:
      o tym dlaczego wolne, niezależne dziewczyny, zachwycone bajerem w gębie i kilkoma miłymi drobiazgami, głaszczą żonatych misiów pomimo ich oczywistej żałosności i miernoty.

      duze pozdro!!!
      --
      Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
      Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
      by Cejrowski
      • 23.09.10, 20:31
        Szkoda, że solidarność jajników nie włączyła ci się dwa lata wcześniej.
    • 23.09.10, 20:30
      A kiedy dokładnie poczułaś tę solidarność jajników?
      Żona ma zupełnie inne profity ze związku niż Ty. Przy dobrym rozegraniu przez pana mogą te maile wspólnie obśmiać pod hasłem "patrz kochanie, jaka głupia, ona wszystko łyknie".
      • 23.09.10, 21:53
        Kobiety w ogóle dziwnie się zachowują:
        Ty ich obserwujesz i czujesz się jak podejrzewam zniesmaczona, że żona nie zareagowała tak, jak być może wg Ciebie powinna: nie wywaliła go na zbity pysk, nie zrobiła dzikiej awantury czy nie wbiła mu noża kuchennego w klejnoty. Może Ty byś tak zrobiła (być może ja też), a ta kobieta nie. Dlaczego nie? Bo ona się w tej sytuacji znalazła. To zupełnie co innego niż sobie wyobrażać różne swoje zachowania na pewne sytuacje.

        Często mamy tak, że np obiecujemy sobie "jeśli on mnie uderzy to go zostawię". I któregoś dnia np po pijaku on wraca do domu i zdzieli łapą bo coś mu się nie spodobało. Co robimy? Płaczemy, obrażamy się i... i teraz te, które nie były w tej sytuacji mówią "odchodzimy". Te, które są w tej sytuacji powiedzią "ale zaraz... mamy dzieci, kredyt, mieszkanie, co się stanie jak odejdę? Stracę to wszystko? Z czym zostanę? co zrobię ze sobą... nie dam rady. Jak zrobi to znowu, wtedy odejdę". I często nie odchodzą, bo on się zmieni a następnego razu na pewno nie będzie. Może i będzie, może i nie, nie ważne. Ważne, że wmawia się sobie pewne rzeczy i w nie wierzy.
        A jak się w coś bardzo mocno wierzy, to można sobie tez wmówić, że to coś jest niesamowicie dobre. Jeśli miał kochankę, ale do mnie wrócił i jest teraz ze mną, to znaczy, że już nigdy więcej nie odejdzie. I ja im wszystkim pokażę, jaka z nas szczęśliwa para, bo przecież wrócił, wybrał mnie, jest ze mną szczęśliwy. Zresztą - i tak nie mam do kąt iść.

        Ty patrząc na to czujesz odrazę. Ja też bym czuła, gdybym na to patrzyła z boku. Ale ja wiem, że psychika różnie działa. Czasami pewne rzeczy trzeba na siłę zetrzeć, czasami na siłę uwierzyć, że jednak nie jest tak, jak jest na prawdę... Pewnie to wynika z ciasnoty umysłu, nie ważne, ważne, żeby się od tego z dala trzymać.
        • 24.09.10, 00:04
          kazdy czlowiek to inny swiat. skad wiesz, ze facet za zdrade nie zaplacil? nie zdziwilabym sie, gdyby zona doskonale o mailach wiedziala. moze koles do ciebie pisze tylko po to, by we wlasnych oczach znow stac sie ´´mezczyzna´´? moze po zdradzie zona doslownie czolgiem po kolesiu przejechala?

          To dywagacje, ale staram sie sobie przypomniec jak zareagowala moja przyjaciolka na zdrade swojego faceta... doslownie zmiotla kolesia z powierzchni ziemii. psychicznie i ´´fizycznie´´ (pelna kontrola, doszlo nawet zniszczenie mienia itp). koles podczas kilkudniowej furii zony blagal i plakal. j
          happy end?: przyjaciolka wciaz z mezem+ pelna kontrola, facet chodzi jak w zegarku, a ze czasem jakiegos mejla kochance wysle? Posmieja sie z zona, moze ona sie czasem wscieknie... albo wysle mejla po jakiejs klotni o kostke masla z zona i tyle.

          przy tobie moze i go przytula i sie do niego lasi, ale na codzien, wspolnie przezywaja zycie, codziennosc jakw kazdym innym zwiazku (ktorego ty nie masz juz z TYM mezczyzna).

          Nie wiesz jak ona naprawde zareagowala/ czy mu wybaczyla, itp.
    • 24.09.10, 08:12
      właśnie-to czest i charakterystyczne zachowanie takich bab, co uwazają, ze trzeba dziekować za to, ze chłop w ogóle przy nicj jest-nieważne jaki to chłop. robi tak, zeby sprawic Ci przykrosć. na Twoim miejscu, jeśli dostaniem od niego jakiegoś e-maila, wysłalabym go do niej. przykrość za przykrość
    • 24.09.10, 09:40
      Mmm-26, nie wiem co miałaś na myśli pisząc swój post, bo dla mie nie wynika z niego żadna "solidarność jajników", tylko raczej postawa obronna - "ja ją uświadomię jaka jest głupia, żeby nie myślała, że to ja glupia jestem".
      Moim zdaniem wcale nie chodzi o to, że tamta kobieta jest głupia i trzeba ją oświecić, żeby ukarać faceta.
      Ja będąc na Twoim miejscu opisałabym to tak: byłam głupia i dałam się nabrać na glodne kawałki skończonego ch..a, ale na szczęście przejrzałam na oczy. Teraz ten gość nawija podobny makaron na uszy swojej nieświadomej faktów małżonce. Z jej zachowania wynika, ze kompletnie nie czai bazy i myśli, że jest super i wygrała los na loterii. Ja tymczasem wiem, że ta wygrana, to raczej śmierdzące g...no podrzucone pod drzwi.
      Co zrobić w tej sytuacji?
      Najprostrza odpowiedź - NIC.
      Dlaczego nic? Ano dlatego, ze nie mam bladego pojęcia jakie są motywy postępowania tej kobiety. Sytuacje moga byc dwie:
      1. Byc może ona jest konformistką, która wie o wszystkim ale wygodnie jest jej "nie widzieć" i grać swoje. Wedy taka informacja nic nie zmieni, a tylko zrujnuje jej poukladane zycie, bo będzie musiala zmierzyć się z problemem.
      2. Jest też jednak możliwość, że faktycznie uwierzyła niewiernemu małżonkow, że wpadł w sidła, ale się wyplątał i wrócił do niej - swojej prawdziwej miłości i naprawią wspólnie wszystko. Ona teraz buduje swoje życie i przyszłość na kłamstwie. Uczucia lokuje w kimś, kto nie jest wart nawet 5 minut jej czasu. Zdrada nadwyrężyła jej zaufanie i gdyby miala dostęp do prawdziwych informacji, to jej decyzja o dalszym wspólnym zyciu zostalaby zweryfikowana.

      Gdybym miala pewność, że zaistniała sytuacja nr 2, to oczywiście warto byłoby kobietę ratować, bo w swojej naiwności marnuje życie z facetem, który nie jest jej wart i solidarność jajników jest uzasadniona. Niestety nie ma jak zbadać sprawę i stwierdzić co jest grane.
      Dlatego uważam, że nie należy robić nic i to też doradzam autorce.

      Tobie niestety bardziej zależy na tym aby ją uświadomić, że Ty nie jesteś ofiarą, ale zwycięzcą. Właściwie chcesz zachować się dokładnie tak samo jak ona - pokazać, że wygrałaś i takie są Twoje prawdziwe pobudki, a nie żadna "solidarność jajników"

      --
      W życiu piękne są tylko chwile...
    • 24.09.10, 13:11
      Dlaczego jest to tak dziwne dla Ciebie, że kobieta zaczęła dbać o męża?

      Myślę, że ona uświadomiła sobie, że nie zaspokajała jego pragnień, może była dla niego zbyt oziębła i teraz próbuje to nadrobić. Widocznie brakowało mu czegoś jeszcze, o czym ona nie wie.
      Jej uczucie jest nastawione na dawanie, a nie tylko na branie.
      • 24.09.10, 13:49
        >
        > Myślę, że ona uświadomiła sobie, że nie zaspokajała jego pragnień, może była dl
        > a niego zbyt oziębła i teraz próbuje to nadrobić. Widocznie brakowało mu czegoś
        > jeszcze, o czym ona nie wie.

        A skad ten pomysl, ze faceci zdradzaja "bo im czegos w zonie brakuje"? To bardzo naiwne myslenie, zwlaszcza ze ogromny procent meskich zdrad ma geneze w postaci pogoni za innoscia, tak po prostu. Faceci nie zdradzaja dlatego ze zona brzydsza, glupsza, nie prasuje koszul, czy nie robi dwudaniowych obiadow z deserem. Ani nie dlatego, ze gorsza w lozku od kochanki. Po prostu kochanka jest INNA. Oraz, ze akurat nawinela im sie w lapska, chetna do dania mu odskoczni od rutyny seksu z ciagle ta sama zona.
        • 24.09.10, 14:30
          glamourous napisała:

          > A skad ten pomysl, ze faceci zdradzaja "bo im czegos w zonie brakuje"? To bardz
          > o naiwne myslenie, zwlaszcza ze ogromny procent meskich zdrad ma geneze w posta
          > ci pogoni za innoscia, tak po prostu.

          Taki pomysł stąd, że zdradzający mężowie niejednokrotnie użalają się swojej kochance, że żona miała tylko oczekiwania wobec swojego męża, nie interesowała się nim, nie zrobiła nic szalonego, że po prostu jej się nic nie chce. Dlatego kobieta, do której wrócił mąż, czasami podejmuje taką próbę i chce uzupełnić poprzednie braki.
          • 24.09.10, 15:20
            Kumplom przy piwie mówią to samo, ale w obydwu przypadkach, zarówno po rozmowie z kochanką jak i po piwie z kolegami wracają do domu w którym czeka na nich ta zła kobieta :)
            --
            Hu! Hu! Ha! Lato złe!
    • 24.09.10, 14:58
      "Wkurza mnie jedno, że on nigdy nie zapłacił za to co zrobił."
      A KOMU miałby płacić?
      Tobie? Jak? Może właśnie próbuje (zapłata w naturze, hehehe), ale cóż kiedy nie odpisujesz na jego maile...
      Żonie? A co Ci do tego? Od kiedy jesteś jej rzecznikiem/pełnomocnikiem?
      --
      - wciąż częściej uprawiam sport niż seks -
      • 24.09.10, 15:23
        Calkiem osobiscie, tez uwazam, ze powinien "zaplacic" za to co zrobil. I zona i kochanka powinny go kopnac w dupe! A ze tego nie robia, to juz inna kwestia.
        • 24.09.10, 15:53
          A dlaczego namawiasz żonę do działania wbrew swoim interesom (zakładam, że nie działa przeciwko nim) w imię Twojego i autorki wątku poczucia sprawiedliwości?
          --
          - wciąż częściej uprawiam sport niż seks -
          • 24.09.10, 17:21
            Do niczego nie namawiam. Jak juz napisalam na poczatku zycie nie jest czarno biale. ja bym wykopala, nie wszyscy musza, chca albo moga.
    • 24.09.10, 16:22
      Po co ta szopka? Jak można tak głaskac faceta któr
      > y zdradzał, kłamał, oszukiwał? Jej metoda nie przyniosła żadnego skutku, on naw
      > et nie poczuł, że zrujnował wszystko co było między nimi, i dalej może bezkarni
      > e oszukiwać...

      Pojęcia nie mam, jak można "głaskać" faceta, który wyciął taki numer i wycinać je będzie, dopóki mu libido nie spadnie do zera. Małżonka niedługo, choć już nie za twoją przyczyną, będzie miała następne rogi. Pan jest menda i babiarz. Nie dlatego, że zdradził żonę, nei dlatego, że wrócił z podkulonym ogonem do niej, ale dlatego, że ślini się do ciebie mejlowo odgrywając jednocześnie na użytek żony i reszty świata małżeński cyrk. Glizda.
      Skończ z milczeniem i nieodpisywaniem na mejle. Facet cię wkurza (też by mnie wkurzył tymi łzawymi liścikami) - daj upust swojej złości. Proponuję wysłać mu jednoznaczny, treściwy komunikat o tym, żeby się od ciebie odp...ił i poszedł roztaczać urok pajaca gdzie indziej. Możesz bardziej oględnie, ale nei przesadzałabym z delikatnością - nie należy mu się. A jak będzie dalej cię "nękał mejlowo" to wyślij waszą korespondencję żonie. Wyjątkowo wkurzający typ.

      --
      Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
      by Zakletawmarmur
    • 24.09.10, 18:35
      facet jest totalnym gnojem i uważam, że powinnaś uświadomić żonę nawet nie z zemsty na nim ale, żeby ta biedna kobieta nie łudziła się dłużej
      sama jakiś czas temu dowiedziałam się o romansie męża, zaczęliśmy terapię i próbujemy ratować nasze małżeństwo ale jeśli okazałoby się, że nadal mnie oszukuje to chciałabym o tym wiedzieć
      współczuję tej kobiecie bardzo bo pewnie zapewnia ją że z tobą koniec i nic do ciebie nie czuje itd, a ona chce w to wierzyć
      gdybym ja była na miejscu jego żony to bym ci podziękowała, chociaż ona może zareagować inaczej, ja bym na pewno chciała znać prawdę
      • 25.09.10, 00:34
        Dobra, dobra a Wy panie powsciagnijcie emocje.
        Babka swiadomie zwiazala sie z zonatym facetem. Co, nie wiedziala ze on byl, jest i bedzie menda. Wiedziala, wiedziala, lecz gdy byla ta wazniejsza udawala ze nie wie.
        Dzis priorytety tego gnoja sie zmienily i stad jej frustracje. Nagle przypomniala sobie o zasadach przyzwoitosci, wiernosci i dostrzegla to czego kiedys nie chciala dostrzec, czyli jakim syfem jest ten ktory ja wesolo rabal.
        Tobie mmm-26 zycze.
        Niech Ci bagaz przykrych doswiadczen lekkim bedzie.
        • 25.09.10, 00:47
          Przeciez tu nam nie chodzi o nia ani o tego DZIADA, tylko o te zdradzona zone. Ja jej prawie wspolczuje, ze nie moze albo nie chce inaczej, tej zonie. Bo nikt mi nie wmowi, ze jest szczesliwa, raczej na pokaz robi dobra minl do zlej gry i wierzy w co chce wierzyc.
          Co do autorki, pozostaje wierzyc, ze taki blad popelnia sie tylko raz.
          • 25.09.10, 01:03
            Ta zona zrobi wszystko by utrzymac chlopa. Widocznie u tej kobiety strach przed samotnoscia jest silniejszy niz jej godnosc. Moze wie ze sama nie jest w stanie podolac trudom jakie trzeba pokonywac w zyciu. Tu Wasze uzalanie sie nad nia jest bezprzedmiotowe bo ta kobieta jest pionkiem w grze. Figurami sa malzonek i jego kochanka.
            To co zrobila autorka nie mozna nazwac bledem. Ona po prostu zrobila swinstwo.
            To ze dzis zaluje wynika wylacznie z kleski jaka poniosla. W przypadku jej zwyciestwa w d.... by miala wszelkie zasady moralne.
            • 25.09.10, 14:47
              Znałam gościa, ktory miewał co jakiś czas regularne romanse na bazie tzw. przyjaźni. Rozstawać się z żoną nie zamierzał, przyłapany podkulał ogon i wykonywał wszystkie polecenia żony (z rzuceniem studiów włącznie, bo kochanka była koleżanką z roku). I tak żyjąc sobie raz radośnie, raz nie, dorobili się trójki dzieci. Pan nie miał jaj, żeby odejść, żona - żeby go definitywnie zostawić, mimo, że parą byli umiarkowanie dopasowaną. Teraz pan od lat deklaruje się jako konserwatysta obyczajowy stojący na straży całości rodziny. P
              BTW ów znajomy w towarzystwie również poświęcał żonie full uwagi, adorował, prawił komplementy i nie spoglądał w stronę innych kobiet - patrząc z boku "para roku" po prostu.
              Pan był babiarzem, który wpadł młodo, nie poszalał i tyle.
              • 26.09.10, 20:27
                Ubawiłam się! Jakież to typowe dla kochanek (edypio, pozdrawiam); zupełny brak kobiecej solidarności, gdy jest się kochanką żonatego faceta, połączony z egoizmem i patrzeniem tylko na siebie oraz z poczuciem wyższości wobec głupiej żony. Natomiast po odkryciu, że było się dla kochanka nikim, nagle budzi się zainteresowanie żoną, następuje deklarowanie współczucia, a naprawdę chodzi o załatwienie własnej zemsty rękami żony. I nie daj Bóg, gdy żona nie chce postąpić wg scenariusza byłej kochanki...!
                • 26.09.10, 20:30
                  LOL, tak, to strasznie smieszne. Mloda siksa naczytala sie harlequinow i teraz chce miwszac, potrzebuje dramatu w swoim zyciu. Boze, co za kobieta z niej wyrosnie.
                  • 26.09.10, 20:44
                    Skąd wiesz, że to młoda siksa? Nie dałabym za to głowy. I ona nie potrzebuje dramatu w swoim życiu, tylko w życiu jej byłego kochanka i jego żony. Bawi mnie schematyczność i powtarzalność takich postaw; w końcu mnie też taka sama zawiadomiła i chciała pisać scenariusz wg którego zagram. Najbardziej wściekła się, gdy ja nie zechciałam wg niego grać. A edypia - jaką postawę tu prezentuje?
                    • 26.09.10, 21:03
                      tak zgaduje z jej nicka ze ma 26 la, i weszla z nim w ten romans majac 24 lata - zyczywiscie pewnie smiejac sie z zony ze ona jest ta lepsza, wybrana!!! smieszy mnie to rowniez.

                      Ona chce dramatu w swoim zyciu, wierz mi, i go jej brakuje. chce zeby cos sie dzialo, aby mogla o czyms myslec. Jest to zenujace.

                      Ja dramatu nie chce, omijam z daleka, dlatego nie wpakowywuje sie w takie sytuacjie.

                      A tacy ludzie jak ona sie nie zmieniaja. Ciagle chca aby cos nie tak sie dzialo, wiec nawet swoje zwiazki maltretuja, zdradzaja itd.... aby cos sie dzialo, aby byl bol w okolo. Moim zdaniem jest to jakas tam choroba z dziecinstwa, ciagle zapelnianie jakies luki czy dramatu z dziecinstwa. Ale nie jestem psychologiem.

                      A ty? walczylas o meza zeby z nia wygrac, i zrobic jej na przekor, czy z wlasnej przemyslanej decyzji? Chodzi mi o pierwszy instynkt.

                      Tak mysle ze gdyby moj facet teraz kogos mial (a nie wiem, moze juz kogos ma na oku i dlatego tak radykalnie sie zachowuje - od klamcy sie nie dowiem), to bym tym bardziej powiedziala - idz, bierz ja, bo jestescie siebie warci - niech ona sie teraz z Toba uzera. Tylko ta nieswiadomosc mnie uzera, ze on to robi z wlasnej woli - nie majac nikogo - chociaz z jego historyjek to roznie wychodzi. Raz mowi tak, raz siak - i w ogole ciezko odgadnac co jest prawda, a co nie. Dlatego sie odseparowalam, i nie chce go widziec - aby mi nie macil w moim i tak juz nadszarpnietym umysle.
                • 26.09.10, 20:45
                  Oj, kwiatku: "Natomiast po odkryciu, że było się dla kochanka nikim..."
                  To chyba Twoje poboze zyczenie, dwa lata z nia chadzal do lozka i nie tylko a Ty mowisz. ze byla dla niego "nikim". No nie wiem, inaczej to widze.
                • 26.09.10, 21:55
                  Bez przesady.

                  > Natomiast po odkryciu, że było się dla kochanka nikim

                  Nie zauwazylam, zby autorka watku cos takiego pisala. Pisala natomiast o bywszym gachu, ktory - mimo, ze sprzedal jej kopa i wrocil do zony - w dalszym ciagu wypisuje dyrdymaly, dzwoni i szuka kontaktu (przypuszczalnie, fujara go swedzi).

                  > nagle budzi się zainteresowanie żoną,

                  Nie tyle chyba zona, ile jej postawa i tym, co moze lezec u zrodel tejze postawy.

                  --
                  Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
                  • 26.09.10, 22:00
                    moze jestesm w bledzie, ale mysle ze autorka watku miala nadzieje ze facet odejdzie od zony i z nia sie zwiarze. Gdy to sie nie stalo - a on wrocil do zony mowiac ze wcale nie zamierza sie rozwodzic - ona jest teraz niezadowolona. Niby nie chce sie z nim spotykac, ale tez ma duzo zlosci do niego i chce aby byl "ukarany". Szczegolnie ze on nadal chce z nia kontaktu - ale teraz autorka jest swiadoma ze nigdy z tego nic nie wyjdzie, ze tylko marnuje sobie czas. Ot, bardzo popularne.
                    • 26.09.10, 22:13
                      Pewnie masz racje piszac o tym, ze jest/byla zla i zawiedziona - to calkiem zrozumiale, mimo ze traci relatywizmem moralnym (kiedy pan kiwal zone, bylo OK, kiedy okazalo sie, ze kiwa je obydwie, przestalo byc OK).

                      Co nie zmienia faktu, ze sednem watku nie byla ocena moralnej postawy autorki, tylko postawy rogatej zony pana i tego, co moze nia kierowac.

                      --
                      Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
              • 26.09.10, 20:49
                No ale to przecież bardziej niż typowe i moim zdaniem niewiele ma wspólnego z wyszaleniem. Tacy panowie to często ukochani synusiowie mamusi, uroczy kobieciarze bo wyczuleni na kobiece potrzeby w szkółce skupionej na nim mamusi. Brak jaj jest brakiem zmierzenia sie z męskimi wzorcami innymi niż byciem grzecznym w kluczowym etapie dorastania.
                Cóż, żona jest przedłużeniem mamusi od której są życiowo i emocjonalnie uzależnieni. Miłość szczera choć symbiotyczna. Niestety ten układ ma jedną wadę mamusia seksualnie nie podnieca i tu potrzebne są inne kobiety :)

                Z punktu widzenia takiego delikwenta wszystko układa się w całość, a konserwatywne poglądy są równie szczere jak seksualna chwilowa utrata rozsądku. A niegrzeczny chłopiec wie że zasługuje na ukaranie i wierzy ze się poprawi ! Tylko gdyby nie ten cholerny seks :)
                _____________________________________
                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                • 26.09.10, 20:55
                  Uquhart, chyba po raz piersze sie z Toba zgadzam, serio :) Mysle, ze jest dokladnie tak jak piszesz.
                  Hmm, ale co z ta zona? Jej pobudki: kredyt, dzieci, znajomi, rodzina, co ja teraz sama zrobie, kocham go ponad zycie? Przypuszczalnie tak, bo inaczej NIE ROZUMIEM.
                  • 26.09.10, 21:35

                    > Hmm, ale co z ta zona? Jej pobudki: kredyt, dzieci, znajomi, rodzina, co ja ter
                    > az sama zrobie, kocham go ponad zycie?

                    Nie tylko. Takich ludzi może jeszcze łączyć wspólna pogarda dla kobiecej seksualności. Zdarzają się kobiety, które wręcz czują się lepiej ze świadomością, że mąż je na tyle szanuje, żeby nie chcieć ich bzykać. Na boki chodzi do tych puszczalskich szmat- tych gorszych gatunkowo kobiet, z którymi się nie żeni tylko robi te wszystkie upokarzające kobietę brzydkie rzeczy:-)

                    --
                    Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
                    • 26.09.10, 22:11
                      zakletawmarmur napisała:
                      > Nie tylko. Takich ludzi może jeszcze łączyć wspólna pogarda dla kobiecej seksua
                      > lności. Zdarzają się kobiety, które wręcz czują się lepiej ze świadomością, że
                      > mąż je na tyle szanuje, żeby nie chcieć ich bzykać. Na boki chodzi do tych pusz
                      > czalskich szmat- tych gorszych gatunkowo kobiet, z którymi się nie żeni tylko r
                      > obi te wszystkie upokarzające kobietę brzydkie rzeczy:-)

                      He, he Dosadne ale i trafne. :)
                      Zauważ że 1 faza opisanego syndromu pasuje do teściowej i początku małżeństwa prawdziwego synka mamusi dla której każda synowa jest go niegodna, a sam fakt że może myśleć że będzie ważniejsza od niej która poświęciła mu życie pachnie wierutną zdradą :)
                      Oczywiście mamusia wybaczy synusiowi że seks do zmamił, ale będzie wyczekiwać momentu jątrząc jad żeby wziąć górę w rywalizacji, a nie mówiłam że to zła kobieta i mamusia tylko kocha cie bezgranicznie, ale wie że czasem musisz robić te wszystkie upokarzające kobietę brzydkie rzeczy :-)
                      _____________________________________
                      Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                • 26.09.10, 20:57
                  Wiem, uroczy był. Też się z nim rekreacyjnie bzykałam i skonczyłam kiedy zaczął się niebezpiecznie afiszować, bo po cholerę mi problemy jeszcze z cudzą żoną. Na stałe bym go nie chciała nawet za dopłatą. Jego żona była fajna, konkretna i atrakcyjna baba, tylko on potrzebował "przyjaciółek" do wygadania się, flirtu i wiecej.
                • 27.09.10, 08:58
                  Brak ja
                  > j jest brakiem zmierzenia sie z męskimi wzorcami innymi niż byciem grzecznym w
                  > kluczowym etapie dorastania.
                  > Cóż, żona jest przedłużeniem mamusi od której są życiowo i emocjonalnie uzależn
                  > ieni. Miłość szczera choć symbiotyczna. Niestety ten układ ma jedną wadę mamus
                  > ia seksualnie nie podnieca i tu potrzebne są inne kobiety :)

                  Urqu wszystko zależy od relacji z matkami? A może jest w tym też sporo "rozsądku". Psychologia ewolucyjna? Kobieta jest płodna co 4 lata. Po co w międzyczasie marnować energię na seks? Ba, po co wiązać się z taką, która ma na to ochotę w tym czasie? Lepiej, niech energię życiową przeznacza na poszukiwanie żarła i na odchowywanie dzieci:-) Pan może bezstresowo więcej energii przeznaczyć na zapładnianie innych...

                  --
                  Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
            • 26.09.10, 21:44
              albo żona mu wierzy, bo chce wierzyć
              niestety wiem jak to działa
              poza tym każdy ma prawo do podejmowania własnych decyzji, jeśli on chce być z takim gnojem to ok jej wybór, ale ma prawo wiedzieć na co się decyduje - czyli znać całą prawdę o nim i wtedy podjąć decyzję
              ja obstawiam, że mu ufa że z kochanką koniec
    • 27.09.10, 07:04
      Norma. Dziwi Cię takie zachowanie?
      Jak ktoś kupuje malucha za 1000 zł i wtedy, gdy widzi znajomych podkręca gaz, to robi to po to, by pokazać, że auto jeszcze fajne i działa. Najlepsze, co się mężom przytrafia to taka kochanka, co do której żona zakłada, że mąż odszedł od niej, bo nawet nie przypuszcza jak często kochanka rzuca misia. To zresztą niesitotne. Małżonki zamiast skupić się na mężu, który zawinił, orientuje swoje zachowanie na kochankę i wydaje się, że z nią walczy.
      Na mnie to zrobiło wrażenie tylko raz. Byłam w szkole średniej i pan od angielskiego miał romans z panią od francuskiego (zabawne, swoją drogą). Wiedziała o tym cała szkoła i pół miasta, bo miasto małe, żona oczywiście nie. Potem żona się dowiedziała, była awantura, ale oczywiście mężowi łaskawie pozwolono zostać w domu. Pan od angielskiego był wielokrotnie widywany z żoną, gdy ta odprowadzała go do pracy i ostentacyjnie ukazywała swą miłość do niego. Dokładnie to samo zrobiła na naszej studniówce. I pamiętam, że wtedy zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Wtedy nie wiedziałam jak bedzie wyglądało moje życie, ale było mi potwornie wstyd za tę kobietę. Była pośmiewiskiem jako żona, która nic nie wie, ale wtedy budziła też współczucie, potem niestety stała się symnbolem głupiej i żałosnej kobiety, która chciała walczyć z kochanką, a nie naprawiać małżeństwo. Post scriptum jest oczywiście takie, że sytuacja powtórzyła się 3 lata później. Pan od angielskiego do dziś ma coś na kształt dwóch domów, żona - nauczona doświadczeniem - nie wie i nie chce się dowiedzieć. I tak ciągną latami.
      We wszystkim trzeba mieć umiar i szacunek dla siebie. Roumiem, że Cię kusi poinformowanie małżonki, ale powinnaś mieć też świadomość, że ona najbardziej na świecie nienawidzi Ciebie, a to znaczy, że Ci nie uwierzy i uzna, że jesteś pozbawiona honoru i próbujesz jej odbić męża, który ją kocha i który zdecydował się z nią zostać. Bądź ponad to i olej. Nie musisz odczuwać wstydu za wszystkie kobiety świata.
      • 27.09.10, 07:30
        > z nią zostać. Bądź ponad to i olej. Nie musisz odczuwać wstydu za wszystkie kob
        > iety świata.

        Zgadzam się. Najlepiej skupić się na sobie, a nie "wstydzić się" za innych. W przypadku autorki wątku rozsądniejsze byłoby przeanalizowanie przyczyn swoich, a nie żony działań- czemu pozwoliła sobie zmarnować 2 lata życia. No a wstydzić też ma się czego.
        • 27.09.10, 08:42
          Dlaczego zawsze to żony muszą się wstydzić a nie kochanki??? Po jaką cholerę bzykała się z żonatym facetem wiedząc ,ze krzywdzi inną ? i to z premedytacją !!!! Wyrachowana s..a. i tyle
          • 27.09.10, 08:46
            Bo nie zastanawiamy się tu nad tym dlaczego ludzie mają romanse, lecz nad tym dlaczego żony zachowują sie tak a nie inaczej.
            • 27.09.10, 09:02
              edypia111 napisała:

              > Bo nie zastanawiamy się tu nad tym dlaczego ludzie mają romanse, lecz nad tym d
              > laczego żony zachowują sie tak a nie inaczej.

              Tylko, że to pytanie stawia kochanka, która na dodatek "wstydzi się" za żonę, zamiast wstydzić się za własną głupotę, niemoralność, egoizm. A jej motywacja jest prosta: czuje, że straciła kontrolę, jest zazdrosna, wie, że nie potrafi się zemścić. A liczyła, że za jej rozczarowania zemści się żona.
              • 27.09.10, 14:33
                > Tylko, że to pytanie stawia kochanka, która na dodatek "wstydzi się" za żonę, z
                > amiast wstydzić się za własną głupotę, niemoralność, egoizm. A jej motywacja je
                > st prosta: czuje, że straciła kontrolę, jest zazdrosna, wie, że nie potrafi się
                > zemścić. A liczyła, że za jej rozczarowania zemści się żona.

                Ale treścią wątku nie są motywacje kochanki i jej morale, tylko motywacje żony. Nie ma większego znaczenia, kto stawia pytanie. Co odpowiesz, jeśli to ja, kobieta nie miała romansu z żonatym facetem, zapytam: co kieruje tą żoną gdy robi z siebie pośmeiwisko?

                --
                Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                by Zakletawmarmur
                • 27.09.10, 16:26
                  aandzia43 napisała:

                  > Ale treścią wątku nie są motywacje kochanki i jej morale, tylko motywacje żony.
                  > Nie ma większego znaczenia, kto stawia pytanie. Co odpowiesz, jeśli to ja, kob
                  > ieta nie miała romansu z żonatym facetem, zapytam: co kieruje tą żoną gdy robi
                  > z siebie pośmeiwisko?

                  Treścią wątku nie są motywacje żony. Przeczytaj tytuł tego wątku. Brzmi on: "zapłata za zdradę". To nie żona zdradziła i nie ona ma płacić, więc o jej motywacjach nie ma co dywagować. Tak naprawdę treścią wątku są emocje kochanki, która chce by jej kochanek zapłacił za zdradę.
                  Jeśli nawet założymy, że ta zdradzona kobieta rozbi z siebie pośmiewisko, to nam nic do tego - to jej decyzja i jej prywatna sprawa. Ona swoim postępowaniem nie krzywdzi ani nas ani nikogo innego.
                • 27.09.10, 19:50
                  aandzia43 napisała:
                  Co odpowiesz, jeśli to ja, kob
                  > ieta nie miała romansu z żonatym facetem, zapytam: co kieruje tą żoną gdy robi
                  > z siebie pośmeiwisko?

                  Łatwiej przyjmę takie pytanie od Ciebie, pod jednym warunkiem: że w pytaniu nie będzie oceny. Sformułowanie "robi z siebie pośmiewisko" jest już oceną i wtedy rozmowa nie ma sensu. Dla mnie umiejętność wybaczenia, wiara w to, że człowiek może się zmienić niekoniecznie zasługuje na pogardę.
                  • 27.09.10, 19:57
                    A Ty, Kwiatek, ciągle nie lepisz, że żona tego misia, o którym tu mowa ma to samo do powiedzenia? Ona nie wie, co robi jej mąż i zapewne mówi dokładnie to samo, co Ty. Ona kocha mężą, mąż kocha ją i zdecydowali się odbudować to, co mieli. I jest tak samo jak Ty pewna, że mąż już jej nie zdradza i że kochanka przegrała. Czy przegrała? Skoro on dalej żebrze?
                    • 27.09.10, 20:32
                      Ale my to wiemy z relacji kochanki, wściekłej, że rzeczy idą nie po jej myśli. Może jednak prawda jest taka, że żona kocha męża, a on kocha ją?
                      Ty masz jakąś traumę w związku ze swoim romansem, że tak rozpaczliwie chcesz wszystkim udowodnić, że zdrady muszą się powtarzać, a żony są głupie.
                      • 27.09.10, 20:45
                        A dlaczego ona mialaby nam klamac, ze facet nadal do niej maile pisze? I jeszcze jedno, ja nie watpie, ze ten facet zone kocha, ale o kochance tez nie moze zapomniec. Hmm, pewnie mozna kochac dwie osoby jednoczesnie, albo z jedna chciec wiezi emocjonalnej, z druga wiezi cielesnej i nie mowie tego ironicznie, tylko na serio. Czasmi zycie nie jest proste.
                        A Ty Kwiatku, pewnie masz wielkie albo miekkie serce, ale nie zapomnij: Kto ma miekkie serce, musi miec twarda dupe(brutalne, ale czesto prawdziwe). Podziwiam Ci,e ze potrafilas wybaczyc i zycze Ci, zeby Wasz nowy poczatek naprawde wypalil, bo to jak najbardziej mozliwe :)
                        Jak sie nad tym zastanowic, zdradzona zona nie ma sobie nic do zarzucenia, do tego jeszcze wybaczyla i dala szanse...szkoda tylko, ze w tym przypadku jej facet to bezczesci i nie docenia.
                        A autorce watku pozostaje zyczyc, zeby nigdy wiecej nie pakowala sie w zwiazek z zonatym, bo nie warto i nie wolno budowac szczescia na czyims nieszczesciu. Jest nadzieja, ze to zrozumiala i tego bledu nie powtorzy.
                        • 27.09.10, 20:54
                          kag73 napisała:

                          i zycze Ci, zeby Wasz nowy poczatek naprawde wypal
                          > il, bo to jak najbardziej mozliwe :)

                          Dzięki :)
                          Nie wiem, co będzie, ale tego nikt nie wie. Nie wiem nawet, co ja zrobię za pół roku, rok, dwa lata. Mieliśmy pół roku jazdy bez trzymanki, oboje sobie z tym nie radziliśmy. Teraz jest dobrze - i dla tych chwil warto.
                          Wierzę w niego/w nas. Nie boję się samotności. Nie trzymają nas razem kredyty, dzieci. I mam szacunek do samej siebie.
                          • 27.09.10, 20:58
                            Aha.
                      • 27.09.10, 20:49
                        Kwiatek, kiedy jest się o co spierać, wtedy jest, ale tu sprawa jest dość jasna. Kochanka nie jest wściekła, że rzeczy nie idą po jej myśli. Pisze, że rozstanie bolało i że pogodziła się z tym. Nie ma powodów by jej nei wierzyć, nikt jej o te wyznania nie prosił. Mąż, który pisze do innych kobiet, że je kocha, nie kocha żony i pewnie nnie kocha też tych innych kobiet.
                        Nie mam traumy, ale masz rację, że głupota mnie - w każdej formie - irytuje. Nie zawsze to żony są głupie, ale w tej sytuacji mamy do czynienia z głupią żoną i tyle.
                        Ta historia jest dowodem właśnie na to, że żony są głupie, a ci mężowie nie kończą zdradzać. Tu nie ma właściwie o czym dyskutować. Przyznam, że ten mechanizm, który rządzi tymi kobietami jednocześnie mnie fascynuje. Pasjonuje mnie to, jak daleko można się posunąć by utrzymać dobry obraz własnej osoby i związku. Żona pana od angielskiego pewnie miałaby do powiedzenia to samo co Ty, czy żona opisywana w tym związku.
                        • 27.09.10, 20:57
                          edypia111 napisała:
                          Pisze, że rozstan
                          > ie bolało i że pogodziła się z tym.

                          Gdyby się pogodziła i odcięła od przeszłości to nie analizowałaby zachowań kobiety, o której nie myślała wcześniej przez dwa lata.

                          Ni
                          > e zawsze to żony są głupie, ale w tej sytuacji mamy do czynienia z głupią żoną
                          > i tyle.

                          I właśnie takie Twoje wypowiedzi mnie odrzucają. Głupia żona, a Ty nie byłaś głupia tkwiąc w romansie? Ot, moralność Kalego.
                          • 27.09.10, 21:03
                            "Gdyby się pogodziła i odcięła od przeszłości to nie analizowałaby zachowań kobiety, o której nie myślała wcześniej przez dwa lata."

                            Alez kwiatku, uwierzylas mezowi, ze sie nawrocil i zmienil, dlaczego wiec ona tutaj nie mogla sie nawrocic, moze musiala dopiero spasc na tylek, zeby zaczac sie zastanawiac i snuc refleksje. Przeciez to tez niewykluczone. Bywaja bledy w zyciu, ktore popelnia sie tylko jeden raz.
                          • 27.09.10, 21:05
                            Czasem myślę, że Twoja złość na mnie wynika z absolutnego braku pewności, czy nie jestem kimś kto zna Ciebie i Twojego męża i z Was kpi.

                            Wiesz, że mi było kiedyś wstyd za znajomego, gdy przyjechała jego rodzina, a on zachowywał się żenujaco. Nie moja sprawa niby, a głupio mi było za niego. Gdyby nie opisywała tej sytuacji ex kochanka, a jakaś znajoma też byś tak to interpretowała? Dlaczego nie umiesz przyznać, że kobiety bywają żałosne? Przecież bywają. Mężczyzni też.

                            Nie byłam głupia tkwiąc w romansie. Nie skamlałam, nie czekałam, nie błagałam. Miałam świetne życie, wspaniały seks i faceta, który stracił dla mnie głowę. Nie liczyłam na to, że rzuci dla mnie żonę, nie leciałam robić jej ani jemu awantur. Nie obchodziła mnie żona i tyle. Gdybym jedak była w sytuacji osoby, która opowiedziała tę historię byłabym rozbawiona. Bo to jest ta głupie, że aż zabawne. Powtórzę więc: bywają głupie kochanki i głupie żony. Tu głupia jest żona. Kochanka może też, ale nie mam powodu by wnioskować, że tak jest.
                            • 27.09.10, 21:52
                              "Powtórzę więc: bywają głupie kochanki i głupie żony. Tu głupia jest żona. Kochanka może też, ale nie mam powodu by wnioskować, że tak jest."
                              No chyba kochanka tutaj tez glupia byla, bo wierzyla w wyznania i obiecanki faceta, wnoskuje po tym, ze napisala, ze "bolalo", ale sie otrzasnela. Gdyby nie robila sobie glupich nadziei, albo nie byla zaangazowana uczuciowo, bo by raczej nie bolalo. Czyli byla naiwna i glupia wierzac, ze facet zostawi dla niej zone. A facet mysli tylko o sobie i o swoim fiucie i ma zona i kochanke w glebokim powazaniu :)
                            • 27.09.10, 21:56
                              a mnie ciekawi skad kochanka wie ze maz pisze do innych kochanek rowniez? bo niby skad ma wiedziec? ma kolezanki z ktorymi pokazuja sobie emaile?

                              I tez uwazam ze autorka jeszcze emocjonalnie sie od niego nie odizolowala.

                              Podobno trzeba przejsc mile w czyis butach aby poznac ich zycie i moc sie na ten temat wypowiadac, wiec czy glupia zona czy nie - czy ty bylas kiedys zdradzona zona? Jezeli nie to nie wiesz jakbys zareagowala, i tez nie wiesz nic o zwiazku tej zony z tym facetem, i w ogole jest zbyt duzo niewiadomych aby oceniac. Facet facetowi nie rowny, a "glupia" zona ma to zycie o jakim jest swiadoma.

                              A ja znam faceta ktory zdradza swoja, ale jest naprawde swietnym ojcem i wszystkim innym, dba o dobytek, o dobra atmosfere w domu. I mysle ze pewne zony na to przystaja. Widocznie lepiej jest im w takiej sytuacji niz byc samej. To ich wybor. Po co od razu wyzywac je od glupich.

                              widac facetowi bardzo zalezalo na rodzinie i na tym co z nia stworzyl, skoro wrocil do zony. A jej decyzjia jest jej decyzjia i na pewno miala swoje powody.
                            • 28.09.10, 08:15
                              edypia111 napisała:

                              > Nie liczyłam na to, że rzuci dla mnie żonę, nie leciałam robić jej ani jemu awant
                              > ur.

                              No proszę, cóż za szlachetność w stosunku do żony kochanka!

                              > Nie obchodziła mnie żona i tyle.

                              To zdanie mówi o Tobie bardzo wiele. Więcej niż możesz przypuszczać.
                              • 28.09.10, 08:19
                                To zdanie mówi o mnie dokładnie tyle, ile wiem, że z niego wyczytacie. A wiem co wyczytacie, więc wzmocnię je z przyjemnością: absolutnie nie obchodziła mnie żona, zupełnie. Ani nią nie pogardzałam, ani nie czułam się od niej lepsza, ot byt odrębny, który miałam w nosie. Ale mogę na potrzeby forum udawać dylematy moralne, których nie miałam, że mi było głupio, żal jej, że się zmagałam ze sobą. Nie, nic z tych rzeczy. I oczywiście to również wiele o mnie mówi.
                                • 28.09.10, 08:22
                                  I jeszcze dodam, że jeśli ktoś nie umie zadbać o swoje małżeństwo, to nie jest to mój problem. Mężowie potrafią pilnować żon, a żony nie potrafią pilnować mężów. Czy jakiś facet, którego żona ma romans obwinia tego drugiego? Czy ten drugi facet myśli o męzu i ma wyrzuty w stosunku do męża? Czy jakikolwiek zdradzany mąż zarzuca jakiś chory brak solidarności temu drugiemu? Wyrzuca mu, że jest niemoralny? Czy skupia się raczej na żonie? Na jej niewierności? Litości.
                                  • 28.09.10, 08:53
                                    edypia111 napisała:

                                    > I jeszcze dodam, że jeśli ktoś nie umie zadbać o swoje małżeństwo, to nie jest
                                    > to mój problem. Mężowie potrafią pilnować żon, a żony nie potrafią pilnować męż
                                    > ów.

                                    Wyobraź sobie taką sytuację: właściciel zostawił swój samochód na parkingu z kluczykami w środku i dokumentami. Ty przechodzisz obok, samochód Ci się podoba, masz ochotę na przejażdżkę nim, więc wsiadasz do niego i odjeżdżasz. Kto jest winien zgodnie z Twoją "logiką"? Oczywiście, właściciel! Przecież mógł zadbać o swój samochód, mógł go pilnować! Gratuluję podejścia!

                                    > Czy jakiś facet, którego żona ma romans obwinia tego drugiego? Czy ten drug
                                    > i facet myśli o męzu i ma wyrzuty w stosunku do męża? Czy jakikolwiek zdradzany
                                    > mąż zarzuca jakiś chory brak solidarności temu drugiemu? Wyrzuca mu, że jest n
                                    > iemoralny? Czy skupia się raczej na żonie? Na jej niewierności? Litości.

                                    Zdziwiłabyś się wiedząc, że niejeden facet uważa kochanka żony za współwinnego. Kiedyś to nawet zdradzony mąż miał obowiązek zażadać satysfakcji od kochanka żony.
                                    • 28.09.10, 09:06
                                      Współwinny, to odpowiednie słowo. Ja przecież mam świadomość, że dla żony jestem winna. Ale co z tego? Czy to czyni mnie naprawdę winną? Czy bycie egositką, wedle Ciebie, czyni mnie egoistką naprawdę?
                                      A wyobraź sobie, że właściciel gubi psa, nie umie go upilnować. Jest środek zimy, pies zdechnie, jeśli go nie przygarnę. Przygarniam, karmię, opiekuję się nim. Zgodnie z Twoją "logiką" powinnam go zostawić na śniegu? Przykład równie głupi, jak Twój. Wiesz co różni samochód i psa od człowieka? Wolna wola. Wszelkie metafory tego typu znoszą jej istnienie i są bezprzedmiotowe. Ale może się mylę. W kwestii wolnej woli, a nie metafor, rzecz jasna.
                                      • 28.09.10, 09:19
                                        edypia111 napisała:

                                        > Współwinny, to odpowiednie słowo. Ja przecież mam świadomość, że dla żony jeste
                                        > m winna. Ale co z tego? Czy to czyni mnie naprawdę winną?

                                        Tak, jesteś współwinna. Naprawdę. Uczestniczenie w krzywdzeniu kogoś czyni Cię współwinną.

                                        > A wyobraź sobie, że właściciel gubi psa, nie umie go upilnować. Jest środek zim
                                        > y, pies zdechnie, jeśli go nie przygarnę. Przygarniam, karmię, opiekuję się nim
                                        > . Zgodnie z Twoją "logiką" powinnam go zostawić na śniegu? Przykład równie głup
                                        > i, jak Twój. Wiesz co różni samochód i psa od człowieka? Wolna wola. Wszelkie m
                                        > etafory tego typu znoszą jej istnienie i są bezprzedmiotowe. Ale może się mylę.
                                        > W kwestii wolnej woli, a nie metafor, rzecz jasna.

                                        Żonaty facet to nie porzucony pies. Podobnie zostawiony na parkingu samochód nie jest 100% odpowiednikiem cudzego męża. Mąż ma własną wolę, więc w odróżnieniu od samochodu jest współwinny niuczciwego zachowania wobec żony. Śiwadoma wszystkiego kochanka jest drugą współwinną osobą w takim układzie.
                                        Jedno jest pewne, z tego co piszesz wynika, że nie z litości "zaopiekowałaś" się facetem, tylko dla własnej przyjemności.
                                        • 28.09.10, 10:14
                                          A czy są współwinne dziewczyny, które po pół roku dowiadują się, że facet ma żonę? Gdzie jest granica odpowiedzialności wobec kogoś, kogo się nie zna nawet za jego życie? Przykładając Twoją nietrafioną metaforę- czy ów samochód jest współwinny bycia ukradzionym? Czymże jest, wedle Ciebie, owa wina? Na czym ona polega? Desygnat? Opis? Wskazanie? Cokolwiek? Ten zgrzyt widać nawet na poziomie językowym: kochanka jest współwinna zdrady? Nie, winnym zdrady jest mąż, kochanka nikogo nie zdradza. Więc współwinna czemu?
                                          Mąż, w odróżnieniu od samochodu i psa, jest wyłącznie winny zdrady. Wyłącznie on zdradza żonę, a nie on i kochanka. To jest proste i dwuwartościowe. Jeśli współwinna jest kochanka, to równie współwinna jest żona. Bo obie istniały.
                                          • 28.09.10, 10:26
                                            > A czy są współwinne dziewczyny, które po pół roku dowiadują się, że facet ma żo
                                            > nę?

                                            One nie. Ale Ty wiedziałaś, że facet ma żonę. Tylko miałaś to w nosie. Liczyłaś się Ty i Twoja przyjemność.
                                          • 28.09.10, 10:47
                                            edypia111 napisała:

                                            > A czy są współwinne dziewczyny, które po pół roku dowiadują się, że facet ma żonę?

                                            Nie, nie są współwinne, jeśli zostały okłamane.

                                            > Gdzie jest granica odpowiedzialności wobec kogoś, kogo się nie zna nawet za
                                            > jego życie?

                                            Nie jesteś odpowiedzialna za czyjeś życie; jesteś odpowiedzialna za swoje nieuczciwe postępowanie wobec innego człowieka. To że kogoś nie zna, nie zwalnia Cię z odpowiedzialności za twoje czyne wobec tego kogoś.

                                            > Przykładając Twoją nietrafioną metaforę- czy ów samochód jest wspó
                                            > łwinny bycia ukradzionym?

                                            Napisałem już o tym, że istnieje różnica między samochodem i człowiekiem.

                                            > Czymże jest, wedle Ciebie, owa wina? Na czym ona pole
                                            > ga? Desygnat? Opis? Wskazanie? Cokolwiek? Ten zgrzyt widać nawet na poziomie ję
                                            > zykowym: kochanka jest współwinna zdrady? Nie, winnym zdrady jest mąż, kochanka
                                            > nikogo nie zdradza. Więc współwinna czemu?

                                            Jeśli napisałem, że kochanka jest współwinna zdrady, to przepraszam. Powinienem napisać, że świadoma stanu rzeczy kochanka jest winna nieuczciwego zachowania w stosunku do legalnej partnerki swojego kochanka (współuczestniczy w "okradaniu" jej). I tłumaczenie, że przecież jeśli nawet nie ze mną to z kimś innym ten kochanek będzie się "seksił" nie jest usprawiedliwieniem. Niech się seksi i niech ktoś inny będzie winny.

                                • 28.09.10, 08:46
                                  edypia111 napisała:

                                  > Ani nią nie pogardzałam, ani nie czułam się od niej lepsza, ot
                                  > byt odrębny, który miałam w nosie.

                                  Ot, najważniejsze, że Ty się dobrze bawiłaś. A że czyimś kosztem? A kogo to obchodzi?
                                  • 28.09.10, 08:50
                                    Dokładnie tyle i tylko tyle. To powinno obchodzić kogoś innego, mnie nie musiało.
                                    • 28.09.10, 08:54
                                      edypia111 napisała:

                                      > Dokładnie tyle i tylko tyle. To powinno obchodzić kogoś innego, mnie nie musiało.

                                      A widzisz coś więcej niż czubek własnego nosa?
                                      • 28.09.10, 09:01
                                        Tak, zdziwiłabyś się jak wiele. Ale nawet jeśli przyjąć, na potrzeby forum, że nie, to co z tego? Nie widzę nic poza czubkime własnego nosa, to źle?
                                        • 28.09.10, 09:20
                                          edypia111 napisała:

                                          > Tak, zdziwiłabyś się jak wiele. Ale nawet jeśli przyjąć, na potrzeby forum, że
                                          > nie, to co z tego? Nie widzę nic poza czubkime własnego nosa, to źle?

                                          Myślę, że dla Ciebie dobrze. Przecież inni nie są ważni.
                                          • 28.09.10, 10:09
                                            A nie mogę tego czubka widzieć w taki sposób, że innym jest ze mną dobrze?
                                            Mam mnóstwo przyjaciół, ludzie mnie bardzo lubią, w naszym domu niemal ciągle są goście, utrzymuję kontakty nawet z przyjaciółmi z podstawówki, mój dom od zawsze był centrum życia towarzyskiego, a ggy dzieje mi się coś złego, mam zawsze pry sobie mnóstwo wspierających przyjaciół. A przeszłam przez kilka piekieł w życiu. I mimo to od zawsze patrzę tylko na czubek swojego nosa i ciągle uchodzę za dobrego człowieka. How come?
                                            Życie nie jest czarno-białe. To kwestia nazwania rzeczy po imieniu. Ty wolisz usłyszeć, że mam do siebie żal, albo miałam wyrzuty. A ja ich nie miałam i mam odwagę powiedzieć to głośno.
                                            • 28.09.10, 11:07
                                              edypia111 napisała:

                                              > A przeszłam przez kilka piekieł w ż
                                              > yciu. I mimo to od zawsze patrzę tylko na czubek swojego nosa i ciągle uchodzę
                                              > za dobrego człowieka. How come?

                                              Uchodzenie za dobrego człowieka nie oznacza bycia dobrym człowiekiem, bo można manipulować otoczeniem i nosić maskę dobrego człowieka. Ala ja nie mam zamiaru oceniać, czy jesteś dobrym, czy złym człowiekiem. Nie czuję się posiadaczem takiego prawa. Ja tylko piszę o Twoim postępowaniu w konkretnej sytuacji i uważam, że było ono złe. Nie czyni Cię to automatycznie złym człowiekiem.

                                              > Życie nie jest czarno-białe. To kwestia nazwania rzeczy po imieniu. Ty wolisz u
                                              > słyszeć, że mam do siebie żal, albo miałam wyrzuty. A ja ich nie miałam i mam o
                                              > dwagę powiedzieć to głośno.

                                              No i dobrze dla Ciebie samej. Nie chcę, byś pisała, że masz wyrzuty, bo ich nie miałaś i nie masz, i jest to stan dla mnie dokonany. Chciałbym, tylko, żebys zrozumiała, że Twoje postępowanie w tej konkretnej sytuacji było nieuczciwe. Nie musisz się za to kajać. Sam byłem kiedyś w podobnej sytuacji, tzn. byłem z kobietą, która miała legalnego partnera i chociaż nie mam zamiaru się za to kajać, ale oceniając moją postawę obiektywnie można stwierdzić, że byłem nieuczciwy.
                  • 28.09.10, 17:36
                    > Łatwiej przyjmę takie pytanie od Ciebie, pod jednym warunkiem: że w pytaniu nie
                    > będzie oceny. Sformułowanie "robi z siebie pośmiewisko" jest już oceną i wtedy
                    > rozmowa nie ma sensu. Dla mnie umiejętność wybaczenia, wiara w to, że człowiek
                    > może się zmienić niekoniecznie zasługuje na pogardę.

                    Ale ja nie o wybaczeniu, wierze w wybaczenie i pogardzie dla wybaczenia! Nie mam pogardy dla zjawiska pt. wybaczenie. Sadze jednak, ze pod tym pieknym szyldem ludzie czesto ukrywaja niemoznosc (lub niechec) zmierzenia sie z brzydkim, a prawdzwym obliczem partnera, siebie i swojego zwiazku. I odnosze wrazenie, ze tu mamy do czynienia z takim oszukiwaniem samej siebie. Maz wrocil na lono rodziny, zona na widok bylej kochanki rzuca sie na niego w napadzie kompulsywnych czulosci, a maz, jak ten robaczek, dalej drazy zakazany owoc i czuli sie do bylej kochanki. Jak dla mnie, w tym punkcie czasoprzestrzeni, on jest oslizla, dwulicowa glizda, ona jest glupia, zaklamana baba . "Wybaczenie" i "skrucha"?! "Czlowiek sie zmienil"?! Dzizas!!! To jakas zalosna komedia pomylek, a nie opowieść o ludziach zmagających się ze swoimi ułomnościami i walczącymi o miłość!!! Mąż jak dla mnie jest niżej kreta (i nawet nei dlatego, że zdradził, tylko dlatego, że nadal łasi się do byłej kochanki), zona zaś ma wybór: albo gra w jego grę, czyli, niestety, schodzi do jego poziomu, albo zadaje sobie trud poznania i przyswojenia sobie prawdy o miałkości charakteru ukochanego, a tym samym o kiepskiej jakości jego miłości do neij. Ma oczywiście jeszcze trzecią opcję: na zimno przyjmuje gada z powrotem, bo tak jej wygodnie, godzi się z jego wyskokami i żyją sobie dalej. No ale wtedy kobieta nie zaznacza terenu manifestacjami uczuć do nieweirnego, bo dobrze wie, ze on dla niej tego typu uczuć raczej nie ma (a w każdym razie nie tylko dla niej). Czysty, uczciwy układ, żadnej ściemy i teatru. Tu zaś mamy teatr i zakłamanie. I dlatego uważam, że robią z siebie pośmiewisko: mąż usiłując pokątnie uszczknąć odrobinę uczuć i seksu od kobiety, do której nie żadnego prawa, a żona hołubiąc słabowitego misia, który jak sądzę, dość łatwy jest do przejrzenia, i zamykając oczy na jego śliskość.

                    --
                    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                    by Zakletawmarmur
              • 27.09.10, 15:46
                Nie wiem dlaczego masz taki kłopot z przyjęciem, że takie żony budzą litość. We mnie, ale możesz mi zarzucić, że byłam kochanką, w moich znajomych, rodzinie, wśród moich przyjaciół. Oglądamy takie historie, sama opisałam Ci tu jedną sprzed wielu lat. Nie ma na to wpływu to czy kochanka jest moralna czy nie. Nawet gdyby należała do tych kochanek, które marzą by facet z nimi zamieszkał, które się upadlają i są żałosne, to nie uczyni to żony lepszą. Żona, która się tak zachowuje dalej będzie śmieszna. Dopuszczam, że są kochanki i kochanki. Są takie, dla których romans jest całym światem, są takie, dla których to dobra zabawa. Takie, które się szanują i takie które nie. I podobnie z żonami. Kochanka, która skamle o faceta jest żałosna. Żona, która robi to samo również. I tyle.
                • 27.09.10, 16:11
                  A trzeba to w ogóle rozważać w kategoriach "żałosności". Mnie nikt nie wydaje się żałosny.

                  --
                  Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
                • 27.09.10, 19:32
                  edypia111 napisała:
                  Kochanka, która
                  > skamle o faceta jest żałosna. Żona, która robi to samo również. I tyle.

                  Znów wszystkowiedząca-oceniająca. Skąd wiesz, że ta żona "skamle" o faceta? Czy wybaczyć/dać szansę jest równoznaczne ze skamleniem?
                  • 27.09.10, 19:48
                    Nie wiem i nigdzie o tym nie piszę.
                  • 28.09.10, 12:30
                    Kwiatek, czemu nie dyskutujesz już? Za dużo osób uważa tę żonę za żałosną? Czemu nie dołączysz do dyskusji teraz?
          • 27.09.10, 08:47
            zonaonaa napisała:
            > Dlaczego zawsze to żony muszą się wstydzić a nie kochanki??? Po jaką cholerę bz
            > ykała się z żonatym facetem wiedząc ,ze krzywdzi inną ?

            No przecież jest przekonana że jego krzywdzi zła kobieta, wredna i wyrachowana żona, a kochanka może go pocieszyć i ulżyć w cierpieniu :)
            _____________________________________
            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
            • 27.09.10, 11:50

              > No przecież jest przekonana że jego krzywdzi zła kobieta, wredna i wyrachowana
              > żona, a kochanka może go pocieszyć i ulżyć w cierpieniu.

              Ktoś kiedyś powiedział, że kobiety nie mają honoru. W tym przypadku obu stronom go zabrakło. Ciekawe czy walka o posiadanie "czegokolwiek co nosi spodnie" zrekompensuje tym paniom brak poczucia własnej wartości wynikający właśnie z utraty prostego szacunku do siebie...



              Bite your tongue, swear to keep
              Keep your mouth shut
              Make up something
              Make up something good...burn the witch
              • 27.09.10, 12:18
                possessive napisała:
                Ciekawe czy walka o posiadanie "czegokolwiek co nosi spodnie" zre
                > kompensuje tym paniom brak poczucia własnej wartości wynikający właśnie z utrat
                > y prostego szacunku do siebie...

                A skąd wiesz, że żona walczy o "posiadanie" męża? Może to on walczy o zonę? Czy wybaczenie i danie szansy naprawdę musi łączyć się z "utratą szacunku do samej siebie"? Różnie bywa. Więcej można wyczytać z postu otwierającego wątek o emocjach kochanki niż żony.
                • 27.09.10, 12:25
                  No bo gdyby o to nie wlaczyla, to by sku..la po prostu wywaliala z domu, proste. On walczyc nie musi, bo juz go przyjela a on dalej maile do kochanki wypisuje i bedzie kur..il dalej, jak nie z byla kochanka to z inna. Pewnie, ze mozna wybaczyc, problem z tym, ze to sie tak strasznie za czlowiekiem ciagnie. Wybaczyalas i zapomnialas? Nie, ciagle mezcza i drecza Cie mysli, wspomnienia, obawy. A rzecz w tym, ze maz aktorki wyszedl z tego obronna reka a zona go jeszcze obsciskuje publicznie i mysli, ze wygrala a on maile do kochanki pisze.
                  • 27.09.10, 13:37
                    Rozpatrujecie czy ma honor taka abstrakcyjna kobieta która przyjęła faceta, czy powinna go obściskiwać publicznie (sic!), jaki ma cel ta dyskusja? Walczycie z obrazą moralności? Mierzi was, że ktoś obcy kieruje swoim życiem w sposób inny niż jedynie słuszny? Kochanka ma problem ze zdystansowaniem się od przeszłości - niezbyt zdrowe ale da się zrozumieć, ale wszyscy Ci których tak boli: czy obściskuje czy powinna, to już wygląda komicznie.
                    • 27.09.10, 13:50
                      Zbyt emocjonalnie do tego podchodzisz. We mnie taki wątek wcale żadnych emocji nie budzi. Czy oznacza to, że nie powinnam widzieć sensu, żeby pisać?

                      --
                      Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
                      • 27.09.10, 14:37
                        Słowa "nie powinnaś" byłyby oczywiście za mocne i ja ich nie użyłem.
                        Niektórzy poddają analizie wewnętrzne sprawy obcej im rodziny znanej z relacji byłej kochanki i gotowi są szafować ocenami w kategoriach honor, moralność, itp. a ja poddaję analizie instynkt stadny który nie pozwala niektórym pozostawić bez oceny wewnętrznych spraw innych. To wszystko. Obrazowo - są staruszki pod klatką które po mszy omawiają o tym kto, co i dlaczego od zeszłej niedzieli i są Ci którzy piszą im na drzwiach "społeczniara" :p
                        • 27.09.10, 14:50
                          Po to tutaj jest watek, zeby kazdy sobie popisal na co ma ochote, proste. Po to wlasnie jest to forum a jezeli sie komus nie podoba albo go nie interesuje, nie musi czytac ani sie wypowiadac. A kto nam zabroni dociekac sie i zastanawiac nad niektorymi sprawami, ktore tak naprawde w ogole nas nie dotycza?
                          • 27.09.10, 15:07
                            kag73 napisała:

                            > A kto nam zabroni dociekac sie i zastanawiac
                            > nad niektorymi sprawami, ktore tak naprawde w ogole nas nie dotycza?

                            Nikt nikomu nie zabroni dociekania i zastanawiania się. Ale zastanawiać się to jedno, a wypowiadać zdecydowanie negatywne sądy o kobiecie, ktorą znamy jedynie z subiektywnych opisów innej skrzywdzonej kobiety to drugie. Nie widzę żadnego rozsądnego powodu, dla którego mielibyśmy takie "sądy" uskuteczniać tu na forum czy gdziekolwiek indziej. Jesli już chcemy "sądzić", to przedmiotem tych sądów może być tylko autor/-ka konkretnego tekstu na forum, bo można dużą dozą pewności uważać, że to on/-a sam/-a ten tekst napisał/-a.
                            • 27.09.10, 15:13
                              Sady wydawac za plecami mozna ;) Co innego gdybysmy mowi jej to w twarz ;)
                              Jedna rzecz jest pewna, facet jest sk..el a ona go nadal w chalupie trzyma. Dlaczego to robi, to juz inna kwestia. Na pewno ma swoje powody, ktorych my nie znamy.
                              • 27.09.10, 15:27
                                kag73 napisała:

                                > Sady wydawac za plecami mozna ;) Co innego gdybysmy mowi jej to w twarz ;)

                                Widzisz, a ja uważam, że powinno być odwrotnie: jeżeli kogoś sądzimy, to powinniśmy to robić w obecnosci "podsądnego". :)

                                > Jedna rzecz jest pewna, facet jest sk..el a ona go nadal w chalupie trzyma. Dla
                                > czego to robi, to juz inna kwestia. Na pewno ma swoje powody, ktorych my nie zn
                                > amy.

                                I tego się trzymajmy! Nie wiemy dlaczego, nie wiemy jaką jest osobą, więc powstrzymajmy się od kategorycznych ocen. Już lepiej z fusów pogodę wróżyć. :)
                                • 27.09.10, 15:39
                                  Oczywiscie byl to zart z mojej strony. Najistotniejsze dla mnie jest tutaj, ze jej nie ranimy i nie czynimy jej krzywdy, bo ona o tym watku i o naszym pier..niu nic nie wie:)
                                  • 27.09.10, 16:10
                                    kag73 napisała:

                                    >(...) bo ona o tym watku i o naszym pier..niu nic nie wie:)

                                    Tego nie możesz być pewna:)
                                    • 27.09.10, 17:31
                                      kag73 napisała:
                                      >>Calkiem osobiscie, tez uwazam, ze powinien "zaplacic" za to co zrobil. I zona i kochanka >>powinny go kopnac w dupe!

                                      - Też tak uważam. I wcale założycielce wątku się nie dziwię, że się dziwi :) zachowaniu żony.
                                      Dlaczego z nim została nie jest ważne, nie wiem co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. Nie chcę się zarzekać bo nigdy w takiej sytuacji nie byłam.
                                      Ale nie wyobrażam sobie odgrywania cyrku pod publiczkę. Nawet gdyby nikt "z miasteczka" nie wiedział o wybrykach męża, nie okazywałabym mu czułości, miłości - bo na te uczucia zdradzający facet nie zasługuje.
                                      Odgrywanie komedii pt"jak my się kochamy" wprawia wtajemniczonych w niesmak, chyba nikt nie lubi być okłamywany nawet jak jest tylko obserwatorem.

                                      Mnie np.trudno z kolei zrozumieć ataki lasek na autorkę - bo wzięła się za żonatego faceta!
                                      Gdyby mój mąż przygruchał sobie inną kobitkę , miałabym WYŁĄCZNIE do niego o to pretensje, nawet gdyby laska wchodziła mu do łóżka na siłę , to on mi ślubował, a nie ona.
                                      Wyjątek stanowi w takich sytuacjach bliska przyjaciółka.

                                      • 27.09.10, 17:45
                                        Widzisz, ale ani autorka a ni my nie wiemy czy te okazywanie uczuc publicznie jest zyczywiscie sztuczne, i czy w domu sami sie tak nie zachowuja? Moze autorka tylko mysli ze oni to robia pod publike, ale nie widzi ze robia tak rowniez wtedy, gdy nie jest w zasiegu wzroku.

                                        Zreszta... tak sobie mysle ze byc moze zona w ten sposob sie komunikuje z kochanka ze miedzy nia a mezem wcale nie jest tak jak kochance naopowiadal. Ze dobrze sie rozumieja i facet jest z nia dla niej, i ze to wszystko byly klamstwa. Nie wiem.
                                        • 27.09.10, 17:53
                                          Przecież jest dokładnie odwrotnie. Ona nie ma co komunikować kochance, skoro kochanka wie od męża, że nie jest dobrze - i nie chodzi o to, że mąż opowiada, że nie jest dobrze, ale o to, że ciągle pisze do kochanki. A to jeszcze czyni zachowanie żony jeszce bardziej zabawnym.
                                          A zresztą, to kolejne potwierdzenie tego, że ci faceci są bezkarni, że większość lasek jest głupich i że zdrady zazwyczaj nie kończą się, choć większość żon woli wierzyć, że tak się nie dzieje.
                                      • 27.09.10, 17:48
                                        > Gdyby mój mąż przygruchał sobie inną kobitkę , miałabym WYŁĄCZNIE do niego o to
                                        > pretensje, nawet gdyby laska wchodziła mu do łóżka na siłę , to on mi ślubował
                                        > , a nie ona.

                                        Ja też nie potrafie tego fenomenu zrozumieć:-) Zawsze winna jest kobieta, przecież mężczyźni to tylko głupiutkie misie...

                                        --
                                        Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna...
                                        • 27.09.10, 18:16
                                          Winny jest oczywiscie partner - i ma konsekwencjie w postaci zranionego zwiazku. Jednak, jezeli mozna oceniac osobe ktora bije slabszych - ze jest bleeee - tak samo mozna oceniac laske ktora idzie z zonatymi do lozka - ze jest tez bleeee.

                                          I nie chodzi mi aby oceniac ja za rozpad np malzenstwa, ale zeby w ogole ocenic jako czlowieka!

                                          I nie mowie ze jestem najbardziej moralnym czlowiekiem na swiecie, ale np swinst innym w swojej pracy nie robie, a inni robia. I moge ich ocenic ze robia zle, bo krzywdza innych (chociaz im tez nic nie przyzekali).
                                      • 27.09.10, 19:37
                                        efi-efi napisała:
                                        > Mnie np.trudno z kolei zrozumieć ataki lasek na autorkę - bo wzięła się za żona
                                        > tego faceta!

                                        Mnie tylko dziwi mentalność osoby, która przez dwa lata nie myśli o żonie sypiając z jej mężem. Przypomina sobie o niej, gdy już z jej mężem nie sypia i ma do niej pretensje, ocenia ją, wie, z jakich pobudek działa etc.
                                    • 27.09.10, 17:41
                                      Moga byc tu inne panie, w podobnej sytuacji, i oceniajac fikcyjna zone tak samo oceniasz je. Ja tam tez uwazam ze co najwyzej mozna podyskutowac o autorce watku, bo ona tak naprawde sama tej zony nie zna, a my tymbardziej.

                                      • 27.09.10, 23:16
                                        Miałam nie pisać, bo i tak swoje oberwałam, ale że dupsko mam teraz twarde to wytrzymam kopaninę z tym "koniem", czyli słuszną pogardą tej durnej żony, co to zdrajcę z powrotem przyjęła. A głupia taka, że hej! Bo durnota, nic o romansie dwa lata nie wiedziała, to idiotka nadal nie wie, że skur-syn nadal paja żądzą do kochanki i listki-tęsknotki śle, aż miło.

                                        Powiem, więc z własnej perspektywy takiej żałosnej niczego nie świadomej żony, dlaczego jednak takiego pod dach na zad się bierze.

                                        Niestety muszę trochę przynudzić i wrócić do momentu "0", czyli kiedy się wesoło rypiącym sprawa się rypła.
                                        Rypałki się rozbiegają, każde we własna stronę. Samczyk do gniazdka. Samiczka w najciemniejszy kąt, tylko żeby ta wredna baba co tak misia męczyła latami, i jej nie dosięgła, bo to harpia straszliwa.
                                        Samczyk wygruchany, ale bardziej przestraszony, bo miało się nie wydać, wyprawia hołupce jakie nigdy mu się nawet nie śniły, żeby to budowane latami gniazdko nie znikło, bo jednak nieźle w nie zainwestował. I tu budzi się rycerz błękitny, co to walczyć teraz będzie o rodzinę do krwi ostatniej. A ta, która podstępem go wzięła, to nic nie warta, ale cwana opętała, że egzorcyzmów na nią brak. A tak w ogóle to on jej nie zna, no może kilka razy na ulicy widział.
                                        Wredna baba, jak to taka, wiary dać rypałkowi nie chce, więc szuka kontaktu z wyrypałką.
                                        Ale wyrypałka twierdzi, że nic ich nie łączy, no może kilka niezobowiązujących rozmów i przypadkowych spotkań przy jakiej takiej zawsze publice.
                                        Czyli durna jesteś wredna babo, bo niewinność leliji podważasz i nie wiesz, że masz kogoś o wiele lepszego niż ty przed sobą , ale co się dziwić. Jesteś żoną, a więc z urzędu durną, grubą, starą i takie tam w ten deseń.
                                        Do tego miałaś paskudna żono wszystko, a chłopa nie umiesz przy sobie zatrzymać, ale to przecież wiadomo, że żona to....piiiii.

                                        Po może długim wstępie, przejdźmy do tej oto rzeczonej żony. I jaka by nie była, sądzę, że większość zgodzi się z tym, że może monster, ale jednak człowiek.
                                        Nie chcę tu epatować cierpieniem zdradzonej, więc powiem krótko. Dostałam w łeb kometą.
                                        Siła większa niż czołówka z tirem. Szok początkowo pozwolił nawet pobiec na tych połamanych nogach, więc dochodzi się prawdy. A jest to praca czysto operacyjna i nie na głowę w szoku pourazowym, więc gubisz się, bo boli, bo nie wiesz gdzie przód, gdzie tył, ale z tyłu głowy masz obraz swojej rodziny, dzieciaków, naprawdę dobrego życia, choć może trochę nudnego w swych koleinach, przewidywalnego, acz z celem. Dotąd myślałaś wspólnym. Zresztą tak fajnie było i tak żarło.
                                        A tu późna skolioza u męża.
                                        Jednak, aby dalej poszło, muszę zapalić. No, jeszcze jedno na "p" i dojdę do sedna.
                                        Tak, tak, wiem, nudzę jak na żonę przystało. :D
                                        • 28.09.10, 00:13
                                          Tu postaram się węzłowato usprawiedliwić rzeczoną żałosną.
                                          Myślę,że kobiety załapią to w lot.
                                          Rypałka pobocznego przyjmuje się pod swój dach, bo:
                                          1. Szok pourazowy zrobił z kobiety na co najmniej dwa 2 lata golema, więc kobiecina nie dojrzę,że głupio wygląda (przylepiony uśmiech, nowa fryzura, oraz rozmiar i te ciuszki- kurwiuszki na ten przykład) to jeszcze nie kontroluje kompulsywnych wybuchów czułości do co bądź swego oprawcy / kompletna aberracja, ona kocha tira, który ją czołowo rozwalił/. Syndrom sztokholmski.
                                          A że wariatka, to nie widzi jaki to niesmak wywołuje wśród godnych tak sie poniżając.
                                          Acz i nieraz niektórzy współczują. Mają serce jednak ludzie.
                                          2. Kobiecina zainwestowala jednak w małżeństwo więcej niż małż.
                                          Równouprawnienie niby normalka w cywilizacji, ale jakos tak wyszło, że to ona obrodziła dziećmi i tak na kilka lat wypadła z "rynku", nawet jej lepsze wykształcenie w zderzeniu się z rzeczywistością, nie rozwiąże problemu z utrzymaniem teraz nie tylko jej samej, tylko z przychówkiem. Pan władca swoją pozycję budował bez zbędnych przerw w komforcie stałego bezpiecznego związku.
                                          3. Kobieciny, niestety w większości, nie wychowano do walki i rywalizacji. Grzeczna miała byc dziewczynką i nie sprawiać kłopotów.
                                          Zgniły kompromis i ustępstwo ma być jej drugim ja. Ale gdyby sie jednak znarowiła... społeczeństwo ma swoje mechanizmy. Wiedzieć będzie gdzie jej miejsce.
                                          4. Kobiecina staje się niewidzialna, czyli osiąga wiek około menopauzalny.
                                          Przeżywszy swoje życie poproduktywne, czyli latorośl odchowana, dom latami cyzelowany i odpicowany, mężuś odpicozadbany/a na początku całych gaci nie miał/, dowiaduje się, że nigdy przez te 20 i więcej lat do siebie nie pasowali, to teraz od początku należy zacząć.
                                          Tylko często się okazuje, że start odkrywcy new age jest z dużymi wspólnymi "forami" wypracowanymi w przeciwieństwie do naiwnej do kości często oskubanej.

                                          I moi drodzy możecie tu sobie gdybać i ornamętować na temat bezhonorowej żony. Jest tylko jedno ale. To ta żałosna żona musi ogarnąć całe szambo, które jej sprokurowali inni bez jej zgody, choć teraz wymagają od niej tego, czego nigdy by w stanie nie byli z siebie wykrzesać.
                                          Wyobraźni i odpowiedzialności. Zresztą co wam będę mówić.
                                          • 28.09.10, 00:56
                                            boskie! lol
                                            • 28.09.10, 01:45
                                              Ja sobie zrobię zakładkę na foruma. Inni ciekawie wyręczają mnie w myśleniu :]
                                          • 28.09.10, 07:05
                                            Stawiałam zawsze na podobne przyczyny. Jednak wciąż nie rozumiem i nie ogarniam tego.
                                          • 28.09.10, 08:50
                                            Kurczę, niezłe. Jestem pod wrażeniem.
                                            • 28.09.10, 08:51
                                              Chodziło mi oczywiście o tekst resort - robi wrażenie.
                                          • 28.09.10, 09:45
                                            tekst swietny!

                                            Jednak naswietla i wyjasnia czesciowo jedna kwestie.
                                            Czy nie jest aby tak, ze decyzje o wybaczeniu i przyjeciu 'misia na chalupe' podejmuja kobiety, ktore w relacji maja slabsza pozycje (nazwijmy to) logistyczno-ekonomiczna. A maja ja z roznych powodow: on zarabia wiecej, one wypadly z rynku ze wzgledu na urlopy macierzynskie i inne takie, zainwestowaly sporo czasu w zwiazek i szkoda im tego etc. plus przeraza cala ta logistyka zwiazana z podzialami majatku, znajomych i innych zagadnien ktore sie razem przez te lata zbudowalo.

                                            Ja decyzji 'przyjecia na chalupe' tez nie ogarniam i raczej podjelabym odwrotna. 'Raczej' - bo wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono.
                                            Tyle ze u mnie element ekonomiczno-logistyczny odgrywalby raczej niewielka role. A przynamniej mniejsza niz bol afiszownia sie po miescie z takim kolesiem.

                                            • 28.09.10, 10:06
                                              Ja uzasadnienia tego typu przyjmuję i akceptuję. Natomiast wciskanie kitu o miłości i metafizycznym związku jest po prostu śmieszne.
                                              Miałam kiedyś koleżankę, która była zdradzoną żoną i ona w sumie tłumaczyła to swoje wybaczenie dokładnie tak samo - nie ogarnęłaby nawet podziału mająku po tylu latach, tłumaczenia rodzinie, znajomym itd. Tego, że musiałaby zostać sama, a starość blisko. Tego, że była z nim 20 lat, a więc całe swoje dorosłe życie i nie wie, czy umiałaby być samodzielna. I ja to wszystko ogarniam. To jest w istocie tak samo sucha kalkulacja, jak moje stwierdzenie, że się romansu czerpało tylko przyjemność, mając resztę w nosie. Ona mówiła, że gdy się dowiedziała, że mąż ją zdradził, świat jej się zawalił, ale niemal od razu wiedziała, że nie może pozwolić mu odejść. Nie dlatego, że go kochała, ale dla własnej stabilizacji i bezpieczeństwa. Jednak ona nigdy nie zachowywała się jak opisywana w wątku małżonka.
                                              • 28.09.10, 10:46
                                                A widzialas jak zachowuje sie bokser po nokaucie.
                                                Widocznie Twoja kolezanka ma twardsza czaszke. Nie wszyscy i nie wszystkie tak maja.
                                                Co nas, ludzi odroznia od reszty biegajacych po tej ziemi to roznorodnosc. Nie dziw sie zatem ze ta konkretna osoba tak a nie inaczej stara sie zamaskowac swoja rozpacz, poczucie kleski i strach przed tym co wczesniej bylo dla niej jasne a po wiadomych zdarzeniach juz nie tak bardzo. Mysle o przyszlosci.
                                              • 28.09.10, 11:01
                                                roserot napisałą:
                                                >> kobiecina nie dojrzę,że głupio wygląda (przylepiony uśmiech, nowa fryzura, oraz rozmiar i te >>ciuszki- kurwiuszki na ten przykład) to jeszcze nie kontroluje kompulsywnych wybuchów >>czułości do co bądź swego oprawcy / kompletna aberracja, ona kocha tira, który ją czołowo >>rozwalił/

                                                Wszystkie motywy przyjęcia pod dach wiarołomnego są dla mnie zrozumiałe, natomiast ten fragment powyżej , uważam, że można sobie darować.
                                                Jest coś co się nazywa duma i honor i jeżeli posiada się takie cechy to one nie pozwalają na takie zachowanie.

                                                W moim pojęciu poza tym, to chyba nie pokrzywdzona żona ma się starać, czulić, zabiegać .
                                                Sprawca ma ponieść konsekwencje (dotkliwe) swoich czynów i to jemu powinno zależeć na zadośćuczynieniu.
                                                • 28.09.10, 11:12
                                                  Czy ktoś z oceniających tę żonę, o której przecież nic nie wiemy, pomyśłał przez pchwilę, że ona może akceptować wyskoki męża? Mało tego, może sama też korzysta z uciech cielesnych poza małżeństwem i dobrze się bawi. Te wszystkie kategoryczne stwierdzenia, jaka ona jest głupia czy żałosna, są po prostu śmieszne :)
                                                  • 28.09.10, 11:26
                                                    Malo prawdopodobne bo gra idzie o grozbe utraty mojego.
                                                    Jesli juz mamy bawic sie w wymyslanie scenariuszy, to bardziej prawdopodobnym jest ze malzonka ma krewkiego braciszka ktory wyglosil proroctwo " szwagier, jak zostawisz moja siostre to ci z ryja zrobie kalafior".
                                                    Ta wersja to juz raczej z pogranicza fantazji, choc tez prawdopodobna.
                                                  • 28.09.10, 11:35
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:

                                                    > Malo prawdopodobne bo gra idzie o grozbe utraty mojego.

                                                    Utratę czego? Przecież, jeśli kobieta zna swojego faceta i wie, że ten lubi sobie skakać na boki, a sama jednocześnie też "chodzi bokami" to co traci i czego ma się obawiać? Oczywiście w takiej sytuacji istnieje ryzyko rozpadu związku, ale w każdym innym przypadku takie ryzyko też jest.
                                                  • 28.09.10, 12:44
                                                    "Utratę czego? Przecież, jeśli kobieta zna swojego faceta i wie, że ten lubi sob
                                                    > ie skakać na boki, a sama jednocześnie też "chodzi bokami" to co traci i czego
                                                    > ma się obawiać? Oczywiście w takiej sytuacji istnieje ryzyko rozpadu związku, a
                                                    > le w każdym innym przypadku takie ryzyko też jest."

                                                    no wlasnie to nie do konca tak jest. Niedawno ogladalam jakis program na ten temat. Podobno zdarzaja sie kobiety, ktore zyjac z takim mezczyzna, po prostu z jakiegos powodu ciagle po jego wyskoku na nowo manewruja sie w te pozycje ofiary. Nie przyjmuja mysli o rozwodzie, tkwia w malzenstwie, wcale same nie chadzaja w bok. Potrzebuja lat, zeby wreszczcie zdobyc sie na ten krok i wyciepnac faceta z domu, na zasadzie "przebrala sie miarka, dotad a nie dalej". Czasem zdarza sie tak, ze to ON w koncu podejmuje decyzje i odchodzi z inna, bo zawladnela jego sercem a zone zostawia po 30 latch malzenstwa, np.
                                                    Do tego byla wypowiedz doroslej corki takiej pary, ktora bardzo cierpiala ze wzgledu na te sytuacje(eskapady znanego publicznie ojca) i dopiero musiala nauczyc sie zrozumiec swoja matke, jej postepowanie. Nastawienie czy wychowanie, ze malzenstwo jest nierozerwalne i takie tam.
                                              • 28.09.10, 11:18
                                                Trochę mnie zawstydziliście. Kur by zapiał! Z językiem naszym zawsze sobie jakoś kulawo radzę, ale staram się.

                                                Jako ta żałosna mogę wam powiedzieć, że nic nie trwa wiecznie. Nawet najmocniej skopana żona wyliże się ze upokarzającego stanu ofiary. Trwa to różnie, czasem 2 lata, czasem 6. Tylko miś dobrze kalkuluje, a czasu na to ma wystarczająco i z wolną głową od żoninej traumy /nieźle się bawił, nie?/, więc oszacował co jednak mu się bardziej opłaca. A zresztą, czy on w ogóle zamierzał odchodzić od tej brzydkiej żony? Dwa latka miał na to miś.
                                                I gdy kobita wstanie, otrzepie się, widzi tą swoją pokraczną sytuację, głupia na kolanach przy zwykłym knurze, to już wie, że biedniej , a nawet nędzniej być już nie może.
                                                Znając misia i jego niechęć do spraw trudnych, sama bierze na siebie ciężar rozwiązku i z tym związanych przykrych spraw. Tylko miś jakoś nie kwapi się teraz do opuszczenia i trzyma się kurczowo żoninej spódnicy /a jakie scenki rodzajowe potrafi, aktorzy swym skrzywdzeniem i oddaniem wielkim, że hej!/ , a tak do niedawna uciemiężony był niewolą z kulą u nogi swej rodziny.
                                                I za nic nie chce się oderwać, wczepiony w futrynę pazurami broni się przed bądź świetlaną wolnością i możliwościami spotkania drugiej połówki rajskiego owocu miłości nieziemskiej.
                                                A żona nie chce już tego cudnego i mamy gotowy "szoł". Wolna amerykanka, urzędowo przy ludziach. Z reguły trochę to trwa, a i krwi napsuje. Ale tak jest gdy się na zwykłego psuja trafi.
                                                • 28.09.10, 12:14
                                                  Czyli, po pierwszej i dziesiątej fazie "ratownictwa" małżeńsko-rodzinnego, zwanego "żałosnym bezhonorem", wystąpiłaś o rozwód.
                                                  Nastąpił długi epizod, odczepiania małpiszona uwieszonego na żoninej gałęzi, który drugą łapką macał sobie co podeszło, ok.

                                                  Ale tak mnie zainteresowałaś (a pamiętaj, że jestem pierwszą zadeklarowaną czytelniczką Twojej ewentualnej książki;), że proszę napisz: CO DALEJ?

                                                  :)))

                                                  duze pozdro!!!
                                                  --
                                                  Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                                            • 28.09.10, 11:35
                                              Przepięknie i z takim pazurem to napisala, że aż trudno uwierzyć w ten jej słabszy status :)

                                              W każdym razie kupiłabym Twoją książkę rota,
                                              lepsze, co czytalam to chyba tylko na ten temat: "Mąż i żona" Zeruy'i Shalev.

                                              duze pozdro!!!
                                              -
                                              Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                                              Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                                              by Cejrowski
                    • 28.09.10, 11:40
                      bigbadpig napisał:

                      > Rozpatrujecie czy ma honor taka abstrakcyjna kobieta która przyjęła faceta, czy
                      > powinna go obściskiwać publicznie (sic!), jaki ma cel ta dyskusja? Walczycie z
                      > obrazą moralności? Mierzi was, że ktoś obcy kieruje swoim życiem w sposób inny
                      > niż jedynie słuszny?

                      Kwestia honoru nie odnosi się do zdrady(ta mnie zupełnie nie mierzi) tylko do nieumiejętności godnego zachowania się w tej sytuacji (i zapewne w każdej innej).. Czemu mi to przeszkadza? Bardziej mi się podoba godne zachowanie u ludzi niż żałosne. Nie można wciąż zaniżać poziomu. A roztrząsanie i krytyka zachowania żony byłego kochanka, podobnie jak udawanie że nic się nie stało po zdradzie(sypianie z takim wiedząc że zdradził brr..) należy do zachowań poniżej pewnego poziomu. Mężczyna zapewne wstydziłby się tak zachowywać i a tym bardziej ujawniać swojej głupoty pisząc o tym. A panie - proszę: hulaj dusza, żadna kompromitacja im nie straszna.
                      --
                      Bite your tongue, swear to keep
                      Keep your mouth shut
                      Make up something
                      Make up something good...burn the witch
                      • 28.09.10, 12:50
                        Brawo roserot!!!! co za tekst!! gdyby tylko nie dotyczył tak ponurego tematu!!
                        jestem zdradzoną żoną ktora swego misia przyjęła na nowo
                        jestem młodą, podobno fajną, wykształconą dziewczyną
                        takich podobno się nie zdradza usłyszłam kiedyś i o ironio losu - co za pech i mnie trafiło
                        ale poważnie:
                        romans trwał książkowo dwa lata
                        potem było piekło
                        postanowiliśmy OBOJE - NIE TYLKO JA
                        • 28.09.10, 12:54
                          UPPS wysłało mi się..

                          postanowiliśmy Oboje walczyć o małżeństwo
                          miś zaklina się do dziś - a mija już drugi rok naszego "nowego" małżeństwa że zrozumiał, że przemyślał
                          czy mu wierzę?
                          dobre pytanie..sama nie wiem..
                          jestem z nim bo (i tu podkładam głowę pod gilotynę dobrowolnie) bo go kocham
                          nie dla pieniędzy, stabilizacji, bezpieczeństwa - ale z miłości
                          a miłość nie zawsze musi być łatwa..
                        • 28.09.10, 12:56
                          "...postanowiliśmy OBOJE - NIE TYLKO JA "

                          Nie rozumiem, a co ON mial w tej kwestii do gadania? W moim pojeciu NIC!
                          Oprocz tego, ze mogl odejsc jezeli by chcial ale o tym czy MOZE zostac, z cala pewnoscia nie decydowalby on.
                          • 28.09.10, 13:03
                            postanowiliśmy oboje że chcemy iść dalej razem
                            jego romans nie był skokiem w bok podczas imprezy, tylko niestety czymś głębszym
                            dlatego piszę że i JA i ON postanowiliśmy spróbować być razem
                            ON zaczął długi proces uświadamiania sobie co zrobił, zostawił tamtą kobietę która się dla niego rozwiodła
                            • 28.09.10, 13:43
                              a i jeszcze jedno
                              ja uważam ją (czyli Byłą kochankę) mojego męża za kobietę żałosną a ona identycznie myśli pewnie o mnie
                              tak było i będzie jak świat stary - więc nie ma się co bić o rację
                              niech każdy z nas żyje tak jak mu rozum, wiara, serce, logika czy what ever podopwiada
                              ps a wiem że była kochanka dała by wszytsko by być na moim miejscu i nie mogła się z tym pogodzić że jej super kochanek powrócił do żony
                            • 28.09.10, 13:44
                              Pytanie.
                              Czy malzonek rozpoczal praces uswiadamiania sobie co zrobil (posrednio ) tamtym ludziom ?
                              • 28.09.10, 13:58
                                wiem że ironia jest łatwym sposobem odpowiedzi na trudne problemy ale chyba nie o tu chodzi prawda?
                                KAŻDA zdrada zakłada zranienie kogoś trzeciego
                                często są to całe rodziny,dzieci
                                ona wchodząc w romans z moim mężem chyba była świadoma że ma męża i dzieci?
                                mój mąż do rozwodu jej nie nakłaniał (to wiem)
                                ona sama podjęła taką decyzję
                                • 28.09.10, 14:17
                                  Zaraz, zaraz.
                                  Tamto pytanie bylo calkiem powazne.
                                  To tez.
                                  Skad masz pewnosc ze Twoj men w kwestii radykalnych decyzji tamtej jest krysztalowy ?
                                  • 28.09.10, 14:25
                                    oczywiście z jego ust
                                    on twierdzi że ich małżeństwo i tak było tylko fikcją - to są jej słowa (stąd koleznka rzuciła się w ramiona mojego małża)
                                    ona biorąc rozwód myślała że nasze też już się rozpada (zresztą miała do tego prawo!)
                                    oczywiście nie wiem na 100% jaka jest prawda..z jej smsów do niego jednak wynikało że ona postawiła wszystko na ostrzu noża i myślała że on zrobi to samo
                                    nie chcę rozgrzeszać mojego mena
                                    myślę jednak że ona jest tak samo winna jak i on
                                    • 28.09.10, 14:33
                                      Coz, musicie z tym zyc.
                                      Czy bedzie latwo, to zalezy od Was.
                                      Mam nadzieje ze sie uda uzyskac na powrot utracona harmonie.
                                      Czego Wam zycze.
                            • 28.09.10, 14:39
                              Sweet_devil1, sadzę, że jednak się kochacie i pomimo, udać się może. Zawsze jest szansa, u każdego taka sama, czyli fifty / fifty.

                              Co dalej. Nie, rozwód jak honor pięknie się prezentuje, obchodzi mnie już wcale. Nie tylko, żem już duża dziewczynka prawie z 5 z przodu, i że nie wierzę tak całkiem w królewicza na białym koniu porywającego mnie nieboraczkę w krainy szczęśliwości miodem i mlekiem.
                              Praktyczna się bardzo zrobiłam. Walczę o wszystko co zapewni spokojny i dostatni byt, choć wiarołomca mocno chce mi udowodnić, że graliśmy do różnych bramek i należy się tylko to co jestem w stanie nadziać na grzbiet.
                              I gdy mu tak w żyłach zbłękitniało rozmyślił się dżentelmen i mieszkania sprzedać nie chce. W ogóle nic nie chce. Najbardziej podzielić. Prawdziwy dżentelmen, no może nie angielski, aby choć mongolski był. Obrósł sobie w siłę i otłuścił wszelkim dobrem, zgadzadzając się, że przy mnie, ale honorowo obstawiając nie dla mnie.
                              A romantycznym krokiem zajmę się później. Zamputowałam już słowo do "małż", więc tych czterech liter też się pozbędę, gdy dorobek mnie też pozwoli na przytycie moich liter w liczbie szlachetnej własnej czwórki. Do takich wniosków dojść musiałam długo kontaktując twarzą z naszą rodzicielką Ziemią.
                              Dam radę.
                              • 28.09.10, 16:35
                                sweet-devil, Twój mąż miał romans 2 lata, to nie był jednorazowy wyskok.
                                Czyli spotykał się regularnie z tamtą kobietą, na pewno ich związek to nie był jedynie seks , musiały być rozmowy/plany o wspólnej przyszłości.

                                Ty piszesz, że zostałaś z nim bo go kochasz. OK. Ale co z jego uczuciami do Ciebie?
                                Wierzysz, że on dalej Cię kocha, że kochał wtedy jak sypiał z inną, czy zrobił sobie przerwę w kochaniu? Jak on to tłumaczy?
                                Pytam szczerze, bez ironii czy sarkazmu.
                                • 28.09.10, 23:24
                                  jak tłumaczy mężczyzna swojej żonie dwuletni romans? dobre pytanie!
                                  nie jestem w stanie tu i teraz tego streścić..uwierz mi że to było dla mnie jak droga przez piekło
                                  nie jestem naiwna wiem że straciliśmy coś bezpowrotnie coś tylko naszego
                                  ale pomimo bólu wręcz fizycznego..jesteśmy nadal razem
                                  • 29.09.10, 01:17
                                    Sweet_devil1,
                                    za jakiś czas będziesz już wiedziała, że wybrałaś najlepszą terapię. Teraz jeszcze wątpisz, boisz się ponownego zranienia, ale ja przetestowałam to na sobie. Byłam bezpieczna przy oswojonym, znanym wrogu, upokorzonego winą i jak nigdy czułego niczym harfa na mój ból.
                                    Nie ważne co nim teraz kieruje. Ważna jesteś teraz Ty. I ważne jest tylko to co sprawia Ci ulgę, co daje odrobinę radości / wiem, że beczki dziegciu łyżką miodu nie posłodzisz/.
                                    Ale dobrzej kochana. I co z tego, że były kat jest teraz twoją pielęgniarką. Dobrzej, a na resztę...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.