Dodaj do ulubionych

młode małżeństwo a 1-ego razu brak

27.06.11, 15:05
Witajcie! Macie wiele różnych problemów ale takiej historii nie widziałam jeszcze nigdzie. Jestem stosunkowo świeżą mężatką. 4 m-ce po ślubie. Parą jesteśmy od 6 lat. I pewnie się zdziwicie, ale pierwszy raz mamy ciągle przed sobą... Oczywiście były i są między nami przeróżne formy zbliżeń, ale samego pełnego seksu nie było.. Były 2 próby. Przy pierwszej - chyba z powodu przedłużenia - "wysiadł" on, przy drugiej to już było obopólne zmęczenie sytuacją.. Sytuacja robi się coraz bardziej napięta.. Ja nie mam ochoty na zbliżenia bo boję się, że będzie "tego"chciał, a jak przychodzi co do czego i nie wychodzi bo ja się ściskam czy nie chcę rozszerzyć nóg to widzę, że się wkurza, robi "miny" a mi się płakać chce... W ogóle nie wychodzi mu "włożenie" przyrodzenia.. Ciągle wypada.. Ja nie do końca czuję czy jest w środku czy nie, on tym bardziej nie umie powiedzieć.. No ogólnie masakra jakaś :(((
Edytor zaawansowany
  • 27.06.11, 15:15
    Możesz zmienić pozycje, np. na od tyłu. Ty wypinasz tyłek, a on widzi swojego członka i Twoje części intymne, łatwiej będzie mu trafić. W dodatku będzie mógł przytrzymać Cię za biodra. Chociaż jeszcze lepsza byłaby taka, gdzie Ty jesteś na górze, czyli Ty mogłabyś złapać jego penisa ręką i skierować w kierunku Twojej pochwy, potem odgiąć się i na nim usiąść. Jak rozumiem jesteś dziewicą? Ta druga pozycja da Tobie kontrolę nad tym, co się dzieje, więc będziesz mogła się na członka Twojego męża nasuwać powoli. On może przytrzymać Cię za biodra i pomóc być stabilną.

    Czy mąż osiąga pełną erekcję? Czy mąż ma członek w standardowym rozmiarze? Czy mąż pieści Cię palcami, wkładając je do środka? Czy Ty sama pieścisz się w ten sposób? Sorry skarbie, więcej informacji nam tutaj potrzeba.
  • 27.06.11, 18:19
    Powiedz mezowi i samej sobie: seks jest jak sport - trzeba DUZO trenowac by byc dobrym.
    To wazne by maz byl swiadom ze ani z toba ani z nim nie jest nic dziwnego - jestescie normalni lecz niedoswiadczeni.

    Plan dzialania:
    1. ROZMAWIAJCIE
    Naucz z mezem sie piescic. Wez jego dlon w swoje okolice erotogenne (lechtaczka) i pokaz mu jak ma robic by tobie bylo przyjemnie. A potem niech cie piesci przez kiladziesiat minut i co chwilke pyta czy dobrze, czy wolniej czy szybiej i niech ci patrzy w oczy (to bardzo wazne).

    Gwarantuje ci ze gdy zobaczysz diaboliczna mine faceta ktory stara sie doprowadzic cie do orgazmu bardzo szybkimi ruchami reki - od razu bardzo sie pobudzisz. Co ciekawe sam fakt masturbacji narzadow kobiety jest dla mezczyzny rowniez BARDZO podniecajacy [bo widzi doslownie jak sparawia przyjemnosc kobiecie].

    Piesccie sie tak codziennie. Czulo, ostro - jak chcecie. Wazne byscie rozmawiali i bys nauczyla partnera jak jest ci dobrze. Gdy facet bedzie wiedzial - to sam bedzie sie z tego niezmiesko cieszyl.

    Gwarantuje ci ze po paru sesjach bardzoo sie rozgrzejecie i bedziecie mieli wielka ochote na seks.
    Niestety istenieje duze ryzyko ze w momencie wkladania penisa do pochwy, czlonek po prostu opadnie :) Ale nie zrazaj sie tym - faceci tez odczuwaja stres i musza sie po prostu nauczyc kochac i kontrolowac emocje i podniecenie.

    Trenujcie wg tego schematu az w koncu sie uda.
    Ja postepowalem tak z moja pierwsza w zyciu partnerka i dzis wiem ze byl to strzal w dziesiatke, choc kierowalem sie czysta intuicja.

    Rozmawiajcie szczerze - to najwazniejsze. Bez zaufania nie ma seksu.


    --
    Czy wiesz ze w samym Teheranie znajduje sie az 20 Synagog?
    To wiecej niz w calej Polsce. Nie daj sie oglupiac amerykanskiej propagandzie o zlym Iranie.
  • 27.06.11, 18:33
    tylko i wylacznie po bozemu, nogi podciagniete do gory aby latwo mogl trafic

    zadnego od tylu, ani ty na gorze to nie sa pozycje na pierwszy raz

    jesli ma erekcje ale nie moze trafic, nie jest pewien czy dobrze to masz go zlapac za fiuta i sama nakierowac

    jesli problem jest w zacisnietej cipie od stresu ma Cie przepchnac najpierw srodkowym paluchem potem dwoma, a potem to juz tylko pchac powoli ale zdecydowanie, zdecydowanie tzn pomimo oporu - na siłe, oczywiscie z umiarem

    wiem co mowie bo pisze z autopsji, kiedys natrafilem na taka zestresowana nie wydymke i trzeba bylo przepchnac na sile (z umiarem i wyczucuciem na ile to mozliwe w takiej sytuacji)

    natomiast mi bylo latwiej bo to nie byl moj pierwszy raz wiec wiedzialem co i jak jedynie nowa byla dla mnei sytuacja i spiecie baby, wiec ja przy drugim czy trzecim podejsciu przymusilem na sile, bo za pierwszym tez sie wycofalem ze zdziwienia

    jesli nie pomoze to pozostaje albo kolega albo chlopak musi sie przemoc i wziasc cie za wlosy i nabic na pal po same migdalki od razu zrozumiesz ze wolisz go miec w srodku na dole niz na górze, ale na poczatek polecam pierwsza metode
  • 27.06.11, 18:46
    do lemon_curd-przeciez to jest okropne co piszesz...i na pewno nie za pierwszym razem...
  • 27.06.11, 19:16
    Oczywiście, że i za pierwszym razem. :)
  • 28.06.11, 12:51

    > do lemon_curd-przeciez to jest okropne co piszesz...

    Rany boskie, co się stało z tym forum? Zajrzałam tu drugi raz w tym tygodniu i co widzę? Najpierw jakaś bogoojczyźniana pani się gorszy, że ktoś o seksie na forum rozmawia (wielce dziwne, że na forum o seksie ktoś ośmiela się mówic o seksie), teraz - seks od tyłu jest okropny. Co za ludzie tu teraz przychodzą? ;-P

    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • 28.06.11, 12:56
    > Rany boskie, co się stało z tym forum?

    Forum ma się całkiem dobrze, to tylko chwilowa niedyspozycja - dwa wątki zawisły na stronie głównej.
  • 28.06.11, 13:00
    No, to mnie trochę uspokoiłaś :-)

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • 28.06.11, 13:06
    A swoją drogą miło Cię tu widzieć :-)
  • 28.06.11, 13:12
    Dzięki :-) Jakoś mi się zapomniało o tym forum, zużyłam swój potencjał do rozmów o seksie chyba. Ale może znów zacznę zaglądać od czasu do czasu :-)

    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • 28.06.11, 23:10
    Przyznaj się lepiej, że potencjał w 'plenerze' zużyłaś ;P

    --
    Songo3000 - wredny feminista
  • 29.06.11, 01:50
    W plenerze zużywam potencjał do, ekhem, roboty, a nie do gadania ;-)

    --
    Beer is living proof that God loves us and wants us to be happy.
  • 28.06.11, 23:21
    Eeela!!! Oczom nie wierze..! A wlasnie niedawno utyskiwalam tu w jakims watku (z gatunku, ze tak powiem, human resources), ze zniklas z tego forum i wszelki slad po Tobie zaginal. Brakowalo nam Ciebie! Koniecznie zagladaj czesciej!



    --
    Kiedy wszystko układa się naprawdę źle, należy odnaleźć w swym sercu
    Najwyższą Formę Akceptacji Stanu Rzeczy, która brzmi Pies to je*** (by forum)
  • 29.06.11, 01:57
    Chyba nawet się wpisałam w tym wątku :-)
    Ślad po mnie zupełny nie zaginął, bo moje uzależnienie od forumowania jest zbyt silne - ale prawda, że głównie wyprztykuję się teraz gdzie indziej, na forum zamkniętym i reglamentowanym, niegazetowym zresztą (mogę Ci na priva zdradzić, jakim - jesteś, że tak powiem, w grupie kwalifikującej się, jeśli nic się nie zmieniło). Ale i na gazetowych bywam, tyle że mniej.

    No i rzeczywiście czuję, że nie mam w sumie nic nowego do powiedzenia. Nie mam już siły nieść kaganka oświaty najwyraźniej ;-P Ale pewnie czasami wpadnę, skoro znów zajrzałam i nie dałam rady powstrzymać się od gadania ;-)

    I też się cieszę, że Cię widzę :-)

    --
    ale jest tu pewien problem, co to znaczy pogardliwe określenie... dla mnie dziunia jest określeniem opisowym i tyle, natykam się na dziunię i myślę sobie - "o!, dziunia..." i tyle... (© Adept)
  • 27.06.11, 15:18
    I takich historii jest wiele wśród katolików, którzy w ogóle nie mieli doświadczeń seksualnych i czekali do ślubu. Naprawdę sporo forów mówi o kilkumiesięcznym "rozdziewiczaniu". Ale jeżeli Ty nie odczuwasz strasznego bólu, nie masz urazów, a erekcja męża jest w porządku to IMHO brakuje Wam techniki i warto wypróbować inne pozycje. ;) Gwarantuję Ci, że jak członek już w Tobie będzie, to poczujesz. ;)
  • 27.06.11, 15:26
    Czy jak masz zamiar kupić buty, to najpierw ich nie przymierzasz, żeby potem nie chodzić z nogami w plasterkach?

    Jak widzisz fajną sukienkę i chcialabyś ją mieć dla siebie, to kupujesz w ciemno, czy raczej zanim zapłacisz przymierzasz ją?

    "Kupiłaś" faceta w ciemno (nota bene on Ciebie również) i teraz masz pretensje do życia? Zanim dwoje ludzi trafi właśnie na takich co im odpowiadają i z charakteru i z zachowania, może ze wspólnych zainteresowań, a na pewno dobierając się w łóżku czasem trzeba poprzebierać, powybierać. Dobry seks to 50% szansy na udany związek.
    Ty te 50% stwierdziłaś, że bierzesz w ciemno. Więc zapewne te pozostałe 50% było idealne.
    No to musisz zadowolić się resztą :D

    A tak na poważnie. Nie uważasz, że to co piszesz powinnaś raczej wyartykułować swojemu mężowi i jego zapytać czemu w Waszym młodym małżeństwie jest tyle wigoru co u Twoich dziadków?
    To raczej Wy musicie dojść do przyczyny. My forumowicze możemy jedynie zgadywać, a prawda może być całkiem inna.
  • 27.06.11, 15:30

    Jeśli chodzi o wigor mojemu mężowi go nie brakuje... Jeśli chodzi o mnie to mam zdecydowanie mniejsze potrzeby... Zbliżenie raz na tydzien,dwa w zupełności mi wystarcza.. Bywa i tak,że jest 3 dni z rzędu,ale generalnie wolę inną formę spędzania czasu..
  • 27.06.11, 15:32
    Nikt Cię nigdy nie przerżnął, nie miałaś nigdy orgazmu i już nie lubisz seksu? :> Może najpierw jednak spróbuj się KOCHAĆ ze swoim mężem, a potem wygłaszaj takie opinie. Współczuję Twojemu mężowi mieć żonę z takim nastawieniem i współczuję Tobie, bo seks jest cudowny, wspaniały, boski, podniecający, rozkoszny, fajny.

    I tak, miałam łzy w oczach przy pierwszym razie. ;) Ale i tak było zajebiście.
  • 28.06.11, 11:53
    Wyobraź sobie, że ludzie są różni i to, ze ciebie to mega kręci to nie znaczy, że innych także.
    --
    "Błogosławieni Ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa."
  • 28.06.11, 12:15
    anaisanais96 napisała:

    > Wyobraź sobie, że ludzie są różni i to, ze ciebie to mega kręci to nie znaczy,
    > że innych także.

    Męża mega-kręci. Ciebie nie. Według Twoich kryteriów powinien się wysterylizować, ma prawo zdradzać, czy raczej odejść?
    Obawiam się, że dwie ostatnie możliwości, spowodowałyby u Ciebie reakcję "mój mąż to zwykłe bydle, ja go tak bardzo kocham, a on mnie zdradza/porzuca", nie zająknąwszy się nawet o tym, że na ślubnym kobiercu Ty również składałaś przysięgę "świadoma praw i obowiązków..".

    Punkt widzenia jest zależny od punktu siedzenia?
  • 28.06.11, 12:00
    Dokładnie :-)
    Katolicyzm to jednak straszna zaraza ;-)
  • 27.06.11, 18:53
    n.wataha napisał:

    > Czy jak masz zamiar kupić buty, to najpierw ich nie przymierzasz, żeby potem nie
    > chodzić z nogami w plasterkach?
    >
    > Jak widzisz fajną sukienkę i chcialabyś ją mieć dla siebie, to kupujesz w ciemno,
    > czy raczej zanim zapłacisz przymierzasz ją?
    >
    > "Kupiłaś" faceta w ciemno

    Od skrajności do skrajności.
    Ludzie zajmują się w małżeństwie jeszcze paroma rzeczami poza seksem. Mogą się "przymierzyć" co do innych rzeczy. Mogą uznawać, że seks jest mało ważny. Ba, moim zdaniem jak najbardziej mają prawo brać ślub i nie uprawiać seksu, jeżeli go nie lubią.
    Jeszcze radykalniej: osoba, która nigdy nie uprawiała seksu, ma prawo mieć i wyrażać przekonanie, że ta czynność jej nie odpowiada. Pewien nieduży odsetek ludzi nie lubi seksu i może czuć odruchowo pewien wstręt, zniechęcający do sprawdzania, czy seks rzeczywiście jest obleśny. Bo dlaczego spróbowanie akurat seksu ma być niezbędne? Czy każde z Was próbowało lodów limetkowych, kawy kopi luak, żółtych kiwi i stuletnich jajek chińskich? Czy każde z Was było w Egipcie, Włoszech, Japonii i Argentynie? A skąd wiecie, że Wam się nie spodoba? - Nikt nie spróbował w życiu WSZYSTKIEGO, co możliwe, więc każda i każdy ma prawo decydować, co chce przeżyć - nawet ryzykując, że straci jakieś ciekawe przeżycie.

    Wracając do tematu i do tego, dlaczego napisałam o skrajności. Ja rozumiem brak akceptacji dla wymogów kościelnych. Moim zdaniem ludzie mają prawo uprawiać seks przed ślubem. Tudzież bez ślubu. I mają prawo NIE uprawiać seksu przed ślubem i nie musieć się z tego tłumaczyć.
  • 27.06.11, 18:57
    do zewszad i znikad-a wiesz co to zwiazku z musu lub rozsądku?

    Bo jakos widzac tych panow ,a raczej ich spojrzenie na inne kobiety no nie mozna jakos zauwazyc szczegolnego zainteresowania "zonami".I bynajmniej nie o sex tu idzie...
    To panowie na wyzszym poziomie orientacji...
  • 28.06.11, 10:35
    zewszad_i_znikad napisała:
    > Czy każde z Was próbowało lodów limetkowych, kawy kopi luak,
    > żółtych kiwi i stuletnich jajek chińskich? Czy każde z Was było w Egipcie, Włos
    > zech, Japonii i Argentynie?

    Jak mi się w Argentynie nie spodoba, to mogę wrócić do Polski. Jak mi nie będą smakować kiwi, to drugi raz ich nie kupię, a małżeństwo jest (przynajmniej powinno być) na całe życie.

    --
    "Niezależna Komisja Śledcza", to taka, która w 24 godziny ustali, że na TU-154 dokonano zamachu. Putin rozpylał mgłę syfonem, a Tusk, folią po czekoladzie, zakłócał pracę radaru. Każdy inny wynik śledztwa to MATACTWO! - Tylko, w takim razie, po co w ogóle jakaś Komisja?
  • 27.06.11, 15:20
    spij się albo przyjaraj to się wyluzujesz

    --
    Gdybym był zwierzęciem, ktoś poszedłby siedzieć za to w jakich warunkach muszę żyć. Ale jestem człowiekiem, nikt i nic mnie nie chroni.
  • 27.06.11, 15:25
    vitek_1 napisał:

    > spij się albo przyjaraj to się wyluzujesz
    >

    Palić nie palę, a lampkę wina czy drinka za każdym razem staram się wypić.. Raz nawet mąż przygotował kolację, świece, kąpiel i szczerze mówiąc całą kolację byłam zestresowana tym, że na pewno zaplanował "to" na dziś i jak przyszło co do czego i chciał spróbować to ja powiedziałam "nie". Bierze mnie niesamowita spinka :( Można powinnam wypić butelkę wina i dopiero się brać do rzeczy :/ :(( Może wtedy bym niewiele czuła..
  • 27.06.11, 15:31
    Dziewczyno, co Ty piszesz... O to chodzi, byś coś czuła. Jak będziesz się denerwować i spinać, to nic z tego nie wyjdzie. Po prostu codziennie macie się pieścić, dotykać okolice intymne, a jak będziecie już rozgrzani to spróbujcie to zrobić tak, jak Wam jest wygodnie. Ja współczuję Twojemu mężowi i Tobie, bo wybraliście naprawdę kiepską dla Was pozycję. Ty będziesz zaciskać nogi, on Cię przed tym nie powstrzyma. Zaufaj bardziej doświadczonym, co pierwszy raz mają dawno za sobą.
  • 27.06.11, 18:47
    do lemon -curd-az tyle musza robic by sie ze soba przespac...wow! jak stare dobre malzenstwo.
  • 27.06.11, 15:37
    > Można powinnam wypić butelkę wina i dopiero się brać do rzeczy :/ :(( Może wtedy bym niewiele czuła..

    No dokładnie! Alternatywnie przyjaraj, ale przecież nie tytoń, tylko trawkę :)

    Nawiasem mówiąc jak już jesteśmy przy temacie to ja moją pozbawiłem dziewictwa... palcem. Wiecie, na początku tylko bawiłem się cipką, lizałem, gmerałem palcem... a tu ona poszła do łazienki i krzyczy że krew jej leci. W ten sposób problem rozdziewiczenia niejako sam się załatwił i mogliśmy bez obaw grzać się jak króliki ;)

    --
    Gdybym był zwierzęciem, ktoś poszedłby siedzieć za to w jakich warunkach muszę żyć. Ale jestem człowiekiem, nikt i nic mnie nie chroni.
  • 27.06.11, 21:31
    vitek_1 napisał:

    > Nawiasem mówiąc jak już jesteśmy przy temacie to ja moją pozbawiłem dziewictwa.
    > .. palcem. Wiecie, na początku tylko bawiłem się cipką, lizałem, gmerałem palce
    > m... a tu ona poszła do łazienki i krzyczy że krew jej leci. W ten sposób probl
    > em rozdziewiczenia niejako sam się załatwił i mogliśmy bez obaw grzać się jak k
    > róliki ;)

    coś mi się przypomniało, przez ten post i aż mi serce zamarło.. Chyba przekonał mnie, ze rzeczywiście jestem bardzo nieszczęśliwa
  • 27.06.11, 19:13

    "Raz nawet mąż przygotował kolację, świece, kąpiel i szczerze mówiąc całą kolację byłam zestresowana tym, że na pewno zaplanował "to" na dziś i jak przyszło co do czego i chciał spróbować to ja powiedziałam "nie". Bierze mnie niesamowita spinka :( Można powinnam wypić butelkę wina i dopiero się brać do rzeczy :/ :(( Może wtedy bym niewiele czuła.. "

    I tutaj napisałaś wszystko ty sie najzwyczajniej boisz zbliżenia, boisz się tylko nie wiem dlaczego i jakie ma to podłoże, ja myślę, że to trzebaby do seksuologa iść. I to serio mówie, bo ty jestes juz cala chora na sama mysl o seksie.

    A w jakich kategoriach pojmujesz seks? Czym jest seks dla Ciebie?

    W moim przekonaniu jeśli zdecydowałaś się na ślub to ten facet z którym jesteś jest dla ciebie towarzyszem z którym umiesz rozmawiać i mileczeć, ale ponadto go porządasz, pragniesz wielbisz itd.

    Seks 2 kochających sie ludzi jest wyrazem największego uwielbienia tej osoby, chęci oddania się jej całkowiecie, takiej hmm nie wiem jak to napisać to jest poporstu cos takiego jakbyś chciała na tą chwile być jednym ciałem z tą osobą.

    A ty seks traktujesz jako małżeński obowiązek chyba, ale jesli tak go postrzegasz to nie zaczynaj seksu, zmień najpierw myslenie.


    --
    ___
  • 28.06.11, 06:07
    Napisalas, ze przed slubem byliscie z mezem razem juz 6 lat - to duzo. Na pewno swietnie sie znacie, wiecie, co sprawia wam przyjemnosc. Jesli wciaz czujesz sie az taka spieta, to moze nie jestes na to gotowa psychicznie?

    Jesli jestes osoba, ktora musi wszystko zaplanowac, to moze byc ciezko. Przydaloby Ci sie wyluzowac, odprezyc, nie myslec o tym. Pozwolcie oboje zaskoczyc sie urokowi chwili. Nie rozmyslaj, ze mila kolacja i wino to na pewno wstep do seksu, ze maz bedzie chcial... Ty tego nie chcesz? Porozmawiajcie szczerze ze soba - jakie macie wobec siebie oczekiwania. Jak wazny jest dla was seks.
  • 28.06.11, 09:28
    Jarzębinko tu widzę przypadek z którym trzeba iść do psychologa, naprawdę to nie jest normalne.
    A tak po za tym jak nie macie skonsumowanego związku możecie łatwo się rozwieść.
  • 27.06.11, 15:22
    Mnie się wydawało, że czuję, bo czułam ból :( A jak chciał zajrzeć tam to czlonek wylatywał i nie wiadomo czy był w środku czy nie.. Nie wyobrażam sobie przy pierwszym razie żeby to ja była na górze i się "nadziewała".. Na samą myśl mi słabo... Ta od tyłu też średnio.. Na początku chciałabym jednak klasycznie.. Czemu to jest takie trudne........ :(
  • 27.06.11, 15:28
    No cóż, trzeba jakoś przebić błonę dziewiczą. I jeżeli czułaś napieranie i ból, to penis był u wejścia pochwy, gdyż tam jest błona. (Nie uczą tego w szkole na biologii? Jesteś dziewczyno starsza ode mnie...). Nadziewanie się brzmi drastycznie, ale przecież jest to delikatne opadanie, Ty je kontrolujesz, bo trzymasz się na swoich mięśniach nóg, siedzisz okrakiem na partnerze. Łatwo możesz się podnieść, łatwo delikatnie opadać, w dodatku możesz odchylać się do tyłu, do przodu i na boki, co także może pomóc Ci minimalizować ból. Pozycja klasyczna naprawdę się u Was nie sprawdza i IMHO będzie Wam z nią trudniej. Oj, widzę, że u Ciebie jest większy problem z nierealistycznym, świętym i och ach wyobrażeniem seksu. Nie odpowiadałaś mi na pytanie o "ręczne robótki"... Być może po prostu najpierw powinniście się pieścić inaczej, a Ty powinnaś przyzwyczaić się do czegoś w środku.

    Seks nie jest trudny, trzeba do niego dobrze podejść, potem jest zajebisty. Ale naprawdę lepiej by było, gdybyś to Ty była na górze w takiej sytuacji. W pozycji klasycznej trudno jest delikatnie wchodzisz. Twój mąż jest prawiczkiem, więc nie wejdzie na raz, bo się boi i boi się Twojego bólu. Weź mu dziewczyno pomóż i przestań się mazgaić. ;) Im szybciej załapiesz kilka rzeczy, tym szybciej będziesz się cieszyła fajnym seksem.



    Ewentualnie: byłaś u lekarza ginekologa kiedykolwiek w życiu, jak rozumiem? Byłaś badana?
  • 27.06.11, 15:34
    Tak, byłam u lekarza i wszystko jest ok. Jeśli chodzi o "robótki ręczne" zanim cokolwiek próbujemy jest gra wstępna, jest "palcówka' więc nie wiem o co chodzi.Ze mną jest chyba coś nie tak i doluje mnie to :( Poza tym często na forum dziewczyny piszą, że 2 palce w pochwie to jest to i w ogóle super uczucie.. u mnie z jednym jest ok ale 2 sprawiają mi zazwyczaj ból.. A żeby pierwszy włożyć to też musi być dłuuga gra wstępna i też nie zawsze jest tam na tyle fajnie żeby go wlożyć... często trzeba skończyć masując lechtaczkę...
  • 27.06.11, 15:39
    No cóż, każdy ma inną budowę. Ja miałam pierwszy raz mając "naście lat" i minęło kilka lat, zanim polubiłam robótki ręczne z więcej niż jednym palcem w pochwie, chociaż zawsze miałam naturalnie dobre nawilżenie. Twoja budowa jest w porządku i przestań się dołować. Niech mąż najpierw pieści się jednym po prostu. Możesz też skorzystać z lubrykantów. Czujesz, że jesteś dostatecznie mokra i rozgrzana? Będzie coraz lepiej, tylko trzeba ĆWICZYĆ, ĆWICZYĆ i jeszcze raz ĆWICZYĆ. Wierz mi, można przeczytać 100 książek o seksie, ale jak się go nie uprawia, to człowiek nie będzie w nim dobry. Na początku będzie lekki ból najpewniej przy defloracji, ale może być też przyjemnie, a potem będzie coraz przyjemniej. Masz orgazmy przy pieszczeniu łechtaczki?
  • 27.06.11, 15:49
    jarzebinka1984 napisała:

    > Tak, byłam u lekarza i wszystko jest ok. Jeśli chodzi o "robótki ręczne" zanim
    > cokolwiek próbujemy jest gra wstępna, jest "palcówka' więc nie wiem o co chodzi
    > .Ze mną jest chyba coś nie tak i doluje mnie to :( Poza tym często na forum dzi
    > ewczyny piszą, że 2 palce w pochwie to jest to i w ogóle super uczucie.. u mnie
    > z jednym jest ok ale 2 sprawiają mi zazwyczaj ból.. A żeby pierwszy włożyć to
    > też musi być dłuuga gra wstępna i też nie zawsze jest tam na tyle fajnie żeby
    > go wlożyć... często trzeba skończyć masując lechtaczkę...


    2 palce :D
    Wiele kobiet woli wszystkie pięć. I wcale przez to pochwa nie staje się rozciągnięta na zawsze. Pochwa jest tak skonstruowana, że musi przez nie przejść przy porodzie niemowlak i wcale się przez to nie uszkadza. Zaś jej mięśnie powodują, że wraca do stanu poprzedniego. Więc jej rozciągliwość (o ile nie ma jakichś medycznych problemów, a Twój ginekolog powiedział Ci jednoznacznie, że nie ma), leżą wyłącznie po stronie Twojej psychiki. Musisz raczej powalczyć nie wyzycznie, lecz psychicznie ze swoim problemem.

    Nie wiem na ile mężowi tak naprawdę zależy na tym rozdziewiczaniu.(mnie osobiście raczej odstręczały dziewice, jako osoby jeszcze nie rozbudzone), ale jeśli mu nie zależy, to raczej proponowałbym wejść do wanny samej, pobawić się swoją pochwą, popieścić palcami, włożyć nawet coś co kształtem przypomina fallusa i POOBSERWOWAĆ WŁASNE REAKCJE. Innymi słowy wsłuchać się w swoje ciało.
    Przekonasz się, że te miejsca są tak unerwione, że odpowiednią techniką możesz sie doprowadzić do orgazmu. Od tego już tylko krok, byś chciała być tak doprowadzana do orgazmu przez umiłowaną osobę.
  • 27.06.11, 15:53
    Pochwa jest rozciągliwa, co nie oznacza, że proces jej rozciągania czasami nie boli, bo często boli, zwłaszcza, gdy jest stres, brak dobrego nawilżenia. Bardzo mało kobiet jest boginiami seksu w czasie swojego pierwszego razu i wymaga to ćwiczeń. I to rozciągliwość się ćwiczy, nawiasem mówiąc.
  • 28.06.11, 09:02
    lemon_curd napisała:

    > Pochwa jest rozciągliwa, co nie oznacza, że proces jej rozciągania czasami nie
    > boli, bo często boli, zwłaszcza, gdy jest stres, brak dobrego nawilżenia.

    Czyż to nie Ty poniżej napisałaś, że to nie jest kwestia psychiki, lecz problem fizyczny?

    lemon_curd napisała:

    > Ona czuła ból, kiedy jej mąż próbował w nią wejść, więc tu nie chodzi jedynie o blokadę
    > psychiczną.
  • 28.06.11, 06:14
    zwlaszcza jesli bedziesz spieta. Moze bolec nawet za drugim czy trzecim razem. Tak, jak juz ktos wczesniej napisal - trzeba cwiczyc.
    Pomysl, ze robisz to z ukochana osoba, z ktora chcesz spedzic reszte zycia - to piekna perspektywa, ale musicie sie siebie nauczyc, a to nie stanie sie od razu.
  • 27.06.11, 15:33
    jarzebinka1984 napisała:

    > Mnie się wydawało, że czuję, bo czułam ból :( A jak chciał zajrzeć tam to czlon
    > ek wylatywał i nie wiadomo czy był w środku czy nie.. Nie wyobrażam sobie przy
    > pierwszym razie żeby to ja była na górze i się "nadziewała".. Na samą myśl mi s
    > łabo... Ta od tyłu też średnio.. Na początku chciałabym jednak klasycznie.. Cze
    > mu to jest takie trudne........ :(

    Trudność nie leży w technice czy sposobie, ale w Twojej głowie. Po prostu masz psychiczną blokadę. Albo pogadaj z koleżankami, że w 99% defloracji nawet nie odczuły, albo udaj się do ginekologa. Niech zbada Twoją błonę dziewiczą. Bo może należysz do tego 1% kobiet, które mają ją grubszą i ginekolog po prostu lekko ją natnie w kilku miejscach (nie, nie przetnie całkowicie, no chyba, że Ty będziesz chciała). Wtedy pierwszy stosunek z mężem będzie już jedynie symboliczną defloracją, bez jakiegokolwiek bólu.
  • 27.06.11, 15:36
    To nie takie proste. Weź oddaj pole mi, ja jestem kobietą. Nie chodzi o samą błonę, chodzi o pochwę, która jest w ogóle nienawykła do takiego rozciągania, chodzi też o spinanie mięśni i TAK, TEŻ CHODZI O TECHNIKĘ. Są techniki, które wzmagają rozluźnianie i są takie, które sprzyjają nieudanej defloracji. Inna sprawa, gdy partner jest doświadczony, bo ten często wie, że czasem trzeba wejść mocniej na sekundę albo że trzeba przytrzymać nogi partnerki albo cokolwiek, ale prawiczek często się tego typu rzeczy boi. A jak dziewczyna ma określone wyobrażenie seksu (mnie bolało, grubej błony nie miałam, ale ból szybko minął i BARDZO MI SIĘ PODOBAŁO... zresztą od zawsze lubię seks, więc ten mój mglisty pierwszy raz musiał być fajny i ekscytujący), to też to nie pomaga. Nie jest łatwo się przełamać, jeśli ona już czuła ból.
  • 27.06.11, 15:40
    No wiesz zawsze pozostaje ostatni sposób, czyli rozdziewiczenie ginekologiczne.
    Jeśli jej stres bierze się z posiadania błony, to może całkowicie minie, jeśli przedyskutowawszy to z mężem, uda się do ginekologa, by ten po prostu przeciął jej błonę lancetem. Może to nie romantyczne, ale lepsze niż narastanie blokady psychicznej, przed czymś co chyba jest najprzyjemniejszym doznaniem na świecie.
  • 27.06.11, 15:54
    Jeżeli ona nie ma nadmiernie grubej błony, a była u lekarza i nie ma to to jest zbędne i IMHO wcale nie pomoże. Błona dziewicza już jest perforowana i IMHO nie o samą błonę chodzi. Spokojnie może dziewczę przeżyć pierwszy raz normalnie z mężem, tylko trzeba do tego odpowiednio podejść. Jeśli nigdy nie miałeś dziewicy, to nie udzielaj rad podczas gdy niektórzy starają się napisać coś naprawdę sensownego.
  • 27.06.11, 16:03
    > Jeżeli ona nie ma nadmiernie grubej błony, a była u lekarza i nie ma to to jest
    > zbędne i IMHO wcale nie pomoże.

    Psychologiem jesteś Waćpanna? Raczej nie.
    Otóż jeśli dany element powoduje blokadę psychiczną, to wystarczy usunąć ten element, by blokada ustąpiła. Toż to najprostsza definicja, któa tu może mieć zastosowanie.
    Oczywiście, że można inaczej, ale jeśli komuś tak naprawdę nie zależy na tym jednym, bardzo przecenianym elemencie, to wybacz, ale najczęściej najprostsze rozwiązania sią najlepsze.

    > Jeśli nigdy nie miałeś dziewi
    > cy, to nie udzielaj rad podczas gdy niektórzy starają się napisać coś naprawdę
    > sensownego.
    Miałem i to wcale nie mało. Tyle, że dowiadywałem się, że są dziewicami w czasie, a nie przed.
  • 27.06.11, 16:16
    Ona czuła ból, kiedy jej mąż próbował w nią wejść, więc tu nie chodzi jedynie o blokadę psychiczną. A ten ból, wbrew pozorom, nie jest powodowany jedynie przez błonę dziewiczą, ale także przez napięcie mięśni i inne tego typu reakcje. Mój zawód czy wykształcenie nie mają w internecie akurat nic do rzeczy. To także kwestia odpowiedniego nawilżenia pochwy. Utożsamianie bólu przy stosunku z samą błoną jest po prostu błędem. Ludzka seksualność i pierwszy raz są czasami bardziej skomplikowane, niż może się wydawać. Świetnie, że miałeś dużo partnerek, o których nie wiedziałeś, że są dziewicami (dla mnie jakaś patologia, ale co kto lubi). A ja znam się na seksie i jestem w stanie doradzać bez komentarzy o "braku kota w worku" wobec autorki.
  • 27.06.11, 18:52
    Przy okazji można polecić ćwiczenia kegla - żeby poczuć, że się mięśnie pochwy ma, uzyskać nad nimi jakąkolwiek kontrolę czy choćby świadomość, kiedy się zaciskają, kiery rozluźniają.

    Mięśnie nieużywane ani nie mają siły, ani elastyczności (stąd ból przy próbie rozciągania). Nie ma powodu, żeby nie zaczęło być b. miło - już niedługo :)

    Jeśli czytasz w językach obcych, zajrzyj: www.the-clitoris.com/f_html/inter_indx.htm

    www.the-clitoris.com
  • 27.06.11, 22:26
    "Przy okazji można polecić ćwiczenia kegla - żeby poczuć, że się mięśnie pochwy
    > ma, uzyskać nad nimi jakąkolwiek kontrolę czy choćby świadomość, kiedy się zaci
    > skają, kiery rozluźniają."

    A to jest dopiero uroczy mit. To też przerabialiśmy, efekt był taki, że podczas prób seksu dziewczyna zamiast interesować się sytuacją, usiłowała oddychać w odpowiedni sposób i rozluźniać mięśnie. Rozluźniał się głównie jeden, i to nie jej...
    Żadnemu facetowi długo nie postoi, jak laska pod nim dycha jak ryba na piasku i liczy w myślach z zaciśniętymi ustami.
  • 28.06.11, 08:51
    lemon_curd napisała:

    > Ona czuła ból, kiedy jej mąż próbował w nią wejść, więc tu nie chodzi jedynie o
    > blokadę psychiczną.

    Czyli nie blokada psychiczna?!

    > A ten ból, wbrew pozorom, nie jest powodowany jedynie prze
    > z błonę dziewiczą, ale także przez napięcie mięśni i inne tego typu reakcje.

    Czyli blokada psychiczna?!

    Kobieto, weź się zdecyduj. Jak można w jednym zdaniu zaprzeczyć, by w drugim natychmiast potwierdzić? No chyba, że myślisz iż autorka ma uszkodzenie nerwu odpowiadającego za mięsień pochwy. Ale przecież to wykluczył ginekolog. Więc ma problemy o podłożu psychicznym, a nie fizycznym.
  • 28.06.11, 09:42
    > > Ona czuła ból, kiedy jej mąż próbował w nią wejść, więc tu nie chodzi jed
    > ynie o
    > > blokadę psychiczną.
    >
    > Czyli nie blokada psychiczna?!

    Ból mięśni przy stretchingu to też jest kwestia psychiczna?
  • 01.07.11, 02:58
    Ból jest realnym doświadczeniem fizycznym. Autorka już go odczuła. Będzie potrzebowała pomocy nie tylko w tym, jak się przełamać, ale jak ten ból zminimalizować. Wszystko na siebie nachodzi. Pochwa przy rozciąganiu boli, zwłaszcza po raz pierwszy lub "ponad stan" tego, co dotychczas. Kobieca pochwa spokojnie przyjmie i dziecko i dużego członka... Ale często jednak te rzeczy bolą. I tu nie chodzi tylko o psychiczne nastawienie. I o błonę.
  • 27.06.11, 18:42
    Do n.wataha- nie ma zadnej blokady! Tu po prostu nie ma "LEPU".

    Z perspektywy czasu wiem,ze ona go nie kocha,on jej też.

    Gdyby spotkala/ł tę wlasciwa osobe (chocby wlasciwa jako partner seksualny) to by nie wytrzymał! Jesli potrafi tak dlugo wytrzymac znaczy,ze nie pociagaja sie wzajemnie w sposob dostateczny.
    Jestem kilkanascie lat po takim zwiazku i wiem co pisze.Pan byla bardzo atrakcyjny.
    I tu sprawdza sie przyslowie:zostanmy przyjaciolmi.
  • 28.06.11, 08:54
    iamhier napisała:

    > Do n.wataha- nie ma zadnej blokady! Tu po prostu nie ma "LEPU".

    Pieprzysz trzy po trzy. Ten "lep" wytwarza" się właśnie jako reakcja emocjonalna na sytuację. Tyle, że tutaj masz emocje negatywne na daną sytuację (czyli blokada psychiczna), więc wytwarza się wyłącznie odruch obronny, a nie ten Twój "lep".
  • 27.06.11, 22:22
    "Otóż jeśli dany element powoduje blokadę psychiczną, to wystarczy usunąć ten element, by blokada ustąpiła."

    No ty psychologiem nie jesteś na pewno. I grubo się mylisz. Wiem, bo znam to z doświadczenia - nie swojego co prawda, ale bliskiej osoby. Dziewczyna miała opory przed seksem, wszyscy jej tłukli, ze boi się pierwszego razu, to się spiła i jakoś poszło. Opory wcale nie minęły, mimo że teoretycznie problemu już nie było. A dalej był ścisk, suchość i panika. I co ty na to?
  • 27.06.11, 18:53
    do n.wataha- noc coz typy błąd natury ta para.Zly dobor...
    Para do pierwszego porodu.Wyswiecona przez klechow i zapewne szybko wpadna....
    I tak sie skoncyz ich wielka milosc.
    bo sex to na pewno.
    Potem jeszcze porobia dobra mine do zlej gry i droga wolna....

    Acha! Jesli to pierwsza partnerka dla niego to raczej nie ma mozliwosci utrzymania zwiazku.Jesli on dla niej jest pierwszy to tak,ale tylko wtedy gdy sie jej to bedzie oplacalo....
  • 27.06.11, 19:16
    Bo na 1 raz pozycja na jeżdzca jest totalnie bez sensu-nie uda sie wam znowu.Tak jak ktos wyzej pisal-klasycznie z nogami podciagnietymi
  • 27.06.11, 18:25
    Ja pierdziu, trolling stulecia - "zbliżenie raz na tydzien,dwa w zupełności mi wystarcza", ale takie zbliżenie bez zbliżenia, "członek był w środku albo i nie był", "jeden palec w pochwie ok, ale dwa sprawiają ból"... No nie uwierzę, że ktoś na poważnie może mieć takie problemy
  • 28.06.11, 11:56
    Widać mało wiesz. Takie przypadki zdarzają się i to częściej niż myślisz. Ja np. w ogóle nie potrzebuje seksu i starcza mi raz na kilka miesięcy. Nie wiem co w tym dziwnego.
    --
    "Błogosławieni Ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa."
  • 28.06.11, 12:11
    anaisanais96 napisała:

    > Widać mało wiesz. Takie przypadki zdarzają się i to częściej niż myślisz. Ja np
    > . w ogóle nie potrzebuje seksu i starcza mi raz na kilka miesięcy. Nie wiem co
    > w tym dziwnego.

    Nic w tym dziwnego o ile mężczyzna, z którym się związałaś ma również bardzo zbliżone potrzeby do Twoich. Jeśli jednak Twoje potrzeby daleko odbiegają od potrzeb partnera, to z góry skazujesz go na udrękę narzucanej siłą wstrzemięźliwości, alternatywę zdrady, albo rozstanie. A chyba nie po to ludzie wiążą się ze sobą, by pastwić się nad drugą osobą?!

    Problem polega jedynie na tym, że założycielka wątku wie, że jej zahamowania/blokady partnera mogą ranić, a w ogóle nie wie jakie są jego potrzeby seksualne pod kątem częstotliwości zabaw łóżkowych.

    A coś takiego to równia pochyła do rozwodu. Tylko po co w takim razie było się pobierać, gdy już na samym początku mamy drogę "ku świetlistej przyszłości instytucji rozwodowej"?
  • 28.06.11, 14:19
    n.wataha napisał:
    >
    > Nic w tym dziwnego o ile mężczyzna, z którym się związałaś ma również bardzo zb
    > liżone potrzeby do Twoich. Jeśli jednak Twoje potrzeby daleko odbiegają od potr
    > zeb partnera, to z góry skazujesz go na udrękę narzucanej siłą wstrzemięźliwośc
    > i, alternatywę zdrady, albo rozstanie. A chyba nie po to ludzie wiążą się ze so
    > bą, by pastwić się nad drugą osobą?!
    >
    > Problem polega jedynie na tym, że założycielka wątku wie, że jej zahamowania/bl
    > okady partnera mogą ranić, a w ogóle nie wie jakie są jego potrzeby seksualne p
    > od kątem częstotliwości zabaw łóżkowych."

    Wiem, że jego potrzeby są częstsze od moich.. Na pewno mógłby codziennie, albo chociaż co drugi dzień...
  • 28.06.11, 15:27
    Jeśli oboje odczuwają potrzebę raz na kilka miesięcy to najprawdopodobniej NIGDY nie odczują jej jednocześnie. Tak więc dupa-nie-dupa.

    Bo jakoś nikt mnie nie przekona, że odczuta nagle po paru miesiącach potrzeba trwa (być może miesiące) w odczuciu potrzeby aż się zachce tej drugiej osobie..... Potrzeba zaniknie samoistnie bardzo szybko, albo zostanie rozładowana samodzielnie.

    Nie zazdroszczę....


    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 28.06.11, 18:38
    Już pisałam, że mąż ma zdecydowanie większe potrzeb niż raz na kilka m-cy... Zresztą trochę przesadziłeś.. Ja pisałam, że raz w tygodniu to dla mnie ok a ty już to demonizujesz do paru m-cy...
  • 30.06.11, 16:16
    ale tobie raz w tygodniu CO? Przytulic sie raz w tygodniu? Dac dotknac raz w tygodniu?

    Nie uprawialiscie seksu, nie pozwolilas sobie sie otworzyc, oswoic na tyle, zeby odczuwac przyjemnosc, wiec jak mozesz powiedziec czy masz jakies potrzeby?

    Moglabym powiedziec ze niezbyt czesto czuje potrzebe ogladania afrykanskich jezior, ale fakt jest taki, ze nigdy ich nie widzialam. Moze jakbym zobaczyla, to pozniej chcialabym je ogladac codziennie.

    Czego sie boisz? Dlaczego sie zamykasz, zaciskasz nogi, uciekasz? Skad ten strach?
  • 27.06.11, 18:37
    Byłam w sytuacji podobnej.Odpowiedz tylko jedna w temacie:NIE POCIĄGACIE SIĘ SEKSUALNIE.To sie nigdy nie zmieni.

    Final tego zwiazku bedzie taki:dziecko-jesli jestescie juz "wiekowi",znudzenie,zdrada,rozstanie.

    Tyle.Albo jesli nie rozstanie to poszukiwanie milosci i co za tym idzie sexu poza zwiazkiem.

    Acha! I w takiej sytuacji kazda "ladna pani" i "pan" bedzie obiektem uczuc.

    Nie dobraliscie sie.Przykro mi.
    Ja nie wytrzymalam.Moze tobie sie uda.
    Ale pamietaj.MARNUJESZ SWOJĄ MLODOSC!
  • 27.06.11, 18:38
    myślę, że Twój ból wynika ze spięcia się, a nie z tego że błona jest jeszcze nie przebita. tez miałam trudności z pierwszym razem,tyle że to był mój chłopak a nie mąż i oboje mieliśmy po "naście" lat...
    Ktoś już ci dobrze poradził-porzuć pozycję klasyczną-anatomicznie to nie jest pozycja w której oś pochwy pokrywa się z osią penisa i dlatego nie bardzo nadaje sie na pierwszy raz. najłatwiej jest moim zdaniem od tyłu-Ty klęczysz (np na podłodze) oparta przedramionami na łóżku, twój mąż klęczy za Tobą i widzi dokładnie gdzie co wkładać, w dodatku może sobie przytrzymać Ciebie za biodra. Jeśli masz problem ze spięciem mięśni to twoje nogi powinny być na zewnątrz, a on powinien klęczeć między nimi-wtedy nie będziesz miała możliwości się "zacisnąć". jest jeszcze jeden duży plus-skoro jesteście tacy skrępowani to w tej pozycji nie widzicie swoich twarzy, min, więc nie ma takiej presji od partnera i łatwiej się wyluzować.
    P.S. wg mnie to bzdura brać slub bez sprawdzenia jak do siebie pasujecie w tak waznej sferze zycia, ale to juz wasze decyzje i wy bedziecie ponosic konsekwencje...
    powodzenia!
  • 27.06.11, 19:16
    Zgadzam się dokładnie z tym, co napisałaś.
  • 27.06.11, 22:30
    twój mąż klęczy za Tobą i widzi dokład
    > nie gdzie co wkładać, w dodatku może sobie przytrzymać Ciebie za biodra. Jeśli
    > masz problem ze spięciem mięśni to twoje nogi powinny być na zewnątrz, a on pow
    > inien klęczeć między nimi-wtedy nie będziesz miała możliwości się "zacisnąć".

    Świetnie. Nie dość, że się boi z definicji, to jeszcze ma się czuć jak gwałcona ofiara - wypnij tyłek i czekaj, co zrobi twój mąż, bez możliwości kontrolowania sytuacji. Niezła rada...
  • 27.06.11, 23:55
    Dlatego ja doradziłam, by ona była na górze. Może pomóc sobie i mężowi naprowadzając członek ręką, a potem go lekko wprowadzając do środka. Niemniej bycie od tyłu to inne ustawienie pochwy, pod innym kątem plus brak możliwości zaciskania. Poza tym przecież można mężowi powiedzieć, by się wycofał. Zależy, czy nasza autorka boi się swojej aktywności i ją ona krępuje czy nie.
  • 27.06.11, 18:46
    Albo troll albo do seksuologa natychmiast. Blokadę masz w głowie, rozmowy o technice niczemu nie służą.
  • 27.06.11, 18:49
    do triss_merigold-żadnej blokady.PO prostu nie czuje sie pożądana.A nie czuje sie pożądana bo mąż jej nie pożąda.A nie pożąda jej bo pożada inną.

    I stąd blokada.

    No,coz zona ma monopol na pierwszy raz,a.....inne panie,. a raczje pani na milosci i namietnosc.
    To typowe w pewnych kręgach.

    I jakze zgodne z naturą ludzką.
  • 27.06.11, 18:55
    ale ja tam od razu mowie:albo chcesz byc moim mezem albo kochankiem,bo dzieci to mozna miec z in vitro.

    nie wiem po co komu takie zwiazki,ale one jednak nadal jakos tam funcjonuja.Wierzyc mi sie nie chce w to wszystko....
  • 28.06.11, 21:44
    imhier - a nie mozesz ty pojsc na inne forum? podokuczaj ludziom swoja elekwencja na e-mamie czy innym takim...
  • 27.06.11, 19:14
    Gwarantuję Ci, że można mieć takie problemy. Często pojawiają się one właśnie w małżeństwach katolickich, gdzie było duże dbanie o czystość (i tę czystość zachowuje się inaczej niż po prostu czekanie do dobrego momentu w wieku nastu lat czy dwudziestu iluś, ale nie z takim nastawieniem i presji), była przy okazji wizja seksu, niezmiernie romantyczna, słodka i mająca mniej wspólnego z rzeczywistością oraz dodatkowy pośpiech i nastawienie "no teraz to tylko fajerwerki przed nami". Zajmując się podobnymi tematami śledziłam fora katolickie i sporo młodych małżonek rozdziewiczało się przez kilka miesięcy po ślubie.
  • 27.06.11, 22:04
    Niestety te katolickie małżeństwa nie biorą się z powietrza. Ludzie szukają jakiegoś oparcia, następuje dosyć duża brutalizacja życia seksualnego w świecie, a ci "delikatniejsi" sa tym przerażeni. Do kogoś muszą się ociekać. Kościół bierze ich pod swoje skrzydła, stwarza mity i opowiada bajki..
    W swoim zasięgu mam takie jedno małżeństwo: kompletne odrealnienie połączone z jakąś niebiańska wiją życia po ślubie (sa niecałe 2 lata po ślubie). Pani uduchowiona do maksimum, Pan świętoszek, co to na księdza był szykowany.. Ta czystość aż od nich biła. Ale to było dużo dalej posunięte. Na zasadzie my jesteśmy lepsi, mamy swój sekret, kochamy się prawdziwie.. Oczywiście po 2 meisiącach pożycia ciąża (jak najbardziej planowana).
    A na obecnym etapie jakaś nieszczesliwosc. Pani ma wiecznie skwaszona minę, pana napomina, krytykuje, Pan spochmurniał, bo jego królewna to zołza. Idylla pęka jak banka mydlana, bo mieli być razem na zawsze, a tu obecność 24/24 nie jest już taka kolorowa, z dodatkiem w postaci teściów.. Pani preferuje konserwatywny model rodziny, pan tylko pracuje. Rośnie frustracja, niezadowolenie. Nie mowie juz o tym, ze dla nich przed ślubem codzienność nie istniała, jak wyjeżdżali to tylko w grupie, pokoje dzielone na chłopców i dziewczyny. I nieodłączne przekonanie o swojej lepszości w związku z tym:)

    Ci ludzie żyli tylko tym ślubem i tym jak to wspaniale będzie po nim.. Magia uczucia, kościoła, boga ich uratuje, przed problemami, jakie dotykają ich rówieśników, bo oni maja swoja wielka tajemnice! Ich przyjaźnie były przyjaźniami ludzi odrzuconych przez powszechne grupy, a obracali się tylko w kręgu dzieci bożych.
    Uwieńczyli to dzieckiem i teraz jak się na nich patrzy, po tych 2 latach, to widać jedno wielkie rozczarowanie tym życiem po życiu (po ślubie). Do ich seksualności nie zaglądałam.
  • 27.06.11, 23:49
    Ja znam jedną dziewczynę, moją bliską przyjaciółkę, która czekała z seksem do ślubu, a jej mąż miał wcześniej w wieku nastoletnim jedną partnerkę. Tak chciała, jej wybór. Ich życie seksualnie kwitnie, oboje są szczęśliwi. Nie ma co uogólniać. Po prostu w takim wypadku zanika ten "standardowy" proces kształtowania się własnej seksualności, rozbudzania jej, poznawania wszystkich rzeczy. Czasem są i tego typu problemy, jak właśnie kłopot z rozdziewiczeniem się, ale potem mijają i para cieszy się radosnym seksem. Z tego, co wywnioskowałam, to autorka wątku boi się bólu i czuję się do zbliżeń zniechęcona. Przeszkadza jej wigor męża, bo automatycznie kojarzy się jej to z upokarzającymi i bolesnymi próbami. Być może, jak już się uda i będzie przyjemnie to będą się kochać tak, że aż wióry polecą, czego Jej życzę i staram się doradzić tak, by jednak do tego doszło.

  • 27.06.11, 19:07
    a nie małżeństwo opisujesz!

    Namiętmość obopólna polega na tym, że kochankowie rozum tracą, żeby się przytulić, połączyć, zespolić. To dzieje się samo. Jest tzw. chemia. Problem jest nie jak zrobić seks ale jak wytrzymać bez seksu, kiedy trzeba pójść do pracy czy coś innego załatwiać

    Gdyby facet Cię podniecał to ciało samo znalazłoby drogę do takiej lub innej rozkoszy. To nie musi być od razu stosunek. To nawet wcale nie musi być stosunek. To musi być to, co odpowiada obojgu partnerom, cokolwiek by to było.

    Uważam tak, jak Iamhier. Pożeniono Was bez sensu.
    Ale widzę jeszcze ratunek i szansę dla Was. Olejcie wszystkie podręczniki seksualne, wszystkie porady. Nie próbujcie się do nikogo ani niczego porównywać. Róbcie tylko to co chcecie - a nie to, czego oczekuje od Was rodzina. To jest Wasza sprawa, ile czasu zajmie Wam defloracja. Nikomu nic do tego. Chcecie, to odwiedźcie seksuologa, nie chcecie to nie.
    Strefa intymna to taka strefa, w której robimy TYLKO to, co chcemy.
  • 27.06.11, 19:21
    a jesli o bol chodzi to jesli bedziesz rozluźniona, podniecona, a co za tym idzie mokra to on nie bedzie duzy, ponadto mąż powinien wchodzić powoli i pod lędźwie dać ci poduszke.

    Jelsi nie jestes mokra, albo boisz sie ze ze bedzie bolec pomimo tego ze jestes mogra kupcie sobie żel z durexa sa rozne i z innych firm.

    Ale co najważneijsze musisz byc rozluźniona i mieć wewnętrzna potrzebe zblizenia.
    --
    ___
  • 27.06.11, 19:24
    I nie spinaj się że nie wychodzi bo nie bedzie na poczatku, trzeba ćwiczyc jak z czytaniem sie ćwiczyło.
    --
    ___
  • 27.06.11, 20:46
    do bielunka-nie wiadomo czy się śmiać czy płakać...
  • 27.06.11, 21:12
    No wiesz! Seksuolog na pewno by się nie śmiał
  • 27.06.11, 21:31
    niech zgadnę: przejęliście się tekstami księdza, że do ślubu trzeba w czystości i z wiankiem a seks tylko sakramentalny, bez zabezpieczeń i "po bożemu"? no to macie problem. większość tak zwanych normalnych ludzi olewa to ciepłym moczem w wieku lat 15 i idzie się gzić jak ma okazję, a jak już ma stałego i kochanego partnera, to seks jest regularny, urozmaicony i ku wzajemnej satysfakcji, a kwestie techniczne omawia się z kolegami na dużej przerwie, tam można dostać fachową poradę co, jak i gdzie ...
    a wy po prostu zapóźnieni jesteście, to raz, dziwnie seksualnie nieobyci, to dwa, wszak wystarczy wypożyczyć sobie pornosa i przyswoić sobie kilka pozycji, nie wpadliście na to? no i trzy - tu wyjątkowo zgadzam się z Iamhier: zupełnie się nie pociągacie wzajemnie, bo gdyby było pożądanie, chemia czy jak to zwał, to żadne techniki nie byłyby wam potrzebne, a ciała same odnalazłyby drogę do celu, twój facet prawdopodobnie nie ma nawet pełnego wzwodu, dlatego wam nie idzie, uwierz mi na słowo: gdyby miał normalną erekcję to czułabyś z pewnością że wszedł już tam gdzie trzeba :))) nie widzę przed wami przyszłości, kościół zrobił wam seksualną krzywdę jak wielu innym ludziom zresztą, którzy latami wyzwalają się z poczucia grzechu, wstydu i niechęci związanej z seksem a wpojonych na religii!
  • 27.06.11, 21:48
    Zbyt łatwo byłoby to zrzucać na kościół. Przecież musieliby być nawiedzeni, żeby w czymś takim jak seks, słuchać się księdza. Ksiądz chyba nawet o tym nie opowiada. Mowi jedynie o formach "przeciwdziała" ciąży:)

    Nie ma miedzy wami popędu seksualnego. Seks to nie jest stosowanie czegoś, ale podążenie za instynktem. Jak macie podążać za nim, skoro go nie macie. Jeśli masz 27 lat i nie miałaś wcześniej kontaktów seksualnych, to nie jest to normalne! A juz na pewno nie powinnaś się do tego zmuszać! Poza tym, wbrew temu, co wszyscy sadza, pierwszy raz wcale nie musi byc przykry, krwisty, bolesny.
    Moj pierwszy raz uwieńczony był "wielką radością".. A partner nie był wcale delikatny czy wralziwy. Po prostu tego bardzo chcieliśmy. I tylko czekałam aż wyjdziemy ze szkoły, żeby kochać się godzinami, a potem zamawiać pizze, bo byliśmy pioruńsko głodni:))
  • 27.06.11, 23:53
    To, że Twój pierwszy raz był bezbolesny nie oznacza, że każdy tak jest. Mój mnie bolał i gdyby nie moje samozaparcie plus wysiłki partnera pewnie bym się poddała, ale partner był bardziej doświadczony niż ja i mi pomógł. Tutaj mamy dwójkę prawiczków i on będzie się wycofywał, zamiast czasem naprzeć mocniej. Tym bardziej, że się stresuje i może nie mieć pełnej erekcji albo się zniechęcać, bo to co się dzieje (wykrzywiona z bólu twarz małżonki, zaciskanie ud, "proszę przestań") jest wybitnie mało zachęcające.

    Ale uważam, że twierdzenie, że się nie pociągają to głupota i tego typu bzdury więcej krzywdy im przyniosą i pożytku. Ale w ogóle sądzę, że to fatalne forum dla katolickiego małżeństwa, które czekało do ślubu.
  • 27.06.11, 22:09
    i dlatego jestem zwolenniczka seksu przedmalzenskiego, potem takie klocki wypadaja, masakra. wspolczuje.
    moj pierwszy raz byl bez przebicia blony bo bolalo.
    dwa tyg pozniej blona poszla wlasnie w pozycji na jezdzca co ktos Ci radzil, chcialam ja przebic.
    krew siknela na obecnego meza jaja a on na to "Boze! Cos sie stalo! Jaja mi krwawia!!!!" Teraz sie z tego smiejemy do lez.
    Mialam 16 lat :)
    Proponuje piwo przed stosunkiem i rozmowe.
  • 27.06.11, 22:16
    A może to kwestia tresury wychowawczej i światopoglądowej. Zdarza się, że matki, z dużą pomocą instytucji religijnych, wtłaczają dziewczynom do głowy, że seks to szatański wynalazek i że po ślubie w dani mężowi i zaciśniętymi zębami powinno się go uprawiać, jak się jest grzeczną dziewczynką. Znam kilka ofiar takiego wychowania.
  • 27.06.11, 22:48
    6 lat razem i nic? o kurwa...że tak to skomentuję... musisz sobie szczerze odpowiedzieć na kilka pytań:
    -czy gdy dochodziło do tych "zbliżeń" w przeróżnych formach- o jakich piszesz w 1 poscie to czułaś się podniecona? (wtedy gdy wiedzialas, że nie będzie penetracji i nie stresowalas się).
    czy mialas objawy podniecenia seksualnego? powiększenie zewn. narządów płciowych, ich przekrwienie, nawilżenie pochwy i po prostu ochota na seks? tego nie mozna pomylić z niczym innym! jesli tego nie bylo, to być moze masz zaburzenia na tym tle.

    -może to pytanie rozbawi innych ludzi, ale czy Ty w ogóle wiesz jak wygląda członek we wzwodzie ? jesli nie czujesz czy facet w Ciebie wszedł to albo jesteś po 10 porodach, albo on ma członka tak małego, że nic nim nie zdziała albo ma problemy ze wzwodem !!! nie dotykasz go w trakcie? penis we wzwodzie powinien być naprawdę twardy. tyle w temacie.
    (kto tak naprawdę naciskał na to, żeby seks był dopiero po ślubie, Ty czy on?)

    - nie wiem dlaczego prawie wszyscy szukają problemu w tobie, a nie w twoim mężu.
    coś podejrzewam, ze to on jest przyczyną tych kłopotów łóżkowych, przez co zachowuje się agresywnie, stresuje Ciebie, odbębnia robotę, robi miny, zamiast dobrze się tobą zająć.
    jesli boli Cie gdy wklada palce to dopilnuj, zeby mial przede wszystkim umyte ręce obcięte i opiłowane paznokcie i skórki wokół nich, wtedy nie powinno boleć.

    piszesz też o jakims zaciskaniu miesni czy cos, doczytaj moze o takiej przypadlosci jak "pochwica"

    jesli nie wychodzi mu "włożenie przyrodzenia" i "wypada" z ciebie nawet nie wiesz kiedy jak to piszesz , to raczej on ma problem z utrzymaniem wzwodu. wiem co mowie.
    duzo czasu zmarnowalaś i teraz nic z tego nie masz..
  • 28.06.11, 15:09
    brak.slow napisała:

    > -czy gdy dochodziło do tych "zbliżeń" w przeróżnych formach- o jakich piszesz w
    > 1 poscie to czułaś się podniecona? (wtedy gdy wiedzialas, że nie będzie penetr
    > acji i nie stresowalas się).
    > czy mialas objawy podniecenia seksualnego? powiększenie zewn. narządów płciowyc
    > h, ich przekrwienie, nawilżenie pochwy i po prostu ochota na seks? tego nie moz
    > na pomylić z niczym innym! jesli tego nie bylo, to być moze masz zaburzenia na
    > tym tle.

    Tak, czułam się podniecona. Czy były to powiększone narządy płciowe - to nie wiem. Nie przyglądałam się. Nawilżenie było, ochota też..

    > -może to pytanie rozbawi innych ludzi, ale czy Ty w ogóle wiesz jak wygląda cz
    > łonek we wzwodzie ? jesli nie czujesz czy facet w Ciebie wszedł to albo jesteś
    > po 10 porodach, albo on ma członka tak małego, że nic nim nie zdziała albo ma p
    > roblemy ze wzwodem !!! nie dotykasz go w trakcie? penis we wzwodzie powinien by
    > ć naprawdę twardy. tyle w temacie.

    Tak, wiem jak wygląda członek we wzwodzie.Przy ostatniej próbie czułam ostry ból ale nie czułam żeby czlonek był we mnie, dlatego mnie to dziwi, bo nie potrafię stwierdzić czy był czy nie,on też nie,a ból skądś był.. Fakt faktem, że po dłuższych próbach mąż ma problem z prawidłowym "usztywnieniem" członka..

    > (kto tak naprawdę naciskał na to, żeby seks był dopiero po ślubie, Ty czy on?)
    >

    Ja. Ale generalnie razem podjęliśmy taką decyzję - on: zgadzając się na to..


  • 28.06.11, 19:38
    > Fakt faktem, że po dłuższych próbach mąż ma problem z prawidłowym "usztywnieniem"
    > członka..

    No to Kochana, jeśli nie wybierzecie się do specjalisty, to gwarantuję Wam szybki rozwód, a specjalista i tak Was nie ominie, lecz traficie tam już osobno.
  • 27.06.11, 22:56
    ojojoj widzę, że wątek się rozwinął. Jest sporo kwestii do "opowiedzenia", ale zostawię to już na jutro.. Dzięki za wszelkie porady i miłej nocy życzę!
  • 28.06.11, 02:12
    Watek sie rozwinal, bo wyladowal na pierwszej stronie i wchodza wszyscy jak leci.

    Jest jeszcze pozycja od przodu, ale ze stojacym lub kleczacym facetem i Toba lezaca na skraju czegos (lozka/stolu). Moze to Wam przypasuje?
    --
    24 kilo klonow.
  • 28.06.11, 02:31
    lemon_cyrd chyba doradzała pozycję "kobieta na górze" i ja tu będę postulować, że to dobry pomysł jest. Psychicznie daje ci to świadomość, że masz kontrolę nad tym co się dzieje, a to chyba jest dosyć ważne w twojej sytuacji. Tylko się nie zniechęcaj - ból minie, wierz doświadczonym koleżankom ;), a potem to już sama przyjemność.
  • 28.06.11, 08:56
    skoro wyszłaś za nieudacznika to możesz liczyć tylko na siebie :) kup sobie elektrycznego przyjaciela.
  • 28.06.11, 09:17
    To po co się żeniliście ze sobą? A tak w ogóle to rzeczywiście jakaś masakra.
  • 28.06.11, 09:56
    Cóz.. mleko sie wylało, małżeństwem jesteście a podejrzewam, ze opcja rozstania nie wchodzi w rachubę. No to trzeba cos z tym zrobić. Nie sadzę jak wielu poprzedników, ze to kwestia błony jako takiej tylko tego, ze Ty sie dziewczyno panicznie boisz seksu!
    Przede wszystkim nie myśl o tym jak o obowiązku tylko pięknym prezencie który możesz dac mężowi. Może podziała. I koniecznie dobry żel nawilżający, tylko neutralny, żadnych zapachowo-owocowych wynalazków. I najpierw z nim pogadaj, żeby nie robił z tego celebracji, bo wtedy Ty masz czas na totalny strach tylko postarał sie doprowadzić do sytuacji bardziej spontanicznie
    Nie sądze, żeby seks stał sie radocha bo Wy sie zdecydowanie nie kręcicie fizycznie. Gdyby było inaczej to nie wytrzymalibyście razem bez jakiejś formy seksu tych 6 lat
  • 28.06.11, 10:11
    > Przede wszystkim nie myśl o tym jak o obowiązku tylko pięknym prezencie który m
    > ożesz dac mężowi.

    A dlaczego mężowi? Sobie! Sobie przede wszystkim!

    A tam poza tym, czy Wy na siebie "lecicie"? Czy to tylko poczucie obowiązku małżeńskiego?
    I to najwyraźniej z obu stron, bo Twój mąż na napalonego tez nie wygląda z opisu, tylko na mechanika.
    Te 6 lat celibatu - ja tam sobie mogę wyobrazić, że w imię poglądów ludzie mogą wiele znieść.
    Przecież katolicy to nawet w małżeństwie mają sporo sex-ograniczeń, a znam takich co w tym wiernie tkwią.
  • 28.06.11, 10:04
    Wydaje mi się, że bezpodstawnie napadacie na autorkę. "Pierwszy raz" często boli jest związany ze stresem etc. Ja swój pierwszy raz mam dawno za sobą, teraz nie mam żadnych problemów z seksem- przeciwnie bardzo go lubię. Pierwszy raz wspominam jednak jako totalne rozczarowanie i porażkę, mimo, że był planowany, wyczekany etc. Bolało mnie, oczekiwałam fajerwerków i przyjemności ..........a było raczej niefajnie. Dopiero 4 czy 5 raz był już naprawdę ok, a potem już tylko lepiej ....:)
    Dlatego ja uważam, problem o którym pisze autorka za zupełnie normalny i tak jak pisały już inne osoby:"ćwiczenie czyni mistrza:).." trzeba próbować, a później na pewno będzie lepiej.
  • 28.06.11, 11:18
    a ja swój pierwszy raz miałam bez żadnego bólu i żadnych przeszkód, po prostu byłam mega napalona na chłopaka a on na mnie, a więc poszło jak z płatka, bez dodatkowych lubrykantów, przygotowań, wyczekiwania ale za to z burzą hormonów i poczuciem pełnej radości i wzajemnego dopasowania. sądzę, że mnóstwo osób przeżywa to właśnie w ten sposób w wieku circa 17 lat, kiedy ciało młode i wysportowane, chuć zdrowa a umysł nie skażony żadnymi ideologiami seksualnymi i właśnie wtedy jest duża szansa na sukces i otwarcie się na udane życie seksualne! a autorka wątku i jaj mąż ten czas przespali (nie wiem w imię czego skoro nie w imię wartości katolickich jak pisze) i obudzili się po latach, już w małżeństwie, kiedy uznali że już czas zacząć wreszcie uprawiać ten seks, a tu doopa blada, zero chemii, szału ciał i poruszania konstelacji niebieskich, tylko czysta mechanika i poczucie obowiązku! nie skreślam ich, może jak będą bardzo chcieli jeszcze odnajdą radość w seksie, ale chyba już nie ze sobą! raczej następny partner, który będzie świeży i na nowo pożądany, bo z obecnym to ona woli "posiedzieć, film obejrzeć, na spacer pójść"! i to pisze małżonka z 4-miesięcznym stażem! ja mam 10 -letni staż małżeński ale przed filmem czy spacerem lubię ze swoim małżonkiem pogimnastykować się w wyrku i sprawia mi to niekłamaną przyjemność, no ale my nie czekaliśmy z seksem 6 lat, tylko poszli do łóżka na drugiej randce ...
  • 28.06.11, 14:16
    bifka napisała:

    > a ja swój pierwszy raz miałam bez żadnego bólu i żadnych przeszkód, po prostu b
    > yłam mega napalona na chłopaka a on na mnie, a więc poszło jak z płatka, bez do
    > datkowych lubrykantów, przygotowań, wyczekiwania ale za to z burzą hormonów i p
    > oczuciem pełnej radości i wzajemnego dopasowania. sądzę, że mnóstwo osób przeży
    > wa to właśnie w ten sposób w wieku circa 17 lat, kiedy ciało młode i wysportowa
    > ne, chuć zdrowa a umysł nie skażony żadnymi ideologiami seksualnymi i właśnie w
    > tedy jest duża szansa na sukces i otwarcie się na udane życie seksualne! a aut
    > orka wątku i jaj mąż ten czas przespali (nie wiem w imię czego skoro nie w imię
    > wartości katolickich jak pisze) i obudzili się po latach, już w małżeństwie, k
    > iedy uznali że już czas zacząć wreszcie uprawiać ten seks, a tu doopa blada, ze
    > ro chemii, szału ciał i poruszania konstelacji niebieskich, tylko czysta mechan
    > ika i poczucie obowiązku!"

    Może i masz po części rację... Ale gdybyś zaszław wieku 17 lat w ciążę i przekreślona zostałaby Twoja przyszłość szkolna i zawodowa - może nie cieszyłabyś się wtedy tak z tego, że ten 1-wszy raz był tak wcześnie..
  • 28.06.11, 14:33
    jarzebinka1984 napisała:

    > Może i masz po części rację... Ale gdybyś zaszław wieku 17 lat w ciążę i przekr
    > eślona zostałaby Twoja przyszłość szkolna i zawodowa - może nie cieszyłabyś się
    > wtedy tak z tego, że ten 1-wszy raz był tak wcześnie..

    Może ustalmy sobie jedno - nie żyjemy w afrykańskim buszu, gdzie kobieta rodzi mniej więcej jedno dziecko na rok, z czego co drugie umiera z głodu. Czemu?
    Ponieważ mamy w Europie coś takiego jak środki antykoncepcyjne.
    Więc tłumaczenie, że nie uprawialiśmy seksu z obawy przed zajściem w ciążę raczej wiele mówi o elementarnych brakach wiedzy dotyczącej planowania rodziny. A nie o obawach.

    Jesteście małżeństwem, i co? Będziecie sobie "robić" co roku dziecko jak w afrykańskich wsiach, czy raczej wreszcie dokształcicie się w tematyce antykoncepcji?
    Owszem jest jeszcze jedno wyjście - rozstanie się, bo sama mówisz, że potrzeby męża są zdecydowanie większe niż możesz mu zaoferować.

    Więc po diabła braliście ślub? Żeby sie nawzajem terroryzować? On prosząc o seks, a Ty odmawiajac go?
  • 28.06.11, 14:43
    On nie prosi o seks, a ja nie odmawiam terroryzując.. Po prostu go znam i wiem że chciałby więcej i częściej... O antykoncpecji już pisałam. Jestem uświadomiona, stosuję, ale jak podkreślałam żadna metoda nie daje 100% pewności dlatego "w młodości" strach przed niebezpieczeństwem 1% wpadki zwyciężał..
  • 28.06.11, 14:51
    ale jak podkreślałam żadna metoda nie daje 100% pewności dlatego "
    > w młodości" strach przed niebezpieczeństwem 1% wpadki zwyciężał..

    Masz 27 lat. Z obecnym facetem jestes 6 lat, czyli od 21 roku zycia.
    I naprawde chcesz nam wszystkim wmowic, ze 21-letnia dojrzala kobieta tak bardzo obawia sie tego 1%, ze strach ten paralizuja ja n kolejne kilka lat???!!
    A nawet jakbys w te ciaze zaszla, to co?
    Taka tragedia dla doroslej kobiety? No trzeba by pewnie kilka rzeczy w zyciu przeorganizowac, z kilku zrezygnowac, ale ... jakos nie kumam.

    I jeszcze dla Twojej informacji:
    zdrowa, regularnie wspolzyjaca para (czyli chyba nie taka jak Wasza), ktora nie stosuje srodkow antykoncepcyjnych, ma w jednym cyklu 20% szans na zajscie w ciaze. TYLKO 20%.
    Naprawde plemniki nie fruwaja w powietrzu ...


  • 28.06.11, 15:05
    mantis_after_dinner napisała:

    > ale jak podkreślałam żadna metoda nie daje 100% pewności dlatego "
    > > w młodości" strach przed niebezpieczeństwem 1% wpadki zwyciężał..
    >
    > Masz 27 lat. Z obecnym facetem jestes 6 lat, czyli od 21 roku zycia.
    > I naprawde chcesz nam wszystkim wmowic, ze 21-letnia dojrzala kobieta tak bardz
    > o obawia sie tego 1%, ze strach ten paralizuja ja n kolejne kilka lat???!!
    > A nawet jakbys w te ciaze zaszla, to co?
    > Taka tragedia dla doroslej kobiety? No trzeba by pewnie kilka rzeczy w zyciu pr
    > zeorganizowac, z kilku zrezygnowac, ale ... jakos nie kumam.
    >

    Tak to wygląda. Strach przed ciążą to większa fobia niż strach przed seksem... Wam to pewnie trudno zrozumieć.. Ale ja nie lubię dzieci, nie chcę ich mieć póki co i jeszcze dlugo...
  • 28.06.11, 22:04
    jarzebinka1984 napisała:

    > Tak to wygląda. Strach przed ciążą to większa fobia niż strach przed seksem...
    > Wam to pewnie trudno zrozumieć.. Ale ja nie lubię dzieci, nie chcę ich mieć pók
    > i co i jeszcze dlugo...

    Ale to jest jakis absurd, co piszesz : odmawiac sobie seksu przez bite 6 lat, od dwudziestki do niemal trzydziestki (o zgrozo!!) "bo ciaza"... Mialam na studiach znajoma ktora tez panicznie, ale to panicznie bala sie wpadki. Bo studia, bo praca magisterska, bo ona nie chce za mlodo a w ogole to nie lubi dzieci i takie tam. Wiec kompilowala 2 srodki antykoncepcyjne naraz : pigulki + prezerwatywa. W momentach szczegolnie nasilonych atakow fobii dokladala jeszcze do tego zestawu zdaje sie globulki dopochwowe :))) Ale seksila sie ze swoim facetem az kurz lecial i wyrko trzeszczalo, a nie zarastala pajeczyna w celibacie w imie jakichs malo prawdopodobnych, wyimaginowanych paranoi.
    Czyli : jak sie chce to sie da. Trzeba tylko CHCIEC. No wlasnie.

    Zreszta na litosc boska, sama tez sie w czasach nastoletnich oraz studenckich balam ciazy. Zadna z nas nie chce przeciez chyba zostac matka w wieku 20 lat, co nie przeszkadza jednak ludziom miec normalne zycie seksualne i bzykac sie na zdrowie - wystarczy tylko nie miec zbyt luznego podejscia do anykoncepcji, a takie wpadki "pomimo" to jest przeciez jakis odsetek procenta.



    --
    Kiedy wszystko układa się naprawdę źle, należy odnaleźć w swym sercu
    Najwyższą Formę Akceptacji Stanu Rzeczy, która brzmi Pies to je*** (by forum)
  • 29.06.11, 00:47
    ze 21-letnia dojrzala kobieta tak bardz
    > o obawia sie tego 1%, ze strach ten paralizuja ja n kolejne kilka lat???!!

    Nie wiesz czym jest lęk w ujęciu psychologicznym, Tak, ten 1% może tak paraliżować. Ja mam 27 lat i ngdy nie byłam z mężczyzną, żeby wlasnie nie doszło do seksu, żebym nie musiała myśleć o antykoncepcji. Wolałam poświecic potencjalne związki, żeby robić co chcę, podróżować, rozwijać się. Lęk jest czymś, co hamuje , znika wtedy pożadanie i jakakolwiek potrzeba. Często, jak u mnie, potrzebna jest terapia. Ale widać, że nie rozumiesz czym jest lęk w ujęciu pscyhologicznym.

    A dziecko może byc tragedią jak się go nie chce!
  • 29.06.11, 14:44
    Chyba najmądrzejsza wypowiedź, którą przeczytałam. Taki lęk może chyba zrozumieć tylko taka osoba, która odczuwa coś podobnego...
  • 29.06.11, 17:35
    Wyjaśnij mi proszę co u Ciebie się zmieniło, że wcześniej paraliżowała Cię wizja ew. ciąży (jako efekt stosunku), a obecnie chcesz jednak spróbować?
    Teraz już się nie boisz?
  • 29.06.11, 23:16
    Zgadzam sie! Lek przed dzieckiem, to cos co dziala przytłumiająco na seks, ktory przecież ma oznaczać swobodę, rozluźnienie.. Ten lek nigdy nie wygra z pożądaniem:) Potrafie to zrozumieć-przeszlam:(
  • 29.06.11, 23:25
    1gumijagoda napisała:

    > Zgadzam sie! Lek przed dzieckiem, to cos co dziala przytłumiająco na seks, ktor
    > y przecież ma oznaczać swobodę, rozluźnienie.. Ten lek nigdy nie wygra z pożąda
    > niem:) Potrafie to zrozumieć-przeszlam:(

    Ohoho, ależ tu masz namacalny dowód, że u niektórych osób jednak wygrał z pożądaniem.

    Teraz jedynie trzeba ten lęk wyleczyć, bo rozrósł się tak, że nie mieści się w ramach, jakie na początku zakreśliła sobie autorka. Strach przed ciążą minął, a lęk w podświadomości dalej siedzi i rży, że oszukał właścicielkę.
  • 28.06.11, 15:09
    jarzebinka1984 napisała:

    > On nie prosi o seks, a ja nie odmawiam terroryzując.. Po prostu go znam i wiem
    > że chciałby więcej i częściej... O antykoncpecji już pisałam. Jestem uświadomio
    > na, stosuję, ale jak podkreślałam żadna metoda nie daje 100% pewności dlatego "
    > w młodości" strach przed niebezpieczeństwem 1% wpadki zwyciężał..

    1% to sytuacja, gdy stosujesz środek antykoncepcyjny w czasie owulacji (lub na 2 dni przed i po).
    Stosując środki antykoncepcyjne plus kalendarzyk ta szansa drastycznie spada. Więc raczej Twoje obawy zostały wyolbrzymione, tylko pytanie przez kogo?

    Kwestia
    > On nie prosi o seks, a ja nie odmawiam terroryzując.
    to już całkiem inny problem i już na samym początku sie z nim zmierzysz. Ponieważ już między Wami on narasta. Mężczyzna nie będzie prosił. Raczej będzie próbował inicjować. Im rzadziej to będzie robił, tym większa pewność, że zaczyna w nim narastać blokada psychiczna przed usłyszeniem odmowy. Oczywiście również porażki powodują wznoszenie muru pomiędzy Wami.

    Dla mężczyzny najistotniejszym probierzem jego wartości w związku jest zaspokajanie kobiety. Choć są takie typy, które uważają, że sam stosunek (bez względu na to czy był satysfakcjonujący dla kobiety czy nie)jest przez nich postrzegany jako udany.

    Problem w tym, że gdy w ogóle nie ma stosunków, to nawet facet ze zwichrowanym postrzeganiem seksu nie jest w stanie się oszukiwać, ze zaspokoił kobietę.

    Więc im szybciej rozwiążecie ten problem tym mniejsze szkody to wywoła dla Waszego związku. NO I ROZMAWIAC, ROZMAWIAĆ, ROZMAWIAĆ, nawet jeśli dowiesz się przykrych rzeczy, to lepiej byś się dowiedziałą i zaregowała by się sytuacja nie powtórzyła, aniżeli mielibyście ukrywać Wasze problemy i stany emocjonalne przed sobą wzajemnie. Bo Potem będzie już dużo trudniej w ogóle o czymkolwiek porozmawiać.
  • 29.06.11, 12:57
    i już w wieku 17 lat, na skutek wychowania w ateistycznej rodzinie, gdzie sprawy seksu nie były tabu, umiałam się zabezpieczyć i nosiłam prezerwatywę w torebce (a choroby przenoszone drogą płciową to pikuś?!!) niezależnie od tego, że wcześnie zaczęłam stosować pigułkę antykoncepcyjną, kalendarzyk małżeński też nie był mi obcy, mama mnie tego nauczyła - wiem, że w polskich realiach to ewenement ... i biorąc to wszystko pod uwagę lęku przed ciążą (a zwłaszcza takiej jak twoja fobii) nie miałam nigdy, w planowaną ciążę zaszłam zdrowo po 30-stce, chociaż bzykałam się radośnie, często i namiętnie :)
    i dlatego strasznie mi ciebie żal, bo kawał życia i przyjemności ci uciekło, seks daje niesamowitego kopa, poprawia jakość życia, ma pozytywny wpływ na zdrowie i samopoczucie, więc po prostu szkoda poświęcać swoje życie erotyczne dla jakichś urojonych lęków i wpędzać się z tego powodu w problemy (moim zdaniem twój problem nazywa się pochwica, niestety ...). a tak przy okazji nasuwa mi się pytanie o jakość relacji rodzice - dorosłe dzieci, skoro, jak piszesz, strach przed matką i jej reakcją na ewentualną ciążę lub wiadomość o twoim życiu seksualnym tak skutecznie powstrzymywał cię przed pełnym seksem ... cy polska matka nie rozumie, że ścisłą kontrolą i pozbawieniem w wieku lat ponad 20 seksu wyrządza córce krzywdę? taka myśl chyba nikomu nie przychodzi do głowy, rodzice wolą wierzyć, że ich nastoletnie i dwudziestoparoletnie dzieci są wiatropylne i żyją nauką, a seks to wyłącznie po ślubie w celu spłodzenia wnuka jest dopuszczalny ... polski kołtun trwa!
  • 29.06.11, 13:54
    cy polska matka nie
    > rozumie, że ścisłą kontrolą i pozbawieniem w wieku lat ponad 20 seksu wyrządza
    > córce krzywdę? taka myśl chyba nikomu nie przychodzi do głowy, rodzice wolą wi
    > erzyć, że ich nastoletnie i dwudziestoparoletnie dzieci są wiatropylne i żyją n
    > auką, a seks to wyłącznie po ślubie w celu spłodzenia wnuka jest dopuszczalny

    Jej mama, jak umiała, tak chroniła córkę przed zepsuciem sobie życia.
    Tata sie nie pojawia w retrospekcji, bo albo fizycznie, albo mentalnie nie było go wcale- winę ma taką samą jak matka.

    .. polski kołtun trwa!'

    dokładnie.
    --
    "Mąż działa mi bez przerwy,
    raz na zmysły , raz na nerwy"
    Sztaudynger
  • 02.07.11, 14:50
    Wydaje mi sie że tu problem jest nie tyle z budową waszych narządów rozrodczych co z Twoim stresem na samą myśl penetracji.Ten stres i napięcie mięsniowe może doprowadzac do niezależnego od woli skurczu mięśni wokoł wejscia do pochwy, oraz bólu przy próbie wprowadzania prącia. Może przez te lata unikałas seksu głównie z lęku przed zajsciem w ciąże a wyznanie religijne było dla Ciebie pewnego rodzaju przykrywką. Ten lęk urosł w Tobie do tego stopnia że seks przestał kojarzyc się z czymś przyjemnym, łączącym obojga ludzi, a kojarzył się jednoznacznie z problemami jakie potem mogą nastąpic czyli niechcianą ciążą. Twój partner z miłosci do Ciebie postanowił czekac mając nadzieję że po ślubie sie wszystko zmieni. Ty teraz zamiast cieszyc się wspólnym życiem zamartwiasz się jak sprostac jego oczekiwaniom i to pogłębia ten stres. Musisz wiedziec że seks to nie tylko doznanie fizyczne, ale i emocjonalne dlatego jest tak ważne w związku i nie zakładac z gory że nie będziesz miała częstej chęci na męza skoro jeszcze ze sobą nie współzyjecie tak naprawdę. Te nieudane próby mogą tylko zniechęcac i nie dziwie Ci sie że masz już dośc ochoty próbowania dalej skoro nie wychodzi. Przede wszystkim powinnaś o tym przestac myślec i zamartwiac się, ten seks powinien nastepowac spontanicznie, jeśli juz widzisz że mąż próbuje czegoś wiecej niż tylko przytulania pozwól mu na to i nie myśl że znów nie wyjdzie, znów będzie bolec bo takie myślenie własnie przyczynia się do skurczu mięsni pochwy i nie wychodzi. Musisz też wiedziec o tym że na poczatku ten seks nie jest idealny że mija trochę czasu byście sie poznali w tych sferach i dopasowali do siebie. Powinniście wyjechac gdzieś na wakacje wyluzowac się, a ty z każdym podejsciem męża nie myslec o tym że nie wyjdzie, nie stresowac się tak tym w końcu wyjdzie, pochwa jest bardzo rozciągliwa, potrafi dostosowac się do każdego rozmiaru członka, to nie będzie żaden ból, a przerwanie błony dziewiczej jest często nawet nieodczuwalne. Moim zdaniem ten ból powodujesz sama przez stres i lęk. Polecam także do przeczytania jeszcze artykuł www.papilot.pl/ginekolog/1678/Pochwica-zabiera-mi-radosc-z-seksu.html
  • 08.07.11, 12:53
    Ciekawa analiza.. Może coś w tym jest..
  • 29.06.11, 23:14
    Przyklaskuje, ale w tej chwili mamy mit, ze 17 letnie dziewczyny tego nie chcą, a chłopcy je zmuszają! Myślę, ze naturalnie, młodzieńczo rozbudzona seksualność jest najpiękniejsza:) Bo jest prawdziwa.
  • 29.06.11, 23:22
    1gumijagoda napisała:

    > Przyklaskuje, ale w tej chwili mamy mit, ze 17 letnie dziewczyny tego nie chcą,
    > a chłopcy je zmuszają! Myślę, ze naturalnie, młodzieńczo rozbudzona seksualnoś
    > ć jest najpiękniejsza:) Bo jest prawdziwa.

    Ależ tutaj nikt nie generalizuje tej sytuacji.
    Dziewczyna na własne życzenie wpędziła się w tą sytuację. Nikt o zdrowym podejściu do życia nie demonizuje czegokolwiek przez 6 lat. Ona demonizowała, więc teraz te demony się nad nią pastwią w ramach rewanżu.

    Pójdzie do psychologa, podda się terapii i zapewne po jakimś tam czasie wyjdzie z tego zamkniętego kręgu. Byle zdążyła zanim mąż machnie ręką i stwierdzi - kurcze, ale byłem głupi". A może właśnie po tej psychoterapii babka stanie się tak "zajebista", że facet wymięknie i stwierdzi "KURKA, WARTO BYŁO CZEKAĆ ŻEBY MIEĆ TAK ZAJEBISTĄ LASKĘ!"
  • 28.06.11, 10:27
    Witajcie!
    Ciężko mi będzie odpowiedzieć na wasze wszystkie pytania i kwestie bo sporo się tego "naroiło", ale w miarę możliwości czasowych postaram się.
    Wiem, że łatwo się ocenia innych. I dla co niektórych to co piszę może brzmieć tak jak to komentują: "jak jakaś masakra". Sama czasami tak o tym myślę, więc w sumie nawet się temu nie dziwię... Szczerze mówiąc bardzo żałuję, że tak się te sprawy potoczyły w naszym życiu. Dla rozwiania wątpliwości seksu przed ślubem nie było nie z powodów katolickich lecz poprostu panicznego strachu przed ciążą, zwłaszcza gdy byliśmy na studiach, potem jak byliśmy zaręczeni i już mieszkaliśmy razem znów był strach żeby nie wpaść z kolei przed samym ślubem... I koniec końcem ten strach narastał przez lata, tak że nawet po ślubie się - mi przynajmniej - do tego nie spieszyło.. Przede wszystkim mnie zadowala ten rodzaj zbliżeń, które praktykujemy teraz. Czyli w zasadzie wszystko poza penetracją. W ten sposób zaspokajaliśmy się od początków naszego związku. I może was zdziwię - ale nastąpiło to naprawdę szybko. Wtedy "za młodu" była większa chemia i gdybyśmy wtedy zdecydowali się na ten 1-wszy raz pewnie by łatwiej poszło... Ale ja byłam młoda, bałam się prawdziwego seksu, ale przede wszystkim ciąży... Mój wtedy chłopak oczywiście chciał tego no ale ustaliliśmy, że teraz nie, potem ustaliliśmy, że dalej nie i w końcu zostało tak do ślubu... Niemniej jednak czekał już tyle, że on bardzo o tym marzy żeby być w środku i często mi o tym mówi "w trakcie"... Tylko ja mam jakiś problem. Nie wiem z czego on wynika. Nie miałam chyba raczej jakichś zdarzeń w dzieciństwie, które mogłyby źle na mnie wpłynąć w tej sferze.. A jednak jakoś gdy mój mąż chce się do mnie zbliżyć to mam wtedy takie myśli: "no, tylko na tym mu zależy", albo jak się bardziej pocałujemy,to zawsze zaczyna się ciąg dalszy... I sama nie potrafię do końca tego zrozumieć... Często gdy On coś zaczyna ja jestem na nie, mimo iż jak już się zgodzę to mam z tego przyjemność. Mąż - o dziwo - preferuje długie zbliżenia, z długą grą wstępną, pieści mnie oralnie, "palpacyjnie"... i to jest ogólnie przyjemne. Aczkolwiek nawet ten jeden palec nie zawsze wchodzi z super łatwością...Czasami jestem tak nagrzana, że myślę, że już dłużej nie wytrzymam i muszę kończyć (przez pieszczoty łechtaczki) i on np. chce wejść palcem na trochę, a tam opór i nie da się... I nie wiem z czego to wynika... Przy pierwszym razie (były 2 poważne próby) używaliśmy bezwonnego lubrykantu. Przy pierwszej próbie czułam, że był w środku i ogólnie było nawet spoko, nie bolało za bardzo, no ale to już ogólnie długo trwało i mąż nie wytrzymał... Było mi tak szkoda, bo naprawdę fajnie szło.. Natomiast druga próba to już kompletna porażka...
  • 28.06.11, 10:48
    seksem w ogóle - no i masz babo placek.

    "Jak byłam młoda" - dobre. I to pisze mężatka z 4-ro miesięcznym stażem. Co bedzie za 10- lat?
    Powiem Ci - mąż poszuka sobie kogoś na boku i to dużo szybciej.

    --
    "Niezależna Komisja Śledcza", to taka, która w 24 godziny ustali, że na TU-154 dokonano zamachu. Putin rozpylał mgłę syfonem, a Tusk, folią po czekoladzie, zakłócał pracę radaru. Każdy inny wynik śledztwa to MATACTWO! - Tylko, w takim razie, po co w ogóle jakaś Komisja?
  • 29.06.11, 00:55
    Powiem Ci - mąż poszuka sobie kogoś na boku i to dużo szybciej.


    Darujcie sobie tak absurdalne komentarze. Forum jest po to ,aby pomoc a nie wypisywać coś takiego. Gdzie ktoś napisze, że ma problem, od razu jest " Znajdzie sobie kogos na boku jak tego i tego nie zrobisz". To prymitywne. W grę wchodzą uczucia i emocje i nawet gdy facet sobie kogos znajdzie- czesto wraca z podkulonym ogonem, bo ta osoba odpowiadala mu tylko w seksie.

    Uważam, że mąż Cię bardzo kocha i da Ci czas. Tak wlasnie wygląda prawdziwa milosc, uczucie. Ktoś, komu zalezy tylko na seksie- faktycznie odejdzie do innej
  • 29.06.11, 14:45
    Dziękuję za pocieszenie :)
  • 30.06.11, 14:33
    Prawdopodobnie jesteś ZEROlibidowa, dlatego piszesz takie bzdury.
    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 30.06.11, 14:43
    janznepomuka napisał:

    > Prawdopodobnie jesteś ZEROlibidowa, dlatego piszesz takie bzdury.

    Szybko łapiesz :/
    No przecież caly czas o to chodzi, że jest ZEROlibidowa, bo ją frustracje zblokowały. Teraz jedynie trzeba ten stan wyleczyć, bo nie ma ZEROlibidowych kobiet, które jeszcze się nie wyszumiały. Są jedynie zablokowane.
  • 30.06.11, 15:05
    nie widzisz, ze to odpowiedz do "akrei5".

    a autorka wątku jest niskolibidowa (raz na tydzień, dwa jej wystarczy).

    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 28.06.11, 10:59
    jeżeli nie z powodów katolskich trzymasz faceta "u progu" przez lata, to faktycznie masz w głowie duuuży problem z seksem! i on też, że się na to tyle czasu zgadza, inny by doprowadził sprawę do końca albo znalazł inną, bardziej chętną w tych sprawach! nie rozumiem powodów, bo absolutnie nie przekonuje mnie strach przed ciążą, mamy XXI wiek, tabletkę antykoncepcyjną od ponad pół wieku, innych metod zapobiegania ciąży bez liku do wyboru, do koloru, nie słyszałaś o tym? nie uczyli na biologii albo nauczkach przedmałżeńskich (nie wątpię że ślub macie kościelny) o okresach płodnych, śluzie szyjkowym, temperaturze w pochwie itp.? jesteś dorosłą kobietą (nawet dojrzałą, młode małżeństwo to w waszym przypadku eufemizm), więc powinnaś potrafić się zabezpieczyć i nie zawracać głowy (doopy?), więc chodzi raczej o blokadę przed seksem w ogóle, a raczej przed pełną penetracją i myślę, że ten problem wziął się z wieloletniej wstrzemięźliwości, z ułożenia sobie życia seksualnego w taki sposób, że penetracja jest niepotrzebna, z ucieczki przed stosunkiem i postrzegania go jako czegoś złego. tutaj może pomóc chyba tylko seksuolog, który nauczy przede wszystkim jak zacząć pozytywnie myśleć o seksie jako źródle przyjemności a o pełnym stosunku jako o intymnym zbliżeniu z ukochanym a nie jako zagrożeniu ciążą! więc nie morduj więcej siebie i męża, tylko umów się na wizytę, dostaniesz jakieś sensowne rady jak to przetrawić i receptę na pigułkę antykoncepcyjną jako podstawę terapii, może z nią poczujesz się bezpieczniej i ci przejdzie fobia?
  • 28.06.11, 16:00
    A ja uważam, choć pewnie mnie zj....ą, że ona powinna sama pobawić się palcami. Bo mi to bardzo na pochwicę wygląda. Na tle wspomnianej ciążowej paranoi zapewne.

    Za 450 EUR w niemiaszkowie LEGALNIE podwiązują jajowody. W czym zatem problem????


    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 28.06.11, 18:39
    myślę, że pochwica to nie jest
  • 28.06.11, 11:22
    Dla rozwiania wątpliwości seksu przed ślubem nie było nie z powodów katolickich lecz poprostu panicznego strachu przed ciążą,'

    ehehehehe, zabawne jak wielu pisało o katolach - interpretacja się im posypała i co tera ? :)))

    najgorzej, to jak ktoś ma zbyt utarte schematy myślenia- świętyboże nie pomoze, a tym bardziej jego krytyka ;)

    ehehehehe:)))
    --
    Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
    Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
    by Cejrowski
  • 28.06.11, 11:35
    sisi_kecz napisała:

    > Dla rozwiania wątpliwości seksu przed ślubem nie było nie z powodów katolickich
    > lecz poprostu panicznego strachu przed ciążą,'
    >
    > ehehehehe, zabawne jak wielu pisało o katolach - interpretacja się im posypała
    > i co tera ? :)))
    >
    > najgorzej, to jak ktoś ma zbyt utarte schematy myślenia- świętyboże nie pomoze,
    > a tym bardziej jego krytyka ;)
    >
    > ehehehehe:)))


    To nie ważne jaki był powód strachu przed seksem. Ważne jest to, że brak seksu (jak już zapewne zauważyła sama zainteresowana) prowadzi z czasem do poważniejszych powikłań czy to nerwicowej, czy psychicznych blokad.

    Innymi słowy, wstrzemięźliwość jeszcze nikomu nie wyszła na zdrowie.
  • 28.06.11, 11:44
    "Dla rozwiania wątpliwości seksu przed ślubem nie było nie z powodów katolickich
    lecz poprostu panicznego strachu przed ciążą,'
    ehehehehe, zabawne jak wielu pisało o katolach - interpretacja się im posypała
    i co tera ? :)))
    najgorzej, to jak ktoś ma zbyt utarte schematy myślenia- świętyboże nie pomoze, a tym bardziej jego krytyka ;)"

    a ty wierzysz w to, że strach przed ciążą może tak owładnąć dorosłą kobietę, że 6 lat nie uprawia prawdziwego seksu z narzeczonym? bo ja nie! jak ktoś już słusznie zauważył mamy XXI wiek i nawet w przykościelnej, katolickiej Polsce wiedza o środkach antykoncepcyjnych różnej maści jest dostępna i trzeba z niej korzystać, osobiście nie wierzę, żeby TYLKO strach przed ciążą mógł tłumaczyć takie zachowanie, podłoże tak naprawdę musi być zupełnie inne, nikt o zdrowym libido tak nie postępuje. jak nie kościół jest powodem, to znaczy że jest jeszcze gorzej, bo wyrzeczenia w imię wartości, w które się wierzy, można zrozumieć, ale unikanie seksu przez 6 lat z powodu rzekomego strachu przed ciążą to kamuflowanie braku pociągu seksualnego albo potężnych blokad psychicznych dotyczących seksu.
  • 28.06.11, 12:48
    a ty wierzysz w to, że strach przed ciążą może tak owładnąć dorosłą kobietę, że
    > 6 lat nie uprawia prawdziwego seksu z narzeczonym? '

    tego nie wiem, ale w każdym razie wiemy już teraz, że to nie wiara w 'katolickie" wartości jest jej motywacją.

    jak nie kościół jest powodem, to znaczy że jest jeszcze gorz
    > ej, bo wyrzeczenia w imię wartości, w które się wierzy, można zrozumieć, ale un
    > ikanie seksu przez 6 lat z powodu rzekomego strachu przed ciążą to kamuflowanie
    > braku pociągu seksualnego albo potężnych blokad psychicznych dotyczących seksu'

    w swoich przypuszczeniach, zgadzam sie z Tobą.

    Dodam jeszcze że "polska tradycyjna obłudna mentalność" całkiem możliwe, że za tym stoi, i nie trzeba wychowywać dzieci zgodnie z kazaniami księdza Natanka, aby zaszczepić im lęk przed seksualnością.

    pozdro!

    --
    "Mąż działa mi bez przerwy,
    raz na zmysły , raz na nerwy"
    Sztaudynger
  • 28.06.11, 13:23
    > a ty wierzysz w to, że strach przed ciążą może tak owładnąć dorosłą kobietę, że
    > 6 lat nie uprawia prawdziwego seksu z narzeczonym?

    A ja wierzę. Jeżeli Jarzębinka ma despotyczną apodyktyczną matkę to strach, że ta matka mogłaby się dowiedzieć, że córka uprawia seks, mógł sparaliżować wszystko. I wymusić na Jarzębince i jej chłopaku nienaturalne zachowania seksualne

    To nie jedyna taka mamunia

    Jarzębinko, a dlaczego aż tak straszliwie bałaś się ciąży? Czy przypadkiem nie ze względu na najbliższych?
  • 28.06.11, 14:32
    computerro napisała:

    > > a ty wierzysz w to, że strach przed ciążą może tak owładnąć dorosłą kobie
    > tę, że
    > > 6 lat nie uprawia prawdziwego seksu z narzeczonym?
    >
    > A ja wierzę. Jeżeli Jarzębinka ma despotyczną apodyktyczną matkę to strach, że
    > ta matka mogłaby się dowiedzieć, że córka uprawia seks, mógł sparaliżować wszys
    > tko. I wymusić na Jarzębince i jej chłopaku nienaturalne zachowania seksualne
    >
    > Jarzębinko, a dlaczego aż tak straszliwie bałaś się ciąży? Czy przypadkiem nie
    > ze względu na najbliższych?

    Są różne powody. teraz nie potrafię tak do końca powiedzieć bo już uplynęło tyle czasy... Obecnie mam po prostu w sobie taki lęk, w przeszlości był strach ze względu na to, że chciałam skonczyć studia, iść do pracy,a nie niańczyć dzieci kantem u teściów.. Poza tym fakt faktem gdyby się moja mama dowiedział, że coś ten teges to.... brak słów
    I tak kiedyś miałam minimalnie niedomknięte drzwi, dosłownie 5 mm chyba i zobaczyła nas w akcji.. Czyli jak mój wtedy chłopak masował mnie że tak powiem tam na dole.. I nagle mama wrzeszczącym tonem zawolała mnie do pokoju obok i na caly głos powiedziała, ze chlopak chyba już sobie powinien iść... nawet nie wiedziałabym, że o to chodzilo, gdyby nie mój brat, który mi o tym powiedział - widocznie mama mu wspomniała... Także przez jakiś czas musieliśmy się spotykać przy otwartych drzwiach... No ogólnie lekko nie było :]
  • 28.06.11, 14:54
    Poza tym fakt faktem gdyby się moja mama dowiedział, że coś ten teges to.... brak słów

    - a zyjesz dla siebie czy dla mamy?
    - a nawet jesli by bylo 'nie teges', to co z tego?
  • 28.06.11, 15:37
    mantis_after_dinner napisała:

    > Poza tym fakt faktem gdyby się moja mama dowiedział, że coś ten teges to.... br
    > ak słów
    >
    > - a zyjesz dla siebie czy dla mamy?
    > - a nawet jesli by bylo 'nie teges', to co z tego? '

    skoro tu jest pies pogrzebany, to nie pozostaje Autorce wątku nic innego, jak tylko iść do mamy i powiedzieć, ze skoro tyle wie jak powinno wyglądać życie seksualne jej córki to niech pomoze w sytuacji, że córka jest mężatką i po 4 miesiącach od ślubu nadal dziewicą.
    Niech mamusia teraz doradzi, skoro nawarzyła.
    Stworzyła blokadę w umyśle córki, niech ją teraz usunie.

    Inna sprawa to jest podatność akurat Autorki na takie sugestie i nakazy, bo większość dzieci poddawanych durnym rygorom doskonale sobie radzi z ich obejściem.

    pozdro!
    --

    Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
  • 28.06.11, 19:29
    I tak kiedyś miałam minimalnie niedomknięte drzwi, dosłownie 5 mm chyba i zobaczyła nas w akcji.. Czyli jak mój wtedy chłopak masował mnie że tak powiem tam na dole.. I nagle mama wrzeszczącym tonem zawolała mnie do pokoju obok i na caly głos powiedziała, ze chlopak chyba już sobie powinien iść... nawet nie wiedziałabym, że o to chodzilo, gdyby nie mój brat, który mi o tym powiedział - widocznie mama mu wspomniała... Także przez jakiś czas musieliśmy się spotykać przy otwartych drzwiach... No ogólnie lekko nie było :]

    > czy "moj wtedy chlopak" to ta sama osoba, co Twoj obecny maz?
    > czy ja mam rozumiec ze takie akcje znosilas bedac co najmniej 21-letnia panna?
  • 30.06.11, 15:02
    > Przy pierwszej próbie czułam, że był w śr
    > odku i ogólnie było nawet spoko, nie bolało za bardzo, no ale to już ogólnie dł
    > ugo trwało i mąż nie wytrzymał... Było mi tak szkoda, bo naprawdę fajnie szło..

    I dlaczego po 15 minutach nie nastąpiła próba nr 2. Co zatem znaczy "mąż nie wytrzymał"? Wymiękł (dosłownie), czy zakończył? Bo jak wymiękł, to masakra jest podwójna.

    Nic już nie uratujecie. Ale jeśli nie zamierzacie rozstawać się OD RAZU, to NATYCHMIAST marsz do seksuologa-psychologa. Choćby i na drugi koniec Polski. To tańsze od rozwodu. A cuda się zdarzają.....

    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 30.06.11, 15:12
    członek był już tak miękki że nie dało się nic zrobić...
  • 30.06.11, 15:39
    "członek był już tak miękki że nie dało się nic zrobić..."

    jak to nie dalo sie nic zrobic u mlodego mezczyzny w lozku z kobieta? A do reki wziac nie mozna, albo ponowic pieszczoty wrazliwych miejsc? Mozna, tylko trzeba chciec
  • 30.06.11, 20:43
    Zarówno ja byłam tam już dosyć przekrwiona jak i mąż też stwierdził, że na dziś wystarczy...
  • 30.06.11, 21:54
    I godzinę później też się nie dało? Wy w ogóle rozmawiacie o czymkolwiek? Ten wątek jest coraz bardziej niewiarygodny, naprawdę.

    Jak doszło do tego, że zdecydowaliście się na ślub? Mieliście jakieś wspólne wakacje przez te 6 lat? Co robicie razem? Wracasz do domu z pracy, mówisz, że ciężki/ miły dzień i co dalej?
    --
    [url=http://forum.gazeta.pl/forum/f,64121,69_i_pol_forum_Protest_FK_.html]69,5[/url]
  • 01.07.11, 11:41
    "I godzinę później też się nie dało? Wy w ogóle rozmawiacie o czymkolwiek? Ten wątek jest coraz bardziej niewiarygodny, naprawdę. Jak doszło do tego, że zdecydowaliście się na ślub? Mieliście jakieś wspólne wakacje przez te 6 lat? Co robicie razem? Wracasz do domu z pracy, mówisz, że ciężki/ miły dzień i co dalej?"

    Było już wtedy późno, a mąż wcześnie rano idzie do pracy... Dlatego tego wieczora daliśmy już sobie spokój..
    Na ślub zdecydowaliśmy się, gdyż oboje byliśmy już po studiach, kupiliśmy mieszkanie.. więc kolejnym etapem był ślub.. Rodzina też już ciągle pytała kiedy.. No i stwierdziliśmy, że czas najwyższy.. Na wakacje jeździliśmy od początku związku co roku.. A razem robimy wiele rzeczy. Zakupy, oglądamy filmy czy inne programy, spotykamy się ze znajomymi, chodzimy do kina, czasem wyjdziemy gdzieś coś zjeść.. To co większość chyba ludzi. A w ciągu dnia z tymi rozmowami to tak jak pisałam jest różnie. Jak jest między nami ok to zawsze nawijają się sprawy dnia codziennego, czasem rozmawiamy o naszych znajomych i wyrażamy między sobą opinię na temat tego co się u nich dzieje, wymieniamy jakieś zasłyszane codzienne wiadomości itd..
  • 28.06.11, 10:31
    Smutne to strasznie, bo faktycznie wyglada jakbyscie byli ze soba i wzieli ten slub nie z zakochania, chemii i wzajemnego przyciagania, ale z jakiegos przyzwyczajenia i wyrachowania, ze tak trzeba. Ten wasz seks, a raczej nieudolne proby, tez wlasciwie sie bierze z "bo tak trzeba" a nie z pozadania i szalonej ochoty na siebie nawzajem. O motylkach w brzuchu zapewne tez slyszeliscie tylko z opowiadan. W ogole niechetny i beznamietny sposob w jaki piszesz o swoim zwiazku, o swoim facecie i jego atrybutach sprawia wrazenie jakby chodzilo od poczatku do konca o obmierzly malzenski obowiazek : "zblizenia", "przyrodzenie", "para jestesmy od 6 lat"(sugeruje ze zostalicie jakos sztucznie sparowani). Wieje z tego jakims zatechlym chlodem, rodem najprawdopodobniej z zakrystii, ale to juz Wasza sprawa, nie wnikam.

    Masakra nie tyle jest to, ze Wam seks nie wychodzi, ile ze zupelnie weny do tego seksu nie macie. Nic dziwnego ze idzie jak po grudzie - bo nie ma pozadania, namietnosci ani hormonalnej burzy - ktora naturalnie reguluje te sprawy i niweluje wszelkie zahamowania - a jest tylko panszczyzna do odrobienia "bo tak trzeba" zeby juz miec swiety spokoj.
    I co, tylko 2 smętne proby w ciagu 4 miesiecy od slubu??? Troche skromnie. Ja tez tracilam dziewictwo przez pare miesiecy, tyle ze mialam wtedy 17 lat i zadnej presji ze juz "trzeba" teraz, zaraz, bo to po slubie. Podchody trwaly dlugo i mialo miejsce wiele nieudanych prob (nie dwie, ale setki :), bo bol byl b.ostry i nie do zniesienia. Ale byl tez luz psychiczny, zero presji i swiadomosc, ze nic nie musze, ze ide naturalnym rytmem, bo jestem jeszcze bardzo mloda i mam mnostwo czasu. Wy zas straciliscie mnostwo tego czasu. Czasu, kiedy powinniscie uczyc sie siebie i wlasnych cial, wyrabiac naturalne odruchy dyktowane przez pozadanie. Chyba tez troche przechodziliscie Wasz zwiazek i ciezko teraz jest wygenerowac hormonalny koktajl jak w poczatkach znajomosci, kiedy pozadanie jest naturalnie silne, instynktowne i sprawia ze wszystko idzie jak po masle. No ale trudno, jest jak jest. I zamiast utyskiwac, ze "masakra" oraz myslec z niechecia ze "on znowu bedzie chcial wlozyc przyrodzenie" trzeba myslec pozytywnie i dzialac.

    A wiec moja rada jest taka : nie kombinowac z zadnymi dziwnymi pozycjami, bo klasyczna z tzw. "nogami na pagonach" jest najbardziej naturalna i instynktowna jesli chodzi o defloracje. Tylko niech maz zafunduje Ci przed tym baaaaaaardzo dluuuuugi seans lizanka. Delikatnie, bez pospiechu, zmyslowo i godzinami. Zadnego alkoholu przed, bo czesto oslabia on czucie. Jest szansa, ze podczas takiej minety stulecia wreszcie odplyniesz i poczujesz pozadanie oraz nieodparta chec zeby miec faceta w sobie. Obawy i blokady byc moze wtedy znikna. Bedziesz ponadto mega nawilzona, wiec technicznie nie powinno byc problemow z wejsciem, nawet jezeli sie odruchowo minimalnie zacisniesz. Facet tez powinien byc troche bardziej zdecydowany i nie uciekac od razu jak niepyszny po pierwszym Twoim syknieciu z bolu. A tak w ogole to nie narzucajcie sobie presji ze trzeba szybko, teraz, zaraz, bo juz 4 miesiace po slubie i czas goni. Seks to relaks, a nie jakis miecz Damoklesa. Wrzuccie sobie na luz i wyjdzcie z zalozenia, ze macie cale zycie na uprawianie seksu. Pospiech i irytacja sa w tej materii najgorszym doradca.





    --
    Kiedy wszystko układa się naprawdę źle, należy odnaleźć w swym sercu
    Najwyższą Formę Akceptacji Stanu Rzeczy, która brzmi Pies to je*** (by forum)
  • 28.06.11, 16:05
    Wiesz dobrze, glam, że chemia to ewentualnie u nich była 6 lat temu. I nawet jak była spora, to i tak naturalna górka kończy się po 3-5 latach w KAŻDYM związku. Ale jak ta pierwsza górka była ZAJEBISTA, to warto przeczekać dołek, czekając na kolejną NIEUNIKNIONĄ górkę. I potem kolejną.

    U nich to chyba pozamiatane. Żal mi ich, bo chyba w ich mniemaniu to oni się "kochają".


    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 28.06.11, 16:10
    Sorry, ale teraz doczytałem do końca.

    Po paru godzinach lizanka, to nawet ja, JAN Z NEPOMUKA, nie mógłbym zagwarantować w 100% mojej obecnej ukochanej (a jesteśmy w fazie chemii na poziomie reakcji termojądrowej), że na nagły sygnał "już" będę jak w piosence o "zegarmistrzu czasu purpurowym". Tak więc Twoja rada jemu tym bardziej się nie przyda......


    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 28.06.11, 16:11
    uuuuups -- ŚWIATŁA
    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 28.06.11, 16:12
    KURWA..... niech on weźmie viagrę. Przynajmniej jeden problem z głowy i może jakoś pójdzie.....
    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 28.06.11, 22:44
    janznepomuka napisał:

    > Sorry, ale teraz doczytałem do końca.
    >
    > Po paru godzinach lizanka, to nawet ja, JAN Z NEPOMUKA, nie mógłbym zagwarantow
    > ać w 100% mojej obecnej ukochanej (a jesteśmy w fazie chemii na poziomie reakcj
    > i termojądrowej), że na nagły sygnał "już" będę jak w piosence o "zegarmistrzu
    > czasu purpurowym". Tak więc Twoja rada jemu tym bardziej się nie przyda......

    Ojjjj Janie, a czy wszystko trzeba tak odbierac doslownie? ;) Przeciez nie mialam na mysli ze DOSLOWNIE ma ja lizac przez pare bitych, zegarowyc godzin ;). Tak napisalam tylko zeby podkreslic, ze lizanko ma byc dluuuugie i ma trwac do jej wielkiego podniecenia.


    --
    Kiedy wszystko układa się naprawdę źle, należy odnaleźć w swym sercu
    Najwyższą Formę Akceptacji Stanu Rzeczy, która brzmi Pies to je*** (by forum)
  • 30.06.11, 14:29
    Teraz Ty jesteś zbyt dosłowna....

    Z tych postów wynika, że zanim ona się rozgrzeje, to on zmięknie. I że ta chwila na jego resurekcję wystarczy, by ona znów nie tego....

    Oni mają POZAMIATANE. Ty to wiesz, ja to wiem i 95% bywalców tego forum też to wie. Autorka postu nie wie --- ona pisze, że w jej mieście nie ma specjalisty, ale nawet jakby był, to jak to z kimś obcym o takich rzeczach rozmawiać....

    A czy ona w ogóle choć raz była u gina? No bo jakże tak cipkę pokazywać????

    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 28.06.11, 10:36
    Z tymi rozmowami to u nas faktycznie ciężko.. Próbowałam to zmienić, walczyć z tym.. Mimo, że dla mnie też nie jest to łatwe.. ale staram się poruszać ciężkie tematy.. Generalnie żyliśmy w jakiejś beztrosce.. Za młodu jak się spotykaliśmy receptą na wszystko było obrażenie się do następnego spotkania. Teraz nie raz chcę porozmawiać poważnie, a mąż np. nie dziś,bo nie chce sobie psuć humoru, może jutro.... I tak potrafią minąć 4 dni i nie poruszy tematu.. W końcu ja znów uderzam, a on, że właśnie dziś miał poruszyć - hehe.Po tych próbach pierwszego razu też mi brakowało rozmów.. Ja chciałam pogadać jak to było,co czułam,co proponuję... Ale jak podjarana coś mu wspomniałam to się tylko uśmiechnął i nie ciągnął tematu... I to jest czasami przykre... Dziewczyny mają chyba trochę inne potrzeby... Wiele osób ocenia, że kupiłam kota w worku i teraz mam pretensje... Widzicie ja osobiście nie postrzegam seksu jako sensu istnienia... Forma zbliżeń, którą praktykowaliśmy mnie odpowiadała i nadal odpowiada,więc ja generalnie nie robiłabym tragedii... Ale wiem,że mąż ma większe oczekiwania - co oczywiście można naturalnie zrozumieć... I chciałabym to zmienić, bo wiem,że to ja mam z tym jakiś nienaturalny problem :( Z tą chemią czy pożądaniem o których piszecie,to teraz faktycznie ciężko... Tzn. ze strony męża czuję pożądanie... Codziennie musi mnie gdzieś klepnąć,dotknąć, cały czas słyszę jakieś podteksty a gdybym tylko chciała to kochałby się ze mną codziennie... Ja faktycznie tak tego nie czuję. Jesteśmy ze sobą tyle lat, że fizycznie nie czuję takiego pociągu.. Wolę posiedzieć,pogadać, obejrzeć film, iść na spacer itp..
  • 28.06.11, 10:42
    jarzebinka1984 napisała:
    > . Widzicie ja osobiście nie postrzegam seksu jako sensu istnienia..

    "Sensu istnienia", to może i nie, ale sensu związku - to już tak. W przeciwnym razie nazywa się to "kumplowaniem" lub "przyjaźnią"

    > bym tylko chciała to kochałby się ze mną codziennie... Ja faktycznie tak tego n
    > ie czuję. Jesteśmy ze sobą tyle lat, że fizycznie nie czuję takiego pociągu.. W
    > olę posiedzieć,pogadać, obejrzeć film, iść na spacer itp..

    Strach pomyśleć, co będzie później, skoro już teraz piszesz jak małżonka z 30 letnim stażem.

    > Z tą chemią czy pożądaniem o których pisz
    > ecie,to teraz faktycznie ciężko...

    No to gratuluję......

    --
    "Niezależna Komisja Śledcza", to taka, która w 24 godziny ustali, że na TU-154 dokonano zamachu. Putin rozpylał mgłę syfonem, a Tusk, folią po czekoladzie, zakłócał pracę radaru. Każdy inny wynik śledztwa to MATACTWO! - Tylko, w takim razie, po co w ogóle jakaś Komisja?
  • 28.06.11, 11:06
    jarzebinka1984 napisała:

    > Widzicie ja osobiście nie postrzegam seksu jako sensu istnienia...

    Nikt o zdrowych zmysłach go tak nie postrzega. Inaczej zamiast małżeństw mielibyśmy jeno gwałty na ulicach.
    Ale seks jest jedną z najistotniejszych form ekspresji, okazywania uczuć drugiej osobie (pełne oddanie się w jej ręce), czy choćby wyładowania emocjonalnego.
    Weź pod uwagę, że seks nie jest żadnym elementem wymyślonym przez kulturę, lecz czymś pierwotnym, co zawsze od czasu istnienia rodzaju ludzkiego w nas było. Starając się nad tym zapanowywać, raczej powodujemy popadanie w problemy z psychiką, nerwice. O ile seks jest żywiołowy, to nawet problemy zycia codziennego nam sa nie straszne, gdyż stres jaki w nas się na co dzień odkłada, jesteśmy w stanie rozładować z tą najmilszą naszemu sercu osobą.

    Wiesz, czasami seks kojarzy mi się z nurkowaniem bez butli, gdy bardzo długo jesteś pod wodą, już zaczynają boleć Cię płuca, a tu w pewnym momencie wypływasz na powierzchnię i chwytasz haust powietrza i aż Ci się w głowie kręci z przyjemności, ze nadal żyjesz. Tak samo, po męczącym dniu, możesz wtulić się w ramiona męża, ale stres dnia codziennego nadal będzie w Tobie tkwił. Do momentu aż nie złapiesz tego "haustu świeżego powietrza", jakim jest właśnie orgazm. W tym momencie nic więcej Cię nie interesuje jak tylko to, że jesteś z ukochaną osoba, która Ci go dostarczyła.

    Dla tego właśnie nie masz prawa z góry przekreślać tego czego jeszcze nie poznałaś i mówić o tym, że "to nie jest dla Ciebie aż tak ważne", bo wiem, że z czasem okaże się to dla Ciebie tak ważne (a może nawet ważniejsze) jak dom, wspólne wczasy, chrzciny dziecka, pierwsza komunia, czy dożycie razem wspólnej starości.

    Czasami właśnie brak udanego seksu potrafi przekreślić wszystko nad czym małżonkowie z takim trudem pracowali. Mało tego - dla seksu lub przez seks małżonkowie się rozwodzą, porzucają dzieci, tracą wszystkie pieniądze, a nawet rozpętują wojny!
  • 28.06.11, 11:08
    Jarzebinka, Ty sie wybierz do ginekologa niech sprawdzi co i jak, w razie czego dopomoze.
    A tak poza tym przestan sie mazgaic i wymiekac. Tyle kobiet przed Toba dalo rade, Ty tez dasz rade! Ale musisz miec szanse czyli probowac. Ja jednak proponuje z alkoholem. Bedzie latwiej i nastepne razy pojda jak z platka.
    Z pewnoscia dobrze Wam zrobi cos nowego. Poza tym nie badz egoistka, nie jestes sama. Twoj maz jest normlnym facetem, ma normalne reakcje i ciesz sie, ze tak jest. Wiadomo, ze chce byc w Tobie, bo Cie pozada. Ciesz sie z tego a nie bierz za jakis negatyw.
    Marsz do ginekologa i dzialaj!
  • 28.06.11, 11:12
    jarzebinka1984 napisała:

    > Ale wiem,że mąż ma większe oczekiwania - co oczywiście można naturalnie zrozumieć...

    Widzisz, dobry mąż ma jedno bardzo ważne oczekiwanie - być prawdziwym mężczyzną dla swojej kobiety - innymi słowy potrafić ją zaspokajać.
    O ile będziesz uprawiała z nim seks tylko ze względu na jego naturalne potrzeby, czyli będziesz spełniała małżeński obowiązek, nie interesując się faktem, że on będzie chciał Ci dać rozkosz i będzie liczył na to, ze się w tym sprawdza, to Wasz związek bardzo szybko się rozpadnie.
    Bo facet bardzo szybko zorientuje się, że robisz to dla niego, udając, że Ty masz taką samą z tego przyjemność co on.

    Musisz po prostu zmienić podejście do seksu, z pragmatycznego, na podejście biorcy przyjemności, która z czasem zmieni się na pewno w rozkosz.
    Wtedy znajdziesz kolejny klocek w tej układance, że poza przyjmowaniem rozkoszy, niesamowitą frajdę ma się również z dawania rozkoszy tej drugiej osobie.
  • 28.06.11, 14:13
    Co najbardziej mnie zastanawia.. Czytając wasze wypowiedzi i rady tym bardziej dziwi mnie postawa mojego męża.. Że zgodził się tyle czekać.. Widzę, że nikt z was by się na to nie zdecydował tylko jak to sami piszecie - szukalibyście szczęścia gdzie indziej albo kochanki... Czy on mnie naprawdę tak mocno kochał, że przez te lata to znosił? Zaspokajany w jakiś tam sposób był (czasem również oralnie) ale bez penetracji...
  • 28.06.11, 14:51
    jarzebinka1984 napisała:

    > Co najbardziej mnie zastanawia.. Czytając wasze wypowiedzi i rady tym bardziej
    > dziwi mnie postawa mojego męża.. Że zgodził się tyle czekać.. Widzę, że nikt z
    > was by się na to nie zdecydował tylko jak to sami piszecie - szukalibyście szcz
    > ęścia gdzie indziej albo kochanki... Czy on mnie naprawdę tak mocno kochał, że
    > przez te lata to znosił? Zaspokajany w jakiś tam sposób był (czasem również ora
    > lnie) ale bez penetracji...

    Wiesz dobrze, że miłość z czasem blednie (choć wcale nie musi wygasnąć).

    Ale stary cap jakim dla młodych forumowiczów raczej jestem, mogę Wam zdradzić receptę na udany związek - po prostu nauczcie się jeszcze na samym początku małżeństwa rozmawiać ze sobą o wszystkim. Żadnych tabu, żadnych wstydliwości czy zahamowań, a szczególnie rozmawiać nie poprzez zarzuty wobec drugiej osoby, a raczej o własnych oczekiwaniach.
    Jeszcze nie jesteście zmanierowani, znudzeni, więc przyjdzie Wam to dużo latwiej, niż np. po 10 latach małżeństwa, gdy już zbierze się pomiędzy Wami tyle brudu, że każda próba poważnej rozmowy będzie powodować reakcję obronną, co kończyć się będzie kłótniami.

    Każdy problem w małżeństwie można rozwiązać na zasadzie kompromisu. Ale już samo rozmawianie o najskrytszych problemach, powoduje, że obdarzamy zaufaniem drugą osobę.
  • 29.06.11, 03:52
    jarzebinka1984 napisała:

    > Co najbardziej mnie zastanawia.. Czytając wasze wypowiedzi i rady tym bardziej
    > dziwi mnie postawa mojego męża.. Że zgodził się tyle czekać.. Widzę, że nikt z
    > was by się na to nie zdecydował tylko jak to sami piszecie - szukalibyście szcz
    > ęścia gdzie indziej albo kochanki... Czy on mnie naprawdę tak mocno kochał, że
    > przez te lata to znosił? Zaspokajany w jakiś tam sposób był (czasem również ora
    > lnie) ale bez penetracji...

    On miał jakieś związki przed tobą?
    --
    bykom-stop.avx.pl
  • 29.06.11, 14:46
    Kilka, ale mało poważnych. Jestem jego pierwszą poważną dziewczyną - przynajmniej tak usłyszałam.
  • 29.06.11, 23:31
    jarzebinka1984 napisała:

    > Co najbardziej mnie zastanawia.. Czytając wasze wypowiedzi i rady tym bardziej
    > dziwi mnie postawa mojego męża.. Że zgodził się tyle czekać.. Widzę, że nikt z
    > was by się na to nie zdecydował tylko jak to sami piszecie - szukalibyście szcz
    > ęścia gdzie indziej albo kochanki... Czy on mnie naprawdę tak mocno kochał, że
    > przez te lata to znosił? Zaspokajany w jakiś tam sposób był (czasem również ora
    > lnie) ale bez penetracji...

    Nie kochał cie "tak bardzo". Jego miłość do ciebie nie miała z tym związku, czekał, bo myślał ze się doczeka i pewnie trudno było mu zbierać się na 'nowe gody".
    Nie masz 20 lat, ze możesz sobie, czekać, nosić wianki itd. Kobiety w twoim wieku przezywają rozkosz seksualna ze ŚWIADOMEGO seksu. Ze świadomości swojego ciała. Ty jesteś na etapie takije 15 latki, ktora ojciec zmusił do ślubu, dal jakiemuś 30 latkowi i ten sie juz po prosu nie mzoe doczekać i naciska, nalega. Ale to nie on nalega, nie orbi tego z premedytacja, to nalegał jego dojrzałość. Trudno to wyjaśnić osobie, ktora nie współżyła, ale seks jest pewnym fundamentem związku dorosłych ludzi, dlatego nastolatkowie przezywają go inaczej, a dorośli, dojrzali ludzie jeszcze inaczej - własnie lepiej, bo wiedzą co robią i czego chcą. Jeśli ty w tym wieku, myślisz, ze on tego chce, bo chce "tylko tego", to po prostu do seksu nie dorosłaś.
    Nie zmuszaj sie.
  • 30.06.11, 15:15
    > Zaspokajany w jakiś tam sposób był

    Z sześciu wyrazów kluczy można wszystko powiedzieć o Twoim charakterze i przyszłości tego związku. Ale NIE sądźmy, byśmy sami osądzeni nie zostali.

    --
    Jan

    Albo to ja muszę ZAWSZE mieć rację...
  • 30.06.11, 15:18
    i " w jakiś tam sposób" ją zostawi/zdradzi
    --
    " Przecież wszyscy dojrzali ludzie wiedzą, że miłość nie istnieje"
  • 28.06.11, 13:39
    Napisałaś bardzo ważną rzecz:
    Twój mąż się obraża.
    Wasz sposób "rozwiązywania" problemów to rozstanie i przeczekanie do następnego dnia.
    Twój mąż unika rozmów na istotne tematy. Odwleka np. na za 4 dni? A dlaczego nie za 4 lata?

    Jak sądzisz, czy powyższe fakty pozwalają oczekiwać, że Wasze problemy uda się tak po prostu rozwiązać? Nie! Ponieważ przyjęte przez męża a akceptowane przez Ciebie sposoby radzenia sobie z problemami są i będą nieskuteczne!

    Obrażanie się jest dziecinadą. Dorosły facet nie ma prawa się obrażać, kiedy przychodzisz z problemem. Twój wybranek jest niedojrzały. Seks nie wychodzi, ponieważ Twoja podświadomość chroni Cię przez zapłodnieniem z niedojrzałym emocjonalnie gościem.

    Co zrobić? Nie zmuszać się, nie otumaniać alkoholem (co nektórzy proponują). Czekać i myśleć. Poznawać siebie, może zastanowić się nad innymi aspektami Waszego związku. Nad tym, czy czujesz się w tym związku dobrze. Bo może Wasze problemy leżą zupełnie gdzie indziej. A seks jest tylko biernym oporem

    Nawet niedojrzały facet może dojrzeć. Tylko nie zrobi tego po dobroci. Bo mu za wygodnie
  • 29.06.11, 12:31
    jarzebinka1984 napisała:

    > Z tymi rozmowami to u nas faktycznie ciężko.. Próbowałam to zmienić, walczyć z
    > tym.. Mimo, że dla mnie też nie jest to łatwe.. ale staram się poruszać ciężkie
    > tematy.. Generalnie żyliśmy w jakiejś beztrosce.. Za młodu jak się spotykaliśm
    > y receptą na wszystko było obrażenie się do następnego spotkania. Teraz nie raz
    > chcę porozmawiać poważnie, a mąż np. nie dziś,bo nie chce sobie psuć humoru, m
    > oże jutro.... I tak potrafią minąć 4 dni i nie poruszy tematu.. W końcu ja znów
    > uderzam, a on, że właśnie dziś miał poruszyć - hehe.Po tych próbach pierwszego
    > razu też mi brakowało rozmów.. Ja chciałam pogadać jak to było,co czułam,co pr
    > oponuję... Ale jak podjarana coś mu wspomniałam to się tylko uśmiechnął i nie c
    > iągnął tematu...

    Jest taki nieszczęśliwy zbieg okoliczności, bo zdaje się, że ty w ogóle nie potrafisz rozmawiać o seksie (a o uczuciach?) i znalazłaś faceta, który jest taki sam. Rewelacyjnie się dobraliście.
    --
    [url=http://forum.gazeta.pl/forum/f,64121,69_i_pol_forum_Protest_FK_.html]69,5[/url]
  • 29.06.11, 14:50
    Chyba masz rację... :(
  • 07.07.11, 17:13
    Jarzębinko, wiem, co czujesz, gdy czytasz rady, że masz się po prostu wyluzować! Aż mi ciarki przechodzą po plecach, gdy cię czytam, bo moje doświadczenia były tak bardzo podobne do twoich. Ten sam lęk i spięcie, choć inna sytuacja. My nie byliśmy małżeństwem - nigdy nie chciałam wyjść za mąż, ale mój chłopak tego chciał. Ja jestem ateistką, choć moi rodzice są wierzący, mój chłopak natomiast był bardzo głęboko wierzący, praktykujący itd. ja miałam 21 lat, a on 22. On był gotów czekać z seksem do ślubu, ale ja nie chciałam ani ślubu, ani czekać.

    Scenariusz był ten sam: czuję bój (nawet niewielki!), cofam się, on się wycofuje i mięknie. Nie były to 2 próby tylko chyba ze 100, ale z czasem było coraz gorzej, bo już chyba żadne z nas nie wierzyło, że to się uda.
    Towarzyszył temu olbrzymi lęk przed ciążą (mój) - były pigułki + plus prezerwatywy, a na początku również globulki. Lęk ma głęboko gdzieś to, że prawdopodobieństwo zajścia w ciążę jest minimalne (działa to zresztą też i w drugą stronę, skoro miliony ludzi grają w Lotto;) - a mój chłopak był zdecydowanym przeciwnikiem nawet rozmowy o aborcji.
    Owszem, rozmawialiśmy o seksie, owszem, próbowaliśmy różnych pozycji: na jeźdźca, klasycznie, od tyłu. W końcu przestało mi kompletnie zależeć na seksie, po prostu chciałam się 'przepchnąć' i mieć to już z głowy. Ale się nie dało.
    Mam też podobne do twoich doświadczenia z moją bardzo kontrolującą matką.

    Był więc i lęk przed bólem, i przed ciążą, i niestety, na dodatek, kompletny brak chemii. W dodatku nie byłam w nim zakochana - sądziłam, że po prostu nie potrafię się zakochać i tyle. Z perspektywy czasu sądzę, że nawet się jakoś specjalnie nie lubiliśmy. MIMO TO byliśmy ze sobą bardzo silnie związani, tyle że był to bardzo zły związek. Trwało to 3.5 roku, z tym że ostatni rok spędziłam już wiedząc, że chcę się rozstać, ale bojąc się mu o tym powiedzieć.
    Myślę, że to jest tak, że jeśli problem ma jedna osoba, to to jest jeszcze do przejścia. Jeśli jednak wasze lęki i w dodatku brak doświadczenia się nakładają, to może wam być bardzo ciężko taki problem rozwiązać, tzn. może on narastać. W moim przypadku całe to doświadczenie bardzo mocno wpłynęło na całe moje przyszłe życie (nie chodzi tylko o seks, ale o cały ten związek, ale to nie na temat), do dzisiaj mam mętlik w głowie.
    Dlatego radziłabym wam jak najszybciej wizytę u psychologa lub seksuologa , bo tego się nie da zamieść pod dywan i nawet jeśli dziś zakładasz, że aż tak bardzo cię seks nie interesuje, lub że wystarczą ci pieszczoty, to lepiej spróbuj się dowiedzieć zawczasu ile w tym prawdy, a ile jedynie chęci, żeby tak było.
  • 28.06.11, 12:21
    Uderzyła mnie jedna rzecz, o której napisałaś - te "miny" męża, kiedy masz coś przeciw, to że on się wkurza (?!!). Powiedz mu o wprost, że warunkiem udanego seksu jest akceptacja, a jak będzie się fochał i stroił miny to zostanie tak jak jest. To nie jest żadne poświęcenie z jego strony że zadba o Twój komfort emocjonalny w trakcie zbliżenia (i przed, i po - także), po prostu to jest w Waszym najlepiej pojętym interesie, żebyście oboje dobrze się czuli.
    Seksuolodzy zalecają powstrzymanie się przez jakiś czas od, że tak powiem, "konkretów" - tylko głaskanie, pieszczoty, itp. Sprawiajcie sobie przyjemność, ale celem ma być komfort psychiczny i nabranie chęci na więcej, bez presji, że "trzeba bo on się obrazi".
    Warto się postarać, zwłaszcza, jeżeli uświadomicie sobie, że jesteście ze sobą na zawsze - i to jak się ułoży, zależy tylko od Was i tego jak będziecie dbać o siebie nawzajem.
  • 28.06.11, 14:27
    fotel_bujany napisała:

    > Uderzyła mnie jedna rzecz, o której napisałaś - te "miny" męża, kiedy masz coś
    > przeciw, to że on się wkurza (?!!). Powiedz mu o wprost, że warunkiem udanego s
    > eksu jest akceptacja, a jak będzie się fochał i stroił miny to zostanie tak jak
    > jest. To nie jest żadne poświęcenie z jego strony że zadba o Twój komfort emoc
    > jonalny w trakcie zbliżenia (i przed, i po - także), po prostu to jest w Waszym
    > najlepiej pojętym interesie, żebyście oboje dobrze się czuli.
    > Seksuolodzy zalecają powstrzymanie się przez jakiś czas od, że tak powiem, "kon
    > kretów" - tylko głaskanie, pieszczoty, itp. Sprawiajcie sobie przyjemność, ale
    > celem ma być komfort psychiczny i nabranie chęci na więcej, bez presji, że "trz
    > eba bo on się obrazi".
    > Warto się postarać, zwłaszcza, jeżeli uświadomicie sobie, że jesteście ze sobą
    > na zawsze - i to jak się ułoży, zależy tylko od Was i tego jak będziecie dbać o
    > siebie nawzajem.

    Rozmawiałam z nim o tym po 2-iej nieudanej próbie.. Cały dzień byłam zdołowana i leżałam w łóżku.. Trochę się dopytywał o co chodzi i w końcu doszło do rozmowy.Nagromadziły się wtedy też inne sprawy, ale powiedziałam mu też, że jest mi przykro kiedy robi "miny" podczas prób, albo jak pytam "ciężki ze mnie przypadek, co?" a ona na to: "nooo".. Miałam wtedy łzy w oczach..Choćby tak myślał powinien mnie pocieszyć... Wystarczy, że sama się przez to dołuję.. Jak on przy 1-szej próbie wysiadł, nie miałam do niego pretensji,a w duszy szkoda mi było strasznie... A teraz jak mnie bolało i czasem stopowałam, to on jeszcze wrzuca pretensjonalny ton. Bo to nie jego bolało :( Poza tym umawiałam się, że chcę wiedzieć jak będzie "coś próbował" a nie tak znienacka... A on i tak czasami tak robi.. Nieraz niby dla żartu coś tam próbuje... wtedy to już mnie wyprowadza tym z równowagi... M-ąc temu na wyjeździe na weekend umówiliśmy się na zbliżenie "takie jak zwykle" bez żadnych prób. Fakt, że był on trochę wypity i jak przyszło co do czego to zaczął próbować "wkładać" więc się pytam, co ty robisz, a on się tylko głupio uśmiechnął... Miałam ochotę wstać i wyjść, ale były jego urodziny i już nie chciałam robić mu przykrości w taki dzień... Eh :(
  • 28.06.11, 20:38
    jarzebinka1984 napisała:

    Poza tym umawiałam się, że chcę wiedzie
    > ć jak będzie "coś próbował" a nie tak znienacka... A on i tak czasami tak robi.
    > . Nieraz niby dla żartu coś tam próbuje... wtedy to już mnie wyprowadza tym z r
    > ównowagi...

    Ale dlaczego nie chcesz " tak znienacka" ? Czego się boisz- nagłego bólu?
    Może właśnie tak byłoby dla Ciebie najlepiej. Stałoby się szybciej zanim Ty byś się zdążyła zestresować i spiąć.
  • 29.06.11, 14:35
    Bo jak się wystraszę to mogę się spiąć jeszcze bardziej...
  • 29.06.11, 23:36
    jarzebinka1984 napisała:
    > Rozmawiałam z nim o tym po 2-iej nieudanej próbie.. Cały dzień byłam zdołowana
    > i leżałam w łóżku.. Trochę się dopytywał o co chodzi i w końcu doszło do rozmow
    > y.Nagromadziły się wtedy też inne sprawy, ale powiedziałam mu też, że jest mi p
    > rzykro kiedy robi "miny" podczas prób, albo jak pytam "ciężki ze mnie przypadek
    > , co?" a ona na to: "nooo".. Miałam wtedy łzy w oczach..Choćby tak myślał powin
    > ien mnie pocieszyć... Wystarczy, że sama się przez to dołuję.. Jak on przy 1-sz
    > ej próbie wysiadł, nie miałam do niego pretensji,a w duszy szkoda mi było stras
    > znie... A teraz jak mnie bolało i czasem stopowałam, to on jeszcze wrzuca prete
    > nsjonalny ton. Bo to nie jego bolało :( Poza tym umawiałam się, że chcę wiedzie
    > ć jak będzie "coś próbował" a nie tak znienacka... A on i tak czasami tak robi.
    > . Nieraz niby dla żartu coś tam próbuje... wtedy to już mnie wyprowadza tym z r
    > ównowagi... M-ąc temu na wyjeździe na weekend umówiliśmy się na zbliżenie "taki
    > e jak zwykle" bez żadnych prób. Fakt, że był on trochę wypity i jak przyszło co
    > do czego to zaczął próbować "wkładać" więc się pytam, co ty robisz, a on się t
    > ylko głupio uśmiechnął... Miałam ochotę wstać i wyjść, ale były jego urodziny i
    > już nie chciałam robić mu przykrości w taki dzień... Eh :(

    To strasznie przykre co piszesz, bo on.. nie dość, ze.. traktuje cie instrumentalnie miejscami, to jeszcze nie chce o problemie orzmwiac, jakbys byla maszyna, do ktroej on musi znalezc instrukcje obslugi. Jest to niepokojące, bo problem wymaga 9u ciebie) duuzej wrazliwosci, wyczucia i taktu, a tutaj on podchodzi jak z lomem. Najgorsze jest to, ze, ze FIZYCZNIE probuje towje cialo rozbroic, co z seksem nie ma nic wspolnego........
  • 30.06.11, 00:50
    Facet czekał grzecznie przez 6 lat, bo autorka miała schizę ciążową do kwadratu. Ożenił się, autorka ma nadal poważne zahamowania, pozwoliła na dwie próby w ciągu czterech miesięcy, spina się i zadaje kretyńskie pytania oraz wywija się jak piskorz, gdy mąż próbuje coś zainicjować, sama wprost pisze w pierwszym poście, że nie ma ochoty na zbliżenia bo "mąż będzie TEGO chciał". Nie współpracuje, nie zachęca, zaciska nogi a potem ma żal, że mąż minę zrobił. Moim zdaniem, to ten mąż jest święty - inny by sobie już dawno dał spokój, ewentualnie upił żonę i zrobił co należy względnie wkurzył się do nieprzytomności i użył wprost szantażu/przymusu/przemocy. Autorko - doceń egzemplarz który Ci się trafił, skończ te żale pod adresem jego zachowania, zaciśnij ząbki i zacznij współpracować, pomysłów na rozwiązanie sytuacji już w tym wątku dostałaś powyżej nosa i nie ma co dłużej rezonować, nikt Ci tu nie będzie doradzał jak przez nakłonić męża, żeby przez najbliższych 60 lat obył się bez penetracji.

    Dla mnie w ogóle nie do ogarnięcia jest co młode małżeństwo miało do roboty przez 120 wspólnych wieczorów, że próby penetracji były tylko dwie. Oglądanie M jak Mdłości? Zero pociągu? Zero ciekawości, zero ambicji, że oto my, para, małżeństwo, kochamy się i mamy razem, przed sobą wyzwanie, górkę do pokonania, a jak ją pokonamy to nas zbliży? Czarno to widzę...
  • 28.06.11, 14:10
    Witajcie ponownie! Co do antykoncepcji to stosuję ją od paru m-cy. U ginekologa - powtarzam - też byłam. Co do motylków w brzuchu to tak jak pisałam były one na początku. Jeśli wy po tylu latach związku ciągle takie motylki czujecie no to faktycznie pozazdrościć.. Widując się w młodości (używam słowa "młodość" w tym wypadku jako czas gdy byliśmy chłopakiem i dziewczyną - a nie z przyczyn postrzegania siebie jako staruszki - jak to ktoś napisał) spotykaliśmy się co parę dni,była to największa rozrywka, spotkać się, pogadać, wyjść gdzieś razem.. Wtedy człowiek widzi wszystko kolorowo... Natomiast po jakimś czasie, zwłaszcza mieszkając ze sobą, będąc po ślubie - wchodzi w życie rutyna. Życie stało się dość monotonne i przede wszystkim dostrzega się wiele wad w partnerze... I motylki z brzucha po prostu odlatują do innych "zakochańców"...

    Odnośnie wypowiedzi:
    "W ogole niechetny i beznamietny sposob w jaki piszesz o swoim zwiazku, o swoim facecie i jego atrybutach sprawia wrazenie jakby chodzilo od poczatku do konca o obmierzly malzenski obowiazek : "zblizenia", "przyrodzenie", "para jestesmy od 6 lat"(sugeruje ze zostalicie jakos sztucznie sparowani). Wieje z tego jakims zatechlym chlodem, rodem najprawdopodobniej z zakrystii, ale to juz Wasza sprawa, nie wnikam."

    Zawsze miałam zamiłowania humanistyczne i pisząc o tych sprawach na forum z szacunki do wszystkich czytelników staram się używać bardziej kulturalnych określeń.. Nie wiem co jest złego w określeniu, iż jesteśmy parą od 6 lat - i zapewniam, że nie zostaliśmy sztucznie sparowani, a większość ludzie, z którymi mam kontakt określają się właśnie w taki sposób.. Że są paru od X czasu..

    Do glamourous - piszesz, że Tobie też zajęło kilka m-cy utracenie dziewictwa i że nie miałaś spinki, że to po ślubie i musisz tu i teraz.. Każdy człowiek ma inne podejście. Ja na twoim miejscu miałabym spinkę, że jestem jeszcze dzieckiem i co będzie jak zajdę z tym gościem, który pewnie do dojrzałych też nie należał (oszacowując podobnie wiek) w ciążę. Wiem, że jest XXI wiek i jest mnóstwo metod.. Zresztą sami je stosujemy.. Ale chyba każdy wie, że nie ma 100% metody. Tylko szklanka wody "zamiast". I znam kilka przypadków takich "antykoncepcyjnych wpadek". I może byście powiedzieli trudno, zdarza się. Jak się kochacie dacie radę. Ale dla mnie byłby to koniec świata..

    temat naprawdę nie jest łatwy.. Radzicie "długi seans lizanka przed". Zapewniam, że to również u nas jest. Ale zbyt długie pieszczoty doprowadzają mnie albo do orgazmu i nie mogę już wytrzymać, albo do przekrwienia narządów i później pieszczoty sprawiają mi ból i o orgazmie można zapomnieć..
  • 28.06.11, 14:26
    A probowalas sie onanizowac?
  • 28.06.11, 14:28
    km1957 napisał:

    > A probowalas sie onanizowac?

    tak
  • 28.06.11, 14:51
    czytalas moj wcześniejszy post? zadalam pare pytań..
    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,126497793,126512586,Re_mlode_malzenstwo_a_1_ego_razu_brak.html

  • 28.06.11, 16:07
    jarzebinka1984 napisała:

    > km1957 napisał:
    >
    > > A probowalas sie onanizowac?
    >
    > tak

    I co - udalo Cie sie doprowadzic do orgazmu? Poznalas dzieki temu choc troche lepiej swoje cialo?
  • 28.06.11, 18:39
    Tak, zawsze mam w ten sposób orgazm. Ale to wszystko poprzez stymulację łechtaczki.
  • 29.06.11, 08:47
    jarzebinka1984 napisała:

    > Tak, zawsze mam w ten sposób orgazm. Ale to wszystko poprzez stymulację łechtac
    > zki.

    A probowalas z wibratorem? Moze w ten sposob sprawdzisz, czy Twoja reakcja ma podloze fizyczne (anaomiczne), czy problem lezy w psychice. Mnie to pomoglo, ale swojego Ci nie pozycze - czasami jest w uzyciu :)

    Moze zwroc(cie) sie do lekarza seksuologa?
  • 29.06.11, 14:46
    Jak bym chciała wibrator to już wolałabym z mężem spróbować.. Mnie w ogóle nie ciągnie do takiej penetracji..Po co mi to?
  • 29.06.11, 16:54
    jarzebinka1984 napisała:

    > Jak bym chciała wibrator to już wolałabym z mężem spróbować.. Mnie w ogóle nie
    > ciągnie do takiej penetracji..Po co mi to?

    Zeby sie bez stresu przekonac, czy bol, o ktorym piszesz ma podloze biolgiczne czy psychiczne. Podejrzewam ze przed kazda proba kontaktu z mezem podswiadomie pojawia sie strach, ze znowu sie nie uda i w ten sposob wpedzacie sie w bledne kolo. Strach ten bedzie sie coraz bardziej potegowal po kazdej nieudanej probie, az w koncu nie bedziecie (nie bedziesz) w stanie w ogole podjac wspolzycia.

    Wibrator nie "zamiast", tylko jako "narzedzie" pomagajace zbadac sama siebie. Potem mozesz go wyrzucic do kosza. I nie musisz mowic o tym mezowi. On juz i tak jest wystarczajaco zestresowany.
  • 28.06.11, 15:31
    Napisałaś: Temat nie jest łatwy

    Dokładnie. Żyjemy w szczególnych czasach. Macierzyństwo jest heroizmem: kobietę wywalają z pracy, jak nie ma wsparcia w rodzinie to naprawdę lęk przed ciążą, przez seksem można odczytać jako zdrowy instynkt samozachowawczy. Niechęć do seksu i do rozmnażania się w trudnych czasach

    Nie ma jednej odpowiedzi. Nie ma jednej drogi. Trzeba wybrać to, co się naprawdę chce. Droga dobra dla jednych nie będzie drogą dla drugich

    Taka dyskusja na forum pozwala wstrząsnąć sytuacją. Nagle możesz dostrzec coś więcej, łatwiej wybrać, co można jeszcze zrobić

    Wiele osób się oburza. Ale Wasz problem to po prostu Wasz problem.
    U niejednej pary pierwszy raz też jest "rozłożony na raty". Też trwa po kilka miesięcy. Różnica taka, że ich wspomnienia są cudowne a Twoje bee
    I o to nastawienie chodzi. A nie o to, ile miesięcy Wam to zajmie
  • 28.06.11, 17:37
    Słuchaj, Ty się nadal tej ciąży boisz, prawda? Pisałaś gdzieś tam wcześniej, że nie lubisz dzieci i nie chcesz ich mieć w najbliższym czasie. Jak to wszystko odbierasz w tej chwili? Bo przecież skuteczność antykoncepcji się przez ostatnie 6 lat nie zmieniła, skoro wtedy jej nie ufałaś, to teraz chyba też, prawda?

    Oczywiście masz prawo nie potrzebować seksu (zbyt często, jak sama twierdzisz), nie każdy musi. Tylko najpierw trzeba spróbować ;) I, niestety, odniosłam wrażenie, że to (skoro wykluczyliśmy problemy ze wzwodem Twojego męża) jest w dużym stopniu problem w Twojej głowie plus podejście małżonka (miny, obrażanie), które tylko pogarsza sytuację. Wydaje się, że się seksu zwyczajnie boisz. Rady, abyś się przeszła do seksuologa/psychologa wydają się być nie głupim rozwiązaniem. Jak bym przynajmniej tak zrobiła. No bo w sumie zaszkodzić nie zaszkodzi, a może pomoże?

    I jeszcze tak mi się nasunęło... jesteś mężatką od 4 miesięcy... a jakoś tak wieje chłodem z tego związku.... Wiesz, ja też jestem w związku od 6 lat, mężatką od 2... mieszkamy razem od 5 lat, i oczywiście były wzloty i upadki, kłótnie i radości, kłopoty finansowe, ileś przeprowadzek, a jakoś nie patrzę na to jako monotonię i rutynę. Mój mąż ciągle potrafi mnie czymś zaskoczyć (na przykład tym, że złożył pranie bez ileśkrotnego przypominania ;)) i w ogóle jest fajnie, czasem nam się nie chce kochać, bo jesteśmy zmęczeni, czasem kochamy się kilka razy dziennie. A od Ciebie bije smutek i przygnębienie. Ktoś trafnie napisał, że sprawiasz wrażenie 20letniego stażu, a nie szczęśliwej świeżo upieczonej mężatki...

    Po kolejne, jeśli nie nauczycie się rozmawiać, to kiepsko to widzę. Bo to co piszesz (o tym obrażaniu, o tym unikaniu przez męża tematu) jest przerażające. Tak się nie da na dłuższą metę.

    Co do pierwszego razu i bólu - well... no boli ;) Przynajmniej większą część populacji kobiet :) Mniej mój w końcu przytrzymał znienacka (bo mu kilka razy uciekłam biodrami przy próbie wchodzenia) i gdyby nie to, to pewnie też mielibyśmy kilka pierwszych prób. I nie pamiętam, żeby były fajerwerki, w życiu, tego trzeba się nauczyć ;), ale pamiętam, że to było takie niesamowicie cudowne, być razem, czuć się, zasnąć razem, jakby w końcu wszystko inne dominowało, a nie to, że boli. A bolało i dzień później, i dwa, a potem się zagoiło i zaczęło być super ;) Tak to działa.
    --
    [url=http://www.narnia.ovh.org/ksiazki/postacie.php?id=blotosmetek]Błotosmętek[/url] to pewien pesymistycznie patrzący na świat błotowij-zrzęda.
    Czasami jestem dokładnie taka jak on...
  • 28.06.11, 18:00
    Też mi się wydaje, że seksuolog/psycholog to jedyna opcja.
    Może poza "wypić 3 lampki wina, zamknąć oczy, rozłożyć nóżki i myśleć o Anglii", ale to zdaje się już w tym momencie mało wykonalne.

    Kontynuowanie prób w dotychczasowej formie na bank doprowadzi męża do zaburzeń wzwodu a żonę przyprawi o blokady seksualne i ugruntowanie złych skojarzeń związanych z seksem - i wtedy to dopiero seksuolog będzie miał co odkręcać.
  • 28.06.11, 18:33
    Otoz. I jeszcze przydaloby sie, zeby ta zona w trakcie zamknela buziunie na klodeczke a nie zadawala glupawe pytania a potem sie obrazala na reakcje meza.
    I jak juz do tego pierwszego razu dojdzie a facet skonczy w minute, co jest dosc prawdopodobne, niech tez trzyma buzie na klodke i sie nie zniecheca, bo to dosc normalne u mlodego faceta, ktory marzy o tym, zeby w koncu sie tam wsunac i jest niezle napalony. Co nie znaczy, ze tak bedzie zawsze, tzn. z tym szybkim konczeniem.
  • 28.06.11, 18:47
    Tak jak pisałam,przy pierwszej próbie mimo iż nie wyszło z jego winy - słowem nie skomentowałam sytuacji i tym bardziej nie komentowałabym jego kończenia w minutę.. Wiem, że tak może być... Ale druga próba była już naprawdę męcząca dla nas obojga, dlatego jakoś tak odruchowo z tego załamania spytałam o ten ciężki przypadek (mnie)..
  • 28.06.11, 18:44
    Nie, ciąży póki co nie chcę. Antykoncepcji staram się ufać. Nie mam już takiego fioła na tym punkcie. Tabletki + prezerwatywy przekonują mnie.. A nawet gdyby to jestem już po ślubie, więc tragedii by nie było.. chociaż wewnętrznie dla mnie samej na pewno pewnego rodzaju by była..
  • 28.06.11, 18:54
    Idź do lekarza niech Cię rozdziewiczy. Wtedy jeden problem będziesz miała z głowy.
    A mężowi powiedz, że ma wejść w Ciebie nie zważając na Twoje syki, jęki czy inne odgłosy.
    I nie nastawiaj się, że za pierwszym, drugim czy trzecim razem będzie fajnie tylko, że masz zadanie do wykonania. No bo chyba zdajesz sobie sprawę, że małżeństwo to również seks?

  • 28.06.11, 21:10
    Tutaj napisałaś dość istotną rzecz - miewasz orgazm.
    Więc potrafisz się rozbudzić. Podejrzewam, że to rozbudzenie natychmiast mija (blokada) w momencie próby penetracji członkiem.

    Myślę, że tutaj nie mamy co dywagować, lecz odesłać Ciebie (lub Was) do specjalisty, który podpowie Ci terapię co robić by ta blokada psychiczna znikła. Może wystarczą rozmowy, a może jakieś farmaceutyki.

    Fakt, że możecie próbować na własną rękę "porady babci zielarki" typu alkohol, trawka itp. Ale każda kolejna nieudana próba będzie powodowała narastanie blokady i coraz trudniejszą terapię.
    Więc nie marnujcie czasu i zdecyduj się na terapię, by "zdjąć" tą psychiczną blokadę.
  • 28.06.11, 22:23
    IMO zamiast terapi przydałoby się większe zdecydowanie partnera.
    --
    Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice. Optymista twierdzi, że nie, ale ma nadzieję.
  • 28.06.11, 23:08
    Tylko, że do tego potrzeba potrzeba ruchacza a nie księdza zabierającego się do zakonnicy...

    ...zresztą co by to pomogło? Panna, sorry - Pani 'straciła by dziewictwo', przypudrowała by swój status mężatki a fobię do seksu z penetracją jak ma tak i by miała. Seksuolog i tyle.

    --
    Songo3000 - wredny feminista
  • 01.07.11, 03:23
    Nigdy nie zrozumiem idei stosowania tabletek i prezerwatyw jednocześnie ze stałym partnerek. Tabletki chronią Cię. Ja współżyję od 16, 17 roku życia, zażywałam tabletki przez większość tego czasu i nigdy nawet schizy nie miałam, że w ciąży jestem. Po odstawieniu tabletek okres jak w zegarku, hormony idealne, więc płodna jak dorodna maciora też jestem. ;) Tabletki DZIAŁAJĄ. Ludzie wpadają na nich, bo czegoś nie wiedzą, wyrzygają, źle zażyją, połączą z lekiem obniżającym działanie. Wrzuć na luz i postaraj się pozbyć tych schiz, nie ułatwiają zrelaksowania. :)
  • 28.06.11, 23:09
    jarzebinka1984 napisała:

    > Do glamourous - piszesz, że Tobie też zajęło kilka m-cy utracenie dziewictwa i
    > że nie miałaś spinki, że to po ślubie i musisz tu i teraz.. Każdy człowiek ma i
    > nne podejście. Ja na twoim miejscu miałabym spinkę, że jestem jeszcze dzieckiem
    > i co będzie jak zajdę z tym gościem,

    Pewnie, ze mialam spinke. Jak kazda nastolatka, ktora sensu zycia nie widzi wylacznie w mezu i dzieciach. Strasznie sie balam ciazy, bo nie od razu jechalam na pigulkach i co miesiac dostawalam niemal spazmow pt. dostane okresu czy moze nie. Nawiasem mowiac, moj owczesny chlopak byl o niebo dojrzalszy ode mnie i on akurat by pewnie sprostal sytuacji gdyby cos sie przydarzylo. Ale ja bym nie sprostala. Matura, studia w planach i kompletny brak instynktu macierzynskiego - dla mnie to rowniez bylby ogromny dramat, rowniez zawalilby mi sie swiat, a rodzice rwaliby sobie wlosy z glowy. ALE JEDNAK nie do pomyslenia bylo dla mnie wtedy odmawiac sobie seksu z powodu strachu przed ciaza. Nie wyobrazalam sobie ascezy, czy jechania tylko na seksie oralnym tak w nieskonczonosc. Nie bylo zupelnie takiej mozliwosci, bo po prostu potrzebowalam normalnego bzykania. Notabene przez ROK od poznania sie do momentu utraty przeze mnie dziewictwa uprawialismy tylko seks oralny (oraz inne formy aktywnosci oczywiscie) i pamietam ze mialam juz strasznie dooooosyc tej sytuacji i nie moglam sie doczekac penetracji. Pomimo strachu przed ciaza. Mialam po prostu przemozna potrzebe, zeby poczuc faceta w sobie i ta potrzeba byla silniejsza niz lęk przed wpadka, na zapobiezenie ktorej przeciez zawsze sa JAKIES TAM sposoby. Nie wyobrazam sobie tak czekac przez 6 lat i cokolwiek nie powiesz, to nie jest normalne podejscie do sprawy.
    Jak sie chce to mozna, powtarzam raz jeszcze. I w zwiazku z tym zgadzam sie z przedmowcami, ze u Ciebie ten strach przed seksem na glebsze podloze. Moze (zbyt) slabe libido, moze podswiadomy brak akceptacji partnera (pomimo swiadomego przeswiadczenia, ze sie "kocha"), moze jakies inne blokady, nie wiem. Dlatego rowniez doradzalabym wizyte u seksuologa, zeby sie choc z grubsza dowiedziec co w trawie piszczy.


    --
    Kiedy wszystko układa się naprawdę źle, należy odnaleźć w swym sercu
    Najwyższą Formę Akceptacji Stanu Rzeczy, która brzmi Pies to je*** (by forum)
  • 29.06.11, 14:41
    No właśnie, sama piszesz, że gdybyś wtedy zaszła w ciążę nie sprostałabyś temu... Akurat wszystko dobrze się potoczyło.. ale sama piszesz, że co m-c dostawałaś spazmów.. Poza tym wszędzie piszą, że aby rozpocząć współżycie, należy być gotowym na wszelkie jego konsekwencje (w tym: dzieci!!) i wtedy można mówić o dojrzałości i odpowiedzialności. A czy dojrzałbym jest gzić się w wieku 17 lat, nie stosować tabletek i liczyć z m-ca na m-c, że się dostanie okres?
    Widzisz piszesz, że ty akurat potrzebowałaś "bzykania".. Mnie wystarczały nasze zbliżenia. Najprzyjemniejsze są dla mnie pieszczoty "zewnętrzne", czyli łechtaczka,wzgórek itd. Wchodzenie w głąb nie sprawia mi już takiej przyjemności,nie wywołuje orgazmu, a czasem wręcz boli...

  • 29.06.11, 15:44
    Nakręcasz się pisząc któryś raz "co by było gdyby dawno temu". Dziwnie brzmią teksty o zajściu w ciąże wieku 17 lat, określaniu tego wręcz jako "gzić się" skoro sama masz 10 lat więcej, ba, nawet mając te 17 lat nie byłaś z chłopakiem, a obecnie mężem!. Rady podane na forum są proste: skontaktuj się z seksuologiem, dowiedz się o co chodzi z samą sobą bo bez powodu nie rozpoczęłabyś tego wątku. A przy okazji, problemem dla Ciebie jest to że mąż chce penetracji a Ciebie to nie kręci?, czy może chciałabyś spróbować ale się boisz?


    > No właśnie, sama piszesz, że gdybyś wtedy zaszła w ciążę nie sprostałabyś temu.
    > .. Akurat wszystko dobrze się potoczyło.. ale sama piszesz, że co m-c dostawała
    > ś spazmów.. Poza tym wszędzie piszą, że aby rozpocząć współżycie, należy być go
    > towym na wszelkie jego konsekwencje (w tym: dzieci!!) i wtedy można mówić o doj
    > rzałości i odpowiedzialności. A czy dojrzałbym jest gzić się w wieku 17 lat, ni
    > e stosować tabletek i liczyć z m-ca na m-c, że się dostanie okres?
    > Widzisz piszesz, że ty akurat potrzebowałaś "bzykania".. Mnie wystarczały nasze
    > zbliżenia. Najprzyjemniejsze są dla mnie pieszczoty "zewnętrzne", czyli łechta
    > czka,wzgórek itd. Wchodzenie w głąb nie sprawia mi już takiej przyjemności,nie
    > wywołuje orgazmu, a czasem wręcz boli...
    >
    --
    www.explosm.net/db/files/Comics/Rob/objectaphilia.png
  • 29.06.11, 15:52
    A i przypomniało mi się, jak sama miałam te 18 lat i zaczęłam "gzić się" ;) to początki były nieciekawe, pierwszy raz wręcz fatalny - chłopak się mocno zestresował i faktycznie trzeba było pozycji na pieska żeby doszło do czegokolwiek. I bolało, nie było motylków i reszty tych bajek. Później też nie było rewelacyjnie, bolało ciągle to poszłam do ginekologa zapytać czy wszystko ok, a ona powiedziała wprost: trzeba ćwiczyć. To się zastosowaliśmy do poleceń :) I tak krok po kroku nauczyłam się czerpać coraz większą satysfakcje ze współżycia, tyle że ja od początku wiedziałam, że lubię "ten sport"
    --
    www.explosm.net/db/files/Comics/Rob/objectaphilia.png

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.