Przelotne znajomości Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • W związku z wątkiem obok pytanie do Pań: czy zdarzyły się Wam przelotne znajomości, czy to jednonocne, czy to trochę dłuższe, jednakże nastawione wyłącznie na seks i bez perspektywy tworzenia związku? Jeśli tak, czy były wynikiem manipulacji ze strony faceta?
    • Coż za wścibskie pytanie:)....
      Myślę, że praktycznie żadna kobieta Ci na nie nie odpowie, z doświadczenia wiem, że o takich rzeczach to kobiety rozmawiają albo z najbliższymi przyjaciółkami albo z koleżankami po alkoholu....:)
      Z autopsji natomiast Ci powiem, że takie jak to określiłeś ,,jednonocne" spotkania mają bardzo różne żródła,czasem rzeczywiście jest to manipulacją faceta(wykorzystująca jakieś kobiece złudzenia), czasem oboje wolnych ludzi ma ochote tylko na seks bez zobowiązań, czasem ludzie w związkach również decyduje się na taką przygodę ,,poza swoim związkiem"(małżeństwem)....Powodów jest chyba multum.Twoje pytanie z podtekstem o ,,manipulacji faceta" wydaje mi się sugerować, jakbyś ,,obwiniał" wyłącznie meżczyzn o ten stan rzeczy(nie wiem czy ,,obwiniając" potępiasz ich bo to zupełnie dwie różne sprawy)....ale uwierz mi w dzisiejszych czasach bardzo często to kobiety inicjują takie ,,jednonocne" znajomości....kobiety są wyemancypowane i same już decydują o tych sprawach:)
    • W czasach singlowskich, nieraz. Klasyczne one-night-stand, kilkurazowe spotkania w celach wiadomych i nieco dluzsze czasoumilacze - dysponuje pelnym spektrum.

      > Jeśli tak, czy były wynikiem manipulacji ze strony faceta?

      Nie podejrzewam. W kilku przypadkach panowie, mimo wczesniejszych ustalen (luzna znajomosc, bez zobowiazan) okazywali sie bardzo, hmm, prozwiazkowi. Ale manipulacja bym tego nie okresila.


      --
      Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
    • Ta, dwukrotnie. W mojej skali przelotnie = 2-3 miesiace, z zalozeniem ze zadnego zwiazku z tego nie ma i nie bedzie, nikt nikogo za reke nie trzyma.

      Okazaly sie bezwiedna manipulacja z mojej strony, obaj faceci przyjeli z duzym zaskoczeniem informacje ze ja to wszystko mowilam SERIO. Nieprzyjemne uczucie, nie chcialam skrzywdzic, a wyszlo jak wyszlo.
      • No to widać partnerzy mieli problem ze słuchaniem ze zrozumieniem lub Ty miałaś problem z jasnym przekazaniem komunikatu:)dopuszczam też możliwość, iż udana relacja seksualna nijako ,,przyćmiła" Twój przekaz i ktoś zaczął sobie robić nadzieję.
    • Lol, zdałem sobie sprawę po wysłaniu jak to pytanie brzmi :).
      A chodzi mi o to:
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,126865312,126865312,Uwodziciele_manipulatorzy.html
      wiele osób stosuje do uwodzenia retorykę manipulacji - kobieta nie idzie do łóżka z własnej woli, tylko się ją tam *zaciąga* podstępem, a jak już biedna da się zaciągnąć, to tylko w nadziei związku, najlepiej małżeństwa. Tak oczywiście nie jest, ale wiele osób się tej retoryki trzyma, więc chciałem mieć czarno na białym, że istnieje (i jest powszechne) takie zjawisko jak kobieta idąca z mężczyzną do łóżka, nastawiona wyłacznie na seks i to z własnej niezmanipulowanej woli. Fakt, że pytanie mogłem nieco zgrabniej ubrać w słowa :).
      • yoric napisał:
        wiele osób stosuje do uwodzenia retorykę manipulacji - kobieta nie idzie do łóżka z własnej woli, tylko się ją tam *zaciąga* podstępem, a jak już biedna da się zaciągnąć, to tylko w nadziei związku, najlepiej małżeństwa. Tak oczywiście nie jest,'

        acha, bo Ty tak twierdzisz że tak nie jest , to znaczy, że tak nie jest- i jest to oczywiste ;)

        'wiele osób się tej retoryki trzyma, więc chciałem mieć czarno na b
        > iałym, że istnieje (i jest powszechne) takie zjawisko jak kobieta idąca z mężcz
        > yzną do łóżka, nastawiona wyłacznie na seks i to z własnej niezmanipulowanej wo
        > li. '

        oczywiście, ze tak bywa że nikt nie manipuluje, a kobieta szuka relacji czysto seksualnej.

        A czego to dowodzi w temacie o manipulantach?

        Jeszcze 5 wątków wokół tego tematu załóż, bo dwa to za mało, do skutecznego zaklinania rzeczywistości ;)))

        --
        "Mąż działa mi bez przerwy,
        raz na zmysły , raz na nerwy"
        Sztaudynger

      • yoric napisał:
        ,,więc chciałem mieć czarno na b
        > iałym, że istnieje (i jest powszechne) takie zjawisko jak kobieta idąca z mężcz
        > yzną do łóżka, nastawiona wyłacznie na seks i to z własnej niezmanipulowanej wo
        > li."

        jeśli to Cie uszczęśliwi..... to tak istnieje takie zjawisko dość powszechnie....powodzenia w poszukiwaniach:)
      • yoric napisał:
        > ę zaciągnąć, to tylko w nadziei związku, najlepiej małżeństwa. Tak oczywiście n
        > ie jest, ale wiele osób się tej retoryki trzyma, więc chciałem mieć czarno na b
        > iałym, że istnieje (i jest powszechne) takie zjawisko jak kobieta idąca z mężcz
        > yzną do łóżka, nastawiona wyłacznie na seks i to z własnej niezmanipulowanej wo
        > li.

        Yori, znam wiele przypadków kiedy kobieta idzie z mężczyzną do łóżka tylko i wyłącznie z nastawieniem na seks.
        Ale są to mężatki którym zależy na anonimowości i które nie chcą się tym chwalić :)
        Mam nawet znajomych co łowią takie chętne na chatach.
        • 18.07.11, 16:22
          są to mężatki którym zależy na anonimowości i które nie chcą się tym chwali
          > ć :)
          > Mam nawet znajomych co łowią takie chętne na chatach.'

          Czyli sa mysliwymi i szukają zdobyczy.
          Żeby je zlowić musza użyć przynęty, pułapki, broni.
          Kolejni manipulanci :)

          Nawet w powyższym użytym zwrocie językowym widać jakie to szczere i oparte na jasnym komunikacie: "szukam na seks", relacje to są.

          A nie lepiej napisać: mam znajomych, co kontaktują się z takimi chętnymi na seks mężatkami za pomocą chatu?


          pozdro!
          --
          Co do lenistwa mężczyzn, to fakt, ciągnie nas w odróżnieniu od kobiet potrzeba doświadczania pustki i niektórzy nazywają to "boskiego pierwiastka", do którego jest niezbędne wyciszenie i odizolowanie się. by urquhart
          • sisi_kecz napisała:
            > Czyli sa mysliwymi i szukają zdobyczy.
            > Żeby je zlowić musza użyć przynęty, pułapki, broni.
            > Kolejni manipulanci :) (...)
            > A nie lepiej napisać: mam znajomych, co kontaktują się z takimi chętnymi na sek
            > s mężatkami za pomocą chatu?

            No, nie wiem.
            Kobiety "sygnalizują" gotowość bycia "zdobyczą". Ale chętnych jest zwykle wielu, baby mogą grymasić. Facet musi się wykazać że to on jest tym najlepszym z tłumu chętnych, zwykle zapłacić za lunch, pokój hotelowy.
            Wybiera i tak ostatecznie baba, a facet ma satysfakcje ze wygrał rywalizację ...
            Inny temat czy zdobycz jest tego warta. O tym decyduje zwykle jedynie fotka :)
            • Ale chętnych jest zwykle wielu
              > , baby mogą grymasić. Facet musi się wykazać że to on jest tym najlepszym z tłu
              > mu chętnych, zwykle zapłacić za lunch, pokój hotelowy. '

              Czyli taki konkurs piękności, wydolności i wypłacalności dla panów.
              To niech nie gadają, że oni łowią- ale cóż... męskie ego ;)

              Inny temat czy zdobycz jest tego warta. O tym decyduje zwykle jedynie fotka :)'

              w życiu nie dałam swojej fotki.
              Jestem na to zbyt mało pewna siebie- nie zniosłabym poczucia, że za gębę odpadłam.
              Szlam na spotkanie i robiłam dobre pierwsze wrażenie, a jak nie pierwsze to drugie ;)

              Świetna strategia, bo jak już się men zatelepał do kawiarni, to zwykle machał ręka na kilka niezgodnych z preferencjami detali i brał to co było:)))


              --
              "Mąż działa mi bez przerwy,
              raz na zmysły , raz na nerwy"
              Sztaudynger
            • Tylko fotka? A co to, jakiś przymus jest spania z osobą, z którą się człowiek umówił?
              --
              Kiedy życie daje ci melony, zrób karierę w branży porno.
        • urquhart napisał:
          >
          > Yori, znam wiele przypadków kiedy kobieta idzie z mężczyzną do łóżka tylko i wy
          > łącznie z nastawieniem na seks.
          > Ale są to mężatki

          Oo, to ja mam męża...
          --
          Naród chce chleba i igrzysk, a dostaje wódkę i telewizję.
    • Tak, zdarzyło się i nie, nie było to efektem manipulacji i omamienia mnie przez faceta potencjalnym związkiem :)
    • Sisi, wybacz, że Ci nie odpowiem, bo nie bardzo jest na co. Musiałbym chyba napisać w rewanżu "acha, bo Ty tak twierdzisz że tak jest , to znaczy, że tak jest". Dyskusja na tym poziomie byłaby rozczarowująca.

      Urqu, Twoja pozycja jest reprezentatyna dla kilku osób na Forum - taka lekko w rozkroku, coś jak "nie jestem rasistą, ja nawet tych p... czarnuchów lubię".
      Jak widzisz opisany w pierwszym wpisie fenomen istnieje w przyrodzie. Kobiety przystają na świadomie krótkoterminowy seks bez związku o zgrozo z własnej woli i nie są to, jak sugrujesz, wyłącznie niezaspokojone mężatki ani naiwniary "głodne miłości z domu bo reszta jest podejrzliwa".
      Skoro nie są to także lesbijki, to znaczy, że robią to z facetami.

      Jaka jest Twoja ocena moralna tych facetów?
      • yoric napisał:

        > Sisi, wybacz, że Ci nie odpowiem, bo nie bardzo jest na co. Musiałbym chyba nap
        > isać w rewanżu "acha, bo Ty tak twierdzisz że tak jest , to znaczy, że tak jest.'

        Chyba w takim razie, nie zauważyłam , że tam gdzie napisałeś: "tak oczywiście nie jest"- to podparłeś się jakąś teorią, badaniem, statystyką i było na co merytorycznie odpisywać ;)

        Dyskusja na tym poziomie byłaby rozczarowująca.'

        byłaby? no niestety to już się stało.

        pozdro!
        --
        Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
        Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
        by Cejrowski
      • yoric napisał:
        > Jak widzisz opisany w pierwszym wpisie fenomen istnieje w przyrodzie. Kobiety p
        > rzystają na świadomie krótkoterminowy seks bez związku o zgrozo z własnej woli
        > i nie są to, jak sugrujesz, wyłącznie niezaspokojone mężatki ani naiwniary "gło
        > dne miłości z domu bo reszta jest podejrzliwa".

        No, nie wiem co sugeruję twoim zadaniem Yori, bo osobiście uznaję że rożne zjawiska istnieją komplementarnie i jedne nie zaprzeczają innym, ale jedne będą bardziej powszechne niż inne.
        Istnieją fenomeny, ale to jedynie właśnie poboczne prądy głównego nurtu.
        Cóż zawsze były dziewczyny takie chłopaczary chętne na seks i przygodę a nie zainteresowane związkiem. Ale właśnie były to nieliczne fenomeny, zwykle tępione i nielubiane, odrzucane, pogardzane przez ogół koleżanek. Dziś czytam tłumaczenie że to po prostu cechuje je wysoki testosteron, nietypowo wysoki dla kobiet.
        Akurat co do wabika w postaci uderzenia w potrzeby stałego związku to pamiętam z tych "cudownych" materiałów dla mistrzów podrywu. Ale generalnie wpisuje się to w teorię psychoewo o atrakcyjności seksualnej partnera krótko i długoterminowego innej dla kobiet w związku a innej dla wolnej która powinna być ci bliska i znana. Oczywiście że na mężatkę wabik będzie inny.

        > Jaka jest Twoja ocena moralna tych facetów?
        Sprecyzuj jakich facetów bo nie wynika dla mnie jednoznacznie z twojego pytania.
        • > Istnieją fenomeny, ale to jedynie właśnie poboczne prądy głównego nurtu.
          > Cóż zawsze były dziewczyny takie chłopaczary chętne na seks i przygodę a nie z
          > ainteresowane związkiem. Ale właśnie były to nieliczne fenomeny, zwykle tępione
          > i nielubiane, odrzucane, pogardzane przez ogół koleżanek. Dziś czytam tłumacze
          > nie że to po prostu cechuje je wysoki testosteron, nietypowo wysoki dla kobiet.

          Aaaaaaaaaaaa......... dżizas!!! :-O
          Urquharcie nasz kochany, wyjdź z getta, apeluję po raz kolejny. Wierz mi, dobiegając do dwudziestki lubiłam seks i nie byłam zainteresowana związkiem, który miałby być na całe życie. Mimo to, nie byłam tępiona przez koleżanki, odrzucana i pogardzana ;-D Powiem więcej: wśród moich koleżanek było dużo takich samych egzemplarzy. Pozostałe, skromniejsze w chuciach i ich realizacji dziewczęta, jakoś się z nami dogadywały. Zawiązywałyśmy przyjaźnie i w ogóle kwestia obyczajowa nie była jakoś szczególnie poruszająca i ekscytująca w tych koleżeńskich układach.
          Nie, nie byłyśmy szczególnie poszkodowane przez życie i nieobecnych/niedobrych tatusiów, nie puszczałyśmy się kompulsywnie próbując coś tam sobie zrekompensować i nie byłyśmy typami testosteronowymi (wręcz przeciwnie, typowe kobietki). Duże miasto, dobre liceum, co najmniej średni status materialny rodziców i takież wykształcenie. To było trzydzieści lat temu. Założyłyśmy rodziny i jesteśmy zacnymi, wiernymi i ciągle lubiącymi seks mężatkami. Mamy córki z dość podobnym podejściem do sprawy.
          Kwestię męskich, androgynicznych typów kobiet obgadam jeszcze kiedyś, bo temat ciekawy. Teraz spadam :-)

          --
          wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
          by wartość.energetyczna
          • aandzia43 napisała:
            > Urquharcie nasz kochany, wyjdź z getta, apeluję po raz kolejny. Wierz mi, dobie
            > gając do dwudziestki lubiłam seks i nie byłam zainteresowana związkiem, który m
            > iałby być na całe życie.

            Andzia, nie wiem czy ja byłem w gettcie czy ty byłaś w doborowym towarzystwie :)
            Ale ogólne ujęcia że seks jest walutą którą kobieta płaci żeby uzyskać coś innego a nie dla samego seksu (bliskość, zasoby, adoracja), dzięki temu że mamy zawsze duży deficyt seksu po kobiecej stronie są chyba konfabulacjami psychodycho którzy siedzą w podobnych gettach? :)
            • To, że w Twoim rozumieniu seks jest taką walutą, nie znaczy, że jest prawda jedyna i objawiona.

              Wierze, że jest wiele kręgów, w których kobiety seks limitują, w których obie płcie traktują go jako wartość przetargową i środek do trzymania mężczyzn w pacie. Tak jak są kręgi, w których bardzo wysoko cenione jest dziewictwo, a kobieta bez niego jest dobrem wybrakowanym.
              Są też kręgi, w których wartość faceta mierzy się pieniądzem i samochodem, w którym jeździ.

              Wierzę też, że jest możliwe wiele innych sposobów zbiorowego patrzenia na seks. Są dziewczęta chcące mieć nieco przyjemności w życiu, ale nie chcące idących za tych zobowiązań. Które nie postrzegają cnoty jako swej najwyższej wartości, którą trzeba strzec ponad wszystko.
              Które potrafią nawiązać inny sposób kontaktu z facetem niż handlowanie z nim seksem za inne dobra i usługi.
              Część z nich może być lekkomyślną wodą na młyn niektórym facetom, inne odnajdują się w towarzystwach o podobnym podejściu - może zepsutym i nadmiernie tolerancyjnym, ale czyniącym życie dużo bardziej przyjemnym i podniecającym, niż 'oczekiwanie na pana i zdobywcę'.

              Możesz powiedzieć, że to te z nadmiarem testosteronu. Z tym, że w świecie pełnym hormonów ladowanych do jedzenia, takich kobiet jest coraz więcej. Walecznych, agresywniejszych od koleżanek, ambitnych, lubiących sporty ekstremalne, mających pasje, niecierpliwych, porywczych, namiętnych, umiejących czytać mapę, odnajdujących się na kierunkach ścisłych. Tygrysic.
              Bo testosteron w damskim wydaniu to nie musi być wąs i kanciasta sylwetka.
              • po-trafie napisała:
                > To, że w Twoim rozumieniu seks jest taką walutą, nie znaczy, że jest prawda jed
                > yna i objawiona(...)

                Daj spokój, nie jest to dla mnie żadna prawda objawiona.
                A żeńskie towarzystwo zainteresowane seksem nie jako waluta wymienną mi się podoba i pasuje ale to fenomen i coś unikalnego i dlatego TU jestem :)

                Co do prawd objawionych możesz podyskutować z Sis która wybrała cytat z Graya sygnaturkę:
                "Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu"
                Albo z z lokalnym naczelnym akademickim polskim autorytetem w temacie miłości Wojciszke:
                "Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz. (...)"
                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,92783007,92783007,Zwiazek_to_wymiana_seksu_za_dobra_Wojciszke.html

                --
                – Panie Marszałku, a jaki program tej partii?
                – Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.
                (rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej)
                • > oba i pasuje ale to fenomen i coś unikalnego

                  Nie wiem jaka jest twoja granica fenomenu. Czy 1% kobiet ponizej 30 to fenomen? Czy 20% kobiet ponizej 30 to fenomen? Czy 2% kobiet ponizej 50tki w miastach wojewodzkich to bylby fenomen i unikat?

                  Zgodze sie, ze jest to mniejszosc. Zapewne zdecydowana mniejszosc, a nie taka o dlugosc pyska.
                  Ale nie jest to przypadek jeden na milion. Nie mam oczywiscie zadnych statystyk na podparcie tego twierdzenia, poza osobistym doswiadczeniem i przebywaniem w takim towarzystwie dosc dlugo, ale ciezko mi pogodzic sie z idea ze bylismy siedliskiem zla organizujacym nagie grille nad jeziorem jedynym na cala polske ;-)

                  Autorytety i literaci wypowiadajac sie w tonie generalizujacym wypowiadaja sie o wiekszosci. O najbardziej usrednionym modelu zachowan.
                • Ja nie byłam nigdy zainteresowana niezobowiązującym, jednorazowym seksem, a jednak nie uważam, że kobiety "płacą" seksem za inne, bardziej pożądane, dobra. Seks sam w sobie jest nagrodą, również dla kobiet , jedną z atrakcyjniejszych, jakie nas w życiu spotykają. Kobieta przywiązuje się do faceta, z którym jej dobrze w łóżku, czyż nie?
            • Nie odwracaj kota ogonem i nei wyjeżdżaj z psychodycho. Wyraźnie napisałeś:

              "Istnieją fenomeny, ale to jedynie właśnie poboczne prądy głównego nurtu.
              Cóż zawsze były dziewczyny takie chłopaczary chętne na seks i przygodę a nie zainteresowane związkiem. Ale właśnie były to nieliczne fenomeny, zwykle tępione i nielubiane, odrzucane, pogardzane przez ogół koleżanek. Dziś czytam tłumaczenie że to po prostu cechuje je wysoki testosteron, nietypowo wysoki dla kobiet."

              Mylisz pojęcia, wrzucasz do jednego wora kilka odrębnych zjawisk, a przede wszystkim zdajesz się udowadniać, że matryca klimatów z dzieciństwa i młodości jest niezniszczalna. Przewaliłeś tony książek, przeprowadziłeś rewolucję w swoim życiu i... nadal sądzisz, że kobiety lubiące seks dla seksu są jakimś przedziwnym, niezdrowym wyjątkiem. Po co ci ta cała przewertowana wiedza? Tylko po to, by na koniec po raz kolejny utwierdzić się w przekonaniu, że z tym seksem to ciężko chłopom, bo taka babska natura zawsze i wszędzie I TAK BYĆ MUSI? Konstytuujesz w ten sposób swój lajfstyl? Swoje problemy z dostępem do seksu (dość powszechne, fakt) ustawiasz na pozycji "nieuniknione" w normalnym świecie? Czym różnisz się od dziewiętnastowiecznych lekarzy, którzy dzielili kobiety na normalne, czyli czyste zmysłowo, kompletnie nie zainteresowane seksem i te nienormalne, czyli odczuwające znaczną przyjemność z pożycia?

              Seks jest walutą, którą kobieta CZĘSTO płaci za różne dobra. To, jak często, zależy od warunków zewnętrznych (restrykcyjne obyczaje, indoktrynacja religijna, czas głodu i zawieruchy) i od wewnętrznych (mikry temperament). Ponieważ od dawna mamy spokojne czasy dobrobytu i, póki co, możliwość olewania KK, kobiety mają okazję do uprawiania seksu dla seksu nie ponosząc przy tym przykrych konsekwencji ze strony środowiska i swojego sumienia. Jest ich dużo, a to, że nie zetknąłeś się z nimi w młodości nie świadczy o tym, że są odpadami popromiennymi i hormonalnymi dziwolągami. Ja np. nie jestem testosteronowa. Pisałam już nie raz: jestem bardzo typową kobietką. Nie lubię sportów, nie jestem rywalizacyjna, to, że umiem dodać dwa do dwóch to dziedzictwo genetyczne, nie testosteron, mam typowo babskie zainteresowania, rozczulam się nad zwierzaczkami i dziećmi, seks bardzo dobrze łączy mi się z miłością. Jest nas więcej. Nawet jeśli tobie nei pasuje to do schematu.

              --
              wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
              by wartość.energetyczna
              • aandzia43 napisała:
                >Ponieważ od dawna mamy spokojne czasy dobrobytu i, póki co, możliwość olewania KK, >kobiety mają okazję do uprawiania seksu dla seksu nie ponosząc przy tym przykrych >konsekwencji ze strony środowiska i swojego sumienia. Jest ich dużo, a to, że nie zetknąłeś >ię z nimi w młodości nie świadczy o tym, że są odpadami popromiennymi i hormonalnymi >dziwolągami.

                Istnieją. Ale jak dużo? Bo na pewno nie większość i to nie mainstream. Nie wiem po co to wałkować.

                > Nie odwracaj kota ogonem i nie wyjeżdżaj z psychodycho.

                Trzepnij taką przemowę na ematce lub życiu rodzinnym
                Wyśmieją Cię bez powoływania się nawet przy zerowej znajomości psychodycho.



                --
                – Panie Marszałku, a jaki program tej partii?
                – Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.
                (rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej)

                • > Istnieją. Ale jak dużo? Bo na pewno nie większość i to nie mainstream. Nie wiem
                  > po co to wałkować.

                  Po pierwsze: istnieją, całkiem ich dużo, a przede wszystkim nie są jakimś chorym kuriozum, co usiłujesz nam wmówić. Więc po to właśnie "wałkuję" niewygodny ci temat i wałkować będę. Po drugie: pewnie nie stanowią większości, ale jak dużo ich jest, to kwestia zbadania sprawy przy pomocy anonimowych ankiet na dużą skalę. Bardzo jestem ciekawa, ile kobiet w Polsce, nie zaniedbywanych, ceniących dyskrecję, mężatek, tylko wolnych, z otwartą przyłbicą idących przed siebie, ma "na sumieniu" seks uprawiany dla samej przyjemności uprawiania seksu, bez żadnej myśli o związku z partnerem.

                  --
                  wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
                  by wartość.energetyczna
                  • aandzia43 napisała:
                    > Po pierwsze: istnieją, całkiem ich dużo, a przede wszystkim nie są jakimś chory
                    > m kuriozum, co usiłujesz nam wmówić.

                    Fenomen czy poboczny nurt ma całkiem inny wydźwięk niż "chore kuriozum".
                    Ja nie użyłem deprecjonującego określenia co mi sugerujesz.

                    --
                    – Panie Marszałku, a jaki program tej partii?
                    – Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.
                    (rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej)
                    • "Istnieją fenomeny, ale to jedynie właśnie poboczne prądy głównego nurtu.
                      Cóż zawsze były dziewczyny takie chłopaczary chętne na seks i przygodę a nie zainteresowane związkiem. Ale właśnie były to nieliczne fenomeny, zwykle tępione i nielubiane, odrzucane, pogardzane przez ogół koleżanek. Dziś czytam tłumaczenie że to po prostu cechuje je wysoki testosteron, nietypowo wysoki dla kobiet"

                      A to niby co jest? Jaki jest wydźwięk twojej wypowiedzi? I to w dodatku w kontekście innych wypowiedzi? Nie deprecjonujący?
                      Kobiety uprawiające seks dla samego seksu nie są w obecnych czasach nurtem pobocznym. W dobie antykoncepcji, obyczajów takich, jakie mamy, samodzielności finansowej i życiowej wystarczy jako taki temperament, wychowanie poza KK lub przynajmniej bez jego silnego wpływu, by wyszedł nam produkt w postaci dziewczyny bawiącej się w seks dla seksu. Przynajmniej w jakichś momentach swojego życia. Nie trafiłeś na nie, bo nie taka była twoja droga życiowa, poza tym nie zostałeś zaprogramowany na zauważanie ich (ewentualnie na postrzeganie ich w kategorii "porządna kobieta"). Ale to tylko twoja optyka.
                      I jeszcze raz dorzucę: nie jest potrzebny wysoki poziom testosteronu u kobiety, by lubiła seks dla seksu.

                      --
                      wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
                      by wartość.energetyczna
                  • Interesująca z Ciebie kobieta andzia...

                • > > Nie odwracaj kota ogonem i nie wyjeżdżaj z psychodycho.
                  >
                  > Trzepnij taką przemowę na ematce lub życiu rodzinnym
                  > Wyśmieją Cię bez powoływania się nawet przy zerowej znajomości psychodycho.

                  Jaką przemowę? O tym, że kobiety chodzą do łóżka również z mężczyznami, z którymi nie planują związków? Bo nie bardzo kąsam.

                  --
                  wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
                  by wartość.energetyczna
        • > Ale właśnie były to nieliczne fenomeny, zwykle tępione (...)

          przykro mi ale to po prostu nieprawda i jak widzisz nawet tutaj dane empiryczne źle się obeszły z Twoim twierdzeniem.
          Reszta odpowiedzi na dole wątku.
        • urquhart napisał:

          > Istnieją fenomeny, ale to jedynie właśnie poboczne prądy głównego nurtu.
          > Cóż zawsze były dziewczyny takie chłopaczary chętne na seks i przygodę a nie z
          > ainteresowane związkiem. Ale właśnie były to nieliczne fenomeny, zwykle tępione
          > i nielubiane, odrzucane, pogardzane przez ogół koleżanek. Dziś czytam tłumacze
          > nie że to po prostu cechuje je wysoki testosteron, nietypowo wysoki dla kobiet.

          W dziwnym i bardzo specyficznym srodowisku zyjesz (zakladam, ze te wnioski wysnules z obserwacji wlasnych). I luz, kazdy zyje, jak lubi i obraca sie wsrod ludzi, z jakimi mu po drodze, ale pliz, nie uogolniaj.

          Zareczam Ci, ze istnieje w cholere kobiet lubiacych seks, czerpiacych z niego olbrzymia frajde, _na_pewnym_etapie_zycia_ absolutnie niezainteresowanych zwiazkami (co jednak nie kasuje apetytu na seks i checi jego uprawiania). Sluze przykladem wlasnym i z paru tuzinow moich kolezanek, przyjaciolek i znajomych.

          Teza o prostej koleracji miedzy podwyzszonym poziomem testosteronu i sporym temperamentem jest bardzo kuszaca, niestety, z d..y wyjeta. Polecam mniej pop-psycho, wiecej PubMedu i abstraktow publikacji tam indeksowanych.

          --
          Kebab na Jagiellońskiej zamieni cię rano w wahadłowiec Challenger - by pvek
    • Zdarzyły się jednonocne i jednonocne, które przeradzały się w dłuższe znajomości oparte na bzykanku, i jednonocne, które przeradzały się w związek. Były nastawione na przygodę, bez perspektywy tworzenia związku. No, poza jednym jedynym przypadkiem. Nie, to nie był późniejszy mąż ;-)
      Czy były wynikiem manipulacji ze strony faceta? Z całą pewnością w jednym przypadku tak. I nie żałuję, że zostałam zmanipulowana ;-) Co do reszty, to bliżej nie wiadomo. Chyba tyle samo było kombinowania zarówno z jednej, jak i z drugiej strony.

      --
      wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
      by wartość.energetyczna
      • A mąż wie o Twojej przeszłości? ;)
        • 1) a co masz na mysli mowiac o "przeszlosci"? ze dziewczyna miala wlasne zycie?
          2) po co mowic o przeszlosci jezeli z partnerem buduje sie przyszlosc, a wszystko co bylo w przeszlosci bylo tylko doswiadczeniem ktore pomoglo stac sie osoba ktora powiedzmy jej maz lubi teraz? O przeszlosci seksualnej nie powinno sie rozmawiac, bo to osobista sprawa.
          • A dla mnie to ważna sprawa i wolałbym wiedzieć
            • Mąż wie. Bez detali i liczb, ale pogląd na sprawę ma jasny. Nie przeszkadzało mu to i nie przeszkadza, a przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Nie jest i nie był patologicznie zazdrosny i podejrzliwy, wyciąga wnioski prawidłowo, więc po jakimś tam okresie obserwowania mnie w związku wyszło mu czarno na białym, że zdradzać raczej nie będę. No i tak sobie żyjemy bezstresowo, jeśli chodzi o ewentualne osoby trzecie.
              Poza tym nie ciągnie i nie ciągnęło go do dziewic, kobiet nieśmiałych czy zimnych. Naturalną koleją rzeczy wchodził w relacje z dziewczynami otwartymi na cielesne przyjemności.

              --
              wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
              by wartość.energetyczna
    • gdy poznalam swojego obecnego partnera nie szukalam owego. Uznalam ze fajnie bedziemy sie bawic w lozku, i taki byl moj plan. Z czasem jednak pojawilo sie miedzy nami uczucie i stworzylismy zwiazek.

      Nie bylo manipulacji, mysle ze jezeli kobieta idzie do lozka na trzeciej randce z facetem ktorego nie zna zbyt dobrze - to nie powinna sie spodziewac niczego poza seksem. Ale typ faceta jest zupelnie inny niz ci z tekstu o manipulatorach.
    • Na pierwsze pytanie tak. Na drugie nie.
      --
      Nie ma automatycznych drzwi, są ninja dżentelmeni.
    • Sisi, chyba spotkał mnie wątpliwy zaszczyt polegający na tym, że w tym wątku czytasz wyłącznie moje wpisy. Bo jeśli czytasz również inne, Twoje pytanie jest bez sensu. Twierdzę, że kobiety lubią seks dla seksu, same z siebie i bez manipulacji. Gdybyś nie zauważyła, większość wątku to wpisy Pań, które to potwierdzają. To co mam jeszcze 'podeprzeć'? One mają to jeszcze poświadczyć notarialnie czy jak?

      Urqu, pytałem jak oceniasz moralnie facetów, z którymi kobiety uprawiają seks dla seksu, bez wymagania związku, bez manipulacji i bez żalu. Jak oceniasz tych gości?

      I jak się domyślasz, pójdę krok dalej: czym różnią się tacy faceci od sprawnych uwodzicieli, z którymi kobiety uprawiają seks dla seksu, bez wymagania związku, bez manipulacji i bez żalu. Tych drugich potępiasz; jeśli tych pierwszych nie, to chciałbym wiedzieć dlaczego i na czym dokładnie polega różnica.
      • Ci pierwsi są jak ten czeski hipermarket:
        www.youtube.com/watch?v=wc2627vNXHs&feature=related
        --
        Jeśli wiesz, co robisz, możesz robić to, co chcesz. (MF)
      • yoric napisał:
        ,,jak się domyślasz, pójdę krok dalej: czym różnią się tacy faceci od sprawnych
        > uwodzicieli, z którymi kobiety uprawiają seks dla seksu, bez wymagania związku
        > , bez manipulacji i bez żalu. Tych drugich potępiasz; jeśli tych pierwszych nie
        > , to chciałbym wiedzieć dlaczego i na czym dokładnie polega różnica."

        Przepraszam, że odpowiadam na pytanie adresowane do Sisi, ale chciałbym się włączyć w dyskusję jesli nie macie nic przeciwko:)
        Zacznę od tych ,,manipulatorów" często chodzących na jakieś pseudokursy i szkolenia dotyczące uwodzenia. Przyjrzyjcie się tym "metodom", które są pchane do głowy kursantów(można poczytać na forach) są to dość prymitywne i prostackie zagrania wynikające głównie z psychologii ewolucyjnej.....kursanci na forach piszą,że są to metody generalnie dość skuteczne. Ja to widzę trochę tak....."prości"(nie mylić z prostackimi w pejoratywnym znaczeniu) meżczyźni uczą się jak "wyrwać" ,,proste"(również bez negatywnych konotacji)kobiety.......jeśli kobieta nabiera się na te ,,sztuczki" to pewnie jest w swej konstrukcji ,,prosta jak cep"....Nie rozumiem dlaczego jednak uważacie,że należałoby potępiać tych ,,prostych" facetów.....przecież kobiety też niemalże od maleńkości uczą się sztuki flirtu(oczywiście najczęściej instynktownie, nieświadomie) to przecież to samo....wszystko opiera się na zasadzie ,,jak by tu się najlepiej sprzedać", zresztą cały konsumpcyjny świat się na tym opiera począwszy od proszków do prania a na samochodach skończywszy:)

        Co do tych, którzy nie manipulują i idą do łóżka z "niemanipulowanymi, chętnymi kobietami" to już w ogóle nie widzę miejsca na negatywną refleksję moralną(oczywiście poza podejściem 3 wielkich monoteistycznych religii z ich etyką seksualną)możecie mi to wyjaśnić?:)

      • yoric napisał:

        > Sisi, chyba spotkał mnie wątpliwy zaszczyt polegający na tym, że w tym wątku cz
        > ytasz wyłącznie moje wpisy. Bo jeśli czytasz również inne, Twoje pytanie jest b
        > ez sensu.'

        Jakie pytanie?

        Czytam cały wątek i są tu 3,4 relacje kobiet, które "przygodny seks" uprawiały z faktu, że miały chęć na seks, a trafił się kolo, który nie musiał je na to żadnymi trikami uwodzenia namawiać.
        Panie te nie czuły sie zmanipulowane ani uwiedzione, gdyz nie odczuły żadnej szkody po tym jak po upojnej nocy wstał dzień, a po seksie nie nastapił związek.
        Nie szukały związku, nie oczekiwały dłuższej i głębszej relacji, nie widziały w tych panach bratniej duszy, tylko ładne ciało i sprawny "przyrząd męski" ;)

        Jeśli nawet 250 takich relacji tu zgromadzisz, to nadal nie będzie znaczyć, że:
        - nie ma przypadków, że kobiety są mamione przez uwodzicieli, wizją pozaseksualnej relacji, zaspokojenia ich pozaseksualnych potrzeb, podczas gdy prawdziwy cel tych panów to:dorwać sie do miodu. Kobiety te pozostają potem z poczuciem wykorzystania, nadużycia i zmanipulowania.
        - faceci szkolący sie na kursach uwodzenia (polecam def. słowa uwodzic), podrywania, itp. nie uczą sie manipulacji, czyli wywierania wpływu na kobietę w taki sposób, by nieświadomie i z własnej woli realizowała działania zaspokajające potrzeby, realizowała cele, podrywacza.
        Są to działanie nieetyczne.

        'To co mam jeszcze 'podeprzeć'? One mają to jeszcze poświadczyć notarialnie c
        > zy jak?'

        Nie wiem ,co jeszcze wymyślisz, aby udowadniać, że czarne jest białe, a szkolony podryw to nie manipulacja ;)))

        Ale czekam z NIEWATPLIWĄ ciekawością...

        ;)

        Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
        Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
        by Cejrowski
    • Ostatnio strasznie mocno zaskoczyła pewno konstatacja: dla religijnych z-nie-swojej-winy-rozwodników z okazyjnego seksu idzie się wyspowiadać, z trwałego pozostawania w udanym związku - nie. W ten sposób KK wykluczając w życia religijnego z-nie-swojej-winy-rozwodników pozostających w następnych związkach wymusza na nich bardziej woluntarystyczne podejście do spraw seksu. A przecież krew - nie woda - i swoich praw się domaga. Pewnie się później z tego spowiadają, ale za to przynajmniej mogą uczestniczyć w praktykach. Nieoczekiwana konstatacja- prawda?
      • grosz-ek napisał:

        > Ostatnio strasznie mocno zaskoczyła pewno konstatacja: dla religijnych z-nie-sw
        > ojej-winy-rozwodników z okazyjnego seksu idzie się wyspowiadać, z trwałego pozo
        > stawania w udanym związku - nie.

        Groszku, równoległa dyskusja o cudzołożnikach >>>
        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,127004776,127068692,Trzy_typowe_wyjscia_.html
        Z prostytutką, nierządnica, nałożnicą ogólnie niezamężna to tylko grzech nieczystości :)
        Z tego powodu fundowano do czasu plagi chorób wenerycznych w XVIw nawet nie tylko świeckie ale kościelne przyklasztorne zamtuzy za aprobatą władz koscielnych. Wiadomo, człowiek ma swoje brudne kłopotliwe potrzeby, zaś nierządnice są przecież pozytywnymi bohaterkami PŚ i nawet Jezus jest dla nich pobłażliwy (jadał z nierządnicami i celnikami).
        Ale małżeństwo to uświęcony religijnie sakrament i już inna sprawa. Cudzołóstwo (w tradycyjnym podstawowym znaczeniu: seks z mężatką) było zawsze karane bardzo surowo i bezwzględnie przez ST śmiercią.

        "Ktokolwiek cudzołoży z żoną bliźniego, będzie ukarany ŚMIERCIĄ i cudzołożnik, i cudzołożnica." (Ks. Powtórzonego Prawa 22:22)

        Jezus uratował cudzołożnice przed śmiercią, ale pod jednym warunkiem: nie grzesz więcej (J 8,3). To wyklucza stały związek.

        KK, nie może wyjść oficjalnie poza tak jasną i jednoznaczną wykładnię Pisma Świętego.

        --
        – Panie Marszałku, a jaki program tej partii?
        – Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.
        (rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej)
        • Urqu, nie do końca oto mi chodziło. Raczej o to, że jak jesteś rozwodnikiem i chcesz aktywnie uczestniczyć w praktykach religijnych to nie możesz pozostawać w trwałym związku o charakterze seksualnym (bo to zakłada chęć dopuszczania się grzechu cudzołóstwa). Nie ma natomiast żadnych zastrzeżeń co do innych rozwiązań: od całkowitej abstynencji, przez jednonocne znajomości, po równolegle prowadzone romanse z 2,3 lub całym tabunem partnerów. Wystarczy się wyspowiadać, obiecać szczerą poprawę i nie zakładać że się grzech popełni ( przy 2,3,4 i więcej partnerach nigdy nie wiadomo kiedy się z nimi człowiek stoczy w odmęty grzechu). Czystość seksualna dla rozwodnika jest stanem idealnym i należy do niej dążyć, a Kościół ma zrozumienie jeśli na tej drodze zdarzą się drobne potknięcia. A że z naszego punktu widzenia te "drobne potknięcia" są bardziej dwuznaczne od pozostawania w trwałym nowym związku - to tylko znaczy, że mamy wypaczoną percepcję tego co jest dobre, a co złe.

          • --
            – Panie Marszałku, a jaki program tej partii?
            – Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.
            (rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej)
      • dla religijnych z-nie-sw
        > ojej-winy-rozwodników z okazyjnego seksu idzie się wyspowiadać, z trwałego pozo
        > stawania w udanym związku - nie. '

        grosz-ek, jakoś nie zrozumiałam tego zdania,
        ke?

        mógłbyś innymi słowy to wytłumaczyć?

        pozdro!
        --
        Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
        John Gray
        • > grosz-ek, jakoś nie zrozumiałam tego zdania

          Ja zrozumiałem o co mu chodzi. Proste. Od grzechu seksu w stałym związku szczególnie z rozwodnikiem nie ma rozgrzeszenia na spowiedzi. Od jakiegokolwiek przygodnego seksu, przygody, nawet gwałtu, czy tym bardziej za pieniądze nie ma problemu z rozgrzeszeniem na spowiedzi.

          --
          – Panie Marszałku, a jaki program tej partii?
          – Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.
          (rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej)
          • Właśnie to groch wyjaśnił w odpowiedzi do Ciebie (o dziwo, twierdzi, że go nie zrozumiałeś;),
            i już kumam.

            Sprostowanie: każdy grzech może być odpuszczony.
            Pozostawanie w tym stanie grzechu z punktu widzenia KK, oczywiście rozgrzeszenie wyklucza.

            pozdro!
            --
            Co do lenistwa mężczyzn, to fakt, ciągnie nas w odróżnieniu od kobiet potrzeba doświadczania pustki i niektórzy nazywają to "boskiego pierwiastka", do którego jest niezbędne wyciszenie i odizolowanie się. by urquhart
            <*>
            Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
          • Do ja piszę z punktu widzenia rozwodnika, a Urqu - o życiu z rozwodnikiem. Pomimo podobieństwa, to są dwie różne sprawy.
            • W kazdym razie, to co piszecie, jest świetnym uzupełnieniem w wątku: "Abstnencja seksualna z powodów religijnych" i tam to powinno iść, bo tutaj jest offtopem.

              pozdro!

              --
              Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
              • Dlaczego offtopem?
                Z mojego punktu widzenia, właśnie tutaj jako przykład pokręconego uzasadnienia do nawiązywania przelotnych znajomości.
                • grosz-ek ---> Czy Ty przypadkiem nie mylisz pojęć?

                  Wydaje mi się, że rozwód może być tylko "cywilny", w przypadku ślubu kościelnego możesz jedynie ubiegać się o unieważnienie małżeństwa.
                  Jeśli przysięgałeś "przed Bogiem", to przysięga nadal jest ważna (teoretycznie) nawet jeśli sąd orzeknie rozwód.

                  Moim zdaniem będąc "rozwodnikiem" w oczach kościoła grzeszysz w obu przypadkach.
                  Moi znajomi jeszcze niedawno będąc rozwodnikami nie mogli brać udziału w Komunii Świętej w czasie Mszy, ponieważ rozwód był uważany za grzech ciężki.

                  www.teologia.pl/m_k/prz-07.htm#w
                  7. Rozwód

                  Kościół katolicki nie uznaje rozwodów. Traktuje małżeństwo za nierozerwalne. „Między ochrzczonymi „małżeństwo zawarte i dopełnione nie może być rozwiązane żadną ludzką władzą i z żadnej przyczyny, oprócz śmierci” (KPK, kan. 1141). Człowiek nie powinien rozdzielać tego, co Bóg złączył (por. Mt 19,6).

                  „Rozwód jest poważnym wykroczeniem przeciw prawu naturalnemu. Zmierza do zerwania dobrowolnie zawartej przez małżonków umowy, by żyć razem aż do śmierci. Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne. Fakt zawarcia nowego związku, choćby był uznany przez prawo cywilne, powiększa jeszcze bardziej ciężar rozbicia; stawia bowiem współmałżonka żyjącego w nowym związku w sytuacji publicznego i trwałego cudzołóstwa” (KKK 2384).

                  Rozwód wyrządza szkodę porzuconemu współmałżonkowi i dzieciom. „Niemoralny charakter rozwodu wynika z nieporządku, jaki wprowadza on w komórkę rodzinną i w społeczeństwo. Nieporządek ten pociąga za sobą poważne szkody: dla porzuconego współmałżonka, dla dzieci, które doznały wstrząsu z powodu rozejścia się rodziców, często starających się pozyskać ich względy, oraz z uwagi na zły przykład, który czyni z niego prawdziwą plagę społeczną” (KKK 2385).

                  Nie ponosi winy moralnej za rozwód cywilny ten współmałżonek, który go nie pragnął. „Może zdarzyć się, że jeden ze współmałżonków jest niewinną ofiarą rozwodu orzeczonego przez prawo cywilne; nie wykracza on wówczas przeciw przepisowi moralnemu.” (KKK 2386)

                  Nie uznając rozwodów, Kościół dopuszcza w niektórych wypadkach separację małżeńską. „Separacja małżonków z utrzymaniem węzła małżeńskiego może być uzasadniona w pewnych przypadkach przewidzianych przez prawo kanoniczne (Por. KPK, kan. 1151-1155. KKK 2383).

                  Żyjący w separacji małżonkowie nie mogą zawierać nowych związków małżeńskich. Gdyby jednak z jakichś ważnych powodów konieczne było uzyskanie rozwodu cywilnego, to nie byłoby to przewinieniem moralnym. „Jeśli rozwód cywilny pozostaje jedynym możliwym sposobem zabezpieczenia pewnych słusznych praw, opieki nad dziećmi czy obrony majątku, może być tolerowany, nie stanowiąc przewinienia moralnego.

                  • Kutuzow, ależ ja przecież ja o tym wiem. Mówiąc o "nie-ze-swojej-winy-rozwodniku" mam namyśli osoby, które zostały porzucone przez swoich współmałżonków. I tacy współmałżonkowie - ze względu na wszystkie przytoczone przez Ciebie argumenty - nie mogą wstąpić nowy związek, jeśli chcą nadal uczestniczyć w eucharystii. Jeśli są pozostają wolni/samotni - mogą nadal przystępować do komunii. Ale jeśli ulegną ciężarowi samotności i się bzykną, powinni tego żałować, wyspowiadać i obiecać poprawę - i nadal mogą przystępować do komunii. A jeśli pomimo tego, znowu nie wytrwają - cóż ponownie spowiedź. A że z boku to wygląda, że za każdym razem z innym i z innym - cóż taki urok etyki KK. Dostrzegasz teraz, o co mi chodzi? Że osoby religijne, ale o nie dość twardym charakterze, które nie z własnej woli zostały rozwodnikami, a mimo to chcą nadal czynnie praktykować swoją religię, są zmuszane do funkcjonowania w ramach przelotnych seksualnych znajomości. Tyle i aż tyle.
                    • grosz-ek ---> Jak widziałeś w przytoczonych cytatach z odnośnikami do prawa kanonicznego przed Bogiem nadal jesteś małżonkiem i bzykając na boku (niezależnie czy stale czy od czasu do czasu popełniasz kolejny grzech tym razem cudzołóstwa (poza grzechem cięzkim którego się dopusciłeś rozwodząc się "cywilnie".

                      Tak więc jeden grzech ciężki już masz (wiec wg mnie z komunii nici) a możesz sobie dołożyc kolejny (niezależnie czy stały związek czy nie popełniasz cudzołóstwo bo z punktu widzenia Kościoła NADAL jesteś MAŁŻONKIEM (niezależnie od decyzji sądu "cywilnego"). Możesz co najwyżej próbować unieważnić swoje małżeństwo.


                      Powiem Ci szczerze że rozbawił mnie ten tekst:
                      "Że osoby religijne, ale o nie dość twardym charakterze, które nie z wła
                      > snej woli zostały rozwodnikami, a mimo to chcą nadal czynnie praktykować swoją
                      > religię, "

                      Sorry, ale albo się jest osobą wierzącą i zna się podstawowe zasady wiary i podejście swej własnej religii do kwestii małżeństwa (od tego są nauki przedmałżeńskie), albo chce się mieć tylko ładny "show" (biała sukienka z welonem, pełen kościół ludzi itp przebija skromną uroczystośc w USC). Jeśli sie PRZYSIĘGA przed Bogiem w którego się wierzy (skoro piszesz o osobach religijnych), to trzeba także liczyć się z konsekwencjami swoich późniejszych czynów.

                      Nie ma takiego "wyjadania rodzynek z ciasta", fajna uroczystość i poszanowanie wartości mi się podoba to to biorę, ale gdy się po kilku latach nie układa to już mi nie po drodze z zasadami wiary.


                      Moim zdaniem sytuacja Ci się dodatkowo "miesza" przez ślub konkordatowy który jest takim swoistym mix-em 2 w 1.

                      Wyobraź sobie sytuację gdzie bierzesz tylko ślub kościelny (nie konkordatowy) bez ślubu cywilnego. Przed bogiem jesteście małzeństwem, przed urzednikami nie. Rozstajecie się i... przed Bogiem nadal jesteście małżeństwem!
                      Jak widzisz w tej sytuacji niezależnie czy bzykasz na stałe czy z doskoku popełniasz grzech cudzołóstwa PONIEWAŻ NADAL JESTEŚ MAŁŻONKIEM (niezaleznie czy to TY zawiniłeś czy nie biorąc rozwód "cywilny")
                      • Kutuzow nie dostrzegasz, że osoba może być rozwodnikiem pomimo niezgody na ten stan. Są kobiety porzucane przez swoich mężów i mężowie porzucani przez swoje żony. Ludzi, ci właśnie ze względu na brak swojej zgody co do rozwiązania swoich małżeństw, mają prawo w pełni uczestniczyć w praktykach religijnych, o ile dotrzymują wstrzemięźliwości. Jeśli jednak jej nie utrzymają, mają opcję wyspowiadania się z tego grzechu. Żeby spowiedź była ważna musi zawierać postanowienie nie trwania w grzechu. Tym samym wykluczone jest pozostawianie w trwałym związku o seksualnym charakterze - gdyż jest to właśnie trwanie w grzechu. Ale jeśli się bzykniesz raz, wyspowiadasz, obiecasz solennie, że tego nie ponowisz, wytrwasz jakiś czas, złamiesz się z kimś innym i znowu się wyspowiadasz - wszystko pozostaje w porządku. I o to mam pretensję.
                        • Jak dla mnie to głosisz jakieś zupełne nowe podejście co do tego "pełnego" (komunia św) uczestniczenia w praktykach religijnych. Masz jakieś odnośniki do stanowiska KK?

                          Wg mnie niezależnie od tego czy Cię zostawiono, czy Ty zostawiłeś, NADAL jesteście małżeństwem:
                          „małżeństwo zawarte i dopełnione nie może być rozwiązane żadną ludzką władzą i z żadnej przyczyny, oprócz śmierci” (KPK, kan. 1141). "

                          Poza tym wchodząc głębiej w te kwestie "porzucenia" jeśli nie jesteś winny rozpadu więzi małżeńskiej możesz się nie zgodzić na rozwód i wtedy nie masz grzechu bo nie ma rozwodu. Przypominam, że osoba która "porzuca" jak winna rozkładu zgodnie z prawem rodzinnym nie moze wnosić o rozwód. Zgodnie z "polityką" KK powinieneś walczyć o związek a nie godzić się na rozwód.
                          • Jestem wdowcem, więc powyższe dywagacje mnie nie dotyczą, Poza tym nie jestem praktykującym katolikiem, więc nie czuję się związany etyką KK. Zaskoczyła mnie natomiast - tak jak napisałem w pierwszym moim poście - ta sytuacja, w której osoba postępująca bardziej moralniej jest gorzej traktowana niż ta mniej moralniej.

                            Chodź, powiem Ci, że podobny kwiatek jest w polskim prawie podatkowym. Osoba samotnie wychowująca dzieci (tak jak ja) nie może pozostawać w trwałym związku, bo przestanie być osobą samotnie wychowującą dzieci. Ale jak nie będę w trwałym związku - to okej - nadal jestem jestem osobą wychowującą dzieci. Siłą rzeczy - aby nie stracić przywilejów podatkowych - muszę być zachować wstrzemięźliwość, a jeśli mam z tym problem - to moje związki muszą mieć krótkotrwały charakter. Nawet kiedyś coś w tej materii napisałem odnośnie artykułu:

                            www.rp.pl/artykul/2,561285-PIT-wspolny-z-dzieckiem-nie-dla-konkubentow.html
                            "Łapanka na konkubinaty. Fiskus będzie teraz sprawdzał, czy samotni rodzice są faktycznie samotni, czy się moralnie prowadzą, jak często i z kim sypiają. Czy jedna noc w roku to jeszcze samotność, czy jeszcze nie. A może tydzień, miesiąc, kwartał ? Kolejny absurd: jak masz jednego partnera, to nie jesteś samotny. Ale jak masz ich 2 albo 3 w ciągu roku? Bo raczej ci, co mają 10 - 20 w ciągu roku to mogą być pewni - Państwo uzna ich za samotnych. Chore to. Głupie prawo wymaga równie głupiej, a nawet głupszej egzekucji. Wynika stąd bowiem iż:
                            - jak jesteś samotnym rodzicem, to lepiej zachowaj abstynencję;
                            - jeśli nie chcesz zachować abstynencji, to lepiej idź na całość - miej dużo, przelotnych związków (w dowolnych konfiguracjach - ale jeden warunek - musi ich być naprawdę dużo w ciągu roku);
                            - a jeśli się jednak się zakochasz - to nie mieszkajcie razem, a noc spędzajcie u siebie rzadziej niż częściej (np: nie więcej niż 3 dni w tygodniu, 15 dni w miesiącu i 6 miesięcy w roku);
                            Bo jeśli tego wszystkiego nie dopełnisz, to fiskus może uznać, że nie jesteś samotnym rodzicem i ulga ci nie przysługuje. Będziesz więc musiał dopłacić podatek + karne odsetki + ewentualne kara za oszukiwanie fiskusa.
                            Naprawdę, czy my Polacy w swojej głupocie, mamy pozwolić państwu zaglądać nam do łóżek?"
        • A co tu jest do tłumaczenia?
          Jeśli rozwód nastąpił nie z Twojej winy (w znaczeniu - nie Ty opuściłaś partnera, ale on Ciebie) i chcesz w pełni korzystać w praktyk religijnych (w znaczeniu - przystępować do eucharystii) - to nie wolno ci być w nowym, trwałym związku (bo wtedy nie dostaniesz rozgrzeszenia, gdyż zakładasz dalsze popełnianie grzechu cudzołóstwa, a z takim założeniem spowiedź jest nieważna). Masz żyć w czystości, ale Kościół ma zrozumienie, jeśli będziesz miała z tym trudności. Możesz więc co dzień mieć innego kochanka, a nawet ich cały tabun, byle przed mszą się wyspowiadać, obiecać poprawę i walkę ze swoją słabością. Na pewno dostaniesz rozgrzeszenie.

          Zauważ, że taka jest praktyka w przypadku celibatu.
          • A sprawa jest dla mnie dlatego zaskakująca, że znam parę cholernie religijnych rozwódek, które prowadzą szokująco rozwiązłe nocne życie mając takie właśnie uzasadnienie. Nie wolno im trwale kochać, ale radośnie bzykać byle z kim i byle gdzie - jak najbardziej. Z tego się mogą wyspowiadać i mieć czyste sumienie.

            Jestem dorosły facet, ale czasami jestem zaskoczony do czego może doprowadzać życie zgodnie z założonymi zasadami bez względu na okoliczności.
            • I dlatego trzymam się z daleka od KK. Pokrętne to wszystko i... niemoralne.

              --
              wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
              by wartość.energetyczna
              • aandzia43 napisała:

                > I dlatego trzymam się z daleka od KK. Pokrętne to wszystko i... niemoralne.'

                ale co jest niemoralne w etyce KK?

                W KK jest spowiedź święta- ksiadz jest pośrednikiem w żałowaniu za grzechy przed Bogiem.
                Ksiadż ma pomóc w naświetleniu sprawy grzeszenia samemu grzesznikowi, bo przeca Bozia wszystko wie i nie trzeba jej grzechów wyliczać.
                Przychodzi grzesznik i mówi, ze rozwiódł się i zgrzeszył z przypadkową osobą.
                Żałuje i jego celem jest zycie w prawdzie, no ale stało się.
                Ksiądz na to z formułką cos tam" mocą bożą odpuszczam Ci grzechy...", rozgrzesza go z błędu, którego on jak twierdzi żałuje.
                Ksiądz rozmawia w konfesjonale i zakłada, że ktos przyszedł po rozgrzeszenie i chce sie poprawić, moze sie tylko modlić aby wytrwał w postanowieniu i nie grzeszył więcej.

                To, że jakies pseudokatoliczki robią takie zbładzenia seryjnie i no niestety- z rozmysłem, to też Bozia widzi, chociaz tym paniom sie zdaje, że jak ksiądz postukał w ażurową`kratkę i kazał iść do chaty, to już po sprawie- carte blanche.

                Niemoralne są one, a nie zasady KK.

                pozdro!

                --
                "Mąż działa mi bez przerwy,
                raz na zmysły , raz na nerwy"
                Sztaudynger
                • Dla mnie niemoralne jest przyzwolenie na powtarzalność "błędów", czyli de facto promiskuityzm, kurestwo, bałagan w życiu prywatnym, czy jak tam kto sobie nazwie, przy wyraźnym potępieniu dla stałych i konstruktywnych związków, jeśli są niesakramentalne. To jest akurat moja optyka, ale ja jestem poganką i nie po drodze mi z KK, ani żadnym monoteizmem ;-)

                  --
                  wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
                  by wartość.energetyczna
                  • aandzia43 napisała:

                    > Dla mnie niemoralne jest przyzwolenie na powtarzalność "błędów"'

                    nie powiedziałabym, że jest to przyzwolenie- w którym miejscu?

                    to jest jakby przyjecie do wiadomości, że ludzka natura jest ułomna i grzeszna- kazdy może złamać sie i 500 razy, ale jesli tylko CHCE żyć bez grzechu, to ramiona Chrystusa zawsze są otwarte na zbłąkane owieczki.

                    Te panie tego nadużywają, bo sądzą że są takie sprytne- po spowiedzi mogą iść do komunii w niedzielę, a w poniedziałek po pracy iśc z kolegą do łóżka.

                    Są żałosne z tym swoim "sprytem" w obejściu KK i tyle.

                    Jak to Bozia ocenia, nie nam sądzić,
                    zawsze mi sie w takich sytuacjach przypomina tekst z piosenki "Zamiast",
                    wykonywanej przez E.Gepert:

                    "Ile mam grzechów? któż to wie...
                    A do liczenia nie mam głowy
                    Wszystkie darujesz mi i tak
                    Nie jesteś przecież drobiazgowy"


                    pozdro!

                    --
                    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                    John Gray
                    • Praktycznym przyzwoleniem jest zasada udzielania rozgrzeszenia przez kapłana za "drobne grzeszki" rozwiązłości, nawet jeśli są one tak wbudowane w konstrukcję danego człowieka, że można go nazwać jednoznacznie człowiekiem bez moralnego kręgosłupa. To, że ktoś szczerze deklaruje w konfesjonale, że CHCE żyć bez grzechu, nie oznacza jeszcze, że naprawdę chce żyć bez grzechu. Jakby tak wejrzał w siebie, to by się okazało, że całkiem wygodnie mu się powodzi w tym zakłamaniu. KK mu to umożliwia.
                      Jesli zaś chodzi o cytat, to fajnie, też mi się podoba koncepcja Boga zawsze w końcu wszystko odpuszczającego. Tylko co to ma wspólnego z KK? Nie jest to chyba nurt w KK szczegónie uważany?

                      --
                      wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
                      by wartość.energetyczna
                      • aandzia43 napisała:

                        > Praktycznym przyzwoleniem jest zasada udzielania rozgrzeszenia przez kapłana za
                        > "drobne grzeszki" rozwiązłości'

                        zasada drobnych grzeszków?

                        nie słyszałam.
                        Na pewno nie jest grzechem ciężkim seks dwojga ludzi, którzy tego chcieli.
                        A grzechy cięzkie też sie odpuszcza, tylko pokuta jest większa.

                        nawet jeśli są one tak wbudowane w konstrukcję
                        > danego człowieka, że można go nazwać jednoznacznie człowiekiem bez moralnego k
                        > ręgosłupa. '

                        a kto go tak może nazwać- Ty jesteś bez grzechu i pierwsza rzucisz kamieniem?

                        To, że ktoś szczerze deklaruje w konfesjonale, że CHCE żyć bez grzec
                        > hu, nie oznacza jeszcze, że naprawdę chce żyć bez grzechu. '

                        nie idźmy ta drogą rozmyślań, bo jedynie wynalazek rentgena na ku..wy i uzbrojenie w niego kapłana mógłby tu poradzić ;)

                        Jakby tak wejrzał w
                        > siebie, to by się okazało, że całkiem wygodnie mu się powodzi w tym zakłamaniu.
                        > KK mu to umożliwia.'

                        to jest z gruntu nieprawdziwe zdanie.
                        KK mu nic nie umożliwia- cżłowiek ma szansę zawsze na zmianę swojego postępowania- chrześcijaństwo jest religią miłosierdzia- zawsze jak CHCESZ Bóg Ci wybaczy- jak udajesz że chcesz, to rozgrzeszenie ręką kapłana jest nieważne w oczach Boga.

                        Ale niestety Bozia nie wysyła sms-a do księdza, z decyzją A- odpuść, ta kobieta jest szczera lub B- spuść na drzewo, ta kobieta kłamie.

                        koncepcja Boga zawsze w
                        > końcu wszystko odpuszczającego. Tylko co to ma wspólnego z KK? Nie jest to chyb
                        > a nurt w KK szczegónie uważany?'

                        Jest to dokładnie koncepcja KK- odpuszczanie grzechów- codzienna nieustająca łaska boska.
                        Ale tylko dla tych, którzy wstępuja na dobrą drogę, a nie trwają na tej złej.

                        pozdro!





                        --
                        Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                        • Spoko, Sisi, ja się przeciwko zasadom KK nie buntuję, bo mnie w nim po prostu nie ma :-) Mam mało emocjonalny stosunek do zawiłości, pokrętności i całej tej kazuistyki. Niczego nie muszę sobie udowadniać celem zmniejszenia dysonansu poznawczego ;-P

                          --
                          wtedy pewnie tłumaczysz spokojnie że gwiazdki to się nie da dostać, a teoretyczne dziecko mówi "och masz rację, matko, jak mogłem przypuszczać że gwiazdkę można dostać" i oddala się spokojnie w kierunku swoich zabawek
                          by wartość.energetyczna
                • i przyłączyć do zdania andzi. Podany przez Ciebie przykład należy pociągnąć dalej, że sytuacja się powtarza co jakiś czas. Stara się, ale krew - nie woda. Raz czarujący uwodziciel, innym razem nadmiar alkoholu, wakacyjna atmosfera, błękitne oczy, whatever. Rano się budzi z moralnym kacem, że znowu uległ/uległa i szczerze żałuje swojej postawy. Bo Bóg nakazuje żyć w czystości, a ona/on jest tylko człowiekiem. I tak z miesiąca, na miesiąc. Dla otoczenia, która nie zna wewnętrznych rozterek, ale widzi za każdym razem kogoś innego - cokolwiek dwuznaczne. Zwłaszcza, że taki/taka religijna. A jak religijny/religijna, to przecież powinien/powinna żyć z jednym, a nie się szlajać z innymi. I tu następuje rozjazd pomiędzy społeczną moralnością, a etyką KK. Moralność społeczna ceni wierność, nie ceni rozwiązłości. Moralność społeczna rozgrzesza opuszczonych małżonków jeśli wstępują w nowe związki, a KK - nie. Moralność społeczna nie rozgrzeszy ich rozwiązłe życie - a KK tak. Nie dostrzegasz tej różnicy?
                  • I tu następuje rozjaz
                    > d pomiędzy społeczną moralnością, a etyką KK. Moralność społeczna ceni wierność
                    > , nie ceni rozwiązłości. Moralność społeczna rozgrzesza opuszczonych małżonków
                    > jeśli wstępują w nowe związki, a KK - nie. Moralność społeczna nie rozgrzeszy i
                    > ch rozwiązłe życie - a KK tak. Nie dostrzegasz tej różnicy?

                    Nie wiem, o jakieś społecznej moralności mówisz.

                    Na gruncie etyki- niemoralnie postepuje osoba, która swym działaniem uderza dobro innej osoby/lub grupy osób.
                    Na gruncie moralności KK obowiązują zasady KK.

                    Ktoś kto żyje w nowym związku po rozwodzie, wg KK żyje w rozwiązłości.
                    Dlatego że nadrzędnym dla KK jest wola boża: co Bóg złączył, niech go człowiek nie rozłącza.
                    Rowodnik jest nadal małżonkiem w perspektywie KK.

                    Ktoś, kto "puszcza się' czy w małżeństwie czy po rozwodzie, wielokrotnie i seryjnie, a za każdym razem sie spowiada, żałuje za grzechy i obiecuje poprawę- ten jest traktowany jako osoba, która zbłądziła, ale chce dobrze.

                    To, że te panie najprawdopodobniej, wcale nie chcą zmieniać lajfstajla, to znaczy tylko tyle że mają na pieńku z Bozią w sprawie kłamstwa, co do swojej skruchy i postanowienia poprawy.

                    Ksiadz nie może odmówić jej rozgrzeszenia, skoro ona twierdzi że żałuje i już nie będzie- to nie jest problem księdza- bo ona kłamie na swoje konto w zapiskach św.Piotra ;)

                    Tez sie zapytam, czego byscie chcieli- jakbyście proponowali, aby KK podchodził do tej kwestii?

                    --
                    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                    John Gray
                    • > Nie wiem, o jakieś społecznej moralności mówisz.

                      Która jest wynikiem większości poglądów choćby na tym forum. Większość z nas dopuszcza jakiś poziom seksualnej aktywności dla osób samotnych. Jednocześnie większość z nas pochwala, jeśli ta aktywność jest realizowana w dłuższych niż krótszych związkach. Te dwie sytuacje wystarczają, aby poglądy większości rozjeżdżały się z etyką KK.
                      • Większość z nas do
                        > puszcza jakiś poziom seksualnej aktywności dla osób samotnych. Jednocześnie wię
                        > kszość z nas pochwala, jeśli ta aktywność jest realizowana w dłuższych niż krót
                        > szych związkach. '

                        Nie widzę nic sprzecznego z głosem KK w tych kwestiach.

                        Ale powtarzam, jeśli któraś z tych osób jest związana węzłem małżeńskim zawartym w sakramencie małżeństwa- to dla KK nie jest osobą samotną.

                        pozdro!
                        --
                        "Mąż działa mi bez przerwy,
                        raz na zmysły , raz na nerwy"
                        Sztaudynger
                        • > Ale powtarzam, jeśli któraś z tych osób jest związana węzłem małżeńskim zawarty
                          > m w sakramencie małżeństwa- to dla KK nie jest osobą samotną.

                          Może w świetle definicji nie jest, ale faktycznie - jest. Sama je, sam śpi, sama z sobą liczy dni. Bo jej współmałżonek swoją własną decyzją wypisał się z małżeństwa i wcale nie zamierza do niego wracać. I tak tkwi w swojej samotności. Większość z na zaakceptuje, jeśli znajdzie sobie partnera. Większość z nas pokręci głową, jeśli to była tylko znajomość na jedną noc. A KK - odwrotnie.
                          • Dla niekatolików jest samotna.

                            Dla katolików jest nadal w małżeństwie.

                            Pluralizm.

                            Co w tym dziwnego, że różne opcje, to różne poglądy?

                            --
                            Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                            John Gray
                            • > Dla niekatolików jest samotna.
                              >
                              > Dla katolików jest nadal w małżeństwie.

                              I tak o oto większość z nas nie jest katolikami. Jesteś pewna, że KK tak ogląda sprawę?
                              • I tak o oto większość z nas nie jest katolikami'

                                to jest jak w tej spowiedzi rozwiązłych rozwódek- większość osób DEKLARUJE: jestem katolikiem, a w duchu dodaje "ale...to to i tamto uważam inaczej niż KK".

                                Jesteś pewna, że KK tak ogląda
                                > sprawę?

                                jaką sprawę?


                                --
                                Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                                John Gray
                                • Sisi - stosunek do życia seksualnego rozwodników nie jest wyznacznikiem bycia albo nie bycia katolikiem.
                                  • grosz-ek napisał:

                                    > Sisi - stosunek do życia seksualnego rozwodników nie jest wyznacznikiem bycia a
                                    > lbo nie bycia katolikiem. '

                                    a co jest wyznacznikiem?

                                    stosunek do kary smierci i aborcji też nie jest wyznacznikiem?

                                    może masz rację i mozna byc katolikiem, nie mając katolickich poglądów.
                                    Nie znam się.

                                    pozdro!


                                    --
                                    "Mąż działa mi bez przerwy,
                                    raz na zmysły , raz na nerwy"
                                    Sztaudynger
                                    • > a co jest wyznacznikiem?

                                      Przynależność do kościoła i uczestnictwo w jego praktykach?
                                      • grosz-ek napisał:

                                        > > a co jest wyznacznikiem?
                                        >
                                        > Przynależność do kościoła i uczestnictwo w jego praktykach?'

                                        Tak.
                                        A w pojęciu: przynależności do Kościoła znajduje sie system wartości i zasad, które tenże Kościół ogłosił.
                                        Przynależysz pod Rzym, na którego czele stoi namiestnik Piotrowy, jego reprezentują kardynalowie, biskupi, księża. Sobór uchwala zasady, papież ogłasza encykliki i to co tam stoi napisane, oraz to, co czyta proboszcz z ambony, obowiązuje katolika.

                                        Swego czasu niektórym nie podobała sie ta przynależność- chcieli szukać zasad i wytycznych, bez pośredników, w samej Biblii i zaprotestowali, głównie przeciwko nieomylności papieża.
                                        Ale jeśli nie jesteś protestantem, to nauki Koscioła są dla Ciebie na równi z Biblią, bo uznajesz, że z niej i ze słowa Bożego wynikają.

                                        Kutuzow zresztą cytuje źródła i też nie chce nic innego wyjść we wniosku.

                                        Ale jeśli swoje poglady miałabym wreszcie wyrazić, to nie mam osobistego przekonania co do tego, że teza teologiczna:co Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza, nie oznacza np. takich kolei losu, kiedy ludzie się rozstają być może z woli Boga- bo w koncu nic nie jest przypadkiem, a zatem ktos wyżej to zainspirował.

                                        :)
                                        pozdro!



                                        --
                                        Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                                        John Gray
                                        • sisi_kecz napisała:
                                          > A w pojęciu: przynależności do Kościoła znajduje sie system wartości i zasad, k
                                          > tóre tenże Kościół ogłosił.
                                          > Przynależysz pod Rzym, na którego czele stoi namiestnik Piotrowy, jego reprezen
                                          > tują kardynalowie, biskupi, księża. Sobór uchwala zasady, papież ogłasza encykl
                                          > iki i to co tam stoi napisane, oraz to, co czyta proboszcz z ambony, obowiązuje
                                          > katolika.

                                          To mnie rozbawiłaś Sis jaka ty zmanipulowana przez ten Rzym jesteś. Chyba bardziej niż ja kiedyś. :)
                                          To zaledwie administratorzy który roszczą sobie takie prawa władzy :)
                                          Czy prawo do nazywania się lub nie Polakiem nadaje ci zgadzanie się z Bronisławem Komorowskim albo Lepiej Donaldem Tuskiem? Czy świadczy o tym czy zgaszasz się lub nie z jej konstytucją lub gorzej z ustawami które ustanawia nierzadko grupa ociężałych umysłowo posłów i senatorów? I masz jeszcze słuchać co mu odczyta wójt. Bo inaczej nie jest Polakiem.
                                          Mogą odebrać najwyżej ci paszport, ale nie narodową tożsamość nawet jak nie popierasz PO które aktualnie rządzi.

                                          Kościół to wspólnota wierzących ze spuścizna i wspólne dziedzictwo kultury i ludzi wyznających pewne wartości. Duchowieństwo jest wewnątrz bardziej podzielone poglądami i dążeniami niż nasi politycy a znając nieco historię wystarczy żeby wydedukować że nie jest z definicji nawet prowadzony przez Rzymskich pomazańców bożych których rzekomo Bóg tu wyznacza na zastępstwo :)

                                          --
                                          – Panie Marszałku, a jaki program tej partii?
                                          – Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.
                                          (rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej)
                                          • To mnie rozbawiłaś Sis jaka ty zmanipulowana przez ten Rzym jesteś. Chyba bardz
                                            > iej niż ja kiedyś. :)'

                                            to nie są kwestie uznaniowe, że sobie należysz ale aborcję zrobisz, a do spowiedzi chodzić nie będziesz.
                                            Pewnie, że zaraz Cię nie ekkomunikują z imienia i nazwiska, ale jako taki nie masz prawa nazywać sie katolikiem, jeśli nie stosujesz zasad obowiązujących katolika.

                                            Czy prawo do nazywania się lub nie Polakiem nadaje ci zgadzanie się z Bronisław
                                            > em Komorowskim albo Lepiej Donaldem Tuskiem? '
                                            jeśli będę negować ustrój społeczny, łamać zasady demokracji, plugawić symbole narodowe i działać niezgodnie z racją stanu, zaś na rzecz wrogów Polski, to nie mam prawa nazywać sie Polką, bo zaprzeczam polskości.
                                            W katolicyzmie obecny jest dyskurs, dialog, spory, itd.
                                            ALe jak Benedykt chlapnie że prezerwatywa jest be, to katolik nie może jej używać i nie ma ale.
                                            To jak sympatie partyjne do Tuska czy do Napieralskiego- można sobie mieć swoje sympatie, ale nauczanie Kościoła jest niezalezne od rządzącej frakcji w Episkopacie i nie mogę negując te zasady, nazywac sie katolikiem.

                                            pozdro!
                                            --
                                            Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                                            John Gray
                                            • Sisi, ale w naszej dyskusji nie idzie o aborcję, ale o to, czy mamy być bardziej zgorszeni tym, że nasza znajoma żyje sobie obok spokojnie z konkubentem, ale przez to nie może przestąpić do komunii, niż tym że druga znajoma - bardziej rozrywkowa, ale bardziej zgodna z prawem kanonicznym - do tej komunii przystępuje. Bo według KK tak powinno być, a według mnie - odwrotnie.
                                              • czy mamy być bardzie
                                                > j zgorszeni tym, że nasza znajoma żyje sobie obok spokojnie z konkubentem, ale
                                                > przez to nie może przestąpić do komunii, niż tym że druga znajoma - bardziej r
                                                > ozrywkowa, ale bardziej zgodna z prawem kanonicznym - do tej komunii przystępuj
                                                > e.'
                                                Dla katolika:
                                                znajoma z konkubentem żyje w permanentnym grzechu i z rozmysłem w nim tkwi.
                                                znajomej rozrywkowej grzech zdarza się od czasu do czasu, jako chwilowe odstepstwo.

                                                pozdro
                                                --
                                                Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                                                John Gray
                                                • > Dla katolika:
                                                  > znajoma z konkubentem żyje w permanentnym grzechu i z rozmysłem w nim tkwi.
                                                  > znajomej rozrywkowej grzech zdarza się od czasu do czasu, jako chwilowe odsteps
                                                  > two.

                                                  No właśnie ... ja mam jakiś problem z tą interpretacją. Gdyby chodziło o alkoholizm vs okazyjne picie - to rozumiem. Ale odnośnie seksu - jakoś nie mogę.
                                                  • No właśnie ... ja mam jakiś problem z tą interpretacją. Gdyby chodziło o alkoho
                                                    > lizm vs okazyjne picie - to rozumiem. Ale odnośnie seksu - jakoś nie mogę.'

                                                    bo patrzysz na rzecz oczami profana ;)

                                                    zapominasz o tym elemencie wiary, o którym wspominałam,
                                                    że ślub zawarty w sakramencie małżeństwa jest bożym dziełem.
                                                    Zakończy go też Bóg, nie człowiek.

                                                    Ty widzisz kobietę, która żyje sobie spokojnie z nowym przyjacielem, w monogamii i wierności, a w aspekcie religijnym ona jest żoną innego mężczyzny, co ogłosiła biorąc Boga na świadka i się teraz tego zapiera, a w dodatku cudzołoży.

                                                    Tak jak pisal kutuzow- nie trza było kościelnej pompy pragnąć, skoro sie tylko tyle w tej uroczystosci widzi, że jest ładna i romantyczna ;)

                                                    pozdro!

                                                    -
                                                    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                                                    John Gray
                                    • Sisi mam taką uwagę
                                      Podziwiam z jakim uporem bronisz tu zasad wewnętrznych obowiązujących w KK, pełen szacunek za to....i rzeczywiście w kwestii spójności doktryny całkowicie się z Tobą zgadzam.
                                      Może jednak na problem chrześjańskiej etyki seksualnej (w tym kwestii małżeństwa, rozwodów etd etc) należy spojrzeć trochę w szerszym kontekście??Przy wszystkich różnicach w kwestii etyki seksualnej(nie mówiąc o taki kwestiach jak nierozerwalność małżeństwa inaczej postrzegana u żydów,chrześcjan i muzułmanów) wszystkie monoteistyczne religie kolejno(według chronologii):judaim,chrześćjaństwo i islam są wytworem koczowniczych ludów nomadów i ich podejście do seksu jest w kolosalny sposób tym zdeterminowane.....wystarczy spojrzeć na rzymską i grecką etykę seksualna okresu starozytności żeby zrozumieć o czym mówię.
                                      • wszystkie monoteistyczne religie kolejno(według chronologii):judaim,chrześćjaństwo i
                                        > islam są wytworem koczowniczych ludów nomadów '

                                        System w jaki "ubrano" Boga w tych ludach, z całą pewnością wynika z ich charakteru i utylitarnych wartości.
                                        To jakie zasady szczegółowe przyjęto w ich wierze jest wypadkową ich interesów, dobra społecznego, systemu władzy i dziedziczenia.
                                        Kompletnie sie zgadzam.

                                        Chrzescijanie to już nie tacy nomadzi i mają swoje główne przykazanie trochę inne niż "nie cudzołóż, nie pożądaj żony ani żadnej rzeczy..., itd, bo jest to przykazanie aby się wzajemnie miłować : kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

                                        Nie bronię KK, bo on się musi sam bronić swoim obrazem w społeczeństwie.
                                        Skoro ma taki zły PR, to chyba prym wiodą w nim kopiści, fałszerze i nieudolne malarzyny.
                                        Bo sama idea- mucha nie siada, ale ludzie potrafią wszystko zgnoić `(mówię o użytkownikach idei).

                                        Dyskutuję sobie, bo jest to dobre ćwiczenie dyscypliny intelektualnej, sztuki konwersacji i logicznego myślenia.
                                        A mam troche fobię za względu na schorzenie, na które cierpię, ze sie mi kompletnie łeb zlasuje za lat parę, jak nie będę ćwiczyć.

                                        pozdro!

                                        --
                                        "Mąż działa mi bez przerwy,
                                        raz na zmysły , raz na nerwy"
                                        Sztaudynger

                                        • sisi_kecz napisała:
                                          ,,Chrzescijanie to już nie tacy nomadzi i mają swoje główne przykazanie trochę in
                                          > ne niż "nie cudzołóż, nie pożądaj żony ani żadnej rzeczy..., itd, bo jest to pr
                                          > zykazanie aby się wzajemnie miłować : kochaj bliźniego swego jak siebie samego."

                                          Nie zrozum mnie żle, nie chcę atakować KK(juz wystarczająco duzo ludzi to robi.....nudne to).
                                          Piszesz wszakże o tej odmienności chrześćjań....wszelako to Jezus Chrystus powiedział:,,Nie przyszedłem zmieniać Prawa, ale je wypełnić".....sam w ten sposób podkreślał swoją zydowską tożsamość kulturową.......
                                          Spróbuję to wytłumaczyć najłatwiej jak potrafię żeby wszyscy zrozumieli.
                                          W kulturach starozytnej Grecji i Rzymu, w gruncie rzeczy u swego początku przecież rolniczych, każde dodatkowe ,,ręce do pracy" (czy to dziecka z matki panny czy z przygody pozamałżeńskiej żony).......przydawały się....czy to do pracy przy zbiorach oliwek, wypiekaniu chleba, winnicach czy innych......
                                          W kulturze bliskowschodnich nomadów,koczowników i pasterzy (żydzi, arabowie oraz chrześcjanie będący przecież u swych korzeni ,,żydowską sektą") wyglądało to nieco inaczej.......powiem najprościej jak umiem:).......
                                          Pasterze zapierdalają od wodopoju do wodopoju..... i każda dodatkowa ,,morda do wykarmienia i napojenia"( tym bardziej dziecka z matki panny czy z przygody pozamałżeńskiej żony) była problemem, szczególnie gdy ta ,,morda" nie miała majątku(a tak było z ,,bękartami") stąd tamte cywilizacje zaczęły rozwijać swoją etykę seksualną w której kobieta jest brzydko mówiąc częścią inwentarza jak np wielbląd.........
                                          • Piszesz wszakże o tej odmienności chrześćjań....wszelako to Jezus Chrystus powi
                                            > edział:,,Nie przyszedłem zmieniać Prawa, ale je wypełnić".....sam w ten sposób
                                            > podkreślał swoją zydowską tożsamość kulturową.......'

                                            Na luzie dyskutując, to pragnę zauwazyć, że chyba jednak nie bardzo to wypełnianie Prawa Żydom podeszło, bo wydali Chrystusa na śmierć, z powodu, jakby tu rzec, jego nowatorskich poglądów ;)

                                            Zatem chrześcijaństwo wyrastając z judaizmu i na pewno zachowując jakiś jego pierwiastek, idzie dalej, idzie w innym kierunku, ma inne priorytety i wartości.
                                            Z historii wiemy, że to nie jest religia plemienna, tylko religia ubogich, wyrzutków, ludzi najpodlejszego stanu i poszukujących.

                                            Religia ta odpowiedziała na potrzeby troche inne niż dostęp do wodopoju i podziału wołu.
                                            Chociażby dlatego, ze jej pierwsi wyznawcy nie mieli szans na jakikolwiek dostęp do czegokolwiek- wiara, nadzieja, miłość okazała sie ich jedynym osobistym bogactwem o to im dawało napęd- oraz oczywiście, ta obietnica, że sie 'odkują" po smierci, wierząc w słowa Nazarejczyka.

                                            pozdro!
                                            --
                                            "Mąż działa mi bez przerwy,
                                            raz na zmysły , raz na nerwy"
                                            Sztaudynger
                                            • ależ ja w ogóle nie neguję tego co mówisz......
                                              zauważyłem tylko na ,,jakiej ziemi" to drzewo(chrześćjaństwo) wyrosło i gdzie są jego korzenie........i na czym polega dość rygorystyczny( w przeciwieństwie do Greków i Rzymian) stosunek ludów Bliskiego Wschodu do spraw seksu, małżeństwa, nieślubnych dzieci itd....
                                              na to wszystko przychodzi Jezus dla jednych Bóg dla innych żydowski prorok(skazany za blużnierstwo).Próbuje powiedzieć że Jezus działał w pewnym określonym kontekście kulturowo-historycznym(bliskowschodnim) w którym kobieta z przyczyn obiektywnych nie rózniła się zbytnio od np wielbłąda i często była tak traktowana....chrzesjaństwo owszem kolosalnie dużo zmieniło.....ale w swych głębokich korzeniach z całą pewnością nie jest religią afirmującą ,,wolną seksaulność" tym bardziej kobiecą, a ja próbuję tylko analizować dlaczego....otóz dlatego, moim zdaniem, bo urodziło się w określonym miejscu i kontekście społecznym.
                                              • w swych głębokich kor
                                                > zeniach z całą pewnością nie jest religią afirmującą ,,wolną seksaulność" tym b
                                                > ardziej kobiecą, a ja próbuję tylko analizować dlaczego....otóz dlatego, moim z
                                                > daniem, bo urodziło się w określonym miejscu i kontekście społecznym.'

                                                Rozwazaliśmy to w wątku ultradog'a, że wg KK, a tym bardziej Ewangelii, nic nie stoi na przeszkodzie "wolnej seksualności".
                                                Zależy tylko, co przez to rozumiesz.
                                                Bo jeśli zdradzanie partnera, czysty hedonizm, folgowanie zwierzęcym chuciom bez względu na koszt osobisty innych osób, to nie ma religii, która by to sankcjonowała, gdyż każda jest kształtowana przez ludzi, a ludzie mają w gruncie rzeczy podobne wartości fundamentalne, niezależnie od miejsca gdzie siedzą.
                                                Taki genius loci homo sapiensów ;)
                                                Wśród ludzi niezaburzonych (bo sekt i paranoików nie liczę;) obowiązują zasady solidarności rodzinnej/grupowej/społecznej, wyższości dobra nad złem, nietykalności życia, prawdy i wreszcie zasada nieodstępowania od kluczowych dla danej społeczności zasad.

                                                Co do tłumienia kobiecej seksualności, poprzez poddanie ją rygorom patriarchatu to kwestia osobna od idei chrześcijaństwa, chyba że wskażesz mi, gdzie Chrystus opowiadał sie za dziewictwem do ślubu ;)
                                                W słabym ogolnie Kodzie Leonarda da Vinci, D.Brown'a, akurat pokazanie, jak duchowienstwo i system feudalny, spacyfikowały pierwotną ideę Chrystusa, podniesienia kobiet z roli pogardzanej, użytkowo traktowanej służącej do partnerki mężczyzny, jest przekonujące i robi wrażenie.
                                                Szkoda, ze spadkobiercy, tej postępowej linii równouprawnienia, po nim nie kontynuowali.

                                                pozdro!
                                                --
                                                "Mąż działa mi bez przerwy,
                                                raz na zmysły , raz na nerwy"
                                                Sztaudynger
                                                • sisi_kecz napisała:
                                                  ,,Co do tłumienia kobiecej seksualności, poprzez poddanie ją rygorom patriarchatu
                                                  > to kwestia osobna od idei chrześcijaństwa, chyba że wskażesz mi, gdzie Chrystu
                                                  > s opowiadał sie za dziewictwem do ślubu ;)"

                                                  Oczywiście, domniemuję Sisi, że oboje znamy Ewangelię(o Starym Testamencie nie mam ochoty rozmawiać), że doskonale wiesz, że Ci takiego fragmentu o dziewictwie nie wskażę ale to kwestia logicznej konsekwencji.
                                                  Jezus za to zrobił coś bardzo ciekawego.....powiedział ,,Powiedziano Wam nie cudzołóż, a ja Wam powiadam każdy kto pożądliwie patrzy na kobietę w sercu dopuścił się z nią cudzołóstwa"......tak masz rację tu chrześćjaństwo idzie w innym kierunku niż inne bliskowschodnie, monoteistyczne wierzenia.......nie może być seksu bez miłości.......nie możesz patrzeć na kobietę pożądliwie ale musisz widziec ją w całym kontekście godności osoby ludzkiej........nie mówiąc już o przespaniu się z nią.......
                                                  Masz zatem rację Jezus nie mówi o dziewictwie do ślubu ale zabrania(sugeruje jak kto woli) seksu dla seksu, seksu bez miłości...będącego jedynie zwierzęcym impulsem naszej zwierzęcej historii genetycznej:).
                                                  Totalnie abstahuję od mojej oceny takie podejścia bo to w tym mmiejscu nie istotne........mówię tylko, że Jezus idzie dalej w radykaliźmie swojego rodzaju ,,piętnowania" seksu dla seksu niż będący korzeniem chrześćjaństwa judaizm.
przejdź do: 1-100 101-164
(101-164)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.