• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Silne kobiety, słabi mężczyźni - i ich seks

  • 06.10.12, 19:50
    Wywiązując się z obietnicy, jako inspiracja do dyskusji.
    >>>
    Czy Polki lepiej się dostosowały do nowych czasów niż mężczyźni?
    - Generalnie kobiety szybciej się przystosowują do zmian rzeczywistości, są bardziej elastyczne. Wystarczy spojrzeć choćby na odsetek pań studiujących, również podyplomowo. Jest ich coraz więcej, więcej niż mężczyzn. A to wynika z chęci gonienia rzeczywistości, podnoszenia kwalifikacji, coraz większych kobiecych ambicji. Wśród panów istnieje oczywiście grupa ambitnych wilczków, którzy idą do przodu jak burza, ale jest też masa leniuchów, którym się po prostu nie chce(...)
    Rzeczywiście spotyka pan mężczyzn, którzy beztroskę opierają na tym, że żona zadba?
    - Coraz częściej. Zawsze dbała o niego mama, to teraz zadba partnerka. Panie nie pozwalają sobie na taką niefrasobliwość. Są oczywiście mężczyźni w pełni niezależni, wychowani tradycyjnie, z przekonaniem, że radzą sobie sami. Jest rzesza samowystarczalnych singli. Na drugim biegunie są ci, którzy do 40. roku życia mieszkają z mamą, jej przynoszą pieniądze na utrzymanie, mają wikt i opierunek i świetnie się bawią. Nie mają motywacji do związania się z kobietą, skoro nikt się nimi nie zajmie tak jak mama. Ale narastająca jest dziś ta środkowa grupa mężczyzn, skoncentrowana na swojej pracy i rozrywkach, która odpowiedzialność za bezpieczeństwo rodziny chętnie przerzuca na partnerkę.(...)

    Pana zdaniem ten jeden epizod z życia kobiety - ciąża, poród - determinuje naszą twardszą naturę?
    - Tak, uważam, iż biologia obmyśliła, że z tego względu kobiety są znacznie silniejsze psychicznie. Są zdane na siebie i wiedzą o tym. Mężczyzna przy porodzie jest potrzebny mało, a przy małym dziecku często nie ma go wcale. Bezsenne noce to domena kobiet. Gorączki, biegunki, wysypki też. Mężczyźni bardzo rzadko potrafią stanąć na wysokości zadania i zdjąć z partnerki poczucie wyłącznej odpowiedzialności. Ta świadomość je hartuje.
    Dlaczego tak jest?
    - Bo kobieta jest zaprogramowana na gniazdo; żeby w nim się krzywda małemu nie działa. Gniazdo jest dla niej priorytetem: porządek, pełna lodówka, wyprane ubranie, kupione podręczniki. Mężczyzna, jeśli źle się poczuje w tym gnieździe, bo nagle sam będzie musiał o tym wszystkim myśleć, wyfrunie. Ugnie się pod ciężarem obowiązków. Kobieta sobie na to nie pozwoli. Niech pani spojrzy na kraje arabskie: kobiety pracują w polu czy w domu, a mężczyźni siedzą i kawę piją. I tak cały dzień. W niektórych kulturach jest większa akceptacja dla takich układów, w innych mniejsza. U nas jeszcze dość niewielka: mężczyzna, którego utrzymuje kobieta i któremu ona organizuje całe życie, nie cieszy się szacunkiem społecznym. Ale w ostatnich dekadach systematycznie wzrasta liczba związków, w których rządzą panie.
    Z czego to wynika?
    - Moim zdaniem jest w tym wina prawdziwie nadopiekuńczych matek. Mężczyzna spod jej skrzydeł trafia pod skrzydła partnerki, która mu mamę zastępuje, we wszystkim go wyręcza. W dzieciństwie mama mu kupowała buty, koszule, gotowała, prała, prasowała, a on miał tylko się uczyć. Niczego od niego nie wymagano, nie było konsekwencji za niewypełnione obowiązki itp.
    - Teraz ma tylko chodzić do pracy, a wszystkim innym zajmuje się żona, bo on już inaczej nie umie. Nie potrafi prowadzić swoich spraw.
    Czyli taką sytuację raczej wymusza nieporadność mężczyzn, ich oczekiwanie "bycia zaopiekowanym" czy też jakaś tendencja kobiet do dominowania, wchodzenia w rolę nieustannego kierownika wycieczki?
    - To wszystko jest konsekwencją tzw. bezstresowego wychowania - nie daj Boże, żeby kobieta miała się związać z tak wychowywanym mężczyzną: nieodpowiedzialnym, egocentrycznym. Takiemu będzie niezwykle trudno się zmienić. Prędzej rozstanie się z partnerką, która będzie miała dość matkowania mu, i będzie szukał kolejnej matki zastępczej. A wszystko wynika z zaniku tradycyjnych ról płciowych. Skoro kobiety poszły do pracy i zarabiają pieniądze, to mężczyźni wchodzą w rolę dużych dzieci swoich partnerek. Bo już nie muszą ponosić odpowiedzialności. A ich matki wychowały ich bezstresowo, podświadomie chcąc zagłuszyć poczucie winy, że nie mają dla synka czasu, nie poświęciły mu dość dużo uwagi, bo chodziły do pracy.
    I jak mężczyźni znoszą tę nową siłę kobiet, ich rosnącą pozycję, ambicje, kwalifikacje, wykształcenie, zarobki?
    - To zawsze zależy od danego mężczyzny, od tego, jaką on sam osiągnął pozycję. Jeśli partner czuje się silny w swojej roli męskiej, dowartościowany, to potrafi wejść w rolę partnerską, może się cieszyć sukcesami kobiety. Natomiast jeżeli mężczyzna ma problem z zaspokajaniem swoich aspiracji, to będzie głosił pogląd, że miejscem kobiety jest kuchnia, a jeśli jakaś robi karierę w jego firmie, to na pewno przez łóżko.
    A jako lekarz widzi pan u mężczyzn narastanie jakichś schorzeń, zaburzeń z powodu rosnącej pozycji kobiet?
    - Na pewno widać narastanie zjawiska zaniku seksu w związkach. Często jest tak, że mężczyzna, którego partnerka zdystansowała w sferze zawodowej, traci ochotę na seks. To jest mechanizm nieuświadamiany przez mężczyzn, ale często staje się on przyczyną małżeńskiej oziębłości. On unika seksu, choć ona się stara, zabiega o te kontakty. I czuje się opuszczona.
    Myślałam, że panowie mogą sobie rekompensować niedostatki w karierze dominacją w łóżku. Tam mogą być tym samcem alfa.
    - To tak nie działa. Jeżeli kobieta lepiej sobie radzi zawodowo, mężczyzna czuje się zagrożony w swojej roli męskiej, narasta w nim frustracja. On na co dzień nie ma poczucia, że jest samcem alfa, czuje się sprowadzony do mało znaczącej roli. I jeszcze ma zaspokajać kobietę seksualnie? Niedoczekanie! Tym bardziej że dla kobiety też jest ważne, z kim idzie do łóżka, i on zdaje sobie sprawę, że mężczyzna sukcesu będzie bardziej pociągający.
    - Im więcej kobieta ma własnych sukcesów, tym trudniej jest mężczyźnie być dla niej "kimś". Ale wcale nie musi chodzić o pieniądze. Znam związek, w którym ona zarabia kilkakrotnie więcej niż jej partner, bo prowadzi butik z luksusowymi ciuchami. Ale on ją fascynuje erudycją, inteligencją. I wszystko gra.
    - Mężczyzna, który wie, że nie ma w żadnym obszarze wysokiej pozycji, rzadko będzie szczęśliwy z tego tylko powodu, że będzie świetnym kochankiem. To zadowoli tylko mężczyznę w typie Casanovy - który wie, że ma prawdziwy seksualny talent, i czerpie satysfakcję z obdarzania tym talentem swojej partnerki. Na ogół raczej jest tak, że mężczyzna sfrustrowany w swojej męskiej roli będzie jeszcze oczekiwał, by to partnerka o niego zabiegała w sferze seksu. W ten sposób będzie się odbudowywał.
    Polacy bardziej się starają w łóżku niż Polki?
    - Generalnie mam obserwację, że obie płcie są stosunkowo leniwe w sferze seksu. Pewnie nie odbiegamy znacząco od średniej europejskiej, ale w dużym stopniu swoje życie seksualne sprowadzamy na minimum ars amandi. Jeżeli i oczekiwania nie będą duże, to dla obu stron zaspokajanie tego minimum może być satysfakcjonujące. W końcu wedle badań większość Polaków jest zadowolona ze swoich relacji seksualnych w stałym związku. Ale obiektywnie patrząc, mamy życie seksualne dość ubogie: jedna, dwie pozycje i już. Więcej nam się nie chce.
    - Natomiast rzeczywiście pojawia się - ale wciąż jest niszowe - zjawisko rosnącej świadomości kobiet w sferze seksu i rosnących w tej mierze oczekiwań. Kobiety mają dziś więcej doświadczeń, sporo czytają na temat seksu w swoich czasopismach, kupują poradniki, a nawet uczestniczą w szkoleniach w tym zakresie, które zaczynają się już pojawiać na rynku. Mężczyźni w tej konkurencji oddali całkiem pole, nie mają żadnej potrzeby dokształcania się. Myśląc na wiele lat do przodu, sądzę, że może dojść do sytuacji, kiedy kobiety w sferze erotyki się rozwiną, wzrosną ich wymagania i oczekiwania, a panowie nie będą umieli ich spełnić. Na razie jednak to futurologia.

    "Lew-Starowicz o kobiecie".
    <a href="
    Edytor zaawansowany
    • 07.10.12, 16:26
      strasznie dlugie...


      --
      "Nie oceniaj mnie, bo chociaż wyglądam na wieśniaka - niezły ze mnie jebaka ..."
      • 07.10.12, 17:36
        prosty_facet napisał:

        > strasznie dlugie...

        Bardzo rzeczowy komentarz:P

        --
        Piękno jest tylko sumą świadomości naszych zboczeń.
        (S.Dali)
        • 07.10.12, 21:36
          anais_nin666 napisała:

          > prosty_facet napisał:
          >
          > > strasznie dlugie...
          >
          > Bardzo rzeczowy komentarz:P
          >

          no nie :-) ?

          --
          "Nie oceniaj mnie, bo chociaż wyglądam na wieśniaka - niezły ze mnie jebaka ..."
          • 08.10.12, 18:27
            prosty_facet napisał:

            > anais_nin666 napisała:
            >
            > > prosty_facet napisał:
            > >
            > > > strasznie dlugie...
            > >
            > > Bardzo rzeczowy komentarz:P
            > >
            >
            > no nie :-) ?

            No tak:P

            --
            Piękno jest tylko sumą świadomości naszych zboczeń.
            (S.Dali)
    • 07.10.12, 20:12
      Jak dla mnie trochę naciągane te tłumaczenia z matkami.

      Ale co do głównej myśli to się ogólnie zgadzam, bo i sam pisałem o tym w tym duchu. Kobiety niestety mają pod górkę. Tradycyjnie nie były niezależne finansowo, a to niedobra sytuacja. Teraz mogą być, ale sukces zawodowy automatycznie podnosi im standardy i zawęża pulę spełniających je samców. Tak źle i tak niedobrze...
      • 07.10.12, 20:26
        Podwójnie zmniejsza pulę. Raz...podnosi im standardy. Dwa...połowa z tych wybranych mężczyzn woli kobiety zależne. Zresztą niedawno odbyłam pouczająca rozmowę z pewnym panem. Nie znosi takich kobiet które lecą na kasę, przy równoczesnym prezentowaniu opinii, że niezależna finansowo kobieta nie gwarantuje stabilności związku. No raczej zawęża podwójnie?;)
      • 08.10.12, 01:43
        Tradycyjnie nie były niezależne finansowo
        > , a to niedobra sytuacja. Teraz mogą być, ale sukces zawodowy automatycznie pod
        > nosi im standardy i zawęża pulę spełniających je samców. Tak źle i tak niedobrz
        > e...

        Sukces zawodowy i niezależność finansowa są nie do przecenienia, przyznasz? Powodują, że nie jest niezbędnym do przeżycia wychodzenie za mąż (choć oczywiście większość kobiet chce tego, ale już z całkiem innych względów). Czy niezależność finansowa podnosi kobietom standardy w porównaniu z kobietami sprzed np. dwustu lat? Jak dumam nad powieściami Balzaka to wątpię w prawdziwość tego stwierdzenia. Jest w tych powieściach tyle silnych kobiet z ogromną energią i mocą sprawczą i tylu słabych mężczyzn dających prowadzić się ku sukcesowi tym energicznym kobietom, że nei widzę żadnych większych zmian w rozkładzie siły w obu płciach. Cała różnica wydaje się polegać na tym, że teraz oficjalnie ogłoszono "król jest nagi", a wtedy tytaniczna praca kobiet odbywała się pod czadorem oficjalnych ustaleń o słabości i niemocy umysłowej kobiet i sile i inteligencji mężczyzn. W powieściach Balzaka pełno jest kobiet srodze rozczarowanych swoimi mężczyznami, gardzących nimi, przewyższających ich inteligencją, osobowością i hartem ducha. Jeśli powieści ukazujące taki a nie inny obraz układów damsko-męskich cieszyły się ogromnym powodzeniem świeżo po wejściu w życie kodeksu Napoleona (który odbierał kobietom prawo do decydowania o swoim zyciu i majątku), to należy przyjąć, że Balzak głupot nie pisał. Co nam to mówi? Ano to, co i ja zawsze mówię: nic szczególnego nie wydarzyło się ostatnimi czasy. Jedyna istotna różnica polega na tym, że możemy głośno mówić, że król jest nagi, czyli że chłop to tylko człowiek, nie lepszy i nie silniejszy od kobiety. I że brak zaufania do siły i "obronności" męża, brak możliwości wsparcia się na nim, pogarda dla niego za niższy poziom umysłowy nie jest zjawiskiem nowym. I że między bajki możemy sobie wsadzić bajania prawicowych świętych młodzianków o złotym wieku, gdy to mężczyzna był mężczyzną, a kobieta kobietą ;-)
        Dla mnie sztandarowym przykładem odwiecznej powszechnej obecności słabeuszy i gardzących nimi kobiet jest "Moralność pani Dulskiej". Straszna baba Dulska żyła (fikcyjnie oczywiście) sto lat temu, miała mocno ograniczone prawa obywatelskie, była zależna finansowo od męża, a i tak miała go w głębokim poważaniu i trzęsła domem. Jeśli Zapolska napisała ten dramat, to znaczy że Felicjan i jego żona nie byli zjawiskiem odosobnionym.


        --
        "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem, którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
        by Hunkis
        • 08.10.12, 06:56
          aandzia43 napisała:
          > e, była zależna finansowo od męża, a i tak miała go w głębokim poważaniu i trzę
          > sła domem. Jeśli Zapolska napisała ten dramat, to znaczy że Felicjan i jego żon
          > a nie byli zjawiskiem odosobnionym.

          Czy nie uważasz że tak ujęty układ Dulskiej to wypisz wymaluj kobieta przemocowiec plus mężczyzna ofiara według symptomów wymienianych na równoległym forum? Jest silniejsza psychicznie i to bezwzględnie wykorzystuje? Będzie się znęcać nad słabszym "leniwym nieudacznikiem" wykorzystując przewagę (z definicji przemocy) ?

          Przy okazji Twojej sygnaturki, kim są owi męscy przemocowcy wykorzystujący przewagę psychiczną bez owych ofiar polecam, (fantastyczne, ujęło nie!) :
          >>>

          Raj bez Ew
          Źli mężczyźni nie są tacy źli, gdy mieszkają razem.
          W łódzkim hostelu dla sprawców przemocy w rodzinie panuje rodzinna atmosfera. Przy Niciarnianej mieszka dwudziestu mężczyzn, którzy nie umieli odmówić sobie lania żon i dzieci. Tu potrafią. Tu nikt ich nie wkurwia. (...)
          – Potem twoja dziewczyna... Czym cię denerwowała?
          – Wkurwiały mnie jej gacie. Zostawiała je wszędzie. I staniki. Nieważne, czy brudne, czy czyste. Prosiłem, ale ona dalej zostawiała je... – urywa.
          O tym też nie chce dużo gadać. Podoba mu się życie w hostelu. Andrzej nie zostawia gaci. Dzielą ich codzienne sprawy. Różne. Paweł był w pierdlu. Grypsował. Współlokator czasami nie dosunie krzesła i Pawła wtedy ponosi. Albo na zakupach. Andrzejowi zdarza się otwierać sok, zanim zapłaci w kasie. Pawła to męczy. Ochroniarze ich obserwują, a on po więzieniu ma uraz do bycia obserwowanym. Andrzejowi jednak nie wybija za to zębów. Bo Andrzej nie robi mu na złość. Szanuje zdanie kumpla. Po zwróconej uwadze przestał żłopać niezapłacone. Krzesło też dostawia. Po drugie: nie jest kobietą. Facet faceta zrozumie. A kobieta? Ma być lepsza.
          
          Adam (lat 30, bił żonę) gardzi babami. Mną też. Na moje pytania odpowiada fotoreporterowi. W domu zostawił dwoje dzieci. Przy Niciarnianej mieszka z Marianem i Marcinem.
          Ma zasady. Przede wszystkim: każdy zachowuje porządek. On również. W szafie ułożone koszule. Wyprasowane. Na półce słoik z cukrem – dokręcony, obok łyżeczka, łyżka, nóż, widelec. Równiutko. Na stole karty. W szeregu. Układa właśnie pasjansa.
          W domu żona doprowadzała go do szału. Miał być porządek, ale nie było. Nie chodzi o to, że miała lizać wokół niego. On też sprzątał. Umiał wyprać. Ale ona nic. Na jedno zdanie prośby miała cztery zdania wykrętów. Tu jest inaczej. Pada hasło: pijemy kawę. I lu! Każdy bierze swoją kawę – chyba że ktoś nie ma, to mu się pożycza – i idą parzyć. Jest problem z Marianem, on nie chce się dzielić. Ale nieważne. Przynajmniej nie pierdoli pod nosem: bo ty tyle tych kaw pijesz...
          Adama zachwyca to, że ludzie myślą o innych. Jak ktoś robi pranie, a ma wolne w bębnie, to pyta, czy ktoś chce coś dołożyć. Żona robiła pranie, ale zawsze zapominała włożyć jego koszule.
          Nabrał tu siły. Teraz on zrobi na złość żonie. Za karę, za założenie sprawy o znęcanie się, za te wszystkie interwencje, za prowokowanie. Nie zgodzi się na separację. Chyba że wycofa zeznania.
          
          Arek skreśla czarnym pisakiem dni na kalendarzu.
          – To moje pierwsze w życiu uczciwie przepracowane dni – wyjaśnia.
          Imponujące, że w wieku 60 lat chciało mu się złamać stare zasady. Przez całe życie nie musiał pracować. Miał mamę. Utrzymywała go, prasowała, prała, gotowała, dawała na piwo. Ale mama nie zakręcała pasty do zębów, nadskakiwała, po czwartym piwie chowała portmonetkę, jak przychodził w nocy, to nie wpuszczała do domu. Wtedy musiał się wydzierać. No i kopać w drzwi. Jak otworzyła, to dostawała za przetrzymywanie go na klatce. Jak dalej nie chciała dać na piwo, to jej sprawa. Jemu nie zależało na jej telewizorze. Wynosił. Sprzedawał. Mama w końcu umarła. Sprzedał wszystko, co inni chcieli kupić. Trafił tu, znalazł pracę.
          Mężczyźni wzajemnie wyciągają się z szamba. Załatwiają pracę. Jak jeden jest mistrzem w układaniu kostki chodnikowej, to bierze dwóch na pomocników. Jest dwóch piekarzy. Dzięki nim w święta są świeże bułki. Takie sprawy są ważne. Żeby było domowo. Chłopaki zrzucili się na Wielkanoc na mięso i warzywa. Gotowali rosół w drugi dzień świąt. Ci, co nie mieli pieniędzy, pracowali w kuchni.
          
          Dzień ten rozbudził w Piotrku (lat 43, bił żonę) wspomnienia.
          – Zobacz, jednak można. Nie każdy zawsze ma pieniądze, nie każdy ma co jeść. Jak nie pracowałem, to stara dzieliła półki w lodówce. Chciała mnie zmotywować do zarabiania. Wpierdalałem więc z jej półki. Na złość zaczęła kupować wodę niegazowaną, a wiedziała, że ja z gazem piję. A jak się kłóciliśmy, to ona sprzątała. Bo tak niby odreagowywała. Sprzątała, kurwa, moje rzeczy! Owszem, był syf, ale przynajmniej wiedziałem, gdzie co mam. A ona koniecznie musiała je poukładać tak, że człowiek nic nie mógł potem znaleźć.
          Arnold od wielu lat jest dekarzem (37 lat, bił żonę i dzieci), tu robi wszystko, co trzeba i kiedy trzeba. Wiadomo, dekarze raz na jakiś czas muszą się napić. Więc Arnold pił. Rano kac, a od 7.00 bachory bawiły się w wojnę. To darł się. Żona na to, że pociechy muszą przecież się wyszaleć. Chciała wojny, to miała. Powinna przecież zrozumieć, że ojciec musi wypocząć. Generalnie nie była dobra. Kto to widział, żeby zużyte podpaski zostawiać obok kibla? Niby trafić do kosza nie mogła? To on trafił ją bez pudła.
          Tu nie ma podpasek. Nie ma nawet śmietników koło kibla. Nareszcie odetchnął.
          Całość
          
          W hostelu nie można mieszkać wiecznie. Panowie muszą zrobić miejsce następnym, a przede wszystkim zacząć normalnie żyć. Nad niektórymi wiszą sprawy sądowe. Inni nie mają dokąd wracać. Większość nie chce wracać do domów. Umawiają się wtedy po kilku i wynajmują razem mieszkanie. Na ich zasadach i bez bab.
          Z kręgów naukowych dochodzą wieści, że mężczyźni są na wymarciu. Tu, przy Niciarnianej w Łodzi, bliżej jest twierdzenia, że to kobiety powinny wyginąć.
          MALINA BŁAŃSKA
          www.wykop.pl/ramka/201868/przemocowcy-czyli-jak-naprawic-mezczyzne/
          • 09.10.12, 23:21
            > Czy nie uważasz że tak ujęty układ Dulskiej to wypisz wymaluj kobieta przemocow
            > iec plus mężczyzna ofiara według symptomów wymienianych na równoległym forum? J
            > est silniejsza psychicznie i to bezwzględnie wykorzystuje? Będzie się znęcać na
            > d słabszym "leniwym nieudacznikiem" wykorzystując przewagę (z definicji przemoc
            > y) ?


            Dulska była wredna, głupia i cwana. Nie wydaje mi się jednak, by była przemocowcem w relacji z Felicjanem. Po pierwsze: Felicjan wycofany z wszelakich domowych relacji to nieodosobniony przypadek w rodzie męskim. Facet nie potrzebuje wrednej baby, żeby nie umieć i nie chcieć odnaleźć się na gruncie domowym - pełno takich wycofańców ożenionych z normalnymi kobietami. Więc brak jego obecności duchem i czynem w rodzinie niekoniecznie można automatycznie przypisać działalności żony. Po drugie: nei przypominam sobie, żeby Dulska szczególnie poniewierała Dulskim. Ona go nie zauważała, jako człowieka (tak, jak miała zwyczaj nie zauważać człowieczeństwa większości otaczających ją osób) i przestawiała, jak pionka na szachownicy (tak, jak przestawiała resztę członków rodziny). Po trzecie: między nią a Felicjanem nie było jakiejś wyjątkowej, silnej więzi i specjalnej relacji, jaka ma miejsce między przemocowcem-manipulatorem. Nie dostawało mu się bardziej, niż innym domownikom, nie poświęcała mu więcej niż reszcie uwagi. Nie dostąpił więc Felicjan zaszczytu zostania ofiarą przemocowej żony ;-)

            Dulski ożeniony z przyjemniejszą kobietą pewnie też nie byłby fanem domowego ogniska, też oddawałby jej grzecznie kasę, bo spolegliwy i odpowiedzialny chłop był, a głowy do rachunków i logistyki nie miał, albo nie chciało mu się mieć. Tak robi wielu mężczyzn i wcale im się nie dziwię - przekazanie zarządzania finansami w sprytne rączki żony zwalnia z konieczności dumania nad wydatkami. Czy ta przyjemniejsza z charakteru niż Dulska żona też miałaby go w głębokim poważaniu czy hołubiłaby go? To już by zależało od innych zalet Dulskiego, o których to zaletach nic nie wiemy, bo spacyfikowany przez ślubną nie miał możliwości pokazać ich światu w dramacie pt. "Moralność pani Dulskiej" ;-)

            Ty w ogóle pamiętasz cokolwiek z tego dramatu? Czy tak sobie tylko przypiąłeś moją wzmiankę o Dulskiej do ulubionego tematu jak kwiatek do kożucha? ;-P

            --
            "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
            by Hunkis
            • 10.10.12, 07:41
              aandzia43 napisała:
              > Ty w ogóle pamiętasz cokolwiek z tego dramatu? Czy tak sobie tylko przypiąłeś m
              > oją wzmiankę o Dulskiej do ulubionego tematu jak kwiatek do kożucha? ;-P

              Pamiętam i jak czytam jak baby definują swoich rzekomych "przemocowców" którzy ich utrzymywali, kształcili i opiekowali się, a jedyną winą było że przejęli kontrolę nawet jeśli nie miało negatywnego wpływu jak twierdzi autorka, to takie postaci typu Dulska są przemocowcami także! Przemocowiec rzekomo musi mieć kontrolę, a krzywdzi kiedy ofiara nie chce się poddać kontoli. Dulskiej kontroli też nikt nie podważał.
              Proszę:
              forum.gazeta.pl/forum/w,898,139374645,139413680,Re_Cechy_charakteru_i_zachowania_przemocowca_.html
              Przemoc z definicji to wykorzystanie swojej przewagi nad drugim człowiekiem ( fizycznej, emocjonalnej, społecznej, duchowej). Mamy z nią do czynienia wówczas, gdy osoba słabsza (ofiara) poddana jest przez dłuższy czas negatywnym działaniom osoby.

              Silna kobieta jest silniejsza psychicznie i przecież wykorzystuję tą przewagę. I poza dobrobytem ma to negatywne skutki. Najczęściej przecież po okresie fascynacji pogardza facetem, który sfrustowany wycofuje się lub reaguje agresywnie i rzadko kiedy takie związki są satysfakcjonujące i trwałe.

              --
              Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
              • 10.10.12, 11:07

                > Pamiętam i jak czytam jak baby definują swoich rzekomych "przemocowców" którzy
                > ich utrzymywali, kształcili i opiekowali się, a jedyną winą było że przejęli ko
                > ntrolę nawet jeśli nie miało negatywnego wpływu jak twierdzi autorka, to takie
                > postaci typu Dulska są przemocowcami także!

                Nic nie rozumiem. Autorka czego, kto przejął kontrolę? Czy masz na myśli zalinkowaną wypowiedź? Nic nie wiem na temat tej pani, może w innych postach w innych wątkach pisze więcej o sobie i negatywnych stronach małżeństwa. W tym wątku wspomina tylko o wymiernych zaletach (bo taki jest temat wątku) i wypowiedź wyrwana z kontekstu jej całej historii nie może być miernikiem oceny charakteru tej kobiety. Poza tym, jeśli tak ci się jej podejście nie podoba, to dlaczego zniżasz się do jej poziomu i przejmujesz jej sposób oceniania partnera? ;-P

                I jeszcze raz powtarzam: przemocowiec manipulator, bo o takim rozmawiamy, to nie jest każdy człowiek, który stosuje lub zastosuje przemoc. Nie jest to też automatycznie ktoś, kto przejmuje kontrolę (czy raczej dowodzenie) nad jakimiś aspektami wspólnego życie. Nie nazywam przemocowcem mojego męża, chociaż on samozwańczo zarządza wszystkim, co jest związane z motoryzacją w naszej rodzinie. Nie chcesz chyba zrozumieć, na czym zasadza się relacja kat-ofiara i uparcie wciskasz temat udręczonych mężczyzn gdzie się tylko da.


                >
                > Silna kobieta jest silniejsza psychicznie i przecież wykorzystuję tą przewagę.
                > I poza dobrobytem ma to negatywne skutki. Najczęściej przecież po okresie fascy
                > nacji pogardza facetem, który sfrustowany wycofuje się lub reaguje agresywnie i
                > rzadko kiedy takie związki są satysfakcjonujące i trwałe.

                Rozumiem, że silny mężczyzna jest zawsze taki szlachetny, prawy i ma taką, samoświadomość że do głowy nie przyjdzie mu wykorzystać swoją przewagą dla celów choć trochę niecnych? I to jest według ciebie "naturalny" i zalecany układ, który dla koibety oznacza samo dobro? ;-P Alem się uśmiała! :-D Prawicowo-kościelny chłopaczek z ciebie do szpiku kości, żebyś nie wiem ile wolt w życiu zrobił ;-P
                Agresywnie reaguje facet, który miał z agresją problem już wcześniej. To tak, jak z nadużywaniem alkoholu - trzeba mieć do tego predyspozycje i jakieś początki w temacie za sobą, zanim się walnie żonę na odlew, bo napyskowała. To jeśli chodzi o przemoc. A jeśli chodzi o przemocowość manipulacyjną i silne koibety, to jednoznacznie można powiedzieć, że silna kobieta plus przemocowieć to związek nie istniejący. Ofiara przemocowca jest w swoim trzonie jestestwa słaba. To jej słabość i ustępliwość pozwala się przemocowcowi rozwijać i kwitnąć. Tak postponowana przebz ciebie silna kobieta nie "produkuje" przemocowców. Nie dopuszcza do rozwoju przemocy w rodzinie ze strony mężczyzny. A silna, prawa i samoświadoma kobieta nie produkuj żadnej przemocy w rodzinie, bo nie nadużywa swoich przewag (celowo liczba mnoga).
                Optymalnie byłoby, gdyby świat sładał się z jednostek silnych. Kobiet i mężczyzn. Silny człowiek z jakimiś zasadami morlanymi na dokładkę to człowiek umiejący harmonijnie żyć z ludźmi i produkujący dobro. Czy kobieta, czy mężczyzna. Burak i psychol będzie wykorzystywał i naużywał. Bez względu na płeć.

                --
                "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                by Hunkis
                • 10.10.12, 21:39
                  aandzia43 napisała:
                  > I jeszcze raz powtarzam: przemocowiec manipulator, bo o takim rozmawiamy, to ni
                  > e jest każdy człowiek, który stosuje lub zastosuje przemoc. Nie jest to też aut
                  > omatycznie ktoś, kto przejmuje kontrolę (czy raczej dowodzenie) nad jakimiś asp
                  > ektami wspólnego życie. Nie nazywam przemocowcem mojego męża, chociaż on samozw
                  > ańczo zarządza wszystkim, co jest związane z motoryzacją w naszej rodzinie. Nie
                  > chcesz chyba zrozumieć, na czym zasadza się relacja kat-ofiara i uparcie wcisk
                  > asz temat udręczonych mężczyzn gdzie się tylko da.

                  Razi cię że jeżeli obrócę płciowo zależności to pachnie ci absurdem? A to dobre!
                  A nie razi Cię wcale jak w każdym forum baby widzą w swoich facetach przemocowców a siebie jako udręczone ofiary tylko dlatego że ich oczekiwania nie są spełniane?

                  > Rozumiem, że silny mężczyzna jest zawsze taki szlachetny, prawy i ma taką, samo
                  > świadomość że do głowy nie przyjdzie mu wykorzystać swoją przewagą dla celów ch
                  > oć trochę niecnych? I to jest według ciebie "naturalny" i zalecany układ, który
                  > dla koibety oznacza samo dobro?

                  Odwracasz prawdy forsowane w odniesieniu do kobiet? Cały czas gadamy o beznadziejnych facetach. Zresztą sama zastanów się kim stają się najczęściej synowie tych silnych i dominujących matek.

                  > do rozwoju przemocy w rodzinie ze strony mężczyzny. A silna, prawa i samoświad
                  > oma kobieta nie produkuj żadnej przemocy w rodzinie, bo nie nadużywa swoich prz
                  > ewag (celowo liczba mnoga).

                  Czyżby? Karanie poprzez odmowę uczuć, zainteresowania, szacunku, stała krytyka, ,kontrolowanie i ograniczanie kontaktów z innymi osobami, domaganie się posłuszeństwa, ograniczanie snu i pożywienia, degradacja werbalna, złorzeczenie, narzekanie, Do niczego się nie nadajesz, złośliwości, ośmieszanie ( z def. przemocy psychicz)- brzmi znajomo? rzadko to niby dotyczy (słabych) mężczczyzn i to jakiś pomijalny margines?

                  > dla koibety oznacza samo dobro? ;-P Alem się uśmiała! :-D Prawicowo-kościelny
                  > chłopaczek z ciebie do szpiku kości, żebyś nie wiem ile wolt w życiu zrobił ;-P

                  Ja siebie tak nie definiuję. Bo znam i rozumiem plusy i minusy, zyski i zagrożenia opcji konserwatywno kościelnej, i podkreślam je przy okazji rozmów światopoglądowych
                  To ty się za to definiujesz za to jako feministyczno lewicowa i projektujesz jedynie przeciwieństwo na mnie. Ale nie chcesz widzieć i nie przedstawiasz zagrożeń razem z plusami. Moim zdaniem ty jesteś ortodoksyjną zaślepioną idealistką i bezkrytycznie uwiarygadniasz ideologię nienawiści do mężczyzn.



                  --
                  Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
                  • 10.10.12, 22:09
                    Zanim odpiszesz przeczytaj dokładnie (czyli ze zrozumieniem) tekst, na który odpowiadasz. Spróbuj wyłączyć emocje. Analfabetyzm funkcjonalny uniemożliwia dyskusję.

                    --
                    "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                    by Hunkis
                    • 10.10.12, 22:26
                      A moze raczej isntnien na rownoleglej plaszczyznie rzeczywisosci. Porozumienie bez milosci nie jest mozliwe, pozera nas der Wille zur Macht.
                      • 11.10.12, 07:53
                        tygrys-bez-rys napisała:

                        > A moze raczej isntnien na rownoleglej plaszczyznie rzeczywisosci. Porozumienie
                        > bez milosci nie jest mozliwe, pozera nas der Wille zur Macht.

                        A ciebie jeszcze żadna silna kobieta nie pogoni la do roboty przy dzieciach albo przy domu zamiast pisać prześmiewcze kalambury, TRUTNIU?
                        Do roboty! miłości mu się zachciewa!!!

                        --
                        Z reguły manipuluje ten, kto mniej seksu potrzebuje, bo ma słabszą dynamikę napięcia seksualnego. Im bardziej ten drugi będzie sfrustrowany, tym łatwiej coś uzyskać od niego. Ale dla więziotwórczej roli seksu takie działanie jest zabójcze.(Wiesław Sokoluk)
                        • 11.10.12, 23:36
                          Marzena świętej głowy. A znasz taka co by mnie chciała?

                          www.youtube.com/watch?v=TcNA3H1PVpE&feature=youtube_gdata_player
                          • 12.10.12, 13:58


                            tygrys-bez-rys napisała:

                            > Marzena świętej głowy. A znasz taka co by mnie chciała?
                            >
                            > rel="nofollow">www.youtube.com/watch?v=TcNA3H1PVpE&feature=youtube_gdata_player

                            Fajny klawiszowiec, podoba mi sie, bo taki ekspresyjny :) Fajne uczucie patrzec na to.
                            Ciekawe czy tak bedzie czul sie mj syn za 30 lat gdy uslyszy Lady Gaga?
                  • 10.10.12, 22:19
                    urquhart napisał:
                    > Czyżby? Karanie poprzez odmowę uczuć, zainteresowania, szacunku, stała krytyka
                    > , ,kontrolowanie i ograniczanie kontaktów z innymi osobami, domaganie się posłu
                    > szeństwa, ograniczanie snu i pożywienia, degradacja werbalna, złorzeczenie, nar
                    > zekanie, Do niczego się nie nadajesz, złośliwości, ośmieszanie ( z def. przemoc
                    > y psychicz)- brzmi znajomo? rzadko to niby dotyczy (słabych) mężczczyzn i to j
                    > akiś pomijalny margines?

                    Ograniczanie POŻYWIENIA??? To już rozumiem, że jak żona mężowi odpowiednio dużej porcji nie ugotuje to przemoc bo on to dwie lewe ręce ma i lodówki otworzyć nie potrafi? Sklep spożywczy to też miejsce magiczne?

                    I tu znów powołam się na zalinkowany przez Ciebie wątek kobiety-'pasożyta'. Czyż według Twoich definicji mąż tej kobiety nie stosował przemocy wobec niej bo nie podobał mu się macierzyński? I wtedy wszystko było ok - to niby był 'męski' sposób ekspresji niezadowolenia!

                    To w końcu jest to przemoc czy nie? Bo jak na razie - podwójne standardy leją po oczach aż boli!

                    --
                    Uzależnienie
              • 10.10.12, 19:05
                urquhart napisał:

                > Silna kobieta jest silniejsza psychicznie i przecież wykorzystuję tą przewagę.
                > I poza dobrobytem ma to negatywne skutki. Najczęściej przecież po okresie fascy
                > nacji pogardza facetem, który sfrustowany wycofuje się lub reaguje agresywnie i
                > rzadko kiedy takie związki są satysfakcjonujące i trwałe.

                Tez mnie zaskakuje, ze doszedles do takiego wniosku. Silny nie musi wykorzystywac swojej przewagi. Poza tym sila kobieta nie musi byc wcale silniejsza, moze byc rownie sila lub wrecz slabsza. To zalezy z kim sie zwiaze. Jesli facet bedzie rowniez silny zafascynuje sie nim i nie bedzie wykorzystywac swojej sily przeciwo niemu, bo po co?

                Urqu zupelnie nie kumam co chcesz powiedziec?
                • 10.10.12, 19:46

                  > Urqu zupelnie nie kumam co chcesz powiedziec?

                  Jak to co? Że nie pozbawiona mocy kobieta to z definicji samo zuooooo!!! ;-P

                  --
                  "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                  by Hunkis
                  • 10.10.12, 20:01
                    aandzia43 napisała:
                    > Jak to co? Że nie pozbawiona mocy kobieta to z definicji samo zuooooo!!! ;-P

                    Biorąc pod uwagę, że według teorii Urqu związek to wymiana dóbr za seks, gdzie dobra posiada oczywiście mężczyzna, kobieta zaradna, silna to po prostu koszmar :) Ona śmie od mężczyzny wymagać czegoś więcej, zwykle czegoś niematerialnego. Wymagania kobiety = roszczenia = przemoc!

                    --
                    Uzależnienie
                • 10.10.12, 20:00
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Tez mnie zaskakuje, ze doszedles do takiego wniosku. Silny nie musi wykorzystyw
                  > ac swojej przewagi. Poza tym sila kobieta nie musi byc wcale silniejsza, moze b
                  > yc rownie sila lub wrecz slabsza. To zalezy z kim sie zwiaze. Jesli facet bedzi
                  > e rowniez silny zafascynuje sie nim i nie bedzie wykorzystywac swojej sily prze
                  > ciwo niemu, bo po co?

                  Tytuł wątku zobacz. Chodzi o relacje silna kobiety, słaby mężczyzna, nie może jakąś inną. Rozmawiamy o sile psychicznej i charakteru. Silniejszy przejmuje ster i kontrolę.
                  Widziałaś uważającą się za silniejszą kobietę szanującą swojego słabego mężczyznę w dłuższym terminie czasu?



                  --
                  Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                  • 10.10.12, 20:06
                    urquhart napisał:
                    > Widziałaś uważającą się za silniejszą kobietę szanującą swojego słabego mężczyz
                    > nę w dłuższym terminie czasu?

                    A widziałeś słabą kobietę szanującą słabego mężczyznę w dłuższym terminie czasu?

                    W ogóle widziałeś kogokolwiek szanującego słabych ludzi? Całkiem niedawno linkowałeś wątek pani, siedzącej na wychowawczym, która nie potrafi wrócić do pracy i z tego powodu wyżywa się na niej mąż? 'Pasożyt' - zdaje się tak została nazwana. Szacunek powiadasz?

                    --
                    Uzależnienie
                    • 13.10.12, 22:51
                      Ja widziałem, przywilej zwycięstwa. Silni ludzie? Kazdy czasem jest silny.
                  • 10.10.12, 20:43
                    urquhart napisał:

                    > Tytuł wątku zobacz. Chodzi o relacje silna kobiety, słaby mężczyzna, nie może j
                    > akąś inną. Rozmawiamy o sile psychicznej i charakteru. Silniejszy przejmuje ste
                    > r i kontrolę.
                    > Widziałaś uważającą się za silniejszą kobietę szanującą swojego słabego mężczyz
                    > nę w dłuższym terminie czasu?

                    Masz racje, nie przeczytalam watku ale jestes taki kind, ze wymagasz tylko przeczytania tytulu :) Odpowiem: a dlaczego silna kobieta mialaby sie wiazac ze slabym mezczyzna? No chyba tylko po to, zeby go wykorzystac, no to wiadomo jak to sie skonczy. Jesli slaby mezczyzna widzi zainteresowanie silnej kobiety to ja radze: nogi za pas, bo bedzie placz i zgrzytanie zebow :)

                  • 10.10.12, 22:30
                    > r i kontrolę.
                    > Widziałaś uważającą się za silniejszą kobietę szanującą swojego słabego mężczyz
                    > nę w dłuższym terminie czasu?

                    UWAŻAJĄCĄ SIĘ. Ale my tu chyba o kobiecie nie uzurpatorsko uważającej się, tylko rzeczywisćie silnej? Silną szanującą swojego słabego w niektórych obszarach mężczyznę, owszem, widziałam, niejedną. I szanującą jego mocne strony. Ale najwyraźniej mocne strony jej mężczyzny były na tyle cenne, że na słabe można było machnąć ręką. No i pewnie chłop nie usiłował maskować zaprzeczeniem czy agresją tych mankamentów. Czyli co? Trzeba mieć mocne strony, które na daną obdarzoną mocą kobietę działają, trzeba mieć przede wszystkim niegłupią i zrównoważoną kobietę i można szczęśliwie żyć nie będąc supermenem z atrakcyjną życiowo partnerką.

                    Nie wiem doprawdy, z jakimi kobietami upływało ci do tej pory życie, ale po raz kolejny stwierdzam, że jednoznacznie utożsamiasz kobietę silna z wredną, skłonną do przemocy jędzą. Nie, nie odbijaj piłeczki, już ci sto razy tłumaczyłam, że ja nie utożsamiam męskiej siły z agresją i zagrożeniem, na co są dowody w szeregu moich postów. Jako zagrożenie traktuję natomiast władzę absolutną, jaką ma z tytułu przysługujących mu praw człowiek A nad człowiekiem B. Ale to też już było.

                    --
                    "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                    by Hunkis
                    • 10.10.12, 23:03
                      aandzia43 napisała:
                      > Ale najwyraźniej mocne strony jej mężczyzny były na tyle cenne,
                      > że na słabe można było machnąć ręką.
                      > No i pewnie chłop nie usiłował maskować zaprzeczeniem czy agresją
                      > tych mankamentów.

                      Dokładnie tak!

                      W cytowanej wypowiedzi jest taki jeden bardzo trafny fragment:
                      'Jeśli partner czuje się silny w swojej roli męskiej, dowartościowany, to potrafi wejść w rolę partnerską, może się cieszyć sukcesami kobiety. Natomiast jeżeli mężczyzna ma problem z zaspokajaniem swoich aspiracji, to będzie głosił pogląd, że miejscem kobiety jest kuchnia, a jeśli jakaś robi karierę w jego firmie, to na pewno przez łóżko.'

                      Poczucia własnej wartości nie można budować jedynie na związku i dominacji nad kobietą. To nie wymagania silnych kobiet sprawiają, że mężczyźni źle się czują - to oni sami robią sobie kuku. Wiem na podstawie własnych doświadczeń, że na jakimś etapie relacji panowie czuli się zagrożeni i podejmowali próbę rywalizacji. Po co? Ja nie rywalizuję w związku, jeżeli zwracałam na kogoś uwagę to z powodu konkretnych cech / kombinacji cech. G mnie obchodziło jak facet stoi w mojej dziedzinie - tu nawet za nieznajomość plusy łapali. Jednak to DLA NICH był problem. Te jedna/kilka dziedzin w których ja byłam lepsza. Mnie to nie przeszkadzało - im tak. I zamiast machnąć ręką i cieszyć się życiem próbowali się siłować. Ich słabość w danym obszarze nie była problemem - próba udawania i szarpanie się już tak.

                      Mój chłop ma swoje dziedziny w których się realizuje. W reszcie się nie wymądrza - zostawia mnie (i vice versa). Nie zgrywa mądrzejszego niż jest. Przyznanie się do swojej 'słabości' jest de facto siłą. Jesteśmy partnerami - uzupełniamy się. Wzajemnie korzystamy z siebie, potrafimy się nawzajem docenić i cieszyć z sukcesów.

                      --
                      Uzależnienie
                    • 11.10.12, 07:36
                      aandzia43 napisała:
                      > UWAŻAJĄCĄ SIĘ. Ale my tu chyba o kobiecie nie uzurpatorsko uważającej się, tylk
                      > o rzeczywisćie silnej? Silną szanującą swojego słabego w niektórych obszarach m
                      > ężczyznę, owszem, widziałam, niejedną. I szanującą jego mocne strony. (...)
                      > Nie wiem doprawdy, z jakimi kobietami upływało ci do tej pory życie, ale po raz
                      > kolejny stwierdzam, że jednoznacznie utożsamiasz kobietę silna z wredną, skłon
                      > ną do przemocy jędzą.

                      Kobieta "silna" przejmująca kontrolę i szanująca mężczyznę to mityczny stwór jednorożec który gdzieś istnieje, każdy o niej słyszał ale z zauważenim na przykłąd na kobiecych forach gazety to problem, już go nie dojrzysz.
                      Roi się za to od deprecjonujących i ośmieszających otwarcie facetów aktywistek jędz (które jędzostwem sie wrecz chlubią), którym cała reszta bab słabszych psychicznie otwarcie zazdrosci SIŁY zdecydowania, przebojowości i bewzględności w forsowaniu i egzekwowaniu ich własnych oczekiwań, podporządkowania się coraz większym potrzebom gniazda.
                      I jak piszesz w tych samych wątkach to ci to wtedy wcale nie przeszkadza . Szacunek ? :)
                      Uzurpatorsko bądź nie One stają się wzorem inspirują wojnę i konflikt.
                      --
                      Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
                      • 11.10.12, 09:14
                        urquhart napisał:
                        > Kobieta "silna" przejmująca kontrolę i szanująca mężczyznę to mityczny stwór je
                        > dnorożec który gdzieś istnieje, każdy o niej słyszał ale z zauważenim na przykł
                        > ąd na kobiecych forach gazety to problem, już go nie dojrzysz.
                        > Roi się za to od deprecjonujących i ośmieszających otwarcie facetów aktywistek
                        > jędz (które jędzostwem sie wrecz chlubią), którym cała reszta bab słabszych psy
                        > chicznie otwarcie zazdrosci SIŁY zdecydowania, przebojowości i bewzględności w
                        > forsowaniu i egzekwowaniu ich własnych oczekiwań, podporządkowania się coraz wi
                        > ększym potrzebom gniazda.

                        Jakie to żałosne przesiadywać na 'kobiecych' forach GW i onanistycznie wyszukiwać wątki/posty pasujące do teorii, wyrwane z kontekstu. Nawet tam są silne, mądre kobiety ale Ty - zalewany nienawiścią nie potrafisz ich dojrzeć. To chyba jakaś mania prześladowcza!

                        Świat dookoła jest roi się Urqu od wspaniałych wartościowych ludzi. Płci obojga. Trzeba tylko umieć ich dostrzec a Twój wstręt do kobiet Ci to uniemożliwia. Idź może na jakąś terapię i przepracuj swoje problemy? Czas poświęcany na czyhanie na kobiecego wroga mógłbyś poświęcić na wiele ciekawsze i bardziej wartościowe zajęcia.

                        --
                        Uzależnienie
                      • 11.10.12, 21:59
                        Kobieta "silna" przejmująca kontrolę i szanująca mężczyznę to mityczny stwór je
                        > dnorożec który gdzieś istnieje

                        Masz jakiś problem z kontrolą? Bez przerwy o niej piszesz. I dlaczego wziąłeś słowo silna w cudzysłów, jeśli odpowiadałeś na mój post? Ja nie pisałam o kobiecie "silnej", tylko o silnej. Postaram się wytłumaczyć ci jeszcze raz rzecz dość prostą i oczywistą. Kobieta silna i niegłupia, jak każdy silny i niegłupi człowiek, ma przede wszystkim kontrolę nad SWOIM życiem. W związku z kimś słabszym w pewnych dziedzinach możliwe jest niewłażenie mu na głowę, jeśli ma się rozum i dobrą wolę, a druga strona też ma rozum i dobrą wolę. Kompletnego podnóżka czy odpada poatomowego oczywiście nikt nie szanuje, żona też. A wredny czy porypany człowiek-baba będzie usiłował zdominować i kontrolować wszystko, co się rusza, męża też. Ale ja pisałam o poważnych ludziach. Którzy dodatkowo wcale nie są jednorożcami ;-) Nie w sile kobiety problem, tylko w korzystaniu z niej przez kobietę i w podejściu mężczyzny do tej siły. Ja nie mam z tą kwestią problemu, a ty?


                        > I jak piszesz w tych samych wątkach to ci to wtedy wcale nie przeszkadza . Szac
                        > unek ? :)

                        A czy zauważyłeś może, CO piszę?




                        --
                        "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                        by Hunkis
                      • 12.10.12, 00:40
                        > Roi się za to od deprecjonujących i ośmieszających otwarcie facetów aktywistek
                        > jędz (które jędzostwem sie wrecz chlubią), którym cała reszta bab słabszych psy
                        > chicznie otwarcie zazdrosci SIŁY zdecydowania

                        eee tam. Ja stawiam, że - jak już to raz pisałem - większość to są kobiety, które powywijają sobie szabelką na forach czy w dyskusjach z przyjaciółkami, zasapią się przy tym i potem w domu są już grzeczne :).
                        • 12.10.12, 09:37

                          > eee tam. Ja stawiam, że - jak już to raz pisałem - większość to są kobiety, któ
                          > re powywijają sobie szabelką na forach czy w dyskusjach z przyjaciółkami, zasap
                          > ią się przy tym i potem w domu są już grzeczne :).

                          wystarczy taką aktywistkę gdzieś nie przy kolezankach za pośladek złapać i już miękka jak wosk ;P









                          UstawieniaWyloguj

                          abrigado

                          Ulubione fora
                          Ulubione wątki
                          Mężczyzna




                          + dodaj zdjęciaTwoje:PostyZdjęcia

                          Posty:PrzyjaciółNieprzyjaciół




                          ForumTowarzyskie


                          Samotni? - łączmy się! ;-)
                          (Brak) Seks(u) w małżeństwie
                          40+
                          Na razie optymistycznie
                          PODWÓRKO
                          S@lon Odrzuconych [O!]
                          Kalejdoskop ❁♫♫
                          Vistula
                          forum (...)lolum.
                          Ławeczka pod Wierzbą

                          więcej »Załóż forum














                          reklama
                        • 12.10.12, 12:07
                          yoric napisał:
                          > eee tam. Ja stawiam, że - jak już to raz pisałem - większość to są kobiety, któ
                          > re powywijają sobie szabelką na forach czy w dyskusjach z przyjaciółkami, zasap
                          > ią się przy tym i potem w domu są już grzeczne :)

                          A większość panów grzecznie wraca pod pantofel żony :)

                          --
                          Uzależnienie
                          • 12.10.12, 12:11
                            mujer_bonita napisała:


                            >
                            > A większość panów grzecznie wraca pod pantofel żony :)
                            >

                            A większość ludzi to tchórze. To truizmy.
                            --
                            Idę i myślę i nie wiem co myśleć
                            Myśli jak uderzenia bata...
                            Brat nie ma już miłości dla mnie i mojego brata
                            To zabija mnie od środka, wpędza w kompleks,
                            • 12.10.12, 12:47
                              that.bitch.is.sick napisała:


                              milcz jak do mnie mówisz!
                              • 12.10.12, 12:56
                                abrigado napisał:

                                > that.bitch.is.sick napisała:
                                >
                                >
                                > milcz jak do mnie mówisz!

                                Czyżby ten pantofel żony tak Cię uwierał?:D No to mnie Pan dzisiaj rozbawiłeś:)
                                --
                                Idę i myślę i nie wiem co myśleć
                                Myśli jak uderzenia bata...
                                Brat nie ma już miłości dla mnie i mojego brata
                                To zabija mnie od środka, wpędza w kompleks,
                                • 12.10.12, 13:02

                                  > Czyżby ten pantofel żony tak Cię uwierał?:D No to mnie Pan dzisiaj rozbawiłeś:)

                                  z moim fetyszem stóp? nie sądzę zebys mogła mnie dotknąc taka uwagą... niunia
                                  wracaj do polityki- to coś dla Ciebie...









                                  UstawieniaWyloguj

                                  abrigado

                                  Ulubione fora
                                  Ulubione wątki
                                  Mężczyzna




                                  + dodaj zdjęciaTwoje:PostyZdjęcia

                                  Posty:PrzyjaciółNieprzyjaciół




                                  ForumTowarzyskie


                                  Samotni? - łączmy się! ;-)
                                  (Brak) Seks(u) w małżeństwie
                                  40+
                                  Na razie optymistycznie
                                  PODWÓRKO
                                  S@lon Odrzuconych [O!]
                                  Kalejdoskop ❁♫♫
                                  Vistula
                                  forum (...)lolum.
                                  Ławeczka pod Wierzbą

                                  więcej »Załóż forum














                                  reklama
                                  • 12.10.12, 13:10
                                    abrigado napisał:


                                    > z moim fetyszem stóp? nie sądzę zebys mogła mnie dotknąc taka uwagą... niunia
                                    > wracaj do polityki- to coś dla Ciebie...

                                    miałam coś odpisać ale nie będę Cię kopać i tak Cię ktoś nadepnie:)

                                    --
                                    Idę i myślę i nie wiem co myśleć
                                    Myśli jak uderzenia bata...
                                    Brat nie ma już miłości dla mnie i mojego brata
                                    To zabija mnie od środka, wpędza w kompleks,
          • 10.10.12, 00:20
            > Przy okazji Twojej sygnaturki, kim są owi męscy przemocowcy wykorzystujący prze
            > wagę psychiczną bez owych ofiar polecam, (fantastyczne, ujęło nie!)

            Moja sygnaturka jest o przemocowcach, nie o facetach skazanych z paragrafu "znęcanie się nad rodziną". Ten drugi zbiór zawiera kupę najprzeróżniejszych typów osobowościowych. Klasycznych przemocowców też. Artykuł sugeruje (chociaż ja dostrzegam coś na kształt przymrużonego oka przy wynurzeniach panów), że mężczyźni ci są cudni, świetni i łagodni jak baranki jeśli tylko nie mają baby w okolicy. Skarżą się jeden przez drugiego na prowokujące ich, wredne kobiety z przeszłości. No cóż... A w więzieniach, jak wiemy, siedzą sami niewinni ;-) Tak pewnie z tymi panami było. Ale, już całkiem serio, zdarzają się oczywiście niewinnie skazani. Zdarzają się również niewinnie skazani za znęcanie się nad rodziną. Nadal jednak w pierdlu siedzi o niebo więcej rzeczywistych przestępców, a w takich, jak opisany w artykule, domach mieszka więcej tłukących swoje żony w celu prostego rozładowania napięcia niż z powodu podłych babskich prowokacji. I jeszcze jedno: alkohol obecny w większości tych historii. Czynnik nie do przecenienia w doszukiwaniu się przyczyn przemocy domowej. Przemocy domowej, nie przemocostwa manipulacyjnego.

            --
            "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
            by Hunkis
    • 08.10.12, 01:13
      "Niech pani spojrzy na kraje arabskie: kobiety pracują w polu czy w domu, a mężczyźni siedzą i kawę piją. I tak cały dzień. W niektórych kulturach jest większa akceptacja dla takich układów, w innych mniejsza. U nas jeszcze dość niewielka: mężczyzna, którego utrzymuje kobieta i któremu ona organizuje całe życie, nie cieszy się szacunkiem społecznym. Ale w ostatnich dekadach systematycznie wzrasta liczba związków, w których rządzą panie.
      Z czego to wynika?
      - Moim zdaniem jest w tym wina prawdziwie nadopiekuńczych matek. Mężczyzna spod jej skrzydeł trafia pod skrzydła partnerki, która mu mamę zastępuje, we wszystkim go wyręcza. W dzieciństwie mama mu kupowała buty, koszule, gotowała, prała, prasowała, a on miał tylko się uczyć. Niczego od niego nie wymagano, nie było konsekwencji za niewypełnione obowiązki itp."

      Trochę się pogubiłam. Przecież profesor Lew opisuje nam sytuację chłopca sprzed epoki, kiedy koibety zaczęły domagać się włączania mężczyzn do obowiązków domowych! Mama, i ewentualnie służąca, prały, ubierały, chłopiec nie tykał babskich robótek domowych, bo by się jeszcze wykastrował samoistnie. Więc gdzie tu wina współczesnych układów w procesie kształtowania niezaradnego mężczyzny-chłopca? :-O

      --
      "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
      by Hunkis
      • 08.10.12, 07:13
        aandzia43 napisała:
        > wych! Mama, i ewentualnie służąca, prały, ubierały, chłopiec nie tykał babskich
        > robótek domowych, bo by się jeszcze wykastrował samoistnie. Więc gdzie tu wina
        > współczesnych układów w procesie kształtowania niezaradnego mężczyzny-chłopca?

        Różnica jest taka że w przeszłości, w krajach arabskich czy w innych prymitywnych społecznościach do dzis jak nastolatek przekracza wiek inicjacji, wchodzi w męski świat rytuałów i obowiązków, innych niż obrabianie gniazda - pranie i sprzątanie. Jest obecny z innymi męzczyznami, uczy się pomagając, i nikt się nad nim nie użali jak jest miękki.
        Socjolodzy piszą że fabryki i rewolucja przemysłowa w której synowie nie mogą uczyć się od ojców i wujów rozbiła tą podstawową zależność i synowie wpadli pod skrzydełka matek.
        A matki jak mogą jakże często toksyczną "miłością" do syna zapełniają sobie pustkę w życiu.
        Masz co chwilę przykłady takich patologii na ŻR - co wyrośnie z osobnika który w wieku 9 lat śpi razem z matką, bo się boi i jest "silnie związany"?

        --
        Z reguły manipuluje ten, kto mniej seksu potrzebuje, bo ma słabszą dynamikę napięcia seksualnego. Im bardziej ten drugi będzie sfrustrowany, tym łatwiej coś uzyskać od niego. Ale dla więziotwórczej roli seksu takie działanie jest zabójcze.(Wiesław Sokoluk)
        • 08.10.12, 14:18
          urquhart napisał:
          > Socjolodzy piszą że fabryki i rewolucja przemysłowa w której synowie nie mogą u
          > czyć się od ojców i wujów rozbiła tą podstawową zależność i synowie wpadli pod
          > skrzydełka matek.

          Mężczyzna nigdy - absolutnie nigdy nie zobaczy winy w sobie. Nie przyzna, że takie są konsekwencje tego, że ON nie zajmuje się synem tylko winna będzie 'rewolucja przemysłowa'. Och biedne te misie!

          Swoją drogą - powtórzę za Kag - gdzie te pracujące tak jak ojcowie matki mają czas na 'nadopiekuńczość'? Ci sami socjologowie badając wpływ rewolucji przemysłowej nie zauważyli, że chłopcy też szli pracować do fabryk razem z mężczyznami. A z pracy wraca matka i ojciec tak samo. Gdzie tu sens i logika?

          --
          Uzależnienie
          • 08.10.12, 14:29
            mujer_bonita napisała:
            > Mężczyzna nigdy - absolutnie nigdy nie zobaczy winy w sobie. Nie przyzna, że ta
            > kie są konsekwencje tego, że ON nie zajmuje się synem tylko winna będzie 'rewol
            > ucja przemysłowa'. Och biedne te misie!

            Z twojego punktu widzenia niezaprzeczalną winą mężczyzny jest to że jego mózg nie jest deteminowany do rodzicielstwa przez prolaktynę i nagradzany oksytacyną i że nie ma instynktu macierzyńskiego. Jego życie niekoniecznie kręci sie wokół potrzeb gniazda i potomstwa. Wiekszośc wybitnych jednostek, genuszy, naukowców, wynalazców, artystów było beznadziejnymi rodzicami .
            U kobiet nie widzisz winy kiedy odwrotnie nadmiar tego instynktu powoduje bardzo często także patologie.
            To dosyć wygodne dla samic feministyczne śmieszne i szowinistyczne wartościowanie.
            --
            Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
            • 08.10.12, 14:36
              Jego życie niekoniecznie kręci sie wokół
              > potrzeb gniazda i potomstwa.

              No skoro tak, to gdzie Twoim zdaniem, sila rzeczy, maja trafic te dzieciaki jak nie pod skrzydla matki? Ktos sie w koncu musi nimi zajac. Nie wiem czy zauwazylas, ale niemowle ludzkie jest kompletnie bezbronne i samo nie przezyje.
            • 08.10.12, 14:45
              urquhart napisał:
              > Z twojego punktu widzenia niezaprzeczalną winą mężczyzny jest to że jego mózg n
              > ie jest deteminowany do rodzicielstwa przez prolaktynę i nagradzany oksytacyną
              > i że nie ma instynktu macierzyńskiego. Jego życie niekoniecznie kręci sie wokół
              > potrzeb gniazda i potomstwa. Wiekszośc wybitnych jednostek, genuszy, naukowców
              > , wynalazców, artystów było beznadziejnymi rodzicami .

              Wina niezaprzeczalna jest wtedy, kiedy człowiek zdając sobie sprawę ze swoich obowiązków zaniedbuje je. Bardzo często właśnie inteligentny człowiek całkiem świadomie. Życie nie składa się tylko z tego, co uważamy za przyjemne. Nikt nikomu dzieci mieć nie każe, nie ma obowiązku.

              > U kobiet nie widzisz winy kiedy odwrotnie nadmiar tego instynktu powoduje bardz
              > o często także patologie.

              Widzę patologie. Ale nie każde zachowanie, które nie podoba się mężczyźnie jest patologiczne. Dlatego te patologie 'bardzo często' to występują w Twoim wypaczonym światopoglądzie - nie w realu.

              --
              Uzależnienie
        • 09.10.12, 23:54
          Nie o to mi chodziło Urrqu. Lew jednym tchem mówi o współczesnych facetach, co nie potrafią się sami obsłużyć w wielu kwestiach i spod skrzydeł mamy przechodzą pod skrzydła żony, a przecież to nie jest wytwór współczesności! Kiedy chłopy mogły sobie pozwolić na kompletną pogardę dla dreptania wokół swoich gaci i kapoty, żeby były czyste i dreptania wokół innych, równie prozaicznych spraw, wtedy właśnie przechodziły spod skrzydeł mamy (i ewentualnie służby) pod skrzydła żony (i ewentualnie służby). Właśnie teraz większość jest dużo bardziej samodzielna pod tym względem.
          Jeśli zaś chodzi o zaradność tzw. życiową (zarobki, zarządzanie swoimi interesami, swoim życiem). No cóż... Bycie oficjalnym panem stworzenia nie powoduje automatycznie, że będzie się jeden z drugim zachowywać jak na takiego przystało ;-) Nosić koronę z automatu włożoną na głowę w chwili narodzin za samo posiadanie siurka każdy z nich chętnie nosił i czerpał z tego profity. Ale z wypełnianiem obowiązków już było różnie. Gremialnie było różnie, nie wyjątkowo. Jeśli do literatury popularnej XIX wieku przedostają się liczne przykłady matek i żon ciągnących synów i mężów przez życie, to nie mogło to być zjawiskiem rzadkim czy szczególnie bulwersującym. Raczej przypadkiem oswojonym i nie wzbudzającym szalonych emocji, choć oczywiście potępianym. Bolesław Kirło z "Nad Niemnem" Orzeszkowej - radosny birbant na którego pracowała żona w pocie czoła zarządzająca majątkiem, wychowująca dziec i jednocześnie drepcząca wokół jego gaci i kapoty. Zygmunt Korczyński także stamtąd - tego obskakiwały mamusia i żona. Dziesiątki postaci z powieści Zoli, dziesiątki postaci z powieści Balzaka. Wszyscy ci panowie nie byli wyrzucani poza społeczność, w której przyszło im żyć z swoje nieróbstwo i mniej lub bardziej dyskretne zrzucanie odpowiedzialności za dobrobyt rodziny na kobiety. Byli przyjmowani na salonach czy w izbach. Ehhhh.... jednym słowem: nihil novi sub sole. Tylko teraz przypisuje się sile kobiet rolę destrukcyjną. Dopóki siła ta robiła swoje po cichu i bez oficjalnego uznania zasług - wszystko było OK. Król uważany był za ubranego mimo gołej dupy ;-P

          --
          "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
          by Hunkis
    • 08.10.12, 06:25


      = domina + niewolnik

      niektórzy lubią takie zabawy ;-)

      --
      "Nie oceniaj mnie, bo chociaż wyglądam na wieśniaka - niezły ze mnie jebaka ..."
      • 08.10.12, 13:43
        Coz ten artykul chcial nam powiedziec? Takie sobie glupie gadanie, niby tak ale tak. A jakies propozycje rozwiazan? Cos konkretnego?
        I znow meski swiat i meski punkt widzenia i traktowanie z meskiej perspektywy "zanikanie seksu w zwiazkach"(zapomnial o internecie i porno, ktorych kiedys nie bylo). A coz ten pan wie albo powiedzial o seksie naszych prababek albo babek. Kogo interesowala kobieta i jej satysfakcja? Facet chcial, facet bral, albo kobieta dawala dla swietego spokoju. Kazde bzykanko moglo oznaczac kolejna ciaze. Czasy zmienily sie kiedy wprowadzono pigulkeanty i wreszcie zaczeto mowic rowniez o kobiecej seksualnosci i jej orgazmach. I nagle...oj,seksu brakuje i nagle sie okazuje, ze mezczyzni nie potrafia podolac. A moze oni wczeniej byli tacy jorni, bo kobiety tak rzadko chcialy i mieli swoja penetracje bez zastanawiania sie nad kobieca satysfakcja.
        Porozka jest tez mowienie tutaj o swiecie arabskim. Coz dobrego wynika w nim dla kobiet, na Boga?
        Dalej: nadopiekuncze matki, ktore jednoczesnie pracuja zawodowo, kiedy one w ogole maja czas sie nadopiekowac tymi dzieciakami. A poza tym gdzie sa tatusiowie? Przed kompem, przed TV, w dupie maja wychowanie dzieci. Do tego pozwalaja zonie zajmowac sie wszystkim i podejmowac decyzje...czesto czysta wygoda, maja to w d..pie, bo wiedza, ze zona sie zajmie. A zona sie zajamie, bo meczy ja gadanie i czekanie az pan ruszy du...e.
        I jeszcze niby faceci, ktorzy wola byc na utrzymaniu kobiet. Jak to sie ma do prawd forumowych facetow, ktorzy uwazaja, ze kabiety od faceta chca kasy i bezpieczenstwa. Do tego ciagle podkreslaja, ze to oni utrzymuja rodzine, zarabiaja krocie, dlatego zona, ktora zarabia mniej ma zap..lac w domu. A jak zostaje w domu z dzieckiem nazywaja ja "pasozytem". Ku..wa, mezczyzni, czego Wy tak naprawde chcecie?
        Sa rowne szanse, z malymi ograniczeniami dla kobiet, bo to one sa w ciazy, rodza dzieci, karmia pieresia (co mozna tez uznac za wieksze mozliwosci niz ma facet, zaleznie od kontekstu).
        Ludzie, zyjemy we wspanialych czasach(przynajmniej w Europie), kazdy rozsadny czlowiek ma prawo stworzyc zwiazek: silna kobieta, silny mezczyzna. Ale owszem zdarza sie i odwrotnie slaba kobieta, slaby mezczyzna i zdarza sie slaba kobieta, slaby mezczyzna. Silna kobieta, slaby mezczyzna nie jest jedyna opcja.
        A reszta to juz kwestia wyboru i dobrania sie. Kazdy wie albo powinien wiedziec czego szuka i jak sobie wyobraza swoje zycie.
        • 08.10.12, 14:12
          kag73 napisała:
          > Ku..wa, mezczyzni, czego Wy tak naprawde chcecie?

          Ja bym powiedziała 'zawsze czego innego' ;)

          --
          Uzależnienie
          • 08.10.12, 14:40
            Ja Ci powiem czego oni chca:
            Kobieta ma pracowac, ale miec gorsze stanowisko niz mezczyzna i zarabiac mniej, zeby on mogl wymagac od niej drugiego etatu w domu, bo przeciez mniej zarabia. Do tego bedzie mogl, w razie koniecznosci, podkreslac ile on robi dla rodziny i jak ona jest od niego finansowo zalezna.
            Jak juz to wszystko zrobi: jeden etat w robocie, drugi w domu przy kuchni i z dziecmi, to wieczorem ma wlozyc seksi ciuszki i rozpieszczac meza. Oczywiscie tylko pod warunkiem, ze on tego chce, bo moze sie zdarzyc, ze akuratnie woli porno i raczke, wtedy nie.
            Proste.
            • 08.10.12, 15:02
              śmiała teoria :)
            • 08.10.12, 21:23
              Ja również takie odnoszę wrażenie jak czytam co poniektóre wypociny na forum bądź pseudo-naukowe rozważania wklejane z internetowych artykułów ;)
              Na szczęście istnieje jeszcze świat poza forum i Lwem-Starowiczem, gdzie wszystko jest znacznie mniej czarno-białe.
            • 08.10.12, 21:41
              ... i nie zapominajmy o Tym ze na dodatek to dego wszystkiego, koniecznie wiecej niz jedna (ta foka). Bo przecierz jedna to moze sobie nie poradzic z tym wszystkim, a to by byl skandal jakby wieczorem te majteczki zalozyla NA ODWROT ze zmenczenia. Juz tu kolega sie zalil jeden ze wielozenstwo to jest problem a w bulandzkim ciemnogrodzie i ze to nie wolno i mozn to pierdla isc i miec komin wypucowany, przez takiego dajmy na to Komorego, co postuluje ze jest zbyt leniwi zeby puknac czyjegos meza ale w penitencjariacie to czemu by nie.
        • 09.10.12, 18:51
          A ja pozwolę sobie w tym miejscu wrzucic cytac Potwora z Piccadily nt. mężczyzn (egoistów) i ich podejscia do kobiet i do seksu. Jak zwykle bardzo trafnie ujęte...zgadzam się z tym w pełni.

          "1 - Bez osobistego zaangażowania emocjonalnego mężczyzni szybko się nudzą i zaczynają skać z kwiatka na kwiatek by po latach, zapytani, "no i jak", odpowiedzieć, "gdybym wiedział, to nigdy bym się nie nie rozwodził".
          2 - Partnerki i owszem, dają, lecz wyczuwając egoizm i brak emocjonalnego zaangażowania partnera, nie dają wszystkiego. Ba, potrafią nawet sobie znanymi sposobami rozpocząć powolny proces kastrowania takiego osobnika, a on ? On stwierdza że wszystkie baby są durne, nie potrafią docenić prawdziwego samca i oddaje się we władzę "uli rączkowskiej".
          3 - Nastawiony na uprawianie seksu tylko dla seksu egoista, przeważnie oczekuje wzorcowego piękna, a że takowe istnieje tylko w fantazjach, to go nie znajduje i przeżywa szok, niesmak bo przecież miało być pięknie, a tu pryszczyk, fałdka, cycek jakiś nie taki i konik fik.
          Na koniec pewna prawidłowość (wypraktykowana).
          Seks dla seksu, to góra parę lat satysfakcji.
          Akty miłosne, to całe życie. "
    • 08.10.12, 22:22
      “Z czego to wynika?
      - Moim zdaniem jest w tym wina prawdziwie nadopiekuńczych matek.”

      Dziwi mnie, czemu tak powszechnie tłumaczy się wiele męskich ułomności tymi mitycznymi nadopiekuńczymi matkami (często towarzyszy im drugi przymiotnik „kastrujące”), zapominając, że dziecko ma przecież dwoje rodziców. Demonizując skądinąd rzecz bardzo piękną – troskę i dbanie o drugiego człowieka.
      Czy rzeczywiście, nawet mając nadopiekuńcza matkę, która wszystko poda pod nos, jedyny wniosek jaki wyciągają mężczyźni to „wykastrowałaś mnie mamo, taki jestem teraz bidny” zamiast „dziękuje że poświeciłaś mi tyle swojego czasu, może ja się zrewanżuję teraz innym (np. partnerce), bo pamiętam jaką przyjemność mi sprawiła mi twoja opieka”?

      Przecież to oczywiste, że ci mężczyźni, którzy oddają takie niewdzięczne pola jak wychowanie dzieci czy prowadzenie domu kobietom, robią to z wygody oraz dlatego, że są to mało prestiżowe w oczach tych mężczyzn zadania.
      Tym bardziej dziwi mnie, że takie wyjaśnienie pada z usta pana profesora zaraz po tym jak stwierdził kilka zdań powyżej, że „Mężczyzna, jeśli źle się poczuje w tym gnieździe, bo nagle sam będzie musiał o tym wszystkim myśleć, wyfrunie. Ugnie się pod ciężarem obowiązków”.

      Toż to stawia kobiety między młotem a kowadłem.

      Słabeusze (płci dowolnej) będą zawsze szukać winy w innych, a nie w sobie.
      Każdy z nas ma na pewno kogoś w otoczeniu kogoś słabego, któremu życie się nie udało przez jakichś „onych” polityków, system, rodzinę, kolegów i wszechświat. A w rzeczywistości są ofiarami własnej nieudolności i braku tzw. jaj.
      I tu zgadzam się z profesorem, że „Jeśli partner czuje się silny w swojej roli męskiej, dowartościowany, to potrafi wejść w rolę partnerską, może się cieszyć sukcesami kobiety. Natomiast jeżeli mężczyzna ma problem z zaspokajaniem swoich aspiracji, to będzie głosił pogląd, że miejscem kobiety jest kuchnia, a jeśli jakaś robi karierę w jego firmie, to na pewno przez łóżko.”

      Taka prawda. Jak ktoś za bardzo jedzie po babkach to zazwyczaj sam jest po prostu życiowym looserem.

      Zgadzam się z kag73 że ludzie sami są kowalami swojego losu, od nich zależy jacy będą i z kim stworzą związek, tylko trzeba się zdecydować czego się chce. Wiąże się to co prawda z wyborem czy chce się zjeść ciastko czy mieć ciastko i wg mnie tutaj zawiera się clou problemu, bo przez stulecia tego wyboru mężczyźni nie musieli podejmować.
      • 08.10.12, 23:38
        stary.dziadyga napisała:
        > Taka prawda. Jak ktoś za bardzo jedzie po babkach to zazwyczaj sam jest po pros
        > tu życiowym looserem.

        :D

        --
        Uzależnienie
        • 08.10.12, 23:50
          mujer_bonita napisała:

          > stary.dziadyga napisała:
          > > Taka prawda. Jak ktoś za bardzo jedzie po babkach to zazwyczaj sam jest p
          > o pros
          > > tu życiowym looserem.
          >
          > :D

          W odróżnieniu oczywiście od jechania po facetach które jest symbolem przebojowości i postępu.
          • 08.10.12, 23:52
            urquhart napisał:
            > W odróżnieniu oczywiście od jechania po facetach które jest symbolem przebojowo
            > ści i postępu.

            Ale to przecież to był cytat ze Starowicza... podważasz jego zdanie? :D

            --
            Uzależnienie
    • 10.10.12, 22:40
      Prawdziwy mężczyzna poradzi sobie w łóżku nawet kiedy żona zarabia trzy razy więcej od niego
      • 11.10.12, 08:44
        Jesli kobieta rządzi w związku, co jest nagminne nazywa to ,,stosunkami partnerskimi." Tak, żeby facetowi nie było przykro. Tak więc słowo ,,partnerstwo" ma obecnie drugie znaczenie.
    • 12.10.12, 17:13
      > Jeśli partner czuje się silny w swojej roli męskiej, dowartościowany, to potrafi wejść w rolę partnerską, może się cieszyć sukcesami kobiety. Natomiast jeżeli mężczyzna ma problem z zaspokajaniem swoich aspiracji

      wklejam kawałek, bo sporo osób z lubością go cytuje jako samo sedno wywiadu i przy okazji wygodną konkluzję --> problemem nie jest siła kobiet, tylko słabość mężczyzn.
      Tyle, że jak już nie raz pisałem, samo narzekanie jeszcze nie rozwiązuje problemu, ani nawet dobrze go nie diagnozuje. Jak co do czego przyjdzie, okazuje się, że 'mężczyzn silnych w swojej męskiej roli' jest stosunkowo niewielu, a ci, którzy tacy są, niekoniecznie zainteresowani są tak zwanymi kobietami sukcesu. I co te kobiety sukcesu mają zrobić? Chodzą i marudzą, gdzie ci mężczyźni, sami nieudacznicy albo tacy co 'boją się silnych kobiet'.

      To mi przypomina postawę biura podróży, które specjalizuje się w wycieczkach Afganistanu i narzeka na brak klientów, a turystów preferujących wakacje w Chorwacji wyzywa od tchórzy.

      Kobieta chce być silną kobietą? Bardzo dobrze, niech sobie będzie; niewątpliwie świat skonstruowany tak, jak obecnie (na Zachodzie), dający babkom taką opcję, jest lepszy od alternatyw. Niech 'silne kobiety' mają jednak świadomość, że w życiu jak na rynku - jest podaż i jest popyt, i co stanowi, a co nie stawi w nim karty przetargowej.
      • 12.10.12, 17:53
        yoric napisał:
        > wklejam kawałek, bo sporo osób z lubością go cytuje jako samo sedno wywiadu i p
        > rzy okazji wygodną konkluzję --> problemem nie jest siła kobiet, tylko słab
        > ość mężczyzn.

        No i na samym początku popełniasz błąd. Problemem nie jest 'słabość mężczyzn' - problemem jest to, że oni sami czują się słabi, często nawet podświadomie. I tak - to jest SEDNO problemu. Dochodzi do tego kwestia braku akceptacji przez mężczyzn ich własnych słabości. Nie piszę akceptacji siebie jako 'słabego mężczyzny' tylko właśnie akceptacji własnych niedostatków, które często nie przesądzają zupełnie o atrakcyjności jednostki lub są nieistotne dla kobiety.

        Kobiety są coraz bardziej niezależne i niestety panowie - dla was też to będzie problem. Podaż niezaradnych gąsek Balbinek (których nota bene nie szanujecie) też nie jest nieograniczona. Albo nauczycie się partnerstwa, symbiozy albo... będziecie skazani na prostytutki ;)

        --
        Uzależnienie
        • 12.10.12, 18:23
          > problem. Podaż niezaradnych gąsek Balbinek (których nota bene nie szanujecie)
          > też nie jest nieograniczona

          Dokładnie, meżczyźni sami sobie ten bat na tyłek ukręcili.
          Nie umieli docenić słabych i usługujących na każdym kroku to teraz jest jak jest, a większość panów na słowo feminizm dostaje gęsiej skórki.

          • 13.10.12, 11:56
            stary.dziadyga napisała:
            > Nie umieli docenić słabych i usługujących na każdym kroku to teraz jest jak jes
            > t, a większość panów na słowo feminizm dostaje gęsiej skórki.

            Hmm, Wiele związków które znam silnego mężczyzny i słabej kobiety jest satysfakcjonujacych i trwałych.
            Do wyjątków zaś należy sytuacja odwrotna, kiedy mężczyzna jest słaby.
            Ale obie strony mi się wydaje na tym tracą przecież?


            Tu mi jedna kobietka podpowiedziała że ciekawa pozycja że jest na ten temat.
            W tym żeby wrócić do definicji co to jest "silna kobieta"
            Czekam an odnowienie limitu na chomiku żeby przeczytać:
            Maja Storch - Tęsknota silnej kobiety za silnym mężczyzną
            >>>
            Książkę Tęsknota silnej kobiety za silnym mężczyzną napisałam właściwie dla siebie, dla moich przyjaciółek i pacjentek, które zwróciły mi uwagę na ten wewnętrzny konflikt. Napisałam ją dla wszystkich współczesnych kobiet, które przeżywają romantyczny dylemat silnej kobiety i nie wiedzą, jak go rozwiązać.
            Kim jest silna kobieta? Jest to kobieta wyzwolona. Nie chodzi mi jednak o stereotypowe wyobrażenie „walczącej feministki”, owego żywiącego się męską krwią potwora o wąskich, zaciśniętych wargach, który wyrzucił ze swojego życia wszystko, co wiąże się z seksualnością. Nie mam na myśli sawantki, bardziej męskiej niż wszyscy mężczyźni razem wzięci. Nie chodzi mi również o tę surową, ubraną w szary kostium kobietę z włosami gładko upiętymi w kok, która mieszka samotnie z kolekcją kaktusów na parapecie.
            Mam na myśli kobiety atrakcyjne, prowadzące aktywne życie seksualne. Kobiety, które nauczyły się wierzyć we własne siły i które nie czekają na to, że pewnego dnia pojawi się mężczyzna, by je chronić. (...)
            Jeśli rozpoznajesz siebie w tym opisie, to znaczy, że jesteś typem kobiety określanej przeze mnie mianem „silnej”. Zapewne stanęłaś już wobec romantycznego dylematu silnej kobiety, o którym będę mówić w tej książce. Walczyłaś jak tygrysica i dorobiłaś się niejednej blizny. Po świecie chodzi iluś tam mężczyzn, którzy liżą rany odniesione w potyczkach z tobą. Są to mężczyźni naznaczeni przez tygrysicę. Raniłaś ich, ale i oni ranili ciebie. Ponieważ silna kobieta jest również kobietą inteligentną, zdajesz sobie sprawę z tego, że za każdym razem podejmujesz tę samą grę. Chciałabyś z tym skończyć, ale nie wiesz, jak to zrobić.

            --
            Z reguły manipuluje ten, kto mniej seksu potrzebuje, bo ma słabszą dynamikę napięcia seksualnego. Im bardziej ten drugi będzie sfrustrowany, tym łatwiej coś uzyskać od niego. Ale dla więziotwórczej roli seksu takie działanie jest zabójcze.(Wiesław Sokoluk)
            • 13.10.12, 12:17
              urquhart napisał:
              > Hmm, Wiele związków które znam silnego mężczyzny i słabej kobiety jest satysfak
              > cjonujacych i trwałych.

              Och na pewno! Jak słaba kobieta nie jest na tyle silna, żeby odejść lub nie ma dokąd odejść to nic dziwnego, że związek jest trwały. A dla Ciebie satysfakcjonujący związek = zadowolony mężczyzna. Zadowolenie kobiety g... Cię obchodzi więc wszystko się zgadza :D

              --
              Uzależnienie
              • 13.10.12, 13:01
                > urquhart napisał:
                > Och na pewno! Jak słaba kobieta nie jest na tyle silna, żeby odejść lub nie ma
                > dokąd odejść to nic dziwnego, że związek jest trwały. A dla Ciebie satysfakcjon
                > ujący związek = zadowolony mężczyzna. Zadowolenie kobiety g... Cię obchodzi wię
                > c wszystko się zgadza :D

                Z punktu widzenia mężczyzny - to na pewno.
                Jeżeli nie interesuje Cię wzniesienie się ponad to i szukania płaszczyzny porozumienia i kolejną dyskusję koniecznie masz potrzebę sprowadzić do spolaryzowania i okopywania sie w swoich okopach to trudno.


                --
                Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
            • 13.10.12, 13:04
              > Hmm, Wiele związków które znam silnego mężczyzny i słabej kobiety jest satysfak
              > cjonujacych i trwałych


              Mam w rodzinie przykład związku, który można określić jako związek silnego mężczyzny i "słabej" kobiety (cudzysłów, bo nie mam pewności, czy ciocia taka słaba jest, chociaż zarabianiem dużych pieniędzy się nie parała :-)). Wujek ma w tej chwili siedemdziesiąt lat i nikt patrząc na niego nie ma wątpliwości, że to nadal samiec alfa, choć najlepsze lata ma już poza sobą. Ambitny i wściekle pracowity mężczyzna wykorzystał chyba wszystkie szanse, jakie życie mu dało. Ale... ma jeszcze jedną zaletę, dla której ciocia przy nim kwitnie: priorytetem zawsze była dla niego rodzina. Nie tylko żona i dzieci, ale również rodzeństwo, za które czuł się odpowiedzialny i wspomagał, jak mógł. Taki urodzony przywódca klanu :-) Poza tym nie unikał opiekowania się niepełnosprawnym umysłowo dzieckiem w czasach, gdy większość facetów nie przyznawała się do takiego dziecka! Nie porzucił żony, bo nie urodziła mu od razu dorodnego dziedzica, tylko trwał przy niej opiekującąc się tym "niedorobionym" (wiele lat później urodziło im się dziecko normalne). To facet, przy którym można się czuć bezpiecznie, bo on naprawdę MA COŚ DO ZAOFEROWANIA. Nie tylko kasę i obrotność, ale pewność, że tych zasobów nie roztrwoni, nie wyda na inne baby, ale lwią jej część przeznaczy na Rodzinę. Nie tylko decyzyjność i pewność siebie, ale pewność, że ta decyzyjność i żelazna wola objawi się w trudnych chwilach w życiu rodziny. Chwała ci, wujku! :-)
              Dla smaczku dodam jeszcze, że bez większych problemów poradził sobie z wielką opiekuńczością żony wobec dzieci. Pełnosprawny syn, chociaż oczko w głowie oszalałej z miłości mamusi, wyrósł na normalnego faceta, niepełnosprawny jest bardzo samodzielny, jak na swoje wrodzone możliwości. Wujek z pokolenia, które nie paliło się do zmieniania pieluch, ale kontakt z dziećmi miał dobry i nie unikał angażowania się w opiekę i wychowanie. No i ten jego pełen czułości i dumy wzrok, kiedy patrzył na swojego malutkiego synka :-) A tak poza tym, patrząc na nich przez kilkadziesiąt lat nigdy nie miałam wątpliwości, że patrzę na Kobietę i Mężczyznę :-)

              --
              "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
              by Hunkis
              • 13.10.12, 13:24
                To co piszesz to zacny przykład ale to jest odrębne zagadnienie.
                Mądrego i słusznego używania Siły.
                Ale najpierw trzeba ją mieć.
                Można ją mieć i mimo to użyć ją w złym celu, by krzywdzić i ranić innych.
                Można jej nie mieć i szukać namiastki w postaci agresji wywołanej frustracją
                O tym pisze w Żelaznym Janie Bly, co jest coraz wiekszym problemem mężczyzn nie potrafiacym uwolnić się spod wpływu matek które chcą ich chronić jak najdłużej przed zagrożeniami które są także wyzwaniami (a dziś mają wiecej możliwości niż kiedyś).
                --
                Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                • 13.10.12, 13:41

                  > To co piszesz to zacny przykład ale to jest odrębne zagadnienie.
                  > Mądrego i słusznego używania Siły.
                  > Ale najpierw trzeba ją mieć.

                  Jakie odrębne zagadnienie? Ustosunkowałam się do twojego stweirdzenia, że znasz szczęśliwe związki silnego mężczyzny i słabej kobiety. Ja też znam i podzieliłam się wiedzą. Mój przykład jest przykładem na to, że aby taki związek był szczęśliwy, to mężczyzna musi poza posiadaniem siły używać jej słusznie i mądrze. A jakie widzisz inne wyjście dla uszczęśliwiania kobiet w związkach? W poddawaniu się sile głupich i złych mężczyzn? Z mądrym silnym facetem, jak mój wujek można być usatysfakcjonowaną i spełnioną, ale z głupim nie. Wtedy bezpieczniej mieć własną siłę i umieć z niej korzystać. A ponieważ silnych, mądrych i prawych zawsze było niewielu, zawsze należy mieć swoje zasoby mocy. Logiczne.

                  --
                  "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                  by Hunkis
              • 13.10.12, 17:03
                aandzia43 napisała:

                priorytetem zawsze
                > była dla niego rodzina. (...)
                Nie tylko kasę i obrotność, ale pewność, że tych zasobó
                > w nie roztrwoni, nie wyda na inne baby, ale lwią jej część przeznaczy na Rodzine (...)
                a twój tato mógł mieć kompletnie inne zapotrzebowania rodzinne i nei wybrać rodziny przed swoimi chłopięcymi upodobaniami.

                No wlasnie aandzia, ale czy mezczyzna tzw silny czy jakikolwiek inny 'powinien' przedkladac rodzine ponad wszystko inne? Widze, ze taki mezczyzna ci imponuje, rozumiem to. Ale co z mezczyzna, ktory nie chce zapomniec o swoich "chlopiecych upodobaniach", a co jesli one sa dla niego wazne? Nie moga byc rownie wazne jak rodzina? Czy nie nalezy ich uszanowac i najwyzej wspierac go w ewentualnym zachowaniu rownowagi miedzy tym chlopiecym a tym rodzinnym zyciem, zamiast jak probuje wiele kobiet zamknac faceta tylko w kregu rodziny? Byc moze tak czynilas, a nie zrozumialam.

                Podsmowujac: co z nierodzinnymi pragnieniami mezczyzny?
                • 13.10.12, 17:24
                  hello-kitty2 napisała:
                  > No wlasnie aandzia, ale czy mezczyzna tzw silny czy jakikolwiek inny 'powinien'
                  > przedkladac rodzine ponad wszystko inne? Widze, ze taki mezczyzna ci imponuje,
                  > rozumiem to. Ale co z mezczyzna, ktory nie chce zapomniec o swoich "chlopiecyc
                  > h upodobaniach

                  Milska bodajrze pisała celne że miarą dojrzałości jest harmonijne łaczenie róznych sfer życia: gdzie mamy zobowiązania: rodzicielstwa, związku, pracy, a także hobby które daje nam enegie i inspirację bez szkody dla żadnego z nich.
                  Każda nierównowaga jest czyimś kosztem.
                  Panie typowo przesadzają w rodzicielstwie, panowie w pracy.



                  --
                  Z reguły manipuluje ten, kto mniej seksu potrzebuje, bo ma słabszą dynamikę napięcia seksualnego. Im bardziej ten drugi będzie sfrustrowany, tym łatwiej coś uzyskać od niego. Ale dla więziotwórczej roli seksu takie działanie jest zabójcze.(Wiesław Sokoluk)
                • 13.10.12, 19:43

                  > Podsmowujac: co z nierodzinnymi pragnieniami mezczyzny?
                  >

                  Nigdzie nie napisałam, że nie miał czy nie ma swoich nierodzinnych pragnień. Nikt go też nie zamykał w kręgu rodziny. To, co mi imponuje w nim, to poczucie odpowiedzialności za bliskich bez robienia z siebie pantofla.

                  --
                  "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                  by Hunkis
            • 13.10.12, 13:14
              > Maja Storch - Tęsknota silnej kobiety za silnym mężczyzną

              Zajawka książki bardzo interesująca :-)


              Kobiety, k
              > tóre nauczyły się wierzyć we własne siły i które nie czekają na to, że pewnego
              > dnia pojawi się mężczyzna, by je chronić. (...)

              Ten brak oczekiwania, że pojawi się osoba, której można zawierzyć we wszystkim, i która będzie nas chronić, to bardzo wielkie osiągnięcie rodu żeńskiego. Ludziom nie należy bezwzględnie ufać, nie zasługują na to ;-)
              Wolę oczekiwanie na partnera, który jak koń w jednym zaprzęgu, jak basior przy waderze, pójdzie ze mną do przodu. Ramię w ramię.

              --
              "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
              by Hunkis
            • 13.10.12, 13:23
              urquhart napisał:

              > Książkę Tęsknota silnej kobiety za silnym mężczyzną (...) Ponieważ silna kobie
              > ta jest również kobietą inteligentną, zdajesz sobie sprawę z tego, że za każdym
              > razem podejmujesz tę samą grę. Chciałabyś z tym skończyć, ale nie wiesz, jak t
              > o zrobić.

              To bardzo, bardzo ciekawe. Czytaj Urqu i referuj nam Dyrektorkom :)
        • 12.10.12, 18:33

          > Kobiety są coraz bardziej niezależne i niestety panowie - dla was też to będzie
          > problem. Podaż niezaradnych gąsek Balbinek (których nota bene nie szanujecie)
          > też nie jest nieograniczona. Albo nauczycie się partnerstwa, symbiozy albo... b
          > ędziecie skazani na prostytutki ;)
          >


          kobiety niezależne ??? dobre sobie ;P
          ostatnio pracuję z tzw silnymi kobietami- jezu jak one wzystkie szukają jasno okreslonych i wyznaczonych przez kogos reguł- a komunikat: "mamy swobodę" jest dla nich przerażajacy

          wiec gdzie tu niezależność?
          ta cała wasza siła i zaleznosc ma racje bytu tylko w mocno oswojonej i bezpiecznej codzienności demokratycznego panstwa zachodu. wystarczy przebicie opony gdzieś w szczerym polu i jesteście bezradne zaleknione
          jakiekolwiek zburzenie hierarchi społecznej albo po prostu brak wsparcia grupy powoduje natychmiastową neizdolność do dizałania kobiet.

          ta rada o partnerstwie to wyraz waszego podświadomego dazenia do "kolejkowania" i podsawania mężczyzny próbom nacisku- bo tylko uwieszone jakiegoś faceta czujecie się "w miarę" ..ale ponieważ nie jest to pełnwe bezpieczeństwo zwsze lubicie mieć szereg zapasowych kół ratunkowych
          i po to te bujdy o partnerstwie.

          byłaby to hipokryzja, gdyby nie to, ze znalezienie żywiciela przez pasozyta ( słowa rycerza Sabata :P) jest jedyną racjabytu tego pasożytu i nie moze on przyjąć d wiadomosc , ze zywicielowi to nie odpowiada ;P

          naprawde coraz więskza jest rzesza facetów dla których nie macie nic wielkiego do zaoferowania. I wcale nie prostytutki sa waszą alternatywa

          po prostu większość rzeczy, które w was budzi przerażenie, albo przynajmniej niepokój dla przecietnego faceta jest rozrywka i przyjemnościa samą w sobie

          nie mozecie być w tym partnerem bo nie potraficie w tym wspóluczestniczyć.
          to dlatego poza okresem godowym faceci wracaja do grup rówiesniczych lub poświęcaja się aktywnosciom niezwiazanym z kobietami.
          osobiście sądzę, ze gdyby nie społeczna presja na faceta żeby udowadniał jaki to z niego jebaka i rycerz jednoczesnie to duza częśc facetów w ogóle odpusciałby sobie zadawania się z wa i po zaspokojeniu pierwszej ciekawosci












          UstawieniaWyloguj

          abrigado

          Ulubione fora
          Ulubione wątki
          Mężczyzna




          + dodaj zdjęciaTwoje:PostyZdjęcia

          Posty:PrzyjaciółNieprzyjaciół




          ForumTowarzyskie


          Samotni? - łączmy się! ;-)
          (Brak) Seks(u) w małżeństwie
          40+
          Na razie optymistycznie
          PODWÓRKO
          S@lon Odrzuconych [O!]
          Kalejdoskop ❁♫♫
          Vistula
          forum (...)lolum.
          Ławeczka pod Wierzbą

          więcej »Załóż forum














          reklama


          • 12.10.12, 18:49
            abrigado napisał:
            > wiec gdzie tu niezależność?

            Dokładnie tam gdzie Wasza. Niezależność nie oznacza braku reguł - na regułach opiera się życie.

            > wystarczy przebicie opony
            > gdzieś w szczerym polu i jesteście bezradne zaleknione

            Aaaaaale bzdura. Wiesz - istnieje coś takiego jak AutoPomoc/Assistance. Do 'szczerego pola' dojeżdżają w godzinę. Przetestowane. A mało który pan obecnie potrafi zmienić koło. Naprawić kran również - do tego wzywa się hydraulika.

            > naprawde coraz więskza jest rzesza facetów dla których nie macie nic wielkiego
            > do zaoferowania. I wcale nie prostytutki sa waszą alternatywa

            A co kobiecie ma do zaoferowania mężczyzna? Co, czego sama nie może zrobić/kupić?

            > po prostu większość rzeczy, które w was budzi przerażenie, albo przynajmniej n
            > iepokój dla przecietnego faceta jest rozrywka i przyjemnościa samą w sobie

            Tak oczywiście - radzimy sobie od setek lat ale oczywiście jesteśmy 'przerażone' :D :D :D


            Twoja frustracja produkuje naprawdę komiczne teksty


            PS. Popracuj nad edycją swoich postów.

            --
            Uzależnienie
          • 12.10.12, 19:20

            > osobiście sądzę, ze gdyby nie społeczna presja na faceta żeby udowadniał jaki
            > to z niego jebaka i rycerz jednoczesnie to duza częśc facetów w ogóle odpuscia
            > łby sobie zadawania się z wa i po zaspokojeniu pierwszej ciekawosci


            Nie sądzę, że duża część. A ty tak sądzisz, bo chciałbyś, by było was wielu ;-) Mężczyźni źle czujący się w kobiecym towarzystwie, deprecjonujący je i nie szukający go istnieją i istnieli zawsze. Pogarda (jak u ciebie), uprzedzenia, obowiązjujący w danym społeczeństwie modus vivendi, brak potrzeb erotycznych (nie mylić z seksualnymi), zakamuflowany homoerotyzm, zaburzenia ze spektrum autyzmu sprawiające, że w ogóle kontakt z bliźnim jest mocno utrudniony - powody są. Trudno, niech każdy idzie swoją drogą i nie zawraca głowy ludziom, których nie lubi, nie potrzebuje, nie szanuje i dla których jest dopustem bożym, jeśli już pechowym zbiegiem okoliczności wejdzie w relację :-) Dlatego też cieszy bardzo, że wycofałeś się z układów damsko-męskich (poza czystym seksem, jak dobrze zrozumiałam). Człowiek, który popełnił tysiące postów i w ani jednym nie napisał niczego miłego i ciepłego o kimkolwiek (poza swoimi dziećmi) powinien się trzymać z daleka od ludzi w ogóle. W tym od kobiet.

            --
            "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
            by Hunkis
            • 13.10.12, 18:22
              > Człowiek, który popełnił tysiące postów i w ani jednym nie napisał niczego miłego i ciepłego o kimkolwiek (poza swoimi dziećmi) powinien się trzymać z daleka od ludzi w ogóle. W tym od kobiet.

              Andzia! Tak obcesowo o swojej forumowej koleżance??
              • 13.10.12, 19:59
                > Andzia! Tak obcesowo o swojej forumowej koleżance??

                eeee... nie kąsam

                --
                "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                by Hunkis
                • 13.10.12, 20:03
                  A to nie było o Mujer Bonita?
                  • 13.10.12, 20:16
                    yoric napisał:
                    > A to nie było o Mujer Bonita?

                    Twoja mania na mój temat zaczyna mi pochlebiać :D

                    --
                    Uzależnienie
                    • 13.10.12, 20:21
                      Czekaj, daj jej odpisać, bo ja serio pytam...
                      • 13.10.12, 20:30
                        yoric napisał:
                        > Czekaj, daj jej odpisać, bo ja serio pytam...

                        Ależ ja nie wątpię, że serio!

                        Andzia odpisuje na post Abrigado, cytuje post Abrigado, pisze o mężczyznach (choć to tyczy się obu płci) pisze wprost do Abrigado, w zacytowanym fragmencie jest nawet o dzieciach... a Ty jednak widzisz tam mnie :) Czuję się wyróżniona :D

                        --
                        Uzależnienie
                      • 13.10.12, 20:33
                        yoric napisał:

                        > Czekaj, daj jej odpisać, bo ja serio pytam...

                        Yoric, porabalo ci sie :) aandzia pisala do abrigado, a nie o bonicie. Focus! :)
                      • 13.10.12, 21:05
                        Tak, odpisywałam Abrigado.

                        --
                        "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                        by Hunkis
                        • 15.10.12, 02:29
                          > focus!

                          no właśnie nie spojrzałem na kontekst, bo tak bardzo skupiłem się na treści; a przyznasz, że - może poza tymi dziećmi - pasuje wręcz uderzająco :).
          • 13.10.12, 10:00
            Abi-druchu,
            Jak zwykle w awangardzie, jak zwykle wyprzedzasz Nashe chasy i w imię hasła ze histeria sie kołem toczy proponujesz nam neo neolit. Bez dwóch zdań jestem stoba, Bo nie tylko w doopie byłem i gowno widziałem ale podobają mi sie twoje zgrabnie pośladki a pięknie mężczyźni maja zawsze racje.

            Ja sie stoba zgadzam ze mężczyzna nowoczesny pod żadnym pozorem nie da sie zchwytac na słodki lep jej doopy tylko poto żeby w nieskończoność krany naprawiać. Ja mam natomiast dylema, i prośbę o poradę. JAK? Bo ja rozumiem ze są szczęścia natury wyższej jak turlanie sie po tatami, czy hasanie po Hawanie na bajkcyklu. Lecz! Są one bez doop niekompletne, płytkie, mialkie, i to uzaleznienie ma glebokie korzenie w czasie, już będąc na-stolatkiem, wyprowalem z siebie flaki narażając sie na napierdzenie do paszczy w kuzure_yoko_shio_gatame czy inne go uchwyty miłosnego, łamalem ręce walac barany na desce nie tylko poto żeby czuć ze żyje ale poto żeby poczuć jej smukla dłoń we włosach i usłyszeć anielski głos "misiu ...". Coś ci wiecej powiem, teraz w późnej starości, wieku meskim, wieku kleski, przejzczka mruczacym słodko batmobilem wyścielanym czerwona krowi skóra, na nic sie nie zdaje kiedy nie mam obok siebie cytzatejdlugonogiej blondyny, która domaga sie odmieni naprawy kranów i wymiany kół, prędzej świnie zaczną latać i dupami swiecic jak święto-janskie robaki niż ja zadzwonie po Assistance albo hydraulika. Jak tu sie leczyć abi? Jest dla mnie ratunek? Jak sie wyrwać ze szponow tego ich knowania, tego co jeżeli pamięć mnie nie myli chora-suka opisała "radością z bycia nagroda dla swojego faceta". Ja mam zbyt słaba silna wole, nie mogę sie powstrzymać.

            Ratuj! Albert!
            TBR
          • 13.10.12, 11:21
            abrigado napisał:
            > ta rada o partnerstwie to wyraz waszego podświadomego dazenia do "kolejkowani
            > a" i podsawania mężczyzny próbom nacisku- bo tylko uwieszone jakiegoś faceta cz
            > ujecie się "w miarę" ..ale ponieważ nie jest to pełnwe bezpieczeństwo zwsze lub
            > icie mieć szereg zapasowych kół ratunkowych
            > i po to te bujdy o partnerstwie.
            > byłaby to hipokryzja, gdyby nie to, ze znalezienie żywiciela przez pasozyta (
            > słowa rycerza Sabata :P) jest jedyną racjabytu tego pasożytu i nie moze on prz
            > yjąć d wiadomosc , ze zywicielowi to nie odpowiada ;P

            Duża część tego co piszesz jest gorzka ale celna.
            Ale zbyt generalizująca.
            Te silne kobiety dyrektorki , te z którymi współpracujące ja i są skuteczne i kompetentne, do tego atrakcyne ponad przeciętność, od dawna się przyglądam podczas spotkań na palce i wszystkie mają serdeczny palec dłuższy od wskazującego :)
            Znaczy męski mózg. Podobnie tżw słabi mężczyźni, wrażliwi, uciekający od wyzwań, łatwo się podporządkowujący się pod poantoflem to przecież typowo uformowany estrogenami mózg płodu (serdeczny krótszy).
            Ale dalej jest to polaryzacja cech : kobiecość-męskość , testosteronowość-estrogenowość
            Więc tzw uwieszanie się , czyli oczekiwanie kontroli, to jedynie negatywna strona potrzeby bezpieczeńtwa, która s kolei przekłąda się na motywację do utrzymania gniazda.
            To chocby przekłada się na politykę, oczekiwanie wiekszości że mityczne państwo zajmie się i zaopiekuje, zapewni bezpizeczństwo i przejmie odpowiedzialność.
            Kobiety zaś z mózgiem ukształowanym testosteronem (sedecznym palcem dłuższym) nie mające takiej silnej potrzeby bezpieczeństwa a dużą rywalizacji i wyzwań, odwrotnie dążą do kontroli innych. Sukcesy ich to połączenie meskiej motywacji do kontroli grupy z kobiecymi cechami intelegencji społecznej i empatii (ale tu decyduje układ rodzinny) które umożliwiają rozwiązywanie problemów społecznych przez umiejetne kompromisy.
            Natomiast w życiu prywatnym wiekszość z nich sobie nie radzi już tak skutecznie z kompromisem, albo są singielkami albo rozwódkami. Dlaczego? :)
            Natomiast te które mają podobą motywacje do kontroli ale rodzinne zranienia blokują empatię do mężczyzn nie nauczyły się sztuki kompromisu zostają roszczeniiowymi feministkami :)

            --
            Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
            • 13.10.12, 12:08
              urquhart napisał:
              > Natomiast w życiu prywatnym wiekszość z nich sobie nie radzi już tak skutecznie
              > z kompromisem, albo są singielkami albo rozwódkami. Dlaczego? :)

              A skąd wiesz, że w tych związkach akurat one miały problem z kompromisem a nie druga strona?

              Ja wiem - w Twoim rozumieniu 'kompromis' w związku polega na tym, że kobieta grzecznie zaspokaja wszystkie potrzeby mężczyzny, bałwochwalczo w niego wpatrzona. Potem zaspokaja potrzeby dzieci (bo Jaśnie Pan może jak mu się zachce ale nie musi) i ewentualnie może na koniec coś dla niej skapnie. A jak nie skapnie to i tak jej wina :)

              Wg. Ciebie związek to wymiana seksu za dobra. Silne, niezależnie kobiety mają dobra - nie muszą ich kupować dupą. To przesuwa miejsce 'kompromisu' w Twoich 'teoriach'. Ale zapewne tego w swym zaślepieniu nie dostrzegasz i kobieta tak czy siak musi 'płacić' za to co ma i czego nie potrzebuje bo inaczej jest 'roszczeniową feministką' :D

              'Męska logika' jak się patrzy czyli dziura na dziurze :D

              --
              Uzależnienie
              • 13.10.12, 14:04
                mujer_bonita napisała:
                > A skąd wiesz, że w tych związkach akurat one miały problem z kompromisem a nie
                > druga strona?

                To jest pewno jakiś spisek że ktoś im wszystkim podsyła nieodpowiednich mężczyzn...
                :)

                > Ja wiem - w Twoim rozumieniu 'kompromis' w związku polega na tym, że kobieta gr
                > zecznie zaspokaja wszystkie potrzeby mężczyzny, bałwochwalczo w niego wpatrzona(...)


                To ruch w dobrym kierunku zastanawianie się co to jest kompromis, zamiast projektować na mnie złe własne cechy, napisz co sama od siebie uważasz za kompromis. Silne kobiety też mają oczekiwania i muszą za nie w rózny sposób płacić.

                Wypisujesz za mnie "co uważam" za kompromis a co za roszczeniowy feminizm.
                Pozwól że ci przypomnę:
                Przewrotność feministycznej retoryki polega zdefiniowaniu kobiecych potrzeb i oczekiwań jako oczywistych obowiązków mężczyzny, a oczekiwań mężczyzn wobec kobiet jako uprzedmiotowienia.
                Kompromis zakłada że jest część wspólna i sprzeczna interesów stron, nie ma zaś "jedynie słusznej"


                --
                Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                • 13.10.12, 14:18
                  urquhart napisał:
                  > To jest pewno jakiś spisek że ktoś im wszystkim podsyła nieodpowiednich
                  > mężczyzn...:)

                  Nie Urqu - to tylko skrzywienie, które nie pozwala Ci dostrzec proporcji. Założę się, że nie 'wszystkie', które znasz są w takiej sytuacji. Ty z całego długieo wątku potrafisz wyłuskać jeden, wyrwany z kontekstu post, niepasujący do 99% przebiegu dyskusji i rozciągnąć go na cały kobiecy rodzaj. Dam sobie rękę odciąć, że są w Twoim otoczeniu silne, zaradne, niezależne kobiety w szczęśliwych związkach ale Twój ograniczony teoriami umysł albo kwalifikuje ich związku jako nieszczęśliwe albo je same jako słabe.

                  > To ruch w dobrym kierunku zastanawianie się co to jest kompromis, zamiast proje
                  > ktować na mnie złe własne cechy, napisz co sama od siebie uważasz za kompromis.
                  > Silne kobiety też mają oczekiwania i muszą za nie w rózny sposób płacić.

                  Kompromis to układ zaspokajający potrzeby obu stron. OBU. Mnie nie jest potrzebny mężczyzna do przeżycia czy naprawienia kranu - sama potrafię. Mojemu mężczyźnie nie jest potrzebna kobieta do gotowania i prania - sam potrafi. Jesteśmy sobie potrzebni do zaspokajania potrzeb psychicznych/duchowych. Wzajemnie poświęcamy temu czas, wysiłek. To nie jest dupa za kasę jak u Ciebie.

                  > Pozwól że ci przypomnę:
                  > Przewrotność feministycznej retoryki polega zdefiniowaniu kobiecych potrzeb i o
                  > czekiwań jako oczywistych obowiązków mężczyzny, a oczekiwań mężczyzn wobec kobi
                  > et jako uprzedmiotowienia.

                  Pozwól, że Ci przypomnę
                  Przewrotność retoryki Urqu polega na zdefiniowaniu jedynych słusznych męskich potrzeb jako potrzeb związku - kobiecych potrzeb natomiast jako niszczycielskiej, feministycznej 'roszczeniowości'. Kobita ma płacić dupą za to, że on jest i że łaskawie zajmie się własnym dzieckiem. O sobie ma zapomnieć - jakiekolwiek wymaganie czegoś od mężczyzny to zło wcielone. W ten sposób 'komperomis' polega na tym, że mężczyzna ma mieć wszystko - kobieta co jej ewentualne skapnie.

                  Ja wielokrotnie się na tym forum pytałam - również Ciebie Urqu - i NIGDY nie dostałam odpowiedzi. What's in it for me??? Co mnie może dać mężczyzna, czego sama nie mogę mieć/kupić sobie. Co może mi dać mężczyzna, żeby 'odpłacać' mu zredukowaniem się do poziomu podnóżka, jak chciałbyś to widzieć. Potrafisz na to pytanie odpowiedzieć?



                  --
                  Uzależnienie
                  • 13.10.12, 15:07
                    mujer_bonita napisała:
                    > To nie jest dupa za kasę jak u Ciebie. (...)
                    > Przewrotność retoryki Urqu polega na zdefiniowaniu jedynych słusznych męskich p
                    > otrzeb jako potrzeb związku(...)
                    > Ja wielokrotnie się na tym forum pytałam - również Ciebie Urqu - i NIGDY nie do
                    > stałam odpowiedzi. What's in it for me??? Co mnie może dać mężczyzna, czego sam
                    > a nie mogę mieć/kupić sobie. Co może mi dać mężczyzna, żeby 'odpłacać' mu zredu
                    > kowaniem się do poziomu podnóżka, jak chciałbyś to widzieć. Potrafisz na to pyt
                    > anie odpowiedzieć?

                    Z wyobrażeniami faktów się nie dyskutuje.
                    Wyobrażasz sobie że widzę kobiety jako podnóżki bo sama tak wyobrażasz sobie facetów ale na płaszczyźnie świadomej, czujesz że coś to nie halo i komuś musisz te złe cechy projektować.
                    Ponieważ nikt w tym ja nie poczuwa sie do takich pogladów wiec nie odnosi ich do siebie i ci nie odpowiada.
                    Co daje ci facet? Przecież jesteś w związku to wiesz co ci daje. Masz jakiś cel jak i oczekiwania. Ja nie wiem jaki bo cię nie rozumiem.


                    W normalnej manipulacji taki ruch ma celu wyprowadzenie drugiej strony z równowagi żeby złapać go na błędzie lub agresji :)
                    Takie udowadnianie że ma się przemocowca...
                    --
                    Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
                    • 13.10.12, 15:17
                      urquhart napisał:
                      > Wyobrażasz sobie że widzę kobiety jako podnóżki bo sama tak wyobrażasz sobie fa
                      > cetów ale na płaszczyźnie świadomej, czujesz że coś to nie halo i komuś musisz
                      > te złe cechy projektować.

                      Nie 'wyobrażenia' Urqu tylko Twoje słowa. Sam pisałeś, że kobieta ma płacić dupą za to, że mężczyźnie zachce się opiekować własnym dzieckiem. Ubierasz to w piękne słowa jak 'wykorzystywanie naturalnych mechanizmów' ale sprowadza się to do jednego - prostytucji. Do tego płacenia przez kobietę za zobowiązania mężczyzny wobec osoby trzeciej jaką jest dziecko.


                      > Co daje ci facet? Przecież jesteś w związku to wiesz co ci daje. Masz jakiś cel
                      > jak i oczekiwania. Ja nie wiem jaki bo cię nie rozumiem.

                      Nie pytam Co MI daje MÓJ facet. Zapytałam co według Twoich chorych teorii mógłby dać mi facet. Co w ogóle według Twoich teorii kobieta dostaje od mężczyzny, czego sama nie może sobie zapewnić. KONKRETNIE.

                      --
                      Uzależnienie
      • 12.10.12, 18:16
        > To mi przypomina postawę biura podróży, które specjalizuje się w wycieczkach Af
        > ganistanu i narzeka na brak klientów, a turystów preferujących wakacje w Chorwa
        > cji wyzywa od tchórzy.

        Związać się z silną kobieta to niczym wyjechać do Afganistanu...mocne.

        Ok, to zamiast narzekania weźmy się za szukanie rozwiązań problemu.
        Co zatem proponujesz silnym kobietom? Żeby się z nikim nie wiązały, aby uniknąć rozczarowań? Lub zaakceptowały stan jaki jest i niech sobie cierpią po cichu aż do śmierci?

        Przecież większość ludzi ma potrzebę bliskości, kochania i bycia kochanym, związania się, założenia rodziny. Czyżby najlepszym rozwiązaniem było wyeliminowanie tych potrzeb?

        Zapominasz także, że kobiety muszą być silne nie bez powodu, bo też okazało się, że na silnych mężczyzn nie można liczyć. Także dostosowanie podaży do popytu i zamiana w słabe kobietki również nie jest żadnym rozwiązaniem.

        Co więcej zwróć uwagę, że pomimo iż silnych mężczyzn wcale nie ma tak wielu, to kobiety są notorycznie wyszydzane za słabość i głupotę, ich osiągnięcia są umniejszane. Postaw się w ich sytuacji i powiedz czy nie czułbyś się sfrustrowany w takim układzie?
      • 12.10.12, 19:31
        Jak co do czego przyjdzie, okazuje się,
        > że 'mężczyzn silnych w swojej męskiej roli' jest stosunkowo niewielu, a ci, kt
        > órzy tacy są, niekoniecznie zainteresowani są tak zwanymi kobietami sukcesu

        Czy możesz wyjaśnić, co rozumiesz przez "tak zwana kobieta sukcesu"? Pytam serio, bo wszystkie znane mi osobiście dobrze i bardzo dobrze radzące sobie zawodowo (naukowo i/lub finansowo) kobiety są mężatkami i mają dzieci. Niektóre dużo dzieci. Więc o kogo ci chodzi? O jakieś rekinice biznesu z samego szczytu, korporacyjne super-suki? Takich nie znam. Mogę mówić tylko o kobietach bardzo dobrych i dobrze zarabiających fachowcach - lekarkach, biznes women średniego sortu, naukowcach. To nie są kobiety sukcesu?

        --
        "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
        by Hunkis
        • 13.10.12, 10:05
          Zakladasz i chcesz rzeczywistość jak gumę do majt naciągnąć żeby sie twoja pokrywała z ta należąca do Abi. Sleczno, Koukavam prde.
        • 13.10.12, 20:19
          Young professionals - te, o których są seriale typu Ally McBeal, Seks w wielkim mieście, itd. U nas dopiero nabiera to rozmachu.
          Weźmy sobie to wykształcenie. Więcej kobiet z wyższym oznacza, że część z nich dostanie męża gorzej wykształconego od siebie. Faceci mają inne priorytety, więc część chętnie weźmie te gorzej wykształcone, co dalej powiększa deficyt. W tym momencie mamy sporo par, gdzie ona jest lepiej wykształcona od niego, a w wielu przypadkach za tym idą też zarobki. Z jednej strony świetnie, że babki sobie tak radzą. I Twoje koleżanki we wpisach wyżej w charakterystyczny dla siebie sposób cieszą się, że jak to jest wina facetów, jaki to teraz mają problem, jaki to bat na siebie ukręcili.

          Ja natomiast mówię, chwila, to że 'samiec - twój wróg' ma gorzej, to jeszcze nie znaczy, że kobieta ma lepiej. To sytuacja dyskomfortowa DLA OBOJGA, i dla obojga często jest to zgniły kompromis. I powtarzam: nie mówię, że mam rozwiązania, czy że alternatywy wobec tej sytuacji są lepsze.

          Tak naprawdę nie wiem, w którą stronę to pójdzie. Może się okazać, że w wysoko rozwiniętych państwach socjalnych kobieta - dzięki swym kompetencjom oraz wspierającemu ją systemowi społecznemu - będzie w stanie zapewnić sobie świetne warunki życia bez jakiejkolwiek pomocy faceta i że w takiej sytuacji kobiety się zmaskulinizują pod względem zachowań, będzie dużo singielek/samotnych matek z wyboru, itd. Mimo wszystko intuicja podpowiada mi, że to będzie ograniczone zjawisko, a u znakomitej większości nawet wtedy pozostaną tradycyjne 'płciowe' oczekiwania i wzorce zachowań.
          • 13.10.12, 21:03

            > Young professionals - te, o których są seriale typu Ally McBeal, Seks w wielkim
            > mieście, itd. U nas dopiero nabiera to rozmachu.

            Aha, już wiem.

            > Weźmy sobie to wykształcenie. Więcej kobiet z wyższym oznacza, że część z nich
            > dostanie męża gorzej wykształconego od siebie. Faceci mają inne priorytety, wię
            > c część chętnie weźmie te gorzej wykształcone, co dalej powiększa deficyt.

            Wydaje mi się, że wiele wykształconych kobiet nieźle sobie radzi z faktem poślubienia mniej wykształconego mężczyzny. Przynajmniej te, które znam. Pod warunkiem wszelako, że mąż bez zapału do robienia doktoratu czy kolejnych studiów rekompensuje to innymi walorami - zarobki, bo dobry fachowiec w swojej branży, męski przystojny, dobry w łóżku, interesujące hobby, zapobiegliwy co dom wybuduje/wyremontuje itd.


            Ja natomiast mówię, chwila, to że 'samiec - twój wróg' ma gorzej, to jeszcze ni
            > e znaczy, że kobieta ma lepiej. To sytuacja dyskomfortowa DLA OBOJGA, i dla obo
            > jga często jest to zgniły kompromis. I powtarzam: nie mówię, że mam rozwiązania
            > , czy że alternatywy wobec tej sytuacji są lepsze.

            Zgadzam się.

            Mimo wszystko intuicja podpowiada mi, że to będzie ograniczone zjawis
            > ko, a u znakomitej większości nawet wtedy pozostaną tradycyjne 'płciowe' oczeki
            > wania i wzorce zachowań.

            Też mi się tak wydaje.


            "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
            by Hunkis
      • 13.10.12, 11:31
        > Tyle, że jak już nie raz pisałem, samo narzekanie jeszcze nie rozwiązuje proble
        > mu, ani nawet dobrze go nie diagnozuje. Jak co do czego przyjdzie, okazuje się,
        > że 'mężczyzn silnych w swojej męskiej roli' jest stosunkowo niewielu, a ci, kt
        > órzy tacy są, niekoniecznie zainteresowani są tak zwanymi kobietami sukcesu.

        Takie cechy są wrodzone poniekąd i nie można je rozwinąć i odblokować (zablokowane wychowniem i zranienianiami z rodziny poichodzenia) ale nie utrworzyć u dorosłego człowieka. PUA, szkolenia motywacyjne, produktywności muszą mieć punkt zaczepienia nie są uniwersalne.
        Roszczeniowość wobec dorosłych to jedno, a synkowie dzieci tych silnych ale samotnych kobiet dorastają na kogo pytam? O jakiej typowości piszą psychologowie?
        To dopiero rozdwojenie oczekiwań wobec "mężczyzn" kochanych i niekochanych :)

        > To mi przypomina postawę biura podróży, które specjalizuje się w wycieczkach Af
        > ganistanu i narzeka na brak klientów, a turystów preferujących wakacje w Chorwa
        > cji wyzywa od tchórzy.

        Genialna paralela Yoric, obśmiałem się nieźle!

        --
        Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
        • 13.10.12, 12:02
          urquhart napisał:
          > Roszczeniowość wobec dorosłych to jedno, a synkowie dzieci tych silnych ale sam
          > otnych kobiet dorastają na kogo pytam?

          Synowie SAMOTNYCH kobiet? Na takich na jakich 'wykształcił' ich nieodpowiedzialny ojciec, który się zawinął. Swoją drogą Urqu - ciebie chyba naprawdę ojciec bardzo skrzywdził, skoro taką nienawiścią do kobiet pałasz. To standardowy schemat psychologiczny - zwalenie całej odpowiedzialności na matkę, kobietę, której jedyną winą jest to, że została w przeciwieństwie do ojca - jej można wygarnąć. Idealizacja i usprawiedliwianie nieobecnego. Typowe.

          --
          Uzależnienie
          • 13.10.12, 13:14
            mujer_bonita napisała:

            To standardowy schem
            > at psychologiczny - zwalenie całej odpowiedzialności na matkę, kobietę, której
            > jedyną winą jest to, że została w przeciwieństwie do ojca - jej można wygarnąć.
            > Idealizacja i usprawiedliwianie nieobecnego. Typowe.

            Bonita dlaczego ojciec sie toba nie interesowal? Nie chcial miec dziecka, a mial czy jako konsekwencje rozczarowania matka? On jeszcze zyje? Probowal kiedys naprawic swoje postepowanie wzgledem ciebie?
            Probuje zrozumiec i porownac do swojej relacji z ojcem oraz konsekwencji tych relacji. Jesli to zbyt intymne to zrozumiem.
            • 13.10.12, 13:37
              hello-kitty2 napisała:
              > Bonita dlaczego ojciec sie toba nie interesowal? Nie chcial miec dziecka, a mia
              > l czy jako konsekwencje rozczarowania matka? On jeszcze zyje? Probowal kiedys n
              > aprawic swoje postepowanie wzgledem ciebie?

              Odpowiedź jest bardzo prosta - bo tak było mu wygodniej. Wygodniej było mu zostawić zajmowanie się mną matce a samemu bawić się w biznesmena. Firma pochłaniała 95% jego czasu. Mieliśmy 'tradycyjny' model rodziny - z tą różnicą, że matka pracowała, utrzymywała dom (firma przynosiła tylko straty), prała, gotowała, wychowywała mnie, czyli robiła wszystko :) Ojciec ocknął się dopiero jak byłam dorosła a matka w końcu zdobyła się na rozwód i został sam - docenił to co miał. Tyle, że jest już za późno - nie da się naprawić relacji, których nigdy nie było. Szczerze powiedziawszy - nie mam i w zasadzie nawet nigdy nie miałam do niego żalu czy pretensji - zwyczajnie jesteśmy sobie obcy.

              Pretensje miałam do matki, że się nie rozwiodła i nie spróbowała ułożyć sobie życia na nowo. Moja matka kochała ojca wg. ideału Urqu - bezwarunkowo i dostała przez to ostro po dupie. Nie 'rościła' sobie niczego i zrobiła ogromny błąd. Tak została wychowana - w ciepłej, kochającej rodzinie, gdzie wszyscy o siebie dbali nawzajem. W swoim małżeństwie też dbała o wszystkich - o ojca, o mnie. Zawsze byliśmy na pierwszym miejscu. Problem był z wzajemnością na którą czekała latami i się nie doczekała.

              > Probuje zrozumiec i porownac do swojej relacji z ojcem oraz konsekwencji tych r
              > elacji. Jesli to zbyt intymne to zrozumiem.

              Ciężko mówić o konsekwencjach relacji, której nie było :) Przerabiałam to z psychologiem i w zasadzie wyszło, że wpływ na mnie miała obserwacji matki. Skłonności do skrajnego altruizmu odziedziczyłam po niej ale teraz świadomie potrafię go ograniczać. Wymagam od ludzi dookoła, nie daję sobie wejść na głowę. Dużo daję z siebie bo sprawia mi to ogromną przyjemność ale pilnuję, żeby nie dać się wykorzystywać.

              --
              Uzależnienie
              • 13.10.12, 14:33
                > Pretensje miałam do matki, że się nie rozwiodła i nie spróbowała ułożyć sobie ż
                > ycia na nowo. Moja matka kochała ojca wg. ideału Urqu - bezwarunkowo i dostała
                > przez to ostro po dupie. Nie 'rościła' sobie niczego i zrobiła ogromny błąd. Ta
                > k została wychowana - w ciepłej, kochającej rodzinie, gdzie wszyscy o siebie db
                > ali nawzajem. W swoim małżeństwie też dbała o wszystkich - o ojca, o mnie. Zaws
                > ze byliśmy na pierwszym miejscu. Problem był z wzajemnością na którą czekała la
                > tami i się nie doczekała.

                Ponieważ przypisujesz mi jakieś teorię, to krótko ci odparuje. Jaki altruizm?
                Przedstawianie poświęcalnicwa jako poświęcania się i to typowa podręcznikowa manipulacja. Lubiła ciepły bezpieczny domek, ale przypisywała swoje oczekiwania innym jako ich rzekome oczekiwania żeby wzbudzać poczucie winy i wdzięczności i się dowartościowywać. Do dziś przekonała Cię o tym tak skutecznie ze wierzysz w to do dziś.
                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,131232156,131312259,martyrologia_poswiecanie_sie_vs_poswiecalnictwo.html
                --
                Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                • 13.10.12, 14:50
                  . Lubiła ciepły bezpieczny domek, ale przypisywała swoje oczekiwania i
                  > nnym jako ich rzekome oczekiwania żeby wzbudzać poczucie winy i wdzięczności i
                  > się dowartościowywać.

                  Przepraszam, że się wtrącę: ale jaki ciepły, bezpieczny domek? :-0 Ciepły i bezpieczny domek tworzyła ONA SAMA, mąż ewentualnie tylko czerpał. A jeśli chodzi o oczekiwania, to jeśli, jak pisze Bonita, ojciec po rozwodzie żałował i było mu źle z samym sobą, to znaczy, że jednak przez lata małżeństwa matka zaspokajała jakieś jego oczekiwania i nagłe odcięcie od korytka zabolało. Poza tym myślę, że oczekiwania Bonity jako córki spełniła w bardzo dużej mierze. Nie rozwiodła się co prawda, jak córka oczekiwałaby od niej, ale dała córce przynajmniej większość tego, czego dziecko oczekuje od rodzica. Więc o jakich "rzekomych" oczekiwaniach Bonity wobec matki mówisz?

                  --
                  "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                  by Hunkis
                  • 13.10.12, 15:21
                    > u źle z samym sobą, to znaczy, że jednak przez lata małżeństwa matka zaspokajał
                    > a jakieś jego oczekiwania i nagłe odcięcie od korytka zabolało

                    Dobrze napisałaś jakieś, jakieś na pewno, ona skupiłą sie zabawie w domek domu on na firmie, każde realizowało swoje cele, ale że to altruizm?

                    > Nie rozwiodła
                    > się co prawda, jak córka oczekiwałaby od niej, ale dała córce przynajmniej wię
                    > kszość tego, czego dziecko oczekuje od rodzica.

                    Dobrze wiesz czego nie dała.
                    "Żeby wychować szczęśliwe dziecko samemu trzeba być szczęśliwym"
                    Pan się jednak ocknął? Przestał być potrzebny? Kiedy pisklę które było w centrum wyfruwało z gniazda? Klasyka.
                    Sama pisałaś co daje ofierze związanie się przemocowcem. Zdjecie odpowiedzialności. Współczucie.
                    Co nie rozgrzesza wcale Pana.

                    --
                    Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
                    • 13.10.12, 15:32
                      urquhart napisał:
                      > Dobrze napisałaś jakieś, jakieś na pewno, ona skupiłą sie zabawie w domek domu
                      > on na firmie, każde realizowało swoje cele, ale że to altruizm?

                      Boszzz... czy Ty naprawdę potrafisz czytać ze zrozumieniem? Firma mojego ojca przynosiła straty. Oznacza to, że matka finansowała jego 'realizowanie się'. Utrzymanie (wikt i opierunek) również. Do tego finansowała pieniężnie i czasowo część mojego wychowania przypadającą na niego. Zapewniam Cię, że zamiast spłacania kolejnego długu chętnie pojechałaby na wakacje ale niestety nie starczało. Mając do wyboru - swoja przyjemność czy ratowanie ojca - wybierała to drugie. Tak - to jest altruizm.

                      > Dobrze wiesz czego nie dała.
                      > "Żeby wychować szczęśliwe dziecko samemu trzeba być szczęśliwym"
                      > Pan się jednak ocknął? Przestał być potrzebny? Kiedy pisklę które było w centru
                      > m wyfruwało z gniazda? Klasyka.

                      Bzdura! Moja matka rozwiodła się, kiedy zaczęła być realna groźba tego, że komornik zajmie jej mieszkanie i pójdziemy na bruk. I to rozwiodła się tylko na papierze bo mieszkali dalej razem. Tylko wtedy okazało się, że świat się nie zawalił, że tak jak była sama tak jest, wiele się nie zmieniło. To nie miało nic wspólnego z moim 'wyfrunięciem z gniazda'.

                      Masz beret tak zryty schematami, że nawet czytać nie potrafisz. Chyba myślenie o kwestiach poza bezpiecznym własnym smrodkiem muszą sprawiać Ci autentyczny ból.

                      --
                      Uzależnienie
                      • 13.10.12, 18:15
                        mujer_bonita napisała:
                        > Masz beret tak zryty schematami, że nawet czytać nie potrafisz. Chyba myślenie
                        > o kwestiach poza bezpiecznym własnym smrodkiem muszą sprawiać Ci autentyczny bó
                        > l.

                        Schemat który zastanawia to że przedstawiasz że Twój ociec jest bardzo złym nieodpowiedzialny człowiekiem a matka aniołem którego winą było to że był za dobry za długo.
                        Nie trzeba się długo zastanawiać żeby zauważyć że twoja ocena będzie wpływała na obiektywny opis.
                        Najprawdopodobniej zaś mój zryty beret widzi tu typowego uroczego dla kobiet Piotrusia Pana, który ucieka od zobowiązań w marzenia, nierealne inwestycje , granie ważnego biznesmena jak długo się unikający komornika i znam paru takich. Dzieci mu przeszkadzają bo sam jest dużym dzieckie i nie chce konkuencji. I jego wkład w rozkład relacji jest bezsporny.
                        Ale wątpię ze matka to anioł stawiam ze to typ oddanej potomstwu "matki polki" z konstelacji charakterów, z którą noramlny facet by nie wytrzymał i tylko dlatego byli razem bo on wycofał swoja atywność w inną strefę.


                        --
                        Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
                        • 13.10.12, 18:24
                          urquhart napisał:
                          > Schemat który zastanawia to że przedstawiasz że Twój ociec jest bardzo złym nie
                          > odpowiedzialny człowiekiem a matka aniołem którego winą było to że był za dobry
                          > za długo.

                          To Ty nazwałeś mojego ojca 'złym' - ja uważam, że był nieodpowiedzialny i chyba nikt przy zdrowych zmysłach temu nie zaprzeczy. Myślę, że można go nazwać Piotrusiem Panem.

                          Nie - moja matka nie jest typem 'matki polki' - pudło. Twój zryty beret niestety nie zna innych opcji. Nie zdzierżysz myśli, że oba była oddana mojemu ojcu, że mu pomagała, że kochała go wg. Twojego ideału - bezwarunkowo.

                          Moja matka jest świetnym przykładem, dlaczego kobiety NIGDY nie powinny angażować się w związki jakie Ty w swoich postach opiewasz Urqu. Bo jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardą dupę. Grzeczne liczenie, że Jaśnie Panu się zachce odwzajemnić to co otrzymuje niestety często prowadzi do porażki. Trzeba WYMAGAĆ. Swoją drogą - od wymagań ludzie stają się lepsi ;)

                          --
                          Uzależnienie
                    • 13.10.12, 21:08
                      > Sama pisałaś co daje ofierze związanie się przemocowcem. Zdjecie odpowiedzialno
                      > ści. Współczucie.

                      Ale na Boga, ojciec Bonity nie był przemocowcem! Co ty wymyślasz?

                      --
                      "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                      by Hunkis
                      • 13.10.12, 21:38
                        aandzia43 napisała:
                        > > Sama pisałaś co daje ofierze związanie się przemocowcem. Zdjecie odpowied
                        > zialno
                        > > ści. Współczucie.
                        > Ale na Boga, ojciec Bonity nie był przemocowcem! Co ty wymyślasz?

                        Chodzi o sam mechanizm konkretnie:
                        Matka-Polka
                        Na początku taka kobieta to skarb. Wychowa dzieci, zadba o dom, zdąży na niego zarobić i jeszcze w między czasie zrobi sweter na drutach. Szybko przyzwyczaja do tego swoich domowników, których zwalania z odpowiedzialności za wspólne troszczenie się o rodzinę. Matka-Polka po krótkim czasie dochodzi do wniosku, że wcale nie jest szczęśliwa i zaczyna utyskiwać. Piorąc dywan marudzi, że wszystko jest na jej głowie, ale nie przekaże części obowiązków komuś innemu. - Z taką postawą wiążą się dwa zagrożenia dla związku. Po pierwsze, istnieje duża obawa, że zwolniony ze wszystkich obowiązków partner, sprowadzony do roli dziecka, przestanie czuć się potrzebny. A większość mężczyzn musi czasem się tak poczuć. Jeśli nie będzie potrzebny swojej kobiecie, może poszukać innej... - mówi psycholog. - Drugie zagrożenie polega na tym, że z dzielnej i niezależnej kobiety szybko przedzierzgnie się w niezadowoloną ze swojego losu, zrzędliwą służbę domową. Może się okazać, że nie tylko mężczyzna z nią nie wytrzyma, ale i nikt inny.

                        --
                        Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
                        • 13.10.12, 21:59
                          urquhart napisał:
                          > Chodzi o sam mechanizm konkretnie:
                          > Matka-Polka

                          Tylko, że właśnie moja matka nie była typem matki-polki :)

                          --
                          Uzależnienie
                • 13.10.12, 14:57
                  urquhart napisał:
                  > Ponieważ przypisujesz mi jakieś teorię, to krótko ci odparuje. Jaki altruizm?
                  > Przedstawianie poświęcalnicwa jako poświęcania się i to typowa podręcznikowa ma
                  > nipulacja. Lubiła ciepły bezpieczny domek, ale przypisywała swoje oczekiwania i
                  > nnym jako ich rzekome oczekiwania żeby wzbudzać poczucie winy i wdzięczności i
                  > się dowartościowywać. Do dziś przekonała Cię o tym tak skutecznie ze wierzysz w
                  > to do dziś.

                  Jesteś tak bardzo żałosny w swoim zaślepieniu nienawiścią.....

                  Moja matka 'ciepły bezpieczny domek' zapewniała sobie sama. Ojciec zapewniał co jakiś czas 'niespodzianki' - długi do spłacenia względnie komornika. Moja matka NIGDY nie przypisywała swoich oczekiwań komuś innemu - to Twój chory film. Kwestia domu i ważności rodziny była ważna dla mojej mamy - DLA NIEJ. I nigdy dla ojca. Ona nigdy nie dostała nic w zamian od niego za to, co dawała. I to nie było 'poświęcalnictwo' - to było poświęcenie swoich potrzeb dla innych. Na wszystko czasu i pieniędzy nie starczało.

                  Twoja matka musi być biedną kobietą - nie dość, że Twój ojciec był jaki był to jeszcze syn okazał się gorszy od niego. Roszczeniowy, niewdzięczny. Wyżywający się na niej za to, że została a nie oddała go do sierocińca.

                  --
                  Uzależnienie
              • 13.10.12, 14:44

                > Odpowiedź jest bardzo prosta - bo tak było mu wygodniej. Wygodniej było mu zost
                > awić zajmowanie się mną matce a samemu bawić się w biznesmena. Firma pochłaniał
                > a 95% jego czasu. Mieliśmy 'tradycyjny' model rodziny - z tą różnicą, że matka
                > pracowała, utrzymywała dom (firma przynosiła tylko straty), prała, gotowała, wy
                > chowywała mnie, czyli robiła wszystko :-)

                Czyli taki silny mężczyzna nie dzielący się swoją siłą z rodziną, za to korzystający z tejże? Hehehe, tak by wyglądało mojego starego i moje, gdybym mu od czasu do czasu nie spuszczała łomotu ;-) A moja córka byłaby tobą. Nie twierdzę, że gdyby twoja mama spuściła łomot twojemu tacie, to cokolwiek by dało - mężczyzna wobec konkretnej sytuacji sam podejmuje konkretną decyzję i mój akurat podejmował takie a nie inne, a twój tato mógł mieć kompletnie inne zapotrzebowania rodzinne i nei wybrać rodziny przed swoimi chłopięcymi upodobaniami.
                No ale ponieważ mój chłop miał do czynienia z kobietą w porywach silną, to udało mu się dojrzeć zanim przesrał życie rodzinne, szczęście ze swoją kobietą i dobry układ z córką. Dojrzeć, czyli innymi słowy: udało mu się mieć możliwość bardzo głębokiego zastanowienia się, na czym mu naprawdę zależy. A zastanowić się musiał, bo okoliczności zmuszały go do konfrontowania się z bardzo realną ewentualnością straty. Pokojowe sposoby na mojego upartego muła nie działały ;-) No cóż, Urqu, twoim zdaniem jako silna, roszczeniowa kobieta wykastrowałam swojego mężczyznę. Moim zdaniem zaś umożliwiłam mu podjęcie decyzji odnośnie rozwoju swojej męskości. Wybrał, jak wybrał - jego wybór, a ja się tylko ustosunkowałam do tego wyboru kochając go dalej i udostępniając mu wszystkie te zasoby, które okazały się być tak niezbędnymi mu do szczęścia ( nie tylko seks). Nic go przy mnie trzymało poza miłością do mnie, potrzebą przebywania ze mną, dzielenia się ze mną swoimi myślami, czerpania inspiracji z mojego umysłu, poza doznawaniem mojej miłości, czułości, podziwu i ostrego jęzora na okrasę. Żadne małe dzieci, kredyty, zależność finansowa.
                To jest właśnie profit ze związku z silną kobietą: nie można osiąść na laurach i pielęgnować swojego dziecięctwa i głupoty. Profit dla mądrego lub/i silnego mężczyzny, przekleństwo dla głupiego lub/i słabego.

                --
                "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                by Hunkis
                • 13.10.12, 15:18
                  aandzia43 napisała:
                  > No ale ponieważ mój chłop miał do czynienia z kobietą w porywach silną, to udał
                  > o mu się dojrzeć zanim przesrał życie rodzinne, szczęście ze swoją kobietą i do
                  > bry układ z córką. Dojrzeć, czyli innymi słowy: udało mu się mieć możliwość bar
                  > dzo głębokiego zastanowienia się, na czym mu naprawdę zależy. A zastanowić się
                  > musiał, bo okoliczności zmuszały go do konfrontowania się z bardzo realną ewent
                  > ualnością straty. Pokojowe sposoby na mojego upartego muła nie działały ;-)

                  No widzisz Andziu - moja paradoksalnie silna matka nie potrafiła postawić granicy. Niewątpliwie była życiową siłaczką - potrafiła utrzymać rodzinę, wychować mnie, żaglować tym wszystkim i utrzymywać nas na powierzchni. Jednak w przypadku miłości do mojego ojca stawała się bezradna jak żona alkoholika. Zawsze była 'kolejna szansa'. Czy postawienie go pod ścianą przyniosłoby zmianę? Mnie się wydaje, że nie. Nawet teraz, po latach nie bardzo chyba ogarną co się stało - 'chciał dobre a wyszło źle' i nie do końca wie dlaczego - upatruje przyczyny raczej w czynnikach zewnętrznych.

                  --
                  Uzależnienie
                  • 13.10.12, 16:26
                    mujer_bonita napisała:

                    Jednak w przypadku
                    > miłości do mojego ojca stawała się bezradna jak żona alkoholika.

                    Czyli ze strony twojej mamy bonita byla milosc? A on ja kochal? Czy poza tymi klopotami finansowymi kochali sie, okazywali sobie milosc, czulosc, byla miedzy nimi bliskosc? Widzialas to?
                    • 13.10.12, 17:13
                      hello-kitty2 napisała:
                      > Czyli ze strony twojej mamy bonita byla milosc? A on ja kochal? Czy poza tymi k
                      > lopotami finansowymi kochali sie, okazywali sobie milosc, czulosc, byla miedzy
                      > nimi bliskosc? Widzialas to?

                      Tak - moi rodzice na pewno się kochali, choć pewnie wg. zupełnie różnych definicji. Tyle, że kompletnie do siebie nie pasowali. Miłość do stworzenia udanego związku zupełnie nie wystarcza.

                      --
                      Uzależnienie
                      • 13.10.12, 18:18
                        mujer_bonita napisała:

                        Miłość do stworzenia udanego z
                        > wiązku zupełnie nie wystarcza.

                        Tak pamietam, ze doszlam do tego samego wniosku po moim rozwodzie. Potem poszlam w skrajnosc - w zycie bez milosci.

                        A jaki udzial w twoim obecnym zyciu ma milosc? Intymne pytanie, ale twoja odpowiedz dla mnie wazna.
                        • 13.10.12, 18:35
                          hello-kitty2 napisała:
                          > A jaki udzial w twoim obecnym zyciu ma milosc? Intymne pytanie, ale twoja odpow
                          > iedz dla mnie wazna.

                          Ogromny udział :) Z tym, że mój obecny związek zaczął się nietypowo - od długiej przyjaźni i chyba na początku to był bardziej z rozsądku niż z zakochania na zabój. Zakochana jak nastolatka to ja się teraz czasami czuję i uwielbiam ten stan :) Przeszliśmy wiele razem i wiem, że gdyby nie miłość nie dałabym rady. Choć był taki moment, że zastanawiałam się czy to ma sens, czy to już ten punkt, w którym należy stwierdzić, że miłość nie wystarczy. I wiem, że gdybym wtedy stwierdziła, że nie starczy byłabym w stanie odejść. Ta świadomość paradoksalnie dała mi ogromną siłę, żeby walczyć dalej :)

                          --
                          Uzależnienie
              • 18.10.12, 12:40
                mujer_bonita napisała:

                > hello-kitty2 napisała:
                > > Bonita dlaczego ojciec sie toba nie interesowal? Nie chcial miec dziecka,
                > a mia
                > > l czy jako konsekwencje rozczarowania matka? On jeszcze zyje? Probowal ki
                > edys n
                > > aprawic swoje postepowanie wzgledem ciebie?
                >
                > Odpowiedź jest bardzo prosta - bo tak było mu wygodniej. Wygodniej było mu zost
                > awić zajmowanie się mną matce a samemu bawić się w biznesmena. Firma pochłaniał
                > a 95% jego czasu. Mieliśmy 'tradycyjny' model rodziny - z tą różnicą, że matka
                > pracowała, utrzymywała dom (firma przynosiła tylko straty), prała, gotowała, wy
                > chowywała mnie, czyli robiła wszystko :) Ojciec ocknął się dopiero jak byłam do
                > rosła a matka w końcu zdobyła się na rozwód i został sam - docenił to co miał.
                > Tyle, że jest już za późno - nie da się naprawić relacji, których nigdy nie był
                > o. Szczerze powiedziawszy - nie mam i w zasadzie nawet nigdy nie miałam do nieg
                > o żalu czy pretensji - zwyczajnie jesteśmy sobie obcy.

                Od pretensji do rodzica (niezależnie czy to ojciec czy matka) się nie ucieknie.
                Możesz sobie myśleć że Ci to zwisa, ale to się od środka zżera.
                Czy tego chcesz czy nie jesteś w części ojcem, jesteś do niego podobna i to Cię tak wkurza.

                > W swoim małżeństwie też dbała o wszystkich - o ojca, o mnie. Zaws
                > ze byliśmy na pierwszym miejscu.

                A czy dbała o męża tak jak on chciał żeby o niego dbać czy tak ja sobie to wymyśliła.
                Wiesz, moja żona mówi że też o mnie dba bo mi kanapki robi.


                > > Probuje zrozumiec i porownac do swojej relacji z ojcem oraz konsekwencji
                > tych r
                > > elacji. Jesli to zbyt intymne to zrozumiem.
                >
                > Ciężko mówić o konsekwencjach relacji, której nie było :) Przerabiałam to z psy
                > chologiem i w zasadzie wyszło, że wpływ na mnie miała obserwacji matki. Skłonno
                > ści do skrajnego altruizmu odziedziczyłam po niej ale teraz świadomie potrafię
                > go ograniczać. Wymagam od ludzi dookoła, nie daję sobie wejść na głowę. Dużo da
                > ję z siebie bo sprawia mi to ogromną przyjemność ale pilnuję, żeby nie dać się
                > wykorzystywać.

                To nie jest altruizm.

                pzdr.
                • 18.10.12, 12:48
                  druginudziarz napisał:
                  > A czy dbała o męża tak jak on chciał żeby o niego dbać czy tak ja sobie to wymyśliła.
                  > Wiesz, moja żona mówi że też o mnie dba bo mi kanapki robi.

                  Robiła o co prosił. Sponsorowała jego 'realizowanie się' przez 15lat. Mało?

                  > To nie jest altruizm.

                  Przecież wyraźnie napisałam - z wyniesionym z domu altruizmem świadomie walczę.

                  Czytanie jest takie ciężkie?

                  --
                  Uzależnienie
                  • 18.10.12, 13:02
                    mujer_bonita napisała:

                    > druginudziarz napisał:
                    > > A czy dbała o męża tak jak on chciał żeby o niego dbać czy tak ja sobie t
                    > o wymyśliła.
                    > > Wiesz, moja żona mówi że też o mnie dba bo mi kanapki robi.
                    >
                    > Robiła o co prosił. Sponsorowała jego 'realizowanie się' przez 15lat. Mało?

                    Ale od kogo to wiesz? no bo z ojcem jak mówisz, nie rozmawiasz przecież.

                    > > To nie jest altruizm.
                    >
                    > Przecież wyraźnie napisałam - z wyniesionym z domu altruizmem świadomie walczę.
                    >
                    > Czytanie jest takie ciężkie?

                    Czytanie czego?
                    Piszesz literalnie "skrajny altruizm" a ja Ci pisze że to nie jest altruizm.
                    'Czytanie jest ciężkie'? ;)

                    Tak w ogóle to niepotrzebnie taka opryskliwa jesteś, kreujesz się na taka niezależną, a nad własnymi hormonami nie panujesz :P

                    pzdr.
                    • 18.10.12, 13:08
                      druginudziarz napisał:
                      > Ale od kogo to wiesz? no bo z ojcem jak mówisz, nie rozmawiasz przecież.

                      Od siebie. Głucha i ślepa nigdy nie byłam :)


                      > Czytanie czego?
                      > Piszesz literalnie "skrajny altruizm" a ja Ci pisze że to nie jest altruizm.
                      > 'Czytanie jest ciężkie'? ;)

                      Napisałam:
                      'Skłonności do skrajnego altruizmu odziedziczyłam po niej ale teraz świadomie potrafię go ograniczać.'

                      Jak się czyta tylko parę pierwszych słów w zdaniu to potem się pisze takie głupoty :P

                      --
                      Uzależnienie
                      • 18.10.12, 13:20
                        mujer_bonita napisała:

                        > druginudziarz napisał:
                        > > Ale od kogo to wiesz? no bo z ojcem jak mówisz, nie rozmawiasz przecież.
                        >
                        > Od siebie. Głucha i ślepa nigdy nie byłam :)

                        Ale już z pamięcią bywa różnie.
                        I z percepcją dziecka.
                        Ale to co? studiowałaś książki finansowe ojca? bo piszesz że firma przez 15 lat przynosiła straty. Nie kupuje tego.

                        > > Czytanie czego?
                        > > Piszesz literalnie "skrajny altruizm" a ja Ci pisze że to nie jest altrui
                        > zm.
                        > > 'Czytanie jest ciężkie'? ;)
                        >
                        > Napisałam:
                        > 'Skłonności do skrajnego altruizmu odziedziczyłam po niej ale teraz świadomie p
                        > otrafię go ograniczać.'
                        >
                        > Jak się czyta tylko parę pierwszych słów w zdaniu to potem się pisze takie głup
                        > oty :P

                        W Twojej maniery: to Twoje zdanie jest głupotą.
                        Nie-głupotą byłoby zdanie:
                        'Skłonności do skrajnego czegoś, co wydaje mi się być altruizmem, odziedziczyłam po niej ale teraz świadomie potrafię go ograniczać.'

                        pzdr.
                        • 18.10.12, 13:28
                          druginudziarz napisał:
                          > Ale już z pamięcią bywa różnie.
                          > I z percepcją dziecka.
                          > Ale to co? studiowałaś książki finansowe ojca? bo piszesz że firma przez 15 lat
                          > przynosiła straty. Nie kupuje tego.

                          Ależ on tego nie ukrywał. Przynajmniej na początku. Poza tym nic nie dawał na dom - jedzenie, czynsz. Potem dowiadywałyśmy się od komornika. I to nie było tak dawno temu, żeby nie pamiętać - bez przesady.

                          > W Twojej maniery: to Twoje zdanie jest głupotą.
                          > Nie-głupotą byłoby zdanie:
                          > 'Skłonności do skrajnego czegoś, co wydaje mi się być altruizmem, odziedziczyła
                          > m po niej ale teraz świadomie potrafię go ograniczać.'

                          Skłonności do tego co SŁOWNIK JĘZYKA POLSKIEGO nazywa altruizmem wyniosłam z domu rodzinnego. Jakbyś miał wątpliwości do znaczenia tego słowa to proszę:
                          sjp.pwn.pl/szukaj/altruizm

                          --
                          Uzależnienie
                          • 18.10.12, 13:40
                            mujer_bonita napisała:

                            > druginudziarz napisał:
                            > > Ale już z pamięcią bywa różnie.
                            > > I z percepcją dziecka.
                            > > Ale to co? studiowałaś książki finansowe ojca? bo piszesz że firma przez
                            > 15 lat
                            > > przynosiła straty. Nie kupuje tego.
                            >
                            > Ależ on tego nie ukrywał. Przynajmniej na początku. Poza tym nic nie dawał na d
                            > om - jedzenie, czynsz. Potem dowiadywałyśmy się od komornika. I to nie było tak
                            > dawno temu, żeby nie pamiętać - bez przesady.

                            Dzieci wszystko przekręcają.
                            Ja np. na pewno dowiem się po latach od córki że mało zarabiam bo daję żonie XX zł. Ale córka już nie wie, bo jest dzieckiem i ją to nie interesuje, że drugie XX zł wydaję na rozrywki, wyjazdy, "atrakcje" a trzecie XX zł to spłata kredytów.

                            > > W Twojej maniery: to Twoje zdanie jest głupotą.
                            > > Nie-głupotą byłoby zdanie:
                            > > 'Skłonności do skrajnego czegoś, co wydaje mi się być altruizmem, odziedz
                            > iczyła
                            > > m po niej ale teraz świadomie potrafię go ograniczać.'
                            >
                            > Skłonności do tego co SŁOWNIK JĘZYKA POLSKIEGO nazywa altruizmem wyniosłam z do
                            > mu rodzinnego. Jakbyś miał wątpliwości do znaczenia tego słowa to proszę:
                            > sjp.pwn.pl/szukaj/altruizm

                            No to jesteśmy w punkcie wyjście: to u Twojej mamy to to nie jest altruizm.
                            Serak na łapce a myszy nie jest jej dokarmianiem.

                            pzdr.
                            • 18.10.12, 13:44
                              druginudziarz napisał:
                              > Dzieci wszystko przekręcają.

                              18-20-latkę nazywasz dzieckiem? Rozumiem, że sądy też wydając nakazy egzekucji wszystko 'przekręcały'? Komornik też? Banki też? Dłużnicy pukający do nas też?

                              Oj - wszyscy się mylili!

                              > No to jesteśmy w punkcie wyjście: to u Twojej mamy to to nie jest altruizm.

                              Nie jest bo Tobie się tak wydaje? No cóż - każdy ma prawo do swoich omamów :P

                              --
                              Uzależnienie
                              • 18.10.12, 13:54
                                mujer_bonita napisała:

                                > druginudziarz napisał:
                                > > Dzieci wszystko przekręcają.
                                >
                                > 18-20-latkę nazywasz dzieckiem? Rozumiem, że sądy też wydając nakazy egzekucji
                                > wszystko 'przekręcały'? Komornik też? Banki też? Dłużnicy pukający do nas też?
                                > Oj - wszyscy się mylili!

                                No to ile było tych długów ojca w przeciągu 15 laty? Bo pisałaś że jego firma przez taki czas przynosiła straty.
                                Bo komornik może zapukać powiedzmy za 200 zł.
                                "Znaj proporcjum mocium panie".
                                Mój teść zszedł był z długami których narobił pod koniec życia, skromna renta nie starczała na nałóg tytoniowy i drobne hobby czy słabostki. Ale dla szwagierki niepogodzonej z ojcem ważniejsze jest te kilka tysięcy niż w miare dostatnie życie przez lat gdy zarabiał 3xwięcej od teściowej.
                                18 lat? moja córka ma 17 i włos mi się jezy gdy słyszę jak przekręca sprawy których nie rozumie.

                                > > No to jesteśmy w punkcie wyjście: to u Twojej mamy to to nie jest altruiz
                                > m.
                                >
                                > Nie jest bo Tobie się tak wydaje? No cóż - każdy ma prawo do swoich omamów :P

                                No to mamy mój omam kontra Twój omam.

                                pzdr.
                                • 18.10.12, 14:05
                                  druginudziarz napisał:
                                  > No to ile było tych długów ojca w przeciągu 15 laty? Bo pisałaś że jego firma p
                                  > rzez taki czas przynosiła straty.
                                  > Bo komornik może zapukać powiedzmy za 200 zł.

                                  Przez te 15 lat to pewnie ze 300tysięcy poszło. Plus to co spłaca do tej pory.

                                  > 18 lat? moja córka ma 17 i włos mi się jezy gdy słyszę jak przekręca sprawy których nie rozumie.

                                  Widocznie byłam bardziej dojrzała.

                                  > No to mamy mój omam kontra Twój omam.

                                  Twój omam kontra moja życie. Z resztą - w ogóle swojego zdania nie uzasadniłeś a z 'tak bo tak' się nie dyskutuje.

                                  --
                                  Uzależnienie
                                  • 18.10.12, 16:00
                                    mujer_bonita napisała:

                                    > druginudziarz napisał:
                                    > > No to ile było tych długów ojca w przeciągu 15 laty? Bo pisałaś że jego f
                                    > irma p
                                    > > rzez taki czas przynosiła straty.
                                    > > Bo komornik może zapukać powiedzmy za 200 zł.
                                    >
                                    > Przez te 15 lat to pewnie ze 300tysięcy poszło. Plus to co spłaca do tej pory.

                                    I mało, i dużo, fakt.
                                    Ale nie rozumiem, nie zarabiał na siebie gdy był w małżeństwie, a teraz zarabia i jeszcze ma na spłacanie długów? To dlaczego wcześniej nie potrafił?

                                    > > No to mamy mój omam kontra Twój omam.
                                    >
                                    > Twój omam kontra moja życie. Z resztą - w ogóle swojego zdania nie uzasadniłeś
                                    > a z 'tak bo tak' się nie dyskutuje.

                                    No ale co chcesz żebym uzasadnił? że nie każde podanie talerza z zupą jest altruizmem?
                                    Na razie to Ty nie uzasadniłaś że Twoja mama była w stosunku do ojca "skrajną altruistką".
                                    To że, jak twierdzisz, dokładała do niego finansowo i emocjonalnie, jeszcze o altruizmie nie świadczy.
                                    Częste są np. takie związki, gdzie jeden z partnerów cierpi na jakieś dysfunkcje a drugi chce go "uratować" (niekoniecznie wyleczyć). Depresja, schizofrenie, zaburzenia osobowości, nałogi, to nie są dolegliwości z podręczników, ma to masę osób.
                                    Ale powtarzam, ta misja ratunkowa to nie altruizm, to współuzależnienie.

                                    pzdr.
                                    • 18.10.12, 19:04
                                      druginudziarz napisał:
                                      > Ale nie rozumiem, nie zarabiał na siebie gdy był w małżeństwie, a teraz zarabia
                                      > i jeszcze ma na spłacanie długów? To dlaczego wcześniej nie potrafił?

                                      Bo teraz pracuje na etacie. Wcześnie było 'nie bo nie będę u prywaciarza za robola robił'. Teraz robi - u prywaciarza na swoje długi.

                                      > Ale powtarzam, ta misja ratunkowa to nie altruizm, to współuzależnienie.

                                      To co opisujesz - owszem tylko, że to zupełnie nie pasuje do mojej rodziny.

                                      --
                                      Uzależnienie
                                      • 18.10.12, 21:52
                                        mujer_bonita napisała:

                                        > druginudziarz napisał:
                                        > > Ale nie rozumiem, nie zarabiał na siebie gdy był w małżeństwie, a teraz z
                                        > arabia
                                        > > i jeszcze ma na spłacanie długów? To dlaczego wcześniej nie potrafił?
                                        >
                                        > Bo teraz pracuje na etacie. Wcześnie było 'nie bo nie będę u prywaciarza za rob
                                        > ola robił'. Teraz robi - u prywaciarza na swoje długi.

                                        Wiesz, ja mam takie doświadczenia, ze osoby prowadzące dłużej działalność gospodarczą, szczególnie nieudolnie (bo przynoszącą straty?) mają minimalną szansę na dobrze płatny etat.
                                        No chyba, że tata robił coś jeszcze, kursy, studia, wyrabiał sobie dobre kontakty itd.

                                        > > Ale powtarzam, ta misja ratunkowa to nie altruizm, to współuzależnienie.
                                        >
                                        > To co opisujesz - owszem tylko, że to zupełnie nie pasuje do mojej rodziny.

                                        Moim celem nie jest rozwikłanie zagadek Twojej rodziny. Ani nie mam kompetencji, ani jakiegoś ciśnienia na to :)
                                        Ale mimo wszystko miło było podyskutować.
                                        I doceniam, że choć w pewnym zakresie przyznałaś mi rację.
                                        Serdeczności :)
                • 18.10.12, 13:21
                  Drugiudziarz, ale zdziwilbys sie gdyby Ci kiedys tych kanapek nie zrobila, co?
                  Czy moze nawet bys nie zauwazyl?
                  • 20.10.12, 13:38
                    kag73 napisała:

                    > Drugiudziarz, ale zdziwilbys sie gdyby Ci kiedys tych kanapek nie zrobila, co?
                    > Czy moze nawet bys nie zauwazyl?

                    Z 2-3 razy w tygodniu wychodzę wcześniej niż żona zdąży je wyprodukować :)
                    Wtedy po prostu idę do pobliskiego sklepu i kupuję "bądź co" lub to na co mam ochotę.
                    Kanapki dość często zjadam z obowiązku, jak wspomniałem dzieci tego obowiązku nie czują i często ich nie jedzą. Życie.
                    pzdr.
        • 13.10.12, 14:42
          urquhart napisał:

          a synkowie dzieci tych silnych ale sam
          > otnych kobiet dorastają na kogo pytam? O jakiej typowości piszą psychologowie?
          > To dopiero rozdwojenie oczekiwań wobec "mężczyzn" kochanych i niekochanych :)

          Urqu jacy sa ci synowie? Pewnie juz pisales, prosze powtorz bo retorycznie pytasz juz po raz drugi czy trzeci, wiec chcesz to podkreslic, to rozwin.
          Co rozumiesz tez przez SAMOTNE, silne kobiety? Takie, ktore nie zwiazaly sie juz z inna mezczyna? A co to ma do rzeczy, skoro ci synowie maja swoich ojcow?
          • 13.10.12, 15:31
            > urquhart napisał:
            > Co rozumiesz tez przez SAMOTNE, silne kobiety? Takie, ktore nie zwiazaly sie ju
            > z z inna mezczyna? A co to ma do rzeczy, skoro ci synowie maja swoich ojcow?

            Sama sobie odpowiedz czy ojcowie często sie tak interesują synami jeżeli nie są z matką w zwiazku?


            --
            Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
            • 13.10.12, 15:35
              urquhart napisał:
              > Sama sobie odpowiedz czy ojcowie często sie tak interesują synami jeżeli nie są
              > z matką w zwiazku?

              Jeżeli mężczyzna nie interesował się własnym dzieckiem będąc w związku z matką to po jego zakończeniu raczej nie dochodzi do dramatycznych zmian. Jeżeli miał z nim dobre kontakty - problemów nie ma.

              Ba! A co z organizacjami walczącymi o prawa ojców? To Ty o nich często piszesz. Teraz już o nich zapominasz? Mężczyźni walczący o możliwość wychowywania swoich dzieci, uczestniczenia w ich życiu, opieki naprzemiennej? Nagle stali się niewygodnym faktem do pominięcia?

              --
              Uzależnienie
              • 13.10.12, 15:51
                urquhart napisał:

                > > Sama sobie odpowiedz czy ojcowie często sie tak interesują synami jeżeli
                > nie są z matką w zwiazku?

                Z tego co piszesz wynikaloby, ze slusznie niektore z kobiet decyduja sie na trwanie w nieudanym zwiazku dla tzw. 'dobra dziecka', skoro w przypadku rozstania dziecko 'straci' ojca, a przeciez to nie fair.
                • 13.10.12, 17:54
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Z tego co piszesz wynikaloby, ze slusznie niektore z kobiet decyduja sie na trw
                  > anie w nieudanym zwiazku dla tzw. 'dobra dziecka', skoro w przypadku rozstania
                  > dziecko 'straci' ojca, a przeciez to nie fair.

                  forum.gazeta.pl/forum/w,571,27587032,27594234,Re_Mezczyzna_kocha_dzieci_dopoki_.html
                  Triss pamiętam pisała jaki to jej ex jest dobrym ojcem mimo że z nia nie jest, a potem pisała wściekła że poznał jakąś babę i stracił zainteresowanie dzieciakiem i czas dla niego, a mały czeka rozczarowany na obiecane atrakcje.

                  Cóż zawsze jest pytanie co gorsze dżuma czy cholera? Czy amputować czy leczyć zakażenie?
                  Chłopcy łatwo adaptują się do zastępczego modelu męskości, dobry zaangażowany ojczym czy nawet wój może zastąpić łatwo ojca. Prawdziwa krzywda dziecka to rozwój córki bez udziału ojca.

                  --
                  Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
                  • 13.10.12, 18:25
                    urquhart napisał:

                    Prawdziwa krzywda dziecka to rozw
                    > ój córki bez udziału ojca.

                    Tego rodzonego? Czy w ogole jakiegos zastepczego?
                    • 13.10.12, 19:35
                      rodzonego
                      --
                      Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
              • 13.10.12, 16:05
                Ten temat by mnie bardzo interesowal. Czy taka konstalacja jest gwarancja dobrego seksu? Czy moze tylko dla mezczyzny, ktory ma kobiete w reku, bo jest od niego zalezna? Nawet to nie daje gwaracji, moim zdaniem. Moze sie mianowicie zdarzyc, ze emocjonalnie nie laczy ich nic, ona "musi", bo nie wyjscia, ale gdyby spotkala na swojej drodze wybawiciela zaraz poszlaby z nim w sina dal. Jednak brak wiezi i emocjonalna pustka moze sie zdarzyc w roznych konstalacjach.
                I jeszcze "slaba kobieta, silny mezczyzna i ich zycie", bo zwiazek to nie tylko seks. Jak wyglada ich zycie, zwlaszcza z punktu widzenia tej slabej kobiety. Bo taki mezczyzna raczej w tym ukladzie wyjdzie na swoje. Poszukal sobie slabej, zeby leczyc swoje kompleksy i podbudowywac ego, bo tak naprawde jest slaby. Gdyby byl silny, silna kobieta bylaby dla niego wyzwaniem, rowniez z nia by sobie "poradzil". A tak bierze slaba i wtedy pasuje bajka urqu o "dostarczycielu dobr i pani dawajacej w zamian d..py". Powiedzmy, ze w takim zwiazku nawet jesli seks(nie powiedziane ze jest i ze dobry), czasem to bardzo ciezkie zycie dla kobiety.
                Co do silnych kobiet i ich roszczen....moim zdaniem one po prostu maja wymagania, nie wystarczy, ze facet nie bije i nie pije, jak to bylo kiedys. Jesli chodzi o finanse poradza sobie same, wiec facet musi sie rowniez postarac, oboje musza, bo inaczej po co brac sobie to na glowe.
                Jestm ogromna sympatyzanka silnych kobiet. Kazdej mlodej dziewczynie powiem: zadbaj o swoja przyszlosc, nauczyc sie jak najwiecej, im wiecej papierkow w kieszeni tym lepiej....wtedy cokolwiek by nie bylo nie bedziesz zdana na faceta, bo zawsze sobie sama poradzisz.
                Urqu, ktory tutaj przytoczyl "wspanialy" swiat arabski zapytam tylko czy bylby zadowolony jezeli jego corka, jezeli ma corke, wyszla za Araba? Pewnie tak, bo oprocz tego, ze nie mialaby zadnych praw, bylaby kompletnie zalezna od meza, mialaby z pewnoscia wspanialy seks, bo to wiadomo nader SILNY mezczyzna.
                • 13.10.12, 17:39
                  kag73 napisała:
                  > I jeszcze "slaba kobieta, silny mezczyzna i ich zycie", bo zwiazek to nie tylko
                  > seks. Jak wyglada ich zycie, zwlaszcza z punktu widzenia tej slabej kobiety. B
                  > o taki mezczyzna raczej w tym ukladzie wyjdzie na swoje. Poszukal sobie slabej,
                  > zeby leczyc swoje kompleksy i podbudowywac ego, bo tak naprawde jest slaby.

                  W całym tym wywodzie brakuje jednego podstawowego wniosku z psychoewo.
                  To kobieta jest wybredna i szuka "silnego" długo bo ciąża to dla niej duży koszt.
                  Mężczyzna jest znacznie mniej wybredny i nie szuka zwykle wyzwań na tym polu, staruje od najładniejszej która go zaakceptuje, a nie od "najsilniejszej".
                  Na tym prostym etapie silne eliminują swoje szanse same, co już wyjaśniał wcześniej yoric :)
                  Dlatego niegdy nie bedzie silnych mężczyzn dla silnych kobiet, poza niektórymi kwiatkami rozwodnikami co ucikeną ze zbyt symbiotycznych związków.
                  --
                  Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
                  • 13.10.12, 20:26
                    > Mężczyzna jest znacznie mniej wybredny i nie szuka zwykle wyzwań na tym polu, s
                    > taruje od najładniejszej która go zaakceptuje, a nie od "najsilniejszej".

                    Mylisz się. Mężczyźni szukają wyzwań także i "na tym polu" i również mają wymagania.
                    Są owszem ludzie , którzy chcą spokojnie przeżyć życie i kiedy moga idą na łatwizne, ale to nie jest kwestia płci tylko charakteru. Psychoewo sprowadza wszystkie kobiety i wszystkich mężczyzn do tego samego poziomu, tak jakby kierowały nami wyłącznie homony,popędy itp. to jest absurdalne.


                    > Dlatego niegdy nie bedzie silnych mężczyzn dla silnych kobiet, poza niektórymi
                    > kwiatkami rozwodnikami co ucikeną ze zbyt symbiotycznych związków.

                    Nie wiem z jakiego jesteś pokolenia, ale chyba z jednego wyżej ode mnie. Wnioskuję z Twoich wypowiedzi, które pełne są przestarzałych stereotypów o kobietach i mężczyznach( i to nie jest uwaga osobista, zapwne tak zostałeś wychowany).

                    Związek dwojga ludzi to nie musi byc jakiś układ, w którym albo będzie się wykorzystywać albo będzie się wykorzystywanym. Walka płci już nie istnieje w takim wymiarze jak kiedyś, bo wiele spraw już się wyklarowało.

                    Ludzie tzw. "silni", z potrzebami, interesujący, inteligentni, z charakterem z oczywistych względów również szukają takiej osoby na partnera, bo tylko taka osoba ich zainteresuje.
                    Oczywiście sa wyjątki, ludzie którzy nie szukają partnera, ale osoby która ma spełnić konkretne zadania (zapłodnić/urodzić dzieci, utrzymac rodzinę, utrzymac dom, ładnie wyglądać etc.).

                    Ja oprócz pokolenia swoich rodziców, jakoś nigdzie nie widzę juz tych dominujących samców i uległych kobitek. Przy obecnej rzeczywistości taki układ już nie ma racji bytu.

                    Ciekawi mnie Twoje zdanie na temat ewentualnych motywów tych mężczyzn, których opisujesz.
                    Po co świadomie ktoś miałby sie wiązac z osobą dużo słabsza od siebie i zmiast wzmiacniać "drużynę" ją osłabiać? Chyba tylko ludzie, apodyktyczni, którzy nie chcą dzielić się "władzą" dokonują takich wyborów.
                    • 13.10.12, 20:51
                      stary.dziadyga napisała:

                      > Związek dwojga ludzi to nie musi byc jakiś układ, w którym albo będzie się wyko
                      > rzystywać albo będzie się wykorzystywanym. Walka płci już nie istnieje w takim
                      > wymiarze jak kiedyś, bo wiele spraw już się wyklarowało.

                      Ooo to ciekawa zajawka, ktora nie niesie w sobie zadnej konkretnej informacji.
                      A co takie sie 'wyklarowalo'? Mozesz podac jakies przyklady z wielu spraw juz wyklarowalo?
                      • 13.10.12, 21:18
                        > Ooo to ciekawa zajawka, ktora nie niesie w sobie zadnej konkretnej informacji.
                        > A co takie sie 'wyklarowalo'? Mozesz podac jakies przyklady z wielu spraw juz w
                        > yklarowalo?

                        Wg mnie wyklarowało się ludziom w głowach, że sposobem na udane życie jest zrozumienie i współpraca zamiast walki płci. Że wcale się tak bardzo od siebie nie róznimy i nasze potrzeby również. Zarówno kobiety i mężczyźni są siebie bardziej swiadomi. Kobiety nie boją sie chociażby swojej seksualności, mężczyźni nie boją się chociażby dawać i oczekiwać ciepła.

                        Najprościej ujmując: kobiety nie potrzebują już tak bardzo dóbr, mężczyźni doopy i to staje się oczywiste. Więc skoro ich oczekiwania juz tak bardzo się nie rozmijają to łatwiej się dogadać.

                        • 13.10.12, 21:25
                          stary.dziadyga napisała:

                          > Najprościej ujmując: kobiety nie potrzebują już tak bardzo dóbr, mężczyźni doop
                          > y i to staje się oczywiste. Więc skoro ich oczekiwania juz tak bardzo się nie r
                          > ozmijają to łatwiej się dogadać.

                          A mnie sie wydaje ze jest dokladnie odwrotnie :) Dokladnie odwrotnie we wszystkich trzech punktach!
                          • 13.10.12, 21:38
                            > A mnie sie wydaje ze jest dokladnie odwrotnie :) Dokladnie odwrotnie we wszystk
                            > ich trzech punktach!

                            Zatem mamy odmienne obserwacje i doświadczenia!

                            Chetnie się wymienię, a nuż żyję w niewłaściwej rzeczywistości i trzeba mnie uratować
                            • 13.10.12, 21:49
                              stary.dziadyga napisała:

                              > > A mnie sie wydaje ze jest dokladnie odwrotnie :) Dokladnie odwrotnie we w
                              > szystk
                              > > ich trzech punktach!
                              >
                              > Zatem mamy odmienne obserwacje i doświadczenia!
                              >
                              > Chetnie się wymienię, a nuż żyję w niewłaściwej rzeczywistości i trzeba mnie ur
                              > atować

                              Wymienic czym? Jesli chodzi ci o wymiane obserwacji to:

                              stary.dziadyga napisała:

                              1) "kobiety nie potrzebują już tak bardzo dóbr" => tak? a ile kosztuje mieszkanie, a ile samochod, a ile kosztuje wychowanie dziecka, a ile...?
                              2) "mężczyźni nie potrzebuja juz tak doopy" => przepraszam, a od kiedy? ty juz tak nie potrzebujesz? a dlaczego juz nie?
                              3) " i to staje się oczywiste. Więc skoro ich oczekiwania juz tak bardzo się nie rozmijają to łatwiej się dogadać" => skoro sie samizapokajaja, jak twierdzisz, to nie sa sobie juz tak potrzebni :)

                              • 13.10.12, 21:53
                                hello-kitty2 napisała:
                                > 1) "kobiety nie potrzebują już tak bardzo dóbr" => tak? a ile kosztuje mies
                                > zkanie, a ile samochod, a ile kosztuje wychowanie dziecka, a ile...?

                                Tu chyba bardziej chodzi o to, że kobieta może te dobra zdobyć sama - nie zależy to już od posiadania mężczyzny.

                                --
                                Uzależnienie
                                • 13.10.12, 22:08
                                  mujer_bonita napisała:

                                  > hello-kitty2 napisała:
                                  > > 1) "kobiety nie potrzebują już tak bardzo dóbr" => tak? a ile kosztuj
                                  > e mies
                                  > > zkanie, a ile samochod, a ile kosztuje wychowanie dziecka, a ile...?
                                  >
                                  > Tu chyba bardziej chodzi o to, że kobieta może te dobra zdobyć sama - nie zależ
                                  > y to już od posiadania mężczyzny.

                                  Oczywiscie odpowiedzialam prowokacyjnie dziadydze (! jezu dziadyga sorry za ta dziadyge:)
                                  ale nie oszukujmy sie, przecietna kobieta nie zgromadzi tych dobr sama, na moment zabicia zegara biologicznego lub przed, bo ten moment moze przyjsc stosunkowo wczesnie, a jak bedzie bilo w ten zegar z kilka razy to w ogole jej sie nie uda, bo ja macierzynstwo wkreci. Realistycznie pisze, nie ideowo :)
                                  • 13.10.12, 22:12
                                    hello-kitty2 napisała:
                                    > ale nie oszukujmy sie, przecietna kobieta nie zgromadzi tych dobr sama,

                                    W dzisiejszych czasach Kitty mężczyźnie również nie przychodzi to łatwo. Ponoć kredyt hipoteczny łączy bardziej niż ślub ;)

                                    --
                                    Uzależnienie
                                    • 13.10.12, 22:16
                                      mujer_bonita napisała:

                                      > hello-kitty2 napisała:
                                      > > ale nie oszukujmy sie, przecietna kobieta nie zgromadzi tych dobr sama,
                                      >
                                      > W dzisiejszych czasach Kitty mężczyźnie również nie przychodzi to łatwo. Ponoć
                                      > kredyt hipoteczny łączy bardziej niż ślub ;)

                                      Oj dokladnie, zgadza sie. Odwieczne pytanie: jak zyc? :)
                                  • 13.10.12, 22:18
                                    hello-kitty2 napisała:
                                    > da, bo ja macierzynstwo wkreci. Realistycznie pisze, nie ideowo :)

                                    Podobnie jak ty sceptycznie podchodzę to tych rewelacji o mniejszych oczekiwanich zaglądając do aktualnych badań z uk:

                                    64 % zapytanych w badaniu kobiet odpowiedziało, że chciałoby znaleźć męża, który będzie zarabiał więcej niż one. Żadna z pań nie chciała natomiast mężczyzny, który zarabiałby mniej. Aż 69 % pytanych odpowiedziało, że gdyby mogły sobie ta to pozwolić, zostałyby w domu z dziećmi.
                                    w-spodnicy.ofeminin.pl/Tekst/Emocje-i-seks/532125,1,Czego-chca-kobiety--oto-czego-chca-kobiety.html

                                    --
                                    Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
                                    • 13.10.12, 22:38
                                      > 64 % zapytanych w badaniu kobiet odpowiedziało, że chciałoby znaleźć męża, któr
                                      > y będzie zarabiał więcej niż one. Żadna z pań nie chciała natomiast mężczyzny,
                                      > który zarabiałby mniej

                                      Lepiej więcej kasy niż mniej, proste!
                                      Poza tym, spójrzmy prawdzie w oczy, niewielu panów jest w stanie zaakcepttowac sytuację, w której to partnerka zarabia więcej bez usczerbku na swoim ego. A kto by chciał sfrustrowanego partnera?

                                      Aż 69 % pytanych odpowiedziało, że gdyby mogły sobie ta
                                      > to pozwolić, zostałyby w domu z dziećmi.

                                      To mnie akurat dziwi, bo większość kobiet jakie znam jednak po jakimś czasie świruje w domu z dzieckiem i nie wyobrażają sobie takiego życia na dłużej niż to konieczne.
                                      Może to kwestia specyfiki kraju z którego pochodza te badania?
                                  • 13.10.12, 22:25
                                    > Oczywiscie odpowiedzialam prowokacyjnie dziadydze (! jezu dziadyga sorry za ta
                                    > dziadyge:)

                                    Dziadyga to jedno z moich ulubionych słów, także się nie krępuj.

                                    > ale nie oszukujmy sie, przecietna kobieta nie zgromadzi tych dobr sama, na mome
                                    > nt zabicia zegara biologicznego lub przed, bo ten moment moze przyjsc stosunkow
                                    > o wczesnie, a jak bedzie bilo w ten zegar z kilka razy to w ogole jej sie nie u
                                    > da, bo ja macierzynstwo wkreci. Realistycznie pisze, nie ideowo :)

                                    Racja, realistycznie wiadomo, że przez pewien czas tylko mężczyzna będzie zarabiał, dlatego nieudacznikiem być nie może, ale nie musi juz byc super samcem, który ten cięzar będzie sam dzwigał przez cały czas trwania rodziny.

                                    Również realistycznie patrząc to coraz więcej par ma tylko jedno dziecko, więcej tez ludzi nie ma dzieci wcale, więc takze i ten czas kiedy kobieta jest zdana na mężczyznę bardzo się skrócił lub wręcz nie jest nawet kwestią.
                              • 13.10.12, 22:16
                                > 1) "kobiety nie potrzebują już tak bardzo dóbr" => tak? a ile kosztuje mies
                                > zkanie, a ile samochod, a ile kosztuje wychowanie dziecka, a ile...?

                                Tylko że teraz wszystkie kobiety pracują, więc maja własne dobra, nie muszą w 100% polegac w tej kwestii na mężczyźnie. Także ich oczekiwania będa proporcjonalnie mniejsze do czasów kiedy majątek męża był jedynym gwarantem ich dobrobytu.

                                > 2) "mężczyźni nie potrzebuja juz tak doopy" => przepraszam, a od kiedy? ty
                                > juz tak nie potrzebujesz? a dlaczego juz nie?

                                Znowu, kobiety proporcjonalnie mniej cenia juz swój "kwiatek" i lepiej go używają dla własnej uciechy, zatem i mężczyźni na tym korzystają. Seks jest dla meżczyzn łatwiej dostępny, zatem traci znaczenie jako tradycyjny środek wymiany za te jego dobra.

                                Ja potrzebuję :) a poza tym jestem kobietą.

                                Biorąc pod uwagę powyższe stary układ wymiany się sypie, bo bardzo upraszczając obydwa "towary" są bardziej w zasięgu ręki obu płci.

                                > 3) " i to staje się oczywiste. Więc skoro ich oczekiwania juz tak bardzo się ni
                                > e rozmijają to łatwiej się dogadać" => skoro sie samizapokajaja, jak twierd
                                > zisz, to nie sa sobie juz tak potrzebni :)

                                Są sobie potrzebni i zaspokajają się nawzajem, ale już bez poczucia krzywdy, że " ty chcesz ode mnie tylko kasy" lub "ty chcesz ode mnie tylko seksu"
                                • 13.10.12, 22:30
                                  stary.dziadyga napisała:

                                  > Tylko że teraz wszystkie kobiety pracują, więc maja własne dobra, nie muszą w
                                  > 100% polegac w tej kwestii na mężczyźnie. Także ich oczekiwania będa proporcjona
                                  > lnie mniejsze do czasów kiedy majątek męża był jedynym gwarantem ich dobrobytu.

                                  Wiesz to tylko procenty sie pozmienialy, bo prawda jest taka, ze potrzebujesz z reguly 100% zeby wykonac ruch, bo nawet jesli masz swojej zdolnosci kredytowej 80% to i tak potrzebujesz tych 20% zdolnosci twojego mezczyzny, bo kredytu nie dostaniesz, wiec w rezultacie nic to nie zmienia, zaleznosc pozostaje taka, jak byla, bo co, decyzjami tez sie bedziesz dzielic w chalupie, bo jak wnioslas 80% majatku do zwiazku to automatem masz prawo do ostatecznej decyzji w kazdej sprawie?

                                  Reasumujac ewentualnie procenty sie poprzesuwaly ale zaleznosci jakie byly, takie sa pomiedzy kobieta a mezczyzna. Osoby calkowicie niezaleznie placa za to wysoka cene.
                    • 13.10.12, 20:53

                      > Po co świadomie ktoś miałby sie wiązac z osobą dużo słabsza od siebie i zmiast
                      > wzmiacniać "drużynę" ją osłabiać? Chyba tylko ludzie, apodyktyczni, którzy nie
                      > chcą dzielić się "władzą" dokonują takich wyborów.

                      Też mi tak wychodzi z obserwacji świata. I pisałam o ty nie raz. Po co mężczyźnie, który ma siłę, ambicję i plany podboju świata (no, tak trochę, na małą skalę ;-)) kobieta, która do niego nie dorasta? Po co ma swoją decyzją osłabiac geny przyszłego potomstwa i fundowac im niezaradną opiekunkę zamiast inteligentej tygrysicy? Bo jest apodyktyczny i nie znosi sprzeciwu? No cóż, to znaczy, że coś z tą jego siłą jest nie tak. Ale niech mu tam, nie moja sprawa. Znajome pary to ludzie, którzy dobrali się w ramach tej samej półki, mentalności i siły charakteru. tylko objawia się ona trochę inaczej u każdego partnera.
                      • 13.10.12, 21:06
                        aandzia43 napisała:

                        Po co mężczyźn
                        > ie, który ma siłę, ambicję i plany podboju świata (no, tak trochę, na małą skal
                        > ę ;-)) kobieta, która do niego nie dorasta?

                        Aandzia to wydaje mi sie proste: zeby mu nie przeszkadzala i nie brykala, kiedy on realizuje plan. Ewentualne potrzeby intelektualne zalatwi sobie na boku, przy okazji innych przedsiewziec. Mysle ze dla wielu mezczyzn zwiazek i rodzina jest tylko jakims % jego zycia. On szuka menadzerki, ktora mu tym % bedzie zarzadzala. Zatrudnilabys kogos rownorzednie inteligentnego jako podwladnego? A po co?
                        • 13.10.12, 21:11
                          . Zatrudnilabys kogos rownorzednie inteligentnego jako podwladnego? A po c
                          > o?

                          Tak.

                          Mysle ze dla wielu mezczyzn zwiazek i rodzina j
                          > est tylko jakims % jego zycia.

                          Nawet dla większości kobiet nie jest to 100%.

                          --
                          "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                          by Hunkis
                          • 13.10.12, 21:20
                            aandzia43 napisała:

                            > . Zatrudnilabys kogos rownorzednie inteligentnego jako podwladnego? A po c
                            > > o?
                            >
                            > Tak.

                            Ludzi samouwielbiajacy sie wiaza sie i otaczaja ludzmi ciut nizej rozwinietymi intelektualnie ale np bardzo atrakcyjnymi. Potrzebuja otrzymywac uwielbienie w roznej formie. Myle ze mezczyzni maja wieksze sklonnosci do samouwielbienia.

                            > Mysle ze dla wielu mezczyzn zwiazek i rodzina j
                            > > est tylko jakims % jego zycia.
                            >
                            > Nawet dla większości kobiet nie jest to 100%.

                            Przez jakis % mialam na mysli 50 % lub mniej.
                  • 13.10.12, 20:40
                    urquhart napisał:

                    > W całym tym wywodzie brakuje jednego podstawowego wniosku z psychoewo.
                    > To kobieta jest wybredna i szuka "silnego" długo bo ciąża to dla niej duży kosz
                    > t.
                    > Mężczyzna jest znacznie mniej wybredny i nie szuka zwykle wyzwań na tym polu, s
                    > taruje od najładniejszej która go zaakceptuje, a nie od "najsilniejszej".
                    > Na tym prostym etapie silne eliminują swoje szanse same, co już wyjaśniał wcześ
                    > niej yoric :)
                    > Dlatego niegdy nie bedzie silnych mężczyzn dla silnych kobiet, poza niektórymi
                    > kwiatkami rozwodnikami co ucikeną ze zbyt symbiotycznych związków.

                    Dlaczego silne kobiety sie na tym etapie same eliminuja?
                    (szukam tego posta Yorica ale on mi sie zgubil, Yoricowi tez sie pieprza posty :)
                    Bo silna kobieta:
                    a) szuka silniejszego niz silny, ktorego nie akceptuje :)
                    b) bo jest brzydsza od slabej :))))
                    • 13.10.12, 20:47
                      wg Yorica

                      "Jak co do czego przyjdzie, okazuje się, że 'mężczyzn silnych w swojej męskiej roli' jest stosunkowo niewielu, a ci, którzy tacy są, niekoniecznie zainteresowani są tak zwanymi kobietami sukcesu. "

                      Dlatego wg. niego silne panie same eliminują sie z rynku, zapominając o odwiecznych prawach ekonomii i nie dostoswując podaży do popytu
                      • 13.10.12, 20:59
                        stary.dziadyga napisała:

                        > wg Yorica
                        >
                        > "Jak co do czego przyjdzie, okazuje się, że 'mężczyzn silnych w swojej męskiej
                        > roli' jest stosunkowo niewielu, a ci, którzy tacy są, niekoniecznie zainteresow
                        > ani są tak zwanymi kobietami sukcesu. "
                        >
                        > Dlatego wg. niego silne panie same eliminują sie z rynku, zapominając o odwiec
                        > znych prawach ekonomii i nie dostoswując podaży do popytu

                        Ok, to by trzeba bylo tak to rozegrac :) Pod warunkiem, ze silna kobieta jest ladna lub bardzo ladna to wystarczy, zeby byla bardzo skromna w kwestii swojego 'sukcesu', nie obnosila sie ze swoim majatkiem i akceptowala silnego mezczyzna, ktorego spotka na swojej drodze, a poniewaz jest silna to wyeliminuje slabsze ladne kandydatki do reki silnego.
                        • 13.10.12, 21:13
                          hello-kitty2 napisała:
                          > Ok, to by trzeba bylo tak to rozegrac :) Pod warunkiem, ze silna kobieta jest l
                          > adna lub bardzo ladna to wystarczy, zeby byla bardzo skromna w kwestii swojego
                          > 'sukcesu', nie obnosila sie ze swoim majatkiem i akceptowala silnego mezczyzna,
                          > ktorego spotka na swojej drodze, a poniewaz jest silna to wyeliminuje slabsze
                          > ladne kandydatki do reki silnego.

                          Mniej więcej.
                          Drugie, kiedy te słabsze liczące na mężczyznę idą kusić i wyhaczyć samca w grupach rówieśniczych, silne stawiają na wykszałtacenie i kariere. Kiedy budzą się męski towar jest przebrany, a w klubach i przypadkowych popijawach trudno nawiązać głębokie przyjaźnie.

                          Ten paradoks samotności kobiet sukcesu to ciągły temat różnorakich artykułów i ciągłych poszukiwań przyczyn.

                          Ja sobie zapamiętałem ten u pani co prowdzi psychterpię par:
                          >>>
                          Współczuje kobietom, które wybrały opcję: pokażę wam (mężczyźni), że jestem lepsza. – Co się stało z kobietami? Obserwuję ze zgrozą, że zatracają instynkt samozachowawczy w pędzie do niezależności. Ciągle im mało. Osiągnęły wiele, ale nie mogą się nasycić i chcą jeszcze więcej. Po co? Aby być na 150 procent? Ryzykowne – ostrzega Iza. – Znam ambitną dziewczynę, która w kraju osiągnęła w zawodzie wszystko, teraz robi karierę za granicą. Ale wydaje majątek na psychologa, bo jej prywatne życie to zgliszcza. Ma gustownie urządzony apartament, na który sama zarobiła, i albumy pełne zdjęć z egzotycznych podróży. Jest świadoma swojej wartości. Mimo to wciąż pozostaje samotna. Panowie zostają tylko na jedną noc. Rano zwijają żagle, bo się boją tej doskonałości! Co za paradoks, że atrakcyjność matrymonialna ekstrababek jest tak niska. Ich atuty są jednocześnie przyczyną ich porażek. Dlaczego? Bo mężczyźni nie chcą mieć w domu rywala – tłumaczy. Inna cena, jaką płacimy za emancypację? – Powiem prosto z mostu: kobieta kobiecie wilkiem. Stajemy się wobec siebie coraz bardziej bezwzględne. Stosujemy gierki i manipulacje, mścimy się. Gdzie nasza dawna babska solidarność? Smutne to – Iza nie ukrywa żalu. Jej zdaniem na społeczno-kulturowej przemianie najlepiej wyszli mężczyźni. – Uwolniłyśmy ich od przymusu: posadzenia drzewa, spłodzenia syna, wybudowania domu. Przy zaradnej kobiecie mogą beztrosko żyć – twierdzi Iza. – Choć i oni mają swoje zgryzoty. Czują się zagubieni, a chcą być potrzebni i doceniani. Co zatem robi mądra kobieta? Pozwala mężczyźnie, by jak dawniej wychodził na polowanie
                          www.psychologiakobiety.pl/kobieta/chce-byc-krucha-kobietka/
                          --
                          Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                          • 13.10.12, 21:32
                            urquhart napisał:

                            > Drugie, kiedy te słabsze liczące na mężczyznę idą kusić i wyhaczyć samca w grup
                            > ach rówieśniczych, silne stawiają na wykszałtacenie i kariere. Kiedy budzą się
                            > męski towar jest przebrany, a w klubach i przypadkowych popijawach trudno nawią
                            > zać głębokie przyjaźnie.

                            Pozostaje towar z drugiej reki :)
                            • 13.10.12, 21:40
                              hello-kitty2 napisała:
                              > Pozostaje towar z drugiej reki :)

                              Pragmatycznie, tak.
                              To się nazywa seksualne kłusownictwo
                              partnerstwo.onet.pl/1602275,3502,,seksualne_klusowniczki,artykul.html
                              --
                              Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
                              • 13.10.12, 22:00
                                urquhart napisał:

                                > hello-kitty2 napisała:
                                > > Pozostaje towar z drugiej reki :)
                                >
                                > Pragmatycznie, tak.
                                > To się nazywa seksualne kłusownictwo
                                > <a href="partnerstwo.onet.pl/1602275,3502,,seksualne_klusowniczki,artykul.html"

                                "Okazało się, że najbardziej negatywnie pod względem moralnym oceniana jest kobieta, która przełamuje stereotyp i zachowuje się jak mężczyzna - uwodzi „cudzego męża” do krótkotrwałego romansu. (...)zauważa, że kobiety, które polują na żonatych mężczyzn nie zawsze szukają męża. Część z nich chce niezobowiązujących układów, które zaspokoją ich potrzebę bezpieczeństwa, bliskości, czy seksu, jednocześnie bez ponoszenia odpowiedzialności i angażowania się, jakie jest w stałym związku. Powodem mogą być negatywne doświadczenia z dzieciństwa, czy pierwszych związków."

                                Urqu, a kto tu traci? Sami wygrani :)


                              • 18.10.12, 12:17
                                urquhart napisał:

                                > hello-kitty2 napisała:
                                > > Pozostaje towar z drugiej reki :)
                                >
                                > Pragmatycznie, tak.
                                > To się nazywa seksualne kłusownictwo
                                > partnerstwo.onet.pl/1602275,3502,,seksualne_klusowniczki,artykul.html


                                Trochę powątpiewam.
                                Bo: jestem 35.letnim single, kupuje obrączkę, zakładam i od razu mam kilkukrotnie większe branie?
                                Słyszałem, że jakiś czas temu na dyskotekach nic tak nie robiło wrażenia jak kluczyki do BMW, ale to było o w zasadzie nastolatkach.
                                pzdr.
                          • 13.10.12, 21:35
                            urquhart napisał:
                            > Drugie, kiedy te słabsze liczące na mężczyznę idą kusić i wyhaczyć samca w grup
                            > ach rówieśniczych, silne stawiają na wykszałtacenie i kariere. Kiedy budzą się
                            > męski towar jest przebrany, a w klubach i przypadkowych popijawach trudno nawią
                            > zać głębokie przyjaźnie.

                            I te niby 'wyhaczające samca' są słabe?

                            Swoją drogą Urqu - z kim Ty się ożeniłeś? Ze słabą, głupiutką kobietką, żeby móc nad nią górować mimo własnej słabości?

                            --
                            Uzależnienie
                            • 18.10.12, 00:24
                              mujer_bonita napisała:

                              > urquhart napisał:
                              > > Drugie, kiedy te słabsze liczące na mężczyznę idą kusić i wyhaczyć samca
                              > w grup
                              > > ach rówieśniczych, silne stawiają na wykszałtacenie i kariere. Kiedy budz
                              > ą się
                              > > męski towar jest przebrany, a w klubach i przypadkowych popijawach trudno
                              > nawią
                              > > zać głębokie przyjaźnie.
                              >
                              > I te niby 'wyhaczające samca' są słabe?
                              >
                              > Swoją drogą Urqu - z kim Ty się ożeniłeś? Ze słabą, głupiutką kobietką, żeby mó
                              > c nad nią górować mimo własnej słabości?
                              >

                              Ale dlaczego chcesz kogoś rozliczać z małżeństwa/rodziny?
                              • 18.10.12, 08:12
                                druginudziarz napisał:
                                > Ale dlaczego chcesz kogoś rozliczać z małżeństwa/rodziny?

                                To nie jest kwestia rozliczenia tylko zderzenia teorii z praktyką.

                                --
                                Uzależnienie
                                • 18.10.12, 10:57
                                  mujer_bonita napisała:

                                  > druginudziarz napisał:
                                  > > Ale dlaczego chcesz kogoś rozliczać z małżeństwa/rodziny?
                                  >
                                  > To nie jest kwestia rozliczenia tylko zderzenia teorii z praktyką.

                                  Bonitka nie wciagniesz mnie w dyskutowanie z twoimi wyobrażeniami o złym Urqu.
                                  Moja żona jest osobą aktywną zawodowo i silną, ani ona ani tym bardziej ja nie prasuje koszul bo nie ma na to czasu. Od tego między innymi zatrudniamy dochodzącą panią.

                                  --
                                  Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
                                  • 18.10.12, 11:02
                                    urquhart napisał:
                                    > Bonitka nie wciagniesz mnie w dyskutowanie z twoimi wyobrażeniami o złym Urqu.
                                    > Moja żona jest osobą aktywną zawodowo i silną, ani ona ani tym bardziej ja nie
                                    > prasuje koszul bo nie ma na to czasu. Od tego między innymi zatrudniamy dochodz
                                    > ącą panią.

                                    A to bardzo ciekawe, że moje 'wyobrażenie' to Twojej żonie było właśnie takie - SILNA kobieta. I że nie ma to wpływu na jej atrakcyjność w Twoich oczach ani na Wasz seks.

                                    Tak jak pisałam - zderzenie Teorii z praktyką.

                                    --
                                    Uzależnienie
                                    • 18.10.12, 11:41
                                      mujer_bonita napisała:

                                      > urquhart napisał:
                                      > > Bonitka nie wciagniesz mnie w dyskutowanie z twoimi wyobrażeniami o złym
                                      > Urqu.
                                      > > Moja żona jest osobą aktywną zawodowo i silną, ani ona ani tym bardziej j
                                      > a nie
                                      > > prasuje koszul bo nie ma na to czasu. Od tego między innymi zatrudniamy d
                                      > ochodz
                                      > > ącą panią.
                                      >
                                      > A to bardzo ciekawe, że moje 'wyobrażenie' to Twojej żonie było właśnie takie -
                                      > SILNA kobieta. I że nie ma to wpływu na jej atrakcyjność w Twoich oczach ani n
                                      > a Wasz seks.
                                      >
                                      > Tak jak pisałam - zderzenie Teorii z praktyką.

                                      A bo Tobie się wydaje, ze jak kobieta silna to niczym innym nie powinna się zajmować tylko rywalizować z mężem/partnerem.
                                      Otóż takie "silne" panie które widuję, one są tyleż silne co przerażone życiem. I jeśli nie udaje się ten numer z rządzeniem mężem to rządzą dziećmi albo pieskiem.
                                      "Siła" to nie jest tępa walka o wszystko, z każdym, a najchętniej ze słabszym.
                                      Oczywiście to o czym piszę dotyczy również panów.
                                      pzdr.

                                      • 18.10.12, 11:51
                                        druginudziarz napisał:
                                        > A bo Tobie się wydaje, ze jak kobieta silna to niczym innym nie powinna się zaj
                                        > mować tylko rywalizować z mężem/partnerem.

                                        Wręcz przeciwnie. Jakbyś przeczytał moje wypowiedzi w tym wątku to nie pisałbyś takich głupot.

                                        > "Siła" to nie jest tępa walka o wszystko, z każdym, a najchętniej ze słabszym.

                                        Wg. Urqu takie są właśnie silne kobiety:
                                        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,139410194,139526628,chyba_o_kobiecie_nie_uzurpatorsko_uwazajacej_sie.html?wv.x=2
                                        --
                                        Uzależnienie
                                        • 18.10.12, 12:24
                                          mujer_bonita napisała:

                                          > druginudziarz napisał:
                                          > > A bo Tobie się wydaje, ze jak kobieta silna to niczym innym nie powinna s
                                          > ię zaj
                                          > > mować tylko rywalizować z mężem/partnerem.
                                          >
                                          > Wręcz przeciwnie. Jakbyś przeczytał moje wypowiedzi w tym wątku to nie pisałbyś
                                          > takich głupot.

                                          To tym bardziej nie rozumiem, skąd zainteresowanie żoną urqu.

                                          > > "Siła" to nie jest tępa walka o wszystko, z każdym, a najchętniej ze słab
                                          > szym.
                                          >
                                          > Wg. Urqu takie są właśnie silne kobiety:
                                          > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,139410194,139526628,chyba_o_kobiecie_nie_uzurpatorsko_uwazajacej_sie.html?wv.x=2

                                          No ale co? nie ma też takich?

                                          pzdr.
                                          • 18.10.12, 12:32
                                            druginudziarz napisał:
                                            > To tym bardziej nie rozumiem, skąd zainteresowanie żoną urqu.
                                            > No ale co? nie ma też takich?

                                            Skup się!

                                            To Urqu twierdzi, że mądrych silnych kobiet NIE MA, że to 'mityczny stwór'. 'jednorożec'. Skoro tak to zapytałam z kim on się ożenił i wyszło, że z kimś kogo nie ma :)

                                            Ja uważam, że silnych mądrych kobiet jest cała masa - mam sporo wokół siebie. To co opisuje Urqu to margines i występuje w obu płciach z takim samym natężeniem. Są silne kobiety używające źle swojej siły jaki i silni mężczyźni źle używający swojej siły.

                                            Przedstawiana teoria jakoby mężczyźni nie byli zainteresowani silnymi kobietami i seks z taką kobietą był dla nich niemożliwy jest o kant d...y potłuc jak widać na przykładach. Bo mężczyźni są zainteresowani silnymi, niezależnymi, inteligentnymi kobietami i tworzą z nimi dobre związki. W realu a nie w necie :D

                                            --
                                            Uzależnienie
                                            • 18.10.12, 13:32
                                              mujer_bonita napisała:

                                              > druginudziarz napisał:
                                              > > To tym bardziej nie rozumiem, skąd zainteresowanie żoną urqu.
                                              > > No ale co? nie ma też takich?
                                              >
                                              > Skup się!
                                              >
                                              > To Urqu twierdzi, że mądrych silnych kobiet NIE MA, że to 'mityczny stwór'. 'je
                                              > dnorożec'. Skoro tak to zapytałam z kim on się ożenił i wyszło, że z kimś kogo
                                              > nie ma :)

                                              Ja tu widzę głównie nieporozumienia semantyczne a nie co to faktów.
                                              Szczególnie że nawet przymiotnik "silne" jest w cudzysłowie.

                                              > Przedstawiana teoria jakoby mężczyźni nie byli zainteresowani silnymi kobietami
                                              > i seks z taką kobietą był dla nich niemożliwy jest o kant d...y potłuc jak wid
                                              > ać na przykładach. Bo mężczyźni są zainteresowani silnymi, niezależnymi, inteli
                                              > gentnymi kobietami i tworzą z nimi dobre związki. W realu a nie w necie :D

                                              "silnymi, niezależnymi, inteligentnymi" Nie kminię czemu łączysz te cechy?
                                              Oczywistym jest że w obu płciach występuje stratyfikacja "jakości"przy czym ludzie i tak łączą się w pary mniej więcej w ramach swojej półki. Więc wg mnie w ogóle nie ma o czym gadać ;)
                                              Inna sprawą jest epidemia narcyzmu. Coraz trudniej jest nam oceniać swoją klasę (bo nie przyjmujemy tego do wiadomości) i stąd rozpaczliwe poszukiwania partnera którego nigdy mieć nie będziemy i brak zainteresowania partnerami z własnej półki.

                                              pzdr.
                                              • 18.10.12, 13:39
                                                druginudziarz napisał:
                                                > Oczywistym jest że w obu płciach występuje stratyfikacja "jakości"przy czym lud
                                                > zie i tak łączą się w pary mniej więcej w ramach swojej półki. Więc wg mnie w o
                                                > góle nie ma o czym gadać ;)

                                                Dla Ciebie to oczywiste ale jak widać dla niektórych panów tutaj już nie.

                                                --
                                                Uzależnienie
                                                • 18.10.12, 13:43
                                                  mujer_bonita napisała:

                                                  > druginudziarz napisał:
                                                  > > Oczywistym jest że w obu płciach występuje stratyfikacja "jakości"przy cz
                                                  > ym lud
                                                  > > zie i tak łączą się w pary mniej więcej w ramach swojej półki. Więc wg mn
                                                  > ie w o
                                                  > > góle nie ma o czym gadać ;)
                                                  >
                                                  > Dla Ciebie to oczywiste ale jak widać dla niektórych panów tutaj już nie.

                                                  A dla pań?
                                                  • 18.10.12, 13:45
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > A dla pań?

                                                    W tym wątku dokładnie to co napisałeś pisała wcześniej Andzia :)

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 18.10.12, 13:56
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    > > A dla pań?
                                                    >
                                                    > W tym wątku dokładnie to co napisałeś pisała wcześniej Andzia :)

                                                    A bo Andzie też już swoje przeżyła i też już swoje wie ;)
                                                    pzdr.
                                              • 18.10.12, 23:39

                                                > "silnymi, niezależnymi, inteligentnymi" Nie kminię czemu łączysz te cechy?
                                                > Oczywistym jest że w obu płciach występuje stratyfikacja "jakości"przy czym lud
                                                > zie i tak łączą się w pary mniej więcej w ramach swojej półki. Więc wg mnie w o
                                                > góle nie ma o czym gadać ;)
                                                > Inna sprawą jest epidemia narcyzmu. Coraz trudniej jest nam oceniać swoją klasę
                                                > (bo nie przyjmujemy tego do wiadomości) i stąd rozpaczliwe poszukiwania partne
                                                > ra którego nigdy mieć nie będziemy i brak zainteresowania partnerami z własnej
                                                > półki.
                                                >
                                                > pzdr.


                                                Zgadzam się i pisałam już o tym w wątku. Łączymy się w pary w ramach swojej półki, tej dotyczącej wałkowanej przez nas siły też. Dla mnie to oczywiste. Urqu jednak uparcie ucieka od tego, co Bonita napisała wyżej (o zainteresowaniu silnych facetów silnymi babkami) i przedstawia jako jedyny prowadzący do szczęścia układ model: słaba kobietka plus silny facet. Nie reaguje na próby wytłumaczenia mu, że istnieją powszechnie silne i jednocześnie mądre kobiety i utożsamia kobietę silną z kobietą wredną i kastrującą. Stąd "zainteresowanie" Bonity życiem prywatnym Urquharta. Swoją drogą potwierdzają się po raz kolejny moje przypuszczenie: Urqu ma ostrą babę w domu i na forum kompensuje sobie to i owo ;-P

                                                --
                                                "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                                                by Hunkis
                                                • 19.10.12, 09:43
                                                  aandzia43 napisała:

                                                  > Zgadzam się i pisałam już o tym w wątku. Łączymy się w pary w ramach swojej pół
                                                  > ki, tej dotyczącej wałkowanej przez nas siły też. Dla mnie to oczywiste. Urqu j
                                                  > ednak uparcie ucieka od tego, co Bonita napisała wyżej (o zainteresowaniu silny
                                                  > ch facetów silnymi babkami) i przedstawia jako jedyny prowadzący do szczęścia u
                                                  > kład model: słaba kobietka plus silny facet. Nie reaguje na próby wytłumaczenia
                                                  > mu, że istnieją powszechnie silne i jednocześnie mądre kobiety i utożsamia kob
                                                  > ietę silną z kobietą wredną i kastrującą. Stąd "zainteresowanie" Bonity życiem
                                                  > prywatnym Urquharta. Swoją drogą potwierdzają się po raz kolejny moje przypuszc
                                                  > zenie: Urqu ma ostrą babę w domu i na forum kompensuje sobie to i owo ;-P

                                                  Mogłem się odnieść tylko w tej gałązki dyskusji, gdyż wciąłem się w nią gdy w zasadzie wygasła. A z tego miejsca nie wynika, że Urqu ma w domu tak lub siak. Zresztą zwróciłem uwagę, na coś innego, oto w innym miejscu ktoś (mujerka? Ty?) irytuje się, ze ktoś się wcina w pożycie rodzinne Hanki G-W a potem gładko się przeskakuje do rozliczania z rodziny ale względem mężczyzny (Urqu).

                                                  Co do Twojego postu, to jakby nie zauważyłaś mojego pytania:
                                                  =="silnymi, niezależnymi, inteligentnymi" Nie kminię czemu łączysz te cechy?==
                                                  A bo to nie ma ludzi silnych ale nieinteligentnych? albo inteligentnych i zależnych?
                                                  Mam jakieś takie wrażenie, ze nie do końca się rozumiemy z tymi "półkami".
                                                  O "klasie" (u człowieka) nie decyduje jedna czy nawet kilka cech. Ważny jest całokształt. Czasem test tak że jedna cecha jest korzystna w danych realiach społecznych a w innych jest tylko balastem.
                                                  Co do Urqu to podejrzewam więc (opierając się na statystykach) żę żonę ma wartą mniej więcej tyle ile sam jest wart ;)

                                                  Tez ktoś wspomniał o Dulskich. Wg mnie większość niedocenia Lucjana i przecenia Anielę. Głównie za sprawą Zapolskiej która, nie da się ukryć, była kobietą ;)
                                                  Ale nawet w tak przerysowanych postaciach widać relację typu "w domu można mieć świętą rację lub święty spokój". Pomimo (pozornego) "podporządkowania" mamy sprawnie funkcjonujący, zasobny dom z fajnymi dziećmi. Oczywiście wszystko w realiach epoki. Gdyby Lucjan był całkiem "dupowaty" albo postawił na udry z żoną to nie byłoby tak słodko.
                                                  Przypominam, że zgodziliśmy się co do tego, że partnerzy dobierają z raczej ze swojej półki.
                                                  Pzdr.
                                                  • 19.10.12, 10:10
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > Co do Twojego postu, to jakby nie zauważyłaś mojego pytania:
                                                    > =="silnymi, niezależnymi, inteligentnymi" Nie kminię czemu łączysz te cechy?==
                                                    > A bo to nie ma ludzi silnych ale nieinteligentnych? albo inteligentnych i zależ
                                                    > nych?
                                                    > Mam jakieś takie wrażenie, ze nie do końca się rozumiemy z tymi "półkami".
                                                    > O "klasie" (u człowieka) nie decyduje jedna czy nawet kilka cech. Ważny jest ca
                                                    > łokształt. Czasem test tak że jedna cecha jest korzystna w danych realiach społ
                                                    > ecznych a w innych jest tylko balastem.
                                                    > Co do Urqu to podejrzewam więc (opierając się na statystykach) żę żonę ma wartą
                                                    > mniej więcej tyle ile sam jest wart ;)

                                                    To pytanie było akurat do mojej, nie Andzi wypowiedzi.

                                                    Wymieniłam atrakcyjne cechy po przecinku co nie znaczy, że taktuję je łącznie. Wyraźnie też w innym poście napisałam, że nie zawsze idą w parze (np. są silni i głupi ludzie). Czytaj uważniej Nudziarzu! ;)

                                                    I tak - myślę, że tutaj się rozumiemy (przynajmniej ja, Ty i Andzia) - o 'wartości' człowieka decyduje kombinacja cech i zapotrzebowanie na nie u drugiej osoby. I jak najbardziej - jedna cecha bez połączenia z innymi może być wręcz dyskwalifikująca! Dziś przy porannej kawie czytałam to:
                                                    tygodnik.onet.pl/30,0,78364,co_ty_jestes_warta,artykul.html
                                                    Idealny układ wg. Urqu - silny mężczyzna i słaba kobieta. I co? Największy życiowy koszmar!

                                                    I tak w sumie dochodzę do wniosku - co jest ważniejsze i bardziej atrakcyjne. Siła czy inteligencja i pewnego rodzaju mądrość życiowa. Bo silny i głupi człowiek jest zupełnie do bani a mądry i słaby może zajść bardzo daleko.

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 20.10.12, 12:58
                                                    Pomimo (pozornego) "podporządkowania" mamy sp
                                                    > rawnie funkcjonujący, zasobny dom z fajnymi dziećmi. Oczywiście wszystko w real
                                                    > iach epoki. Gdyby Lucjan był całkiem "dupowaty" albo postawił na udry z żoną to
                                                    > nie byłoby tak słodko.

                                                    Zgadzam się. Całkiem sensowna interpretacja sytuacji Anieli i Felicjana Dulskich :-)

                                                    Co do naszej dyskusji z Urquhartem - wykracza ona daleko poza ten wątek, a ciebie dawno nie było na forum.

                                                    --
                                                    "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                                                    by Hunkis
                                                • 20.10.12, 13:46
                                                  > Zgadzam się i pisałam już o tym w wątku. Łączymy się w pary w ramach swojej pół
                                                  > ki, tej dotyczącej wałkowanej przez nas siły też. Dla mnie to oczywiste. Urqu j
                                                  > ednak uparcie ucieka od tego, co Bonita napisała wyżej (o zainteresowaniu silny
                                                  > ch facetów silnymi babkami) i przedstawia jako jedyny prowadzący do szczęścia u
                                                  > kład model: słaba kobietka plus silny facet. Nie reaguje na próby wytłumaczenia
                                                  > mu, że istnieją powszechnie silne i jednocześnie mądre kobiety i utożsamia kob
                                                  > ietę silną z kobietą wredną i kastrującą. Stąd "zainteresowanie" Bonity życiem
                                                  > prywatnym Urquharta. Swoją drogą potwierdzają się po raz kolejny moje przypuszc
                                                  > zenie: Urqu ma ostrą babę w domu i na forum kompensuje sobie to i owo ;-P

                                                  Nie mam zamiaru dyskutować o tym jak bardzo zdaniem Bonity gnębię żonę, czy odwrotnie zdaniem Andzi jestem pod pantolem, ani z waszymi wyobrażeniami że myślę tak albo inaczej o rzekomo nieistniejących mądrych kobietach.

                                                  Projektujesz, bo to kobiety szukają silnych mężczyzn ze swojej albo wyższej półki. Mężczyźni w pierwszej kolejności szukają fizycznie atrakcyjnych, (z seksapilem, ale też takich od których mogą oczekiwać wierności i lojalności, także atrakcyjnie intelektualnych). To czy kobieta jest z jego półki i silna to pożądany ale drugoplanowy dopiero argument.
                                                  Stąd bierze się nierówność i deficyt o której piszą w wielu miejscach braku odpowiednio silnych facetów dla silnych babek, o którym nie chcecie dyskutować i absurdalnie wypieracie.

                                                  --
                                                  Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                                                  • 20.10.12, 14:10
                                                    ani z waszymi wyobrażeniami że myślę
                                                    > tak albo inaczej o rzekomo nieistniejących mądrych kobietach.

                                                    A kto pisał o jednorożcu? ;-P

                                                    > Stąd bierze się nierówność i deficyt o której piszą w wielu miejscach braku odp
                                                    > owiednio silnych facetów dla silnych babek, o którym nie chcecie dyskutować i a
                                                    > bsurdalnie wypieracie.

                                                    Piszą, owszem, więc jesli piszą, to coś jest na rzeczy. Nie zaprzeczam. I nie wypieram ;-) Ale mnie uderza przesadna ocena skali zjawiska. Większość kobiet jakoś się urządza w tej sytuacji (pisałam już w jakimś poście, jak radzą sobie wykształcone kobiety będąc żonami mniej wykształconych mężów, i jakie warunki muszą spełnić ci mniej garnący się do wiedzy panowie, by związek był udany). Ja nie znam osobiście kobiet z wysokich świeczników, więc nie mogę powiedzieć, jak to wygląda na szczytach, ale też nie wydaje mi się, by dyskusja o tych rejonach miała jakieś znaczenie dla szarych mas, które sobie radzą. To po pierwsze. Po drugie: kobiety były zawsze silne i zawsze brakowało dla nich silnych mężczyzn, tylko nie wypadało mówić, że król jest nagi. Nie było więc publicznej dyskusji o tym, że faceci sobie nie radzą z przypisanymi im zwyczajowo rolami społecznymi, a kobiety są rzeczywistą siłą napędową rodzin, rodzinnych interesów, warsztatów, gospodarstw itd. Przykładów nie brakuje i w literaturze (poczytać trza trochę czegoś poza Sienkiewiczem), a mnie w odległej historii rodzinnej (ale ja zawsze byłam wyczulona na czytanie między wierszami i zerkałam oficjalny obieg). Więc, reasumując, nie jest dla kobiet sytuacją nową historycznie bycie głową rodziny. A mnie znowu uderza niepojęty hałas wokół "nagłego objawienia się silnych kobiet i słabych mężczyzn". Jakby się tu nagle coś objawiło. Po prosty wyszły/li z szafy ;-)
                                                    Czy jest więc problemem coś, co zawsze istniało, a teraz można o tym mówić? Jest, ale nie dużo większym, niż kiedyś. Przyjrzeć się sprawie trzeba, ale robienie z tej sprawy przyczyny wszelkich nieszczęść związkowych to niepotrzebna histeria. Dlatego nei chce mi się bić piany razem z tobą na temat, w którym poruszasz się tylko w granicach oklepanych schematów.

                                                    --
                                                    "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                                                    by Hunkis
                                                  • 20.10.12, 16:03
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > A kto pisał o jednorożcu? ;-P

                                                    No wiec, kobiety inteligentne i mądre istnieją budzą mój szacunek, inteligentne , mądre i piękne budzą mój zachwyt.

                                                    > zą spełnić ci mniej garnący się do wiedzy panowie, by związek był udany). Ja ni
                                                    > e znam osobiście kobiet z wysokich świeczników, więc nie mogę powiedzieć, jak t
                                                    > o wygląda na szczytach, ale też nie wydaje mi się, by dyskusja o tych rejonach
                                                    > miała jakieś znaczenie dla szarych mas, które sobie radzą. To po pierwsze. Po d
                                                    > rugie: kobiety były zawsze silne i zawsze brakowało dla nich silnych mężczyzn,
                                                    > tylko nie wypadało mówić, że król jest nagi.

                                                    Na mój gust mylisz zaradność i gospodarność domową wymienianą przez Bussa jako uniwersalnie atrakcyjne seksualnie z siłą współczenej kobiety sukcesu rywalizującej z mężczyznami i lepiej od nic wykształconej i zarabiającej (25% zwiazków w PL).
                                                    MOżemy ująć to tak że meżczyzna sobie nie radzi z taką sytuacją nie kobieta, ale porażka w życiu prywatnym jest przecież wspólna.
                                                    facet.onet.pl/warto-wiedziec/mniej-zarabia-szybciej-zdradzi,1,3534120,artykul.html
                                                    Można powiedzieć "kopnij go dupę nie jest ciebie wart". I tu zonk bo przecież nie ma z czego specjalnie wybierać.

                                                    > Czy jest więc problemem coś, co zawsze istniało, a teraz można o tym mówić? Jes
                                                    > t, ale nie dużo większym, niż kiedyś. Przyjrzeć się sprawie trzeba, ale robieni
                                                    > e z tej sprawy przyczyny wszelkich nieszczęść związkowych to niepotrzebna histe
                                                    > ria. Dlatego nei chce mi się bić piany razem z tobą na temat, w którym poruszas
                                                    > z się tylko w granicach oklepanych schematów.

                                                    No popatrz i ja widzę Cie w oklepanych schematach.
                                                    Wyszły z domów w których zawsze rządziły do firm i na ulicę.


                                                    --
                                                    W najszczęśliwszych parach, które poznałem, był zawsze mężczyzna, który potrafił cały czas ze swoją kobietą flirtować i figlować. Potrafił sprawić, że kobieta miała ochotę dla niego paradować po domu w bieliźnie, na wyjścia wbijać się w mini i wysokie szpilki, a podczas kolacji w restauracji drażnić go nagą stopą przesuwaną na jego udzie pod stolikiem.W tych parach kobiety miały farta poznać mężczyzn, którzy akceptowali i uwielbiali w nich obydwie strony ich tożsamości – jasną (spokojną, ciepłą i miłą) jak i tą ciemną (zabawą, nieskrępowaną i seksualną). (T.Rudnik)
                                                  • 21.10.12, 22:28

                                                    > Na mój gust mylisz zaradność i gospodarność domową wymienianą przez Bussa jako
                                                    > uniwersalnie atrakcyjne seksualnie z siłą współczenej kobiety sukcesu rywalizuj
                                                    > ącej z mężczyznami i lepiej od nic wykształconej i zarabiającej (25% zwiazków w
                                                    > PL).

                                                    Jakież ty masz odleciane pojęcie o kobietach sprzed lat, a tym samym kobietach w ogóle... Aż dech zapiera. Nie, nie pomyliłam "domowej gospodarności" niegdysiejszych kobiet z siłą współczesnej kobiety, która ma możliwość robić to, co lubi i zarabiać tyle, na ile ją stać (a przy okazji oczywiście stawać w szranki z kolegami z uczelni i z pracy). Obrażasz nas, jako płeć. Wydaje ci się, że jeszcze sto lat temu byłyśmy jakimś podgatunkiem człowieka? Że miałyśmy inne DNA niż to teraz? Że nagle wszczepiono nam geny umożliwiające logiczne myślenie, inteligencję, zdolność do wyuczenia się zawodu i uprawiania go? Jezuuuu... Ja nie pisałam o gospodarności" pań domu sprzed stuleci, tylko o inteligencji, osobowości, zaradności życiowej, umiejętnościach zawodowych (nawet jeśli zawód wykonywany był pod szyldem męża czy ojca), zainteresowaniach, horyzontach i jeszcze paru innych walorach, które rozwinięte sprawiały, że kobietom wszystkich czasów zdarzało się czuć, że są bardziej kompetentne od swoich mężów czy innych męskich członków rodziny w wielu sytuacjach życiowych. A co za tym idzie - silniejsze.


                                                    > MOżemy ująć to tak że meżczyzna sobie nie radzi z taką sytuacją nie kobieta, al
                                                    > e porażka w życiu prywatnym jest przecież wspólna.

                                                    Porażki zawsze były wspólne. Tylko teraz o nich mówimy i nie udajemy, że rodzina to świętość i twór jednolity, nienaruszalny i niekrytykowalny. To znaczy są ludzie upierający się przy takim postawieniu sprawy i tęskniący za "dawnymi dobrymi czasami, kiedy to każdy znał swoje miejsce i panował porządek" ;-)

                                                    --
                                                    "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                                                    by Hunkis
                                                  • 20.10.12, 14:23
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Projektujesz, bo to kobiety szukają silnych mężczyzn ze swojej albo wyższej pół
                                                    > ki. Mężczyźni w pierwszej kolejności szukają fizycznie atrakcyjnych, (z seksapi
                                                    > lem, ale też takich od których mogą oczekiwać wierności i lojalności, także atr
                                                    > akcyjnie intelektualnych). To czy kobieta jest z jego półki i silna to pożądany
                                                    > ale drugoplanowy dopiero argument.

                                                    Czyli mówisz że nasi bracia Rosjanie mają racje mówiąc jakoś tak, że charoszemu jebcu płochoj pizdy niet ;))
                                                    Wszelako cechy które wymieniasz to jest właśnie półka. Wszystkie te cechy łącznie świadczą o twojej klasie. Wiec jakbyśmy się nie zrozumieli ;)

                                                    > Stąd bierze się nierówność i deficyt o której piszą w wielu miejscach braku odp
                                                    > owiednio silnych facetów dla silnych babek, o którym nie chcecie dyskutować i a
                                                    > bsurdalnie wypieracie.

                                                    Kiedyś wspomniałem na forum że mężczyźni statystycznie częściej popełniają mezalians.
                                                    Ale ja nie wiem, Czy Twoje tłumaczenie jest trafne. W każdym razie antropolodzy to jak prosto nie tłumaczą.
                                                    pzdr.
                                                  • 20.10.12, 15:03
                                                    > Czyli mówisz że nasi bracia Rosjanie mają racje mówiąc jakoś tak, że charoszemu
                                                    > jebcu płochoj pizdy niet ;))

                                                    Ruskie wojsko ruchało wszystko bez względu na wiek i atrakcyjność jak dostało przyzwolenie od politruka. Wiec to była kwestia deficytu, który faktycznie innaczej wygląda u kobiet.

                                                    Ty zaś osuwasz się od jednego przejaskrawienia do drugiego. Co to ma do wybredności. Mężczyźni też są wybredni jak mają podstawę i poczucie wartości. Choć kobiety eolucyjnie muszą być wybredne bardziej bo bardziej ponoszą konsekswencje zwiazku z niewłaściwym partnerem. Ale ich kryteria powodujące zainteresowanie partnerem są zupełnie różne i wielokrotnie o tym dyskutowaliśmy. Nie zainteresuję się babką choćby była nie wiadomo jak inteligenta silna i na stanowisku, jeżeli nie spełnia moich oczekiwań co do wyglądu.
                                                    To warunek konieczny niewystarczający :)
                                                    U kobiet jest odwrotnie z kryteriami.
                                                    portalwiedzy.onet.pl/86393,,,,atrakcyjnosc_seksualna,haslo.html
                                                    > Ale ja nie wiem, Czy Twoje tłumaczenie jest trafne. W każdym razie antropolodzy
                                                    > to jak prosto nie tłumaczą.

                                                    Oczywiście że to jedynie statystyczne uproszczenie.

                                                    --
                                                    Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                                                  • 20.10.12, 19:35
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Ty zaś osuwasz się od jednego przejaskrawienia do drugiego.
                                                    Aj, tu się zgadzamy przecież, jakbyś nie zauważył ;)
                                                    Po prostu przypomniało mi się to przysłowie :)

                                                    > Nie zainteresuję
                                                    > się babką choćby była nie wiadomo jak inteligenta silna i na stanowisku, jeżel
                                                    > i nie spełnia moich oczekiwań co do wyglądu.

                                                    Ale tu ewolucja jest bezsilna bo nie ma szans nadążyć za ewolucją kulturową.
                                                    Uniwersalne Kryteria Piękna są tak naprawdę kryteriami zdrowia (symetria, zdrowa skóra, brak widocznych dysfunkcji etc.).
                                                    Natomiast chwilowe kryteria piękna to tak naprawdę strategia nie na piękną kobietę tylko "najprawdopodobniej to co dobre dla wszystkich będzie też dobre dla mnie".
                                                    Dlatego kryterium "przede wszystkim ładna" nie jest wg mnie klarowne i oczywiste.
                                                    Że przy okazji zacytuję klasyka: "a w zeszłe święto miałem kobitę co mała nogi obie umyte" ;)
                                                    pzdr.
                                                  • 22.10.12, 08:37
                                                    druginudziarz napisał:

                                                    > Kiedyś wspomniałem na forum że mężczyźni statystycznie częściej popełniają meza
                                                    > lians.

                                                    Ale nowina. Ciekawe, jak miałoby być inaczej, skoro mężczyźni "statystycznie" zarabiają więcej.
                          • 13.10.12, 21:49
                            Poprzedni łzawy cytat wypordukowała 'Iza Kurkus-Kaczmarek, warszawianka, wokalistka zespołu Soulfully Trio'

                            Ekspert nad ekspertami! Do tego swoją wypowiedź zaczyna od:
                            'Zamiast leżeć i ponętnie pachnieć jak nasze praprababki, zafundowałyśmy sobie kierat: praca, kariera, dom i tysiąc innych obowiązków. Na własne życzenie stajemy się babochłopami – mówi.'

                            Och cóż za brak znajomości podstaw historii! Przecież każda kobieta w przeszłości była wysoce urodzoną szlachcianką, co to 'leżała i pachniała' ;) Te miliony zapierdalające w polu jakoś pani 'ekspertce' umknęły :D

                            --
                            Uzależnienie
                • 13.10.12, 18:15
                  kag73 napisała:
                  > A tak bierze slaba i wtedy pasuje bajka urqu o "dostarczycielu dobr
                  > i pani dawajacej w zamian d..py". Powiedzmy, ze w takim zwiazku nawet jesli
                  > seks(nie powiedziane ze jest i ze dobry), czasem to bardzo ciezkie zycie dla
                  > kobiety.

                  No nie da się ukryć, że ciężkie. Bo niby to taka uczciwa wymiana wg. Urqu - dupa za dobra ale jak się bliżej przyjrzeć to:
                  1. branie przez kobietę dóbr od faceta to 'pasożytnictwo', pasożytów się nie szanuje
                  2. w zasadzie to kobieta nie płaci dupą za dobra tylko za ewentualne wzbudzenie w mężczyźnie chęci do dawania dóbr, jak chęć się nie pojawi to klapa bo:
                  3. wymaganie czegoś od faceta to niszczycielska 'znaczeniowość' i przemoc wobec niego
                  4. mężczyzna zawsze będzie wmawiał kobiecie, że układ mu się nie opłaca (dupa nie jest warta jego cennych 'dóbr')
                  5. kobieta ma płacić dupą za siebie i dziecko, co z góry stawia ją na gorszej pozycji - od początku musi robić za dwoje

                  Niezły kanał co?

                  --
                  Uzależnienie
              • 13.10.12, 18:01
                mujer_bonita napisała:
                > Jeżeli mężczyzna nie interesował się własnym dzieckiem będąc w związku z matką
                > to po jego zakończeniu raczej nie dochodzi do dramatycznych zmian. Jeżeli miał
                > z nim dobre kontakty - problemów nie ma.

                Z taką wiarą w taką prostą życzeniową rzeczywistość jest ci łatwiej funkcjonować?

                > Ba! A co z organizacjami walczącymi o prawa ojców? To Ty o nich często piszesz.

                Są choćby męskie kobiety i kobiecy mężczyźni, to przecież 20% populacji o odwróconej typizacji potrzeb.

                --
                Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                • 13.10.12, 18:05
                  urquhart napisał:
                  > Są choćby męskie kobiety i kobiecy mężczyźni, to przecież 20% populacji o odwró
                  > conej typizacji potrzeb.

                  Z taką wiarą w taką prostą życzeniową rzeczywistość jest ci łatwiej funkcjonować?

                  --
                  Uzależnienie
                • 13.10.12, 19:56
                  > > Ba! A co z organizacjami walczącymi o prawa ojców? To Ty o nich często pi
                  > szesz.
                  >
                  > Są choćby męskie kobiety i kobiecy mężczyźni, to przecież 20% populacji o odwró
                  > conej typizacji potrzeb.

                  Że co proszę? Chcesz nam wmówic, że faceci w tych organizacji to jeden w drugiego sami kobiecy mężczyźni?! Żartujesz sobie czy tak sobie palnąłeś, bo nie wiedziałeś co napisac?

                  --
                  "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                  by Hunkis
    • 13.10.12, 16:42
      Doszło kiedyś do seksu między mną, może nie słabym lecz przecież wrażliwym mężczyzną, a oficerką. Ona zgodnie ze swoją predyspozycją kontrolowała przebieg wydarzeń, z początku, w którymś momencie dosiadła mnie... I co? Zrzuciłem ją z pozycji na jeźdźca (prawie zawsze tak robię zresztą), odwróciłem, i posiadłem od tyłu... Ku obopólnej satysfakcji.
      • 13.10.12, 16:46
        loppe napisał:

        > Doszło kiedyś do seksu między mną, może nie słabym lecz przecież wrażliwym mężc
        > zyzną, a oficerką. Ona zgodnie ze swoją predyspozycją kontrolowała przebieg wyd
        > arzeń, z początku, w którymś momencie dosiadła mnie... I co? Zrzuciłem ją z poz
        > ycji na jeźdźca (prawie zawsze tak robię zresztą), odwróciłem, i posiadłem od t
        > yłu... Ku obopólnej satysfakcji.

        Jezu przez caly czas myslalam loppe, ze ty jestes kobieta.
        • 13.10.12, 16:49
          A to mnie jeszcze nie znasz:))
    • 15.10.12, 10:29
      Czy tak kobieca siła to nie to czego kobiety jednocześnie zazdroszczą i o co obwiniają mężczyzn, dlatego jak już posiada męskie atrybuty stają się jeszcze bardziej bezwzględne dla "słabych"? Trochę testosteronu u kobiety i witamy w "męskim świecie"!
      >>>
      Kobiety żądne władzy i przywództwa wytwarzają więcej męskich hormonów - androgenów, głównie testosteronu - dowodzi Deborah Blum w książce "Mózg i płeć". - Złudne jest przekonanie feministek, że obecność kobiet we władzy humanizuje politykę, bo panie mające władzę są od mężczyzn twardsze, bardziej bezwzględne i bardziej konsekwentne - powiada Allan Mazur, amerykański psycholog.(...)
      "Można powiedzieć, że osoby o przywódczych predyspozycjach mają podobny profil hormonalny i charakterologiczny - niezależnie od płci" - uważa Laurie Rudman z University of Minnesota w Minneapolis. Seksuolodzy twierdzą, że kobiety o silnych cechach przywódczych nawet pod względem doznań seksualnych są podobne do mężczyzn. Jak mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, "same wybierają partnera, szybko zaciągają go do łóżka, szybko się podniecają i wcześniej osiągają orgazm, nawet bez pieszczot wstępnych". Reżyser i senator Kazimierz Kutz opowiada, że w 1943 r., gdy miał 14 lat, został wywieziony na roboty przymusowe w okolice dzisiejszego Bolesławca. Praktycznie wszyscy mężczyźni byli na wojnie, więc kobiety przejęły ich role. Wokół miasta grasowały gangi kobiece, które gwałciły, a nawet mordowały mężczyzn. Sam Kutz padł ofiarą gwałtu piątki mieszkających w sąsiedztwie kobiet. (...)
      Wyjątkową odporność psychiczną kobiet Karen Horney, amerykańska psychoanalityk, tłumaczyła odgrywaniem przez dorastające dziewczynki zarówno ról kobiecych, jak i męskich (tych drugich, by bronić się przed byciem wyłącznie obiektem seksualnym). Badania Jessiki Benjamin, amerykańskiej psycholog, dowodzą, że wysoka odporność kobiet na stres wynika przede wszystkim z macierzyństwa. Kobieta w roli matki ma bardzo silny instynkt przetrwania - żeby umożliwić dziecku przeżycie.(...)
      Najważniejszą szkołą przywództwa był dla kobiet w Polsce czas zaborów. - Kiedy mężczyźni bili się w powstaniach, kiedy ich zamykano i zsyłano, kobiety przejmowały ciężar podtrzymania egzystencji rodziny. Świetnie radziły sobie z zarządzaniem majątkami, wprowadzały nowinki techniczne, uczyły się księgowości. Faktyczna emancypacja kobiet zaczęła się więc u nas wcześniej niż w wielu krajach Zachodu - mówi Stefan Bratkowski, pisarz, publicysta, historyk. (...)
      Kobiety dominują na najwyższych stanowiskach w branży public relations: są szefowymi lub współwłaścicielkami 59 proc. takich firm - wynika z ankiety przeprowadzonej w 2002 r. przez Media i Marketing. Małgorzata Brochocka, która wraz z byłą modelką Bogną Sworowską prowadzi agencję PR, tłumaczy, że to dlatego, iż kobiety są znacznie twardszymi negocjatorami niż mężczyźni. (...)
      Jak powiada Phyllis Chessler, była wojująca feministka, "kobiety są już na tyle silne, by otwarcie przyznawać się do rasizmu, apodyktyczności, nietolerancji, homofobii czy seksizmu". A jeśli przyznają się do swoich słabych stron, to znaczy, że są bardzo pewne tych mocnych.

      www.wprost.pl/ar/52757/Co-Polka-potrafi/?pg=2
      --
      Przewrotność feministycznej retoryki polega zdefiniowaniu kobiecych potrzeb i oczekiwań jako oczywistych obowiązków mężczyzny, a oczekiwań mężczyzn wobec kobiet jako uprzedmiotowienia.
      • 15.10.12, 11:04
        Ale o czym my tutaj wlasciwie dyskutujemy? Nie wymyslajmy ekstrymalnych sytuacji i ekstrymalnych pojedynczych przypadkow, skrajnych przypadkow.
        Kobieta silna to po prostu kobieta niezalezna, jak dla mnie, przezyje sama, nie potrzebuje "zywiciela". Co nie znaczy, ze nie jest zdolna do zwiazku i malzenstwa.
        Mamy rownouprawnienie, dziewczynki chlopcy chodza do szkoly, maja dostep do wiedzy i mnostwo moziwosci. Do tego niektorzy maja potencjal i zapal, zeby nauczyc sie i osiagnac jak najwiecej.
        Urqu, wyobraz sobie, ze Twoja corka po maturze mowi "tata, ide na studia" I co Ty wtedy do niej "nie, Marysiu, Ty to studia zostaw Adasiowi, Ty se popatrz jak sie gotuje, albo zostan fryzjerka, po co Ci studia, potem bedziesz silna kobieta i z seksu w zwiazku nici".
        "Adas, Ty idz na studia" A Adas "tata, ale ja nie chce isc na studia, ja se jakis handelek rozkrece i kapuche bede robil, studia...piec lat bez kasy."
        I co teraz?
        Jestem pewna, ze jezeli corka mialaby ped do wiedzy, piela sie w gore, uczyla i osiagala, to rozpierala by Cie duma i jeszcze bys mowil, ze to po ojcu.
        TO czy ktos studiuje, lubi wyzwania, chce cos osiagnac to kwestia potencjalu, moze tez wychowania, mozliwosci, niezaleznie od plci. I nie powinno sie tego zmieniac.
        Poza tym udane zwiazki to zwiazki rozsadnch/madrych ludzi, ktorzy dobrze sie dobrali,potrafia isc na kompromis, dogadywac sie z soba, ktorzy zdaja sobie sprawe o co w zyciu chodzi, co jest najwazniejsze.
        • 15.10.12, 11:12
          kag73 napisała:
          > Poza tym udane zwiazki to zwiazki rozsadnch/madrych ludzi, ktorzy dobrze sie do
          > brali,potrafia isc na kompromis, dogadywac sie z soba, ktorzy zdaja sobie spraw
          > e o co w zyciu chodzi, co jest najwazniejsze.

          Dlaczego nie potrafią ja się pytam?
          Nie kwestionując prawa do samorealizacji
          Nawet jadąc do pracy dziś słyszałem jak w PRII zapraszali na sztuke o "typowych kobietach co radzą sobie doskonale w karierze i pracy a nie radzą sobie w życiu prywatnym".

          --
          Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
          • 15.10.12, 11:29
            urquhart napisał:
            > Dlaczego nie potrafią ja się pytam?
            > Nie kwestionując prawa do samorealizacji
            > Nawet jadąc do pracy dziś słyszałem jak w PRII zapraszali na sztuke o "typowych
            > kobietach co radzą sobie doskonale w karierze i pracy a nie radzą sobie w życi
            > u prywatnym".

            Jeszcze raz zadam to niewygodne pytanie - na jakiej podstawie twierdzisz, że ONE nie potrafią? Przecież w pierwszym poście tej dyskusji, który sam zalinkowałeś a z którego najwyraźniej przeczytałeś tylko pasujące, wyrwane z kontekstu fragmenty masz podają przyczynę (nie wiem czy jedyną). To FACET w związku z silną kobietą czuje się źle, bo jest słaby i nie potrafi tego zaakceptować. Nie odnosi sukcesu na innych polach więc ze związku robi pole bitwy. Walka to nie kompromis.

            Swoją drogą - czy mężczyźni - managerowie najwyższych szczebli tworzą udane, szczęśliwe, trwałe związki? IMO ich odsetek nie jest tak znacząco różny od kobiet. Z tym, że społeczne uwarunkowania każą ROZLICZAĆ kobietę z życia rodzinnego - mężczyzny się o to nie pyta. Kiedyś Hanna Gronkiewicz-Waltz w którymś z wywiadów powiedziała, że jej zadawane są pytania o rodzinę - kolegom na stanowiskach podobnego szczebla już nie. Zastanów się dlaczego. Dlaczego problemy kobiet sukcesu w związkach są dyskutowane a 3 rozwód pana ministra (będący niezaprzeczalnie porażką związku) jest przyjmowany bez żadnego echa?

            --
            Uzależnienie
            • 15.10.12, 12:12
              mujer_bonita napisała:

              Z tym, że społeczne uwarunkowania każą ROZLICZAĆ kobietę z życia rodzinnego -
              > mężczyzny się o to nie pyta. Kiedyś Hanna Gronkiewicz-Waltz w którymś z wywiad
              > ów powiedziała, że jej zadawane są pytania o rodzinę - kolegom na stanowiskach
              > podobnego szczebla już nie.

              Kojarze ta wypowiedz Gronkiewicz-Waltz. Dlaczego tak sie dzieje? Dlaczego kobiety sa rozliczane z zycia rodzinnego?
              • 17.10.12, 10:59
                hello-kitty2 napisała:
                > Kojarze ta wypowiedz Gronkiewicz-Waltz. Dlaczego tak sie dzieje? Dlaczego kobie
                > ty sa rozliczane z zycia rodzinnego?

                Błagam - napisz, że to pytanie retoryczne!

                --
                Uzależnienie
                • 17.10.12, 23:57
                  mujer_bonita napisała:

                  > hello-kitty2 napisała:
                  > > Kojarze ta wypowiedz Gronkiewicz-Waltz. Dlaczego tak sie dzieje? Dlaczego
                  > kobie
                  > > ty sa rozliczane z zycia rodzinnego?
                  >
                  > Błagam - napisz, że to pytanie retoryczne!
                  >
                  Przede wszystkim są rozliczane przez inne kobiety.
              • 17.10.12, 23:55
                hello-kitty2 napisała:

                > mujer_bonita napisała:
                >
                > Z tym, że społeczne uwarunkowania każą ROZLICZAĆ kobietę z życia rodzinnego -
                > > mężczyzny się o to nie pyta. Kiedyś Hanna Gronkiewicz-Waltz w którymś z w
                > ywiad
                > > ów powiedziała, że jej zadawane są pytania o rodzinę - kolegom na stanowi
                > skach
                > > podobnego szczebla już nie.
                >
                > Kojarze ta wypowiedz Gronkiewicz-Waltz. Dlaczego tak sie dzieje? Dlaczego kobie
                > ty sa rozliczane z zycia rodzinnego?

                A kto ją pytał? czasem nie kobieta-dziennikarz? :P
                Bo szczebioczecie sobie drogie panie o jakichś "onych" a moja obserwacja jest taka, że to kobiety szczególnie się interesują życiem seksualnym/rodzinnym innych kobiet. I łacno do.ierdolą jeszcze jak coś któreś niewychodzi.
                Nie bez przyczyny mamy archetyp teściowej a nie mamy archetypu teścia, prawda?
                pzdr.

                • 18.10.12, 23:48
                  > Nie bez przyczyny mamy archetyp teściowej a nie mamy archetypu teścia, prawda?
                  > pzdr.

                  Tak trochę obok tematu pań czepiających się życia rodzinnego innych pań. Czy zauważyłeś, że wszystkie polskie kawały o wrednych teściowych (a jest tych kawałów mnóstwo) traktują o układzie teściowa-zięć? Ja od dawna zastanawiam się dlaczego tak jest. Mam kilka pomysłów: bo emocje na linii teściowa-synowa są zbyt straszne i zbyt silne, by mogły ujawnić się/skanalizować w dowcipach (takie tabu); bo te kawały to wytwór patriarchalnej (przynajmniej w oficjalnym obiegu) kultury - ot, chłopcy muszą sobie ulżyć i oswoić lęki przed tym potworem, w jakiego zamieni się wcześniej czy później ich śliczna, słodka żoneczka... itd.

                  --
                  "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                  by Hunkis
                  • 19.10.12, 09:07
                    aandzia43 napisała:

                    > > Nie bez przyczyny mamy archetyp teściowej a nie mamy archetypu teścia, pr
                    > awda?
                    > > pzdr.
                    >
                    > Tak trochę obok tematu pań czepiających się życia rodzinnego innych pań. Czy za
                    > uważyłeś, że wszystkie polskie kawały o wrednych teściowych (a jest tych kawałó
                    > w mnóstwo) traktują o układzie teściowa-zięć? Ja od dawna zastanawiam się dlacz
                    > ego tak jest. Mam kilka pomysłów: bo emocje na linii teściowa-synowa są zbyt st
                    > raszne i zbyt silne, by mogły ujawnić się/skanalizować w dowcipach (takie tabu)

                    Pomijając problem w ocenie "straszności" (no jak to chcesz zmierzyć? tak obiektywnie?) nie widzę tego. Widzę natomiast że świekra się nie wtrąca bo wie, że synowa może oddać. A zięć teściowej nie, ot, cała tajemnica.

                    > ; bo te kawały to wytwór patriarchalnej (przynajmniej w oficjalnym obiegu) kult
                    > ury - ot, chłopcy muszą sobie ulżyć i oswoić lęki przed tym potworem, w jakiego
                    > zamieni się wcześniej czy później ich śliczna, słodka żoneczka... itd.

                    Teściowa-potwór, żona-wykluwający się potwór, osobliwy ten patriarchat :)
                    • 20.10.12, 13:18

                      > Pomijając problem w ocenie "straszności" (no jak to chcesz zmierzyć? tak obiekt
                      > ywnie?) nie widzę tego.

                      Mierzyć z linijką nie będę, chodziło mi o to, że więcej rzeczywistych dramatów i patologii jest na linii synowa-teściowa.


                      Widzę natomiast że świekra się nie wtrąca bo wie, że sy
                      > nowa może oddać. A zięć teściowej nie, ot, cała tajemnica.

                      Oooo, kolejny trop. Niezły pomysł - synowa groźniejszą od zięcia jest :-)


                      > Teściowa-potwór, żona-wykluwający się potwór, osobliwy ten patriarchat :)

                      Nic osobliwego w tym nie ma. Potwory rekrutujące się z grup podległych i pozbawionych praw istnieją. I są w dużej mierze wytworem układów obowiązujących w swoich społeczeństwach. Kazirodcza relacja matki z synem(jedynym bliskim mężczyzną, obrońcą i gwarancja utrzymania na starość), teściowa urządzająca falę synowej i odgrywająca się pierwszy raz w życiu za swoje spętanie i poniewierkę - kobiety-potwory na łonie galopującego patriarchatu, nie? Ale to tak na marginesie. Kultura polska do niedawna była, jak cała europejska, tworem wyrażającym tylko (lub prawie tylko) męski punkt widzenia. O to mi chodziło w poprzednim poście.

                      --
                      "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                      by Hunkis
                      • 20.10.12, 13:27
                        aandzia43 napisała:
                        > Nic osobliwego w tym nie ma. Potwory rekrutujące się z grup podległych i pozbaw
                        > ionych praw istnieją. I są w dużej mierze wytworem układów obowiązujących w swo
                        > ich społeczeństwach. Kazirodcza relacja matki z synem(jedynym bliskim mężczyzną
                        > , obrońcą i gwarancja utrzymania na starość), teściowa urządzająca falę synowej
                        > i odgrywająca się pierwszy raz w życiu za swoje spętanie i poniewierkę - kobie
                        > ty-potwory na łonie galopującego patriarchatu, nie?

                        To twoja koncepcja.
                        Dla mnie jasne jest że to naturalna OCZYWISTA konsekwencja wyborów i podejścia i INWESTYCJI, o którym baby pisza przy okazji róznych dyskusji, moje dziecko zawsze bedzie dla mnie najważniejsze , chłopa mogę łatwo zmnienić , dziecko zawsze bedzie MOJE.
                        Potem zazdrość i odgrywanie rozgoryczenia że ktoś (synowa) może i powinna być ważniejsza dla dziecka, zwiazek na pierwszym planie, i oczekiwanie egzekwowanie wzajemności tej relacji.
                        --
                        Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
                        • 20.10.12, 13:43
                          Urqu, myśl logicznie i nie podniecaj się niepotrzebnie samym tematem (apeluję po raz kolejny). Ja wyraźnie pisałam o sytuacji bardzo silnej opresji, która NAKRĘCA pewne zachowania u ludzi (w tym przypadku u kobiet). Nakręca, wyciąga z mroków demony, sprawia, że jednostki z określonymi patologicznymi predyspozycjami mają się wyjątkowo dobrze, a jednostki względnie normalne też poddają się presji opresyjnych warunków i miłe w obyciu nie są. Jaka "moja koncepcja"? Nie zaprzeczysz chyba, że to dość obeznane zjawisko i nie ma się szczególnie nad czym rozwodzić?
                          Inną sprawą są predyspozycje ludzi do określonych zachowań bez szczególnie silnej presji zewnętrznej. Były, są i będą, ale kiedy nei stwarza im się warunków do rozkwitu, nie manifestują się tak wyraźnie (i niebezpiecznie dla otoczenia), jak wtedy, gdy są jedynym sposobem na przeżycie. Wiesz, żyję długo, ale kobiet z twoich opisów znałam może ze trzy. Moja babcia i jeszcze jakaś ze starszego pokolenia. Moja mama, jej siostra, siostra mojego taty - wszystkie mają/miały bardzo dobre relacje z synowymi. Nawet, gdy przyszło im mieszkać z nimi pod jednym dachem, nawet jeśli małżeństwa ich synów rozpadały się. Jesteś z innego świata niż dziewczyny z forum, nie chcesz z niego wyjść i stąd te nieporozumienia między tobą a nami. Masz możliwość rozmawiać z kobietami takimi, jakimi nie były kobiety twojego życia. Możesz wykorzystać okazję, zamiast pisać od kilku lat na tę samą nutę.

                          --
                          "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                          by Hunkis
                          • 20.10.12, 14:31
                            aandzia43 napisała:
                            > jak wtedy, gdy są jedynym sposobem na przeżycie. Wiesz, żyję długo, ale kobiet
                            > z twoich opisów znałam może ze trzy. Moja babcia i jeszcze jakaś ze starszego p
                            > okolenia. Moja mama, jej siostra, siostra mojego taty - wszystkie mają/miały ba
                            > rdzo dobre relacje z synowymi.

                            No nie gadaj, udzielasz się przecież na emamie i ZR. A tam walka ze zła swoją teściową, i dziecko jako oś życia i niepodporządkowujący sie takiemu imperatywowi mąż, czyli budowanie bazy do bycia zła teściową za 20 lat to norma.

                            > ędzy tobą a nami. Masz możliwość rozmawiać z kobietami takimi, jakimi nie były
                            > kobiety twojego życia. Możesz wykorzystać okazję, zamiast pisać od kilku lat na
                            > tę samą nutę.

                            Wciskasz mi matrę o "mądrych kobietach" i ich sprzeciwianiu się patriarchatu.
                            A jednocześnie kwetionujesz to co pisze Perel, Helinger z zewnątrz czy Starowicza w tym wątku że charakterystyczną cechą i słabością polskiego związku jest skupienie całej energii na potomstwu głownie matki, jej nadopiekuńczość, a syndrom wściekłej teściowej czy niedojrzałych mamisynków naturalna konsekwencja tego stanu rzeczy.
                            Emocje zaburzają ci postrzeganie przyczyny i skutku.
                            Życie to krzyżujące się konflikty interesów i wybory.


                            --
                            W najszczęśliwszych parach, które poznałem, był zawsze mężczyzna, który potrafił cały czas ze swoją kobietą flirtować i figlować. Potrafił sprawić, że kobieta miała ochotę dla niego paradować po domu w bieliźnie, na wyjścia wbijać się w mini i wysokie szpilki, a podczas kolacji w restauracji drażnić go nagą stopą przesuwaną na jego udzie pod stolikiem.W tych parach kobiety miały farta poznać mężczyzn, którzy akceptowali i uwielbiali w nich obydwie strony ich tożsamości – jasną (spokojną, ciepłą i miłą) jak i tą ciemną (zabawą, nieskrępowaną i seksualną). (T.Rudnik)
                            • 20.10.12, 15:05
                              > No nie gadaj, udzielasz się przecież na emamie i ZR. A tam walka ze zła swoją t
                              > eściową, i dziecko jako oś życia i niepodporządkowujący sie takiemu imperatywow
                              > i mąż, czyli budowanie bazy do bycia zła teściową za 20 lat to norma.

                              Czy mógłbyś się przyjrzeć remu, CO ja piszę na tych forach zanim wyjedziesz z takim "zarzutem"? Apeluję po raz kolejny już.


                              > Wciskasz mi matrę o "mądrych kobietach" i ich sprzeciwianiu się patriarchatu.

                              Nie, piszę wyraźnie o tym, że w różnych okolicznościach ludzie zachowują się różnie, a niektórzy mają tendencje do określonych zachowań i będą je manifestować (lub próbować manifestować) zawsze. To takie ABC psychologii ;-P


                              > A jednocześnie kwetionujesz to co pisze Perel, Helinger z zewnątrz czy Starowic
                              > za w tym wątku że charakterystyczną cechą i słabością polskiego związku jest sk
                              > upienie całej energii na potomstwu głownie matki, jej nadopiekuńczość, a syndro
                              > m wściekłej teściowej czy niedojrzałych mamisynków naturalna konsekwencja tego
                              > stanu rzeczy.

                              Nie kwestionuję. Ale nie mogę przytakiwać ci w przyklepywaniu twojego tłumaczenia WSZYSTKICH problemów na forum z tej perspektywy (sam chyba rozumiesz, że nie będę się bawić we współpracę z paranoją ;-)). Poza tym zacni ci znawcy punktując jakieś zagadnienie nie nakazują chyba widzieć go wszędzie, zawsze i tylko jemu przypisywać rolę destrukcyjną dla związków?

                              --
                              "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                              by Hunkis
                              • 20.10.12, 15:37
                                > Czy mógłbyś się przyjrzeć remu, CO ja piszę na tych forach zanim wyjedziesz z t
                                > akim "zarzutem"? Apeluję po raz kolejny już.

                                Coś tam widziałem. Wiesz przecież dlatego że doceniam lubię z tobą dyskutować. Nie przesadzaj.

                                > Nie, piszę wyraźnie o tym, że w różnych okolicznościach ludzie zachowują się ró
                                > żnie, a niektórzy mają tendencje do określonych zachowań i będą je manifestować
                                > (lub próbować manifestować) zawsze. To takie ABC psychologii ;-P

                                Ci mądrzejsi powinni przedstawiać budzić refleksje mniej mądrych co do nieuchronnych konsekwencji własnych wyborów i zachowań. W tym przypadku to rzadkie.

                                > Nie kwestionuję. Ale nie mogę przytakiwać ci w przyklepywaniu twojego tłumaczen
                                > ia WSZYSTKICH problemów na forum z tej perspektywy (sam chyba rozumiesz, że nie
                                > będę się bawić we współpracę z paranoją ;-)

                                Przejaskrawienie to najłatwiejsza metoda dialektyki erystycznej.

                                Ja przedstawiam że ty to zjawisko wygodnie magrinalizujesz choćby dlatego żeby uniknąć dysonansu w związku z własnym kryzysem w związku w przeszłości.
                                A ja uważam że jest kluczowe w stosunku do innych choć nie jedyne żeby odnieść się do twojej wypowiedzi.

                                > Poza tym zacni ci znawcy punktuj
                                > ąc jakieś zagadnienie nie nakazują chyba widzieć go wszędzie, zawsze i tylko je
                                > mu przypisywać rolę destrukcyjną dla związków?

                                Odpowiem cytatem, pierwsza cześć odnosi się do pytanie, druga do tematu wątku.
                                >>>
                                W 2006 roku była Pani w Polsce. Czy ma Pani jakieś obserwacje na temat relacji erotycznych nad Wisłą?
                                EP: Grzechem wielu kochanków w Polsce jest to, że gdy już zostają rodzicami, całą energię erotyczną kierują na dzieci. Bawią się wyłącznie z nimi, przytulają, śpią w ich obję-
                                ciach, poświęcają im większość swoich myśli i wolnego czasu. Dotyczy to zwłaszcza kobiet. Często partner pozostaje w cieniu tej fascynacji, co wywołuje frustrację. Ponadto w krajach
                                młodej demokracji, szybkich przemian ekonomicznych gwałtownie zmienia się model rodziny. Kobiety pracują, zarabiają, zaczynają siebie doceniać, wymagają dla siebie więcej
                                uwagi. Mężczyźni nie zawsze za tym nadążają. Wolniej dorastają do nowej roli. Na tym tle powstaje bardzo dużo konfliktów, co oczywiście nie sprzyja erotycznemu rozkwitowi związków

                                www.estherperel.com/pix/twoj_styl2_perel.pdf
                                --
                                Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
                                • 20.10.12, 17:03
                                  "Ponadto w krajach
                                  młodej demokracji, szybkich przemian ekonomicznych gwałtownie zmienia się model rodziny. Kobiety pracują, zarabiają, zaczynają siebie doceniać, wymagają dla siebie więcej
                                  uwagi. Mężczyźni nie zawsze za tym nadążają. Wolniej dorastają do nowej roli. Na tym tle powstaje bardzo dużo konfliktów, co oczywiście nie sprzyja erotycznemu rozkwitowi związków.

                                  Pani Parel jest niedouczona, albo zwyczajnie sie nie rozeznaje w temacie, coz ona wie o Polsce? Za to kazdy z nas tutaj na tym forum wie, ze w komunizmie praktycznie wszystkie kobiety(malenkie wyjatki) pracowy zawodowo, na caly etat w dodatku, przynajmniej tak bylo w moim otoczeniu. Dzieci byly z babcia albo w zlobku. Kwestia wyplat i mozliwosci to juz inna para kaloszy.

                                  Nie wiem tez skad ciagle przekonanie urqu i innych ekspertow, ze kobiety silne rywalizuja z mezczyznami, one zwyczajnie zyja swoim zyciem i realizuja wlasne plany. A ze czasem nie maja latwo, rozumiem, nadal meski swiat.
                                  I to, ze nawala u nich zycie rodzinne wcale nie musi byc regula, ale nawet jezeli jest kto powiedzial, te ta slaba z silnym mezczyzna osiaga szczyt szczescia w swoim malzenstwie? Po prostu nikt jej o to nie pyta i z tego nie rozlicza. Poza tym jak sobie poscielila....U tej silnej/niezaleznej widac jak na dloni...rozpada sie zwiazek, sa problemy, ta slaba zalezna siedzi cicho i nie odejdzie, bo nie ma mozliwosci. To, ze ktos trwa w malzenstiwe nie znaczy z automatu, ze jest szczesliwy.
                                  • 21.10.12, 21:57
                                    > Pani Parel jest niedouczona, albo zwyczajnie sie nie rozeznaje w temacie, coz o
                                    > na wie o Polsce? Za to kazdy z nas tutaj na tym forum wie, ze w komunizmie prak
                                    > tycznie wszystkie kobiety(malenkie wyjatki) pracowy zawodowo, na caly etat w do
                                    > datku, przynajmniej tak bylo w moim otoczeniu. Dzieci byly z babcia albo w zlob
                                    > ku. Kwestia wyplat i mozliwosci to juz inna para kaloszy.

                                    Nic dodać, nic ująć.


                                    > Nie wiem tez skad ciagle przekonanie urqu i innych ekspertow, ze kobiety silne
                                    > rywalizuja z mezczyznami, one zwyczajnie zyja swoim zyciem i realizuja wlasne p
                                    > lany. A ze czasem nie maja latwo, rozumiem, nadal meski swiat.

                                    Też prawda.


                                    U tej silnej/niezaleznej widac jak na dloni...ro
                                    > zpada sie zwiazek, sa problemy, ta slaba zalezna siedzi cicho i nie odejdzie, b
                                    > o nie ma mozliwosci. To, ze ktos trwa w malzenstiwe nie znaczy z automatu, ze j
                                    > est szczesliwy.

                                    Jak zwykle Kag, masz rację :-)


                                    --
                                    "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                                    by Hunkis
                                    • 22.10.12, 07:46
                                      aandzia43 napisała:
                                      > > Pani Parel jest niedouczona, albo zwyczajnie sie nie rozeznaje w temacie,
                                      > coz o
                                      > > na wie o Polsce? Za to kazdy z nas tutaj na tym forum wie, ze w komunizmi

                                      "pracują, zarabiają, zaczynają siebie doceniać, wymagają dla siebie więcej
                                      uwagi" - a dla mnie dobrze to współgra z tekstem Starowicza o wiekszym parciu na wykształcenie, specializację i karierę i przystosowaniu się co nowych warunków (sugeruje to mizogiński spisek jak nic).

                                      > > Nie wiem tez skad ciagle przekonanie urqu i innych ekspertow, ze kobiety
                                      > silne
                                      > > rywalizuja z mezczyznami, one zwyczajnie zyja swoim zyciem i realizuja wl
                                      > asne p
                                      > > lany. A ze czasem nie maja latwo, rozumiem, nadal meski swiat.

                                      No i nie tym jest wątek? Że cierpi na tym seks.

                                      > U tej silnej/niezaleznej widac jak na dloni...ro
                                      > > zpada sie zwiazek, sa problemy, ta slaba zalezna siedzi cicho i nie odejd
                                      > zie, b
                                      > > o nie ma mozliwosci. To, ze ktos trwa w malzenstiwe nie znaczy z automatu
                                      > , ze j
                                      > > est szczesliwy.
                                      > Jak zwykle Kag, masz rację :-)

                                      Dopiero wyśmiewałyście Sabata jak pisał o braku możliwości odejścia ze związku :)
                                      --
                                      W najszczęśliwszych parach, które poznałem, był zawsze mężczyzna, który potrafił cały czas ze swoją kobietą flirtować i figlować. Potrafił sprawić, że kobieta miała ochotę dla niego paradować po domu w bieliźnie, na wyjścia wbijać się w mini i wysokie szpilki, a podczas kolacji w restauracji drażnić go nagą stopą przesuwaną na jego udzie pod stolikiem.W tych parach kobiety miały farta poznać mężczyzn, którzy akceptowali i uwielbiali w nich obydwie strony ich tożsamości – jasną (spokojną, ciepłą i miłą) jak i tą ciemną (zabawą, nieskrępowaną i seksualną). (T.Rudnik)
                                • 21.10.12, 21:54

                                  > Ja przedstawiam że ty to zjawisko wygodnie magrinalizujesz choćby dlatego żeby
                                  > uniknąć dysonansu w związku z własnym kryzysem w związku w przeszłości.
                                  > A ja uważam że jest kluczowe w stosunku do innych choć nie jedyne żeby odnieść
                                  > się do twojej wypowiedzi.


                                  Nie tyle marginalizuję, co protestuję przeciwko oszołomskiemu machaniu sztandarem. Nudzi, drażni i znieczula na problem. Na tym ci zależy? No to gratuluję, udało się. "Kluczowe w stosunku do innych"? Jakich innych? Do reszty tego forum? Do wszystkich małżeństw z problemami? Bo tobie się przytrafiło, psychory w necie napisały, że ludziom się często przytrafia, to znaczy że "jest kluczowe" zawsze i wszędzie?! Człowieku, pępek świata jesteś, czy co?! Hmm.. właściwie to chyba właśnie ten pępek. Tylko nie przyjmujący do wiadomości detronizacji ;-) Narcyzik czyli.
                                  Co do kryzysów sprzed lat: niektórzy burzę mają dawno za sobą i taflę wody gładką jak lustro, inni miotają się i wszędzie widzą zagrożenie, chociaż od burzy minęło tyle samo czasu. Życzę wyjścia z zaklętego kręgu, szerszej perspektywy i świeżego powietrza w płucach.

                                  --
                                  "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                                  by Hunkis
                                  • 22.10.12, 07:06
                                    aandzia43 napisała:
                                    > ie napisały, że ludziom się często przytrafia, to znaczy że "jest kluczowe" zaw
                                    > sze i wszędzie?! Człowieku, pępek świata jesteś, czy co?! Hmm.. właściwie to ch
                                    > yba właśnie ten pępek. Tylko nie przyjmujący do wiadomości detronizacji ;-) Nar
                                    > cyzik czyli.

                                    Jeśli zakładasz oczywistość "detronizacji" w moim i swoim związku to wszystko jasne dlaczego będziesz protestować i marginalizować wspomnianą w tekście nadopiekuńczość i wypierać wynikające z niego skutki jak syndrom wściekłej teściowej, wycofanie mężczyzny i brak separacji potomstwa i to właściwie zamyka dyskusję.
                                    ____________________________________________________________
                                    Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
                            • 20.10.12, 18:14
                              urquhart napisał:
                              > A jednocześnie kwetionujesz to co pisze Perel, Helinger z zewnątrz czy Starowic
                              > za w tym wątku że charakterystyczną cechą i słabością polskiego związku jest sk
                              > upienie całej energii na potomstwu głownie matki, jej nadopiekuńczość,

                              Piękny przykład tego o czym często piszę. Ty nie potrafisz wyjrzeć poza potrzeby i problemy własnej płci. No nie potrafisz. Mało tego - manipulujesz retoryką stawiając problemy mężczyzny jako 'obiektywne' problemy związku.

                              Kierowanie energii na potomastwo nie jest (jak przez swoje skrzywienie nie chcesz dojrzeć) GŁÓWNYM ani JEDYNYM ani CHARAKTERYSTYCZNYM problemem polskiego związku - wg. autorów, których cytujesz. To jest JEDEN Z problemów. Często WTÓRNY problem kobiety spowodowany tym, że po porodzie ma w domu nie jedno ale dwoje dzieci (potomka i 'partnera').

                              Problem mężczyzny = problem związku. Problem kobiety = problem kobiety.
                              Filozofia życiowa by Urqu :D

                              --
                              Uzależnienie
                              • 20.10.12, 18:21
                                Teraz rozumiem, tu jest pies pogrzebany, bonita, bardzo trafna uwaga. Mysle, ze rozgryzlas sprawe, jest dokladnie tak jak piszesz. Chociaz ja juz w wypowiedzi pana Starowicza zauwazylam wylacznie meski punkt widzenia.
                                Jezeli chodzi o przypadek pojawienia sie dziecka i nastawienia wielu mezczyzn, to sie zgadza wielu z nim zapomina, ze sa partnerem a nie drugim dzieckiem, ktore nagle jest zaniedbywane. Zreszta kto ma sie skupiac na potomstiw jezeli nie matka, zwlaszcza, ze facet z reguly specjalnie zaiteresowany nie jest, zwlaszcza na poczatku.
                              • 20.10.12, 20:00
                                mujer_bonita napisała:
                                > Kierowanie energii na potomastwo nie jest (jak przez swoje skrzywienie nie chce
                                > sz dojrzeć) GŁÓWNYM ani JEDYNYM ani CHARAKTERYSTYCZNYM problemem polskiego zwią
                                > zku - wg. autorów, których cytujesz. To jest JEDEN Z problemów. Często WTÓRNY p
                                > roblem kobiety spowodowany tym, że po porodzie ma w domu nie jedno ale dwoje dz
                                > ieci (potomka i 'partnera').

                                Ja to widzę inaczej, młoda matka arbitralnie stwierdza że mąż jest "niedojrzały" i "nie dorasta do sytuacji" i chce go "wychowywać", by przestał być "dzieckiem".
                                A jest "niedojrzały" bo nie fascynuje się kupką, kolką, fachowa prasą o wychowywaniu, kolorem wózka czy pasuje do ubranka, czy tapeta ma atest a klej doń jest ekologiczny, czy zupka nie za gęsta, woda czy nie za mało wapnia, etc. etc.
                                Kobieta chce tym wszystkim obarczyć męża, bo to są przecież najważniejsze sprawy pod słońcem. A jak uważasz że nie najważniejsze to jesteś niedojrzały.

                                Tak że Bonita, wszystko przed Tobą ;)
                                • 20.10.12, 20:34
                                  druginudziarz napisał:
                                  > Ja to widzę inaczej, młoda matka arbitralnie stwierdza że mąż jest "niedojrzały"
                                  (...)
                                  > A jak uważasz że nie najważniejsze to jesteś niedojrzały.

                                  No to się zdecyduj - stwierdza 'arbitralnie' czy po obserwacji?

                                  Fascynować się kupką nie trzeba - trzeba zmienić pieluchę. Panowie niestety nie uwzględniają, że dziecko wymaga obsługi. Lepiej zwalić wszystko na żonę a potem tupać ze złości, gdy ta pada na pysk i nie starcza uwagi na Piotrusia Pana.

                                  Z moich obserwacji wynika, że w związkach partnersko podchodzących do rodzicielstwa sprawia ono znacznie mniej problemów. I dla rodziców z osobna i dla ich związku i ... dla otoczenia (piszę jako bezdzietna, która nie koniecznie o kupkach chce słuchać ;) ).

                                  --
                                  Uzależnienie
                                  • 20.10.12, 21:19
                                    mujer_bonita napisała:

                                    > druginudziarz napisał:
                                    > > Ja to widzę inaczej, młoda matka arbitralnie stwierdza że mąż jest "niedo
                                    > jrzały"
                                    > (...)
                                    > > A jak uważasz że nie najważniejsze to jesteś niedojrzały.
                                    >
                                    > No to się zdecyduj - stwierdza 'arbitralnie' czy po obserwacji?

                                    Się zdecydowałem.
                                    Arbitralnie stwierdza, że to co obserwuje u męża to niedojrzałość. Już ok?

                                    > Fascynować się kupką nie trzeba - trzeba zmienić pieluchę. Panowie niestety nie
                                    > uwzględniają, że dziecko wymaga obsługi. Lepiej zwalić wszystko na żonę a pote
                                    > m tupać ze złości, gdy ta pada na pysk i nie starcza uwagi na Piotrusia Pana.

                                    Arbitralnie uznajesz, że mąż w tym czasie nie "pada na pysk".
                                    "Bo ty się wcale nie interesujesz". Owszem często się interesuje tylko w inny sposób, np. kombinuje w robocie jakąś premię, lepsze stanowisko. Ale to się nie liczy przecież, ważniejsze że nie wie jaki program w pralce nastawić bo przecież w tym jaki nastawił będzie widać plamy.

                                    > Z moich obserwacji wynika, że w związkach partnersko podchodzących do rodziciel
                                    > stwa sprawia ono znacznie mniej problemów. I dla rodziców z osobna i dla ich zw
                                    > iązku i ... dla otoczenia

                                    Oczywiście, że lepiej być młody i bogaty niż stary i brzydki.

                                    > (piszę jako bezdzietna, która nie koniecznie o kupkac
                                    > h chce słuchać ;) ).

                                    No właśnie, nie wiesz o czym mówimy :P

                                    pzdr.
                                    • 20.10.12, 21:42
                                      druginudziarz napisał:

                                      > Arbitralnie uznajesz, że mąż w tym czasie nie "pada na pysk".
                                      > "Bo ty się wcale nie interesujesz". Owszem często się interesuje tylko w inny s
                                      > posób, np. kombinuje w robocie jakąś premię, lepsze stanowisko. Ale to się nie
                                      > liczy przecież, ważniejsze że nie wie jaki program w pralce nastawić bo przecie
                                      > ż w tym jaki nastawił będzie widać plamy.

                                      Ach zapomniałabym! Panowie przecież poświęcają się a pracy dla rodziny i każdy, absolutnie każdy haruje fizycznie jak wół :D Dlatego po 8h roboty wracają do domu i muszą mieć czas na odpoczynek. W nocy też do dziecka nie wstaną bo przecież muszą się wyspać przed pracą. Tak więc oni 8h ona 24h - partnerstwo jak się patrzy :) A jak pani wraca po macierzyńskim do pracy to ma 8h + 16h :) Samo szczęście :)

                                      A tę karierę do wcale nie robią dla siebie i dla zaspokojenia własnych testosteronowych potrzeb tylko dla rodziny! I znów - potrzeba mężczyzny = potrzeba związku!

                                      > Oczywiście, że lepiej być młody i bogaty niż stary i brzydki.

                                      Partnerstwo to taaaaaaki problem?? O_O!

                                      --
                                      Uzależnienie
                                      • 21.10.12, 00:31
                                        mujer_bonita napisała:

                                        > druginudziarz napisał:
                                        >
                                        > > Arbitralnie uznajesz, że mąż w tym czasie nie "pada na pysk".
                                        > > "Bo ty się wcale nie interesujesz". Owszem często się interesuje tylko w
                                        > inny s
                                        > > posób, np. kombinuje w robocie jakąś premię, lepsze stanowisko. Ale to si
                                        > ę nie
                                        > > liczy przecież, ważniejsze że nie wie jaki program w pralce nastawić bo p
                                        > rzecie
                                        > > ż w tym jaki nastawił będzie widać plamy.
                                        >
                                        > Ach zapomniałabym! Panowie przecież poświęcają się a pracy dla rodziny i każdy,
                                        > absolutnie każdy haruje fizycznie jak wół :D Dlatego po 8h roboty wracają do d
                                        > omu i muszą mieć czas na odpoczynek. W nocy też do dziecka nie wstaną bo przeci
                                        > eż muszą się wyspać przed pracą. Tak więc oni 8h ona 24h - partnerstwo jak się
                                        > patrzy :) A jak pani wraca po macierzyńskim do pracy to ma 8h + 16h :) Samo szc
                                        > zęście :)

                                        :):)
                                        1. Nie jesteś obiektywna z przyczyn o których pisałaś (masz traumę z domu rodzinnego)
                                        2. Nie masz dzieci, więc zagadnienia znasz z teorii
                                        3. Nie ważne ile czasu siedzisz nad problemem tylko jaki jest efekt, połowę prac wykonywanych przez ludzkie kwoki można sobie darować bez najmniejszych jakości
                                        coś jeszcze? ;)

                                        > A tę karierę do wcale nie robią dla siebie i dla zaspokojenia własnych testoste
                                        > ronowych potrzeb tylko dla rodziny! I znów - potrzeba mężczyzny = potrzeba zwią
                                        > zku!
                                        To bez znaczenia bo wg prac socjologicznych (w realiach Polski) i 90% tego "zaspakajania testosteronowych potrzeb" wpada w postaci kasy do żoniej kieszeni.
                                        Jeśli chcesz być wiarygodna pokaż mi jakąś żonę która mówi: mężu, nie pracuj tak ciężko bo się wypalisz, nie musimy mieć tyle pieniędzy.

                                        > > Oczywiście, że lepiej być młody i bogaty niż stary i brzydki.
                                        >
                                        > Partnerstwo to taaaaaaki problem?? O_O!

                                        Partnerstwo czyli co konkretnie? rozmowy codzienna o kupkach? o temperaturze prania?

                                        pzdr.
                                        • 21.10.12, 01:18
                                          druginudziarz napisał:
                                          > 2. Nie masz dzieci, więc zagadnienia znasz z teorii

                                          Znam z obserwacji. Podziwiam Twoją manię wmawiania mi tego, że jestem ślepa. Spora część moich znajomych ma dzieci - taki wiek więc populacja do obserwacji jest spora. A ja ciągle jeszcze jestem w stanie zachować obiektywizm właśnie DLATEGO, że dzieci nie mam.

                                          > To bez znaczenia bo wg prac socjologicznych (w realiach Polski) i 90% tego "zas
                                          > pakajania testosteronowych potrzeb" wpada w postaci kasy do żoniej kieszeni.

                                          90%? Jak to liczysz? Płacenie czynszu=wpada do kieszeni żony, rata kredytu/wynajem mieszkania=wpada do kieszeni żony, tankowanie=wpada do kieszeni żony, kupno jedzenia=wpada do kieszeni żony? Taaaa... zapomniałam przecież wszyscy panowie to Kulczyki normalnie i po opłaceniu rachunków + podstawowych potrzeb majątek im zostanie do 'podzielenia się' z żoną :D

                                          A i jeszcze - jak żona robi Ci nudziarzu kanapkę to wpada ona do TWOJEGO żołądka=Ty masz korzyść. Ale jakoś w tę stronę nie liczysz tego jako 'robienia dla Ciebie'. Dlaczego żona ma zaliczać jako 'robione dla niej' Twoje spełnianie się zawodowo przynoszące pieniądze?

                                          > Jeśli chcesz być wiarygodna pokaż mi jakąś żonę która mówi: mężu, nie pracuj ta
                                          > k ciężko bo się wypalisz, nie musimy mieć tyle pieniędzy.

                                          Znam takie i to całkiem sporo. Ba! Sama bym chłopu nie pozwoliła chłopu się przepracowywać (na szczęście nie ma do tego zapędów). Właśnie zmienia pracę i liczyłam się z tym, że może zarabiać mniej - nie było to żadnym problemem bo to jest praca, która go interesuje - pieniądze rzecz nabyta. I sama też zrezygnowałam z korpo po części z powodu złego work/life balance. Pieniądze nie przynoszą szczęścia jeżeli nie ma się czasu aby je wydawać :)

                                          > Partnerstwo czyli co konkretnie? rozmowy codzienna o kupkach?
                                          > o temperaturze prania?

                                          Czyli interesowanie się tym, co stanowi 90% czasu drugiej strony i jest przy okacji własnym dzieckiem. Czasem zapominam, że empatia i interesowanie się drugą stroną w związku to dla forumowych panów wysiłek ponad ludzkie możliwości :) Lepiej stwierdzić, że to co ktoś robi 'można sobie darować'. Jak kobieta po całym dniu z noworodkiem ma wodę z mózgu to lepiej ją wyśmiać niż dać psychicznie odpocząć, oderwać się. I tak dalej, i tak dalej. KRYZYS MUROWANY. A potem panowie się dziiiiiwią - jak to jest, że ona ma pretensje, że seksu nie ma, że skupia się na dziecku.... Standardzik :)

                                          --
                                          Uzależnienie
                                          • 21.10.12, 02:16
                                            mujer_bonita napisała:

                                            > druginudziarz napisał:
                                            > > 2. Nie masz dzieci, więc zagadnienia znasz z teorii
                                            >
                                            > Znam z obserwacji. Podziwiam Twoją manię wmawiania mi tego, że jestem ślepa.

                                            Nienienie, to Ty masz kompleks że CI się coś 'wmawia'.
                                            Ludźmi jesteśmy, a nie ma człowieka który by nie popełniał błędów poznawczych:
                                            pl.wikipedia.org/wiki/Lista_b%C5%82%C4%99d%C3%B3w_poznawczych
                                            Sp
                                            > ora część moich znajomych ma dzieci - taki wiek więc populacja do obserwacji je
                                            > st spora. A ja ciągle jeszcze jestem w stanie zachować obiektywizm właśnie DLAT
                                            > EGO, że dzieci nie mam.
                                            >
                                            > > To bez znaczenia bo wg prac socjologicznych (w realiach Polski) i 90% teg
                                            > o "zas
                                            > > pakajania testosteronowych potrzeb" wpada w postaci kasy do żoniej kiesze
                                            > ni.
                                            >
                                            > 90%? Jak to liczysz? Płacenie czynszu=wpada do kieszeni żony, rata kredytu/wyna
                                            > jem mieszkania=wpada do kieszeni żony, tankowanie=wpada do kieszeni żony, kupno
                                            > jedzenia=wpada do kieszeni żony? Taaaa... zapomniałam przecież wszyscy panowie
                                            > to Kulczyki normalnie i po opłaceniu rachunków + podstawowych potrzeb majątek
                                            > im zostanie do 'podzielenia się' z żoną :D

                                            Ja tego nie liczę, pracuję w innej branży :)
                                            Że na czynsz idzie? a co za różnica? ważne że nie ma tu czegoś takiego jak "zaspokojenie samczych potrzeb". Podobnie jak krówka o dużej mleczności nie realizuje swych "potrzeb laktacyjnych" tylko potrzeby farmera.

                                            > A i jeszcze - jak żona robi Ci nudziarzu kanapkę to wpada ona do TWOJEGO żołądk
                                            > a=Ty masz korzyść. Ale jakoś w tę stronę nie liczysz tego jako 'robienia dla Ci
                                            > ebie'. Dlaczego żona ma zaliczać jako 'robione dla niej' Twoje spełnianie się z
                                            > awodowo przynoszące pieniądze?

                                            Oczywiście że liczę, dlaczego nie? Doceniam że coś tam robi. Co nie zmienia faktu, że wiele można by robić wg mnie ekonomiczniej ale to nie podlega dyskusji.
                                            Wiesz, rachunek jest prosty, to co zarabia żona starczyłoby jej na waciki, czyli mówiąc inaczej utrzymanie mnie i dzieci to rezultat mojej pracy zawodowej. To chyba uczciwe, że więcej czasu niż ja inwestuje w wspólny dom i wspólne dzieci?
                                            TAk na marginesie żona długo uczyła się związku frazeologicznego "nasze dzieci", naturalny określeniem było "moje dzieci" :) Słodkie, nie? :):)

                                            > > Jeśli chcesz być wiarygodna pokaż mi jakąś żonę która mówi: mężu, nie pra
                                            > cuj ta
                                            > > k ciężko bo się wypalisz, nie musimy mieć tyle pieniędzy.
                                            >
                                            > Znam takie i to całkiem sporo. Ba! Sama bym chłopu nie pozwoliła chłopu się prz
                                            > epracowywać (na szczęście nie ma do tego zapędów).

                                            A ma dzieci? Jak nie to daj mi do niej adres, ożenię się z nią!!!
                                            Bez dzieci to jest pitu-pitu.

                                            > > Partnerstwo czyli co konkretnie? rozmowy codzienna o kupkach?
                                            > > o temperaturze prania?
                                            >
                                            > Czyli interesowanie się tym, co stanowi 90% czasu drugiej strony

                                            Ale to narcyzm a nie partnerstwo.
                                            Przy okazji pokazujesz swoją niedojrzałość właśnie :)

                                            > Jak kobieta po całym
                                            > dniu z noworodkiem ma wodę z mózgu to lepiej ją wyśmiać niż dać psychicznie od
                                            > począć, oderwać się.

                                            Mity.
                                            Poza tym skoro noworodek wyczerpuje matkę psychicznie to znaczy że matka jest do macierzyństwa niedojrzała.
                                            Widzisz, nie ma nic sensacyjnego w noworodku, czysta fizjologia.
                                            Niedojrzałość matek to ta egzaltacją każdym detalem tej fizjologi, niemal jakby misję na Marsa wykonywały.
                                            Mężowie tego nie mają, ktoś musi zachować rozsądek, ale jest to brane jako niedojrzałość :):)
                                            No do czego jest to niedojrzałość? do niesprostania niedojrzałym oczekiwaniom matek?

                                            pzdr.
                                            • 21.10.12, 09:12
                                              druginudziarz napisał:
                                              > Że na czynsz idzie? a co za różnica? ważne że nie ma tu czegoś takiego jak "zas
                                              > pokojenie samczych potrzeb". Podobnie jak krówka o dużej mleczności nie realizu
                                              > je swych "potrzeb laktacyjnych" tylko potrzeby farmera.

                                              Echh... myślenie boli :) Jak płacisz czynsz to nie 90% za żonę a 10% za siebie. Jak kupujesz jedzenie to nie 90% dla żony a 10% dla siebie. Kupno jedzenia to nie jest 'zaspokojenie samiczych potrzeb'. Kapujesz?

                                              No i nie bądź śmieszny - praca zawodowa i kariera, spełnianie się w rywalizacji nie 'zaspokaja samczych potrzeb'?? No jaaasssene :D Takiej bzdury nikomu nie wmówisz.

                                              > Oczywiście że liczę, dlaczego nie?

                                              I tu pana mamy! Bo w poprzednim wątku właśnie robienie kanapki zaliczyłeś jako 'nie robione dla drugiej osoby'. A teraz jednak robione? No ładnie, ładnie. Jak wiatr zawieje tak flaga się ustawia :D

                                              > TAk na marginesie żona długo uczyła się związku frazeologicznego "nasze dzieci"
                                              > , naturalny określeniem było "moje dzieci" :) Słodkie, nie? :):)

                                              Czyli wg. swojej teorii nudziarzu - Twoja sytuacja rodzinna tak Cię skrzywiła, że nie potrafisz na życie patrzeć racjonalnie i obiektywie. Dla ciebie wszystkie kobiety są takie jak Twoja żona - innych nie potrafisz dostrzec. Przekładasz jej obraz na wszystko dookoła.

                                              > Mity.
                                              > Poza tym skoro noworodek wyczerpuje matkę psychicznie to znaczy że matka jest d
                                              > o macierzyństwa niedojrzała.

                                              Masz rację - napisałeś piękny mit. 'Dojrzałego człowieka noworodek nie wyczerpuje psychicznie' :D :D :D Bajka nad bajki :D :D :D

                                              Taaaa... Na szczęście świat się zmienia i kobiety są coraz mniej zależne od takich niewdzięczników, panów i władców typu 'płacę to wymagam i mam rację' jak Ty. Uważasz, że jak przynosisz pieniądze do domu to ma być tak jak Ty sobie tego życzysz. Ty oczywiście jesteś najmądrzejszy - żona to jakaś podrzędna, głupia kwoka.

                                              Nie ma pieniędzy więc nie ma dla niej szacunku - świetny argument w tej dyskusji. Mężczyźni nie szanują słabszych, zależnych kobiet - dzięki za przypomnienie. Nie traktują ich jak partnerki ale jak wieloczynnościowe roboty domowe, od których można wymagać, przecież przynosi się pensję. Do tego są 'niedojrzałe', 'nierozsądne' itd.

                                              --
                                              Uzależnienie
                                              • 21.10.12, 10:25
                                                druginudziarz napisał:
                                                > Wiesz, rachunek jest prosty, to co zarabia żona starczyłoby jej na waciki, czyl
                                                > i mówiąc inaczej utrzymanie mnie i dzieci to rezultat mojej pracy zawodowej. To
                                                > chyba uczciwe, że więcej czasu niż ja inwestuje w wspólny dom i wspólne dzieci?
                                                > TAk na marginesie żona długo uczyła się związku frazeologicznego "nasze dzieci"
                                                > , naturalny określeniem było "moje dzieci" :) Słodkie, nie? :):)


                                                Wiesz - w takim układzie to ja się jej nie dziwię, że mówiła 'moje dzieci'. Do bycia ojcem potrzeba czegoś więcej niż sperma i pieniądze. Tego się nie kupuje.


                                                --
                                                Uzależnienie
                                                • 21.10.12, 11:00
                                                  mujer_bonita napisała:

                                                  > druginudziarz napisał:
                                                  > > Że na czynsz idzie? a co za różnica? ważne że nie ma tu czegoś takiego ja
                                                  > k "zas
                                                  > > pokojenie samczych potrzeb". Podobnie jak krówka o dużej mleczności nie r
                                                  > ealizu
                                                  > > je swych "potrzeb laktacyjnych" tylko potrzeby farmera.
                                                  >
                                                  > Echh... myślenie boli :) Jak płacisz czynsz to nie 90% za żonę a 10% za siebie.
                                                  > Jak kupujesz jedzenie to nie 90% dla żony a 10% dla siebie. Kupno jedzenia to
                                                  > nie jest 'zaspokojenie samiczych potrzeb'. Kapujesz?

                                                  No, farmer też daje sianko krówce.
                                                  Napisałem Ci tylko i wyłącznie, że dla polskich mężów zupełnie oczywistą sytuacją jest, że wypłatę zostawia się żonie.
                                                  Może wykonaj eksperyment umysłowy i przeczytaj i skomentuj zdanie:
                                                  "wg badań polskie żony 90% swojego wynagrodzenia przekazują mężom do wyłącznej jego dyspozycji na wydatki domowe".
                                                  Jakbyś wtedy to komentowała? :)

                                                  > No i nie bądź śmieszny - praca zawodowa i kariera, spełnianie się w rywalizacji
                                                  > nie 'zaspokaja samczych potrzeb'?? No jaaasssene :D Takiej bzdury nikomu nie w
                                                  > mówisz.
                                                  >
                                                  > > Oczywiście że liczę, dlaczego nie?
                                                  >
                                                  > I tu pana mamy! Bo w poprzednim wątku właśnie robienie kanapki zaliczyłeś jako
                                                  > 'nie robione dla drugiej osoby'. A teraz jednak robione? No ładnie, ładnie. Jak
                                                  > wiatr zawieje tak flaga się ustawia :D

                                                  ???
                                                  Gdzie niby kanapkę do czegoś "zaliczyłem"?
                                                  Kanapka w moich wypowiedziach była archetypem czynności nieoczywistej, niemal niepotrzebnej.

                                                  > > TAk na marginesie żona długo uczyła się związku frazeologicznego "nasze d
                                                  > zieci"
                                                  > > , naturalny określeniem było "moje dzieci" :) Słodkie, nie? :):)
                                                  >
                                                  > Czyli wg. swojej teorii nudziarzu - Twoja sytuacja rodzinna tak Cię skrzywiła,
                                                  > że nie potrafisz na życie patrzeć racjonalnie i obiektywie. Dla ciebie wszystki
                                                  > e kobiety są takie jak Twoja żona - innych nie potrafisz dostrzec. Przekładasz
                                                  > jej obraz na wszystko dookoła.

                                                  Nienienie ;)
                                                  Nigdzie nie twierdzę (no pokaż gdzie?) że mój przykład jest reprezentatywny.
                                                  Znamienne jest, że pomijasz to co uważam za zjawisko ogólne i z tym nie dyskutujesz, tylko koncentrujesz się na anegdotach z mojego pożycia małżeńskiego.
                                                  Oczywiście jeśli Cię to jakoś szczególnie interesuje to możemy o tym pogadać, np. w osobnym wątku?
                                                  Tylko prośba, nie przycinaj moich myśli wg uznania, bo w oderwaniu od całości nabierają innego znaczenia.

                                                  > > Mity.
                                                  > > Poza tym skoro noworodek wyczerpuje matkę psychicznie to znaczy że matka
                                                  > jest d
                                                  > > o macierzyństwa niedojrzała.
                                                  >
                                                  > Masz rację - napisałeś piękny mit. 'Dojrzałego człowieka noworodek nie wyczerpu
                                                  > je psychicznie' :D :D :D Bajka nad bajki :D :D :D

                                                  A dlaczego miałby wyczerpywać?
                                                  A chodzenie Cię wyczerpuje? oddychanie?
                                                  Wydaje mi się po prostu w tym obszarze jesteś niedojrzała i stad Twój "błąd fałszywej powszechności"..

                                                  > Taaaa... Na szczęście świat się zmienia i kobiety są coraz mniej zależne od tak
                                                  > ich niewdzięczników, panów i władców typu 'płacę to wymagam i mam rację' jak Ty
                                                  > . Uważasz, że jak przynosisz pieniądze do domu to ma być tak jak Ty sobie tego
                                                  > życzysz. Ty oczywiście jesteś najmądrzejszy - żona to jakaś podrzędna, głupia k
                                                  > woka.
                                                  >
                                                  > Nie ma pieniędzy więc nie ma dla niej szacunku - świetny argument w tej dyskusj
                                                  > i. Mężczyźni nie szanują słabszych, zależnych kobiet - dzięki za przypomnienie.
                                                  > Nie traktują ich jak partnerki ale jak wieloczynnościowe roboty domowe, od któ
                                                  > rych można wymagać, przecież przynosi się pensję. Do tego są 'niedojrzałe', 'ni
                                                  > erozsądne' itd.

                                                  A tu już dyskutujesz wyłącznie z zawartością swojej głowy a nie ze mną ;)

                                                  pzdr.
                                                  • 21.10.12, 12:53
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > Kanapka w moich wypowiedziach była archetypem czynności nieoczywistej, niemal
                                                    > niepotrzebnej.

                                                    Oczywiście - jedzenie, będące zaspokojeniem absolutnie podstawowej potrzeby fizjologicznej jest 'czynnością niemal niepotrzebną' :D :D :D

                                                    > A dlaczego miałby wyczerpywać?
                                                    > A chodzenie Cię wyczerpuje? oddychanie?
                                                    > Wydaje mi się po prostu w tym obszarze jesteś niedojrzała i stad Twój "błąd fał
                                                    > szywej powszechności"..

                                                    Gdybyś spędzał więcej czasu ze swoimi dziećmi to byś wiedział.

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 21.10.12, 15:42
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    > > Kanapka w moich wypowiedziach była archetypem czynności nieoczywistej, ni
                                                    > emal
                                                    > > niepotrzebnej.
                                                    >
                                                    > Oczywiście - jedzenie, będące zaspokojeniem absolutnie podstawowej potrzeby fiz
                                                    > jologicznej jest 'czynnością niemal niepotrzebną' :D :D :D

                                                    Ależ pisałem co dzieci sądzą o tych kanapkach.
                                                    Lądują po kilku dniach pleśnienia w plecaku w koszu.
                                                    Chcesz jeszcze napisać coś mądrego? ;))

                                                    > > A dlaczego miałby wyczerpywać?
                                                    > > A chodzenie Cię wyczerpuje? oddychanie?
                                                    > > Wydaje mi się po prostu w tym obszarze jesteś niedojrzała i stad Twój "bł
                                                    > ąd fał
                                                    > > szywej powszechności"..
                                                    >
                                                    > Gdybyś spędzał więcej czasu ze swoimi dziećmi to byś wiedział.

                                                    "Więcej" czyli ile konkretnie?

                                                    pzdr.
                                                • 21.10.12, 11:04
                                                  mujer_bonita napisała:

                                                  > druginudziarz napisał:
                                                  > > Wiesz, rachunek jest prosty, to co zarabia żona starczyłoby jej na waciki
                                                  > , czyl
                                                  > > i mówiąc inaczej utrzymanie mnie i dzieci to rezultat mojej pracy zawodow
                                                  > ej. To
                                                  > > chyba uczciwe, że więcej czasu niż ja inwestuje w wspólny dom i wspólne d
                                                  > zieci?
                                                  > > TAk na marginesie żona długo uczyła się związku frazeologicznego "nasze d
                                                  > zieci"
                                                  > > , naturalny określeniem było "moje dzieci" :) Słodkie, nie? :):)
                                                  >
                                                  >
                                                  > Wiesz - w takim układzie to ja się jej nie dziwię, że mówiła 'moje dzieci'. Do
                                                  > bycia ojcem potrzeba czegoś więcej niż sperma i pieniądze. Tego się nie kupuje.

                                                  Tak wiem, powinien był jeszcze rozmawiać o kupkach.
                                                  Ale wiesz, niedojrzały byłem.
                                                  pzdr.

                                                  P.S.
                                                  Wspomniałem już na forum, że moja sytuacja nie była zbyt mainsreamowa. Np. przy pierwszym dziecku prawie rok siedziałem w domu (mniej więcej między 1 a 2 rokiem), bo miałem taką możliwość żeby pracować "nieregularnie" (popołudnie, noc, weekend). Żona w tym czasie chodziła normalnie do pracy.
                                                  • 21.10.12, 12:00
                                                    Sluchaj a ty masz jakis problem z brakiem seksu w malzenstwie moze?

                                                    Czy przyszedles na forum 'nudzic' o kupkach i temperaturze prania?

                                                    Nie zeby nie mozna bylo, wszak w rownoleglym watku leci pesymistyczna poezja i wszystko gra, ale ciekawam jaki jest twoj problem zwiazany z seksem?
                                                • 21.10.12, 12:16
                                                  mujer_bonita napisała:
                                                  > Wiesz - w takim układzie to ja się jej nie dziwię, że mówiła 'moje dzieci'. Do
                                                  > bycia ojcem potrzeba czegoś więcej niż sperma i pieniądze. Tego się nie kupuje

                                                  Wiesz co, Ty przez swoje zranienia rodzinne tworzysz taki niedościgniony ideał rzekomego męża i ojca dzieciom że żaden realny żywy mężczyzna nie jest go w stanie spełnić i zawsze będziesz miała powód do rozczarowania i rozliczania mężczyzn jacy "nie są".
                                                  To często wspominany przez psychologów efekt idealizowania nierealnego mężczyzny tzw. księcia na białym koniu który kiedyś przybędzie.
                                                  uberhumor.com/top-fails-of-the-day-18-pictures-10


                                                  --
                                                  Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
                                                  • 21.10.12, 12:35
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Wiesz co, Ty przez swoje zranienia rodzinne tworzysz taki niedościgniony ideał
                                                    > rzekomego męża i ojca dzieciom że żaden realny żywy mężczyzna nie jest go w sta
                                                    > nie spełnić i zawsze będziesz miała powód do rozczarowania i rozliczania mężczy
                                                    > zn jacy "nie są".

                                                    Bla, bla, bla. Takie oczywistości jak - więź z dzieckiem tworzy się poprzez jego wychowywanie, spędzanie z nim czasu to niestety zbyt duży wysiłek umysłowy na na Twój ograniczony umysł niestety :)

                                                    Żaden mężczyzna nie jest w stanie spełnić? Jest baaardzo wielu takich. Na przykład ojciec mojego partnera - człowiek spełniony zawodowo, na wysokim stanowisku jednocześnie aktywnie uczestniczący w życiu swoich dzieci, pomagający im, szanujący ich matkę. Rewelacyjny przykład małżeństwa prawdziwie partnerskiego mimo pozornie tradycyjnych ról. Świetny przykład dla dzieci.

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 21.10.12, 15:39
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > urquhart napisał:
                                                    > > Wiesz co, Ty przez swoje zranienia rodzinne tworzysz taki niedościgniony
                                                    > ideał
                                                    > > rzekomego męża i ojca dzieciom że żaden realny żywy mężczyzna nie jest go
                                                    > w sta
                                                    > > nie spełnić i zawsze będziesz miała powód do rozczarowania i rozliczania
                                                    > mężczy
                                                    > > zn jacy "nie są".
                                                    >
                                                    > Bla, bla, bla.

                                                    Ach jak ślicznie tupiesz nóżką ;)

                                                    > Żaden mężczyzna nie jest w stanie spełnić? Jest baaardzo wielu takich.

                                                    Machnijcie dziecko, wtedy pogadamy.

                                                  • 21.10.12, 15:59
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > Machnijcie dziecko, wtedy pogadamy.

                                                    Jeżeli nie zakapowałeś to pisałam o mężczyznach, którzy już SĄ ojcami. Z własnym teściem dziecka sobie nie machnę ale jego porządnie wychowany syn rokuje dobrze na przyszłość :D

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 21.10.12, 22:00
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    > > Machnijcie dziecko, wtedy pogadamy.
                                                    >
                                                    > Jeżeli nie zakapowałeś to pisałam o mężczyznach, którzy już SĄ ojcami.

                                                    No co za pech.

                                                    > Z własny
                                                    > m teściem dziecka sobie nie machnę ale jego porządnie wychowany syn rokuje dobr
                                                    > ze na przyszłość :D

                                                    Machnijcie to pogadamy.
                                                    Z Tobą i z nim ;)

                                                    pzdr.
                                                  • 21.10.12, 22:18
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > No co za pech.

                                                    Ojcostwo jest pechem?

                                                    > Machnijcie to pogadamy.
                                                    > Z Tobą i z nim ;)

                                                    Z nim możesz sobie pogadać jakim jest ojcem. Może się czegoś od niego nauczysz :)

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 21.10.12, 22:26
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    > > No co za pech.
                                                    >
                                                    > Ojcostwo jest pechem?

                                                    Ale dlaczego uparłaś się mnie przekonać że Twoja logika nie jest tożsama logice języka polskiego?
                                                    No przeca z kontekstu jasno wynika: "co za pech, że Ci wspaniali mężczyźni akurat tak się składa, że są niedostępni".

                                                    > > Machnijcie to pogadamy.
                                                    > > Z Tobą i z nim ;)
                                                    >
                                                    > Z nim możesz sobie pogadać jakim jest ojcem. Może się czegoś od niego nauczysz
                                                    > :)

                                                    Z Twoim menem? obawiam się że nie miałbym przyjemności, on jak podejrzewam jest już współuzależniony.

                                                  • 21.10.12, 22:53
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > Ale dlaczego uparłaś się mnie przekonać że Twoja logika nie jest tożsama logice
                                                    > języka polskiego?
                                                    > No przeca z kontekstu jasno wynika: "co za pech, że Ci wspaniali mężczyźni akur
                                                    > at tak się składa, że są niedostępni".

                                                    Człowieku - nie pij tyle przed czytaniem bocoś takiego jak KONTEKST dyskusji staje Ci się pojęciem obcym.

                                                    Dyskusja była o MĄDRYCH, ZAANGAŻOWANYCH OJCACH spełniających wysokie standardy. Tak - znam takich - jest ich sporo, wbrew temu co twierdzi Urqu. I tak - żeby byli przykładem praktycznym to jakoś tak się składa, że muszą mieć dzieci.

                                                    Swoją drogą za faktu posiadania dzieci nie wynika, że wszyscy są niedostępni ale korzystać nie zamierzam ;)

                                                    > Z Twoim menem? obawiam się że nie miałbym przyjemności, on jak podejrzewam jest
                                                    > już współuzależniony.

                                                    Nie - z ojcem mojego partnera, który był PRZYKŁADEM tego MĄDREGO i ZAANGAŻOWANEGO OJCA.

                                                    Zauważyłam, że 'współuzależniony' to Twoje ulubione mądre słowo, którego używasz kiedy tylko się da. Sprawdź jednak najpierw jego znaczenie, bo walenie nim gdzie popadnie niestety obnaża tylko Twoje braki.

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 21.10.12, 23:11
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    > > Ale dlaczego uparłaś się mnie przekonać że Twoja logika nie jest tożsama
                                                    > logice
                                                    > > języka polskiego?
                                                    > > No przeca z kontekstu jasno wynika: "co za pech, że Ci wspaniali mężczyźn
                                                    > i akur
                                                    > > at tak się składa, że są niedostępni".
                                                    >
                                                    > Człowieku - nie pij tyle przed czytaniem bocoś takiego jak KONTEKST dyskusji st
                                                    > aje Ci się pojęciem obcym.
                                                    >
                                                    > Dyskusja była o MĄDRYCH, ZAANGAŻOWANYCH OJCACH spełniających wysokie standardy.
                                                    > Tak - znam takich - jest ich sporo, wbrew temu co twierdzi Urqu. I tak - żeby
                                                    > byli przykładem praktycznym to jakoś tak się składa, że muszą mieć dzieci.

                                                    Kontekst?
                                                    Zapytałem, czy znasz jakichś takich mężczyzn, którzy spełniają w pełni Twoje wygórowane (a wg urqu i mnie: nierealne) oczekiwania.
                                                    Podałaś jeden przykład: ojca swojego mena.
                                                    O co więc masz pretensje gdy zauważam, że jedyny jaki Ci przychodzi do głowy akurat jest niedostępny?
                                                    Poza tym znów jesteś niemiła.

                                                    > Swoją drogą za faktu posiadania dzieci nie wynika, że wszyscy są niedostępni al
                                                    > e korzystać nie zamierzam ;)
                                                    >
                                                    > > Z Twoim menem? obawiam się że nie miałbym przyjemności, on jak podejrzewa
                                                    > m jest
                                                    > > już współuzależniony.
                                                    >
                                                    > Nie - z ojcem mojego partnera, który był PRZYKŁADEM tego MĄDREGO i ZAANGAŻOWANE
                                                    > GO OJCA.

                                                    Mówię, machnij dziecko ze synem tego wspaniałego mężczyzny.
                                                    Potem pogadamy.
                                                    Na razie to idealizujesz bo idealizujesz partnera. Nic w tym złego, szchególnie gdy się kocha.
                                                    Ale obiektywne to to nigdy nie jest.

                                                    > Zauważyłam, że 'współuzależniony' to Twoje ulubione mądre słowo, którego używas
                                                    > z kiedy tylko się da. Sprawdź jednak najpierw jego znaczenie, bo walenie nim gd
                                                    > zie popadnie niestety obnaża tylko Twoje braki.

                                                    Twoje ulubione słowa to: brednie, bzdura, nie rozumiesz, mylisz, przekręcasz itd.
                                                    Boże, jakich beznadziejnych masz dyskutantów.

                                                    "Współuzależnie - utrwalony sposób funkcjonowania w trudnej i niszczącej sytuacji życiowej, związanej z patologicznym zachowaniem partnera. Wyuczony wzorzec utrudnia zmianę położenia na lepsze oraz w znacznym stopniu ogranicza swobodę wyboru."
                                                  • 22.10.12, 08:13
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > Kontekst?
                                                    > Zapytałem, czy znasz jakichś takich mężczyzn, którzy spełniają w pełni Twoje wy
                                                    > górowane (a wg urqu i mnie: nierealne) oczekiwania.
                                                    > Podałaś jeden przykład: ojca swojego mena.

                                                    Mowa była o OJCOSTWIE. Napisałam, że dobrych ojców znam WIELU - przykład podałam jeden.

                                                    > O co więc masz pretensje gdy zauważam, że jedyny jaki Ci przychodzi do głowy ak
                                                    > urat jest niedostępny?

                                                    Po pierwsze - to, że mężczyzna jest ojcem nie znaczy, że jest niedostępny. Po drugie tak się składa, że mężczyźni będący ojcami często są w związkach. Mężczyźni wolni niebędący ojcami nie mogli być przykładem dobrego OJCA.

                                                    Może włącz odrobinę LOGIKI co? Tak - jestem niemiła bo pierdolisz głupoty zamiast czytać.

                                                    > "Współuzależnie - utrwalony sposób funkcjonowania w trudnej i niszczącej sytuac
                                                    > ji życiowej, związanej z patologicznym zachowaniem partnera. Wyuczony wzorzec u
                                                    > trudnia zmianę położenia na lepsze oraz w znacznym stopniu ogranicza swobodę wy
                                                    > boru."

                                                    Czyli dobry, zaangażowany ojciec to patologia? Bo syn nauczony dobrych wzorców jest 'współuzależniony'? KRETYNIZM!

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 22.10.12, 08:23
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > Czyli dobry, zaangażowany ojciec to patologia? Bo syn nauczony dobrych wzorców
                                                    > jest 'współuzależniony'? KRETYNIZM!
                                                    >

                                                    On raczej sugerował, że tę niszczącą sytuację powoduje Pani i że partner jest "współuzależniony" w tym układzie.
                                                  • 22.10.12, 08:32
                                                    fish_flesh_fowl napisała:
                                                    > On raczej sugerował, że tę niszczącą sytuację powoduje Pani i że partner jest "
                                                    > współuzależniony" w tym układzie.

                                                    W takim razie dowiódł po raz kolejny, że nie potrafi czytać.

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 22.10.12, 08:40
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > W takim razie dowiódł po raz kolejny, że nie potrafi czytać.
                                                    >

                                                    Nie wiem, czy chodzi o umiejętność czytania - panowie zarzucają paniom w tym wątku małostkowość, choć sami robią dokładnie to samo i raczej tu tkwi problem.
                                                  • 22.10.12, 09:57
                                                    > Nie wiem, czy chodzi o umiejętność czytania - panowie zarzucają paniom w tym wą
                                                    > tku małostkowość, choć sami robią dokładnie to samo i raczej tu tkwi problem.

                                                    To jeszcze ja małostkowo o idealizacji partnera i detronizacji relacji z partnerem na relacji z dzieckiem.
                                                    >>>
                                                    Jaka to może być trudność?
                                                    Na przykład silna idealizacja z obu stron. Powiedzmy, że ona wyobraża sobie swojego męża jako supermana, jako ojca, którego nie miała, który poradzi sobie ze wszystkim i zawsze będzie jej dawał oparcie. A tu okazuje się, że on nie rozumie jej nastrojów i nie wie, jak reagować, gdy ona nagle zalewa się łzami. On natomiast oczekuje, że ona zawsze będzie świetnie się prezentować i nienagannie wyglądać, a ich dom będzie lśnił. Tymczasem po porodzie brzuch wisi, szlafrok wciąż poplamiony mlekiem i ulewaniem, w kuchni bałagan, bo jak tylko chce się coś zrobić, odzywa się dziecko Ktoś, kto oczekuje ideału, będzie zawiedziony, krytyczny i da to odczuć partnerowi czy partnerce.
                                                    (...)Dlaczego?
                                                    Może dlatego, żeby któreś z nich nie musiało już stanowić seksualnej pary ze współmałżonkiem, ale stworzyło nową parę rodzic - dziecko. Oczywiście to nie jest świadoma strategia. Na świadomym poziomie matka czy ojciec znajdują wiele rzeczowych argumentów za swą decyzją.
                                                    Jak się porozumieć w sytuacji, kiedy porozumienie wydaje się niemożliwe, a zamiast niego zaczyna się licytacja: to ja jestem bardziej zmęczony, ja się bardziej poświęcam, ja więcej daję.

                                                    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102479,7628261,Troje_na_hustawce.html?as=2
                                                    --
                                                    Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
                                                  • 22.10.12, 10:26
                                                    urquhart napisał:
                                                    > rel="nofollow">www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102479,7628261,Troje_na_hustawce.html?as=2

                                                    Urqu jak zwykle wyciął to co niewygodne w zacytowanym materiale:

                                                    'Różnie bywa. Gdy przychodzi do mnie para i mówi, że po urodzeniu dziecka ich życie seksualne znacznie się pogorszyło, to proszę, żeby powiedzieli, jak było przedtem, i zwykle okazuje się, że już kilka lat przed ciążą nie było wspaniale. Albo zgłaszają się rodzice trzyletniego dziecka. Twierdzą, że po jego urodzeniu przestali mieć ochotę na seks. Zaczynamy drążyć i okazuje się, że ten stan trwa tak naprawdę dopiero pół roku, od czasu gdy żona wróciła do pracy. Ludzie lubią mieć jakiś powód, który daje POZORNE WYJAŚNIENIE i często w takich sytuacjach wskazują na dziecko. A skutek jest taki, że zamiast przyjrzeć się, co się między nimi dzieje, kiedy jeszcze może nie jest za późno, mówią sobie: 'A, co tam, wszyscy mówią, że to tak bywa po urodzeniu dziecka, więc za jakiś czas się poprawi'. A za 'jakiś czas' sytuacja staje się krytyczna.''

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 22.10.12, 12:17
                                                    mujer_bonita napisała:
                                                    > Urqu jak zwykle wyciął to co niewygodne w zacytowanym materiale:

                                                    Proszę, zacytowałem co było na temat elementów o których pisałem do których się odnoszę idealizacji i przeniesienia uczuć na nowy obiekt uczuć macierzyńskich do które trzeba jakoś zracjonalizować.
                                                    Rozumiem że tobie tamte nie pasują i znalazłaś sobie inny fragment projektując że to niby ja czytam wybiórczo, tak naprawdę ty chcesz odwrócić uwagę od tematu który cię irytuje i nie masz żadnych sensownych argumentów do przeciwstawienia. :)
                                                    Pomijając że nie wiem dlaczego miałby mi nie pasować.
                                                    Dziecko nie jest lekiem na problemy tylko je powiększa, to dla mnie akurat oczywiste.


                                                    --
                                                    Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                                                  • 22.10.12, 12:41
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Proszę, zacytowałem co było na temat elementów o których pisałem do których się
                                                    > odnoszę i

                                                    No właśnie - powyrywałeś parę zdań z kontekstu, żeby wyszło to co chcesz widzieć.

                                                    > Rozumiem że tobie tamte nie pasują i znalazłaś sobie inny fragment projektując
                                                    > że to niby ja czytam wybiórczo, tak naprawdę ty chcesz odwrócić uwagę od tematu
                                                    > który cię irytuje i nie masz żadnych sensownych argumentów do przeciwstawienia

                                                    Zacytowałam fragment, który pokazuje, że to nie dziecko jest zwykle powodem problemów z seksem w związku. Jest jedynie wygodną wymówką. Ja się interesuję PRAWDZIWYMI i PIERWOTNYMI powodami problemu w nie zadowalam się wymówkami.

                                                    > Dziecko nie jest lekiem na problemy tylko je powiększa, to dla mnie akurat oczywiste.

                                                    No właśnie - dziecko powiększa ISTNIEJĄCE problemy. Dlatego zwalanie wszystko na to, że po porodzie matka zajmuje się dzieckiem zamiast Piotrusiem Panem jest bezsensowne.

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                            • 21.10.12, 12:26
                                              > Wiesz, rachunek jest prosty, to co zarabia żona starczyłoby jej na waciki, czyl
                                              > i mówiąc inaczej utrzymanie mnie i dzieci to rezultat mojej pracy zawodowej. To
                                              > chyba uczciwe, że więcej czasu niż ja inwestuje w wspólny dom i wspólne dzieci
                                              > ?

                                              To może zmień pracę na gorzej płatną, a taką przy której będziesz miał więcej czasu dla rodziny? Np taka w której będziesz zarabiał tyle co Twoja żona teraz.
                                              Korzyci bardzo wiele. Po pierwsze jak będziecie się dokładali po równo, to nie będziesz miał poczucia, że jesteś wykorzystywany i rodzina na Tobie pasożytuje. Po drugie zaciesznisz więzi z rodziną i poznasz też życie w Waszej rodzinie ich strony.

                                              > TAk na marginesie żona długo uczyła się związku frazeologicznego "nasze dzieci"
                                              > , naturalny określeniem było "moje dzieci" :) Słodkie, nie? :):)

                                              Moja siostra prawie zawsze mowi "moja mama" albo "mój tata" gdy ze mną rozmawia, zapwene dlatego że dla 99,9999999999(9) % populacji globu to będą jej rodzice. Tylko i wyłącznie kiedy rozmawia ze mną może użyć "nasi rodzice", z przyzwyczejenia tego nie robi i jakoś nie mam poczucia, że przez to oni sa mniej moimi rodzicami. Jak ktoś się czuje pokrzywdzony to wszędzie będzie widział swoją krzywdę. Jak żona ma gazy to pewnie na złość Tobie powietrze zanieczyszca? Sorry, żarcik z niższej półki, ale sam się prosisz o absurdy, bo absurdalnie się wypowiadasz.
                                              • 21.10.12, 12:46
                                                stary.dziadyga napisała:
                                                > To może zmień pracę na gorzej płatną, a taką przy której będziesz miał więcej c
                                                > zasu dla rodziny? Np taka w której będziesz zarabiał tyle co Twoja żona teraz.
                                                > Korzyci bardzo wiele. Po pierwsze jak będziecie się dokładali po równo, to nie
                                                > będziesz miał poczucia, że jesteś wykorzystywany i rodzina na Tobie pasożytuje.
                                                > Po drugie zaciesznisz więzi z rodziną i poznasz też życie w Waszej rodzinie ic
                                                > h strony.

                                                Weźmy przykład - kobieta jest pielęgniarką i zarabia 2tys, mężczyzna księgowym w korporacji i zarabia 4tys. Oboje pracują 8h z tym, że kobieta biorąc pod uwagę specyfikę zawodu jest bardziej fizycznie zmęczona. Wg. Nudziarza zarabia mniej więc powinna 'uczciwie' odwalić drugi etat w domu. KANAŁ!

                                                No to teraz drugi przykład - kobieta tym razem jest lekarką i zarabia 6tys, mężczyzna dalej księgowym - 4tys. Wracając do domu i kobieta mówi 'zarabiam więcej więc teraz zapierdalaj z odkurzaczem'. Ok? Nie! Toż to będzie przemoc wobec biednego misia!

                                                Dlatego kobiecie bardziej opłaca się być niezależną niż wkopywać w kanał bycia popychadłem.

                                                --
                                                Uzależnienie
                                                • 21.10.12, 14:41
                                                  mujer_bonita napisała:
                                                  > Weźmy przykład - kobieta jest pielęgniarką i zarabia 2tys, mężczyzna księgowym
                                                  > w korporacji i zarabia 4tys. Oboje pracują 8h z tym, że kobieta biorąc pod uwag
                                                  > ę specyfikę zawodu jest bardziej fizycznie zmęczona. Wg. Nudziarza zarabia mnie
                                                  > j więc powinna 'uczciwie' odwalić drugi etat w domu(...)
                                                  > Dlatego kobiecie bardziej opłaca się być niezależną niż wkopywać w kanał bycia
                                                  > popychadłem.

                                                  Ta, szczególnie że 2 tys to wystarczy na wynajem i podstawowe rachunki, a z odkurzaczem i tak będzie musiała latać bo bedzie miała znacznie bardziej wyśrubowane oczekiwania czystości niż przeciętny samotny facet :)





                                                  --
                                                  W najszczęśliwszych parach, które poznałem, był zawsze mężczyzna, który potrafił cały czas ze swoją kobietą flirtować i figlować. Potrafił sprawić, że kobieta miała ochotę dla niego paradować po domu w bieliźnie, na wyjścia wbijać się w mini i wysokie szpilki, a podczas kolacji w restauracji drażnić go nagą stopą przesuwaną na jego udzie pod stolikiem.W tych parach kobiety miały farta poznać mężczyzn, którzy akceptowali i uwielbiali w nich obydwie strony ich tożsamości – jasną (spokojną, ciepłą i miłą) jak i tą ciemną (zabawą, nieskrępowaną i seksualną). (T.Rudnik)
                                                  • 21.10.12, 14:59
                                                    > Ta, szczególnie że 2 tys to wystarczy na wynajem i podstawowe rachunki, a z odk
                                                    > urzaczem i tak będzie musiała latać bo bedzie miała znacznie bardziej wyśrubowa
                                                    > ne oczekiwania czystości niż przeciętny samotny facet :)

                                                    Co tak pesymistycznie?
                                                    A może nie 2 tys a np. 4, a i latania z odkurzaczem mniej jak nie trzeba po kimś sprzątać :)

                                                    Zresztą dlaczego wg Ciebie niezależna kobieta = kobieta bez partnera?
                                                  • 21.10.12, 15:08
                                                    stary.dziadyga napisała:
                                                    > Co tak pesymistycznie?
                                                    > A może nie 2 tys a np. 4, a i latania z odkurzaczem mniej jak nie trzeba po ki
                                                    > mś sprzątać :)
                                                    > Zresztą dlaczego wg Ciebie niezależna kobieta = kobieta bez partnera?

                                                    Dokładnie tak! Uqru standardowo, manipulatorsko wyciął tę cześć przykładu, gdzie pokazuję jak niezależności W ZWIĄZKU powoduje zmianę układu sił. Już nie ma 'pana i władcy' któremu trzeba usługiwać :) No i trzeba to wstrętne partnerstwo zastosować - zgroza!

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 21.10.12, 15:47
                                                    urquhart napisał:

                                                    > mujer_bonita napisała:
                                                    > > Weźmy przykład - kobieta jest pielęgniarką i zarabia 2tys, mężczyzna księ
                                                    > gowym
                                                    > > w korporacji i zarabia 4tys. Oboje pracują 8h z tym, że kobieta biorąc po
                                                    > d uwag
                                                    > > ę specyfikę zawodu jest bardziej fizycznie zmęczona. Wg. Nudziarza zarabi
                                                    > a mnie
                                                    > > j więc powinna 'uczciwie' odwalić drugi etat w domu(...)
                                                    > > Dlatego kobiecie bardziej opłaca się być niezależną niż wkopywać w kanał
                                                    > bycia
                                                    > > popychadłem.
                                                    >
                                                    > Ta, szczególnie że 2 tys to wystarczy na wynajem i podstawowe rachunki, a z odk
                                                    > urzaczem i tak będzie musiała latać bo bedzie miała znacznie bardziej wyśrubowa
                                                    > ne oczekiwania czystości niż przeciętny samotny facet :)
                                                    >

                                                    Od żony lekarki chyba gorsza jest już tylko żona pielęgniarka ;))
                                              • 21.10.12, 16:03
                                                stary.dziadyga napisała:

                                                > > Wiesz, rachunek jest prosty, to co zarabia żona starczyłoby jej na waciki
                                                > , czyl
                                                > > i mówiąc inaczej utrzymanie mnie i dzieci to rezultat mojej pracy zawodow
                                                > ej. To
                                                > > chyba uczciwe, że więcej czasu niż ja inwestuje w wspólny dom i wspólne d
                                                > zieci
                                                > > ?
                                                >
                                                > To może zmień pracę na gorzej płatną, a taką przy której będziesz miał więcej c
                                                > zasu dla rodziny? Np taka w której będziesz zarabiał tyle co Twoja żona teraz.
                                                > Korzyci bardzo wiele. Po pierwsze jak będziecie się dokładali po równo, to nie
                                                > będziesz miał poczucia, że jesteś wykorzystywany i rodzina na Tobie pasożytuje.
                                                > Po drugie zaciesznisz więzi z rodziną i poznasz też życie w Waszej rodzinie ic
                                                > h strony.

                                                Ty też wiedzę lubisz dyskutować z zawartością swojej głowy.
                                                Bo nic a nic nie napisałem o pasożytnictwie i innych bzdurkach o których piszesz.
                                                Czy mogę zarabiać mniej? Nie mogę, komornik by przyszedł w ciągu jak sądzę trzech miesięcy. Masz jakieś inne super rady?


                                                > > TAk na marginesie żona długo uczyła się związku frazeologicznego "nasze d
                                                > zieci"
                                                > > , naturalny określeniem było "moje dzieci" :) Słodkie, nie? :):)
                                                >
                                                > Moja siostra prawie zawsze mowi "moja mama" albo "mój tata" gdy ze mną rozmawia
                                                > , zapwene dlatego że dla 99,9999999999(9) % populacji globu to będą jej rodzice

                                                Jesteś w błędzie. Mówi się zwykle obojętnie "mama" a nie "moje mama". Dziwną masz siostrę.

                                                • 21.10.12, 16:11
                                                  druginudziarz napisał:
                                                  > Jesteś w błędzie. Mówi się zwykle obojętnie "mama" a nie "moje mama".
                                                  > Dziwną masz siostrę.

                                                  Obojętne wyrażanie się o bliskich członkach rodziny to standard? Od kiedy?

                                                  --
                                                  Uzależnienie
                                                  • 21.10.12, 22:04
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    > > Jesteś w błędzie. Mówi się zwykle obojętnie "mama" a nie "moje mama".
                                                    > > Dziwną masz siostrę.
                                                    >
                                                    > Obojętne wyrażanie się o bliskich członkach rodziny to standard? Od kiedy?

                                                    Bosz, komplikujesz jak upierdliwy sześciolatek.
                                                    I co, mówisz "moja mamo podaj mi szklankę mleka"?
                                                    No weź przestań.
                                                    pzdr.
                                                  • 21.10.12, 22:21
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > Bosz, komplikujesz jak upierdliwy sześciolatek.
                                                    > I co, mówisz "moja mamo podaj mi szklankę mleka"?

                                                    To nie ja jestem upierdliwa tylko Ty nie potrafisz czytać. Dyskusja była o mówieniu O KIMŚ a nie o zwracaniu się DO KOGOŚ.

                                                    Jesteś strasznie nieprecyzyjny, niekonsekwentny i chaotyczny.

                                                    --
                                                    Uzależnienie
                                                  • 21.10.12, 22:34
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    > > Bosz, komplikujesz jak upierdliwy sześciolatek.
                                                    > > I co, mówisz "moja mamo podaj mi szklankę mleka"?
                                                    >
                                                    > To nie ja jestem upierdliwa tylko Ty nie potrafisz czytać. Dyskusja była o mówi
                                                    > eniu O KIMŚ a nie o zwracaniu się DO KOGOŚ.
                                                    >
                                                    > Jesteś strasznie nieprecyzyjny, niekonsekwentny i chaotyczny.

                                                    Jasne.
                                                    Czyli jeśli rozmawiasz z bratem/siostrą mówisz "moja mama była dziś u internisty". Super.
                                                • 21.10.12, 16:12
                                                  druginudziarz napisał:
                                                  > Czy mogę zarabiać mniej? Nie mogę, komornik by przyszedł w ciągu jak sądzę trze
                                                  > ch miesięcy. Masz jakieś inne super rady?

                                                  Czyli generalnie zarabiasz tylko na podstawowe potrzeby. Pensja żony jest jednak potrzebna! No proszę, proszę :D

                                                  --
                                                  Uzależnienie
                                                  • 21.10.12, 22:11
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    > > Czy mogę zarabiać mniej? Nie mogę, komornik by przyszedł w ciągu jak sądz
                                                    > ę trze
                                                    > > ch miesięcy. Masz jakieś inne super rady?
                                                    >
                                                    > Czyli generalnie zarabiasz tylko na podstawowe potrzeby. Pensja żony jest jedna
                                                    > k potrzebna! No proszę, proszę :D

                                                    Ty to faktycznie musiałaś mieć trudne dzieciństwo. Albo jesteś z natury upierdliwa, albo przeżywasz to co mój syn w wieku lat 5-6.
                                                    Wszystko wyraźnie opisałem, pensja żony starcza na jej waciki, gdyby tej pensji nie było albo musiałbym jeszcze więcej pracować, albo nie było by na te waciki.
                                                    Ogólnie jestem Ci bardzo wdzięczny o troskę o moją rodzinę.
                                                    pzdr.

                                            • 21.10.12, 22:38
                                              Poza tym skoro noworodek wyczerpuje matkę psychicznie to znaczy że matka jest d
                                              > o macierzyństwa niedojrzała.

                                              Niekoniecznie. Może być oczywiście tak, jak piszesz, ale nie tylko niedojrzałość matki do macierzyństwa czy po prostu jej niedojrzała osobowość są przyczyną wyczerpania psychicznego małym dzieckiem. Przyczyn może być dużo i nie chce mi się tu ich wymieniać. Jako mądry facet dośpiewasz sobie resztę :-)



                                              > Widzisz, nie ma nic sensacyjnego w noworodku, czysta fizjologia.
                                              > Niedojrzałość matek to ta egzaltacją każdym detalem tej fizjologi, niemal jakby
                                              > misję na Marsa wykonywały.

                                              Nie łączyłabym sztywnym holem niezdrowej fascynacji matki dziecięciem z jej niedojrzałością, choć oczywiście te dwa zbiory mają część wspólną.

                                              > Mężowie tego nie mają, ktoś musi zachować rozsądek, ale jest to brane jako nied
                                              > ojrzałość :):)

                                              Fajnie by było, gdyby rzeczywiście wszyscy mężczyźni zachowywali zdrowy rozsądek, a nie po prostu olewali problemy czy odsuwali je od siebie. I jednych, i drugich nie brakuje.
                                              --
                                              "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                                              by Hunkis
                                              • 21.10.12, 22:57
                                                aandzia43 napisała:

                                                > Poza tym skoro noworodek wyczerpuje matkę psychicznie to znaczy że matka jest
                                                > d
                                                > > o macierzyństwa niedojrzała.
                                                >
                                                > Niekoniecznie. Może być oczywiście tak, jak piszesz, ale nie tylko niedojrzałoś
                                                > ć matki do macierzyństwa czy po prostu jej niedojrzała osobowość są przyczyną w
                                                > yczerpania psychicznego małym dzieckiem. Przyczyn może być dużo i nie chce mi s
                                                > ię tu ich wymieniać. Jako mądry facet dośpiewasz sobie resztę :-)

                                                Andzia, mogłaś nie zauważyć ale moje przegięcie było odpowiedzią na niedorzeczność bonitki, że po porodzie matka ma w domu dwoje dzieci: noworodka i męża. No wiec wg mnie ma troje ;)

                                                > > Widzisz, nie ma nic sensacyjnego w noworodku, czysta fizjologia.
                                                > > Niedojrzałość matek to ta egzaltacją każdym detalem tej fizjologi, niemal
                                                > jakby
                                                > > misję na Marsa wykonywały.
                                                >
                                                > Nie łączyłabym sztywnym holem niezdrowej fascynacji matki dziecięciem z jej nie
                                                > dojrzałością, choć oczywiście te dwa zbiory mają część wspólną.

                                                Patrz wyżej ;)
                                                Aczkolwiek tu akurat jestem dość blisko istoty. Moje znajome ze studiów na biologii jakoś się tak nie rajcowały fizjologią dziecka.

                                                > > Mężowie tego nie mają, ktoś musi zachować rozsądek, ale jest to brane jak
                                                > > o niedojrzałość :):)
                                                >
                                                > Fajnie by było, gdyby rzeczywiście wszyscy mężczyźni zachowywali zdrowy rozsąde
                                                > k, a nie po prostu olewali problemy czy odsuwali je od siebie. I jednych, i dru
                                                > gich nie brakuje.

                                                Jeśli ktoś jest niedojrzały do jakieś sytuacji to naciskanie nic nie da. Naciskanie poprzez szantaż i wzbudzanie poczucia winy to prosta droga albo do frustracji albo do ucieczki.
                                                Natomiast ja raczej miałem na myśli nierealne oczekiwania, że ojciec będzie się w pełni uczestniczył w spektaklu zaaranżowanym przez żonę. A potem foch "bo ciebie nie interesuje". Owszem, interesuje ale na męski sposób.

                                                pzdr.
                                                • 21.10.12, 23:55

                                                  > Andzia, mogłaś nie zauważyć ale moje przegięcie było odpowiedzią na niedorzeczn
                                                  > ość bonitki, że po porodzie matka ma w domu dwoje dzieci: noworodka i męża. No
                                                  > wiec wg mnie ma troje ;)

                                                  OK. Ale muszę dorzucić, że zdarza się, że po porodzie matka ma w domu dwoje dzieci zamiast męża i dziecka i ta sytuacja jest powodem fatalnego psychicznego i fizycznego przemęczenia kobiety.


                                                  > Natomiast ja raczej miałem na myśli nierealne oczekiwania, że ojciec będzie się
                                                  > w pełni uczestniczył w spektaklu zaaranżowanym przez żonę. A potem foch "bo ci
                                                  > ebie nie interesuje". Owszem, interesuje ale na męski sposób.

                                                  Zgadzam się co do nierealnych oczekiwań. Nie na co marnować czasu i siły na marzenia o ich spełnieniu, a przede wszystkim dobrze jest w ogóle ich nie produkować ;-) Tylko protestuję przeciwko nazywaniem "męskim sposobem interesowania się" czy "zdrowym rozsądkiem" olewactwa i braku zaangażowania. Rzetelny męski sposób zaangażowania w sprawy okołodzieciowe jest OK. Uzupełnia ten kobiecy. No i oczywiście nierozerwalnie związany być musi z szacunkiem i uznaniem dla bazy, jaką w tym przypadku stanowi ten kobiecy sposób. Tak jak żony szanować powinny większe niż ich zaangażowanie mężów w domowe sprawy okołomotoryzacyjne (jeśli akurat w danej rodzinie tak właśnie wgląda podział obowiązków w te sprawy).

                                                  --
                                                  "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                                                  by Hunkis
                                        • 21.10.12, 12:05
                                          > To bez znaczenia bo wg prac socjologicznych (w realiach Polski) i 90% tego "zas
                                          > pakajania testosteronowych potrzeb" wpada w postaci kasy do żoniej kieszeni.

                                          A żonka te 90% cap do kieszeni i czym prędzej leci wykupić samotną wycieczkę na Barbados, i tak co miesiąc....
                                          Panie drugi nudziarz, jak chcesz byc traktowany poważnie w dyskusji to zacznij mysleć i pisać z sensem.

                                          P.S. Poważnie myślisz, że kogokolwiek na tej ziemi pasjonują rozmowy o konsystencji kupki???? Skąd czerpiesz wiedzę o świecie i ludziach?
                                          • 21.10.12, 12:19
                                            stary.dziadyga napisała:
                                            > A żonka te 90% cap do kieszeni i czym prędzej leci wykupić samotną wycieczkę na
                                            > Barbados, i tak co miesiąc....
                                            > Panie drugi nudziarz, jak chcesz byc traktowany poważnie w dyskusji to zacznij
                                            > mysleć i pisać z sensem.

                                            Moja córeczka meczy brata i mnie, "pobaw się ze mną w dom".
                                            Pełen sukces i manipulacja to znalezienie w przyszłości frajera co taka zabawę opłaci i jeszcze uwierzy że to 24h ja twierdzi mujerka praca i harówka?

                                            --
                                            Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
                                            • 21.10.12, 12:27
                                              Poza tym jest kwestia ciągłego podwyższania standardów przez typ matki polki rzekomego zajmowania sie dziećmi, domu i sprzątania które zaspokajane są nieustanne podwyższane w nieskończoność, bo to często działania o charakterze zaspokajania nerwicowego niepokoju (diałanie prolaktyny), a nie działania zorientowanego na rzeczywisty cel.
                                              www.youtube.com/watch?v=GCkVsU2sTdo
                                              --
                                              Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
                                            • 21.10.12, 12:39
                                              urquhart napisał:
                                              > Moja córeczka meczy brata i mnie, "pobaw się ze mną w dom".
                                              > Pełen sukces i manipulacja to znalezienie w przyszłości frajera co taka zabawę
                                              > opłaci i jeszcze uwierzy że to 24h ja twierdzi mujerka praca i harówka?

                                              Czy Twoje dzieci wiedzą jak bardzo ich nienawidzisz?

                                              --
                                              Uzależnienie
                                            • 21.10.12, 12:43
                                              > Moja córeczka meczy brata i mnie, "pobaw się ze mną w dom".
                                              > Pełen sukces i manipulacja to znalezienie w przyszłości frajera co taka zabawę
                                              > opłaci i jeszcze uwierzy że to 24h ja twierdzi mujerka praca i harówka

                                              Urqu, jeżeli Ty twierdzisz że Twoja (podejrzewam że kilkuletnia, jak nie to mnie popraw) córeczka chcąc bawić się w dom "szuka frajera", "manipuluje", to naprawdę ciężko mi będzie dyskutować, bo Twoja nienawiść do kobiet wysmażyła Ci mózg i raczej nie jesteś w stanie myśleć logicznie o tych sprawach.

                                              P.S. A czemu Ty jesteś takim frajerem i dałeś się wkręcić przez jakąś wstętną kobietę w zakładanie rodziny, któte jest tylko i wyłacznie realizacją jej samolubnych zachcianek i jeszcze to wszystko finansujesz?
                                              • 21.10.12, 15:02
                                                stary.dziadyga napisała:
                                                > Urqu, jeżeli Ty twierdzisz że Twoja (podejrzewam że kilkuletnia, jak nie to mni
                                                > e popraw) córeczka chcąc bawić się w dom "szuka frajera", "manipuluje", to napr
                                                > awdę ciężko mi będzie dyskutować, bo Twoja nienawiść do kobiet wysmażyła Ci móz
                                                > g i raczej nie jesteś w stanie myśleć logicznie o tych sprawach

                                                Widzisz fundamentalna różnica jest taka: córeczka wie że to jej zabawa i przyjemność i jest ok.
                                                Zabawa jest fajna też dla mnie ale to jej zabawa.
                                                Maniupulantki różnej maści chcą mieć czysty dom, porządek oraz realizować się w macierzyństwie ale przedstawiając to jako realizację, czyich rzekomo potrzeb, męża, dzieci, ale nie swoich broń boże. To jest właśnie manipulacja poświęcalnictwa.

                                                > P.S. A czemu Ty jesteś takim frajerem i dałeś się wkręcić przez jakąś wstętną k
                                                > obietę w zakładanie rodziny, któte jest tylko i wyłacznie realizacją jej samolu
                                                > bnych zachcianek i jeszcze to wszystko finansujesz?

                                                Generalnie lubię realizować zachcianki i robić komuś przyjemnie jeżeli ktoś mnie docenia :)
                                                A ślubna moja mnie docenia i realizuje moje samolubne zachcianki :)
                                                --
                                                Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                                                • 21.10.12, 15:18
                                                  urquhart napisał:
                                                  > Widzisz fundamentalna różnica jest taka: córeczka wie że to jej zabawa i przyje
                                                  > mność i jest ok.
                                                  > Zabawa jest fajna też dla mnie ale to jej zabawa.
                                                  > Maniupulantki różnej maści chcą mieć czysty dom, porządek oraz realizować się w
                                                  > macierzyństwie ale przedstawiając to jako realizację, czyich rzekomo potrzeb,
                                                  > męża, dzieci, ale nie swoich broń boże. To jest właśnie manipulacja poświęcalni
                                                  > ctwa.

                                                  A manipulatorzy różnej maści swoją testosteronową potrzebę rywalizacji realizowaną w pracy przedstawiają jako realizację potrzeb rodziny - żony, dzieci - broń boże własnych. To jest właśnie manipulacja poświęcalnictwa.

                                                  Swoją drogą Urqu - rozmnażanie się jest potrzebą biologiczną najważniejszą z punktu widzenia społeczeństwa/gatunku. To nie jest tylko egoistyczna zachcianka. Istnienie człowieka bez pozostawienia po sobie potomstwa z punktu widzenia szerszego niż on sam jest bezsensowne. I tak - to piszę ja - bezdzietna :) I OBIE płcie biologia kieruje do posiadania dzieci - w inny tylko sposób.

                                                  --
                                                  Uzależnienie
                                                • 22.10.12, 08:15
                                                  urquhart napisał:
                                                  > Generalnie lubię realizować zachcianki i robić komuś przyjemnie jeżeli ktoś mn
                                                  > ie docenia :)
                                                  > A ślubna moja mnie docenia i realizuje moje samolubne zachcianki :)

                                                  Nie ma to jak się ustawić w życiu - wmówić kobiecie, że dom, rodzina, dzieci to jej ZACHCIANKA, którą Jaśnie Pan 'sponsoruje' więc ma być wdzięczna i odpłacać za to. Mistrzostwo manipulacji :D

                                                  --
                                                  Uzależnienie
                                            • 21.10.12, 13:28
                                              > Moja córeczka meczy brata i mnie, "pobaw się ze mną w dom".
                                              > Pełen sukces i manipulacja to znalezienie w przyszłości frajera co taka zabawę
                                              > opłaci i jeszcze uwierzy że to 24h ja twierdzi mujerka praca i harówka?
                                              >

                                              Hehehe, a moja córeczka jak męczyła otoczenie "pobaw się ze mną w życie zwierzątek/w stację benzynową/samochodzikami/w dom/w sklep/w budowanie miasta/w lekarza" to zapewne były to zapowiedzi jej przyszłej manipulacji otoczeniem w celu zapewnienia jej środków na budowę zoo/wyprawy do Afryki na bezkrwawe safari/plac budowy w środku miasta/domek z dzieciątkami/własną klinikę/warzywniak osiedlowy ;-P Dobre, Urqu, naprawdę dobre ;-P
                                              A tak swoją drogą: twoja córeczka nie bawi się w nic innego, że tak prorokujesz odnośnie jej przyszłości? Smutne.

                                              --
                                              "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                                              by Hunkis
                                              • 21.10.12, 14:27
                                                aandzia43 napisała:
                                                > Hehehe, a moja córeczka jak męczyła otoczenie "pobaw się ze mną w życie zwierzą
                                                > tek/w stację benzynową/samochodzikami/w dom/w sklep/w budowanie miasta/w lekarz
                                                > a" to zapewne były to zapowiedzi jej przyszłej manipulacji otoczeniem w celu za
                                                > pewnienia jej środków na budowę zoo/wyprawy do Afryki na bezkrwawe safari/plac
                                                > budowy w środku miasta/domek z dzieciątkami/własną klinikę/warzywniak osiedlowy
                                                > ;-P Dobre, Urqu, naprawdę dobre ;-P

                                                Moja teraz ubiera misa w sukienkę i strój księżniczki, nie rozgryzłem co to znaczy jeszcze :)





                                                --
                                                Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
                                          • 21.10.12, 15:52
                                            stary.dziadyga napisała:

                                            > > To bez znaczenia bo wg prac socjologicznych (w realiach Polski) i 90% teg
                                            > o "zas
                                            > > pakajania testosteronowych potrzeb" wpada w postaci kasy do żoniej kiesze
                                            > ni.
                                            >
                                            > A żonka te 90% cap do kieszeni i czym prędzej leci wykupić samotną wycieczkę na
                                            > Barbados, i tak co miesiąc....
                                            > Panie drugi nudziarz, jak chcesz byc traktowany poważnie w dyskusji to zacznij
                                            > mysleć i pisać z sensem.

                                            Ale jakie było pytanie bo nie rozumiem? :))
                                            Jak czegoś nie rozumiesz proszę pytać, może coś poradzę.
                                  • 21.10.12, 11:33
                                    mujer_bonita napisała:

                                    (piszę jako bezdzietna, która nie koniecznie o kupkac
                                    > h chce słuchać ;) ).

                                    Bonita ty nie masz dzieci? Kurcze a ja kojarzylam ze masz syna z poprzedniego zwiazku, a moze to Triss? A w jakim jestes wieku? Nie zebym przypisywala wiek do decyzji o posiadaniu dziecka, z ciekawosci pytam.

                                    Ja po pierwszym wiedzialam, ze wiecej juz nie bedzie na pewno :)
                                    • 21.10.12, 14:45
                                      To ja mam dzieci - syna 8-latka z poprzedniego związku i 15-miesięczną córkę. Pierwsze urodziłam mając 31 lat, drugie mając 37. Pierwsze z rozsądku, a drugie na skutek wścieklizny macicy tzn. palącej potrzeby ponownego rozrodu.
                      • 20.10.12, 14:11
                        aandzia43 napisała:

                        >
                        > > Pomijając problem w ocenie "straszności" (no jak to chcesz zmierzyć? tak
                        > obiekt
                        > > ywnie?) nie widzę tego.
                        >
                        > Mierzyć z linijką nie będę, chodziło mi o to, że więcej rzeczywistych dramatów
                        > i patologii jest na linii synowa-teściowa.

                        Na pewno?
                        A nie dlatego że prawdziwa większość jest w sobie tłumiona przez zięciów?
                        Bo mężczyźni chętnej w sobie tłamszą problemy a kobiety skore są do egzaltacji?
                        pzdr.
                        • 20.10.12, 14:18

                          > Na pewno?
                          > A nie dlatego że prawdziwa większość jest w sobie tłumiona przez zięciów?
                          > Bo mężczyźni chętnej w sobie tłamszą problemy a kobiety skore są do egzaltacji?
                          >

                          Nie, bo sprawa rozgrywa się na gruncie rodzinnym, który jest dla wielu kobiet głównym polem życiowym. Głównym, więc siły rzucane na to pole walki są większe i zajadłość większa.


                          --
                          "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                          by Hunkis
        • 15.10.12, 11:22
          kag73 napisała:
          > Urqu, wyobraz sobie, ze Twoja corka po maturze mowi "tata, ide na studia" I co
          > Ty wtedy do niej "nie, Marysiu, Ty to studia zostaw Adasiowi, Ty se popatrz jak
          > sie gotuje, albo zostan fryzjerka, po co Ci studia, potem bedziesz silna kobie
          > ta i z seksu w zwiazku nici".

          Ja też chętnie się dowiem czy córce powiedział, że lepiej być małżeńską prostytutką niż niezależną kobietą :)

          --
          Uzależnienie
        • 16.10.12, 11:42
          kag73 napisała:

          > Urqu, wyobraz sobie, ze Twoja corka po maturze mowi "tata, ide na studia" I co
          > Ty wtedy do niej "nie, Marysiu, Ty to studia zostaw Adasiowi, Ty se popatrz jak
          > sie gotuje, albo zostan fryzjerka, po co Ci studia, potem bedziesz silna kobie
          > ta i z seksu w zwiazku nici".
          > "Adas, Ty idz na studia" A Adas "tata, ale ja nie chce isc na studia, ja se jak
          > is handelek rozkrece i kapuche bede robil, studia...piec lat bez kasy."
          > I co teraz?
          > Jestem pewna, ze jezeli corka mialaby ped do wiedzy, piela sie w gore, uczyla i
          > osiagala, to rozpierala by Cie duma i jeszcze bys mowil, ze to po ojcu.

          Zapewne masz racje.
          To, co napisalas, zahacza o paradoks konserwatysty, dosyc powszechnie wystepujacy. Wszyscy znani mi osobiscie panowie o pogladach zdecydowanie konserwatywnych chca dla swoich corek otwartych mozliwosci edukacyjnych i zawodowych, przy jednoczesnym umilowaniu patriarchatu w swoich malzenstwach.
          Na pozor - brak konsekwencji, ale pozory myla. Sadze, ze to jest czysty pragmatyzm i takie dobranie przekazu, zeby wlasna korzysc byla jak najwieksza. Emancypacja corek jest ojcom na reke (zaspokojenie ambicji, powody do dumy, korzysci ekonomiczne, etc), natomiast jesli chodzi o zony, to jest dokladnie odwrotnie. Wyemancypowana, silna i niezalezna baba moze wymagac, trzeba sie z nia liczyc, a w razie czego jest w stanie odejsc. Im bardziej jest związana z nim - na roznych plaszczyznach, od ekonomicznej po emocjonalna - tym fajniej dla niego.
          Ot i cala filozofia.

          --
          "Chciałabym, żebyś wyizolował mnie z klubu do siebie pod fajnym pretekstem, przez co w łóżku nie poczuję się jak dziwka i wszystko będzie usprawiedliwione sytuacja, która wymknęła się spod kontroli…" by PUA
          • 17.10.12, 09:25
            brak.polskich.liter napisała:

            natomiast jesli chodzi o zony, to jest dokladnie odwrotnie. W
            > yemancypowana, silna i niezalezna baba moze wymagac, trzeba sie z nia liczyc, a
            > w razie czego jest w stanie odejsc. Im bardziej jest związana z nim - na rozny
            > ch plaszczyznach, od ekonomicznej po emocjonalna - tym fajniej dla niego.
            > Ot i cala filozofia.

            (Fajnie) z wyjatkiem jednej sytuacji - kiedy zechce ja porzucic. Spojrz na abrigado, gdyby zona byla 'bardziej niezalezna' latwiej i szybciej by mogl zaczac nowe zycie, a tak jej zwiazanie z nim to pasozytnictwo (juz nie takie fajne, nie?)

            • 17.10.12, 09:51
              Kitty, zeniac sie/wychodzac za maz nie mysli sie raczej o rozwodzie. Pobieramy sie, bo chcemy zyc razem a nie, bo chcemy sie kiedys rozwiesc.
              Najwazniejsze jest tu i teraz, obawa o strate partnerki na korzysc kogos "lepszego" a do tego wlasna korzysc/wygoda/lenistwo przeslaniaj wszystko inne.
              W przypadku abrigado problemem jest nie to, ze zona nie jest niezalezna, tylko, ze on za malo zarabia. W grunice rzeczy oboje sa na siebie finansowo skazani, chociaz on jej wmawia/wmawial, ze to on utrzymuje cala rodzine a ona zarabia na waciki. W kazdym razie przeliczyl sobie i stwierdzil, ze jak sie rozwiedzie i zacznie placic alimenty i wynajmie mieszkanie niewiele mu zostanie na inne dyrdymaly a poniewaz z nich rezygnowac nie chce, zyje jak zyje.
              • 17.10.12, 10:14
                kag73 napisała:

                > W przypadku abrigado problemem jest nie to, ze zona nie jest niezalezna, tylko,
                > ze on za malo zarabia. W grunice rzeczy oboje sa na siebie finansowo skazani,
                > chociaz on jej wmawia/wmawial, ze to on utrzymuje cala rodzine a ona zarabia na
                > waciki.

                Kag mysle ze pomylilo ci sie z Sabatem :)
                • 17.10.12, 10:31
                  hello-kitty2 napisała:

                  > kag73 napisała:
                  >
                  > > W przypadku abrigado problemem jest nie to, ze zona nie jest niezalezna,
                  > tylko,
                  > > ze on za malo zarabia. W grunice rzeczy oboje sa na siebie finansowo skaz
                  > ani,
                  > > chociaz on jej wmawia/wmawial, ze to on utrzymuje cala rodzine a ona zara
                  > bia na
                  > > waciki.
                  >
                  > Kag mysle ze pomylilo ci sie z Sabatem :)

                  Nie , kitty, nie pomylilo mi sie z Sabatem. to abrigado kiedys napisal, ze se chce kupic motor /lodke czy jeepa czy cos i do tego jezdzic na jakies wycieczki itd. Potrzebna kasa, wiec trza mieszkac pod jednym dachem, bo sie nie wyplaci.
                  • 17.10.12, 10:34
                    Aha i czasowo tez by sie mu nie oplacalo, kto , jak kiedy odbiera dzieci, kiedy ma je widywac, dojechac, opieka te sprawy, nie pamietam szczegolow, ale abrigado to ego, mysli nie o zonie tylko o sobie. Tez raz bede niemila, a co ;)
                    • 17.10.12, 10:50
                      kag73 napisała:

                      > Aha i czasowo tez by sie mu nie oplacalo, kto , jak kiedy odbiera dzieci, kiedy
                      > ma je widywac, dojechac, opieka te sprawy, nie pamietam szczegolow, ale abriga
                      > do to ego, mysli nie o zonie tylko o sobie. Tez raz bede niemila, a co ;)

                      Nie ma obowiazku bycia milym :)

                      Motor, jeep to detale, z tego co pamietam, to zony pensja starcza jej na tydzien, to nie pozwala na rozdzielnosc finansowa. Co tez wskazuje na to, ze jednak o niej mysli i jest wielkoduszny, bo chce placic za wiecej niz musi, bo jest matka jego dzieci. Jest w pulapce.

                      Choc abrigado to tylko przyklad, ze od mezczyzn oczekuje sie (kobiety oczekuja) wiecej. Nie jest latwo byc mezczyzna, tak mysle.
                      • 17.10.12, 10:56
                        hello-kitty2 napisała:
                        > Choc abrigado to tylko przyklad, ze od mezczyzn oczekuje sie (kobiety oczekuja)
                        > wiecej. Nie jest latwo byc mezczyzna, tak mysle.

                        No nieeee... liiiitooooościiii!!!!

                        Bo mężczyźni od kobiet to nic nie wymagają - nic a nic! Bycie matką, żoną, kochanką, supermodelką, sportsmenką, kucharką, sprzątaczką, psychologiem, kierowcą, managerem PR itd. Toż to takie nic :D

                        Kitty - czy Ty jesteś naprawdę taka naiwna? Bo ostatnio rzucasz takie pytania i teksty, że zastanawiam się ile masz lat...

                        --
                        Uzależnienie
                        • 17.10.12, 11:40
                          mujer_bonita napisała:

                          > hello-kitty2 napisała:
                          > > Choc abrigado to tylko przyklad, ze od mezczyzn oczekuje sie (kobiety ocz
                          > ekuja)
                          > > wiecej. Nie jest latwo byc mezczyzna, tak mysle.
                          >
                          > No nieeee... liiiitooooościiii!!!!
                          >
                          > Bo mężczyźni od kobiet to nic nie wymagają - nic a nic! Bycie matką, żoną, koch
                          > anką, supermodelką, sportsmenką, kucharką, sprzątaczką, psychologiem, kierowcą,
                          > managerem PR itd. Toż to takie nic :D
                          >
                          > Kitty - czy Ty jesteś naprawdę taka naiwna? Bo ostatnio rzucasz takie pytania i
                          > teksty, że zastanawiam się ile masz lat...

                          hello-kitty2 napisała:
                          > Kojarze ta wypowiedz Gronkiewicz-Waltz. Dlaczego tak sie dzieje? Dlaczego kobie
                          > ty sa rozliczane z zycia rodzinnego?

                          Błagam - napisz, że to pytanie retoryczne!

                          Mam 37 lat. Jestem od 10 lat rozwiedziona i zyje bez milosci. Raczej ojciec mojego syna wychowuje go, z moja pomoca, niz odwrotnie. Mezczyzni nigdy tych rzeczy, ktore wymieniasz ode mnie nie wymagali. Wydaje mi sie, ze tych rzeczy wymagaja od siebie same kobiety i/lub ewentualnie matki czy tesciowe.

                          Eks - tesciowa mi kiedys opowiadala jak do eks tescia przyszedl kolega, pili i zrobili sie glodni, poszli z kolega do lodowki, wtedy ona wpadla, zamknela lodowe z hukiem i krzyknela: 'od czego ja tu jestem?' Zdenerwowala sie, ze nie zauwazyli jej gotowosci do kucharzenia, bo to kobieta niezalezna byla, zajmowala stanowisko managerskie w duzej firmie monopolskiej, zarabiala wiecej od meza, a zakupy przywozil jej do domu jej sluzbowy kierowca, podczas godzin pracy oczywiscie :)
                          • 17.10.12, 11:50
                            hello-kitty2 napisała:
                            > Mezczyzni nigdy tych rzeczy,
                            > ktore wymieniasz ode mnie nie wymagali. Wydaje mi sie, ze tych rzeczy wymaga
                            > ja od siebie same kobiety i/lub ewentualnie matki czy tesciowe.
                            > Eks - tesciowa mi kiedys opowiadala jak do eks tescia przyszedl kolega, pili i
                            > zrobili sie glodni, poszli z kolega do lodowki, wtedy ona wpadla, zamknela lodo
                            > we z hukiem i krzyknela: 'od czego ja tu jestem?'

                            Widziałaś taki film 'Komedia małżeńska'? Polecam :)

                            Skoro nie pan wymaga to skąd się wzięło określenie 'pasożyt' w określeniu do kobiety, która nie spełnia jego standardów? Skąd się bierze u mężczyzny brak szacunku do zależnej, słabej kobiety? Czemu to idiotyczne pytanie o rodzinę zadawali dziennikarze-mężczyźni?

                            Czemu na forum panowie popełniają wątki, że żona się zapuściła? Czemu, że jest nudna i nie da się z nią urwać na spontaniczny wyjazd do Barcelony? Czemu nie pójdą do pracy w brudnej, niewyprasowanej koszuli?

                            Taaaa... zerowe wymagania :D

                            --
                            Uzależnienie
                            • 17.10.12, 20:13
                              mujer_bonita napisała:

                              > Skoro nie pan wymaga to skąd się wzięło określenie 'pasożyt' w określeniu do ko
                              > biety, która nie spełnia jego standardów? Skąd się bierze u mężczyzny brak szac
                              > unku do zależnej, słabej kobiety? Czemu to idiotyczne pytanie o rodzinę zadawal
                              > i dziennikarze-mężczyźni?
                              >
                              > Czemu na forum panowie popełniają wątki, że żona się zapuściła? Czemu, że jest
                              > nudna i nie da się z nią urwać na spontaniczny wyjazd do Barcelony? Czemu nie p
                              > ójdą do pracy w brudnej, niewyprasowanej koszuli?

                              Dobre pytania Bonita. Zobaczymy co odpowiedza mezczyzni.
                              • 20.10.12, 13:56
                                hello-kitty2 napisała:
                                > mujer_bonita napisała:
                                > > Skoro nie pan wymaga to skąd się wzięło określenie 'pasożyt' w określeniu
                                > do ko
                                > > biety, która nie spełnia jego standardów? Skąd się bierze u mężczyzny bra
                                > k szac
                                > > unku do zależnej, słabej kobiety? Czemu to idiotyczne pytanie o rodzinę z
                                > adawal
                                > > i dziennikarze-mężczyźni?
                                >
                                > Dobre pytania Bonita. Zobaczymy co odpowiedza mezczyzni.

                                Biorę forumową wyszukiwarkę wpisuje pasożyt na forum z którego był rzeczony wątek i wyskakuje mi większość wątków o facetach!
                                Dlaczego określenie pasożyt w odniesieniu do faceta na utrzymaniu baby nie budzi emocji a odwrotnej sytuacji budzi oburzenie.?
                                Czyżby narusza świete i prawo rówouprawnionych innaczej kobiet do dojenia facetów?
                                forum.gazeta.pl/forumSearch.do?&author=&query=paso%C5%BCyt&forumId=898&title=
                                --
                                Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
                  • 17.10.12, 10:58
                    kag73 napisała:
                    > Nie , kitty, nie pomylilo mi sie z Sabatem. to abrigado kiedys napisal, ze se c
                    > hce kupic motor /lodke czy jeepa czy cos i do tego jezdzic na jakies wycieczki
                    > itd. Potrzebna kasa, wiec trza mieszkac pod jednym dachem, bo sie nie wyplaci.

                    A to co mówi to się w ogóle jakoś ekonomicznie kalkuluje? Bo nie bardzo rozumiem tego 'nie stać'. To, że panowie twierdzą, że 'gdyby nie żona/rodzina' toby byli drugimi Kulczykami jest dość częste ale realizmu finansowego w tym nie ma za wiele.

                    --
                    Uzależnienie
            • 17.10.12, 11:38
              A jestes pewna, ze gdyby zona zarabiala wiecej, to pan by sie faktycznie rozwiodl?

              Niechec do podzialu majatku i comiesiecznego wyskakiwania z kasy na alimenty nierzadko bywa powodem, dla ktorego panowie sie nie rozwodza. Niezaleznie od tego, czy ta zona bylaby w stanie samodzielnie sie utrzymac, czy nie. Po prostu kasa w malzenstwie koduje sie takiemu panu jako JEGO kasa, zas w przypadku rozwodu trzeba to dzielic - ergo straci.
              Pozniej do zwyklej pazernosci dorabiaja jakies ideolo i sie kreci.

              Pomijajac aspekt finansowy - ilu z tych panow-konserwatystow deklarujacych chce rozpoczecia "wlasnego zycia" faktycznie mialaby ochote na codzienna samoobsluge? Ze przypomne, zonaty konserwatysta, o ktorym pisze, to nie jest czlowiek nawykly do prania wlasnych gaci, prasowania sobie koszul, czy podcierania tylka wlasnym dzieciom - wszak od tego jest zona :P
              I sadze, ze panowie swietnie o tym wiedza.

              --
              "Chciałabym, żebyś wyizolował mnie z klubu do siebie pod fajnym pretekstem, przez co w łóżku nie poczuję się jak dziwka i wszystko będzie usprawiedliwione sytuacja, która wymknęła się spod kontroli…" by PUA
              • 18.10.12, 00:39
                brak.polskich.liter napisała:

                > A jestes pewna, ze gdyby zona zarabiala wiecej, to pan by sie faktycznie rozwio
                > dl?
                > Pomijajac aspekt finansowy - ilu z tych panow-konserwatystow deklarujacych chce
                > rozpoczecia "wlasnego zycia" faktycznie mialaby ochote na codzienna samoobslug
                > e? Ze przypomne, zonaty konserwatysta, o ktorym pisze, to nie jest czlowiek naw
                > ykly do prania wlasnych gaci, prasowania sobie koszul, czy podcierania tylka wl
                > asnym dzieciom - wszak od tego jest zona :P
                > I sadze, ze panowie swietnie o tym wiedza.

                Trochę szkoda, że tyle uwagi poświęca się pogłębianiu stereotypów.
                Z chęcią bym poprasował koszule itp. Bo tak szczerze to nie chce mi się pracować i zarabiać 3x więcej od żony, proponowałem "żono ma, zamieńmy się rolami" ale żona nie chce ;)
                hint: jest więc różnie, jak to w życiu.
                pzdr.
                • 18.10.12, 23:54
                  > Z chęcią bym poprasował koszule itp. Bo tak szczerze to nie chce mi się pracowa
                  > ć i zarabiać 3x więcej od żony, proponowałem "żono ma, zamieńmy się rolami" ale
                  > żona nie chce ;)

                  Mój by się ze mną nie zamienił (zwerbalizował kiedys wyraźnie), bo na bazie obserwacji wywnioskował, że nie ogarnia, nie ogarniał i nie będzie ogarniał tej kuwety, jaką jest logistyka domowo-rodzinna, opieka nad małym i średnim dzieckiem i jeszcze kilka innych spraw. "Prasowanie koszul" w sytuacji, gdy dzieciaki duże to czysty relaks i łagodna parodia prawdziwej domowo-rodzinnej roboty. Odkąd nie mam pod opieką dzieciaka jestem wolna jak taczanka w stepie - tzw. prowadzenie domu w tej sytuacji to luzik i jakiś prawie niezauważalny wysiłek.

                  --
                  "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                  by Hunkis
                  • 19.10.12, 09:12
                    aandzia43 napisała:

                    > > Z chęcią bym poprasował koszule itp. Bo tak szczerze to nie chce mi się p
                    > racowa
                    > > ć i zarabiać 3x więcej od żony, proponowałem "żono ma, zamieńmy się rolam
                    > i" ale
                    > > żona nie chce ;)
                    >
                    > Mój by się ze mną nie zamienił (zwerbalizował kiedys wyraźnie), bo na bazie obs
                    > erwacji wywnioskował, że nie ogarnia, nie ogarniał i nie będzie ogarniał tej ku
                    > wety, jaką jest logistyka domowo-rodzinna, opieka nad małym i średnim dzieckiem
                    > i jeszcze kilka innych spraw. "Prasowanie koszul" w sytuacji, gdy dzieciaki du
                    > że to czysty relaks i łagodna parodia prawdziwej domowo-rodzinnej roboty. Odkąd
                    > nie mam pod opieką dzieciaka jestem wolna jak taczanka w stepie - tzw. prowadz
                    > enie domu w tej sytuacji to luzik i jakiś prawie niezauważalny wysiłek.

                    No to sobie nagrabiłaś, aktywistki Feminy już jadą po Ciebie z piłą mechaniczną :):)
                    Ogólnie zauważyłem, że wiele osó lubi się relaksować prostymi pracami.
                    Ja np. lubie pozmywać naczynia, czasem to nawet we firmie robię ;)
                    Serdeczności
                    • 20.10.12, 13:06
                      > No to sobie nagrabiłaś, aktywistki Feminy już jadą po Ciebie z piłą mechaniczną
                      > :):)

                      A za co? Stwierdzenie, że 90% tzw. roboty domowej nakręcają dzieciaki to chyba nie jest antyfeministyczny manifest?

                      > Ogólnie zauważyłem, że wiele osó lubi się relaksować prostymi pracami.
                      > Ja np. lubie pozmywać naczynia, czasem to nawet we firmie robię ;)
                      > Serdeczności

                      Hehe, mój chłop też się relaksuje zmywaniem naczyń :-D. I jest to pierwsza i ostatnia praca domowa, która mu wychodzi lekko i bez wstrętu. Reszta jest obmierzła, jak nie przymierzając, wizyta u dentysty czy wypełnianie PIT-u ;-) No, przepraszam, jeszcze marynowanie grzybków lubi.

                      --
                      "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                      by Hunkis
                      • 20.10.12, 13:58
                        aandzia43 napisała:

                        > > No to sobie nagrabiłaś, aktywistki Feminy już jadą po Ciebie z piłą mecha
                        > niczną
                        > > :):)
                        >
                        > A za co? Stwierdzenie, że 90% tzw. roboty domowej nakręcają dzieciaki to chyba
                        > nie jest antyfeministyczny manifest?

                        Z to że 'prace domowe' mogą być fajne ;)

                        > > Ogólnie zauważyłem, że wiele osó lubi się relaksować prostymi pracami.
                        > > Ja np. lubie pozmywać naczynia, czasem to nawet we firmie robię ;)
                        > > Serdeczności
                        >
                        > Hehe, mój chłop też się relaksuje zmywaniem naczyń :-D. I jest to pierwsza i os
                        > tatnia praca domowa, która mu wychodzi lekko i bez wstrętu. Reszta jest obmierz
                        > ła, jak nie przymierzając, wizyta u dentysty czy wypełnianie PIT-u ;-) No, prze
                        > praszam, jeszcze marynowanie grzybków lubi.

                        Wiesz, ja potrafię sosie domowy rozgardiasz zwizualizować jako pole bitwy i angażować to jego opanowania różne dostępne środki ;) W międzyczasie obmyślam jak by tu załatwić jutro ważną sprawę we firmie, więc wstrętu nie mam.

                        pzdr.
                        • 20.10.12, 14:15
                          >
                          > Z to że 'prace domowe' mogą być fajne ;)

                          Oj, nie tyle fajne, co nie upierdliwe i nie osaczające. Wtedy można się nawet doszukać w nich czegoś sympatycznego ;-)

                          > Wiesz, ja potrafię sosie domowy rozgardiasz zwizualizować jako pole bitwy i ang
                          > ażować to jego opanowania różne dostępne środki ;) W międzyczasie obmyślam jak
                          > by tu załatwić jutro ważną sprawę we firmie, więc wstrętu nie mam.

                          O, bardzo sprytne :-)


                          --
                          "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                          by Hunkis
                          • 20.10.12, 14:30
                            aandzia43 napisała:

                            > > Wiesz, ja potrafię sosie domowy rozgardiasz zwizualizować jako pole bitwy
                            > i ang
                            > > ażować to jego opanowania różne dostępne środki ;) W międzyczasie obmyśla
                            > m jak
                            > > by tu załatwić jutro ważną sprawę we firmie, więc wstrętu nie mam.
                            >
                            > O, bardzo sprytne :-)
                            >

                            Potęga umysłu :)
                            No, ale muszę spadać bo pole bitwy czeka, mama mnie usidliła do obsadzenia grządki tulipanami ;)
                            Serdeczności :)
                  • 19.10.12, 13:19
                    Mój miewa możliwość skonfrontowania własnych umiejętności domowo-logistycznych z moimi.
                    Jak zostaje w domu z dziećmi to zajmuje się nimi - da jeść, przewinie (młodszą), pobawi się itd. i właściwie nie zrobi niczego więcej.
                    Jak ja zostaję w domu z dziećmi to przy okazji nastawię pranie, powieszę je, pozmywam, ogólnie ogarnę, zrobię zakupy i jeszcze obiad.
                    Facet się naprawdę stara, ale ni wuja nie jest i nie będzie tak wielofunkcyjny.
                    • 19.10.12, 14:23
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Mój miewa możliwość skonfrontowania własnych umiejętności domowo-logistycznych
                      > z moimi.
                      > Jak zostaje w domu z dziećmi to zajmuje się nimi - da jeść, przewinie (młodszą)
                      > , pobawi się itd. i właściwie nie zrobi niczego więcej.
                      > Jak ja zostaję w domu z dziećmi to przy okazji nastawię pranie, powieszę je, po
                      > zmywam, ogólnie ogarnę, zrobię zakupy i jeszcze obiad.
                      > Facet się naprawdę stara, ale ni wuja nie jest i nie będzie tak wielofunkcyjny.

                      Oj, prowokujesz do kolejnej dyskusji na ten sam temat.
                      Ale się nie dam ;)
                      Napisze Ci tylko ja jest ze mną.
                      Uważam, ze lepiej jest zrobić mniej a lepiej.
                      Uważam, ze nic się nie stanie jeśli dziecko dostanie jedną kanapkę do szkoły zamiast dwóch, bo ta druga i tak potem tkwi spleśniała na dnie plecaka.
                      Uważam, ze w zupełności na obiad wystarcza drugie danie, bo i tak co drugi gar zupy ląduje w muszli.
                      Uważam, że jednodniowa koszulka nie kwalifikuje się sama przez się do natychmiastowej dezynfekcji.
                      Uważam, że jeśli dziecku coś nie idzie w szkole to nie ma powodu by siedzieć z nim nad tym do 22. po to by jednak dostał piątkę. +3 w zupełności wystarczy.
                      Uważam że ten cały zaoszczędzony czas warto zainwestować w zabawę i rozmowę z dziećmi.
                      Miłego dnia życzę :)
                      itd.
                      Za
                      • 20.10.12, 13:27
                        O, to tak jak ja - też uważam, że lepiej mniej, a lepiej. Nigdy nie robiłam i nie robię potraw, które nie są zjadane, nie prasuję pościeli, ręczników, majtek i skarpetek (i nawet gdybym zatrudniała kogoś do pomocy w domu też bym nie kazała mu tego robić), ale praca nad lekcjami bywa ciężką orką nie z tytułu ambicji rodziców tylko dlatego, że dziecko ma np. dysleksję. No i niestety nawet to "mniej" bywa wystarczająco trudne do ogarnięcia.

                        --
                        "Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej"
                        by Hunkis
                    • 20.10.12, 13:19
                      triss_merigold6 napisała
                      > Facet się naprawdę stara, ale ni wuja nie jest i nie będzie tak wielofunkcyjny.

                      To fakt, każdy podręcznik psychologi czy neuropsychologii o tym pisze.
                      Współczesny świat to narastająca i postępująca zawężająca się specjalizacja.
                      W tym mężczyźni zaś są potencjalnie lepsi.
                      O ile mają tylko motywację ...
                      --
                      W najszczęśliwszych parach, które poznałem, był zawsze mężczyzna, który potrafił cały czas ze swoją kobietą flirtować i figlować. Potrafił sprawić, że kobieta miała ochotę dla niego paradować po domu w bieliźnie, na wyjścia wbijać się w mini i wysokie szpilki, a podczas kolacji w restauracji drażnić go nagą stopą przesuwaną na jego udzie pod stolikiem.W tych parach kobiety miały farta poznać mężczyzn, którzy akceptowali i uwielbiali w nich obydwie strony ich tożsamości – jasną (spokojną, ciepłą i miłą) jak i tą ciemną (zabawą, nieskrępowaną i seksualną). (T.Rudnik)
                      • 20.10.12, 13:51
                        urquhart napisał:

                        > triss_merigold6 napisała
                        > > Facet się naprawdę stara, ale ni wuja nie jest i nie będzie tak wielofunk
                        > cyjny.
                        >
                        > To fakt, każdy podręcznik psychologi czy neuropsychologii o tym pisze.
                        > Współczesny świat to narastająca i postępująca zawężająca się specjalizacja.
                        > W tym mężczyźni zaś są potencjalnie lepsi.
                        > O ile mają tylko motywację ...

                        I tak i nie. Patrząc na rynek pracy 'pracownik dość uniwersalny', jest równie pożądany jak 'wąski specjalista'.
                        To tak jak w przyrodzie, masz gatunki które są skrajnymi oportunistami jeśli chodzi o niszę ekologiczną, oraz takie wprost przeciwne, eksperci od wpieprzania jednego czegoś konkretnego i rozmnażania się tylko na godzinę przez pierwszą letnią pełna księżyca ;) I nic nie wskazuje na to by kiedyś było inaczej że to może się zmienić.
                        pzdr.
    • 20.10.12, 22:12
      urquhart napisał:

      "W najszczęśliwszych parach, które poznałem, był zawsze mężczyzna, który potrafił cały czas ze swoją kobietą flirtować i figlować. Potrafił sprawić, że kobieta miała ochotę dla niego paradować po domu w bieliźnie, na wyjścia wbijać się w mini i wysokie szpilki, a podczas kolacji w restauracji drażnić go nagą stopą przesuwaną na jego udzie pod stolikiem.W tych parach kobiety miały farta poznać mężczyzn, którzy akceptowali i uwielbiali w nich obydwie strony ich tożsamości – jasną (spokojną, ciepłą i miłą) jak i tą ciemną (zabawą, nieskrępowaną i seksualną). (T.Rudnik) "

      - Ta scena z nagą kobiecą stopą pełzającą po udzie mężczyzny , gdzieś pomiędzy krewetkami , a kremem brulee , jest z lekka wyeksploatowana.
      Prawie jak robienie loda ogrodnikowi w filmiku xxx, za to , że pięknie przyciął bugenwillę.
      :D
      • 20.10.12, 22:15
        Aha. ha ha
        a zabawa i nieskrępowana seksualność jest ciemną stroną kobiecości :)
        • 26.10.12, 00:34
          W czasie studiow Historii Sztuki natknelam sie na obraz z 1562 roku 'Dulle Griet' slynnego malarza wczesnego renesansu Pietera Brueghela. Przedstawia on kobiete idaca przez pieklo. A oto jego interpretacja (jak widac Urqu ma podstawy do swoich przekonan siegajace XVI wieku, o sredniowieczu nawet nie wspominajac, oczywiscie w zrodlach brakuje odniesienia do seksu ;):

          "Dulle Griet personifies the quarrelsome woman who seeks mastery over her husband. From the Middle Ages on, it was accepted as divinely ordained that women should be submissive to men in the same way flesh should submit to reason. Moreover, in popular folktales nagging wives and shrews could frighten the Devil, which reflects the great dislike, even fear, with which aggressive and domineering women were generally regarded. "

          www.google.nl/imgres?q=pieter+bruegel&hl=nl&sa=X&biw=1366&bih=595&tbm=isch&prmd=imvnso&tbnid=wa8l3ywyvot3yM:&imgrefurl=http://nl.wikipedia.org/wiki/Bestand:Pieter_Bruegel_d._%25C3%2584._023.jpg&docid=9oIHfDEPJwzm_M&imgurl=http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e5/Pieter_Bruegel_d._%2525C3%252584._023.jpg&w=2048&h=1440&ei=zLqJUOK3BoGH0AWdiYCABg&zoom=1&iact=hc&vpx=1057&vpy=301&dur=45&hovh=188&hovw=268&tx=195&ty=84&sig=103879381547125562443&page=2&tbnh=146&tbnw=215&start=17&ndsp=24&ved=1t:429,r:3,s:20,i:208
          • 26.10.12, 01:33
            hello-kitty2 napisała:
            > "Dulle Griet personifies the quarrelsome woman who seeks mastery over her husba
            > nd. From the Middle Ages on, it was accepted as divinely ordained that women sh
            > ould be submissive to men in the same way flesh should submit to reason.

            Generalnie jak słabi mężowie nie radzili sobie z ze owymi "silnymi kobietami", ówczesne społeczeństwo miało na nie sposób żeby sądownie przywracać równowagę : Wędzidło Sekutnicy ( Scold's Bridle) :)
            www.youtube.com/watch?v=5emt27SupZE
            bavardess.blogspot.com/2009/09/bridling-scold-or-womens-speech.html

            --
            Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
            • 26.10.12, 21:06

              > Generalnie jak słabi mężowie nie radzili sobie z ze owymi "silnymi kobietami",
              > ówczesne społeczeństwo miało na nie sposób żeby sądownie przywracać równowagę :
              > Wędzidło Sekutnicy ( Scold's Bridle) :)

              Skoro kręcą cię takie historyczne ciekawostki-makabreski z mizoginistycznym zacięciem, to uprzejmie podpowiem, że jeszcze skuteczniej "równowagę" przywracały narzędzia opisane w "Młocie na czarownice".
          • 26.10.12, 21:00
            Interpretacji Małgorzaty nie brakuje, więc i taka się znajdzie. Nic nowego - w różnych czasach obowiązują różne style wyrażania się o różnych zagadnieniach. W czasach polowań na czarownice wypadało przypisywać kobietom winy za całe zło tego świata. Nie przeszkadzała jednak ta moda korzystać z owoców pracy kobiet czy zdawać się w trudnych sytauacjach na ich hart ducha i przemyślność. Bo co innego czerpać korzyści z bycia z silną kobietą, a co innego przyznać się do tego głośno ;-)
    • 08.06.13, 10:52
      Na tym w związku damsko-męskim polega partnerstwo, że partnerzy wzajemnie się uzupełniają w sferach, w których się od siebie różnią. Po co niby miałoby się wiązać dwoje tak samo wspaniałych i samowystarczalnych osób? To nie tylko wbrew ukształtowanemu przez miliony lat porządkowi, ale i wbrew logice.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.