Dodaj do ulubionych

Pytania do wieloletnich, szczęśliwych par

03.11.12, 12:10
Zauroczenie trwa kilka lat a potem albo się zmieni w miłość albo nie. To już chyba ustaliliśmy. Zastanawiam się jednak czy to w co się ono zmieni zależy od nas, naszej woli, determinacji czy wyłącznie od genów i chemii w mózgu. Wy, wieloletni, jak uważacie?

Zastanawiam się, czy taki szczęśliwie zakochany facet po 20 latach małżeństwa nie marzy sobie czasami przed zaśnięciem, że znowu się tak chemicznie zakochuje, że zbliża się fizycznie do innej kobiety.

Ja po kilku latach związku czuję ogromne przywiązanie emocjonalne do osoby, z którą jestem, chcę jej dobra, jest mi bardzo bliska. Ale... mam już kilka takich osób, żadna nie jest tą na całe życie. Po jakimś czasie po prostu pojawia się myśl pod tytułem: "A więc już nigdy się nie zakocham?". I świat szarzeje.
Edytor zaawansowany
  • les-yeux-sans-visage 03.11.12, 13:44
    > Zastanawiam się, czy taki szczęśliwie zakochany facet po 20 latach małżeństwa n
    > ie marzy sobie czasami przed zaśnięciem, że znowu się tak chemicznie zakochuje,

    Marzy, marzy, kobieta też. Tylko w tych szczęśliwych rodzinach nikt się do tego nie przyzna.
  • system_nagrody 03.11.12, 14:01
    No ale może tak właśnie należy? Zignorować ten zwierzęcy instynkt, udawać, że go nie ma i trwać?
  • les-yeux-sans-visage 03.11.12, 14:45
    Nie wiem. Życie masz tylko jedno. Zakochujemy się, żeby spłodzić potomstwo, to jedyna przyczyna.
    Z naturalnego punktu widzenia dzieci są samodzielne w wieku kilkunastu lat (15?). Życia wystarcza nam wiec na trzy związki w schemacie zakochanie-dzieci-znudzenie-rozstanie.
    To, że teraz człowiek usamodzielnia się w wieku 25 lat, to produkt uboczny cywilizacji i regulacji jakie przyjęliśmy.
  • hello-kitty2 03.11.12, 15:14
    les-yeux-sans-visage napisała:

    > Nie wiem. Życie masz tylko jedno. Zakochujemy się, żeby spłodzić potomstwo, to
    > jedyna przyczyna.
    > Z naturalnego punktu widzenia dzieci są samodzielne w wieku kilkunastu lat (15?
    > ). Życia wystarcza nam wiec na trzy związki w schemacie zakochanie-dzieci-znudz
    > enie-rozstanie.
    > To, że teraz człowiek usamodzielnia się w wieku 25 lat, to produkt uboczny cywi
    > lizacji i regulacji jakie przyjęliśmy.

    Wyglada na to ze czasu ogolnie malo w zyciu :)

    Urqu pisze o samodzielnosci dzieci 7 letnich, tylko nie rozumiem, w jakim sensie pisze, ze ten mechanizm u nas przestaje dzialac?
    " W plemiennych prymitywnych społecznościach po takim okresie babka jest zwykle w ciąży i ma motywacje żeby się starać się utrzymać przy sobie samca zapewniającego zasoby i kolejny typowy kryzys przychodzi po 7 latach (samodzielne potomstwo), ale u nas ten mechanizm przestaje już działać... "

    Moj kumpel gej twierdzi, ze jezeli wychowujesz dzieci w przekonaniu, ze wszystko sie zmienia (wiec zwiazki tez) to norma dla dziecka moze stac sie zmiana partnerow w przypadku jego wlasnych rodzicow.
  • system_nagrody 03.11.12, 17:45
    A czy normą ma być, że rodzice żyją obok siebie w sąsiednich pokojach jak skazani w celi?
  • marek.zak1 03.11.12, 13:45
    Jedni lubią ciągłe przygody, inni wolą stabilizację. Ja cenię to, co mam, a zacytuję Ci powiedzenie mojej asystentki - Beaty: Orgazm, czyli przyjemność trwa bardzo krótko, życie i kłopoty cholernie długo.
    Mam znajomego Niemca. Kiedyś po kolacji opowiedział mi, jak to zbudował dom, potem rozwiódł się, ożenił raz jeszcze i zbudował jeszcze jeden dom dla siebie i nowej kobiety. Spytałem go: -Warto było?. Odpowiedział: Nie. Wszystko to samo, a płacę podwójnie.
  • system_nagrody 03.11.12, 13:57
    Orgazm trwa krótko, ale wyczekiwanie na niego trwa dłużej i czasami sprawia, że warto żyć.

    Generalnie to jest mi trochę głupio, bo ja uważam, że świat byłby piękny, gdyby małżeństwa były zakochane w sobie do grobowej deski, żeby czuły ten magnetyzm jak w czasach narzeczeństwa.

    I jestem rozczarowany dorosłym życiem w tym sensie, że penis w pewnym momencie mówi: "dobra, fajnie było, ale teraz ci wszystko skomplikuję, ha!".
  • aandzia43 03.11.12, 14:13
    Po jakimś czasie po prostu pojawia się
    > myśl pod tytułem: "A więc już nigdy się nie zakocham?". I świat szarzeje.

    Pojawia się i co z tego? Sublimację popędów wzywamy na ratunek ;-) Sublimujemy popęd w kierunku sztuk pięknych, na ten przykład, stajemy się od razu piękniejsi dla starego partnera (pod warunkiem, że on w ogóle zdolny do reaktywacji zachwytów), nam się ogląd świata na kolorowy zmienia, stary partner z powodu nowego błysku w oku i sprężystej postawy też się w ten kolor wpisuje i szarośc odchodzi, a miesiąc miodowy nadchodzi ;-)
  • system_nagrody 03.11.12, 14:21
    Obawiam się, że mózgu tak łatwo oszukać się nie da, on się domaga konkretnej rzeczy: rozsiewania genów dookoła.
  • marek.zak1 03.11.12, 14:31
    A więc chcesz mieć po prostu przyjemności z seksu. Różnica między przyjemnością i szczęściem, to jak różnica miedzy seksem i miłością.
    Jednej z bliskim mi kobiet nudzi sie każdy facet gdzieś po roku. Ma dwoje dzieci i jest po dwóch rozwodach. Miała zapewne dużo fajnego seksu a teraz? Czarne chmury dookoła i frustracja.
    Życie to sztuka wyboru.
  • system_nagrody 03.11.12, 14:34
    Chcę mieć satysfakcjonujące życie z poczuciem spełnienia. Powtarzam: uważam, że szczęście w wieloletnim związku to prawdziwy skarb i zazdroszczę ludziom, którym to wystarcza. Ale z rodzicami też nam się żyło świetnie a jednak się od nich wyprowadzamy, bo nas pcha w świat. Wiem, niezgrabne porównanie, ale może w jakimś stopniu oddaje to, o co mi chodzi.
  • marek.zak1 03.11.12, 17:33
    Porównanie jest nietrafione. Opuszczamy rodziców, aby samemu zmierzyć się z życiem.
    Jeśli priorytetem jest dla Ciebie uwodzenie i uprawianie seksu z ciągle nowymi kobietami, po prostu spróbuj. W wieku czterdziestu lat będziesz sam, bez rodziny. Jak będzie wyglądać twoja praca zawodowa, jeśli tyle uwagi skupisz na zdobywaniu nowych kobiet?
  • system_nagrody 03.11.12, 17:44
    Nie wiem, czy od bycia samemu nie jest gorsze bycie samotnym w związku. Takich historii jest mnóstwo chociażby na tym forum.
  • urquhart 04.11.12, 14:41
    system_nagrody napisał(a):
    > Nie wiem, czy od bycia samemu nie jest gorsze bycie samotnym w związku. Takich
    > historii jest mnóstwo chociażby na tym forum.

    Buddyści twierdzą że szczęście to jedynie stan umysłu niezależne od warunków zewnętrznych i najlepiej nauczyć się medytować :)
    Zachodni badacze twierdzą że stan szczęścia zależy od intensywności naszych relacji społecznych bo jesteśmy istotą społeczną, poczucia zrozumienia i współodczuwania (w tym przyjemności i emocji jakimi jest seks). Dlatego tak wielkie znaczenie ma znalezienie kompatybilnej połówki i tak duże rozczarowanie i poczucie nieszczęścia jest kiedy okazuje się że współodczuwanie i porozumienie tylko maleje z czasem. Związek coś daje i coś zabiera i ogranicza, gorzkie jest kiedy przeważa to drugie.
    www.pieknamilosc.pl/psychologia-pozytywna/bardzo-szczesliwi-ludzie
    --
    Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
  • marek.zak1 04.11.12, 16:05
    Proponuję wrócić do książki W. Tatarkiewicza ,,O szczęściu"m zwłaszcza ,,Źródła szczęścia" i ,,Charakter człowieka a jego szczęście" . Tam wszystko jest napisane.
    Poniższe moje przemyślenia, dostępne w...


    Ludzkość od dawna usiłowała wymyśleć sprawiedliwy i wydajny system ekonomiczny. Niestety, eksperymenty w rodzaju socjalizmu, komunizmu, czy faszyzmu zakończyły się tragicznie. Podobnie w życiu osobistym, ludzie eksperymentują, żyją sami, w komunach, nieformalnych związkach, nie mają dzieci, które mają przeszkadzać w karierze, a w każdym razie obniżają poziom życia. W którymś momencie następuje otrzeźwienie. Kariera okazuje się iluzją, firma która miała być sensem życia, i miejscem sukcesów, bankrutuje, albo w ramach restrukturyzacji zwalnia część pracowników, a tzw. ,,przyjaciele” zajmują się swoimi własnymi sprawami i w najlepszym razie znajdują trochę czasu, żeby wysłuchać o naszych problemach. Singiel ma oczywiście możliwość pójścia do klubu i spotkania się z podobnymi do siebie, później jednak następuje powrót do domu, a właściwie do mieszkania, bo dom i mieszkanie, to jednak nie to samo. Przygodny seks i alkohol mogą być fajne i zapełnić niejeden wieczór, jednakże obudzenie się rano bez nikogo obok bywa mocno dołujące, a nawet prowadzące do depresji.
    Tak więc dochodzimy do banalnych wniosków, że fajna żona, kręcące się dzieci, szczekający i machający ogonem pies lub mruczący kot i oczywiście coś na koncie są rozwiązaniem, od jakiego ludzkość w swojej długiej historii nie wymyśliła niczego lepszego.
  • aga1a 04.11.12, 17:21
    Bardzo podoba mi sie to co powiedział marek.zak1.
    Ja jestem w "starym związku" coś około 30 lat i nigdy tego nie żałowałem. Zawsze byliśmy dla siebie najważniejsi, choć lekko nie było. Ale żona nigdy nie zasłaniała się dzićmi, nie musiałem jej prosić o seks którego zresztą nigdy mi nie odmawiała i do którego ja też jej nigdy nie zmuszałem. Nie wyobrażam sobie jednak oddzielnego spania, braku codziennego kontaktu. Gdy byliśmy młodsi kochaliśmy się bardzo często - teraz również robimy to kilka razy w tygodniu i jest to dopełnieniem naszego "bycia razem". Czasem jak pytam żonę czy nie ma ochoty mnie zdradzić odpowiada "po co? by uczyć innego osła tego wszystkiego przez następne lata? " I tego Wam wszystkim życzę :)
  • system_nagrody 04.11.12, 18:42
    "po co? by uczyć innego osła tego wszystkiego przez następne lata? "

    To chyba w gruncie rzeczy też smutne, chociaż rozumiem, że należy to traktować ironicznie.

    A przy okazji, mógłbyś odpowiedzieć na pytanie, które mnie nurtuje najbardziej, czyli to zawarte w głównym poście wątku: "Czy nigdy nie marzyłeś, żeby znowu być zakochanym?"
  • marek.zak1 04.11.12, 20:54
    Człowieku, przecież jeśli kochasz jedną kobietę, dlaczego chcesz byc zakochanym w innej?. W ten sposób zawiedziesz wszytkie kobiety dookoła, ktore nazwą Cię dupkiem (sorry)rozpieprzysz życie sobie, innym, a czy bedziesz miał czas.chęci/energię do dokonania czegoś w życiu? Życie to coś wiecej, niż koncentracja na rozsiewanie włanych genów i bycie w stanie euforycznego zakochania.
  • system_nagrody 04.11.12, 21:10
    Zawiodę, rozpieprzę życie. A może właśnie to jest życie? Może nie można skazywać nikogo na dożywocie z drugą osobą.
  • hello-kitty2 04.11.12, 21:20
    system_nagrody napisał(a):

    > Zawiodę, rozpieprzę życie. A może właśnie to jest życie? Może nie można skazywa
    > ć nikogo na dożywocie z drugą osobą.

    A teraz jestes z kims czy tylko teoretyzujesz?
  • system_nagrody 04.11.12, 21:46
    Jestem.
  • aga1a 05.11.12, 09:16
    Wiesz co :) Ja chyba cały czas jestem zakochany.
    Pewnie czasem i miałbym ochotę na coś w wieku mojej córki ale to chyba nierealne. :)
  • hello-kitty2 05.11.12, 13:54
    aga1a napisała:

    > Wiesz co :) Ja chyba cały czas jestem zakochany.
    > Pewnie czasem i miałbym ochotę na coś w wieku mojej córki ale to chyba nierealn
    > e. :)

    I dlatego pytasz zone czy by nie chciala cie zdradzic czasem z innym? hehe
    "cos w wieku mojej corki" - plus za szczerosc, nazywasz widze rzeczy po imieniu: "COS" :)
  • marek.zak1 04.11.12, 20:58
    Dzieki. jestem podobnego zdania.
    Pozdrawiam.
    Marek
  • system_nagrody 04.11.12, 18:45
    Z Twoich wypowiedzi wynika jasno, że bycie z kimś to przeciwdziałanie samotności.

    Ja tak zdecydowanie nie chcę. Chcę lepszego, ważniejszego, piękniejszego powodu.
  • aandzia43 03.11.12, 16:10
    system_nagrody napisał(a):

    > Obawiam się, że mózgu tak łatwo oszukać się nie da, on się domaga konkretnej rz
    > eczy: rozsiewania genów dookoła.

    Ależ mózg jest bardzo łatwo oszukac! A ja tu piszę nie o chamskim ściemnianiu temu mózgowi, nazywaniu czarnego białym i oczekiwaniu, że uwierzy, tylko o zmianie percepcji na taką, że czarne JEST WIDZIANE jako białe.
  • urquhart 03.11.12, 17:27
    aandzia43 napisała:
    > emu mózgowi, nazywaniu czarnego białym i oczekiwaniu, że uwierzy, tylko o zmian
    > ie percepcji na taką, że czarne JEST WIDZIANE jako białe.

    Możesz podać przykład w kontekście mechanizmu nagrody związanym z seksem i zakochaniem w służbie rozsiewania genów?
  • asocial 04.11.12, 16:03
    jestem jakos dziwnie pewna, ze dla dlugodystansowych par ten oslawiony ¨magnetyzm¨ stracil na wartosci w porownaniu z innymi nabytymi emocjami, ktore sa niemozliwe i nierealne w 0-3 letnim zwiazku.
  • system_nagrody 04.11.12, 18:43
    Czyli człowiek w dłuższym związku traci potrzebę zakochania się? Oby to była prawda.
  • asocial 04.11.12, 18:55
    zakochanie to wcale nie taki fajny stan; na wiecznym haju, niemoznosc racjonalnej oceny sytuacji, zaslepienie dana osoba, brak wad, trudno normalnie funkcionowac, obsesyjne myslenie o danej osobie, brak emocjonalnej stabilizacji.. na dluzsza mete wycienczajace.
  • zyg_zyg_zyg 04.11.12, 19:54
    ...i ciągły głód, nienasycenie, pragnienie nie do ugaszenia. Nie tęsknię za tym stanem. Choć nie wiem, co będzie za lat dwadzieścia - jak już będę miała odpowiedni staż :-)
  • marek.zak1 04.11.12, 20:56
    Słusznie. na dłuższą metę jest to po prostu męczące.
  • kag73 04.11.12, 21:52
    Hm, zakochana bylam w zyciu kilka razy, ostatni raz w mezu i wreszcie z sensem, ze tak powiem, bo zakonczylo sie to malzenstwem.
    Bo jak sie nad tym zastanowic, zakochanie wiaze z bolem, cierpieniem, zlamynym sercem kiedy nagle wszysko sie konczy, czar pryska, nie mozna byc razem(czasem mimo milosci).
    Nie moge pochwalic sie 20 letnim stazem, ale moge pochwalic sie udanym malzenstwem i w tym momencie to tak jakbym wreszcie dotarla na miejsce/dobila do portu. Jezeli ludzie sa szczesliwi, jest im ze soba dobrze nie zastanwaiaja sie nad tym co by bylo gdyby albo czy warto by czy nie warto zakochac sie znowu, zmienic cos w swoim zyciu, bo po co zmieniac cos co "dziala". Oczywiscie warunek: udany, szczesliwy zwiazek.
    Niedawno wlasnie wspominalismy z mezem stare dzieje(czesto to robimy) i spokojnie spogladajac wstecz bez zadnego zalu mozemy powiedziec "mielismy, wszystko mielismy: namietnosc, przyciaganie, fascynacje, seks czesto gesto w najrozniejszych pozycjach, najrozniejsze zabawy, caly ten kram z zakochaniem". Teraz mamy cos innego, rownie cennego, seks nadal sprawia przyjemnosc, chodz nie chodzimy juz uzaleznieni od siebie jak od narkotykow. Tak to w zyciu bywa, wszystko w swoim czasie i na wszystko przyjedzie czas.
    Nie mam ochoty zakochiwac sie na nowo, lubie swoje obecne zycie. Kto wie, zycie jest pelne niespodzianek, nigdy nie mow nigdy, ale na dzien dziesiejszy po 12 latach bycia razem...nie mam ochoty niczego zmieniac.
  • system_nagrody 04.11.12, 22:05
    Słowo klucz: "mielismy".
  • kag73 04.11.12, 22:11
    Kluczowe slowo "bez zalu".
    Mielismy zakochanie, spoko, fajnie bylo, zakochanie minelo ale i tak jestesmy razem szczesliwi i to sie liczy najbardziej.
    Niepokoja mnie Twoje przemyslenia i pytania. Nie wiem czy jestes dlugo w zwiazku czy wlasnie zakochany czy wlasnie spadly Ci rozowe okulary czy bardzo mlody, ale skoro pojawiaja sie takie "rozterki" to moze to nie ta osoba?
  • system_nagrody 04.11.12, 22:26
    Nie wiem, czy to zależy od danego człowieka czy wszyscy tak mają, ale myślę, że nie istnieje coś takiego jak "ta osoba", "ta jedyna", "przeznaczona" itd. nawet jeśli początkowe wrażenie jest właśnie takie.

    Widzę jednak zarówno po sobie jak i wokół mnie, że wiele par żyje ze sobą jak rodzeństwo lub przyjaciele. Co jest na swój sposób piękne i nie wątpię, że oni są w takich związkach szczęśliwi. Łączy ich wiele wspaniałych wspomnień, wspólne prozaiczne sprawy, jedno dba o drugie, chce jego dobra. Ale w jednej sferze już sobie niestety nie potrafią pomóc. Jak to pisała Szymborska: "Jestem za blisko, żeby mu się śnić".
  • marek.zak1 04.11.12, 22:42
    Chcesz żyć w euforii. Twoja sprawa. Już koleżanka KG Ci powiedziała, ze to, na dłuższą metę, cholernie męczące. Zawierz bardziej doświadczonym.
    Marek
  • kag73 04.11.12, 22:48
    Hmm, czyli co myslisz, ze po latach nie ma juz seksu i czasem dreszczyku emocji, scen zazdrosci, przyjemnosci? Ja mysle, ze sa, to zalezy od ludzi jak sie dobrali, jakie maja potrzeby jak sobie wyobrazaja wspolne zycie. Mnie nie lacza tylko wspomnienia, mnie lacza nadal wspolne marzenia i plany.
    Nie propaguje trwania w nieudanym zwiazku.
    Jednak tak jak juz kiedys pisalam jezeli chce sie ciaglej fascynacji nowym i zwasze zdzierania z siebie szat, trzeba co 3 lata szukac kogos nowego...ale to tez nie jest non plus ultra dla mnie. Co nie znaczy, ze potepie kogos kto chce tak zyc, jak najbardziej moze.
    Ja tylko Tobie odpowiadam, ze nie robi mi sie szaro na mysl, ze juz nigdy sie nie zakocham.
  • kag73 04.11.12, 22:54
    Powiem Ci jak ja to widze i jak jest u mnie: zakochanie minelo jednak nadal chce byc z ta osoba i bylabym bardzo nieszczesliwa gdyby maz mnie opuscil, zginal w wypadku, umarl, gdyby nagle nie bylo go przy mnie. Krotko: teraz jestem szczesliwa bez niego bylabym nieszczesliwa.
    Zakochanie to tez bol, bo najczesciej nie konczy sie happy endem ale jak jednak sie uda to jest to wlasnie to czego czlowiek szukal.
  • asocial 04.11.12, 22:59
    Hola, ale przeciez nie ma przymusu zycia w stalym zwiazku.

    Jest wielu ludzi, ktorzy stosuja emocjonalny plodozmian i wg mnie nie ma nic w tym zlego, taki lifestyle. Nie kazdy nadaje sie do zycia w zwiazku dlugoterminowym, nie ma juz nawet specjalnie jakiegos spolecznego przymysu, vide George Clooney, ha-ha:)

    Sa ludzie, ktorym trudno zyc bez ekscytacji, a takie emocje moze wniesc np. rozstanie, nowy zwiazek i stawiaja cos takiego ponad potrzeby stabilizacji, bezpieczenstwa, etc.

    Zdecydowanie nie tesknie za uczuciem zakochania. Ale ja jestem totalnym control freak, a podczas zakochania, kontroli nad samym soba brak. A seks jest wciaz conajmniej satysfakcjonujacy, srednia zdecydowanie wieksza niz na tym forum, pasja i spontan jest (nie ma dzieci). Oj, nie... zaczynac od nowa? Ze tak powiem ¨odpadam¨


  • rubarom 04.11.12, 21:40
    system_nagrody napisał(a):
    Po jakimś czasie po prostu pojawia się
    > myśl pod tytułem: "A więc już nigdy się nie zakocham?". I świat szarzeje.

    To, o czym piszesz, to kult namiętności, którą promuje zachodnia kultura współczesna. Proponuję Ci poszerzyć wiedzę o informacje na temat postrzegania miłości w innych kulturach, od razu poczujesz się lepiej.
    PS. Poza tym - tylko pozazdrościć takich problemów.
  • les-yeux-sans-visage 04.11.12, 21:52
    > Proponuję Ci poszerzyć wiedzę o informacje na temat postrzegania miłości
    > w innych kulturach, od razu poczujesz się lepiej.

    Ale jakie ma dla nas znaczenie postrzeganie miłości w innych kulturach? Przecież jesteśmy w tej naszej, tu i teraz. Co może obchodzić nas postrzeganie miłości przez Papuasów albo Indian?
  • system_nagrody 04.11.12, 23:52
    Konkludując.

    Dziękuję wszystkim za wypowiedzi, chociaż w zasadzie na główne pytanie nikt nie odpowiedział wprost, ale może to są pytania na które powinno się odpowiadać samemu sobie w chwili głębokiej refleksji.

    Tak czy inaczej nie martwcie się o mnie, na pewno nie zrobię nic nieuczciwego, czegoś, o czym moja druga połowa by nie wiedziała i bez zgody tejże.

    Myślę jednak, że kiedyś czeka nas szczera rozmowa, każdy powie jak to czuje i czego mu brakuje. Strasznie głupio by było, jak by się okazało, że obie strony myślą "przecież go/jej nie zostawię, bo to byłoby nieprzyzwoite". Jestem za tym, żeby żadna ze stron związku nie była nigdy uzależniona od drugiej, czy to pod względem finansowym czy innymi, i żeby przez to nie była "skazana na dożywocie" z kimś.

    Na koniec taka oto refleksja: siłę związku można też poznać po tym jak się kończy. Jeśli osoby dalej darzą się szacunkiem i przyjaźnią pomimo, że już nie są razem, to znaczy, że łączyło ich coś szczególnego. Myślę, że nie tylko dozgonna miłość może być piękna.

    Pozdrawiam Was serdecznie.
  • kag73 05.11.12, 09:57
    "I nigdy nie wiadomo mowiac o milosci czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza".

    Mysle, ze Tobie raczej tutaj nie biega o zakochanie, tylko ewntualnie o dupczenie na boku, tudziez o seks z innymi oprocz tej stalej/wieloletniej, bo chyba nie chcesz zapytac partnerki "masz cos przeciwko, ze zakocham sie w innej?" Jezeli juz to zapytasz "masz cos przeciwko, ze bede mial seks z inna?" a zeby bylo fair, ze oboje mozemy sypiac z kims innym jezeli bedziemy miec taka potrzebe/ochote".

    Strasznie głupio by było, jak by się okazało, że obie strony m
    > yślą "przecież go/jej nie zostawię, bo to byłoby nieprzyzwoite". Jestem za tym,
    > żeby żadna ze stron związku nie była nigdy uzależniona od drugiej, czy to pod
    > względem finansowym czy innymi, i żeby przez to nie była "skazana na dożywocie"
    > z kimś."

    Dokladnie sie z Toba zgadzam. W moim zwiazku jestesmy ze soba, bo tego chcemy dobrowolnie a nie, bo musimy. Jednak pewne uzaleznienie jest, mianowicie emocjonalne, ale to chyba dobrze, inaczej bylibysmy sobie obojetni i pewnie ktores zaczelo by marzyc o zakochaniu sie w kims innym. Tak to funkcjonuje, inaczej czlowiek tak po prostu nie zakochuje sie w kims innym, bo niczego mu nie brakuje, takie przynajmniej jest moje zdanie.
  • darling881 08.11.12, 17:09
    Bardzo proszę o wypełnienie ankiety
    dotyczy ona istnienie zawodu personal shopper/ osobisty doradca zakupowy
    Jest bardzo krótka, Wam drogie Panie nie zajmie to długo a dla mnie to bardzo ważne

    webankieta.pl/ankiety/woc3c9qhdgw8
    dla kobiet 25+

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka