Dodaj do ulubionych

Ślimak seksualny

05.04.13, 21:12
Kontynuacja wątku o podobnym tytule.
Uwaga, bo teraz pewnie się zdziwicie.

Uwierzycie, że w którymś momencie pewne podejrzenie rąbnęło mnie jak obuchem w głowę? I że dość szybko podejrzenie zmieniło się w pewność? Na dzień dzisiejszy nie mam już prawie żadnych wątpliwości co do tej zaskakującej teorii.

Już tłumaczę.
Od momentu olśnienia moje libido powoli zaczyna do mnie wracać, jak łaszący się kot. Dziś już nie muszę sobie przypominać, na czym polega pożądanie, i jak to jest czuć je. Co się stało?
Otóż... (fanfary) dotarło do mnie coś, co przez ostatnie miesiące spychałam na peryferia umysłu, coś, z czego z jednej strony zdawałam sobie sprawę, ale z drugiej nie stanowiło problemu. W poprzednim wątku napisałam 'mój partner mistrzem gry erotycznej nie jest, ale nie jest źle. W każdym razie - raczej na pewno problem leży we mnie i tylko we mnie, a nie w nim'. Teraz już wiem, dlaczego dodałam tam słówko 'raczej'.
Ja problem ze sobą mam, i to nie jeden. Pewne zaburzenia seksualne również mam. Ale spadek libido to, z grubsza i z grubej rury mówiąc - efekt tego, że przestałam czuć się kobietą. Na co dzień i w nocy.
Starowicz powiedział: Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.
Mój facet uznanie, podziw i czułość (oraz naprawdę wiele innych) dostaje w ilościach solidnych, ja adorowana nie czułam się NIGDY. Pierwsze miesiące przeleciały z motylami w brzuchu i klapkami na oczach, a potem się zaczęło moje niechcenie. Chciałabym wypunktować Wam, jak byłam traktowana w tym związku, podać mnóstwo przykładów, ale, kurczę... naprawdę mi się teraz nie chce. Dość, że dopiero przedwczoraj po raz pierwszy w naszej prawie 2-letniej kadencji zostałam zaproszona na obiad/kolację. I żeby nie było - myśląc o adoracji naprawdę nie mam na myśli adoracji materialnej.

Nie chciałabym, żebyście poddawali w wątpliwość moje odczucia. Wiem, jak wyglądał nasz związek, zresztą mam to czarno na białym (od wieeeelu lat prowadzę bloga), i w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że mój facet jest naprawdę do dupy w kwestii czysto-seksualnej (tak się kończy posiadanie jednej partnerki w życiu, której zresztą też się w pewnym momencie odechciało), odpowiedzi zaczęły napływać z efektem domina. Ruszyła lawina, otworzyłam oczy i dotarło do mnie, jak wiele spraw zamiatałam pod dywan. Wkrótce się z nim rozstanę.

Tak więc, moi drodzy, komu udało się dotrzeć do końca bez ziewania - gratuluję. To jest koniec tej idiotycznej historii. Mam trochę wniosków czy nawet porad, i jeśli będzie potrzeba, to się nimi podzielę.
Trzymajcie za mnie kciuki, żebym szybko poradziła sobie z rozstaniem.
M.
Edytor zaawansowany
  • zawle 05.04.13, 21:17
    Wierzę. Gratuluję. Trzymam kciuki.
    Mnie brak adoracji nie rusza. Wystarczy że na mnie patrzy:)))
    --
    Czy ja sobie przeczę?
    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
    Walt Whitman, Pieśń o sobie
  • urquhart 05.04.13, 22:25
    zawle napisała:

    > Wierzę. Gratuluję. Trzymam kciuki.
    > Mnie brak adoracji nie rusza. Wystarczy że na mnie patrzy:)))

    Patrzy, ale jak byś była jedyną kobietą na świecie :)

    --
    Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
  • zawle 05.04.13, 23:03
    urquhart napisał: > Patrzy, ale jak byś była jedyną kobietą na świecie :)

    Jakbym była w tej sekundzie...jestem realistką:))
    --
    Czy ja sobie przeczę?
    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
    Walt Whitman, Pieśń o sobie
  • yoric 06.04.13, 00:34
    A to jednak nie ojciec?

    ;)
  • manic_depression 06.04.13, 01:42
    Yoric, Yoric, ojciec też, wszędzie, tutaj trochę też, ale przede wszystkim - dupa wołowa o podejściu 17-latka, która nie wie, jak dotykać i uwodzić kobietę (sorry, że tak agresywnie, ale od kilku dni chodzę nabuzowana, coraz gorzej znoszę fakty).

    Czy Ty w ogóle wiesz, że on nigdy nie doprowadził mnie do orgazmu? Przyznaję, zdarzało mi się udawać, zwłaszcza, gdy zaczął traktować brak mojego finiszu za porażki i bardzo często słyszałam od niego, że 'chyba coś z nim jest nie tak' (naprawdę nie chciałam go dołować przyznawaniem mu racji, a poza tym wtedy wcale tak o nim nie myślałam, raczej winiłam siebie), a moje wskazówki wpuszczał jednym i wypuszczał drugim uchem. Ale dzięki niemu ostatecznie obiecałam sobie - nigdy więcej nie będę udawać, choćby nie wiem jak żal byłoby mi faceta*
    Czy Ty wiesz, że minetkę robił mi w życiu raz, po pijaku, przez jakąś minutę? Mam duże zahamowania w tej kwestii, i uprzedzałam, że jeśli będzie chciał mi w ten sposób sprawić przyjemność, to niech da mi wcześniej znać, żebym się zdążyła mentalnie przygotować, i jeśli już zacznie, to niech nie wciska swojego jęzora prosto w łechtaczkę, tylko trochę się podrażni z przylegającymi okolicami. Czym to się skończyło? Niestety niczym. Niczym, niczym, niczym. Oczywiście loda robię mu w miarę regularnie.
    Czy Ty wiesz, że swoimi zgrubiałymi, szorstkimi paluchami (zniszczone przez sport) ładował się pomiędzy moje SUCHE wargi sromowe i pocierał (brrrr), przekonany, że dotyka łechtaczki?
    Czy Ty wiesz, że ładując suche palce w moją cipkę, namierza punkt G i uderza w niego, i na tym się kończą jego pieszczoty wewnętrzne (zewnętrzne też)?
    Czy Ty wiesz, że jego sposób na pocałunek z języczkiem to wsadzenie mi języka do gardła i robienie helikopterka?
    Czy Ty wiesz, że jego gra wstępna polega na 5-minutowym macaniu cycków?

    Po okresie pełnym motylków w brzuchu te i inne rzeczy zaczęłam wreszcie dostrzegać. Ale cały rok zajęło mi przyjęcie ich do świadomości. A w międzyczasie zaczęłam odmawiać pocałunków, nie chciałam, żeby mnie dotykał ręką w dolnych rejonach i przestało mi się w ogóle chcieć.

    No i najważniejsze. MIESIĄCAMI PRÓBOWAŁAM GO WYEDUKOWAĆ. Oprócz mojego własnego arsenału zdobytego przez lata podsuwałam mu artykuły, książki, odsyłałam do filmów i internetu. Przez mniej więcej rok mówiłam mu jasno i dosadnie, że gdy dotyka mojej łechtaczki, powinien być delikatniejszy. Skończyło się na kłótni, gdy już nie wytrzymałam za którymś razem, gdy mnie tak maltretował. Aż nie chce mi się wierzyć, gdy to czytam.

    A gość totalnie na poziomie, inteligentny, mądry, oczytany. I taki zonk. No żesz kurwa. Spadły mi klapki z oczu.

    Ale jestem na siebie wściekła, ależ ja byłam durna, DURNA!

    *Za udawanie przyjmę cięgi bez większych jęków; zasługuję na nie bez wątpliwości, i za jedyną pociechę macie fakt, że już zrozumiałam, i że nigdy więcej.
  • bcde 06.04.13, 02:47
    3 tygodnie temu pisałaś na tym forum:

    "Mistrzem gry erotycznej nie jest, ale nie jest źle. W każdym razie - raczej na pewno problem leży we mnie i tylko we mnie, a nie w nim."

    "W każdym razie - pani psycholog uznała, że zanik libido spowodowany jest moim ambiwalentnym stosunkiem do ojca."

    "Bardzo kocham mojego faceta. Wiem, że prędzej czy później on mnie rzuci, jeśli sytuacja się nie poprawi. Bardzo CHCĘ coś ze sobą zrobić, ale kompletnie nie wiem, od czego zacząć, i naprawdę nie wiem, o co mi chodzi. Na dzień dzisiejszy czuję się aseksualna, ta sfera życia nie istnieje."

    Kobiety to mistrzynie w samooszukiwaniu się. Prawie wszystkie "kochają", mają udane związki i wspaniałych partnerów. Ciekawe, czy pani psycholog powiedziałaś to, co napisałaś przed chwilą o "umiejętnościach" twojego partnera. Raczej wątpię, bo chyba nie szukałaby winy w twoim ojcu. Oszukiwałaś siebie, a przy okazji także innych. Wygląda na to, że zmądrzałaś, skoro w końcu to zauważyłaś. Niech to będzie nauczką na przyszłość. Dla forowiczów też.
  • manic_depression 06.04.13, 12:20
    bcde - oczywiście, że powiedziałam o tym mojej pani psycholog. Jak tylko do mnie to dotarło, całe spotkanie poświęciłam na wywalenie prawdy na stół. Zagadałam się niewiarygodnie, aż nagle okazało się, że skończył się czas, p. psycholog nie zdążyła zbyt wiele powiedzieć na moje odkrycie ;) Będziemy kontynuować.
  • bcde 06.04.13, 03:05
    Jeszcze ciekawsze jest to, że napisałaś kiedyś, że miałaś 4 poważne związki. Wygląda na to, że wszyscy twoi partnerzy byli seksualnymi analfabetami, skoro, mając porównanie, nie zauważyłaś różnicy między obecnym partnerem a wcześniejszymi. Miałaś takiego pecha, czy znowu nie można brać na poważnie tego, co piszesz?
  • sabat-77 06.04.13, 08:07
    bcde napisał:

    > Jeszcze ciekawsze jest to, że napisałaś kiedyś, że miałaś 4 poważne związki. Wy
    > gląda na to, że wszyscy twoi partnerzy byli seksualnymi analfabetami, skoro, ma
    > jąc porównanie, nie zauważyłaś różnicy między obecnym partnerem a wcześniejszym
    > i. Miałaś takiego pecha, czy znowu nie można brać na poważnie tego, co piszesz?

    CZY TY WIESZ, że wszyscy, kurwa, wszyscy mężczyźni na świecie są seksualnymi analfabetami ? :) Kobiety są takie gorące, ale oni nie umieją doprowadzić tak wielu z nich. Co za wstyd i masakra.
    Przydałby się mini kurs: jak doprowadzić ślimaka do orgazmu :D

    A pani w szkole jest głupia bo dała mi w podstawówce dwóję. Nasi partnerzy są powaleni bo każą nam pozostawać w nieudanych związkach, a rządzą nami źli politycy, którzy są wszystkiemu winni. I jeszcze ojciec i matka. I pan sąsiad ! Kurwa, gówno, gówno, wszędzie gówno. Jak żyć, Panie Premierze ?

    Litości, niech ktoś puści Beethovena, on mnie tak uspokaja...

    Czy ty wiesz... "kochanie"...
    www.youtube.com/watch?v=cBvw5zhOC8Y
    Czy ty wiesz, kooochanie, że to twoja wina, że nie wygrałem maratonu, mimo braku nóg ! O, niech wszyscy wiedzą. :))))))
  • manic_depression 06.04.13, 12:22
    A zakochałeś się kiedyś tak, że traciłeś grunt pod nogami?
    Dla mnie mój facet od początku był ideałem pod każdym względem, nie przesadzam. NIGDY żaden z partnerów nie stawał tak wysoko na drabince atrakcyjności ogólnej.
    Przeświadczenie o jego doskonałości plus gigantyczne uczucie doprowadziło do tego, co masz powyżej.
  • manic_depression 06.04.13, 12:45
    Ostatnie 2 tygodnie były dla mnie przełomowe. Chodzę na maksa zestresowana, nie śpię po nocach, nie umiem się przemóc do czegokolwiek z moim facetem.

    P. psycholog prawdopodobnie nie miała pojęcia o tym, jak wyglądało nasze pożycie, bo poza 'nie jest idealnie, ale jest okej, nie narzekam, jakoś dajemy radę' nie usłyszała nic. Wcale się nie dziwię, że w takim razie skupiła się na konflikcie z ojcem, do którego ja ciągle powracałam i z którym miałam/mam ogromny problem.
  • manic_depression 06.04.13, 12:57
    Z grubsza - mój pierwszy facet był trochę nienormalny, zrobił mi małe pranie mózgu, wytrzymałam z nim 3 lata, a sytuacja seksualna była podobna, do obecnej, mimo, że gość miał dużo większe umiejętności. Byłam młoda i niedoświadczona i trochę głupia.

    Drugi facet - poszłam z nim do łóżka po naprawdę długim czasie, zdążyliśmy już się w sobie bardzo mocno zauroczyć, to była miłość z dzieciństwa. Rozstałam się z nim po pierwszym razie, którego opis brzmi tak niewiarygodnie, że po latach sama zaczynam się zastanawiać, czy czegoś nie wymyśliłam ;)

    Trzeci facet - związek raczej bez większego uczucia, byliśmy takimi trochę ff. Gość był modelem, lubiłam sobie na niego popatrzeć, nie był zbyt wyrafinowany, ale mieliśmy mocno urozmaicony seks (głównie miejsca publiczne), i tak to sobie trwało. Niewiele uczucia. Dziś się przyjaźnimy.

    Czwarty facet - najpierw przyjaźń, potem 'miłość'. Wydawało mi się, że go kocham, ale to było niejako odpowiedź na jego uczucia względem mnie - był strasznie zakochany. Zdałam sobie z tego sprawę już po rozstaniu. Przez jakąś połowę naszego związku żyliśmy w innych krajach i do siebie lataliśmy.
    Kolejny typ, który niewiele umiał. Na minetkę mu nie pozwoliłam, bo nie, a palcami.... O JEZU, nie dotykał mnie ani razu!

    No ludzie, na boga, czy ja sobie wybieram jakieś niedorajdy, czy mam zbyt wielkie oczekiwania? Dowcip polega na tym, że o seksie lubię i umiem rozmawiać, nie jestem wstydliwa, o swoich potrzebach/fantazjach mówię, lody robię fenomenalnie (bez fałszywej skromności). Nie umiem walczyć o swoje.
  • po-trafie 09.04.13, 15:52
    po prostu intensywnie lekcewazysz wszystkie znaki, ktore mowia 'NIE'.

    Nie odwracasz sie od faceta kiedy robi ci pranie mozgu, nie odwracasz sie kiedy seks jest do niczego, pchasz sie w ziaki bez uczucia i bez wyrafinowanego seksu.
    To brzmi jakbys byla seryjna masochistka, kobieta nie dbajaca nijak o swoj interes i swoja przyjemnosc, ladujaca sie na dlugi czas w kaleczace relacje i nie wynaczaca z nich zadnej nauczki. Czytajac to mam wrazenie, ze nawet teraz jak juz ktos cie zainteresuje (albo zainteresuje sie toba) to chocby ci gwozdzie w rece wbijal, slepo zostaniesz.

    W brutalnym skrocie: wybierasz niedarjdy bo sama jestes w jakims sensie niedorajda.
  • yoric 06.04.13, 10:22
    > Czy Ty w ogóle wiesz, że on nigdy...

    nie wiedziałem! :)

    OK, ale tak na serio, to co piszesz nie brzmi dobrze.
    A gdyby tak to wydrukować i dać mu do przeczytania? Ale na żywca, bez edycji, po prostu wpisany wyżej tekst słowo w słowo. Skoro wszystkiego innego próbowałaś, może została tylko taka terapia szokowa?
    W każdym razie powodzenia i pisz nam dalej jak idzie.
  • manic_depression 06.04.13, 13:00
    Nie wiem, czy chcę mu tak dokopać. Wiem, że to go naprawdę załamie.
    Czeka nas jeszcze jedna 'poważna rozmowa' brrr, i na niej wyłożę to wszystko, co zakopywałam pod dywan, myślę, że ubiorę to w słowa tak, żeby go nie skrzywdzić.
  • yoric 06.04.13, 23:26
    > myślę, że ubiorę to w słowa tak, żeby go nie skrzywdzić.

    ale może też być tak, że przy ubieraniu w słowa w ogóle nie dotrze. To może być wybór albo - albo. Wiedzieć to jedno, a poczuć drugie. Możliwe, że tak długo, póki mu nie wejdzie na emocje to się odbije tak jak za poprzednimi razami.
    Ew. można przeprowadzić taką rozmowę w obecności osoby trzeciej (np. terapeuty), bo to odcina możliwość zlekceważenia problemu i zmusza do stawienia mu czoła.
  • manic_depression 07.04.13, 01:57
    > ale może też być tak, że przy ubieraniu w słowa w ogóle nie dotrze. To może być
    > wybór albo - albo. Wiedzieć to jedno, a poczuć drugie. Możliwe, że tak długo,
    > póki mu nie wejdzie na emocje to się odbije tak jak za poprzednimi razami.
    > Ew. można przeprowadzić taką rozmowę w obecności osoby trzeciej (np. terapeuty)
    > , bo to odcina możliwość zlekceważenia problemu i zmusza do stawienia mu czoła.

    Yoric, prawda jest taka, że we mnie coś pękło. Nie mam większych nadziei, że coś się poprawi, więc nie chcę na koniec go załamywać.
    Osoba trzecia - na razie nie ma co sobie aż tak tyłka zawracać.
  • sabat-77 06.04.13, 08:20
    Ale się wijesz. Jak jakaś glizda na widelcu.
    Nie gadaj bzdur, dawno byś go spuściła po sznurku jakby był taki zły.
    Chyba że... Twoje poczucie wartości balansuje w pobliżu gleby ? Dobierasz sobie miernych facetów, żeby przy nich lśnić i czuć się bezpieczna, co ? Zatem czemu ?
    Nie powiedziałaś nam wszystkiego, co nie ? O ojcu też nie.
    Widać, że Twój umysł produkuje jakieś racjonalizacje, ale wciąż uciekasz od sedna problemu.
    Zatem - co gryzie panią Ślimakową ?
    To musi być coś mocnego, znam takie jazdy z autopsji :P
  • zawle 06.04.13, 09:06
    A ja Tobie wierzę Manic. Po prostu jesteś na początku drogi poznawania siebie jako człowiek i kobieta. Cenię w ludziach refleksyjność, umiejętność zauważania błędów i chęć kopania w sobie. Z pewnymi sprawami musisz się zmierzyć, przeżyć je jeszcze raz, popatrzeć na nie pod innym kątem, może bardziej z dystansem, na chłodno ( sprawa z ojcem). Myślę że będziesz do tego wracać tysiąc razy. Mój stosunek do matki zmieniał się tysiąc razy. I nadal tak się dzieje, pomimo tego że matka już nie żyje. To jest normalne i świadczy o tym że w ogóle myślisz.
    W sferze seksualnej podobnie. Dla mnie 4 partnerów to prawie dziewictwo. I nie chodzi o to, żeby ich było tysiące i wtedy zrozumiesz co lubisz. Bo z każdym możesz lubić coś innego, coś co będzie tylko wasze. I to jest prawdziwe doświadczenie. Oraz umiejętność w miarę wczesnego zrozumienia, że z tym facetem wspólnie nie da się nic dobrego ugotować.
    Znajduj w swoim otoczeniu prawdziwych przyjaciół lub dobrych terapeutów z którymi bez strachu możesz przegadać to wszystko, bez strachu możesz zmieniać zdanie i wnioski.
    Człowiek ewaluuje, dokonują się w nim przewartościowania. Ale nie każdemu jest to dane. Niektórzy mają takie samo zdanie od urodzenia:) Nie rozwijają się lub są bardzooooo starymi duszami;)
    I pamiętaj...niektórym kobietom spodobałoby się to co oferuje Twój partner. Lub nie i nadal by przy nim tkwiły unikając seksu. Tak więc o winie nie mówmy, raczej o niedopasowaniu.
    A swoją drogą znam takiego. Nawet jakbym mu głowę urwała starając się nakierować tam gdzie lubię, to walczyłby do końca. On wiedział lepiej:) A że duży i silny chłop był, nie dałam rady.....
    --
    Czy ja sobie przeczę?
    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
    Walt Whitman, Pieśń o sobie
  • manic_depression 06.04.13, 12:28
    Dziękuję. Aż mam ochotę wstawić całującego emota.
  • manic_depression 06.04.13, 12:27
    Autentycznie sabat - nie wiem, o czym mówisz.
    Na forum walę prosto z mostu, może czasem trochę za dużo gadam, ale NICZEGO nie ukrywam.

    Owszem, mam słabą samoocenę, wieczne poczucie winy za wszystko, przez długi czas wydawało mi się, że na niego nie zasługuję, przez długi czas przez zaślepienie nie widziałam wielu spraw.

    A jeśli się nie mylisz, i coś jeszcze kryje się pod moją skorupą, to biada mi, bo najwyraźniej było to na tyle przykre, że wyrzuciłam to z głowy. Ale chyba jednak nie.
  • rekreativa 06.04.13, 10:18
    Powiem szczerze, że dziwne to wszystko.
    Może rzeczywiście kobiety to są jakies masochistki? Bo żeby przez rok znosić opisane przez autorkę zabiegi, to hm... jakby to okreslić, żeby nie obrazić...
    Nie, no nie rozumiem zwyczajnie.
    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • rekreativa 06.04.13, 10:20
    Jeszcze apropos: czy autorka w życiu nie słyszała o LUBRYKANTACH???
    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • manic_depression 06.04.13, 12:30
    Słyszałam o lubrykantach, sama kupiłam jeden, który mu nie odpowiadał, więc kupił jakiś inny.

    Nie mam problemu z nawilżeniem, jeśli jestem podniecona. Ale jeśli kładziemy się do łóżka, i facet od razu pcha swoje łapy między moje uda, to mam prawo nie być mokra. O lubrykancie powinien pomyśleć on.
  • rekreativa 06.04.13, 12:34
    "O lubrykancie powinien pomyśleć on"
    O lubrykancie myśli ten, komu on potrzebny.
    A jak "mądrala" łapy pcha w suchą pochwę, to po łapach, byle mocno.
    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • manic_depression 06.04.13, 12:39
    Dodam uściślenie - w takiej sytuacji, jak powyżej o lubrykantach powinien pomyśleć ON. Skoro już pcha tam te łapy.

    A widzisz, jak mądrala pcha łapy w suchą pochwę, to Ty dajesz po łapach, mocno. Co robię ja? Odsuwam je z przepraszającym uśmiechem i 'zmieniam temat', czyli np. zaczynam mu robić loda.
    Można? Można, kuźwa.
  • rekreativa 06.04.13, 13:29
    No to mam nadzieję, że po swoim "olśnieniu" będziesz już mądrą dziewczynką i przestaniesz wynagradzać memłanie w suchej pochwie szorstkim paluchem robieniem loda.
    Facet nie musi od razu wszystkiego wiedzieć, umieć, szczególnie, że każda kolejna kobieta może inaczej nieco reagować, inny rodzaj i intensywność pieszczot lubić. Ale po to istnieje narząd gębowy, ażeby się porozumiewać. Jeśli coś robi, co Ci sprawia ból, czy dyskomfort, czy po prostu nic Ci nie robi, to mówisz. I proponujesz, że może tak, albo tak. Jeśli facetowi zależy też na Twojej przyjemności, to się dostosuje. Jeśli uparcie się do zaleceń stosować nie chce, to albo jest tępy, albo ma Cię gdzieś.
    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • manic_depression 07.04.13, 02:09
    Ja też mam taką nadzieję. Poważnie się na sobie zawiodę, jeśli nie wyniosę z tej sytuacji żadnej nauki.

    ale po to istnieje narząd gębowy, ażeby się porozumiewać. Jeśli coś robi,
    > co Ci sprawia ból, czy dyskomfort, czy po prostu nic Ci nie robi, to mówisz. I
    > proponujesz, że może tak, albo ta

    Słuchaj, ja przez wiele miesięcy się porozumiewałam. I tutaj do akcji wchodzi moja anielska cierpliwość albo koncertowa ślepota, bo wielkich efektów nie było. Dawałam jasne i proste komunikaty. Jednocześnie coraz bardziej mi się odechciewało tego seksu, co zwaliłam na mój problem ze znikającym libido.
    Nie wiem, jaki dokładnie mechanizm tam zadziałał, ale jego objawy były takie, że nie nazywałam rzeczy po imieniu, że brak poprawy zwalałam na różne czynniki, począwszy od mojego nastawienia, poprzez brak czasu i jego, hmmm, problemy z pamięcią, aż do najzwyklejszego udawania, że nic się nie dzieje.
    Tak naprawdę, przez te wszystkie miesiące ja NIE WIDZIAŁAM PROBLEMU. Wiedziałam jedynie, że odechciało mi się seksu, i tygodniami zastanawiałam się, dlaczego (obstawiałam tabletki, depresję, jakieś moje nieodgadnione problemy i coś tam jeszcze). Potem pojawił się wątek ojca. A potem nagle mnie olśniło.

    Czy zwalam winę na mojego faceta? Nie (kutuzow, słyszysz?). Nie zwalam na niego winy.
    Przyznaję, że w momentach gorszego nastroju nastawiam się negatywnie i jestem nabuzowana, stąd teksty o 17-letniej dupie wołowej. To rzeczywiście sprawia wrażenie, jakbym winiła tylko jego, i to jest coś, nad czym muszę popracować, żeby to zmienić.

    A tak naprawdę trudno tu mówić o winie. Ja sama nie widziałam problemu, a on nie spełniał moich zwerbalizowanych oczekiwań. Nie dopasowaliśmy się, to pewne. Dodatkowo, stosowałam wyparcie. I dodatkowo on jest kiepski w łóżku. Taki jest mój ogólny wniosek. Howgh.
  • hello-kitty2 06.04.13, 16:44
    manic_depression napisał(a):

    > Słyszałam o lubrykantach, sama kupiłam jeden, który mu nie odpowiadał, więc kup
    > ił jakiś inny.
    >
    > Nie mam problemu z nawilżeniem, jeśli jestem podniecona. Ale jeśli kładziemy si
    > ę do łóżka, i facet od razu pcha swoje łapy między moje uda, to mam prawo nie b
    > yć mokra. O lubrykancie powinien pomyśleć on.

    Najlepszym lubrykantem sa slowa. To jest taki lubrykant, ktory moze dzialac jeszcze dlugo po randce, czasem przez lata, wystarczy odtworzyc w pamieci. Tak zyskuja faceci, ktorzy widza co powiedziec. A jak facet nie wie co powiedziec, zeby mnie zwilzyc to dowidzenia. Nie mamy o czym rozmawiac i pchanie lap miedzy uda nic tu nie pomoze, nie tedy droga.

    Choc z drugiej zdarza sie wysychac od dlugiej rabanki lub suchego powietrza w pokoju hotelowym. W takich przypadkach lubrykant moze sie przydac, gdy umysl chce dalej, a cialo juz nie moze.

    Pytanie do znawcow: na czym polega adoracja kobiety? Bo nie wiem, nie jestem pewna.
  • sabat-77 06.04.13, 19:23
    hello-kitty2 napisała:

    > Pytanie do znawcow: na czym polega adoracja kobiety? Bo nie wiem, nie jestem pe
    > wna.

    Tu nie trzeba znawców, pytanie jest w jasny sposób opracowane przez pokolenia uwodzicieli. Mogę jej z łatwością udzielić, mimo że uwodzicielem nie jestem, to taką wiedzę posiadam. Stać mnie na tym forum na szczerość, jako że nie szukam tutaj kochanki. Ponadto moja wiedza jest czysto teoretyczna, ale w tym zakresie ufam jej bezgranicznie.
    Otóż znawcy, czyli ci uwodziciele, którzy odnieśli w swoim zajęciu sukcesy, twierdzą, że kobiety nie należy przesadnie adorować. Bierze się to stąd, że mężczyznami o dużej atrakcyjności z reguły interesują się same kobiety. Aby uwieść kobietę, należy zaprezentować w jasny sposób swoją wartość. Jedną ze świadomych metod tworzenia takiego wizerunku jest właśnie unikanie nadskakiwania kobiecie. Mężczyzna nadskakujący jest odbierany jako słabeusz i mięczak, petent z kapeluszem w garści. Takimi ludźmi się gardzi.
    Facet twardy i niedostępny, odważny w słowach i czynach, a także niezależny w opiniach, głośno wyrażający swoje oczekiwania, patrzący prosto w oczy, używający otwartych gestów, a jednocześnie zrównoważony i spokojny - to alfa. Tak jest odbierany przez wszystkich, niezależnie od płci. On zwilża babki bez słów. Kobiety same chcą go zdobyć i zastanawiają się jak to zrobić.
    Przekaz jest prosty - im mniej ulegam innym, tym bardziej pokazuję swoją słabość. Jeśli stać mnie na własne zdanie i obronę go w razie ataku - pokazuję się z mocnej strony. To jasny sygnał, że nie boję się innych.

    Jacy mężczyźni nie są atrakcyjni ? Nisko w hierarchii. Dają przekaz ulegając, zmieniając często zdanie, okazując publicznie strach i słabość. A już zupełnym strzałem we własną stopę jest okazywanie strachu przed kobietami. Kobieta nie będzie czuć się bezpieczna przy kimś, kto boi się nawet słabej płci. Dlatego jest to jeden z najczęstszych testów używanych przez kobiety. Ktoś kto boi się jej samej nie ma żadnych szans na sukces.
    Jak okazujemy strach i uległość - zawsze zgadzając się, oczekując każdej decyzji od kobiety, płaszcząc się przed nią, usiłując nachalnie wkraść się w jej łaski pochlebstwami i komplementami. Taki gość nigdy nie zaliczy :)

    Pozdro od dr. hatora dominatora
    www.youtube.com/watch?v=Ypcp8Cy_v8g
  • hello-kitty2 06.04.13, 19:42
    sabat-77 napisał:

    > hello-kitty2 napisała:
    >
    > > Pytanie do znawcow: na czym polega adoracja kobiety?

    > Otóż znawcy, czyli ci uwodziciele, którzy odnieśli w swoim zajęciu sukcesy, twi
    > erdzą, że kobiety nie należy przesadnie adorować.

    To tyle na temat napisales, dalej leci nie na temat i wynika z tego, ze adoracja kobiety przez mezczyzne polega na rozkladaniu pawiego ogona i po oczach jej i kobieta uwodzi sie sama :) Czy na tym polega adorowanie?

    I teraz zestawienie roznic :-) :

    sabat-77 napisał:

    On zwilża babki bez słów.

    hello-kitty2 napisała:

    > Najlepszym lubrykantem sa slowa. To jest taki lubrykant, ktory moze dzialac jes
    > zcze dlugo po randce, czasem przez lata, wystarczy odtworzyc w pamieci. Tak zys
    > kuja faceci, ktorzy widza co powiedziec. A jak facet nie wie co powiedziec, zeb
    > y mnie zwilzyc to dowidzenia. Nie mamy o czym rozmawiac i pchanie lap miedzy ud
    > a nic tu nie pomoze, nie tedy droga.
  • manic_depression 07.04.13, 02:22
    Sabat, wszystko fajnie, ale ten cały tekst wcale nie wyjaśnia, czym jest uwodzenie i adoracja, ale sugeruje, jaki powinien być facet, żeby go pożądać. To są dwie różne sprawy.
  • manic_depression 07.04.13, 02:21
    Adorowanie, uwodzenie, flirt.
    Gra wstępna zaczyna się jeszcze przed pójściem do łóżka.
    Mój facet jest trochę jak cep. Zero subtelności, zero zmysłowości. Zero czegoś takiego: "slowa. To jest taki lubrykant, ktory moze dzialac jes
    >zcze dlugo po randce, czasem przez lata, wystarczy odtworzyc w pamieci. Tak zys
    > kuja faceci, ktorzy widza co powiedziec. A jak facet nie wie co powiedziec, zeb
    > y mnie zwilzyc to dowidzenia"

    Zero napięcia, zero chemicznego porozumienia, zero iskier.
    Ja stosuję cały zakres uwodzenia: od najprostszych rzeczy, typu sprośne smsy i mmsy, poprzez konkrety takie jak striptiz i lap dance, aż do subtelniejszego uwodzenia ruchem i spojrzeniem podczas codziennych czynności. I masa innych rzeczy. Kokietowanie.

    A on? Do dziś proszę o to, żeby mi czasem wysłał jakąś miłą wiadomość w ciągu dnia, wielokrotnie prosiłam o masaż stóp, sugerowałam (jakiś milion razy), że bardzo lubię, gdy dotyka moich włosów. I tak dalej i tak dalej. Ludzie, ILE MOŻNA PROSIĆ?
    Gdyby nie to, że wiem, że mnie kocha, to pomyślałabym, że zwyczajnie ma mnie w dupie.

    I wiecie, o co jeszcze chodzi? O INICJATYWĘ. Muszę mu wszystko mówić. Czemu sam nie wpadnie na to, żeby wymasować mi kark, stopy? Czemu sam nie wpadnie, żeby zaprosić mnie na kolację/do teatru, żeby przynieść mi śniadanie do łóżka?
    Jak WY dbacie o swoje kobiety, co dla nich robicie? Bardzo proszę o odpowiedzi.
  • hello-kitty2 08.04.13, 07:48
    manic_depression napisał(a):

    > I wiecie, o co jeszcze chodzi? O INICJATYWĘ. Muszę mu wszystko mówić. Czemu sam
    > nie wpadnie na to, żeby wymasować mi kark, stopy? Czemu sam nie wpadnie, żeby
    > zaprosić mnie na kolację/do teatru, żeby przynieść mi śniadanie do łóżka?

    Ano tak bywa, po najmniejszej linii oporu. Ale z drugiej strony Ci, ktorzy tak robia, tez sa wymagajacy. Bywaja bardzo. To dziala w dwie strony. A mnie sie tez czasem nie chce starac :) Lubie czasem miec faceta po prostu w odbycie :)
  • manic_depression 06.04.13, 12:36
    Wasze zdziwienie i niedowierzanie powoduje, że zaczynam rozumieć, w czym ja tkwiłam przez ten cały czas. Wam się wydaje, że coś kręcę, że to niemożliwe, żeby być aż tak głupim... no cóż, jak widać, można.

    Jeszcze się nie zastanawiałam, dlaczego udawało mi się tyle w tym wytrwać. Szczerze mówiąc, nie wydawało mi się to czymś strasznym, nawet wczoraj, pisząc ten wątek odczuwałam raczej dumę, że JUŻ wiem, a tu się okazuje, że to powinien być wstyd, że DOPIERO...

    Ja go naprawdę, naprawdę ogromnie kochałam. Jak nikogo innego. Był dla mnie ideałem jeszcze do niedawna, zresztą pod każdym względem. Czy myśląc o kimś w ten sposób i będąc niepewnym siebie można przyznać, że nasz ideał jest żałosnym chłopcem pod kołderką?
    Ja nie mogłam przez długi czas. Ot, i tyle. Nauczka na przyszłość odhaczona.
  • marek.zak1 06.04.13, 13:02
    Taka wielka miłość i skończyło się przez (brak) lubrykant (u).
  • sabat-77 06.04.13, 13:06
    marek.zak1 napisał:

    > Taka wielka miłość i skończyło się przez (brak) lubrykant (u).
    Tak to jest z tymi wielkimi milosciami, Marku :-)
  • manic_depression 06.04.13, 13:06
    I dodam coś jeszcze - mam wielki problem z przyjmowaniem przyjemności, nie tylko w łóżku.
    Nie znoszę, gdy facet za mnie płaci, nie lubię dostawać prezentów (nie tylko od chłopa), nie wiem, co mam zrobić, gdy ktoś coś dla mnie robi, minetki nie lubię m. in. dlatego, że 'i co, i mam tak leżeć i nic nie robić, a on ma się męczyć, przecież to okropne'.

    A dlaczego tak mam? Bo uważam, świadomie i podświadomie, że na to wszystko nie zasługuję.

  • sabat-77 06.04.13, 13:21
    dlaczego nie zaslugujesz ? Po pierwsze jestes kobieta, wiec masz duzo wieksza wartosc, po drugie - skoro chodzilas z modelem to pewnie jestes ladna. Mloda, ladna kobieta - rzadzisz i robisz co chcesz. Zamienil bym sie na twoja sytuacje, tak jak siedze, z miejsca.
  • hello-kitty2 06.04.13, 16:49
    sabat-77 napisał:

    Po pierwsze jestes kobieta, wiec masz duzo wieksza w
    > artosc

    Ooo tu ciekawostka! :) Sprobuje to wykorzystac podczas kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej w agencji pracy. Niestety nie bardzo wiem jak to uargumentowac? Sabat podpowiesz?
  • manic_depression 07.04.13, 01:47
    Jak groch o ścianę. Jestem niereformowalna.
    Nie zasługuję, bo... nie zasługuję. Nie umiem powiedzieć, dlaczego, tak po prostu jest. Dlaczego niby miałabym zasługiwać? Kim ja jestem? Nikim.

    Zrobiło się dramatycznie, to niechcący.
  • kag73 06.04.13, 15:12
    manic_depression napisał(a):

    > I dodam coś jeszcze - mam wielki problem z przyjmowaniem przyjemności, nie tylk
    > o w łóżku.
    > Nie znoszę, gdy facet za mnie płaci, nie lubię dostawać prezentów (nie tylko od
    > chłopa), nie wiem, co mam zrobić, gdy ktoś coś dla mnie robi, minetki nie lubi
    > ę m. in. dlatego, że 'i co, i mam tak leżeć i nic nie robić, a on ma się męczyć
    > , przecież to okropne'.
    >
    > A dlaczego tak mam? Bo uważam, świadomie i podświadomie, że na to wszystko nie
    > zasługuję.
    >
    Po pierwsze gratuluje "odkrycia" powodu Twoich problemow.
    Dlaczego niby na cos nie zaslugujesz? Uskarzasz sie, ze nigdy Cie nie adorowal a jednoczesnie "brac" nie lubisz. A to takie proste: jak ktos dla Ciebie cos robi usmiechasz sie i mowisz "dziekuje".
    I dlaczego wychodzisz z zalozenia, ze facet robiacy Ci minete "sie meczy" a Ty nie robisz nic? A Ty robiac loda tez sie meczysz i nie masz z tego przyjemnosci? Nawet jezeli tak jest, to i on moze sie pomeczyc i zrobic Tobie minete, bo zwiazek to dawanie i branie.
  • manic_depression 07.04.13, 01:45
    > Dlaczego niby na cos nie zaslugujesz? Uskarzasz sie, ze nigdy Cie nie adorowal
    > a jednoczesnie "brac" nie lubisz. A to takie proste: jak ktos dla Ciebie cos ro
    > bi usmiechasz sie i mowisz "dziekuje".

    Dlaczego nie zasługuję? Nie wiem. Bo prostu nie jestem tego czegoś warta? Nie wiem. Bo nie chcę, żeby ktoś się dla mnie wysilał? Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Ciężko jest mi się przemóc.

    > I dlaczego wychodzisz z zalozenia, ze facet robiacy Ci minete "sie meczy" a Ty
    > nie robisz nic? A Ty robiac loda tez sie meczysz i nie masz z tego przyjemnosci
    > ? Nawet jezeli tak jest, to i on moze sie pomeczyc i zrobic Tobie minete, bo z
    > wiazek to dawanie i branie.

    To są logiczne argumenty, na które nie mam odpowiedzi. Świadomość swoje, a ja swoje.
    To kolejna sprawa do przepracowania na terapii, bo męczę się z tym od lat.
  • kutuzow 07.04.13, 12:55
    Droga autorko,

    Wydaje mi się że sednem problemu w Twoim przypadku jest własnie takie Twoje podejście:

    "> Dlaczego nie zasługuję? Nie wiem. Bo prostu nie jestem tego czegoś warta? Nie w
    > iem. Bo nie chcę, żeby ktoś się dla mnie wysilał? Nie wiem, nie wiem, nie wiem.
    > Ciężko jest mi się przemóc."

    Wg mnie właśnie takie podejście dawania wszystkiego na tacy (lodzik, streaptase, taniec na rurze), bez żadnych oczekiwań w zamian powoduje że SAMA przyzwyczajasz swoich partnerów że nie muszą się starać. Skoro przez pierwszy rok, półtora to Ty im nadskakujesz, zabiegasz o nich, trudno żeby potem oni nagle przejęli pałeczkę. Liczysz na to że zaczną Cię adorować w ciągu dnia, kiedy nawet na początku związku (gdy to najbardziej naturalne) nie musieli się na to "wysilać", bo mieli co chcieli.
  • manic_depression 07.04.13, 23:15
    Dziękuję, kutuzow.
    Też mi coś takiego przyszło do głowy, ech.
  • songo3000 06.04.13, 21:12
    I dlatego starożytni wymyślili 6 na 9 :)

    --
    Songo3000 - wredny feminista
  • zawle 06.04.13, 21:34
    songo3000 napisał:

    > I dlatego starożytni wymyślili 6 na 9 :)
    >

    Nie znoszę tej pozycji. Nie wiem na czym się skupiać.
    Co do niewiedzy, pomimo 4( czterech) partnerów, jest ona jak najbardziej oczywista. Dla kobiety. Zwłaszcza dla tej która trafiła na 4 beznadziejnych:)
    --
    Czy ja sobie przeczę?
    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
    Walt Whitman, Pieśń o sobie
  • songo3000 06.04.13, 21:46
    > Nie znoszę tej pozycji. Nie wiem na czym się skupiać.
    Najwyraźniej jesteś 'za mało otwarta na partnera' ;)
    Zresztą, wystarczy wersja z facetem na górze, ustami w wielkie O i już możesz się 'skupiać na sobie' :)

    > sta. Dla kobiety. Zwłaszcza dla tej która trafiła na 4 beznadziejnych:)
    Nudzą się tylko ludzie nudni i tak dalej...

    --
    Songo3000 - wredny feminista
  • zawle 06.04.13, 21:56
    songo3000 napisał:

    > Najwyraźniej jesteś 'za mało otwarta na partnera' ;)
    > Zresztą, wystarczy wersja z facetem na górze, ustami w wielkie O i już możesz s
    > ię 'skupiać na sobie' :)

    Unieruchomiona, z cudzymi udami wokół szyi i rozszalałym fiutem w ustach? :))) To jest podżeganie.....;)


    Czy ja sobie przeczę?
    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
    Walt Whitman, Pieśń o sobie
  • songo3000 06.04.13, 22:05
    Przecież jeszcze nie wspomniałem o kajdankach na rękach i łańcuchach..... :)))

    --
    Songo3000 - wredny feminista
  • zawle 06.04.13, 22:30
    songo3000 napisał:

    > Przecież jeszcze nie wspomniałem o kajdankach na rękach i łańcuchach..... :)))

    Taaa....kiedyś ściągałam napalonego nastolatka z koleżanki. Skończyło się na kaftanie i SP:) Wam nie są potrzebne łańcuchy i kajdany, wystarczy przemoc ekonomiczna:)))
    --
    Czy ja sobie przeczę?
    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
    Walt Whitman, Pieśń o sobie
  • sabat-77 06.04.13, 22:32
    zawle napisała:

    >wystarczy przemoc ekonomiczna:)))

    ... ze strony kobiety ;)
  • zawle 06.04.13, 22:36
    sabat-77 napisał:
    > ... ze strony kobiety ;)

    Why?????
    --
    Czy ja sobie przeczę?
    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
    Walt Whitman, Pieśń o sobie
  • sabat-77 06.04.13, 22:39
    zawle napisała:

    > sabat-77 napisał:
    > > ... ze strony kobiety ;)
    >
    > Why?????

    No coś ty, nie słyszałaś o składaniu danin ? :)
  • zawle 06.04.13, 22:45
    sabat-77 napisał:
    > No coś ty, nie słyszałaś o składaniu danin ? :)

    Słyszeć to słyszałam, dużo czytam i raz od swojego byłego słyszałam, że jego żona tylko raz się podjarała, gdy kupił jej drogi prezent i zrobił nastrój. RAZ. A...nieprawda. Moja psiapsióła nie znosiła takich prezentów od męża. Zawsze wymagał podziękowania. To było dla niej obrzydliwe. Tyle jeśli chodzi o daniny.
    --
    Czy ja sobie przeczę?
    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
    Walt Whitman, Pieśń o sobie
  • zawle 06.04.13, 22:49
    Sabaciku kochany...może Ty też jesteś orłem?
    --
    Czy ja sobie przeczę?
    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
    Walt Whitman, Pieśń o sobie
  • sabat-77 06.04.13, 23:06
    zawle napisała:

    > Sabaciku kochany...może Ty też jesteś orłem?

    Ludzie porównują się do różnych szlachetnych stworzeń. Tygrysa, Orła, Lwa itd.
    Obawiam się nieco tych zwierzęcych analogii bo mogłoby wyjść, że w istocie jestem baranem. Uparty, głupi i nie widzi rogów na własnej głowie :D
  • kutuzow 06.04.13, 15:37
    W poprzednim wątku wraz z Yorikiem wykazywaliśmy że obwinianie ojca o wszystkie nieszczęścia które spotkały autorkę to mocne nadużycie ze strony terapeutki. Część z szanownych forumowiczek próbowała pokazać że nawet przy braku sensownych argumentów należy trzymać się wyjaśnień wyssanych z palca. Jak pokazał obecny wątek logika i argumenty górą.

    Teraz zaś autorka znalazła sobie innego "kozła ofiarnego". Jest nim jej obecny facet oraz niejako przy okazji jej wcześniejsi partnerzy. Wszyscy są fatalnymi kochankami jak spod jednej matrycy.
    Może czas w końcu usiąść i pomyśleć co jest wspólnym mianownikiem tych wszystkich związków? Czemu jest tak jak jest. Czy przypadkiem (tutaj takie dość śmiałe założenie), autorka sama nie jest sobie winna, że źle dobiera partnerów a potem ma złą komunikację w związku.
    Skoro jak pisze "masturbuję do przemocowych fantazji", do tego udaje orgazm i nie komunikuje tego co lubi, to sorry, ale gość możne się czuć lekko zdezorientowany.
    To troche tak jakby panna mówiła mi że najbardziej lubi ostre i szybkie numerki z podduszaniem, a potem miała pretensję że nie było delikatnie i czule.

    Może więc zamiast tracić czas na szukanie z p. psycholog (pożal się Boże) kolejnych "winnych" jej nieszczęścia, warto zastanowić się co sama może zrobić ze sobą, jak się zmienić.

  • kag73 06.04.13, 15:57
    Owszem komunikacja wazna. Niemniej jednak w tym przypadku, jak pisze autorka watku, czesto i gesto mowila partnerowi co i jak albo czego ma nie robic. Skoro nawet nie probowal tego zmienic...coz poczac?
    Niestety zakochujac sie w kims nie wiadomo jak bedzie w lozku. Ona, zakochana po uszy w partnerze, nie latwo mogla powiedziec "koles beznadziejny w lozku, do tego nie edukowalny, spadka". Hmm, miosc, powiadaja, slepa jest.
  • kutuzow 06.04.13, 18:55
    kag73 napisała:
    > Owszem komunikacja wazna. Niemniej jednak w tym przypadku, jak pisze autorka wa
    > tku, czesto i gesto mowila partnerowi co i jak albo czego ma nie robic.

    kag --> autorka ostatnio pisała że koleś jest nawet niezły w te klocki. Jak widać szybko się to zmienia.
    Poza tym powiedz szczerze, czy wierzysz w to że ktoś trafia 4 na 4 złych kochanków i ani jednego dobrego? Ma takiego pecha, czy może sama słabo komunikuje SWOJE potrzeby?
  • kag73 06.04.13, 20:29
    Hmm, jasne, ze mozna trafic na czterech beznadziejnych kochankow. Niemniej jednak inaczej sie widzi i ocenia niektore rzyczy juz po fakcie i z pespektywy czasu. Wiek i wlasne doswiadczenia tez odgrywaja tutaj istotna role. Poza tym zalezy co dla kogo oznacza "zly" kochanek i beznadziejny seks.
    Nieadwno w rozmowie z malolata (lat 21) wyszlo, ze dala sobie zrobic piercing przez lechtaczke, bo miala dosc beznadziejnego seksu. "Aha", ja na to "co znaczy beznadziejny seks?"
    Ona na to "prawie nigdy nie mialam orgazmu...". Osobiscie zdarzalo mi sie nie miec orgazmu a mimo wszysko seks byl dla mnie odlotowy a facet byl dla mnie niezlym kochankiem.
    Ta sama malolata opowiadala jak to byly jej urodziny, akcja w toku, penetracja a ona do faceta "o nie, zwijaj sie, dzis sa moje urodziny, sobie na to nie pozwole, taka beznadzieja". Ja, lat 40, wielkie oczy, moja tesciowa, lat 70, chyba jeszcze wieksze. Ubaw byl. Cale lata z facetami nigdy nie przyszlo mi takie cos do glowy, mojej tesciowej tym bardziej.
  • manic_depression 07.04.13, 01:41
    Napisałam, że nie jest mistrzem, ale nie jest źle. To nie znaczy, że jest niezły w te klocki. Naucz się czytać ze zrozumieniem.
    Powtórzę jeszcze raz - komunikuję swoje potrzeby bardzo jasno i czytelnie, zwłaszcza w moim aktualnym związku.
  • kutuzow 07.04.13, 12:50
    manic_depression napisał(a):

    > Napisałam, że nie jest mistrzem, ale nie jest źle. To nie znaczy, że jest niezł
    > y w te klocki. Naucz się czytać ze zrozumieniem.

    Droga autorko,
    Uwierz mi, że z czytaniem ze zrozumieniem jest u mnie całkiem nieźle. To Ty w dwóch różnych miejscach TEGO SAMEGO DNIA piszesz różne rzeczy. W tym poście że "nie jest mistrzem, ale nie jest źle" w innym zaś:
    "... Dodatkowo, stosowałam wyparcie. I dodatkowo on jest kiepski w łóżku. "
    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143700381,143723234,Re_Slimak_seksualny.html
    Jak dla mnie miotasz się w ocenie rzeczywistości (raz jest lepiej, raz gorzej).

    Całkiem niedawno zaś byłaś przekonana że: "Ja, niezależnie od opinii psychologa myślę, że problemy z seksem w moim przypadku mają niestety związek z ojcem, matką i sytuacją rodzinną, w której tkwiłam i tkwię."

    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143344017,143376437,Re_Popieram_wersje_Yoric_a.html
    Zauważ że z Yoriciem staraliśmy się wykazać Tobie iż takie podejście nie ma żadnych logicznych podstaw (poza spychologią na zasadzie to nie ja jestem winna).


    Poza tym pisałaś także:
    "Zawsze byłam osobą o dużej seksualności (albo to sobie wmawiałam), nigdy nie wstydziłam się o tym rozmawiać, jestem bardzo otwarta."
    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143344017,143347993,Re_Aseksualny_slimak.html
    Jak dla mnie to albo masz strasznego pecha i trafiach na typów typu"...Mój facet jest trochę jak cep. Zero subtelności, zero zmysłowości"
    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143700381,143723248,Re_Slimak_seksualny.html
    , albo jednak SAMA wybierasz takich gości. Ja bym od tego zaczął. Nie od szukania winy w ojcu, matce, złych facetach itp. tylko od zastanowienia się czemu przez 1-1,5 roku tkwisz w takim związku i co robisz, że przez ten czas Twój facet wybiera taki a nie inny styl zachowania.
  • manic_depression 07.04.13, 23:00
    Tłumaczyłam już, skąd ten błąd w ocenie i skupienie się na wątku z ojcem. Uznajmy, że to było błędne założenie. Nie chcę do tego wracać, bo w obecnej sytuacji jest to nieistotne.
    W ocenie się miotaŁAM. Teraz już wiem.

    Co do reszty - po prostu się zgadzam.
  • manic_depression 07.04.13, 01:39
    Wkurza mnie takie podejście.
    Jeszcze raz napiszę - komunikowałam bardzo jasno i bardzo często swoje potrzeby. Uczyłam, naprowadzałam, opowiadałam o fantazjach, oczekiwaniach.

    > Teraz zaś autorka znalazła sobie innego "kozła ofiarnego". Jest nim jej obecny
    > facet oraz niejako przy okazji jej wcześniejsi partnerzy. Wszyscy są fatalnymi
    > kochankami jak spod jednej matrycy.

    Moi poprzedni nie byli kozłami ofiarnymi. Oceniłam ich tak, jak się zaprezentowali. Tylko jeden z nich się w ogóle nie popisał (nr 2), jeden miał dużo zahamowań nie związanych ze mną (nr 4), a dwóch innych było okej. Z kogo robię kozła ofiarnego, drogi panie?

    Skoro jak pisze "masturbuję do przemocowych fantazji", do tego udaje orgazm i n
    > ie komunikuje tego co lubi, to sorry, ale gość możne się czuć lekko zdezoriento
    > wany.

    ZDARZAŁO mi się, że udawałam orgazm, i KOMUNIKOWAŁAM to, co lubię, a czego nie. Czy Ty masz problemy ze zrozumieniem tekstu?

    > Może więc zamiast tracić czas na szukanie z p. psycholog (pożal się Boże) kolej
    > nych "winnych" jej nieszczęścia, warto zastanowić się co sama może zrobić ze so
    > bą, jak się zmienić.

    Dziękuję Ci, o wielki forumowiczu, za oświetlenie mi ciemnej drogi życia. Zastanawiam się, co mogę ze sobą zrobić, nie martw się.
  • songo3000 07.04.13, 11:14
    Raz piszesz tak, innym razem tak. W którymś momencie ściemiasz i teraz wszystkie Twoje wypowiedzi traktowane są z dużą rezerwą. Zdziwienie jest nie na miejscu.

    --
    Songo3000 - wredny feminista
  • manic_depression 07.04.13, 12:24
    Na forum w każdym wątku znajdzie się ktoś zarzucający trolling. Przykre to.
    Co jest niespójnego w mojej historii? Chętnie się dowiem, bo znudziło mnie już przekonywanie niektórych, że mówię prawdę. Sądziłam, że wyjaśniłam wszystko dokładnie, na bieżąco relacjonuję zmiany.
    Co jest takiego dziwnego w tym, że się zakochałam i miałam klapki na oczach, więc nie widziałam problemu, tylko jego efekt (zanik libido), że podejrzenie padło na sytuację z ojcem, ale ostatecznie wyszło szydło z worka? To jest taka niewiarygodna historia? Co Ty, książek nie czytasz? ;) To naprawdę nie jest takie skomplikowane.
  • that.bitch.is.sick 07.04.13, 13:39
    manic_depression napisał(a):

    > Na forum w każdym wątku znajdzie się ktoś zarzucający trolling. Przykre to.
    > Co jest niespójnego w mojej historii? Chętnie się dowiem, bo znudziło mnie już
    > przekonywanie niektórych, że mówię prawdę. Sądziłam, że wyjaśniłam wszystko dok
    > ładnie, na bieżąco relacjonuję zmiany.
    > Co jest takiego dziwnego w tym, że się zakochałam i miałam klapki na oczach, wi
    > ęc nie widziałam problemu, tylko jego efekt (zanik libido), że podejrzenie padł
    > o na sytuację z ojcem, ale ostatecznie wyszło szydło z worka? To jest taka niew
    > iarygodna historia? Co Ty, książek nie czytasz? ;) To naprawdę nie jest takie s
    > komplikowane.

    Zdradza Cię twój ekshibicjonizm, napawasz się swoimi przeżyciami do tego stopnia że dopisujesz wciąż nowe wersje tych samych wydarzeń, w sumie może jako autorka bloga czy pisarka tandetnej literatury dla pań mogłabyś się sprawdzić ale dla twoich bliskich to fatalnie.
    Myślę też że problem nie istnieje, natomiast istnieje twoje znudzenie które każe Ci nakręcać się własnymi fantazjami.

    --
    Idę i myślę i nie wiem co myśleć
    Myśli jak uderzenia bata...
    Brat nie ma już miłości dla mnie i mojego brata
    To zabija mnie od środka, wpędza w kompleks,
  • manic_depression 07.04.13, 23:02
    > Zdradza Cię twój ekshibicjonizm, napawasz się swoimi przeżyciami do tego stopni
    > a że dopisujesz wciąż nowe wersje tych samych wydarzeń, w sumie może jako autor
    > ka bloga czy pisarka tandetnej literatury dla pań mogłabyś się sprawdzić ale dl
    > a twoich bliskich to fatalnie.
    > Myślę też że problem nie istnieje, natomiast istnieje twoje znudzenie które każ
    > e Ci nakręcać się własnymi fantazjami.
    >

    ... Ty tak na poważnie?
  • that.bitch.is.sick 08.04.13, 09:35

    >
    > ... Ty tak na poważnie?

    ech, pomyślmy. Ja też tak umiem. Wczoraj zaswędziało mnie w odbycie - stworzę wątek o hemoroidach, jestem przygnębiona bo brzydka pogoda - dawaj rozważania o moich stanach depresyjnych, jutro zadzwoni upierdliwa mama - czas na forumową refleksję o tym jak mnie maltretowała w dzieciństwie. A partner przeleciał mnie bez buzi tym razem - dorobię do tego filozofię o jego łóżkowym buractwie. Znasz fenomen śmierci voodoo? Ludzie którzy wierzyli w to że umrą w wyniku rzuconej klątwy umierali naprawdę. I teraz dalej..
    Nie jesteś ofiarą kazirodztwa bo takie osoby mają inny schemat zachowań i po wielu latach nawet z trudnością przychodzi im się przyznać przed sobą i mówić o tej traumie, a nie z upodobaniem, rozrywkowo dyskutują o tym na forum.
    Czy twój partner jest łóżkowym burakiem? to sprawa dyskusyjna bo osobie twojego pokroju, o schemacie rozumowania jaki demonstrujesz dzisiaj to co robi twój men może się podobać ale jutro zobaczysz seks taśmy Rihanny i wymyślisz ideologię dotyczącą swojego nędznego życia seksualnego. Do tego jeszcze dochodzi syndrom: u innych trawa zieleńsza, a także syndrom siedzenia na tym forum (czym zauważ odpowiadam na twoją wycieczkę osobistą - nas obu to niestety dotyczy).


    --
    Idę i myślę i nie wiem co myśleć
    Myśli jak uderzenia bata...
    Brat nie ma już miłości dla mnie i mojego brata
    To zabija mnie od środka, wpędza w kompleks,
  • sabat-77 08.04.13, 12:09
    No wlasnie. Miedzy dwuznacznymi zabawami a ladowaniem w dupe zieje jednak spora przepasc... Ale ludzie lubia uprawiac mitologie.
  • manic_depression 08.04.13, 15:54
    Nie lubię jałowych dyskusji. Ta właśnie taka jest, i tylko absurdalność Twoich tez spowodowała, że chce mi się odpowiadać.
    Po pierwsze - czy Ty aby na pewno przeczytałaś wszystkie moje posty? Bo mam wrażenie, że wybrałaś kilka na chybił-trafił, dopisałaś sobie do nich jakąś idiotyczną historię i próbujesz przekonać mnie i innych, że masz rację. Bardzo Cię proszę, żebyś przestała wsadzać mi w usta słowa, których nie powiedziałam.
    Po drugie - cholera mnie bierze, gdy cały czas wmawiasz mi LUBOWANIE SIĘ i chwalenie (??) moimi doświadczeniami. W ogóle - jakie kazirodztwo, jaka Rihanna, gdzie Ty żyjesz i skąd bierzesz te bajki?

    Wreszcie po trzecie - syndrom siedzenia na forum? Poważnie?

    I jak wisienka na torcie po czwarte - tak, mój facet jest kiepski w łóżku, i to nie tylko ze względu na to, że 'przeleciał mnie bez buzi tym razem'. Wierz lub nie, whateva.
    Już mi się nie chce z Tobą gadać, bitch, naprawdę. Tupnę nóżką i się obrażę.
  • that.bitch.is.sick 09.04.13, 14:46
    manic_depression napisał(a):

    >
    > I jak wisienka na torcie po czwarte - tak, mój facet jest kiepski w łóżku, i to
    > nie tylko ze względu na to, że 'przeleciał mnie bez buzi tym razem'. Wierz lub
    > nie, whateva.
    > Już mi się nie chce z Tobą gadać, bitch, naprawdę. Tupnę nóżką i się obrażę.

    Zdaje się że ja się tylko przychylam do zdania innych że jesteś mało wiarygodna w swoim hmm stylu poszukiwania wyjaśnień dla swoich problemów, samych problemów i częstowania nimi innych. Dlaczego to ze mnie zrobiłaś kozła ofiarnego? Owszem pozostałe moje domysły to tylko spekulacje ale czy ty też nie opierasz się na czystych spekulacjach poszkując źródeł twoich problemów? Możesz się na wszystkich obrazić ale to że ktoś jest beznadziejny w łożku to nie jest przyczyna braku pożądania. Było na forum mnóstwo przypadków gdy ludzie się gotowali z żądzy do żony/męża z niskim libido który w łóżku był tak atrakcyjny jak śnięta ryba. Po prostu twoja autoanaliza i szukanie winnych wszędzie poza sobą jest tak irytujące, naiwno dziecięce i wkurwiające dla otoczenia, że mówią ci to nawet osoby na forum. Ja dodatkowo wtrącam nieśmiałe podejrzenie że jesteś osóbką szalenie egzaltowaną, reszta to tylko wariacje na temat.
    --
    Dobór naturalny nie wykształcił w kobietach chęci posiadania dzieci, tylko potrzebę seksu. Jeśli kobieta uprawia seks w trakcie owulacji, to dziewięć miesięcy później na świat przychodzi dziecko. Nie ma konieczności świadomego decydowania się na nie. - S.B.HRDY
  • sabat-77 09.04.13, 07:00
    Podpinajac sie pod syndrom siedzenia na forum uprzejmie odmeldowuje sie na czas blizej nieokreslony. Cu later... Or not ;-p
  • manic_depression 07.04.13, 23:12
    Bitch, wiesz co, ja siedzę na tym forum od lat, i kiedyś wydawałaś mi się rozsądniejsza. Teraz mam wrażenie, że się wiecznie zgrywasz.
  • bcde 07.04.13, 23:42
    > Bitch, wiesz co, ja siedzę na tym forum od lat, i kiedyś wydawałaś mi się rozsą
    > dniejsza. Teraz mam wrażenie, że się wiecznie zgrywasz.

    Tym bardziej jesteś niewiarygodna. Ktoś, kto siedzi na tym forum od lat, raczej nie miałby problemu z określeniem przyczyn niechęci do seksu, które rzekomo właśnie odkryłaś, a co zajęło ci lata. Nie miotałby się też tak i nie szukał całej winy w ojcu, w sytuacji, gdy to partner jest seksualnym troglodytą. Twój trollizm zyskuje na prawdopodobieństwie.
  • manic_depression 08.04.13, 01:05
    > Tym bardziej jesteś niewiarygodna. Ktoś, kto siedzi na tym forum od lat, raczej
    > nie miałby problemu z określeniem przyczyn niechęci do seksu, które rzekomo wł
    > aśnie odkryłaś, a co zajęło ci lata. Nie miotałby się też tak i nie szukał całe
    > j winy w ojcu, w sytuacji, gdy to partner jest seksualnym troglodytą. Twój trol
    > lizm zyskuje na prawdopodobieństwie.

    Dżizas, no przecież to się w pale nie mieści, to pod jakąś manię podpada. W życiu też taki wątpiący sceptyk-niedowiarek jesteś?
    Panie, daj pan spokój.
  • sabat-77 07.04.13, 16:08
    manic_depression napisał(a):

    > Na forum w każdym wątku znajdzie się ktoś zarzucający trolling. Przykre to.
    > Co jest niespójnego w mojej historii?

    Szukasz winnych, co nie ma sensu. Innych nie zmienisz, możesz zmienić siebie i zmienić to czy chcesz się z kimś zadawać czy nie.
    Jeśli chodzi o to co przedstawiasz na forum, to ja nie wyrażam wielkiego zdziwienia tym, że tak się to u ciebie zmienia jak w kalejdoskopie. Próbowałem żartobliwie wskazać, że doszukiwanie się winnych wszędzie wokół to najgorsze co możesz zrobić, ale widać muszę napisać to wprost.
    Popełniamy błędy, ale dobrze umieć z nich wyciągać wnioski.
    Przede wszystkim - ludzie rzadko rozumieją, że satysfakcja jaką czerpią z seksu z partnerem jest w prostej linii pochodną tego jaki do danej osoby mamy stosunek.
    Zastanów się czy obleśny, obrzydliwy, spocony wieprz mógłby dać Ci satysfakcjonujący seks, nawet jeśli byłby mistrzem ars amandi ?
    Skoro facet może mieć szybciej wytrysk z wyjątkowo ładną partnerką, a przy paskudnym kaszalocie mu nawet nie bryknie - to czemu historia nie miałaby się powtórzyć u kobiety ? Prosta sprawa - jeśli facet cię nie podnieca to ukrwienie warg sromowych będzie niewielkie, wydzieli się mało śluzu - krótko mówiąc, nie będziesz gotowa na seks. W tym układzie to choćby i skakał na własnym penisie wokół łóżka, to tobie satysfakcji nie przyniesie.
    Mężczyźni chcąc sprawić rozkosz kobiecie bardzo często zapominają, że seksualność kobiety jest oparta na wielu zmysłach, bywa instrumentem rozgrzewającym się powoli, jak utwór odgrywany przez orkiestrę. Mężczyźni są wzrokowcami, kobiety są multizmysłowcami - stąd porno może czasem ich nie kręcić jako takie.
    Gra słów szeptanych do ucha, zapach partnera, dotyk dłoni, zetknięcia ud - to jest jak taniec. Myślę zresztą, że tancerze z reguły są dobrymi kochankami, bo rozumieją tempo, giętkość ciała, są taktylni i zmysłowi w ruchach.
    Kobiety są jak instrumenty. Strefy erogenne na całym ciele - ale nie zawsze rozbudzone, jak miejsca znane i nieznane na mapie. Przykładowo - kobiety noszące długie włosy często mają rozbudzone szyje i ramiona. Ukrwione usta, końcówki uszu, rowek kręgosłupa - to miejsca które często domagają się zmysłowych pieszczot.
    W sumie rozumiem frustrację kobiety, której facet pakuje pół garści w pipę gdy ona jest jeszcze zupełnie nierozbudzona.
    Ale musisz też wybaczyć - nie wszyscy czytają i rozumieją. Jeśli trafisz na seksualnego tępaka, to musisz mu wyłożyć jak krowie na granicy. :P
    Albo od razu ruszyć głową i wybrać kogoś bardziej rozsądnego.
    Według mnie przyjemność seksualna to nie jest coś do czego należy się spieszyć. Jestem hedonistą i lubię smakować długo, tak jak przy wykwintnym stole nie mam zamiaru wpierdalać potraw pełnymi garściami.
    Wykwintne kolacje lepiej konsumować spokojnie, nożem i widelcem :P Przy ożywczych brzmieniach Mozarta :P
  • rekreativa 07.04.13, 17:03
    Ładnieś to napisał.
    Tylko mnie zastanowiło: " kobiety noszące d
    > ługie włosy często mają rozbudzone szyje i ramiona."
    Dlaczego akurat te noszące długie włosy?

    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • sabat-77 08.04.13, 00:21
    rekreativa napisała:

    > Ładnieś to napisał.
    > Tylko mnie zastanowiło: " kobiety noszące d
    > > ługie włosy często mają rozbudzone szyje i ramiona."
    > Dlaczego akurat te noszące długie włosy?

    Bo mają szanse bodźców doświadczyć, poprawnie jest zidentyfikować i zaliczyć do bodźców seksualnych. Przypominam że na etapie poznającego świat młodzika dużą część bodźców seksualnych interpretujemy jako "dziwne uczucie". Może być też tak, jak z moją koleżanką, która stwierdziła kiedyś, że nie znosi jak ktoś dotyka jej kark i uszy. Pytam dlaczego, to mówi że aż ją przeszywa. Podejrzewam, że jest to jej silna strefa erogenna, która niewłaściwie, zbyt intensywnie pobudzana przez jej faceta (brutalny koleś, typowy samiec w pejoratywnym znaczeniu) została przez nią mylnie sklasyfikowana i tym samym zablokowała się psychicznie na tą drogę doświadczania przyjemności. W sumie nie dziwię się, jakby ktoś mnie gryzł we fiuta, a nie poznałbym nic innego, to też bym pewnie doszedł do wniosku, że nie lubię gdy mnie ktoś tam dotyka.
    I tu jest problem - braku świadomości i to obojga partnerów.
    Boginka ma trochę racji, że gdy świadoma czego chce babka trafi na seksualnego analfabetę, to niefajnie to wygląda.
    Jednak jeśli to sama kobieta nie dość, że nie zna siebie, a w dodatku stwierdza, że ona się tego uczyć nie chce i nie będzie, to żaden Cassanowa tu nie pomoże.
    Jest typ kobiet, który na słowo seks kładzie ręce na uszy i ucieka z piskiem. Jeśli twojabogini uważa, że w ich wypadku to też wyłącznie wina mężczyzny, to ja odwzajemnię się komplementem - uważam taki pogląd za niesłuszny i szowinistyczny.
  • kag73 07.04.13, 17:21
    Oj, rozpislas sie sabat, nawet calkiem do rzeczy.
    Sama jestem najczesciej hedonistka, ale bywaja dni/momenty, ze chce szybko wsunac hamburgera i tyle. Bywa czasem taki glod, ze mowie do meza: zrob mi dobrze w tej chwili, nie potrzebuje wiecej niz dwie minuty jezykiem. I nie potrzebuje zadnych dodatkowych pieszczot, ale w razie potrzeby potrafie je zdzierzyc:)
  • manic_depression 07.04.13, 23:04
    Zgadzam się z rekreativą.
    Dobrze napisane.
    Fajnie, że są osoby płci męskiej, które zauważają i rozumieją takie niuanse.
  • yoric 06.04.13, 23:29
    Strasznie naskoczyliście na autorkę, nawet jeśli to dla jej dobra, to dajcie jej trochę odetchnąć :). Dajmy najpierw szansę, niech tam podejmie te planowane kroki i napisze czy coś z tego wyszło.
  • forma-lina 07.04.13, 13:36
    Ja za ślimaka wyszłam za mąż. Przed ślubem spotykaliśmy się 8 lat. To mój pierwszy facet imo, że jak go poznałam, miałam 23 lata. Wcześniej poznałam wielu bawidamków, zaliczali laski i tyle ich widziano, więc uznałam, że ten da mi stabilizację w życiu, poczucie bezpieczeństwa i ble ble ble. W mojej decyzji wspierała mnie mama, która miała męża seksoholika i wiele przeszła, była całe lata poniżana. Teraz mam 36 lat, zero życia seksualnego (seks raz w miesiącu z zaciśniętymi zębami i wszystkim innym). Dziecka nie mam, bo nie chcę z nim mieć dziecka. Mąż sądzi, że jest problem z niepłodnością. Jestem w ciemnej dupie, na własne życzenie. Spaprałam sobie zycie i sobie, i jemu. My się nawet nie całujemy, ja tego nie znoszę. Nie wiem, co będzie dalej.
    --
    Same zmyślają się historie, sam się rozgryza orzech...
  • marek.zak1 07.04.13, 15:31
    I przez 8 lat przed ślubem było tak fajnie, że zdecydowałaę się za niego wyjść?
  • forma-lina 07.04.13, 18:55
    8 lat przed ślubem też było niefajnie. Stwierdziłam, że na seksie świat nie stoi i doceniałam inne rzeczy, które w dzisiejszym świecie są rzadkością (odpowiedzialność, wierność (mam nadzieję), opiekuńczość itp). Na starość mi się zmieniło i stwierdziłam, że dobrze by było, gdyby mąż mnie pociągał fizycznie. Chemii nigdy nie było, przynajmniej z mojej strony. Sama jestem sobie winna, skrzywdziłam dwie strony, bo oczywiście mąż myśli, że jest ok.
    --
    Same zmyślają się historie, sam się rozgryza orzech...
  • hello-kitty2 07.04.13, 19:29
    forma-lina napisała:

    > 8 lat przed ślubem też było niefajnie. Stwierdziłam, że na seksie świat nie sto
    > i i doceniałam inne rzeczy, które w dzisiejszym świecie są rzadkością (odpowied
    > zialność, wierność (mam nadzieję), opiekuńczość itp). Na starość mi się zmienił
    > o i stwierdziłam, że dobrze by było, gdyby mąż mnie pociągał fizycznie. Chemii
    > nigdy nie było, przynajmniej z mojej strony. Sama jestem sobie winna, skrzywdzi
    > łam dwie strony, bo oczywiście mąż myśli, że jest ok.

    "Na starość" (?) Ty powaznie, czy pol zartem?

    To tylko potwierdza moja opinie, ze z ludzmi, ktorzy sie wiaza z pierwszym seksualnym partnerem cos jest nie tak, ze stoi za tym jakas sciema. Nie znam nikogo, kto by zachowal wiernosc w takim zwiazku, chyba, ze juz postawil krzyzyk na seks.

    Dziewczyno jeszcze mozesz miec uwodzenie, jeszcze sama mozesz byc uwodzicielka. Chcesz cos zmienic czy juz nie?
  • hello-kitty2 07.04.13, 15:42
    forma-lina napisała:

    > Ja za ślimaka wyszłam za mąż. Przed ślubem spotykaliśmy się 8 lat. To mój pierw
    > szy facet imo, że jak go poznałam, miałam 23 lata. Wcześniej poznałam wielu baw
    > idamków, zaliczali laski i tyle ich widziano, więc uznałam, że ten da mi stabil
    > izację w życiu, poczucie bezpieczeństwa i ble ble ble. W mojej decyzji wspierał
    > a mnie mama, która miała męża seksoholika i wiele przeszła, była całe lata poni
    > żana. Teraz mam 36 lat, zero życia seksualnego (seks raz w miesiącu z zaciśnięt
    > ymi zębami i wszystkim innym). Dziecka nie mam, bo nie chcę z nim mieć dziecka.
    > Mąż sądzi, że jest problem z niepłodnością. Jestem w ciemnej dupie, na własne
    > życzenie. Spaprałam sobie zycie i sobie, i jemu. My się nawet nie całujemy, ja
    > tego nie znoszę. Nie wiem, co będzie dalej.

    Ale kto zaciska zeby? Ty? Dlaczego? Nie masz dziecka, to sie da wszystko odkrecic. Nie poddawaj sie. Pomysl i powiedz jakbys chciala zyc? A matki juz sie o nic nie pytaj. Niech sie zajmie swoim zyciem.
  • forma-lina 07.04.13, 18:59
    Chciałabym być uwodzona, adorowana, myślę, że to stanowi dobry fundament związku i seksu. Próbowałam kiedyś rozmawiać n ten temat z mężem, ale nie zostałam zrozumiana. I pozostało jak dawniej - seks dla mnie to obowiązek, i to nierzadko bolesny.
    --
    Same zmyślają się historie, sam się rozgryza orzech...
  • rekreativa 07.04.13, 17:07
    A Ty z tym mężem zrośnięta jesteś, czy co? Bo jak nie, to wiesz, możesz po prostu zakończyć związek.
    36 lat to w sam raz, żeby jeszcze spróbować od nowa.
    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • forma-lina 07.04.13, 19:02
    Zrośnięta nie jestem, ale bojąca. Bałabym się, że nikogo nie poznam, urodą nie grzeszę, swoje lata mam, oczekiwania również. Pracuję w babińcu, moje miasto nie jest duże. Pesymizm mnie dopadł.
    --
    Same zmyślają się historie, sam się rozgryza orzech...
  • hello-kitty2 07.04.13, 19:21
    forma-lina napisała:

    > Zrośnięta nie jestem, ale bojąca. Bałabym się, że nikogo nie poznam, urodą nie
    > grzeszę, swoje lata mam, oczekiwania również. Pracuję w babińcu, moje miasto ni
    > e jest duże. Pesymizm mnie dopadł.

    A w takim ukladzie nie lepiej w ogole bez meza, niz z mezem i "bolesnym obowiazkiem"? Klania sie watek Sabata, po co kobiecie mezczyzna? :)
  • rekreativa 07.04.13, 19:59
    Miałam napisać to samo, co Kitty.
    Nie lepiej po prostu samej, z wolnością w razie, gdyby się kogoś poznało niż z mężem, który chyba zbyt wielu dobrych emocji już nie budzi i seksualnie też nie do użytku?
    Daj wam obojgu szansę.
    A może chodzi o to, żeby ludzie nie gadali, że "stara baba" sama została?
    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • marek.zak1 07.04.13, 21:03
    A może mąż zapewnia dobrą egzystencję? Było to przecież małżeństwo z rozsądku.
  • manic_depression 07.04.13, 23:09
    Dziewczęta powyżej dobrze prawią.
    A 36 lat to mało. Mam 10 lat mniej niż Ty i bynajmniej nie postrzegam osób z Twojej kategorii wiekowej za starych. Wręcz przeciwnie - to świetny okres. Człowiek ma już poukładane w głowie, wie, czego chce, ma środki do życia, zdrowie i siłę i urodę; kurde, czego chcieć więcej?
    Nie tkwij w tym Waszym bagienku, szkoda życia. Serio.
  • referee 10.04.13, 17:11
    To jest wszystko kwestia upodobań. Z autopsji mogę powiedzieć, że pomimo ponadprzeciętnego libido i u mnie i żony po ponad 20 latach małżeństwa trzeba wprowadzać różne inowacje w seksie, żeby było super. Autorkę tego wątku rozumiem-dlaczego ma się męczyć z kapciem, który nie lubi seksu. Ważne żeby się realizowała seksualnie a tym samym czuła satysfakce.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka