Dodaj do ulubionych

Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję Nas

21.08.13, 18:49
Rozwijając temat roli i czym są związki inspirowanych przez tbis i zawle idealnie mi pasuje tekst z ostatnich Charakterów jak Związek może dodawać skrzydeł (bo jak podcinać to często trafia na forum) >>>

Za każdym facetem, który osiągnął sukces, stoi kobieta, a za nią jego żona - ironizował Groucho, jeden z braci Marx. W tym żarcie ukryty jest jednak sens. Badania potwierdzają, że to, kim jesteśmy, zależy od tego, z kim jesteśmy. Nasz partner niczym rzeźbiarz wydobywa z nas lepszą wersję nas samych.
Kocham Cię za to, kim stałam się dzięki Tobie… wyznała w swoim wierszu Elisabeth Barret Browning, dziewiętnastowieczna poetka. Zdarza się, że gdy spotykamy ukochaną osobę, przeglądając się w jej oczach, rozkwitamy. Jesteś piękna, jesteś mądry – mówi jej spojrzenie. I tacy się przy niej czujemy. Ale bywa, że w takiej relacji dzieje się coś więcej. Zakochana osoba odkrywa w nas lepszą wersję nas samych i swym zachwytem inspiruje do jej spełniania. (...)
Historia zna jednak wiele związków, w których partnerzy mogliby za Elisabeth Browning powiedzieć: Kocham Cię za to, kim się stałem dzięki Tobie. Psychologia zajęła się tym zjawiskiem niedawno. Pod koniec minionego wieku, bo w 1999 roku, psycholog amerykański Stephen M. Drigotas wraz ze współpracownikami w tekście pod znamiennym tytułem „Close partner as a sculptor of ideal self” opisał tzw. efekt Michała Anioła. Nazwą nawiązał do wypowiedzi słynnego rzeźbiarza, który uważał, że bloki marmuru ukrywają w sobie piękno, idealne figury, a zadanie rzeźbiarza polega jedynie na usunięciu kamienia, który je zasłania. Odkryć i wydobyć ukryte w kamieniu kształty.
Podobny proces zachodzi czasem w relacji partnerów. Jak bryły marmuru nosimy w sobie idealne wizje własnej osoby ukryte w marzeniach, planach i pragnieniach. Tkwią tam w potencjalnej formie i być może nigdy by się nie ujawniły, gdyby nie reakcje zakochanego partnera. On je w nas odkrywa i – zachwycając się tym, co widzi – pobudza nas do urzeczywistnienia idealnej wizji siebie. Sprawia, że przybliżamy się do niej, spełniamy swe marzenia i osiągamy upragnione cele. Bliskie sobie osoby mogą czasem „rzeźbić” siebie nawzajem, wydobywając jedno z drugiego to, co w partnerze najlepsze i zgodne z jego Ja idealnym.
całość
www.charaktery.eu/artykuly/Psychologia-dla-Ciebie/1334/B%C4%85d%C5%BA-mi-Micha%C5%82em-Anio%C5%82em/
Obserwuj wątek
    • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 19:22
      urquhart napisał:

      > Rozwijając temat roli i czym są związki inspirowanych przez tbis i zawle idealn
      > ie mi pasuje tekst z ostatnich Charakterów jak Związek może dodawać skrzydeł (b
      > o jak podcinać to często trafia na forum) >>>

      Tak sie zastanawiam Urqu czy Ty nie masz jakies kasy z tych linkow, ktore tak licznie tu wstawiasz? Tak jak czasem wstawiaja zupelnie bezmyslnie tacy pojedynczy, przypadkowi pseudouzytkownicy, z ta roznica, ze Ty z zamyslem i hurtowo :) Jesli z tego zyjesz to doprowadziles ta fuche do mistrzostwa. Podziwiam :)
      • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 19:30
        hello-kitty2 napisała:

        > Tak sie zastanawiam Urqu czy Ty nie masz jakies kasy z tych linkow, ktore tak l
        > icznie tu wstawiasz? Tak jak czasem wstawiaja zupelnie bezmyslnie tacy pojedync
        > zy, przypadkowi pseudouzytkownicy, z ta roznica, ze Ty z zamyslem i hurtowo :)
        > Jesli z tego zyjesz to doprowadziles ta fuche do mistrzostwa. Podziwiam :)

        Jesteś genialna Kitty :) Absolutnie utalentowana, inteligentna dziewczyna o ogromnej intuicji :) Mam ochotę Cię wyściskać, bo parę puzzli mi się w głowie teraz poukładało :D
            • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 20:12
              rafill napisał:

              > mojemail3 napisała:
              >
              > > Tobie niewiele potrzeba do ekscytacji...Napisz w co ci się te puzzle ułoż
              > yły;-)
              >
              > O:
              > ecsmedia.pl/c/castorland-jas-i-malgosia-puzzle-60-elementow-m-iext6112201.jpg

              Szkoda,że nie w "Śpiącą królewnę"...


              --
              Najmi
                  • that.bitch.is.sick Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 18:18
                    rafill napisał:

                    > that.bitch.is.sick napisała:
                    >
                    > > Bardziej Ciotka Dewotka:)
                    >
                    > Dlaczego Ciotka Dewotka ? Kto jest dewotką ?

                    Cycki zdewocialy bredza o chrystusie


                    --
                    Freedom's just another word for nothing left to lose
                    Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                    • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 19:05
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > Cycki zdewocialy bredza o chrystusie

                      No ale w sumie ciekawy temat, ten cały Jezus Chrystus. Najciekawsze, że tyle się o Nim dyskutuje. Chociaż z naszym forum ma wspólnego wiele, to przecież jedynie pośrednio. Właściwie to o nim da się jedynie bredzić, bo nie wiemy o samym człowieku praktycznie niczego wiarygodnego. W sumie czego się spodziewać - arbitralne ustalenia Synodu Kartagińskiego z 397 r. ? A pozostałe księgi ? Apokryficzne Ewangelie ? Kto czytał cokolwiek z tego zakresu, ten wie, że odbiegają wydźwiękiem od przyjętego przez chrześcijaństwo a następnie katolicyzm kanonu Biblii. O ludziach którzy żyli powiedzmy trzy wieki temu można powiedzieć niewiele. A o kimś tak mało istotnym dla swoich współczesnych, żyjącym dwa tysiąclecia temu ? Zbiór legend z mchu i paproci. Równie dobrze możemy dywagować o tym, czy Żwirek rzeczywiście kręcił z Muchomorkiem :)
                      • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 19:56
                        rafill napisał:

                        > that.bitch.is.sick napisała:
                        >
                        > > Cycki zdewocialy bredza o chrystusie
                        >
                        > No ale w sumie ciekawy temat, ten cały Jezus Chrystus. Najciekawsze, że tyle si
                        > ę o Nim dyskutuje. Chociaż z naszym forum ma wspólnego wiele, to przecież jedyn
                        > ie pośrednio. Właściwie to o nim da się jedynie bredzić, bo nie wiemy o samym c
                        > złowieku praktycznie niczego wiarygodnego. W sumie czego się spodziewać - arbit
                        > ralne ustalenia Synodu Kartagińskiego z 397 r. ? A pozostałe księgi ? Apokryfic
                        > zne Ewangelie ? Kto czytał cokolwiek z tego zakresu, ten wie, że odbiegają wydź
                        > więkiem od przyjętego przez chrześcijaństwo a następnie katolicyzm kanonu Bibli
                        > i. O ludziach którzy żyli powiedzmy trzy wieki temu można powiedzieć niewiele.
                        > A o kimś tak mało istotnym dla swoich współczesnych, żyjącym dwa tysiąclecia te
                        > mu ? Zbiór legend z mchu i paproci. Równie dobrze możemy dywagować o tym, czy Ż
                        > wirek rzeczywiście kręcił z Muchomorkiem :)

                        No to jest kwestia wiary. A jak Urqu "bredzi" o demonach i aniolach i ich wplywie na ludzi to sie nikt nie zastanawia czy sie filmow naogladal czy Biblii naczytal czy myslicie ze zdewocial? Ja wierze podobnie jak Urqu, ze one istnieja ale nie zgadzam sie, ze nie przezywaja emocji. Rozmawialismy o milosci. To bylo dobre odniesienie.

                        Sabat jak nie wierzysz to wypisz sie z Kosciola, bo takimi slowami wydajesz wspolwiernym zle swiadectwo. Slub w Kosciele brales, dzieci chrzciles? Masz dwie twarze? Po co to robiles skoro nie wierzysz? Deklarowales cos, a potem na to srasz publicznie.
                        • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 20:21
                          hello-kitty2 napisała:

                          > No to jest kwestia wiary. A jak Urqu "bredzi" o demonach i aniolach i ich wplyw
                          > ie na ludzi to sie nikt nie zastanawia czy sie filmow naogladal czy Biblii nacz
                          > ytal czy myslicie ze zdewocial? Ja wierze podobnie jak Urqu, ze one istnieja al
                          > e nie zgadzam sie, ze nie przezywaja emocji. Rozmawialismy o milosci. To bylo d
                          > obre odniesienie.

                          Dobre odniesienie, jako Chrystusa biblijnego, pewnego symbolu przedstawianego przez religię ? To możliwe, rzeczywiście może i jako odniesienie było to uprawnione.

                          > Sabat jak nie wierzysz to wypisz sie z Kosciola, bo takimi slowami wydajesz wsp
                          > olwiernym zle swiadectwo. Slub w Kosciele brales, dzieci chrzciles? Masz dwie t
                          > warze? Po co to robiles skoro nie wierzysz? Deklarowales cos, a potem na to sra
                          > sz publicznie.

                          Nie przesadzaj, po co to nieprzejednanie. Ja też nie rozumiem, jak jednocześnie możesz przytaczać Chrystusa i Boga, ze swoim podejściem do seksu i używania sobie cieleśnie. Nie wierzysz w zmartwychwstanie, ale w Boga i Chrystusa tak ? A surowe zasady moralne głoszone przez religię chrześcijańską - dotyczą Ciebie, czy nie ?
                          No widzisz - każdy ma swoje dwie twarze.
                          Nie widzę sensu kontestowania religii i robienia z tego cyrku. Ateista wie, że Boga nie ma. Ja nie wiem. Powątpiewam, żeby był taki jak opisują go religie, chociaż skłaniam się ku temu że coś na kształt Boga istnieje, podobnie jak coś na kształt duchowych bytów, takich jak anioły i demony. Ale to bardzo nieuchwytna rzecz, kwestia raczej intuicji i domysłów, bo badaniom się wymyka.
                          • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 21:52
                            rafill napisał:

                            > Nie przesadzaj, po co to nieprzejednanie. Ja też nie rozumiem, jak jednocześnie
                            > możesz przytaczać Chrystusa i Boga, ze swoim podejściem do seksu i używania so
                            > bie cieleśnie. Nie wierzysz w zmartwychwstanie, ale w Boga i Chrystusa tak ? A
                            > surowe zasady moralne głoszone przez religię chrześcijańską - dotyczą Ciebie, c
                            > zy nie ?
                            > No widzisz - każdy ma swoje dwie twarze.

                            Jakie dwie twarze? NIe wierze w zmartwychwstanie? A kto Ci to powiedzial? Oczywiscie, ze wierze. Surowe zasady moralne oczywiscie, ze mnie dotycza i dlatego, ze wg nich nie zyje nie jestem czlonkiem zadnej religii, bo nie moge, rozumiesz? Bo zadnej z nich ze swoim stylem zycia bym nie mogla godnie reprezentowac, bo jestem niewierna. Dlatego nie bralam slubu koscielnego i nie chrzcilam dziecka i poniose odpowiednia kare, w ktore tez wierze. Wiec pytam: jakie dwie twarze?
                            • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 21:59
                              hello-Kitty2 napisała:

                              (...)"NIe wierze w zmartwychwstanie? A kto Ci to powiedzial? Oczyw
                              > iscie, ze wierze. Surowe zasady moralne oczywiscie, ze mnie dotycza i dlatego,
                              > ze wg nich nie zyje nie jestem czlonkiem zadnej religii, bo nie moge, rozumiesz
                              > ? Bo zadnej z nich ze swoim stylem zycia bym nie mogla godnie reprezentowac, bo
                              > jestem niewierna. Dlatego nie bralam slubu koscielnego i nie chrzcilam dziecka
                              > i poniose odpowiednia kare, w ktore tez wierze (...)"

                              Kitty, bo Tyś jest Marią Magdaleną tego forum...Gdybyś jeszcze poszła i nie "grzeszyła więcej" to prawie święta Maria Magdalena;-)

                              Żartuję, ale nie z Ciebie.
                              Prawdziwych chrześcijan...już nie ma, a od tych "ortodoksyjnych"...strzeż nas Panie Boże...


                              --
                              Najmi
                              • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 23:21
                                mojemail3 napisała:

                                > Kitty, bo Tyś jest Marią Magdaleną tego forum...Gdybyś jeszcze poszła i nie "gr
                                > zeszyła więcej" to prawie święta Maria Magdalena;-)
                                >
                                > Żartuję, ale nie z Ciebie.
                                > Prawdziwych chrześcijan...już nie ma, a od tych "ortodoksyjnych"...strzeż nas P
                                > anie Boże...

                                :-) Seks to tylko jeden grzech, mam jeszcze mase w innych dziedzinach :) Ortodoksyjna nie jestem, zyje (jak widzisz, czytasz) jak chce ale pokornie wezme na siebie za to wszystkie konsekwencje.
                                • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 23:43
                                  hello-kitty2 napisała:
                                  (...)" Ortodoksyjna nie jestem, zyje (jak widzisz, czytasz) jak chce ale pokornie wezme na
                                  siebie za to wszystkie konsekwencje."

                                  Czyli jednym zdaniem "Lepiej pić niż wisieć" ( cytat ze sławetnego choć marnego serialu o Janosiku)
                                  A przed ślubem, to znakomita większość katoliczek, to dziewice, tylko nie-ortodoksyjne...

                                  --
                                  Najmi
                                  • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 23:51
                                    mojemail3 napisała:

                                    Czyli jednym zdaniem "Lepiej pić niż wisieć" ( cytat ze sławetnego choć marnego
                                    > serialu o Janosiku)
                                    > A przed ślubem, to znakomita większość katoliczek, to dziewice, tylko nie-ortod
                                    > oksyjne...

                                    Wolna wola :-) Wszystko wolno, tylko nie wszystko jest pozyteczne. Fanatykiem religijnym nie jestem, bo nie naleze do zadnej religii, moj syn tez nie.

                            • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 22:01
                              hello-kitty2 napisała:

                              > Jakie dwie twarze? NIe wierze w zmartwychwstanie? A kto Ci to powiedzial? Oczyw
                              > iscie, ze wierze.

                              Jak to kto ? Ty. Wczoraj zdaje się.

                              "hello-kitty2 napisała:

                              > Spac pojdziesz, bez podsumowan, dokladnie tak jak chce ci sie spac i sie kladzi
                              > esz, zeby wreszcie odpoczac, tylko, ze sie nie obudzisz. Tez czesto mysle o smi
                              > erci (nie tylko w kryzysie). Odbieram ja jako oczekiwany, zasluzony odpoczynek.
                              > Nie ma w tym nic smutnego dla mnie. Wreszcie spokoj :)"
                              • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 22:28
                                rafill napisał:

                                > Jak to kto ? Ty. Wczoraj zdaje się.
                                >
                                > "hello-kitty2 napisała:
                                >
                                > > Spac pojdziesz, bez podsumowan, dokladnie tak jak chce ci sie spac i sie
                                > kladzi
                                > > esz, zeby wreszcie odpoczac, tylko, ze sie nie obudzisz. Tez czesto mysle
                                > o smi
                                > > erci (nie tylko w kryzysie). Odbieram ja jako oczekiwany, zasluzony odpoc
                                > zynek.
                                > > Nie ma w tym nic smutnego dla mnie. Wreszcie spokoj :)"

                                No chwileczke, rozmawialismy o smierci, o tym dokladnie momencie, tak? Pisales:

                                > Nie histeryzuję, jestem spokojny. Tylko wskazuję na pewną możliwość zmiany pers
                                > pektywy, szerszego spojrzenia na swoje życie. Nie mam na myśli forum, bo to tyl
                                > ko zabawa słowami.
                                > Oczywiście mam na myśli śmierć.

                                Wiec napisalam Ci jak wyglada smierc = zasypiasz. I teraz jak spisz, co czujesz ile godzin spisz zanim sie rano obudzisz? Wdaje Ci sie jak sie obudzisz, ze dopiero co zasnales, tak? W czasie snu nie masz poczucia uplywajacego czasu ale rano wiesz, ze minelo np 8 godzin, tak? No wiec w momencie smierci urywa Ci sie film, iles tam spisz i po czym zostajesz wskrzeszony do zycia na sad ostateczny. Wiec rozumiem, ze o zmianie perspektywy, spojrzenia na zycie mowiles w momencie smierci (=umierania), bo potem jak juz sie z powrotem obudzisz (zmartwychwstaniesz) to juz nic nie mozesz sobie zmienic cwaniaczku, potem to juz jest po ptokach :) Ja sie wtedy budze na potepienie, a Ty? NIe odpowiadaj. Tak to widze.

                                O odpoczynku pisalam w rozumieniu, ze juz sie nie musisz wiecej borykac z problemami swiata, wylaczysz sie. Pisalam tez ze zasypiasz bez podsumowan, bo mozesz nie miec czasu, umrzec mozesz nagle, w spiaczce, mozesz nie wiedziec, ze umierasz, moze nie byc czasu, fizycznie. Ale moze bedziesz go mial, jak bedziesz umieral dostatecznie dlugo i swiadomie, tylko czy wtedy to ma znaczenie? Co zmienisz cos? KIedy?
                                • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 22:43
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > . Wiec rozumiem, ze o zmianie perspektywy, spojrzenia na zycie mowiles w momenc
                                  > ie smierci (=umierania), bo potem jak juz sie z powrotem obudzisz (zmartwychwst
                                  > aniesz) to juz nic nie mozesz sobie zmienic cwaniaczku, potem to juz jest po pt
                                  > okach :) Ja sie wtedy budze na potepienie, a Ty? NIe odpowiadaj. Tak to widze.

                                  Ja wtedy będę szeptał mojemu ojcu po lewicy do ucha Twoje grzechy. Cwaniaczku :)

                                  Bardzo sprytnie to sobie obmyśliłaś, przewidziałem że tak odpowiesz. Ale niestety, bardzo mi przykro, napisałaś wyraźnie: "NIE OBUDZISZ SIĘ". A za chwilę piszesz: "Bo potem jak już się z powrotem obudzisz (zmartwychwstaniesz)". No to się w końcu obudzę, czy nie ?
                                  Ale spoko, nie odpowiadaj. Nie interesują mnie Twoje niespójne wizje, bo mam od tego swoje własne schizy :)
                                  I na szczęście od tego jak Ty to widzisz niewiele zależy. A już na bank nie moje poglądy religijne.
                                  I jeszcze tak gwoli ścisłości - chrześcijaństwo nie wyklucza skruchy w chwili śmierci, proponuję się dokształcić. Tak więc, nawet gdyby, to od głębokiego żalu za grzechy może zależeć dosłownie wszystko. Być może Adolf Hitler jest zbawiony, bo zanim kula przeszyła jego mózg, gorzko pożałował całego zła, które wyrządził :) Ponoć Bóg, o którym mówisz jest niebywale miłosierny.
                                  Ale ja bym na to nie liczył ;)
                                  • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 23:14
                                    rafill napisał:

                                    > Bardzo sprytnie to sobie obmyśliłaś, przewidziałem że tak odpowiesz. Ale nieste
                                    > ty, bardzo mi przykro, napisałaś wyraźnie: "NIE OBUDZISZ SIĘ". A za chwilę pisz
                                    > esz: "Bo potem jak już się z powrotem obudzisz (zmartwychwstaniesz)". No to się
                                    > w końcu obudzę, czy nie ?

                                    NIe obudzisz sie do swojego zycia, ktore miales, juz do tego nie wrocisz, nie bedzie juz Twoich bliskich, nie bedzie juz Twojego domu, juz nic nie zmienisz, nie bedziesz mial powrotu do wczesniejszego zycia. W tym rozumieniu. Ja to tak rozumiem.

                                    > Ale spoko, nie odpowiadaj. Nie interesują mnie Twoje niespójne wizje, bo mam od
                                    > tego swoje własne schizy :)
                                    > I na szczęście od tego jak Ty to widzisz niewiele zależy. A już na bank nie moj
                                    > e poglądy religijne.

                                    Odpowiadalam, bo pytales. Dla mnie mozesz nie wierzyc w nic = wolna wola. Zwyczajnie zwrocilam uwage, ze niefajnie jest osmieszanie prawd wiary religii, do ktorej nalezysz, bo to stawia Katolikow w bardzo zlym swietle.

                                    > I jeszcze tak gwoli ścisłości - chrześcijaństwo nie wyklucza skruchy w chwili ś
                                    > mierci, proponuję się dokształcić. Tak więc, nawet gdyby, to od głębokiego żalu
                                    > za grzechy może zależeć dosłownie wszystko. Być może Adolf Hitler jest zbawion
                                    > y, bo zanim kula przeszyła jego mózg, gorzko pożałował całego zła, które wyrząd
                                    > ził :) Ponoć Bóg, o którym mówisz jest niebywale miłosierny.
                                    > Ale ja bym na to nie liczył ;)

                                    Ja nie licze.
                                    • that.bitch.is.sick no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:00
                                      Tj. jakoś mi się twój nick kojarzy z Fafikiem, mogę tak mówić? Sorry że się wtrącam w wielce uczoną debatę teolo...ale ja nie gwoli meritum i tak. Mówiłam ci że się w końcu pokłócisz bo wylazło że Ci brudne myśli chodzą po łbie zamiast religijne. Bo fantazje o pośladkach i cyckach to za dużo grzybów w barszcz. Dwie sroki za ogon tj i jedno i drugie złapać się nie da. Jedno z drugim się nie chce zgodzić. I teraz straciłeś nadzieję na to drugie a pośladki i tak samopas po lesie nie chodzą, ani na drzewie nie rosną.;)))
                                      --
                                      Freedom's just another word for nothing left to lose
                                      Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                                      • rafill Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:12
                                        that.bitch.is.sick napisała:

                                        > Bo fantazje o pośladkach i cyckach to za dużo grzybów w barszcz. Dwie
                                        > sroki za ogon tj i jedno i drugie złapać się nie da. Jedno z drugim się nie ch
                                        > ce zgodzić.

                                        Chodzi o to, że albo cycki albo pośladki ? :) Nie no, to chyba jedno z drugim spokojnie się godzi, czyż nie ? :)
                                        • that.bitch.is.sick Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:46
                                          rafill napisał:

                                          > that.bitch.is.sick napisała:
                                          >

                                          >
                                          > Chodzi o to, że albo cycki albo pośladki ? :) Nie no, to chyba jedno z drugim s
                                          > pokojnie się godzi, czyż nie ? :)

                                          Chyba w wątku o trójkątach ty świntuszku. Bo jak cycki są religijne a pośladki pogańskie to nie mogą z jednego źródła pochodzić. Mogą jedne z południowej polski pochodzić na przykład, a drugie być poniemieckie. Ponadto zostają trudności natury moralnej.

                                          --
                                          Freedom's just another word for nothing left to lose
                                          Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                                          • rafill Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:56
                                            that.bitch.is.sick napisała:

                                            > Ponadto zostają trudności natury moralnej.

                                            Ale fafiki nie posiadają moralności, to chyba Ci umknęło :P Widzą suczkę, wyczuwają feromony - to wskakują od tyłu i bum, bum, bum, bum... (da capo al fine)
                                          • zawle Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 11:13
                                            that.bitch.is.sick napisała:
                                            > Chyba w wątku o trójkątach ty świntuszku. Bo jak cycki są religijne a pośladki
                                            > pogańskie to nie mogą z jednego źródła pochodzić. Mogą jedne z południowej pols
                                            > ki pochodzić na przykład, a drugie być poniemieckie. Ponadto zostają trudności


                                            a ludowe powiedzeni,e że ona porządną kobietą była, tylko miała pi...... łajdaczkę;)
                                            --
                                            Czy ja sobie przeczę?
                                            Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                                            ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                                            Walt Whitman, Pieśń o sobie
                                      • mojemail3 Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:16

                                        that.bitch.is.sick napisała:

                                        (...)"Mówiłam ci że się w końcu pokłócisz bo wylazło że Ci brudne myśli chodzą po łbie zamiast religijne(...)"

                                        Ale to przynajmniej dobrze świadczy o jego zdrowiu fizycznym;-)
                                        Że zdrowy chłopiec z niego...

                                        A jak bredził o dobrowolnej ascezie to powątpiewałam w jego zdrowie psychiczne...
                                        Lepszy frustrat niż wariat? Oto jest pytanie...
                                        --
                                        Najmi
        • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 22:01
          rafill napisał:

          > Jesteś genialna Kitty :) Absolutnie utalentowana, inteligentna dziewczyna o ogr
          > omnej intuicji :) Mam ochotę Cię wyściskać, bo parę puzzli mi się w głowie tera
          > z poukładało :D

          Rafill spokojnie, potraktuj to jako zarcik ;-) NIe chcialo mi sie juz czytac kolejnego gotowego tekstu, wole czytac wypowiedzi sformulowane wlasnymi slowami i stad reakcja. A jak bede na Slasku dam sie wysciskac (w miejscu publicznym :), Stary kope lat, napijemy sie. Kiedys czesto latalam z Katowic.
          • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 22:13
            hello-kitty2 napisała:

            (...)"napijemy sie. Kiedys czesto latalam z Katowic (...)"

            Kitty, przecież on nie pije chyba...ryby mu szkodzą na stawy, a alkohol niechybnie na wątrobę i trzustkę;-)


            --
            Najmi
            • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 22:57
              mojemail3 napisała:

              > hello-kitty2 napisała:
              >
              > (...)"napijemy sie. Kiedys czesto latalam z Katowic (...)"
              >
              > Kitty, przecież on nie pije chyba...ryby mu szkodzą na stawy, a alkohol niechyb
              > nie na wątrobę i trzustkę;-)

              Przesadzilam z entuzjazmem? :) Napijemy sie herbaty :( Czekaj czekaj to ze on nie pije to nie znaczy, ze ja nie, przeciez samolotu nie prowadze, nie? A kto to pisal, ze nalewke robi? Jezu wisni to nie jadlam z kilka lat, tu nie ma, a takie wisnie z nalewki, co ja bym dala za to cudo.
              • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:00
                hello-kitty2 napisała:
                > Przesadzilam z entuzjazmem? :) Napijemy sie herbaty :( Czekaj czekaj to ze on n
                > ie pije to nie znaczy, ze ja nie, przeciez samolotu nie prowadze, nie? A kto to
                > pisal, ze nalewke robi? Jezu wisni to nie jadlam z kilka lat, tu nie ma, a tak
                > ie wisnie z nalewki, co ja bym dala za to cudo.

                Przesadziłaś chyba...A nalewkę to pewnie dla kochanej teściowej, he he...

                Ależ Ty masz tęsknoty, jak polska emigracja w Paryżu za Mickiewicza;-)

                --
                Najmi
              • zawle Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:01
                Wiśniową próbuję od 3 dni:))Tegoroczna. Na ciasto z wiśniami ze spirytusu zapraszam.
                --
                Czy ja sobie przeczę?
                Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                Walt Whitman, Pieśń o sobie
                • zawle Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:04
                  A widzisz..ja kupowałam po 3, prosto z drzewa rwane specjalnie dla mnie na nalewkę. Od gospodyni.
                  --
                  Czy ja sobie przeczę?
                  Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                  ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                  Walt Whitman, Pieśń o sobie
                  • loppe Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:07
                    zawle napisała:

                    > A widzisz..ja kupowałam po 3, prosto z drzewa rwane specjalnie dla mnie na nale
                    > wkę. Od gospodyni.


                    Wiśnie są śmiesznie tanie w porównaniu z czereśniami bo mało kto je chce, bo cierpkie. Jak pojawiają się czereśnie to zjadam kilka kg w kilka dni; wiśniami się dziś zainteresowałem dokładnie dlatego powodu co i Kitty - nie jadłem ich już wieki całe
    • gomory Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 21:29
      > Zdarza się, że gdy spotykamy ukochaną osobę, przeglądając się w jej oczach, rozkwitamy.

      No jakby coś w tym jest.
      Żona zasuwająca do kochanka ma przemyślaną każdą część garderoby i wykonane te wszystkie bolesne zabiegi o których mężczyźni mają mgliste pojęcie.
      A staremu w domu to wiadomo - obnosi się w gustownym dresiku cętkowanym w zaschnięte rzygi potomka :).
      Nawet rozsądne. Ten pierwszy wzrokiem ćpuna gapiącego się na działkę dragów dowartościuje jak trzeba. No a ślepak w chałupie i tak nie zaskoczy, że mu ślubna wyfruwa z domu na skrzydłach.

      Myślicie, że to możliwe by kobiety krwawych dyktatorów nakręcały ich do zbrodni?
      • urquhart Muza i Inspiracja? 22.08.13, 08:41
        gomory napisał:
        > Żona zasuwająca do kochanka ma przemyślaną każdą część garderoby i wykonane te
        > wszystkie bolesne zabiegi o których mężczyźni mają mgliste pojęcie.
        > A staremu w domu to wiadomo - obnosi się w gustownym dresiku cętkowanym w zasch
        > nięte rzygi potomka :).

        Co powoduje że taka kobieta staje się dla jednych mężczyzn muzą i inspiracją do rozwoju, a w innych okolicznościach uwsteczniającą karzącą policjantką domowych rytuałów tzw. "dla dobra dzieci"?
        Każdy facet który coś osiągnął ma swoją muzę, muza musi dbać o piękno które promieniuje na jego życie.
        No może Buonarroti miał muza. :)
        To że mężczyzna który jest inspiracją rozwoju, sprawnym przewodnikiem kobiety (nawet w tańcu, nauce tenisa, golfa, na siłowni, jazdy konnej, i wszystkim co on robi z pasją a ona podziwia) łatwo staje się kochankiem i wzbudza seksualne pożądanie wytłuszczone jest w każdym poradniku do uwodzenia czy PUA.



        --
        Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
        • zawle Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 09:26
          urquhart napisał: > To że mężczyzna który jest inspiracją rozwoju, sprawnym przewodnikiem kobiety (
          > nawet w tańcu, nauce tenisa, golfa, na siłowni, jazdy konnej, i wszystkim co on
          > robi z pasją a ona podziwia) łatwo staje się kochankiem i wzbudza seksualne po
          > żądanie wytłuszczone jest w każdym poradniku do uwodzenia czy PUA.

          Jakoś mną zatrzęsło...trudną rolę nam rozdzieliłeś. Mamy być równocześnie matką i osobą o niższym statusie w dziedzinie osiągnięć? Z tym ze to 100% prawdy. Kobieta musi być druga, żeby jemu stawał. Lub na tyle cwana żeby on tak myślał.
          --
          Czy ja sobie przeczę?
          Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
          ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
          Walt Whitman, Pieśń o sobie
          • urquhart Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 09:36
            > Jakoś mną zatrzęsło...trudną rolę nam rozdzieliłeś. Mamy być równocześnie matką
            > i osobą o niższym statusie w dziedzinie osiągnięć? Z tym ze to 100% prawdy. Ko
            > bieta musi być druga, żeby jemu stawał. Lub na tyle cwana żeby on tak myślał.

            No jest jeszcze druga opcja o której często Starowicz przypomina wzburzonym jak ty.
            Kobiety sukcesu mają satysfakcjonujące związki seksualne z uznanymi artystami i muzykami.
            Ci przynajmniej na jakimś innym polu czują się niekwestionowanie lepsi :)
            (Meska kobieta, kobiecy mężczyzna, ale z osiągnięciami muszą sobie dorównywać)
            p.s.
            kobieta zawsze będzie się czuła lepszym rodzicem matką, więc na tym polu niezależnie od starań mężczyzna nie ma szans na jej uznanie, rola drugich matek tak często propagowana dziś w mediach to utopijna ślepa uliczka
            --
            Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
            • mojemail3 Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 11:11
              Urquhart napisał:

              (...)p.s.
              "kobieta zawsze będzie się czuła lepszym rodzicem matką, więc na tym polu niezależnie od starań mężczyzna nie ma szans na jej uznanie, rola drugich matek tak często propagowana dziś w mediach to utopijna ślepa uliczka"

              Na pewno nie we wszystkich przypadkach, ale rzeczywiście, matki uzurpują sobie rolę tych "bardziej kompetentnych" rodziców, co często ma katastrofalne skutki w wychowaniu( brak konsekwencji i stanowczości do dzieciarni...)
              Może to wynika z zasady " ze matka jest tylko jedna";-)
              A "drugim ojcem" można być? Bo ja mam wrażenie,ze dziecko traktuje nas na równi, w kwestii oczekiwań co do czułości i wyjaśniania mu świata...
              --
              Najmi
              • zawle Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 11:51
                mojemail3 napisała: > Na pewno nie we wszystkich przypadkach, ale rzeczywiście, matki uzurpują sobie
                > rolę tych "bardziej kompetentnych" rodziców, co często ma katastrofalne skutki
                > w wychowaniu( brak konsekwencji i stanowczości do dzieciarni...)
                > Może to wynika z zasady " ze matka jest tylko jedna";-)
                > A "drugim ojcem" można być? Bo ja mam wrażenie,ze dziecko traktuje nas na równi
                > , w kwestii oczekiwań co do czułości i wyjaśniania mu świata...

                Rozumiem że w Twojej ocenie w większości wypadków matka= brak konsekwencji? Skąd takie przemyślenia? Widziałam wiele rodzin i nie mogę potwierdzić Twoich wniosków.Brak konsekwencji i zasad ze strony matki występuje najczęściej wtedy gdy szwankuje męska strona związku. Przemoc w rodzinie, uzależnienie, brak pieniędzy, mężczyzna z gatunku tych co ograniczają swój udział w wychowaniu ( pasje, rozwój zawodowy, praca za granicą). Z moich obserwacji wynika że najczęstszą przyczyną braku konsekwencji jest zmęczenie materiału. Chore dziec, trudne dzieci i brak "dobrego wsparcia" ze strony ojca.
                Wiem że są matki zaborcze, które nie dopuszczają swoich mężów do dzieci, nie twierdzę że to sprawa marginalna. Ale nie czyniłabym matek głównymi sprawcami niekonsekwencji.
                Za to zgadzam się że zbyt opiekuńcze i zabiegające matki potrafią wychować potworów. Podobnie z przemocowymi czy też unikającymi ojcami
                Znam kilku fajnych ojców. Są dla sowich dzieci autorytetami, nie wstydzą się dziecka przytulić, towarzyszą im w dorastaniu, chcą z nimi dzielić swój czas, pasje i uczyć ich. Ich zony to fajne babki, nie są zazdrosne o te kontakty. Mają do swoich mężów zaufanie bo sprawdzili się jako mądrzy rodzice. Szkoda że jest ich tak niewielu. No i chyba uśmieliby się oni i ich żony ( moje przyjaciółki) gdyby przeczytali tu o muzach, odpowiedzialności kobiet za ich sukcesy oraz innych słabych egzemplarzach płci męskiej.
                --
                Czy ja sobie przeczę?
                Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                Walt Whitman, Pieśń o sobie
                • mojemail3 Re: Muza i Inspiracja? 23.08.13, 11:40
                  zawle napisała:
                  "Rozumiem że w Twojej ocenie w większości wypadków matka= brak konsekwencji? Skąd takie przemyślenia? Widziałam wiele rodzin i nie mogę potwierdzić Twoich wniosków.Brak konsekwencji i zasad ze strony matki występuje najczęściej wtedy gdy szwankuje męska strona związku(...)"

                  Może nie brak konsekwecji, ale konsekwencja jakby mniejsza...
                  Przemyślenia z obserwacji, z przykrością również stwierdzam to zjawisko u siebie;-)
                  W przypadkach patologicznych to widzę próby zrekompensowania dzieciom całego zła, nie wiem jak to oceniać szczerze mówiąc.

                  --
                  Najmi
              • urquhart Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 11:55
                mojemail3 napisała:
                > A "drugim ojcem" można być? Bo ja mam wrażenie,ze dziecko traktuje nas na równi
                > , w kwestii oczekiwań co do czułości i wyjaśniania mu świata...

                Twoje podejście rodzicielskie jest bardzo pragmatyczne zamiast typowo emocjonalno zawłaszczajacego.
                bardzo Podejrzane. Może jesteś tu kolejnym podszywającym sie pod kobietę facetem? :)

                --
                Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
                • rekreativa Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 12:02
                  A może podejście "emocjonalno -zawłaszczające" nie jest podejściem typowym?
                  --
                  Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
                  • urquhart Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 12:28
                    rekreativa napisała:

                    > A może podejście "emocjonalno -zawłaszczające" nie jest podejściem typowym?

                    Wśród babek o męskiej psychice i podwyższonym testosteronem z tego forum na pewno nie typowym.

                    --
                    Bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka (Wiesław Sokoluk).
                    • rekreativa Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 18:49
                      Znowu ta cudowna, wszystko tłumacząca, nobilitująca "męska psychika".
                      A może Ty po prostu rozszerz swoją wizję kobiecości?
                      --
                      Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
                      • that.bitch.is.sick Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 19:00
                        rekreativa napisała:

                        > Znowu ta cudowna, wszystko tłumacząca, nobilitująca "męska psychika".
                        > A może Ty po prostu rozszerz swoją wizję kobiecości?

                        Zaraz, to ty mialas z tym problem biorac niektore
                        "siostry" za facetow. Malo mnie tu nie poddalyscie naturalizacji wy tradycjonaliski;-)cale to wasze,archeo to jedno wykopalisko:-). A teraz ciebie i nas wszyskich jesod posadza o bycie facetem:-p. urqu jakos nie ma problemu by rozroznic kto baba a kto chlop. To wasza "otwartosc" i tolerancja jak szemrana kazdy widzi.
                        --
                        Freedom's just another word for nothing left to lose
                        Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                        • rekreativa Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 19:25
                          Nie niektóre, tylko Ciebie. Na samym początku. Za cholerę nie pamiętam, dlaczego właściwie.

                          Piszesz, że urqu nie ma problemu z rozróżnianiem płci nicków. No nie ma. On tylko wszystkim żeńskim nickom, które piszą coś, co nie pasuje do jego obrazu "typowej kobiety" przyprawia męski mózg i wysoki testosteron.





                          --
                          Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
                          • rafill Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 19:43
                            rekreativa napisała:

                            > Piszesz, że urqu nie ma problemu z rozróżnianiem płci nicków. No nie ma. On tyl
                            > ko wszystkim żeńskim nickom, które piszą coś, co nie pasuje do jego obrazu "typ
                            > owej kobiety" przyprawia męski mózg i wysoki testosteron.

                            Przyprawianie męskiego mózgu brzmi smakowicie. Chociaż ciekawiej brzmi przyprawianie rogów. Swoją drogą ciekawe czemu jest to obecnie określenie pejoratywne, dawniej szaman przyprawiał sobie rogi jako oznakę zwierzęcej siły i kontaktu ze światem przyrody, który był groźny, potężny i tajemniczy. Dzisiaj rogi - niegdyś oznaka samczej dumy wśród zwierząt a także płodności - są symbolem odtrącenia, zażenowania, braku męskiego pierwiastka. Język ewoluuje i bywa wyjątkowo w tym zaskakujący.

                            Wracając do mojej rzekomej wizji kobiecości. Otóż - nie wiem czy zauważyłaś - ale moja obecność na forum zazwyczaj ociera się o prowokację i przekomarzanie się z innymi uczestnikami.
                            Specjalnie dla ciebie, przez chwilę będę "na serio":
                            W gruncie rzeczy jeśli chodzi o ostre podziały, jasne definicje i sprawdzone reguły - jestem ogromnym sceptykiem w zakresie ludzkiej psychologii. To są tak pogmatwane i złożone kwestie, że uważam większość teorii na ten temat za proste, a często wręcz prymitywne uproszczenia, dające jedynie ubogim na duchu pewien pierwiastek oswajania nieznanej sobie rzeczywistości.
                            Mówiąc o szczęśliwych związkach czy o atrakcyjności, można podważyć większą część "złotych reguł" serwowanych nam przez konserwatywne spojrzenie na rzeczywistość i upraszczające podziały "damsko-męskie". One są zwykle tak daleko idącym uproszczeniem, że nie sposób z nich nie drwić. A im kto prostszy tym sobie bardziej świat upraszcza, bo inaczej go nie jest w stanie ogarnąć :)
                            • that.bitch.is.sick Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 20:31
                              rafill napisał:


                              >
                              > Wracając do mojej rzekomej wizji kobiecości. Otóż - nie wiem czy zauważyłaś - a
                              > le moja obecność na forum zazwyczaj ociera się o prowokację i przekomarzanie si
                              > ę z innymi uczestnikami.
                              > Specjalnie dla ciebie, przez chwilę będę "na serio":
                              > W gruncie rzeczy jeśli chodzi o ostre podziały, jasne definicje i sprawdzone re
                              > guły - jestem ogromnym sceptykiem w zakresie ludzkiej psychologii. To są tak po
                              > gmatwane i złożone kwestie, że uważam większość teorii na ten temat za proste,
                              > a często wręcz prymitywne uproszczenia, dające jedynie ubogim na duchu pewien p
                              > ierwiastek oswajania nieznanej sobie rzeczywistości.
                              > Mówiąc o szczęśliwych związkach czy o atrakcyjności, można podważyć większą czę
                              > ść "złotych reguł" serwowanych nam przez konserwatywne spojrzenie na rzeczywist
                              > ość i upraszczające podziały "damsko-męskie". One są zwykle tak daleko idącym u
                              > proszczeniem, że nie sposób z nich nie drwić. A im kto prostszy tym sobie bardz
                              > iej świat upraszcza, bo inaczej go nie jest w stanie ogarnąć :)

                              Rafill ty jesteś tak złożony że zastanawiam się czy sam rozumiesz co żęś powyżej nadźgał. Jak już przestałeś powtarzać przetrawione tezy urqu przez lat kilka, to "wzięłeś" się za gender.
                              Upraszczanie podziałów poprzez robocze kategoryzacje oraz klasyfikacje, to operacje myślowe które dały początek nauce i jej paradygmatom. Nie wykluczają one rozumienia złożoności zjawisk, wręcz porządkują, umożliwiają kumulację wiedzy i ułatwiają widzenie złożoności. Niestety - typologie, klasyfikacje, wszelkie formy porządkowania wiedzy to domena "męskich" umysłów, "kobiece" lepiej sie czują w twórczym chaosie. Nic dziwnego że masz rafill problemy z tymi subtelnościami.

                              --
                              Freedom's just another word for nothing left to lose
                              Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                              • rafill Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 21:38
                                that.bitch.is.sick napisała:

                                > Upraszczanie podziałów poprzez robocze kategoryzacje oraz klasyfikacje, to oper
                                > acje myślowe które dały początek nauce i jej paradygmatom. Nie wykluczają one r
                                > ozumienia złożoności zjawisk, wręcz porządkują, umożliwiają kumulację wiedzy i
                                > ułatwiają widzenie złożoności. Niestety - typologie, klasyfikacje, wszelkie for
                                > my porządkowania wiedzy to domena "męskich" umysłów, "kobiece" lepiej sie czują
                                > w twórczym chaosie.

                                Najwyraźniej to jednak Ty nie rozumiesz.
                                Ja nie neguję potrzeby klasyfikowania rzeczywistości, tylko wyszydzam traktowanie tego procesu jako tworzenia ostatecznego wykładnika prawdy. Bo takie łopatologiczne podejście nie jest objawem "męskiego umysłu" tylko klapek na oczach.
                                • rekreativa Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 21:42
                                  To może jeszcze podpowiedz: jak poznać, kto ma klapki na oczach, a kto się tylko "przekomarza"?
                                  Czy też według Ciebie nie ma to znaczenia?
                                  --
                                  Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
                                  • rafill Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 22:03
                                    rekreativa napisała:

                                    > To może jeszcze podpowiedz: jak poznać, kto ma klapki na oczach, a kto się tylk
                                    > o "przekomarza"?
                                    > Czy też według Ciebie nie ma to znaczenia?

                                    Nie wiem, ale tutaj się wszyscy przekomarzają. To forum to wielka piaskownica :)
                                    Idę ulepić sobie babkę. :P
                                      • jesod Ulep sobie 22.08.13, 22:11
                                        mojemail3 napisała:
                                        > Ulep sobie ulep, taką co by chętna była i grosza nie chciała;-)

                                        Zwłaszcza, że lepienie kosztuje. Prawda? I to powinien jej natychmiast uświadomić. :)
                                      • aniuki Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 23.08.13, 11:27
                                        Ja tam za każdym razem jak jestem z mężem nad jakąś wodą z piaskiem (rzeczka lub Bałtyk nasz słony), to lepię mu piękną syrenę w skali 1:1 wygrzewającą się z rękami za głową, czubki sutek (z muszelek) kierującą ku niebu.
                                        "Ta ci nie będzie zrzędzić kochanie"
                                    • jesod Idę sobie 22.08.13, 22:09
                                      rafill napisał:
                                      > Idę ulepić sobie babkę. :P

                                      Tylko nie zacznij jej dmuchać.
                                      A potem... jak się już rozwali, nie włóż sobie wiaderka na głowę i napierdzielaj łopatką, za karę, gdzie popadnie. :D
                                      • mojemail3 Re: Idę sobie 22.08.13, 22:11
                                        jesod napisała:

                                        > rafill napisał:
                                        > > Idę ulepić sobie babkę. :P
                                        >
                                        > Tylko nie zacznij jej dmuchać.
                                        > A potem... jak się już rozwali, nie włóż sobie wiaderka na głowę i napierdziela
                                        > j łopatką, za karę, gdzie popadnie. :D

                                        No i kto tu ma męski mózg?
                                        Mi, subtelnej kobiecie nie przyszło by do głowy, a i przez język by nie przeszło " dmuchanie babek" ;-)


                                        --
                                        Najmi
                                        • jesod Re: Idę sobie 22.08.13, 22:16
                                          mojemail3 napisała:
                                          > Mi, subtelnej kobiecie nie przyszło by do głowy, a i przez język by nie przeszł
                                          > o " dmuchanie babek" ;-)

                                          A w jakim innym celu Rafill chciał ją sobie ulepić, na tym forum?
                                          Aaaa, co do subtelnych kobiet... Bywa, że przypominają Fionę. ;)
                                                  • rafill Re:Co się robi z naszą Jesod 22.08.13, 22:47
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jestem agnostyczką. Za to słyszałam o osobowości wielorakiej:)

                                                    Jak dobrze pamiętam, mówiłaś coś kiedyś o bardzo starych duszach kołaczących się w niektórych z forumowych ciałek. Chyba że to jak w tej reklamie - "metafora taka" ? :)
                                                  • zawle Re:Co się robi z naszą Jesod 22.08.13, 22:50
                                                    rafill napisał:
                                                    > Jak dobrze pamiętam, mówiłaś coś kiedyś o bardzo starych duszach kołaczących si
                                                    > ę w niektórych z forumowych ciałek. Chyba że to jak w tej reklamie - "metafora
                                                    > taka" ? :)

                                                    A ja tam wiem o co mi chodziło, o ile dobrze pamiętasz:))
                                                    --
                                                    Czy ja sobie przeczę?
                                                    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                                                    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                                                    Walt Whitman, Pieśń o sobie
                                • urquhart Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 23.08.13, 08:51
                                  rafill napisał:
                                  > Najwyraźniej to jednak Ty nie rozumiesz.
                                  > Ja nie neguję potrzeby klasyfikowania rzeczywistości, tylko wyszydzam traktowan
                                  > ie tego procesu jako tworzenia ostatecznego wykładnika prawdy.

                                  Przypominam że każda nauka sztuki to nauka reguł po to żeby je kreatywnie łamać.
                                  Nowe dziedziny nauki korygują stare.
                                  Dobrze udokumentowana neuropsychologia w zasadzie dziś rozbiła w pył "nauki" gender, które życzeniowo przedstawiały kobiety jako lepszą i dojrzalszą płeć.
                                  Myślę że tbis rozumie to dobrze, a i ty rozumiesz ale wyszydzasz i odzuczasz nie bedać w stanie pogodzić sie z konsekwencjami


                                  --
                                  Bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka (Wiesław Sokoluk).
                          • that.bitch.is.sick Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 20:22
                            rekreativa napisała:

                            > Nie niektóre, tylko Ciebie. Na samym początku. Za cholerę nie pamiętam, dlaczeg
                            > o właściwie.
                            >
                            > Piszesz, że urqu nie ma problemu z rozróżnianiem płci nicków. No nie ma. On tyl
                            > ko wszystkim żeńskim nickom, które piszą coś, co nie pasuje do jego obrazu "typ
                            > owej kobiety" przyprawia męski mózg i wysoki testosteron.
                            >

                            Urqu dość konsekwentnie, pewien stały zestaw cech nazywa męskimi i potem analogicznie ten przymiotnik rozciąga na kobiety u których się takich cech dopatruje. Jest to poprawna logicznie opeacja. Podłóż sobie pod "męska" inną nazwę to się przekonasz. Nie podważa jednak faktu bycia kobietami przez osoby które bycie kobietami deklarują. Ty zaś i inne osoby z premedytacją, mimo iż pisze jak wół "kobieta" na profilu moim i innych osób podważacie np. moją tożsamość płciową i negujecie fakt bycia przeze mnie kobietą nie określając przyczyny takich insynuacji.
                            Więc, powtarzam to chyba ty i inne "siostry" powinnyście rozszerzyć swoje horyzonty i rozumienie kobiecości a nie urqu, który horyzonty rozszerzył, jednak nadał tej operacji swoją tradycyjną nazwę.

                            --
                            Freedom's just another word for nothing left to lose
                            Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                            • rekreativa Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 20:59
                              Raz na tym forum, w sytuacji żartu, a nie na serio, nawiązałam do tego, że część osób bierze Cię za faceta. Więc o jakiej premedytacji piszesz pod moim adresem i o jakim podważaniu?
                              --
                              Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
          • rafill Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 17:40
            zawle napisała:

            > Jakoś mną zatrzęsło...trudną rolę nam rozdzieliłeś. Mamy być równocześnie matką
            > i osobą o niższym statusie w dziedzinie osiągnięć? Z tym ze to 100% prawdy. Ko
            > bieta musi być druga, żeby jemu stawał. Lub na tyle cwana żeby on tak myślał.

            Nie masz racji, kobieta może być przed mężczyzną, ale pod warunkiem, że akurat wypina gołą pupę. ;P

            Poza tym, zupełnie odwracasz kota ogonem Zawle. Facet musi być przed nią nie żeby mu stawał, bo prawdziwy facet przeleci wszystko w zagrodzie, nawet psa przy budzie, pod warunkiem, że ten niesiony przerażeniem nie odkryje swoich nienaturalnych gatunkowo zdolności we wspinaniu się na pobliskie drzewa w akompaniamencie żałosnego skowytu. Facet musi być przed nią, żeby ona mu dawała. Bo jak będzie za nią, to ona go prędzej czy później oleje. Raczej prędzej niż później. To facet musi imponować kobiecie, a nie odwrotnie. Sorry, ale naturalna kolej rzeczy jest taka, że to babki dają fajniejszym od siebie facetom, a nie że faceci przelatują mniej fajne od siebie babki. To drugie może być co najwyżej konsekwencją tego pierwszego :)
        • mojemail3 Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 09:52
          urquhart napisał:
          (...)"No może Buonarroti miał muza. :)"

          Z tego co pamiętam z "Udręki i ekstazy" miał żeńską Muzę, platoniczną miłość damy z rodu Medyceuszy...
          Ale to jednak może być literacka fikcja, książka była dla młodzieży, a autora poprawność polityczna nie obowiązywała;-)

          urquhart napisał:
          (...)"To że mężczyzna który jest inspiracją rozwoju(...)) łatwo staje się kochankiem"

          Tak się zdarza i nic złego w tym nie widzę...W moim przypadku brydż i wędkarstwo sobie odpuściłam, niech ma swój czas, swoje sprawy, ale np. w narciarstwo ja go mocniej wciągnęłam...Zasadniczo dobrze, gdy ciągniemy się w górę a nie w dół...
          --
          Najmi
    • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 21:36
      urquhart napisał:

      (...)"efekt Michała Anioła. Nazwą nawiązał do wypowiedzi słynnego rzeźbiarza, który uważał, że bloki marmuru ukrywają w sobie piękno, idealne figury, a zadanie rzeźbiarza polega jedynie na usunięciu kamienia, który je zasłania. Odkryć i wydobyć ukryte w kamieniu kształty (...)"

      Bardzo to piękna metafora, ale...czy w związkach nie ma zastosowania prosta zasada : " z kim przestajesz takim się stajesz" ???
      Ileż to jest współuzależnionych itp.
      Ale...prawdą jest,że w zdrowym związku, można się przy partnerze rozwijać, pokonywać ograniczenia własne, nie żerując na kimś, ale jednak wyzbywac się lęków i uprzedzen.
      --
      Najmi
      • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 21:43
        Urquhart napisał:
        >" (...)"efekt Michała Anioła. Nazwą nawiązał do wypowiedzi słynnego rzeźbiarza, k
        > tóry uważał, że bloki marmuru ukrywają w sobie piękno, idealne figury, a zadani
        > e rzeźbiarza polega jedynie na usunięciu kamienia, który je zasłania. Odkryć i
        > wydobyć ukryte w kamieniu kształty (...)"

        A najlepsze jest to,że ten boski Michał Anioł Buonarroti, wyznania był homoseksualnego, brzydki jak noc i jeszcze się w tym samym dniu marca co ja urodził...
        Ale, jak ktoś na żywo widział jego dzieła, to za tą teorią pójdzie jak w dym...
        • that.bitch.is.sick Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 22:40
          mojemail3 napisała:

          >
          > A najlepsze jest to,że ten boski Michał Anioł Buonarroti, wyznania był homosek
          > sualnego, brzydki jak noc i jeszcze się w tym samym dniu marca co ja urodził...
          > Ale, jak ktoś na żywo widział jego dzieła, to za tą teorią pójdzie jak w dym...

          :))) mam nadzieję, że czytałaś "udrękę i ekstazę", Irvinga Stone'a o Michale Aniele? Uwielbiam tą książkę, choć tam Michał Anioł jest przedstawiony jako niewolnik twórczej pasji, rzeczywiście była tam teza że w bloku marmuru zaklęty jest kształt w którym oko rzeźbiarza dostrzega kształt przyszłego dzieła. Jeśli to ma się odnosić do związków to metafora jest piękna ale ja nie potrzebuję wzniosłej metafory, poszukiwania zbawcy - Chrystusa co za mnie umrze w mojej pościeli, nie potrzebuję też bycia dla nikogo zbawcą, kagankiem, demiurgiem mój boże:), moje cycki nie zdewociały jeszcze jak niektórym na szczęście.
          Michał Anioł w istocie wg Vasariego ponoć był pozbawionym artystycznych chimer i egzaltacji sprawnym rzemieślnikiem i w tym jego geniusz. Nie dorabiał wyszukanych znaczeń do swojej roboty. Stąd trafiają do mnie ludzie którzy nie mają potrzeby dorabiania ideologii do swojego seksu, bo przecież tylko o tym tu gadamy:) zazwyczaj. A ja "Lubię wrony" choć W berżeretkach, balladach, canzonach
          Bardzo rzadko jest mowa o wronach,
          A ja mam taki gust wypaczony,
          Że lubię wrony...:)))))
          --
          Freedom's just another word for nothing left to lose
          Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
          • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 22:52
            tchat.bitch.is.sick napisała:
            >" :))) mam nadzieję, że czytałaś "udrękę i ekstazę", Irvinga Stone'a o Michale An
            > iele? Uwielbiam tą książkę, choć tam Michał Anioł jest przedstawiony jako niewo
            > lnik twórczej pasji (...)"

            Czytałam, jeszcze w podstawówce, ogromnie byłam tą książką zafascynowana...
            Nie wiem, jak teraz odebrałabym tą lekturę?

            tchat.bitch.is.sick napisała:

            (...)" Michał Anioł w istocie wg Vasariego ponoć był pozbawionym artystycznych chime
            > r i egzaltacji sprawnym rzemieślnikiem i w tym jego geniusz. Nie dorabiał wyszu
            > kanych znaczeń do swojej roboty. (...)"

            Myślę,że w istocie tak było, tym bardziej,że w tamtych czasach artyści nie byli zbyt wysoko w społecznej hierarchii, ot rzemieślnicy-najemnicy...
            Daj nam Panie Boże takich rzemieślników wśród lekarzy, co się często za artystów uważają niestety...( szczególnie w naszym kraju)

            Widziałam kaplicę Sykstyńską, która mnie poraziła ogromem i kunsztem pracy i Pietę, co ją pewien wariat młotkiem zmasakrował, dlatego teraz jest za szybą kuloodporną i nie mogę się oprzeć wrażeniu boskości tych dzieł...

            • urquhart Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 08:53
              > tchat.bitch.is.sick napisała:
              > >" :))) mam nadzieję, że czytałaś "udrękę i ekstazę", Irvinga Stone'a o Mic
              > hale An
              > > iele? Uwielbiam tą książkę, choć tam Michał Anioł jest przedstawiony jako
              > niewo
              > > lnik twórczej pasji (...)"
              >
              > Czytałam, jeszcze w podstawówce, ogromnie byłam tą książką zafascynowana...
              > Nie wiem, jak teraz odebrałabym tą lekturę?


              Książki o twórczej pasji Michała Anioła... proszę mieliśmy podobne inspiracje w podobnym czasie :)
              Ale mnie jeszcze bardziej wtedy wkręciły książki Leonardzie o da Vinci. Dziś stał się modny.

              --
              Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
      • urquhart Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 09:03
        Pisałem kiedyś że będąc ostatnim klientem w Lidlu usłyszałem symptomatyczną rozmowę dwu kasjerek w temacie.
        Wiesz mój brat zdradza żonę. A to męska świnia! mówi druga, powinnaś jej powiedzieć i razem go ukarać! No ale wiesz, on się od dwu miesięcy strasznie zmienił na lepsze, zaczął się często myć, kupować dobrą wodę kolońską i ładne stylowe koszule, biegać i zrzucił parę kilo, chodzi rozpromieniony, zupełnie inny, A ta żona , co na to? Ogląda dalej seriale jest zapyziala i nic nie zauważyła. I w sumie nie wiem teraz myśleć: czy to dobrze czy to źle że zdradza.
        :)
        --
        Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
        • prosty_facet Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 23.08.13, 00:04
          urquhart napisał:

          > Pisałem kiedyś że będąc ostatnim klientem w Lidlu usłyszałem symptomatyczną roz
          > mowę dwu kasjerek w temacie.
          > Wiesz mój brat zdradza żonę. A to męska świnia! mówi druga, powinnaś jej powied
          > zieć i razem go ukarać! No ale wiesz, on się od dwu miesięcy strasznie zmienił
          > na lepsze, zaczął się często myć, kupować dobrą wodę kolońską i ładne stylowe k
          > oszule, biegać i zrzucił parę kilo, chodzi rozpromieniony, zupełnie inny, A ta
          > żona , co na to? Ogląda dalej seriale jest zapyziala i nic nie zauważyła. I w s
          > umie nie wiem teraz myśleć: czy to dobrze czy to źle że zdradza.
          > :)

          No przecież się facet zmienił na lepsze - a przecież Wy kobiety tego oczekujecie - znaczy że dobrze ;-)


          --
          "Nie oceniaj mnie, bo chociaż wyglądam na wieśniaka - niezły ze mnie jebaka ..."
    • aniuki Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 11:33
      Wysoko poszybowaliście z tym ciosaniem marmuru.
      A mi i tak najgłębiej utkwiła w głowie historia gołębiarza. Z rosołem z gołębi. I nową żoną, przy której gołębiarz zaczął zdobywać medale na wystawach...

      Dlaczego stara żona nie chciała zaakceptować gołębiarza?
      Dlaczego nowa żona go zaakceptowała razem z jego obsrywającymi gołębnik medalistami?

      Dlaczego przy starej nie mógł tych medali zdobyć - choćby jej na złość?

      To wszystko jest dla mnie bardziej pouczające niż Sykstyna.
      Gdyż albowiem niedawno byłam bardzo blisko tej starej żony... Za blisko.
      • mojemail3 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 11:48
        aniuki napisała:

        (...)"Dlaczego stara żona nie chciała zaakceptować gołębiarza?
        Dlaczego nowa żona go zaakceptowała razem z jego obsrywającymi gołębnik medalistami?"

        A już musisz podpytac Urquharta, ale nie wiem, czy to nie tajemnica rodzinna;-)

        Może to była żona z gatunku tych, co ją wszystko wkurza?
        Jak w tym kawale, przychodzi baba do lekarza i mówi,że ją wszystko wkurza ( dosadniej...) nawet seks, bo niech się ten mąż zdecyduje, do przodu czy do tyłu;-)
        Nie mylić z " od przodu czy od tyłu"...

        --
        Najmi
      • marek.zak1 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 11:50
        W związku partnerzy nie powinni ustawiać się w opozycji do pasji partnera., a umozliwiać ich realizację. Widziałem wiele razy, jak po ślubie żony widziały pasje jako swoich konkurentów i były o nie bardzo zazdrosne, próbując zniechęcić mężów do nich. Jest to jednakże, moim zdaniem, element walki o władzę i wpływy w związku.
        • that.bitch.is.sick Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 12:14
          marek.zak1 napisał:

          > W związku partnerzy nie powinni ustawiać się w opozycji do pasji partnera., a u
          > mozliwiać ich realizację. Widziałem wiele razy, jak po ślubie żony widziały pa
          > sje jako swoich konkurentów i były o nie bardzo zazdrosne, próbując zniechęcić
          > mężów do nich. Jest to jednakże, moim zdaniem, element walki o władzę i wpływy
          > w związku.

          Jakze plynnie przeszlismy od opcji insprowania do odpowiedzialnosci zony za sukcesy meza lub ich brak .Zaczelas aniuki, a ty sie nie czujesz winna jesli sie okaze ze maz ma jednak kochanke? A moze powinnas. zawle by miala pewnie okreslenie na taki uklad. I chyba bym sie z nia zgodzila tym rqzem


          --
          Freedom's just another word for nothing left to lose
          Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
          • marek.zak1 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 12:20
            Żona nie jest odpowiedzialna za sukcesy męża, ale może pomóc albo niekoniecznie. Ostatnio Robert Lewandowski powiedział po ślubie, że spokój i stabilizacja w domu pomagaja mu skoncentrować się wyłącznie na piłce. Zgadzam sie z tym stwierdzeniem.
            • mojemail3 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 12:28
              marek.zak1 napisał:

              (...)"Lewandowski powiedział po ślubie, że spokój i stabilizacja w domu pomagaja mu skoncentrować się wyłącznie na piłce. Zgadzam sie z tym stwierdzeniem (...)"

              A to nie jakieś autoryzowane bujdy dla celebryckich magazynów?
              Jak chciał spokoju i stabilizacji to raczej się nie powinien na małżeństwo decydowac...


              Najmi
              • zawle Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 12:52
                Mam za ścianą pana z pasją. Żona ( druga) z gatunku tych, które gdy kochają to wszystko. I tak pokochała jego pasję miłością wielką. Wspiera, jeździ razem z nim, pomaga. W zamian prosi ( nie żąda) aby on czasami wsparł ją. Czasami zauważył i zrozumiał jej potrzeby. Ni chuja. Wsparcie ma działać w jedną stronę, jej potrzeby to niepotrzebne, wypowiedziane w niewłaściwym momencie fanaberie. Ona powoli zaczyna w jego pasjach widzieć rywala.
                Znam inną rodzinę. Facet zasuwa na dwa etaty, przynosi do domu zarobione pieniądze. Jeśli nawet nie spełnia wszystkich potrzeb żony, ona wie że albo, albo. Decyzje podejmują wspólnie. Też ma pasję. Lubi łowić ryby. Również dalekomorskie. To nie jest bogata rodzina. Ale ona mu na to pozwala....wie że on też musi zrobić coś dla siebie. Jego pasje nie są rywalem dla niej. Oczywiście można upraszczać i twierdzić że ONE są winne. Ale czasami nie o te pasje chodzi. Tylko o to co się dzieje poza nimi.
                --
                Czy ja sobie przeczę?
                Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                Walt Whitman, Pieśń o sobie
                • zawle Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 13:01
                  A teraz porozmawiajmy o badaniach jakie mogłyby zostać przeprowadzone na tą okoliczność. Urgu zapodałby nam nowego linka. Wnioski byłyby prawdziwe, jednak nie wyjaśniałyby nic. Z tego powodu dawno temu nie zostałam na uczelni.
                  --
                  Czy ja sobie przeczę?
                  Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                  ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                  Walt Whitman, Pieśń o sobie
                • jesod Wsparcie w jedną stronę 23.08.13, 15:13
                  zawle napisała:
                  > Wsparcie ma działać w jedną stronę, jej
                  > potrzeby to niepotrzebne, wypowiedziane w niewłaściwym momencie fanaberie.

                  Piotruś Pan i jego zabawki.

                  zawle napisała:
                  > Ona powoli zaczyna w jego pasjach widzieć rywala.

                  Wcześniej zaślepiły ją złudzenia i własna moc dokonania ewentualnych zmian na wypadek nieprzewidzianej, przez nią, awarii.

                • kutuzow bo ona mu POZWALA 23.08.13, 15:23
                  zawle napisała:

                  zawle jasne, że nie trudno trafić na osobniki które ciągną tylko do siebie (niezależnie od płci).

                  Przyznasz jednak że jest coś w tym że duża grupa kobiet, gdy tylko okopią się na bezpiecznych pozycjach zaczynają próbę sił, na zasadzie "chciałabym, żeby wolał mnie od swojej pasji".

                  przed chwilą linkowałem powyżej art dla Aniuki
                  www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,9314313,Jak_sie_odkleic.html

                  Zobacz że nawet Ty napisałaś:
                  > Lubi łowić ryby. Również dalekomorskie.
                  > To nie jest bogata rodzina. Ale ona mu na to pozwala....wie że on też musi zro
                  > bić coś dla siebie.

                  Słowo klucz: POZWALA. Widzisz nie użyłaś innego słowa np. akceptuje, rozumie itp. użyłaś tego które sugeruje że to partner ma decyzję czy druga strona może czymś się zająć czy nie.

                  Po drugiej stronie skali jest podejście takie jak ma Marek (i ja), czyli poinformowanie partnera na zasadzie uprzedzenia o planach a nie pytanie o ZGODĘ.

                  Mam np. kolegę który prowadzi dużą firmę, zarabia na cały dom, powodzi im się nieźle. Zasuwa po 12-14 godz /dobę i czasami gdy ma ochotę ze mną pograć w jakąś strategię wieczorem (dla odprężenia), to biedak musi się pytac o zgodę własnie żony. Co ciekawe dostaje zgodę tak raz na 2-3 miesiące na jeden "wolny" wieczór (gramy tak do od 22 do 1-2 w nocy). Dla mnie to niepojąte. Rozumiem że dziecko musi się pytac matki o zgodę, ale mąż żony?
                  • that.bitch.is.sick Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 15:40
                    kutuzow napisał:

                    > zawle napisała:
                    >
                    > zawle jasne, że nie trudno trafić na osobniki które ciągną tylko do siebie (nie
                    > zależnie od płci).
                    >
                    > Przyznasz jednak że jest coś w tym że duża grupa kobiet, gdy tylko okopią się n
                    > a bezpiecznych pozycjach zaczynają próbę sił, na zasadzie "chciałabym, żeby wol
                    > ał mnie od swojej pasji".
                    >
                    > przed chwilą linkowałem powyżej art dla Aniuki
                    > www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,9314313,Jak_sie_odkleic.html
                    >
                    > Zobacz że nawet Ty napi

                    O boze teraz zacznie sie kutuzow, rozbryzgi urojonej wojny plci i jego mantra o kobietach uwieszonych na partnerze. Nie o tym byla rozmowa tylko o aniuki co sie czuje oepowiedziana za obsrany golebnik i ptasich medalistow w domysle, bo za malo mezowi w pasji sie przysluzyla, sorry pilnujac by sie dzieci nie chowaly po romsku. Co to ma wspolnego z pozwalaniem? Moze by tak na temat plizz MR






                    >


                    --
                    Freedom's just another word for nothing left to lose
                    Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                    • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 16:08
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > O boze teraz zacznie sie kutuzow, rozbryzgi urojonej wojny plci i jego mantra o
                      > kobietach uwieszonych na partnerze. Nie o tym byla rozmowa tylko o aniuki co s
                      > ie czuje oepowiedziana za obsrany golebnik i ptasich medalistow w domysle, bo z
                      > a malo mezowi w pasji sie przysluzyla, sorry pilnujac by sie dzieci nie chowaly
                      > po romsku. Co to ma wspolnego z pozwalaniem? Moze by tak na temat plizz MR

                      Aniuki to jest jedna z niewielu osob, ktora pisze szczerze i otwarcie o swoim zyciu na forum. Czy to nie Ty Bitch stwierdzilas ostatnio, ze przez obecnosc paru osob na forum nie jestes w stanie sie zwierzyc czy otworzyc? A teraz sama osobiscie pracujesz solidnie nad tym, zeby nawet Aniuki sie zamknela.
                      • aniuki Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 16:51
                        ha!
                        i tutaj trochę chyba rozczaruję z tą otwartością

                        Bo właśnie trzeci raz od wczoraj próbuję sklecić posta, który dobrze opisze mój trójkąt z czterema bokami ja-mąż-pasja-wspólniczka
                        i trzeci raz go kasuję - bo zbyt się odsłaniam, albo to robi się tak skomplikowane że bez wodki nie razbieriosz.
                        Efekt jest taki, że wskutek moich niedomówień Wasza dyskusja skręca w stronę "żona kontra pasja męża". Też ciekawe, ale u mnie nie do końca trafione.


                        OK, spróbuję na tych gołębiach. Bardzo dobrze. Albo rybki, whatever.

                        A więc hodowaliśmy gołebie 15 lat, karmienie ich i sprzątanie po nich to było coś w czym oboje byliśmy happy. Zakochani w sobie i gołębiach. Wystawialiśmy je wspólnie na wystawach, było git. Dla niego to był zawód, a ja mu pomagałam.
                        Mijały lata a się nam rozjechały wizje nt. użytkowania oraz diety gołębia. Oraz terminów regulowania faktur za karmę.
                        Zatem każde hodowało od tej pory swoje stado, na własnych zasadach, ale wciąż w jednym gołębniku, wciąż wystawy. Choć sporo konfliktów i szarpaniny...
                        I wtedy w moje stado pierdolnął piorun i moje gołębie szlak trafił.
                        Próbowałam zająć się gołębiami męża, ale nic z tego nie wyszło.

                        Pewnego dnia powiedziałam "zostawiam to, nic mnie już tu nie trzyma, zresztą zmęczyłam się".
                        I poszłam w swój zawód + dzieci. Odcięłam się zupełnie. Oczywiście nie mogłam chodzić na starówkę bo jak widziałam gołębia to ryczałam - ale odcięłam się psychicznie i czekam aż zachce mi się wrócić na innych warunkach. I tak nie mam teraz kasy na nowe stado.

                        Mężowi samemu trudno z tym gołębnikiem. Więc znalazła się menedżerka, dołączyła swoje stado. Mają wspólne wizje nt. chowu i żywienia, ona mu mniej marudzi niż ja kiedyś. Jest więcej sukcesów z wystaw.

                        Nie odciągam go od pasji, tylko sama się od niej odpiłowałam po latach.
                        Nasz związek był zbudowany na pasji.
                        Gdy jedna strona się od tego odcięła, fundamentem nieco zachwiało.

                        Fascynacja też w tym jest - ta nowa jest/była mężem zafascynowana. Dobrze że nie w drugą stronę (dobrze dla mnie).
                        Odpowiedzialność za sukcesy w zawodzie - niby nie biorę jej na siebie, bo i tak mam na grzbiecie sporo. Ale - jakiś to wszystko wpływ na męża i jego działanie ma.
                        On wciąż czeka aż ja wrócę, drzwi gołębnika otwarte.
                        Dojrzewam do tego i nie wykluczam - ale nie mam pojęcia na jakich zasadach.


                        No i co, teraz to już zupełnie namotałam. W dodatku w wątku pobocznym do mojego.
                        • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 19:45
                          aniuki napisała:

                          > On wciąż czeka aż ja wrócę, drzwi gołębnika otwarte.
                          > Dojrzewam do tego i nie wykluczam - ale nie mam pojęcia na jakich zasadach.

                          Ale o co chodzi jak sie bedziecie dzielic kasa, kto ma rzadzic czy ze ta babka ma wypad zrobic? :-) Negocjujcie.
                          • rafill Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 19:59
                            hello-kitty2 napisała:

                            > Ale o co chodzi jak sie bedziecie dzielic kasa, kto ma rzadzic czy ze ta babka
                            > ma wypad zrobic? :-) Negocjujcie.

                            Najsmutniejsze, że jeśli terytorium zostanie obronione, to najprawdopodobniej prędzej niż później czapla znów strzeli dąsy :) Dlatego z punktu widzenia faceta moim zdaniem nie warto w to wchodzić, tzn. nie warto składać broni. Pożądanie będzie tak długo, jak długo będzie ją trzymał w szachu.
                            To nie jest tak, że baby są wredne i niewdzięczne. Z facetem byłoby podobnie - tak nas zaprogramowała natura. Proste mechanizmy pogoni i ucieczki.
                          • aniuki Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:08
                            Tak, to co napisałaś, też.
                            Ale największa trudność jest chyba w tym:
                            dla mnie ta pasja to pasja
                            dla niego ta pasja to zawód

                            Rozpatrywałam nawet powrót do tego od nowa, w zupełnie innym ośrodku/środowisku, byle nie łączyć pasji z mężem i nie wchodzić w stare konflikty....
                            Ale to było zimą, gdy jeszcze byłam na niego wściekła i podsycaliśmy oboje wzajemną złość.
                            Teraz topór zakopany, jestem nastawiona pokojowo i negocjacyjnie.

                            I moja decyzja by wrócić do tej pasji np. w innym ośrodku 30 km od domu, podczas gdy on ma zaplecze itp - czy to by nie był właśnie cios dla niego? Byłby.
                            To byłaby widoma oznaka, że już z własnym mężem nawet wśród tych "gołębi" nie mogę wytrzymać. Ślepa uliczka.
                            Druga uliczka to olać gołębie, i zająć się wspinaczką/malarstwem, czymś nowym. Tylko że serce wzywa do starych emocji...

                            Muszę to na spokojnie przemyśleć a potem podjąć ten temat z mężem.
                            O tym w ogóle jeszcze nie rozmawialiśmy.

                            (Wyobraziłam sobie obrazek jak z reklamówek jehowów:
                            Ja, ona i mąż, wspólnie zaangażowani w te "gołębie", w zgodzie i miłości jedziemy na wystawę i wszyscy troje odbieramy medal a nad naszą grupą rozpościera się siedmiobarwna tęcza.
                            Może się jeszcze kiedyś w wątku swing odezwę? ;) :)

                            <<po raz pierwszy od kiedy to się wszystko dzieje, udało mi się to ubrać w słowa, dziękuję że mogę tu sobie popisać>>
                            • marek.zak1 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:23
                              Jak robicie to samo, czy aktorstwo, czy gołębie, zawsze będzie konkurencja i konflikty. Skoro dla niego gołębie to zawód, a dla Ciebie pasja, to raczej Ty powinnaś była ustąpić, co uczyniłaś i zająć się np. strusiami. Nosi Cię do starej pasji i to zwiastuje konflikty.
                              • aniuki Re: bo ona mu POZWALA 24.08.13, 08:06
                                Nosi mnie.
                                Także dlatego, że na tym przez 15 lat budowaliśmy związek.

                                Rozmawiałam wczoraj z człowiekiem z tej branży, który ma taką samą sytuację w małżeństwie. Sam ma etat w klubie, a dla żony jest to zajęcie po godzinach. Identycznie jak my poznali się przed laty nawet w tym samym miejscu i jak u nas ich związek oparty jest na tej wspólnej bazie.
                                Powiedział mi: słuchaj, jak będziesz miała na papierze staż 21 lat, to będziesz już wiedzieć :)
                                No więc mam dopiero połowę.. może dlatego tak trudno...

                                Poza tym powiedział mi, że dotąd nie rozumie mojego odejścia, że sam miał wiele kryzysów, ale odejścia od pasji sobie nie wyobraża. Na jego miejscu też bym nie rozumiała swojego postępowania..
                            • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:28
                              aniuki napisała:

                              > Tak, to co napisałaś, też.
                              > Ale największa trudność jest chyba w tym:
                              > dla mnie ta pasja to pasja
                              > dla niego ta pasja to zawód

                              Ano wlasnie. A Ty nie chcialabys, zeby ta pasja stala sie Twoim zawodem? Bo jesli nie to wg mnie Twoja pozycja negocjacyjna w tym temacie jest slabsza.

                              Widywalam czesto takie obrazki gdy kobieta ''pomagala'' mezowi w prowadzeniu wlasnej firmy. To bylo bolesne dla wszystkich lacznie z pracownikami :)))

                              A inna sprawa czy chcialabys z mezem spedzac czas zarowno w pracy, jak i w domu? Czy to by oznaczalo ciagly, calodzienny kontakt? Nie jest to rozwiazanie dobre dla wszystkich.
                              • aniuki Re: bo ona mu POZWALA 24.08.13, 08:17
                                Mam swój własny zawód, uwielbiam go, jestem w nim lepsza niż w tej pasji i mam w nim lepsze możliwości rozwoju.
                                Aczkolwiek dorabianie na ukochanej pasji też było miłe.

                                Mam wrażenie, że właśnie fakt, że mam własną niezależną drogę (zawód) i sobie nią poszłam nie oglądając się za siebie znacznie wzmacnia moją pozycję.
                                Może jestem w błędzie.

                                Pomagać już nie mogę. Wkurwia mnie jego specyficzne podejście, niestety żałuję, ale odpadam. Jakoś mi to nie przeszkadzało gdy miałam 20 lat. Teraz mam dość tłumaczenia się przed ludźmi.
                                A tyle lat robiliśmy to tylko we dwójkę.... Jak to się udawało, do cholery? Może brak dzieci, tego wszystkiego. dystans do wielu spraw.. Tak, chyba naprawdę macierzyństwo mnie zmieniło w dużym stopniu.


                                Z małżonkiem cały dzień w pracy i to przez całe małżeństwo - znam takie pary i podziwiam. Rzadko ale się zdarza. Wymaga jakiegoś niesamowitego dotarcia.


                    • kutuzow Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 17:56
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > O boze teraz zacznie sie kutuzow, rozbryzgi urojonej wojny plci i jego mantra o
                      > kobietach uwieszonych na partnerze. Nie o tym byla rozmowa tylko o aniuki co s
                      > ie czuje oepowiedziana za obsrany golebnik i ptasich medalistow w domysle, bo z
                      > a malo mezowi w pasji sie przysluzyla, sorry pilnujac by sie dzieci nie chowaly
                      > po romsku. Co to ma wspolnego z pozwalaniem? Moze by tak na temat plizz MR

                      Bitch -zerknij sobie łaskawie na drzewko i zobacz KOMU odpisuje. Rozmawiam sobie z zawle więc nie podniecaj się tak z łaski swojej bo potem robisz się zadziorna ;-)
                  • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 16:48
                    kutuzow napisał:
                    > Przyznasz jednak że jest coś w tym że duża grupa kobiet, gdy tylko okopią się n
                    > a bezpiecznych pozycjach zaczynają próbę sił, na zasadzie "chciałabym, żeby wol
                    > ał mnie od swojej pasji".

                    Przyznam. Przyznam też że o ekstremach fajnie się gada. I fajnie czyta. Zwłaszcza radochę mają panowie z pierwszej bajki.

                    > Zobacz że nawet Ty napisałaś:
                    > > Lubi łowić ryby. Również dalekomorskie.
                    > > To nie jest bogata rodzina. Ale ona mu na to pozwala....wie że on też mus
                    > i zro
                    > > bić coś dla siebie.
                    > Słowo klucz: POZWALA. Widzisz nie użyłaś innego słowa np. akceptuje, rozumie it
                    > p. użyłaś tego które sugeruje że to partner ma decyzję czy druga strona może cz
                    > ymś się zająć czy nie.

                    Bo akceptować można fakt że facet nie potrafi wcelować do kibla, ale przyzwolić/pozwolić można mu na unikanie sprzątania po sobie. I tu analogicznie...jak już wspomniałam, nie jest to bogata rodzina i taki wydatek jest sporym wydatkiem. Żona uważa że mu się to należy. Należy za to jakim jest człowiekiem i co dla nich robi. Pozwala mu na ugryzienie dużego kawałka tortu, bo go szanuje-bo on ją szanuje.

                    > Mam np. kolegę który prowadzi dużą firmę, zarabia na cały dom, powodzi im się n
                    > ieźle. Zasuwa po 12-14 godz /dobę i czasami gdy ma ochotę ze mną pograć w jakąś
                    > strategię wieczorem (dla odprężenia), to biedak musi się pytac o zgodę własnie
                    > żony. Co ciekawe dostaje zgodę tak raz na 2-3 miesiące na jeden "wolny" wieczó
                    > r (gramy tak do od 22 do 1-2 w nocy). Dla mnie to niepojąte. Rozumiem że dzieck
                    > o musi się pytac matki o zgodę, ale mąż żony?

                    Poszliśmy w las poszukać przemocy domowej.
                    --
                    Czy ja sobie przeczę?
                    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                    Walt Whitman, Pieśń o sobie
                    • kutuzow Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 17:54
                      skoncentruje się na jednym żeby nie rozwadniać:

                      zawle napisała:
                      > Bo akceptować można fakt że facet nie potrafi wcelować do kibla, ale przyzwolić
                      > /pozwolić można mu na unikanie sprzątania po sobie. I tu analogicznie...jak już
                      > wspomniałam, nie jest to bogata rodzina i taki wydatek jest sporym wydatkiem.
                      > Żona uważa że mu się to należy. Należy za to jakim jest człowiekiem i co dla ni
                      > ch robi. Pozwala mu na ugryzienie dużego kawałka tortu, bo go szanuje-bo on ją
                      > szanuje.

                      Po pierwsze między akceptowaniem a POZWALANIEM jest duża różnica. Możesz akceptować lub nie coś co już się wydarzyło lub się dzieje. Przy pozwalaniu jest DECYZYJNOŚĆ.
                      I o to mi własnie chodzi, że częśc kobiet sobie niejako domyślnie przypisuje decyzyjność. Jest to zupełnie odmienne z tym co np. pisał Marek.

                      Kolejna kwestia to finanse w związku, tutaj także napisałaś że ona mu POZWALA wydać kasę. Co ciekawe gdyby to facet POZWALAŁ kobiecie wydawać kasę (czyli ew. mogłby NIE POZWALAĆ czasami jeśli by czegoś nie akceptował) to nagle byłoby że to przemoc ekonomiczna itp.
                      Sorry ale czemu ona ma mu POZWALAĆ na wydanie kasy, czemu on sam nie może decydować ta kasą -wyjaśnij mi to proszę, bo to jest tak odległe od moich klimatów że tego nie rozumiem.

                      Oczywiście kolejne pytanie które się nasuwa, od czego zależy kto ma decydować czyj pomysł na wydatki jest wazniejszy. Przykład, mamy 500 PLN "wolnych" pieniędzy na koniec miesiąca.
                      Żona wpadła na pomysł że skoro jest kasa do wydania to on kupi sobie wymarzone szpilki za 400 PLN. Mąż w tym samym czasie pomyślał że przydałaby mu się nowa karta graficzna bo nowe gierki lepiej będą działały za 460 PLN. Pytanie kto z nich ma decydować co jest ważniejsze? Kto komu ma pozwolić na wydatek?
                      • marek.zak1 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 18:24
                        Mam kolegę, który jest przedsiebiorca i bardzo zamożnym człowiekiem. Jemu żona pozwala grać w tenisa, albo nie. Zależy o humoru i kierunku wiatru.
                        Jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy, tu wracam do tematu, kto ma decydujacy głos wtedy, gdy kompromis jest niemozliwy. Ten, kto rządzi.
                        • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 18:58
                          marek.zak1 napisał:

                          > Mam kolegę, który jest przedsiebiorca i bardzo zamożnym człowiekiem. Jemu żona
                          > pozwala grać w tenisa, albo nie. Zależy o humoru i kierunku wiatru.
                          > Jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy, tu wracam do tematu, kto ma decydujacy głos
                          > wtedy, gdy kompromis jest niemozliwy. Ten, kto rządzi.


                          Twój kolega doświadcza przemocy. Polecam terapię. No chyba że jest szczęśliwy..nie warto takich ludzi budzić.
                          --
                          Czy ja sobie przeczę?
                          Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                          ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                          Walt Whitman, Pieśń o sobie
                            • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 19:38
                              A może minutę wcześniej przeleciał jej koleżankę w kibelku?:)
                              --
                              Czy ja sobie przeczę?
                              Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                              ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                              Walt Whitman, Pieśń o sobie
                      • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 18:56
                        kutuzow napisał:> Po pierwsze między akceptowaniem a POZWALANIEM jest duża różnica. Możesz akcept
                        > ować lub nie coś co już się wydarzyło lub się dzieje. Przy pozwalaniu jest DECY
                        > ZYJNOŚĆ.
                        > I o to mi własnie chodzi, że częśc kobiet sobie niejako domyślnie przypisuje de
                        > cyzyjność.

                        Masz rację. W mojej ocenie akceptacja to więcej niż przyzwolenie. Ale rzeczywiście przy pozwalaniu jest decyzyjność. A w zdrowym związku w pewnych sprawach każda strona może podejmować swoje decyzje, ale są tematy w których te decyzje powinny być wspólne. Oczywiście granice między jednym a drugim są sprawą indywidualną. Jeśli kobieta/mężczyzna nie pozwala partnerowi na uprawianie swojej pasji, chociaż to z niczym nie koliduje ( kasa, obowiązki) to jest to to o czym mówisz...walka o władzę/chęć poniżenia- jednym słowem przemoc. Ale ludzie z pasjami potrafią się w nich tak zatracić, że zapominają że założyli rodzinę i podjęli się pewnych zobowiązań/obowiązków.
                        Wydaje mi się że to co Ty nazywasz nieuprawnioną potrzebą decyzyjności jest tak naprawdę uprawnioną potrzebą dzielenia się trudami dnia codziennego.

                        > Kolejna kwestia to finanse w związku, tutaj także napisałaś że ona mu POZWALA w
                        > ydać kasę. Co ciekawe gdyby to facet POZWALAŁ kobiecie wydawać kasę (czyli ew.
                        > mogłby NIE POZWALAĆ czasami jeśli by czegoś nie akceptował) to nagle byłoby że
                        > to przemoc ekonomiczna itp.
                        > Sorry ale czemu ona ma mu POZWALAĆ na wydanie kasy, czemu on sam nie może decyd
                        > ować ta kasą -wyjaśnij mi to proszę, bo to jest tak odległe od moich klimatów ż
                        > e tego nie rozumiem.

                        Nie jest tak do końca. Nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwie przemocą ekonomiczną sytuacji w której facet nie da babie 400 zł na nowe buty. Nie będę Ci tu linkować jakie kryteria spełnia przemoc bo uważam Cię na mądrego faceta. W wydawaniu kasy na przyjemności musi być umiar lub współdecydowanie, bo jest to temat dotyczący nie podstawowych POTRZEB ( dajmy sobie spokój z piramidą Masłowa).

                        > Żona wpadła na pomysł że skoro jest kasa do wydania to on kupi sobie wymarzone
                        > szpilki za 400 PLN. Mąż w tym samym czasie pomyślał że przydałaby mu się nowa k
                        > arta graficzna bo nowe gierki lepiej będą działały za 460 PLN. Pytanie kto z ni
                        > ch ma decydować co jest ważniejsze? Kto komu ma pozwolić na wydatek?

                        :)))
                        Myślę że wiem o czym mówisz. I myślę że Ty też wiesz o czym ja mówię. W pewnym momencie nie chodzi o pasje, tylko o coś zupełnie innego....o przemoc, o skrajny egoizm, o brak rozmowy i brak słuchania. Są kobiety którym będzie leciała krew z nosa ale dla posiadania/uszczęśliwienia innej osoby zrezygnują z siebie. Albo może nawet nie mają z czego rezygnować, bo same istnieją tylko jako tło? Ale protestuję żeby te kobiety nazwać dobrymi. To one chowają maminsynków i potworów. Umiar i dbanie o siebie na równi z bliskimi.
                        Co do butów...no cóż:)))))
                        --
                        Czy ja sobie przeczę?
                        Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                        ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                        Walt Whitman, Pieśń o sobie
                      • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:13
                        kutuzow napisał:

                        I o to mi własnie chodzi, że częśc kobiet sobie niejako domyślnie przypisuje de
                        > cyzyjność.

                        Ale chwileczke to czeste, ze ludzie przypisuja sobie wladze, moj syn lat 6 rowniez. Ale czy ja ide do syna i PYTAM sie go o pozwolenie na wyjscie do Ciebie na pol nocki, zeby pograc? No daj spokoj. Przeciez zeby nastapilo pozwolenie to musialo byc zapytanie czy prosba. Po co Twoj kolega czy kolega Marka pyta/prosi/szuka pozwolenia malzonki? Oni ta wladze oddali.

                        > Oczywiście kolejne pytanie które się nasuwa, od czego zależy kto ma decydować c
                        > zyj pomysł na wydatki jest wazniejszy. Przykład, mamy 500 PLN "wolnych" pienięd
                        > zy na koniec miesiąca.
                        > Żona wpadła na pomysł że skoro jest kasa do wydania to on kupi sobie wymarzone
                        > szpilki za 400 PLN. Mąż w tym samym czasie pomyślał że przydałaby mu się nowa k
                        > arta graficzna bo nowe gierki lepiej będą działały za 460 PLN. Pytanie kto z ni
                        > ch ma decydować co jest ważniejsze? Kto komu ma pozwolić na wydatek?

                        To jest proste. Ekonomiczni Holendrzy juz to roztrzaskali :) W zwiazku kazdy ma swoje konto, na ktore wplywaja pensje partnerow. Oprocz osobnych kont partnerzy maja wspolne konto, na ktore przelewaja miesiecznie kase na wspolne zycie wg % ustalonego z gory, na jedzenie, czynsz, wspolne wakacje, ogolnie wspolne zycie. Jesli z tej kasy zostaje cos na koniec miesiaca przechodzi na nastepny. Zatem w nastepnym partnerzy moga przelac mniej kasy z wlasnych kont (oszczedzili). Buty babka kupuje sobie z tego co zostalo jej na jej koncie, a facet karte ze swojej kasy. Nie ma zatem takich dylematow, bo wsolna kasa jest TYLKO do wspolnych celow.

                        ps 1 Jesli facet ma gest moze jej kupic te buty z tego co jemu na koncie zostalo :)
                        ps 2 I jak latwo sie rozstac, bo nie ma sie o co zrec :)
                        ps 3 Kwestie wspolnego konta sa najczesciej uregulowane notarialne wiec dylematow nie ma na co wydajemy, bo jest to zapisane w akcie notarialnym! :)
                        • kutuzow Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:23
                          hello-kitty2 napisała:
                          > Ale chwileczke to czeste, ze ludzie przypisuja sobie wladze, moj syn lat 6 rown
                          > iez. Ale czy ja ide do syna i PYTAM sie go o pozwolenie na wyjscie do Ciebie na
                          > pol nocki, zeby pograc? No daj spokoj. Przeciez zeby nastapilo pozwolenie to m
                          > usialo byc zapytanie czy prosba. Po co Twoj kolega czy kolega Marka pyta/prosi/
                          > szuka pozwolenia malzonki? Oni ta wladze oddali.

                          Obstawiam, że część facetów wie jak się kończy takie "rumakowanie". Zona strzeli focha i nie będzie bzykanka. Ci co nie mają jaj, żeby sie postawić pewnie wolą przymknąć oko na to "pozwalanie" i miec seks, niż się "buntować" (w rozumieniu żony) i tego seksu nie mieć.
                          Nie raz już było, tu na forum stwierdzane, że gdy pojawiają się pisklaki pole manewru faceta się zacieśnia, a pozycja negocjacyjna kobiety rośnie znacznie.

                          > To jest proste. Ekonomiczni Holendrzy juz to roztrzaskali :) W zwiazku kazdy ma
                          > swoje konto, na ktore wplywaja pensje partnerow.

                          Wiesz że w Polsce ponad połowa Polek jest nieaktywnych zawodowo, a nawet spora część tych aktywnych chce mieć 2-3 lata na wychowanie pociech kiedy to robią urlop od pracy (więc utrzymanie spada na męża/partnera).

                          Całość rozumiem i mam podobne podejście. Chciałem tylko zwrócić uwagę że w Polsce to rzadkość.
                          • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:43
                            kutuzow napisał:

                            > Wiesz że w Polsce ponad połowa Polek jest nieaktywnych zawodowo, a nawet spora
                            > część tych aktywnych chce mieć 2-3 lata na wychowanie pociech kiedy to robią ur
                            > lop od pracy (więc utrzymanie spada na męża/partnera).

                            Wg mnie jesli ja nie pracuje, a partner mnie utrzymuje, to w tym okresie ja go moge ladnie prosic o te buty ale zdecyduje on. Sorry ale kto zarabia ten decyduje. Nie podoba sie to idz i zarob (mowie wtedy sobie).

                            > Całość rozumiem i mam podobne podejście. Chciałem tylko zwrócić uwagę że w Pols
                            > ce to rzadkość.

                            a Rafill w tym samym czasie: "W Polsce też to jest jeden z najpopularniejszych wariantów zarządzania małżeńskim majątkiem."

                            :-) Moze pochodzicie z innych srodowisk. Niewazne wiadomo o co chodzi.

                            Co do bata na faceta, przemocowcow to oddzielny temat, w rzeczy samej.
                            • rafill Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:56
                              hello-kitty2 napisała:

                              > a Rafill w tym samym czasie: "W Polsce też to jest jeden z najpopularniejszych
                              > wariantów zarządzania małżeńskim majątkiem."

                              Najczęstsze warianty są dwa - Każdy ma osobne konto na które spływa pensja + konto wspólne (oszczędnościowe), lub każdy z małżonków ma osobne konto + wymiennie każdy jest upoważniony do rachunku męża / żony.
                              Wariant konta wspólnego jako jedynego faktycznie występuje głównie w sytuacji kiedy kobieta nie pracuje.
                              • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 21:07
                                Ale dla wielu mężczyzn/kobiet najbardziej kręcąca jest opcja:
                                www.youtube.com/watch?v=5zENR8oLJLQ
                                --
                                Czy ja sobie przeczę?
                                Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                                ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                                Walt Whitman, Pieśń o sobie
                              • mojemail3 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 21:21
                                rafill napisał:
                                (...)"Wariant konta wspólnego jako jedynego faktycznie występuje głównie w sytuacji kiedy kobieta nie pracuje(...)"

                                A nieprawda, nas bank zjednoczył, kusząc obniżeniem oprocentowania, mamy wspólne na które spływają zarobki oraz oszczędnościowe na cele przeróżnych dziur budżetowych...
                                A ja pracuję, choć wkład zdecydowanie mniejszy.

                                Nie chcę generalizować, ale jak się zaczyna wyliczanie, kto ile włożył kasy i wkładu pracy, to się miłość kończy w małżeństwie.
                                No i do tego się sprowadza większość dyskusji o związku, na ile to się komu opłaca;-)
                                --
                                Najmi
                                • jesod Jak się zaczyna wyliczanie 23.08.13, 21:51
                                  mojemail3 napisała:
                                  > Nie chcę generalizować, ale jak się zaczyna wyliczanie, kto ile włożył kasy i w
                                  > kładu pracy, to się miłość kończy w małżeństwie.

                                  Czyli... miłość obumiera w warunkach licytacji partnerskiej. :)))
                                • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:32
                                  mojemail3 napisała:

                                  > A nieprawda, nas bank zjednoczył, kusząc obniżeniem oprocentowania, mamy wspóln
                                  > e na które spływają zarobki oraz oszczędnościowe na cele przeróżnych dziur budż
                                  > etowych...
                                  > A ja pracuję, choć wkład zdecydowanie mniejszy.
                                  >
                                  > Nie chcę generalizować, ale jak się zaczyna wyliczanie, kto ile włożył kasy i w
                                  > kładu pracy, to się miłość kończy w małżeństwie.
                                  > No i do tego się sprowadza większość dyskusji o związku, na ile to się komu opł
                                  > aca;-)

                                  Ja nie pisalam o malzenstwie. Zalozeniem malzenstwa jest, ze wszystko dzielone jest po polowie (chyba, ze stosowne dokumenty stanowia inaczej), wiec moge nie wlozyc nic, a wyjac moge, bo kto mi zabroni? Zatem najwygodniejszym jest posiadanie jednego konta, jak najbardziej.

                                  Jednak zwracam uwage, ze nie kazdy chce dzielic z druga osoba wszystko co ma. Wtedy rozwiazanie przyjete przez Holendrow jest dobre i milosc im sie tez z tego powodu nie konczy najczesciej :)
                                  • marek.zak1 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:42
                                    Bylem tamże nie raz.W Amsterdamio spodobało mi sie, jak w dzielncy...przekrzykiwali się, ze akceptują company cards i wszystko będzie jako kolacja.... Bzykanie na koszt firmy to jest jednak coś ;)
                                  • bgz0702 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:48
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > Jednak zwracam uwage, ze nie kazdy chce dzielic z druga osoba wszystko co ma. W
                                    > tedy rozwiazanie przyjete przez Holendrow jest dobre i milosc im sie tez z tego
                                    > powodu nie konczy najczesciej :)

                                    No to widać inna samoświadomośc i mentalność ale też jak pisałaś kiedyś mają inne wzory partnerstwa, ja czułabym się urażona ze mąż nie chce mnie dopuścić do swoich finansów a nie mając jego zaufania to już w ogóle nie weszłabym chyba w zadne układy a już absolutnie żadne małżeńskie relacje
                                    • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:56
                                      bgz0702 napisała:

                                      > No to widać inna samoświadomośc i mentalność ale też jak pisałaś kiedyś mają in
                                      > ne wzory partnerstwa, ja czułabym się urażona ze mąż nie chce mnie dopuścić do
                                      > swoich finansów a nie mając jego zaufania to już w ogóle nie weszłabym chyba w
                                      > zadne układy a już absolutnie żadne małżeńskie relacje

                                      Ja nie pisalam o malzenstwie. Ludzie, ktorzy nie chca sie wszystkim dzielic zwykle nie pobieraja sie. Malzenstwo to inny wymiar i inne zasady, wiadomo.

                                      Ja moze wprowadzam w blad, bo jednak nie mysle z automatu o malzenstwie gdy rozmawiamy o zwiazku, a moze powinnam z uwagi na nazwe forum? Sorrki.
                                • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:51
                                  mojemail3 napisała: > Nie chcę generalizować, ale jak się zaczyna wyliczanie, kto ile włożył kasy i w
                                  > kładu pracy, to się miłość kończy w małżeństwie.
                                  > No i do tego się sprowadza większość dyskusji o związku, na ile to się komu opł
                                  > aca;-)

                                  dlatego, aby tego uniknąć trzeba się umówić przed lub bardzo się po polsku kochać. Bo chyba zakładasz, że inne narodu mają inną mentalność?
                                  A co do opłacalności związku..jestem jak najbardziej ZA. Warto sobie robić co jakiś czas takie podsumowania, żeby nie okazało się że życie roztrwoniłam.
                                  --
                                  Czy ja sobie przeczę?
                                  Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                                  ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                                  Walt Whitman, Pieśń o sobie
                                  • mojemail3 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 23:12
                                    zawle napisała:
                                    (...)"Bo chyba zakładasz, że inne narody mają inną mentalność? (...)"

                                    Raczej zakładam, a mylę się?

                                    Idealizuję, wiem, bo przecież mam przykłady w bliskim otoczeniu dość specyficznej małżeńskiej rachunkowości, z której zbyt wiele ponad konflikty i pretensje nie wynika.
                                    --
                                    Najmi
                                • rafill Re: bo ona mu POZWALA 24.08.13, 11:36
                                  mojemail3 napisała:

                                  > A nieprawda, nas bank zjednoczył, kusząc obniżeniem oprocentowania, mamy wspóln
                                  > e na które spływają zarobki oraz oszczędnościowe na cele przeróżnych dziur budż
                                  > etowych...
                                  > A ja pracuję, choć wkład zdecydowanie mniejszy.

                                  No bo zgaduję, że mieliście konta w dwóch różnych bankach. Pewnie brałaś wspólny kredyt z mężem i dostaliście niższe oprocentowanie (jak dla stałych klientów), pod warunkiem że oboje podpiszecie zobowiązanie do przelewanie środków do banku męża (lub Twojego - bo nie wiem czy to Ty się przenosiłaś czy on).
                                  To jest pierwszy etap :) Bank najpierw musi pozyskać wpływy klienta. Zobaczysz, że prędzej czy później dostaniesz propozycję otwarcia indywidualnego rachunku. Bank musi sprzedawać, w związku z czym jego pracownicy mnożą wirtualne byty, w postaci rozdzielania kont itd. Jeśli tylko są dwa wpływy, to najlepiej jakby były dwa osobne konta.
                                  To są zawsze dwie pozycje w rankingach sprzedażowych a nie jedna :D
                                  Jeśli tylko pojawisz się na odpowiedniej liście - telemarketer zadzwoni.
                                  Chociaż może już nie telemarketer, bo jak odchodziłem z tego rynku, to banki były na etapie demontowania swoich call center, obarczając tymi obowiązkami pracowników oddziałowych. Tzn to co robił call center musieli zacząć robić pracownicy liniowi "między klientami". Ponieważ w banku rzadko kiedy w ciągu pracy oddziału jest czas, żeby sobie chociażby zjeść kanapkę, to zazwyczaj to między klientami oznaczało nadgodziny po pracy, rzecz jasna nie płatne - no bo skoro miałeś to zrobić między klientami, tzn. że nie podołałeś swoim podstawowym obowiązkom pracowniczym - a zatem z nadgodzinami nikt się nie afiszował. Normalka.
                              • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:20
                                rafill napisał:

                                > hello-kitty2 napisała:
                                >
                                > > a Rafill w tym samym czasie: "W Polsce też to jest jeden z najpopularniej
                                > szych
                                > > wariantów zarządzania małżeńskim majątkiem."
                                >
                                > Najczęstsze warianty są dwa - Każdy ma osobne konto na które spływa pensja + ko
                                > nto wspólne (oszczędnościowe), lub każdy z małżonków ma osobne konto + wymienni
                                > e każdy jest upoważniony do rachunku męża / żony.
                                > Wariant konta wspólnego jako jedynego faktycznie występuje głównie w sytuacji k
                                > iedy kobieta nie pracuje.

                                No to zadna z opcji wymienionych nie pokrywa sie z tym co napisalam w kontekscie przykladu Kutuzowa czyli on mial racje to rzadkosc.