Dodaj do ulubionych

Czy mój chłopak jest konserwatywny?

28.10.13, 15:17
Czasem rozmawiam z moim chłopakiem o rzeczach, które tu przeczytam. Ostatnio też przewijało się tu coś o masturbacji kobiet. Powiedziałam, że ja raczej jestem wyjątkiem, bo nigdy mnie to nie pociągało i do tego czułam jakąś blokadę. Mój chłopak na to, że po co miałabym to robić, chyba seksu mi nie brakuje, i o co mi w ogóle chodzi.
Odpowiedziałam, że teoretycznie z ciekawości (i że tak tylko pytam). On, że to przecież byłoby okropne, nie miałby wcale ochoty na to patrzeć, bo czułby się jak impotent (!).
Gdy zapytałam, dlaczego jemu wolno, bo gdy np. ostatnio na 4 dni wyjechał na jakąś konferencję, to mi się przyznał, że musiał „sobie pomóc”, więc dlaczego mnie nie wolno by było?
No więc dowiedziałam się, że to zupełnie co innego! On to robi, bo musi, bo się po jakimś czasie nie może skoncentrować, i to jest coś totalnie fizjologicznego jedynie.
Dochodzę do wniosku, że mój chłopak jest właściwie strasznie konserwatywny! – czy zgadzacie się ze mną?
I myślę, że on tak jak Yoric uważa, że atrakcyjność mężczyzny to dla kobiet jakieś rozmyte idealistyczne bajery ;)
Obserwuj wątek
    • marek.zak1 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:26
      Masturbacja dla faceta, jest moim zdaniem, prostą czynnością fizjologiczną, jak Ci opisał partner. Z braku laku, jak mówią. Przeciez Ciebie z Nim nie było.
      Co innego jesli facet to robi, a potem nie chce ze swoja kobietą. To jest patologia. On był 4 dni bez ciebie, zrobił to i uważał za zupełnie naturalne do tego stopnia, że Ci powiedział. Ceń szczerość :).
      Nie uważam, że ma to cokolwiek wspólnego z nowoczesnością ani konserwą.
      Wlaśnie przyleciałem do Budapesztu na 4 dni :).
      • loppe Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:30
        Ona nie ma do niego pretensji że się masturbuje, nawet go do tego zachęcała (znów burząc jego konserwatywny ład wewnętrzny), raczej o to że on krzywi się na jej masturbację.

        Podeślij jakiś fajny link z Węgierkami, miłego pobytu:)
      • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:37
        marek.zak1 napisał:

        > Co innego jesli facet to robi, a potem nie chce ze swoja kobietą. To jest patol
        > ogia. On był 4 dni bez ciebie, zrobił to i uważał za zupełnie naturalne do tego
        > stopnia, że Ci powiedział. Ceń szczerość :).

        Wtedy patologia, owszem. Szczerość cenię, zwłaszcza że on bardzo nie lubi mówić o masturbacji. Natomiast zastanawia to mierzenie kobiet inną miarą (a przynajmniej mnie).
        Udanego pobytu!
    • rekreativa Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:39
      Nie wiem, czy to można nazwać konsewatyzmem.
      Dla mnie to raczej brak pojęcia o seksualności kobiet i kierowanie się streotypami w tym wzgledzie.
      --
      Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
            • kag73 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 17:49
              kotoshi napisała:

              > Coś w tej "wizji relacji" jest, a ja sama też widzę, że przy jednym partnerze m
              > a się ochotę (lub nie ma) na to czy tamto, przy drugim ma się ochotę lub nie na
              > zupełnie inne rzeczy.

              To, ze jest "doswiadczony", ze sypial z kiloka czy wielomo kobietami nie znaczy, ze wie sporo o seksualnosci kobiet.
              • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 18:50
                kag73 napisała:
                > To, ze jest "doswiadczony", ze sypial z kiloka czy wielomo kobietami nie znaczy
                > , ze wie sporo o seksualnosci kobiet.

                No tak, to znaczy właściwie podnosi to prawdopodobieństwo, że wie, ale ok, oczywiście nie musi tak być. Natomiast ja mam raczej wrażenie, że czasem chciałby mi narzucić jakąś wizję - seksualności (?), roli w związku (?).
                • rekreativa Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:10
                  Jeżeli wolno wyrazic swoje wrażenie - to ja też myślę, że Twój chłopak chce Ci narzucić swoją wizję Twojej roli w związku.
                  Tak przynajmniej mi wynika ze wszystkiego, co do tej pory pisałaś o tym facecie.
                  --
                  Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
                        • zawle Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 20:06
                          marek.zak1 napisał:

                          > To jest bardzo nieeleganckie co napisałaś. Ja moją żonę utrzymywałem całe życie
                          > i nie miało to nigdy przełożenia na nasze wzajemne relacje.

                          A nie było tak że ona zarabiała na swoje "utrzymanie" pracując w domu? N.ie zgadzam się również ze stwierdzeniem że to nie miało przełożenia na wasze wzajemne relacje. Może Ci się tak wydawać.
                          --
                          Czy ja sobie przeczę?
                          Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                          ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                          Walt Whitman, Pieśń o sobie
                          • xciekawax Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 20:51
                            Rowniez autorka watku nie jest jego zona - tylko dziewczyna. Ona nie "prowadzi domu" tylko mieszka u swojego chlopaka - za darmo.
                            Pan, (jak autorka twierdzi) ma tendencjie aby kontrolowac, wiec polozenie ich w sytuacji gdy pan ja utrzymuje calkowicie pasuje do obrazu calej sytuacji.
                            • zawle Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 20:55
                              xciekawax napisała:

                              > Rowniez autorka watku nie jest jego zona - tylko dziewczyna. Ona nie "prowadzi
                              > domu" tylko mieszka u swojego chlopaka - za darmo.
                              > Pan, (jak autorka twierdzi) ma tendencjie aby kontrolowac, wiec polozenie ich w
                              > sytuacji gdy pan ja utrzymuje calkowicie pasuje do obrazu calej sytuacji.

                              To chyba nie jest Twoja sprawa?
                              --
                              Czy ja sobie przeczę?
                              Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                              ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                              Walt Whitman, Pieśń o sobie
                              • xciekawax Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 21:09
                                nie rozumiem Twojego pytania. To moja opinia/wniosek. gdyby pani nie chciala byc omawiana tutaj to by tu nie opisywala ciagle swojego chlopaka.

                                Moja nastepna opinia: dziewczyna lubi gadac o swoim chlopaku. Ciagle o nim mysli, rozmysla obsesyjnie itd... Jej kolezanki pewnie jej unikaja bo juz sluchac o nim nie moga. Wiec autrka znalazla to forum aby sobie o nim pogadac.
                                Nie odbieram tego osobiscie - nie robie tego moja sprawa. Jest to moj punkt widzenia. Dziekuje za uwage.
                                • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 29.10.13, 06:18
                                  xciekawax napisała:

                                  > Moja nastepna opinia: dziewczyna lubi gadac o swoim chlopaku. Ciagle o nim mys
                                  > li, rozmysla obsesyjnie itd... Jej kolezanki pewnie jej unikaja bo juz sluchac
                                  > o nim nie moga. Wiec autrka znalazla to forum aby sobie o nim pogadac.

                                  Ciekawe, skąd takie rzeczy w ogóle mogą przychodzić ci do głowy. Nie jest to aby jakaś projekcja Twoich własnych metod i doświadczeń życiowych?
                                  • jesod Ciekwawe skąd 29.10.13, 10:18
                                    kotoshi napisała:
                                    > Ciekawe, skąd takie rzeczy w ogóle mogą przychodzić ci do głowy. Nie jest to ab
                                    > y jakaś projekcja Twoich własnych metod i doświadczeń życiowych?

                                    Pewnie też ma coś w sobie ze wściekłego psa, ponieważ... ma odwagę mówić/pisać co o tym myśli.
                                    Niestety, ja ma, taki sam osąd sytuacji i bardzo podobne zdanie. Wygląda to po prostu naiwnie i ta Twoja wykreowana, nawet nie teatralna, uległość z niewiedzą jest wręcz śmieszna (o ile ktoś lubi ten rodzaj dowcipu) i sztuczna. Irytująco drażni zmysły.
                                    Jesteś nieprawdziwa i ktoś jeszcze o tym na pewno wie. Ja nawet wiem kto... :)
                                      • jesod Re: Ciekwawe skąd 29.10.13, 21:28
                                        kotoshi napisała:
                                        > Przeczytaj jeszcze raz swoje wpisy w tym wątku - to pokłady agresji pomieszanej
                                        > z chaosem.

                                        Chyba starasz się być bardzo dowcipna albo... jesteś zwyczajnie niekumata, w każdym tutejszym wcieleniu.
                                        Mało tego, wydaje się, że widzisz dokładnie to, co chcesz widzieć. Po prostu, ten typ tak ma - nieistotnie jest wcielenie, ponieważ jest to cecha dla nich wspólna, charakterystyczna, rozpoznawcza, a przez to łącząca. Od tego nie da się uciec. Nie uda się też tego, na dłuższą metę zakamuflować. Niestety.

                                        Jeśli chodzi o obiektywizm oceny moich wpisów, to pozostawia on wieeeele do życzenia, ale tak się składa, że ja życzeń tutaj nie mam żadnych. Stwierdzam jedynie, że chaos i agresja to tutaj porządek dzienny i nocny, ale.... bardzo chętnie przypisywany mi.

                                        A zresztą... nie ma o czym naprawdę mówić/pisać/ w tym temacie i paru innych, bo to i tak nie ma żadnego sensu.
                                        • zawle Re: a mówią że baby ciągle ględzą... 29.10.13, 22:35
                                          Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny?
                                          loppe 29.10.13, 14:47 Odpowiedz
                                          kaiser.blade napisał:

                                          > A brałaś może pod uwagę teorię, że on jest wypartym gejem ?

                                          Tę teorię bierzemy pod uwagę w każdym wątku Forum.
                                          Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny?
                                          kaiser.blade 29.10.13, 14:39 Odpowiedz
                                          A brałaś może pod uwagę teorię, że on jest wypartym gejem ?
                                          --
                                          Czy ja sobie przeczę?
                                          Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                                          ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                                          Walt Whitman, Pieśń o sobie
                                        • kotoshi Re: Ciekwawe skąd 30.10.13, 06:44
                                          Twoje insynuacje o moich wcieleniach są zastanawiające (bo insynuacje, jak pisałam, biorą się przeważnie z własnych doświadczeń).
                                          Nie, nie zauważyłam, żeby chaos i agresja były tutaj na porządku dziennym. Twoje wpisy natomiast wyróżniają się tymi właśnie cechami. Wskakujesz gdzieś nagle wylewając na ludzi błoto, z agresją pozbawioną jakiegokolwiek uzasadnienia, potem produkujesz jakieś chaotyczne interpretacje i wyjaśnienia. Jeśli większa liczba osób mówi o Tobie to samo, to warto może się zastanowić. Jesteś niezrównoważona, zacznij to może staranniej kamuflować.
                                          Lej sobie dalej swoje błoto, tyle że ja nie zamierzam już z Tobą rozmawiać.
                                          • jesod Re: Ciekwawe skąd 30.10.13, 09:29
                                            kotoshi napisała:
                                            > Twoje insynuacje o moich wcieleniach są zastanawiające (bo insynuacje, jak pisa
                                            > łam, biorą się przeważnie z własnych doświadczeń).
                                            > Nie, nie zauważyłam, żeby chaos i agresja były tutaj na porządku dziennym. Twoj
                                            > e wpisy natomiast wyróżniają się tymi właśnie cechami. Wskakujesz gdzieś nagle
                                            > wylewając na ludzi błoto, z agresją pozbawioną jakiegokolwiek uzasadnienia, pot
                                            > em produkujesz jakieś chaotyczne interpretacje i wyjaśnienia. Jeśli większa lic
                                            > zba osób mówi o Tobie to samo, to warto może się zastanowić. Jesteś niezrównowa
                                            > żona, zacznij to może staranniej kamuflować.
                                            > Lej sobie dalej swoje błoto, tyle że ja nie zamierzam już z Tobą rozmawiać.

                                            Nic nowego.
                                            Reakcja i jej styl są mi już znane nie od dzisiaj...
                                              • jesod Ale 30.10.13, 14:24
                                                kaiser.blade napisał:
                                                > Jesod, ale takie bawienie sie w "wiem ale nie powiem", jest jeszcze bardziej
                                                > irytujace niz otwieranie kolejnego watku pod 3 nickiem w tym tygodniu.

                                                Masz jeszcze jakieś "ale" w stosunku do mojej osoby?
                                                No, to proszę, wal śmiało.
                                                • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 14:53
                                                  jesod napisała:

                                                  > No, to proszę, wal śmiało.

                                                  Nie no, jak to, tak po prostu "wal śmiało" ?
                                                  A kawa, ciastko, jakieś buzi najpierw ? :)
                                                  O tempora, o mores...
                                                  • jesod Re: Ale 30.10.13, 15:10
                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > jesod napisała:
                                                    >
                                                    > > No, to proszę, wal śmiało.
                                                    >
                                                    > Nie no, jak to, tak po prostu "wal śmiało" ?
                                                    > A kawa, ciastko, jakieś buzi najpierw ? :)
                                                    > O tempora, o mores...

                                                    Ten mechanizm jest też mi znany. Metoda na rozmycie sprawy zasadniczej i obrócenie w żart.
                                                    Kobitka od razu to chwyci. Przynajmniej jest taka nadzieja, że ucieszy się i... zapomni o czym wcześniej gadała i o co w ogóle chodziło.
                                                    W końcu niczym nie można jej tak zdezorientować jak męskim uśmiechem, propozycją wspólnej kawy, ciasteczka i jeszcze jakimś efektownym szmerem bajerem by odpuściła i przestała się czepiać...
                                                    Temat zasadniczy zdycha. I o to chodziło. Nadchodzi upragniony święty spokój. Wystarczy tylko skutecznie odwrócić uwagę, a kobitce po prostu przechodzi i... nawet zmierza w kierunku nieba.
                                                  • jesod Re: Ale 30.10.13, 20:09
                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > Nie wiem o co chodzi, ale winny jest jakis mezczyzna, zapewne przemocowiec :)

                                                    No i widzisz, tu bardzo się mylisz. :) Nie będę Ci opowiadać bajki mojego życia, ale Twoje wnioski są błędne.
                                                    Nie piszę tego, po to jedynie by się wypierać, że tak naprawdę nie jest - a rzeczywistość jest zupełnie inna. Nie mam powodu, by przekonywać Ciebie i kogokolwiek, że jest właśnie tak jak piszę, a nie inaczej.

                                                    To, że wyciągasz swoje wnioski o przemocowcach w moim życiu na podstawie tego, co tu od czasu do czasu pisuję, nie dają żadnej pewności, że masz w tym temacie rację.
                                                    Ale... Powiem Ci coś innego. A mianowicie to, że tak bardzo przypisujesz swoim wnioskom rację bezwzględną jest znacznie bardziej zastanawiające. Może to oznaczać, że... Ty zawsze masz rację i mylić się nie możesz. :) Natomiast, jeśli inni mówią coś zupełnie innego niż Ty traktujesz z pobłażliwym uśmiechem wyrażającym podsumowanie: "gadaj zdrów jak i tak wiem lepiej".
                                                    Ja po prostu nie znoszę i nie akceptuję przemocy, chamstwa i agresji. Taka jestem z natury i... to tyle w tym temacie.

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > Nie wiem o co chodzi, ale winny jest jakis mezczyzna, zapewne przemocowiec :)

                                                    A może to Ty jesteś tym przemocowcem? :)

                                                    Myślę, że doskonale wiesz, co miałam na myśli wcześniej Ci odpisując, ale... idziesz w zaparte.
                                                    :)
                                                  • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 20:21
                                                    sluchaj, ja generalnie jestem ugodowy i krotko (ale bywa ze mocno) sie zloszcze. Poki co nie zrobilas nic takiego, zebym mial miec Ci to za zle. Prawda jest tez taka, ze moj kpiarsko chaotyczny styl moze byc roznie interpretowany. Ja tylko zwrocilem uwage, ze byc moze wiesz cos czego nie wiem, a ze jestem troche wscibski z natury to mnie to irytuje. Dalem temu wyraz, ale to jeszcze nie atak. Od kiedy rozszyfrowalas stracha zaczalem miec wiekszy respekt dla Twojej intuicji, ale generalnie uwazam, ze troche za bardzo doszukujesz sie dziury w calym. To forum nie jest chyba jednak spiskiem zydow, masonow i cyklistow, bardziej prawdopodobne, ze pisuja tu ludzie z rzeczywistymi problemami.
                                                  • jesod Re: Ale 30.10.13, 21:38

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > sluchaj, ja generalnie jestem ugodowy i krotko (ale bywa ze mocno) sie zloszcze

                                                    Reaguję bardzo podobnie, chociaż... potrafię się opanować. Czasem też wybucham, ale to jest ponoć zdrowsze i oczyszczające atmosferę, niż duszenie w sobie.
                                                    Jednak znacznie ważniejsze jest to, co tak naprawdę przeżywam w środku. Myślę, że to dotyczy każdego z nas.

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > . Poki co nie zrobilas nic takiego, zebym mial miec Ci to za zle.

                                                    Ja też mam takie wrażenie. Nawet jestem o tym przekonana, choć przecież mogę się mylić - jak każdy człowiek.

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > Prawda jest tez taka, ze moj kpiarsko chaotyczny styl moze byc roznie interpretowany.

                                                    Ależ ja też stosuję/używam często takiego stylu, więc mogę być różnie interpretowana.
                                                    Poza tym, prawie nikt (?!) nie dostrzega tutaj mojej przekory, przewrotności, zaczepności, czy też złośliwo-cynicznej prowokacji lub... zwyczajnego poczucia humoru.
                                                    Naczytałam się trochę przykrych opinii na swój temat, przeczytałam wiele przykrych epitetów i... według wszystkich (brak jakiejkolwiek reakcji) miałam się z tym pogodzić i spokojnie to przełknąć. To chyba trochę nie tak, nie uważasz?

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > a ze jestem troche wscibski z natury to mnie to irytuje

                                                    Natomiast ja jestem dociekliwa z natury, więc.... chyba na jedno wychodzi. :)
                                                    Nie nazwę tego wścibstwem, bo aż takiego parcia nie posiadam na zdobywanie informacji, ale w zakresie, który przyciąga w jakiś sposób moją uwagę (czasem nawet sama nie wiem dlaczego) bywam dociekliwa. Jeśli zaś chodzi o irytację, to raczej irytuje i nurtuje mnie coś, czego nie mogę zrozumieć. To bywa problemem, czasem męczącym.

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > Od kiedy rozszyfrowalas stracha zaczalem miec wiekszy respekt dla Twojej intuic
                                                    > ji, ale generalnie uwazam, ze troche za bardzo doszukujesz sie dziury w calym.

                                                    Kobiety są z natury drobiazgowe. :) Akceptuję tę cechę u siebie, nawet jeśli to innym się nie podoba, czy w jakiś sposób drażni - mnie to zupełnie nie przeszkadza, bo to ja muszę ze sobą żyć w zgodzie.

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > To forum nie jest chyba jednak spiskiem zydow, masonow i cyklistow, bardziej pr
                                                    > awdopodobne, ze pisuja tu ludzie z rzeczywistymi problemami.

                                                    Czasem odbieram je jako bardzo mroczne...
                                                    Obarczone jakimś balastem, problemem, urazą, goryczą, niepogodzeniem, samotnością, tęsknotą. Obciążone analizowaniem czegoś, co jednoznacznie nie da się wyjaśnić, podciągnąć pod jakiś schemat, ujednolicić, przyporządkować i ująć w jakieś racjonalne, wytłumaczalne ramy.

                                                    Poza tym, mało przychylności, uśmiechu, zwykłego prostego poczucia humoru i dystansu.
                                                    Za to jakieś zgorzknienie, cynizm i kąśliwość... Zupełnie niepotrzebna demonstracja wrogości wobec odmiennych racji i wypowiadanego własnego zdania, a nawet... agresja, wulgarność.

                                                    Czasem odnoszę wrażenie, że nad tym forum wisi jakaś czarna chmura... Coś posępnego, duszącego, jakby ktoś się z czymś tu męczył lub chciał przekonać, za wszelką cenę, sam siebie i wszystkich dookoła, że jest właśnie tak, jak on to widzi i przedstawia.
                                                    Takie są moje odczucia.
                                                    :)
                                                  • jesod Re: Ale 30.10.13, 22:23
                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > ta czarna chmura ma imie.

                                                    Tak sądzę, lecz nie chciałam napisać tego wprost. :)

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > A tajemnica ? Ja tez musisz dostrzegac,

                                                    Każdy z nas jest tajemnicą i nosi ją w sobie. :)
                                                    Czy ją dostrzegam? Chyba tak, chociaż nie jestem tak do końca pewna jej źródła... Chyba wiem, o co chodzi. To wygląda na splot kilku elementów. Zapętlenie i pułapkę. Więcej jednak czuję, nie potrafiąc tego precyzyjnie do końca nazwać.
                                                    Układa mi się to w czasie, o czym już kiedyś pisałam. Pamiętasz? Odpowiedzi przychodzą z czasem, jeśli ich bardzo poszukujemy...

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > dziecko indygo :)

                                                    Może jednak przesadziłam z tym dzieckiem indygo. Sama nie wiem...
                                                    Nie jestem tego, wcale taka pewna. Przypuszczam, ale jednocześnie nie wszystko mi się układa, w tej mojej własnej mozaice. :)
                                                  • mojemail3 Re: Ale 30.10.13, 22:28
                                                    kaiser.blade napisał:

                                                    > ta czarna chmura ma imie. A tajemnica ? Ja tez musisz dostrzegac, dziecko indyg
                                                    > o :)

                                                    Proszę mnie tu objaśnić a nie pisać enigmatycznie...
                                                    Coście się absyntem ochlali ? jakie indygo???

                                                    Jedyne skojarzenie mam takie:

                                                    "Przyleciały czaple, wyszły na mokradła
                                                    Jesień się zbudziła, twoja panna zbladła
                                                    Powój mój niebieski, mój dom wśród powoju
                                                    ściany moje, sufit i okna pokoju

                                                    Przyleciały ptaki koloru indygo
                                                    Siadły na badylach, nad żółtą łodygą
                                                    Kwilą coś do siebie, szemrzą coś do panny
                                                    Tuje pachną z okna i chłód jest poranny

                                                    Postoimy w mgle tej, popatrzymy jeszcze
                                                    Ptaki stąd odlecą i przeminą deszcze
                                                    Zawiąż węzełek z wiatru, napisz na suficie
                                                    Że my przeczekamy ten smutek jak życie

                                                    [sł. Kazimierz Wierzyński]
                                                  • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 22:44
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > A tak, już doczytałam..."dzieci indygo"...bez sensu...na New Age mam alergię;-)

                                                    Ja to odczytuję jako rozwój pewnej duchowej wrażliwości. A terminu użyła sama Jesod swego czasu, stąd przywołałem. Ja tezę o nagłym rozwoju duchowości w naszej kulturze raczej uważam za mało wiarygodną, kiedyś ludzie byli o wiele bliżej doznań duchowych. Wystarczy prześledzić wierzenia, dawnych Słowian chociażby. W porównaniu z nimi, to stąpamy twardo po ziemi, nawet ci z New Age :)
                                                  • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 22:55
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > kaiser.blade napisał:
                                                    > > Ja to odczytuję jako rozwój pewnej duchowej wrażliwości.
                                                    >
                                                    > Chyba rozwój nowego pogaństwa...

                                                    A to ma aż takie znacznie, którą stronę słonia się maca ?
                                                    Ważne, że jest się bliżej słonia.
                                                    Chyba, że upierać się, że moja strona słonia jest najmojsza.
                                                  • mojemail3 Re: Ale 30.10.13, 23:04

                                                    > > kaiser.blade napisał:
                                                    > > > Ja to odczytuję jako rozwój pewnej duchowej wrażliwości.
                                                    > >
                                                    > > Chyba rozwój nowego pogaństwa...
                                                    >
                                                    > A to ma aż takie znacznie, którą stronę słonia się maca ?
                                                    > Ważne, że jest się bliżej słonia.
                                                    > Chyba, że upierać się, że moja strona słonia jest najmojsza.

                                                    Ja wiem, ja wiem, że to wszystko podobno mity i legendy...jednych przekonuje i ujmuje to, innych tamto, wolna wola...
                                                    Ale...dostałam kiedyś w prezencie od nawiedzonego ekologa następującą pozycję:" O czym mówią duchy natury" ( wydawnictwo Arche) no toż kurna tak szeroko wytrzeszczonych gałek ocznych nigdy nie miałam, a od dzieciństwa przecież lubuję się w mitach greckich ( ale to pewnie przez stylową zmysłowość tychże;-)
                                                  • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 23:27
                                                    Ja słuchałem parę dni temu nagrania z tego forum, w którym bardzo ciekawe rzeczy opowiadała pani dzwoniąca do radia Maryja. Więc ludzi opowiadających ciekawe historie można znaleźć niezależnie od opcji :)
                                                    To jest w pewnym sensie wolna wola. Są tacy, co wolą być oszołomem-poganinem, bo bycie oszołomem-chrześcijaninem wydaje im się być zbyt przyziemne i trywialne.
                                                  • rekreativa Re: Ale 31.10.13, 00:09
                                                    "Są tacy, co wolą być oszołomem-poganinem, b
                                                    > o bycie oszołomem-chrześcijaninem wydaje im się być zbyt przyziemne i trywialne"

                                                    Ech, po prostu zbyt duża konkurencja w tej drugiej opcji.
                                                    --
                                                    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
                                                  • zawle Re: Ale 31.10.13, 04:05
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    >
                                                    > > > kaiser.blade napisał:
                                                    > > > > Ja to odczytuję jako rozwój pewnej duchowej wrażliwości.
                                                    > > >
                                                    > > > Chyba rozwój nowego pogaństwa...
                                                    > >
                                                    > > A to ma aż takie znacznie, którą stronę słonia się maca ?
                                                    > > Ważne, że jest się bliżej słonia.
                                                    > > Chyba, że upierać się, że moja strona słonia jest najmojsza.
                                                    >
                                                    > Ja wiem, ja wiem, że to wszystko podobno mity i legendy...jednych przekonuje i
                                                    > ujmuje to, innych tamto, wolna wola...
                                                    > Ale...dostałam kiedyś w prezencie od nawiedzonego ekologa następującą pozycję:"
                                                    > O czym mówią duchy natury" ( wydawnictwo Arche) no toż kurna tak szeroko wytrz
                                                    > eszczonych gałek ocznych nigdy nie miałam, a od dzieciństwa przecież lubuję się
                                                    > w mitach greckich ( ale to pewnie przez stylową zmysłowość tychże;-)

                                                    Brak magii. Brak magii. Moja nastoletnia córka w okresie absolutnego bezksiażkowia wróciła do czytania po lekturze "gdybym Ci kiedyś powiedziała". Właśnie o utracie magii jest. Podobnie jak "100 lat samotności". Kocham książki.
                                                    --
                                                    Czy ja sobie przeczę?
                                                    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                                                    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                                                    Walt Whitman, Pieśń o sobie
                                                  • mojemail3 Re: Ale 31.10.13, 09:59
                                                    zawle napisała:

                                                    > Brak magii. Brak magii. Moja nastoletnia córka w okresie absolutnego bezksiażko
                                                    > wia wróciła do czytania po lekturze "gdybym Ci kiedyś powiedziała". Właśnie o u
                                                    > tracie magii jest. Podobnie jak "100 lat samotności". Kocham książki.

                                                    Zawle, ale jednak Marquez to wielka literatura jest,a New Age...to jednak inna kategoria bajkopisania;-)
                                                  • zawle Re: Ale 31.10.13, 14:53
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Zawle, ale jednak Marquez to wielka literatura jest,a New Age...to jednak inna
                                                    > kategoria bajkopisania;-)

                                                    W mojej ocenie się grubo mylisz. Bo nie "bajkopisanie" chodzi, ale o coś czego nie pojmujemy, do czego dążymy. Magia i religia od zawsze się ze sobą splatały. Potrzeba innego, nieznanego wymiaru, nadzieja na lepsze jutro. Odświętność i rytuały.
                                                    --
                                                    Czy ja sobie przeczę?
                                                    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                                                    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                                                    Walt Whitman, Pieśń o sobie
                                                  • mojemail3 Re: Ale 31.10.13, 15:55
                                                    zawle napisała:

                                                    > W mojej ocenie się grubo mylisz. Bo nie "bajkopisanie" chodzi, ale o coś czego
                                                    > nie pojmujemy, do czego dążymy. Magia i religia od zawsze się ze sobą splatały.
                                                    > Potrzeba innego, nieznanego wymiaru, nadzieja na lepsze jutro. Odświętność i r
                                                    > ytuały.

                                                    Ok, jak uważasz.
                                                  • jesod Zawiąż węzełek 30.10.13, 22:39
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Zawiąż węzełek z wiatru, napisz na suficie
                                                    > Że my przeczekamy ten smutek jak życie
                                                    >
                                                    > [sł. Kazimierz Wierzyński]

                                                    Odys wraca jesienią
                                                    Kiedy myśli się w słowa zamienią
                                                    :)


                                                  • mojemail3 Re: Zawiąż węzełek 30.10.13, 22:46
                                                    jesod napisała:

                                                    > mojemail3 napisała:
                                                    > > Zawiąż węzełek z wiatru, napisz na suficie
                                                    > > Że my przeczekamy ten smutek jak życie
                                                    > >
                                                    > > [sł. Kazimierz Wierzyński]
                                                    >
                                                    > Odys wraca jesienią
                                                    > Kiedy myśli się w słowa zamienią
                                                    > :)
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                    Jesod, masz męża marynarza, który wraca po 3 m-cach pływania i stąd BSM ???
                                                  • rekreativa Re: Ale 30.10.13, 22:15
                                                    "Naczytałam się trochę przykrych opinii na swój temat, przeczytałam wiele przykr
                                                    > ych epitetów i... według wszystkich (brak jakiejkolwiek reakcji) miałam się z t
                                                    > ym pogodzić i spokojnie to przełknąć"

                                                    No to zacytuję sama siebie z jednego wątku:

                                                    "szczególnie mnie zastanawia ta nagonka na jesod, która się wyraźnie ostatnio nasiliła. Laska już nie może pierdnąć, żeby ktoś się nie przypieprzył"

                                                    Więc jednak nie wszyscy klaszczą, kiedy jesod dostaje w pupę.


                                                    --
                                                    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
                                                  • zawle Re: Ale 30.10.13, 22:32
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Więc jednak nie wszyscy klaszczą, kiedy jesod dostaje w pupę.

                                                    Ja tam nie widzę żeby ktokolwiek klaskał....to ona zaczyna Proszę Pani:)
                                                    --
                                                    Czy ja sobie przeczę?
                                                    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                                                    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                                                    Walt Whitman, Pieśń o sobie
                                                  • yoric Re: Ale 31.10.13, 00:32
                                                    > "szczególnie mnie zastanawia ta nagonka na jesod, która się wyraźnie ostatnio n
                                                    > asiliła. Laska już nie może pierdnąć, żeby ktoś się nie przypieprzył"

                                                    kto sieje wiatr, zbiera burzę...
                                                  • mojemail3 Re: Ale 30.10.13, 22:20
                                                    jesod napisała:

                                                    (...)"Czasem odnoszę wrażenie, że nad tym forum wisi jakaś czarna chmura... Coś posępnego, duszącego, jakby ktoś się z czymś tu męczył lub chciał przekonać, za wszelką cenę, sam siebie i wszystkich dookoła, że jest właśnie tak, jak on to widzi i przedstawia.
                                                    Takie są moje odczucia.
                                                    :)"

                                                    Jesod, a dziwisz się naprawdę? Skala problemów nieco inna niż na forum kulinarnym...
                                                    Prawie każdy człowiek tutaj jakiś bolesny bagaż doświadczeń wlecze,uwikłany w związek, rodzinę, brak związku i rodziny etc.
    • jesod Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 16:03
      kotoshi napisała:
      > ostatnio na 4 dni wyjechał na jakąś konferencję, to mi się przyznał, że musiał „sobie pomóc”,

      Srata-ta-ta z taką szczerością. :)

      kotoshi napisała:
      > No więc dowiedziałam się, że to zupełnie co innego! On to robi, bo musi, bo się
      > po jakimś czasie nie może skoncentrować, i to jest coś totalnie fizjologicznego
      > jedynie.

      I cio...??? Przekonał Cię?

      kotoshi napisała:
      > Dochodzę do wniosku, że mój chłopak jest właściwie strasznie konserwatywny! 
      > 211; czy zgadzacie się ze mną?

      Nie-e.
      Nie mogę Ci przecież napisać, że trąci nieco palantem, ale to nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem.

      kotoshi napisała:
      > I myślę, że on tak jak Yoric uważa, że atrakcyjność mężczyzny to dla kobiet jakieś rozmyte
      > idealistyczne bajery ;)

      A tu o co biega, bo naprawdę trudno pojąć, a z kolei filozofii życiowej Yorica nie chce mi się przerabiać? :)
      • kotoshi Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 16:26
        jesod napisała:
        > I cio...??? Przekonał Cię?

        Nie zauważyłam nigdy, żeby np. walił konia przy porno, więc czemu nie.

        > Nie mogę Ci przecież napisać, że trąci nieco palantem, ale to nie ma nic wspóln
        > ego z konserwatyzmem.

        Ja też nie mogę napisać, że trącisz rozdmuchanym poczuciem własnej wartości, więc nie napiszę.
        • jesod Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 16:48
          kotoshi napisała:
          > Nie zauważyłam nigdy, żeby np. walił konia przy porno, więc czemu nie.

          Pięknie się formułujesz, jak na kobietę w swoich wypowiedziach. Tak przekonująco, z wyczuciem wręcz subtelnie.... Taka jesteś dzidzia, tak potrzebujesz rady i w ogóle potrzebujesz mentora seksualnego np. w osobie Loppe'go, a gadasz całkiem dosadnie o tym wrażliwcu w delegacji i wiesz, co jest na rzeczy.

          kotoshi napisała:
          > Ja też nie mogę napisać, że trącisz rozdmuchanym poczuciem własnej wartości, wi
          > ęc nie napiszę.

          No, możesz... Tylko mnie generalnie zgrzewa co Ty tutaj wypisujesz. :)
          Mogę to podsumować, że "walisz konia", więc jednak po prostu musisz. A ja Ci w zaspokajaniu Twoich potrzeb przeszkadzać nie zamierzam. Wal więc dalej, a ja se poczytam i coś tam wtrącę od czasu do czasu, jak będę chciała stuknąć sobie w klawiaturkę, jako wolny, samorządny, samodzielny i niezawisły komentator.

          Aha, życzę Tobie, jako kobiecie(???) poczucia własnej wartości, bo bez tego żadna kobieta nie istnieje naprawdę.
          • zawle Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 16:55
            jesod napisała: > Aha, życzę Tobie, jako kobiecie(???) poczucia własnej wartości, bo bez tego żad
            > na kobieta nie istnieje naprawdę.

            To kim są te tysiące kobiet bez poczucia własnej wartości? Nie są prawdziwe, godne, istniejące na prawdę? Następna forumowa księżniczka do cholery....
            --
            Czy ja sobie przeczę?
            Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
            ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
            Walt Whitman, Pieśń o sobie
            • jesod To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 17:03
              zawle napisała:
              > To kim są te tysiące kobiet bez poczucia własnej wartości?

              NIEWOLNICAMI!

              zawle napisała:
              > Nie są prawdziwe, godne, istniejące na prawdę?

              Fizycznie istnieją jako kobiety, ale znacznie ważniejsza jest ta cała reszta, której z zewnątrz nie widać.
              Ciekawe, że takiej doświadczonej, zaradnej ekspertce od związków muszę to wyjaśniać...

              zawle napisała:
              > Następna forumowa księżniczka do cholery....

              Chcesz, abym przeszła na poziom epitetów w rozmowie z Tobą? Nie ma żadnego problemu.
          • kotoshi Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 18:38
            jesod napisała:

            > kotoshi napisała:
            > > Nie zauważyłam nigdy, żeby np. walił konia przy porno, więc czemu nie.
            >
            > Pięknie się formułujesz, jak na kobietę w swoich wypowiedziach. Tak przekonując
            > o, z wyczuciem wręcz subtelnie....

            Wylewasz pomyje, to pomyje dostajesz w odpowiedzi.

            > No, możesz... Tylko mnie generalnie zgrzewa co Ty tutaj wypisujesz. :)
            > Mogę to podsumować, że "walisz konia", więc jednak po prostu musisz. A ja Ci w
            > zaspokajaniu Twoich potrzeb przeszkadzać nie zamierzam. Wal więc dalej, a ja se
            > poczytam i coś tam wtrącę od czasu do czasu, jak będę chciała stuknąć sobie w
            > klawiaturkę, jako wolny, samorządny, samodzielny i niezawisły komentator.
            >
            > Aha, życzę Tobie, jako kobiecie(???) poczucia własnej wartości, bo bez tego żad
            > na kobieta nie istnieje naprawdę.

            Bierzesz coś, Jesod? Najpierw atakujesz jak wściekły pies, chwilę potem Twoje wpisy (nie tylko ten) robią się nagle totalnie chaotyczne.
            • kaiser.blade Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 18:46
              kotoshi napisała:

              > Bierzesz coś, Jesod? Najpierw atakujesz jak wściekły pies, chwilę potem Twoje w
              > pisy (nie tylko ten) robią się nagle totalnie chaotyczne.

              Ona chce być atakowana. Najpierw podpuszcza, podszczypuje a potem podnosi rwetes, że biją. Widać lubi być postrzegana jako ta pokrzywdzona.
              • jesod Ona chce być atakowana 28.10.13, 19:27
                kaiser.blade napisał:
                > Ona chce być atakowana. Najpierw podpuszcza, podszczypuje a potem podnosi rwete
                > s, że biją. Widać lubi być postrzegana jako ta pokrzywdzona.

                No, proszę. NIUNIUŚ PROWOKATOR się odezwał.
                Przyjmuję Twój wyrok (diagnozę) z pokorą Panie.
                Taaaaak! Pragnę być przez Ciebie, Ty Mój Bidululku, atakowana.
                Marzę o tym od rana do wieczora i od wieczora do rana. Dlatego tu przychodzę...
                Szczypać to Ty!
                Podszczypywać to Ty.
                I tylko Ty!
                Masz patent na szczypanie i podszczypywanie i... jeszcze na obcinanie głów. Do czego oficjalnie i głośno nie chcesz się przyznać, w ramach konwencji "Ą i Ę".
                Aha. Bić to też tylko Ty! Inaczej być nie może...

                Natomiast, mnie tam zupełnie wystarczy, że będę postrzegana jako ta pokrzywdzona, bo przecież to nieprawda bym mogła być pokrzywdzona przez takich dobrych ludzi, z którymi mam tutaj zaszczyt trochę pochaosić.
                Moje Wy Dziubaski ukochane, umiłowane i jedyne, niepowtarzalne... Balsamiki Fiki Miki.

                • kaiser.blade Re: Ona chce być atakowana 28.10.13, 20:27
                  Dlaczego ? Ja wcale nie ukrywam tego, ze jestem sadysta i psychopata, dla niepoznaki tylko zachowujacym sie czasem jak dobry i wrazliwy zuczek :)
                  Ale przed toba Jesod nie musze odgrywac niewiniatka, rozszyfrowalas mnie juz bardzo dawno. Buuuuu, idzie Buka !
                  • jesod Re: Ona chce być atakowana 28.10.13, 20:54
                    kaiser.blade napisał:
                    > Ale przed toba Jesod nie musze odgrywac niewiniatka, rozszyfrowalas mnie juz ba
                    > rdzo dawno.

                    Zapewniam Cię, że nic przede mną nie musisz i nigdy nie musiałeś.
                    Mam nadzieję, że dobrze się bawiłeś... To jedyna pociecha i wytłumaczenie sensu tego, co tak naprawdę trudno pojąć.
            • jesod Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 19:06
              kotoshi napisała:
              > Wylewasz pomyje, to pomyje dostajesz w odpowiedzi.

              Naprawdę? Cóż za niesamowity obiektywizm.

              kotoshi napisała:
              > Bierzesz coś, Jesod?

              Biorę... Otwieram sobie forum (Brak)Seks(u) w małżeństwie i dostaję takiego haju, że hej.

              kotoshi napisała:
              > Najpierw atakujesz jak wściekły pies, chwilę potem Twoje wpisy (nie tylko ten) robią się
              > nagle totalnie chaotyczne.

              Nie rozśmieszaj mnie. Pomyliłaś płeć psa...
              To forum to jeden wielki chaos i masakra (cytuję za Szanowną Specjalistką Zawle).

              Potwierdzam moje wpisy są chaotyczne, z doskoku i przypadkowe, reszta jest za to THE BEST (!), co jakby wyrównuje moje niedostatki z powodu posiadanej wrodzonej wścieklizny. Jednak, na szczęście, nie jest to żaden przypadek - tylko wysublimowany poziom tego forum, które z pewnością powstało z sympatii, tęsknoty, a może nawet z miłości do kobiety. Kto to wie...?
              Mroczna jest męskość i jej ekspresja, poza tym, że wali konia...

              Tylu pierdół to ja się jeszcze w życiu nie naczytałam... Co też niniejszym czynię i nadrabiam sumiennie, w wolnych chwilach zaległości, od czasu do czasu włączając się do pseudodyskusji w panujących tu klimatach, dokładając małe co nieco od siebie.
    • yoric Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:25
      > tak jak Yoric uważa, że atrakcyjność mężczyzny to dla kobiet jak
      > ieś rozmyte idealistyczne bajery ;)

      błagam!!!
      Niedługo wyczytam, że wg mnie Księżyc jest z sera :).

      Co do meritum zgadzam się z tą wypowiedzią, że to pewnego rodzaju zahamowanie.

      Niech sobie poczyta 'My Secret Garden' Nancy Friday. I potem niech pomyśli, że takie rzeczy są w głowach kobiet. W tym jego matki, siostry... no i jego dziewczyny :).
      • jesod Niedługo wyczytam 28.10.13, 19:35
        yoric napisał:
        > Niedługo wyczytam, że wg mnie Księżyc jest z sera :).

        Przyjrzyj się dobrze!
        A nie jest?!
        Zahamował się w rozwoju, jak część atrakcyjnych mężczyzn dojrzewających do idealistycznych bajerów.
      • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:41
        yoric napisał:
        > błagam!!!
        > Niedługo wyczytam, że wg mnie Księżyc jest z sera :).

        Tak to zrozumiałam, ale dobrze, Yoric, już nie będę :)

        > Co do meritum zgadzam się z tą wypowiedzią, że to pewnego rodzaju zahamowanie.
        >
        > Niech sobie poczyta 'My Secret Garden' Nancy Friday. I potem niech pomyśli, że
        > takie rzeczy są w głowach kobiet. W tym jego matki, siostry... no i jego dziewc
        > zyny :).

        Marna szansa, tego nie przeczyta, niestety, bo jest zasypany własnymi lekturami, szkoda.
    • xciekawax Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:38
      ach... to ty... teraz sobie kojarze ze chyba pisalas tu bo "kolezanka chlopaka krzywo sie na Ciebie popatrzyla". Fajnie miec takie "problemy". Podobno tak duzo sie uczysz, a jednak masz czas na takie bzdety.

      Nie, Twoj chlopak nie jest konserwatywny. Po prostu chociaz jest lekarzem to kompletnie nie ma pojecia o kobietach i ich seksualnosci. nazwalabym go inaczej, ale na forum lepiej nie bede.

      Jakos teraz wasz zwiazek ma dla mnie sens. Jestescie perfekcyjnie dla siebie stworzeni.
          • jesod Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 20:07
            xciekawax napisała:
            > oczywiscie! to wspaniale! :)

            No! Jakbym czytała Pene-Loppe.
            Eh, chyba za dużo haju dzisiaj... Muszę sobie jakieś embargo nałożyć na to forum, bo nie wyrabiam już ze zdumienia to znaczy się chciałam chyba napisać "złudzenia"? Ale... sama już nie wiem.
            • marek.zak1 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 21:57
              Tak, dawka cynizmu trochę za duża jak na młodą dziewczynę. ,,Wierny ogrodnik" to podobna bajka, a przytoczony link to najbadrziej znana książka z tej dziedziny, solidnie udokumentowana, napisana przez byłą naczelną ,,New England..." czyli jednego z najwazniejszych naukowych pism medycznych.
              Pozdrawiam i nie przejmuj sie złośliwosciami koleżanek w realu i wirtualnych.
              M
                • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 12:00
                  Tak sie zastanawiam kotoshi skoro masturbacja Cie nie kreci to po co wyciagac temat, jak plachte na byka i trzepac przed oczami chlopaka? Zeby mu pokazac jaka jestes bohaterka? Po co sie z nim scigac? Dla mnie jestes przykladem kobiety, o ktory pytala mnie Bitch 'ktora to?' :) z serii 'to nieprawda, a w ogole to my tez!' z przykladu Swini :)
                  Wg mnie to niepotrzebne, lepiej trzymaj sie konwencji, jak u Marka w chacie, przynajmniej pozadanie Ci nie siadzie. No chyba, ze to taki pomysl na podkrecenie go ale chyba z tym tancem brzucha lepiej dziala :)
                  I rada: korzystaj z niego ile sie da i nie draznij lwa, jak lew sra :), a jak w miedzyczasie zarobisz jakas kase to odkladaj na prywatne konto, tak, zebys, jak mu sie odwidzi, nie zostala na lodzie, miala kase na nowy start z jakiegos przyzwoitego poziomu.
                  • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 12:11
                    hello-kitty2 napisała:
                    Wiesz kitty że Ty jesteś podobna do kotoschi? Dobrze zarządzacie swoją inteligencją. Tyle że Ty na koniec i tak się wygadasz, że jesteś mądrzejsza:))) A gdybyś tak odpuściła?
                    --
                    Czy ja sobie przeczę?
                    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                    Walt Whitman, Pieśń o sobie
                  • kotoshi Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 16:27
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Tak sie zastanawiam kotoshi skoro masturbacja Cie nie kreci to po co wyciagac t
                    > emat, jak plachte na byka i trzepac przed oczami chlopaka? Zeby mu pokazac jaka
                    > jestes bohaterka? Po co sie z nim scigac? Dla mnie jestes przykladem kobiety,
                    > o ktory pytala mnie Bitch 'ktora to?' :) z serii 'to nieprawda, a w ogole to my
                    > tez!' z przykladu Swini :)

                    Być może to właśnie przekora - po prostu drażni mnie jego podejście do niektórych spraw. Nie miałabyś ochoty czasem "pomachać płachtą", gdy czujesz, że ktoś Ci chce coś narzucić?

                    > Wg mnie to niepotrzebne, lepiej trzymaj sie konwencji, jak u Marka w chacie, pr
                    > zynajmniej pozadanie Ci nie siadzie. No chyba, ze to taki pomysl na podkrecenie
                    > go ale chyba z tym tancem brzucha lepiej dziala :)
                    > I rada: korzystaj z niego ile sie da i nie draznij lwa, jak lew sra :), a jak w
                    > miedzyczasie zarobisz jakas kase to odkladaj na prywatne konto, tak, zebys, ja
                    > k mu sie odwidzi, nie zostala na lodzie, miala kase na nowy start z jakiegos pr
                    > zyzwoitego poziomu.

                    Nie, to nie był pomysł na podkręcenie.
                    Jakaś tam kasa, Kitty, to przez ten prawie rok sama mi się odłożyła, co jest normalne, jeśli są przychody, nawet niewielkie, a na mieszkanie nic się nie wydaje. Natomiast nie widzę się w roli "korzystającej ile się da" (jednak zawsze ktoś może stwierdzić, że to już robię, tylko nieświadomie).
                    • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 22:38
                      kotoshi napisała: > Jakaś tam kasa, Kitty, to przez ten prawie rok sama mi się odłożyła, co jest no
                      > rmalne, jeśli są przychody, nawet niewielkie, a na mieszkanie nic się nie wydaj
                      > e. Natomiast nie widzę się w roli "korzystającej ile się da" (jednak zawsze kto
                      > ś może stwierdzić, że to już robię, tylko nieświadomie).

                      :)))))
                      --
                      Czy ja sobie przeczę?
                      Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                      ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                      Walt Whitman, Pieśń o sobie
                      • kotoshi Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 30.10.13, 06:58
                        Zawle, dlaczego się śmiejesz? Zupełnie mnie nie stać, żeby dokładać się do mieszkania, tu są chore opłaty, przy tym mój chłopak twierdzi, że płaciłby tak czy inaczej, a jeśli ktoś nie chce od Ciebie dokładania się, to za bardzo nie da się robić tego na siłę! Na siłę nie da się nawet konkretniej dokładać do codziennego życia, jeśli jesteś z kimś, kto większość rzeczy, włącznie z zakupami spożywczymi, ściąga przez internet do domu.
                        Oczywiście mimo to jakieś zakupy staram się czasem robić, ale to w większości nie ma sensu, bo np. zapasy są cały czas. Rezultat: robię drobne zakupy, a do sprzeczek o to, żeby np. do zakupów dokładać się więcej, nie mam już motywacji ani siły.
                        • bigbadpig Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 30.10.13, 09:34
                          Ten temat pieniędzy który tu się wlecze jest niesmaczny. Niektórzy ludzie tak już mają, że dostają bólu dupy na samą myśl, że to ktoś inny coś dostał. Ktoś kto ma trochę więcej kasy niż na rachunki i może robić z nią co chce, choćby palić nią w piecu. Ja sam nie wiele znam sposobów dobrego wydania pieniędzy, niż na kobietę którą kocham i realizuję wtedy swoje egoistyczne cele - po prostu cieszy mnie to. Nie rozumiem dlaczego sposób w jaki ktokolwiek wydaje swoje pieniądze miałby być poddawany zewnętrznej ocenie, choć domyślam się motywacji tych których boli fakt, że autorka coś dostaje. To co ona wnosi do związku jest zapewne nieporównywalnie wartościowsze niż jakieś pieniądze za mieszkanie, bo taki jest zwykle potencjał osoby w związku. Jeśli są ze sobą blisko jej partner musiałby być kretynem, żeby się rozmieniać na drobne jeśli go stać aby to olać; a autorka nie mogła by zrobić mu gorszego prezentu niż zacząć się spinać o to, że jest "utrzymanką" - podejrzewam, że tak jak większość mężczyzn on chce ją widzieć wyluzowaną i bezpieczną.
                          • yoric Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 30.10.13, 13:23
                            To nie jest takie proste. Na pewnym podświadomym poziomie to jest jednak kwestia kontroli. Na pewnym podświadomym poziomie może włączać się myślenie - ja daję pieniądze, więc mam prawo więcej wymagać. To się absolutnie nie wyklucza z uczuciami, z partnerstwem, poważnym traktowaniem, itd. Każdy jednak prowadzi nieuświadomiony bilans kosztów i korzyści z każdej relacji, zwłaszcza tych najbliższych.
                            Ja bym na Twoim miejscu wyrównał ten bilans choćby symbolicznie. Znalazł kilka sfer, w których możesz zainwestować trochę czasu oraz pieniędzy (proporcjonalnie do swoich dochodów), np. planujecie podróż, Ty znajdziesz najkorzystniejszą ofertę, albo kupisz jakieś drobne rzeczy do kuchni, itd. itp. To wyrówna ten symboliczny rachunek. Zresztą może już funkcjonujecie na tej zasadzie.

                            Ja miałem trochę podobną sytuację, gdzie narzeczona mieszkała u mnie i nie płaciła, i przy dysproporcji dochodów to było oczywiste, ale denerwowało mnie, że wszystkimi sprawami związanymi z mieszkaniem musiałem się ja zajmować.
                            Tak więc był w naszym zwiazku konflikt o podział obowiązków :). Nie przekładał się jednak na BSM (właściwie BSZ), może dlatego, że ja miałem obowiązków więcej :).
                            • kotoshi Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 31.10.13, 07:54
                              yoric napisał:
                              > Ja bym na Twoim miejscu wyrównał ten bilans choćby symbolicznie. Znalazł kilka
                              > sfer, w których możesz zainwestować trochę czasu oraz pieniędzy (proporcjonalni
                              > e do swoich dochodów), np. planujecie podróż, Ty znajdziesz najkorzystniejszą o
                              > fertę, albo kupisz jakieś drobne rzeczy do kuchni, itd. itp. To wyrówna ten sym
                              > boliczny rachunek. Zresztą może już funkcjonujecie na tej zasadzie.

                              Moim zdaniem tak właśnie funkcjonujemy, często np. gotuję, kupuję jakieś ozdoby do mieszkania, kwiaty (i dbam o te kwiaty). Nie siedzę z założonymi rękami w każdym razie. Tylko że może dla kogoś innego nie byłoby to nawet symboliczne "wyrównanie bilansu", a klucz jest w tym, żebyśmy my sami nie mieli poczucia takiego braku. Ja go nie mam, i nic nie nie wiadomo, żeby miał go mój chłopak, i raczej odbieram jego nastawienie w tym duchu, jak pisze wyżej Bidbagpig (gdy się ludzie kochają, to dawanie czegoś jest miłe i nie zwraca się uwagi na to, kto daje więcej).
                              Nie rozumiem, dlaczego nie mogliście się po prostu umówić z narzeczoną, że ona zajmuje się tym i tym (nie wiem, o co chodziło, czy o sprzątanie, czy o sprawy administracyjne w stylu chodzenie do zarządcy).
                              Domyslam się, że wtedy włączyło Ci się to myślenie, o którym piszesz ;)
                              • marek.zak1 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 31.10.13, 08:16
                                Dawanie ukochanej kobiecie (prezentów, przyjemności) daje, jak napisał BigbadPig, facetowi wielką radość. Ale nie tylko to, także satysfakcję ze swojej dojrzałości i dorosłości, że potrafi sam utrzymać rodzinę. Dawanie nie musi musi być równe, Jesli kupisz kwiatki na stół on z pewnościa dostrzeże to i doceni. Liczy się sama chęć i radość dawania.
                                • loppe Daj 31.10.13, 08:22
                                  Daj czego Ci nie ubędzie byś najwięcej dała
                                  Daj czego widać żadna przedtem dać nie chciała
                                  Daj co mi wzrok zczerwieni i serce połechce
                                  Daj czego chce od Ciebie a od innej nie chce
                                  Daj mi to miejsce na dłoni którego nikt nie całuje
                                  Daj co zostało Ci po nim po tym którego żałujesz
                                  Daj mi to miejsce na twarzy gdzie szminki Ci nie starczyło
                                  mnie to zupełnie wystarczy ja z tego zrobię miłość
                                  Daj rankiem
                                  Daj niebieskim
                                  Daj wieczorem długim
                                  Daj przecież zawsze możesz nie dać już po raz drugi
                                  Daj czego już nie oddam
                                  Daj mi prosto w ręce
                                  Daj czego Ci nie zabraknie choć bym woził najwięcej
                                  Daj mi to miejsce przy sobie na które patrzysz po nocy
                                  Daj sobie czasem dopomóc choć byś nie chciała pomocy
                                  Daj mi to miejsce przy sobie które jest puste o świcie ja sobie z tego
                                  zrobię
                                  długie ciekawe życie
                                  Daj mi to miejsce przy Sobie
                                  • loppe Re: Daj 31.10.13, 08:26
                                    I odpowiedź Steni Kozłowskiej:

                                    www.youtube.com/watch?v=jBZwCfUmP_A
                                    Daj, daj, daj, nie odmawiaj, daj
                                    To, co masz najlepszego, daj
                                    Daj parę słów, uścisk dłoni i śmiech
                                    To tak niewiele jest
                                    To przecież nie jest źle

                                    Daj, daj, daj, nie odmawiaj, daj
                                    To, co masz tylko dla mnie daj
                                    Daj trochę snów, zawrót głowy i kwiat
                                    Daj mi po prostu świat

                                    Nie myśl długo nie trzeba,
                                    Trzeba nam trochę nieba, więc weźmy się póki czas
                                    Zapamiętaj me słowa będziesz potem żałował
                                    Nie dając siebie chciałam gnać

                                    Daj, daj, daj nie odmawiaj, daj
                                    To, co masz najlepszego daj
                                    Daj jasny dzień, ciemną noc, ciepło fal
                                    Daj mi po prostu świat
                              • mojemail3 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 31.10.13, 10:25
                                kotoshi napisała:
                                > Moim zdaniem tak właśnie funkcjonujemy, często np. gotuję, kupuję jakieś ozdoby
                                > do mieszkania, kwiaty (i dbam o te kwiaty). Nie siedzę z założonymi rękami w k
                                > ażdym razie. Tylko że może dla kogoś innego nie byłoby to nawet symboliczne "wy
                                > równanie bilansu", a klucz jest w tym, żebyśmy my sami nie mieli poczucia takie
                                > go braku. Ja go nie mam, i nic nie nie wiadomo, żeby miał go mój chłopak, i rac
                                > zej odbieram jego nastawienie w tym duchu, jak pisze wyżej Bidbagpig (gdy się
                                > ludzie kochają, to dawanie czegoś jest miłe i nie zwraca się uwagi na to, kto d
                                > aje więcej).


                                Oj, Kotoshi, miałam się nie wtrącać, ale co tam pomoralizuję troszkę;-)
                                Nie bardzo rozumiem, dlaczego się w ogóle tłumaczysz, widocznie sprawia Ci to jednak pewien dyskomfort.
                                Też kiedys byłam biedną studentką, a dopiero na ostatnich latach miałam faceta, co już pracował( uczepiłam się go do teraz...) No ale nie mieszkaliśmy razem na studiach, on był w innym mieście. Kwestia kasy nie była problemem ani wtedy, ani teraz, kiedy on zarabia dokładnie 2 razy tyle co ja...Ale- kiedy on np. zabierał mnie na narty, płacąc za wszystko, ja w kolejny weekend zabierałam go do miłej knajpki w jednym z ładniejszych miast w Polsce, kiedy rozwaliły mi się buty narciarskie( pękły przy palenisku otwartym...) i on mi je szybko kupił, ja mu kupowałam nowe gogle itp. Każdy na miarę swych możliwości.
                                Ja z taką sytuacją jak Ty masz teraz miałabym jednak problem, mam dość konserwatywnych rodziców i nie do pomyślenia byłoby,żeby mnie ktoś utrzymywał, byłaby wojna. Co innego,skłaniać córki do samodzielności, niezależności, zdobywania wykształcenia. Można czasem przesadzić, bo moja siostrzyczka to super samodzielny, samowystarczalny singiel, co wciąż zmienia zagranicznych narzeczonych...
                                Pamiętaj jednak, zawsze trzeba ponieść kosekwencje swych wyborów, a z tego co pamiętam, w rodzinie Twojego chłopaka dość szczególne układy panują.
                                Pozdrawiam i życzę miłego dnia!!!

                                • kag73 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 31.10.13, 15:33
                                  Mojemail3 napisala:
                                  > Pamiętaj jednak, zawsze trzeba ponieść kosekwencje swych wyborów, a z tego co p
                                  > amiętam, w rodzinie Twojego chłopaka dość szczególne układy panują."

                                  "zawsze" trzeba poniesc konsekwencje...hmmm, niekoniecznie i nie do konca sie zgadzam i w ogole czy te kosekwencje to tylko negatywne. Bardzo duzo zalezy od samych ludzi, ich nastawienia do zycia i ich potrzeb. Najwazniejsze, zeby w tym wszystim nie zatracic siebie, nie dac sie wciagnac w cos czego tak naprawde sie nie chce. To wszystko.
                                  Co czlowiek to histotia. Mnie z kolei dluzyszy czas "utrzymywal" moj facet, placil za nasze skromniutkie mieszkanie. Potem on byl rok bezrobotny, ja utrzymywlam jego. Nigdy zadne nie powiedzialo "to moje pieniadze, utrzymuje Cie", o pieniadze nigdy nie bylo/nie ma klotni. Do tego jest duza szansa, ze ten typ faceta nigdy nie nazwie "pasozytem" zony na wychowawczym. I czy bedzie jej za wszelka cene chcial narzucac swoja wole...niekoniecznie. To ona musi wiedziec czego tak naprawde chce(i zapewne wie), reszta to juz kompromisy.


                                  • mojemail3 Re: konsekwencje;-) 31.10.13, 15:50
                                    kag73 napisała:

                                    (...)"zawsze" trzeba poniesc konsekwencje...hmmm, niekoniecznie i nie do konca sie zgadzam i w ogole czy te kosekwencje to tylko negatywne (...)"

                                    Pewnie nie zawsze negatywne,jak to w życiu;-)
                                    Jedni mają bardziej pod górkę, inni mniej, a wszystko względne, względne,aż do bólu...
                  • kag73 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 22:53
                    hello-kitty2 napisała:
                    > Wg mnie to niepotrzebne, lepiej trzymaj sie konwencji, jak u Marka w chacie, pr
                    > zynajmniej pozadanie Ci nie siadzie. No chyba, ze to taki pomysl na podkrecenie
                    > go ale chyba z tym tancem brzucha lepiej dziala :)
                    > I rada: korzystaj z niego ile sie da i nie draznij lwa, jak lew sra :), a jak w
                    > miedzyczasie zarobisz jakas kase to odkladaj na prywatne konto, tak, zebys, ja
                    > k mu sie odwidzi, nie zostala na lodzie, miala kase na nowy start z jakiegos pr
                    > zyzwoitego poziomu.

                    To zupelnie niedorzeczne i nieadekwatne do sytuacji co wypisujesz, kitty. Ona jest mloda studentka, ktora wszystko ma prze soba, zaden "nowy start", tylko pierwszy start jeszcze przed nia, rowniez zarabianie wlasnej kasy za pomoca pracy zawodowej.
                    I mam wrazenie, ze co poniektorych na forum bardziej boli to wydawanie troche wiecej pieniedzy przez niego na nia, niz jego samego.Tymczasem on inwestuje w przyszlosc i robi to moim zdaniem bardzo rozsadnie majac przy okazji to na czym mu zalezy, dziewczyne, ktora kocha przy sobie co dzien i co noc i szanse na najlepsze jej poznanie. Ona rowniez ma szanse poznac jego od podszewki i spedzic z nim jak najwiecej czasu.
                    • marek.zak1 Zycie to długi bieg 29.10.13, 23:23
                      Życie to długi bieg. Raz jedna osoba pomaga/finansuje drugą, potem może być odwrotnie. Nie trzeba od razu unosić się honorem/ambicją, i zwracać za kino, lunch, czy inne rzeczy. Jak napisała KAG facet inwestuje w przyszłość, ma kochajacą dziewczynę u boku i oby im wyszło jak najlepiej :)
                      • kag73 Re: Zycie to długi bieg 29.10.13, 23:41
                        marek.zak1 napisał:

                        > Życie to długi bieg. Raz jedna osoba pomaga/finansuje drugą, potem może być odw
                        > rotnie. Nie trzeba od razu unosić się honorem/ambicją, i zwracać za kino, lunch
                        > , czy inne rzeczy. Jak napisała KAG facet inwestuje w przyszłość, ma kochajacą
                        > dziewczynę u boku i oby im wyszło jak najlepiej :)

                        Dokladnie tak samo to widze.
                      • loppe Re: Zycie to długi bieg 30.10.13, 21:44
                        marek.zak1 napisał:

                        > Życie to długi bieg. Raz jedna osoba pomaga/finansuje drugą, potem może być odw
                        > rotnie. Nie trzeba od razu unosić się honorem/ambicją, i zwracać za kino, lunch
                        > , czy inne rzeczy. Jak napisała KAG facet inwestuje w przyszłość, ma kochajacą
                        > dziewczynę u boku i oby im wyszło jak najlepiej :)

                        Absolutnie. Tu mi się przypomina jak byłem w depresji i żona mną się opiekowała, a potem niespodziewanie ona była w jeszcze cięższej depresji i ja ją woziłem do lekarza. Takie jest życie. Piękne. I niełatwe.
                    • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 00:00
                      kag73 napisała:

                      > I mam wrazenie, ze co poniektorych na forum bardziej boli to wydawanie troche w
                      > iecej pieniedzy przez niego na nia, niz jego samego.

                      Do kogo to piszesz? Do mnie? Jesli do mnie to chyba nie umiesz czytac, bo ja napisalam wyraznie: 'BIERZ i dbaj o to by chcial nadal dawac', a Zawle podsmiewa sie ze mnie, ze to odrywam :) To samo doradzilabym eks narzeczonej Yorica, zeby zadbala o to, zeby nie chodzil rozdrazniony. Nie podcina sie galezi, na ktorej sie siedzi, chyba, ze chcesz sie spierdolic to moge nawet wtedy pomoc podciac :)

                      Roznica miedzy nami jest taka: ja jej mowie jakie jest zycie, ze mozna wyladowac z golym tylkiem na ulicy z dnia na dzien wiec lepiej miec oczy szeroko otwarte i sie pilnowac, a Ty, ze to jej nie dotyczy, bo jest mloda i jeszcze wszystko przed nia i jakies inne banaly, a rzeczywistosc sobie :) Jaki start przed nia? Ona juz wystartowala. On nie ma wobec niej zadnych zobowiazan finansowych wiec twierdze, zeby o swoj tylek dbala, co robi i bardzo dobrze. Ona nie ma tych zabezpieczen, co Ty, ani tez calej ich/jego kasy na swoich rachunkach bankowych, cwaniaro :)
                      • kag73 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 00:19
                        Kitty, Ty moim zdaniem zachowalas sie nieladnie sugerujac, ze korzysta/ ma z niego korzystac ile popadnie.
                        "Ona nie ma tych zabezpieczen, co Ty, ani tez calej ich/jego kasy na swoich rachunkach bankowych, cwaniaro :)

                        Ale ona ma 21 czy 22 a ja 40 lat!!!! I to jest ten bol:(
                        Ale nie boj nic, moze w moim wieku tez bedzie miala, czego jej z calego serca zycze:))

                        A tak w ogole piszac to nie mialam na mysli Ciebie;)

                        Na ulicy z golym tylkiem mozna wyladowac prawie zawsze, zwlaszcza w tak mlodym wieku, bo za duzo uskubac sie nie da. I nie zapominaj: zawsze moze zamieszkac u mamy.
                        • kag73 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 00:56
                          Gwoli wyjasnienia dodam, ze tutaj nie mamy do czyniena z sytuacja, gdzie dziewczyna nic nie potrafi, nie skonczyla szkoly, nie mysli o przyszlej karierze/zyciu zawodowym, tylko zdaje sie na faceta. To roznica. Ona jest na poczatku, jest na studiach, wszystko przed nia i ma nawet szanse zarabiac tak samo dobrze jak on albo podobnie, to kwestia czasu. Ze teraz nie zarabia, albo niewiele, nie jest niczym dziwnym, bo studiuje czyli czasu na konkretna/dobrze platna prace na caly etat nie ma.
                          Gdyby musiala gdzies wynajmowac mieszkanie, placic za nie, miala by oczywiscie ciezej, albo musieli by zaplacic rodzice, albo ona bardzo sie sprezac i zajmowac sie czymkolwiek co by zarobic na czynszi z pewnoscia mieszkala by w gorszych warunkach niz teraz. Miala by zatem mnie czasu wolnego/mniej czasu na spedzenie go milo z facetem i zmeczona by byla bardziej a tak...przyjemne z pozytecznym, i wszyscy sa zadowolenia, to znaczy oni dwoje sa zadowoleni a to najwazniejsze. Uwazam, ze warto docenic faceta i jego gest, bo moglby byc skompiradlo albo nie myslacy a nie jest. Sam tez ma z tego korzysci, czyli poszkodowanych nie ma.
                          Czyli, kitty, gdyby jej sie zdarzylo, ze wyladuje golym tylkiem na bruku bedzie patrzyla co dalej i jak sobie poradzic. Na razie nie ma dziecka i jest zajeta zdobywaniem dyplomu, to bardzo wazne.
                          • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 09:15
                            kag73 napisała:

                            > Gwoli wyjasnienia dodam, ze tutaj nie mamy do czyniena z sytuacja, gdzie dziewc
                            > zyna nic nie potrafi, nie skonczyla szkoly, nie mysli o przyszlej karierze/zyci
                            > u zawodowym, tylko zdaje sie na faceta. To roznica. Ona jest na poczatku, jest
                            > na studiach, wszystko przed nia i ma nawet szanse zarabiac tak samo dobrze jak
                            > on albo podobnie, to kwestia czasu. Ze teraz nie zarabia, albo niewiele, nie je
                            > st niczym dziwnym, bo studiuje czyli czasu na konkretna/dobrze platna prace na
                            > caly etat nie ma.
                            > Gdyby musiala gdzies wynajmowac mieszkanie, placic za nie, miala by oczywiscie
                            > ciezej, albo musieli by zaplacic rodzice, albo ona bardzo sie sprezac i zajmowa
                            > c sie czymkolwiek co by zarobic na czynszi z pewnoscia mieszkala by w gorszych
                            > warunkach niz teraz. Miala by zatem mnie czasu wolnego/mniej czasu na spedzenie
                            > go milo z facetem i zmeczona by byla bardziej a tak...przyjemne z pozytecznym,
                            > i wszyscy sa zadowolenia, to znaczy oni dwoje sa zadowoleni a to najwazniejsze
                            > . Uwazam, ze warto docenic faceta i jego gest, bo moglby byc skompiradlo albo n
                            > ie myslacy a nie jest. Sam tez ma z tego korzysci, czyli poszkodowanych nie ma.

                            Wg mnie to my obie mowimy o tym samym, z ta roznica, ze Ty mowisz o tym 'ladnie' czyli za woalka, a ja 'nieladnie' czyli wprost :)

                            > Czyli, kitty, gdyby jej sie zdarzylo, ze wyladuje golym tylkiem na bruku bedzie
                            > patrzyla co dalej i jak sobie poradzic.

                            Nie. Wg mnie powinna myslec (ale nie umartwiac sie!) juz teraz. Tak samo jak biorac slub nalezy juz z gory myslec 'a co na wypadek rozwodu?', a nie dopiero potem, jak Cie juz wystawiono za drzwi (jak w przypadku tej cioci bodajze w jej rodzinie). Do matki moze pojsc jak matka bedzie jeszcze zyla i ja przyjmie. Czy jakas matka moze dac na to gwarancje? Moja matka np nie miala juz gdzie wrocic, a miala tez tylko dwadziescia pare lat.

                            Mowienie o czyms wprost nie jest rownoznaczne z czarnowidztwem albo ze zlym komus zyczeniem. Ja tez zycze dziewczynie, zeby jej sie ulozylo wspaniale w zyciu ale dodaje, zeby plan B miala w kazdym jego momencie, a nie od 30 czy dopiero od 40, bo zycie jest przewrotne. I nie wesze problemu, raczej radze, zeby sie w miare 'ukladala', 'dostosowywala' tak daleko, na ile sie sama w tym ukladzie w miare dobrze czuje.
                            • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 10:01
                              Ja Ciebie Kitty za to uwielbiam. Ale pamiętaj że jesteś w chwili obecnej "poza układem". Stąd Twoja prawda- czysta i bez znieczulenia. Ludzie będący w układzie będą go czynić ładniejszym dopinają kokardki i inne ozdoby. Ja mogę powiedzieć, bo mając małe dzieci nie pracowałam i dostałam za to w życiu w dupę, Ty możesz powiedzieć, bo walczysz o swoją samodzielność- wcale Ci się uzależnienie nie podoba. A tu nie chodzi o ocenę moralną- mnie osobiście nie bije po oczach bycie na czyimś utrzymaniu. Też w tym ckliwym obrazku o obdarowywaniu, braniu, miłości widzę czarne oko.
                              --
                              Czy ja sobie przeczę?
                              Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                              ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                              Walt Whitman, Pieśń o sobie
                            • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 10:01
                              Ja Ciebie Kitty za to uwielbiam. Ale pamiętaj że jesteś w chwili obecnej "poza układem". Stąd Twoja prawda- czysta i bez znieczulenia. Ludzie będący w układzie będą go czynić ładniejszym dopinają kokardki i inne ozdoby. Ja mogę powiedzieć, bo mając małe dzieci nie pracowałam i dostałam za to w życiu w dupę, Ty możesz powiedzieć, bo walczysz o swoją samodzielność- wcale Ci się uzależnienie nie podoba. A tu nie chodzi o ocenę moralną- mnie osobiście nie bije po oczach bycie na czyimś utrzymaniu. Ale też w tym ckliwym obrazku o obdarowywaniu, braniu, miłości widzę czarne oko.
                              --
                              Czy ja sobie przeczę?
                              Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                              ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                              Walt Whitman, Pieśń o sobie
                              • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 10:58
                                zawle napisała:

                                > Ja Ciebie Kitty za to uwielbiam. Ale pamiętaj że jesteś w chwili obecnej "poza
                                > układem". Stąd Twoja prawda- czysta i bez znieczulenia. Ludzie będący w układzi
                                > e będą go czynić ładniejszym dopinają kokardki i inne ozdoby. Ja mogę powiedzie
                                > ć, bo mając małe dzieci nie pracowałam i dostałam za to w życiu w dupę, Ty może
                                > sz powiedzieć, bo walczysz o swoją samodzielność- wcale Ci się uzależnienie nie
                                > podoba. A tu nie chodzi o ocenę moralną- mnie osobiście nie bije po oczach byc
                                > ie na czyimś utrzymaniu. Ale też w tym ckliwym obrazku o obdarowywaniu, braniu,
                                > miłości widzę czarne oko.

                                Ha! Ja jestem w ukladzie. Im bardziej sie ukladam tym mnie bardziej upija, piluje mnie w rowek jak obcisly dresik (z mojego ulubionego przykladu Rekreativii na inny temat ;). Masz racje nie podoba mi sie uzaleznienie w moim zyciu, organicznie nie cierpie zadnego poddania za sama jego twarz. Ale nie wiem, nie rozumiem siebie dlaczego? Czyz nie jest to zwracanie sie przeciwko naturze kobiety, ktora z zasady ma byc poddana mezczyznie i w takich ukladach sie spelnia najlepiej czuje? Czy moje (nie wiem skad pochodzace?) pragnienia to nie zawracanie Wisly kijem? Mnie tez nie razi moralnie nic w byciu na utrzymaniu, nie oceniam tego jako zla wrecz przeciwnie, biznesowo i ekonomicznie to oceniam jako niezla fuche. Ale to jest troche tak, jak to mi opowiadal moj eks kochanek: 'skonczylem licencjat, nie chcialo mi sie dalej uczyc, dostalem robote, wspialem sie po szczebelkach drabiny, jestem w firmie managerem, zarabiam kupe kasy, nie moga mnie zwolnic, jestem ustawiony, choc wiem, ze pode mna pracuja ludzie madrzejsi, lepiej wyksztalceni, zwyczajnie lepsi ode mnie to ja i tak bede nad nimi gorowal i oni mnie nie przeskocza, bo ja mam gadane'. Niby tak, biznesowo/ekonomicznie trudno nie przyznac mu racji ale NIESMAK pozostaje mi w uszach jak tego slucham. Czegos jednak brakuje w tym obrazku sukcesu, a czego? Nie wiem, jakis wartosci?
                                Niemniej ja mam problem z podporzadkowaniem sie i to jest moj duzy problem. Bo ja nie chce sie podporzadkowywac wprost, nie chce podporzadkowywac sie niewprost, nie chce rzadzic niewprost, bo mi to nie lezy, za cholere :)
                                • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 11:05
                                  hello-kitty2 napisała: > Ha! Ja jestem w ukladzie.Bo
                                  > ja nie chce sie podporzadkowywac wprost, nie chce podporzadkowywac sie niewpros
                                  > t, nie chce rzadzic niewprost, bo mi to nie lezy, za cholere :)

                                  Masz wrodzony brak pewnej funkcji...taka wada fabryczna;) Coś jak aspołeczność.

                                  --
                                  Czy ja sobie przeczę?
                                  Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                                  ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                                  Walt Whitman, Pieśń o sobie
                                • marek.zak1 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 11:11
                                  Niesmak? Przesadzasz, facet ma dystans do siebie, a manager wcale nie musi być najmądrzejszy, tylko motywujący ludzi do pracy i sprawiedliwie ich oceniający. To jest mądrość managera. Czym jest mądrość, jak nie umiejetnością osiagania wyznaczonych celów.
                                  • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 11:25
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Niesmak? Przesadzasz, facet ma dystans do siebie, a manager wcale nie musi być
                                    > najmądrzejszy, tylko motywujący ludzi do pracy i sprawiedliwie ich oceniający.
                                    > To jest mądrość managera. Czym jest mądrość, jak nie umiejetnością osiagania wy
                                    > znaczonych celów.

                                    Motywujacy ludzi do pracy, hehe, no przedwczoraj zaproponowal mi sponsoring (ma kochajaca zone na utrzymaniu i dziecko, o ktore sie starali kilkanascie, ze az otarlo sie dwukrotnie o adopcje). Madry facet jest, bo czymze jest madrosc, jak nie umiejetnoscia osiagania wyznaczonych celow :-) Chyba wezme ta fuche, bo to sama przyjemnosc 'pracowac' dla madrego managera. Wyroznienie :-)