Dodaj do ulubionych

Wiem, że już coś wiem.

23.12.13, 11:37
Otóż moi kochani...na wstępie chciałam podziękować wszystkim z mojego wątku za wasze komentarze, dobre słowa, wsparcie, wyrozumiałość, a także otworzenie oczu na pewne sprawy. Uświadomiliście mi, że zamykanie się w sobie niczego nie naprawi, wręcz przeciwnie, bo jest w stanie zniszczyć naszą psychikę. W związku ważna jest komunikacja.
Ogólnie chciałam się podzielić ty co się wydarzyło.
Próbowałam porozmawiać z mężem, co wyszło dość nieudolnie, ale to co chciałam powiedzieć, powiedziałam. No, może nie do końca wszystko, ale to co jest dla mnie najważniejsze. Musicie wiedzieć iż owa znajoma to koleżanka z pracy. Mial skwaszoną minę podczas rozmowy, taki foszek połączony z zimnym draniem. Wspomniałam także o moim zachowaniu, duszeniu wszystkiego w sobie, że teraz widzę to, że przecież nie domyśli sie. Na koniec poruszyliśmy sprawę kobiety z którą mnie zdradzil. Powiedzialam że nie umiem się pozbierać, ze mam problemy z tym by czasem go przytulić i siebie do niego, a nawet coś więcej, i że kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić. Widziałam, ze to go zabolało. Po chwili milczenia, nie pamiętam co mi dokładnie powiedział, ale to było w stylu "nie umiem ci nic na toi poradzić", odpowiedziałam tylko "zauważyłam" i wyszłam z pokoju. Doszłam do wniosku, ze ta rozmowa byla totalną porażką, że jestem zostawiona z tym całym bagnem, z którego muszę sama się wydostać, bądź utonąć. Było parę minut po 22:00. Ubralam się i wyszłam na spacer, musiałam ochlonąć, poukladać sobie w głowie. Przyszłam prawie o zerowej. Poszłam spać.
Na drugi dzień po pracy, wskoczylam do kuchni, święta idą...ku mojemu zdziwieniu przyszedł, zapytał czy może mi pomóc. Byłam zła, rozczarowana, bo wyciągnęłam rękę, miałam ochotę powiedzieć mu, ze już nie potrzebuję jego pomocy...Bo musicie wiedzieć, ze podczas tamtej rozmowy mówiłam także o świętach o wigilii motocyklistów, w którą zaangażowal się maxymalnie, a tu gdzie ma rodzinę nic z siebie nie daje. Czeka na gotowe.
No więc powierzyłam mu zadanie sałatkowe, mial poobierać warzywa, gdyż na drugi dzień miałam zacząć ją robić. Kochani wczoraj, gdy przyszłam z pracy poleciałam szybko po mak, a gdy wróciłam sałatka była prawie pokrojona! Mało tego moje dziecie, które kocha mnie okrutnie i zawsze martwi się gdy jestem smutna wygadało się, ze kupil mi prezent pod choinkę (pierwszy raz). Powinna to być niespodzianka, ale jest tak niezwykle podekscytowany. Powiedzial, że w tym roku nie będzie mi smutno, ze w końcu dostanę prezent. Wczoraj wymskło mu się coś o tacie i chyba on też coś mi kupil, to będzie pierwszy prezent (o ile będzie) ktory dostanę po 20 latach związku. Zdaje się że muszę się zaopatrzyć w niezlą ilość chusteczek. Coś się zmieniło.
Co do tej dziewczyny...powiedziałam, zę nie wierzę już w damsko-męskie przyjaźnie i nie chcę tego po raz kolejny przeżywać. Powiedzial że to kumpela z pracy, z którą czasem spotkają się na przerwie na papierosa. Po tym co mi zrobił z panią R. nawet nie myśli by zdradzić mnie ponownie, ze bardzo mu to ciąży.
To na tyle...
Obserwuj wątek
    • loppe Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 17:07
      "Powiedzial, że w tym roku nie będzie mi smutno, ze w końcu dostanę prezent. Wczoraj wymskło mu się coś o tacie i chyba on też coś mi kupil, to będzie pierwszy prezent (o ile będzie) ktory dostanę po 20 latach związku."

      Powiedz jeszcze że on przez te 20 lat dostawał od Ciebie prezenty i uznamy Cię za Żonę 20-lecia ha ha!! Prima Aprilis w grudniu.

      Nawet w najgłupszych i najbardziej abusive związkach dostaje się prezenty, związek fiction czytamy tutaj - sklerotyk Yoric to kupuje jak leci.
    • kotoshi Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 17:16
      Dajesz się urobić. Przecież on wie, że musi teraz uśpić Twoją czujność, a Ty łykasz wszystko jak dziecko. Jej, jaki on biedny, tak mu jego własna zdrada ciąży... Dajesz się na to nabrać?!

      Przez 20 lat żadnego prezentu?! No, chyba że ustaliliście 20 lat temu, że sobie nie kupujecie. Ale to, co piszesz, tak nie brzmi.
      Ufff...
      • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 19:34
        20 lat pod choinkę, a nie że żadnego.
        Nie wiem za kogo mnie masz, ale nie należe do kobiet, które dają się urobić. Że niby facet ładnie się do mnie uśmiechnie, miło pogada i już ma wrota otwarte? Facet czyt. mój mąż. Otóż nie, jeśli ja postanowiłam popracować nad związkiem to ma działać w dwie strony.
        Nie bronię go, ale powiedz, skąd wiesz, ze mu nie ciąży ta zdrada?
    • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 23:02
      ku mojemu zdziwieni
      > u przyszedł, zapytał czy może mi pomóc. Byłam zła, rozczarowana, bo wyciągnęłam
      > rękę, miałam ochotę powiedzieć mu, ze już nie potrzebuję jego pomocy...

      Super, że się powstrzymałaś i nie odwinęłaś :-) Ja miałam okazję obserwować sytuacje, w których gest dobrej woli jednej ze stron powodował u drugiej przełamanie tamy i wylew goryczy zbieranej latami. Abstrahując od zasadności tej goryczy, wydaje mi się, że to zniechęca do przejawiania dobrej woli w ogóle...

      A powiedz, doceniłaś werbalnie swojego męża? Nie chcę robić za domorosłego eksperta od komunikacji ;-) zwłaszcza, że sama mam nieliche z nią problemy. Pewnie sama wiesz, że oprócz tego, co boli, ciąży i uwiera, trzeba mówić też o tym, co cieszy. Jeśli cieszy. Ale nawet jeśli nie cieszy, to może zadowala, albo miło zaskakuje, albo daje nadzieję na naprawę Waszych relacji. Itp. itd. Twój mąż zapewne potrzebuje poczuć się przez Ciebie doceniony. I nawet jeśli prawie_pokrojenie_sałatki i jeden_prezent_od_lat_dwudziestu to nie jest powód do ogłaszania zwycięstwa i stwierdzenia, że już wszystko naprawione ;-) to do słów "Doceniam, jestem wdzięczna, chcę jeszcze" - może już tak. Jutro Wigilia - przemów ludzkim głosem do męża :-)
      • zawle Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 23:14
        zyg_zyg_zyg napisała: > A powiedz, doceniłaś werbalnie swojego męża?

        Pewnie by doceniła, gdyby miała pozałatwiane inne sprawy. Niestety ciąży na niej nadal niezałatwiona/niewyleczona rana zdrady. W takiej sytuacji trudno o ciepło w środku. Ja osobiście nie wierzę w możliwość dobrego funkcjonowania związku po zdradzie. Ale to wynika z mojego charakteru. Pewnych rzeczy nie potrafię wybaczyć. Moja świadomość powoduje że nie męczę ani siebie ani partnera snami o wielkich comebackach
          • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 24.12.13, 07:11
            Wygląda to dziwnie. Pytanie kiedy się z nią spotyka? Kończy pracę o 15 i wraca do domu... To mi do całości nie pasowało, stąd moja niepewność, że coś faktycznie się działo. Porozmawialiśmy i o tym.
            • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 24.12.13, 12:19
              t.akaja napisał(a):

              > Wygląda to dziwnie. Pytanie kiedy się z nią spotyka? Kończy pracę o 15 i wraca
              > do domu...

              W pracy. W pracy przeciez spokojnie mozna uprawiac seks, bez ''spotykania sie''. Albo narazie takie nakrecanie sie. Lepiej nie wycofywac seksu, jak na moje oko.
    • kama265 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 17:10
      otóż, źle zatytuowałaś wątek, powinno być "wiem, że nic nie chcę wiedzieć" - zamykasz oczy i sobie roisz, że jak się bardziej postarasz (vide - docenianie zdradzacza ;)), to napewno będzie lepiej, jak nie teraz to w przyszłym tygodniu, jak nie w przyszłym tygodniu, to napewno za miesiąc. Znam to. Nadzieja umiera ostatnia i każdy w swoim tempie dojrzewa do prawdy
      • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 19:24
        Moja droga :) Etap, o ktorym piszesz mam lata za sobą. Nie robię sobie nadziei, zwyczajnie chcę wiedzieć czy on jest ze mną, czy obok mnie. Jeśli obok - droga wolna.
        Nad związkiem należy pracować. Można dostać kręćka od niektórych komentarzy...dlaczego?
        W jednym komentarzu przeczytam o tym, ze należy jasno mówić o problemie, a nie czekać by facet sam sie domyślał. W innym komentarzu jak Twoim, ze sobie coś roję, bo postanowiłam zmienić coś w sobie, a nie zostać stroną bierną. Jeszcze w innym, ze zapewne bzykają się w pracy, choć pisząca osoba nie ma pojęcia jakie panują tam warunki. Otóż praca mojego męża jest bardzo specyficzna i nie ma opcji by miał taką sposobność.
        Życie po zdradzie nie jest proste, co nie znaczy, że nie niemożliwe. Wszystko zależy od ludzi jakimi są, jak bardzo im na sobie zalezy.
        Natomiast jeśli mój mąż w chwili obecnej nie jest szczery, to wierzę, ze tak czy siak się o tym dowiem, i na tym zakończy się nasz związek.
        • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 20:58
          t.akaja napisał(a):

          > Moja droga :) Etap, o ktorym piszesz mam lata za sobą. Nie robię sobie nadziei,
          > zwyczajnie chcę wiedzieć czy on jest ze mną, czy obok mnie. Jeśli obok - drog
          > a wolna.
          > Nad związkiem należy pracować. Można dostać kręćka od niektórych komentarzy...d
          > laczego?
          > W jednym komentarzu przeczytam o tym, ze należy jasno mówić o problemie, a nie
          > czekać by facet sam sie domyślał. W innym komentarzu jak Twoim, ze sobie coś ro
          > ję, bo postanowiłam zmienić coś w sobie, a nie zostać stroną bierną. Jeszcze w
          > innym, ze zapewne bzykają się w pracy, choć pisząca osoba nie ma pojęcia jakie
          > panują tam warunki. Otóż praca mojego męża jest bardzo specyficzna i nie ma opc
          > ji by miał taką sposobność.
          > Życie po zdradzie nie jest proste, co nie znaczy, że nie niemożliwe. Wszystko z
          > ależy od ludzi jakimi są, jak bardzo im na sobie zalezy.
          > Natomiast jeśli mój mąż w chwili obecnej nie jest szczery, to wierzę, ze tak cz
          > y siak się o tym dowiem, i na tym zakończy się nasz związek.

          Juz skroil salatke, juz dal prezent, juz Cie przelecial i juz jestes z powrotem bohaterka i wiesz najlepiej nie? :-) Jak wiesz najlepiej to po co pytasz? Pozostan bohaterka do konca, ze zdradami czy nie. I wcale sie zaden zwiazek nie zakonczy, bo przeciez mieszkanie jest jego i chcesz tam mieszkac, a potem bedzie mieszkal syn, tak powiedzialas. Kto silniejszy lub komu mniej zalezy, ten dyktuje warunki. U Ciebie dyktuje maz. A Ty jestes od niego emocjonalnie zalezna. Juz widac jak Ci moc skoczyla, bo pan sie bujnal w Twoim kierunku. Jedyne co musisz zrobic, to sie dostosowac, bo i tak sobie sama nie poradzisz, nie uniesiesz swojego bytu sama i jeszcze dziecka. Mysl jak sie najlepiej ustawic w ukladzie w ktorym jestes. Wg mnie w Twoim przypadku lepiej oplaca Ci sie dawac mu dupska. Sama tez lepiej na tym wyjdzisz. Zobacz jak juz sie wzocnilas :-)
          • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 21:17
            Chyba nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Mieszkanie jego? Bzyknął mnie? Robisz za materac?
            Po co pytam? By porozmawiać z ludzmi na poziomie. By móc coś zmienić w sobie, wymienić się poglądami, a nie usłyszeć diagnozę kogoś kto nie zna naszej sytuacji od podszewki. Nie pytałam czy mnie zdradził,a raczej oznajmiłam swoje obawy, ze moze to się stać. Ci ludzie, z którymi dyskutowałam to mądrzy ludzie i pomogli mi dostrzec pewne rzeczy.
            Bohaterką? heh...no comments
            • potwor_z_piccadilly Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 21:35
              t.akaja napisał(a):

              > Chyba nie umiesz czytać ze zrozumieniem.

              Oj chyba umie, umie.

              > Po co pytam? By porozmawiać z ludzmi na poziomie.

              Kitty to bystra dziewczyna i na poziomie. Potrafiła w tri miga trafnie prześwietlić Ciebie, Twojego czterosuwowego mena, realia w jakich się znajdujesz i odpowiedziała/poradziła Ci nie bawiąc się w "pierdzielenie kotka za pomocą młotka".
              Pozdrawiam.




              • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 21:48
                Nie, nie umie, i dobrze to napisałeś "chyba" bo:
                -mieszkanie nie jest jego
                -bo mnie nie bzyknął (dla niektórych powrót do małżeńskiego łoża zawsze musi oznaczać seks?)
                -bo nie jestem zależna od niego
                -bo to, ze mi na nim zależy nie oznacza uzależnienia - jak to ktoś trafnie ujął długie związki mają mocne korzenie
                Poradziła znaczy co? Owszem seksu wykluczyć nie mogę, ona u swojego też wykluczyć nie moze, nikt nie może. Gdyby można było to by zdrad nie było. Życie pisze różne scenariusze.
                • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 22:15
                  t.akaja napisał(a):

                  > Nie, nie umie, i dobrze to napisałeś "chyba" bo:
                  > -mieszkanie nie jest jego

                  Sorry korekta byc moze Wasze ale nie wylacznie Twoje i wyglada na to, ze jestes tam 'uziemniona' i ze nie stac Cie by placic samodzielnie:
                  > Dodam, ze nie myślę się wyprowadzać...tu gdzie mieszkam, zamieszka kiedyś mój s
                  > yn. Tu jest jego dom i mój. Nie będziemy placić za to, że mój facet nie potrafi
                  > utrzymać doopy na wodzy...

                  > -bo mnie nie bzyknął (dla niektórych powrót do małżeńskiego łoża zawsze musi oz
                  > naczać seks?)

                  Aha :)

                  > -bo nie jestem zależna od niego
                  > -bo to, ze mi na nim zależy nie oznacza uzależnienia - jak to ktoś trafnie ujął
                  > długie związki mają mocne korzenie

                  Ja o uzaleznieniu nie pisalam, tylko o zaleznosci. Zobacz, stalas sie nagle 'inna' osoba od krotkiego czasu. Skad ta diametralna zmiana?

                  > Poradziła znaczy co? Owszem seksu wykluczyć nie mogę, ona u swojego też wyklucz
                  > yć nie moze, nikt nie może. Gdyby można było to by zdrad nie było. Życie pisze
                  > różne scenariusze.

                  Nie ma sensu porownywac do innych ludzi, przeciez Ty nas nie znasz. Poradzilam zebys sie dostosowala, ulozyla i wrocila do seksu z mezem, bo i tak nie masz planu B wiec po co szarzowac?
                  • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 22:41
                    Inna? Raczej sobą. Gdy masz problem zawsze chodzisz uśmiechnięta? Ludzie miewają gorsze dni...Człowiek to nie robot.
                    A może po prostu dopiero teraz mnie poznajesz.
                    Już wyjaśniam, gdzieś tam gdybyś się doszperała przeczytałabyś, że jestem osobą pracującą. Pisząc o mieszkaniu pisałam, ze owszem jest nasze, ale nie rozumiem dlaczego ja z dzieckiem mam rezygnować z domu jeśli on ma ochotę na skoki w bok? Sorry bardzo, ale nie pojmuję dlaczego to kobieta, a właściwie osoba zdradzona ma rezygnować z miejsca w którym spędza swoje życie, ma spory wkład na rzecz palanta, który nie wie co z fiutem zrobić.
                    Być może was nie znam, wy nie znacie mnie,ale ja również znam życie. Zdrada to zdrada, tak samo boli każdego człowieka i tak samo nie jest w fer wobec drugiego.
                    • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 22:58
                      t.akaja napisał(a):

                      > Inna? Raczej sobą. Gdy masz problem zawsze chodzisz uśmiechnięta? Ludzie miewaj
                      > ą gorsze dni...Człowiek to nie robot.
                      > A może po prostu dopiero teraz mnie poznajesz.
                      > Już wyjaśniam, gdzieś tam gdybyś się doszperała przeczytałabyś, że jestem osobą
                      > pracującą. Pisząc o mieszkaniu pisałam, ze owszem jest nasze, ale nie rozumiem
                      > dlaczego ja z dzieckiem mam rezygnować z domu jeśli on ma ochotę na skoki w bo
                      > k? Sorry bardzo, ale nie pojmuję dlaczego to kobieta, a właściwie osoba zdradzo
                      > na ma rezygnować z miejsca w którym spędza swoje życie, ma spory wkład na rzecz
                      > palanta, który nie wie co z fiutem zrobić.
                      > Być może was nie znam, wy nie znacie mnie,ale ja również znam życie. Zdrada to
                      > zdrada, tak samo boli każdego człowieka i tak samo nie jest w fer wobec drugieg
                      > o.

                      Pozwoliłaś sobie humor zepsuć. I po co? Teraz z takin nastawieniem i pełna pretensji wrócisz do męża. Olej to. Mają swoje nastawieniem, patrzą przez pryzmat klimatu który narysowałaś będąc w złej formie. Jeśli czujesz że jest lepiej to nikt w twoim życiu nie jest ważniejszy od ciebie i twojej rodziny. Ciesz się, próbuj i rób co chcesz, sama uznajesz co jest dla ciebie aktualnie ważne
                        • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 23:08
                          t.akaja napisał(a):

                          > Dziękuję za miłe słowa.
                          > dziś miałam szalony dzień w pracy w związku z czym jestem bardzo zmęczona, a co
                          > za tym idzie nikt mi humoru nie popsuje.
                          > Kładę sie, bo rano pobudka.
                          > Dobrej nocy :*

                          dobrej:)
                    • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 13:08
                      t.akaja napisał(a):

                      > Inna? Raczej sobą. Gdy masz problem zawsze chodzisz uśmiechnięta? Ludzie miewaj
                      > ą gorsze dni...Człowiek to nie robot.

                      No ale ja akurat pisalam o 'niespodziewanym' wahnieciu na plus w samopoczuciu. Bodajze 17 grudnia nie moglas na niego patrzec, a teraz hopla wahniecie salatkowo-choinkowe:) Chodzi o to jak on wplywa na Twoje samopoczucie. Co wskazuje, ze Twoj stan emocjonalny jest od niego zalezny. I dobrze, ja tego nie neguje. Ale to wskazuje mi, ze dla Twojego wlasnego dobra dobrze gdybys rozdzialy miedzy Wami zazegnala, w przeciwnym wypadku bedziesz nieszczesliwa, bo:

                      Pisząc o mieszkaniu pisałam, ze owszem jest nasze, ale nie rozumiem
                      > dlaczego ja z dzieckiem mam rezygnować z domu jeśli on ma ochotę na skoki w bo
                      > k? Sorry bardzo, ale nie pojmuję dlaczego to kobieta, a właściwie osoba zdradzo
                      > na ma rezygnować z miejsca w którym spędza swoje życie, ma spory wkład na rzecz
                      > palanta, który nie wie co z fiutem zrobić.

                      nie masz ruchu. Nie masz karty przetargowej. Dziecko tez nie jest karta w Twoim przypadku, bo gdybys odeszla to z tego co pisalas on sie dzieckiem i tak nie interesuje. Wiec prawdopodobnie to by byl koniec rowniez ojcowstwa.

                      Poza tym widac, ze bez tego zwiazku jestes nieszczesliwa. Wiec nie ma o czym mowic. Jak sie bedziesz blokowac na niego to sobie znajdzie inna, a jak bedziesz 'mila' to jest szansa, ze go przy sobie i przy dziecku zatrzymasz. A nad swoimi emocjami/uczuciami naucz sie panowac, kontrolowac je. I nie pozwol by Ci ukladaly zycie. Stwardniej.

                      Tak to widze. Zrobisz jak chcesz.
                      • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 15:13
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Jak sie bedziesz blokowac na niego to sobie znajdzie inna, a jak bedziesz
                        > 'mila' to jest szansa, ze go przy sobie i przy dziecku zatrzymasz. A nad swoimi
                        > emocjami/uczuciami naucz sie panowac, kontrolowac je. I nie pozwol by Ci uklad
                        > aly zycie. Stwardniej.

                        Kitty,
                        Nie uważasz, że to już "przegrana" sprawa? Naprawdę uważasz, że osoba której "robi się niedobrze' na myśl o seksie z własnym mężem i która ma bardzo negatywny stosunek do niego ("palant co nie wie co zrobic z fiutem", kiepski ojciec" itp), nagle będzie autentycznie seksowna dla tego faceta? Myslisz że on nie wyczuje fałszu w takim "miłym" zachowaniu które wynika z kalkulacji, a nie z autentycznych uczuć?

                        Jak dla mnie to autorka okopała się już w bezpiecznej dla niej pozycji ofiary i stara się grać na poczuciu winy faceta. Owszem pewnie mogłaby tak grać, gdyby facetowi zależało na kontaktach z synem (bardziej niż zależy teraz). W końcu jest to "joker" w kartach kobiet które ew. straszą rozwodem. Tutaj zaś poza samym złym samopoczuciem (nikt nie lubi czuć się kłamliwym sk****nem), autorka niewiele potrafi ugrać.
                        • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 15:29
                          kutuzow napisał:

                          > Kitty,
                          > Nie uważasz, że to już "przegrana" sprawa? Naprawdę uważasz, że osoba której "r
                          > obi się niedobrze' na myśl o seksie z własnym mężem i która ma bardzo negatywny
                          > stosunek do niego ("palant co nie wie co zrobic z fiutem", kiepski ojciec" itp
                          > ), nagle będzie autentycznie seksowna dla tego faceta? Myslisz że on nie wyczuj
                          > e fałszu w takim "miłym" zachowaniu które wynika z kalkulacji, a nie z autentyc
                          > znych uczuć?

                          Wydaje mi sie, ze te epitety pod adresem meza sa jedynie wyrazem zmiennych stanow emocjonalnych autorki, nie wiem na ile oddaja prawdziwe uczucia. Rodzaj bluznierstwa. Tak jak ja rzuce pare razy bluzgiem to osiagam taki sam stopien rozluznienia emocjonalnego. A nie kazdy umie czy sobie pozwala na rzucanie nieokreslonymi kurwami, niektorzy lepiej rozladowuja sie na konkretnym obiekcie. Reasumujac wg mnie to tylko zabieg rozladowania, a nie rzeczywisty punkt widzenia. Moge sie mylic.

                          Nie wiem czy przegrana, raczej nieco patowa, dlatego obawiam sie, ze jak pojawi sie ktos zdecydowany - trzeci to zdecyduje za wszystkich, bo facet tak jaby sie rozgladal, nie?
                        • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 16:21
                          Kutuzow,
                          wskoczyłeś na swojego ulubionego konika "Ona chce go skroić z kasy" i pędzisz, lecisz - nawt nie zauważyłeś, że to nie konik tylko owca... ;-)

                          Myslisz że on nie wyczuj
                          > e fałszu w takim "miłym" zachowaniu które wynika z kalkulacji, a nie z autentyc
                          > znych uczuć?

                          O jakim "miłym" zachowaniu mówisz? Dziewczyna od dawna była dla swojego męża oschła, niedotykalska, zamknięta przed nim. Zraniona przez niego, chowała w sobie głęboką urazę i milcząc oczekiwała, że on ją rozbroi. On jej nie rozbrajał, więc uraza się pogłębiała. Znam takie osoby, które myślą "Pomóż mi, przytul mnie", ale właśnie przez urazę ubierają to w słowa "Spierdalaj, chuju". To moim zdaniem właśnie tak wygląda(ło) i tu się zgadzam z Kitty.

                          > Jak dla mnie to autorka okopała się już w bezpiecznej dla niej pozycji ofiary i
                          > stara się grać na poczuciu winy faceta

                          A mnie się wydaje, że Taka.ja właśnie odkrywa, że mówienie wprost jest efektywniejsze od grania na poczuciu winy i oczekiwania na domyślenie się, o co jej chodzi. A ofiarą jest jak najbardziej - choć wcale nie twierdzę, że nie jest nią również jej mąż - zresztą ona przyznaje, że swoim zamknięciem i okopaniem nie dała szans sobie i jemu nawet na próbę wyjścia z impasu. Jak najbardziej może czuć do niego obrzydzenie za zamoczenie w innej, a z drugiej strony jak najbardziej może mieć nadzieję, że to obrzydzenie będzie w niej wygasać i nie odbijać się czkawką co jakiś czas. I dla mnie jak najbardziej ma prawo nadzieję, że mąż jej nie zdradza właśnie po raz kolejny (to już właściwie nie do Ciebie uwaga, tylko dla dziewczyn po przejściach z tego wątku :-))
                          • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 16:31
                            zyg_zyg_zyg napisała:

                            > wskoczyłeś na swojego ulubionego konika "Ona chce go skroić z kasy" i pędzisz,
                            > lecisz - nawt nie zauważyłeś, że to nie konik tylko owca... ;-)
                            >

                            Nigdzie nie pisze że "ona chce go skroić z kasy". Zwróciłem tylko uwagę, że na tym forum Kaizer dostawał zupełnie inne rady w stylu "rozwiedź się, kasą się nie przejmuj". Autorka od roku się kisi w mało ciekawej sytuacji, ale nikt jakoś jej nie radzi, "zostaw go, mieszkaniem się nie przejmuj".

                            > O jakim "miłym" zachowaniu mówisz?
                            Kitty radziła, że autorka powinna odstawić żale i dumę na bok i skoro nie jest wstanie odejść od męża, to niech zadba o niego bo inaczej to mąż (w końcu) sam odejdzie od niej (do innej).


                            > Znam takie osoby, które myślą "Pomóż mi, przytul mnie"
                            > , ale właśnie przez urazę ubierają to w słowa "Spierdalaj, chuju".

                            ...ale czytałaś jej własne słowa?
                            "...Nie mogę go dotykać...i tu i tam. Nie czuję się bezpiecznie. W głowie wciąż widzę jego na niej...brzydzę się po niej. Otoczyłam się murem, pochowałam wszystkie uczucia by nikt już ich nie zdeptał. Stałam się mało dostępna, jeszcze mniej sympatyczna, całkiem sporo zgorzkniała. "
                            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,148584168,148584168,Wiem_ze_nic_nie_wiem_.html
                            Rozumiem, że to Twoje "Przytul mnie", to ma tutaj postać, "potrzymaj mi włosy jak będę wymiotowała na Twój widok"?

                            • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 16:44
                              > ...ale czytałaś jej własne słowa?

                              Czytałam. Przeczytałam też te późniejsze:
                              "Wspomniałam także o moim zachowaniu, duszeniu wszystkiego w sobie, że teraz widzę to, że przecież nie domyśli sie."
                              "Powiedzialam że nie umiem się pozbierać, ze mam problemy z tym by czasem go przytulić i siebie do niego, a nawet coś więcej, i że kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić."
                              "Pracujemy nad komunikacją i chyba bardziej ja muszę nad nią popracować, mega nerwus ze mnie"
                              "Tak, otwarcie zaczęłam nagradzać i widzę jak go to cieszy. Dziś noc spędzona wspólnie w jednym łożu"
                              "postanowiłam zmienić coś w sobie, a nie zostać stroną bierną."
                              "Przez owe rozmowy pojęłam, ze bez otwartych rozmów nic się nie naprawi."

                              Ja tam wolę trzymać kciuki :-)


                              • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 17:02
                                zyg_zyg_zyg napisała:

                                " Dziś noc spędzona wspólnie w jednym łożu"
                                ...wiesz, że wg autorki to wcale nie oznacza seksu? (wyjaśniała to właśnie w odpowiedzi do Kitty).

                                Cała reszta jak dla mnie to racjonalizacja i ucieczka przed przyznaniem się że związek już zdechł i trzeba go pochować.
                                Zobacz że jest duzo o komunikacji i zero o konkretach:

                                "Przez owe rozmowy pojęłam, ze bez otwartych rozmów nic się nie naprawi."

                                To że sobie pogadają, problem nie zniknie.

                                • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 18:36
                                  > " Dziś noc spędzona wspólnie w jednym łożu"
                                  > ...wiesz, że wg autorki to wcale nie oznacza seksu?

                                  Wiem - zresztą po wszystkich słowach, które padły, dziwniejsze by dla mnie było, gdyby oznaczało. To, że spędziła noc u boku męża, do którego przez ostatnie miesiące nie mogła się przytulić i dotknąć bez odrzutu, i że pisze o tym z uśmiechem, jest optymistyczne. Nie mam wcale pewności, że czarne scenariusze z tego wątku, się nie sprawdzą, ale trzymam kciuki i tak.

                                  > To że sobie pogadają, problem nie zniknie.
                                  Oni mają ogromny problem z komunikacją, a jego rozwiązanie polega z grubsza na (po)gadaniu ;-)
                                  • kutuzow przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 14:32
                                    t.akaja napisał(a):

                                    > Problem nigdy nie zniknie. Zawsze gdzieś tam będzie ten żal, ale ludzie potrafi
                                    > ą i nad tym zapanować.
                                    > W łóżku można się przytulać, rozmawiać...wszystko w swoim czasie.

                                    Widzisz, to może być powód dla którego historia z kochanką powraca co jakiś czas. Jeśli Twój facet ma do wyboru z jednej strony przytulanie i rozmowę w łóżku małżeńskim, a z drugiej chętną koleżankę z pracy z którą może uprawiać namiętny seks w łóżku, to nie dziwne że go ciągnie w stronę koleżanki. Raz już tego spróbował i wie jak to smakuje.
                                    To że dla Ciebie (kobiety), przytulanie i rozmowa jest ważne, nie oznacza że dla faceta one są wystarczające. Szczególnie gdy przez prawie rok jaki pisałaś z seksem nie było zbyt fajnie u Was:

                                    "Gdy dochodzi do zbliżenia chce mi się wymiotować z nerwów. Nie mogę go dotykać...i tu i tam"
                                          • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 16:25
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > Kutuzow, widziałem na filmach i w książkach, że jak kobieta jest z facetem, któ
                                            > ry ją zdradził, to tak ma. Czuje obrzydzenie.

                                            Na serio? A gdyby twoja żona cię zdradziła? Podkręciłoby, czy na odwrót? Bez złośliwości pytam.
                                                  • zawle Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 18:26
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > ciebie oczywiście żeby odrzuciło czy co? lubisz być tajemnicza dla innych...?:)
                                                    > babeczkowa strategia, nikt nie wie o co chodzi- mówi mój mąż czasami:))

                                                    To do mnie? Mnie, nie mi..poprawiłam swoją stylistykę:) Czy mnie by odrzuciło? Gdyby chłop mnie zdradził? Nie, pewnie przez pierwsze dwa razy to nie...nawet by mnie podkręciło. Ale gdy już bym go przeleciała, to mogłabym poczuć się bezpieczniej i wtedy przyszłyby do mnie furie:) Czy lubię być tajemnicza dla innych? Ty z Białegostoku jesteś, czy jak? ;)U mnie się mówi...czeski film jak nikt nie wie o co chodzi. Bo ja teraz nie wiem;)
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 18:32
                                                    zawle napisała:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > ciebie oczywiście żeby odrzuciło czy co? lubisz być tajemnicza dla innych
                                                    > ...?:)
                                                    > > babeczkowa strategia, nikt nie wie o co chodzi- mówi mój mąż czasami:))
                                                    >
                                                    > To do mnie? Mnie, nie mi..poprawiłam swoją stylistykę:) Czy mnie by odrzuciło?
                                                    > Gdyby chłop mnie zdradził? Nie, pewnie przez pierwsze dwa razy to nie...nawet b
                                                    > y mnie podkręciło. Ale gdy już bym go przeleciała, to mogłabym poczuć się bezpi
                                                    > eczniej i wtedy przyszłyby do mnie furie:) Czy lubię być tajemnicza dla innych?
                                                    > Ty z Białegostoku jesteś, czy jak? ;)U mnie się mówi...czeski film jak nikt ni
                                                    > e wie o co chodzi. Bo ja teraz nie wiem;)

                                                    u mnie też;)) sie mówi czeski film- to moi bliscy sąsiedzi, ale mój mąż mówi jak chce, kiedy i gdzie- dlatego on to tez czeski film czasami
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 18:53
                                                    zawle napisała:

                                                    > > To do mnie? Mnie, nie mi..poprawiłam swoją stylistykę:) Czy mnie by odrzu
                                                    > ciło?
                                                    > > Gdyby chłop mnie zdradził? Nie, pewnie przez pierwsze dwa razy to nie...n
                                                    > awet by mnie podkręciło. Ale gdy już bym go przeleciała, to mogłabym poczuć się
                                                    > bezpieczniej i wtedy przyszłyby do mnie furie:) Czy lubię być tajemnicza dla i
                                                    > nnych?
                                                    > > Ty z Białegostoku jesteś, czy jak? ;)U mnie się mówi...czeski film jak n
                                                    > ikt nie wie o co chodzi. Bo ja teraz nie wiem;)

                                                    a co mówią ci z Białegostoku w takich sytuacjach?;)) bo ja nie wiem, słyszałam tylko że pełno ich w Brukseli, tych z Siemiatycz, ponoć zdominowali miejscową ludność
                                                  • zawle Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:01
                                                    bgz0702 napisała: > a co mówią ci z Białegostoku w takich sytuacjach?;))

                                                    Piszesz: lubisz być tajemnicza dla innych...?:)

                                                    I nie wiem o co Ci chodzi? Bo albo lubię uchodzić za tajemniczą, albo co? Taką stylistykę słyszałam w tamtych rejonach. Ukradłem dla Asi cukier ( ukradłem jej cukier);)
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:05
                                                    zawle napisała:

                                                    > bgz0702 napisała: > a co mówią ci z Białegostoku w takich sytuacjach?;))
                                                    >
                                                    > Piszesz: lubisz być tajemnicza dla innych...?:)
                                                    >
                                                    > I nie wiem o co Ci chodzi? Bo albo lubię uchodzić za tajemniczą, albo co? Taką
                                                    > stylistykę słyszałam w tamtych rejonach. Ukradłem dla Asi cukier ( ukradłem jej
                                                    > cukier);)

                                                    ;))) ach widzisz! to może zauważyłaś bystrym okiem naleciałości wschodnie jakieś jeszcze
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:10
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > bgz0702 napisała: > a co mówią ci z Białegostoku w takich sytuacjach?
                                                    > ;))
                                                    > >
                                                    > > Piszesz: lubisz być tajemnicza dla innych...?:)
                                                    > >
                                                    > > I nie wiem o co Ci chodzi? Bo albo lubię uchodzić za tajemniczą, albo co?
                                                    > Taką
                                                    > > stylistykę słyszałam w tamtych rejonach. Ukradłem dla Asi cukier ( ukradł
                                                    > em jej
                                                    > > cukier);)
                                                    >
                                                    > ;))) ach widzisz! to może zauważyłaś bystrym okiem naleciałości wschodnie jakie
                                                    > ś jeszcze

                                                    właśnie pisałam potworowi jak babcia klęła na dziadka po ukraińsku, wychowywałam się w jej klimacie ale dziś niestety prawie nic nie rozumiem kiedy ktoś się po ukraińsku do mnie zwraca, trochę rozumiem a resztę się domyslam. Siostra moja działa w jakimś związku obu narodów więc mam okazję poznawać ziomali babci ale specjalnie z nimi sobie nie pogadam w języku przodków
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:57
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Co tu filozofować, brak seksu i zdrada to po związku.
                                                    > Własnie wrociłem z filmu ,,Porachunki" z de Niro i Pfeifer. Fantastyczne :).

                                                    ach lubię tego chłopaka, chociaż kiedyś lubiłam bardziej. Bardzo mi się podobał w Gorączce, obaj mi się podobali z Allem P
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:52
                                                    napisałaś w temacie:Re: mnie.....oczywiście, w treści ani słowa, a Markowi zadałaś pytanie czy by go obrzydzała zona która zdradza. Moje;)) nieśmiało zadane pytanie dotyczyło twojego:mnie.....oczywiście;)) pytałam czy ciebie oczywiście taka "żona" by obrzydzała czy nie?;))
                                                  • yoric Re: mnie.....oczywiście 29.12.13, 00:02
                                                    Nie chcę się wcinać :), ale:

                                                    "Mi nie chodzi o..." jest OK. A jak zmienimy na "Nie chodzi * o..." to 'mnie' brzmi nawet gorzej.

                                                    Z białostockim 'dla' to prawda. Ale w "chcesz być tajemnicza dla innych" ta konstrukcja się nie wymienia na celownik ("chcesz być tajemnicza innym"?), więc też jest ok wg ogólnopolskiego standardu.
                                                  • zawle Re: mnie.....oczywiście 29.12.13, 00:14
                                                    yoric napisał:

                                                    > Nie chcę się wcinać :), ale:
                                                    >
                                                    > "Mi nie chodzi o..." jest OK. A jak zmienimy na "Nie chodzi * o..." to 'mnie' b
                                                    > rzmi nawet gorzej.
                                                    >
                                                    > Z białostockim 'dla' to prawda. Ale w "chcesz być tajemnicza dla innych" ta kon
                                                    > strukcja się nie wymienia na celownik ("chcesz być tajemnicza innym"?), więc te
                                                    > ż jest ok wg ogólnopolskiego standardu.

                                                    Co do "mi" i "mnie" stosuje się zasadę zamiany formy na drugą osobie. Tobie nie chodzi o to. A nie: Ci nie chodzi o to. Co do reszty, to nie wiem o czym piszesz.
                                                  • yoric Re: mnie.....oczywiście 29.12.13, 01:03
                                                    A racja, jest "zasada" o formie zaimka na początku zdania. To chyba kwestia mojego podejścia do języka, które nie jest restrykcyjne - dla mnie :) "mi się podoba" brzmi zupełnie OK, podobnie jak parę innych form (jeszcze) nieuznawanych przez słownik (np. "za niedługo").
                                                  • zawle Re: mnie.....oczywiście 29.12.13, 09:01
                                                    yoric napisał:

                                                    > A racja, jest "zasada" o formie zaimka na początku zdania. To chyba kwestia moj
                                                    > ego podejścia do języka, które nie jest restrykcyjne - dla mnie :) "mi się podo
                                                    > ba" brzmi zupełnie OK, podobnie jak parę innych form (jeszcze) nieuznawanych pr
                                                    > zez słownik (np. "za niedługo").

                                                    Ja też nie jestem zbyt restrykcyjna. W mowie codziennej uwielbiam robić potworki, ale dokładam do tego odpowiednią modulację, gestykulację i jest dobrze. W pisaniu staram się być tradycjonalistką....ale i tu czasami coś mi się "wymskło";)
                                                  • yoric Re: mnie.....oczywiście 29.12.13, 10:55
                                                    OK, rozumiem, to sensowne podejście i chyba nawet mam tak samo. Z jednej strony nie jestem purystą językowym, ale z drugiej artykuły w gazecie.pl to dla mnie za dużo (błędy ortograficzne albo przecinek typu "Jacek, poszedł do sklepu").
                                                • kutuzow Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 17:08
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > No cos Ty Marek takie szybkie rozwiazanie jak wyscie ze zwiazku to przeciez prz
                                                  > ypisujesz zwiazkom wolnym :-) Mala szpileczka zlosliwosci ode mnie.

                                                  To nie szpileczka, tylko trafne spostrzeżenie. Wiele osób ma tak że dla nich to małżeństwo jest bardzo stabilne. Tylko że w domyśle mają "dopóki jest zgodne Z MOIMI zasadami".
                                                  U Marka z tego co pisał na forum jest ono stabilne dopóki:
                                                  a) jest seks (pisał nie ma seksu nie ma związku)
                                                  b) nie było zdrady (przynajmniej ze strony żony, o swojej nie wspominał chyba tutaj pod nazwiskiem).


                                                  Ludzie jednak jakoś tak bezpieczniej się czują jak do swojej szufladki pt "małżeństwo" wrzucą poczucie bezpieczeństwa bez refleksji, że tak na prawdę gdy przychodzi "okres próby" (choroba, długotrwałe bezrobocie, brak seksu, zdrada itp), to często słowa przysięgi idą w kąt.
                                                  • yoric Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 00:19
                                                    Ale ta umowa/przysięga jest tak skonstruowana, przynajmniej tradycyjnie, że tam te cztery okoliczności są zapisane.
                                                    Kłopoty lub choroba nie są podstawą do odstąpienia, a zdrada lub brak seksu - tak.
                                                    Nie mam nic przeciwko innemu zdefiniowaniu umowy, ale pozwólmy ludziom wybrać swoją wersję. Wyłączność seksualna jest standardem, ludzie mają prawo tego wymagać.
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 01:52
                                                    yoric napisał:

                                                    > Ale ta umowa/przysięga jest tak skonstruowana, przynajmniej tradycyjnie, że tam
                                                    > te cztery okoliczności są zapisane.
                                                    > Kłopoty lub choroba nie są podstawą do odstąpienia, a zdrada lub brak seksu - t
                                                    > ak.
                                                    > Nie mam nic przeciwko innemu zdefiniowaniu umowy, ale pozwólmy ludziom wybrać s
                                                    > woją wersję. Wyłączność seksualna jest standardem, ludzie mają prawo tego wymag
                                                    > ać.

                                                    Pozwolmy? Nie rosmieszaj mnie. No przeciez wybieraja sami jaka umowe wybieraja, nas sie nie pytali, jak wybierali, nie? Wymagac tez wymagaja, nas sie nie pytaja czy wymagac moga, nie? Problem maja z egzekucja swoich wymogow i wtedy sie pytaja nas, co zrobic? Wiec zgodnie z tym co napisales powinnismy ich odsylac, zeby sobie kurwa z powrotem wlasna umowe przeczytali i sobie ja kurwa wegzekwowali, bo same wymogi to sobie moga wsadzic w dupe. I tyle.

                                                    A jak choroba powoduje brak seksu albo na odwrot, to co? Podciagamy pod brak seksu czy pod chorobe?
                                                    A jak klopoty powoduja brak seksu albo na odwrot, to co? Podciagamy pod brak seksu czy pod klopoty?
                                                    A jak brak seksu powoduje zdrade albo na odwrot, to co? Podciagamy pod zdrade czy brak seksu?
                                                    itd.

                                                  • yoric Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 10:59
                                                    Niespełnienie umowy jest podstawą do jej zerwania. W zależności od umowy, niekiedy z dodatkowymi konsekwencjami (rozwód z winy). Nie jestem specjalnie w temacie, ale zdrada to chyba podstawa do rozwodu z winy.

                                                    Jak jeden czynnik powoduje drugi, liczy się ten pierwszy. Np. choroba --> BSwM - liczy się choroba. Ciężka sprawa, ale w końcu to się świadomie przysięga (można sobie zrobić inne ustalenia, albo nie brać ślubu). BSwM --> zdrada - liczy się BSwM. Nie uprawnia do zdrady, ale można się rozstać.
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 11:31
                                                    yoric napisał:

                                                    > Niespełnienie umowy jest podstawą do jej zerwania. W zależności od umowy, nieki
                                                    > edy z dodatkowymi konsekwencjami (rozwód z winy). Nie jestem specjalnie w temac
                                                    > ie, ale zdrada to chyba podstawa do rozwodu z winy.
                                                    >
                                                    > Jak jeden czynnik powoduje drugi, liczy się ten pierwszy. Np. choroba --> B
                                                    > SwM - liczy się choroba. Ciężka sprawa, ale w końcu to się świadomie przysięga
                                                    > (można sobie zrobić inne ustalenia, albo nie brać ślubu). BSwM --> zdrada -
                                                    > liczy się BSwM. Nie uprawnia do zdrady, ale można się rozstać.

                                                    Przyznaje wczoraj mnie wkurzyles. Dzisiaj sie zdystansowalam. W temacie wychodzi tak czy siak, ze jedynym batem jest rozstanie, a przeciez malzenswo ma byc z zalozenia trwale (jak np twierdzi Marek) wiec jak ktos sie nie chce rozstac to nie ma bata w rece (tak jak autorka watku czy Sabat). Chyba, zeby rozejrzec sie za rozwiazaniami nielegalnymi.
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 11:43
                                                    hello-kitty2 napisała: W temacie wychodz
                                                    > i tak czy siak, ze jedynym batem jest rozstanie, a przeciez malzenswo ma byc z
                                                    > zalozenia trwale (jak np twierdzi Marek) wiec jak ktos sie nie chce rozstac to
                                                    > nie ma bata w rece (tak jak autorka watku czy Sabat). Chyba, zeby rozejrzec sie
                                                    > za rozwiazaniami nielegalnymi.

                                                    teraz wszystko poplątaliście. W przysiędze kościelnej Ja przysięgam. Tobie, przed Bogiem. Bóg mi świadkiem. Bóg mnie rozlicza. Nie opuszczę aż do śmierci. Co Bóg złączył, człowiek nie rozłączy. Myślę że dla katolików to jest oczywiste i większe niż świecka.
                                                    W świeckiej obiecujesz. Przed urzędnikiem. Nie ma słowa o nierozwiązalności. Nie ma przysięgi, jest przyrzeczenie dobrej woli. I tu jest ten bacik, ale większość brała kościelny. Kościelny da się tylko unieważnić i brak seksu nie jest zawarty w możliwych powodach. Zdrada też nie.
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 12:48
                                                    zawle napisała:

                                                    > teraz wszystko poplątaliście. W przysiędze kościelnej Ja przysięgam. Tobie, prz
                                                    > ed Bogiem. Bóg mi świadkiem. Bóg mnie rozlicza. Nie opuszczę aż do śmierci. Co
                                                    > Bóg złączył, człowiek nie rozłączy. Myślę że dla katolików to jest oczywiste i
                                                    > większe niż świecka.
                                                    > W świeckiej obiecujesz. Przed urzędnikiem. Nie ma słowa o nierozwiązalności. Ni
                                                    > e ma przysięgi, jest przyrzeczenie dobrej woli. I tu jest ten bacik, ale większ
                                                    > ość brała kościelny. Kościelny da się tylko unieważnić i brak seksu nie jest za
                                                    > warty w możliwych powodach. Zdrada też nie.

                                                    Wg mnie poki nie ma realnego zagrozenia rozstania i w zwiazku z tym pogorszenia warunkow zycia (to wazne!) to nie ma bata.
                                                    A z ciekawosci dopytam: a co moze byc przyczyna uniwaznienia slubu koscielnego? Bo przeciez nie BSwM :-) chyba, ze brak skonsumowania zwiazku ale takie rzeczy to sie chyba nie zdarzaja. Zdrada?
                                                    Inna sprawa, ze moj eks maz (po naszym slubie cywilnym i rozwodzie) swego czasu opowiadal mi, ze zeby wziazc po nas slub koscielny ze swoja nowa zona to tez przechodzil jakies perturbacje al a rozwodowe przed jakimis tam przedstawielami kosciola. Musial udowadniac, ze byla wystarczajaca podstawa do rozwodu (ktory sie juz dawno odbyl) tego naszego slubu cywilnego. Musial kombinowac, bo przeciez zdrady nie bylo. Kupil sobie to razem z sakramentem bierzmowania :-)

                                                    Jesli pytasz o Boga, to ja wierze, ze jest swiadkiem kazdej umowy i kazdego przyrzeczenia, niezaleznie w jakich murach sie ono odbywa, dlatego kazdy slub jest wiazacy, tak, jak kazda modlitwa jest wazna chociaz odbywa sie np w domu. Natomiast to co przysiagasz czy przyrzekasz to wybierasz sama (ewentualnie wybierasz z proponowanego wzorca), a nie Bog. Bog rozlicza cie z tego co sobie wybralas sama, na zasadzie wolej woli. No jak inaczej? Ja to tak rozumiem.

                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 13:02
                                                    hello-kitty2 napisała: > Jesli pytasz o Boga, to ja wierze, ze jest swiadkiem kazdej umowy i kazdego prz
                                                    > yrzeczenia, niezaleznie w jakich murach sie ono odbywa, dlatego kazdy slub jest
                                                    > wiazacy, tak, jak kazda modlitwa jest wazna chociaz odbywa sie np w domu. Nato
                                                    > miast to co przysiagasz czy przyrzekasz to wybierasz sama (ewentualnie wybieras
                                                    > z z proponowanego wzorca), a nie Bog. Bog rozlicza cie z tego co sobie wybralas
                                                    > sama, na zasadzie wolej woli. No jak inaczej? Ja to tak rozumiem.

                                                    hehe...a w chwilach uniesienia ważne?:) A po pijaku? A w kościele to nie pod przymusem?
                                                  • marek.zak1 Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 13:30
                                                    To tak tylko wtrącę, że czy jest Bóg to nie wiadomu, a przed urzędnikiem Stanu Cywilnego ślubujesz, ze zrobisz wszystko, aby małżeństwo było szczęśliwe i udane. Potem podpisujesz przy swiadkach.
                                                    Jeszcze raz podkreślam słowo ,,wszystko". Warto byłoby zdefiniować, co facet rozumie przez to słowo, ale zakladam się, że wiekszość facetów rozumie ,,wszystko" jako w pierwszej kolejności jako sex nawet wtedy,gdy kobiecie nie za bardzo się chce.
                                                    Jest to zreszta wykazane naukowo w książce ,,Wojny plemników".
                                                    W kosciele tylko to, że nie opuscisz do smierci i bedziesz w zdrowiu i chorobie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 14:08
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > To tak tylko wtrącę, że czy jest Bóg to nie wiadomu,

                                                    Katolicy mnie zadziwiaja. Biora slub przed Bogiem, w ktorego nie wierza. Jakbym byla ksiedzem to bym takie towarzystwo wypierdolila z kosciola na zbity pysk :-)

                                                    a przed urzędnikiem Stanu
                                                    > Cywilnego ślubujesz, ze zrobisz wszystko, aby małżeństwo było szczęśliwe i udan
                                                    > e. Potem podpisujesz przy swiadkach.
                                                    > Jeszcze raz podkreślam słowo ,,wszystko". Warto byłoby zdefiniować, co facet ro
                                                    > zumie przez to słowo,

                                                    Wlacza mi sie feministyczny alarm :-) Warto by bylo zdefiniowac, co F A C E T rozumie przez to slowo???? A co kobieta rozumie, to tak jakby z Twojego zapisu wszystko jedno? :-)

                                                    ale zakladam się, że wiekszość facetów rozumie ,,wszystk
                                                    > o" jako w pierwszej kolejności jako sex nawet wtedy,gdy kobiecie nie za bardzo
                                                    > się chce.
                                                    > Jest to zreszta wykazane naukowo w książce ,,Wojny plemników".

                                                    To moze zaznaczyc markerem najwazniejsze akapity i podpisywac ta ksiazke? :) To by chyba mialo wiecej sensu niz slub koscielny miedzy niewierzacymi.

                                                  • marek.zak1 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 14:21
                                                    Ależ oczywiscie, facet tez powinien wyjasnić, co dla niego znaczy ,,wszystko".
                                                    W tejże książce autor wyjaśnia, że gotowość kobiety do kopulacji miało dawac atawistycznąa pewność, ze plemniki sa tam, gdzie trzeba i że potomstwo jest jego.
                                                  • hello-kitty2 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 14:53
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Ależ oczywiscie, facet tez powinien wyjasnić, co dla niego znaczy ,,wszystko".
                                                    > W tejże książce autor wyjaśnia, że gotowość kobiety do kopulacji miało dawac at
                                                    > awistycznąa pewność, ze plemniki sa tam, gdzie trzeba i że potomstwo jest jego.

                                                    A wyjasniles zonie przed slubem? Czy 'rozumialo sie samo przez sie'? :)
                                                  • marek.zak1 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 15:43
                                                    Na ten temat rzeczywiscie rozmów nie było, ale z uwagi na obustronne wysokie libido temat sam się rozwiązał. Zreszta znasz moją teorię, ze jak jeszcze kobieta kocha do szaleństwa to i problemu z tym nie ma :).
                                                  • zawle Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 16:31
                                                    hello-kitty2 napisała: > Katolicy mnie zadziwiaja. Biora slub przed Bogiem, w ktorego nie wierza. Jakbym
                                                    > byla ksiedzem to bym takie towarzystwo wypierdolila z kosciola na zbity pysk :
                                                    > -)

                                                    Dopóki nie robisz zamieszania i płacisz Cołaskę, to wszystko jest oki. Resztą zajmie się Bóg:)

                                                    > Wlacza mi sie feministyczny alarm :-) Warto by bylo zdefiniowac, co F A C E T r
                                                    > ozumie przez to slowo???? A co kobieta rozumie, to tak jakby z Twojego zapisu w
                                                    > szystko jedno? :-)

                                                    Niepotrzebnie. Feministek do tego nie mieszaj.Maruś jest skupiony na sobie, myśli o sobie a o innych przez siebie. To dobre dla zdrowia psychicznego:)
                                                  • hello-kitty2 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 17:35
                                                    zawle napisała:

                                                    > Niepotrzebnie. Feministek do tego nie mieszaj.Maruś jest skupiony na sobie, myś
                                                    > li o sobie a o innych przez siebie. To dobre dla zdrowia psychicznego:)

                                                    Trafne! O innych przez siebie = przez swoj pryzmat typu: zona jest moja czescia.

                                                    Tak sobie ostatnio rozmyslalam spedzajac 'quality time' ze soba po masturbacji, ze przeciez ja tez mam seks z moja czescia = z moja reka. Czyli seks z czescia mnie to jest masturbacja :-)
                                                  • marek.zak1 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 17:49
                                                    Żona, jest częścią mnie w rozumieniu psychicznym, metafizycznym, duchowym. Fizycznie jest jednakże innym człowiekiem, ma inny PESEL, nazwisko, więc seks z nią nie mogę uznac za masturbację, w przeciwieństwie do seksu z częścią fizyczną, jaką jest np. ręka.
                                                    Cieszę się, ze moje określenie, że żona jest częścia mnie, znalazło uznanie. Niemniej jednak branie dosłowne może prowadzić do fałszywych wniosków :).
                                                  • bgz0702 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 19:13
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Żona, jest częścią mnie w rozumieniu psychicznym, metafizycznym, duchowym. Fizy
                                                    > cznie jest jednakże innym człowiekiem, ma inny PESEL, nazwisko, więc seks z ni
                                                    > ą nie mogę uznac za masturbację, w przeciwieństwie do seksu z częścią fizyczną,
                                                    > jaką jest np. ręka.

                                                    kiedyś przeczytałam: "Mężczyzna nigdy nie kocha się z rzeczywistą kobietą, on zawsze kocha się z fantazją na temat kobiety, w tym znaczeniu seks jest tylko rodzajem masturbacji"
                                                    Slavoj Žižek
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 13:49
                                                    zawle napisała:

                                                    > hehe...a w chwilach uniesienia ważne?:) A po pijaku? A w kościele to nie pod pr
                                                    > zymusem?

                                                    Wolna wola i decydujesz czy sie unosisz, czy pijesz, czy wchodzisz w ogole do kosciola czy podlegasz naciskom. Im wiecej wolnosci tym trudniej. Tak wychodzi jakbysmy nie byli stworzeni do wolnosci. Juz Freud bodajze analizowal zagadnienie wolnosci osobistej. Wychodzilo mu jak mnie, ze nam bezpieczniej jest jak sie jednak zniewalamy. To by tlumaczylo tez po czesci sukces slubow, bo potrzebujemy miec jednak jakiegos bata nad soba, nie? :-)
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 16:27
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > hehe...a w chwilach uniesienia ważne?:) A po pijaku? A w kościele to nie
                                                    > pod pr
                                                    > > zymusem?
                                                    >
                                                    > Wolna wola i decydujesz czy sie unosisz, czy pijesz, czy wchodzisz w ogole do k
                                                    > osciola czy podlegasz naciskom. Im wiecej wolnosci tym trudniej. Tak wychodzi j
                                                    > akbysmy nie byli stworzeni do wolnosci. Juz Freud bodajze analizowal zagadnieni
                                                    > e wolnosci osobistej. Wychodzilo mu jak mnie, ze nam bezpieczniej jest jak sie
                                                    > jednak zniewalamy. To by tlumaczylo tez po czesci sukces slubow, bo potrzebujem
                                                    > y miec jednak jakiegos bata nad soba, nie? :-)

                                                    A mi wychodzi że do wolności to jak najbardziej. Tylko tej drugiej części dwupaka nam nie potrzeba: odpowiedzialności:) Tobie raczej chodzi o te wyznaczenie granic, które niby ułatwia?zwalnia od odpowiedzialności. A tak swoją drogą....po pijaku i w uniesieniu to każdemu obiecam aż do śmierci i miłość i wszystko. Paluszki w krzyżyk i domówienie przed sobą- do śmierci czego?:)
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 17:46
                                                    zawle napisała:

                                                    A tak swoją drogą....po
                                                    > pijaku i w uniesieniu to każdemu obiecam aż do śmierci i miłość i wszystko. Pa
                                                    > luszki w krzyżyk i domówienie przed sobą- do śmierci czego?:)

                                                    Aproppo picia, ze tam prosze Cie bardzo zejde z tematu: czy spotkalas sie kiedys z zarzutem, ze jak pijesz przed seksem to sie chcesz znieczulic, wylaczyc emocje? No wiesz cos w ten desen jak piszesz, ze na trzezwo np. to bys np pana kijem nie ruszyla? Ze niby to mu ujmuje, bo cos tam sobie tym alko przykrywasz, jakies jego minusy. Ja sie spotkalam, co mnie pobudzilo do myslenia i wydumalam, ze jednak cos jest z tym alko na rzeczy ale tez w ta dobra stone, ze jakby lepszy orgazm, czy mocniejszy, czy wiecej, czy z gorki, jakby nie patrzec wychodzi mi jak pisuje Kag, ze generalnie oplaca sie pic i kto nie upija pani swojej ten idiota :-) Ciekawe co na to PUA?
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 18:06
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Kto nie upija swojej pani,
                                                    > Ten ma zwykle seks do bani.
                                                    > Jeśli w ogóle dojdzie do niego,
                                                    > Bo może nie wyjść nic z tego.

                                                    A Ty upijasz Marek? Jakie sa twoje obserwacje? Pokrywaja sie z moimi? :) Jak na rowerze grzejesz do Biedronki z koszami to sie chyba pokrywaja conieco co?

                                                    BTW Zawle: ''colaska" tez fajne slowo :-)
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 19:17
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Troche alko przed OK, ale nie za dużo. Poza tym pisałem, ze seks raczej nie wie
                                                    > czorem, a alko wlasnie na wieczór, jak juz wszystko, co miało sie wydarzyć, sie
                                                    > wydarzyło.

                                                    To się wam może udawać tylko dlatego ze twoja żona nie pracuje i ma rano sporo czasu jednak, a poza tym pewnie nie chodzisz do pracy na 6 -7 jak większość mężczyzn, bo inaczej kiepsko to widzę chyba że macie nadprzyrodzone zdolności organizacyjne albo krótko śpicie
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:22
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Każda pora jest dobra oprócz późnego wieczoru.

                                                    No to bysmy sie nie zgrali. Ja tam sie onanizuje po nocach. A Zawle? Wieczorami to chyba pije, to kiedy? :) Zostaja tylko szybkie numerki chyba, no i niedziele i swieta, bo w sobote sprzatanie i zakupy, czy cos pomylilam?
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:34
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Każda pora jest dobra oprócz późnego wieczoru.
                                                    >
                                                    > No to bysmy sie nie zgrali. Ja tam sie onanizuje po nocach. A Zawle? Wieczorami
                                                    > to chyba pije, to kiedy? :) Zostaja tylko szybkie numerki chyba, no i niedziel
                                                    > e i swieta, bo w sobote sprzatanie i zakupy, czy cos pomylilam?

                                                    za to ja bardzo chętnie rano ale czas mnie ogranicza, fajnie mieć potem super dzień;) można tylko pomarzyć Marku i niech ci się nadal super jeździ po wszystkim do tej Biedronki czy gdzieś tam
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:34
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Każda pora jest dobra oprócz późnego wieczoru.
                                                    >
                                                    > No to bysmy sie nie zgrali. Ja tam sie onanizuje po nocach. A Zawle? Wieczorami
                                                    > to chyba pije, to kiedy? :) Zostaja tylko szybkie numerki chyba, no i niedziel
                                                    > e i swieta, bo w sobote sprzatanie i zakupy, czy cos pomylilam?

                                                    Ty wiesz że ja pracuję na dyżurach o dziwnych porach i w czasie nienormowanym w drugiej robocie. Wieczorami to jestem w robocie czasami. Piję rzadko. Ostatnio mi nie wchodzi. Poza tym przeczytałam że mężatki dużo piją, a ja przecież nie jestem, nie? W weekendy i święta pracuję. Rano nie lubię seksu. Boli mnie wszystko i mam kaca. Sprzątam jak jest brudno- dwa razy w tygodniu jak mam wolniejszy dzień. Gotuję jak mam kaprys, zakupy to moja jedyna rozrywka w tym posranym zadupiu. Boszzzz....ale nuda.....
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:37
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ty wiesz że ja pracuję na dyżurach o dziwnych porach i w czasie nienormowanym w
                                                    > drugiej robocie. Wieczorami to jestem w robocie czasami. Piję rzadko. Ostatnio
                                                    > mi nie wchodzi. Poza tym przeczytałam że mężatki dużo piją, a ja przecież nie
                                                    > jestem, nie? W weekendy i święta pracuję. Rano nie lubię seksu. Boli mnie wszys
                                                    > tko i mam kaca. Sprzątam jak jest brudno- dwa razy w tygodniu jak mam wolniejsz
                                                    > y dzień. Gotuję jak mam kaprys, zakupy to moja jedyna rozrywka w tym posranym z
                                                    > adupiu. Boszzzz....ale nuda.....

                                                    ;))) nie wiem czy to złość, żal czy co tam, ale mnie bawisz
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:18
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Często pracuję w domu i mam nienormowany czas. Nienormowanie polega na tym że
                                                    > ptacuje dużo, ale gdzie chcę i kiedy chcę.

                                                    "ptacuje" ptakiem w przerwach od pracy :) Ja w przerwach od nauki pisze glupoty na forum i pije wino na cieplo, jak teraz, cale swieta zreszta.
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 18:03
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Aproppo picia, ze tam prosze Cie bardzo zejde z tematu: czy spotkalas sie kiedy
                                                    > s z zarzutem, ze jak pijesz przed seksem to sie chcesz znieczulic, wylaczyc emo
                                                    > cje? No wiesz cos w ten desen jak piszesz, ze na trzezwo np. to bys np pana kij
                                                    > em nie ruszyla? Ze niby to mu ujmuje, bo cos tam sobie tym alko przykrywasz, ja
                                                    > kies jego minusy. Ja sie spotkalam, co mnie pobudzilo do myslenia i wydumalam,
                                                    > ze jednak cos jest z tym alko na rzeczy ale tez w ta dobra stone, ze jakby leps
                                                    > zy orgazm, czy mocniejszy, czy wiecej, czy z gorki, jakby nie patrzec wychodzi
                                                    > mi jak pisuje Kag, ze generalnie oplaca sie pic i kto nie upija pani swojej ten
                                                    > idiota :-) Ciekawe co na to PUA?

                                                    Hm...na trzeźwo to ja jestem piczka-zasadniczka. Więc do wielu seksów by nie doszło nigdy. Co do zarzutów....nigdy alko nie było takim powodem. Seks po alkoholu mnie nie kręci. Wtedy mam skłonność do grania, a nie pieprzenia. Alko znieczula. Wolę na trzeźwo.
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 18:16
                                                    zawle napisała:

                                                    > Hm...na trzeźwo to ja jestem piczka-zasadniczka. Więc do wielu seksów by nie do
                                                    > szło nigdy. Co do zarzutów....nigdy alko nie było takim powodem. Seks po alkoho
                                                    > lu mnie nie kręci. Wtedy mam skłonność do grania, a nie pieprzenia. Alko zniecz
                                                    > ula. Wolę na trzeźwo.

                                                    Naprawde? Nie spodziewalam sie :) Ale teraz mi sie piewsza czesc wypowiedzi rozjezdza z druga, bo jak po alko nie lubisz to kochasz sie bez ale jako piczka-zasadniczka?
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 19:20
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > A tak swoją drogą....po
                                                    > > pijaku i w uniesieniu to każdemu obiecam aż do śmierci i miłość i wszyst
                                                    > ko. Pa
                                                    > > luszki w krzyżyk i domówienie przed sobą- do śmierci czego?:)
                                                    >
                                                    > Aproppo picia, ze tam prosze Cie bardzo zejde z tematu: czy spotkalas sie kiedy
                                                    > s z zarzutem, ze jak pijesz przed seksem to sie chcesz znieczulic, wylaczyc emo
                                                    > cje? No wiesz cos w ten desen jak piszesz, ze na trzezwo np. to bys np pana kij
                                                    > em nie ruszyla? Ze niby to mu ujmuje, bo cos tam sobie tym alko przykrywasz, ja
                                                    > kies jego minusy. Ja sie spotkalam, co mnie pobudzilo do myslenia i wydumalam,
                                                    > ze jednak cos jest z tym alko na rzeczy ale tez w ta dobra stone, ze jakby leps
                                                    > zy orgazm, czy mocniejszy, czy wiecej, czy z gorki, jakby nie patrzec wychodzi
                                                    > mi jak pisuje Kag, ze generalnie oplaca sie pic i kto nie upija pani swojej ten
                                                    > idiota :-) Ciekawe co na to PUA?

                                                    ja tam raczej nie piję zbyt często, ale powiem ci że osobiście też nie znoszę też być bzykana przez gościa po alko, to słabi mnie trochę
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:29
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > ja tam raczej nie piję zbyt często, ale powiem ci że osobiście też nie zn
                                                    > oszę t
                                                    > > eż być bzykana przez gościa po alko, to słabi mnie trochę
                                                    >
                                                    > Co to znaczy? Ze jest slaby?

                                                    no różnie, zależy od ilości alko;) ale nie znoszę np opowiadania mi do ucha "pierdół" przez podpitego faceta, chociaż lubię je i bardzo mnie kręcą kiedy jest trzeźwy. W ogóle nie lubię dopieprzania się do mnie przez podpitych mężczyzn, nie wiem czemu ale słabi mnie to i wcale nie schlebia
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:37
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > no różnie, zależy od ilości alko;) ale nie znoszę np opowiadania mi do ucha "pi
                                                    > erdół" przez podpitego faceta, chociaż lubię je i bardzo mnie kręcą kiedy jest
                                                    > trzeźwy. W ogóle nie lubię dopieprzania się do mnie przez podpitych mężczyzn, n
                                                    > ie wiem czemu ale słabi mnie to i wcale nie schlebia

                                                    Aha, moze chodzi o to, ze jak taki bohater to czemu na trzezwo sie boi? A mi sie wydaje, ze ludzie po alko sa bardziej soba niz bez, wychodzi co w nich siedzi. Ja chyba jestem nawet przyjemniejsza :)
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:43
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > no różnie, zależy od ilości alko;) ale nie znoszę np opowiadania mi do uc
                                                    > ha "pi
                                                    > > erdół" przez podpitego faceta, chociaż lubię je i bardzo mnie kręcą kiedy
                                                    > jest
                                                    > > trzeźwy. W ogóle nie lubię dopieprzania się do mnie przez podpitych mężcz
                                                    > yzn, n
                                                    > > ie wiem czemu ale słabi mnie to i wcale nie schlebia
                                                    >
                                                    > Aha, moze chodzi o to, ze jak taki bohater to czemu na trzezwo sie boi? A mi si
                                                    > e wydaje, ze ludzie po alko sa bardziej soba niz bez, wychodzi co w nich siedzi
                                                    > . Ja chyba jestem nawet przyjemniejsza :)

                                                    ;))) czy tzn że zajefajna z ciebie panna tylko się boisz to ujawniać żebyśmy biedne kompleksów nie miały? Muszę to wypróbować na sobie, ciekawe czy u mnie tez to tak działa;))
                                                  • urquhart Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 21:27
                                                    bgz0702 napisała:
                                                    > ;))) czy tzn że zajefajna z ciebie panna tylko się boisz to ujawniać żebyśmy bi
                                                    > edne kompleksów nie miały? Muszę to wypróbować na sobie, ciekawe czy u mnie tez
                                                    > to tak działa;))

                                                    A co nie próbowałaś jeszcze? Ty na trzeźwo , a oni pijani tylko?
                                                    Z tym że jak mądrość ludowa mówi : "baba pijana dupa sprzedana"
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 30.12.13, 11:59
                                                    urquhart napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    > > ;))) czy tzn że zajefajna z ciebie panna tylko się boisz to ujawniać żeby
                                                    > śmy bi
                                                    > > edne kompleksów nie miały? Muszę to wypróbować na sobie, ciekawe czy u mn
                                                    > ie tez
                                                    > > to tak działa;))
                                                    >
                                                    > A co nie próbowałaś jeszcze? Ty na trzeźwo , a oni pijani tylko?
                                                    > Z tym że jak mądrość ludowa mówi : "baba pijana dupa sprzedana"

                                                    Nie, no próbować to próbowałam;)) ale wiesz jak mam przesrane dzień później a nawet już kilka godz po i to nie wypijając dużej dawki alko? męczę się z bólem glowy i kacem chociaż wypijam naprawę niedużo;)) a może to właśnie dlatego ze właśnie za mało?
                                                    P.S. Jest jeszcze taka mądrość która mówi: pij, pij a nie będziesz mógł
                                                  • kutuzow Tekst przysięgi małżeńskiej 29.12.13, 02:11
                                                    yoric napisał:

                                                    > Ale ta umowa/przysięga jest tak skonstruowana, przynajmniej tradycyjnie, że tam
                                                    > te cztery okoliczności są zapisane.

                                                    Yoric --wszystko zależy czy wybierasz ślub cywilny czy kościelny. Różnica jest ogromna.
                                                    To co pisałem dotyczyło małżeństwa Marka. Obstawiam, że on miał ślub kościelny.

                                                    Tekst przysięgi małżeńskiej - ślub kościelny:
                                                    Ja, .... (imię Pana Młodego) biorę Ciebie (imię Panny Młodej)za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

                                                    Tekst przysięgi małżeńskiej - ślub cywilny:
                                                    Świadom praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny uroczyście oświadczam, iż wstępuję w Związek Małżeński z ...... i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.

                                                    Jak widzisz w jednej wersji przysięgasz i nic Cię z tej przysięgi nie zwalnia!!! W drugiej wersji przyrzekasz. To trochę jak scena z "Piratów z Karaibów", tam Jack Sparrow o Kodeksie Piratów mówił że to raczej wytyczne niż twarde reguły. Więcej wynika z faktu zawiązania wspólnoty majątkowej niż z samego tego przyrzeczenia.
                                                  • zawle Re: Tekst przysięgi małżeńskiej 29.12.13, 09:11
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > yoric napisał:
                                                    >
                                                    > > Ale ta umowa/przysięga jest tak skonstruowana, przynajmniej tradycyjnie,
                                                    > że tam
                                                    > > te cztery okoliczności są zapisane.
                                                    >
                                                    > Yoric --wszystko zależy czy wybierasz ślub cywilny czy kościelny. Różnica jest
                                                    > ogromna.
                                                    > To co pisałem dotyczyło małżeństwa Marka. Obstawiam, że on miał ślub kościelny.
                                                    >
                                                    > Tekst przysięgi małżeńskiej - ślub kościelny:
                                                    > Ja, .... (imię Pana Młodego) biorę Ciebie (imię Panny Młodej)za żonę i ślubuję
                                                    > Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śm
                                                    > ierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

                                                    Święte słowa. I się nie wykluczają. Bo ja ślubuję, ale nie wymagam. Nic na temat wymagań nie ma. Nawet słowa.
                                                  • marek.zak1 Re: Tekst przysięgi małżeńskiej 29.12.13, 09:19
                                                    Potwierdzam. Miałem oddzielne śluby cywilne i kościelne. Skoro więc kobieta przysięga, ze ,,uczyni wszystko, aby uczynić małżeństwo szczęśliwe i udane..." rozumiem, że uprawianie seksu zawiera się we ,,wszystkim" :)?
                                                    W ślubie konkordatuwym, który obecnie jest preferowany, kobieta juz nie przysiega, że uczyni wszystko.
                                                    To tylko pytanie z logiki, bo u mnie tego problemu nie ma.
                                                  • zawle Re: Tekst przysięgi małżeńskiej 29.12.13, 09:29
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Potwierdzam. Miałem oddzielne śluby cywilne i kościelne. Skoro więc kobieta prz
                                                    > ysięga, ze ,,uczyni wszystko, aby uczynić małżeństwo szczęśliwe i udane..." ro
                                                    > zumiem, że uprawianie seksu zawiera się we ,,wszystkim" :)?
                                                    > W ślubie konkordatuwym, który obecnie jest preferowany, kobieta juz nie przysie
                                                    > ga, że uczyni wszystko.
                                                    > To tylko pytanie z logiki, bo u mnie tego problemu nie ma.


                                                    To jest tekst przysięgi. TY przysięgasz przed Bogiem. ŻONA przed Bogiem. Bóg was rozlicza, nie TY ją, czy ona Ciebie.
                                                  • t.akaja Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 30.12.13, 10:29
                                                    > Ludzie jednak jakoś tak bezpieczniej się czują jak do swojej szufladki pt "małż
                                                    > eństwo" wrzucą poczucie bezpieczeństwa bez refleksji, że tak na prawdę gdy przy
                                                    > chodzi "okres próby" (choroba, długotrwałe bezrobocie, brak seksu, zdrada itp),
                                                    > to często słowa przysięgi idą w kąt.

                                                    Nic dodać, nic ująć.
                                                    Dla mnie kiedyś zdrada była czymś karygodnym, niedopuszczalnym w małżeństwie i zawsze miŁ kończyć się rozstaniem.
                                                    Gdy jest się po drugiej stronie, punkt widzenia zmienia się diametralnie.
                                              • potwor_z_piccadilly Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 17:14
                                                marek.zak1 napisał:

                                                > To by oznaczało koniec, sorry Batory.

                                                Dziwne.
                                                Połówkę siebie wysłałbyś w kibinimater ?

                                                > A tytułów nie pamiętam, ale kojarzę, ale pamietam, że takie były.

                                                Też takie obrazki widziałem. Rzeczywiście, Przy sześćdziesiątym wytrysku już się krzywiły.
                                                Tytułów- podobnie jak Ty, też nie pamiętam.
                                            • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 16:30
                                              bgz0702 napisała:

                                              > marek.zak1 napisał:
                                              >
                                              > > Kutuzow, widziałem na filmach i w książkach, że jak kobieta jest z facete
                                              > m, któ
                                              > > ry ją zdradził, to tak ma. Czuje obrzydzenie.
                                              >
                                              > podaj tytuły, bo na słowo honoru nikt ci nie uwierzy;))

                                              Hehe..lubię to!!:)))
                            • zawle Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 17:05
                              kutuzow napisał: > Nigdzie nie pisze że "ona chce go skroić z kasy". Zwróciłem tylko uwagę, że na
                              > tym forum Kaizer dostawał zupełnie inne rady w stylu "rozwiedź się, kasą się ni
                              > e przejmuj". Autorka od roku się kisi w mało ciekawej sytuacji, ale nikt jakoś
                              > jej nie radzi, "zostaw go, mieszkaniem się nie przejmuj".

                              Sytuacja kaizera jest inna. On chce odejść, tylko brak kasy go wstrzymuje. To kiepski powód na zostanie. Autorka nie chce odejść. Ale wiem że ta rozmowa do niczego nie doprowadzi.....
                              • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 17:15
                                zawle napisała:

                                > Sytuacja kaizera jest inna. On chce odejść, tylko brak kasy go wstrzymuje. To k
                                > iepski powód na zostanie. Autorka nie chce odejść. Ale wiem że ta rozmowa do ni
                                > czego nie doprowadzi.....


                                Autorka, chciałaby odejść, tylko nie widzi powodu dla którego ma rezygnować z mieszkania (ich współwłasności). Jak się domyslam nie ma kasy żeby wykupić połowę męża i zostać.
                                Czyli jak dla mnie taka sama patowa sytuacja.
                                • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 18:47
                                  > Autorka, chciałaby odejść, tylko nie widzi powodu dla którego ma rezygnować z m
                                  > ieszkania (ich współwłasności). Jak się domyslam nie ma kasy żeby wykupić połow
                                  > ę męża i zostać.

                                  Widzisz, też byś miał problem z komunikacją w takim związku. Bo autorka nie chciałaby odejść - źle odczytujesz słowa, które pisze.
                                • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 20:32
                                  Spokojnie kasę mam. Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.
                                  Pamiętaj jednak, ze nic na siłę. Jeśli on nie chce ze mną być nie zatrzymam go. Nie można kogoś zmusić do miłosci. Nawet taka zdrada nie powoduje wypalenia całkowicie uczuć ktore się żywiło do danej osoby. Owszem pojawia się cała paleta innych i dużo w niej negatywnych, ale to wymaga pracy.
                                  • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 14:34
                                    t.akaja napisał(a):
                                    > Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.

                                    Sorry, ale ja nie kupuję takiego wyjaśnienia. Nie chcesz napisać szczerze czemu się nie rozstaniecie, spoko. Nie musisz. Nie czaruj tylko takimi pustymi sloganami.
                                    • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 30.12.13, 10:25
                                      " Nie chcesz napisać szczerze czemu
                                      > się nie rozstaniecie, spoko. "

                                      Nie pojmuję dlaczego wmawiasz sobie i mi, ze nie jest to szczera wypowiedz?
                                      Tak właśnie czuję.
                                      Co jest prostsze
                                      -spakować się i odejść?
                                      -zostać, zrozumieć, porozmawiać?
                                      Związek to nie zegarek, że nakręcisz i chodzi. Wymaga ciągłej pracy.
                                  • kama265 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 16:14
                                    'Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.' - proszę Cię, zo to jest w ogóle za powód. Powiedz - nie chcę odejść bo nie będę mu wszystkiego uławiać, nie chcę odejść, bo to jest mój dorobek życia, nie chcę odejść, bo boję się być sama
                                    • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 16:25
                                      kama265 napisała:

                                      > 'Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.' - proszę Cię, zo t
                                      > o jest w ogóle za powód. Powiedz - nie chcę odejść bo nie będę mu wszystkiego u
                                      > ławiać, nie chcę odejść, bo to jest mój dorobek życia, nie chcę odejść, bo boję
                                      > się być sama

                                      Ten powód jest enigmatyczny;)) ma was swą naturą nurtować, widać spełnił już swoje zadanie bo jesteś druga po Kutuzowie która uległa jego urokowi;) Ale padł po twojej interpretacji... Kutuzow doczytaj co koleżanka rozszyfrowała, tajemnica zdechła
                                      • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 17:11
                                        bgz0702 napisała:
                                        > Ten powód jest enigmatyczny;)) ma was swą naturą nurtować

                                        Ten powód jest totalnie od czapy. Wrzucony jako "zapchaj dziura" prawdziwego powodu.
                                        Nie chodzi o to żeby "nurtować" forumowiczów, raczej o to że autorka się oszukuje i sama przed sobą nie ma odwagi napisać czemu chce nadal być w tym związku.
                                      • loppe Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 18:40
                                        loppe napisał:

                                        > 'Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.'
                                        >
                                        > No pewnie. Wątek, a już nawet dwa, by się urwał. Brawo Autor.

                                        A szkoda by było, bo jak się czyta - dziewczyny w świetnej formie!
                                        • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 19:53
                                          loppe napisał:

                                          > loppe napisał:
                                          >
                                          > > 'Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.'
                                          > >
                                          > > No pewnie. Wątek, a już nawet dwa, by się urwał. Brawo Autor.
                                          >
                                          > A szkoda by było, bo jak się czyta - dziewczyny w świetnej formie!

                                          widzisz w jakiej my formie jesteśmy;)) pogadać można ale żadna nie wie o czym ta rozmowa;))
                                          • zawle Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 21:08
                                            bgz0702 napisała: >
                                            > widzisz w jakiej my formie jesteśmy;)) pogadać można ale żadna nie wie o czym t
                                            > a rozmowa;))

                                            Nie wie, ale dopyta;) jakbyśmy popiły to nawet pytać by nie trzeba było coś czuję:))) Ja oczywiście nie mogę...w robocie kibluję
                                            • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 21:44
                                              zawle napisała:

                                              > bgz0702 napisała: >
                                              > > widzisz w jakiej my formie jesteśmy;)) pogadać można ale żadna nie wie o
                                              > czym t
                                              > > a rozmowa;))
                                              >
                                              > Nie wie, ale dopyta;) jakbyśmy popiły to nawet pytać by nie trzeba było coś czu
                                              > ję:))) Ja oczywiście nie mogę...w robocie kibluję

                                              a ja jestem niepijąca frajerka, ale bez alkoholu też się nieźle rozkręcam, także "poradzę się" z tobą dogadać na trzeźwo jakby co;))) ale mam w domu świetny- ponoć- likier miętowy i jakąś babską wódę z Tunezji którą trzeba by wypić, a jak będziesz chciała to wyskoczę do Czech po jakieś ichnie trunki co by ci się "czeski film spodobał";)) I co ty robisz w pracy o tej porze i w ten dzień...? Szkoda, chciałabym ci życzyć co byś się pobyczyła ale może się byczysz i nie jest źle, dobrej nocy
                              • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 20:42
                                t.akaja napisał(a):

                                > ok, ale nie oznacza to, ze go wyzywam :) Fiutem nazwałam ogół ludzi (nie tylko
                                > facetów) którzy zdradzają i liczą na to, ze ofiara spakuje się i wyprowadzi.

                                Czyli mnie. Zawle gonie Cie, hehe juz awansowalam do rangi Fiuta :)

                                Ja tam nigdy nie liczylam, ze ktos sie wyprowadzi, bo nigdy nie czynilam wspolnych inwestycji. Jak nie masz nic wspolnego to nie musisz na nic liczyc, bo wiesz co jest czyje. Wiadomo kto sie musi wyprowadzic.

                                Wg mnie Kutuzow podal najlepsze rozwiazania:
                                kutuzow napisał:

                                > Moim zdaniem, jeśli następuje zdrada, to mam do wyboru:
                                > - rozstaje się gdy wiem że nie jestem w stanie tego zaakceptować
                                > - staram się wybaczyc i zapomnieć o tym i NIGDY nie wracam do tego w rozmowach
                                > (bo inaczej ciągle ten temat "zatruwa" życie codzienne)

                                NIGDY nie wracac do tematu przeszlej zdrady to tez oznacza WYBACZYC. Jesli wracasz to znaczy, ze nie wybaczylas. Dopoki nie wybaczysz nie bedzie dobrze. Wg mnie jest jeszcze trzecie rozwiazanie: sublokatorzy. Ale czy wtedy mozna wymagac wiernosci? W imie czego?

                                Reasumujac: dobrze by bylo ustalic co Was wlasciwie laczy (wazne byscie byli w tym zgodni), a potem ustalac zasady.

                                • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 20:59
                                  Haha zdradzasz? no cóż... :P Nie przyklaskuję ludziom którzy lubują się w tych atrakcjach, nie tylko dlatego, ze sama zostalam zdradzona, zwyczajnie mam tak od urodzenia. Stawiam na szacunek dla drugiej osoby, bo jeśli nie kocham odchodę i puszczam się do woli. Choć ze mnie dziwna istota, mnie ten stan nie kręci, ale seks lubie...bardzo :P
                                  Dla mnie wartościowy jest tylko wtedy, gdy jest z dlugoletnim partnerem. Wie co lubie, tak jak muzyk kocha swoją gitarę.
                                  Jeśli chodzi o ludzi zdradzających to mi nic do tego, ich doopa ich życie. Dla mnie to zwyczajne utrudnianie sobie życia.

                                  Ja rozumiem calą tą procedurę: nie gadać, wybaczyć, rozejść sie...
                                  hmmm chciałabym mieć magiczną różdżkę (bez skojarzeń) machnąć i mieć to za sobą. Takowej nie posiadam, ale posiadam czas i usta. Czas pomoże, złagodzi, usta porozmawiają.
                • potwor_z_piccadilly Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 22:22
                  t.akaja napisał(a):

                  > Poradziła znaczy co?

                  Poradziła byś przestała szaleć. Facet nieco pokory zademonstrował, a to już dobrze rokujący na przyszłość postęp. Złap się tego i trwaj, bo to Ci się najbardziej opłaca.
                  Napiszesz że zdradził, a ja zapytam, wymydliło się ?
                  Zdrada zdradzie nierówna bo nie czyny się liczą, a intencje i motywy.
                  Chce być z Tobą ? Kocha Cię ?
                  To daj sobie na wstrzymanie i bzykajcie się póki możecie, bo na starość to tylko wnuki przyjdzie Wam bawić.
                  • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 22:48
                    Powiem Ci, ze coś się wymydliło...moje uczucia. Psychika mi się skrzywiła. Jest fajnie, super, a na któryś dzień, bądź miesiąc wszystko wraca, to bywa bardzo męczące. No więc, zwyczajnie zamykałam się w sobie, odsuwałam go od siebie. Przez owe rozmowy pojęłam, ze bez otwartych rozmów nic się nie naprawi.