Dodaj do ulubionych

wyparta seksualność

05.07.14, 01:19
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,16166280,Polscy_seksuolodzy__ktorzy_nie_lubia_kobiet.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_wysokieobcasy
--
"Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
Edytor zaawansowany
  • zyg_zyg_zyg 05.07.14, 10:18
    Trochę histeryczne podejście. Starowicz faktycznie boi się kobiecej seksualności i widzi w niej zagrożenie dla męskiej, faktycznie mężczyzna i kobiet z równie bujną przeszłością seksualną odbierani są przez społeczeństwo z lekka niesymetrycznie ;-) ale to, co robi autorka tego tekstu, to lekka nadinterpretacja.

    "Nie chwal się partnerowi swoimi seksualnymi wyczynami z przeszłości" jest dla niej równoznaczne z "Odmawiaj sobie prawa do rozwoju seksualności, do wyrażania i zaspokajania swoich potrzeb". To bez sensu. Ja nie wiem, po co miałabym się dzielić z mężem szczegółowymi opowieściami, co robiłam w łóżku z jego poprzednikami, czemu miałoby to służyć. Nie wiem zresztą, po co on miałby robić to samo. Nie widzę plusów, natomiast widzę minusy takiej nieprzesianej, bezmyślnej powiedziałabym szczerości w związku. Ja też się czułam dosyć niepewnie, jak jeden z moich kochanków, taki " z dużym przebiegiem" wspominał o jakimś szczególe - że jedna mogła tylko ze złączonymi nogami, a z inna to mógł dwanaście razy. Chociaż byłam pewna, że jestem dla niego numerem jeden. No cóż, obecna kobieta nie jest najbardziej odpowiednim odbiorcą dla dykteryjek o poprzednich :-)

    Jeżeli mój partner chce znać liczbę moich partnerów wcześniejszych, to tym się mogę z nim podzielić. Ale szczegółami? Poprzednimi doświadczeniami?
  • hello-kitty2 05.07.14, 11:18
    Moje doswiadczenia nie potwierdzaja spostrzezen z tego artykulu, a moze w swojej niewrazliwosci i dazeniu do wlasnej przyjemnosci nie zauwazylam, ze cos jest na rzeczy ;-) Powiem przekornie: nie ma mozliwosci zeby specjalista w jakiejs dziedzinie nie byl ceniony w srodowisku ale obracjamy sie wsrod profesjonalistow ;)

    Skutek: masowe udawanie orgazmow. No wlasnie, a czy nie jest tak, ze kobiety udaja, bo chca wychodzic na lepsze kochanki niz faktycznie sa. To czyja potrzebe tak naprawde tym zaspokajaja? Meska? Jak dla mnie lechtaja tym swoje wlasne ego.
  • kutuzow 05.07.14, 21:02

    hello-kitty2 napisała:
    > Skutek: masowe udawanie orgazmow. No wlasnie, a czy nie jest tak, ze kobiety ud
    > aja, bo chca wychodzic na lepsze kochanki niz faktycznie sa. To czyja potrzebe
    > tak naprawde tym zaspokajaja? Meska? Jak dla mnie lechtaja tym swoje wlasne ego

    Ja bym to obstawiał jako element "wersji demo" jednak robiony pod faceta.
    Im bardziej zależy danej kobiecie na tym facecie jako partnerze długoterminowym (bo dobry materiał na ojca dzieci i dostarczyciela dóbr i bezpieczeństwa), tym bardziej stara się go zainteresować. Gdyby np. żona Sabata od razu zadeklarowała, że seks jej nie kręci i będzie się z nim kochała tak średnio raz na 2-3 miesiące, to pewnie dzieciaków (a nawet pewnie związku) by nie doczekali.

    Prezentowanie się jako super kochanki, takiej co lubi seks, co więcej ma z niego przyjemność usypia czujność. Niby czemu taka kobieta miałaby nagle się zmienić po ślubie?
    To jest jednak taka sama pułapka jak ta gdy facet ściemnia na pierwszej randce, ze zalezy mu na romantyzmie i wcale to a wcale nie na seksie. Potem z czasem głupio tak nagle przyznać się że się ściemniało. Tak samo jak lasce co udawała głupio nagle przestać. Skoro gości od lat robi dokładnie tak samo i wczesniej widział spazmy rozkoszy.
  • kag73 05.07.14, 22:44
    > hello-kitty2 napisała:
    > > Skutek: masowe udawanie orgazmow. No wlasnie, a czy nie jest tak, ze kobi
    > ety udaja, bo chca wychodzic na lepsze kochanki niz faktycznie sa. To czyja potrzebe
    > > tak naprawde tym zaspokajaja? Meska? Jak dla mnie lechtaja tym swoje wlasne ego.

    Kitty, naprawade trudno powiedziec dlaczego. Hmm, sluchajac facetow mowiacych o dobrych kochankach raczej uslyszysz o : lodzie, analu, otwartosci, wlasnej inicjatywie, nie lezeniu jak kloda, ochocie na seks i gotowosci, niekoniecznie zas o orgazmie kobiety.
    Wiele kobiet ma w glowie obrazek pary szczytujacej jednoczesnie podczas penetracji, tym sie koncy seks, w ksiazkach, na filmach itd. Jezeli u nich zas sie tak nie dzieje, mysla, ze z nimi cos nie tak a nie chca byc "dziwne", albo wybrakowane jakies. Nie chca tez rozczarowac faceta, owszem chca sie mu podobac i w tym wzgledzie i do tego chca potwierdzic, ze on jest dobrym kochankiem.

    kutuzow napisał:
    "Gdyby np. żona Sabata od razu zadeklarowała, że seks jej nie kręci i będzie się z nim kochała tak średnio raz na 2-3 miesiące, to pewnie dzieciaków (a nawet pewnie związku) by nie doczekali.
    Kutuzow, jest roznica czy ktos nie chce/nie garnie sie do seksu a tym czy ktos/kobieta udaje orgazmy.
    > To jest jednak taka sama pułapka jak ta gdy facet ściemnia na pierwszej randce,
    > ze zalezy mu na romantyzmie i wcale to a wcale nie na seksie. Potem z czasem g
    > łupio tak nagle przyznać się że się ściemniało.
    Bylam na wielu randkach ale nie zdarzylo mi sie, zeby ktos na pierwszej randce w punktach wyliczal co dla niego jest wazne romantycznosc czy seks. Serio. Ty mnie czasem zadziwiasz.
    Twoja wizja ziwazku/wyobrazenia a realia to dwie zupelnie rozne rzeczy.
  • kag73 05.07.14, 22:48
    kag73 napisała:
    > Wiele kobiet ma w glowie obrazek pary szczytujacej jednoczesnie podczas penetra
    > cji, tym sie koncy seks, w ksiazkach, na filmach itd."

    Nie tylko kobiety zreszta, mezczyni rowniez maja takie wyobrazenia(wielu). I dlatego kobieta wydaje sie potem "nienormalny", bo przeciez inne/wszystkie, w zyciu i w filmach maja:)

  • zawle 05.07.14, 22:57
    To tak jak z tym, ze kobieta ma zrobić facetowi dobrze. Lubię to, niestety czasami trafia się taki który mi rozwala system.
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • kutuzow 05.07.14, 23:48
    kag73 napisała:
    > Bylam na wielu randkach ale nie zdarzylo mi sie, zeby ktos na pierwszej randce
    > w punktach wyliczal co dla niego jest wazne romantycznosc czy seks.

    OK, Napisałem nieprecyzyjnie.
    Czy jak zamienisz Pierwszą na "na początku znajomości" będzie OK?
  • kag73 06.07.14, 00:09
    kutuzow napisał:
    > Czy jak zamienisz Pierwszą na "na początku znajomości" będzie OK?

    Nie wiem jak maja/mieli inni, ale u mnie to sie kazdy facet na poczatku znajomosci do majtek probowal dobierac:) Co wydaje mi sie dosc normalne.
    Kto jest taki naiwny i wierzy, ze mezczyzna i kobieta biora sie do kupy, zeby sobie w oczy patrzec albo wieczorami gazety razem czytywac:))?
  • kutuzow 06.07.14, 09:49
    kag73 napisała:

    > Kto jest taki naiwny i wierzy, ze mezczyzna i kobieta biora sie do kupy, zeby s
    > obie w oczy patrzec albo wieczorami gazety razem czytywac:))?

    Wiesz, są tacy co wierzą w to że jak facet zaprasza na wspólne gotowanie kolacji, to jemu chodzi o tą kolację i potem nawet bronią tego na forum ;-)
    Dzielnie odrzucają wszystkie teorie o "friendzone" itp
  • bcde 06.07.14, 10:06
    > Wiesz, są tacy co wierzą w to że jak facet zaprasza na wspólne gotowanie kolacj
    > i, to jemu chodzi o tą kolację i potem nawet bronią tego na forum ;-)

    :)
  • kag73 06.07.14, 22:52
    kutuzow napisał:
    > Wiesz, są tacy co wierzą w to że jak facet zaprasza na wspólne gotowanie kolacj
    > i, to jemu chodzi o tą kolację i potem nawet bronią tego na forum ;-)
    > Dzielnie odrzucają wszystkie teorie o "friendzone" itp
    :))
    Juz tlumaczylam. To nie tak, ze facet podkreca a ja udaje niedostepna dostepna, nic nie wiadomo itd. On sie odwazyl i zaproponowal i dostal kosza, po prostu, kategoryczne "nie". Przetrawil i po tygodniu czy dwoch zadzwonil mowiac, ze no nic to, ale kumplami nadal byc mozemy i powiedzial co bym przyszla na kolacje, bo wlasnie cos tam gotuje. Mieszkal w akademiku, kazdy mial swoj pokoj, kuchnia wspolna dla wielu!
    W dodatku co mnie to obchodzi co on sobie chce albo mysli, ja swoje powiedzialam, jestem fair, zagralam w otwarte karty. Jego wybor czy sie chce zadowolic kumelstwem czy nadal ma nadzieje, nie moj problem. Nie bylam z nim w lozku, niczego mu nie obiecywalam, nie robilam nadzei. Tak trudnoto zrozumiec?
  • kutuzow 07.07.14, 09:35
    kag73 napisała:
    > Przetrawil i po tygodniu czy dwoch zadzwonil mowiac, ze no
    > nic to, ale kumplami nadal byc mozemy i powiedzial co bym przyszla na kolacje,
    > bo wlasnie cos tam gotuje.

    Czy Ty zaprosiłaś go potem na kolację do siebie. Czy także coś dla niego ugotowałaś?
  • kag73 07.07.14, 10:15
    kutuzow napisał:
    > Czy Ty zaprosiłaś go potem na kolację do siebie. Czy także coś dla niego ugotow
    > ałaś?
    A co to ma do rzeczy, Kutuzow? Nigdy nie slynelam z tego, ze gotowalam dla facetow:) Ksiezniczka, he, he.... To nie moje hobby. Gdybym to ja zaprosila jego do siebie na kolacje to mialo by to juz inny wydzwiek, bo ja, w przeciwnienstwie do niego, mialam wlasny aneks kuchenny a nie wspolna z innymi kuchnie:)
    Za to wyszlam z nim potanczyc jak mnie o to zapytal (on nie placil), sam isc nie chcial.
    I zaproponowalam jemu z kolegami wspolny piknik w parku i mialam caly koszyk jedzenia.
    To, ze nadzieja umiera ostatnia, to inna bajka i moze sie ludzil, ze jednak cos z tego bedzie a moze po prostu lubil moje towarzystwo. Postawilam sprawe jasno, on zaproponowal kumplestwo, czyli nie ma powodu sie nie widywac czy nie spotkac. Z drugiej strony mawia sie, ze przyjazn damsko meska nie istnieje, albo rzadko. Czyli jedna ze stron ma jednak nadzieje. Dodam, ze spotykalismy sie nadal jak juz bylam z moim facetem a on mial inna dziewczyne, w czworke, albo w wiekszym gronie.
  • kutuzow 07.07.14, 11:10
    kag73 napisała:
    > A co to ma do rzeczy, Kutuzow?

    Widzisz Kag, zasada Savoir-Vivre (nie wiem jak odmienić) zakładają rewanż. Wizytę i rewizytę.
    Skoro byłaś na kolacji u gościa (nawet jesli byłby to kolega z pracy), do zasady dobrego wychowania nakazują zaproponowanie rewizyty na podobnych warunkach. Czyli tym razem wizyta u Ciebie i to Ty się starasz coś podać na stół.

    > I zaproponowalam jemu z kolegami wspolny piknik w parku...

    Widzisz to nie jest rewizyta. Na takiej samej zasadzie jeśli ja zostane zaproszony na kolację przez koleżankę z pracy, to rewizytą nie będzie zaproszenie całego działu na piwo do parku.
    tutaj masz coś co robił tylko on specjalnie dla Ciebie. Ty zaś nie zrobiłaś nic specjalnie dla niego.

    Podtrzymuje to co pisałem wcześniej. Skoro dobrze wiedziałaś jakie gość ma nadzieję bo cytuje: "Kto jest taki naiwny i wierzy, ze mezczyzna i kobieta biora sie do kupy, zeby sobie w oczy patrzec albo wieczorami gazety razem czytywac:))?"
    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,151833415,151845501,Re_Udawanie_orgazmow.html
    ,to po prostu wykorzystałaś jego naiwność i gościnność.

    Co jest szczególnie śmieszne, bo sama kiedyś pełni oburzenia tonem pisałaś o tych facetach co to nie chcą płacić za randkę jako tych: "co zamoczyć chcą, ale zapłacić już nie". Pójście na kolację bez rewizyty jest analogicznie: "nażreć się chce, ale zrewanżować juz nie".



    "Moze jestem naiwna, albo Ty jestes naiwny ale ja np. poznam, ze randka to randka, czy facet zaplaci czy nie. Moze dlatego, ze juz dawno sie przekonalam, ze facet chcacy pojsc/zrobic cos z kobieta ma jeden cel, inaczej wyszedlby z kumplem. I powiem pragmatycznie dla mnie oznacza to tylko: zamoczyc chce, ale zaplacic nie. Nie szkodzi, bo ja nie zubozeje ale fakt jest faktem."
    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,150792773,151084581,Re_Nowoczesne_rownouprawnienie_.html
  • kag73 07.07.14, 12:36
    Kutuzow, caly czas staram Ci sie pokazac roznice. On zaproponowal sprobowanie razem ja odpowiedzialam, ze nic z tego. On zaproponowal kumpelstwo. A zatem co mialam zrobic?Powiedziec: "nie, bo Ty na mnie lecisz i chesz jednego"? A on by wtedy odpowiedzial: "dziewcze, nie wlewaj sobie, zaproponowalem, odmowilas, nie ty pierwsza nie ostatnia, sa na swiecie jeszcze inne chetne kobiety."
    Nie rob sie powazny, my bylismy mlodymi biednymi studentami w akademikach w obcym kraju a nie ludzmi pracy po 30 tce i z rewanzami jak sie nalezy. Poza tym ja przynioslam ze soba wino a ludzi to sie w tej kuchni przewinelo kilku i tez przy okazji zjadlo co bylo. Nie bylo bialego obrusu, swiec, romantycznej muzyki i przyciemnionego swiatla. Co nie zmiena faktu, ze ja rowniez zakupilam i przygotowalam wszystko na piknik, wbrew pozorm tez mnie to kosztowalo troche pieniedzy i czasu. A zatem?
    "Kto jest taki naiwny i wierzy, ze mezczyzna i kobieta biora si
    > e do kupy, zeby sobie w oczy patrzec albo wieczorami gazety razem czytywac:))?"

    Tutaj chodzi o sytuacje gdy ludzie sa na poczatku zwiazku, bo o tym pisales, najpierw o pierszej randce a potem o poczatku zwiazku.
    Ja sie nie bralam z nim do kupy: On wiedzial na czym stoi, bo uslyszal "nie" i w dodatku sam zaproponowal, ze po kumplesku mozemy sie spotykac. Tu nie bylo zadnego poczatku zwiazku i nie bylo randki. Po prostu po kumpelsku spotkalo sie dwoch ludzi.
  • kag73 06.07.14, 00:06
    To udawanie orgazmu jest nieco bardziej skomlikowane niz by sie moglo wydawac. Na niemieckiej stronie "ginekolodzy w necie" wyczytalam miedzy innymi, ze:
    Presja i wyobrazenia o tym jaki ma byc orgazm powoduja, ze kobiety udaja orgazm. Szczerosc moglaby byc zagrozniem dla zwiazku i zranic poczucie wlasnej wartosci partnera.
    (Tutaj, widzisz kutuzow, by sie zgadzalo...jak ide z kims tylko do lozka, bo tak, tylko dla seksu, a byc z nim nie chce, to mi wisza jego uczucia i cala reszta, bo z nim zycia dzielic nie chce i w dodatku go nie kocham/nie zywie glebszych uczuc.)
    Dalej: czasem kobiety udawaja orgazm, zeby zakonczyc nieprzyjemny dla nich/niezbyt udany stosunek. Kobiety, ktore nie przyzywaja orgazmow, czuja sie czesto niekobiece i niewystarczajace, udajac orgazm straja sie to uczucie ukryc przed partnerem, bo zwlaszcza jezeli chodzi o seksualnosc ludzie sa bardzo wrazliwi/latwo ich zranic.
    Oczywiscie to udawanie prowadzi do tego, ze mezczyzna robi swoje tak jak zawsze, podczas gdy dla kobiety stosunek seksualny staje sie rozczarowujacy i niesatysfakcjonujacy.

    Wiadomo, bledna kolo. Wydawaloby sie, ze wyjscie jest takie proste, ale czy kazda ma pewnosc i odwage ryzykowac? Czy kazdemu wystarczyloby checi i cierpliwosci, zeby razem cos zmienic. Czy kazdy zaakceptowalby partnerke, ktora ma nie tak jak on to chcial i jak maja inne? Trudny temat.

  • kutuzow 06.07.14, 10:10
    kag73 napisała:

    > Presja i wyobrazenia o tym jaki ma byc orgazm powoduja, ze kobiety udaja orgazm
    > . Szczerosc moglaby byc zagrozniem dla zwiazku i zranic poczucie wlasnej wartos
    > ci partnera.

    Co do reszty punktów z posta w pełni się zgadzam, tutaj jednak będę bronił swej teorii iż jest to kuszenie w wersji "DEMO". Wystarczy cofnąć się 100 lat do tyłu żeby zobaczyć że wtedy orgazmem kobiety nikt się nie przejmował. Facecji mieli to w nosie -robili swoje. Kobiety zaś nie udawały, bo ich rolą miało być "dawanie" mężowi, a nie "odgrywanie scenek" w łóżku.
    Zobacz że jeszcze w latach 70-tych i 80-tych w Polsce seks oralny był czymś rzadkim i niezwykłym. "Porządne" kobiety bały się utraty reputacji jeśli na to pozwolą. Teraz orgazm kobiety jest kolejnym nowym elementem w sypialni o którym się mówi (jak oral, anal albo zabawy z kajdankami). Istnieje swoisty "wyścig zbrojeń" w tej kwestii.

    Wyobraź sobie w dzisiejszych czasach kobietę która nie lubi "lodów" i jest zdania że seks to raczej klasycznie bez "udziwnień". Zobacz, że ona automatycznie przegra ten wysicig o atrakcyjnego partnera na rzecz kobiet które takich oporów nie mają. Zostanie z "najlepszym z dostepnych" a nie z tym którego faktycznie by chciała.

    W cytowanym przeze mnie art o tym że seks jest coraz tańszy, widać jak szybko postępuje ta walka. Kiedyś seks był (w większości) po ślubie, potem po kilku miesiącach bycia razem, teraz często jest na 2-3 randce. Tam gdzie zaś konkurencja wśród kobiet jest największa (jak np. na amerykańskich uniwerkach gdzie na niektórych jest już spora przewaga kobiet i niedobór mężczyzn), to często i na pierwszej randce. Orgazm (ten udawany) ma polepszyć "ofertę", pokazać partnerowi że pasują do siebie, dać obietnicę fajnego seksu w przyszłości.

    Te kobiety które mają długą ławkę rezerwowych zainteresowanych nimi gości nie muszą udawać. Mogą pozwolić sobie na szczerość i wybór faktycznie takiego który się sprawdza, ew delikatnie nakierowywać obecnego na to co dana kobieta lubi, zeby ten prawdziwy orgazm zaczeli osiagać oboje. Te zaś Panie które nie mogą przebierać jak w ulęgałkach, wybierają strategię udawania, co by nie odstraszyć wartościowego kandydata na męża i ojca dzieci.
    Gdyby chodziło tylko o samo pompowanie ego facetów, to tak samo odbywałoby się to w przypadków ONS-ów i innych "jednorazowych" spotkań na seks. Sama Kag zaznaczyła że tutaj to nie działa....bo nie musi. Nie ma po co kusić gościa obietnicą super seksu w związku, skoro tego zwiazku nie będzie. Jest tu i teraz.
  • kag73 06.07.14, 23:17
    kutuzow napisał:
    > Co do reszty punktów z posta w pełni się zgadzam, tutaj jednak będę bronił swej
    > teorii iż jest to kuszenie w wersji "DEMO". Wystarczy cofnąć się 100 lat do ty
    > łu żeby zobaczyć że wtedy orgazmem kobiety nikt się nie przejmował. Facecji mie
    > li to w nosie -robili swoje. Kobiety zaś nie udawały, bo ich rolą miało być "d
    > awanie" mężowi, a nie "odgrywanie scenek" w łóżku.

    Czyli, czasy sie zmienily. Mezczyzn zaczal obchodzic kobiecy orgazm? Po co daleko szukac: czy dla Ciebie wazne jest zaspokojenie czy satysfakcja parnerki?

    > Zobacz że jeszcze w latach 70-tych i 80-tych w Polsce seks oralny był czymś rza
    > dkim i niezwykłym. "Porządne" kobiety bały się utraty reputacji jeśli na to pozwolą.

    Tutaj pojawia sie pytanie czy sami mezczyzni mieli potrzebe/widzieli koniecznosc robienia kobiecie minety? Czy chodzi Ci znow o tego slawetnego loda? Bo wiesz w seksie to bierze udzial dwoje. Byly te "porzadne" kobiety, to sie z czegos bralo, bo moze i mezczyzni od swojej "porzadnej" zony w zadnym wypadku nie oczekiwaliby pewnych praktyk i w dodatku sami niewiele wiedzieli o jej potrzebach. Duzo rzeczy sie nie mowilo, seks to temat tabu byl, zwlaszcza w poprzednim pokoleniu.

    > Wyobraź sobie w dzisiejszych czasach kobietę która nie lubi "lodów" i jest zdan
    > ia że seks to raczej klasycznie bez "udziwnień". Zobacz, że ona automatycznie przegra ten wysicig o atrakcyjnego partnera na rzecz kobiet które takich oporów nie mają. Zostanie z "najlepszym z dostepnych" a nie z tym którego faktycznie by chciała.

    No nie wiem. Atrakcyjosc fizyczna ma niesamowite przebicie, jest, moim zdaniem, afrodyzjakiem numer jeden dla panow. Piekna/atrakcyjna kobieta ma i tak lepsze karty niz mniej atrakcyjna ale gowotowa na "udziwnienia" w seksie, przynajmniej do czasu. Bo facetowi, w dodatku zakochanemu, do frajdy wystarcza piekne cialo kobiety i amen. Jak ona go bedzie krecic to on sie jej nie pozbedzie tak latwo, bo gdzie i kiedy znajdzie taka druga sliczna. Owszem znalezc to moze, ale czy ona zechce akurat jego?
    Natomiast jezeli laska bedzie chetna i seksiara, ale nie w jego typie, to ja bedzie bzykal ale nie tak czesto i nie tak chetnie.
    Jedyny problem z ta piekna ale niezbyt "rozrywkowa" moze byc taki, ze jakby z seksu miala niewiele to sie bedzie migac i on bedzie mial go za malo.

    > Te kobiety które mają długą ławkę rezerwowych zainteresowanych nimi gości nie m
    > uszą udawać. Mogą pozwolić sobie na szczerość i wybór faktycznie takiego który
    > się sprawdza, ew delikatnie nakierowywać obecnego na to co dana kobieta lubi, z
    > eby ten prawdziwy orgazm zaczeli osiagać oboje. Te zaś Panie które nie mogą prz
    > ebierać jak w ulęgałkach, wybierają strategię udawania, co by nie odstraszyć wa
    > rtościowego kandydata na męża i ojca dzieci.

    Mnie sie wydaje, ze to zalezy od doswiadczen, przeszlosci, pewnosci siebie, rowniez od nastawienia/postawy partnera i nie wiem czego jeszcze, moze oceny sytuacji, zaangazowania uczuciowgo. Trudno tak do konca rozgrysc te motywy.

    > Gdyby chodziło tylko o samo pompowanie ego facetów, to tak samo odbywałoby się
    > to w przypadków ONS-ów i innych "jednorazowych" spotkań na seks. Sama Kag zazna
    > czyła że tutaj to nie działa....bo nie musi. Nie ma po co kusić gościa obietnic
    > ą super seksu w związku, skoro tego zwiazku nie będzie. Jest tu i teraz.

    Ja nigdzie nie mowilam o "pompowaniu ego facetow", pisalam o ranieniu ich poczucia wlasnej wartosci a to roznica. I zapominasz o jednym jak Ty mi zwisasz to mi zwisa co sie z Toba/w Tobie dzieje, po prostu mnie to nie obchodzi, moze Cie juz jutro nie zobacze. Ale jak jestem z Toba w zwiazku to mi chyba na Tobie zalezy/ jestem emocjonalnie zaangazowana stad to cale zakrecenie. Wiadomo, ze nie chce stracic sie kogos w kim sie zakochalo. W dodatku to, ze ja, kobieta, nie mam orgazmu wcale nie musi oznaczac, ze facet nie mial/nie ma super seksu, to tak nawiasem:)
  • druginudziarz 06.07.14, 15:54
    kag73 napisała:
    > Oczywiscie to udawanie prowadzi do tego, ze mezczyzna robi swoje tak jak zawsze
    > , podczas gdy dla kobiety stosunek seksualny staje sie rozczarowujacy i niesaty
    > sfakcjonujacy.
    > Wiadomo, bledna kolo.

    I to jest cała prawda o 'rewolucji seksualnej'.
  • urquhart 05.07.14, 11:20
    zyg_zyg_zyg napisała:
    > Jeżeli mój partner chce znać liczbę moich partnerów wcześniejszych, to tym się
    > mogę z nim podzielić. Ale szczegółami? Poprzednimi doświadczeniami?

    To że kobieta nie powinna ujawniać przygód to chyba wszyscy specjaliści sie zgadzają, po za takimi chorymi wyznawczyniami równania płci .
    Jeżeli z jakiś powodów będzie czuł się niepewnie, to tylko znajdzie sobie powód do zracjonalizowania sobie tego.
    Męska pewność siebie to przecież podstawowy afrodyzjak pożądania, a mężczyźni przecież wszędzie podkreślają czyją się coraz mniej pewni siebie, swoich ról, coraz bardziej odcięci w wychowaniu od źródeł męskiej siły.

    W kontekście wakacji wszyscy piszą że kobieta lepiej wychodzi romans za granicą bo tam są odcięte od tego bagażu "silnej kobiety" dominującej i mężczyźni nie mają oporów startować.

    --
    Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
  • rekreativa 05.07.14, 11:36
    "To że kobieta nie powinna ujawniać przygód "

    Ale dlaczego kobieta?
    Nikt nie powinien zbyt wiele chlapać ozorem o swoich erotycznych doświadczeniach - kobiety też nie lubią słuchać, co tam ich partner wyczyniał z jakąs Zośką, albo Kaśką.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • urquhart 05.07.14, 11:44
    Jest tu niesymetryczność i paradoks przecież. Panie, daleko nie szukając licznie broniące poglądów Bogini tu oczekują od mężczyzny doświadczenia dobrego kochanka i otwierania ich seksualnie.
    Zatem to nie wprost ale taki image to zaleta dla mężczyzny w tym przypadku.
    --
    Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
  • loppe 05.07.14, 16:51
    Partnerka mnie wykochała dzisiaj pięknie przed wyjściem do miasta.
    Tam mówię jej: M. jestem ci wielce rad.
    Partnerka: Dlaczego?
    Ja: M. twój zasięg pamięci nie sięga już nawet pół godziny!:))
    Partnerka: :)

    Oboje normalnie osuwamy się w sklerozę:)
  • hello-kitty2 05.07.14, 12:44
    rekreativa napisała:

    > - kobiety też nie lubią słuchać, co tam ich partner wyczyniał z jakąs Zośką,
    > albo Kaśką.

    Ja lubie, mnie to strasznie kreci, dlatego lubie porno ale ja wtedy wchodze w role meska i jade te cipy razem z nim ;)
  • loppe 05.07.14, 16:04
    hello-kitty2 napisała:

    > Ja lubie, mnie to strasznie kreci, dlatego lubie porno ale ja wtedy wchodze w r
    > ole meska i jade te cipy razem z nim ;)

    Ale z Ciebie ziółko Kitty. Wypełniasz cipy razem z nim.
  • urquhart 05.07.14, 18:51
    loppe napisał:

    > hello-kitty2 napisała:
    > > Ja lubie, mnie to strasznie kreci, dlatego lubie porno ale ja wtedy wchod
    > ze w r
    > > ole meska i jade te cipy razem z nim ;)
    >
    > Ale z Ciebie ziółko Kitty. Wypełniasz cipy razem z nim.

    I Czy kity to nie dziewczyna żywcem z męskich fantazji?
    Może jeszcze kręci ja sadomacho?
    Jeszcze parę takich tekstów i Może uwierzę wkrótce że to zakamuflowany facet projektuje fantazje jak przekonuje nas jesod która ma się za PRaWdziWą kobietę... :) :) :)

    --
    Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
  • loppe 05.07.14, 20:16
    Kitty imho jest - oczywiście nie jest z męskich fantazji przynajmniej tak jak ja je pojmuję, ale mam zdanie dość odrębne, osobne jak to jest modne ostatnio pisać ("X autor osobny") - więc Kitty jest imho bardzo oryginalnym przypadkiem kobiecym, a to dlatego że jest zarazem bardzo jakaś taka cyniczna i jednocześnie w porządku. Ha ha
  • prosty_facet 06.07.14, 16:59
    rekreativa napisała:

    > Nikt nie powinien zbyt wiele chlapać ozorem o swoich erotycznych doświadczeniach.

    Ja tam bardzo lubię słuchać i oglądać i brać udział - im nas więcej w łóżku tym lepiej ;-)


    --
    "Nie oceniaj mnie, bo chociaż wyglądam na wieśniaka - niezły ze mnie jebaka ..."
  • kag73 05.07.14, 21:49
    urquhart napisał:
    > W kontekście wakacji wszyscy piszą że kobieta lepiej wychodzi romans za granicą
    > bo tam są odcięte od tego bagażu "silnej kobiety" dominującej i mężczyźni nie
    > mają oporów startować.

    No nie bylabym taka pewna. Naistotniejsza jest gotowosc i chec. Na wakacjach daleko od domu nikt nie da stempla "latwa" i "puszczalska", luzik jest a nawet gdyby kogo to obchodzi, sa wakacje, a przygoda na chwile. "Odciete sa od bagazu" podwojnej moralnosci i oceny spolecznej a nie "silnej kobiety". Do tego egzotyka kreci.

  • rekreativa 05.07.14, 11:41
    " Starowicz faktycznie boi się kobiecej seksualnośc
    > i i widzi w niej zagrożenie "

    Wydaje mi się, że bardzo negatywna ocena Starowicza wynika z tego, iż przypisuje się mu emocje i odczucia jego pacjentów.
    Wielokrotnie widziałam nadinterpretację jego wypowiedzi, kiedy zwykłe relacjonowanie stanu rzeczy usiłowało się przedstawić jako osobiste poglądy Starowicza.
    A stan rzeczy jest własnie taki, jak Starowicz opisuje - duża część mężczyzn woli myśleć, że ma w domu niewinną dziewicę i z wiedzą o przeszłości seksualnej partnerki (szczególnie bujnej przeszłości) sobie nie radzi.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • zyg_zyg_zyg 05.07.14, 12:01
    > Wydaje mi się, że bardzo negatywna ocena Starowicza wynika z tego, iż przypisuj
    > e się mu emocje i odczucia jego pacjentów.
    > Wielokrotnie widziałam nadinterpretację jego wypowiedzi, kiedy zwykłe relacjono
    > wanie stanu rzeczy usiłowało się przedstawić jako osobiste poglądy Starowicza.

    W zalinkowanym przez Zawle artykule Starowicz akurat nie wyskakuje z niczym, co uzasadniałoby moje zdanie o nim. To zdanie wyrobiłam sobie na podstawie innych jego wypowiedzi - konkretnie ich teraz nie wskażę.

    Ja rozumiem to nieradzenie sobie z wiedzą o poprzednich partnerach. A nie rozumiem, jak ta wiedza miałaby pomagać w rozwijaniu wspólnej seksualności - co zdaje się sugerować autorka artukułu. Jeśli sprawdziłam kiedyś, że rajcuje mnie wiązanie, to wystarczy jak w odpowiedniej chwili rzucę swojemu mężczyźnie "Zwiąż mnie", zamiast "Zwiąż mnie - bo miałam kiedyś fantastycznego kochanka Zenona, co mi pokazał, że to jest świetna rzecz. Jak Zenon mnie wiązał, to miałam sześć orgazmów w ciągu nocy".
  • rekreativa 05.07.14, 12:23
    No właśnie to jest kwestia raczej tego, w jaki sposób mówić o swoim doświadczeniu, a nie tego, żeby się doświadczenia wypierać czy ukrywać.
    No nie będę udawać dziewicy, jeśli uprawiałam wczesniej seks z facetami, bo w jakim celu?
    Natomiast nie musze opowiadac o każdym z osobna, jaki był, ile cm miał i w jakiej pozycji dawał mi orgazmy... Taka wiedza jest nikomu do niczego niepotrzebna.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • hello-kitty2 05.07.14, 12:57
    No dobra ale kto by to musial byc, jaki facet co by sobie nie radzil z przeszloscia kobiety? Jakis ML czy Josef, bo przeciez nie Urqu, Yoric czy Kutuzow, czy naciagam? Przeciez jezeli ktos nie radzi sobie z moja przeszloscia to do mnie nie pasuje, bo moja przeszlosc to ja. Nie radzi sobie z moja przeszloscia = nie radzi sobie ze mna. Czy ktos z Was spotkal taka osobe? Czy sobie nie radziliscie panowie? ;-)
  • rekreativa 05.07.14, 13:06
    A czy partnerki wymienionych miały 3-5 eksiów, czy może 100?
    Sądzę, że jaki by otwarty i tolerancyjny pan nie był, to zawsze istnieje taka liczba przygód pani, przy której poczuje wątpliwości co do kontynuowania z tą panią relacji.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • hello-kitty2 05.07.14, 14:50
    rekreativa napisała:

    > A czy partnerki wymienionych miały 3-5 eksiów, czy może 100?
    > Sądzę, że jaki by otwarty i tolerancyjny pan nie był, to zawsze istnieje taka l
    > iczba przygód pani, przy której poczuje wątpliwości co do kontynuowania z tą pa
    > nią relacji.

    Wydaje mi sie, ze przy ilosciu 100 partnerow sie juz nie liczy i nie podaje liczby, po prostu to jest nie do zliczenia, trzeba by bylo sobie zapisywac albo pamietac wynik i tylko dodawac +1 ;-) Dla mnie nie tyle znaczenie ma sama liczba, co podejscie. Sadze rowniez, ze panie z wiekszym przebiegiem wiaza sie z panami z wiekszym przebiegiem, na zasadzie ciagnie swoj do swego. A jak sie lacza panowie to nie wiem.


  • loppe 05.07.14, 16:02
    Ad. Sadze rowniez, ze panie z wiekszym przebiegiem wiaza sie z panami z wiekszym przebiegiem, na zasadzie ciagnie swoj do swego. A jak sie lacza panowie to nie wiem.

    Chyba rzeczywiście panie doświadczone postrzegałyby, na ogół, mizerię doświadczeń partnera jako feler. Natomiast panowie na ogół nie mieliby tak wiele przeciw relatywnej cnotliwości, świeżości seksualnej partnerki...
  • bcde 05.07.14, 13:12
    >Czy sobie nie radziliscie panowie? ;-)

    Zazdrość jest oznaką słabości. Zazdrość o przeszłość tym bardziej.
    Nigdy nie byłem zazdrosny o przeszłość partnerek i nie rusza mnie, co wyczyniały wcześniej i z kim. Chciałbym to wiedzieć tylko z ciekawości, bo chcę wiedzieć jak najwięcej o kobiecie, z którą jestem, a poza tym wiedza ta może się przydać w seksie. Jedyne, czego żałowałem, to tego, że nie poznaliśmy się wcześniej, gdy kobieta była młodsza, a nie tego, że wtedy posuwał ją ktoś inny.
    Ale przeciwko dziewicom i mało doświadczonym nic nie mam :)
  • hello-kitty2 05.07.14, 14:36
    bcde napisał:

    Jedyne, czego żałowałem, to tego, że nie poznaliśmy się wcześniej,
    > gdy kobieta była młodsza

    Tez kiedys mialam raz takie poczucie gdy wiazalam sie ze starszym mezczyzna. To byl zly znak, ktory zbagatelizowalam ale wtedy wydawalo mi sie, ze skoro tak mysle to cos ze mna nie tak wiec lepiej sie nie przyznawac nawet przed soba.

    bcde ile Ty masz lat? Ile jestes po rozwodzie?
  • kag73 05.07.14, 22:13
    > bcde napisał:
    > Jedyne, czego żałowałem, to tego, że nie poznaliśmy się wcześniej, gdy kobieta była młodsza.

    Moj maz ma/mial podobnie, zalowal, ze nie poznalismy sie duzo wczesniej kiedy oboje bylismy bardzo mlodzi. Ja na to zawsze odpowiadam, ze zapewne nie bylibysmy juz razem, bo pierwsze zwiazki sie rozlatuja, nie mielismy zadnego doswiadczenia, moze jakies dziwne/ nie do splenienia oczekiwania.
  • bcde 06.07.14, 10:03
    > bcde ile Ty masz lat? Ile jestes po rozwodzie?

    Jestem po czterdziestce, kilka dobrych lat po rozwodzie.
  • hello-kitty2 07.07.14, 02:00
    bcde napisał:

    > Jestem po czterdziestce, kilka dobrych lat po rozwodzie.

    I te lata po rozwodzie to te najlepsze lata? Myslisz zeby sie jeszcze zwiazac z kutasem na wylacznosc? Masz dobre zycie? Przypominam Ci zone, co? ;)
  • bcde 07.07.14, 23:46
    hello-kitty2 napisała:

    > I te lata po rozwodzie to te najlepsze lata?

    Lepsze niż te tuż przed rozwodem.

    > Myslisz zeby sie jeszcze zwiazac z kutasem na wylacznosc?

    Z moim kutasem jestem dość związany. A co do wyłączności względem jednej kobiety, to rozważam to i niezbyt mi to pasuje.

    >Przypominam Ci zone, co? ;)

    Wcale. Niby czemu?
  • mojemail3 09.07.14, 09:43
    bcde napisał:

    > > bcde ile Ty masz lat? Ile jestes po rozwodzie?
    >
    > Jestem po czterdziestce, kilka dobrych lat po rozwodzie.

    No już Cię bcde Kitty wzięła na spytki ;-)
    No tak, to juz teraz tylko podryw na "misia":

    www.youtube.com/watch?v=EUgiITPA0WU&feature=kp
    A tak poważnie, nowa sztuka z odzysku na rynku towarzysko-matrymonialnym...
  • hello-kitty2 09.07.14, 14:48
    mojemail3 napisała:

    > bcde napisał:
    >
    > > > bcde ile Ty masz lat? Ile jestes po rozwodzie?
    > >
    > > Jestem po czterdziestce, kilka dobrych lat po rozwodzie.
    >
    > No już Cię bcde Kitty wzięła na spytki ;-)
    > No tak, to juz teraz tylko podryw na "misia":
    >
    > www.youtube.com/watch?v=EUgiITPA0WU&feature=kp
    > A tak poważnie, nowa sztuka z odzysku na rynku towarzysko-matrymonialnym...

    Mojemail moderator moralny ;-) Ty chyba nie znasz alfabetycznego, on tu kiedys byl autorem slynnego watku cos a la ''Czy tak trudno jest dac dupy?''. No wiec: tak, mnie trudno :) Wiec jak widzisz: nie nadaje sie. Nie wiem tez czy alfabetyczny ma dzieci ale zakladam, ze kazdy kto byl w malzenstwie do tego wieku ma, a ja nigdy nie zwiazalabym sie z facetem z dzieckiem, nawet wolnym. Malzenstwo to nie problem ale dziecko to dyskwalifikacja niestety. Poza tym on sie nie chce wiazac (zaden biedny mis), bo ma sie dobrze i zalicza po dwie naraz.

    Ale do pukniecia sie nadaje, nie? ;-)

    A na powaznie, pytalam z innych wzgledow, bo w sumie niewielu tu wolnych facetow po czterdziestce, a mnie interesuje jak oni rozumuja w kwestiach zwiazkowych, czy to sie jeszcze im oplaca, czy w nie jeszcze wierza i czy im sie w ogole jeszcze chce? Czy jest sens wychodzic jeszcze za maz?
  • mojemail3 09.07.14, 14:53
    hello-kitty2 napisała:

    "(...)Ale do pukniecia sie nadaje, nie? ;-)"

    Pewnie tak, ale po co???

    "(...)A na powaznie, pytalam z innych wzgledow, bo w sumie niewielu tu wolnych facetow po czterdziestce, a mnie interesuje jak oni rozumuja w kwestiach zwiazkowych, czy to sie jeszcze im oplaca, czy w nie jeszcze wierza i czy im sie w ogole jeszcze chce? Czy jest sens wychodzic jeszcze za maz(...)"

    Nie no Kitty, nie chodzi o morale, tylko podziwiam jak Ty to potrafisz, powinnaś być oficerem śledczym ;-)
    Czy jest sens wychodzic za mąż za faceta po 40 tce? No chyba tylko za wdowca, oni nie są tak wypaleni i zepsuci...
  • hello-kitty2 09.07.14, 15:03
    mojemail3 napisała:

    > Nie no Kitty, nie chodzi o morale, tylko podziwiam jak Ty to potrafisz, powinna
    > ś być oficerem śledczym ;-)

    A wiesz co, ze nawet to kiedys sprawdzalam czy by nie wstapic do Policji, nawet sobie testy sprawnosciowe porobilam i takie do strazy granicznej jakies, chyba bym sie nadawala ALE wiesz co mnie przyblokowalo? Obywatelstwo trzeba miec, a ja sie nigdy o nie nie staralam, bo mi sie wydawalo niepotrzebne.

    > Czy jest sens wychodzic za mąż za faceta po 40 tce? No chyba tylko za wdowca, o
    > ni nie są tak wypaleni i zepsuci...

    A cos Ty w dzisiejszych czasach to chyba wdowcy nie istnieja, raz ze ludzie zyja po 80 lat, a dwa mezczyzni umieraja wczesniej. Tez mi wychodzi z obserwacji, ze z facetami po rozwodzie nie ma co sie wiazac. A co mialas na mysli przez zepsucie?
  • mojemail3 09.07.14, 15:09
    hello-kitty2 napisała:

    "(...)A cos Ty w dzisiejszych czasach to chyba wdowcy nie istnieja, raz ze ludzie zyja po 80 lat, a dwa mezczyzni umieraja wczesniej. Tez mi wychodzi z obserwacji, ze z facetami po rozwodzie nie ma co sie wiazac. A co mialas na mysli przez zepsucie?(...)"

    Istnieją wdowcy, ja mam taki przykład z sąsiedztwa, ojciec znajomej, miał po 50 tce jak zmarła zona. Po paru latach ożenił się ponownie...z rówieśniczką.Ale gdybys widziała, jakie to było ŁADNE,on ją nazywał "piękną panią" ona zaakceptowała jego niepełnosprawną drugą córkę ( którą musiał się zajmować) To małżeństwo trwa już długie lata i ma się doskonale.
    Ale to wyjątek. Poza tym mężczyżni w tym wieku reagują żywo na ŻYWĄ KOBIETĘ, rzadko na obrazki, nie są tak zmanipulowani przez chore wzorce.
    Co rozumiem przez zepsucie? Zmanierowanie, zawyżone wymagania, brak chęci dzielenia życia z kobietą, nastawienie na przyjemność, komfort, wygodę.
  • sabat.77 09.07.14, 17:14
    Alez identyczne zmanierowanie przejawia mnostwo kobiet!
  • mojemail3 09.07.14, 17:38
    sabat.77 napisał:

    > Alez identyczne zmanierowanie przejawia mnostwo kobiet!

    A to ja też wiem, dlatego też te kobiety nie są do normalnego życia...
  • urquhart 09.07.14, 15:15
    Wdowiec tym bardziej ma dzieci i choćby pełnoletnie to jak facet okaże babce że dzieci są dużo ważniejsze niż miłość do niej i ona nie jest dla niego najważniejsza na świecie to związek się pruje jak zaobserwowalem i tu kitty czuje pismo nosem :)
    --
    Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
  • hello-kitty2 09.07.14, 15:49
    urquhart napisał:

    > Wdowiec tym bardziej ma dzieci i choćby pełnoletnie to jak facet okaże babce że
    > dzieci są dużo ważniejsze niż miłość do niej i ona nie jest dla niego najważni
    > ejsza na świecie to związek się pruje jak zaobserwowalem i tu kitty czuje pismo
    > nosem :)

    Tu nie chodzi kto jest najwazniejszy (nigdy nie robie takich rozroznien) tylko ja sie za bardzo nie nadaje na matke. Ledwo odchowalam wlasne dziecko, jedna sztuke, a co dopiero podejmowac sie supportu dla innych dzieci. Nie stac mnie emocjonalnie na to. Jestem przekonana, ze gdyby nie milosc do dziecka to czlowiek nie bylby w stanie zniesc przypalow jakie przynosi dziecko. Milosc fajnie hamuje Cie przed wypieprzeniem go przez okno jak ryje w lozeczku i pozniej az sie sama sobie dziwie ile jestem w stanie zniesc, kocham gowniarza po prostu. Ale czy mozna pokochac cudze dziecko? Ja bym sie wolala nie porywac, zeby krzywdy nie narobic.
  • mojemail3 09.07.14, 17:46
    urquhart napisał:

    > Wdowiec tym bardziej ma dzieci i choćby pełnoletnie to jak facet okaże babce że
    > dzieci są dużo ważniejsze niż miłość do niej i ona nie jest dla niego najważni
    > ejsza na świecie to związek się pruje jak zaobserwowalem i tu kitty czuje pismo
    > nosem :)

    Dzieci nigdy nie mogą być wazniejsze w małżeństwie od współmałżonka, to chyba jasne( no chyba,że małżonek uzależniony, stosujący przemoc-to tylko miłość buddyjska;-)
    Tak mówi Pismo Święte, nie? No to...Raz Dwa Trzy:
    termometr.wrzuta.pl/audio/5NIvm73xY7B/raz_dwa_trzy_-_tak_mowi_pismo
  • sabat.77 09.07.14, 18:06
    mojemail3 napisała:

    > Dzieci nigdy nie mogą być wazniejsze w małżeństwie od współmałżonka, to chyba j
    > asne( no chyba,że małżonek uzależniony, stosujący przemoc-to tylko miłość buddy
    > jska;-)

    A to już zupełnie zaskakujące podejście jak na kobietę. Dolary przeciw orzechom, że w głębi duszy więcej niż 9 na 10 kobiet odpowiedziałoby, że dzieci są znacznie ważniejsze niż mąż.
  • urquhart 09.07.14, 18:36
    Do tego lubi seks. Jesod je wszystkie na tym forum dawno rozszyfrowała że tak naprawdę to jacyś faceci muszą podszywac się , takich kobiet przecież nie ma :-)
    --
    Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
  • mojemail3 09.07.14, 20:37
    urquhart napisał:

    > Do tego lubi seks. Jesod je wszystkie na tym forum dawno rozszyfrowała że tak n
    > aprawdę to jacyś faceci muszą podszywac się , takich kobiet przecież nie ma :-)

    Jeśli o mnie chodzi, to ja mam nawet badania genetyczne, które stwierdzają prawidłowe żeńskie chromosomy...Anatomicznie też jakoś nie odbiegam od normy;-)
  • urquhart 09.07.14, 18:14
    mojemail3 napisała:
    > Dzieci nigdy nie mogą być wazniejsze w małżeństwie od współmałżonka, to chyba j
    > asne( no chyba,że małżonek uzależniony, stosujący przemoc-to tylko miłość buddy
    > jska;-)
    > Tak mówi Pismo Święte, nie? No to...Raz Dwa Trzy:
    > rel="nofollow">termometr.wrzuta.pl/audio/5NIvm73xY7B/raz_dwa_trzy_-_tak_mowi_pismo

    Nic dziwnego że ta zacofana ostoja patriarchatu to pierwsza przeszkoda do wymazania na postępowej drodze nowego gender świata :)

    --
    Bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka (Wiesław Sokoluk).
  • wont 09.07.14, 15:44
    Kitty, popraw mnie jesli sie myle, ale z Twoich wczesniejszych wpisow na forum wywnioskowalem, ze sama masz dziecko, tak?

    No i trudno mi zrozumiec, ze sama posiadajac dziecko skreslasz mezczyzne tylko z takiego powodu, ze on sam tez ma dziecko. Troche to takie... rozczeniowe jest. Z rozwodnikami tez nie chcesz sie wiazac... Kurcze, to kto ma u Ciebie szanse? Niebieskie ptaki? Piotrusie Pany? Niedojrzale maminsynki? Starzy kawalerowie? :))

    Po sobie i swoim otoczeniu widze, ze wszyscy wartosciowi mezczyzni po czterdziestce to juz albo sa zonaci i dzieciaci albo sa dzieciatymi rozwodnikami :)) Sensownych mezczyzn, spelniajacych Twoje wymagania, niestety nie dostrzegam.

  • hello-kitty2 09.07.14, 15:58
    wont napisał:

    > No i trudno mi zrozumiec, ze sama posiadajac dziecko skreslasz mezczyzne tylko
    > z takiego powodu, ze on sam tez ma dziecko. Troche to takie... rozczeniowe jest
    > .

    Mnie akurat na to stac, bo pokrywam to innymi zaletami ;-) Masz atrakcyjne aktywa, to Cie stac, wszyscy nadajemy sie do podsumowania w tabelce aktywa pasywa i kazdy w zyciu jest ksiegowym, w koncu jakos trzeba zaplanowac budzet na caly rok ;)
  • sabat.77 09.07.14, 17:17
    Jak patrze powazniej na kobiety, to patrze nie tylko na jej aktywa, ale i na ich rozlozenie w czasie. Bo wiesz, uroda z czasem przemija, wypada ja czyms zrekompensowac.
  • kag73 09.07.14, 19:26
    sabat.77 napisał:
    > Jak patrze powazniej na kobiety, to patrze nie tylko na jej aktywa, ale i na ic
    > h rozlozenie w czasie. Bo wiesz, uroda z czasem przemija, wypada ja czyms zreko
    > mpensowac.
    Uroda, uroda, sabat, ale Kitty do tego jest seksiara a to wiele warte :)
  • sabat.77 09.07.14, 19:33
    Dzieki, ze to oficjalnie przyznajesz :)
  • hello-kitty2 11.07.14, 10:23
    sabat.77 napisał:

    > Jak patrze powazniej na kobiety, to patrze nie tylko na jej aktywa, ale i na ic
    > h rozlozenie w czasie. Bo wiesz, uroda z czasem przemija, wypada ja czyms zreko
    > mpensowac.

    Zrekompensowac co?
    A Ty czym zrekompensujesz swoj brak kasy? Poczuciem humoru? ;-)
    Uroda to kolejny bacik panow z forum na kobiety. Wystarczy popatrzyc na rocznik i juz mozna sie dowolnie do kobiety przypierdolic ;) Jak to powiedzial jeden z panow 'zeby sie rowno starzec trzeba zwiazac sie z kobieta o dekade mlodsza' (!). Tylko, ze ja widzialam wiele pan z forum i rowniez wielu z panow i jakby sie zebrac na podsumowania to powiem krotko: panowie nie dorastacie nam paniom urodowo do piet. A najlepszym patetem na ciecie wszelkich roszczen urodowych jest zwiazanie sie z 'brzydalem' (poprawnie politycznie: z mniej atrakcyjnym od siebie), ktory juz do konca zycia bedzie chwalil, ze chciala go najpiekniejsza dziewczyna we wsi ;) Oto recepta na udany zwiazek.

  • mojemail3 11.07.14, 10:43
    hello-kitty2 napisała:

    "(...) A najlepszym patetem na ciecie wszelkich roszczen urodowych jest zwiazanie sie z 'brzydalem' (poprawnie politycznie: z mniej atrakcyjnym od siebie), ktory juz do konca zycia bedzie chwalil, ze chciala go najpiekniejsza dziewczyna we wsi ;) Oto recepta na udany zwiazek (...)"

    A też o tym ostatnio myślałam,choć podobno najbardziej trwałe związki są kiedy partnerzy są zbliżeni w swet atrakcyjności.

    Za wikipedią:
    "(...)Atrakcyjność fizyczna a miłość i relacje długotrwałe:
    Jeśli istnieje możliwość wyboru dowolnie atrakcyjnego partnera ze świadomością, że może on się zgodzić bądź odmówić, to zwykle dobiera się osobę podobną pod względem atrakcyjności Bardziej dopasowane pod względem atrakcyjności są pary małżeńskie niż pary zakochanych.
    Satysfakcjonujące i trwałe związki łatwiej tworzą partnerzy dobrani pod względem wzajemnej atrakcyjności. Dotyczy to zarówno par ładnych, jak i brzydkich. Pary niedobrane pod względem wyglądu rozpadają się znacznie częściej. Okazuje się także, że zarówno mniej jak i bardziej atrakcyjna osoba w takim "ukośnym" związku jest z niego niezadowolona.
    Istnieją oczywiście szczęśliwe pary ludzi niepodobnych do siebie, ale zwykle jest tak, że partner wyglądający mniej korzystnie posiada inne przymioty, które kompensują jego gorszą aparycję. Na przykład młoda piękna kobieta poślubia starszego mężczyznę o wysokim statusie społecznym(...)"

    A ale może być jak u Marka, piękna i bestia;-)
    Mam też przykłady w znajomych małżeństwach,że ten efekt zdobycia księżniczki dość długo się utrzymuje, nawet jak księżniczka nadgryziona zębem czasu, a te mniej atrakcyjne w młodości własnie w okolicach 30-40 stają się bardziej interesujące w młodości, to jednak etykietka "najpiękniejszej w klasie" zostaje na długo.
  • zawle 11.07.14, 11:27
    mojemail3 napisała: > Mam też przykłady w znajomych małżeństwach,że ten efekt zdobycia księżniczki d
    > ość długo się utrzymuje, nawet jak księżniczka nadgryziona zębem czasu, a te mn
    > iej atrakcyjne w młodości własnie w okolicach 30-40 stają się bardziej interesu
    > jące w młodości, to jednak etykietka "najpiękniejszej w klasie" zostaje na dłu
    > go.

    Wiesz że to prawda? Doświadczam tego dość często. Szkoda że ten urok działa tylko na panów którzy znali mnie w młodości:))) Tak więc zostali mi tylko Ci oraz młodzi-potrzebujący;) Ale do 50 mam jeszcze parę lat, to se poużywam;))
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • bgz0702 16.07.14, 22:10
    zawle napisała:

    > Wiesz że to prawda? Doświadczam tego dość często. Szkoda że ten urok działa tyl
    > ko na panów którzy znali mnie w młodości:))) Tak więc zostali mi tylko Ci oraz
    > młodzi-potrzebujący;) Ale do 50 mam jeszcze parę lat, to se poużywam;))

    młodych i potrzebujących ciągle wielu;) zaszalejesz sobie jeszcze nie raz;))

  • hello-kitty2 11.07.14, 12:59
    mojemail3 napisała:

    a te mn
    > iej atrakcyjne w młodości własnie w okolicach 30-40 stają się bardziej interesu
    > jące w młodości,

    Tak, tez o tym slyszalam z bezposredniej meskiej relacji :) Rozne chopaczary staja sie np wyjatkowo kobiece, czy tam cycate po dziecku czy sie zaokraglaja czy traca mlodzienczy tluszczyk czy nabieraja pewnosci siebie czy nagle maja kurwiki w oczach.
  • kag73 11.07.14, 11:00
    A to wszystko od ludzi zalezy. Przyzwoity czlowiek nie bedzie opowiadal takich bzdur, bo wie, ze dla nikogo sie czas nie zatrzymal. Co nie zmiena faktu, ze uroda przemija a wnetrze zostaje:)
    Nie wiem tez skad oczekiwania sabata, ze ktos (kobieta) musi/powinna cos rekompensowac. Jezeli juz to niech rekompensuja oboje.
  • mojemail3 11.07.14, 11:12
    kag73 napisała:

    > A to wszystko od ludzi zalezy. Przyzwoity czlowiek nie bedzie opowiadal takich
    > bzdur, bo wie, ze dla nikogo sie czas nie zatrzymal. Co nie zmiena faktu, ze ur
    > oda przemija a wnetrze zostaje:)

    O jakich bzdurach mówisz? Bo nie wiem, do czego się odnosisz.

    > Nie wiem tez skad oczekiwania sabata, ze ktos (kobieta) musi/powinna cos rekomp
    > ensowac. Jezeli juz to niech rekompensuja oboje.

    Nio.No ja nie wiem, dlaczego mężczyzni częściej tracą kontakt z rzeczywistością, w kwestii swej często rzekomej atrakcyjności;-)
    A rzeczywiście, niech rekompensują, dojrzałością, intelektem,charakterem, samodyscypliną a nie przechwałkami...
  • hello-kitty2 11.07.14, 13:49
    kag73 napisała:

    > A to wszystko od ludzi zalezy. Przyzwoity czlowiek nie bedzie opowiadal takich
    > bzdur, bo wie, ze dla nikogo sie czas nie zatrzymal. Co nie zmiena faktu, ze ur
    > oda przemija a wnetrze zostaje:)

    Jejciu Kag gdzie Ty znalazlas takiego meza? Zazdroszcze Ci. Nie ma brata? ;)
  • kag73 11.07.14, 15:17
    hello-kitty2 napisała:
    > Jejciu Kag gdzie Ty znalazlas takiego meza? Zazdroszcze Ci. Nie ma brata? ;)

    A czy ja cos o mezu pisalam;)?
    Braci ma nawet dwoch, ale...sa nieco inni. Jeden wlasnie niedawno sie ozenil po latach szukania kandydatki do zwiazku/na zone. Drugi jakos slabo szuka, chyba juz zrezygnowal, ale, moim zdaniem, wcale sie nie nadaje na meza. Nie moge go polecic;)
  • sabat.77 11.07.14, 16:21
    kag73 napisała:

    > A to wszystko od ludzi zalezy. Przyzwoity czlowiek nie bedzie opowiadal takich
    > bzdur, bo wie, ze dla nikogo sie czas nie zatrzymal. Co nie zmiena faktu, ze ur
    > oda przemija a wnetrze zostaje:)
    > Nie wiem tez skad oczekiwania sabata, ze ktos (kobieta) musi/powinna cos rekomp
    > ensowac. Jezeli juz to niech rekompensuja oboje.

    Szkoda że kompletnie wypaczasz sens tego co napisałem. Mówiłem o atrakcyjności bezwzględnej, a nie w małżeństwie. Kobieta powinna zrekompensować swoją utratę atrakcyjności fizycznej z racji starzenia się o ile chce pozostać bezwzględnie na tym samym poziomie atrakcyjności co wcześniej.
    W związkach można mówić o pewnej relatywnej atrakcyjności. Zazwyczaj to mężczyzna szybciej traci atrakcyjność z biegiem czasu, o ile nie posiada odpowiedniej pozycji i zasobów, i staje się oczywiste, że nie będzie ich posiadał potem. Taki mężczyzna w miarę możliwości jest w jakimś punkcie osi czasu wymieniany na inny model, albo zwyczajnie odtrącany, jako popapraniec i nieudacznik.
    Natomiast jeśli mężczyzna odniesie sukces majątkowy i społeczny, to jego atrakcyjność względem małżonki szybko wzrośnie na tyle, że to on ją wymienia na bardziej atrakcyjną partnerkę.
    Takie zjawiska obserwujemy powszechnie.
  • kag73 11.07.14, 19:52
    sabat.77 napisał:
    > Szkoda że kompletnie wypaczasz sens tego co napisałem. Mówiłem o atrakcyjności
    > bezwzględnej, a nie w małżeństwie. Kobieta powinna zrekompensować swoją utratę
    > atrakcyjności fizycznej z racji starzenia się o ile chce pozostać bezwzględnie
    > na tym samym poziomie atrakcyjności co wcześniej.

    Dobrze, sabat, mam 41 lat, nie jestem w malzenstwie. Jak ma zrekompensowac "swoja utrate atrakcyjnosci fizycznej?" Bo jak dla mnie jest oczywiste, ze jako 40 stolatka z 20 stkami konkurowac nie musze. Chce czuc sie dobrze w swojej skorze, dobrze wygladac na swoj wiek, przede wszystkim dla siebie. I co to znaczy "pozostac bezwzglednie na tym samym poziomie atrakcynosci co wczesniej". To sa jakies frazy zapewne. Jezeli w kregu mojego zainteresowania sa panowie w moim wieku a oni zaintersuja sie mna to mnie po co wygladac jak 20 stka i niby jak? Oni w koncu tez nie wygladaja juz jak 20 sto latkowie, jezeli maja 40 i ja wcale tego od nich nie oczekuje i nie wymagam.
  • sabat.77 11.07.14, 20:03
    kag73 napisała:

    >Oni
    > w koncu tez nie wygladaja juz jak 20 sto latkowie, jezeli maja 40 i ja wcale te
    > go od nich nie oczekuje i nie wymagam.

    O! I to też jakaś forma zrekompensowania sobie braku, bo mając świadomość zmniejszania się swojej atrakcyjności obniżyłaś nieco wymagania.
  • sabat.77 11.07.14, 16:05
    hello-kitty2 napisała:

    > Zrekompensowac co?

    Nieuchronną utratę urody wraz z wiekiem, przecież napisałem wyraźnie.

    > A Ty czym zrekompensujesz swoj brak kasy? Poczuciem humoru? ;-)

    Dlaczego poczuciem humoru? Poczucie humoru nigdy nie było dostatecznie w cenie by coś rekompensować. Poza tym, wydaje mi się, że napisałem oczywistość - należę osobiście do tej licznej grupy mężczyzn, która nie posiada żadnej wartości w sensie obiektu posiadającego płeć. Braku kasy w moim wieku nie da się już niczym zrekompensować. Jak byłem dużo młodszy, to teoretycznie można było stawiać na wygląd, siłownie itd. chociaż warunki zawsze ku temu miałem dość skromne. Obecnie jest po sprawie, więc zupełnie nie rozumiem czemu się mnie czepiasz. Uważasz że przeciętna czterdziestolatka jest tak samo atrakcyjna jak wtedy gdy miała 20 lat? Przecież to nonsens. Ale z tego co wcześniej napisałem, że kobiety tutaj po raz tysiąc pięćset sześćdziesiąty ósmy znowu mają lepiej, bo mimo że uroda jest ich głównym atutem, to jej znaczenie w ich wypadku mija wolniej.
    Źwięźle i na temat: bogaty facet jest na szczycie piramidy. Zawsze. Wielka kasa to triumf społeczny i najwyższy poziom hierarchii... Tutaj uroda nie ma aż takiego znaczenia. Za to biedny facet znaczy coś tylko wtedy gdy jest młody i atrakcyjny (o ile jest). Natomiast biedny i stary facet nie znaczy nic. To jest truteń, eunuch, zużyte i nikomu niepotrzebne opakowanie jednorazowe. Krótko mówiąc - do śmietnika.

    > Uroda to kolejny bacik panow z forum na kobiety. Wystarczy popatrzyc na rocznik
    > i juz mozna sie dowolnie do kobiety przypierdolic ;) Jak to powiedzial jeden z
    > panow 'zeby sie rowno starzec trzeba zwiazac sie z kobieta o dekade mlodsza' (
    > !). Tylko, ze ja widzialam wiele pan z forum i rowniez wielu z panow i jakby si
    > e zebrac na podsumowania to powiem krotko: panowie nie dorastacie nam paniom ur
    > odowo do piet.

    To zależy od tego kto ocenia urodę. Pewnie geje byliby odmiennego zdania :)
    Ponadto zauważ, że w przyrodzie to samiec z reguły jest bardziej imponujący wizualnie. Umiemy to ocenić, bo znika kontekst seksualny i społeczny wobec zwierzęcia. Natomiast nam jako ludziom brakuje dystansu, by obiektywnie ocenić swój własny gatunek. Osobiście uważam, że mało jest zwierząt równie szkaradnych jak człowiek, ale do tego by to zobaczyć potrzeba odrobinę obiektywizmu... Bezwłosa, obślizgła, różowa małpa... FUJ!
  • kag73 11.07.14, 19:44
    Sabat:
    "Źwięźle i na temat: bogaty facet jest na szczycie piramidy. Zawsze. Wielka kasa to triumf społeczny i najwyższy poziom hierarchii... Tutaj uroda nie ma aż takiego znaczenia."

    I co to ma oznaczac w stosunkach damsko meskich? Bo jezeli uwazasz, ze ma on najwieksze szanse u wszystkich kobiet to ja sie z tym nie zgadzam. Wiekszosc mlodych kobiet sie nim nie zainteresuje, jezeli bedzie bogaty ale duuuzo starszy i bez wygladu. A nawet wiele nieco starszych kobiet nie bedzie go chcialo jak nie bedzie wygladal. No chyba, ze bedzie mial 90 tke to juz co niektore tak, z wiadomego powodu:)
  • sabat.77 11.07.14, 19:49
    Jak wygladaja zony celebrytow, bogatych biznesmenow, politykow? Niektorzy z nich sa mniej przystojni niz moj pies (bez urazy dla caloksztaltu, bo pewnie wielu to ciekawi i intrygujacy ludzie), a ich zony i kochanki maja urode lalki Barbie. Zatem - mijasz sie z prawda.
  • kag73 11.07.14, 19:57
    sabat.77 napisał:
    > Jak wygladaja zony celebrytow, bogatych biznesmenow, politykow? Niektorzy z nic
    > h sa mniej przystojni niz moj pies (bez urazy dla caloksztaltu, bo pewnie wielu
    > to ciekawi i intrygujacy ludzie), a ich zony i kochanki maja urode lalki Barbi
    > e. Zatem - mijasz sie z prawda.
    To jest mala grupa ludzi, mala grupa kobiet. Nie kazda kobieta by na to poszla.
    I jak widzisz moze chodzi o to "ciekawy, intygujacy, charyzmatyczny, wiele osiagnal", ale dla wielu kobiet nie przechodzi jak nie ma wygladu albo jest za stary.
  • sabat.77 11.07.14, 20:05
    Jakimś dziwnym trafem - mała grupa tych najpiękniejszych kobiet... Operują na własnym poziomie atrakcyjności i czują się z tym dobrze.
  • kag73 11.07.14, 20:13
    sabat.77 napisał:
    > Jakimś dziwnym trafem - mała grupa tych najpiękniejszych kobiet... Operują na w
    > łasnym poziomie atrakcyjności i czują się z tym dobrze.

    No to wychodzi na to, ze tych bogatych nie starcza niestety dla wszystkich kobiet. Szanse maja tylko te najpiekniejsze:(
  • sabat.77 11.07.14, 20:15
    kag73 napisała:

    > No to wychodzi na to, ze tych bogatych nie starcza niestety dla wszystkich kobi
    > et. Szanse maja tylko te najpiekniejsze:(

    Owszem. Na pocieszenie powiem, że mężowie tych mniej pięknych, dla których nie starczyło, też szybko zaczynają chodzić sfrustrowani ;)
  • kag73 11.07.14, 20:33
    sabat.77 napisał:
    > Owszem. Na pocieszenie powiem, że mężowie tych mniej pięknych, dla których nie
    > starczyło, też szybko zaczynają chodzić sfrustrowani ;)

    I to ma mnie pocieszyc? A co mnie obchodza obce a nawet swoje dziady jak ja sobie nie moge pojezdzic porsche!
  • zawle 11.07.14, 23:06
    sabat.77 napisał:

    > Jakimś dziwnym trafem - mała grupa tych najpiękniejszych kobiet... Operują na w
    > łasnym poziomie atrakcyjności i czują się z tym dobrze.

    Ale co ty kurczę ciągle z tymi najbogatszymi i najładniejszymi. Nie Twoja liga, nie masz co się oglądać.
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • sabat.77 12.07.14, 09:15
    zawle napisała:

    > Ale co ty kurczę ciągle z tymi najbogatszymi i najładniejszymi. Nie Twoja liga,
    > nie masz co się oglądać.

    Mnie nigdy nie interesowały najładniejsze dziewczyny. Więcej - nawet ładne mnie nie interesowały, bo zawsze wiedziałem, że za krótkie moje nogi na tak wysokie progi.
    Ale dla potrzeb wyłapania zależności dobrze jest przyglądać się skrajnym przykładom, bo tam właśnie te zależności, które drzemią w ludzkich masach manifestują się najmocniej. Przywołuje to środowisko, żeby pokazać pewne związki przyczynowo-skutkowe dobitniej. Nie ma w tym mojego osobistego zainteresowania sferą.
  • kutuzow 05.07.14, 20:46
    bcde napisał:
    > Zazdrość jest oznaką słabości. Zazdrość o przeszłość tym bardziej.

    Spotkałem się z takim ciekawym stwierdzniem, że facecji są zazdrośni o poprzednich partnerów swojej dziewczyny, a kobiety są bardziej zazdrosne o ew kolejne partnerki swego (ex)partnera. Przy założeniu że to gośc zerwał.
    Na zasadzie gościu bardziej wkurza się o Zenona który był wcześniej przed nim z tą dziewczyną (może był lepszy). Laska, bardziej o Zośkę, która jest obecnie z jej Ex-em (może ona jest lepsza -skoro jest z nią a nie ze mną).
  • kutuzow 05.07.14, 20:41
    hello-kitty2 napisała:
    > No dobra ale kto by to musial byc, jaki facet co by sobie nie radzil z przeszlo
    > scia kobiety? Jakis ML czy Josef, bo przeciez nie Urqu, Yoric czy Kutuzow, czy
    > naciagam? Przeciez jezeli ktos nie radzi sobie z moja przeszloscia to do mnie n
    > ie pasuje, bo moja przeszlosc to ja.

    Moim zdaniem z ta przeszłością, to identycznie jak z zazdrością. Jest to przejaw kompleksów i braku pewności siebie. Jedyna różnica że w jednym przypadku chodzi o przeszłość, w drugim o teraźniejszość.

  • loppe 05.07.14, 20:45
    kutuzow napisał:

    > Moim zdaniem z ta przeszłością, to identycznie jak z zazdrością. Jest to przeja
    > w kompleksów i braku pewności siebie. Jedyna różnica że w jednym przypadku chod
    > zi o przeszłość, w drugim o teraźniejszość.

    Tak, z tym że nie chodzi o to żeby tak rozumowo napisać, lecz o to żeby uczuciowo być wolnym od zazdrości. A ty Kutuzov - imho - masz poważne problemy uczuciowe ze sobą...
  • prosty_facet 06.07.14, 17:07
    rekreativa napisała:

    > A stan rzeczy jest własnie taki, jak Starowicz opisuje - duża część mężczyzn wo
    > li myśleć, że ma w domu niewinną dziewicę i z wiedzą o przeszłości seksualnej p
    > artnerki (szczególnie bujnej przeszłości) sobie nie radzi.

    Ale o kim ty piszesz? o jakich facetech? Może o chłopkach roztropkach z Koziej Wólki,
    ze złotymi łańcuchami na szyi, jeżdżącymi starą BM-ką, których wykształcenie skończyło się
    w porywach na technikum i którzy co niedzielę latają do kościółka, bynajmniej nie po to by
    się modlić, tylko dlatego, że "co by ludzie powiedzieli".
    Maluczcy faceci, którym fiutek się kurczy jak im ktoś nadepnie na ego - przykro na takich patrzeć.

    Ja staram się walczyć z takim "facecikiem" w sobie i na tym trzeba się skupić a nie na usprawiedliwianiu psychicznej impotencji. Nie wydaje mi się, żeby kobiety aktywne sexualnie miały się czego wstydzić i z czym kryć, żeby biedaczkowi czasem się siusiaczek nie zamienił w fistaszka.




    --
    "Nie oceniaj mnie, bo chociaż wyglądam na wieśniaka - niezły ze mnie jebaka ..."
  • rekreativa 06.07.14, 17:13
    "Ale o kim ty piszesz? o jakich facetech? Może o chłopkach roztropkach z Koziej
    > Wólki,"

    Może i z Wólki, albo z Popierdółki.
    Zapytaj Starowicza, skąd jego pacjenci się wywodzą, ale najwyraźniej jest ich sporo, skoro seksuolodzy mówią to, co mówią.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • prosty_facet 06.07.14, 19:50
    rekreativa napisała:

    > Zapytaj Starowicza, skąd jego pacjenci się wywodzą, ale najwyraźniej jest ich s
    > poro, skoro seksuolodzy mówią to, co mówią.

    Ale mam pytanie. Czy to jest problem kobiety, że facetowi nie staje? Moim zdaniem to jest problem faceta. Jak sobie nie radzi z konkurencją to niech idzie na psychoterapię. A Starowicz
    próbuje wmówić kobietom, że to przez nie facetom nie staje. Bo wiedzą czego chcą i mają doświadczenia erotyczne z różnymi partnerami i się tego nie wstydzą. No bez jaj.



    --
    "Nie oceniaj mnie, bo chociaż wyglądam na wieśniaka - niezły ze mnie jebaka ..."
  • rekreativa 06.07.14, 20:46
    Nie odnoszę wrażenia, że Starowicz próbuje cokolwiek komukolweik wmawiać. Gość po prostu stwierdza, że są faceci, których seksualnie doświadczona partnerka blokuje. Taki fakt.
    Natomiast jego rozwiązanie problemu, czyli "kobieto, udawaj skromną, głupią, niekumatą dziewicę" jest żałosne - z tym się zgadzam.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • sabat.77 06.07.14, 20:50
    intrygująca opcja: Mężczyzno - udawaj skromną, głupią, niekumatą dziewicę :))))))
  • rekreativa 06.07.14, 21:37
    Tak, tak lubię :)
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • sabat.77 06.07.14, 17:16
    prosty_facet napisał:

    > żeby biedaczkowi czasem się siusiaczek nie zamienił w fistaszka.

    Ustalmy kwestię nazewnictwa. Siusiaka mają chłopcy do okresu późnej podstawówki. Prosty robotnik ma chuja, intelektualista - penisa, a wyborny kochanek jest posiadaczem twardego kutasa. Chyba wszystko jasne :)
  • jesod 06.07.14, 17:49
    sabat.77 napisał:
    > Ustalmy kwestię nazewnictwa. Siusiaka mają chłopcy do okresu późnej podstawówki
    > . Prosty robotnik ma chuja, intelektualista - penisa, a wyborny kochanek jest p
    > osiadaczem twardego kutasa. Chyba wszystko jasne :)

    Nie-e... A kto jest właścicielem cipcilindorka, węża, pisiora(ka) trąby(ki), dyszla, fujarki, puszka-okruszka, ślimaczka...?
  • sabat.77 06.07.14, 18:47
    Ta cala menazerie to chyba maja autorzy rozpaczliwych tematow na tym forum :)
  • kag73 06.07.14, 21:56
    sabat.77 napisał:
    > Ustalmy kwestię nazewnictwa. Siusiaka mają chłopcy do okresu późnej podstawówki
    > . Prosty robotnik ma chuja, intelektualista - penisa, a wyborny kochanek jest p
    > osiadaczem twardego kutasa. Chyba wszystko jasne :)

    Calkiem dobra klasyfikacje. Ale troche sie komplikuje, bo co jezeli wyborny kochanek jest robotnikiem albo intelektualista? Co wtedy maja chuja kutasa i penisa kutasa, czy po prostu zarzucaja "chuja" i "panisa" i maja "twardego kutasa"? :))
  • sabat.77 06.07.14, 22:01
    Jesli wyborny kochanek jest robotnikiem-intelektualista to sprawa sie jeszcze bardziej komplikuje :)
  • zawle 05.07.14, 17:32
    zyg_zyg_zyg napisała: > "Nie chwal się partnerowi swoimi seksualnymi wyczynami z przeszłości" jest dla
    > niej równoznaczne z "Odmawiaj sobie prawa do rozwoju seksualności, do wyrażania
    > i zaspokajania swoich potrzeb".

    Ja to odebrałam inaczej. Nigdy nie stawiaj faceta w takiej sytuacji, żeby mógł pomyśleć że gdzieś, kiedyś z kimś Ci było dobrze. I znajduję to w wypowiedziach naszych panów. Jestem słaby i strachliwy. Zadbaj o moje samopoczucie.

    I w mojej ocenie nie chodzi o opowiadanie szczegółów swoich seksualnych związków, ale w ogóle o przyznawanie się że one były.


    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • urquhart 05.07.14, 19:10
    > Ja to odebrałam inaczej. Nigdy nie stawiaj faceta w takiej sytuacji, żeby mógł
    > pomyśleć że gdzieś, kiedyś z kimś Ci było dobrze. I znajduję to w wypowiedziach
    > naszych panów. Jestem słaby i strachliwy. Zadbaj o moje samopoczucie.
    > I w mojej ocenie nie chodzi o opowiadanie szczegółów swoich seksualnych związkó
    > w, ale w ogóle o przyznawanie się że one były.

    Jak poznawałem moją ślubną wiedziałem że miała bogatą przeszłość ja żadną.
    bylem dumny że wybrała mnie i przekonany że nie przypadkiem i jestem tego wart :)
    --
    Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
  • zawle 05.07.14, 19:22
    urquhart napisał:bylem dumny że wybrała mnie i przekonany że nie przypadkiem i jestem tego wart
    > :)

    A to "nie przypadkiem" czym dla Ciebie było? :))
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • sabat.77 06.07.14, 00:10
    urquhart napisał:

    > Jak poznawałem moją ślubną wiedziałem że miała bogatą przeszłość ja żadną.
    > bylem dumny że wybrała mnie i przekonany że nie przypadkiem i jestem tego wart
    > :)

    Tym samym odpowiedziałeś w końcu na pytanie ile cipek bez rozszerzenia *.jpg widziałeś w życiu. Trochę Ci to zajęło urqu. Dwa lata? BTW - witaj w klubie, sam wiesz jakim :)
  • kag73 06.07.14, 00:13
    sabat.77 napisał:
    > Tym samym odpowiedziałeś w końcu na pytanie ile cipek bez rozszerzenia *.jpg wi
    > działeś w życiu. Trochę Ci to zajęło urqu. Dwa lata? BTW - witaj w klubie, sam
    > wiesz jakim :)
    Nie zgadza sie, sabat, on juz to kiedys napisal, pewnie z rok temu, albo dalej, nie pamietam dokladnie.
  • sabat.77 06.07.14, 00:31
    kag73 napisała:

    > Nie zgadza sie, sabat, on juz to kiedys napisal, pewnie z rok temu, albo dalej,
    > nie pamietam dokladnie.

    Mayhap, o Queen, pewnie byłem zbyt zajęty byciem kimś kim nie jestem i nie zauważyłem. Albo akurat lizałem rany po kolejnej rejteradzie z forum :)
  • rekreativa 06.07.14, 11:34
    A ja myslałam, że urqu to wielce doświadczony chłopak, skoro taki z niego znawca kobiet, związków i wszystkiego.

    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • jesod 06.07.14, 11:59
    rekreativa napisała:
    > A ja myslałam, że urqu to wielce doświadczony chłopak, skoro taki z niego znawc
    > a kobiet, związków i wszystkiego.

    No, widzisz.... jak to pozory mylą.
    A to tylko Wyznawca -Teoretyk, ale.... za to PRRRRawDziwy MĘCZYzna. :)

  • urquhart 06.07.14, 13:41
    rekreativa napisała:

    > A ja myslałam, że urqu to wielce doświadczony chłopak, skoro taki z niego znawc
    > a kobiet, związków i wszystkiego.

    Eee, przecież wystarczy ci inteligencji żeby logicznie połączyć jedno z drugim :)
    Czekam z ciekawością na analizę zawle co do rzekomego strachu mężczyzn tutaj. A może w ogóle jej spojrzenia powodów bycia tutaj (no poza okazją dla niektórych do kąsania po kostkach przy każdej okazji). Po za tym że łaczy nas tzw. seks na tapecie , że jest kluczową częścią życia i to nie przez moment.
    Już nie raz wspominałem co ja widzę wyraźnie jako wspólny mianownik męskich aktywistów yorick, avide, kutuzow, urqu, czy nawet sabat zaczynali tu od pisania dużo o problemach w związku i relacji i szukania skutecznego klucza do zmiany. Zmiany siebie i wewnętrznej wiary i kulturowego kodu tzw. "miły facet" czyli podporządkowania się babskim oczekiwaniom i oczekiwania wzajemności (na próżno). Yorick i kutuzow przecież zmienili siebie i partnerki na inne z którymi po PRZEKODOWANIU nie mają problemów z BSwM, ja jestem w tym samym związku ale moja partnerka też bardzo się zmieniła po tym jak ja się zmieniłem. Gomory czy kiedyś songo pisali w podobnym duchu ale mniej poważnie i bez szczegółów.
    Pobyt na tym forum to poniekąd ćwiczenie żeby przekodować się wewnętrznie, utrwalić, przełamać wieloletnie wychowanie, presję i wiarę w imperatyw bycia miłym facetem" i i wyjść ze ślepej uliczki do jakiej to prowadzi. Bo wiedzieć to a skutecznie przekodować się to dwie różne rzeczy jak widać na przykład po Sabacie.

    A Co trzyma tu babki? Zaryzykuje szybką analizę. Wspólny mianownik poza długoterminowym seksem na tapecie to że są w większości z krańców świata, jakiejś oddali, dalekich krajów. Do tego mają w większości problemy z relacją z ojcem (DDD,DDA) które przekładają się książkowo na brak satysfakcji w DŁUGOTERMINOWEJ relacji z mężczyznami. Są rozczarowane rzeczywistymi mężczyznami głęboko i w podświadomości, budują utopijne nierealne idealizacje rzekomej męskości.
    A do przeważnie tego ten serdeczny palec dłuższy od wskazującego i cała masa wynikających konsekwencji działania testosteronu na formowanie mózgu płodu nazywanym męską psychiką poza stałym wysokim libido... :)

    --
    Bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka (Wiesław Sokoluk).
  • jesod 06.07.14, 13:53
    urquhart napisał:
    > A Co trzyma tu babki? Zaryzykuje szybką analizę. Wspólny mianownik poza długote
    > rminowym seksem na tapecie to że są w większości z krańców świata, jakiejś odd
    > ali, dalekich krajów. Do tego mają w większości problemy z relacją z ojcem (DDD
    > ,DDA) które przekładają się książkowo na brak satysfakcji w DŁUGOTERMINOWEJ rel
    > acji z mężczyznami. Są rozczarowane rzeczywistymi mężczyznami głęboko i w podśw
    > iadomości, budują utopijne nierealne idealizacje rzekomej męskości.
    > A do przeważnie tego ten serdeczny palec dłuższy od wskazującego i cała masa wy
    > nikających konsekwencji działania testosteronu na formowanie mózgu płodu nazywa
    > nym męską psychiką poza stałym wysokim libido... :)

    Boooszsze... Co za bełkot. :)
  • potwor_z_piccadilly 06.07.14, 16:03
    jesod napisała:

    > Boooszsze... Co za bełkot. :)

    Zamiast oceniać, to Ty odpisz mu by tańcząc (przykładowo przed Tobą) obserwował czy w rezultacie tego tańca coraz bardziej w jego oczach apetyczną się stajesz, czy apetyczność tracisz. Jeśli tracisz, to niech sobie odpuści bo energię i czas marnuje. Jeśli jednak Ty jego ślinienie się sposobami tylko Wam znanymi wzmagasz, to niech tańczy dalej przymioty swe demonstrując.
    Enigmatycznie napisałem to, co w/g mojej wiedzy i obserwacji jest metodą budowania relacji w których nawet prawie pękająca, zgrabna dupka niewieścia, zamiast bólu, rozkosz tej niewieście jedynie przynosi.
  • jesod 06.07.14, 17:08
    potwor_z_piccadilly napisał:

    > jesod napisała:
    >
    > > Boooszsze... Co za bełkot. :)
    >
    > Zamiast oceniać,

    No, ja bardzo przepraszam, ale jesteś Pan nieobiektywny.... Dlaczego Miszcz Urqu może wszystkich i wszystko oceniać, a mnie wg niego i jego kumpli nie wolno? Albo uważają, że nie powinnam... :(

    potwor_z_piccadilly napisał:
    > to Ty odpisz mu by tańcząc (przykładowo przed Tobą) obserwował
    > czy w rezultacie tego tańca coraz bardziej w jego oczach apetyczną się stajesz
    > , czy apetyczność tracisz.

    Nie bardzo rozumiem... Czyżby Miszcz Urqu miał zamiar i wielką chęć jakiś taniec godowy nam tu odstawić? :)

    potwor_z_piccadilly napisał:
    > Enigmatycznie napisałem to

    Z tym się zgadzam. :) Bardzo pokrętnie i wieloznacznie można ten wykład odebrać, a to... niestety, nie wróży nic dobrego.
  • potwor_z_piccadilly 06.07.14, 22:45
    jesod napisała:
    > No, ja bardzo przepraszam, ale jesteś Pan nieobiektywny....

    Obiektywizm nie ma tu nic do rzeczy.

    Dlaczego Miszcz Ur
    > qu może wszystkich i wszystko oceniać, a mnie wg niego i jego kumpli nie wolno?

    Wolno, ale ograniczenie się do nazwania czyjejś wypowiedzi bełkotem jedynie irytuje, a logiczny argument choć też irytuje, to na dodatek w kozi róg zapędza i gęby zatyka. Ponadto na okoliczność niedotarcia argumentu do adwersarza, z czystym sumieniem możesz wygłosić, operacja się udała, pacjent zmarł.

    > Nie bardzo rozumiem... Czyżby Miszcz Urqu miał zamiar i wielką chęć jakiś tanie
    > c godowy nam tu odstawić? :)

    Myślę, że przed Tobą i jeszcze paroma paniami przeciwwskazań by nie widział.

    > Bardzo pokrętnie i wieloznacznie można ten wykład odebra
    > ć, a to... niestety, nie wróży nic dobrego.

    Nie wierzę, że bezwiednie dajesz znak = miedzy terminami enigmatyczny i pokrętny.

  • jesod 06.07.14, 23:30
    potwor_z_piccadilly napisał:

    > jesod napisała:
    > > No, ja bardzo przepraszam, ale jesteś Pan nieobiektywny....
    >
    > Obiektywizm nie ma tu nic do rzeczy.

    To co jest tu do rzeczy, by nie było od rzeczy...?

    potwor_z_piccadilly napisał:
    > Wolno, ale ograniczenie się do nazwania czyjejś wypowiedzi bełkotem jedynie iry
    > tuje, a logiczny argument choć też irytuje, to na dodatek w kozi róg zapędza i
    > gęby zatyka.

    Masz rację i dobrze to ująłeś :) , ale... wydaje się, że nie zrozumiałeś, dlaczego ograniczyłam się jedynie do takiej wypowiedzi. A odpowiedź jest bardzo prosta: Urgu mnie irytuje - interesuje go tylko własny punkt widzenia i na siłę chce go wcisnąć innym, by też uznali go za własny. A pod tym wszystkim kryje się tylko własny cel i jego osiągnięcie. Nie ma zgody na inne warianty.
    Z tego też powodu nie chce mi się nic tłumaczyć z polskiego na nasz, a tym bardziej uzasadniać - szkoda mi na to czasu. Dlatego jedynie daję znać, że mi się coś nie podoba i mam inne zdanie. A co Wielce Szanowny Urqu z tym zrobi? To już jego sprawa. Jeśli będzie chciał się na tym pozastanawiać i dochodzić dlaczego - to już jest nieźle i jest jakaś nadzieja.
    Jednak nie moją rolą jest przemiana mentalna Urqu... On ma swoje zdanie, a ja mam swoje. Każdy za nas patrzy na życie inaczej, ale wynika to z tego, że każdy z nas ma inną perspektywę i inne preferencje. Nikt nigdzie nie powiedział, że ludzie muszą być identyczni - tak samo myśleć, tak samo czuć, mieć te same potrzeby, ten sam system wartości i tego samego pragnąć itd, itp.
    Jesteśmy różni - ale to nie oznacza, że Urgu ma rację w moich oczach, ani też, że ja mam rację - w jego oczach. Każdy z nas potrzebuje czegoś innego.

    potwor_z_piccadilly napisał:
    > Myślę, że przed Tobą i jeszcze paroma paniami przeciwwskazań by nie widział.

    O! Widzę, że bardzo dobrze znasz Urqu. :)

    potwor_z_piccadilly napisał:
    > > Bardzo pokrętnie i wieloznacznie można ten wykład odebra
    > > ć, a to... niestety, nie wróży nic dobrego.
    >
    > Nie wierzę, że bezwiednie dajesz znak = miedzy terminami enigmatyczny i pokrętny

    A nie przyszło Ci do głowy, że może nie do końca ten wykład zrozumiałam? Może odebrałam jego mroczną stronę, co bardziej jest bliskie czemuś pokrętnemu niż temu co jest niewinnie enigmatyczne?
  • potwor_z_piccadilly 07.07.14, 21:50
    jesod napisała:

    > potwor_z_piccadilly napisał:
    >
    > > jesod napisała:

    > > Obiektywizm nie ma tu nic do rzeczy.
    >
    > To co jest tu do rzeczy, by nie było od rzeczy...?

    Nie wiadomo.
    To forum, stało się kociokwikiem.
    Tu się nie konstruuje. Tu większość forumowiczów przeróżniste tezy wysnuwa i nie zważając na kontrargumenty zaciekle je broni.

    > wydaje się, że nie zrozumiałeś, dlacz
    > ego ograniczyłam się jedynie do takiej wypowiedzi.

    Zrozumiałem i nadal uważam, że popełniłaś błąd.
    Dodam, że to mały błąd. Mały bo łatwo odwracalny, a rozsądny człowiek w żaden sposób nie powinien się czuć obrażony, bo sam odwróci.
    W Twoim przypadku taka odwrotka jest bardzo prawdopodobna, bo jeśli na publicznym forum potrafisz zwrócić się do kogoś "Mareczku", to w realu potrafisz też wyartykułować z serca swojego, kochany.
    Tak sadzę.

    Nikt nigdzie nie powiedział, że l
    > udzie muszą być identyczni - tak samo myśleć, tak samo czuć, mieć te same potrz
    > eby, ten sam system wartości i tego samego pragnąć itd, itp.

    Oj chyba powiedział.
    Widzisz, budowanie związku miedzy dwojgiem ludzi, to jak przeprowadzka do nowego mieszkania.
    Dwoje ludzi siada i zgodnie analizują, co z dorobku obojga do nowego będzie pasować i należy to zabrać, a co na śmietnik. Jeśli się dogadają, to już pierwszy pozytywny krok wykonali. Jeśli nie, jeśli każde przy swoich klamotach zostanie, bo inaczej myślą, inaczej czują, mają inne potrzeby, inny system wartości, to nowe mieszkanie zagracą i po serii potknięć - a to jednej, a to drugiej strony, o obce, przyjdzie moment gdy jedno rumor usłyszy, a po nim, KURWA MAĆ, DOSYĆ.
    Dlaczego Ci to napisałem?
    Odpowiem tak.
    Bo chyba wiem do kogo to piszę.




    > potwor_z_piccadilly napisał:
    > > Myślę, że przed Tobą i jeszcze paroma paniami przeciwwskazań by nie widzi
    > ał.
    >
    > O! Widzę, że bardzo dobrze znasz Urqu. :)
    >
    > potwor_z_piccadilly napisał:
    > > > Bardzo pokrętnie i wieloznacznie można ten wykład odebra
    > > > ć, a to... niestety, nie wróży nic dobrego.
    > >
    > > Nie wierzę, że bezwiednie dajesz znak = miedzy terminami enigmatyczny i p
    > okrętny
    >
    > A nie przyszło Ci do głowy, że może nie do końca ten wykład zrozumiałam? Może o
    > debrałam jego mroczną stronę, co bardziej jest bliskie czemuś pokrętnemu niż te
    > mu co jest niewinnie enigmatyczne?
  • rekreativa 06.07.14, 14:13
    "A Co trzyma tu babki? Zaryzykuje szybką analizę. Wspólny mianownik poza długote
    > rminowym seksem na tapecie to że są w większości z krańców świata, jakiejś odd
    > ali, dalekich krajów. Do tego mają w większości problemy z relacją z ojcem (DDD
    > ,DDA) które przekładają się książkowo na brak satysfakcji w DŁUGOTERMINOWEJ rel
    > acji z mężczyznami. Są rozczarowane rzeczywistymi mężczyznami głęboko i w podśw
    > iadomości, budują utopijne nierealne idealizacje rzekomej męskości. "

    Do kogo to ma się niby odnosić? Bo z "dalekich krajów" to akurat ja i kag - obie w długoletnim związku z regularnym seksem i nie pamiętam, by któraś z nas wyrażała rozczarowanie czy to mężem, czy facetami jako takimi.

    A co do DDA i innych takich, to skąd ta maniera przypisywania owych syndromów wyłacznie damskiej części forum? Czy wy, panowie, wszyscy jesteście z idealnych rodzin? Żadnych problemów z mamusiami, tatusiami, żadnego alkoholu, żadnej przemocy, żadnego rozczarowania płcią przeciwną, żadnego hodowania w głowie nierealnych, wyidealizowanych obrazów kobiety, którym żadna nie dorasta?
    Wszyscyście tutaj przyszli poznawać siebie głęboko i dokonywac przemiany?

    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • zyg_zyg_zyg 06.07.14, 14:19
    Wspólny mianownik poza długote
    > rminowym seksem na tapecie to że są w większości z krańców świata, jakiejś odd
    > ali, dalekich krajów. Do tego mają w większości problemy z relacją z ojcem (DDD
    > ,DDA) które przekładają się książkowo na brak satysfakcji w DŁUGOTERMINOWEJ rel
    > acji z mężczyznami. Są rozczarowane rzeczywistymi mężczyznami głęboko i w podśw
    > iadomości, budują utopijne nierealne idealizacje rzekomej męskości.
    > A do przeważnie tego ten serdeczny palec dłuższy od wskazującego i cała masa wy
    > nikających konsekwencji działania testosteronu na formowanie mózgu płodu nazywa
    > nym męską psychiką poza stałym wysokim libido...

    Żadnego trafienia, Urqu... :-P
  • druginudziarz 06.07.14, 15:50
    zyg_zyg_zyg napisała:

    > Wspólny mianownik poza długote
    > > rminowym seksem na tapecie to że są w większości z krańców świata, jakie
    > jś odd
    > > ali, dalekich krajów. Do tego mają w większości problemy z relacją z ojc
    > em (DDD
    > > ,DDA) które przekładają się książkowo na brak satysfakcji w DŁUGOTERMINO
    > WEJ rel
    > > acji z mężczyznami. Są rozczarowane rzeczywistymi mężczyznami głęboko i
    > w podśw
    > > iadomości, budują utopijne nierealne idealizacje rzekomej męskości.
    > > A do przeważnie tego ten serdeczny palec dłuższy od wskazującego i cała
    > masa wy
    > > nikających konsekwencji działania testosteronu na formowanie mózgu płodu
    > nazywa
    > > nym męską psychiką poza stałym wysokim libido...
    >
    > Żadnego trafienia, Urqu... :-P

    A fotkę dłoni można prosić? ;)
  • sabat.77 06.07.14, 17:04
    E tam...
    Ja to jestem prosty chłop i myślę, że facetów tu trzyma podświadoma lub świadoma chęć zamoczenia ogóra a baby, to tu są, żeby pośmiać się z głupich facetów i ich za nos powodzić oraz potarmosić :D
    Bo w odróżnieniu od baby, chłopa co mu własna żona nie daje, żadna inna poważnie traktować nie może. Tak już ten świat skonstruowali ;)
  • kutuzow 05.07.14, 20:35
    zawle napisała:
    > I znajduję to w wypowiedziach
    > naszych panów. Jestem słaby i strachliwy. Zadbaj o moje samopoczucie.

    Czy poza Markiem i ML jeszcze kogoś masz na myśli?
  • zawle 05.07.14, 22:02
    kutuzow napisał:
    > Czy poza Markiem i ML jeszcze kogoś masz na myśli?

    wszystkich was...każdego z innego powodu. Żeby złagodzić powiem że pewnie w realu okaże się że ta forumowa działalność to tylko mały element.
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • kutuzow 05.07.14, 23:53
    zawle napisała:
    > wszystkich was...każdego z innego powodu

    To jak "wszystkich", to napisz proszę czemu wg Ciebie ja jestem "słaby i strachliwy". O innych nie pytam -niech sami pytają jak są ciekawi. Skoncentrujmy się na moim przypadku. Konkrety poproszę.
  • zawle 06.07.14, 00:00
    kutuzow napisał:
    > To jak "wszystkich", to napisz proszę czemu wg Ciebie ja jestem "słaby i strach
    > liwy". O innych nie pytam -niech sami pytają jak są ciekawi. Skoncentrujmy się
    > na moim przypadku. Konkrety poproszę.

    Jutro....
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • druginudziarz 06.07.14, 15:41
    zawle napisała:

    > kutuzow napisał:
    > > To jak "wszystkich", to napisz proszę czemu wg Ciebie ja jestem "słaby i
    > strach
    > > liwy". O innych nie pytam -niech sami pytają jak są ciekawi. Skoncentrujm
    > y się
    > > na moim przypadku. Konkrety poproszę.
    >
    > Jutro....

    Jutro, muszę przesłuchać taśmy, bo nie pamiętam co mam na Ciebie :D
  • kutuzow 07.07.14, 11:14
    zawle napisała:

    > Jutro....

    Mamy już pojutrze.
    Masz już info dla mnie czemu wg Ciebie jestem "słaby i strachliwy"?
  • druginudziarz 07.07.14, 11:45
    kutuzow napisał:

    > zawle napisała:
    >
    > > Jutro....
    >
    > Mamy już pojutrze.
    > Masz już info dla mnie czemu wg Ciebie jestem "słaby i strachliwy"?

    Kutuzow, ile Ty masz lat że nie wiesz, ze u kobiety "jutro" znaczy "nie wiem kiedy ale na pewno nie teraz" ;)
  • zawle 07.07.14, 11:59
    druginudziarz napisał: > Kutuzow, ile Ty masz lat że nie wiesz, ze u kobiety "jutro" znaczy "nie wiem ki
    > edy ale na pewno nie teraz" ;)

    Lubię to!!


    Zresztą, zrezygnowałam z pisania bo zaraz się rozpęta dyskusja z Tobą, czego chcę uniknąć. Jeśli jednak Cię to ciekawi, dam na priva. Oki?

    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • kutuzow 07.07.14, 12:17
    zawle napisała:
    > Zresztą, zrezygnowałam z pisania bo zaraz się rozpęta dyskusja z Tobą, czego ch
    > cę uniknąć. Jeśli jednak Cię to ciekawi, dam na priva. Oki?

    Nie Zawle.
    Nie wstydziłaś się publicznie stwierdzić, że wg Ciebie jestem "słaby i strachliwy", to miej teraz odwagę napisać czemu. Nie kryj się za privem. Miej odwagę głosić swoje poglądy z otwartą przyłbicą.

    Inaczej sprowadzamy dyskusję na forum do wersji: "Kowalski jest głupi, wiem dlaczego, ale nie powiem".
  • zawle 07.07.14, 13:05
    kutuzow napisał: > Nie wstydziłaś się publicznie stwierdzić, że wg Ciebie jestem "słaby i strachli
    > wy", to miej teraz odwagę napisać czemu. Nie kryj się za privem. Miej odwagę gł
    > osić swoje poglądy z otwartą przyłbicą.

    Kutuzow, ja nic nie muszę. Nawet mieć tu dobrej opinii. Nie zmanipulujesz mnie tekstami o odwadze i sądzę że nie zdyskredytujesz. Dlatego właśnie unikam rozmów z Tobą. Publicznie tu powiem że jesteś w mojej ocenie manipulantem. Szkoda na Ciebie mojego czasu. Mam nadzieję że masz teraz wrażenie otwartej przyłbicy?
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • kutuzow 07.07.14, 13:57
    zawle napisała:
    > Kutuzow, ja nic nie muszę.

    Zawle, oczywiście, że nic nie musisz. Rzucając tylko takie teksty i kwitując je "wiem ale nie powiem" przesuwasz się powoli na pozycje które na tym forum zajmuje Jesod i ML. Sama widzisz że mało kto bierze ich na poważnie.

    > Dlatego właśnie unikam rozmó
    > w z Tobą. Publicznie tu powiem że jesteś w mojej ocenie manipulantem.

    Wg Ciebie mogę być manipulantem. Uważam, że zawsze na tym forum wrzucam cytaty wypowiedzi do których się odnosze -więc cięzko tutaj o jakies manipulacje. Mam świadomość, że pokazanie innego punktu widzenia tej samej sytuacji może być wkurzające.

  • jesod 07.07.14, 15:29
    kutuzow napisał:
    > Rzucając tylko takie teksty i kwitując je
    > "wiem ale nie powiem" przesuwasz się powoli na pozycje które na tym forum zajm
    > uje Jesod i ML. Sama widzisz że mało kto bierze ich na poważnie.

    Łobuzow, ależ Ty jesteś Mendzio...
    Myślisz, że traktuję to poważnie, jeśli Ty piszesz, że mało kto bierze mnie na poważnie?
    Jestem jednak mądrzejsza od Ciebie, bo wiem, że takie opinie nie mają w moim życiu żadnego znaczenia, przynajmniej dla mnie...
    Ja dzisiaj jestem, ale... jutro już mnie może nie być. Oto jest cała nasza moc.
    Więc czym tu się tak naprawdę przejmować, kiedy słońce wciąż tak pięknie wschodzi i zachodzi? Jakimś Łobuzowem, który usiłuje być przykry?
    Jeśli facet tak sobie poprawia samopoczucie to w mojej punktacji zdecydowanie duży minus dla niego.
    No, ale moja punktacja dla Ciebie nie ma z pewnością żadnego znaczenia.... A nawet gdyby, to... przecież do tego sam nigdy się nie przyznasz.
  • zawle 07.07.14, 15:35
    kutuzow napisał: Uważam, że zawsze na tym forum wrzucam cytaty
    > wypowiedzi do których się odnosze -więc cięzko tutaj o jakies manipulacje.
    >

    To że się do czegokolwiek odnosisz, nie świadczy ad hoc o tym, że nie manipulujesz. Manipulujesz w następujący sposób:
    Mam
    > świadomość, że pokazanie innego punktu widzenia tej samej sytuacji może być wku
    > rzające.

    W tym przypadku przypisałeś mi emocję, która ma zdyskredytować moją wiarygodność jako rozmówcy ( kieruje się złością, nie logiką).
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • kutuzow 07.07.14, 16:26
    zawle napisała:

    > W tym przypadku przypisałeś mi emocję, która ma zdyskredytować moją wiarygodnoś
    > ć jako rozmówcy ( kieruje się złością, nie logiką).

    Wiarygodność jako rozmówcy budujesz sama. Doborem argumentów na poparcie własnych tez. To że Ty np. nazwałaś mnie manipulatorem mnie nie rusza, bo każdy tutaj może wyciągnąć własne wnioski.
    Zresztą nie Ty pierwsza zarzucasz mi jakąś cechę, gdy moje argumenty wkurzą adwersarza.
    masz tutaj przykład sprzed kilku miesięcy:
    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149665398,149665398,kutuzow.html
    Tak jak w tamtym wątku każdy miał okazję wyciągnąć własne wnioski tak i tutaj każdy może ocenić czy jestem manipulatorem czy nie.

    Co do emocji o których wspomniałem chodziło mi konkretnie o przywołanie Twego Exmęża i jego prawa to identycznej oceny związku jaką Ty się kierujesz, czyli bilansu "tu i teraz" a nie patrzenia na dłuższy okres np. co mu zawdzięczam na przestrzeni tych kilku lat. Obstawiam że za to jesteś na mnie zła i teraz "kąsasz" acz dość niecelnie (via nasza dyskusja na privie o tym czemu wg Ciebie jestem słaby i bojaźliwy).

    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,151557408,151777741,Re_Seks_za_zwiazek.html
  • zawle 07.07.14, 17:25
    kutuzow napisał: > Zresztą nie Ty pierwsza zarzucasz mi jakąś cechę, gdy moje argumenty wkurzą adw
    > ersarza.
    > masz tutaj przykład sprzed kilku miesięcy:
    > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149665398,149665398,kutuzow.html
    > Tak jak w tamtym wątku każdy miał okazję wyciągnąć własne wnioski tak i tutaj k
    > ażdy może ocenić czy jestem manipulatorem czy nie.
    >
    > Co do emocji o których wspomniałem chodziło mi konkretnie o przywołanie Twego E
    > xmęża i jego prawa to identycznej oceny związku jaką Ty się kierujesz, czyli bi
    > lansu "tu i teraz" a nie patrzenia na dłuższy okres np. co mu zawdzięczam na pr
    > zestrzeni tych kilku lat. Obstawiam że za to jesteś na mnie zła i teraz "kąsasz
    > " acz dość niecelnie (via nasza dyskusja na privie o tym czemu wg Ciebie jestem
    > słaby i bojaźliwy).

    Widzisz, ja nie mam czasu ani chęci na przeczesywanie wątków i potwierdzanie różnicy zdań pomiędzy Tobą a innymi rozmówcami. Dobrze jednak że zauważyłeś że WIELE osób podobne rzeczy Ci zarzuca. I nie wtedy gdy masz jakieś argumenty, tylko wtedy gdy usiłujesz cudzymi manipulować. Na privie nie było między nami żadnej rozmowy. Ja Ci napisałam to co obiecałam i koniec. Gdzie tu rozmowa?
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • loppe 07.07.14, 17:28
    Kutuzow napisał że mieliście Zawle dyskusję na privie

    "nasza dyskusja na privie"

    Jeśli nie mieliście dyskusji na privie...
  • loppe 07.07.14, 17:32
    loppe napisał:

    > Kutuzow napisał że mieliście Zawle dyskusję na privie
    >
    > "nasza dyskusja na privie"
    >
    > Jeśli nie mieliście dyskusji na privie...

    Słuchajcie wszyscy, Kutozow twierdzi że miał dyskusję z Zawle na privie. Więc jeśli jej nie miał, to jakie wnioski kolektyw?
  • zawle 07.07.14, 17:41
    loppe napisał:
    > Słuchajcie wszyscy, Kutozow twierdzi że miał dyskusję z Zawle na privie. Więc j
    > eśli jej nie miał, to jakie wnioski kolektyw?

    Loppe..to nie jest jakiś kurwa konkurs piękności i nie rób mi tu scen. Duża dziewczyna jestem i sama sobie dam radę.
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • loppe 07.07.14, 17:45
    Przedyskutujcie czy mieliście dyskusję czy nie

    ha ha ha
  • zawle 07.07.14, 18:00
    Nie ma o czym rozmawiać. Napisałam to co obiecałam i nie dostałam odpowiedzi.
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • loppe 07.07.14, 18:06
    zawle napisała:

    > Nie ma o czym rozmawiać. Napisałam to co obiecałam i nie dostałam odpowiedzi.

    No więc właśnie. I po co Ci to? Z pewnymi ludźmi się nie dyskutuje.
  • loppe 07.07.14, 18:15
    Wymiana myśli lepszych na gorsze nie ma sensu:)
  • kutuzow 07.07.14, 18:24
    zawle napisała:

    > Nie ma o czym rozmawiać. Napisałam to co obiecałam i nie dostałam odpowiedzi.

    Zawle, ponieważ wymiana zdań była na privie, to nie podaje szczegółów.
    Jesli jednak dasz mi pozwolenie to moge tutaj wrzucić Twoją informację i moją odpowiedź na nią.
    Zacytuje żeby nie było że coś zmieniłem.

    ...to tak żeby nie było że "nie dostałam odpowiedzi"
  • kutuzow 07.07.14, 18:34
    zawle napisała:

    > > Nie ma o czym rozmawiać. Napisałam to co obiecałam i nie dostałam odpowie
    > dzi.

    Zawle, zeby nie było że "manipuluje" jak tu sugerowałaś wrzucam screena. Zaciemniłem treść wiadomości. Masz swoją wiadomość z 12.01 i dwie moje odpowiedzi z 12.29 i 14.00
    Czyli widzisz, że odpowiedzi jednak były.

    oi61.tinypic.com/2ni3785.jpg
  • potwor_z_piccadilly 07.07.14, 18:51
    kutuzow napisał:

    > Zawle, ponieważ wymiana zdań była na privie, to nie podaje szczegółów.
    > Jesli jednak dasz mi pozwolenie to moge tutaj wrzucić Twoją informację i moją o
    > dpowiedź na nią.
    > Zacytuje żeby nie było że coś zmieniłem.
    >
    > ...to tak żeby nie było że "nie dostałam odpowiedzi"

    Przedmiot sporu pominę, bo to kwadratura koła, ale dwa punkciki korci mnie wrzucić.
    1 - Chłopie, ja też od niej chamów dostałem i to za co, za prostą jazdę samochodem i za dobre moje serce.
    2 - Ta babka nigdy nie zdobędzie się na szczerość, przykładowo, taką www.youtube.com/watch?v=jnLWrH8u8C8
    No cóż, kobieta i pewnie wszystko by grało, gdyby nie te kolce nad którymi - chyba z nerwów, straciła kontrolę.
  • kag73 07.07.14, 19:00
    potwor_z_piccadilly napisał:
    > No cóż, kobieta i pewnie wszystko by grało, gdyby nie te kolce nad którymi - ch
    > yba z nerwów, straciła kontrolę.

    A to co to jest w ogole za wypowiedz? Coz oznaczac ma "no coz, kobieta..."?
    A Ty, potwor, to zawsze mily jestes i nigdy nikomu nic nieuprzejmego nie napisales? Swietoszek bez skazy:))
  • zawle 07.07.14, 19:09
    Potwór po prostu lubi kobiety które chodzą przy nodze. A przy odpowiedniej dawce strachu to i kolce widzi.
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • potwor_z_piccadilly 07.07.14, 20:23
    zawle napisała:

    > Potwór po prostu lubi kobiety które chodzą przy nodze. A przy odpowiedniej dawc
    > e strachu to i kolce widzi.

    Ja też strachliwy jestem?
    No to popatrz, jak to człowiek nic o sobie nie wie.
    Zszokowany jestem.


  • potwor_z_piccadilly 07.07.14, 20:13
    kag73 napisała:

    > Coz oznaczac ma "no coz, kobieta..."?

    Wstydzisz się cech nadanych Wam przez naturę.
    A może twierdzisz, że kłamliwa jest pieśń ta

    Kobieta zmienną jest
    Jak piórka na wietrze
    Zmienia akcent
    i zdanie

    Zawsze kochana
    Czarująca twarz
    W płaczu, w śmiechu
    kłamliwa

    Kobieta zmienną jest
    Jak piórka na wietrze
    Zmienia akcent
    i zdanie
    i zdanie
    i zdanie

    Zawsze biedny
    Kto jej się powierzy
    Kto jej zaufa
    Nieprzezorne serce
    www.youtube.com/watch?v=9U0cRJNwDOQ
    > A Ty, potwor, to zawsze mily jestes i nigdy nikomu nic nieuprzejmego nie napisa
    > les? Swietoszek bez skazy:))

    Bo zważywszy na powyższe (nie tylko), potworem się stać musiałem.
    Aha.
    Przekomarzanie się, to też kobieca cecha.

  • kutuzow 07.07.14, 18:22
    zawle napisała:
    > Dobrze jednak że zauważyłeś że WIELE osób podobne rzeczy Ci zarzuca.

    Wiesz, TwojaBogini i Loppe to nie wiele, to raptem dwie osoby :-)

    > Na privie nie było między nami żadne
    > j rozmowy. Ja Ci napisałam to co obiecałam i koniec. Gdzie tu rozmowa?
    a ja Ci odpisałem jak śmiesznie brzmi ten argument który podałaś w Twoich ustach.
  • zawle 07.07.14, 18:31
    kutuzow napisał:

    > zawle napisała:
    > > Dobrze jednak że zauważyłeś że WIELE osób podobne rzeczy Ci zarzuca.
    >
    > Wiesz, TwojaBogini i Loppe to nie wiele, to raptem dwie osoby :-)
    >
    > > Na privie nie było między nami żadne
    > > j rozmowy. Ja Ci napisałam to co obiecałam i koniec. Gdzie tu rozmowa?
    > a ja Ci odpisałem jak śmiesznie brzmi ten argument który podałaś w Twoich ustac
    >

    Po raz kolejny zajrzałam na pocztę i dla pewności na moje konto. ZERO ODPOWIEDZI.
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • kutuzow 07.07.14, 18:39
    zawle napisała:

    > Po raz kolejny zajrzałam na pocztę i dla pewności na moje konto. ZERO ODPOWIEDZ
    > I.

    Nie wiem czemu -bo jak pisałem wyżej wysłałem Ci dwie odpowiedzi przez opcje "odpowiedz"
    oi61.tinypic.com/2ni3785.jpg
    Wysłałem Ci raz jeszcze to co napisałem tym razem jako maila na zawle@gazeta.pl

  • zawle 07.07.14, 18:51
    To teraz powiedz jak to zrobić. Ja tych odpowiedzi nie mam i ich nigdy nie dostałam. Mam dopiero teraz to, co mi przed chwilą wysłałeś.
    Przeczytałam i możemy o tym pogadać na ogólnym, twoje odpowiedzi dobitnie pokazują jak argumentujesz. Znam też dalszy ciąg tej rozmowy, mogę ją przytoczyć słowo po słowie, bo jest przewidywalna w każdej sekundzie.
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • kutuzow 07.07.14, 20:28
    zawle napisała:

    > To teraz powiedz jak to zrobić. Ja tych odpowiedzi nie mam i ich nigdy nie dost
    > ałam.

    Wierze, bo ten system wiadomości na Gazecie może byc skopany (sam tak kiedyś pisałem do Sabata). Dlatego wrzuciłem screena żebyś widziała że nie ściemniam.

    > Przeczytałam i możemy o tym pogadać na ogólnym,

    Jeśli dasz pozwolenie, to bardzo chętnie wrzuciłbym tutaj to co Ty napisałaś i to co ja odpowiedziałem (dokładne cytaty). Jeśli uznasz że zbyt osobiste -zrozumiem.

  • zawle 08.07.14, 21:39
    kutuzow napisał: > Jeśli dasz pozwolenie, to bardzo chętnie wrzuciłbym tutaj to co Ty napisałaś i
    > to co ja odpowiedziałem (dokładne cytaty). Jeśli uznasz że zbyt osobiste -zroz
    > umiem.


    Dawaj, nie ma tam nic, czego wszyscy by nie wiedzieli:)
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • sabat.77 07.07.14, 19:58
    Kutuzow, czy ty czasem nie jesteś prawnikiem?
    Życie to nie proces, babce się coś tam wymsknęło, a że widać nie lubi wycofywać się z tego co pisze, to brnie w zaparte. Wiadomo, że pisząc o wszystkich miała na myśli jakiś ogół, gdyby przeczesać historię forum pewnie znalazłby się przynajmniej jeden facet piszący tutaj co strachliwy nie jest :D
    Natomiast ja chyba rozumiem co ona ma na myśli i generalnie się z tym zgadzam.
    Owszem, faceci są strachliwi. Zwykle mają więcej do stracenia, zwykle są na gorszej pozycji...
    Jak spotka się ratlerek z bulldogiem, to zwykle strachliwą stroną tego spotkania będzie jednak ratler. To znak, że racjonalnie myśli.
  • sabat.77 07.07.14, 20:06
    Jeszcze dodam, że uważam strach za bardzo cenną cechę. Strach pozwala się doskonale przygotować, pozwala dzięki temu działać w komfortowych warunkach i w pełni kontrolować sytuację. Pozwala uniknąć zagrożeń, które mogłyby być zgubne, gdyby nie on. Dezynwoltura i bufonada wpędziły niejednego w tarapaty. Lepiej być strachliwym, przezornym i działać tylko wtedy kiedy pozwalają na to rzeczywiste warunki. Atakować jak wąż, z ukrycia, a nie ośmieszać się udając lwa, gdy nie ma się w zanadrzu kłów i pazurów.
  • rekreativa 07.07.14, 20:09
    Wrzucasz do jednego worka ostrożność i przezorność ze strachliwością.
    Sorry, ale to nie jest to samo.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • sabat.77 07.07.14, 20:27
    rekreativa napisała:

    > Wrzucasz do jednego worka ostrożność i przezorność ze strachliwością.
    > Sorry, ale to nie jest to samo.

    A umiesz wskazać różnicę? Kierują nimi te same instynkty, a bardzo często rozróżnienie jednego od drugiego jest kwestią subiektywnej i nacechowanej ładunkiem emocjonalnym oceny.
    Oczywiście, jak każda cecha w nadmiarze bywa szkodliwa. W tym wypadku strach jest szkodliwy, gdy jest tak wielki by paraliżować każde działanie.
  • rekreativa 07.07.14, 20:52
    Sam właśnie wskazałeś różnicę.
    Przezorność polega na tym, że człowiek umie przewidywać pewne konsekwencje, ma wyobraźnię, nie zakłada, że wszystko na pewno przebiegnie po jego myśli i w miarę swych możliwości zabezpiecza się na każdą ewentualność, niemniej podejmuje działanie (czyli jedzie na wycieczkę, ale zabiera płaszcz przeciwdeszczowy, pigułki na ewentualną sraczkę, aspirynę i plastry na obtarcia... )
    Strachliwość sprawia, że widmo tych wszystkich niepomyślnych ewentualności paraliżuje jakiekolwiek działanie. (ponieważ może padać i moge dostać sraczki, albo nogę skręcę, albo mnie zawieje, albo się na szlaku zgubię, to na żadną wycieczkę nie pojadę - zostane w domu i pooglądam góry w TV).
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • sabat.77 07.07.14, 21:24
    Gdyby trzymac sie scisle tej definicji, to prawie zaden mezczyzna z forum nie jest strachliwy ;)
  • rekreativa 07.07.14, 21:38
    Zależy gdzie i na jakim polu.
    Bo przecież nie musi wszędzie i zawsze.
    Ja nie mam takiego wrażenia, jak zawle - że tu sami "bojący się", aczkolwiek niektórzy mają pewne swoje fobijki.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • sabat.77 07.07.14, 21:48
    A kto ich nie ma? ;)
  • potwor_z_piccadilly 07.07.14, 20:29
    sabat.77 napisał:

    > Jeszcze dodam, że uważam strach za bardzo cenną cechę.

    Pod warunkiem, że się spodnie zdąży opuścić.
  • sabat.77 07.07.14, 20:44
    Ty tak sobie pozwalasz potwór, bo dałem ci poczucie przewagi, kreując swój forumowy wizerunek w ten a nie inny sposób. Jeśli strachliwość ma jakieś manowce, to właśnie te. Ludzie z natury strachliwi są nakierowani na szukanie słabszych, którym mogliby skopać tyłki, żeby wyładować gromadzące się w nich napięcie psychiczne.
    Człowiek mając przed sobą istotę, o której sądzi, że jest ona bezbronna, ujawnia swoje prawdziwe oblicze. Zakłada bowiem, że nie czekają go z jej strony żadne nieprzyjemne konsekwencje. Ty udowodniłeś wielokrotnie, że wykazywanie przede mną swoich rzekomych przewag sprawia ci niewysłowioną przyjemność, co pozwoliło mi wyrobić sobie zdanie na temat twojej, jakże "skromnej" osoby... potworze ;)
  • potwor_z_piccadilly 07.07.14, 20:57
    sabat.77 napisał:

    > dałem ci poczucie przewagi, kreując swój foru
    > mowy wizerunek w ten a nie inny sposób.

    Wybacz, ale Twoje wizerunki forumowe chyba już we wszystkie kierunki wszechświata szybują, tak ich mnogość.

    Ty udowodniłeś wielokrotnie, że wykazywanie przede
    > mną swoich rzekomych przewag sprawia ci niewysłowioną przyjemność, co pozwoliło
    > mi wyrobić sobie zdanie na temat twojej, jakże "skromnej" osoby... potworze ;)

    Pamiętasz moją opowiastkę o syndromie Superbi?
    Tamten, któremu wskazywałem, że i gdzie błąd popełnia, reagował tak samo jak Ty.
    Też w/g niego wywyższałem się.


  • sabat.77 07.07.14, 21:20
    Mam takie same zdanie jak ten gosc na temat opisanej przez ciebie sytuacji. Ponadto, o ile dobrze pamietam, to na niego wtedy doniosles.
  • potwor_z_piccadilly 07.07.14, 22:01
    sabat.77 napisał:

    > o ile dobrze pamietam, to na niego wtedy doniosles.

    Skonsultuj medycznie swoje problemy z pamięcią.




  • sabat.77 07.07.14, 23:55
    potwor_z_piccadilly napisał:

    > sabat.77 napisał:
    >
    > > o ile dobrze pamietam, to na niego wtedy doniosles.
    >
    > Skonsultuj medycznie swoje problemy z pamięcią.

    A, nie muszę. To tylko ty tak wieloznacznie wszystko gmatwasz, że właściwie ciężko dojść o co w twojej wypowiedzi chodzi. Ale doszedłem, że istotnie nie musiałeś nigdzie donosić, bo z tego co napisałeś wywnioskowałem, że to był twój podwładny. Co tylko potwierdza moją tezę. Przyjemnie się kopie spaniela, który położył się na plecach i kwiczy ze strachu?

    Powiem ci, tak prywatnie, że im dłużej czytam to co piszesz, to tym bardziej łapię się za głowę. Z pozoru sprawiasz wrażenie przyjaznego dziadunia, a ludzie lubią sądzić po pozorach. Ale jak się dobrze wczytać w to co piszesz, to włosy mi na głowie dęba stają.
  • wont 08.07.14, 08:56
    Nie wiem o co chodzi, nie chce wchodzic z buciorami w spor, ale mam tylko jedna prosbe.

    Prosze sie zdecydowac. Albo rybki albo pipki. Albo Przygody Barona Munchausena albo Madrosci Mistrza Jody. Polaczenie Munchausena z Joda jest... potworne.
  • potwor_z_piccadilly 08.07.14, 18:15
    sabat.77 napisał:

    > Ale doszedłem, że istotnie nie musia
    > łeś nigdzie donosić, bo z tego co napisałeś wywnioskowałem, że to był twój podw
    > ładny.

    No popatrz, Ty marnujesz się z forumowym "plebsem" się zadając. Ty analitykiem powinieneś być w jakimś CIA, FBI, CBŚ, ABW, czy gdzie tam jeszcze.
    No to uważaj.
    Może to co napiszę pomoże Ci w dalszym rozwoju Twoich "podziwu godnych" zdolności.
    1 - To nie był mój podwładny. To gość któremu instytucja po zredukowaniu go z poprzedniego miejsca pracy, w pewnym stopniu życie uratowała, bo zachlałby się.
    2 - Ja byłem dla niego tylko kasą zapomogowo pożyczkową. Pod koniec miesiąca pożyczał ode mnie małe kwoty pieniężne i zawsze, w dzień wypłaty dług sumiennie regulował. Stary Warszawiak, to honorowy. Bardzo go lubiłem i szanowałem. Za co? To był jeden z ostatnich starych, prawilnych warszawiaków.
    3 - Starałem się też błędy jego mu wskazywać by je korygował, bo widziałem chmury nad nim się zbierające. Ostrzegałem go, ale niestety, u niego honor ostro był zmieszany z oślim uporem.
    4 - Tylko jednej osobie ustępował, swojej żonie. Gdy przed blok do kolegów wychodził, mógł siadać tylko na wyznaczonej mu przez żonę ławce. Na ławce, którą ona mogła obserwować z okna kuchennego. Musiała, bo by popłynął.
    5 - W czasie przeszłym o nim piszę, bo nie żyje. Zachorował. Wiele czasu w szpitalu przebywał, ale wbrew zaleceniom medyków z używek nie zrezygnował. Uparł się pracować nadal, aż pewnego dnia do pracy przyszedł i już nie wyszedł.
    Zszedł chłopina praktycznie na naszych oczach. Pomoc medyczną miał błyskawiczną, ale nie dało się.

    > Ale jak się dobrze wczytać w to co piszesz, to włosy m
    > i na głowie dęba stają.

    Lepiej dla Ciebie by było, gdyby zamiast włosów, fujarka Ci dęba stawała i nie w efekcie tego co kto napisał, czy - okupionych potem i odciskami - starań uli rączkowskiej, lecz z przyczyny żaru niewieściego ku Tobie skierowanego.
  • zawle 08.07.14, 21:46
    sabat.77 napisał: > Powiem ci, tak prywatnie, że im dłużej czytam to co piszesz, to tym bardziej ła
    > pię się za głowę. Z pozoru sprawiasz wrażenie przyjaznego dziadunia, a ludzie l
    > ubią sądzić po pozorach. Ale jak się dobrze wczytać w to co piszesz, to włosy m
    > i na głowie dęba stają.

    A zaczęło się od bidnej chamki co za pieniążka dupę bogatemu panu pokazywała, ku uciesze jego gości. Zagadka- kto w tej historii był chamem?

    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • sabat.77 08.07.14, 21:58
    A nie pierdziala ona czasem? Mniejsza o to, na jedno wychodzi...
  • potwor_z_piccadilly 08.07.14, 22:18
    zawle napisała:

    > A zaczęło się od bidnej chamki co za pieniążka dupę bogatemu panu pokazywała, k
    > u uciesze jego gości. Zagadka- kto w tej historii był chamem?

    Nic ci tłumaczył nie będę.
    Nie warto.
    Gratuluję jedynie sojusznika.

  • zawle 08.07.14, 22:25
    potwor_z_piccadilly napisał: > Nic ci tłumaczył nie będę.
    > Nie warto.
    > Gratuluję jedynie sojusznika.

    Nie tłumacz..jesteśmy z całkiem innej bajki. Nie szukam sojuszników, ale sabata lubię, Ciebie w życiu realnym bym unikała jak zarazy.
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • potwor_z_piccadilly 09.07.14, 00:56
    zawle napisała:

    > Nie tłumacz..jesteśmy z całkiem innej bajki.

    Nie tłumaczę, bo tu nie o jakąś inną bajkę chodzi, bo Ty już nie masz żadnej bajki.
    Tobie już tylko zanucić pozostało coś w tym sensie.
    www.youtube.com/watch?v=BdiMTnMe8Yk
    Podły jestem, co? Istna zaraza.
    I niech tak zostanie.
    Jeśli Ci woli brakuje do popracowania nad sobą by żyło Ci się łatwiej, to przynajmniej z dowalania innym pociechę miej.
    Tylko tu nie rozpisuj się jaka to Ty szczęśliwa jesteś, bo to by uwłaczało mojej inteligencji jakąkolwiek mam.

  • zawle 09.07.14, 04:57
    potwor_z_piccadilly napisał: > Podły jestem, co? Istna zaraza.
    > I niech tak zostanie.
    > Jeśli Ci woli brakuje do popracowania nad sobą by żyło Ci się łatwiej, to przyn
    > ajmniej z dowalania innym pociechę miej.
    > Tylko tu nie rozpisuj się jaka to Ty szczęśliwa jesteś, bo to by uwłaczało moje
    > j inteligencji jakąkolwiek mam.

    Podły? A gdzie tam...masz bardzo spójny wizerunek:))) Jestem 44 letnią kobietą, młodość mam za sobą. Gdzie tu podłość? I co za nowość?
    Moje życie mam prawo przeżyć po swojemu, tak jak mi się podoba. Rozumiem że Ty mi takiego prawa nie dajesz. Bo z całą pewnością wiesz lepiej gdzie jest moje miejsce, czy jestem szczęśliwa i czy mam co zmieniać. Dlatego unikam takich ludzi jak Ty....

    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • mojemail3 08.07.14, 20:50
    sabat.77 napisał:


    "(...)Owszem, faceci są strachliwi. Zwykle mają więcej do stracenia, zwykle są na gorszej pozycji..."

    Może nie strachliwi, ale niepewni SIEBIE. I tu jest często pies pogrzebany, w tej niepewności samego siebie a tym samym względem kobiet.
  • sabat.77 08.07.14, 22:02
    Pewnosc siebie jest uogolnionym doswiadczeniem. Jesli umysl dostaje bezustanny feedback, ze jest wygranym, to zmienia sie jego sposob patrzenia na samego siebie. Dlatego facetowi po udanych romansach moze mocno zmienic sie zachowanie. Tyle, ze oszukac sie tego nie da, najpierw trzeba rzeczywiscie wygrywac.
  • zawle 08.07.14, 22:23
    sabat.77 napisał:

    > Pewnosc siebie jest uogolnionym doswiadczeniem. Jesli umysl dostaje bezustanny
    > feedback, ze jest wygranym, to zmienia sie jego sposob patrzenia na samego sieb
    > ie. Dlatego facetowi po udanych romansach moze mocno zmienic sie zachowanie. Ty
    > le, ze oszukac sie tego nie da, najpierw trzeba rzeczywiscie wygrywac.

    hehe...pewność siebie to pochodna poczucia własnej wartości i samooceny. Nie jest doświadczeniem, ale rodzi się na bazie m.in. na bazie doświadczenia. Nawet jeśli umysł dostaje ciągły feedback że jest wygranym to nadal może w to nie wierzyć i czuć ściemę, szukać spisku.

    Jakie to są udane romanse?
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • sabat.77 08.07.14, 22:27
    Hmmm... To chyba zalezy od tego co romansujacy zalozyl sobie jako cel.
  • zawle 08.07.14, 22:40
    kutuzow Gazeta.pl <kutuzow@gazeta.pl>

    12:29 (6 godzin temu)



    do Ludzie.Gazeta..

    Wiesz Zawle,
    Skoro tak sobie rozmawiamy na privie, to przykład Twego syna, który zaliczył wpadkę w młodym wieku pokazuje najbardziej dobitnie że posiadać dzieci bez "zastanowienia" to każdy może. To nie sztuka "wpaść". Sztuką jest właśnie zadecydować czy cię dzieci chce i ew. ile.
    Ty się doszukujesz w tym strachu, bo tak łatwiej Ci racjonalizować sytuację z własnym synem, który okazał się "odważny". Ja to widzę trochę inaczej.

    kutuzow Gazeta.pl <kutuzow@gazeta.pl>

    14:00 (4 godziny temu)



    do Ludzie.Gazeta..

    Chodziła mi po głowie Twoja dawna wypowiedz w kwesti macierzyństwa, ale nie mogłem jej odnaleźć. Teraz znalazłem więc Ci ją przypomnę:

    "Nigdy nie czułam. Zaliczyłam dwie wpadki z własnym mężem. Do tej pory uważam że macierzyństwo jest przereklamowane "

    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143506204,143590245,Re_Mezczyzni_z_potrzeba_codziennego_seksu.html
    Chcesz jeszcze porozmawiać o "odwadze" decydowania się na dziecko?
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • kutuzow 08.07.14, 23:08
    Żeby zachować sens tej wymiany zdań wrzucę* Twoją wypowiedz w kwestii czemu jest wg Ciebie "słaby i strachliwy":

    "Witaj kutuzow.

    Użytkownik zawle wysłał Ci wiadomość:

    Strach przed posiadaniem dziecka i zmianami które z tym się wiążą. Bo w mojej ocenie to strach a nie racjonalny wybór. Ale to tylko moja opinia "


    * wrzucam za zgodą Zawle (żeby nie było że upubliczniam prywatną korespondencję)
  • kag73 09.07.14, 00:57
    Kutuzow:
    > Wiesz Zawle,
    > Skoro tak sobie rozmawiamy na privie, to przykład Twego syna, który zaliczył wp
    > adkę w młodym wieku pokazuje najbardziej dobitnie że posiadać dzieci bez "zast
    > anowienia" to każdy może. To nie sztuka "wpaść". Sztuką jest właśnie zadecydowa
    > ć czy cię dzieci chce i ew. ile.
    > Ty się doszukujesz w tym strachu, bo tak łatwiej Ci racjonalizować sytuację z w
    > łasnym synem, który okazał się "odważny". Ja to widzę trochę inaczej.

    To jest zagrywka, moim zdaniem, ponizej pasa. Bo takich spraw sie nie dyskutuje, jest dzieciak w drodze/albo jest dzieciak to jest dzieciak i kropka. Chlopak/dziewczyna bierza za to odpowiedzialnosc i stara sie, zeby jak najlepiej sobie poradzic.
    A ze Ty sie Kutuzow strachasz to jest fakt. Nie tylko dziecka i zmian z tym zwiazanych. Strachasz sie, ze Cie wykiwaja, ze Cie zona oskubie z kasy, dlatego sie zenic nie chciales, intercyze chcesz. Fakt teraz nagle chesz sie zenic, bo Ci sie ladna babka trafila i Ci powiedziala jak chce, zeby bylo. Nagle wiec wezmiesz slub, ale faktem jest, ze caly czas robiles w portki i tyle. To prawda jest. Poza tym myslisz, ze na wszystko jest umowa i zabezpieczenie, bo przeciez mowiles co i jak jest dla Ciebie wazne itd. No jestes strachliwy, jestes:)
    >

  • zawle 09.07.14, 05:03
    kag73 napisała: > To jest zagrywka, moim zdaniem, ponizej pasa. Bo takich spraw sie nie dyskutuje
    > , jest dzieciak w drodze/albo jest dzieciak to jest dzieciak i kropka.
    > A ze Ty sie Kutuzow strachasz to jest fakt. Nie tylko dziecka i zmian z tym zwi
    > azanych. Strachasz sie, ze Cie wykiwaja, ze Cie zona oskubie z kasy, dlatego si
    > e zenic nie chciales, intercyze chcesz

    Dziękuję Ci Kag. Miałam zacząć uprawiać dziennikarstwo śledcze forumowe, a tego nie lubię- szkoda czasu, ale mnie wyręczyłaś. Co do ciosu poniżej pasa- nie uważam tak. Tylko trochę nie bardzo porównywać się do nastolatków którzy zaliczyli wpadkę, żeby się pokazać jako ten świadomy:)))
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • urquhart 09.07.14, 08:01
    > > A ze Ty sie Kutuzow strachasz to jest fakt. Nie tylko dziecka i zmian z t
    > ym zwi
    > > azanych. Strachasz sie, ze Cie wykiwaja, ze Cie zona oskubie z kasy, dlat
    > ego si
    > > e zenic nie chciales, intercyze chcesz
    >>
    > Dziękuję Ci Kag. Miałam zacząć uprawiać dziennikarstwo śledcze forumowe, a tego
    > nie lubię- szkoda czasu, ale mnie wyręczyłaś. Co do ciosu poniżej pasa- nie uw
    > ażam tak. Tylko trochę nie bardzo porównywać się do nastolatków którzy zaliczy
    > li wpadkę, żeby się pokazać jako ten świadomy:)))

    A jaj uważam że to manipulacja pokazywanie ewidentnego braku odpowiedzialności jako braku strachliwości.
    Faktycznie nie tak jest że nie boi się konsekwencji działań głupi który nie potrafi skojarzyć ich następstw albo ktoś kto nie ma nic do stracenia. No i jeżeli strach jest nieadekwatny do zagrożenia a mimo to paraliżuje to mówi się o nerwicy i fobii dopiero, jak w przypadku strachu przed bakteriami albo lataniem samolotem.
    Ja już kiedyś wspominałem że sporo jest facetów jak mój własny ojciec który stawiał sprawę że jak baby chcą mieć z nim dzieci to proszę bardzo ale to ich sprawa, jego to nie interesuje, nie ma kasy, jest niebieskim ptakiem, narobił sporo dzieci, nie zajmował się nie płacił - Strachliwy na pewno nie był.
    Ostatnio słuchałem jak wioskowy jebaka w barze z piwem się przechwała co to on wyczynia z łóżku niemieckimi turystkami, obok byli synowie niemal w jego wieku, oczywiście nie mieszkają z nim bo on żyje z renty mamusi (a ma duża bo to sybiraczka) i dorywczych prac, większość dnia jest nieprzytomny lub pijany zawsze. Też strachliwy nie jest. Do głowy pewno mu nie przysły zagadnienia antykoncepcji czy zabezpieczeń. Co mu mogą zrobić? Do więzienia wsadzić, cały czas stamtąd wraca bo jeździ bez prawka i po pijanemu. Zachorować? Ze swoją wątrobą i tak już cud że żyje.
    Można by powiedzieć że będąc nastolatkiem miałem fobie antykoncepcji, ale czy znając skalę zagrożenia i realność konsekwencji to fobia czy odpowiedzialność?
    I na koniec, mój konik.
    Czego konsekwencją jest brak odpowiedzialności za własne decyzje i postępowanie w życiu pomijając brak inteligencji i kojarzenia konsekwencji nastolatka czy potem innego Piotrusia Pana? Ano nadopiekuńczości rodzica najczęściej mamusi... :)


    --
    Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz (prof. Bogdan Wojciszke)
  • mojemail3 09.07.14, 08:54
    urquhart napisał:

    "(...)Ja już kiedyś wspominałem że sporo jest facetów jak mój własny ojciec który stawiał sprawę że jak baby chcą mieć z nim dzieci to proszę bardzo ale to ich sprawa, jego to nie interesuje, nie ma kasy, jest niebieskim ptakiem, narobił sporo dzieci, nie zajmował się nie płacił - Strachliwy na pewno nie był (...)"

    Łatwo nie być strachliwym, jak się nie ponosi konsekwencji swych działań, Jakby musiał ponosić konsekwencje w postaci utrzymywania dzieci ( a nie scedować tą odpowiedzialnośc na baby, co same chciały) to inaczej by śpiewał, sam dobrze wiesz.
    Przepraszam,że osobiście piję do Ciebie, ale sam otwarcie piszesz o swym rodzicielu...
  • urquhart 09.07.14, 09:16
    > Łatwo nie być strachliwym, jak się nie ponosi konsekwencji swych działań, Jakby
    > musiał ponosić konsekwencje w postaci utrzymywania dzieci ( a nie scedować tą
    > odpowiedzialnośc na baby, co same chciały) to inaczej by śpiewał, sam dobrze
    > wiesz.

    Wystarczy być nieuchwytnym, artystą, nigdzie nie mieszkać na stałe, nic nie posiadać, nigdzie nie pracować a jak już to dorywczo, podróżować dużo po świecie im bardziej egzotycznym tym lepiej (mój zaszył się w Japonii) i Choćbyś sie zaparła co mu zrobisz, jakie konsekwencje?
    Każdy komornik odpuszcza.
    Wsadzić do ciupy jako jednego z paru tysięcy alimenciarzy?
    Za inteligentny, po postu nigdy nie wróci do kraju w takiej sytuacji, a dodatkowo będziesz miała środowisko przeciw sobie które zawsze do tej pory coś pomaga...

    --
    Bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka (Wiesław Sokoluk).
  • mojemail3 09.07.14, 09:26
    urquhart napisał:

    > Wystarczy być nieuchwytnym, artystą, nigdzie nie mieszkać na stałe, nic nie pos
    > iadać, nigdzie nie pracować a jak już to dorywczo, podróżować dużo po świecie i
    > m bardziej egzotycznym tym lepiej (mój zaszył się w Japonii) i Choćbyś sie zapa
    > rła co mu zrobisz, jakie konsekwencje?

    Urqu, ja wiem, ale Ty wiesz,że każdy dzieciak marzy o zwykłym,nudnym ojcu, który jest oparciem, skałą, a najbardziej egzotyczne jest dłubanie z nim w warsztacie i wycieczki w polskie, zupełnie nie-egzotyczne góry...
    Ja uparcie będę twierdzić,że najwazniejszy egzamin jaki ma mężczyzna w życu, to bycie ojcem...Niekoniecznie w sensie dosłownym, bo można być nauczycielem, przewodnikiem, ojcem ważnej sprawy.
  • mojemail3 09.07.14, 08:59
    urquhart napisał:

    "(...)Ostatnio słuchałem jak wioskowy jebaka w barze z piwem się przechwała co to on wyczynia z łóżku niemieckimi turystkami, obok byli synowie niemal w jego wieku, oczywiście nie mieszkają z nim bo on żyje z renty mamusi (a ma duża bo to sybiraczka) i dorywczych prac, większość dnia jest nieprzytomny lub pijany zawsze. Też strachliwy nie jest (...)"

    Współczuję jego synom, tak bardzo,że mogłabym nawet zapłakać nad ich losem i losem ich przyszłych związków...

    "(...) Co mu mogą zrobić? Do więzienia wsadzić, cały czas stamtąd wraca bo jeździ bez prawka i po pijanemu. Zachorować? Ze swoją wątrobą i tak już cud że żyje (...)"

    Ja tylko dziwię się kobietom, co chciały się z takim rozmnażać...kijem takiego wolałabym nie dotykać, tylko miłość buddyjska, nie kopnąć, nie nadepnąć, ale nie dotykać...
  • kag73 09.07.14, 11:33
    No zazwyczaj to jest tak, ze ktos tak bardzo boi sie konsekwencji swoich czynow i brania za nie odpowiedzialnosci, ze czegos tam nie robi. A inni moze i maja stracha albo nie maja, ale i tak zrobia, bo w razie czego biora na klate i ponosza konsekwencje. Nie zawsze jest tak, ze sie nie stracham, bo jakby co nie biore odpwoeidzialnosci i nie ponosze konsekwencji.
  • zawle 09.07.14, 21:48
    urquhart napisał: > A jaj uważam że to manipulacja pokazywanie ewidentnego braku odpowiedzialności
    > jako braku strachliwości.
    > Faktycznie nie tak jest że nie boi się konsekwencji działań głupi który nie pot
    > rafi skojarzyć ich następstw albo ktoś kto nie ma nic do stracenia. No i jeżel
    > i strach jest nieadekwatny do zagrożenia a mimo to paraliżuje to mówi się o ner
    > wicy i fobii dopiero, jak w przypadku strachu przed bakteriami albo lataniem sa
    > molotem.

    A ja uważam że zakładanie że moja niefrasobliwość ( a nie byłam) nie jest żadnym argumentem świadczącym o tym, że kto inny nie jest tchórzliwy. To jest manipulacja.

    > Ja już kiedyś wspominałem że sporo jest facetów jak mój własny ojciec który sta
    > wiał sprawę że jak baby chcą mieć z nim dzieci to proszę bardzo ale to ich spra
    > wa, jego to nie interesuje, nie ma kasy, jest niebieskim ptakiem, narobił sporo
    > dzieci, nie zajmował się nie płacił - Strachliwy na pewno nie był.


    Współczuję ojca...robi się tkliwie:))
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • kutuzow 09.07.14, 09:47
    kag73 napisała:

    > To jest zagrywka, moim zdaniem, ponizej pasa. Bo takich spraw sie nie dyskutuje
    > , jest dzieciak w drodze/albo jest dzieciak to jest dzieciak i kropka.

    Kag, ale my przecież mamy XXI wiek. Antykoncepcja to nie jest coś o czym nikt nigdy nie słyszał.
    No sorry, ale nie wmówisz mi że brak odpowiedzialności i wpadka jest cechą piękną, a rozwaga i ostrożność głupotą.
    Poza tym zostawmy na chwilę młodziana.

    Zawle w przytoczonym przeze mnie linku sama się przyznaje do DWÓCH wpadek. Dwa na dwa, czyli 100% "skuteczności". No sorry, ale jeśli ktoś, kto przypadkowi pozostawia kwestie rozmnażania się, chce pouczać innych o odwadze i odpowiedzialności, to ja mówię Pass.

    > Nagle wiec wezmi
    > esz slub, ale faktem jest, ze caly czas robiles w portki i tyle.

    Widzisz Kag, Niektóre kobiety na tym forum nie odróżniają jednej rzeczy. To że facet "wiernopoddańczo" zgadza się na to co chce kobieta (jako ta zawsze dojrzała w związku -by Kawitator) nie oznacza że on jest odważny. Dla mnie to jest naiwność -liczenie że "będzie dobrze". Już wielu się na tym mocno przejechało. Forum jest pełne tego typu historii.

    Jasne że takie zachowanie jak moje bardziej kuje w oczy, głównie dla tego, że jest skuteczne, mimo że zrywa ze stereotypem "staraj się bardziej". Związek może być partnerski a nie "wiernopoddańczy" (czyli każda strona stawia jakieś granice i nadal może super funkcjonować. Seksu mam po kokardy, mam młodszą atrakcyjna partnerkę z którą bardzo się kochamy. W przeciwieństwie do tych którzy udzielają mi rad, moje życie jest udane. Oby tylko zdrowie dopisało.

    Na koniec mała metafora:
    Twoja (i innych) ocena co jest odwaga a co tchórzostwem, to trochę jak podejście do jeziorka/kąpieliska w lato.
    Młodzi ludzie chcą się popisywać swoją odwagą i skaczą na główkę nie wiedząc czy jest pod taflą wody. Co roku setki kończą jako kalecy przez swoją "brawurę". Starsi zamiast skakać wejdą spokojnie z brzegu i się nie połamią.
    Owszem można śmiać się z tych starszych że nie są tak odważni jak Ci co dzielnie skaczą na główkę, tylko raz jeszcze -czy to odwaga czy czysta głupota i brak myślenia o konsekwencjach?
  • mojemail3 09.07.14, 10:08
    kutuzow napisał:

    "(...) To że facet "wiernopoddańczo" zgadza się na to co chce kobieta (jako ta zawsze dojrzała w związku -by Kawitator) nie oznacza że on jest odważny. Dla mnie to jest naiwność -liczenie że "będzie dobrze". Już wielu się na tym mocno przejechało. Forum jest pełne tego typu historii(...)"

    Tak, to jest naiwność, ale już na etapie zawierania malżeństwa ( bo o tym mówimy, tak)
    Po co wchodzić w coś czego się nie pojmuje? Po co składać przysięgi z zamiarem ich złamania? Tego nie rozumiem, bezmyślności po obu stronach.
    Małżeństwo jest niebywale trudnym związkiem, z dziećmi, czy bez.
    Lepiej sobie żyć w konkubinacie, czy innej kohabitacji i już.
    Natomiast liczyć,że będzie dobrze, należy, mimo wszystko, przy założeniu, że będzie beznadziejnie, to już mamy tylko samospełniającą się przepowiednię...

    kutuzow napisał:
    "Na koniec mała metafora:
    (...)
    Młodzi ludzie chcą się popisywać swoją odwagą i skaczą na główkę nie wiedząc czy jest pod taflą wody. Co roku setki kończą jako kalecy przez swoją "brawurę". Starsi zamiast skakać wejdą spokojnie z brzegu i się nie połamią.
    Owszem można śmiać się z tych starszych że nie są tak odważni jak Ci co dzielnie skaczą na główkę, tylko raz jeszcze -czy to odwaga czy czysta głupota i brak myślenia o konsekwencjach?"

    A ja uważam,że to jednak bardzo dobrze,że ludzie w młodośći zawierają związki, mają dzieci, kiedy tej odwagi ( może i braku wyobrażni ;-) jest dosyć.
    Lęk jest obecny zawsze, w małżeństwie również, rzecz w tym,żeby sobie z nim radzić, żeby nas nie pokonał. Otwartość na dzieci, dlaczego nie? ja mam obawy, czy udałoby się nam wychować kolejne, ale jakoś tak jest, jak się dzieciak pojawił to i dodatkowe możliwości zarobkowania też...Jest tak niewiele negatywnych aspektów posiadania dzieci, a pozytywnych cała masa, dla związku też. I nie jest to tylko moja, "babska" opinia...
  • kag73 09.07.14, 11:09
    kutuzow napisał:
    > Kag, ale my przecież mamy XXI wiek. Antykoncepcja to nie jest coś o czym nikt n
    > igdy nie słyszał. No sorry, ale nie wmówisz mi że brak odpowiedzialności i wpadka jest cechą piękną, a rozwaga i ostrożność głupotą.

    Po pierwsze ja Ci nigdzie tego nie wmawiam. Po drugie XXI wiek i antykoncepcja... a faktem jest, ze ludzie maja to do siebie, ze pozostaja TYLKO ludzmi, nie sa doskonali, zapominaja sie, popelniaja bledy. Zdarzyc sie moze wszystko.

    > Zawle w przytoczonym przeze mnie linku sama się przyznaje do DWÓCH wpadek. Dwa
    > na dwa, czyli 100% "skuteczności". No sorry, ale jeśli ktoś, kto przypadkowi po
    > zostawia kwestie rozmnażania się, chce pouczać innych o odwadze i odpowiedzialn
    > ości, to ja mówię Pass.

    Ona zwyczajnie napisala Tobie, ze jestes strachliwy i tyle, bo jestes. Ona strachliwa nie byla/nie jest bo sie kochala bez zabezpieczenia:) Jakby nie bylo ryzykowla TYLKO dziecko(biorac potem odpowiedzialnosc za swoje czyny) a nie HIVa albo Aids.

    > Jasne że takie zachowanie jak moje bardziej kuje w oczy, głównie dla tego, że j
    > est skuteczne, mimo że zrywa ze stereotypem "staraj się bardziej". Związek może
    > być partnerski a nie "wiernopoddańczy" (czyli każda strona stawia jakieś grani
    > ce i nadal może super funkcjonować. Seksu mam po kokardy, mam młodszą atrakcyjn
    > a partnerkę z którą bardzo się kochamy. W przeciwieństwie do tych którzy udziel
    > ają mi rad, moje życie jest udane. Oby tylko zdrowie dopisało.

    Mnie tam Twoje zachowanie w ogole nie kuje. Pisales, ze nie potrzebny byly Ci zwiazek(wszedles w niego, bo babka chciala). Pisales, ze nie chcesz sie zenic, bo to oznacza wielka zmiane i brak seksu, bo kobiety w malzenstwie nagle przestaja "dawac" i przestaja sie starac. Pisales, ze nie chcesz dziecka, bo cala ciaze, polog i rok albo dwa po tym nie byloby seksu. Pisales, ze slub tylko z intercyza, bo inaczej kobieta zabezpieczona nie bedzie "dawac", wysiudla To wszystko wcale nie jest ragula, ale Ty jestes przekonany, boisz sie, ze zdarzy sie wlasnie Tobie.
    Jestes strachliwy. Ja Tobie przepowiedzialam, ze pojawi sie TA kobieta i Ci powie jak chce, zeby bylo. I prosze...zareczyny, slub w planach. Bardzo dobrze, ona zadecydowala za Ciebie i bardzo dobrze inaczej byc moze obudzilbys sie kiedys z reka w nockniku podstarzaly i sam, a cele sie w zyciu zmieniaja. Zyczyc najlepszego i zeby nie zachcialo jej sie kiedyc dziecka.
    Moj zwiazek tez jest udany. Nie mam duzo mlodszego partnera, ale owszem atrakcyjnego, tez sie kochamy i seksu mielismy i mamy po kokarde. I jestem pewna, ze wiekszosc ludzi na tym forum na poczatku/w pewnym okresie swojego zycia/fazami miala podobnie jak Ty i ja. Byc moze na innych warunkach, albo bez warunkow, albo nie kalkulujac i zastanawiajac sie, ale jednak.
    > Młodzi ludzie chcą się popisywać swoją odwagą i skaczą na główkę nie wiedząc cz
    > y jest pod taflą wody. Co roku setki kończą jako kalecy przez swoją "brawurę".
    > Starsi zamiast skakać wejdą spokojnie z brzegu i się nie połamią.

    To glupota jest a nie odwaga. I czasem dobrze, ze jeszeli komus brakuje rozsadku, to chociaz jest strachliwy, bo skakal nie bedzie. Moze mu to uratowac zycie, co nie zmienia faktu, ze jest strachliwy.
  • kutuzow 09.07.14, 11:22
    kag73 napisała:
    > Po pierwsze ja Ci nigdzie tego nie wmawiam. Po drugie XXI wiek i antykoncepcja.
    > .. a faktem jest, ze ludzie maja to do siebie, ze pozostaja TYLKO ludzmi, nie s
    > a doskonali, zapominaja sie, popelniaja bledy. Zdarzyc sie moze wszystko.

    Kag, przypomnę, że to Zawle zaczęła dyskusję od tezy że jestem "słaby i strachliwy" bo wg niej "boję" się mieć dzieci. Tak odebrała moją postawę.
    Więc skoro rozwaga jest odbierana jako strach, to wpadka powinna byc odbierana jako brawura/odwaga. Trzymając się tej logiki z którą to ja się nie zgadzam.

    > Ona zwyczajnie napisala Tobie, ze jestes strachliwy i tyle, bo jestes. Ona stra
    > chliwa nie byla/nie jest bo sie kochala bez zabezpieczenia:) Jakby nie bylo ryz
    > ykowla TYLKO dziecko(biorac potem odpowiedzialnosc za swoje czyny) a nie HIVa a
    > lbo Aids.

    Taaa. Pisałem tu już kiedyś o tym że dla kobiet posiadanie dziecka to co najwyżej startegia win-lose.

    "w uproszczeniu mamy więc opcje:
    a) lose/lose (bo jej marzenia nie są zrealizowane, ani dzieci, ani związku)
    b) win/lose (bo jest matką, ale związek mógłby być lepszy)
    c) win/win (bo jest matką i jest szczęśliwa w związku)"
    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,146150171,146223729,win_lose_.html
    Jak pokazało życie Zawle zaryzykowała związek. Patrząc z punktu widzenia jej exmęża (który jak Zawle pisze do dzieci się nie poczuwa) to już dla niego nie było to aż tak fajne ryzyko.


    > Moj zwiazek tez jest udany. Nie mam duzo mlodszego partnera, ale owszem atrakcy
    > jnego, tez sie kochamy i seksu mielismy i mamy po kokarde.

    Kag, pisałem to nie raz. Masz dość wyjątkową/komfortową sytuację na tym forum.
    Zerknij na forum jak wiele jest tutaj osób po rozwodach, osób którzy są w związkach które ich uwierają, którzy nie mają seksu. Nie piszę tego żeby się jakoś wywyższać. Chodzi mi o pokazanie Ci proporcji.

    Na reszte odpiszę później.
  • mojemail3 09.07.14, 11:41
    kutuzow napisał:

    "(...)Zerknij na forum jak wiele jest tutaj osób po rozwodach, osób którzy są w związkach które ich uwierają, którzy nie mają seksu. Nie piszę tego żeby się jakoś wywyższać. Chodzi mi o pokazanie Ci proporcji (...)"

    Kutuzow, tak jest jak się ryzykuje, różnie może być, ale...kryzys w związku, brak seksu, problemy z dziećmi, to są zwyczajne przypadłości długotrwałych związków, co jest plusem? Że po wyjściu z trudności może być lepiej niż wcześniej, że zamiast idyllicznego pozornego pasma przyjemności można mieć prawdziwą satysfakcję i zwycięstwo...choćby nad wlasną słabością.
  • kag73 09.07.14, 11:48
    Kutuzow, niektorzy, Ty rowniez, tak bardzo boja sie wpadki(bo dzieci nie chca), ze nigdy nie zapomna o zabezpieczeniu. Inni z kolei jakos tak mniej sie boja albo o tym nie mysla, bo o zabezpieczaniu zapominaja albo zwyczajnie ryzykuja i jak sie zdarzy to sie zdarzy, wezma odpowiedzialnosc, sie wychowa, swiat sie nie zawali.

    > Jak pokazało życie Zawle zaryzykowała związek. Patrząc z punktu widzenia jej ex
    > męża (który jak Zawle pisze do dzieci się nie poczuwa) to już dla niego nie był
    > o to aż tak fajne ryzyko.
    No ale ryzykowal. A tak poza tym to co jemu sie stalo? Nie wykluczone, ze jakis czas byl nawet w zwiazku/ze zwiazku zadowolony i szczesliwy.

    > Kag, pisałem to nie raz. Masz dość wyjątkową/komfortową sytuację na tym forum.
    > Zerknij na forum jak wiele jest tutaj osób po rozwodach, osób którzy są w związ
    > kach które ich uwierają, którzy nie mają seksu. Nie piszę tego żeby się jakoś w
    > ywyższać. Chodzi mi o pokazanie Ci proporcji.

    Ja Tobie napisalam, ze to ich sytuacja TERAZ, moze kiedys mieli inna, wielu z nich, zycie jest pelne niespodzianek i zdarzyc moze sie wszystko. Ja jestem tego swiadoma. Zreszta to forum o problemach a nie o idyllach.
  • szopen_cn 09.07.14, 12:28
    Jesli mezczyzna jest "strachliwy" bo nie chce miec dziecka to kobieta uzywajaca antykoncepcji by nie miec dziecka ( kolejnego np) tez chyba jest strachliwa?
  • mojemail3 09.07.14, 12:32
    szopen_cn napisał:

    > Jesli mezczyzna jest "strachliwy" bo nie chce miec dziecka to kobieta uzywajaca
    > antykoncepcji by nie miec dziecka ( kolejnego np) tez chyba jest strachliwa?

    Szopen, to jest dobry trop, bo tak właśnie jest. Ale jeśli mężczyzna nie dopuszcza możliwości pojawienia sie dziecka, to potęguje ten lęk u kobiety ( oczywiście piszę o sytuacji w małżeństwie a nie seksu przygodnego czy innych seksualnych sytuacji)
  • kag73 09.07.14, 12:39
    szopen_cn napisał:
    > Jesli mezczyzna jest "strachliwy" bo nie chce miec dziecka to kobieta uzywajaca
    > antykoncepcji by nie miec dziecka ( kolejnego np) tez chyba jest strachliwa?

    Jasne, jasne, ze tak. Rozne to bywa ze stopniem strachliwosci, przyklad:
    Moja przyjaciolka i jej maz, chcieli dzieci, ale jeszcze nie teraz. Maz byl tak bojazliwy, ze po kazdym stosunku, z prezerwatywa oczywiscie, biegal do lazienki co by miec pewnosc, ze ta guma jest cala i nie pekla czy cos.
    Ja i moj maz, nie bylismy pewni czy w ogole chcemy miec dziecko kiedykolwiek. Tez uzywalismy gum, ale nie bylo biegania do lazienki i zdarzalo sie nierozsadne zachowanie mogace jednak spowodowac ciaze.
    Zawle ma podejrzenie, ze kutuzow boi sie miec dziecko, bo obawia sie, ze potem nie bedzie seksu, nie bedzie przez cala ciaze, nie bedzie podczas pologu, nie bedzie z dwa lata po ciazy itd. Boi sie, ze jak kobieta osiagnie swoj cel "dziecko" to sie z seksu wymiksuje i z intymnosci z mezem, przerzuci sie na dziecko. Z powodu tego strachu dziecka nie chce.
  • rekreativa 09.07.14, 12:50
    Kwestia tylko taka, że opisywana strachliwość jest przedstawiana jako coś niedobrego, niskiego, niedojrzałego - przeciw czemu protestują panowie i ja się z nimi zgadzam.
    Mam prawo się czegoś obawiać, szczególnie jeśli istnieją ku temu podstawy i nie jest to lęk zupelnie irracjonalny.
    Jeśli kobieta boi się ciąży i porodu to czy to jest głupie? W końcu oba te stany mogą być zagrożeniem zdrowia i życia.
    Jeśli mężczyzna obawia się, że po przyjściu na świat dziecka zaniknie jego intymność z żoną to czy jest to lęk bezpodstawny? jak wynika z forum nie jest bezpodtsawny - tak się zdarza.
    Ludzie mają prawo się bać, albo czegoś zwyczajnie nie chcieć i nie potrzebować - nie świadczy to od razu o ich niedojrzalości.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • kag73 09.07.14, 12:56
    rekreativa napisała:
    > Ludzie mają prawo się bać, albo czegoś zwyczajnie nie chcieć i nie potrzebować
    > - nie świadczy to od razu o ich niedojrzalości.

    To tez tutaj mowa jest o "strachliwosci" a nie o "niedojrzalosci".
    I owszem kazdy ma do niej prawo i ma prawo zyc jak chce. Czasem jednak w zyciu trzeba i warto sie odwazyc, bo zyski bywaja wieksze niz straty, zwlaszcza jezeli nie ma zgroznia zycia.
    podobno "do odwaznych swiat nalezy!";)
  • rekreativa 09.07.14, 13:04
    Oczywiście, że czasem warto się odważyć, ale tylko wtedy, gdy się faktycznie tego pragnie.
    Ja, jako osoba przez lata się zmagająca z nerwicą lękową, mogę coś na ten temat powiedzieć - jak bardzo pragnienie czegoś może przenosić góry. Ale to pragnienie musi być na tyle mocne, by równoważyć przynajmniej lęk.
    Jesli ktoś dziecka po prostu nie chce, to nie ma też mowy o odważeniu się - bo to nie jest kwestia pokonania strachu, by zrealizować swoje pragnienie.
    Problem jest wtedy, gdy pragnienie istnieje, ale strach paraliżuje - i czlowiek to odczuwa jako nieszczęście. Ale wtedy to już należy pomyśleć o terapii.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • kag73 09.07.14, 13:22
    rekreativa napisała:
    > Jesli ktoś dziecka po prostu nie chce, to nie ma też mowy o odważeniu się - bo
    > to nie jest kwestia pokonania strachu, by zrealizować swoje pragnienie.

    Oczywiscie, tutaj sie dokladnie zgadzam, nie kazdy musi miec potrzebe "posiadania" dziecka.
    Ale powody dlaczego ktos nie chce bywaja chyba rozne.
  • urquhart 09.07.14, 14:11
    A może przeanalizuj powody dla których ludzie w Polsce mają dzieci?
    Ilość dzieci w skrajnej biedzie ludzi nieodpowiedzialnych o w rodzinach patologicznych wzrasta, a ludzi mających dzieci świadomie maleje z powodów systemowych , siła nabywcza statystycznego Polaka ciągle maleje, a realny koszt utrzymania dziecka dramatycznie rośnie z każdym rokiem.
    Pomijając problemy nieuchronne osobiste i związkowe, opisywany przez psychologów spadek zadowolenia i satysfakcji życiowej, standard życia musi wyraźnie się obniżyć.
    To fobie???
    A co w zamian?

    www.zielonysztandar.com.pl/2012/06/wedlug-unicef-nasze-dzieci-zyja-w-ubostwie/
    magazyn.7dni.pl/235241,Polska-bieda-ma-twarz-dziecka.html
    www.strefabiznesu.nto.pl/artykul/utrzymanie-dziecka-slono-kosztuje-78903.html

    --
    Bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka (Wiesław Sokoluk).
  • mojemail3 09.07.14, 14:30
    urquhart napisał:

    > A może przeanalizuj powody dla których ludzie w Polsce mają dzieci?
    > Ilość dzieci w skrajnej biedzie ludzi nieodpowiedzialnych o w rodzinach patolog
    > icznych wzrasta, a ludzi mających dzieci świadomie maleje z powodów systemowych
    > , siła nabywcza statystycznego Polaka ciągle maleje, a realny koszt utrzymania
    > dziecka dramatycznie rośnie z każdym rokiem.
    > Pomijając problemy nieuchronne osobiste i związkowe, opisywany przez psychologó
    > w spadek zadowolenia i satysfakcji życiowej, standard życia musi wyraźnie się
    > obniżyć.
    > To fobie???
    > A co w zamian?


    No, NIE ma nic zamian, nie ma lizaka...a jest, jest, mój syn jak mnie zobaczy w nowej sukience mówi "jesteś taka piękna"...a tacie mówi: "jestes domowym królem"...
    No proszę Cię Urqu przestań, ja wiem,że "Gdzie to państwo, gdzie ten rząd" ( co swoją droga płaci mi grosze, dobrze,że dorabiam...) jak Cię boli krzywda dzieci, możesz pomóc ( ale nie, przecież nie będziemy wspierać patologii, co? )
  • mojemail3 09.07.14, 14:35
    urquhart napisał:

    "(...)Pomijając problemy nieuchronne osobiste i związkowe, opisywany przez psychologów spadek zadowolenia i satysfakcji życiowej, standard życia musi wyraźnie się obniżyć.
    To fobie???(...)"

    Dlaczego nieuchronne? Myslisz, że bezdzietnym małżeństwom jest łatwiej? A tym zmagającym się z niepłodnością którzy wszystkie badania i całe leczenie pokrywają z własnych środków?

    A z zalinkowanego artykułu:
    "(...)Drugą cechą polskiej biedy jest jej feminizacja. To kobiety coraz częściej biorą na siebie odpowiedzialność za przetrwanie gospodarstwa domowego, sprawują opiekę nad dziećmi, pozyskują fundusze z systemu pomocy społecznej. Istotna jest juwenalizacja biedy - wszystkie dane pokazują, że polska bieda ma twarz dziecka(...)"

    No i jak to świadczy o mężczyznach???
  • urquhart 09.07.14, 16:01
    > A z zalinkowanego artykułu:
    > "(...)Drugą cechą polskiej biedy jest jej feminizacja. To kobiety coraz częście
    > j biorą na siebie odpowiedzialność za przetrwanie gospodarstwa domowego, sprawu
    > ją opiekę nad dziećmi, pozyskują fundusze z systemu pomocy społecznej. Istotna
    > jest juwenalizacja biedy - wszystkie dane pokazują, że polska bieda ma twarz dz
    > iecka(...)"

    www.youtube.com/watch?v=R1usTzERW48&feature=player_detailpage#t=10
    --
    Bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka (Wiesław Sokoluk).
  • kutuzow 09.07.14, 18:29
    rekreativa napisała:

    > Jesli ktoś dziecka po prostu nie chce, to nie ma też mowy o odważeniu się - bo
    > to nie jest kwestia pokonania strachu, by zrealizować swoje pragnienie.
    > Problem jest wtedy, gdy pragnienie istnieje, ale strach paraliżuje - i czlowiek
    > to odczuwa jako nieszczęście. Ale wtedy to już należy pomyśleć o terapii.

    DOKŁADNIE. Przecież ja od zawsze pisze że dzieci nie chcę, bo nie czuję takiej potrzeby wewnętrznej. Może gdybym mdlał na widok bobasa (jak niektóre kobiety robiące gugugug nad wózkiem) to może wtedy bym się zastanawiał czy warto zaryzykować. Skoro NIE CHCĘ dziecka, to jaki sens miałoby decydowanie się na niego w tej sytuacji????
  • druginudziarz 09.07.14, 20:54
    kutuzow napisał:

    > rekreativa napisała:
    >
    > > Jesli ktoś dziecka po prostu nie chce, to nie ma też mowy o odważeniu się
    > - bo
    > > to nie jest kwestia pokonania strachu, by zrealizować swoje pragnienie.
    > > Problem jest wtedy, gdy pragnienie istnieje, ale strach paraliżuje - i cz
    > lowiek
    > > to odczuwa jako nieszczęście. Ale wtedy to już należy pomyśleć o terapii.
    >
    >
    > DOKŁADNIE. Przecież ja od zawsze pisze że dzieci nie chcę, bo nie czuję takiej
    > potrzeby wewnętrznej. Może gdybym mdlał na widok bobasa (jak niektóre kobiety r
    > obiące gugugug nad wózkiem) to może wtedy bym się zastanawiał czy warto zaryzyk
    > ować. Skoro NIE CHCĘ dziecka, to jaki sens miałoby decydowanie się na niego w t
    > ej sytuacji????

    Bo możesz sie najnormalniej mylić co to siebie i swoich potrzeb.
    To przecież nic niezwykłego nie mieć pełnego i prawdziwego wglądu.
    pzdr.
  • mojemail3 09.07.14, 12:59
    rekreativa napisała:

    (...)"Ludzie mają prawo się bać, albo czegoś zwyczajnie nie chcieć i nie potrzebować - nie świadczy to od razu o ich niedojrzalości (...)"

    Oczywiście, dlatego nie decydować się na małżeństwo i rodzicielstwo, jak się człowiek lęka,że nie podoła.
  • kutuzow 09.07.14, 18:25
    rekreativa napisała:

    > Kwestia tylko taka, że opisywana strachliwość jest przedstawiana jako coś niedo
    > brego, niskiego, niedojrzałego - przeciw czemu protestują panowie i ja się z ni
    > mi zgadzam.
    > Mam prawo się czegoś obawiać, szczególnie jeśli istnieją ku temu podstawy i nie
    > jest to lęk zupelnie irracjonalny.
    > Jeśli kobieta boi się ciąży i porodu to czy to jest głupie? W końcu oba te stan
    > y mogą być zagrożeniem zdrowia i życia.
    > Jeśli mężczyzna obawia się, że po przyjściu na świat dziecka zaniknie jego inty
    > mność z żoną to czy jest to lęk bezpodstawny? jak wynika z forum nie jest bezpo
    > dtsawny - tak się zdarza.
    > Ludzie mają prawo się bać, albo czegoś zwyczajnie nie chcieć i nie potrzebować
    > - nie świadczy to od razu o ich niedojrzalości.

    Świetnie to ujęłaś. Może ja jakoś słabo oddaje to co Ty tutaj napisałaś (a o co mi chodziło) i Twoja wersja będzie bardziej czytelna.
  • rekreativa 09.07.14, 18:48
    Wiesz, temat mnie rusza, bo ostatnio taka jedna mi powiedziała, że ja nie dojrzałam jako kobieta, bo nie chcę mieć dzieci.
    Wkuźwiło mnie to.
    Szczególnie, że miałam wielka fazę na dzidziusia w wieku lat dziesięciu - pamiętam, że nawet płakałam, że ja chcę już być dorosła i mieć dzidziusia... Znaczy co, wtedy byłam dojrzała, czy jak? :)
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • kutuzow 09.07.14, 19:06
    rekreativa napisała:
    > Wiesz, temat mnie rusza, bo ostatnio taka jedna mi powiedziała, że ja nie dojrz
    > ałam jako kobieta, bo nie chcę mieć dzieci.
    > Wkuźwiło mnie to.

    Dobrze Cię rozumiem :-)
    Tez mnie to wkurza, gdy trzeba udowadniać, że można po prostu nie chcieć dzieci i nie kryje się za tym jakaś trauma, strach, itp.

    BTW: Zobacz, że w tym wątku wiele forumowiczek traktuje chęć posiadania dziecka jako coś oczywistego. Skoro nie chce, to na pewno się boi, bo w gruncie rzeczy to na pewno by chciał.
    Potem zaś Panie na forum są zdziwione gdy ja pisze, że to jednak kobietom bardziej zależy na dzieciach (co widać po przyjętym przez kobiety założeniu że dzieci to KAŻDY przecież chce).

    P.s. Uważam że nikt tak nie potrafi dowalić kobiecie jak druga kobieta. Nie tak dawno koleżanka żaliła mi się. Opowiadała jak bardzo przykro jej się zrobiło, gdy jej koleżanka na wieść o tym iż ta miała cesarkę, dowaliła jej że nie jest prawdziwą kobietą. Bo wg niej tylko te co czuły bój porodowy i miały dziecko w rękach tuz po odcięciu pępowiny mogą się nazywać prawdziwymi kobietami.
    Niezłe co?
  • rekreativa 09.07.14, 19:28
    " Bo wg niej tylko te co czuły bój porodowy i miały dziecko w
    > rękach tuz po odcięciu pępowiny mogą się nazywać prawdziwymi kobietami.
    > Niezłe co?"

    Ja to w ogóle jak słyszę wypowiedź zaczynającą się od "prawdziwy/prawdziwa (kobieta, mężczyzna, feministka, Polak, katolik, patriota, fan "Gwiezdnych wojen"itp), to mnie z miejsca osłabia...
    Mam też wrażenie, że część kobiet kompensuje sobie poczucie niższości tym swoim macierzyństwem - takie "jestem matką" - wreszcie kimś jestem, wreszcie jakoś się mogę nazwać i zidentyfikować, bo dotąd byłam nikim. I to właśnie te kobiety przysrywają innym, są lepsze, bo urodziły, a Ty nie, są lepsze, bo urodziły naturalnie, a Ty przez cesarkę, są lepsze, bo karmią cyckiem, a Ty nie masz pokarmu itd.
    Niestety z autopsji to mówię, bo mam w rodzinie męża taką królową-pszczołę, co to się zachowuje, jakby z samego faktu urodzenia dziecka nabyła jakiejś tajemnej mądrości, niedostepnej zwykłym śmiertelnikom.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • mabelle2000 09.07.14, 19:52
    kutuzow napisał:

    > BTW: Zobacz, że w tym wątku wiele forumowiczek traktuje chęć posiadania dziecka
    > jako coś oczywistego. Skoro nie chce, to na pewno się boi, bo w gruncie rzeczy
    > to na pewno by chciał.

    ??? Nie mysle o ludziach bezdzietnych z wyboru, ze sie boja. Nie zakladam tez, ze klamia, bo niby po co mieliby to robic ? Widze natomiast, ze maja swoja wizje zwiazku, ktora zaklada, ze skoro dobrze jest jak jest, to trzeba unikac zmian, bo jest ryzyko, ze szczescie sie rypnie. Jesli wiec taka wizja im odpowiada, to czemu nie ? Warto jednak wspomniec, ze z drugiej strony barykady sa ludzie, ktorzy oprocz zwiazku maja w ogole wielkie parcie na doswiadczanie wszystkiego, chca sie spelniac w wielu rolach, dlatego tez rodzicielstwo nie stoi dla nich w opozycji do partnerstwa. Zycie z definicji jest zmienne, dlatego tez i takich ludzi jest calkiem sporo ; rodza sie im dzieci, wyjezdzaja za granice, buduja domy, zmianiaja prace... I oni raczej nie zakladaja, ze bedzie to mialo destrukcyjny wplyw na ich zwiazek. Oni po prostu o tym nie mysla. Zreszta ciekawosc i chec zmiany jest czasem silniejsza niz ryzyko, ze sie pogorszy :-)

  • rekreativa 09.07.14, 20:09
    " Widze natomiast, ze maja swoja wizj
    > e zwiazku, ktora zaklada, ze skoro dobrze jest jak jest, to trzeba unikac zmian
    > , bo jest ryzyko, ze szczescie sie rypnie."

    Bywa i tak.
    Ale są i ludzie, którzy nie mają dzieci, bo po prostu nie czują takiej potrzeby i tyle, bez podtekstów i drugiego dna.
    Nie boją się ani porodu, ani odpowiedzialności, ani upadku szczęścia związkowego, ani braku seksu, a dziecko nie kojarzy im się z końcem wszystkiego i byciem w czarnej dupie.
    Po prostu nie chcą mieć dzieci.

    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • kag73 09.07.14, 20:16
    rekreativa napisała:
    > Nie boją się ani porodu, ani odpowiedzialności, ani upadku szczęścia związkoweg
    > o, ani braku seksu, a dziecko nie kojarzy im się z końcem wszystkiego i byciem
    > w czarnej dupie.
    > Po prostu nie chcą mieć dzieci.
    >
    No i spoko. Problem pojawia sie jak druga strona chce/nagle zechce dziecka i co wtedy?
    Tylko trzymac kciuki, zeby jednak tez nie zechciala.
    Poza tym kutuzow jest tutaj troche dluzej i czarne scenariusze z jego strony jak to dziecko ruinuje zwiazek i seks, znamy.
  • sabat.77 09.07.14, 20:24
    I ja mu w tej obawie z calego serca przyklaskuje, bo jest racjonalna. Oby tylko jego kobieta nie okazala sie "sprytna". Bo w malzenstwie to z uzywaniem gumek roznie bywac, a pigulki mozna przez przypadek zapomniec ;)
  • kag73 09.07.14, 20:28
    sabat.77 napisał:
    > I ja mu w tej obawie z calego serca przyklaskuje, bo jest racjonalna. Oby tylko
    > jego kobieta nie okazala sie "sprytna". Bo w malzenstwie to z uzywaniem gumek
    > roznie bywac, a pigulki mozna przez przypadek zapomniec ;)
    Przestan, sabat, tez mi przyjemnosc miec dziecko z facetem, ktory zdecydowanie dziecka nie chce! Nie martw sie o kutuzowa, on sobie poradzi. Ja widze to gorzej jak jej sie dziecka zachce a tu nic z tego...to sa bardzo trudne decyzje potem. Zycze mu(szczerze), zeby jej sie nie zachcialo.
  • sabat.77 09.07.14, 20:51
    A ja się martwię.
    www.youtube.com/watch?v=zgyVHYjJaVY
    Teraz już wiem - nie wolno ufać Lady Makbet. Zawsze ma za plecami jakiś sztylet. Taka jest natura skorpiona.
  • mojemail3 09.07.14, 20:53
    sabat.77 napisał:

    > A ja się martwię.
    > www.youtube.com/watch?v=zgyVHYjJaVY
    > Teraz już wiem - nie wolno ufać Lady Makbet. Zawsze ma za plecami jakiś sztylet
    > . Taka jest natura skorpiona.

    O kogo się martwisz i kto tu jest skorpionem??
  • sabat.77 09.07.14, 20:56
    mojemail3 napisała:

    > O kogo się martwisz

    O Kutuzowa.

    > i kto tu jest skorpionem??

    Lady Makbet. Przecież napisałem.
  • mojemail3 09.07.14, 20:59
    sabat.77 napisał:

    > > O kogo się martwisz
    >
    > O Kutuzowa.\

    E tam, będzie zadowolony...
    Jakoś się wszystko ułoży, jak to zwykle w bajkach bywa:)
  • sabat.77 09.07.14, 21:03
    mojemail3 napisała:

    > Jakoś się wszystko ułoży, jak to zwykle w bajkach bywa:)

    Chyba że to będzie bajka braci Grimm :)
  • mojemail3 09.07.14, 21:14
    sabat.77 napisał:

    > Chyba że to będzie bajka braci Grimm :)

    To są przecież bardzo mądre i życiowe bajki...
  • sabat.77 09.07.14, 21:36
    zyciowe, bo okrutne i mroczne.
  • mojemail3 09.07.14, 22:09
    sabat.77 napisał:

    > zyciowe, bo okrutne i mroczne.

    O tak.Inaczej być nie może, choćbyśmy bardzo chcieli, bo życie to nie jest zwykła bajka...
  • druginudziarz 09.07.14, 20:59
    kutuzow napisał:

    > rekreativa napisała:
    > > Wiesz, temat mnie rusza, bo ostatnio taka jedna mi powiedziała, że ja nie
    > dojrz
    > > ałam jako kobieta, bo nie chcę mieć dzieci.
    > > Wkuźwiło mnie to.
    >
    > Dobrze Cię rozumiem :-)
    > Tez mnie to wkurza, gdy trzeba udowadniać, że można po prostu nie chcieć dzieci
    > i nie kryje się za tym jakaś trauma, strach, itp.

    TAk z ciekawości, to komu to _musisz_ udawadniać?
    To taki wewnętrzny imperatyw czy co?
  • zawle 09.07.14, 22:36
    szopen_cn napisał:

    > Jesli mezczyzna jest "strachliwy" bo nie chce miec dziecka to kobieta uzywajaca
    > antykoncepcji by nie miec dziecka ( kolejnego np) tez chyba jest strachliwa?

    Ja nie o tym. Można nie chcieć mieć dziecka bo się dzieci nie lubi, bo się jest przyzwyczajonym do swojego trybu, bo się nie ma kasy. Dla mnie te powody są dorosłe i dojrzałe. Jak również ten "nie bo nie". Ale gdy sie pisze o tym że kobiety się zmianiają jak urodzą, że chcą wykorzystać faceta, że go potem biedulka porzucą jak dziecko będzie w miarę samodzielne, że alimenty będą oczekiwać, to dla mnie jest strach. STRACH
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • zawle 09.07.14, 22:02
    kutuzow napisał: > Na koniec mała metafora:
    > Twoja (i innych) ocena co jest odwaga a co tchórzostwem, to trochę jak podejści
    > e do jeziorka/kąpieliska w lato.
    > Młodzi ludzie chcą się popisywać swoją odwagą i skaczą na główkę nie wiedząc cz
    > y jest pod taflą wody. Co roku setki kończą jako kalecy przez swoją "brawurę".
    > Starsi zamiast skakać wejdą spokojnie z brzegu i się nie połamią.
    > Owszem można śmiać się z tych starszych że nie są tak odważni jak Ci co dzielni
    > e skaczą na główkę, tylko raz jeszcze -czy to odwaga czy czysta głupota i brak
    > myślenia o konsekwencjach?



    ładna metafora. Ale do bani. Mojej koleżanki mąż utopił się w wodzie do kolan. Na oczach tłumu. Oczywiście twoje założenie jest takie że ja byłam głupia, a mój syn nieodpowiedzialny. Mogę mówić o sobie, bo o swoim synu nie mogę (to jego prywatne sprawy, do tego nie do końca czuję się odpowiedzialna za błędy 17 latka).
    Nie byłam nieodpowiedzialna. Powinnam nie wchodzić w ogóle do wody. Ale to już jest tchórzostwo:))
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • hello-kitty2 09.07.14, 16:57
    kag73 napisała:

    Fakt teraz nagle chesz sie zenic, bo Ci
    > sie ladna babka trafila i Ci powiedziala jak chce, zeby bylo. Nagle wiec wezmi
    > esz slub, ale faktem jest, ze caly czas robiles w portki i tyle. To prawda jest
    > . Poza tym myslisz, ze na wszystko jest umowa i zabezpieczenie, bo przeciez mow
    > iles co i jak jest dla Ciebie wazne itd. No jestes strachliwy, jestes:)

    Kutuzow sie zeni???? Znowu chyba czegos nie zlapalam ;) Nie moze byc? Naprawde??? Przeciez jestes zagorzalym przeciwnikiem malzenstw? To prawda? Skad ta zmiana? Dziewczyna postawila na ostrzu noza sprawe slubu? Ugiales sie? ;-) hehe no wlasnie babki rzadza! Oj oj nastepny krok to dzidzia ;) Padnie kazdy mur. Girl power! A faceci co oni moga, jak cipka fajna, takie zycie.

    Kag ja tez winkuje ;)
  • sabat.77 09.07.14, 17:09
    Obstawiasz w wydaniu dziewczyny Kutuzowa metode salami? Ja tak. Dziewczyny postepuja sprytnie, wlasnie tak to jest. Dlatego nie nalezy wierzyc babskim deklaracjom.
  • rekreativa 09.07.14, 18:43
    " Dlatego nie nalezy wierzyc babskim deklara
    > cjom."

    Zachowujecie się tak, jakby każdy człowiek, który w pewnym momencie swego zycia zmieni zdanie na jakiś temat był kłamczuchem. No ludzie...
    Ktoś w wieku lat dwudziestu może autentycznie nie chcieć stałego związku, a pięć lat później takiego związku będzie chcial - czy to znaczy, że kłamał?
    Tak samo jest z dzieckiem - w tej chwili ktoś nie chce, nie czuje takiej potrzeby, ale za 10 lat może poczuć - jak można to traktować w kategoriach kłamstwa?
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • sabat.77 09.07.14, 19:19
    Rekreativa - Anusia Borzobohata mowila, ze kazda zadre da sie igielka wydlubac z serca... Moze zadre wobec dzieci z serca Kutuzowa tez?
    Powiem tak - wedlug mnie zycie przypomina bajke z serii zwariowane melodie. Kiedy juz zaczynasz we wszystko wierzyc, wyskakuje krolik Bugs z wielkim napisem "Sucker!" :)
  • rekreativa 09.07.14, 19:31
    A to kutuzow ma jakąś zadrę wobec dzieci? Bo nie zauważyłam.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • sabat.77 09.07.14, 19:34
    Nie chce ich miec, prawda?
  • rekreativa 09.07.14, 20:03
    No i to oznacza, że ma zadrę, traumę, boi się i chooj wie co jeszcze?

    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • sabat.77 09.07.14, 20:20
    Nie oznacza z automatu. Jednak zdaje sie Kutuzow juz werbalizowal, ze obawia sie, ze po dziecku kobiecie mogloby sie odmienic. Przeciez omawialismy sprawe. To nie tak, ze on ma do dzieci stosunek obojetny, on NIE CHCE ich miec, a to kolosalna roznica.
  • rekreativa 09.07.14, 20:34
    " To
    > nie tak, ze on ma do dzieci stosunek obojetny, on NIE CHCE ich miec, a to kolo
    > salna roznica. "

    Chyba jednak mieszasz.
    Są ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci ze względu na same dzieci - nie lubią dzieci, wkurzają ich dzieci, nie widzą w dzieciach nic ładnego, zajmującego i miłego.
    Są ludzie, którzy do dzieci nic nie mają, natomiast obawiają się innych spraw, które rodzicielstwo może przynieść np. tego, że zaniknie pozycie i intymność z partnerką, tego, że nie podołają obowiązkom, tego, że się pogorszy status ekonomiczny w domu itd.
    To są dwie różne rzeczy.
    Póki co, to wiemy, że kutuzow sie obawia tego drugiego.
    Jaki jest stosunek kutuzowa do dzieci samych w sobie, to ja nie wiem.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • mabelle2000 09.07.14, 20:52
    rekreativa napisała:

    > Są ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci ze względu na same dzieci - nie lubią dz
    > ieci, wkurzają ich dzieci, nie widzą w dzieciach nic ładnego, zajmującego i mił
    > ego.
    > Są ludzie, którzy do dzieci nic nie mają, natomiast obawiają się innych spraw,
    > które rodzicielstwo może przynieść np. tego, że zaniknie pozycie i intymność z
    > partnerką, tego, że nie podołają obowiązkom, tego, że się pogorszy status ekono
    > miczny w domu itd.

    Aha, czyli zasadniczo, to zawsze jest jakis powod "chcenia " lub "nie chcenia", tak ? No bo wczesniej napisalas, ze sa tez ludzie, ktorzy dzieci PO PROSTU nie chca. Z gory uprzedzam, ze to nie jest jakies napastliwe pytanie, myslalam tylko, ze kazdy sobie te decyzje ( o posiadaniu lub nie ) jakos racjonalizuje :-)
  • rekreativa 09.07.14, 21:06
    " to zawsze jest jakis powod "chcenia " lub "nie chcenia","

    ???
    Ja po prostu wymieniam kolejne kategorie ludzi niechcących mieć dzieci.
    Są tacy, co nie chcą, bo nie mają potrzeby - tak jak ja np. nie czuje potrzeby, by się wybrać do Nowego Yorku.
    Są tacy, co nie chcą dzieci, bo dzieci nie lubią.
    Są tacy, co nie chcą dzieci z innych powodów.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • mabelle2000 09.07.14, 21:28
    rekreativa napisała:

    > Ja po prostu wymieniam kolejne kategorie ludzi niechcących mieć dzieci.
    > Są tacy, co nie chcą, bo nie mają potrzeby

    No wlasnie, bo ja z tym "czuciem" mam problem, reszta przyczyn jest dla mnie zrozumiala. A problem mam dlatego, poniewaz nie wierze w jakas mistyczna, niczym nieuzasadniona potrzebe posiadania dziecka. I poniewaz w nia nie wierze, dlatego zakladam, ze rowniez ci, ktorzy nie chca dziecka swoje niechcenie opieraja na jakis przeslankach. Ale ok, skoro twierdzisz, ze wystarczy tylko "czuc" czy sie chce, czy nie chce, to przyjmuje, ze jest to mozliwe :-)
  • hello-kitty2 09.07.14, 21:48
    mabelle2000 napisała:

    > No wlasnie, bo ja z tym "czuciem" mam problem, reszta przyczyn jest dla mnie zr
    > ozumiala. A problem mam dlatego, poniewaz nie wierze w jakas mistyczna, niczym
    > nieuzasadniona potrzebe posiadania dziecka.

    A ja akurat z tym ''czuciem'' zupelnie nie mam problemu :)
    Wg mnie tu chodzi o instynkt, ktory kaze Ci to dziecko miec/zrobic. Nie wiem czy jest uzasadniony i mistyczny ale pojawia sie i musisz to dziecko po prostu miec ;-) Ja tak czulam.

    I poniewaz w nia nie wierze, dlateg
    > o zakladam, ze rowniez ci, ktorzy nie chca dziecka swoje niechcenie opieraja na
    > jakis przeslankach. Ale ok, skoro twierdzisz, ze wystarczy tylko "czuc" czy si
    > e chce, czy nie chce, to przyjmuje, ze jest to mozliwe :-)

    A te kobiety, ktore dzieci nie maja to rozumiem, ze tego instynktu nie poczuly wiec jesli by sie decydowaly to wlasnie z jakis konkretnych, zdroworozsadkowych powodow.

    Po urodzeniu dziecka chcenie odeszlo mi jak reka odjal i nie wyobrazam sobie rodzic kolejnych dzieci wiec jestem teraz po drugiej stronie barykady. Znam zatem chcenie i niechcenie jednakowo dobrze. Teraz tak bardzo nie chce jak kiedys bardzo chcialam ;)
  • mabelle2000 09.07.14, 22:09
    hello-kitty2 napisała:

    > Wg mnie tu chodzi o instynkt, ktory kaze Ci to dziecko miec/zrobic.

    Tak po prostu miec ? Ale po co ? W jakim celu ? Przeciez chec posiadania dziecka wynika chyba z jakis wizji, z jakis oczekiwan ? Nie wiem jak to jest u innych kobiet, ale ja na przyklad wyobrazilam sobie, ze jak bede miec dzieci, to bede im pokazywac swiat, bede ich nauczycielem, mentorem. Wiec mozna powiedziec, ze do macierzynstwa przekonala mnie wizja legalnego eksperymentu na ludziach ;-) Ale chciec tak dla samego chcenia, tak bo tak, to ciezko jest mi zrozumiec :-)
  • mojemail3 09.07.14, 22:14
    mabelle2000 napisała:


    "(...)Ale chciec tak dla samego chcenia, tak bo tak, to ciezko jest mi zrozumiec :-)"

    Można chcieć jako potrzebę wydania na świat "owocu miłości" związku, ja tak miałam, mieliśmy.
  • sabat.77 09.07.14, 22:25
    mabelle2000 napisała:

    > Przeciez chec posiadania dziecka wynika chyba z jakis wizji, z jakis oczekiwan ?

    Wręcz przeciwnie. To wizja i oczekiwania pojawiają się w wyniku buzowania w żyłach hormonów popychających kobietę w stronę macierzyństwa.
    U zwierzaków może się z tego tytułu pojawić nawet ciąża urojona. Taka fizyczna manifestacja tej "wizji i oczekiwań" np. w wydaniu czworonogiego ssaka.
    U kobiety... Hmm. Wyobrażam sobie, że to przemożna chęć. Na swój sposób rozumiem.
  • mabelle2000 09.07.14, 22:33
    sabat.77 napisał:

    > Wręcz przeciwnie. To wizja i oczekiwania pojawiają się w wyniku buzowania w żył
    > ach hormonów popychających kobietę w stronę macierzyństwa.

    Wszystkich kobiet ? Ile ich ich jest ? Jaki to procent ? A jestes pewien, ze wszystkie chca i nie ma zadnej, absolutnie zadnej, ktora by sie wahala, rozwazala po co i do czego jest jej to dziecko potrzebne ? No kurcze, zdumiona jestem, bo myslalam, ze kobiety jakos tak bardziej racjonalnie podchodza do decyzji o macierzynstwie...
  • rekreativa 09.07.14, 22:57
    mabelle, a co Ty tak "wszystkie", "żadna"?
    Jasne, że wiele kobiet rozważa za i przeciw, u wielu dziecko to wypadkowa tej nieokreslonej chęci oraz zdroworozsądkowych powodów.
    Wahają się i te, które owego "instynktu" nie czują i te, które czują.
    Ta "ochota" to coś takiego, kiedy widzisz cudzego bobasa i ogarnia Cie jakas dojmująca tkliwość i myslisz, że fajnie by było takiego swojego mieć - tak mi to jedna dziewczyna opisywała. I to uczucie się utrzymuje nawet, kiedy rozum zapodaje argumenty przeciw.


    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • hello-kitty2 10.07.14, 02:06
    rekreativa napisała:

    > Ta "ochota" to coś takiego, kiedy widzisz cudzego bobasa i ogarnia Cie jakas do
    > jmująca tkliwość i myslisz, że fajnie by było takiego swojego mieć - tak mi to
    > jedna dziewczyna opisywała. I to uczucie się utrzymuje nawet, kiedy rozum zapod
    > aje argumenty przeciw.

    Tudziez przebywanie z ciezarna (przyjaciolka czy kims z rodziny) i jej porod. Kurcze u mnie dwie kumpele ze szkoly rodzily w policealnej, a mielismy wtedy praktyki na oddzialach polozniczych, cala klasa z nimi rodzila ;-) Na zmiane chodzilysmy do tych maluchow po urodzeniu. Potem oczywiscie kontakt sie urwal, studia, praca, wiadomo.

    Mabelle, tak masz racje calkowicie irracjonalna chec, narastajaca falami, mnie to tak narastalo latami. Jak mi to opadlo, doslownie jak reka odjal (nie wiem czy to prawda ale mowia, ze ciaza trwa 9 m-cy i potem kolejne 9 m-cy 'opadaja' te hormony) to sie poczulam nawet okreslilabym 'oszukana' ;-) Ze co to jest to macierzynstwo? Leee nic specjalnego, proza zycia. Ale robienie dziecka i oczekiwanie na dziecko w tym instynkcie bylo super fajne, jak spelnianie marzen, jak na narkotykach.

    W kazdym badz razie rozumiem (w rozumieniu czuje) doskonale obie postawy: chce miec dziecko i nie chce miec dziecka.

  • rekreativa 09.07.14, 21:59
    Ja nie tyle twierdzę, co obserwuję i powtarzam to, co babki opowiadają: że własnie jest czucie, chcica dzieciowa.
    Nie miałaś nigdy tak, że Cię naszła ochota coś zjeść? Wiesz, siedzisz se przed TV i nagle przypływa Ci smak na lody . I jest to tak dojmujące, że się ubierasz i schodzisz do spożywczaka, by te lody kupić.
    Masz tu jakies racjonalne powody, przemyślenia, uzasadnienia? Nie, po prostu apetyt Cię naszedł i tyle.
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • hello-kitty2 09.07.14, 21:25
    rekreativa napisała:

    > " Dlatego nie nalezy wierzyc babskim deklara
    > > cjom."
    >
    > Zachowujecie się tak, jakby każdy człowiek, który w pewnym momencie swego zycia
    > zmieni zdanie na jakiś temat był kłamczuchem. No ludzie...
    > Ktoś w wieku lat dwudziestu może autentycznie nie chcieć stałego związku, a pię
    > ć lat później takiego związku będzie chcial - czy to znaczy, że kłamał?
    > Tak samo jest z dzieckiem - w tej chwili ktoś nie chce, nie czuje takiej potrze
    > by, ale za 10 lat może poczuć - jak można to traktować w kategoriach kłamstwa?

    Nie no czekaj czekaj. Ja sie zwyczajnie podpalilam, bo jeszcze niedawno sie przypierdalalam, ze narzeczona to ma sens nazywac panne jak bedzie slub, a jak nie bedzie to to naciagane. I jeszcze tam byla jakas litania z mojej strony, ktora deklarowalam, ze odszczekam, jak bedzie u Kutuzowa zwrot akcji (Kag biore na swiadka, bo mnie tam trzymala za slowo). No wiec ODSZCZEKUJE i ja po prostu wybieram sie na slub, no przynajmniej chce, chyba ze w Las Vegas bedzie to nie ale w Polsce to przeciez moge wpasc, chcialabym przynajmniej ;)

    Sabat,

    nie kumam metody salami. Wyloz prosze.

    Kutuzow,

    Zupelnie niepotrzebne te skromnosci na prive. Pokazanie ze stac Cie na rozmach czy gest czy ryzyko jakkolwiek to nazwac w imie milosci to nie powod do krycia sie. Nie ma sie czego wstydzic. W kazdym razie popieram decyzje i ciesze sie Waszym szczesciem, jak jest wyjatkowa, to ma byc to widac, a nie zeby ktos z boku mial furtke i sie jej oswiadczyl, bo oficjalnie wolna ;)

    If you like it then you should put the ring on it! Kazdy zna ale ja bardziej lubie ten kawalek i tego zycze:
    www.youtube.com/watch?v=p1JPKLa-Ofc
  • sabat.77 09.07.14, 21:33
    Metoda salami, czyli osiaganie swojego rzeczywistego celu krok po kroku. Latwiej wymusic kilka drobnych ustepstw niz jedno wielkie.
  • kag73 09.07.14, 19:34
    sabat.77 napisał:
    > Obstawiasz w wydaniu dziewczyny Kutuzowa metode salami?

    Niekoniecznie. Ale skoro Kutuzow jest taki strachliwy:)) to ktos te decyzje musi za niego podejmowac, takie zycie:) Albo: ona mowi jak by chciala a on...sie zgadza. proste. Mnie to wcale nie dziwi, bo znam zycie;)

    >Ja tak. Dziewczyny postepuja sprytnie, wlasnie tak to jest. Dlatego nie nalezy wierzyc babskim deklaracjom.
    Podobnie tutaj, na razie ona moze mowic prawde a co bedzie za 5 lat sama przeciez nie moze do konca przewidziec. Mowie, zycie jest pelne niespodzianek.
  • kutuzow 09.07.14, 18:46
    hello-kitty2 napisała:
    > Kutuzow sie zeni???? Znowu chyba czegos nie zlapalam ;) Nie moze byc? Naprawde?
    > ?? Przeciez jestes zagorzalym przeciwnikiem malzenstw? To prawda? Skad ta zmian
    > a? Dziewczyna postawila na ostrzu noza sprawe slubu? Ugiales sie? ;-) hehe no w
    > lasnie babki rzadza! Oj oj nastepny krok to dzidzia ;) Padnie kazdy mur. Girl p
    > ower! A faceci co oni moga, jak cipka fajna, takie zycie.

    Kitty,
    Napiszę Ci na priva, bo co bym tutaj nie napisał to zaraz znajdą się osoby co to przekręcą na swoją modłę i będzie jak z tym, że jestem strachliwy. Teraz pewnie wyjde na pantoflarza ;-)
  • rekreativa 09.07.14, 18:49
    Znaczy się żenisz :)
    --
    "Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. " M. Twain
  • kag73 09.07.14, 20:12
    hello-kitty2 napisała:
    > Kutuzow sie zeni???? Znowu chyba czegos nie zlapalam ;) Nie moze byc? Naprawde?
    > ?? Przeciez jestes zagorzalym przeciwnikiem malzenstw? To prawda? Skad ta zmian
    > a? Dziewczyna postawila na ostrzu noza sprawe slubu? Ugiales sie? ;-) hehe no w
    > lasnie babki rzadza! Oj oj nastepny krok to dzidzia ;) Padnie kazdy mur. Girl p
    > ower! A faceci co oni moga, jak cipka fajna, takie zycie.

    Kitty, ja Ci to zaraz wytlumacze;) Jak pisalam swego czasu jak to w zyciu wyglada kiedy factet soptyka KOBIETE, TE KOBIETE i ze ona juz mu powie co i jak chce, to mi Kutuzow pisal o szantazach emocjonalnych, ultimatach i takich tam. Swiat wedlu kutuzowa:
    Te "gupki" faceci daja sie zaszatnazowac i robia czego chca te wyrachowane kobiety chcace ich wkrecic w zwiazek i malzenswto. Bo dla kutuzowa wszystko jest proste i do wyjasnienia, zdroworozsadkowo i na trzezwo, pragmatyzm. Tylko jak zaczyna chodzic o JEGO osobe i JEGO zycie/zwiazek to sie nagle nazywa "my sie bardzo kochamy" i...juz wszystko wyglada zupelnie inaczej. Wszyscy inni nie kierowali sie uczuciami, oni byli glupi, dali sie zaszantazowac przez te druga rownie bezuczuciowa strone. Rozumiesz?
    Jakby co, spoko pytaj, chetnie sluze odpowiedzia:))
  • sabat.77 09.07.14, 20:16
    Na to by nabrac rowniez do samego siebie takiego dystansu potrzeba widac silniejszej traumy :)
    Ale masz racje, z emocji traci sie rozsadek.
  • kutuzow 10.07.14, 00:09
    kag73 napisała:
    > Jak pisalam swego czasu jak to w zyciu wygla
    > da kiedy factet soptyka KOBIETE, TE KOBIETE i ze ona juz mu powie co i jak chce
    > , to mi Kutuzow pisal o szantazach emocjonalnych, ultimatach i takich tam. Swia
    > t wedlu kutuzowa:

    Kag, widze pewną różnicę między podejściem w stylu "albo ślub, albo koniec związku" a ustaleniem kompromisu przez obie strony, tak aby istotne kwestie dla obu stron były uwzględnione.
    Moja narzeczona zaakceptowała mój warunek że dzieci mieć nie chcę i tutaj zdania nie zmienię. Skoro jest ona gotowa spędzić ze mną życie tylko we dwójkę, to uważam że powinienem wyjść na przeciw także jej oczekiwaniom. Inaczej to egoizm z mojej strony.
    Dla niej ważne jest to, że skoro mamy na starość być tylko sami (bez dzieci), to żebyśmy byli mężem i żoną. Począwszy od tak prozaicznych kwestii jak to że to jej marzenie być żoną, poprzez to że dla niej jest to przejaw że jest dla mnie wyjątkowa (kobiety w moim życiu było kilka, żona będzie tylko jedna*) Po bardziej prozaiczne jak np. kwestie zabezpieczenia przyszłości na wypadek śmierci (kwestie spadkowe).

    Ja więc nie postrzegam tego jako poddanie się szantażowi, na zasadzie że mężczyzna spełnia żdania kobiety. Wg mnei tu jest to raczej wzajemny kompromis. Godzimy się na rzeczy które dla drugiej strony są ważne.
    Zgodzisz się z tym, gdy teraz wiesz trochę więcej?

    >Bo dla kutuzowa wszystko jest pr
    > oste i do wyjasnienia, zdroworozsadkowo i na trzezwo, pragmatyzm.

    Nadal tak myslę.
    Nie wychodze w cale z założenia że skoro my się kochamy, to już na pewno nam się uda.
    Mam świadomość, że mimo iż na chwilę obecną nie ma róznicy w podejściu do tematu dzieci, to w newralgicznym okresie gdy partnerka dojdzie do 30-tki może pojawić się jakaś presja hormonów i nagle ustalenia diabli wezmą. Dlatego OBOJE uzgodniliśmy iż poczekamy ze ślubem. Jeśli nic się nie wydarzy i nadal będziemy chcieli iść przez życie tylko we dwoje -ślub jest aktualny. Jeśli nagle pojawi się presja na dziecko -mamy możliwość się rozstać i oboje układać sobie życie tak jak chcemy (moja narzeczona ma wtedy jeszcze szanse/czas na inny związek i dziecko z innym partnerem).
    Jak dla mnie jest to pragmatyzm. Widzisz tutaj jakieś emocjonalne podejście do tego?
    Czy gdzieś to odbiega od tego co tutaj głosiłem?


    * żona ma być tylko jedna. Moja narzeczona ma iście hiszpański temperament i w razie ew. zdrady albo porzucenia ostatnią rzeczą którą poczuje będzie "przyjemny chłód stali" w sercu.
    Co ciekawe znam ją na tyle że jej wierze iż jest do tego zdolna w afekcie.
  • bcde 10.07.14, 01:31
    >Moja narzeczona ma iście hiszpański temperament i w
    > razie ew. zdrady albo porzucenia ostatnią rzeczą którą poczuje będzie "przyjemn
    > y chłód stali" w sercu.
    > Co ciekawe znam ją na tyle że jej wierze iż jest do tego zdolna w afekcie.

    Taki temperament może się kiedyś pogryźć z pragmatyzmem i chłodną kalkulacją. Nie dziwię się twojej ostrożności.
  • sabat.77 10.07.14, 06:18
    Jeśli faktycznie sprawy związane z brakiem dzieci macie ostatecznie ustalone i masz rękę na pulsie w tej kwestii, to w zasadzie pozostaje przemyśleć kwestie ewentualności wykorzystania majątkowego ze strony kobiety, co już sam musisz rozsądzić, bo tutaj nie mam "wglądu do akt". Jeśli wyjdzie, że nie - to spokojnie możesz się żenić i rozwodzić, a nawet robić to w kółko, co roku z inną. No bo w sumie, co kobieta innego może chcieć? Jest jeszcze opcja pt. "polisa na życie". Tu bym się trochę obawiał, bo to powtarzający się motyw w kronikach kryminalnych... Nagłe żądanie od partnera wysokiej polisy na życie powinno zacząć niepokoić...
  • mojemail3 10.07.14, 10:59
    kutuzow napisał:

    "(...)Moja narzeczona zaakceptowała mój warunek że dzieci mieć nie chcę i tutaj zdania nie zmienię. Skoro jest ona gotowa spędzić ze mną życie tylko we dwójkę, to uważam że powinienem wyjść na przeciw także jej oczekiwaniom. Inaczej to egoizm z mojej strony (...)"

    Wszystko zależy,czy akceptacja jest równoznaczna z pogodzeniem się, bo na kobiety przychodzą ciężkie chwile w kwestii prokreacji, zarówno w wieku 30 jak i póżniej...
    No i jak juz będziecie małżeństwem, zaczną się dogadywania, a kiedyż to rodzinka się powiększy, a jak pani żona wyzna,że mąż dzieci nie chce, to okaże się potworem zamykającym kobiecie drogę do spełnienia w macierzyństwie..
    Powiedz mi tylko Kutuzowie, z całym szacunkiem, czym się różni sytuacja " zgodzę się na ślub bo to marzenie ukochanej" a "zgodzę się na dziecko z miłości do ukochanej kobiety"??
    Być może konsekwencjami, ale w założeniach nie widzę wielkiej różnicy.



    kutuzow napisał:

    > Począwszy od tak prozaicznych kwestii jak to że to
    > jej marzenie być żoną, poprzez to że dla niej jest to przejaw że jest dla mnie
    > wyjątkowa (kobiety w moim życiu było kilka, żona będzie tylko jedna*) Po bardz
    > iej prozaiczne jak np. kwestie zabezpieczenia przyszłości na wypadek śmierci (k
    > westie spadkowe).

    No właśnie, spełnienie marzeń. A małżeństwo to nie jest gwiazdka z nieba, to jest ciężki kawałek chleba...Jednak lepszy ciemny zdrowy chleb codziennie, a nie ciastko z kremem, od którego zemdli i można się chorób cywilizacyjnych i nadwagi dorobić...
    Co do zabezpieczenia majątkowego,to słaby powód do zawierania małżeństwa, można kupić nieruchomość na współwłasność nie będąc małżeństwem, tak samo samochód, można zrobić umowę darowizny, sprzedaży itp, nie ma problemu.Testament można napisać, ale liczyć się trzeba z zachowkiem dla rodzeństwa, jak potomstwa nie ma.

    Małżeństwo w założeniu jednak zakłada przyjęcie dzieci, dla mnie dysonansem jest z jednej strony wielkie pragnienie ślubu ( czy chodzi o tą bajkową oprawę, suknię, przyjęcie???) a z drugiej kategoryczne postawienie sprawy w kwestii potomstwa, brak gotowości bycia ojcem.
    Ja nie oceniam i nie potępiam jak wiesz, tak sobie gdybam, ale mam takie przeczucie, że za parę lat będziesz tu pisał o urokach ojcostwa...
    Trochę już widziałam na tym świecie, takich co się wzbraniali, a potem zachwalali...


    kutuzow napisał:
    > * żona ma być tylko jedna. Moja narzeczona ma iście hiszpański temperament i w
    > razie ew. zdrady albo porzucenia ostatnią rzeczą którą poczuje będzie "przyjemn
    > y chłód stali" w sercu.
    > Co ciekawe znam ją na tyle że jej wierze iż jest do tego zdolna w afekcie.

    No to jest dość niebezpieczna deklaracja;-) Może lepiej założyć,że zdrady nie akceptujemy i nie dopuszczamy do niej???

  • kutuzow 10.07.14, 11:12
    mojemail3 napisała:
    > Powiedz mi tylko Kutuzowie, z całym szacunkiem, czym się różni sytuacja " zgodz
    > ę się na ślub bo to marzenie ukochanej" a "zgodzę się na dziecko z miłości do u
    > kochanej kobiety"??
    > Być może konsekwencjami, ale w założeniach nie widzę wielkiej różnicy.

    Eeee? Ty tak na serio pytasz?
    Wiesz w pierwszym przypadku (ślub) godzisz się tylko na formalność. Coś co jeśli np. ze wspomnianego problemu dziecka związek się nie uda, można się rozstać. W drugim przypadku pojawia się dziecko, za które jesteś odpowiedzianly/dzialna do końca życia. tutaj nie ma że jak się nie uda/nie spodoba to udamy że sprawa jest nieaktualna.

    > No właśnie, spełnienie marzeń. A małżeństwo to nie jest gwiazdka z nieba, to je
    > st ciężki kawałek chleba...J

    Wiesz, ja na prawdę nie widzę różnicy jeśli chodzi o ten "cięzki kawałek chleba" pomiędzy
    byciem teraz razem (jako narzeczeni) czy byciem małżeństwem. Czemu małżeństwo ma być cięższe? Od razu dodam że to nei jest ślub kościelny wg starej zasady, że nawet jeśli małżeństwo jest nieudane to trzeba nieć ten "krzyż" do śmierci.

    > Małżeństwo w założeniu jednak zakłada przyjęcie dzieci,
    Dla Ciebie tak, dla większości kobiet pewnie także (to dlatego ciągle tu trabie że to kobiety chcą dziecka bardziej niż mężczyźni). Dla mnie i pewnie kilku innych jeszcze osób jest to rozdzielne.
    Można mieć dzieci bez ślubu (coraz wiecej takich się rodzi obecnie w GUS-u) i można mieć ślub bez dzieci (takowych par także jest coraz więcej).


    > No to jest dość niebezpieczna deklaracja;-) Może lepiej założyć,że zdrady nie a
    > kceptujemy i nie dopuszczamy do niej???
    >
    Ja wcale zdrady nie zakładam, po prostu zostałem ostrzeżony "na zapas" :-)
  • mojemail3 10.07.14, 11:20
    kutuzow napisał:

    > Eeee? Ty tak na serio pytasz?
    > Wiesz w pierwszym przypadku (ślub) godzisz się tylko na formalność. Coś co jeśl
    > i np. ze wspomnianego problemu dziecka związek się nie uda, można się rozstać.

    To już wszystko rozumiem, jak formalność, to wszystko jasne.
    Dla jasności, ja takiej "formalności" nie traktowałabym jako marzenia, wcale by mi na formalności nie zależało, ale wiadomo, każdy jest inny.


    > Wiesz, ja na prawdę nie widzę różnicy jeśli chodzi o ten "cięzki kawałek chleba
    > " pomiędzy
    > byciem teraz razem (jako narzeczeni) czy byciem małżeństwem.


    To jest naiwne myślenie, ale rzeczywiście, jeśli małżeństwo ma być formalnością i nie zakłada się jego nierozerwalności, to rzeczywiście to się może sprawdzić.

    >Czemu małżeństwo ma być cięższe? Od razu dodam że to nei jest ślub kościelny wg starej >zasady, że nawet jeśli małżeństwo jest nieudane to trzeba nieć ten "krzyż" do śmierci.

    Kutuzow, bo to jest najtrudniejszy typ związku, jeśli podchodzisz do sprawy poważnie...
    Mówię Ci to z pozycji osoby, która wie,że dobrze wybrała, która trzyma się swych postanowień, a i tak życie daje w kość maksymalnie, a kryzysy są nieuniknione ( choć są też szansą)
  • kutuzow 10.07.14, 11:38
    mojemail3 napisała:
    > To jest naiwne myślenie, ale rzeczywiście, jeśli małżeństwo ma być formalnością
    > i nie zakłada się jego nierozerwalności, to rzeczywiście to się może sprawdzić

    Wiesz, my oboje jesteśmy ateistami, więc ew. ślub kościelny dla ładnej oprawy (jak wielu robi) byłby mega hipokryzją z naszej strony.

    > To jest naiwne myślenie, ale rzeczywiście, jeśli małżeństwo ma być formalnością
    > i nie zakłada się jego nierozerwalności, to rzeczywiście to się może sprawdzić

    Czemu naiwne?

    > Kutuzow, bo to jest najtrudniejszy typ związku, jeśli podchodzisz do sprawy pow
    > ażnie...
    Wiesz, to temat na osobny wątek.
    Zobacz że kiedyś gdy obowiązywała ta reguła i rozwód był swoistym tabu. Rozwodnicy byli napiętnowani społecznie, to ludzie wcale nie byli szczęśliwsi. Po prostu męczyli się żyjąc "obok" siebie. Teraz część z takich co źle wybrała ma szanse na kolejne życie. Nawet na tym forum widać że to się sprawdza.

    > Mówię Ci to z pozycji osoby, która wie,że dobrze wybrała, która trzyma się swyc
    > h postanowień, a i tak życie daje w kość maksymalnie, a kryzysy są nieuniknione
    > ( choć są też szansą)

    Wiesz, ja wolę świadomość że ktoś jest ze mną bo mnie kocha, bo mu na mnie zależy, niż dla tego, że jego przekonania nie pozwalają mu odejść. To oczywiście mój punkt widzenia i każdy ma swój własny. Zbyt dużo widziałem takich nieudanych małżeństw (do grobowej deski) w rodzinie, żeby je cenić. Z czasem miłości tam nie było za grosz, pełno za to było frustracji.
  • mojemail3 10.07.14, 11:48
    kutuzow napisał:

    >Wiesz, ja wolę świadomość że ktoś jest ze mną bo mnie kocha, bo mu na mnie zależy, niż dla >tego, że jego przekonania nie pozwalają mu odejść. To oczywiście mój punkt widzenia i każdy >ma swój własny.

    Jedno drugiego nie wyklucza, miłość trwania przy zasadach i postanowienia miłości, naprawdę.
    To taki sam mit, to bycie z kimś wyłącznie z MIŁOŚCI, jak przekonanie o spontaniczności seksu w związku;-)
  • kutuzow 10.07.14, 11:58
    mojemail3 napisała:
    > Jedno drugiego nie wyklucza, miłość trwania przy zasadach i postanowienia miłoś
    > ci, naprawdę.

    Nie wyklucza w przypadku gdzie masz i miłość i związek gdzie zakładasz brak rozwodu - bo przysięgaliście "póki śmierć Was nie rozłączy".

    Jeśli jednak miłość z czasem minie, to wtedy zostajesz w pułapce swoich własnych przekonań.
    Gdyby nie ta przysięga to byś się rozstała z tym partnerem skoro już się nie kochacie. Tylko przysięga Was trzyma (i ew. kredyt, dzieci itp).
  • mojemail3 10.07.14, 12:07
    kutuzow napisał:

    > Jeśli jednak miłość z czasem minie, to wtedy zostajesz w pułapce swoich własnych przekonań.
    > Gdyby nie ta przysięga to byś się rozstała z tym partnerem skoro już się nie ko
    > chacie. Tylko przysięga Was trzyma (i ew. kredyt, dzieci itp).

    Prawdziwa miłość nie mija.
  • urquhart 10.07.14, 12:20
    No masz jak miłość minie to nie była prawdziwą ?
    Kuszące zdjęcie sprawności czyż nie?

    Przecież wszystko co żywe i dynamiczne nie karmione i nie pielęgnowania zdechnie i o tym przypominają psycholodzy. Zatem sama decydujesz kolejnymi wyborami czy jest prawdziwą...
    --
    Bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka (Wiesław Sokoluk).
  • mojemail3 10.07.14, 12:23
    urquhart napisał:

    > No masz jak miłość minie to nie była prawdziwą ?
    > Kuszące zdjęcie sprawności czyż nie?
    > Przecież wszystko co żywe i dynamiczne nie karmione i nie pielęgnowania zdechni
    > e i o tym przypominają psycholodzy. Zatem sama decydujesz kolejnymi wyborami cz
    > y jest prawdziwą...

    No to przecież napisałam wcześniej, że jedno drugiego nie wyklucza, że miłość trzymania się zasad i czujności nie wyklucza,czytaj uważnie, bo nie będę powtarzać...( jak Marie z Francuskiego Ruchu Oporu w "Allo-Allo"...)
  • bcde 10.07.14, 15:17
    > Prawdziwa miłość nie mija.

    Wręcz odwrotnie - prawdziwa, wielka miłość mija. Coś, co było gorące musi wystygnąć, a stygnie tym szybciej im jest gorętsze. Uniwersalne zasady termodynamiki i entropii mają i tutaj zastosowanie.
    Nie mija "miłość", która od początku była letnia.
  • mojemail3 10.07.14, 15:45
    bcde napisał:

    > Wręcz odwrotnie - prawdziwa, wielka miłość mija. Coś, co było gorące musi wysty
    > gnąć, a stygnie tym szybciej im jest gorętsze. Uniwersalne zasady termodynamiki
    > i entropii mają i tutaj zastosowanie.
    > Nie mija "miłość", która od początku była letnia.

    bcde ale Ty piszesz o namietnosci i pozadaniu...Daj se spokoj z termodynamika i entropia...
  • bcde 10.07.14, 16:38
    > bcde ale Ty piszesz o namietnosci i pozadaniu...Daj se spokoj z termodynamika i
    > entropia...

    Bez namiętności i pożądania nie ma już prawdziwej miłości.
  • mojemail3 10.07.14, 16:41
    bcde napisał:

    > Bez namiętności i pożądania nie ma już prawdziwej miłości.

    No juz mi sie nie chce tymi truizmami wymieniac...
    Tyle lat zyjesz na tym swiecie, jestes plci meskiej, to myslisz, ze sie takie cuda nie zdarzaja poczuc namietnosc i pozadanie do tej samej kobiety( choc nieco juz innej;-) po 15-20 latach???
  • bcde 10.07.14, 17:08
    > Tyle lat zyjesz na tym swiecie, jestes plci meskiej, to myslisz, ze sie takie c
    > uda nie zdarzaja poczuc namietnosc i pozadanie do tej samej kobiety( choc nieco
    > juz innej;-) po 15-20 latach???

    Takie cuda się NIE zdarzają. Zdarza się polepszenie, ale to nigdy nie jest TA namiętność i TO pożądanie, jak na początku. Lokalne i chwilowe fluktuacje nie zmieniają "termodynamiki" całego układu, którego temperatura zawsze dąży z czasem do zera absolutnego. :)
  • mojemail3 10.07.14, 17:12
    bcde napisał:


    > Takie cuda się NIE zdarzają. Zdarza się polepszenie, ale to nigdy nie jest TA n
    > amiętność i TO pożądanie, jak na początku. Lokalne i chwilowe fluktuacje nie zm
    > ieniają "termodynamiki" całego układu, którego temperatura zawsze dąży z czasem
    > do zera absolutnego. :)

    No i co z tego? My sie zmieniamy, relacja sie zmienia, seks sie zmienia, ja nie oczekuje odgrzania tego co bylo, tylko nowej jakosci.

  • kag73 10.07.14, 17:17
    mojemail3 napisała:

    > bcde napisał:
    > > ieniają "termodynamiki" całego układu, którego temperatura zawsze dąży z
    > czasem do zera absolutnego. :)

    ozesz, a dlugo na to potrzeba, zeby osiagnac to absolutne zero? Pocieszam sie, ze tak dluuugo, ze czlowiekowi i tak zwiasa:) Po co komu w wieku lat 70 ciu milosc:)
  • bcde 10.07.14, 17:39
    > ozesz, a dlugo na to potrzeba, zeby osiagnac to absolutne zero? Pocieszam sie,
    > ze tak dluuugo, ze czlowiekowi i tak zwiasa:) Po co komu w wieku lat 70 ciu mil
    > osc:)

    Zero absolutne pojawia się np. w trakcie walki przed sądem rozwodowym, zwłaszcza gdy każde z małżonków ma już nowego partnera.
    W praktyce nikt nie czeka na zero absolutne, tylko ewakuuje się wcześniej.
    A ludzie, zwłaszcza kobiety, lubią oszukiwać siebie, a jeszcze bardziej innych, że ich związek jest jeszcze dość ciepły. Z takim przeświadczeniem może łatwiej im żyć i umierać.
  • mojemail3 10.07.14, 17:43
    bcde napisał:
    > Zero absolutne pojawia się np. w trakcie walki przed sądem rozwodowym, zwłaszcz
    > a gdy każde z małżonków ma już nowego partnera.
    > W praktyce nikt nie czeka na zero absolutne, tylko ewakuuje się wcześniej.
    > A ludzie, zwłaszcza kobiety, lubią oszukiwać siebie, a jeszcze bardziej innych,
    > że ich związek jest jeszcze dość ciepły. Z takim przeświadczeniem może łatwiej
    > im żyć i umierać.

    Nie wiem,dlaczego rozciagasz swe trudne doswiadczenia na innych, uwazasz,ze nie ma szans wyjsc z kryzysu, ze to niemozliwe?
    Ja rozumiem,poniosles kleske,ale nie zawsze tak musi byc.
  • sabat.77 10.07.14, 17:53
    Wedlug mnie, jak wygasnie namietnosc i wlezie w bezseksie dlugoterminowe, to juz nic sie nie bedzie dalo zrobic.To jest de facto koniec, ale formalnie mozna to przedluzac. Nieboszczyka tez juz sie nie da zreanimowac.
  • bcde 10.07.14, 18:04
    > Nie wiem,dlaczego rozciagasz swe trudne doswiadczenia na innych, uwazasz,ze nie
    > ma szans wyjsc z kryzysu, ze to niemozliwe?
    > Ja rozumiem,poniosles kleske,ale nie zawsze tak musi byc.

    To właśnie tzw. "wyjście z kryzysu" byłoby dla mnie klęską. Skutkowałoby tym, że nie zaznałbym nowej miłości albo zaznałbym jej dużo później.
    To moja żona prosiła mnie, by jeszcze spróbować. Teraz prawdopodobnie jest mi wdzięczna, że się rozstaliśmy.
    "Wychodzenie z kryzysu" - to jest dopiero dziecinada.
  • mojemail3 10.07.14, 18:22
    bcde napisał:

    > To moja żona prosiła mnie, by jeszcze spróbować. Teraz prawdopodobnie jest mi w
    > dzięczna, że się rozstaliśmy.
    > "Wychodzenie z kryzysu" - to jest dopiero dziecinada.

    Tak, na pewno czuje wdziecznosc...Och znawcy kobiet;-)
    Ja tam sobie cenie swoja dziecinade;-)
    Nowe milosci piszesz, nie dziekuje...

  • sabat.77 10.07.14, 18:40
    Wychodzenie z kryzysu jest o niebo lepsze niz w niego wchodzenie. Co do zony - kochala Cie. Tak reaguje kobieta, w ktorej jeszcze nie calkiem zgasly uczucia do danego faceta...
  • bcde 10.07.14, 19:16
    > Wychodzenie z kryzysu jest o niebo lepsze niz w niego wchodzenie.

    Najlepiej jest wyjść z kryzysu prosto w objęcia nowej kobiety. Spróbuj :)

    Co do zony - kochala Cie. Tak reaguje kobieta, w ktorej jeszcze nie calkiem zgasly uczucia d
    > o danego faceta...

    Nie kochała mnie już od dawna. Pod koniec dotarło do niej jaka zmiana w życiu jej się szykuje i na jak dobre życie mam szansę ja.
  • sabat.77 10.07.14, 19:48
    I dlatego chciala sprobowac jeszcze raz? Sluchaj, fajnie - zasoby, uroda, ale ludzie w zwiazku oferuja sobie cos jeszcze. Swoje czlowieczenstwo. Unikalna wiez miedzy soba. To jest potezna sila. I czasem potrafi strasznie ranic, ale moze tez byc droga do wielkiego szczescia.
  • bcde 10.07.14, 20:46
    Sluchaj, fajnie - zasoby, uroda, ale ludzie w zwiazku oferuja sobie cos jeszcze. Swoje czlowieczenstwo. Unikalna wiez
    > miedzy soba. To jest potezna sila. I czasem potrafi strasznie ranic, ale moze
    > tez byc droga do wielkiego szczescia.

    Unikalna więź się skończyła. Zranienia nie okazały się drogą do wielkiego szczęścia, wręcz przeciwnie. Co było robić?
    Człowieczeństwo oferujemy sobie nadal. :)
  • sabat.77 10.07.14, 20:54
    Wiesz co? Ostatnie rozmowy na forum uswiadomily mi, ze przebywajac tutaj nasiaklem wszechobecnym wsrod ludzi cynizmem. Sam stalem sie cyniczny, a moze tego powinienem byl bac sie duzo bardziej, niz tego ze moja zona przestala ze mna sypiac...
  • bcde 10.07.14, 21:51
    > Wiesz co? Ostatnie rozmowy na forum uswiadomily mi, ze przebywajac tutaj nasiak
    > lem wszechobecnym wsrod ludzi cynizmem. Sam stalem sie cyniczny, a moze tego po
    > winienem byl bac sie duzo bardziej, niz tego ze moja zona przestala ze mna sypi
    > ac...

    Ta, a cynizmem zaraziłeś się od kotoshi, kag, jesod i TB :) Diabeł ubrał się w ornat i na mszę dzwoni. Ty - naczelny cynik forum coś takiego mówisz? Dobre :) To od ciebie można było tym nasiąknąć. Owszem, przybierasz różne twarze, jak zechcesz to i romantyka, ale cynizm chyba przeważa w twoich postach. To nie zarzut, bo lubię cię czytać :)
  • sabat.77 10.07.14, 23:04
    No i sam widzisz. Nawet nie wierzysz, ze cos czuje...
  • bcde 11.07.14, 01:44
    Jasne, że czujesz i co więcej - wrażliwy z ciebie chłopak. Tyle, że twój rozum panuje nad uczuciami, nie masz specjalnych złudzeń co do natury ludzkiej i dostrzegasz (czasem na wyrost) brak racjonalności pewnych postaw i zachowań.
  • bcde 11.07.14, 02:11
    > Nie wiem,dlaczego rozciagasz swe trudne doswiadczenia na innych,

    Z walką w sądzie to był tylko przykład. Moje doświadczenia nie były aż takie trudne. Rozwiodłem się w zgodzie, kulturalnie, na jednej rozprawie, po wcześniejszym umownym podziale majątku, a z byłą żoną mamy układy przyjacielskie i możemy na siebie liczyć. Jasne, że były emocje po obu stronach (w końcu to pierwszy rozwód :)), ale bez problemu dogadaliśmy się.
  • mojemail3 11.07.14, 10:48
    bcde napisał:

    > Z walką w sądzie to był tylko przykład. Moje doświadczenia nie były aż takie tr
    > udne. Rozwiodłem się w zgodzie, kulturalnie, na jednej rozprawie, po wcześniejs
    > zym umownym podziale majątku, a z byłą żoną mamy układy przyjacielskie i możemy
    > na siebie liczyć. Jasne, że były emocje po obu stronach (w końcu to pierwszy r
    > ozwód :)), ale bez problemu dogadaliśmy się.

    No to co, pozostaje mi serdecznie Ci pogratulować?
  • hello-kitty2 12.07.14, 00:31
    bcde napisał:

    > Z walką w sądzie to był tylko przykład. Moje doświadczenia nie były aż takie tr
    > udne. Rozwiodłem się w zgodzie, kulturalnie, na jednej rozprawie, po wcześniejs
    > zym umownym podziale majątku, a z byłą żoną mamy układy przyjacielskie i możemy
    > na siebie liczyć. Jasne, że były emocje po obu stronach (w końcu to pierwszy r
    > ozwód :)), ale bez problemu dogadaliśmy się.

    A macie wspolne dzieci? Jesli tak, to jak one sobie poradzily emocjonalnie?
  • bcde 12.07.14, 01:42
    > A macie wspolne dzieci? Jesli tak, to jak one sobie poradzily emocjonalnie?

    Mamy jedno. Poczekałem z wyprowadzką i rozwodem aż trochę podrośnie. Wytłumaczyliśmy mu co się dało i wydaje mi się, że nie ma żadnej traumy. Mam pełną władzę rodzicielską, jak matka. Początkowo widywałem się z nim dość często, później rzadziej. Pewnie, że nic nie zastąpi codziennego kontaktu, ale nie jest tak źle. Mieszkamy blisko, mamy telefony, w razie potrzeby można na mnie liczyć, a jeśli chcemy się spotkać, to się spotykamy. Wyjeżdżamy razem w czasie wakacji. Nastolatek nie potrzebuje już tak bliskiego kontaktu jak kilkulatek. Ma znajomych, komputer, swoje sprawy...
  • hello-kitty2 12.07.14, 11:24
    bcde napisał:

    > Mamy jedno. Poczekałem z wyprowadzką i rozwodem aż trochę podrośnie. Wytłumaczy
    > liśmy mu co się dało i wydaje mi się, że nie ma żadnej traumy. Mam pełną władzę
    > rodzicielską, jak matka. Początkowo widywałem się z nim dość często, później r
    > zadziej. Pewnie, że nic nie zastąpi codziennego kontaktu, ale nie jest tak źle.
    > Mieszkamy blisko, mamy telefony, w razie potrzeby można na mnie liczyć, a jeśl
    > i chcemy się spotkać, to się spotykamy. Wyjeżdżamy razem w czasie wakacji. Nast
    > olatek nie potrzebuje już tak bliskiego kontaktu jak kilkulatek. Ma znajomych,
    > komputer, swoje sprawy...

    Do jakiego wieku dziecka poczekales z rozwodem i wyprowadzka? Czekales/liscie tez do tego momentu z nowymi partnerami/kochankami? Chyba nie co, jak piszesz, ze pare lat? Wiec czy w tym okresie 'udawaliscie' normalny zwiazek czy randkowaliscie na legalu z innymi? Jak wtedy dzieciak reagowal na nowe panie czy panow? Wiedzial o nich?
  • bcde 12.07.14, 13:56
    > Do jakiego wieku dziecka poczekales z rozwodem i wyprowadzka?

    Do takiego, żeby pamiętał, kto jest jego ojcem i żeby można było mu coś wytłumaczyć. Był już w wieku szkolnym.

    >Czekales/liscie tez do tego momentu z nowymi partnerami/kochankami? Chyba nie co, jak >piszesz, ze pare lat? Wiec czy w tym okresie 'udawaliscie' normalny zwiazek czy randkowal
    > iscie na legalu z innymi? Jak wtedy dzieciak reagowal na nowe panie czy panow?
    > Wiedzial o nich?

    Mieliśmy w miarę normalny związek, ale nie sypialiśmy ze sobą. Zacząłem szukać nowej kobiety, po tym jak powiedziałem żonie, że się wyprowadzę. Wyprowadziłem się dość szybko i wtedy mniej więcej poznałem aktualną partnerkę. Zamieszkała ze mną po kilku miesiącach, po moim rozwodzie. Wkrótce po tym poznał ją mój syn. Stosunki między nimi są normalne i przyjazne. Była żona znalazła nowego partnera trochę później i mieszkają razem.
  • sabat.77 12.07.14, 14:01
    bcde napisał:

    > Była żona znalazła nowego partnera trochę później i mieszkają razem.

    Ciekawe czy ze sobą sypiają. Moje obserwacje wskazują, że BSWM ma często podłoże w osobie odmawiającej i jest niezależny od osoby partnera.
  • zawle 12.07.14, 14:08
    sabat.77 napisał:
    > Ciekawe czy ze sobą sypiają. Moje obserwacje wskazują, że BSWM ma często podłoż
    > e w osobie odmawiającej i jest niezależny od osoby partnera.

    Moje są inne. W jednym przypadku mi odmawiano, dwa razy ja nie dawałam rady. To było absolutnie zależne od partnera. A w zasadzie od nie wiadomo czego. Ci dwaj panowie to byli bardzo dobrzy kochankowie. Tyle że na mnie za cholerę nie działali.
    --
    "Zielononóżki to kury feministki. Robią co chcą, znoszą co chcą"- Kasia Bosacka
  • sabat.77 12.07.14, 14:48
    zawle napisała:

    > Moje są inne. W jednym przypadku mi odmawiano, dwa razy ja nie dawałam rady. To
    > było absolutnie zależne od partnera. A w zasadzie od nie wiadomo czego. Ci dwa
    > j panowie to byli bardzo dobrzy kochankowie. Tyle że na mnie za cholerę nie dzi
    > ałali.

    Wiesz jaki jestem wstrętnie szczery, nie? Wydaje mi się, że to raczej Ty jesteś osobą z typu odmawiających. A raczej nie tyle odmawiających, co szybko rozczarowujących się facetami, bo to w tym rzecz. Podobnie jak np. Kitty. Według mnie to taki typowy scenariusz - szybki ogień na początku, a potem gwałtowny spadek amplitudy uczuć.
    To że ten jeden gość odmawiał, to mi wygląda, że po prostu Cię uprzedził, nie wiadomo co byłoby potem :P
  • hello-kitty2 12.07.14, 15:48
    sabat.77 napisał:

    > Wiesz jaki jestem wstrętnie szczery, nie? Wydaje mi się, że to raczej Ty jesteś
    > osobą z typu odmawiających. A raczej nie tyle odmawiających, co szybko rozczar
    > owujących się facetami, bo to w tym rzecz. Podobnie jak np. Kitty. Według mnie
    > to taki typowy scenariusz - szybki ogień na początku, a potem gwałtowny spadek
    > amplitudy uczuć.
    > To że ten jeden gość odmawiał, to mi wygląda, że po prostu Cię uprzedził, nie w
    > iadomo co byłoby potem :P

    Sabat przeciez to jest proste: facet musi wzbudzac pozadanie, bo ja nie umiem sie rznac z innych powodow (z milosci tez nie), zreszta dla mnie nie ma milosci bez pozadania. Bez pozadania nie ma seksu. Kurcze czy to takie trudne nauczyc sie jak wzbudzac pozadanie? Na cholere tu kluczyc? Nie wzbudzasz pozadania = nie masz seksu. How simple is that? A cale zycie (rodzinne, zawodowe, nacierzynskie, ect) idzie rownolegle, niezaleznie od seksu i rzadzacych nim praw. Kurcze chyba tylko Urqu o tym wie i stosuje w praktyce, no ;)
  • sabat.77 12.07.14, 15:59
    Generalnie zgadzam sie z tym co napisalas, natomiast wedlug mnie wzbudzic pozadanie w kobiecie jest wlasnie bardzo trudno.
  • hello-kitty2 12.07.14, 16:05
    sabat.77 napisał:

    > Generalnie zgadzam sie z tym co napisalas, natomiast wedlug mnie wzbudzic pozad
    > anie w kobiecie jest wlasnie bardzo trudno.

    Trudno mi ocenic czy trudno ale przeciez sa opisy zabigow, ktore maja to na celu tylko chyba trzeba byc konsekwentnym, korygowac siebie jak pofolgujesz w przeciwna strone.