Dodaj do ulubionych

Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent.

06.03.15, 09:12
Ktoś czytał?
W wersji elektronicznej nie znalazłem a w wersji papierowej niby istnieje w księgarniach wysyłkowych jako pozycja ale wszędzie niedostępne.
Wg mnie bardzo ciekawy pomysł choć spotkałem się z opinią, że większość zawartości książki to opis technicznych problemów związanych z ukrywaniem mistyfikacji.

kobiety-kobietom.com/prasa/art.php?art=3844
"Chyba właśnie tego najbardziej nienawidziłam. Gama emocjonalna mężczyzny składa się z jakichś trzech nut. Kobieta ma do dyspozycji oktawy, skale chromatyczne łez, radości, niepokojów, rozpaczy i erotycznej kwiecistości. Teraz – po spaleniu staników – możemy się posłużyć nawet jadem. Nauczyłyśmy się być jędzami, przynajmniej niekiedy, a ludzie piszą o tym z dumą książki. Ale faceci mają do dyspozycji niewiele więcej niż brawurę i wściekłość. Nie ma mowy o wątpliwościach. Nie ma mowy o ranach. Przyjmują na siebie ciosy. Dbają o interesy. I skręcają się ze stresu."

"Człowiekowi (chyba chodziło o mężczyznę - ang. man) nie wolno być kompletną istotą ludzką. Zamiast tego trzeba się wyszkolić w przyjmowaniu całego wachlarza stoickich póz. Trzeba stać się kimś, kogo oczekują inni."

"Kiedy ludzie widzą w kobiecie słabość, chcą pomóc. Kiedy widzą słabość w mężczyźnie – chcą ją wyplenić."

"Nieważne, jak wysoko facet pnie się w cywilizowanym świecie, nieważne, jak wytwornie, jak mądrze i jak bystro spogląda z wyżyn swojego wieku i dokonań – statystycznemu mężczyźnie z tyłu głowy bez przerwy odtwarza się pornol."

"Siła płci leży przede wszystkim w umyśle. Umysł kobiety to duża władza: może nie tylko mężczyznę pobudzić, ale także nadać jego życiu znaczenie, poczucie własnej wartości, sensu, pomóc w inicjacji, udzielić wsparcia – i tym podobne"

Obserwuj wątek
    • urszula.slo Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 09:55
      morrison9 napisał:

      > "Nieważne, jak wysoko facet pnie się w cywilizowanym świecie, nieważne, jak wyt
      > wornie, jak mądrze i jak bystro spogląda z wyżyn swojego wieku i dokonań –
      > ; statystycznemu mężczyźnie z tyłu głowy bez przerwy odtwarza się pornol."
      >

      Nie czytałam książki. Przeczytałam natomiast mężowi przytoczone przez ciebie cytaty. O tym konkretnym powiedział, że to kompletna bzdura. Może tak jest, gdy jest się młodym, ale on nawet wtedy tak nie miał. A teraz, szczególnie gdy się jest (seksualnie) zaspokojonym, to lubi się myśleć i myśli się o innych rzeczach, bo w życiu tyle ciekawego się dzieje. Nawet gdy na ulicy spotka się niby piękną laskę. Jeżeli jest się zaspokojonym, seksualnie i uczuciowo, to ma się tę laskę i jej uroki gdzieś ...
      "Bez przerwy odtwarzać pornol" to niby tak, jak myśleć o jedzeniu także wtedy, gdy jest się najedzonym ... lub o śnie, gdy jest się wyspanym. Da się, ale to nie jest ani naturalne (w sensie fizjologicznym) ani zbyt sensowne. To raczej jakaś (kulturowo uwarunkowana) patologia. (Bardzo rozpowszechniona zresztą.)

      Podsumowując, facet, który niezależnie od kontekstu w głowie ciągle odtwarza pornol, to nie zdrowy, zadowolony, spełniony mężczyzna, lecz zakompleksiony, zdezorientowany i (głęboko) zraniony człowieczek, któremu życie ucieka przez palce.

      A może mój mąż po prostu nie jest "statystycznym mężczyzną" ...
      • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 10:17
        urszula.slo napisała:

        To raczej ja
        > kaś (kulturowo uwarunkowana) patologia. (Bardzo rozpowszechniona zresztą.)
        >
        > Podsumowując, facet, który niezależnie od kontekstu w głowie ciągle odtwarza po
        > rnol, to nie zdrowy, zadowolony, spełniony mężczyzna, lecz zakompleksiony, zdez
        > orientowany i (głęboko) zraniony człowieczek, któremu życie ucieka przez palce.

        Ja to czytam to przypominaja mi sie slowa tworcy watku obok opisujace bohaterke filmu:

        protein.spill napisał(a):

        Każdy kto ma inna wizje erotyki niż ona to zbok, w
        > istocie wszyscy faceci to zboki.
        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,156864689,156867212,Re_Czyz_nie_dobija_sie_koni_.html
        > A może mój mąż po prostu nie jest "statystycznym mężczyzną" ...

        Maz nie oglada pornoli jak statystyczny mezczyzna?

        --
        Bad boys aint no good,
        good boys aint no fun.
      • mojemail3 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 18:48
        urszula.slo napisała:

        > A teraz, szczególnie gdy się j
        > est (seksualnie) zaspokojonym, to lubi się myśleć i myśli się o innych rzeczach
        > , bo w życiu tyle ciekawego się dzieje.

        Na przykład o komfortowym urządzaniu wymarzonego gniazdka wg.najnowszych trendów ;-) Ale bynajmniej nie o samotnym lub nie daj Boże z kolegami wypadzie w góry, czy inne bezdroża...
        Ależ owszem, ależ tak,o innych "rzeczach" ale to z perspektywy kobiety i to dość naiwnej ;-)

        >Nawet gdy na ulicy spotka się niby pięk
        > ną laskę. Jeżeli jest się zaspokojonym, seksualnie i uczuciowo, to ma się tę la
        > skę i jej uroki gdzieś ...

        Dlaczego "niby" piękną? Czy to musi rodzić obawy o porównanie?
        Tak już mają,że lubią popatrzeć, objąć wzrokiem, nawet gdy inaczej objąć nie chcą lub nie mogą ;-)

        >A może mój mąż po prostu nie jest "statystycznym mężczyzną" ...

        Instytucja pt. "MÓJ MĄŻ" jest zawsze wyjątkowy, nietuzinkowy, na inne baby nie patrzy, absolutnie typowe cechy gatunku go nie dotyczą, bo przecież " Mój ci on jest, mój"...

        www.youtube.com/watch?v=1I-vzn3yD-A&safe=active&safe=active
        Trudniej się pogodzić z faktem,że wszyscy mają coś za uszami i mimo to nie odrzucać...

    • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 10:07
      morrison9 napisał:

      > "Nieważne, jak wysoko facet pnie się w cywilizowanym świecie, nieważne, jak wyt
      > wornie, jak mądrze i jak bystro spogląda z wyżyn swojego wieku i dokonań –
      > ; statystycznemu mężczyźnie z tyłu głowy bez przerwy odtwarza się pornol."

      Hehe to dobre i tego sie trzymajmy jako kobiety ;-) W kontrascie do:

      > "Siła płci leży przede wszystkim w umyśle. Umysł kobiety to duża władza: może n
      > ie tylko mężczyznę pobudzić, ale także nadać jego życiu znaczenie, poczucie wła
      > snej wartości, sensu, pomóc w inicjacji, udzielić wsparcia – i tym podobn
      > e"

      Zalecialo Urqu, tfu swinstwo! Nadac to ja sobie moge bagaz na lotnisku ;) Niech sie mezczyzna oczekujacy od kobiety nadania jego zyciu znaczenia i sensu WYPALUJE. Kto to w ogole walnal takiego klocka?

      --
      Bad boys aint no good,
      good boys aint no fun.
      • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 10:21
        > > "Nieważne, jak wysoko facet pnie się w cywilizowanym świecie, nieważne, j
        > ak wytwornie, jak mądrze i jak bystro spogląda z wyżyn swojego wieku i dokonań
        > > ; statystycznemu mężczyźnie z tyłu głowy bez przerwy odtwarza się pornol.

        > W kontrascie do:
        Jedno nie przeczy drugiemu.
        > > "Siła płci leży przede wszystkim w umyśle. Umysł kobiety to duża władza: może n
        > > ie tylko mężczyznę pobudzić, ale także nadać jego życiu znaczenie, poczucie własnej
        > wartości, sensu, pomóc w inicjacji, udzielić wsparcia – i tym podobne"
        >
        > Niech sie mezczyzna oczekujacy od kobiety nadania jego zyciu znaczenia i sensu WYPAL
        > UJE.
        A co Cię obchodzi, że jakiś męzczyzna X oczekuje nadania sensu od kobiety Y.
        Jaki to ma związek z Tobą??
        Jak kobieta Y zechce nadać sens życia mężczyźnie X to wepchasz się miedzy nich i będziesz gościowi mówiła żeby się wypałował???
        Głupie.

        > Kto to w ogole walnal takiego klocka?
        Autorka, kobieta, lesbijka.
        • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 10:30
          morrison9 napisał:

          > A co Cię obchodzi, że jakiś męzczyzna X oczekuje nadania sensu od kobiety Y.
          > Jaki to ma związek z Tobą??
          > Jak kobieta Y zechce nadać sens życia mężczyźnie X to wepchasz się miedzy nich
          > i będziesz gościowi mówiła żeby się wypałował???
          > Głupie.

          Jaki to ma zwiazek ze mna? Kurwa opinie swoja podaje na temat tej wypowiedzi. Taki ma zwiazek ;) Miedzy ludzi sie nie wpycham. Jezeli czegos nie realizuje bezposrednio w swoim zyciu to nie moge sie na ten temat wypowiadac? Nie wiem o co Ci chodzi? Czy ja komus dyktuje co ma robic? Cos komus narzucam?

          Na zasadzie ''Co Cie to obchodzi?'' to mozna kazdemu kontre sprzedac na tym forum w kazdej sprawie. To jest dopiero glupie podejscie. Pocwicze sobie je na Tobie nastepnym razem ;)

          Pozdrowienia dla zonki ;)

          --
          Bad boys aint no good,
          good boys aint no fun.
          • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 13:36
            > Jaki to ma zwiazek ze mna? Kurwa opinie swoja podaje na temat tej wypowiedzi. T
            > aki ma zwiazek ;) )
            Droga Kitty.
            Przyjąłem do wiadomości, ze Twoje życie wygląda dokładnie tak jak jak chcesz zeby wyglądało lub jest do takiego ideału zbliżone.
            Dostajesz od życia to czego potrzebujesz, zaspokajasz swoje potrzeby, niczego bys nie zmieniła a jeśli miałaś potrzebę zmian to już dawno ich dokonałaś.
            Zagłebianie się w tematykę tej książki jest Ci zupełnie niepotrzebne bo swietnie radzisz sobie bez tego.
            I w związku z powyższym ani mój post ani tym bardziej książka nie jest absolutnie skierowana do Ciebie.
            Temat jest skierowany do ludzi, którzy nie radzą sobie w życiu tak świetnie jak Ty, podejmują próby zrozumienia mechanizmów i zjawisk niekoniecznie widocznych na pierwszy rzut oka itd.
            >
            > Pozdrowienia dla zonki ;)
            Przekażę jak wróci z wojaży :-)
            Aktualnie jestem słomianym wdowcem.
            Ale to świetnie tym bardziej, ze jutro szykuje mi się mała orgietka :-)

            >
        • mabelle2000 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 14:02
          morrison9 napisał:

          > A co Cię obchodzi, że jakiś męzczyzna X oczekuje nadania sensu od kobiety Y.
          > Jaki to ma związek z Tobą??
          > Jak kobieta Y zechce nadać sens życia mężczyźnie X to wepchasz się miedzy nich
          > i będziesz gościowi mówiła żeby się wypałował???
          > Głupie.

          Ale przeciez Kitty nie chce sie nigdzie wpychac, wyraza tylko swoje zdanie, ze oddanie swojego losu w rece innego czlowieka nie jest zbyt madre. Zrodla szczescia nalezy szukac w sobie, a nie w drugim czlowieku, ktory z zasady nie moze byc niczym stalym, moze natomias zmienic swoje priorytety, moze zdradzic, zwatpic.
          • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 15:54

            > Ale przeciez Kitty nie chce sie nigdzie wpychac, wyraza tylko swoje zdanie, ze
            > oddanie swojego losu w rece innego czlowieka nie jest zbyt madre.
            Tak uważasz?
            No to ja Ci powiem, że masz absolutną, stuprocentową rację :-)
            Uzależnienie się od drugiego człowieka świadczy o życiowej głupocie, jest przejawem niedojrzałości, braku wyobraźni i kompletnej niefrasobliwości.
            Osoba uzależniająca się nie zasługuje nawet na współczucie.
            Ma to co sobie sama wybrała.
            Ciekawe jakie jest zdanie Kitty na ten temat :-)
            • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 16:09
              morrison9 napisał:

              > Ciekawe jakie jest zdanie Kitty na ten temat :-)

              Takie jak Twoje. No i co teraz? Koniec dyskusji? ;)
              Ja jestem najsurowszym sedzia samej siebie. Surowszym moze byc tylko Bog. Nie wpychaj sie pomiedzy maluczki.
              --
              Bad boys aint no good,
              good boys aint no fun.
              • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 17:10
                > > Ciekawe jakie jest zdanie Kitty na ten temat :-)
                > Takie jak Twoje. No i co teraz? Koniec dyskusji? ;)
                To fakt.
                Przyznanie racji oponentowi to jeden z najbardziej wrednych sposobów na wytrącenie drugiej stronie argumentów i wybicie jej z rytmu :-)
                > Ja jestem najsurowszym sedzia samej siebie. Surowszym moze byc tylko Bog. Nie w
                > pychaj sie pomiedzy maluczki.
                Ja nie chcę być sędzią. Ja jestem osobą zawsze szukającą odpowiedzi na pytanie "dlaczego?"

      • rekreativa Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 10:22
        " Nadac to ja sobie moge bagaz na lotnisku ;) Niech
        > sie mezczyzna oczekujacy od kobiety nadania jego zyciu znaczenia i sensu WYPAL
        > UJE. Kto to w ogole walnal takiego klocka?


        Prawda?
        Facet bez poczucia własnej wartości, nie posiadający celu w życiu jest raczej średnio atrakcyjny dla kobiet.
        --
        "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
        • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 11:10
          rekreativa napisała:

          > Prawda?
          > Facet bez poczucia własnej wartości, nie posiadający celu w życiu jest raczej ś
          > rednio atrakcyjny dla kobiet.

          Oczywiscie. Dalej: kobieta zauwazajac, ze po jej pojawieniu sie w zyciu faceta zaczyna sie w jego zyciu ruch i jest to ruch glownie wokol jej osi, badzo szybko sie rozczarowuje. I to nie jest tak, jak interpretuja faceci, ze ksiezniczce sie w dupie poprzewracalo i w ogole jak zwykle byl dla niej 'za dobry' tylko wlasnie jej to wskazuje na to, o czym napisalysmy z Rekreativa powyzej i TO jest rozczarowujace. ALe faceci nie chca tego widziec. Najgorzej, najfucking gorzej jest sa przez nature predysponowaniu do tego, by wokol kobiety budowac swoje zycie. To jest chyba gorsze niz pornol z tylu glowy faceta dla Urszuli.
          --
          Bad boys aint no good,
          good boys aint no fun.
          • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 13:06

            > Oczywiscie. Dalej: kobieta zauwazajac, ze po jej pojawieniu sie w zyciu faceta
            > zaczyna sie w jego zyciu ruch i jest to ruch glownie wokol jej osi, badzo szybk
            > o sie rozczarowuje. I to nie jest tak, jak interpretuja faceci, ze ksiezniczce
            > sie w dupie poprzewracalo i w ogole jak zwykle byl dla niej 'za dobry' tylko wl
            > asnie jej to wskazuje na to, o czym napisalysmy z Rekreativa powyzej i TO jest
            > rozczarowujace. ALe faceci nie chca tego widziec. Najgorzej, najfucking gorzej
            > jest sa przez nature predysponowaniu do tego, by wokol kobiety budowac swoje zy
            > cie. To jest chyba gorsze niz pornol z tylu glowy faceta dla Urszuli.
            To już wiem.
            Od dawna.
            Bynajmniej nie od Ciebie.
            W każdym razie nie tylko od Ciebie.
            i uznaję to co piszesz za coś oczywistego, naturalnego itd.
            Nie tylko w odniesieniu do Ciebie i Rekreaktivy ale w ogóle w odniesieniu do większosci kobiet.
            Napisz mi coś czego nie wiem.
          • wont Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 14:51
            hello-kitty2 napisała:

            > rekreativa napisała:
            >
            > > Prawda?
            > > Facet bez poczucia własnej wartości, nie posiadający celu w życiu jest ra
            > czej ś
            > > rednio atrakcyjny dla kobiet.
            >
            > Oczywiscie. Dalej: kobieta zauwazajac, ze po jej pojawieniu sie w zyciu faceta
            > zaczyna sie w jego zyciu ruch i jest to ruch glownie wokol jej osi, badzo szybk
            > o sie rozczarowuje. I to nie jest tak, jak interpretuja faceci, ze ksiezniczce
            > sie w dupie poprzewracalo i w ogole jak zwykle byl dla niej 'za dobry' tylko wl
            > asnie jej to wskazuje na to, o czym napisalysmy z Rekreativa powyzej i TO jest
            > rozczarowujace.
            ---------------

            - Kochanie, przyjedziesz do mnie wieczorem?
            - Nie dam rady, umówiłem się z chłopakami na piwo.
            - Szkoda, jest mi dzisiaj strasznie smutno i potrzebuję Twojego towarzystwa. Bardzo Cię proszę...
            - Naprawdę nie mogę.
            - Kochasz mnie trochę?
            - Oczywiście, że kocham. Ale obiecałem Tomkowi i Jarkowi, że przyjdę i nie chcę ich zawieść.
            - Wiesz, moja mama odebrała wyniki badań i nie są dobre. Bardzo się boję, że czeka ją operacja.
            - Jaka operacja?
            - No wiesz, w szpitalu. Pożyczyłam dwa filmy. Zrobię fajną kolację a ty przywieź butelkę wina. Strasznie się stęskniłam. I przygotowałam niespodziankę, no wiesz...
            - Dobra. Jakoś odwołam to spotkanie z chłopakami. Wpadnę o siódmej.
            - Świetnie! Jesteś kochany. Najlepszy.

            Pół roku później.
            - Odchodzę misiek. Całe Twoje życie kręci się wokół mnie. To bardzo niemęskie.


                • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 15:20
                  morrison9 napisał:

                  > Wysoki sądzie.
                  >
                  > Kiedy brałem ślub z moją żoną ustaliliśmy, ze w ważnych sprawach decyzję podejm
                  > uje ja a w mniej ważnych ona.
                  > Niestety przez kilkanaście lat małzeństwa nie przydarzyła nam się konieczność p
                  > odjęcia żadnej ważnej decyzji. :-)

                  A to zaliczyliscie tzw wpadke? ;)
                  --
                  Bad boys aint no good,
                  good boys aint no fun.
                      • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 16:32
                        hello-kitty2 napisała:
                        > > Moja żona trafiła w dziesiątkę wychodząc za mnie :-)
                        >
                        > I Ty ja w tym przekonaniu podtrzymujesz?
                        No, ale nie żeby tak wprost, łopatologicznie :-)
                        Po prostu tłumaczę jej cierpliwie że skoro wielokrotnie powtarzała, że "bycie z kimś nie jest dla niej priorytetem" i "musiałaby być zdesperowana, żeby kogoś szukać" to trudno by teraz oczekiwała że będzie w związku z kims kto spełnia jej oczekiwania.
                        • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 16:36
                          morrison9 napisał:

                          > Po prostu tłumaczę jej cierpliwie że skoro wielokrotnie powtarzała, że "bycie z
                          > kimś nie jest dla niej priorytetem" i "musiałaby być zdesperowana, żeby kogoś
                          > szukać" to trudno by teraz oczekiwała że będzie w związku z kims kto spełnia j
                          > ej oczekiwania.

                          Ale przeciez ona nie traktuje tego pewnie jako bycie w zwiazku tylko jako czerpanie ze zwiazku atrapy. Wtedy to co mowi sie wcale nie rozjezdza. W nowym zwiazku musialaby sie postarac, zeby miec to, co tu bez starania. Jestes frajerem. Ale jak nie masz innej opcji to zrozumiale.
                          --
                          Bad boys aint no good,
                          good boys aint no fun.
                          • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 17:19
                            > > Po prostu tłumaczę jej cierpliwie że skoro wielokrotnie powtarzała, że "bycie z
                            > > kimś nie jest dla niej priorytetem" i "musiałaby być zdesperowana, żeby kogoś
                            > > szukać" to trudno by teraz oczekiwała że będzie w związku z kims kto spełnia j
                            > > ej oczekiwania.
                            >
                            > Ale przeciez ona nie traktuje tego pewnie jako bycie w zwiazku tylko jako czerp
                            > anie ze zwiazku atrapy.
                            Ale ja nie użyłem sformułowania, ze jest w związku (skoro już tak się tego czepiasz)
                            Napisałem, ze nie moze oczekiwać bycia w związku z kimś kto jej odpowiada skoro nigdy jej na tym związku nie zależało.
                            > Wtedy to co mowi sie wcale nie rozjezdza.
                            Nie mówiłem, ze się rozjeżdża. Wręcz przeciwnie. Wskazywałem na logiczną konsekwencję.
                            > W nowym zwiazku musialaby sie postarac
                            Ale po co sie starać? Przecież jest atrakcyjna. Atrakcyjne kobiety nie muszą się starać :-)

                            > zeby miec to, co tu bez starania. Jestes frajerem. A
                            > le jak nie masz innej opcji to zrozumiale.
                            No nie mam. Bo mam za duże, wręcz nierealne oczekiwaniaa. Przeciez już o tym pisałem :-)
                                • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 19:13
                                  morrison9 napisał:

                                  > > > Ale po co sie starać? Przecież jest atrakcyjna. Atrakcyjne kobiety
                                  > nie mu
                                  > > szą si
                                  > > > ę starać :-)
                                  > > Znowu klocek.
                                  > Klocek??
                                  > Raczej aluzja do Twojej osoby :-)

                                  A co Ty myslisz, ze ja tego nie zlapalam :) Dlatego wlasnie jest to klocek (klocek w sensie kupsko ;), bo ja nie jestem taka kobieta, jaka najwyrazniej sobie wyobrazasz, ze jestem.
                                  --
                                  Bad boys aint no good,
                                  good boys aint no fun.
                                  • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 19:23
                                    > A co Ty myslisz, ze ja tego nie zlapalam :) Dlatego wlasnie jest to klocek (klo
                                    > cek w sensie kupsko ;), bo ja nie jestem taka kobieta, jaka najwyrazniej sobie
                                    > wyobrazasz, ze jestem.
                                    A jak sądzisz? Jak sobie Ciebie wyobrażam i jaka niby w rzeczywistości jesteś?
                                    Bo robi się to całkiem ciekawe :-)
                                    Obawiam się, że jak zwykle spłycasz moje słowa i przemysłenia ale chętnie się przekonam
                                    • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 19:43
                                      morrison9 napisał:

                                      > > A co Ty myslisz, ze ja tego nie zlapalam :) Dlatego wlasnie jest to kloce
                                      > k (klo
                                      > > cek w sensie kupsko ;), bo ja nie jestem taka kobieta, jaka najwyrazniej
                                      > sobie
                                      > > wyobrazasz, ze jestem.
                                      > A jak sądzisz? Jak sobie Ciebie wyobrażam i jaka niby w rzeczywistości jesteś?
                                      > Bo robi się to całkiem ciekawe :-)
                                      > Obawiam się, że jak zwykle spłycasz moje słowa i przemysłenia ale chętnie się p
                                      > rzekonam

                                      Ty zakladasz, tudziez sie z kobiet wysmiewasz, ze atrakcyjna kobieta nie musi sie starac. A ja uwazam, ze musi lub bardziej po mojemu: powinna (w kazdej dziedzinie zycia).

                                      --
                                      Bad boys aint no good,
                                      good boys aint no fun.
                                      • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 20:18
                                        > Ty zakladasz, tudziez sie z kobiet wysmiewasz, ze atrakcyjna kobieta nie musi s
                                        > ie starac. A ja uwazam, ze musi lub bardziej po mojemu: powinna (w kazdej dzied
                                        > zinie zycia).
                                        Trochę szerzej na to patrzę.
                                        To, ze jest atrakcyjna i się stara niewiele zmienia.
                                        Bo jak się stara, dba o wykształcenie i idzie do pracy zamiast siedzieć w domu powoduje, że podnosi jej się poprzeczka i wiąze sie z partnerem, który zarabia jeszcze wiecej od niej i ma jeszcze wyższą pozycję społeczną.
                                        I w ten czy inny sposob jest od niego w jakiś sposób zależna a w razie rozstania, rozwodu jej status materialny się pogarsza.
                                        Oczywiście zdaję sobie sprawę, ze w krajach rozwiniętych nawet przęcietnie zarabiający pracownik (w tym przypadku kobieta) w razie rozstania z partnerem i koniecznosci samodzielnego utrzymywania się może ciągle żyć na całkiem niezłym poziomie.
                                        Ale wiesz chyba, ze dla poczucie satysfakcji ważny jest nie tylko bezwzględny poziom życia ale jego relatywne zmiany.
                                        Oczywiście mam na myśli ujęcie statystyczne.
                                        Nie pisz mi, ze znasz panią X, która zarabia więcej od męża bo ja też znam.
                                        Ale w szerszym ujęciu kobiety zazwyczaj wiążą się z lepiej zarabiającymi partnerami.
                                        • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 20:28
                                          morrison9 napisał:

                                          > Trochę szerzej na to patrzę.
                                          > To, ze jest atrakcyjna i się stara niewiele zmienia.
                                          > Bo jak się stara, dba o wykształcenie i idzie do pracy zamiast siedzieć w domu
                                          > powoduje, że podnosi jej się poprzeczka i wiąze sie z partnerem, który zarabia
                                          > jeszcze wiecej od niej i ma jeszcze wyższą pozycję społeczną.
                                          > I w ten czy inny sposob jest od niego w jakiś sposób zależna a w razie rozstani
                                          > a, rozwodu jej status materialny się pogarsza.

                                          Tym samym dowiodles, ze kazda atrakcyjna kobieta jest zalezna od mezczyzny. A poniewaz jest zalezna to jest godna pogardy, co tez czynisz powyzej w ktoryms z postow. Poniewaz sam zajmujesz wysoka pozycje spoleczna to pozadasz i realizujesz to pozadanie z atrakcyjnymi kobietami. Stad pewnie bierze sie Twoje zyciowe rozczarowanie kobietami: pozadasz te, ktorymi gardzisz.

                                          --
                                          Bad boys aint no good,
                                          good boys aint no fun.
                                          • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 20:39
                                            > Tym samym dowiodles, ze kazda atrakcyjna kobieta jest zalezna od mezczyzny.
                                            Oj nie każda. Po co mam piszac, ze każda. To karkołomna teza, którą byłoby zbyt łatwo obalić.

                                            > A poniewaz jest zalezna to jest godna pogardy
                                            Nie godna pogardy tylko smieszna w swym niezrozumieniu pewnych mechanizmów (mimo, często, wysokiej inteligencji i szerokiej wiedzy)
                                            > Poniewaz sam zajmujesz wysoka pozycje spoleczna
                                            Nie przesadzajmy. Na zachodzie byłbym sredniakiem.
                                            Ale w Polsce baza kobiet w oczach których zajmuję wysoką pozycję społeczna jest istotnie dosyć szeroka
                                            > to pozadasz i realizujesz to pozadanie z atrakcyjnymi kobietami.
                                            Wiem, ze opuszczając poprzeczkę w kwestii urody miałbym jeszcze większy wybór ale pewnych powszechnych cech kobiecych i tak bym nie zmienił. nawet gdybym się wziął za szare myszki :-)
                                            > Stad pewnie bierze sie Twoje zyciowe
                                            > rozczarowanie kobietami: pozadasz te, ktorymi gardzisz.
                                            Kto wie. Może to trafna analiza. Z drugiej strony nie potrafię pożądać innych.
                                            Ja już pisałem Ci, ze mam o sobie bardo niskie mniemanie ale pewnie nie pamietasz :-)
                                            • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 20:52
                                              morrison9 napisał:

                                              > > A poniewaz jest zalezna to jest godna pogardy
                                              > Nie godna pogardy tylko smieszna w swym niezrozumieniu pewnych mechanizmów (mim
                                              > o, często, wysokiej inteligencji i szerokiej wiedzy)

                                              To wole juz ta pogarde. Nie sadze bowiem, zeby inteligentna kobieta nie rozumiala pewnych mechanizmow. Mysle, ze doskonale rozumie ale z jakis wzgledow pozostaje zalezna. Sprytem ewentualnie moglaby sie wykazac dokonujac wlasciwego wyboru od kogo i w jakim zakresie sie uzaleznic. Moze o to Ci chodzi zreszta?
                                              --
                                              Bad boys aint no good,
                                              good boys aint no fun.
                                              • morrison9 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 21:38
                                                > To wole juz ta pogarde. Nie sadze bowiem, zeby inteligentna kobieta nie rozumia
                                                > la pewnych mechanizmow.
                                                No właśnie ja bym się upierał przy tezie o niezrozumieniu.
                                                A niezrozumienie nie wynika zazwyczaj z braku inteligencji tylko z dyskomfortu jaki by wywołało przyjęcie pewnych faktów do wiadomości.
                                                Utrudniłoby to pewne proste biało czarne postrzeganie rzeczywistości.
                                                Prościej pewne rzeczy odrzucać.
                                                > Mysle, ze doskonale rozumie ale z jakis wzgledow pozostaje zalezna.
                                                Zaleznośc (w którąkolwiek stronę) nie jest dla mnie problemem.
                                                Problemem jest na przykład ulotność uczuć i niepewność intencji.

                                                > Sprytem ewentualnie moglaby sie wykazac dokonujac wlasciwego wybor
                                                > u od kogo i w jakim zakresie sie uzaleznic.
                                                To kwestia zarówno sprytu jak i szczęścia.
                                                Niestety nie ma strategii doboru partnera, która mogłaby w jakiś znaczący sposob zredukować ryzyko złego wyboru.

                • protein.spill Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 19:47
                  > Kiedy brałem ślub z moją żoną ustaliliśmy, ze w ważnych sprawach decyzję podejm
                  > uje ja a w mniej ważnych ona.
                  > Niestety przez kilkanaście lat małzeństwa nie przydarzyła nam się konieczność p
                  > odjęcia żadnej ważnej decyzji. :-)

                  Wariacja na temat:
                  [...] i teraz ja decyduje w sprawach ważnych, takich jak zasadność (lub nie) wojny w Iraku czy istnienie Boga, a ona w sprawcy nieważnych takich jak "do której szkoły posłać dzieciaka"
                  • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 20:01
                    protein.spill napisał(a):

                    > Wariacja na temat:
                    > [...] i teraz ja decyduje w sprawach ważnych, takich jak zasadność (lub nie) wo
                    > jny w Iraku czy istnienie Boga, a ona w sprawcy nieważnych takich jak "do które
                    > j szkoły posłać dzieciaka"

                    Korekta na podstawie wczesniejszych wpisow:

                    > [...] i teraz ja decyduje w sprawach ważnych, takich jak zasadność (lub nie) wo
                    > jny w Iraku czy istnienie Boga, a ona w sprawcy nieważnych takich jak "w ktorym kosciele (jako ateisci!) chrzcimy syna" ;)
                    --
                    Bad boys aint no good,
                    good boys aint no fun.
                    • protein.spill Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 21:31
                      > a ona w sprawcy nieważnych takich jak "w
                      > ktorym kosciele (jako ateisci!) chrzcimy syna" ;)

                      Na to akurat ja nalegałem. Mój tatulo jest Świadkiem Jehowy wiec w dzieciństwie najadłem sie do syta tolerancji ze strony mainstreamowych Chrześcijan . Po drugie trzeba szczepić mózgi osłabioną hipokryzją wersją wirusa, zeby w wieku lat nastu nie nie przedzierzgnąć sie w broń-again albo co gorsza Jihaaaad :)
                      • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 21:37
                        protein.spill napisał(a):

                        > Na to akurat ja nalegałem.

                        Na co nalegales?

                        Mój tatulo jest Świadkiem Jehowy wiec w dzieciństwie
                        > najadłem sie do syta tolerancji ze strony mainstreamowych Chrześcijan .

                        Od Katolikow?
                        A mama Twoja? Byla niewierzaca czy Katoliczka?

                        Po dru
                        > gie trzeba szczepić mózgi osłabioną hipokryzją wersją wirusa,

                        Wytlumaczysz to dokladnie? Jakie za tym stoi rozumowanie?

                        --
                        Bad boys aint no good,
                        good boys aint no fun.
                        • protein.spill Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 22:10
                          hello-kitty2 napisała:

                          > protein.spill napisał(a):
                          >
                          > > Na to akurat ja nalegałem.
                          >
                          > Na co nalegales?

                          Na chrzest.

                          >
                          > Mój tatulo jest Świadkiem Jehowy wiec w dzieciństwie
                          > > najadłem sie do syta tolerancji ze strony mainstreamowych Chrześcijan .
                          >
                          > Od Katolikow?
                          > A mama Twoja? Byla niewierzaca czy Katoliczka?

                          Tak, od katolików. Choć trzeba przyznać ze zdecydowana większość była w porządku. Mama była katoliczka. Miałem tez w dalszej rodzinie Adwentystów Dnia Siódmego. Fantastyczne rozmowy o istnieniu/nieistnieniu Trójcy w wieku 6 lat.

                          >
                          > Po dru
                          > > gie trzeba szczepić mózgi osłabioną hipokryzją wersją wirusa,
                          >
                          > Wytlumaczysz to dokladnie? Jakie za tym stoi rozumowanie?

                          Ludzie z natury dają olbrzymi kredyt zaufania rytuałom i niejasnym tekstom napisanym w staropolszczyźnie (czy staroangielskim/staroarabskim). Kiedy maja kilkanaście lat łatwo ich zwerbować nadając niejasnościom pozory głębi a archaiczności języka - ponadczasowosci. A jak sie oswoi z tym wcześniej bedzie go trudniej omamić. Ze swojego doświadczenia wiem, ze przedwczesna indoktrynacja moze być przeciwskuteczna.
                          • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 22:26
                            protein.spill napisał(a):

                            > Na chrzest.

                            Na katolicki chrzest?

                            A jak oceniasz siebie? Wierzacy/niewierzacy?

                            > > Po dru
                            > > > gie trzeba szczepić mózgi osłabioną hipokryzją wersją wirusa,

                            > Ludzie z natury dają olbrzymi kredyt zaufania rytuałom i niejasnym tekstom napi
                            > sanym w staropolszczyźnie (czy staroangielskim/staroarabskim). Kiedy maja kilka
                            > naście lat łatwo ich zwerbować nadając niejasnościom pozory głębi a archaicznoś
                            > ci języka - ponadczasowosci. A jak sie oswoi z tym wcześniej bedzie go trudniej
                            > omamić. Ze swojego doświadczenia wiem, ze przedwczesna indoktrynacja moze być
                            > przeciwskuteczna.

                            Przeciwskuteczna??? Co to znaczy: "ze przedwczesna indoktrynacja moze być przeciwskuteczna."? A jak sie bedzie 'z tym' oswajac? Bo chrzest to jeszcze niewiele znaczy.

                            --
                            Bad boys aint no good,
                            good boys aint no fun.
                            • protein.spill Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 22:47
                              hello-kitty2 napisała:

                              > protein.spill napisał(a):
                              >
                              > > Na chrzest.
                              >
                              > Na katolicki chrzest

                              Tak.

                              >
                              > A jak oceniasz siebie? Wierzacy/niewierzacy?
                              >

                              Antyteista. Tzn nie ma powodów zeby założyć istnienie Boga ale gdyby sie jednak okazało ze istnieje i jest taki jak z opowieści Żydów, Chrześcijan czy Arabów - nie mógłbym uczciwie go czcić, chyba ze ze strachu.

                              > Przeciwskuteczna??? Co to znaczy: "ze przedwczesna indoktrynacja moze być przec
                              > iwskuteczna."? A jak sie bedzie 'z tym' oswajac? Bo chrzest to jeszcze niewiele
                              > znaczy.

                              Anglicyzm mi sie wkradł. Przeciwskuteczny = counterproductive. Bedzie sie oswajać przez osmozę , jak większość ludzi. Bedzie miał wizje dzieciątka Jezus chodzącego po wodzie i rzucającego chleb i ryby przechodzącym obok. Czy arki Noego z głowa żyrafy wystającą przez dach. A jezeli go kiedyś zainteresuje kosmologia czy moralność to wnioski wyciągnie juz sam.
                              • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 06.03.15, 22:56
                                protein.spill napisał(a):

                                > Antyteista. Tzn nie ma powodów zeby założyć istnienie Boga ale gdyby sie jednak
                                > okazało ze istnieje i jest taki jak z opowieści Żydów, Chrześcijan czy Arabów
                                > - nie mógłbym uczciwie go czcić, chyba ze ze strachu.

                                Ze strachu przed czym?

                                > Anglicyzm mi sie wkradł. Przeciwskuteczny = counterproductive. Bedzie sie oswaj
                                > ać przez osmozę , jak większość ludzi. Bedzie miał wizje dzieciątka Jezus chodz
                                > ącego po wodzie i rzucającego chleb i ryby przechodzącym obok. Czy arki Noego z
                                > głowa żyrafy wystającą przez dach. A jezeli go kiedyś zainteresuje kosmologia
                                > czy moralność to wnioski wyciągnie juz sam.

                                Czyli wolales go od razu zepsuc. Jak bedzie inwalida to i tak go nikt juz nie bedzie chcial. Sam jestes jak wirus.
                                --
                                Bad boys aint no good,
                                good boys aint no fun.
                                  • mojemail3 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 07.03.15, 22:00
                                    protein.spill napisał(a):

                                    > > Czyli wolales go od razu zepsuc. Jak bedzie inwalida to i tak go nikt juz
                                    > nie b
                                    > > edzie chcial. Sam jestes jak wirus.
                                    >
                                    > Jakim cudem chrzest mialby ZMIEJSZYC jego szanse?!

                                    Bo to działanie w złej wierze rodziców dziecka, dosłownie i w przenośni ta "zła wiara"...
                                    Jeśli dajemy dziecku prawo do decydowania o sobie w tej kwestii to niechże samo podejmie decyzję w przyszłości, jest przecież kilka wyznań protestanckich ( np. baptyści) którzy chrzczą dorosłych.
                                    Ale rozumiem, znam to zjawisko w naszym kraju dość powszechne, praktykujący-niewierzący...
                                    To się robi dla rodziny, dla pozorów, te wystawne chrzty i komunie, zakłamanie obrzydliwe.
                                    Współczuję Ci protein, całe życie zakłamane, małżeństwo, rodzicielstwo.
                                    Wolę se być pospolitym grzesznikiem niż takim uczciwym, praworządnym obywatelem...
                                    • protein.spill Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 00:20
                                      > Bo to działanie w złej wierze rodziców dziecka, dosłownie i w przenośni ta "zła
                                      > wiara"...

                                      A co ze Św. Mikołajem? Wróżką Zębuszką? Pszczółką Mają nawet? Nie wierzę w żadną z tych rzeczy, ale są nieocenione na określonym poziomie rozwoju. Myślisz, że powinienem zatrzymywać kreskówkę, żeby tłumaczyć, że Gucio nie fruwałby sobie luzem po łące tylko został zakłuty po zapłodnieniu królowej?

                                      Mniej więcej tak samo jest kiedy babcia tłumaczy o Aniele Stróżu, Bozi czy Maryi. Te postacie w pewnym sensie istnieją, tzn reprezentują autentyczne pojęcia ale nie da się jeszcze siąść i powiedzieć: słuchaj synu, Anioł Stróż to taka personifikacja instynktu opieki nad młodymi. Trzeba pozwolić babci zrobić swoje.
                                      • wont Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 00:35
                                        Protein, pracujesz w korpo to znasz zasadę - stwórz potrzebę a później ją zaspokajaj. Stwórz diabła a później czesz kasę z ochrony przed nim. Kurwa, anioły, diabły, czyściec? Jak byłem dzieckiem naprawdę w to wierzyłem. Więc stary, to nie jest tak, że to jakaś niewinna przypowiastka o Wróżce Zębuszce. To tak jakby zacząć dziecko karmić codziennie w McDonaldsie i nagle się zdziwić się, że przytyło.
                                        • protein.spill Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 00:45
                                          > Jak byłem dzieckiem naprawdę w to wierzyłem. Więc stary, to ni
                                          > e jest tak, że to jakaś niewinna przypowiastka o Wróżce Zębuszce. To tak jakby
                                          > zacząć dziecko karmić codziennie w McDonaldsie i nagle się zdziwić się, że przy
                                          > tyło.

                                          Dlatego młody nic nie wie o diable tym bardziej o piekle. Jak się chce zaszczepić zapodaje się wersje osłabioną wirusa, w tym przypadku: bez piekła, bez świętych wojen, bez ludobójstwa, bez ofiar z ludzi. Jak któryś z tych tematów się pojawi będę reagował.
                                          • mabelle2000 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 00:49
                                            protein.spill napisał(a):

                                            > Dlatego młody nic nie wie o diable tym bardziej o piekle. Jak się chce zaszczep
                                            > ić zapodaje się wersje osłabioną wirusa, w tym przypadku: bez piekła, bez święt
                                            > ych wojen, bez ludobójstwa, bez ofiar z ludzi. Jak któryś z tych tematów się po
                                            > jawi będę reagował.

                                            Coz, pozostaje jeszcze tylko wytlumaczyc dziecku dlaczego ludzie z upodobaniem wieszaja sobie na scianie zmasakrowane zwloki przybite gwozdziami do dwoch patykow.
                                        • sabat.77 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 08:01
                                          Diably i Anioly istnieja naprawde. Kazda religia o nich mowi. Mam na mysli byty duchowego wymiaru rzeczywistosci, ktore kanalizuja w sobie energie tworzenia i niszczenia. Eros i Tanatos, swiatlo (tworzenie) i smierc (nicosc/nieistnienie). Nie umiem okreslic stopnia w jakim mozna nazwac je umiescic w naszej realnosci fizycznej, byc moze to tylko projekcje natury naszego umyslu, ale musze sie przyznac, ze doswiadczalem ich oddzialywania bardzo namacalnie.
                                          I nie sadze, zeby to mialo cos wspolnego z jakas konkretna religia wyznawana przez ludzkosc - one sa raczej proba wytlumaczenia niezrozumialego zjawiska niz opisem prawdy absolutnej.
                                          • wont @diabły i anioły 08.03.15, 08:41
                                            A mi się wydaje, że nawet jeśli diabły i anioły istnieją to nadajemy im moc oddziaływania na nas wierząc w nie. Ja nie wierzę. Przepraszam, raz, parę lat temu, jak zapaliłem w Holandii po trawie zwykłego papierosa, a właśnie rzucałem i nie paliłem 1,5 miesiąca, to usłyszałem diabła jak powiedział "mam cię!". Aż kucnąłem przerażony. Ludzie się dziwnie patrzyli bo właśnie wpieprzałem hamburgera w dworcowym fast foodzie ;)
                                            • protein.spill Re: @diabły i anioły 08.03.15, 09:49
                                              > A mi się wydaje, że nawet jeśli diabły i anioły istnieją to nadajemy im moc odd
                                              > ziaływania na nas wierząc w nie. Ja nie wierzę. Przepraszam, raz, parę lat temu
                                              > , jak zapaliłem w Holandii po trawie zwykłego papierosa, a właśnie rzucałem i n
                                              > ie paliłem 1,5 miesiąca, to usłyszałem diabła jak powiedział "mam cię!".

                                              Tydzień temu opublikowali tu jakies badania potwierdzające korelacje miedzy paleniem mocniejszych rzeczy i prawdopodobieństwem psychozy. Szkoda :(
                                            • mabelle2000 Re: @diabły i anioły 08.03.15, 10:12
                                              wont napisał:

                                              > A mi się wydaje, że nawet jeśli diabły i anioły istnieją to nadajemy im moc odd
                                              > ziaływania na nas wierząc w nie. Ja nie wierzę.

                                              Fakt. Dlatego tzw. "opetanie" dotyczy ludzi wierzacych. Kosciol specjalnie dla nich rozszerzyl swoja oferte powolujac etatowych egzorcystow :-)
                                            • hello-kitty2 Re: @diabły i anioły 08.03.15, 12:41
                                              wont napisał:

                                              > A mi się wydaje, że nawet jeśli diabły i anioły istnieją to nadajemy im moc odd
                                              > ziaływania na nas wierząc w nie. Ja nie wierzę. Przepraszam, raz, parę lat temu
                                              > , jak zapaliłem w Holandii po trawie zwykłego papierosa, a właśnie rzucałem i n
                                              > ie paliłem 1,5 miesiąca, to usłyszałem diabła jak powiedział "mam cię!". Aż kuc
                                              > nąłem przerażony. Ludzie się dziwnie patrzyli bo właśnie wpieprzałem hamburgera
                                              > w dworcowym fast foodzie ;)

                                              Ja tylko w kwestii formalnej. Wont moze dobrze gdybys wiedzial, ze na formach sportowych w dziennikach ladiesowych ten znak @ sluzy do oznaczania menstruacji ;-)

                                              Czyli na dzien dzisiejszy wyprodukowales tytuly:
                                              ''krwawienie miesieczne - going Dutch'',
                                              "krwawienie miesieczne - diably i anioly".

                                              Co Ty wyprawiasz? ;-)

                                              --
                                              Bad boys aint no good,
                                              good boys aint no fun.
                                          • protein.spill Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 09:38
                                            > Diably i Anioly istnieja naprawde. Kazda religia o nich mowi. Mam na mysli byty
                                            > duchowego wymiaru rzeczywistosci, ktore kanalizuja w sobie energie tworzenia i
                                            > niszczenia. Eros i Tanatos, swiatlo (tworzenie) i smierc (nicosc/nieistnienie)
                                            > . Nie umiem okreslic stopnia w jakim mozna nazwac je umiescic w naszej realnosc
                                            > i fizycznej, byc moze to tylko projekcje natury naszego umyslu, ale musze sie p
                                            > rzyznac, ze doswiadczalem ich oddzialywania bardzo namacalnie.

                                            Wspomines o szydzącym demonie ze snów. W dzieciństwie miałem cos podobnego ale mniej osobowego. Mój codzienny problem to jak daleko mam sie posunąć w krytyce albo obśmiewaniu tej narracji. Najchętniej zostawiłbym temat w spokoju,zwłaszcza w towarzystwie dzieci i ludzi starszych, ale niestety ludzie przekonani ze te rzeczy istnieją obiektywnie maja wplyw na prawodawstwo, edukacje, służbę zdrowia. I za każdym razem kiedy organizuje sie struktury państwa wokół nieistniejących (a przynajmniej nie manifestujących sie) bytów efekty były i sa opłakane.

                                            > I nie sadze, zeby to mialo cos wspolnego z jakas konkretna religia wyznawana pr
                                            > zez ludzkosc - one sa raczej proba wytlumaczenia niezrozumialego zjawiska niz o
                                            > pisem prawdy absolutnej.

                                            Zjawisko niewątpliwie istnieje. Praktyczne pytanie: czy jest w nim cos poza złudzeniem i psychologicznym trickiem? Wszystko fajnie dopóki istnieje w głowach hipokrytów. Hipokryta jest jak siła natury: zawsze zrobi to co wymaga najmniej wysiłku. Gorzej kiedy sa o tym przekonani ludzie za sterami samolotów.
                                      • mabelle2000 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 00:36
                                        protein.spill napisał(a):

                                        > Mniej więcej tak samo jest kiedy babcia tłumaczy o Aniele Stróżu, Bozi czy Mary
                                        > i. Te postacie w pewnym sensie istnieją, tzn reprezentują autentyczne pojęcia a
                                        > le nie da się jeszcze siąść i powiedzieć: słuchaj synu, Anioł Stróż to taka per
                                        > sonifikacja instynktu opieki nad młodymi. Trzeba pozwolić babci zrobić swoje.

                                        Bajki sa potrzebne i nie ma nic zlego w opowiadaniu ich dzieciom (rowniez te bajki o Bogu). Gdzies tak jednak kolo siodmego roku zycia dziecko naturalnie nabywa umiejetnosci rozdzialu dwoch swiatow- prawdy i fikcji. I lepiej nie przegapic tego momentu, bo dalsze brniecie w opowiastki o "bozi" bedzie juz klasycznym praniem mozgu. W konsekwencji przybedzie nowy gorliwy wyznawca, bezrefleksyjnie przyjmujacy basnie za prawde.
                                        • protein.spill Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 00:52
                                          > Bajki sa potrzebne i nie ma nic zlego w opowiadaniu ich dzieciom (rowniez te ba
                                          > jki o Bogu). Gdzies tak jednak kolo siodmego roku zycia dziecko naturalnie naby
                                          > wa umiejetnosci rozdzialu dwoch swiatow- prawdy i fikcji. I lepiej nie przegapi
                                          > c tego momentu, bo dalsze brniecie w opowiastki o "bozi" bedzie juz klasycznym
                                          > praniem mozgu. W konsekwencji przybedzie nowy gorliwy wyznawca, bezrefleksyjn
                                          > ie przyjmujacy basnie za prawde.

                                          Zgadza się i boje się spieprzyć. Nie mam doświadczenia poza swoim wlasnym dzieciństwem.
                                          Na jego korzyść działa multi-kulti. Jak się widzi wyznawców zebranych razem, z których każdy ma jedyną i ostateczną wersję swojej świętej księgi łatwiej zauważyć, że co najmniej część musi się mylić.
                                          • mabelle2000 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 01:00
                                            protein.spill napisał(a):

                                            > Zgadza się i boje się spieprzyć. Nie mam doświadczenia poza swoim wlasnym dziec
                                            > iństwem.

                                            Rozumiem Cie, tez nie mialam doswiadczenia. Dla mnie bylo jednak oczywiste, ze dzieci ateistow nie moga uczestniczyc w wyznaniowej szopce. Dlatego nie bylo nawet mowy o chrzcie czy innych sakramentach mimo sporego nacisku ze strony najblizszej rodziny.
                                            • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 01:05
                                              mabelle2000 napisała:

                                              > protein.spill napisał(a):
                                              >
                                              > > Zgadza się i boje się spieprzyć. Nie mam doświadczenia poza swoim wlasnym
                                              > dziec
                                              > > iństwem.
                                              >
                                              > Rozumiem Cie, tez nie mialam doswiadczenia. Dla mnie bylo jednak oczywiste, ze
                                              > dzieci ateistow nie moga uczestniczyc w wyznaniowej szopce. Dlatego nie bylo na
                                              > wet mowy o chrzcie czy innych sakramentach mimo sporego nacisku ze strony najbl
                                              > izszej rodziny.

                                              No to chyba nie doczytalas Mabelle. Bo Proteinowy zabral sie juz za przechytrzanie Boga po swojemu. Dla mnie jego metody to tak jakby sie od razu podlozyl pod pociag.
                                              --
                                              Bad boys aint no good,
                                              good boys aint no fun.
                                            • protein.spill Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 01:15
                                              > Rozumiem Cie, tez nie mialam doswiadczenia. Dla mnie bylo jednak oczywiste, ze
                                              > dzieci ateistow nie moga uczestniczyc w wyznaniowej szopce. Dlatego nie bylo na
                                              > wet mowy o chrzcie czy innych sakramentach mimo sporego nacisku ze strony najbl
                                              > izszej rodziny.

                                              Zbyt silny nacisk na "w tym domu nie ma Boga" tez moze przejsc w pseudo-religijna misje. Ja mam sklonnosc do zapedzania sie w takie klimaty. Wole zeby mlody nie mial.
                                              • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 01:34
                                                protein.spill napisał(a):

                                                > Zbyt silny nacisk na "w tym domu nie ma Boga" tez moze przejsc w pseudo-religij
                                                > na misje. Ja mam sklonnosc do zapedzania sie w takie klimaty. Wole zeby mlody n
                                                > ie mial.

                                                To stad te mlodziencze upodobania dotyczace szatanizmu i metalu?
                                                --
                                                Bad boys aint no good,
                                                good boys aint no fun.
                                                • protein.spill Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 09:00
                                                  > To stad te mlodziencze upodobania dotyczace szatanizmu i metalu?

                                                  Metal pojawił sie jak miałem 11 lat i nie chodziło o religie. Ale satanizm (lavey'owski) 10 lat pozniej juz tak. To jest taki antyreligijny (w sensie - antykościelny) ateizm, ktory używa diabelskiej symboliki w celu prowokacji. Wtedy mi sie to wydawało ciekawe, teraz - infantylne. Podobno sa jeszcze tacy inni sataniści co to wierzą w rogatego i mu składają ofiary. Od takich klimatów zdrowi psychicznie ludzie trzymają sie z daleka.

                                                  Dosc trudno byc cool-ateista, jezeli brałeś te rzeczy na poważnie w dzieciństwie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Mężczyzna od podstaw. Norah Vincent. 08.03.15, 11:33
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > Dosc trudno byc cool-ateista, jezeli brałeś te rzeczy na poważnie w dzieciństwi
                                                    > e.

                                                    A to kiedy przyszedl taki moment kiedy pomyslales sobie 'Eee tego nie ma' i rzeczywiscie w to uwierzyles? (powaznie pytam)
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • urquhart Wiara w nic <> moc nastawienia i intencji 08.03.15, 12:17
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > A to kiedy przyszedl taki moment kiedy pomyslales sobie 'Eee tego nie ma' i rze
                                                    > czywiscie w to uwierzyles? (powaznie pytam)

                                                    Dla mnie wiara w ateizm jest wiarą najbardziej abstrakcyjną i arogancką.
                                                    Pomijając że historie na których oparte są religie to jest coś takiego jak siła intencji krórą promieniuje człowiek, jego myli, intencje która w namacalny sposób oddziaływane na rzeczywistość.
                                                    Polecam zapoznanie się z doświadczeniem z ryżem czy kryształami wody poddawanymi intencjom dobra (miłość, wdzięczność, radość) i zła (nienawiść, zawiść, zabijanie). Religia to próba uporządkowania i nadania pojęć temu co ludzie intuicyjnie wiedzą i pragmatycznie doświadczają. Dla niektórych jedyną dostępną. Skumulowanie takich pozytywnych intencji wielu ludzi lub ponadprzeciętnej nawet jednostki tworzy pewną rzeczywistość transcedentalną - doświadczanie tzw obecności Boga, jakkolwiek jedna z religii by tego nie opisywała.
                                                    Polecam obejrzenie sprawdzenie i refleksje.
                                                    www.youtube.com/watch?v=2_dmYT83ZKY
                                                    www.youtube.com/watch?v=31shlv5Z71A
                                                    www.youtube.com/watch?v=3DM4VhFzULU&feature=player_detailpage#t=317
                                                    --
                                                    Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. Kobieta rozlicza go z obowiązków
                                                    (Majka Jaworska - Zwierciadło)
                                                  • mabelle2000 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 12:47
                                                    urquhart napisał:

                                                    > . Religia to próba uporządkowania i nadania pojęć temu co ludzie intuicyjn
                                                    > ie wiedzą i pragmatycznie doświadczają.

                                                    Skoro intuicyjnie wiedza, to po co dla uporzadkowaniatej tej wiedzy konieczne bylo wymyslenie postaci Boga ? Zreszta szukaniem wyjasnienia trudnych pytan zajmuje sie filozofia, a nie religia.

                                                    > Dla niektórych jedyną dostępną.

                                                    Fakt, religia jest glownie dla tych, ktorym nie chce sie myslec i wyciagac wnioskow z wlasnego postepowania. Dla takich sa gotowe prawdy i sztuczki, ktore podsuwa im ich wiara.

                                                  • urquhart Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 13:00
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Skoro intuicyjnie wiedza, to po co dla uporzadkowaniatej tej wiedzy konieczne b
                                                    > ylo wymyslenie postaci Boga ? Zreszta szukaniem wyjasnienia trudnych pytan zajm
                                                    > uje sie filozofia, a nie religia.

                                                    Starożytni twierdzili że filozofia jest dla ludzi wykształconych i doświadczonych, a religia dla całej reszty. :)
                                                    Relgia ujmuje w przypowieści i nakazy dla prostych ludzi co wynika z filozofii. Ma gotowe odpowiedzi.
                                                    Ale to raczej kolejne przybliżenie.

                                                    > Fakt, religia jest glownie dla tych, ktorym nie chce sie myslec i wyciagac wnio
                                                    > skow z wlasnego postepowania. Dla takich sa gotowe prawdy i sztuczki, ktore pod
                                                    > suwa im ich wiara.

                                                    Same nastawienie i intencja których uczy religia czy nie jest odkrywana na nowo przez naukową psychologię? Książki Sekret i wszystkie portale Couchingowe? Samo to jest wartością.
                                                    A to że niektórzy chcą się na tym uwłaszczyć i dystrybuować wykorzystując jako narzędzie władzy? To już samo życie i jakiej dziedziny to nie dotyczy...

                                                    --
                                                    Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. Kobieta rozlicza go z obowiązków
                                                    (Majka Jaworska - Zwierciadło)
                                                  • urquhart Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 13:31
                                                    > mabelle2000 napisała:
                                                    > > Skoro intuicyjnie wiedza, to po co dla uporzadkowaniatej tej wiedzy konie
                                                    > czne b
                                                    > > ylo wymyslenie postaci Boga ? Zreszta szukaniem wyjasnienia trudnych pyt
                                                    > an zajm

                                                    Jeszcze słówko o osobowej postaci Boga.
                                                    Naukowcy okrężną drogą powoli dochodzą do wniosków że istnieje wspólna świadomość bytów żywych z którą mamy lepszy lub gorszy kontakt, inspirację. Jedni określają to nadświadomością czy efektem setnej małpy.
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Hundredth_monkey_effect
                                                    Inni badają że ludzie którzy są bardzo kochający się wieloletnie pary czy bliźnieta tworzą niezrozumiałą więź komunikacji poprzez tą bazę nadświadomości (echo odczuć przy badaniach eeg i fEMI aktywności mózgu). To niefizyczne, nie związane z odległością, niemożliwe do opisania na bazie znanych nam praw.
                                                    Ale.
                                                    Jeżeli z definicji jest nadrzędna wobec człowieka, próba jej ścisłego opisania, zrozumienia czy kłócenia się o cechy musi być z definicji arogancka i naiwna.

                                                    --
                                                    Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
                                                  • mojemail3 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 13:43
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Fakt, religia jest glownie dla tych, ktorym nie chce sie myslec i wyciagac wnio
                                                    > skow z wlasnego postepowania. Dla takich sa gotowe prawdy i sztuczki, ktore pod
                                                    > suwa im ich wiara.

                                                    Mabelle, równie przerażający jak wojujący wierzący, są wojujący ateiści...
                                                  • morrison9 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 13:50
                                                    > Mabelle, równie przerażający jak wojujący wierzący, są wojujący ateiści...
                                                    Zawsze możesz zostać tym nie wojującym :-)
                                                    A tak poza tym.
                                                    Czy jesteś w stanie wskazać logiczny związek pomiędzy istnieniem, jak Ty to określasz, "wojujących ateistów" a istnieniem boga.
                                                    Boga nie ma.
                                                    I obecność na świecie tych wojujących ateistów bądź ich nieobecność niczego tu nie mienia.
                                                  • mojemail3 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 14:12
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Czy jesteś w stanie wskazać logiczny związek pomiędzy istnieniem, jak Ty to okr
                                                    > eślasz, "wojujących ateistów" a istnieniem boga.
                                                    > Boga nie ma.

                                                    To może wykaż brak związku logicznego między wyżej wymienionymi ;-)
                                                    Nie jesteś moim pracodawcą i nie muszę się wykazywać udzielaniem odpowiedzi i wykonywaniem poleceń, nie czas i miejsce na to...


                                                  • urquhart Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 14:53
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Boga nie ma.
                                                    > I obecność na świecie tych wojujących ateistów bądź ich nieobecność niczego tu
                                                    > nie mienia.

                                                    Morisson pastwisz się nad MM, podczas gdy ja powyżej przecież podaje pragmatyczne współczesne doświadczalne i naukowe niemożliwe do zignorowania przesłanki że pojęcie definiowane przez wieki i określający prawa niefizycznego wymiaru jako Bóg istnieje. Można się spierać co do osobowości jako bytu, formy świadomości i wymiaru.
                                                    I upieranie się że "nie istnieje" jest dla mnie jeszcze bardziej głupie niż spory czy jedynym jego słusznym imieniem jest JHW czy Allah, czy każda z jego cech i emanacji ma inne imię jak w kabale buddyzmie i hinduizmie bo nie jest do objęcia rozumem jako spójna całość.

                                                    --
                                                    Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
                                                  • mojemail3 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 15:12
                                                    urquhart napisał:


                                                    > Morisson pastwisz się nad MM

                                                    Nie odbieram tego jako pastwienie się, mi się nie chce tych gimnazjalnych argumentów odpierać...Mam teraz nadwyżkę energii, z powodu chwilowego BSwM, miałam trochę perturbacji zdrowotnych, szpital itp. Ale już za parę dni,za dni parę...
                                                    Pozdrawiam;-)
                                                  • protein.spill Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 15:22
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Morisson pastwisz się nad MM, podczas gdy ja powyżej przecież podaje pragmatycz
                                                    > ne współczesne doświadczalne i naukowe niemożliwe do zignorowania przesłanki że
                                                    > pojęcie definiowane przez wieki i określający prawa niefizycznego wymiaru jak
                                                    > o Bóg istnieje. Można się spierać co do osobowości jako bytu, formy świadomości
                                                    > i wymiaru.
                                                    > I upieranie się że "nie istnieje" jest dla mnie jeszcze bardziej głupie niż spo
                                                    > ry czy jedynym jego słusznym imieniem jest JHW czy Allah, czy każda z jego cech
                                                    > i emanacji ma inne imię jak w kabale buddyzmie i hinduizmie bo nie jest do obj
                                                    > ęcia rozumem jako spójna całość.
                                                    >

                                                    Urqu to o czym piszesz to tzw Bóg dziur. Czyli nazwa na nieznane. Jezeli pójdziesz ta droga spędzisz zycie obserwując jak Twój Bóg kurczy sie w miarę jak zrozumienie rośnie. Generalnie nie mam nic przeciwko ludziom ktorzy musza mieć osobowa więź ze światem. Jedyne zastrzeżenie mam takie ze wszelka krytykę religii uważają za arogancka i np powiedzenie ze Prorok wzleciał w niebo na skrzydlatym koniu i rozpłatał księżyc na pół jest wierutna bzdura - uchodzi za towarzyski nietakt.

                                                    Żyj jak chcesz ale uważaj czy domagając sie specjalnego traktowania dla religii (w porównaniu z np polityka) nie tworzysz klimatu w którym można zastrzelić pisarza czy rysownika bo obraził...
                                                  • sabat.77 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 22:11
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > Urqu to o czym piszesz to tzw Bóg dziur. Czyli nazwa na nieznane. Jezeli pójdzi
                                                    > esz ta droga spędzisz zycie obserwując jak Twój Bóg kurczy sie w miarę jak zroz
                                                    > umienie rośnie.

                                                    Inaczej - rośnie zrozumienie i poznanie Boga. A w każdym razie pewnych aspektów jego funkcjonowania - konkretnie, jaka jest jego wola. Istnienie jest jego manifestacją, Bóg jest źródłem istnienia per se.
                                                  • protein.spill Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 22:34
                                                    > Inaczej - rośnie zrozumienie i poznanie Boga. A w każdym razie pewnych aspektów
                                                    > jego funkcjonowania - konkretnie, jaka jest jego wola. Istnienie jest jego man
                                                    > ifestacją, Bóg jest źródłem istnienia per se.

                                                    Troche sie zgubiłem w tej retoryce. Chodzi Ci o to ze odkrycie bozonu Higgsa to odkrywanie woli Boga? Czy mówisz o etyce?

                                                    Ja mowiac o Bogu Dziur miałem na myśli tylko tych ktorzy rozumują: nie rozumiem tego ergo Bóg. Nie wiadomo co zapoczątkowało Big Bang? Bóg. Skąd sie wzięły pierwsze żywe organizmy na Ziemi? Bóg. Takie cos to teologiczne samobójstwo i Kościół dawno sie z tego wycofał.

                                                    No i istnienie per se. Chodzi Ci o idealizm platoński? To mnie koncepcyjnie przerasta, ale mam wrażenie, ze przesłanki wizji świata wg Platona (i Arystotelesa) zostały obalone przez Galileusza, Kopernika i Newtona. Tak ze to sa takie konstrukcje zawieszone w próżni. Z tym ze zastrzegam - nie znam historii filozofii wystarczajaco...
                                                  • sabat.77 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 23:05
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > Troche sie zgubiłem w tej retoryce. Chodzi Ci o to ze odkrycie bozonu Higgsa to
                                                    > odkrywanie woli Boga? Czy mówisz o etyce?

                                                    Ani jedno ani drugie.
                                                    Chodzi mi o to, że wyjściowym stanem egzystencji jest istnienie CZEGOŚ. Nazywam to coś, pierwotny stan istnienia Bogiem.
                                                    Jest to logiczne i oczywiste, bo gdyby wyjściowym stanem egzystencji było NIEISTNIENIE,
                                                    to samo z siebie nic nie mogłoby zrodzić. Nieistnienie jest formą bezpłodną, jest kwintesencją braku możliwości zmiany w tym sensie, że nie ma stanów potomnych. Nie może zrodzić się coś z niczego, natomiast COŚ może ulec przekształceniu i stać się CZYMŚ innym.
                                                    To może wydawać się skomplikowane, ale jeśli przekształcisz to na matematykę to wszystko stanie się oczywiste. Póki w równaniu masz jakieś liczby to są możliwe działania na nich. Jeśli zostaniesz z samymi zerami, to niezależnie od tego co byś z nimi nie wyczyniał, to wciąż będą to same zera.
                                                    Gdybym miał opisać Boga i Szatana w najdoskonalszym z języków, czyli matematyce, Boga opisałbym jako nieskończoność a Szatana jako zero. Nasz wszechświat materialny, w tym ludzie, to konkretne liczby, które zawierają się w nieskończoności.
                                                    Wola Boga, to inaczej działania algebraiczne jakie dostępne są w naszym wszechświecie. Bóg zdefiniował reguły istnienia naszego zbioru skończonych liczb i określił jakie działania są w nim możliwe.


                                                    > Ja mowiac o Bogu Dziur miałem na myśli tylko tych ktorzy rozumują: nie rozumiem
                                                    > tego ergo Bóg. Nie wiadomo co zapoczątkowało Big Bang? Bóg. Skąd sie wzięły pi
                                                    > erwsze żywe organizmy na Ziemi? Bóg. Takie cos to teologiczne samobójstwo i Koś
                                                    > ciół dawno sie z tego wycofał.

                                                    No tak, ale ten "Bóg Dziur" to tylko niepoprawny sposób analizowania rzeczywistości.

                                                    > No i istnienie per se. Chodzi Ci o idealizm platoński? To mnie koncepcyjnie prz
                                                    > erasta, ale mam wrażenie, ze przesłanki wizji świata wg Platona (i Arystotelesa
                                                    > ) zostały obalone przez Galileusza, Kopernika i Newtona. Tak ze to sa takie kon
                                                    > strukcje zawieszone w próżni. Z tym ze zastrzegam - nie znam historii filozofii
                                                    > wystarczajaco...

                                                    Nie odwołuję się do filozofów tylko do wyciągania wniosków z podstawowego i niezaprzeczalnego faktu, że COKOLWIEK istnieje. To najbardziej brzemienna w skutkach obserwacja. Punkt wyjściowy.
                                                    Gdyby nic nie istniało, świat stałby się niezmiennie i nieodwołalnie wieczną ciemnością, bez możliwości jakiegokolwiek manewru w ramach tego stanu.
                                                    Ale tak nie jest - istnienie COŚ. I właśnie to COŚ jest manifestacją podstawowej, pierwotnej siły napędowej wszechświata. Ja nazywam to Bogiem. Ktoś inny może pokusić się o odmienną definicję.
                                                  • morrison9 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 16:01
                                                    Przepraszam, ale cos mieszasz.
                                                    Zapowiadasz odniesienie się do osobowej koncepcji boga o czym podajesz przykład jakiegoś niewyjasnionego zjawiska, które może za 50 może za 100 lat zostanie kompletnie wyjaśnione choć dzisiaj wydaje się tajemnicze tak samo jak kiedys tajemnicze wydawały się na przykład promienie rentgenowskie a dzisiaj sa czymś oczywistym.
                                                    Co to ma wspólnego z bogiem osobowym??

                                                    > I upieranie się że "nie istnieje" jest dla mnie jeszcze bardziej głupie niż spory
                                                    To nie jest upieranie się moje.
                                                    To jest upieranie się każdego człowieka w tym także ludzi wierzących.
                                                    Jeśli powiem, że istnieje istota nadprzyrodzona nazywana Latającym Potworem Spaghetti to uznasz, ze to bzdura.
                                                    Bo będziesz wiedział, z kontekstu sytuacji, okoliczności powstania tej "wiary" tła historycznego i społecznego, że Flying Spaghetti Monster (FSM) to wymysł ludzi.
                                                    To samo jest z każdym wyznawanym powszechnie bóstwem.
                                                    Odrobina wiedzy historycznej, społecznej , znajomość np biblii (jeśli mówimy o mitologii judeochrześcijańskiej) w połączeniu z elementarnym krytycyzmem prowadzi do podobnych spostrzeżeń odnośnie innych bytów urojonych.
                                                    I nie potrzeba tu jakiejś nadzwyczajnej wiedzy i nadzwyczajnego krytycyzmu.
                                                    Wystarczy wiedza i krytycyzm charakterystyczne dla przeciętnego cywilizowanego wykształconego człowieka.
                                                    To, że wielu cywilizowanych wykształconych ludzi ciągle wierzy w różnych bogów wynika z tego, że w momencie dokonywania "przemyśleń" dotyczących ich religii ową wiedzę i krytycyzm wyłączają ew. na potrzeby tych przemyśleń zmieniają definicję pewnych słów.
                                                    W ten sposób to nawet można "udowodnić" istnienie jednorożców.

                                                    Wszyscy jesteśmy ateistami wobec większości bogów,
                                                    w jakie ludzkość kiedykolwiek wierzyła.
                                                    Niektórzy z nas po prostu poszli o jednego boga dalej.

                                                    > słusznym imieniem jest JHW czy Allah
                                                    Nie o imię się rozchodzi tylko o jego cechy, oczekiwania wobec ludzi itd.
                                                    Jeśli jeden z nich oczekuje czegoś przeciwnego niz drugi to jest to co najmniej przesłanka do tego, że może żaden nie istnieje.
                                                    Jeśli dodatkowo oczekiwania jednego i tego samego zmieniają się w zależności od sytuacji społecznej i historycznej to na prawdę nie trzeba być superkrytycznym, by zauważyć, ze to człowiek stworzył boga a nie odwrotnie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 16:11
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > To samo jest z każdym wyznawanym powszechnie bóstwem.
                                                    > Odrobina wiedzy historycznej, społecznej , znajomość np biblii (jeśli mówimy o
                                                    > mitologii judeochrześcijańskiej) w połączeniu z elementarnym krytycyzmem prowad
                                                    > zi do podobnych spostrzeżeń odnośnie innych bytów urojonych.
                                                    > I nie potrzeba tu jakiejś nadzwyczajnej wiedzy i nadzwyczajnego krytycyzmu.
                                                    > Wystarczy wiedza i krytycyzm charakterystyczne dla przeciętnego cywilizowanego
                                                    > wykształconego człowieka.
                                                    > To, że wielu cywilizowanych wykształconych ludzi ciągle wierzy w różnych bogów
                                                    > wynika z tego, że w momencie dokonywania "przemyśleń" dotyczących ich religii o
                                                    > wą wiedzę i krytycyzm wyłączają ew. na potrzeby tych przemyśleń zmieniają defin
                                                    > icję pewnych słów.
                                                    > W ten sposób to nawet można "udowodnić" istnienie jednorożców.

                                                    Ja to widze inaczej. Owszem krytycyzmem mozna wszystko zdekonstrulowac ALE co wstawic w zamian? Czy jest jakas alternatywa? Jak zastapic glod Boga i potrzebe z nim obcowania, ktora dla niektorych jest tak silna i rzeczywista, jak Twoja potrzeba realizowania sie w poligamizmie.
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • morrison9 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 16:17
                                                    Ale potrzeba istnienia boga to nie to samo co istnienie boga
                                                    W momencie kiedy teista mówi" Nie wiem czy bóg istnieje ale ja w niego wierzę bo jest mi z tym dobrze" to kończe dyskusję uznając że problem został zasadniczo rozstrzygnięty.
                                                    A wbrew pozorom wiele dyskusji ma taki finał.

                                                    W to jak ktoś zaspokaja swoje potrzeby emocjonalne nie wnikam(dopóki nie krzywdzi innych oczywiście)
                                                    Co innego kiedy teista uparcie twierdzi, ze bóg istnieje.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 16:23
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ale potrzeba istnienia boga to nie to samo co istnienie boga
                                                    > W momencie kiedy teista mówi" Nie wiem czy bóg istnieje ale ja w niego wierzę b
                                                    > o jest mi z tym dobrze" to kończe dyskusję uznając że problem został zasadniczo
                                                    > rozstrzygnięty.
                                                    > A wbrew pozorom wiele dyskusji ma taki finał.
                                                    >
                                                    > W to jak ktoś zaspokaja swoje potrzeby emocjonalne nie wnikam(dopóki nie krzywd
                                                    > zi innych oczywiście)
                                                    > Co innego kiedy teista uparcie twierdzi, ze bóg istnieje.

                                                    No tak ale czy ewentualne istnienie Boga Cie w jakis sposob obraza, dotyka? Mozesz przeciez przyjac postawe: nie obchodzi mnie czy Bog istnieje czy nie, ja go nie chce znac i de facto taka przyjmujesz, nie? Wtedy nie wchodzisz w spor o jego istnieniu tylko prezentujesz swoja podstawe wobec niego. Czy nie jest to uczciwsze?

                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • protein.spill Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 16:50
                                                    > No tak ale czy ewentualne istnienie Boga Cie w jakis sposob obraza, dotyka? Moz
                                                    > esz przeciez przyjac postawe: nie obchodzi mnie czy Bog istnieje czy nie, ja go
                                                    > nie chce znac i de facto taka przyjmujesz, nie? Wtedy nie wchodzisz w spor o j
                                                    > ego istnieniu tylko prezentujesz swoja podstawe wobec niego. Czy nie jest to uc
                                                    > zciwsze?

                                                    Dotykają mnie akcje ludzi ktorzy w niego wierzą. Cos czuje ze atmosfera miedzy Chrześcijanami i Muzułmanami zaczyna sie zagęszczać. Trzeba przekonać jak najwieksza ilośc ludzi zeby nie brali tych rzeczy tak poważnie.
                                                  • morrison9 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 22:25
                                                    > No tak ale czy ewentualne istnienie Boga Cie w jakis sposob obraza, dotyka? Moz
                                                    > esz przeciez przyjac postawe: nie obchodzi mnie czy Bog istnieje czy nie, ja go
                                                    > nie chce znac i de facto taka przyjmujesz, nie? Wtedy nie wchodzisz w spor o j
                                                    > ego istnieniu tylko prezentujesz swoja podstawe wobec niego. Czy nie jest to uc
                                                    > zciwsze?
                                                    To zalezy od wielu czynników.
                                                    Czy wierzy w boga mój nie wadzący nikomu sąsiad czy moja matka usiłująca praktykowanie tej wiary narzucić mnie i mojemu dziecku.
                                                    Czy dana wiara jest jedną z wielu wiar w ramach otwartego tolerancyjnego społeczeństwa czy też dominującą wiarą w państwie w którym lekcje religii ustawia się tak by odbywały się między innymi zajęciami, co ma w zamierzeniu utrudnić rezygnację z lekcji religii.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 22:50
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > To zalezy od wielu czynników.
                                                    > Czy wierzy w boga mój nie wadzący nikomu sąsiad czy moja matka usiłująca prakty
                                                    > kowanie tej wiary narzucić mnie i mojemu dziecku.
                                                    > Czy dana wiara jest jedną z wielu wiar w ramach otwartego tolerancyjnego społec
                                                    > zeństwa czy też dominującą wiarą w państwie w którym lekcje religii ustawia się
                                                    > tak by odbywały się między innymi zajęciami, co ma w zamierzeniu utrudnić rezy
                                                    > gnację z lekcji religii.

                                                    Taka uwaga na marginesie: jaki sens jest utrudniac nowemu czlonkowi kosciola nauki o Panu, ktoremu sluzy? ;) Ochrzczony jest? Jest. Zapisany do kosciola jest? Jest. Chyba troche pozno na opozycje, lepiej niech sie zacznie identyfikowac z grupa, do ktorej nalezy, czy nie? Wychowujesz niewiernego? Jaki tego sens? Powiedziales A musisz powiedziec B. Trzeba bylo sie od poczatku trzymac z daleka, a tak to trzeba isc za ciosem ;)
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • morrison9 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 23:05

                                                    > Taka uwaga na marginesie: jaki sens jest utrudniac nowemu czlonkowi kosciola na
                                                    > uki o Panu, ktoremu sluzy? ;)
                                                    A widzisz.Ja nie utrudniam.
                                                    On strasznie przekorny jest i gotów byłby odpowiedzieć na takie utrudnianie wzmożonym zainteresowaniem religią.
                                                    Powiedziałem mu że sam może zdecydować o tym czy chce chodzić na religię.
                                                    Powiem Ci, ze wśród co niektórych co poniektórych postronnych wierzących takie postawienie sprawy wywołało oburzenie większe niż gdybym powiedział, że to ja zdecydowałem, ze nie będzie chodził na religię.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 23:31
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > On strasznie przekorny jest i gotów byłby odpowiedzieć na takie utrudnianie wzm
                                                    > ożonym zainteresowaniem religią.

                                                    Wg mnie przekora tak malych dzieci bierze sie z glupoty czyli w konsekswencji do niczego nie prowadzi (chyba, ze do wypadku gdy chodzi o jakis niebezpieczne zajecie) ale o chodzenie na religie to nie.
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • protein.spill Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 23:07
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Taka uwaga na marginesie: jaki sens jest utrudniac nowemu czlonkowi kosciola na
                                                    > uki o Panu, ktoremu sluzy? ;) Ochrzczony jest? Jest. Zapisany do kosciola jest?
                                                    > Jest. Chyba troche pozno na opozycje, lepiej niech sie zacznie identyfikowac z
                                                    > grupa, do ktorej nalezy, czy nie? Wychowujesz niewiernego? Jaki tego sens? Pow
                                                    > iedziales A musisz powiedziec B. Trzeba bylo sie od poczatku trzymac z daleka,
                                                    > a tak to trzeba isc za ciosem ;)

                                                    Zaprawdę, zaprawdę opowiem teraz przypowieść:
                                                    Pewien Żyd w 1935 zapisał swoje dzieci do Hitlerjugend, zeby mu ich nie zatłukli. Z drugiej strony nie wieszał w domu swastyki ani nie salutował Hitlerowi. Na to jego aryjska sąsiadka: powiedziałeś A, powiedz B.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 08.03.15, 23:28
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > Zaprawdę, zaprawdę opowiem teraz przypowieść:
                                                    > Pewien Żyd w 1935 zapisał swoje dzieci do Hitlerjugend, zeby mu ich nie zatłukl
                                                    > i. Z drugiej strony nie wieszał w domu swastyki ani nie salutował Hitlerowi. Na
                                                    > to jego aryjska sąsiadka: powiedziałeś A, powiedz B.

                                                    Przypowiesc ma czegos uczyc. Ja niestety nie wiem czego ta ma uczyc. Wg mnie aryjska sasiadka by tak nie powiedziala.
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • protein.spill Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 07:29
                                                    > Przypowiesc ma czegos uczyc. Ja niestety nie wiem czego ta ma uczyc. Wg mnie ar
                                                    > yjska sasiadka by tak nie powiedziala.

                                                    Przypowieść jest podawana w 3 fazach: fabula, wyjaśnienie znaczeń, nauka.

                                                    Znaczenia:
                                                    - stary Żyd = Morrison czy ja,
                                                    - Hitlerjugend = chrzest,
                                                    - aryjka = Ty.

                                                    Nauka: chcesz uchronić dziecko przed przed prześladowaniem przez większość - załóż mu barwy ochronne większości, nie niszcząc przy tym jego szansy na wybór.

                                                    Nauka': nie ufaj przypowiesciom. Powyższa używa przejaskrawionych obrazów i ociera sie o klasykę trollowania, czyli reductio ad Hitlerum.
                                                  • sabat.77 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 08:26
                                                    Wiesz, mam wrazenie ze Kitty chce byc taka uczciwa za wszelka cene - a przeciez to glupota. Klamstwo i podstep to bardzo skuteczna strategia przetrwania, szczegolnie gdy nie ma sie dosc sily.
                                                    Czesto wrecz konieczne staje sie maskowanie i bycie hipokryta - z podniesiona przylbica to Don Kichot atakowal wiatraki.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 09:34
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Wiesz, mam wrazenie ze Kitty chce byc taka uczciwa za wszelka cene - a przeciez
                                                    > to glupota. Klamstwo i podstep to bardzo skuteczna strategia przetrwania, szcz
                                                    > egolnie gdy nie ma sie dosc sily.
                                                    > Czesto wrecz konieczne staje sie maskowanie i bycie hipokryta - z podniesiona p
                                                    > rzylbica to Don Kichot atakowal wiatraki.

                                                    Mnie obchodzi tylko jedna osoba i tylko jej pragne sie podobac, choc wiem, ze ja zawodze. W jej obliczu zaden czlowiek nie jest wazny wlacznie z moim rodzonym dzieckiem. Absolutnie nikt. Hierarchia. Uczciwa? Nie badz smieszny. Juz dawno upadlam jako czlowiek. Niewierna.

                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • sabat.77 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 10:03
                                                    > Hierarchia. Uczciwa? Nie badz smieszny. Juz dawno
                                                    > upadlam jako czlowiek. Niewierna.

                                                    No wiesz, w takim razie nie rozumiem czemu sie mnie w roznych watkach czepiasz.
                                                    Odwolujac sie do biblii - widzisz zdzblo w oku blizniego swego, a nie dostrzegasz belki w swoim? Nie masz moralnego prawa krytykowac nieuczciwosci innych, jesli samemu jestes nieuczciwa.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 10:18
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > No wiesz, w takim razie nie rozumiem czemu sie mnie w roznych watkach czepiasz.
                                                    > Odwolujac sie do biblii - widzisz zdzblo w oku blizniego swego, a NIE dostrzega
                                                    > sz belki w swoim? Nie masz moralnego prawa krytykowac nieuczciwosci innych, jes
                                                    > li samemu jestes nieuczciwa.

                                                    Mam, bo belke w swoim oku dostrzegam, przeciez napisalam wyraznie, ze dostrzegam.
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 11:09
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Nie masz, jest przeciez napisane: "kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kami
                                                    > en". To slowa samego Jezusa.

                                                    A czy ja rzucam kamieniem? Poza tym czy ja jestem wierna pismu? Nie widzisz jak ja zyje? Przeciez napisalam, ze jestem niewierna. Mnie rozmowa polegajaca na slodzeniu nie interesuje. Przeciez i tak Ci juz slodza jak moga faceci. Ostatnio Cie pudrowal Proteinowy erudycja. Nie wystarczy?
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • sabat.77 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 11:23
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A czy ja rzucam kamieniem? Poza tym czy ja jestem wierna pismu? Nie widzisz jak
                                                    > ja zyje? Przeciez napisalam, ze jestem niewierna. Mnie rozmowa polegajaca na s
                                                    > lodzeniu nie interesuje. Przeciez i tak Ci juz slodza jak moga faceci. Ostatnio
                                                    > Cie pudrowal Proteinowy erudycja. Nie wystarczy?

                                                    No tak, ja też nie jestem wierny pismu, więc wszystko mi wolno :)
                                                    Dlatego proszę, trzymaj się tej wykładni.
                                                    Ja jestem niewierny, nie przejmuję się moralnością i etyką, generalnie totalna świnia ze mnie. Nie czepiaj się więc moich odstępstw od zasad, bo ja nie mam żadnych zasad. Robię co mi się aktualnie podoba.
                                                    Jedynie mnie razi to, że np. Ty, a wcześniej Bitch, czepiałyście się tego, że ja kłamię czy jestem nieszczery - a przecież obie posługujecie się kłamstwem i podstępem w sposób otwarty i jakoś nikomu to nie przeszkadza. W każdym razie nie wam.
                                                    Powiem tak - dopóki nie napiszesz w rodzinnej agendzie przy następnym wyjeździe z kochankiem "Mama - Sex", to nie zarzucaj mi nieszczerości w moich relacjach z żoną.
                                                    Jedziemy na tym samym wózku, wykorzystując sytuację tak jak jest nam aktualnie najbardziej opłacalne. Zgadzam się, że to hipokryzja, ale nie przyjmę na poważnie zarzutu od kogoś, kto postępuje tak samo.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 11:43
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > No tak, ja też nie jestem wierny pismu, więc wszystko mi wolno :)
                                                    > Dlatego proszę, trzymaj się tej wykładni.
                                                    > Ja jestem niewierny, nie przejmuję się moralnością i etyką, generalnie totalna
                                                    > świnia ze mnie. Nie czepiaj się więc moich odstępstw od zasad, bo ja nie mam ża
                                                    > dnych zasad. Robię co mi się aktualnie podoba.
                                                    > Jedynie mnie razi to, że np. Ty, a wcześniej Bitch, czepiałyście się tego, że j
                                                    > a kłamię czy jestem nieszczery - a przecież obie posługujecie się kłamstwem i p
                                                    > odstępem w sposób otwarty i jakoś nikomu to nie przeszkadza. W każdym razie nie
                                                    > wam.
                                                    > Powiem tak - dopóki nie napiszesz w rodzinnej agendzie przy następnym wyjeździe
                                                    > z kochankiem "Mama - Sex", to nie zarzucaj mi nieszczerości w moich relacjach
                                                    > z żoną.
                                                    > Jedziemy na tym samym wózku, wykorzystując sytuację tak jak jest nam aktualnie
                                                    > najbardziej opłacalne. Zgadzam się, że to hipokryzja, ale nie przyjmę na poważn
                                                    > ie zarzutu od kogoś, kto postępuje tak samo.

                                                    NIe brataj sie ze mna. I przestan sie nad soba rozczulac.
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 12:38
                                                    Ze mna pisac? ;) Przeciez my tu piszemy do wszytkich. To nie sa szczegolnie indywidualne interakcje przynajmniej nie w zamysle. Ja nie wiem czego Ty tu szukasz akceptacji jakiejs grupy? Kolka wzajemnego wsparcia? Publicznosci na popisy oratorskie? Zrozumienia? Mnie takie relacje nie interesuja. Jak potrzebujesz z kims pisac to wybierz sobie kogos, kto tez tego by chcial I sobie z nim pisz. Nie widze przeciwwskazan.
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • slepafuria15 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 12:23
                                                    Sabat, nie bronię Kitty, ani nikogo. Uważam, ze "świętych" na tym wątku nie ma. Szczerze watpię czy tacy wogole istnieją. Każdy ma cos na sumieniu - mniejsze lub większe cosie. Ale gdybyśmy sie tym przejmowali siedzielibyśmy jak myszy pod miotła zamiast dyskutować.
                                                  • protein.spill Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 12:32
                                                    > Mnie obchodzi tylko jedna osoba i tylko jej pragne sie podobac, choc wiem, ze j
                                                    > a zawodze. W jej obliczu zaden czlowiek nie jest wazny wlacznie z moim rodzonym
                                                    > dzieckiem.

                                                    Trafiłaś w 10. Dokładnie dlatego religie należy zwalczać. Nie ma na celu dobra ani wyznawców ani ludzi od nich zależnych, w szczególności dzieci
                                                  • hello-kitty2 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 14:58
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > Trafiłaś w 10. Dokładnie dlatego religie należy zwalczać. Nie ma na celu dobra
                                                    > ani wyznawców ani ludzi od nich zależnych, w szczególności dzieci

                                                    "Nalezy zwalczac"? Nie jestes nieostroznym rozmowca Proteinowy, prawda? Nie napisales tego w pierwszej osobie liczby pojedynczej 'Ja zwalczam'/'Ja bede zwalczal' tylko co? Nawolujesz do zwalczania? Podburzasz? Potrzebujesz wsparcia z zwalczaniu? I co wychowujesz 'kreta', ktory gdy podrosnie bedzie zwalczal swoja religie od srodka, religie do ktorej go zapisales w imie swojego dobra (dziecka)? A czym Ty sie w istocie roznisz od fanatycznych wyznawcow jakis religii? Widze pokrewienstwa: juz podzegasz do zwalczania.

                                                    Ja nie jestem formalnym, aktywnym czlonkiem zadnej z religii ale tez do zalczania zadnej z nich mnie nie nawolasz.

                                                    ps co zadra z dziecinstwa w Tobie siedzi? Nie byles najwazniejszy? Rozniles sie od innych? Najadles sie wstydu? Bales sie? W imie tego bedziesz teraz zwalczal? Wiec co slownie czy moze jakas bombe gdzies na tych oszolomow religijnych planujesz? ;)
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • mojemail3 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 15:05
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > ps co zadra z dziecinstwa w Tobie siedzi? Nie byles najwazniejszy? Rozniles sie
                                                    > od innych? Najadles sie wstydu? Bales sie? W imie tego bedziesz teraz zwalczal
                                                    > ? Wiec co slownie czy moze jakas bombe gdzies na tych oszolomow religijnych pla
                                                    > nujesz? ;)

                                                    Ma problem z ojcem, a nie z matką, jak większość mężczyzn.
                                                  • mojemail3 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 21:56
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > I tak uzupełniłeś pojęcie "patronizowac" kogoś o "matronizować".

                                                    Że niby bronię Kitty? No coś ty człowieku,ona się sama obroni, ja z nią nie zadzieram, ja się jej boję ;-)
                                                    To forum, to też jest jakiś rodzaj spotkania, ja sama doświadczam pozytywnych skutków zalogowania się tu kiedyś, choć całą pracę nad relacją trzeba było już wykonać w realu.
                                                    A ile lat ty zamierzasz tkwić w kryzysie, impasie? Nie szkoda życia na bzdety, czcze gadanie, marnowanie energii ??? Ten wiek, w którym jesteśmy tutaj w większości, czyli okolice 40 tki, to jest wspaniały czas na rzeczywiste dojrzewanie,na przemianę.
                                                    Wszystko co nam się o nas samych wydawało, musi zostać podważone, na nic wspominanie i trzymanie się kurczowo złudzeń, kim byliśmy w młodości i kim planowaliśmy być...
                                                    Ty se daruj te złudzenia bycia jak Przybyszewski, on żle skończył i jeszcze swoją rodzinę zmarnował ;-)
                                                  • protein.spill Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 22:13
                                                    > Że niby bronię Kitty? No coś ty człowieku,ona się sama obroni, ja z nią nie zad
                                                    > zieram, ja się jej boję ;-)

                                                    Nie, chodziło o tego ojca.

                                                    > Ty se daruj te złudzenia bycia jak Przybyszewski, on żle skończył i jeszcze sw
                                                    > oją rodzinę zmarnował ;-)

                                                    E tam, Przybyszewki. Dawno juz sobie darowałem. Mówisz o przemianie... Dorzuć jakies szczegóły.
                                                  • protein.spill Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 21:05
                                                    > "Nalezy zwalczac"? Nie jestes nieostroznym rozmowca Proteinowy, prawda? Nie nap
                                                    > isales tego w pierwszej osobie liczby pojedynczej 'Ja zwalczam'/'Ja bede zwalcz
                                                    > al' tylko co? Nawolujesz do zwalczania? Podburzasz? Potrzebujesz wsparcia z zwa
                                                    > lczaniu?

                                                    Nie zwalczam. Nie podburzam. Nie muszę. Jezeli wiara w cokolwiek jest dla Ciebie ważniejsza od Twojego dziecka, to to jest oburzające samo w sobie dla każdego kto nie jest psychopata. Mysle ze święta księga pod ktora sie podpisujesz zyskalaby gdyby ktos usunął z niej historie o ojcu ktory chciał zarżnąć syna na ołtarzu a dodał cos o matce chroniącej dziecko. Nie dziecko-supermana, tylko zwykle bezbronne i nieważne dziecko.

                                                    > Ja nie jestem formalnym, aktywnym czlonkiem zadnej z religii ale tez do zalczan
                                                    > ia zadnej z nich mnie nie nawolasz.

                                                    Nie zwalczaj. Zastanów sie lepiej ile dziecko jest winne Tobie, a ile Ty jemu.

                                                    > ps co zadra z dziecinstwa w Tobie siedzi? Nie byles najwazniejszy? Rozniles sie
                                                    > od innych? Najadles sie wstydu? Bales sie? W imie tego bedziesz teraz zwalczal
                                                    > ? Wiec co slownie czy moze jakas bombe gdzies na tych oszolomow religijnych pla
                                                    > nujesz? ;)

                                                    Soczyste ad-persony zawsze miłe widziane. Zazwyczaj znaczą: skończyły mi sie argumenty, moze sie uda wyprowadzić dyskutanta z równowagi :) Nic z tego Kitty.
                                                  • mojemail3 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 21:43
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > Mysle ze święta księga pod ktora sie podpisujesz zysk
                                                    > alaby gdyby ktos usunął z niej historie o ojcu ktory chciał zarżnąć syna na ołt
                                                    > arzu a dodał cos o matce chroniącej dziecko. Nie dziecko-supermana, tylko zwykl
                                                    > e bezbronne i nieważne dziecko.

                                                    Warto byłoby myśleć nieco więcej, niż mówić ( i pisać).
                                                    Jako podobno dojrzały oraz inteligentny mężczyzna zaskakująco przedstawiasz oraz interpretujesz biblijną historię.Bez zrozumienia kontekstu kulturowego, historycznego, obyczajowego. Były czasy w historii ludzkości,gdy składania ofiar z ludzi były czymś zupełnie naturalnym( patrz np. Ameryka Południowa podczas odkrycia przez konkwistadorów, a to ze dwa tysiące lat póżniej) Oczywistym wnioskiem z tej historii jest bezwględny zakaz ( jako zasada etyczna) składania ofiar z ludzi.
                                                    Zdecydowanie odstręczające są wyznania łopatologicznie interpretujące Biblię, jak niektóre kościoły protestanckie, i kilka innych wyznań, których przez grzeczność nie wymienię.
                                                    No ale cóż, wolna wola, byle bliżnich nie zadręczali swą jedyną wykładnią.
                                                    Z takiej dosłownej interpretacji kpi np. Tarantino w Pulp Fiction, bandzior recytujący wersety i mordujący z zimną krwią...
                                                    www.youtube.com/watch?v=Lh9Zbxs3jhU
                                                  • morrison9 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 21:54

                                                    > Były czasy w historii ludzkości,gdy składania ofiar z
                                                    > ludzi były czymś zupełnie naturalnym( patrz np. Ameryka Południowa podczas odkr
                                                    > ycia przez konkwistadorów,
                                                    Masz absolutną rację.
                                                    Mitolgia judeochrześcijańska nie różni się specjalnie od wierzeń Inków czy Azteków.
                                                    Jej współczesny, dobrotliwy charakter to wynik ewolucji i tzw. Zeitgeist.
                                                    Gdyby historia potoczyła się inaczej dzisiaj pewnie tłumaczyłabyś głęboki sens religijny i symboliczne znaczenie ścinania głów i wyrywania serc gdzieś na półwyspie Jukatan próbując na siłę wskazać w tych obrzydliwych praktykach źródło współczesnej moralności.
                                                  • mojemail3 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 22:08
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Jej współczesny, dobrotliwy charakter to wynik ewolucji i tzw. Zeitgeist.

                                                    Absolutnie nie dobrotliwy charakter, ale jak się czytający skupia na ścinanych głowach,wyłupianiu oczu czy składaniu ofiar, to nic a nic nie pojmie.
                                                    Np.taka historia Samsona, przecież to doskonały przykład nieudanego związku, gdzie mężczyzna patrzy tylko oczami wybierając kobietę ( wtopa za wtopą aż do Dalili włącznie), związku gdzie nie ma zaufania, jest tylko manipulacja.
                                                    To również doskonały psychologiczny opis popadania w uzależnienia.


                                                    > Gdyby historia potoczyła się inaczej dzisiaj pewnie tłumaczyłabyś głęboki sens
                                                    > religijny i symboliczne znaczenie ścinania głów i wyrywania serc gdzieś na półw
                                                    > yspie Jukatan próbując na siłę wskazać w tych obrzydliwych praktykach źródło ws
                                                    > półczesnej moralności.

                                                    Srutu tutu, majtki z drutu...
                                                    Problem w tym,że historia się inaczej NIE potoczyła.
                                                    Myślę natomiast,że warto korzystać ze skarbnicy, jaką jest historia kultury ludzkości, nawet jeśli się w święte księgi Zydów, Chrześcijan,Muzułman, Buddystów itd. nie wierzy...
                                                  • morrison9 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 22:25
                                                    > Np.taka historia Samsona, przecież to doskonały przykład nieudanego związku, gd
                                                    > zie mężczyzna patrzy tylko oczami wybierając kobietę ( wtopa za wtopą aż do Dal
                                                    > ili włącznie), związku gdzie nie ma zaufania, jest tylko manipulacja.
                                                    > To również doskonały psychologiczny opis popadania w uzależnienia.
                                                    Bardzo przeciętne dzieła, których głowna wartość wynika z tego, ze są ksiegami religijnymi.
                                                    Gdyby nie były pewnie byś na nie nie spojrzała.


                                                    > Srutu tutu, majtki z drutu...
                                                    > Problem w tym,że historia się inaczej NIE potoczyła.
                                                    I dlatego dorabiasz ideologię do zupełnie innych bełkotliwych dzieł.
                                                    > Myślę natomiast,że warto korzystać ze skarbnicy, jaką jest historia kultury lud
                                                    > zkości, nawet jeśli się w święte księgi Zydów, Chrześcijan,Muzułman, Buddystów
                                                    > itd. nie wierzy...
                                                    Ależ ja korzystam.
                                                    Myslisz, że przeczytałem 3 fragmenty biblii na krzyż?


                                                  • mojemail3 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 09.03.15, 22:35
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Bardzo przeciętne dzieła, których głowna wartość wynika z tego, ze są ksiegami
                                                    > religijnymi.
                                                    > Gdyby nie były pewnie byś na nie nie spojrzała.


                                                    No ale są;-) Bezsensowne jest ciągłe rozpatrywanie kwestii "co by było gdyby"...
                                                    Co świadczy o przeciętności tego dzieła? Tak z ciekawości ;-)

                                                    Przy okazji, takie "przeciętne" opowiadania wpadły mi ostatnio w ręce, pani Alice Munro i zrozumiałam, dlaczego pani ta dostała Nobla w dziedzinie literatury, a nie inni pisarze, twórcy dzieł pozornie nieprzeciętnych...

                                                    > Ależ ja korzystam.
                                                    > Myslisz, że przeczytałem 3 fragmenty biblii na krzyż?

                                                    Nic nie myślałam na temat, teraz to ja gratuluję ;-)

                                                    Dobranoc,idę spać * * *
                                                  • morrison9 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 10.03.15, 09:05
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > Bardzo przeciętne dzieła, których głowna wartość wynika z tego, ze są ksiegami religijnymi.
                                                    > > Gdyby nie były pewnie byś na nie nie spojrzała.
                                                    > No ale są;-)
                                                    I głownie dlatego doszukujesz się w nich ukrytego sensu.
                                                    A nie dlatego, ze on tam jest.
                                                    > Bezsensowne jest ciągłe rozpatrywanie kwestii "co by było gdyby"..
                                                    Dlatego skupiam się na tym co jest.
                                                    Sa przeciętne wypociny nie mające specjalnej wartości literackiej, natomiast mówiące wiele o ewolucji religii, przyczynach jej powstawania, roli społecznej jaką pełni w, mechanizmach nią rządzących itd.
                                                    Z tego punktu widzenia biblia jest dla mnie ciekawa. na tej samej zasadzie jak ciekawy dla psychiatry jest pamiętnik schizofrenika.
                                                    > Co świadczy o przeciętności tego dzieła? Tak z ciekawości ;-)
                                                    Raczej: co świadczy o jego nieprzeciętności?
                                                    Czym Twoja biblia rózni się od chorych satanistycznych rytuałów takich jak ten:
                                                    "Przywiedziesz więc kozła przed zgromadzenie, i położy Wysoki Kapłan i inni kapłani jego ręce swoje na głowę kozła. I zabijesz kozła przed Szatanem, u drzwi komnaty zgromadzenia. A wziąwszy krew kozła pomażesz na rogach ołtarza palcem swoim, pokropisz wierzch ołtarza w około a resztę krwi wylejesz u stóp ołtarza. Weźmiesz krew jego i pomażesz koniec ucha Najwyższego Kapłana, i końce ucha prawego innych kapłanów jego, i wielkie palce ręki ich prawej, także wielkie palce nogi ich prawej, a wylejesz tę krew na ołtarz w około bo woń tej krwi jest Szatanowi wonią przyjemną"
                                                    Jesteś w stanie znaleźć różnicę między tego typu wynaturzeniami a biblią?
                                                    Pewnie będziesz się gimnastykować i wykazywać , ze to co innego na siłe dorabiając ideologię do chorych biblijnych opisów.
                                                  • mojemail3 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 10.03.15, 15:36
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Pewnie będziesz się gimnastykować i wykazywać , ze to co innego na siłe dorabia
                                                    > jąc ideologię do chorych biblijnych opisów.

                                                    Podziwiam Twą pewność siebie;-)
                                                    Nie, nie mam zamiaru "gimnastykować się" w tym temacie,taki sposób dyskusji mi nie odpowiada.
                                                  • mojemail3 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 10.03.15, 16:12
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Rozumiem.
                                                    > Głowa w piasek.
                                                    > Jak większość chrześcijańskich apologetów.

                                                    Nic nie rozumiesz, nie chce mi się z Tobą gadać w taki sposób. Jakbym rozmawiała ze zbuntowanym nastolatkiem, a nie dojrzałym mężczyzną-co za rozczarowanie.
                                                    Na takie tematy to sobie mogę z Urquhartem pogadać, można mieć inne poglądy a jednocześnie wzajemny szacunek.
                                                    Czy ja tu kogoś obrażam, kpię z poglądów? Nawet się z własnymi w temacie wiary czy niewiary nie afiszuję...I nie mam zamiaru podejmować rękawicy więc mi nie pleć o apologetach...
                                                  • morrison9 Re: Wiara w nic <> moc nastawienia i inte 10.03.15, 16:41

                                                    > Nic nie rozumiesz, nie chce mi się z Tobą gadać w taki sposób. Jakbym rozmawia
                                                    > ła ze zbuntowanym nastolatkiem, a nie dojrzałym mężczyzną-co za rozczarowanie.
                                                    > Na takie tematy to sobie mogę z Urquhartem pogadać, można mieć inne poglądy a j
                                                    > ednocześnie wzajemny szacunek.
                                                    > Czy ja tu kogoś obrażam, kpię z poglądów? Nawet się z własnymi w temacie wiary
                                                    > czy niewiary nie afiszuję...I nie mam zamiaru podejmować rękawicy więc mi nie p
                                                    > leć o apologetach...
                                                    Akurat Urquhart prezentuje się tutaj jako teista.
                                                    Co potwierdza, ze bezpiecznie się czujesz tylko w kontaktach ludzi mających poglądy podobne do Twoich.
                                                    Nie stosowałbym takiej a nie innej retoryki gdybyś sama nie użyła jako pierwsza protekcjonalnego określenia "gimnazjalne argumenty"
                                                    Akurat kiedy ja byłem w wieku gimnazjalnym (gimnazjów wtedy jeszcze nie było) to miałem poglądy podobne do Twoich więc Twój protekcjonalizm jest po prostu strzałem w stopę.
                                                    Też wierzyłem w moc podobnych do Twoich argumentów tyle tylko, ze (podobnie jak Ty teraz) dyskutowałem o nich z osobami o zbliżonym światopoglądzie lub co najwyżej z niewierzącymi, którzy nie bardzo potrafili swój światopogląd uzasadnić.
                                                    Nie pisz mi o "zbuntowanym nastolatku" bo mój syn chodzi do szkoły, w której wszystko jest ustawiane tak by zniechęcić go do omijania lekcji na której indoktrynuje się dzieci nawiedzoną absurdalną ideologią i to wszystko jest robione między innymi za moje pieniądze.
                                                    Gdybyś więc była przedstawicielką jakiejś niszowej religii a nie nachalnie wpychanej do gardła w ramach struktur państwowych doktryny religijnej pewnie miałbym więcej dystansu do faktu, ze usiłujesz nazywać czarne białym i vice versa.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kwoczko, druga matko nie boj nic ;) 10.03.15, 01:02
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > Jezeli wiara w cokolwiek jest dla Ciebi
                                                    > e ważniejsza od Twojego dziecka, to to jest oburzające samo w sobie dla każdego
                                                    > kto nie jest psychopata. Mysle ze święta księga pod ktora sie podpisujesz zysk
                                                    > alaby gdyby ktos usunął z niej historie o ojcu ktory chciał zarżnąć syna na ołt
                                                    > arzu a dodał cos o matce chroniącej dziecko. Nie dziecko-supermana, tylko zwykl
                                                    > e bezbronne i nieważne dziecko.

                                                    > Zastanów sie lepiej ile dziecko jest winne Tobie, a ile Ty jemu.

                                                    Na ematke z tymi tekstami druga matko. Tam bedziesz mial brawa na stojaco ;) To wzruszajace jak sie rozczuliles nad rzekoma krzywda mojego dziecka. Moze jakas kobiete to wzruszy. Mnie nie, bo twardo stapam po ziemi i doskonale wiem jakie zycie ma moj syn. Oj jak paczek w masle. I tak, jest wazny ale NIE najwazniejszy. Chyba juz nie ma watpliwosci dlaczego skonczyles na recznym i dlaczego sie nie rozwiedziesz choc zony nie kochasz, kwoczko ;)
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczko, druga matko nie boj nic ;) 10.03.15, 09:13
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > I tak, jest wazny ale NIE najwazniejs
                                                    > zy.

                                                    Jesli syn nie jest najwazniejszy, to w takim razie kto jest ? Jaka osoba, mysl, idea moglaby okazac sie na tyle nadrzedna dla Ciebie, zebys byla gotowa dla niej poswiecic dobro maloletniego dziecka ? Pytam, bo wydaje mi sie, ze slowo "najwazniejszy" interpretujemy inaczej.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kwoczko, druga matko nie boj nic ;) 10.03.15, 11:52
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Jesli syn nie jest najwazniejszy, to w takim razie kto jest ? Jaka osoba, mysl,
                                                    > idea moglaby okazac sie na tyle nadrzedna dla Ciebie, zebys byla gotowa dla ni
                                                    > ej poswiecic dobro maloletniego dziecka ? Pytam, bo wydaje mi sie, ze slowo "na
                                                    > jwazniejszy" interpretujemy inaczej.

                                                    Wybacz Mabelle ale nie chce o tym rozmawiac.
                                                    --
                                                    Bad boys aint no good,
                                                    good boys aint no fun.