Dodaj do ulubionych

"Cudowna zmiana" jest mozliwa, ale...

28.02.16, 15:11
...pod jednym warunkiem : trzeba brutalnie rozwalic system. Niby nihil novi sub sole, zjawisko bardzo przeciez powszechne w przyrodzie, w technologii i w socjologii - jedno z praw rzadzacych tym swiatem, ze kiedy stara formula przestaje sie sprawdzac, to nowe musi sie narodzic na zgliszczach starego. Ale w codziennym zyciu nie do konca zdajemy sobie z tego sprawe. Gubimy sie w meandrach negocjacji, jojczenia, rozmow i perswazji, miotamy sie, szukamy porady i fundujemy sobie jakies slono platne terapie. A to wszystko i tak do doopy, bo bez gruntownego przewalenia i przeorania jalowego ugoru nic nowego na tym poletku nie urosnie.

Tak wiec, czy da sie zmienic znudzonego, zblazowanego partnera w ponownie zakochanego, goracego i zorientowanego na seks? Da sie, jezeli zwiazek sie jeszcze nie wypalil oraz kiedy ma solidne podstawy - ale bez krwawej rewolucji sie nie obejdzie. Trzeba obalic stare, przegnile struktury. Chcesz, zeby zaszly zmiany to nie mozesz sie ich bac, trzeba byc na nie gotowym, cokolwiek mialbyby one nie znaczyc.
Bo koniec koncow zmiany zmieniaja rowniez nas samych, mentalnie, a wiec cokolwiek sie nie wydarzy trzeba przyjac, ze per saldo i tak wyjda nam na dobre.

Taka refleksja na niedzielne popoludnie.
Pozdrawiam bywalcow :)

--
Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
Edytor zaawansowany
  • wont2 28.02.16, 15:22
    A komus sie ta sztuka udala? Bo ja z forum czerpie wiedze zgola odmienna, ze jak sie dokumentnie pierdoli, to sie trzeba przygotowywac albo na ewakuacje albo na kochanka albo na depresje. Chyba jedynie urqu sie jakos tam udalo, ale jego podejscie, choc skuteczne, bardziej przypomina rozminowywanie Bosni po wojnie niz wakacje nad Adriatykiem.

    --
    Join us for an in-depth discussion of the penetrating issues facing society today. Issues like abortion, terrorism, crime, poverty, social reform, quantum teleportation, teen horniness and war.
  • aardwolf_ge 28.02.16, 15:31
    bo chyba najważniejsze żeby pracować od t=0 żeby się nie spierdoliło.
  • triss_merigold6 28.02.16, 15:39
    Kto się gubi, ten się gubi. Osobiście uważam, że lepiej zmienić poletko niż zabawiać się latami w terapie.

    Zmiana jest możliwa jeżeli ktoś chce i ciężko pracuje na rzecz tejże zmiany.
  • glamourous 28.02.16, 17:34
    Nowe poletko tez trzeba bedzie uprawiac w pocie i trudzie, zeby cos z tego bylo. Jezeli chcemy zwiazku, to nie da sie go przeciez nie podlewac. Tak zupelnie bezwysilkowo to mozemy sobie wyrwac marchewke z pola sasiada, zjesc, wyrzucic natke i pojsc dalej.
    Tez uwazam, ze terapia to marnowanie czasu. Zmiany sa mozliwe w sposob bardziej naturalny i skuteczny, jezeli pojawi sie naturalna motywacja.
    Dlatego ja jestem za spakowaniem walizki i odejsciem. Tak czy owak win win, jezeli byly partner sie ocknie i pogoni za nami, to fajnie, a jezeli poczujemy wtedy ze zwiazek byl juz rzeczywiscie tylko fikcja, to bardzo dobrze - bo wtedy otwieramy sie na cos nowego z kims nowym ktory koniec koncow kiedys sie pojawi.

    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • triss_merigold6 28.02.16, 17:42
    Doprawdy? To dobrze, że w końcu doszłaś do takich wniosków, ale w sumie mogłaś to załatwić radykalnie ładnych parę lat temu zamiast tracić czas.
  • glamourous 28.02.16, 18:04
    Tak, doprawdy ;) A pojecie "tracenia czasu" w tym kontekscie jest bez sensu, bo kazdy musi sam z siebie dojrzec do pewnych wnioskow, potem decyzji i pozniej krokow. Ja tego czasu nie stracilam, ten czas byl mi potrzebny, bo dopiero w tym konkretrnym momencie bylam na to wszystko gotowa. Nie zaluje ani jednego dnia, tym bardziej ze to nigdy nie byl kompletnie choojowy zwiazek i przezylismy w miedzyczasie mnostwo fajnych chwil, wyjazdow i innych tego typu dostarczaczy milych wspomnien.

    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • zawle 28.02.16, 19:08
    Glam...właśnie przechodzicie miesiąc miodowy. Ale jak już wcześniej mówiłaś..pewnie i tutaj będą jakieś wyjazdy,fajne chwile i inne miłe doświadczenia:))
  • zyg_zyg_zyg 28.02.16, 15:42
    Jakieś konkrety...? :-)
  • glamourous 28.02.16, 17:11
    Konkrety testuje wlasnie na wlasnej,, z przeproszeniem, d...pie :)
    Jak wiadomo, rozwalilam system, odeszlam od meza, wyprowadzilam sie i zbudowalam moje zycie od podstaw, od nowa - od kupna lyzeczek i recznikow, po meble itd, niczego od niego nie chcac i o nic nie proszac. Maz juz od wielu miesiecy zakochany i calkowicie odmieniony. Ale pewnie dlatego on sie ocknal i przewartosciowal, ze to ja sie pod wplywem tej 'emancypacji' zmienilam ;) Tym samym zmieniajac uklad sil. Ciekawe jak to bedzie ewoluowac w czasie, poki co wszystkie moje potrzeby i emocjonalne i seksualne sa zaspokajane wzrorowo i ze spiewem na ustach, bo wreszcie zaczelo mu sie CHCIEC.

    Zadne rozmowy, jojczenia czy terapie nie daly tyle, co porzadne i szczere pierdykniecie mlotkiem w glowe pt. nie wiesz co masz dopoki tego nie stracisz.

    Nie wiem, czy u takiego delikwenta jest to kwestia ciezkiej pracy, czy raczej przestawienia sobie zapadki w glowie i poukladanie hierarchii waznosci na nowo. To sie nazywa zmiana nastawienia, a poniewaz wiadomo, ze seks, emocje i cala reszta rodzi sie w glowie....Chciec to moc, i tyle.

    Nie wiem, czy do niego wroce w sensie przeprowadzki i ponownego zycia pod jednym dachem. Fakt jest taki, ze z nikim sie tak dobrze nie rozumiem i z nikim tak fajnie mi sie nie gada, nie spedza wolnego czasu, nie podrozuje i nie bzyka tak fajnie jak z nim. Wiec poki co jest jak jest. A jezeli kiedys znow sie pochrzani, to coz, przynajmniej teraz wiem, ze mam moc sprawcza, ze juz nie boje sie zmian ani utraty kontroli i nie zawaham sie wyjsc z sytuacji ktora mi nie odpowiada.

    Zmiana i wyjscie ze strefy konfortu w niewygodnej sytuacji to zawsze jest win-win. Taka jest moja konkluzja.Tkwienie w marazmie zaspokaja wprawdzie nasze poczucie bezpieczenstwa, ale pasywnoscia i konformizmem nic konkretnego nie zyskujemy.

    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • aandzia43 29.02.16, 09:31
    Witaj Glam :-) Wchodzę ci ja na forum po trzech latach nieobecnosci i co widzę? Ciebie w sytuacji, w której ja byłam 10 lat temu. Wszystko się zgadza: trzeba odejść. Mentalnie przede wszystkim, całą resztą potem też. Odkleić się. Ryzyk-fizyk, skończyć się cala historiamoże różnie. Nie chce mi się pisać tego samego co 10 lat temu, teraz twoja kolej :-)
    Niedawno moje małżeństwo skończyło się ostatecznie z przyczyn kompletnie pozaerotycznych. Te pozytywne zmiany jakościowe, które dokonały się wtedy, po rozstaniu 10 lat temu, pozostały w nas do końca związku. Mogę więc powiedzieć z perspektywy wielu lat, że odklejenie się jako ryzykowny sposób na nowy jakościowo początek działa.
    Powodzenia :-)

    --
    Przepraszam za telefon, który od czasu do czasu samozwańczo tytułuje moje posty moim loginem. To nie megalomania, tylko szwankujące urządzenie :-)
  • glamourous 01.03.16, 22:16
    Witaj Andziula, kope lat :) Sama tez nieczesto tu zagladam ostatnio, tym milej zobaczyc Cie znow po latach...
    Tak jak kiedys bylam zwolenniczka umiarkowanych i dosc asekuranckich rozwiazan, tak teraz juz nikomu nie bede polecala naprawczego ewangelizowania partnera i tkwienia latami w zwiazku z kims, kto nie widzi potrzeby budowania wiezi seksem. Trzeba oczywiscie pogadac o problemie, sprobowac znalezc rozwiazanie i dac partnerowi szanse, zeby sie ogarnal. Ale jezeli nie jest jakas to chwilowa zapasc tylko jakies przedluzajace sie i swiadome (!) sabotowanie sfery intymnej, wtedy rzeczywiscie trzeba odejsc. Ale tak zupelnie na powaznie. Nie dla picu, tylko z faktycznym zamiarem zakonczenia relacji. Czasami magia znow zmartwychwstanie (jak u mnie i u Ciebie), czesciej bedzie to pewnie rzeczywisty koniec zwiazku, ale i tak sie oplaca. Kazdy wariant aktywny jest lepszy od pasywnego, kazdy krok naprzod jest lepszy od dołkogennego marazmu.

    Trzeba tylko wyzbyc sie lekow, obaw, czarnowidztwa oraz innych hamujacych projekcji naszego umyslu.
    Kto nie ryzykuje, ten nie ma. Swieta prawda.

    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • wheels.of.steel 09.03.16, 22:39
    O kurcze, nie wiedziałem że rozwaliło się Twoje małżeństwo... Przykro to czytać, że rozpadają się tak długoletnie związki...
  • notyouraveragegirl 29.02.16, 20:34
    Nie mogło mnie nic bardziej zachęcić do zmian w moim życiu niż ten Twój post! Gratuluję i życzę, żeby się Wam udało :)!
  • lilyrush 01.03.16, 13:39
    Glam, ale uważasz ze ja to raz zadziałało to zadziała znowu? Bo mi sie jakos nie wydaje. Facet dostał młotkiem w łeb i sie obudzil, ok. Ale jeśli do siebie wrócicie zwiazkowo, nawet nie mieszkając razem to będzie to ten ostatni raz. Jesli odejdziesz po raz drugi, on cie juz nie weźmie na poważnie...
    To cos jakby grożenie rozwodem....mozesz grozic raz, potem musisz to zrobic, bo inaczej będziesz tak sobie gadać....
    Swoja droga zazdroszczę posiadania faceta, do którego chcesz wracac. Ja jak sie juz z jakimś rozstanę to po takich akcjach, ze nic nie zmusiłoby mnie do wracania. Na razie zmieniłam otoczenie, może i zbiór potencjalnych kandydatów okaze sie bardziej sensowny ;-)
  • zawle 01.03.16, 13:46
    lilyrush napisała:

    > Glam, ale uważasz ze ja to raz zadziałało to zadziała znowu? Bo mi sie jakos ni
    > e wydaje. Facet dostał młotkiem w łeb i sie obudzil, ok. Ale jeśli do siebie wr
    > ócicie zwiazkowo, nawet nie mieszkając razem to będzie to ten ostatni raz. Jesl
    > i odejdziesz po raz drugi, on cie juz nie weźmie na poważnie...
    > To cos jakby grożenie rozwodem....mozesz grozic raz, potem musisz to zrobic, bo
    > inaczej będziesz tak sobie gadać....

    Bo grozi się tylko raz. Potem pozostaje spełnić groźbę:))

    > Swoja droga zazdroszczę posiadania faceta, do którego chcesz wracac. Ja jak sie
    > juz z jakimś rozstanę to po takich akcjach, ze nic nie zmusiłoby mnie do wraca
    > nia. Na razie zmieniłam otoczenie, może i zbiór potencjalnych kandydatów okaze
    > sie bardziej sensowny ;-)

    Po prostu odchodzisz później.
  • triss_merigold6 01.03.16, 14:42
    I tracisz mnóstwo czasu i cennej energii. Kobiety tego czasu nie mają aż tak znowu wiele, zwłaszcza kobiety 35+.
  • zawle 01.03.16, 15:02
    ale trisss...."przezylismy w miedzyczasie mnostwo fajnych chwil, wyjazdow i innych tego typu dostarczaczy milych wspomnien." każdy wybiera tak jak mu dobrze
  • glamourous 01.03.16, 23:00
    Lily, Ciebie tez milo tu spotkac po latach :) Ale o czym my mowimy? Nie myslisz chyba, ze zamierzam odchodzic i wracac tak jeszcze X razy. Jezeli znowu wjedziemy na jakas rownie pochyla, to coz, odejde, tym razem juz definitywnie i bez odwrotu. Albo moze to on odejdzie, rzuci mnie, pozna kogos innego, cholera wie. Nigdy nie wiemy, co sie wydarzy i jaki bedzie ciag dalszy, czy to ze starym partnerem w stylu "odgrzewane kartofle" czy tez z nowym, obiecujacym zwiazkiem. Wiem jedno, juz niczego sie nie boje i nie mam cisnienia na zwiazek. Przez to, ze sie wyprowadzilam i odcielam, kompletnie zmienila mi sie zyciowa filozofia. Bedzie jak bedzie, zaakceptuje co zycie przyniesie. Na szczescie mam nature samotnika oraz rodzine i przyjaciol, facet nie jest obowiazkowym elementem ukladanki. Wiem juz, ze swietnie radze sobie sama - finansowo, emocjonalnie i tak ogolnie zyciowo. Na seksie tez przestalo mi tak bardzo zalezec, nie jest to taka kompulsywna potrzeba jak kiedys. Przewartosciowalo mi sie to i owo. Maz pewnie wyczuwa ze juz nie jestem tak bardzo into it jak kiedys, wiec to on teraz wszedl w role tej bardziej zakochanej strony. Czasami w lozku zdarza mi sie, ze sie "zamysle" - za to on jest bardzo skoncentrowany, autentycznie czuc ze sie delektuje kazda chwila. Role sie kompletnie odwrocily i nie jest to kwestia nieszczerej strategii, czesto tu polecanej/stosowanej na forum ("troche poudaje obojetnosc, zeby on docenil i zaczal za mna latac").
    I na tym chyba polega caly dowcip, ze to musi byc szczere wrzucenie na luz, a nie zaden fake czy manipulacja. Ma byc prawdziwe, organiczne zdjecie presji i z siebie i z kogos. Taki rodzaj niewymuszonego "jestes to jestes a jak cie nie ma, to tez niewielki kram" ;)


    --
    Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
  • lilyrush 11.03.16, 13:13
    pozostaje tylko pogratulować. Etap przemyśleń i przewartościowania przeszłam wiele lat temu. Teraz wracam do stanu pt. chce być z kims. Wiem, ze mogę i potrafię być sama tylko po coo?
  • glamourous 12.03.16, 18:04
    Dzieki Lily, ale nie ma wlasciwie czego gratulowac, to nie jest zaden moj/nasz sukces, po prostu tak nam sie ulozylo. Poza tym przeciez nic w zyciu nie jest constans. Wcale nie zakladam zadnego "and lived hapily ever after", bo dzis jest super, ale jutro moze juz nie byc, uczucia i zwiazki to sa akurat dosc efemeryczne sprawy. Zobaczymy, co zycie przyniesie.
    Ja mysle, ze ta swiadomosc, ze sie moze i potrafi byc samemu daje takie fajne poczucie wolnosci i "nicniemuszenia". Nie ma sie wtedy presji na bycie z kims, nie ma desperacji na szukanie chlopa, na zatrzymywanie go przy sobie na sile, na walki z wiatrakami. Lapie sie taki fajny dystans. Ja nie ukrywam, ze bardzo sobie to cenie.
    Pozdrawiam. I zycze spelnienia marzen.

    --
    A wise woman once said "fuck this shit". And she lived happily ever after.
  • zawle 12.03.16, 18:08
    glam...a ile jesteś "sama". O ile jesteś sama.
  • glamourous 12.03.16, 23:51
    Odpowiedzialam na to samo pytanie Nudziarzowi pod spodem.

    --
    A wise woman once said "fuck this shit". And she lived happily ever after.
  • marek.zak1 28.02.16, 16:21
    glamourous napisała:


    > Tak wiec, czy da sie zmienic znudzonego, zblazowanego partnera w ponownie zakocanego, goracego i zorientowanego na seks? Da sie, jezeli zwiazek sie jeszcze nie wypalil oraz kiedy ma solidne podstawy - ale bez krwawej rewolucji sie nie obejdzie. Trzeba obalic stare, przegnile struktury.
    ===================================================
    Tak jest. Szansa jest niewielka, ale jedyna. Rozbicie laptopa o ścianę na oczach jego właściciela może być taką rewolucją. Wspominałem juzżo tym niejednokrotnie.
  • socrates11 28.02.16, 16:22
    Nie bój się zmiany na lepsze!

    www.youtube.com/watch?v=ujoNvb_wJ2I

    Potrzebujemy syntezy najlepszych prądów w naszym umęczonym społeczeństwie, by dźwignąć się
  • socrates11 28.02.16, 16:25
    W tym miejscu polecam wszystkim utalentowanego publicystę gazety wyborczej, który jak mało kto posiada dar syntezy. Własnie wydano książkę Grzegorza Sroczyńskiego z wywiadami, następca Teresy Torańskiej!

    opinie.newsweek.pl/grzegorz-sroczynski-wywiady-swiat-sie-chwieje,artykuly,378556,1.html
  • socrates11 28.02.16, 16:40
    Jeden z wywiadów w tym zbiorze, Polska myśli po odejście Tuska!

    studioopinii.pl/grzegorz-sroczynski-rozmawia-ze-slawomirem-sierakowskim/
  • bcde 28.02.16, 17:01
    > Tak wiec, czy da sie zmienic znudzonego, zblazowanego partnera w ponownie zakochanego, goracego i zorientowanego na seks? Da sie, jezeli zwiazek sie jeszcze nie wypalil oraz kiedy ma solidne podstawy - ale bez krwawej rewolucji sie nie obejdzie.

    Po co? Lepiej zmienić partnera i przez jakiś czas powinno być OK.
  • killa_bunnies 29.02.16, 09:13
    Pod warunkiem, że partnerowi się chce. Jeśli wypiera, że ma poważny problem i nie jest zainteresowany jego rozwiązaniem, tylko za przyczyny wypalenia podaje jakieś pierdoleto, no to chyba nie zahula. Chyba że komuś chce się w to bawić, ja się poddałam. Jak ktoś nie chce, to nic się nie da zrobić. Łatwiej się wypisać, niż coś ze sobą zrobić.
  • amyfarrahfowler 29.02.16, 11:52
    ale fajnie, kibicowałam Ci w Twoich poczynaniach, chociaż przyznaję, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam :)
    Natomiast trochę sceptyczna tu jestem - ok, partner zobaczył, co stracił, zreflektował się i walczy. Ale ile to potrwa? Naturą ludzką jest osiadać na laurach w momencie jak się człowiek poczuje pewnie. A ile można utrzymywać partnera w stanie "gotowości"? Znaczy być w takim "dochodzącym" związku, w kazdej chwili z opcją bycia na wylocie.
    Czy jesteś pewna czy on tak juz na dobre sie zmienił, czy być może znowu tracisz czas, który byś mogła poświęcić na znalezienie innego partnera? Tak tylko z ciekawości pytam, jak widzisz tę przyszłość.
  • rezolutnakobieta 02.03.16, 12:36
    Ale czy zanim się rozstaliście Wasze pożycie całkiem zdechło? Tak że latami nie było seksu ani żadnej czułości? Tylko wspólne gospodarstwo domowe? Odpowiedz jeśli możesz.
    Pamiętam Twoje wątki o surferze i inne. Naprawdę się cieszę z tego, co tu teraz przeczytałam. Czyli cuda się zdarzają.
  • druginudziarz 06.03.16, 09:56
    rezolutnakobieta napisała:

    > Ale czy zanim się rozstaliście Wasze pożycie całkiem zdechło? Tak że latami ni
    > e było seksu ani żadnej czułości? Tylko wspólne gospodarstwo domowe? Odpowiedz
    > jeśli możesz.

    Najpierw musiałabyś zapytać glam, ile najdłużej była z mężczyzną w związku.
  • glamourous 06.03.16, 13:26
    Ile najdluzej bylam z mezczyzna w zwiazku? No coz, ponad 10 lat. Nie jest to jakies powalajacy score, wiem. Ale tez nie mam 60 lat i tylko jednego malzenstwa za soba.
    I do Rezolutnej : nie, nie bylo tak, ze latami nic. Po prostu bylo za rzadko jak na moje potrzeby, zdecydowanie za rzadko i zbyt mialko, zebym mogla czuc sie szczesliwa. Z czuloscia tez bylo w zasadzie kiepsko. Niby zylismy razem, mielismy wspolne pasje, podrozowalismy i ogolnie nie bylo zle, ale w koncu ta niewystarczajaca intymnosc zaczela nas zjadac, wiez zaczela sie kruszyc. Dlugo nosilam sie z zamiarem wyprowadzki, nie bylo to latwe z kilku waznych wzgledow, ale w koncu to zrobilam. Kosztowalo mnie to bardzo duzo w sensie emocjonalnym, ale dzieki temu chyba w koncu doroslam.
    I tego wlasnie bylo mi trzeba.

    --
    A wise woman once said "fuck this shit". And she lived happily ever after.
  • druginudziarz 12.03.16, 20:08
    glamourous napisała:

    > Ile najdluzej bylam z mezczyzna w zwiazku? No coz, ponad 10 lat. Nie jest to ja
    > kies powalajacy score, wiem. Ale tez nie mam 60 lat i tylko jednego malzenstwa

    A to przepraszam, 10 lat to juz tyle ile trzeba, nie doczytałem, byłem chory, spóźniłem się na lekcję ;)
    Czyli ile teraz taka bezpańska po świecie chodzisz?
  • glamourous 12.03.16, 23:50
    Wyprowadzilam sie 2 lata temu i od tego czasu jestem "na swoim", ale czy "bezpanska"? (matko, co za nomenklatura ;))

    --
    A wise woman once said "fuck this shit". And she lived happily ever after.
  • wont2 13.03.16, 12:27
    Tak mi teraz przyszło do głowy - żeby ta "cudowna zmiana" nie skończyła się tak jak "dobra zmiana" :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • urquhart 02.04.16, 15:28
    glamourous napisała:
    > ...pod jednym warunkiem : trzeba brutalnie rozwalic system. Niby nihil novi sub
    > sole, zjawisko bardzo przeciez powszechne w przyrodzie, w technologii i w socj
    > ologii - jedno z praw rzadzacych tym swiatem, ze kiedy stara formula przestaje
    > sie sprawdzac, to nowe musi sie narodzic na zgliszczach starego

    Całkowita zgoda. No to wychodzi że tylko ty i ja długoterminowo wyszliśmy z tarczą związkowo. Musze się zmobilizować żeby też kiedyś to podsumować.


    --
    >>>>>>>>>>>>>>>>
    "Gorliwość samców w kojarzeniu się, połączona z niechęcią samic do rozmnażania się z pierwszym lepszym samcem, jest oczywistym źródłem konfliktu interesów pomiędzy płciami, który jest praktycznie powszechny (Hammerstein & Parker, 1987)"
  • notyouraveragegirl 07.07.16, 17:34
    I jak Glamourous - nadal jest tak dobrze?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka