Dodaj do ulubionych

zespół aspergera a bsm

26.06.16, 23:11
Na początek mój coming out: jestem wysokofunkcjonującą ASP (czy jak kto woli "mam" aspergera). Zresztą pierwsze sugestie w tym kierunku padły kiedyś właśnie na tym forum :) Pomijam przyjazne sugestie, że powinnam się przebadać od osób, którym trudno się pogodzić z odmiennymi od ich własnych poglądami. Nie zarażam.
Pisanie na formach jest pomocne w diagnozie :) Moja terapeutka o mało się nie posikała z radochy, gdy zdecydowałam się pokazać jej wątek, w którym szczerze opisałam, co czułam po wspólnym zamieszkaniu z moim obecnym mężem.

Jako typowa ASP nie mogłam odmówić sobie przegryzienia się przez temat ASP i relacji do seksualności oraz ról płciowych. W Polsce szacuje się całkiem sporą liczbę osób z ASP, głównie mężczyzn (teorie są różne - kobiet może być równie dużo, ale u nich ASP lepiej się maskuje). Większość dorosłych nie jest zdiagnozowanych. Jeśli mają problem z akceptacją siebie, lub otoczenie ma z tym problem - często cierpią. Akceptacja i trochę pomocy w ogarnięciu paru rzeczy rozwiązuje większość problemów.

Kobiety z ASP - mają problem z genderowymi rolami, a ściślej - często mają w d. co powinny, a czego nie powinny jako kobiety, a niektóre z nich zwyczajnie tego nie łapią. Chyba, że się wkręciły, wtedy mogą być mega skupione na wyglądzie, albo do złudzenia przypominać zonę ze stepford :) Seksualność zależy w dużej mierze od klimatu w jakim się wychowały. Pewne cechy związane z ASP czynią je łatwymi ofiarami molestowania i gwałtów, szczególnie w okresie dzieciństwa i dorastania, a także zwiększają ryzyko doświadczania przemocy w związku.
Podejście do seksu w dużej mierze zależy od tego czym nasiąknęły - od kobiet które leją na normy społeczne i dużo eksperymentują ze sobą i innymi, po osoby aseksualne (tu wpływ ma także nadwrażliwość lub zmniejszona wrażliwość na bodźce dotykowe, czasem występująca u ASP). Wiele z nich cechuje duża otwartość i szczerość w rozmowach na "te tematy", traktują temat jak każdy inny.
Jako kochanki - jeśli się wkręcą mogą wydawać się spełnieniem marzeń partnera/partnerki, do czasu kiedy nie znajdą sobie nowego hobby. Czasem mogą być mało czułe. Często przytrafia im się, że gdy szczerze i otwarcie omawiają swoje potrzeby lub komunikują partnerom niezadowolenie nie rozumieją reakcji partnera, który czuje się urażony. Z punktu widzenia przeciętnej osoby ASP wydaje się to irracjonalne. Jak można poczuć się zranionym INFORMACJĄ?Osoby neurotypowe lepiej czują takie rzeczy i raczej nie walą wprost.

Mężczyźni z ASP - mam mniej danych ale:

Jeśli się dobrze wkręcą w temat mają szanse zostać mistrzami kobiecej rozkoszy. Ich stosunek do seksu i seksualności także jest wypadkową tego co po drodze wpadło im do głowy. Łatwo wpadają w sidła pornografii i wtedy mają problem z życiem seksualnym w realu - nie za bardzo widzą różnicę (hehe... asp posiada znaczna liczna mężczyzn, ale gdyby stosować wyłącznie to kryterium to liczba się potroi :)
Mogą być postrzegani jako mało czuli, ale poinstruowani reagują pozytywnie, dobrze reagują na konkretne wskazówki od seksualnych partnerów i partnerek. Chyba, że tkwią w schematyzmie zachowań seksualnych co może się zdarzyć.
Nadmierna szczerość jest trudna dla ich partnerek w innych aspektach niż szczerość kobiet ASP wobec partnerów - jak kobieta przytyje i uznają, że przez to jest mniej atrakcyjna na pewno to powiedzą. Tak samo szczerze skomentują nowa fryzurę, beznadziejny makijaż itp. Dla wielu kobiet taka szczerość jest "nadmierna".

Fajnie przy tym wychodzi genderowa fiksacja - mężczyzn na sprawności seksualnej, kobiet na wyglądzie. Badając zagadnienie Aspich sporo dowiedziałam się o osobach typowych. Czasem zastanawiałam się przy tym kto tu jest normalny.

Osoby z ASP choć zazwyczaj zachowują wierność i są lojalnymi partnerami, często mają wewnętrzne przekonanie, że stosunki seksualne z innymi osobami nie są jakimś złem. W kwestii zdrady jako problem postrzegają raczej kwestię oszustwa. Często też deklarują, że jeśli poczują nieprzepartą chęć przespania się z kimś innym, to poinformują o tym męża/żonę. Z dużym prawdopodobieństwem tak właśnie zrobią.

Generalnie ASP może rodzić różne trudności w komunikacji w związku. A raczej trudności wynikające ze zbyt otwartej komunikacji oraz z kiepskiego rozumienia sygnałów niewerbalnych. Co może prowadzić do bsm, albo nieporozumień - a potem bsm.

Mi terapeutka uświadomiła taką rzecz: czasem, nawet jeśli coś jest dla mnie trudne albo tego nie lubię, mogę to zrobić (lub od czegoś się powstrzymać) dla mojego partnera, jeśli ma to wpływ na jego samopoczucie, a nie wiąże się dla mnie z dużym wysiłkiem lub poświęceniem.

Sama na to nigdy nie wpadłam. Jak czegoś nie chciałam - to nie robiłam. Nie wpadłam na pomysł, że moje zachowanie może wpływać na stan emocji partnera, jeśli nie dotyczy go bezpośrednio. Przykład: wizytowanie teściów. Neurotypowi będą się zadręczać nawzajem potrzebą odwiedzania mamusi. Przeciętny Aspie da ci spokój i pójdzie sam/sama jeśli to dla ciebie problem i nie uzna, że to coś złego. Chyba, że lubi rutynę, a dostąd wizyty były wspólne. Ale za cholerę nie zrozumie, jeśli ty się uprzesz przy jego/jej asyście. Chyba, że uzyska przekonujące wyjaśnienie od terapeutki...

Zatem: jeśli ciężko ustalić jak to właściwie się stało, co się wypaliło, nie gra więcej rzeczy itp. warto przyjrzeć się drugiej połówce, czy czasem nie ma cech typowych dla ASP. Chociaż nie ma co stawiać diagnoz bez pomocy fachowców, jednak trochę wiedzy pozwala ocenić, czy w ogóle jest sens stawiania diagnozy w tym kierunku. To co wypisałam to wybiórcze aspekty i uzupełniające wobec podstawowych informacji. Na sieci tego nie ma. Dane mam na razie z niedużych próbek.
Niektóre cechy ASP ma prawie każdy, kwestia ile z nich występuje łącznie i jaki jest stopień ich nasilenia. Jeśli w dzieciństwie nie działo się nic nietypowego - nie ma co się doszukiwać ASP. Informacji na temat ASP na sieci jest sporo, chociaż część to bzdury.

Jeśli ktoś lub jego partner/partnerka ma ASP - inny sposób widzenia świata nie przekreśla szansy na udane życie seksualne. Raczej ją zwiększa.

Jak ktoś ma doświadczenia lub przemyślenia w kwestii ASP - chętnie się zapoznam.
Edytor zaawansowany
  • druginudziarz 26.06.16, 23:18
    twojabogini napisała:

    > Jak ktoś ma doświadczenia lub przemyślenia w kwestii ASP - chętnie się zapoznam
    > .
    aspi.net.pl/
    Z tym, że ten dział który Cie interesuje dostępny po zarejestrowaniu.
  • twojabogini 26.06.16, 23:45
    dzięki :)
  • that.bitch.is.sick 26.06.16, 23:18
    Aaa to taki rodzaj horoskopu dla osób bystrością nieco dystansujących ML ale nie wykraczających poza HK :). Fantazje na własny temat są super: leczą z kompleksów, neutralizują dysonanse, dają złudzenie wyjątkowości...

    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • sea.sea 26.06.16, 23:29
    Wyjęłaś mi to z ust.
    Zazwyczaj, raczej, często, czasami... tja... Jak przeczytałam wpis TB to się sama zaczęłam zastanawiać, czy nie jestem ASPim ;)
  • sabat3 26.06.16, 23:32
    sea.sea napisała:

    > Wyjęłaś mi to z ust.
    > Zazwyczaj, raczej, często, czasami... tja... Jak przeczytałam wpis TB to się sa
    > ma zaczęłam zastanawiać, czy nie jestem ASPim ;)

    Ja też. Ściślej - doszedłem do wniosku, że tak z kilka dni mógłbym nim być. Dłużej to chyba mogłoby zacząć być nudne.
  • twojabogini 26.06.16, 23:48
    Czemu nudne?
  • sabat3 26.06.16, 23:57
    twojabogini napisała:

    > Czemu nudne?

    To była autoironia. Zasugerowałem, że mogłoby mi nie starczyć cierpliwości w skupianiu uwagi otoczenia rzekomym Zespołem Aspergera w moim wydaniu, albo że znudziłoby mnie to udawanie i po kilku dniach skupiłbym się na innym temacie. Mam nadzieję, że byłem wystarczająco "informacyjny".
  • twojabogini 26.06.16, 23:47
    Akurat na podstawie mojego postu to kiepsko się diagnozować - nie uwzględniłam podstawowych cech czy jak wolą inni "symptomów". Ale z wielu różnych względów bardzo możliwe, że akurat na forum jest nadreprezentacja aspich w stosunku do reszty populacji.
  • twojabogini 26.06.16, 23:43
    Ależ oczywiście, że to na razie horoskop. Zaznaczyłam - mała próbka, niewiele danych. Analizuję malutki odcinek, w zasadzie słabo zbadany - brak więc danych porównawczych. Typowy przebieg rozwoju i cechy ASP to zupełnie inna bajka - co też zaznaczyłam.

    Co do poczucia wyjątkowości - dla aspich, którzy nie doświadczyli odrzucenia w relacjach społecznych, jakoś się zsocjalizowali lub uzyskali status eksperta i wybacza się im "dziwactwa" i nie mają ze sobą problemu - to dość typowe uczucie. Ale większość aspich nie ma fartu.
  • sea.sea 26.06.16, 23:55
    Kobiety z ASP - mają problem z genderowymi rolami, a ściślej - często mają w d. co powinny, a czego nie powinny jako kobiety, a niektóre z nich zwyczajnie tego nie łapią. Chyba, że się wkręciły, wtedy mogą być mega skupione na wyglądzie, albo do złudzenia przypominać zonę ze stepford :)

    DLACZEGO?

    Seksualność zależy w dużej mierze od klimatu w jakim się wychowały.

    A U "NORMALSÓW" NIE???

    Pewne cechy związane z ASP czynią je łatwymi ofiarami molestowania i gwałtów, szczególnie w okresie dzieciństwa i dorastania, a także zwiększają ryzyko doświadczania przemocy w związku.

    DLACZEGO?

    Podejście do seksu w dużej mierze zależy od tego czym nasiąknęły - od kobiet które leją na normy społeczne i dużo eksperymentują ze sobą i innymi, po osoby aseksualne (tu wpływ ma także nadwrażliwość lub zmniejszona wrażliwość na bodźce dotykowe, czasem występująca u ASP).

    DLACZEGO? A U NORMALSÓW NIE?

    Wiele z nich cechuje duża otwartość i szczerość w rozmowach na "te tematy", traktują temat jak każdy inny. Jako kochanki - jeśli się wkręcą mogą wydawać się spełnieniem marzeń partnera/partnerki, do czasu kiedy nie znajdą sobie nowego hobby. Czasem mogą być mało czułe. Często przytrafia im się, że gdy szczerze i otwarcie omawiają swoje potrzeby lub komunikują partnerom niezadowolenie nie rozumieją reakcji partnera, który czuje się urażony. Z punktu widzenia przeciętnej osoby ASP wydaje się to irracjonalne.

    DLACZEGO? A U NORMALSÓW NIE?

    Jeśli się dobrze wkręcą w temat mają szanse zostać mistrzami kobiecej rozkoszy.

    DLACZEGO?

    Ich stosunek do seksu i seksualności także jest wypadkową tego co po drodze wpadło im do głowy.

    A U NORMALSÓW NIE?

    Mogą być postrzegani jako mało czuli, ale poinstruowani reagują pozytywnie, dobrze reagują na konkretne wskazówki od seksualnych partnerów i partnerek. Chyba, że tkwią w schematyzmie zachowań seksualnych co może się zdarzyć.

    A U NORMALSÓW NIE?

    Generalnie ASP może rodzić różne trudności w komunikacji w związku. A raczej trudności wynikające ze zbyt otwartej komunikacji oraz z kiepskiego rozumienia sygnałów niewerbalnych. Co może prowadzić do bsm, albo nieporozumień - a potem bsm.

    A U NORMALSÓW NIE?

    Jeśli ktoś lub jego partner/partnerka ma ASP - inny sposób widzenia świata nie przekreśla szansy na udane życie seksualne. Raczej ją zwiększa.

    DLACZEGO?

    Sorry, ale jak zwykle jest to kolejny w Twoim wydaniu post pełen waty słownej, z którego nic konkretnego nie wynika. Napierniczasz kilometrowe teksty, które się opierają na "jedni mają tak, ale bywa tak, że mają inaczej". Dla mnie jest to tak śmiertelnie nudne i nieatrakcyjne, że aż miałabym ochotę się umówić z Tobą w barze, bo jest dla mnie zupełnie niepojęte, jakim cudem masz aż tak dużą skuteczność podrywu, jaką deklarujesz - ja bym zasnęła przed trzecią margaritą :)
  • sabat3 26.06.16, 23:59
    sea.sea napisała:

    > Dla mnie jest t
    > o tak śmiertelnie nudne i nieatrakcyjne, że aż miałabym ochotę się umówić z Tob
    > ą w barze, bo jest dla mnie zupełnie niepojęte, jakim cudem masz aż tak dużą sk
    > uteczność podrywu, jaką deklarujesz - ja bym zasnęła przed trzecią margaritą :)

    Po trzecim zdaniu mężczyźni zaczynają gapić się na rytmicznie podskakujące cycki i tak im zostaje już do końca wypowiedzi.
  • sea.sea 27.06.16, 00:01
    Ale TB wyrywała wg swych deklaracji także kobiety :D
  • twojabogini 27.06.16, 00:10
    Co do podrywu...jak mam ochotę kogoś poderwać to mówię jak najmniej. Bo jak się wkręcę w jakiś temat - to po randce. Jak ktoś koniecznie chce rozmawiać, to pilnuję zmiany tematu co jakiś czas, zadawania pytań osobistych i słuchania. Opanowałam to wieki temu.

    W barach głównie piję, to kiepskie miejsca na podryw, chociaż parę razy zawarłam w barze jakąś znajomość albo skusiłam się na one stand. Ale to słabe raczej.
  • rekreativa 27.06.16, 13:21
    Przecież to kobiety lecące na kobiety, więc cycki jak najbardziej są w sferze zainteresowania.

    --
    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
  • twojabogini 27.06.16, 00:06
    Napierniczasz kilometrowe teksty, które się opierają na "jedni mają tak, ale bywa tak, że mają inaczej". Dla mnie jest to tak śmiertelnie nudne i nieatrakcyjne...

    Na razie nic nie może wyniknąć, za mało danych, dopiero je zbieram i stawiam sobie robocze założenia...nie dziwię się, że większości to nie kręci...niektórzy lubią np. forumowe seriale typu...nie wiem czy on mnie zdradza czy nie, albo jest gejem, inni jatki o wynika badań...zawsze zastanawiam się, czemu ktoś kto wie, że na pewno wysmażyłam kolejny długaśny tekst który jest nudny w ogóle to czyta?I jeszcze komentuje. Naprawdę się zastanawiam...

    że aż miałabym ochotę się umówić z Tobą w barze, bo jest dla mnie zupełnie niepojęte, jakim cudem masz aż tak dużą skuteczność podrywu, jaką deklarujesz - ja bym zasnęła przed trzecią margaritą :)
  • sea.sea 27.06.16, 00:10
    Przeczytałam. I jest tak niekonkretny, że aż zęby bolą, więc zastanawia mnie, skąd potrzeba, by się podzielić czymś, co jest w tym momencie tak bardzo nie do odróżnienia od horoskopu z gazety.
  • twojabogini 27.06.16, 00:15
    > Przeczytałam. I jest tak niekonkretny, że aż zęby bolą, więc zastanawia mnie, s
    > kąd potrzeba, by się podzielić czymś, co jest w tym momencie tak bardzo nie do
    > odróżnienia od horoskopu z gazety.

    Napisałam. Zbieram info. Przemyślenia, dane.

    Na bsm jest sporo ludzi którzy mają niekonwencjonalne przemyslenia, albo odczesane fascynacje, i jak pisałam jest tu większe prawdopodobieństwo nadreprezentacji ASP. jestem ciekawa czy ktoś sobie zrobi autodiagnozę?
  • sea.sea 27.06.16, 00:20
    Powyżej, cytując Twojego posta, zadałam parę pytań.
    Np strasznie ciekawe jest, skąd koncepcja, że bycie ASP zwiększa szanse na udane życie seksualne.
    Na podstawie czego te przemyślenia się wzięły?
  • twojabogini 27.06.16, 00:58
    Poniżej odpisałam.

    Co do pomysłu, że ASP zwiększa szanse. To nie tak. Dobrze zagospodarowane i zrozumiane ASP zwiększa szanse. Ale na tej samej zasadzie na jakiej zwiększa szanse samopoznanie.
    Pewne typowe cechy ASP dają przewagę, jak choćby łapanie wkrętów.

    W praktyce, ponieważ młodzi aspie są podatni na przemoc, odrzucenie, etykietę innych, mają podwyższone ryzyko deprechy, osamotnienia, braku akceptacji, małe szanse na odpowiednią ilość dotyku itp. wielu aspich musi się solidnie napracowac. Do tego jeszcze partner w stałym związku musi umieć szanować inność.
    Tak wiem u NT też trzeba szanować inność. Ale łatwiej uszanować inność kogoś z twojego gatunku, niż kogoś z innej bajki, zwłaszcza jak sądzisz że jest z twojej i przypisujesz mu podobne motywacje.

    Z ładnych definicji bycia aspie:
    1. To nieświadomy Europejczyk w Japonii - ciągle łamiesz jakies zasady o których nic nie wiesz, zachowujesz się normalnie, a ciągle ktoś się obraża, albo posądza o wulgarnośc i złe wychowanie, do tego nikt nie mówi ci jasno o co chodzi, czujesz jak wszyscy się dystansują, chociaż się starasz. W końcu dochodzisz do wniosku, że Japońce to przewrażliwione bufony, o którym ch. chodzi. albo jak masz słabe ego - dochodzisz do wniosku, że z tobą jest mocno nie tak, wpadasz w kompleksy itp. Albo dostajesz dobrego przewodnika i zaczynasz łapac o co chodzi. Jak przekona cię że mozna stosowac się do zasad nawet jak nie sa logiczne - będzie łatwiej. czasem udaje się samodzielnie coś załpac i sie przystosować - jak znasz język i poczytasz - dostosujesz się w miere łatwo, choc nadal bedzie to wszystko nieco sztywne. I głupie.
    2. Aspie musi poznać naukowo to co inni poznają intuicyjnie.

  • twojabogini 27.06.16, 00:43
    sea.sea napisała:

    > Kobiety z ASP - mają problem z genderowymi rolami,
    > DLACZEGO?

    Osoby ASP mają trudności z odczytywaniem niepisanych zasad społecznych, w tym właśnie treści kulturowych typu role genderowe. W Polsce nie ma badań na ten temat, trafiłam na jakieś szczątkowe badania u Angoli. Moja mała próbka to potwierdza.
    Kobiety nie wchodzące w swój gender postrzegane sa jako męskie i mimo róznych problemów jest to postrzegane jako awans.
    Mężczyźni jeśli nie wchodzą w swój gender mają gorzej, doświadczają często przemocy, bywają postrzegani jako geje.
    W sumie powinnam pisać dziewczynki/chłopcy. Dorosłe wysokofunkcjonujace osoby ASP mają szereg mechanizmów kompensacyjnych.

    > Seksualność zależy w dużej mierze od klimatu w jakim się wychowały.
    > A U "NORMALSÓW" NIE???

    Normalsi wcześniej się łapią, że np. sprzedawano się im kit. Chyba, że ASP uzna coś za nielogiczne - im bardziej jednolite i niestymulujące środowisko tym mniejsza na to szansa.

    > Pewne cechy związane z ASP czynią je łatwymi ofiarami molestowania i gwałtów, s
    > zczególnie w okresie dzieciństwa i dorastania, a także zwiększają ryzyko doświa
    > dczania przemocy w związku.
    > DLACZEGO?

    Ufność, trudności z rozpoznaniem intencji, ciekawość poznawcza na etapie dzieciństwa i dorastania. do tego trudności komunikacyjne oraz postrzeganie osoby jako innej utrudniają uzyskanie pomocy co powoduje, że ataki sprawcy się powtarzają i zdobywa on/ona przewagę nad ofiarą.
    Co do związków z przemocą - ufność, trudności z rozpoznaniem intencji, łatwość wku..nia innych ludzi, trudności w komunikacji, brak pewności siebie (u aspich którzy nie byli akceptowani), ale to mechanizm znacznie bardziej złożony, z drugiej strony pewne cechy ułatwiają wyplątanie się, Z trzeciej akceptujący siebie aspi nawet nie zdiagnozowany ma mniejsze szanse na stanie sie ofiarą w związku.

    > Podejście do seksu w dużej mierze zależy od tego czym nasiąknęły - od kobiet kt
    > óre leją na normy społeczne i dużo eksperymentują ze sobą i innymi, po osoby as
    > eksualne (tu wpływ ma także nadwrażliwość lub zmniejszona wrażliwość na bodźce
    > dotykowe, czasem występująca u ASP).
    > DLACZEGO? A U NORMALSÓW NIE?

    Pisałam już u aspich nasiąkania ma nieco inny przebieg, jeśłi wszystko składa się w całośc nie zakwestionują nic. Co do problemów z bodźcami to raczej oczywiste.

    > Wiele z nich cechuje duża otwartość i szczerość w rozmowach na "te tematy", tra
    > ktują temat jak każdy inny. Jako kochanki - jeśli się wkręcą mogą wydawać się s
    > pełnieniem marzeń partnera/partnerki, do czasu kiedy nie znajdą sobie nowego ho
    > bby. Czasem mogą być mało czułe. Często przytrafia im się, że gdy szczerze i ot
    > warcie omawiają swoje potrzeby lub komunikują partnerom niezadowolenie nie rozu
    > mieją reakcji partnera, który czuje się urażony. Z punktu widzenia przeciętnej
    > osoby ASP wydaje się to irracjonalne.
    > DLACZEGO? A U NORMALSÓW NIE?

    Przeciętna kobieta NT za chiny nie powie mężowi, że nie ma z nim orgazmu, jest kiepski w łóżku, i słabo robi minetę. nawet jak zdecyduje się, że chce to zmienić, to będzie dawać sygnały, albo coś tam innego kombinować. Tego nie mogłam zrozumieć nigdy, po co kobiety latami się męczą, zamiast powiedzieć.
    Aspie raczej wyjedzie na ostro. I będzie w szoku jak pan się obrazi. To ona powinna się obrazić, że on się nie stara.
    >
    > Jeśli się dobrze wkręcą w temat mają szanse zostać mistrzami kobiecej rozkoszy.
    > DLACZEGO?

    Bo jak się aspie w coś wkręca to na całego. I nie mają wtedy hamulców. Żadnych.

    > Ich stosunek do seksu i seksualności także jest wypadkową tego co po drodze wp
    > adło im do głowy.
    > A U NORMALSÓW NIE?

    Napisałam.

    > Mogą być postrzegani jako mało czuli, ale poinstruowani reagują pozytywnie, dob
    > rze reagują na konkretne wskazówki od seksualnych partnerów i partnerek. Chyba,
    > że tkwią w schematyzmie zachowań seksualnych co może się zdarzyć.
    >
    > A U NORMALSÓW NIE?
    Mężczyźni NT w swojej znacznej części fatalnie reagują na wskazówki. Od katoli - gadałam z katolskimi terapeutami i oglądałam ich prezentacje, po teoretycznie wolnych i wyzwolonych. Ego im spada i wszystko opada jak dostają jasne wytyczne lub żadania. Sama wiesz ilu panów sie tu wyzalało, że sa kastrowani.
    >
    > Generalnie ASP może rodzić różne trudności w komunikacji w związku. A raczej tr
    > udności wynikające ze zbyt otwartej komunikacji oraz z kiepskiego rozumienia sy
    > gnałów niewerbalnych. Co może prowadzić do bsm, albo nieporozumień - a potem bs
    > m.
    > A U NORMALSÓW NIE?

    Normals mniej więcej po twojej minie i postawie rozpozna co ci jest, jaki masz nastrój itp. Aspie może mieć problem z zauważeniem że za chwilę dostaniesz mega wkurwa. Do tego wysyła mylne sygnały. Nie odpowiada na mowę ciała i wiele innych rzeczy. Do tego nie łapie, że jak słyszy powiedz prawdę, to wcale nie zawsze znaczy, że druga strona chce tą prawdę usłyszeć.


    > Jeśli ktoś lub jego partner/partnerka ma ASP - inny sposób widzenia świata nie
    > przekreśla szansy na udane życie seksualne. Raczej ją zwiększa.
    > DLACZEGO?

    Po pierwsze jest szansa, że aspie sie wkręci, po drugie inne postrzeganie = mniej standardów = większe urozmaicenie. do tego brak zahamowań (o ile socjalizacja, poziom stresu i parę innych rzeczy nie spowodowały uprzedzeń, schematyzmów itp, plus nadwrażliwości sensoryczne)

    To tezy robocze, jak pisałam mam mało danych, o mężczyznach mniej niż o kobietach.
    Za to zauważyłam że zony i partnerki przemocowców często twierdzą, że ich partnerzy mają ASP - co jest cholernie głupie. Diagnozują to po tym, że nie są czuli. Co jest głupie. Ale to ciekawe.
  • triismegistos 27.06.16, 11:36
    Moje obserwacje dość dobrze pokrywają się z tym, co piszesz.

    --
    Byłam hipsterem zanim to było modne...
  • aandzia43 27.06.16, 11:42
    Jak aspi radzą sobie z trudnościami w odczytywaniu mowy ciała? Przecież seks to dialog ciał, rozmowa bez.słów.

    --
    Intelektualista to coś więcej niż po studiach. To taki....złota rączka w dziedzinach wzniosłych;-) by Zawle
  • triismegistos 27.06.16, 11:53
    Wkuwa się mowę ciała na pamięć a potem się ćwiczy. Niektórzy chodzą na kursy aktorskie, ale myślę, że skuteczniejsze są dobre, ale to naprawdę dobre kursy sprzedażowe.


    --
    Byłam hipsterem zanim to było modne...
  • aandzia43 27.06.16, 15:16
    triismegistos napisała:

    > Wkuwa się mowę ciała na pamięć a potem się ćwiczy. Niektórzy chodzą na kursy ak
    > torskie, ale myślę, że skuteczniejsze są dobre, ale to naprawdę dobre kursy spr
    > zedażowe.


    I w łóżku to działa? Pytam, bo nigdy nie.spałam z mężczyzną ze szczątkowym choćby aspergerem. Umiejętność poprowadzenia rozmowy pełnej niuansów, smaczków i niedopowiedzeń, czytanie z moich mikrogestów i drgień mięśni twarzy i w ogóle kompetencje społeczne różnorakie bardzo mnie kręcą. Stąd brak panów bez tych umiejętności w karneciku balowym ;-)




    --
    Intelektualista to coś więcej niż po studiach. To taki....złota rączka w dziedzinach wzniosłych;-) by Zawle
  • twojabogini 27.06.16, 15:54
    Nie ma dwóch takich samych aspich. Więc z jednym poprowadzisz pełną niuansów rozmowę z innym nie. Aspie świadomy swoich problemów będzie zwracać szczególną uwagę na ciebie i twoje reakcje. Jak trafisz na osobę, która jeszcze nie do końca łapie kwestie interakcji to może być różnie, ale jeśli je wyjaśnisz raczej potraktuje twoje informacje poważnie.
    z drugiej strony jak trafisz na ASP z utrwalonymi schematyzmami to nie licz na urozmaicony seks, za to możesz liczyć na wzajemność w zrealizowaniu twojego scenariusza. Ale schematyzmy w seksie dotyczą też ogromnej rzeszy osób neurotypowych, więc nie jest to cecha typowa dla ASP (moim zdaniem).
  • sea.sea 27.06.16, 22:29
    No właśnie to było źródłem mojego podstawowego zdziwienia, jak ASPI może być dobry w łóżku skoro a) schematyzmy b) trudność z interpretacją komunikatów niewerbalnych.

    Ale jak się rozpisałaś na temat, to generalnie całość ma więcej sensu.

    Ja tam raczej na pewno nie jestem ASPI, chociaż mam miejscami chyba dość atypowo narąbane we łbie, np empatia/współczucie mi się włącza nie wtedy, kiedy "normalnemu" człowiekowi. Przykładowo straszliwie poruszają mnie wszelkie nieszczęscia dotyczące osób starych, podczas gdy doskonale rozumiem, dlaczego Kevin Carter zrobił zdjęcie dziecka i sępa w Afryce i w ogóle mnie ten obraz nie porusza.
  • wont2 28.06.16, 14:16
    sea.sea napisała:

    > Ja tam raczej na pewno nie jestem ASPI, chociaż mam miejscami chyba dość atypow
    > o narąbane we łbie, np empatia/współczucie mi się włącza nie wtedy, kiedy "norm
    > alnemu" człowiekowi. Przykładowo straszliwie poruszają mnie wszelkie nieszczęsc
    > ia dotyczące osób starych, podczas gdy doskonale rozumiem, dlaczego Kevin Carte
    > r zrobił zdjęcie dziecka i sępa w Afryce i w ogóle mnie ten obraz nie porusza.
    ----
    Wyguglałem to zdjęcie. I mi się szkoda zrobiło tego biednego sępa. Czym on się naje?

    A tak na poważnie, przepraszając za wysoce niesmaczny żart, to mnie przy takich zdjęciach rusza nie żyłka współczucia tyko wkurwu na ludzi. Że nie skolonizują znów tej Afryki, nie wprowadzą jakichś przymusowych programów sterylizacji, aborcji czy czego tam wie, żeby tych biednych, niechcianych, chorych, głodnych dzieci było jak najmniej.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • zawle 28.06.16, 14:26
    jesooo...jakiś Ty niechrześcijański Wont. Byś przygarnął jakąś murzyńską 12 latkę pod pozorem miłości do bliźniego. Przez kilka lat nie będzie mieć dużej dupy;)

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • kag73 28.06.16, 14:46
    "znow skolonizuja"? Afryke? A po ch...ja im to jak juz wszystko co bylo i im sie moglo przdac wyeksploatowali? To sie musi oplacac, chlopie.
  • wont2 28.06.16, 15:11
    kag73 napisała:

    > "znow skolonizuja"? Afryke? A po ch...ja im to jak juz wszystko co bylo i im si
    > e moglo przdac wyeksploatowali? To sie musi oplacac, chlopie.
    ----
    Chociażby po to, żeby trzymać rękę na pulsie - kontrolować liczebność populacji, żeby nie było tak jak przez ostatnie pół wieku, kiedy nastąpił jej czterokrotny wzrost i nie pozwalać na emigrację do Europy. A poza tym Afryka jest bogata w surowce naturalne. I jak my tego nie weźmiemy, to wezmą to Chińczycy. Zresztą, już biorą.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • kag73 28.06.16, 15:38
    Wont:
    "to mnie przy takich zdjęciach rusza nie żyłka współczucia tyko wkurwu na ludzi. Że nie skolonizują znów tej Afryki, nie wprowadzą jakichś przymusowych programów sterylizacji, aborcji czy czego tam wie, żeby tych biednych, niechcianych, chorych, głodnych dzieci było jak najmniej." (...)
    I jak my tego nie weźmiemy, to wezmą to Chińczycy. Zresztą, już biorą."

    Aha, no i o to chodzi, czy moze "my" to ludzie a ci Chinczycy to kto? Nie ludzie? :))



  • wont2 28.06.16, 16:04
    kag73 napisała:

    > Aha, no i o to chodzi, czy moze "my" to ludzie a ci Chinczycy to kto? Nie ludzi
    > e? :))
    --------
    Chińczycy eksploatują te bidne kraje i tych bidnych ludzi jeszcze bardziej niż my za czasów Kunta Kinte.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • druginudziarz 30.06.16, 00:04
    wont2 napisał:

    > A tak na poważnie, przepraszając za wysoce niesmaczny żart, to mnie przy takich
    > zdjęciach rusza nie żyłka współczucia tyko wkurwu na ludzi. Że nie skolonizują
    > znów tej Afryki, nie wprowadzą jakichś przymusowych programów sterylizacji, ab
    > orcji czy czego tam wie, żeby tych biednych, niechcianych, chorych, głodnych dz
    > ieci było jak najmniej.

    Sterylizacji, aborcji, a najlepiej eutanazji. Jak np. Belgowie w Kongo. Albo Anglicy w Natalu.
  • triismegistos 28.06.16, 14:31
    Ja tylko wtrącę, że Aspie wcale nie musi być schematyczny.

    --
    Nie wiem po wuj ludziom prąd, tysiące lat przy pochodniach, kagankach, ogniskach żyli, było dobrze.
    A teraz? Szczepionki, autyzyzm, wegetarianizm, Facebook, publiczna służba zdrowia...
  • twojabogini 28.06.16, 19:15
    triismegistos napisała:

    > Ja tylko wtrącę, że Aspie wcale nie musi być schematyczny.

    Nie wiem, czy schematyzm jest jednym z istotnych kryteriów diagnostycznych. W ramach podstawowych systemów diagnostycznych są wymieniane: trudności w relacjach społecznych, zaburzenia niewerbalnego uczenia się, schematyzmy w zachowaniu, ale także skłonność do porządkowania danych w systemy, kategoryzowania, specyficzne zainteresowania, nierównomierny rozwój funkcji pamięciowych (np. zapamiętywanie dużej ilości danych, dobrze funkcjonująca pamięć długotrwała, magazynowa, trudności w obrębie pamięci podręcznej, operacyjnej) zaburzenia IS, specyficzny sposób posługiwania się mową, zaburzenia na poziomie komunikacji niewerbalnej.

    Dorosły wysokofunkcjonujący ZA na większość niedoborów ma strategie przystosowawcze. Potrafią maskować wiele, co nie znaczy, że te objawy nie występują, aczkolwiek wiele funkcji i zaburzeń SI ulega z wiekiem poprawie.

    W większości przypadków dopiero łączne współwystępowanie pozwala na stwierdzenie ZA.

    Jako możliwe współwystępujące zaburzenia jest prozopagnozja (brak pamięci do twarzy), specyficzna postać aleksytymii (np. odczuwanie niepokoju lub innej emocji i trudność w ustaleniu przyczyny, lub rozpoznawanie emocji po symptomach fizycznych, lub somatycznych), aseksualność.

    Jako powikłania ZA występują: zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (OK), nerwice, zaburzenia lękowe, fobia społeczna, depresja, manie. Jeszcze jakiś czas temu uważano te zaburzenia za symptomy.

    Jak do tej pory każdy aspi z jakim miałam okazję rozmawiać wskazywał na schematyzmy zarówno w myśleniu, jak i w działaniu. Nie spotkałam aspie nie wskazujących na schematyzmy. Mam na razie małą próbkę.

    Według nowszych teorii część tego co jest nadal klasyfikowane jako symptomy ZA, jest wtórne: trudności z rozpoznawaniem emocji, mowy ciała, schematyzmy na granicy zaburzeń OK.

    Moi aspie spełniają wszystkie podstawowe kryteria ZA łącznie. Do tego dorzucają w większości problemy wewnętrzne: trudność z poczuciem się częścią grupy, podatność na zranienia emocjonalne, łatwowierność i zakładanie, że wszyscy wokół mają dobrą wolę, szczególny rodzaj wrażliwości - odczuwanie jako realnych i bolących problemów świata, zbrojeń, konfliktów, wykorzystywania ludzi, głodu na świecie itp., przy różnym poziomie wrażliwości na krzywdę jednostkową, wrażliwość na wulgarność, bezsensowną przemoc, radar emocjonalny na nastroje osób bliskich przy odczuciu, że każda z tych emocji jest powiązana z osobą aspie (jak jest zły/zła to na pewno na mnie).

    Grupa kontrolna neurotypowych wykazuje dużą ilość schematyzmów, np. wykonywanie określonych czynności w określony sposób, np. wieszanie prania kolorami, albo dobieranie kolorami spinaczy do prania, ustawianie w określony sposób rzeczy, domykanie szafek, sprawdzanie przed wyjściem z domu różnych rzeczy w określonym porządku. Równie duża ilość NT wykazuje schematyzmy seksualne. Więcej schematyzmów deklarują kobiety NT niż mężczyźni NT, deklarują też, że inny sposób wykonania czynności lub ich niewykonania powoduje duży dyskomfort. Część deklaruje, że ma rytuały o charakterze magicznym - np. nie domykanie drzwi od pokoju dzieci kiedy są one dłużej poza domem "żeby nie stało im się coś złego". Nie wiem, czy mężczyźni mają mniej takich zachowań, czy trudniej je u siebie identyfikują, czy mają one wstydliwy charakter. Spora liczba dorosłych osób przyznaje się do kompulsywnej masturbacji (nie związanej z zaspokajaniem popędu, uśmierzającej niepokój). Wiele z tych zachowań jest blisko OK, mają tez charakter rozładowujący napięcie. Do tych zachowań u niektórych kobiet dodałabym sprzątanie a raczej krzątactwo (o tym sporo kiedyś było dyskusji na forum). W sumie tak dużą ilość zachowań OK u osób NT jest zastanawiająca.

    Schematyzmy aspiech częściej mają charakter przystosowawczy. Np. określony schemat poranka ułatwia organizację, sekwencyjność i powtarzalność pewnych zachowań ułatwia wykonanie nudnych czynności w pracy lub w domu, podobnie ułożenie rzeczy w domu np. w kuchni ułatwia funkcjonowanie.
    Niektórzy aspie nie mają problemu kiedy coś się zmienia, inni na niektóre zmiany reagują wkurzeniem a nawet agresją jeśli zmiany są narzucone (np. ktoś bez ich zgody i wiedzy przełoży rzeczy w kuchni tak, że rano nie wiadomo gdzie jest kawa, nóż do chleba itp.).
    Do tego mają swoje mini schematy np. korzystanie z jednej tylko toalety albo drogi dojazdu, kupowanie okreslonych produktów - tu znów czeto chodzi o to by nie zawracać sobie głowy głupotami i jechac na autopilocie.
    Aspie z zaburzeniami lekowymi maja więcej schematyzmów przypominających OK.

    Na tej podstawie jestem w stanie zaryzykowac hipotezę, że schematyzmy w zachowaniu ZA mają charakter wtórny - albo jako rozładowywanie lęków (co jest podobne do reakcji NT), albo przystosowawczy -jako pomoc w ułożeniu sobie chaosu i sprawniejszym funkcjonowaniu. Ale nie spotkałam się nigdzie z taką tezą. Z drugiej strony nie widziałam badań z tego zakresu z grupą kontrolną, chociaż czytałam ich już sporo.








  • triismegistos 27.06.16, 16:00
    Nie wiem, czy działa zawsze i wszędzie. Wiem, że działać może.

    --
    Nie wiem po wuj ludziom prąd, tysiące lat przy pochodniach, kagankach, ogniskach żyli, było dobrze.
    A teraz? Szczepionki, autyzyzm, wegetarianizm, Facebook, publiczna służba zdrowia...
  • twojabogini 27.06.16, 15:33
    triismegistos napisała:

    > Wkuwa się mowę ciała na pamięć a potem się ćwiczy.

    Nie dla wszystkich skuteczne.
    Aspie muszą mieć całą masę strategii radzenia sobie z różnymi problemami.
    Duża część aspich ma problem z zapamiętywaniem twarzy. Z sąsiadami jest łatwo - mówisz dzień dobry wszystkim jak leci, którzy cię mijają i jak ktoś wydaje się znajomy też. Informujesz, że masz kłopoty z widzeniem, więc znajomi przestają się obrażać jak nie rozpoznajesz ich na ulicy.
    Problem jest na studiach - chodzisz cały rok do wykładowcy i nie wiesz jak wygląda, wchodzisz do niego po wpis, jak siedzi sam jest okej, jak jest ich paru, nie wiesz do którego podejść. Miałam kiedyś iść do naszej dziekan i zbierałam się miesiąc, bo nie miałam pojęcia jak wygląda. Była niezapamiętywalna. Miałam z nią wtedy za sobą ze trzy semestry zajęć. W końcu kumpela szła, też to się z nią zabrałam.
    Są różne strategie, zapamiętuje się pomiary, albo sposób chodzenia. W nowych pracach jest problem, bo nie wiesz komu już cię przedstawiono, czy wchodzi pracownik czy klient, nie rozpoznajesz stałych klientów. Ktoś coś od ciebie chciał, poszedł. Wchodzi kolejna osoba...a może to ten sam? To też problem aspich którzy są dręczeni w szkołach. Najgorzej jak przez kogoś z innej klasy. Nie rozpoznasz. Przewalone - masz problemy z ludźmi i jeszcze do końca nie wiesz z którymi dokładnie. Im częściej z kimś się spotykasz tym lepiej go identyfikujesz.
    Za to ciągle przytrafiają ci się takie sytuacje:

    "Na studiach w innej grupie był sobie jeden koleś. W każdym razie myślałam, że to jeden koleś. Na pewnym wykładzie zobaczyłam, jak się potroili i siedzą obok siebie. Był to dla mnie szok. To oni nie są jedną osobą?!"

    "Bywało też, że miałam ćwiczenia z osobami, które się zmieniały. Potem szukałam tej pani od ćwiczeń i dowiedziałam się, że było ich kilka. A ja myślałam, że tylko jedna."
  • twojabogini 27.06.16, 15:12
    aandzia43 napisała:

    > Jak aspi radzą sobie z trudnościami w odczytywaniu mowy ciała? Przecież seks to
    > dialog ciał, rozmowa bez.słów.

    Wiem jeszcze niewiele. Na pewno widzę ogromną różnicę między aspimi, którzy dorastali we w miarę tolerancyjnym i wspierającym środowisku, a osobami, które były odrzucane, krytykowane, nikt im nic nie wyjaśniał.

    Sądzę, że całe to gadanie o niewerbalnych komunikatach w seksie jest przereklamowane. Ludzie w to wierzą, a potem kobiety (i mężczyźni) latami udają przyjemność i orgazmy, tracą zapał i ochotę na seks w relacji, w sypialniach wieje nudą. Komunikacja werbalna w seksie to podstawa.
    Swoją drogą problemy aspich dotyczą odczytywania mimiki, tego co wyraża postawa ciała, ale raczej nie ma problemów z odczytaniem co oznacza kiedy ktoś zaczyna jęczeć, szybciej oddychać czy zwiększa nacisk albo tempo.

    Inna sprawa, że są teorie, że nieumiejętność odczytywania mimiki jest u aspich wtórna. Badanie aktywności mózgu podczas interakcji u aspich wykazało podwyższone aktywności w stosunku do normy. Podwyższone reakcje dotyczą szczególnie negatywnych emocji. Reakcja łańcuchowa wiąże je wszystkie z własna osobą. Czyli kiedy widzisz kogoś kto jest zły, odczuwasz to jako złość na siebie. Przez taką właściwość mózgu kiedy patrzysz na ludzi widzisz złe i niezadowolone twarze i jesteś przekonana, że te wszystkie złe emocje dotyczą ciebie.

    Według tej teorii działa to tak: ktoś mówi miłym i przyjaznym głosem do małego aspiego, aspi patrzy i doznaje dysonansu. Twarz miłej pani jest sprzeczna z komunikatem - jest na niej gniew. Z czasem, żeby nie doznawać takich szoków uczysz się nie patrzeć.

    Zainteresowany seksem aspie (jest w tej grupie nadreprezentacja aseksualnych oraz nadseksualnych) będzie sporo na ten temat czytać, rozmawiać, praktykować - więc nabywa z różnych źródeł wiedzy, co oznaczają które reakcje, jak je wywoływać.
    Brak specyficznych zahamowań ułatwia otwartość i jasne komunikowanie. Statystyczny przystosowany Aspie nie będzie ci dawać znaków gdzie położyć łapę czy kiedy zmienić tempo albo nacisk - po prostu ci powie. Jak już wpadnie na pomysł z interakcją to będzie też zadawać pytania.

    Niektórzy muszą sobie też poradzić z nadwrazliwością lub niedostateczną wrażliwością na określone bodźce.

    Niestety wielu aspich to osoby bardzo skrzywdzone, które doświadczały przez lata nietolerancji, wykluczania, prześladowań - i w związku z tym mają wiele fobii społecznych, zaburzeń lękowych itp. Dla nich seksualność jest trudna.
  • aandzia43 27.06.16, 15:26
    Dziękuję za odpowiedź :-) Dlaczego sądzisz, że na.forum jest nadreprezentacja aspich? Czy z.powodu samego zainteresowania problematyką? Czasem metodycznego. Jeden Prospero wiosny nie czyni ;-)


    --
    Intelektualista to coś więcej niż po studiach. To taki....złota rączka w dziedzinach wzniosłych;-) by Zawle
  • twojabogini 27.06.16, 15:44
    Komunikacja w necie jest łatwiejsza. Nie musisz zapamiętywać osób. Inaczej - nie musisz rozpoznawać osób po twarzach, patrzeć na nie, zastanawiać się o co chodziło. Więc jak jesteś Aspie to lgniesz na różne fora. Ale forum o pierdołach jest kiepskie.

    Za to jakaś wymiana danych, informacji, określony temat, albo jakieś rozkminki - o taaaak. Jeszcze fajniej jak są w miarę stali użytkownicy -pamiętasz ich wtedy jako zbiór określonych danych (ludzi z reala też tak pamiętasz, ale nie musisz do tego trudno zapamiętywalnych danych: dokładać imienia, daty urodzin, wzrostu). BSM spełnia kryteria zainteresowalności dla aspich. Nie żebym typowała kto jest a kto nie jest aspim na forum. To właśnie jest piękne - nie da sie tego określić przez net, więc funkcjonujesz tak jak reszta. Nie ma ryzyka, że ktoś się obrazi za brak rozpoznania, albo za to, że na coś tam nie zareagowałaś, nie oburzyłaś się w odpowiednim momencie, czy coś tam.

    W realu ludzie dla wielu aspich są nierozpoznawalni jak azjaci dla europejczyków. Chociaż można mieć ASP i nie mieć problemu z pamiętaniem twarzy. W necie ludzie mają nicki i wydają się realniejsi.
  • sabat3 27.06.16, 16:10
    Wedlug mnie wcale nie jest tak latwo sklasyfikowac osoby jako ZA. Ja od dziecka mam ogromne problemy z rozpoznawaniem twarzy, mam z tym problem w pracy, bo czesto myle klientow - jesli musze wrocic do transakcji, to zastanawiam sie intensywnie "czy to ten/ta", ryzykuje gadke na temat wczesniejszej transakcji i ew. robie przepraszajaca mine, ze musialem pomylic osobe.
    Moje zachowanie bywa dziwne, potrafie lamac normy obyczajowe bo cos wydaje mi sie normalne i oczywiste, chociaz wcale za takie w oczach innych nie uchodzi. Mam nietypowe wnioski na temat roznych rzeczy, czasem palne cos, czego nikt inny by sie nie odwazyl powiedziec. Za to mialem szczegolnie przerypane w podstawowce, nauczyciele odbierali to jako arogancje i prowokacyjna bezczelnosc, a mi sie wydawalo, ze tak trzeba powiedziec, bo to prawda i chyba kazdy to widzi.
    Mam do dzis powazny problem z rozroznianiem niuansow na linii pochwala/sarkazm, zachowania przyjazne/podstep. Sa sfery ludzkich zachowan w ktorych mam jakis powazny deficyt, IE dziecka z zespolem Downa nieomal. Z drugiej strony sa sfery miedzyludzkie gdzie poruszam sie swietnie, mam rozbudowane, chociaz troche hermetyczne poczucie humoru, rozmawiajac z ludzmi mam wrazenie ze szybko zyskuje zaufanie i sympatie.
    I jak to pogodzic, he? Mozna miec pojedyncze cechy ZA, a w innych sferach zycia spolecznego funkcjonowac normalnie lub wrecz bardzo dobrze?
  • triismegistos 27.06.16, 16:20
    Bo ZA to nie jest choroba, taka jak koklusz na przykład, że się to ma albo nie ma. To jest pewne spektrum. Można mieć ileś tam cech ze spektrum. Jeśli się ich ma wystarczająco dużo dostaje się diagnozę.
    Fun fact. Mój facet jest zasadniczo ucieleśnieniem tego, jak ludzie wyobrażają sobie apergera. Jest programistą, introwertykiem, no długo by opisywać.
    A ja pozornie jestem pozornie ekstrawertyczna, na pewno zaś dość towarzyska, umiem prowadzić small talk, mam przyjemną mimikę i nawet prawidłowe reakcje. A we wszystkich testach okazuje się, że spełniam sporo więcej kryteriów diagnostycznych.

    --
    Nie wiem po wuj ludziom prąd, tysiące lat przy pochodniach, kagankach, ogniskach żyli, było dobrze.
    A teraz? Szczepionki, autyzyzm, wegetarianizm, Facebook, publiczna służba zdrowia...
  • prospero69 27.06.16, 18:09
    Poczulem sie wywolany do tablicy po juz wczesniej sygnalizowalem, ze moge miec Aspergera. U mnie glowna trudnoscia sa spotkania towarzyskie. Nie potrafie rozmawiac godzinami o niczym przy piwku. Dla mnie cos takiego jest po prostu bez sensu co wiecej strasznie mnie meczy. Wole 3 godziny posiedziec w pracy niz sie socjalizowac w ten sposob. Nie smieszy mnie tez wiekszosc zartow, czesto ich sens dociera do mnie po dluzszym czasie.
    Przebywanie z ludzmi bardzo mnie meczy, potem potrzebuje dluzszego czasu w samotnosci aby odzyskac sily.
    Spotykajac sie ludzmi od razu przystepuje do rzeczy bez typowego wstepu o pogodzie. Komunikacje niewerbalna tez mam zaburzona, zdarza sie, ze ktos zupelnie opacznie odczytuje moje gesty.
    Oczywiscie w kontaktach z kobietami takie przypadlosci zupelnie mnie dyskwalifikuja. Jak dodamy do tego niski wzrost to staje sie zrozumiale, ze przez wiekszosc doroslego zycia nie mialem jakichkolwiek kontaktow z kobietami.
    Kiedy jednak do nich doszlo - o tym jest kilka sasiednich watkow - okazalo sie, ze nie mam wiekszych problemow czy zahamowan w seksie. Aczkolwiek nie jest to zbyt romantyczne, raczej bardzo przypomina sceny z porno i to tego w okolicach BDSM.

    --
    blog.fizyk.info - Urodziny Wisienki
  • triismegistos 27.06.16, 18:43
    Przeczytałam wpis "eksperyment" na twoim blogu. Uważam, ze pomysł na wywołanie zazdrości u jakiejś randomowej znajomej poprzez opowiadanie o wakacjach z wisienką jest... egzotyczny.

    --
    Byłam hipsterem zanim to było modne...
  • twojabogini 27.06.16, 22:12
    Pomocna jest diagnoza rozwojowa. Typowy schemat rozwoju ZA jest odmienny od typowego NT. Rozwój mowy: w granicach normy. Za to potem się dzieje. Dzieciaki ZA rozwijają się leksykalnie, bogate słownictwo, ponad wiek, dorosła mowa. Zainteresowania - dzieciaki ZA mają konkretne, które lubią zgłębiać. Większość wcześnie uczy się czytać i ma dobrą pamięć (do zestawów informacji, danych). Rodzice cieszą się, że mają małego geniusza. Aż dzieciak ląduje w przedszkolu. Często okazuje się, że panie zgłaszają "zaburzenia uwagi" (czego rodzice nie rozumieją, bo dziecko godzinami kontempluje mapy, albo układa układanki, studiuje encyklopedie). Dziecko ma też trudności w grupie. Wychodzą też trudności z pracami plastycznymi.
    W szkole zaczynają się problemy z akceptacją przez rówieśników i nauczycieli - których wnerwia, że gnojek poprawia i nie odnosi się z szacunkiem. Dzieciaki ZA bywają ofiarą szykanowań ze strony rówieśników, orientują się, że łatwo na nie zwalać winę. Kiedy nie wytrzymują i się bronią często wina i tak spada na ZA. Rozwój dziewczynek bywa inny - uchodza za niesmiałe albo przyjmują strategię udawania wzorowania sie na popularnych dzieciach i dobrze im idzie, ceną sa problemy z tożsamością.
    W ogólniaku albo przerywają naukę, albo są już w miarę przystosowani.
    Po drodze wiele dzieciaków nie mających wsparcia i akceptacji ucieka w fantazje (wymyśleni przyjaciele), lub depresję i myśli samobójcze.
    Problemy są tez na poziomie organizacyjnym - wszyscy wiedzą co zadane i że trzeba przyjść wcześniej a ZA nie wie i nie wie skąd inni to wiedzą. W domach oskarżani są o bałaganiarstwo, niepunktualność, niestaranność itp.
    Większość ZA dzięki inteligencji radzi sobie z deficytami, np. nierozpoznawaniem twarzy, zaczyna łapać, kiedy czuje potrzebę wycofania się, odpoczynku.
    ZA często gdy wciągną się w pracę zapominają o jedzeniu, piciu, potrzebach fizjologicznych.
    Na ogół mówią prawdę, chociaż potrafią kłamać, ale często nie widza w tym sensu...Nie zawsze czują co jest właściwe. Wkurza ich jeśli coś nie jest logiczne, maja problem, gdy ktoś strzela focha i nie wiadomo o co...
    Fizycznie radzą sobie różnie, ale często unikają w-fów w szkole, jełsi ucza się pływać czy jeździć na rowerze to zazwyczaj nie są mistrzami...gry zespołowe bywają jeszcze trudniejsze...lubią za to chodzić. Często mają kiepską koordynację i nadwrażliwości na okreslony rodzaj bodźców, np. dzwięki mogą wywoływac ból.
    Rozpoznawanie mowy słabnie gdy jest dużo dźwięków na raz...
    To najbardziej typowe cechy, nie wszystkie i nie każdy ZA musi je mieć. Dobrze przystosowany ZA uchodzi za lekko bezczelnego, roztargnionego, ekscentrycznego. Co nie zmienia wewnętrznego poczucia izolacji, pozostawania poza grupą - co bywa przykre. Część ZA po prostu przestaje aspirowac do grup ma swoje wybrane kontakty które utrzymuje i nie naraża sie na odrzucenie.
    jeśłi na etapie rozwoju nie było problemów i prolemów adaptacyjnch w szkołach itp. Za raczej nie dotyczy danej osoby.
    fajny blog wyjasniający problemy ZA
    kociswiatasd.blox.pl/2013/11/ATAK-KLONOW.html

    Link jest do tekstu o odróżnianiu twarzy - miło było przeczytać, że nie ja jedna. Strategie mam podobne :)
  • aandzia43 27.06.16, 23:12
    Ech, wszystkie wymienione przez ciebie zaburzenia integracji sensorycznej moje :-( Prozopagnozji nie mam, wręcz przeciwnie miałam kiedyś fantastyczną pamięć do twarzy. Aha, aspergera też nie mam :-) Natomiast dzięki zaburzeniom SI nie jestem neurotypowa i umiem wczuć się.w jako tako w codzienność aspergeryków.

    --
    Intelektualista to coś więcej niż po studiach. To taki....złota rączka w dziedzinach wzniosłych;-) by Zawle
  • rumpa 27.06.16, 15:18
    większy problem jest z dotykiem, ja mam tylko parę opcji, które mnie nie wkurzają/irytują/nudzą i koniec. W zasadzie żaden dotyk mnie nie podnieca. Lubię drapanie, resztę toleruję, bo facet se lubi pomiętosić. Mam opracowany sposób dochodzenia do orgazmu i w zasadzie albo mi się chce włączyć ten mechanizm albo nie. Bo seks jest po to, aby mieć orgazm, inaczej mnie boli brzuch , albo aby uwzględnić potrzeby partnera. O żadnych dialogach mowy nie ma. LOL! Ciupcianko i spać. Nie rozumiem też kompletnie po co komu pozycje???? Urozmaicenia?????
    Przecież to męcząca NUDA!!!!
  • twojabogini 28.06.16, 19:38
    W sumie tak mi wychodzi, że aspie, który nie doświadczył nadmiernej traumy społecznej za to był w miarę wspierany w rozwoju, to taka maszyna do zbierania danych. Dane nie są zbierane po nic - aspie je potem analizuje, porządkuje i szuka luk i nielogiczności w systemie. Część aspie ma z kolei skłonność do rozwiązywania problemów intelektualnych, ci także zaczynają od gromadzenia i weryfikacji danych. Dzięki temu aspie są także maszynami do wykrywania luk i błędów.
    Istnienie aspie jest temu podporządkowane. Aspie wiele spraw tego świata uważają za mało istotne - dane nic nie wnoszące (które większość ludzi traktuje jako podstawowe lub ważne), są pomijane.
    Aspie jest do zbierania danych i analizowania problemów przystosowany także fizycznie - gdy się wkręca może nie jeść, nie pić, nie spać, nie sikać.
    Aspie jest także stworzony do tego, żeby wyszukane luki ogłaszać bez względu na możliwy sprzeciw lub dyskomfort innych osób. Neurotypowi lubią powtarzać i odtwarzać wiele zachowań i schematów. Aspie nie może, jeśli nie widzi w schemacie logiki lub uzna go za błędny. Aspei nie potrafi się liczyć z konsekwencjami społecznymi, ani zbyt dobrze ich przewidywać, nie ma więc problemu z powiedzeniem komuś, że się myli.
    Większość aspie przynajmniej raz podpadła nauczycielowi w szkole wytykając błąd. Większość nic się z (nieprzyjemnej) reakcji nauczyciela nie nauczyła.To samo robią potem w pracy.

    W sumie nic dziwnego, że tylu aspiech to odkrywcy, naukowcy, rewolucjonizujący naukę, wytyczający nowe ścieżki. Szkoda że tylu aspich cierpi z uwagi na nietolerancję i musi masę energii poświęcać na przystosowywanie się do funkcjonowania jako NT.

    Przypominają mi się od razu nauki wedyjskie, wyróżniające określoną ilość ciał, nie pamiętam ile...Każde ciało to określona funkcja - wojownik, mnich itp. Ciekawe czy jest tam typ odpowiadający aspie? Będę musiała sprawdzić...

  • sabat3 29.06.16, 12:34
    twojabogini napisała:

    > Jak ktoś ma doświadczenia lub przemyślenia w kwestii ASP - chętnie się zapoznam

    To ja w ramach przemyśleń:
    www.youtube.com/watch?v=umUjCxbAM_Y
  • twojabogini 29.06.16, 12:51
    Dzięki :))))))))))))) Idę zaraz do urzędu, czego nienawidzę, będę sobie nucić, fenomenal :) Shit, pewnie będę się głupio teraz chichotać...ale zawsze to lepsze, niż dostawanie wkurwa, jak się trafi ktoś słabo kumaty...FENOMENAL !!!
  • potwor_z_piccadilly 30.06.16, 16:14
    Wieszcz co, Boginio?
    Ty nie jesteś chora na żadne ASP (ja ASP czytam jako Akademię Sztuk Pięknych, co bardziej pasuje do Twojej sylwetki niż jakieś, srały muchy będzie wiosna).
    Tobie i nie tylko Tobie chłopa potrzeba takiego, który będzie wiedział jak to co u Ciebie/u Was miękkie utwardzić, a to co twarde zmiękczyć.
    Tylko tyle.
    Trafisz na takiego, zdrowiutka będziesz jak rzepa.
    Jak ma tego ten ktoś dokonać?
    Niech myśli sam, bez doradców i innych pomagierów, a i Ty myśl podobnie, zamiast kierować swoimi losami tym co przeczytałaś, usłyszałaś i tym co Ci się wydaje, że jest Twoją przemyślaną linią, gdy w rzeczywistości ta linia jest Ci narzucona z zewnątrz.
    Generalnie, to dziś nikomu nie może się udać iść wyłącznie swoja ścieżką. Ale selekcjonować te ścieżki, może się udać.

    Dla Ciebie też mam coś z Waligórskiego.
    Coś, co powinni przeczytać i przemyśleć ludzie kierujący swoim życiem w oparciu o naukowe opracowania, jakimiś wytycznymi z zewnątrz, poradami jakichś specjalistów, GPS - ami, komputerami i i innymi piorun wie, radarami.

    Latał sobie z radarem pewien gacek młody
    I po drodze omijał przeróżne przeszkody
    Lecz właśnie gdy się cieszył, że je tak omija
    Wpadłszy na jedną z przeszkód rozbił sobie ryja

    Pozdrówka.
  • sabat3 30.06.16, 16:45
    Nie kazda kobieta ma tyle szczescia co Twoja zona potworze ;)
    Inne sa skazane na bezskuteczne poszukiwania prawdziwego chlopa, a tych niestety w dzisiejszych czasach tyle co na kot naplakal ;)
  • potwor_z_piccadilly 30.06.16, 17:51
    sabat3 napisał:

    > Nie kazda kobieta ma tyle szczescia co Twoja zona potworze ;)

    To nie jest kwestia szczęścia. To raczej chodzi o filozofię życiową, którą oboje przyjęliśmy i trzymamy się jej. Łatwo nie było. Parę kopniaków przyjęliśmy na tyłki, to i się nauczyliśmy jak unikać ewentualnych następnych.
    O elementach tej filozofii pisałem wielokrotnie. O jej fundamentach, chyba nie. To nic nowego i myślę, że wielu ja zna ale jej nie stosuje bo sadzi, że to za trudne. Gotowców, prowadzenia za rączkę i łatwizny wolą się trzymać, mylnie sadząc, że to dla nich najlepsze.


  • sabat3 30.06.16, 18:40
    Fundamentem dobrego zwiazku jest wzajemne dopasowanie. Nie bedziesz chyba lansowac tezy, ze jestesmy wszyscy tacy sami?
    Tylko wciaz nie wiem dlaczego bagatelizujesz wyznanie autorki watku, sugerujac jej ze chlopa brakuje i w dupie sie jej poprzewracalo. Jak ktos na publicznym forum czyni wyznania tego pokroju, to niezaleznie od stanu faktycznego subiektywnie odczuwa w tej materii jakis problem, moim zdaniem okazywanie tak daleko idacego lekcewazenia dla czyichs problemow jest jednak troche chamskie.
  • aandzia43 30.06.16, 16:56
    potwor_z_piccadilly napisał:

    >
    > Latał sobie z radarem pewien gacek młody
    > I po drodze omijał przeróżne przeszkody
    > Lecz właśnie gdy się cieszył, że je tak omija
    > Wpadłszy na jedną z przeszkód rozbił sobie ryja
    >
    > Pozdrówka.

    A propos ASP:

    Napadł na turystykę
    Jeden niedźwiedz dziki
    Trafił na arrystkę
    Musi brać zastrzyki

    Nie mogłam się oprzeć ;-)



    --
    Intelektualista to coś więcej niż po studiach. To taki....złota rączka w dziedzinach wzniosłych;-) by Zawle
  • potwor_z_piccadilly 30.06.16, 17:17
    aandzia43 napisała:

    > A propos ASP:
    >
    > Napadł na turystykę
    > Jeden niedźwiedz dziki
    > Trafił na arrystkę
    > Musi brać zastrzyki
    >
    > Nie mogłam się oprzeć ;-)

    No i niech mi ktoś powie, ze kobity są mało inteligentne.
    One wiedzą co robią.
    Tu przykład.

    Gonił struś strusię przez pola i lasy
    Więc strusia by się schować, wepchnęła głowę w piasek
    Struś, który znał konwencję, zbytnio się nie pieścił
    Zawołał - Nic nie widzę! I biedną zbezcześcił


  • twojabogini 01.07.16, 09:34
    potwor_z_piccadilly napisał:

    > Wieszcz co, Boginio?
    > Ty nie jesteś chora na żadne ASP

    Nie jestem chora. ASP nie jest chorobą, to sposób funkcjonowania mózgu i przetwarzania danych. Takich typów jest sporo, ASP nie jest powszechny, ale nie jest też wcale rzadki. To, że akurat ASP został zmedykalizowany, wynika z tego, że w psychiatrii medykalizuje się wszystko, co wiąże się ze słabą socjalizacją, naruszaniem norm społecznych, niezgodą na zastany porządek rzeczy.
    Norma (prawna, społeczna, moralna, ale także medyczna) konstruowana jest zawsze w funkcji władzy. Władza jest zainteresowana utrzymaniem status quo. Więc to, co stanowi zagrożenie dla porządku rzeczy automatycznie jest umieszczane poza normą. To nie ja - to Foucalt.
    Natomiast wiedza = władza. Na etapie nauki szkolnej byłam "diagnozowana" wiele razy, jeszcze więcej razy byłam wyszydzana, szykanowana, prześladowana, poniżana. Nie przez uczniów, przez nauczycieli. Studia były najpiękniejszym okresem w moim życiu, mogłam w końcu uczyć się, nie będąc oceniana za to w jaki sposób się uczę. Co to ma do władzy? Nigdy nie wiedziałam, czemu budziłam taką nienawiść. Podobnie funkcjonowało to z częścią moich szefów i szefowych, z którymi nie mogłam się dogadać. Dostałam klucz do swojej przeszłości, teraz wiem. Wcześniej, gdzieś głęboko we mnie miałam poczucie, że gdyby wszystko było ze mną okej, nie miałabym takich doświadczeń. Teraz wiem, że po prostu miałam czasem pecha trafiać na zakompleksionych ludzi, którzy bali się wszystkiego, co chociaż trochę inne, niepewnych swojej pozycji nauczyciela, szefa. To ulga, to oni byli popieprzeni, nie ja. Zresztą jak nie nazwać popieprzoną nauczycielki, która organizuje kampanię nienawiści wśród innych nauczycieli, skierowaną przeciwko 14 latce? I nauczycieli, którzy się do tego przyłączają?Teraz jestem silna, wtedy przez miesiąc nie miałam siły wyjść z łóżka.
    "Jesteś głupia, albo udajesz". Nie udawałam...

    To ogromny problem osób z ASP, są bardzo wrażliwe, podatne na zranienia. Kiedy spotykają się z wykluczeniem, nietolerancją - chorują. Kiedy otrzymują wsparcie - rozkwitają. Miałam szczęście otrzymać w swoim życiu więcej wsparcia. Poznałam jednak parę osób ASP zniszczonych nietolerancją, z fobiami społecznymi, zaburzeniami OK, traktujących swoją inność jak piętno.

    Połowa tego co się pisze o ASP to bzdury. Albo nawet 3/4. Prawdą jest jednak, że:
    1) Mózg ma problem z klasyfikowaniem części obiektów jako ludzi - czasem na poziomie wzrokowym (brak pamięci do twarzy), czasem słuchowym (problem z rozumieniem ludzkiej mowy). Osoby znane najczęściej rozpoznajesz i rozumiesz poprawnie. Za to w nowym środowisku funkcjonujesz w totalnym chaosie - nie rozumiesz treści wypowiadanych słów, kiepsko idzie ci zapamiętanie kogo już znasz, kogo nie.
    Żeby nie było: neurotypowe mózgi też nie wszystkich ludzi klasyfikują jako ludzi - dla europejczyków wszyscy azjaci są tacy sami, dla ASP - wszyscy nieznani ludzie. Dla NT obce języki brzmią jak bełkot, dla ASP - własny język w pewnych okolicznościach również - bo każdy język mówiony jest językiem obcym.
    2) Mózg ma skłonność do selekcjonowania informacji na dane istotne i nieistotne. Istotne są te które podlegają przetworzeniu, analizie, są składową bazy danych. Nieistotne dane są pomijane. Niestety do tych danych należy m.in. wygląd sąsiadów, ilość kostek cukru do kawy dla teściowej, urodziny - większość tego co dotyczy pierdół związanych z ludźmi. Nawet nie wiesz jak bardzo ludzie się obrażają, czują pominięci, zlekceważeni.


    Mogłabym tak długo...ale po co...
    Wiem jaka jestem od dawna. Wypracowałam sobie skuteczne strategie funkcjonowania wśród NT, nie potrzebna mi była diagnoza. Ale teraz lepiej rozumiem reakcje NT. Większość z nich jest irracjonalna, pozbawiona sensu i wynika z fobii społecznych, braku pewności siebie, kompleksów.

    Chyba najbardziej wszystko to pomogło mi w relacji z moja mamą. W reakcji na diagnozę, stwierdziła, że "muszę podjąć terapię". To w tym momencie uświadomiłam sobie, że ona mnie nigdy nie zaakceptuje. Zawsze będę tym dziwacznym dzieckiem, które się nie przytulało, dziewczynką co nie chciała się bawić lalkami, uczennicą na którą zawsze były skargi, córką, która nie wykorzystała zdolności i nie została adwokatem, albo chociaż jakimś wysokim urzędnikiem. Dopustem bozym, który po tylu mękach i wstydach nie ma zamiaru stać się w końcu normalną osobą, by wynagrodzić jej trudy macierzyństwa. W końcu jestem wolna. Zawsze liczyłam na to, że ona kiedyś mnie zrozumie, przyjrzy mi się i poczuje...no nie wiem...dumę...za dużo...może chociaż akceptację...


  • aandzia43 01.07.16, 10:21

    > 2) Mózg ma skłonność do selekcjonowania informacji na dane istotne i nieistotne
    > . Istotne są te które podlegają przetworzeniu, analizie, są składową bazy danyc
    > h. Nieistotne dane są pomijane. Niestety do tych danych należy m.in. wygląd sąs
    > iadów, ilość kostek cukru do kawy dla teściowej, urodziny - większość tego co d
    > otyczy pierdół związanych z ludźmi. Nawet nie wiesz jak bardzo ludzie się obraż
    > ają, czują pominięci, zlekceważeni.

    Do nieistotnych danych zaliczane są również takie dane: smutek na twarzy (być może w ogóle nie.do odczytania dla niektórych aspi) koleżanki, wypowiedziana pośród kupy różnych informacji przez kolegę kwestia świadcząca o tym, że.chce by zwrócono uwagę na jakiś jego problem osobisty, wyrażona mową ciała potrzeba bycia przytuloną przez matkę,.siostrę, brata, przyjaciółkę. To są istotne dane, nie pierdoły, które aspi pomijają, a które niezauważone lub olane przez nich rąbią przepaść między nimi a resztą świata. Nie trywializuj więc przyczyn i nie sprowadzaj ich do pamiętania o imieninach czy kostkach cukru - znam tylu ludzi kompletnie nie pamiętających o takich drobiazgach i bardzo ładnie wchodzących w każde środowisko oraz świetnie funkcjonujących w swoich stałych środowiskach. Ale oni mają zdolność nie lekceważenia uczuć i emocji ludzi w bezpośrednim kontaktcie, szybkiego i właściwiego reagowania przeprosinami jeśli coś takiego się jednak przydarzy.
    Poza tym nie ma czegoś takiego jak ASP kontra neurotypowi - nie jestem neurotypowa ale nie jestem aspi i takich jak ja jest wielu :-)



    >
    > Mogłabym tak długo...ale po co...
    > Wiem jaka jestem od dawna. Wypracowałam sobie skuteczne strategie funkcjonowani
    > a wśród NT, nie potrzebna mi była diagnoza. Ale teraz lepiej rozumiem reakcje N
    > T. Większość z nich jest irracjonalna, pozbawiona sensu i wynika z fobii społec
    > znych, braku pewności siebie, kompleksów.
    >

    Oraz niezaspokojonych potrzeb emocjonalnych.



    > Chyba najbardziej wszystko to pomogło mi w relacji z moja mamą. W reakcji na di
    > agnozę, stwierdziła, że "muszę podjąć terapię". To w tym momencie uświadomiłam
    > sobie, że ona mnie nigdy nie zaakceptuje.Zawsze będę tym dziwacznym dzieckiem,
    > które się nie przytulało, dziewczynką co nie chciała się bawić lalkami, uczen
    > nicą na którą zawsze były skargi, córką, która nie wykorzystała zdolności i nie
    > została adwokatem, albo chociaż jakimś wysokim urzędnikiem. Dopustem bozym, kt
    > óry po tylu mękach i wstydach nie ma zamiaru stać się w końcu normalną osobą, b
    > y wynagrodzić jej trudy macierzyństwa. W końcu jestem wolna. Zawsze liczyłam na
    > to, że ona kiedyś mnie zrozumie, przyjrzy mi się i poczuje...no nie wiem...dum

    Przykro mi z powodu twojej mamy. Nie.znam jej, więc nie wiem, jakie twoje cechy były dla niej szczególnie ciężkie do przełknięcia. Dla mnie najgorszy byłby brak naturalnego, hprostego i odruchowego kontaktu emocjonalnego między mną a moim dzieckiem. Waśnie to przytulanie między innymi. Cała reszta to pikuś. Pan Pikuś wobec tego podstawowego dla mnie braku.

    > ę...za dużo...może chociaż akceptację...
    >
    >


    --
    Intelektualista to coś więcej niż po studiach. To taki....złota rączka w dziedzinach wzniosłych;-) by Zawle
  • twojabogini 01.07.16, 11:31
    aandzia43 napisała:

    > Do nieistotnych danych zaliczane są również takie dane: smutek na twarzy (być m
    > oże w ogóle nie.do odczytania dla niektórych aspi) koleżanki, wypowiedziana poś
    > ród kupy różnych informacji przez kolegę kwestia świadcząca o tym, że.chce by z
    > wrócono uwagę na jakiś jego problem osobisty, wyrażona mową ciała potrzeba byci
    > a przytuloną przez matkę,.siostrę, brata, przyjaciółkę. To są istotne dane, nie
    > pierdoły, które aspi pomijają, a które niezauważone lub olane przez nich rąbi
    > ą przepaść między nimi a resztą świata.

    To podstawowa teoria - że osoby w spektrum mogą mieć problem z rozpoznawaniem mimiki. Rzecz w tym, że po pierwsze jeśli robiono badania na obrazkach - to dla przeciętnego Asa twarz na focie, to nie człowiek, więc nie ma szans żeby przypisał emocje kartce papieru. Po drugie są badania z których wynika, że Asom (podobnie jak kobietom w ciąży) całe partie mózgu jarzą się w przypadku interakcji z osoba wyrażającą negatywne emocje, wrogość, złość. Stąd teoria, ze unikanie kontaktu wzrokowego, patrzenia na twarze jest adaptacyjne. do tego dochodzi jeszcze sprzeczność - jeśłi coś jest nielogiczne to boli, to takie uczucie jakby ci zgrzytało w mózgu...to znaczy każdy ma inaczej ale jest to niefajne...
    I teraz wyobraź sobie jak mama udaje spokój i łagodność, ale ty wiesz że jest wkuriwona. Twój mózg ma jedna wadę - te złe emocje łączy z tobą...Albo mama jest wkurwiona i chce się przytulić żeby "się" pocieszyć i ukoić...a w tobie budzi to lęk. Nauczycielka mówi słodkim głosem, ale rano pokłóciła się z mężem i ma wkurwa. Ty widzisz wkurwa i w dodatku zastanawiasz się co źle zrobiłaś...W dodatku przekaz jest tak niespójny, że ci zgrzyta cały mózg...


    Ale
    > oni mają zdolność nie lekceważenia uczuć i emocji ludzi w bezpośrednim kontakt
    > cie, szybkiego i właściwiego reagowania przeprosinami jeśli coś takiego się je
    > dnak przydarzy.

    Nigdy nie zlekceważyłam czis uczuć. Mogłam co najwyżej ich nie zauważyć. Co za pieprozny problem przyjśc i powiedzieć - słuchaj jest mi xle, chcę sie do ciebie przytulić...albo słuchaj czuje niepokój, jeśli pozwolisz mi się przytulic, to mi pomoże, albo nie wiem - słuchaj musze pogadać z toba, bo...
    Troche konkretnosci i problem z głowy. narcystyczne to są osoby, które uważają, że każdy powinien dostrzec grymasik na ich twarzy, smutek w załamaniu artykulacji i jeszcze się obrażają, że ktoś raczył ich jasniepaństwa nie uhonorowac uwagą...

    > Poza tym nie ma czegoś takiego jak ASP kontra neurotypowi - nie jestem neurotyp
    > owa ale nie jestem aspi i takich jak ja jest wielu :-)

    Są modele - istnieje model NT, w którym wszystkie funkcje mózgu sa zintegrowane i działają jak nalezy. Są modele w których pewne funkcje działają inaczej - jedne sa osłabione inne wzmocnione. Albo odmienny od modelowego jest przebieg procesów.
    Niektórzy twierdzą, że ZA wiąże się z zaburzeniami pracy lewej półkuli. badania tego nie potwierdzają. Nie ma zaburzeń - procesy przebiegaja inaczej i inne (niz typowe) sa kryteria selskcjonowania i magazynowania informacji.
    >
    > Oraz niezaspokojonych potrzeb emocjonalnych.

    Raczej dziecięcych fantazji, że inni zaspokoją moje potrzeby, nawet wtedy kiedy nie będę ich komunikować.
    >
    > Przykro mi z powodu twojej mamy. Nie.znam jej, więc nie wiem, jakie twoje cechy
    > były dla niej szczególnie ciężkie do przełknięcia. Dla mnie najgorszy byłby br
    > ak naturalnego, hprostego i odruchowego kontaktu emocjonalnego między mną a moi
    > m dzieckiem. Waśnie to przytulanie między innymi. Cała reszta to pikuś. Pan Pik
    > uś wobec tego podstawowego dla mnie braku.

    To nie tak. Mój syn ma sporo cech ZA i problemy z syntezą słuchową. Miewał kretynów nauczycieli którzy nie rozumieli różnicy między "nie słucha poleceń" a "nie rozumie poleceń". Mamy bardzo dobry kontakt emocjonalny, ale równie dobry kontakt mam ze swoim drugim dzieckiem. Oraz z moim mężem. Żaden z nich nie ma cech ZA. Znamy się nawzajem i to rodzi bliskość.
    jasne więcej się męczę nad budowaniem bliskości z młodzszym, bez cech ZA, ale to ni ejest problem, raczej przygoda - poznawania kogoś kto inczej czuje, myśli. Rodzice NT mogliby to samo robić dla dzieci ZA. Rodzice ZA w stosunku do dzieci NY tak robią. W drugą stronę róznie bywa. część rodziców dzieci ma jakiegoś pierdolca w naprawianiu dzieci ZA. Diety, ryzykowane terapie...to powinno bc karalne, bo dzieci nie mają jak sie obronić..

    Jeśli ktoś chce ze mną bliskości to nie zbuduje jej inaczej niż poznając mnie i akceptując. jestem człowiekiem jak każdy inny. A jak ktoś chce dostac bliskość za free - to niech sie wali, tak nie ma. Albo na zasadzie nalezy mi sie bo jestem twoją mamą...

  • proteinowy.na.chwile 01.07.16, 23:55
    > W końcu jestem wolna. Zawsze liczyłam na to, że ona kiedyś mnie zrozumie, przyjrzy mi się i poczuje...no nie wiem...dumę...za dużo...może chociaż akceptację... <

    A jaka jest geneza / znaczenie Twojego nicka tutaj?

    Rozpisz sie do takiej długości jakiej potrzebujesz, ale jezeli to możliwe zacznij albo zakończ kilkoma zdaniami pojedynczymi.
  • twojabogini 01.07.16, 09:50
    A co do "chłopa", mam wspaniałego "chłopa". Na szczęście mi nie chce ani nic utwardzać, ani zmiękczać (za cholerę nie mam pojęcia, co to w zasadzie miałoby oznaczać).
    Mój partner mnie akceptuje. Lubię jego rozbawioną minę, kiedy jako jedyny wie co się dzieje, gdy podchodzi do nas ktoś, rozmawia, a ja nie mam pojęcia kto to, i prowadzę rozmowę możliwie neutralnie i ogólnie, starając się wybadać kto zacz. Cieszę się, że kiedy dowiedział się, że jest na taki rodzaj braku pamięci nazwa, powiedział, że panowie badacze powinni wymyślić sobie jeszcze nazwy na ich zaburzenia pamięci, za normę ustalając mnie:
    - rozmowognozja - niezdolność do pamiętania szczegółów rozmów,
    - informacjognozja - niezdolność do zapamiętania 80% informacji z czytanego tekstu za pierwszym razem
    - autobusonumerognozja - niezdolność do pamiętania numerów bocznych pojazdów komunikacji miejskiej
    Jak nazywać i diagnozować, to po całości :)
    Czuję się akceptowana i kochana, gdy jestem zmęczona i proszę o powtórzenie tego, co on do mnie mówi (wtedy często przestaję rozumieć, słyszę pojedyncze słowa, które nie łączą się logicznie). Mój mąż nie powtarza, przytula mnie i mówi - odpocznij.
    Nie potrzebował diagnozy do poznania mnie, zaakceptowania, zrozumienia. I nigdy nie uznał, że jestem inna od...Po prostu jestem sobą.
  • sabat3 01.07.16, 10:22
    Z ta nieumiejetnoscia zapamietywania rozmow - ja mam troche inaczej, z racji problemow z koncentracja. W ciagu dnia zdarza mi sie odplywac, tracic uwage i wypowiadane przez ludzi kwestie zmieniaja sie w taki obojetny, cieply szum. Najgorzej ze nie umiem powtorzyc co mowila do mnie zona, a ona bierze to do siebie. Zlosci sie ze znow jej nie slucham, nie zwracam na nia uwagi. Niezrecznie prosic ja o powtorzenie, wali wtedy focha ;)
  • aandzia43 01.07.16, 10:39
    sabat3 napisał:

    > Z ta nieumiejetnoscia zapamietywania rozmow - ja mam troche inaczej, z racji pr
    > oblemow z koncentracja. W ciagu dnia zdarza mi sie odplywac, tracic uwage i wyp
    > owiadane przez ludzi kwestie zmieniaja sie w taki obojetny, cieply szum. Najgor
    > zej ze nie umiem powtorzyc co mowila do mnie zona, a ona bierze to do siebie. Z
    > losci sie ze znow jej nie slucham, nie zwracam na nia uwagi. Niezrecznie prosic
    > ja o powtorzenie, wali wtedy focha ;)

    Ja się nauczyłam już dawno temu przerywać brutalnie potoki wymowy ludzi i zmuszać ich do.systematyzowania i dzielenia na konkrety tego, czego chcą ode mnie.



    --
    Intelektualista to coś więcej niż po studiach. To taki....złota rączka w dziedzinach wzniosłych;-) by Zawle
  • twojabogini 01.07.16, 11:44
    Spoko, ja mogę ze szczegółami zapamiętać cały wykład, ale nie pamiętam co mi odpowiedział mąż minutę temu na temat np. godziny wyjścia. Wykład zawiera masę danych do przetworzenia, a danych typu "za dwie godziny" nie da się dalej przetwarzać. Dostają etykietę - nieważne i lądują w koszu.
    Co do koncentracji to co opisujesz to jest właśnie koncentracja - kiedy bodźce zewnętrzne przestają przeszkadzać. Kiedy czytam, pracuję, piszę lub myślę nie rejestruję ludzkiej mowy. Chłopaki mi ponagrywali, co do mnie mówili i co nie wywoływało mojej żadnej reakcji (mamo uciąłem sobie palec, mamo wezmę twoją kartę kredytową i kupię pizzę, bo umieramy z głodu). Jeśli jestem w półfazie, to jeszcze czasem mruczę coś w stylu, tak dobrze, za chwilę...Ale na szczęście nie strzelają fochów, wiedzą że tak mam. Ale było to coś co na początku stanowiło problem w związku, bo mąż nie wiedział o co chodzi i czuł się ignorowany. Teraz wie, że jak się koncentruję to najpierw trzeba mnie na ziemię ściągnąć. Oraz, że lepiej tego nie robić bez ważnego powodu. To parszywe, ale reaguję ogromnym wkurwem gdy mi się przerywa koncentrę...
    Z tym powtarzaniem to masakra...to był mój szkolny koszmar - powtórz co do ciebie mówiłam...
    Albo wkurzanie się, gdy ja prosiłam o powtórzenie, bo sie odłączyłam i nie zrozumiałam o co biega i co trzeba robić.
    Oprócz koncentratów są jeszcze zawiechy - kiedy odpływam w stan kontemplacji a nie analizy, no nie wiem oglądam coś za oknem, albo czemuś się przyglądam...
  • twojabogini 01.07.16, 11:59
    A to co piszesz, o poczuciu bycia lekceważoną, to tak reagowała masa moich nauczycieli, moja mama i siostra...masakra...żadnej z tych oso nie udało mi się wytłumaczyć, że ich nie olewam...

    Z drugiej strony, osoby bez zaburzeń, z poczuciem swojej wartości w normie, nie mają z takimi moimi zachowaniami problemu. Akceptują i tyle. Powtarzają jak trzeba, albo ściągają moja uwagę jeśli chcą coś ważnego. I wiedzą, że najlepiej i tak mi wysłać to smsem, żebym miała zapisane w zewnętrznej pamięci takie "duperele" jak daty spotkań. Bo moja pamięć ma to gdzieś.

    Próbowałeś kiedyś tak zupełnie poważnie wyjaśnić żonie w czym rzecz? Czasem odwołanie się do kryteriów diagnostycznych pomaga. Tylko błagam mów zaburzenia uwagi, albo zaburzenia syntezy słuchowej (taki termin nauczyciele mojego syna rozumieli i respektowali, w przeciwieństwie do prostego komunikatu - "on panią słyszy, tylko nie rozumie co pani do niego mówi, łatwiej będzie to zapisać, albo powtórzyć, kiedy wokół będzie cisza, a pani ściągnie na siebie jego uwagę).
    Z doświadczeń osób które powiedziały o swoich podejrzeniach w kierunku posiadania cech ze spektrum - partnerzy siadają do netu i czytają bajki o braku uczuć itp. i doznają jakiegoś ataku lęku, że nie sa kochani itp. heheheheheh...kolejny przykład narcyzmu...
  • zawle 01.07.16, 14:25
    tego nie znoszę..zaburzenia stały się modne, Wcześniej było ADHD, depa, ostatnio Asperger i alkoholizm. Czekam na upośledzenia umysłowe.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • marek.zak1 01.07.16, 14:34
    zawle napisała:

    > tego nie znoszę..zaburzenia stały się modne, Wcześniej było ADHD, depa, ostatnio Asperger i alkoholizm. Czekam na upośledzenia umysłowe.
    --------------------------------------------------------
    Jak uczyem angielskiego mojego syna, którego myśli gdzieś tam błąkały, mówiłem mu ,,skup się, a jak nie chcesz, no problem, bedziemy to powtarzać jeszcze wiele, wiele razy, aż sie nauczysz". I w tym momencie następowało błyskawiczne zejście na ziemię, i poprawne powiedzenie uczonej kwestii.
    Koncentracja wymaga dużego wysiłku i zaangażowania umysłu.
  • zawle 01.07.16, 14:49
    a jaki morał?


    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • sabat3 01.07.16, 22:38
    marek.zak1 napisał:
    > Jak uczyem angielskiego mojego syna, którego myśli gdzieś tam błąkały, mówiłem
    > mu ,,skup się, a jak nie chcesz, no problem, bedziemy to powtarzać jeszcze wie
    > le, wiele razy, aż sie nauczysz". I w tym momencie następowało błyskawiczne zej
    > ście na ziemię, i poprawne powiedzenie uczonej kwestii.

    Odmienił "być"?

    > Koncentracja wymaga dużego wysiłku i zaangażowania umysłu.

    Byłoby dobre na gazetkę ścienną w świetlicy za czasów PRL.
  • marek.zak1 01.07.16, 23:40
    sabat3 napisał:

    > marek.zak1 napisał:
    > > Jak uczyem angielskiego mojego syna, którego myśli gdzieś tam błąkały, mówiłem mu ,,skup się, a jak nie chcesz, no problem, bedziemy to powtarzać jeszcze wiele, wiele razy, aż sie nauczysz". I w tym momencie następowało błyskawiczne zejście na ziemię, i poprawne powiedzenie uczonej kwestii.
    >
    > Odmienił "być"?
    --------------------------------
    Nie, kilka zdań na pamięć. Zresztą, potem przydało mu się, jak pracował w UK.


    > > Koncentracja wymaga dużego wysiłku i zaangażowania umysłu.
    >
    > Byłoby dobre na gazetkę ścienną w świetlicy za czasów PRL.
    --------------------------------
    Nie Sabat, wtedy na gazetkach było o wyższości socjalizmu.
  • aandzia43 01.07.16, 10:35
    twojabogini napisała:

    > A co do "chłopa", mam wspaniałego "chłopa". Na szczęście mi nie chce ani nic ut
    > wardzać, ani zmiękczać (za cholerę nie mam pojęcia, co to w zasadzie miałoby oz
    > naczać).
    > Mój partner mnie akceptuje. Lubię jego rozbawioną minę, kiedy jako jedyny wie c
    > o się dzieje, gdy podchodzi do nas ktoś, rozmawia, a ja nie mam pojęcia kto to,
    > i prowadzę rozmowę możliwie neutralnie i ogólnie, starając się wybadać kto zac
    > z. Cieszę się, że kiedy dowiedział się, że jest na taki rodzaj braku pamięci na
    > zwa, powiedział, że panowie badacze powinni wymyślić sobie jeszcze nazwy na ich
    > zaburzenia pamięci, za normę ustalając mnie:
    > - rozmowognozja - niezdolność do pamiętania szczegółów rozmów,
    > - informacjognozja - niezdolność do zapamiętania 80% informacji z czytanego tek
    > stu za pierwszym razem
    > - autobusonumerognozja - niezdolność do pamiętania numerów bocznych pojazdów ko
    > munikacji miejskiej
    > Jak nazywać i diagnozować, to po całości :)
    > Czuję się akceptowana i kochana, gdy jestem zmęczona i proszę o powtórzenie teg
    > o, co on do mnie mówi (wtedy często przestaję rozumieć, słyszę pojedyncze słowa
    > , które nie łączą się logicznie). Mój mąż nie powtarza, przytula mnie i mówi -
    > odpocznij.
    > Nie potrzebował diagnozy do poznania mnie, zaakceptowania, zrozumienia. I nigdy
    > nie uznał, że jestem inna od...Po prostu jestem sobą.

    Tak, miło jest mieć wokół siebie przyjaznych ludzi kiedy ma się.zaburzenia SI :-) Większość moich znajomych na przestrzeni życia bez żadnego problemu ściszała odbiorniki podczas rozmowy ze mną, tłumaczyła na polski teksty polskich piosenek, powtarzała bez szemrania słowa i cale zdania, nie przejmowała się.szczególnie moimi zawiechami i stanami nieobecności, niemożnością zapamiętywana sekwencji słów czy przedmiotów. Moi faceci również.


    --
    Intelektualista to coś więcej niż po studiach. To taki....złota rączka w dziedzinach wzniosłych;-) by Zawle
  • twojabogini 01.07.16, 11:50
    >tłumaczyła na polski teksty polskich piosenek...

    kiedy odkryłam, że ktoś kto śpiewa nie wydaje po prostu bardziej lub mniej miłych tekstów, tylko śpiewa tekst to był odjazd...przeskoczyło mi w mózgu przy nauce angielskiego i teraz całkiem dobrze rozumiem śpiewane teksty...
    Widzę, że zaburzenia SI mamy z podobnego gatunku, też nie mogę rozmawiać jak coś za głośno gra...
    A masz dźwięki, na które reagujesz fizycznie? Od wysokich tonów płaczę (skrzypce, wysoki kobiecy głos), niektóre wywołują ból fizyczny (przez szczękę idzie taki okropny dreszcz, jak prąd)- zgrzytanie, inne przyjemność (niskie glosy męskie).
  • twojabogini 01.07.16, 11:51
    *bardziej lub mniej miłych tekstów,

    dźwięków :)
  • twojabogini 01.07.16, 12:04
    Swoją drogą wkręciłeś mnie tym skeczem z kermitem i teraz się brechtam w nieodpowiednich momentach, gdy wyskakują świnki...
    Zawsze tak mam w "poważnych" sytuacjach - spodziewam się, że stanie się coś absurdalnego. A teraz to się dzieje "naprawdę" :) Fenomenous!
  • sabat3 02.07.16, 09:49
    twojabogini napisała:

    > Swoją drogą wkręciłeś mnie tym skeczem z kermitem i teraz się brechtam w nieodp
    > owiednich momentach, gdy wyskakują świnki...

    Musisz im sie dobrze przyjrzec. To moga byc meskie szowinistyczne swinie albo calkiem niegrozne ale za to przyjemne perwersyjne swinki

    > Zawsze tak mam w "poważnych" sytuacjach - spodziewam się, że stanie się coś abs
    > urdalnego. A teraz to się dzieje "naprawdę" :) Fenomenous!

    Moj problem jest jeszcze glebszy - "powazne" sytuacje wydaja mi sie regularnie tak absurdalne, ze nie sposob oprzec sie konstatacji, ze jestesmy gatunkiem debili. A jako ze jestem nieodrodnym przedstawicielem tego gatunku to nie jest to konstatacja przyjemna ;)
  • twojabogini 03.07.16, 09:25
    sabat3 napisał:

    > Moj problem jest jeszcze glebszy - "powazne" sytuacje wydaja mi sie regularnie
    > tak absurdalne, ze nie sposob oprzec sie konstatacji, ze jestesmy gatunkiem deb
    > ili. A jako ze jestem nieodrodnym przedstawicielem tego gatunku to nie jest to
    > konstatacja przyjemna ;)

    Wiem o czym piszesz. Moje oczekiwanie, że zdarzy się coś absurdalnego, to właśnie redukcja tego paskudnego napięcia i uczucia uczestniczenia w czymś debilnym. Hrabal fajnie to opisał w opowiadaniu "Taka piękna żałoba", obnażając absurd rytuałów społecznych.
    Fenomenous! Teraz mam już dwie hodowle świnek - te parszywe szowinistyczne, i te urocze perwerki...hodowla świnek na każda okazję...będzie też świnka przeszkadzajka, która głośno chrumka do ucha, gdy tylko ktoś chce powiedzieć coś wyjątkowo patetycznego :)))
  • aandzia43 02.07.16, 17:05
    twojabogini napisała:

    > >tłumaczyła na polski teksty polskich piosenek...
    >
    > kiedy odkryłam, że ktoś kto śpiewa nie wydaje po prostu bardziej lub mniej miły
    > ch tekstów, tylko śpiewa tekst to był odjazd...przeskoczyło mi w mózgu przy nau
    > ce angielskiego i teraz całkiem dobrze rozumiem śpiewane teksty...
    > Widzę, że zaburzenia SI mamy z podobnego gatunku, też nie mogę rozmawiać jak co
    > ś za głośno gra...
    > A masz dźwięki, na które reagujesz fizycznie? Od wysokich tonów płaczę (skrzypc
    > e, wysoki kobiecy głos), niektóre wywołują ból fizyczny (przez szczękę idzie ta
    > ki okropny dreszcz, jak prąd)- zgrzytanie, inne przyjemność (niskie glosy męski
    > e).

    Nie rozumiem słów, jeśli w tle gra muzyka (o ton.za.głośno) lub odbywają się inne rozmówy. Nie rozumiem co mówią ludzie o kiepskiej dykcji. Teksty piosenek są dla mnie kompletnie niezrozumiałe, jeśli podkład jest za głośny (czyli w więszości utworów). Poza tym jeśli tekst polega na wielu powtrzeniach i rozciąganych nutach-sylabach to błyskawicznie tracę kontakt z tekstem. Jak mi zależy na załapaniu o czym mowa w w tym śpiewaniu, to sobie czytam :-) Zawsze wolałam czytanie od słuchania czy rozmowy. Chociaż z wiekiem SI wraca do jako takiei normy i już nie jest tak źle. Ponieważ lubilam mowę wiązaną to od młodości sluchalam namiętnie piosenki poetyckiej i poezji śpiewanej. Jak mi się to udawało? Wykonawcy mieli świetną dykcję a podkład muzyczny nie zagłuszał ich głosu :-)


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • aandzia43 02.07.16, 17:16
    Wysokie tony są ok. Kocham skrzypce i wiolonczelę (oraz barokową violę da gamba) Bardzo źle.znoszę niskie dźwięki i Pnajprawdopodobniej słyszę/czuję ciałem infradźwięki. Można obserwować moje zachowanie na terenach sejsmicznie aktywnych i spieprzac kiedy zacznę kulic się, jeczec i uciekać przed siebie ;-) Problemem są raczej połączenia dźwięków. Długo przyjemność sprawiała mi tylko spokojna muzyka poważna. Rocka, punka i inne takie fajne rzeczy polubiłam dopiero grubo po trzydziestce. Układ nerwowy mi dojrzał znaczy się ;-) No i na starość mogę chodzić na koncerty, bo.wcześniej decybele do strawienia dla innych mnie zabijały.
    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • nerdka1 02.07.16, 08:24
    Widzę, że neurotypowi tego nie rozumieją. Za to dla mnie jako dla osoby najprawdopodobniej z aspergerem jest to 100% zrozumiałe. Jakbym o sobie czytała. Miód na moje serce.

    Nie wiem czy chcesz napisać, ale gdzie dostałaś diagnozę? W specjalistycznym ośrodku od autyzmu, czy po prostu psycholożka ci powiedziała, że masz aspergera? Jest strasznie trudno w Polsce dostać oficjalną diagnozę jak się jest dorosłym, bo właściwie nie ma specjalistów od zaburzeń ze spektrum autyzmu u dorosłych. Są tylko specjaliści od dzieci.
  • sabat3 02.07.16, 10:07
    nerdka1 napisał(a):

    > Widzę, że neurotypowi tego nie rozumieją. Za to dla mnie jako dla osoby najpraw
    > dopodobniej z aspergerem jest to 100% zrozumiałe. Jakbym o sobie czytała. Miód
    > na moje serce.
    >
    > Nie wiem czy chcesz napisać, ale gdzie dostałaś diagnozę? W specjalistycznym oś
    > rodku od autyzmu, czy po prostu psycholożka ci powiedziała, że masz aspergera?
    > Jest strasznie trudno w Polsce dostać oficjalną diagnozę jak się jest dorosłym,
    > bo właściwie nie ma specjalistów od zaburzeń ze spektrum autyzmu u dorosłych.
    > Są tylko specjaliści od dzieci.

    Nie wiem czy jako osobie dotkniętej ZA zależałoby Ci na "byciu zdiagnozowanym".
    Nie wiem czy jako osoba dotknięta ZA nie dostrzegłabyś, że "specjalista", "autorytet", "psycholożka" jest jedynie trybem w złożonej maszynie społecznej, oficjalnie delegowanym do stawiania "diagnoz". Obiektywnie jednak jego "diagnoza" jest równie wiążąca co Twoja, jedyną różnicą jest zaufanie grupy społecznej, w której funkcjonuje.
    Nie wiem czy jako osobie dotkniętej ZA zależałoby Ci na tym by funkcjonować w paradygmacie narzuconym przez otaczającą Cię grupę społeczną.
    Niemniej - jeśli zależy Ci na redukcji lęku poprzez otrzymanie adekwatnej diagnozy, to diagnozuję Cię - masz Zespół Aspergera.
    Jeśli to nie wystarczy, obawiam się, że będziesz musiała poszukać kogoś, kto w Twoich oczach/w oczach otaczającej Cię grupy społecznej ma wystarczająco wiążący autorytet i zasugerować mu/poprosić go/zapłacić mu za wygłoszenie diagnozy, którą otrzymałaś ode mnie. Redukcja lęku jest istotną kwestią, nie należy jej bagatelizować.
  • ninek04 02.07.16, 11:08
    Przebranżawiasz się ?He,he, prawie jak ksiądz udzielający rozgrzeszenia , albo , biskup dokonujący konsekracji i naznaczenia ;) W sumie,jak Ci tak dobrze idzie, to czemu nie, sama bym się poddała takiej diagnozie, albo dogłębnej diagnostyce nawet ;)
  • sabat3 02.07.16, 11:35
    ninek04 napisała:

    > Przebranżawiasz się ?He,he, prawie jak ksiądz udzielający rozgrzeszenia , albo
    > , biskup dokonujący konsekracji i naznaczenia ;) W sumie,jak Ci tak dobrze idz
    > ie, to czemu nie, sama bym się poddała takiej diagnozie, albo dogłębnej diagn
    > ostyce nawet ;)

    Każdemu według potrzeb koteczku. Zlęknionej forumowej dziewczynce intelektualnego lizaka, a Ty jesteś dziarska, przebojowa maszyna, to lepiej sprawdzi się dokładna analiza podwozia, przegonienie silnika na wysokich obrotach i działanie wtrysków ;) A lizaka też na koniec dostaniesz... i naklejkę "dzielny pacjent" :D
  • ninek04 02.07.16, 12:07
    No! taką diagnostykę i przegląd to rozumiem!;) A, i świec zapłonowych nie trzeba sprawdzać, bo one cały czas iskrzą, ale to żaden defekt, one tak już mają po prostu. A o lizaka , naklejkę( i balonika) to się upomnę sama, gdyby co ;))
  • aandzia43 02.07.16, 12:57
    ninek04 napisała:

    > No! taką diagnostykę i przegląd to rozumiem!;) A, i świec zapłonowych nie trze
    > ba sprawdzać, bo one cały czas iskrzą, ale to żaden defekt, one tak już mają po
    > prostu. A o lizaka , naklejkę( i balonika) to się upomnę sama, gdyby co ;))

    Słońce.w.zenicie, brzęczenie owadów na łaką, wiatr slizga się po rozpalonych ciałach, lipy kwitną jak oszalałe - idźcie dzieci na priva, i jeszcze dalej, ku radości swojej i Matki Natury :-D No już, a kysz! ;-)


    --
    Intelektualista to coś więcej niż po studiach. To taki....złota rączka w dziedzinach wzniosłych;-) by Zawle
  • mabelle2000 02.07.16, 13:36
    aandzia43 napisała:

    > idźcie dzieci na priva, i jeszcze dalej, ku r
    > adości swojej i Matki Natury :-D No już, a kysz! ;-)

    ...I bzykajcie sie zwawo, poki Wam sil wystarczy :-*
  • zawle 02.07.16, 16:08
    Ładnie to nazwaliście...ja miałam w głowie skandowany inny tekst;)

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • nerdka1 02.07.16, 15:06
    @sabat3
    Słaba prowokacja. Swoje fantazje o zlęknionych dzieweczkach realizuj na kim innym.
  • ninek04 02.07.16, 21:55
    To nie prowokacja, to diagnoza. Sądząc po poziomie reakcji, kto wie czy nie trafna, lub adekwatna do rozpatrywanego spektrum wiadomo jakich zaburzeń ;)
  • sabat3 02.07.16, 22:51
    nerdka1 napisał(a):

    > @sabat3
    > Słaba prowokacja. Swoje fantazje o zlęknionych dzieweczkach realizuj na kim inn
    > ym.

    Słusznie, prowokatorzy kończą w bardzo kiepski sposób. O, tu naoczny przykład:
    www.youtube.com/watch?v=pwXQQNz4r1c
    I przy okazji bardzo fajny tekst redaktor Bombaliny o utożsamieniu, w sam raz w temacie :D
  • twojabogini 03.07.16, 09:11
    Sabat,to nie tak. Chciałam dowiedzieć się więcej jak funkcjonują osoby z zaburzeniami określonymi jako spektrum, bo informacje specjalistów były sprzeczne i od czapy. Poznałam ich sporo (dużo ZA jest aktywnych w sieci). (Nie nie jestem idiotką i wiem, że po drugiej stronie zamiast ZA może czaić się pedofil w bawełnianej podkoszulce).

    Skala nietolerancji, niszczenia osób które choć trochę się różnią mnie przeraziła. Wiele z tych osób wymaga pomocy z uwagi na fobie, brak adaptacji, natręctwa, przewlekłą depresję. Żeby było zabawniej - im więcej cech ze spektrum masz, tym większa szansa, że wyjdziesz z procesu dorastania i socjalizacji w miarę cało.

    Jak już pisałam, diagnoza sama w sobie jest zabawna, bo obnaża w którym miejscu wyznaczono normę i według jakich kryteriów. Niemniej jednak po wykonanej pracy diagnostyczno-terapeutycznej:
    1. Lepiej rozumiem ludzi, którzy mnie otaczają. Uczucie bycia otoczoną przed debili byoa bardziej frustrujące, niż bycie otoczoną przez osoby z problemami emocjonalnymi. Z kimś głupim się nie dogadasz, z zaburzonym emocjonalnie masz szanse. To działa - łatwiej mi pewne sytuacje rozładowywać.

    Dla ilustracji: piszesz, że twoja żona obraża się, gdy odpływasz i czuje się lekceważona. Ja takich "żon" miałam w otoczeniu kilka. Każdą uważałam za idiotkę. Teraz kiedy wiem, że część z nich potrzebuje zwiększonej uwagi, troski, obawia się zlekceważenia, odrzucenia i co tam jeszcze - rozumiem dlaczego reagują w ten sposób i że moje zachowanie może naprawdę ranić. To tworzy szansę na porozumienie. Może to głupie, ale naprawdę nie sądziłam, że mój brak uwagi może w innej osobie wywołać tyle emocji. Dalej wydaje mi się głupie...

    2. Przepracowałam kwestię relaksu i redukcji napięcia - od tego się w sumie zaczęło. Typowe wzorce relaksu w moim przypadku nie działają. To co relaksuje wiele osób, dla mnie powoduje jeszcze większa spinę. Rzadko bo rzadko, ale mam też momenty "przeładowania". Analiza tego z inną przytomną i całkiem inteligentną osobą pomogła mi zobaczyć mechanizm. Teraz pracuję nad tym jak nie dopuszczać do takich destrukcyjnych napięć.
    3. Zawsze mogę teraz powiedzieć - odwalcie się mam ZA. W zasadzie jedyna osoba której to powiedziałam i powiem to moja mama, o której napisałam w tym wątku więcej niż przez całe życie. Ale to chyba największy przełom związany z analizą kim jestem i na ile jestem typowa - w końcu doszło do mnie, dlaczego moja mama mnie nie akceptuje. I że mogę już sobie na dobre odpuścić zabieganie o jej akceptację, uznanie. Chyba, że postanowiłabym się całkowicie zmienić, naprawić ... podziękuję. Nie żebym w ostatnich latach specjalnie głowiła się nad tym, czy przeżywała, że mama ma ze mną problem. Po prostu dałam sobie spokój z budowaniem normalnej relacji - nie da się z kimś, kto nadal sądzi, że musisz się zmienić, dopasować i że jak tyko posłuchasz jej wskazówek to stanie się cud - zasłużysz na miano córki roku...Uświadomienie sobie tego pozwoliło mi do końca zamknąć ten rozdział.
  • twojabogini 03.07.16, 08:37
    Moja diagnoza to dzieło przypadku. Korzystałam z pomocy psychologa w zupełnie innej sprawie (trudność z redukcją napięcia i zrelaksowaniem). Dostałam sugestię skonsultowania się z psychiatrą oblataną w sprawach ZA i autyzmu. Skorzystałam. Po czterech wizytach dostałam diagnozę: wysoko funkcjonujący ZA.
    Potem spotkałam się parę razy z terapeutką, żeby: omówić jak się czuję z diagnozą, czy i co chcę zmieniać, z czym sobie nie radzę itp.

    O diagnozie ZA myślę tyle - jeśli ktoś nie jest w stanie funkcjonować społecznie (nie umie utrzymać się w pracy, nie potrafi samodzielnie funkcjonować) albo ma zaburzenia współwystępujące (natręctwa, fobię społeczną itp.), diagnoza jest mu potrzebna. Dla siebie nie potrzebuję, żałuję jednak że nie miałam diagnozy na etapie nauki szkolnej - wtedy najczęściej spotykałam się z nietolerancją, wykluczaniem. Z drugiej strony moja mama mogłaby wtedy wpaść na pomysł naprawiania mnie (przeraziło mnie jak wielu rodziców i terapeutów "naprawia" dzieci z ZA i nie tylko z ZA - a dzieci są bezbronne wobec tych praktyk).

    Bawi mnie też kryterium, według którego wyznaczane są normy. Spokój społeczny, podtrzymanie tradycji, brak zmian, socjalizacja do ról społecznych. Jeśli potraktować ZA jako opis pewnego typu ludzi - to okej jest trafny, istotnie są ludzie, spełniający większość cech. Różni się to od horoskopu, zestaw cech jest dość szczegółowy, nie jest tak łatwo się pod niego "podciągnąć". Natomiast umieszczanie ZA poza normą to draństwo. Osoby ZA nie mają problemów z funkcjonowaniem, to większość ma problem z funkcjonowaniem osób z ZA. Słabsze jednostki ulegają destrukcji (nerwice, depresje, fobie).

    Niemniej jednak diagnoza pomogła mi w zrozumieniu, jak dochodzi u mnie do kumulacji napięcia i co mogę z tym zrobić. To był problem, którego dotąd nie rozwiązałam, a prowadziło mnie do momentów załamań, z których trudno mi było się zebrać. Może też trochę inaczej spojrzę na ludzi. Większość postrzegałam po prostu jako debili, teraz widzę ich jako osoby z głębokimi zaburzeniami. Zamiast pogardy - współczucie to chyba spory krok na przód.
    Weźmy takie przyjmowanie uwag, ktoś robi ewidentny błąd, poprawiasz go, on się obraża. Zwłaszcza jak stoisz niżej w hirarchii. Kiedyś sądziłam, że taka osoba jest debilem, po konsultacjach sądzę, że ma zaburzenia i problemy ze sobą.
    Czy nie rozpoznajesz kogoś na ulicy, a on się zastanawia co się stało, czuje się urażony itp. Kiedyś przypisywałam to skrajnemu debilizmowi, teraz raczej zaburzeniom i problemom z ego.
    Może łatwiej przyjdzie mi żyć wśród ludzi, kiedy będę im współczuć, zamiast nimi gardzić. Chociaż nie jestem pewna, czy większość nie woli usłyszeć jesteś debilem (bo łatwo potraktować to jako wyraz emocji i antypatii, a nie efekt analizy), niż: jesteś mściwym nadętym nadmiernie skoncentrowanym na sobie dupkiem, który ma problem z przyjęciem, że może się mylić, albo, że nie wszystkie zachowania innych osób są powiązane z twoją osobą.
    Wcześniej zakładałam, że pewne zachowania ludzi typu foch wynikają z głupoty. Teraz jestem skłonna przyjąć, że chodzi o emocje. Ale są to emocje zaburzone. Nikt normalny tak się nie zachowuje.
  • sabat3 03.07.16, 08:48
    Dlatego napisałem - redukcja lęku. W sumie można dorzucić - lepsze zrozumienie siebie. Diagnoza jako taka, stawiana przez specjalistę, nie jest nawet moim zdaniem potrzebna. Nie ma znaczenia, czy ktoś dany zespół cech określa tym czy innym mianem, albo że te a nie inne kryteria diagnostyczne przyjmuje się jako wystarczające. Przede wszystkim - to nie jest coś co można skorygować, zmienić, czy tym bardziej "leczyć". Każdy jest bardziej lub mniej odmienny od średniej zachowań w społeczeństwie, powiedzmy że ludzie z ZA trochę bardziej, a przeanalizowanie tych cech pozwala lepiej zrozumieć swoją odmienność. A my ze swoją odmiennością musimy funkcjonować, bo innego wyjścia - jakby nie było - nie mamy ;)
  • twojabogini 03.07.16, 09:19
    Okej, z tym się zgodzę. Pomijam, że diagnostyka ZA jest mocno niedoskonała z uwagi na mieszanie cech wtórnych z wyjściowymi...i nie tylko...
    Jednak odkrycie, że większość ludzi wokół mnie ma zaburzenia emocjonalne jest bezcenne. To naprawdę pomaga funkcjonować!
    W sumie jeśli możliwa jest nauka obsługiwania takich dysfunkcji - można zostać władcą marionetek.To chyba robią psychopaci?

  • mabelle2000 03.07.16, 09:40
    twojabogini napisała:

    > Jednak odkrycie, że większość ludzi wokół mnie ma zaburzenia emocjonalne jest b
    > ezcenne. To naprawdę pomaga funkcjonować!

    Nie pochlebiaj sobie. To nie jest zadne odkrycie. Od dawien dawna bowiem wiadomo, ze ludzie funkcjonuja na roznych poziomach emocjonalnych i to co Ty nazywasz zaburzeniami, to sa wlasnie te znaczace roznice pomiedzy poszczegolnymi jednostkami.
  • zawle 03.07.16, 09:45
    Zrozumienie nie musi iść w parze z akceptacją.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • ninek04 03.07.16, 10:42
    mabelle 2000 napisała
    >twojabogini napisała:

    > Jednak odkrycie, że większość ludzi wokół mnie ma zaburzenia emocjonalne jest b
    > ezcenne. To naprawdę pomaga funkcjonować!

    >Nie pochlebiaj sobie. To nie jest zadne odkrycie. Od dawien dawna bowiem wiadomo, ze ludzie funkcjonuja na roznych poziomach emocjonalnych i to co Ty nazywasz zaburzeniami, to sa wlasnie te znaczace roznice pomiedzy poszczegolnymi jednostkami.<

    Widzę to podobnie. Wokoło morze zaburzonych emocjonalnie i mających problemy ze sobą jednostek i wyłaniająca się z tego morza, prawie jak Afrodyta z morskiej piany - bogini, która już wie, rozumie i nawet współczuje tej całej zaburzonej masie. Trochę to naciągane moim zdaniem.
  • zawle 03.07.16, 10:51
    A moim zadaniem nie. Bogini widzi że inni też mają zaburzenia, tak jak ona. To jest ten element spajający ją z innymi ludżmi. Bardzo ważny element pozwalający czuć przynależność a nie alienację. Inni widzą to inaczej....ludzie są różni ( bez diagnoz). Ale chyba chodzi o to samo? Bogini jest zadaniowa i racjonalna. Nazwanie inności numerkiem chorobowym porządkuje i funkcjonuje w granicach dla niej zrozumiałych/bezpiecznych. Dopóki pisała o łatwiejszej akceptacji i zrozumieniu siebie i innych było ok. Zapędy Króla Marionetek mniej mi się podobały.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • twojabogini 04.07.16, 03:48
    zawle napisała:

    > A moim zadaniem nie. Bogini widzi że inni też mają zaburzenia, tak jak ona. To
    > jest ten element spajający ją z innymi ludżmi. Bardzo ważny element pozwalając
    > y czuć przynależność a nie alienację.

    Dzięki za zrozumienie :)

    > Zapędy Króla Marionetek mniej mi się podobały.

    To był żart :)
  • hello-kitty2 03.07.16, 10:25
    twojabogini napisała:

    > Jednak odkrycie, że większość ludzi wokół mnie ma zaburzenia emocjonalne jest b
    > ezcenne. To naprawdę pomaga funkcjonować!
    > W sumie jeśli możliwa jest nauka obsługiwania takich dysfunkcji - można zostać
    > władcą marionetek.To chyba robią psychopaci?

    No to fajnie. Teraz juz zadna rozmowa nie bedzie mozliwa, bo obczytani jednostkami chorobowymi beda Cie diagnozowac w pierwszym zdaniu i uprawnieni diagnoza pogardzac toba ups obslugiwac twoja dysfunkcje w drugim, trzecim i kolejnym.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinowy.na.chwile 03.07.16, 11:02
    Daj spokój Kitty, bierz popcorn i wsuwaj. Albo marchewkę jak nie lubisz soli. Jezeli ktos widzi swoje otoczenie jako miejsce gdzie większość to wariaci, sorry zaburzeni, to mamy przed soba jeszcze sporo autoanalizy.
  • mabelle2000 03.07.16, 11:26
    proteinowy.na.chwile napisał(a):

    > J
    > ezeli ktos widzi swoje otoczenie jako miejsce gdzie większość to wariaci, sorry
    > zaburzeni, to mamy przed soba jeszcze sporo autoanalizy.

    A moze to dobry sposob na poradzenie sobie z rzeczywistocia, kto wie ?
    Skoro Bogini twierdzi, ze "Uczucie bycia otoczoną przed debili bylo bardziej frustrujące, niż bycie otoczoną przez osoby z problemami emocjonalnymi.", to moze w ten sposob radzi sobie z postepujaca megalomania ?
    Moja leworeczna kolezanka, ktora w dziecinstwie rodzice probowali "nawracac" na praworecznosc, w doroslym zyciu uknula teorie wyjatkowosci i niezwyklosci jaka maja rzekomo posiadac osoby leworeczne. Tym sposobem udalo jej sie uzyskac status osoby o ponadprzecietnych cechach osobowosci, a cala reszte wrzucic do worka "szara masa".
  • zawle 03.07.16, 11:39
    Każdy sobie radzi jak potrafi. Jedni wchodzą w rolę oceniającego, negującego czy obserwatora. To też jeden z przejawów różnorodności. A poczucie wyjątkowości nie jest niczym nieznanym ludzkiej naturze.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • aandzia43 03.07.16, 12:55

    > Moja leworeczna kolezanka, ktora w dziecinstwie rodzice probowali "nawracac" na
    > praworecznosc, w doroslym zyciu uknula teorie wyjatkowosci i niezwyklosci jaka
    > maja rzekomo posiadac osoby leworeczne. Tym sposobem udalo jej sie uzyskac sta
    > tus osoby o ponadprzecietnych cechach osobowosci, a cala reszte wrzucic do work
    > a "szara masa".

    Kurwa, ale ze mnie idiotka/osoba bez instynktu samozachowawczego/frajerka! Że też do swoich zaburzeń SI nie dorobiłam sobie teorii pt. "jaka ja wrażliwa a cała reszta to gruboskorne ćwoki"? Czułabym się wyjątkowa. Chyba zmarnowałam życie :-P


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • nerdka1 03.07.16, 16:29
    Pomyślcie, że Twojabogini powzięła tę wiedzę od psychologa. Jeśli jest tak jak myślicie, że widzenie u innych ludzi zaburzeń emocjonalnych to ściema i przykrywka dla megalomanii, to by znaczyło, że psychoterapeuci są straszliwymi megalomanami i w dodatku uczą się tego na studiach. Albo nie macie racji - ja tak uważam - i rzeczywiście łatwiej się żyje, gdy widzi się cudze ograniczenia/problemy psychologiczne. Zwłaszcza osoby z ZA muszą to mieć rozumowo usystematyzowane. Zobaczcie np. socjosceptyk.pl
  • mabelle2000 03.07.16, 17:04
    nerdka1 napisał(a):

    > Pomyślcie, że Twojabogini powzięła tę wiedzę od psychologa. Jeśli jest tak jak myślicie, że >widzenie u innych ludzi zaburzeń
    >emocjonalnych to ściema i przykrywka dla megalomanii, to by znaczyło, że psychoterapeuci >są straszliwymi megalomanami i w dodatku
    >uczą się tego na studiach.

    Nikt tu nie kwestionuje, ze ludzie miewaja zaburzenia psychiczne. Zauwaz jednak, ze wiele tych "zaburzen" zupelnie ludziom nie przeszkadza, a przynajmniej nie dezorganizuje im zycia, nie widza wiec powodu, aby szukac pomocy u psychologa. Nie kazda nieadekwatna reakcja na bodziec, nieadwkwatna w naszym mniemaniu oczywiscie, jest zaburzeniem.

    > Albo nie macie racji - ja tak uważam - i rzeczywiście łatwiej się żyje, gdy widzi się cudze
    >ograniczenia/problemy psychologiczne. Zwłaszcza osoby z ZA muszą to mieć rozumowo >usystematyzowane.

    Skoro ZA sa tak dobrzy w stawianiu diagnoz, to jaki odsetek psychologow ma ZA ? Masz na ten temat jakies dane ?
  • ninek04 03.07.16, 18:17
    Dla mnie to trochę znak czasów. Dawniej, mam wrażenie, nikt się aż tak bardzo nie skupiał na sobie, żeby mieć czas i potrzebę korzystania z pomocy psychologa, czy uczestniczeniu w terapiach.Myślę, że w dzisiejszych sytych czasach każdą niemalże niedogodność, brak komfortu psychicznego, drapanie duszy, czy rodzaj pustki egzystencjalnej niektórzy chcieliby zasypać, przyklepać i uśmierzyć właśnie chociażby poprzez rozmaite sesje i terapie, których dla każdego do wyboru i do koloru. To co kiedyś było naturalną trudnością życiową,rutynową częścią życia dzisiaj jest prawie że patologią,z którą biegnie się do terapeuty,tak jak z autem do mechanika, licząc na szybką i łatwą naprawę, w tym wypadku swojej psychiki,czy umysłu. I nie mówię tu o poważnych problemach, które tej pomocy wymagają, ale część z nich to bardziej mi pasuje pod coś w rodzaju psychologii estetycznej raczej.
  • marek.zak1 03.07.16, 18:24
    ninek04 napisała:

    > Dla mnie to trochę znak czasów. Dawniej, mam wrażenie, nikt się aż tak bardzo nie skupiał na sobie, żeby mieć czas i potrzebę korzystania z pomocy psychologa, czy uczestniczeniu w terapiach.Myślę, że w dzisiejszych sytych czasach każdą niemalże niedogodność, brak komfortu psychicznego, drapanie duszy, czy rodzaj pustki egzystencjalnej niektórzy chcieliby zasypać, przyklepać i uśmierzyć właśnie chociażby poprzez rozmaite sesje i terapie, których dla każdego do wyboru i do koloru. To co kiedyś było naturalną trudnością życiową,rutynową częścią życia dzisiaj jest prawie że patologią,z którą biegnie się do terapeuty,tak jak z autem do mechanika, licząc na szybką i łatwą naprawę, w tym wypadku swojej psychiki,czy umysłu.
    ---------------------------------

    Przyszło to do nas w USA, jak Coca-cola, Mc Donalds czy kreatywna księgowość i padło na podatny grunt.
  • sabat3 03.07.16, 21:32
    marek.zak1 napisał:
    > Przyszło to do nas w USA, jak Coca-cola, Mc Donalds czy kreatywna księgowość i
    > padło na podatny grunt.

    Nie będę softcorem, poczekam na modę na schizofrenię.
    Asfalt parska kalafiory, nagan nastaje kalifatem, łubu ubuł, kici mici, bęc.
  • proteinowy.na.chwile 03.07.16, 21:38
    > Asfalt parska kalafiory

    I to jest poezja!
  • ninek04 03.07.16, 21:43

    sabat 3 napisał
    >Nie będę softcorem, poczekam na modę na schizofrenię.
    Asfalt parska kalafiory, nagan nastaje kalifatem, łubu ubuł, kici mici, bęc.<

    Niestety, to na nic, przegapiłeś swój czas, bo na schizofrenię zwyczajnie za późno, za późno, Sabat, to nie ten wiek jednak, no nie załapiesz się już, kici, mici ;)
  • sabat3 03.07.16, 21:52
    ninek04 napisała:
    > Niestety, to na nic, przegapiłeś swój czas, bo na schizofrenię zwyczajnie za pó
    > źno, za późno, Sabat, to nie ten wiek jednak, no nie załapiesz się już, kici, m
    > ici ;)

    Właściwie masz rację.
    Ale kapa. Jestem za stary nawet na to, żeby zwariować ;(
  • ninek04 03.07.16, 22:19
    sabat 3 napisał
    >Właściwie masz rację.
    Ale kapa. Jestem za stary nawet na to, żeby zwariować ;(<

    Ależ, starość swe uroki ma, i wszak wszyscy jesteśmy wariatami, nawiązując do tematu wątku, tak więc dasz(my) radę ;)
  • proteinowy.na.chwile 03.07.16, 18:57
    > Pomyślcie, że Twojabogini powzięła tę wiedzę od psychologa. <

    Psycholog(żak) jej powiedział(a) ze otaczają ja "zaburzeni"?
  • proteinowy.na.chwile 03.07.16, 19:07
    Psycholog(żak) = psycholog(żka)

    [polityczna poprawność skrzyżowana z autokorektą, dwa wrzody na dupie współczesnej komunikacji]
  • hello-kitty2 03.07.16, 19:47
    Pschycholozak ;-)

    Z moich doswiadczen z wariatami wynika, ze zaden wariat nie przyzna sie do wlasnego wariactwa. Wszyscy inni 'zaburzeni' tak czy siak wariatami nie sa. Co to w ogole jest zaburzenie? Polchoroba? A kto to jest psycholog? Lekarz? Psychiatra?
    Mnie te bogate opisy 'ja zaburzona' przypominaja opisy typu urody wg palety kolorow wiosna-lato-jesien-zima. Czyta sie jako takie tam pierdy dla zabawy. Czyta lub przewija ;)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • aandzia43 03.07.16, 20:08
    hello-kitty2 napisała:

    > Pschycholozak ;-)
    >
    > Z moich doswiadczen z wariatami wynika, ze zaden wariat nie przyzna sie do wlas
    > nego wariactwa. Wszyscy inni 'zaburzeni' tak czy siak wariatami nie sa. Co to w
    > ogole jest zaburzenie? Polchoroba? A kto to jest psycholog? Lekarz? Psychiatra
    > ?
    > Mnie te bogate opisy 'ja zaburzona' przypominaja opisy typu urody wg palety kol
    > orow wiosna-lato-jesien-zima. Czyta sie jako takie tam pierdy dla zabawy. Czyta
    > lub przewija ;)
    >
    Nie przyzna się na pewno psychotyk, bo tkwi całą swoją jaźnią w alternatywnej rzeczywistości. Silne zaburzenia osobowości też raczej uniemożliwiają wgląd. Ale cała reszta - czemu nie? Tobie się wariat nie przyzna, bo i dlaczego miałby się przyznawać, skoro mu to w tym momencie i sytuacji nie na rękę?
    Analiza kolorystyczna to nie ściema, to.działa :-)


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • ninek04 03.07.16, 20:09
    .hello -kitty2 napisała
    >Co to w ogole jest zaburzenie? Polchoroba? A kto to jest psycholog? Lekarz? Psychiatra?
    Mnie te bogate opisy 'ja zaburzona' przypominaja opisy typu urody wg palety kolorow wiosna-lato-jesien-zima. Czyta sie jako takie tam pierdy dla zabawy. Czyta lub przewija ;)<

    Być może uświadomienie sobie swojego zaburzenia pozwala na stwierdzenie, że ci w otoczeniu również być może są zaburzeni, a wtedy, gdy jedno zaburzenie drugim pogania, to właściwie wszyscy taplają się w zupie mniejszych, lub większych zaburzeń, no ale jakie to ma znaczenie i co to zmienia właściwie? Tak się można policytować i poprzerzucać swoimi zaburzeniami, kto da więcej ;)
  • nerdka1 03.07.16, 20:26
    ninek04 napisała:
    > Być może uświadomienie sobie swojego zaburzenia pozwala na stwierdzenie, że ci
    > w otoczeniu również być może są zaburzeni, a wtedy, gdy jedno zaburzenie drugim
    > pogania, to właściwie wszyscy taplają się w zupie mniejszych, lub większych za
    > burzeń, no ale jakie to ma znaczenie i co to zmienia właściwie?

    Przecież to oczywiste. Pozwala zrozumieć, dlaczego ludzie zachowują się tak jak się zachowują. Jakie motywy stoją za ich zachowaniami. Jak je interpretować.

    Może to oczywiste dla człowieka z aspergerem, nie wiem. Ludzie z aspergerem lubią analizować.
  • proteinowy.na.chwile 03.07.16, 21:17
    > Może to oczywiste dla człowieka z aspergerem, nie wiem. Ludzie z aspergerem lubią analizować. <

    A jak im idzie z passive-aggresive?
  • sabat3 03.07.16, 21:19
    proteinowy.na.chwile napisał(a):
    > A jak im idzie z passive-aggresive?

    To jest dobre jako gra wstępna, gdy się przekonasz, to docenisz Anal-Izę ;)
  • proteinowy.na.chwile 03.07.16, 21:34
    sabat3 napisał:

    > proteinowy.na.chwile napisał(a):
    > > A jak im idzie z passive-aggresive?
    >
    > To jest dobre jako gra wstępna, gdy się przekonasz, to docenisz Anal-Izę ;)

    Cartman w temacie:
    youtu.be/UIDx96vraYo
  • ninek04 03.07.16, 21:22
    nerdka1 napisała
    >Ludzie z aspergerem lubią analizować.<

    Ci bez ZA też lubią,mają potrzebę i rozkład na czynniki pierwsze nie jest im obcy, o nie ;)
  • ninek04 03.07.16, 20:43
    Zresztą to tak jak z depresją - wystarczy wizyta u lekarza rodzinnego, ponarzekanie na zły nastrój i samopoczucie oraz poczucie bezsensu i dostaje się tabletki, które być może przywrócą na -i za jakiś czas człowieka do funkcjonowania w jako takim zadowoleniu, ale czy po odstawieniu świat i życie okażą się lepsze, znośniejsze, przywracające poczucie radości i sensu? Magia prozacu już dawno została odczarowana, dziś depresja to prawie jak sraczka, ból kręgosłupa, czy przeziębienie - człowiek potrzebuje szybkiego złagodzenia objawów i przywrócenia jako takiego funkcjonowania, w miarę szybko i skutecznie.
  • marek.zak1 03.07.16, 21:07
    proteinowy.na.chwile napisał(a):

    > Psycholog(żak) jej powiedział(a) ze otaczają ja "zaburzeni"?
    ---------------------------------------------
    Może otaczają, może nie, ale tego nie mówiłem.
    Mam znajoma psycholożkę. Doradza małżeństwom. Raz była w związku, który szybko się rozpadł. Potem nic.
  • proteinowy.na.chwile 03.07.16, 21:11
    Marek, to nie było do Ciebie, to autokorekta zmieniła "żka" na "żak". Tak sobie pomyślałem, ze zagotujesz i wyjaśniłem zaraz, ale widać niewystarczająco jasno.
  • proteinowy.na.chwile 03.07.16, 21:14
    > Mam znajoma psycholożkę. Doradza małżeństwom. Raz była w związku, który szybko się rozpadł. Potem nic. <

    Ja studiowałem z synem szkolnej psycholożki. Twierdził, ze mama potrafiła sie dogadać z każdym dzieckiem w szkole. Co do niego samego - zazwyczaj po prostu dostawał w skore.
  • sabat3 03.07.16, 21:28
    proteinowy.na.chwile napisał(a):
    > Ja studiowałem z synem szkolnej psycholożki. Twierdził, ze mama potrafiła sie d
    > ogadać z każdym dzieckiem w szkole. Co do niego samego - zazwyczaj po prostu do
    > stawał w skore.

    Może to był optymalny sposób na dogadanie się z nim? ;)
    Wiesz, między teorią a praktyką jest czasem przepaść. Mniej więcej taka jak między notyfikacją Z a pisaniem scrolla w asemblerze na giełdzie komputerowej na Grzybowskiej ;) W punkcie połączenia tych dwóch światów zawsze prędzej czy później pojawi się jakiś złośliwy gnom korporacji, pogrążony w pogoni za garncem złota zakopanym na krańcu tęczy.
  • sabat3 03.07.16, 21:18
    marek.zak1 napisał:

    > Mam znajoma psycholożkę. Doradza małżeństwom. Raz była w związku, który szybko
    > się rozpadł. Potem nic.

    Ja raz poznałem psychiatrę, który nie był wariatem.
    Kurwa, wszędzie dyletanci...
  • ninek04 03.07.16, 21:37
    sabat 3 napisał
    >Ja raz poznałem psychiatrę, który nie był wariatem.
    Kurwa, wszędzie dyletanci...<

    Czyli co? Zdiagnozowałeś go lepiej, niż on Ciebie? ;)
  • zawle 03.07.16, 18:51
    Ooo...andzia, teraz każdy jest wyjątkowy ( poza tymi co mają zaburzenia i się tacy nie czują;)

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • twojabogini 04.07.16, 03:51
    proteinowy.na.chwile napisał(a):

    Jezeli ktos widzi swoje otoczenie jako miejsce gdzie większość to wariaci, sorry
    > zaburzeni, to mamy przed soba jeszcze sporo autoanalizy.

    Ironia...taki klucz do wielu wypowiedzi...
  • proteinowy.na.chwile 04.07.16, 08:19
    twojabogini napisała:

    > proteinowy.na.chwile napisał(a):
    >
    > Jezeli ktos widzi swoje otoczenie jako miejsce gdzie większość to wariaci, sor
    > ry
    > > zaburzeni, to mamy przed soba jeszcze sporo autoanalizy.
    >
    > Ironia...taki klucz do wielu wypowiedzi...

    Taki klucz... obosieczny...
    ...
    ..
    .
  • mabelle2000 03.07.16, 09:36
    twojabogini napisała:

    > Weźmy takie przyjmowanie uwag, ktoś robi ewidentny błąd, poprawiasz go, on się
    > obraża. Zwłaszcza jak stoisz niżej w hirarchii. Kiedyś sądziłam, że taka osoba
    > jest debilem, po konsultacjach sądzę, że ma zaburzenia i problemy ze sobą.
    > Czy nie rozpoznajesz kogoś na ulicy, a on się zastanawia co się stało, czuje si
    > ę urażony itp. Kiedyś przypisywałam to skrajnemu debilizmowi, teraz raczej zabu
    > rzeniom i problemom z ego.

    Osoby z Zespolem Aspergera MUSZA walic prawde w oczy, bo ? Bo sie udusza ? A jesli ktos NT popelnia blad, to jest debilem i trzeba go natychmiast o tym poinformowac ? I od razu nalezy wyciagac wniosek, ze jesli sie obrazil, to ma problemy ze soba, ze swoim ego ? To jest zbyt duze naduzycie wydaje mi sie.
  • twojabogini 04.07.16, 04:39
    mabelle2000 napisała:

    > Osoby z Zespolem Aspergera MUSZA walic prawde w oczy, bo ? Bo sie udusza ? A je
    > sli ktos NT popelnia blad, to jest debilem i trzeba go natychmiast o tym poinfo
    > rmowac ? I od razu nalezy wyciagac wniosek, ze jesli sie obrazil, to ma problem
    > y ze soba, ze swoim ego ? To jest zbyt duze naduzycie wydaje mi sie.

    To bardziej złożony proces. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego nie potrafiłam się powstrzymać od korygowania np. nauczycieli w szkole, jeśli coś zrobili/powiedzieli nie tak. Dajmy na to nauczyciel walnął się w zadaniu na tablicy, wydawało mi się, że jak powiem, że widzę błąd, to zostanie on poprawiony i wszystko wróci na właściwe tory. Podobnie miałam w kwestii sprawiedliwości - jeśli jakaś decyzja była krzywdząca dla kogoś, protestowałam. Nie wiem czy był to przymus - raczej wydawało mi się to naturalną i sensowną reakcją. Miałam problem z tym, że niektórzy uważali, że to przejaw odwagi, albo złośliwości, czy chęć wykazania się, dowalenia nauczycielowi.
    Nie za wiele się zmieniło jeśli chodzi o moje reakcje na sytuacje, w których coś jest nie tak. Tylko teraz jestem za to doceniana. Ale nie funkcjonuję w hierarchicznych strukturach.

    Zmieniło się też to, że rozumiem (od niedawna), czym podyktowane są reakcje negatywne. Tylko, że to co dla wielu osób jest "normalną ludzką reakcją" z mojej perspektywy jest zaburzeniem. Nauczyciel, który ma problem z tym, że uczeń wyłapał błąd i przeżywa to, denerwuje się - jest zaburzony. Szef, któremu pracownik zgłasza poprawki do projektu i dostaje szału, bo poprawki są do części którą sam opracował - jest zaburzony. Jakieś problemy z ego, przekonaniem o nieomylności, potrzebą dominacji...
    Sądzę tak dlatego, że wielu ludzi wcale tak nie reaguje: jest wielu nauczycieli, którzy reagują normalnie, podobnie jak szefów na tzw. feedback. Bo tym jest informacja o błędzie, czy zgłoszenie uwag. Te sytuacje pokazują, że "norma" jest przystosowana do sztywnych struktur hierarchicznych.

    W tym zakresie osoby z ZA są bardziej przystosowane do życia w społeczeństwie i współpracy grupowej, niż osoby zaburzeniami emocjonalnymi. Nie mogę zrozumieć dlaczego właśnie zachowania ZA w tym obszarze są klasyfikowane jako brak normy.

    Nie oznacza to, że wszystko co wiąże się z ZA jest wzorcowym i sensownym modelem. To nieprawda. Jest wiele składowych, które utrudniają funkcjonowanie: zaburzenia z kategorii SI, cholerny brak pamięci do twarzy, wadliwa klasyfikacja informacji (nie zapamiętywanie danych potrzebnych w interakcjach społecznych), mniejsza elastyczność, trudności organizacyjne.

    ... i utrudniają komunikację, z już wymienionych i opisanych: zawieszki,uczucie absurdalności w oficjalnych sytuacjach, trudność z odczytaniem intencji innych osób, odgórne założenie, że inni mają dobrą wolę i przyjazne odnoszenie się do ludzi - co bywa źle odczytywane w różnych sytuacjach.

    Nie piszę o odczytywaniu emocji - moim zdaniem po pierwsze jest to wtórne, po drugie metoda badania jest nieadekwatna do ZA (trudno oczekiwać, że przeciętny ZA przypisze kartce papieru emocje, nawet jeśli na tej kartce wydrukowana jest twarz). Aczkolwiek wtórne czy nie - też daje czasem popalić.

    Nie każde obrażenie się jest przejawem zaburzeń, jeśli ktoś postępuje nie w porządku, rani - obrażenie się wydaje się naturalne. Chociaż nie do końca, bo często ludzie oczekują, że jak się obrażą, to ktoś zmieni swoje zachowanie - a tak się nie dzieje. Logiczniejsze jest wyjaśnienie sytuacji i ustalenie intencji tego, kto coś tam nie tak zrobił. Na miejscu i naturalne w takich sytuacjach są też takie uczucia jak zawiedzione zaufanie, zranienie.

    Obrażenie się w ogóle nie jest emocją - jest pewną schematyczną reakcją, która ma zademonstrować pewne emocje i równocześnie wpłynąć na zachowanie innej osoby. I jest nieskuteczne.
    Na ten temat miałam długą rozmowę z terapeutką, że wiele rzeczy klasyfikowanych jako emocje nie jest emocjami tylko reakcjami - np. obrażenie, żałoba. Są to konwencjonalne zachowania mające stanowić wyraz emocji. I są skrajnie nieracjonalne. W zasadzie co do klasyfikacji przyznała mi rację.
  • aandzia43 04.07.16, 09:02

    > Na ten temat miałam długą rozmowę z terapeutką, że wiele rzeczy klasyfikowanych
    > jako emocje nie jest emocjami tylko reakcjami - np. obrażenie, żałoba. Są to k
    > onwencjonalne zachowania mające stanowić wyraz emocji. I są skrajnie nieracjona
    > lne. W zasadzie co do klasyfikacji przyznała mi rację.

    Żałoba jest nieracjonalna? Jako proces czy jako konwenans? Jako proces jest jak najbardziej racjonalna i niezbędna. Jako konwenans też pomaga niejednemu z osobna i całym społecznościom przejść od tragedii do stanu względnego spokoju.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • zawle 04.07.16, 09:26
    Ale wyobrażenie na temat tego jak powinna wyglądać żałoba jest zachowaniem. Do tego dopisane w skrypcie są odpowiednie emocje. Czasami pojawiają się takie jakich w skrypcie nie ma ( ulga, spokój, wyzwolenie) i pojawia się zong.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • twojabogini 04.07.16, 16:51
    Tak, żałoba jest nieracjonalna. Uczucia związane z czyjąś śmiercią są racjonalne. Wszystkie uczucia - ulga, rozpacz, cierpienie, strach o przyszłość, tęsknota, a nawet radość.
    Żałoba rozumiana jako rytuał pożegnania ma sens, tak jak wszystkie rytuały, pomagające się uporać z doświadczeniami granicznymi w życiu.
    Natomiast sam rytuał żałoby w formie jaką znamy nie ma sensu. Po pierwsze zakłada określoną zamkniętą gamę emocji. Wiele osób mówiło mi często - ja nic nie czuję w związku ze śmiercią bliskiej mi osoby. Czy jestem potworem? Przy analizie okazywało się, że czują, tylko nie to, co dopuszcza konwencja żałoby.
    Obecnie konwencja żałoby i tak jest restrykcyjna jedynie wobec uczuć. O tym jak nieracjonalnym narzędziem potrafi być żałoba i jak skutecznym narzędziem kontroli społecznej napisała Pięknie M. Mitchel w "Przeminęło z wiatrem". Pamiętacie wdowę po Karolu tańczącą na balu, łamiącą konwencje żałoby. Zrobiła to po rozmowie z Rhettem, który wyjaśnił jej że żałoba to absurd. Ona sama to wcześniej czuła, ale potrzebowała kogoś kto ją upewni, że czuje dobrze, a reszta nie ma racji. W książce ten proces jest opisany znacznie lepiej, film uprościł temat, zrobił z tego skandalik towarzyski. Kompletnie nie o to chodziło w książce.
  • aandzia43 04.07.16, 17:18
    twojabogini napisała:

    > Tak, żałoba jest nieracjonalna. Uczucia związane z czyjąś śmiercią są racjonaln
    > e. Wszystkie uczucia - ulga, rozpacz, cierpienie, strach o przyszłość, tęsknota
    > , a nawet radość.
    > Żałoba rozumiana jako rytuał pożegnania ma sens, tak jak wszystkie rytuały, pom
    > agające się uporać z doświadczeniami granicznymi w życiu.
    > Natomiast sam rytuał żałoby w formie jaką znamy nie ma sensu. Po pierwsze zakła
    > da określoną zamkniętą gamę emocji. Wiele osób mówiło mi często - ja nic nie cz
    > uję w związku ze śmiercią bliskiej mi osoby. Czy jestem potworem? Przy analizie
    > okazywało się, że czują, tylko nie to, co dopuszcza konwencja żałoby.
    > Obecnie konwencja żałoby i tak jest restrykcyjna jedynie wobec uczuć. O tym jak
    > nieracjonalnym narzędziem potrafi być żałoba i jak skutecznym narzędziem kontr
    > oli społecznej napisała Pięknie M. Mitchel w "Przeminęło z wiatrem". Pamiętacie
    > wdowę po Karolu tańczącą na balu, łamiącą konwencje żałoby. Zrobiła to po rozm
    > owie z Rhettem, który wyjaśnił jej że żałoba to absurd. Ona sama to wcześniej c
    > zuła, ale potrzebowała kogoś kto ją upewni, że czuje dobrze, a reszta nie ma ra
    > cji. W książce ten proces jest opisany znacznie lepiej, film uprościł temat, zr
    > obił z tego skandalik towarzyski. Kompletnie nie o to chodziło w książce.

    Pamiętam książkę i własne oburzenie na konwenans Południa i w tej materii :-) Pamiętam. też kwestię żałoby w powieściach Edith Wharton. Nie o sztywne i doprowadzone do absurdu etykiety mi chodziło. Współczesna żałoba (przynajmniej w moich kręgach) ma swój rytm i obyczaj, ale nie wiąże się z sekowaniem kogoś, kto przyzna się że nie czuje nic albo właśnie czuje ze czuje ulgę. Nikt nie zaproponuje urządzenia w domu kolegi któremu właśnie zmarła matka imprezy, ale kolega jest zapraszany na imprezy. Przyjdzie czy nie przyjdzie to inna sprawa.


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • wont2 04.07.16, 10:35
    twojabogini napisała:

    > To bardziej złożony proces. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego nie potrafiłam się p
    > owstrzymać od korygowania np. nauczycieli w szkole, jeśli coś zrobili/powiedzie
    > li nie tak.
    ----
    No i to jest, jak rozumiem, ESENCJA problemu - nie potrafiłaś się powstrzymać. Bo widzisz, nam, normalnym, też czasami trudno jest się powstrzymać przed poprawieniem na przykład swojego przełożonego, który mówi banialuki. Ale, ponieważ jesteśmy normalni, to wiemy mniej więcej kiedy możemy to zrobić a kiedy nie możemy - dla dobra swojego, sprawy i szefa. Potrafimy dokonać oszacowania (czasem słusznego czasem niesłusznego) biorąc pod uwagę takie kryteria jak - osobowość przełożonego i jego podatność na krytykę, charakter spotkania (oficjalny, półoficjalny, prywatny), charakter innych świadków rozmowy (czy nie odbiorą tego jako impertynencję i utratę twarzy mojego przełożonego), charakter błędu (istotny czy pierdoła). I wtedy decydujemy - poprawiamy czy nie poprawiamy oraz jak poprawiamy (na osobności podczas przerwy czy od razu, delikatnie, naokoło, bułkę przez bibułkę, żeby przełożony sam się naprowadził na poprawny tok rozumowania, czy konkretnie) etc. No ale, to jest kwestia wyczucia, posiadania i rozwijania umiejętności społecznych.


    Dajmy na to nauczyciel walnął się w zadaniu na tablicy, wydawało mi
    > się, że jak powiem, że widzę błąd, to zostanie on poprawiony i wszystko wróci
    > na właściwe tory. Podobnie miałam w kwestii sprawiedliwości - jeśli jakaś decy
    > zja była krzywdząca dla kogoś, protestowałam. Nie wiem czy był to przymus - rac
    > zej wydawało mi się to naturalną i sensowną reakcją. Miałam problem z tym, że n
    > iektórzy uważali, że to przejaw odwagi, albo złośliwości, czy chęć wykazania si
    > ę, dowalenia nauczycielowi.
    -------
    Głównym winowajcą był brak wiedzy po stronie nauczycieli, dorosłych, że twoje zachowania są wynikiem nie złego wychowania tylko nieprawidłowej pracy mózgu. Swoją drogą to ciekawe, że czynienie dobra (protestowanie przeciwko krzywdzeniu drugiej osoby) było u ciebie przymusem, wynikającym z oprogramowania mózgu a nie świadomą decyzją w wyborze pomiędzy dobrem a złem. Kto wie, może za kilkadziesiąt lat będą każdemu wszczepiać w czachę elektronicznego aspergerka ;)

    > Nie za wiele się zmieniło jeśli chodzi o moje reakcje na sytuacje, w których co
    > ś jest nie tak. Tylko teraz jestem za to doceniana. Ale nie funkcjonuję w hiera
    > rchicznych strukturach.
    -------
    Zazdroszczę. Niestety, aby móc funkcjonować w hierarchicznych strukturach musisz mieć wyrobione kompetencje społeczne.

    > Zmieniło się też to, że rozumiem (od niedawna), czym podyktowane są reakcje neg
    > atywne. Tylko, że to co dla wielu osób jest "normalną ludzką reakcją" z mojej p
    > erspektywy jest zaburzeniem. Nauczyciel, który ma problem z tym, że uczeń wyłap
    > ał błąd i przeżywa to, denerwuje się - jest zaburzony. Szef, któremu pracownik
    > zgłasza poprawki do projektu i dostaje szału, bo poprawki są do części którą sa
    > m opracował - jest zaburzony. Jakieś problemy z ego, przekonaniem o nieomylnośc
    > i, potrzebą dominacji...
    -----
    Tak, to są zaburzenia - ale one zawsze były i zawsze będą. Kompetencje społeczne są po to, żeby potrafić wśród takich zaburzonych ludzi jako tako bezboleśnie - i dla nich i dla nas - funkcjonować. Nie zmienimy ludzi, możemy tylko zmienić siebie.

    > Sądzę tak dlatego, że wielu ludzi wcale tak nie reaguje: jest wielu nauczycieli
    > , którzy reagują normalnie, podobnie jak szefów na tzw. feedback. Bo tym jest i
    > nformacja o błędzie, czy zgłoszenie uwag. Te sytuacje pokazują, że "norma" jest
    > przystosowana do sztywnych struktur hierarchicznych.
    -------
    Tak, to jest wzór. Tyle, że jak to ze wzorami, ideałami - nie jest ich zbyt dużo. Cała reszta ma mniejsze lub większe wady.

    > W tym zakresie osoby z ZA są bardziej przystosowane do życia w społeczeństwie i
    > współpracy grupowej, niż osoby zaburzeniami emocjonalnymi. Nie mogę zrozumieć
    > dlaczego właśnie zachowania ZA w tym obszarze są klasyfikowane jako brak normy.
    --------
    W tym zakresie osoby z ZA nie są przystosowane do życia w społeczeństwie bo społeczeństwo nie składa się z ideałów, tylko wręcz przeciwnie.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • aandzia43 04.07.16, 12:31

    >
    > > W tym zakresie osoby z ZA są bardziej przystosowane do życia w społeczeńs
    > twie i
    > > współpracy grupowej, niż osoby zaburzeniami emocjonalnymi. Nie mogę zroz
    > umieć
    > > dlaczego właśnie zachowania ZA w tym obszarze są klasyfikowane jako brak
    > normy.
    > --------
    > W tym zakresie osoby z ZA nie są przystosowane do życia w społeczeństwie bo spo
    > łeczeństwo nie składa się z ideałów, tylko wręcz przeciwnie.

    Zgadzam się, Wont. ZA są zapewne lepiej przystosowani do wykonania w niewielkiej, zjednoczonej wspólnym celem, grupie konkretnego zadania. Ale nie do życia w społeczeństwie i współpracy grupowej. I nie dlatego, ze w społeczeństwie jest pełno jednostek zaburzinych emocjonalnie i szczególnie obraźliwych. Dlatego że łapanie niuansów, plastyczność zachowań, umiejętność trzymania języka za.zębami to smarowidło niezbędne do długotrwałego funkcjonowania mniejszych i większych grup ludzkich. Z jakiegoś powodu zdecydowana większość ludzi nie ma ZA. Jak również nie ma wielu innych dysfunkcji.
    Mam humamistyczne i praktyczne podejście do tematu wszelkich "odmieńców". Nie wyrzucac poza nawias, nie.stygmatyzowac, wkładać wysiłek w zrozumienie, ułatwiać im zycie jeśli te ułatwienia nie wiążą się z wielkimi kosztami społecznymi i wkręcac ich w tryby społeczności z pożytkiem dla obu stron. Każdy ma jakieś zdolności i możliwości,.które odpowiednio rozwinięte i wykorzystane przyniosą mu szczęście i poczucie spelnienia, a otoczeniu pożytek. No, poza socjopatmi ;-)


    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • twojabogini 04.07.16, 17:25
    aandzia43 napisała:

    > Zgadzam się, Wont. ZA są zapewne lepiej przystosowani do wykonania w niewielkie
    > j, zjednoczonej wspólnym celem, grupie konkretnego zadania. Ale nie do życia w
    > społeczeństwie i współpracy grupowej.

    Nie zgadzam się. ZA nie są przystosowani do życia w społeczeństwie zhierarchizowanym. Odchodząc od hierarchii w szkole, w rodzinie, w życiu zawodowym - a ten proces zachodzi - z czasem jako społeczeństwo przedefiniujemy normy. I wtedy osoby dziś określane jako NT, albo z zaburzeniami, które wspierają system i hierarchię - dziś postrzegane jako mieszczące się w normie, dostaną łatkę innych.
    Osoba z zaburzeniami ego i potrzeba kontroli, dominacji w równościowej grupie funkcjonuje jako zaburzona. I tak się dzieje w niehierarchicznych strukturach.

    Osobiście jestem zdania, że w zakresie funkcjonowania społecznego powinno się zrezygnować z normy - różnorodność jest potrzebna. Ważna jest świadomość tej różnorodności, oswajanie innych, a nie etykietowanie.
    Zaryzykuję, ale - socjopaci także są potrzebni. rzecz w tym, że kiedy nie są rozpoznani, muszą się ukrywać i maskować, dochodzi do deformacji.To samo jest z ZA, tyle, że ZA stają się destrukcyjni dla siebie, a socjopaci - dla innych. Oczywiście to czysty model. ZA bywają przemocowcami w związkach, a socjopaci potrafią mieć dobre i długotrwałe relacje.

    Mi jako ZA pomogło uswiadomienie sobie, że niektórzy maja zaburzenia emocjonalne - i tak jak opisał wont - teraz moge to uwzględniac i podejmowac decyzję. NT robia to z automatu, ja musiałam sie nauczyć i musze wypraktykowac. To pomoże mi działać w strukturach - jeśłi sie na to zdecyduję. Świadomośc róznorodnosci pozwalałaby się rozwijać wszystkim ,nie tylko jednostkom dostosowanym do hierarchii.
    Jesli pójdziemy w drugą strone, budując społeczeństwo równosciowe, rodziny, edukacje itp. opierając sie na wykluczeniu tych, którzy sa mniej do tego przystosowani - niczego nie osiągniemy.


  • aandzia43 04.07.16, 18:47
    twojabogini napisała:
    >
    > Nie zgadzam się. ZA nie są przystosowani do życia w społeczeństwie zhierarchizo
    > wanym.

    W niezhierarchizowanych grupach, jeśli ZA jadą po bandzie zgodnie z tym jak im w duszy zagra, bez prób okiełznania swoich "skłonności", też może im być nielekko. I mogą być wykluczani. Dobra wola i praca nad sobą jest niezbędna z obu stron.


    Odchodząc od hierarchii w szkole, w rodzinie, w życiu zawodowym - a ten
    > proces zachodzi - z czasem jako społeczeństwo przedefiniujemy normy. I wtedy os
    > oby dziś określane jako NT, albo z zaburzeniami, które wspierają system i hiera
    > rchię - dziś postrzegane jako mieszczące się w normie, dostaną łatkę innych.

    SF, fajnie się czyta, miło by było :-)


    > Osoba z zaburzeniami ego i potrzeba kontroli, dominacji w równościowej grupie f
    > unkcjonuje jako zaburzona. I tak się dzieje w niehierarchicznych strukturach.

    Jak jej członkowie silni, to ma ciężko albo wręcz wypada poza nawias. Jak słabi, to rozwala grupę od środka.

    >
    > Osobiście jestem zdania, że w zakresie funkcjonowania społecznego powinno się z
    > rezygnować z normy - różnorodność jest potrzebna. Ważna jest świadomość tej róż
    > norodności, oswajanie innych, a nie etykietowanie.
    > Zaryzykuję, ale - socjopaci także są potrzebni. rzecz w tym, że kiedy nie są ro
    > zpoznani, muszą się ukrywać i maskować, dochodzi do deformacji.To samo jest z Z
    > A, tyle, że ZA stają się destrukcyjni dla siebie, a socjopaci - dla innych. Ocz
    > ywiście to czysty model. ZA bywają przemocowcami w związkach, a socjopaci potra
    > fią mieć dobre i długotrwałe relacje.

    Do czego twoim zdaniem potrzebni są.socjopaci? Poza rzecz jasna krótkotrwałymi akcjami poprowadzenia grupy ludzi do boju (dosłownie i w przenosni), chociaż i tu mogą być.zastąpieni przez niesocjopatów z większą potrzebą silnych wrażeń. I nie.rozumiem, jakie dobre relacje może mieć socjopata? :-O Trwałe to rozumiem - znajdzie sobie ofiarę (czyli osobę już zaburzoną) i będzie ją długo eksploatował. Ale to ma być dobra relacja?

    > Jesli pójdziemy w drugą strone, budując społeczeństwo równosciowe, rodziny, ed
    > kacje itp. opierając sie na wykluczeniu th,którzya mniej do tego przystoso
    > wani - niczego nie osiągniemy.
    >
    Też uważam, ze najkorzystniej dla grupy jest czerpać z każdego źródła, czyli wykorzystywać potencjał członków, nawet tych innych niż większość. Co ma miejsce od.zawsze.>


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • zawle 04.07.16, 14:49
    > No i to jest, jak rozumiem, ESENCJA problemu - nie potrafiłaś się powstrzymać.
    . Potrafimy dokonać oszacowania No ale, to jest kwestia wyczucia, posiadania i rozwijania um
    > iejętności społecznych.

    No cóż Wont, nie zgadzam się z Tobą. Mogą się powstrzymać, ale na początku nie wiedzą że trzeba, potem zaś się nie boją/mają w dupie opłacalność.

    > Głównym winowajcą był brak wiedzy po stronie nauczycieli, dorosłych, że twoje z
    > achowania są wynikiem nie złego wychowania tylko nieprawidłowej pracy mózgu.

    hehe....nieprawidłowa praca mózgu;)

    Sw
    > oją drogą to ciekawe, że czynienie dobra (protestowanie przeciwko krzywdzeniu d
    > rugiej osoby) było u ciebie przymusem, wynikającym z oprogramowania mózgu a nie
    > świadomą decyzją w wyborze pomiędzy dobrem a złem.

    Na podstawie czego tak sądzisz?

    > Zazdroszczę. Niestety, aby móc funkcjonować w hierarchicznych strukturach musis
    > z mieć wyrobione kompetencje społeczne.

    Rzygam kompetencjami społecznymi. Zwłaszcza tymi które są brakiem/strachem/obślizgłością/nieumiejętnością. Mogę z przykładami.
    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • aandzia43 04.07.16, 17:07

    >
    > Rzygam kompetencjami społecznymi. Zwłaszcza tymi które są brakiem/strachem/obśl
    > izgłością/nieumiejętnością. Mogę z przykładami.

    Ja nie rzygam, fajnie obcuje się.z.ludźmi, którzy je mają i dobrze jest je mieć. Co.kto.z nimi zrobi i w jakim celu użyje to już inna sprawa. Narzędzie samo w sobie jest bardzo dobre.
    Moje kompetencje społeczne nie są rewelacyjne, sporo nadrobilam w wieku dojrzałymm. Np. tzw. rozmowy o niczym nauczyłam się prowadzić dość późno i cieszę się, ze to nastąpiło, choć rozumiem, że to takie niskie i płaskie cieszyć się z tego powodu ;-) Od tamtej pory uwielbiają mnie starsze panie :-) a przede wszystkim łatwiej nawiązuję relacje, które potem mogą już polegać nie tylko na rozmowach o niczym. Nie padam na twarz i nigdy nie padalam przed umiejętnościami towarzyskimi i lekkością bycia między ludźmi - od.dziecka miałam dobry radar na fałsz i udawanie (współczuję aspim zagubionym w świecie sygnałów wysyłanych przez ludzi) i raczej nieźle oddzielałam ziarno od plewy. Ale ciążyła mi bardzo własna sztywność, nieśmiałość i brak lekkości.


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • zawle 04.07.16, 18:22
    aandzia43 napisała:
    fajnie obcuje się.z.ludźmi, którzy je mają i dobrze jest je mieć
    > . Co.kto.z nimi zrobi i w jakim celu użyje to już inna sprawa.

    Rzygam więc gadaniem o kompetencjach społecznych przez ludzi którzy ich nie mają;)

    . Np. tzw. rozmowy o niczym nauczyłam się prowadzić dość późno i cieszę się,
    > ze to nastąpiło, choć rozumiem, że to takie niskie i płaskie cieszyć się z teg
    > o powodu ;-)

    W jakim sensie "rozmowy o niczym"? Bo jeśli chodzi o rozmowy podczas zakupy sałaty, to umiem i lubię od niedawna. Jeśli o spotkania towarzyskie na których rozmowy dotyczą tylko dzieci, szkoły, zakupów to dziękuję. Dlatego nie raz wybrałam forum a nie piwne impry ze znajomymi. Żeby chociaż o seksie gadały;)

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • aandzia43 04.07.16, 19:18
    zawle napisała:

    > aandzia43 napisała:
    > fajnie obcuje się.z.ludźmi, którzy je mają i dobrze jest je mieć
    > > . Co.kto.z nimi zrobi i w jakim celu użyje to już inna sprawa.
    >
    > Rzygam więc gadaniem o kompetencjach społecznych przez ludzi którzy ich nie maj
    > ą;)


    Tak, kocham to jak wszystkie kwaśne winogrona :-P


    > . Np. tzw. rozmowy o niczym nauczyłam się prowadzić dość późno i cieszę się,
    > > ze to nastąpiło, choć rozumiem, że to takie niskie i płaskie cieszyć się
    > z teg
    > > o powodu ;-)
    >
    > W jakim sensie "rozmowy o niczym"? Bo jeśli chodzi o rozmowy podczas zakupy sał
    > aty, to umiem i lubię od niedawna. Jeśli o spotkania towarzyskie na których roz
    > mowy dotyczą tylko dzieci, szkoły, zakupów to dziękuję. Dlatego nie raz wybrała
    > m forum a nie piwne impry ze znajomymi. Żeby chociaż o seksie gadały;)
    >

    Jak gadaja o seksie to.zawsze lecę ;-)
    Same w sobie rozmowy o niczym nie.satysfakcjonuja jako jedyna forma dłuższego kontaktu. Jako wstęp do znajomości lub jej dodatek są ok. Jako jedyna forma kontaktu są dobre przy podtrzymywaniu kontaktów np. z sąsiadami lub paniami z zieleniakow, ludźmi w kolejkach, rejestratorkami u lekarza, taksówkarzmi i innymi ludźmi spotykanymi w przestrzeni publicznejw. Umilaja codzienność. kontaktu. Jako

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • hello-kitty2 04.07.16, 19:37
    aandzia43 napisała:

    >
    > >
    > > Rzygam kompetencjami społecznymi. Zwłaszcza tymi które są brakiem/strache
    > m/obśl
    > > izgłością/nieumiejętnością. Mogę z przykładami.
    >
    > Ja nie rzygam, fajnie obcuje się.z.ludźmi, którzy je mają i dobrze jest je mieć
    > . Co.kto.z nimi zrobi i w jakim celu użyje to już inna sprawa. Narzędzie samo w
    > sobie jest bardzo dobre.

    No wlasnie, a coz to sa te kompetencje spoleczne? Czy nie jest to jakis twor, ktorym osoba w strukturze spolecznej uzywa do zastepstwa braku zasad i po prostu slizga sie jako falszywy przydupas? Na przykladzie: oberwuje sobie teraz w pracy z boku takiego mlodego chlopaka, ktory najmilszy, najbardziej zainteresowany kontaktem i najglosniej smiejacy sie jest z zartow suki, ktora go podkablowala do najwyzszego szczeblem szefa, tak, ze jest juz na cenzurowanym. On wiedzac o tym wlazi jej w dupsko swoim falszywym zainteresowaniem ignorujac pozostalych wspolpracownikow. I co? No niby wszyscy zadowoleni?: suka, ze ma przydupasa, ktorym se pomiata i przydupas, ze utrzymuje robote? Choc robote i tak straci, jak suka bedzie miala odjeb lub sobie zmieni go na innego. Dodam, ze sa na rownorzednych stanowiskach. Dalej obserwuje, ze niektorzy ludzie utrzymuja tylko kontakt towarzyski (spedzaja pauzy, zamienia slowo) w pracy tylko z tymi, od ktorych moga cos uzyskac, a reszte maja w dupie do tego stopnia, ze nawet sie nie witaja choc razem pracuja. Czy to sa kompetecje spoleczne?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • zawle 04.07.16, 19:45
    To też kitka, o ile mu wyjdzie na zdrowie;)

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • sabat3 04.07.16, 20:02
    hello-kitty2 napisała:

    > No wlasnie, a coz to sa te kompetencje spoleczne? Czy nie jest to jakis twor, k
    > torym osoba w strukturze spolecznej uzywa do zastepstwa braku zasad i po prostu
    > slizga sie jako falszywy przydupas?

    Nie tylko. Umiejętność tworzenia relacji, zawierania sojuszy, zastraszania innych, zaskarbiania sobie ich uwagi, odczytywania prawdziwych intencji itd.
    Według mnie jesteś w tym całkiem dobra, nie masz sobie nic do zarzucenia :)

    > Na przykladzie: oberwuje sobie teraz w pra
    > cy z boku takiego mlodego chlopaka, ktory najmilszy, najbardziej zainteresowany
    > kontaktem i najglosniej smiejacy sie jest z zartow suki, ktora go podkablowala
    > do najwyzszego szczeblem szefa, tak, ze jest juz na cenzurowanym. On wiedzac o
    > tym wlazi jej w dupsko swoim falszywym zainteresowaniem ignorujac pozostalych
    > wspolpracownikow. I co? No niby wszyscy zadowoleni?: suka, ze ma przydupasa, kt
    > orym se pomiata i przydupas, ze utrzymuje robote? Choc robote i tak straci, jak
    > suka bedzie miala odjeb lub sobie zmieni go na innego. Dodam, ze sa na rownorz
    > ednych stanowiskach.

    Tak, ale gość po prostu gra na czas, zorientował się za późno i teraz "gasi pożar". Jeśli w dłuższej perspektywie awansuje a ona nie, to zrobi jej z dupy taką jesień średniowiecza, że nawet najlepszy proktolog jej nie pomoże. To tylko działanie obronne.

    > Dalej obserwuje, ze niektorzy ludzie utrzymuja tylko konta
    > kt towarzyski (spedzaja pauzy, zamienia slowo) w pracy tylko z tymi, od ktorych
    > moga cos uzyskac, a reszte maja w dupie do tego stopnia, ze nawet sie nie wita
    > ja choc razem pracuja. Czy to sa kompetecje spoleczne?

    Nie, to raczej brak kompetencji społecznych. W pracy należy rozmawiać miło i ostrożnie, wszystko co powiesz może być użyte przeciwko Tobie. Najlepiej nie mówić zbyt wiele o sobie, lepiej zadawać niezbyt inwazyjne, łagodne pytania. W ten sposób inni mogą mieć poczucie, że zwracasz uwagę na ich problemy, a nie dostarczasz zbyt dużo materiału, który może być użyty przeciw Tobie we wrogi sposób. Trzeba jednak uważać, by nie wyjść na osobę wścibską.
    Pamiętam, jeszcze z banku, kiedy taka "suka" przyszła do mojego pokoju, oparła się o ścianę i tak, niby to na luzie i przyjacielsko rzuciła "ta nasza dyrektorka to jest jednak pierdolnięta, nie?". Odpowiedziałem jej coś w stylu "rozumiem twoje stanowisko". Szybko sobie poszła z podwiniętym ogonem ;)
    Rozważałem nawet czy sam nie zakablować, to była kłamliwa plotkara, w sumie byliśmy w pokoju sami i mogła puścić dowolną wersję mojej wypowiedzi w obieg. Nikt by nie mógł nic dowieść, w końcu na dyktafon tego nie nagrywałem. Ostatecznie nic nie powiedziałem.
    Nie dlatego że jestem taki uczciwy. Nie miałbym szans - ona była ze stałej gwardii, miała masę koleżanek, a ja byłem tam nowy, spoza układu. Nie miałem szans.
  • zawle 04.07.16, 20:24
    sabat3 napisał: > Pamiętam, jeszcze z banku, kiedy taka "suka" przyszła do mojego pokoju, oparła
    > się o ścianę i tak, niby to na luzie i przyjacielsko rzuciła "ta nasza dyrektor
    > ka to jest jednak pierdolnięta, nie?". Odpowiedziałem jej coś w stylu "rozumiem
    > twoje stanowisko". Szybko sobie poszła z podwiniętym ogonem ;)
    > Rozważałem nawet czy sam nie zakablować, to była kłamliwa plotkara, w sumie byl
    > iśmy w pokoju sami i mogła puścić dowolną wersję mojej wypowiedzi w obieg. Nikt
    > by nie mógł nic dowieść, w końcu na dyktafon tego nie nagrywałem. Ostatecznie
    > nic nie powiedziałem.
    > Nie dlatego że jestem taki uczciwy. Nie miałbym szans - ona była ze stałej gwar
    > dii, miała masę koleżanek, a ja byłem tam nowy, spoza układu. Nie miałem szans.

    Oboje jesteście neurotypowi?;)
    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • marek.zak1 04.07.16, 21:01
    sabat3 napisał:

    . W pracy należy rozmawiać miło i ostrożnie, wszystko co powiesz może być użyte przeciwko Tobie. Najlepiej nie mówić zbyt wiele o sobie, lepiej zadawać niezbyt inwazyjne, łagodne pytania. W ten sposób inni mogą mieć poczucie, że zwracasz uwagę na ich problemy, a nie dostarczasz zbyt dużo materiału, który może być użyty przeciw Tobie we wrogi sposób.
    -------------------------------------------------------------------------------------------
    Jak sięgnę pamięcią do pracy w korporacjach, z którymi miałem do czynienia, wylatywało sporo osób, ale nie zetknąłem się ani razu z sytuacją, że ktoś wylatywał, bo opowiadał o sobie. To, moim zdaniem, jest czynnik zupełnie bez znaczenia w ocenie, awansach czy zwolnieniach. .
  • ninek04 04.07.16, 21:38
    marek. zak 1 napisał
    >Jak sięgnę pamięcią do pracy w korporacjach, z którymi miałem do czynienia, wylatywało sporo osób, ale nie zetknąłem się ani razu z sytuacją, że ktoś wylatywał, bo opowiadał o sobie. To, moim zdaniem, jest czynnik zupełnie bez znaczenia w ocenie, awansach czy zwolnieniach. <

    No a nie jest tak, że w relacji z szefostwem,nawet jeśli jest się z nimi na ty i biorąc pod uwagę długi staż pracy włącza się automatycznie funkcja pewnej autokontroli, również w stosunku do tego, co się mówi o sobie? Bo wydaje mi się, że wyjście poza tę cienką, lub grubszą granicę w tego typu osobistych opowieściach nie pozostałoby bez wpływu na wyrobienie sobie opinii o tym kimś podległym i ewentualnych późniejszych decyzjach personalnych. Co rozumiesz właściwie jako mówienie o sobie? No chyba że ma się takie umiejętności, że to szef zaczyna jeść z ręki pracownika, a nie odwrotnie, no bywa i tak.
  • marek.zak1 04.07.16, 21:53
    ninek04 napisała:

    > No a nie jest tak, że w relacji z szefostwem,nawet jeśli jest się z nimi na ty i biorąc pod uwagę długi staż pracy włącza się automatycznie funkcja pewnej autokontroli, również w stosunku do tego, co się mówi o sobie?
    -----------------------------
    Status rodzinny,
    Dokąd jeżdżę na wakacje,
    Jak spędzam weekendy,
    Jakie uprawiam sporty,
    Moja działalność literacka wyszła po pewnym czasie, a wcale o niej nie rozpowiadałem. Gdy mnie pytano, podałem adresy mailowe strony, bloga i zainteresowanym wysłałem niemieckie tłumaczenie fragmentów książki. Przyjęto to z zainteresowaniem i mogę powiedzieć, całkiem pozytywnie.
    Wiedza o mnie w firmie czyni mnie osobą znaną z innej strony i przewidywalną. Nie ma ona kompletnie żadnego znaczenia w ocenie mojej pracy.
  • ninek04 04.07.16, 22:32
    marek. zak 1 napisał
    >Status rodzinny,
    Dokąd jeżdżę na wakacje,
    Jak spędzam weekendy,
    Jakie uprawiam sporty,<

    No ale to są informacje, mieszczące się w ogólnie przyjętej konwencji i poprawnej konwersacji między ludźmi pracującymi w jednej firmie, to przecież wiadomo, że podanie tego rodzaju faktów nie ma wpływu na ocenę pracy i kompetencji,czy ewentualny awans.
  • marek.zak1 04.07.16, 22:38
    ninek04 napisała:

    > marek. zak 1 napisał
    > >Status rodzinny,
    > Dokąd jeżdżę na wakacje,
    > Jak spędzam weekendy,
    > Jakie uprawiam sporty,<
    >
    > No ale to są informacje, mieszczące się w ogólnie przyjętej konwencji i poprawnej konwersacji między ludźmi pracującymi w jednej firmie, to przecież wiadomo, że podanie tego rodzaju faktów nie ma wpływu na ocenę pracy i kompetencji,czy ewentualny awans.
    ----------------------------------------------------
    Dokładnie. To była moja reakcja na twierdzenia Sabata, że mówienie o sprawach prywatnych może być jakimś zagrożeniem dla pracownika.
  • sabat3 04.07.16, 22:56
    marek.zak1 napisał:
    > Dokładnie. To była moja reakcja na twierdzenia Sabata, że mówienie o sprawach p
    > rywatnych może być jakimś zagrożeniem dla pracownika.

    Nie o wszystkich ;)
    Po prostu możesz w pewnym momencie stracić czujność i coś chlapnąć przypadkiem. Jak nie gadasz, to mniejsze prawdopodobieństwo.
  • zawle 05.07.16, 07:46
    Nie masz racji sabat. Ważne jak mówisz. W jakim przedstawiasz się świetle.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • marek.zak1 05.07.16, 08:56
    zawle napisała:

    > Nie masz racji sabat. Ważne jak mówisz. W jakim przedstawiasz się świetle.
    ------------------------------------
    O to chodzi. Jest to kwestią określonego obrazu własnej osoby, którą przekazujesz innym w miejscu pracy. Nie ma to nic wspólnego z obgadywaniem czy atakowaniem ad personam, które jest źle widziane.
  • twojabogini 05.07.16, 12:33
    Ja rozumiem o czym pisze sabat. Ponieważ nie mam oporów, więc kontrolowałam co mówię, żeby czasem czegoś "nie chlapnąć". Minimum informacji, "u mnie wszystko dobrze".
    Miałam okazję parę razy zobaczyć, jak ktoś coś chlapnął właśnie i niewinna informacja urastała do rangi problemu, problemu który jakoś tam ważył na stosunkach w pracy. Do tego nie do końca miało to dla mnie sens, że ludzie przykładają tyle uwagi do tego, co ktoś robi poza pracą. Ani które informacje były bezpieczne, a które nie. Dla mnie każda była neutralna.
    Więc na wszelki wypadek wolałam sprawy prywatne zostawić w domu i o nich nie mówić w pracy. Lepiej być uznaną za zimną nie spoufalającą się sukę, niż laskę o której wszyscy mówią za plecami i mają problem w sumie nie wiadomo z czym...
    Raz w pracy laska się przyznała, że umarł jej dużo starszy brat, syn ojca z pierwszego małżeństwa (na coś tam chorował) i że remontuje teraz jego pokój, bo był dużo większy niż jej. Chyba miesiąc parę osób wracało do tematu rozważając jak to jest mieszkać w pokoju "po trupie". Nie wiem miała ten pokój zamurować, czy co?Sprawa miała dalsze konsekwencje, bo laska dostała etykietę dziwnej i przez ten pryzmat zaczęto oceniać jej zachowanie. I przylgnęło to do niej, niestety miało też odzwierciedlenie w ocenach pracowniczych, bo sporą część oceny robili ludzie z zespołu.
  • ninek04 05.07.16, 12:57
    Mam trochę inne spostrzeżenia - właśnie osobę, która nie uczestniczy, albo nie wykazuje zbytniej ochoty na wspólne, koleżeńskie gadki szmatki, o niczym i o wszystkim,w tym o szczegółach życia rodzinnego traktuje się jako dziwną, nie integrującą się, a nawet pyszną i zadufaną w sobie. Takie zachowanie też nie musi być za dobrze przyjmowane, również przez szefostwo.Nie ma jednego wzorca, czy chlapać nadmiernie, czy też nie chlapać wcale, to wszystko zależy od okoliczności.
  • marek.zak1 05.07.16, 14:00
    ninek04 napisała:

    > Mam trochę inne spostrzeżenia - właśnie osobę, która nie uczestniczy, albo nie wykazuje zbytniej ochoty na wspólne, koleżeńskie gadki szmatki, o niczym i o wszystkim,w tym o szczegółach życia rodzinnego traktuje się jako dziwną, nie integrującą się, a nawet pyszną i zadufaną w sobie. Takie zachowanie też nie musi być za dobrze przyjmowane, również przez szefostwo.
    ---------------------------------------------------------
    Oczywiście. Jakąś wiedzę o innych warto jednak mieć, bo blokowanie wszelkich informacji o sobie budzi podejrzenia, że coś niefajnego jest ukrywa
    Znajomość człowieka jest ważna, bo to czyni go bardziej przewidywalnym.
  • zawle 04.07.16, 21:54
    zawsze jak Ciebie czytam ninek to sobie robię odpowiednią intonację:))
    www.youtube.com/watch?v=rhPzeTiiW6g

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • ninek04 04.07.16, 22:21
    zawle napisała
    >zawsze jak Ciebie czytam ninek to sobie robię odpowiednią intonację:))
    www.youtube.com/watch?v=rhPzeTiiW6g<

    zawle, ten rodzaj intonacji bardzo do mnie przemawia,więc nie jest źle. Przeważnie w czwartki,gdy wracam z pracy, głośniej nastawiam radio i nie ma opcji, żebym nie zaczęła jechać wężykiem i zginając się w pół, wykonując dziwne miny, ale nic mnie nie jest w stanie powstrzymać, gdy słyszę tę intonację właśnie. Od razu mi wtedy lepiej ;)
  • hello-kitty2 04.07.16, 22:41
    zawle napisała:

    > www.youtube.com/watch?v=rhPzeTiiW6g

    hehe ...jej chwilowa nieandenkwantnosc... ;-)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • twojabogini 04.07.16, 17:29
    Odpowiedź wonta w zasadzie była dla mnie sensowna. To dobra analiza z punktu widzenia NT.
    rzecz w tym, że nawet wiedząc to wszystko wybieram olanie kompetencji społecznych, aczkolwiek mam świadomość, że mogę inaczej.
    Jestem pewna, że w pewnych sytuacjach, gdy rzecz się będzie opierać nie na kalkulacji co się mi opłaca, ale czy mogę kogoś zranić prostując coś mało istotnego - powstrzymam się, albo załatwię sprawę dyskretnie.

    Pod zdaniem
    "Rzygam kompetencjami społecznymi. Zwłaszcza tymi które są brakiem/strachem/obślizgłością/nieumiejętnością. Mogę z przykładami."
    podpisuję sie uburącz.
    Rzecz w tym, że dostrzegłam, że są też dobre kompetencje społeczne, co mi chyba wczesniej umykało :)
  • twojabogini 04.07.16, 17:10
    wont2 napisał:

    Zgadzam się w zasadzie ze wszystkim co napisałeś. Dobra analiza problemów interakcyjnych ZA.

    Jest parę wyjątków:

    > Głównym winowajcą był brak wiedzy po stronie nauczycieli, dorosłych, że twoje z
    > achowania są wynikiem nie złego wychowania tylko nieprawidłowej pracy mózgu.

    Mózg ZA nie pracuje "nieprawidłowo". Pracuje inaczej. ZA to nie jedyny model odmienności w pracy mózgu, ale to model, który powoduje tarcie w interakcjach. Odmiennie pracują tez mózgi osób, które mają problemy z zapamiętywaniem informacji i magazynowaniem w blokach pamięci trwałej. Takie osoby też mają wiele cech wspólnych i mocne strony w innych aspektach. Ale one nie zaburzają hierarchii - więc nie są diagnozowane. Udaje się je za średnio zdolne i pracuje nad ich przystosowaniem. a one się uczą tylko inaczej, ale nikomu się nie chce bawić w "inne" nauczanie. Dostają etykietę "średniozdolnych" i tyle. Także cierpią z powodu klasyfikacji jako odmienne, głupsze, bywają dyskryminowane, szykanowane...

    Swoją drogą to ciekawe, że czynienie dobra (protestowanie przeciwko krzywdzeniu d
    > rugiej osoby) było u ciebie przymusem, wynikającym z oprogramowania mózgu a nie
    > świadomą decyzją w wyborze pomiędzy dobrem a złem. Kto wie, może za kilkadzies
    > iąt lat będą każdemu wszczepiać w czachę elektronicznego aspergerka ;)

    Tak, też nad tym intensywnie myślałam. Był kiedyś taki konkurs w którym nagradzano młodzież zaangażowaną społecznie, na rzecz wspierania słabszych itp. Moja szkoła mnie wytypowała jako przedstawicielkę. Odmówiłam - byłam oburzona pomysłem nagradzania pomocy, naturalnej postawy. Miałam tez poczucie absurdu, ze ktoś mnie może nagrodzić za to, jaka jestem. Równie dobrze mogliby nagradzać za bycie wysokimi blondynami. Uznałam, że być może są inne osoby, które czynią dobro niejako wbrew sobie, czy na skutek decyzji, no nie wiem. Więc czułam jakoś to o czym napisałeś.
    Myślałam też o wbudowywaniu ZA. To zły pomysł, właśnie różnorodność jest nam potrzebna. Różnorodność to neuroróżnorodność, jesteśmy różni, bo nasze mózgi pracują inaczej.
  • twojabogini 04.07.16, 05:08
    Dzięki za wasze uwagi :)

    Tych, którzy poczuli się obrażeni moimi uwagami o neurotypowych reakcjach emocjonalnych informuję, że jest coś takiego jak ironia i żart. Moje żarty często nie są rozumiane, ale to podobno także typowe. Fenomenous!

    Wielu aspie skarży się na namolne osoby, dążące do interakcji. Mam podobnie: chętnie komuś pomogę, wesprę, ale nie oznacza to, że mam ochotę słuchać o problemach życiowych tej osoby, spędzać z nią czas, oglądać zdjęcia dzieci. Nie wiem (jeszcze) dlaczego, udzielenie komus pomocy wiele osób odczytuje jako zainteresowanie własną osobą oraz wstęp do przyjaźni. Nic bardziej mylnego, jeśli chodzi o mnie pomagam tym, którzy potrzebują pomocy. Nawet jak mnie wkurzają albo są nudni, albo nie mam o nich zbyt dobrego zdania.

    W tym kontekście zastanawia mnie czy osoby NT pomagają tylko tym których lubią?

    Co do znaczenia diagnozy, dla kogoś kto, by ją rozważał - każdy mniej więcej siebie zna i wie z czym się zmaga, jeden nie pamięta twarzy, inny ciągle się obraża. Za to jeśli macie jakiś konkretny problem (u mnie było to napięcie, którego źródła nie mogłam ustalić i którego nie umiałam redukować) - zanim ktoś wam pomoże, będzie chciał przeprowadzać diagnozy. To pomaga terapeutom w klasyfikacji.
    Generalnie nie jest to złe, chociaż wiedza o mechanizmach ZA jest słaba i nie trzeba przyjmować za pewnik wszystkiego co się słyszy, a co "fachowcy" także rozpowszechniają:

    Same zaburzenia SI nie są przejawem ZA.
    ZA nie oznacza upośledzenia w odczuwaniu emocji, ani w rozumieniu emocji innych osób.
    Część ZA ma problem z rozpoznawaniem emocji, co nie znaczy, że ich nie odczuwają.
    Nierozpoznawanie twarzy dotyczy tylko części osób z ZA i znacznej liczby osób bez ZA.
    Nie każdy ZA ma jakieś szczególne uzdolnienia, chociaż większość ma.
    ZA nie powoduje aspołeczności - wręcz przeciwnie, wiele osób odczuwa potrzebę kontaktu, tylko, że specyfika ZA te kontakty utrudnia.
    Jeśli ktoś nie miał problemów w kontaktach społecznych od wczesnych lat dziecięcych - nie ma ZA.
    ZA nie są aseksualni choć wśród osób ZA zdarzają się osoby aseksualne.

    Obsesje, manieryzmy, fobie, schematyzowanie, nerwice i depresja - nie są elementami typowymi dla ZA, tylko następstwem stresu społecznego, odrzuceni,a dyskryminacji. Takie same problemy występują o osób doświadczających traumy społecznej i odrzucenia z innych przyczyn niż ZA. W przeciwieństwie do ZA, które nie jest chorobą - te zaburzenia należy leczyć, bo wiążą się z ogromnym cierpieniem.
    Wiele osób ZA po tym jak dostaje diagnozę na cos, w tym na ZA jest leczonych od dzieciństwa lekami, dietami, albo rodzice sobie robią z ZA maskotkę. Poznałam trochę dorosłych osób ZA przywiązanych i zależnych od rodziców. To samo przytrafia się jednak NT.

    Osoby z ZA jeśli się przystosują często zostają psychologami i terapeutami (gdzieś w wątku ktoś o to pytał). W sytuacjach kryzysu oparcie się na osobie ZA ma sens: zamiast chybotliwą łódką, płyniesz niezatapialnym buldożerem. Może i buldożer na co dzień kiepsko nadaje się do podroży morskich, ale podczas burzy z kapitanem który umie nim nawigować - płyniesz do brzegu, ledwo odczuwając fale.
    Inne zwody z nadreprezantacją ZA to wykładowcy akademiccy, naukowcy i programiści.
  • zawle 04.07.16, 08:42
    Lubie ludzi poznawać, jednak szybko się nimi nudzę. Nie lubię wielkiej intensywności spotkań, ludzie mnie męczą. Mam poczucie wyjątkowości. Pomagam wszystkim nic za to nie oczekując. Odmawiam pomocy gdy udzielając jej będę się zle z tym czuła. Poprawiam szefa i nie mam problemu z tym że ktoś koryguje moje błędy. Mówię ludziom prawdę i doceniam to, że ktoś mi mówi ( forma i intencje SĄ ważne). Ludzie uważają mnie za oryginała, nie widzę powodu żeby im zaprzeczać.Itd.
    UWAŻAM ŻE JESTEM NORMALNA.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • zawle 04.07.16, 08:44
    Aczkolwiek z kitkowym doświadczeniem mogę byc PRAWDZIWYM wariatem;)

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • aandzia43 04.07.16, 10:05
    Dzięki Boginii za wątek i przystępne i klarowne przedstawienie sprawy :-)
    Jako nieneurotpowa ale nie ZA wolę używać na ludzi nie będących ZA określenia nieZA zamiast neurotypowi - precyzyjniej ;-)
    NieZA pomagają nie tylko tym, których lubią, choć pewnie do pomocy takim emocje popychaja najszybciej. Pomagają według różnych kluczy, najczęściej pewnie tym akurat potrzebującym pomocy a znajdującym się w dość bliskim kręgu znajomych.
    Co do "leczenia" ZA: ale przeciwko terapii zaburzeń SI u dzieci z ZA chyba nic nie masz?

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • wont2 04.07.16, 10:08
    twojabogini napisała:

    > Wielu aspie skarży się na namolne osoby, dążące do interakcji. Mam podobnie: ch
    > ętnie komuś pomogę, wesprę, ale nie oznacza to, że mam ochotę słuchać o problem
    > ach życiowych tej osoby, spędzać z nią czas, oglądać zdjęcia dzieci. Nie wiem (
    > jeszcze) dlaczego, udzielenie komus pomocy wiele osób odczytuje jako zaintereso
    > wanie własną osobą oraz wstęp do przyjaźni. Nic bardziej mylnego, jeśli chodzi
    > o mnie pomagam tym, którzy potrzebują pomocy. Nawet jak mnie wkurzają albo są n
    > udni, albo nie mam o nich zbyt dobrego zdania.
    ------
    Podejrzewam, że wysyłasz sygnały ściągające namolne osoby lub nie potrafisz od razu wysłać jasnego, sygnału takiej osobie, że nie będziesz wymarzonym rozmówcą. Nie wiem jakiego rodzaju pomocy udzielasz osobom, które później okazują się być namolne i uważają, że to wstęp do przyjaźni, ale sugerowałbym poszukać źródła problemu w sobie - w nieprecyzyjnych sygnałach, które wysyłasz. Na przykład "pomaganie tym, którzy wymagają pomocy, a którzy cię wkurzają albo o których nie masz dobrego zdania". Nie wiem na czym ma polegać twoja pomoc - czy pomagasz wstać jak ktoś się potknie albo pożyczysz 10 złotych w kantynie, bo komuś zabrakło, ale jeśli jest to pomoc, nazwijmy ją "ponadstandardową", to generalnie fakt bezinteresownej, ponadstandardowej, pomocy komuś łączy się w jakiś sposób z komunikatem emocjonalnym "jesteś ok".


    > W tym kontekście zastanawia mnie czy osoby NT pomagają tylko tym których lubią?
    -----
    Nie sądzę. Oprócz ludzi, których lubisz i których nie lubisz, masz całą rzeszę ludzi ci obojętnych. Wydaje mi się, że normalną reakcją jest proponowanie ponadstandardowej pomocy osobom, które lubimy, z którymi łączy nas jakaś więź. Rzadziej pomagamy ludziom, do których mamy stosunek obojętny, z którymi nic nas nie łączy. To już jest kwestia danej osoby - są osoby "normalne", które pomagają obcym i są takie, które nie pomagają. Wszystko zależy też oczywiście od charakteru tej pomocy, konkretnego przypadku, to jest bardzo płynne. W przypadku ludzi, których nie lubimy, sytuacja jest jednak nieco inna. Możemy oczywiście pomóc, jeśli ta osoba nas poprosi. Ale jeżeli sami wyjdziemy z inicjatywą pomocy osobie nielubianej, to chyba naturalne jest, że dla tej drugiej strony, która zdaje sobie sprawę albo wyczuwa/podziela twoje nielubienie, to twoje intencje nie będą do końca jasne - i naturalnym jest, że ta osoba doszukuje się komunikatu towarzyszącego twojej ofercie pomocy - może myśleć, że chcesz się pogodzić/wejść w dupę/okazać podporządkowanie/milion innych rzeczy.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • twojabogini 04.07.16, 17:49
    Przemyślałam co napisałeś. Myślę, że jednak to osoby dostające ode mnie pomoc, mają problem że pomoc nie musi oznaczać interakcji, wchodzenia w relację. Wiem, że terapeuci muszą uczyć się budowania dystansu zawodowego z tego powodu.

    Ja uważam, że dystans nie jest do końca dobry, jeśli naprawdę chcę komuś pomóc. Co do pomocy, trafiają do mnie ludzie z różnymi problemami, mam opinię osoby, która umie skutecznie pomóc w różnych sytuacjach, uporządkować różne sprawy i wyjść z g.
    Przez długi czas - społecznie i bez struktur pracowałam z kobietami doświadczającymi przemocy w związkach. Sama pomoc prawna to było dużo za mało, zakasałam rękawy, dokształciłam się i mam na koncie parę skutecznie uratowanych dziewczyn. Pojawia się kwestia lubienia - do żadnej z nich nie miałam emocjonalnego stosunku, co nie znaczy, że ich nie wspierałam. Dwóch nie lubiłam i miałam do nich ambiwalentny stosunek, bo tolerowały przemoc wobec swoich dzieci i zamykały oczy na przemoc seksualną wobec nich. Nadal uważam że zasługiwały na pomoc. Korzystając z tego, że stałam się dla nich autorytetem namówiłam je do terapii i zmierzeniem się ze swoją przyzwalająca postawą. To jest defekt za który nie można winić sprawcy.
    Wiele kobiet wychodzi z przemocy po to, żeby wpaść w kolejną. Widzenie ich wyłącznie jako ofiar szkodzi im samym. I ich dzieciom.

    Uważam, że w procesie wychodzenia z przemocy bliskość, poznanie drugiej osoby jest ważne. To wspólna droga i daje poczucie bliskości. Akurat z dziewczynami z doświadczeniem przemocy nie miałam problemu, żeby rozumiały, że przejdziemy razem w dużej bliskości kawałek drogi ale nie będzie mnie przy nich do końca życia, nie stworzymy relacji typu przyjaźń. Zresztą zawsze na wszelki wypadek o tym mówiłam.
    Lubię kiedy dzwonią, że sobie radzą, mówią o tym jakie postępy robią ich dzieci. Nie częściej niż raz do roku.

    Obecnie wiem, że więcej takich przypadków nie udźwignę - to jest obciążające doświadczenie, więc tego nie robię. Odsyłam gdzie indziej, informuję. Może spiszę swoje doświadczenia, jak skutecznie pomagać.
  • sabat3 04.07.16, 18:30
    TB, czy konkurowałaś o uwagę swojej matki z mężczyzną/mężczyznami? Miałaś takie poczucie?
  • twojabogini 05.07.16, 02:19
    Nie. Moja matka była z tych, co "się dzieciom poświęciły". Co oceniając z perspektywy lat generalnie oznaczało, że miała swoje dzieci gdzieś, ale równocześnie bardzo dobry pretekst, żeby nie mieć życia osobistego. Żadnych imprez, znajomych, kina, spaceru, czy związku albo romansu chociaż. Praca, a potem krzątanie. Okej, może nie jestem sprawiedliwa, było jej ciężko, była przez sporo czasu sama, ale byłam samotną matką i naprawdę nie oznacza to konieczności rezygnacji z siebie.

    Nie zabiegałam o jej uwagę, bo jej nie potrzebowałam. Gorzej, kiedy zwracała na mnie uwagę, wtedy dowiadywałam się, że jestem nie taka - bałaganię, jestem inna od siostry, wyrachowana, serca nie mam...
    Moja mama mnie nie lubi i nigdy specjalnie nie lubiła. Ja widzę ją jako kobietę, która kompletnie nie nadawała się do wychowywania dzieci i chwała jej za to, że się starała. I wiele jej starań doceniam, zwłaszcza jak myślę o tym jak się męczyła, tkwiąc latami w czymś czego nie znosiła. Dzisiaj nie chce mieć nawet kwiatka do podlewania...Wbrew pozorom nie była złą matką. Była matką stereotypową.
    Podziwiam ją też za to, że po wychowaniu dzieci zbudowała swoje życia od nowa, w zgodzie ze sobą i wyszła z roli robota wielofunkcyjnego. Po jej pełnej obsłudze w wieku 18 lat nie umiałam włączyć pralki...
    No ale porozumieć się z nią nie umiem. Ona uważa, że w zamian za jej poświęcenie, powinnam zrealizować jej ambicje. Jakoś nie trafia do niej, że mam swoje...Nie ma ochoty mnie zrozumieć. Moja diagnoza ZA ją ucieszyła, potwierdziła jej przekonanie, że jest coś ze mną nie tak i obudziła nadzieję, że przejdę jakąś terapię, gdzie mnie naprawią :)
    Długo czułam potrzebę zostania docenioną za to kim jestem, albo chociaż bycia zrozumianą przez nią. W sensie, że bolało mnie jak źle i niesprawiedliwe mnie ocenia. Teraz sobie odpuściłam. Jest mi lepiej, kiedy się nie widujemy. Żeby było ciekawiej teraz ona zaczęła zabiegać o kontakty, ale nie mam ochoty, nadal robi to w klimacie jakim jestem zjebem, nie korzystam z możliwości i uzdolnień, jestem złą matką (to niewybaczalne życie osobiste...)...bla bla bla...
    Pamiętam, że kiedy mój drugi dzieciak urodził się za wcześnie, a ja byłam w kiepskiej kondycji psychicznej, błagałam męża, żeby jej do mnie nie wpuszczał. Wiedziałam, że przyjdzie, zacznie mnie obwiniać, a ja się rozsypię. Odkąd pogodziłam się z tym, jaka jest, straciła moc...
    Moja siostra ma z nią dobre relacje, potrafią iść na zakupy, spędzają czas ze sobą, mogą spić się i śpiewać, zwierzać sobie z intymnych spraw...są zaprzyjaźnione...chociaż, kiedy siostra miała kryzysy życiowe, też jej unikała, w lęku, że jej jeszcze dołoży...ja nie umiem przyjaźnić się z kimś, kto mi dowali w chwili słabości...
  • zawle 05.07.16, 07:56
    Wygląda więc na to bogini że ona się wam faktycznie poświęciła. I że tak sobie to poświęcenie wyobrażała. Co zrobisz- kobiety od niedawna czują że mogą mieć pragnienia. Za czasów Twojej matki bycie samotną już stygmatyzowało.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • twojabogini 05.07.16, 08:56
    Dzięki zawle... :)
    Właśnie mi bardzo pomogłaś. Bo ja czuję w sobie ogromny żal, za to jej poświęcenie. Ale zawsze postrzegałam to jako jej wybór.

    Możliwe jednak, że nie była to kwestia wyboru a okoliczności i tego co było dla kobiet dostępne jako wzór. Fakt, że w tych wcale nieodległych czasach panna z dziećmi bywała niemal synonimem prostytutki. Wiem, bo jako córka panny z dzieckiem, z innym niż mama nazwiskiem, doświadczałam czasem potępienia społecznego. Więc w sumie być może jedynym "odkupieniem" dla niezamężnej kobiety z dziećmi było całkowite poświęcenie się tym dzieciom.

    W sumie to właśnie dlatego, że ona się poświęcała, ja doszłam do wniosku, że nie chcę obarczać dzieci takim ciężarem. I naprawdę z dumą patrzyłam jak się z tego wyzwala, buduje siebie, swoje życie. Wtedy po raz pierwszy przestałam widzieć w niej matkę, a zobaczyłam drugą kobietę. Kobietę, która mi zaimponowała swoją siłą. Nigdy jej tego nie powiedziałam.

    Może też być tak, że tym co stoi między mną a nią, jest (obok jej problemów z tym jaka jestem) moja niechęć do niej. Pewnie jej tak samo trudno się zaprzyjaźnić z osobą, która źle ją ocenia...W sumie ona od jakiegoś czasu robi "przyjazne" gesty, dzwoni czasem i mówi, że zależy jej na kontakcie ze mną, z wnukami. A ja się jeżę...
    Gdzieś tam czuję, że jest mi przykro, że nie udało mi się z nią zbudować dobrej relacji, widziana oczami mojej siostry mama jest całkiem fajną osobą. Pamiętam szok jaki przeżyłam, kiedy siostra opowiadała, że upiła się z nią winem, śpiewały chryzantemy i rozmawiały. Zdziwiła mnie otwartość ich relacji. Oraz moja sztywność - ja przy mamie zachowywałam zawsze pozory, nawet papierocha mi było przy niej jakoś łyso zapalić...Pomysł, że mogłabym się z nią upić i śpiewać, albo pogadać szczerze o seksie wydał mi się i nadal wydaje mocno abstrakcyjny...
  • zawle 05.07.16, 17:23
    twojabogini napisała: Wtedy po raz pierwszy przestałam widzie
    > ć w niej matkę, a zobaczyłam drugą kobietę. Kobietę, która mi zaimponowała swoj
    > ą siłą. Nigdy jej tego nie powiedziałam.

    Ja swojej nie zdążyłam. Miałam do niej tak dużo żalu i zbudowanej oschłości że dopiero gdy umierała i niewiele kontaktowała z bólu wykrztusiłam: Wiesz że Cię bardzo kocham?
    Zniecierpliwiona oczywistością i bólem rzuciła coś w stylu: No przecież wiem. Cała ona:))
    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • ninek04 05.07.16, 18:05
    zawle napisała
    >Miałam do niej tak dużo żalu i zbudowanej oschłości że dopiero gdy umierała i niewiele kontaktowała z bólu wykrztusiłam: Wiesz że Cię bardzo kocham?
    Zniecierpliwiona oczywistością i bólem rzuciła coś w stylu: No przecież wiem. Cała ona:))<

    Co do oschłości - miałam przez wiele lat poczucie, że to co mnie łączy z rodzicami to właśnie oschłość,letniość, brak głębszych więzi,jakaś obojętność, czy nieuważność. Z tym, że po wielu, wielu latach te odczucia tracą na wartości, zwłaszcza wobec faktu, że rodzice swą calą miłość i obecność przelewają na wnuki. To jest naprawdę rozczulające, jak ta więź jest głęboka i autentyczna właśnie wobec wnuków.
  • urquhart 05.07.16, 18:20
    > szcza wobec faktu, że rodzice swą calą miłość i obecność przelewają na wnuki. T
    > o jest naprawdę rozczulające, jak ta więź jest głęboka i autentyczna właśnie wo
    > bec wnuków

    Wlasnie? Na wnuki? Czy po prostu na meskich potomkow? Cóż córeczki maja gorzej .

    --
    "Jak będzie kochająca i wymarzona to da mu.więcej (...) Każdy chłop chce żebym ogarniała podobne sprawy w.życiu, ale dla jednych chce mi się to robić, dla innych nie mam motywacji" by aandzia43
  • ninek04 05.07.16, 18:37
    Urquhart napisał
    >Wlasnie? Na wnuki? Czy po prostu na meskich potomkow? Cóż córeczki maja gorzej<

    No właśnie nie. U mnie córka była pierwsza i ta miłość, akceptacja i więź była bardzo obecna już od początku ze strony moich rodziców. Dla syna oczywiście też jej nie zabrakło, ale on był ten drugi w kolejności i musi się z tym liczyć ;) Córeczki wcale, ale to wcale nie muszą mieć gorzej, ani stać na straconej pozycji, zwłaszcza jeśli od początku wiedzą, czego chcą ;)
  • kag73 05.07.16, 18:39
    "Wlasnie? Na wnuki? Czy po prostu na meskich potomkow? Cóż córeczki maja gorzej ."

    Bredzisz, urqu, bredzisz, jedni maja wnuczki, inni wnukow, inni pomieszane i wystarcza milosci dla wszystkich. Co nie zmienia faktu, ze ludzie moga miec swoje preferencje, jedni lubia dziewczynki, inni chlopcow albo, ze niektore dziecko jest milutkie i bardziej "znosne" od innego, bez wzgledu na plec. No i jeszcze wiek sie liczy i wiezi, kontakty. Jak ktos mieszka z dziadkami pod jednym dachem to ma czesto szczegolne miejsce ze wzgledu na czesty kontakt a tym samym wiezi.
  • urquhart 05.07.16, 19:59
    Bredzisz, urqu, bredzisz, jedni maja wnuczki, inni wnukow, inni pomieszane i wy
    > starcza milosci dla wszystkich. Co nie zmienia faktu, ze ludzie moga miec swoje
    > preferencje, jedni lubia dziewczynki, inni chlopcow albo, ze niektore dziecko

    Cos zabolało znow? Bo to nie tylko moje wlasne obserwacje: nie na tu rowności:
    www.newsweek.pl/nauka/wiadomosci-naukowe/plec-dziecka--my-chcemy-chlopcow-,93334,1,1.html
    --
    "Jak będzie kochająca i wymarzona to da mu.więcej (...) Każdy chłop chce żebym ogarniała podobne sprawy w.życiu, ale dla jednych chce mi się to robić, dla innych nie mam motywacji" by aandzia43
  • zawle 05.07.16, 20:06
    "lecz także od wczesnych lat wtłaczane w stereotypowe role kobiece. Wskazują na to analizy naszych wydatków na dzieci przeprowadzone przez Mycka"
    " od wczesnego dzieciństwa nie tylko narzucają określone role społeczne, lecz także przytrzymują dziewczynkę w domu, nie zachęcają jej do odkrywania świata"
    MATKO I CÓRKO. Wtłaczani? Przyuczani do jedynej słusznej roli. Zresztą, opinia Mycków dla Ciebie urgu jest istotną? Rozczarowałeś mnie...
    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • zawle 05.07.16, 20:07
    "Urodzenie syna wpływa również negatywnie na psychikę świeżo upieczonej mamy. Jak dowiedli uczeni z francuskiego uniwersytetu w Nancy, kobiety po urodzeniu synów są bardziej zagrożone depresją poporodową niż mamy córek. Aż trzy czwarte biorących udział w badaniu kobiet, u których zdiagnozowano ciężką postać depresji, urodziło synów. Mamy córek przechodziły baby blues o wiele łagodniej. Tak jakby natura chciała im wynagrodzić rozczarowanie, że nowo narodzone dziecko to tylko dziewczynka. A może ? aż dziewczynka?"

    Umarłam :)))

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • ninek04 05.07.16, 20:45
    Urquhart napisał
    >Cos zabolało znow? Bo to nie tylko moje wlasne obserwacje: nie na tu rowności:
    www.newsweek.pl/nauka/wiadomosci-naukowe/plec-dziecka--my-chcemy-chlopcow-,93334,1,1.html<

    No zapewne coś w tym jest i nie ma co się obruszać. Ja od teściowej usłyszałam pierwsze dobre słowo,gdy urodziłam syna - gratuluję ci, że urodziłaś syna, tak mi powiedziała, podczas gdy trzy lata wcześniej urodziłam córkę to takich słów nie usłyszałam. Myślałam, że się przesłyszałam w pierwszej chwili, ale jednak nie, co zresztą wciąż przekłada się na faworyzowanie wnuka w stosunku do wnuczki z jej strony.
  • kag73 05.07.16, 23:24
    "Cos zabolało znow?"

    A co mnie mialo zabolec i do tego znow? Sama chcialam corke i maz chcial corke, wyszedl chlopak, dobrze, ze caly i zdrowy, tez kochamy, bo nasz ;)
    Wspomnialam o indywidulanych preferencjach.
    Siostra moja chciala syna, a jak szla rodzic to jej babcia powiedziala: tylko, zebys mi z dziewczynka wrocila" i cale lata czekala zeby sie urodzila wreszcie jakas dziewczynka, bo lubi dziewczynki.
    A tesciu moj lubi synow ale o dziwo jak teraz ulubiony syn ma corke to nagle lubi rowniez dziewczynki, sie okazuje.
    Artykul niby ciekwy, ale...niby rodzicie nie inwestuja/inwestuja mniej w edukacje corki wiec jak wyjasnic, ze wiekszosc studiujacych w Polsce to kobiety? Moze tym, ze teraz ma sie jedno dziecko i jak wyjdzie dziewczynka to inwestuje sie w dziewczynke?

  • zawle 05.07.16, 23:35
    albo mniej inwestują bo WIEDZĄ że dziewczyny i tak dadzą sobie radę. Badania pokazują że depresja poporodowa nie ma tak dużego wpływu na dziewczynki. Chłopcy w takiej sytuacji rozwijają się dużo gorzej.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • kag73 05.07.16, 23:56
    "Struktura wydatków polskich rodziców sugeruje, że w przypadku chłopców stawiają oni bardziej na zabawę, a w przypadku dziewczynek na wygląd ? przekonuje dr Myck. Dlatego dziewczynkom kupujemy więcej sukienek, a chłopcom ? zabawek. W przeciętnym polskim gospodarstwie domowym na zabawki pierworodnej dziewczynki wydaje się o około 11 proc. mniej niż na zabawki pierworodnego chłopca, za to na sukienki dziewczynki o 7 proc. więcej niż na koszulki i spodenki chłopca."

    ten dr Myck to jest facet czy babka? Kurde gdyby on wiedzial jak sliczne bywaja w sklepach ciuszki dla dziewczynek, no nie mozna sie oprzec, Zawsze powtarzam, ze jakbym miala corke to wszystkie pieniadze wydalabym na ciucy dla niej, bo sa takie slodkie i ladne. Kupic cos naprawde ladnego dla chlopca jest duzo trudniej, moim zdaniem.
  • kag73 06.07.16, 00:07
    mężczyznom w Polsce wciąż bardzo zależy na przekazaniu nazwiska, po drugie, mężczyzna mający syna zazwyczaj częściej się z nim bawi, a co za tym idzie, zawiązuje z nim silniejsze więzi. Czas spędzony w domu z synem może się przekładać na trwalszy związek z jego matką.

    z synem, zabawy, moze sie zgadza. Sa tez jednak opinie, ze czesto bywa maminsynek i coreczka tatusia. Niektorzy faceci daja sie owinac wokol palca coreczce, no maja do niej slabosc. Znajomy jeden wysunal teze, ze to chyba tak naturanie wynika u hetero, bo te slabosc maja pozniej tez do kobiet.
    Wielu facetow kompletnie mieknie jak pojawia sie mala dzieczynka. Nie mam corki wiec nie wiem jak by to bylo, ale obserwowalm jak mlody byl maly: przychodzili kumple, ojciec: no dobra, tu pilka, idzcie grac. Przychodzila dziewczynka, moj stary, zwrocony do niej, milo i z pelna uwaga: a co bys ty chciala, a to a tamto, hmm, bla, bla, bla, no zupelnie inaczej niz do chlopakow.
    Mam kolezanki, ktore sa zdania, ze ich corki maja ojca kompletnie pod pantoflem no nie potrafi im prawie niczego odmowic, dla syna jest inny, syn juz tej "mocy", dzialania na nich nie ma.
  • kag73 06.07.16, 00:16
    A i jeszcze: ja zachowalam swoje nazwisko :)
  • wont2 06.07.16, 05:02
    kag73 napisała:

    > Siostra moja chciala syna, a jak szla rodzic to jej babcia powiedziala: tylko,
    > zebys mi z dziewczynka wrocila" i cale lata czekala zeby sie urodzila wreszcie
    > jakas dziewczynka, bo lubi dziewczynki.
    -----
    Ty, a USG to nie mieli? Nie czepiam się, po prostu nie znam się na tym ale chyba moi wszyscy znajomi grubo przed porodem znali płeć dziecka.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • hello-kitty2 06.07.16, 07:36
    wont2 napisał:

    > Ty, a USG to nie mieli? Nie czepiam się, po prostu nie znam się na tym ale chyb
    > a moi wszyscy znajomi grubo przed porodem znali płeć dziecka.

    Nadal mozesz wybrac zeby nie wiedziec wtedy lekarz nie mowi. U mnie masowo ludzie wybieraja zeby samemu wiedziec ale nikomu nie mowic do dnia porodu nawet najblizszej rodzinie. Wybranego imienia tez nikt nie mowi. Chociaz taka niespodzianke robia.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • zawle 05.07.16, 18:34
    U mnie w domu nie było letniości, braku głębszych więzi, obojętności czy nieuważności. I uważam że uczucia nie tracą na wartości- wrócą gdy będzie dobra gleba.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • kag73 05.07.16, 18:49
    Znam wiele kobiet, ktore szukaja czy szukaly akceptacji matki, przyjazni, wiezi, a nie sa asperberger czy cos. No nie jest to jednak latwa relacja, pomijajac okres szczeniecy kiedy mama czesto dla dziecka jest "naj", ale to mija z wiekiem.
    W ogole wielu ludzi jakich znam nie ma zazylych stosunkow z matka, nie sa jakos tak specjalnie zaprzyjaznione czy sobie bliskie. Hmm, mysle sobie, matka to ostatecznie czlowiek jak kazdy inny. Owszem wydala cie na swiat, wychowala i z pewnoscia w razie potrzeby oddala by ci swoja nerke. A to juz cos, nawet bardzo duzo! Ale poza tym?
    Znajoma moja zawsze mawiala: "rodzicow nalezy szanowac a nie krytykowac", moze ma racje, krotko i najprosciej (pomijam jakies wielkie patolohie), bo jak czlowiek sie zacznie roztrzasac co i jak i po co i jak moglo byc...szkoda nerwow i emocji. I czesto wychodzi, ze cokolwiek by ta matka i jak nie robila na koncu i tak pozozstanie krytyka i wyobrazenia co by mogla byla zrobic lepiej/inaczej.
  • ninek04 05.07.16, 08:48
    Tylko pytanie, czy dziecko rzeczywiście wolałoby mieć matkę niestereoytopową w ten, czy inny sposób? A już wymaganie niestereotypowości od rodziców w tych siermiężnych czasach sięgających kilkudziesięciu, czy kilkunastu lat wstecz, to już prawie z kosmosu wzięte, naprawdę. Tacy rodzice uznawani byliby co najmniej za dziwaków,a konsekwencje dla dzieci, ich relacje,czy funkcjonowanie w grupie rówieśniczej łatwo sobie wyobrazić. Tak po prawdzie w tym opisie" normalnej " matki nie widzę za bardzo poważnych " uchybień", żeby były jakieś ważkie powody do skargi, czy życiu w poczuciu niezrozumienia z jej strony.
  • twojabogini 05.07.16, 09:37
    ninek04 napisała:

    Tak po prawdzie w tym opisie" normalnej "
    > matki nie widzę za bardzo poważnych " uchybień", żeby były jakieś ważkie powod
    > y do skargi, czy życiu w poczuciu niezrozumienia z jej strony.

    No właśnie w tym rzecz. Obiektywnie rzecz biorąc była dobrą matką. Nawet matką idealną. Dbała o nas, o dom, samodzielnie nas utrzymywała, dbała o dobre relacje z naszym ojcem, żebyśmy miały z nim dobry kontakt i nigdy nie rozgrywała swoich problemów z nim wciągając w to nas. Na co dzień nie była specjalnie obecna emocjonalnie w naszym życiu, ale kiedy coś się działo - stała przy nas, kiedy były problemy w szkole, coś się tam waliło i stała po naszej stronie. Miałyśmy też full serwis, nie pamiętam, żebym kiedykolwiek odkurzała, rozwieszała pranie czy wyrzucała śmieci.

    Rzecz w tym, że z jej strony było to ogromne poświęcenie. Każdego dnia widziałam jak się męczy i szarpie z tym swoim życiem. Nie chodzi o to, że chciałam, żeby robiła wszystko co robiła z uśmiechem na ustach, tylko żeby przestała to robić. Nie wiem jak to opisać, czułam jak się coś mi w mózgu zawiesza kiedy widziałam, że funkcjonuje w takiej klatce, z której może w każdej chwili wyjść. Nie chciałam widzieć jej smutnej, ani potwornie zmęczonej, ani zrezygnowanej.

    Może macie rację i wcale nie mogła z tej klatki wyjść...Cofam się wstecz i zastanawiam jak byłoby to odebrane i co działoby się w życiu moim i siostry, gdyby któregoś dnia odebrała nas ze szkoły zamiast z torbą z zakupami, ładnie ubrana i z mężczyzną u boku...Albo wychodziła na noce...Albo dobrze się bawiła...
    Zważywszy, że obecnie, nawet jako "stateczna mężatka" i matka dzieciom za samodzielne wyjazdy i za samodzielne życie spotykam się z krytyką, że przekraczam granice tego, co matka powinna...

    Inna rzecz, że ona w tej swojej klatce swoją pociechę i radość czerpała z dzieci...no właśnie nie z dzieci, tylko z mojej siostry. Bo siostra się do niej przytulała, coś tam sobie wieczorami oglądały w telewizji...Pamiętam, że nawet parę razy próbowałam się w to włączyć, położyć się z nimi na tej kanapie, no i zaraz dochodziłam do wniosku, że robi mi się za gorąco, wkurza mnie, że mnie dotykają, a to co oglądają jest bezdennie głupie...było np. wieczorami koło fortuny (ktoś pamięta?), zamykałam drzwi od pokoju, bo mnie wkurzały nawet same dźwięki...oczywiście nie mogłam sobie darować komentarzy jak mogą oglądać coś tak głupiego...z jej perspektywy mogłam być "niewdzięczna", czy "nie doceniająca".
    Z dobrych rzeczy: pamiętam, że było mi przykro, bo do wielu dzieciaków przychodzili rodzice na matury, przed egzaminami, po egzaminach. Ja na wszystkie egzaminy szłam sama. Powiedziałam jej o tym i widziałam, że była zaskoczona, że się czegoś takiego domagam. Ale po moim ostatnim egzaminie czekała na mnie pod szkołą i pamiętam, że bardzo się ucieszyłam, że jednak jest. A potem mnie przytuliła, ja zesztywniałam, jej się zrobiło przykro. I znów było jak zawsze - kompletnie się nie rozumiałyśmy. Ale ten moment, kiedy zobaczyłam że jest, był fajny. Na tyle, że do dziś pamiętam jak dobrze się z tym poczułam. Pytanie, skąd ona miała to wiedzieć?
    Pewnie nie jest łatwe mieć dziecko, które się nie przytula, patrzy na ciebie krytycznie i oceniając i się odcina...i które nie mówi, że niektóre rzeczy, które robisz są jednak fajne...
  • nerdka1 05.07.16, 10:22
    Twojabogini, tak z ciekawości - czy twoja matka ma cechy aspergera?
  • twojabogini 05.07.16, 12:46
    nerdka1 napisał(a):

    > Twojabogini, tak z ciekawości - czy twoja matka ma cechy aspergera?

    Ani jednej. Jest najbardziej neurotypową osobą jaką znam.

    Mój ojciec za to jest typowym Asem. Nie udało mu się skończyć edukacji, chociaż wiedzę ma ogromną, nigdy nie pracował na etacie, ani nie wytrzymał w niczym co byłoby hierarchiczne, wymagało zorganizowania - z rodziną włącznie. Ogromny talent muzyczny, grał na każdym instrumencie. Melodie odtwarzał ze słuchu, bo nie udało mu się nauczyć nut... W zasadzie nie funkcjonował społecznie, miał zawsze jakieś tam grono adoratorów i osób, które za niego troszczyły się o tak nieistotne sprawy jak zakupy czy regulowanie rachunków. Przy całej swojej asowej dobroci - rzesze ludzi może zaświadczyć o jego gotowości do bezinteresownej pomocy i naprawdę wielu osobom pomógł - nie miał problemów z porzucaniem kolejnych kobiet i dzieci, gdy cała sytuacja robiła się dla niego zbyt trudna.
    Wszystko to mu się upiekło - został artystą i wszystkie jego dziwactwa szły na karb "artystycznej duszy".
  • aandzia43 05.07.16, 10:55
    Myślę ze twoja mama była lepszym rodzicem, niż większość ludzi byłaby w jej sytuacji. Ja na pewno nie udzwignelabym tego ciężaru i nie poniosła tak prostą drogą. To musi być silny i prawy człowiek.
    I nie mam pojęcia co czułabym do dziecka, które nie chce ze mną tego odruchowego, intuicyjnego kontaktu np. cielesnego. Chociaż moja córka przez zaburzenia SI też nie była słodziakiem, miała wybuchy emocji, agresji, była trudnym w obsłudze dzieckiem i bardzo trudno było ją czasami lubić przez jej "prosty" charakter (rabanie tzw.prawdy w oczy każdemu), to w miarę harmonijny, a na pewno bardzo silny kontakt miałyśmy. Lubiła się przytulac, bardzo, niestety bardzo gwałtownie, a ja z tą swoją nadwrażliwością... ;-) No i czasem bylo niełatwo.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • ninek04 05.07.16, 17:17
    twojabogini napisała
    >Może macie rację i wcale nie mogła z tej klatki wyjść...Cofam się wstecz i zastanawiam jak byłoby to odebrane i co działoby się w życiu moim i siostry, gdyby któregoś dnia odebrała nas ze szkoły zamiast z torbą z zakupami, ładnie ubrana i z mężczyzną u boku...Albo wychodziła na noce...Albo dobrze się bawiła...
    Zważywszy, że obecnie, nawet jako "stateczna mężatka" i matka dzieciom za samodzielne wyjazdy i za samodzielne życie spotykam się z krytyką, że przekraczam granice tego, co matka powinna...<

    Myślę, że właśnie tu jest ten rozdźwięk, między tym, co jest oczekiwane społecznie w stosunku do roli matki,co jest oczekiwane przez dzieci, a wreszcie co czuje i jak zachowuje się kobieta, która nie do końca spełnia się w roli tejże matki.To naprawdę ciężkie tematy, i udzielenie jednoznacznej odpowiedzi, czy bezproblemowe odnalezienie się w jednej roli jest niemożliwe, tak po prostu. Bo który punkt widzenia należałoby przyjąć -dziecka, rodzica, czy otoczenia? Moja córka też mi kiedyś powiedziała, że chciałaby mieć normalną mamę - a więc jaką? W domyśle taką, którą mają jej koleżanki, taka mama siedzi w domu, obsługuje dzieci, jest na ich każde zawołanie i nie ma prawa do swojego życia poza rodziną. To jest ten model, wpajany dzieciom już od najmłodszych lat i utrwalany później poprzez lata przedszkolne, szkolne i pozaszkolne. Zresztą koleżanki córki już wyraziły swoją opinię o mnie, że jestem dziwna,bo nie zachowująca się tak, jak ich mamy.Wychodzi na to, że najlepiej chyba byłoby wczuć się do końca w tę rolę matki, wypełniać ją od punktu do punktu i nie mieć wątpliwości, że to jednak nie do końca to, o co chodziło w życiu. Ale jednak wątpliwości są i zostaną ze mną już chyba do końca.
  • zawle 05.07.16, 07:53
    twojabogini napisała: > Uważam, że w procesie wychodzenia z przemocy bliskość, poznanie drugiej osoby j
    > est ważne. To wspólna droga i daje poczucie bliskości. Akurat z dziewczynami z
    > doświadczeniem przemocy nie miałam problemu, żeby rozumiały, że przejdziemy raz
    > em w dużej bliskości kawałek drogi ale nie będzie mnie przy nich do końca życia
    > , nie stworzymy relacji typu przyjaźń. Zresztą zawsze na wszelki wypadek o tym
    > mówiłam.

    To dla nich nie jest takie trudne. Bliskość zbudowana z Tobą ( o ile nie dajesz za dużo, bo wtedy Cię wchłoną), to bliskość oparta na obserwacji ich związku z zewnątrz ( stan faktyczny, wstyd). To mała bliskość na tle tego czego doświadczają ze swoim oprawcą ( co do tej oceny już nie jestem taka pewna).

    > Obecnie wiem, że więcej takich przypadków nie udźwignę - to jest obciążające do
    > świadczenie, więc tego nie robię. Odsyłam gdzie indziej, informuję. Może spiszę
    > swoje doświadczenia, jak skutecznie pomagać.

    Ja sobie też tym kiepsko radzę. Wkurwiają mnie specjaliści którzy ustawiają je w roli ofiar. Dodajmy że wbrew pozorom to dość intratna rola.
    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • twojabogini 05.07.16, 10:04
    zawle napisała:

    > Ja sobie też tym kiepsko radzę. Wkurwiają mnie specjaliści którzy ustawiają je
    > w roli ofiar. Dodajmy że wbrew pozorom to dość intratna rola.

    Hehe..w kwestionariuszu błękitnej karty ułożonym przez specjalistów nie ma ani jednego słowa na temat przemocy seksualnej ani wobec kobiety, ani wobec dzieci...Wszystkie przypadki przemocy z którymi się spotkałam zawierały w sobie ten element.
    Od wersji hardcore, w której mężczyzna udostępniał swoją żonę przez internet i spraszał do domu mężczyzn, po przypadki w których seks był wymuszany, upokarzający, bolesny. To ważny element relacji przemocowej. Natomiast mitem jest, że kobiety to lubią, mają skłonności masochistyczne i taki przemocowy seks daje im przyjemność.

    Nasi "specjaliści" w ogóle tematu seksu nie ruszają. Kiedy po wielu kampaniach społecznych kobiety podczas rozwodów zaczęły mówić o przemocy seksualnej wobec nich i dzieci, specjaliści zaczęli bić na alarm, że coraz więcej kobiet po tych kampaniach "gra" w rozwodach kartą pedofilii. Nie wiem, czy oni nie przyjmują wyników badań i nadal sądzą, że pedofil to taki pan przy komputerze w białej podkoszulce, albo zbok z krzaków czający się przy placu zabaw?
    Przerażające jest, że w ten sposób na nowo zamknięto kobietom usta, a specjaliści radośnie donieśli, że ta straszna fala kobiet oskarżających niewinnych mężczyzn o przemoc seksualną opadła.
    Z najnowszych publikacji: "Oliwy do ognia w tamtym okresie dolewały też matki, które próbowały wykluczyć ojców z życia dzieci, sięgając po straszną broń - zarzut, że ojciec molestuje dziecko seksualnie. Często wymyslony. (...) Nieco łatwiejszy, gdy dziecko jest starsze i samo jest w stanie wiele rzeczy przekazać (choć wtedy potrafi też nieźle kłamać). dr Marzena Błażejek szacuje, że w najgorszym okresie wątki molestowania pojawiały sie w około 30 proc. spraw dotyczących opieki nad dzieckiem, teraz przewijają się w 5-7 proc spraw. TROCHĘ SIĘ TO WYCISZYŁO".
    Czytałam to siedząc w urzędzie i myślałam, ze pęknę ze złości.
    Matki, które walczą o uniemożliwienie krzywdzenia dzieci przez ojca traktowane są jako mściwe suki, dzieci które mówią o krzywdzie - jako kłamcy. Widziałam procesy w których były dowody na molestowanie - opinie biegłych, którzy rozmawiali z dziecmi, pracowali systematycznie, w których były zeznania swiadków o zachowaniu i spontanicznych relacjach dzieci, opinie kuratora o tym jak dzieci reaguja na ojca - a sąd przydzielał dwa widzenia pod nadzorem kuratora a potem dawał ojcu dzieci na weekend, bo w obecnosci matki podczas spotkania panicznie uciekaja do mamy i tata nie ma jak nawiązać więzi z dziecmi.
    I całkiem powaznie w uzasadnieniu sad stwierdzał, ze matka chce uzyskac lepsze warunki rozwodu grając karta pedofilii. Wniosek był o rozwód bez orzekania o winie i podziału majatku - zadnego majatku do podziału nie było...Miałam ochotę wysadzić sąd.
  • sabat3 05.07.16, 10:58
    twojabogini napisała:

    > Nasi "specjaliści" w ogóle tematu seksu nie ruszają. Kiedy po wielu kampaniach
    > społecznych kobiety podczas rozwodów zaczęły mówić o przemocy seksualnej wobec
    > nich i dzieci, specjaliści zaczęli bić na alarm, że coraz więcej kobiet po tych
    > kampaniach "gra" w rozwodach kartą pedofilii. Nie wiem, czy oni nie przyjmują
    > wyników badań i nadal sądzą, że pedofil to taki pan przy komputerze w białej po
    > dkoszulce, albo zbok z krzaków czający się przy placu zabaw?

    Ludzie lubią ulegać stereotypom. Na youtube są społeczne eksperymenty, gdzie pan w garniturze praktycznie bez problemów zabiera błąkające się dziecko, za to pan w dresie i czapce z daszkiem prawie za każdym razem wzbudził podejrzenia i próbowano mu spuścić bęcki i wezwać policję. Podobnie rzecz ma się ze stereotypami płciowymi. Kobieta jako pedofil/osoba współpracująca z pedofilem w świadomości społecznej nie istnieje. Kobieta w świadomości społecznej zawsze chroni dziecko, dlatego w przypadku zabrania bezbronnego berbecia z placu zabaw, pełnego innych matek i ojców kobiety miały skuteczność niemal stuprocentową. Mężczyźni - przeciwnie.

    > Przerażające jest, że w ten sposób na nowo zamknięto kobietom usta, a specjaliś
    > ci radośnie donieśli, że ta straszna fala kobiet oskarżających niewinnych mężcz
    > yzn o przemoc seksualną opadła.

    Przemoc seksualna dotyka dzieci przerażająco często. Ale jeśli oskarżenie jest nie poparte faktami, to matka funduje własnemu dziecku traumę podobną do tej, jakiej dziecko doświadczyłoby będąc rzeczywiście gwałcone (nie lubię słowa "molestowanie", rozmywa rzeczywistość).

    > Z najnowszych publikacji: "Oliwy do ognia w tamtym okresie dolewały też matki,
    > które próbowały wykluczyć ojców z życia dzieci, sięgając po straszną broń - zar
    > zut, że ojciec molestuje dziecko seksualnie. Często wymyslony. (...) Nieco łatw
    > iejszy, gdy dziecko jest starsze i samo jest w stanie wiele rzeczy przekazać (c
    > hoć wtedy potrafi też nieźle kłamać). dr Marzena Błażejek szacuje, że w najgors
    > zym okresie wątki molestowania pojawiały sie w około 30 proc. spraw dotyczących
    > opieki nad dzieckiem, teraz przewijają się w 5-7 proc spraw. TROCHĘ SIĘ TO WYC
    > ISZYŁO".
    > Czytałam to siedząc w urzędzie i myślałam, ze pęknę ze złości.
    > Matki, które walczą o uniemożliwienie krzywdzenia dzieci przez ojca traktowane
    > są jako mściwe suki, dzieci które mówią o krzywdzie - jako kłamcy.

    Nie. Matki okłamujące sąd tylko po to żeby dopierdolić byłemu partnerowi, kosztem zafundowania własnym dzieciom psychicznej gehenny i skrzywienia na całe życie są traktowane jak suki. Wtedy i tylko wtedy. Czy nie jest to słuszne? Według mnie kobieta okłamująca sąd kosztem dobra własnych dzieci jest chorą z nienawiści suką. O ile kłamie, rzecz jasna.
  • wont2 05.07.16, 11:18
    A mnie interesuje skad boginka czerpie przekonanie, ze zmniejszenie liczby oskarzen o molestowanie dzieci w przypadku spraw o podzial opieki nad dziecmi z 30% (sic!) kilka lat temu do 5-7% obecnie, jest wynikiem tego, ze "zamknieto kobietom usta" (jak zamknieto? konkret poprosze) a nie tego, ze wiekszosc tych oskarzen byla po prostu falszywa a sady i opinia spoleczna po wielu glosnych wpadkach systemu sprawiedliwosci skazujacego niewinnych mezczyzn na wiezienie i wieczna infamie stala sie wreszcie bardziej czujna :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • sabat3 05.07.16, 11:31
    Przede wszystkim uważam za skandaliczne, że takie sprawy wychodzą w trakcie rozpraw rozwodowych. To w ogóle nie jest okoliczność okołorozwodowa! Sprawców gwałtów/prób gwałtu na dzieciach należy surowo i bezwzględnie karać, ale to nie może działać jako następstwo sprawy rozwodowej/być jej tłem. Może być co najwyżej jej przyczyną. Ludzie, to paranoja, ważmy wagę problemów. W tym wypadku ogon merda psem. A matka, jeśli taiła przed wymiarem sprawiedliwości patologiczne zachowania ojca wobec dzieci, bo tak jej było do tej pory wygodnie, a cała sprawa wychodzi dopiero w czasie rozwodu, jest według mnie moralnym współsprawcą tego przestępstwa.
  • marek.zak1 05.07.16, 11:39
    sabat3 napisał:

    Sabat, zejdź na ziemię. Jest to element zemsty na byłym. Opuszczana, zraniona kobieta potrafi być największym wrogiem faceta i mści się, jak tylko potrafi, wyciagając, co tylko chce.
  • sabat3 05.07.16, 11:49
    marek.zak1 napisał:
    > Sabat, zejdź na ziemię. Jest to element zemsty na byłym. Opuszczana, zraniona k
    > obieta potrafi być największym wrogiem faceta i mści się, jak tylko potrafi, wy
    > ciagając, co tylko chce.

    Marku, jak wspomniałem, pomijamy te przypadki, bo w tym wypadku mamy do czynienia z niemoralną suką, co jest oczywiste i nie podlega dyskusji.
  • marek.zak1 05.07.16, 11:54
    sabat3 napisał:

    >
    > Marku, jak wspomniałem, pomijamy te przypadki, bo w tym wypadku mamy do czynienia z niemoralną suką, co jest oczywiste i nie podlega dyskusji.
    ----------------------------------------------
    Nie możesz pomijać przypadków, skoro nie wiesz, czy to 5% czy 95%. Emocje,zemsta, (bywa, ze uzasadniona), nienawiśc i wszystkie chwyty dozwolone.
  • wont2 05.07.16, 11:58
    sabat3 napisał:

    > Marku, jak wspomniałem, pomijamy te przypadki, bo w tym wypadku mamy do czynien
    > ia z niemoralną suką, co jest oczywiste i nie podlega dyskusji.
    --------
    A te 30% matek z opowiesci boginki, ktore przypomnialy sobie o molestowaniu wlasnych dzieci przez ojcow dopiero na rozprawie o ustalenie praw do opieki to sa moralne? Cale lata pozwalac na okrutne krzywdzenie wlasnego dziecka przez wlasnego meza? Skala ludzkiej, meskiej i damskiej, deprawacji nie przestanie mnie zadziwiac... 30 procent! A do pierdla ich wszystkich! A dzieci do domow dziecka.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • zawle 05.07.16, 18:53
    wont2 napisał:

    > sabat3 napisał:
    >
    > > Marku, jak wspomniałem, pomijamy te przypadki, bo w tym wypadku mamy do c
    > zynien
    > > ia z niemoralną suką, co jest oczywiste i nie podlega dyskusji.
    > --------
    > A te 30% matek z opowiesci boginki, ktore przypomnialy sobie o molestowaniu wla
    > snych dzieci przez ojcow dopiero na rozprawie o ustalenie praw do opieki to sa
    > moralne? Cale lata pozwalac na okrutne krzywdzenie wlasnego dziecka przez wlasn
    > ego meza? Skala ludzkiej, meskiej i damskiej, deprawacji nie przestanie mnie za
    > dziwiac... 30 procent! A do pierdla ich wszystkich! A dzieci do domow dziecka

    najlepiej do sióstr boromeuszek;)
    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • ninek04 05.07.16, 19:25
    zawle napisała
    >najlepiej do sióstr boromeuszek;)<

    No biedna ta siostra Bernadetta, zaprawdę, taka schorowana, zaszczuta, wyklęta, skazana i za co to wszystko? Za tyle dobra i poświęcenia bliźniemu swemu?
  • wont2 05.07.16, 11:44
    sabat3 napisał:

    > A matka, jeśli taiła przed wymiarem sprawiedliwości patologiczne zach
    > owania ojca wobec dzieci, bo tak jej było do tej pory wygodnie, a cała sprawa w
    > ychodzi dopiero w czasie rozwodu, jest według mnie moralnym współsprawcą tego p
    > rzestępstwa.
    -------
    Ale dlaczego tylko moralnym wspolsprawca? Jezeli matka wiedziala, ze jej maz molestuje dziecko/dzieci i nie zawiadomila organow scigania jest wspolsprawca i powinna byc oskarzona razem z mezem. A dzieci zwyrodnialcom odebrac i dac rodzinie zastepczej.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • aandzia43 05.07.16, 11:54
    wont2 napisał:

    > sabat3 napisał:
    >
    > > A matka, jeśli taiła przed wymiarem sprawiedliwości patologiczne zach
    > > owania ojca wobec dzieci, bo tak jej było do tej pory wygodnie, a cała sp
    > rawa w
    > > ychodzi dopiero w czasie rozwodu, jest według mnie moralnym współsprawcą
    > tego p
    > > rzestępstwa.
    > -------
    > Ale dlaczego tylko moralnym wspolsprawca? Jezeli matka wiedziala, ze jej maz mo
    > lestuje dziecko/dzieci i nie zawiadomila organow scigania jest wspolsprawca i p
    > owinna byc oskarzona razem z mezem. A dzieci zwyrodnialcom odebrac i dac rodzin
    > ie zastepczej.
    >
    Często sama jest ofiarą wieloletniej przemocy i dopiero kiedy się upora ze swoją psychiką bierze się za ratowanie resztek siebie i dziecka. Często znosi latami różne rzeczy ze strony męża, a dopiero kiedy on zaczyna krzywdzić (bić, molestować)dziecko wnosi o rozwód. Twardych dowodów na krzywdzenie jej brak, bo o nie nie zadbała, na krzywdzenie dziecka jeszcze brak, bo nic straszego jeszcze się nie wydarzyło, więc występuje o rozwód. Ale pan nie chce dac rozwodu/chce nieograniczonego dostępu do dziecka i się zaczyna.


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • sabat3 05.07.16, 12:42
    aandzia43 napisała:
    > Często sama jest ofiarą wieloletniej przemocy i dopiero kiedy się upora ze swoj
    > ą psychiką bierze się za ratowanie resztek siebie i dziecka. Często znosi latam
    > i różne rzeczy ze strony męża, a dopiero kiedy on zaczyna krzywdzić (bić, moles
    > tować)dziecko wnosi o rozwód. Twardych dowodów na krzywdzenie jej brak, bo o ni
    > e nie zadbała, na krzywdzenie dziecka jeszcze brak, bo nic straszego jeszcze si
    > ę nie wydarzyło, więc występuje o rozwód. Ale pan nie chce dac rozwodu/chce nie
    > ograniczonego dostępu do dziecka i się zaczyna.

    Rozumiem to o czym mówisz. W trakcie rozwodu przestała się bać i zebrało jej się na odwagę. Rzecz w tym, że w przypadku krzywdzenia dzieci nie powinno być miejsca na tchórzostwo. Teoretycznie. Bo gdyby jej się nie zebrało... to powoli wplątywana w pajęczą sieć niemożności i bezradności mogłaby się stać panią Fritzl.
    Wiele zła na tym świecie wynika z braku działania. Z zaniechania. Dopóki do zło dotyczy tylko Ciebie, to masz prawo do wyuczonej bezradności. Kiedy krzywda dotyka inną żywą istotę, stajesz się mimowolnym współsprawcą. Tak to wygląda.
  • wont2 05.07.16, 12:54
    aandzia43 napisała:

    > Często sama jest ofiarą wieloletniej przemocy i dopiero kiedy się upora ze swoj
    > ą psychiką bierze się za ratowanie resztek siebie i dziecka. Często znosi latam
    > i różne rzeczy ze strony męża, a dopiero kiedy on zaczyna krzywdzić (bić, moles
    > tować)dziecko wnosi o rozwód. Twardych dowodów na krzywdzenie jej brak, bo o ni
    > e nie zadbała, na krzywdzenie dziecka jeszcze brak, bo nic straszego jeszcze si
    > ę nie wydarzyło, więc występuje o rozwód. Ale pan nie chce dac rozwodu/chce nie
    > ograniczonego dostępu do dziecka i się zaczyna.
    ------------
    Ja to doskonale rozumiem. Tez wspolczuje mordercom, gwalcicielom, pedofilom. Oni tez mieli cholernie ciezkie zycie i byli ofiarami przemocy. Niestety, z punktu widzenia prawa, ludzie ponosza odpowiedzialnosc za swoje czyny lub zaniechania a smutna historia tlamszonej przez meza mamusi, ktora nie slyszala krzykow gwalconego w drugim pokoju dziecka, moze miec tylko wplyw na wysokosc kary :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • aandzia43 05.07.16, 13:04
    wont2 napisał:

    > aandzia43 napisała:
    >
    > > Często sama jest ofiarą wieloletniej przemocy i dopiero kiedy się upora z
    > e swoj
    > > ą psychiką bierze się za ratowanie resztek siebie i dziecka. Często znosi
    > latam
    > > i różne rzeczy ze strony męża, a dopiero kiedy on zaczyna krzywdzić (bić,
    > moles
    > > tować)dziecko wnosi o rozwód. Twardych dowodów na krzywdzenie jej brak, b
    > o o ni
    > > e nie zadbała, na krzywdzenie dziecka jeszcze brak, bo nic straszego jesz
    > cze si
    > > ę nie wydarzyło, więc występuje o rozwód. Ale pan nie chce dac rozwodu/ch
    > ce nie
    > > ograniczonego dostępu do dziecka i się zaczyna.
    > ------------
    > Ja to doskonale rozumiem. Tez wspolczuje mordercom, gwalcicielom, pedofilom. On
    > i tez mieli cholernie ciezkie zycie i byli ofiarami przemocy. Niestety, z punkt
    > u widzenia prawa, ludzie ponosza odpowiedzialnosc za swoje czyny lub zaniechani
    > a a smutna historia tlamszonej przez meza mamusi, ktora nie slyszala krzykow gw
    > alconego w drugim pokoju dziecka, moze miec tylko wplyw na wysokosc kary :)
    >

    Zgadzam się z wami, chłopaki. Zaniechanie to też.grzech. Każdy sam niesie ciężar swoich grzechów, nieważne kto i jak przyczynił się do tego ciężaru.



    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • wont2 05.07.16, 13:17
    aandzia43 napisała:
    >
    > Zgadzam się z wami, chłopaki. Zaniechanie to też.grzech. Każdy sam niesie cięża
    > r swoich grzechów, nieważne kto i jak przyczynił się do tego ciężaru.
    ----------
    Ja to sobie tylko jaja robie, bo za chuja nie kupuje tych 30% molestowanych dzieci ze spraw o ustalenie opieki. Jezu, jak polacze wizje mezczyzny z opowiesci boginki i urqu to wychodzi mi jakis mityczny potwor. Prawie Panbuk ze Starego Testamentu.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • sabat3 05.07.16, 13:35
    wont2 napisał:

    > Ja to sobie tylko jaja robie, bo za chuja nie kupuje tych 30% molestowanych dzi
    > eci ze spraw o ustalenie opieki. Jezu, jak polacze wizje mezczyzny z opowiesci
    > boginki i urqu to wychodzi mi jakis mityczny potwor. Prawie Panbuk ze Starego
    > Testamentu.

    Podobnie jak kobieta z wizji ML. To dwa bieguny.
  • ninek04 05.07.16, 12:10
    wont 2 napisał
    >Jezeli matka wiedziala, ze jej maz molestuje dziecko/dzieci i nie zawiadomila organow scigania jest wspolsprawca i powinna byc oskarzona razem z mezem. A dzieci zwyrodnialcom odebrac i dac rodzinie zastepczej. <

    Jeśli dochodzi do molestowania,gwałtów, bestialskiego katowania dzieci to w ramach kary ( oprócz więzienia, czy odebrania praw itp.) po pierwsze powinno się takie bestie ubezpładniać- natychmiast, trwale i dożywotnio!,a nie litować się i pieprzyć farmazony nad poszanowaniem praw każdego człowieka. W tym wypadku nie ma żadnego poszanowania. Niech się pieprzą,ale niech się już nie rozmnażają.
  • twojabogini 05.07.16, 13:36
    sabat3 napisał:

    >A matka, jeśli taiła przed wymiarem sprawiedliwości patologiczne zach
    > owania ojca wobec dzieci, bo tak jej było do tej pory wygodnie, a cała sprawa w
    > ychodzi dopiero w czasie rozwodu, jest według mnie moralnym współsprawcą tego p
    > rzestępstwa.

    To nie tak działa. Przemoc seksualna wobec dzieci jest najczęściej elementem szerzej zakrojonej przemocy, nie zawsze fizycznej. Kiedy zaczęły się kampanie o tym, jak doświadczenie przemocy seksualnej szkodzi dzieciom, w mediach pojawiały się dramatyczne relacje dziewcząt (rzadziej chłopców - chłopca nie wypada pokazywać jako ofiary), wielu matkom trudniej było udawać, że nic się nie dzieje, dziecko jest małe i przecież ojciec nie gwałci...a dziewczynka mała to ciąży nie będzie...
    Kiedy już kobieta jasno powie sobie, że pozwala krzywdzić dziecko - postanawia odejść. Jedyna szansa dla dziecka to izolacja od sprawcy. Stąd pozew o rozwód. Często równolegle toczy się (a raczej ciągnie) sprawa karna. nie wiem dlaczego nie jest rozumiany mechanizm ukrywania sprawcy i stąd wniosek, że sprawa "dziwnie" wypływa dopiero przy rozwodzie.
    To tak jakby sadzić, że skoro kobieta mówi, że chce się rozwieść bo była bita była podejrzewana,że pewnie kłamie, no bo przecież nikomu wcześniej nie mówiła. tak zresztą często bywa...

    Tak kobiety przyzwalające na krzywdzenie dzieci - bicie, przemoc, molestowanie są współsprawczyniami. Niemniej jednak postulowałabym niekaralność - gdyż karanie przyzwolenia powodowałoby, że tym bardziej kobiety byłyby zainteresowane ukrywaniem krzywdy jaka dzieje się dzieciom.
    Kobiety zostają z niskich pobudek, nie mają pracy, boją się życia bez sprawcy, sądzą, że zasłużą na jego miłość, bagatelizują krzywdę swoich dzieci.

    Nie dziwi mnie, że sprawy molestowania wypływają przy rozwodach. dopóki kobieta chce byc ze sprawcą udaje, że nie wie co sie dzieje. Czasem latami. Wiele kobiet pozostaje w zwiazkach ze sprawcami, nawet gdy dzieci dorastaja i otwarcie mówią, że było molestowane. masz tu relację, jak wyglądają relacje rodzinne w rodzinach z problemem pedofilii. To standard sprzed iluś tam lat.

    seksualnosc-kobiet.pl/problemy/przemoc_seksualna_jak_pomoc_sobie
    Teraz częściej zdarza się, że kobiety odchodzą od pedofila i izolują dzieci.
  • sabat3 05.07.16, 13:50
    Rozumiem. Trudno mi jednak uwierzyć w skalę zjawiska. Jeśli rozwodziło się 40% związków i 30% rozwodów miało wplątane w to oskarżenie o pedofilię, to jeśli przyjąć że większość była słuszna, wychodzi na to, że wśród mężczyzn jest 10-15% pedofili. Jeśli przyjąć że spośród par, które się nie rozwiodły istnieje zjawisko pedofilii nie wykrytej (a pewnie tak), to odsetek pedofili wśród mężczyzn wahałby się w granicach 20%. To absurd.
  • wont2 05.07.16, 13:53
    twojabogini napisała:

    > Tak kobiety przyzwalające na krzywdzenie dzieci - bicie, przemoc, molestowanie
    > są współsprawczyniami. Niemniej jednak postulowałabym niekaralność - gdyż karan
    > ie przyzwolenia powodowałoby, że tym bardziej kobiety byłyby zainteresowane ukr
    > ywaniem krzywdy jaka dzieje się dzieciom.
    > Kobiety zostają z niskich pobudek, nie mają pracy, boją się życia bez sprawcy,
    > sądzą, że zasłużą na jego miłość, bagatelizują krzywdę swoich dzieci.
    -------
    Nie no, kochana. Albo kobiety i mezczyzni sa sobie rowni - a wiec maja nie tylko rowne prawa ale i obowiazki - albo nie sa rowni. Nie ma "zrywania czeresni". Wolnosc jest w pakiecie z odpowiedzialnoscia. W takiej sytuacji matka i ojciec do pierdla a dzieci do rodziny zastepczej. Zreszta sama pisalas, ze zony pedofilow po rozwodzie czesto wiaza sie z innymi pedofilami :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • twojabogini 05.07.16, 14:06
    Przykro mi ale prawo karne nie ma zapewniać równości. Ma chronić. To dlatego istnieje np. instytucja świadka koronnego, bandzior dostaje przywileje w zamian za ujawnienie przestępstw. Na tej samej zasadzie działa mechanizm niekarania osoby, która tolerowała molestowanie dziecka przez znanego jej sprawcę/sprawczynię.

    Sprawa nie jest powiązana z płcią - już napisałam molestują także kobiety. To jest ciemna liczba, nic się o tym nie mówi, nikt nie słucha ofiar. Może mama cię tylko przytulała,a tobie się pomyliło? Mężczyzn chroniących takie osoby tez powinno się zwalniać z odpowiedzialności.
  • marek.zak1 05.07.16, 14:30
    twojabogini napisała:

    > Przykro mi ale prawo karne nie ma zapewniać równości. Ma chronić. To dlatego istnieje np. instytucja świadka koronnego, bandzior dostaje przywileje w zamian za ujawnienie przestępstw. Na tej samej zasadzie działa mechanizm niekarania osoby, która tolerowała molestowanie dziecka przez znanego jej sprawcę/sprawczynię.
    --------------------------------
    Czyli kobieta jest świadkiem w swojej sprawie. Jesli sąd jej uwierzy to:
    - dostanie opiekę nad dzieckiem,
    - facet zostanie odsunięty od dziecka na amen,
    - rozwód będzie z winy faceta ze wszelkimi (tez finansowymi) konsekwencjami

    Ile warte są więc jej zeznania?
  • kag73 05.07.16, 14:38
    "Czyli kobieta jest świadkiem w swojej sprawie. Jesli sąd jej uwierzy to:
    - dostanie opiekę nad dzieckiem,
    - facet zostanie odsunięty od dziecka na amen,
    - rozwód będzie z winy faceta ze wszelkimi (tez finansowymi) konsekwencjami

    Ile warte są więc jej zeznania?"

    Bardzo duze, bo najwazniejsze, ze sprawca nie bedzie mogl dluzej molestowac. Tutaj chodzi w pierwszym rzedzie o dobro dziecka. Mozesz uznawac, ze jest "swiadkiem w swojej sprawie" ale ona jest swiadkiem w sprawie dziecka. Nie ma dowodow, ze klamie czy ze mowi prawda. Inna kwestia, ze miec racje a dostac racje w sadzie to sa dwie rozne bajki, niestety.
  • marek.zak1 05.07.16, 14:46
    kag73 napisała:

    >
    > Bardzo duze, bo najwazniejsze, ze sprawca nie bedzie mogl dluzej molestowac. Tutaj chodzi w pierwszym rzedzie o dobro dziecka. Mozesz uznawac, ze jest "swiadkiem w swojej sprawie" ale ona jest swiadkiem w sprawie dziecka.
    ----------------------------------------
    Nie, to nie jest proces o molestowanie, tylko jeden z elementów w sprawie rozwodowej świadczącej kobiety. To nie jest rozwód jako taki, bo coś szło nie tak. Celem jest maksymalne załatwienie faceta, który zostawił rodzinę dla innej.
  • kag73 05.07.16, 14:56
    "Nie, to nie jest proces o molestowanie, tylko jeden z elementów w sprawie rozwodowej świadczącej kobiety. To nie jest rozwód jako taki, bo coś szło nie tak. Celem jest maksymalne załatwienie faceta, który zostawił rodzinę dla innej."

    A Ty tego wcale nie wiesz i upraszczasz, moze przyczyna rozwodu jest przemoc i molestowanie a babka wreszcie zdobyla sie na ten krok. Nie zawsze on zostawia rodzine i idzie do innej. Czy moze cos przeoczylam?
  • sabat3 05.07.16, 15:08
    kag73 napisała:
    > A Ty tego wcale nie wiesz i upraszczasz, moze przyczyna rozwodu jest przemoc i
    > molestowanie a babka wreszcie zdobyla sie na ten krok. Nie zawsze on zostawia r
    > odzine i idzie do innej. Czy moze cos przeoczylam?

    No fakt, statystycznie to częściej ona zostawia jego, w końcu o rozwód zdecydowanie częściej wnoszą kobiety.
  • marek.zak1 05.07.16, 15:23
    kag73 napisała:

    > "Nie, to nie jest proces o molestowanie, tylko jeden z elementów w sprawie rozwodowej świadczącej kobiety. To nie jest rozwód jako taki, bo coś szło nie tak.
    > Celem jest maksymalne załatwienie faceta, który zostawił rodzinę dla innej."
    >
    > A Ty tego wcale nie wiesz i upraszczasz, moze przyczyna rozwodu jest przemoc i molestowanie a babka wreszcie zdobyla sie na ten krok. Nie zawsze on zostawia rodzine i idzie do innej. Czy moze cos przeoczylam?
    -------------------------------
    Obecnie można bardzo łatwo zdobyć dowody choćby nagrywając rozmowy. Niestety często facet musi udowodnić swoją niewinność nagrywając rozmowy czy zbierając dowody, gdyż kobieta może go oskarżyć o molestowanie i złamać mu życie i karierę zawodową.
  • aandzia43 05.07.16, 16:10
    marek.zak1 napisał:

    > kag73 napisała:
    >
    > >
    > > Bardzo duze, bo najwazniejsze, ze sprawca nie bedzie mogl dluzej molestow
    > ac. Tutaj chodzi w pierwszym rzedzie o dobro dziecka. Mozesz uznawac, ze jest "
    > swiadkiem w swojej sprawie" ale ona jest swiadkiem w sprawie dziecka.
    > ----------------------------------------
    > Nie, to nie jest proces o molestowanie, tylko jeden z elementów w sprawie rozwo
    > dowej świadczącej kobiety. To nie jest rozwód jako taki, bo coś szło nie tak.
    > Celem jest maksymalne załatwienie faceta, który zostawił rodzinę dla innej.

    A dlaczego od razu zostawol rodzinę.dla.innej? Z tego.co.pamiętam częściej wnoszą o rozwód kobiety, przyczyną bardzo często jest alkoholizm mężczyzny i inne takie kwiatki obyczajowe. Masz jakieś dane na temat koreacji przyczyn rozwodu z oskarżeniem męża o pedofilię?

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • marek.zak1 05.07.16, 16:21
    aandzia43 napisała:
    > A dlaczego od razu zostawol rodzinę.dla.innej? Z tego.co.pamiętam częściej wnoszą o rozwód kobiety, przyczyną bardzo często jest alkoholizm mężczyzny i inne takie kwiatki obyczajowe. Masz jakieś dane na temat koreacji przyczyn rozwodu z oskarżeniem męża o pedofilię?
    -------------------------------------
    Oj Wont Ci napisał. Proszę o dane, bo Twoje opinie są powiedzmy niedokładne:
    www.rozwodpoczekaj.org.pl/statystyki/
    65% to ZDRADA MALŻEŃSKA a więc strona zdradzana SIĘ MŚCI. Taki świat.
  • aandzia43 05.07.16, 16:38
    marek.zak1 napisał:

    > aandzia43 napisała:
    > > A dlaczego od razu zostawol rodzinę.dla.innej? Z tego.co.pamiętam częście
    > j wnoszą o rozwód kobiety, przyczyną bardzo często jest alkoholizm mężczyzny i
    > inne takie kwiatki obyczajowe. Masz jakieś dane na temat koreacji przyczyn rozw
    > odu z oskarżeniem męża o pedofilię?
    > -------------------------------------
    > Oj Wont Ci napisał. Proszę o dane, bo Twoje opinie są powiedzmy niedokładne:
    > www.rozwodpoczekaj.org.pl/statystyki/
    > 65% to ZDRADA MALŻEŃSKA a więc strona zdradzana SIĘ MŚCI. Taki świat.

    Ale że co.65% to zdrada? Ja się pytam o korelację między okolicznościami rozwodu (przyczyną ewentualnie) a niesłusznum posadzniem o pedofilię.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • sabat3 05.07.16, 16:49
    Markowi chodzi o to, ze kobieta z zemsty za zdrade bedzie gotowa nieslusznie oskarzyc o pedofilie. Tez uwazam, ze to mozliwe.
  • twojabogini 05.07.16, 17:03
    sabat3 napisał:

    > Markowi chodzi o to, ze kobieta z zemsty za zdrade bedzie gotowa nieslusznie os
    > karzyc o pedofilie. Tez uwazam, ze to mozliwe.

    Rozwód za zdradę to mit. Nad większością zdrad małżonkowie przechodzą do porządku.
    Pomijam, że w przypadkach mi znanych kobiety odchodziły od mężów, właśnie z uwagi na przemoc (i czasem pedofilię). Nie było motywu zdrady, odejścia do innej. Nie było też motywu podziału majątku.
    Był motyw lęku o bezpieczeństwo, o dzieci. Ogromne poczucie winy. Czasem to poczucie winy paraliżuje. Nie usprawiedliwiam matek. Są współwinne. Ale jedynie pomagając im mozna pomóc dzieciom. I uświadamiając matkom ich winę. Wtedy mogą cos ze sobą zrobić.



  • urquhart 05.07.16, 17:08
    > Rozwód za zdradę to mit. Nad większością zdrad małżonkowie przechodzą do porząd
    > ku.

    Znam z pracy trzy historie kiedy facet odchodzi i przeprowadza się do kochanki. Wtedy zaczyna się wojna totalna od strony żony ...
    --
    "Jak będzie kochająca i wymarzona to da mu.więcej (...) Każdy chłop chce żebym ogarniała podobne sprawy w.życiu, ale dla jednych chce mi się to robić, dla innych nie mam motywacji" by aandzia43
  • marek.zak1 05.07.16, 17:13
    twojabogini napisała:

    > Rozwód za zdradę to mit. Nad większością zdrad małżonkowie przechodzą do porządku.
    --------------------------
    Koleżanko, co ty piszesz !!! Zdrada to koniec związku, nie zawsze małżeństwa, bo dzieci czy kredyt, ale związku, bliskości, intymności..
  • ninek04 05.07.16, 17:36
    marek zak 1 napisał
    >Zdrada to koniec związku, nie zawsze małżeństwa, bo dzieci czy kredyt, ale związku, bliskości, intymności..<

    Marek, spokojnie,nie goraczkuj się tak, koniec związku może nastąpić długo, ale to bardzo długo przed samym faktem zdrady, ona nie jest przypieczętowaniem żadnego końca, bo koniec był już znacznie wcześniej. I gdy dojdzie do rozprawy w sądzie, to powoływanie się na zdradę może grać ostatnie skrzypce tak naprawdę w tej całej sytuacji.
  • aandzia43 05.07.16, 17:41
    marek.zak1 napisał:

    > twojabogini napisała:
    >
    > > Rozwód za zdradę to mit. Nad większością zdrad małżonkowie przechodzą do
    > porządku.
    > --------------------------
    > Koleżanko, co ty piszesz !!! Zdrada to koniec związku, nie zawsze małżeństwa, b
    > o dzieci czy kredyt, ale związku, bliskości, intymności..

    Tak ci się.wydaje osobiście, takiemasz obserwacje czy jakieś dane? Bo mnie z obserwacji nic takiego nie wynika. Swoje osobiste odczucia zupełnie pomijam.


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • marek.zak1 05.07.16, 17:44
    aandzia43 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > twojabogini napisała:
    > >
    > > > Rozwód za zdradę to mit. Nad większością zdrad małżonkowie przechodzą do porządku.
    > > --------------------------
    > > Koleżanko, co ty piszesz !!! Zdrada to koniec związku, nie zawsze małżeństwa, bo dzieci czy kredyt, ale związku, bliskości, intymności..
    >
    > Tak ci się.wydaje osobiście, takiemasz obserwacje czy jakieś dane? Bo mnie z obserwacji nic takiego nie wynika. Swoje osobiste odczucia zupełnie pomijam.
    ----------------------------
    Przytaczałem statystyki, a nie moje odczucia. 65% przyczyn rozwodów jest z powodu zdrady.
    >
    >
  • aandzia43 05.07.16, 17:54

    > > > Koleżanko, co ty piszesz !!! Zdrada to koniec związku, nie zawsze m
    > ałżeństwa, bo dzieci czy kredyt, ale związku, bliskości, intymności..
    > >
    > > Tak ci się.wydaje osobiście, takiemasz obserwacje czy jakieś dane? Bo mni
    > e z obserwacji nic takiego nie wynika. Swoje osobiste odczucia zupełnie pomijam
    > .
    > ----------------------------
    > Przytaczałem statystyki, a nie moje odczucia. 65% przyczyn rozwodów jest z powo
    > du zdrady.
    > >
    > >
    W artykule który linkowałeś stoi napisane, że 2/3 ankietowanych za wystarczającą przyczynę rozwodu uznaje zdradę. Uznaje. A potem przychodzi praktyka. Ja też uznaję,.że.to może być wystarczający powód. Może. Ale nie musi. To nie.są dane z.sali sądowej.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • kag73 05.07.16, 18:54
    "Przytaczałem statystyki, a nie moje odczucia. 65% przyczyn rozwodów jest z powodu zdrady."

    Marek, tutaj chodzi o to co sie juz zdazylo wydarzyc i zepsuc zanim w ogole dojdzie do zdrady, ona moze byc juz tylko kropka nad "i". Bo czesto zdrade poprzedza wlasnie calkowite zanikniecie wiezi i kicha w zwiazku.
  • marek.zak1 05.07.16, 17:11
    sabat3 napisał:

    > Markowi chodzi o to, ze kobieta z zemsty za zdrade bedzie gotowa nieslusznie oskarzyc o pedofilie. Tez uwazam, ze to mozliwe.
    ----------------------------------
    O wszystkie zło tego świata, żeby faceta zniszczyć, zgnoić, upodlić. Zemsta jest królową emocji.
  • aandzia43 05.07.16, 17:37
    sabat3 napisał:

    > Markowi chodzi o to, ze kobieta z zemsty za zdrade bedzie gotowa nieslusznie os
    > karzyc o pedofilie. Tez uwazam, ze to mozliwe.

    No jasne możliwe.


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • wont2 05.07.16, 14:37
    twojabogini napisała:

    > Przykro mi ale prawo karne nie ma zapewniać równości. Ma chronić. To dlatego is
    > tnieje np. instytucja świadka koronnego, bandzior dostaje przywileje w zamian
    > za ujawnienie przestępstw. Na tej samej zasadzie działa mechanizm niekarania os
    > oby, która tolerowała molestowanie dziecka przez znanego jej sprawcę/sprawczyni
    > ę.
    --------
    Prawo karne powinno równo traktować kobiety i mężczyzn. Instytucja świadka koronnego to jest wyjątek, stosowany tylko w przypadku najcięższych przestępstw, tam gdzie nie ma innych możliwości zdobycia odpowiednich dowodów. Ty proponujesz, żeby nie karać matek, które nie reagują na molestowanie własnych dzieci, en bloc. I ja się z tym zupełnie nie zgadzam. Po prostu, jeżeli prawdą jest to co piszesz, że kobiety gremialnie nie reagują na molestowanie swoich dzieci przez mężów, no bo te 30% wychodzi przy rozwodzie a nie wcześniej, to trzeba żeby aparat państwowy zwracał baczniejszą uwagę na molestowanie dzieci przez rodziców i z uwagi na częstą zmowę milczenia nie brał pod uwagę ewentualnych zapewnień matek, że w gospodarstwie domowym nie dochodzi do molestowania, tylko obiektywnie badał sprawę - przesłuchiwał dzieci i w przypadku stwierdzenia przez biegłych, że molestowanie rzeczywiście mogło mieć miejsce aresztował rodziców a dzieci przekazywał rodzinom zastępczym.


    > Sprawa nie jest powiązana z płcią - już napisałam molestują także kobiety. To j
    > est ciemna liczba, nic się o tym nie mówi, nikt nie słucha ofiar. Może mama cię
    > tylko przytulała,a tobie się pomyliło? Mężczyzn chroniących takie osoby tez po
    > winno się zwalniać z odpowiedzialności.
    -----
    Być może. Wierzę na słowo.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • twojabogini 05.07.16, 13:22
    wont2 napisał:

    > A mnie interesuje skad boginka czerpie przekonanie, ze zmniejszenie liczby oska
    > rzen o molestowanie dzieci...

    Z praktyki. Nie tylko mojej. Obecnie już na etapie pracy z adwokatem wiele kobiet słyszy, żeby nie ruszać sprawy molestowania dzieci, bo i tak nikt w to nie uwierzy. Koniec końców w efekcie zgłoszeń matki dzieci dostawały widzenia z tatusiami bez nadzoru mamusi.
    Nie zgłaszając pedofilii można wnioskować o kontakty w obecności matki, gdy dzieci są małe i uzasadniać niskimi kompetencjami ojca. Jak się podniesie, że czasem dał w dupę, czy coś takiego - są na to szanse. W dawanie w dupę wszyscy wierzą, to takie typowe i męskie. Jak dzieci dorastają tatusie pedofile tracą zainteresowanie. Za duże ryzyko, że dziecko zacznie samo mówić.Zresztą często już mają wtedy nowe rodziny i nowe dzieci do molestowania.

    Po drugie nie wiem skąd czerpiesz wiedzę o uniewinnionych od zarzutu pedofilii mężczyznach. Skazanie za pedofilię następuje jedynie w przypadku, gdy pedofila złapie się na gorącym uczynku, zgwałci, zostawi ślady biologiczne. Pedofile rodzinni tak nie działają.

    Zresztą nawet gdy sprawca jest brutalny też nie zawsze ktoś sie tym interesuje - niejaki krystek zgwałcił całą rzeszę dziewcząt i każdy w organach ścigania miał to gdzieś. Przy gwałtach też zakłada się margines bezpieczeństwa - świadków nie ma, może kobieta złośliwie kłamie, chce na siebie zwrócić uwagę...może sama chciała.


  • wont2 05.07.16, 13:45
    twojabogini napisała:

    > wont2 napisał:
    >
    > > A mnie interesuje skad boginka czerpie przekonanie, ze zmniejszenie liczb
    > y oska
    > > rzen o molestowanie dzieci...
    >
    > Z praktyki. Nie tylko mojej. Obecnie już na etapie pracy z adwokatem wiele kobi
    > et słyszy, żeby nie ruszać sprawy molestowania dzieci, bo i tak nikt w to nie
    > uwierzy.
    ---------
    A skad wiesz, ze w tych przypadkach rzeczywiscie mialo miejsce molestowanie dziecka a nie ze jest to tylko pomowienie? No bo zasadne wydaje sie pytanie - dlaczego pani wczesniej nie reagowala na krzywde dziecka tylko przypomnialo jej sie w toku walki o ustalenie praw do opieki?


    Koniec końców w efekcie zgłoszeń matki dzieci dostawały widzenia z tat
    > usiami bez nadzoru mamusi.
    -------
    To jest tylko twoja interpretacja. Widocznie sady uznawaly, ze matki konfabuluja.


    > Nie zgłaszając pedofilii można wnioskować o kontakty w obecności matki, gdy dzi
    > eci są małe i uzasadniać niskimi kompetencjami ojca. Jak się podniesie, że czas
    > em dał w dupę, czy coś takiego - są na to szanse. W dawanie w dupę wszyscy wier
    > zą, to takie typowe i męskie. Jak dzieci dorastają tatusie pedofile tracą zaint
    > eresowanie. Za duże ryzyko, że dziecko zacznie samo mówić.Zresztą często już ma
    > ją wtedy nowe rodziny i nowe dzieci do molestowania.
    -------
    Te sytuacje mozna tez inaczej interpretowac. Kobiety znalazly inny sposob na uzyskiwanie pelni opieki nad dziecmi w sadzie - poprzez oskarzanie ojca o dawanie klapsow, zatem oskarzanie o pedofilie juz jest passe, niepotrzebne.

    > Po drugie nie wiem skąd czerpiesz wiedzę o uniewinnionych od zarzutu pedofilii
    > mężczyznach. Skazanie za pedofilię następuje jedynie w przypadku, gdy pedofila
    > złapie się na gorącym uczynku, zgwałci, zostawi ślady biologiczne. Pedofile rod
    > zinni tak nie działają.
    --------
    Z mediow oczywiscie. Wystarczy wyguglac i bedziesz miec dziesiatki przykladow.


    > Zresztą nawet gdy sprawca jest brutalny też nie zawsze ktoś sie tym interesuje
    > - niejaki krystek zgwałcił całą rzeszę dziewcząt i każdy w organach ścigania mi
    > ał to gdzieś. Przy gwałtach też zakłada się margines bezpieczeństwa - świadków
    > nie ma, może kobieta złośliwie kłamie, chce na siebie zwrócić uwagę...może sama
    > chciala
    --------
    Gwalty i gwalciciele mnie brzydza. To tak dla porzadku, zeby nie bylo ze relatywizuje. Ale w przypadku gwaltu jak i kazdego innego przestepstwa powinna dzialac zasada domniemania niewinnosci - czyli wlasnie policja i prokuratura MUSI badac czy kobieta chciala czy nie chciala, czy mowi prawde czy klamie. No i zeby kogos skazac musza byc zgromadzony naterial dowodowy wykraczajacy poza "on mnie zgwalcil".

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • twojabogini 05.07.16, 14:10
    wont2 napisał:



    > To jest tylko twoja interpretacja. Widocznie sady uznawaly, ze matki konfabuluj
    > a.

    Nie sady uznały, że nie mają twardych dowodów. A takich w sprawach o molestowanie (czy gwałt) twardych dowodów często nie ma. Dlatego pedofile rodzinni są bezkarni.

    > Z mediow oczywiscie. Wystarczy wyguglac i bedziesz miec dziesiatki przykladow.

    Ale to nie są uniewinnienia. To są umorzenia z braku dowodów.

    No i zeby k
    > ogos skazac musza byc zgromadzony naterial dowodowy wykraczajacy poza "on mnie
    > zgwalcil".

    I dlatego większość spraw o gwałt i molestowanie jest umarzana. Ale to nie znaczy, że ofiary kłamały.
    >
  • wont2 05.07.16, 14:51
    twojabogini napisała:

    > > To jest tylko twoja interpretacja. Widocznie sady uznawaly, ze matki konf
    > abuluj
    > > a.
    >
    > Nie sady uznały, że nie mają twardych dowodów. A takich w sprawach o molestowan
    > ie (czy gwałt) twardych dowodów często nie ma. Dlatego pedofile rodzinni są bez
    > karni.
    ------
    Ale z drugiej strony, ponieważ w sprawach fałszywych oskarżeń o molestowanie własnego dziecka twardych dowodów często nie ma, kobiety fałszywie oskarżające swoich mężów o molestowanie dzieci przy sprawie rozwodowej, są najczęsciej bezkarne.


    > > Z mediow oczywiscie. Wystarczy wyguglac i bedziesz miec dziesiatki przykl
    > adow.
    >
    > Ale to nie są uniewinnienia. To są umorzenia z braku dowodów.
    ------
    Akurat w tym przypadku to ma chyba niewielkie znaczenie. No bo przecież uniewinnienie w sądzie też następuje też z braku wystarczających, tyle że w ocenie sądu, dowodów.

    Tutaj znalazłem artykuł, że sąd skazał kobietę na 1 miesiąc za fałszywe oskarżenie męża o pedofilię. Jeden miesiąc :) Za oskarżenie, które mogło złamać człowiekowi życie, gdyby nie dobro dzisiejszej techniki (czytaj: dyktafon)

    www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/gorzow-wielkopolski/art/7834591,dostala-miesiac-wiezienia-za-falszywe-oskarzenie-meza-o-pedofile,id,t.html


    > No i zeby k
    > > ogos skazac musza byc zgromadzony naterial dowodowy wykraczajacy poza "on
    > mnie
    > > zgwalcil".
    >
    > I dlatego większość spraw o gwałt i molestowanie jest umarzana. Ale to nie znac
    > zy, że ofiary kłamały.
    --------
    No i tak samo z oskarżeniami o fałszywe oskarżenie o molestowanie własnego dziecka. Są umarzane, albo wręcz nie dochodzi do wszczęcia sprawy bo nie ma twardych dowodów. A to nie znaczy, że ofiary (czyli pomówieni mężowie i ojcowie) kłamali :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • sabat3 05.07.16, 14:56
    wont2 napisał:

    > No i tak samo z oskarżeniami o fałszywe oskarżenie o molestowanie własnego dzie
    > cka. Są umarzane, albo wręcz nie dochodzi do wszczęcia sprawy bo nie ma twardyc
    > h dowodów. A to nie znaczy, że ofiary (czyli pomówieni mężowie i ojcowie) kłama
    > li :)

    Ofiarami są przede wszystkim dzieci, które wplątuje się umyślnie w takie gówno.
  • wont2 05.07.16, 15:14
    sabat3 napisał:

    > Ofiarami są przede wszystkim dzieci, które wplątuje się umyślnie w takie gówno.
    ---------
    Tak, to modne tak mówić, z troską pochylając się nad losem nieszczęsnego dziecięcia, któremu oczywiście nie ujmuję traumy i nieszczęścia spowodowanego nieprzemyślaną decyzją mamusi o pomówieniu tatusia o pedofilię. Ale jednak sądzę, że ofiarą byłby głównie tatuś, który przez te kilka lat odsiadki miałby status więziennego cwela, ruchanego w dupala przez osadzonych. A po wyjściu z pierdla, z przetrąconym kręgosłupem (i odbytem, nie zapominajmy o odbycie), bez normalnej pracy, bez rodziny, bez kolegów, bez mieszkania, bez pieniędzy - zszedłby po paru latach w jakimś zawszonym przytułku.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • sabat3 05.07.16, 16:02
    wont2 napisał:
    > Tak, to modne tak mówić, z troską pochylając się nad losem nieszczęsnego dzieci
    > ęcia, któremu oczywiście nie ujmuję traumy i nieszczęścia spowodowanego nieprze
    > myślaną decyzją mamusi o pomówieniu tatusia o pedofilię. Ale jednak sądzę, że o
    > fiarą byłby głównie tatuś, który przez te kilka lat odsiadki miałby status więz
    > iennego cwela, ruchanego w dupala przez osadzonych. A po wyjściu z pierdla, z p
    > rzetrąconym kręgosłupem (i odbytem, nie zapominajmy o odbycie), bez normalnej p
    > racy, bez rodziny, bez kolegów, bez mieszkania, bez pieniędzy - zszedłby po par
    > u latach w jakimś zawszonym przytułku.

    Nie że modne, ale argument jak to ojcu będzie potem źle, raczej nie trafi do zaślepionej nienawiścią kobiety. Ona by najchętniej wyrwała jeszcze temu ojcu jądra gołymi rękami i zeżarła na zakrwawione na jego oczach, śmiejąc się jak szatan :D
    Tutaj musisz użyć argumentu, który ją przekona. Odwołać się do czegoś, co jest jej - zakładam - bliskie emocjonalnie. Argument że Żyd będzie cierpiał w komorze gazowej też raczej nie przekonałby SS-mana ;)
  • hello-kitty2 05.07.16, 19:53
    Tak sobie czytam i mysle 'boze czy tak trudno rozmnozyc sie z nie pedofilem?' Najpierw sie zenia, potem rozmnazanaja z pedofilami, a na koncu musza ratowac dzieci. Trzeba bylo myslec wczesniej zanim sie te dzieci porodzily, a nawet gdy sie juz rodzily, to przeciez rozwoj dziecka trwa iles lat, nie mozna bylo zauwazyc jakis podejrzanych zachowan, no chyba, ze molestowal juz noworodka. Inna sprawa to nie wydaje mi sie, ze pedofilem sie zostaje jak pojawi sie pod reka ofiara tylko sie jest caly czas i dazy sie do kontaktow z dziecmi. Przeciez to jest do wylapania. Jeszcze inna sprawa to opinia spoleczna. Przyklad: w grupie przyjaciol (dzieciatych dziecmi od 0 do 14 lat) ojca mojego syna jest jeden bezdzietny facet (singiel), ktory na spotkaniach w gronie tychze przyjaciol, kiedy jeszcze w nich uczestniczylam, wykazywal spore zainteresowanie corkami tych znajomych. O tyle bylo to dziwne dla mnie, ze zwracal sie do nich i traktowal je jak kobiety, tak sie z nimi draznil, bawil w rozne przepychanki, robil uwagi na temat ich fizycznosci. Te dziewczynki tego nie lapaly, chichotaly, bawily z nim. Ale dla mnie to bylo niesmaczne. Potem sie dowiedzialam, ze on prowadzi hobbistycznie jakies kolko dla grajacych nastolatek w siatkowke i w ogole sie udziela bardzo w zajeciach z mlodzieza (oczywiscie damska). Dla mnie to bylo niezrozumiale dlaczego ta grupa znajomych, a w szczegolnosci pary z dziecmi plci zenskiej go w ogole tolerowaly w tej grupie? Kazdy kto sie wyjatkowo interesuje dziecmi tak ze przedklada ich towarzystwo ponad towarzystwo doroslych (tak jak na opisanych przeze mnie spotkaniach) jest od razu dla mnie podejrzany. I to nie jest jakis fajny, dobry wujo tylko jakis ... hmm dewiant. Tutaj opinia spoleczna nie zareagowala, malo tego jeszcze jest lubiany. Mi sie to nie podobalo. Gdybym miala corka zabronilabym jej udzialu w tych spotkaniach chocby z samego dmuchania na zimne. Nie wierze zatem, ze pedofla sie nie wylapie, szczegolnie bedac z nim w relacji, obcujac.


    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • zawle 05.07.16, 20:00
    Boże kitka..jaka ty jesteś mądra, przewidująca i w ogóle bardziej niż inni. Szkoda że na swoim ogródku nie czujesz sygnałów o mocy tam-tamów.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • kag73 05.07.16, 20:12
    "Ale dla mnie to bylo niesmaczne. Potem sie dowiedzialam, ze on prowadzi hobbistycznie jakies kolko dla grajacych nastolatek w siatkowke i w ogole sie udziela bardzo w zajeciach z mlodzieza (oczywiscie damska). Dla mnie to bylo niezrozumiale dlaczego ta grupa znajomych, a w szczegolnosci pary z dziecmi plci zenskiej go w ogole tolerowaly w tej grupie? Kazdy kto sie wyjatkowo interesuje dziecmi tak ze przedklada ich towarzystwo ponad towarzystwo doroslych (tak jak na opisanych przeze mnie spotkaniach) jest od razu dla mnie podejrzany."

    Moze go dobrze i dlugo znaja i ne maja podejrzen, do glowy im nie przyszlo. Tez mialam tu przypadek, ze z kolega syna czasem przychodzil facet 40+, przyprowadzal go albo odbieral. Hmm, tez juz mialam taka mysl, zwlaszcza, ze ten chlopaczek jest przeslodki i taki maly jak na swoj wiek. Okazuje sie, ze gosc jest przyjacielem rodziny, bywa u nich w domu, wozi ich dzieciaki do szkoly. Sam nie ma rodziny, moze szuka kontaktu, ludzi.

    Czasem mozna kogos blednie ocenic, skrzywdzic, bo ktos lubi dzieci czy towarzystwo dzieci i nie ma tam zadnych podtekstow, po prostu lubi. Niektorzy swiadomie rezygnuja z takich kontaktow obawiajac sie, ze wlasnie ludzie beda dorabiali do tego jakas teorie, ze ich beda posadzac o niecnosci.
    Moj maz jak byl nastolatkiem, 14, w klubie szachowym mial opiekuna i tak sobie mysli teraz, ze pwenie byl on pedalem, niekoniecznie pedofilem, nie mial zony, dzieci. Byl bardzo zaangazowany w cale te mlodziezowe szachy, nawet placil czy dokladal do wyjazdow na turnieje tym dzieciakom i nigdy ale to nigdy nie probowal zadnych cielesnosci ani poufalosci z nimi.
    Ja moze niesprawiedliwie podejrzliwa jestem w przypadku facetow. Mialm okazje ogladac i slyszec o przypadkach Euroejczyk, 50+ i starszy czy mlodszy i 12, 13 sto 14 latki latynoski. A odpowiedzia na zdziwienie bylo "bo one tutaj tak szybko dojrzewaja", no ludzie wlos mi sie jezy na glowie. I tak w rozmowie krotkiej na ten temat kiedys jedna Niemka stwierdzila, ze gdyby w Europie nie bylo praw, zabronien, kary za seks z nieletnimi to nie jest pewna co by sie dzialo i jak agitowali by co niektorzy mezczyzni. I cos w tym jest, tam gdzie sie da, zdarza sie czesciej gdzie jest potepiane i prawnie zabronione. No w niektorych panstwach islamskich tez wydawaja za maz 13 sto latki i mlodsze.
    Ale jest jeszcze roznica czy to wlasne dzieci czy nie wlasne, co nie.
  • hello-kitty2 05.07.16, 21:01
    kag73 napisała:

    > Czasem mozna kogos blednie ocenic, skrzywdzic, bo ktos lubi dzieci czy towarzys
    > two dzieci i nie ma tam zadnych podtekstow, po prostu lubi.

    Pewnie, ze mozna ale co komu przeszkadza opinia w mojej glowie, przeciez jej nie rozpowszechniam, a odsunac z zasiegu danego czlowieka moje dziecko prawo mam. Ja akurat jestem zwolennikiem zabaw dzieci z dziecmi, a nie z obcymi doroslymi. Tu troche odbieglysmy od tematu. Moim teza byla taka, ze pedofila sie pozna gdy sie z nim obcuje. Wiec nie bardzo rozumiem dlaczego jakies kobiety zdaza sie z pedofilem narozmnazac, dzieci zdaza podrosnac, a potem dopiero nastepuje akcja ratowania chyba, ze tam jakas inna patologia na patologii siedzi i patologia pogania, to krzyzyk na droge, umarl w butach.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • wont2 05.07.16, 19:53
    sabat3 napisał:

    > Nie że modne, ale argument jak to ojcu będzie potem źle, raczej nie trafi do za
    > ślepionej nienawiścią kobiety. Ona by najchętniej wyrwała jeszcze temu ojcu jąd
    > ra gołymi rękami i zeżarła na zakrwawione na jego oczach, śmiejąc się jak szata
    > n :D
    > Tutaj musisz użyć argumentu, który ją przekona. Odwołać się do czegoś, co jest
    > jej - zakładam - bliskie emocjonalnie. Argument że Żyd będzie cierpiał w komorz
    > e gazowej też raczej nie przekonałby SS-mana ;)
    -------
    Dobro dziecka jej raczej nie przekona skoro na szali jest zło wobec męża :)

    Już raczej realna groźba, że jeśli się wyda, że konfabuluje na temat męża, to trafi na kilka lat do pierdla, gdzie będzie robić za cwelówę i dzień w dzień lizać brudne, zarośnięte cipy innych penitencjariuszek :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • ninek04 05.07.16, 20:20
    wont 2 napisał
    >Już raczej realna groźba, że jeśli się wyda, że konfabuluje na temat męża, to trafi na kilka lat do pierdla, gdzie będzie robić za cwelówę i dzień w dzień lizać brudne, zarośnięte cipy innych penitencjariuszek :) <

    Wont, co Ty z tym cwelowaniem?Ona liczy na to, że wycycka faceta do cna, a nie, że przyjdzie jej robić za cwelówę i nadstawiać karczycha za nieswoje winy ;)
  • urquhart 05.07.16, 15:09
    Ja słyszałem dużo o drugiej stronie medalu, ze sądy zabieraja opiekę ma podstawie pojedynczej opinii psychologa i zeznań matki , ze to nowy oręż szantażu i zemsty rozwojowej i pomawiajace fałszywie partnerów kobiety czyją się bezkarne. Mam w pracy kolegę którego żona pomowila z zemsty ze przeprowadzil się do kochanki to się nasłuchałem
    Jak piszą to szerszy problem i byle powód dla sądu jest dobry:
    m.newsweek.pl/polska/kobiety-wykorzystuja-oskarzenia-o-pedofilie-przeciwko-partnerom,artykuly,373748,1.html
    --
    "Jak będzie kochająca i wymarzona to da mu.więcej (...) Każdy chłop chce żebym ogarniała podobne sprawy w.życiu, ale dla jednych chce mi się to robić, dla innych nie mam motywacji" by aandzia43
  • zawle 05.07.16, 19:03
    wont2 napisał: Ale w przypadku gwaltu jak i kazdego innego przestepstwa powinna dziala
    > c zasada domniemania niewinnosci - czyli wlasnie policja i prokuratura MUSI bad
    > ac czy kobieta chciala czy nie chciala, czy mowi prawde czy klamie. No i zeby k
    > ogos skazac musza byc zgromadzony naterial dowodowy wykraczajacy poza "on mnie
    > zgwalcil".

    I powinna ona dotyczyć tylko odpowiedzialności za czyn. Pozostaje element zapewnienia bezpieczeństwa domniemanej ofierze. I tu zasada domniemanej niewinności nie powinna mieć miejsca. Spotkania ojca mogą odbywać się pod nadzorem kuratora.
    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • wont2 05.07.16, 20:28
    zawle napisała:

    > I powinna ona dotyczyć tylko odpowiedzialności za czyn. Pozostaje element zapew
    > nienia bezpieczeństwa domniemanej ofierze. I tu zasada domniemanej niewinności
    > nie powinna mieć miejsca. Spotkania ojca mogą odbywać się pod nadzorem kuratora
    > .
    -------
    Oczywiście, że ofierze trzeba zapewnić bezpieczeństwo. Tylko nie rozumiem dlaczego piszesz, że "spotkania ojca mogą odbywać się pod nadzorem kuratora". Dlaczego ojca? Raczej - spotkania rodzica, którego drugi rodzic oskarżył o molestowanie dziecka. Jeśli o molestowanie dziecka oskarżył ojciec matkę, to matka powinna, do czasu rozstrzygnięcia sprawy, mieć możliwość kontaktu z dzieckiem tylko pod nadzorem kuratora. A jeśli rodzice oskarżyli siebie nawzajem to trzeba odebrać im dziecko, przekazać placówce opiekuńczo-wychowawczej i do czasu rozstrzygnięcia sprawy rodzice mogą się widzieć z dzieckiem tylko pod nadzorem kuratora.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • zawle 05.07.16, 20:40
    To nie ojciec tu występował w roli ofiary suki? Nic na temat psów nie wiedziałam....

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • wont2 05.07.16, 20:47
    zawle napisała:

    > To nie ojciec tu występował w roli ofiary suki? Nic na temat psów nie wiedziała
    > m....
    ------
    No ale spróbuj sobie wyobrazić odwrotną sytuację i zastanowić się czy też tak samo łatwo przyjdzie ci proponować zakaz zbliżania się do dziecka dla matki, kiedy jedną jedyną przesłanką są słowa męża, z którym trwa sprawa rozwodowa i ustalanie zasad sprawowania opieki nad dziećmi. A jakby to twój ex-mąż oskarżył cię o molestowanie i przez kilka miesięcy albo lat nie mogłabyś się widzieć ze swoimi dziećmi na osobności, potem sprawę by, z braku dowodów, umorzono, eksowi nikt nie miałby za złe fałszywych oskarżeń, tylko smród by wokół ciebie pozostał? Też uważasz, że taki zakaz powinien być wprowadzany z automatu? :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • zawle 05.07.16, 21:15
    wont2 napisał:
    > No ale spróbuj sobie wyobrazić odwrotną sytuację i zastanowić się czy też tak s
    > amo łatwo przyjdzie ci proponować zakaz zbliżania się do dziecka dla matki, kie
    > dy jedną jedyną przesłanką są słowa męża, z którym trwa sprawa rozwodowa i usta
    > lanie zasad sprawowania opieki nad dziećmi. A jakby to twój ex-mąż oskarżył cię
    > o molestowanie i przez kilka miesięcy albo lat nie mogłabyś się widzieć ze swo
    > imi dziećmi na osobności, potem sprawę by, z braku dowodów, umorzono, eksowi ni
    > kt nie miałby za złe fałszywych oskarżeń, tylko smród by wokół ciebie pozostał?
    > Też uważasz, że taki zakaz powinien być wprowadzany z automatu? :)

    tego nie lubię..ja piszę o spotkaniach pod nadzorem kuratora, ty o zakazie spotykania. Chyba nie o tym samym piszemy. Co do mojej stronniczości, nie masz racji. Za pierwszą ze spraw o której pisałam niżej wyjebano mnie z forum zamkniętego- za moją reakcję. Drugą osobiście zgłosiłam do sądu rodzinnego, żeby rodzice w tych obwinianiach nie zapędzili się.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • wont2 05.07.16, 21:22
    zawle napisała:

    > tego nie lubię..ja piszę o spotkaniach pod nadzorem kuratora, ty o zakazie spot
    > ykania. Chyba nie o tym samym piszemy.
    ------
    Piszemy o tym samym, tylko istotnie wyraziłem się nieprecyzyjnie. Miałem na myśli analogiczną sytuację - czyli spotkania matki z dziećmi pod nadzorem kuratora.


    Co do mojej stronniczości, nie masz racj
    > i.
    --------
    Nie twierdziłem, że jesteś stronnicza.

    Za pierwszą ze spraw o której pisałam niżej wyjebano mnie z forum zamknięteg
    > o- za moją reakcję. Drugą osobiście zgłosiłam do sądu rodzinnego, żeby rodzice
    > w tych obwinianiach nie zapędzili się.
    ----------
    OK, fajnie, ale piszesz o czymś innym. Zadam jeszcze raz pytanie, tym razem poprawnie. Czy w sytuacji, gdyby to mąż, podczas rozwodu i walki o prawo do opieki nad synem, oskarżył matkę o molestowanie dziecka i nie byłoby innych przesłanek mogących potwierdzać to oskarżenie, to też byłabyś za tym, żeby matka miała do czasu wyjaśnienia sprawy możliwość widzenia się z synem tylko pod nadzorem kuratora?

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • zawle 05.07.16, 21:31
    Oczywiście. Oczywiście.

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • wont2 05.07.16, 21:44
    zawle napisała:

    > Oczywiście. Oczywiście.
    ------
    No to przynajmniej, jak już szukać na siłę jakiejś iskierki nadziei, jesteś w swoich poglądach obiektywna.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • zawle 05.07.16, 21:50
    Iskierki nadziei? To ciekawy wątek....:))

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • wont2 05.07.16, 22:07
    zawle napisała:

    > Iskierki nadziei? To ciekawy wątek....:))
    -----
    Dobra, ściemniałem z tymi iskierkami nadziei, żeby był jakiś pozytywny akcent :(

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • sabat3 05.07.16, 22:50
    wont2 napisał:
    > Dobra, ściemniałem z tymi iskierkami nadziei, żeby był jakiś pozytywny akcent :

    Przychodzi bosman do kapitana.
    - Kapitanie, mam dwie wiadomosci, dobra i zla.
    - Zacznijcie od tej zlej - kapitan zerka badawczo.
    - Niestety toniemy panie kapitanie. - melduje bosman.
    - O kurwa! To jaka jest ta dobra??
    - Z ta dobra to tak troche zmyslilem, zeby nadac jakis bardziej optymistyczny wymiar zaistnialej sytuacji.
  • zawle 05.07.16, 23:12
    wont2 napisał:
    >Nie twierdziłem, że jesteś stronnicza.> No to przynajmniej jesteś w s
    > woich poglądach obiektywna.

    Ech ta męska logika;)
    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • wont2 06.07.16, 04:57
    zawle napisała:

    > wont2 napisał:
    > >Nie twierdziłem, że jesteś stronnicza.> No to przynajmniej jesteś w s
    > > woich poglądach obiektywna.
    >
    > Ech ta męska logika;)
    -------
    Logika jest jedna :) Akurat na tym forum posługują się nią częściej kobiety (ty, zawle, nie tym razem, nie tym razem).

    Rozumiem, że widzisz w obu komunikatach pewien rodzaj sprzeczności. Wyjaśniam:

    Pierwszy komunikat "Nie twierdziłem, że jesteś stronnicza" nie oznacza, że uważam, że jesteś bezstronna. On oznacza to co oznacza - że nie twierdziłem jedynie, że jesteś stronnicza. Nie mówi nic o tym co uważam - a mogę uważać, że jesteś stronnicza, bezstronna lub mogę nie mieć wyrobionego zdania w tej kwestii.

    Drugi komunikat "No to przynajmniej jesteś w swoich poglądach obiektywna." oznacza, że stwierdziłem, że jesteś bezstronna.

    Nie bardzo rozumiem, w którym miejscu widzisz logiczną sprzeczność. No i dlaczego obrażasz kobiety ;)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • zawle 06.07.16, 07:50
    wont2 napisał: > Rozumiem, że widzisz w obu komunikatach pewien rodzaj sprzeczności.
    > Nie bardzo rozumiem, w którym miejscu widzisz logiczną sprzeczność.

    ;)
    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • zawle 06.07.16, 07:52
    Wont, jak z Twoimi palcami? Pewnie ten właściwy jest krótszy?:)))

    --
    Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania"
  • wont2 06.07.16, 09:31
    zawle napisała:

    > Wont, jak z Twoimi palcami? Pewnie ten właściwy jest krótszy?:)))
    ------
    Ten najwłaściwszy jest najdłuższy i najgrubszy :) I tak filuternie zagięty, żeby bardziej drażnić :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper