Dodaj do ulubionych

czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym?

08.02.17, 16:02
Takie pytanko mi się nasunęło.

Nie wsydźcie się, dziadyga Was chętnie wysłucha.
Edytor zaawansowany
  • hello-kitty2 08.02.17, 21:48
    A coz to za cudo? TB by wiedziala, tam kiedys zrobila przeglad tych rodzajow zwiazkow ale nie pamietam. Chodzilo o jakies wykorzystywanie innych, tak, nie tworzenie wiezi? Czy co Cie w tym ciekawi Dziadu ;)?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • stary.dziadyga 09.02.17, 10:17
    Ja nie mogę wyszukiwać wątków, bo mi napisano że nie mam uprawnień do wyszukiwania, pfff a co to teraz jaką licencję trzeba sobie wyrobić? :)

    Polimoryczne to te otwarte, bez wyłączności. Bardziej relacje niż związki.

    Jestem ciekawa praktycznie wszystkiego na ten temat, a że tutaj różne interesujące persony się trafiają to zaryzykowałam pytaniem, ale zdaje sięże to wołanie na puszczy, auuuuuuu
  • sabat3 09.02.17, 10:27
    Wyglada na to, ze zainteresowani albo sie wstydza, albo ich tu nie ma :)
    Stawiam na to drugie, polecam zapytac o to samo na zbiorniku (bez zlosliwosci).
  • stary.dziadyga 09.02.17, 10:34
    Moje wątki to w ógle nie cieszą się zbytnio popularnością.

    Masz rację Sabat że może ich tu nie być, wogóle to nie wiem czy ludzie z taką świadomością mają potrzebę odwiedzania jakich forów internetowych.

    Co to jest zbiornik?
  • stary.dziadyga 09.02.17, 10:37
    Aha, dobra, to jakaś strona dla dorosłych.

    Tylko ja szukam nie takich ludzi co swingują, tylko takich którzy decydują się na bezwarunkową miłość, takich którzy są w tych relacjach szczęśliwi, bo nie potrzebują nikogo trzymać za mordę i stąd te polimoryczne relacje.
    Swingersi to chyba raczej ci którym mało seksu z jedną osobą i nie lubią się ograniczać.
  • mabelle2000 09.02.17, 10:44
    stary.dziadyga napisała:

    > Swingersi to chyba raczej ci którym mało seksu z jedną osobą i nie lubią się og
    > raniczać.

    W swingu w ogole przeciez nie chodzi o relacje uczuciowa, no moze oprocz sympatii :-) W poliamorii trzeba by miec zdolnosc do kochania stada i jeszcze nie oczekiwac wylacznosci seksualnej. Dla wielu chyba nie do przeskoczenia.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 10:51

    > W poliamorii trzeba by miec zdolnosc do kochania stada i jeszcze nie ocz
    > ekiwac wylacznosci seksualnej. Dla wielu chyba nie do przeskoczenia.

    Mam wrażenie, że powoli, jako ludzkość do tego dążymy, choć w obecnych warunkach i przy tak silnym ego jeszcze na pewno dla wielu nie do przeskoczenia.
    I ja włsnie szukam tych co przeskoczyli :)
  • mabelle2000 09.02.17, 10:59
    stary.dziadyga napisała:

    > Mam wrażenie, że powoli, jako ludzkość do tego dążymy, choć w obecnych warunkac
    > h i przy tak silnym ego jeszcze na pewno dla wielu nie do przeskoczenia.
    > I ja włsnie szukam tych co przeskoczyli :)

    Dziadyka, ja mam zmysl praktyczny, to jest dla mnie nie do przeskoczenia:-) Jak zwiaze sie z Jozia, Frankiem i Krzychem, to bede musiala dac im swoj czas. Bo to niezbedne w milosci. A skad ten czas brac? Tak na pol gwizdka to nie zadna milosc, tylko spoldzielnia uslugowa.
    Druga sprawa, zwroc uwage, chociaz mnie to juz raczej nie dotyczy. Co z maloletnimi dziecmi tych osob?
  • mabelle2000 09.02.17, 11:09
    mabelle2000 napisała:

    Dziadyga, przekrecilam Twojego nicka, przepraszam.
    Aha i jeszcze jedno. Napisalas, ze ludzkosc dazy do poliamorii. Odpowiem przewrotnie, troche ze smutkiem wlasciwie, ze raczej dazymy do wielosci powierzchownych relacji. Niektorzy uparli sie nazywac to poliamoria. Niech im bedzie, ale to nie dla mnie.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 11:20

    > Dziadyga, przekrecilam Twojego nicka, przepraszam.
    > Aha i jeszcze jedno. Napisalas, ze ludzkosc dazy do poliamorii. Odpowiem przewr
    > otnie, troche ze smutkiem wlasciwie, ze raczej dazymy do wielosci powierzchowny
    > ch relacji. Niektorzy uparli sie nazywac to poliamoria. Niech im bedzie, ale to
    > nie dla mnie.

    Nie szkodzi, majestat nie tak ławto urazić, bo nie przywiązuje wagi do takich drobnostek :)

    Ja na to patrze inaczej: pod kątem wzrozstu świadomości planety i ludzkości, gdzie ludzie nie mając już przymusu tkwienia w starych strukturach, pozwalają sobie na większą autentyczność wobec siebie i wobec całości. Jedyny słuszny model istnienia, czyli heteroseksualna rodzina, trwająca ze sobą od pierwszego, do ostatniego stosunku jej zalożycieli, powoli odchodzi w niepamięć. Widać ewidentnie że ludzie nie czują się wcale w tym dobrze i że to im nie daje szczęścia. Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości.

  • ludovicolo 09.02.17, 11:29
    stary.dziadyga napisała:

    > Ja na to patrze inaczej: pod kątem wzrozstu świadomości planety i ludzkości, gd
    > zie ludzie nie mając już przymusu tkwienia w starych strukturach, pozwalają sob
    > ie na większą autentyczność wobec siebie i wobec całości. Jedyny słuszny model
    > istnienia, czyli heteroseksualna rodzina, trwająca ze sobą od pierwszego, do os
    > tatniego stosunku jej zalożycieli, powoli odchodzi w niepamięć. Widać ewidentni
    > e że ludzie nie czują się wcale w tym dobrze i że to im nie daje szczęścia. Jes
    > tem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości.
    >

    Wydaje mi się że ponowoczesność nie prowadzi do poliamorii, czy polimorii żeby uszanować Twój neologizm (jest bardzo pozytywne kiedy tworzymy nowe słowa, jak nasi pradziadowie), lecz tylko do większego indywidualizmu a więc autentyczności. Ta autentyczność w przypadku większości osób wyraża się nie w miłości, lecz w kontraktach-interesach z aktualnym współspaczem: ja ci daję to, ty mi daj to. Chodzi zapewne głównie o maksymalizację kwoty przyjemności stron. Przyjemność jednak nie gwarantuje realizacji tajemnicy szczęścia.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 11:55
    O, dziękuję za tak subtelne i dżentelmeńskie zwrócenie uwagi. Faktycznie ta poliamoria brzmi dla mnie jakoś przestarzale, poli ma jakoś więcej sensu dla mnie :)

    Jeśli chodzi o sposób w jaki wyraża się autentyczność to nie zgadzam się z Tobą na 1000%. To co opisujesz to jest właśnie brak autentyczności, kalkulacja, nie raz mierny kompromis, na który ludzie decydują się ze strachu i ze zrezygnowania, bo "nie ma już prawdziwej miłości, a wszyscy artyści to prostytutki".
    Znam kilka takich układów, głównie w wersji on bogaty ona ładna. I wierzcie mi, ci ludzie nie są szczęśliwi, czasem tkwią w tych układach, ale obie strony mają świadomość tego co to jest i tak on marzy żeby ktoś go pokochał za to jaki jest a nie ile ma kasy, a ona żeby kotś ją pokochał za to jaka jest a nie jak wygląda.

    Najbardziej autentyczną miłością póki co potrafi obdarzyć dziecko lub pies.
    Dlatego ludzie tak bardzo lubią mieć dzieci i psy.
    Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią obdarzyć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ, albo "za coś".
  • ludovicolo 09.02.17, 12:02
    Ad. Jeśli chodzi o sposób w jaki wyraża się autentyczność to nie zgadzam się z Tobą na 1000%. To co opisujesz to jest właśnie brak autentyczności, kalkulacja, nie raz mierny kompromis, na który ludzie decydują się ze strachu i ze zrezygnowania, bo "nie ma już prawdziwej miłości, a wszyscy artyści to prostytutki".

    Zgadzam się z Tobą na innym, głębszym poziomie - bo tam jesteśmy miłością. Autentycznie. To co napisałem dotyczyło poziomu który osiągnęła większość w XXI wieku i masz rację, nie jesteśmy autentyczni nawet w tym całym indywidualizmie i tu nadal jesteśmy przywaleni kupą gówna!!:))
  • ludovicolo 09.02.17, 12:06
    Poziom przejawiony i poziom przejawiony przez większość czasu - dla jasności. Nieautentyczny, absolutnie, przywalony czymś nieautentycznym
  • stary.dziadyga 09.02.17, 12:20
    O tak!

    Ale wiesz że jak się przekroczy masę krytyczną gówna (a to się dzieje na naszych oczach właśnie) to samo zaczyna odpadać, czysta grawitacja :)

    Idzie nowe i nie ma odwrotu!!!
  • marek.zak1 09.02.17, 12:05
    stary.dziadyga napisała:
    > Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią obdarzyć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ, albo "za coś".
    ----------------
    Im więcej lat, kasy, doświadczeń, i innych dóbr, tym więcej kalkulacji. Opłaca się, czy nie? Co ja z tego będę mieć? Jak tej kasy nie ma, to trudności dnia codziennego, rozczarowanie, moga z kolei zabić uczucie.
    Coraz trudniej też otwierać się na druga osobę, obdarzać zaufaniem, bo każde przejście czyni ostrozniejszym.

  • ludovicolo 09.02.17, 12:12
    marek.zak1 napisał:

    > stary.dziadyga napisała:
    > > Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią
    > obdarzyć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ,
    > albo "za coś".
    > ----------------
    > Im więcej lat, kasy, doświadczeń, i innych dóbr, tym więcej kalkulacji. Opłaca
    > się, czy nie? Co ja z tego będę mieć? Jak tej kasy nie ma, to trudności dnia co
    > dziennego, rozczarowanie, moga z kolei zabić uczucie.
    > Coraz trudniej też otwierać się na druga osobę, obdarzać zaufaniem, bo każde pr
    > zejście czyni ostrozniejszym.
    >

    Wydaje mi się, że "winny" jest zorientowany na przetrwanie jako najwyższe dobro nasz ludzki mózg. To dlatego wychwytujemy i wyolbrzymiamy akty zła z siłą wiele razy ponad akty dobra i normalności. Polacy podobno mają jako zborowość mózg posttraumatyczny - całkiem prawdopodobne.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 12:44
    ludovicolo napisał(a):


    > Wydaje mi się, że "winny" jest zorientowany na przetrwanie jako najwyższe dobro
    > nasz ludzki mózg. To dlatego wychwytujemy i wyolbrzymiamy akty zła z siłą wiel
    > e razy ponad akty dobra i normalności. Polacy podobno mają jako zborowość mózg
    > posttraumatyczny - całkiem prawdopodobne.

    O kurde, wyjąłeś mi to z ust. Albo nie mieszkasz w Polsce, albo masz jakiś wyjatkowo indywidualny, niepodatny na pranie mózg. Albo jedno i drugie
  • mabelle2000 09.02.17, 12:17
    stary.dziadyga napisała:

    > Najbardziej autentyczną miłością póki co potrafi obdarzyć dziecko lub pies.
    > Dlatego ludzie tak bardzo lubią mieć dzieci i psy.
    > Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią obdarz
    > yć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ, albo
    > "za coś".

    Milosc dziecka i psa wydaje nam sie tak subtelnie piekna i czysta bo jest nieswiadoma :-)
  • marek.zak1 09.02.17, 11:32
    stary.dziadyga napisała:
    Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości.
    ----------------------
    Tak. Ja bardzo kocham Sowę. Często wpatrujemy się w siebie, jak przychodze z pracy ona biega dookoła mnie i macha ogonem, potem wtula się we mnie.
    W biurze mam kubek z jej zdjęciem.
    To jest jedna z tych możliwości, o których piszesz. Nie wiem, czy to jest czysta poliamoria, ale coś jej bliskiego. Moja żona tez ją bardzo kocha.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 11:44
    marek.zak1 napisał:


    > Tak. Ja bardzo kocham Sowę.

    Tak to coś w tym stylu :) W sensie chęć i umiejętność dawania i otrzymywania miłości z wielu źródeł a nie tylko z/do jednego.

    A tak swoją drogą, to "pan i pani" się przytulają i pies wariuje że też chce, to mówimy wtedy: o! zobacz jaka zazdrosna, nawet nie da nam się poprzytulać!
    Wtedy chyba niesłusznie projektujemy swoje insecurities na zwierzęta. A może one chcą dołączyć do kochającego się stadka? Naturalni przedstawiciele poliamorii
  • marek.zak1 09.02.17, 11:52
    stary.dziadyga napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    >
    > > Tak. Ja bardzo kocham Sowę.
    >
    > Tak to coś w tym stylu :) W sensie chęć i umiejętność dawania i otrzymywania miłości z wielu źródeł a nie tylko z/do jednego.
    --------------------------------
    No to jeszcze dochodzi jeszcze moje liczne potomstwo :).
  • proteinowy.na.chwile 09.02.17, 11:38
    > Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości.

    Ze swojego "punktu siedzenia": stawiam że co najmniej jedno następne pokolenie będzie doświadczać rosnącej alienacji i nawet sznureczek seryjnych związków monogamicznych będzie poprzetykany coraz dłuższymi okresami singielstwa ze wspomaganiem uslug a la Wisienka. Zdaje sie, ze widzialem jakies badania z ktorych wynika, ze ilosc realcji spada, ilosc seksu spada, ilosc satysfacji z bycia w zwiazku spada w porownaniu z poprzednim pokoleniem.

    Nie lubimy sie juz tak bardzo jak kiedys, albo klamiemy mniej niz kiedys :|
  • stary.dziadyga 09.02.17, 11:59
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > > Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwo
    > ści.
    >
    > Ze swojego "punktu siedzenia": stawiam że co najmniej jedno następne pokolenie
    > będzie doświadczać rosnącej alienacji i nawet sznureczek seryjnych związków mon
    > ogamicznych będzie poprzetykany coraz dłuższymi okresami singielstwa ze wspomag
    > aniem uslug a la Wisienka. Zdaje sie, ze widzialem jakies badania z ktorych wyn
    > ika, ze ilosc realcji spada, ilosc seksu spada, ilosc satysfacji z bycia w zwia
    > zku spada w porownaniu z poprzednim pokoleniem.
    >
    > Nie lubimy sie juz tak bardzo jak kiedys, albo klamiemy mniej niz kiedys :|

    A propos układów a la Wisienka, to zobacz mój post trochę wyżej.
    To jest tylko smutny kompromis zawierany ze strachu i rezygnacji.
    Zauważ że ten pan, nie pamietam ksywki, nie czuje się w tym układzie spełniony, ale ma chociaż namiastkę ciepła.
  • proteinowy.na.chwile 09.02.17, 12:17
    stary.dziadyga napisała:

    > A propos układów a la Wisienka, to zobacz mój post trochę wyżej.
    > To jest tylko smutny kompromis zawierany ze strachu i rezygnacji.
    > Zauważ że ten pan, nie pamietam ksywki, nie czuje się w tym układzie spełniony,
    > ale ma chociaż namiastkę ciepła.

    Dlatego nigdy nie dołączyłem do linczu na prospero, nawet po cichu, prywatnie. Bedzie tego typu zjawisk wiecej, nawet nie trzeba Aspergera do tego. Ludzie beda sie czesciej uzywac niz kiedys ale rzadziej wiazac. Byc moze oswiecenie do ktorego pijesz przyjmie tez forme zrozumienia, ze jako agenci woli i uczuc niewiele znaczymy, ale jako posiadacze rozmaitych narzadow, ksztaltow, zasobow i potencjalu - mamy dla siebie nawzajem wartosc uzytkowa.

    Nota bene, ta wizja jest tutaj dosc popularna, skuteczna w zyciach konretnych awatarow i pozadana przez inne. Nie jedyna, trzeba to przyznac.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 13:30
    . Byc moze oswiecenie do kt
    > orego pijesz przyjmie tez forme zrozumienia, ze jako agenci woli i uczuc niewie
    > le znaczymy, ale jako posiadacze rozmaitych narzadow, ksztaltow, zasobow i pote
    > ncjalu - mamy dla siebie nawzajem wartosc uzytkowa.
    >
    > Nota bene, ta wizja jest tutaj dosc popularna, skuteczna w zyciach konretnych a
    > watarow i pozadana przez inne. Nie jedyna, trzeba to przyznac.

    Tak właśnie. I wcale mnie to nie dziwi, najpierw musi być gorzej zeby było lepiej.

    Ostanio rozmawiam z kolegą o tym co się dzieje na świecie (uwaga, zawiera staropolszczyznę!):

    -i jak myślisz co z tym wszystkim będzie?

    -hmmm myślę, że albo się rozjebiemy albo ewoluujemy...a najpewniej to najpierw się rozjebiemy, a potem ewoluujemy!


    Można powiedzieć, historia nowożytna ludzkości w jednym zdaniu :)



  • stary.dziadyga 09.02.17, 11:12

    > Druga sprawa, zwroc uwage, chociaz mnie to juz raczej nie dotyczy. Co z malolet
    > nimi dziecmi tych osob?

    Mabelle, te dzieci to dla mnie właśnie największa rozkminka, jak to połączyć?
    W sumie ludzie żyjący w plemionach nieźle sobie z tym radzą, dzieciaki wychowywane są wspólnie i razem ze sobą. Kibbutz też by się tu chyba sprawdził
  • mabelle2000 09.02.17, 11:58
    stary.dziadyga napisała:

    > Mabelle, te dzieci to dla mnie właśnie największa rozkminka, jak to połączyć?
    > W sumie ludzie żyjący w plemionach nieźle sobie z tym radzą, dzieciaki wychowyw
    > ane są wspólnie i razem ze sobą. Kibbutz też by się tu chyba sprawdził

    Rozumiem Twoja idee, bo rzeczywiscie wychowanie i opieka nad dziecmi sa bardzo czasochlonne, wiec im wiecej dzieci, tym lepiej gdyby osob doroslych bylo wiecej. Chociaz wlasciwie domy dziecka oferuja taka kompleksowa troske i opieke, fachowa w dodatku, a jednak kazde dziecko chce miec swoja mame i swojego tate.
    Problem ten rozwiazywaly kiedys rodziny wielopokoleniowe, tak rzadkie wspolczesnie. Nie jestem tylko pewna, czy zwiazki poliamoryczne wypelnia te luke ze wzgledu na brak wiezow krwi.
  • stokrotka_a 09.02.17, 11:36
    mabelle2000 napisała:

    > Dziadyka, ja mam zmysl praktyczny, to jest dla mnie nie do przeskoczenia:-) Jak
    > zwiaze sie z Jozia, Frankiem i Krzychem, to bede musiala dac im swoj czas. Bo
    > to niezbedne w milosci. A skad ten czas brac? Tak na pol gwizdka to nie zadna m
    > ilosc, tylko spoldzielnia uslugowa.

    Gdy masz 5 dzieci, parnera/męża i rodziców, i wszystkich kochasz, to też dzielisz swój czas dla nich. Przecież to jest miłość do wielu osób jednocześnie. :-)
  • mabelle2000 09.02.17, 12:03
    stokrotka_a napisała:

    > Gdy masz 5 dzieci, parnera/męża i rodziców, i wszystkich kochasz, to też dzieli
    > sz swój czas dla nich. Przecież to jest miłość do wielu osób jednocześnie. :-)

    Erotycznie inwestuje jednak tylko w jedna osobe, wiec nie musze dzielic czasu na dwie, trzy czy wiecej osob.
  • stokrotka_a 09.02.17, 12:13
    mabelle2000 napisała:

    > Erotycznie inwestuje jednak tylko w jedna osobe, wiec nie musze dzielic czasu n
    > a dwie, trzy czy wiecej osob.

    To prawda, że nie musisz, ale jest to możliwe - człowiek może kochać wiele osób naraz (i przeważnie kocha), a preferowanie układu erotycznego typu 1/1 jest raczej wytworem kultury, a nie natury.
  • mabelle2000 09.02.17, 12:28
    stokrotka_a napisała:

    > To prawda, że nie musisz, ale jest to możliwe - człowiek może kochać wiele osób
    > naraz (i przeważnie kocha),

    Tak, jest to mozliwe, pod warunkiem, ze jest sie to w stanie ogarnac czasowo. Matka dziesieciorga dzieci, jesli nikt jej nie pomoze, musi scedowac opieke nad mlodszymi na te starsze. A w takim ukladzie sama deklaracja milosci jest juz dyskusyjna.

    a preferowanie układu erotycznego typu 1/1 jest ra
    > czej wytworem kultury, a nie natury.

    Ja mysle, ze sa ludzie, ile jest takich osob- nie wiem, dla ktorych wylacznosc jest fundamentem ich erotycznej relacji. Zadna kultura tego nie zmieni.
  • stokrotka_a 09.02.17, 13:20
    mabelle2000 napisała:

    > Ja mysle, ze sa ludzie, ile jest takich osob- nie wiem, dla ktorych wylacznosc
    > jest fundamentem ich erotycznej relacji. Zadna kultura tego nie zmieni.

    Takie osoby pewnie są, ale twierdzenie, że żadna kultura tego nie zmieni jest błędne, ponieważ istnieją kultury, w których tej wylacznosci nie ma. Oczywiście, jeśli weźmiesz człowieka wychowanego w kulturze monogamicznej, to inna kultura go nie zmieni, ale jeśli ktoś dorasta w kulturze poligamicznej, to rzecz wygląda inaczej.
  • mabelle2000 09.02.17, 13:58
    stokrotka_a napisała:

    > Takie osoby pewnie są, ale twierdzenie, że żadna kultura tego nie zmieni jest b
    > łędne, ponieważ istnieją kultury, w których tej wylacznosci nie ma. Oczywiście,
    > jeśli weźmiesz człowieka wychowanego w kulturze monogamicznej, to inna kultura
    > go nie zmieni, ale jeśli ktoś dorasta w kulturze poligamicznej, to rzecz wyglą
    > da inaczej.

    To tez nie jest sprawa calkiem oczywista. Poligamiczne kultury nie maja bowiem na celu propagowania poliamorii, tylko sankcjonuja konkretne korzysci plynace z zawierania wieloosobowych zwiazkow.
  • stokrotka_a 09.02.17, 18:10
    mabelle2000 napisała:

    > To tez nie jest sprawa calkiem oczywista. Poligamiczne kultury nie maja bowiem
    > na celu propagowania poliamorii, tylko sankcjonuja konkretne korzysci plynace z
    > zawierania wieloosobowych zwiazkow.

    Ja nie mówię o żadnym celu, tylko o faktycznej różnorodności istniejącej w różnych kulturach. :-)
  • stary.dziadyga 09.02.17, 12:13
    stokrotka_a napisała:

    > Gdy masz 5 dzieci, parnera/męża i rodziców, i wszystkich kochasz, to też dzieli
    > sz swój czas dla nich. Przecież to jest miłość do wielu osób jednocześnie. :-)

    Tak, ale to nie jest bezwarunkowa, czysta miłość.
    To jest miłość interesowna na zasadzie: moje, ja zainwestowałam/em to kocham.

    Przyjżyjcie się temu, ile razy słyszeliście: moja rodzina (ostanio co raz częsciej tylko: moje dzieci) jest najważniejsza, najważniejsze. Za nimi skoczył bym w ogień. Moje dzieci są najwspanialsze, a jakie utalentowane, moja żona nadal taka piękna, choć się starzeje.

    Oczywiście w razie draki, każdy swoje dzieci najpierw by ratował, swoją rodzinę.
    I my to uważamy za piękne :)

    Tylko ze taka miłość wyklucza tych którzy znajdują się poza gronem rodzinnym.
    Zobaczcie, że ludzie którzy nie mają swoich rodzin czują się samotni, wykluczeni z tego szczęśliwego obrazka. I takich ludzi będzie więcej tak na marginesie, przynajmniej przeez jakiś czas, póki nie zbijemy się na nowy poziom miłości.

    Dla mnie prawdziwa miłość to ta bezwarunkowa, prawdziwe uczucie płynące z ciebie, nie ważne czy odwzajemnione czy nie, nie tylko do bliskich w których zainwestowało się najwięcej czasu, a taka do obcej nawet osoby, którą można pokochac za to że po prostu jest, a nie za to że ma dobre oceny w szkole (taki skórt myślowy, mam nadzieję że do zrozumienia).
  • marek.zak1 09.02.17, 12:19
    stary.dziadyga napisała:

    > Dla mnie prawdziwa miłość to ta bezwarunkowa, prawdziwe uczucie płynące z ciebie, nie ważne czy odwzajemnione czy nie, nie tylko do bliskich w których zainwestowało się najwięcej czasu, a taka do obcej nawet osoby, którą można pokochac za to że po prostu jest,
    ------------------------------
    No to tylko do Sowy. Miłość do kobiety ma ma w sobie wydźwięk seksualny, a więc perspektywa funu z seksu, czyli już nie jest idealna. Jak z kolei tego pożądania nie ma, to taką miłośc ma kobieta głęboko w ...i facet jest skreślony.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 14:19
    marek.zak1 napisał:

    > No to tylko do Sowy. Miłość do kobiety ma ma w sobie wydźwięk seksualny, a więc
    > perspektywa funu z seksu, czyli już nie jest idealna. Jak z kolei tego pożądan
    > ia nie ma, to taką miłośc ma kobieta głęboko w ...i facet jest skreślony.

    I dlatego właśnie Marku mężczyźni mają więcej drogi do przejścia, bo ich "miłość" jest w większości tak warunkowa, że aż boli. A potem tyle dramatów rodzinnych, bo żona się juz wyrobiła, a wokól tyle obiektów potencjalnych "uczuć" z jędrnymi ciałami...

  • marek.zak1 09.02.17, 14:29
    stary.dziadyga napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > No to tylko do Sowy. Miłość do kobiety ma ma w sobie wydźwięk seksualny,
    > a więc perspektywa funu z seksu, czyli już nie jest idealna. Jak z kolei tego pożądania nie ma, to taką miłośc ma kobieta głęboko w ...i facet jest skreślony.
    >
    --------------------------------------
    > I dlatego właśnie Marku mężczyźni mają więcej drogi do przejścia, bo ich "miłość" jest w większości tak warunkowa, że aż boli. A potem tyle dramatów rodzinnych, bo żona się juz wyrobiła, a wokól tyle obiektów potencjalnych "uczuć" z jędrnymi ciałami...
    -------------------------------------
    Miłość kobiety, jest moim zdaniem, niemal zawsze warunkowa. Jest kredytem, który trzeba spłacać. Jak facet nie spełnia oczekiwań, a te oczekiwania bywają całkiem wysokie, to szybko zjawia się rozczarowanie, a miłość babki. jeśli w ogóle była, wtedy szybko wyparowuje. Tu na forum takich przykładów niemało.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 14:48

    > Miłość kobiety, jest moim zdaniem, niemal zawsze warunkowa. Jest kredytem, któr
    > y trzeba spłacać. Jak facet nie spełnia oczekiwań, a te oczekiwania bywają całk
    > iem wysokie, to szybko zjawia się rozczarowanie,

    Rozumiem, że ten kredyt to masz wręcz dosłownie na myśli.
    Jasne, nie zaprzeczam, do tej pory na pewno często tak było, dlatego też związki to były układy, wymiany "dóbr i towarów" (ble).

    Z tym że puk puk, zmiana stoi pod drzwiami, a właściwie u niektórych juz zdejmuje but w przedpokoju, a u niektórych rozsiada się na salonowej kanapie. I tak, kobiety już mniej więcej trzecie pokolenie kobiet pracuje, na tyle żeby byc niezależne finansowo. Jeszcze tylko zniknie szklany sufit i nierówność płac a ho ho wtedy dopiero się zacznie. Ten element gierki, który nie przeczę mógł też działać na korzyść kobiet, które w takich układach się odnajdywały, zostaje wyeliminowany, a z tego poziomu rodzi się miejsce na nowe, bardziej autentyczne relacje niż jakieś układy, układziki.


    a miłość babki. jeśli w ogóle
    > była, wtedy szybko wyparowuje. Tu na forum takich przykładów niemało.

    O naiwności! Jaka miłość wyparowuje? W takich układach przecież wiadomo o co cho, a nie jakaś miłość. Chyba że taki facet ma jakąś schizofrenię i choć narzeka że "baby to tylko na kasę lecą, a ja jestem bankomatem", który się na taki układ decyduje, potem doznaje nagle pomroczności jasnej i liczy na autentyczne uczucia.
  • mabelle2000 09.02.17, 15:27
    stary.dziadyga napisała:

    > Jasne, nie zaprzeczam, do tej pory na pewno często tak było, dlatego też związk
    > i to były układy, wymiany "dóbr i towarów" (ble).

    I zawsze tak bedzie, dlatego ze ludzie w swej naturze sa pazerni. Nawet jesli moga zdobyc sami/ zadowolic sie czyms drobniejszym, to majac okazje i mozliwosc wykorzystaja druga osobe, aby to jeszcze pomnozyc.

    > Z tym że puk puk, zmiana stoi pod drzwiami, a właściwie u niektórych juz zdejmu
    > je but w przedpokoju, a u niektórych rozsiada się na salonowej kanapie. I tak,
    > kobiety już mniej więcej trzecie pokolenie kobiet pracuje, na tyle żeby byc nie
    > zależne finansowo. Jeszcze tylko zniknie szklany sufit i nierówność płac a ho h
    > o wtedy dopiero się zacznie. Ten element gierki, który nie przeczę mógł też dzi
    > ałać na korzyść kobiet, które w takich układach się odnajdywały, zostaje wyelim
    > inowany, a z tego poziomu rodzi się miejsce na nowe, bardziej autentyczne relac
    > je niż jakieś układy, układziki.

    Ladny ten Twoj optymizm Dziadyga. Obawiam sie jednak, ze suma " dawaczy" i " braczy" jest stala, bez wzgledu na czasy :-)


  • marek.zak1 09.02.17, 15:46
    stary.dziadyga napisała:

    >
    > > Miłość kobiety, jest moim zdaniem, niemal zawsze warunkowa. Jest kredytem, który trzeba spłacać. Jak facet nie spełnia oczekiwań, a te oczekiwania bywają całkiem wysokie, to szybko zjawia się rozczarowanie,
    >
    > Rozumiem, że ten kredyt to masz wręcz dosłownie na myśli.
    > Jasne, nie zaprzeczam, do tej pory na pewno często tak było, dlatego też związki to były układy, wymiany "dóbr i towarów" (ble). a miłość babki. jeśli w ogóle była, wtedy szybko wyparowuje. Tu na forum takich przykładów niemało.
    -----------------------------------------------------
    > O naiwności! Jaka miłość wyparowuje? W takich układach przecież wiadomo o co cho, a nie jakaś miłość. Chyba że taki facet ma jakąś schizofrenię i choć narzeka że "baby to tylko na kasę lecą, a ja jestem bankomatem", który się na taki układ decyduje, potem doznaje nagle pomroczności jasnej i liczy na autentyczne uczucia.
    ------------------------------
    Wiesz, że nie mam tutaj na myśli finansów. Jeśli dziewczyna bierze sobie chłopaka, ona się uczy, rozwija a on nie, to wcale nie jest kwestia finansów, tylko rozjazdu intelektualnego. Ona się rozwija, a on niekoniecznie i fascynacja znika. To, że ona zarabia więcej / dobrze / lepiej niczego ne musi psuć, ale jeśli on się zapuszcza, żegnajcie gorące uczucia.
  • marek.zak1 09.02.17, 15:58
    stary.dziadyga napisała:
    Ten element gierki, który nie przeczę mógł też działać na korzyść kobiet, które w takich układach się odnajdywały, zostaje wyeliminowany, a z tego poziomu rodzi się miejsce na nowe, bardziej autentyczne relacje niż jakieś układy, układziki.
    ---------------------------------------
    Kobiecie trzeba jednak czymś imponować, wzbudzać podziw, a bez tego uczucie zwiędnie. Facetom dawniej było łatwiej, bo finanse, łatwiejsza kariera, dostęp do wiedzy. Autentyczne relacje bez miłości sa, bo ne maw kim sie kochać i masz miliony singli, depresje i marzenia o tym jedynym, albo związki z rozsądku, żeby nie byc samą / samym.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 16:12
    marek.zak1 napisał:

    > Kobiecie trzeba jednak czymś imponować, wzbudzać podziw, a bez tego uczucie zwi
    > ędnie. Facetom dawniej było łatwiej, bo finanse, łatwiejsza kariera, dostęp do
    > wiedzy. Autentyczne relacje bez miłości sa, bo ne maw kim sie kochać i masz mil
    > iony singli, depresje i marzenia o tym jedynym, albo związki z rozsądku, żeby n
    > ie byc samą / samym.

    Zgadzam się na milion procent.
    Mi mężczyzna musi imponować inaczej nie ma szans, dlatego musi byc lepszą wesją tego mężczyzny sprzed lat, którego opisujesz. Piniądz, karierę i wiedzę to ja mam lub mogę mieć (pamiętajmy że nie każdy się na to decyduje), więc najlepiej żeby też to miał, ale do tego/przede wszystkim był dobrym i interesującym człowiekiem
  • mabelle2000 09.02.17, 13:12
    stary.dziadyga napisała:

    > Oczywiście w razie draki, każdy swoje dzieci najpierw by ratował, swoją rodzinę
    > .
    > I my to uważamy za piękne :)

    No wiesz, trudno zebym ratowala najpierw dzieci sasiada, skoro swoim dalam zycie :-) One sa mi bliskie poprzez wyjatkowosc relacji budowanej wspolnie przez lata, ale sklamalabym mowiac, ze fakt ich urodzenia nic dla mnie nie znaczy.

    > Tylko ze taka miłość wyklucza tych którzy znajdują się poza gronem rodzinnym.

    Coz wiec prostszego stworzyc sobie krag ludzi *do kochania* i nazwac go swoja rodzina? Nie wydaje Ci sie Dziadyga, ze to czy bedziemy samotni czy nie zalezy tylko od nas ?

    > Dla mnie prawdziwa miłość to ta bezwarunkowa, prawdziwe uczucie płynące z ciebi
    > e, nie ważne czy odwzajemnione czy nie, nie tylko do bliskich w których zainwes
    > towało się najwięcej czasu,

    Teoretycznie masz racje, tylko jesli obedrzesz milosc z dzialania na rzecz osoby ktora kochasz, nie podzielisz sie z nia swoim czasem, to co Ci zostanie? Klepanie jezorem jak bardzo ja kochasz ?


  • stary.dziadyga 09.02.17, 13:52
    mabelle2000 napisała:


    > No wiesz, trudno zebym ratowala najpierw dzieci sasiada, skoro swoim dalam zyci
    > e :-) One sa mi bliskie poprzez wyjatkowosc relacji budowanej wspolnie przez la
    > ta, ale sklamalabym mowiac, ze fakt ich urodzenia nic dla mnie nie znaczy.

    Znaczy najwięcej. Oczywiście nie umniejszam tu miłości żadnej matki do dziecka, nie krytukuję, tylko obserwuję.

    Wyobraź sobie że znam kogoś, kto uratował najpierw dzieci sąsiada, ale jego dzieci zginęły.
    Tzn osobiście tej osoby nie znam, tylko jedno z "dzieci sąsiada" właśnie.
    To jest dopiero dar miłości, a nie "mój synunio jaki zdolny, najpiększniejszy!" (wiem że przesadzam, nie bijcie)


    > Coz wiec prostszego stworzyc sobie krag ludzi *do kochania* i nazwac go swoja r
    > odzina? Nie wydaje Ci sie Dziadyga, ze to czy bedziemy samotni czy nie zalezy t
    > ylko od nas ?

    Do tego chyba dążymy powoli jako ludzkość. Kiedyś jak ktoś nie założył rodziny, to życiowo i społecznie był w czarnej dupie, chyba że był jakimś wybitnym naukowcem w zamian.
    Teraz ludzie układają już sobie po swojemu, stąd też moje zaciekawienie tematem.

    >
    > Teoretycznie masz racje, tylko jesli obedrzesz milosc z dzialania na rzecz osob
    > y ktora kochasz, nie podzielisz sie z nia swoim czasem, to co Ci zostanie? Klep
    > anie jezorem jak bardzo ja kochasz ?
    >

    Nie pisałam żeby miłość obdzierać z działania na rzecz innych, rozumiem że tu wracasz do tego że doba ma tylko 24 godziny?
    No więc w tym ujęciu gdzie miłość masz z wielu źródeł, a ilość obdarzających i obdarzanych się zwiększa to i doba może sobie postostać jaka jest, bo rączek do pomocy więcej
  • mabelle2000 09.02.17, 14:15
    stary.dziadyga napisała:

    > Znaczy najwięcej. Oczywiście nie umniejszam tu miłości żadnej matki do dziecka,
    > nie krytukuję, tylko obserwuję.

    Bo to dzialanie instynktowne, kochasz bardziej wiec ratujesz najpierw.
    Sa ludzie, ktorzy zawodowo zajmuja sie ratownictwem, oni pewnie najczesciej ratuja " jak leci" ;-) Ale i tak jestem pewna, ze lekarz majacy tylko jeden respirator da go temu z dwoch pacjentow, ktory lepiej rokuje.

    > Wyobraź sobie że znam kogoś, kto uratował najpierw dzieci sąsiada, ale jego dzi
    > eci zginęły.
    > Tzn osobiście tej osoby nie znam, tylko jedno z "dzieci sąsiada" właśnie.
    > To jest dopiero dar miłości, a nie "mój synunio jaki zdolny, najpiększniejszy!"
    > (wiem że przesadzam, nie bijcie)

    No to odwroc sytuacje i pomysl czy chcialabys, zeby Twoja matka uratowala z pozaru najpierw dzieci sasiada, a dopiero pozniej wrocila po Ciebie.

    > Do tego chyba dążymy powoli jako ludzkość. Kiedyś jak ktoś nie założył rodziny,
    > to życiowo i społecznie był w czarnej dupie, chyba że był jakimś wybitnym nauk
    > owcem w zamian.
    > Teraz ludzie układają już sobie po swojemu, stąd też moje zaciekawienie tematem

    Raczej nic tego nie potwierdza, jako ogol jestesmy coraz bardziej samotni. Kto wie czy to nie przez to, ze mamy na fejsbuku 947 " przyjaciol" ;-)

    > Nie pisałam żeby miłość obdzierać z działania na rzecz innych, rozumiem że tu w
    > racasz do tego że doba ma tylko 24 godziny?
    > No więc w tym ujęciu gdzie miłość masz z wielu źródeł, a ilość obdarzających i
    > obdarzanych się zwiększa to i doba może sobie postostać jaka jest, bo rączek do
    > pomocy więcej

    Relacja sie liczy. Jej jakosc, uwaga, refleksja nad soba, nad zwiazkiem, nad nami. Temu trzeba sie poswiecic, budowanie do czasochlonny proces. Moze niektorzy ludzie to potrafia. Tego nie wiem.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 14:14
    Hmm...po zastanowieniu to troche za daleko poleciałam z tym przykładem cudzych dzieci, bo do tego (mam nadzieję) nikt tu nie może się odnieść.

    Ale coś bliżej...masz więcej niż jedno dziecko? Jak się pojawia drugie, to nie zaczynamy tego pierwszego mniej kochać, choć miejsca w sercu tyle samo. Czyli ideę że można po równo kochać więcej niż jedną osobę bez uszczerbku lda tej drugiej będzie w miarę łatwo skumać rodzicom.
  • marek.zak1 09.02.17, 14:22
    stary.dziadyga napisała:

    > Ale coś bliżej...masz więcej niż jedno dziecko? Jak się pojawia drugie, to nie zaczynamy tego pierwszego mniej kochać, choć miejsca w sercu tyle samo.
    ----------------------
    Nie ma czegoś takiego. Są oczywiście preferencje, ale suma miłości rośnie.
  • mabelle2000 09.02.17, 14:47
    marek.zak1 napisał:

    > Nie ma czegoś takiego. Są oczywiście preferencje, ale suma miłości rośnie.

    No o to chyba wlasnie Dziadydze chodzi, ze " troski sie dzieli, a milosc sie mnozy". Idea piekna, prawda.
  • mabelle2000 09.02.17, 14:34
    stary.dziadyga napisała:

    > Hmm...po zastanowieniu to troche za daleko poleciałam z tym przykładem cudzych
    > dzieci, bo do tego (mam nadzieję) nikt tu nie może się odnieść.

    Moga ci, ktorzy sa w tak zwanych rodzinach patchworkowych i uczestnicza w wychowaniu dzieci partnera/ partnerki. Zapytaj czy tamte dzieci kochaja tak samo jak swoje. Ja mniej wiecej znam odpowiedz ;-)

    > Ale coś bliżej...masz więcej niż jedno dziecko? Jak się pojawia drugie, to nie
    > zaczynamy tego pierwszego mniej kochać, choć miejsca w sercu tyle samo. Czyli i
    > deę że można po równo kochać więcej niż jedną osobę bez uszczerbku lda tej drug
    > iej będzie w miarę łatwo skumać rodzicom.

    Da sie kochac wiecej niz jedna osobe. Da sie tez uprawiac z kilkoma osobami seks. Pierwsze wydaje mi sie latwiejsze, z drugim moglabym miec problem. Ile jest takich osob jak ja ? Nie wiem.
  • mabelle2000 09.02.17, 10:41
    sabat3 napisał:

    > Wyglada na to, ze zainteresowani albo sie wstydza, albo ich tu nie ma :)
    > Stawiam na to drugie, polecam zapytac o to samo na zbiorniku (bez zlosliwosci).

    :-) Dla mnie wyzwaniem byloby zyc w zwiazku z jednym czlowiekiem, a co dopiero z kilkoma. Zaangazowac sie, wszystkim okazac wsparcie, zainteresowanie, spedzic wspolny czas, wypytac o samopoczucie. A tu doba ma tylko 24 godziny. Zdecydowanie nie dla mnie.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 10:49


    > :-) Dla mnie wyzwaniem byloby zyc w zwiazku z jednym czlowiekiem, a co dopiero
    > z kilkoma. Zaangazowac sie, wszystkim okazac wsparcie, zainteresowanie, spedzic
    > wspolny czas, wypytac o samopoczucie. A tu doba ma tylko 24 godziny. Zdecydowa
    > nie nie dla mnie.

    Mi się wydaje, że to są ludzie, którzy na tyle kochają siebie samych, tzn, nie że są w siebie zapatrzeni tylko umieją siebie samego na tyle kochać i dawać sobie samemu szczęście, że nie potrzebują aż tak wiele od drugiej osoby, także i doba dłuższa być nie musi.
    Chociaż co ja tam wiem...i właśnie dlatego marzy mi się z taką osobą pogadać
  • mabelle2000 09.02.17, 11:21
    stary.dziadyga napisała:

    > Mi się wydaje, że to są ludzie, którzy na tyle kochają siebie samych, tzn, nie
    > że są w siebie zapatrzeni tylko umieją siebie samego na tyle kochać i dawać sob
    > ie samemu szczęście, że nie potrzebują aż tak wiele od drugiej osoby, także i d
    > oba dłuższa być nie musi.
    > Chociaż co ja tam wiem...i właśnie dlatego marzy mi się z taką osobą pogadać

    Tacy ludzie jak piszesz, " samodzielni" uczuciowo i nie lubiacy nikogo ograniczac, maja zwykle grono dobrych, sprawdzonych przyjaciol. To jest dla nich potezne zrodlo wzajemnego wsparcia. Erotyczna wiez natomiast, jedyna w swoim rodzaju, utrzymuja z jedna osoba.

  • sea.sea 09.02.17, 14:05
    Mam ostatnio wrażenie, że takie relacje zdarzają się znacznie częściej, niż się może wstępnie wydawać. Tylko ludzie się z tym bardzo niechętnie ujawniają jakoś szerzej publicznie, między innymi dlatego, że temat budzi sporo emocji i łatwo się po coming oucie dorobić różnych niepochlebnych łatek wynikających z niezrozumienia.
  • hello-kitty2 09.02.17, 14:48
    stary.dziadyga napisała:

    > Ja nie mogę wyszukiwać wątków, bo mi napisano że nie mam uprawnień do wyszukiwa
    > nia, pfff a co to teraz jaką licencję trzeba sobie wyrobić? :)

    Juz kochany Dziadu Szperacz-Gmeracz poszukal Ci 'bez uprawnien' ten watek Profesor TwojejBoginii. Zle zapamietalam. Negatywnie wypowiadala sie o Promiskuityzmie (ja pierdziele musialalam ten wyraz pisac po literce, skad oni biora takie trudne slownictwo i dlaczego? ;) (powolala sie na: problemy ze soba, brak tworzenia wiezi, krzywdzenie, wymuszanie, ect.) choc potem w ciekawej dyskusji z obywtelem Obrotowym ocenila ze rozumie. Poliamorii przyklasnela aczkolwiek wspomniala o tym, co napomknela juz Mabelle, ze moze okradac z zaagngazowania. Poczytaj sobie. Aha do czego zmierzam. Twoja Boginka miala/ ma (?) tez relacje z kobietami wiec jesli szukasz osob, ktore sie otarly o zwiazki otwarte i potrafia/moga o tym rozmawiac, to chyba by trzeba bylo pukac do boginkowych drzwi. Ostatni cos nie zaglada ale jak ja przywolasz w duchu, to kto wie? ;-)

    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,162065273,162065273,monogamia.html?p=162070255
    (linkiem zrobilam od razu przeskok do wlasciwego postu z 26.07.16, 14:44, bo watek zaczela od monogamii)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • stary.dziadyga 09.02.17, 15:24
    Och dzięki Ci nieoceniona o Kitty!

    TB pisze bardzo ciekawe rzeczy, szczególnie o wizięciu odpowiedzialności za siebie.
    To jest własnie to co ja nazywam tym nowym poziomem autentyczności. Wzięcie odpowiedzialności za siebie pozwoli nam wg mnie na wejściu na nowy poziom relacji z ludźmi, bo nie bedziemy oszukiwac ani siebie ani innych
  • hello-kitty2 09.02.17, 16:01
    stary.dziadyga napisała:

    > TB pisze bardzo ciekawe rzeczy, szczególnie o wizięciu odpowiedzialności za sie
    > bie.
    > To jest własnie to co ja nazywam tym nowym poziomem autentyczności. Wzięcie odp
    > owiedzialności za siebie pozwoli nam wg mnie na wejściu na nowy poziom relacji
    > z ludźmi, bo nie bedziemy oszukiwac ani siebie ani innych

    Tak czytam co Ci chodzi po glowie, widze, ze Proteinowy zahaczyl o milosc, Mabelle o skonczonosc zasobow jakimi dysponujemy, jak to wszystko tam upchac w te mnogosc relacji? A zazdrosc? Najgorsza w milosci jest zazdrosc, dlatego tak wygodnie jest byc w relacjach nie opartych na milosci. Zupelnie sie nie spalasz. Mozesz wziac odpowiedzialnosc za swoja zazdrosc? A co by to mialo znaczyc? Chyba nie rozumiem o czym Ty do mnie rozmawiasz? ;)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • sea.sea 09.02.17, 16:22
    A zastanawiałaś się kiedyś jakoś bardziej nad zazdrością? Nad tym: w jakich sytuacjach ją czujesz i właściwie dlaczego? :)
  • hello-kitty2 09.02.17, 17:13
    sea.sea napisała:

    > A zastanawiałaś się kiedyś jakoś bardziej nad zazdrością? Nad tym: w jakich syt
    > uacjach ją czujesz i właściwie dlaczego? :)

    Nie zastanawialam sie. Zazwyczaj jak sie czegos boje, to unikam tego jak ognia. Teraz od paru dlugich lat udalo mi sie ja calkowicie wyeliminowac ale podsmierdza mi bardzo szybko jak tylko katem oka dostrzege ja w innych ludziach. Co ciekawe ludzie sa w stanie zazdroscic doslownie wszystkiego. Niewiarygodne to jest czym sie potrafia podpalic z zazdrosci. Ale chyba najgorsza jest zazdrosc damsko-meska. Jesu co moj stary wyprawial, to wstyd na cale osiedle ;)Poniewaz byl niepelnosprawny, chodzil o kuli, to tez nikt nie traktowal go az tak powaznie tj nikt mu np nie wpieprzyl, ej no pobij czy nawet wyzwij teraz kaleke, co sie nawet o wlasnych silach nie potrafi na nogach utrzymac ;-) I co zrobic wtedy z wlasnymi emocjami?

    A Ty masz jakies pozytywne doswiadczenia zazdrosciowe? Podpowiesz cos?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • mabelle2000 09.02.17, 17:27
    hello-kitty2 napisala

    > Co cie
    > kawe ludzie sa w stanie zazdroscic doslownie wszystkiego.

    A nie, to jest chyba zawisc, a nie zazdrosc:-)

  • sea.sea 11.02.17, 12:52
    Już napisałam chwilę wcześniej dziadydze, że emocjonalnie nie pojmuję (bo rozumowe argumenty znam) dlaczego temat seksu na boku budzi aż takie emocje.

    Ja mam ostatnio refleksję taką, że zazdrość o kontakty z innymi osobami w związkach jest bez sensu. Zazdrość to generalnie lęk przed stratą kogoś/czegoś, przed tym, że nam się wymknie, znajdzie coś lepszego, odejdzie.
    Ale czy jesteśmy w stanie zablokować kogoś na wszystkie bodźce, które mogłyby sprawić, że odejdzie do kogoś innego?
    A nawet: jeśli nie odejdzie do kogoś innego, partner i tak może nam na oczach odejść sam w siebie i też nie będziemy wiedzieli: dlaczego (jak mój eks).
    Martwienie się na wyrost potencjalną stratą, na którą wpływ mamy niewielki, zupełnie nie ma sensu, a właśnie totalnie nas spala. Dlatego się nie martwię :) (ale ja mam generalnie dość mocno poukładane w emocjach i możliwe też, że jakieś <<zaburzenia>> względem neurotypowych, bo często nie ogarniam czemu się ludzie tak spalają tym albo owym - więc mi łatwiej)
  • stary.dziadyga 09.02.17, 16:34
    hello-kitty2 napisała:

    >
    > Tak czytam co Ci chodzi po glowie, widze, ze Proteinowy zahaczyl o milosc, Mabe
    > lle o skonczonosc zasobow jakimi dysponujemy, jak to wszystko tam upchac w te m
    > nogosc relacji? A zazdrosc? Najgorsza w milosci jest zazdrosc, dlatego tak wygo
    > dnie jest byc w relacjach nie opartych na milosci. Zupelnie sie nie spalasz. Mo
    > zesz wziac odpowiedzialnosc za swoja zazdrosc? A co by to mialo znaczyc? Chyba
    > nie rozumiem o czym Ty do mnie rozmawiasz? ;)
    >

    Bo mylisz miłość z pożądaniem i zazdrością.
    Prawdziwa miłość to takie uczucie gdzie nie oczekujesz nic w zamian. Jakby to nazwać: nie zrywasz kwiatka dla siebie żeby już zdechł jak się na niego napatrzysz w wazonie, tylko pielegnujesz dopóki czujesz że to jedyne co dla niego chcesz robić, nie potrzebując nim zawładnąć. Patrzysz jak sobie rośnie i to uczucie Cię satysfakcjonuje.


    Mo
    > zesz wziac odpowiedzialnosc za swoja zazdrosc?

    Pewnie, najlepiej przekształcając ją w coś innego, taka alchemia uczuć.




  • proteinowy.na.chwile 10.02.17, 14:07
    > A zazdrość?

    Bo Ty zaczynasz od człowieka takim jaki jest. Dziadyga wychodzi od idei. Dziadyga jest skazana na rozczarowanie (głownie bliźnimi, a to dzieli jeszcze bardziej niz rozczarowanie soba) a Ty pewnie na spalanie sie, na ból.
  • slepafuria15 10.02.17, 16:57
    Czy ja dobrze zrozumiałam, ze brak zazdrości świadczy u braku miłości?
  • stary.dziadyga 10.02.17, 19:43
    Tako rzecze prorok
  • proteinowy.na.chwile 09.02.17, 11:21
    > są w tych relacjach szczęśliwi, bo nie potrzebują nikogo trzymać za mordę i stąd te polimoryczne relacje

    Hej dziadu!

    A jak widzisz geneze miłości? Jest czymś eterycznym sączącym sie z góry w nasze głowy, czy tak bardziej oddolnie - sublimacją skomplikowanych emocji doświadczanych przez, było nie było, zwierzę?
    Dobór słownictwa wskazuje na to pierwsze.
  • stary.dziadyga 09.02.17, 11:36
    Cześć proteinowy!

    Słuszna obserwacja, raczej to pierwsze, choć tak dla ścisłości, myślę że to nie jest nic zewnętrznego od nas, my jesteśmy z miłości zbudowani, to najbardziej naturalny stan dla nas.
    Oczywiście przy małej świadomości tego czym jesteśmy, to wiadomo że lądujemy w drugiej grupie i w niej na razie jest większość ludzkości. Jesteśmy wtedy niewolnikami emocji, czyli ściślej mówiąć biochemi ciała.

    Ale to stare, a idzie nowe.
    Człowiek ma tę unikalną zdolność, że jest w stanie sam obserwować własną świadomość i też sobie ją "uzmysławiać".
    Long story short, w skutek uświadomienia sobie pewnych procesów które do tej pory uważaliśmy za automatyczne i rządzące nami, przestajemy byc ich niewolnikami. Człowiek uczy się panować nad emocjami i widzi że to nie wszystko. Dzięki temu może zykać zupełnie nową świadomośc i panowanie nad sobą, a to go zmienia.
    Wg mnie ewoluujemy w nowym kierunku i to co raz szybciej.
  • proteinowy.na.chwile 09.02.17, 12:03
    stary.dziadyga napisała:

    > Słuszna obserwacja, raczej to pierwsze, choć tak dla ścisłości, myślę że to nie
    > jest nic zewnętrznego od nas, my jesteśmy z miłości zbudowani, to najbardziej
    > naturalny stan dla nas.

    Mysle, ze rozumiem co mowisz, odbije tresc do Ciebie moim slowami i popraw jezeli zle odebralem: kiedy mowisz "zbudowani z milosci" masz na mysli nie biologie, fizyke i takie tam, tylko to jest figura returyczna na "czlowiek nie niepokojony syfem nie przestaje kochac".

    > Oczywiście przy małej świadomości tego czym jesteśmy, to wiadomo że lądujemy w
    > drugiej grupie i w niej na razie jest większość ludzkości. Jesteśmy wtedy niewo
    > lnikami emocji, czyli ściślej mówiąć biochemi ciała.

    Pachnie buddyzmem. To nie jest przykry zapach. Ze wszystkich "izmow" ten najmniej nalega re-interpretacje rzeczywistosci. Niemniej Twoj dualizm swiadomosc <-> biochemia wydaje sie nie pasowac do rzeczywistosci. Wszystko co widze wskazuje, ze swiadomosc jest raczej produktem niz niezaleznym aktorem. Guz wielkosci pilki golfowej w mozgu i zaczynasz strzelac do ludzi (autentyczny przypadek z US). Niewiele to rozne od mrowek zarazonych toksoplazmoza, ktore nagle zaczynaja nie uciekac przed kotem czy owca.

    > Ale to stare, a idzie nowe.
    > Człowiek ma tę unikalną zdolność, że jest w stanie sam obserwować własną świado
    > mość i też sobie ją "uzmysławiać".
    > Long story short, w skutek uświadomienia sobie pewnych procesów które do tej po
    > ry uważaliśmy za automatyczne i rządzące nami, przestajemy byc ich niewolnikami
    > . Człowiek uczy się panować nad emocjami i widzi że to nie wszystko. Dzięki tem
    > u może zykać zupełnie nową świadomośc i panowanie nad sobą, a to go zmienia.
    > Wg mnie ewoluujemy w nowym kierunku i to co raz szybciej.

    Moze tez byc tak, ze swoj prywatny rozwoj mylisz z rozwojem ludzkosci. Oby nie, bo mimo wszystko kibicuje zespolowi "ludzie".
  • stary.dziadyga 09.02.17, 19:01
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > Pachnie buddyzmem. To nie jest przykry zapach. Ze wszystkich "izmow" ten najmni
    > ej nalega re-interpretacje rzeczywistosci. Niemniej Twoj dualizm swiadomosc 
    > 0;-> biochemia wydaje sie nie pasowac do rzeczywistosci.
    > Moze tez byc tak, ze swoj prywatny rozwoj mylisz z rozwojem ludzkosci. Oby nie,
    > bo mimo wszystko kibicuje zespolowi "ludzie".

    O proteinowy, sorki, zapomniałam się odnieśc do Twojej wypowiedzi.

    Może trochę pachnie, ale to ostatecznie żaden izm. Ja żadnych dogmatów nie uważam. Myslę że powinnismy wszystkie takie "prawdy" kwestionować do bólu.

    I tak z mojego researchu wynika, że wszystkie religie w obecnej formie są kłamstwem, ale też wszystkie oparte o bardzo słuszny fundament, czyli że miłość jest największą mocą i że na niej można zbudować piękny świat.

    Wszystko co widze
    > wskazuje, ze swiadomosc jest raczej produktem niz niezaleznym aktorem. Guz wiel
    > kosci pilki golfowej w mozgu i zaczynasz strzelac do ludzi (autentyczny przypad
    > ek z US). Niewiele to rozne od mrowek zarazonych toksoplazmoza, ktore nagle zac
    > zynaja nie uciekac przed kotem czy owca.
    >

    Tu musialbyś się rozwinąć, bo przyznaję że nie do końca łapię.

  • proteinowy.na.chwile 10.02.17, 21:00
    > I tak z mojego researchu wynika, że wszystkie religie w obecnej formie są kłamstwem, ale też wszystkie oparte o bardzo słuszny fundament, czyli że miłość jest największą mocą i że na niej można zbudować piękny świat. <

    Zdefiniuj "kłamstwo" w tym kontekście. Mój risercz wskazuje na szeroka rozpiętość kłamstwa i szkodliwości poszczególnych religii. Niektóre sa niemal prawdziwe i pożyteczne, zwłaszcza jak przymrużyć oczy. Z terminem "religia" jest troche jak z terminem "sport". Termin-walizka, miesza ze soba takie rzeczy jak pingpong i boks tajski.

    > [o guzach i toksopazmozie] Tu musialbyś się rozwinąć, bo przyznaję że nie do końca łapię.

    Świadomość nie istnieje jako odrębne "cos" co kieruje mięsem i hormonem. Wszystko wskazuje na to ze Kartezjusz i Descartes bronili ładnego ale błędnego modelu.

    Świadomość to produkt działania mięsa i hormonów. Wyłaniania sie z niższych warstw, bazuje na nich, opiera sie o nie, jest z nich zbudowana. Jest czubkiem góry lodowej.

    Ten przykład z guzem mózgu to przypadek któregoś z amerykańskich strzelców do cywilnej ludności, ktory zostawił po sobie notatki z treścią w rodzaju: nie wiem co sie ze mną dzieje ale nie mogę powstrzymać morderczych myśli i wizji.

    To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do nieprawdziwej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zakresie jak Św Mikołaj.

    Mowisz ze jesteśmy na progu zmiany, ze ludzie sie zmieniają na lepsze. Nie widze tego. Jak dla mnie jesteśmy na granicy kolejnego konfliktu. Możliwe ze to tylko inny punkt siedzenia.

    Nie obraz sie na powierzchowność następującego zdania: z tych kilku wpisów o Twoich problemach z erotyka stawiam na zamknięcie sie przed zwierzecoscia, brudem, bólem i przemocą jako przyczynę.
  • hello-kitty2 11.02.17, 12:16
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > Świadomość nie istnieje jako odrębne "cos" co kieruje mięsem i hormonem. Wszyst
    > ko wskazuje na to ze Kartezjusz i Descartes bronili ładnego ale błędnego modelu
    > .
    >
    > Świadomość to produkt działania mięsa i hormonów. Wyłaniania sie z niższych war
    > stw, bazuje na nich, opiera sie o nie, jest z nich zbudowana. Jest czubkiem gór
    > y lodowej.
    >
    > Ten przykład z guzem mózgu to przypadek któregoś z amerykańskich strzelców do c
    > ywilnej ludności, ktory zostawił po sobie notatki z treścią w rodzaju: nie wiem
    > co sie ze mną dzieje ale nie mogę powstrzymać morderczych myśli i wizji.

    Bardzo ladnie napisane: rzetelnie, w sposob zrozumialy, z przykladem. W koncu wpadlam dlaczego Cie tak lubie czytac!? Bo moglbys pisac podreczniki, a ja jestem fanem podrecznikow (w odroznieniu od ksiazek fabularnych). Podreczniki sa ksiazkami opisujacymi w prosty sposob skomplikowany swiat idiotom ciekawym swiata. Na studiach czesto wstydzialam sie wyjmowac jakies swoje ksiazki, bo mialam je z tak wysoka dokladnoscia i co do slowa opracowane, ze az wstyd przed wspolstudentami, ktorzy lapali wszystko w lot, ze sluchu z wykladu, a ja wszystko musialalam sobie poporownywac, porobic odnosniki. Rozgadalam sie. Wracajac do tej swiadomosci. Jesli jest tak, jak piszesz (a podrecznik z zalozenia nie klamie ;) to pododnie (w moim odczuciu) jest z geneza milosci, o ktorej rozmawialiscie, a ja sie przysluchiwalam. Nie jest ona czyms splywajacym w gory, jak sie zgodziliscie, tylko wlasnie z dolu "sublimacją skomplikowanych emocji doświadczanych przez, było nie było, zwierzę". Tylko nie wiem/nie pamietam co to jest 'sublimacja' ale strzelam bez sprawdzania, ze to to. Czyli jest prodktem naszego ukladu nerwowego i w tym sensie jest w nas (pomysl Dziadygi). Niemniej poniewaz jak z ostatniego wykladu z roboty zapamietalam: w ciele czlowieka nie znajduje sie ani jedna kosc, ktora nie rozni sie (rozmiarem, polozeniem, zainstalowaniem, ect) od tej samej kosci u drugiego czlowieka (=zaden czlowiek nie jest dokladna kopia zadnego innego czlowieka, fizycznie) to moznaby bylo wniesc, ze niektorzy sa bardziej, a niektorzy mniej do odczuwania milosci predysponowani z uwagi na budowe.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinowy.na.chwile 11.02.17, 13:13
    > Nie jest ona czyms splywajacym w gory, jak sie zgodziliscie, tylko wlasnie z dolu "sublimacją skomplikowanych emocji doświadczanych przez, było nie było, zwierzę". <

    Wlasnie miałem wrazenie ze Dziadyga nie zgadza sie z tym, widzi milosc jako cos pierwszego, co dopiero potem brudzą emocje, zazdrość, przemoc nie daj Boże. Zapowiadało sie ciekawie.

    Ale w międzyczasie pojawiły sie wpisy o "wszystkie dzieci nasze sa", "szklany sufit", "inna płaca za ta sama prace" i w koncu obok o "kulcie białego mezczyzny" i juz wiem, ze w subtelności sie juz raczej nie pobawimy. Prawdopodobnie będziemy sie zbliżać do poziomu Anity Sarkeesian youtu.be/SA0aKjY8K50 (7 sekund, rzuć okiem). Ja sie łatwo tym daje trollowac.

    Wracając do Twojego przykładu z kośćmi - widze to dokładnie tak samo. Kazda milosc jest inna ale jednak milosc. Nie dziele je na czyste i nieczyste. Granica jest przy "szkodliwe".
  • stary.dziadyga 11.02.17, 15:02
    proteinowy.na.chwile napisał:

    e. Za
    > powiadało sie ciekawie.
    >
    > Ale w międzyczasie pojawiły sie wpisy o "wszystkie dzieci nasze sa", "szklany sufit", "inna płaca za ta sama prace" i w koncu obok o "kulcie białego mezczyzny" i juz wiem, ze w subtelności sie juz raczej nie pobawimy. Prawdopodobnie będziemy sie zbliżać do poziomu Anity Sarkeesian youtu.be/SA0aKjY8K50 (7 sekund, rzuć okiem). Ja sie łatwo tym daje trollowac.

    Też mi się zapowiadało ciekawie, ale chyba brakuje jednak otwartości i gotowości do rozmowy, już z mojej strony także.

    Po co próbujesz mnie proteinowy zamknąć w jakieś znane sobie ramy, porównując do jakichś tam znanych sobie postaci, w dodatku na podstawie kilku wpisów. Piszesz o tym że liczyłeś na sublimację, a sam próbujesz mnie sprowadzić jako osobę do jakiegoś 7 sekundowego gifa???

    Szukasz potwierdzenia własnej racji wyśmiewając mnie i próbując zamknąc moje poglądy w kilku hasełkach?

    Nie no zupełnie tych wycieczek osobistych nie rozumiem, tym bardziej na anonimowym forum internetowym gdzie nic nie stoi na przeszkodzie sobie normalnie, szczerze porozmawiać, bo to co tu napiszemy nie naraża nas na żdane straty ani nie przyniesie zysku w świecie realnym, w senie nie musimy tu dbać o swój imidż.


  • proteinowy.na.chwile 11.02.17, 19:23
    > Też mi się zapowiadało ciekawie, ale chyba brakuje jednak otwartości i gotowości do rozmowy, już z mojej strony także. <

    No to szkoda. Przyznaję że ze swojej strony że błyskawiczne zapakowałem Cie do określonej szuflady, zamiast wiecej posłuchać. Jezeli chcesz utnijmy offtopa w tym miejscu, moze zamiast tego pojawi sie ktos w temacie o ktory pytasz.
  • stary.dziadyga 11.02.17, 21:30
    proteinowy.na.chwile napisał:
    >
    > No to szkoda. Przyznaję że ze swojej strony że błyskawiczne zapakowałem Cie do
    > określonej szuflady, zamiast wiecej posłuchać. Jezeli chcesz utnijmy offtopa w
    > tym miejscu, moze zamiast tego pojawi sie ktos w temacie o ktory pytasz.

    Offtopy to przecie clue całego tego forum. Mi tylko tak wsyd w czyimś wątku jechać na offtopie i to jeszcze na ostro!
  • proteinowy.na.chwile 11.02.17, 21:42
    > Offtopy to przecie clue całego tego forum. Mi tylko tak wsyd w czyimś wątku jechać na offtopie i to jeszcze na ostro! <

    Mam taka wizje, zeby sobie tak miło z ludzmi pogadać. Jeszcze lepiej posłuchać. A potem jakos ze trzy posty niżej różnice "rozkręcają sie same", w koncu spięcie. Ale kiedys mi wyjdzie i w przyjacielskiej atmosferze dociagniemy temat do konca. Najlepszego dziadygo, bede Cie jeszcze męczył w temacie czystych uczuc.
  • hello-kitty2 11.02.17, 22:48
    stary.dziadyga napisała:

    > Offtopy to przecie clue całego tego forum. Mi tylko tak wsyd w czyimś wątku jec
    > hać na offtopie i to jeszcze na ostro!

    To jest Twoj watek ;-)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • stary.dziadyga 11.02.17, 23:01
    hello-kitty2 napisała:

    > To jest Twoj watek ;-)
    >

    Wiem, ale wątek obok się poprztykaliśmy z proteinowym na offie i do tego się odnosiłam :)
  • stary.dziadyga 11.02.17, 21:32
    W moim wątku można offtopować, na dole juz Zawle i Lybbla wymieniają uprzejmości
  • lybbla 11.02.17, 20:28
    stary.dziadyga napisała:


    > Po co próbujesz mnie proteinowy zamknąć w jakieś znane sobie ramy, porównując d
    > o jakichś tam znanych sobie postaci, w dodatku na podstawie kilku wpisów. Pisze
    > sz o tym że liczyłeś na sublimację, a sam próbujesz mnie sprowadzić jako osobę
    > do jakiegoś 7 sekundowego gifa???

    Rozwiń temat (zacznij od macierzy) albo zostaniesz tym 7 sekundowym gifem na zawsze.
  • stary.dziadyga 11.02.17, 13:10
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > > I tak z mojego researchu wynika, że wszystkie religie w obecnej formie są
    > kłamstwem, ale też wszystkie oparte o bardzo słuszny fundament, czyli że miłoś
    > ć jest największą mocą i że na niej można zbudować piękny świat. <
    >
    > Zdefiniuj "kłamstwo" w tym kontekście.
    >
    W największym z możliwych skórtów: coś co z założenia miało pomóc ludziom wznieść się na wyższy poziom świadomości zostało przeistoczone w dokładną odwrotność czyli mechanizm kontroli, serwujący dogmaty i ograniczający własne myślenie.

    >
    O Świadomości i czym ona jest mogła bym tak dużo napisać że to temat na inny wątek i chyba też na inne forum :)

    W pewnym sensie masz rację pisząc że to coś zewnętrznego od nas, bo co raz więcej wskazuje na to że jest to rzeczywiście inteligentne pole nas otaczające (Einstein, macierz, fizyka kwantowa, quantum entanglement i te sprawy), niektórzy nazywają je Bogiem właśnie.
    Z drugiej strony, to że my jesteśmy od tego pola oddzielni to tylko iluzja, nie ma czegoś takiego jak pusta przestrzeń, wszystko jest ze sobą połączone, tak więc i my z tzw "zewnętrzną świadomością".

    Nam się wydaje że nasza świadomość jest zamknięta w tej kupie "mięcha i hormonów" i póki tak jest to ta kupa mięcha i hormonów nami rządzi, a dokładniej rządzą nami emocje, które są niczym innym jak serią chemicznych reakcji. Reakcja chemiczna wysyła impuls do mózgu, a mózg produkuje fale (alfa, beta, delta, gamma), a te fale generują naszą rzeczywistość.
    Wiem że zamkniete w dwa zdania, brzmi to jak jakieś mambo-dżambo więc trudno mi się naprawdę w tej kwestii tu wypowiedzieć.




    >
    > To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do nieprawdziw
    > ej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zakresie
    > jak Św Mikołaj.

    Tu bym się kłóciła :) Czysta miłość nie potrzebuje, a już na pewno nie uzależnia swojej obecności od drugiego obiektu. To taki stan kiedy czujesz miłość do siebie i całego świata i nic więcej nie jest ci potrzebne do szczęścia. Póki co stan osiągalny ciężkim wysiłkiem fizycznym, orgazmem, medytacją, ewentualnie środkami psychodelicznymi, ale powoli sięgo uczymy jako ludzkość.

    >
    > Mowisz ze jesteśmy na progu zmiany, ze ludzie sie zmieniają na lepsze. Nie widz
    > e tego. Jak dla mnie jesteśmy na granicy kolejnego konfliktu. Możliwe ze to tyl
    > ko inny punkt siedzenia.

    Jesteśmy, jesteśmy, z każdym pokoleniem co raz bliżej.

    > Nie obraz sie na powierzchowność następującego zdania: z tych kilku wpisów o Tw
    > oich problemach z erotyka stawiam na zamknięcie sie przed zwierzecoscia, brudem
    > , bólem i przemocą jako przyczynę.

    Ja jestem ostatnią osoba, która by się tu obrażała, szczególnie za mądre słowa.
    Masz zupełnie rację, taki też wniosek jest owocem moich ostatnich "uświadomień" i postanowiłam trochę spróbować objąć tę swoją ciemną stronę. Na razie przez zaakceptowanie, że ona w ogóle istnieje.
  • proteinowy.na.chwile 11.02.17, 13:20
    > W pewnym sensie masz rację pisząc że to coś zewnętrznego od nas, bo co raz więcej wskazuje na to że jest to rzeczywiście inteligentne pole nas otaczające (Einstein, macierz, fizyka kwantowa, quantum entanglement i te sprawy), niektórzy nazywają je Bogiem właśnie. <

    To Urqu. Ja zupełnie sie z tym nie zgadzam.
  • proteinowy.na.chwile 11.02.17, 13:35
    > > To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do niepr
    > awdziw
    > > ej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zak
    > resie
    > > jak Św Mikołaj.
    >
    > Tu bym się kłóciła :)

    Bo myślisz, ze ja neguje istnienie Św Mikołaja. A on przeciez istnieje. Tak jak milosc. Obie te rzeczy sa idealizacja prawdziwych rysow ludzkiej natury, tyle ze trzeba sobie przypominać (przynajmniej ja sobie musze przypominac) ze żadna z tych idealizacji nie istnieje w formie czystej. I ze nacisk na żywych ludzi w kierunku uzyskania czystej wersji tych rzeczy ich kaleczy. A najpewniej spycha ich w stronę autoagresji, to przerobiłem osobiście jako dziecko.
  • aandzia43 11.02.17, 14:14

    > Bo myślisz, ze ja neguje istnienie Św Mikołaja. A on przeciez istnieje. Tak jak
    > milosc. Obie te rzeczy sa idealizacja prawdziwych rysow ludzkiej natury, tyle
    > ze trzeba sobie przypominać (przynajmniej ja sobie musze przypominac) ze żadna
    > z tych idealizacji nie istnieje w formie czystej. I ze nacisk na żywych ludzi w
    > kierunku uzyskania czystej wersji tych rzeczy ich kaleczy. A najpewniej spycha
    > ich w stronę autoagresji, to przerobiłem osobiście jako dziecko.

    Z moich wieloletnich obserwacji wynika, że ludzie przekonani głęboko o zewnętrznym pochodzeniu uczucia miłości mają fatalną łącznosc ze swoimi emocjami, ciałem, itd. Nie wiem czy przyczyną była silna indoktrynacja dziecka, czy tylko latające wokół dziecka przekazy padły na podatny grunt neurologiczny, a inne nie miały szansy się zaimplantować bo nie pasowały do podłoża. Osobiście stawiam na drugie rozwiązanie.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • proteinowy.na.chwile 11.02.17, 14:30
    Dzieki Aandzia, wlasnie mi podrzucilas cos co powinienem był dawno zauważyć.
  • aandzia43 11.02.17, 14:55
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > Dzieki Aandzia, wlasnie mi podrzucilas cos co powinienem był dawno zauważyć.

    Sorry, nie mam drzewka, więc nie wiem do której mojej wypowiedzi się odnosisz. A ciekawa jestem.


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • proteinowy.na.chwile 11.02.17, 15:54
    > Sorry, nie mam drzewka, więc nie wiem do której mojej wypowiedzi się odnosisz. A ciekawa jestem. <

    Sorry, tez nie mam, nie powinienem był bez cytowania. To było do:

    > Nie wiem czy przyczyną była silna indoktrynacja dziecka, czy tylko latające wokół dziecka przekazy padły na podatny grunt neurologiczny, a inne nie miały szansy się zaimplantować bo nie pasowały do podłoża. Osobiście stawiam na drugie rozwiązanie. <
  • aandzia43 11.02.17, 16:13
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > > Sorry, nie mam drzewka, więc nie wiem do której mojej wypowiedzi się odno
    > sisz. A ciekawa jestem. <
    >
    > Sorry, tez nie mam, nie powinienem był bez cytowania. To było do:
    >
    > > Nie wiem czy przyczyną była silna indoktrynacja dziecka, czy tylko latają
    > ce wokół dziecka przekazy padły na podatny grunt neurologiczny, a inne nie miał
    > y szansy się zaimplantować bo nie pasowały do podłoża. Osobiście stawiam na dru
    > gie rozwiązanie. <

    To moje osobiste spostrzeżenie sprzed dwudziestu lat, kiedy to miałam możliwośc oglądać z bardzo bliska w dłuższym okresie czasu nawrócenia ludzi z domów ateistycznych i odejścia od wiary ludzi wychowanych religijnie.
    Ostatnio rozmawiałam ze znajomym terapeutą o zjawisku. Potwierdził rolę zaburzeń osobowości w sposobie odbioru religii tudzież w odczuwaniu rzeczywistości i swojego w nim miejsca. Ale to chyba nic nowego.


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • hello-kitty2 11.02.17, 13:45
    stary.dziadyga napisała:

    Czysta miłość nie potrzebuje, a już na pewno nie uzależni
    > a swojej obecności od drugiego obiektu. To taki stan kiedy czujesz miłość do si
    > ebie i całego świata i nic więcej nie jest ci potrzebne do szczęścia. Póki co s
    > tan osiągalny ciężkim wysiłkiem fizycznym, orgazmem, medytacją, ewentualnie śro
    > dkami psychodelicznymi, ale powoli sięgo uczymy jako ludzkość.

    Jak mi mozg manipuluje percepcja, po polszkaneczce wina - przeczytalam to tak: czysta milosc to stan osiagany ciezkim orgazmem i srodkami ;-) A na powaznie: to wszystko jest b.ciekawe co piszesz i trzeba sie do tego bezwzglednie odniesc po przemysleniu tylko ze ja mam dzisiaj misterium rownouprawnienia (=porzadki, tak nazywa je Proteinowy), bo potem przychodza kolezanki na trening, a ja nawet nieumyta.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • zawle 11.02.17, 13:51
    A jak dla mnie to taka czysta miłość bez grama brudu to chyba i bez seksu? :)))
  • aandzia43 11.02.17, 14:18
    hello-kitty2 napisała:

    > stary.dziadyga napisała:
    >
    > Czysta miłość nie potrzebuje, a już na pewno nie uzależni
    > > a swojej obecności od drugiego obiektu. To taki stan kiedy czujesz miłość
    > do si
    > > ebie i całego świata i nic więcej nie jest ci potrzebne do szczęścia. Pók
    > i co s
    > > tan osiągalny ciężkim wysiłkiem fizycznym, orgazmem, medytacją, ewentualn
    > ie śro
    > > dkami psychodelicznymi, ale powoli sięgo uczymy jako ludzkość.
    >
    > Jak mi mozg manipuluje percepcja, po polszkaneczce wina - przeczytalam to tak:
    > czysta milosc to stan osiagany ciezkim orgazmem i srodkami ;-)

    Tak, najłatwiej przy pomocy extasy. Ale jak się człowiek odpowiednio nakręci to i trawa wystarczy.

    >


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • stary.dziadyga 11.02.17, 15:12
    aandzia43 napisała:

    > Tak, najłatwiej przy pomocy extasy. Ale jak się człowiek odpowiednio nakręci to
    > i trawa wystarczy

    Rozumiem, że to jest sarkazm z Twojej strony Aandzia?
    Ja akurat nie polecam ecstasy czy trawy jako rozwiązania, bo to jest tania przyjemność na chwilę. Dlatego też wymieniłam środki psychodeliczne na końcu, ale jeśli ktoś chce być złośliwy to drogę zawsze znajdzie. I tak już odpowidając w temacie Twojej złośliwości to powiem Ci że lepsze nawet to esctasy czy trawa, jeśli ktoś inaczej nie umie się odblokować, niż całe eony cierpienia bez poczucia nawet na chwilę takiego stanu. W różnego rodzaju terapiach dla par, rodzin co raz cześciej stosuje się MDMA i to są przełomowe sytuacje, bo niektórzy w normalnym systemie całe życie nie są w stanie zdobyć się na taki poziom empatii żeby rzeczywiście poczuć i zrozumieć drugiego człowieka, a po tym doświaczeniu wiedzą chociaż jak to jest, chociaż na chwilę.
  • aandzia43 11.02.17, 15:28
    stary.dziadyga napisała:

    > aandzia43 napisała:
    >
    > > Tak, najłatwiej przy pomocy extasy. Ale jak się człowiek odpowiednio nakr
    > ęci to
    > > i trawa wystarczy
    >
    > Rozumiem, że to jest sarkazm z Twojej strony Aandzia?
    > Ja akurat nie polecam ecstasy czy trawy jako rozwiązania, bo to jest tania przy
    > jemność na chwilę. Dlatego też wymieniłam środki psychodeliczne na końcu, ale j
    > eśli ktoś chce być złośliwy to drogę zawsze znajdzie. I tak już odpowidając w t
    > emacie Twojej złośliwości to powiem Ci że lepsze nawet to esctasy czy trawa, je
    > śli ktoś inaczej nie umie się odblokować, niż całe eony cierpienia bez poczucia
    > nawet na chwilę takiego stanu. W różnego rodzaju terapiach dla par, rodzin co
    > raz cześciej stosuje się MDMA i to są przełomowe sytuacje, bo niektórzy w norma
    > lnym systemie całe życie nie są w stanie zdobyć się na taki poziom empatii żeby
    > rzeczywiście poczuć i zrozumieć drugiego człowieka, a po tym doświaczeniu wied
    > zą chociaż jak to jest, chociaż na chwilę.

    To była reakcja na pomyłkę Kitty w odczytaniu tekstu. "Ciężkim orgazmem i środkami" - ubawil mnie tekst i tyle. Nie chciałam być sarkastyczna czy złośliwa.
    Ładnie piszesz. Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawdziwą i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na pełne otwarcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie.



    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • zawle 11.02.17, 15:32
    aandzia43 napisała: Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawdziwą
    > i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na pełne ot
    > warcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie.

    Ja mam na odwrót. Łatwiej mi empatyzować z ludżmi którzy nie są bliscy.
  • aandzia43 11.02.17, 16:05
    zawle napisała:

    > aandzia43 napisała: Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawd
    > ziwą
    > > i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na peł
    > ne ot
    > > warcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie.
    >
    > Ja mam na odwrót. Łatwiej mi empatyzować z ludżmi którzy nie są bliscy.

    Nie zrozumiałysmy się :-) Ja empatyzuję jak się nakręcę z najgorszym potworem, nie tylko z kimś mi obcym. Ale nijak ma się to do ochoty przychylenia mu nieba. Taka bezpieczna forma empatii ;-) Po polsku: instynkt samozachowawczy. To było odnośnie sugestii Dziadygi, że brak empatii winnym jest nie dawaniu ludziom z siebie tego i owego.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • stary.dziadyga 11.02.17, 15:37
    aandzia43 napisała:

    >
    > To była reakcja na pomyłkę Kitty w odczytaniu tekstu. "Ciężkim orgazmem i środk
    > ami" - ubawil mnie tekst i tyle. Nie chciałam być sarkastyczna czy złośliwa.
    > Ładnie piszesz. Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawdziwą
    > i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na pełne ot
    > warcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie.

    Ah to sorki, proteinowy mnie tak bojowo nastroił i myślałam że drwisz :)
    Do reszty odniosę się później, bo kurna cały dzien się już tu produkuję. Pozdrawiam
  • lybbla 11.02.17, 20:21
    stary.dziadyga napisała:


    > W największym z możliwych skórtów: coś co z założenia miało pomóc ludziom wznie
    > ść się na wyższy poziom świadomości zostało przeistoczone w dokładną odwrotność
    > czyli mechanizm kontroli, serwujący dogmaty i ograniczający własne myślenie.

    Tu pełna zgoda.


    > W pewnym sensie masz rację pisząc że to coś zewnętrznego od nas, bo co raz więc
    > ej wskazuje na to że jest to rzeczywiście inteligentne pole nas otaczające (Ein
    > stein, macierz, fizyka kwantowa, quantum entanglement i te sprawy), niektórzy n
    > azywają je Bogiem właśnie.
    > Z drugiej strony, to że my jesteśmy od tego pola oddzielni to tylko iluzja, nie
    > ma czegoś takiego jak pusta przestrzeń, wszystko jest ze sobą połączone, tak w
    > ięc i my z tzw "zewnętrzną świadomością".
    > Reakcja che
    > miczna wysyła impuls do mózgu, a mózg produkuje fale (alfa, beta, delta, gamma)
    > , a te fale generują naszą rzeczywistość.
    > Wiem że zamkniete w dwa zdania, brzmi to jak jakieś mambo-dżambo więc trudno mi się naprawdę w tej kwestii tu wypowiedzieć.

    Gorzej. Wzbudza we mnie szowinizm a tego nie lubię. Daj kobiecie neurofizykę do ręki a ugotuje swój mózg na twardo.
  • stary.dziadyga 11.02.17, 21:44
    lybbla napisał:

    > Gorzej. Wzbudza we mnie szowinizm a tego nie lubię. Daj kobiecie neurofizykę do
    > ręki a ugotuje swój mózg na twardo.

    Hue hue, właśnie z powodu takiego podejścia założyłam to konto wiele lat temu z nickiem stary.dziadyga :)

    Pamiętam, że przez jakiś czas pisałam bezosobowo, także wszyscy myśleli, że jestem facetem i zgdanij czy miałam wtedy większy szacun na dzielni?

    Tak się składa że autorami wszsystkich wspomnianych przeze mnie konceptów, także tych łączących fizykę z metafizyką i neurologią, są mężczyźni. Ja tu wiele od siebie nie wniosłam, więc nie doszukuj się tu na siłę "kobiecej logiki".

    Porzuć o Lybblo swe uprzedzenia względem płci, gdyż jak słusznie zauważyłeś gdzie indziej mamy XXI wiek.

    A tak na marginesie to w XXI wieku żart o kobietach w stylu: dać chłopu zegarek jest nie na miejscu, a już na pewno nie jest droga do kobiecego, że tak powiem serca.
  • lybbla 11.02.17, 23:30
    stary.dziadyga napisała:

    > Tak się składa że autorami wszsystkich wspomnianych przeze mnie konceptów, takż
    > e tych łączących fizykę z metafizyką i neurologią, są mężczyźni. Ja tu wiele od
    > siebie nie wniosłam, więc nie doszukuj się tu na siłę "kobiecej logiki".

    A Ty łykasz ten bełkot starych dziadyg jak pelikan. Ale tak, nie tylko kobiety łykają.
    Co Proteinowy delikatnie zasugerował.

    > Porzuć o Lybblo swe uprzedzenia względem płci, gdyż jak słusznie zauważyłeś gdz
    > ie indziej mamy XXI wiek.

    Najlepszy neurofizyk jakiego znam jest kobietą.

    > A tak na marginesie to w XXI wieku żart o kobietach w stylu: dać chłopu zegarek
    > jest nie na miejscu, a już na pewno nie jest droga do kobiecego, że tak powiem
    > serca.

    Ja póki co chcę rozruszać Twoje zwoje mózgowe. Co z tymi macierzami?
  • stary.dziadyga 13.02.17, 16:49
    lybbla napisał:


    >
    > Ja póki co chcę rozruszać Twoje zwoje mózgowe. Co z tymi macierzami?

    Jeśli przyjmemy, że w mózgu ugotowanym na twardo neuroplastyczność równa jest 0, to próbujesz dokonać niemożliwego.

    Nie o macierze pojęcie matematyczne mi chodziło, a o macierz w liczbie pojedynczej, pojęcie z fizyki, a ściślej mechaniki kwantowej, opisane przez matrix mechanics, po polsku nazywa się to mechanika macierzowa. Zaznaczam że nie widzę większego sensu w przerzucaniu się formułkami. Użyłam tylko paru wspomagających pojęć, żeby łatwiej było sobie wyobrazic to co chcę przekazać, w tej ogranicznoej formie jaką jest post na forum (i to nie na temat he he).

  • aandzia43 11.02.17, 14:04

    > Świadomość nie istnieje jako odrębne "cos" co kieruje mięsem i hormonem. Wszyst
    > ko wskazuje na to ze Kartezjusz i Descartes bronili ładnego ale błędnego modelu
    > .
    >
    > Świadomość to produkt działania mięsa i hormonów. Wyłaniania sie z niższych war
    > stw, bazuje na nich, opiera sie o nie, jest z nich zbudowana. Jest czubkiem gór
    > y lodowej.
    >
    > Ten przykład z guzem mózgu to przypadek któregoś z amerykańskich strzelców do c
    > ywilnej ludności, ktory zostawił po sobie notatki z treścią w rodzaju: nie wiem
    > co sie ze mną dzieje ale nie mogę powstrzymać morderczych myśli i wizji.
    >
    > To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do nieprawdziw
    > ej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zakresie
    > jak Św Mikołaj.

    >
    Się podpiszę. Wzbudzam często oburzenie i niesmak przedstawiając swój pogląd na sprawę kiedy rozmowa zejdzie na temat istoty uczuć. Nie tylko u wierzących, choć głównie u nich. Wierzący czyli zarówno przynależący do wielkich religii, jak do ruchów njuejdżowych.


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • triss_merigold6 09.02.17, 22:02
    Nie sądzę. Pozłotkę kultury uważam za wyjątkowo cienką, ześlij na społeczność plagi głodu i wojny (w zasadzie wystarczyłaby dłuższa niż 3-4 dni totalna awaria elektryczności, blackout) i będziesz miała natychmiastowy powrót do małych grup opartych na sile fizycznej i patriarchalnych.
  • stary.dziadyga 10.02.17, 09:37
    triss_merigold6 napisała:

    > Nie sądzę. Pozłotkę kultury uważam za wyjątkowo cienką, ześlij na społeczność p
    > lagi głodu i wojny (w zasadzie wystarczyłaby dłuższa niż 3-4 dni totalna awaria
    > elektryczności, blackout) i będziesz miała natychmiastowy powrót do małych gru
    > p opartych na sile fizycznej i patriarchalnych.

    Co tak kasandrycznie triss? Ktoś tu wczroaj pisał, chyba Ludlo, że ten tryb przetrwania to bardzo ograniczająca sprawa i on rzeczywiście polaryzuje mocno rzeczywistość i uwypukła aspekty fizyczno-patriarchalne. W skrócie prowadzi do zachowań "wydymaj sąsiada, zanim sąsiad wydyma ciebie" (sorry sąsiad to tylko taka figura retoryczna).

    Ale uwaga, uwaga! I o tym cały czas trąbię, to się zmienia. Obecnie przeżywamy kulminację tego dziadostwa i to jest nasz przysłowiowy gwódź to trumny. Ludzie mają tego zwyczajnie dosyć. Co więcej, o tym że w "trybie" współpracy i miłości żyje się lepiej i ogólnie możemy osiągnąć więcej mówią już nie tylko hipisi i buddyści, ale zaczynają o tym mówić naukowcy, fizycy, lekarze; a ludzie także odkrywają to na własną rękę we własnym doświdczeniu.

    Także głowa do góry.
    A co z tego wyniknie "związkowo" to nie wiem, taka poliamoria jest jedną możliwości ,ale w żadnym wypadku nie peroruję tu specjalnie na jej cześć.
    Właściwie to interesowało mnie doświadczenie osób z takich związków, ale jak widać nie dość że jest ich jeszcze niewiele, to temat wzbudza kontrowersje


  • triss_merigold6 10.02.17, 13:10
    Chyba nie do końca się zrozumiałyśmy. Uważam, że w czasach bezpiecznych i komfortowych, najbardziej komfortowych w dziejach ludzkości - mowa o społeczeństwach zachodnich, można sobie pozwolić na filozoficzne dywagacje na temat samoświadomości w kierunku miłości i współpracy i wówczas faktycznie żyje się lepiej. Zwyczajnie, mamy komfort rozważania jak zaspokoić potrzeby z górnych półek piramidy Maslowa.
    W momencie, gdy dostęp do podstawowych zasobów zostaje ograniczony, zaczyna się walka o przetrwanie i wspólnota oznacza najbliższy krąg - dzieci, męża/żonę, najbliższych krewnych i ewentualnie przyjaciół. Nie ma pozytywnych scenariuszy postpokaliptycznych, są dystopie.

    Poliamoria jako model powszechniejszy jest niemożliwa dopóki istnieje podział na 2 płcie, a dzieci przychodzą na świat tradycyjnie. Kultury, które dopuszczają wielożeństwo, ograniczają ów przywilej do zamożniejszych mężczyzn, a związki nie są oparte na miłości w sensie romantycznym. Z kolei Mosuo przywoływani jako przykład społeczności, w których dzieci należą do matek i ojcowie są słabo identyfikowali, tymi dziećmi zajmują się krewni kobiet, a w rolę ojca wchodzi brat matki.
  • stary.dziadyga 11.02.17, 11:39
    Zrozumiałyśmy, zrozumialyśmy, tylko ja nie rozumiem po co Ty w ogóle zakładasz ten apokaliptyczny scenariusz, skoro my właśnie żyjemy w tym pierwszym, mega uprzywilejowanym społeczeństwie, gdzie to nie są już tylko "filozoficzne dywagacje" a konkretna zmiana ewolucyjna. Ludzie uczą się stopniowo, świadomie przeprogramowywać mózg z opcji "przetrawnie" która napędza negatywne emocje i strach przed wszystkim co nieznane.

    A co do dzieci to się zgadzam i to jest właśnie moja największa zagwozdka w ewentualnej poliamorii, prawdopodobnie nie jesteśmy jeszcze na to ewolucyjnie gotowi
  • druginudziarz 09.02.17, 16:57
    stary.dziadyga napisała:

    > Takie pytanko mi się nasunęło.
    >
    > Nie wsydźcie się, dziadyga Was chętnie wysłucha.

    Literkę zgubiłaś i ludziom poliamoria nie chce się zguglować ;)
  • stary.dziadyga 09.02.17, 18:48
    To nowomowa, poliarmoria brzmi strasznie archaicznie
  • triss_merigold6 09.02.17, 21:59
    Bywałam w układach ff, bywałam promiskuityczna oraz monogamiczna, od lat mam normalny związek monogamiczny.

    Poliamoria - bzdury dla tych, którzy chcą bzykać się równolegle na legalu, bez wyrzutów sumienia ewentualnie tkwią w układach, w których jeden z partnerów/partnerek dostarcza bodźców fizycznych, a drugi/druga intelektualnych więc zgadza się na tzw. otwarcie związku. Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęły kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi.
  • marek.zak1 09.02.17, 22:23
    triss_merigold6 napisała:

    > Poliamoria - bzdury dla tych, którzy chcą bzykać się równolegle na legalu, bez wyrzutów sumienia ewentualnie tkwią w układach, w których jeden z partnerów/partnerek dostarcza bodźców fizycznych, a drugi/druga intelektualnych więc zgadza się na tzw. otwarcie związku. Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęły kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi.
    -------------
    Tak było u Wisłockiej. Polecam ,,Sztukę kochania".
    >
  • triss_merigold6 09.02.17, 22:32
    Czytałam, było ileś tekstów autobiograficznych ze zwierzeniami córki Wisłockiej. Trójka zaburzonych patoli zgotowała dzieciom piekło, dziś by ich opieka społeczna do spółki z sądem rodzinnym ścigali.
  • zawle 10.02.17, 15:53
    triss_merigold6 napisała:

    > Czytałam, było ileś tekstów autobiograficznych ze zwierzeniami córki Wisłockiej
    > . Trójka zaburzonych patoli zgotowała dzieciom piekło, dziś by ich opieka społe
    > czna do spółki z sądem rodzinnym ścigali.

    Masz małe pojęcie na temat funkcjonowania opieki i sądów.
  • lybbla 10.02.17, 05:21
    triss_merigold6 napisała:

    > Poliamoria - bzdury... . Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęł
    > y kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi.
    >
    Ja jestem poliamorykiem. Seryjnym niestety (w sensie udzielania swojego czasu) bo widocznie One nie były zakompleksione. Kocham je wszystkie. To rewelacyjne kobiety są. Nie mogę przestać się nimi zachwycać.
  • mabelle2000 10.02.17, 10:42
    lybbla napisał:

    > Ja jestem poliamorykiem. Seryjnym niestety (w sensie udzielania swojego czasu)
    > bo widocznie One nie były zakompleksione. Kocham je wszystkie. To rewelacyjne
    > kobiety są. Nie mogę przestać się nimi zachwycać.

    A ruchasz/ ruchales sie z jedna czy ze wszystkimi? Bo to co piszesz to nie jest poliamoria, co najwyzej monogamia seryjna.
  • lybbla 10.02.17, 19:50
    mabelle2000 napisała:

    > A ruchasz/ ruchales sie z jedna czy ze wszystkimi? Bo to co piszesz to nie jes
    > t poliamoria, co najwyzej monogamia seryjna.

    Ale ja kocham prawie wszystkie byłe to co, że się z nimi nie bzykam:P
    Monogamia seryjna to jest jak dostrzegasz, że On woli porno, przychodzisz z tym na forum, mówisz jaki to On jest do kitu i po konsultacjach mówisz `next'.

    slepafuria15 napisała:

    > Czy ja dobrze zrozumiałam, ze brak zazdrości świadczy u braku miłości?

    Kluczowe pytanie:) Miłość bez zazdrości niepojęte dla niektórych. Niższa szkoła jazdy :)
  • mabelle2000 10.02.17, 19:57
    lybbla napisał:

    > Ale ja kocham prawie wszystkie byłe to co, że się z nimi nie bzykam:P

    A ja kocham Mamusie, kocham Babusie i kocham Pania w przedszkolu. I mam cztery latka.

    > Kluczowe pytanie:) Miłość bez zazdrości niepojęte dla niektórych. Niższa szkoła
    > jazdy :)

    Zazdrosc jak zazdrosc, ale jak trafi ci sie poliamoryczny kochliwy to na bank cie jakims syfem zarazi.
  • zawle 10.02.17, 20:41
    mabelle2000 napisała:
    > A ja kocham Mamusie, kocham Babusie i kocham Pania w przedszkolu. I mam cztery
    > latka.

    Wystarczy przelecieć lybbę żeby pławić się w jego miłości:))
  • mabelle2000 10.02.17, 20:49
    zawle napisała:

    > Wystarczy przelecieć lybbę żeby pławić się w jego miłości:)

    I to do konca zycia. Ja pierdole, takiej oferty nic nie przebije. Musze sie pospieszyc, bo zaraz sie kolejki ustawia.
  • lybbla 11.02.17, 19:53
    zawle napisała:


    > Wystarczy przelecieć lybbę żeby pławić się w jego miłości:))

    Uściślę. Nie wystarczy. Od przelecenia Libla do wyznania przezeń dozgonnej miłości droga daleka. Chyba, że wytrysk na twarz nazywasz miłością. :)

    A u Ciebie co nowego Zawleczko, mieszkasz już razem?
  • zawle 11.02.17, 20:04
    lybbla napisał:
    > A u Ciebie co nowego Zawleczko, mieszkasz już razem?

    No pewnie...dziecię w drodze. Właśnie siedzimy przy choince i śpiewamy kolędy:)))
    A na poważnie to nie. Tyle nam się spiętrzyło kłopotów, że byłoby to na tyle karkołomne iż posypanie naszego cudownego i pełnego szczęścia układu byłoby jak w banku. Poza tym on mieszka w domu naprzeciwko ulicy, więc prawie jak razem na wielkiej posiadłości;)
    A tak całkiem serio to obecnie mamy ciche dni:)))
  • lybbla 11.02.17, 20:38
    zawle napisała:


    > No pewnie...dziecię w drodze. Właśnie siedzimy przy choince i śpiewamy kolędy:)
    > ))

    To zupełnie jak ja. Rok temu dałem się namówić na seks bez gumki i żadnych zabezpieczeń. Zupełnie mi odbiło. Ale jakie wrażenia :)

    > A na poważnie to nie. Tyle nam się spiętrzyło kłopotów, że byłoby to na tyle ka
    > rkołomne iż posypanie naszego cudownego i pełnego szczęścia układu byłoby jak w
    > banku. Poza tym on mieszka w domu naprzeciwko ulicy, więc prawie jak razem na
    > wielkiej posiadłości;)

    To zupełnie tak jak ja, tylko mamy większą posiadłość:)

    > A tak całkiem serio to obecnie mamy ciche dni:)))

    To zupełnie tak jak u mnie, kończy się zastawa stołowa :)
  • lybbla 11.02.17, 19:47
    mabelle2000 napisała:

    > Zazdrosc jak zazdrosc, ale jak trafi ci sie poliamoryczny kochliwy to na bank c
    > ie jakims syfem zarazi.

    A to nie Ty o XXI wieku pisałaś.

    O jaki syf Ci chodzi? Pasożyty to niemal mityczne stworzenia, legendy głoszą, że ktoś
    30 lat temu miał (znajomy znajomego znajomej). Grzyby? Raczej nie od faceta.
    Bakterie? Też nie słyszałem. Wirusy? A tu sprawa jest gorsza.
    O które Ci chodzi bo tu kaliber jest różny, od AIDS po opryszczkę.
    Gwarancji tu nie masz żadnej, również jeśli chodzi o Ciebie. Dziewicą nie jesteś.

    Zapytaj monogamistki seryjne ze spiralalą jak sobie z tym problemem radzą.
    Może rozwieją Twoje lęki.

    Tak na marginesie, znalezienie sobie dziewicy (Kombi etc.) jest całkiem niezłym rozwiązaniem. W zamierzchłych czasach ukształtowało się pojęcie czystości. Nic tak nie chroniło stada przed wymarciem od `syfu' jak monogamia. Z czasem pojęcie czystości uległo wypaczeniu, wiadomo czarni patriarchalni oprawcy.
    Z drugiej strony współczesny model, 10-20% obleganych mężczyzn (dziesiątki partnerek, Wisłocki etc) plus większość kobiet mających po kilku partnerów
    nadaje się wyśmienicie do szerzenia zaraz roznoszonych drogą płciową.
    Tyle, że mamy XXI wiek.

  • mabelle2000 11.02.17, 20:13
    lybbla napisał:

    > Gwarancji tu nie masz żadnej, również jeśli chodzi o Ciebie. Dziewicą nie jeste
    > ś.

    Dziewica nie jestem, ale jestem honorowym krwiodawca od ponad dwudziestu lat. Nie moge sobie pozwolic na zaden syf.
  • lybbla 11.02.17, 20:48
    mabelle2000 napisała:

    > Dziewica nie jestem, ale jestem honorowym krwiodawca od ponad dwudziestu lat. N
    > ie moge sobie pozwolic na zaden syf.

    HBV i HIV odpada ale już HPV i HHV nie byłbym tego taki pewny.
  • stary.dziadyga 11.02.17, 22:52
    Noscielami HPV jest 3/4 społeczeństwa :)
  • lybbla 11.02.17, 23:43
    stary.dziadyga napisała:

    > Noscielami HPV jest 3/4 społeczeństwa :)

    I warto założyć, że ten `syf' się ma tak jak większość wirusówek.

  • aandzia43 10.02.17, 20:46
    triss_merigold6 napisała:

    > Bywałam w układach ff, bywałam promiskuityczna oraz monogamiczna, od lat mam no
    > rmalny związek monogamiczny.
    >
    > Poliamoria - bzdury dla tych, którzy chcą bzykać się równolegle na legalu, bez
    > wyrzutów sumienia ewentualnie tkwią w układach, w których jeden z partnerów/par
    > tnerek dostarcza bodźców fizycznych, a drugi/druga intelektualnych więc zgadza
    > się na tzw. otwarcie związku. Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęł
    > y kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi.
    >
    Podpisuję się. Ściema.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • stary.dziadyga 11.02.17, 12:05
    Triss te sytuacje, które opisujesz to są dysfunkcyjne związki monogamiczne, gdzie ludzie na siłe ich się trzymający w akcie desperacji działają przeciw sobie.

    Ja mówię o związkach gdzie szczerą miłością kocha się jedną lub więcej osób i to wynika z nich samych, to daje im szczęście a nie jest jakimś smutnym, zgniłym kompromisem żeby "zatrzymać partnera"
  • stary.dziadyga 11.02.17, 11:26
    Ok, dobra to może zadam inne pytanie, skoro na forum poliamoryków brak.

    Czy ktoś z Was wszedł już na taki etap związku z partnerem, że darzy go szacunkiem i bliskością, czułością, ale też nie jest już o nią/niego zazdrosny?
  • mabelle2000 11.02.17, 11:43
    stary.dziadyga napisała:

    > Czy ktoś z Was wszedł już na taki etap związku z partnerem, że darzy go szacunk
    > iem i bliskością, czułością, ale też nie jest już o nią/niego zazdrosny?

    A co to jest zazdrosc? Nie chcemy zeby druga strona obdarzala uczuciami inne osoby? A jaki mamy na to wplyw? Zaden.
    Obawiam sie, ze gdybym miala uprawiac seks z dwoma czy trzema mezczyznami, to by mi sie imiona popierdolily i tak by z tego nic nie wyszlo. Z kolei miec tylko jedna erotyczna relacje, a swoje problemy i bolaczki duszy powierzac komus innemu, wydaje mi sie jeszcze bardziej do dupy. Nie ma Czlowieka Orkiestry? Pewnie nie ma, ale nazywanie kilku powierzchownych, na pol gwizdka relacji poliamoria, jest zwyczajna sciema.
  • stary.dziadyga 11.02.17, 12:00

    Nie rozumiem, że tak często używacie słowa "ściema" w tym wątku, skoro jeszcze nie wypowiedział się nikt kto w takim związku był. To jest chyba logiczne, że jeśli któs czuje taką relację jako niefajną to nie bierze w niej udziału.
    Przykłady przedstawione przez Triss, to nie jest w ogóle poliarmoria tylko wręcz odwrotnie, próby trzymania się na siłe tej jendej, monogamicznej relacji, gdzie aby ją utrzymać za wszelką cenę ludzie decydują się na jakieś dzwine, uwałczające własnej godności ruchy.

    Spoko, gadamy tu sobie na razie tylko teoretycznie czy to jest w ogóle możliwe. Wg mnie - z bachorami nie bardzo jest.
  • urquhart 11.02.17, 12:21
    > Spoko, gadamy tu sobie na razie tylko teoretycznie czy to jest w ogóle możliwe.
    > Wg mnie - z bachorami nie bardzo jest.

    W psychoewo badają zależność miedzy wszystkimi społecznościami wg zasady gdzie facet angażuje się emocjonalnie, zakochuje tam angażuje i przenosi swoje zasoby i zaangażowanie.
    Oczywiście inaczej sytuacja wygląda w bogatych krajach kultury zachodniej gdzie można utrzymać się z typowej pensji, a inaczej w biednych czy w Polsce gdzie z jednej typowej (mediana nie średnia) pensji 1800* pln na rekę nie wynajmiesz mieszkania i nie opłacisz rachunków przy normalnym życiu, wiec ludzie żyjący z pracy własnych rąk a nie spadku typowo żeby jakoś egzystować muszą składać się na wspólne życie.
    jak sobie to wyobrażasz przy poliamori?
    Jak już masz dzieci to robią to panie zaczynają być bezwzględnie zazdrosne o inwestowanie zasobów we własne potomstwo i problem jedynie narasta lawinowo.
    *
    www.praca.pl/poradniki/rynek-pracy/przecietne-zarobki-w-polsce-nizsze-od-sredniej-krajowej_pr-1519.html

    --
    "Wszystko jest energią. Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. To nie filozofia, to fizyka"
  • mabelle2000 11.02.17, 12:34
    stary.dziadyga napisała:

    >
    > Nie rozumiem, że tak często używacie słowa "ściema" w tym wątku, skoro jeszcze
    > nie wypowiedział się nikt kto w takim związku był. To jest chyba logiczne, że
    > jeśli któs czuje taką relację jako niefajną to nie bierze w niej udziału.

    A nie masz wrazenia czasem, ze ludzie naduzywaja slowa * milosc * ? Wiesz, cos w rodzaju " kocham wszystkie kobiety" emeryta Stefana z sanatorium w Ciechocinku.
  • sea.sea 11.02.17, 12:45
    Ja jestem generalnie od zawsze nieomal niezazdrosna.

    W tryb "czerwona piana przed oczami" wpadam w przypadku kiedy widzę/słyszę, że ktoś dostaje coś, co ja bym bardzo chciała mieć (nie chodzi tu o rzeczy materialne) - i tego nie szanuje, odrzuca. Zupełnie mi się wtedy wyłącza logika, w coś zapadam niefajnego i mam ochotę coś rozwalać w ilościach hurtowych.

    Mam trudność ze zrozumieniem zjawiska zazdrości seksualnej. Tzn tak, wiem, co na to psychoewo ;) Ale i tak nie rozumiem: ludzie się czasem kiszą w kijowych związkach w imię trudno powiedzieć czego - i nie mają motywacji do wyjścia, a otoczenie jeszcze nie pomaga (patrz wąteczek o martwym łóżku). Ale jak partner(ka) zaliczy na boku pod wpływem chwili, to nagle większość zapomina o "wspólne lata, bliskość, intymność, zrozumienie, szklanka wody na starość, pitu pitu" i rozstaje się w 7 minut, bo ZAMOCZENIE NA BOKU TO TAKI WAŻNY POWÓD. Ale dlaczego??? Tak, znam uzasadnienia, to nagle burzy intymność, zawiedzione zaufanie itp itd - ale nie jestem w stanie emocjonalnie ogarnąć, DLACZEGO się do tego przywiązuje aż taką wagę.
  • proteinowy.na.chwile 11.02.17, 13:17
    > Mam trudność ze zrozumieniem zjawiska zazdrości seksualnej.

    Bo zazdrość nie jest racjonalna, wiec jedyne wybory sa takie: czuje to / nie czuje tego, a jezeli czuje - to co z tym zrobic. Jezeli nie czujesz: dobrze dla Ciebie, jeszcze lepiej dla partnera.
  • zawle 11.02.17, 13:28
    sea.sea napisała:

    > Ja jestem generalnie od zawsze nieomal niezazdrosna.

    Ja bywam tylko raz:)) A to oznacza że partner postawił mnie w tak niezręcznej sytuacji, że dopilnuję żeby mi się więcej nie przytrafiła;)
    A tak na serio....mam znajomą. Od września jej chłop, zapewniający o wielkiej miłości ( dopiero 3 lata razem- aż żal nie wierzyć), uwodził młodą siksę. Na jej pytania odpowiedziami były zarzuty o czepialstwo, zazdrość, chorą wyobraźnię. Trzy miesiące potem ją zostawił dla tejże właśnie. Może to nie o zazdrość chodzi, ale o to, że nikt nie chce być traktowany w taki sposób?

    > Mam trudność ze zrozumieniem zjawiska zazdrości seksualnej. Ale i tak nie rozumiem: ludzie się czasem kiszą w kijowych zw
    > iązkach w imię trudno powiedzieć czego - i nie mają motywacji do wyjścia, a oto
    > czenie jeszcze nie pomaga (patrz wąteczek o martwym łóżku). Ale jak partner(ka)
    > zaliczy na boku pod wpływem chwili, to nagle większość zapomina o "wspólne lat
    > a, bliskość, intymność, zrozumienie, szklanka wody na starość, pitu pitu" i roz
    > staje się w 7 minut, bo ZAMOCZENIE NA BOKU TO TAKI WAŻNY POWÓD. Ale dlaczego???

    Tego też nie rozumiałam, gdy w oczach mojego byłego męża, z którym 7 lat nie rozmawiałam-nie chodziłam do łóżka- nie jadłam- nie spędzałam wolnego czasu, zobaczyłam ból po odpowiedzi na pytanie" Masz kogoś?" ;)
    A jednak staram się tego już nie robić, uważam że miałam chujowo kolejność ustawioną
  • lybbla 11.02.17, 20:05
    sea.sea napisała:

    > Ja jestem generalnie od zawsze nieomal niezazdrosna.
    >
    > W tryb "czerwona piana przed oczami" wpadam w przypadku kiedy widzę/słyszę, że
    > ktoś dostaje coś, co ja bym bardzo chciała mieć (nie chodzi tu o rzeczy materia
    > lne) - i tego nie szanuje, odrzuca. Zupełnie mi się wtedy wyłącza logika, w coś
    > zapadam niefajnego i mam ochotę coś rozwalać w ilościach hurtowych.

    Widzisz sea.sea. jak grochem o ścianę.
    Kiedy kocham i jestem kochany to nie jestem zasdrosny. W ogóle!
    Nie interesuje mnie co osoba kochana robi w czasie wolnym ode mnie.
    Interesuje mnie to co uda się zbudować razem.

    Ale jak ktoś inny dostaje to czego mnie się odmawia to palę do ziemi jak pierwszy lepszy Proteinowy :)
  • mabelle2000 11.02.17, 20:21
    lybbla napisał:

    > Nie interesuje mnie co osoba kochana robi w czasie wolnym ode mnie.

    I pewnie dlatego wszystkie ktore kochasz sa juz byle.

  • lybbla 11.02.17, 20:51
    mabelle2000 napisała:

    > I pewnie dlatego wszystkie ktore kochasz sa juz byle.

    Gorzej. Jak dzwonią, że chcą się bzykać to mówię, że jestem zajęty :P
  • sea.sea 12.02.17, 11:52
    Aye, acz mam świadomość że przemawiam z pozycji uprzywilejowanej: nie mam dzieci ani nie miewam wspólnych majątków. Zjawiskowa co prawda nie jestem, ale mam inne atuty, więc nie mam też parcia na trzymanie się danego związku jak pijany płota, bo raczej nie zaprząta mnie myśl, że jak mi się relacja skończy albo przestanie dawać radość, to już nikt mnie nie zechce i umrę w samotności :))
  • ninek04 11.02.17, 21:16
    sea sea napisała
    >. Ale jak partner(ka) zaliczy na boku pod wpływem chwili, to nagle większość zapomina o "wspólne lata, bliskość, intymność, zrozumienie, szklanka wody na starość, pitu pitu" i rozstaje się w 7 minut, bo ZAMOCZENIE NA BOKU TO TAKI WAŻNY POWÓD. Ale dlaczego??? Tak, znam uzasadnienia, to nagle burzy intymność, zawiedzione zaufanie itp itd - ale nie jestem w stanie emocjonalnie ogarnąć, DLACZEGO się do tego przywiązuje aż taką wagę.<

    No też nie wiem tak w zasadzie. Bo kiedyś podpisało się jakiś mało ważny papierek? Który ma sankcjonować właściwość, słuszność i nieomylność wyboru aż po grób? Nie wiem, czemu właściwie, włożenie kutasa w cipę inną( albo nadstawienie cipy kutasowi) , niż zakontraktowana- która/y już zresztą nie jest zainteresowany tamtą /ym rodzi aż takie kontrowersje. Nie chodzi o sam mechaniczny fakt spuszczenia z krzyża w tym wszystkim, ale jeśli ludziom jest dobrze w innych układach, to o co te wrzaski i oskarżanie o zdradę, gdy zdrady tam tyle co na lekarstwo.
  • mabelle2000 11.02.17, 21:20
    ninek04 napisała:

    > No też nie wiem tak w zasadzie. Bo kiedyś podpisało się jakiś mało ważny papier
    > ek?

    Jak malo wazny, to po co podpisywalas?
  • ninek04 11.02.17, 22:30

    mabelle2000 napisała
    >Jak malo wazny, to po co podpisywalas? <

    Żebym to ja wiedziała. No urabiał mnie i w końcu mnie urobił. Teraz już wiem, że po chuj było to wszystko.
  • ninek04 11.02.17, 22:44
    >Jak malo wazny, to po co podpisywalas? <

    W zasadzie to nie wiem o co chodzi w podpisywaniu papierów, no kurwa, co za znaczenie ma złożenie podpisu pod tym, czy tamtym papierkiem. Bo jak podpiszę, to niby jestem taka odpowiedzialna i podpis sankcjonuje moją gotowość, prawdziwość, albo autentyczność? Tylko że mnie w zasadzie nie interesują papierki i złożenie podpisu na nich nie stanowi żadnej gwarancji. Jeśli to wymóg to się dostosuję i tyle w temacie. A prawdziwe życie, emocje, uczucia mieszczą się poza papierkami.
  • mabelle2000 11.02.17, 23:05
    ninek04 napisała:

    > W zasadzie to nie wiem o co chodzi w podpisywaniu papierów, no kurwa, co za zna
    > czenie ma złożenie podpisu pod tym, czy tamtym papierkiem. Bo jak podpiszę, to
    > niby jestem taka odpowiedzialna i podpis sankcjonuje moją gotowość, prawdziwość
    > , albo autentyczność?

    Tak, dokladnie to znaczy. Akurat aktu malzenstwa nie ma obowiazku podpisywac. Wiec skoro to zrobilas, to znaczy, ze liczylas na jakies korzysci. Nikt nie podpisuje czegos o czym wie, ze na pewno przyniesie mu strate.


    Tylko że mnie w zasadzie nie interesują papierki i złożen
    > ie podpisu na nich nie stanowi żadnej gwarancji.

    Jestes ubezwlasnowolniona z powodu choroby psychicznej?

    Jeśli to wymóg to się dostosuj
    > ę i tyle w temacie.

    Niech zgadne, przystawil Ci pistolet do skroni?

  • ninek04 11.02.17, 23:31
    mabelle 2000 napisała
    >Tak, dokladnie to znaczy. Akurat aktu malzenstwa nie ma obowiazku podpisywac. Wiec skoro to zrobilas, to znaczy, ze liczylas na jakies korzysci. Nikt nie podpisuje czegos o czym wie, ze na pewno przyniesie mu strate. <

    Nie pierdol mi o korzyściach, bo na żadne korzyści nie liczyłam i żadnych korzyści nie uzyskałam "dzięki" podpisaniu papierka.Smęcił mi za uszami przez tyle lat, to w końcu uległam. I teraz pluję sobie w brodę.


    >Tylko że mnie w zasadzie nie interesują papierki i złożen
    > ie podpisu na nich nie stanowi żadnej gwarancji.

    >Jestes ubezwlasnowolniona z powodu choroby psychicznej? <

    Podpisuję milion papierków każdego dnia i walę swoją pieczątkę. To taka papierologia stosowana - podpisz, przybij i wszystkim będzie żyło się lepiej. Jak dotąd nie zdarzyło się, żebym była pociągnięta do odpowiedzialności za złożenie podpisu odbiegającego od rzeczywistości. Bo wszyscy wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi - mimo że z najwyższą odpowiedzialnością podchodzę do swojej pracy.


    >Niech zgadne, przystawil Ci pistolet do skroni?<

    Mnie zwisało, a skoro nalegał, to w końcu uległam. I to był mój błąd, ale któż nie popełnia błędów? . Na tym polega życie w końcu, uczysz się na błędach i później, pomna doświadczeń starasz się ich nie popełniać ponownie.
  • mabelle2000 11.02.17, 23:43
    ninek04 napisała:

    > Nie pierdol mi o korzyściach, bo na żadne korzyści nie liczyłam i żadnych korzy
    > ści nie uzyskałam "dzięki" podpisaniu papierka.Smęcił mi za uszami przez tyle
    > lat, to w końcu uległam. I teraz pluję sobie w brodę.

    Klamczuszke oburzylo jej wlasne zaklamanie. No popatrz.

    > Podpisuję milion papierków każdego dnia i walę swoją pieczątkę.

    Ale podpisujac akt slubu wiedzialas co podpisujesz, czy myslalas ze to rachunek za wywoz smieci?

    > Mnie zwisało, a skoro nalegał, to w końcu uległam. I to był mój błąd, ale któż
    > nie popełnia błędów? . Na tym polega życie w końcu, uczysz się na błędach i póź
    > niej, pomna doświadczeń starasz się ich nie popełniać ponownie.

    Jakby dawal kase i nie byl przemocowcem, to moglabys dalej ruchac na boku i wszystko by gralo, wszak papierki niewiele znacza, to po co zmieniac na gorsze.
  • ninek04 12.02.17, 00:05
    mabelle 2000 napisała
    >Ale podpisujac akt slubu wiedzialas co podpisujesz, czy myslalas ze to rachunek za wywoz smieci?

    Byłam na haju, bo to równocześnie i ślub i chrzciny drugiego dziecka, tyle rodziny się zjechało, tyle różnych spraw do załatwienia, to jakiś papierek w tym wszystkim ma akurat najmniejsze znaczenie. Papierek aktu ślubu nie ma dla mnie jakiegoś większego znaczenia, niby dlaczego miałby mieć?

    >Jakby dawal kase i nie byl przemocowcem, to moglabys dalej ruchac na boku i wszystko by gralo, wszak papierki niewiele znacza, to po co zmieniac na gorsze.<

    Hello,przecież wciąż rucham na boku, nic się w tej kwestii nie zmieniło. Ale zauważ, że z jakiegoś powodu odeszłam, wybierając niepewny los, a nie wygodę i zostanie w strefie tzw. komfortu.Bo właśnie o to chodziło, że w tym quasi -związku już nic nie grało i nie było szans, żeby zagrało. Papierek nie ma tu nic do rzeczy.
  • sabat3 12.02.17, 00:07
    Mabelle, nie okladaj biednej Ninek obyczajowoscia i umowami miedzyludzkimi. Wedlug mnie osoba, ktora trwale wycofuje sie z bzykania jest zdrajca na rowni z osoba, ktora z tego powodu rucha na boku. Istnieja daleko idace analogie.
  • mabelle2000 12.02.17, 00:19
    sabat3 napisał:

    > Mabelle, nie okladaj biednej Ninek obyczajowoscia i umowami miedzyludzkimi. Wed
    > lug mnie osoba, ktora trwale wycofuje sie z bzykania jest zdrajca na rowni z os
    > oba, ktora z tego powodu rucha na boku. Istnieja daleko idace analogie.

    Z tego co piszesz to Ninek jednak liczyla na jakas korzysc- ze bedzie ja ruchal. Ze bedzie dawal kase. Ze bedzie robil remonty w domu. I kicha, bo facet nie dotrzymal umowy. Ona zas podpisala akt slubu pod przymusem, bo trul jej dupe. Nie pisze co ona obiecywala i czy tego dotrzymala.
    Skoro jednak ktos twierdzi, ze papierek nic nie znaczy, to dziwne ze w ogole czegos oczekiwal, nie uwazasz?
  • ninek04 12.02.17, 00:42
    mabelle 2000
    >Z tego co piszesz to Ninek jednak liczyla na jakas korzysc- ze bedzie ja ruchal. Ze bedzie dawal kase. Ze bedzie robil remonty w domu. I kicha, bo facet nie dotrzymal umowy. Ona zas podpisala akt slubu pod przymusem, bo trul jej dupe. Nie pisze co ona obiecywala i czy tego dotrzymala.
    Skoro jednak ktos twierdzi, ze papierek nic nie znaczy, to dziwne ze w ogole czegos oczekiwal, nie uwazasz?<
    A Ty podpisujac akt małżeństwa czego oczekiwalas? Czy podpisujac akt slubu nie oczekiwalas od męża niczego? Tak podpisalas z głupia frant, sobie a muzom? No nie wierzę, że tak pewna siebie osoba i pewna swojej wartości podpisuje papier, który w założeniu ma aż tak wielkie znaczenie, a z biegiem czasu staje się gówno wart. Czym zatem kierowalas się Ty, podpisujac ten akt,na co liczylas i w czym się przeliczylaś, skoro później papier został unieważniony? Kto nie dotrzymał umowy, Ty, czy on,? Czy oboje byliście tak szlachetni i zgodni, że rozwiązanie umowy poszło w waszym przypadku jak z platka? No powiedz, czy po rozstaniu nie liczylas, że były mąż będzie łożyl na wspólne dzieci? A będąc jeszcze w związku małżeńskim dawal kase na dzieci, czy nie dawał? I czy domagalas się tego wspoluczestniczenia w wydatkach na dzieci, czy machnelas ręką i stwierdziłas, że nie chcesz, nie możesz się tego domagać, bo przecież nie można kogoś zmusić do czegokolwiek, skoro każdy jest sobie żaglem i okrętem?
  • mabelle2000 12.02.17, 01:24
    ninek04 napisała:

    > A Ty podpisujac akt małżeństwa czego oczekiwalas? Czy podpisujac akt slubu nie
    > oczekiwalas od męża niczego? Tak podpisalas z głupia frant, sobie a muzom? N
    > o nie wierzę, że tak pewna siebie osoba i pewna swojej wartości podpisuje papie
    > r, który w założeniu ma aż tak wielkie znaczenie, a z biegiem czasu staje się g
    > ówno wart. Czym zatem kierowalas się Ty, podpisujac ten akt,na co liczylas i w
    > czym się przeliczylaś, skoro później papier został unieważniony? Kto nie dotrzy
    > mał umowy, Ty, czy on,? Czy oboje byliście tak szlachetni i zgodni, że rozwiąza
    > nie umowy poszło w waszym przypadku jak z platka? No powiedz, czy po rozstaniu
    > nie liczylas, że były mąż będzie łożyl na wspólne dzieci? A będąc jeszcze w z
    > wiązku małżeńskim dawal kase na dzieci, czy nie dawał? I czy domagalas się tego
    > wspoluczestniczenia w wydatkach na dzieci, czy machnelas ręką i stwierdziłas,
    > że nie chcesz, nie możesz się tego domagać, bo przecież nie można kogoś zmusić
    > do czegokolwiek, skoro każdy jest sobie żaglem i okrętem?

    Przeciez Ci tlumacze, ze skoro podpisalas umowe, ktora nic dla Ciebie nie znaczyla, to nie mozesz sie teraz ciskac, ze maz jej nie dotrzymal.
    Ja wiedzialam na co sie pisze, dla mnie malzenstwo jest powazna sprawa. Swiadomie je zawarlam i swiadomie je rozwiazalam, dlatego pretensje moge miec tylko do siebie. Wiec nie bredze o zlych, podstepnych papierkach, ktore same sie cisna zeby je podpisywac. Zejdz na ziemie Ninek.
  • ninek04 12.02.17, 06:34
    Przecież Ci tłumaczę, że złożenie podpisu na papierku szumnie zwanym aktem małżeńskim niczego w sobie nie zmieniło, ani niczego nowego nie wniosło do związku, przynajmniej w takim znaczeniu, o jakim Ty mówisz - " dotrzymywania warunków umowy ",bo dalej żyliśmy w ten sam sposób, jak i wcześniej żyjąc lata całe w konkubinacie.Nie bardzo też rozumiem, co podpisanie papierka ma do umowy zawartej między ludźmi, którzy są w związku ( również tym nieoficjalnym) i wspólnie wychowują dzieci, które to dzieci wcześniej wspólnie zrobili i zdecydowali wspólnie, że dzieci mają się urodzić? Czy bez papierka ta umowa się nie liczy, nie ma znaczenia? Czy wraz z rozwiązaniem umowy ( świadomym jak piszesz) pretensje nadal mogę mieć tylko do siebie,nie oczekując od ojca dzieci niczego,tylko biorąc wszystko na swoją klatę? Bo sama jestem sobie winna?A już pomijając sprawy papierka, czy nie papierka - nie odniosłas się konkretnie do pytań i kwestii, które poruszylam wcześniej,fiksując się na papierku, który dla mnie nie ma najmniejszego znaczenia w dalszym ciągu.
  • zawle 12.02.17, 09:03
    Wiesz jak to jest ninek....Ty chcesz brać na siebie pełną odpowiedzialność za to czy zajdziesz w ciążę,ktoś inny bierze przeciąga ten termin na zawsze;)
  • sabat3 12.02.17, 09:45
    W gruncie rzeczy to tylko gadki na forum. Kazdy ma swoje zycie i decyduje za siebie. Jakis uzytkownik, ktory jest tutaj tylko forumowym nickiem, moze miec dowolna opinie na dowolny temat, ale nawet chocby sie zersral publicznie ze zlosci, to o tym jak bedzie w realu zadecyduje wylacznie sam zainteresowany/zainteresowana.
    Mnie te gadki o umowach, uczciwosci, dotrzymywaniu slowa troche lataja kolo piora, bo chociaz w teorii mnie to dotyczy, to w praktyce kompletnie mnie to nie rusza.
    W obserwowalnym przeze mnie swiecie zdecydowana wiekszosc ludzi kieruje sie glownie kategoriami osobistego zysku. Pozytecznych ludkow zajmujacych sie opieka i pomoca na zasadzie wolontariatu jest niewielu, poza tym zwykle sami jakos za to placa. Mniej lub bardziej dotkliwie. Swiat jest tak jakos zrobiony, ze Jezusowie zwykle koncza na krzyzach.
    Nikt nie musi byc dobry, szlachetny i uczciwy. Kto nas z tego rozliczy? Robaki w trumnie? ;)
  • zawle 12.02.17, 09:52
    Ale my tu nie jesteśmy po to, żeby innym ludziom układać życie, tylko po to żeby gadać. Mnie natomiast dziwi gdy ktoś siedzi na forum i gadać nie chce. Ty tego nie mów, nie krytykuj, nie oceniaj, nie radź, nie mów o sobie, nie mów o innych. To po co tu siedzieć?
    Uczciwość to cecha ważna dla mnie- żebym ja się ze sobą dobrze czuła. Mam w dupie rozliczanie mnie, opinię sąsiadów, nie buduję samozadowolenia na porównywaniu się z innymi.
  • zawle 12.02.17, 09:52
    I medal przyznam sobie sama.
  • sabat3 12.02.17, 10:00
    zawle napisała:

    > Ale my tu nie jesteśmy po to, żeby innym ludziom układać życie, tylko po to żeb
    > y gadać. Mnie natomiast dziwi gdy ktoś siedzi na forum i gadać nie chce. Ty teg
    > o nie mów, nie krytykuj, nie oceniaj, nie radź, nie mów o sobie, nie mów o inny
    > ch. To po co tu siedzieć?

    Zeby zdobywac wiedze o zyciu i innych.
    Co do krytykowania - tego przeciez nikt nie zabroni. Mozna to robic do upadlego. I co? Nic. Zycie idzie swoja droga.
    Zly, zly, zdrajca, klamca... Buuuu!!! :))

    > Uczciwość to cecha ważna dla mnie- żebym ja się ze sobą dobrze czuła.

    A dla mnie nie. Pogadalismy sobie ;)

    Mam w dup
    > ie rozliczanie mnie, opinię sąsiadów, nie buduję samozadowolenia na porównywani
    > u się z innymi.

    Mnie uciazliwe proby rozliczania wkurwiaja, szczegolnie jak wole gadac pragmatycznie, a rozmowca woli bawic sie w gdakanie, ze on jest lepszy.
  • zawle 12.02.17, 13:04
    sabat3 napisał: > Zeby zdobywac wiedze o zyciu i innych.

    Ale jak to zrobisz, gdy zabronisz innym mówić o sobie ( samozadowoleńcy), oceniać cudze zachowania ( krytykanci), radzić (głupi idioci)?

    > Zly, zly, zdrajca, klamca... Buuuu!!! :))

    No jakbyś doświadczał jakiś nieprzyjemności z powodu swojej domniemanej zdrady;) Za mało gałskania masz nadal? Pani się nie wywiązuje?;)

    > A dla mnie nie. Pogadalismy sobie ;)

    To chyba ta zasadnicza różnica. Bo ten "ciężar" sama na plecy wzięłam i nikt mnie z niego nie rozlicza. Nikt mi go na plecy siłą nie włożył, tobie też nie.

    > Mnie uciazliwe proby rozliczania wkurwiaja, szczegolnie jak wole gadac pragmaty
    > cznie, a rozmowca woli bawic sie w gdakanie, ze on jest lepszy.


    Jak z dzieckiem.... Trza było nie obiecywać, to teraz nie byłoby nikogo do rozliczania. Nie chcesz rozliczania- powiedz że się już w tą zabawę nie bawisz. Też źle? Kto Cię tak kurwa rozpuścił, że wydaje Ci się że wszyscy mają robić Ci tylko dobrze, nawet kosztem siebie?
  • ludlo 12.02.17, 13:13
    zawle napisała:

    > sabat3 napisał: > Zeby zdobywac wiedze o zyciu i innych.
    >
    > Ale jak to zrobisz, gdy zabronisz innym mówić o sobie ( samozadowoleńcy), oceni
    > ać cudze zachowania ( krytykanci), radzić (głupi idioci)?
    >

    Zawle mądrze napisała że siłą forum jest niewykształcenie się na nim jakiejś szczególnie wyraźnej i irytującej normy poprawności, z jej strażnikami, cały czas odbywają się polemiki ale w takim zrozumieniu że ja mówię to, ty mówisz tamto - nietrafnie, ale nie wg jakiejś normy poprawności politycznej tylko wg prawda mojego widzimisię osoby ustosunkowującej się. No a z tych rozmaitych form uczestnictwa wymienionych przez Zawle wyżej jedni wybierają więcej form, inni mniej, co tam kto może i lubi, zwykle sporo mogą, choć są też stylistyki bardziej skoncentrowane, wyraźnie unikające 1 czy 2 form uczestnictwa, czy nawet więcej.
  • ludlo 12.02.17, 13:32
    Oczywiście mądrze imho - bo imho nie tylko krytyk dotyczy, ale i pochwał, po prostu wszelkich ocen, najlepiej to nie oceniać bo co my tam wiemy...
  • sabat3 12.02.17, 13:17
    zawle napisała:
    > Jak z dzieckiem.... Trza było nie obiecywać, to teraz nie byłoby nikogo do rozl
    > iczania. Nie chcesz rozliczania- powiedz że się już w tą zabawę nie bawisz. Też
    > źle? Kto Cię tak kurwa rozpuścił, że wydaje Ci się że wszyscy mają robić Ci ty
    > lko dobrze, nawet kosztem siebie?

    Nie wydaje mi sie.
    Mamy wszyscy prawo zabierac glos, oceniac, nawet obrazac w ramach dopuszczalnych prawem granic - i mamy tez prawo miec w dupie stanowisko innych. Ja nic nikomu nie zabraniam. A nawet gdybym probowal - bylbym w tym smieszny.
    Zawle - mowa o uczciwosci i etyce w zyciu - zwyczajnie zabralem glos, przedstawilem stanowisko.
    Nie bede sie kierowac tymi wartosciami, kropka.
  • sabat3 12.02.17, 13:19
    A i jeszcze - kazdy ma prawo sie wkurwiac :)))
  • zawle 12.02.17, 13:21
    sabat3 napisał:

    > A i jeszcze - kazdy ma prawo sie wkurwiac :)))

    Zdrajcy to nawet mają większe prawo:))
  • sabat3 12.02.17, 13:29
    zawle napisała:

    > sabat3 napisał:
    >
    > > A i jeszcze - kazdy ma prawo sie wkurwiac :)))
    >
    > Zdrajcy to nawet mają większe prawo:))

    Najwieksze to chyba zdradzani ;)
  • ninek04 12.02.17, 13:49
    zawle napisała:

    > sabat3 napisał:
    >
    > > A i jeszcze - kazdy ma prawo sie wkurwiac :)))
    >
    > Zdrajcy to nawet mają większe prawo:))

    >Najwieksze to chyba zdradzani ;)<

    Zależy jak na to spojrzeć. Ja się czułam zdradzona( poprzez śmieciowe traktowanie mnie) na długo wcześniej, zanim " zdradziłam".- tylko że ja ze "zdradzonym " nie pozostawałam od dawna w żadnej relacji uczuciowo - erotycznej, więc nie wiem,gdzie tu ta zdrada i kogo.
  • sabat3 12.02.17, 14:00
    ninek04 napisała:
    > Zależy jak na to spojrzeć. Ja się czułam zdradzona( poprzez śmieciowe traktowan
    > ie mnie) na długo wcześniej, zanim " zdradziłam".- tylko że ja ze "zdradzonym
    > " nie pozostawałam od dawna w żadnej relacji uczuciowo - erotycznej, więc nie w
    > iem,gdzie tu ta zdrada i kogo.

    Chodzi o strone formalna, wiez uczuciowa nie ma tu nic do rzeczy. Przynajmniej wedlug mnie. Zdrada to zerwanie umowy, mimo ze masz druga strone za nic, to zapisy formalnie obowiazuja.
    Zdrada osoby, do ktorej zywie cieple uczucia i milosc w ogole nie miesci mi sie w glowie, wiec nie wiem jak to wlasciwie nazwac.
    Zdrada w malzenstwie prawie zawsze to po prostu zdarzenie czysto formalne.
  • zawle 12.02.17, 15:21
    sabat3 napisał:
    > Zdrada osoby, do ktorej zywie cieple uczucia i milosc w ogole nie miesci mi sie
    > w glowie, wiec nie wiem jak to wlasciwie nazwac.

    Zdradziłbyś siebie, nie? A jeśli ta druga strona ufa Tobie?
  • sabat3 12.02.17, 16:40
    zawle napisała:
    > Zdradziłbyś siebie, nie? A jeśli ta druga strona ufa Tobie?

    "Zona"? Ufa w moja slabosc. Ma poczucie przewagi. Ze bym nie potrafil/nie dal rady. Przeliczyla sie.
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 16:37
    > Zdrada w malzenstwie prawie zawsze to po prostu zdarzenie czysto formalne. <

    Ales wyprał! Lepiej niz w niemieckiej reklamie proszku do prania :)
  • zawle 12.02.17, 13:20
    sabat3 napisał: > Nie bede sie kierowac tymi wartosciami, kropka.

    No to się nie kieruj, ale nie oczekuj że w pakiecie dostaniesz głaskanie po główce czy akceptację...no błagam.
    Może i zdradziłem, ale trochę kultury osobistej...nie przezywajcie mnie od zdrajców;))
  • sabat3 12.02.17, 13:27
    zawle napisała:

    > sabat3 napisał: > Nie bede sie kierowac tymi wartosciami, kropka.
    >
    > No to się nie kieruj, ale nie oczekuj że w pakiecie dostaniesz głaskanie po głó
    > wce czy akceptację...no błagam.
    > Może i zdradziłem, ale trochę kultury osobistej...nie przezywajcie mnie od zdra
    > jców;))

    No nie, przeciez formalnie jestem zdrajca. Nazywanie mnie zdrajca jest uprawnione :)
    Podobnie jak klamca, bo przeciez klamie. Po prostu zaznaczam, ze nie bede sie tym przejmowal, bo bardzo wielu tak robi. Zdecydowana wiekszosc klamie, a zdradza wg statystyk 70% mezczyzn i 40% kobiet (o ile dobrze pamietam).
    Tak mi sie zycie ulozylo, ze gdybym probowal teraz byc uczciwy, to wyladowalbym na samym dnie - wiec nie widze innego wyjscia.
    Sorry, ten krzyz jest dla mnie za ciezki, szukajcie innego Jezusa, co go poniesie ;)
  • zawle 12.02.17, 13:31
    sabat3 napisał: > No nie, przeciez formalnie jestem zdrajca. Nazywanie mnie zdrajca jest uprawnio
    > ne :)

    Chciałbyś:))

    > Podobnie jak klamca, bo przeciez klamie.

    Kogoś na pewno:)

    Po prostu zaznaczam, ze nie bede sie t
    > ym przejmowal, bo bardzo wielu tak robi. Zdecydowana wiekszosc klamie, a zdradz
    > a wg statystyk 70% mezczyzn i 40% kobiet (o ile dobrze pamietam).

    To po co te statystyki?:))
  • sabat3 12.02.17, 13:55
    zawle napisała:
    > Chciałbyś:))

    Nie, nie chcialbym. Wolalbym nie musiec sie ukrywac. Nie mam wyboru, Zawle. Tzn mam taki, ze dla mnie to zaden wybor.

    > > Podobnie jak klamca, bo przeciez klamie.
    >
    > Kogoś na pewno:)

    Zone. Kombinuje jak kon pod gore, znajdujac uzasadnienia dla swojej nieobecnosci. Zdazylo mi sie juz chodzic na wymyslone "szkolenia" w pracy.
    Bylo wspaniale, jednak sam fakt koniecznosci wymyslania klamstw jest meczacy i niewygodny.
    Wolalbym nie musiec tego robic. Z drugiej strony ciesze sie tym, co mam.
  • bgz0702 12.02.17, 18:45
    sabat3 napisał:
    > Zone. Kombinuje jak kon pod gore, znajdujac uzasadnienia dla swojej nieobecnosc
    > i. Zdazylo mi sie juz chodzic na wymyslone "szkolenia" w pracy.
    > Bylo wspaniale, jednak sam fakt koniecznosci wymyslania klamstw jest meczacy i
    > niewygodny.
    > Wolalbym nie musiec tego robic. Z drugiej strony ciesze sie tym, co mam.

    sabat, to jest "tragiurocze";) nie wiem czy ci współczuć czy gratulować;)) w każdym razie trochę kanał bo smutek i żal jakiś przebija przez to;) Ale chyba wart, fajne emocje są warte tych nerwów i kłamstwa, trudno.
  • hello-kitty2 12.02.17, 20:17
    sabat3 napisał:

    > Zone. Kombinuje jak kon pod gore, znajdujac uzasadnienia dla swojej nieobecnosc
    > i. Zdazylo mi sie juz chodzic na wymyslone "szkolenia" w pracy.
    > Bylo wspaniale, jednak sam fakt koniecznosci wymyslania klamstw jest meczacy i
    > niewygodny.
    > Wolalbym nie musiec tego robic. Z drugiej strony ciesze sie tym, co mam.

    Klamstwa nie jest meczace tylko kontrola. Wszyscy kontrolujacy sa jebani za plecami. Tyle z ich kontroli. Jak widze kontolujacego, to zawsze pomoge zeby go/ja zrobic w bambuko.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • zawle 12.02.17, 20:21
    hello-kitty2 napisała: > Klamstwa nie jest meczace tylko kontrola. Wszyscy kontrolujacy sa jebani za ple
    > cami. Tyle z ich kontroli. Jak widze kontolujacego, to zawsze pomoge zeby go/ja
    > zrobic w bambuko.

    To takie Polskie. Sabat musi kłamać, kitka zawsze kontrolujących robi w chuja. To też pozostałość po komunie?:)))
  • hello-kitty2 12.02.17, 20:52
    zawle napisała:

    > To takie Polskie. Sabat musi kłamać, kitka zawsze kontrolujących robi w chuja.
    > To też pozostałość po komunie?:)))

    Ja sie z kontrolujacymi ludzi nie wiaze. 'Pomagam' innym byc 'zdrajcami' wobec nich. Z Polska to nie ma nic wspolnego, bo ja nie mowie o Polakach (akurat).

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • zawle 12.02.17, 20:58
    hello-kitty2 napisała:
    > Ja sie z kontrolujacymi ludzi nie wiaze. 'Pomagam' innym byc 'zdrajcami' wobec
    > nich. Z Polska to nie ma nic wspolnego, bo ja nie mowie o Polakach (akurat).

    To już nie wiem o czym mówisz..o związkach, pracy czy czymś innym. Bo jak o związkach to ja mam podobnie- żadnej kontroli. Ale gdy ktoś wchodzi w taki klimat to niech spija śmietanę i sam się z tym buja. Kłamać nie lubię, robić kogoś w chuja też nie.
  • mabelle2000 12.02.17, 10:00
    sabat3 napisał:

    > Mnie te gadki o umowach, uczciwosci, dotrzymywaniu slowa troche lataja kolo pio
    > ra, bo chociaz w teorii mnie to dotyczy, to w praktyce kompletnie mnie to nie r
    > usza.

    Wlasnie, lataja Ci kolo piora, ale rownoczesnie chcialbys zeby ktos byl wobec Ciebie uczciwy. I oburzasz sie jak nie jest.
    Slodka idiotka podpisuje umowe, ktorej nawet nie czyta, drze ryja, ze druga strona jej nie respektuje, rownoczesnie sama ani mysli jej dotrzymac, bo przeciez to co podpisywala nic nie znaczy. To jest dopiero schizofreniczne.

    > Nikt nie musi byc dobry, szlachetny i uczciwy. Kto nas z tego rozliczy? Robaki
    > w trumnie? ;)

    Oczywiscie ze nie musi, ale tez niech nie oczekuje tego od innych.
  • sabat3 12.02.17, 10:05
    mabelle2000 napisała:

    > Wlasnie, lataja Ci kolo piora, ale rownoczesnie chcialbys zeby ktos byl wobec C
    > iebie uczciwy. I oburzasz sie jak nie jest.

    Wcale nie! Od dawna twierdze, ze najbardziej liczy sie piesc i sila. Nie doslownie, bo to by bylo prymitywne.
    Tego uczy natura. Wygrywa ten, ktory ma przewage. Jest bystrzejszy, silniejszy, bardziej bezwgledny. Ma dostep do dobr rzadkich. Zyjemy w swiecie rzadzonym przez matematyke, a nie etyke.
  • marek.zak1 12.02.17, 10:25
    sabat3 napisał:
    >
    > Wcale nie! Od dawna twierdze, ze najbardziej liczy sie piesc i sila. Nie doslownie, bo to by bylo prymitywne.
    > Tego uczy natura. Wygrywa ten, ktory ma przewage. Jest bystrzejszy, silniejszy, bardziej bezwgledny. Ma dostep do dobr rzadkich. Zyjemy w swiecie rzadzonym przez matematyke, a nie etyke.
    ------------------------
    Poszedłeś po bandzie, Sabat. Ważna jest inteligencja, konsekwencja, wytrwałość i prawidłowe określenie celów. No i szczęście.
  • sabat3 12.02.17, 10:57
    marek.zak1 napisał:
    > Poszedłeś po bandzie, Sabat. Ważna jest inteligencja, konsekwencja, wytrwałość
    > i prawidłowe określenie celów. No i szczęście.

    Nie wiedzialem, ze czlowiek jest jedynym elementem natury :) Troche wiecej dystansu.
    Moja teza jest szersza. Dotyczy natury w ogolnosci. Takze zbiorowisk ludzkich, panstw, narodow, wiosek, miast, grup spolecznych, ale i pojedynczych gatunkow - wszedzie tam, gdzie jest konkurencja. Historia jest pisana piorem zwycięzcy.
  • marek.zak1 12.02.17, 11:02
    sabat3 napisał:


    > Nie wiedzialem, ze czlowiek jest jedynym elementem natury :) Troche wiecej dystansu.
    > Moja teza jest szersza. Dotyczy natury w ogolnosci. Takze zbiorowisk ludzkich,
    > panstw, narodow, wiosek, miast, grup spolecznych, ale i pojedynczych gatunkow - wszedzie tam, gdzie jest konkurencja. Historia jest pisana piorem zwycięzcy.
    --------------------
    Skoro pisałeś o pięści, myślałem że piszesz o ludziach.
  • sabat3 12.02.17, 11:06
    marek.zak1 napisał:
    > Skoro pisałeś o pięści, myślałem że piszesz o ludziach.

    Piesci w sensie metaforycznym . Jak wolisz ekonomie - przewaga konkurencyjna ;)
    O etyce - wzmianki brak.
  • marek.zak1 12.02.17, 11:12
    sabat3 napisał:


    > Piesci w sensie metaforycznym . Jak wolisz ekonomie - przewaga konkurencyjna ;)
    >
    > O etyce - wzmianki brak.
    ------------------------
    Sabat. Lepszy zawodnik pokonuje słabszego. To jest super sprawiedliwe i etyczne.
  • sabat3 12.02.17, 11:23
    marek.zak1 napisał:
    > Sabat. Lepszy zawodnik pokonuje słabszego. To jest super sprawiedliwe i etyczne

    To jest naturalne. Rzymianie pojechali Etruskow a Barbarzyncy Rzymian. Monty wykosil okoliczne plemiona, a potem przyszli Hiszpanie i wywalili wszystkich z lasu. Zycie. Nie ma w tym etyki, jest natura.
    Wilk zre owce, owca zre trawe, trawa pije soki z gleby.
    Rozwalka Indian polnocnoamerykanskich dokonana na przestrzeni dziejow byla etyczna? In gold we trust ;)
  • marek.zak1 12.02.17, 11:31
    sabat3 napisał:

    > Rozwalka Indian polnocnoamerykanskich dokonana na przestrzeni dziejow byla etyczna? In gold we trust ;).
    ----------------------------
    Zobacz na National Geographic. Albo lew/gepard dogoni antylopę i ją zje, albo po paru nieudanych próbach sam zdechnie. Nie mieszałbym etyki do tego.
    Bez USA i z Indianami w Ameryce, historia choćby I i II Wojny potoczyłaby się zapewne inaczej. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przypuścić, że Polski by nie było.



  • ludlo 12.02.17, 11:40
    marek.zak1 napisał:

    > sabat3 napisał:
    >
    > > Rozwalka Indian polnocnoamerykanskich dokonana na przestrzeni dziejow byl
    > a etyczna? In gold we trust ;).

    Ciekawe że w USA tylko Marlon Brando ze znanych ludzi przełamał zmowę milczenia, wyparcia z poprawnej komunikacji wokół krzywdy jaką wyrządzono Indianom. I to bardzo spektakularnie, wyzywał swoich od kryminalistów którzy podpisali setki umów i nie dotrzymali ani jednej. Wziął też udział w strzelaninie w rezerwacie, jako kibic strony indiańskiej, w latach 70.
    > ----------------------------
    > Zobacz na National Geographic. Albo lew/gepard dogoni antylopę i ją zje, albo p
    > o paru nieudanych próbach sam zdechnie. Nie mieszałbym etyki do tego.
    > Bez USA i z Indianami w Ameryce, historia choćby I i II Wojny potoczyłaby się z
    > apewne inaczej. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przypuścić, że Polski by
    > nie było.
    >

    Racja że bez USA II wojna mogłaby zostać przegrana. To jest na plus, ale czy musieli tych Indian i bizony, chyba nie musieli.
  • marek.zak1 12.02.17, 11:56
    ludlo napisał(a):

    > Racja że bez USA II wojna mogłaby zostać przegrana. To jest na plus, ale czy musieli tych Indian i bizony, chyba nie musieli.
    -------------------------------------------
    Było i jest tyle zła za świecie. Ja też czytając ,,Tomka na wojennej ścieżce" , czy ,,Winnetou" płakałem nad losem Indian, a przedtem Majów czy Azteków.
    Z kolei nie znam przypadków płaczu Indian nad losem Polaków (i nie tylko), najeżdżanych przez takich Tatarów przez trzysta lat, mordowanych, grabionych i wywożonych do Azji.
    Tak więc skośnoocy najeżdżali nas, a biali najechali Indian w Ameryce.
    Przy okazji:
    marek-zak.blog.onet.pl/2017/02/12/z-piotrem-beczala-w-berlinie/
  • ludlo 12.02.17, 12:08
    To jest życie, sobota - jestem w operze w Berlinie...

    W La Scali jak chyba nigdzie indziej do dziś potrafią z dużym niedobrym temperamentem i widzimisię ocenić występ

    muzyka.onet.pl/newsy/piotr-beczala-wybuczany-w-mediolanie/6w25w
  • marek.zak1 12.02.17, 12:17
    ludlo napisał(a):

    > To jest życie, sobota - jestem w operze w Berlinie...
    >
    > W La Scali jak chyba nigdzie indziej do dziś potrafią z dużym niedobrym temperamentem i widzimisię ocenić występ
    >
    > muzyka.onet.pl/newsy/piotr-beczala-wybuczany-w-mediolanie/6w25w
    ------------------------------
    Widziałem to przedstawienie. Niemka w roli Violetty sztywna strasznie. Jest też przyczyna, mianowicie w Trawiacie są 2 czy 3 miejsca, gdzie tenor może śpiewać wysokie ,,C" lub też oktawę niżej. PB ww wszystkich przypadkach tego wysokiego ,,C" nie zaśpiewał. Nie musiał, a jednak..
    To było baardzo galowe przedstawienie, z prezydentem Włoch i chyba przewodniczącym ONZ na widowni. Na takich przedstawieniach oczekuje się, że będzie więcej niż bardzo dobrze.
    L. Pavartotti w takiej sytuacji zaśpiewał w ,,Córce pułku" 7 razy wysokie ,,C" i stało się to sensacją i zrobiło z niego gwiazdę.
    PB zaśpiewał bardzo ładnie, ale oczekiwania były większe.
  • ludlo 12.02.17, 12:23
    Sam tenor Alagna, od niedawna związany z naszą sopranistką Kurzak, przeżył katusze w La Scali. Zszedł nawet ze sceny w Aidzie i wtedy musiał na gorąco wejść na scenę nieprzebrany rezerwowy żeby dokończyć przedstawienie Aidy, to są dopiero emocje! La Scala! Alagna twierdził nawet że w związku z surową oceną publiczności groziła mu zapaść i śmierć na scenie...
    www.telegraph.co.uk/news/worldnews/1540136/La-Scala-booing-was-like-death-blow.html
  • marek.zak1 12.02.17, 12:30
    ludlo napisał(a):

    > Sam tenor Alagna, od niedawna związany z naszą sopranistką Kurzak, przeżył katusze w La Scali. Zszedł nawet ze sceny w Aidzie i wtedy musiał na gorąco wejść na scenę nieprzebrany rezerwowy żeby dokończyć przedstawienie Aidy, to są dopiero emocje! La Scala! Alagna twierdził nawet że w związku z surową oceną publiczności groziła mu zapaść i śmierć na scenie..
    -------------------
    Nie wiemy, jak było, ale we Włoszech to albo zachwyt, albo buczenie. Emocje..
    Pavarottiego też wybuczano, ale to chyba wtedy, jak napisał w pamiętnikach, śpiewał pijany.
    A. Kurzak występowała w tej inscenizacji w Berlinie w grudniu.
  • ludlo 12.02.17, 13:18
    Trzymasz rękę na pulsie wydarzeń operowych Marku, jest wysoka energia uczestnicząca w spektaklach live. Ja raczej odszedłem już od uczestnictwa live na rzecz po prostu dużej kolekcji płytowej i wyśmienitego jak dla mnie brzmienia zestawu stereo, tym bardziej że jakoś tak najbardziej cenię sobie stare wykonania, gdy grają i śpiewają ludzie nieponowocześni, o innym typie przeżycia tych samych nut, co ja wyczuwam.
  • ludlo 14.02.17, 20:02
    Marlon dla Indian
    www.youtube.com/watch?v=2QUacU0I4yU
    www.youtube.com/watch?v=_0RAQVj9sNM
  • ludlo 12.02.17, 11:16
    To się tak trochę przeplata chyba, często owszem rządzi siła uderzająco dynamiczna i egoistyczna, ale są też okresy zwycięstw miłującej siły spokoju - vide Gandhi, u nasTadeusz Mazowiecki.
  • sabat3 12.02.17, 11:25
    ludlo napisał(a):

    > ale są też okresy zwycięstw miłującej siły spokoju - vide Ga
    > ndhi, u nasTadeusz Mazowiecki.

    Wtedy, gdy zyski z okupacji sa dlugofalowo nizsze niz jej koszty.
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 16:25
    > Wcale nie! Od dawna twierdze, ze najbardziej liczy sie piesc i sila. Nie doslownie, bo to by bylo prymitywne.
    Tego uczy natura. Wygrywa ten, ktory ma przewage. Jest bystrzejszy, silniejszy, bardziej bezwgledny. Ma dostep do dobr rzadkich. Zyjemy w swiecie rzadzonym przez matematyke, a nie etyke. <

    Nie przyglądałeś sie historii swojego gatunku. Neandertalczyk był silniejszy a przegrał. Byc moze subtelna sieć powiązań społecznych znaczy wiecej niz pieść. Byc moze bycie fair, lojalnym wobec swoich a walecznym wobec wrogów ma większe znaczenie niz "mnie tu zaraz dawać najwiecej".
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 16:19
    > W obserwowalnym przeze mnie swiecie zdecydowana wiekszosc ludzi kieruje sie glownie kategoriami osobistego zysku. <

    Wszyscy kierują sie zasada maksymalizacji własnego dobrostanu. Wlasnie po to sa triale (randki) i kontrakty. Próba upewnienia sie ze gra jest i bedzie dla obu stron korzystna. Kontrakty sa z kolei chronione obyczajem, prawem i policja. Większość rozumie, ze dotrzymywanie umów dobrowolnie, zanim trzeba bedzie angażować sąd czy policję najbardziej sie opłaca. Tak jest tez ciekawiej. Zapytaj Marka jaki jest fun z grania w tenisa bez siatki. Tylko małe dzieci i socjopaci myślą, ze zmiana zasad gry w połowie partii tak ze zapewni im wygrana jest opłacalna. Na dłuższa metę nie jest nawet dla nich. Nie wspominając o ich ex-partnerach, ktorzy ulatniają sie szybko i ostrzegają potencjalnych następców. Krótkoterminowy zysk, zniszczony kort (w tym przypadku rosnące przekonanie ze zwiazek jako idea to syf), rozsynchronizowanie z własnych poczuciem co jest fair a co nie.

    Nie wiem skąd tu Jezus. Jezus nie zachęcał do trzymania sie kontraktów ani maksymalizacji własnego dobrostanu. Nalegał na rezygnacje z tej perspektywy.

    > Nikt nie musi byc dobry, szlachetny i uczciwy. Kto nas z tego rozliczy? Robaki w trumnie? ;)

    Sami sie rozliczamy. Inaczej dawno byś olał zone zołze i dzieci. Kto Cie rozliczy z tego ze sie zwiniesz i nie dasz im ani czasu ani zasobów? Robaki w trumnie? To czemu z nimi jestes a stukasz w tajemnicy?

    Nihilizm jest moim zdaniem tak ślepy na ludzka naturę jak naleganie na czysta milosc czy altruizm. Jak kazdy błędny (czyli nie odwzorowujący wiernie rzeczywistości) model niszczy w koncu kogos kto sie nim kieruje. Niszczy tez (dużo szybciej od idealizmu) otoczenie. Dlatego Jezusow ludzie oklaskują (myśląc: "frajer"), a nihilistów eliminują z otoczenia najszybciej jak sie da.
  • sabat3 12.02.17, 16:45
    proteinowy.na.chwile napisał:
    > Sami sie rozliczamy. Inaczej dawno byś olał zone zołze i dzieci. Kto Cie rozlic
    > zy z tego ze sie zwiniesz i nie dasz im ani czasu ani zasobów? Robaki w trumnie
    > ?

    Komornik.

    > To czemu z nimi jestes a stukasz w tajemnicy?

    Boje sie konsekwencji. Sa dla mnie nieciekawe.

    Jeszcze jakies pytania? ;)
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 17:02
    > Komornik

    Komornik jest nieprzekonujący. Z tego co mowia Panie mozna nie płacić alimentów na własne dzieci i wielu tak robi. Zwyczajnie nie sprawdziłeś i nie sprawdzisz, duzo mniejszy koszt to zmiana perspektywy. I dobrze, mozna tak zyc, vide Gogol. Dzieci nie musza wiedziec, zona nie musi sie denerwować. Jedyne co ryzykujesz to włożenie kart i inicjatywy w ręce swojej Nemesis - Sabacicy. Bitwa moze sie nigdy nie odbyć, ale jezeli sie odbędzie - odbędzie sie na jej warunkach, w czasie i miejscu wybranym przez nią. Chyba ze oprócz bycia zołza jest tez idiotka. A jest?
  • bgz0702 12.02.17, 18:06
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > > Komornik
    >
    > Komornik jest nieprzekonujący. Z tego co mowia Panie mozna nie płacić alimentów
    > na własne dzieci i wielu tak robi. Zwyczajnie nie sprawdziłeś i nie sprawdzisz
    > , duzo mniejszy koszt to zmiana perspektywy. I dobrze, mozna tak zyc, vide Gogo
    > l. Dzieci nie musza wiedziec, zona nie musi sie denerwować. Jedyne co ryzykujes
    > z to włożenie kart i inicjatywy w ręce swojej Nemesis - Sabacicy. Bitwa moze si
    > e nigdy nie odbyć, ale jezeli sie odbędzie - odbędzie sie na jej warunkach, w c
    > zasie i miejscu wybranym przez nią. Chyba ze oprócz bycia zołza jest tez idiotk
    > a. A jest?

    te karty w rekach żony? to o ile ona mogłaby mu bardziej zaszkodzić, niż w sytuacji kiedy on wystąpiłby o rozwód? tak samo pewnie by ją gniew zżarł, a koszta z tytułu alimentów byłyby takie same.
    I w sumie o co chodzi? ludzie są na takim etapie swojej drogi i już. W czym problem? w świetle faktów, które przedstawiają nie mogą/ nie są gotowi inaczej. NIech robią jak im dobrze, sam wybrałeś żonę, którą zołzą nazywasz, to też budzi niesmak, taka obowiązkowa odpowiedzialność, widać nie możesz inaczej.
    I co to za porównanie do Gogola, widzisz tu analogię mentalną? ja nie widzę
  • ninek04 12.02.17, 19:06
    proteinowy.na.chwile napisał
    >Bitwa moze sie nigdy nie odbyć, ale jezeli sie odbędzie - odbędzie sie na jej warunkach, w czasie i miejscu wybranym przez nią. Chyba ze oprócz bycia zołza jest tez idiotka. A jest?<

    Siedzisz w Jego głowie, żeby tak prorokować i przewidywać, co by było gdyby? Popatrz na siebie - zrobiłeś dziecko kobiecie, o której wcześniej pisałeś, że mało co z nią Cię łączy i żeby dogodzić sobie szedłeś odprawiać misterium z własnym koniem w odosobnieniu i oddaleniu od tej, z którą jesteś. A teraz stawiasz tezy, graniczace z pewnością , że tamta strona będzie dyktować warunki.To może weź i nie projektuj pod siebie i względem siebie, a nie względem innych, bo Tobie tak się wydaje, co będzie, albo co by było gdyby.
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 20:40
    > To może weź i nie projektuj pod siebie i względem siebie, a nie względem innych, bo Tobie tak się wydaje, co będzie, albo co by było gdyby. <

    Moze i racja. "Sabat wspieramy Cie, nic sie nie przejmuj, żyj chwila i nie daj sobie milosci zepsuć krakaniem, ani spekulacjami, ani planem B, ani cudza perspektywa. Większość nie wpada w kłopoty, czemu miałbyś wpaść Ty? Nie zwracaj uwagi na papierki, one nie sa ważne. Ludzie sa wazni, uczucia sa ważne". To powinno zamknąć niewdzięczny temat doradzania czegokolwiek Sabatowi.
  • sabat3 12.02.17, 20:47
    proteinowy.na.chwile napisał:
    > Moze i racja. "Sabat wspieramy Cie, nic sie nie przejmuj, żyj chwila i nie daj
    > sobie milosci zepsuć krakaniem, ani spekulacjami, ani planem B, ani cudza persp
    > ektywa. Większość nie wpada w kłopoty, czemu miałbyś wpaść Ty? Nie zwracaj uwag
    > i na papierki, one nie sa ważne. Ludzie sa wazni, uczucia sa ważne". To powinno
    > zamknąć niewdzięczny temat doradzania czegokolwiek Sabatowi.

    Cholera, wedlug mnie chodzi o cos innego. Niespecjalnie jest pole do jakiegokolwiek doradzania. Nie ma co poradzic :)
  • hello-kitty2 12.02.17, 21:08
    sabat3 napisał:

    > Cholera, wedlug mnie chodzi o cos innego. Niespecjalnie jest pole do jakiegokol
    > wiek doradzania. Nie ma co poradzic :)

    Chodzi o to, ze zdrajcy wzbudzaja jakies zle emocje czy cos takiego.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 12.02.17, 21:19
    hello-kitty2 napisała:

    Chodzi o to, ze zdrajcy wzbudzaja jakies zle emocje czy cos takiego.
    ---------------
    On żyje w związku poliamorycznym. Kocha obie a kotłuje się z tą, która mu daje. Ma rodzinę, żonę. Jest (chyba) człowiekiem spełnionym. W każdym razie dużo bardziej niż jeszcze kilka miesięcy temu.
    >
  • hello-kitty2 12.02.17, 21:26
    marek.zak1 napisał:

    > On żyje w związku poliamorycznym. Kocha obie a kotłuje się z tą, która mu daje.
    > Ma rodzinę, żonę. Jest (chyba) człowiekiem spełnionym. W każdym razie dużo bar
    > dziej niż jeszcze kilka miesięcy temu.

    Marek ja nie wiem z czego to wynika ale Twoja ignorancja jest nie do zniesienia. No jak mozna cos takiego napisac? Jeszcze jakbys strzelal z braku danych ale Sabat przeciez mowi wprost jak jest, a Ty wprowadzasz takie karkolomne znieksztalcenia. Z czego to wynika? Juz nie chce Cie walic po lbie, bo ja Cie napierdzielam, a Ty i tak nie kumasz nic z tego. Napisz tylko z czego to wynika, ze tak znieksztacasz to, co ktos mowi otwartym tekstem.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 12.02.17, 21:30
    hello-kitty2 napisała:

    > Marek ja nie wiem z czego to wynika ale Twoja ignorancja jest nie do zniesienia
    > . No jak mozna cos takiego napisac?
    ---------------\
    To Ty niczego nie rozumiesz. Sabat kocha swoja rodzinę, bo przez wiele lat był jej wierny. Teraz jest jej tez wierny, a seksualnie kocha inną kobietę, z którą się kotłuje. Zobacz jego wpisy rok temu i teraz. Jest innym człowiekiem, dzięki poliamorii.











  • zawle 12.02.17, 21:33
    Piekny, różowy świat marka pełny gadających psów, ich przyjaciół królików i kobiet znajdujących spełnienie w słuchaniu tyku przewodnika stada. National Geographic:))
  • marek.zak1 12.02.17, 21:40
    zawle napisała:

    > Piekny, różowy świat marka pełny gadających psów, ich przyjaciół królików i kobiet znajdujących spełnienie w słuchaniu tyku przewodnika stada. National Geographic:)) .
    ---------------------------------------------
    Świat światem, a jak dobrze widzę i prześwietlam innych. Moja słabość i marzycielstwo w niczym mi nie przeszkodziły.
    Kończę. gate otwarty.
  • hello-kitty2 12.02.17, 21:42
    marek.zak1 napisał:

    > To Ty niczego nie rozumiesz. Sabat kocha swoja rodzinę, bo przez wiele lat był
    > jej wierny. Teraz jest jej tez wierny, a seksualnie kocha inną kobietę, z którą
    > się kotłuje. Zobacz jego wpisy rok temu i teraz. Jest innym człowiekiem, dzięk
    > i poliamorii.

    A Mabelle mowila, ze kobiety przyznajacej sie do dezorientujacego dzialania hormonow w jej ciele nie mozna traktowac powaznie w rozmowie, a tutaj te fikolki? Rozumiem, ze bedziesz snil swoja basn ;-) To juz wole Zawle z Mabelle z mlotami burzacymi misternie budowane kokony. Wchodza i robia rozpierduche. Czlowiek sie zagotuje ale cos tam zostaje do przemyslenia, a tu?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • aandzia43 12.02.17, 22:07

    >
    > A Mabelle mowila, ze kobiety przyznajacej sie do dezorientujacego dzialania hor
    > monow w jej ciele nie mozna traktowac powaznie w rozmowie, a tutaj te fikolki?
    > Rozumiem, ze bedziesz snil swoja basn ;-) To juz wole Zawle z Mabelle z mlotami
    > burzacymi misternie budowane kokony. Wchodza i robia rozpierduche. Czlowiek si
    > e zagotuje ale cos tam zostaje do przemyslenia, a tu?
    >

    A tu jakieś odleciane pierdu pierdu.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • aandzia43 12.02.17, 21:57
    marek.zak1 napisał:

    > hello-kitty2 napisała:
    >
    > > Marek ja nie wiem z czego to wynika ale Twoja ignorancja jest nie do znie
    > sienia
    > > . No jak mozna cos takiego napisac?
    > ---------------\
    > To Ty niczego nie rozumiesz. Sabat kocha swoja rodzinę, bo przez wiele lat był
    > jej wierny. Teraz jest jej tez wierny, a seksualnie kocha inną kobietę, z którą
    > się kotłuje. Zobacz jego wpisy rok temu i teraz. Jest innym człowiekiem, dzięk
    > i poliamorii.

    Jakiej kurwa poliamorii?? Co ty pierniczysz człowieku? Napisałes wyraźnie "kocha obie", a to jest bzdura wszechczasów. Czasem się zastanawiam czy masz równo pod sufitem.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • ninek04 12.02.17, 22:09
    marek. żak 1
    >Jest innym człowiekiem, dzięki poliamorii. <

    Marek, brachu, no co jak co, ale potrafisz rządzić na swojej dzielni ;)
  • sabat3 12.02.17, 22:34
    marek.zak1 napisał:
    > To Ty niczego nie rozumiesz. Sabat kocha swoja rodzinę, bo przez wiele lat był
    > jej wierny. Teraz jest jej tez wierny, a seksualnie kocha inną kobietę, z którą
    > się kotłuje. Zobacz jego wpisy rok temu i teraz. Jest innym człowiekiem, dzięk
    > i poliamorii.

    www.youtube.com/watch?v=BNsrK6P9QvI
  • hello-kitty2 12.02.17, 23:01
    ;-)

    www.youtube.com/watch?v=_GP5_NQ_LEs
    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • hello-kitty2 12.02.17, 21:05
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > Moze i racja. "Sabat wspieramy Cie, nic sie nie przejmuj, żyj chwila i nie daj
    > sobie milosci zepsuć krakaniem, ani spekulacjami, ani planem B, ani cudza persp
    > ektywa. Większość nie wpada w kłopoty, czemu miałbyś wpaść Ty? Nie zwracaj uwag
    > i na papierki, one nie sa ważne. Ludzie sa wazni, uczucia sa ważne". To powinno
    > zamknąć niewdzięczny temat doradzania czegokolwiek Sabatowi.

    A czemu wstawiles to w cudzyslow?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 21:24
    > A czemu wstawiles to w cudzyslow?

    Bo ja bym czegos takiego przyjacielowi, czy choćby znajomemu nie powiedział. Co najwyżej komuś kogo mam naprawde gdzies.
  • hello-kitty2 12.02.17, 21:28
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > > A czemu wstawiles to w cudzyslow?
    >
    > Bo ja bym czegos takiego przyjacielowi, czy choćby znajomemu nie powiedział. Co
    > najwyżej komuś kogo mam naprawde gdzies.

    To czemu to wlasnie powiedziales?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 21:40
    > To czemu to wlasnie powiedziales?

    Ninek rzuciła żebym sie odpierdolil, wiec odpowiedziałem jej "ok, niech bedzie po Twojemu, ja sie człowiekowi juz nie wcinam".
  • ninek04 12.02.17, 21:47
    proteinowy.na.chwile napisał
    >Ninek rzuciła żebym sie odpierdolil, wiec odpowiedziałem jej "ok, niech bedzie po Twojemu, ja sie człowiekowi juz nie wcinam".<

    Chyba kurwa umrę, albo padnę tak jak stoję. "Ninek rzuciła, a Proteinowy ze swojej pozycji hosanna na wysokości stwierdził, że będzie nie po" jemu ".
  • hello-kitty2 12.02.17, 22:04
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > > To czemu to wlasnie powiedziales?
    >
    > Ninek rzuciła żebym sie odpierdolil, wiec odpowiedziałem jej "ok, niech bedzie
    > po Twojemu, ja sie człowiekowi juz nie wcinam".

    Ale dobrze Ci szlo i to moglo okazac sie pomocne w godzinie zero. Kazdy zdrajca powinien byc przygotowany na wypadek podwiniecia nogi i to nawet niezdrajca (Proteinowy) o tym wie.

    Sugerowales dwie rzeczy:
    1. ze atak przeciwnika nastapi
    2. ze lepiej go w tym ubiec.

    Kazdy zonaty kochanek, z ktorym spalam mial juz wszystko ustawione na wypadek wpadki. Roznie byli pozabezpieczani ale byli. Sabat, a Ty?

    A wracajac do Sabatowej tez mysle, ze zaatakuje, jak sie dowie. Od tego trzeba wyjsc w ogole: co dana osoba zrobi i to trzeba wiedziec na zas. Pytanie tez: czy sie dowie? Mysle, ze to, ze Sabatowa sie dowie jest pewniejsze niz ze zaatakuje. Wiec slusznie Proteinowy podpowiadasz zeby sie Sabat zainteresowal i przygotowal. Ale chyba sie juz zainteresowal w razie wpadki, czy nie?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • sabat3 12.02.17, 22:21
    hello-kitty2 napisała:

    > Ale dobrze Ci szlo i to moglo okazac sie pomocne w godzinie zero. Kazdy zdrajca
    > powinien byc przygotowany na wypadek podwiniecia nogi i to nawet niezdrajca (P
    > roteinowy) o tym wie.
    >
    > Sugerowales dwie rzeczy:
    > 1. ze atak przeciwnika nastapi
    > 2. ze lepiej go w tym ubiec.
    >
    > Kazdy zonaty kochanek, z ktorym spalam mial juz wszystko ustawione na wypadek w
    > padki. Roznie byli pozabezpieczani ale byli. Sabat, a Ty?
    >
    > A wracajac do Sabatowej tez mysle, ze zaatakuje, jak sie dowie. Od tego trzeba
    > wyjsc w ogole: co dana osoba zrobi i to trzeba wiedziec na zas. Pytanie tez: cz
    > y sie dowie? Mysle, ze to, ze Sabatowa sie dowie jest pewniejsze niz ze zaataku
    > je. Wiec slusznie Proteinowy podpowiadasz zeby sie Sabat zainteresowal i przygo
    > towal. Ale chyba sie juz zainteresowal w razie wpadki, czy nie?

    Będę mówił szczerze jak jest i dlaczego zdecydowałem się na takie a nie inne rozwiązanie.

    Zanim do wszystkiego doszło, wpadłem w takie doły, że chciałem się pożegnać z tym światem. Ostatecznie nie wiem, czy starczyłoby mi jaj na odebranie sobie życia, ale to chyba jest bardziej kwestia głębokości doła w jaki człowiek wleci, niż samej odwagi. To było dziwne, bo byłem na progu takiego stanu, że właściwie wszystko stawało mi się obojętne. Coś jak w tej piosence Clawfingera:
    www.youtube.com/watch?v=745Kva1znHM

    Trudno mi to dokładnie opisać, ale wchodzisz w taki klimat, że już się nie boisz. Wszystko ci jebie. Wręcz masz poczucie luzu i rozwiązania w zasięgu ręki. Dlatego rozumiem, jak samobójcy mogą tak wszystko dokładnie i spokojnie zaplanować. Oni się nie boją. Już nie.

    Zrozumiałem też, że właściwie, skoro mogę to zrobić, to równie dobrze mogę zagrać na krawędzi. Zatańczyć na ostrzu brzytwy. Tak - dopóki mnie nie złapie, będzie ok. Jak mnie złapie, to mnie nie ma.

    Nie mam planu "B", bo człowiek na moim miejscu nie może go mieć. Będę przedłużał póki się da. Zapuszkować się nie dam. Posłać na ulicę też nie. Żywcem kurwa mnie nie weźmie.
  • ninek04 12.02.17, 22:44
    sabat 3 napisał
    >Jak mnie złapie, to mnie nie ma. <

    Nie myśl w ten sposób. Jesteś i będziesz - nie z takich sytuacji znalazło się jakieś wyjście.

    >Nie mam planu "B", bo człowiek na moim miejscu nie może go mieć. Będę przedłużał póki się da. Zapuszkować się nie dam. Posłać na ulicę też nie. Żywcem kurwa mnie nie weźmie.<

    Ale przecież nie stukasz się chyba z nieczującym cyborgiem, który ma na wszystko poza stukaniem się wyjebane.No w to to już nie uwierzę. Więc weź i to może pod uwagę, że w dwojgu siła, wsparcie, pomoc, empatia i stawienie czoła przeciwnościom.
  • hello-kitty2 12.02.17, 23:12
    ninek04 napisała:

    > Ale przecież nie stukasz się chyba z nieczującym cyborgiem, który ma na wszyst
    > ko poza stukaniem się wyjebane.No w to to już nie uwierzę. Więc weź i to może p
    > od uwagę, że w dwojgu siła, wsparcie, pomoc, empatia i stawienie czoła przeciwn
    > ościom.

    "Moze wszystko hurtem dal jej teraz" i tu ;) To juz spiewala Izabela. Uklady teraz i tu obowiazuja teraz i tu, a potem to cholera wie?
    www.youtube.com/watch?v=olkNnmhMj7Y
    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • sabat3 13.02.17, 12:37
    ninek04 napisała:
    > Ale przecież nie stukasz się chyba z nieczującym cyborgiem, który ma na wszyst
    > ko poza stukaniem się wyjebane.No w to to już nie uwierzę. Więc weź i to może p
    > od uwagę, że w dwojgu siła, wsparcie, pomoc, empatia i stawienie czoła przeciwn
    > ościom.

    To mnie pociesza - w razie "W" bede Ja mogl poprosic o dostep do netu i zrelacjonowac ta droga swoja sytuacje na forum :)
  • bgz0702 13.02.17, 14:21
    sabat3 napisał:

    > ninek04 napisała:
    > > Ale przecież nie stukasz się chyba z nieczującym cyborgiem, który ma na
    > wszyst
    > > ko poza stukaniem się wyjebane.No w to to już nie uwierzę. Więc weź i to
    > może p
    > > od uwagę, że w dwojgu siła, wsparcie, pomoc, empatia i stawienie czoła pr
    > zeciwn
    > > ościom.
    >
    > To mnie pociesza - w razie "W" bede Ja mogl poprosic o dostep do netu i zrelacj
    > onowac ta droga swoja sytuacje na forum :)

    to rzeczywiście pocieszające. Posłuchaj zawle, ma doświadczenie prywatne i zawodowe. Masz trudną sytuację i jesteś wielką emocją. Taki realista bardzo się przydaje, wycisza jak się człowiek przez chwilę skupi, to duży plus takie wyciszenie
  • ninek04 13.02.17, 16:15
    sabat 3 napisał
    >To mnie pociesza - w razie "W" bede Ja mogl poprosic o dostep do netu i zrelacjonowac ta droga swoja sytuacje na forum :)<

    No aż tak źle to chyba nie będzie, nie wpadaj w dół. Bo mnie się wydaje, że to nie jest tak, że będąc nawet w relacjach kochankowych, gdzie to porozumienie i bliskość łączy, a nie dzieli), zostawia się kogoś ot tak samemu sobie, bez wsparcia, bez chęci pomocy, bez rozglądania się za różnymi możliwościami ominięcia raf i przeszkód,próbach rozwiązania impasu. Że wraz z czyimiś problemami niknie człowiek, bo trzeba skupić się na własnych problemach, nie patrząc wyżej niż ponad swój koniuszek nosa. Przeciwnie, bywa się gotowym na wiele, na przysłowiowe przychylenie nieba, skoro to ktoś bliski.
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 22:45
    > Ale dobrze Ci szlo i to moglo okazac sie pomocne w godzinie zero. Kazdy zdrajca powinien byc przygotowany na wypadek podwiniecia nogi i to nawet niezdrajca (Proteinowy) o tym wie. <

    Ja wiem o tym lepiej od zdrajców. Bo widze sytuacje od drugiej strony. Zdrajcy nie zdają sobie sprawy co to znaczy znaleźć sie naprzeciw kogos kto ledwo ich znosił przez lata i zorientowa sie nie tylko ze był zdradzany ale tez traktowany jak idiota. Ba - był idiota, bo łykał grubymi nićmi szyta ścieme. Jezeli ten ktos ze świeżo rozkwitłym porożem jest w stanie wydać ostatniego dolara zeby Ci odebrać ostatniego centa oraz ma w dupie przypadkowe ofiary - moze ci zagotować grunt pod nogami na sposoby ktore Ci w ogole nie przyszły do głowy. Zwłaszcza jak jest psycholem.
  • sabat3 12.02.17, 22:54
    proteinowy.na.chwile napisał:
    > Ja wiem o tym lepiej od zdrajców. Bo widze sytuacje od drugiej strony. Zdrajcy
    > nie zdają sobie sprawy co to znaczy znaleźć sie naprzeciw kogos kto ledwo ich z
    > nosił przez lata i zorientowa sie nie tylko ze był zdradzany ale tez traktowany
    > jak idiota. Ba - był idiota, bo łykał grubymi nićmi szyta ścieme. Jezeli ten k
    > tos ze świeżo rozkwitłym porożem jest w stanie wydać ostatniego dolara zeby Ci
    > odebrać ostatniego centa oraz ma w dupie przypadkowe ofiary - moze ci zagotować
    > grunt pod nogami na sposoby ktore Ci w ogole nie przyszły do głowy. Zwłaszcza
    > jak jest psycholem.

    A co jeszcze może mi odebrać? Człowiek boi się, dopóki jest jakaś nadzieja. Nawet ratlerek zapędzony do kąta w końcu spróbuje ugryźć, jeśli nie dasz mu szansy ucieczki.
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 23:04
    > A co jeszcze może mi odebrać?

    Z tego co pisałeś o swoim stanie psychicznym - zycie. Tzn sam je sobie jestes gotów odebrać, a ona ma kluczyk.
  • sabat3 12.02.17, 23:15
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > > A co jeszcze może mi odebrać?
    >
    > Z tego co pisałeś o swoim stanie psychicznym - zycie. Tzn sam je sobie jestes g
    > otów odebrać, a ona ma kluczyk.

    Ja mam kluczyk.
    Rzeczywiście nie rozumiesz. Powtórzę - człowiek boi się, bo próbuje coś uratować. To krępuje. Przestajesz się bać, kiedy zakładasz, że nic już nie możesz uratować.
    Poza tym - nawet gdyby tak było, jak mówisz, to i tak nie ona zadecyduje, ale przypadek. Nie boję się, jestem w sytuacji kiedy przestałem mieć wybór.
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 23:25
    > Rzeczywiście nie rozumiesz.

    Rzeczywiście nie rozumiem. Ale nie szkodzi. Nie pierwszy raz okazałoby sie ze Marek ma lepszy uchwyt rzeczywistości ode mnie.
  • zawle 13.02.17, 09:12
    proteinowy.na.chwile napisał:
    > Z tego co pisałeś o swoim stanie psychicznym - zycie. Tzn sam je sobie jestes g
    > otów odebrać, a ona ma kluczyk

    Kino:)) Śpi sobie żona, matka spokojnie w domu swoim i nawet nie wie że decyduje o cudzym żyć albo nie żyć. Bo ma kluczyk. Kluczyk się nazywa: Obniżenie standardu życia.
    ;))
  • sabat3 13.02.17, 10:27
    zawle napisała:
    > Kino:)) Śpi sobie żona, matka spokojnie w domu swoim i nawet nie wie że decyduj
    > e o cudzym żyć albo nie żyć. Bo ma kluczyk. Kluczyk się nazywa: Obniżenie stand
    > ardu życia.
    > ;))

    Obniżenie standardu życia to cholernie względny termin.
    Brak seksu w małżeństwie był właśnie "obniżeniem standardu życia", a obiektywnie trzeba przyznać, że doprowadził mnie do skrajnej rozpaczy. Wniosek - jestem słaby.
    Przecież przy bezdomności, ubóstwie, prawdziwej nędzy ten "brak seksu" to w sumie nic takiego, nie? Ludzie mają większe problemy. Tak przynajmniej reaguje większość osób, zapoznając się z sytuacją - wzruszeniem ramion. No trudno, nie bzykacie się już, zajmij się ważniejszymi sprawami.
    Dla jednego obniżenie standardu życia to będzie przeprowadzka z 300m2 na 50m2. Dla drugiego - dołożenie do jego pięcioosobowej celi kolejnych kilku murzynów, którzy będą go gwałcić i torturować. Różne są przypadki w życiu.
    Kitty pytała o plan "B" i uczciwie odpowiedziałem jaki jest. Nie powiedziałem, że będzie mnie stać, nawet wyraziłem wahanie. Jednak mam podstawy sądzić, że jestem w stanie osiągnąć taki stan umysłu, w którym to rozwiązanie byłoby łatwe.
    Nie wiem co w tym zabawnego.
    Chyba że po prostu chciałaś okazać pogardę, to też rozumiem.
  • zawle 13.02.17, 10:52
    sabat3 napisał: > Obniżenie standardu życia to cholernie względny termin.
    > Brak seksu w małżeństwie był właśnie "obniżeniem standardu życia", a obiektywni
    > e trzeba przyznać, że doprowadził mnie do skrajnej rozpaczy. Wniosek - jestem s
    > łaby.
    > Przecież przy bezdomności, ubóstwie, prawdziwej nędzy ten "brak seksu" to w sum
    > ie nic takiego, nie? Ludzie mają większe problemy. Tak przynajmniej reaguje wię
    > kszość osób, zapoznając się z sytuacją - wzruszeniem ramion. No trudno, nie bzy
    > kacie się już, zajmij się ważniejszymi sprawami.
    > Dla jednego obniżenie standardu życia to będzie przeprowadzka z 300m2 na 50m2.
    > Dla drugiego - dołożenie do jego pięcioosobowej celi kolejnych kilku murzynów,
    > którzy będą go gwałcić i torturować. Różne są przypadki w życiu.
    > Kitty pytała o plan "B" i uczciwie odpowiedziałem jaki jest. Nie powiedziałem,
    > że będzie mnie stać, nawet wyraziłem wahanie. Jednak mam podstawy sądzić, że je
    > stem w stanie osiągnąć taki stan umysłu, w którym to rozwiązanie byłoby łatwe.
    > Nie wiem co w tym zabawnego.
    > Chyba że po prostu chciałaś okazać pogardę, to też rozumiem.

    Rozśmieszył mnie sztuczny dramatyzm tej sytuacji.
    Rozważmy tą sytuację od strony kobiety. Nie chce chodzić do łóżka z mężem. Pewnie ma jakieś tam powody- sam wymieniłeś ich co najmniej kilka. Ale ona podjęła decyzję i się tego trzyma. Tu piłeczka jest po Twojej stronie ( sławetny kluczyk). Tyle że trzymanie kluczyka w ręku wywołuje u Ciebie myśli samobójcze ( nie kpię- na serio). No to przychodzi proteinowy, kluczyk wyciąga z twojej spoconej dłoni i wkłada go na śnie żonie.
    Nie umniejszam Twojego dramatu, jednak nazywanie rzeczy po imieniu nie jest pogardą, tylko nazywaniem rzeczy po imieniu. Nie odchodzisz, kłamiesz, ładujesz się w jeszcze większe kłopoty ze strachu przed obniżeniem standardu życia. Jeżeli przy tym pojawia Ci się słowo pogarda- to pojawia się ono Tobie, nie mnie.
  • sabat3 13.02.17, 11:02
    zawle napisała:

    > Nie odchodzisz, kłamiesz, ładujesz si
    > ę w jeszcze większe kłopoty ze strachu przed obniżeniem standardu życia. Jeżeli
    > przy tym pojawia Ci się słowo pogarda- to pojawia się ono Tobie, nie mnie.

    Tutaj nie masz racji. Moje kłopoty nie mogą być już większe, natomiast patrząc na sytuację wychodzi pewien mój cynizm i strachliwość - wykorzystuję chwilę, by jak najprzyjemniej spędzić czas, odwlekając możliwie daleko to, co nieuniknione. Wyszedłem z założenia, że skoro i tak nic już nie ma, to przynajmniej spędzę pozostały mi czas namiętnie. Łatwo sobie wybaczyłem tą słabość ;)
    Odpuściłem sobie tą spinę, w której tkwi osoba, za wszelką cenę usiłująca ochronić swój dobrostan. Jedyne co, to postanowiłem odsuwać od siebie moment zderzenia ze ścianą tak daleko, jak tylko będzie to możliwe.
  • zawle 13.02.17, 12:47
    sabat3 napisał:
    > Tutaj nie masz racji. Moje kłopoty nie mogą być już większe.

    Pewnie masz rację...patrzę na to z własnej perspektywy. A sytuację przeżyłam.
  • bgz0702 13.02.17, 15:30
    sabat3 napisał:

    > zawle napisała:
    >
    > > Nie odchodzisz, kłamiesz, ładujesz si
    > > ę w jeszcze większe kłopoty ze strachu przed obniżeniem standardu życia.
    > Jeżeli
    > > przy tym pojawia Ci się słowo pogarda- to pojawia się ono Tobie, nie mni
    > e.
    >
    > Tutaj nie masz racji. Moje kłopoty nie mogą być już większe, natomiast patrząc
    > na sytuację wychodzi pewien mój cynizm i strachliwość - wykorzystuję chwilę, by
    > jak najprzyjemniej spędzić czas, odwlekając możliwie daleko to, co nieuniknion
    > e. Wyszedłem z założenia, że skoro i tak nic już nie ma, to przynajmniej spędzę
    > pozostały mi czas namiętnie. Łatwo sobie wybaczyłem tą słabość ;)
    > Odpuściłem sobie tą spinę, w której tkwi osoba, za wszelką cenę usiłująca ochro
    > nić swój dobrostan. Jedyne co, to postanowiłem odsuwać od siebie moment zderzen
    > ia ze ścianą tak daleko, jak tylko będzie to możliwe.

    to jest bardzo nie fair wobec laski z która się ruchasz, albo jej jesteś obojętny totalnie albo ona tobie. "Nic już nie ma"? to po ki chuj zawracasz lasce głowę? to jakby się z trupem bzykac. Ona wie że po drugiej stronie jest pustka? To właśnie stąd to "tu i teraz"?;) A co potem? lasce niech się też świat wali jak cię problemy przygniotą? Przesadziłeś z tą swoja "słabością"
  • sabat3 13.02.17, 15:50
    bgz0702 napisała:
    > to jest bardzo nie fair wobec laski z która się ruchasz, albo jej jesteś obojęt
    > ny totalnie albo ona tobie. "Nic już nie ma"? to po ki chuj zawracasz lasce gło
    > wę? to jakby się z trupem bzykac. Ona wie że po drugiej stronie jest pustka? To
    > właśnie stąd to "tu i teraz"?;) A co potem? lasce niech się też świat wali jak
    > cię problemy przygniotą? Przesadziłeś z tą swoja "słabością"

    Dlaczego? Przeciez teraz i tak jestem jej, a ona wcale nie chce ze mna sie zenic/mieszkac razem? W czym to jest nie fair??
  • bgz0702 13.02.17, 16:22
    sabat3 napisał:

    > bgz0702 napisała:
    > > to jest bardzo nie fair wobec laski z która się ruchasz, albo jej jesteś
    > obojęt
    > > ny totalnie albo ona tobie. "Nic już nie ma"? to po ki chuj zawracasz las
    > ce gło
    > > wę? to jakby się z trupem bzykac. Ona wie że po drugiej stronie jest pust
    > ka? To
    > > właśnie stąd to "tu i teraz"?;) A co potem? lasce niech się też świat wa
    > li jak
    > > cię problemy przygniotą? Przesadziłeś z tą swoja "słabością"
    >
    > Dlaczego? Przeciez teraz i tak jestem jej, a ona wcale nie chce ze mna sie zeni
    > c/mieszkac razem? W czym to jest nie fair??

    to ludzie naprawdę tak mają, że "ktoś jest ich" ale czują się za niego odpowiedzialni/emocjonalnie wiążą się dopiero gdy planują wspólny dom/żeniaczkę/mieszkanie?
    To "bycie jej" oznacza prawo do własności twojego ciała na jej użytek własny w określonym czasie, jednak ona wchodzi w to bez emocji, przyjaźni, ciepła, serdeczności itp.?;) już pieprzyć miłość bo mi osobiście też się to nie przytrafia za często, ale jakieś tam ciepło i serdeczności chyba się pojawiają czy nie?;) Nie przywalisz dziewczynie rykoszetem jak cię przygniotą twoje osobiste problemy i NIEMOC żeby sobie z nimi radzić?
  • ninek04 13.02.17, 15:53
    sabat 3 napisał
    >Wyszedłem z założenia, że skoro i tak nic już nie ma, to przynajmniej spędzę pozostały mi czas namiętnie. Łatwo sobie wybaczyłem tą słabość ;)<

    "Nic nie ma" to dopiero po śmierci, jak Cię robaki zaczną toczyć, albo obrócisz się w pył i zacznie być każdemu wszystko jedno. Teraz jest życie, owszem, bywa raz lepiej, raz gorzej, innym razem cudownie, ale wciąż jest. I trwa.
  • sabat3 13.02.17, 16:01
    ninek04 napisała:
    > "Nic nie ma" to dopiero po śmierci, jak Cię robaki zaczną toczyć, albo obrócis
    > z się w pył i zacznie być każdemu wszystko jedno. Teraz jest życie, owszem, byw
    > a raz lepiej, raz gorzej, innym razem cudownie, ale wciąż jest. I trwa.

    Powinienem powiedziec "nie ma perspektyw/szans".
    Zawle - pytanie do Ciebie, jako pracownika sadu. Pewnie masz najwieksze pojecie o tych sprawach.
    Jestes w stanie przewidziec ile z grubsza by trwalo, gdybym zlozyl papiery rozwodowe teraz, do momentu, az realnie komornik by mi wlazl na dochody/wsadziliby mnie do pierdla za nie placenie alimentow? Pare miesiecy? Rok? Dwa?
  • rekreativa 13.02.17, 16:15
    "az realnie komornik by mi wlazl na dochody/wsadziliby mnie do pierdla za nie placenie alimentow?"

    Ale sąd nie zasądza alimentów z dupy, tylko bierze pod uwagę Twoje możliwości zarobkowe. Dlaczego z góry zakładasz, że Ci każą płacić jakieś niebotyczne kwoty?
    Mojej sąsiadce ex mąż płaci na dziecko 200 zeta. To majątek chyba nie jest.

    --
    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
  • zawle 13.02.17, 16:19
    Tyle że ani Ty rekreativa ani Ty ninek nie widzicie że sabat ma najgorzej. Gorzej już być nie może. Z takiej głębokości nikt go nie może wyciągnąć, zwłaszcza że sam się zapiera.
  • ninek04 13.02.17, 16:26
    rekreativa napisała
    >Ale sąd nie zasądza alimentów z dupy, tylko bierze pod uwagę Twoje możliwości zarobkowe. Dlaczego z góry zakładasz, że Ci każą płacić jakieś niebotyczne kwoty?
    Mojej sąsiadce ex mąż płaci na dziecko 200 zeta. To majątek chyba nie jest. <

    No o to właśnie chodzi, te kwoty nie muszą być nie wiadomo aż jakie wysokie, pewnie dużo zależy od skuteczności adwokata - ile więcej może ugrać dla jednej strony, a zbić stawkę dla drugiej.
  • zawle 13.02.17, 16:16
    sabat3 napisał:
    > Powinienem powiedziec "nie ma perspektyw/szans".
    > Zawle - pytanie do Ciebie, jako pracownika sadu. Pewnie masz najwieksze pojecie
    > o tych sprawach.
    > Jestes w stanie przewidziec ile z grubsza by trwalo, gdybym zlozyl papiery rozw
    > odowe teraz, do momentu, az realnie komornik by mi wlazl na dochody/wsadziliby
    > mnie do pierdla za nie placenie alimentow? Pare miesiecy? Rok? Dwa?

    A takie są Twoje plany? Nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Od "za pół roku" do "nigdy". Twoja przyszłość będzie wyglądać dokładnie tak, jak ją sobie zaprojektujesz ( jakie zadajesz pytania)
  • rekreativa 13.02.17, 16:54
    "Od "za pół roku" do "nigdy". Twoja przyszłość będzie wyglądać dokładnie tak, jak ją sobie zaprojektujesz ( jakie zadajesz pytania)"

    Kurczę, skąd tylu tych alimenciarzy i zdesperowanych babek, które nie mogą wydębić forsy na dzieciaka, jeśli ci komornicy tak od razu działają, zajmują dochody i jeszcze delikwentów do pierdla wsadzają?


    --
    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
  • zawle 13.02.17, 17:01
    rekreativa napisała:
    > Kurczę, skąd tylu tych alimenciarzy i zdesperowanych babek, które nie mogą wydę
    > bić forsy na dzieciaka, jeśli ci komornicy tak od razu działają, zajmują dochod
    > y i jeszcze delikwentów do pierdla wsadzają?

    Bo większość siedzi na prostej po stronie "nigdy":)) Ale Ci pierwsi też istnieją.
  • ninek04 13.02.17, 16:56
    sabat 3 napisał
    >az realnie komornik by mi wlazl na dochody/wsadziliby mnie do pierdla za nie placenie alimentow? <

    No nie, do czego to doszło, żeby taka pesymistka od urodzenia jak ja musiała wyciągać kogoś z czarnowidztwa. Ale chyba nie zaczynasz się jeszcze pakować, skoro tak Ci się spieszy do tego pierdla? Nie śmieję się i rozumiem rozterki, ale kreślisz tak czarne scenariusze, zakładając od razu wszystko najgorsze, co może Ci się przytrafić i nakręcasz się w samodołowaniu.
  • zawle 13.02.17, 17:03
    ninek04 napisała:
    > No nie, do czego to doszło, żeby taka pesymistka od urodzenia jak ja musiała wy
    > ciągać kogoś z czarnowidztwa. Ale chyba nie zaczynasz się jeszcze pakować, skor
    > o tak Ci się spieszy do tego pierdla? Nie śmieję się i rozumiem rozterki, ale k
    > reślisz tak czarne scenariusze, zakładając od razu wszystko najgorsze, co może
    > Ci się przytrafić i nakręcasz się w samodołowaniu.

    Gdyby na takiego typa trafiła moja koleżanka powiedziałabym zwiewaj gdzie pieprz rośnie i się nie oglądaj za siebie bo może Ci się go zrobić żal.
  • rekreativa 13.02.17, 17:04
    " żeby taka pesymistka od urodzenia jak ja musiała wyciągać kogoś z czarnowidztwa."

    Prawda? :)
    A wracając do alimentów, to jest jeszcze możliwość umówienia się z żoną. Jeśli by się sabat dogadał w kwestii ile może płacić na dzieci, to sąd to po prostu przyklepie i tyle.

    --
    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
  • zawle 13.02.17, 17:58
    rekreativa napisała:
    > A wracając do alimentów, to jest jeszcze możliwość umówienia się z żoną. Jeśli
    > by się sabat dogadał w kwestii ile może płacić na dzieci, to sąd to po prostu p
    > rzyklepie i tyle.

    Tylko wtedy gdy żona będzie chciała się dogadać, jednak gdy dowie się co się dzieje- nie sądzę. Kluczyk będzie w jej ręku.
  • rekreativa 13.02.17, 18:44
    "Tylko wtedy gdy żona będzie chciała się dogadać, jednak gdy dowie się co się dzieje- nie sądzę. Kluczyk będzie w jej ręku. "

    Na tyle to jej nie znamy. Jak będzie mieć do wyboru 0 alimentów, albo 500, to kto wie.

    --
    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
  • sabat3 13.02.17, 19:20
    Dlatego powinienem sam wyjsc z inicjatywa. Sam zaproponuje rozwod. Jutro rano rozmowa. Musze sie przygotowac. To bedzie najtrudniejsza rozmowa w moim zyciu.
  • ninek04 13.02.17, 20:02
    W Walentynki? No to ładną niespodziankę przyszykujesz żonie, jeszcze ją to dodatkowo podkurwi - może jednak inny dzień wybierz.
  • aandzia43 13.02.17, 20:03
    sabat3 napisał:

    > Dlatego powinienem sam wyjsc z inicjatywa. Sam zaproponuje rozwod. Jutro rano r
    > ozmowa. Musze sie przygotowac. To bedzie najtrudniejsza rozmowa w moim zyciu.

    Zastrzeliłeś mnie Sabat. Cisza na forum, chyba pojechałeś z pepeszy ;-)
    Przygotowałeś się? Pozbierałeś i spakowałeś ważne dokumenty, akty prawne, swoje cenne pamiątki? Masz parę groszy przy duszy? Dzieci w domu nie będzie?

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • ninek04 13.02.17, 20:30
    aandzia 43 napisała
    >Przygotowałeś się? Pozbierałeś i spakowałeś ważne dokumenty, akty prawne, swoje cenne pamiątki? Masz parę groszy przy duszy? Dzieci w domu nie będzie?<

    Ale pisze, że to na razie tylko rozmowa. Sądzisz, że żona od razu będzie kazała się Sabatowi wyprowadzić, albo że sam zaraz po rozmowie opuści dom? Że to będzie wóz, albo przewóz, bez wcześniejszego choćby zaplanowania kąta do zamieszkania, jakiegoś dogrania spraw organizacyjnych? Z rozmowy może coś wyniknąć, albo i nie, ale czy od razu zamknięcie drzwi za sobą, albo przed kimś? No nie wiem.
  • bgz0702 13.02.17, 20:32
    ninek04 napisała:

    > aandzia 43 napisała
    > >Przygotowałeś się? Pozbierałeś i spakowałeś ważne dokumenty, akty prawne,
    > swoje cenne pamiątki? Masz parę groszy przy duszy? Dzieci w domu nie będzie?
    > 0;
    >
    > Ale pisze, że to na razie tylko rozmowa. Sądzisz, że żona od razu będzie kazała
    > się Sabatowi wyprowadzić, albo że sam zaraz po rozmowie opuści dom? Że to będ
    > zie wóz, albo przewóz, bez wcześniejszego choćby zaplanowania kąta do zamieszka
    > nia, jakiegoś dogrania spraw organizacyjnych? Z rozmowy może coś wyniknąć, albo
    > i nie, ale czy od razu zamknięcie drzwi za sobą, albo przed kimś? No nie wiem.
    >
    w zadnym razie się nie wyprowadzać, wspólne mieszkanie
  • aandzia43 13.02.17, 20:45

    > w zadnym razie się nie wyprowadzać, wspólne mieszkanie

    Nie chodzi o to, żeby się wyprowadzać. Nie wiadomo jak druga strona zareaguje, nie znam kobiety, a lepiej założyć gwałtowny scenariusz, najwyżej będzie miłe zaskoczenie. Po prostu zabezpieczyć ważne dokumenty. Sabata, nie jej. I cenne (niekoniecznie materialnie) przedmioty. I mieć parę groszy przy duszy.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • ludlo 13.02.17, 20:53
    Zapamiętam Sabata jako o wzór forumowicza, męża i kochanka
  • zawle 13.02.17, 20:18
    sabat3 napisał:

    > Dlatego powinienem sam wyjsc z inicjatywa. Sam zaproponuje rozwod. Jutro rano r
    > ozmowa. Musze sie przygotowac. To bedzie najtrudniejsza rozmowa w moim zyciu.

    Oszalał. To Ty się musisz chcieć rozwieść.
  • bgz0702 13.02.17, 20:24
    zawle napisała:

    > sabat3 napisał:
    >
    > > Dlatego powinienem sam wyjsc z inicjatywa. Sam zaproponuje rozwod. Jutro
    > rano r
    > > ozmowa. Musze sie przygotowac. To bedzie najtrudniejsza rozmowa w moim zy
    > ciu.
    >
    > Oszalał. To Ty się musisz chcieć rozwieść.

    jejku;)) sabat przepraszam, sugerujesz ze to pod czyimś wpływem?
  • bgz0702 13.02.17, 20:31
    bgz0702 napisała:

    > zawle napisała:
    >
    > > sabat3 napisał:
    > >
    > > > Dlatego powinienem sam wyjsc z inicjatywa. Sam zaproponuje rozwod.
    > Jutro
    > > rano r
    > > > ozmowa. Musze sie przygotowac. To bedzie najtrudniejsza rozmowa w m
    > oim zy
    > > ciu.
    > >
    > > Oszalał. To Ty się musisz chcieć rozwieść.
    >
    > jejku;)) sabat przepraszam, sugerujesz ze to pod czyimś wpływem?

    ja sugeruję rozpoczać rozmowy, przynajmniej po to żeby zbadać i przygotować teren, do rozwodu daleko. Trzeba rozpoznać emocje, to przede wszystkim. I mniej jakąś kasę przy sobie jak sugeruje andzia zebyś głodny nie chodził. I nie daj się zastraszyć, spokojnie słuchaj co żona mówi to ci się przyda żeby się ustawić w relacji i zeby wiedzieć na czym stoisz
  • marek.zak1 13.02.17, 20:36
    bgz0702 napisała:
    > ja sugeruję rozpoczać rozmowy, przynajmniej po to żeby zbadać i przygotować teren, do rozwodu daleko. Trzeba rozpoznać emocje, to przede wszystkim.
    -
    Nie, trzeba tak, jak w filmie ,,W chmurach". Nie zwalniamy cie, tylko dajemy nową szansę. Tak więc, trzeba powiedzieć: Zawiodłem Cię, zasługujesz na kogoś lepszego. Zobaczysz, ze wyjdziesz na tym dobrze.
  • zawle 13.02.17, 20:51
    marek.zak1 napisał:
    > Nie, trzeba tak, jak w filmie ,,W chmurach". Nie zwalniamy cie, tylko dajemy no
    > wą szansę. Tak więc, trzeba powiedzieć: Zawiodłem Cię, zasługujesz na kogoś lep
    > szego. Zobaczysz, ze wyjdziesz na tym dobrze.

    Znam jeszcze jedną metodę. Trzeba być takim okropnym żeby sama sobie ją dała:))
  • bgz0702 13.02.17, 20:39
    bgz0702 napisała:

    > bgz0702 napisała:
    >
    > > zawle napisała:
    > > >
    > > > Oszalał. To Ty się musisz chcieć rozwieść.
    > >
    > > jejku;)) sabat przepraszam, sugerujesz ze to pod czyimś wpływem?
    >
    > ja sugeruję rozpoczać rozmowy, przynajmniej po to żeby zbadać i przygotować ter
    > en, do rozwodu daleko. Trzeba rozpoznać emocje, to przede wszystkim. I mniej ja
    > kąś kasę przy sobie jak sugeruje andzia zebyś głodny nie chodził. I nie daj się
    > zastraszyć, spokojnie słuchaj co żona mówi to ci się przyda żeby się ustawić w
    > relacji i zeby wiedzieć na czym stoisz

    miało być miej jakąś kasę;) a lepiej więcej niż mniej;))
  • ninek04 13.02.17, 21:10
    bgz 0702 napisała
    >a sugeruję rozpoczać rozmowy, przynajmniej po to żeby zbadać i przygotować teren, do rozwodu daleko. Trzeba rozpoznać emocje, to przede wszystkim. I mniej jakąś kasę przy sobie jak sugeruje andzia zebyś głodny nie chodził. I nie daj się zastraszyć, spokojnie słuchaj co żona mówi to ci się przyda żeby się ustawić w relacji i zeby wiedzieć na czym stoisz<

    Ja też myślę podobnie. Zacząć rozmawiać, o ewentualnym rozstaniu, rozejściu się, o wzajemnych oczekiwaniach, o tym, jak organizacyjnie pogodzić wszystkie sprawy.Słowo rozwód nie musi od razu padać i niekoniecznie trzeba zaczynać rozmowę od niego, do rozwodu faktycznie droga daleka.
  • marek.zak1 13.02.17, 21:18
    ninek04 napisała:
    >
    > Ja też myślę podobnie. Zacząć rozmawiać, o ewentualnym rozstaniu, rozejściu się, o wzajemnych oczekiwaniach, o tym, jak organizacyjnie pogodzić wszystkie sprawy.Słowo rozwód nie musi od razu padać i niekoniecznie trzeba zaczynać rozmowę od niego, do rozwodu faktycznie droga daleka.
    --------------------
    Tak, w korpo to się nazywa reorganizacja i wprowadzenie nowych struktur i procedur. Zawsze po to, żeby było lepiej.
  • bgz0702 13.02.17, 21:34
    marek.zak1 napisał:

    > ninek04 napisała:
    > >
    > > Ja też myślę podobnie. Zacząć rozmawiać, o ewentualnym rozstaniu, rozejśc
    > iu się, o wzajemnych oczekiwaniach, o tym, jak organizacyjnie pogodzić wszystki
    > e sprawy.Słowo rozwód nie musi od razu padać i niekoniecznie trzeba zaczynać ro
    > zmowę od niego, do rozwodu faktycznie droga daleka.
    > --------------------
    > Tak, w korpo to się nazywa reorganizacja i wprowadzenie nowych struktur i proce
    > dur. Zawsze po to, żeby było lepiej.

    w związku z nową strukturą organizacyjną należy zadbać o własne OSOBISTE koto bankowe;( i proponuje płacić z niego wspólne domowe rachunki sprawiedliwie i na miarę twoich możliwości - może być potrzebny dowód finansowej odpowiedzialności za wspólne gospodarstwo domowe, nigdy nie wiadomo jak to się potoczy
  • marek.zak1 13.02.17, 21:45
    bgz0702 napisała:

    w związku z nową strukturą organizacyjną należy zadbać o własne OSOBISTE koto bankowe;( i proponuje płacić z niego wspólne domowe rachunki sprawiedliwie i na miarę twoich możliwości - może być potrzebny dowód finansowej odpowiedzialnośc i za wspólne gospodarstwo domowe, nigdy nie wiadomo jak to się potoczy
    -----------------------
    Tak. Firma dzieli się na 2 niezależnie działające BU = business units.
  • bgz0702 13.02.17, 21:53
    marek.zak1 napisał:

    > bgz0702 napisała:
    >
    > w związku z nową strukturą organizacyjną należy zadbać o własne OSOBISTE koto
    > bankowe;( i proponuje płacić z niego wspólne domowe rachunki sprawiedliwie i n
    > a miarę twoich możliwości - może być potrzebny dowód finansowej odpowiedzialno
    > śc i za wspólne gospodarstwo domowe, nigdy nie wiadomo jak to się potoczy
    > -----------------------
    > Tak. Firma dzieli się na 2 niezależnie działające BU = business units.

    działające wspólnie na korzyść małoletnich dzieci
  • marek.zak1 13.02.17, 22:21
    bgz0702 napisała:

    -----------------------
    > > Tak. Firma dzieli się na 2 niezależnie działające BU = business units.
    ------------------->
    > działające wspólnie na korzyść małoletnich dzieci
    ------------------------
    Tak jest w założeniu. Niestety w realu te BU prowadza często e sobą bezwzględna walkę, nazywana "friendly competition" :)
  • bgz0702 13.02.17, 22:26
    marek.zak1 napisał:

    > bgz0702 napisała:
    >
    > -----------------------
    > > > Tak. Firma dzieli się na 2 niezależnie działające BU = business uni
    > ts.
    > ------------------->
    > > działające wspólnie na korzyść małoletnich dzieci
    > ------------------------
    > Tak jest w założeniu. Niestety w realu te BU prowadza często e sobą bezwzględna
    > walkę, nazywana "friendly competition" :)

    emocje będą to pewne ale trzeba mieć własny kodeks, gen musi dostać opiekę możliwie najlepsza
  • bgz0702 13.02.17, 22:23
    sabat i jeśli rano jeszcze nie byłeś gotowy na rozwody, to przemyśl to czy nie warto się z tą nową myślą jeszcze z dwa dni przespać
  • sabat3 13.02.17, 22:32
    bgz0702 napisała:

    > sabat i jeśli rano jeszcze nie byłeś gotowy na rozwody, to przemyśl to czy nie
    > warto się z tą nową myślą jeszcze z dwa dni przespać

    A moja matka zostawila dzieci u siebie na noc. No tak, walentynki, rozumiem jej tok myslenia. Ech, naiwna ;)
    Faktycznie, walentynki to dosc chujowa data na takie rozmowy. To jakby sie pobic przy wigilii ;)
    Zobacze jak sie rano rozwinie rozmowa, cos wypada zaczac. Przy czym mysmy dosc sporo o rozwodzie rozmawiali na przelomie roku, nawet w pewnym momencie kazala mi byc mezczyzna i sie zdecydowac na to, wiec mysle ze "Rejtana" robic nie bedzie w drzwiach na rozprawie.
  • bgz0702 13.02.17, 22:40
    sabat3 napisał:

    > bgz0702 napisała:
    >
    > > sabat i jeśli rano jeszcze nie byłeś gotowy na rozwody, to przemyśl to cz
    > y nie
    > > warto się z tą nową myślą jeszcze z dwa dni przespać
    >
    > A moja matka zostawila dzieci u siebie na noc. No tak, walentynki, rozumiem jej
    > tok myslenia. Ech, naiwna ;)
    > Faktycznie, walentynki to dosc chujowa data na takie rozmowy. To jakby sie pobi
    > c przy wigilii ;)
    > Zobacze jak sie rano rozwinie rozmowa, cos wypada zaczac. Przy czym mysmy dosc
    > sporo o rozwodzie rozmawiali na przelomie roku, nawet w pewnym momencie kazala
    > mi byc mezczyzna i sie zdecydowac na to, wiec mysle ze "Rejtana" robic nie bedz
    > ie w drzwiach na rozprawie.

    fajna mama;) ale możesz rano żonie zrobić kawę na dobry początek rozmowy, na walentynki i na nową drogę życia;) zartuję oczywiście chociaż od kawy zacząć rozmowe nie byłoby źle. To zły moment, ale moją koleżanke mąż przy herbacie "zostawił";) powiedział że idzie do innej;)- tak mi się skojarzyło
  • sabat3 13.02.17, 22:25
    bgz0702 napisała:
    > w związku z nową strukturą organizacyjną należy zadbać o własne OSOBISTE koto b
    > ankowe;( i proponuje płacić z niego wspólne domowe rachunki sprawiedliwie i na
    > miarę twoich możliwości - może być potrzebny dowód finansowej odpowiedzialnośc
    > i za wspólne gospodarstwo domowe, nigdy nie wiadomo jak to się potoczy

    Zartujesz? :)
    Konto mam od paru lat wylacznie na siebie, zona nie ma tam nawet pelnomocnictwa. I z niego place czynsz, prad, elektrycznosc, net, rtv co roku, placilem za przedszkole malych poki bylo, teraz place za klub sportowy dzieci.
    Z jej konta idzie kablowka i jej komorka, reszte swojej pensji przeznacza na wydatki biezace (ubrania, zarcie, drobne rozrywki).
  • bgz0702 13.02.17, 22:31
    sabat3 napisał:

    > bgz0702 napisała:
    > > w związku z nową strukturą organizacyjną należy zadbać o własne OSOBISTE
    > koto b
    > > ankowe;( i proponuje płacić z niego wspólne domowe rachunki sprawiedliwi
    > e i na
    > > miarę twoich możliwości - może być potrzebny dowód finansowej odpowiedzi
    > alnośc
    > > i za wspólne gospodarstwo domowe, nigdy nie wiadomo jak to się potoczy
    >
    > Zartujesz? :)
    > Konto mam od paru lat wylacznie na siebie, zona nie ma tam nawet pelnomocnictwa
    > . I z niego place czynsz, prad, elektrycznosc, net, rtv co roku, placilem za pr
    > zedszkole malych poki bylo, teraz place za klub sportowy dzieci.
    > Z jej konta idzie kablowka i jej komorka, reszte swojej pensji przeznacza na wy
    > datki biezace (ubrania, zarcie, drobne rozrywki).

    rozumiem że jesz za "jej" bo po opłatach ci na więcej kasy nie starcza, czy możesz sobie jeszcze coś odłożyć? masz osobno prąd i elektryczność?;)
  • sabat3 13.02.17, 22:39
    bgz0702 napisała:

    > rozumiem że jesz za "jej" bo po opłatach ci na więcej kasy nie starcza,

    To zarzut? ;) ona mieszka za moje w takim rozumieniu. Glowne zakupy robi ona, ale ostatnio coraz czesciej zdarza mi sie kupowac drobne zakupy spozywcze z wlasnej kasy.
    Bilans jest taki: czynsz 750 pln miesiecznie, prad i gaz po 200 pln co dwa miesiace, moje paliwo to 200 miesiecznie, net 40 pln. Czyli zostaje troche gotowki, nawet jak sie odejmie oplaty za telefon, klub dzieci itd.

    czy moż
    > esz sobie jeszcze coś odłożyć? masz osobno prąd i elektryczność?;)

    Mial byc prad i gaz, sorry.
  • bgz0702 13.02.17, 22:42
    sabat3 napisał:

    > bgz0702 napisała:
    >
    > > rozumiem że jesz za "jej" bo po opłatach ci na więcej kasy nie starcza,
    >
    > To zarzut? ;) ona mieszka za moje w takim rozumieniu. Glowne zakupy robi ona, a
    > le ostatnio coraz czesciej zdarza mi sie kupowac drobne zakupy spozywcze z wlas
    > nej kasy.
    > Bilans jest taki: czynsz 750 pln miesiecznie, prad i gaz po 200 pln co dwa mies
    > iace, moje paliwo to 200 miesiecznie, net 40 pln. Czyli zostaje troche gotowki,
    > nawet jak sie odejmie oplaty za telefon, klub dzieci itd.
    >
    > czy moż
    > > esz sobie jeszcze coś odłożyć? masz osobno prąd i elektryczność?;)
    >
    > Mial byc prad i gaz, sorry.

    zarzut?;) a co ja ci mogę zarzucać?;) co ty, też umiem liczyć, spokojnie bym sobie przeliczyła gdyby o mnie chodziło
  • ninek04 14.02.17, 06:44
    sabat3 napisał
    >Bilans jest taki: czynsz 750 pln miesiecznie, prad i gaz po 200 pln co dwa miesiace, moje paliwo to 200 miesiecznie, net 40 pln. Czyli zostaje troche gotowki, nawet jak sie odejmie oplaty za telefon, klub dzieci itd<

    We własnościowym mieszkaniu aż taki wysoki czynsz? Jestem zaskoczona, że to taka kwota. To prawie jak kwota najmu gdzieniegdzie. .Weź też pod uwagę, że choćby z powodu takiego rozłożenia wydatków jak u was było do tej pory żonie rozwód może być zwyczajnie nie na rękę, może jej się nie " opłacać "rezygnacja z tego co miała do tej pory. Łatwo nie będzie w każdym bądź razie.
  • sabat3 14.02.17, 08:31
    ninek04 napisała:
    > We własnościowym mieszkaniu aż taki wysoki czynsz? Jestem zaskoczona, że to tak
    > a kwota. To prawie jak kwota najmu gdzieniegdzie.

    Bylo 850 :]
    Co do najmow - w mojej okolicy za podobny metraz kuzyn placi 1300 pln. Mnie by wystarczyla kawalerka, ale i tak liczylem okolice 1500pln (bo nie wiadomo w jakim miescie).

    .Weź też pod uwagę, że choćb
    > y z powodu takiego rozłożenia wydatków jak u was było do tej pory żonie rozwó
    > d może być zwyczajnie nie na rękę, może jej się nie " opłacać "rezygnacja z teg
    > o co miała do tej pory. Łatwo nie będzie w każdym bądź razie.

    Pewnie tez ma "konflikt wewnetrzny". Jednak malzenstwo przynosi jej troche wymiernych korzysci. Pomoc przy dzieciach, sprawach technicznych, dodatkowa kasa, wspolwlasnosc.
    Na ta chwile mamy raczej stabilne relacje. Napiecie jest, ale uspione. Chyba oboje zdajemy sobie sprawe z ogromu kosztow. Chec do rozejscia po obu stronach, ale proza zycia mowi co innego.
    Nie ma rzucania talerzami. Szczerze to mysle, ze jest szansa na spokojne rozstanie, nawet jak by moja zdrada wyszla na jaw - tak mysle. Wypalilo sie totalnie.
    Nie ma emocji, jest swiadomosc sytuacji.
    Poza tym - mysle, ze ona sie domysla.
  • ninek04 14.02.17, 15:16
    sabat 3
    >Bylo 850 :
    Co do najmow - w mojej okolicy za podobny metraz kuzyn placi 1300 pln. Mnie by wystarczyla kawalerka, ale i tak liczylem okolice 1500pln (bo nie wiadomo w jakim miescie).<

    To dużo jak na kawalerkę, zdecydowanie za dużo. Jasne, zależy od miasta, no ale biorąc pod uwagę dochody i jeszcze konieczność płacenia ewentualnych alimentów, ta opcja chyba odpada, no chyba sam to widzisz.

    >Nie ma emocji, jest swiadomosc sytuacji.
    Poza tym - mysle, ze ona sie domysla.<

    I stąd jej spokój i brak rzucania talerzami? ;) Jeszcze się okaże, że Twój wyskok był jej na rękę ;). Nie no, gdyby się domyślała, to raczej nie omieszkałaby Ci tego okazać, nie sądzisz?
  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 23:02
    > moze ci zagotować grunt pod nogami na sposoby [...]

    Widziałaś to Kitty?:
    m.imdb.com/title/tt2267998/?ref=m_nv_sr_1

    Tez sobie Sabat rzuć okiem w wolnej chwili, w Twojej sytuacji bedzie mieć wiecej rumieńca. Chyba ze Twoje samobójcze mysli to tak na powaznie, a nie figura retoryczna, wtedy moze lepiej nie. W takiej sytuacji lepiej Fortepian.
  • ninek04 12.02.17, 23:25
    proteinowy.na.chwile napisał
    >Widziałaś to Kitty?:
    m.imdb.com/title/tt2267998/?ref=m_nv_sr_1

    Ja nie widziałam, ale czytałam tę fikcję literacką, raczej lekkiego sortu jeśli już. Kobieta była zaburzona psychicznie i zafiksowana na wrobienie faceta we wszystko co jej podpowiadala chora wyobraźnia. I co, widzisz jakieś paralele odnośnie sytuacji Sabata? Bo ja nie bardzo, chociażby biorąc pod uwagę same realia materialne jako punkt wyjściowy.

    >Tez sobie Sabat rzuć okiem w wolnej chwili, w Twojej sytuacji bedzie mieć wiecej rumieńca. Chyba ze Twoje samobójcze mysli to tak na powaznie, a nie figura retoryczna, wtedy moze lepiej nie. W takiej sytuacji lepiej Fortepian.<

  • proteinowy.na.chwile 12.02.17, 23:43
    > Kobieta była zaburzona psychicznie i zafiksowana na wrobienie faceta we wszystko co jej podpowiadala chora wyobraźnia. I co, widzisz jakieś paralele odnośnie sytuacji Sabata? <

    Skąd. Żadnej. Poza psychicznie zaburzona zona, pochodząca z rodziny z tego typu historia (kundelek na rzemyku, gnojony dziadek). Poza tym, zadnych paralel, przeciez Sabat mieszka w Katowicach a ta pani - w książce.
  • hello-kitty2 13.02.17, 00:00
    proteinowy.na.chwile napisał:

    pr
    > zeciez Sabat mieszka w Katowicach a ta pani - w książce.

    :-))))

    O kurde nie spodziewalam sie takiego udanego wieczoru niedzielnego, do tego slucham Lady Pank z 1985 roku. Zyc nie umierac.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • hello-kitty2 12.02.17, 23:33
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > > moze ci zagotować grunt pod nogami na sposoby [...]
    >
    > Widziałaś to Kitty?:
    > m.imdb.com/title/tt2267998/?ref=m_nv_sr_1

    Widzialam. Nie uwierzysz: bylam na tym w kinie z kochankiem, sama ten film wybralam po tym jak sie kochalismy caly weekend u niego, a oficjalnie bylam u kolezanki. Musisz miec conajmniej ambiwalentne odczucia co do mnie bardzo delikatnie ujmujac ;)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinowy.na.chwile 13.02.17, 00:09
    > Musisz miec conajmniej ambiwalentne odczucia co do mnie bardzo delikatnie ujmujac ;)

    A skąd. Przeciez nie sypiam z Tobą. Tutaj byłabyś ciężkim przypadkiem gdybys np była idiotką, czy trollem albo "konikiem jednego tricku".

    Zdrajcy budzą podziw, nie udało mi sie nigdy nikogo okłamywac całymi latami. Zwłaszcza przypadek Gogola, normalnie nie uwierzyłbym ze mozna tak całymi dekadami i jeszcze ze ewidentnym zyskiem wszystkich zainteresowanych. Albo ktos, kto wpadł tu na chwile wspomnieć, ze zdradzał zone całymi latami, nikt sie nigdy nie dowiedział, on nie ma wyrzutów sumienia i wspomina przygodę z przyjemnoscia.

    Dla jasnosci, budzą podziw ale żadnego zdrajcy w realu nie dopuściłbym do sytuacji w której mój dobrostan w jakikolwiek sposób zalezy od kogos takiego. Jako tępawy w kłamstwie postawiłbym sie w takiej sytuacji jak wiotka kobietka, ktora szuka towarzystwa silnych mezczyzn skłonnych przy tym do rozdawania "plaskaczy".
  • hello-kitty2 13.02.17, 00:24
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > Dla jasnosci, budzą podziw ale żadnego zdrajcy w realu nie dopuściłbym do sytua
    > cji w której mój dobrostan w jakikolwiek sposób zalezy od kogos takiego.

    Wybacz pozwole sobie dopytac: ''zadnego zdrajcy'', ktory Cie zdradzil? Zdefiniuj pojecie 'zdrajcy' prosze.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinowy.na.chwile 13.02.17, 01:09
    > Wybacz pozwole sobie dopytac: ''zadnego zdrajcy'', ktory Cie zdradzil? Zdefiniuj pojecie 'zdrajcy' prosze. <

    W tej chwili, jako pantofel, mowie wylacznie o pozazwiązkowej zdradzie. Do zony przychodzą czasem koleżanki napierdalac na inne, nieobecne w tej chwili koleżanki. 40-50 letnie kobiety. Cos w tym stylu.

    Co do związkow:
    To dosc naiwny klucz, wiem. Pierwsza poważniejsza ex poznałem przez przyprawienie rogów jej facetowi i sam zostałem pozniej rogaczem. Po czym przyprawilem rogi swojemu następcy. Czyli "klucz" zadziałał.

    Z następna ex poznałem sie tak, ze waliła ze mną w rogi swojego męża. Tu brak zaskoczeń: "przemoc owiec" (postanowiłem zaczac szydzić z tego słowa - przemocowiec - przez odwołanie do "milczenia owiec", moze sie przyjmie) psychiczny i ekonomiczny. Nie sadze żebym w tym zwiazku został rogaczem. Czyli klucz nie zadziałał.

    W bieżącym nikt nikogo w rogi nie wali (z tego co wiem), mimo czasem potężnych frustracji w poprzednich latach. W tej chwili bez żadnego PUA seks przebił poziomem wszystkie poprzednie związki i wypróbowaliśmy ostatnio rzeczy ktorych nie próbowałem wczesniej z nikim. I to bez napraszania sie, bez żebrania - bardziej z nastroju chwili. Po raz pierwszy od 15 lat żałuje ze nie jestem lepszym kochankiem, albo ze musze chodzić do roboty. Najchętniej zostałbym w łożku na całe dnie ze swoja "ciężarówka". Moze i w przeszłości sprzedaliśmy sobie sporo chujni, ale nigdy za plecami. Skończy się za pare miesięcy, ale wlasnie brak robienia sie w konia w poprzednich latach to jest baza. W naszym przypadku huśtanie łódką skończyłoby sie rozwodem a nie wieksza pasja. Rozpisałem sie, ale chodzi o to ze klucz działa w tym przypadku.
  • hello-kitty2 13.02.17, 08:46
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > Co do związkow:
    > To dosc naiwny klucz, wiem.

    Wg mnie tutaj nie ma zadnego klucza. Czlowiek jest mieszancem. W tej samej chwili potrafi byc podly dla jednej osoby i przedobry dla innej. W tym sensie mamy dwie twarze.

    W tej chwili bez żadnego PUA seks przebił pozi
    > omem wszystkie poprzednie związki i wypróbowaliśmy ostatnio rzeczy ktorych nie
    > próbowałem wczesniej z nikim. I to bez napraszania sie, bez żebrania - bardziej
    > z nastroju chwili. Po raz pierwszy od 15 lat żałuje ze nie jestem lepszym koch
    > ankiem, albo ze musze chodzić do roboty. Najchętniej zostałbym w łożku na całe
    > dnie ze swoja "ciężarówka". Moze i w przeszłości sprzedaliśmy sobie sporo chujn
    > i, ale nigdy za plecami. Skończy się za pare miesięcy, ale wlasnie brak robieni
    > a sie w konia w poprzednich latach to jest baza. W naszym przypadku huśtanie łó
    > dką skończyłoby sie rozwodem a nie wieksza pasja. Rozpisałem sie, ale chodzi o
    > to ze klucz działa w tym przypadku.

    Jeszcze raz: to nie jest klucz. Jesli juz bym miala szukac wyjasnienia zaistnialej sytuacji, to bedzie ono najbardziej banalne, a mianowicie: szukalabym go w poziomie uczuc. Nie wiem dlaczego boisz sie do nich przyznac jakby bylo to cos obrazliwego ;) Zreszta nie tylko w tym zwiazku poziom uczuc decyduje o zdadzie/braku zdrady. W poprzednich tez, a juz szczegolnie w przypadku tej pierwszej powaznej eks, ktora zwyczajnie znienawidziala Cie za to, ze jej nie kochales. Nie powtorz tego bledu. Uczucia trzeba okazywac.

    Podaje klucz: kocham - nie zdradzam, nie kocham - zdradzam albo sie w inny sposob wycofuje z relacji.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinowy.na.chwile 13.02.17, 09:35
    > Podaje klucz: kocham - nie zdradzam, nie kocham - zdradzam albo sie w inny sposob wycofuje z relacji. <

    Ale kiedy kochasz? Moja "puszczalska" ex zaczęła mi przyprawiać rogi dopiero wtedy jak sie w niej zakochałem i zacząłem zachowywać jak ciele.
  • marek.zak1 13.02.17, 09:42
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > Ale kiedy kochasz? Moja "puszczalska" ex zaczęła mi przyprawiać rogi dopiero wtedy jak sie w niej zakochałem i zacząłem zachowywać jak ciele.
    ------------------
    Masz prawo mieć traumę. Może dlatego boisz się / odrzucasz miłość, bo może ranić i boleć?
  • hello-kitty2 13.02.17, 21:01
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > Ale kiedy kochasz?

    Ja? Kiedy podziwiam i potrzebuje.
    Ale wracajac do Ciebie, to jesli mezczyzna zakochuje sie przez seks, a teraz masz najlepszy seks w zyciu + inne warunki spelnione, to masz najlepsza okazje: zakochaj sie w zonie i bedziesz mial komplet.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 13.02.17, 21:16