Dodaj do ulubionych

Zdrada - czy to się może dobrze skończyć?

15.02.17, 00:03
Witam, czytuję to forum od dłuższego czasu i w końcu zdecydowałam się napisać... Chciałabym poznać opinię forumowiczów.
Jestem mężatką od 15 lat, mąż był moim pierwszym mężczyzną. Wychodząc za mąż miałam świadomość, że w naszym seksie nie do końca się układa, ale mówiłam sobie, że w końcu świetnie się dogadujemy, mamy podobne hobby, poczucie humoru, światopogląd, mój mąż jest dobrym i opiekuńczym człowiekiem - więc dogadamy się i w tej kwestii. Na początku tak właśnie było. Po paru latach zaczęło się psuć. Mąż stracił zainteresowanie seksem; sam z siebie miał ochotę raz na dwa miesiące. Całe wieczory spędzał przed komputerem. Twierdził, że dużo pracuje i musi się zrelaksować...
Próbowałam rozmawiać, awanturować się, uwodzić go - nie działało nic, a ja czułam się coraz bardziej sfrustrowana i nieatrakcyjna. Przy tym wszystkim mąż był dalej dobry, czuły, realizowaliśmy razem hobby- tylko ten temat stał się tabu.
W końcu przyszła zdrada (moja). Romans trwał pół roku, miałam w końcu seks; finalnie wzmocniło to moje małżeństwo - doskonale widziałam wszystkie wady kochanka, który - poza jedną dziedziną - nie sięgał mojemu mężowi do pięt...
Rozstałam się z kochankiem i zapragnęłam dziecka. Musieliśmy skorzystać z pomocy kliniki, chociaż mam podejrzenie, że po prostu za rzadko chodziliśmy do łóżka - zaciągałam tam męża raz w miesiącu w dni płodne, więcej się nie dało...
Po urodzeniu dziecka długo karmiłam i pierwszy raz w życiu to ja miałam niższe libido. Nie inicjowałam, nie chciałam, nawet mężowi zaczęło to przeszkadzać. W ciągu 3 lat kochaliśmy się 4 razy. Za 4 zaszłam w ciążę, poroniłam, wpadłam w depresję, moje małżeństwo wisiało na włosku. Trafiłam na fajną terapeutkę, udało mi się samej podnieść i trochę odbudować związek. W sumie znowu jest ok, rozmawiamy, spędzamy razem czas, mąż jest cudownym ojcem, zaangażowanym i kochającym. Seks raz w miesiącu,10 minut, zawsze przy zgaszonym świetle. Jak zrobiłam depilację brazylijską, zauważył po 7 miesiącach... Nawet się przyzwyczaiłam... Uznałam, że nasz związek jest na tyle dobry, że poświęcę tą dziedzinę życia.

Prawie rok temu poznałam innego mężczyznę. To był piorun sycylijski, z obu stron. Trochę z tym walczyliśmy, w końcu ulegliśmy. Spotykamy się na seks mniej więcej raz w miesiącu (częściej się nie da bez wzbudzania podejrzeń), i jest absolutnie niesamowicie. Miałam już doświadczenie zdrady, ale nie było aż tak, jakbyśmy pasowali do siebie seksualnie pod każdym możliwym względem. Tu tak właśnie jest, mam wrażenie, że on zna od zawsze każdy punkt mojego ciała; ja z nim mogłabym absolutnie wszystko. Odlatuję, kiedy mnie dotyka. Do tego naprawdę jest fajnym człowiekiem. I żonatym. Ani on nie chce opuścić rodziny, ani ja...
Czy to się w ogóle może skończyć dobrze? Czy też zmierzamy prostą drogą do katastrofy? Uciekać? Brnąć? Czekać, aż się samo wypali? Smutne to...
Edytor zaawansowany
  • 15.02.17, 02:24
    Zadaj sobie pytanie: czy siega mezowi do piet?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • 15.02.17, 05:53
    Po pierwsze to nie do końca jestem pewny czy możemy mówić o zdradzie. Formalnie niby tak, ale z drugiej strony jak ktoś dostaje w domu raz na miesiąc, z łaski, odgrzewane kotlety to albo gotuje sobie sam albo idzie się nażreć na miasto :)

    Po drugie nie bardzo rozumiem co się może skończyć dobrze? Romans? Romans jest tylko echem chujni w małżeństwie. Mógłby ci pomóc się dowartościować, poczuć kobiecą i jakoś osłodzić smak małżeństwa z cudownym, zaangażowanym i kochającym ojcem twojego dziecka. Który nie rucha. Ale obawiam się, że ty nie masz takiej konstrukcji psychicznej, która pozwoliłaby odseparować dwa światy - świata obowiązków, w którym jesteś cudowną, zaangażowaną i kochającą matką dziecka swojego męża i światem przygody, w którym jesteś po prostu kobietą. Jakbyś umiała to odseparować, to by pewnie tak sobie to nieśpiesznie trwało wpuszczając trochę promyków w twoje codzienne życie. Ale ty się pewnie "zakochasz" i wszystko pójdzie się jebać :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 15.02.17, 06:30

    A ja mam wrażenie, że mimo pięknych słów o miłości do cudownego męża, to sam mąż w tej relacji nie istnieje, jego pragnienia, potrzeby nie za bardzo są brane pod uwagę,a wręcz przeciwnie - wszystko w tym związku projektujesz pod siebie i względem siebie, tak jak choćby w tym opisie :

    >Rozstałam się z kochankiem i zapragnęłam dziecka. Musieliśmy skorzystać z pomocy kliniki, chociaż mam podejrzenie, że po prostu za rzadko chodziliśmy do łóżka - zaciągałam tam męża raz w miesiącu w dni płodne, więcej się nie dało...<

    Zapragnęłaś, zaciągnęłaś, dostałaś, masz, ale ,dalej ci mało i nie po twojej myśli.No i mąż prawie że idealny,dbający o twoje potrzeby, tylko czemu w takim razie tak mało zainteresowany seksem? Czyli idealny, ale jednak chyba nie idealny,skoro poszłaś szukać gdzie indziej.
  • 15.02.17, 07:33
    Przecież ona nie napisała nigdzie, że kocha męża.
    No, dziecko to jedno, a seks to drugie, nie widzę powodu dla którego dziecko miałoby zrekompensować pani pożycie rzadkie i niezbyt atrakcyjne.
  • 15.02.17, 13:08
    wont2 napisał:

    > Po pierwsze to nie do końca jestem pewny czy możemy mówić o zdradzie. Formalnie
    > niby tak, ale z drugiej strony jak ktoś dostaje w domu raz na miesiąc, z łaski
    > , odgrzewane kotlety to albo gotuje sobie sam albo idzie się nażreć na miasto :
    > )
    Jesteś jakiś skrzywiony wont. Człowiek w małżeństwie nie jest psem na łańcuchu który musi żreć co mu do michy wrzucą. Żona czy mąż nie zdejmuje z Ciebie odpowiedzialności za twoje życie, tylko dlatego że fiuta oddałeś w depozyt.
    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 15.02.17, 20:31
    that.bitch.is.sick napisała:

    > Jesteś jakiś skrzywiony wont.
    -----
    Zgadza się.

    Człowiek w małżeństwie nie jest psem na łańcuch
    > u który musi żreć co mu do michy wrzucą. Żona czy mąż nie zdejmuje z Ciebie odp
    > owiedzialności za twoje życie, tylko dlatego że fiuta oddałeś w depozyt.
    ------
    Zgadza się. Pjona! :) Chyba, że znowu czegoś nie zajarzyłem...

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 16.02.17, 08:43
    wont2 napisał:

    > > Zgadza się. Pjona! :) Chyba, że znowu czegoś nie zajarzyłem...
    >

    Nie, no skoro się zgadzasz że jesteś skrzywiony. Z czym tu dyskutować.
    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 10:49
    that.bitch.is.sick napisała:

    > Nie, no skoro się zgadzasz że jesteś skrzywiony. Z czym tu dyskutować.
    -----
    No wlasnie. Przeciez nigdy nie robilem z tego tajemnicy. Dzielilem sie chyba nawet z wami teza, ze to moje skrzywienie wynika z tego ze jak bylem dzieckiem to nie bylo bokserek tylko slipki i ukladalem sobie w tych slipkach dla wygody siusiaka na sztorc.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 16.02.17, 11:34
    wont2 napisał:

    > > No wlasnie. Przeciez nigdy nie robilem z tego tajemnicy. Dzielilem sie chyba na
    > wet z wami teza, ze to moje skrzywienie wynika z tego ze jak bylem dzieckiem to
    > nie bylo bokserek tylko slipki i ukladalem sobie w tych slipkach dla wygody si
    > usiaka na sztorc.
    >
    Byłbyś showmanem od sucharów i byłoby świetnie. Niestety przeżywasz też bunt nastolatka i czasami emocjonalnie angażujesz się w wątek.

    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 15.02.17, 08:14
    Myślę, że nie kochasz męża, jest ci zupełnie obojętny, nie liczysz się w ogóle z jego uczuciami. A mąż? Hmm....on chyba nie dostrzega w tobie kobiety, skoro nie pragnie. Smutne to wszystko.
  • 15.02.17, 14:55
    nerika napisała:

    > Myślę, że nie kochasz męża, jest ci zupełnie obojętny, nie liczysz się w ogóle
    > z jego uczuciami. A mąż? Hmm....on chyba nie dostrzega w tobie kobiety, skoro
    > nie pragnie. Smutne to wszystko.

    Myślę, że to nie jest do końca tak. Nie kocham jak mężczyzny - ale trochę jak brata. To może mniej miłość, a bardziej przywiązanie, ale nie jest tak, że zupełnie się z nim nie liczę. Doceniam jego zalety i to, że jest dobrym człowiekiem. Nie, nie chciałabym odchodzić. Tylko nie umiem rozwiązać swojego (naszego) problemu.
    Natomiast masz rację, smutne to wszystko.
  • 15.02.17, 09:32
    anto-nella napisała:

    Po paru latach zaczęło się psuć. Mąż stracił zainteresowanie seksem;
    -----------------------
    Precyzyjnie. Z Tobą.

    -----------------------
    > Całe wieczory spędzał przed komputerem.
    -----------------------
    Jest masturbatorem. Woli to , niż seks z żoną. Dopóki mamy wersje jednej osoby, niewiele wiemy.
  • 15.02.17, 09:45
    Ciekawe co sobie myśli taki mężczyzna, który unika seksu z żoną jak gdyby nigdy nic?
  • 15.02.17, 09:51
    ludlo napisał(a):

    > Ciekawe co sobie myśli taki mężczyzna, który unika seksu z żoną jak gdyby nigdy nic?
    ----------------
    Właśnie. Tu brakuje jego przemyśleń, żebyśmy mogli zrozumieć sytuacje i zaproponować optymalne rozwiązanie. Teraz znamy obraz jednej strony, a może ona wazy 30 kg więcej, niż dawniej, albo nie dba o higienę, albo go ciągle opierdziela. Wiele może być przyczyn.
  • 15.02.17, 14:37
    Cóż, ja się domyślam, jaka jest przyczyna - tyle, że niezbyt wiele mogę z tym zrobić. Jesteśmy parą od matury; długo jeszcze przed ślubem... W czasie, kiedy braliśmy ślub, byłam mocno zakompleksioną, niepewną siebie młodą dziewczyną, zaraz po studiach... Przez te lata zrobiłam się niezależną (również finansowo), robiącą karierę, atrakcyjną kobietą w średnim wieku... Jestem kimś innym, niż ta dziewczyna, z którą brał ślub. Tylko, że mnie się ta nowa ja bardziej podoba.
    Oczywiście na 100% nie wiem, czy to rzeczywiście jest powód - tak, jak pisałam, to jest temat tabu między nami. On nie chce na ten temat rozmawiać, ja juz w sumie tez zrezygnowałam. I nawet było mi dobrze z tym przez pewien czas, udało mi się wytłumaczyć sobie, że seks nie jest istotny. I nagle się okazało, że jest...
  • 15.02.17, 15:02
    Dobrze sie domyslasz.
  • 15.02.17, 15:10
    Partnerzy rozwijają się w różnych kierunkach, tempie, dość częsta przyczyna rozpadu związków w dynamicznych czasach. Dlatego trzeba się wciąż rozwijać ile kto tam może. To tak jak Beata - rozwijając się nagrała najlepszą piosenkę Ja, ale fani - Wojtek Mann to zauważył patrząc na notowania listy przebojów III też i skomentował w radiu, 30 lat temu:)) - jakby nie nadążyli. Czyli mąż jakby kara partnerkę za to że ona się rozwija, co czyni go niepewnym (jej rozwój, nie to karanie). Straszni tacy ludzie są, jak kamień u szyi.
  • 15.02.17, 15:11
    Oczywiście ja piszę modelowo, nie znam męża:))
  • 15.02.17, 15:16
    PS. Albo alternatywnie nie kara, a po prostu mu jakby ucieka przed tą nową partnerką prawda, której się lęka

    Oczywiście my nie wiemy, może ona jest kastrująca tam, nie wiemy tak do końca
  • 15.02.17, 15:21
    ludlo napisał(a):

    > Partnerzy rozwijają się w różnych kierunkach, tempie, dość częsta przyczyna rozpadu związków w dynamicznych czasach. Dlatego trzeba się wciąż rozwijać ile kto tam może.
    -------------------------------
    Tak, bo sukces powoduje takze, oczywiscie nie zawsze, wieksza pewnosc siebie, ktora partner moze odbierac jako poczucie wyzszosci, a nawet arogancji. Sukces finansow to na przyklad chec decydowania o wszystkim , wydzielanie kasy temu drugiemu. Sukces i pieniadze zmieniaja ludzi i to raczej na gorsze.
  • 15.02.17, 15:23
    marek.zak1 napisał:

    > ludlo napisał(a):
    >
    > > Partnerzy rozwijają się w różnych kierunkach, tempie, dość częsta przyczy
    > na rozpadu związków w dynamicznych czasach. Dlatego trzeba się wciąż rozwijać i
    > le kto tam może.
    > -------------------------------
    > Tak, bo sukces powoduje takze, oczywiscie nie zawsze, wieksza pewnosc siebie, k
    > tora partner moze odbierac jako poczucie wyzszosci, a nawet arogancji. Sukces f
    > inansow to na przyklad chec decydowania o wszystkim , wydzielanie kasy temu dru
    > giemu. Sukces i pieniadze zmieniaja ludzi i to raczej na gorsze.


    A słusznie piszesz! Oprócz rozwoju może pojawić się także regresja w ważnych polach - np. ktoś może stać się arogancki! Przejaw regresji kulturalnej.
  • 15.02.17, 15:44
    ludlo napisał(a):

    > A słusznie piszesz! Oprócz rozwoju może pojawić się także regresja w ważnych polach - np. ktoś może stać się arogancki! Przejaw regresji kulturalnej.
    -------------------------
    To nie tylko to, bo jedna uwaga, wypowiedziana w stosunku do meza, np. ,,znowu musze cie finansowac". - poniekad sluszna, moze spowodowac fatalne skutki i reakcje: ,,no dobrze, jestes lepsza, ale jako kobieta masz u mnie przechlapane". Urazona ambicja to moze byc koniec zwiazku, koniec seksu. Ludzie sa bardzo wrazliwi na wlasnym punkcie.
  • 15.02.17, 15:52
    Tak, a wracając do tematu stricte czy stricto?, tego w nagłówku, bo my poszliśmy w rozważania o związku autorki, a nie o jej zdradzie, a na tym drugim jej zależało - no to ważne jest i niech ona nam napisze, jakiej reakcji męża oczekiwałaby w momencie ujawnienia jej pozamałżeńskich kontaktów seksualnych? Tego zresztą nam najbardziej brakuje w portrecie dobrego jak czytamy spokojnego partnera. Domyślam się że jego wyprowadzki w smutnym milczeniu, nie awantur?
  • 15.02.17, 16:02
    ludlo napisał(a):
    Tego zresztą nam najbardziej brakuje w portrecie dobrego jak czytamy spokojnego partnera.
    > Domyślam się że jego wyprowadzki w smutnym milczeniu, nie awantur?
    ------------------
    To jest jedna z tych niesprawiedliwosci, ze dobrzy i spokojni nie fascynuja kobiet (sukcesu). One lubia ich jak braci, jak autorka.
  • 15.02.17, 16:27
    marek.zak1 napisał:

    > ludlo napisał(a):
    > Tego zresztą nam najbardziej brakuje w portrecie dobrego jak czytamy spokojnego
    > partnera.
    > > Domyślam się że jego wyprowadzki w smutnym milczeniu, nie awantur?
    > ------------------
    > To jest jedna z tych niesprawiedliwosci, ze dobrzy i spokojni nie fascynuja kob
    > iet (sukcesu). One lubia ich jak braci, jak autorka.

    Tertium datur - on ku jej radości akceptuje seksualne zastępstwo i żyją szczęśliwie.

    Ale widzisz, ona może nie tyle fascynacji chce, co po prostu żeby on raz w tygodniu wykonał małżeński obowiązek. I wtedy nie byłoby rozumiesz tematu?
  • 15.02.17, 16:34
    "To jest jedna z tych niesprawiedliwosci, ze dobrzy i spokojni nie fascynuja kobiet (sukcesu). One lubia ich jak braci, jak autorka."

    Oczywisice, ze zaczyna lubic go jak brata, bo ze soba nie sypiaja, to dosc powszechne zjawisko, moim zdaniem. Zostaje przywiazanie i jakies uczucia ale nie ma fizycznosci, gdyby byl "spokojny i dobry" ale z nia sypial sprawa wygladalaby pewnie inaczej, bo to nie jej odechcialo sie jego i seksu z nim, tylko odwrotnie.
  • 15.02.17, 16:42
    kag73 napisała:

    > "To jest jedna z tych niesprawiedliwosci, ze dobrzy i spokojni nie fascynuja ko
    > biet (sukcesu). One lubia ich jak braci, jak autorka."
    >
    > Oczywisice, ze zaczyna lubic go jak brata, bo ze soba nie sypiaja, to dosc pows
    > zechne zjawisko, moim zdaniem. Zostaje przywiazanie i jakies uczucia ale nie ma
    > fizycznosci, gdyby byl "spokojny i dobry" ale z nia sypial sprawa wygladalaby
    > pewnie inaczej, bo to nie jej odechcialo sie jego i seksu z nim, tylko odwrotni
    > e.

    No właśnie, można chyba i po dobroci zaspokoić seksualnie, a może nawet zafascynować, bez tej greyowskiej machowskiej prawda jakiejś patologii:)
  • 15.02.17, 16:45
    "No właśnie, można chyba i po dobroci zaspokoić seksualnie, a może nawet zafascynować, bez tej greyowskiej machowskiej prawda jakiejś patologii:)"

    Amen! Sila spokoju :))
  • 15.02.17, 23:46
    Kag dowcipna:)
  • 15.02.17, 17:30
    kag73 napisała:

    Zostaje przywiazanie i jakies uczucia ale nie ma fizycznosci, gdyby byl "spokojny i dobry" ale z nia sypial sprawa wygladalaby pewnie inaczej, bo to nie jej odechcialo sie jego i seksu z nim, tylko odwrotnie.
    --------------------------
    Jednych kręci sypianie z szefową, kobietą sukcesu, innych to odstrasza. Pamiętaj, że mamy tylko relacją jednej strony. Słaby facet w obecności takiej kobiety może czuć się jeszcze słabszy.
  • 16.02.17, 08:32
    Jak jesteśmy przy zdradzie, Marlon miał romans z mężatką - sąsiadką w Beverly Hills. Dała mu klucz do tylnych drzwi domu i on przychodził w nocy i gdy mąż spał na górze kochankowie kochali się na dole posiadłości. Pewnej nocy Marlon Brando otworzył drzwi i ujrzał męża zamiast tej kobiety. Wspomina w autobiografii, że zatkało go, tak samo pana domu, przeszli w głąb domu a Marlon gorączkowo myślał co powiedzieć. Pojawiła się też pani domu w szlafroku. "Gdzie jest L (imię małego syna Brando), gdzie jest L?" wymyślił, choć to słabo tłumaczyło otwarcie tych drzwi kluczem w środku nocy, ale pan domu przyjął jego słowa z ulgą jako rozładowanie trudnej sytuacji, a pani mało nie udusiła się ze śmiechu.
  • 15.02.17, 17:13
    marek.zak1 napisał:

    > Sukces i pieniadze zmieniaja ludzi i to raczej na gorsze.

    A może nie sukces zmienia, tylko człowiek się zmienia, dążąc do osiągnięcia sukcesu. Nie sądzę, żeby to było "raczej na gorsze". To raczej chodzi o to, że do tych gorszych zmian przywiązujemy większą uwagę niż do braku zmian lub zmian na lepsze.
  • 15.02.17, 17:30
    stokrotka_a napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > Sukces i pieniadze zmieniaja ludzi i to raczej na gorsze.
    >
    > A może nie sukces zmienia, tylko człowiek się zmienia, dążąc do osiągnięcia suk
    > cesu. Nie sądzę, żeby to było "raczej na gorsze". To raczej chodzi o to, że do
    > tych gorszych zmian przywiązujemy większą uwagę niż do braku zmian lub zmian na
    > lepsze.

    Nie wiem co się dzieje z ludźmi osiągającymi oszałamiający sukces, bo takich nie znam osobiście. Ci rozwijający się i zdobywajacy świat na średnią miarę zmieniają się tak, jak dyktuje to im ich osobowosć. Jedni rosną, fajnie dojrzewają i są lepsi niż wcześniej, inni wiadomo. Z drugiej strony wiem też, że powiedzenie "przyjaciół poznajesz nie w biedzie, ale po soiągnięciu sukcesu" jest niegłupie. Ja bym "przyjaciół" zmieniła na "normalnych, życzliwych, zdystansowanych do świata i siebie ludzi".

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • 15.02.17, 17:41
    aandzia43 napisała:
    Ci rozwijający się i zdobywajacy świat na średnią miarę zmieniają się tak, jak dyktuje to im ich osobowosć. Jedni rosną, fajnie dojrzewają i są lepsi niż wcześniej, inni wiadomo.
    ------------------------------
    Wielu ludzi się ocenia po tym co osiągnęli, ile mają kasy. W Jeśli maja więcej, osiągnęli więcej, czuja się lepsi od innych i niestety, to okazują.
    W takim Dyzmie jest to pokazane w sposób perfekcyjny.
  • 15.02.17, 21:09
    marek.zak1 napisał:

    > Wielu ludzi się ocenia po tym co osiągnęli, ile mają kasy. W Jeśli maja więcej,
    > osiągnęli więcej, czuja się lepsi od innych i niestety, to okazują.

    Jeśli mają więcej i się z tym obnoszą, to znaczy, że wcale nie czują się lepsi, tylko że próbują ukryć swój kompleks niższosci za pomocą "błyskotek".
  • 15.02.17, 12:57
    Przepiękne, gdy ktoś sugeruje że zdradza bo żona/mąż za mało go kocha/za rzadko się kocha/ nie robi laski/ nie tańczy w peniuarze/ za rzadko daje kwiaty i ma wiotkiego fiuta.
    Zupełnie jak alkoholik który podobnie obwinia otoczenie o swój nałóg, przemocowiec twierdzi że zupka jest za słona.
    Seksoholizm polega między innymi na tym że uzależniamy się od pewnych reakcji mózgu które może dać tylko przelotny seks lub początkowa faza kontaktów, na poziomie psychologicznym - reakcje te stają się zastępczym remedium na frustrację i brak podjęcia rozwiązań właściwych problemów. To działa jak każde uzależnienie. Dlatego niektóre prostytutki wracają do zawodu długo po tym jak zaczęły sobie radzić w innym zawodzie. Po prostu - mały kryzys i muszą.
    Proponuję rozważyć jak i do czego używasz seksu, jaką on pełni funkcję w Twoim życiu i przestać używać małżeństwa jako samousprawiedliwienie.


    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 15.02.17, 14:47
    Bitch, sugerujesz, że jestem seksoholiczką, bo chciałabym kochać się z własnym mężem częściej niż raz w miesiącu i chciałabym to robić przy zapalonym świetle? Wierz mi, że naprawdę długo próbowałam rozwiązać problem. Potem próbowałam zepchnąć problem głęboko w siebie i udawać, że go nie ma. Tylko, że on powraca, niestety.
    Jakie rozwiązanie uważasz za dobre w takim wypadku?
  • 16.02.17, 08:33
    anto-nella napisała:

    > Bitch, sugerujesz, że jestem seksoholiczką, bo chciałabym kochać się z własnym
    > mężem częściej niż raz w miesiącu i chciałabym to robić przy zapalonym świetle
    > ? Wierz mi, że naprawdę długo próbowałam rozwiązać problem. Potem próbowałam ze
    > pchnąć problem głęboko w siebie i udawać, że go nie ma. Tylko, że on powraca, n
    > iestety.
    > Jakie rozwiązanie uważasz za dobre w takim wypadku?

    A za kogo się uważasz? Za męczennicę? Nie wchodźmy w etykietki, uznałam że możesz być chora, a zdrada to symptom, to pochlebne względem stwierdzenia, że jesteś cyniczną suką i tak Ci wygodnie z pierdołowatym chłopem który jest wsparciem życiowym, możesz dzięki niemu zgrywać normalną osobę ale skończysz polując na cudzych mężów. To choroba.
    Oczywiście że przeżywanie seksu z nowymi facetami i tych namiętnych endorfinowych uderzeń rozkoszy jest przyjemniejsze niż orka na starym małżeńskim łożu. Pogadaj z prostytutką jak to uzależnia i jak można się " zakochać" co i rusz.
    Co mam Ci powiedzieć?
    Nie rozumiem jaki masz problem? Boisz się że się wyda?

    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 15:22
    Bitch, mam problem z Twoją logiką. Jesli nie rozumiesz, jaki mam problem (tak piszesz powyżej), to czemu nie zapytasz PRZED przejściem do diagnozy?
    Nie znam prostytutek, ale widzę, że masz spore doświadczenie w tej dziedzinie, chwalisz się tym już w drugim z kolei poście - nie wiem, czy mogę pozazdrościć... Chyba jednak nie.
    Uważam się za zupełnie normalną osobę, z problemem, jakich wiele na tym akurat forum. Rozwiązanie może nie do końca typowe, i mnie też uwiera -
  • 16.02.17, 15:27
    Mnie też uwiera - natomiast nie mam pomysłu, jak wyjść z tej sytuacji. Zerwać i wrócić do tego, co było - rezygnując z seksu praktycznie? Kontynuować - tylko że to się pewnie nie skończy dobrze, jak napisał Wont. Rozstać się z mężem - i co dalej? Na ile to jest powód do rozstania, jeśli wszystko inne gra? Może nie jest? Podjąć temat w małżeństwie po raz enty? Może... Pytanie, jakie są szanse, że tym razem skończy się inaczej. Tyle...
  • 16.02.17, 16:11
    Uwiera Cię do tego stopnia, że przeżywasz konflikt wewnętrzny i tzw.wyrzuty sumienia w stosunku do męża? Jesteś w stanie być blisko emocjonalnie z mężem i okazywać mu uczucia, akceptację w takim samym stopniu, jak przed zdradą i po tym, jak wracasz od kochanka opita endorfinami i wchodzisz w tryb domowy? Tu Ci się nic nie kłóci? -że skoro z tamtym przeżywasz uniesienia to być może w stosunku do męża automatycznie odczuwasz może nie od razu niechęć, ale jakiś rodzaj dystansu, wychłodzenia i czy on tego nie wyczuwa? Czy też może tego typu rozterki nie mają miejsca albo znaczenia w Twoim przypadku?
  • 16.02.17, 16:18
    Uwiera mnie do tego stopnia, że przeżywam konflikt wewnętrzny i tzw. wyrzuty sumienia. Natomiast cała sytuacja ma nieoczekiwany efekt, że w domu jestem spokojniejsza, pogodniejsza, milsza, trudniej mnie wyprowadzić z równowagi. Albo to endorfiny, albo faktycznie tłumienie potrzeb nie wpływało na mnie najlepiej...
    Najbardziej bym chciała, żeby móc z mężem przeżywać choćby połowę tego, co teraz :-(
  • 16.02.17, 17:05
    Mężowi odpowiada taki związek jak macie? Nic mu nie przeszkadza, nie wysuwa zastrzeżeń, czy swoich oczekiwań, albo pragnień? Wszystko mu pasuje i gra żeby było, tak jak w obecnym kształcie? Omawiałaś z nim ewentualne rozstanie, czy on w ogóle takiej możliwości nie bierze pod uwagę, bo uważa ten związek za bardzo dobry,idealny niemalże i nie wyobrażam sobie bycia poza nim i z kim innym, niż z Tobą?
  • 16.02.17, 18:14
    Przed ciążą długo walczyłam, próbowałam rozmawiać. Mój mąż unikał tematu jak ognia, każda próba kończyła sie tym, że on jest zmęczony i że ja nie rozumiem, że on dużo pracuje, i nie ma siły... Tak, on też robi karierę - tak się akurat dobraliśmy... Próbowałam wchodzić do pokoju roznegliżowana, uwodzić go - dostałam parę razy kosza, to jest okropne upokorzenie, wiesz? Parę lat minęło, ciągle pamiętam.
    Potem, po ciąży, dyskutowaliśmy rozstanie. Wtedy to ja nie chciałam seksu, w ogóle. Coś mi się takiego porobiło, że libido umarło - karmienie piersią, moje dziecko przez pierwsze dwa lata nie przespało ani jednej nocy, powrót do stresującej pracy, dużo rzeczy się na to złożyło. I byłam też nie do wytrzymania - wszystko mnie złościło. Pozew rozwodowy miałam już napisany i dyskutowałam to z mężęm. Proponowałam mu też wtedy terapię małżeńską i seksuologa. Dowiedziałam się, że tylko nienormalni ludzie chodzą do psychologów i że z nim jest wszystko w porządku, to ja sie powinnam leczyć. No więc chodziłam. Sama. Leczyłam się. Brałam antydepresanty.
    Na terapii dużo przepracowałam. Tak bardzo realistycznie, terapeutka pytała mnie, co bym zyskała odchodząc, a co bym straciła. I czy jestem w stanie pogodzić się z brakami tego związku i je zaakceptować, widząc pozytywne strony. W końcu po długim wałkowaniu tematu uznałam, że tak, jestem. Jak mówi stare przysłowie: "Boże daj siłę, żebym mogła zmienić to, co mogę zmienić; cierpliwość, żebym pogodziła się z tym, czego zmienić nie mogę i mądrość, żeby odróżnić jedno od drugiego..." Przestałam podnosić z mężem ten temat, i uznałam, że tak po prostu musi być. On się ewidentnie ucieszył; wróciliśmy "do normalności". Tak, on uważa ten związek za dobry.
    A potem poznałam tego drugiego faceta i wszystkie te moje przepracowane założenia poszły się j*** - jak to ładnie określił Wont.
  • 16.02.17, 19:38
    A może mąż ma problemy z potencją tylko wstydzi się przyznać?
  • 16.02.17, 19:58
    No ale mąż od zawsze był niezainteresowany seksem, erotyką, bliskością intymną? Bo te tłumaczenia o zmęczeniu nie są zbyt wiarygodne- nie można chyba ciągłego braku ochoty zwalać na karb zmęczenia. Czy wręcz cieszyć się, że po przejściu terapii przez Ciebie temat seksu zostaje raz na zawsze zamknięty i mąż może odetchnąć z ulgą. To jest dziwne, a nie normalne to jego zamknięcie, wycofanie, a jednocześnie bycie wciąż idealnym, czułym, kochającym ojcem, mężem i partnerem. I jednocześnie Twoja frustracja, a z drugiej strony gloryfikacja jego prawie że idealności związkowej. To jest dla mnie niezrozumiałe, niewiarygodne nawet miejscami, przyznaję.
  • 16.02.17, 20:20
    ninek04 napisała:

    > No ale mąż od zawsze był niezainteresowany seksem, erotyką, bliskością intymną?
    > Bo te tłumaczenia o zmęczeniu nie są zbyt wiarygodne- nie można chyba ciągłego
    > braku ochoty zwalać na karb zmęczenia. Czy wręcz cieszyć się, że po przejściu
    > terapii przez Ciebie temat seksu zostaje raz na zawsze zamknięty i mąż może ode
    > tchnąć z ulgą. To jest dziwne, a nie normalne to jego zamknięcie, wycofanie, a
    > jednocześnie bycie wciąż idealnym, czułym, kochającym ojcem, mężem i partnerem.
    > I jednocześnie Twoja frustracja, a z drugiej strony gloryfikacja jego prawie ż
    > e idealności związkowej. To jest dla mnie niezrozumiałe, niewiarygodne nawet mi
    > ejscami, przyznaję.

    No ale cudzych problemów ninek nie rozwiążesz. W tym wypadku cudzego męża.
    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 21:19
    anto-nella napisała:

    > Mnie też uwiera - natomiast nie mam pomysłu, jak wyjść z tej sytuacji. Zerwać i
    > wrócić do tego, co było - rezygnując z seksu praktycznie? Kontynuować - tylko
    > że to się pewnie nie skończy dobrze, jak napisał Wont. Rozstać się z mężem - i
    > co dalej? Na ile to jest powód do rozstania, jeśli wszystko inne gra? Może nie
    > jest? Podjąć temat w małżeństwie po raz enty? Może... Pytanie, jakie są szanse,
    > że tym razem skończy się inaczej. Tyle...

    Ty tak serio? No to serio. Porozmawiaj z mężem o tym problemie.
    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 21:10
    anto-nella napisała:

    > Bitch, mam problem z Twoją logiką. Jesli nie rozumiesz, jaki mam problem (tak p
    > iszesz powyżej), to czemu nie zapytasz PRZED przejściem do

    Ironia.


    > Nie znam prostytutek, ale widzę, że masz spore doświadczenie w tej dziedzinie,
    > chwalisz się tym już w drugim z kolei poście - nie wiem, czy mogę pozazdrościć.
    > .. Chyba jednak nie.

    Myślałam że "normalne" kobiety, takie jak ty omijają zdania zawierające nieprzyzwoite słowa. Nie zamknęłaś oczu? I teraz masz już doświadczenie na temat prostytutek. Jak się z tym czujesz? Chyba nie do pozazdroszczenia.

    > Uważam się za zupełnie normalną osobę, z problemem, jakich wiele na tym akurat
    > forum.

    Pewnie, normalny problem. W sam raz do omówienia z mężem.

    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 15.02.17, 14:49
    that.bitch.is.sick napisała:

    > Przepiękne, gdy ktoś sugeruje że zdradza bo żona/mąż za mało go kocha/za rzadko
    > się kocha/ nie robi laski/ nie tańczy w peniuarze/ za rzadko daje kwiaty i ma
    > wiotkiego fiuta.
    > Zupełnie jak alkoholik który podobnie obwinia otoczenie o swój nałóg, przemocow
    > iec twierdzi że zupka jest za słona.
    > Seksoholizm polega między innymi na tym że uzależniamy się od pewnych reakcji m
    > ózgu które może dać tylko przelotny seks lub początkowa faza kontaktów, na pozi
    > omie psychologicznym - reakcje te stają się zastępczym remedium na frustrację i
    > brak podjęcia rozwiązań właściwych problemów. To działa jak każde uzależnienie
    > . Dlatego niektóre prostytutki wracają do zawodu długo po tym jak zaczęły sobie
    > radzić w innym zawodzie. Po prostu - mały kryzys i muszą.
    > Proponuję rozważyć jak i do czego używasz seksu, jaką on pełni funkcję w Twoim
    > życiu i przestać używać małżeństwa jako samousprawiedliwienie.
    >
    Na jakiej podstawie sugerujesz, że dziewczyna jest seksoholiczką/ma jakiś inny problem z seksem czy emocjami w ogóle? Bo nie współżyjąc praktycznie z mężm od wielu lat, czyli żyjąc bez seksu, znalazła sobie dwóch kochanków, każdego na parę miesięcy? To jakiś nadzwyczajny osiąg, rok fajnego, choć rzadkiego, seksu na lata bezseksia? A pomijając kwestię ilości: gdyby była uzależniona od emocji pierwszej fazy to fundowałaby sobie tę pierwszą fazę częsciej niż raz na kilka lat. Chłopów wokół niej pewnie nie brakuje, tylko się "zakochiwać" i zaczynać bzykanko, raz po raz.


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • 16.02.17, 08:40
    aandzia43 napisała:

    > > Na jakiej podstawie sugerujesz, że dziewczyna jest seksoholiczką/ma jakiś inny
    > problem z seksem czy emocjami w ogóle? Bo nie współżyjąc praktycznie z mężm od
    > wielu lat, czyli żyjąc bez seksu, znalazła sobie dwóch kochanków, każdego na pa
    > rę miesięcy? To jakiś nadzwyczajny osiąg, rok fajnego, choć rzadkiego, seksu na
    > lata bezseksia? A pomijając kwestię ilości: gdyby była uzależniona od emocji p
    > ierwszej fazy to fundowałaby sobie tę pierwszą fazę częsciej niż raz na kilka l
    > at. Chłopów wokół niej pewnie nie brakuje, tylko się "zakochiwać" i zaczynać bz
    > ykanko, raz po raz.
    >

    Nie sugeruję że jest. Ciężko o diagnozę po paru postach. Normalna na pewno nie jest. No chyba że tak się wg Ciebie rozwiązuje te problemy - wtedy nie mam pytań.


    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 09:27

    > Nie sugeruję że jest. Ciężko o diagnozę po paru postach. Normalna na pewno nie
    > jest. No chyba że tak się wg Ciebie rozwiązuje te problemy - wtedy nie mam pyta
    > ń.
    >
    Roztaczasz wizje i przypuszczenia dalekie od przypadku opisanego przez wątkodajkę, w mojej ocenie oczywiście. Nie, nie uwazam, że tak się załatwia te sprawy.


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • 16.02.17, 10:19
    Bo teraz się nie wyzywa. Teraz się stawia diagnozy:))
  • 16.02.17, 10:26
    zawle napisała:

    > Bo teraz się nie wyzywa. Teraz się stawia diagnozy:))

    Bitch wyostrza, nieraz można się w głowę drapać skąd Ona taką diagnozę... Jednak sam model psychiczny jaki wtedy przedstawia, trafnie czy nie, jest dla mnie zawsze frapujący.
  • 16.02.17, 11:00
    ludlo napisał(a):

    Jedna
    > k sam model psychiczny jaki wtedy przedstawia, trafnie czy nie, jest dla mnie
    > zawsze frapujący.
    --------
    Dla mnie model psychiczny jaki przedstawia bitch jest jedynie fapujacy. Zajebiscie kreca mnie wariatki, ale jednak wole sobie bezpiecznie zwalic konia.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 16.02.17, 11:17
    Wydaje mi się więc że potrzebujecie dziś porozmawiać ostatecznie z Bitch, wóz albo przewóz.
  • 16.02.17, 11:20
    W sensie...seks albo wrogowie?:))
  • 16.02.17, 11:22
    W sensie że Wont nie chce dalszej nękającej komunikacji między nimi (na ile zrozumiałem sytuację)
  • 16.02.17, 11:29
    ludlo napisał(a):

    > W sensie że Wont nie chce dalszej nękającej komunikacji między nimi (na ile zrozumiałem sytuację).
    -------------------
    Wont w tym roku nie wyjechał do Tajlandii i to (brak urlopu, Tajek) może mieć wpływ na jego większe poddenerwowanie. W ostatnim poście wspomina o masturbacji. Tak więc racjonalizuje (*słusznie) konflikty.
  • 16.02.17, 12:13
    ludlo napisał(a):

    > Wydaje mi się więc że potrzebujecie dziś porozmawiać ostatecznie z Bitch, wóz a
    > lbo przewóz.

    Pewnie, inaczej się zapłaczę że wont wali sobie konia w samotności.

    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 12:18
    that.bitch.is.sick napisała:
    > Pewnie, inaczej się zapłaczę że wont wali sobie konia w samotności.

    Widze w tej sprawie pewien potencjal pomocowy z Twojej strony :)
  • 16.02.17, 12:32
    sabat3 napisał:

    > >
    > Widze w tej sprawie pewien potencjal pomocowy z Twojej strony :)

    Tak sabat wszystko już zrozumiałeś.
    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 11:25
    zawle napisała:

    > Bo teraz się nie wyzywa. Teraz się stawia diagnozy:))

    Kochana, opacznie zrozumiałaś. Seksoholizm się diagnozuje, natomiast ja na forum ani w żadnym innym kontekście tym się nie zajmuję.
    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 10:36
    To jak przedstawiamy swoją wizję cudzej sytuacji mówi trochę, sporo i o nas, jak wiadomo. W tym kontekście Bitch jawi mi się jako osoba bardzo pracująca nad sobą, by być lepszym człowiekiem. To promieniuje na surowe przyznajmy oceny, ale właśnie emanujące jak dla mnie powiedziałbym:) - napastliwą szlachetnością!
  • 16.02.17, 10:42
    Natomiast ja jestem jakby człowiekiem naiwnym, dopatrującym się wszędzie dobrej intencji. Jakby idealistą w w 4/5 cynicznym świecie, jak bohater serialu 40-latek.
  • 16.02.17, 11:35
    ludlo napisał(a):

    > To jak przedstawiamy swoją wizję cudzej sytuacji mówi trochę, sporo i o nas, ja
    > k wiadomo. W tym kontekście Bitch jawi mi się jako osoba bardzo pracująca nad s
    > obą, by być lepszym człowiekiem. To promieniuje na surowe przyznajmy oceny, ale
    > właśnie emanujące jak dla mnie powiedziałbym:) - napastliwą szlachetnością!

    "Napastliwa szlachetność" - przepiękny synonim nadgorliwości neofity :-P Brawo, Loppe :-)

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • 16.02.17, 11:41
    Ale naprawdę Andziu wszyscy mamy parę kroków do przejścia w młodości i z różnych miejsc
  • 16.02.17, 11:49
    ludlo napisał(a):

    > Ale naprawdę Andziu wszyscy mamy parę kroków do przejścia w młodości i z różnych miejsc\\
    --------------
    Czy mógłbyś wyjaśnić co masz na myśli, tak pod katem dyskusji.
    Ja w tej chwili ukończyłem i zaliczyłem kurs z etyki w biznesie. Czuję się lepszym człowiekiem. O wszystkich moich wątpliwościach mogę rozmawiać, a szefem, HR, działem prawnym a także mogę zgłosić je na infolinię.
    Tyle możliwości.
  • 16.02.17, 19:52
    > Ja w tej chwili ukończyłem i zaliczyłem kurs z etyki w biznesie. Czuję się lepszym człowiekiem. <

    Ironia?
  • 16.02.17, 20:00
    proteinowy.na.chwile napisał:

    > > Ja w tej chwili ukończyłem i zaliczyłem kurs z etyki w biznesie. Czuję si
    > ę lepszym człowiekiem. <
    >
    > Ironia?

    Wszelkie watpliwosci, skargi i zazalenia nalezy skladac pisemnie u kierownictwa najwyzszego szczebla, podpisujac je imieniem i nazwiskiem.
    Znienawidzonego kolegi z pracy ;)
  • 16.02.17, 20:18
    marek.zak1 napisał:

    > ludlo napisał(a):
    >
    > > Ale naprawdę Andziu wszyscy mamy parę kroków do przejścia w młodości i z
    > różnych miejsc\\
    > --------------
    > Czy mógłbyś wyjaśnić co masz na myśli, tak pod katem dyskusji.
    > Ja w tej chwili ukończyłem i zaliczyłem kurs z etyki w biznesie. Czuję się leps
    > zym człowiekiem. O wszystkich moich wątpliwościach mogę rozmawiać, a szefem, HR
    > , działem prawnym a także mogę zgłosić je na infolinię.
    > Tyle możliwości.

    Na tym forum ostatnio wszyscy są naćpani.
    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 20:28
    that.bitch.is.sick napisała:
    > Na tym forum ostatnio wszyscy są naćpani.

    A ja myslalem, ze to cukiereczki...
  • 16.02.17, 20:38


    > that.bitch.is.sick napisała:
    > > Na tym forum ostatnio wszyscy są naćpani.
    ----------------------
    Nie, to jest myślenie surrealistyczne, które sprawia wrażenie, że człowiek jest naćpany, a on widzi inaczej, z innej perspektywy.
    To zostało przedstawione w Sztuce Szaniawskiego : ,,Dwa teatry" w której ci, co myślą racjonalnie, logicznie zwyczajnie się mylą bo nie ogarniają milionów faktów, które zdarzają się w każdej chwili i o których nie wiedzą.
  • 16.02.17, 20:40
    marek.zak1 napisał:

    >
    >
    > > that.bitch.is.sick napisała:
    > > > Na tym forum ostatnio wszyscy są naćpani.
    > ----------------------
    > Nie, to jest myślenie surrealistyczne, które sprawia wrażenie, że człowiek jest
    > naćpany, a on widzi inaczej, z innej perspektywy.
    > To zostało przedstawione w Sztuce Szaniawskiego : ,,Dwa teatry" w której ci, co
    > myślą racjonalnie, logicznie zwyczajnie się mylą bo nie ogarniają milionów fa
    > któw, które zdarzają się w każdej chwili i o których nie wiedzą.

    Doskonałe ha ha ha nie ogarniają zgadza się!
  • 16.02.17, 20:23
    marek.zak1 napisał:

    > ludlo napisał(a):
    >
    > > Ale naprawdę Andziu wszyscy mamy parę kroków do przejścia w młodości i z
    > różnych miejsc\\
    > --------------
    > Czy mógłbyś wyjaśnić co masz na myśli, tak pod katem dyskusji.
    > Ja w tej chwili ukończyłem i zaliczyłem kurs z etyki w biznesie. Czuję się leps
    > zym człowiekiem. O wszystkich moich wątpliwościach mogę rozmawiać, a szefem, HR
    > , działem prawnym a także mogę zgłosić je na infolinię.
    > Tyle możliwości.

    Sorki, ale co konkretnie potrzebuje tu być wyjaśnione? Pisałem do Andzi, tak jak trzeba było napisać do Andzi w tym naszym wtedy komunikacie i ona nie dopytuje się. Dla mnie to jest jasne, dlatego pytam co? Oczywiście respektuję niezrozumienie, tylko tu trzeba i mi wyjaśnić na czym polega:))
  • 16.02.17, 20:25
    Tylko dlatego nie odpowiedziałem, bo nie wiedziałem co mam wyjaśnić:)
  • 16.02.17, 20:32
    ludlo napisał(a):

    > Tylko dlatego nie odpowiedziałem, bo nie wiedziałem co mam wyjaśnić:)
    --------------

    O tych krokach w młodości. Ja dużo chodziłem, do szkoły, klubu, na imprezy i w czasie chodzenia dużo myślałem o życiu. Nie doszedłem do jakichś konkretnych rozwiązań, ale jak mówią, myślenie jest ważne.
  • 16.02.17, 20:37
    marek.zak1 napisał:

    > ludlo napisał(a):
    >
    > > Tylko dlatego nie odpowiedziałem, bo nie wiedziałem co mam wyjaśnić:)
    > --------------
    >
    > O tych krokach w młodości. Ja dużo chodziłem, do szkoły, klubu, na imprezy i w
    > czasie chodzenia dużo myślałem o życiu. Nie doszedłem do jakichś konkretnych ro
    > związań, ale jak mówią, myślenie jest ważne.

    Teraz zaczynam rozumieć. Chodziło mi Marku o to, że Bitch, Andzia, ja i reszta "Into this house we're born. Into this world we're thrown", więc wiesz oczywiście potrzebujemy się nauczyć chodzić, a uczymy się w różnych domach...
  • 16.02.17, 20:40
    ludlo napisał(a):

    > Teraz zaczynam rozumieć. Chodziło mi Marku o to, że Bitch, Andzia, ja i reszta "Into this house we're born. Into this world we're thrown", więc wiesz oczywiście potrzebujemy się nauczyć chodzić, a uczymy się w różnych domach...
    --------------------------------
    Tak, nasz chód jest inny, choć pozornie wszyscy chodzą podobnie, a i cele są różne.
  • 16.02.17, 20:45
    marek.zak1 napisał:

    > ludlo napisał(a):
    >
    > > Teraz zaczynam rozumieć. Chodziło mi Marku o to, że Bitch, Andzia, ja i r
    > eszta "Into this house we're born. Into this world we're thrown", więc wiesz oc
    > zywiście potrzebujemy się nauczyć chodzić, a uczymy się w różnych domach...
    > --------------------------------
    > Tak, nasz chód jest inny, choć pozornie wszyscy chodzą podobnie, a i cele są ró
    > żne.

    Późnym wieczorem któregoś lata szedłem linią morza w Dębkach z wieloma innymi ludźmi i z naprzeciwka zobaczyłem znajomy chód. Starszy kolega z którym jako dzieciaki graliśmy w piłkę godzinami, a z którym nie widzieliśmy się od dziecka. Ciemności. I on też mnie poznał po chodzie.
  • 16.02.17, 20:48
    ludlo napisał(a):

    Późnym wieczorem któregoś lata szedłem linią morza w Dębkach z wieloma innymi ludźmi i z naprzeciwka zobaczyłem znajomy chód. Starszy kolega z którym jako dzieciaki graliśmy w piłkę godzinami, a z którym nie widzieliśmy się od dziecka. Ciemności. I on też mnie poznał po chodzie.
    ------------
    To występuje w ,,Małym księciu" . Lis mówi: ,,Wszyscy ludzie są podobni...ale jak mnie oswoisz, poznam cie po chodzie wśród tysięcy innych".
    To jest wysoka ocena więzi psychicznych i emocjonalnych.
  • 16.02.17, 20:53
    marek.zak1 napisał:

    > ludlo napisał(a):
    >
    > Późnym wieczorem któregoś lata szedłem linią morza w Dębkach z wieloma innymi
    > ludźmi i z naprzeciwka zobaczyłem znajomy chód. Starszy kolega z którym jako dz
    > ieciaki graliśmy w piłkę godzinami, a z którym nie widzieliśmy się od dziecka.
    > Ciemności. I on też mnie poznał po chodzie.
    > ------------
    > To występuje w ,,Małym księciu" . Lis mówi: ,,Wszyscy ludzie są podobni...ale j
    > ak mnie oswoisz, poznam cie po chodzie wśród tysięcy innych".
    > To jest wysoka ocena więzi psychicznych i emocjonalnych.

    :) Cenię Twoją przedponowoczesną erudycję:). Nie wiem jak wysoko stawiasz barok, pewnie wolisz jak większość okres romantyczny w muzyce, z niego pochodzi ponad 50% znanych kompozytorów i dzieł, ale Jan Dismas Zelenka którego nowego:) albumu właśnie słucham jest fenomenalnym kompozytorem. Rówieśnik Bacha.
  • 16.02.17, 21:04
    ludlo napisał(a):
    >
    > :) Cenię Twoją przedponowoczesną erudycję:). Nie wiem jak wysoko stawiasz barok
    > , pewnie wolisz jak większość okres romantyczny w muzyce, z niego pochodzi ponad 50% znanych kompozytorów i dzieł, ale Jan Dismas Zelenka którego nowego:) albumu właśnie słucham jest fenomenalnym kompozytorem. Rówieśnik Bacha.
    ------------------------
    U mnie to od Mozarta do Rachmaninowa / Ravela.
  • 20.02.17, 11:39
    marek.zak1 napisał:
    > ----
    > U mnie to od Mozarta do Rachmaninowa / Ravela.


    A chciałem spytać czy rozwinąłeś bliską relację z kwartetami Haydna? Powiem że o ile Haydn jako całość dorobku słabo do mnie trafia, co jest oczywiście moim problemem, to jego kwartety należą do najbardziej pieszczących moje uszy i i umysł dzieł, lubię te wykonywane na strunach z jelit:). Ciekawe, jeden zespół gra tak że przewodzą pierwsze skrzypce, a w drugim mikrofony ustawiono w ten sposób że każdy każdziutki z czterech instrumentów ma taki sam wkład w wybrzmienie dzieła. Pisze się o szekspirowskim wymiarze kulturalnym i emocjonalnym kwartetów.

    Sibelius był zdecydowanie największą sławą kompozytorską XX wieku i to nawet za życia, gdzieś od lat 60. wyprzedził go w umysłach melomanów mało wcześniej ceniony Mahler. Obaj ci późni romantycy niewiele mnie obchodzą. A Rachmaninoff ładny ma ten koncert!
  • 20.02.17, 12:25
    ludlo napisał(a):

    > marek.zak1 napisał:
    > > ----
    > > U mnie to od Mozarta do Rachmaninowa / Ravela.
    >
    >
    > A chciałem spytać czy rozwinąłeś bliską relację z kwartetami Haydna? Powiem że
    > o ile Haydn jako całość dorobku słabo do mnie trafia, co jest oczywiście moim p
    > roblemem, to jego kwartety należą do najbardziej pieszczących moje uszy i i umy
    > sł dzieł, lubię te wykonywane na strunach z jelit:). Ciekawe, jeden zespół gra
    > tak że przewodzą pierwsze skrzypce, a w drugim mikrofony ustawiono w ten sposób
    > że każdy każdziutki z czterech instrumentów ma taki sam wkład w wybrzmienie dz
    > ieła. Pisze się o szekspirowskim wymiarze kulturalnym i emocjonalnym kwartetów.


    O koncertach Haydna to chyba mnie chciałeś zapoznać? Owszem, zapoznałam się :-)

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • 20.02.17, 12:38
    Ad. O koncertach Haydna to chyba mnie chciałeś zapoznać? Owszem, zapoznałam się :-)

    Nawet one nie podobają się tak łatwo!, Haydn ma w sobie coś takiego ja nie wiem że trzeba dłużej dobijać do jego drzwi, tak mi się przynajmniej wydaje że jest ogólnie, melomani są różni. Ale prawie chyba nie ma takich dla których Haydn jest najulubieńszym kompozytorem. Nie ma po prostu! Zawsze tam wybiorą Mozarta, albo wiesz, a jeśli ktoś niszowo wybierze to Mahlera albo nie wiadomo kogo ale nigdy Haydna:)
  • 16.02.17, 21:27
    Nie wiem jak wysoko stawiasz barok
    > , pewnie wolisz jak większość okres romantyczny w muzyce, z niego pochodzi pona
    > d 50% znanych kompozytorów i dzieł, ale Jan Dismas Zelenka którego nowego:) alb
    > umu właśnie słucham jest fenomenalnym kompozytorem. Rówieśnik Bacha.

    We współuwielbieniu baroku masz we mnie siostrę nie od dziś :-)

    Ciekawe, lubię Nymana, między innymi:
    www.youtube.com/watch?v=aUzGzxzhdq8
    U Zelenki są podobne zespołowe pociągnięcia smyczków :-) początek utworu
    www.youtube.com/watch?v=aUzGzxzhdq8
    oraz
    www.youtube.com/watch?v=Yk717tZzKkk
    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • 16.02.17, 21:36
    aandzia43 napisała:
    >
    > We współuwielbieniu baroku masz we mnie siostrę nie od dziś :-)
    >
    > Ciekawe, lubię Nymana, między innymi:
    > www.youtube.com/watch?v=aUzGzxzhdq8
    > U Zelenki są podobne zespołowe pociągnięcia smyczków :-) początek utworu
    > <a href="

    Bardzo Ci dziękuję siostro, a wiesz tego Nymana o którym piszesz tak spostrzegawczo ja słuchałem chyba we fragmentach Lisicy, tej seksownej pianistki która jako pierwsza wylansowała się przez internet. Minimalizm i barok mają wspólne cechy!
  • 16.02.17, 21:41
    I jeszcze Andziu poproszę Cię o podanie kilku ulubionych tytułów, proszę:)
  • 16.02.17, 21:55
    Dobrze że zamieściłaś to przepiękne Miserere Zelenki to sobie każdy teraz kupi albo chociaż posłucha

    Z pamięci: Vaclav Lux stał się najwybitniejszym dyrygentem dzieł Zelenki na płytach i koncertach, wciąż szokująco rzadko nagrywanego kompozytora (no prawie nic nie nagrali, bo się nie sprzeda bo jeszcze niepopularny) , który imho... no tylko Bach! a znam barok nieźle...
  • 16.02.17, 11:51
    ludlo napisał(a):

    > Ale naprawdę Andziu wszyscy mamy parę kroków do przejścia w młodości i z różnyc
    > h miejsc

    Wiem :-) Ciągle idę, jeszcze mam parę. Albo jeszcze jestem w czarnej dupie z której chcę się wydostać ;-)

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • 16.02.17, 11:59
    aandzia43 napisała:

    > ludlo napisał(a):
    >
    > > Ale naprawdę Andziu wszyscy mamy parę kroków do przejścia w młodości i z
    > różnyc
    > > h miejsc
    >
    > Wiem :-) Ciągle idę, jeszcze mam parę. Albo jeszcze jestem w czarnej dupie z kt
    > órej chcę się wydostać ;-)
    >

    Życie każdego człowieka jest trudne, takie jest moje zdanie:)
  • 16.02.17, 10:56
    aandzia43 napisała:

    > przypadku opisanego przez wątkodajkę,
    -----
    Bardzo mi sie podoba to okreslenie - wontkodajka! Moge?

    PS. Zilpha sie rozkrecila w ostatnim odcinku. Hell yeah! :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 16.02.17, 11:27
    wont2 napisał:

    > aandzia43 napisała:
    >
    > > przypadku opisanego przez wątkodajkę,
    > -----
    > Bardzo mi sie podoba to okreslenie - wontkodajka! Moge?

    A możesz, możesz :-D :-D

    >
    > PS. Zilpha sie rozkrecila w ostatnim odcinku. Hell yeah! :)
    >

    Zilpha tak, ale aktorka nadal nie bardzo. Wytrzeszczone martwe gały i usteczka bobra z zatwardzeniem to wszystko na co stać panią Oonę? Noblesse oblige, panno Chaplin. I żeby chociaż cycki pokazała ;-)


    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • 16.02.17, 11:22
    > Roztaczasz wizje i przypuszczenia dalekie od przypadku opisanego przez wątkodaj
    > kę, w mojej ocenie oczywiście. Nie, nie uwazam, że tak się załatwia te sprawy.
    >
    >
    Macie problem z wyabstrahowaniem pewnych treści z szerszego kontekstu. Nie napisałam że jest seksoholiczką tylko pokazałam analogie i poprosiłam o refleksję nad swoim problemem z seksem zamiast skupiać się na szukaniu przyczyn w mężu. Celowo nie piszę rzeczy wprost, żeby autorka pod wpływem emocji coś więcej zdradziła. Niestety znajdzie się zawsze ktoś kto zapała oburzeniem świętym i zareaguje emocjonalnie szybciej niż autorka, choć nie w niego to wymierzone. Utożsamiacie się wszyscy a ponieważ każdy racjonalizuje swoje grzeszki lub solidaryzuje się lub chce pozyskać czyjąś sympatię, te dyskusje tutaj prędzej czy później stają się czcze.



    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 11:32

    > Macie problem z wyabstrahowaniem pewnych treści z szerszego kontekstu. Nie napi
    > sałam że jest seksoholiczką tylko pokazałam analogie i poprosiłam o refleksję n
    > ad swoim problemem z seksem zamiast skupiać się na szukaniu przyczyn w mężu. Ce
    > lowo nie piszę rzeczy wprost, żeby autorka pod wpływem emocji coś więcej zdradz
    > iła.
    Niestety znajdzie się zawsze ktoś kto zapała oburzeniem świętym i zareaguj
    > e emocjonalnie szybciej niż autorka, choć nie w niego to wymierzone.

    Sorry, nie wiedziałam że to jakiś misterny plan ;-)


    Utożsamiac
    > ie się wszyscy a ponieważ każdy racjonalizuje swoje grzeszki lub solidaryzuje s
    > ię lub chce pozyskać czyjąś sympatię, te dyskusje tutaj prędzej czy później sta
    > ją się czcze.

    Spokojnie, sympatii za wszelką cenę nie chce mi się wzbudzać bo mam wyrąbane, a grzeszków akurat takich nie mam, więc się nie utożsamiam i nie racjonalizuję.

    --
    "Są dla wrażliwości niewieściej pewne odcienia tak wiotkie, jak wiotki jest obrąbek, oznaczający wycięcie jej szaty" Deotyma
  • 16.02.17, 11:38
    aandzia43 napisała:

    >
    > > Macie problem z wyabstrahowaniem pewnych treści z szerszego kontekstu. Ni
    > e napi
    > > sałam że jest seksoholiczką tylko pokazałam analogie i poprosiłam o refle
    > ksję n
    > > ad swoim problemem z seksem zamiast skupiać się na szukaniu przyczyn w mę
    > żu. Ce
    > > lowo nie piszę rzeczy wprost, żeby autorka pod wpływem emocji coś więcej
    > zdradz
    > > iła.
    > Niestety znajdzie się zawsze ktoś kto zapała oburzeniem świętym i zareaguj
    > > e emocjonalnie szybciej niż autorka, choć nie w niego to wymierzone.
    >
    > Sorry, nie wiedziałam że to jakiś misterny plan ;-)

    Nie nie, to nie jest plan, tylko bardzo interesujący rzadziej spotykany sposób myślenia, który no naprawdę może imponować przynajmniej jeśli o mnie chodzi, to jest jakby takie oddalenie i zwierciadło że trzeba samemu wykonać umysłowy krok, a nie tak kawę na ławę, a tylko samemu wykonany krok naprawdę wiesz coś tam może dokonać w czytającym, tak więc ja jestem na tak co do tej metody, zdecydowanie, własne wnioski
  • 16.02.17, 11:51
    >
    > Sorry, nie wiedziałam że to jakiś misterny plan ;-)

    A ja wiedziałam widzisz, że najważniejszy będzie bieg na pomoc kamienowanej siostrze. Kobieta pełna serca z Ciebie.
    >
    >
    >
    > Spokojnie, sympatii za wszelką cenę nie chce mi się wzbudzać bo mam wyrąbane, a
    > grzeszków akurat takich nie mam, więc się nie utożsamiam i nie racjonalizuję.
    >

    Oczywiście. Wszyscy staramy się być merytoryczni.
    --
    "You can't dictate to a woman what should make her feel sexy" Dita Von Teese
  • 16.02.17, 22:06
    Wszystkim którzy chcieliby poznać twórczość Jana Dismasa proponuję zacząć od tego wyśmienitego dwupłytowego albumu którego właśnie dziś słucham po raz pierwszy (już 3 raz!). Pierwsza płyta - msza, druga - kaprysy, więc...:)

    www.empik.com/zelenka-missa-dei-patris-psalms-capriccio-s-virtuosi-saxoniae-guttler-ludwig,p1100621492,muzyka-p

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.