Dodaj do ulubionych

Superbohater

20.07.17, 11:52
Po przeczytaniu kilku (nastu) postow, doszedlem do wniosku, ze jedynym mozliwym rozwiazaniem problemow wiekszosci forumowiczek jest...superbohater (cos w stylu FF - Fucking Freud). Posiadajacy ponadprzecietnej wielkosci atrybut, nadludzka wytrzymalosc, stosujacy 2-3 srednio wyrafinowane komplementy przed, 5 ostrych w trakcie i kolejne 4 po. Taki objazdowy z dostawa do klienta.
Tylko, ze wtedy to forum by upadlo.....
Coz, pozostaje mi schowac kostium do szafy i zajac sie zona...sasiada.
Edytor zaawansowany
  • hello-kitty2 20.07.17, 12:53
    PO czym wnosisz? Rzuc pan przykladem.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • el_ninho 20.07.17, 13:28
    hello-kitty2 napisała:

    > PO czym wnosisz? Rzuc pan przykladem.
    >
    To jest po pierwszy taki maly pstryczek dla Was – forumowych znachorow, ktorzy bardzo czesto i bardzo szybko odchodzicie od tematow zadanych w postach (w strone swoich wlasnych problemow ),zamiast skupic sie na rozwiazaniu problemu, a pod drugie naprawde uwazam , ze w wiekszosci przypadkow najskuteczniejszym rozwiazaniem bylby zawodowy ruchacz – gawedziarz. Poniewaz jednak ten typ nie nalezy do gatunku monogamicznego, bylaby to opcja from time to time. I co najgorsze takich mezczyzn jest jak na lekarstwo...stad ten superbohater.
  • hello-kitty2 20.07.17, 13:45
    el_ninho napisał:

    > To jest po pierwszy taki maly pstryczek dla Was – forumowych znachorow, ktorzy
    > bardzo czesto i bardzo szybko odchodzicie od tematow zadanych w postach (w stro
    > ne swoich wlasnych problemow ),zamiast skupic sie na rozwiazaniu problemu, a po
    > d drugie naprawde uwazam , ze w wiekszosci przypadkow najskuteczniejszym rozwia
    > zaniem bylby zawodowy ruchacz – gawedziarz. Poniewaz jednak ten typ nie nalezy
    > do gatunku monogamicznego, bylaby to opcja from time to time. I co najgorsze ta
    > kich mezczyzn jest jak na lekarstwo...stad ten superbohater.

    No to zdecyduj sie czy zajmujesz sie problemami forumowiczek czy problemami zadanymi w postach, bo ja nie lapie o co Ci chodzi kompletnie.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • el_ninho 20.07.17, 14:21
    To sie chyba nie wyklucza....od razu zajmujesz...po prostu rzucila mi sie w oczy sklonnosc do komplikowania i zbaczania z tematu wsrod tych, ktorzy oferuja pomoc. Nie bierz mojego postu zbyt doslownie, potraktuj to jako zabawe jezykiem i luzna mysla.
  • sabat3 20.07.17, 21:16
    el_ninho napisał:
    > To jest po pierwszy taki maly pstryczek dla Was – forumowych znachorow, ktorzy
    > bardzo czesto i bardzo szybko odchodzicie od tematow zadanych w postach (w stro
    > ne swoich wlasnych problemow ),zamiast skupic sie na rozwiazaniu problemu,

    Odchodzimy od tematów, ponieważ siedzimy już tutaj dostatecznie długo, by wiedzieć, że większość problemów ma jedno rozwiązanie - takie, na jakie zdecyduje się sam zgłaszający problem. Można się rozwieść, można żyć w ascezie i narzekać, można próbować się pogodzić z sytuacją i zostać mnichem/mniszką, można zdradzać i żałować, albo zdradzać i nie żałować wcale. Naprawić zwykle się nie da. Możliwości jest tyle co ludzi, a my możemy jedynie sugerować co my byśmy sami wybrali. No ale to wymaga napisania jednego, góra dwóch postów na temat. Potem można sobie uprawiać kółko towarzyskie :)

    a po
    > d drugie naprawde uwazam , ze w wiekszosci przypadkow najskuteczniejszym rozwia
    > zaniem bylby zawodowy ruchacz – gawedziarz.

    I myślisz, że panie o tym nie wiedzą/nie znają nikogo takiego ??

    Poniewaz jednak ten typ nie nalezy
    > do gatunku monogamicznego, bylaby to opcja from time to time. I co najgorsze ta
    > kich mezczyzn jest jak na lekarstwo...stad ten superbohater.

    Mylisz się. Takich facetów jest w cholerę, ale paniom najwyraźniej niezbyt zależy na ich towarzystwie :)
  • el_ninho 21.07.17, 09:31
    sabat3 napisał:

    > I myślisz, że panie o tym nie wiedzą/nie znają nikogo takiego ??
    >
    > Mylisz się. Takich facetów jest w cholerę, ale paniom najwyraźniej niezbyt zale
    > ży na ich towarzystwie :)

    Nie chcialbym sie stawiac w roli adwokata diabla (o sorry diablic), tym bardziej, ze jeden maly blad w rozumowaniu skazalby mnie na goracy kociolek....

    Zalezalo mi, zeby zedrzec te wszystkie warstwy skomplikowanych rozwazan i zblizyc sie do sedna problemu. Przy okazji przerysowac, przejaskrawic, sprowokowac...i wpuscic nieco swiezego powietrza ;)
  • hello-kitty2 21.07.17, 10:45
    el_ninho napisał:

    > Zalezalo mi, zeby zedrzec te wszystkie warstwy skomplikowanych rozwazan i zbliz
    > yc sie do sedna problemu. Przy okazji przerysowac, przejaskrawic, sprowokowac..
    > .i wpuscic nieco swiezego powietrza ;)

    A jakie jest sedno problemu? Lub po prostu jaki jest problem?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • potwor_z_piccadilly 21.07.17, 12:45
    hello-kitty2 napisała:

    > el_ninho napisał:
    > Zalezalo mi, zeby zedrzec te wszystkie warstwy skomplikowanych rozwazan i zbliżyc sie do sedna problemu.

    > A jakie jest sedno problemu? Lub po prostu jaki jest problem?

    Znam jedną odpowiedź na to pytanie.
    Większość w odpowiednim czasie wsiada do odpowiedniego pociągu i nie wybrzydzając na twarde siedziska i kiepsko zaopatrzony bar, jedzie tam gdzie chce jechać. Wiedzą, że po dotarciu do celu sami sobie zorganizują miękkie fotele, a i bar wykombinują sobie w którym trunki będą tylko takie, jakie oni lubią.
    Inni nie wsiadają, kombinują bo a nóż limuzyna się trafi, łatwizna będzie i przekombinowują. Gdy się ogarną bo limuzyna okazała nędzną szkarlatyną, a oni sami poczują się zrobieni w trąbę, to rezygnując z planowanej łatwizny, wpadają na stację, a tam pociągu już nie ma. Jakieś marne drezyny tylko straszą.
    Ktoś zna inną odpowiedź?
    Chętnie się z nią zapoznam.

  • marek.zak1 21.07.17, 14:08
    potwor_z_piccadilly napisał:

    > Znam jedną odpowiedź na to pytanie.
    > Większość w odpowiednim czasie wsiada do odpowiedniego pociągu i nie wybrzydzając na twarde siedziska i kiepsko zaopatrzony bar, jedzie tam gdzie chce jechać. Wiedzą, że po dotarciu do celu sami sobie zorganizują miękkie fotele, a i bar wykombinują sobie w którym trunki będą tylko takie, jakie oni lubią. Inni nie wsiadają, kombinują bo a nóż limuzyna się trafi, łatwizna będzie i przekombinowują. Gdy się ogarną bo limuzyna okazała nędzną szkarlatyną, a oni sami poczują się zrobieni w trąbę, to rezygnując z planowanej łatwizny, wpadają na stację, a tam pociągu już nie ma. Jakieś marne drezyny tylko straszą.
    > Ktoś zna inną odpowiedź?
    > Chętnie się z nią zapoznam.
    -----------
    Jak to jest inaczej, wg forum - najlepszy / a z dostępnych ? Trzeba brać bo potem będą bardziej przebrani / e ?
    >
  • proteinawy 27.07.17, 13:21
    > Mylisz się. Takich facetów jest w cholerę, ale paniom najwyraźniej niezbyt zależy na ich towarzystwie :) <

    No nie wiem. W wieku 20-30 lat facetow, ktorzy sie łapią na cos w tym stylu jest masa, ale są tani dla rowiesniczek. Od 30+ pole bitwy pustoszeje po meskiej stronie z powodów o ktorych tutaj mówiliśmy wiele razy.

    Jako, ze el_ninho (dobry nick) pstryka w nos subiektywna perspektywa - posłużę sie taka zamiast silic sie na generalizacje.

    Z moich obserwacji: Inwestycje w "ogładę" sie nie zwracają. Inwestycje w "moc" sie zwracają. To kreuje (po meskiej stronie) typ chłodny, wręcz oziębły, czasem przebiegły, czasem brutalny. Wymiana mysli nie ma większej wartosci i wbrew obiegowej mądrości nie pomaga. Co cementuje zwiazek to wzajemna pomoc. Realne wsparcie (przede wszytkim emocjonalne, znaczy morda w kubeł i "biednaś") bije za każdym razem sięgniecie wgłąb siebie i podzielenie sie efektem.

    W takiej sytuacji po kiego diabła "zmiękczać" swoj awatar prezentowany światu? Twoja perspektywa, Sabat, jest prostopadła do mojej bo zdecydowałeś, ze niczego juz nie bedziesz budował, ze jestes finansowym i związkowym bankrutem. To uwalnia, i masz ta lekkość bytu, której forumowiczki sa spragnione. To daje Ci miękkość i szerokie pole manewru, którego nie maja typy prujace przez zycie na maksymalnym przyspieszeniu (bezwładność rozpędzonej masy inwestycji, planów i nadziei to wiezienie, nie sposób zrobic zadnego gwałtownego manewru).

    Ale mylisz sie, ze jest wielu takich facetow jak Ty moim zdaniem. Znaczna czesc facetow ktorzy odpuścili przed 70 jest głupia, tępa czy leniwa. Jako ze masz inteligencje formalna na znacznym poziomie, a tzw emocjonalna - na ponadprzeciętnym (jak na faceta), jestes wyjątkiem. Nawet nie sposób Ci zarzucić lenistwa: zrzuciłeś tluszczor. Tyle ze nie zamierzasz inwestować swojego potencjału w utarte tryby kariery i zwiazku po grób. Nie doceniasz swojej pozycji moim zdaniem. Albo mrugasz skromnie oczkami, to druga po "biednas" czesc przepisu na szybki sukces u współczesnej kobiety. Panie ktore znam absolutnie nie tolerują u męskiego partnera zdania "mam moc i wiem o tym". Znaczy werbalnie i formalnie nie tolerują, bo praktycznie to jest w cenie. Facet musi tylko (jeszcze raz) trzymać mordę w kubeł w temacie.
  • sabat3 27.07.17, 14:46
    proteinawy napisał(a):

    >: Inwestycje w "ogładę" sie nie zwracają. Inwestycje w "moc"
    > sie zwracają. To kreuje (po meskiej stronie) typ chłodny, wręcz oziębły, czasem
    > przebiegły, czasem brutalny.

    Jesli przyrownasz to do jednej skali - poziomu tresury spolecznej, to zaczyna miec sens.
    Dodalbym, ze krotkoterminowo najwieksze znaczenie maja inwestycje front-endowe a dlugoterminowo - back-endowe.
    No i - zyjemy w swiecie interpretacji.
    Historyjka: gdzies na poczatku liceum matka kupila mi w szmateksie za duze sztruksowe gacie. Slabo ocenila moj rozmiar, kupowala w ciemno i wyszlo na to, ze mialem niemal krok w kolanach. Troche sie tych gaci wstydzilem, ale polazlem w nich do budy.
    Wtedy byl czas skateow - i koledzy po namysle doszli do wniosku, ze to sa spodnie ze skateshopu - a poniewaz tajemniczo milczalem, zalozyli ze musialy troche kosztowac. I tak sabat zostal skatem ;)
    Najwiekszy modnis w klasie wyszedl nawet z propozycja odkupienia tej szmaty z lumpeksu za przyzwoita sume.
    Urosla legenda, ze jestem skromny i nie chce szpanowac ile wybulilem za nowe gacie.
    Tak to wyglada - nie wazne co jest prawda, ale jak ludzie postrzegaja sprawe. Jak Dyzma, ktory mogl byc "spanialym mencizna", bo ktos cos mylnie zinterpretowal czy zle zrozumial.
    W spoleczenstwie krazy pewna skonczona liczba konstruktow kulturowych, ktorym przyporzadkowane jest pojecie atrakcyjnosci. Aby byc postrzegany jako osoba atrakcyjna, musisz wstrzelic sie ze swoim wizerunkiem w maksymalna liczbe tych konstruktow.
    Wrocmy do Nikodema Dyzmy - wiekszosc ludzi interpretuje powiesc w ten sposob, ze Dyzma nie byl wazny czy interesujacy, tylko go omylkowo za taka osobe brano. Ale problem jest inny - wszyscy ludzie sa takimi Dyzmami. My tylko wypelniamy pewna spoleczna role, czasem z takim oddaniem, ze zaczynamy w nia wierzyc. To chyba to, co nazywasz "oglada". Czlowiek staje sie postacia papierowa, przewidywalna, wyglaszajaca frazesy.
    Czasem przytrafia sie cos, co wypedza nas z roli. Samolot rozbija sie u wybrzezy dzikiego ladu i lagodny profesor humanistyki zabija kapibare naostrzonym patykiem. Mlody kleryk dupczy jedrne kule wypietych posladkow podnieconej seksualnie murzynki. Ludzie mowiacy sobie lagodnie "hello" zamieniaja sie w dzikie bestie polujace na siebie nawzajem w walce o przetrwanie.
    Zycie to teatr, a to czy jestes zebrakiem czy krolem wyznacza rola. Ale nie jest powiedziane, ze o role nie mozna walczyc. Tylko czasem jest juz za pozno i zebrak z pierwszego aktu nie bedzie wiarygodny z korona na glowie :)

    > W takiej sytuacji po kiego diabła "zmiękczać" swoj awatar prezentowany światu?

    By byc soba? :)
  • gogol77 27.07.17, 16:31
    sabat3 napisał:
    > By byc soba? :)>

    Tak Sabat!. I to jest ten przywilej podeszłego wieku!!! Wady są poważne, nawet fundamentalne, choćby ta moc żądz.
    Ale ta zaleta bije wszystkie inne!!!. Już niczego i nikogo nie trzeba udawać, bo już nic się więcej nie osiągnie (chyba?). Ma się to co się ugrało wcześniej.
    I można mieć w dupie co ludzie powiedzą!!! Absolutnie i głęboko!
    A co można przegrać? Też nic. Nawet gdyby np. żona coś wyczaiła, to co? Wywali mnie z domu?? W gazetach by było jaka to ona jest wredna! Bo w cudzołóstwo w moim wieku nikt nie uwierzy i powiedzą, że zmyśla. A poza tym ona mnie kocha, więc nie wywali :-)
    Ciebie jeszcze może wywalić, więc bądź ostrożny!
  • ninek04 27.07.17, 20:57
    gogol77 napisał
    >0Tak Sabat!. I to jest ten przywilej podeszłego wieku!!! Wady są poważne, nawet fundamentalne, choćby ta moc żądz.
    Ale ta zaleta bije wszystkie inne!!!. Już niczego i nikogo nie trzeba udawać, bo już nic się więcej nie osiągnie (chyba?). Ma się to co się ugrało wcześniej.
    I można mieć w dupie co ludzie powiedzą!!! Absolutnie i głęboko!<


    Oj,Gogol. Ta wiedza i wyjście poza kurtynę iluzji przychodzi dużo wcześniej. Już się wie, co jest za nami, czego nie zdoła się osiągnąć, co nigdy nie będzie nam dane. No ale wtedy, po opadnięciu klapek zostaje realna ocena sytuacji i branie życia garściami, ile i jak długo się da, stąd do wieczności ;).

    >A co można przegrać? Też nic. Nawet gdyby np. żona coś wyczaiła, to co? Wywali mnie z domu?? W gazetach by było jaka to ona jest wredna! Bo w cudzołóstwo w moim wieku nikt nie uwierzy i powiedzą, że zmyśla. A poza tym ona mnie kocha, więc nie wywali :-)<

    Ciebie wszystkie( obie?) kochają, więc i tak jesteś wygrany :)
  • proteinawy 28.07.17, 09:55
    > By byc soba? :)

    Hm "soba"? W sensie "robić to co dyktuje impuls w danej chwili"? Wyzej mowisz ze zycie to teatr. Mi sie kojarzy bardziej z pokerem. Nie tylko w sensie genów i wychowania, ktorych nie wybierales. Także, co ważniejsze w sensie ze Sabat podejmujący dana decyzje nie jest tym samym Sabatem, ktory musi sie siłować z konsekwencjami. Decyzja o wejściu w małzeństwie i spłodzeniu dzieci zmieniła sytuacje dookoła Ciebie na tyle mocno, ze Ty jestes kims innym. Mówiłeś wczesniej: gdybym wiedział, w życiu bym w to nie wszedł.

    Zaczynasz jako zlepek przypadowych cech i impulsów wymieniasz jedne gratyfikacje na drugie (Ty ostatnio: cipka zamiast hamburgera), powoli zmniejszając dysonans/zwiększajac komfort i najlepsze na co mozesz liczyć to dobra gra, bo przeciez w koncu i tak padniesz jak kawka.

    W takiej perspektywie "bycie soba" nie tylko nie ma dla mnie większej wartosci ale wręcz nie istnieje, jest jednym z tych złudzeń ktore "istnieją" tuz przed nosem, ale do ktorych nigdy nie dotrzesz. Marchewka na kiju przed pyskiem osła.

    Inna rzecz, ze pierwszy impuls od 20 lat to byc z kochająca kobieta i przyjaciółmi. A skoro jestem sam we wrogim środowisku - powyższe jest pewnie tylko odtlumaczaniem rzeczywistości. Tak ze praktyczne "bycie soba" w moim konkretnym przypadku to i tak fikcja.

    Bardziej w dłuższym rozrachunku gratyfikuje mnie teraz stawianie sobie celów i parcie w tym kierunku, nawet kosztem zdrowia, relacji, chwilowej gratyfikacji. Sprawdza sie, polecam wszytkim ktorzy i tak nie moga wejść z nikim w głębszy, sensowny zwiazek. Moze zamiast masturbacji cudzym mięsem/wzajemnej tresury opłaca sie zainwestować w szacunek dla siebie?

  • marek.zak1 28.07.17, 11:24
    proteinawy napisał(a):

    > > By byc soba? :)
    >
    > Hm "soba"? W sensie "robić to co dyktuje impuls w danej chwili"? Wyzej mowisz z
    Decyzja o wejściu w małzeństwie i spłodzeniu dzieci zmieniła sytuacje dookoła Ciebie na tyle mocno, ze Ty jestes kims innym. Mówiłeś wczesniej: gdybym wiedział, w życiu bym w to nie wszedł.
    -------------
    Odsyłam do filmu ,,Peggy Sue wyszła za mąż". A więc nieudane małżeństwo i dziewczyna jest jescza raz bardzo młoda i może wybierać, znając swoja przyszłość. Okazuje sie, że wszystko wybiera tak samo, bo inne wybory powoduja, że tych dzieci by nie było.

    ----------------
    W takiej perspektywie "bycie soba" nie tylko nie ma dla mnie większej wartosci ale wręcz nie istnieje, jest jednym z tych złudzeń ktore "istnieją" tuz przed nosem, ale do ktorych nigdy nie dotrzesz. Marchewka na kiju przed pyskiem osła.
    >

    > Inna rzecz, ze pierwszy impuls od 20 lat to byc z kochająca kobieta i przyjaciółmi. A skoro jestem sam we wrogim środowisku - powyższe jest pewnie tylko odtlumaczaniem rzeczywistości. Tak ze praktyczne "bycie soba" w moim konkretnym przypadku to i tak fikcja.
    -------------------------
    Czy środowisko korporacyjne jest wrogie? Raczej konkurencyjne, w którym są różnego rodzaju sojusze, a człowiek wykonuje swoje zadania i stara się ,,sell himself" bez naciskania na odciski innym. U Ciebie sytuacja z Twoja kobieta jest inna, i moim zdaniem, to generuje potrzebę utrzymania dystansu. Ja, z tego samego powodu, tej potrzeby nie mam.
  • proteinawy 28.07.17, 21:08
    > Odsyłam do filmu ,,Peggy Sue wyszła za mąż".

    Przejezyczyles sie. Mowi sie: "polecam film X". To po pierwsze. Po drugie: fabuła tego czy innego filmu nie może byc postawiona jako kontr-przykład rzeczywistości, prawda i obiektywizm stoją dosc nisko w hierarchii rzeczy ważnych podczas produkcji. Film jako wehikuł sztuki, oryginalności, czasem ideologii, mitu czy rozrywki - jasne. Film jako prawda objawiona - nie nie nie.

    Co ciekawe nie uznajesz Dostojewskiego, mimo niezłego wglądu w psychologię (choc obciążonego przyciężką dydaktyka). Ciekawy przypadek.
  • marek.zak1 28.07.17, 21:25
    proteinawy napisał(a):

    > > Odsyłam do filmu ,,Peggy Sue wyszła za mąż".
    >
    > Przejezyczyles sie. Mowi sie: "polecam film X". To po pierwsze. Po drugie: fabuła tego czy innego filmu nie może byc postawiona jako kontr-przykład rzeczywistości, prawda
    -------------------------
    Nie. odsyłam do sztuki, a sztuka, mimo, że bajkowa, definiuje nasze problemy i pokazuje, jak może wyglądać rozwiązanie. Ten film jest dla wszystkich, którzy myślą,. że znając skutki decyzji, mogliby je mienić. Gówno prawda. Jest inaczej. Peggy, mając przesrane życie i małżeństwo nie zmieniłaby niczego, bo w rezultacie nie miałaby swoich dzieci. Uważam, że Sabat, gdyby mógł swoje życie zmienić, i w rezultacie zmian, nie mieć swoich bliźniaków, nie zmieniłby niczego.
  • proteinawy 28.07.17, 22:04
    > Nie. odsyłam do sztuki, a sztuka, mimo, że bajkowa, definiuje nasze problemy i pokazuje, jak może wyglądać rozwiązanie. <

    Zostawiajac sztukę na chwile, zaproponowałem Ci wylacznie złagodzenie języka na uprzejmiejszy. I to była z mojej strony potencjalna przysługa, nie wciskam jak nie chcesz.

    A teraz do sztuki. Sztuka ma po pierwsze wiele poziomów, po drugie wiele przekazów. Jedne przekazy przeczą innym, a jeszcze inne - nawet sobie. Wobec tego z definicji suma fabuł tworzy pewne continuum możliwych punków widzenia i opinii. Na kazda opowieść fatalistyczna przypada opowieśc pozytywistyczna itd. A publika płaci i zachwyca sie tym co masuje jej potrzeby. "Wszyscy artyści to prostytutki" mowi poeta ;)

    Co do Sabata: pała z czytania (byc moze dla mnie z pisania). Sabat A, dwudziestoparoletni, chce mieć pełna rodzine. Sabat B, kilkanaście lat pozniej nie ma takiej opinii. Zreszta co tam dzieci. Gruby Sabat kilkanaście miesięcy temu roztaczał aurę "panie, to sie nie do". Odchudzony Sabat dzisiaj, z kochanka w tle roztacza aurę wyluzowania i łagodnej wyrozumiałości. Nasze "ja" jest miękkie i elastyczne i ewoluuje. Choc z drugiej strony u Ciebie faktycznie nie widze żadnej ewolucji. Przyjmijmy kompromis: Marek nie ewoluuje, Sabat byc moze ewoluuje, Proteinowy ewoluuje.
  • marek.zak1 28.07.17, 22:15
    proteinawy napisał(a):


    > Co do Sabata: pała z czytania (byc moze dla mnie z pisania). Sabat A, dwudziestoparoletni, chce mieć pełna rodzine. Sabat B, kilkanaście lat pozniej nie ma takiej opinii. Zreszta co tam dzieci. Gruby Sabat kilkanaście miesięcy temu roztaczał aurę "panie, to sie nie do". Odchudzony Sabat dzisiaj, z kochanka w tle roztacza aurę wyluzowania i łagodnej wyrozumiałości. Nasze "ja" jest miękkie i elastyczne i ewoluuje. Choc z drugiej strony u Ciebie faktycznie nie widze żadnej ewolucji. Przyjmijmy kompromis: Marek nie ewoluuje, Sabat byc moze ewoluuje, Proteinowy ewoluuje.
    ---------------------
    Może nie można mieć wszystkiego. Ty i Sabat macie dwoje dzieci, a zobacz ilu ludzi ma coś innego,. a dzieci nie ma, a chciałoby mieć. Sabat teraz i dwa lata temu to różne osoby. Teraz wyluzowany, bo ma te dzieci, czyli genetyczny sukces, plus babkę na boku. To dużo i tak uważam. Ty też masz swój dorobek.
    Ja wygrałem los na loterii i dlaczego mam ewaluować?
  • proteinawy 28.07.17, 22:37
    > Sabat teraz i dwa lata temu to różne osoby.

    Dokładnie, wlasnie o tym mówimy.
  • sabat3 28.07.17, 22:44
    proteinawy napisał(a):
    Gruby Sabat kilkanaście miesięcy temu rozta
    > czał aurę "panie, to sie nie do". Odchudzony Sabat dzisiaj, z kochanka w tle ro
    > ztacza aurę wyluzowania i łagodnej wyrozumiałości.

    Mala adnotacja - sabat styczen 2013 - 83kg. Sabat koniec lipca 2017 - 76kg. Dupy nie urywa ta przemiana ;) I nie nazwalbym siebie w calym tym okresie jakos szczegolnie grubym. W miedzyczasie byly rozmaite bujania waga, tez na plus, ale staram sie oscylowac w rozsadnych granicach.
    Co do "nie da sie" - uwazam nadal, ze to co mnie spotkalo ma charakter zjawiska absolutnie incydentalnego i wyjatkowego. Nie mam zadnych podstaw by bawic sie w statystyke, ale prawdopodobienstwo wejscia z moimi kartami w taki uklad erotyczny, w jakim sie znalazlem, oceniam grubo ponizej jednego procenta. Nie wiem xzy to sa nawet dziesiate procenta, raczej setne. W tym wypadku moge mowic o nieprawdopodobnym szczesciu. Moze nie jak glowna wygrana w totka, bo tam prawdopodobienstwo to juz totalna astronomia, ale jak w jakiejs powazniejszej loterii. Zatem "nie da sie" nadal funkcjonuje jako regula, mnie sie trafil tzw. "fuks".

    Nasze "ja" jest miękkie i el
    > astyczne i ewoluuje.

    Caly czas to powtarzam :) zgoda.
  • kombinerki_pinocheta00 29.07.17, 08:25
    Przeszedłem podobną przemianę, ale zajęło mi to mniej czasu, bo ok. 3 miesiące. Musiałbyś być karłem żeby nazywać się grubaskiem. Ty chyba po prostu siebie nie doceniasz.
  • sabat3 29.07.17, 13:40
    kombinerki_pinocheta00 napisała:
    > Przeszedłem podobną przemianę, ale zajęło mi to mniej czasu, bo ok. 3 miesiące.
    > Musiałbyś być karłem żeby nazywać się grubaskiem. Ty chyba po prostu siebie ni
    > e doceniasz.

    Ale ta roznica kg miedzy 2013 rokiem a 2017 to zadna przemiana, uwazam to za niemal constans po diecie. Przemiana miala miejsce od pazdziernika 2011 (119,7 kg - zmrozilo mnie, stad pamietam wynik tak dokladnie) do tego stycznia 2013 (jw. - 83kg, pamietam, bo zmienialem robote i mnie wazyli na badaniach wstepnych). Wierz mi, bylem bardzo gruby zanim wzialem sie za siebie. Na stare zdjecia nie da sie patrzec. Nie jestem karlem, mam okolo 1,8m. Nie twierdze, ze obecnie jestem grubasem, bez przesady. Juz dawno nie jestem, na szczescie.
  • marek.zak1 29.07.17, 14:17
    sabat3 napisał:


    > Ale ta roznica kg miedzy 2013 rokiem a 2017 to zadna przemiana, uwazam to za niemal constans po diecie. Przemiana miala miejsce od pazdziernika 2011 (119,7 kg - zmrozilo mnie, stad pamietam wynik tak dokladnie) do tego stycznia 2013 (jw. - 83kg, pamietam, bo zmienialem robote i mnie wazyli na badaniach wstepnych). Wierz mi, bylem bardzo gruby zanim wzialem sie za siebie.
    --------------------
    Wziąłeś i to zrobiłeś. Godne uznania.
  • ninek04 29.07.17, 22:05
    marek.zak1 napisał
    >Ten film jest dla wszystkich, którzy myślą,. że znając skutki decyzji, mogliby je mienić. Gówno prawda. Jest inaczej. Peggy, mając przesrane życie i małżeństwo nie zmieniłaby niczego, bo w rezultacie nie miałaby swoich dzieci. Uważam, że Sabat, gdyby mógł swoje życie zmienić, i w rezultacie zmian, nie mieć swoich bliźniaków, nie zmieniłby niczego. <

    Marek, ja nie wiem, skąd Ci się tu w ogóle wzięły odniesienia do dzieci. I nie mogę zgodzić się z Tobą,że gdyby była możliwość ponownego przeżycia swojego życia, to nie podjęboły się innych decyzji z racji tego, że wówczas tych dzieci, które już się posiada, by nie było.To naprawdę dla mnie niezrozumiały punkt widzenia, który Ty już prezentujesz po raz któryś tam z kolei. No bo to kwestia przypadku w sumie - gdybym weszła w związek z kimś innym, to albo miałabym dzieci - inne, z innym mężczyzną,a może bym nie miała ich w ogóle, z wyboru, albo z niemożności, a gdyby się tak ułożyło, że moi rodzice podjęliby decyzję o usunięciu mnie, to również i mnie by nie było i dla mnie jest to całkowicie zrozumiałe, wyobrażalne i jak najbardziej do przyjęcia i do pojęcia.
  • marek.zak1 29.07.17, 22:18
    ninek04 napisała:


    > Marek, ja nie wiem, skąd Ci się tu w ogóle wzięły odniesienia do dzieci. I nie mogę zgodzić się z Tobą,że gdyby była możliwość ponownego przeżycia swojego życia, to nie podjęboły się innych decyzji z racji tego, że wówczas tych dzieci, które już się posiada, by nie było.
    --------------------------
    Zgadzam się z autorem filmu, że gdyby nasza decyzja o niewiązaniu się z danym partnerem skutkowałaby brakiem tychże dzieci, nie zmienillibyśmy jej. Masz inne zdanie, OK.
  • sabat3 29.07.17, 22:35
    marek.zak1 napisał:
    > Zgadzam się z autorem filmu, że gdyby nasza decyzja o niewiązaniu się z danym p
    > artnerem skutkowałaby brakiem tychże dzieci, nie zmienillibyśmy jej. Masz inne
    > zdanie, OK.

    Jak znajdziesz chwilę, to rzuć okiem do "Szkieletowej załogi" Kinga. Tam jest krótkie opowiadanie o nazwie "Edytor tekstów", które opowiada coś wręcz przeciwnego.
    To tak odnośnie tego, co na temat mówi "sztuka" (brrr, nie lubię tego słowa) :)
  • marek.zak1 29.07.17, 22:43
    sabat3 napisał:

    > marek.zak1 napisał:
    > > Zgadzam się z autorem filmu, że gdyby nasza decyzja o niewiązaniu się z danym partnerem skutkowałaby brakiem tychże dzieci, nie zmienillibyśmy jej. Masz inne zdanie, OK.
    >
    > Jak znajdziesz chwilę, to rzuć okiem do "Szkieletowej załogi" Kinga. Tam jest krótkie opowiadanie o nazwie "Edytor tekstów", które opowiada coś wręcz przeciwnego.
    -----------------------
    Sabat, spójrz w oczy swoim synom i powiedz sobie, wolałbym lepsze życie i bez was.
  • ninek04 29.07.17, 22:58
    marek. zak 1 napisał
    >Sabat, spójrz w oczy swoim synom i powiedz sobie, wolałbym lepsze życie i bez was. <

    Nie o tym była mowa, zupełnie, kompletnie nie i dlatego Twoja sugestia co do zakwestionowania istnienia i posiadania dzieci, które się ma jest bezsensowna, bezcelowa i wiesz taka próbująca grać na emocjach, a to nie o to chodzi . Bo różni nas punkt widzenia co do możliwości swoich wybórow życiowych i niepotrzebnie wplątujesz tu kwestię dzieci istniejących.
  • sabat3 29.07.17, 23:35
    marek.zak1 napisał:
    > Sabat, spójrz w oczy swoim synom i powiedz sobie, wolałbym lepsze życie i bez w
    > as.

    Na szczęście nie muszę zastanawiać się nad konsekwencjami ewentualnych podróży w czasie, bo nie dysponuję takimi technicznymi możliwościami :)
    Należy akceptować fakty, które się już dokonały, a nie zastanawiać nad tym, co by mogło być, a nie jest.
  • proteinawy 30.07.17, 11:41
    > Sabat, spójrz w oczy swoim synom i powiedz sobie, wolałbym lepsze życie i bez was. <

    To ze czegos nie moze (nie chce) powiedzieć nie unieważnia tego co czuje. Po to np jest piwo z kumplami czy forum.

    Ten trick ktory zapodaes Sabatowi jest korzeniem bezseksia w sporej ilości przypadkow. Jest stosowany przez rodzine, ducha czasów czy społeczeństwo. "Co, nie kochasz swojej zony, ktora dla Ciebie zrezygnowała z kariery i urodziła dzieci? Nie kochasz swojego męża, ktory zajmuje sie dziećmi, pomógł w chorobie, trzyma stresy swiata z daeka od domu?".

    Otóż nie, w moim łbie (i Sabatowym pewnie tez), seksu nie mozna kupić, zastraszyć, oszukać czy zastydzic. Reszta psychiki jest ukształtowana jak trzeba: umów dotrzymuje, długi płacę z nawiązką, podatki tez, biednych wspieram itd. Im bardziej sie starzeje, tym bardziej jestem zmuszony widzieć seksualność wewnątrz krainy mojej psychiki jak jakiś Mordor, z wiecznie wzwiedzionym fallusem zamiast wszystkowiedzącego oka. Dookoła biegają jakies niziołki przekonując, ze mój kutas powinien sie zabrać za służebną orkę tak jak to robi mozg, ręce i oczy. Straszą ze przykleja łatkę MiL.

    Nauczyłem sie juz, ze podobne niziołki-bigoci zawsze dyktowali ducha czasów, czy to była widownia palenia czarownic, czy członkowie partii czy współcześni progresywni liberałowie.

    Ty Marek wydajesz sie poblogoslowiony niesłychanie spójna psychika tzn wszystkie Twoje impulsy i przemyślenia leżą dokładnie w tej samej przestrzeni, czy moze płaszczyźnie, czy prostej ...
  • marek.zak1 30.07.17, 12:15
    proteinawy napisał(a):
    Ten trick ktory zapodaes Sabatowi jest korzeniem bezseksia w sporej ilości przypadkow. Jest stosowany przez rodzine, ducha czasów czy społeczeństwo. "Co, nie kochasz swojej zony, ktora dla Ciebie zrezygnowała z kariery i urodziła dzieci? Nie kochasz swojego męża, ktory zajmuje sie dziećmi, pomógł w chorobie, trzyma stresy swiata z daeka od domu?".
    >
    > Otóż nie, w moim łbie (i Sabatowym pewnie tez), seksu nie mozna kupić, zastraszyć, oszukać czy zastydzic. Reszta psychiki jest ukształtowana jak trzeba: umów dotrzymuje,
    > Ty Marek wydajesz sie poblogoslowiony niesłychanie spójna psychika tzn wszystkie Twoje impulsy i przemyślenia leżą dokładnie w tej samej przestrzeni, czy moze płaszczyźnie, czy prostej ...
    ------------------

    1. Seksu nie można kupić, zastraszyć i
    2. Umów się dotrzymuje.

    Tak wiec skoro małżeństwo jest formalna umową, w której zakłada się że uczucie i seks jest nieodłączną częścią, a następnie jedna ze stron się z seksu wycofuje, w sensie prawnym małżeństwa to nie zmienia, ale w sensie ludzkim - całkowicie. Dwoje ludzi ze sobą mieszka, wychowuje dzieci, spłaca kredyty, ale nie są już w związku. Papier nie zastąpi pożądania i uczucia. Być może jest to spowodowane rozczarowaniem, odkochaniem, nieistotne, bo umowa jest wypowiedziana. Sabatowa mogła mieć powody, aby Sabata odstawić i to zrobiła, ale w tym momencie umowę wypowiedziała, chociaż jako katoliczka, może myśleć inaczej. Powiedziała wygodne dla siebie A, a niewygodnego B już nie. Może wiedziała, może nie, że faceci nie po to się żenią, żeby mieć dzieci, tylko po to, żeby mieć ,,zapewniony" seks. Zapewniony w "" oznacza, że nie bezwzględnie, tylko w przypadku braku istotnych przeciwwskazań. Co jest istotne, dotyczy to facetów powiedzmy średnio atrakcyjnych, dla których małżeństwo jest może jedynym sposobem na tenże regularny seks. W przypadku facetów bardziej atrakcyjnych to ograniczenie jest nieistotne, bo ten seks mogą mieć bez problemu gdzie indziej. Czy te babki wychodząc za tychże średnio atrakcyjnych pożądają ich? Otóż powiem szczerze - NIE, ale zobowiązują się do kotłowania i, jak napisałeś, umowa stoi, a dawanie powodów dla odmowy seksu, czyli brak pomocy w domu, czy podobnie logicznych, jest pretekstem to odmowy seksu facetowi nigdy nie pożądanemu i niekochanemu.
    To wyczytałem w forum, może między wierszami.
    Reasumując, reakcja Sabata jest całkowicie logiczna i zrozumiała, a mówienie, jakim jest nielojalnym skurwysynem, jest zwyczajnie nieuczciwe. Sabatowa wypowiedziała mu wojnę i są to konsekwencje.
    A moja psychika jest spójna, bo ani ja ani moja nie żeniliśmy sie dla kasy, dzieci, rodziny (była raczej przeciw), tykającego zegara, tylko dlatego, że się kochaliśmy. Byliśmy na siebie chorzy.
  • proteinawy 30.07.17, 12:45
    > Tak wiec skoro małżeństwo jest formalna umową, w której zakłada się że uczucie i seks jest nieodłączną częścią, <

    To jest nadużycie, niestety powszechne. Uczucia nie sposób przewidzieć, stad wszelkie obietnice dotyczace jego czasu trwania jest zwyczajnie nierzetelne. Rownie dobrze mozna obiecywać ze wiatr bedzie wiał zawsze z zachodu.

    Co mozna uczciwie obiecać to reakcje w przypadku gdyby uczucie upadło. Stad świecka przysięga małżeńska jest bliżej rzeczywistości. Nikt nie obiecuje niemożliwych rzeczy i zawsze mozna sie rozwieść.

    Ten akapit o niedających żoneczkach unieważnia w 2017 jedna fraza: rozwod jest legalny, choc kosztuje. Zgadzam sie z Tobą, ze kobieta wchodząca w taki sposób w małżeństwo jest winna tzw "żenienia kasztany" czyli złożenia nierzetelnej przysięgi. Rozsądny człowiek izoluje sie od oszusta tak szybko jak to możliwe.

    Co do Sabata - protestował juz przeciw przypisywaniu mu lojalności bądź nie, twierdzi ze go ten aspekt nie interesuje, a ja nie bede mu wpychał go w gardło. Tzn fajnie sie z nim o tym gada teoretycznie, a zycie juz ułożył jak ułożył i wyglada na szczęśliwego.
  • marek.zak1 30.07.17, 13:26
    proteinawy napisał(a):

    > > Tak wiec skoro małżeństwo jest formalna umową, w której zakłada się że uc
    > zucie i seks jest nieodłączną częścią, <
    >
    > To jest nadużycie, niestety powszechne. Uczucia nie sposób przewidzieć, stad wszelkie obietnice dotyczace jego czasu trwania jest zwyczajnie nierzetelne. Rownie dobrze mozna obiecywać ze wiatr bedzie wiał zawsze z zachodu.
    >
    > Co mozna uczciwie obiecać to reakcje w przypadku gdyby uczucie upadło.
    ----------------------------------
    Zgadzam się, a nawet napisałem to w jednej z moich książek:


    – Podoba mi się ten system. Obydwie strony powinny zadeklarować,
    co wnoszą i czego oczekują od drugiej strony.
    – Czego ty oczekujesz?
    – Żeby po ślubie ważyła tyle samo, ile w dniu ślubu, i żeby mi powiedziała,
    jak przestanie mnie kochać.
    ----------------------------
    Tak więc gwarancji miłości nie ma, ale należy zakomunikować , że uczucia już nie ma.
  • proteinawy 30.07.17, 14:36
    > Tak więc gwarancji miłości nie ma, ale należy zakomunikować , że uczucia już nie ma. <

    Pełna zgoda
  • hello-kitty2 28.07.17, 11:40
    proteinawy napisał(a):

    > Inna rzecz, ze pierwszy impuls od 20 lat to byc z kochająca kobieta i przyjació
    > łmi. A skoro jestem sam we wrogim środowisku - powyższe jest pewnie tylko odtlu
    > maczaniem rzeczywistości. Tak ze praktyczne "bycie soba" w moim konkretnym przy
    > padku to i tak fikcja.
    >
    > Bardziej w dłuższym rozrachunku gratyfikuje mnie teraz stawianie sobie celów i
    > parcie w tym kierunku, nawet kosztem zdrowia, relacji, chwilowej gratyfikacji.
    > Sprawdza sie, polecam wszytkim ktorzy i tak nie moga wejść z nikim w głębszy, s
    > ensowny zwiazek. Moze zamiast masturbacji cudzym mięsem/wzajemnej tresury opłac
    > a sie zainwestować w szacunek dla siebie?

    Dobra kolego, pozwol, ze dopytam o tlo tych rewelacji czyli o tzw background. Popraw mnie jesli sie myle: co? skonczyly sie harce z ciezarowka i zaczal dluzszy post bez rzniecia nawet na horyzoncie w najsmielszym scenariuszu czyli payback time za marzenia o kochajacej sie, wlasnej, powiekszonej rodzinie 2 + 2. Czyli ten najchujowszy, najdziadowszy okres, o ktorym rzecze meska, forumowa prawda, ze nastanie i odbierze ci resztki godnego zycia osoby czynnej seksualnie i przetransformuje cie na czas nieokreslony w osobe nieczynna ;-)

    Sedzia odgwizdal poczatek spotkania 'znecanie sie', hehe czekali my ;-) Szkoda, ze nie ma Kag z prawieniem rewelacji o trudach zony i o niesieniu jej szczescia, ktore rowniez uszczesliwi Ciebie. Nie szkodzi cos sie najwyzej skopiuje z dawnych jej zapisow dla rownowagi.

    Szkoda, ze nie widzisz Proteinowy jak sie moja geba do Ciebie smieje. Przyszla kryska na Matyska? Czy jakos sie to powiadalo...


    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinawy 28.07.17, 15:00
    > Szkoda, ze nie widzisz Proteinowy jak sie moja geba do Ciebie smieje. Przyszla kryska na Matyska? Czy jakos sie to powiadalo. <

    No ale to było wiadomo. Drugie planowane dziecko to jest pewnik, ze od strony seksu dla faceta bedzie bryndza. W zwiazku z tym tym razem zero oczekiwan, kaska w zębach itd.

    Za to użyłem paru rad zaczerpniętych od Ciebie, ale w negatywie. Opitolilem łeb maszynka. Zapuściłem beznadziejna brodę. Ubrałem sie w dżinsy na szelkach i czarny niefirmowy t-shirt. Wszystko wyglada jeszcze śmieszniej w tym UK z pozycji kloszarda.
  • sabat3 28.07.17, 15:11
    proteinawy napisał(a):
    >. Opitolilem łeb
    > maszynka. Zapuściłem beznadziejna brodę. Ubrałem sie w dżinsy na szelkach i cz
    > arny niefirmowy t-shirt. Wszystko wyglada jeszcze śmieszniej w tym UK z pozycji
    > kloszarda.

    Kloszard czy UNIX-owiec? ;)
  • hello-kitty2 28.07.17, 18:40
    proteinawy napisał(a):

    > > Szkoda, ze nie widzisz Proteinowy jak sie moja geba do Ciebie smieje. Prz
    > yszla kryska na Matyska? Czy jakos sie to powiadalo. <
    >
    > No ale to było wiadomo. Drugie planowane dziecko to jest pewnik, ze od strony s
    > eksu dla faceta bedzie bryndza. W zwiazku z tym tym razem zero oczekiwan, kaska
    > w zębach itd.

    A moglbys mnie kiedys uderzyc?

    > Za to użyłem paru rad zaczerpniętych od Ciebie, ale w negatywie. Opitolilem łeb
    > maszynka. Zapuściłem beznadziejna brodę. Ubrałem sie w dżinsy na szelkach i cz
    > arny niefirmowy t-shirt. Wszystko wyglada jeszcze śmieszniej w tym UK z pozycji
    > kloszarda.

    Jesli masz ksztalt glowy i ciemna, lobuzersko-arabusowata urode jak Szymon Lada, a calosc z broda wyglada tak: scontent.cdninstagram.com/t51.2885-15/s480x480/e35/19428789_800929506743790_1951446458548879360_n.jpg?ig_cache_key=MTU0NDE5NTA2MTAyMDE3NDE3Mg%3D%3D.2
    to szarpalabym jak Reksio szynke.
    Normalnie to poprosilabym o fote ale teraz nie wiem juz co jest normalnie. Moj partner przyszedl dzisiaj zezloszczony na baby z pracy, za samo ich istnienie. Pytam sie go: 'czy ty nienawidzisz kobiet?' Odpowidzial: 'tak'. 'A mnie tez?' - pytam. 'Ty nie jestes kobieta' - odpowiedzial zupelnie powaznie. Cos w tym jest.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinawy 28.07.17, 19:50
    > A moglbys mnie kiedys uderzyc?

    Nie. Nawet nie wiem, czy ktos stad by dał rade. Znałem tylko jednego takiego faceta. Wtedy byłem elegancko wytresowany, zeby "takiego zachowania nie tolerować". Teraz widze, ze jego zwiazek z zona był pasmem łobuzerskich prowokacji i awantur. Próbowałem kiedys przelecieć jego drobniutka żone w pijanym widzie. Podczas rozgrzewki kilka razy przyłożyła moje dłonie do swojej szyi z porozumiewawczy spojrzeniem. Nie podobało mi sie.
  • sabat3 28.07.17, 14:55
    Strasznie rozbudowales, a tymczasem prawda jest prosta :)
    "Byc soba" w tym wypadku oznacza nie udawanie twardziela po to by podobac sie kobietom. Mowiles o zmiekczaniu mojego wizerunku - ja go nie zmiekczam, taki aktualnie jestem. Po prostu nie chce mi sie udawac, ze jest inaczej, ani utwardzac tego wizerunku, by... no wlasnie - nie wiem po co mialbym to robic :) W tym wypadku "jestem soba" chyba stoi najblizej "mam to w dupie" ;)
  • proteinawy 28.07.17, 20:15
    > Strasznie rozbudowales, a tymczasem prawda jest prosta :)

    Z mądrości farmerów obliczeniowych: "kazdy, nawet najbardziej skomplikowany problem posiada co najmniej jedno proste, całkowicie błędne rozwiązanie".

    To do czego chciałem Cie przekonać to to, ze nie tylko jestes raczej procesem niz rzeczą (zwłaszcza Ty), ale to jest na dodatek proces wielowątkowy. Twoje stany wewnętrzne sa jak rój, którego kazda pszczoła czasem rozdwaja sie, czasem zlewa, nie ma jednego "ja", to jest złudzenie budowane na bieżąco. A wszystkie razem (jak to rój) latają to tu to tam.

    Jezeli "bycie soba" oznacza u Ciebie swobodny lot tego roju nad kwiecista laczka zamiast gromadę to napierdalania w szybę, to jasne. Ale jezeli pijesz do tego ze jedne konfiguracje wewnętrznych stanów sa prawdziwsze od innych - to ja na to "raczej nie".
  • sabat3 28.07.17, 21:04
    proteinawy napisał(a):
    ego chciałem Cie przekonać to to, ze nie tylko jestes raczej procesem n
    > iz rzeczą (zwłaszcza Ty), ale to jest na dodatek proces wielowątkowy. Twoje sta
    > ny wewnętrzne sa jak rój, którego kazda pszczoła czasem rozdwaja sie, czasem zl
    > ewa, nie ma jednego "ja", to jest złudzenie budowane na bieżąco. A wszystkie ra
    > zem (jak to rój) latają to tu to tam.
    >
    > Jezeli "bycie soba" oznacza u Ciebie swobodny lot tego roju nad kwiecista laczk
    > a zamiast gromadę to napierdalania w szybę, to jasne. Ale jezeli pijesz do tego
    > ze jedne konfiguracje wewnętrznych stanów sa prawdziwsze od innych - to ja na
    > to "raczej nie".

    No i wszystko pieknie, ale pewne procesy wykluczaja szczere zaistnienie innych.
    Przykladowo - czy moglbym jeszcze kiedys pomyslec o sobie jako o mezczyznie wiernym malzonce? Czy moglbym zbudowac swoja tozsamosc wokol idei nie bycia nigdy skazonym narkotykami? Czy moglbym mowic, ze anaboliki to gowno i nigdy bym tego nie wzial? ;) Niestety, sir, wszedlem do tej wody, nawet jesli tylko po kostki, to juz wystarczy.
    Podobna sytuacja ma sie z przemianami intelektualnymi. Mnie przemiana w "chlodny, meski typ" nigdy sie nie uda, poniewaz mam stuprocentowa pewnosc, ze ten "typ" jest spoleczna poza, ktora w sytuacjach skrajnych czesto jest trzymana luzno, badz wcale ;)
    "Chlodny mezczyzna" jest niewolnikiem pewnej maski. Nie wolno mu okazywac slabosci, najlepiej jesli tlumi uczucia i milczy na temat swoich emocji. Nie mowiac o niewygodach - czulbym sie strasznie sztucznie i nie na mejscu demonstrujac bezustannie takie zachowania. No i ta koniecznosc bezustannego pilnowania sie, zeby tylko nie wyskoczyc z czyms "niemeskim". A daj Pan spokoj, wiezienie bez krat.
  • marek.zak1 28.07.17, 21:16
    sabat3 napisał:
    > "Chlodny mezczyzna" jest niewolnikiem pewnej maski. Nie wolno mu okazywac slabosci, najlepiej jesli tlumi uczucia i milczy na temat swoich emocji.
    ---------------------------------------
    Sabat, wierz mi, okazywanie słabości jest oznaką siły. Nie boisz się okazywać słabości, bo się nie boisz z definicji.
  • hello-kitty2 29.07.17, 11:12
    sabat3 napisał:

    > "Chlodny mezczyzna" jest niewolnikiem pewnej maski. Nie wolno mu okazywac slabo
    > sci, najlepiej jesli tlumi uczucia i milczy na temat swoich emocji. Nie mowiac
    > o niewygodach - czulbym sie strasznie sztucznie i nie na mejscu demonstrujac be
    > zustannie takie zachowania. No i ta koniecznosc bezustannego pilnowania sie, ze
    > by tylko nie wyskoczyc z czyms "niemeskim". A daj Pan spokoj, wiezienie bez kra
    > t.

    Cos slabo przysledzilam skad znalazl sie tu chlodny mezczyzna niewolnik maski. Chlodny to antagonizm do cieply. Skad pomysl, ze chlodny nie okazuje swoich emocji? Poza tym tez nie rozumiem dlaczego chlodna osoba to osoba w masce? Przeciez jest w cholere chlodnych osob i one niczego nie udaja, po prostu takie sa.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • droitier 28.07.17, 17:59
    proteinawy napisał(a):

    > Bardziej w dłuższym rozrachunku gratyfikuje mnie teraz stawianie sobie celów i
    > parcie w tym kierunku, nawet kosztem zdrowia, relacji, chwilowej gratyfikacji.
    > Sprawdza sie, polecam wszytkim ktorzy i tak nie moga wejść z nikim w głębszy, s
    > ensowny zwiazek.

    A ja nie polecam. Robiłem tak całe życie, próbowałem realizować coraz to ambitniejsze cele kosztem relacji. W końcu doszedłem do takich celów, które mnie przerosły, i teraz nie mam ani relacji ani osiągniętych celów.
    Nie zniechęcam bynajmniej do stawiania sobie celów, ale nie takim kosztem, bo akurat zdrowie i relacje łatwo zaniedbać a trudno naprawić. A większość osób, która osiągnęła postawione sobie cele nie musiała tego robić kosztem tych rzeczy, co więcej - mogą być one wsparciem w ich osiągnięciu.

    > Moze zamiast masturbacji cudzym mięsem/wzajemnej tresury opłac
    > a sie zainwestować w szacunek dla siebie?
  • proteinawy 28.07.17, 23:04
    > A ja nie polecam.

    Tak, ale ja napisałem "tym, ktorzy i tak nie moga wejść w głębszy zwiazek".

    > Nie zniechęcam bynajmniej do stawiania sobie celów, ale nie takim kosztem, bo akurat zdrowie i relacje łatwo zaniedbać a trudno naprawić. A większość osób, która osiągnęła postawione sobie cele nie musiała tego robić kosztem tych rzeczy, co więcej - mogą być one wsparciem w ich osiągnięciu. <

    Tu sie nie zgodzimy, ale to jest Ok. Z tego co widze, zachowanie zdrowia i relacji przyjacielskich i rodziny i minimum samorozwoju juz przekracza 24 godziny na dobę.

    Trzeba wybierać i tyle. Ale byłbym hipokryta gdybym polecał harówę jednoczesnie kołysząc córkę na rękach, przyznaje. To co napisałem było reakcja na sytuacje Kombiego, rozciągniętego miedzy neurotyczny stosunek do siebie i ambiwalencję wobec kobiet. Instynktownie nasuwa mi sie jakiś zewnętrzny cel do drążenia w takiej sytuacji
  • kombinerki_pinocheta00 29.07.17, 08:50
    >napisałem było reakcja na sytuacje Kombiego,

    I tak, i nie. Walczę z koszmarami życia nastoletniego. Wbiłem sobie do głowy, że pewnych rzeczy nie osiągnę i dopiero po kilkunastu latach doszedłem do wniosku, że jeżeli się z tego nie rozliczę to nie zrobię kroku naprzód. Moje poczucie własnej wartości bazuje na tych przekonaniach i muszę się nauczyć tego gównianego tańca lub pływania (tego bym bardzo chciał) aby zrobić krok dalej. Odbywa się kosztem zdrowia i relacji, ale to jest ze sobą powiązane, więc należy dokonać wyboru.
    I umawiam się na randki, ale mnie to nudzi. Źle się czuję wiedząc, że jestem jednym z wielu, których cechy ptaszkuje lub skreśla się na kartce, a w tym samym czasie ktoś inny klepie te panny po tyłku.
  • ninek04 29.07.17, 10:05
    kombinerki_00 napisał
    <I umawiam się na randki, ale mnie to nudzi. Źle się czuję wiedząc, że jestem jednym z wielu, których cechy ptaszkuje lub skreśla się na kartce, a w tym samym czasie ktoś inny klepie te panny po tyłku.<

    No ale jak inaczej chcesz poznawać te dziewczyny, jeśli nie umawiając się na bliższe tete a tete? .W końcu zawsze możesz to potraktować jako zdobywanie nowych doświadczeń, wychodzenie poza własny krąg niemożności , zahamowań, ograniczeń,o których tu nie raz pisałeś.Nawet, jeśli twierdzisz, albo tylko Ci się wydaje, że one odhaczają kolejnych z listy, że to takie obwąchiwanie, i że żadna nie jest dla Ciebie,to może kiedyś trafi się taka, gdzie razem poczujecie, że to mogłoby być to, że nadajecie na podobnych falach i że warto byłoby spróbować. Nic nie tracisz przecież,ani niczym wielkim nie ryzykujesz.I nawet jeśli przejmujesz się,że narazisz się na śmieszność to są to tylko Twoje wyobrażenia, które wcale nie muszą mieć pokrycia w rzeczywistości.
  • droitier 29.07.17, 11:36
    ninek04 napisała:

    > kombinerki_00 napisał
    > <I umawiam się na randki, ale mnie to nudzi. Źle się czuję wiedząc, że jest
    > em jednym z wielu, których cechy ptaszkuje lub skreśla się na kartce, a w tym s
    > amym czasie ktoś inny klepie te panny po tyłku.<
    >
    > No ale jak inaczej chcesz poznawać te dziewczyny, jeśli nie umawiając się na bl
    > iższe tete a tete?

    A w tej kwestii akurat z Kombim się zgadzam. Randki to najgorsza forma poznawania się. Targowisko próżności. Wystawiamy na nich to co myślimy, że w nas najlepsze, w zasadzie bez kontekstu sytuacji. Ocenie podlega wszystko: wygląd, głos, ruch, decyzje, odpowiedzi a nawet pytania, które zadajemy, najczęściej wysilone, o rzeczy które normalnie poznajemy obserwując się wzajemnie, a nie pytając. Powstaje pojedynek na fotoszopowanie swoich własnych obrazów, które kreujemy w cudzym umyśle, bo mało kogo stać na to by od razu się otworzyć i pokazać jakim się jest. Sam byłem nawet ostatnio na randce, pierwszej od chyba 3 lat, i wiedziałem jak to będzie wyglądało zanim poszedłem, bo wszystkie wyglądają tak samo.

    Ja jestem zwolennikiem poznawania ludzi w naturalnym środowisku, czyli tam gdzie pracujemy, albo spotykamy się ze znajomymi, albo uprawiamy sport czy inne hobby. Niestety w moim przypadku te środowiska są niemal całkowicie zmaskulinizowane.
  • hello-kitty2 29.07.17, 11:56
    droitier napisał:

    > Ja jestem zwolennikiem poznawania ludzi w naturalnym środowisku, czyli tam gdzi
    > e pracujemy, albo spotykamy się ze znajomymi, albo uprawiamy sport czy inne hob
    > by. Niestety w moim przypadku te środowiska są niemal całkowicie zmaskulinizowa
    > ne.

    NIe rozumiem: kobiety nie plywaja?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • droitier 29.07.17, 12:29
    hello-kitty2 napisała:

    > NIe rozumiem: kobiety nie plywaja?

    Tam gdzie ja, to niewiele. A jeśli już są, to panie po 50-tce. Młode kobiety wybierają aquaparki, gdzie są sauny, bicze wodne, jacuzi, kawiarnia przy wyjściu i ogólnie jest relaks. Ja chodzę na basen AZS, gdzie jest zimna woda, chlor, nie można za długo postać przy brzegu i są pewne reguły, np ruch prawostronny. Kiedyś przyszły takie 2 trochę młodsze, tyle że pływały po swojemu, "pod prąd" i skończyło się tak, że wyrżnąłem w taką jedną przy sporej prędkości.

    Zresztą, już Ci kiedyś pisałem - basen to nie jest dla mnie dobre miejsce poznawania się. Wchodzę, napierdalam długości i wychodzę.
  • hello-kitty2 29.07.17, 12:59
    droitier napisał:

    > Tam gdzie ja, to niewiele. A jeśli już są, to panie po 50-tce. Młode kobiety wy
    > bierają aquaparki, gdzie są sauny, bicze wodne, jacuzi, kawiarnia przy wyjściu
    > i ogólnie jest relaks. Ja chodzę na basen AZS, gdzie jest zimna woda, chlor, ni
    > e można za długo postać przy brzegu i są pewne reguły, np ruch prawostronny. Ki
    > edyś przyszły takie 2 trochę młodsze, tyle że pływały po swojemu, "pod prąd" i
    > skończyło się tak, że wyrżnąłem w taką jedną przy sporej prędkości.

    No to tak jak ja, temperatura koniecznie ponizej 30 stopnii, bo inaczej sie pale. Reszta wybiera moczenie sie w duzej wannie. Nagminnie. Dziwisz sie? Ludzie w dupie maja sport. Przyklad: z dwoma kolezankami umowilam sie w dwa dni pod rzad na 10 km marsz. Ubrana na sportowo zjawilam sie jednego i drugiego dnia o umowionej godzinie i miejscu. Pierwszego dnia skonczylo sie w McDonaldzie, drugiego na piwku, zadnego marszu nie bylo kazda iala wymowke. To dlaczego nie odwolaly? Kazda z nich chce sie nadal na marsze umawiac, a ja sie zrobilam po tym pierwszym razie asocjalna. Ludzie nie rozumieja potrzeb sportowcow.
    Ale zdarzalo na basenie mi sie nie wytrzymac tempa, wyskoczyc i posiedziec chwile na brzegu bez przeszkadzania, czasem jakis pan wyskoczyl i usiadl kolo mnie.

    > Zresztą, już Ci kiedyś pisałem - basen to nie jest dla mnie dobre miejsce pozna
    > wania się. Wchodzę, napierdalam długości i wychodzę.

    A przed chwila:
    > Ja jestem zwolennikiem poznawania ludzi w naturalnym środowisku, czyli tam gdzi
    > e pracujemy, albo spotykamy się ze znajomymi, albo uprawiamy sport czy inne hob
    > by.

    Dochodzisz do slusznych wnioskow ale widac, ze masz problem z ich realizacja, z celowaniem w win-win. Jestes mlody, niepokorny.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • droitier 29.07.17, 13:18
    hello-kitty2 napisała:

    > > Zresztą, już Ci kiedyś pisałem - basen to nie jest dla mnie dobre miejsce
    > pozna
    > > wania się. Wchodzę, napierdalam długości i wychodzę.
    >
    > A przed chwila:
    > > Ja jestem zwolennikiem poznawania ludzi w naturalnym środowisku, czyli ta
    > m gdzi
    > > e pracujemy, albo spotykamy się ze znajomymi, albo uprawiamy sport czy in
    > ne hob
    > > by.

    Jest w tym tylko pozorna sprzeczność. To co napisałem powyżej jest ogólną zasadą, która działa w kontraście do nienaturalnych sytuacji, czyli np. randek, w których zależy nam na wykreowaniu jakiegoś obrazu siebie. Tyle, że akurat moim naturalnym środowiskiem jest mój dom, gdzie w samotności coś tam sobie ćwiczę, albo inne miejsce związane z aktywnościami indywidualnymi, np. basen. Nie przepadam np. za koncertami, za grami zespołowymi, za działaniem w organizacjach, które dla kogoś mogą być naturalnym środowiskiem i jednocześnie wspierać poznawanie nowych ludzi.
  • hello-kitty2 29.07.17, 13:39
    droitier napisał:

    > Jest w tym tylko pozorna sprzeczność. To co napisałem powyżej jest ogólną zasad
    > ą, która działa w kontraście do nienaturalnych sytuacji, czyli np. randek, w kt
    > órych zależy nam na wykreowaniu jakiegoś obrazu siebie.

    Zgadzam sie co do nienaturalnych sytuacji. W moim slowniku randka to jest spotkanie z kims, kogo ZNAM, a z kim oto wkraczam na sciezke zycia erotycznego. W rozumieniu tym powszechnym, nie moim, to nigdy na randce nawet nie byam. Tak jak nigdy nie mialam profilu na potralach randkowych. A Ty masz?

    Tyle, że akurat moim na
    > turalnym środowiskiem jest mój dom, gdzie w samotności coś tam sobie ćwiczę, al
    > bo inne miejsce związane z aktywnościami indywidualnymi, np. basen. Nie przepad
    > am np. za koncertami, za grami zespołowymi, za działaniem w organizacjach, któr
    > e dla kogoś mogą być naturalnym środowiskiem i jednocześnie wspierać poznawanie
    > nowych ludzi.

    No wiem. Najbardziej naturalnym srodowiskiem do poznawania ludzi to byla szkola. Nikt nie spdziewal, ze jak sie juz w koncu skonczy z edukacja, to zacznie sie wiesc samotne zycie.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • droitier 29.07.17, 14:22
    hello-kitty2 napisała:

    > Zgadzam sie co do nienaturalnych sytuacji. W moim slowniku randka to jest spotk
    > anie z kims, kogo ZNAM, a z kim oto wkraczam na sciezke zycia erotycznego. W ro
    > zumieniu tym powszechnym, nie moim, to nigdy na randce nawet nie byam. Tak jak
    > nigdy nie mialam profilu na potralach randkowych. A Ty masz?

    No właśnie. Też bym chciał takie randki, bo dopiero takie są interesujące. Niestety, moje wolne znajome, przy jakiejś tam swojej sympatii wobec mnie, uznawały, że sama znajomość ze mną im wystarcza.
    Nie mam profilu na żadnym portalu. Ze 12 lat temu miałem przez 3 dni, potem usunąłem.

    > No wiem. Najbardziej naturalnym srodowiskiem do poznawania ludzi to byla szkola
    > . Nikt nie spdziewal, ze jak sie juz w koncu skonczy z edukacja, to zacznie sie
    > wiesc samotne zycie.

    Teoretycznie nigdy nie trzeba kończyć z edukacją, Ty przecież też coś studiujesz czy właśnie skończyłaś. Tyle, że w moim przypadku znowu przeszkadza moja natura - podczas gdy znajomi robią jakieś MBA, podyplomówki z zarządzania czy doskonalą się w sztuce przemówień publicznych, gdzie jeszcze można spotkać jakieś kobiety, mnie interesowałaby wyłącznie twarda edukacja typu zrobienie doktoratu (nad którym już zresztą pracowałem, ale porzuciłem), a to znowu jest indywidualne zajęcie.
  • hello-kitty2 29.07.17, 14:33
    droitier napisał:

    > Teoretycznie nigdy nie trzeba kończyć z edukacją, Ty przecież też coś studiujes
    > z czy właśnie skończyłaś. Tyle, że w moim przypadku znowu przeszkadza moja natu
    > ra - podczas gdy znajomi robią jakieś MBA, podyplomówki z zarządzania czy dosko
    > nalą się w sztuce przemówień publicznych, gdzie jeszcze można spotkać jakieś ko
    > biety, mnie interesowałaby wyłącznie twarda edukacja typu zrobienie doktoratu (
    > nad którym już zresztą pracowałem, ale porzuciłem), a to znowu jest indywidualn
    > e zajęcie.

    No wlasnie, pytanie: czym interesuja sie kobiety? Tak sie przyjrzalam dla przykladu Kag. Z opowiadan wynikalo, ze kiedys interesowala sie tancami latynoamerykanskimi. Odkad poznala meza przestala sie interesowac i najwyrazniej nie chodzi o brak czasu wolnego.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • droitier 29.07.17, 15:11
    hello-kitty2 napisała:

    > No wlasnie, pytanie: czym interesuja sie kobiety? Tak sie przyjrzalam dla przyk
    > ladu Kag. Z opowiadan wynikalo, ze kiedys interesowala sie tancami latynoameryk
    > anskimi. Odkad poznala meza przestala sie interesowac i najwyrazniej nie chodzi
    > o brak czasu wolnego.

    Niestereotypowo powiem: wszystkim, tylko chyba trochę rzadziej. Anegdota: mam znajomą Australijkę, dość ładna choć mocne i charakterystyczne rysy, świetna figura, biust, na tyle ile mogę ocenić z Twojego zdjęcia podobna do Ciebie i również lubiąca fitness. Ale do tego straszny nerd, inżynier informatyk, żyjąca grami komputerowymi i cosplayem, czyli przebieraniem się za postaci z gier. Jej specjalność to Lara Croft (czyli postać, którą grała Angelina Jolie), ma ku temu predyspozycje i jest w tym specyficznym środowisku rozpoznawalna, może i w skali świata.

    Ślub wzięła z takim poczciwie wyglądającym grubaskiem, bez specjalnej urody, który też lubi gry i cosplay, choć przy niej jest amatorem z doklejaną brodą. Myślę sobie, że dla takich przeciętnych jak on gości, super laski podzielające ich przaśne zainteresowanie są jak jakieś jednorożce z diamentowymi kopytami, coś co jest zbyt piękne by w ogóle istniało w przyrodzie, a tym bardziej by trafiło na jednego z nich. Nie mogę sobie nawet wyobrazić jak taki koleś musi się czuć szczęśliwy.
  • ninek04 29.07.17, 19:22
    ninek04 napisała
    >A w tej kwestii akurat z Kombim się zgadzam. Randki to najgorsza forma poznawania się. Targowisko próżności. Wystawiamy na nich to co myślimy, że w nas najlepsze, w zasadzie bez kontekstu sytuacji. Ocenie podlega wszystko: wygląd, głos, ruch, decyzje, odpowiedzi a nawet pytania, które zadajemy, najczęściej wysilone, o rzeczy które normalnie poznajemy obserwując się wzajemnie, a nie pytając. Powstaje pojedynek na fotoszopowanie swoich własnych obrazów, które kreujemy w cudzym umyśle, bo mało kogo stać na to by od razu się otworzyć i pokazać jakim się jest. Sam byłem nawet ostatnio na randce, pierwszej od chyba 3 lat, i wiedziałem jak to będzie wyglądało zanim poszedłem, bo wszystkie wyglądają tak samo.<

    >Ja jestem zwolennikiem poznawania ludzi w naturalnym środowisku, czyli tam gdzie pracujemy, albo spotykamy się ze znajomymi, albo uprawiamy sport czy inne hobby. Niestety w moim przypadku te środowiska są niemal całkowicie zmaskulinizowane.<

    No dobrze, pełna zgoda co do sztuczności i podkoloryzowywania przez każdą ze stron swojej atrakcyjności podczas takich ustawianych randek. Ale od czegoś trzeba zacząć, zwłaszcza w sytuacji Kombiego,który jak dotąd miał małe doświadczenie z kobietami, a związkowe zerowe- co zresztą Ciebie również w jakimś stopniu dotyczy. Bo później, jak już jesteś po przejściach, to jakieś durne umawianie się na randki w klasycznym tego słowa znaczeniu przestaje mieć jakąkolwiek rację bytu, a zaczyna ocierać się o zwyczajową śmieszność.
    Co do tego poznawania ludzi w naturalnym środowisku to mam wątpliwości - moje środowisko pracy jest na przykład mocno sfeminizowane i z bardzo małą obsadą, nie każdy znowu pracuje w korporacji, czy w placówkach, gdzie ta możliwość poznania kogoś jest z góry powiedzmy łatwiejsza, choćby ze względu na ilość i przekrój zatrudnionych pracowników. No i nie każdy musi mieć bądź wie ile znajomych, z których łączą nas wspólne pasje, czy aktywności, żeby pośrednio przez tych znajomych móc poznawać inne osoby.No różnie bywa, nie ma jednego, prostego schematu, gdzie i jak się poznawać.
  • droitier 29.07.17, 20:05
    ninek04 napisała:

    > Co do tego poznawania ludzi w naturalnym środowisku to mam wątpliwości - moje
    > środowisko pracy jest na przykład mocno sfeminizowane i z bardzo małą obsadą, n
    > ie każdy znowu pracuje w korporacji, czy w placówkach, gdzie ta możliwość pozna
    > nia kogoś jest z góry powiedzmy łatwiejsza, choćby ze względu na ilość i przekr
    > ój zatrudnionych pracowników.

    Ale ja nie twierdzę, że naturalne środowisko sprzyja, bo często nie sprzyja wcale, tylko że jest koniecznością. Przynajmniej dla mnie konieczne do tego, by dostrzec to, co powoduje, że mam ochotę się z kimś spotykać. Dlatego uważam to za tak trudne, i w zasadzie to ja nie rozumiem jak w ogóle większości ludziom udaje się w ogóle z kimś związać.

    > ajomych móc poznawać inne osoby.No różnie bywa, nie ma jednego, prostego schema
    > tu, gdzie i jak się poznawać.

    Ja nie próbuję pokazać, że jakiś schemat jest jedyny słuszny, tylko pozostałe dla mnie nie działają.
  • ninek04 29.07.17, 21:49
    droitier napisał
    >Dlatego uważam to za tak trudne, i w zasadzie to ja nie rozumiem jak w ogóle większości ludziom udaje się w ogóle z kimś związać. <

    To często kwestia przypadku, jakiejś iskry, tąpnięcia, , spotkania dwóch dotąd zupełnie obcych, nieświadomych istnienia bytów, no i samo się dzieje -co nie oznacza że to właśnie ten albo ta na całe życie, bo potem różnie wychodzi.

    >Ja nie próbuję pokazać, że jakiś schemat jest jedyny słuszny, tylko pozostałe dla mnie nie działają.<

    Czyli jakie na Ciebie działają? - wspólna praca, aktywność, poświęcanie czasu na realizację pewnych zadań i już robi Ci się ciepło wokół duszy i penisa?
    No ale też się wkręcałeś w jakieś akcje z zajętą(,z racji wspólnej pracy) , choć wyraźnie zainteresowaną Tobą, i potem się rozmywało - takie wkręcanie się też czasem bywa złudne, bo jedna strona zaczyna żyć wyobrażeniami i nadzieją, podczas gdy druga kompletnie inaczej to odbiera, albo wręcz wypiera. No i nic z tego.
  • kombinerki_pinocheta00 31.07.17, 21:46
    A powiedz mi, Ninek, ile razy dostałaś kosza, że jesteś na tyle pewna, że w przypadku jego wystąpienia na pewno nic się nie traci? Według mnie pewność siebie topnieje, aczkolwiek to chyba tez jest uzależnione z jakiego poziomu się startuje. Nie wspominam o stracie czasu i pieniędzy oraz rozczarowujące konfrontacji naszych wyobrażeń z rzeczywistością.
    Traktuję tę całą zabawę jako element terapii. Kiedyś wypisałem czynności, które większość przeciętnych ludzi opanowuje będąc nastolatkami. Mnie się nie udało, ale jakiś czas temu z - według mnie - sukcesem podszedłem do jednego z kompleksów i lawinowo ruszyło, chociaż zapisanie się na taniec to ciągle Everest wyzwań.
    Dobrze wyglądam, więc nie mam problemów z przyciągnięciem kobiet chętnych na spotkanie. Problem polega na tym, że proces poznawania jest jałowy. Albo sprawdzanie punktów z listy albo przechwałki w stylu - kto ma większego kutasa.
    Żeby było jasne, dla mnie sama rozmowa, na różne tematy, jest ciekawa, ale nie o to chodzi kobietom. Puasi mają rację wspominając o dostarczaniu emocji, ale dla mnie bezpośredni zaplanowany dotyk nie jest do zaakceptowania. Nie potrafię na początku znajomości dotykać, odrzuca mnie od tego, czuję się jakbym gwałcił czyjąś przestrzeń.
    Dodatkowo tutaj chodzi o badanie pozycji społecznej. Ja przez lata byłem zamknięty, a panny z reguły są bardziej otwarte, przebojowe, doświadczone (wybieram rówieśniczki ± 5 lat), więc nie mam jak im zaimponować. Mam wrażenie, że one szukają księcia z czarnym koniem (hie hie). I trafiam na ekstrawertyczki, a sam jestem intro i do tego tak dobrze siebie znam, że działam według plany, który zakłada m.in. ucieczkę po 2,5, góra 3 godzinach lub przebywanie w miejscach, które znam, ponieważ dają mi one komfort. Złamanie tych zasad grozi rozluźnieniem szeregów, otoczeniem i rozbiciem.
    Chujowa rola pocieszyciela, w ich oczach gońca, który nigdy nie stanie się królem. Na ojca się nie nadaję, bo słabe zasoby, a na kolegów szkoda czasu w ich wieku, ponieważ zgromadziły ich masę w ciągu poprzednich lat. I wiadomo, że królowe zawsze ktoś stuka. Będę napierdalał na forum z wirtualnego nunczaku, jak któraś wspomni, że kobiety mają problem ze znalezieniem osiłka do seksu. Już łatwiejszej rzeczy w życiu nie znajdziecie. To już mycie naczyń jest trudniejsze, bo wymaga płynu i najlepiej ciepłej wody, a na to potrzeba pieniędzy. Do seksu wystarczy wypowiedzenie krótkiego zdania.
    Haa, co one mają z tym opowiadaniem o swoich kolegach/znajomych? Jak to rozumieć? Że istnieje konkurencja i mam się bardziej starać?
  • sabat3 31.07.17, 23:32
    Kombi, mnie troche dziwi to, ze tak to wszystko przezywasz. Tzn. moze nie tyle dziwi, bo nie masz doswiadczen, ale mam poczucie pewnej zlosliwosci losu. Gdybys wiedzial jak w Twoim przypadku wygladalby zwiazek z kobieta, to pewnie teraz bylbys wdzieczny losowi, ze Cie nic takiego nie spotkalo. Ty, ze swoja suma lekow i znerwicowaniem zapewne przezywalbys pieklo, zyjac z druga osoba, ktora z dnia na dzien stawalaby sie bardziej obca, rozczarowana Twoja osoba, skonfliktowana z Toba.
    To sie tyczy praktycznie wszystkich tych "odrzuconych", "braci samcow" itd. Dziekujcie Panu, ze was nie "poblogoslawil" malzenstwem i przynajmniej wasze zycie jest wypelnione bloga cisza, a nie bezustannym pierdoleniem za uszami, zrzedzeniem i narzekaniem. Takich jak Ty, ale i ja, w zwiazkach dlugoterminowych, gdzie ludzie zyja pod jednym dachem, nic dobrego nie czeka. Wiec powinienes byc imho wdzieczny losowi za spokoj.
  • ninek04 01.08.17, 05:40
    Największego i najboleśniejszego kosza dostałam od męża i od tego czasu wszystko zmieniło się na lepsze, także ja akurat nie straciłam, ale zyskałam,i to nieporównywalnie więcej, w stosunku do tego,co miałam wcześniej.No jasne, że to mało ma wspólnego z Twoją sytuacją i miejscem,w którym jesteś, ale sam powiedz,co możesz stracić przez niezobowiązujące spotkania,z których niekoniecznie musi coś wynikać ? I czy rzeczywiście jest się do czego spieszyć,w sensie do stałego związku?
    Wymogu dotyku przecież nie ma, zwłaszcza na tak początkowym etapie, dotyk to coś intymnego, zarezerwowanego dla kogoś bliskiego,to samo się czuje, czy chcesz,pragniesz kogoś dotknąć, objąć, przytulić.I co Ty z tym tańcem?-to jest naprawdę jakaś ceniona,,niezbędna umiejętność? -ileż w końcu ma się okazji, żeby potańczyć,a jeśli nawet to idziesz na parkiet i pląsasz,a że czasem pomylisz kroki,no to świat się nie zawali.

    >Będę napierdalał na forum z wirtualnego nunczaku, jak któraś wspomni, że kobiety mają problem ze znalezieniem osiłka do seksu. Już łatwiejszej rzeczy w życiu nie znajdziecie>

    Jak osiłka w sensie dosłownym to nie, dziękuję,nie piszę się na to i większość chyba też nie.Nie przejmuj się tak wszystkim i nie bierz wszystkiego do siebie, każdego spojrzenia,gestu, które Tobie mogą wydawać się nie takie jak byś sobie życzył,bo to przeważnie tylko Twoja iluzja, że ludzie tak krytycznie oceniają innych.
  • proteinawy 01.08.17, 08:32
    > Największego i najboleśniejszego kosza dostałam od męża i od tego czasu wszystko zmieniło się na lepsze <

    To nie jest kosz. Kombi mowi o splawianiu delikwenta na dzien dobry, o wstępnej ocenie "nie ma sensu marnować czasu na próbę". Ty mówiłaś ze masz przemocowca, nie koszykarza. Przemocowiec i koszykarz sie wykluczają logicznie.
  • aandzia43 01.08.17, 14:06

    > To nie jest kosz. Kombi mowi o splawianiu delikwenta na dzien dobry, o wstępnej
    > ocenie "nie ma sensu marnować czasu na próbę". Ty mówiłaś ze masz przemocowca,
    > nie koszykarza. Przemocowiec i koszykarz sie wykluczają logicznie.

    A dlaczego się.wykluczają? Widziałam w rozciągniętej na lata akcji kilku przemocowców. Seks znikał dość szybko z relacji, radość ze skurwysyńskich zachowań narastała. Chyba to było źródło głębokiej gratyfikacji tych osobników ;-)



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • proteinawy 01.08.17, 23:19
    > A dlaczego się.wykluczają?

    A jaka jest Twoja definicja kosza?
  • aandzia43 02.08.17, 11:28
    proteinawy napisał(a):

    > > A dlaczego się.wykluczają?
    >
    > A jaka jest Twoja definicja kosza?

    Olanie awansów i propozycji erotycznych człowieka. W powszechnym użyciu kosz dotyczy ludzi jeszcze nie w relacji, ale mnie kosz w związku też pasuje. Taki wtórny kosz ;-)


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • proteinawy 02.08.17, 14:50
    aandzia43 napisała:

    > proteinawy napisał(a):
    >
    > > > A dlaczego się.wykluczają?
    > >
    > > A jaka jest Twoja definicja kosza?
    >
    > Olanie awansów i propozycji erotycznych człowieka. W powszechnym użyciu kosz do
    > tyczy ludzi jeszcze nie w relacji, ale mnie kosz w związku też pasuje. Taki wtó
    > rny kosz ;-)
    >

    Ja kosza rozumiem inaczej, wiec w tym temacie nie pogadamy sobie. Znajomej przekaż: "biednaś".
  • aandzia43 02.08.17, 15:19

    > Ja kosza rozumiem inaczej, wiec w tym temacie nie pogadamy sobie. Znajomej prze
    > każ: "biednaś".

    Znajome (liczba mnoga) już dawno wolne, panowie mają nowe ofiary, których po jakimś czasie nie dupczą tylko depczą ;-) Żeńskie odmiany mend też istnieją, tak dla równowagi dorzucę.

    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • hello-kitty2 29.07.17, 10:47
    kombinerki_pinocheta00 napisała:

    > I umawiam się na randki

    Ciekawe po co? Najpierw wypisujesz, ze nie zawracasz kobietom glowy swoja osoba, ze sie od nich izoujesz, a potem piszesz 'umawiam sie na randki'. Klamiesz.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • kombinerki_pinocheta00 31.07.17, 21:07
    W którym przypadku sugerujesz, że kłamię? Umawiając się czy nie zawracając głowy kobietom? Umawiam się, więc zawracam.
    I nie użyłbym określenia "kłamiesz" w odniesieniu do forum. Nie ten ciężar gatunkowy. Preferowałbym stwierdzenie "żartujesz". Musiałbym mieć nierówno pod sufitem aby tworzyć sobie postać na potrzeby forum, ludzi, a raczej nicków zupełnie mi obcych, by napawać się wirtualną popularnością. Po co? Liczy się rozwiązanie problemu, a czy za tym stoi kombi, Sabat, Kitka czy Marek to nie ma większego znaczenia.

    >Ciekawe po co?

    Żeby się trochę poboksować z życiem, własnymi słabościami, bo mi się już nie chce przepraszać za to, że żyję. Kobiety dlatego, iż stanowią ważną rolę w egzystencji mężczyzn, kreują relacje rządzące życiem towarzyskim i pozwalają rozładować napięcie seksualne heterykom, do których się zaliczam.
  • droitier 29.07.17, 11:10
    proteinawy napisał(a):

    > > A ja nie polecam.
    >
    > Tak, ale ja napisałem "tym, ktorzy i tak nie moga wejść w głębszy zwiazek".

    Ale ja się przecież w zasadzie do tej grupy zaliczam.

    > Tu sie nie zgodzimy, ale to jest Ok. Z tego co widze, zachowanie zdrowia i rela
    > cji przyjacielskich i rodziny i minimum samorozwoju juz przekracza 24 godziny n
    > a dobę.

    Taa... zwłaszcza w IT jest zasada: "Behind every successful programmer, there is a girlfriend that doesn't exist"

    A już na serio, może wszystkie 3 z tych rzeczy trudno utrzymać, ale 2 już można. Przestrzegam raczej przed popełnianiem błędu typu: muszę się rozwijać więc nie mam czasu na nic, zwłaszcza na uganianie się za dupami. Wierzyłem kiedyś naiwnie, że samorozwój jest magnesem na kobiety, i że przyjdą same, więc przyjąłem strategię wkładania weń 95% energii, a 5% w same relacje. Niestety to nie działało. Czasem patrzę na ludzi, którzy jakiś sukces odnieśli i większość te relacje posiada. Na ile są głębokie i zdrowe - nie wnikam. Ale wyglądają na szczęśliwych.

    > To co napisałem było reakcja na sytuacje
    > Kombiego, rozciągniętego miedzy neurotyczny stosunek do siebie i ambiwalencję w
    > obec kobiet. Instynktownie nasuwa mi sie jakiś zewnętrzny cel do drążenia w tak
    > iej sytuacji

    Tylko trzeba uważać, by nie stało się to ucieczką w jedną sferę życia, dość niebezpieczną zwłaszcza dla neurotycznych introwertyków. Ja bym jednak radził Kombiemu harmonijny rozwój. To znaczy: cele jak najbardziej, ale kilka różnych i nie kosztem czegoś innego, może poza mało wartościowymi aktywnościami.

    W kwestii podziału czasu do samorozwoju mam taką strategię, że pewne aktywności intensyfikuję okresowo, ale zachowując przynajmniej kontakt z innymi. Okresy trwają różnie: rok, dwa lata, czasem parę miesięcy. Daje to trochę więcej energii niż ciągnięcie wszystkiego naraz po równo.
  • hello-kitty2 29.07.17, 11:47
    droitier napisał:

    > . Przestrzegam raczej przed popełnianiem błędu typu: muszę się rozwijać więc ni
    > e mam czasu na nic, zwłaszcza na uganianie się za dupami. Wierzyłem kiedyś naiw
    > nie, że samorozwój jest magnesem na kobiety, i że przyjdą same, więc przyjąłem
    > strategię wkładania weń 95% energii, a 5% w same relacje. Niestety to nie dział
    > ało.

    Zilustruje wspominka o kochanku. Chlopak prawie 30 lat, obiecujacy inzynier w duzej preznej i bogatej firmie, singiel, dobrze wyposazony w pensje, mieszkanie, urode, gust, kutasa i wiedze roznego rodzaju nie mial czasu sie w tygodniu spotkac na seks, poniewaz jednego dnia po pracy cwiczyl gre na pianinie, drugiego dnia gral w siatke z kolegami, trzeciego chodzil na kurs jezykowy, czwartego odrabial prace domowa na kurs jezykowy i cwiczyl na pianinie, piatego chodzil na zajecia na basenie, na ktorym sie poznalismy. A on sie wolno rozkrecal i musial zaczac kolacja, ktora sam musial ugotowac, do ktorej sam musial zrobic zakupy...ze niby kiedy znalezc na to czas. Nie moglam w to uwierzyc jak nie mozna wygrzebac z pol godziny na seks. Na poczatku przychodzilam w ten dzien z pianinem i patrzylam jak cwiczy. Wygladalo to tak, ze walil w klawisze niepodlaczone do dzwieku, zeby sasiedzi sie nie wkurzali, w dzien plywania, no coz byl najgorszy w grupie, jak reszta byla na rownie niskim poziomie, to czy warto bylo rezygnowac z seksu? Potem jeszcze do mnie pisal latami, caly czas byl sam.

    Mysle, ze problem tkwil w tym, ze byl 'czlowiekiem okreslonego scenariusza', ktory by dawal mu satysfakcje musial byc okreslony z gory i zaliczony w pelni, jak ten seks zawsze z wlasnorecznie ugotowana kolacja z wlasnorecznie wykonanymi swiezymi zakupami. To tak nie dziala. Co sie sprawdza w zyciu to elastycznsc, zdolnosc do wykonywania zamiennie roznych czynnosci typu jak nie to, to tamto, jak nie teraz, to pozniej, dewersyfikacja, niepodazanie schematem, zdolnosc do wykonywaniu wielu rzeczy na raz, podzielnosc uwagi, improwizacja i spontan, tak jak w gotowaniu tzw zupy 'nic'. Tak samo jest w dietach i sporcie. Ktos sobie wymysla czy nie daj boze kupuje ambitna diete/trening, a w drugim czy trzecim dniu podwinie mu sie noga na drobnej rzeczy, to juz skresla calosc, zarzuca caly projekt. Przywiazanie do schematu zabija. Jestesmy ludzmi, nie maszynami realizujacymi w zyciu od poczatku do konca wymyslony z gory projekt. Elastycznosc i spontanicznosc jest wazna.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 29.07.17, 12:03
    hello-kitty2 napisała:
    . Przywiazanie do schematu zabija. Jestesmy ludzmi, nie maszynami realizujacymi w zyciu od poczatku do konca wymyslony z gory projekt. Elastycznosc i spontanicznosc jest wazna.
    --------------
    Ludzie lubią słuchać swoich guru, w domu,w szkole, gdzie indziej, że najważniejsza jest nauka itp. Mało kto powie, że najważniejsze jest znalezienie fajnego partnera, a to się samo nie robi, a potrzebny jest czas i umiejętności + szczęście.
    Myślę, że dla twojego inżyniera randki, seks to czas stracony, bo nie wpływają na samorozwój i doskonalenie. A ta gra na fortepianie, to własnie jest w jego wieku czas stracony, przecież pianistą nie będzie.
    Droitier napisał, że sam samorozwój może być pułapką i prowadzić do tego, co miał Michał Korybut Wiśniowiecki, który znał 5 języków, a w żadnym z nich nie miał niczego ciekawego do powiedzenia.
  • hello-kitty2 29.07.17, 12:18
    marek.zak1 napisał:

    > Ludzie lubią słuchać swoich guru, w domu,w szkole, gdzie indziej, że najważniej
    > sza jest nauka itp. Mało kto powie, że najważniejsze jest znalezienie fajnego p
    > artnera, a to się samo nie robi, a potrzebny jest czas i umiejętności + szczęśc
    > ie.

    Moze tak: D. sugerowal bodajze, ze moza zycie oprzec na 2 filarach, a na jednym jest niemadrze, ja natomiast sugeruje, ze na wiekszej liczbie intensyfikujac zamiennie udzial raz jednego raz drugiego, ect w zaleznosci od aktualnych potrzeb. Rozwijajac: wszystko jest rownie wazne, co jest potrzebne do zycia. Jak z dieta. Najlepsza jest zbilansowana, a wylaczanie z niej jakis grup produktow czyni ja jalowa i niezdrowa. Prawdziwa umiejetnoscia jest zdolnosc odpowiedniego skakania miedzy wszystkimi skladowymi zycia czyli zachowanie tzw balansu.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • droitier 29.07.17, 12:32
    hello-kitty2 napisała:

    > Moze tak: D. sugerowal bodajze, ze moza zycie oprzec na 2 filarach, a na jednym
    > jest niemadrze, ja natomiast sugeruje, ze na wiekszej liczbie intensyfikujac z
    > amiennie udzial raz jednego raz drugiego

    Kitty, przeczytaj jeszcze raz ostatni paragraf z mojego wpisu o 11:10. Napisałem dokładnie to samo :)
  • hello-kitty2 29.07.17, 13:03
    droitier napisał:

    > Kitty, przeczytaj jeszcze raz ostatni paragraf z mojego wpisu o 11:10. Napisałe
    > m dokładnie to samo :)

    A to przepraszam, za bardzo skupilam sie na: "A już na serio, może wszystkie 3 z tych rzeczy trudno utrzymać, ale 2 już można." Moj blad.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 29.07.17, 13:23
    hello-kitty2 napisała:
    to przepraszam, za bardzo skupilam sie na: "A już na serio, może wszystkie 3 z tych rzeczy trudno utrzymać, ale 2 już można." Moj blad.
    ----------------------
    3 rzeczy, czyli kobietę, pracę i hobby? Moim zdaniem, życie bez kobiety, z pracą, hobby i doskonaleniem i skupianie sie na nich jest ślepą uliczką, ale to moje zdanie.
  • droitier 29.07.17, 12:15
    hello-kitty2 napisała:

    > Tak samo jest w dietach i sporcie. Ktos sobie w
    > ymysla czy nie daj boze kupuje ambitna diete/trening, a w drugim czy trzecim dn
    > iu podwinie mu sie noga na drobnej rzeczy, to juz skresla calosc, zarzuca caly
    > projekt. Przywiazanie do schematu zabija. Jestesmy ludzmi, nie maszynami realiz
    > ujacymi w zyciu od poczatku do konca wymyslony z gory projekt. Elastycznosc i s
    > pontanicznosc jest wazna.

    Ale akurat w sporcie ten schemat jest cholernie ważny, w powyższy przykład dotyczy zupełnie czegoś innego. Przecież jak ktoś 3ciego dnia rezygnuje, to nie z powodu rutyny, bo jaka rutyna powstanie w ciągu 3 dni, tylko na skutek braku dobrego planu wkomponowania czegoś nowego w swoje życie. To co mówi większość zawodowych sportowców o treningu, to że jednak regularnie trzeba zrobić swoje, czy się chce czy nie. Oczywiście, w ramach treningu zmiany i urozmaicenie są ważne, ale sam trening musi być regularny.Taki Michael Phelps nie był elastyczny, bo czytałem, że przez kilka lat opuścił tylko 1 dzień treningu.

    Nie dziwię się Twojemu kochankowi, że nie chciał przełamywać czegoś w co się zaangażował, bo widzę po sobie jak to jest - miesiącami robię coś regularnie, nagle coś wybija z rytmu, jakiś dodatkowy obowiązek, choroba, wyjazd, i koniec, muszę budować w sobie zapał od nowa. Jego problem polegał na tym, że zaplanował swój wolny czas w 100%, a może powinien w 50%.
  • hello-kitty2 29.07.17, 12:39
    droitier napisał:
    > Ale akurat w sporcie ten schemat jest cholernie ważny, w powyższy przykład doty
    > czy zupełnie czegoś innego. Przecież jak ktoś 3ciego dnia rezygnuje, to nie z p
    > owodu rutyny, bo jaka rutyna powstanie w ciągu 3 dni, tylko na skutek braku dob
    > rego planu wkomponowania czegoś nowego w swoje życie. To co mówi większość zawo
    > dowych sportowców o treningu, to że jednak regularnie trzeba zrobić swoje, czy
    > się chce czy nie. Oczywiście, w ramach treningu zmiany i urozmaicenie są ważne,
    > ale sam trening musi być regularny.Taki Michael Phelps nie był elastyczny, bo
    > czytałem, że przez kilka lat opuścił tylko 1 dzień treningu.

    Pierwsza rzecz: nie kopiujemy schematow zawodowych sportowcow z prostego wzgledu: zawodowy/wyczynowy sport jest niezdrowy czyli prowadzi, a dokladnie rzecz ujmujac: ma na celu wypaczanie.

    > Nie dziwię się Twojemu kochankowi, że nie chciał przełamywać czegoś w co się za
    > angażował, bo widzę po sobie jak to jest - miesiącami robię coś regularnie, nag
    > le coś wybija z rytmu, jakiś dodatkowy obowiązek, choroba, wyjazd, i koniec, mu
    > szę budować w sobie zapał od nowa. Jego problem polegał na tym, że zaplanował s
    > wój wolny czas w 100%, a może powinien w 50%.

    Wiesz on musial miec zaplanowane 100% wolnego czasu, bo gdyby nie mial, to mogloby sie okazac, ze te 50% spedzalby siedzac patrzac w sciane, bo brak elastycznosci i spontanicznosci nie pozwaly mu na zorganizowanie sobie czegos fajnego na biezaco wychodzacego poza z gory uplanowany schemat.

    Widze w Tobie podobna sztywnosc.

    Skoro Ty musisz budowac zapal w sobie od nowa na skutek 'wybicia z rytmu' tzn ze wykonujesz dana czynnosc z niewlasciwych pobudek.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • droitier 29.07.17, 12:57
    hello-kitty2 napisała:

    > Wiesz on musial miec zaplanowane 100% wolnego czasu, bo gdyby nie mial, to mogl
    > oby sie okazac, ze te 50% spedzalby siedzac patrzac w sciane, bo brak elastyczn
    > osci i spontanicznosci nie pozwaly mu na zorganizowanie sobie czegos fajnego na
    > biezaco wychodzacego poza z gory uplanowany schemat.
    >
    > Widze w Tobie podobna sztywnosc.

    Ale ja nie mam zaplanowane 100% czasu, może dlatego, że nie boję się siedzieć i po prostu patrzeć w ścianę :) Zresztą wtedy i tak sporo się dzieje w mojej głowie.
    Patrząc po ludziach z mojego otoczenia, jestem najbardziej elastyczny, praktycznie nigdy nie odmawiam gdy są jakieś spontaniczne wyjścia, nie mam problemu by wydłużyć sobie drogę do domu o 2 godziny bo spotkałem dawno nie widzianego znajomego, czy wciągnąć się w jakąś nową aktywność.

    > Skoro Ty musisz budowac zapal w sobie od nowa na skutek 'wybicia z rytmu' tzn z
    > e wykonujesz dana czynnosc z niewlasciwych pobudek.

    A jakie są te właściwe pobudki?
    Mam takie, jakie mam, lepsze takie niż żadne. Nie wiem czy Ty po latach ćwiczeń masz tyle samo entuzjazmu co na początku, ja nie, zwłaszcza gdy wiem, jakie są moje możliwości. To co mnie zniechęca, to to, że po wybiciu z rytmu, po powrocie muszą na nowo przechodzić przez te etapy, które już przechodziłem wiele razy. Czyli życiowo nie wchodzę na wyższy poziom, nie osiągam nic nowego i to nie dostarcza mi samo z siebie przyjemności. Wiem tylko, że muszę przez niego przejść, by wejść na poziom, przy którym znowu zaczyna się faktyczny rozwój. Ale wiem, że potem będzie lepiej, bo drobne sukcesy będą mnie napędzały.
  • hello-kitty2 29.07.17, 13:28
    droitier napisał:

    > Ale ja nie mam zaplanowane 100% czasu, może dlatego, że nie boję się siedzieć i
    > po prostu patrzeć w ścianę :) Zresztą wtedy i tak sporo się dzieje w mojej gło
    > wie.

    hm ;) Wiem, bo kiedys tlumaczyl mi jeden facet, ze bycie introwerykiem nie oznacza, ze siedzisz w zamknieciu i nic sie w twojej glowie nie dzieje, jest tylko nuda i hula wiatr. Przeciwnie dzieje sie bardzo wiele tylko nie masz potrzeby zeby to wszystko oznajmiac od razu swiatu czyli wywalac na zewnatrz. Nawet nie wiesz ile niejeden ekstrawertyk by dal zeby sie do tego swiata dorwac, nacieszyc.

    > Patrząc po ludziach z mojego otoczenia, jestem najbardziej elastyczny, praktycz
    > nie nigdy nie odmawiam gdy są jakieś spontaniczne wyjścia, nie mam problemu by
    > wydłużyć sobie drogę do domu o 2 godziny bo spotkałem dawno nie widzianego znaj
    > omego, czy wciągnąć się w jakąś nową aktywność.

    Good for you ;)

    > > Skoro Ty musisz budowac zapal w sobie od nowa na skutek 'wybicia z rytmu'
    > tzn z
    > > e wykonujesz dana czynnosc z niewlasciwych pobudek.

    > A jakie są te właściwe pobudki?
    > Mam takie, jakie mam, lepsze takie niż żadne. Nie wiem czy Ty po latach ćwiczeń
    > masz tyle samo entuzjazmu co na początku, ja nie, zwłaszcza gdy wiem, jakie są
    > moje możliwości. To co mnie zniechęca, to to, że po wybiciu z rytmu, po powroc
    > ie muszą na nowo przechodzić przez te etapy, które już przechodziłem wiele razy
    > . Czyli życiowo nie wchodzę na wyższy poziom, nie osiągam nic nowego i to nie d
    > ostarcza mi samo z siebie przyjemności. Wiem tylko, że muszę przez niego przejś
    > ć, by wejść na poziom, przy którym znowu zaczyna się faktyczny rozwój. Ale wiem
    > , że potem będzie lepiej, bo drobne sukcesy będą mnie napędzały.

    Nie wiem jakie sa wlasciwe, chyba po prostu palaca potrzeba. Dobranie czegos pod swoje nie tyle preferecje, co warunki fizyczne, predyspozycje na pewno napedza, pomaga. Nie masz wtedy poczucia, ze sie meczysz, mozolisz. Ale to co opisujesz owszem znam z autopsji. Dla mnie najgorszy jest bol, ponowne budowanie straconej w przerwie kondycji. Mnie nie tyle gratyfikuja efekty/rezultaty, co swiadomosc zycia zgodnie z potrzebami, a co mnie z kolei ciagnie do dolu to nie wybijanie z rytmu, przerwy, tylko brak partnera treningowego. Pomysl jakbys mogl robic to, co robisz z kims. Bajka, nie?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 29.07.17, 12:50
    droitier napisał:

    Oczywiście, w ramach treningu zmiany i urozmaicenie są ważne, ale sam trening musi być regularny.Taki Michael Phelps nie był elastyczny, bo czytałem, że przez kilka lat opuścił tylko 1 dzień treningu.
    -------------------------
    To była jego praca i chodził codziennie do pracy, jak prawie każdy. Ludzie chodzą do pracy i w niczym im to nie przeszkadza. Zobacz nb w googlach "Phelps girlfriends".
  • proteinawy 29.07.17, 15:32
    > Przestrzegam raczej przed popełnianiem błędu typu: muszę się rozwijać więc nie mam czasu na nic, zwłaszcza na uganianie się za dupami. <

    To w wieku zaraz po studiach moze. W moim (i byc moze Twoim, choc jestes młodszy) nieco skromniejsze pytanie: kim jestem, jakie sa moje potrzeby i ile mogę z siebie odkroić i wyrzucić (ewentualnie - zdławić) zeby zaspokoić te potrzeby.

    Mam odwrócone do Ciebie odczucia, bo rzeczy i osiągnięcia mnie nigdy nie rozczarowały, nawet przy przegranej. Nie musze zawsze wygrać i w wielu dziedzinach, nawet ważnych jestem ciagle ignorantem. Cieszy sam progres, czasem nawet zmiana.

    Ludzie z kolei sa źródłem rozczarowań, zle do nich podchodzę, nie znam sie na nich, robię sobie i im krzywdę. Ok pcha mnie do nich instynkt, ale te interakcje pozniej - w zasadzie gra o sumie ujemnej.

    Nie chce unieważnić czy zmienić trajektorii, ktora probujesz, zdaje sie, przyjąć (ty -> do ludzi), przestrzegam tylko, ze na razie nie przypominasz ludzi ktorzy prawdziwie zyskują na byciu z innymi. Przypominasz wielu z moich znajomych, ktorzy wchodząc w relacje stają sie celem wszelkiej maści mend i pouczaczy, zmieniaczy, petentów... Lekka izolacja od bliźnich nie jest taka zła, moim zdaniem. Przynajmniej dla niektórych z nas.

    Dodam troche mięsa to tego. Marek kilka postów wczesniej zachwalał korporacyjna współpracę w teamach. Faktycznie sie zdarza. Ale zdarza sie tez tak w tym zawodzie (jestem pewien ze sie z tym spotkałeś) ze jeden introwertyk o pojebanym ego bierze na siebie ryzyko, albo ekstra zakres prac, czy cos w tym stylu a reszta teamu o wysokiej "inteligencji emocjonalnej" czeka za rogiem na efekt i albo go rozdrapuje jako "team work" albo robi nerdowi ukrzyżowano. Nie mam powodu narzekać na moja prace w tym względzie, ale zycie prywatne potrafi w tym aspekcie byc bardziej korporacyjne od korporacji.
  • marek.zak1 29.07.17, 16:30
    nieco skromniejsze pytanie: kim jestem, jakie sa moje potrzeby i ile mogę z siebie odkroić i wyrzucić (ewentualnie - zdławić) zeby zaspokoić te potrzeby.
    ----------------------------
    To jest zasadnicze, a nie skromne pytanie. W wyniku zahamowań we wczesnej młodości, moim priorytetem był głęboki miłosny ./ erotyczny związek z piękną fajną dziewczyną. Wszystko inne, a więc sprawy zawodowe, wydawały mi się łatwiejsze i mniej istotne do realizacji. Napisałeś, że sprawy zawodowe, masz ogarnięte, nawet, jak nie wszystko się udaje. Ja również, gdyż te sprawy można rozwiązywać znajomością branży, fachowością, czy pracowitością, a spraw miłosnych już niekoniecznie, a jednak o zadowoleniu, czy szczęściu w życiu decydują, moim zdaniem, właśnie te sprawy miłosne, które przez wielu są niedoceniane przy niemałym wysiłku wkładanym w edukację i samorozwój.
  • proteinawy 29.07.17, 18:48
    > przez wielu są niedoceniane przy niemałym wysiłku wkładanym w edukację i samorozwój. <

    Jak piszesz wyzej tych spraw nie rozwiąże sie fachowością, stad ich "niedocenianie" byc moze jest właściwą strategia. Jasne, czesc (Kutuzow np) jest zdania ze niedopasowanie z jedna osoba mozna zastąpić dopasowaniem z inna. Inna czesc twierdzi ze w tym temacie mozna nad soba pracowac, zmienić swoj charakter. Obie opcje działają w ograniczonym zakresie.

    Twoj przypadek jest rzadki, wydaje mi sie, ale tez doceniasz go w wystarczającym stopniu, wiec zostaje Ci gratulować i oby kariera przeszła płynnie w emeryturę.
  • droitier 29.07.17, 18:48
    proteinawy napisał(a):

    > > Przestrzegam raczej przed popełnianiem błędu typu: muszę się rozwijać wię
    > c nie mam czasu na nic, zwłaszcza na uganianie się za dupami. <
    >
    > To w wieku zaraz po studiach moze. W moim (i byc moze Twoim, choc jestes młodsz
    > y) nieco skromniejsze pytanie: kim jestem, jakie sa moje potrzeby i ile mogę z
    > siebie odkroić i wyrzucić (ewentualnie - zdławić) zeby zaspokoić te potrzeby.

    A ja nadal uważam, że to mniej zależy od nominalnego wieku, a bardziej od tego czy ma się już poukładane relacje w życiu. Mnie te pytania nadal się tyczą, bo wciąż mam niepoukładane, i w sumie wiodę podobne życie jak zaraz po studiach.

    > Ludzie z kolei sa źródłem rozczarowań, zle do nich podchodzę, nie znam sie na n
    > ich, robię sobie i im krzywdę. Ok pcha mnie do nich instynkt, ale te interakcje
    > pozniej - w zasadzie gra o sumie ujemnej.

    Kiedyś mnie rozczarowywali, bo czegoś od nich zawsze oczekiwałem, zwłaszcza od tych, których uważałem za bliskich. Teraz niczego od nikogo nie oczekuje, i rozczarowań jakby mniej.

    > Nie chce unieważnić czy zmienić trajektorii, ktora probujesz, zdaje sie, przyją
    > ć (ty -> do ludzi), przestrzegam tylko, ze na razie nie przypominasz ludzi
    > ktorzy prawdziwie zyskują na byciu z innymi. Przypominasz wielu z moich znajomy
    > ch, ktorzy wchodząc w relacje stają sie celem wszelkiej maści mend i pouczaczy,
    > zmieniaczy, petentów... Lekka izolacja od bliźnich nie jest taka zła, moim zda
    > niem. Przynajmniej dla niektórych z nas.

    Po latach alienacji, w czasie których licząc średnio wypowiedziałem do drugiego człowieka może ze 20% słów, które wypowiada przeciętny mężczyzna, ostatnie czego potrzebuję to izolacja od bliźnich. Nie martw się, prawdopodobnie to co dla mnie utrzymywaniem dobrych relacji z ludźmi i tak według normalnych standardów jest życiem jak odludek, ale i tak u mnie zaszła poprawa. Na szczęście mend i petentów nie obserwuję wokół siebie, to pewnie wynika z gęstego sita, która zawsze stosowałem wobec ludzi i po części było odpowiedzialne za moją alienację.
  • ninek04 29.07.17, 20:34
    proteinawy napisał
    >To w wieku zaraz po studiach moze. W moim (i byc moze Twoim, choc jestes młodszy) nieco skromniejsze pytanie: kim jestem, jakie sa moje potrzeby i ile mogę z siebie odkroić i wyrzucić (ewentualnie - zdławić) zeby zaspokoić te potrzeby.

    >Mam odwrócone do Ciebie odczucia, bo rzeczy i osiągnięcia mnie nigdy nie rozczarowały, nawet przy przegranej. Nie musze zawsze wygrać i w wielu dziedzinach, nawet ważnych jestem ciagle ignorantem. Cieszy sam progres, czasem nawet zmiana. >

    Dla mnie ,zdecydowanym plusem wejścia w wiek "dojrzały"' ,z racji choćby przeżytych lat, przejść, doświadczeń i przemyśleń jest opadnięcie tej całej kurtyny iluzji, marzeń i oczekiwań, którymi tak bardzo karmiłam się u progu dojrzewania,a co za tym idzie ten całkowity już teraz prawie brak spinki, konieczności bycia w ciągłej gotowości, żeby sobie i przede wszystkim komuś coś udowodnić, coś pokazać, coś osiągnąć, coś musieć, żeby w ogóle móc istnieć prawie że.A wraz z tym brakiem spięcia i uczucia, że już nic się musi,przychodzi pewien rodzaj spokoju,dystansu do wszystkiego,co wokół,co nie jest równoznaczne z gnuśnięciem ,odpuszczeniem ,wycofaniem, tylko właśnie z możliwością skupienia się na tym,co daje zadowolenie, radość, wiarę, że nawet jeśli będzie bardzo źle,to dzięki wewnętrznej sile i determinacji jakoś to będzie, niekoniecznie przepięknie i perfekcyjnie, jak podobno jest to oczekiwane zgodnie z wymogami naszych czasów, ale chociaż może nie całkiem najgorzej.
  • ninek04 29.07.17, 20:41
    Jednym słowem młodzi , wchodzący w życie ,z koniecznością użerania się,by jakoś urządzić się w nadchodzącej rzeczywistości mają przesrane i wiele pracy, rozterek,ogarniania siebie i wszystkiego wokół siebie przed nimi.Coś niezbyt optymistycznie to widzę, ale może nie będzie tak źle.
  • sabat3 29.07.17, 21:09
    ninek04 napisała:

    > zdecydowanym plusem wejścia w wiek "dojrzały"' ,z racji choćby przeży
    > tych lat, przejść, doświadczeń i przemyśleń jest opadnięcie tej całej kurtyny i
    > luzji, marzeń i oczekiwań, którymi tak bardzo karmiłam się u progu dojrzewania,
    > a co za tym idzie ten całkowity już teraz prawie brak spinki, konieczności byc
    > ia w ciągłej gotowości, żeby sobie i przede wszystkim komuś coś udowodnić, coś
    > pokazać, coś osiągnąć, coś musieć, żeby w ogóle móc istnieć prawie że.A wraz z
    > tym brakiem spięcia i uczucia, że już nic się musi,przychodzi pewien rodzaj spo
    > koju,dystansu do wszystkiego,co wokół,co nie jest równoznaczne z gnuśnięciem ,o
    > dpuszczeniem ,wycofaniem, tylko właśnie z możliwością skupienia się na tym,co d
    > aje zadowolenie, radość, wiarę, że nawet jeśli będzie bardzo źle,to dzięki wewn
    > ętrznej sile i determinacji jakoś to będzie, niekoniecznie przepięknie i perfek
    > cyjnie, jak podobno jest to oczekiwane zgodnie z wymogami naszych czasów, ale c
    > hociaż może nie całkiem najgorzej.

    No tak - w pewnym sensie - nie trzeba juz niczego osiagac dla innych, a mozna cos osiagnac dla samego siebie :) To ten najlepszy sposob "osiagania" :)
  • hello-kitty2 27.07.17, 18:37
    Proteinawy, jak nigdy, nic zrozumialam. Moze ze dzis oto wieczor picia i cpania. Przelozysz z polskiego na polski, anybody?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • sabat3 27.07.17, 21:00
    hello-kitty2 napisała:
    >Przelozysz z polskiego na polski, anybody?

    Hmm, a ja moge? Tak w mega telegraficznym skrocie, jak ja zinterpretowalem:
    Proteinawy sugeruje, ze mezczyzni powyzej 30-stki zwykle sa zbyt zaangazowani we wlasne zwiazki i kariere, by mogli swobodnie zajmowac sie ruchaniem zaniedbanych mezatek.
    Wiec tytulowych "superbohaterow", o ktorych pisal autor watku jest w rzeczywistosci niewielu.
    Sugeruje tez, ze faceci nie inwestuja w zwiazki i kariere zwykle dlatego, ze posiadaja szereg negatywnych cech - sa glupi, tepi lub leniwi.
    Stad wynikaloby, ze w miare ogarniet facet w srednim wieku, ktory jest zainteresowany romansowaniem, jest dla swoich rowiesniczek dosc atrakcyjnym kaskiem.
  • ninek04 27.07.17, 21:44
    sabat 3 napisał
    >Proteinawy sugeruje, ze mezczyzni powyzej 30-stki zwykle sa zbyt zaangazowani we wlasne zwiazki i kariere, by mogli swobodnie zajmowac sie ruchaniem zaniedbanych mezatek.<

    He, he, no niezmiennie bawi mnie, że zaniedbane mężatki w ogóle ktoś chciałby ruchać ;). Podobnie jak zaniedbanych mężów. Jak oni wszyscy są zaniedbani, wycofani, skupieni na swoim bólu i nieszczęściu to zazwyczaj w piździe, albo w chuju mają ruchanie, czy w ogóle szukanie i rozglądanie się za kimś do pieprzenia. No bo jak by to miało wyglądać?- że zaniedbana mężatka złapie się na lep zadbanego, acz znudzonego, żądnego wrażeń cudzego męża? I on się zadowoli tą zaniedbaną, a ona poczuje się jak księżniczka, i że nowe życie przed nią? No chyba jednak nie, zejdźmy na ziemię może.
  • gogol77 27.07.17, 21:59
    ninek04 napisała:
    > He, he, no niezmiennie bawi mnie, że zaniedbane mężatki w ogóle ktoś chciałby ruchać ;)>

    No nie wiem? Dobrze ruchana kobieta rozkwita! Trzeba tylko trochę poczekać. Na to wskazują wyniki moich badań terenowych ;-)

    > I on się zadowoli tą zaniedbaną, a ona poczuje się jak księżniczka, i że nowe życie przed nią? No chyba jednak nie, zejdźmy na ziemię może.>

    A co, Ty się tak nie czujesz? Przecież to aż promieniuje z Twoich wpisów!!! Może nie nowe życie ale ta radość życia, ten entuzjazm (copy right by bzg)
  • ninek04 27.07.17, 22:23
    gogol77 napisał
    >No nie wiem? Dobrze ruchana kobieta rozkwita! Trzeba tylko trochę poczekać. Na to wskazują wyniki moich badań terenowych ;-)<

    No pewnie, że rozkwita, zwłaszcza że rucha ją On, kochanek marzeń :).

    > I on się zadowoli tą zaniedbaną, a ona poczuje się jak księżniczka, i że nowe życie przed nią? No chyba jednak nie, zejdźmy na ziemię może.>

    >A co, Ty się tak nie czujesz? Przecież to aż promieniuje z Twoich wpisów!!! Może nie nowe życie ale ta radość życia, ten entuzjazm (copy right by bzg)<

    No pewnie, że tak! - radość, energia, szczęście z poznania i bycia z tym mężczyzną,którego uwielbiam i którym się fascynuję i który przyprawia mnie o dreszcze, czyli wszystko to, czego pragnę, chcę i potrzebuję :)) I się zachwycam :)
  • hello-kitty2 27.07.17, 22:25
    sabat3 napisał:

    > hello-kitty2 napisała:
    > >Przelozysz z polskiego na polski, anybody?
    >
    > Hmm, a ja moge? Tak w mega telegraficznym skrocie, jak ja zinterpretowalem:
    > Proteinawy sugeruje, ze mezczyzni powyzej 30-stki zwykle sa zbyt zaangazowani w
    > e wlasne zwiazki i kariere, by mogli swobodnie zajmowac sie ruchaniem zaniedban
    > ych mezatek.
    > Wiec tytulowych "superbohaterow", o ktorych pisal autor watku jest w rzeczywist
    > osci niewielu.
    > Sugeruje tez, ze faceci nie inwestuja w zwiazki i kariere zwykle dlatego, ze po
    > siadaja szereg negatywnych cech - sa glupi, tepi lub leniwi.
    > Stad wynikaloby, ze w miare ogarniet facet w srednim wieku, ktory jest zaintere
    > sowany romansowaniem, jest dla swoich rowiesniczek dosc atrakcyjnym kaskiem.

    Pytanie po co komu mezatki, superbohaterzy skoro jest kokaina i muza:
    www.youtube.com/watch?v=06XLgTrGLjo
    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • hello-kitty2 28.07.17, 11:22
    Dobra na trzezwo po przeczytaniu jeszcze raz wiem w czym tkwilo sedno mojego niezrozumienia: w tym samym, w czym tkwi od poczatku tego watku, a mianowicie niezrozumienie jaki jest problem forumowiczki, do ktorego rozwiazania zaproponowano superbohatera. Juz pytalam o niego tworcy watku ale nie odpowiedzial. Z dalszej czesci domyslilam sie, ze problemem forumowiczki jest to, ze jest zaniedbana mezatka ;-) Proteinawy donosi, ze nie ma chetnych do pocieszania zaniedbanych mezatek, bo faceci skupiaja sie na dbaniu o wlasne stadko i ogrodek albo sie im nie chce. Dobrze zlapalam?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinawy 28.07.17, 19:42
    > Proteinawy donosi, ze nie ma chetnych do pocieszania zaniedbanych mezatek, bo faceci skupiaja sie na dbaniu o wlasne stadko i ogrodek albo sie im nie chce. Dobrze zlapalam? <

    Sa ale mało, a z tych co sa większość sie nie nadaje, nie spełnia kryteriów. Protestowałem przeciw Sabatowemu zdaniu ze ich jest bądź ile. Jest "typ Sabat", jest "typ Gogol", jest "typ Wont". Wspólny mianownik: kreatywne podejście do pojecia "lojalność". Czesc pań w to wejdzie (Ninek: "wartosci sa niedzisiejsze"), większość sie boi zostania wyruchana w najmniej sprzyjającym momencie zycia.

    Co do prowokacji el_ninho, ja go zrozumiałem tak, ze podśmiechuje sie z odwiecznych racjonalizacji niektórych pan typu "gdzie ci mezczyzni?". Nie trafia do Ciebie bo nie jęczysz tylko działasz.

    A wlasnie - jak Ty widzisz podaż męskich typów na rynku? Poza "literat", "sympatyczny klient" czy "bajerant"? Jak to jest? Podejrzewam, ze najwiecej żonatych szaraków chętnych na numerek bez konsekwencji.
  • hello-kitty2 28.07.17, 21:06
    proteinawy napisał(a):

    > A wlasnie - jak Ty widzisz podaż męskich typów na rynku? Poza "literat", "sympa
    > tyczny klient" czy "bajerant"? Jak to jest? Podejrzewam, ze najwiecej żonatych
    > szaraków chętnych na numerek bez konsekwencji.

    Za trudne pytanie. Ja juz nie jestem na tym rynku od paru lat. Powiem szczerze: mezczyzni, ktorych pragne sa poza moim zasiegiem, bo sa zajeci, a ja nie nadaje sie na kochanke. Ale jest cos co lezy mi na sercu. Mam przyjaciolke, z ktora mam wejsc w fajny biznesowy projekt, nadajemy na tych samych falach, obie te same ambicje, ona dekade mlodsza, piekniejsza, madrzejsza, lepiej wyksztalcona, dokladnie tak jak ma byc i tu nagle wchodzi mi w parade jej chlopak. Bajerant, sposod wymienionych przez Ciebie najgorszy typ. Co za kurwa debil komplementuje przyjaciolke w obecnosci swojej dziewczyny? Ja nie wiem czy on ja w ten sposob dyscyplinuje? W jego obecnosci staje sie do mnie opryskliwa, malomowna i dokladnie taka, jaka dla mnie nie jest, jaka w ogole nie jest. Normalnie to bym go sprowadzila do wysokosci kraweznika, pokazala mu gdzie jego miejsce, no ale jest ona, ktora go potrzebuje. Plakac mi sie chce, bo mi rozjebie te przyjazn swoimi podjazdami pode mnie. Glupi chuj. Ja z nia gadam o naszych sprawach na Skypie, a ten w tle pozuje mi w pokazach kulturystycznych, wlacza sie ''czesc piekna' w nasze rozmowy, 'co robilas z wlosami, takie piekne...' kurwa 'nic nie robilam, spierdalaj' mysle, no ale nie powiem, bo nie chce jej zrnic. Jej wina czesciowa, bo sie z facetem nie omawia kobiecych spraw, a nie ona mu popowiadala o mnie, a on sie teraz najwyrazniej pod to brandzluje. Jak mam z tego wybrnac madrze? Doradz. Na niej mi zalezy, on niech spada ale sie kurwa wkrecil, ze sie cholera nie odczepie bez porzadnego wkurwu. Mega krepujce.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinawy 28.07.17, 22:35
    > Jak mam z tego wybrnac madrze? Doradz.

    Nie wiem co bym zrobil, mnie tez takie rzeczy żenują jak je widze. Babki Ci moze cos skutecznego doradza. Jak sie pozbyć typa tak, zeby Ci dał spokój, ale zeby nie próbował rozpieprzyć spółki z przyjaciółka. Moze i Cie dobije, bo pamietam ze starych dobrych czasów kiedy bylem "szczery" ze swoja seksualnością tez potrafiłem byc kompletnie żenujący proponując seks żonom przyjaciół na oczach tych przyjaciol itd. Dopiero teraz przy mega MiL-u nauczyłem sie zachowywać ładnie, ale to sie wiąże z emerytura seksualna.

    Nie da rady pogadać z nią, zeby pogadała z nim? Chyba ze gość robi sztuczki PUA, kołysanie łodzią. Wtedy to by była woda na jego młyn.
  • hello-kitty2 28.07.17, 22:45
    proteinawy napisał(a):

    > > Jak mam z tego wybrnac madrze? Doradz.
    >
    > Nie wiem co bym zrobil, mnie tez takie rzeczy żenują jak je widze. Babki Ci moz
    > e cos skutecznego doradza. Jak sie pozbyć typa tak, zeby Ci dał spokój, ale zeb
    > y nie próbował rozpieprzyć spółki z przyjaciółka. Moze i Cie dobije, bo pamieta
    > m ze starych dobrych czasów kiedy bylem "szczery" ze swoja seksualnością tez po
    > trafiłem byc kompletnie żenujący proponując seks żonom przyjaciół na oczach tyc
    > h przyjaciol itd. Dopiero teraz przy mega MiL-u nauczyłem sie zachowywać ładnie
    > , ale to sie wiąże z emerytura seksualna.
    >
    > Nie da rady pogadać z nią, zeby pogadała z nim? Chyba ze gość robi sztuczki PUA
    > , kołysanie łodzią. Wtedy to by była woda na jego młyn.

    Dzieki, pogadam z nia. Na razie jest klimat z serii czy on jest czy go nie ma zeby swobodnie pogadac na osobnosci. Normalnie ukrwanie sie jak przez starymi. Chujnia. We mnie rosnie agresja.

    Ale co? Przyznajesz sie juz oficjalnie do MiLa?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • sabat3 28.07.17, 22:47
    Kitty - sprobuj sie przy nim spierdziec jak stara kobyla i obroc wszystko w zart :)
  • hello-kitty2 28.07.17, 22:57
    sabat3 napisał:

    > Kitty - sprobuj sie przy nim spierdziec jak stara kobyla i obroc wszystko w zar
    > t :)

    Przeciez ja sie z nim absolutnie nigdy nie znajduje na osobnosci, to co przy innych ludziach mam pierdziec albo w miejscu publicznym? ;) Nieakceptowalne jest to dla mnie.

    Pomijajac czy on mi sie podoba czy nie (a nie podobami sie, bo ma chyba 1,95 m a ja nie znosze wysokich facetow) to skad w ogole pomysl, ze ja moglabym wejsc w reacje erotyczna z chopakiem mojej przyjaciolki? W zyciu! Jak ja na kochankow do zdrady wybieralam nawet mezczyzn wolnych, to co dopiero myslec, ze moglabym sypiac z osoba bliska drogiej mi osoby? W zyciu! Dla mnie to jest mega obraza. Wkurwia mnie strasznie ale najgorsze jest jak widze, jak to ja dotyka.


    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • kombinerki_pinocheta00 29.07.17, 08:15
    >Co za kurwa debil komplementuje przyjaciolke w obecnosci swojej dziewczyny?

    Powiedział wprost, że masz fajny tyłek lub piersi? Jak komplement był nieinwazyjny to nie widzę problemu.

    Istnieje określony typ kobiet, do których uderza się bezpośrednio, bo widzi się, że nie są zbyt skomplikowane w tym temacie, a niepowodzenie niczego nie zmienia, ot, może zaliczę, a jak nie to przecież i tak laska nic dla mnie nie znaczyła. Klasyfikuje cię do grupy "luźna w kroku" i może chciałby ci tam zajrzeć, ale po mojemu ciebie też swędzi broszka na jego widok.
  • hello-kitty2 29.07.17, 09:19
    kombinerki_pinocheta00 napisała:

    > >Co za kurwa debil komplementuje przyjaciolke w obecnosci swojej dziewczyny
    > ?
    >
    > Powiedział wprost, że masz fajny tyłek lub piersi? Jak komplement był nieinwazy
    > jny to nie widzę problemu.
    >
    > Istnieje określony typ kobiet, do których uderza się bezpośrednio, bo widzi się
    > , że nie są zbyt skomplikowane w tym temacie, a niepowodzenie niczego nie zmien
    > ia, ot, może zaliczę, a jak nie to przecież i tak laska nic dla mnie nie znaczy
    > ła. Klasyfikuje cię do grupy "luźna w kroku" i może chciałby ci tam zajrzeć,

    Tak znam ten mechnizm, obserwowalam w przypadku mojej matki, za ktora faceci sie uganiali, ogladali tyle, ze ona z nimi nie chodzila i z tego nie korzystala ALE w oczach publicznosci to ona byla kurwa 'luzna w kroku', bo to ona byla winna, ze przyciagala wzrok uroda, w tym innych mezow, nie? A potem sie dziwic, ze kobiety laza w jakis burkach.

    al
    > e po mojemu ciebie też swędzi broszka na jego widok.

    Ale skad ten wniosek, przeciez on nie jest murzynem ani zadnym egzotycznym tylko polaczkiem z mala kuska.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • gogol77 29.07.17, 11:55
    proteinawy napisał(a):
    > Jest "typ Sabat", jest "typ Gogol", jest "typ Wont". Wspólny mianownik: kreatywne podejście do pojecia "lojalność". Czesc pań w to wejdzie (Ninek: "wartosci sa niedzisiejsze"), większość sie boi zostania wyruchana w najmniej sprzyjającym momencie zycia.>

    Słownik Języka Polskiego PWN: lojalny - «uczciwy i rzetelny w stosunkach z ludźmi»

    Sabat: nie kreatywne podejście tylko racjonalne. Lojalność była dla niego szkodliwa i jako taką uznał ją za niebezpieczną dla swojej dalszej egzystencji. Nie on pierwszy mógł skończyć jako ofiara depresji. To młody facet a dzieci nieodchowane i może mu ktoś podpowiedział, że z mężczyzny spełnionego seksualnie rodzina ma więcej więcej pożytku. Także w sferze materialnej! Tak mamy, fajne ruchanie dopinguje nas do aktywności życiowej.
    Gogol: Tak, kreatywne, bo wykazał słabość charakteru i brak odporności na pokusy. Takiego go stworzył Stwórca/stworzyła ewolucja. Wg. Ojca Dyrektora - pokusy podsuwa nam szatan.
    Np. gdyby w kraju arabskim nie ten szpital pełen fajnych medyczek z dymiącymi cipkami - zostawało by tylko koniobijstwo. Więc odpowiedzialność się trochę rozkłada. No i (by się tak całkiem nie pogrążać) - w ramach tej kreatywnej lojalności on starał się na ile się dało ograniczyć straty drugiej/drugich stron.
    Wont: Nie bardzo wiem, ale on mi wygląda na coś pośredniego między Sabatem, Gogolem a Ninek. Albo zupełnie innego?. Ktoś wie coś więcej?
    Ninek: nie kreatywne tylko racjonalne - patrz Sabat, z tym, że jej było łatwiej o decyzję, bo zdaje się, że jej mąż był wredniejszy niż Sabatowa, a jej cipka bardziej ją nagliła do jakichś ruchów niż fiut naglił Sabata. To mógł by być dowód na tezę, że seksualność kobiet ma większą dynamikę niż nasza.

    I Tak zupełnie na marginesie:
    Po II wojnie światowej wiele tysięcy Niemców popełniało samobójstwo. Z lojalności dla Führera! On zresztą w ostatnich tygodniach wojny powiedział: naród mnie zawiódł - niech ginie razem ze mną! Lojalność nie jedno ma imię!
  • proteinawy 29.07.17, 15:04
    > Po II wojnie światowej wiele tysięcy Niemców popełniało samobójstwo. Z lojalności dla Führera! <

    Nie zapominajmy tez, ze Hitler był malarzem, wiec malarstwo jest nie-teges, to samo z posiadaniem psa, napisaniem książki (sorry Marek, nie wyglada to dla Ciebie najlepiej). Oprócz tego Mengele unieważnia medycycyne, Łysenko - biologię. Vlad Palownik unieważnia hierarchie, a Mao - równość. Nie ma nic.

    Wracając do Was trzech : to było nie fair ale wobec Wonta. Nie rozumiem czemu Cie animuje nieoceniajacy zwrot "lojalność kreatywna". Przeciez Cie nie nawracam na "lojalność klasyczną". Oprócz kochanki, żony chcesz jeszcze laurkę dobrego człowieka? A po co? I tak masz laurkę "wesołego, pozytywnego", ciesz się tym co masz.

    A co do Ninek: deklaruje sie sama jako a-etyczna, stad zakładam ze nie ma problemu z wchodzeniem w relacje na zasadach, ktore moga zmienione za jej plecami bez informowania jej o tym. Czyli bycia wyruchaną. Tez jej przeciez nie nawracam, dobrze jej w życiu.
  • proteinawy 29.07.17, 15:37
    > Nie rozumiem czemu Cie animuje nieoceniajacy zwrot "lojalność kreatywna". Przeciez Cie nie nawracam na "lojalność klasyczną" <

    Wlasnie wpadł mi do głowy świetny termin, ktory pasuje do sytuacji Twojej i Sabata. "Lojalność emocjonalna". Co Ty na to? Moze tak jak z inteligencja emocjonalna okaże sie z czasem ważniejsza od oryginału...
  • sabat3 29.07.17, 16:18
    proteinawy napisał(a):
    > Wlasnie wpadł mi do głowy świetny termin, ktory pasuje do sytuacji Twojej i Sab
    > ata. "Lojalność emocjonalna". Co Ty na to? Moze tak jak z inteligencja emocjona
    > lna okaże sie z czasem ważniejsza od oryginału...

    Tylko po co mnie pod to podczepiasz? Aspirowałem kiedyś do miana osoby "lojalnej"?
    Już Ci kilka razy próbowałem wytłumaczyć, że mnie temat etyki/moralności/dobra i zła nie zajmuje. Dzięki bogu, bezustanne zaprzątanie sobie głowy takimi sprawami jest wyjątkowo nieskuteczne ewolucyjnie ;) Owszem - zwierzęta przejawiają coś w rodzaju obrony interesów stada, ale tylko tam, gdzie nie stoi to w jawnej sprzeczności z ich własnym interesem/interesem ich genów. Są lojalne tam, gdzie docelowo chodzi o synergię działań. Za to nielojalne, gdy mogą coś bezkarnie zyskać dla siebie (w języku ludzi - ukraść).
    Pies wytresowany, by nie podejmował pokarmu, będzie robił to albo ze strachu (bodziec bólowy skorelowany z jedzeniem leżącym luzem), albo w oczekiwaniu nagrody - gdy wie, że pan go widzi. W tym drugim wypadku zeżre jedzenie zaraz, gdy tylko będzie pewny, że nie jest obserwowany przez tresera.
    Moim zdaniem powoływanie się na "etykę", "moralność", "uczciwość", "lojalność" nie ma większego sensu. Plątanie się w to głębiej niż wymaga tego doraźna potrzeba chwili jest dobrowolnym nakładaniem sobie kajdanek na nadgarstki. Fajna zabawa dla fetyszystów, ale ja nie gustuję, wybacz :)
  • proteinawy 29.07.17, 19:05
    > Tylko po co mnie pod to podczepiasz? Aspirowałem kiedyś do miana osoby "lojalnej"? <

    Na pewno nie po to, zeby Ci wytykać, albo zmieniać, albo nauczać. Sprowadziłem Cie do tej samej grupy z Gogolem w tym aspekcie, bo obaj jesteście dla mnie interesujący i egzotyczni. Również: obcy. A także - wasze podejście do związkow lepiej pasuje tak do natury kobiecej jak meskiej, co widac w praktyce.

    Zostawiajac Ciebie (żebyś nie czuł sie osobiście krytykowany) i wchodząc na poziom teoretyczny: owszem tłumaczyłeś ze czegos takiego nie ma, ale mysle ze nie masz racji. Jestem przekonany, ze pojęcie jest zakorzenione w biologii, ma ewolucyjna wartosc. Jest tez sensowne szerzej, jako czesc aparatu pojęciowego do prob znalezienia obiektywnie najlepszych sposobów interakcji istot czujących.

    Nie chce sie powtarzać, ale mysle, ze da sie zbudować obiektywny system moralny. Pojęcia takie jak dobrostan i cierpienie wyznaczaja geografie tej przestrzeni, a lojalność / kłamstwo wyznaczają narzędzia do interakcji w tej przestrzeni.

    Tu - spekulowalem jak wasze strategie przystają do oczekiwan forumowiczek. I fakt, ze wymawiasz sie od używania lojalności do mnie nie trafia. Nawet sprowadzajac wszystko do faktu użycia penisa w okolicy cudzych narządów płciowych zakłada wsród "normalnych" ludzi, ze np partner nie ma (albo nie jest świadomy) HIV. Nie da sie działać w grupie bez pewnego zestawu tego co jest fair a co nie.
  • sabat3 29.07.17, 19:44
    proteinawy napisał(a):

    > chodząc na poz
    > iom teoretyczny: owszem tłumaczyłeś ze czegos takiego nie ma, ale mysle ze nie
    > masz racji. Jestem przekonany, ze pojęcie jest zakorzenione w biologii, ma ewol
    > ucyjna wartosc. Jest tez sensowne szerzej, jako czesc aparatu pojęciowego do pr
    > ob znalezienia obiektywnie najlepszych sposobów interakcji istot czujących.
    >
    > Nie chce sie powtarzać, ale mysle, ze da sie zbudować obiektywny system moralny
    > . Pojęcia takie jak dobrostan i cierpienie wyznaczaja geografie tej przestrzeni
    > , a lojalność / kłamstwo wyznaczają narzędzia do interakcji w tej przestrzeni.

    Pamietam z grubsza Twoje argumenty. Wychodzac z tego, co wymieniles, czyli od strzalki entropii ukladu rozumianej jako dobro, brak cierpienia itp. mozna rzeczywiscie odniesc takie wrazenie, ze przestrzen jest podzielona na zachowania dobre i zle. W zasadzie pewna logiczna konsekwencja, nieslychanie brzemienna, jest wyznaczenie pewnego potencjalnego zamyslu, ktory za takim uszeregowaniem stoi. Nieslychanie brzemienna, poniewaz moglby to byc nieslychanie silny, chociaz nie bezposredni, filozoficzny dowod na istnienie stworcy. Musisz przyznac, ze uszeregowanie zamiast przypadkowosci zdarza sie niezwykle rzadko w sytuacji gdyby wszystkim mial rzadzic chaos ustalajacy ogolne prawa rzadzace rzeczywistoscia. Ale zostawmy to.
    Wedlug mnie obserwacja swiata przyrody podsuwa pewne fakty, sugerujace, ze jednak pojecia dobra i zla sa konstruktem ludzkiego umyslu.
    1) Pierwsza sprawa, to ich wzglednosc. Wezmy swiat rzadzony przez dinozaury. Katastrofa w okolicy polwyspu Jukatan pogrzebala ich szanse na ewolucyjby sukces na szersza skale, sprowadzajac gady i ich bezposrednich nastepcow do roli gdaczacego fileta na moim stole i torebki w szafie mojej zony. Jednoczesnie dokonana destrukcja otworzyla przedpole do rozwoju ssakow i znanego nam obecnie swiata. Dzieki ci, Panie, za Jukatan! :) Trudno jednoznacznie ustalic, czy dokonana masakra gadow byla dobra, czy zla.
    Ba - byc moze to zachodzi w skali kosmicznej? Nawet unicestwienie Ziemi mogloby otworzyc pole do rozwoju w skali kosmicznej jakiejs innej rasy? Galezi zycia/swiadomego istnienia, ktorego jeszcze nie znamy?
    2) Konkurencja gatunkow. Zobacz jak bezwgledna walke o przetrwanie prowadza miexzy soba istoty zywe. Mozna odniesc wrazenie, ze sensem istnienia zycia jest wojna.
    Co wiecej - w tej walce nie ma zadnych regul zwiazanych z okazywaniem sobie litosci, wspolczucia itd. Wiecej - wrecz przeciwnie - w skali zwierzat, okazywanie litosci jest rodzajem aberracji instynktu spolecznego typowym w zasadzie tylko ludziom. Drapieznik pozre mlode innego gatunku z obojetnoscia.
    W zasadzie - badzmy obiektywni - nasza litosc tez jest selektywna. Bede glosil to tak dlugo, jak na naszym stole beda goscic potrawy z cieleciny a kobiety beda nosic futra. Dywagacje o moralnosci malzenskiej w wydaniu miesozercy, z obojetnoscia spogladajacego na okrucienstwo czlowieka wobec zwierzat w ubojniach i rzezniach to igrzyska hipokryzji. Dostrzeganie slomki tam, gdzie belka lezy przed nosem.
    3) taktyka spoleczna - to nie my wymyslilismy "zlo". Zauwaz, ze to co religie i systemuly moralne definiuja jako zlo jest tak naprawde produktem ewolucji. Zwierzeta oklamuja sie w komunikacji miedzy soba, gdy tylko maja w tym jakis interes. Dbaja tez przede wszystkim o interes osobniczy i interes swojej puli genetycznej. Drugi poziom dbalosci o interesy, czyli dbalosc o interes stada, jest stawiany wysoko glownie wtedy, gdy z takiego postepowania wynikaja korzysci dla interesu osobniczego czy wlasnej puli genetycznej.
    Ba, zwierze jest gotowe zaryzykowac zycie, gdzie w statystycznie wiekszej ilosci przypadkow takie zachowanie prowadzi do przezycia i spijania smietanki z synergii spolecznej. Na pewna smierc ida tylko nieliczne jednostki. Zauwaz z czego to wynika - prosta selekcja naturalna.
    Niestety nie mam czasu, bo przypala mi sie zarcie, ale prosta konkluzja jest taka, ze nasze rozumienie gros pojec moralnych i etycznych jest pewnym rozszerzeniem instynktow uksztaltowanyxh przez nasza ewolucje na szersze ramy istnienia. Jest to jednak moim zdaniem niezbyt uprawnione.
    Latwiej nam sie zyje, sadzac ze dobro i zlo funkcjonuje jako jakis szerszy konstrukt, jednak przyroda bardziej faworyzuje wojne niz pokoj ;)
    Swiat jest blizszy filozofii Nietschego niz Buddy i Jezusa.
  • hello-kitty2 29.07.17, 21:36
    > Swiat jest blizszy filozofii Nietschego niz Buddy i Jezusa.

    Po co te fikolki Sabat? Az mi sie nie chcialo czytac takie pietrowe. Jestes zlym czlowiekiem wiec czynisz zlo z rownie zlym czlowiekiem, a ludziom sie to podoba, bo tez sa zli, Wszystko, wystarczy zaakceptowac zamiast racjonalizowac, usprawedliwiac, tlumaczyc.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • sabat3 29.07.17, 22:39
    hello-kitty2 napisała:
    > Po co te fikolki Sabat? Az mi sie nie chcialo czytac takie pietrowe.

    Odpowiadałem Proteinowemu.

    > Jestes zly
    > m czlowiekiem wiec czynisz zlo z rownie zlym czlowiekiem, a ludziom sie to podo
    > ba, bo tez sa zli, Wszystko, wystarczy zaakceptowac zamiast racjonalizowac, usp
    > rawedliwiac, tlumaczyc.

    Z punktu widzenia, który prezentujecie Ty i Proteinowy - bez wątpienia.
    Ja to akceptuje. Właściwiej byłoby stwierdzić - niespecjalnie mnie to rusza.
  • hello-kitty2 29.07.17, 22:46
    sabat3 napisał:

    > Z punktu widzenia, który prezentujecie Ty i Proteinowy - bez wątpienia.

    Poprawka: z kazdego punktu widzenia zdrada jest zlem.

    > Ja to akceptuje. Właściwiej byłoby stwierdzić - niespecjalnie mnie to rusza

    Mnie tez nie ale nazywam rzeczy po imieniu.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • sabat3 29.07.17, 23:16
    hello-kitty2 napisała:
    > Poprawka: z kazdego punktu widzenia zdrada jest zlem.

    Nawet takiego, który kwestionuje istnienie zła? No proszę Cię!
    A nawet jeśli, to przecież gdy Kali ukraść krowa, to dobrze :D
  • sabat3 29.07.17, 23:31
    sabat3 napisał:
    > hello-kitty2 napisała:
    > > Poprawka: z kazdego punktu widzenia zdrada jest zlem.
    >
    > Nawet takiego, który kwestionuje istnienie zła? No proszę Cię!
    > A nawet jeśli, to przecież gdy Kali ukraść krowa, to dobrze :D

    Żebyś mnie źle nie zrozumiała - oczywiście, tak, masz rację. Pisałem o tym nie raz - zdrada małżeńska to zło. Tak ukształtowano definicję zła w naszej kulturze, koniec kropka.
    Zaprzeczać temu to tak, jakby kłócić się o to, czy Zeus jest bogiem olimpijskim. Jasne, jest.
  • lybbla 30.07.17, 02:05
    sabat3 napisał:

    > hello-kitty2 napisała:
    > > Poprawka: z kazdego punktu widzenia zdrada jest zlem.
    >
    > Nawet takiego, który kwestionuje istnienie zła? No proszę Cię!
    > A nawet jeśli, to przecież gdy Kali ukraść krowa, to dobrze :D

    Sięgając pamięcią do okresu kiedy zdrada była zdradą.
    Chętna napalona cipka i ogniki w oczach i poranek gdy otwierasz oczy i ktoś Ci się
    przygląda. Ja się pytam gdzie tu zło skoro alternatywą są szlabany na granicy polsko-niemieckiej.
  • sabat3 30.07.17, 02:23
    lybbla napisał:
    > Ja się pytam gdzie tu zło skoro alternatywą są szlabany na granicy p
    > olsko-niemieckiej.

    Jak ustalasz co to jest zło, to możesz również ustalić, gdzie ono przebiega.
    Przypominam, że prawie wszystko w naszym życiu jest abstrakcyjnym wymysłem/umową. Małżeństwo to wymysł. Zdrada to wymysł. Tego realnie NIE MA. Możemy więc ustalać co chcemy i na co się zgadzamy. Albo wierzyć że przygotowana dla nas rzeczywistość jest jedyną i realną (w świecie globalizacji, nauki, zderzenia różnych kultur i zwyczajów - trochę trudne, ale da się, wystarczy być odpowiednio tępym).
    Cofnijmy się o jakieś 30-40 tysięcy lat i zastanówmy się, jakie wówczas obowiązywały normy, co było dobrem a co złem. Człowiek "miał" to co znalazł, dupczył tego/tą co się przedupczyć pozwolili, a jak się chciał rozstać, to brał tobołek ze skóry na plecy i wychodził :) Nie wiem czy komuś przyszło do głowy zastanawiać się nad tym, co jest dobre a co złe. Pewnie po prostu kierowano się emocjami.
    Dziś świat się skomplikował.
  • sabat3 30.07.17, 07:50
    Podam jeszcze kilka przykladow zla z zakresu erotyki, zeby rozjasnic perspektywe:
    - Masturbacja jest zlem.
    - Seks analny i oralny sa zlem.
    - Uprawianie seksu z osoba tej samej plci jest zlem.
    - Uprawianie seksu przedmalzenskiego jest zlem.
  • proteinawy 30.07.17, 12:10
    > Podam jeszcze kilka przykladow zla z zakresu erotyki, zeby rozjasnic perspektywe: <

    Przejezyczyles sie. To była erystyka ;)

    Starasz sie zamataczyć fakt, ze działania na szkodę innych (lub ze szkodą innych) to zło.

    W seksie prawie zawsze sprowadza sie to do dobrowolności aktu. Złem jest gwałt, nawet jezeli "tylko" w pozycji misjonarskiej. Jak dla mnie złem z pobliża gwałtu jest np kłamstwo na temat swojego statusu w obecności lasi ktora nawilża kasa...
  • marek.zak1 30.07.17, 08:43
    sabat3 napisał:

    > Jak ustalasz co to jest zło, to możesz również ustalić, gdzie ono przebiega.
    ---------------
    Sabat, nie komplikuj. Brak seksu -> brak związku, więc o zdradzie nie może być mowy.
  • hello-kitty2 30.07.17, 11:17
    NIe ma malzenstwa, nie ma zdrady, a dzieci sa i jest to faktem dokonanym, ktory nalezy akceptowac (tam na gorze napisano). Ciekawe skad sie wziely? Przypadkiem nie z malzenstwa, ktore juz nie jest faktem dokonanym, ktory nalezy akceptowac? W jednym watku kocopoly, ktore wzajemnie sobie przecza. Zastanawiajace jest to jak kazdy, absolutnie kazdy probuje sie wybielac z kazdego zlego czynu naginajac rzeczywistosc do absurdu. Po co? Przed kim? Przed banda ludzi, ktorych jara to samo? Skoro nie potrafisz oddzielic dobra od zla, to podpowiem jak. Zlo ukrywasz (np klepiesz o nim anonimowo na forum) i dbasz zeby by nikt z twoich bliskich sie o tym, czym sie zajmujesz nie dowiedzial, z dobrem sie obnosisz, dzielisz z bliskimi, obwieszczasz swiatu. I jeszcze dla jasnosci: zdrade nazywam zlem, bo dziwnym trafem pozeglowales w strone erotyki. Zreszta juz nie raz na forum rozmawialismy, po co sie powtarzac, bo Ty akurtat masz kochanke, a co to zmienia.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinawy 30.07.17, 12:04
    > Tego realnie NIE MA.

    Tak jak pieniędzy. Czemu w takim razie przypisujesz im taka wysoka rangę w "legalnych" zalotach? Kilka lat temu odkryłeś ze pewne byty, mimo ze w miarę jasno zdefiniowane, moga nie mieć bezpośredniego, materialnego odwzorowania w konkretnym miejscu. Nie sądzisz, ze skoro kilka jednostek zaczyna dzielić pewna iluzje to ta iluzja zaczyna kształtować te jednostki - to jest realna? Najmniejsza ilosc ludzi potrzebna do stworzenia takiej inter-iluzorycznej rzeczywistości to dwoje. Duzo trudniej utrzymać ta rzeczywistosc niz np NSDAP, dlatego masz silniejsze wsparcie hormonów w tworzeniu tej iluzji.

    Twoj nihilizm moze zdefiniować milosc jedynie jako cos w rodzaju "stanął mi w tym samym czasie kiedy ona zwilgotniała". Zgoda na rzeczywistosc interesubiektywna (czy współdzielona iluzje) daje szanse na zdefiniowanie milosci jako prawdziwe miejsce ktore dziele z Nią, ktore dla nas jest sensem zycia a dla reszty nie istnieje.
  • lybbla 30.07.17, 01:56
    sabat3 napisał:

    > Z punktu widzenia, który prezentujecie Ty i Proteinowy - bez wątpienia.
    > Ja to akceptuje. Właściwiej byłoby stwierdzić - niespecjalnie mnie to rusza.

    Sabat rucha,
    Gogol rucha,
    Ninek rucha,
    Kag rucha,
    Sea.sea rucha,
    Wont rucha,

    Marek chyba nie rucha,
    Kitty nie rucha bo się naruchała,
    Proteinowy nie rucha, bo proteinowy wie wszystko

    Odchodząc acz niedaleko od trawestacji. Mnie się wydaje, że Sabat z Kitką
    zamienili się osobowościami. Mamy teraz na forum `panią nie da się'
    z racjonalizacjami typu, że `mnie się nie chce' (oczywiście jak nie ma obiektu to się nie chce) i `pana o szczęście łatwo, szczęście jest tanie' a było odwrotnie.

    Sabat my powinniśmy teraz wspierać Kitkę z całych sił bo wtedy obiekt się znajdzie
    po kilku latach ale się znajdzie;)
  • marek.zak1 30.07.17, 08:27
    lybbla napisał:

    > Sabat rucha,
    > Gogol rucha,
    > Ninek rucha,
    > Kag rucha,
    > Sea.sea rucha,
    > Wont rucha,
    >
    > Marek chyba nie rucha,
    > Kitty nie rucha bo się naruchała,
    > Proteinowy nie rucha, bo proteinowy wie wszystko
    ----------------------------
    Skąd te wątpliwości w stosunku do mojej osoby? Musisz coś obstawić.
  • lybbla 30.07.17, 02:19
    sabat3 napisał:

    > Swiat jest blizszy filozofii Nietschego niz Buddy i Jezusa.

    Ale jakoś tak mniej agresji gdy wszyscy zaruchani.
    I wtedy przyjdą niedoruchani barbarzyńcy i nas zjedzą. ;)
  • gogol77 29.07.17, 17:45
    proteinawy napisał(a):
    > Wlasnie wpadł mi do głowy świetny termin, ktory pasuje do sytuacji Twojej i Sabata. "Lojalność emocjonalna". Co Ty na to? Moze tak jak z inteligencja emocjonalna okaże sie z czasem ważniejsza od oryginału...>

    A może lojalność selektywna?
    Słownik PWN: selektywny - «obejmujący tylko niektóre elementy jakiejś całości»
    Całością jest Sabat i jego dwie kobiety (z premedytacją o Sabacie a nie o mnie)
    A więc - Sabat nie może być lojalny wobec tylko jednej z dwóch jego pań. Mówimy o tym co jest teraz a nie o tym co było rok temu. Dwie panie są dziś faktem.
    Nawracając się na lojalność wobec żony - byłby nielojalny wobec tej, która obdarzywszy go swoimi wdziękami i której to co robi jej Sabat się podoba (tak mniemam) - była by zmartwiona, niepocieszona, zdruzgotana (niepotrzebne skreślić) gdyby Sabat ją teraz zostawił.
    Nie wiemy jak Sabatowa odebrała by jego pozew rozwodowy ale nie wykluczone, że też bez zachwytu.
    Więc Sabat jest lojalny wobec:
    - żony, łożąc na utrzymanie domu, zapewnienie żonie i dzieciom statusu dobrej, tradycyjnej, katolickiej ;-) rodziny
    - kochanki, zaspokajając jej potrzeby seksualne, zapewniając bliskość, okazując czułość czyli robiąc jej dobrze w sferze ciała i w sferze ducha.
    Zyskiem netto Sabata jest to, że on też zaspokaja swoje potrzeby w tych sferach.

  • proteinawy 30.07.17, 12:23
    > A może lojalność selektywna?

    Nawet lepiej.

    Tam dalej piszesz o rozterkach lojalnościowych ale pomijasz jedna bardzo prosta rzecz. Jezeli w momencie zawierania małżeństwa czy to Twojego czy Sabata, któryś w was wyraźnie powiedział i sobie i jej "wiąże sie z tą tu kobietą, dopóki nie trafi sie lepsza, a jak sie trafi to rozejście z tą tu uzależniam od poziomu komfortu psychicznego i finansowego oraz zastrzegam sobie prawo do podjęcia tych decyzji bez jej wiedzy i udziału" - to ja nie widze problemu.

    Ale jezeli przysięgałes (przede wszystkim sobie) co innego, to nie masz sie co oburzać.

    Popatrz Gogol: jestes uroczym starszym panem a ja złośliwym sukinsynem - i nie ma w tym obrazy mojej osoby, bo jestem złośliwym sukinsynem. Nie wiem skąd w ludziach "pozytywnych" i wesołych niechęć do nazywania rzeczy po imieniu. Moze to jest brama do bycia pozytywnym? Bullshit?
  • gogol77 30.07.17, 13:30
    proteinawy napisał(a):
    > Ale jezeli przysięgałes (przede wszystkim sobie) co innego, to nie masz sie co oburzać.

    Przysięgałem, bo byłem zakochany jak gupi i za glejt na małżeństwo z nią - zamordowałbym nawet staruszkę. Przysięga była wiec wymuszona.

    Popatrz Gogol: jestes uroczym starszym panem a ja złośliwym sukinsynem - i niema w tym obrazy mojej osoby, bo jestem złośliwym sukinsynem.

    Nie, nie jesteś sukinsynem. A tym bardziej złośliwym. Jedyne o co mógłbym mieć do Ciebie pretensje to o Twój dogmatyzm w kwestii tej ww. przysięgi. Wymuszonej czy też wyszantażowanej groźbą/perspektywą utraty dostępu do cipki tej kobiety która kochałem. Jeszcze raz powtarzam: jak gupi!!!
    I którą potem przez ponad 30 lat ruchałem, pod koniec to już w pocie czoła ;-), dopóki się nie skichało. Czy choćby to mnie nie rozgrzesza?
    Przedtem (przed tą przysięgą) też przez ponad 2 lata ja ruchałem i nie dostałem przez to rozgrzeszenia bo gość chciał żebym żałował. A ja nie żałowałem bo było fajnie.
  • proteinawy 30.07.17, 15:05
    > Jedyne o co mógłbym mieć do Ciebie pretensje to o Twój dogmatyzm w kwestii tej ww. przysięgi. Wymuszonej czy też wyszantażowanej groźbą/perspektywą utraty dostępu do cipki tej kobiety która kochałem. Jeszcze raz powtarzam: jak gupi!!! <

    Dogmatyzm: tu w gre wchodzi bardzo konkretna sytuacja. Dlatego tak drążę i Ciebie i (zwłaszcza) Sabata. Ustawiam swoj "emulator cudzych zyc" na Ciebie czy niego i zapuszczam symulacje pt "co ja bym zrobil na Waszym miejscu".

    W tej chwili, dzisiaj, mam w ręku w postaci gotówki cały bieżący dorobek mojego zycia. Jedynka i całkiem sporo zer. Mogę sie ze swoja kobieta rozejść w tej chwili, dac jej pol, zmienić trajektorie zycia obojga dzieci (każdego inaczej: starsze jest dokładnie w tym wieku kiedy dzieci biorą rozwod do siebie, młodsze- ma dopiero 2 miesiące).

    Mogę tez - i zrobię to - kupic spory dom w fajnym miejscu a przez to przypieczętować swoj los jako łosia pociągowego. Moje rozumienie sytuacji jest takie, ze w sensie emocji wobec swojej zony mogę ja zostawić a mogę zostac, 50/50. Wiem, ze nie rozumiemy sie fundamentalnie ale nie ma nienawiści. Wiem o czym nie rozmawiać zeby było w domu miło. Relacja z dziećmi nie jest taka otwarta - mam niespłacalny dług do konca zycia.

    Gdybym myślał tak jak Sabat to przedstawia (nie ma czegos takiego jak moralność i zobowiązania) - popełniam błąd zycia. Stara niech se radzi, w koncu równouprawnienie, młode dostają kasiorkę i dzielona opiekę, ja dziękuje korporacji za wspolprace i zaczynam pisać biznes-plan. O innych kobietach nawet nie mowie, chyba ze na krótko i bez zobowiązań.

    Wiem ze bliźni (w tym Ty) działają bardziej impulsywnie. Ja z kolei musze wiedziec, mieć to pokazywane, rozpisane. Jak juz zdecyduje ze wiem - nie ma odwrotu. I tak było z małżeństwem. Ja doskonale wiedziałem ze moze byc różnie i nie musze sie hajtac. Mam fajna w tym względzie zone ze nie naciskała, nawet emocjonalnie.

    Dlatego odbierasz ode mnie vibe dogmatyzmu. Musze to wiedziec dla siebie
  • marek.zak1 30.07.17, 15:56
    proteinawy napisał(a):

    > W tej chwili, dzisiaj, mam w ręku w postaci gotówki cały bieżący dorobek mojego zycia. Jedynka i całkiem sporo zer. Mogę sie ze swoja kobieta rozejść w tej chwili, dac jej pol, zmienić trajektorie zycia obojga dzieci (każdego inaczej: starsze jest dokładnie w tym wieku kiedy dzieci biorą rozwod do siebie, młodsze- ma dopiero 2 miesiące).
    >
    > Mogę tez - i zrobię to - kupic spory dom w fajnym miejscu a przez to przypieczętować swoj los jako łosia pociągowego. Moje rozumienie sytuacji jest takie, ze w sensie emocji wobec swojej zony mogę ja zostawić a mogę zostac, 50/50. Wiem, ze nie rozumiemy sie fundamentalnie ale nie ma nienawiści.

    > Wiem ze bliźni (w tym Ty) działają bardziej impulsywnie. Ja z kolei musze wiedziec, mieć to pokazywane, rozpisane. Jak juz zdecyduje ze wiem - nie ma odwrotu.
    ----------------------------
    Nie zazdroszczę. Jak mówi moja o takich sytuacjach: po co się męczyć, jak można się rozejść?
  • proteinawy 30.07.17, 18:07
    > Jak mówi moja o takich sytuacjach: po co się męczyć, jak można się rozejść? <

    Wszystko co mam zawdzięczam uporowi.
  • marek.zak1 30.07.17, 18:19
    proteinawy napisał(a):

    > > Jak mówi moja o takich sytuacjach: po co się męczyć, jak można się rozejść? <
    >
    > Wszystko co mam zawdzięczam uporowi.
    ----------------------
    Moje ulubione słowo to wytrwałość. To klucz do sukcesu. Z angielskiego słownika: perseverance- prolonged, lasting effort.
  • ninek04 30.07.17, 18:40
    proteinawy napisal
    >dogmatyzm: tu w gre wchodzi bardzo konkretna sytuacja. Dlatego tak drążę i Ciebie i (zwłaszcza) Sabata. Ustawiam swoj "emulator cudzych zyc" na Ciebie czy niego i zapuszczam symulacje pt "co ja bym zrobil na Waszym miejscu".>

    .> Moje rozumienie sytuacji jest takie, ze w sensie emocji wobec swojej zony mogę ja zostawić a mogę zostac, 50/50. Wiem, ze nie rozumiemy sie fundamentalnie ale nie ma nienawiści. Wiem o czym nie rozmawiać zeby było w domu miło. Relacja z dziećmi nie jest taka otwarta - mam niespłacalny dług do konca zycia.>

    No ale po co te symulacje, skoro tu nie bardzo jest co porównywać, albo co do czego i kogo odnosić.Ludzie są fundamentalnie inni i innych wyborów życiowych dokonują- właściwie każdy jeden przypadek nie jest przystawalny do drugiego.Ty swojego wyboru dokonałeś i trzymasz się szlachetnie i konsekwentnie, i pewnie będziesz się trzymał do końca, mimo, że ceną jest życie obok kogoś zamiast z kimś,tak intensywnie, ciepło, blisko, totalnie wręcz.Zresztą nie wiem, czy sam trochę nie wallenrodyzujesz, bo w końcu skądś to drugie dziecko się wzięło.Dla mnie na przykład świadoma decyzja dwojga ludzi co do powołania nowej istoty na świat wiązałaby się z pełną miłością, akceptacją i pragnieniem wspólnego budowania dalszej relacji i bycia razem-bo przecież obie strony tego chcą i pragną, przynajmniej w teorii.No to jak można się tak oddalić, skoro wcześniej i to dosłownie chwilę wcześniej było się tak blisko? Twojej żonie to nie przeszkadza? Poza tym jeszcze jedno przyszło mi na -czy gdybyś zostawił żonę, to ze strony Twoich rodziców ( ojca przede wszystkim) i jej rodziców- wszyscy zdaje się z pozycją i utrwalonymi poglądami,-nie zostałbyś osądzony i potępiony na wieki wieków? . Może ich opinia, co do roli odpowiedzialności ojca w rodzinie też jakoś rzutuje i liczy się w ogólnym rozrachunku- to takie poczucie, że dało się radę i nie dało się ciała?
  • proteinawy 30.07.17, 18:56
    > Zresztą nie wiem, czy sam trochę nie wallenrodyzujesz <

    Faktycznie, niepotrzebnie to rozgrzebałem. Zamknijmy temat i zostawmy Sabata i Gogola w spokoju.
  • ninek04 30.07.17, 20:24
    proteinawy napisał
    >Faktycznie, niepotrzebnie to rozgrzebałem. Zamknijmy temat i zostawmy Sabata i Gogola w spokoju.>

    Ale co tak naprawdę rozgrzebałeś? Raczej swoje usprawiedliwienie pozostania w relacji i ciągnięcia swojego wózka,, bo przecież inni to sobie żyją swoim własnym życiem, wyborami, których dokonali ileś tam czasu wstecz, biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, wszelkie racjonalizacje już zostały przerobione ze wszystkich możliwych stron,no a wynik i tak nigdy nie wychodzi ten sam- co osoba, to inne podejście, inny wgląd i spojrzenie na sprawy, które się dzieją.Ty masz się za objawionego , który musi przybierać maski,ale i tak wszystko wie i jest ponad-inni robią i mają tak samo, tylko może może mają trochę bardziej luźny kręgosłup, albo nie mają go wcale,jak się okazuje,i też im ten brak niespecjalnie przeszkadza,no ale Ty musisz trzymać fason,Ty będziesz tym cierpiącym za miliony.Wiesz, czy golono, strzyżono,to tak naprawdę trudno rozstrzygnąć, czasem chyba lepiej odpuścić.
  • sabat3 30.07.17, 20:07
    proteinawy napisał(a):
    > Dogmatyzm: tu w gre wchodzi bardzo konkretna sytuacja. Dlatego tak drążę i Cieb
    > ie i (zwłaszcza) Sabata. Ustawiam swoj "emulator cudzych zyc" na Ciebie czy nie
    > go i zapuszczam symulacje pt "co ja bym zrobil na Waszym miejscu".

    Ale po co? Przeciez dziela nas nie tylko mozliwosci, ale i doswiadczenia, leki i potrzeby. Ja od pewnego czasu powoli domyslam sie co mozesz czuc i musze Ci powiedziec, ze masz moje zrozumienie. Gdybym byl Toba, postepowalbym - byc moze - podobnie. Wydaje mi sie, ze rozumiem dlaczego postepujesz tak, a nie inaczej. Oczywiscie, to moze byc iluzja.
  • sabat3 30.07.17, 20:37
    proteinawy napisał(a):

    > jak Sabat to przedstawia (nie ma czegos takiego jak moralność
    > i zobowiązania) - popełniam błąd zycia.

    Nie ma obiektywnie/dla wszystkich. Zakladam jednak, ze mozesz jako jednostka ludzka byc wyposazony w mechanizmy, ktore sprawilyby, ze postepowanie niezgodne z WEWNETRZNYM, czyli istniejacym dla Ciebie kodeksem postepowania zaczelyby powolna erozje Twojego poczucia komfortu.
    Wiec to zaden blad. Wybierasz to, co dla Ciebie korzystne.
  • hello-kitty2 30.07.17, 22:48
    proteinawy napisał(a):

    > W tej chwili, dzisiaj, mam w ręku w postaci gotówki cały bieżący dorobek mojego
    > zycia. Jedynka i całkiem sporo zer. Mogę sie ze swoja kobieta rozejść w tej ch
    > wili, dac jej pol, zmienić trajektorie zycia obojga dzieci (każdego inaczej: st
    > arsze jest dokładnie w tym wieku kiedy dzieci biorą rozwod do siebie, młodsze-
    > ma dopiero 2 miesiące).
    >
    > Mogę tez - i zrobię to - kupic spory dom w fajnym miejscu a przez to przypieczę
    > tować swoj los jako łosia pociągowego. Moje rozumienie sytuacji jest takie, ze
    > w sensie emocji wobec swojej zony mogę ja zostawić a mogę zostac, 50/50. Wiem,
    > ze nie rozumiemy sie fundamentalnie ale nie ma nienawiści. Wiem o czym nie rozm
    > awiać zeby było w domu miło. Relacja z dziećmi nie jest taka otwarta - mam nies
    > płacalny dług do konca zycia.

    Ja Ci poradze. Zanim kupisz ten dom to choc raz nie badz tchorzem i powiedz jej prawde, dokladnie te sama prawde, ktora tu nam przedstawiasz przez te wszystkie lata do tego watku wlacznie (o losiu pocigowym, o braku milosci do niej, o przejmujacej samotnosci, o kasce w zebach, o dwoch diabelkach, o koniobijstwie, o przemilczaniu spraw, zamykaniu sie, o fundamentalnym wzajemnym niezrozumieniu, o braku nienawisci, o lojalnosci, o wszystkim CALA PRAWDE dokladnie slowo w slowo, tak jak mowisz ja nam). Byc moze okaze sie, ze nie bedzie ona wcale dla niej istotna, powie jak maz tej babki z sasiedniego watku cos w rodzaju 'poradzimy sobie jakos z ''tym''' i wtedy kupisz ten dom i nie bedziesz musial juz tej prawdy nigdy wiecej nikomu przedstawiac. Pogrzebiesz ja pod fundamentami tego domu i zapomnisz, ze kiedykolwiek istniala i uwierala. Krotko: pogodzisz sie z tym wreszcie.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • sabat3 30.07.17, 22:52
    Brawo Kitty, to jest cholernie dobra rada!
  • marek.zak1 30.07.17, 22:58
    sabat3 napisał:

    > Brawo Kitty, to jest cholernie dobra rada!
    -------------------------
    Też tak uważam,.
  • proteinawy 30.07.17, 23:48
    marek.zak1 napisał:

    > sabat3 napisał:
    >
    > > Brawo Kitty, to jest cholernie dobra rada!
    > -------------------------
    > Też tak uważam,.

    Rzeczywiście trafiła w sedno.
    Dość tej żenady.
  • hello-kitty2 30.07.17, 23:57
    proteinawy napisał(a):

    > Rzeczywiście trafiła w sedno.
    > Dość tej żenady.

    Tylko nie uciekaj tylnymi drzwiami przez 'wypisanie sie' z forum, tak sie juz ratowales i nie wyszlo.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinawy 31.07.17, 09:26
    hello-kitty2 napisała:

    > proteinawy napisał(a):
    >
    > > Rzeczywiście trafiła w sedno.
    > > Dość tej żenady.
    >
    > Tylko nie uciekaj tylnymi drzwiami przez 'wypisanie sie' z forum, tak sie juz r
    > atowales i nie wyszlo.

    W tym przypadku to był zysk. Kiedy ostatni raz Ninek i Kitty wskazały na cos razem (kazda swoim językiem)?
  • hello-kitty2 31.07.17, 09:49
    proteinawy napisał(a):

    > W tym przypadku to był zysk. Kiedy ostatni raz Ninek i Kitty wskazały na cos ra
    > zem (kazda swoim językiem)?

    Wybacz nie pamietam.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • sabat3 31.07.17, 07:38
    proteinawy napisał(a):

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > sabat3 napisał:
    > >
    > > > Brawo Kitty, to jest cholernie dobra rada!
    > > -------------------------
    > > Też tak uważam,.
    >
    > Rzeczywiście trafiła w sedno.
    > Dość tej żenady.

    Zlapalem sie na tym, ze nie umialbym skonkretyzowac Twoich oczekiwan. Jednak slabo u mnie z empatia.
    Chcialbys, by zaczela Cie kochac? Pozadac? Przeciez to nonsens, to sa rzeczy niezalezne od woli. Co tak naprawde chcesz jej powiedziec i jak w tym swietle bedzie wygladac decyzja o posiadaniu kolejnego dziecka i przeprowadzce? Niekonsekwencja?
  • proteinawy 31.07.17, 09:19
    > Chcialbys, by zaczela Cie kochac?

    Co do empatii, proste ćwiczenie: chcialbys posiedzieć z żoną przy swoich tekstach? Prześledzić tekst, znaleźć słabe punkty, razem roztrząsać możliwe poprawki, alternatywy, cos jak Dostojewski ze swoja żonką? Tu moja empatia mogła nie wypalić i możliwe ze o tym marzysz. Ale jezeli jest tak jak myśle, to nie prezentujesz w domu nic "bezproduktywnego", nie nastawionego na dzieci czy kasy czy porządek czy co tam ja nakręca.

    Jak to ktos tu powiedział karty trzymasz przy orderach. Nie w celu bycia tajemniczym PUAsem tylko dla higieny psychicznej. Z drugiej strony któraś z koleżanek (Rekreativa?) podrzuciła praktyczne i fachowe porady, inne pochwaliły styl, twist, humor. Popatrz, wyciągasz z protokołu "kawiarnia" wiecej ludzkich emocji niz z proptokolu "póki smierc nas nie rozdzieli".
  • hello-kitty2 31.07.17, 09:30
    Proteinowy napisz (i to w miare szybko, bo zaraz opuszczam Hamburg i nastepny stop dopiero gdzies nad morzem w Danii) czego Ty chcesz? Tak jabys mial calkowita swobode wyboru bez ogladania sie na nikogo jakbys chcial zyc?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinawy 31.07.17, 10:36
    Jestem w pracy. Wolałbym zawiesić temat na jakiś czas. W międzyczasie: Ty napisz czego byś chciała, chyba ze tez Ci nie leży tak postawione pytanie.
  • hello-kitty2 02.08.17, 10:36
    proteinawy napisał(a):

    > Jestem w pracy. Wolałbym zawiesić temat na jakiś czas.

    Jestem na wakacjach.

    W międzyczasie: Ty napis
    > z czego byś chciała, chyba ze tez Ci nie leży tak postawione pytanie.

    Dziecinnie naiwnie szczerze z serca? To chcialabym byc z Toba, a tymczasem do Danii nawet nie dotarlam, bo z polnocy Niemiec grzalam by siedziec z moi placzacym chlopie przy lozku jego zmarlej siostry lat 45. Przegrana walka z rakiem. Zmarlego czlowieka 'przystrojonego' i lezacego na lozku w salonie widzialam tylko na babcinych czarno-bialych zdjeciach. Bedzie tak jeszcze lezec, a my siedziec do pogrzebu w sobote, a ja naiwnie myslalam (chyba tak z filmow), ze zmarli leza w jakis lodowkach gdzies. A jeszcze przedwczoraj mowilam, ze chce 'rozwodu', to odpowiedzial, ze mnie ze wszystkiego 'wydziedziczy' jak go zostawie (moje pieniadze na jego r-kach bankowych vs malzenskie pieniadze Kag na jej rachunkach bankowych wspominalam jeszcze wczoraj i kto tu jest glupcem? ;). Czyli moge isc ale z gola dupa.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)



    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 02.08.17, 10:52
    hello-kitty2 napisała:
    A jeszcze przedwczoraj mowilam, ze chce 'rozwodu', to odpowiedzial, ze mnie ze wszystkiego 'wydziedziczy' jak go zostawie (moje pieniadze na jego r-kach bankowych vs malzenskie pieniadze Kag na jej rachunkach bankowych wspominalam jeszcze wczoraj i kto tu jest glupcem? ;). Czyli moge isc ale z gola dupa.
    ----------------
    Przerabialem z jedna z moich corek. Wszystkie moje uwagi finansowe miala gdzies i potem wyszla jak piszesz, czyli z niczym. Konto, samochod - wszystko bylo na jego nazwisko.
  • mabelle2000 02.08.17, 11:40
    marek.zak1 napisał:

    > Przerabialem z jedna z moich corek. Wszystkie moje uwagi finansowe miala gdzies
    > i potem wyszla jak piszesz, czyli z niczym. Konto, samochod - wszystko bylo n
    > a jego nazwisko.

    A mnie tam Marek nie zal straconej kasy. Jesli fundamentem zwiazku ma byc uczciwosc, to w kazdy kolejny zwiazek wejde z wiara, ze mnie druga strona nie oszuka. Jak mam pilnowac swojej kasy przed kradzieza, to znaczy ze zaufania brak i fundament jest kruchy. A na kruchym fundamencie nie ma co budowac. Przynajmniej nie zwiazek, bo uklad handlowy to jak najbardziej sie da.
  • marek.zak1 02.08.17, 11:58
    mabelle2000 napisała:

    > A mnie tam Marek nie zal straconej kasy. Jesli fundamentem zwiazku ma byc uczciwosc, to w kazdy kolejny zwiazek wejde z wiara, ze mnie druga strona nie oszuka. Jak mam pilnowac swojej kasy przed kradzieza, to znaczy ze zaufania brak i fundament jest kruchy. A na kruchym fundamencie nie ma co budowac. Przynajmniej nie zwiazek, bo uklad handlowy to jak najbardziej sie da.
    -----------------------------------
    Generalnie masz rację, ale jak zaczyna być nie tak, to trzeba się zabezpieczać. Safety first.
  • proteinawy 02.08.17, 14:41
    > Czyli moge isc ale z gola dupa.

    Kawał chuja, czy bardziej kawałek chujka. Mimo to jakos pasuje mi to co on mowi do tego co czytam tu, co widze w realu itd. Z tego wniosek, ze mogłabyś ten jego stan wytrącenia z równowagi sprobowac przekuć na kulturalne rozejście. Wiesz "wszystko to marność, rozejdzmy sie jak ludzie". Ale jak znam zycie łzy obeschną i jednak piniendzow nie odpuści.
  • hello-kitty2 02.08.17, 21:46
    proteinawy napisał(a):

    > > Czyli moge isc ale z gola dupa.
    >
    > Kawał chuja, czy bardziej kawałek chujka. Mimo to jakos pasuje mi to co on mowi
    > do tego co czytam tu, co widze w realu itd. Z tego wniosek, ze mogłabyś ten je
    > go stan wytrącenia z równowagi sprobowac przekuć na kulturalne rozejście. Wiesz
    > "wszystko to marność, rozejdzmy sie jak ludzie". Ale jak znam zycie łzy obesch
    > ną i jednak piniendzow nie odpuści.

    "Wszystko to marność, rozejdzmy sie jak ludzie" ;-) Lubie to.
    Najgorzej, ze na to wszystko nakladaja sie ambiwalentne uczucia, to chyba jak u Ciebie gdy pisales 50/50 o swoich odczuciach wzgledem zony. Jako jedyny zachowywal sie na przestrzeni tych dni przy zmarlej obecnej (! nadal jestem w szoku, ze cialo lezy w salonie) siostrze jak czlowiek, reszta jak "you are dead, let's go to the disco". Musze poszukac co pisal Urqu na temat tej ambiwalencji. Dziwne to jest. Byloby prosciej gdybym potrafila nienawidziec ale nie potrafie.
    Piniundze, no coz trzeba bedzie sie odbudowac od nowa, jak zawsze. Zezre to z pare lat, jak zawsze.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinawy 03.08.17, 09:54
    > Jako jedyny zachowywal sie na przestrzeni tych dni przy zmarlej obecnej (! nadal jestem w szoku, ze cialo lezy w salonie) siostrze jak czlowiek <

    Podobnie z Twoim szpitalem. Wtedy byłem pod wrażeniem. Teraz mniej, wyglada ze gość jest jak Twoj stary, bedzie sie trzymał publicznie standardów a prywatnie, jak nikt nie wie i widzi - nie bardzo.

    Ogladalas Dogville (Von Trier)?

    Teraz głupia rada: zanim sie rozejde zawsze siadam i rozmawiam co najmniej raz. Czasem w tej sytuacji wychodze na słabego, ale mowie do konca o co mi chodzi. W zaciszu, w prywatności, tak zeby druga strona miała szanse byc soba. Jezeli ten Twoj w takiej sytuacji nie zachowa sie jak człowiek - jest dla mnie mniej niz trupem.

    A mądra rada byłaby taka, zeby jakos rozhuśtać jego emocje i przy sprzyjającym dla siebie stanie jego umysłu wytargać dla siebie co Twoje. Moze któraś kolezanka doradzi Ci jak to zrobic od strony praktycznej. Jest jakas szansa, ze tez lubi w odniesieniu do wlasnych stanow uzywac wielkich slow. To słabość, kazda słabość pracownika da sie przekuć na własny sukces.
  • hello-kitty2 03.08.17, 11:47
    proteinawy napisał(a):

    > Podobnie z Twoim szpitalem. Wtedy byłem pod wrażeniem. Teraz mniej, wyglada ze
    > gość jest jak Twoj stary, bedzie sie trzymał publicznie standardów a prywatnie,
    > jak nikt nie wie i widzi - nie bardzo.

    Nie nie to zla diagnoza. Tutaj nie ma czegos takiego jak opinia publiczna tzn moze jest ale jej dzialanie jest marginane. Przyklad: dzieci sobie wymysly, ze pomaluja matce trumne plakatowkami czy czyms, nie musze chyba pisac jak to beznadziejnie wyglada, pomazane, bo farby nie od drewana, niedokonczone, bo im sie nie chce i generalnie maja w dupie. Przyklad: moja kumpela z dzieckiem wiecznie na niej uwieszonym prosi chlopa zeby zwerbowal swoja matke na godzine zastepstwa, bo ona musi cos zalatwic. Matka odmawia, gosc komentuje 'ale ona ma prawo odmowic, radz se sama'. Takze bedziesz sie gladal na opinie spoleczna, to jeszcze ci opinia spoleczna taki rachunek wystawi, ze sie pograzysz, jeszcze ci dowala.

    Raczej sklaniam sie ku diagnozie, ze mnie po prostu nie kocha lub czuje sie wykorzystany lub nie spelniam jego oczekiwan, no chociazby wszystko to, czego nie mozesz powiedziec swojej zonie, a moze chcialbys.

    > Ogladalas Dogville (Von Trier)?

    No ba, przciez to moj ulubiony rezyser. Tylko spojrz: kim okazala sie ona? No wiec jest taka mozliwosc, ze ja po prostu jestem beznadziejna jako partner do zycia lub po prostu nie da sie mnie kochac, jestem niewiele warta itd. I nie chodzi tu o to jak to maja tu panie w zwyczaju pisywac: 'nie czuje sie atrakcyjna jako kobieta', tylko nieatrakcyjna jako czlowiek, nieludzka, nieciepla, nieempatyczna, niemila. Co sie bede rozpisywac, nie musze sie chyba przedstawiac ;)

    > Teraz głupia rada: zanim sie rozejde zawsze siadam i rozmawiam co najmniej raz.
    > Czasem w tej sytuacji wychodze na słabego, ale mowie do konca o co mi chodzi.
    > W zaciszu, w prywatności, tak zeby druga strona miała szanse byc soba. Jezeli t
    > en Twoj w takiej sytuacji nie zachowa sie jak człowiek - jest dla mnie mniej ni
    > z trupem.
    >
    > A mądra rada byłaby taka, zeby jakos rozhuśtać jego emocje i przy sprzyjającym
    > dla siebie stanie jego umysłu wytargać dla siebie co Twoje. Moze któraś kolezan
    > ka doradzi Ci jak to zrobic od strony praktycznej. Jest jakas szansa, ze tez lu
    > bi w odniesieniu do wlasnych stanow uzywac wielkich slow. To słabość, kazda sła
    > bość pracownika da sie przekuć na własny sukces.

    Na pewno nie da sie porozmawiac. To jest czlowiek zamkniety, skryty, malomowny i poddany presji tzw szczerej rozmowy zamknie sie jeszcze bardziej. Wiem, bo probowalam. NIe uznaje tez zadnych wielkich slow, w nic nie wierzy, nie uznaje zadnych autorytetow. Nie ma sie do czego odwolac. Przypuszczam, ze tez nie wierzy w milosc ani w nic, co dobre. Pewnie tez nie wie jak chcialby zyc.

    Tam dalej Aandzia pisze zem los. Owszem. Zawsze zgadzam sie na propozycje drugiej strony. Nigdy nie walcze. Po prostu wychodze z zalozenia, ze nie da sie zmusic drugiej osoby by ci cos dala. Chce, to da, nie chce, to nie da. Owszem moglabym wszystkie pieniedze ze wszystkich rachunkow przelac na nowo otwarty rachunek i zniknac ale nigdy tego nie zrobie. Widzialam, jak kumpela po grubszej klotni z chlopem probowala zapierdolic z rachunkow oszczednosciowych (przelac) kase swoim dzieciom (!) Szok. Wole wyjsc z gola dupa niz byc posadzana o to, ze komus cos zabralam. Nie wiem tez czy po prostu nie naleza mu sie te moje pieniadze za okres, kiedy nie przynosilam wystarczajacych dochodow, a jednak mnie goscil u siebie w domu, utrzymywal dziecko. Mysle, ze powinam mu to wszystko po prostu zostawic. Nie probowac sie z niczego rozliczac. Lepiej sie zajac organizacja nowego zycia i zbieraniem nowych pieniedzy (juz oddzielnie), a jak bede gotowa wystartowac z tym.

    Ale dzieki ze Cie sie chcialo o tym w ogole gadac.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinawy 03.08.17, 12:17
    > kim okazala sie ona?

    Satanistką :) Jezeli ktos uderzy Cie w policzek - kopnij go w drugi. Kino lubi satanistow.
  • hello-kitty2 03.08.17, 12:42
    proteinawy napisał(a):

    > Satanistką :) Jezeli ktos uderzy Cie w policzek - kopnij go w drugi. Kino lubi
    > satanistow.

    ;-) Rozbawiasz mnie. Ale fakt, ze to byl najlepszy zwrot w tym filmie. W swoim zyciu widzialam wiele takich zdziwionych twarzy. Oto kim sie okazalam. Ludzie pytal mnie: 'dlaczego sie zmienias?' Najciekawszym jest, ze w moim odczuciu w ogole sie nie zmienilam. Nie wiedzialam o co pytali.

    A jak sie dzisiaj czujesz? U mnie strasznie grobowa atmosfera na tych wakacjach, dwa tygodnie, eh. Do tego lato w Holandii. Czytaj: leje, zimno. Przydalby mi sie kompan do glupot. Niestety wszyscy wyjechali na wakacje. Normalnie tez powinnam juz moczyc dupe w oceanie. Chyba sie rzuce w jakis sport.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • sea.sea 03.08.17, 12:35
    Kitka, Ty się dobrze zastanów, powinnaś mieć jakąś poduszkę finansową ze względu na dziecko.
  • hello-kitty2 03.08.17, 12:53
    sea.sea napisała:

    > Kitka, Ty się dobrze zastanów, powinnaś mieć jakąś poduszkę finansową ze względ
    > u na dziecko.

    Dzieki. Mam na oku jeden biznes. Jeszcze tylko dopne zakonczenie studiow. Czekam na ocene pracy licencjackiej i mam swoj tytul tego miesiaca. Do tego mam w cholere czasu i zabezpieczenie finansowe w postaci na razie stalego dochodu. Czas i pomysl to dobre poleczenie. Jak wypali bede krolem swiata. Czytaj: bede wolna.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • lybbla 03.08.17, 13:33
    sea.sea napisała:

    > Kitka, Ty się dobrze zastanów, powinnaś mieć jakąś poduszkę finansową ze względ
    > u na dziecko.

    Kitty pokaż, że masz jaja, załóż konto.
  • hello-kitty2 03.08.17, 13:47
    lybbla napisał:

    > Kitty pokaż, że masz jaja, załóż konto.

    Ilozowanie swojej kasy, gdy ja masz od tych, od ktorych brales, gdy sam nie miales w wystarczajacej ilosci, nazywasz posiadaniem jaj? NIe zajmuje sie finansowym dyscyplinowaniem osoby, z ktora mieszkam. Nie zapomnialam jak bylam na dnie, bo jeszcze nie raz sie tam znajde.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • lybbla 03.08.17, 16:01
    hello-kitty2 napisała:

    > Ilozowanie swojej kasy, gdy ja masz od tych, od ktorych brales, gdy sam nie mia
    > les w wystarczajacej ilosci, nazywasz posiadaniem jaj? NIe zajmuje sie finansow
    > ym dyscyplinowaniem osoby, z ktora mieszkam. Nie zapomnialam jak bylam na dnie, bo jeszcze nie raz sie tam znajde.

    Dla przeciętnego zjadacza chleba założenie sobie konta jest jak kupno szczoteczki do zębów. Tyle, że Ty jesteś nieprzeciętna. Założenie konta urasta do rangi prowokacji gliwickiej. Mnożysz przeciwności, które z zewnątrz wyglądają jakbyś miała syndrom sztokholmski. Czy Ty do nas nie pisujesz z piwnicy? Nikt nie mówi o dyscyplinowaniu kogokolwiek robieniu czegoś przeciw komuś. Zrób to dla siebie. W XXI wieku kobiety tak robią, zakładają konta
    i nie jest to nic nadzwyczajnego, to naturalne, to standard.
    Rozumiemy Twoje bariery i kibicujemy byś je przekraczała.
    Jak onegdaj Sabatowi.
  • mabelle2000 03.08.17, 16:11
    lybbla napisał:

    > Rozumiemy Twoje bariery i kibicujemy byś je przekraczała.
    > Jak onegdaj Sabatowi.

    Genialne. To teraz doradz jeszcze Sabatowi, zeby tez zalozyl wlasne konto i przestal korzystac z pieniedzy zony.
  • lybbla 03.08.17, 16:40
    mabelle2000 napisała:

    > Genialne. To teraz doradz jeszcze Sabatowi, zeby tez zalozyl wlasne konto i prz
    > estal korzystac z pieniedzy zony.

    Sabat doradzam Ci.
  • hello-kitty2 03.08.17, 18:05
    lybbla napisał:

    Zrób to dla sieb
    > ie. W XXI wieku kobiety tak robią, zakładają konta
    > i nie jest to nic nadzwyczajnego, to naturalne, to standard.

    No wiem. Wszystkie moje kolezanki maja swoje konta, nawet te pozostajace na utrzymaniu swoich chlopow. Ciekawe po co im konto, skoro sie nie potrafia zarobic by cos na nie wplywalo. To pewnie przez ten XXI wiek. Sprowadzasz moje problemy do absurdu. Ooo przypomnialo mi sie: mam jedna karte kredytowa ktora sobie zostawiam z okresu polskiego na wlasne nazwisko, a z ktorej nie korzystam ale mam. MOze byc? ;)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 03.08.17, 18:13
    hello-kitty2 napisała:


    > No wiem. Wszystkie moje kolezanki maja swoje konta, nawet te pozostajace na utrzymaniu swoich chlopow. Ciekawe po co im konto, skoro sie nie potrafia zarobic by cos na nie wplywalo.
    ---------------------------
    W układzie partnerskim nikt nie jest na niczyim utrzymaniu. Dzieli się obowiązki w celu optymalizacji efektywności funkcjonowania rodziny. Konta można mieć oddzielne, albo wspólne i nie ma to znaczenia. Czy Twój układ jest partnerski?
  • hello-kitty2 03.08.17, 18:51
    marek.zak1 napisał:

    > W układzie partnerskim nikt nie jest na niczyim utrzymaniu. Dzieli się obowiązk
    > i w celu optymalizacji efektywności funkcjonowania rodziny. Konta można mieć od
    > dzielne, albo wspólne i nie ma to znaczenia. Czy Twój układ jest partnerski?

    Nie wiem co to jest dokladnie uklad partnerski. Ale nie sadze zeby moj byl, bo zadne z nas nie ma obowiazku utrzymywania drugiego. Poza tym to, co opisujesz jest niedzisiejsze, niesprawdzalne i niezyciowe i nie znam ani jednej osoby wspolczesnie w moim wieku albo mlodszej, ktora by tak zyla w praktyce, niezaleznie od statusu matrymonialnego.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 03.08.17, 21:49
    hello-kitty2 napisała:
    > Nie wiem co to jest dokladnie uklad partnerski. Ale nie sadze zeby moj byl, bo zadne z nas nie ma obowiazku utrzymywania drugiego. Poza tym to, co opisujesz jest niedzisiejsze, niesprawdzalne i niezyciowe i nie znam ani jednej osoby wspolczesnie w moim wieku albo mlodszej, ktora by tak zyla w praktyce, niezaleznie od statusu matrymonialnego.
    ------------------
    A któraś z nich urodziła troje dzieci?
  • hello-kitty2 03.08.17, 23:16
    marek.zak1 napisał:

    > A któraś z nich urodziła troje dzieci?

    Nie sadze by wspolczesne kobiety byly zainteresowane rodzeniem takiej ilosci dzieci.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • aandzia43 04.08.17, 12:49
    hello-kitty2 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > A któraś z nich urodziła troje dzieci?
    >
    > Nie sadze by wspolczesne kobiety byly zainteresowane rodzeniem takiej ilosci dz
    > ieci.


    Sądzę że owszem, niejedna. Nawet odsiewając te rozmnażające się na potęgę z przyczyn fundamentalizmu religijnego i te z nadnaturalnym instynktem plodzenia (nie mylić z dobrze działającym instynktem macierzyńskim) zostaje mi dużo kobiet z dwójką dzieci i wielką ochotą na następne i sporo takich ze zrealizowaną trójką, czwórką. Powszechne problemy z płodnością sprawiły, że zaczyna się postrzegać możliwość wydania na świat dziecka jako dobro, nie coś co zawsze i każdemu jest dane. I nie ma to nic wspólnego z religią.
    Znam niemało kobiet między 35 a 55 z trójką lub czwórką dzieci. Żadnych patologii społecznych czy religijnych, zaznaczam. I takich, co mają dwoje albo jedno, ale tylko dlatego tak mało bo poronienia lub/i problemy z zajściem w ciążę.
    >




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • marek.zak1 04.08.17, 12:58
    aandzia43 napisała:
    Sądzę że owszem, niejedna. Nawet odsiewając te rozmnażające się na potęgę z przyczyn fundamentalizmu religijnego i te z nadnaturalnym instynktem plodzenia (nie mylić z dobrze działającym instynktem macierzyńskim) zostaje mi dużo kobiet z dwójką dzieci i wielką ochotą na następne i sporo takich ze zrealizowaną trójką, czwórką. Powszechne problemy z płodnością sprawiły, że zaczyna się postrzegać możliwość wydania na świat dziecka jako dobro, nie coś co zawsze i każdemu jest dane. I nie ma to nic wspólnego z religią.
    ---------------------
    Dzieci sa wielkim dobrem i nasza radoscia.
  • hello-kitty2 04.08.17, 13:16
    aandzia43 napisała:

    > Znam niemało kobiet między 35 a 55 z trójką lub czwórką dzieci. Żadnych patolog
    > ii społecznych czy religijnych, zaznaczam. I takich, co mają dwoje albo jedno,
    > ale tylko dlatego tak mało bo poronienia lub/i problemy z zajściem w ciążę.

    Ja tez znam jedna z 4 dzieci, wlasnie jade na jej pogrzeb. Od poczatku twierdzilam, ze glupota rodzic jest tyle dzieci zaczynajac dopiero po 30 tce. Rozpieszczone dziadowstwo lata bawiac sie w kostiumach kapielowych lejac woda, chichrajac z kolegami, kolezankami literalnie kolo zmarlej matki. Ciekawe czy mieli czas jej ta trumne skonczyc malowac. Patologii religijnej nie ma, nie wierza przeciez w nic wiec nie maja zadnych zasad, cala uroczystosc swiecka, mozna se po trupie nawet poskakac, pione przybic. Kolezanka zmarlej (best friend) mieszka z chlopem zmarlej juz caly tydzien w celu planowania uroczystosci pogrzebowych (!?). Caly czas wloski poprawia, szczerzy sie i przymila do kazdego chlopa. Best friend z ambicjami na fuck friend czy jak? Piewszy raz widze jakas wartosc w pogrzebach koscielnych w zupelnie innym stanie ducha i zalobie przede wszystkim.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • aandzia43 04.08.17, 18:33

    > Ja tez znam jedna z 4 dzieci, wlasnie jade na jej pogrzeb. Od poczatku twierdzi
    > lam, ze glupota rodzic jest tyle dzieci zaczynajac dopiero po 30 tce. Rozpieszc
    > zone dziadowstwo lata bawiac sie w kostiumach kapielowych lejac woda, chichraja
    > c z kolegami, kolezankami literalnie kolo zmarlej matki. Ciekawe czy mieli czas
    > jej ta trumne skonczyc malowac. Patologii religijnej nie ma, nie wierza przeci
    > ez w nic wiec nie maja zadnych zasad, cala uroczystosc swiecka, mozna se po tru
    > pie nawet poskakac, pione przybic. Kolezanka zmarlej (best friend) mieszka z ch
    > lopem zmarlej juz caly tydzien w celu planowania uroczystosci pogrzebowych (!?)
    > . Caly czas wloski poprawia, szczerzy sie i przymila do kazdego chlopa. Best fr
    > iend z ambicjami na fuck friend czy jak? Piewszy raz widze jakas wartosc w pogr
    > zebach koscielnych w zupelnie innym stanie ducha i zalobie przede wszystkim.

    A ja nie po raz pierwszy niestety widzę kojarzenie zasad i moralności z religią. Jak widzę na forum BSwM "mądrość" też dotarła.
    Stypy w religijnej (bez histerii) rodzinie mojego byłego zawsze były bardzo wesołe. Nie oceniam, może to właśnie tak powinno być? Odreagowywanie i ucieczka w życie po kontakcie ze śmiercią. W mojej niereligijnej nie ma tego luzu. Nie.widzę związku przyczynowo-skutkowego, luźna korelacja jest.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • marek.zak1 04.08.17, 19:51
    aandzia43 napisała:

    > A ja nie po raz pierwszy niestety widzę kojarzenie zasad i moralności z religią
    > . Jak widzę na forum BSwM "mądrość" też dotarła. Stypy w religijnej (bez histerii) rodzinie mojego byłego zawsze były bardzo wesołe. Nie oceniam, może to właśnie tak powinno być?
    ---------------------
    To coś ma wspólnego z dziećmi? Ta babka umarła, ale zostawiła po sobie czworo dzieci. Umarła spełniona, zostawiając swoje geny na świcie. Ja moim mówię, żeby mnie zachowali w fajnych momentach, nie chodzili nigdy na cmentarz, bo mnie tam nie ma, a jestem tylko w ich pamięci i cieszyli się, tak jak ja cieszyłem się nimi.
  • aandzia43 04.08.17, 20:15
    marek.zak1 napisał:

    > aandzia43 napisała:
    >
    > > A ja nie po raz pierwszy niestety widzę kojarzenie zasad i moralności z r
    > eligią
    > > . Jak widzę na forum BSwM "mądrość" też dotarła. Stypy w religijnej (be
    > z histerii) rodzinie mojego byłego zawsze były bardzo wesołe. Nie oceniam, może
    > to właśnie tak powinno być?
    > ---------------------
    > To coś ma wspólnego z dziećmi? Ta babka umarła, ale zostawiła po sobie czworo d
    > zieci. Umarła spełniona, zostawiając swoje geny na świcie.

    Popłynąłes nieco. Umarła zapewne co najmniej pełna bólu i niepokoju, co stanie się z dziećmi po jej śmierci. Sieroctwo to jedna z paskudniejazych rzeczy jakie się mogą dziecku przytrafić i ona dobrze o tym wiedziała. Aha, to.że dzieciaki dokazuja i bawią się mimo matki w trumnie nie oznacza, że nie wiedzą co się dzieje, a już na pewno nie oznacza,.że brak matki nie przejedzie się po nich walcem.



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • hello-kitty2 04.08.17, 20:26
    aandzia43 napisała:

    > Popłynąłes nieco. Umarła zapewne co najmniej pełna bólu i niepokoju, co stanie
    > się z dziećmi po jej śmierci. Sieroctwo to jedna z paskudniejazych rzeczy jakie
    > się mogą dziecku przytrafić i ona dobrze o tym wiedziała. Aha, to.że dzieciaki
    > dokazuja i bawią się mimo matki w trumnie nie oznacza, że nie wiedzą co się dz
    > ieje, a już na pewno nie oznacza,.że brak matki nie przejedzie się po nich walc
    > em.

    No wlasne, zawsze bylam przeciwnikiem takiego stylu zycia tj rodzenia do oporu jeszcze po 40stce. Gdyby nie zmarla to pewnie jeszcze by rodzila. Teraz jest placz bo jak chlop sobie poradzi z 4 dzieci (wiek podstawowkowo-przedszkolny) i jednoczesnie na nie wszystkie zarobi zajmujac sie nimi, bo ubiepieczenie na zycie bylo tylko w razie jego smierci, bo ona siedziala w domu. Tyle w temacie wielodzietnych rodzin. Jestem przeciw, bo to jest stawianie na jedna karte.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • aandzia43 04.08.17, 20:32
    hello-kitty2 napisała:

    > aandzia43 napisała:
    >
    > > Popłynąłes nieco. Umarła zapewne co najmniej pełna bólu i niepokoju, co s
    > tanie
    > > się z dziećmi po jej śmierci. Sieroctwo to jedna z paskudniejazych rzeczy
    > jakie
    > > się mogą dziecku przytrafić i ona dobrze o tym wiedziała. Aha, to.że dzi
    > eciaki
    > > dokazuja i bawią się mimo matki w trumnie nie oznacza, że nie wiedzą co
    > się dz
    > > ieje, a już na pewno nie oznacza,.że brak matki nie przejedzie się po nic
    > h walc
    > > em.
    >
    > No wlasne, zawsze bylam przeciwnikiem takiego stylu zycia tj rodzenia do oporu
    > jeszcze po 40stce. Gdyby nie zmarla to pewnie jeszcze by rodzila. Teraz jest pl
    > acz bo jak chlop sobie poradzi z 4 dzieci (wiek podstawowkowo-przedszkolny) i j
    > ednoczesnie na nie wszystkie zarobi zajmujac sie nimi, bo ubiepieczenie na zyci
    > e bylo tylko w razie jego smierci, bo ona siedziala w domu. Tyle w temacie wiel
    > odzietnych rodzin. Jestem przeciw, bo to jest stawianie na jedna karte.
    >
    Też mi się nie podoba nieopanowane dziecioróbstwo bez zaplecza. Jeśli są młodzi dziadkowie, zamożni dziadkowie, bezdzietni wujowie i ciocie, sami rodzice siedzą na kasie - ok.



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • marek.zak1 04.08.17, 21:21
    aandzia43 napisała:

    > > To coś ma wspólnego z dziećmi? Ta babka umarła, ale zostawiła po sobie czworo dzieci. Umarła spełniona, zostawiając swoje geny na świcie.
    >
    > Popłynąłes nieco. Umarła zapewne co najmniej pełna bólu i niepokoju, co stanie się z dziećmi po jej śmierci. Sieroctwo to jedna z paskudniejazych rzeczy jakie się mogą dziecku przytrafić i ona dobrze o tym wiedziała. Aha, to.że dzieciaki dokazuja i bawią się mimo matki w trumnie nie oznacza, że nie wiedzą co się dzieje, a już na pewno nie oznacza,.że brak matki nie przejedzie się po nich walcem.
    ------------------
    Mówimy o kraju z ogromnym, socjałem, zapewne większym na dziecko niż pensja Sabata + rodziną dookoła.
    Brak matki jest zawsze dramatem w sensie uczuciowym.
  • aandzia43 04.08.17, 21:42

    > jakie się mogą dziecku przytrafić i ona dobrze o tym wiedziała. Aha, to.że dz
    > ieciaki dokazuja i bawią się mimo matki w trumnie nie oznacza, że nie wiedzą c
    > o się dzieje, a już na pewno nie oznacza,.że brak matki nie przejedzie się po n
    > ich walcem.
    > ------------------
    > Mówimy o kraju z ogromnym, socjałem, zapewne większym na dziecko niż pensja Sab
    > ata + rodziną dookoła.
    > Brak matki jest zawsze dramatem w sensie uczuciowym.

    Miałam na myśli walec uczuciowo-wychowawczy, nie finansowy.


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • hello-kitty2 04.08.17, 21:47
    marek.zak1 napisał:

    > Mówimy o kraju z ogromnym, socjałem, zapewne większym na dziecko niż pensja Sab
    > ata + rodziną dookoła.

    Socjal jest dla biednych, dla srednakow i wyzej nie ma (czytaj: jak masz prace). Rodzina dookola? Jaka? Dziadkowie nie zyja po obu stronach. Przeciez pisalam, ze 'tesciow' nie poznalam, gdyz nie zyli. Facet jest jak moj syn, rodzony w pierwszym pokoleniu w tym kraju wiec dalsza rodzina gdzies na jakis wyspach jest, gdyz on egzotyczny, siostra w Australii, a my mieszkamy na poludniu 3 godziny jazdy samochodem. Jak przyjezdzamy, to zatrzymujemy sie w hotelu. Najtanszy 120 euro za noc. Jak myslisz ile posiedzimy... za droga zabawa. Poza tym ja planuje sie zwinac i w koncu jakos przestac za to wspolplacic. Kolko sie zamyka. Umiesz liczyc, licz na siebie. Przetrwaja, bo musza. Moze jakas chetna sie znajdzie ale chowac 4 nie swoich dzieci?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 04.08.17, 22:22
    hello-kitty2 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > Mówimy o kraju z ogromnym, socjałem, zapewne większym na dziecko niż pens
    > ja Sabata + rodziną dookoła.
    >
    > Socjal jest dla biednych, dla srednakow i wyzej nie ma (czytaj: jak masz prace).
    -------------------
    No to wejdź w google i przeczytaj, ile jest na dziecko w Danii, bez względu nas dochody. Sabat o takich pieniądzach może pomarzyć. Dochodzą suporty lokalne.
    On nie będzie miał lekko, bo nikomu z 4 dzieci nie jest lekko, ale głód nikomu nie grozi.

  • hello-kitty2 04.08.17, 22:35
    marek.zak1 napisał:

    > No to wejdź w google i przeczytaj, ile jest na dziecko w Danii, bez względu nas
    > dochody. Sabat o takich pieniądzach może pomarzyć. Dochodzą suporty lokalne.

    A co mnie obchodzi ile w Danii jest na dziecko? I co ma do wielodzietnosci Sabat? Sabat jest przeciez za bezdzietnoscia. Ja postuluje, ze wielodzietnosc jest glupia, bo jest stawianiem na jedna karte.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 05.08.17, 08:26
    hello-kitty2 napisała:
    Ja postuluje, ze wielodzietnosc jest glupia, bo jest stawianiem na jedna karte.
    ----------------------
    Posiadanie jednego dziecka jest stawianiem na jedną kartę.
  • proteinawy 05.08.17, 10:58
    > Posiadanie jednego dziecka jest stawianiem na jedną kartę.

    Kazdemu wg checi. Nie kazdy mysli w kategoriach rozsiewania genów, np tworzenie nowych ludzi z szansa na ciekawe i szczęśliwe zycie - czemu nie?

    O ile czesto to co mowisz do mnie nie trafia, o tyle widac, ze dzieci i rodzine rozegrałaś jak trzeba. Po pierwsze Elżbieta z Twoich opowieści to kobieta ktora cieszy macierzyństwo i sie tego nie wstydzi. Kto by pomyślał (mając 20 lat) ze to bedzie taka rzadkość. Ciepietnice, sekutnice, babo-chłopy wszystko tylko nie ciepła istota ktora cieszy organizowanie przestrzeni, wrażeń, nawet kształtów i kolorów dookoła. Bo jeszczeby ktos inny na tym skorzystał, niedoczekanie.

    Po drugie nie sepisz im kasy. Kto by pomyślał ze chłopy ktorych cieszy zdobywanie, walka, organizowanie zewnętrznej przestrzeni i ludzi, nawetbrutalnie - i przelanie rezultatów na "swoich" to tez bedzie rzadkość. Chłopo-baby albo egoistyczne "jak jest równouprawnienie to nie ruszaj mojego".

  • marek.zak1 05.08.17, 11:36
    proteinawy napisał(a):


    > Kazdemu wg checi. Nie kazdy mysli w kategoriach rozsiewania genów, np tworzenie nowych ludzi z szansa na ciekawe i szczęśliwe zycie - czemu nie?> O ile czesto to co mowisz do mnie nie trafia, o tyle widac, ze dzieci i rodzine rozegrałaś jak trzeba. Po pierwsze Elżbieta z Twoich opowieści to kobieta ktora cieszy macierzyństwo i sie tego nie wstydzi. Kto by pomyślał (mając 20 lat) ze to bedzie taka rzadkość. Ciepietnice, sekutnice, babo-chłopy wszystko tylko nie ciepła istota ktora cieszy organizowanie przestrzeni, wrażeń, nawet kształtó w i kolorów dookoła. Bo jeszczeby ktos inny na tym skorzystał, niedoczekanie.
    >
    > Po drugie nie sepisz im kasy. Kto by pomyślał ze chłopy ktorych cieszy zdobywanie, walka, organizowanie zewnętrznej przestrzeni i ludzi, nawetbrutalnie - i przelanie rezultatów na "swoich" to tez bedzie rzadkość. Chłopo-baby albo egoistyczne "jak jest równouprawnienie to nie ruszaj mojego".
    -----------------------
    Tak z moją to było to nasze odkrycie, bo oboje się tego nie spodziewaliśmy, ba myśmy o dzieciach w ogóle nie rozmawiali,dopóki ona nie zaszła w ciążę. Pozostałych dzieci też nie planowaliśmy. Wszystko było na spontanie, a w tle jednak miłość, wsparta pracą, bo jak sam wiesz, w życiu 95% to zapieprzanie, a te 5% to deser.

    A dawanie bliskim sprawia mi przyjemność, tak więc dając im, sam sobie sprawiam przyjemność, a moje potrzeby są raczej skromne. Auto mam z firmy.
    Masz córkę. Kochaj ją, to jest zreszta latwe a może i Twoje relacje z żona sie poprawią. Tego Ci zycze.


  • hello-kitty2 06.08.17, 11:06
    marek.zak1 napisał:

    > hello-kitty2 napisała:
    > Ja postuluje, ze wielodzietnosc jest glupia, bo jest stawianiem na jedna kart
    > e.
    > ----------------------
    > Posiadanie jednego dziecka jest stawianiem na jedną kartę.

    Po pierwsze: ja pisze o ludziach, ktorzy decydowali o liczbie posiadaych dzieci. Po drugie: podalam przyklad, na ktorym oparlam swoja teorie. Ty promujesz swoj styl zycia podpinajac sie z nim do rozmow, ktore Cie nie bardzo dotycza, a dwa: promujesz cos, co powstalo przez przypadek, bo sam nie ogarniasz dlaczego twoje zycie wyglada tak, jak wyglada. A nawet jak probujesz dawac jakies wyjasnienia, rady, schematy postepowania ze swojego zycia, to sam potykasz sie, ze sie nawet nie sprawdzily w zyciu twoich wlasnych corek. Jestes bezrefleksyjny. Jestes mentalnym wiezniem swojego przypadkowego sukcesu.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 06.08.17, 11:24
    hello-kitty2 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > hello-kitty2 napisała:
    > > Ja postuluje, ze wielodzietnosc jest glupia, bo jest stawianiem na jedna karte.
    > > ----------------------
    > > Posiadanie jednego dziecka jest stawianiem na jedną kartę.
    >
    > Po pierwsze: ja pisze o ludziach, ktorzy decydowali o liczbie posiadaych dzieci. Po drugie: podalam przyklad, na ktorym oparlam swoja teorie.
    --------------------------
    Przykład, że nie warto mieć dzieci, bo znajoma, mająca czworo umarła na raka. To rzeczywiście przekonywujące. I z nauki: jeden wynik - żaden wynik.

    ------------------------

    Ty promujesz swoj styl zycia podpinajac sie z nim do rozmow, ktore Cie nie bardzo dotycza, a
    To nie przypadek, tylko dobte wybory, dwa: promujesz cos, co powstalo przez przypadek, bo sam nie ogarniasz dlaczego twoje zycie wyglada tak, jak wyglada. A nawet jak probujesz dawac jakies wyjasnienia, rady, schematy postepowania ze swojego zycia, to sam potykasz sie, ze sie nawet nie sprawdzily w zyciu twoich wlasnych corek. Jestes bezrefleksyjny. Jestes mentalnym wiezniem swojego przypadkowego sukcesu.
    -----------------------------
    Jak wchodzisz na wysoką górę, i jak wejdziesz, to nie jest przypadek, tylko wybór właściwej drogi, dobrego partnera i dużo pracy. To pierwsze i najważniejsze. .
    Bezrefleksyjna to Ty jesteś, bo piszesz sensownie, a nie doszłaś do wniosku, jaki popełniłaś błędy. Takie wnioski są bolesne, ale nie bój się. Warto je poznać.
  • hello-kitty2 06.08.17, 13:14
    marek.zak1 napisał:

    > Przykład, że nie warto mieć dzieci, bo znajoma, mająca czworo umarła na raka. T
    > o rzeczywiście przekonywujące.

    Jesli uwazasz, ze takiego wniosku dotyczyl podany przeze mnie przyklad to ja nie widze powodu kontynuowania z Toba tej rozmowy. Znajdz sobie i porozmawiaj sobie zamiast mnie z osoba, ktora uwaza, ze nie warto miec dzieci, bo ludzie umieraja. Ja takich osob nie znam wiec nie moge Ci zadnej polecic.

    > Bezrefleksyjna to Ty jesteś, bo piszesz sensownie, a nie doszłaś do wniosku, ja
    > ki popełniłaś błędy. Takie wnioski są bolesne, ale nie bój się. Warto je poznać
    > .

    Alez doszlam. Blad tkwi we mnie. NIestety nie mam dostepu do wlasnej podswiadomosci, nie znam poziomow wlasnych hormonow, neuroprzekaznikow i ich wahaniach, nie znam mechanizmow mna rzadzacych, do tego nie mam wiedzy na te tematy wiec nie potrafie sie samozdiagnozowac i jest o normalne, a nie swiadczy o bezrefleksyjnosci.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 06.08.17, 14:58
    hello-kitty2 napisała:
    Alez doszlam. Blad tkwi we mnie. NIestety nie mam dostepu do wlasnej podswiadomosci, nie znam poziomow wlasnych hormonow, neuroprzekaznikow i ich wahaniach, nie znam mechanizmow mna rzadzacych, do tego nie mam wiedzy na te tematy wiec nie potrafie sie samozdiagnozowac i jest o normalne, a nie swiadczy o bezrefleksyjnosci.
    ---------------------
    Tak, błąd jest w Tobie i dlatego spytaj innych, jak jest. Otóż atrakcyjna dziewczyna to brylant, na którego mało kogo stać, i ten, kto chce taki brylant posiąść, powinien się bardzo starać, tę kobietę kochać, szanować, pomagać jej, nawet, jak to dużo go kosztuje. Na Zachodzie takich atrakcyjnych kobiet jest jeszcze mniej niż w Polsce, tak więc przeciętny facet nie ma żadnych szans, żeby taka atrakcyjna babka go chciała, a jak się mu to zdarzy, powinien Panu Bogu dziękować za swoje szczęście.
  • hello-kitty2 06.08.17, 15:05
    marek.zak1 napisał:

    > Tak, błąd jest w Tobie i dlatego spytaj innych, jak jest. Otóż atrakcyjna dziew
    > czyna to brylant, na którego mało kogo stać, i ten, kto chce taki brylant posią
    > ść, powinien się bardzo starać, tę kobietę kochać, szanować, pomagać jej, nawet
    > , jak to dużo go kosztuje. Na Zachodzie takich atrakcyjnych kobiet jest jeszcze
    > mniej niż w Polsce, tak więc przeciętny facet nie ma żadnych szans, żeby taka
    > atrakcyjna babka go chciała, a jak się mu to zdarzy, powinien Panu Bogu dziękow
    > ać za swoje szczęście.

    Ale co to wspolnego ze mna? Czy z Polakami na Zachodzie? Czy w ogole z tematem?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 06.08.17, 15:22
    hello-kitty2 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > Tak, błąd jest w Tobie i dlatego spytaj innych, jak jest. Otóż atrakcyjna dziewczyna to brylant, na którego mało kogo stać, i ten, kto chce taki brylant posiąść, powinien się bardzo starać, tę kobietę kochać, szanować, pomagać jej, nawet , jak to dużo go kosztuje. Na Zachodzie takich atrakcyjnych kobiet jest jeszcze> mniej niż w Polsce, tak więc przeciętny facet nie ma żadnych szans, żeby taka atrakcyjna babka go chciała, a jak się mu to zdarzy, powinien Panu Bogu dziękować za swoje szczęście.
    >
    > Ale co to wspolnego ze mna? Czy z Polakami na Zachodzie? Czy w ogole z tematem?
    -------------------
    To Ty jesteś tym brylantem, nawet ze swoimi hejtami :).

  • hello-kitty2 06.08.17, 15:33
    marek.zak1 napisał:

    > To Ty jesteś tym brylantem, nawet ze swoimi hejtami :).

    Marek nie wierz w to, bo potem sa takie przeklamania w dyskusji. Poza tym po 40stce uroda nie ma juz wiekszego znaczenia, bo wszyscy sa zajeci i nikt nie zajmuje sie zakladaniem nowych zwiazkow.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • hello-kitty2 08.08.17, 22:38
    marek.zak1 napisał:

    > hello-kitty2 napisała:
    >
    > > marek.zak1 napisał:
    > >
    > > > Tak, błąd jest w Tobie i dlatego spytaj innych, jak jest. Otóż atra
    > kcyjna dziewczyna to brylant, na którego mało kogo stać, i ten, kto chce taki b
    > rylant posiąść, powinien się bardzo starać, tę kobietę kochać, szanować, pomaga
    > ć jej, nawet , jak to dużo go kosztuje. Na Zachodzie takich atrakcyjnych kobie
    > t jest jeszcze> mniej niż w Polsce, tak więc przeciętny facet nie ma żadny
    > ch szans, żeby taka atrakcyjna babka go chciała, a jak się mu to zdarzy, powi
    > nien Panu Bogu dziękować za swoje szczęście.
    > >
    > > Ale co to wspolnego ze mna? Czy z Polakami na Zachodzie? Czy w ogole z te
    > matem?
    > -------------------
    > To Ty jesteś tym brylantem, nawet ze swoimi hejtami :).

    Marek wstawiam Ci jak mysla (niektore rowniez bywa ze piekne kobiety, co Ty nieslusznie nazywasz u nich kompleksami. Od 9:50 posluchaj sobie www.youtube.com/watch?v=jSRkvmhVW2M. On mowi o tych dziewczynach:
    scontent.cdninstagram.com/t51.2885-15/s480x480/e35/17076878_183327315490152_4002930122830118912_n.jpg?ig_cache_key=MTQ2Mzg5MzYzOTU4NzM1NjYzNA%3D%3D.2
    scontent.cdninstagram.com/t51.2885-15/s480x480/e35/17076246_149971422188382_1831394035202260992_n.jpg?ig_cache_key=MTQ2MjI3NjUzMzY4MjA5NzMwOQ%3D%3D.2
    Naprawde myslisz, ze te dziewczny maja jakies kompleksy? Otoz. Nie kazda kobieta pragnie najkorzystniej sprzedac urode by ustawic sie wygodnie w zyciu, do czego Ty namawiasz. Takie kobiety chca byc traktowane NORMALNIE, a nie jak brylanty i nie swiadczy to o ich kompleksach ale cytujac narratora ''nie sa takimi pustakami''. Rozumiesz?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 08.08.17, 23:08
    hello-kitty2 napisała:
    Naprawde myslisz, ze te dziewczny maja jakies kompleksy? Otoz. Nie kazda kobieta pragnie najkorzystniej sprzedac urode by ustawic sie wygodnie w zyciu, do czego Ty namawiasz. Takie kobiety chca byc traktowane NORMALNIE, a nie jak brylanty i nie swiadczy to o ich kompleksach ale cytujac narratora ''nie sa takimi pustakami''. Rozumiesz?
    ----------------------
    OK. Wiec ja jestem pustakiem, bo ja się uczyłem, ćwiczyłem, po to, żeby mieć super laskę. Jak atrakcyjna dziewczyna nie ma planu na życie i nie widzi swojej wartości, nie chce celować wysoko, to nie mój problem.
    Za komuny były pociągi do UK i innych krajów. Ja też kilka razy nimi jeździłem i rozmawiałem z dziewczynami, jadącymi za Zachód. One mówiły: chcę żyć z kimkolwiek w lepszym zachodnim świecie. Nie chcę wracać do badziewnej komuny. Tak więc jakikolwiek facet z Zachodu był dla nich lepszy, bo żył w lepszym świecie. To dla Polaków nie było fajne.
  • hello-kitty2 08.08.17, 23:52
    marek.zak1 napisał:

    Jak atrakcyjna dziewczyna nie ma planu na życie i nie widzi swojej w
    > artości, nie chce celować wysoko, to nie mój problem.

    Problem w tym, ze Ty widzisz jedyna wartosc atrakcyjnej dziewczyny w postaci jej cipy w ladnym opakowaniu, a jedynym planem na zycie ubranym w ''celownie wysoko'' to wystawienie tej cipy na aukcje kto za jej uzywanie zaplaci wiecej szmalu i bedzie lepiej uslugiwal. Takie podejscie jest dla kobiet ponizajace dlatego, ze sprowadzasz je do bycia ladnym przedmiotem do zakupienia. Jak mozesz to w ogole nazywac ''celowaniem wysoko''? Inni nazywaja to po imieniu ''byciem pustakiem''. A czy planem na zycie musi byc znalezienie sobie kogos do ruchania? Ludzie moga miec nieco ambitniejsze plany. Wyobraz sobie, ze kobiety tez.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 09.08.17, 08:50
    hello-kitty2 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > Jak atrakcyjna dziewczyna nie ma planu na życie i nie widzi swojej wartości, nie chce celować wysoko, to nie mój problem.
    >
    > Problem w tym, ze Ty widzisz jedyna wartosc atrakcyjnej dziewczyny w postaci jej cipy w ladnym opakowaniu, a jedynym planem na zycie ubranym w ''celownie wysoko'' to wystawienie tej cipy na aukcje kto za jej uzywanie zaplaci wiecej szmalu i bedzie lepiej uslugiwal. Takie podejscie jest dla kobiet ponizajace dlatego, ze sprowadzasz je do bycia ladnym przedmiotem do zakupienia. Jak mozesz to w ogole nazywac ''celowaniem wysoko''? Inni nazywaja to po imieniu ''byciem pustakiem''. A czy planem na zycie musi byc znalezienie sobie kogos do ruchania? Ludzie moga miec nieco ambitniejsze plany. Wyobraz sobie, ze kobiety tez.
    ------------------------
    Czytasz a nie rozumiesz. Co ma plan na życie z urodą. Uroda, jaki talent,pracowitość, inteligencja, czy kasa są atutami i dają MOŻLIWOŚCI wyboru. Edukacji, faceta, zawodu, miejsca i rodzaju życia. Możliwość wyboru pozwala decydować o swoim życiu, bycie sprawczym, decyzyjnym. Dlatego też znam ludzi którzy mieli wiele atutów, a mają przesrane życie ale też takich, których Bozia specjalnie nie obdarzyła, a są wygrani.
    Wracając do urody, ona daje większe możliwości wyboru faceta. Wybór faceta, moim zdaniem, jest ważny i nie ma nic wspólnego ze sprzedażą siebie za cipę, do czego sprowadzasz dyskusję.
  • hello-kitty2 09.08.17, 09:55
    marek.zak1 napisał:

    > Czytasz a nie rozumiesz. Co ma plan na życie z urodą.

    A wczesniej: "Jak atrakcyjna dziewczyna nie ma planu na życie" ;) Sam polaczyles plan na zycie z uroda (=atrakcyjnoscia), a potem do mnie, ze czytam z niezrozumieniem.

    > Wracając do urody, ona daje większe możliwości wyboru faceta. Wybór faceta, moi
    > m zdaniem, jest ważny i nie ma nic wspólnego ze sprzedażą siebie za cipę, do cz
    > ego sprowadzasz dyskusję.

    Jezeli 'plan na zycie' kobiety opiera sie na wymianie urody (cipy) za wygodne zycie to owszem ma to dla mnie znamiona sprzedazy (barterowej). Rzecz w tym, ze nie po to mamy takie czasy, jakie mamy zeby jedyna mozliwa/dostepna kariera kobiety w zyciu bylo zwiazanie sie z chlopem i zycie dzieki niemu. Kobiety maja wiele innych mozliwosci i z nich korzystaja, z powodzeniem lub nie. Poza tym opieranie zycia na mezczyznie nie jest rozsadne. Dla mnie to wiaze sie ze zbyt duzymi kosztami. Najprosciej: musisz przedkladac swoje cialo do jego dspozycji, a jesli tego nie robisz, to jemu sie przestaje oplacac. Juz nawet nie wspominajac, ze jezeli cie juz nie bedzie chcial, to gdzie pojdziesz? Musisz szukac kolejnego? POza tym terazniejszo rosnie liczba mezczyzn, dla ktorych uroda kobiety nie jest wystaczajaca wartoscia, by za nia placic w postaci np utrzymywania. Jest to po prostu nieoplacalne, do tego czesto nieatrakcyjne. Inna sprawa, ze przecietnego mezczyzne na to nie stac.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 09.08.17, 10:07
    hello-kitty2 napisała:


    > Jezeli 'plan na zycie' kobiety opiera sie na wymianie urody (cipy) za wygodne zycie to owszem ma to dla mnie znamiona sprzedazy (barterowej). Rzecz w tym, ze nie po to mamy takie czasy, jakie mamy zeby jedyna mozliwa/dostepna kariera kobiety w zyciu bylo zwiazanie sie z chlopem i zycie dzieki niemu. Kobiety maja wiele innych mozliwosci i z nich korzystaja, z powodzeniem lub nie. Poza tym opieranie zycia na mezczyznie nie jest rozsadne. Dla mnie to wiaze sie ze zbyt duzymi kosztami. Najprosciej: musisz przedkladac swoje cialo do jego dspozycji, a jesli tego nie robisz, to jemu sie przestaje oplacac. Juz nawet nie wspominajac,
    > ze jezeli cie juz nie bedzie chcial, to gdzie pojdziesz? Musisz szukac kolejnego? POza tym terazniejszo rosnie liczba mezczyzn, dla ktorych uroda kobiety nie jest wystaczajaca wartoscia, by za nia placic w postaci np utrzymywania. Jest to po prostu nieoplacalne, do tego czesto nieatrakcyjne. Inna sprawa, ze przecietnego mezczyzne na to nie stac.
    ------------------------
    Dlaczego opieranie. Można oprzeć swoje życie na wielu filarach, ale, ale...wyboru faceta już nie bardzo, bo tutaj uroda, seksapil są kluczowe. To są przecież zupełnie niezależne od siebie czynniki, odwrotnie, nauka, kształcenie dają większy kontakt z perspektywicznymi facetami choćby na studiach.
    Ja piszę o planie na życie, w którym uroda kobiecie bardzo pomaga, a nie o tym, jak babka ma się skupiać ny wyłapaniu faceta, który ma ją utrzymywać. To nie jest żadna nowość.

  • mabelle2000 09.08.17, 12:11
    marek.zak1 napisał:

    > Ja piszę o planie na życie, w którym uroda kobiecie bardzo pomaga,


    No to dawaj ten plan na zycie dla kobiety wedlug Marka Z. ;-) Bo mnie wychodzi ze uroda kobiecie pomaga jesli wybiera prace zwiazana z pieknym wygladem. No i jeszcze drugi przypadek- jak planuje sie w zyciu nie narobic, za to zlowic bogatego meza. Krecisz sie wiec jak smrod po gaciach wokol drugiego przypadku, a powtarzam Ci, ze to slepa uliczka jest.

  • marek.zak1 09.08.17, 13:34
    mabelle2000 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > Ja piszę o planie na życie, w którym uroda kobiecie bardzo pomaga,
    >
    > No to dawaj ten plan na zycie dla kobiety wedlug Marka Z. ;-) Bo mnie wychodzi ze uroda kobiecie pomaga jesli wybiera prace zwiazana z pieknym wygladem.

    ---------------------
    Czyli uważasz, że ładnym nie jest w życiu łatwiej? Zobacz w googlach. Setki argumentów, od oceny, do pewnosci siebie itp.
    trickymind.pl/blog/2015/11/25/czy-piekni-ludzie-maja-latwiej-w-zyciu/
    Przy okazji w temacie:

    Brzydkie kobiety

    Idą ulicą brzydkie kobiety.
    Czują się przegrane, niestety.
    Nikt za nimi nie wodzi oczami,
    Przechodzą między facetami,
    Którzy patrzą jak na powietrze,
    Jak na liście, tańczące na wietrze.

    Nie będą podziwiane, ani chciane.
    Pożądane? Nie będzie im to dane.
    Są równe wobec prawa. Ale
    Miłość? Przegrana to ich sprawa.
    Bo faceci kochają kobiety,
    Ale nie te brzydkie, niestety.
  • aandzia43 09.08.17, 20:42
    mar
    > Czyli uważasz, że ładnym nie jest w życiu łatwiej? Zobacz w googlach. Setki ar
    > gumentów, od oceny, do pewnosci siebie itp.
    > trickymind.pl/blog/2015/11/25/czy-piekni-ludzie-maja-latwiej-w-zyciu/

    Tak, ładni mają plusa u bliźnich już na wejście, choć bliźni sobie tego nieuświadamiają. Podobnego plusa mają ludzie o wesołym usposobieniu i ujmującym sposobie bycia. Nie masz wielkiej urody pracuj nad charakterem :-)



    > Przy okazji w temacie:
    >
    > Brzydkie kobiety
    >
    > Idą ulicą brzydkie kobiety.
    > Czują się przegrane, niestety.
    > Nikt za nimi nie wodzi oczami,
    > Przechodzą między facetami,
    > Którzy patrzą jak na powietrze,
    > Jak na liście, tańczące na wietrze.
    >
    > Nie będą podziwiane, ani chciane.
    > Pożądane? Nie będzie im to dane.
    > Są równe wobec prawa. Ale
    > Miłość? Przegrana to ich sprawa.
    > Bo faceci kochają kobiety,
    > Ale nie te brzydkie, niestety.


    Wsadz to "dziełko" gleboko do szuflady i nie chwal się nim, bo głupie jest i nieprawdziwe. Piękne kobiety się podobają i podniecaja, z miłością jest już różnie. Zaznają jej i piękne, i niepiękne.
    Im ładniejaze tym bardziej się podoba, to jasne. Ale nie każdy facet ma fetysz doskonałej buzi, niektórym staje trwale i przez lata bez podniety w postaci twarzy np. Nefretete ;-)

    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • urquhart 10.08.17, 08:39
    mabelle2000 napisała:

    > No to dawaj ten plan na zycie dla kobiety wedlug Marka Z. ;-) Bo mnie wychodzi
    > ze uroda kobiecie pomaga jesli wybiera prace zwiazana z pieknym wygladem. No
    > i jeszcze drugi przypadek- jak planuje sie w zyciu nie narobic, za to zlowic bo
    > gatego meza. Krecisz sie wiec jak smrod po gaciach wokol drugiego przypadku, a
    > powtarzam Ci, ze to slepa uliczka jest.

    Myślę że sprzedawanie urody to jednostronne ujęcie problemu Marbelle.
    Kiedyś Zawle pytała mnie zaczepnie jakie znaczenie ma dla mnie Piękno (kobiety).
    Szerzej to przecież doświadczanie piękna inaczej harmonii to najwyższy stopień piramidy potrzeb Maslowa jako część podgrupa potrzeb Rozwoju i Samorealizacji.
    Jako najwyższa gratyfikacja obcowania z pięknem może ale nie musi być motywacją do stawania się lepszą wersją siebie i jako taki to atut i Dar dla drugiej osoby nie do przecenienia!

    Ale też jak Kitty opisuje może być tez jedynie formą dowartościowania własnej próżności, jak ktoś nie odczuwa piękno o tylko satysfakcję z posiadania trofeum którym budzi uznanie u innych. Bo jak Maslow zauważył niektórzy zatrzymują czy fiksują się na niższej potrzebie Uznania i inaczej staje się to to na potrzebą Władzy nad innymi bo ujmując dosadnie są prostakami.
    Tu kłania się wrodzona wrażliwość i wychowanie.
    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • szopen_cn 09.08.17, 13:47
    hello-kitty2 napisała:


    > Problem w tym, ze Ty widzisz jedyna wartosc atrakcyjnej dziewczyny w postaci je
    > j cipy w ladnym opakowaniu, a jedynym planem na zycie ubranym w ''celownie wyso
    > ko'' to wystawienie tej cipy na aukcje kto za jej uzywanie zaplaci wiecej szmal
    > u i bedzie lepiej uslugiwal.

    Niezle napisane.
    Dokladnie tak samo widze poglady na zycie Marka.



  • marek.zak1 09.08.17, 14:07
    szopen_cn napisał:

    > hello-kitty2 napisała:
    >
    >
    > > Problem w tym, ze Ty widzisz jedyna wartosc atrakcyjnej dziewczyny w postaci jej cipy w ladnym opakowaniu, a jedynym planem na zycie ubranym w ''celownie wysoko'' to wystawienie tej cipy na aukcje kto za jej uzywanie zaplaci wiecej szmalu i bedzie lepiej uslugiwal.
    >
    > Niezle napisane.
    > Dokladnie tak samo widze poglady na zycie Marka.
    ------------------------------
    Rozumiem, oboje uważacie kobiety za prostytutki, pozbawione daru myślenia, które chca sie sprzedać. Macie prawo. Ja widzę inaczej. Uroda to dar, atut, która bardzo pomaga, a przede wszystkim pozwala na wybór, czego mało atrakcyjne kobiety są pozbawione. Podobnie jest z nieatrakcyjnymi facetami, ale facetom jest jednak łatwiej, bo jeszcze oprócz look jest money i status.
  • hello-kitty2 09.08.17, 19:30
    marek.zak1 napisał:

    > Rozumiem, oboje uważacie kobiety za prostytutki, pozbawione daru myślenia, któr
    > e chca sie sprzedać.

    To Ty tak kobiety przedstawiasz piszac np:
    "Jak atrakcyjna dziewczyna nie ma planu na życie i nie widzi swojej wartości, nie chce celować wysoko, to nie mój problem."
    A ten 'dar myslenia' to cwaniactwo w stylu 'pojde na studia, bo tam spotkam perspektywicznych kandydatow na meza' zamiast 'pojde na studia, bo ta dziedzina wiedzy mnie interesuje i chce sie w niej realizowac zawodowo'.
    Albo jak kobieta nie wykorzystuje swojej urody, to ma kompleksy albo nie celuje wysoko. Chociaz doskonale wiesz, ze wykorzstywanie urody, to nic innego jak kupczenie dupa.
    I tez jestem przeciwna tratowaniu tych 'brzydkich' kobiet. Znam brzydkie tak mocno kochane przez swoich facetow, ze mozna pozazdroscic. I czym to ugraly? Zycie jest o wiele bardziej zlozone i o powodzeniu decyduje o wiele wiecej czynnikow niz granie uroda. Zreszta w naszym wieku, jaka uroda sie pytam? Po prostu sadziesz po sobie, bo dla Ciebie uroda byla kluczowa z uwagi na wlasne kompleksy. Gdybys ich nie mial moze bys stawial na cos innego.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 09.08.17, 20:51
    hello-kitty2 napisała:

    . Chociaz doskonale wiesz, ze wykorzstywanie urody, to nic innego jak kupczenie dupa.
    ------------------
    Nie, możliwość i łatwość wyboru faceta / partnera. To mało?

  • aandzia43 09.08.17, 21:02
    marek.zak1 napisał:

    > hello-kitty2 napisała:
    >
    > . Chociaz doskonale wiesz, ze wykorzstywanie urody, to nic innego jak kupczenie
    > dupa.
    > ------------------
    > Nie, możliwość i łatwość wyboru faceta / partnera. To mało?


    Z tym mogę się.zgodzić: uroda (urok, seksapil) sprawia, że interesuje się kobietą jako potencjalną partnerką więcej mężczyzn. Fajnie jest mieć dobrze ułożone pod sufitem i wybrać coś sensownego zamiast paskudztwa ładnie zapakowanego kiedy zakręci się w głowie od tych perspektyw co się roztaczają ;-) Ale tu kluczem jest właśnie dobrze poukładana głowa: brzydkie nieglupie wybierają dobrze z kilku kandydatów, ładne nieglupie z kilkuset. Każda ma dobrego chłopa mimo różnic w urodzie ;-)



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • marek.zak1 09.08.17, 21:53
    aandzia43 napisała:

    > Z tym mogę się.zgodzić: uroda (urok, seksapil) sprawia, że interesuje się kobietą jako potencjalną partnerką więcej mężczyzn. Fajnie jest mieć dobrze ułożone pod sufitem i wybrać coś sensownego zamiast paskudztwa ładnie zapakowanego kiedy zakręci się w głowie od tych perspektyw co się roztaczają ;-) Ale tu kluczem jest właśnie dobrze poukładana głowa: brzydkie nieglupie wybierają dobrze z kilku kandydatów, ładne nieglupie z kilkuset. Każda ma dobrego chłopa mimo różnic w urodzie. .
    -----------------
    Zgoda. Bez głowy o sukcesach nie ma mowy :)
  • wont2 09.08.17, 19:56
    marek.zak1 napisał:

    > Rozumiem, oboje uważacie kobiety za prostytutki, pozbawione daru myślenia, któr
    > e chca sie sprzedać. Macie prawo. Ja widzę inaczej. Uroda to dar, atut, która b
    > ardzo pomaga, a przede wszystkim pozwala na wybór, czego mało atrakcyjne kobiet
    > y są pozbawione. Podobnie jest z nieatrakcyjnymi facetami, ale facetom jest je
    > dnak łatwiej, bo jeszcze oprócz look jest money i status.
    ------
    Wtrącę się, bo wdarł się tutaj jakiś brak zrozumienia. Ja zrozumiałem, że mabelle i szopen nie uważają kobiet za prostytutki, które chcą się możliwie drogo sprzedać tylko uważają, że ty tak uważasz i protestują przeciwko takiemu twierdzeniu. Ja z kolei uważam, że to jest jednak chyba trochę nieuprawnione uogólnienie.

    Na pewno jest masa lasek szukających mężczyzny, który zdejmie z ich barków ciężar odpowiedzialności za siebie, za rodzinę, za źródła utrzymania. Takiej naszej szkapy napierdalającej codziennie nadgodziny, żeby rodzina rosła w siłę i wszystkim podpiętym pod konto żyło się dostatniej.

    Na pewno jest masa lasek, które są z jednej strony ambitne, pracowite, sumienne ale nie mają nijakiego pomysłu na siebie, na swoje życie, żadnych zainteresowań, pomysłów, przemyśleń i z braku laku idą na niezłe studia m.in. po to żeby poznać "perspektywicznego" faceta. I w sumie to nic zdrożnego, przecież nie poleciałam na kasę, miał tylko dziurawe majtki i skarpetki jak go brałam. Ale koniec końców jest taki jak w wariancie numer jeden - nasza szkapa napierdalająca codziennie nadgodziny, żeby rodzina rosła w siłę i wszystkim podpiętym pod konto żyło się dostatniej.

    Ale ale - jest jednak chyba trochę lasek, które mają własne życie, jakieś pomysły, zainteresowania i własne (własne!) przemyślenia, dla których facet jest tylko miłym, bardzo ważnym, czasem najważniejszym, ale jednak tylko dodatkiem. I nieskromnie dodam, że chyba odkryłem jedno ze źródełek takich lasek. Od paru lat powoli wkręcam się w pewien sport wodny. W tym sezonie trochę bardziej intensywnie, bo w końcu otworzyli coś sensownego pod Warszawą i nie muszę już jeździć do Lublina. Proporcje, niestety, są jakie są - 80% faceci, 20% dziewczyny. Cóż, life, it's the motherfucker. Po prostu trzeba odjąć z równania laski z pierwszej i drugiej kategorii, skorygować wyniki o mniejszy udział kobiet w populacji i pewnie proporcje wyszłyby podobne. No i, wracając do tematu, wydaje mi się, że zdecydowana większość z tych lasek nie jeździ tam, żeby kogoś przygruchać tylko sprawia im to autentyczną frajdę. Są normalne - ani się na dzień dobry nie narzucają ani nie odrzucają. Czuję się jak w Mecie Secie Galarecie, tyle że na trzeźwo! :) Można z nimi pogadać, pożartować, poflirtować. No, normalne, fajne babki po prostu. Niesamowite.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • hello-kitty2 09.08.17, 23:26
    wont2 napisał:

    > Ale ale - jest jednak chyba trochę lasek, które mają własne życie, jakieś pomys
    > ły, zainteresowania i własne (własne!) przemyślenia, dla których facet jest tyl
    > ko miłym, bardzo ważnym, czasem najważniejszym, ale jednak tylko dodatkiem. I n
    > ieskromnie dodam, że chyba odkryłem jedno ze źródełek takich lasek. Od paru lat
    > powoli wkręcam się w pewien sport wodny. W tym sezonie trochę bardziej intensy
    > wnie, bo w końcu otworzyli coś sensownego pod Warszawą i nie muszę już jeździć
    > do Lublina. Proporcje, niestety, są jakie są - 80% faceci, 20% dziewczyny. Cóż,
    > life, it's the motherfucker. Po prostu trzeba odjąć z równania laski z pierwsz
    > ej i drugiej kategorii, skorygować wyniki o mniejszy udział kobiet w populacji
    > i pewnie proporcje wyszłyby podobne. No i, wracając do tematu, wydaje mi się, ż
    > e zdecydowana większość z tych lasek nie jeździ tam, żeby kogoś przygruchać tyl
    > ko sprawia im to autentyczną frajdę. Są normalne - ani się na dzień dobry nie n
    > arzucają ani nie odrzucają. Czuję się jak w Mecie Secie Galarecie, tyle że na t
    > rzeźwo! :) Można z nimi pogadać, pożartować, poflirtować. No, normalne, fajne
    > babki po prostu. Niesamowite.


    Ale co? NIe kreca Cie brylanty, co znaja swoja wartosc, mierza wysoko i szukaja perspektywicznych? Bo Marek twierdzi, ze cala reszta to albo z kompleksami albo brzydkie ;)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 10.08.17, 08:43
    hello-kitty2 napisała:

    life, it's the motherfucker. Po prostu trzeba odjąć z równania laski z pierwszej i drugiej kategorii, No i, wracając do tematu, wydaje miię, że zdecydowana większość z tych lasek nie jeździ tam, żeby kogoś przygruchać tylo sprawia im to autentyczną frajdę. Są normalne - ani się na dzień dobry nie narzucają ani nie odrzucają.

    > Ale co? NIe kreca Cie brylanty, co znaja swoja wartosc, mierza wysoko i szukaja perspektywicznych? Bo Marek twierdzi, ze cala reszta to albo z kompleksami albo brzydkie ;)
    -------------------------------
    Chcesz wiedzieć co myślą faceci, a jak piszę, co myślą, to to odrzucasz i uważasz, że głupio piszę. W wątku Wonta, jemu się wydaje, że te laski jeżdżą uprawiać sport, a ja uważam, że to też, ale też chcą kogoś poznać. Nie chcą?
    A Wonta one kręcą, te po odjęciu z równania ,,laski z pierwszej i drugiej kategorii"? Pisze o nich, że są miłe. Wiesz, co to znaczy ,,miłe" w ustach faceta - niespecjalnie interesujące.
  • mabelle2000 10.08.17, 09:19
    marek.zak1 napisał:

    > Chcesz wiedzieć co myślą faceci, a jak piszę, co myślą, to to odrzucasz i uważa
    > sz, że głupio piszę.

    Faceci czy Marek?

    W wątku Wonta, jemu się wydaje, że te laski jeżdżą uprawia
    > ć sport, a ja uważam, że to też, ale też chcą kogoś poznać. Nie chcą?

    Markowi sie wydaje ze siedzi na forum o seksie zeby sie czegos dowiedziec, a ja uwazam ze chce wyruchac jakas babke. Nie chce?
  • marek.zak1 10.08.17, 09:28
    mabelle2000 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > Chcesz wiedzieć co myślą faceci, a jak piszę, co myślą, to to odrzucasz i uważasz, że głupio piszę.
    >
    > Faceci czy Marek?
    >----------------
    Są takie rzeczy, do których przed samym sobą trudno się przyznać. Jak piszę pewne rzeczy ludzie się wypierają, bo to może boleć. Z drugiej strony niektórych się dowiedziałem tu na forum, czasami między wierszami.

    > W wątku Wonta, jemu się wydaje, że te laski jeżdżą uprawia ć sport, a ja uważam, że to też, ale też chcą kogoś poznać. Nie chcą?
    >
    > Markowi sie wydaje ze siedzi na forum o seksie zeby sie czegos dowiedziec, a ja uwazam ze chce wyruchac jakas babke. Nie chce?
    ---------------------------
    Nie, szukam inspiracji do nowej książki :). Ale, ale napisz o tych babkach, których jest 20% i jeżdżą uprawiać wodny sport z Wontem i jego kolegami. Chodzi im o ten sport, czy o poznanie kogoś? Tak szczerze, do bólu...
  • urquhart 10.08.17, 10:16
    > > Markowi sie wydaje ze siedzi na forum o seksie zeby sie czegos dowiedziec
    > , a ja uwazam ze chce wyruchac jakas babke.(...)
    >Nie, szukam inspiracji do nowej książki :). Ale, ale napisz o tych babkach, któ
    > rych jest 20% i jeżdżą uprawiać wodny sport z Wontem i jego kolegami. Chodzi im
    > o ten sport, czy o poznanie kogoś?

    Czyli uczciwie Mabelle ma racje Marku wyruchalbys jakas babke i zgodnie z teoria mechanizmów obronnych sublimujesz to na inspirację twórcza :)

    Przy okazji sport to glod silnych doznan zmyslowych, uznania i rywalizacji i stanowi tez substytucje tych doznan ktore sa silne przy poznawaniu kogoś (atrakcyjnego) jako inne zrodlo endorfin i dopaminy.

    --
    Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka.
  • marek.zak1 10.08.17, 11:06
    urquhart napisał:

    >
    > Czyli uczciwie Mabelle ma racje Marku wyruchalbys jakas babke i zgodnie z teoria mechanizmów obronnych sublimujesz to na inspirację twórcza :).

    > Przy okazji sport to glod silnych doznan zmyslowych, uznania i rywalizacji i stanowi tez substytucje tych doznan ktore sa silne przy poznawaniu kogoś (atrakcyjnego) jako inne zrodlo endorfin i dopaminy.
    ------------------------
    Andzia pisze, że te babki to moga być homo, a Ty, że uprawiaja sport jako źródło endorfin. Ja sądzę, że wykorzystują okazję, żeby kogos poznać. Zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa, każda próba zwiększa na to szansę i tych prób należy zrobić jak najwiecej.
  • aandzia43 10.08.17, 11:20
    marek.zak1 napisał:

    > urquhart napisał:
    >
    > >
    > > Czyli uczciwie Mabelle ma racje Marku wyruchalbys jakas babke i zgodnie z
    > teoria mechanizmów obronnych sublimujesz to na inspirację twórcza :).
    >
    > > Przy okazji sport to glod silnych doznan zmyslowych, uznania i rywalizacj
    > i i stanowi tez substytucje tych doznan ktore sa silne przy poznawaniu kogoś (a
    > trakcyjnego) jako inne zrodlo endorfin i dopaminy.
    > ------------------------
    > Andzia pisze, że te babki to moga być homo, a Ty, że uprawiaja sport jako źród
    > ło endorfin. Ja sądzę, że wykorzystują okazję, żeby kogos poznać. Zgodnie z ra
    > chunkiem prawdopodobieństwa, każda próba zwiększa na to szansę i tych prób nale
    > ży zrobić jak najwiecej.

    Ale czego znowu nie rozumiesz (albo nie.chcesz zrozumieć)? Ja napisałam, że mogą być już zajęte (bardzo duże prawdopodobieństwo), mogą być homo (mniejsze), mogą zwyczajnie bardzo lubić ten sport (bardzo duże prawdopodobieństwo). Jeśli uważasz że kobiety podejmują różne fajne czynności wyłącznie w celu złowienia chłopa to nie jesteś zbyt mądry, delikatnie mówiąc.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • marek.zak1 10.08.17, 11:25
    aandzia43 napisała:
    Jeśli uw
    > ażasz że kobiety podejmują różne fajne czynności wyłącznie w celu złowienia chłopa to nie jesteś zbyt mądry, delikatnie mówiąc.
    ------------------------
    Andzia. to pierwsza zasada erystyki: nagnij teze oponenta do absurdu i wykaż, że jest idiotą.
    Nie wyłącznie, ale może być to główny czynnik.
    Czy ja chodziłem na dyskoteke żeby tańczyć? Nie, głównie po to, zeby poznać fajne dziewczyny. Nikt sie tego nie wstydził, bo to było oczywiste.
    >
    >
    >
    >
  • aandzia43 10.08.17, 11:42

    > Andzia. to pierwsza zasada erystyki: nagnij teze oponenta do absurdu i wykaż, ż
    > e jest idiotą.
    > Nie wyłącznie, ale może być to główny czynnik.
    > Czy ja chodziłem na dyskoteke żeby tańczyć? Nie, głównie po to, zeby poznać faj
    > ne dziewczyny. Nikt sie tego nie wstydził, bo to było oczywiste.

    Wybacz, ale dyskoteki i sportu porównywać nie można. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego. Upieram się że głównym czynnikiem uprawiania sportów przez kobiety nie jest polowanie na chłopa, bo robią to latami i konsekwentnie również te zajęte, rozstające się.w międzyczasie, znajdujace sobie nowych mężczyzn w innych niż sport okolicznościach. Kobiety wreszcie uprawiają bardzo często sporty typowo kobiece, gdzie chłopa nie uświadczysz, lub te samotnicze, gdzie w ogóle człowieka nie uświadczysz.
    Czasem, niektóre, w pewnych okolicznościach życiowych, traktują aktywność sportową jako dodatkową możliwość poznania kogoś ciekawego.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • aandzia43 10.08.17, 12:06

    >
    > Wybacz, ale dyskoteki i sportu porównywać nie można. Chyba nie muszę tłumaczyć
    > dlaczego.

    Chociaż... Przypomniałam sobie jak córka i inne znane mi młódki chadzaly na dyskoteki i dzieliły się potem wrażeniami. Często polowały, ale często szły po prostu poskakać, wypić drinka albo dwa, wyżyć się w ruchu przy muzyce po ciężkim tygodniu. Wolne i zajęte, zainteresowane facetami i homo. Pytałam jak było, a one: fajnie, ale jakiś nie czujący muzy gość przeszkadzał mi. Jak pytałam czy przystojny to wychodziło na to, że pewnie i owszem, ale i tak przeszkadzał ;-) Także bywa i tak. Niektóre tańcząc wpadają w trans i w dupie mają otoczenie, a jakieś nie w ich rytmie pląsy wokół i próby zagajenia wkurzają je. A taniec (często uprawiany jako sport, nie tylko z doskoku na dyskotece) ma funkcję oczyszczającą i relaksującą.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • zyg_zyg_zyg 10.08.17, 12:01
    No dobra, Aandzia i Kicia - mają tę swoją wykrzywiona perspektywę, daleką od oryginalnego obrazu rzeczywistości ;-) Ale przecież to Wont osobiście napisał

    >wydaje mi się, ż
    > e zdecydowana większość z tych lasek nie jeździ tam, żeby kogoś przygruchać tyl
    > ko sprawia im to autentyczną frajdę.
  • zyg_zyg_zyg 10.08.17, 12:02
    wykrzywioną babską miało być :-)
  • hello-kitty2 10.08.17, 11:43
    marek.zak1 napisał:

    > Andzia pisze, że te babki to moga być homo, a Ty, że uprawiaja sport jako źród
    > ło endorfin. Ja sądzę, że wykorzystują okazję, żeby kogos poznać. Zgodnie z ra
    > chunkiem prawdopodobieństwa, każda próba zwiększa na to szansę i tych prób nale
    > ży zrobić jak najwiecej.

    Aandzia pisze tez, ze moga byc juz zajete, hello? Jak opisujesz facetow, to twierdzisz, ze wszyscy sa pozajmowani, a zostaly same odpady atomowe, a jak opisujesz babki, to niezaleznie od wieku ciagle szukajace zeby kogos poznac. Nie gryzie Ci sie to? Czy Twoja zona odkad Cie poznala i sie z Toba zwiazala tez ciagle szuka i cokolwiek robi w miejscach publicznych to wciaz tylko w celu szukania jakiegos faceta?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 10.08.17, 12:03
    hello-kitty2 napisała:

    > Aandzia pisze tez, ze moga byc juz zajete, hello? Jak opisujesz facetow, to twierdzisz, ze wszyscy sa pozajmowani, a zostaly same odpady atomowe, a jak opisujesz babki, to niezaleznie od wieku ciagle szukajace zeby kogos poznac. Nie gryzie Ci sie to?
    ----------------------
    Uścislijmy:
    1. Homo - nie chcą poznać faceta,
    2. W związkach - nie chcą też (na ogół).
    3. Kochające sport (jak my) chcą ale bez priorytetu.

    inne, czyli wolne i zainteresowane facetami, myślę, że chcą, bo poznanie kandydata na partnera jest naturalną potrzebą. Nie wiem, jak wyglądaja proporcje w autokarze Wonta.
  • aandzia43 10.08.17, 12:19

    > Uścislijmy:
    > 1. Homo - nie chcą poznać faceta,
    > 2. W związkach - nie chcą też (na ogół).
    > 3. Kochające sport (jak my) chcą ale bez priorytetu.
    >
    > inne, czyli wolne i zainteresowane facetami, myślę, że chcą, bo poznanie kandy
    > data na partnera jest naturalną potrzebą. Nie wiem, jak wyglądaja proporcje w a
    > utokarze Wonta.

    Ach, czyli jednak nie tylko dla zdobycia chłopa baby machają odnóżami na lądzie i w wodzie? ;-) Dobrze że nareszcie uściśliłeś.


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • urquhart 10.08.17, 12:03
    > Andzia pisze, że te babki to moga być homo, a Ty, że uprawiaja sport jako źród
    > ło endorfin. Ja sądzę, że wykorzystują okazję, żeby kogos poznać. Zgodnie z ra
    > chunkiem prawdopodobieństwa, każda próba zwiększa na to szansę i tych prób nale
    > ży zrobić jak najwiecej.

    Ja pisze że zarówno poznawanie kogoś jak i sport sa podobnym zrodlem endorfin i dopaminy wiec potecjalnie latwo sie przestawić bo to bardzo podobny charakter gratyfikacji.
    Dlaczego ludzie podejmuja jakieś aktywności i wysilek ogólnie? Żeby przezyc doznania przyjemne i uniknąć przykrych
    To drugie determinuje większość . Wiekszisc unika lęku.
    Ci od sportu to elita podejmuja ryzyko i wyzwania. większość determinuja prolaktynowe lęki i zapewnianie potrzeb bezpieczenstwa.


    --
    "There is no Love without fear of loss" Esther Perel
  • aandzia43 10.08.17, 10:51

    > >----------------
    > Są takie rzeczy, do których przed samym sobą trudno się przyznać. Jak piszę pew
    > ne rzeczy ludzie się wypierają, bo to może boleć. Z drugiej strony niektórych s
    > ię dowiedziałem tu na forum, czasami między wierszami.

    Rany, następny czytający między wierszami co mu fantazja podpowie :-D


    > ---------------------------
    > Nie, szukam inspiracji do nowej książki :). Ale, ale napisz o tych babkach, któ
    > rych jest 20% i jeżdżą uprawiać wodny sport z Wontem i jego kolegami. Chodzi im
    > o ten sport, czy o poznanie kogoś? Tak szczerze, do bólu...

    Tak szczerze a bez bólu bo po.co, to kobiety podejmują różne czynności z różnych przyczyn. Mało odkrywcze, prawda? ;-) Może trudno ci w to uwierzyć, ale niektóre kobiety lubią niektóre sporty, tak po prostu. Lubią więc się za nie biorą i się nimi cieszą, amen. Czy są wolne, czy zajęte. Są też takie (ja do nich należę), nieco strachliwe, które trzeba zachęcić i popchnąć w kierunki nieco ryzykowne i wymagające wysiłku, więc silny chłop jako przewodnik ma tu pole do popisu, bo same tam nie polezą. Są też takie co ewidentnie polują. Jest różnie, rozumiesz?


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • hello-kitty2 10.08.17, 11:09
    marek.zak1 napisał:

    Ale, ale napisz o tych babkach, któ
    > rych jest 20% i jeżdżą uprawiać wodny sport z Wontem i jego kolegami. Chodzi im
    > o ten sport, czy o poznanie kogoś? Tak szczerze, do bólu...

    Wychodzi na to, ze jak sie juz kogos pozna, to mozna przestac uprawiac sport.

    Ja jak chodzilam jeszcze tego roku na silke, to mialam abonament na taka czynna 24/7. Potrafilam chodzic o 23:00 do 24:00, bo chodzilo mi zeby nie zajmowali mi lawek, ciezarow, maszyn i wyciagow. Glupia ja, nieszczera ja ;)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 10.08.17, 11:27
    hello-kitty2 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > Ale, ale napisz o tych babkach, któ
    > > rych jest 20% i jeżdżą uprawiać wodny sport z Wontem i jego kolegami. Cho
    > dzi im o ten sport, czy o poznanie kogoś? Tak szczerze, do bólu...
    >
    > Wychodzi na to, ze jak sie juz kogos pozna, to mozna przestac uprawiac sport.
    --------------------
    A często tak nie jest? A ludzie po slubie to sie zapuszczaja bo....
  • aandzia43 10.08.17, 11:50
    marek.zak1 napisał:

    > hello-kitty2 napisała:
    >
    > > marek.zak1 napisał:
    > >
    > > Ale, ale napisz o tych babkach, któ
    > > > rych jest 20% i jeżdżą uprawiać wodny sport z Wontem i jego kolegam
    > i. Cho
    > > dzi im o ten sport, czy o poznanie kogoś? Tak szczerze, do bólu...
    > >
    > > Wychodzi na to, ze jak sie juz kogos pozna, to mozna przestac uprawiac sp
    > ort.
    > --------------------
    > A często tak nie jest? A ludzie po slubie to sie zapuszczaja bo....

    Owszem, ale nie dlatego że babkę czy chłopa już na siłce dorwali ;-) Ludzie nader często mają nikłą potrzebę ruchu fizycznego. Jak mają dużo czasu, dużo energii bo są młodzi, mają grupę rówieśniczą do uprawiania sportów to się ruszają. I mają sylwetkę i kondycję. Potem, kiedy wykombinowanie czasu na sport wymaga sporego wysiłku logistycznego wymiękają. I się zapuszczają. Ale nadal nie ma to nic wspólnego z udawaniem się w miejsce uprawiania sportów wyłącznie lub głównie w celu poznania kogoś.


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • hello-kitty2 10.08.17, 11:50
    marek.zak1 napisał:

    > A często tak nie jest? A ludzie po slubie to sie zapuszczaja bo....

    Maja zle nawyki zywieniowe, nie maja czasu, nie chce im sie, sa przemeczeni, maja inne obowiazki, ktotko: z wielu powodow ale pierwszy jest najwazniejszy.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 10.08.17, 12:05
    hello-kitty2 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > A często tak nie jest? A ludzie po slubie to sie zapuszczaja bo....
    >
    > Maja zle nawyki zywieniowe, nie maja czasu, nie chce im sie, sa przemeczeni, maja inne obowiazki, ktotko: z wielu powodow ale pierwszy jest najwazniejszy.
    ------------------
    Złe nawyki, czyli obżarstwo i mniej ruchu. Moja znajoma po rozwodzie bardzo szybko schudła z 15 kilo. Zmieniła nawyki :)
  • aandzia43 10.08.17, 12:12

    > ------------------
    > Złe nawyki, czyli obżarstwo i mniej ruchu. Moja znajoma po rozwodzie bardzo szy
    > bko schudła z 15 kilo. Zmieniła nawyki :)

    Ludzie w przełomowych momentach życia chudną ze stresu. Bez sportów i diet.



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • hello-kitty2 10.08.17, 12:28
    marek.zak1 napisał:

    > Złe nawyki, czyli obżarstwo i mniej ruchu. Moja znajoma po rozwodzie bardzo szy
    > bko schudła z 15 kilo. Zmieniła nawyki :)

    Na pewno musiala zmienic nawyki zeby schudnac. To jest niepodwazalne i nie ma sie z czego smiac.
    Natomiast to ze schudla, bo np chciala sie uatrakcyjnic zeby kogos poznac, to tez tu nie widze nic dziwnego. Jesli w celu schudniecia uprawiala jakis sport, to tez glownym celem bylo zrzucenie wagi.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • aandzia43 10.08.17, 11:28

    >
    > Wychodzi na to, ze jak sie juz kogos pozna, to mozna przestac uprawiac sport.
    >
    > Ja jak chodzilam jeszcze tego roku na silke, to mialam abonament na taka czynna
    > 24/7. Potrafilam chodzic o 23:00 do 24:00, bo chodzilo mi zeby nie zajmowali m
    > i lawek, ciezarow, maszyn i wyciagow. Glupia ja, nieszczera ja ;)


    Ja nie wiem co Marek zrobi z tymi babkami zajętymi co.się biorą za sporty. Albo z tymi co uprawiają go nadal, choć chłop się w międzyczasie pojawił /najczęściej z innego źródła). Na razie chyba zaprzeczq ich istnieniu ;-)



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • aandzia43 10.08.17, 10:38

    > Chcesz wiedzieć co myślą faceci, a jak piszę, co myślą, to to odrzucasz i uważa
    > sz, że głupio piszę. W wątku Wonta, jemu się wydaje, że te laski jeżdżą uprawia
    > ć sport, a ja uważam, że to też, ale też chcą kogoś poznać. Nie chcą?


    Czy któryś z was wziął w ogóle pod uwagę, że one mają już chłopaków albo są lesbijkami? ;-) Dzielicie skórę na niedzwiedziu, a niedźwiedź was olewa.





    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • szopen_cn 10.08.17, 04:31
    wont2 napisał:


    > Wtrącę się, bo wdarł się tutaj jakiś brak zrozumienia. Ja zrozumiałem, że mabel
    > le i szopen nie uważają kobiet za prostytutki, które chcą się możliwie drogo sp
    > rzedać tylko uważają, że ty tak uważasz i protestują przeciwko takiemu twierdze
    > niu.
    > Ja z kolei uważam, że to jest jednak chyba trochę nieuprawnione uogólnienie.

    Dobrze zrozumiales wont.



    To, ze Marek nie zrozumial, ze ja pisalem o nim to tez nic niezwyklego.

    Moze w rzeczywistosci Marek jest zupelnie inny niz postac, ktora tutaj kreuje. Raczej nie, bo w koncu nie ukrywa sie za anonimowym nickiem.


    Chyba ciezko zaprzeczyc, ze z postow na forum widac Marka, dla ktorego najwazniejsza jast "cipa w ladnym opakowaniu", posluszna, bez ambicji, zalezna od "pana i wladcy" siedzacego wysoko na niewielkim pagorku.

    Punkt 1.
    Nie pamietam postu o Eli, w ktorym nie Marek nie pisal o: najpiekniejszej dziewczynie jaka spotkal, kochajacej zonie, "mojej" potwierdzajacej rozmaite Markowe madrosci i przemyslenia, wygraniu losu na loterii, poswieceniu zycia na wychowanie dzieci.

    Punkt 2.
    Nie pamietam zadnych postow o osiagnieciach czy ambicjach Eli (poza zdobyciem Marka i byciem zona).


    Byc moze to ja mam kiepska pamiec i Marek czesto pisze o sprawach z drugiego punktu.


    Tak naprawde to Marek jest doroslym czlowiekiem i ma prawo do swoich upodoban czy "glebokich" refleksji o zyciu.
    Nic mi do tego.


    Wkurwia mnie (i chyba kilka innych osob) to, ze Marek nie potrafi zrozumiec faktu, ze on i jego podejscie do swiata i kobiet nie jest typowe dla wiekszosci mezczyzn.


    To, ze "Marek tak ma" nie oznacza, ze "faceci tak maja" jak to Marek zwykle generalizuje.


    Przedstawiane na forum kariera i osiagniecia Eli tez nie powalaja na kolana wiekszosci kobiet.
    Powiedzialbym, ze wrecz przeciwnie, bo to jest bardzo marny wybor sciezki przez zycie.


    Dodac musze, ze czasem czyajac posty Marka zdarza mi sie pomyslec, ze w danej kwesti ma racje czy dobrze i ciekawie napisal.
  • urquhart 10.08.17, 08:15
    szopen_cn napisał:
    > Punkt 1.
    > Nie pamietam postu o Eli, w ktorym nie Marek nie pisal o: najpiekniejszej dziew
    > czynie jaka spotkal, kochajacej zonie, "mojej" potwierdzajacej rozmaite Markowe
    > madrosci i przemyslenia, wygraniu losu na loterii, poswieceniu zycia na wychow
    > anie dzieci. (...)
    > Byc moze to ja mam kiepska pamiec i Marek czesto pisze o sprawach z drugiego pu
    > nktu.

    Celne wypunktowanie Szopen na przykładze!
    Spoglądając szerzej przypomina mi się od razu podsumowanie w dyskusji o nastawieniu narcystycznym vs zdrowym podejściu do relacji:
    Zdrowe nastawienie to:
    a. Zainteresowanie puktem widzenia drugiej strony i jej uczuciami
    b. Tolerowanie ambiwalencji w dlugiej relacjii
    c. Uznanie istnienia konfliktu interesów i swojego udzialu, wkładu w ten konflikt

    Uznaje i jestem świadom konfliktu interesów z własną partnerką, a najsilniejszą i najciekawszą stroną forum jest właśnie możliwość zainteresowania się i próby zrozumienia innych podświadomych imperatywów, emocji które prowadzi do uznania konfliktu interesów i swojego w kładu w ten konflikt.
    Nieuchronny onflikt zaś można próbować rozwiązać win-win, lub prościej otwartą przemocą, ukrytą, lub wycofaniem się.
    I otwarte dyskutowanie o tym jest dla mnie najciekawsze.
    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • marek.zak1 10.08.17, 08:27
    szopen_cn napisał:


    >
    > To, ze Marek nie zrozumial, ze ja pisalem o nim to tez nic niezwyklego.
    ----------------------
    Szopenie. Dyskusja polega na tym, że Ty przedstawiasz swoje poglądy a ja moje. W tym długim poscie nie przedstawiłeś żadnego, a tylko moje. Przykład 1:
    Chyba ciezko zaprzeczyc, ze z postow na forum widac Marka, dla ktorego najwazniejsza jast "cipa w ladnym opakowaniu", posluszna, bez ambicji, zalezna od "pana i wladcy" siedzacego wysoko na niewielkim pagorku.
    >
    Przykład 2:
    > Nie pamietam postu o Eli, w ktorym nie Marek nie pisal o: najpiekniejszej dziewczynie jaka spotkal, kochajacej zonie, "mojej" potwierdzajacej rozmaite Markowe madrosci i przemyslenia, wygraniu losu na loterii, poswieceniu zycia na wychowanie dzieci.
    >
    Przykład 3:
    > Nie pamietam zadnych postow o osiagnieciach czy ambicjach Eli (poza zdobyciem Marka i byciem zona).
    >
    Przykład 4.
    > Tak naprawde to Marek jest doroslym czlowiekiem i ma prawo do swoich upodoban czy glebokich" refleksji o zyciu. Nic mi do tego.
    >
    Przykład 5:>
    > Wkurwia mnie (i chyba kilka innych osob) to, ze Marek nie potrafi zrozumiec faktu, ze on i jego podejscie do swiata i kobiet nie jest typowe dla wiekszosci mezczyzn.
    >
    > Przykład 6:
    > To, ze "Marek tak ma" nie oznacza, ze "faceci tak maja" jak to Marek zwykle generalizuje.
    >
    > Przykład 7 i tu jest Twoja pierwsza opinia: moja żona nie zrobiła kariery jako nauczycielka. i wybrała marną drogę życiową,. która nie powala. Masz prawo tak uważać, chociaż karierę robi może 1% ludzi i to w porywach. .
    > Przedstawiane na forum kariera i osiagniecia Eli tez nie powalaja na kolana wiekszosci kobiet. Powiedzialbym, ze wrecz przeciwnie, bo to jest bardzo marny wybor sciezki przez zycie.
    ----------------\
    Podsumowuję: napisz coś od od siebie, a nie to, co ja myślę i uważam. Kiedyś będąc na szkoleniu w Azji przekonywano mnie, że Azjaci są niechętni i trzymają ,,karty przy orderach, żeby przeciwnik za dużo nie wiedział i może tym przesiąkłeś. Odkryj sie i napisz, co tak naprawde myślisz.
  • hello-kitty2 10.08.17, 10:30
    marek.zak1 napisał:

    > Podsumowuję: napisz coś od od siebie, a nie to, co ja myślę i uważam.

    Pisal nie raz ale moze cos dopisze. Ostatnio chyba wpadlo, ze pomaga mlodym babkom zostac inzynierami. Jezeli jakas babka ma mozliwosc zostac inzynierem (wg Sabata jedyny zawod przynoszacy obecnie szczescie na ziemi :) to mierzy wysoko.

    Natomiast Marek zeby oddac sprawiedliwosc ja wiem o czym Ty piszesz i moze nawet chcesz dobrze ale zaprawde powiadam Ci, ze takich mezczyzn jak Ty juz nie ma. Wiec nawet jesli jakas babka chcialaby wykorzystac urode w sposob jaki polecasz, to i tak nie gwarantowaloby to jej szczescia. Kiedys o takich rzeczach rozmawialy babki miedzy soba (dawaly rade mlodszym). Ja np tez bylam zla na moja matke, ze nie wziela sobie bogatego, a jacys sie krecili, a wybrala mojego ojca, jak sie okazalo inwalide 1 grupy i klepalismy biede. Ale czy to znaczy ze bogaty bylby kochajacy, oddany i funkcjonalny? Niekoniecznie. Na nic nie ma gwaracji.

    W dzisiejszych czasach kobiety MUSZA umiec liczyc tylko na siebie. Poniewaz mamy rownouprawnienie, a chlopy sa sfeminizowane, babki musza umiec byc mezczyznami.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 10.08.17, 11:21
    hello-kitty2 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > Natomiast Marek zeby oddac sprawiedliwosc ja wiem o czym Ty piszesz i moze nawet chcesz dobrze ale zaprawde powiadam Ci, ze takich mezczyzn jak Ty juz nie ma.
    > Wiec nawet jesli jakas babka chcialaby wykorzystac urode w sposob jaki polecasz, to i tak nie gwarantowaloby to jej szczescia.
    Ale czy to znaczy ze bogaty bylby kochajacy, oddany i funkcjonalny? Niekoniecznie. Na nic nie ma gwaracji.
    > W dzisiejszych czasach kobiety MUSZA umiec liczyc tylko na siebie. Poniewaz mamy rownouprawnienie, a chlopy sa sfeminizowane, babki musza umiec byc mezczyznami.
    ------------------------------------------
    Na nic nie ma gwarancji. Chodzi o zwiększenie prawdopodobieństwa. Tak więc jeśli dziewczyna idzie na medycynę, to zdobywa zawód, a oprócz tego dostaje duże prawdopodobieństwo, że jej partnerem stanie sie lekarz. To nie jest istotne, co jest głównym motorem, ale szanse na bycie lekarzem i z lekarzen są duże.
    Uroda niczego też nie gwarantuje, a zwiększa szanse na atrakcyjnego faceta. Czy ten atrakcyjny facet da jej szczęście? Nie wiadomo, ale gdy będzie nieatrakcyjny - też nie wiadomo.
    Odnosnie pracy kobiety, napisze coś niepopularnego - otóż praca, rywalizacja powoduje wyzwolenie męskich cech: rywalizacji, agresji, i zmniejsza kobiecość kobiety, bo ta rywalizacja łartwo może sie przenieść na rywalizację z własnym facetem. Czy facet dalej będzie kochać męska babkę, która z nim rywalizuje? A czyjej fascynacja swoim misiem nie zgaśnie?
    To sa pytania, bo nie ma gotowych rozwiązań.
  • hello-kitty2 10.08.17, 12:07
    marek.zak1 napisał:

    > Uroda niczego też nie gwarantuje, a zwiększa szanse na atrakcyjnego faceta. Czy
    > ten atrakcyjny facet da jej szczęście? Nie wiadomo, ale gdy będzie nieatrakcyj
    > ny - też nie wiadomo.

    Czyli loteria z ta roznica, ze ma atrakcyjnego. A z atrakcyjnym to jak z ta babka z nowego watku Wonta, kazdy chce Ci ja odebrac, ciagle ma nowe propozycje. Tez mialam atrakcyjnego meza. W tej chwili slysze, ze na chwile obecna ma 3 dzieci z 3 roznymi kobietami czyli chyba z zadna nie jest, a czy placi alimenty? Cholera wie? Atrakcyjny to se skoka, to tu, to tam ;-)

    > Odnosnie pracy kobiety, napisze coś niepopularnego - otóż praca, rywalizacja po
    > woduje wyzwolenie męskich cech: rywalizacji, agresji, i zmniejsza kobiecość kob
    > iety, bo ta rywalizacja łartwo może sie przenieść na rywalizację z własnym face
    > tem. Czy facet dalej będzie kochać męska babkę, która z nim rywalizuje? A czyje
    > j fascynacja swoim misiem nie zgaśnie?
    > To sa pytania, bo nie ma gotowych rozwiązań.

    A to nie wystarczy zeby byla ladna? ;)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • mimfa 10.08.17, 15:08
    Jeśli facet pozostanie facetem - nic mu ze strony drapieżnej zawodowo kobiety nie grozi. A ciptoka stłamsi nawet kobieta niepracująca.

    --
    Żyć bez żalu ...
  • mabelle2000 10.08.17, 12:06
    hello-kitty2 napisała:

    > W dzisiejszych czasach kobiety MUSZA umiec liczyc tylko na siebie. Poniewaz mam
    > y rownouprawnienie, a chlopy sa sfeminizowane, babki musza umiec byc mezczyznam
    > i.

    Nigdy nie bylam i nie bede mezczyzna, ale sprawia mi frajde to co zawsze bylo zarezerwowane wylacznie dla mezczyzn. Wkurwia mnie tylko, ze przychodza takie Marki i chca mi te radosc odebrac, a fakt ze nie sprzedalam cipy za kase jest dowodem na moje frajerstwo i kompleksy.
  • hello-kitty2 10.08.17, 12:41
    mabelle2000 napisała:

    fakt ze nie sprzedalam cipy za kase jest dow
    > odem na moje frajerstwo i kompleksy.

    No wlasnie, to mnie BOLI najbardziej w takich opiniach o kobietach. Fajnie ze sie potrafisz z tego smiac. A w sumie to nie ma prawa mnie bolec, bo po operacji siedzialam w domu z nakazem nic nie robienia przez pare miesiecy i sie upaslam jak swinia wiec teraz wpadlam do kategorii 'brzydkie' ale bez kompleksow. A jak pojde na silke to znowu wyjdzie, ze kogos szukam. Tlucznik szuka rycerza na bialym koniu ;)

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • szopen_cn 10.08.17, 10:57
    marek.zak1 napisał:

    > Szopenie. Dyskusja polega na tym, że Ty przedstawiasz swoje poglądy a ja moje.
    > W tym długim poscie nie przedstawiłeś żadnego, a tylko moje.

    ...

    > Podsumowuję: napisz coś od od siebie, a nie to, co ja myślę i uważam.

    W tym momencie to ja sie zastanawiam, czy pojawi sie wiele osob, ktore stwierdza, ze blednie opisalem Twoj punkt widzenia swiata, mezczyzn i kobiet.
    Moge przeciez sie mylic.

    Ale jesli takich nie bedzie to byc moze ja mam racje a Ty powinienes sprawe przemyslec.



    > Odkryj sie i napisz, co tak naprawde myślisz.

    Ja tez sie nie chowam za anonimowym nickiem i pomimo tego pisze co mysle.
  • marek.zak1 10.08.17, 11:08
    szopen_cn napisał:

    > > Podsumowuję: napisz coś od od siebie, a nie to, co ja myślę i uważam.
    >
    > W tym momencie to ja sie zastanawiam, czy pojawi sie wiele osob, ktore stwierdza, ze blednie opisalem Twoj punkt widzenia swiata, mezczyzn i kobiet.
    > Moge przeciez sie mylic.
    ----------------
    Napiszę prosto: opisz swój.
  • szopen_cn 10.08.17, 12:24
    marek.zak1 napisał:

    > szopen_cn napisał:
    >
    > > > Podsumowuję: napisz coś od od siebie, a nie to, co ja myślę i uważa
    > m.
    > >
    > > W tym momencie to ja sie zastanawiam, czy pojawi sie wiele osob, ktore st
    > wierdza, ze blednie opisalem Twoj punkt widzenia swiata, mezczyzn i kobiet.
    > > Moge przeciez sie mylic.
    > ----------------


    Zauwaze, ze jak dotad nikt nie stwierdzil, ze sie myle.


    > Napiszę prosto: opisz swój.

    Moj punkt widzenia swiata?
    Mezczyzn?
    Kobiet?

    Dla mnie u kobiet najwazniejsze sa :
    Imponowanie mi zdolnosciami i osiagnieciami w jakiejs dziedzinie, ktora ja cenie.
    Gietki umysl.
    Poczucie humoru.
    Zaradnosc zyciowa.
    Zdrowy cyniczny stosunek do rzeczywistosci.
    Ciekawosc swiata.

    Dodam fajne cycki, bo patrzac na powyzsze mozna pomyslec, ze jestem homo.

    Nie zalicze tutaj "urody" bo fizyczna atrakcyjnosc to sprawa bardzo subiektywna.

    Zauwaz, ze ja nie twierdze, ze "faceci tak maja ".



    Moj punkt widzenia swiata, zwiazkow i szczescia w zyciu?

    Jest roznie.
    Bywa roznie.

    Nie ma uniwersalnych regol pasujacych do kazdej sytuacji.

  • marek.zak1 10.08.17, 13:14
    szopen_cn napisał:


    > Moj punkt widzenia swiata?
    > Mezczyzn?
    > Kobiet?
    >
    > Dla mnie u kobiet najwazniejsze sa :
    > Imponowanie mi zdolnosciami i osiagnieciami w jakiejs dziedzinie, ktora ja cenie.
    > Gietki umysl.
    > Poczucie humoru.
    > Zaradnosc zyciowa.
    > Zdrowy cyniczny stosunek do rzeczywistosci.
    > Ciekawosc swiata.
    >
    > Dodam fajne cycki, bo patrzac na powyzsze mozna pomyslec, ze jestem homo.
    >
    > Nie zalicze tutaj "urody" bo fizyczna atrakcyjnosc to sprawa bardzo subiektywna
    ------------------
    O to mi chodziło. Dzięki.
  • mabelle2000 09.08.17, 09:25
    marek.zak1 napisał:

    > OK. Wiec ja jestem pustakiem, bo ja się uczyłem, ćwiczyłem, po to, żeby mieć su
    > per laskę.

    Dlatego nie rozumiesz tych ktorzy ucza sie i cwicza nie zeby sobie zaruchac, ale zeby sie w zyciu sprawdzic, zeby sie rozwijac, zeby zdobyc nowe umiejetnosci, zeby podjac ryzyko i przezyc przygode.

    Jak atrakcyjna dziewczyna nie ma planu na życie i nie widzi swojej w
    > artości, nie chce celować wysoko, to nie mój problem.

    Problem w tym, ze inaczej rozumiemy atrakcyjnosc.

    > Za komuny były pociągi do UK i innych krajów. Ja też kilka razy nimi jeździłem
    > i rozmawiałem z dziewczynami, jadącymi za Zachód. One mówiły: chcę żyć z kimkol
    > wiek w lepszym zachodnim świecie. Nie chcę wracać do badziewnej komuny. Tak wię
    > c jakikolwiek facet z Zachodu był dla nich lepszy, bo żył w lepszym świecie.
    > To dla Polaków nie było fajne.

    Odwieczny dylemat "miec czy byc" istnieje i bedzie istnial, czy to komuna czy kapitalizm, albowiem zawsze beda ludzie, ktorych najwazniejszym zajeciem w zyciu jest liczenie pieniedzy.
  • marek.zak1 09.08.17, 09:36
    mabelle2000 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > OK. Wiec ja jestem pustakiem, bo ja się uczyłem, ćwiczyłem, po to, żeby mieć super laskę.
    >
    > Dlatego nie rozumiesz tych ktorzy ucza sie i cwicza nie zeby sobie zaruchac, ale zeby sie w zyciu sprawdzic, zeby sie rozwijac, zeby zdobyc nowe umiejetnosci, zeby podjac ryzyko i przezyc przygode.
    ------------------------
    Chyba słyszałaś o kolejności zaspokajania potrzeb. Najpierw te podstawowe a potem można szukać przygód :)

    > > Za komuny były pociągi do UK i innych krajów. Ja też kilka razy nimi jeździłem i rozmawiałem z dziewczynami, jadącymi za Zachód. One mówiły: chcę żyć zkimkolwiek w lepszym zachodnim świecie. Nie chcę wracać do badziewnej komuny. Tak więc jakikolwiek facet z Zachodu był dla nich lepszy, bo żył w lepszym świecie.
    > > To dla Polaków nie było fajne.
    >
    > Odwieczny dylemat "miec czy byc" istnieje i bedzie istnial, czy to komuna czy kapitalizm, albowiem zawsze beda ludzie, ktorych najwazniejszym zajeciem w zyciu jest liczenie pieniedzy.
    ---------------------------
    Nie kochanie, dylemat to nie było liczenie pieniędzy, tylko przepaść materialna PLUS życie w wolnym świecie, a nie pod sowiecką - komunistyczną okupacją.
  • mabelle2000 09.08.17, 12:03
    marek.zak1 napisał:

    > Chyba słyszałaś o kolejności zaspokajania potrzeb. Najpierw te podstawowe a pot
    > em można szukać przygód :)

    Tak, wiem, dla Ciebie podstawowa jest zaruchac. Musisz sobie jednak uswiadomic, ze niektorzy moga ruchac ile wlezie, wiec ich zycia nie determinuje dostepna dziura/ chetny do ruchania kutas.

    > Nie kochanie, dylemat to nie było liczenie pieniędzy, tylko przepaść materialn
    > a

    " Przepasc materialna" to eufemizm na "chce dobr luksusowych, ale ich nie mam" ?

    > PLUS życie w wolnym świecie, a nie pod sowiecką - komunistyczną okupacją.

    Widze tu nielogicznosc, bo czym sie rozni zycie pod sowiecka okupacja od zycia z kims komu sprzedalo sie cipe za kase?
  • marek.zak1 09.08.17, 13:26
    mabelle2000 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > Chyba słyszałaś o kolejności zaspokajania potrzeb. Najpierw te podstawowe a potem można szukać przygód :)
    >
    > Tak, wiem, dla Ciebie podstawowa jest zaruchac. Musisz sobie jednak uswiadomic, ze niektorzy moga ruchac ile wlezie, wiec ich zycia nie determinuje dostepna dziura/ chetny do ruchania kutas.
    ---------------------
    Bardzo trafna uwaga. Otóż nie jest tak ważne co motywuje, ważne, żeby motywacja była. Przeważnie głodnych motywuje jedzenie. dalej sa inne potrzeby, w tym ruchanie na jednym z pierwszych miejsc.

    Nie kochanie, dylemat to nie było liczenie pieniędzy, tylko przepaść materialna
    >
    > " Przepasc materialna" to eufemizm na "chce dobr luksusowych, ale ich nie mam" ?
    ------------------------
    Nie żyłas w komunie i nie widziałaś pustych sklepów i kolejek od północy po najprostsze towary w tym jedzenie. Nie wiesz, co to głód, kartka na buty itp. Ludzie nie stali po towaryluksusowe, tylko po chleb, mieso, mleko itp.

    >
    > > PLUS życie w wolnym świecie, a nie pod sowiecką - komunistyczną okupacją
    >----------------------------->
    > Widze tu nielogicznosc, bo czym sie rozni zycie pod sowiecka okupacja od zycia z kims komu sprzedalo sie cipę za kase?
    ------------------------------
    Ty piszesz o prostytucji, ja o planie na życie, w którym uroda odgrywa dużą rolę, bo daje mozliwość zwiazania fajnego faceta, czego brzydkie kobiety nie mają. Syty nie zrozumie głodnego, atrakcyjny - odrzucanego.
  • aandzia43 09.08.17, 20:29

    > Nie żyłas w komunie i nie widziałaś pustych sklepów i kolejek od północy po naj
    > prostsze towary w tym jedzenie. Nie wiesz, co to głód, kartka na buty itp. Ludz
    > ie nie stali po towaryluksusowe, tylko po chleb, mieso, mleko itp.

    Jaki kuźwa głód?! Żyłam w komunie, stara jestem, ale żadnego głodu nie pamiętam.
    Mała dygresja: maturę zdawałam w stanie wojennym, z mojej klasy wyjechały na Zachód, nielegalnie oczywiście, dwie dziewczyny. Reszta poszła na studia, niektórzy na dobre studia. Lepiej wyszli na tym niż te uciekinierki, jak czas pokazał ;-)



    > Ty piszesz o prostytucji, ja o planie na życie, w którym uroda odgrywa dużą rol
    > ę, bo daje mozliwość zwiazania fajnego faceta, czego brzydkie kobiety nie mają.
    > Syty nie zrozumie głodnego, atrakcyjny - odrzucanego.

    Co za totalna bzdura. Wykluczając naprawdę bardzo brzydkie kobiety fajnego (ze swojej półki) faceta miewają również te nieszczególnie piękne dziewczyny. Piękna dziewczyna ma co prawda na wejście wielki wybór, ale czy wybierze fajnego (normalnego, ogarniętego, w miarę wyględnego, ciekawego) czy bogatego przystojnego świra z pozornie wyższej półki to już nie od jej urody zależy. Właśnie mi się przypomniała moja nienajurodziwsza ciocia, co 50 lat przeżyła z bardzo fajnym, dobrym mężczyzną.



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • marek.zak1 09.08.17, 20:42
    aandzia43 napisała:

    > Jaki kuźwa głód?! Żyłam w komunie, stara jestem, ale żadnego głodu nie pamiętam.
    ------------------
    No ja też, bo w sklepie fabrycznym był do wyboru salceson i głowizna bez kartek. Dowcip sklepowej: panowie biorą głowiznę, żeby byli mądrzejsi.

    -----------------------------------
    > > Ty piszesz o prostytucji, ja o planie na życie, w którym uroda odgrywa dużą rolę, bo daje mozliwość zwiazania fajnego faceta, czego brzydkie kobiety nie mają.
    > > Syty nie zrozumie głodnego, atrakcyjny - odrzucanego.

    -------------------------------------------->
    > Co za totalna bzdura. Wykluczając naprawdę bardzo brzydkie kobiety fajnego (ze swojej półki) faceta miewają również te nieszczególnie piękne dziewczyny. Piękna dziewczyna ma co prawda na wejście wielki wybór,
    -------------------------------------
    O tym, piszę, ma duży wybór, a jak wybierze to inna sprawa.
  • aandzia43 09.08.17, 20:50
    marek.zak1 napisał:

    > aandzia43 napisała:
    >
    > > Jaki kuźwa głód?! Żyłam w komunie, stara jestem, ale żadnego głodu nie pa
    > miętam.
    > ------------------
    > No ja też, bo w sklepie fabrycznym był do wyboru salceson i głowizna bez kartek
    > . Dowcip sklepowej: panowie biorą głowiznę, żeby byli mądrzejsi.

    Głodu nie było, było ewentualnie nieurozmaicone żarcie, jak się ktoś nie umiał zakrzątnąć. Też byłam już wtedy duża i wiem jak było.


    >
    > -----------------------------------
    > > > Ty piszesz o prostytucji, ja o planie na życie, w którym uroda odgr
    > ywa dużą rolę, bo daje mozliwość zwiazania fajnego faceta, czego brzydkie kobie
    > ty nie mają.
    > > > Syty nie zrozumie głodnego, atrakcyjny - odrzucanego.
    >
    > -------------------------------------------->
    > > Co za totalna bzdura. Wykluczając naprawdę bardzo brzydkie kobiety fajneg
    > o (ze swojej półki) faceta miewają również te nieszczególnie piękne dziewczyny
    > . Piękna dziewczyna ma co prawda na wejście wielki wybór,
    > -------------------------------------
    > O tym, piszę, ma duży wybór, a jak wybierze to inna sprawa.


    Powyżej wyraźnie napisałeś, że brzydkie nie mają możliwości związania się z fajnym facetem. A teraz odkręcasz, że tylko mają mniejszy wybór. Weź się skup.

    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • marek.zak1 09.08.17, 20:54
    aandzia43 napisała:
    >
    > Powyżej wyraźnie napisałeś, że brzydkie nie mają możliwości związania się z fajnym facetem. A teraz odkręcasz, że tylko mają mniejszy wybór. Weź się skup.
    ----------------------------
    Mają możliwość, ale dużo mniejszą. To nie jest układ zero-jedynkowy. Ja też mam możliwość wygrania w totka.
  • aandzia43 09.08.17, 21:05
    marek.zak1 napisał:

    > aandzia43 napisała:
    > >
    > > Powyżej wyraźnie napisałeś, że brzydkie nie mają możliwości związania się
    > z fajnym facetem. A teraz odkręcasz, że tylko mają mniejszy wybór. Weź się sku
    > p.
    > ----------------------------
    > Mają możliwość, ale dużo mniejszą. To nie jest układ zero-jedynkowy. Ja też mam
    > możliwość wygrania w totka.

    Ach, czyli jednak mają możliwośc? ;-) Nie, szansa na szczęście dla brzydkiej dziewczyny jest bez porównania większa niż twoja szansa na wygranie w totolotka.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • marek.zak1 09.08.17, 21:57
    aandzia43 napisała:

    > Ach, czyli jednak mają możliwośc? ;-) Nie, szansa na szczęście dla brzydkiej dziewczyny jest bez porównania większa niż twoja szansa na wygranie w totolotka.
    --------------
    Też się zgodzę. Szansa w totku to jeden na miliony, a dla tej nieładnej jednak większa :).
    To wszystko biologia i walka o najlepsze geny męskie i kobiece. Ładniejsze, silniejsi, zdolniejsi, sprytniejsi mają większe szanse, a czy je wykorzystują to inna sprawa.
    Sprowadzanie tego do prostytucji jest zwyczajnie niesprawiedliwe.
  • gogol77 06.08.17, 12:43
    hello-kitty2 napisała:
    > Jestes mentalnym wiezniem swojego przypadkowego sukcesu.>

    Wstawiłem to jako swoja sygnaturkę!!! Dzięki kitty!
    Bo większość sukcesów (tu akurat mówimy o erotycznych) jest przypadkowa i polega na przypadkowym znalezieniu się we właściwym czasie we właściwym miejscu:
    Marek pod kioskiem - parę minut później i była by dupa blada, ja: choroba -> koedukacyjny akademik -> żona lub też ja: reklamacja rozmowy międzymiastowej -> flirt przez telefon -> kochanka, arabski kraj gdzie seks to nieosiągalny rarytas -> szpital pełen wyposzczonych pań itd, itp.
    A na innych polach? Oczywiście, że ważna jest praca ale bez odrobiny szczęścia, umiejętności wykorzystania sprzyjających przypadkowych okoliczności też była by dupa blada. Przypadkowych!
    Bo gdyby pod tym kioskiem zamiast Marka był Kombi to co by dziś robiła ówczesna licealistka Ela? Nie można wykluczyć także tego, że po wielu nieudanych związkach znalazła by się na tym forum z tekstami jacy to faceci są wredni.

  • gogol77 06.08.17, 12:52
    gogol77 napisał:
    > Wstawiłem to jako swoja sygnaturkę!!! Dzięki kitty!
    --
    Jestem mentalnym więźniem swojego przypadkowego sukcesu (copy rights by kitty)
    ---------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Nie wstawiło się, a tu w opcji cytuj - jest. Jak to się robi?
  • marek.zak1 06.08.17, 12:58
    gogol77 napisał:

    > Bo większość sukcesów (tu akurat mówimy o erotycznych) jest przypadkowa i polega na przypadkowym znalezieniu się we właściwym czasie we właściwym miejscu:
    > Marek pod kioskiem - parę minut później i była by dupa blada, ja: choroba ->
    > ; koedukacyjny akademik -> żona lub też ja: reklamacja rozmowy międzymiastowej -> flirt przez telefon -> kochanka, arabski kraj gdzie seks to nieosiągalny rarytas -> szpital pełen wyposzczonych pań itd, itp.
    > A na innych polach? Oczywiście, że ważna jest praca ale bez odrobiny szczęścia, umiejętności wykorzystania sprzyjających przypadkowych okoliczności też była by dupa blada.
    --------------
    To oczywiście prawda, ale popatrz, jak postępowała Barbara Piasecka, która znalazła sie w domu pana Johnsona. Czy ona pozostała jego asystentką, utrzymanka, która płaciła za swój pokoik w jego pałacu i rozliczała się z niego? Nie, ona za niego wyszła a po jego śmierci dostała gros akcji firmy. To nie jest kwestia szczęścia, tylko braku kompleksów, pewności siebie i cenienie swojej wartości, czyli tego, czego Polacy w swojej większości na Zachodzie nie mają.
    Szczęście jest ważne, ale trzeba dobrze grać żeby coś ugrać. Gdybyś nie skończył studiów i nie znał języków, tez za dolary byś nie pracował i do kasty krajowców dewizowych byś nie należał. .
  • mabelle2000 06.08.17, 13:16
    marek.zak1 napisał:

    > To oczywiście prawda, ale popatrz, jak postępowała Barbara Piasecka, która znal
    > azła sie w domu pana Johnsona. Czy ona pozostała jego asystentką, utrzymanka, k
    > tóra płaciła za swój pokoik w jego pałacu i rozliczała się z niego? Nie, ona za
    > niego wyszła a po jego śmierci dostała gros akcji firmy. To nie jest kwestia s
    > zczęścia, tylko braku kompleksów, pewności siebie i cenienie swojej wartości, c
    > zyli tego, czego Polacy w swojej większości na Zachodzie nie mają.

    Ja pierdole Marek, napisz poradnik dla kobiet " jak dobrze sie sprzedac" . Bogato wydac sie za maz dopiero swiadczy o kompleksach, a nie o ich braku. Jesli jako kobieta szukam losia, ktory bedzie na mnie zarabial, to znaczy, ze sama tego nie potrafie. Zamietasz, czy dalej bedziesz pisal te bzdury?

  • hello-kitty2 06.08.17, 13:34
    mabelle2000 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > To oczywiście prawda, ale popatrz, jak postępowała Barbara Piasecka, któr
    > a znal
    > > azła sie w domu pana Johnsona. Czy ona pozostała jego asystentką, utrzyma
    > nka, k
    > > tóra płaciła za swój pokoik w jego pałacu i rozliczała się z niego? Nie,
    > ona za
    > > niego wyszła a po jego śmierci dostała gros akcji firmy. To nie jest kwe
    > stia s
    > > zczęścia, tylko braku kompleksów, pewności siebie i cenienie swojej warto
    > ści, c
    > > zyli tego, czego Polacy w swojej większości na Zachodzie nie mają.
    >
    > Ja pierdole Marek, napisz poradnik dla kobiet " jak dobrze sie sprzedac" . Boga
    > to wydac sie za maz dopiero swiadczy o kompleksach, a nie o ich braku. Jesli ja
    > ko kobieta szukam losia, ktory bedzie na mnie zarabial, to znaczy, ze sama tego
    > nie potrafie. Zapamietasz, czy dalej bedziesz pisal te bzdury?

    Mnie to, co on pisze o kobietach, brzydzi. Dlatego w ogole nie komentuje. Natomiast skoro Polacy z kompleksami wyjechali na Zachod, do chyba lepiej dla Ojczyzny.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • marek.zak1 06.08.17, 15:03
    hello-kitty2 napisała:
    Mnie to, co on pisze o kobietach, brzydzi. Dlatego w ogole nie komentuje. Natomiast skoro Polacy z kompleksami wyjechali na Zachod, do chyba lepiej dla Ojczyzny.
    > ---------------
    Ja o kobietach pisze zawsze dobrze, bo są lepszą częścią świata. Natomiast kompleksy wynikły z historii, biedy i oderwania od Zachodu. Jak przez 30 lat przeciętny Polak zarabiał miesięcznie, tyle ile przeciętny Niemiec dziennie, powstała przepaść finansowa, i poczucie bycia gorszą częścią świata która mozolnie zasypujemy, w ostatnich 25 latach.
  • marek.zak1 06.08.17, 14:48
    mabelle2000 napisała:
    > Ja pierdole Marek, napisz poradnik dla kobiet " jak dobrze sie sprzedac" .
    ----------------
    Nike, bycie pełnoprawnym partnerem, nie gorszym krewnym z kompleksami.
  • hello-kitty2 04.08.17, 20:15
    aandzia43 napisała:

    > A ja nie po raz pierwszy niestety widzę kojarzenie zasad i moralności z religią
    > . Jak widzę na forum BSwM "mądrość" też dotarła.

    Mowie o zalobie. Jesli nie masz kontaktu z zadna religia, w nic nie wierzysz, to skad masz wiedziec, ze nosi sie zalobe po zmarlym i ze sie np nie imprezuje kolo zwlok, bo zmarlym nalezy sie czesc. Ja wiem, ze sie kazdemu wydaje, ze wlasne zasady mormalne sobie sam wymyslil. No niestety nie, wymyslono je na dlugo, dlugo przed nami i wiedze o nich dziedziczymy. Warto by bylo doceniac ich zrodla zamiast byc pysznym. Tez tak kiedys myslalam, ze Kosciol to gowno, Katolicy to gowno, ksiadz to gowno, ja wiem najlepiej. A prawda jest taka, ze ja gowno wiem i Ty gowno wiesz. Nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzoloz nie Ty wymyslilas ani nie ja, ani nikt z mojej rodziny ani z twojej. My tylko przekazujemy to, co nam przekazano, a kto to wymyslil i kto stoi na strazy tego? MOze jemu szacunek jednak.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • aandzia43 04.08.17, 20:24
    hello-kitty2 napisała:

    > aandzia43 napisała:
    >
    > > A ja nie po raz pierwszy niestety widzę kojarzenie zasad i moralności z r
    > eligią
    > > . Jak widzę na forum BSwM "mądrość" też dotarła.
    >
    > Mowie o zalobie. Jesli nie masz kontaktu z zadna religia, w nic nie wierzysz, t
    > o skad masz wiedziec, ze nosi sie zalobe po zmarlym i ze sie np nie imprezuje k
    > olo zwlok, bo zmarlym nalezy sie czesc. Ja wiem, ze sie kazdemu wydaje, ze wlas
    > ne zasady mormalne sobie sam wymyslil. No niestety nie, wymyslono je na dlugo,
    > dlugo przed nami i wiedze o nich dziedziczymy. Warto by bylo doceniac ich zrodl
    > a zamiast byc pysznym. Tez tak kiedys myslalam, ze Kosciol to gowno, Katolicy t
    > o gowno, ksiadz to gowno, ja wiem najlepiej. A prawda jest taka, ze ja gowno wi
    > em i Ty gowno wiesz. Nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzoloz nie Ty wymyslilas a
    > ni nie ja, ani nikt z mojej rodziny ani z twojej. My tylko przekazujemy to, co
    > nam przekazano, a kto to wymyslil i kto stoi na strazy tego? MOze jemu szacunek
    > jednak.
    >

    Nie jestem pyszna i nie gardzę religią. Szacunek dla zmarłych mamy wpisany w geny. Mają go niektóre gatunki zwierząt, miały go hominidy mniej wyrafinowane niż homo sapiens.


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • lybbla 03.08.17, 19:02
    hello-kitty2 napisała:


    > No wiem. Wszystkie moje kolezanki maja swoje konta,

    A Ty jesteś dinozaur i dzieci będą Cię wytykać palcami.

    >nawet te pozostajace na utrzymaniu swoich chlopow.

    To akurat nie Twój przypadek

    > Sprowadzasz moje problemy do absurdu.

    A nie są absurdalne?

    Oszacuj dług pieniężny jaki masz wobec partnera.
    Co miesiąc ze swojego konta spłacaj ratę tego długu oraz dokładaj się do utrzymania domu. Po jakimś czasie nie będziesz miała żadnego długu pieniężnego.

    Pomoc, której Ci udzielił partner w trudnych chwilach jest bezcenna.
    Zrewanżuj mu się tym samym gdy popadnie w tarapaty.
    To żaden wstyd dbać o swoich byłych partnerów.
  • hello-kitty2 03.08.17, 19:46
    lybbla napisał:

    > Oszacuj dług pieniężny jaki masz wobec partnera.
    > Co miesiąc ze swojego konta spłacaj ratę tego długu oraz dokładaj się do utrzym
    > ania domu. Po jakimś czasie nie będziesz miała żadnego długu pieniężnego.
    >
    > Pomoc, której Ci udzielił partner w trudnych chwilach jest bezcenna.
    > Zrewanżuj mu się tym samym gdy popadnie w tarapaty.
    > To żaden wstyd dbać o swoich byłych partnerów.

    Wreszcie konkret i to niezlosliwie. Pozytywny szok. Wypada podziekowac i poprosic o wiecej takiego Lybbly.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • gogol77 03.08.17, 15:36
    hello-kitty2 napisała:
    > Raczej sklaniam sie ku diagnozie, ze mnie po prostu nie kocha.....
    I nie chodzi tu o to jak to maja tu panie w zwyczaju pisywac: 'nie czuje sie atrakcyjna jako kobieta', tylko nieatrakcyjna jako czlowiek, nieludzka, nieciepla, nieempatyczna, niemila. Co sie bede rozpisywac, nie musze sie chyba przedstawiac ;)>

    Jest w tym coś kitty.
    Kiedyś Ci napisałem, że się Ciebie boję. Może on też się Ciebie boi.
    A da się kochać kogoś kogo się boimy??? Ruchać może i tak, ale kochać???
    A Twojemu może nawet nie chodzić o obawę, że mu wpierdolisz jakby co. To może być m.in. obawa przed tą agresją, która Ci się przydarza, np. gdy przedawkujesz alko.
    No a ta Twoja wyliczanka nie...nie...nie...? Na różne rzeczy faceci lecą. Może i są tacy, np. fani kobiet dominujących.
    Albo ci od sado-maso?
    Ale u mnie: baba z pejczem w błyszczących lateksach??? Zwis kompletny i permanentny!
    Ze strachu!!!

  • hello-kitty2 03.08.17, 18:08
    gogol77 napisał:

    To może b
    > yć m.in. obawa przed tą agresją, która Ci się przydarza, np. gdy przedawkujesz
    > alko.

    Boze to juz naroslo do rozmiarow legendy. Nie zdarza mi sie byc agresywna z powodu alkoholu.

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • proteinawy 04.08.17, 09:31
    > nieatrakcyjna jako czlowiek, nieludzka, nieciepla, nieempatyczna, niemila. Co sie bede rozpisywac, nie musze sie chyba przedstawiac ;) <

    Gryzie mnie ta charakterystyka. Nie widze tego w ten sposób z tego co piszesz. Sporo ludzi tutaj lubi sobie poźlamdać (źlamdać jest chyba ze Śląska, bardzo udane słowo). Że było źle, albo będzie źle, albo jest źle. Albo że "koleżanka" ma źle. Albo chociaż książkę poczytać napisana w tym duchu.

    Nie wyczuwa sie tego u Ciebie. Moze faceci lubią jęczące kobiety? Moze sie włącza instynkt opieki? Nie jestes czasem ofiara przemocowca (a spokojnie w świetle forumowych standardów mogłabyś mowić o trzech). Popraw sie :)
  • hello-kitty2 04.08.17, 11:39
    proteinawy napisał(a):

    > Nie wyczuwa sie tego u Ciebie. Moze faceci lubią jęczące kobiety? Moze sie włąc
    > za instynkt opieki? Nie jestes czasem ofiara przemocowca (a spokojnie w świetle
    > forumowych standardów mogłabyś mowić o trzech). Popraw sie :)

    Bylabym hipokryta gdybym miala kogos nazwac przemocowcem.
    Troche spoznieni gdyz lato za pasem ale przypomnialo mi sie kiedys jak Rekreativii polecalam kiedys Szostke Weidera, bije sie w piers i wklejam wlasciwa szostke Vadera. Tobie Proteinowy tez polecajac tak, jak on mowi szczegolnie martwy cia