Dodaj do ulubionych

Fisher jak antydepresant niszczy zdolność kochania

31.08.17, 08:17
Ciekawe:
www.youtube.com/watch?time_continue=3&v=IcG6J-8OwAo
--
"There is no Love without fear of loss" Esther Perel
Edytor zaawansowany
  • 31.08.17, 08:58
    Zawsze jak leki wychodzą spod ochrony patentowej (co pani F nadmieniła) , nagle okazuje się, że ich efekty uboczne są coraz poważniejsze. Nie należy sie tym jednak martwić, bo czołowe firmy farmaceutyczne maja już przygotowane nowe leki NOWEJ GENERACJI, tych efektów ubocznych pozbawione. Jestem w tym teatrze już tyle lat, że bawi mnie to, jak ludzie ciągle wierzą w takie bajki.
    Dla Twojej wiadomości, nowych leków nigdy nie porównuje się z tymi istniejącymi, tylko z placebo, więc tak naprawdę nie wiadomo, czy są lepsze, czy gorsze. Ważne że są opatentowane i wielokrotnie droższe. Nowa generacja kosztuje.
  • 31.08.17, 09:08
    Ona gada o zaburzeniu mechanizmu gratyfikacji i interakcji tych mechanizmów w mózgu.
    To przeciez podstawa działania antydepresantow i żadna lepsza generacja tego nie zmieni

    --
    "There is no Love without fear of loss" Esther Perel
  • 31.08.17, 09:20
    urquhart napisał:

    > Ona gada o zaburzeniu mechanizmu gratyfikacji i interakcji tych mechanizmów w mózgu.
    > To przeciez podstawa działania antydepresantow i żadna lepsza generacja tego nie zmieni
    ------------------
    Dlaczego. Zaraz znajdziemy leki działające inaczej, wg innego mechanizmu i nawet może być, że one nie mają wpływu na miłość. Tam gdzie w grze są miliardy wszystko jest możliwe.
    O wyeliminowaniu najskuteczniejsze j statyny (Lipobay) pozwoliłem sobie nawet napisać książkę.
  • 01.09.17, 01:55
    urquhart napisał:

    > Ona gada o zaburzeniu mechanizmu gratyfikacji i interakcji tych mechanizmów w m
    > ózgu.
    > To przeciez podstawa działania antydepresantow i żadna lepsza generacja tego ni
    > e zmieni
    A jak to tłumaczy?
    Podstawa działania antydeoresantów to inhibicja wtórnego wychwytu serotoniny.
    Zaburzenia mechanizmów gratyfikacji to wg mnie wyuczona w dzieciństwie postawa, nie ma to raczej nic wspólnego z farmakologią. Tak przynajmnie mnie uczono, z tym że ja na prozaku się zatrzymałem, przyznaję że nie wiem jak to jest z tymi "najnowszymi generacjami" antydepresantów.
    Tak a propos zjeb.nia układu motywacyjnego to THC jest w tym skuteczny, o czym wogóle sie nie mówi.
  • 01.09.17, 15:40
    druginudziarz napisał:
    > Podstawa działania antydeoresantów to inhibicja wtórnego wychwytu serotoniny.
    > Zaburzenia mechanizmów gratyfikacji to wg mnie wyuczona w dzieciństwie postawa,
    > nie ma to raczej nic wspólnego z farmakologią.

    Nie do końca nie ma nic wspólnego, ale na pewno nie ma takiego znaczenia jakie przypisuje mu urgu.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 01.09.17, 15:44
    urquhart napisał:

    > Ona gada o zaburzeniu mechanizmu gratyfikacji i interakcji tych mechanizmów w m
    > ózgu.
    > To przeciez podstawa działania antydepresantow i żadna lepsza generacja tego ni
    > e zmieni



    A jakie wspły według Ciebie ma działanie antydepresacntów na mechanizm gratyfikacji? I o jaka interację Ci chodzi?
    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 01.09.17, 16:41
    Fisher badając jak miłość romantyczną i przywiązanie pary co mnie inspiruje w neuroscience przy okazji zauważyła że z punktu widzenia badania neuroprzekaźników i obrazowania mózgu to stany poniekąd niepoczytalności i szaleństwa które u badanych osob biorące antydepresanty nie wystepuja
    Reszta z tą gratyfikacją to jedynie próba wyśnienia dlaczego tak jest.

    Nie mam żadnych własnych doświadczeń z antydepresantami SSRI ani przemyśleń do tematu ale temat ich brania pojawia się tu często wiec o takich ich konsekwencjach wspomnieć że to zabójcze nie tylko dla libido ale i dla uczuć które są fundamentem miłości pary.

    Z drugiej strony można się domyślać że kolosalne pieniądze na PR firmy farmaceutyczne są w stanie wyłożyć żeby temat zakopać czy zmarginalizować bo to dla nich żyła złota.

    Wiecej dla użytkowników SSRI (można użyć google translator):

    www.quora.com/There-is-evidence-that-SSRIs-and-neuroleptics-kill-romantic-feelings-Is-it-worth-going-to-marriage-counselling-if-your-spouse-is-taking-SSRIs
    articles.latimes.com/2007/jul/30/health/he-antidepressants30
  • 01.09.17, 17:50
    > Fisher badając jak miłość romantyczną i przywiązanie pary co mnie inspiruje w n
    > euroscience przy okazji zauważyła że z punktu widzenia badania neuroprzekaźnikó
    > w i obrazowania mózgu to stany poniekąd niepoczytalności i szaleństwa które u b
    > adanych osob biorące antydepresanty nie wystepuja
    > Reszta z tą gratyfikacją to jedynie próba wyśnienia dlaczego tak jest.
    >
    > Nie mam żadnych własnych doświadczeń z antydepresantami SSRI ani przemyśleń do
    > tematu ale temat ich brania pojawia się tu często wiec o takich ich konsekwencj
    > ach wspomnieć że to zabójcze nie tylko dla libido ale i dla uczuć które są fund
    > amentem miłości pary.

    Z tego co piszesz wynika, że ant. nie niszczą zdolności kochania, jak z przytupem obwieściłeś w tytule wątku, tylko zdolność szalonego zakochiwania się. Fakt, obcinają górne i dolne rejestry emocji, sama odczuwam. A do jakiej wartości (jeśli można mówić o mierzeniu emocji) utną, to zależy od tego jakie kto z nas osiąga amplitudy. No i pewnie ile zjada, co zjada i jak na niego dany lek działa. Mnie ucinają do poziomu braku pierdolca, co mnie bardzo cieszy. Pierdolec w jedną stronę to ponure depresje, w drugą hipomanie. Nie da się odpowiedzialnie i szczęśliwie funkcjonować na dłuższą metę ani w jednym, ani w drugim stanie. Mam jakąś lekką postać dwubiegunówki (typ II), typowych stabilizatorów nie potrzebuję (nawet źle na mnie działają), antydepresanty dobrze spełniają tę rolę.
    Mogę kochać na ant., nie wycięło mi tej zdolności. Mogę z satysfakcją uprawiać seks. Wszystko działa jak należy, nie ma tylko pierdolonych huśtawek. No i ceną za brak dołów jest brak najwyższych górnych rejestrów. Ale widać taka moja natura, że i tak wysoko szybuję nawet na ant. ;-) Inne zalety to niższy stopień neurotyczności, bardziej optymistyczny ogląd świata, umiejętność spokojnego rozważenia wielu newralgicznych spraw, możliwość spokojnego cieszenia się tym co jest.
    A propos badań jeszcze: nie mam pojęcia jakich ludzi badano, dlaczego brali leki, co im dolegało zanim zaczęli je brać. Przyjmuję do wiadomości, że nie "szczytują" oni emocjami podsamo niebo. Tylko czy ktoś badał też ich zdolność zakochiwania się np.? Bo o zdolności kochania wypowiadać się nie będę ;-)


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 01.09.17, 20:36
    aandzia43 napisała:
    > Z tego co piszesz wynika, że ant. nie niszczą zdolności kochania, jak z przytup
    > em obwieściłeś w tytule wątku, tylko zdolność szalonego zakochiwania się. Fakt,
    > obcinają górne i dolne rejestry emocji, sama odczuwam. A do jakiej wartości (j
    > eśli można mówić o mierzeniu emocji) utną, to zależy od tego jakie kto z nas os
    > iąga amplitudy. No i pewnie ile zjada, co zjada i jak na niego dany lek działa.

    Byłam zakochana szaleńczo i uprawiałam kilka razy dziennie udany ( bardzo udany) seks na antydepresantach. Przy innym partnerze odczułam nagły spadek pożądania:)) Róznica? dojście zajmuje mi więcej czasu. Z tym że rozkochałam się właśnie wtedy w długo trwającej podróży bez obowiązku obrania celu....to rozszerzyło moje seksualne horyzonty.

    > Mnie ucinają do poziomu braku pierdolca, co mnie bardzo cieszy. Pierdolec w je
    > dną stronę to ponure depresje, w drugą hipomanie. Nie da się odpowiedzialnie i
    > szczęśliwie funkcjonować na dłuższą metę ani w jednym, ani w drugim stanie. Mam
    > jakąś lekką postać dwubiegunówki (typ II), typowych stabilizatorów nie potrzeb
    > uję (nawet źle na mnie działają), antydepresanty dobrze spełniają tę rolę.
    > Mogę kochać na ant., nie wycięło mi tej zdolności. Mogę z satysfakcją uprawiać
    > seks. Wszystko działa jak należy, nie ma tylko pierdolonych huśtawek. No i ceną
    > za brak dołów jest brak najwyższych górnych rejestrów. Ale widać taka moja nat
    > ura, że i tak wysoko szybuję nawet na ant. ;-) Inne zalety to niższy stopień ne
    > urotyczności, bardziej optymistyczny ogląd świata, umiejętność spokojnego rozwa
    > żenia wielu newralgicznych spraw, możliwość spokojnego cieszenia się tym co jes
    > t.

    Stan oranizmu można rozpoznać dopiero po podleczeniu. Ja przy pierwszym epizodzie depresji nie zdawałam sobie sprawy że ze mną jest tak żle. Następne wychwytywałam szybko. Okresów podwyższonego nastroju bardzo mi brakuje. Coś za coś.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 01.09.17, 22:51

    > Byłam zakochana szaleńczo i uprawiałam kilka razy dziennie udany ( bardzo udany
    > ) seks na antydepresantach. Przy innym partnerze odczułam nagły spadek pożądani
    > a:)) Róznica? dojście zajmuje mi więcej czasu. Z tym że rozkochałam się właśnie
    > wtedy w długo trwającej podróży bez obowiązku obrania celu....to rozszerzyło m
    > oje seksualne horyzonty.

    Ooo tak :-)

    >
    > Stan oranizmu można rozpoznać dopiero po podleczeniu. Ja przy pierwszym epizodz
    > ie depresji nie zdawałam sobie sprawy że ze mną jest tak żle. Następne wychwyty
    > wałam szybko. Okresów podwyższonego nastroju bardzo mi brakuje. Coś za coś.

    Tak, jak się wraca do zdrowia, to jest po pierwsze zdumienie: o kurwa ale było źle! Oraz: o kurwa, ale jestem szczęśliwa jak jestem normalna! ;-)
    Okresy podwyższonego nastroju są cudne, ale kiedyś trochę narozrabiałam, więc nie tęsknię.


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 02.09.17, 07:17
    aandzia43 napisała:
    > Tak, jak się wraca do zdrowia, to jest po pierwsze zdumienie: o kurwa ale było
    > źle! Oraz: o kurwa, ale jestem szczęśliwa jak jestem normalna! ;-)
    > Okresy podwyższonego nastroju są cudne, ale kiedyś trochę narozrabiałam, więc n
    > ie tęsknię.

    W mojej robocie większość zalekowana. te które nie są, płaczą gdy im sie cokolwiek powie. I patrzą ze zgrozą na te na lekach:))
    Co do rozrabiania...nie miałam nigdy manii tylko momemnty euforii trwające króciutko. Zachowania ryzykowne pojawiały się gdy na lekach brałam się za picie alko.


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 01.09.17, 22:09
    aandzia 43?napisała
    >Z tego co piszesz wynika, że ant. nie niszczą zdolności kochania, jak z przytupem obwieściłeś w tytule wątku, tylko zdolność szalonego zakochiwania się. Fakt, obcinają górne i dolne rejestry emocji, sama odczuwam. A do jakiej wartości (jeśli można mówić o mierzeniu emocji) utną, to zależy od tego jakie kto z nas osiąga amplitudy. No i pewnie ile zjada, co zjada i jak na niego dany lek działa. Mnie ucinają do poziomu braku pierdolca, co mnie bardzo cieszy. Pierdolec w jedną stronę to ponure depresje, w drugą hipomanie. Nie da się odpowiedzialnie i szczęśliwie funkcjonować na dłuższą metę ani w jednym, ani w drugim stanie. Mam jakąś lekką postać dwubiegunówki (typ II), typowych stabilizatorów nie potrzebuję (nawet źle na mnie działają), antydepresanty dobrze spełniają tę rolę.
    Mogę kochać na ant., nie wycięło mi tej zdolności. Mogę z satysfakcją uprawiać seks. Wszystko działa jak należy, nie ma tylko pierdolonych huśtawek. No i ceną za brak dołów jest brak najwyższych górnych rejestrów. Ale widać taka moja natura, że i tak wysoko szybuję nawet na ant. ;-) Inne zalety to niższy stopień neurotyczności, bardziej optymistyczny ogląd świata, umiejętność }<

    Właśnie miałam Cię pytać Aandzia, czy branie a/depr. wycięło Ci umiejętność kochania, jak to zdawał się sugerować Urquhart.? W swojej codziennej praktyce spotykam się z ludźmi, którzy antydepresanty łyjają prawie jak cukierki, dzień dzień, miesiąc w miesiąc- i nigdy by mi nie przyszło na myśl, że oni, akurat oni muszą wspomagać się tego typu środkami, że muszą je zaźywać, żeby móc funkcjonować, żyć i cieszyć się tymi chwilami, a jednak - bo tu żadne reguły się nie wpisują, nic nie jest oczywiste i nie ma miejsca na zdziwienie, po prostu, jest jak jest, czysta,
    zwyczajna rzeczywistość, zrozumienie, tolerancja i nieocenianie. Z drugiej strony, dziś ta łatwość dostępu do pigułki " szczęścia " jest nadzwyczajna, ilości sprzedawanych antydepresantów idą w setki w skali miesiąca,bo i życie jest kurewsko trudne i wydaje mi się, że nie ma co silić się na jakiekolwiek oceny,czy to potrzebne, czy nadużywane - widocznie skoro biorą, to potrzebują i może łatwiej im funkcjonować i trwać,tak zwyczajnie i po prostu.
  • 01.09.17, 23:16
    > ny, dziś ta łatwość dostępu do pigułki " szczęścia " jest nadzwyczajna, ilości
    > sprzedawanych antydepresantów idą w setki w skali miesiąca,bo i życie jest kure
    > wsko trudne i wydaje mi się, że nie ma co silić się na jakiekolwiek oceny,czy t
    > o potrzebne, czy nadużywane - widocznie skoro biorą, to potrzebują i może łatwi
    > ej im funkcjonować i trwać,tak zwyczajnie i po prostu.

    Nie wiem co komu potrzebne. Nie znam natomiast ani jednej osoby długotrwale zażywającej bez wyraźnego powodu.
    Leków wszelakich jako gatunek łykamy dużo. Najwyraźniej słychać jednak w Polsce tylko larum w związku z używaniem/nadużywaniem antydepresantow i leków przeciwbólowych. To co przynosi ulgę jest passe w narodku rozmiłowanym w cierpieniu ;-)

    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 01.09.17, 23:16
    > ny, dziś ta łatwość dostępu do pigułki " szczęścia " jest nadzwyczajna, ilości
    > sprzedawanych antydepresantów idą w setki w skali miesiąca,bo i życie jest kure
    > wsko trudne i wydaje mi się, że nie ma co silić się na jakiekolwiek oceny,czy t
    > o potrzebne, czy nadużywane - widocznie skoro biorą, to potrzebują i może łatwi
    > ej im funkcjonować i trwać,tak zwyczajnie i po prostu.

    Nie wiem co komu potrzebne. Nie znam natomiast ani jednej osoby długotrwale zażywającej bez wyraźnego powodu.
    Leków wszelakich jako gatunek łykamy dużo. Najwyraźniej słychać jednak w Polsce tylko larum w związku z używaniem/nadużywaniem antydepresantow i leków przeciwbólowych. To co przynosi ulgę jest passe w narodku rozmiłowanym w cierpieniu ;-)

    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 02.09.17, 07:21
    aandzia43 napisała:
    > Nie wiem co komu potrzebne. Nie znam natomiast ani jednej osoby długotrwale zaż
    > ywającej bez wyraźnego powodu.
    > Leków wszelakich jako gatunek łykamy dużo. Najwyraźniej słychać jednak w Polsce
    > tylko larum w związku z używaniem/nadużywaniem antydepresantow i leków przeciw
    > bólowych. To co przynosi ulgę jest passe w narodku rozmiłowanym w cierpieniu ;-

    Niedawno odkryłam na swoim paznokciu zmianę która wyglądała nie pokojąco. Jakoś się bardzo nie przejęłam, ale do lekarza postanowiłam pójść. Większość moich znajomych patrzyła na mnie z politowaniem i zażenowaniem. Nie przesadzaj...
    W Polsce masz prawo pójść do lekazra jak nie masz już siły. Bo "inni" lepiej wiedzą jak się czujesz, czy Twój mąż był łajdakiem, ile jesz, jak pracujesz i dosłownie całą resztę znają lepiej.


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 03.09.17, 19:06
    zawle napisała
    >aandzia43 napisała:
    > Nie wiem co komu potrzebne. Nie znam natomiast ani jednej osoby długotrwale zaż
    > ywającej bez wyraźnego powodu.<

    Ja znam - są to osoby, które fakt długoletniego leczenia ( najczęściej psychiatrycznego) wykorzystują np. w celu zdobycia świadczeń przedemerytalnych albo rentowych i odpowiednia jednostka chorobowa skutecznie im w tym pomaga.Z tym, że nie mnie oceniać, co komu jest potrzebne do szczęścia, albo do w miarę normalnego funkcjonowania, czasem trzeba nakarmić mózg lekami, by móc dobrze funkcjonować i odnaleźć się w rzeczywistości.

    > Leków wszelakich jako gatunek łykamy dużo. Najwyraźniej słychać jednak w Polsce
    > tylko larum w związku z używaniem/nadużywaniem antydepresantow i leków przeciw
    > bólowych. To co przynosi ulgę jest passe w narodku rozmiłowanym w cierpieniu ;-<

    I stąd te fobie w ordynowaniu opiatów, nawet w przypadku chorób terminalnych- niech cierpi, byleby tylko nie być posądzonym o niej daj boże chęć ulżenia w cierpieniu prawie że rownającej się eutanazji.

    >Niedawno odkryłam na swoim paznokciu zmianę która wyglądała nie pokojąco. Jakoś się bardzo nie przejęłam, ale do lekarza postanowiłam pójść. Większość moich znajomych patrzyła na mnie z politowaniem i zażenowaniem. Nie przesadzaj...
    W Polsce masz prawo pójść do lekazra jak nie masz już siły. Bo "inni" lepiej wiedzą jak się czujesz, czy Twój mąż był łajdakiem, ile jesz, jak pracujesz i dosłownie całą resztę znają lepiej>

    E,no chyba jednak nie tylko wtedy, gdy już nie wyrabiasz. . Część idzie, bo potrzebuje w tym konkretnym momencie L4, bo leki, które dostają na swoją przypadłość to zwykłe placebo,które nie ma mocy i prawa pomóc, no ale zawsze warto mieć jakąś podkładkę. Czasem ludzie latają do lekarza z najmniejszym banałem , faszerują się chemią, wydają masę pieniędzy, bo chcą uzyskać od ręki natychmiastową poprawę i pozbycie się dyskomfortu, najlepiej już, od razu,po łyknięciu jednej tabletki. A to przecież jest zupełnie bezsensowne,to tak nie działa.
  • 05.09.17, 14:19
    ninek04 napisała:
    > Ja znam - są to osoby, które fakt długoletniego leczenia ( najczęściej psychiat
    > rycznego) wykorzystują np. w celu zdobycia świadczeń przedemerytalnych albo re
    > ntowych i odpowiednia jednostka chorobowa skutecznie im w tym pomaga.Z tym, że
    > nie mnie oceniać, co komu jest potrzebne do szczęścia, albo do w miarę normalne
    > go funkcjonowania, czasem trzeba nakarmić mózg lekami, by móc dobrze funkcjonow
    > ać i odnaleźć się w rzeczywistości.
    > E,no chyba jednak nie tylko wtedy, gdy już nie wyrabiasz. . Część idzie, bo pot
    > rzebuje w tym konkretnym momencie L4, bo leki, które dostają na swoją przypadło
    > ść to zwykłe placebo,które nie ma mocy i prawa pomóc, no ale zawsze warto mieć
    > jakąś podkładkę. Czasem ludzie latają do lekarza z najmniejszym banałem , fasze
    > rują się chemią, wydają masę pieniędzy, bo chcą uzyskać od ręki natychmiastową
    > poprawę i pozbycie się dyskomfortu, najlepiej już, od razu,po łyknięciu jednej
    > tabletki. A to przecież jest zupełnie bezsensowne,to tak nie działa.

    Ninek..gdzie Ty mieszkasz? Będę twój świat i Twoją aptekę omijac z daleka.


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 16.09.17, 23:45
    urquhart napisał:

    > Fisher badając jak miłość romantyczną i przywiązanie pary co mnie inspiruje w n
    > euroscience przy okazji zauważyła że z punktu widzenia badania neuroprzekaźnikó
    > w i obrazowania mózgu to stany poniekąd niepoczytalności i szaleństwa które u b
    > adanych osob biorące antydepresanty nie wystepuja

    No ja nie wiem czy szaleństwo i niepoczytalność to jest akurat to czego potrzebuje osoba w depresji ;)
    Wiesz czego tak naprawdę potrzebuje osoba w depresji? żeby dzień się nie zaczął. A jeśli się już na nieszczęście zaczął to żeby się nic nie działo, zero akcji, decyzji, zero ludzi, żeby już dzień się skończył.

    > Nie mam żadnych własnych doświadczeń z antydepresantami SSRI ani przemyśleń do
    > tematu ale temat ich brania pojawia się tu często wiec o takich ich konsekwencj
    > ach wspomnieć że to zabójcze nie tylko dla libido ale i dla uczuć które są fund
    > amentem miłości pary.

    Przypomniał mi sie jeden motyw który czasem się przewija w relacjach osób wychodzących z depresji farmakologicznie. Otóż faktycznie spada zainteresowanie seksem. Leci to mniej więcej tak "miałam depresję, nie układało się z mężem, mało seksu, zaczęłam się leczyć, relacje są dobre, tylko seks przestał mnie interesować, ale tak w ogóle, nie tylko z mężem".
    A może antydepresant znosząc lęk (bo ma też działanie antylękowe, nie zawsze ale ma) kasuje po prostu kompulsywne zainteresowanie seksem? ;)
  • 17.09.17, 17:29

    > No ja nie wiem czy szaleństwo i niepoczytalność to jest akurat to czego potrzeb
    > uje osoba w depresji ;)
    > Wiesz czego tak naprawdę potrzebuje osoba w depresji? żeby dzień się nie zaczął
    > . A jeśli się już na nieszczęście zaczął to żeby się nic nie działo, zero akcji
    > , decyzji, zero ludzi, żeby już dzień się skończył.

    Ooo tak, pięknie ujęte :-) Jeszcze dorzucę: i żeby zniknęła pamięć, jednym słowem zniknął człowiek.


    > > Nie mam żadnych własnych doświadczeń z antydepresantami SSRI ani przemyśl
    > eń do
    > > tematu ale temat ich brania pojawia się tu często wiec o takich ich konse
    > kwencj
    > > ach wspomnieć że to zabójcze nie tylko dla libido ale i dla uczuć które s
    > ą fund
    > > amentem miłości pary.
    >
    > Przypomniał mi sie jeden motyw który czasem się przewija w relacjach osób wycho
    > dzących z depresji farmakologicznie. Otóż faktycznie spada zainteresowanie seks
    > em. Leci to mniej więcej tak "miałam depresję, nie układało się z mężem, mało s
    > eksu, zaczęłam się leczyć, relacje są dobre, tylko seks przestał mnie interesow
    > ać, ale tak w ogóle, nie tylko z mężem".
    > A może antydepresant znosząc lęk (bo ma też działanie antylękowe, nie zawsze al
    > e ma) kasuje po prostu kompulsywne zainteresowanie seksem? ;)

    Coś w tym może być. Ludzi uprawiających seks kompulsywnie nie brakuje. Skoro po uregulowaniu procesów pod kopułą (farmakologicznie lub/i terapią) znikają lub wyciszaja się różne kompulsje i nałogi to i chorobliwe podejście do seksu pewnie też.


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 03.10.17, 10:30
    druginudziarz napisał:
    > Przypomniał mi sie jeden motyw który czasem się przewija w relacjach osób wycho
    > dzących z depresji farmakologicznie. Otóż faktycznie spada zainteresowanie seks
    > em. Leci to mniej więcej tak "miałam depresję, nie układało się z mężem, mało s
    > eksu, zaczęłam się leczyć, relacje są dobre, tylko seks przestał mnie interesow
    > ać, ale tak w ogóle, nie tylko z mężem".
    > A może antydepresant znosząc lęk (bo ma też działanie antylękowe, nie zawsze al
    > e ma) kasuje po prostu kompulsywne zainteresowanie seksem? ;)

    Sam spadek zainteresowania seksem to efekt z ulotki słabego działania dopaminy a wiec znosi gratyfikację seksu.

    Ale uderzajace było dla mnie co innego Drugi, że Fisher twierdzi że osoby które mają długoletnią najsilniejsza miłość to genetycznie te same które wpadają w depresje, mają te same charakterystyczne geny . Co ich rózni? Inne nastawienie, wychowanie, dobry wybór partnera ?

    Poniekąd rozumiem powoli czemu nasze koleżanki na antydepach takie sceptyczne są wobec idei Holly Grala związku . Ta zdolność albo największy dar albo największa klątwa.
    Antydepresant niszczy jedno i drugie.

    Tu znalazłem kiedyś o tym że gen silnych przeżyć (głębokiej miłości) to ten sam co depresji i nazywany SERT.

    Badacze z Uniwersytetu w Melbourne ustalili, że wariant genu SERT odpowiedzialnego za transport serotoniny w zależności od okoliczności może predysponować ludzi do odczuwania przemożnego szczęścia lub głębokiej depresji. Swoje odkrycie opisali w magazynie „British Journal of Psychiatry Open”.
    Na podstawie pięcioletniego badania 333 osób badacze wykazali, że posiadacze genu SERT łatwiej niż inni popadają w głęboką depresję, jeśli mają za sobą traumatyczne doświadczenia z okresu dzieciństwa. Jednak ci z nich, którzy są pozbawieni bagażu negatywnych doświadczeń, czują się na co dzień szczęśliwsi niż inni. Wszystko zależy od środowiska, w jakim przebywają.
    „Wyniki naszego badania sugerują, że ludzie z określonym genotypem są bardziej podatni na działanie negatywnych doświadczeń, ale świetnie prosperują we wspierającym otoczeniu” – mówi koordynator badania dr Chad Bousman.
    „Jednocześnie oznacza to, że geny nie przesądzają o czyimś losie i nie skazują nikogo z góry na niepowodzenie.
    www.focus.pl/artykul/gen-silnych-przezyc
    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • 03.10.17, 10:39
    Highly sensitive - wysoce wrażliwi ludzie silniej od innych przeżywają smutki, ale również silniej przeżywają radości. Czyli silniej przeżywają życie. I teraz - bardzo ważne jest żeby te osoby świadome już swej konstrukcji psychicznej odpowiednio dobierały sobie okoliczności życia, co nie jest takie łatwe i nie da się pewnie w 100% zrobić. Potrzebują kontaktu z pięknem i dobrem na co dzień, od syfilisu zaś powinny te osoby stronić bardziej niż inne.
  • 03.10.17, 11:17

    > Potrzebują kontaktu z pięknem i dobrem na co dzień, o
    > d syfilisu zaś powinny te osoby stronić bardziej niż inne.

    No to powrót do dyskusji co to wlasciwie to piekno i dobro i jak sie manifestuje ?
    Piekno i dobro harmonia porzadek Bog z drugiej chaos postęp zmiany burzenie porzadku oswiecenie Lucyfer?

    --
    "There is no Love without fear of loss" Esther Perel
  • 03.10.17, 12:49
    urquhart napisał:

    >
    > > Potrzebują kontaktu z pięknem i dobrem na co dzień, o
    > > d syfilisu zaś powinny te osoby stronić bardziej niż inne.
    >
    > No to powrót do dyskusji co to wlasciwie to piekno i dobro i jak sie manifestuj
    > e ?
    > Piekno i dobro harmonia porzadek Bog z drugiej chaos postęp zmiany burzenie por
    > zadku oswiecenie Lucyfer?
    >

    No to już jest jakaś makroskala, trzymając się konkretów codzienności: wysoce wrażliwa osoba może pracować w galerii sztuk pięknych, jako taka pani co stoi tam w prawie każdej sali, ponieważ jest estetycznie, ludzie w muzeach zachowują się kulturalniej. W zawodzie psychologa przyjmującego ofiary psycholi oraz samych psycholi wysłanych na terapię przez rodzinę będzie natomiast codziennie nurzała się w tough shit, so to speak. Tak kierunkowo, ja nie wykonywałem żadnego z tych zawodów.
  • 03.10.17, 13:12

    > No to już jest jakaś makroskala, trzymając się konkretów codzienności: wysoce w
    > rażliwa osoba może pracować w galerii sztuk pięknych, jako taka pani co stoi ta
    > m w prawie każdej sali, ponieważ jest estetycznie, ludzie w muzeach zachowują s
    > ię kulturalniej.

    No nie wiem, pracowałam jako "galernik" w muzeum ze sztuką współczesną - kantory i inne makabryczne ulepki i bohomazy humoru mi nie poprawiały. Dobrze ze żadnych Beksińskich tam nie mieli ;-) Co do zasady zgadzam się - nadmiar syfu nam, zwiędłym lelijom, szkodzi.



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 13:19
    aandzia43 napisała:

    >
    > > No to już jest jakaś makroskala, trzymając się konkretów codzienności: wy
    > soce w
    > > rażliwa osoba może pracować w galerii sztuk pięknych, jako taka pani co s
    > toi ta
    > > m w prawie każdej sali, ponieważ jest estetycznie, ludzie w muzeach zacho
    > wują s
    > > ię kulturalniej.
    >
    > No nie wiem, pracowałam jako "galernik" w muzeum ze sztuką współczesną - kantor
    > y i inne makabryczne ulepki i bohomazy humoru mi nie poprawiały. Dobrze ze żadn
    > ych Beksińskich tam nie mieli ;-) Co do zasady zgadzam się - nadmiar syfu nam,
    > zwiędłym lelijom, szkodzi.
    >

    Myślałem bardziej o Luwrze gdy to pisałem, ale wiesz po prostu nie da się w każdej wypowiedzi zawrzeć wszystkich otwarć i zamknięć danej refleksji bo dużo miejsca to by zajmowało, pozostawia się czytającemu wybór otwarć i zamknięć. Rozumiem zresztą że jako osoba o ponadprzeciętnej inteligencji nie tyle doprecyzowujesz coś co nie wymaga doprecyzowania na piśmie, ile opowiadasz coś ciekawego o sobie...
  • 03.10.17, 13:32

    > Myślałem bardziej o Luwrze gdy to pisałem, ale wiesz po prostu nie da się w każ
    > dej wypowiedzi zawrzeć wszystkich otwarć i zamknięć danej refleksji bo dużo mie
    > jsca to by zajmowało, pozostawia się czytającemu wybór otwarć i zamknięć. Rozum
    > iem zresztą że jako osoba o ponadprzeciętnej inteligencji nie tyle doprecyzowuj
    > esz coś co nie wymaga doprecyzowania na piśmie, ile opowiadasz coś ciekawego o
    > sobie...

    Nie, praca w charakterze galernika to nic ciekawego, jaja sobie robię bo mam dziś dobry humor - zaraz lecę wywijać czarną parasolką ;-)




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 13:29

    > Poniekąd rozumiem powoli czemu nasze koleżanki na antydepach takie sceptyczne s
    > ą wobec idei Holly Grala związku . Ta zdolność albo największy dar albo najwię
    > ksza klątwa.
    > Antydepresant niszczy jedno i drugie.

    Bzdura, sceptyczne nastawienie wynika bardziej z twoich interpretacji Holly Grala i wszystkiego co z nim związane, nie samej idei. Druga bzdura: nikt z nas tu obecnych zjadaczy prochów nie był na antydepresantach całe życie, więc co se wcześniej zbudował i znalazł to jego.

    >
    > Tu znalazłem kiedyś o tym że gen silnych przeżyć (głębokiej miłości) to ten sam
    > co depresji i nazywany SERT.
    >
    > Badacze z Uniwersytetu w Melbourne ustalili, że wariant genu SERT odpowiedzialn
    > ego za transport serotoniny w zależności od okoliczności może predysponować lud
    > zi do odczuwania przemożnego szczęścia lub głębokiej depresji. Swoje odkrycie o
    > pisali w magazynie „British Journal of Psychiatry Open”.
    > Na podstawie pięcioletniego badania 333 osób badacze wykazali, że posiadacze ge
    > nu SERT łatwiej niż inni popadają w głęboką depresję, jeśli mają za sobą trauma
    > tyczne doświadczenia z okresu dzieciństwa. Jednak ci z nich, którzy są pozbawie
    > ni bagażu negatywnych doświadczeń, czują się na co dzień szczęśliwsi niż inni.
    > Wszystko zależy od środowiska, w jakim przebywają.
    > „Wyniki naszego badania sugerują, że ludzie z określonym genotypem są bardziej
    > podatni na działanie negatywnych doświadczeń, ale świetnie prosperują we wspier
    > ającym otoczeniu” – mówi koordynator badania dr Chad Bousman.
    > „Jednocześnie oznacza to, że geny nie przesądzają o czyimś losie i nie skazują
    > nikogo z góry na niepowodzenie.
    > www.focus.pl/artykul/gen-silnych-przezyc

    Zgadza się. Dodam jeszcze, że moje poczucie spokojnego szczęścia (bez leków też) w niektórych okresach wynika rónież ze świadomości (bo mam pamięć i wgląd w siebie) jak fatalnie bywało i bywać jeszcze będzie. Nie stać mnie, siłowo i energetycznie, na celowe wystawianie się na dodatkowe zbędne ciosy i szaleństwa, bo dobrze wiem, że polegnę. Więc szarpanina z borderlinem czy innym psycholem nie dla mnie - za dużo ciosów, za mało szczęścia, bilans mi się nie zgadza. Stąd w ramach instynktu zachowawczego jakiś tam radar na świrów. Stąd również brak grania postawą "jaka ja jestem poświętliwa i jak mnie wszyscy wykorzystuję" - bólem i odebranymi ciosami (wcześniej oczywiście wystawiając się celowo na nie) grać mogą tylko ludzie z progiem bólowym martwego rotwailera.



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 13:41
    Urgu nie możesz ogarnąć, że ja też tam byłam. I że mi się nie podobało. W krainie przeciągania liny, gonienie króliczka i palenia wsi. Nie moje klimaty. I trudno mi je określić "miłością" czy "pożądaniem". Może Ciebie urgu nakręca zazdrość, złość, wkurw i połódkowy rzyg. Mnie nie. Gubię się w tym. I nawet nudzę będąc zagubioną. Zwyczajnie poszłam w inną stronę w tych poszukiwaniach.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 03.10.17, 13:49
    zawle napisała:

    > Urgu nie możesz ogarnąć, że ja też tam byłam. I że mi się nie podobało. W krain
    > ie przeciągania liny, gonienie króliczka i palenia wsi. Nie moje klimaty. I tru
    > dno mi je określić "miłością" czy "pożądaniem". Może Ciebie urgu nakręca zazdro
    > ść, złość, wkurw i połódkowy rzyg. Mnie nie. Gubię się w tym. I nawet nudzę bę
    > dąc zagubioną. Zwyczajnie poszłam w inną stronę w tych poszukiwaniach.
    >

    Dla porządku: też tam byłam. Kręciło mnie, i nadal kreci jakoś tam wspomnienie oraz dobrze pamiętam wyjebane w kosmos emocje, ale byłam wtedy młoda, niedojrzała, dopiero się formowałam a ostatecznie poszłam w inną stronę. I dobrze, bo zostając w tamtym świecie zostałabym pierdolniętym borderlinem, jak moja śp. babcia. Szczęśliwie dla mnie i moich bliskich dane mi było pójść dalej.



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 14:24
    > dno mi je określić "miłością" czy "pożądaniem". Może Ciebie urgu nakręca zazdro
    > ść, złość, wkurw i połódkowy rzyg. Mnie nie. Gubię się w tym. I nawet nudzę bę
    > dąc zagubioną. Zwyczajnie poszłam w inną stronę w tych poszukiwaniach.

    Nakręca mnie piekno manifestujace sie w kobiecości , szukanie szukanieych doznan, zmysłowość estetyka a niw wkurw i rzyg.
    Ale podswiadomie jako dla opuszczonego przez rodzicow dziecka mam świadomość ze obojętnośc jest dla mnie bardziej bolesna niz dla innych i mam silniejsza motywacje jesli ci o to chodzi.

    --
    Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka.
  • 03.10.17, 14:35
    no to wychodzi na to, że mamy tak samo. Tyle że co innego nazywamy związkiem, pożądaniem, pieknem, kobiecością, estetyką, zmysłowością, wkurwem i rzygiem. Poza tym wszystko tak samo;)

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 03.10.17, 14:50
    urquhart napisał:

    > > dno mi je określić "miłością" czy "pożądaniem". Może Ciebie urgu nakręca
    > zazdro
    > > ść, złość, wkurw i połódkowy rzyg. Mnie nie. Gubię się w tym. I nawet nu
    > dzę bę
    > > dąc zagubioną. Zwyczajnie poszłam w inną stronę w tych poszukiwaniach.
    >
    > Nakręca mnie piekno manifestujace sie w kobiecości , szukanie szukanieych dozn
    > an, zmysłowość estetyka a niw wkurw i rzyg.
    > Ale podswiadomie jako dla opuszczonego przez rodzicow dziecka mam świadomość ze
    > obojętnośc jest dla mnie bardziej bolesna niz dla innych i mam silniejsza moty
    > wacje jesli ci o to chodzi.
    >

    Obawiam się, że masz nie tyle silniejszą motywację, co bardziej gwałtownie reagujesz na zagrożenie bycia porzuconym, na cień czy przedsmak obojętności. To ani silniejsza motywacja, ani większa potrzeba bliskości - to panika. Poza tym możesz mieć wyższy próg doznań - z radoscią przyjmiesz cios z liścia bo on brzmi dla ciebie jak pogłaskanie w policzek i z dwojga złęgo jest dla ciebie lepszy niż brak kontaktu. W związku z powyższym masz skłonność do traktowania wszystkich odczuwających coś poniżej tego progu jak bezuczuciowych płaskich nudziarzy bez ikry ;-) Przesunięcie na skali doznawania. Musisz mieć huśtawkę i mentalne mordobicie bo inaczej się nudzisz.


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 05.10.17, 19:53
    zawle napisała:

    > Urgu nie możesz ogarnąć, że ja też tam byłam. I że mi się nie podobało. W krain
    > ie przeciągania liny, gonienie króliczka i palenia wsi. Nie moje klimaty. I tru
    > dno mi je określić "miłością" czy "pożądaniem". Może Ciebie urgu nakręca zazdro
    > ść, złość, wkurw i połódkowy rzyg. Mnie nie. Gubię się w tym. I nawet nudzę bę
    > dąc zagubioną. Zwyczajnie poszłam w inną stronę w tych poszukiwaniach.

    Coś zawle bardzo często to podkreślasz, urqu ma raczej dobra pamięć, nie trzeba mu przypominać po raz dwudziesty. No chyba że inny jest cel gdy tak powtarzasz.
  • 05.10.17, 20:10
    urquhart napisał:

    > Poniekąd rozumiem powoli czemu nasze koleżanki na antydepach takie sceptyczne s
    > ą wobec idei Holly Grala związku . Ta zdolność albo największy dar albo najwię
    > ksza klątwa.
    > Antydepresant niszczy jedno i drugie.

    Trudno, czasem/często jest tak że nie czas żałować róż kiedy lasy płoną.
    Depresja skraca zycie, po prostu. Niszczy relacje, niszczy życie najbliższym.
    Ja nie zachęcam to sięgania po antydepresanty, nie zachęcam tez do siegania po antybiotyki, ale bywaja sytuacje, ze nie ma rady. To jest generalne pytanie czy bierzemy technologię (w tym medycynę) do tego by żyć lepiej/skuteczniej/produktywniej czy ją odrzucamy.
    Antydepresanty znam z autopsji, zresztą pusałem o tym, od czasu do czasu, raz-dwa razy w roku, mam spinę i biorę kapsułke-dwie, to mi pozwala utrzymać sie na powierzchni, tyle. Skuteczniejsze/mniej obciążajace to od leczenia problemów alkoholem czy drugami.

    > Tu znalazłem kiedyś o tym że gen silnych przeżyć (głębokiej miłości) to ten sam
    > co depresji i nazywany SERT.

    Ciekawe, musze poguglować.
    Ze studiów wiem, że z genami sa niespodzianki, że robią często robotę w dwie strony.
    Akademickim przykładem jest gen anemii sierpowatej który w jednym egzemplarzu (a jest recesywny) chroni przed śpiączka afrykańską (o ile dobrze pamiętam) ale w dwóch egzemplarzach skutkuje fatalną anemia sierpowata.
  • 05.10.17, 21:46

    > > co niespodzianki, że robią często robotę w dwie st
    > rony.
    > Akademickim przykładem jest gen anemii sierpowatej który w jednym egzemplarzu (
    > a jest recesywny) chroni przed śpiączka afrykańską (o ile dobrze pamiętam) ale
    > w dwóch egzemplarzach skutkuje fatalną anemia sierpowata.

    Pisali w paru miejscach że w rodzinach, w których jest więcej schizofreników jest też więcej ludzi ponadprzeciętnie zdolnych. Podobnie z dwubiegunowcami i artystami.



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 01.09.17, 13:58
    Ponieważ mój angielski to Kali mieć Kali jeść, to się nie wypowiem na temat wykładu tej pani. Ale ponieważ jestem zjadaczem różnej maści antydepresantów, wieloletnim, to się wypowiem na temat swoich doznań i obserwacji. Antydepresanty złagodziły ponury ogląd świata, huśtawki nastrojów, nie rzucam się na dobre dni i odczucia jak glodna małpa na banany. Równowaga. Zdolność odczuwania szczęścia jest, nawet głębiej bo spokojniej. Motywacje? Chyba te same. To moim zdaniem coś bardzo pierwotnego.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 01.09.17, 15:06
    Aandzia dlaczego Ty zyjesz wieloletnio na antydepresantach? Wiesz co jest zrodlem twojej depresji/stanow depresyjnych (nie wiem jak to nazwac)? Krotko: co Ci jest?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • 01.09.17, 17:55
    hello-kitty2 napisała:

    > Aandzia dlaczego Ty zyjesz wieloletnio na antydepresantach? Wiesz co jest zrodl
    > em twojej depresji/stanow depresyjnych (nie wiem jak to nazwac)? Krotko: co Ci
    > jest?

    Już kiedyś pisałam. Depresja endogenna łamane przez lekka dwubiegunówka. Zależy kiedy i w jakim okresie życia. Paru przodków tak miało. Plus zjebana (może podczas bardzo ciężkiego przychodzenia na świat) neurologia. Plus wtórnie tym wszystkim zjebana osobowość (to akurat nie dramatycznie).




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 01.09.17, 20:44
    aandzia43 napisała:

    > Już kiedyś pisałam. Depresja endogenna łamane przez lekka dwubiegunówka. Zależy
    > kiedy i w jakim okresie życia. Paru przodków tak miało. Plus zjebana (może pod
    > czas bardzo ciężkiego przychodzenia na świat) neurologia. Plus wtórnie tym wszy
    > stkim zjebana osobowość (to akurat nie dramatycznie).

    Ale od czego ta depresja? Co jest jej przyczyna?

    --
    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
  • 01.09.17, 20:47
    Endogenna, "od srodka", sprawdź znaczenie słowa.


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 05.10.17, 19:44
    aandzia43 napisała:

    > Endogenna, "od srodka", sprawdź znaczenie słowa.

    Podobno juz nie ma czegoż takiego, klinicyści tego nie diagnozują.
    Coś mi sie widzi że znalazłaś wygodne wytłumaczenie, aczkolwiek to tez jakaś strategia
  • 05.10.17, 21:37
    druginudziarz napisał:

    > aandzia43 napisała:
    >
    > > Endogenna, "od srodka", sprawdź znaczenie słowa.
    >
    > Podobno juz nie ma czegoż takiego, klinicyści tego nie diagnozują.
    > Coś mi sie widzi że znalazłaś wygodne wytłumaczenie, aczkolwiek to tez jakaś st
    > rategia

    Gdzieś napisałam, że obarczam depresję winą za wszystkie swoje nieszczęścia? Oraz że ograniczam się do lykania tabletek? ;-)


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.