Dodaj do ulubionych

Stare zdjęcia

24.09.17, 19:04
Zawiozłem mamę na drobny zabieg w szpitalu, usunięcie zaćmy. Na miejscu okazało się, że ma za duże cisnienie i muszą to ustabilizować, po kilku dniach brania leków straciła przytomnosć, intensywna terapia, maszyny, zero reakcji .

Siedziałem przy niej, trzymałem za rękę i słuchałem. Żebym pamietał o rachunkach, odłączył telefon, internet, żeby napis na grobowcu, pieniądze na koncie i w szufladzie, ma leżeć z prawej strony ojca, kwiaty z kwiaciarni K. , klepsydra na bramie działki też, i te rachunki, wszystkie papiery w szafie, mieszkanie i działke to najlepiej sprzedać od razu...

...dobrze, dobrze, wszystko załatwię...
.. ciekawe jak tam jest?...myslisz, że spotkam ojca?
...na pewno, wszystko będzie dobrze, zobaczysz...
... no to idz już, muszę sie przygotować , pomodlić...

Po kilku minutach odłączyli maszyny.
Całe życie była w ruchu, ciągle cos robiła, planowała. Podczas pogrzebu jak odczytywali jej dokonania i odznaczenia panstwowe , krzyże kawalerskie, zasługi to trudno było uwierzyć , że jeden człowiek może tyle zrobić dla lokalnej społecznosci.
Z ojcem miała zawsze problemy, ale wydaje się, że sie kochali, byli przyjaciółmi na pewno. Opowiadała mi kiedys jak poderwała ojca, ona szara myszka, on lokalny przystojniak, obiekt zainteresowan wielu dziewczyn.

...no wiesz, moze i przystojny, ale studiow nie miał, taki tam chłopek-roztropek z zacięciem artystycznym, teatr amatorski prowadził, pięknie grał na akordeonie, jak szłam z nim na zabawę sylwestrową to wszystkie mi go zazdrosciły, no i dzięki niemu moje dzieci jakos wyglądają, boże, jak mysmy się wtedy kochali...

Ojciec mame zdradzał, ale nic jej to nie obchodzilo dopóki ona była na pierwszym miejscu , kiedy go potrzebowała zawsze był i wspomagał. Razem przezyli 60 lat.

I tak sobie ten album rodzinny przeglądam.
Edytor zaawansowany
  • 24.09.17, 19:47
    Rozumiem Cię. Dobrze jest w takich chwilach życia wywnętrzyć się.
    Ale jako, że to forum stanowi o braku seksu w związku, lub o jego kiepskiej jakości, to trzy pytania:
    1 - Czy w zawoalowany sposób chcesz dać forumowiczom do zrozumienia, że u rodziców mimo głębokich uczuć, seks leżał i kwiczał?
    2 - Jak Ty sobie radzisz w tych klockach? Dobre wzorce z domu wyniosłeś, czy raczej śp. mama miłością matczyną w kwestii Twoich relacji z płcią piękną zablokowała Cię i pomocy szukasz?
    3 - Czy to 69 w nicku, to:
    a - przypadek
    b - informacja o zamiłowaniach
    c - propozycja
    d - inne
  • 24.09.17, 23:30
    1. :-))) nie wiem, raczej mało się kłócili, mama byla dominujaca w sprawach finansowo-zyciowych rodziny

    2. nie szukam pomocy, raczej pisze sobie od czasu do czasu na roznych forach, o roznych sprawach,
    na tym forum znalazlem kilka ciekawie piszacych nickow i stosunkowo malo internetowych frustratow, hejterow,
    raczej poszedlem w slady ojca, nie mam problemow z kobietami, luzny stosunek do zwiazkow.

    3. dawno temu, jak zakladalem konto merlin, wyskoczyl mi numer 69 jako opcja, uznalem, ze daje to wiele ciekawych skojarzen, od seksualnych poprzez muzyczne woodstock 1969 do podobienstwa do znaku tai chi .
  • 25.09.17, 21:09
    merlin69 napisała:

    > 1.
    > 2.
    > 3.

    I wszystko jasne.

  • 24.09.17, 21:11
    merlin69 napisała:
    > Ojciec mame zdradzał, ale nic jej to nie obchodzilo dopóki ona była na pierwszym miejscu
    -------------------
    Zdradzana kobieta na pierwszym miejscu. To nowość w temacie.
  • 24.09.17, 21:20
    marek.zak1 napisał:

    > Zdradzana kobieta na pierwszym miejscu. To nowość w temacie.

    Żadna nowość. Matka dzieciom, gotuje, karmi, dom pucuje, majty pierze, to na którym miejscu ma być?
    Dla większości facetów życie doczesne jest na piedestale. Dopiero po tym jest seks. Niejedna kochanka o tym się przekonała.
  • 27.09.17, 17:09
    potwor_z_piccadilly napisał:
    > Dla większości facetów życie doczesne jest na piedestale. Dopiero po tym jest s
    > eks. Niejedna kochanka o tym się przekonała.


    otoz to. ale doprecyzuje: nie tyle "zycie doczesne", co rodzina i dzieci...

    kochanka to wprawdzie tez zycie doczesne - ale nic wiecej..
  • 24.09.17, 23:56
    sugerujesz, ze seks ustawia jakas hierarchie w zwiazkach?
  • 24.09.17, 22:14
    > Ojciec mame zdradzał, ale nic jej to nie obchodzilo dopóki ona była na pierw
    > szym miejscu , kiedy go potrzebowała zawsze był i wspomagał. Razem przezyli 60
    > lat.

    Są kobiety, które tak potrafią, ale ja tego kompletnie nie ogarniam. Trzeba mieć chyba jakieś specyficzne predyspozycje osobowościowe, żeby się odnaleźć w takim układzie.
  • 24.09.17, 22:56
    5chantal napisała:

    > Są kobiety, które tak potrafią, ale ja tego kompletnie nie ogarniam. Trzeba mie
    > ć chyba jakieś specyficzne predyspozycje osobowościowe, żeby się odnaleźć w tak
    > im układzie.

    Jak się ma drugie życie, to nie ma potrzeby się odnajdywać.
    Nie twierdzę, że miała kochanków. Czasami wystarczą iluzje. Większość kobiet nie ma zdolności i odwagi by oddać się obcemu mężczyźnie. Ale jeszcze większa większość potrafi sobie to wyobrażać, upajać się tymi wyobrażeniami i to im wystarcza.
    Ale w przypadku mamy kolego 69 to czyste abstrahowanie. Danych mało.

  • 25.09.17, 21:45
    Współczuję śmierci mamy. Rozumiem, że to wydarzyło się jakiś czas temu, bo napisałeś czule i ciepło, ale z melancholią i dystansem, a do takiego stanu chyba jednak trzeba trochę czasu.

    Jedna jedyna rzecz osobiście mi zgrzyta. Cytuję:
    "boże, jak mysmy się wtedy kochali...

    Ojciec mame zdradzał"

    Można i tak. Skoro jej to nie przeszkadzało, to wszyscy wygrani, ale jakoś mi to nie pasuje do obrazu miłości po grób, wielkiej przyjaźni i tak dalej. Przepraszam za cynizm w tej sytuacji, ale jak dla mnie sytuacja prezentowała się tak, że twoja mama poszła na kompromis (ona mniej atrakcyjna, ale zaradna, on bardziej atrakcyjny ale mniej zaradny) a potem to już dorabianie ideologii, żeby nie spojrzeć prawdzie w oczy.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 25.09.17, 22:49
    wont2 napisał:

    > Współczuję śmierci mamy. Rozumiem, że to wydarzyło się jakiś czas temu, bo napi
    > sałeś czule i ciepło, ale z melancholią i dystansem, a do takiego stanu chyba j
    > ednak trzeba trochę czasu.
    >
    > Jedna jedyna rzecz osobiście mi zgrzyta. Cytuję:
    > "boże, jak mysmy się wtedy kochali...
    >
    > Ojciec mame zdradzał"
    >
    > Można i tak. Skoro jej to nie przeszkadzało, to wszyscy wygrani, ale jakoś mi to nie pasuje do obrazu miłości po grób, wielkiej przyjaźni i tak dalej. Przepraszam za cynizm w tej sytuacji, ale jak dla mnie sytuacja prezentowała się tak, że twoja mama poszła na kompromis (ona mniej atrakcyjna, ale zaradna, on bardziej atrakcyjny ale mniej zaradny) a potem to już dorabianie ideologii, żeby nie spojrzeć prawdzie w oczy.
    ------------------------
    Też tak to widzę.
  • 26.09.17, 16:56

    > > Jedna jedyna rzecz osobiście mi zgrzyta. Cytuję:
    > > "boże, jak mysmy się wtedy kochali...
    > >
    > > Ojciec mame zdradzał"
    > >
    > > Można i tak. Skoro jej to nie przeszkadzało, to wszyscy wygrani, ale jako
    > ś mi to nie pasuje do obrazu miłości po grób, wielkiej przyjaźni i tak dalej. P
    > rzepraszam za cynizm w tej sytuacji, ale jak dla mnie sytuacja prezentowała się
    > tak, że twoja mama poszła na kompromis (ona mniej atrakcyjna, ale zaradna, on
    > bardziej atrakcyjny ale mniej zaradny) a potem to już dorabianie ideologii, żeb
    > y nie spojrzeć prawdzie w oczy.
    > ------------------------
    > Też tak to widzę.

    Ja nie widzę. Nie mierzę ludziom poziomu emocji i uczuć. To że Marek, Wont czy Aandzia nie weszliby w coś lub nie nie odczuwaliby radości czy szczęścia wchodząc w coś* (albo im się tak tylko teraz wydaje) nie oznacza, że X czy Y nie czują się bardzo szczęśliwi w tej sytuacji. Trochę dystansu do siebie i próba wejścia w skórę bliźniego może się udać, panowie ;-)
    Ten przystojniak z opowieści Merlina lubił kobiety w ogóle, jego wybranka nie była brzydka, była tylko po prostu zwyczajna (może za to seksi, tego nie wiemy), raczej nie zmuszał się do bzykania jej, może nawet bardzo mu się to podobało, miło mu się spędzało z nią czas i w gruncie rzeczy życie. Nie mógł utrzymać fiuta w gaciach, bo taka jego uroda (coś jak nasz Gogol) nie dlatego, że żona była paszkwilem czy kiepsko dawała, tylko dlatego, że miał temperament, bardzo duże branie i słabe hamulce. Gdzie tu jakiś ciążący układ? Większy niż w innych szczęśliwych małżeństwach?

    * Mogę tylko, na ten moment życia powiedzieć, że z tym konkretnym człowiekiem nie byłabym szczęśliwa. To że ktoś inny jest z nim szczęśliwy (lub może być) jak najbardziej mieści mi się w głowie.

    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 26.09.17, 17:37
    aandzia43 napisała:

    >
    > > > Jedna jedyna rzecz osobiście mi zgrzyta. Cytuję:"boże, jak mysmy się wtedy kochali...
    > > >
    > > > Ojciec mame zdradzał"
    > > >
    > > > Można i tak. Skoro jej to nie przeszkadzało, to wszyscy wygrani, ale jakoś mi to nie pasuje do obrazu miłości po grób, wielkiej przyjaźni i tak dalej.

    > > Też tak to widzę.
    >
    > Ja nie widzę. Nie mierzę ludziom poziomu emocji i uczuć. To że Marek, Wont czy
    > Aandzia nie weszliby w coś lub nie nie odczuwaliby radości czy szczęścia wchodząc w coś* (albo im się tak tylko teraz wydaje) nie oznacza, że X czy Y nie czują się bardzo szczęśliwi w tej sytuacji.
    ------------------------------
    Jasne, Poliamoryści, czy mormoni są szczęśliwi. Ja wprawdzie nie znam kobiety, która byłaby szczęśliwa będąc zdradzaną, ale przecież takie też być mogą.
  • 26.09.17, 17:51
    > Jasne, Poliamoryści, czy mormoni są szczęśliwi. Ja wprawdzie nie znam kobiety,
    > która byłaby szczęśliwa będąc zdradzaną, ale przecież takie też być mogą.

    Ludzka umiejętność cieszenia się tym co w życiu dobre i omijania tego, co przykre (racjonalizacje, wyparcia i inne takie) jest wielka. Czyli priorytety (dobre ruchanko i fajny dobry chłop na co dzień ważniejsze od zagrożenia zdradą) plus sprawne mechanizmy obronne i jest się szczęśliwym/ą.

    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 27.09.17, 19:04
    aandzia43 napisała:

    > Ludzka umiejętność cieszenia się tym co w życiu dobre i omijania tego, co przyk
    > re (racjonalizacje, wyparcia i inne takie) jest wielka. Czyli priorytety (dobre
    > ruchanko i fajny dobry chłop na co dzień ważniejsze od zagrożenia zdradą) plus
    > sprawne mechanizmy obronne i jest się szczęśliwym/ą.

    Szczesliwym i zadowolonym- tak, sytym, bogatym, bez troski o jutro- byc moze tez. Tylko gdzie tu milosc?
  • 27.09.17, 20:10
    mabelle2000 napisała:

    > aandzia43 napisała:
    >
    > > Ludzka umiejętność cieszenia się tym co w życiu dobre i omijania tego, co
    > przyk
    > > re (racjonalizacje, wyparcia i inne takie) jest wielka. Czyli priorytety
    > (dobre
    > > ruchanko i fajny dobry chłop na co dzień ważniejsze od zagrożenia zdradą
    > ) plus
    > > sprawne mechanizmy obronne i jest się szczęśliwym/ą.
    >
    > Szczesliwym i zadowolonym- tak, sytym, bogatym, bez troski o jutro- byc moze te
    > z. Tylko gdzie tu milosc?

    Pomiędzy. Albo mimo wszystko. Dla każdego gdzie indziej i dla każdego mimo czegoś tam innego. Nie mam jedynie słusznej matrycy na miłość, mam tylko swoją. A ty trzymasz w szafie wzorzec z Sevre?



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 13:23
    aandzia43 napisała:

    > Pomiędzy. Albo mimo wszystko. Dla każdego gdzie indziej i dla każdego mimo czeg
    > oś tam innego. Nie mam jedynie słusznej matrycy na miłość, mam tylko swoją. A t
    > y trzymasz w szafie wzorzec z Sevre?

    Wzorca milosci nie trzymam, ale bede protestowac przeciwko nazywaniu cwaniactwa i klamstwa miloscia. Nikt nikomu nie broni urzadzic sie wygodnie w zyciu, naduzyciem jest tylko wycieranie sobie przy tym geby wznioslymi uczuciami.
    I zebys Andzia zrozumiala, bo Twoje bycie cool zaczynasz posuwac do absurdu- zlodziej kradnie cichaczem i po kryjomu nie dlatego ze jest taki dobry i szlachetny i nie chce sprawic przykrosci okradanemu, tylko dlatego ze w okradaniu innych nie widzi nic zlego.
    Jak uda Ci die dostrzec roznice, to przestaniesz pitolic o " roznych obliczach milosci".
  • 28.09.17, 13:33
    A może to miłość złodzieja? Żeby was pogodzić...aczkolwiek jestem bliższa mabelle:))

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 28.09.17, 13:55
    >
    > Wzorca milosci nie trzymam, ale bede protestowac przeciwko nazywaniu cwaniactwa
    > i klamstwa miloscia. Nikt nikomu nie broni urzadzic sie wygodnie w zyciu, nadu
    > zyciem jest tylko wycieranie sobie przy tym geby wznioslymi uczuciami.
    > I zebys Andzia zrozumiala, bo Twoje bycie cool zaczynasz posuwac do absurdu- zl
    > odziej kradnie cichaczem i po kryjomu nie dlatego ze jest taki dobry i szlachet
    > ny i nie chce sprawic przykrosci okradanemu, tylko dlatego ze w okradaniu innyc
    > h nie widzi nic zlego.
    > Jak uda Ci die dostrzec roznice, to przestaniesz pitolic o " roznych obliczach
    > milosci".

    Yyyy? A kto tu o okradaniu? Jeśli już to o kochaniu mimo bycia okradanym. A tak na naprawdę o to kochaniu, bo się nie czuje ze się jest okradanym, albowiem w dupie się ma to coś, z czego podobno jest się okradanym. Czytaj ze zrozumieniem zanim się wypowiesz. Z mojego podwórka: ponieważ lubię i zawsze lubiłam sporo czasu spędzać sama albo z ludźmi ze swojego świata nigdy nie czułam się okradana gdy małż nie spieszył się z pracy do domu. A wiele kobiet w tej sytuacji rwałoby włosy z głowy i czuło się jak porzucony i nikomu nie potrzebny grat.


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 14:01
    To Cię chyba Andzia nie okradał, skoro nie przeszkadzało? I pewnie oficjalnie, bez kłamstw w tej robocie siedział? Czy mówił że idzie do kochanki a w robocie godzinki wyrabiał?:)))

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 28.09.17, 14:22
    zawle napisała:

    > To Cię chyba Andzia nie okradał, skoro nie przeszkadzało? I pewnie oficjalnie,
    > bez kłamstw w tej robocie siedział? Czy mówił że idzie do kochanki a w robocie
    > godzinki wyrabiał?:)))

    A cholera go wie ;-)
    Nie okradał jako i wielu innych ludzi nie okrada swoich partnerów bo partnerom zwisa i powiewa to, co w opinii innych jest im odbierane. Jakiś poziom uświadomienia partnera w tej kwestii jest jednak mile widziany ;-) Co do Gogola i Gogolowej: jeśli Gogolowa wiedziała, że stary ściemnia z tą impotencją (a prawie dam sobie rękę uciąć, że tak było), ale było jej obojętne pożycie, a kochała go dalej miłością bez elementu erotycznego, to dla mnie jest ok - żadnego dorabiania ideologii przez Gogolową tu nie widzę. Jest miłość i tyle. Jeśli zaś nie wiedziała o dalszym ruchaniu małżonka obcych dziurek, a dodatkowo na seksie z nim jej zależało to tak, została okradziona.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 14:15
    aandzia43 napisała:

    > Yyyy? A kto tu o okradaniu? Jeśli już to o kochaniu mimo bycia okradanym.
    A tak
    > na naprawdę o to kochaniu, bo się nie czuje ze się jest okradanym, albowiem w
    > dupie się ma to coś, z czego podobno jest się okradanym.

    zgadzam sie z tobą;) różnym ludziom różne rzeczy pasują. A z wielu można zrezygnować w imię miłości;)

  • 28.09.17, 14:47

    > Yyyy? A kto tu o okradaniu? Jeśli już to o kochaniu mimo bycia okradanym. A tak
    > na naprawdę o to kochaniu, bo się nie czuje ze się jest okradanym, albowiem w
    > dupie się ma to coś, z czego podobno jest się okradanym. Czytaj ze zrozumieniem
    > zanim się wypowiesz. Z mojego podwórka: ponieważ lubię i zawsze lubiłam sporo
    > czasu spędzać sama albo z ludźmi ze swojego świata nigdy nie czułam się okradan
    > a gdy małż nie spieszył się z pracy do domu. A wiele kobiet w tej sytuacji rwał
    > oby włosy z głowy i czuło się jak porzucony i nikomu nie potrzebny grat.


    Jeszcze o "okradaniu" i graniu poczuciem winy "okradającego". Pewna pani miała męża którego średnio poważała i seks z nim miała za beznadziejny (podobno właził na nią, bzykał w zapamiętaniu 2 minuty, wydawał z siebie ryk i złaził). Ponieważ po wielu latach czynienia prób ożywienia i wyedukowania małżonka spasowała, to nie miała nic przeciwko odsuwaniu się męża od niej, ale sytuację finansową miała cienką, więc nie czyniła dramatycznych ruchów. Pan sobie znalazł kochankę co jej dwie minuty i drewniane ręce oraz brak języka nie przeszkadzały, długo udawała ze nic nie wie, jak już nie dało się udawać niewiedzy udawała pełne zrozumienie, pokorę i cichy ból. W tym czasie znalazła sobie kochanka i dawała z nim czadu na różne sposoby no i dłużej niż dwie minuty. Oczywiście w pełnej dyskrecji. Zbolała Matka Polka obrabiająca żwawego gościa aż miło ;-) Pełen wyrzutów sumienia, w poczuciu okradania żony, mąż rozwiódł się z nią z grubsza na jej warunkach.



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 17:10
    aandzia43 napisała:

    >
    > > Yyyy? A kto tu o okradaniu? Jeśli już to o kochaniu mimo bycia okradanym.
    > A tak
    > > na naprawdę o to kochaniu, bo się nie czuje ze się jest okradanym, albow
    > iem w
    > > dupie się ma to coś, z czego podobno jest się okradanym. Czytaj ze zrozum
    > ieniem
    > > zanim się wypowiesz. Z mojego podwórka: ponieważ lubię i zawsze lubiłam
    > sporo
    > > czasu spędzać sama albo z ludźmi ze swojego świata nigdy nie czułam się o
    > kradan
    > > a gdy małż nie spieszył się z pracy do domu. A wiele kobiet w tej sytuacj
    > i rwał
    > > oby włosy z głowy i czuło się jak porzucony i nikomu nie potrzebny grat.
    >
    >
    > Jeszcze o "okradaniu" i graniu poczuciem winy "okradającego". Pewna pani miała
    > męża którego średnio poważała i seks z nim miała za beznadziejny (podobno włazi
    > ł na nią, bzykał w zapamiętaniu 2 minuty, wydawał z siebie ryk i złaził). Ponie
    > waż po wielu latach czynienia prób ożywienia i wyedukowania małżonka spasowała,
    > to nie miała nic przeciwko odsuwaniu się męża od niej, ale sytuację finansową
    > miała cienką, więc nie czyniła dramatycznych ruchów. Pan sobie znalazł kochankę
    > co jej dwie minuty i drewniane ręce oraz brak języka nie przeszkadzały, długo
    > udawała ze nic nie wie, jak już nie dało się udawać niewiedzy udawała pełne zro
    > zumienie, pokorę i cichy ból. W tym czasie znalazła sobie kochanka i dawała z n
    > im czadu na różne sposoby no i dłużej niż dwie minuty. Oczywiście w pełnej dysk
    > recji. Zbolała Matka Polka obrabiająca żwawego gościa aż miło ;-) Pełen wyrzutó
    > w sumienia, w poczuciu okradania żony, mąż rozwiódł się z nią z grubsza na jej
    > warunkach.

    to się naruchali


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam



    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 28.09.17, 17:17

    > > Jeszcze o "okradaniu" i graniu poczuciem winy "okradającego". Pewna pani
    > miała
    > > męża którego średnio poważała i seks z nim miała za beznadziejny (podobno
    > włazi
    > > ł na nią, bzykał w zapamiętaniu 2 minuty, wydawał z siebie ryk i złaził).
    > Ponie
    > > waż po wielu latach czynienia prób ożywienia i wyedukowania małżonka spas
    > owała,
    > > to nie miała nic przeciwko odsuwaniu się męża od niej, ale sytuację fina
    > nsową
    > > miała cienką, więc nie czyniła dramatycznych ruchów. Pan sobie znalazł ko
    > chankę
    > > co jej dwie minuty i drewniane ręce oraz brak języka nie przeszkadzały,
    > długo
    > > udawała ze nic nie wie, jak już nie dało się udawać niewiedzy udawała peł
    > ne zro
    > > zumienie, pokorę i cichy ból. W tym czasie znalazła sobie kochanka i dawa
    > ła z n
    > > im czadu na różne sposoby no i dłużej niż dwie minuty. Oczywiście w pełne
    > j dysk
    > > recji. Zbolała Matka Polka obrabiająca żwawego gościa aż miło ;-) Pełen w
    > yrzutó
    > > w sumienia, w poczuciu okradania żony, mąż rozwiódł się z nią z grubsza n
    > a jej
    > > warunkach.
    >
    > to się naruchali

    Ona z kochankiem (i następnymi) na pewno tak :-) Ona z mężem? Średnio, a na pewno kiepsko jakościowo (z jej punku widzenia). Mąż przed którym tak doskonale grała zdradzaną, zbolałą, skromną i wierną oraz pogodzoną z losem ze swoją nową kobietą? Nie mam pojęcia.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 17:20

    > Ona z kochankiem (i następnymi) na pewno tak :-) Ona z mężem? Średnio, a na pew
    > no kiepsko jakościowo (z jej punku widzenia). Mąż przed którym tak doskonale gr
    > ała zdradzaną, zbolałą, skromną i wierną oraz pogodzoną z losem ze swoją nową k
    > obietą? Nie mam pojęcia.

    Zapomniałam dodać, że jedyne na czym jej zależało w związku z mężem to rozwód na korzystnych dla niej warunkach. Gdyby oficjalnie odpłaciła mu pięknym za nadobne byłaby jatka i trzeba by dzielić dobytek bardziej na pół ;-)





    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 17:23
    aandzia43 napisała:> Ona z kochankiem (i następnymi) na pewno tak :-) Ona z mężem? Średnio, a na pew
    > no kiepsko jakościowo (z jej punku widzenia). Mąż przed którym tak doskonale gr
    > ała zdradzaną, zbolałą, skromną i wierną oraz pogodzoną z losem ze swoją nową k
    > obietą? Nie mam pojęcia.

    Ruchać:
    - się z kimś - uprawiać seks.
    - kogos- kłamać, oszukiwać, robić w konia.


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 28.09.17, 17:28

    > Ruchać:
    > - się z kimś - uprawiać seks.
    > - kogos- kłamać, oszukiwać, robić w konia.

    Sorry, nie załapałam :-)





    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 19:58
    aandzia43 napisała:
    >
    > Jeszcze o "okradaniu" i graniu poczuciem winy "okradającego". Pewna pani miała
    > męża którego średnio poważała i seks z nim miała za beznadziejny (podobno włazi
    > ł na nią, bzykał w zapamiętaniu 2 minuty, wydawał z siebie ryk i złaził). Ponie
    > waż po wielu latach czynienia prób ożywienia i wyedukowania małżonka spasowała,
    > to nie miała nic przeciwko odsuwaniu się męża od niej, ale sytuację finansową
    > miała cienką, więc nie czyniła dramatycznych ruchów. Pan sobie znalazł kochankę
    > co jej dwie minuty i drewniane ręce oraz brak języka nie przeszkadzały, długo
    > udawała ze nic nie wie, jak już nie dało się udawać niewiedzy udawała pełne zro
    > zumienie, pokorę i cichy ból. W tym czasie znalazła sobie kochanka i dawała z n
    > im czadu na różne sposoby no i dłużej niż dwie minuty. Oczywiście w pełnej dysk
    > recji. Zbolała Matka Polka obrabiająca żwawego gościa aż miło ;-) Pełen wyrzutó
    > w sumienia, w poczuciu okradania żony, mąż rozwiódł się z nią z grubsza na jej
    > warunkach.
    ------
    Czy moge postawic odwazna teze, ze sie nie kochali? Albo moze po prostu nie umiem wyjsc poza paradygmat? ;)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 28.09.17, 20:05

    > Czy moge postawic odwazna teze, ze sie nie kochali? Albo moze po prostu nie umi
    > em wyjsc poza paradygmat? ;)


    Ależ możesz :-D :-D



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 15:49
    aandzia43 napisała

    > Yyyy? A kto tu o okradaniu? Jeśli już to o kochaniu mimo bycia okradanym.

    A ta znowu swoje. Rozumiesz ze jak pukne wspolnika na kase, to nie pierdole o lojalnosci? Podobnie z miloscia. Jak umiem klamac w zywe oczy, to jestem cwaniak i zadnej milosci nie oferuje.

    A tak
    > na naprawdę o to kochaniu, bo się nie czuje ze się jest okradanym, albowiem w
    > dupie się ma to coś, z czego podobno jest się okradanym. Czytaj ze zrozumieniem
    > zanim się wypowiesz.

    Wlasnie czytam ze zrozumieniem i wychodzi mi ze jak poglaszcze psa, byle nie byl parchaty, to moge to nazwac miloscia. Tymczasem ludzie, oferuja sobie pomoc w najrozniejszych sprawach i nikt tego miloscia nie nazywa. Sa uklady przyjacielskie, kolezenskie, biznesowe. Ale nawet i tam obowiazuja zasady szczerosci, wzajemnosci, lojalnosci, uczciwosci. To co Ty proponujesz i co upierasz sie nazywac miloscia jest strategiczna gra w zycie, gdzie JA nie moge byc stratny. W dupe se wsadz taka milosc.

    Z mojego podwórka: ponieważ lubię i zawsze lubiłam sporo
    > czasu spędzać sama albo z ludźmi ze swojego świata nigdy nie czułam się okradan
    > a gdy małż nie spieszył się z pracy do domu. A wiele kobiet w tej sytuacji rwał
    > oby włosy z głowy i czuło się jak porzucony i nikomu nie potrzebny grat.

    Durny przyklad, bo mowimy o sytuacji, ze maz Andzi wprawdzie przynosi w zebach wyplate i naprawia jej cieknacy kran, ale kutasa moczy w innej cipce. No w koncu ani z wyplaty, ani ze sprawnie dzialajacych urzadzen domowych Cie nie okradl, nie?
  • 28.09.17, 17:07
    Jeszcze raz Mabelle, skup się: ja pisałam o odczuciach i uczuciach strony robionej w bambuko/okradanej bądź też "robionej w bambuko/okradanej". Nie o motywacjach i uczuciach złoczyńcy czy "złoczyńcy". To jest inna kwestia, nie poruszam jej teraz tutaj.

    "Durny przyklad, bo mowimy o sytuacji, ze maz Andzi wprawdzie przynosi w zebach wyplate i naprawia jej cieknacy kran, ale kutasa moczy w innej cipce. No w koncu ani z wyplaty, ani ze sprawnie dzialajacych urzadzen domowych Cie nie okradl, nie?"
    Tak, okradłby Andzię. Bo Andzi akurat na seksie z mężem zależało. Więc okradłby mnie w ten sposób z czegoś, co jest dla mnie cenne. Dodatkowo cenna jest dla mnie wierność. Ale nie dla każdej jest to cenne. Naprawdę tak trudno zrozumieć że jedna pani ma tak a druga inaczej?


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 17:34
    aandzia43 napisała:

    > Jeszcze raz Mabelle, skup się: ja pisałam o odczuciach i uczuciach strony robio
    > nej w bambuko/okradanej bądź też "robionej w bambuko/okradanej". Nie o motywacj
    > ach i uczuciach złoczyńcy czy "złoczyńcy". To jest inna kwestia, nie poruszam j
    > ej teraz tutaj.

    Odczucia sa takie, ze wiem ze jestem robiony/a w bambuko, ale po przekalkulowaniu zyskow i strat, korzystniej bedzie dla mnie przyjac aktualny stan rzeczy, z pozorowaniem slepoty i gluchoty wlacznie. Nadal kolo milosci to nawet nie stalo, co staram Ci sie bezskutecznie uswiadomic.

    > Tak, okradłby Andzię. Bo Andzi akurat na seksie z mężem zależało. Więc okradłby
    > mnie w ten sposób z czegoś, co jest dla mnie cenne. Dodatkowo cenna jest dla m
    > nie wierność. Ale nie dla każdej jest to cenne. Naprawdę tak trudno zrozumieć ż
    > e jedna pani ma tak a druga inaczej?

    Alez ja to absolutnie rozumiem. Wiem co to sa uklady handlowe, co to jest zamordyzm, trzymanie w szachu finansowym, mniej wiecej orientuje sie w malzenskiej/ zwiazkowej kalkulacji zyskow i strat. Zapewniam Cie jednak, ze to wszystko kolo milosci nawet nie stalo.

  • 28.09.17, 17:47
    mabelle2000 napisała:

    > aandzia43 napisała:
    >
    > > Jeszcze raz Mabelle, skup się: ja pisałam o odczuciach i uczuciach strony
    > robio
    > > nej w bambuko/okradanej bądź też "robionej w bambuko/okradanej". Nie o mo
    > tywacj
    > > ach i uczuciach złoczyńcy czy "złoczyńcy". To jest inna kwestia, nie poru
    > szam j
    > > ej teraz tutaj.
    >
    > Odczucia sa takie, ze wiem ze jestem robiony/a w bambuko, ale po przekalkulowan
    > iu zyskow i strat, korzystniej bedzie dla mnie przyjac aktualny stan rzeczy, z
    > pozorowaniem slepoty i gluchoty wlacznie. Nadal kolo milosci to nawet nie stalo
    > , co staram Ci sie bezskutecznie uswiadomic.

    Jeszcze raz łagodnie jak dziecku wytłumaczę: to co dla Mabelle czy Aandzi jest robieniem w bambuko dla pani X jest niewiele znaczącym epizodem w życiu małżeńskim? Czy można jaśniej?


    > > Tak, okradłby Andzię. Bo Andzi akurat na seksie z mężem zależało. Więc ok
    > radłby
    > > mnie w ten sposób z czegoś, co jest dla mnie cenne. Dodatkowo cenna jest
    > dla m
    > > nie wierność. Ale nie dla każdej jest to cenne. Naprawdę tak trudno zrozu
    > mieć ż
    > > e jedna pani ma tak a druga inaczej?
    >
    > Alez ja to absolutnie rozumiem. Wiem co to sa uklady handlowe, co to jest zamor
    > dyzm, trzymanie w szachu finansowym, mniej wiecej orientuje sie w malzenskiej/
    > zwiazkowej kalkulacji zyskow i strat. Zapewniam Cie jednak, ze to wszystko kolo
    > milosci nawet nie stalo.

    Masz czterdzieści lat czy osiemnaście? Nieprawdopodobne żeby stara i pozująca na oświeconą baba nie była w stanie wyskoczyć poza paradygmat. Nie, absolutnie nie rozumiesz czym się różni kalkulacja zysków i strat od braku wymagań w jakiejś kwestii (czy wymaganiach minimalnych).



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 19:50
    Andziu, zazwyczaj zgadzam sie z Twoimi opiniami (jakbym mial sobie Ciebie wyobrazic jako postac z kreskowki to bylabys madra sowa z okularami na nosie i linijka w rece) i zazwyczaj nie zgadzam sie z opiniami mabelle, no ale w tym przypadku naturalny cykl przyrody zostal zaburzony. Oczywiscie, miloscia mozna nazwac wszystko i ja nie chce nikogo nawracac, jak ktos uwaza, ze oszukujacy i zdradzajacy maz czy zona kocha to jego sprawa. Seks poza zwiazkiem za wiedza i zgoda partnera - jasne. No ale oszukiwanie najblizszej osoby nie miesci sie w moim kanonie relacji miedzyludzkich. Ktos ma inny kanon i nazywa to wielka miloscia? Spoko. Ale jak dla mnie brzmi to falszywie i uwazam, ze sie samooszukuje. Nie nawracam, to moja opinia. Wiesz co by mnie rzucilo na kolana, jakie slowa matki autora watku zamiast sadzenia kocopolow o milosci i przyjazni, ktora jakoby darzyl ja sw. p. maz? Synku, bardzo kochalam twojego tate i bylam z nim bardzo szczesliwa. Ale zycze ci, zebys pokochal kogos, kto bedzie cie kochal rownie mocno.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 28.09.17, 21:04
    > Nie nawracam, to moja opinia.

    To jest problem moim zdaniem. W pierwszym przybliżeniu to jest bardzo miłe i grzeczne i cywilizowane tak przyznac wszystkim ich własne racje i porzucić pomysł, ze jedne sposoby na zycie moga byc obiektywnie lepsze niz inne.

    W drugim przybliżeniu to juz nie jest takie ciekawe, bo np w długim związku kazdy ma prawo pociągnąć za hamulec ręczny w dowolnym temacie i w dowolnym momencie. „Czuje tak i tak ale Ty czujesz inaczej i to tez jest fajne”. Takie codzienne mini-liberum-veto. Paraliż.

    A w trzecim przybliżeniu to juz zupełna chujnia. Skoro nie ma obiektywnych standardów to żeby skutecznie cos doprowadzić do celu zostaje tylko manipulacja albo dominacja, albo robienie sie w chuja po cichu.

    I jak tu sypiać z kims, kto daje ci dostęp do genitaliów ale nie do zawartości swojej głowy?

    To nie jest ad persona, Wont. Mowie ogólnie.
  • 28.09.17, 21:23
    proteinawy napisał(a):


    > I jak tu sypiać z kims, kto daje ci dostęp do genitaliów ale nie do zawartości swojej głowy?
    ----------------------
    Uważam, że w związku głowa jest drugo - a nawet trzeciorzędna. Miałem w życiu świetny kontakt intelektualny z wieloma kobietami i nic z tego nie wynikało. Najważniejsze są fluidy / emocje.
  • 28.09.17, 22:27
    > Uważam, że w związku głowa jest drugo - a nawet trzeciorzędna. Miałem w życiu świetny kontakt intelektualny z wieloma kobietami i nic z tego nie wynikało. Najważniejsze są fluidy / emocje. <

    Nie zrozumieliśmy sie, prawdopodobnie dlatego ze jestes w pozycji finansowej dominacji, a podejrzewam ze Twoja zona jest w pozycji emocjonalnej dominacji.

    Spróbuje od drugiej strony, moze mi sie lepiej uda. Włącz wyobraźnie i empatię twórcy psychologicznej prozy. W stereotypowej relacji klient - prostytutka usługodawczyni chroni swoja psychikę przez mentalne odsunięcie sie od klienta. Nie chodzi tu o to ze nie rozmawia z nim o Einsteinie tylko ze serwuje mu taki teatrzyk za jaki klient płaci ale sama w to nie inwestuje emocji. Droższe prostytutki są droższe dlatego ze w pakiecie jest nawet przekonujące złudzenie „fluidu i emocji”.

    Prostytucja to skrajność ale jakiś ułamek z tego moze zaistnieć w dłuższych zwiazkach, o tym zdaje sie pisze Mabelle.

    Frazes „w życiu najważniejsza jest milosc” nie jest nieprawdziwy. Jest za to zbyt trywialny zeby wnieść jakies rozwiazanie, jakas poprawę tam gdzie związkowa prostytucja (albo inne oszustwa) juz sie wradla. O tym zdaje sie pisze Aandzia.

    Ja z kolei wrzuciłem tylko obiekcje do pewnego rozumienia tolerancji sprowadzającej porozumienie do patowej sytuacji. Kiedy pisze „głowa” nie mam na mysli „fizyka kwantowa” tylko wysiłek czy próbę werbalizacji czego kto chce, o czym marzy i do czego dąży. Fluid o ktorym mowisz jest lubrykantem takiego porozumienia ale nie moze go zastąpić.

    OK, czuje żeśmy sie nagadali na dzisiaj i możemy zakończyć na „w życiu najważniejsza jest milosc”.

    Dobranoc.

  • 28.09.17, 22:56
    proteinawy napisał(a):

    > > Uważam, że w związku głowa jest drugo - a nawet trzeciorzędna. Miałem w życiu świetny kontakt intelektualny z wieloma kobietami i nic z tego nie wynikało. Najważniejsze są fluidy / emocje. <
    >
    > Nie zrozumieliśmy sie, prawdopodobnie dlatego ze jestes w pozycji finansowej dominacji, a podejrzewam ze Twoja zona jest w pozycji emocjonalnej dominacji.
    ------------------------------
    Nie mam żadnej dominacji. Moja żona ma nieograniczony dostęp do wspólnych kont + jest spadkobierczynią majątków jej rodziny. Jesteśmy od siebie emocjonalnie uzależnieni.
    Twoje nawiązanie do prostytucji jest dla mnie niezrozumiałe.
  • 28.09.17, 23:01
    > Ja z kolei wrzuciłem tylko obiekcje do pewnego rozumienia tolerancji sprowadzaj
    > ącej porozumienie do patowej sytuacji. Kiedy pisze „głowa” nie mam na mysli „fi
    > zyka kwantowa” tylko wysiłek czy próbę werbalizacji czego kto chce, o czym marz
    > y i do czego dąży. Fluid o ktorym mowisz jest lubrykantem takiego porozumienia
    > ale nie moze go zastąpić.

    Czy myslisz wszyscy szukaja takiego mentalnego porozumiena? Mam wrazenie ze niektorym wystarczy wrazenie posluchu i uwielbienia jak we wzroku oddanego bezgranicznie psa na spacerze.
  • 29.09.17, 01:26
    > Czy myslisz wszyscy szukaja takiego mentalnego porozumiena? <

    Nie wiem, wydaje mi sie, ze kazdy potrzebuje ale nie kazdy wie o tym, z tych co wiedza nie kazdy próbuje, z tych co próbują nie każdemu sie udaje.

    > Mam wrazenie ze niektorym wystarczy wrazenie posluchu i uwielbienia jak we wzroku oddanego bezgranicznie psa na spacerze. <

    Koło mnie otwartej dominacji jest mało. Ale troche z tego co napisałeś jest. Dominacja bardziej taka życiowa. Jednej stronie zalezy a druga obdarza laską, albo „jak sie nie podoba to wypad z baru”. Tez nie wiem na ile to jest wiek, na ile multi-kulti - Hindusi i Muzułmanie trzymają te rzeczy za parawanem obyczaju, latwo sie pomylić.
  • 28.09.17, 22:52
    proteinawy napisał(a):

    > To jest problem moim zdaniem. W pierwszym przybliżeniu to jest bardzo miłe i gr
    > zeczne i cywilizowane tak przyznac wszystkim ich własne racje i porzucić pomysł
    > , ze jedne sposoby na zycie moga byc obiektywnie lepsze niz inne.
    >
    > W drugim przybliżeniu to juz nie jest takie ciekawe, bo np w długim związku kaz
    > dy ma prawo pociągnąć za hamulec ręczny w dowolnym temacie i w dowolnym momenci
    > e. „Czuje tak i tak ale Ty czujesz inaczej i to tez jest fajne”. Takie codzienn
    > e mini-liberum-veto. Paraliż.
    >
    > A w trzecim przybliżeniu to juz zupełna chujnia. Skoro nie ma obiektywnych stan
    > dardów to żeby skutecznie cos doprowadzić do celu zostaje tylko manipulacja alb
    > o dominacja, albo robienie sie w chuja po cichu.
    >
    > I jak tu sypiać z kims, kto daje ci dostęp do genitaliów ale nie do zawartości
    > swojej głowy?

    Jest główny problem XXI wieku - zarzucenie wewnętrznego i zewnętrznego dążenia do prawdy. Coraz częściej akceptowana jest jako wartość tzw. postprawda czyli widzimisię każdego z uczestników interakcji. Otwiera to drogę do coraz częstszych dumnych kłamstw, manipulacji i coraz większej toksycyzacji interakcji społecznych. Wszystko zejdzie na psy.
  • 28.09.17, 23:39
    Otwiera to drogę do coraz częstszych dumnych kłamstw, manipulacji i coraz większej toksycyzacji interakcji społecznych. Wszystko zejdzie na psy.

    Cóż to jest prawdą?
    Piłat : J 18:37–38.

    Podstawowa umiejetnosc ktorej nie ucza powszechnie to oddzielenie faktu od interpretacji wynikajacej z nastawienia.
    Ale żeby z tego powodu cos schodzilo na psy bardziej niz kiedyś ?


    --
    Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka.
  • 29.09.17, 02:07
    > Ale żeby z tego powodu cos schodzilo na psy bardziej niz kiedyś ? <

    Zaczynasz od podważenia obiektywizmu jako cnoty. Dorzucasz rozszerzenie rownosci ludzi na rownosc idei i kultur. Dorzucasz rozmycie niektórych zapalnych pojec (zobacz jak rasizm definiują konserwatyści a jak postępowcy). Wobec braku motywacji do klarowania pozycji ludzie grupują sie raczej ze względu na przynależność niz idee (po prawej naród/religia, po lewej mniejszości i poziom/rodzaj postrzeganej opresji) - a potem zostaje sie juz tylko nienawidzieć i tłuc.

    Widze ten trend od jakiegoś czasu ale wiesz - jestem pesymista. Ale może idziemy w stronę Złotego Wieku, Ty mi powiedz :)
  • 29.09.17, 10:32
    > Zaczynasz od podważenia obiektywizmu jako cnoty. Dorzucasz rozszerzenie rownosc
    > i ludzi na rownosc idei i kultur. Dorzucasz rozmycie niektórych zapalnych pojec
    > (zobacz jak rasizm definiują konserwatyści a jak postępowcy). Wobec braku moty
    > wacji do klarowania pozycji ludzie grupują sie raczej ze względu na przynależno
    > ść niz idee (po prawej naród/religia, po lewej mniejszości i poziom/rodzaj post
    > rzeganej opresji) - a potem zostaje sie juz tylko nienawidzieć i tłuc.

    Twierdzę ze nie ma obiektywnej prawdy wspólnej dla owiec i wilków gdy jest między nimi funfamentalny konflikt interesów.
    Konserwatyzm to nastawienie opierające sie na tym ze w pierwszej kolejności stawiasz dobro i bezpieczeństwo wlasnej rodziny i dzieci dalej kreeniakow rodakow , a postepowcy chca podkreślać ideowo rzekomą równość wszystkich praktycznie w pierwszej kolejności stawiając dobro i biorac pod ochronę "uciskanych" "innych" kosztem "swoich" A Kto chroni ma wladze. Tu tez jest konflik intetesow z definicji ktory wyklucza obiektywizm.
    Podobne konflikty interesu zawsze byly na kazdym kroku.

    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • 29.09.17, 18:16

    > Twierdzę ze nie ma obiektywnej prawdy wspólnej dla owiec i wilków gdy jest międ
    > zy nimi funfamentalny konflikt interesów.
    > Konserwatyzm to nastawienie opierające sie na tym ze w pierwszej kolejności sta
    > wiasz dobro i bezpieczeństwo wlasnej rodziny i dzieci dalej kreeniakow rodakow
    > , a postepowcy chca podkreślać ideowo rzekomą równość wszystkich praktycznie w
    > pierwszej kolejności stawiając dobro i biorac pod ochronę "uciskanych" "innych"
    > kosztem "swoich" A Kto chroni ma wladze. Tu tez jest konflik intetesow z defin
    > icji ktory wyklucza obiektywizm.
    > Podobne konflikty interesu zawsze byly na kazdym kroku.

    Brzmi nawet sensownie. Czy możesz mi tylko wyjaśnić skąd u konserwatystów taka zajadła obrona poczętych oraz wrogość wobec sposobów na nie produkowanie poczętych (antykoncepcja, włącznie z tą niewczesnoporonną), skoro konserwatysta broni własnej rodziny i własnego podwórka? Co człowiekowi skupiającemu się na swoim stadzie po zarodkach a nawet jajach i plemnikach bliźnich spoza stada?




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 29.09.17, 20:59
    > Twierdzę ze nie ma obiektywnej prawdy wspólnej dla owiec i wilków gdy jest między nimi funfamentalny konflikt interesów. <

    Jest, jest, zawsze jakas jest. Np oba zwierzaki rozbryzgną sie na krwawa papkę jezeli je spuścić na beton z kilkudziesięciu metrów. Wilki sa w biznesie nie wytrzebienia owiec do ostatniej. Baran-przywódca ceni sobie to ze owieczki maja zaprzątnięte mysli złym wilkiem a nie np wewnętrznymi układami w stadzie.

    No ale ludzie to nie wilki ani owce, nawet nie szympanse.

    Swoja droga nie wiem skąd u Ciebie niechęć do postępowców skoro obiektywnej prawdy rzekomo ni ma? Oni maja swoja opowieść, Ty swoja - a skoro zrzekasz sie ambicji dotarcia do obiektywnych konkretów to różnisz sie od nich tylko forma. Wiesz: Legia kontra Wisła, iOS vs Android, Katolicy kontra Protestanci.

    Wlasnie dlatego tak łatwo „zgasić” lewaka chromosomem, a „prawaka” termometrem. Ideolog nawet nie próbuje niczego uzasadniać, jak jestes swoj to łykniesz wszystko.

    Z takich opowieści dziwnej tresci: Goebels popychał teorie ze Ziemia mieści sie wewnątrz wgłębienia w lodzie, ten bullshit był jakoby prezentowany na zebraniach NSDAP. Podobnie jak komunistyczna pszenica Łysenki u Sobietow. Cel? Podejrzewam ze nie chodzi o dezinformacje tylko chrzest z absurdu. Kto łyknie to - łyknie wszystko inne.
  • 29.09.17, 21:27

    > Z takich opowieści dziwnej tresci: Goebels popychał teorie ze Ziemia mieści sie
    > wewnątrz wgłębienia w lodzie, ten bullshit był jakoby prezentowany na zebrania
    > ch NSDAP. Podobnie jak komunistyczna pszenica Łysenki u Sobietow. Cel? Podejrze
    > wam ze nie chodzi o dezinformacje tylko chrzest z absurdu. Kto łyknie to - łykn
    > ie wszystko inne.

    Serio? :-o


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 29.09.17, 22:10
    > Serio? :-o

    Spróbuje znaleźć jakies wiarygodne zródło, na razie trafiam na strony teorii spiskowych, moze bede musiał odwołać.
  • 30.09.17, 08:18
    proteinawy napisał(a):
    > Swoja droga nie wiem skąd u Ciebie niechęć do postępowców skoro obiektywnej pra
    > wdy rzekomo ni ma? Oni maja swoja opowieść, Ty swoja - a skoro zrzekasz sie amb
    > icji dotarcia do obiektywnych konkretów to różnisz sie od nich tylko forma

    Niechęć bierze sie z nastawiena . Ja mam swoje . Ty swoje. Ty miałeś rodziców konseratystow religijnych ignorantow ja odwrotnie postepowtych lewicowych artystow ktorzy ignorowali rodzinę i mnie.
    I moje i twoje nastawienie ma korzenie w buncie i rozczarowaniu wobec tego co subiektywnie skompromitowane i pragnatycznie nieskuteczne u naszych rodzicow którzy byli skopanym wzorcem.

    > Ideolog nawet nie próbuje niczego uzasadniać, jak jestes swoj to łykniesz wszy
    > stko.
    > Z takich opowieści dziwnej tresci: Goebels popychał teorie ze Ziemia mieści sie
    > wewnątrz wgłębienia w lodzie,

    Ni i tu leżysz bo masz do zaproponowania opary absusdu a ja tymczsem uzasadnienie i źrodlo cytat z Marksa :

    "Na czym opiera się współczesna rodzina, rodzina burżuazyjna? Na kapitale, na dorobku prywatnym. Całkowicie rozwinięta, istnieje ona tylko dla burżuazji; ale jej uzupełnieniem jest przymusowy brak rodziny u proletariuszy, oraz prostytucja publiczna. Rodzina burżuazyjna zaniknie naturalnie wraz z zanikiem tego jej uzupełnienia, a jedno i drugie przestanie istnieć wraz z zanikiem kapitału. Zarzucacie nam, że chcemy znieść wyzysk dzieci przez rodziców? Przyznajemy się do tej zbrodni. Ale - powiadacie - najtkliwsze stosunki skazujemy na zagładę, gdy wychowanie domowe zastępujemy przez społeczne. A czy i o waszym wychowaniu nie decyduje społeczeństwo? Przez stosunki społeczne, w których się wasze wychowanie odbywa, przez mniej lub bardziej pośrednie czy bezpośrednie wtrącanie się społeczeństwa, za pomocą szkoły itd.? Komuniści nie wymyślili oddziaływania społeczeństwa na wychowanie; zmieniają oni tylko charakter tego oddziaływania, wyrywają wychowanie spod wpływu klasy panującej. " Manifest partii komunistycznej – deklaracja programowa Związku Komunistów, napisana przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa na przełomie lat 1847 i 1848 i ogłoszona w lutym 1848 w Londynie. 

    --
    Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka.
  • 30.09.17, 12:43
    >
    > Niechęć bierze sie z nastawiena . Ja mam swoje . Ty swoje. Ty miałeś rodziców
    > konseratystow religijnych ignorantow ja odwrotnie postepowtych lewicowych artys
    > tow ktorzy ignorowali rodzinę i mnie.
    > I moje i twoje nastawienie ma korzenie w buncie i rozczarowaniu wobec tego co s
    > ubiektywnie skompromitowane i pragnatycznie nieskuteczne u naszych rodzicow któ
    > rzy byli skopanym wzorcem.

    Wychowałam się w rodzinie bez religijnych, ideologicznych czy obyczajowych ekstremów, właściwie nie przeszłam żadnego ideologicznego buntu. Dopiero w dorosłości zdałam sobie sprawę od jakich dziwactw, ekstremalnych poglądów w te i we wte i szarpaniny mnie to uchroniło.


    > "Na czym opiera się współczesna rodzina, rodzina burżuazyjna? Na kapitale, na d
    > orobku prywatnym. Całkowicie rozwinięta, istnieje ona tylko dla burżuazji; ale
    > jej uzupełnieniem jest przymusowy brak rodziny u proletariuszy, oraz prostytucj
    > a publiczna. Rodzina burżuazyjna zaniknie naturalnie wraz z zanikiem tego jej u
    > zupełnienia, a jedno i drugie przestanie istnieć wraz z zanikiem kapitału. Zarz
    > ucacie nam, że chcemy znieść wyzysk dzieci przez rodziców? Przyznajemy się do t
    > ej zbrodni. Ale - powiadacie - najtkliwsze stosunki skazujemy na zagładę, gdy w
    > ychowanie domowe zastępujemy przez społeczne. A czy i o waszym wychowaniu nie d
    > ecyduje społeczeństwo? Przez stosunki społeczne, w których się wasze wychowanie
    > odbywa, przez mniej lub bardziej pośrednie czy bezpośrednie wtrącanie się społ
    > eczeństwa, za pomocą szkoły itd.? Komuniści nie wymyślili oddziaływania społecz
    > eństwa na wychowanie; zmieniają oni tylko charakter tego oddziaływania, wyrywaj
    > ą wychowanie spod wpływu klasy panującej. " Manifest partii komunistycznej – de
    > klaracja programowa Związku Komunistów, napisana przez Karola Marksa i Fryderyk
    > a Engelsa na przełomie lat 1847 i 1848 i ogłoszona w lutym 1848 w Londynie. 

    Ale czego ma ten fragment dowodzić? Że brak znaczącego wpływu na ideologiczne wychowanie rodziny na dziecko był, jest i będzie. W szerszej skali, nie mam tu na myśli dzieci burżuazji czy arystokracji, bo ci pierwsi formowali się w kantorach ojców i na giełdach, ci drudzy w szkołach z internatem. Mam na myśli tzw.lud.
    >




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 30.09.17, 15:16
    > I moje i twoje nastawienie ma korzenie w buncie i rozczarowaniu wobec tego co subiektywnie skompromitowane i pragnatycznie nieskuteczne u naszych rodzicow którzy byli skopanym wzorcem. <

    I to jest główny powód, zeby swoim emocjom nie ufać. Sprawdzać treść. Np nie widzisz ile z tego co mowie jest w swojej naturze anty-rewolucyjne. Ale nie należę do odpowiedniej grupy wiec widzisz to co mowie jako opozycje.

    > Ni i tu leżysz bo masz do zaproponowania opary absusdu a ja tymczsem uzasadnienie i źrodlo cytat z Marksa : [.. absurdy ciach ..] <

    Tego nie rozumiem. Myślisz ze ja obstawiam komunistów jako tych dobrych a faszystów złych? Czy Ty moze chcesz zmiękczyć idiotyzmy faszystów przez idotyzmy komunistów? Jedni i drudzy - do wora.
  • 29.09.17, 09:23
    Fakty i informacje Urquhart ludzie coraz bardziej podporządkowują innym swoim wartościom, czyli prawda nie stoi już wysoko w tej aksjologii tylko najpierw jest widzimisię, a do niego dobiera się "fakty" i "informacje", także fakty i informacje. Doszło do tego że mówi się o... nieprawdziwych faktach, gdy jeszcze kilkadziesiąt lat temu fakty z definicji nie mogły być nieprawdziwe..., fakt oznaczał prawdziwość zdarzenia. A w XXI wieku mamy już prawdziwe i nieprawdziwe fakty. Za kłamstwo już nawet nie przepraszają jak kiedyś. I to jest różnica. Piszę o procesach światowych, w których internet odgrywa zresztą niechlubną rolę prowodyra zapaści moralnej, jest czarnym lustrem.
  • 29.09.17, 09:50
    kulawybizon napisał(a):
    . A w XXI wieku mamy już prawdziwe i nieprawdziwe fakty. Za kłamstwo już nawet nie przepraszają jak kiedyś. I to jest różnica. Piszę o procesach światowych, w których internet odgrywa zresztą niechlubną rolę prowodyra zapaści moralnej, jest czarnym lustrem.
    --------------------
    To kłamstwo jest bardzo stare. Za komuny już królowało a czarne było białe i na odwrót. Demokracja socjalistyczna = brak demokracji, wybory = cyrk, władza ludu = władza partyjnych kacyków mianowanych przez Moskwę, PRL - półkolonia, Rosji, AK - karły reakcji itp.
    Ten cynizm przeniknął normalnych ludzi, tutaj piszących o wielkiej miłości i przyjaźni, podczas gdy zdanie niżej o tym, że facet miał mnóstwo kochanek. Niektórzy piszą, że to nic takiego, bo seks mógł być dla babki nieistotny, więc wierność była bez znaczenia.

  • 29.09.17, 11:04
    Chodziło mi o dążenie do prawdy, wektor woli, mniej o zagadnienie obiektywnego powodzenia takich dążeń. W XXI wieku mniej jest pragnień docierania do prawdy (wzrasta zaś chęć kształtowania wizerunku swojego i innych wg widzimisię kształtującego). Wektor woli idzie wyraźnie bardziej w innym kierunku niż dawniej. Zmiana jest ilościowa, stopniowa, ale wyraźna. Np. coraz mniej jest dziennikarstwa zaangażowanego w dążenie do obiektywnej prezentacji zdarzeń i świata, więcej zaś tzw. dziennikarstwa zaangażowanego, któremu nie jest wszystko jedno czy w przekazie górę weźmie dążenie do prawdy opisu konkretnego zdarzenia, czy nadrzędne dążenie do wygrania naszej strony... Postępuje korupcja sumienia i zaburzenia postrzegania. Tym wszystkim przesiąkają związki romantyczne również pomału...
  • 29.09.17, 18:07

    > Ten cynizm przeniknął normalnych ludzi, tutaj piszących o wielkiej miłości i pr
    > zyjaźni, podczas gdy zdanie niżej o tym, że facet miał mnóstwo kochanek. Niekt
    > órzy piszą, że to nic takiego, bo seks mógł być dla babki nieistotny, więc wier
    > ność była bez znaczenia.

    Czepiłeś się tej wierności jak rzep psiego ogona, machasz nią jak sztandarem i wciskasz przed oczy, bo akurat udało ci się jej dochować (albo przynajmniej nie zdradzać zony notorycznie). Mnie też się udało, ale nie wyciągam jej na sztandar. Wierność seksualna wobec partnera to istotna wartość w naszej kulturze, dla mnie akurat tez, a podczas związku z byłym nie bzyknęłam się z nikim innym, czyli przez 30 lat bzykałam się z jednym facetem. I nie żałuję. Zdradzana raczej nie byłam, w każdym razie nie nachalnie ;-) Przyznasz że mogę robić za wzór statecznej matrony? ;-) No i jako ta stateczna matrona z ładną kartą jakoś nie wciskam ludziom na siłę czegoś, co dla mnie ma wartość, a dla nich może nie mieć szczególnej i nie wartościuję komuś jego uczuć - jest miłość bo go nie zdradziła nigdy, absolutnie nie ma miłości bo jej się przytrafiło, itd. Wiesz, jeśli bym miała już oceniać według swojego poglądu na świat i relacje międzyludzkie i swojego sposobu odczuwania to ty pewnie wrzucony zostałbyś do worka "nie kocha żony". Raptus, egocentryk, skoncentrowany na sobie nadpobudliwiec lekką ręką serwujący rodzinie jazdy "bo miał ciężki dzień" to nie jest ktoś, kto ma do zaoferowania (mnie) cokolwiek na kształt miłości. Żeby poza tym srał złotem, nosił na rękach i nigdy nie pomyślał nawet o innej kobiecie. Priorytety. Ja tak mam i nie jestem jedyna na świecie. I co ty na to?



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 29.09.17, 20:49
    aandzia43 napisała:

    >
    > Czepiłeś się tej wierności jak rzep psiego ogona, machasz nią jak sztandarem i
    > wciskasz przed oczy, bo akurat udało ci się jej dochować (albo przynajmniej nie
    > zdradzać zony notorycznie). Mnie też się udało, ale nie wyciągam jej na sztand
    > ar. Wierność seksualna wobec partnera to istotna wartość w naszej kulturze, dla
    > mnie akurat tez, a podczas związku z byłym nie bzyknęłam się z nikim innym, cz
    > yli przez 30 lat bzykałam się z jednym facetem. I nie żałuję. Zdradzana raczej
    > nie byłam, w każdym razie nie nachalnie ;-) Przyznasz że mogę robić za wzór sta
    > tecznej matrony? ;-) No i jako ta stateczna matrona z ładną kartą jakoś nie wci
    > skam ludziom na siłę czegoś, co dla mnie ma wartość, a dla nich może nie mieć s
    > zczególnej i nie wartościuję komuś jego uczuć - jest miłość bo go nie zdradziła
    > nigdy, absolutnie nie ma miłości bo jej się przytrafiło, itd.

    ;)
  • 29.09.17, 20:55
    marek.zak1 napisał:

    > To kłamstwo jest bardzo stare. Za komuny już królowało a czarne było białe i na
    > odwrót. Demokracja socjalistyczna = brak demokracji, wybory = cyrk, władza lud
    > u = władza partyjnych kacyków mianowanych przez Moskwę, PRL - półkolonia, Rosji
    > , AK - karły reakcji itp.
    > Ten cynizm przeniknął normalnych ludzi, tutaj piszących o wielkiej miłości i pr
    > zyjaźni, podczas gdy zdanie niżej o tym, że facet miał mnóstwo kochanek. Niekt
    > órzy piszą, że to nic takiego, bo seks mógł być dla babki nieistotny, więc wier
    > ność była bez znaczenia.
    >

    czasami marek mam wrazenie ze ty głównie masz obowiązki. Wszystko w kategorii must, jak wyluzujesz to moze myśli same popłyną trochę w inną stronę, świat będzie kolorowy a nie czarno-biały tylko
  • 29.09.17, 21:30
    bgz0702 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > To kłamstwo jest bardzo stare. Za komuny już królowało a czarne było białe i na odwrót. Demokracja socjalistyczna = brak demokracji, wybory = cyrk, władza ludu = władza partyjnych kacyków mianowanych przez Moskwę, PRL - półkolonia, Rosji
    , AK - karły reakcji itp.
    > > Ten cynizm przeniknął normalnych ludzi, tutaj piszących o wielkiej miłości i przyjaźni, podczas gdy zdanie niżej o tym, że facet miał mnóstwo kochanek. Niektórzy piszą, że to nic takiego, bo seks mógł być dla babki nieistotny, więc wierność była bez znaczenia.
    > >
    >
    > czasami marek mam wrazenie ze ty głównie masz obowiązki. Wszystko w kategorii must, jak wyluzujesz to moze myśli same popłyną trochę w inną stronę, świat będzie kolorowy a nie czarno-biały tylko
    ------------------------
    Tam gdzie mam obowiązki obowiązuje mnie bezwzględna konsekwencja i skuteczność, natomiast w relacjach miłosnych jestem lojalnym idealistą i romantykiem. To się sprawdziło. Po 40 latach bycia razem jesteśmy w sobie zakochani, jak na początku znajomości.
    Jestem w fundamentalnej opozycji do Proteinawego trzymania kart blisko i atutu gdzieś w kieszeni.
    Mój świat jest kolorowy miłością.
  • 30.09.17, 08:53
    > Tam gdzie mam obowiązki obowiązuje mnie bezwzględna konsekwencja i skuteczność,
    > natomiast w relacjach miłosnych jestem lojalnym idealistą i romantykiem. To si
    > ę sprawdziło. Po 40 latach bycia razem jesteśmy w sobie zakochani, jak na pocz
    > ątku znajomości.

    Na braciach samcach nazywaja to bialorycerstwem. Tam Marek mógłbyś glosic ze jestes jedynym przypadkiem faceta dla ktorego nie skończyło sie to jednak katastrofą . Mają nawet dzial gdzie każdy opowiada o swojej katastrofie. :)


    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • 30.09.17, 09:11
    urquhart napisał:

    > > Tam gdzie mam obowiązki obowiązuje mnie bezwzględna konsekwencja i skuteczność,
    natomiast w relacjach miłosnych jestem lojalnym idealistą i romantykiem.
    > To się sprawdziło. Po 40 latach bycia razem jesteśmy w sobie zakochani, jak na początku znajomości.
    >
    > Na braciach samcach nazywaja to bialorycerstwem. Tam Marek mógłbyś glosic ze jestes jedynym przypadkiem faceta dla ktorego nie skończyło sie to jednak katastrofą . Mają nawet dzial gdzie każdy opowiada o swojej katastrofie. :)
    ----------------------------------
    Nie znałem, ale jak wspomniałeś o rycerstwie to ja niczego nie wymyśliłem, bo tak było zawsze, czyli ścinało się głowy wrogom / rywalom i kochało się swoją kobietę. Były wyjątki, jak pewien król Henryk w Anglii, ale ja taką postawę odrzucam.
    Teraz bywa inaczej, bo faceci rywalizują z własnymi kobietami i często ich sie boją i wielu sie zwyczajnie popierdoliło w głowach. Stąd całe zamieszanie.
  • 30.09.17, 09:42
    > Teraz bywa inaczej, bo faceci rywalizują z własnymi kobietami i często ich sie
    > boją i wielu sie zwyczajnie popierdoliło w głowach.

    Znaczy ty nie rywalizyjesz oddałes jej wladzę a ona panuje miłościwie i wielkodusznie bez ucisku i wyzysku i nie ma sie jej co bać?



    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • 30.09.17, 10:04
    urquhart napisał:

    > > Teraz bywa inaczej, bo faceci rywalizują z własnymi kobietami i często ich sie boją i wielu sie zwyczajnie popierdoliło w głowach.
    >
    > Znaczy ty nie rywalizyjesz oddałes jej wladzę a ona panuje miłościwie i wielkodusznie bez ucisku i wyzysku i nie ma sie jej co bać?
    ------------------------------------
    Tak jak Michael Coprleone oddał władzę w domu swojej żonie :)
  • 01.10.17, 23:48
    urquhart napisał:

    > Mają nawet dzial gdzie każdy opowiada o swojej katastrofie. :)

    I tak na końcu zawsze okazuje się, że to był zamach...
  • 02.10.17, 06:12
    sabat3 napisał:

    > urquhart napisał:
    >
    > > Mają nawet dzial gdzie każdy opowiada o swojej katastrofie. :)
    >
    > I tak na końcu zawsze okazuje się, że to był zamach...
    -----
    I wina Tuska :) Czyli tych przebrzydlych kobiet. Fajnie sie czyta tych braci samcow, tak samo jak fajnie sie czyta kombiego czy wczesniej midnajta. Tyle, ze oni za wszystko obwiniaja Tuska :) Nie ma podzialu na babki normalne, mniej normalne, zjebane. Absolutnie wszystkie kobiety (z wyjatkiem matek) sa zjebane - egoistyczne, materialistyczne, wyrachowane, zawistne etc etc. I zamiast zastanawiac sie dlaczego wybieraja (wybierali?) takie laski, dochodzic do wniosku ze sami sa (byli?) zjebani, bo ciagnelo ich do toksycznych lasek tak samo jak zjebane laski ciagnie do toksycznych mezczyzn, bo daja ciagla hustawke emocji, starac sie przepracowac swoje zjebanie, to "samcy" sobie narzekaja jakie to absolutnie wszystkie kobiety (z wyjatkiem swoich matek) sa zle. Jakie to w sumie zalosne.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 02.10.17, 08:14
    wont2 napisał:
    > I wina Tuska :) Czyli tych przebrzydlych kobiet. Fajnie sie czyta tych braci sa
    > mcow, tak samo jak fajnie sie czyta kombiego czy wczesniej midnajta. Tyle, ze o
    > ni za wszystko obwiniaja Tuska :) Nie ma podzialu na babki normalne, mniej norm
    > alne, zjebane. Absolutnie wszystkie kobiety (z wyjatkiem matek) sa zjebane - eg
    > oistyczne, materialistyczne, wyrachowane, zawistne etc etc. I zamiast zastanawi
    > ac sie dlaczego wybieraja (wybierali?) takie laski, dochodzic do wniosku ze sam
    > i sa (byli?) zjebani, bo ciagnelo ich do toksycznych lasek tak samo jak zjebane
    > laski ciagnie do toksycznych mezczyzn, bo daja ciagla hustawke emocji, starac
    > sie przepracowac swoje zjebanie, to "samcy" sobie narzekaja jakie to absolutnie
    > wszystkie kobiety (z wyjatkiem swoich matek) sa zle. Jakie to w sumie zalosne.
    >

    I niech wszelkiej maści zjeby gadają głośno i wyrażnie.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 02.10.17, 09:31
    zawle napisała:
    > I niech wszelkiej maści zjeby gadają głośno i wyrażnie.

    Pierdolić gadanie, to męczące. Niech szarfy noszą.
  • 03.10.17, 09:16
    > I wina Tuska :) Czyli tych przebrzydlych kobiet. Fajnie sie czyta tych braci sa
    > mcow, tak samo jak fajnie sie czyta kombiego czy wczesniej midnajta. (...)
    > I zamiast zastanawi
    > ac sie dlaczego wybieraja (wybierali?) takie laski, dochodzic do wniosku ze sam
    > i sa (byli?) zjebani, bo ciagnelo ich do toksycznych lasek tak samo jak zjebane
    > laski ciagnie do toksycznych mezczyzn, bo daja ciagla hustawke emocji, starac
    > sie przepracowac swoje zjebanie, to "samcy" sobie narzekaja jakie to absolutnie
    > wszystkie kobiety (z wyjatkiem swoich matek) sa zle. Jakie to w sumie zalosne.

    A nie zauważyłeś Wont że w sumie po katastrofach i rozczarowaniach dochodzą do punktu w którym ty jesteś ? Że tylko brak zaangażowania, ślubu i dzieci pozwala uniknąć bycia wykorzystanym?

    --
    Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka.
  • 03.10.17, 09:42
    Toksyczne psycholki z cluster B jak muchy do miodu ciągnie do mężczyzn pełnych życia, dobrej emocjonalnej energii, do inteligentnych empatów. Niestety postawa cluster B wobec partnera lub partnerki da się porównać do ataku na kontakt z rzeczywistością jaką do tej pory znała ta druga osoba i do ataku na jej poczucie tożsamości, a to są już bardzo poważne kwestie.
  • 03.10.17, 11:16
    kulawybizon napisał(a):

    > Toksyczne psycholki z cluster B jak muchy do miodu ciągnie do mężczyzn pełnych
    > życia, dobrej emocjonalnej energii, do inteligentnych empatów. Niestety postawa
    > cluster B wobec partnera lub partnerki da się porównać do ataku na kontakt z r
    > zeczywistością jaką do tej pory znała ta druga osoba i do ataku na jej poczucie
    > tożsamości, a to są już bardzo poważne kwestie.

    Atak na kontakt mężczyzny z rzeczywistością? Dobrze zrozumiałam?



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 11:43
    aandzia43 napisała:

    > kulawybizon napisał(a):
    >
    > > Toksyczne psycholki z cluster B jak muchy do miodu ciągnie do mężczyzn pe
    > łnych
    > > życia, dobrej emocjonalnej energii, do inteligentnych empatów. Niestety p
    > ostawa
    > > cluster B wobec partnera lub partnerki da się porównać do ataku na konta
    > kt z r
    > > zeczywistością jaką do tej pory znała ta druga osoba i do ataku na jej po
    > czucie
    > > tożsamości, a to są już bardzo poważne kwestie.
    >
    > Atak na kontakt mężczyzny z rzeczywistością? Dobrze zrozumiałam?


    Zrypanie bereta, jak to mądrze nazywają świadome psychologicznie osoby, może dotyczyć tak samo mężczyzny, jak kobiety, będących w związku z cluster B.

    A nieraz w związku jest dwoje cluster B, bo na przykład obojgu pasuje brak bliskości etc. etc. Nie zawsze to codependent albo zwyczajny jest w związku z cluster B.
  • 03.10.17, 11:14
    urquhart napisał:

    > > I wina Tuska :) Czyli tych przebrzydlych kobiet. Fajnie sie czyta tych br
    > aci sa
    > > mcow, tak samo jak fajnie sie czyta kombiego czy wczesniej midnajta. (...
    > )
    > > I zamiast zastanawi
    > > ac sie dlaczego wybieraja (wybierali?) takie laski, dochodzic do wniosku
    > ze sam
    > > i sa (byli?) zjebani, bo ciagnelo ich do toksycznych lasek tak samo jak z
    > jebane
    > > laski ciagnie do toksycznych mezczyzn, bo daja ciagla hustawke emocji, s
    > tarac
    > > sie przepracowac swoje zjebanie, to "samcy" sobie narzekaja jakie to abso
    > lutnie
    > > wszystkie kobiety (z wyjatkiem swoich matek) sa zle. Jakie to w sumie za
    > losne.
    >
    > A nie zauważyłeś Wont że w sumie po katastrofach i rozczarowaniach dochodzą do
    > punktu w którym ty jesteś ? Że tylko brak zaangażowania, ślubu i dzieci pozwala
    > uniknąć bycia wykorzystanym?

    Tak, brak wychodzenia z domu pozwala uniknąć ciosu dachówką w sklepienie czaszki. Stuprocentowa pewność. Tylko ci akurat opisani przez Wonta bracia samcy wychodzą z domu i lecą pod strumień dachówek spadających z walącego się budynku a potem wrzeszczą, że wychodzenie z domu jest niebezpieczne ;-)




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 11:33
    urquhart napisał:

    > A nie zauważyłeś Wont że w sumie po katastrofach i rozczarowaniach dochodzą do
    > punktu w którym ty jesteś ? Że tylko brak zaangażowania, ślubu i dzieci pozwala
    > uniknąć bycia wykorzystanym?
    ------
    Mysle, ze to troche za bardzo uproszczone podejscie - ze tylko brak zaangazowania, slubu i dzieci pozwala uniknac bycia wykorzystanym. Slub i dzieci, zwlaszcza dzieci, istotnie zmniejszaja pole manewru i ograniczaja twoja sile i mozliwosc oddzialywania na niekorzystne wydarzenia. Nie da sie juz, ot tak, po przekroczeniu jakiegos Rubikonu przez druga strone albo przekroczeniu okreslonego poziomu niezadowolenia, wkurwu, rozczarowania czy frustracji wyprowadzic sie i przestac odbierac telefon. W wielu przypadkach - kiepskiej sytuacji materialnej, obawy przed ograniczeniem dostepu do dzieci, moga nawet uniemozliwiac.

    Co do zaangazowania, jako czynnika skutkujacego niechybnym wykorzystaniem, to bylbym jeszcze bardziej sceptyczny. Mozna byc zaangazowanym, ale trzymac jakas rame, jasno komunikowac, ze czegos nie zrobisz albo cos ci sie nie podoba i po prostu nie robic rzeczy ktore ci sie nie podobaja. Jak jestes zaangazowany ale emocjonalnie niezalezny to chyba trudno zostac wykorzystanym poza jakimis nieistotnymi pierdolami. Problem w tym, ze w zwiazki wchodzimy najczesciej na emocjonalnym haju, ktory jest oczywiscie fajny, ale gdzies w tym wszystkim tracimy nasza emocjonalna niezaleznosc, oddajemy lejce i mamy pozamiatane.

    Dodatkowo, z racji tego ze mniej kreca nas spokojne, ulozone, dobrze wychowane ale i niestety nudne dziewczyny, a bardziej suki z borderline, ktore lubia sie pieprzyc i z ktorymi jest po prostu ciekawie, to sami krecimy sobie bicz na dupsko. No i tu jest zrodlo problemu - ze zle wybieramy i zle prowadzimy. Relacje z sukami sa dla zimnych, socjopatycznych chui a nie dla nas, cieplych chlopakow :) A ze "bracia samcy" wybierali swoje kobiety wsrod suk a nie wsrod milych, cieplych, spokojnych dziewczyn to ja nie mam watpliwosci czytajac jakie im jazdy serwowaly. No i do forum "braci samcow" podchodze tak samo jak podchodzilbym do forum kobiet, wzgardzonych, zdradzonych i oszukanych przez "bad boyow", ktore to kobiety swoje zale przelewalyby na caly rod meski - czyli fajnie sobie poczytac ale forumowa zolc na temat plci przeciwnej zbywam wzruszeniem ramionami.

    Na koniec, zeby nie bylo tak rozowo, ze jestem taki madry i tak dalej - chyba sie starzeje i przechodze jakis kryzys wieku sredniego, ale od kilku ladnych tygodni czuje przemozna potrzebe, zakrawajaca na obsesje, wyruchania i zaplodnienia jakiejs dwudziestoparoletniej suczki. Budze sie rano z pelnymi jadrami, wale konia pod "teen slut creampie", w metrze, pracy i na ulicy zerkam non stop jak jakis oblech na mlode dupy i prawie wszystkie mnie podniecaja, nawet te nie w moim typie. Wieczorem znow "teen slut creampie" bo jadra pelne. Cale szczescie nie jestem ani ladny ani bogaty, bo w tym stanie w jakim teraz jestem momentalnie wjebalbym sie na mine :( Tak ze, ten tego, niespecjalnie roznie sie od braci samcow z czasow ich bialorycerstwa. No moze tylko tym, ze mimo ze tez lubie spacerowac po polu minowym, to miny sa zaprojektowane na wiekszy niz ja ciezar, no i tym, ze mam swiadomosc, ze to pole minowe a nie Pola Elizejskie. No i jeszcze chyba tym, ze jakby mina wybuchla to mialbym pretensje tylko do siebie a nie do wszystkich, takze tych spokojnych, ulozonych i dobrze wychowanych kobiet :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 03.10.17, 11:51
    wont2 napisał:
    Co do zaangazowania, jako czynnika skutkujacego niechybnym wykorzystaniem, to b ylbym jeszcze bardziej sceptyczny. Mozna byc zaangazowanym, ale trzymac jakas rame, jasno komunikowac, ze czegos nie zrobisz albo cos ci sie nie podoba i po prostu nie robic rzeczy ktore ci sie nie podobaja. Jak jestes zaangazowany ale emocjonalnie niezalezny to chyba trudno zostac wykorzystanym poza jakimis nieistotnymi pierdolami. Problem w tym, ze w zwiazki wchodzimy najczesciej na emocjonalnym haju, ktory jest oczywiscie fajny, ale gdzies w tym wszystkim tracimy nasza emocjonalna niezaleznosc, oddajemy lejce i mamy pozamiatane.
    ------------------------
    Dotknąłeś ważnej rzeczy. NIGDY nie wolno tracić emocjonalnej niezależności i wewnętrznej wolności i oddawać lejców. Haj nie ma z tym nic do rzeczy, tylko charakter.
  • 03.10.17, 11:58
    marek.zak1 napisał:

    > wont2 napisał:
    > Co do zaangazowania, jako czynnika skutkujacego niechybnym wykorzystaniem, to
    > b ylbym jeszcze bardziej sceptyczny. Mozna byc zaangazowanym, ale trzymac jakas
    > rame, jasno komunikowac, ze czegos nie zrobisz albo cos ci sie nie podoba i p
    > o prostu nie robic rzeczy ktore ci sie nie podobaja. Jak jestes zaangazowany al
    > e emocjonalnie niezalezny to chyba trudno zostac wykorzystanym poza jakimis nie
    > istotnymi pierdolami. Problem w tym, ze w zwiazki wchodzimy najczesciej na emoc
    > jonalnym haju, ktory jest oczywiscie fajny, ale gdzies w tym wszystkim tracimy
    > nasza emocjonalna niezaleznosc, oddajemy lejce i mamy pozamiatane.
    > ------------------------
    > Dotknąłeś ważnej rzeczy. NIGDY nie wolno tracić emocjonalnej niezależności i we
    > wnętrznej wolności i oddawać lejców. Haj nie ma z tym nic do rzeczy, tylko char
    > akter.

    Spoko, to rada dla mężczyny, bo to on ma trzymać w związku lejce. A co ma robić kobieta? Oddawać lejce bo mąż wie lepiej co dla niej dobre a charakter (silny) nie jest jej do niczego potrzeby, wręcz przeszkadza? ;-)



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 12:08
    aandzia43 napisała:

    > > Dotknąłeś ważnej rzeczy. NIGDY nie wolno tracić emocjonalnej niezależności i wewnętrznej wolności i oddawać lejców. Haj nie ma z tym nic do rzeczy, tylko charakter.
    >
    > Spoko, to rada dla mężczyny, bo to on ma trzymać w związku lejce. A co ma robić kobieta? Oddawać lejce bo mąż wie lepiej co dla niej dobre a charakter (silny) nie jest jej do niczego potrzeby, wręcz przeszkadza? ;-)
    -------------------------
    Kobieta także nie powinna tracić wewnętrznej niezależności. Wont pisze o możliwością bycia wykorzystanym. Ja takich obaw nigdy nie miałem, bo to jak niewychodzenie na boisko, bo można zostać kopniętym. Można, shit happens, ale stać z boku to nie jest rozwiązanie.
  • 03.10.17, 12:31
    > Kobieta także nie powinna tracić wewnętrznej niezależności. Wont pisze o możliw
    > ością bycia wykorzystanym. Ja takich obaw nigdy nie miałem, bo to jak niewychod
    > zenie na boisko, bo można zostać kopniętym. Można, shit happens, ale stać z bok
    > u to nie jest rozwiązanie.

    Ok.



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 13:17
    aandzia43 napisała:

    > Spoko, to rada dla mężczyny, bo to on ma trzymać w związku lejce. A co ma robić
    > kobieta? Oddawać lejce bo mąż wie lepiej co dla niej dobre a charakter (silny)
    > nie jest jej do niczego potrzeby, wręcz przeszkadza? ;-)
    -----
    Skad w ogole pomysl, ze namiawiam do trzymania przez mezczyzne lejcow zwiazku? Ja? ;) Niech kazdy trzyma swoje lejce i klusuje szczesliwie kon w kon przez prerie w strone zachodzacego slonca ;)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 03.10.17, 13:34
    albo pan trzyma lejce za dwoje, a pani lejca pana ma we władzy:))

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 03.10.17, 13:34
    > -----
    > Skad w ogole pomysl, ze namiawiam do trzymania przez mezczyzne lejcow zwiazku?
    > Ja? ;) Niech kazdy trzyma swoje lejce i klusuje szczesliwie kon w kon przez pre
    > rie w strone zachodzacego slonca ;)
    >
    To było do Marka.



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 11:40
    urquhart napisał:
    > A nie zauważyłeś Wont że w sumie po katastrofach i rozczarowaniach dochodzą do
    > punktu w którym ty jesteś ? Że tylko brak zaangażowania, ślubu i dzieci pozwala
    > uniknąć bycia wykorzystanym?

    Poczucie wykorzystania to Twoja wewnętrzna ocena sytuacji. I bez ślubu, dzieci i zaangażowania można tak się czuć. A z tym całym bagażem nadal nie.


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 03.10.17, 14:38
    > Poczucie wykorzystania to Twoja wewnętrzna ocena sytuacji. I bez ślubu, dzieci
    > i zaangażowania można tak się czuć.

    Egoizm to nie liczenie sie z uczuciami ocenami sytuacji bliskich osób , nieprawdaz ?

    Ja na jakis czas odalem lejce i moja slubna nie wykorzystała tego przeciw mnie
    Tyle ze pożadanie miedzy nami zdechlo zupelnie wtedy .
    I to nastawienie jak to zmienic zamiast sie obrażac odroznia moje nastawienie od braci samców

    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • 03.10.17, 14:49
    urquhart napisał:

    > Ja na jakis czas odalem lejce i moja slubna nie wykorzystała tego przeciw mnie
    > Tyle ze pożadanie miedzy nami zdechlo zupelnie wtedy .
    ---------
    Czu uważasz, że jest to jednostkowy przypadek, czy raczej, że kobiety nie pożądają tych, którymi kierują?
  • 03.10.17, 14:57

    > Ja na jakis czas odalem lejce i moja slubna nie wykorzystała tego przeciw mnie
    > Tyle ze pożadanie miedzy nami zdechlo zupelnie wtedy .
    > I to nastawienie jak to zmienic zamiast sie obrażac odroznia moje nastawienie o
    > d braci samców

    Jakie lejce, co to znaczy? Czy mógłbyś przybliżyć?





    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 19:45
    urquhart napisał:
    > Ja na jakis czas odalem lejce i moja slubna nie wykorzystała tego przeciw mnie
    > Tyle ze pożadanie miedzy nami zdechlo zupelnie wtedy .
    > I to nastawienie jak to zmienic zamiast sie obrażac odroznia moje nastawienie o
    > d braci samców

    Jestem w stanie sobie to wyobrazić. Gdy całe twoje małżeństwo ty te lejce dzierżyłeś, to żona miała się prawo czuć się zagrożona/zdezorientowana/zniesmaczona/porzucona/zawiedziona, czy co tam jej było potzrebne żeby pożadanie znikło. Tyle że nie każdy związek tak funkcjonuje i nie w każdym tak jest budowane pożądanie. Ty idziesz właściwym tropem dla waszego układu. Jednak nie jest to jedyny właściwy układ dla wszystkich.


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 04.10.17, 07:45
    > porzucona/zawiedziona, czy co tam jej było potzrebne żeby pożadanie znikło. Tyl
    > e że nie każdy związek tak funkcjonuje i nie w każdym tak jest budowane pożądan
    > ie. Ty idziesz właściwym tropem dla waszego układu. Jednak nie jest to jedyny w
    > łaściwy układ dla wszystkich.

    No widzisz ty dalej Kagizm że może byc tak a może być inaczej z pożadaniem, a ja że moja sytuacja jest opisana jako częsta i typowa z puktu widzenia gabinetów i badań przez Perel, Bussa czy Bidulpha.


    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • 04.10.17, 08:47
    urquhart napisał:
    > No widzisz ty dalej Kagizm że może byc tak a może być inaczej z pożadaniem, a j
    > a że moja sytuacja jest opisana jako częsta i typowa z puktu widzenia gabinetów
    > i badań przez Perel, Bussa czy Bidulpha.

    Ok, Twoja sytuacja jest typowa dla związków opierajcych się na układzie w którym jedna strona "trzyma władzę".


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 04.10.17, 09:10
    urquhart napisał:
    > No widzisz ty dalej Kagizm że może byc tak a może być inaczej z pożadaniem, a ja że moja sytuacja jest opisana jako częsta i typowa z puktu widzenia gabinetów i badań przez Perel, Bussa czy Bidulpha.
    ---------------------
    Dodaj Kissingera: Power is the ultimate aphrodisiac. Zrezygnowanie z władzy mogło zostać potraktowane jak objaw obojętności.

  • 04.10.17, 09:39
    zachecam do cwiczenia empatii - duzo przydatniejsze w zyciu od ciagłego podpierania się autorytetami

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 04.10.17, 09:45
    zawle napisała:

    > zachecam do cwiczenia empatii - duzo przydatniejsze w zyciu od ciagłego podpierania się autorytetami.
    -------------------
    A ja do zadawania pytań wprost. Zapytałem przy śniadaniu moja, co cię we mnie podnieca. Zastanowiła się i odpowiedziała: ,,To że jesteś kiciem"
    Wszystko jasne. Autorytety niepotrzebne.
  • 04.10.17, 10:28
    o kurwa...a Ty o sobie myslisz jak o lwie;))

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 04.10.17, 11:03
    zawle napisała:

    > o kurwa...a Ty o sobie myslisz jak o lwie;))
    --------------
    Myślenie ma mało wspólnego z pożądaniem. Pożądanie jest troche jak szczęście, opisane przez Tatarkiewicza. Nie należy pytać skąd przychodzi i dlaczego, tylko otworzyć mu drzwi i cieszyć się, że jest :)
  • 04.10.17, 11:17
    marek.zak1 napisał:

    > zawle napisała:
    >
    > > zachecam do cwiczenia empatii - duzo przydatniejsze w zyciu od ciagłego p
    > odpierania się autorytetami.
    > -------------------
    > A ja do zadawania pytań wprost. Zapytałem przy śniadaniu moja, co cię we mnie p
    > odnieca. Zastanowiła się i odpowiedziała: ,,To że jesteś kiciem"
    > Wszystko jasne. Autorytety niepotrzebne.

    No i co to ma do rzeczy czyli do sugestii U., że tylko władza mężczynzy ma prawo kobietę podniecać, a do czego ty zdajesz się przychylać? Nie kąsam. Z wypowiedzi twojej wynika raczej coś odwrotnego ;-) No chyba żeby tego kicia faktycznie interpretować jako lwa :-P



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 04.10.17, 11:24
    aandzia43 napisała:

    > marek.zak1 napisał:
    >
    > > zawle napisała:
    > >
    > > > zachecam do cwiczenia empatii - duzo przydatniejsze w zyciu od ciag
    > łego p
    > > odpierania się autorytetami.
    > > -------------------
    > > A ja do zadawania pytań wprost. Zapytałem przy śniadaniu moja, co cię we
    > mnie p
    > > odnieca. Zastanowiła się i odpowiedziała: ,,To że jesteś kiciem"
    > > Wszystko jasne. Autorytety niepotrzebne.
    >
    > No i co to ma do rzeczy czyli do sugestii U., że tylko władza mężczynzy ma praw
    > o kobietę podniecać

    Pewna stanowczość, ale raczej w zarządzaniu sobą w relacji niż partnerką w relacji, a więc władza nad sobą to tak. A w ogóle to zauważyłem w otoczeniu, że ci co chętnie decydują o innych osobach z rodziny, to ci sami, którzy wypierają się potem odpowiedzialności kiedy coś pójdzie bardzo źle po ich idiotycznej decyzji.
  • 04.10.17, 11:36

    > > No i co to ma do rzeczy czyli do sugestii U., że tylko władza mężczynzy m
    > a praw
    > > o kobietę podniecać
    >
    > Pewna stanowczość, ale raczej w zarządzaniu sobą w relacji niż partnerką w rela
    > cji, a więc władza nad sobą to tak. A w ogóle to zauważyłem w otoczeniu, że ci
    > co chętnie decydują o innych osobach z rodziny, to ci sami, którzy wypierają si
    > ę potem odpowiedzialności kiedy coś pójdzie bardzo źle po ich idiotycznej decyz
    > ji.

    Stanowczość i spokojna, niewzruszona pewność siebie mężczyzny w zarządzaniu SOBĄ zawsze robi dobre wrażenie na kobiecie. Dobre wrażenie robi również na wielu mężczyznach zarządzanie sobą w wydaniu kobiecym. Trzymanie granic i nie pozwalanie na włażenie sobie na głowę to dobra strategia do utrzymanie wszelakiej dobrej i budującej relacji, erotycznej też. Taka huśtaweczka o minimalnym wychyle. To dla zwykłych ludzi. Są też tacy co do szczęścia i spełnienia potrzebują dużej amplitudy. Ale nie róbmy z ich... hmm.. specyfiki wzorca, choć mają na to wielką ochotę.


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 04.10.17, 12:25
    aandzia43 napisała:


    > > A ja do zadawania pytań wprost. Zapytałem przy śniadaniu moja, co cię we mnie p
    > > odnieca. Zastanowiła się i odpowiedziała: ,,To że jesteś kiciem"> Wszystko jasne. Autorytety niepotrzebne.
    >
    > No i co to ma do rzeczy czyli do sugestii U., że tylko władza mężczynzy ma prawo kobietę podniecać, a do czego ty zdajesz się przychylać? Nie kąsam. Z wypowiedzi twojej wynika raczej coś odwrotnego ;-) No chyba żeby tego kicia faktycznie interpretować jako lwa :-P
    ----------------------
    Zacytowałem Kissingera. W tej materii nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ani jednego warunku. Liczy się ciało i głowai, poczucie humoru, dystans do siebie samego, ale i wytrwałość i konsekwencja, zaangażowanie. O czymś zapomniałem?
    A kicio to kicio :). Ma miękkie futerko i pazurki. Dwa w jednym. Taki kicio :)

  • 04.10.17, 13:02
    marek.zak1 napisał:
    Liczy się ciało i głowai, poczucie humoru, dystans do siebie sameg
    > o, ale i wytrwałość i konsekwencja, zaangażowanie. O czymś zapomniałem?
    > A kicio to kicio :). Ma miękkie futerko i pazurki. Dwa w jednym. Taki kicio :)


    A gdzie tam...masz wszystko;)

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 04.10.17, 11:21
    urquhart napisał:

    > > porzucona/zawiedziona, czy co tam jej było potzrebne żeby pożadanie znikł
    > o. Tyl
    > > e że nie każdy związek tak funkcjonuje i nie w każdym tak jest budowane p
    > ożądan
    > > ie. Ty idziesz właściwym tropem dla waszego układu. Jednak nie jest to je
    > dyny w
    > > łaściwy układ dla wszystkich.
    >
    > No widzisz ty dalej Kagizm że może byc tak a może być inaczej z pożadaniem, a j
    > a że moja sytuacja jest opisana jako częsta i typowa z puktu widzenia gabinetów
    > i badań przez Perel, Bussa czy Bidulpha.

    Dobra, nie odpowiedziałeś mi na pytanie co rozumiesz przez trzymanie lejców, jak to wygląda w praktyce, bo tak to se możemy gadać i gadać i każde może zupełnie inaczej rozumieć te lejce. A wędzidło i ostrogi też masz w użyciu?




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 05.10.17, 00:09
    > Dobra, nie odpowiedziałeś mi na pytanie co rozumiesz przez trzymanie lejców, ja
    > k to wygląda w praktyce, bo tak to se możemy gadać i gadać i każde może zupełni
    > e inaczej rozumieć te lejce. A wędzidło i ostrogi też masz w użyciu?

    Każde szczegółowe praktyczne przykłady łatwo wyśmiać dorabiając okoliczności.
    Ogólnie oznacza to że pożądanie wymaga polaryzacji męskości i kobiecości: a męskość to atawistyczne i podświadomie yang, siła, inicjatywa, konsekwencja, stanowczość, odrębność, nieprzewidywalność, dzikość - można to nazwać lejcami można dominacją, patriarchatem który oskarżałaś tu o bycie źródłem zła.
    Łatwiej w praktyce napisać po czym rozpoznać że facet nie trzyma lejców, podporządkowując się matriarchalnej kobiecej rodzinnej wizji partnerki podporządkowanej macierzyństwu i domowej stabilizacji nazwanej paradoksalnie "równouprawnieniem".

    Wolę zacytować EP jakie widziała reguły u podporządkowującego się białorycerstwa:

    Dlaczego w sypialni współczesnych małżonków coraz częściej wieje nudą?
    Esther Perel: (...) W moim gabinecie niemal wszystkie takie pary powtarzają to samo: nie da się pogodzić życia rodzinnego z satysfakcjonującym życiem erotycznym. Bo między życiem małżeńskim a pożądaniem seksualnym jest pewien konflikt. Z jednej strony, w rodzinie, którą założyliśmy z ukochaną osobą, szukamy bezpieczeństwa i stabilności, chcemy zaspokoić swoją potrzebę przynależności. Z drugiej strony, każdy z nas tęskni za nowymi, ekscytującymi doznaniami, silnymi emocjami, niezwykłymi przeżyciami.
    I do czego to prowadzi?
    – Budzi się roszczeniowa postawa wobec partnerów. Chcemy, żeby zapewniali nam poczucie stabilizacji, komfortu, żeby byli przewidywalni, a jednocześnie dostarczali ekscytujących przeżyć i nowych wrażeń okrytych aurą tajemniczości. (...)

    Czy w sypialni sprawdza się równouprawnienie?
    – Raczej prowadzi do monotonii. W sypialni tym bardziej jesteśmy podekscytowani, im mniej tam poprawności i przewidywalności. I współcześnie w wyniku zmian społecznych mamy faktycznie mniej pewników. Kobiety w łóżku stały się mniej pasywne. Nie zastanawiają się, „czy on mnie kocha". Częściej pytają siebie, „czy ja go chcę". Równouprawnienie czy zamiana ról w sypialni nie mają racji bytu. To, co przynosi efekt w kuchni, nie musi przynosić efektu w sypialni. Wystarczy, że kobiety przestały traktować seks jako małżeński obowiązek i zaczęły widzieć w nim źródło przyjemności. W łóżku nie muszą udawać twardych i niezłomnych. W codziennym życiu mają dość możliwości, żeby równoważyć z mężczyznami wkład w kształtowanie świata. Seks jest osobnym językiem, który rządzi się swoimi prawami, ma własną gramatykę, styl i środki wyrazu.
    (...)
    Ideałem byłoby, gdyby ludzie nie rozumieli erotyzmu jedynie jako przyjemności cielesnej, ale traktowali go także jako doznanie mistyczne. Tak jak to intuicyjnie czynili moi rodzice, którym zadedykowałam swoją książkę.

    www.wprost.pl/142612/Czy-malzenstwo-zabija-seks
    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung



    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • 05.10.17, 03:51
    Poczytaj coś innego niż Bussa.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 05.10.17, 10:31
    u
    > Każde szczegółowe praktyczne przykłady łatwo wyśmiać dorabiając okoliczności.

    Zostawiając na boku ewentualne obśmiewanie: tylko praktyczne przykłady coś mówią o związku czy jakiejś sytuacji. Bo skąd wiadomo, czy szlachetna i ze.wszech miar słuszna reguła nie jest zasłoną dla czegoś paskudnego albo mniej drastycznie: że jest tylko przylepionym hasłem do działań z innej zgoła bajki? Nie chcesz nie pisz.


    > Ogólnie oznacza to że pożądanie wymaga polaryzacji męskości i kobiecości: a męs
    > kość to atawistyczne i podświadomie yang, siła, inicjatywa, konsekwencja, stano
    > wczość, odrębność, nieprzewidywalność, dzikość - można to nazwać lejcami można
    > dominacją, patriarchatem który oskarżałaś tu o bycie źródłem zła.
    > Łatwiej w praktyce napisać po czym rozpoznać że facet nie trzyma lejców, podpor
    > ządkowując się matriarchalnej kobiecej rodzinnej wizji partnerki podporządkowa
    > nej macierzyństwu i domowej stabilizacji nazwanej paradoksalnie "równouprawnien
    > iem".
    >
    > Wolę zacytować EP jakie widziała reguły u podporządkowującego się białorycerstw
    > a:

    Wiemy, czytalismy nie raz i chyba nikt nie wątpi, że do fajnego seksu w starym związku trzeba zachowanej polaryzacji męskości i kobiecości, trochę pieprzu, drżenia powietrza i silnych emocji (zauważyłes jak się ludzie rżną kiedy obok ktoś umiera?). Sęk w tym, że jedno z wyżej wymienionych hasełmoże dla każdego co innego oznaczać. Nie mówiąc już o natężeniu w/w jakości niezbędnym do wywołania efektu. Jednej wystarczy pokazać się z groźnąminą i potem na całym ciele po wygranym meczu, drugiej trzeba przylac ;-)




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 05.10.17, 14:20
    From vigilance to violence: mate retention tactics in married couples.

    Buss DM1, Shackelford TK.
    Author information
    Abstract
    Although much research has explored the adaptive problems of mate selection and mate attraction, little research has investigated the adaptive problem of mate retention. We tested several evolutionary psychological hypotheses about the determinants of mate retention in 214 married people. We assessed the usage of 19 mate retention tactics ranging from vigilance to violence. Key hypothesized findings include the following: Men's, but not women's, mate retention positively covaried with partner's youth and physical attractiveness. Women's, but not men's, mate retention positively covaried with partner's income and status striving. Men's mate retention positively covaried with perceived probability of partner's infidelity. Men, more than women, reported using resource display, submission and debasement, and intrasexual threats to retain their mates. Women, more than men, reported using appearance enhancement and verbal signals of possession. Discussion includes an evolutionary psychological analysis of mate retention in married couples.
    PMID: 9107005
  • 05.10.17, 18:42
    "Ideałem byłoby, gdyby ludzie nie rozumieli erotyzmu jedynie jako przyjemności cielesnej, ale traktowali go także jako doznanie mistyczne."

    Ja bym chciala wiedziec co konkretnie oznacza ta...fraza? I jak to ma sie do seksu we wspolczesnych malzenstwach(bo o tym mowa) i do rowno(albo nierowno)uprawnienia.
    Juz kiedys pytalam: skad zalozenie albo pewnosc, ze kiedys w sypialniach nie wialo nuda? Co w ogole wiemy o tym co, jak i jak czesto dzialo sie kiedys(kiedy?) w sypialniach? Skad zalozenie, ze kiedy nie bylo rownouprawnienia w sypialni bylo pozadanie i nie wialo nuda i dla kogo nie wialo? Ja sie pytam? Moim zdaniem niewiele o tym wiemy, bo byl to temat tabu, nikt sie nim nie zajmowal glosno a juz w ogole niewiele interesowano sie kobiecymi potrzebami i ich seksualnoscia. Z tego co ja wiem. Moze ktos inny wie co innego, poprosze niech zapoda.

    Nie sadze, zeby w patriarchacie kazda kobieta z automatu rozkadala nogi, bo tak strasznie wilgotniala na widok pana wladcy. ktory za nia podejmowal najwazniejsze decyzje. Owszem moze facetom w islamie majacym 4 zony nie wieje nuda, byc moze. Ale co z ich kobietami?
    Tym bardziej, ze dalej ta Parel opowiada, ze dobrze, ze kobiety przestaly(albo dobrze by bylo gdyby przestaly) traktowac seks jak malzenski obowiazek. Czyli wychodzi mi, ze kiedys tak go wlsanie traktowaly a obowiazek to obowiazek, czesto z przyjemnoscia nie ma nic wspolnego. Ze pan spuscil z krzyza i mu sie nie nudzilo...byc moze, ale ja sie pytam gdzie w tym byla kobieta, gdzie to pozadanie i ta erotyka?

    Te pytania("Dlaczego w sypialni współczesnych małżonków coraz częściej wieje nudą?", "Czy w sypialni sprawdza się równouprawnienie"? juz sa nie na miejscu. Porownuja tu co z czym jakie czasy z ta wspolczesnoscia? Wziawszy pod uwage, ze o "kiedys" w tym temacie niewiele wiemy.
    Ja przynajmniej wiem tyle o czasach ludzi teraz 70+ i starszych m.in.:

    -Kobiety w moim wieku byly czesto nieuswiadomione, dla mojego meza teamt seksu to nie temat do rozmowy, nie mowil/nie mowi o nim nigdy
    - kiedy maz zaczal niedomagac w lozku(nie stawal mu) powiedzial do mnie, ze nasz zwiazek to nie tylko to.
    - gdyby sie facetowi powiedzialo na pewno by sie nie migal tylko zrobilby to (to o minecie) ale oboje bylismy niedoswiadczeni i skrepowani
    - ojciec mnie nie lubil, bo bylam zywa antykoncepcja, matka zasze kladal mnie w lozku do srodeczka, pomiedzy nimi

    Jak tam tego slucham to nie mam wrazenia, ze sie nie wiem co i jak dzialo, moze z meskiej perspektywy, ale nie z damskiej.
    Kto ma inne dane? Inne historie? Podzielcie sie, bedziemy wiedziec jak ekscytujaco bylo kiedys w sypialniach.
    Zadna nowosc, ze dlugoletni zwaizek rozni sie od krotkich zwaizkow i przygod, zadna nowosc, ze po drodze sie dzieje i wydarza i nie dzieje, wzloty i upadki i czasem starania a czasem sie samo kreci. A czynnikow wpywajacych na pozycie w takim zwiazku jest cale mnostwo, duzo wiecej niz rownouprawnienie i zycie rodzinne, zaczynajac od fundamentow (poczatkow), danych wyjsciowych, motywacji, poprzez temperament, roznosci potrzeb, cech osobniczych, wzajemego do siebie stosunku... po stres i brak czasu.
    A teraz zapytajmy: jaka jest alternatywa i czy moze warto ja wybrac?


  • 05.10.17, 22:34
    kag73 napisała:

    > Zadna nowosc, ze dlugoletni zwaizek rozni sie od krotkich zwaizkow i przygod, zadna nowosc, ze po drodze sie dzieje i wydarza i nie dzieje, wzloty i upadki i czasem starania a czasem sie samo kreci. A czynnikow wpywajacych na pozycie w takim zwiazku jest cale mnostwo, duzo wiecej niz rownouprawnienie i zycie rodzinne, zaczynajac od fundamentow (poczatkow), danych wyjsciowych, motywacji, poprzez temperament, roznosci potrzeb, cech osobniczych, wzajemego do siebie stosunku... po stres i brak czasu.
    > A teraz zapytajmy: jaka jest alternatywa i czy moze warto ja wybrac?
    ----------------------
    Pytanie stare jak świat. Można być singlem zmieniać partnerki (jak się je znajdzie), płacić za seks, masturbować się czy kupić sobie lalkę. albo pić. Życie to sztuka wyboru.

  • 06.10.17, 08:55
    A nie masz wrażenia kag że nadal jest realizowany ten model? Kobieca seksualność obchodzi w takim zakresie w jakim może się przysłużyć bezproblemowej, bezprzeszkodowej realizacji męskiej seksualności. Co do kiedyś...panie z dobrcyh domów będące cnotliwymi matronami, miały stawiane na uboczu prywatne kapliczki w celach modlitewnych i kontenplacyjnych ( nie mylić w mitycznym seksem urgu). Reszta też jakoś sobie musiała radzić. Mam nadzieję że panowie byli mniej wymagający;)

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 06.10.17, 10:10
    zawle napisała:

    > A nie masz wrażenia kag że nadal jest realizowany ten model? Kobieca seksualnoś
    > ć obchodzi w takim zakresie w jakim może się przysłużyć bezproblemowej, bezprze
    > szkodowej realizacji męskiej seksualności.

    Kto twom zdaniem ma afirmowac ta kobiecą seksualnosc? Nurtu feministycznego zaangażowanego politycznie tez nie obchodzi dzis wcale kobiecość bo to babochlopy które chcą rywalizowac z mężczyznami bo w klasycznej rywalizacji z kobietami ze swoja kobiecościa nie maja szans i ja deprecjonuja.

    natemat.pl/219329,nic-gorszego-dzis-nie-zobaczysz-ekspert-tvp-o-demonstracjach-kobiet-stalem-i-myslalem-kto-to-rucha
    --
    Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka.
  • 06.10.17, 10:18
    No na pewno nie Ty urgu i nie ten prostu chuj którego zalinkowałeś na poparcie swojej tezy o "afirmacji kobiecości".

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 06.10.17, 10:30
    Jakis podejrzanie wybredny jest ten gosc w pedalskiej muszce. Na marszu co prawda nie bylem, ale jak wyguglalem sobie zdjecia, to tak na oko, w przedziale do 50 lat wyruchalbym z 80% lasek. A po pijaku to pewnie z 90%.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 06.10.17, 10:55
    może gość zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń cielesno-umysłowych i wie że u żadnej nie miałby szansy?

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 06.10.17, 11:49
    wont2 napisał:

    > Jakis podejrzanie wybredny jest ten gosc w pedalskiej muszce. Na marszu co praw
    > da nie bylem, ale jak wyguglalem sobie zdjecia, to tak na oko, w przedziale do
    > 50 lat wyruchalbym z 80% lasek. A po pijaku to pewnie z 90%.

    Urqu nie był, nie zna się, ale się wypowie. Typowy prawicowy łoch odrzucający proste informacje na poziomie percepcji. Informację że kobiety na Czarnych Marszach nie są brzydsze czy mniej atrakcyjne od reszty Polek. Są średnią polską.
    Z tego obleśnego dziada z Poznania rży od wczoraj cały internet, bez rżenia internetu nikt z odrobiną klasy nie powoła się na jego słowa bez dwóch promili alkoholu we krwi. Wstaję rano, jem śniadanko, a tu taka kupa na forum. Brrr!
    Co do pań na demonstracji w moim mieście: jak zwykle przekrój przez wszystkie pokolenia, sporo mężczyzn, starsze małżeństwa za rączkę. No i mnóstwo pięknych, rasowych lubelskich studentek :-)
    >




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 08.10.17, 11:43
    aandzia43 napisała:
    > Urqu nie był, nie zna się, ale się wypowie. Typowy prawicowy łoch odrzucający p
    > roste informacje na poziomie percepcji. Informację że kobiety na Czarnych Marsz
    > ach nie są brzydsze czy mniej atrakcyjne od reszty Polek. Są średnią polską.

    Osobiście wypowiadałem się całkiem niedawno o różnicy urody babek z tęczowego marszu i ONR gdzie byłem. Wont twierdził że ONRówki dla zasady kijem by nie tnął.

    Organizatorki marszu prowokują chamsko wulgarnie w przestrzeni publicznej i reagują zaskoczeniem gdy ktoś traktuje je podobnie chamsko i wulgarnie bo podobnie jak one chce "zaistnieć" w mediach?
    To że ty się zachowujesz tak samo i obrażasz mnie to nie zaskoczenie przecież bo to nie pierwszy tu raz.
    Rozumiem mechanizm, ale nie popieram, po zdehumanizowaniu do "łocha", psychola, gnidy łatwiej nienawidzić.

    Ale taka emocjonalna reakcja oznacza też że coś z tym tym femi-oszpecaniem jest coś u ciebie "na rzeczy" skoro rezonuje.

    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung



    --
    "There is no Love without fear of loss" Esther Perel
  • 08.10.17, 12:29

    > Osobiście wypowiadałem się całkiem niedawno o różnicy urody babek z tęczowego m
    > arszu i ONR gdzie byłem. Wont twierdził że ONRówki dla zasady kijem by nie tnął


    Osobiście to się przedwczoraj posłużyłeś całkiem na poważnie cytatem z króla chamów, który rozsierdził nie tylko feministki i który na długi czas pozostanie symbolem prymitywizmu obyczajowego i zatrważającego seksizmu. Strzeliłeś sobie w stopę.


    > Organizatorki marszu prowokują chamsko wulgarnie w przestrzeni publicznej i rea
    > gują zaskoczeniem gdy ktoś traktuje je podobnie chamsko i wulgarnie bo podobnie
    > jak one chce "zaistnieć" w mediach?
    > To że ty się zachowujesz tak samo i obrażasz mnie to nie zaskoczenie przecież b
    > o to nie pierwszy tu raz.


    Zgłoszona manifestacja i fajnie by było, gdyby policja chroniła ją zgodnie z przepisami. Pod.twój kościół nie przychodzą. Natomiast krwawe szczątki na zdjęciach i ryk głośników na plecach zgodnie z prawem odbywającej się manifestacji są jak najbardziej chamską prowokacją.
    Obrażasz Urqu wszystkie kobiety na forum cytując swojego klasyka Sklepowicza. Pogrążyłeś się facet na amen.


    > Rozumiem mechanizm, ale nie popieram, po zdehumanizowaniu do "łocha", psychola,
    > gnidy łatwiej nienawidzić.

    Po wmowieniu sobie (wbrew dostępnym powszechnie.danym), ze na Czarne Marsze przychodzą i petycje podpisują jakieś mityczne wściekłe lesby kastrujące mężczyzn i dokonujące aborcji na.śniadanie, brzydkie i niekochane, jest ci na pewno łatwiej mieć się za fajnego faceta. Nie tylko tobie.


    > Ale taka emocjonalna reakcja oznacza też że coś z tym tym femi-oszpecaniem jest
    > coś u ciebie "na rzeczy" skoro rezonuje.

    Słabe.
    >




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 08.10.17, 12:36
    Urqu, moja osoba i moje posty na tym forum naprawdę nie są niezbędne do widocznego tu obrazu twojej osoby. Sam go sobie malujesz. A wykładasz się coraz bardziej, aż miło. Powodzenia.

    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 09.10.17, 09:04
    wont2 napisał:

    > Jakis podejrzanie wybredny jest ten gosc w pedalskiej muszce. Na marszu co praw
    > da nie bylem, ale jak wyguglalem sobie zdjecia, to tak na oko, w przedziale do
    > 50 lat wyruchalbym z 80% lasek. A po pijaku to pewnie z 90%.

    Bo stary już jesteś wont i ruchałbyś wszystko co się rusza byle młodsze było :D
  • 09.10.17, 17:59
    "Bo stary już jesteś wont i ruchałbyś wszystko co się rusza byle młodsze było :D"

    Stary nie stary, po prostu wyposzczony. Ilez mozna ciagle tylko na wlasnej grabi i masazach :)
  • 06.10.17, 11:34

    > Kto twom zdaniem ma afirmowac ta kobiecą seksualnosc? Nurtu feministycznego za
    > angażowanego politycznie tez nie obchodzi dzis wcale kobiecość bo to babochlop
    > y które chcą rywalizowac z mężczyznami bo w klasycznej rywalizacji z kobietami
    > ze swoja kobiecościa nie maja szans i ja deprecjonuja.
    >
    > natemat.pl/219329,nic-gorszego-dzis-nie-zobaczysz-ekspert-tvp-o-demonstracjach-kobiet-stalem-i-myslalem-kto-to-rucha

    O kurwa, o kurwa, o kurwa! :-o Szczęka mi opadła i śniadanie stanęło w gardle. Dysonans poznawczy. Ale właściwie dlaczego? Bo mi się naiwnie wydawało, że jak Urqu jest z "naszego" forum to ma klasę i rozum?. A tu kurwa zonk. No, jakoś będę musiała żyć z tą nową wiedzą ;-)



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 06.10.17, 11:39
    haha..biedna andzia:)))

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 06.10.17, 12:01
    aandzia43 napisała:

    > O kurwa, o kurwa, o kurwa! :-o Szczęka mi opadła i śniadanie stanęło w gardle.
    > Dysonans poznawczy. Ale właściwie dlaczego? Bo mi się naiwnie wydawało, że jak
    > Urqu jest z "naszego" forum to ma klasę i rozum?. A tu kurwa zonk. No, jakoś bę
    > dę musiała żyć z tą nową wiedzą ;-)

    No co Ty opowiadasz? Gdzie Ty miałaś oczy? Teraz kiedy Urqu jedzie tantrycznym Stingiem! Tylko czekam kiedy stanie się świadomy mizernosci męskiej seksualnosci. Kiedy wreszcie odkryje potęgę seksualnosci bogini Kali;)
  • 06.10.17, 12:04
    Urgu chciałby być jak Sting, Marek jak Lewandowski. A który to się zachwycał Kaliszem?:))))

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 06.10.17, 12:49
    zawle napisała:

    > Urgu chciałby być jak Sting, Marek jak Lewandowski. A który to się zachwycał Kaliszem?:)))).
    ------------------
    99% facetow chciałoby być jak lewandowski. Boska figura, bohater narodowy, kasa, piękna żona, apartamenty na świevcie..no i wiek...
  • 06.10.17, 12:28

    > No co Ty opowiadasz? Gdzie Ty miałaś oczy? Teraz kiedy Urqu jedzie tantrycznym
    > Stingiem! Tylko czekam kiedy stanie się świadomy mizernosci męskiej seksualno
    > sci. Kiedy wreszcie odkryje potęgę seksualnosci bogini Kali;)

    Hihi, ja też cię lubię ;-)
    Pomijając Kali i zostając w kręgu słowiańsko-chrześcijanskim. Oczywiście że Urqu (i jemu podobni) korzystają chętnie z kobiecej seksualności, kto by nie.skorzystał jak pała stoi, a dodatkowo przychodzą do głowy różne bardziej wyszukane pomysły okołopałowe. Ale kobiecości wyłącznie przykrojonej do swojego ego i wygody. Zainteresowanie słowiańszczyzną pewnej części prawicowych łochów jest. Fajnie. Jest też rzewna tęsknota za "naturalnymi i pierwotnymi" pra-słowiankami. Rzewna, bo ci chłopcy (bez względu na wiek chłopcy) nakładają matrycę kobiecości maryjnej, wbitą w toku wychowywania w mózgi wizję wykastrowanej kobiecości, na coś o czym nie mają bladego pojęcia. Nie mają pojęcia, bo nie wykształciło się w ich głowie miejsce na twór "kobieta pełna". Taka dzika, z lasu, tańcząca przy ognisku nie by podniecać widza płci męskiej, tylko by łączyć się ze swoim, żeńskim, niekastrowanym, bostwem. Zawiadująca życiem i śmiercią w swoim ogródku.


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 06.10.17, 12:45
    Hihi, ja też cię lubię ;-)
    > Pomijając Kali i zostając w kręgu słowiańsko-chrześcijanskim. Oczywiście że Urq
    > u (i jemu podobni) korzystają chętnie z kobiecej seksualności, kto by nie.skorz
    > ystał jak pała stoi, a dodatkowo przychodzą do głowy różne bardziej wyszukane p
    > omysły okołopałowe. Ale kobiecości wyłącznie przykrojonej do swojego ego i wygo
    > dy.

    Znaczy masz świadomość na co jest u facetow popyt .
    Ale chcalabys wcianac i sprzedawqc to co masz na magazynie czyli cos zupelnie innego
    Typowo wciskajac ze te potrzeby sa niedojrzale czy uprzedmaiatawiajace.
    To sie nazywa oszustwo czy przy najlepszych checiach manipulacja

    Jak mezczyni robia podobnie to nie ma złudzen jak to ocenac



    --
    "There is no Love without fear of loss" Esther Perel
  • 06.10.17, 12:56
    urq
    >
    > Znaczy masz świadomość na co jest u facetow popyt .
    > Ale chcalabys wcianac i sprzedawqc to co masz na magazynie czyli cos zupelnie i
    > nnego
    > Typowo wciskajac ze te potrzeby sa niedojrzale czy uprzedmaiatawiajace.
    > To sie nazywa oszustwo czy przy najlepszych checiach manipulacja

    Tak, mam świadomość czego chce pewna grupa mężczyzn. I jej przedstawiciele mnie nie interesowali nigdy i nie interesują nadal. Niczego im nie wciskam i nie manipuluję, omijam ich. Oni też nie.chcą.wchodzić w bliskie relacje ze mną i jest pięknie. Oprócz takich zaprogramowanych na maryjne kobiece kastraty facetów jest jeszcze bardzo liczna grupa tych odpowiednich dla mnie. A ty może... o mój borze liściasty, ty myślisz że wszyscy mężczyzni są tacy jak ty??? Biedaczek :-P




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 06.10.17, 13:31

    > Tak, mam świadomość czego chce pewna grupa mężczyzn. I jej przedstawiciele mnie
    > nie interesowali nigdy i nie interesują nadal. Niczego im nie wciskam i nie ma
    > nipuluję, omijam ich. Oni też nie.chcą.wchodzić w bliskie relacje ze mną i jest
    > pięknie. Oprócz takich zaprogramowanych na maryjne kobiece kastraty facetów je
    > st jeszcze bardzo liczna grupa tych odpowiednich dla mnie. A ty może... o mój b
    > orze liściasty, ty myślisz że wszyscy mężczyzni są tacy jak ty??? Biedaczek :-P

    Może jeszcze dopowiem o jakich mężczyzn chodzi, bo w emocjach gotów jesteś przekręcić coś. Nie interesują mnie kościołowi lub/i prawicowi przeciwnicy antykoncepcji odbierający kobiecie decyzję o aborcji. Mężczyzni utożsamiający "prawdziwą kobiecość" z podległością, bezbrzeżnym miłosierdziem dla partnera, pokorą wobec wyroków losu. Mężczyzni przykrawający kobietę do swoich interesików. Nawet jeśli robią to w ładnym opakowaniu pozornie wcale nie opresyjnym, pełnym ozdobników i pustych kalorycznie rzuconych babom kości.




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 06.10.17, 14:15
    urquhart napisał:
    > Znaczy masz świadomość na co jest u facetow popyt .

    Popyt oznacza - cytując Twojego klasyka- ruchanie tego. ( Kto TO by ruchał). Dla takich magazyn pusty, zamknięty i towaru nie ma i nigdy nie było. Nic, żadnego,nigdy. Cała reszta Twojego wywodu niepotrzebna.

    > Ale chcalabys wcianac i sprzedawqc to co masz na magazynie czyli cos zupelnie i
    > nnego
    > Typowo wciskajac ze te potrzeby sa niedojrzale czy uprzedmaiatawiajace.
    > To sie nazywa oszustwo czy przy najlepszych checiach manipulacja
    > Jak mezczyni robia podobnie to nie ma złudzen jak to ocenac


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 06.10.17, 18:50
    "A nie masz wrażenia kag że nadal jest realizowany ten model? Kobieca seksualność obchodzi w takim zakresie w jakim może się przysłużyć bezproblemowej, bezprzeszkodowej realizacji męskiej seksualności."

    Przypuszczalnie niestety tak :(
    Niedawno czytalam chyba jakas niemiecka publikacje o wynikach ankiety czego zyczyliby sobie mezczyzni, oprocz odkurzacza, ktory sam odkurza i robota czy sprzetu, ktory sam czyscilby grilla, chcieliby prezerwatyw, ktore wywolywalyby kobiecy orgazm. No i komentarz: chodzi w tym tylko o meska wygode. Kto zajmuje sie z reguly sprzetem do grilla i odkurzaniem (jezeli juz prace w domu)? No i jeszcze niech gumka odpierdoli za nich cala robote :) Tu chodzi o to, zeby sie nie musieli narobic, wlasna wygoda ponad wszystko :))
    Mam tylko nadzieje, ze swiadome swojej seksualnosci kobiety jednak probuja i potrafia ja wykorzystac rowniez (i przede wszyskim) dla wlasnych celow. Co nie jest latwe jezeli trafia sie na topornych, ale nadzieja jest.
  • 06.10.17, 19:06
    kag73 napisała:
    >
    No i komentarz: chodzi w tym tylko o meska wygode. Kto zajmuje sie z reguly sprzetem do grilla i odkurzaniem (jezeli juz prace w domu)? No i jeszcze niech gumka odpierdoli za nich cala robote :) Tu chodzi o to, zeby sie nie musieli narobic, wlasna wygoda ponad wszystko :))
    --------------------
    A to nie jest tak, że cały postęp ludzkości polega na tym, żeby się mniej narobić, więcej mieć i wygodniej żyć.
  • 06.10.17, 20:41
    Nie. Robotę zrobić i się nie narobić, a nie ..się nie narobić.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 06.10.17, 10:21
    kag73 napisała:

    > "Ideałem byłoby, gdyby ludzie nie rozumieli erotyzmu jedynie jako przyjemności
    > cielesnej, ale traktowali go także jako doznanie mistyczne."
    >
    > Ja bym chciala wiedziec co konkretnie oznacza ta...fraza? I jak to ma sie do se
    > ksu we wspolczesnych malzenstwach(bo o tym mowa) i do rowno(albo nierowno)upraw
    > nienia.

    Bylo, kawa na lawe polecam odkopać wywiady ze Stingiem i Trudie o ich mistyczynch seksach tantrycznych :)

    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • 06.10.17, 10:53
    Nie widzisz urgu że ta para podniety bierze z zewnątrz? Może to jest ten święty grall made in china - i Ty możesz taki mieć.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 06.10.17, 18:42
    "Bylo, kawa na lawe polecam odkopać wywiady ze Stingiem i Trudie o ich mistyczynch seksach tantrycznych :)"

    Chlopie, Sting i jego zona w wywaiadach opowiadaja roznosci. W jednym Sting powiedzial, ze jest posluszny/slucha sie zony, to pomaga unikam klotni malzenskich. madry facet tak robi, a on jest madry. To ulatwia zycia. Trudie jest duzo madrzejsza niz ja, to slowa Stinga. Mowia tez, ze zgadza sie miedzy nim "chemie seksualna". W dodatku oni maja 125 milionow euro majatku, zyja w roznych miejscach, maja personel, spotykaja sie na randki w drogich hotelach i co tam jeszcze. A nie lubie go za to, ze dzieciakom, ktorych ma szostke, nie zamierza zostawic nic w spadku.
  • 04.10.17, 11:21
    urquhart napisał:

    > No widzisz ty dalej Kagizm że może byc tak a może być inaczej z pożadaniem, a j
    > a że moja sytuacja jest opisana jako częsta i typowa z puktu widzenia gabinetów
    > i badań przez Perel, Bussa czy Bidulpha.

    No widzisz Ty dalej Głupizm. By wyciągnąć Cię z Twojej niszy na początek Buss
    ``Dlaczego kobiety uprawiają seks?''. Kagizm ma fundamenty w badaniach Bussa.
    Twoja sytuacja jest częsta i typowa. Natomiast rozwiązania bywają różne.
    W skrócie dostosuj strategię do kobiety. A u kobiet mamy cały przekrój osobowości od ``wolnych ptaków'' po ``głupie acz ładne gęsi''.
    Tylko aby to zobaczyć trzeba wyjść ze swojej niszy.
  • 30.09.17, 16:25
    marek.zak1 napisał:

    > > czasami marek mam wrazenie ze ty głównie masz obowiązki. Wszystko w kateg
    > orii must, jak wyluzujesz to moze myśli same popłyną trochę w inną stronę, świa
    > t będzie kolorowy a nie czarno-biały tylko
    > ------------------------
    > Tam gdzie mam obowiązki obowiązuje mnie bezwzględna konsekwencja i skuteczność,
    > natomiast w relacjach miłosnych jestem lojalnym idealistą i romantykiem. To si
    > ę sprawdziło. Po 40 latach bycia razem jesteśmy w sobie zakochani, jak na pocz
    > ątku znajomości.
    > Jestem w fundamentalnej opozycji do Proteinawego trzymania kart blisko i atutu
    > gdzieś w kieszeni.
    > Mój świat jest kolorowy miłością.

    no i ok, rodzina czerpie z tego korzyści, ale myslałam o tym skad takie przekonywanie (siebie m.in.?) ciągłe i przypominanie (sobie?) innym o twoim szczęściu rodzinnym, fascynacji, trafionym wyborze itp? jak byś chciał wyryć/utrwalić wzór na matrycy. To cię nakreca?
  • 30.09.17, 16:36
    bgz0702 napisała:
    >
    > no i ok, rodzina czerpie z tego korzyści, ale myslałam o tym skad takie przekonywanie (siebie m.in.?) ciągłe i przypominanie (sobie?) innym o twoim szczęściu rodzinnym, fascynacji, trafionym wyborze itp? jak byś chciał wyryć/utrwalić wzór na matrycy. To cię nakreca?
    -------------------------
    Nie, sam się nie mogę temu nadziwić :).
  • 30.09.17, 16:41
    bgz0702 napisała:

    > no i ok, rodzina czerpie z tego korzyści, ale myslałam o tym skad takie przekon
    > ywanie (siebie m.in.?) ciągłe i przypominanie (sobie?) innym o twoim szczęściu
    > rodzinnym, fascynacji, trafionym wyborze itp? jak byś chciał wyryć/utrwalić wzó
    > r na matrycy. To cię nakreca?

    utrzymuje koncentrację na zadaniu?- miałam zapytać w nawiazaniu do "obowiązku";)
  • 30.09.17, 17:14
    bgz0702 napisała:

    > utrzymuje koncentrację na zadaniu?- miałam zapytać w nawiazaniu do "obowiązku";
    -------------------------------------------------
    Obowiązki i zadania mam w pracy. Tak poza tym usiłuję zrozumieć i znaleźć mechanizmy, obowiązujące w udanym związku. To nie jest proste znalezienie takowych wśród setek czynników, ale warto, myślę, poszukać. Problemy na forum pomagają mi zrozumieć samego siebie i mój związek.
  • 29.09.17, 11:08
    > y. Za kłamstwo już nawet nie przepraszają jak kiedyś. I to jest różnica. Piszę
    > o procesach światowych, w których internet odgrywa zresztą niechlubną rolę prow
    > odyra zapaści moralnej, jest czarnym lustrem

    Kiedyś bylo wrażenie jednej prawdy bo monopol na informacje. Dzis internet pozwala poznac interpretacje faktow z roznych punktów widzena stron konfliku intetesu i blyskawicznie zdemontowac manipulacje bądź zaakwalifikowac cos jako typowy fake news wyssany z palca sprawdzając źródła co kiedys bylo niemozliwe.



    --
    "There is no Love without fear of loss" Esther Perel
  • 29.09.17, 11:50
    kulawybizon napisał(a):

    > Fakty i informacje Urquhart ludzie coraz bardziej podporządkowują innym swoim w
    > artościom, czyli prawda nie stoi już wysoko w tej aksjologii tylko najpierw jes
    > t widzimisię, a do niego dobiera się "fakty" i "informacje", także fakty i info
    > rmacje. Doszło do tego że mówi się o... nieprawdziwych faktach, gdy jeszcze kil
    > kadziesiąt lat temu fakty z definicji nie mogły być nieprawdziwe..., fakt oznac
    > zał prawdziwość zdarzenia. A w XXI wieku mamy już prawdziwe i nieprawdziwe fakt
    > y. Za kłamstwo już nawet nie przepraszają jak kiedyś. I to jest różnica. Piszę
    > o procesach światowych, w których internet odgrywa zresztą niechlubną rolę prow
    > odyra zapaści moralnej, jest czarnym lustrem.

    A jak się ta zapaść moralna objawia? Bo fakt że każdy ma swoją prawdę, jest faktem. Że prawda obiektywna nie istnieje w wielu sferach to też fakt. A fakty nieprawdziwe? Nie słyszałam....może ktoś się przejęzyczył?


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 29.09.17, 12:01
    zawle napisała:

    >
    > A jak się ta zapaść moralna objawia? Bo fakt że każdy ma swoją prawdę, jest fak
    > tem. Że prawda obiektywna nie istnieje w wielu sferach to też fakt. A fakty nie
    > prawdziwe? Nie słyszałam....może ktoś się przejęzyczył?
    >

    Dziesiątki ludzi poćciwych w telewizji tak się przejęzycza, to popularny Freudian slip odzwierciedlający ducha zsubiektywizowanego egocentrycznie czasu. "Podał nieprawdziwe fakty!". Jak się ta zapaść objawia? Na przykład w setkach dyskusji internetowych w tematach światopoglądowych - czyli ideologicznych, w których bezsporne fakty są negowane (bo że pomijane w argumentacji to już nawet nie ma co mówić) tylko dlatego że nie pasują do czyjegoś egocentrycznego poglądu na to co się dzieje wokół niego.
  • 29.09.17, 18:19

    > Dziesiątki ludzi poćciwych w telewizji tak się przejęzycza, to popularny Freudi
    > an slip odzwierciedlający ducha zsubiektywizowanego egocentrycznie czasu. "Poda
    > ł nieprawdziwe fakty!". Jak się ta zapaść objawia? Na przykład w setkach dyskus
    > ji internetowych w tematach światopoglądowych - czyli ideologicznych, w których
    > bezsporne fakty są negowane (bo że pomijane w argumentacji to już nawet nie ma
    > co mówić) tylko dlatego że nie pasują do czyjegoś egocentrycznego poglądu na t
    > o co się dzieje wokół niego.

    Nie ekscytuj się, zawsze tak było. Już ci Urqu o tym napisał.


    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 02.10.17, 21:18
    > widzimisię każdego z uczestników interakcji. Otwiera to drogę do coraz większej toksycyzacji interakcji społecznych. Wszystko zejdzie na psy.

    Zaledwie 4 dni później w środku miasta kule emerytowanego księgowego trafiają bezprecedensową liczbę pół tysiąca ludzi...
  • 04.10.17, 04:45
    Ten popierdzieleniec z Vegas to antisocial-narcyz.

    Ten tutaj to histrionik-narcyz:
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114944,22450057,dyktator-buszujacy-w-zbozu-kim-dzong-un-doglada-nie-tylko,,1.html



  • 29.09.17, 07:19
    proteinawy napisał(a):

    > > Nie nawracam, to moja opinia.
    >
    > To jest problem moim zdaniem. W pierwszym przybliżeniu to jest bardzo miłe i gr
    > zeczne i cywilizowane tak przyznac wszystkim ich własne racje i porzucić pomysł
    > , ze jedne sposoby na zycie moga byc obiektywnie lepsze niz inne.
    >
    -------
    Troche jednak znadinterpretowales moja wypowiedz. "Nie nawracam" oznacza, ze przyznaje drugiej osobie prawo do posiadania innej opinii niz moja ale wcale nie mam na mysli uznania, ze jego opinia w tej kwestii jest lepsza czy rownie sluszna jak moja. Wroce do przykladu ze zdradzaniem i oszukiwaniem - jak ktos uwaza, ze to milosc, to niech sobie tak uwaza, co mi do tego? Ja uwazam, ze to nie jest milosc i jesli to nie godzi w moje interesy, bo jest to dla mnie ktos obcy, to moge sobie pozartowac, obsmiac albo najczesciej wzruszyc ramionami. No ale jakby na przyklad zdradzila albo oszukala mnie moja dziewczyna i twierdzila na przyklad, ze to przeciez nic nie znaczy, ze ona nadal mnie bardzo kocha itd i, zalozmy, szczerze w to wierzyla, to wchodzimy w konflikt interesow, w konflikt ideologiczny. No i nie wiem co wtedy proponujesz proteinowy? Nawracanie jej? Probe przekonania do wlasnej wizji milosci? Powodzenia zycze :) A nie lepiej sie po prostu rozstac, bo w tym dosc fundamentalnym kawalku jestescie niekompatybilni?

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper



    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 29.09.17, 09:47
    > Troche jednak znadinterpretowales moja wypowiedz.

    Prawda. Wyjąłem jedno zdanie z kontekstu i tam sobie napisałem co mnie gryzie w temacie. To nie było do Ciebie.

    > No ale jakby na przyklad zdradzila albo oszukala mnie moja dziewczyna i twierdzila na przyklad, ze to przeciez nic nie znaczy, ze ona nadal mnie bardzo kocha itd i, zalozmy, szczerze w to wierzyla, to wchodzimy w konflikt interesow, w konflikt ideologiczny. No i nie wiem co wtedy proponujesz proteinowy? Nawracanie jej? Probe przekonania do wlasnej wizji milosci? Powodzenia zycze :) A nie lepiej sie po prostu rozstac, bo w tym dosc fundamentalnym kawalku jestescie niekompatybilni? <

    Lepiej. Tzn tak dokładnie to mysle ze gorzej, ale przyznaje, ze w prawie 100% przypadkow jak robię tak jak mysle to wychodzi kupa, a jak podejść do sprawy strategicznie to jakos idzie. Strategicznie = nie spierać sie, zabezpieczać tyły, mieć zawsze asa w rekawie a konkretnie w temacie bycia zdradzanym - nie otwierać sie na rozmowy tylko rzecz przeprowadzić sprawnie i do konca.

    Instynkt zeby sobie cos na wyjaśniać można zadowolić tylko z kimś kto gra fair, co z kolei wyklucza zdradę.
  • 29.09.17, 11:40
    > na jak moja. Wroce do przykladu ze zdradzaniem i oszukiwaniem - jak ktos uwaza,
    > ze to milosc, to niech sobie tak uwaza, co mi do tego? Ja uwazam, ze to nie je
    > st milosc i jesli to nie godzi w moje interesy, bo jest to dla mnie ktos obcy,
    > to moge sobie pozartowac, obsmiac albo najczesciej wzruszyc ramionami. No ale j
    > akby na przyklad zdradzila albo oszukala mnie moja dziewczyna i twierdzila na p
    > rzyklad, ze to przeciez nic nie znaczy, ze ona nadal mnie bardzo kocha itd i, z
    > alozmy, szczerze w to wierzyla, to wchodzimy w konflikt interesow, w konflikt i
    > deologiczny

    No ale pozwólcie wrocic do paradygmatu co to jest milosc.
    W swerze swiadomych decyzji to stawianie dobra kokos kogo sie kocha powyzej dobro wlasne, Wtedy zdrada wyklucza miłość. Ale traktujac tak rygorystyczne to kobiety rzadko kochaja partnerow mężczyzn w ogole. : )

    W sferze podświadomości to stan gratyfikacji i pobudzenia mózgu neuroprzekaznikami w obecności lub myslenia o obiwkcoe miłości który uyrzymujr sie dłużej niz chemia zakochania ktory można obrazowac obiektywnie rezonansem. OOczywiście do pielegnacji takiego stanu potrzebne jest porozumienie komunikacja szacunek i lojalność ale nie z nich taki stan przeciez wynika

    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • 29.09.17, 11:54
    urquhart napisał:
    > No ale pozwólcie wrocic do paradygmatu co to jest milosc.
    > W swerze swiadomych decyzji to stawianie dobra kokos kogo sie kocha powyzej dob
    > ro wlasne, Wtedy zdrada wyklucza miłość. Ale traktujac tak rygorystyczne to kob
    > iety rzadko kochaja partnerow mężczyzn w ogole. : )

    Skąd taka definicja?


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 29.09.17, 12:01
    Z pojecia milosci jako antytezy egoizmu

    --
    Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka.
  • 29.09.17, 12:12
    Miłość własna to zaraz musi być egoizm?

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 29.09.17, 20:57
    zawle napisała:

    > Miłość własna to zaraz musi być egoizm?
    >

    kochaj bliźniego jak siebie samego- to dobre dla wszystkich;) żaden egoizm
  • 29.09.17, 21:16
    > kochaj bliźniego jak siebie samego- to dobre dla wszystkich;) żaden egoizm <

    Poprawka - kochaj bliźniego tak jak by ten bliźni życzył sobie byc kochany. Co cukrzykowi po urodzinowym torcie?
  • 29.09.17, 21:24
    proteinawy napisał(a):

    > > kochaj bliźniego jak siebie samego- to dobre dla wszystkich;) żaden egoiz
    > m <
    >
    > Poprawka - kochaj bliźniego tak jak by ten bliźni życzył sobie byc kochany. Co
    > cukrzykowi po urodzinowym torcie?

    Hłe hłe, co średnio czysttemu facetowi po szorowanej dwa razy dziennie podłodze skoro nie ma seksu/komunii dusz/świętego spokojnie/niepotrzebne skreślić, co niezainteresowanej seksem babce po wierności i nakłanianiu jej do czynienia tych śmiesznych ruchów skoro nie ma forsy/czułości/komunii dusz/niepotrzebne skreślić ;-)

    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 29.09.17, 21:32
    > Hłe hłe, co średnio czysttemu facetowi po szorowanej dwa razy dziennie podłodze skoro nie ma seksu/komunii dusz/świętego spokojnie/niepotrzebne skreślić, co niezainteresowanej seksem babce po wierności i nakłanianiu jej do czynienia tych śmiesznych ruchów skoro nie ma forsy/czułości/komunii dusz/niepotrzebne skreślić ;-) <

    W 10. :)
  • 29.09.17, 21:25
    proteinawy napisał(a):

    > > kochaj bliźniego jak siebie samego- to dobre dla wszystkich;) żaden egoiz
    > m <
    >
    > Poprawka - kochaj bliźniego tak jak by ten bliźni życzył sobie byc kochany. Co
    > cukrzykowi po urodzinowym torcie?

    aaa... :) dbaj o mnie w chorobie tak jak byś chciał abym dbał o ciebie kiedy bedziesz chory -
    parafrazując, skoro juz chcesz o chorych;) Ale wiesz, za każdym razem, zarówno w moim i twoim przykładzie moze być kanał :) twój cukrzyk moze sobie życzyc tortu, a mój opiekujący się chorym może sobie nie życzyć być zaopiekowanym w trakcie choroby;) i wtedy: "kochaj bliźniego tak jak by ten bliźni chciał byc kochany" jak najbardziej
  • 29.09.17, 21:49
    > twój cukrzyk moze sobie życzyc tortu, a mój opiekujący się chorym może sobie nie życzyć być zaopiekowanym w trakcie choroby;) <

    Moja ciotka jest chora na cukrzyce - tą odmianę ze musisz bezwzględnie eliminować cukier z diety. Wuj za to miał ta odmianę kiedy musisz dorzucić cukru w pośpiechu kiedy zawartość we krwi spada za bardzo. Wuj nie znosił nigdy słodyczy, ciotka je uwielbia. Teraz wyobraź sobie piętra wzajemnej antypatii kiedy wuj szeleścil herbatnikowym celafonem. No ale to juz przeszłość, ciotka została sama.

    Ja wlasnie nie wiem czy bym chciał w chorobie. Czas pokaze.
  • 30.09.17, 07:01
    proteinawy napisał(a):
    > Poprawka - kochaj bliźniego tak jak by ten bliźni życzył sobie byc kochany.

    jedno nie przeczy drugiemu. Każdy chce byc kochany na własnych zasadach i w zgodzie z własnymi wymaganiami.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 30.09.17, 08:37
    zawle napisała:

    > proteinawy napisał(a):
    > > Poprawka - kochaj bliźniego tak jak by ten bliźni życzył sobie byc kochan
    > y.
    >
    > jedno nie przeczy drugiemu. Każdy chce byc kochany na własnych zasadach i w zgo
    > dzie z własnymi wymaganiami.

    No ale to nie przychodzi spontanicznie trzeba miec świadomość ze działa sie wbrew naturze czyli wg psychoewo meskie hormony determinuja do niewiernosci a żeńskie do roszczeniowosci ktore niszczy uczucie czy miłość.

    Ciekawie odpisywala na braciach samcach pewna kobieta na zarzut egoistycznej natury kobiet sprzecnej fundamentalnie z postulatami miłości:

    Czy masz na to siłę? Wytłumaczyć kobietom tym znudzonym i rozpieszczonym (to na szczęście nie cała populacja kobiet na świecie, bo te normalne, zwykłe kobiety nie zajmują się sobą tyle) aby z tego egoizmu zrezygnowały i dokąd ich to zaprowadza. Masz na to siłę? Wytłumaczyć, że same sobie strzelają w kolano. Masz na to siłę? Ja z swojego doświadczenia powiem Ci że to ciężka robota. Wytłumaczyć potrzebę zmiany podejścia, przekonań, wpojonej przez rodzinę i otoczenie swojej wyjątkowości na rzec np. empatii i zrozumienia partnera. Masz no to siłę? Albo któryś z Was jest na tyle odporny psychicznie i taki sposób jak to robi Subiektywny tzn. bez agresji i nienawiści, pogardy wejść na kobiece podwórko z tym apelem.

    braciasamcy.pl/index.php?/topic/3829-nic-nie-znaczący-apel-do-mężątek-i-wieloletnich-partnerek/
    --
    "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
    C.G.Jung
  • 30.09.17, 15:09
    urquhart napisał: > No ale to nie przychodzi spontanicznie trzeba miec świadomość ze działa sie wbr
    > ew naturze czyli wg psychoewo meskie hormony determinuja do niewiernosci a żeńs
    > kie do roszczeniowosci ktore niszczy uczucie czy miłość.

    Niewierność niszczy czy roszczeniowość?:)) Tyle że nie wiesz czego pragną kobiety;) Reszta była ciekawa tylko dla Ciebie. Mnie bardziej kręcą opowieści o wujkach wszystkowiedzących, roszczeniowych i innych męskich chujozach;) Dla każdego co lubi.


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 30.09.17, 15:06
    > jedno nie przeczy drugiemu. Każdy chce byc kochany na własnych zasadach i w zgodzie z własnymi wymaganiami. <

    Moze przeczyć. Pewnie mamy lekki rozjazd semantyczny. Nie szkodzi, pewnie w gruncie rzeczy sie zgadzamy, temat nie jest kontrowersyjny.
  • 29.09.17, 12:13
    urquhart napisał:

    > Z pojecia milosci jako antytezy egoizmu
    ---------------------
    To jest bardzo dyskusyjne. W miłości egoizn jest rozszerzony na partnera, gdyż on / ona jest nasz, więc jej / jego dobro jest także naszym dobrem.
    To samo tyczy dzieci.

  • 29.09.17, 17:42
    > on / ona jest nasz, więc jej / jego dobro jest także naszym dobrem.
    > To samo tyczy dzieci.

    Takie własnościowe teorie rozszerzania egoizmu wysuwał Marks .
    Dlatego postulował likwidację instytucji rodziny jako źródła kapitalistycznego zla co inspiruje do dziś postepowych genderowych ideowcow :l

    Ale latwo ten rzekome rozszerzenie egoizmu i punk widzenia wlasciciwla zwerywikowac kiedy jest konflikt interesów i coś trzeba poświęcić


    --
    Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka.
  • 29.09.17, 18:08
    urquhart napisał:

    > > on / ona jest nasz, więc jej / jego dobro jest także naszym dobrem. > To samo tyczy dzieci.
    -------------------------------
    > Ale latwo ten rzekome rozszerzenie egoizmu i punk widzenia wlasciciwla zwerywikowac kiedy jest konflikt interesów i coś trzeba poświęcić
    ------------------------
    Słowa "poświęcenie" nie lubię, a życie to sztuka dokonywania optymalnych wyborów często przy braku wiedzy co przyniosą.
    Rezygnacja z pożarcia pucharu lodowego jeden nazwie poświęceniem, inny rozsądną decyzją.
  • 29.09.17, 19:15
    Wroce do przykladu ze zdradzaniem i oszukiwaniem - jak ktos uwaza,
    > ze to milosc, to niech sobie tak uwaza, co mi do tego? Ja uwazam, ze to nie je
    > st milosc i jesli to nie godzi w moje interesy, bo jest to dla mnie ktos obcy,
    > to moge sobie pozartowac, obsmiac albo najczesciej wzruszyc ramionami. No ale j
    > akby na przyklad zdradzila albo oszukala mnie moja dziewczyna i twierdzila na p
    > rzyklad, ze to przeciez nic nie znaczy, ze ona nadal mnie bardzo kocha itd i, z
    > alozmy, szczerze w to wierzyla, to wchodzimy w konflikt interesow, w konflikt i
    > deologiczny.

    A jakby cię zdradziła a potem żałowała?




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 30.09.17, 08:57

    > A jakby cię zdradziła a potem żałowała?

    O to to. Aktywny żal i zadośćuczynienie czy nie lepsze jest od "uczciwiej " obojętności?

    --
    Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka.
  • 30.09.17, 12:24
    urquhart napisał:

    >
    > > A jakby cię zdradziła a potem żałowała?
    >
    > O to to. Aktywny żal i zadośćuczynienie czy nie lepsze jest od "uczciwiej " obo
    > jętności?

    Oczywiście. Warunki pokuty: autentyczny żal za grzechy i aktywne zadośćuczynienie :-) Jak już pisałam wyżej Wontowi: żeby wybaczanie miało sens i było szansą na poprawę relacji i jakości dalszego wspólnego życia człowiek musi ROKOWAĆ. Socjopatom (krokodyl z przykładu) i klinicznym narcyzom nie wybaczamy, bo oni się nie.zmienią. Reszta rokuje pod warunkiem, że będzie miała dobry balans między kijem a marchewką nad nosem ;-) Niektórzy rokują, bo i bez kija wiedzą, że się.wygłupili i mają świadomość incydentalności swojego postępku (nie był on zasadniczo w ich naturze).
    >




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 01.10.17, 15:38
    aandzia43 napisała: Jak już pisałam wyżej Wontowi: żeby wybaczanie miało sens i było szansą
    > na poprawę relacji i jakości dalszego wspólnego życia człowiek musi ROKOWAĆ. So
    > cjopatom (krokodyl z przykładu) i klinicznym narcyzom nie wybaczamy, bo oni się
    > nie.zmienią. Reszta rokuje pod warunkiem, że będzie miała dobry balans między
    > kijem a marchewką nad nosem ;-) Niektórzy rokują, bo i bez kija wiedzą, że się.
    > wygłupili i mają świadomość incydentalności swojego postępku (nie był on zasadn
    > iczo w ich naturze).

    A jak rozpoznać socjopatę i narcyza? A...wiem!! Sama wiem. Pierwszy jest recydywistą a drugi nie żałuje;)


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 02.10.17, 12:27

    > A jak rozpoznać socjopatę i narcyza? A...wiem!! Sama wiem. Pierwszy jest recydy
    > wistą a drugi nie żałuje;)

    Hihi :-D Socjopata, czyli krokodyl z mózgiem jak orzeszek, nie żałuje bo ni chuja nie czuje o co kaman z tymi pretensjami do niego. A dodatku zawsze jest recydywą. Ostry narcyz od socjopaty różni się tylko tym, że jest mniej impulsywny i jak ma dzień dobroci dla zwierząt to nawet trochę żałuje. Aaa niech idą w pizdu obydwa.




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 02.10.17, 13:02

    aandzia43 napisała:
    > Hihi :-D Socjopata, czyli krokodyl z mózgiem jak orzeszek, nie żałuje bo ni chu
    > ja nie czuje o co kaman z tymi pretensjami do niego. A dodatku zawsze jest recy
    > dywą. Ostry narcyz od socjopaty różni się tylko tym, że jest mniej impulsywny i
    > jak ma dzień dobroci dla zwierząt to nawet trochę żałuje. Aaa niech idą w piz
    > du obydwa.

    Czub to czub...diagnostykę zostawmy profesjonalistom;)

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 02.10.17, 13:17
    zawle napisała:

    >
    > aandzia43 napisała:
    > > Hihi :-D Socjopata, czyli krokodyl z mózgiem jak orzeszek, nie żałuje bo
    > ni chu
    > > ja nie czuje o co kaman z tymi pretensjami do niego. A dodatku zawsze jes
    > t recy
    > > dywą. Ostry narcyz od socjopaty różni się tylko tym, że jest mniej impuls
    > ywny i
    > > jak ma dzień dobroci dla zwierząt to nawet trochę żałuje. Aaa niech idą
    > w piz
    > > du obydwa.
    >
    > Czub to czub...diagnostykę zostawmy profesjonalistom;)

    Otóż to. Na zdrową intuicję trzeba się zdać, co większość ludzi czyni bo najkoszmarniejsze świry albo same są, albo szybko porzucane.


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 02.10.17, 13:44
    >A jak rozpoznać socjopatę i narcyza?
    zawle 02.10.17, 13:02

    aandzia43 napisała:
    > Hihi :-D Socjopata, czyli krokodyl z mózgiem jak orzeszek, nie żałuje bo ni chu
    > ja nie czuje o co kaman z tymi pretensjami do niego. A dodatku zawsze jest recy
    > dywą. Ostry narcyz od socjopaty różni się tylko tym, że jest mniej impulsywny i
    > jak ma dzień dobroci dla zwierząt to nawet trochę żałuje. Aaa niech idą w piz
    > du obydwa.
    >Czub to czub...diagnostykę zostawmy profesjonalistom;)

    Ktoś na przykład może być chorobowo nieśmiały i nie stanowi problemu dla otoczenia tylko dla siebie. Tzw. cluster B w klasyfikacji psychiatrii amerykańskiej natomiast to podgrupa toksyczna i o nich piszecie - należą tu antisocial, narcyz, borderline, histrionic. Są podobni do siebie ale specjaliści wychwytują także pole różnic między każdymi 2 z tych 4 typów. Osoba zaliczana do cluster B (to 5% populacji ostatnio się przyjmuje, wielu nigdy nie było diagnozowanych więc dokładna liczba nie jest znana) będzie też na ogół miała drugie pomniejsze zaburzenie obok głównego, więc np. ktoś będzie histrionikiem z dodatkiem patologicznego narcyzmu. W ogóle narcyzi toksyczni dzielą się na jawnych i ukrytych. Ci pierwsi są bardziej wpieniający na co dzień, śmielsi w swoich władczych zapędach, natomiast ci drudzy nieraz siedzą cicho gdy ich manipulacje zapewniają im kontrolę sytuacji. Wszyscy toksycy na pierwszym miejscu stawiają świadomie czy nieświadomie zachowanie kontroli nad osobami z otoczenia. Inaczej sypie im się ich skorupka fałszywego ego, którym się charakteryzują, głównie w efekcie ciężkiej deprywacji w dzieciństwie, ale niekoniecznie.
  • 02.10.17, 14:38
    W ogóle narcyzi toksyczni dzielą się na jawnych i ukrytych. Ci pi
    > erwsi są bardziej wpieniający na co dzień, śmielsi w swoich władczych zapędach,
    > natomiast ci drudzy nieraz siedzą cicho gdy ich manipulacje zapewniają im kont
    > rolę sytuacji. Wszyscy toksycy na pierwszym miejscu stawiają świadomie czy nieś
    > wiadomie zachowanie kontroli nad osobami z otoczenia.

    Ci drudzy to np. siostry bernadetty i inne takie z wierzchu poświęcające się typy. Ze skromnie spuszczonym wzrokiem i kącikami ust i postawą "jestem podnóżkiem swojego pana (albo Pana)".


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 30.09.17, 15:22
    > > A jakby cię zdradziła a potem żałowała?

    O to to. Aktywny żal i zadośćuczynienie czy nie lepsze jest od "uczciwiej " obojętności? <

    W teorii moga byc. Raz. W praktyce ludzie dziela sie na frajerów, ktorym mozna takie moralne karuzele popychać całe zycie - i tych ktorzy jeżdżą sobie na tej karuzeli wygodnie zajadając lody i wymachując bucikiem (offtop: czy słowo „trzewik” ma zródło w „trzewia”?) a jak ich przyłapać to w bek i „wszyscy jesteśmy tylko ludzmi”. Get fucked.
  • 30.09.17, 15:53
    proteinawy napisał(a):

    > > > A jakby cię zdradziła a potem żałowała?
    >
    > O to to. Aktywny żal i zadośćuczynienie czy nie lepsze jest od "uczciwiej " obo
    > jętności? <
    >
    > W teorii moga byc. Raz. W praktyce ludzie dziela sie na frajerów, ktorym mozna
    > takie moralne karuzele popychać całe zycie - i tych ktorzy jeżdżą sobie na tej
    > karuzeli wygodnie zajadając lody i wymachując bucikiem (offtop: czy słowo „trze
    > wik” ma zródło w „trzewia”?) a jak ich przyłapać to w bek i „wszyscy jesteśmy t
    > ylko ludzmi”. Get fucked.

    to szkoda, ze mnie nie potraktowałeś jak ludzia :) "w bek" to nie ze mną na przykład, jak bym usłyszała taki tekst to bym się wkurwiła. Co to za typ? wyjacy i wijący się w jękach, że niby ma jeszcze gorzej od nas?;) chroń panie!;)
  • 30.09.17, 22:22
    > to szkoda, ze mnie nie potraktowałeś jak ludzia :)

    No jak nie, siostro ;)
  • 01.10.17, 13:48
    proteinawy napisał(a):

    > > to szkoda, ze mnie nie potraktowałeś jak ludzia :)
    >
    > No jak nie, siostro ;)

    ;)
  • 30.09.17, 09:37
    aandzia43 napisała:

    > > alozmy, szczerze w to wierzyla, to wchodzimy w konflikt interesow, w konf
    > likt i
    > > deologiczny.
    >
    > A jakby cię zdradziła a potem żałowała?
    -------
    To by nie bylo konfliktu ideologicznego tylko sam konflikt interesow. Bo pozwolila komus wsadzic interes, tam gdzie ja mialem swoj :) Dobra, na powaznie, jasne, ze kazdy ma prawo do bledow. Tak samo jak kazdy ma prawo nie wybaczania bledow, ktore uwaza za niewybaczalne. Akurat dla mnie jest to blad niewybaczalny i nie chcialbym po czyms takim utrzymywac jakicholwiek dalszej relacji. Tyle, ze mi jest latwo tak mowic, w sytuacji kiedy nie mam dzieci, wspolnego majatku etc. Co by bylo, gdyby z taka kobieta laczylo mnie duzo wiecej i na jednej szali mialbym dume i poczucie wlasnej godnosci a na drugiej "dobro" dzieci i dobrostan materialny to po prostu nie wiem co by przewazylo. Logika przemawialaby za tym, zeby zachowac twarde jaja i sie cywilizowanie rozwiesc ale moze wygralby wewnetrzny len i ugotowalbym sobie jaja na miekko? To teraz pytanie do ciebie - jak bys ocenila, gdyby pan Mily przyjal z powrotem pania Obles-Mily? :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 30.09.17, 12:13
    . Akurat dla mnie jest to blad niewybaczalny i
    > nie chcialbym po czyms takim utrzymywac jakicholwiek dalszej relacji. Tyle, ze
    > mi jest latwo tak mowic, w sytuacji kiedy nie mam dzieci, wspolnego majatku etc

    Łatwo ci mówić bo nie masz za sobą uczucia i związku trwającego wiele lat :-) To nie kwestie.zewnetrzne.w.postaci majątku, dzieci i różnego rodzaju wspólnych interesów sprawiają, że kocha się i chce się być dalej mimo bólu zawodu. To miłość i potężne przywiązanie emocjonalne właściwie dla wszystkich par, które fajnie przeżyły sobie razem wiele lat.


    Co by bylo, gdyby z taka kobieta laczylo mnie duzo wiecej i na jednej szali m
    > ialbym dume i poczucie wlasnej godnosci a na drugiej "dobro" dzieci i dobrostan
    > materialny to po prostu nie wiem co by przewazylo. Logika przemawialaby za tym
    > , zeby zachowac twarde jaja i sie cywilizowanie rozwiesc ale moze wygralby wewn
    > etrzny len i ugotowalbym sobie jaja

    U niektórych wygrywa len, u innych potężne uczuciowe przywiązanie zwane miłością :-) Kwestia bardzo indywidualna.


    ? To teraz pytanie do ciebie - jak
    > bys ocenila, gdyby pan Mily przyjal z powrotem pania Obles-Mily? :)
    >

    Mnie się pani Obleś bardzo nie podoba, czemu dałam upust w tym wątku. Ale nie podoba mi się nie dlatego, że "zbłądziła", tylko dlatego, że zdaje się reprezentowac typ którego nie cierpię. Narcystyczna, w związku z tym egocentryczna i egoistyczna, pańcia z parciem na szybkę. Po trupach do celu z miną zdającą się wyrażać jakieś pasujące do okoliczności uczucia i z gębą pełną pasujących do okoliczności frazesów. Pustak w ładnym opakowaniu. Ja bym jej nie wpuściła domu i serca już.za pierwszym razem, a co mówić po takich występach ;-) Wiesz, dla mnie ona nie rokuje, a to jest podstawa sensowności wybaczania. Głupotą jest "wybaczanie" krokodylowi bo zeżarł yorkshirka i dawanie mu drugiej szansy wypuszczając go z powrotem na dywan ;-) domu


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 30.09.17, 13:52
    aandzia43 napisała:

    > Łatwo ci mówić bo nie masz za sobą uczucia i związku trwającego wiele lat :-) T
    > o nie kwestie.zewnetrzne.w.postaci majątku, dzieci i różnego rodzaju wspólnych
    > interesów sprawiają, że kocha się i chce się być dalej mimo bólu zawodu. To mił
    > ość i potężne przywiązanie emocjonalne właściwie dla wszystkich par, które fajn
    > ie przeżyły sobie razem wiele lat.
    >

    > U niektórych wygrywa len, u innych potężne uczuciowe przywiązanie zwane miłośc
    > ią :-) Kwestia bardzo indywidualna.
    ------
    Uczuciowe przywiązanie do partnera, które w tym przypadku jest nie tyle przywiązaniem co zależnością, którą niektórzy zwą miłością, czyli - emocjonalny leń. Z dupy wyjęty przykład ale wyobraź sobie, że masz przyjaciela i ten przyjaciel sprzedaje ci samochód ze zjebanym silnikiem, który żre olej. Po fakcie jest mu głupio, przeprasza, obiecuje że nie oszuka cię w przyszłości, wytłumaczy się, że potrzebował pieniędzy, nawet odda ci pieniądze za ten zepsuty samochód, który ci sprzedał. Ok, wybaczysz. Zrozumiesz, że popełnił tylko błąd i nie ma inklinacji do oszustwa. Możesz się z nim spotykać, umawiać na kawę czy piwo. Ale czy naprawdę dalej będziesz go uważać za przyjaciela? Dzielić z nim swoje troski, najbardziej intymne przemyślenia? Jeżeli nie, bo ja na przykład nie, to kurna nie rozumiem jak można oczekiwać od przyjaciela więcej niż najbliższej osoby - partnera? :) Jedyne logiczne wytłumaczenie takiego podejścia, że partnerowi możemy wybaczyć zdradę a przyjacielowi nie, to właśnie emocjonalna, czasem finansowa, zależność od partnera, ergo - emocjonalne lenistwo.


    > Mnie się pani Obleś bardzo nie podoba, czemu dałam upust w tym wątku. Ale nie p
    > odoba mi się nie dlatego, że "zbłądziła", tylko dlatego, że zdaje się reprezent
    > owac typ którego nie cierpię. Narcystyczna, w związku z tym egocentryczna i ego
    > istyczna, pańcia z parciem na szybkę. Po trupach do celu z miną zdającą się wyr
    > ażać jakieś pasujące do okoliczności uczucia i z gębą pełną pasujących do okoli
    > czności frazesów. Pustak w ładnym opakowaniu. Ja bym jej nie wpuściła domu i se
    > rca już.za pierwszym razem, a co mówić po takich występach ;-) Wiesz, dla mnie
    > ona nie rokuje, a to jest podstawa sensowności wybaczania. Głupotą jest "wybacz
    > anie" krokodylowi bo zeżarł yorkshirka i dawanie mu drugiej szansy wypuszczając
    > go z powrotem na dywan ;-) domu
    ------
    Ja bym ją wyruchał na złość Durczokowi i dopiero potem zostawił. No ale chyba mam do niej i do Durczoka słabość :(


    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 02.10.17, 11:58
    > Uczuciowe przywiązanie do partnera, które w tym przypadku jest nie tyle przywią
    > zaniem co zależnością, którą niektórzy zwą miłością, czyli - emocjonalny leń.

    Czyli miłość to zawsze tylko emocjonalny leń lub uzależnienie? Można i tak, spoko. Ja mam przynajmniej kilka stopni na więzi między partnerami z jakością, siłą i charakterem emocji i uczuć jako kryteriami.



    Pustak w ładnym opakowaniu. Ja bym jej nie wpuściła dom
    > u i se
    > > rca już.za pierwszym razem, a co mówić po takich występach ;-) Wiesz, dla
    > mnie
    > > ona nie rokuje, a to jest podstawa sensowności wybaczania. Głupotą jest "
    > wybacz
    > > anie" krokodylowi bo zeżarł yorkshirka i dawanie mu drugiej szansy wypusz
    > czając
    > > go z powrotem na dywan ;-)
    > ------
    > Ja bym ją wyruchał na złość Durczokowi i dopiero potem zostawił. No ale chyba m
    > am do niej i do Durczoka słabość :(

    Chociaż nie mam najmniejszej słabości do krokodyli to uważam, że zemsta smakowita :-D


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 03.10.17, 07:17
    aandzia43 napisała:

    > Czyli miłość to zawsze tylko emocjonalny leń lub uzależnienie? Można i tak, spo
    > ko. Ja mam przynajmniej kilka stopni na więzi między partnerami z jakością, sił
    > ą i charakterem emocji i uczuć jako kryteriami.
    ------
    Nie. Chodzi mi o to, ze milosc to nie jest emocjonalne uzaleznienie od partnera. To sa dwie rozne rzeczy, niewykluczajace sie co prawda, ale chyba slabo ze soba wspolgrajace, ktore czesto mylimy ze soba. Zreszta, tak sobie tylko teoretyzuje, bo niestety jak sie zakochuje, to te wszystkie madre prawdy ida sie jebac, chcac nie chcac uzalezniam sie emocjonalnie, i relacja tez chcac nie chcac idzie sie jebac. Ale przynajmniej zdaje sobie sprawe z bledu, ktory popelniam :)


    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 03.10.17, 11:02
    > Nie. Chodzi mi o to, ze milosc to nie jest emocjonalne uzaleznienie od partnera
    > . To sa dwie rozne rzeczy, niewykluczajace sie co prawda, ale chyba slabo ze so
    > ba wspolgrajace, ktore czesto mylimy ze soba. Zreszta, tak sobie tylko teoretyz
    > uje, bo niestety jak sie zakochuje, to te wszystkie madre prawdy ida sie jebac,
    > chcac nie chcac uzalezniam sie emocjonalnie, i relacja tez chcac nie chcac idz
    > ie sie jebac. Ale przynajmniej zdaje sobie sprawe z bledu, ktory popelniam :)

    Dobra, mnie chodzi o twoje nazywanie uzależnieniem, czyli czymś z gruntu niezdrowym i niszczącym, każdego uczucia, nazwijmy je miłością, które doprowadza do wybaczenia drugiej stronie jakiejś przewiny. Otóż mnie się takie ujęcie sprawy nie podoba. Nie każda wina nas szczególnie dotyka, nie każdy czyn niszczy, nie każdy grzesznik jest zatwardziały. A my nie składamy się wyłącznie z dumy ;-) Miłość jest dla mnie wielopłaszczyznową, głęboką (na większości płaszczyzn), ŻYWĄ, aktualną, wzbogacającą więzią. Jest częścią człowieka którego dotyczy,nie jakimś dodatkiem, wstążką wplecioną we włosy. Czy można bez niej żyć, kiedy obiekt se pójdzie w diabły, zaświaty albo go pogonimy? Można, silny człowiek da radę. Nie uzależniony, silny da radę, choćbędzie mu kurewsko ciężko. Wybaczenie i nie rezygnowanie z tej cennej więzi w obliczu brzydkiego postępku drugiej strony ma sens wtedy gdy postępek jest z gatunku średnio nas osobiście dotykających (bez oglądania się co by w tej sytuacji zrobiła Krycha, Aandzia czy Wont), gdy wybaczenie nas nie zniszczy i nie upodli bo nie dotyczy kwestii dla nas fundamentalnych. Jeśli godzi w nasze fundamenty moralne lub konstrukcyjne, jeśli konsekwencje tej winy niszczą nas, samą relację lub coś jeszcze innego a ważnego, to mus spierdalać.

    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 01.10.17, 15:34
    wont2 napisał:
    > . Co by bylo, gdyby z taka kobieta laczylo mnie duzo wiecej i na jednej szali m
    > ialbym dume i poczucie wlasnej godnosci a na drugiej "dobro" dzieci i dobrostan
    > materialny to po prostu nie wiem co by przewazylo.

    ała...to tylko o to chodzi? O dumę i poczucie własnej godności?


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 02.10.17, 05:57
    zawle napisała:

    > ała...to tylko o to chodzi? O dumę i poczucie własnej godności?
    ------
    Chyba tak. No bo co ci w koncu ubylo, kiedy twoja kobieta zdradzila i dala dupy innemu? Cipka nie mydlo, nie wymydli sie, starczy dla wszystkich. Co innego seks pozamalzenski za wiedza i zgoda partnera - jak obu stronom pasuje to wszystko ok.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 02.10.17, 08:10
    wont2 napisał:

    > zawle napisała:
    >
    > > ała...to tylko o to chodzi? O dumę i poczucie własnej godności?
    > ------
    > Chyba tak. No bo co ci w koncu ubylo, kiedy twoja kobieta zdradzila i dala dupy
    > innemu? Cipka nie mydlo, nie wymydli sie, starczy dla wszystkich. Co innego se
    > ks pozamalzenski za wiedza i zgoda partnera - jak obu stronom pasuje to wszystk
    > o ok.

    Kiedy koleżanka to mi nic nie ubyło. Kiedy mój facet to na jakości jego kutas też nie ucierpiał. No chyba że się właśnie zainfekował. No i może mnie przy okazji. Ale chyba największe rozczarowanie, poza zdrowotnym to by przeżyły nasze relacje. Zaufanie, intymność, bliskość. Ubrudziłaby się, straciła wartość. Tak jak pisałeś wcześniej....gdy mnie ktoś oszwabi, to juz mu będę na ręce patrzeć. Tyle że ja leniwa jestem. I po tej właśnie przestzreni oczekuję źe będzie czysta. Gdzieś w koncu człowiek musi mieć swoją przystań? Swoje miejsce?


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 02.10.17, 09:29
    zawle napisała:
    > Gdzieś w koncu człowiek musi mieć swoją przystań? Swoje miejsce?

    W końcu to każdy ma - dwa metry pod ziemią. Może nie do końca przystań, ale na pewno małą, zbutwiałą łajbę, wewnątrz której płyniemy ku nieskończoności, jak Jonasz w brzuchu wieloryba.
    Różnicę robi to, co jest przed końcem ;)
    Albo i nie? Koniec końców, w końcu już nic się nie liczy, oprócz tego, że jest po prostu koniec :D

  • 02.10.17, 09:34
    sabat3 napisał:


    > Albo i nie? Koniec końców, w końcu już nic się nie liczy, oprócz tego, że jest po prostu koniec
    ----------------------
    U mnie się aktualnie liczy, że rozpier...sobie kolano (łąkotka i przyczep ścięgna) i w stosunki do tego inne problemy, w tym super - egzystencjalne, a nawet dotyczące wszechświata, wydaja mi się jakoś mało ważne..
  • 02.10.17, 09:40
    marek.zak1 napisał:
    > U mnie się aktualnie liczy, że rozpier...sobie kolano (łąkotka i przyczep ścięg
    > na) i w stosunki do tego inne problemy, w tym super - egzystencjalne, a nawet d
    > otyczące wszechświata, wydaja mi się jakoś mało ważne..

    Filozoficznie ujmując, twoje kolano jest częścią wszechświata.
  • 02.10.17, 09:47
    sabat3 napisał:

    > marek.zak1 napisał:
    > > U mnie się aktualnie liczy, że rozpier...sobie kolano (łąkotka i przyczepścięgna) i w stosunki do tego inne problemy, w tym super - egzystencjalne, a nawet d
    > > otyczące wszechświata, wydaja mi się jakoś mało ważne..
    >
    > Filozoficznie ujmując, twoje kolano jest częścią wszechświata.
    ---------------------
    I tutaj wychodzi teoria względności. Dla wszechświata, Ciebie...jest częścią nieistotną, dla mnie bardzo ważną :). Im bardziej boli, tym bardziej staje sie centrum wszechświata dla cierpiącego.
  • 04.10.17, 04:41
    sabat3 napisał:

    > marek.zak1 napisał:
    > > U mnie się aktualnie liczy, że rozpier...sobie kolano (łąkotka i przyczep
    > ścięg
    > > na) i w stosunki do tego inne problemy, w tym super - egzystencjalne, a n
    > awet d
    > > otyczące wszechświata, wydaja mi się jakoś mało ważne..
    >
    > Filozoficznie ujmując, twoje kolano jest częścią wszechświata.

    www.amazon.co.uk/Bury-Heart-Wounded-Knee-10-Dec-1987/dp/B011T6VDTK/ref=sr_1_6?ie=UTF8&qid=1507084800&sr=8-6&keywords=bury+my+heart
  • 02.10.17, 12:33
    Ale chyba największe rozczarowanie, poza zdrowotnym to by przeżyły nasze re
    > lacje. Zaufanie, intymność, bliskość. Ubrudziłaby się, straciła wartość. Tak ja
    > k pisałeś wcześniej....gdy mnie ktoś oszwabi, to juz mu będę na ręce patrzeć. T
    > yle że ja leniwa jestem. I po tej właśnie przestzreni oczekuję źe będzie czysta
    > . Gdzieś w koncu człowiek musi mieć swoją przystań? Swoje miejsce?

    Też jestem leniwa i nic we mnie ze strażnika więziennego nie ma. Więc albo mam duże zaufanie poparte nie kurewskim charakterem drugiej strony, albo zlewam się na wierność kompletnie co w moim przypadku oznacza brak związku.




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 02.10.17, 13:01
    A wyobraż sobie że ja jak z kims idę do łóżka więcej niż raz, to już w związku jestem. I oczekuję wierności.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 02.10.17, 13:15
    zawle napisała:

    > A wyobraż sobie że ja jak z kims idę do łóżka więcej niż raz, to już w związku
    > jestem. I oczekuję wierności.
    >

    Wyobrażam sobie choć aż tak to nie mam :-) Kombinacja ilości spotkań i bliskości jaka się na nich wytworzy musi być odpowiednia, żeby mi emocje przeszły na tryb "chcę związku".


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 02.10.17, 13:29
    aandzia43 napisała:
    > Wyobrażam sobie choć aż tak to nie mam :-) Kombinacja ilości spotkań i bliskośc
    > i jaka się na nich wytworzy musi być odpowiednia, żeby mi emocje przeszły na tr
    > yb "chcę związku".

    Nie rozumiem. Chcę związku....? Dla mnie fakt że ktoś stał się dla mnie bliski, że chodzę z nim do łóżka, że dzielę się z nim codziennością to związek. No i ta domniemana wierność;) A czy jest dla Ciebie?


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 02.10.17, 14:26
    Nie rozumiem. Chcę związku....? Dla mnie fakt że ktoś stał się dla mnie bliski,
    > że chodzę z nim do łóżka, że dzielę się z nim codziennością to związek. No i t
    > a domniemana wierność;) A czy jest dla Ciebie?

    Ano widzisz, ja mam tak: czasem z kimś chodzę do łóżka i może być bardzo fajnie i nawet blisko, ale nie dzielę z nimz nim codzienności i mnóstwa innych ości, mało jest płaszczyzn na których jesteśmy razem. Chyba jestem bardziej asekruacyjna ;-) Wtedy nie wymagam wierności. Jak jest związek ma być wierność z jego strony i ja czuję się zobligowana do niej.



    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 02.10.17, 14:44
    aandzia43 napisała:
    > Ano widzisz, ja mam tak: czasem z kimś chodzę do łóżka i może być bardzo fajnie
    > i nawet blisko, ale nie dzielę z nimz nim codzienności i mnóstwa innych ości,
    > mało jest płaszczyzn na których jesteśmy razem. Chyba jestem bardziej asekruacy
    > jna ;-) Wtedy nie wymagam wierności. Jak jest związek ma być wierność z jego st
    > rony i ja czuję się zobligowana do niej.

    Dawniej było łatwiej...chłopak Cię o chodzenie prosił;) Teraz trudno wyczuć ten moment;) U mnie to jakos tak naturalnie przychodzi....idziemy do łóżka pierwszy raz żeby zdecydować czy nam siębędzie podobać. Jak będzie to idziemy drugi i trzeci. I wtedy to już jest zwiazek, bo ja nie umiem bez gadania. A wierność to naturalna konsenwencja.

    Ostatni mnie i chodzenie poprosił:)


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 02.10.17, 14:47
    I jeszcze jedno...codzienność to gadanie o dzisiaj, dzielenie sie tym co wcześniej i branie pod uwagę w planowaniu jutra, a nie mieszkanie i cała reszta.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 03.10.17, 07:03
    zawle napisała:

    > Ostatni mnie i chodzenie poprosił:)
    -----
    Diabel tkwi w szczegolach a nie znamy szczegolow tego proszenia o chodzenie. A moze bylo tak?:
    - Zawle, ruchasz sie czy trzeba z toba chodzic?
    - Trzeba ze mna chodzic.
    - Moglbym z toba chodzic? :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 03.10.17, 11:38
    wont2 napisał:
    > Diabel tkwi w szczegolach a nie znamy szczegolow tego proszenia o chodzenie. A
    > moze bylo tak?:
    > - Zawle, ruchasz sie czy trzeba z toba chodzic?
    > - Trzeba ze mna chodzic.
    > - Moglbym z toba chodzic? :)

    Aleś wymyslił;)


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 03.10.17, 06:58
    zawle napisała:

    > A wyobraż sobie że ja jak z kims idę do łóżka więcej niż raz, to już w związku
    > jestem. I oczekuję wierności.
    ----
    Wiernosci mozna oczekiwac jak najbardziej (chyba, ze z gory oboje macie swiadomosc niezobowiazujacego charakteru relacji) chociazby z uwagi na prozaiczna kwestie chorob wenerycznych ale rowniez, a moze przede wszystkim, z uwagi na szacunek wobec drugiej osoby. Ale zupelnie nie kupuje twojej definicji zwiazku - ze jak idziesz z kims do lozka drugi raz to juz jestes w zwiazku. Brzmi to troszke stalkersko :) Jestes na etapie nawiazywania intymnej relacji z drugim czlowiekiem, masz prawo wymagac wiernosci, ale czy to przejdzie w "zwiazek" to jeszcze nie wiadomo, dopiero sie przeciez poznajecie.


    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 03.10.17, 11:37
    wont2 napisał:
    > Wiernosci mozna oczekiwac jak najbardziej (chyba, ze z gory oboje macie swiadom
    > osc niezobowiazujacego charakteru relacji) chociazby z uwagi na prozaiczna kwes
    > tie chorob wenerycznych ale rowniez, a moze przede wszystkim, z uwagi na szacun
    > ek wobec drugiej osoby. Ale zupelnie nie kupuje twojej definicji zwiazku - ze j
    > ak idziesz z kims do lozka drugi raz to juz jestes w zwiazku. Brzmi to troszke
    > stalkersko :) Jestes na etapie nawiazywania intymnej relacji z drugim czlowieki
    > em, masz prawo wymagac wiernosci, ale czy to przejdzie w "zwiazek" to jeszcze n
    > ie wiadomo, dopiero sie przeciez poznajecie.

    Wróćmy do definicji związku:))


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 29.09.17, 01:28
    wont2 napisał:

    > Andziu, zazwyczaj zgadzam sie z Twoimi opiniami (jakbym mial sobie Ciebie wyobr
    > azic jako postac z kreskowki to bylabys madra sowa z okularami na nosie i linij
    > ka w rece) i zazwyczaj nie zgadzam sie z opiniami mabelle, no ale w tym przypad
    > ku naturalny cykl przyrody zostal zaburzony. Oczywiscie, miloscia mozna nazwac
    > wszystko i ja nie chce nikogo nawracac, jak ktos uwaza, ze oszukujacy i zdradza
    > jacy maz czy zona kocha to jego sprawa. Seks poza zwiazkiem za wiedza i zgoda p
    > artnera - jasne. No ale oszukiwanie najblizszej osoby nie miesci sie w moim kan
    > onie relacji miedzyludzkich. Ktos ma inny kanon i nazywa to wielka miloscia? Sp
    > oko. Ale jak dla mnie brzmi to falszywie i uwazam, ze sie samooszukuje. Nie naw
    > racam, to moja opinia. Wiesz co by mnie rzucilo na kolana, jakie slowa matki au
    > tora watku zamiast sadzenia kocopolow o milosci i przyjazni, ktora jakoby darzy
    > l ja sw. p. maz? Synku, bardzo kochalam twojego tate i bylam z nim bardzo szcze
    > sliwa. Ale zycze ci, zebys pokochal kogos, kto bedzie cie kochal rownie mocno.

    >
    Sowa miły ptaszek, dziękuję :-)
    Przypomnę tylko, że ja właściwie o miłości matki autora wątku, nie o miłości ojca. Zaczęło się od mojego veta na sugestie, że każdy ma mieć identyczne wymagania odnośnie obiektu uczuć, a jak nie daj Boże ma inne to nie kocha tylko ma wygodny układ albo się oszukuje. Poza tym ona powiedziała "jacy my byliśmy szczęśliwi" (w domyśle wtedy, na początku), a o przyjaźni i wzajemnej pomocy to już.powiedział syn.



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 29.09.17, 07:36
    aandzia43 napisała:

    > Przypomnę tylko, że ja właściwie o miłości matki autora wątku, nie o miłości oj
    > ca.
    -------
    No to ja dla porzadku przypomne, ze ja o "milosci" ojca autora watku, a w zasadzie do postrzegania tego uczucia przez matke.

    Zaczęło się od mojego veta na sugestie, że każdy ma mieć identyczne wymagan
    > ia odnośnie obiektu uczuć, a jak nie daj Boże ma inne to nie kocha tylko ma wyg
    > odny układ albo się oszukuje.
    -------
    Alez ja wierze, ze matka ojca kochala. Nie wierze namiast w to, ze ojciec kochal matke (na pewno jakies cieple uczucie ich laczylo ale kolo milosci czy przyjazni to to nie stalo). Piszac o samooszukiwaniu sie mialem na mysli wiare w bezgraniczna milosc ojca. Ze matka kochala to ja wiem :)


    Poza tym ona powiedziała "jacy my byliśmy szczęśl
    > iwi" (w domyśle wtedy, na początku), a o przyjaźni i wzajemnej pomocy to już.po
    > wiedział syn.
    ------
    Masz racje. Tam rzeczywiscie jest napisane "boze, jak mysmy sie WTEDY kochali". Jakos pominalem to "wtedy" (czyli okres zakochania a nie okres malzenstwa) i strzelalem do zlej tarczy. No, w okresie zauroczenia to chyba jej jeszcze nie zdradzal, chociaz kto wie?

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 28.09.17, 19:56
    aandzia43 napisała:

    > Jeszcze raz łagodnie jak dziecku wytłumaczę: to co dla Mabelle czy Aandzi jest
    > robieniem w bambuko dla pani X jest niewiele znaczącym epizodem w życiu małżeńs
    > kim? Czy można jaśniej?

    Byloby to prawda co piszesz gdyby wszelkie dzialania byly jawne. O dziwo jednak, a nic sie w tej kwestii nie zmienilo o ile mi wiadomo, male swinstewka i calkiem duze swinstwa sa skrzetnie skrywane przed tym kogo one dotycza. Nie wiesz przypadkiem dlaczego?

    > Masz czterdzieści lat czy osiemnaście? Nieprawdopodobne żeby stara i pozująca n
    > a oświeconą baba nie była w stanie wyskoczyć poza paradygmat. Nie, absolutnie n
    > ie rozumiesz czym się różni kalkulacja zysków i strat od braku wymagań w jakiej
    > ś kwestii (czy wymaganiach minimalnych).

    Mam wystarczajaco duzo lat zeby nie dac sobie wyprac mozgu. A kalkulacja zyskow i strat rowniez polega na rezygnacji z roszczen w zamian za inne korzysci. Wiec nadal nie kupuje Twojej wersji, ze * im lepiej sie w zyciu potrafie ustawic tym moja milosc wieksza*, bo do takich absurdow obawiam sie, ze niedlugo dojdziesz. Gogol na przyklad juz doszedl.

  • 29.09.17, 01:10
    Wie
    > c nadal nie kupuje Twojej wersji, ze * im lepiej sie w zyciu potrafie ustawic t
    > ym moja milosc wieksza*, bo do takich absurdow obawiam sie, ze niedlugo dojdzie
    > sz. Gogol na przyklad juz doszedl.

    Absurd jakiś :-o Czy na pewno odpowiadasz na moje posty?




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 03.10.17, 14:49
    mabelle2000 napisała:

    > Szczesliwym i zadowolonym- tak, sytym, bogatym, bez troski o jutro- byc moze te
    > z. Tylko gdzie tu milosc?

    Abstrahując od opisanej relacji, o której nie wiemy prawie nic, miłość to zjawisko niejednorodne. Dla ciebie tu nie ma miłości, co nie znaczy, że dla innych ludzi mogła istnieć.
  • 03.10.17, 14:46
    marek.zak1 napisał:

    > Jasne, Poliamoryści, czy mormoni są szczęśliwi. Ja wprawdzie nie znam kobiety,
    > która byłaby szczęśliwa będąc zdradzaną, ale przecież takie też być mogą.

    A nie pomyślałeś, że być może kobieta w opisanym przypadku nie była zdradzana? Może po prostu oni żyli w związku wolnym od seksualnej wyłączności, a jedynie syn jako obserwator z zewnątrz widział zdradę?
  • 26.09.17, 18:03
    A jakby maz nie zdradzal tylko lal po mordzie to tez bys doradzala dystans do siebie i probe wejscia w skore blizniego? ;) Oczywiscie, ludzie sa rozni, rozne rzeczy im sie podobaja czy nie podobaja, ale w moim odczuciu kobieta, ktora maz zdradza lub leje po mordzie myli sie/samooszukuje sie wznoszac peany na czesc laczacej jej z mezem przyjazni i milosci. No nie relatywizujmy juz wszystkiego :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 26.09.17, 18:11
    wont2 napisał:

    > A jakby maz nie zdradzal tylko lal po mordzie to tez bys doradzala dystans do s
    > iebie i probe wejscia w skore blizniego? ;) Oczywiscie, ludzie sa rozni, rozne
    > rzeczy im sie podobaja czy nie podobaja, ale w moim odczuciu kobieta, ktora maz
    > zdradza lub leje po mordzie myli sie/samooszukuje sie wznoszac peany na czesc
    > laczacej jej z mezem przyjazni i milosci. No nie relatywizujmy juz wszystkiego
    > :)

    No tak od razu ojciec Merlina raczej nie zdradzał żony. Najpierw ochoczo ją bzykał, otaczał czułością, byli w sobie zakochani. To wystarczyło żeby wytworzyć wielką chmurę szczęścia i siedzieć w niej jeszcze przez długi czas potem, kiedy nie było już tak różowo. Poza tym Merlin pisał, że zawsze był przy niej i pomagał jej w trudnych chwilach, a to chyba przyjaźń. Nie za bardzo nawet musiała się samooszukiwać kiedy mówiła o szczęściu.
    Co do lania po mordzie - baby róże są i pod tym względem. Narwane, symbiotyczne, popaprane wolą siniaki pod okiem od obojętności, zdrady czy oddalenia. Tak z dwojga złego. Priorytety ;-)




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 26.09.17, 18:15

    > Co do lania po mordzie - baby róże są i pod tym względem. Narwane, symbiotyczne
    > , popaprane wolą siniaki pod okiem od obojętności, zdrady czy oddalenia. Tak z
    > dwojga złego. Priorytety ;-)

    Same prowokują ostre jazdy kiedy czują, że chłop im się wymyka. To związki o których mówię: jedno warte drugiego. Tu nie ma ofiar. W przeciwieństwie do tych związków z katem i ofiarą.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 27.09.17, 07:51
    wont2 napisał:

    > A jakby maz nie zdradzal tylko lal po mordzie to tez bys doradzala dystans do s
    > iebie i probe wejscia w skore blizniego? ;) Oczywiscie, ludzie sa rozni, rozne
    > rzeczy im sie podobaja czy nie podobaja, ale w moim odczuciu kobieta, ktora maz
    > zdradza lub leje po mordzie myli sie/samooszukuje sie wznoszac peany na czesc
    > laczacej jej z mezem przyjazni i milosci. No nie relatywizujmy juz wszystkiego
    > :)

    Może zwyczajnie o tym nie wiedzą? Lub nie chcą wiedzieć? Albo sobie myślą..e tam, pijany był, ona go zachęcała- zwyczajny chłop. Dawała to wziął.

    Jestem po spotkaniu klasowym. Sami żonaci od kilkudziesięciu lat faceci. Zaznaczam- szczęśliwie żonaci. Jeden o swojej żonie nadal zdrobniale i z miłością. Drugi panuje czwarte dziecko. Inny jest ze swoją od podstawówki. A ja czułam się przy nich jak kiełbasa. I tak sobie dumam od kilku dni skąd to się bierze? Czy ich zony wiedzą z kim zyja od dziesięciu lat? Pewnie nie, bo jeden był z żoną i zachowywał sie wręcz ozięble;)


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 27.09.17, 09:26
    zawle napisała:

    >
    > Może zwyczajnie o tym nie wiedzą? Lub nie chcą wiedzieć? Albo sobie myślą..e ta
    > m, pijany był, ona go zachęcała- zwyczajny chłop. Dawała to wziął.
    >
    > Jestem po spotkaniu klasowym. Sami żonaci od kilkudziesięciu lat faceci. Zaznaczam- szczęśliwie żonaci. Jeden o swojej żonie nadal zdrobniale i z miłością. Drugi panuje czwarte dziecko. Inny jest ze swoją od podstawówki. A ja czułam się przy nich jak kiełbasa.
    -----------------
    Czy to znaczy, że chcieli Cię skonsumować na / po spotkaniu - dostawałaś takie propozycje?
  • 27.09.17, 10:24
    Musisz być bardzo atrakcyjna. Ja jestem dość, ale jak kiełbasa nigdy się nie czułam. Chociaż nie, jak kiełbasa tak, ale już jak sopocka- nigdy.

    --
    Żyć bez żalu ...
  • 27.09.17, 10:57
    A kiedy masz poczucie bycia Sopocką? :))

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 27.09.17, 11:01
    Nie jestem BARDZO atrakcyjna. Jedynie najatrakcyjniejsza w tej akurat klasie. Klasa zwycajnie niezbyt urodziwa:))))

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 27.09.17, 13:35

    > Może zwyczajnie o tym nie wiedzą? Lub nie chcą wiedzieć? Albo sobie myślą..e ta
    > m, pijany był, ona go zachęcała- zwyczajny chłop. Dawała to wziął.
    >
    > Jestem po spotkaniu klasowym. Sami żonaci od kilkudziesięciu lat faceci. Zaznac
    > zam- szczęśliwie żonaci. Jeden o swojej żonie nadal zdrobniale i z miłością. Dr
    > ugi panuje czwarte dziecko. Inny jest ze swoją od podstawówki. A ja czułam się
    > przy nich jak kiełbasa. I tak sobie dumam od kilku dni skąd to się bierze? Czy
    > ich zony wiedzą z kim zyja od dziesięciu lat? Pewnie nie, bo jeden był z żoną i
    > zachowywał sie wręcz ozięble;)

    Częste. Zastanawiałam się nieraz obserwując latające od jednego do drugiego pełne zachwytu spojrzenia i chłonąc erotyczną atmosferkę który/a pławi się jedynie w tym ożywczym ciepełku, a który/a gotowi są na dalszy ciąg.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 00:49
    aandzia43 napisała:

    >
    > > > Jedna jedyna rzecz osobiście mi zgrzyta. Cytuję:
    > > > "boże, jak mysmy się wtedy kochali...
    > > >
    > > > Ojciec mame zdradzał"
    > > >
    > > > Można i tak. Skoro jej to nie przeszkadzało, to wszyscy wygrani, al
    > e jako
    > > ś mi to nie pasuje do obrazu miłości po grób, wielkiej przyjaźni i tak da
    > lej. P
    > > rzepraszam za cynizm w tej sytuacji, ale jak dla mnie sytuacja prezentowa
    > ła się
    > > tak, że twoja mama poszła na kompromis (ona mniej atrakcyjna, ale zaradn
    > a, on
    > > bardziej atrakcyjny ale mniej zaradny) a potem to już dorabianie ideologi
    > i, żeb
    > > y nie spojrzeć prawdzie w oczy.
    > > ------------------------
    > > Też tak to widzę.
    >
    > Ja nie widzę.

    No chyba, że spojrzymy na tak:
    Jego żona poszła na kompromis (ona atrakcyjna, ale mniej zaradna, on
    mniej atrakcyjny ale bardziej zaradny) a potem to już dorabianie ideologii,
    żeby nie spojrzeć prawdzie w oczy.
  • 28.09.17, 05:29
    lybbla napisał: > No chyba, że spojrzymy na tak:
    > Jego żona poszła na kompromis (ona atrakcyjna, ale mniej zaradna, on
    > mniej atrakcyjny ale bardziej zaradny) a potem to już dorabianie ideologii,
    > żeby nie spojrzeć prawdzie w oczy.

    Wybory zyciowe to zawsze kompromis...trzeba coś poświęcic, z czegos zrezygnować. Wybrać najlepsze. Ale decyzje są nasze. I wtedy nie ma potrzeby oglądać się za siebie i patrzeć prawdzie w oczy. Bo na tamtą chwilę była to najlepsza decyzja. I nasza.

    Ja nie umiem pływać z mętnej wodzie....nieodmiennie tracę poczucie celu i zaczyna mi odbijać.


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 28.09.17, 06:54
    zawle napisała:

    > Ale decyzje są nasze. I wtedy nie ma potrzeby oglądać się z
    > a siebie i patrzeć prawdzie w oczy. Bo na tamtą chwilę była to najlepsza decyzj
    > a. I nasza.
    ------
    Takie podejscie jest na pewno komfortowe, ale chyba troche utrudnia uczenie sie na bledach, skoro z definicji zadnego bledu nie popelnilismy w podejmowaniu decyzji, poniewaz byla to decyzja nasza a wiec najlepsza :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 28.09.17, 10:07
    > Takie podejscie jest na pewno komfortowe, ale chyba troche utrudnia uczenie sie
    > na bledach, skoro z definicji zadnego bledu nie popelnilismy w podejmowaniu de
    > cyzji, poniewaz byla to decyzja nasza a wiec najlepsza :)

    Powiedziałabym, że nawet wyklucza uczenie się na błędach :-) Ale to raczej tylko kwestia nazewnictwa.

    Osobnicy W. nie będą powtarzać decyzji podobnych do podjętych kiedyś po uznaniu, że w przeszłości popełnili błąd. A osobnicy Z. nie zrobią tego kierowani doświadczeniem i wiedzą, które nabyli po tym ruchu w przeszłości, bez oceniania go. Jedni będą nazywać to uczeniem się na błędach, drudzy uczeniem się przez doświadczanie. A i u jednych, i u drugich okoliczności podejmowania decyzji kiedyś i teraz są po prostu inne.

    Całkiem osobną kategorię tworzą ludzie, którzy na żaden sposób nie wyciągają wniosków z tego, co się już wydarzyło.
  • 28.09.17, 19:37
    Zyg, jedyna roznica pomiedzy podejsciem W. a Z. jest taka, ze podejscie Z. jest, przepraszam za wyrazenie - kobiece. Czyli w pierwszej kolejnosci ochronic ego. Cztaj: zadnego bledu nie popelnilam, to byla moja decyzja, wiec najlepsza, ale juz tego bl... tego czegos juz nie popelnie. Ja to jestem zbyt prosty na takie eufemizmy i nazywam to samooszukiwaniem sie. Wole sie przed soba przyznac, ze w jakiejs sytuacji dalem dupy, zrozumiec mechanizm dlaczego dalem wtedy dupy (byc moze nie umialem wtedy inaczej, bo to, tamto i owamto) i postarac sie nie dac dupy w przyszlosci. Nie chodzi mi o samobiczowanie sie, bo bledy popelnia kazdy, tylko o zwykla szczera rozmowe z samym soba. Z drugiej strony, byc moze nasze niezrozumienie wynika znow z faktu, ze gadamy o rzeczach abstrakcyjnych a nie o konkretach i inaczej interpretujemy uzywane pojecia.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 28.09.17, 19:56
    wont2 napisał:

    > Zyg, jedyna roznica pomiedzy podejsciem W. a Z. jest taka, ze podejscie Z. jest
    > , przepraszam za wyrazenie - kobiece. Czyli w pierwszej kolejnosci ochronic ego
    > . Cztaj: zadnego bledu nie popelnilam, to byla moja decyzja, wiec najlepsza, al
    > e juz tego bl... tego czegos juz nie popelnie. Ja to jestem zbyt prosty na taki
    > e eufemizmy i nazywam to samooszukiwaniem sie. Wole sie przed soba przyznac, ze
    > w jakiejs sytuacji dalem dupy, zrozumiec mechanizm dlaczego dalem wtedy dupy (
    > byc moze nie umialem wtedy inaczej, bo to, tamto i owamto) i postarac sie nie d
    > ac dupy w przyszlosci. Nie chodzi mi o samobiczowanie sie, bo bledy popelnia ka
    > zdy, tylko o zwykla szczera rozmowe z samym soba. Z drugiej strony, byc moze na
    > sze niezrozumienie wynika znow z faktu, ze gadamy o rzeczach abstrakcyjnych a n
    > ie o konkretach i inaczej interpretujemy uzywane pojecia.


    Nie "moja decyzja była najlepsza" tylko "moja decyzja była najlepsza biorąc pod uwagę to, jakim byłam/em wtedy dupkiem" ;-) Na tym to polega: nie chronić ego i dopuścić do siebie swoją ówczesną niedoskonałość (dupkowatość, żałosność) i przyznać że ten dupek co dał dupy to również ten obecny świadomy i mądry człowiek ;-) Pogodzić się z tym. I wybaczyć dupkowi, że śmiał być kiedyś mną. No i dać mu prawo do bycia szczęśliwym mimo że teraz nazwałoby się jego szczęście układem, wyrachowaniem, wsadzaniem głowy w piach. Trudno jeśli się nadal chroni ego i otorbia przed bólem.



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 20:09
    aandzia43 napisała:
    >
    > Nie "moja decyzja była najlepsza" tylko "moja decyzja była najlepsza biorąc pod
    > uwagę to, jakim byłam/em wtedy dupkiem" ;-) Na tym to polega: nie chronić ego
    > i dopuścić do siebie swoją ówczesną niedoskonałość (dupkowatość, żałosność) i p
    > rzyznać że ten dupek co dał dupy to również ten obecny świadomy i mądry człowie
    > k ;-) Pogodzić się z tym. I wybaczyć dupkowi, że śmiał być kiedyś mną. No i dać
    > mu prawo do bycia szczęśliwym mimo że teraz nazwałoby się jego szczęście układ
    > em, wyrachowaniem, wsadzaniem głowy w piach. Trudno jeśli się nadal chroni ego
    > i otorbia przed bólem.
    -------
    No o tym wlasnie pisze, tylko nie wiem po cholere te przymiotniki (najlepsza, jedyna) przed rzeczownikiem "decyzja". Bylem kiedys dupkiem/niedojrzaly/mlodzszy/na innym etapie/mialem inne poglady, bagaz doswiadczen i podjalem wtedy taka a nie inna decyzje. Moglem wtedy podjac inna decyzje, lepsza, gorsza, rownie chujowa. Ale podjalem taka i nie inna. Bylo minelo. Teraz bym podjal inna, a tamta podjalem pewnie z takiego a nie innego powodu. W przyszlosci postaram sie pamietac o tej cennej lekcji i zachowac sie inaczej. Koniec rozkmin idziemy dalej. Obrone ego widze w podejsciu Z.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 28.09.17, 20:11
    Kiedy to jest właśnie podejście Z :-)
  • 28.09.17, 20:19
    zyg_zyg_zyg napisała:

    > Kiedy to jest właśnie podejście Z :-)
    -----
    No to wychodzi na to, ze Z. i W. maja takie samo podejscie i rozni nas jedynie alergia Z. na rzeczownik "blad" i jej zamilowanie do przymiotnikow "jedyna", "najlepsza" :)

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 28.09.17, 20:58
    wont2 napisał:
    > No o tym wlasnie pisze, tylko nie wiem po cholere te przymiotniki (najlepsza, j
    > edyna) przed rzeczownikiem "decyzja". Bylem kiedys dupkiem/niedojrzaly/mlodzszy
    > /na innym etapie/mialem inne poglady, bagaz doswiadczen i podjalem wtedy taka a
    > nie inna decyzje. Moglem wtedy podjac inna decyzje, lepsza, gorsza, rownie chu
    > jowa. Ale podjalem taka i nie inna. Bylo minelo. Teraz bym podjal inna, a tamta
    > podjalem pewnie z takiego a nie innego powodu. W przyszlosci postaram sie pami
    > etac o tej cennej lekcji i zachowac sie inaczej. Koniec rozkmin idziemy dalej.
    > Obrone ego widze w podejsciu Z.

    A w ogóle mnie o to nie chodziło:)) Skoro podjełam taką a nie inną decyzję, skoro ta decyzja okazała się niewłaściwa ( zawsze się dowiadujemy po fajcie i nie wiemy czy inna byłaby lepsza), to się zastanawiam jakie wtedy właśnie realizowałam potrzeby ( swoje). Nie ma potrzeby bycia dupkiem;)


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 28.09.17, 21:02
    A teraz przykład....miałam chłopaka i mnie zostawił...dałam dupy. Drugi mnie też zostawił- znowu dałam dupy. I trzeci- ale ze mnie kurwa;)

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 28.09.17, 21:24
    zawle napisała:

    > A teraz przykład....miałam chłopaka i mnie zostawił...dałam dupy. Drugi mnie te
    > ż zostawił- znowu dałam dupy. I trzeci- ale ze mnie kurwa;)
    >
    I to jest dobry układ ;-)




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 22:40
    zawle napisała:

    > wont2 napisał:
    > > No o tym wlasnie pisze, tylko nie wiem po cholere te przymiotniki (najlep
    > sza, jedyna) przed rzeczownikiem "decyzja". Bylem kiedys dupkiem/niedojrzaly/ml
    > odzszy/na innym etapie/mialem inne poglady, bagaz doswiadczen i podjalem wtedy
    > taka a nie inna decyzje. Moglem wtedy podjac inna decyzje, lepsza, gorsza, rown
    > ie chujowa. Ale podjalem taka i nie inna. Bylo minelo. Teraz bym podjal inna, a
    > tamta podjalem pewnie z takiego a nie innego powodu. W przyszlosci postaram si
    > e pamietac o tej cennej lekcji i zachowac sie inaczej. Koniec rozkmin idziemy d
    > alej.
    > > Obrone ego widze w podejsciu Z.
    >
    > A w ogóle mnie o to nie chodziło:)) Skoro podjełam taką a nie inną decyzję, sko
    > ro ta decyzja okazała się niewłaściwa ( zawsze się dowiadujemy po fajcie i nie
    > wiemy czy inna byłaby lepsza), to się zastanawiam jakie wtedy właśnie realizowa
    > łam potrzeby ( swoje). Nie ma potrzeby bycia dupkiem;)
    >

    cholera wie, moze jest;))
  • 28.09.17, 20:01
    No właśnie piszę, że to kwestia nazewnictwa. I może faktycznie zbyt duży poziom abstrakcji.

    Dla mnie "dałam dupy", "nie sprostałam zadaniu", "wybrałam coś, co przyniosło fatalne konsekwencje" nie jest równoznaczne z "podjęłam złą decyzję". To drugie kojarzy mi się ze słowem "gdybym", które każe ciągle rozpamiętywać przeszłość i uciekać od teraźniejszości. Kojarzy mi się z poczuciem winy, które dla mnie jest jak drzazga w dupie - do niczego niepotrzebne, a boli i przeszkadza. Kojarzy mi się właśnie z odrzuceniem odpowiedzialności za podjętą decyzję, a nie z jej przyjęciem. I właśnie z samobiczowaniem, które jest oznaką egocentryzmu.

    A Tobie akurat odwrotnie :-) Jak to było...? Pięknie się różnimy? :-)
  • 28.09.17, 20:23
    zyg_zyg_zyg napisała:

    > No właśnie piszę, że to kwestia nazewnictwa. I może faktycznie zbyt duży poziom
    > abstrakcji.
    >
    > Dla mnie "dałam dupy", "nie sprostałam zadaniu", "wybrałam coś, co przyniosło f
    > atalne konsekwencje" nie jest równoznaczne z "podjęłam złą decyzję". To drugie
    > kojarzy mi się ze słowem "gdybym", które każe ciągle rozpamiętywać przeszłość i
    > uciekać od teraźniejszości. Kojarzy mi się z poczuciem winy, które dla mnie je
    > st jak drzazga w dupie - do niczego niepotrzebne, a boli i przeszkadza. Kojarzy
    > mi się właśnie z odrzuceniem odpowiedzialności za podjętą decyzję, a nie z jej
    > przyjęciem. I właśnie z samobiczowaniem, które jest oznaką egocentryzmu.

    Dokładnie tak to rozumiem :-) Egocentryzmu. Poczucie winy, poczucie wstydu za bycie dupkiem, błaznem czy idiotą kiedyś w przeszłości jest jak drzazga w dupie i jest samobiczowaniem się. Nie przeszkadza w zrozumieniu mechanizmu interakcji jaka wtedy zaistniała, ale nie pozwala iść dalej i w pełni cieszyć się tymi bardziej dojrzałymi/doskonałymi relacjami.
    Jeśli chodzi o konkrety, bo Wont zasugerował że bujanie w abstrakcji nie pomaga nam w porozumieniu się, się wypowiem. Miałam kiedyś chłopaka, bardzo go kochałam, rzucił mnie, wcale mu się nie dziwię. Nie lubię siebie z tamtych czasów co nie znaczy, że umniejszam szczerość i siłę swoich ówczesnych uczuć. Oceniam postępowanie tego człowieka, którym wówczas byłam, nie lubię go, ale akceptuję (z trudem ;-)) że to byłam ja. Kontinuum. Nie umniejszam swojej miłości i swojego bólu. Nie były gorsze czy mniej prawdziwe i szczere bo ja byłam mniej doskonała. To nie był jakiś kurwa układ, pudrowanie trupa czy wmawianie sobie czegokolwiek. To była wielka miłość. I tyle.
    Dałam dupy. Ano dałam, inaczej się nie dało, bo materiał ludzki był kiepski. Każdy orze jak może. Potem się poprawił w ramach tej samej osoby, ale ta osoba nie wypiera się siebie sprzed lat. I nie zaprzecza sile emocji i szczerości uczuć. Choć bardzo nie lubi tej siebie sprzed lat.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 20:34
    aandzia43 napisała:

    > Dokładnie tak to rozumiem :-) Egocentryzmu. Poczucie winy, poczucie wstydu za b
    > ycie dupkiem, błaznem czy idiotą kiedyś w przeszłości jest jak drzazga w dupie
    > i jest samobiczowaniem się. Nie przeszkadza w zrozumieniu mechanizmu interakcji
    > jaka wtedy zaistniała, ale nie pozwala iść dalej i w pełni cieszyć się tymi ba
    > rdziej dojrzałymi/doskonałymi relacjami.
    > Jeśli chodzi o konkrety, bo Wont zasugerował że bujanie w abstrakcji nie pomaga
    > nam w porozumieniu się, się wypowiem. Miałam kiedyś chłopaka, bardzo go kochał
    > am, rzucił mnie, wcale mu się nie dziwię. Nie lubię siebie z tamtych czasów co
    > nie znaczy, że umniejszam szczerość i siłę swoich ówczesnych uczuć. Oceniam pos
    > tępowanie tego człowieka, którym wówczas byłam, nie lubię go, ale akceptuję (z
    > trudem ;-)) że to byłam ja. Kontinuum. Nie umniejszam swojej miłości i swojego
    > bólu. Nie były gorsze czy mniej prawdziwe i szczere bo ja byłam mniej doskonała
    > . To nie był jakiś kurwa układ, pudrowanie trupa czy wmawianie sobie czegokolwi
    > ek. To była wielka miłość. I tyle.
    > Dałam dupy. Ano dałam, inaczej się nie dało, bo materiał ludzki był kiepski. Ka
    > żdy orze jak może. Potem się poprawił w ramach tej samej osoby, ale ta osoba ni
    > e wypiera się siebie sprzed lat. I nie zaprzecza sile emocji i szczerości uczuć
    > . Choć bardzo nie lubi tej siebie sprzed lat.
    -------
    A mowia, ze dyskusje w internecie nie prowadza do zblizenia stanowisk... "Dalas dupy" - no wlasnie o to mi chodzilo, o szczerosc wobec samego siebie a nie o prawienie sobie sofizmatow w stylu "decyzja, ktora wyedy podjelam byla najlepsza bo najmojsza" :) Dalam dupy, popelnilam blad, zrobilam cos chujowego, podjelam zla decyzje. Ok, bylo minelo, zdobylam dzieki temu bagaz cennych doswiadczen, teraz byl pewnie zachowala sie inaczej. Idziemy dalej.

    --
    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
  • 28.09.17, 22:31
    > A mowia, ze dyskusje w internecie nie prowadza do zblizenia stanowisk... "Dalas
    > dupy" - no wlasnie o to mi chodzilo, o szczerosc wobec samego siebie a nie o p
    > rawienie sobie sofizmatow w stylu "decyzja, ktora wyedy podjelam byla najlepsza
    > bo najmojsza" :) Dalam dupy, popelnilam blad, zrobilam cos chujowego, podjelam
    > zla decyzje. Ok, bylo minelo, zdobylam dzieki temu bagaz cennych doswiadczen,
    > teraz byl pewnie zachowala sie inaczej. Idziemy dalej

    Nie mam problemu przyznac sie do zlych decyzji niezauwazenia okazji czy złej oceny ryzyka. Wrecz Wizualizuje jak by wygladalo jak lepiej moglbym postąpić na patrzac z dystansu. Wiazac z emocjami co utrwala zapamietanie. Zakodowac nowa siec neronawa ciagu przczyniwo skutkowego. Po to żeby jak sutuacja sie powtorzy miec inny odruch.


    --
    "There is no Love without fear of loss" Esther Perel
  • 28.09.17, 22:35
    urquhart napisał:

    > > A mowia, ze dyskusje w internecie nie prowadza do zblizenia stanowisk...
    > "Dalas dupy" - no wlasnie o to mi chodzilo, o szczerosc wobec samego siebie a n
    > ie o prawienie sobie sofizmatow w stylu "decyzja, ktora wyedy podjelam byla naj
    > lepsza bo najmojsza" :) Dalam dupy, popelnilam blad, zrobilam cos chujowego, po
    > djelam zla decyzje. Ok, bylo minelo, zdobylam dzieki temu bagaz cennych doswiad
    > czen,
    > > teraz byl pewnie zachowala sie inaczej. Idziemy dalej
    >
    > Nie mam problemu przyznac sie do zlych decyzji niezauwazenia okazji czy złej oc
    > eny ryzyka. Wrecz Wizualizuje jak by wygladalo jak lepiej moglbym postąpić na p
    > atrzac z dystansu. Wiazac z emocjami co utrwala zapamietanie. Zakodowac nowa si
    > ec neronawa ciagu przczyniwo skutkowego. Po to żeby jak sutuacja sie powtorzy m
    > iec inny odruch.
    >

    czyli po prostu: uczysz się na błędach;))
  • 28.09.17, 10:24
    wont2 napisał:

    > zawle napisała:
    >
    > > Ale decyzje są nasze. I wtedy nie ma potrzeby oglądać się z
    > > a siebie i patrzeć prawdzie w oczy. Bo na tamtą chwilę była to najlepsza
    > decyzj
    > > a. I nasza.
    > ------
    > Takie podejscie jest na pewno komfortowe, ale chyba troche utrudnia uczenie sie
    > na bledach, skoro z definicji zadnego bledu nie popelnilismy w podejmowaniu de
    > cyzji, poniewaz byla to decyzja nasza a wiec najlepsza :)
    >

    No nie całkiem. Decyzja najlepsza na daną chwilę to najczęściej po prostu decyzja jedyna możliwa w naszym ówczesnym stanie ducha i miejscu w życiu. I nie ma się co wykłócać z samym sobą i wszystkimi dookoła, że stać nas było na więcej, że gdyby coś tam coś tam, to na pewno postąpilibyśmy inaczej, mądrzej. Chuja mądrzej - tacy byliśmy i to nas uszczęśliwiało co uszczęśliwiało, a co po latach wydaje się, albo komuś z boku już wtedy, gówno warte. WTEDY było szczęście i emocje a nie jakiś układ. I oceniając to WTEDY trzeba patrzeć oczami człowieka z WTEDY.
    POTEM człowiek dojrzewa i to już inna bajka.



    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 10:59
    aandzia43 napisała:

    > No nie całkiem. Decyzja najlepsza na daną chwilę to najczęściej po prostu decyzja jedyna możliwa w naszym ówczesnym stanie ducha i miejscu w życiu.
    -------------------------
    Decyzja dobra na teraz, podjęta pod wpływem np. hormonów, może być na dłuższą metę zupełnie nietrafiona. Przyglądałem się z bliska temu zjawisku u bliskich.
  • 28.09.17, 11:28
    aandzia43 napisała:
    > No nie całkiem. Decyzja najlepsza na daną chwilę to najczęściej po prostu decyz
    > ja jedyna możliwa w naszym ówczesnym stanie ducha i miejscu w życiu. I nie ma s
    > ię co wykłócać z samym sobą i wszystkimi dookoła, że stać nas było na więcej, ż
    > e gdyby coś tam coś tam, to na pewno postąpilibyśmy inaczej, mądrzej. Chuja mąd
    > rzej - tacy byliśmy i to nas uszczęśliwiało co uszczęśliwiało, a co po latach w
    > ydaje się, albo komuś z boku już wtedy, gówno warte. WTEDY było szczęście i emo
    > cje a nie jakiś układ. I oceniając to WTEDY trzeba patrzeć oczami człowieka z W
    > TEDY.
    > POTEM człowiek dojrzewa i to już inna bajka.

    Dziękuję Andziu:))


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 28.09.17, 12:46
    aandzia43 napisała:
    >
    > No nie całkiem. Decyzja najlepsza na daną chwilę to najczęściej po prostu decyz
    > ja jedyna możliwa w naszym ówczesnym stanie ducha i miejscu w życiu. I nie ma s
    > ię co wykłócać z samym sobą i wszystkimi dookoła, że stać nas było na więcej, ż
    > e gdyby coś tam coś tam, to na pewno postąpilibyśmy inaczej, mądrzej. Chuja mąd
    > rzej - tacy byliśmy i to nas uszczęśliwiało co uszczęśliwiało, a co po latach w
    > ydaje się, albo komuś z boku już wtedy, gówno warte. WTEDY było szczęście i emo
    > cje a nie jakiś układ. I oceniając to WTEDY trzeba patrzeć oczami człowieka z W
    > TEDY.
    > POTEM człowiek dojrzewa i to już inna bajka.
    >
    >

    to oczywiste, nie?;) dziś i jutro to dwie różne akcje
  • 28.09.17, 13:17
    bgz0702 napisała:

    > aandzia43 napisała:
    > >
    > > No nie całkiem. Decyzja najlepsza na daną chwilę to najczęściej po prostu
    > decyz
    > > ja jedyna możliwa w naszym ówczesnym stanie ducha i miejscu w życiu. I ni
    > e ma s
    > > ię co wykłócać z samym sobą i wszystkimi dookoła, że stać nas było na wię
    > cej, ż
    > > e gdyby coś tam coś tam, to na pewno postąpilibyśmy inaczej, mądrzej. Chu
    > ja mąd
    > > rzej - tacy byliśmy i to nas uszczęśliwiało co uszczęśliwiało, a co po la
    > tach w
    > > ydaje się, albo komuś z boku już wtedy, gówno warte. WTEDY było szczęście
    > i emo
    > > cje a nie jakiś układ. I oceniając to WTEDY trzeba patrzeć oczami człowie
    > ka z W
    > > TEDY.
    > > POTEM człowiek dojrzewa i to już inna bajka.
    > >
    > >
    >
    > to oczywiste, nie?;) dziś i jutro to dwie różne akcje

    Oczywiście, że oczywiste :-) Tylko widocznie nie wszyscy o tym wiedzą, albo po prostu inaczej zrozumieli poszczególne posty.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 11:25
    > Ale decyzje są nasze. I wtedy nie ma potrzeby oglądać się z
    > > a siebie i patrzeć prawdzie w oczy. Bo na tamtą chwilę była to najlepsza
    > decyzj
    > > a. I nasza.
    > ------
    > Takie podejscie jest na pewno komfortowe, ale chyba troche utrudnia uczenie sie
    > na bledach, skoro z definicji zadnego bledu nie popelnilismy w podejmowaniu de
    > cyzji, poniewaz byla to decyzja nasza a wiec najlepsza :)

    W sedno Wont!
    Zatem rozwój analiza i nauka na błędach to przeciwienstwo postawy wszystkowiedzacej ciotki. : )


    --
    "There is no Love without fear of loss" Esther Perel
  • 28.09.17, 11:31
    urquhart napisał:
    > W sedno Wont!
    > Zatem rozwój analiza i nauka na błędach to przeciwienstwo postawy wszystkowied
    > zacej ciotki. : )

    Urgu...poczytaj trochę ma temat podejmowania decyzji, segregowania danych itp. Myślisz że Ciebie jedynego to nie dotyczy??? Przecież Ty też jesteś wszystko wiedzącym wujkiem. Oczywiscie głośno wyrażasz zainteresowanie opiniami innych ( inni może w ogóle, ale czytają;), ale wybierasz to, co pasuje do Twojej układanki. Nie ma się co na to obrażać.


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 28.09.17, 13:15
    zawle napisała:

    > urquhart napisał:
    > > W sedno Wont!
    > > Zatem rozwój analiza i nauka na błędach to przeciwienstwo postawy wszyst
    > kowied
    > > zacej ciotki. : )
    >
    > Urgu...poczytaj trochę ma temat podejmowania decyzji, segregowania danych itp.
    > Myślisz że Ciebie jedynego to nie dotyczy??? Przecież Ty też jesteś wszystko wi
    > edzącym wujkiem. Oczywiscie głośno wyrażasz zainteresowanie opiniami innych ( i
    > nni może w ogóle, ale czytają;), ale wybierasz to, co pasuje do Twojej układank
    > i. Nie ma się co na to obrażać.

    Pomijając emocje Urquharta i jego grubymi nićmi szyte gierki - bez akceptacji stanu rzeczy z kiedyś i siebie z kiedyś* nie ma punktu podparcia do odbicia się, pracy nad sobą i dojrzewania. Aż dziwne, że taki orędownik "pracy nad związkiem" o tym nie wie. Wszystkie systemy i nurty psychologii grzmią na ten temat. Chyba ze praca nad związkiem to tylko przykrawanie partnera do siebie ;-)

    *Jeszcze raz: mówimy o "byłam/em szczęśliwy z tym co miałem w wyniku podjętych przeze mnie wówczas decyzji bo taki właśnie byłem, to przynosiło mi radość, a tamego z kolei w ogóle nie dostrzegałem", a nie o "udawałam/em sam przed sobą szczęście, a tymczasem podjęłam/ąłem decyzję wyrachowaną".





    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 28.09.17, 12:51
    urquhart napisał:

    > > Ale decyzje są nasze. I wtedy nie ma potrzeby oglądać się z
    > > > a siebie i patrzeć prawdzie w oczy. Bo na tamtą chwilę była to najl
    > epsza
    > > decyzj
    > > > a. I nasza.
    > > ------
    > > Takie podejscie jest na pewno komfortowe, ale chyba troche utrudnia uczen
    > ie sie
    > > na bledach, skoro z definicji zadnego bledu nie popelnilismy w podejmowa
    > niu de
    > > cyzji, poniewaz byla to decyzja nasza a wiec najlepsza :)
    >
    > W sedno Wont!
    > Zatem rozwój analiza i nauka na błędach to przeciwienstwo postawy wszystkowied
    > zacej ciotki. : )
    >

    a tam opowiadasz:) podejmowana decyzja była przez nas uznana za najlepszą w danej sytuacji, okazała się chujowa, obrabiasz konsekwencje/skutki mozliwie najlepiej i wyciągasz wnioski. To niczego nie zmienia, podjąłeś WTEDY najlepszą dla siebie decyzję
  • 28.09.17, 11:27
    wont2 napisał:
    > Takie podejscie jest na pewno komfortowe, ale chyba troche utrudnia uczenie sie
    > na bledach, skoro z definicji zadnego bledu nie popelnilismy w podejmowaniu de
    > cyzji, poniewaz byla to decyzja nasza a wiec najlepsza :)

    Jedno nie wyklucza drugiegi, wont, jednak nie obciąza Cię psychicznie- jako winnego. Popełniłeś "błąd"? To napraw. Na tym się skup, a nie na obwinianiu siebie. Obwinianie siebie nie ma w sobie działania, ma stagnację.


    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 28.09.17, 10:06

    > Wybory zyciowe to zawsze kompromis...trzeba coś poświęcic, z czegos zrezygnować
    > . Wybrać najlepsze. Ale decyzje są nasze. I wtedy nie ma potrzeby oglądać się z
    > a siebie i patrzeć prawdzie w oczy. Bo na tamtą chwilę była to najlepsza decyzj
    > a. I nasza.

    Otóż to.


    > Ja nie umiem pływać z mętnej wodzie....nieodmiennie tracę poczucie celu i zaczy
    > na mi odbijać.

    Mam podobnie. Albo mi się tak tylko wydaje. A najbardziej prawdopodobne jest to, że każdy ma swoje osobiste sito na drobinki zanieczyszczające klar wody. To czego ja nie przetrwam bo mi skrzela wysiądą i skonam w mękach z uduszenia ktoś inny przepuści przez siebie bez żadnego dyskomfortu. I odwrotnie w przypadku innego rodzaju fusów. I nie mam tu na myśli jakiegoś zaczarowywania rzeczywistości czy wmawiania sobie szczęścia tam gdzie go nie ma, tylko priorytety, odporność na konkretne bodźce, podążanie za tym co dla kogo najistotniejsze i szczęściodajne. Co z tego, że na miejscu żony Gogola najpierw wyrwałabym mu jaja z korzonkami, potem spaliła wszystko do gołej ziemi... no dobra, po prostu odeszłabym gdyby przestał mnie ruchać koło pięćdziesiątki ruchając nadal inne panie ;-) Może Gogolowa faktycznie miała seks (z Gogolem) w nosie? Może coś tam coś tam, i tak dalej. Nie mam zamiaru deprecjonować miłości Gogolowej i wmawiać światu że jej miłość to nie miłość tylko układ i dorabianie piździe uszu, bo Aandzia w tej kwesti akurat ma inaczej.




    --
    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
    Zawle
  • 26.09.17, 03:02
    to "kochanie" odnosilo sie do poczatkowej fazy zwiazku, ktorej jestem efektem :-)), tej fazy :-)
    Ja jestem wdzieczny bardzo tej krotkiej euforii, niezaleznie jak dalej potoczyl sie ten zwiazek.
  • 27.09.17, 17:40
    wont2 napisał:
    > Jedna jedyna rzecz osobiście mi zgrzyta. Cytuję:
    > "boże, jak mysmy się wtedy kochali...
    > Ojciec mame zdradzał"
    Można i tak. Skoro jej to nie przeszkadzało, to wszyscy wygrani, ale jakoś mi to nie pasuje do obrazu miłości po grób, wielkiej przyjaźni i tak dalej.>

    Wont, miłość, także ta wielka i namiętna - niekoniecznie musi być aż po grób! 60 lat jak u rodziców merlina to szmat czasu!!!

    aandzia43 napisała:
    > ...lubił kobiety w ogóle, jego wybranka nie była brzydka, była tylko po prostu zwyczajna (może za to seksi, tego nie wiemy), raczej nie zmuszał się do bzykania jej, może nawet bardzo mu się to podobało, miło mu się spędzało z nią czas i w gruncie rzeczy życie. Nie mógł utrzymać fiuta w gaciach, bo taka jego uroda (coś jak nasz Gogol) nie dlatego, że żona była paszkwilem czy kiepsko dawała, tylko dlatego, że miał temperament, bardzo duże branie i słabe hamulce. Gdzie tu jakiś ciążący układ? Większy niż w innych szczęśliwych małżeństwach?

    Też tak to widzę :-)

    zawle napisała:
    > A ja czułam się przy nich jak kiełbasa. I tak sobie dumam od kilku dni skąd to się bierze?>

    TJ znowu mieszka sama bo syn z rodziną zamieszkali u siebie. No i teraz ona często dzwoni, że jakbym chciał to ona ewentualnie mogła by być dziś czy jutro skonsumowana. I ja jadę i konsumuję.
    A może to ona mnie??? No ale czy przedmiot konsumpcji w ogóle ma prawo mieć ochotę na to by być skonsumowany? :-)
    BTW, Zawle, czy to, że oni gapili się na Ciebie głodnym wzrokiem to Ci się podobało, czy wprost przeciwnie?
    Ale tak czy inaczej w żadnym wypadku ja nie czuję się jak kiełbasa. Już raczej jak facet na telefon.
    No właśnie, ale dlaczego kobieta na telefon to kobieta upadła? A facet to co? Też upadły??
    -------------
    Jestem mentalnym więźniem swojego przypadkowego sukcesu (copyright by kitty)
  • 27.09.17, 18:30
    gogol77 napisał:
    > Wont, miłość, także ta wielka i namiętna - niekoniecznie musi być aż po grób! 6
    > 0 lat jak u rodziców merlina to szmat czasu!!!

    Szacunku, lojalności i uczciwości nie było nigdy, czy prysły wraz z "miłością" i namiętnością?

    > Też tak to widzę :-)

    A u Ciebie całkiem inaczej...żona wymagająca to seks padł.Boże...powinni kobity kształcić jak kurtyzany...co zrobić żeby facet był zadowolony i szybko doszedł?

    > TJ znowu mieszka sama bo syn z rodziną zamieszkali u siebie. No i teraz ona czę
    > sto dzwoni, że jakbym chciał to ona ewentualnie mogła by być dziś czy jutro sko
    > nsumowana. I ja jadę i konsumuję.
    > A może to ona mnie??? No ale czy przedmiot konsumpcji w ogóle ma prawo mieć och
    > otę na to by być skonsumowany? :-)

    Myślę że Cię te rozkminy w ogóle nie interesują. Mnie niestety też nie.

    > BTW, Zawle, czy to, że oni gapili się na Ciebie głodnym wzrokiem to Ci się podo
    > bało, czy wprost przeciwnie?

    Wręcz przeciwnie.

    > Ale tak czy inaczej w żadnym wypadku ja nie czuję się jak kiełbasa. Już raczej
    > jak facet na telefon.
    > No właśnie, ale dlaczego kobieta na telefon to kobieta upadła? A facet to co? T
    > eż upadły??

    Tu podobnie.
    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 27.09.17, 17:50
    ktorym los pozwolil odejsc w obecnosci bliskich...

    Gratuluje i Twojej mamie i Tobie...
  • 27.09.17, 18:59
    gocha033 napisała:

    > ktorym los pozwolil odejsc w obecnosci bliskich...
    >

    A bo ja wiem. Tuz przed zgonem puszczaja zwieracze.
  • 28.09.17, 21:49
    Moje kondolencje.
    Odejście obojga rodziców to musi być chyba duża zmiana w życiu, duża zmiana postrzegania własnego życia, tego co z niego zostało? Po 60-tce.
  • 04.10.17, 23:49
    Prawdziwe życie, prawdziwej, mądrej kobiety....ładnie to Pan napisał.....
  • 07.10.17, 20:44
    chmurka171 napisała:

    > Prawdziwe życie, prawdziwej, mądrej kobiety....ładnie to Pan napisał.....

    Merlin napisał: Ojciec mame zdradzał, ale nic jej to nie obchodzilo dopóki ona była na pierwszym miejscu , kiedy go potrzebowała zawsze był i wspomagał. Razem przezyli 60 lat."

    Ta Pani inaczej pojmowała zdradę, a więc dopóki pozostawała na pierwszym miejscu nie uważała że zachodzi zdrada i bardzo mądrze.

    W czyjejś innej definicji zdrady nie ma zdrady tak długo jak małżonek nie kocha się z inną, choćby w domu srał na głowę ślubnej, nie współżył, nie łożył, nie dbał, choćby nawet w końcu złamał ślub i rozwiódł się to wg tej definicji nie było zdrady, on nie zdradził, on tylko srał, nie dbał itd. Interesujące...
  • 07.10.17, 20:59
    Tak więc powiedzmy sobie jasno, że zdradą jest złamanie przysięgi małżeńskiej w każdym jej punkcie. Zdradził to nie dotrzymał przysięgi. Tymczasem w obiegu dominuje jakieś świątobliwe zawężenie do kwestii pościelowej...
  • 07.10.17, 21:21
    - Co porabia twój mąż?
    - Pasie kozy w Andach, rozwiedliśmy się.
    - Dlaczego się rozwiedliście?
    - Chciał paść kozy w Andach, a ja nie chciałam.
  • 07.10.17, 22:24
    Tak, wszystko zależy od definicji. Czyli dla każdego zdrada może być czymś zupełnie innym. I co zrobisz? Nic. Jeśli dla kogoś zdradą będzie np. pożądliwe spojrzenie na osobę trzecią, to nic poradzisz na to, że ktoś to tak pojmuje. Jego sprawa.
  • 07.10.17, 22:31
    kulawybizon napisał(a):

    > chmurka171 napisała:
    >
    > > Prawdziwe życie, prawdziwej, mądrej kobiety....ładnie to Pan napisał.....
    >
    > Merlin napisał: Ojciec mame zdradzał, ale nic jej to nie obchodzilo dopóki ona
    > była na pierwszym miejscu , kiedy go potrzebowała zawsze był i wspomagał. Raze
    > m przezyli 60 lat."
    >
    > Ta Pani inaczej pojmowała zdradę, a więc dopóki pozostawała na pierwszym miejsc
    > u nie uważała że zachodzi zdrada i bardzo mądrze.

    Tak, jeśli faktycznie wierność fizyczna nie była dla niej szczególnie istotna to była mądra. Jej sprawa, jej życie, jej szczęście. Wolałabym jednak by nie.rozciągano tej mądrości na.cały żeński ród i nie wciskano kobietom że są mądre gdy a priori głaszczą służalczo męskie przywary.


    > W czyjejś innej definicji zdrady nie ma zdrady tak długo jak małżonek nie kocha
    > się z inną, choćby w domu srał na głowę ślubnej, nie współżył, nie łożył, nie
    > dbał, choćby nawet w końcu złamał ślub i rozwiódł się to wg tej definicji nie b
    > yło zdrady, on nie zdradził, on tylko srał, nie dbał itd. Interesujące...

    A to prawda, tłuką się, wyzywają, zawodzą, zaniedbują, chłód i głód emocjonalny, ale wierni są bo nie.bzyknęli na boku ;-)




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • 07.10.17, 22:38
    aandzia43 napisała:

    > A to prawda, tłuką się, wyzywają, zawodzą, zaniedbują, chłód i głód emocjonalny
    > , ale wierni są bo nie.bzyknęli na boku ;-)
    >

    O właśnie!, tak to powinienem był ująć. Był nieprzystępny emocjonalnie, właściwie sadystyczny i raniący, miał ją w dupie przez 25 lat do samego rozwodu.
    Wiernym jednak na 100%.
    >
  • 08.10.17, 09:38
    Jakie miał ja w dupie? Dzielił się z nią tym, co miał. I tylko z nią.

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 08.10.17, 09:52
    O to to. I nawet nie używał brzydkich słów he he.
    Ale babka któregoś dnia przyjebała mu maczugą z kości udowej bizona.
  • 08.10.17, 09:54
    Podstawowej broni białej Indian nigdy nie pokazano w westernach (w filmach jest to nóż). W rzeczywistości były to kości udowe bizonów.
  • 08.10.17, 10:09
    loppe?

    --
    Lubie wracać tam gdzie doszłam
  • 08.10.17, 10:33
    Can you remember, remember my name
    As I flow through your life
    A thousand oceans I have flown
    And cold spirits of ice
    All my life
    I am the echo of your past
    A thousand warriors I have known
    And if you hear me talking on the wind
    You've got to understand
  • 08.10.17, 11:47
    kulawybizon napisał(a):

    > Can you remember, remember my name
    > As I flow through your life

    Tworzysz aurę tajemniczości jak byś był świeżo po szkoleniu z PUA.

    --
    Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka.
  • 08.10.17, 22:01
    > chłód i głód emocjonalny

    Ciepło emocjonalne jako obowiązek małżeński?
  • 08.10.17, 22:09
    proteinawy napisał(a):

    > > chłód i głód emocjonalny
    >
    > Ciepło emocjonalne jako obowiązek małżeński?
    -------------------
    Kochasz albo nie. Jak, nie to pijesz, walisz konia i wmawiasz sobie, że tak być musi.
  • 09.10.17, 00:05
    proteinawy napisał(a):

    > > chłód i głód emocjonalny
    >
    > Ciepło emocjonalne jako obowiązek małżeński?

    Dla mnie tak. Ale to tylko ja.


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.