Dodaj do ulubionych

Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i seksu

03.11.17, 08:57
Dola związków w XXI wieku z pewnością jest inna niż była sto lat temu.
Co się dzieje i co robić?
Obserwuj wątek
    • obrotowy bez przesadyzmu... 04.11.17, 15:23
      cnotius napisał:
      > Dola związków w XXI wieku z pewnością jest inna niż była sto lat temu.
      > Co się dzieje i co robić?


      Nic sie nie dzieje i nic nie robic.
      - jest inna, niz byla 100 lat temu, ale podobna do tej , jaka byla juz 50 lat temu
      (bo to juz 50 lat uplynelo od czasow hippies... - jak ten czas leci...)

      popytaj zatem dziadkow - jak to bylo...
      naturalnie tych wyksztalconych i wyzwolonych
      a nie tych biegajacych regularnie na Msze.
      pl.wikipedia.org/wiki/Ruch_hippisowski

      • dinamokutaisi Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 14.12.17, 13:21
        Właśnie mała płodność kulturalnych związków pozostaje oczkiem w głowie governmentów i polityków, ludzi przybywa ale w jakichś slumsach, a nie tak jak kiedyś Kennedy czy Gierek mieli więcej niż dwójkę i wielu innych zamożnych, na poziomie. Ale i tych z dwójką dziś sławmy, w chłodnych czasach 2+1 (Clinton, Kwaśniewski i tak wielu innych już w 21. wieku w Pierwszym Świecie (na ogół czyta się tylko o jakimś Trzecim Ś.))
        • dinamokutaisi Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 14.12.17, 14:05
          Łomża (łomżing) która obecnie ma 60 tys. mieszkańców, wg prognoza PAN już za 30 lat ma mieć tylko 30 tys. mieszkańców... To samo dziesiątki innych miast, Warszawa tylko bez zmian!, bo Polska się wyludnia...

          Te puste, wreszcie czekające na ludzi domy i mieszkania, jak na Ziemiach Odzyskanych w 1949, stają mi przed oczami...
          • sabat3 Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 15.12.17, 07:21
            dinamokutaisi napisał(a):

            > Łomża (łomżing) która obecnie ma 60 tys. mieszkańców, wg prognoza PAN już za 30
            > lat ma mieć tylko 30 tys. mieszkańców... To samo dziesiątki innych miast, Wars
            > zawa tylko bez zmian!, bo Polska się wyludnia...
            >
            > Te puste, wreszcie czekające na ludzi domy i mieszkania, jak na Ziemiach Odzysk
            > anych w 1949, stają mi przed oczami...

            Nie wiadomo ile tam bedzie ludzi za 30 lat. Rownie dobrze na calej Ziemi moze byc mniej niz 30 tysiecy.

            Sam trend nie jest wcale dziwny. Mezczyznom nie oplaca sie miec dzieci, kobiety dysponuja coraz mniejsza sila przekonywania, zeby miec wiecej niz jedno. Zagrozenia sa obecnie zbyt oczywiste, wielu mezczyzn wcale nie chce miec dzieci. Naturalna recepta moga byc zwiazki patchworkowe, gdzie kobieta namawia rozwodnika na kolejne dziecko i kopie go w dupe po paru latach. W ten sposob, po kilku takich petlach, dzieci moze byc wiecej, a mezczyzni beda miec z czasem coraz nizszy status spoleczny i poziom zycia.
            • dinamokutaisi Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 15.12.17, 11:22
              O 4-5 milionów mniej Polaków ma być wg PAN za 30 lat. Taki łomżing będzie. To jest wielkie wymarcie, zdaje się ludzie wielkich wyżów demograficznych z czasów Polski Ludowej wchodzą właśnie w okres wymierania, gdy płodzi się tak mało. Te roczniki - zwłaszcza od momentu za jakieś 10-15 lat i tak przez ok. 20 lat fala najpierw zaistnieją wśród wielkiej wtedy rzeszy emerytów, a potem wśród fali nieboszczyków. Nie przypadkiem szykuje się wielki wzrost nakładów na służbę zdrowia w Kraju, po prostu tam będzie wielka akcja odchodzić, tam obywatel statystyczny będzie przesiadywać:), więc 6%PKB pójdzie za nim. Dane holenderskie pokazują że 80% całych życiowych kosztów medycznych człowieka przypada na ostatnie kilka lat życia.
            • proteinawy Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 15.12.17, 11:41
              > Mezczyznom nie oplaca sie miec dzieci, kobiety dysponuja coraz mniejsza sila przekonywania, zeby miec wiecej niz jedno. <

              Spora, naprawde spora grupa kobiet chce jedno.

              Tutaj panie korygowały nieraz ze gratyfikacja kobiety dzieckiem to mit z kruchty, gowno pieluchowe i otępiające wycie wkurwia je nie mniej niz facetów.

              Gówniarz przeszkadza im tez w karierze, jeden egzemplarz wystarczy. Klasa średnia kobiet (typ: urzędniczka po zarządzaniu i marketingu, czy pani z apteki) patrzy na kobiety ktore chca zająć sie matkowaniem 24/7 jak na skrzyżowanie leniwego Downa z dewotką.

              To sie spotkało w połowie drogi z oczekiwaniami facetów ktorzy zazwyczaj nie maja parcia na dziecko sami z siebie, a oprócz tego zdają sobie sprawę ze to finansowy cyrograf podpisany w zamian za zero zysków. Z tym, ze w przypadku faceta, ktory chce sobie zostawić pole działania jak mu sie odniechce bycia z ta konkretna kobieta nawet jedno dziecko to wyrok. Czyli optymalna liczba dzieci dla faceta to zero a dla kobiety: jedno.

              Te kalkulacje czasem ulegają zawieszeniu jak ludzie sie zżyja i polubią swoje dzieci, ale niechęć do własnego potomstwa nie jest jakas wyjątkowa. Cos wiesz o tym z autopsji i szacun ze o tym piszesz otwarcie zamiast byc hipokryta.

              Tak ze zachodnich dzieci przybywać nie bedzie, na razie system emerytur i socjal pociągnie z pokolenie, ale padnie jak niedożywiona chabeta. „Na szczescie” jest rozwiazanie tych problemów - multi-kulti. W BBC leci czasem taki program „Big questions”. Pare lat temu cos tam bylo o emeryturach. Jakas starsza Hinduska postulowala zniesienie tej fanaberii, ludzie jej zdaniem powinni pracowac do śmierci, a kto nie moze pracowac - niech go utrzymuje rodzina.

              Polska nie jest na tym etapie, ale demograficzne ciśnienie jest ujemne i w koncu bedzie musiała zassać tania sile robocza z innych kultur. Chyba ze 500+ działa, nie mam danych.
              • sabat3 Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 15.12.17, 12:09
                proteinawy napisał(a):
                > Spora, naprawde spora grupa kobiet chce jedno.

                Jedno z jednym. Im też się opłaca dywersyfikować geny.

                > Tutaj panie korygowały nieraz ze gratyfikacja kobiety dzieckiem to mit z krucht
                > y, gowno pieluchowe i otępiające wycie wkurwia je nie mniej niz facetów.

                Tak, ale instynkty uruchamiają się wbrew logice. One są po prostu wbudowane i co najwyżej możesz im się próbować przeciwstawić. Ale uruchomią się tak czy owak.

                > Gówniarz przeszkadza im tez w karierze, jeden egzemplarz wystarczy.

                To też jest zdecydowanie istotny czynnik. Niemniej - jeśli kobieta zdobywa nowego partnera na stałe, to w większości wypadków dąży do zwiększenia liczby potomków +1.
                Moim zdaniem to może być po prostu ewolucyjna wersja męskiej poligamii, kiedyś Bitch chyba przytaczała takie postulaty.
                Patrz - przywiązanie i miłość do pierwszego potomka, potem hormonalna rewolucja, opieka przez parę lat i odtrącenie faceta na rzecz kolejnego, żeby zdywersyfikować pulę genetyczną. Przy obecnej długości życia nie jest wykluczone przejście 3-4 takich cykli, każdy z innym gościem. Kiedyś pewnie były 2-3, bo ludzie w czasach jaskiniowych żyli znacznie krócej. Ale to dla kobiety lepsza taktyka niż posiadanie dzieci wyłącznie z jednym gościem.
                Imho to odtrącenie faceta po dzieciach jest czymś wdrukowanym w geny, raczej normą niż ewenementem, co jest zresztą potwierdzalne obserwacją. Ewolucyjnie się opłaca.
                Tak jak u faceta dupczenie przy każdej możliwej okazji.
                • proteinawy Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 16.12.17, 23:05
                  > Moim zdaniem to może być po prostu ewolucyjna wersja męskiej poligamii, kiedyś Bitch chyba przytaczała takie postulaty. <

                  „Ewolucyjna” - nie. Chyba ze nie mówimy o darwinowskiej ewolucji, tylko czymś w rodzaju Łysenki. Korzystny efekt dywersyfikacji genów (tak jak ilosc potomstwa) ma swoje optimum, zwłaszcza w skali pojedynczych samic i samców. Pszczoly, mrówki i inne takie maja w ramach roju 75% identycznego DNA z reszta sióstr i to daje cos w pobliżu super-organizmu.

                  Dla nas - nieosiągalne, ale stabilność klanu i lojalność wobec rodzeństwa to sa poważne atuty w grze genetycznej dominacji.

                  Na pewno czytałeś „Roszerzony fenotyp” Dawkinsa. U nas to kultura i polityka, a te zakładają trendy i strategie dłuższe niz pokolenie. Płodzenie zbyt zdywersyfikowanego rodzeństwa nie jest tak stabilne jak bliskie więzi.
              • dinamokutaisi Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 15.12.17, 14:34
                500+ sprzyja ale nie zapewnia 2+2, reprodukcji prostej która zapobiegałaby wymieraniu naszej nacji. W sumie nic dziwnego że ludzie tak drastycznie przestali się rozmnażać bo upadku Polski Ludowej, bo te wszystkie nowe wycieczki do Egiptu i świata, nowe samochody i mieszkania, nowe ambicje zawodowe i lifestyle...

                Rówieśnicy Polski Ludowej, gdyby nieboszczka żyła dziś, mają dziś 72 lata, ale pierwszy duży zryw płodnościowy Polski Ludowej po II wojnie odbywał się na małej bazie tylko 24 milionów mieszkańców, tylko tyle Polaków wtedy się pięknie rozmnażało, więc gdy te dzieciaczki dziś są na emeryturze to nie jest ich aż tak wiele. Wielka fala przyjdzie dopiero z wyżu demograficznego lat 70., kiedy to rozmnażała się pięknie baza 34 milionów Polaków. Więc to właśnie ci koledzy i koleżanki którzy urodzili się w latach 70. zobaczą krach systemu emerytalnego na swoich emeryckich oczach.

                To w latach 70. tow. Gierek wprowadził wiek emerytalny 60 dla kobiet, wcześniej było równouprawnienie 65 lat dla obu płci.
                • proteinawy Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 16.12.17, 22:50
                  > 500+ sprzyja ale nie zapewnia 2+2

                  Szkoda, krytykowałem ale po cichu liczyłem ze to sie powiedzie. Tu rosną bąble nowych społeczności ktore sa dość sceptycznie, czasem nawet wrogo nastawione do wyspiarskich tradycji. W niektórych dzielnicach panie w kusych spódniczkach sa wypraszane przez panów z broda ale bez wąsów. Podobnie piwosze. „To jest nasza dzielnica, won”.
                  • dinamokutaisi Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 17.12.17, 14:25
                    proteinawy napisał(a):

                    > > 500+ sprzyja ale nie zapewnia 2+2
                    >
                    > Szkoda, krytykowałem ale po cichu liczyłem ze to sie powiedzie. Tu rosną bąble
                    > nowych społeczności ktore sa dość sceptycznie, czasem nawet wrogo nastawione do
                    > wyspiarskich tradycji. W niektórych dzielnicach panie w kusych spódniczkach sa
                    > wypraszane przez panów z broda ale bez wąsów. Podobnie piwosze. „To jest nasza
                    > dzielnica, won”.

                    Tak, u nas na razie taki kompensacyjny napływ obcych na dużą skalę to tylko Ukraińcy, a więc biała rasa, słowiańska kultura. Ciekawe co będzie dalej, bo biznes rządzi najczęściej i biznes chce siły roboczej jak jej zaczyna brakować. Może będzie za 20 lat ze 2-3 mln Ukraińców i tego typu obce ciało. Ukraińcy - obecnie mniej niż milion - bardzo postawni, młodzi, przystojni, dużo ich się widzi i słyszy, nie krępują się w Polsce. Pracują w bardzo bardzo wielu miejscach, co i raz się spotyka.
            • dinamokutaisi Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 18.12.17, 11:43
              proteinawy 18.12.17, 00:10

              > Dzięki też losowi – życia twardej skale
              Żem cię, Stanisławie, czytał w oryginale. <
              Dzieki, poprawiłeś mi humor na wieczór.

              Sobie też:)

              Moje ukochane miasto Londyn podobno - czytałem przynajmniej 2 Anglików na ten temat - nie jest już takie jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu, podobno popsuło je właściwie to co czyniło je cudownym, czyli że nastąpiło "too much of a good thing" to jest otwartości i imigracji oraz pewnie w ogóle zmiana ducha czasu, żadne miasto nie jest dziś takie jak kilkadziesiąt lat temu. Czy nastąpiło obniżenie angielskości Londynu do zbyt niskiego pułapu, czy też i Anglicy zmienili się troszkę in minus?

              Ciekawe zresztą jakie narodowości reprezentowało pięciu kierowców:

              www.bbc.com/news/uk-england-london-42378366



              • proteinawy Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 19.12.17, 06:38
                > "too much of a good thing" to jest otwartości i imigracji [...] czy też i Anglicy zmienili się troszkę in minus? <

                Moze byc tak, ze otwartość i imigracja działają jezeli ma sie system oparty o zasady tak oczywiste, ze kazdy imigrant klepie sie w czoło, mowi „Eureka!” i przystępuje do gry wg lokalnych zasad. Albo stawia wysoko poprzeczkę. Tak sie na pewno nie dzieje w UK.

                I czy Anglicy obniżyli loty? Wsród ludzi za biurkiem Anglicy to najłagodniejsza czesc mixu, najbardziej asertywni sa przybysze (tacy jak ja). Troche inaczej jest wsród klasy robotniczej, czuje sie rosnący gniew. Jedna warstwa decyduje (w tym przypadku o naturze imigracji) i zbiera zyski a inna płaci koszty.
            • sabat3 Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 19.12.17, 14:58
              dinamokutaisi napisał(a):

              > Proszę, zaczyna coś się dziać w płodności:
              >
              > www.plotek.pl/plotek/7,154063,22804333,marek-kondrat-komentuje-ciaze-zony-teraz-juz-wszystko-jasne.html?v=1&pId=47070260&send-a=1#opinion47070260

              Nie no, samce alfa zawsze mogą sobie pozwolić na płodność i bezkarne mnożenie się. Mają środki i pazury, by realizować swoje biologiczne przeznaczenie.
              Przecież mężczyzna nie boi się posiadania potomstwa ze swej natury. Przeciwnie - dawnej potomstwo dawało siłę i dumę, dla mężczyzny mieć liczne potomstwo, a synów w szczególności, było czymś w rodzaju życiowego osiągnięcia.
              Po prostu dawnej posiadanie potomstwa nie było tak silnie skontrastowane z interesem własnym mężczyzny, jak ma to miejsce obecnie. Wręcz odwrotnie - dawniej posiadanie potomków dawało społeczną przewagę - dziś, na mocy systemu, tę przewagę odbiera.
    • dinamokutaisi Re: Wielkie wyzwania naszej ery dla związków i se 20.12.17, 10:50
      Wracając do problematyki demograficznej, za 30 lat będzie o 10mln mniej Polaków w wieku przedemerytalnym i o 5mln Polaków więcej w wieku emerytalnym.

      Po dzieciaczkach z wyżu lat 70. imienia tow. Gierka nadejdzie ostatnia już, ale pozbawiająca wszelkich nadziei na przetrzymanie przez system fali emerytów urodzonych w latach 70., fala imienia tow. Jaruzelskiego wielkiego wyżu lat 80.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka