Dodaj do ulubionych

Jak odejść od męża

19.07.19, 06:59
Cześć
Chciałabym prosić Was o poradę, wskazówki.
Otóż jestem mężatką od 25 lat. Mój mąż to dobry kolega, współlokator. Świetnie dogadujemy się przy pracach domowych. Jestem głównym żywicielem rodziny. Mąż od 6 lat trzyma się swojej działalności, a która nie przynosi żadnych zysków do gospodarstwa domowego. Nie chce podjąć żadnej pracy, bo jest mu tak wygodnie. Ja jestem zmęczona ciągłym utrzymywanie domu.
Jeśli chodzi o seks, jest raz na miesiąc, bez fajerwerków. Nasze życie opiera się na tym co kupić i co zrobić.
Mamy 22 letnią córkę, pracującą i studiującą.
Ja od roku spotykam się z mężczyzną szalenie zakochanym we mnie, który chce zamieszkać ze mną. Dba o mnie pod każdym względem. Chciałabym również z nim być.
Mój dylemat polega na tym, że nie wiem jak odejść od męża. Boję się, że żądam mu cios w plecy. Będzie trudno mu się utrzymać i ogarnąć dom i całą resztę.
Proszę o podpowiedzi.
Edytor zaawansowany
  • zawle 19.07.19, 09:00
    Płać mu alimenty i czasami wpadnij sprzątnąć, przeprać i ugotować..nawet nie zauważy zmiany

    --
    -Seks napędza wszystkie nasze działania
    - Okropnie męskie podejście.
    -A jakie jest kobiece?
    - Dobry seks.
  • toady 19.07.19, 09:44
    Zawle, dobre :)
    Niestety, ale jest zależność emocjonalna. Będzie przychodził do pustego domu.
    Gdy wracamy z pracy, jemy wspólnie obiad, gadamy o pierdołach, filozofii życia i o remontach.
    Teraz tego nie będzie.
    W żaden sposób nie przygotowałam go na moje odejście. Uważał, że że wszystko jest ok, ale bo ja nie mam żądań, że oczekiwań. Akceptuję to co jest, że bo szkoda energii na walkę z wiatrakami.
  • anbale 19.07.19, 10:41
    Przecież to dorosły mężczyzna, a nie bezradne niemowlę wymagające niańczenia...
    Jeśli chcesz coś zrobić- zrób to, a jak nie chcesz- nie rób, to bardzo dobra zasada życiowa.
  • druginudziarz 19.07.19, 10:52
    anbale napisała:

    > Przecież to dorosły mężczyzna, a nie bezradne niemowlę wymagające niańczenia...
    > Jeśli chcesz coś zrobić- zrób to, a jak nie chcesz- nie rób, to bardzo dobra za
    > sada życiowa.

    A teraz przeczytaj taki post i napisz to samo
    "Cześć
    Chciałbym prosić Was o poradę, wskazówki.
    Otóż jestem żonaty od 25 lat. Moja żona to dobra koleżanka, współlokatorka. Świetnie dogadujemy się przy pracach domowych. Jestem głównym żywicielem rodziny. Żona od 6 lat trzyma się swojej działalności, a która nie przynosi żadnych zysków do gospodarstwa domowego. Nie chce podjąć żadnej pracy, bo jest jej tak wygodnie. Ja jestem zmęczony ciągłym utrzymywanie domu.
    Jeśli chodzi o seks, jest raz na miesiąc, bez fajerwerków. Nasze życie opiera się na tym co kupić i co zrobić. "
  • anbale 19.07.19, 11:03
    Jeżeli argumentem pozostania przy żonie byłoby jedynie "bo ona nie da sobie rady beze mnie, nawet nie potrafi sama przejść przez ulicę" to napisałabym to samo. I nie chciałabym też żeby ktoś trwał przy mnie tylko dlatego, że uważa, że jestem taka nieogarnięta...
    Jeżeli założycielka wątku dostrzega jakieś wartości w trwaniu małżeństwa, to przecież nie kazałam jej koniecznie go kończyć. Nikt za nią nie podejmie decyzji
  • zawle 19.07.19, 13:29
    druginudziarz napisał:

    > anbale napisała:
    >
    > > Przecież to dorosły mężczyzna, a nie bezradne niemowlę wymagające niańcze
    > nia...
    > > Jeśli chcesz coś zrobić- zrób to, a jak nie chcesz- nie rób, to bardzo do
    > bra za
    > > sada życiowa.
    >
    > A teraz przeczytaj taki post i napisz to samo
    > "Cześć
    > Chciałbym prosić Was o poradę, wskazówki.
    > Otóż jestem żonaty od 25 lat. Moja żona to dobra koleżanka, współlokatorka. Świ
    > etnie dogadujemy się przy pracach domowych. Jestem głównym żywicielem rodziny.
    > Żona od 6 lat trzyma się swojej działalności, a która nie przynosi żadnych zysk
    > ów do gospodarstwa domowego. Nie chce podjąć żadnej pracy, bo jest jej tak wygo
    > dnie. Ja jestem zmęczony ciągłym utrzymywanie domu.
    > Jeśli chodzi o seks, jest raz na miesiąc, bez fajerwerków. Nasze życie opiera s
    > ię na tym co kupić i co zrobić. "

    No właśnie się zastanawiałam który z "chłopców" popełnił post założycielski:)))


    --
    -Seks napędza wszystkie nasze działania
    - Okropnie męskie podejście.
    -A jakie jest kobiece?
    - Dobry seks.
  • aandzia43 19.07.19, 12:57
    toady napisała:

    > Zawle, dobre :)
    > Niestety, ale jest zależność emocjonalna. Będzie przychodził do pustego domu.

    Błagam, kobieto...




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • zawle 19.07.19, 13:28
    toady napisała:

    > Zawle, dobre :)
    > Niestety, ale jest zależność emocjonalna. Będzie przychodził do pustego domu.
    > Gdy wracamy z pracy, jemy wspólnie obiad, gadamy o pierdołach, filozofii życia
    > i o remontach.
    > Teraz tego nie będzie.
    > W żaden sposób nie przygotowałam go na moje odejście. Uważał, że że wszystko je
    > st ok, ale bo ja nie mam żądań, że oczekiwań. Akceptuję to co jest, że bo szkod
    > a energii na walkę z wiatrakami.

    Tyle was łączy, czemu by nie zostać w takim układzie. I tak już go walisz w rogi.


    --
    -Seks napędza wszystkie nasze działania
    - Okropnie męskie podejście.
    -A jakie jest kobiece?
    - Dobry seks.
  • aandzia43 19.07.19, 12:55
    Da sobie radę lepiej niż ci się wydaje. Jeśli jest uroczy i niekonfliktowy szybko znajdzie nową niszę. Dla pewności podsuń mu może jakąś opiekuńczą koleżankę (o ile już sam sobie zabezpieczył tyłów).


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • toady 19.07.19, 23:08
    Nie jest uroczy, ma "power bank" z przodu, ciągle go coś boli, ale pewnie przy innej kobiecie by się do tego nie przyznał. Nie konfliktów też nie jest, chociaż faktycznie jak coś mu nie pasuje, to urywa kontakt. Jest aspołeczny, nie lubi ludzi. Ma tendencję do zwalnia winy na innych, w małżeństwie na mnie. Przeze mnie jest chory, przeze mnie potłukł szklankę, źle dociął płytę, bo pewnie ruszyłam miarę... Jestem na to odporna i nic sobie z tego nie robię, zamieniam to w żart.
    Mój mąż to jednak potrafi wywoływać poczucie winy. Powołuje się na moralność.
    Wzbudza też litość, bo to los jest okrutny, nie ma szczęścia do pieniędzy, wszystko idzie mu pod górę. W firmie ma pecha, interes nie idzie...
    Do pracy nie pójdzie, bo zdrowie mu nie pozwala, trzeba byłoby iść na konkretną godzinę, a on nie lubi być od kogoś uzależniony. Teraz pracuje od 12 do 18. Coś firmowego czasami załatwi jeszcze w domu, ale może decydować sam o sobie.
    W domu robi ze mną remont, ale zawsze potrzebuje mnie do pomocy. Ja wybieram meble, ja maluję, razem kładziemy panele. Jak jest coś bardziej skomplikowanego, to on to robi sam. Jest niegłupi i zdolny, ale potrzebuje asystentki.
    Sprzątanie, zakupy i gotowanie należą do mnie, bo to babskie roboty.
    Gipsy, farby, itp. rzeczy ja kupuję. Co niektórzy koledzy dziwią się, że zajmuję się takimi rzeczami.
    Ale ja niczego nie oczekuję. Żyję maksymą: umiesz liczyć, licz na siebie. Szkoda że mój mąż tak nie jest ma.
  • toady 19.07.19, 23:10
    Przepraszam za literówki, ale piszę na telefonie i słownik czasem przekręca wyrazy.
  • alba27 24.07.19, 15:54
    Ty nie czujesz się w tym związku szczęśliwa. Masz wybór albo odejdziesz albo nic się nie zmieni. Powiedz mężowi że chcesz się rozwieźć, pogadaj z córką, nie marnuj sobie życia. Może wtedy mąż się ocknie i też się ogarnie.
  • toady 25.07.19, 09:36
    Wiem, że chcę odejść, ale nie wiem, jak poradzić sobie z poczuciem winy. 10 lat temu byliśmy w podobnym punkcie. To mąż miał młodszą kobietę. Zdecydowaliśmy się na pozostanie razem ze względu na córkę. Ja też nie miałam się gdzie podziać, bo mieszkam u męża. Teraz sytuacja się zmieniła. Ja stanęła na nogi. Mam dobrą pracę, a jemu się sytuacja finansowa mocno pogorszyła.
    Na początku było dobrze, potem znowu wkradła się rutyna.
    Mąż nie jest typem człowieka, który okazuje czułość, bliskość. Potrzebuje kobiety, która o niego zabiega. Ale ile można.
    Gdy ma dojść do zbliżenia, przychodzi do łóżka, obejmuje mnie i czeka na moją aktywność. Twierdzi, że jak kilka razy odmówiłam, to go w ten sposób wykastrowałam seksualnie i nie naraża się na kolejne odrzucenie.
    Trudno mieć chęć na seks, gdy podczas dnia spotykam się z oziębłością.
    Niemniej odczuwam emocjonalną zależność.
    Mam wrażenie, że od tamtego czasu mój mąż przyjął postawę bardzo moralną, trwałość małżeństwa ponad wszystko.
    Jak myślę o rozstaniu, to moje ciało mocno się spina, zamyka, brakuje mi tchu. Czuję ciężar z powodu złamania zasad i podeptania wartości.
  • anbale 27.07.19, 14:18
    Tkwienie w nieudanym, wypalonym związku to zasada i wartość?
    Hm, no to faktycznie musisz wytrwać...
  • aandzia43 31.07.19, 10:36
    anbale napisała:

    > Tkwienie w nieudanym, wypalonym związku to zasada i wartość?
    > Hm, no to faktycznie musisz wytrwać...

    Nie, ale odpowiedzialność za bliskiego człowieka to jak najbardziej wartość. Czy sytuację ocenia się właściwie, czy przesadza się w jedną lub drugą stronę z wyobrażeniem jak i na ile nasze czyny będą miały wpływ na dobro bliźniego, to już inna kwestia.


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • anbale 01.08.19, 11:19
    Co to właściwie znaczy "odpowiedzialność za drugiego człowieka"? Odpowiedzialnym można być za dziecko które się ma pod opieką. Można wejść w związek, podjąć się zobowiązań typu wierność i szczerość- ale jeśli związek okazuje się niewypałem, nieporozumieniem, nikomu nie jest w nim dobrze- to używanie pojęcia "odpowiedzialność za drugiego człowieka" bywa wręcz toksyczne. Tkwi się w jakiejś depresyjnej albo przemocowej beznadziei, a życie ucieka, odbiera się sobie i drugiej osobie szanse na coś sensownego i lepszego.
    W Polsce przez ten idiotyczny dogmat katolicki o nierozerwalności małżeństwa kupę rzeczy staneło na głowie, ludzie niszczą się nawzajem i siebie samych dla mglistej idei- ale to osobny temat...
  • szpil1 18.08.19, 10:51
    toady napisała:

    >
    > Mój mąż to jednak potrafi wywoływać poczucie winy. Powołuje się na moralność.
    > Wzbudza też litość, bo to los jest okrutny, nie ma szczęścia do pieniędzy, wszy
    > stko idzie mu pod górę. W firmie ma pecha, interes nie idzie...

    Manipuluje Tobą i tyle. Tak uważam też na podstawie tego co piszesz w innych postach.

    > Do pracy nie pójdzie, bo zdrowie mu nie pozwala, trzeba byłoby iść na konkretną
    > godzinę, a on nie lubi być od kogoś uzależniony. Teraz pracuje od 12 do 18.

    A jakaż to choroba uniemożliwia pracę u kogoś gdzie trzeba zacząć pracę o określonej godzinie? Podejrzewam, że jakieś 90% społeczeństwa na to choruje a jednak zwleka się z wyra i do pracy idzie.

    Daj sobie spokój, kobieto, masz w domu lenia i manipulanta, szkoda życia na kogoś takiego.
  • 3-mamuska 19.08.19, 04:27
    Powinniście się rozstać lata temu gdy facet miał kochankę.
    Ty nie miałaś gdzie odejść i może odebrałaś mężowi możliwość szczęścia. I tłumacząc się dzieckiem.
    A teraz jak odchowała córkę i stanęłaś na nogi to chcesz odejść.
    A podjęliście prace nad związkiem przez te lat?

    I czy pan to taki cudowny bo mało osiągalny taka odskocznia czy masz pewność ze dogadasz się z nim na codzień.

    Jedyne co możesz zrobić to odsunąć się od męża żeby poczuł ze coś się swieci.
    Mniej spędzać z nim czas wracać do łóżka jak on już śpi albo odwrotnie iść szybko spać.
    Ciekawe co na to twój facet ze uprawiasz seks z mężem,
    Taki chłód da mu trochę do myślenia ,tobie do zerwania z nim więzi.
    Nie kupowania mu ubrań zachcianek ulubionych potraw. Takie drobne sprawy ,ale może weźmie się w garść. I jak zauważy to będzie ci łatwiej przeprowadzić ostateczna rozmowę.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • toady 20.08.19, 22:02
    Dwa tygodnie temu odeszła z domu. Zakończyliśmy prace remontowe i spakowałem swoje rzeczy. Najpierw porozmawia łam z córką. Przyjęła to dość spokojnie. Zrozumiała mnie, chociaż liczyła, że to ona pierwsza się wyprowadzi. Potem oznajmiłam swoje odejście mężowi. Zaniemówił. Jedyne zdanie to: zastanów się co robisz.
    Odjechałam.
    Mąż w szoku. Spadło to na niego jak grom z jasnego nieba. W domu pozostała "żałoba" po mnie. Córka przejęła moje obowiązki. Jest załamana widokiem przygnębionego taty, który, gdyby nie ona, to skończyłby ze sobą.
    Ale... przyszły głębokie refleksje. On ma zamiar poszukać pracy i zakończyć niedochodowy interes. Przyznaje się do wszystkich błędów. Chcę o mnie zawalczyć, chociaż nie narzuca mi się, bo najpierw chce doprowadzić do zmian.
    Mam nadzieję, że mu się uda coś w sobie zmienić.
    Z moim kochankiem rozstałam się po trzech dniach wspólnego zamieszkania.
    Z cudownego faceta przemienił się w chorobliwego zazdrośnika. Chciał mieć mnie na własność. Robił wyrzuty o byle pierdołę. Był zazdrosny o mojego męża, bo martwiłam się o niego, jak sobie radzi.
    Mieszkam u mamy, w domu, który jest przepisane mi na własność.
    W gruncie rzeczy, mam teraz wolność i jest mi z tym dobrze. Co przyniesie los, to się okaże.
  • obrotowy 21.08.19, 14:29
    no i u Ciebie dobrze wywrozyla.

    bo mialo byc lepiej - a zrobilo sie - jak sie zrobilo...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka