Dodaj do ulubionych

Problem w malzenstwie - co dalej?

01.06.05, 17:01
Czesc,

jestesmy z zona 2 lata po slubie (znamy sie od 4 lat). Nie mamy problemow
finansowych.

Od okolo 1 roku (czyli rok po slubie) oddalalismy sie od siebie. Jej ciaza
zmienila to na kilka miesiecy - niestety, zakonczylo sie to poronieniem. Ja
dawalem jej sporo uczucia, ona takze o mnie dbala, ale ostatni raz
powiedziala mi, ze mnie kocha 2 miesiace temu - potem ja musialem to z niej
wyciagac.

Mamy nieco inne cele - ja chce rodziny i dzieci (a mamy z tym problem), ona
zas ma tego dosyc oraz dodatkowo wypalila sie juz chyba w naszym zwiazku. Do
tego dochodzi nasze niedopasowanie seksualne (ona ma bole i boi sie wielkosci
mojego ...).

Kilka dnia temu rozmawawialismy na ten temat i zaproponowala, ze za 1,5
miesiaca (kupujemy mieszkanko) zaczniemy mieszkac osobno, potrzebuje ona
prerwy do konca roku, aby sie zastanowic, co chce w zyciu.

Ja ja bardzo kocham, jak sie o to zapytam, to ona mowi, ze mnie tez, ale
nigdy z wlasnej woli.

Czy mieliscie juz takie sytuacje w sowich zwiakzach. Czy takie podejscie ro
sprawy to nadzieje na powrot w przyszlosci, czy bardziej proba mniej
bolesnego zakonczenia zwiazku?

Chcialby z nia byc, ale byc moze ona po prostu potrzebuje takiej przerwy? A
moze mam jej kupic korale, zabrac na podroz zycia dookola swiata?

Poradzcie.

P.
Edytor zaawansowany
  • anula36 01.06.05, 17:11

    ciezka sprawa- ja bym chyba odczytala chec zamieszkania osobno jako koniec
    zwiazku.
    Z jednej strony moze to sprawi ze zateskni, z drugiej wasze malzenstwo moze
    sie rozejsc zupelnie z trzeciej mozna jeszcze poszukac pomocy specjalisty -
    moze zona chce sie po prostu oderwac od twojej obsesji styworzenia rodziny-
    zwlaszcza po poronieniu,moze na razie nie chce znow probowac...moze za czesto
    jej przypominasz ze marzysz o dzieciach,moze naciskasz?
    Poradnia rodzinna by wam nie zaszkodzila.

  • thomasson 01.06.05, 17:41
    Zgadzam sie z Anulą, jeśli się kochacie nie pozwól na osobne mieszkania !!!!!!!!
    Poronienie jest bardzo ciezkim przeżyciem i ona potrzebuje czasu....jak
    długo....tego nikt nie wie. Zaproponuj jej może osobne pokoje ale nie osobne
    mieszkania !!!!!!!!!
  • drobiazg 02.06.05, 08:33
    przemek1974_03 napisał:

    > Dotego dochodzi nasze niedopasowanie seksualne (ona ma bole i boi sie
    > wielkosci mojego ...).

    Koniecznie do dobrego ginekologa, ból podczas stosunku nie wynika najczesciej z
    wielkości twojego .... (że skorzystam z nazwy) w końcu podczas porodu przeciska
    sie tam dziecko często wielkości 50 cm i lepiej i wadze 4 kg i lepiej (wybacz
    ale jakoś nie wierzę że możesz to przebić ;-) natomiast może wskazywac na
    endometrioze (tak samo jak problemy z zajściem w ciąże) i nie ma to na co
    czekać tylko trzeba gnać do specjalisty.

    Co do reszty problemów ... ja bym walczyła!A Ty sam sobie musisz szczerze
    odpowiedzieć czy kochasz żonę czy Ci na niej zależy.
    Życzę powodzenia
  • alien81 06.06.05, 18:10
    Jest niestety też jeszcze jedna możliwość: Twoja żona może Cię obwiniać o utratę
    dziecka. Często ukryte pretensje mają irracjonalny powód, ale się pojawiają.
    Może długo nie chciałeś mieć dzieci, albo kiedyś nawet o czymś takim
    zażartowałeś. A ona teraz po cichu Cię obwinia, oddala się od Ciebie, milczy...
    Czy to możliwe?
  • ewolwenta 06.06.05, 20:33
    Zgadzam się z alien81, że żona może Cię o coś obwiniać.
    Na pewno sprawa jest delikatna, ale może nie beznadziejna. Z tego co piszesz
    Przemku wnioskuję, że ta sytuacja rozwija się bardzo szybko. Rozważałeś
    szukanie pomocy psychologa?
  • jwwa 06.06.05, 23:23
    nie ma wspólnego mieszkania, nie ma sexu. NIE MA ZWIĄZKU. NIE WRÓCI stworzy
    sobie własny spokojny świat. Bo nie ma łacznika w dziecku, resztę można
    podzielić, zmienić. Dziewczyna ma za dużo czasu wolnego. Niech remontuje dom
    albo buduje załóż jej firmę. niech poczuje odpowiedzialność za coś.
  • maximuss_sf 11.06.05, 07:05
    Cóż, mam większy staż bo po ślubie 7 lat a razem ok.15. Dwójka dzieciaków i...
    niby wszystko w najlepszym porządku. Ale te dawkowanie seksu. To głowa boli, to
    akurat okres (co dwa tygodnie).
    I tu czytając twój post że rozmiar i ten tego. U mnie jest na odwrót. Nie mam
    się czym szczycić ale mam coś :). Ona zaś ostatnimi czasy dużo buja po necie i
    ogląda w kamerkach wszelkie monstra. To ją chyba tak podjarało że mój niestety
    (po tylu latach) nie ma powodu sprawiać przyjemności, bo ani duży ani on gruby.
    Doszło nawet do tego że kiedyś przyleciała z linijką i zrobiła pomiary. Od
    tamtej pory boję się swojej żony. Tylko jej. Bo tego że może skoczyć w bok nie.
    Uważam że jeżeli ma taką chęć, niech spróbuje z czymś większym.
    Jestem ciekaw czy większość kobiet tak klasyfikuje ?
    Ja innej szukać nie mam zamiaru. Trzeba żyć z tym co się ma. Szkoda tylko że
    moja tego nie pojmuje i seksu mam tyle co kot napłakał (do tej pory tylko i
    wyłącznie w sposób klasyczny, nocą, bez żadnych urozmaiceń).A teraz wogóle.
    Może powiększyć :)?
  • ewolwenta 11.06.05, 09:47
    Zamiast powiększania podsuń jej myśl (którą właśnie wyczytałeś w necie;)że ci z
    małymi są bardziej namiętni, i że w ogóle najlepsze doznania to kobieta ma z
    takimi, co mają długość i grubość (tu zakres w środku którego się znalazłeś) i
    w pozycji (ty Twoja ulubiona).
    Jak dobrze poszukasz to na pewno znajdziesz babskie czasopismo potwierdzające
    przedstawioną przez Ciebie „prawdę” ;P.

  • anais_nin666 11.06.05, 14:22
    Macie problem... to fakt. Na pewno go nie rozwiąże rozłąka, ewentualnie
    przyspieszy decyzję o rozstaniu. Teraz jedyne co możesz to chyba szczerze
    porozmawiac. Dopytac o powody zmian w niej, o jej plany, o to co jej nie pasuje
    w zwiazku itd. A jesli z rozmowy wyniknie, ze sie wypalila to ... chyba nie ma
    co sie oszukiwac - milosc wygasla. Natomiast jesli sie okaze, ze to jest tylko
    chwilowy kryzys, to wowczas walcz!
    Wspolna podroz? Czemu nie. Mojemu zwiazkowi zawsze dobrze to robi.
  • blan-kaa 13.04.13, 23:47
    witam, rozczarowałam się życiem, małżeństwem,mężem. Moje życie zaczęło się zmieniać gdy urodziłam pierwsze dziecko, mąż zmienił się z automatu, dodam jeszcze że wróciliśmy pod koniec ciąży do naszych rodzinnych stron, wcześniej mieszkaliśmy gdzie indziej i z dala od jego kumpli, dawnego życia było super, był kimś innym. Był więc kochający itp natomiast gdy urodziłam zaczęło się wychodzenie po nocach, koledzy i brak szacunku do mnie moich uczuc, zamiast razem cieszyć się z naszym dzieciątkiem, musiałam cieszyć się sama, bolało. Potem okazało się że jest hazardzistą- zawalczyłam o niego przeszedł terapii i o hazardzie już nie ma mowy jestem tego pewna, ale co przeszłam to moje, straciłam do niego zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, troche go kontrolowałam, ukrywałąm wszystko przed rodziną, jakiś czas był znowu ok. Dodam że nigdy nie przestałąm w niego wierzyć ze tak na prawdę jest moim dawnym mężem. Poszłąm na studia, automatycznie jak się wyrwałąm z domu to on sie poczuł mniej pewnie i dawał mi większy szacunek.stal sie mezem ojcem a nie kawalerem. Ale zaczął się znowu odzywać kolega, zresztą z innej bajki niż mój mąż i jemu też styl bycia tego kumpla kiedyś niby nie odpowiadał, bo był typem barów ze stałymi klientami i siedzenia przy piwku, natomiast ten kolega to cwaniaczek ktory miał zawsze wszystko od rodziców, rozpieszczony, wszystko co chce musi mieć ma żone i dziecko , ale lubi też dziewczynki, imprezy, kozackie bary dla szpanerów i dyskoteki, żadna dupa nie umknie jego oczom, mąż zaczął z nim wychodzić wracał na drugi dzień, ja oczywiście płakałąm prosiłam,ze lata kawalerskie sie juz skonczyly ja nie bronie wyjscia na piwo spotkania sie z kolegami ale mam prawo wiedziec gdzie jest a jezeli jest sytuacja ze musi wrocic na drugi dzien to powinien mnie o tym poinformowac. Teraz pisze na spokojnie ale psychika mi siadała wtedy płąkałąm nie poznawałąm ososby ktora kocham ranil mnie nie szanowal, wkoncu przelamalam sie i powiedzialam swojemu ojcu szukalam pomocy -a moj maz byl w szoku ze cokolwiek komus powiedzialam bo zawsze udawalam szczesliwa zone- bo widzialam ze malzenstwo mi sie wali porozmawial z nim i zrobil cos co ja dawno powinnam powiedzial ze moze powinnismy sie rozstac a moj maz sie przestraszyl obiecal ze zerwie z nim kontakt. I byl spokoj wychodzil dalej ale w normalnych godz wiedzialam gdzie i ze nie z tym lajdakiem. zaczelam pracowac i wszystko zaczynalo sie ukladac corcia miala juz pare latek i dowiedzialam sie ze jestem w ciazy, wpadlismy, kocham swe dziecko najbardziej na swiecie ale tej drugiej ciazy nie chcialam ogarnela mnie panika ze znowu mnie uwiaze w domu stane sie dla niego nikim atrakcyjnym( chociaz jestem kobieta ktorej ciazy słuzy i nawet w miesiac po porodzie wygladalam jakbym nigdy w ziazy nie byla)ale jednak zdecydowalam sie ze urodze nie moglabym inaczej on powiedzial ze jest madrzejszy ze przejdziemy przez to razem. Ale nie dotrzymal słowa zaczal znikac z domu, dodam ze przy tym bral czesto wolne wiec i kasy brakowalo a jeszcze musimy splacac jego hazardowe dlugi,nie dbal o mnie w ciazy,wrecz przeciwnie znowu to mocno przezylam, on sie bawil, ja sie o wszystko martwilam, tu jeszcze corcia , brak pieniedzy, a on sie szlajal i rzucal do mnie hasla jak sie nie podoba to wypad, urodzilam -bez zmian, ponoc denerwowaly go moje humory, wiec dlatego wychodzil,o wszystko wina obarczal mnie.doszlo do tego ze ja bylam na skraju wyczerpania nerwowego co chwile mu plakalam blagalam a on ze ma juz tego dosc tego biadolenia,tylko ze moja psychika siadla nie mialam sily zachowywac sie inaczej, i ze sie wyprowadza a ja mam sobie sama radzic, dodam ze wynajmujemy mieszkanie, nie pracuje, z jego alimentow nie dam rady sie utrzymac poza tym go kochalam udalo mi sie go zatrzymac, alePo kolejnej nocy bez niego zabralam 4miesieczne dziecko i corcie i wyjechalam na tydzien ,nie tesknil nie dzwonil za nami,wrocilam i jakos samo od siebie zaczelo sie ukladac stwierdzil ze nie we wszystkim co robil byl ok a to u niego cud sie przyznac do bledu, ale ja tez wrocilem silniejsza(tez na srodkach uspokajajacych)niby spokojniejsza, z dystansem do niego wzielam wine na siebie tylko po to zeby bylo dobrze. Teraz jest tak ze dzis znowu wyszedl bo ten kolega zadzwonil, ni placze choc bym chciala,chyba juz w niego nie wierze,choc bym chciala, kocham nasze dzieci marze by dac im pelna rodzine, moze wkoncu wydorosleje moj maz? za pare miesiecy ide do pracy moze znow wsszystko wroci na dobre tory nie chce dzieciom odbierac taty, mamy i taty razem, corci jej swiata, pokoju, jej malego swiata, wiem tez ze zeby z nim puki co moc zyc nie moge sie odezwac bo tupnie noga i powie wypad albo sam wyjdzie i powie ze to moja wina bo on nie robi nic zlego. Uwaza ze zniszczylam mu zycie czuje sie jak ciezar u nogi nie czuje sie kochana wazna czuje sie nikim ale trzymam sie dla dzieci, chce im dac co najlepsze ale tez usmiechnieta mame i tate ktory daje im wzorzec a tego zbytnio za duzo nie ma. zeby sie przekonac czy jest sens byc z nim musze jeszcze odczekac jak pojde do pracy moze sie zmieni a jak nie to wtedy postawie sprawe jasniej i przekonam sie czy rzeczywiscie chce zyc bez nas bo teraz on wie ze jestem uwiazana i moze robic co chce a jak poczuje ze bylabym sie wstanie sama utrzymac to moze przystopuje i zacznie mu zalezec a jak nie tzn ze mnie nie kocha, ale i tak jestem strasznie zagubiona co robic jak moge jeszcze zawalczyc o dobro i madrosc ktora hdzies gleboko w nim jest o nasze malzenstwo co moge zrobic
  • rekreativa 14.04.13, 10:59
    Ty bardzo pragniesz rodziny, dzieci, a Twoja żona właśnie poroniła.
    Może być tak, że ona gdzieś w duchu czuje, że Cię zawiodła, że nie sprostała Twoim oczekiwaniom i boi się, co to będzie, jeśli następnym razem też poroni? Może ona chce odejść pierwsza, żebyś to Ty za jakiś czas, po kolejnej nieudanej próbie powiększenia rodziny, nie odszedł od niej?
    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • loppe 14.04.13, 11:04
  • rekreativa 14.04.13, 11:03
    Ty bardzo pragniesz rodziny, dzieci, a Twoja żona właśnie poroniła.
    Może być tak, że ona gdzieś w duchu czuje, że Cię zawiodła, że nie sprostała Twoim oczekiwaniom i że najlepiej będzie, jeśli się usunie z Twojego życia.
    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • loppe 14.04.13, 11:06
    Chodzi o Blankę z wczoraj (widocznie nie czuła się na siłach uruchomić osobnego wątku o sobie), a nie o post sprzed bodaj 6 lat...
  • loppe 14.04.13, 11:09
    niektórzy piszą na automacie jakimś
  • rekreativa 14.04.13, 11:39
    Ale o co chodzi?
    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • loppe 14.04.13, 11:45
    rekreativa napisała:

    > Ale o co chodzi?

    Tytuł Problem w małżeństwie - co dalej? idealnie pasował Blance i przywróciła ze swoim problemem watek poniekąd nieaktualny już osiem lat.
  • rekreativa 14.04.13, 13:01
    Aaa, faktycznie, nie patrzyłam na daty.
    --
    Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
  • loppe 14.04.13, 11:21

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka