Dodaj do ulubionych

Upokażający i wiecznie niezadowolony mąż.

30.07.06, 23:31
Witam. Bywam na tym forum już od jakiegoś czasu, do tej pory się nie
odzywałam, ale chyba dzisiaj coś we mnie pękło. W końcu nie jedna osoba
dzięki użytkownikom tego forum wyjaśniła coś sobie, uświadomiła, przemyślała.
Może i mi coś pomoże...?

Nie wiem, czy to jest wątek na to forum, ale do innego jakoś nie mogłam go
dopasować. Inna sprawa, że to forum już poznałam w pewien sposób, czuję się
swobodniej.

Mam męża. jesteśmy małżeństwem od trzech lat, wcześniej byliśmy ze sobą
cztery. Wiele czytałam o kryzysie siódmego roku, ciekawa jestem, czy właśnie
go doświadczam, czy to może jeszcze jakiś inny kryzys. Moje małżeństwo
przestałam uważać za szczęśliwe jakiś rok temu. Zaczęły się wtedy wyrzuty,
pretensje o wszystko, wzajemna niechęć. W oczach męża stałam się brzydka i
beznadziejna. Schudłam - byłam za chuda, trochę przytyłam - byłam paskudnym
tłuściochem, stałam się bardziej umięśniona - stałam się babochłopem.
Umalowałam się - byłam wypacykowaną lalunią, nie umalowałam się - byłam
zaniedbaną maszkarą i tak w kółko. Zwątpiłam w siebie, poczucie wartości
zaczęło kuleć, ale zmieniłam pracę (wcześniej pracowałam prawie wyłącznie z
kobietami), wzbudziłam zainteresowanie kilku panów, nabrałam pewności siebie.
Mąż nie należy do najszczuplejszych, ma sporą nadwagę, ale nie widzi w tym
problemu, za to kiedy ja przestanę mieć niedowagę i zaczynam mieścić się w
normie jestem już obrzydliwym tłuściochem, którego się brzydzi. Przez długi
czas starałam się wyglądać dobrze (ja się starałam, wyrzekałam słodkości,
dużo ćwiczyłam, a on w tym czasie siedział i oglądał telewizję, co jeszcze
bardziej mnie rozgoryczyło) chciałam mu się podobać. Owszem, podobałam się,
ale nie jemu. Dla niego zawsze coś było nie tak. W dodatku oczekiwał, że po
dniu upokorzeń będę cudowną kochanką. "Cudowna kochanka" to ktoś, kto
pokornie go obsłuży, a na koniec powie, że był wspaniały. Oczywiście nie
kochaliśmy się już od trzech miesięcy, co sprawia, że jest jeszcze gorzej
nastawiony. Jestem normalną kobietą i porzebuję seksu, ale mam jakieś dziwne
opory, wstydzę się swojego ciała, a seks z moim mężem przyjemnością jest
tylko wtedy, jak litościwie pomyśli także o mnie (czyli rzadko). Próbowałam
różnych sposobów na ratowanie małżeństwa, także tych najgłupszych. Kiedy
zasugerowałam, że nie wytrzymam tak dłużej, odpowiedział spokojnie, że i tak
nikt mnie nie będzie chciał. Zaczynam mieć tego dość, ale kiedy pomyślę o
odejściu coś mi nie pasuje... nie tak miało to wyglądać. Nie chcę tkwić w tym
związku, ale nie chcę odejść, sama nie wiem o co mi chodzi, wiem tylko, że
nie jestem szczęśliwa będąc z nim i nie będę szczęśliwa bez niego. Kiedy
rozważam odejście przypomina mi się, że mogę z mężem porozmawiać, żyć
spokojnie. Czasami, kiedy ma dobry dzień jest naprawdę wspaniałym facetem...
no, może przesadziłam, ale zdarzają się dni, kiedy jest mi z nim dobrze. Na
horyzoncie pojawiają się nowi mężczyźni, którzy mogą mi zaoferować to, czego
mąż nie potrafi lub nie chce mi dać, ale jednak coś powstrzymuje mnie przed
zdradą, choćby najmniejszą. Pewnie to od lat wpajane zasady, pojęcie
przyzwoitości itd., ale czy mój mąż zachowuje się przyzwoicie? Sama już nie
wiem, co powinnam zrobić. Kiedy wydaje mi się, że podjęłam już decyzję, coś
mi się przypomina i znowu nie jestem pewna. Po dzisiejszym dniu wydaje mi
się, że powinnam odejść, ale ciągle mam przekonanie, że człowiek, za którego
wychodziłam nie mógł tak nagle się zmienić, może ma jakieś kłopoty, wymaga
pomocy, a nie dodatkowych ataków z mojej strony? Ale trudno mi jest zacisnąć
zęby, kiedy ciągle słyszę o swojej beznadziejności. Gdyby nie nowa praca,
chyba czułabym się jak śmieć.

Dodam, że wcześniej byliśmy normalną parą, nie poniżaliśmy się, nie
walczyliśmy ze sobą. Coś się zmieniło... nie wiem, czy da się to jeszcze
odwrócić i czy w ogóle jest sens. Może ktoś z Was był w podobnej sytuacji?
Nie oczekuję instrukcji co zrobić, ale chętnie poczytam o doświadczeniach
innych... Dziękuję Wam wszystkim, pozdrawiam.
Edytor zaawansowany
  • anula36 30.07.06, 23:42
    taki rodzaj upakarzania, odbierania poczucia wlasnej wartosci to tez rodzaj
    przemocy - tyle ze psychicznej. Nie poszturchuje cie - rani slowem.Takimi
    tekstami " nikt cie nie zechce" chce cie do siebie przywiazac.Moze jest tez
    zazdrosny o nowa prace?
    Nie myslalas zeby zwrocic sie o pomoc do specjalisty? Psychologa, terapety
    rodzinnego?
    --
    .
  • srednioszczesliwa 30.07.06, 23:51
    Myślałam już o psychologu, mogłabym najwyżej wybrać się tam sama. Mąż twierdzi,
    że jemu nie jest potrzebny psycholog, ale jeżeli ja mam ochotę spacerować po
    terapeutach niech sobie spaceruję. Sama też nie jestem bez winy, zamiast
    próbować załagodzić konflikt, pcham się w niego jeszcze głębiej, nie potrafię
    powiedzieć: "źle się czuję, kiedy tak do mnie mówisz", nie wiem dlaczego. Może
    coś takiego tkwi w mojej świadomości jako przyznanie się do słabości? No nic,
    dziękuję za radę.
  • anula36 31.07.06, 00:00
    a moze sie boisz odslonic tym bardziej slabe strony bo wiesz ze druga strona to
    moze wykorzystac przeciw tobie? Ja tak mialam. Idz do psychologa sama,
    nabierzesz wewnetrznej sily, pewnosci, bedzies zmogla na spokojnie zastanowic
    sie czego chcesz w zyciu, w zwiazku.
    Z doswiadczen forumowych i wlasnych powiem ze nie ma co liczyc na piorunujaca
    poprawe jesli sie stara sie i zabeiga i jakosc zwiazku tylko jedna strona.

    --
    .
  • srednioszczesliwa 31.07.06, 00:27
    I chyba się wybiorę do tego psychologa sama, na pewno nie zaszkodzi. Wiem, że
    nie ma co liczyć na jakąś wielką poprawę, ale z drugiej strony chyba nie mógł z
    całkiem normalnego faceta przeistoczyć się nieodwracalnie w okrutnego tyrana. A
    co do tych słabości - chyba właśnie tak jest.
  • glamourous 31.07.06, 01:39
    Ja bylam w takim zwiazku. Moj poprzedni facet zrobil dosc spora kariere w ciagu
    tych kilku lat kiedy bylismy razem. No i niestety co za tym idzie, uderzyla mu
    do glowy tzw. woda sodowa. Kiedy sie poznalismy, byl zakochanym, sympatycznym,
    usmiechnietym, fajnym facetem. Mial w sobie mnostwo ciepla. Do tego stopnia
    skromnym, ze uwazal ze na mnie nie zasluguje. W miedzyczasie ewoluowal jednak
    tak, ze pod koniec zwiazku mialam obok siebie mrukliwego, gburowatego miska z
    przerosnietym ego. Zaczal uwazac ze to JA na niego nie zasluguje, bo on przeciez
    taki madry, taki inteligentny, taka wpaniala kariere robi i takie pieniadze
    zarabia. A ja jego zdaniem stalam w miejscu (studiowalam), nie robilam kariery,
    zrobilam sie "nieinteresujaca", nie chcial sie ze mna kochac, bo za blada bylam.
    Poszlam na solarium, zeby mu sie podobac, to wymyslil z kolei, ze niepotrzebnie
    obcielam wlosy, bo on mnie tak lubil z dlugimi, a i paznokcie mam za krotkie...
    I ciagle mi wymyslal, a to jestem beznadziejna, bo zbilam szklanke, a to krzywo
    recznik powiesilam, a to nie umiem jezdzic na nartach i tym podobne bzdury. Z
    zakochanego faceta zrobil sie zlosliwy gbur, ktory posunal sie nawet do
    powiedzenia mi ze "moglby miec 10 lepszych ode mnie".
    Po prostu bardzo niekorzystnie ewoluowal pod wplywem swojej pracy, a ja sie
    kompletnie dalam zdominowac. No i pewnie przez to, ze bylam taka
    podporzadkowana, bezwolna istote, gdzies tam pod drodze przestal mnie szanowac a
    w rezultacie kochac. Zaczal robic mi straszne numery, a ja mu wybaczalam. W
    koncu mnie rzucil.
    Teraz, z tego co donosza mi wspolni znajomi ma zone, dynamiczna i
    przedsiebiorcza laske ktora go trzyma za przyslowiowa morde i nie pozwala sobie
    na takie traktowanie. I jest posluszny jak baranek.

    Autorce postu pozostawiam tylko wyciagniecie wnioskow... Nie daj sie, kobito!
  • dobryduszek22 31.07.06, 01:49
    To co Ty masz za sobą ja mam teraz. Chyba (chyba?) poza zdradą, choć flirt
    prawie na moich oczach szybko zdiagnozowałam i zdusiłam z zalążku.
    U mnie jest tak: jesteśmy na podobnych dość wysokich pozycjach życiowych, choć
    ja zdecydowanie więcej zarabiam. Do tego robię kolejne studia. Tak więc mój
    partner szuka innych obszarów, w których może mnie poniżyć, skrytykować. "po co
    tej swojej koleżance mówiłać o tym, że kupiliśmy np. stół" (a co w tym
    takiego?) a dla niego jest to pretekst do awantury, zwrócenia mi uwagi,
    powiedzenia, że jestem głupia, albo, że jestem jakaś tempa, bo trzeba mi 10
    razy tłumaczyć....
    Najgorsze jest to że te złe chwile przeplatają się z dobrymi (no bo staram
    sięczęsto łagodzić te spory, szczególnie gdy dziecko patrzy)
    Najgorsze jest to, że coraz więcej nas łaczy ale nie duchowo a powiedzmy,
    materialnie - dzieci, mieszkanie, samochód, kredyt...
    gdy o tym wszystkim myślę to daleka jestem od myśli o rozstaniu. Ale właśnie
    czy ta cena nie jest za wysoka|??
  • gosia45671 31.07.06, 12:06
    on wie ze mozesz sie podobac innemu i stad te teksty,chce zebys uwierzyla w to
    ze jestes nieatrakcyjna
  • dota69 12.08.06, 05:24
    taki rodzaj traktowania Ciebie przez twojego męża wynika z jego kompleksów ,on jest gruby ,nie ma ochoty zadbać o siebie. Krytykując Ciebie podnosi swoją wartość (oczywiście tylko w swoich oczach) .To nie przyniesie nic dobrego ,on się już nie zmieni
  • srednioszczesliwa 30.07.06, 23:45
    Kurczę, przepraszam za byk w tytule. Trochę późno dla mnie, może stąd ten popis
    ortograficznych umiejętności...
  • dobryduszek22 31.07.06, 01:36
    Witaj,
    nie jesteś odosobniona w tego typu problemach. U mnie jest dokładnie tak samo.
    MOże jedynie nie słyszę, że jestem za gruba, a potem za chuda(choć ciągle
    walczę z wagą, upływającym czasem itd). Ale za to przejawia się ta niechęć męża
    do mnie w gestach, postępowaniu wobec mnie.
    Jestem 7 lat w związku, a w drodze drugi dzidziuś. Ale pomiędzy pięknymi
    chwilami (które zdarzały się) powracają te traumatyczne: poniżanie, wręcz
    chamstwo. Czuję że staję się coraz słabsza, mniej pewna siebie. A znajomi nadal
    postrzegają mnie jako twardą pewną siebie i zawsze uśmiechniętą. Choć w sercu
    płaczę...

    I byłam już u psychologa (sama bo on nie chciał. wyśmiał mnie...) - u mnie to
    chyba nie zadziałało i nie pomogło...

    Nie wiem jak Tobie poradzić, bo sama dzielę takie bóle jak Ty...
    I nie wiem jakie decyzje przede mną, choć daleka jestem od rozstania. Ale nie
    mam też recepty na mojego partnera...
  • gooch 31.07.06, 01:29
    smutno mi się zrobiło, kiedy przeczytałam Twój post.

    Tyle starań, żeby zasłużyć na jego uczucie. A przecież znasz sposób, by go
    uszczęśliwić: wystarczy, że będziesz odgadywać jego potrzeby i natychmiast
    zaspokajać, pamiętając o tym, by przypominać mu, jaki jest wspaniały. Wystarczy,
    że nie będziesz sobą i odgadniesz, jaka masz być.

    Myślisz, że warto płacić taką cenę?

    Gdybyś miała córkę, która związałaby sie z kimś takim jak Twój mąż - co byś jej
    doradziła?
  • anula36 31.07.06, 08:54
    ja tylko dorzuce CZEMU promuje pomoc specjalistow.
    czesto jest tak ze tak naprawde nie ma nikogo z kim moznaby 100% szczerze
    porozmawiac o tym co sie dzieje, co sie czuje. Czlowiek mysli o tym , walkuje w
    glowie i meczy sie coraz bardziej. Czasami GLOSNE nazwanie sprawy ( on mnie
    upokarza, stosuje przemoc,jestem tym zmeczona, nie chce tak zyc dalej) wyzwala
    sily do dzialania. Czasem taka rozmowa pozwala zrozumiec dlaczego zyjemy
    wlasnie z takim partnerem- bo np tak bylo w domu i nie znamy innych wzorcow.
    Oczywiscie ze taka wizyta, ani nawet 10 wizyt nie uczyni cudu. Ale moze nam
    nadac kierunek dzialnia, pomopc poczynic plany. Wyrazic glosno wszystkie za i
    przeciw,spojrzec na problem jakby "z boku". cala reszta i tak zalezy od nas:)
    --
    .
  • wielki_dol 31.07.06, 10:20
    Witam,
    mam podobny problem, tylko z zona, kiedys bylo super, teraz czego bym nie
    zrobil jest zle, oczywiscie sa lepsze chwile, ale po nich zawsze wystepuja te
    gorsze, o seksie juz dawno zapomnialem.
    tez szkoda mi tego wszystkiego co budowalem przez piec lat, nie tak mialo byc:(
  • eriga 31.07.06, 11:20
    U mnie jest podobnie. Jak schudne nie zauważy jak przytyje to mi mówi, że mam
    tyłek za wielki chociaż noszę rozm 36. Jak sie nie maluje to o siebie nie dbam a
    jak sie pomaluje to wyglądam jak ladacznica. Zle się ubieram. A jak ubiore tak
    jak on niby lubi tzn krótką spódnice i obcisłą bluzke to i tak go to wali. Jeśli
    ja mu już się nie podobam to musi być ktoś kto mu się podoba. Smakuje mu tylko
    moje żarcie. Przy nim straciłam całkowite poczucie własnej wartości. Przekonałam
    się o tym pare dni wcześniej. Stałam się obsesyjnie zazdrosna. Nie czuje sie
    przy nim jak kobieta, nie traktyje mnie tak, bo jak mówi nie zasługuje na takie
    traktowanie. Stałam się dla niego obojętna. Po kolejnej kłótni wyprowadził się
    do innego pokoju, poprosiłam aby wrócił on odmówił tłumacząc się brakiem ochoty.
    Teraz ja już nie mam ochoty aby wrócił bo coś pękło.
  • misssaigon 31.07.06, 11:37
    wiele kobiet bylo w takiej sytuacji, ja kiedys tez niestety....dla mnie to
    konsekencja wychowania i wtlaczania kobieto ze powinno w domu i zwiazku pelnic
    role sluzebna...kiedy trafia na zakompleksionego typa...tragedia gotowa...wiele
    z kobiet cierpi na syndrom - ofiara - kat i nie wyobraza sobie innego
    funkcjonowania w zwiazku - bo lepsze to znane zlo... duze znaczenie ma tez
    "pranie mozgu" przeprowadzane przez patnera "jestes tak beznadziejna ze nikt cie
    nie zechce, a ja ci robie łaske ze jestem z toba"
    przy wystarczajaej sile charakteru i determinacji mozna samej sie wyzwolic z
    takiego toksycznego a na dluzsza mete zabojczego zwiazku....dla slabszych -
    psychoterapueta bardzo wskazany...
    kiedy zaczyna sie szybka jazda w doł ? kiedy w zwiazku znika wzajemny szacunek....
  • sagittka 31.07.06, 13:48
    Piszesz, że mąż stał się taki od jakiegoś czasu, że był innym człowiekiem.
    Pierwszza myśl, jaka przyszła mi do głowy, była taka, że to on ma ogromne doły
    (może nawet stany depresyjne), niskie poczucie własnej wartości. Takim stanom
    często towarzyszy takie zachowanie jak opisujesz, czyli swoje kompleksy
    przeżuca na ciebie. Ma nadwagę, więc wmawia ją tobie, czuje się nieatrakcyjny,
    więc tobie mówi, że nikt cię nie zechce. Do tego dochodzi strach, że naprawdę
    mogłabyś mieć lepszego faceta, więc stara się wmówić ci, że nie zasługujesz
    nawet na niego. Niestety takie manipulacje mogą byc nieświadome, po prostu są
    to mechanizmy obronne chorego człowieka.
  • sagittka 31.07.06, 13:49
    > przeżuca na ciebie
    przepraszam za błąd, oczywiście "przerzuca"
  • srednioszczesliwa 02.08.06, 16:33
    Zastanawiałam się nad tym. Wiem, że to okrutne, ale chciałabym, żeby tak było,
    bo to oznaczałoby, że mój mąż nie jest perfidnym manipulatorem, ale chorym
    człowiekiem. Ostatecznie tego typu problem można rozwiązać (jeśli się tego
    chce), a zmiana osobowości w znacznym stopniu chyba nie jest możliwa... No
    dobrze, załóżmy, że to tutaj leży problem. Jak w takim razie mogłabym mu pomóc?
    Do psychologa nie chce iść, a ja sama nie mam wystarczającej wiedzy, żeby mu
    pomóc. Mogłabym starać się jakoś go dowartościować, ale jakoś trudno mi wydusić
    z siebie jakieś słowo uznania w odwdzięczeniu za jego ciągłe wyrzuty. Teraz
    może coś się zmieni, skończą się ataki (porozmawialiśmy szczerze, o czym już
    napisałam w innym komentarzu) i będę mogła próbować, ale jeżeli on znowu
    zacznie swoje ataki jakoś sobie tego nie wyobrażam. Trudno byłoby mi na jego
    poniżające teksty odpowiadać komplementami. Pozdrawiam.
  • takasobiekobietka 31.07.06, 22:51
    Sama bylam w takim malzenstwie,w koncu odeszlam od meza.
    Teraz jestem z cudownym facetem i wiem co to znaczy byc szczesliwa.
    Dziewczyny,jezeli juz dojdzie do takiego punktu to sie nie zmieni,a jak zmieni
    to na krotko.
    Szkoda zycia na taka wegetacje.Zyjecie po to zeby czuc sie szczesliwym a nie
    uszczesliwiac innych swoim kosztem emocjonalnym.
    Pozdrowienia i odwaznych decyzji.
  • lemonna 31.07.06, 23:08
    twoj maz sie na tobie zwyczajnie wyżywa za wlasne kompleksy, niestety to sie
    czesto zdarza w ta stronę, i latwo kobiecie uwierzyc ze to z nia jest cos nie
    tak, sam jest tlusciochem i pewie mu to przeszkadza, ale woli tobie wmawiac
    nedoskonalosci.poogladaj sie na innych i zobacz czy tez tak o tobe mysla?
    na pewno nie. pozdrawiam i zycze wiecej wiary w siebie!!
  • kici10 31.07.06, 23:44
    Poczytaj o mizoginiźmie.
  • misssaigon 01.08.06, 00:35
    kici - gdzie? w slowniku wyrazow obcych? to nie ta kwestia poza tym pisze sie
    mizogynizm tak btw
  • kici10 03.08.06, 00:51
    Pisze się tak jak napisałam. Chodzi o faceta - mizoginistę. Internet jest
    również źródłem wiedzy. Wystarczy w google wpisać hasło.
  • olik3 01.08.06, 22:49
    Smutne....a kiedy od nich odchodzimy ,siedzą po barach żalą się kumplom że
    dopiero teraz zdają sobie sprawę jakie byłyśmy wspaniałe.
    Głowa do góry ,wiecej wiary w siebie i odwagi w nazywaniu spraw po imieniu.
    Szkoda życia!
  • srednioszczesliwa 02.08.06, 16:06
    Dziękuję wszystkim komentującym, bardzo podnieśliście mnie na duchu...
    Przymyślałam tę kwestię i zastanawiam się nad swoim małżeństwem. Postanowiłam
    jeszcze nad nim popracować, bo zaczęłam dostrzegać chęci męża. Kiedy wróciłam z
    pracy on już był w domu i zaczął te swoje ataki od mojego wejścia. Zignorowałam
    go, zacisnęłam zęby i akurat wtedy zadzwonił mój znajomy, proponując spotkanie.
    Mąż skamieniał, kiedy zorientował się, że rozmawiam z jakimś mężczyzną (był to
    zwykły kolega ze studiów, ale mąż nabrał chyba jakichś podejrzeń), a kiedy
    wyszłam z domu nawet nie wydusił z siebie słowa. Po tej akcji, kiedy już
    wróciłam, podszedł do mnie i zapytał, czy moglibyśmy zapomnieć o tych
    wszystkich konfliktach i spróbować od nowa. Przegadaliśmy całą noc,
    wyjaśniliśmy sobie wiele rzeczy. Mam wrażenie, że telefon kolegi miał na tę
    jego nagłą chęć pogodzenia się spory wpływ... Na razie jest dobrze, ale nie mam
    pojęcia, co będzie jutro. Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim.
  • romekxx 05.08.06, 01:06
    juz miałem napisać, że Twój mąż to cham, bo używanie takich argumentów
    w rozmowie jest o niebo poniżej jakiejkolwiek krytyki

    ale dobrze, że nie napisałem...
    świetnie, że nadarzyła sie okazja do dania mu kopniaka w tyłek
    wytnij mu, że może i ktoś by jednak chciał... :) (jestem złośliwiec)
    ale prosiłbym, żebyś nie oddawała swojej nowozdobytej pozycji bez walki
    pokaż mu, co robił źle i niech się zmieni i walczy o Ciebie

    choćby po to, żeby potem nie siedział zapity na stołku w pub-ie
    (nie lubię tego słowa) i nie narzekał z innym opuszczonym "biedakiem"
  • mbaja120 02.08.06, 18:29
    Ale fart :)
    Tylko teraz nie machnij reka na te wszystkie dotychczasowe upokorzenia z jego
    strony. Jesli wyraza chec pracy nad waszym zwiazkiem- to moze oznaczac ze jest
    gotowy aby pogodzic sie z wlasnymi slabosciami, wadami, itp. (ktore przenosi na
    Ciebie). Moja rada: badz wymagajaca. Daj mu znac ze zalezy Ci na Waszym
    zwiazku, ale nie mozesz tolerowac braku szacunku z jego strony.

    Powodzenia!!!! :)
  • eriga 04.08.06, 07:39
    My też wyjaśniliśmy sobie dużo spraw. Spojrzałam na to wszystko bardziej
    obiektywnie i wiem że to nie tylko była jego wina. A w nocy dowartościował mnie,
    znów poczułam się kobietą.
  • mreck 04.08.06, 11:30
    jeden nietendencyjny post w wątku. możliwe ze twój bliski ma depresję. nie
    radzi sobie z konkurencją, ma stresujaca pracę, brak mu perspektyw, niestety
    dla ciebie to najgorsza wiadomość, bo pomóc osobie z depresja jest zadaniem
    ponad siły przecietnego człowieka.
    ani on nie jest wspaniały, ani ty.
    ma ciebie dość i chocbys na głowie stanełą, tego nie naprawisz. nikt.
    nawet mu nie pomozesz.
    i jedyne co mozesz zrobić, to zapisz sie na kurs płetwonurków, wyjedx na rafe
    koralowa i nie trać życia na robienie mu loda.
  • misssaigon 05.08.06, 01:54
    a moze na biegun? przynajmniej lody beda na podoredziu...
    umarlam...
  • bkrr 01.06.19, 20:46
    JA JESTEM W ZWIĄZU 20 LTA I OD 8 LAT CIĄGLE NARZEKA, ŻE MU COŚ NIE PASUEJE, ŻE NIGDY NIE MIAŁ SEXU W BURZE BZYKALISMY SIE W BIURZE TO ZE NIECHC E POŃCZOCH UBRAC UBRAŁA TE POŃCZOCHY TO DALEJ, ŻE PRZEBIERANKI TO SIE PRZEBRAŁA, ŻE LODA TO LODA , TO ZE W BUTACH MA W BUTACH JA JUZ KUTRWA NIE WYRABIAŁM CO MA TO ON CIAGEL COS WYMYSLE AI MI NAUBLIZA IEL JA SIE PRZYKROŚCIE NASŁUCHŁA OD NIEGO ZE INNI TO MAJA TAKIE GORCE BAKI ZE MAJA JAK CHCA A ON TO MUSI MI WYDZIWIAC NO KURA ALE SKAD JA MAM WIEDZIEC ŻE ON MA OCHOTE NA SEK JAK JESTESMY W PRACY , A NAJWAŻNIEJESZ ON IDZIE SIE MYC SIADA PRZED TEREWIZOREM I JA SIE MAM DOMYSLC ZE CHCE SEXU BO PRZECIECE ON TYEL ROBI DLA MNIE ZE JA JUZ POWINNAM WIEDZIEC, KURWA WÓZKA JEBANA JESTEM , NIE WIEM IDZIE WIECZÓR A MNIE NERWICA BIERZE CO DZIS WU=YMYSLEI CO MIO ZNOWU POWIE , JRAZ I DRUGI POZWOLIŁAM W PUPE TERAZ NIEDAJBOŻE JAK POWIEM ZE NIE CHDE TO MAMA TAKIE GADANE JAKBYM KURWA KOGOS OKRADŁA ALBO ZABIŁA TAKA JEST GADA A MNIE NAPRAWDE CZASEM BOLI ALE ON ZE TO PIERDOLONA WYMÓWA ZE MU ROBIE NA ZŁOSCI ZE JESTEM ZIMNA LÓD BO CO BO MNIE KURWA DUPA BOLI, NIE WIEM GDYBYE NIE DZIECKO TO BYM CHYBA SIE ROZIWIDŁOA ALBO W ŁEP SOBIE PIERDPOŁA JA JUZ NIE WYRABIAM, CZASEM CHCIAŁABYM JUZ BYC STARA I UMRZEC, ŻEBY MEIC WSZYSTKO ZA SOBĄ NAPRAWDE NIE CHCE MI SIE JUZ DZIS ZYC
  • zawle 01.06.19, 20:59
    Kocham Cię:)))

    --
    -Seks napędza wszystkie nasze działania
    - Okropnie męskie podejście.
    -A jakie jest kobiece?
    - Dobry seks.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka