Dodaj do ulubionych

Moja rodzina sie rozpada

14.09.06, 19:53
Na poczatku bylo pieknie. Poznalem dziewczyne piec lat mlodsza, zakochalem
sie, i choc irytowaly mnie powazne braki w, powiedzmy, wiedzy ogolnej i
niestaranna polszczyzna, pograzylem sie w tym zwiazku bez reszty. Po czterech
latach znajomosci wzielismy slub i zona za miesiac zaszla w ciaze. Ciaza byla
pierwszym trudnym okresem w naszym wspolnym zyciu: ona przez pierwsza polowe
fatalnie sie czula, a przez druga polowe tez musiala bardzo uwazac, natomiast
ja zajmowalem sie w domu praktycznie wszystkim.

Po narodzinach naszego synka, a bylo to ponad dwa lata temu, duzo sie
zmienilo. Zona oczekiwala, ze tak jak w czasie jej ciazy, bede robil
wszystko. Jednoczesnie zupelnie przeszla jej ochota na seks. I to bylo
dobijajace, plus dziwne zachowania, brak akceptacji dla mojej nielicznej i
mieszkajacej bardzo daleko od nas rodziny. To wszystko powodowalo rosnace
napiecia miedzy nami, coraz ohydniejsze klotnie i pyskowki.

Seks jest tu slowem-kluczem do naszych problemow. Otoz, przed slubem bylo b.
intensywnie, po narodzinach dziecka norma bylo dwa-trzy razy w miesiacu, a od
kilku miesiecy - zero. Nierownawaga miedzy nami jest porazajaca: moja zona
dziala na mnie tak, jak nie dzialala nigdy inna kobieta. Mimo siedmiu lat
znajomosci, pozadam jej tak samo jak na poczatku. Sadze, ze pod tym
przynajmnie wzgledem jest to kobieta mojego zycia. Natomiast ja, niestety,
nie dzialam tak na moja zone. Po prostu. Przez caly ten czas czulem sie
odrzucony, porzucony. Nie moglem z zona spac w sypialni, bo bylo mi ciezko.
Czesto przenosilem sie gdzie indziej. Przyznam sie, ze, zupelnie nie po
mesku, zdarzylo mi sie pare razy najzwyczajniej rozplakac sie, i to przy niej,
i to mnie jakos uspokajalo.

Dzis sytuacja jest taka, ze podjelismy decyzje o rozstaniu. Ona niedlugo
przeprowadza sie do malutkiego mieszkania kupionego na kredyt jeszcze przed
zawarciem malzenstwa, ja zostaje w swoim. Dziecko, oczywiscie, zostaje przy
niej, bo Polska jest krajem absolutnej dyskryminacji ojcow. Bardzo mi szkoda
naszego synka, ktorym do tej pory zajmowala sie opiekunka. Teraz pojdzie do
zlobka, a ja bede sie z nim widywal regularnie, no ale tylko od czasu do
czasu. Nie mam szans na opieke, mimo wyzszego wyksztalcenia (w odroznieniu od
zony), dobrej pracy (kilka srednich krajowych), komfortowego mieszkania, etc.

Jeszcze jedna kwestia, ktora wyniknela kilka miesiecy temu, to moj wyjazd do
pracy w innym kraju EU. Pensja - bardzo, bardzo dobra, komfortowe mieszkanie,
niedaleko Polska (mozna spokojnie przyjechac na ciut dluzszy weekend).
Mowilem: studiujesz zaocznie - OK, mozesz kontynuowac eksternistycznie,
umawiac sie na egzaminy, pracowac nie musisz jesli nie chcesz, etc, etc. I
nic, przeklety upor. Za duzo musialaby poswiecic, a ja na to: w porzadku,
polozmy na szali mozliwe - obiektywne - zyski i straty, ale dla calej rodziny.
Moj wyjazd oznaczalby byc moze ustawienie finansowe rodziny i mieszkanie w
przepieknym, bezpiecznym miescie, a ona... nie czula wewnetrznej potrzeby
wyjazdu. Potrafila mi powiedziec: wyjezdzajac zostawiasz rodzine! No comment.

I wiecie co, tak sie zastanawiam. Czy mozna sie odkochac? Tzn. nie
zgadzalismy sie z zona dosc czesto, ale jako kobieta najzwyczajniej nigdy u
mnie nie miala zadnej konkurencji. Staralem sie pamietac o jej potrzebach,
mowilem jej o swoich odczuciach, prawilem komplementy (spontaniczne, nie
wymuszone czy starannie przemyslane). Natomiast ona byla zawsze dosc chlodna.
Mam podejrzenia, ze nie bylem ksieciem z jej bajki. Taka konstatacja bylaby
b. smutna - dlaczego ze mna byla? A moze wytlumaczenie blizsze prawdy byloby
takie, ze bylo jej ze mna fajnie, ale jednak brakowalo tego czegos, tej
dodatkowej "iskry bozej..."

Pozwu w sadzie jeszcze nie ma, ale pewnie bedzie. Choc jest mi ciezko, to
przynajmniej ciesze sie, ze przez jakis czas bylem z kobieta, ktora kochalem i
ktora dala mi tyle szczescia. No bo czy nie lepiej jest jednak miec w zyciu
i wzloty i upadki? Chyba moge zacytowac W.Houston: The ride with you was
worth the fall...

Czy mozna sie odkochac, czy to najzwyczajniej byl brak iskry bozej?

W.F.
Obserwuj wątek
    • psottka Re: Moja rodzina sie rozpada 14.09.06, 20:08
      Czy można się odkochać?
      można, można.. wszak zmieniamy się i my sami i nasz wybrany ukochany partner... Ja też byłam zakochana, miałam klapki na oczach, motyle w brzuchu i mnóstwo marzeń, a zakończyło się rozstaniem po w sumie siedmiu latach.
      Myślę że związek dwojga ludzi to coś co trzeba pielęgnować, odświeżać.. bo inaczej prędzej czy później bajka się kończy a coś co łączyło pryska jak mydlana bańka.
      Wracając do Twojej żony - są różne możliwości:
      - kochała ale jej przeszło
      - nie kochała ale byłeś dla niej ważny i dlatego się zdecydowała być z Tobą
      - zrobiła wszystko z wyrachowania??? podobno takie też bywamy...

      Tak czy siak - warto szczerze porozmawiać

      _______
      Psottka
    • simone2006 Re: Moja rodzina sie rozpada 14.09.06, 20:30
      Chyba wiem co czujesz...
      Ja własnie podjęłam decyzję o rozwodzie i jest mi bardzo ciężko, ale wiem, że w
      moim przypadku to nie ma sensu. Myslę, że powinienneś spróbować porozmawiać z
      Twoją żoną zanim podejmiesz ostateczną decyzję.
      Co do uczuć, róznie to z nimi bywa...
      Często dopiero jak coś stracimy to doceniamy jakie to było ważne. I niestety
      nie ma tu róznic ze względu na płeć.
      Wiem jedno, jeśli nadal ją kochasz to spróbuj zawalczyć, zeby nie mieć do
      siebie pretensji, że poddałeś się za wcześnie.
      Powodzenia!!!
      • movisz Re: Moja rodzina sie rozpada 14.09.06, 23:33
        Ale po tym co przeczytałam to uważam, że po prostu miała z Tobą za dobrze.



        Tez tak pomyslalam po przeczytaniu pierwszych zdan. Ale ja doczytalam do konca
        i widze w tej historii wyrazne zaniedbywanie rodziny i wszystko ma byc po jego
        stronie.
        To ze chce jego zona by jej pomagal to jest z tego powodu (nie wiem czy
        zauwazyl) ze sytuacja przed narodzeniem dziecka (w ciazy) i obecna rozni sie
        tym ze.....juz jest DZIECKO!. To znaczy ze obowiazkow jest 2 razy wiecej niz
        poprzednio. Do tego wspomina ze zona studiuje externistycznie czy tez nie - nie
        pamietam ale to dodaje tez obowiazkow. Mozeby tak odciazyc ja od codziennych
        obowiazkow to bedzie miala ochote na sex z nim. Opieka nad dzieckiem to 24
        godziny pracy a nie jak jego 8 godzin.
        Procz tego nie masz jej zgody na wyjazd a jednak zamierzasz to zrobic czyli w
        tym momencie spychasz potrzeby rodziny na drugi plan. Dorobienie sie to jest
        twoj wymysl, ona chce miec kompletna rodzine i byc razem.
        Zatem nie miej pretensji ze niedlugo nie bedziesz mial tej rodziny bo jest to
        twoj wlasny wybor.
        Wyraznie praca i kariera sa dla ciebie wazniejsze anizeli rodzina. I nie mow ze
        to dla dobra rodziny skoro czlonek tej rodziny nie chce tego.
        Trzeba sie liczyc z malzonkiem. A to odepchniecie cie od sexu to jest wlasnie
        wynik twojego nieliczenia sie z nia.
        Moge sie mylic ale ja tak to widze.
        A poza tym jak ty bys chcial zeby sad przydzieli ci dziecko jak ty niedlugo
        wyjezdzasz. Co, zabierzesz dziecko ze soba?
        Najlepiej zadaj sobie pytanie czy chcesz miec rodzine czy racje?


    • ania_05 Re: Moja rodzina sie rozpada 15.09.06, 00:05
      ppprzeczytałam jeszcze raz to co napisałeś. Wiesz co najbardziej jest
      podkreslane w twoje wypowiedzi? Nie to, ze żona nie chce seksu, nie to, że
      czujesz się odtracany. Ty podkreślasz jej mniejszą wartość. Myślę, ze dawałes
      jej to odczuć również w zyciu. Że powinna ci być wdzięczna za to , ze ją
      sobie ,,wziąłeś,,pomimo braku wykształcenia itp. Działała na ciebie jako
      kobieta, więc stwierdziłeś, że że możesz ją sobie mieć. Ot, niech się poczuje
      jak kopciuszek, której się książe przytrafił. A co sie okazało? Kopciuszek ma
      swoje JA,zaczął mieć swoje zdanie, no i przestał być taki słodki. Zabolało. No
      jak to? To taki wykształcony Pan, dobrze zarabiający chce nadal miec
      zwierzątko, a ono fuka? No i koniec miłości. Tak to odebrałam, sorry, jeślimoja
      opiia jest krzywdząca. Ale żeby mieć jakiś pogląd na sprawe, to trzeba wiedzieć
      co Twoja zona ma do powiedzenia. A w tej sytuacji akurat tylko taki wniosek mi
      sie nasunął.
        • wujek_fido Re: Moja rodzina sie rozpada 15.09.06, 01:21
          Dzieki za odpowiedzi. Wszystkie sa jak najbardziej uzasadnione, jednak niektore
          dalekie od prawdy. Otoz, nigdy nie bylo tak, ze wymagalem od swojej zony
          poswiecenia sie domowi, wykonywania calej pracy w domu, opiekowania sie
          dzieckiem, robienia zakupow, etc. W rzeczywistosci, to wszystko spoczywalo na
          moich barkach. Mam wolny zawod i pracuje w domu, zatem gdy tylko wychodzila
          opiekunka, ja przejmowalem dziecko i sie nim zajmowalem, w tym czasie tez sporo
          rzeczy robiac w domu. Zakupy - 99 procent wykonywane byly przeze mnie. Dziecko
          - zdecydowanie wiecej. Co drugi weekend zona na zajeciach, ja z dzieckiem. I
          fajnie, bo synek to docenial. Pranie, zmiana poscieli, recznikow, mycie okien -
          moja robota. Hmmm... wedlug mechanizmow opisanych przez niektorych z Was, to
          mnie powinna odejsc ochota na seks. A to niestety moja zone prawie zawsze boli
          glowa. Nawet na poczatku sie tym przejalem i wysylalem ja do lekarza... W domu
          tylko nie gotuje, bo moge nie potrafie, nie chce, moge zjesc cokolwiek albo
          pojsc do knajpy.

          Czy traktowalem zone jak "zwierzatko" do glaskania? Chyba jednak nie, ale to
          prawda, ze nigdy niczego nie potrafila docenic. Jesli tak macie, to wiecie, jak
          cholernie jest przykro. No to w koncu przestalem sie starac. Niedawno, na
          trzecia rocznice naszego slubu, chcialem zaprosic ja do restauracji na mily
          wieczor. Zalatwilem z opiekunka, ale potem musialem odkrecac, bo nie chciala
          pojsc, cos tam wczesniejszego mi wypominajac.

          Napisze Wam co ja o tym mysle. Sadze, ze jednak nigdy mnie nie kochala.
          Rozmawialem z nia wielokrotnie. Nie wiem czy tak naprawde moja zona jest
          swiadoma tego, jak niewiele musialaby zmienic, zeby mnie sobie okrecic wokol
          malego palca. Jezeli to wie, to tym bardziej potwierdza moje przypuszczenia.
          To, co kto mysli, czesto wychodzilo w klotniach: ja ja zazwyczaj zwymyslalem od
          glupich, podczas gdy ona przewaznie krzyczala, ze sie mna brzydzi, i takie tam.
          Poza tym, inicjatywa w sprawach intymnych prawie NIGDY nie wychodzila od niej...

          Z tym wyjazdem, to prosilbym o troche obiektywizmu. To nie wyjazd do Brazylii
          czy nawet nie do Hiszpanii. Bardzo blisko, rzut beretem, kilka godzin
          pociagiem, umeblowane mieszkanie byloby do dyspozycji kiedykolwiek chcialaby
          przyjechac na jakis czas. Zamiast zagrozen, dlaczego nie widzi szans dla
          siebie? No a ostatecznym argumentem powinna byc przyszlosc dziecka: od
          najmlodszych lat wielojezyczne, dobra szkola, etc. Plus, naturalnie, finansowy
          spokoj. Wszystkie skladki placilbym jej w Polsce. A co robia zony dyplomatow,
          urzednikow panstwowych, inzynierow podrozujacych po swiecie?

          Mimo wszystko, bylo wiele chwil, kiedy bylem naprawde szczesliwy. I tego nikt
          mi nie odbierze. Jezeli by mi wyznala, ze nigdy mnie nie kochala, to by
          zabolalo, ale moze jednak bylo inaczej. Zycze tego kazdemu - tylko z innym
          finalem W F
          • mreck Re: Moja rodzina sie rozpada 15.09.06, 08:35
            błąd na wejściu = błąd na wyjściu.
            pisząc o tych dostrzegalnych brakach na poczatku zwiazku właściwie wyjaśniłes
            sprawę.
            z perspektywy swojego 47 zycia, 23 lat pozycia, rozwodu, drugiego zwiazku
            mogę, odnoszac sie do swoich doswiadczeń, zaryzykować tezę, ze ozeniłes sie
            ze "złotą miską". A złota miska jeść nie daje.
            daleki jestem od oceniania Ciebie. i od oceniania jej.
            Zaimponowałeś jej na poczatku zwiazku wiedza, obyciem, inteligencja itp.
            twoja atrakcyjność fizyczna była na drugim planie. to zupełnie na odwrót jak u
            ciebie wobec niej.
            przy odrobinie dobrej woli można to naprawić, ale pytanie: poco?
            ona zawsze dla ciebie bedzie głupim kmiotkiem, a ty dla niej zarozumiałym
            madralą.
            ja to myslę tak: my faceci mamy biologiczny przymus zapylania czegokolwiek.
            kobiety maja biologiczny przymus posiadania (rodziny, potomka z kimkolwiek)
            ale wybieramy partnerów dlatego że podobaja sie nam, anie dlatego ze im sie
            podobamy.
            jedynie całkowita akceptacja drugiej osoby z wzajemnością jest jakotaką
            gwarancją sukcesu.
            jeżeli nie byłeś dla niej tym "kimś" w sesie fizycznie rozumianej pożadliwości
            to na dłuzszą metę nie da sie tego naprawić.
            perspektywa rozwodu napawa ciebie lękiem. przeżyłem, to wiem.
            ale wyobraź sobie: TWOJE ŻYCIE NALEŻY DO CIEBIE, I NIKT NIE DA CI DRUGIEJ
            SZANSY.
            perspektywa wyjazdu ja przeraża, stąd wniosek ze nie jestes dla niej tak ważny
            jak ci sie wydawało. woli dotychczasowe smieci niz bycie przy tobie.
            a ze oboje bedziecie mieć żal do drugiej strony i odczuwać teskonote
            za "mieciutka stabilizacją waszego miłego domku" to inna sprawa. swiat sie nie
            kończy.

            i na zakończenie, moja dorosła córka powiedziałą mi kiedyś, (juz wiedziałą o
            moim romansie) żebym nigdy nie dał zadnej babie kierowac swoim zyciem. i o
            dziwo miała na mysli moja zone a swoja matke. i myslę, ze to była jedyna dobra
            rada w moim zyciu.
          • matylda_n Re: Moja rodzina sie rozpada 15.09.06, 08:59
            Wujek a czy ty w ogóle wiesz co twoja żona myśli, czuje, pragnie ?
            Nadgorliwość jest gorsza niż faszyzm. Z twoich postów wynika, że sporo jej
            ofiarowywujesz, ale czy ona tego chce ? Czy nie narzucasz jej roli, której on
            poprostu nie chce grać ?
            Druga sprawa, to czy byliście przygotowani na tak szybkie pojawienie się
            dziecka po ślubie ? Chyba nie, prawda ?
            • mreck Re: Moja rodzina sie rozpada 15.09.06, 11:42
              no właśnie. moja obecna partnerka często powtarza, że pierze gotuje i prasuje
              dla mnie. A mnie rączek nie up...doliło i tez piorę, gotuję (nawet częściej i
              lepiej niż ona) tylko nie odkurzam (jestem alergikiem).
              mówię jej, ze mi nie oto chodziło, zeby miec praczkę za żone.
              ;)
              • yvona73pol Re: Moja rodzina sie rozpada 15.09.06, 13:27
                no, jezeli przed slubem bylo duzo i czesto a po - nie, to ewidentnie (mimo, ze
                powod "oficjalny" to dziecko) jest technika lapania dobrze ustawionego meza
                (kilka srednich krajowych) z perspektywami, takiego, co to wszystkie beda nam
                go zazdroscic ;)
                dosc czesta... a ze faceci rownie czesto zaslepieni sa pieknym cialem (pal
                szesc braki na umysle), to w sumie im tak dobrze.... widzialy galy co braly...
                podswiadomie cos tam im dzwieczy, ze to jakis dziwny uklad sie zapowiada, ale
                odpychaja od siebie te mysl, jak natretna muche...
                zeby nie bylo - ze strony pan tez sa smieszne scenariusze zamotan zwiazkowych,
                no ale nie o tym ten watek ;))))
                --
                obrazy, malunki i nie tylko
    • joy44 Re: Moja rodzina sie rozpada 18.09.06, 15:34
      To wszystko powodowało rosnące
      napięcia miedzy nami, coraz ohydniejsze kłótnie i pyskówki.

      Co zaskakuje - ośrodkiem seksu u kobiet jest głowa.
      Została zraniona pyskówkami.
      Zbliżałeś się do niej, a Ona pamiętała, że Ją zraniłeś w rozmowie.
      Była zimna.
      Prosta jest tylko konstrukcja cepa.
      Słowa tego nie uleczą.
      Czas.
      Być może.
      Zawsze będzie dla Ciebie punktem odniesienia.
      Mimo wszystko bądź dla niej dobry.
      Szczególnie, gdy przyjedziesz do dziecka.
      Nie daj się sprowokować.
      Wiem, co mówię.
      Bądź dobry.
      To Matka twojego dziecka.
      Bądz dobry.
      Gniew przynosi nowy gniew, a dobro nowe dobro.
      Pozdrawiam
    • multi-sportowy Re: Moja rodzina sie rozpada 19.09.06, 16:28
      pewnie to nie regula, ze kazda kobieta z nizszym wyksztalceniem (bez studiow lub nawet LO) szuka wlasnie swojej ofiary zeby sie tylko dobrze "ustawic".

      sam studiuje dziennie i jakos nie moge znalezc wymazonej dziewczyny. moze gdybym stal pod budka z piwem nie mialbym takich wymagan co do wygladu, charakteru i osobowsci, zainteresowan. no ale po ostatniej poznanej dziewczynie sie przekonalem ze jednak warto miec "swoj typ".

      poznalem kogos na kursie tanca. i to bylo tak, ze jakbym nie zaczal rozmowy to pewnie by mnie nawet nie zauwazyla. nie chciala isc na studia po szkole tylko poszla do szkoly fryzjerskiej. taka jakby mi sie wydawala bez celu i planu na zycie. chociaz charakter spokojny, dobre serduszko - taki idealny. ale czasami jak jej powtarzalem ze sie nie spotkamy bo mam egzamin, bo musze wziac cos dodatkowego bo jak zdam to beda moje pierwsze super pieniadze ze stypendium to ona odpowiadala: "noo... jak ci sie chce !?!". sama tez mowila ostatnio ze jej dzien uplywal nudno i ponuro bo wracala ze szkoly/praktyk do domu, ugotowac obiad bo jest "pania" domu (mama zmarla) i tak w kolku, bez zadnego polotu to w koncu musiala sobie kogos znalezc. ja wiem, ze imponowalem jej inteligencja, sprytem, zaradnoscia, pomyslem na zycie, moimi wieloma hobby (sport,taniec itd.) ale wlasnie tego blysku w oczach nie bylo. i dlatego sie tak dlugo zastanawialem czy to aby odpowiednia. widac, nie byla mi pisana. wiem, ze takie dziewczyny jakie mi sie podobaja chodza po tej ziemi ale rzadko je mozna spotkac. proboje caly czas.

      wniosek np taki: mysle, ze kobieta z wyzszym wyksztalceniem nawet jak nie ma zarabia duzo kasy, ba, nawet jak nie pracuje bo maz ma taka dobra fuche jest i tak lepsza od zwyklej przecietnej po maturze (lub bez), poniewaz wlasnie z nia (przecietniaczka) nie pogadasz na rozne tematy zwiazane ze studiami. ona nie ma otwartych horyzontow, nie ma celow do zycia, planow i marzen. po prostu chce miec tylko (lub az!!! dla niektorych) dziecko z mezem. i tyrac dalej nie wiedzac jak swiat funkcjonuje tak naprawde do konca.

      sam mam przyklad - moja mama. bez studiow pielegniarka ale kosciol i wiara juz za bardzo ja przesiaknely i zrobily ja fanatyczka wrecz.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka