• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Co zrobić żeby mąż/partner na nowo sie zakochał???

  • 21.09.06, 10:48
    Sprawdzone metody proszę.
    Edytor zaawansowany
    • 21.09.06, 10:56
      Wiem, co możemy zrobić, żeby nasz partner się zakochał, ale w innej.

      Żeby ponownie w nas? Pojęcia nie mam i myśle, to chyba niemożliwe.
      • 21.09.06, 11:15
        ..to stac sie dla niego ta inna wlasnie..
        • 21.09.06, 11:20
          naprawdę wierzysz, że to możliwe?

          nie na jeden wieczór, ale stać się kimś innym na dłużej?, udawać kogoś innego?

          Wierzę w miłość do końca życia, ale w zakochanie nie, bo specyfika tego
          drugiego uczucia jest zypełnie inna.
          • 21.09.06, 12:26
            your_and ci wlasnie odpowiedzial... z zaskoczenia go ;)
            • 21.09.06, 12:41
              > your_and ci wlasnie odpowiedzial... z zaskoczenia go ;)

              Chyba że ktoś ma zahamowania że to śmieszne, brudne, niegodne (kobiety sic!) itp.
              Wtedy niewiele da się zrobić.
              Ewentualnie tym image przy którym sie upierasz próbować robić wrażenie na
              następnym facecie...
        • 21.09.06, 11:21
          jaonmy napisała:
          > ..to stac sie dla niego ta inna wlasnie..

          Poniekąd. Rozwijać się żeby było zawsze coś ciekawego i interesującego do
          odkrywania...
          Dwa: Odkrywać co go naprawdę kręci, jest atrakcyjne i wykorzystując pozytywnie
          zaskakiwać.

          Nie mam metod ogólnych. Ludzie są rożni i mają rózne czułe punkty. Trzeba umieć
          je subtelnie wybadać.
    • 21.09.06, 12:08
      jest to biologicznie niemozliwe!!
      mozna podtrzymywac "stan zakochania" ale nie mozna go skonczyc i zaczac na nowo.

      to ev. na nowo to juz zupelnie inna forma partnerstwa ale nie "zakochanie sie".
      • 21.09.06, 12:18
        Może fromalnie masz racje. To nie zakochanie na nowo a reanimacja namietności.
        A temat wiecznie powracający i aktualny
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=568&w=48850197&v=2&s=0
        • 21.09.06, 12:27
          byly prowadzone kiedys badania na ten temat. pomietam opis nastepujacej historii:

          on + ona zakochana w sobie para, 6 lat zwiazku, juz normalne uklady bez motylkow
          w brzuchu. jego wypadek daleko od domu, czesciowa amnezja (kto jest, skad, itd).
          po kilku miesiacach jest odnaleziony przez partnerke. na poczatku, za porada
          lekarzy, nie przyznaje sie ona kim jest/byla naprawde. facet zakochuje sie ze
          wszystkimi objawami motylkow w tej (nowej) kobiecie. po okresie okolo miesiaca,
          kiedy na skutek terapii i dzialania partnerki zaczyna dochodzic do niego kim byl
          nastepuje prawie natychmiastowy powrot stanu uczuc do stanu bezposrednio przed
          wypadkiem.
          • 21.09.06, 14:51
            Czyli młoteczkiem w główkę, doprowadzając do całkowitej amnezji. I tak co
            cztery lata.
            • 21.09.06, 15:31
              stosujesz to u swojego pana? ile ma juz dziur w glowie? :)
              • 21.09.06, 15:47
                Nie mam pana, mam partnera
    • 21.09.06, 12:21
      Ja polecam dobry papierosek po!!! Zawsze działa!!!


      --
      --------------------------------------
      Dixia to facet!!!
      • 21.09.06, 12:36
        A ja mocno przytulić sie po.
        Troche ciała kleją sie potem ale zasypia sie słodko.
        • 21.09.06, 15:31
          ja ostatnio zerwalam ze swoim facetem na 5 dni(tyle beze mnie wytrzymal),nie chcialam z nim byc,myslalam ze juz mu nie zalezy,nie szanuje mnie.a tu po 5 dniach przyszedl,i znow sie zaczely motylki,jestesmy 5 lat ze soba
        • 21.09.06, 21:25
          > A ja mocno przytulić sie po.
          > Troche ciała kleją sie potem ale zasypia sie słodko.

          i to jest to :)))
          • 22.09.06, 07:59
            Wcale nie jestem przekonana, czy zakochanie się w tej samej osobie jest takie
            niemożliwe? Według mnie jest całkiem realne, nawet jak ktoś jest juz w nowym
            związku. W końcu każda kobieta/facet(prawie każda) obawia sie zbyt
            przyjacielskich kontaktów z byłą/byłym swojego partnera.
            Był taki film "Mój chłopak się żeni" z Julią Roberts. Jej się nie udało, (może
            zbyt późno się do tego zabrała) ale w wielu przypadkach sie udaje. Jeśli ludzi
            naprawdę łączyło uczucie, jeśli mają wiele romantycznych wspomnień, to wcale
            nie tak trudno ponownie się zakochac.
            Jeśli chodzi o pary, które się nie rozstały, to wydaje mi się, że muszą
            osiągnąc ten stan oddalenia, jakby byli juz dla siebie obcy. Najbardziej
            hamująco działa presja.
            "Powinnam go kochac, bo przecież jest moim mężem...."
            Czasem wystarczy trochę odpuscic, pokazac, że nam też nie zależy, że jest
            wielu innych chętnych, pozwolic, zeby partner dostrzegł w nas kobietę na tyle
            obcą i nieznaną, żeby mogła byc intrygująca, na tyle niezależną, żeby wymagała
            ponownego zdobycia, na tyle atrakcyjną dla innych, zeby poczucie posiadania
            było stale zagrożone. Ale do tego trzeba naprawdę odpuścic, czyli zmienic
            relacje między partnerami. Nie pretensje, złośliwości, docinki, robienie sobie
            na złośc, tylko uprzejme, a nawet przyjacielskie relacje.
            Przypomina mi sie taki wiersz.
            "Rozwód po polsku"
            Już jestem wolny!
            Siódmą dobę.
            Rozwód się odbył bez kłótni, bez draki.
            Różnica poglądów.
            Na moją osobę.
            Powód - to ja. Jako taki. Owaki!
            Koniec niewoli dla ducha i ciała.
            Więc nie - nie na zawsze człowiek się zaprzedał!
            Sąd dał mi rozwód!
            Żona mi dała!
            A Urząd Mieszkaniowy nie dał.
            Można miec w Polsce własne zdanie,
            lecz trudno o mieszkanie na nie...
            Ale wszystko okay -
            znaczy: koniom lżej.
            Bo choc dalej razem, za to w innej roli:
            Obcy mążczyzna.
            Obca kobieta.
            "Pani pozwoli!"
            "Pan pozwoli..."
            "Od dzisiaj śpimy na waleta!"
            Nic nas nie łączy - wszystko dzieli
            z wyjątkiem wspólnej pościeli...
            A więc maleńka dyskusja co do
            kwestii "Czyj jasiek?" "Czyja poduszka?" -
            i już oddycham pełną swobodą
            na mej niezawisłej połowie łóżka.
            Rano ocieram słodki sen z powiek:
            zbudził się inny - wolny człowiek.
            Wynika wprawdzdzie polemika,
            która jest czyja połowa ręcznika...
            ale wytworna -
            Nie psioczę. Nie wrzeszczę.
            Niech sobie nie mysli, ze kocham ja jeszcze!
            Tak oto tempora mutantur...
            Ja teraz do niej jak do damy:
            Żadnych pogrózek, żadnych awantur.
            No trudno - juz się nie kochamy...
            Przeciwnie: sprzątnę, zniosę śmiecie...
            Jak tu nie pomóc obcej kobiecie...
            Czasem z kwiaciarni jakies zielsko...
            A widzac minę jej zdziwioną, uśmiecham się...
            uwodzicielsko!
            Niech wie, psia krew, że nie jest żoną!
            I tak mi fajno, aż zacieram ręce...
            Nikt mi nie gdera, nie poucza.
            Tam niezależna kobieta w łazience,
            tu ja - niepodległy
            przy dzurce od klucza!
            (Nie bez powodu, nie bez chrapki:
            zawsze lubiłem obce babki!)
            Wytężam nieco wzrok, bo krótki...
            Ładne, cholera te rozwódki!
            Ponętna kibic i ramiona...
            Od razu widac, że nie żona!
            A ona takze teraz bywa i jakaś milsza
            i troskliwa.
            Raz nawet, widząc me amory
            spytała mnie:
            "Czyś ty nie chory?"
            I tylko z żalem wspominamy
            smażąc we dwoje karmenadle,
            lata stracone juz na amen
            w strasznym małżeńskim naszym stadle:
            nic - tylko żarliśmy sie co dzień,
            wieczne pretensje i problemy...
            A dziś? Inaczej!...
            Miło, w zgodzie...
            Moze sie nawet pobierzemy?...

            A teraz mały konkurs! Kto jest autorem tego wiersza?
            • 22.09.06, 08:09
              Marian Załucki :-)))
              ja tez b lubie ten wiersz :-))
              Oto link:
              zalucki.republika.pl/przepraszam.htm
              • 22.09.06, 10:43
                Tak szybko??? Pozdrawiam miłośniczkę twórczości Załuckiego :)
                • 22.09.06, 15:27
                  to jeden z moich ulubionych wierszy też :)
    • 23.09.06, 17:59
      Sugerujecie że najlepiej byłoby oddalić sie od siebie na jakiś czas,coś w życiu
      zmienić,by potem wrócić do siebie ,a nóz widelec sie zakocha.Niewiem czy to ma
      sens i cos takiego istnieje.
      • 23.09.06, 19:21
        Chyba nie do końca zrozumiałas o co mi chodzi. Chodzi o taki rodzaj oddalenia,
        zeby wyciszyc emocje. Szczególnie te złe typu docinki, pretensje itp. Gdy
        jesteś w związku, masz pewne wymagania wobec partnera, oczekujesz czułości,
        seksu, pomocy itp. Gdy tego nie dostajesz próbujesz naciskac, wpadasz w
        depresję, płaczesz lub się wściekasz, w końcu robisz awantury o wszystko co
        możliwe. Każdy reaguje trochę inaczej, ale nie jest łatwo z tego miejsca wrócic
        do czasów, kiedy miłośc kwitła. Nie można wymusic na partnerze uczucia na
        zasadzie: bo mi sie należy, bo jestem twoją żoną, bo przecież było tak
        wspaniale.
        Pomyśl, jak może czuc się ta strona, której nagle przechodzi ochota na seks z
        partnerem. To się zdarza i u kobiet i u mężczyzn. A gdyby to w tobie wygasło
        pożądanie? Gdybyś to ty skoncentrowała się na dziecku (jak bardzo wiele kobiet)
        w jakiej sytuacji byłby twój mąż?
        Mnóstwo facetów wypisuje tu swoje skargi na taką sytuację i twój mąż mógłby byc
        jednym z nich.
        Zastanów się, czy twoja depresja poporodowa nie miała wpływu na jego
        nastawienie?
        A może odwrotnie - to jego przeniesienie uczucia na dziecko miało wpływ na
        twoja depresję.
        Czy zaraz po porodzie przestał okazywac ci czułośc? Czasem takie "odizolowanie"
        się jest obroną przed tym, żebyś jego czułości nie interpretowała jako ochoty
        na seks.
        Może ma kłopoty z potencją i chowa się w ten sposób jak żółw w skorupie, żebyś
        nie odkryła przyczyny problemów.
        Może nie chce ci powiedziec wprost, że go nie pociągasz i ucieka w swój świat?
        • 23.09.06, 21:00
          Ja juz to wszystko przerabiałam,rozmawiałam,rozmawiałam...a on słuchał i
          przytakiwał mi rację.Kłopotów ze zdrowiem nie ma,nie zauważyłam tez że by miał
          probremy z potencją,Twierdzi że mnie kocha,ale nie robi nic w tym
          kierunku,żebym w to uwierzyła,nie przejmuje żadnej inicjatywy,żadnej,a przecież
          samo gadanie o miłości nic nie daje.
          Zastanów się, czy twoja depresja poporodowa nie miała wpływu na jego
          > nastawienie
          > A może odwrotnie - to jego przeniesienie uczucia na dziecko miało wpływ na
          > twoja depresję.
          Zdecydowanie to drugie.Mój stan po porodzie wynikł głównie z tego powodu,mój
          mąż zapomniał zupełnie o mnie,o moich problemach,potrzebach,wszelakie rozmowy
          kończyły sie kłótnią i tak naprawdę nic w tego nie wynikało.Problem narastał
          przez 2lata do dzisiaj,w końcu nie wiem jak sie z niego wyplątać.

          > Pomyśl, jak może czuc się ta strona, której nagle przechodzi ochota na seks z
          > partnerem. To się zdarza i u kobiet i u mężczyzn. A gdyby to w tobie wygasło
          > pożądanie? Gdybyś to ty skoncentrowała się na dziecku (jak bardzo wiele
          kobiet)
          >
          > w jakiej sytuacji byłby twój mąż?
          Jak większość facetów.Uważam że lepiej,kiedy u kobiet spada libido,niż u
          facetów,dlaczego? kobieta która widzi w oczach swojego partnera/męża pożadanie
          tą iskierkę,czuje sie dowartościowana,kobieca widzi że ciągle podoba sie
          mężczyżnie,to jest własnie to co kobiecie potrzeba,chęć zdobywania,a jeśli
          męzczyznie spada libido,to co kobieta może czuć?? najpierw myśli a może ma
          kochankę, amoże juz mu sie nie podobam,a może ma obrzydzenia, a może....
          wałkowałam juz to wszystko chyba nie chce do tego wracac,zbyt ciężko zyc z
          takim typem człowieka jak mój mąz

          Przepraszam mam taki zamęt w głowie,tyle myśli na raz,nawet nie umiem tego
          opisać.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.