Dodaj do ulubionych

seks a klasa spoleczna

02.07.07, 19:01
Wpadla mi do rak ksiazka Michaela Argyle'a 'The psychology of the social
class'. Autor twierdzi tam (na podstawie statystyk przeprowadzanych w UK), ze
wsrod working class stwierdzic mozna wyrazna przewage ilosciowa, a wsrod klasy
sredniej - jakosciowa seksu. Czyli klasy nizsze gza sie jak kroliki, ale
traktuja to jako przykry obowiazek, a klasy srednie uprawiaja seks rzadziej,
za to z o wiele wieksza satysfakcja. Ksiazka jest w zasadzie tylko komentarzem
do statystyk i zadnych prob wyjasnienia czy interpretowania zjawisk tam nie
ma. Mnie sie to zdaje odrobine bez sensu - dlaczego ludzie, ktorzy traktuja
seks jako meczacy obowiazek, mieliby uprawiac go czesciej niz ci, ktorzy
naprawde go lubia?
Jakies pomysly? :-)

--
A kto nie wierzy, niech mu sie stolec wypsnie!
Edytor zaawansowany
  • gardenersdog 02.07.07, 19:10
    Trochę na marginesie: kiedyś natknęłam się na wypowiedz pewnego polskiego
    hierarchy kościelnego, z której wynikało (między wierszami),że antykoncepcja
    jest dla klas wyższych, a dla prostego ludu - kalendarzyk...

    Myślę, że przykład podany przez Ciebie jest próbą uczynienia z egalitarnej
    rzeczy, jaką jest seks, rzecz elitarną. A czy dążenie do wyrafinowanego seksu
    jest wprost proporcjonalne do statusu społecznego? Chyba trochę siermiężna
    zależność...
    --
    - Chciałbym Cię pokochać taką, jaka jesteś. Jaka jesteś?
    - Nie wiem.
    - Nie utrudniaj...
  • eeela 02.07.07, 19:17
    Nie twierdze, ze ksiazka jest wysokiej proby, o socjologii wiem bardzo niewiele
    i nie orientuje sie dobrze w literaturze - ot, po prostu przeszlam obok ksiazki
    i zajrzalam do niej. Ale nie wydaje mi sie, zeby owe statystyki znow tak
    strasznie rozmijaly sie z prawda. Ksztalcenie seksualnego gustu bardzo sie nie
    rozni od kszaltowania gustow literackich czy muzycznych - im wiecej otoczenie
    prezentuje nam wiedzy na dany temat, tym szersze mamy horyzonty, tym lepsze
    spectrum, tym dogodniej mozemy dokonywac porownan i analiz. Mnie wcale nie
    zdziwilo twierdzenie, ze wsrod klas srednich wystepuje wieksza satysfakcja z
    pozycia. Zdziwilo mnie jedynie, dlaczego wobec tego stosunki ilosciowe sa
    odwrotnie proporcjonalne do jakosciowych.

    --
    A kto nie wierzy, niech mu sie stolec wypsnie!
  • gomory 02.07.07, 19:29
    A jak mierzono jakosc stosunku?
  • gomory 02.07.07, 23:05
    Pytalem sie bo przypomnial mi sie raport seksualny o zyciu Polakow. Jesli dobrze pomne to osoby slabiej wyksztalcone, z reguly lepiej ocenialy jakosc swojego pozycia, niz te z wyksztalceniem wyzszym.
  • gomory 03.07.07, 23:49
    No byl taki. Jakos tak na poczatku tego roku byl publikowany i porownywany z wczesniejszym wykonywanym bodajze z 5 lat temu.
  • gardenersdog 02.07.07, 21:43
    Zawsze można tę teorię potraktować jako chwyt marketingowy; wszak nabywcami będą
    zapewne przedstawiciele middle - i upper class, więc chyba racjonalnym jest
    połechtać ego chlebodawcy.
    Do tego pokutuje (językowy?) stereotyp, że "ilość rozcieńcza jakość" -
    przysłowiowe "kopulować jak króliki"
    --
    - Chciałbym Cię pokochać taką, jaka jesteś. Jaka jesteś?
    - Nie wiem.
    - Nie utrudniaj...
  • gacusia1 02.07.07, 21:43
    Moze to jest tak,jak z dobrymi trunkami i woda?Koniak pijesz w niewielkich
    ilosciach,delektujac sie jego smakiem,a wode mineralna po prostu popijasz do
    obiadu,albo gdy chce Ci sie pic.Pijesz wode kilka/nascie razy dziennie,a koniak
    moze kilka razy w roku,miesiacu?

    "Faceci sa,jak plemniki-tylko jeden na milion staje sie czlowiekiem"
    Josh Demolka
    Mija czas
  • eeela 02.07.07, 22:09
    No tak, ale czlowiek i wody, i koniaku do zycia potrzebuje, nawet jak sie dumnie
    samozapisuje do klasy sredniej ;-)


    --
    A kto nie wierzy, niech mu sie stolec wypsnie!
  • osiolek113 05.07.07, 15:18
    Za to osioł ma lepiej, potrzebuje tylko wody :)

    A swoją drogą do czego ten koniak?
  • gardenersdog 02.07.07, 21:44
    A może autor jest frustratem i kompensuje sobie, deprecjonując seks tych, którzy
    mają go pod dostatkiem?;)))
    --
    - Chciałbym Cię pokochać taką, jaka jesteś. Jaka jesteś?
    - Nie wiem.
    - Nie utrudniaj...
  • eeela 02.07.07, 22:13
    Nie wiem. Ksiazka nie byla cala o seksie, a o roznych przejawach miedzyklasowych
    roznic psychologicznych. Na ogol staral sie nie wartosciowac roznych zjawisk,
    tylko opieral sie na suchych statystykach, no ale nomenklatura swoje narzuca -
    nie potrafil uniknac przynajmniej pozornego wartosciowania tak zupelnie.

    --
    A kto nie wierzy, niech mu sie stolec wypsnie!
  • sexything 03.07.07, 09:00
    A może nie chodzi o to, że traktują seks jako przykry obowiązek, ale nie
    potrafiąc czerpać z niego wystarczajacej satysfakcji rekompensują ją sobie
    ilością??
    Znów stereotyp: liość lub jakość. Czy one nie występują nigdy w parze??
  • eeela 03.07.07, 10:18
    > Znów stereotyp: liość lub jakość. Czy one nie występują nigdy w parze??

    'Statystycznie' nigdy nie znaczy 'nigdy' ;-)


    --
    A kto nie wierzy, niech mu sie stolec wypsnie!
  • yoric 03.07.07, 10:22
    Możliwych wyjaśnień jest sporo.

    Na przykład atrakcyjność partnera, czyli główna zmienna decydująca o zadowoleniu
    z seksu, będzie wyższa w wyższej klasie społecznej.
    Po drugie być może (ale nie na pewno) wraz z klasą, a więc sytuacją materialną
    zmieniają się takie rzeczy jak samoocena i ogólne zadowolenie z życia, co
    prawdopodobnie wywołuje analog "efektu aureoli", tj. że każdą sferę życia uważa
    się za bardziej udaną. Jak masz deprechę, to najlepszy seks ocenisz jako łóżkową
    katastrofę.

    Dlaczego jakość nie pociąga ilości? Trudno mi wymyślić coś innego, niż to, że w
    klasie średniej seks konkuruje z masą innych rozrywek, które są niedostępne (lub
    mniej dostępne) 'robotnikom' ze względu na ich koszt. Zgaduję :).

    Trzeba jednak uważać, żeby nie przekładać tego żywcem na polskie realia, bo w UK
    "klasa" ma jednak dużo większe znaczenie, no i nasze podziały są odrobinę inne.

    Pozdrawiam
  • al9 03.07.07, 11:26
    45 lat komuny zrobiło swoje.
    Na jednym osiedlu mieszka menel robotnik i profesor wyzszej uczelni. Piękne
    domy w najlepszych lokalizacjach zajmują ludzie, których nie stac na ich
    utrzymanie. Na studiach w jednej ławce spotykają się córka kelnera i syn
    prezydenta miasta, itd itp... Młodzież wspólnie spędza czas nie patrząc na
    pochodzenie społeczne rodziców, status finansowy i intelektualny rodzin,
    religię czy wychowanie... Prywatnie uważam że to główny powód nieporozozumień i
    frustracji, rzutujących oczywiście na życie seksualne.... Ale to temat na
    oddzielną dysusję...
    Rozważania z cytowanego raportu nie mają - moim zdaniem - odniesienia do
    sytuacji w naszym kraju...
    Pozdr
    al
  • eeela 03.07.07, 17:13
    Nie masz racji. Polskie spoleczenstwo jest podzielone na klasy, tylko mniej jest
    to widoczne, bo mniej zewnetrznych oznak klasowej przynaleznosci mamy mozliwosc
    prezentowac. Ale jakies zawsze sa. Wchodzisz do czyjegos domu i od razu mozesz
    rozpoznac, czy jest to dom sprzataczki czy profesora, no bez przesady.
    A mlodziz im starsza, tym bardziej trzyma sie swojej grupy ekonomicznej i
    intelektualnej. 45 lat to za malo, zeby zniweczyc bardzo naturalne gatunkowi
    ludzkiemu podzialy.

    --
    A kto nie wierzy, niech mu sie stolec wypsnie!
  • yoric 03.07.07, 19:34
    Zdecydowanie nie zgadzam się z al9, że brak wyraźnego rozwarstwienia to zła
    rzecz. Mamy się martwić, że "córka kelnera i syn prezydenta miasta razem
    studiują"? Przeciwnie! (ale to faktycznie temat nie na to forum).

    Natomiast zgoda co do braku przełożenia. Powtórzę: IMO nasze społeczeństwo nie
    jest zupełnie bezklasowe, ale jest klasowe w dużo mniejszym stopniu i w inny
    sposób. "Klasa" niezbyt dobrze nadaje się do opisu polskich realiów. Np. nie
    mamy żadnego odpowiednika "upper class", a "middle class" - jeśli przyjąć, że
    obejmuje te same zawody, m.in lekarzy i nauczycieli - wygląda zupełnie inaczej
    pod względem prestiżu i zarobków.
    Niemniej badanie same w sobie ciekawe i zgadzam się, że w tym "ilość/jakość"
    jest jakiś paradoks.

    Pozdrawiam
  • eeela 03.07.07, 19:37
    > Natomiast zgoda co do braku przełożenia. Powtórzę: IMO nasze społeczeństwo nie
    > jest zupełnie bezklasowe, ale jest klasowe w dużo mniejszym stopniu i w inny
    > sposób.


    Oczywiscie. Nie bylo moim zamiarem dokonywanie jakichs przelozen. Na polskie
    warunki trzeba by bylo przeprowadzic osobne statystyki.


    --
    A kto nie wierzy, niech mu sie stolec wypsnie!
  • al9 04.07.07, 11:13
    yoric polemizuje ze mną:
    Zdecydowanie nie zgadzam się z al9, że brak wyraźnego rozwarstwienia to zła
    rzecz. Mamy się martwić, że "córka kelnera i syn prezydenta miasta razem
    studiują"? Przeciwnie!
    --------------
    Nigdzie nie napisałem, że brak rozwarstwienia mi się nie podoba i uważam za
    złe.. Nadinterpretujesz moją wypowiedź!
    Złe jest nie zwracanie uwagi przez młodzież na bardzo ważne aspekty przy
    wyborze partnera...
    al
  • yoric 04.07.07, 14:59
    Słusznie - zasugerowałem się ogólnym tonem wypowiedzi i tak to zrozumiałem.

    A polemizowałem trochę z Tobą, trochę z Elą, ale jak widzę nie ma między nami
    różnicy zdań :).
  • avide 04.07.07, 13:04
    eeela mozesz mi powiedziec gdzie jest ten podzial klasowy ???? Bo obecnie mamy
    zarowno niewyksztalconych chamow, cwanikow, synow robotnikow, sprzataczek i
    puszczalskich panienek jaki rozwiazle zyjących facetow co to w odpowiednim
    momencie wykazali sie sprytem i teraz maja kasy ale daleko im do klasy. I teraz
    taki poseł jeden z drugim (bez nazwiszk) ma sie za człowieka z danej klasy a to
    prostak i cham zwyczajny jest ktory kiedys wykazal sie sprytem albo mial
    odrobine wicej szczescia w zyciu. Podobnie w druga stronę, ludzie stanowiący
    dany poziom intelektualny ale klepiący biedę z tych czy innych względów do
    jakiej kalsy sie zaliczaja ?????
    Widzisz wszystko zależy od tego w jaki sposób klasyfikujemy ludzi do danych klas
    społecznych.

    Jedyny mozliwy podział choć i tak nie do końca to relacja miasto-wieś (mam
    nadzieję że niekogo nie uraże :)) ).

    Nie wiem eeela ile czasu siedzisz już na zielonej wyspie ale tutaj klas
    społecznych po prostu nie ma. Są grupy społeczne, mniejsze lub większe ale o
    klasie jako takiej dla mnie mowy być nie może.

    Dla mnie klasy społeczne z seksualnego punktu widzenia to jedynie poziom
    wykształecenia i środowisko przebywania bo wiadomo że kto z kim przestaje często
    takim się staje. Jak wiadomo na studiach, na uczelniach mieszają się obecnie
    ludzie z różnych dawnych klas społecznych, robotniczej, wiejskiej,
    mieszczańskeij, "inteligencji" i dlatego powstaje galimatias.

    Nie odważe się podjąć analizy dotyczącej ilości potrzeby zbliżeń ze względu na
    "pseudo-klase społeczną". Uważam że popęd każdy ma własny dany od natury i
    koniec kropka. To jest fizjologia.

    Co innego jeśli chodzi o jakośc, wyrafinowanie, otwartość. Tutaj kwestia
    społeczeństwa, otoczenia w jakim dorastaliśmy, w jakim kształtowały się nasze
    osobowości ma bardzo duże znaczenie. Uważam że wyzszy poziom wykształcenia
    powoduje jednak otworzenie umsyłu na szersze horyzonty i większą otwartość.
    Chociaż akurat seksualnośc człowieka jest taką sferą na której wszelkie teorie
    lubia sie rozbijać w drobny pył.

    Pozdarwiam.
  • yoric 04.07.07, 15:04
    Tylko, że Ela zdaje się już doprecyzowała, że nie doszukuje się jakiejś wielkiej
    klasowości w Polsce, a chodzi jej głównie o paradoks "ilość/jakość" i jak to
    wyjaśnić. IMO to jest ciekawszy problem.
  • eeela 04.07.07, 18:29
    > eeela mozesz mi powiedziec gdzie jest ten podzial klasowy ????

    Spedzilam w ojczyznie 25 lat swojego zywota i na kazdym kroku na powazne
    podzialy sie natykalam. Miedzy rodzina dorobkiewiczow a rodzina inteligencka od
    pokolen istnieje bariera nie do pokonania. Klas nie identyfikuje sie jedynie za
    pomoca zjawisk ekonomicznych. Byt byc moze okresla swiadomosc, ale dopiero w
    trzecim pokoleniu ;-P

    --
    A kto nie wierzy, niech mu sie stolec wypsnie!
  • yoric 05.07.07, 17:04
    No dobra, żeby zakończyć tę 'gałąź' tematu :)

    nikt nie twierdzi, że w Polsce wszyscy mają identyczne wykształcenie i zarobki ;).
    Ale chwileczkę, koncepcja "klasowości" w jej brytyjskim znaczeniu, ze wszystkimi
    skojarzeniami i konsekwencjami - to jednak zupełnie inna para kaloszy; para nie
    pasująca na nasze polskie nogi.
    Pozdrawiam
  • miedzianakonefka 05.07.07, 17:43
    A mnie się myśli... Że to proste jest. Z jednej strony wraca taki robotnik po
    12 godzinach harówy do domu świątek piątek bez niedzieli to tyle jego co sobie
    obiad zje, browora pociągnie i pociupcia przed spaniem bo trzeba o trzeciej
    wstawać i gonić na autobus co wyjeżdza o czwartej (proszę mi nie zarzucać że
    teraz wszyscy mogą wyjechać że jest oka że dużo robotnikom płacą bo ja
    osobiście znam kilkanaście takich osób z głębokiej wsi które przychodzą do domu
    koło 19 a wstają o 3:00 za marnych 1200 PLN). Z drugiej strony mamy jakiegoś
    zblazowanego pracownika z wielkiej korporacji co sobie lekką rączką wydaje na
    kasiorkę na wytrawne potrawy w restauracji super wina i markową bielizne dla
    swojej pani z którą kocha się przy kominku w własnej dużej willi a na drugi
    dzień wyjeżdza z kumplami do egiptu, potem na rozmowy biznesowe bóg wie gdzie i
    wraca do swojej pani po tygodniu i znowu wina kominek...
    I wychodzi że robotnik będzie ciupciał dzień w dzień z małą satysfakcją, no bo
    nawet nie ma czasu się na spokojnie wyluzować jak mu godziny uciekają, a
    biznesmen z satysfakcją raz w tygodniu (swoją partnerkę bo nie wiadomo co na
    tych wyjazdach biznesowych wyrabia)

    Alleluja i do przodu...

  • aandzia43 06.07.07, 00:23
    Też mi się tak wydaje, Konefka.
    Seks sprowadzony do fizjologii, czy to z powodu upodlających warunków życia
    (przepracowanie, przemęczenie), czy też upośledzenia emocjonalnego nie daje
    głębszej satysfakcji uprawiającemu go czxłowiekowi. Nawet, jesli czyni się "tę
    rzecz" często, nawet jeśli napięcie fizyczne jest rozładowywane.
  • libressa 06.07.07, 07:00
    na ogół w warunkach ekstremalnych, to go ekscytuje, przykładem może byc życie w
    roznego rodzaju obozach z koncentracyjnymi włącznie.

    Pozdrawiam
    Libressa
    --
    "Sznurek można ciągnąć, ale nie można go pchać"...
  • eeela 06.07.07, 10:13
    To co napisales, Konefko, jest calkiem przekonujace, ale... dla polskich
    warunkow. Brytyjska klasa pracujaca ma dla siebie zazwyczaj wiecej czasu niz
    klasa srednia, i pamietaj, ze jest to kraj, w ktorym w kazdym domu jest kominek ;-)



    --
    A kto nie wierzy, niech mu sie stolec wypsnie!
  • al9 06.07.07, 10:56
    eela ma rację...
    Mam wrazenie, że im wyższe wykształcenie, wyższy standard zycia, tym więcej
    pracujemy, tym więcej stresów, a wieczory przed kominkiem to oglądamy w tv...
    pociagając nie winko, ale browarka z butelki
    Duża część opisywanych na tym forum problemów jest pochodną zatracenia w
    pracy... Kosztem wolnego czasu, Partnera, dzieci..
    Pozdr
    al

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.