• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Mąż nie chce się ze mną kochać Dodaj do ulubionych

  • 20.09.07, 09:21
    Wiec banalnie - jestesmy ze soba od 10 lat (po slubie 6). Mamy kilkumiesieczne
    dziecko. Mąż odmawia uprawiania ze mna seksu od roku i 4 miesiecy. Najpierw
    byla ciaza, wiec wynikalo to z jego troski o dziecko i delikatnosci.
    Zaakceptowalam, bo pomyslalam sobie: on taki szlachetny a ja taka "zwierzeca".
    Potem byl polog, wiec wiadomo. A teraz powodem jest nieustanne zmeczenie. Maz
    mowi, ze jest wciaz zmeczony - fizycznie i w ogole zyciem. Teraz jest
    przeziebiony, wiec w ogole nie ma o niczym mowy, a od jakiegos czsu skarzy sie
    na bole glowy. Nasze dziecko rzeczywiscie jest bardzo absorbujace - domaga sie
    zajmowania nim 24h/24, ale chociaz maz mi duzo przy nim pomaga, to jednak gros
    czasu spedzam z dzieckiem ja i tez jestem padnieta. Tyle ze w moim przypadku
    to padniecie nie jest zadna przeszkoda w uprawianiu seksu. Potrzebuje wrecz
    tego jako formy odskoczni od codziennych trudow, jako formy relaksu, zwyklej
    ludzkiej przyjemnosci. Potrzebuje bliskosci meza, bo przeciez to scala i
    cementuje zwiazek. Oczywiscie przeprowadzalam juz wielokrotnie tak zwane
    szczere rozmowy. One meza bardzo irytuja. Wlasciwie nie mowi w ich czasie nic
    oprocz tego, ze jest zmeczony albo chory, ze nie mam nad nim litosci, ze wciaz
    jestem niezadowolona. I teraz tak: ja oczywiscie rozumiem, ze ktos moze byc
    zmeczony, chory, zestresowany, chwilowo niezainteresowany seksem i wtedy
    nalezy mu pomoc. Ale moj maz nie jest zainteresowany pomoca. Dla niego
    najlepiej by bylo gdyby zostalo tak jak jest, czyli zero seksu i zebym juz w
    ogole o tym nie mowila. On nie czuje, ze cos jest nie tak, nie mowi: "wiesz,
    to chwilowe, tak bardzo bym chcial, ale teraz to niemozliwe. Ale marze o tym,
    zebysmy znowu to robili". Pytalam go o czywiscie, co moge w sobie zmienic, co
    jest ze mna nie tak z jego punktu widzenia. Odpowiedź: NIC. O kochanke go nie
    podejrzewam, bo wraca prosto po pracy, nie ma delegacji, zadnych dziwnych
    spotkan, telefonow. Najdziwniejsze jest to, ze w tym ukladzie to ON widzi sie
    jako ofiara, a ja popadam w coraz wieksze poczucie, ze jestem oprawca. To
    chyba dosyc normalne, ze okolo 30-letnia kobieta potrzebuje seksu? Czuje sie
    odtracano, niechciana, moje rozmowy z nim na ten temat mnie ponizaja. Mowilam
    juz pare razy: chodzmy do seksuologa albo psychologa, ale on sie na to oburza.
    On nie chce w ogole tego tematu.
    Zaawansowany formularz
    • 20.09.07, 10:02
      chezzy napisała:

      > Jestesmy ze soba od 10 lat (po slubie 6). Mamy kilkumiesieczne
      > dziecko. Mąż odmawia uprawiania ze mna seksu od roku i 4 miesiecy.


      Witaj - napierw mam gorącą prośbę, byś przejrzała inne wątki, w
      ktorych dokładnie to samo piszą inne osoby. Wzorzec jest ten sam:
      jesteśmy razem X czasu, po ślubie jesteśmy Y czasu. Od Z miesięcy
      nie sypiamy razem. Poradźcie co zrobić.

      I ten wzorzec wygląda prawie jak zdjęty z fabrycznej matrycy. Powód
      deklarowany strony odmawiającej seksu: zmęczenie, choroby, bóle
      głowy i innego rodzaju pierdoły ściagnięte palcem z sufitu.
      Co robi osoba kochająca stronę odmawiającą i pragnąca bliskości z tą
      stroną? Czeka "Z" czasu i wie dobrze, że powód odmowy jest o kant
      d... rozbić. I cierpi (ukłony dla Matki Teresy z kalkuty, Gandhiego
      i miliony cierpiących biedaków w Darfurze na przykład). Różnica
      pomiędzy osobami ciepriącymi z powodu odmowy bliskości, seksu w
      związku to różni od Matki Teresy, Gandhiego, Zamykanych na Kubie
      opozycjonistów walczących z reżimem Castro jest to - że Ci walczą o
      coś i dlatego cierpią.

      A osobniki skarżące się, że ich współmałżonek im odmawia bo
      go/ją "głowa boli, ciężko pracuje, nie ma czasu, jajka znosi z
      kolcem, szef go samochodem przejechał, etc.," od tych w/w różni
      jednak zasadnicza cecha.

      Teresa z Kalkuty, Gandhi i opozycja dostawali cięgi, cierpieli, ale
      walczyli w jakieś sprawie. Wiedzieli, że jak zrobią A to za to czeka
      ich B bólu, cierpienia, niewygód, etc. Za to Pani Chezzy, Śmezzy,
      X2009 i wielu czekają. Nic nie robią, smędzą, żebrzą... i czekają.

      Na co czekają? Że ten lub ta, której się nie chce, którą/ego głowa
      boli, pypeć mu na dupie wyrósł, strzyka go w nerce i mu nie staje,
      jutro ma wstać o 5-tej, bo musi lepsze miejsce parkingowe znaleźć -
      zlitją się nad wyposzczonym małżonkiem i w drodze łąski, po
      rozpatrzeniu 234 petycji wysyłanych codziennie - łaskawie przelecą
      żonę albo to żona łaskawie ich przeleci, a potem przewrócą się na
      bok i zasną "zmęczeni" z poczucie, że do następnego roku jakoś
      przetrwają od spelniania tego jakże uciążliwego dla nich obowiązku.

      I Ci co płaczą, i Ci co się skarżą czekają na cud! Że nagle coś tam
      w głowach ich współmałżonków pyknie, odskoczy - no bo czemu oni
      odmawiają? "Przecież on/ona jest taka kochana" piszą. "Ja ją/jego
      kocham a on/ona mnie nie chce" - skarżą się.

      A nie widzą jednej rzeczy - podstawowej.

      Oto Ci co Was nie całują, nie kochają się z Wami, muszą być proszeni
      o seks - najzwyklej w świecie Was poniżają.
      Tak - robią Was w rurę. Okłamują Was wymyślając przeróżne wymówki,
      których katalog można sporządzić czytając tutejsze wyznania.
      Robią Was w balona! - a Wy co? Nadal ich kochacie, żyjecie w
      celibacie, jakbyście wstąpili do klasztoru! I nie kumacie, jaka jest
      tego przyczyna? Naiwnie wierzycie w to, że Ci co Wam mowią "Nie" na
      Wasze umizgi - Was kochają? I ufacie w ich wymówki?
      O naiwności ludzka! O głupoto głupio kochających.

      Wbijcie sobie do głowy, że nie to co oni mówią jest przyczyną ale to
      co mówią, jest albo skutkiem albo zamaskowaniem innej przyczyny, o
      której nie powiedzą bo albo sami jej nie znają, albo znają, ale
      wiedzą, że jak ją wypowiedzą na głos - to albo ich znienawidzicie
      albo zdzielicie w pysk.

      Kumasz droga pani?
      Zdrowy mężczyzna, kochający żonę - nawet jak przewali dwa wagony
      węgla, to jak chwilę odpocznie, zje, weźmie prysznic i zobaczy
      kochającą żonę gotową na odlotowy seks, to z przyjemnością to zrobi,
      bo dobre kochanie się jest lepsze niż godzina gapienia się w
      telewizor.
      Zdrowa kobieta, która nawet jak się styra, ale już chwilę odsapnie i
      pragnie mężczyzny - to jak zobaczy go obok siebie, pachnącego i
      gotowego na małe "co nieco" - z przyjemnością odda mu się choćby
      dlatego, że kocha Buncefała, że lubi tego Misiaczka i z
      przyjemnością poczuje w sobie to co on nosi między udami - bo wie,
      że od tego kobieta się poczuje lepiej, zdrowsza będzie i to jej
      choćby posłuży na cerę.

      Jeśli więc Pan mówi nie - jeśli więc Pani mówi nie - to znaczy, że
      Wasi mężowi, żony robią was w ciula!
      Dotarło? W ciula Was robią.
      I albo mają kochanka lub kochankę, albo już Was nie kochają, bo
      mieli romansik na boku i stracili na Was ochotę - ale lubią tą waszą
      kasę, spokój w domu, ktoś im musi skarpetki wyprać, koszule
      wyprasować, dzieci popilnować, samochód zatankować, posłuchac ich
      smędzenia o pracy, poudawac przed swoją mamusią i tatusiem i
      naiwnymi koleżankami czy kolegami... Po prostu jesteście już out -
      jeśli chodzi o ich pożądanie, pragnienie i potrzeby.

      Dotarło? Nie - no to dowalę jeszcze.

      Wy się oszukujecie. W każdym działaniu odrzucającej Was osoby, którą
      kochacie tą swoją durną miłością dostrzegacie te przebłyski dobra. A
      to widzicie, że on/ona czasami łaskawie się do Was uśmiechnie,
      czasami łaskawie muśnie Was pocałunkiem, czasami powie dobre słowo,
      czasami nie "uderzy" lekceważeniem, cynizmem czy oojetynościa.
      Wam to wystarcza - te chwile, które Wy sobie tłumaczycie - Może
      ona/on mnie kocha? I nieważne, że już On/ona Was nie kocha - to Wy
      chcecie by Was kochali i tak odczytujecie ich zachowanie, że jakoś
      sobie potwierdzacie iluzję: Tak, on mnie jeszcze kocha bo posprzatał
      po sobie jak zjadł. Nieważne, że mnie nie chce od półtora roku - ale
      czasami powie miłe słowo?

      Jesteście zrobieni w bambuko. Jesteście oszukani - niech to do Was
      dotrze. Prawdziwa przyczyna albo jest przez Was wyparta, albo Wy ją
      wypieracie, bo boicie się sobie powiedzieć - On/Ona mnie już nie
      kocha. Jestem dla Niej "przynoszącym kasę pierwszego", facetem
      od "wyrzucania śmieci i serwisu remontowego", towarzyszem
      na "oficjalne parties" i niczym więcej! Byłem może dawcą spermy.
      A Ty Droga pani? Jesteś może kucharką, samokarmiącą się i
      samozasilającą maszyną do prania, prasowania, sprzątania i
      zajmowania się dzieckiem i włączania telewizora, przynoszenia pilota
      i piwa! Jesteś formalną oficjalną żoną - któa powinna być
      szczęśliwa, że Pan i władca jeszcze Cię nie zamienił na inny model i
      łaskawie Cię w domu toleruje.
      Od seksu albo ma Renię Grabowską albo koleżankę w pracy albo
      kolegę - jeśli jest bi. Czy już załapałaś?

      Jeśli nie - to poczytaj sobie co inni piszą i na końcu walnij się
      mocno w głowę i obudź się z iluzji, w jakiej żyjesz.

      Zapamiętaj to : Kochanie się, seks w małżeństwie jest papierkiem
      lakmusowym prawdziwości uczuć. Jesli coś się w seksie psuje, jeśli
      jest coraz rzadziej, albo go wogóle nie ma - to albo Wasz związek
      umiera i masz szansę na to by go uratować stawiając wszystko na
      ostrzu noża i danie partnerce lub Partnerowi prostej alternatywy:
      Albo problem rozwiążemy albo się rozstajemy.
      Albo Wasz związek, Miłość już dawno umarła - ale Ty się po prostu
      nie możesz z tym pogodzić, że ktoś Cię zrobił w takkiego durnego
      ciula.
      Kumasz?
      Jak nie kumasz jeszcze, to ja Ci serdecznie współczuję i wątpię, by
      ktokolwiek Ci teraz tutaj pomógł.
      Miłego dnia.
      --
      Pozdrawiam

      Blog mężczyzny
      • 20.09.07, 10:21
        jak fajnie, że ja już ne muszę tego pisać....
        --
        Grawitacja nie jest dostatecznym argumentem przeciwko marzeniom
        • 20.09.07, 10:41
          Otóż to...
          A kto to jest Renia Grabowska? ;)
          --
          Bądź dobry - każdy, kogo spotykasz,
          prowadzi ciężki bój.
          /J.Watson/
          • 20.09.07, 10:45
            driadea napisała:

            > Otóż to...
            > A kto to jest Renia Grabowska? ;)

            Renia! Nie wiesz?
            Renia trzyma, Renia radzi, Renia nigdy Cię nie zdradzi :))


            --
            Pozdrawiam

            Blog mężczyzny
            • 20.09.07, 10:47
              :D
              --
              Bądź dobry - każdy, kogo spotykasz,
              prowadzi ciężki bój.
              /J.Watson/
      • 20.09.07, 17:32
        a tymczasem...

        jak by mozna powiedziec hm..poetycko - "milosc niejedno ma imie"

        w malzenstwie milosc moze byc - natomiast konczy sie z jakis powdow fascynacja
        erotyczna (powod np - syndrom madonny ladanicy chociazby)

        milosc, na ktora sklada sie przywiazanie, przyjazn, podziw, uznanie za konkretne
        ceny i dzialania - np zaspakajanie naszych potrzeb.

        ale w dalszym ciagu jest to milosc bo fascynacja erotyczna nie jest conditio
        sine qua non tego uczucia

        jesli libido obydwojaga partnerow pozostaje na niskim poziomie - moga sobie w
        taki prawie "bilaym" malzenstwie dlugo i szczesliwie funkcjonowac

        jesli zas roznice sa znaczac - coz - mozna trwac mozna sie rozejsc - ale nie
        mozna powiedziec, ze to oznacza, ze milosci juz nie ma

        szkoda ze glossator nie dostrzega iz mozna swojego partnera kochac za to jakim
        jest czlowiem abstrahujac od plciowosci, mozna kochjac partnera nie pozadajc go,
        mozna pozadac obcej osoby - nie kochajac jej :))

        • 20.09.07, 17:46
          No! Czuje sie mniej osamotniona dzieki przyjaznemu tonowi Twojego posta :-)

          A swoja droga - to znamienna roznica miedzy stosunkiem kobiet i mezczyzn do
          spraw zwiazków/miłości/sexu:
          - faceci - sex i jako dodatek uczucia: Sex jest TAK wazny, ze bez niego -
          wszystko sie rypie. jak nie od razu, to predzej czy pozniej;
          - kobiety - uczucia i jako dodatek sex: Najpierw czlowiek, milosc, inne uczucia
          i bycie DLA SIEBIE, a sex jako uzupelnienie w/w

          Oczywiscie rozgraniczenie nie jest tak ostre i jednoznaczne, jakby to moglo
          wygladac z powyzszej wypowiedzi. Cos jednak w tym przytoczonym przeze mnie
          rozroznieniu plci jest, przy czym to chyba nie tyle proporcja sexu do innych
          elementow zwiazku, co rozlozenie akcentow, stosunek nadrzednosci jednego nad
          drugim, wzajemne wywodzenie z siebie tych elementow....

          Sama uznaje sex za BARDZO wazna czesc zwiazku, na tyle wazna by stwierdzic, ze
          zgranie w tym zakresie stanowi polowe sukcesu. W tym jednakze miesci sie rowniez
          cos, co misssaigon nazwala bialym malzenstwem - a wiec zgranie tego rodzaju, ze
          obie strony w zgodzie z samym soba eliminuja sex z zycia. Wiec jestem chyba
          gdzies blizej srodka, choc nadal - po damskiej stronie bandy :-)

          Tunia
          --
          moje szczęście maleńkie :-)
          • 17.10.07, 22:45

            > A swoja droga - to znamienna roznica miedzy stosunkiem kobiet i mezczyzn do
            > spraw zwiazków/miłości/sexu:
            > - faceci - sex i jako dodatek uczucia: Sex jest TAK wazny, ze bez niego -
            > wszystko sie rypie. jak nie od razu, to predzej czy pozniej;
            > - kobiety - uczucia i jako dodatek sex: Najpierw czlowiek, milosc, inne uczucia
            > i bycie DLA SIEBIE, a sex jako uzupelnienie w/w
            >
            :-) Ale oczywiście wiadomo że to uogólnienie prawda? :-)))
            Nie każdy facet taki jest, o czym dobitnie świadczy ilość wątków na forum pt.
            "mój bardzo fajny, sympatyczny, wspierający, zaradny, opiekuńczy, i pełen innych
            zalet mąż - mnie po prostu nie chce do łoża"... (patrz wątek w którym jesteśmy)
            • 19.10.07, 13:48
              Dlaczego cię nie chce. Napisz coś więcej.
            • 19.10.07, 13:49
              Źle przeczytałem. Sorry
      • 20.09.07, 20:09
        O,fuck...Glosatorr...do bolu szczera odpowiedz.Weszlo mi w
        piety,momo ze nie do mnie to bylo... .-)
        --
        "Faceci sa,jak plemniki-tylko jeden na milion staje sie czlowiekiem"
        Josh Demolka
        Mija czas
      • 22.09.07, 22:59
        Czy to wszystko co napisales(las) jest prawda?
        Jezeli tak to serdecznie ci wspolczuje i mam nadzieje ze znajdzie
        sie ktos taki kto cie nie bedzie walil w rogi.
        Jezeli to jest nie prawda to wez sie pyerdolnij czlowieku w leb i te
        swoje puste prostolinijne wywody zachowaj dla siebie.
        Kumasz?
        > Jak nie kumasz jeszcze, to ja Ci serdecznie współczuję i wątpię,
        by
        > ktokolwiek Ci teraz tutaj pomógł.
        > Miłego zycia palancie!



      • 29.01.08, 09:43
        Glosator - najpierw jak to czytałam (pierwszą połowę) to się
        śmiałam, podczas drugiej połowy już ryczałam jak bóbr.
        I czytam to jeszcze raz, i jeszcze.
        Co prawda nadal nie mogę uwierzyć.
        Ale dzięki.
    • 20.09.07, 10:51
      Dzieki za dluga odpowiedz. No prawda jest taka, ze nie mam mozliwosci dokladnie
      przeszukac tego forum ze wzgledu na dziecko na reku. Znalazlam pare watkow, ale
      nie do konca takie, o jakie mi chodzilo. Odpowiadajac na Twoje wielokrotne
      pytanie: TAK, KUMAM. I co z tego wynika? Oczywiscie, powinnam go zostawic i
      znalezc sobie innego. Juz wlasnie zakladam dziecku kurteczke i idziemy szukac
      kogos dla mamusi.Tylko bedzie musial miec duze lozko, bo jak pojde z malym, to
      tez musze gdzies go polozyc. Ojej, myslisz, ze to moze byc jakies utrudnienie?
      No wiec juz biore sznur i ide sie powiesic. Dzieki za rady. Zrobiona w ciula,
      bambuko i w co tylko chcesz.
      • 20.09.07, 10:59
        chezzy napisała:

        TAK, KUMAM. I co z tego wynika? (...)Juz wlasnie zakladam dziecku
        kurteczke i idziemy szukac kogos dla mamusi.Tylko bedzie musial miec
        duze lozko, bo jak pojde z malym, to tez musze gdzies go polozyc.
        Ojej, myslisz, ze to moze byc jakies utrudnienie? No wiec juz biore
        sznur i ide sie powiesic. Dzieki za rady. Zrobiona w ciula, bambuko
        i w co tylko chcesz.

        może takimi slowami powinnaś "potrząsnąć" męża hmm?


        --
        Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze
        skrzydła zapomniały jak latać.
        • 27.01.08, 19:56
          To nic nie da:-) Po prośbach przychodzą groźby - tak jak prośby - pozostaja bez
          echa.Może np. gdybym znalazła sobie kochanka - otworzyłyby mu się oczy? A jeśli
          zdążyłam juz znielubic swoje ciało i nie potrafiłabym rozebrać sie przed obcym
          facetem? Po drugie,gdybym znalazła sobie kochanka - to JA zostałabym
          przedstawiona światu jako ta najgorsza ,która nie doceniła najcudowniejszego pod
          słońcem faceta i wskoczyła do wyra innemu
      • 20.09.07, 11:09
        chcesz o tym porozmawiać? Ile ma Twoje dizecko? Jak ja powiedizam o
        rozwodzie to moje miało 10 m-cy. jak ise wyprowadziłam od męża to
        rok.

        A tak poza tym dzieci zazwyczaj maja swoej łóżeczka do spania. Jeśli
        Ty sypiasz ze swoim w Waszym łóżku to moze nie ma sie co dziwic, ze
        seksu nie uprawiacie?

        a...cały czas spotykam meżczyzn, którym moje dizecko nic a nic nie
        przeszkadza. Raczej maja chwilami pretensje, ze go ukrywam
        --
        Grawitacja nie jest dostatecznym argumentem przeciwko marzeniom
      • 20.09.07, 11:30
        chezzy ale sie usmialam. Dzieki, poprawilas mi humor na caly
        dzien :) Uwielbiam takie ironiczne i cyniczne odpowiedzi :)
        • 20.09.07, 11:54
          ja, jeśli mogę chciałabym dorzucić 3 grosze od siebie ...
          w tym temacie ale z drugiej strony . bo to nie mąż, ale ja unikam -
          sama nie wiem czy to dobre słowo unikać, seksu. dlaczego ? dla mnie
          to jasne dla mojego męża, mimo, że próbowałam i próbuję z nim o tym
          rozmawiać, mniej. Otóż, żeby kobieta miała ochotę na seks potrzeba
          jest jej chociaż minimum czułości, ciepła . ja tego , w moim
          mniemaniu, nie dostaję, więc unikam seksu. nie wiem czy mogę
          generalizować ale może to jest powód dla którego kobiety seksu
          unikają ? bo brak im zanteresowania, ciepła, czułości ze strony
          partnera ? Pewnie ze każdy "przypadek" jest inny bo każdy z nas jest
          inny ...
          ale może ktoś z was poradzi jak zmienić taką sytuację ?
          dodam na koniec, że od dawna was czytam, ale pierwszy raz odważyłam
          się coś napisać.
          pozdrawiam
          • 20.09.07, 12:30
            No ale dlaczego brak tej czułości, uwagi, ciepła etc.?
            Glosatorr napisał wyraźnie, nie udawajmy, że nie kumamy :)
            --
            Bądź dobry - każdy, kogo spotykasz,
            prowadzi ciężki bój.
            /J.Watson/
    • 20.09.07, 13:59
      Kurcze, ale Wy wszyscy sympatyczni jestescie. ja rozumiem, ze po XXX watkach o
      podobnej (tej samej?) tresci mozecie - Wy stali uzytkownicy - byc nieco zmeczeni
      tym, co nazywacie naiwnoscia, slepota, samooklamywaniem (Wasza - nie moja -
      interpretacja). Ale nie sadze - przy calej wyrozumialosci na jaka mnie stac -
      aby dawalo Wam to placet do gnojenia i tak juz zdolowanego czlowieka. Moze jakis
      drobny ludzki odruch? Powiedziec to samo, ale nie podcinajac tak drastycznie
      skrzydel? Bo gdybym ja cos takiego przeczytala bedac w sytuacji autorki watku -
      delikatnie mowiac bym sie zalamala jeszcze bardziej. A ona - jak by nie patrzec
      - szuka pomocy w kwestiach niezwykle intymnych, rzygajac problemem publicznie,
      bo nie widzi juz innej opcji. A jak nie potraficie inaczej, to darujcie sobie
      pisanie czegokolwiek, albo ewentualnie - wklejcie link do tych XXX watkow o
      podobnej (tej samej?) tresci.

      Tunia
      --
      moje szczęście maleńkie :-)
      • 20.09.07, 14:33
        ... ja rowniez jestem zwolenniczka wstrzasania ludzmi w patowych sytuacjach,
        dawania im kopa - ale pozytywnego, zagrzania do walki, powiedzenia OBUDZ SIE!!!!

        Ale wszystko trzeba robic z wyczuciem i po ludzku. Tymczasem w moim odzuciu i
        najwyrazniej autorki wątku tez (wnioskuje z jej drugiego posta) - zgnoiliscie ją
        w zasadzie bez krzty wsparcia/pomocy/czegokolwiek pozytywnego. I jak takie cos
        ma jej pomoc uporac sie z problemem? Jak ma sie jej bardziej CHCIEC (walczyc czy
        skonczyc z ta sytuacja - bez znaczenia)?

        Tunia
        --
        moje szczęście maleńkie :-)
        • 20.09.07, 14:49
          > Ale wszystko trzeba robic z wyczuciem i po ludzku. Tymczasem w moim odzuciu i
          najwyrazniej autorki wątku tez (wnioskuje z jej drugiego posta) - zgnoiliscie ją
          > w zasadzie bez krzty wsparcia/pomocy/czegokolwiek pozytywnego.


          bo wszyscy za naszym dyżurnym psychologiem już obwieścili śmierć związku...(na
          podstawie 1 wpisu)
          może czasem warto pomyśleć że prawda widziana z dwóch stron wyglada inaczej ?
          że zamiast mowić komuś....twój maż/żona cię nie kocha, nie szanuje, nic juz nie
          ma sensu warto czasem się zastanowić
          może za miesiąc mąż napisze, że nie chce sie kochać z żoną, bo marudzi, bo jest
          niezadowolona itp
          • 20.09.07, 15:01
            wilk67 napisał:

            > bo wszyscy za naszym dyżurnym psychologiem już obwieścili śmierć związku...(na
            > podstawie 1 wpisu)

            jak te cielęta?...

            > może czasem warto pomyśleć że prawda widziana z dwóch stron wyglada inaczej ?

            Alez nie neguję.

            > że zamiast mowić komuś....twój maż/żona cię nie kocha, nie szanuje, nic juz nie
            > ma sensu warto czasem się zastanowić

            TAK!

            > może za miesiąc mąż napisze, że nie chce sie kochać z żoną, bo marudzi, bo jest
            > niezadowolona itp

            Bardzo mozliwe. Stad - ostroznosc w klasyfikowaniu sytuacji, co nie wylacza -
            nadal - odrobiny taktu i delikatnosci.

            Tunia


            --
            moje szczęście maleńkie :-)
        • 20.09.07, 14:58
          muszę Ci napisać, że masz najsensowniejsze wpisy...tak tylko
          chciałam wtrącić..;)
          --
          Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze
          skrzydła zapomniały jak latać.
          • 20.09.07, 14:59
            tunia miało być na początku
            --
            Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze
            skrzydła zapomniały jak latać.
          • 20.09.07, 15:02
            dziex, choc raczej mnie to smuci niz cieszy - przynajmniej w kontekscie
            sytuacji autorki watku.

            Tunia
            --
            moje szczęście maleńkie :-)
            • 20.09.07, 15:04
              zerknij po wątkach, sytuacji tu takich bez liku, bardziej mi
              chodziło o podejście do sprawy, niż o autorke bo niewątpliwie
              problem ma...
              --
              Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze
              skrzydła zapomniały jak latać.
              • 20.09.07, 15:08
                mi natomiast chodzilo tu o to, ze - hm - komplement bylby przyjemniejszy, gdyby
                nie tło, na jakim został poczyniony. A podejscie... Mam nadzieje zasadniczo zdrowe.

                Pozdrawam

                tunia
                --
                moje szczęście maleńkie :-)
    • 20.09.07, 14:07
      Niestety nie znam wszystkich odpowiedzi na wszystkie dreczace Cie pytania. By
      jednak Twoja sytuacja nie wydawala Ci sie takim totalnym szambem, napisze ze:

      Po zajsciu w ciaze tez mialam problemy z sexem z mezem - tzn ja zasadniczo nie
      mialam, on natomiast w istocie tak (jak bys poszperala - np. wieczorem gdy
      dzidzia spi - to pewnie i moja historie tu znajdziesz, gdzies tak sprzed roku).
      Tysiac dywagacji (utrata atrakcyjnosci, zmiana odbioru mojej osoby z powodu
      ciazy z "żona" i "kochanka" na "matka", kochanka na boku, i inne szablony),
      morze frustracji, podobne - jak Twoje - rozmowy, prosby o wskazanie co jest nie
      tak (odp: NIC), jak pomoc, placz, krzyk, blaganie, grozenie.... ech....

      Tak bylo jeszcze przez jakies 3 m-ce po porodzie i potem - dosc plynnie zaczelo
      sie poprawiac. Teraz - 10 m-cy po rozwiazaniu - jest co najmniej jak przed ciaza
      a nawet chyba lepiej :-) nie wiem do dzis, dlaczego tak sie dzialo, jak sie
      dzialo. Przyznaje - z pewnego wygodnictwa i pochwaly spokoju przestalam drazyc
      temat, gdy zrobilo sie dobrze. Ale wiem jedno: wbrew wypowiedziom poprzednikow
      to nie musi (choc czasem moze) oznaczac ani kochanki, ani smierci uczucia.

      Fakt - u nas mimo problemow sex nadal byl a drastycznie ucierpiala czestotliwosc
      i jakosc. Mysle jednak ze do pewnego stopnia mozna tu mowic o analogii.

      Jak pisalam na poczatku - nie potrafie Ci dac zadnej recepty. Ale chcialam dac
      Ci troche sily, optymizmu, a przede wszystkim - checi i motywacji do tego, by
      zawalczyc o siebie i meza.

      Trzymaj sie

      Tunia
      --
      moje szczęście maleńkie :-)
      • 20.09.07, 14:52
        Dzieki Ci Tuniu. No co tu duzo mowic, po prostu sie poryczalam po przeczytaniu
        Twoich wpisow. Ale wiesz co? Spadam stad, bo rzeczywiscie nikt mi nie pomoze.
        Albo beda sobie zartowac albo sie wymandrzac - jak na wiekszosci forow zreszta.
        Czasem tylko czlowiek tak bardzo chce sie wyzalic, a ze mąż nie rozumie...
        Dziekuje Ci bardzo Tuniu i spadam.
        • 20.09.07, 15:04
          Tuniu, powyzej zalogowalam sie z drugiego konta - oczywiscie przez roztrzepanie.
          • 20.09.07, 15:05
            się domyśliłam :-)
            --
            moje szczęście maleńkie :-)
        • 20.09.07, 15:04
          Nie zniechecaj sie, tylko poszukaj moze nieco bardziej przychylnego forum, gdzie
          sie ludzie nie zdarzyli jeszcze znudzic i zmacerowac.
          A - i nie za ma co :-) bylo mi milo (choc to niezbyt adekwatne sformulowanie) i
          sluze w miare mozliwosci

          Tunia
          --
          moje szczęście maleńkie :-)
    • 20.09.07, 14:56
      Mąż chce mieć żonę czy tylko praczkę i sprzataczkę?

      Fizyczność i to co się z tym wiąze jt jednym z istotniejszych
      elementów związków. Brak tego aspektu to związek dysfunkcyjny. Jeśli
      to nie wraca do normy...cóż, taka machina w końcu ląduje poza torem.
      Warto ciągnąć coś takiego?
      Te wszystkie bzdurne usprawiedliwienia, bolące paluszki i główki.. A
      druga strona wierzy. Naiwnie wierzy, jt coraz bardziej wyrozumiała,
      a to sytuacji nie zmienia.
      Może by tak wstrzasnąć jedną czy jednym i pzrywołać do porządku albo
      się pożegnać. Takie radykalne rozwiazanie, ale skoro Wasze czekanie
      na mannę z nieba nie skutkują... (Wasze: w senie wołających tu o
      seksrady) ;)
      --
      opieram się wszystkiemu, oprócz pokusy /O.W.
      • 20.09.07, 16:38
        cheezy, mam nadzieje, ze jednak tu jeszcze wpadniesz...
        nie wszyscy na tym forum sa tacy i sa tu osoby, z ktorych rad mozna skorzystac.
        wiem, bo mnie samej wielu ludzi (swiadomie lub nie )bardzo tu pomoglo.
        A teraz: co do Twojej sytuacji.
        Nie jest latwa, ale uwazam, ze nie jest beznadziejna.
        Brak seksu przez taki dlugi czas w malzenstwie nie jest normalny i nie jest
        normalne, zeby trzydziestokilkuletni facet przez tyle czasu nie mial potrzeby,
        nazwijmy to brutalnie, skorzystania ze swojej bardzo chetniej zony.
        Moze on sie czuje osaczony? Pretensje, prosby, namowy i powazne rozmowy...a juz
        najgorsze "musimy porozmawiac", od czego kazdemu facetowi jeza sie wlosy na
        karku i chce uciekac w poplochu, bo taka deklaracja oznacza problemy...
        latwiej jest powiedziec "NIC sie nie stalo, NIC mi nie jest, daj mi wreszczcie
        BABO spokoj i przestan sie do cholery czepiac, medzic i smucic". tyle, ze
        oczywiscie to jest sciema, i to przeciez wiesz, co wiecej wie rowniez on sam,
        tylko albo nie ma odwagi wyznac, co jest nie tak, albo zaplatal sie okropnie i
        jeszcze nie skonfrontowal sytuacji ze samym soba. do tego akurat trzeba umiec
        dojrzec i miec odwage...duzo prosciej jest zamiesc pod dywan i udawac, ze trup w
        szafie nie smierdzi. Bo przyzanie sie do problemu oznacza, ze trzeba bedzie
        podjac odpowiednie kroki, ktore zazwyczaj niosa z soba koniecznosc pracy nad
        soba, na zwiazkiem...a naszym mezom czasem poprostu jest wygodniej problem
        bagatelizowac...
        tu zalaczam wklejke:
        mozliwe przyczyny braku ochoty meza w telegraficznym skrocie:
        a. latwy seks, na wyciagniecie reki.
        rada: zostac kroliczkiem, za ktorym maz musi pobiegac
        b. ciaza i porod, polog etc
        sakrum i profanum...
        rady: nie znam
        ale poza tym nie zaszkodzi: zadbac o siebie. dyskretnie, bez wielkich afiszy.
        zajac sie soba.
        c. psychiczna kastracja
        tu w zaleznosci od tego co ja powoduje...
        ale generalnie zachowywac sie jak kobieta i partner, nie jak jego wlasna matka,
        oraz patrz a., oraz
        przede wszystkim: nie rozpaczac, nie prosic o seks, nie nagabywac, nie
        naprzykrzac sie, nie
        histeryzowac i nie marudzic...nie epatowac seksem na prawo i lewo....
        d. jesli nie pomoze szczera rozmowa, seksuolog oraz powyzsze:
        kochac. albo zmienic ;-))))
        • 20.09.07, 17:56
          czerwone_francuskie napisała:

          > b. ciaza i porod, polog etc
          > sakrum i profanum...
          > rady: nie znam
          > ale poza tym nie zaszkodzi: zadbac o siebie. dyskretnie, bez wielkich afiszy.
          > zajac sie soba.

          Ja natomiast poradzilabym tu (choc nie wiem na ile skutecznie w konkretnym
          przypadku - zalezy to przy tym takze od wykonawstwa) probe rozdzielenia przez
          kobiete funkcji matki i kochanki - nie bycie jednoczesnie i tym i tym. to trudne
          ale.... Sprobowac by ta roznica postawy byla wyrazna, by caly czas pierwszym, co
          sie mezczyznie bedzie kojarzyc patrzac na kobiety bylo "matka". Kiedy dziecie
          spi - zrzucic te role z siebie (niejako), zostac - choc na troszke, godzinke,
          TYLKO kobieta.

          Ja wiem ze to malo konkretne co napisalam, ale mozna nad tym podumac. u mie to
          wygladalo + / - tak, ze jak kladziemy / klad mala spac - raczej zajmuje sie
          nie-maminymi sprawami (zawodowe albo soba, oczywiscie w miare mozliwosci),
          zrzucam dres wypackany kaszka i wdziewam cos nieco bardziej kobiecego, nie
          nawijam ciagle o dziecku, raz na jakis czas aranzuje jakas fajna sytuacje
          (oczywiscie najlepiej gdy sie uda to zrobic tak, ze ON mysli, ze to jego dzielo
          :-) ), itd, itp.....

          Oczywiscie w przypadku autorki watku powyzsze moze byc co najwyzej elementem
          tego, co powinna teraz zrobic (przy zalozeniu, ze zdecyduje sie walczyc o
          zwiazek), a nawet - winno byc dopiero kolejnym etapem rozwiazywania tego
          problemu, gdy skonczy sie burza, ucichna troche nastroje, rozwikla sie jakos
          (werbalnie) najbardziej konfliktogenne mechanizmy..... dopiero wtedy - przy
          pewnym wyciszeniu relacji, mozna tak kombinowac... Chyba ze zdecyduje sie "uznac
          sprawe za niebyla" i zachowujac sie jak gdyby nigdy nic zmienic swoje zachowanie
          zachecajac w ten sposob meza do zmiany jego postepowania. Ale tu nadmieniam, ze
          nie jestem zwolenniczka "uznawania za niebyle" i nieprzegadywania i nieustalania
          rzeczy problematycznych.

          Tunia


          --
          moje szczęście maleńkie :-)
          • 20.09.07, 18:19
            Glosatorr sciskam Twoja dlon i podpisuje sie pod Twoim postem. Oto prawidlowa
            diagnoza. A co z tym fantem zrobic? To juz inne zagadnienie. Jedni wybiora droge
            meczenstwa, inni beda walczyc do upadlego, jeszcze inni spakuja manatki. Tak czy
            owak warto spojrzec prawdzie w oczy.
            --
            ,
            • 20.09.07, 19:35
              Czym innym jest merytoryczna diagnoza problemu (co do ktorej wlasciwie sie nie
              wypowiadalam), a czym innym - sposob jej przekazania. Tu - byl bardzo brutalny i
              to w sposob wedle mnie calkowicie nieuzasadniony.

              I o to mi biega.

              Tunia
              --
              moje szczęście maleńkie :-)
              • 20.09.07, 20:38
                wWtaj WiL Tez po przeczytaniu Glosatora stwierdziłem nic tu po mnie
                facet powiedział wszytsko.
                do tuni
                Glosator wyraza sie spokojnie i kulturalnie Gdyby On nie napisał
                tego co napisał a z czym się zgadzam w całej rozciągłości to chyba
                przecztalaś by coś o wiele bardziej ostrego
                • 20.09.07, 20:51
                  bosz, przeciez nie twierdze, ze sie nie wypowiada kulturalnie czy spokojnie. Ale
                  - one more time - jezeli kto jest totalnie zdolowany swoja sytuacja i probuje
                  szukac rady i sie wyzalic, a w odpowiedzi wali mu sie taka wypowiedz..... Nawet
                  zakladajac ze glossator ma racje (roboczo zakladajac), to jest wiecej niz jedna
                  forma, sposob przekazania tejze racji. Moze bolec mniej lub bardziej, co
                  niekoniecznie musi byc wprost proporcjonalne do skutecznosci.

                  Abstrahujac od moich odczuc itd. - wypowiedz autorki watku sama w sobie jest
                  chyba potwierdzeniem niefortunnego doboru formy - dziewczyna poczula sie
                  dodatkowo zdolowana, co wiecej - zniechecona do forum jako takiego... Naprawde
                  osiagnieciu takiego skutku miala sluzyc tamta i nastepne wypowiedzi? Nie lepiej
                  bylo jednak wytlumaczyc tak, zeby chciala sluchac? Zeby >pomoc<? Wciagnac w
                  rozmowe, zeby po niej latwiej bylo autorce podjac jakas decyzje i co wiecej -
                  wprowadzic ja w czyn? Bo jakos tak - no chyb naiwnie - myslalam, ze o to wlasnie
                  w tym wszystkim chodzi.

                  Tunia
                  --
                  moje szczęście maleńkie :-)
                  • 20.09.07, 21:02
                    Widzisz Tuniu Jedynym co mnie zachęca jeszcze do czytania tego forum
                    jest to ze nie jest to zgromadzenie potakiwaczy czy basujących sobie
                    kobitek nakręcających się wzajemnie Tu zamiast zrozumienia,
                    pocieszenia i poglaskania po główce otrzymuje się czasami szczere do
                    bólu wypowiedzi. Nie ma obrażania ale jak ktoś pisze jak idiotka to
                    nazywa sie to idiotyzmem. Czasami otrzymujesz poparcie czasami
                    zimny prysznmic ale wiesz ze ludzie piszą co myśla nie co wypada
                    pisać Dobrze ten prysznic robi jak ktoś myśli.
                    • 20.09.07, 21:07
                      Widze, ze nadal nie rozumiesz o co mi chodzi. Szczerosc nie musi oznaczac
                      sprawiania komus niepotrzebnej przkrosci, czy wrecz gnojenia. Takt czy
                      poszanowanie czyichs uczuc nie rowna sie poblazanie i przytakiwanie. Ta sama
                      szczera tresc mozna przekazac inaczej niz walac pałą miedzy oczy. No chyba ze
                      sie nie potrafi.

                      Tunia
                      --
                      moje szczęście maleńkie :-)
                      • 20.09.07, 21:10
                        Doświadczenie uczy ze walenie pałą między oczy jest
                        najskuteczniejsze
                        • 20.09.07, 21:26
                          Smiem twierdzic, ze to jeszcze zalezy od materiału, w ktory walisz.

                          T
                          --
                          moje szczęście maleńkie :-)
                          • 21.09.07, 00:34
                            Czasem warto zauważyć że nie każdy jest w sytuacji
                            tragicznej
                            nie każda zona przynosi w prezencie czyjeś dziecko męzowi
                            nie każdy mąż jest ch... do kwadratu

                            nie każdy musi od razu iść do chirurga
                            czasem wystarczy pójść do lekarza rodzinnego


                            • 21.09.07, 09:07
                              Glossator pomylil dla mnie troche szczerosc z brutalnoscia. Zimny prysznic,
                              owszem, potrzebny, ale nich on nie bedzie, prosze, rowniez wiadrem pomyj.
                              I odbiegamy od tematu. Kobieta ma problem, przyszla tutaj, i slusznie. Bardziej
                              niez zgnojenia, potrzebowa raczej potwierdzenia, ze to nie z nia jest cos nie
                              tak. ze jej potrzeby sa uzasadnione, watpliwosci sluszne i, ze generalnie maja w
                              zwiazku powazny problem, ktory mozna sprobowac rozwiazac.
                              Glosator przedstawil konsumpcyjne podejscie do zwiazku: jesli Twoj sie nie
                              uklada, zmien model na lepszy. Tak jak z chusteczka:, wysmarkaj sie, zuzyj i wyrzuc.
                              Zgadzam sie, ze jak zwiazek sie nie uklada, brak jest milosci, zrozumienia i
                              podjete proby nie przynosza efektow, kiedy waczylo sie o wspolne szczescie i
                              klapa, kiedy staje sie pod murem, trzeba spojrzec prawdzie w oczy: czy jeszcze
                              chce walczyc, czy mam sile, czy to ma sens i czy realnie widze wspolna przyszlosc...
                              A tutaj pojawil sie pierwszy kryzys, powazny, bolesny i intymny.
                              Chezzy zabrnela w slepy zaulek probujac dociec przyczyn. Moze zrobila to nie tak
                              jak trzeba, jej maz jest wycofany i cholernie boi sie konfrontacji z
                              rzeczywistoscia. I tu byc moze mozna podsunac dobre rady jak umiejetnie, madrze
                              i sprytnie doprowadzic meza do szczerej, oczyszczajacej rozmowy, ktorej on nie
                              odbierze jako ataku na swoja meskosc.

                              • 21.09.07, 10:30
                                i mozliwe ze nic chezzy z meza nie wycisnie - chociazby nawet grozila rozwodem
                                czy nacisnieciem czerwonego guzika
                                mysle, ze rzecz w tym, ze jej partner przed samym soba nie chce sie przyznac co
                                jest powodem takiego stanu rzeczy, a nawet jesli sobie to uzmyslowic - nigdy
                                tego nie zwerbalizuje

                                czemu? moze dlatego, ze kocha swoja zone i nie chce jej robic przykrosci, moze
                                zdaje sobie sprawe ze wypowiedziane slowa beda musialy doprowadzic do jakichs
                                rozstrzygniec - a tego on nie chce

                                nawet jesli zona przestala go krecic - nie musi to byc dla niego powod do
                                rozwodu - wszak zaspakaja nawzajem swoje potrzeby zyciowe a bliskosc i intymne
                                relacje nie sa az tak dla niego istotne

                                dlaczego przestal pozadac zony? - bo tak:)) bo zniknelo zauroczenie, pojawilo
                                sie dziecko...widzi ja przede wszystkim jako matke, partnerke zyciowa a nie
                                seksualny magnes...
                                czy mozna to zmienic? niektorzy mowia ze tak, ale tych na forum jest mniejszosc
                                czy moglo byc inaczej? moglo ale w poczatkowej fazie zwiazku naprawde nie
                                jestesmy w stanie stwierdzic jak bedzie ewoluowalo naszepozadania do partnera -
                                szczerze i uczciwie wierzymy, ze zawsze bedzie super bo przeciez tak jest tu i teraz

                                czy mozna zyc w takim zwiazku - pewnie, ze tak, jest on obarczony zasadniczym
                                mankamentem ale do braku seksu mozna sie przywyczaic:))

                                i przestanm,y w koncu plesc androny o nadzwyczajnej mocy uzdrawiajacej
                                "szczerych i powaznych rozmow"
                                nie ktorych rzeczy po prostu nie chce sie i nie da wypowiedziec - a zmuszanie?
                                coz moze doprowadzic do totalnego zablokowania, mozna naciskac ale do pewnego
                                momentu...
                                a potem usciasc ...zrobic obrachunek i podjac decyzje - zostaje i starm sie
                                przyzwyczaic do nowej sytuacji

                                lub odchodze..

                                jak dla mnie "tertium non datum"
                  • 21.09.07, 10:34
                    "czyz nie dobija sie koni"?
                    • 21.09.07, 11:59
                      Miss, alez zgadzam sie z Toba w pelnej rozciaglosci.
                      To co zrobi chezzy, to jedna sprawa, jak zareaguje jej maz - zupelnie inna.
                      Szczera rozmowa jest potrzebna, zeby wiedziec na czy sie stoi. wolalabym
                      uslyszec od meza, ze juz go nie krece, nie pozada mnie, ale np. uwaza, ze to nie
                      jest problem, bo przeciez np mozemy byc szczesliwa rodzina, szanuje tralala,
                      pierdupierdu, niz uslyszec, ze NIC sie nie dzieje i wszystko gra. To co po
                      takiej rozmowie zrobi delikwentka, jesli uslyszy rzeczy, powiedzmy malo mile dla
                      ucha zakochanej kobiety, to juz zalezy od jej priorytetow.
                      A to, ze facet moze sie zaciac, bac zwerbalizowac itp itd to ryzyko.
                      dla mnie wazniejsze byloby jak doprowadzic do sytuacji, kiedy nie bedzie sie bal
                      i pozwoli sobie na szczerosc. zdajac sobie sprawe, ze moze to nie nastapic nigdy.
                      mnie sie udalo do takiej rozmowy doprowadzic, bolesna byla jak cholera, ale
                      bardzo oczyscila sytuacje.
                      • 21.09.07, 14:29
                        szczere rozmowy to czynnik silnie alergizujacy dla mezczyzn w zwiazku:))

                        ale...mysle, ze nalezy tez wziac pod uwage fakt, ze maz chezzy to dorosly,
                        myslacy czlowiek i postepujac w okreslony sposob mial swiadomosc konsekwencji
                        jakie to przyniesie dla zwiazku...
                        jesli mial taka swiadomosc, a nalezy zalozyc, ze mial to kierowal sie okreslonym
                        celem? jakim? czemu sie swiadomie separuje? czy moze poczul, ze jego pozycja w
                        zwiazku zmienila sie po urodzeniu dziecka i daje jej to odczuc w ten sposob?
                        cholera wie:))

                        po drugie - nie zakladajmy od razu, ze rozmowa jest oczyszczajaca, czesto jest
                        "kwasotworcza":))

                        jakis czas temu doszlam do wniosku, ze chec zrozumienia motywow i meskiego
                        postepowania do niczego nie prowadzi - bo pewnych rzeczy po prostu jako kobieta
                        nie zrozumiem, a nawet jesli zrozumiem - niekoniecznie bede umiala to
                        zaakceptowac i wykorzystac

                        dlatego czasami trzeba trzymac sie zasady "ten typ tak ma" i leczyc objawowo
                        • 21.09.07, 15:45
                          Pozwolę sobie nieśmiało zwrócic uwagę na aspekt zdrowotny tego
                          przypadku.
                          Autorka, dwojga nicków, napisała, ze mąż skarży się na różne
                          dolegliwości, które sprawiają, ze nie ma ochoty na seks.
                          Moze to tylko wymówki, a może istotnie źle się czuje.
                          Za podejrzeniem, ze to tylko parawan przemawia fakt, że zaczął
                          unikac seksu gdy zona była w ciąży. Potem połóg też był dobrą
                          wymówką, a teraz nieustanne zmęczenie, ból głowy i nie wiadomo co
                          jeszcze.
                          A może jednak trzeba przyjrzec sie blizej jego zdrowiu.
                          To nieustanne zmęczenie objawia sie tylko w sprawach łóżkowych?
                          Czy ogólnie widoczny jest u niego brak napędu zyciowego.
                          Faceta bardzo trudno zaciagnąc do lekarza, a jeszcze trudniej do
                          seksuologa albo psychologa. Szczegolnie w celu zdiagnozowania braku
                          ochoty na seks.
                          Przydałoby się odpuścic troche presję i szczere rozmowy, a pod
                          pozorem niepokojących bólów głowy i ogólnego zmęczenia zrobic
                          komplet badań. Nie musi wiedziec, ze oprócz morfologii i biochemii
                          oznaczy się przy okazji poziom hormonów i kilka innych rzeczy, na
                          których zbadanie nie dałby się normalnie namówic.
                          Interesowałby mnie poziom testosteronu, ale pozostałe badania też.
                          Jeśli z jego zdrowiem naprawdę jest coś nie w porzadku rzeczywiście
                          będzie widział w tobie oprawcę.
                          Po wykluczeniu pzyczyn somatycznych i problemów z hydrauliką
                          skupiłabym sie na psychice. I tu pomoc specjalstów.
                          A jeśli chodzi o metodę postępowania to radziłabym sposób Ewolwenty.
    • 23.09.07, 14:33
      a ja tak sobie dopisze ze jestem w prawie takiej samej sytuacji co
      autorka wątku. tylko mam dwoje dzieci, więc trochę bardziej padnięta
      jestem :).
      i jedyne co moge poradzic to przeczekać. może mu przejdzie....
      u mnie jest tak: kochać się nie chce, problemy zdrowotne ma, nie
      powie lekarzowi bo sie wstydzi, sam sobie lekarstwa na potencję nie
      kupi bo musi zapytac lekarza czy przy innych lekach moze to
      stosowac, a lekarzowi nie powie bo sie wstydzi....
      błędne koło.
      i w takim przypdaku najlepiej zgonić na żonę, że sie z nią nie kocha
      bo ona sie nie uśmiecha....:(
      i na pewno zaraz mi ktoś napisze, ze powinnam albo się zaczać
      uśmieczhać albo od niego odejśc.
      dziekuję - przeczekam.
      • 23.09.07, 19:39
        nail_enamel napisała:

        > i na pewno zaraz mi ktoś napisze, ze powinnam albo się zaczać
        > uśmieczhać albo od niego odejśc.

        Jestem od tego jak najdalsza. Sytuacja nie jest jednak tozsama, z sytuacja
        autorki watku. I nie tylko ze wzgledu na wielkosc przychowku.

        > dziekuję - przeczekam.

        Tego akurat tez nie polecam. Wiem, ze to trudne i kto wie czy w ogole wykonalne,
        ale wysilek skierowalabym w kierunku naklonienia go do wizyty u lekarza. Moze
        macie jakiegos znajomego medyka? Moze wizyta prywatna? Moze wrecz - domowa?
        Zawsze to wieksze poczucie bezpieczenstwa, intymnosci. Bo ostatecznie - Wasz
        problem jest >zdrowotny< i na 99% taka wizyta u lekarza zalatwilaby sprawe. Sama
        nie wiem czy - oprocz klopotu z naklonieniem do wizyty u lekarza - nie jest to
        latwiejsze do rozwiazania niz gleboki problem psychiczny czy nie daj Bog zdrada.
        Ostatecznie - to nie z Toba jest cos nie tak. I zasadniczo - z jego glowa i
        sercem tez. Uczucia - ok. Tylko nizej trzeba troche pogmerac ;-) powodzenia

        Tunia

        --
        moje szczęście maleńkie :-)
        • 23.09.07, 22:20
          tuniatunia napisała:

          Bo ostatecznie - Wasz
          > problem jest >zdrowotny< i na 99% taka wizyta u lekarza
          zalatwilaby sprawe.

          dzieki za zainteresowanie :)
          niestety myśle że to nic nie da. bo sprawa tak naprawdę jest
          bardziej złożona. przed problemami zdrowotnymi też nie było idealnie.
          i wiem ze przeczekanie to nie jest wyjscie, ale ja nie mam juz siły
          walczyć. już mi się po prostu nie chce starać, prosić, nakłaniać
          podrywac i co tam jeszcze. rozmowa nic nie dała. więc przeczekam, az
          się samo rozwiaże...
          • 27.09.07, 11:15
            a jezeli to nie zadzialam?to co wtedy? ja tez mam taki problem tez 2 dzieci.maz zdrowy.szczera rozmowa dala tyle ze dowiedzialam sie ze przestalam go krecie.i co tez mialam przestac starac sie, odejsc.?zrobilam wszystko by moc to zminic.schudlam.staralam sie zrobic wszystko o czym mowil.czy jest lepiej? jest choc kosztowlo wiele.gdybym nie usluszala tego nie czula bym sie podle ale rowniez nie zrobila bym nic z tym bo jak skoro bym nie wiedziala w czym problem.nie ma na to recepty doskonalej. bo jak ktos napisal wczesniej."nie mozna przewidziec jak zareaguje maz" albo sie zmini albo nie.trzeba iwerzyc jeli sie z kis chce byc.sex jest ważny ale jednak nie najwazniejszy.wiec moze faktycznie wartu probowac zeby cos sie zmienilo dla dobra zwiazku,dzieci,partnera i samych siebie.bo jezli chcesz z kims byc to zrobisz wszystko.i ta druga osoba tez,a jezeli nie chce sie z kims byc-to juz nic nie zdziala sie.
            pozdrawiam.
    • 08.10.07, 13:00
      Witaj.

      Jestem tylko zwykłym mężem niezwykłej kobiety... a może odwrotnie, ale to już
      Ona kiedys napisze. Z Twojego wątku wynika że to Wasze 1 dziecko. Nasuwa mi się
      też kilka pytań. Czy jego ochota na seks skończyła się po Twoim zajściu w ciążę
      ? Jak było wcześniej ? Kiedy ostatnio oddaliście dziecko pod opiekę i
      spędziliście razem sobotni wieczór ? Czy problem jest tylko z seksem czy ogólnie
      też ? jak On traktuje dziecko ? Chodzi o to jakie odczucia względem dziecka
      widzisz u niego.

      Kobiety czasem głowa boli przez pół roku i wszyscy uważają że tak czasem jest.
      Ale jak faceta zacznie boleć głowa to już jest dziwne. Nie mam odpowiedzi
      dlaczego On taki jest, ale jeśli wcześniej było OK to ta odpowiedź jest gdzieś
      przed Twoim nosem. Nie wiem gdzie ale jest. Zresztą na temat niechęci do seksu
      można napisać 13 tomową encyklopedię. Poza tym czy On nie ma ochoty wcale na
      bliskość z Tobą, czy tylko na stosunki seksualne.

      pozdrawiam
      Mąż niezwykłej kobiety.
    • 16.10.07, 15:57
      Mam dokładnie ten sam problem. jestesmy małżeństwem od trzech lat i
      mamy roczne dziecko. Mąż nie jest zainteresowany seksem ze mną
      bo ... ciągle go cos boli, ciagle jest zmęczony itp. Jak byłam w
      ciąży to samo. Jak zaczynamy rozmowę to mówi, że przesadzam i robię
      sztuczne problemy i że nie chce ze mną sypiać bo cały czas mu o tym
      gadam. Jak się nie odzywam to jest tak samo. Przez to wszystko, ja
      też juz zaczynam tracic ochote na seks...
    • 16.10.07, 17:00
      Może ma kochankę? Albo ogląda strony porno i później się onanizuje.
      Albo jest faktycznie zmęczony. A może nie mów mu pokochajmy się dziś
      wieczorem -to nudne. Może twoje zabiegi o sex są nudne - może
      potrzebuje innych podniet. Zaproponuj mu np. zabawę z wibratorkiem
      (pozycja 69 - ty mu.... on tobie.... i on tobie jeszcze wibratorek)
      albo np. jak jesteście dojrzali emocjonalnie-anal (poczytaj o tym w
      internecie jakie warunki trzeba spełnić aby było fajnie).
      Może zaproponuj zdjęcia - on fotograf w momencie jak mu robisz ... a
      potem aparat na bok i jazda.
      Można wymyślać w nieskończoność. Słowa też są ważne może
      zamiast "pokochajmy się" powiedz mu "przeleć minie, wyr... mnie).
      Idź na żywioł. On chyba chce ale się znudził a sam nie zaproponuje
      czegoś extra bo się wstydzi powiedzieć ci o swoich fantazjach
      dlatego rozmowa o problemach z sexem go irytuje, Zaskocz go bądź jak
      tygrysica -m przeleć go pokarz 2 oblicze. Już widzę jego minę jak
      mówisz "Mężu wyru.... mnie dziś....." - wypieki na twarzy i myśli
      sobie "Z kim ja mieszkam przecież to fulkan).
      Jeśli nie działa to pewnie kochanka.
      • 17.10.07, 15:22
        no właśnie, wygląda na to, że ogląda pornoski i sam sobie robi
        dobrze... i co ja niby mam z tym zrobic ??, a co do kochanki .. to
        nie sądze!
        • 17.10.07, 15:33
          Czytałaś moje wcześniejsze posty? Skoro ogląda pornole i robi sobie
          fajnie to prawdopodobnie trochę się znudził. Pogadaj z nim jak by
          chciał. Jeśli zmienia temat to znaczy że się wstydzi powiedzieć ci o
          swoich fantazjach i pragnieniach erotycznych. Jeśli zmienia temat to
          ty zaproponuj coś ekstra -może sesja foto w trakcie stosunku -
          traktując to bardziej jako grę wstępną a może chce spróbować anal?.
          Wszystko jest dla kochających się ludzi.
          • 17.10.07, 16:36
            Tak masz rację, mówi że w ogóle znudził się seksem... ale ja nie
            rozumiem jak można się czymś takim znudzić??!! A co do znudzenia
            moja osobą to nie wiem czym ... bo tak się składa, że praktycznie od
            początku naszego związku tak było, no a potem w ciąży i po urodzeniu
            dziecka w ogóle nie chciał chodzić do łóżka. Rady odnosnie
            eksperymentów łóżkowych wypróbuje.... może, tylko wierz mi,że jestem
            juz tak wściekła tym namawianiem go do czegokolwiek, że czasami
            sobie odpuszczam. zresztą uważam, że jak sie ma młodą żonę, której
            niczego nie brakuje, to dodatkowe podniety nie powinny byc
            konieczne. A co do zmeczenia to owszem, tylko że ten wirus nazywa
            się praca, w której zresztą swietnie się realizuje..
            • 17.10.07, 17:06
              On się nie znudził ogólnie sexem. On znudził się monotonią-zawsze
              ten sam schemat. On potrzebuje czegoś innego. Na moim przykładzie:
              ja też miałem okresy znudzenia ale nie robiłem jak on tylko ja
              przejawiałem inicjatywę. Dlaczego on jej nie przejawia? Dlatego że
              wstydzi się powiedzieć własnej żonie o swoich pragnieniach. Boi się
              że jak zaproponuje tobie np. anal to pomyślisz sobie albo powiesz
              mu "co? ale jesteś zboczony, musisz się leczyć".
              Mam pytanie kto wcześnie, na początku inicjował sex i czy często
              eksperymentowaliście? Jak go kochasz to momusz mu i zobaczysz będzie
              totalna zmiana. On musi się poczuć bezpiecznie. Że jak zaproponuje
              coś nietypowego to go nie wyśmiejesz albo zpojrzysz jak na zboka.
              W związku zawsze któraś ze stron musi ratować związek. Jeśli tak jak
              piszą inni "nie to nie" to brną w ślepą uliczkę.
              Ja mam sytuację konfortową z racji charakteru bo jestem bezpośredni.
              Czasem jak coś zaproponowałe to przez chwilą robiła duże oczy ale
              zaraz mówiła - OK.
              • 17.10.07, 21:51
                Wydaje mi się, że to ja zwykle inicjowałam ...ale też były problemy,
                skończyło się w ciąży bo wtedy on kategorycznie mówił "nie".
                Myslałam, że potem wszystko wróci do normy, ale on nie podejmował
                tematu, więc dałam sobie spokój. Potem mówił, że to ja powinna się
                leczyc bo moim problemem życiowym jest to, że jestem nieprzeleciana,
                że tak to ujmę. Najbardziej denerwuje mnie to, że nawet jak już
                idziemy do łóżka, mam wrażenie że on robi to z obowiązku no i dla
                mnie ... i strasznie mnie to wszystko frustruje, z
                eksperymentowaniem też średnio, ale jakoś to było. A co do jego
                pragnień, to najbardziej odpowiada mu seks oralny, reszta tak jakby
                sie nie liczy, jak to wszystko pisze to uswiadamiam sobie, ze
                naprawde jest beznadziejnie. Wk... mnie, że facet woli się wyspać
                albo oglądac mecz niż przelecieć zonę!!!
                • 28.01.08, 17:22
                  dziewczyny to nie tak,nie bierzcie winy na siebie az dak duzej.jezeli sie
                  staralas rozmowa iczym ino moglas to poprostu daj sobie spokuj z nim nie warto
                  .wiem ze niema nic gorszego niz brak akceptacji meza dlatego jesli tak jest to
                  cza go olac i wyjc do ludzi .i zawsze byc usmiechnieta
      • 28.01.08, 16:46
        ja mam ten sam problem. Jesteśmy małżeństwem 6 lat. Dziecko 5 lat.
        Zero seksu. Mąż się sam zadowala a ja jestem u kresu wytrzymałości.
        mam ochote sie zabic bo juz nie czuję sie jak kobieta...do tego
        dziwne smy, maile do panienek.
        • 28.01.08, 17:18
          Dziewczyno, jakie zabic... co Ty piszesz, daj spokoj.
          Zyjesz tylko swoim zyciem, a nie meza czy kogokolwiek innego na swiecie. Poswiecic to sie najwyzej dla dziecka mozesz ;).
          Przede wszystkim mysl o SOBIE. Zdrowy egoizm jest po prostu zdrowy :). W historii juz byl jeden odkupiciel grzechow innych ludzi. Naprawde nikt wiecej nie musi sie poswiecac by targac na plecach krzyz.
    • 16.10.07, 20:33
      jest sie mezem , ma sie dziecko i jak wiadomo po rozwodzie straci sie
      kontakt z dzieckiem, a dla mnie kontakt to zycie w normalnej rodzinie codzienne
      a nie wizyty na weekend. to co mam zrobic .wiem wiem zycie
      bez milosci i seksu jest tak samo zalosne wiec to nie takie proste ,
      przypomina to 'wybor zofii"
    • 17.10.07, 16:09
      Jeśli problem tkwi w jego psychice - lub w wzajemnych kontaktach - to masz
      problem - w którym pomóc może tylko psycholog, albo zmiana partnera, istnieją co
      prawda moźliwosci rozwiązania bez udziału osób trzecich - między wami - ale nie
      przeceniał bym tych możliwości -stale rosnąca liczba rozwodów sugeruje coś innego.

      Radzę jednak sprawdzić - czy mąż nie złapał jakiegoś wirusa ( np. w barze,
      knajpie, itp.) Jest np. "wirus zmęczenia" więcej przeczytasz tutaj:
      www.eduskrypt.pl/wirus_zmeczenia-info-9076.html
      - a także kilka milionów innych powodów (bakterii, wirusów, itp)
      które mogą powodować podobne objawy -więc problem nie musi tkwić w psychice
      człowieka.
      --
      To by było na tyle.
      • 17.10.07, 19:33

        Z tego linku co podałeś
        Brytyjscy naukowcy przebadali 165 pacjentów z zespołem przewlekłego zmęczenia i długotrwałymi dolegliwościami ze strony przewodu pokarmowego. W ponad ośmiu procentach przypadków wykryto obecność enterowirusa, podczas gdy w próbkach pochodzących od 34 zdrowych ochotników znaleziono go tylko w siedmiu przypadkach.
        Problem w tym ze według podanych danych to u zdrowych wirus wystepuje u 20% a nie u 8% jak u chorych wnioski zupełnie przeciwne lub kolejny dziennikarzyna tłumaczył nie rozumiejąc sensu tego co pisze
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.