"Kobieta namiętna" - przekleństwo czy dar???? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Czytam sobie to forum i czytam i tak ostatnio doszedłem do wniosku, że kobiety naprawdę namiętne, te takie "natural born hot woman" tak naprawdę mają z tym swoim popędem więcej problemów niż powodów do zadowolenia.

    Sprawa jest o tyle dziwna, że jakby któregokolwiek faceta nie zapytać to w zasadzie każdemu taka się marzy.
    Zwsze chętna, wilgotna, dostępna, lubiąca niebanalne techniki, otwarta na eksperymenty, lubiąca się kochać w zasadzie zawsze i wszędzie, to mniej więcej ideał kochanki. No przynajmniej większość facetów o takich kobietach marzy. I wszystko jest pięknie dopóki ... heheh i to jest najlepsze ;-))), .... dopóki nie przychodzi do faktycznych ralizacji owych marzeń. Wtedy okazuje się, że taka kobieta na dłuższą metę to bardziej przekleństwo niż dar. Dlaczego ??? No bo ciągle chce, ciągle niezaspokojona tylko jedno ma w głowie. To z kolei budzi z czasem presję w facecie, zaczyna myśleć a jak już zacznie o tym myśleć to zaczynają sie problemy. Wtedy to nagle dużo pracy się robi, człowiek taki jakiś zmęczony, a to rano trzeba wstać itd. Wszyscy to znacie. Pewnie niejedna z Was, choćby z tego forum potwierdzi to co napisałem.

    Powstaje zatem sytuacja w której kobieta przytłacza swoją seksualnością faceta i ... temu, wydawałoby się "ogierowi" odechciewa się, powodując nawet utratę całkowitego zainteresowania tak pożądana jeszcze zupełnie niedawno kobietą. Taki trochę paradoks.

    Usłyszałem ostatnio taką teorię (wygłoszoną przez FACETA o podobno niemałym temperamencie, który "z niejednego pieca chleb jadł"): "Namiętna kobieta dobra jest jako kochanka, ale nie jako żona"

    Prawda czy fałsz i dlaczego ???
    Błogosławieństwo czy przekleństwo ???
    Co wy na to ???? Jestem ciekaw Wszego zdania na ten temat.

    Pozdrawiam
    Avide.

    --
    Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
    • No coz...wypowiem sie z punktu widzenia Kobiety Namietnej. Masz
      racje,Avide! To przeklenstwo nawet dla niej samej. I zgodze sie
      jeszcze w kwestii kolegi-on tez ma racje,za Kobieta Namietna lepiej
      sprawdza sie w roli kochanki. Ale wiesz co sie moze zdarzyc gdy taka
      kobieta nie zostaje zaspokojona jak nalezy,jak tego oczekuje i
      potrzebuje? Kobieta Namietna staje sie kobieta Zimna jak lodowiec.
      To takie zabezpieczenie przed destrukcja ze strony nie dajacego
      rady "ogiera".
      --
      -To kaczuszka? -Nie,to ptaszek Kukułka -Kółka ma?
      Josh Demolka
      Mija czas
    • Myślę, że taka kobieta dla większości facetów, to jest dar, ale
      tylko na krótka metę…potem jak sam piszesz, to ciężka i pełnoetatowa
      praca:))))i nie zawsze chce się iść do tej roboty. Zaczyna ona
      irytować, być drażliwa, marudna… To tak trochę żartobliwie, ale tak
      wygląda. Ale jak jest w rękach odpowiedniego mężczyzny…to umie
      wykorzystać jej namiętność dla obopólnej satysfakcji, nie tylko w
      łóżku. Takie kobiety, jeśli są spełnione, ale mają odrobinkę
      niedosytu zawsze będę przy takim mężczyźnie i są nie tylko
      namiętnymi kochankami, ale i dobrymi partnerkami w życiu.
      A swoją drogę zastanawiam się Avide, jak to jest dla Ciebie?:),
      Napisałeś wnioski z obserwacji, ale nie wyraziłeś swojego zdania,
      jak to jest dla Ciebie? Nadrobisz to?:))
      Pozdrawiam
      • Kazdy chce tego czego nie ma, a jak juz ma, po jakims czasie przestaje byc to
        interesujace.
        • Ja to nazywam "syndromem pelnej lodowki", czyli psychologiczna
          reakcja na uczucie sytosci/obfitosci. Ludzka psychika ma to do
          siebie ze na obfitosc i nadwyzke wszelkiego rodzaju dobr reaguje po
          pewnym czasie pewnym zblazowaniem czy znudzeniem. Pojawia sie
          przesyt, potem zobojetnienie, a w dalszej konsekwencji chec odmiany.
          Czlowiek jest tak skonstruowany, ze nachalna obfitosc czegokolwiek
          go na dluzsza mete meczy, a to co przychodzi zbyt latwo - przestaje
          interesowac. Do tego dochodzi jeszcze fakt, ze na dluzsza mete z
          goraca, wymagajaca kobieta seks zaczyna nosic pewne znamiona PRESJI,
          obowiazku - jest niejako narzucany odgornie - i przestaje byc
          przyjemnoscia sam w sobie. To tak jak z jedzeniem. Jezeli mam ochote
          na moje ulubione belgijskie czekoladki - i w dodatku musze sie
          postarac zeby je zdobyc (specjalnie wybrac sie do sklepu itp) to
          maja one dla mnie zupelnie inny smak niz gdyby ktos ciagle mi je
          narzucal i podtykal pod nos : gotowe, rozpakowane - i to w dodatku w
          momentach kiedy niekoniecznie mam ochote na jedzenie czegokolwiek. A
          juz gdybym permanentnie miala je w lodowce tydzien, miesiac, rok...
          to chyba kompletnie by mi sie przejadly i znudzily...


          --
          "Dopóki człowiek będzie śmiertelny, nigdy się do końca nie wyluzuje"
          (Woody Allen)
    • Dla jednych przekleństwo, dla innych - dar.

      Pewien młody człowiek przez całe życie marzył o tym, aby zamieszkać w stolicy.
      Mierziła go duszna atmosfera miasteczka, w którym mieszkał, wścibstwo sąsiadów,
      leniwie płynący czas, dokuczliwy brak bodźców otępiał jego zmysły i wolę.
      Dzięki dość nieoczekiwanemu zbiegowi okoliczności, człowiek ów znalazł pracę, co
      prawda nie w samej stolicy, lecz w innym dużym mieście. Radości nie było końca -
      oszołomiony szczęściem nadrabiał stracony czas w trójnasób korzystając ze
      wszystkich możliwości, które daje metropolia. Wkrótce miasto nie miało przed nim
      tajemnic - znał na pamięć wszystkie kina, dyskoteki, jazzy puby, galerie i
      burdele i tak naprawdę lekko zaczęło go nużyć tempo życia i powierzchowna
      konsumpcja, jakiej oddawali się z lubością wszyscy nowoprzybyli do miasta.
      Zatęsknił za głębszymi relacjami, ludźmi, na których mógł polegać, spokojnym
      celebrowaniem życia, cieszeniem się okruchami szczęścia. Zatęsknił za swoim
      miasteczkiem.
    • Jasne, że to przekleństwo. Jeszcze jedna potrzeba, która stawia w pozycji
      petenta w związku. Im więcej potrzeb, tym człowiek słabszy ogólnie. Najlepiej
      być zimną wyniosłą pindą, która rozdziela seks w systemie nagród i kar, niczego
      nie potrzebuje; nie ma na nią haka. Faceci uwielbiają zimne pindy, uwielbiają
      być poniewierani, kochają się prosić o seks ;)
      --
      youtube.com/watch?v=rGoMBi7WaKM&feature=related
      • wiek_chrystusowy napisała:

        > Faceci uwielbiają zimne pindy, uwielbiają
        > być poniewierani, kochają się prosić o seks ;)


        Nie wiem, czy mozna powiedziec ze "uwielbiaja", ale ze takie
        podniecaja i intryguja ich najskuteczniej, to znany fakt :-)

        --
        "Dopóki człowiek będzie śmiertelny, nigdy się do końca nie wyluzuje"
        (Woody Allen)
        • glamourous napisała:

          > Nie wiem, czy mozna powiedziec ze "uwielbiaja", ale ze takie
          > podniecaja i intryguja ich najskuteczniej, to znany fakt :-)

          Zimne pindy nie pociągają mnie ani trochę .....
          Poznaję takie po 2 minutach rozmowy i zazwyczaj
          (z wyjątkiem oczywiście rozmów zawodowych)
          nigdy więcej nie kontynuuję kontaktu.


          --
          "Nie oceniaj mnie, bo chociaż wyglądam na wieśniaka - niezły ze mnie jebaka ..."
          • prosty_facet napisał:

            > glamourous napisała:
            >
            > > Nie wiem, czy mozna powiedziec ze "uwielbiaja", ale ze takie
            > > podniecaja i intryguja ich najskuteczniej, to znany fakt :-)
            >
            > Zimne pindy nie pociągają mnie ani trochę .....
            > Poznaję takie po 2 minutach rozmowy i zazwyczaj
            > (z wyjątkiem oczywiście rozmów zawodowych)
            > nigdy więcej nie kontynuuję kontaktu.
            >
            wygląda na to ze wszystkie kontakty podporządkowujesz swoim seksualnym wyobrażeniom o innych. Dla mnie byłoby to dziwne i chyba niemożliwe aby utrzymywać kontakty tylko z tymi mężczyznami którzy są dla mnie atrakcyjni fizycznie albo podejrzewam ich o gorący temperament. Gdybym zaczęła ich oceniać w ten sposób to równałoby się to w moim przypadku z wysyłaniem nieświadomych niewerbalnych sygnałów seksualnych bo nad werbalnymi lepiej potrafię panować;) Są faceci, u których pasujaca mi aura tak jest widoczna, ze abym mogła funkcjonować wśród nich normalnie to wręcz wyzbywam ich pierwiastka seksualnego i trzymam kolegów na dystans jeśli w perspektywie łączyć nas mają dłuższe spotkania. Czy tzn że jestem zimną pindą?
            • bgz0702 napisała: Czy tzn że jestem zim
              > ną pindą?

              Musisz jeszcze coś napisać...nie minęły dwie minuty;)
              --
              Czy ja sobie przeczę?
              Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
              ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
              Walt Whitman, Pieśń o sobie
            • bgz0702 napisała:

              > wygląda na to ze wszystkie kontakty podporządkowujesz swoim seksualnym wyobraże
              > niom o innych.

              Raczej wskazuje dlaczego Prosty (ogolnie faceci?) rozpoczynaja kontakty z kobietami :) Zastanawiam sie czy ja jestem inna? Czasem mysle o podjeciu kontaktu czysto nieseksualnego z facetem ale zaraz mysle 'Eee wyjdzie z tego jakis syf' :)
              • A tak, tez mam takie opory a to wynik doświadczenia. Wiekszosc facetow uważa ze wspólne żarty czy wymiana zdan to jest zaczepka w stylu gry wstepnej:):) ale, ale wlasnie mi sie przypomniało ze moje zupełnie żartobliwe przekomarzanie sie z tygrysem tez wykorzystalas na moja niekorzyść, ale taki ten świat
                • bgz0702 napisała:

                  > A tak, tez mam takie opory a to wynik doświadczenia. Wiekszosc facetow uważa ze
                  > wspólne żarty czy wymiana zdan to jest zaczepka w stylu gry wstepnej:):) ale,
                  > ale wlasnie mi sie przypomniało ze moje zupełnie żartobliwe przekomarzanie sie
                  > z tygrysem tez wykorzystalas na moja niekorzyść, ale taki ten świat

                  Mysle, ze mnie nie zrozumialas. Ja podejmuje prawie wylacznie kontakty z mezczyznami, ktore maja szanse zakonczyc sie w lozku, innymi slowy traktuje ich prawie wylacznie jak obiekty seksualne, innymi slowy gram prawie zawsze wstepnie :) Dlatego jak jakis mezczyzna mi nie pasuje do lozka to wydaje mi sie, ze po proznicy moja mowa z nim, innymi slowy nie mam kolegow chyba, ze gejow. Stad taka a nie inna ocena przekomarzania sie z Tygrysem, dobra ocena wiec jak na niekorzysc? Nie ma przeciez nic zlego w checi pieprzenia Tygrysa :)
                  • hehe...ja raz w życiu spotykałam się z facetem bez kontekstu seksualnego. Nie był w moim typie w ogóle, do tego miał żonę ( miałam zasady). Był absolutnie bezpieczny. Skończyło się jak zawsze. Co do przekomarzań....mam w fabryce kolegę z którym wchodzę w bardzo erotyczne sytuacje słowne. Oboje mamy niezły ubaw, ludzie wokół też. Nie ma w tym za grosz podtekstu, za to bardzo się lubimy. Nie jest gejem.
                    --
                    Czy ja sobie przeczę?
                    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                    Walt Whitman, Pieśń o sobie
                  • hello-kitty2 napisała:
                    >
                    > Mysle, ze mnie nie zrozumialas. Ja podejmuje prawie wylacznie kontakty z mezczy
                    > znami, ktore maja szanse zakonczyc sie w lozku, innymi slowy traktuje ich prawi
                    > e wylacznie jak obiekty seksualne, innymi slowy gram prawie zawsze wstepnie :)
                    > Dlatego jak jakis mezczyzna mi nie pasuje do lozka to wydaje mi sie, ze po proz
                    > nicy moja mowa z nim, innymi slowy nie mam kolegow chyba, ze gejow. Stad taka a
                    > nie inna ocena przekomarzania sie z Tygrysem, dobra ocena wiec jak na niekorzy
                    > sc? Nie ma przeciez nic zlego w checi pieprzenia Tygrysa :)

                    pewnie nie;))
              • hello-kitty2 napisała:

                > bgz0702 napisała:
                >
                > > wygląda na to ze wszystkie kontakty podporządkowujesz swoim seksualnym wy
                > obraże
                > > niom o innych.
                >
                > Raczej wskazuje dlaczego Prosty (ogolnie faceci?) rozpoczynaja kontakty z kobie
                > tami :) Zastanawiam sie czy ja jestem inna? Czasem mysle o podjeciu kontaktu cz
                > ysto nieseksualnego z facetem ale zaraz mysle 'Eee wyjdzie z tego jakis syf' :)

                Wyjaśniłem sprawę o post wyżej....
                Zimna pinda to dla mnie określenie daleko szersze niż tylko z zakresu
                seksu czy erotyki. Dlatego napisałem, że nie podtrzymuję kontaktu.
                Wcale nie dlatego, że nie ma szans "pobzykać". Z fajnymi kobietami można
                pogadać bez wizji łóżka.



                --
                "Nie oceniaj mnie, bo chociaż wyglądam na wieśniaka - niezły ze mnie jebaka ..."
    • Jeśli obydwoje są namiętni tylko raz w miesiącu to ok:) Problem jest tylko
      wtedy, kiedy ona jest namiętna jedynie raz do roku:)
    • Kobieta namiętna jest zawsze darem. Namiętna, nie seksoholiczka. Czy
      mężczyzna umie ten dar spożytkować, to już inna sprawa. Namiętna, a
      dojrzała emocjonalnie i zrównoważona, nie zniecierpliwi się szybko,
      bo chłop chory, zmęczony czy przepracowany. Nie wymaga, by facet
      zawsze, wszędzie i za wszelką cenę stawał na wysokości zadania. Jak
      sprytna, to od czasu do czasu przetrzyma delikwenta, żeby mu nie
      spowszedniało;-)Nie ma też dużego zagrożenia zdradą.

      Ale zawsze wymaga zaangażowania, otwartości i pasji. I dbałości o
      sferę emocjonalną i seksualną związku. A te walory czasem trudniej
      panom z siebie wykrzesać, niż wzwód bez zarzutu. Jeśli trudno, to
      rzeczywiście wygodniej jest związać się z kobietą zimną. Ja jestem
      przekonana, że w gruncie rzeczy każdy z nas ma w życiu to, na co
      sobie zasłużył, czego w głębi duszy potrzebuje. My się mylimy w
      ocenie siebie i bliźnich bardzo często - "los" nie myli się nigdy.

      --
      "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
      jako los"
      • nie wiecie co zrobic, by ktoś mnie przekłął i takim skarbem
        obdarował?
      • aandzia43 napisała:

        Ja jestem
        > przekonana, że w gruncie rzeczy każdy z nas ma w życiu to, na co
        > sobie zasłużył, czego w głębi duszy potrzebuje. My się mylimy w
        > ocenie siebie i bliźnich bardzo często - "los" nie myli się nigdy.


        "Los" sie nie myli, ale ludzie w ich zyciowych wyborach - i owszem.
        Nie nazwalabym wyboru partnera "losem". Losowe sa raczej
        wypadki "odgornie nam narzucone przez zycie", zas wybor partnera to
        sa nasze prywatne decyzje. A z tym bywa roznie, bo nie kazdy z nas
        ma wyborna psychologiczna wiedze, doswiadczenie zyciowe oraz
        intuicje, zeby odczytac pewne symptomy, czy zwyczajnie przewidziec
        JAK ewoluowal bedzie z czasem partner, zwiazek, czy nawet on sam. A
        potem - w przypadku rozczarowania - przerwac istniejace wiezy jest
        czasem trudno, z bardzo roznych powodow. I tu wlasnie tkwi sedno.
        Zla decyzja, zly wybor, potem rozczarowanie - i kolejny wybor,
        czesto dramatyczny : zostac czy odejsc...

        --
        "Dopóki człowiek będzie śmiertelny, nigdy się do końca nie wyluzuje"
        (Woody Allen)
      • Ciekawe spostrzeżenie avide :-) i zgodne z moimi obserwacjami.

        Potwierdzam, że nadmiernie temperamentna i namiętna kobieta moze
        stać się (paradoksalnie) zagrożeniem nawet dla temperamentnego samca.
        Co do przyczyn to sądzę, że tkwią one w męskim genotypie,
        charakterze i historii.

        Facet chce czuć się zdobywcą, macho, myśliwym. Tak było w ostatnich
        paru tysiącach lat (jak nie dłużej) i głupie kilkadziesiąt ostatnich
        lat gdzie role się wyrównują - tego nie zmienią. Problemem czysto
        biologicznym jest fakt że kobieta - zawsze może (choć nie zawsze
        chce). Facet - nawet jak zawsze chce - to czasem nie może... Więc
        jeśli osobnik nawet z dużym temperamentem spotyka na swojej drodze i
        w swoim łóżku dziewczynę, która lubi to robić rano, w dzień i
        wieczór... a w weekendy jeszcze pomiędzy, to faktycznie zaczyna być
        pod presją. Dla mnie dwa/trzy numerki pod rząd to najmniejszy
        problem - dla faceta niestety ..tak ;-). Nagle facet zaczyna być w
        sytuacji, gdy oczekiwania partnerki potencjalnie mogą przekroczyć
        jego bieżące możliwości. Żaden rasowy samiec się do tego nie
        przyzna...więc zaczyna stosować uniki. Zupełnie co innego jest "ja
        chcę" a co innego "ja muszę". Przesyt - szczególnie w seksie - bywa
        destrukcyjny.

        Myślę, że facet czuje się w roli zdobywy niż zdobywanego i chce
        mieć wyłączne prawo do decyzji, kiedy jego plemniki mają opuścić
        cieplutkie schronienie :-)
        • alicja_z napisała:


          > Co do przyczyn to sądzę, że tkwią one w męskim genotypie,
          > charakterze i historii.
          >
          > Facet chce czuć się zdobywcą, macho, myśliwym. Tak było w
          ostatnich
          > paru tysiącach lat (jak nie dłużej) i głupie kilkadziesiąt
          ostatnich
          > lat gdzie role się wyrównują - tego nie zmienią.


          I w rzeczy samej tu tkwi cale sedno sprawy. Przez setki tysiecy lat
          ludzkiej ewolucji wyksztalcil sie taki a nie inny modus operandi
          ludzkiego samca : jezeli mial on ochote na seks i rozsianie swoich
          genow musial najpierw samice zdobyc i przekonac do siebie zeby to
          wlasnie z nim zdecydowala sie wspolzyc. Nawet jezeli nie pytal jej o
          zdanie, tylko ciagnal za wlosy do jaskini, czy padal do stop jej
          rodzicom - to tez przeciez byla forma zdobywania. Bezwolna kobieta
          zas laskawie pozwalala sie posiasc, przy czym ze wzgledu na
          mozliwosc praktycznie kazdorazowego poczecia musiala jakos dozowac
          partnerowi czestotliwosc wspolzycia - jezeli oczywiscie nie chciala
          rok w rodzic mu kolejnych dzieci. Nawet stare slownictwo oddaje
          istote tych naturalnych relacji : jeszcze do calkiem niedawna mowilo
          sie ze kobieta "oddala sie mezczyznie" zas o mezczyznie ze
          ja "posiadl". To mowi samo za siebie :-) Era pigulek i stuprocentowo
          pewnych srodkow antykoncepcyjnych zaczela sie bardzo niedawno,
          kobieca emancypacja seksualna rowniez. A to niestety za krotko, zeby
          zmienic utarte behawioralne schematy w naszych ksztaltowanych przez
          tysiaclecia mozgach.

          --
          "Dopóki człowiek będzie śmiertelny, nigdy się do końca nie wyluzuje"
          (Woody Allen)
          • glamourous napisała:

            Era pigulek i stuprocentowo pewnych srodkow antykoncepcyjnych zaczela sie
            bardzo niedawno, kobieca emancypacja seksualna rowniez. A to niestety za krotko,
            zeby zmienic utarte behawioralne schematy w naszych ksztaltowanych przez
            tysiaclecia mozgach.


            No, nie wiem, ja się uczę jakoś szybciej, ale używam metod kognitywnych ;-)
            --
            A tak na poważnie, to nie dałabym się tak gładko wpuszczać w te biolobajki
            serwowane regularnie na forum. Tłumaczenie zachowań ludzkich wyłącznie przy
            pomocy uwarunkowań biologicznych to jak patrzenie na świat poprzez jednokolorowy
            filtr - fotograf wie, że przy użyciu pomarańczowego filtra zdjęcie pola będzie
            miało ciekawszą, wyrazistszą fakturę, ale czy to zdjęcie jest obiektywnym, a
            przede wszystkim, czy jest jedynym prawdziwym obrazem pola?
            Wątpię - jest jedną z możliwych interpretacji rzeczywistości.
            Warto pamiętać, że oprócz tego dość popularnego tutaj paradygmatu istnieją
            również inne. I choć psychologia jest, w porównaniu z taką astronomią na
            przykład, dość młodą dziedziną nauki, to nie oznacza, że psychika istnieje od
            wczoraj.
            • eudajmonika napisała:

              > A tak na poważnie, to nie dałabym się tak gładko wpuszczać w te
              biolobajki
              > serwowane regularnie na forum. Tłumaczenie zachowań ludzkich
              wyłącznie przy
              > pomocy uwarunkowań biologicznych to jak patrzenie na świat poprzez
              jednokolorow
              > y
              > filtr

              Nawet jezeli w gre wchodzi nie tylko biolgia oraz
              gadzi mozdzek, to nie mozemy zapominac o czyms takim jak
              ksztaltowana przez wiele pokolen tradycja. Natura ludzka
              ukształtowala sie w procesie ewolucji biologicznej, ale zachowania
              człowieka są rowniez determinowane spolecznie, z pomoca utartych
              przez WIEKI schematow. Swiadomie mozemy sie przeciw temu buntowac,
              ale podswiadomosc i tak zrobi za nas swoje. Nie przeceniajmy zatem
              naszego gornolotnie rozumianego czlowieczenstwa i nie twierdzmy, ze
              skoro mamy 21 wiek to calkowicie panujemy nad zlozonoscia naszej
              natury i wszystko mamy pod kontrola.

              A tak zupelnie by the way, uczeni coraz glosniej trabia o tym ze
              ludzka psychika to rowniez biologia - decyduja o niej glownie GENY
              (pamiec genetyczna itp), a mniej wychowanie, srodowisko i inne
              wspolczesne nalecialosci. No, ale rozumiem, ze nie kazdy musi byc
              fanem Dawkinsa czy Pinkera...


              --
              "Dopóki człowiek będzie śmiertelny, nigdy się do końca nie wyluzuje"
              (Woody Allen)
              • Mam taką zasadę - one step behind i nie czytałam jeszcze Dawkingsa, nie wiem
                więc, czy jestem jego fanką. Wiem jednak, że istnieją w nauce, tak jak i w
                innych dziedzinach, różniaste mody - sama miałam okazję przeżyć kilka na bank
                prawdziwych paradygmatów w swojej dziedzinie i zaobserwować klasyczny efekt
                wahadła, na którym neoficko huśtała się większość środowiska - wte i z powrotem...

                Co zaś do granic naszych umiejętności poznawczych, to czytałam ostatnio wywiad z
                panią supernianią, która zapytała matkę dziewczynki, która nie chciała myć
                głowy, dlaczego ją straszy, że w mózgu zalęgną jej się robaki, jeśli tej głowy
                nie umyje. Mama zastanowiła się chwilę o powiedziała ... bo jej mama jej tak
                mówiła...

                Sorry, ale tradycja, nawet tysiące lat tradycji, nie zwalniają z myślenia. Nie
                zwalnia z myślenia też taka czy inna moda.
                • Piszac powyzej o "sile tradycji" nie mialam na mysli tego, co komu
                  mowila mama czy babcia :-) tylko raczej ze istnieja socjologicznie
                  uwarunkowane schematy zakorzenione w nas od wiekow, ktorym chcac
                  niechcac ulegamy - pomimo naszych pretensji do nowoczesnosci. Nie ma
                  to nic wspolnego z babcinymi przypowiesciami o duchach,
                  krasnoludkach czy robakach w mozgu - chodzi tu raczej o np. podzial
                  rol w rodzinie, meska potrzebe dominacji, kobieca tendencje do
                  wybierania partnera o dobrej pozycji materialnej, itp ktore z
                  sytuacja o jakiej piszesz ("superniania") nie maja nic wspolnego.

                  PS. Dawkins Dawkinsem, ale "moda" na psychologie ewolucyjna nie
                  datuje sie od wczoraj, juz w latach 50 Chomsky podlozyl podwaliny
                  pod zdobywajaca coraz wiecej zwolennikow pozniejsza teorie
                  determinizmu genetycznego.


                  --
                  "Dopóki człowiek będzie śmiertelny, nigdy się do końca nie wyluzuje"
                  (Woody Allen)
                  • Przytoczony przykład z wywiadu z supernianią bardzo dobrze określa mechanizm
                    działania wygodnego sięgania do tradycji w celu usprawiedliwienia pewnych braków.

                    Co do Chomskiego, to poproszę o bibliografię, bo może jest jakaś pozycja, której
                    nie znam.
                    Być może jego założenie, że nieskończona liczba wypowiedzeń bazuje na pewnej
                    skończonej liczbie wrodzonych wzorców logicznych, zostały "twórczo" wykorzystane
                    przez deterministów, jednak jeśli się zastanowisz, to zobaczysz, że
                    prawdopodobnie stało się to wbrew jego woli - jeśli przełożysz gramatykę
                    generatywną na "życie" to będzie oznaczało, że możliwa jest nieskończona liczba
                    konfiguracji przy zastosowaniu skończonej liczby wrodzonych rudymentariów,
                    którymi możesz rozporządzać.
                    Czy Twoim zdaniem rozwiązuje to sporu nature vs. nurture na korzyść determinizmu
                    biologicznego?
                    • Chomsky nie tylko był ojcem nowoczesnej lingwistyki i nie tylko gramatyka
                      generatywna się zajmował :-) ale również parał się badaniami nad strukturami
                      mózgu odpowiedzialnymi za przyswajani wiedzy i jako jeden z pierwszych zauważył
                      ze człowiek nie rodzi się jako tabula rasa, a posiada zakodowany genetycznie i
                      wrodzony potencjał - mówiąc ogólnie - intelektualny.

                      Miedzy innymi właśnie to rewolucjonistyczne zanegowanie tezy o tabula rasa
                      posłużyło później do badan nad determinizmem biologicznym oraz stworzyło
                      podwaliny dla biologii ewolucyjnej.

                      PS. Nie wycofuje się z dyskusji przez niegrzeczność czy dlatego ze brakuje mi
                      argumentów, ale powoli robi nam się niezbyt chyba interesujący dla innych
                      forumowiczów off topic...


                      --
                      "Dopóki człowiek będzie śmiertelny, nigdy się do końca nie wyluzuje" (Woody Allen)
      • aandzia43 napisała:

        > Ale zawsze wymaga zaangażowania, otwartości i pasji. I dbałości o
        > sferę emocjonalną i seksualną związku. A te walory czasem trudniej
        > panom z siebie wykrzesać, niż wzwód bez zarzutu. Jeśli trudno, to
        > rzeczywiście wygodniej jest związać się z kobietą zimną. Ja jestem
        > przekonana, że w gruncie rzeczy każdy z nas ma w życiu to, na co
        > sobie zasłużył, czego w głębi duszy potrzebuje. My się mylimy w
        > ocenie siebie i bliźnich bardzo często - "los" nie myli się nigdy.

        Święte słowa - z tym, że nie nazywałabym tego "losem". To raczej nasze
        podświadome wybory.
        Temperamentny facet wybiera podświadomie umiarkowanie temperamentną ładną pannę
        z dobrego domu? Dlaczego? Może gdyby była dziką kotką, to skończyliby jak główni
        bohaterowie "Gorzkich godów"? A tak, ma wyzwanie, twórczo przekuwa swoją
        namiętność do panienki w coraz to nowsze sposoby zachęcania jej, aby rozłożyła
        nogi i zwilgotniała na zawołanie.
        Wyuzdana panienka uwodzi spokojnego rówieśnika, miłośnika angielskiej poezji
        barkowej. Dlaczego? Już słyszę, że za kasę. Odpowiedź się komplikuje, gdy
        panienka oprócz wybujałego temperamentu posiada takie cech jak życiowa zaradność
        i nie potrzebuje sponsora, a do tego w sumie nie wiadomo, jak rokuje rówieśnik.
        A może ona wybiera go wbrew racjonalnej logice, jako osobę, która nie pozwoli
        jej się "spalić" na popiół w pożądaniu i rozwijać bardziej równomiernie, będąc
        takim hamulcem bezpieczeństwa.
        "Los", albo raczej podświadomość, nie myli się nigdy. Często w argumentacji
        powołujemy się na biologiczną stronę naszej natury, proponuję poczytać Erica
        Berne "Games people play", może też być w przetrawionej wersji jego następców -
        polecam Skiner, Cleese (ten Cleese!) "Żyć w rodzinie i przetrwać".
        • "W co grają ludzie" Berne'a uwielbiam okrutnie! Jeśli ewolucjonizm
          odziera z sentymentalnych złudzeń co do stosunków międzuludzkich
          brutalnie, to analiza transakcyjna robi to okrutnie;-)
          A "Żyć i prztrwać w rodzinie" nie dość, ze niegłupie, to jeszcze
          zabawne. Pewnie dzięki Cleesowi.
          A obie książki czyta się gładziutko i przyjemnie. No, jak się trochę
          przy tym przemyśliwa swój żywot, to niekoniecznie przyjemnie;-)

          --
          "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
          jako los"
      • Zdecydowałem się wyartykułować owe spostrzeżenie na podstawie przypadku Eeeli.
        Mam przyjaciółkę z którą godzinami wręcz potrafię rozprawiać na temat meandrów ludzkiej psychologi, ludzkiej seksualności. Kiedyś mnie zapytała czy aby jestem pewien, że naprawdę namiętna kobieta to taki "graal" jak się wydaje wszystkim facetom i czy przypadkiem po paru miesiącach posiadania takiego upragnionego "graala" nie odstawił jej jak zdobyte trofeum na półkę ?

        Oczywiście jako wiecznie, porządnie niedopieprzony facet, zanegowałem. Było to dla mnie oczywiste jak słońce.
        Nie mniej nauczyłem się, że w życiu nic nie jest czarno-białe.
        Wyobraziłem sobie sytuację w której ona chce jeszcze i jeszcze. Jako ambitny człowiek z natury dwa razy prosić bym się nie dał. Tego jestem pewien. Ale wszystko ma swoje granice. W końcu by zwyczajnie mi kutas nie stanął i już. Mniejsza z tym jakby trafił się taki weekend. A co jakby to był standard ??? Przyznaję, że chyba odechciał by mi się seksu w końcu. Pisze to w trybie przypuszczającym, bo na dłuższą metę jakoś miałem pecha w życiu i takiej kobiety nie spotkałem. Tak by być z nią co najmniej te kilkanaście miesięcy lub dłużej. Bo tylko taki okres wg mnie dawałby jakąś miarodajność. Zawsze jednak goniłem za tym seksem.

        Wiecie co... i prawie dałem się przekonać, że to jednak na dłuższą metę przekleństwo. Prawie....

        Może zacytuję kwintesencję tego co całkowicie rozwiało moje wątpliwości:

        aandzia43 napisała:

        "> Kobieta namiętna jest zawsze darem. Namiętna, nie seksoholiczka. (...)"

        Aandzia, chylę czoła. Poważnie. W ogóle cały ten post... Takie to było proste ale jakże trafne. Samo sedno. Podpisuję się pod każdym słowem.
        Kobieta namiętna to zawsze dar. Seksoholiczka wychodząca z pozycji roszczeniowej to przekleństwo. Nie mniej do bycia kobietą namiętną nie wystarczy tylko bycie wiecznie mokrą i gotową. Z tego daru trzeba umieć korzystać. Umieć przekuć ten dar w spełnienie, w nieustannie podgrzewane pożądanie, obojga partnerów nie tylko jej samej. Umieć podniecać a nie przytłaczać seksapilem. Umieć zachęcać i wykorzystywać tak by partnerowi nigdy nie było dość. Trzeba nauczyć sie korzystać z tego co dała natura by z daru nie przekuło się w przekleństwo.
        Przyrównał bym to do drzemiących w wielu ludziach innych talentów. Odpowiednio wykorzystywane dają im oraz wielu innym ludziom ogrom radości. Wykorzystane w niewłaściwy sposób bywają źródłem wielu problemów, cierpień.

        Dlatego kobieta namiętna moim zdaniem to dar, który zaróno ona jak i jej partner muszą NAUCZYĆ się wykorzystywać. OBOJE !!!!. By taki "dar" by się nie zmarnował, by został odpowiednio wykorzystany (i tutaj znowu zacytuje Aandzię) bo: "(...) zawsze wymaga zaangażowania, otwartości i pasji. I dbałości o sferę emocjonalną i seksualną związku."

        Eudajmonika - piękna przypowieść.
        Glamour - świąta racja z teorią pełnej lodówki
        Alicja_z - zgoda co do decyzyjności z "plemnikami" (BTW boskie) ;-))

        Nie mniej powtórze, taka kobieta to jednak dar, trzeba tylko nauczyć się korzystac z tego daru, bo nie wszyscy go maja.

        Moja żona, po wielu, naprawdę wielu godzinach rozmów, różnego rodzaju wizytach lekarskich i innych mniej lub bardziej zakręconych terapii około seksualnych, niedawno powiedziała mi tak:
        "Nawet nie wiesz jak ja bym chciała być taką namiętną kobietą. Łatwo się podniecać, reagować na dotyk, na pieszczoty jak na zwołanie, osiągać orgazmy i umieć czerpać z tego tyle radości ile to możliwe, chwiałabym bardzo... ale nie umiem." ;((

        Pozdrawiam
        Avide
        --
        Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
        • Niezmiennie zadziwia mnie, jak to się stało, że na forum o seksie, które -
          wydawać by się mogło - powinno skusić całą masę prymitywnej smarkaterii,
          udzielają się przede wszystkim ludzie mądrzy, wrażliwi i wnikliwi :-)

          Podoba mi się cały wątek, chociaż zgadłam byłam od początku, że mym nieszczęsnym
          przypadkiem został spowodowany ;-)

          > Moja żona, po wielu, naprawdę wielu godzinach rozmów, różnego rodzaju wizytach
          > lekarskich i innych mniej lub bardziej zakręconych terapii około seksualnych, n
          > iedawno powiedziała mi tak:
          > "Nawet nie wiesz jak ja bym chciała być taką namiętną kobietą. Łatwo się podnie
          > cać, reagować na dotyk, na pieszczoty jak na zwołanie, osiągać orgazmy i umieć
          > czerpać z tego tyle radości ile to możliwe, chwiałabym bardzo... ale nie umiem.
          > " ;((

          Tu zaś bym widziała (dla siebie) odpowiedź. Zgadzam się, że niełatwo jest być
          kobietą namiętną. Jeśli chodzi o mój konkretny przypadek, pragnę sprostować, że
          kobietą namiętną stałam się przy tym konkretnym partnerze (chociaż zawsze miałam
          do tego zadatki, tylko brakowało iskry zapalnej). Czerpanie prawdziwej radości z
          bliskości i seksu z partnerem to coś, czego uczyłam się długo - stąd szereg
          moich 'zbawiennych' rad na tym forum, z żalu nad kobietami, które nie potrafią
          się tego nauczyć.

          Wolę być namiętna i nieco zaniedbana niż nie potrafić zaznać tego całego dobra
          namiętności. Ci, którzy latają wysoko, spadają z wysoka. Ci, którzy latają
          nisko, są bezpieczniejsi, ale widoków żadnych nie mają.




          --
          "Jeśli chodzi o wyrazy i wyrażenia, ów swoisty wokabularz, który niecnych
          profanów przyprawia o konfabulacje pozwalające im na bezeceńskie umniejszanie
          amfitrionom, donoszę, iż są częścią języka polskiego." (by Poszukiwaczarmi)
    • Uff, nareszcie znalazłam, głęboko w archiwum. O wielkiej namiętności, niedopchnięciu, Graalu i problemach PKP ;-)

      cytat nieautoryzowany z Kawitatora sprzed 2 nieomalże lat:

      "Najpierw przyczepiłbym się do „wielkiej dysproporcji” Jest to według mnie znany przykład kas biletowych . Kasa biletowa może obsłużyć 50 klientów na godzinę. Mamy 10 kas czyli możemy sprzedać w ciągu godziny bilety 500 klientom Jeżeli przychodzi do kas nie 500 a 550 klientów to stanowi to zaledwie 10 % różnicy Po 10 godzinach w hali kłębi się tłum 500 niezałatwionych. Przed każdą kasą kolejki po 50 osób Jakiż mamy wielki problem, gdy tymczasem zwiększenie ilości kas tylko o jedna rozwiązało by problem całkowicie Biorąc oczywiście poprawkę na stany nieustalone czyli stan osiągania równowagi. Zastanówmy się Mamy tu głosy osób spragnionych seksu w swoich związkach Małoooooo ! Mam raz na miesiąc a chcę codziennie No nich będzie co dugi dzień Czyżby ? Ile mało? Gdyby taka wylewająca żale osoba miała codziennie to prawdopodobnie juz po kilku dniach mógłby napisać post „Ratunku!. Dosyć czy nie można we dwójkę robić czegoś innego?”
      Na potwierdzenie tego mogą służyć opisywane na forum przykłady. Najpierw ona nie chcę a on chcę i to jest straszna różnica a zaraz potem ze to on nie chce a ona chce i to też jest straszna różnica Piszą to te same osoby Z przeprowadzonego rozumowania wynika ze zmiany libido na poziomie kilku procent mogą odwrócić sytuację i tego zaborczego żądającego przenieść na pozycje głuchego i żądającego czułości ale nie seksu cbdo."
      • Oki, cytat fajny, przyznaję. Pamiętam jak go napisał Kawi. Z jajem i w ogóle.
        Tylko... jak to się ma do tematu ??????
        Powiedz mi... zatem przekleństwo czy dar ???

        Bo to, że odwrócenie kilkuprocentowe potrzeb może wiele rzecz przewartościować to wiemy wszyscy, no większość.

        Pzdr.
        Avide.


        PS. Bilety na PKP można już przez internet ;-))) załatwiać. To powinno rozwiązać problem kas ;-).

        --
        Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
        • Masz rację, cytat nie odpowiada bezpośrednio na Twoje pytanie.
          To pewnie dlatego, że odpowiadam na raty:
          1)namiętna partnerka jednego dnia może być skarbem, a następnego przekleństwem - to już napisałam w mojej przypowiastce;
          2) czasami nasze "przekleństwa" są wyolbrzymione - wklejka z Kawiego;
          3) coś, co jawi się "przekleństwem" może być tak naprawdę najlepszym możliwym wyborem, choć z różnych względów nieuświadomionym (np. ze względu na ograniczoną możliwość porównania w związkach monogamicznych, inne ograniczenia) - nawiązanie do wpisu Andzi o "losie", czyli inaczej o wyborach naszej podświadomości.


    • Dla jednego namiętna to taka co ma ochotę 1 na tydzień, a dla drugiego taka co
      ma ochotę 3 razy dziennie :-)
      A i różni są faceci - jeden może 3 razy dziennie i dla niego taka kobita nie
      będzie zagrożeniem. A dla faceta co ledwo raz w ygodniu może z siebie wykrzesać
      energię to ta co chce 3 razy dziennie będzie dla niego prawdziwym nieszczęściem ...
      • Krótko mówiąc - kobieta namiętna , w dobrych rękach ,to dar niebios.

        I trzeba dodać do tego całą,wcześniej opisaną drogę ewolucji,losu,wyborów i
        znajomość psychologii, empatię,chęć i możliwość jasnego postrzegania świata i
        ludzi w sferze ludzkich pragnień...dużo tak jeszcze można.

    • Kobieta namiętna, ktora stale mysli o jednym i takiż mężczyzna, to utrapienie
      dla każdego partnera, ktory nie mysli stale o seksie. Takich wielu...
      Teoretycznie namietna kobieta, to marzenie kazdego faceta, ale tylko
      teoretycznie, bo w praktyce to malo, ktory nie wymieknie stale poddawany
      "napasciom" seksualnym - czy to fizycznym (poklepywanie, obmacywanie, kąsanie,
      całowanie itp.), czy werbalnym (sugestie, podteksty, piprzne komentarze). W
      odwrotna strone jest identycznie. Gdy facet ma chec stale, to nawet lubiaca seks
      kobieta moze miec dosc, bo wszystko jest smaczne dopoki nie poczuje sie
      przesytu, a o przesyt nie jest trudno. Nawet w seksie.
      Najlepsze delicje sie nudza, gdy mamy je stale pod reka. I nie ma na to sposobu.
      Rok, dwa moze byc genialnie, a potem czlowiek zwyczajnie czuje, ze sie przejadl
      i zaczyna unikac lub zmniejszac czestotliwosc tego, co poczatkowo jawilo mu sie
      jako dar od losu.
      Namietnosc - jak najbardziej, ale z szacunkiem dla "nie" partnera, z wyczuciem
      kiedy i gdzie, bo naprawde nie wszyscy zawsze maja chec (co dziwne, hehe), nie
      zawsze ma sie sile, nastroj, a fakt, ze ktos mowi "nie" teraz, nie znaczy, ze
      jest to nie na zawsze. Warto nie zarżnąć kogos swą seskulanością. Troche
      wyczucia zawsze sie przyda.
      Napisala to ta, ktora swa namietnoscia przytloczyla kiedys meza...;)

      --
      Jeżeli opuszczają mnie moje diabły, obawiam się, że ulecą z nimi moje anioły.
      (Rilke)
      • > Napisala to ta, ktora swa namietnoscia przytloczyla kiedys
        meza...;)

        Madrze ta pisze, a mnie chyba (niestety) czeka stosowanie sie do
        tych madrych rad :-)


        --
        Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
        • Ja tez zarżnęłam (co za piękne i sugestywne określenie w sam raz adekwatne do
          sytuacji ;-)) byłego partnera moją seksualnością. Po zakończeniu tamtego związku
          postanowiłam sobie solennie, ze mojego następnego faceta już tak moim
          temperamentem nie przytłoczę. Teraz wiele wysiłku kosztuje mnie, żeby się aż tak
          bardzo z tą moją seksualnością (oraz ogólnym pędem do bliskości) za bardzo nie
          wychylać. W każdym razie nie na tyle, aby mój mąż wyraźnie odczul, ze to jednak
          ja mam w naszym związku nadwyżkę temperamentu. Według Starowicza właśnie to
          utrzymanie faceta w iluzji ze to ON ma nad kobieta owa "nadwyżkę" i ze to ON
          decyduje o częstotliwości współżycia jest warunkiem sine qua non utrzymania jego
          pożądania na dłuższą metę. Staram się o tej żelaznej zasadzie nie zapominać i
          utrzymać te proporcje, chociaż ciężko mi to idzie ;-/

          Ech, codziennie życie "gorącej kobiety" wcale nie jest takie łatwe ;-/

          --
          "Dopóki człowiek będzie śmiertelny, nigdy się do końca nie wyluzuje" (Woody Allen)
          • Najgorsze, ze nawal pracy i dodatkowe zajecia wcale tak naprawde nie
            pomagaja - jak sie jest zmeczonym, to bliskosc z partnerem
            (niekoniecznie pelny seks) jest rzecza wrecz regenerujaca :-)

            A trafil sie mi taki w chlodzie chowany i fizycznym dystansie. I tak
            bardzo duzo sie nauczyl, bedac ze mna!

            --
            Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
            • Ja tez mam takiego chowanego w chłodzie i dystansie. Tyle, ze ten mój egzemplarz
              jest o tyle dziwny, ze właśnie potrzebuje baaardzo dużo czułości na codzien, tak
              jakby rekompensował sobie niedobory z dzieciństwa ;-)
              A ja z kolei życzyłabym sobie, żeby z tych licznych czułości, przytulanek i
              buziaków nieco częściej generował się spontaniczny seks...:-/ Wołałabym nawet,
              żeby mniej było tych bezproduktywnych czułości i drapania się po pleckach, a
              więcej testosteronu i więcej seksu :-/ Ot tak powiedzmy pół na pół...

              --
              "Dopóki człowiek będzie śmiertelny, nigdy się do końca nie wyluzuje" (Woody Allen)
    • Ja się zgadzam. Nie siedzę wprawdzie w głowie u każdego faceta, ale
      myślę, że:
      - taka kobieta jest postrzegana jako potencjalnie niewierna (a to w
      naszym społeczeństwie minus jak stąd do Australii)
      - taka kobieta odbiera facetowi chociaż namiastkę wrazenia, ze on ją
      zdobywa, a to IMO panom potrzebne jak powietrze (leżała, sorry, z
      rozłożonymi nogami, wiec gdzie tu zdobywanie? Nigdzie)
      -taka kobieta faktycznie przytłacza swoją seksualnością i w pewnym
      momencie pan zaczyna wątpić na własny temat. Wtedy oczywiście on
      czuje się źle i dodatkowo patrz punkt pierwszy.
      - wszystko się kiedyś przeje. Chodzenie dzień w dzień na wystawne
      bankietowe obiady z dziesiecioma przystawkami, pięcioma daniami i
      czterema rodzajami deseru nie bedzie nas w nieskończoność rajcować
      tak, jak za pierwszym razem.

      Panowie chyba tak naprawdę marzą o chętniej i namiętnej kobiecie,
      lubiącej seks i majacej sporo pomysłów. Ale określenia takie jak:
      zawsze dostępna, zawsze wilgotna, na wyciągniecie ręki i będzie się
      kochać kiedy zechcesz- to należałoby z definicji IMO wyrzucić.
      Szczególnie to "zawsze" jeśli rozumiane dosłownie:P
      • Czytam ten wątek i czytam i nachodzą mnie dwie refleksje...obie raczej smutne :(
        Pierwsza to taka, że niewątpliwie jestem przeklęta, a druga,że jestem
        przekleństwem dla mojego męża. Przytłoczyłam go swoją seksualnością, potrzebą
        bliskości i ciągłą gotowością. Od kilku miesięcy odczuwam tego efekty...nawał
        pracy, permanentne zmęczenie, bóle głowy etc. Zorientowałam się, że coś jest nie
        tak...,ale czy nie za późno? Zupełnie nie wiem, jak się zachowywać..Już nie
        mówię mu, że mam ochotę, nie kokietuję, nie uwodzę od rana...i nic. Jemu ochota
        przeszła zupełnie, na cokolwiek. Ale załóżmy, że zapragnie mnie zdobyć..co
        wtedy? Mam udawać niedostępną, niezainteresowaną? Jak zmienić się z przekleństwa
        w dar../
        ps. mam tylko nadzieję,że jeszcze kiedyś spróbuje mnie zdobyć :)
    • Namiętna kobieta jest darem, tylko wtedy, gdy partner jest
      odrobinę!!! bardziej namiętny. Jeśli tak nie jest, to przynajmniej
      należy stworzyć taką iluzję. Chyba nie ma nic gorszego, niż kobieta
      przytłaczająca swą seksualnością faceta. Taka, której nie jest w
      stanie sprostać.
      • Zawsze jest oral,nie tylko jako ratunek...
        --
        "Kaftany bezpieczeństwa przypinają bez przymiarki!" (Janusz Gaudyn)
        • Jesli kobieta chce byc tak po prostu konkretnie zerznieta to jezyk slabo sie do tego sprawdzi. Sa takie ktore w ogole srednio rajcuje oral. No i najwazniejsze: wiekszosci kobiet lizanko sprawia radoche wtedy gdy partner jest podniecony - jesli nie maja tej swiadomosci przyjemnosc sie rozmywa.
          Poza tym facet ktory odczuwa, ze nie daje rady w lozku sam zaczyna sie od niego wymigiwac. Przez pewien czas moze sie spinac, by podbudowac nadwatlone ego, ale predzej czy pozniej jakos tam sobie odpusci. Moze nawet uznac, ze partnerka go nie podnieca, jest kiepska, albo zacznie ja zdradzac by sie dowartosciowac itd.
          Nie mozna chyba stwierdzic nic madrzejszego od tego co juz zostalo napisane. Przerastanie partnera potrzebami, wyobraznia, oczekiwaniami owszem jest darem - ale bardzo niefortunnym.
          --
          Pat demokratow: wybierajac Obame jest sie seksista, glosujac na Hilary rasista.
          • A czy Panowie wybierając partnerkę życiową nie kierują się
            podświadomie zasadą, że na wszelki wypadek ma być mniej namiętna niż
            oni? Czyli to na co później narzekają, to ich nieuświadomiony wybór,
            chroniący własne ego? Można się przecież poskarżyć kumplom, że żona
            nie chce dawać, ale chyba nie wypada się żalić, że żona chce za
            często?
      • A jeśli kobieta namiętna trafi na namiętnego faceta- i się zgrają?
        • Czy sie zgraja czy nie zgraja - fajnie, ze ktos odkopal ten stary, ale jakze jary watek :)
          Buziaki dla nieobecnych (lub obecnych niezwykle rzadko) starych forumowych druhow : Anais, Avide i Eeeli.

          --
          Przez dlugosc jednego przystanku, para cyckow obmacywala moja dlon z kazdej mozliwej strony w rytm wszystkich zakretow i wybojow. Tramwajowy taniec macaniec w wersji luksusowej.
          (by Gomory)
    • avide napisał:

      > Prawda czy fałsz i dlaczego ???
      > Błogosławieństwo czy przekleństwo ???

      Kwestia partnera. Obojga. Potrzeb, możliwości i oczekiwań. Ale oczekiwań, gdzie
      się mierzy siły na zamiary. Bo deklaracje zazwyczaj okazują się wielce
      rozbuchane (po obu stronach).;)
      --
      opieram się wszystkiemu, oprócz pokusy /O.W.
    • "Kobieta namiętna" bardziej kojarzy mi się z kobietą, która szybciej się
      pobudza, bardziej przeżywa i zapomina się podczas kochania niż z seksoholiczką,
      która ciągle musi mieć seks. Jeśli o taką kobietę chodzi, to jest to raczej
      darem niż przekleństwem.
      • "Kobieta namiętna" bardziej kojarzy mi się z kobietą, która szybciej
        się
        > pobudza, bardziej przeżywa i zapomina się podczas kochania
        Jeśli o taką kobietę chodzi, to jest to raczej
        > darem niż przekleństwem.

        Nawet, jeśli tak szybko się pobudza i zapomina na widok każdego
        faceta?
      • > "Kobieta namiętna" bardziej kojarzy mi się z kobietą, która szybciej się
        > pobudza, bardziej przeżywa i zapomina się podczas kochania niż z seksoholiczką,
        > która ciągle musi mieć seks. Jeśli o taką kobietę chodzi, to jest to raczej
        > darem niż przekleństwem.


        Co to znaczy 'ciągle mieć seks'?

        Czy jak chcę go raz dziennie, to już jestem seksoholiczką? A może nawet, jak
        chcę raz na dwa dni? Czy też raczej raz na sześć godzin?

        A kobiecie namiętnej może wystarcza 'zapominanie się' raz na miesiąc?

        --
        Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
        • - Na pewno nie chodzi tu o częstotliwość kontaktów seksualnych. Są ludzie,
          którzy mają codziennie stosunki i nie można o nich powiedzieć, że są
          seksoholikami. Bo są to ludzie zdrowi. Granica nie leży w częstotliwości, tylko
          - czy człowiek cierpi z tego powodu, bo działa w sposób przymusowy. Nie ma
          potrzeby seksu tak naprawdę, ale musi to robić. Tak jak ten, który pali
          papierosy - już nie chce zapalić, ale musi.
          Lew Starowicz
    • jw
      • A mnie sie ta dyskusja tak głupio skojarzyła ;-)
        Jasio, pisząc wypracowanie, pyta ojca: -Tato, jak powinno się pisać: Królowa Lodu, czy Królowa Loda?, - To zależy, synu, czy chcesz żeby była postacią negatywną, czy pozytywną...
    • no fajnie.nie dość ,ze przekleta to do tego jestem zboczona.
      u mnie do sexu najszybciej przez uszy :D
      ale na pocieche mam chociaz to,ze uczę się cieszyć z tego co mam... raz na
      dlugi czas...
    • przekleństwo...zwłaszcza gdy partner do ciągle chętnych nie należy...:(
    • avide napisał:

      > Usłyszałem ostatnio taką teorię (wygłoszoną przez FACETA o podobno niemałym tem
      > peramencie, który "z niejednego pieca chleb jadł"): "Namiętna kobieta dobra jes
      > t jako kochanka, ale nie jako żona"
      >
      > Prawda czy fałsz i dlaczego ???
      > Błogosławieństwo czy przekleństwo ???
      > Co wy na to ???? Jestem ciekaw Wszego zdania na ten temat.

      Obawiam się, że zbytnio sugerujesz się piniami z tego forum.
      A nie trafiają tutaj ludzie, gdzie kobieta i mężczyzna mają takie
      same temperamenty i bzykają się po 3 razy dziennie.
      Tutaj trafiają tacy, co są niedopasowani.
      Więc moim zdaniem to nie jest kwestia temperamentu kobiety, tylko
      kwestia różnicy temperamentów.
      Oczywiście temperament może ewoluować w czasie związku.
      Facetowi koło 40 spada, a kobiecie rośnie. I stąd problemy.
      Dochodzi jeszcze kwestia znudzenia.... Choć osobiści wydaje mi się,
      że osoby z dużym temperamentem i otwartością potrafią sobie
      na tyle uatrakcyjnić pożycie, że się sobą nie nudzą.
      Albo zapraszają kogoś trzeciego czy czwartego, albo swingują.
      Już Starsi Panowie śpiewali:
      "I wespół w zespół i wespół w zespół,
      By żądz moc móc zmóc..."


      --
      "Nie oceniaj mnie, bo chociaż wyglądam na wieśniaka - niezły ze mnie jebaka ..."
      • prosty_facet napisał:

        >>(...)Albo zapraszają kogoś trzeciego czy czwartego, albo swingują.
        Już Starsi Panowie śpiewali:
        "I wespół w zespół i wespół w zespół,
        By żądz moc móc zmóc..." <<

        Rozmarzyłeś się, a w piosence było dwóch panów aby dać radę jednej pani ( pewnie Kalinie J.)


        --
        Najmi
        • > Rozmarzyłeś się, a w piosence było dwóch panów aby dać radę jednej pani ( pewni
          > e Kalinie J.)

          2M + 1K jest jak Coca Cola: "to jest to".
        • > Rozmarzyłeś się, a w piosence było dwóch panów aby dać radę jednej pani ( pewni
          > e Kalinie J.)

          Właśnie czy Kalina Jędrusik była przekleństwem dla Dygata?
          Raczej zdecydowanie inspiracją.
          Bo nikomu nie przeszkadzało że potrafił się nią dzielić z innymi :)

          --
          Bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka (Wiesław Sokoluk).
          • urquhart napisał:
            > Właśnie czy Kalina Jędrusik była przekleństwem dla Dygata?
            > Raczej zdecydowanie inspiracją.
            > Bo nikomu nie przeszkadzało że potrafił się nią dzielić z innymi :)

            Przekleństwem to chyba była dla córki Dygata, bodajże Magdaleny, która we wspomnieniach strasznie Kalinę obsmarowała, zrobiła z niej prawdziwego potwora...
            A jak było naprawdę, któż to wie?


            --
            Najmi
    • Przekleństwem to jest bycie kobietą namiętną. "Zawsze chętną, wilgotną, dostępną, lubiącą niebanalne techniki, otwartą na eksperymenty, lubiącą się kochać w zasadzie zawsze i wszędzie".
      Nie mam bogatej przeszłości seksualnej i wygórowanych potrzeb, ale tylko przy jednym partnerze nie bałam się pójść na całość i pokazywać tego "zawsze i wszędzie". Tylko on niewerbalnie upewniał mnie, że się nie boi moich chęci, a przyjmuje je z radością i tylko on swoimi chęciami mi dorównywał.

      Dlatego te wszystkie teksty, że faceci ruchaliby na okrągło, są dla mnie trochę z kosmosu.
      • zyg_zyg_zyg napisała:

        > Przekleństwem to jest bycie kobietą namiętną. "Zawsze chętną, wilgotną, dostępn
        > ą, lubiącą niebanalne techniki, otwartą na eksperymenty, lubiącą się kochać w z
        > asadzie zawsze i wszędzie".
        > Nie mam bogatej przeszłości seksualnej i wygórowanych potrzeb, ale tylko przy j
        > ednym partnerze nie bałam się pójść na całość i pokazywać tego "zawsze i wszędz
        > ie". Tylko on niewerbalnie upewniał mnie, że się nie boi moich chęci, a przyjmu
        > je je z radością i tylko on swoimi chęciami mi dorównywał.
        >
        > Dlatego te wszystkie teksty, że faceci ruchaliby na okrągło, są dla mnie trochę
        > z kosmosu.

        to imaginacja dla poprawy samopoczucia;)) a jak zostana przyłapani na tym ze nie moga to zaraz pojawia sie masa argumentów i usprawiedliwień tak ze w sumie to i tak nie ich wina ze nie mogą, bo w sumie to oni moga...;))
      • Ja trafiłam na dwóch takich:) Ale ile ton węgla musiałam przerzucić...;) Niestety o tych mężczyznach nie można by powiedzieć że byli 'męskimi mężczyznami". Jako czołowy argument podam że mnie chcieli- bardzo "męską kobietę";) Poza tym byli wyciszeni, opiekuńczy, empatyczni, świadomi własnych ograniczeń, kochający wszystkie kobiety bez względu na rodzaj obuwia i rozmiar mieszczący się w granicach normy, nawiązywali więzi emocjonalne ( nie tylko erotyczne)i. Nie bali się o swój image, o swoją męskość. Lubię takich facetów. Nie wyobrażam sobie bycia z kimś kto mnie obarcza odpowiedzialnością za swoje moce i niemoce.
        --
        Czy ja sobie przeczę?
        Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
        ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
        Walt Whitman, Pieśń o sobie
    • avide napisał:

      > Zwsze chętna, wilgotna, dostępna, lubiąca niebanalne techniki, otwarta na ekspe
      > rymenty, lubiąca się kochać w zasadzie zawsze i wszędzie, to mniej więcej ideał
      > kochanki. No przynajmniej większość facetów o takich kobietach marzy. I wszyst
      > ko jest pięknie dopóki ... heheh i to jest najlepsze ;-))), .... dopóki nie prz
      > ychodzi do faktycznych ralizacji owych marzeń. Wtedy okazuje się, że taka kobie
      > ta na dłuższą metę to bardziej przekleństwo niż dar. Dlaczego ??? No bo ciągle
      > chce, ciągle niezaspokojona tylko jedno ma w głowie. To z kolei budzi z czasem
      > presję w facecie, zaczyna myśleć a jak już zacznie o tym myśleć to zaczynają s
      > ie problemy. Wtedy to nagle dużo pracy się robi, człowiek taki jakiś zmęczony,

      >
      > Powstaje zatem sytuacja w której kobieta przytłacza swoją seksualnością faceta
      > i ... temu, wydawałoby się "ogierowi" odechciewa się, powodując nawet utratę ca
      > łkowitego zainteresowania tak pożądana jeszcze zupełnie niedawno kobietą.

      Tu przyjacielu mylisz niewieścią namiętność z seksoholizmem.
      Bo namiętność to nie tylko sfera seksualna.
      To też namiętności, pasje te zwykłe, codzienne, wynikające z radości z życia, czyli ze szczęścia.
      A co z seksem ?
      Kochany, na bazie zwykłych namiętności, to nie seks, to mądrze dawkowane w czasie odjazdy, szalone akty miłosne.
      A co to za zwykłe pasje, namiętności ?
      - Smakuje ci zupka którą ci ugotowałam ? Wiesz, znalazłam taki przepis. Jest tam ......, ......., ......., powinno być dobre. Nic nie mówisz ? I gdy na to pytanie słyszy "nie mówię, ba zapchany jestem. Ta twoja zupka to rekord świata".
      - Rozmowa z kwiatkami w jej/ich ogrodzie. Jakie to one cudne i kochane biedaczki.
      - Ugłaskiwanie stworzenia domowego.
      - Nazywanie (gdzieś w greckich górach) stadnych baranów "moje kochane pięknoty".
      - Szorowanie łazienki i tłumaczenie ze syf taki był że wejść się nie dało i że ręce urobiła.
      - Gdy na spotkaniu z ludźmi jest mowa o jakich przekrętach i ze ktoś się dał nabrać, ona mówi "nam tez przysłali tę ofertę, ale mój ...... powiedział żeby spierdalali (duma to też pośrednio pasja budująca namiętność).
      - Pasja mówienia nie, gdy w rzeczywistości ona jest na tak i gdy partner myśląc, gadaj sobie zdrowa, wykona to co niby mało być na nie.
      - Itd.
      Tyle teorii o pasjach i namiętnościach związanych ze związkiem i na budowanie tego związku ukierunkowanych.
      A co z namiętnościami indywidualnymi, tymi niezwiązanymi ze związkiem ?
      1 - Pasje bez przegięć, tolerowane przez partnera. Tu da się przeżyć, a nawet mogą mieć pozytywny wpływ na relacje w związku. Mogą, ale łatwe to nie jest.
      2 - Pasje z przegięciem, czyli wk.....ce partnera. No tu kicha i rad na zwalczenie ich nie mam. Jeśli już, to tylko jedną, ograniczającą się do krótkiego, wolna droga.
      Starczy.
      Na koniec coś o pasjach.
      www.youtube.com/watch?v=F76SF2S57fw
      Pozdrawiam.





      • potwor_z_piccadilly napisał: > A co to za zwykłe pasje, namiętności ?
        > - Smakuje ci zupka którą ci ugotowałam ? Wiesz, znalazłam taki przepis. Jest ta
        > m ......, ......., ......., powinno być dobre. Nic nie mówisz ? I gdy na to pyt
        > anie słyszy "nie mówię, ba zapchany jestem. Ta twoja zupka to rekord świata".
        > - Rozmowa z kwiatkami w jej/ich ogrodzie. Jakie to one cudne i kochane biedaczk
        > i.
        > - Ugłaskiwanie stworzenia domowego.
        > - Nazywanie (gdzieś w greckich górach) stadnych baranów "moje kochane pięknoty"
        > .
        > - Szorowanie łazienki i tłumaczenie ze syf taki był że wejść się nie dało i że
        > ręce urobiła.
        > - Gdy na spotkaniu z ludźmi jest mowa o jakich przekrętach i ze ktoś się dał na
        > brać, ona mówi "nam tez przysłali tę ofertę, ale mój ...... powiedział żeby spi
        > erdalali (duma to też pośrednio pasja budująca namiętność).
        > - Pasja mówienia nie, gdy w rzeczywistości ona jest na tak i gdy partner myśląc
        > , gadaj sobie zdrowa, wykona to co niby mało być na nie.

        Mój Boże...
        --
        Czy ja sobie przeczę?
        Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
        ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
        Walt Whitman, Pieśń o sobie
        • zawle napisała:

          > Mój Boże...

          Troszkę komplementów pod moim adresem w swoim życiu usłyszałem, przeczytałem, ale ten to coś nowego.
          No no.
          • potwor_z_piccadilly napisał: > Troszkę komplementów pod moim adresem w swoim życiu usłyszałem, przeczytałem, a
            > le ten to coś nowego.
            > No no.

            Mam nadzieję że tamte komplementy były do Ciebie i były komplementami. Mój zwrot nie spełnia Twoich założeń.
            --
            Czy ja sobie przeczę?
            Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
            ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
            Walt Whitman, Pieśń o sobie
            • zawle napisała:

              > Mam nadzieję że tamte komplementy były do Ciebie i były komplementami. Mój zwro
              > t nie spełnia Twoich założeń.

              Szkoda, a mogło być tak pięknie.
              No, jeśli to jednak inne założenia, to pozostaje tylko przypuszczenie że gdy jeszcze troszkę poteoretyzuję na tym forum, to Ty na prawdziwą wiarę się nawrócisz.
              Proboszcz dobrodziej ucieszy się.

              • potwor_z_piccadilly napisał: > No, jeśli to jednak inne założenia, to pozostaje tylko przypuszczenie że gdy je
                > szcze troszkę poteoretyzuję na tym forum, to Ty na prawdziwą wiarę się nawrócis
                > z.
                > Proboszcz dobrodziej ucieszy się.

                Nie ma szans. Moja wiara jest ugruntowana na solidnych podstawach;) Z księdzem proboszczem mi nie po drodze. Co do Twojego teoretyzowania, to no, no. Twoje historie i "codziennych pasjonujący namiętnościach" dotyczących przekory w przekorze oraz pomidorowej ( sic) były bardzo rzeczywiste...aż dałam się nabrać.

                --
                Czy ja sobie przeczę?
                Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                Walt Whitman, Pieśń o sobie
                • zawle napisała:

                  > były bardzo rzeczywiste...aż dałam się nabrać.

                  Nic z tych rzeczy.
                  Po równo, poważny i szalony jestem.
                  Poważny co do spraw które nas (rodzinę) otaczają, a kawał luzaka i szelmy w sprawach wewnątrzzwiązkowych. Żona załapała i teraz dzieciaki się z nas śmieją że my to dwa głupki, a i tak nie o wszystkich naszych zabawowych poczynaniach wiedzą, nie mogą.
                  Ale to takie tam.
                  Wiesz ? Spodziewałem się że mi przywalisz i już zaplanowałem sobie co Ci odpowiem.
                  A odpowiedziałbym Ci.
                  Wal i tak Cię lubię.
                  W ogóle lubię kobiety i myślę że je rozumiem.
                  Szkoda tylko że tyle dobrego materiału się marnuje.
                  Pozdrawiam.




                  • potwor_z_piccadilly napisał: > Szkoda tylko że tyle dobrego materiału się marnuje.

                    W jakim sensie marnuje?

                    --
                    Czy ja sobie przeczę?
                    Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                    ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                    Walt Whitman, Pieśń o sobie
                    • zawle napisała:

                      > potwor_z_piccadilly napisał: > Szkoda tylko że tyle dobrego materiału się m
                      > arnuje.
                      >
                      > W jakim sensie marnuje?
                      >

                      Potwór nie moze obrobić wszystkich, a jak sam czegoś nie zrobi to nie ma pewności że inni dobrze robią robotę;)) ale mam nadzieję ze masz Potworze choć kilku dobrze przeszkolonych pomagierów bo przecież szkoda jest zawsze dobrego materialu. Pozdrawiam;))
                    • zawle napisała:

                      > potwor_z_piccadilly napisał: > Szkoda tylko że tyle dobrego materiału się m
                      > arnuje.
                      >
                      > W jakim sensie marnuje?
                      >

                      Mogłaś być muszelką mą w hotelowym zaciszu aaa mydełko fa,
                      a ty to pierrdolisz i mi życzysz na pocztówce nie wiadomo skąd: wesołych świąt

                      --
                      Freedom's just another word for nothing left to lose
                      Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                    • zawle napisała:

                      > W jakim sensie marnuje?

                      Raczej w bezsensie, współczesnym bezsensie.

        • Potworze, nie frustruj się zawle i jej Mój Boże.
          Bo ja wczoraj przepisałem z Twojego posta do SMSa w komórce to o kwiatkach, o głaskaniu stworzenia i o baranach w górach - i wysłałem do Takiej Jednej z komentarzem: to cała Ty!!! (z trzema wykrzyknikami) Dodam, że ona jest zawsze chętna, zawsze wilgotna i uwielbia się kochać a cytaty z Twojego posta posłużyły mi do konkluzji, że: "oni na tym forum marzą o kobietach namiętnych a ja taką mam". Podobało jej się, że oprócz jej pasji łóżkowych widzę i kocham tez jej inne pasje.
          • gogol77 napisał(a):

            > Potworze, nie frustruj się zawle i jej Mój Boże.
            > Bo ja wczoraj przepisałem z Twojego posta do SMSa w komórce to o kwiatkach, o g
            > łaskaniu stworzenia i o baranach w górach - i wysłałem do Takiej Jednej z komen
            > tarzem: to cała Ty!!! (z trzema wykrzyknikami) Dodam, że ona jest zawsze chętn
            > a, zawsze wilgotna i uwielbia się kochać a cytaty z Twojego posta posłużyły mi
            > do konkluzji, że: "oni na tym forum marzą o kobietach namiętnych a ja taką mam"
            > . Podobało jej się, że oprócz jej pasji łóżkowych widzę i kocham tez jej inne p
            > asje.

            o Jezu...- teraz ja powiem coś o z tej serii;))) "nie frustruj się zawle", no nie, nie mogę czy na tym świecie wszyscy się muszą identyfikować z takim kalibrem emocji? co wam zostanie na iście cieżkie akcje? Gogol, przesadziłeś?
          • gogol77 napisał(a):

            > wczoraj przepisałem z Twojego posta do SMSa w komórce to o kwiatkach, o g
            > łaskaniu stworzenia i o baranach w górach - i wysłałem do Takiej Jednej z komen
            > tarzem: to cała Ty!!!
            > . Podobało jej się, że oprócz jej pasji łóżkowych widzę i kocham tez jej inne p
            > asje.

            No bo kochających trzeba kochać. Mądrze kochać, po męsku.
            Ale też nie należy zapominać o świecie zewnętrznym, czyli należy trzymać karty przy orderach. Czytaj że masz wiedzieć z kim się zadajesz, z kim wchodzisz w układ i co podpisujesz.
            Takie czasy.
            Będziesz umiał połączyć te dwa aspekty życia, to mocny gość będziesz.
            Pozdrawiam.
    • Zdecydowanie dar, jednak tylko przy odpowiednim partnerze. Inaczej kobieta namietna szybko sie flustruje, czuje sie odrzucona, czesto tez moze szukac pocieszenia gdzies indzije. Ale to tylko moja prywatna opinia ciezko stwierdzic jak sie ma to do calej reszty swiata

      --
      gg 4718433
      "Są w życiu takie osoby, dzięki którym cały nasz dotychczasowy świat
      nieodwracalnie się zmienia. Są w życiu takie chwile,
      które mogłyby trwać wiecznie."
    • Namiętna kobieta dobra jes
      > t jako kochanka, ale nie jako żona"


      ech, nawet kochanka można swoją namiętnością wykończyć...

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.