• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

związek poligamiczny Dodaj do ulubionych

  • 23.09.08, 21:58
    mam, z punktu widzenia większości społeczeństwa, pod względem
    moralnym niezbyt ciekawą historię seksualną. Mam na koncie zdrady
    partnerów i zabawę uczuciami niby mszcząc się, (nieudaną) próbę
    związku sponsorowanego i takie tam.
    Zestarzałam się, spoważniałam, i stwierdziłam, że nie warto, bo i po
    co.
    Spotkałam mężczyznę prawie 3 lata temu. Spodobaliśmy się sobie,
    chociaż chyba niespecjalnie sobie to okazywaliśmy, taki taniec
    godowy to był chyba. Ale pomyślałam wówczas - a czemu by nie
    spróbować raz tak normalnie? Chociaż w ramach tańca godowego
    sprawiał mi wiele przykrości, kiedyś za mniejsze zło bym
    się "mściła", nie zdradziłam ani nawet nie pomyślałam.
    Niecały rok temu, jak związek nasz zaczął wyglądać na "poważny",
    zaczęliśmy na poważnie rozmawiać. Powiedział, że chce mnie dobrze
    poznać, że nie ma rzeczy, za którą by się mnie brzydził, bo się
    zakochał strasznie. Powiedziałam w ratach, jak wyglądało moje życie.
    Przyjął to z trudem. Nie rozumiał, że czasem bywa tak, że
    człowiekowi jest wszystko jedno, popełnia błędy, a potem żałuje, ale
    chce wymazać z pamięci, zapomnieć, jak otrzeźwieje. On tak nigdy nie
    miał.
    Przełknął. Oświadczył się.
    Niestety, w międzyczasie go oszukałam. Sprawa była błaha, ale
    przysięgłam na coś ważnego, i kłamstwo się wydało.
    Miał do wyboru - zostawić notoryczną kłamczynię (jedno kłamstwo było
    dowodem na to, że się nie zmieniłam) albo zostać. Został, bo, jak
    twierdzi, kocha.
    Pobraliśmy się. Mielił w sobie całą moją przeszłość, z którą raz się
    godził - bo to przeszłość, raz nie mógł.
    Byłam nieszczęśliwą panną młodą. Ile słyszy na własnym ślubie, że
    wybranek jest nieszczęśliwy, bo się żeni z k...wą i pyta, od kiedy
    można składać papiery rozwodowe?
    Potem wymyślił. Skoro taka jestem zdradliwa, to on mi na to pozwoli!
    Z miłości, bo mnie kocha, więc niech robię, co chcę, ale mu mam
    mówić, co robię.
    No i się zaczęło. Ja nie chciałam. Nie wiem czemu, nie chce mi się,
    zestarzałam się, na nim mi zależy, bo to pierwszy pełny poważny
    związek, nie chodzenie za rękę i po randce do domu, trudno
    powiedzieć, pewnie wszystko naraz.
    Więc on stwierdził, że ja po prostu nie chcę legalnie, kręci mnie
    to, że zdradzam po kryjomu. Nie ufa mi do tej pory, bo pół roku temu
    go okłamałam. Szuka na mnie haków. Moje potknięcia, zapomnienia
    wykorzystuje przeciwko mnie.
    Dla świętego spokoju spotkałam się ze starym znajomym od seksu, z
    którym nie miałam kontaktu przez 10 lat. Zrobiłam to z nim z
    niesmakiem pewnym, bo nasze ostatnie spotkanie skończyło się dla
    mnie max nieprzyjemnie i seks z nim wymagał ode mnie pokonania
    pewnego nieprzyjemnego odruchu. Ale zrobiłam to, by móc wszystko
    opowiedzieć zgodnie z prawdą, jak było. I wiecie co? Uważa, że coś
    ukryłam. Zrobiłam coś, na co nie miałam ochoty, ale uznałam, że
    odzyskam zaufanie, a teraz mam niesmak, bo i tak jak bardzo w
    szczegóły bym się nie wdała, to i tak będzie uważał, że coś musiałam
    ukryć - bo taki mój charakter kłamcy notorycznego.
    Umowa była taka - ja zacznę, potem on, czemu by nie mieć związku
    poligamicznego? Że i tak wrócimy do siebie wieczorem i stwierdzimy,
    że ze sobą nam najlepiej. Że spełnimy fantazje typu trójkąt na
    przykład. Że on w ten sposób przestanie być zazdrosny o mnie, bo
    będę na legalu, natomiast on to zrobi dlatego, żeby było po równo.
    I teraz podsumowanie - cokolwiek nie zrobię, on mi nie zaufa.
    Zrobiłam, co chciał, z kimś, z kim niespecjalnie miałam ochotę (może
    mój odbiór byłby inny gdyby to był ktoś inny). Powiedziałam, ze mi
    się nie podobało (zgodnie z prawdą). Powiedział - że kłamię, bo
    mówię to, co on chce usłyszeć, albo mi się nie podoba, bo zrobiłam
    to legalnie -- a kręci mnie w ukryciu.
    Nie wiem, co zrobić. Sytuacja jest taka, w skrócie - brak zaufania
    którego nie mogę lub nie potrafię odbudować, bo raz oszukałam. Czy
    może ja źle myślę, czy to po równi pochyłej w dół zjeżdża? Czy może
    mam rację, że nie dano mi szansy na odbudowę zaufania? Że z góry
    przyjęte zostało założenie, że jestem, jaka byłam, i co nie zrobię,
    to na pewno myślę, lub robię co innego?
    Przepraszam za chaos w poście. Nie wiem, co myśleć.
    Wiem natomiast, że to wszystko jest chore. Moim błędem jest to, że
    swego czasu nie pomyślałam, że coś jest nie tak i może coś z tym
    zrobić. Robiłam, jak uważałam, a niestety uważałam źle. Ale problem
    polega na tym, że on - mój mąż - uważa, że się nie zmieniłam. I nie
    widzę sposobu, żeby on pomyślał, że się zmieniłam naprawdę.
    Zaawansowany formularz
    • 23.09.08, 22:12
      Ale problem
      > polega na tym, że on - mój mąż - uważa, że się nie zmieniłam

      No i ma rację...
      Podpucha, prawda?
      --
      Noszę 55N (68/100)
      • 23.09.08, 22:24
        To nie podpucha, niestety. Czasem ludzie mają naprawdę aż tak
        popieprzone życie
        • 03.10.08, 00:32
          > To nie podpucha, niestety. Czasem ludzie mają naprawdę aż tak
          > popieprzone życie

          Ja bym powiedziała, że czasem ludzie aż tak potrafią sobie spieprzyć
          życie. Niestety.

          Lost, rozumiem powody dla których powiedziałaś mu o przeszłości.
          Choć większość facetów nie jest w stanie tego udźwignąć.
          Nie rozumiem dlaczego skłamałaś w błahej sprawie. A już pojście do
          łóżka z innym, bo mąż tak wymyslił to jakaś paranoja.
          Jak dla mnie masz problem z własną tożsamością, poczuciem wartości i
          psycholog potrzebny.
          A teraz Twój mąż: odbudowanie utraconego zaufania jest baaardzo
          trudne. Potrzeba czasu. Wiem coś o tym :-( po utracie zaufania,
          każda bzdura urasta do rangi problemu na być albo nie być...
          On się w tym wszystkim pogubił. Myślę, że bardzo Cię kocha, ale
          przekombinował. Wyprostowanie tego pokręconego myślenia też wymaga
          pomocy. Więc albo terapia, albo... czarno to widzę.
    • 23.09.08, 22:32
      Strasznie to wszystko pokręcone.

      To w sumie ciekawe, jak dalece powinno się odsłonić własną, niechlubną przeszłość. I jak dalece należy "drążyć" w przeszłości tej drugiej osoby. Z jednej strony chcemy się czegoś dowiedzieć (na przykład, facet chciałby wysondowac, czy nie ma do czynienia z tzw. porządną kobietą, cokolwiek miałoby to znaczyć), z drugiej jednak nowy związek musi zakładać pewny margines zaufania. W sumie inteligentni ludzie potrafią wyciągać wnioski z błędów i unikać ich powtarzania. Jest tu pewien obszar niepewności, niejasności, z którym jakoś trzeba sobie dać radę.

      > Powiedział, że chce mnie dobrze
      > poznać, że nie ma rzeczy, za którą by się mnie brzydził, bo się
      > zakochał strasznie.

      No właśnie... to tylko w teorii może tak wyglądać.

      > Niestety, w międzyczasie go oszukałam. Sprawa była błaha, ale
      > przysięgłam na coś ważnego, i kłamstwo się wydało.

      Błąd, niestety.

      > Dla świętego spokoju spotkałam się ze starym znajomym od seksu, z
      > którym nie miałam kontaktu przez 10 lat. Zrobiłam to z nim z
      > niesmakiem pewnym

      Dla mnie to już zjazd po śliskiej rynnie i to bez trzymanki. Nie wiem, jak on to wymyślił; nie pojmuję, jak można kobietę (żonę, którą się w dodatku kocha) namawiać do seksu z innym. Moim zdaniem, facet jest jakimś wyrafinowanym psychicznym maso. I z tych "kontrolowanych zdrad" czerpie jakąś niepojęte maso-doznania.

      Nie wiem, dokąd idziecie, ale nie wygląda to dobrze.

      --
      W czasie deszczu paszcza sucha.
      • 23.09.08, 23:17
        Całej dupy facetowi się nie pokazuje. Po co Ci to było? Jego to przerosło...
        nigdy już nie będzie dobrze, niestety. Idźcie może na terapię małżeńską
        • 24.09.08, 08:35
          > Całej dupy facetowi się nie pokazuje.

          Kobiecie zresztą też nie wolno, tak przynajmniej wygląda to z moich doświadczeń.
          Jak szczerze powiedziałem, że w poprzednim związku zdradzałem, to non-stop
          słyszę, że ją pewnie też zdradzam.
    • 23.09.08, 23:16
      lost_higway napisała:
      > Powiedział, że chce mnie dobrze
      > poznać, że nie ma rzeczy, za którą by się mnie brzydził, bo się
      > zakochał strasznie. Powiedziałam w ratach, jak wyglądało moje
      życie.

      I tu chyba leży pies pogżebany. Facet zakochał się w innej wizji
      Ciebie i nie spoziewał się tak głębokiego drugiego dna. Może myślał,
      że miłość przezwycięży wszystko, ale jak widać tak się nie stało.

      > Ile słyszy na własnym ślubie, że
      > wybranek jest nieszczęśliwy, bo się żeni z k...wą i pyta, od kiedy
      > można składać papiery rozwodowe?

      Są faceci, którzy dzielą kobiety na te z kórymi się sypia i te z
      którymi się żeni. Facet widocznie do tych należy i w jego mniemaniu
      pomylił kategorie. Najwyraźniej nie potrafi nad tym przejść do
      porządku dziennego.

      W każdym razie układ do szpiku kości chory i radzę zakończyć jak
      najszybciej. Pozostawienie przeszłości za sobą w nowym związku jest
      jak najbardziej możliwe ale nie z tym partnerem.

      --
      Hobby czy uzależnienie?
    • 24.09.08, 08:27
      > I nie
      > widzę sposobu, żeby on pomyślał, że się zmieniłam naprawdę.

      No i może był na to sposób - po jego propozycji przespania się z innym trzeba było się spakować i wyprowadzić. Facet by może pokombinował ze dwa tygodnie, a potem doszedł do jakiejś sensownej konkluzji.

      --
      W czasie deszczu paszcza sucha.
      • 24.09.08, 08:36
        > No i może był na to sposób - po jego propozycji przespania się z
        > innym trzeba było się spakować i wyprowadzić.

        Wystarczyło nie kłamać w tej błahej sprawie.
        • 24.09.08, 08:53
          Jak dla mnie jedyna szansa to przez jakiś czas całkowicie ignorować jego podejrzenia. Jak jeszcze raz wyjdzie z propozycja seksu na "zewnątrz" zrób to co Marek powyżej ci napisał. Jak nie dotrze, faceta na terapie, jak nie pomoże rozstać się.
          To się tylko będzie pogłębiać. Nie zaufacie sobie nigdy. Z czasem pojawią się większe problemy i przy każdej okazji za kilka lat będzie Ci wypominał żeś kurwa itp. Równia pochyła. Facet jest jakiś psych-sado-maso. Może to jego sposób na znieczulenie na ewentualną zdradę ? Wie do czego jesteś zdolna i dlatego tak się katuje na zasadzie że jak już to i tak zrobisz to go później to nie zaboli. Tyle, że na dłuższą metę żadna psychika tego nie wytrzyma.

          A na przyszłość. Jeśli będziesz chciała ułożyć sobie życie to NIGDY nie wspominaj swojej przeszłości.
          Na pytania czy inni byli odpowiedz, że "pierwszy nie jesteś" ale niech Cię ręka boska broni by mówić z kim, jak i ile. Anie żeś kłamczucha, ani żeś zdradzała NIC !!!!
          Potraktuj to grubą kreską. Było minęło. Najlepiej zmień jeszcze otoczenie np. inne miasto ?? Tam też da się żyć. 3 razy w ciągu swojego życia zaczynałem wszystko od nowa więc wiem o czym piszę. Jest to naprawdę niezły sposób na "nowy start w życie bez przeszłości".

          To chyba tyle. Ten związek... ciężko będzie wyprostować. Tak uważam.
          Pzdr.
          Avide.

          --
          Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
          • 02.11.08, 19:39
            > A na przyszłość. Jeśli będziesz chciała ułożyć sobie życie to NIGDY nie wspomin
            > aj swojej przeszłości.

            I zacznij swój kolejny związek od jednego wielkiego oszustawa i mistyfikacji.
            Avide, chyba tak się nie da rozpocząć uczciwego życia.
    • 24.09.08, 11:49
      Przeczytałam i cóż, mogę tylko westchnąć filozoficznie - ech, niektórzy ludzie
      to potrafią komplikować sobie życie na własne życzenie...
    • 24.09.08, 17:51
      W sumie to tak tylko chciałam się wyżalić, moje wszystkie związki
      były jakieś chore, a jak nie były to musiałam coś zrobić, żeby takie
      być zaczęły.
      Już myślałam, że dorosłam na tyle, żeby zrobić coś normalnie. I
      musiałam skłamać. Czyli znowu spieprzyłam, na własne życzenie...
      Pewnie to ja się na terapię powinnam wybrać w pierwszej kolejności.
      Dzięki za dobre słowo w każdym razie.
      A to piwo i tak sama wypiję...
      • 24.09.08, 19:05
        To o czym piszesz odrzuca przeciętnego faceta ale zdarzają sie osobniki którym podobno sprawia to satysfakcje
        W dobie internetu możesz poszukać i stwierdzić ze Twój luby ma poglądy i potrzeby rzadkie ale nie jest jedyny .
        Jeżeli posiadasz w mowie i pismie język angielski wygooglaj sobie hasełko „ cuckold”
        Tak właśnie nazywa się taki sposób uzyskiwania satysfakcji Niestety nie spotkałem się z polskim słowem odpowiednikiem tego pojęcia.
        • 24.09.08, 20:52
          Facet chyba cierpi na "Zespol prowokowanej zdrady " ktory polega na
          obsesyjnym naklanianiu partnerki do zdrady z innym mezczyzna oraz
          do zdawania DOKLADNYCH relacji ze spotkan. Z poczatku sa niesmiale,
          z czasem staja sie natretne.
          Seksuolog albo rozwod.
      • 26.09.08, 12:18
        niepotrzebnie skłamałaś. niepotrzebnie poszłaś do łóżka za jego namową. ale
        rozumiem, przecież nie zawsze jesteśmy mądrzy przed szkodą. najlepsza zasada -
        nie mówić. ja wyznaję zasadę, że gentlemeni o takich rzeczach nie rozmawiają :)

        --
        bi...
    • 24.09.08, 19:53
      oj, to nie związek poligamiczny tylko patologiczny.

      ewakuuj się z niego bo ten facet za dużo usłyszał by jego psychika to zniosła,
      dla was obojga lepiej będzie to przerwać. nie opowiada się szczegółów z
      poprzednich łóżek następnym facetom. zapamiętaj, a za jakiś czas zacznij z kimś
      innym normalnie, bez klamstw, ale i bez szczegółów z przeszłości.
    • 25.09.08, 01:10
      lost_highway: ciekawa ta historia...i smutna.
      moim zdaniem tylko terapia. osobna dla niego i dla Ciebie.
      nie wiem, czy chcesz jeszcze walczyc o te związek, ale Ty potrzebujesz własnej
      terapii bez względu na jego przyszłość. stopień niekontrolowania i 'delegowania'
      odpowiedzialności za swoje czyny na nieświadome siły psychiczne jest u Ciebie
      ogromny. masz wielką część siebie samej, której nie widzisz, a która kieruje
      Twoim życiem. jeśli natychmiast nie zaczniesz coś z nią robić, to będziesz sobie
      czyniła krzywdę zawsze. ja nie wiem, co tam jest - ale wydaje mi się, że tam
      może być coś naprawdę poważnego i sama sobie z tym nie poradzisz
    • 25.09.08, 15:24
      pokręcona do tego stopnia, że nie da się jej rozwiązać
      --
      "Bóg ukarał go i oddał w ręce kobiety"
      (Stary Testament — Księga Judyty)
    • 25.09.08, 15:56
      Rozwiązanie jest. Masz kobieto problemy emocjonalne i osobowościowe i żeby sobie
      oraz innym więcej nie krzywdy nie robić, powinnaś poszukać pomocy u fachowca.
      Polecam listę dobrych terapeutów na forum Psychologia.
    • 29.09.08, 20:52
      wszystkim Wam serdecznie dziękuję za głos. To naprawdę wiele dla
      mnie znaczy. Zrobię to, z czym i tak długo się nosiłam, mianowicie
      wizyta u specjalisty. Może ktoś mi pomoże, bo życie zweryfikowało
      mój pogląd, że ze wszystkim jednak nie jestem w stanie się uporać
      sama. Jeszcze raz dziękuję
    • 30.09.08, 17:04
      Wg mnie to zmuszanie Cię do seksu z innym, było zwykłą podpuchą
      faceta. Nie radzi sobie ewidentnie z Twoją przeszłością, więc miota
      się między uczuciami. Poza tym jak można dać się namówić na seks z
      innym, deklarując jednocześnie miłość do partnera?
      Aż chce się powtórzyć za Zafon'em: "Miłośc jest jak wędlina - jest
      mortadela i jest salami". Wy macie mortadelę.
      --
      Autor powyższych słów nie ponosi odpowiedzialności za ich treść oraz
      zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów.
    • 30.09.08, 21:16
      Witam,
      Dziękuję Wam wszystkim za dobre słowo. Bardzo wiele to dla mnie
      znaczy. Przekonało mnie to do zrealizowania decyzji, którą podjęłam
      swego czasu, czyli wizyta u specjalisty. Bo uważam, że to ja mam
      problem, a być może uświadomienie sobie tego to już połowa sukcesu.
      Zawsze sądziłam, że sama sobie dam radę ze wszystkim. Ale to mnie
      przerosło. Dzięki raz jeszcze.
      • 01.10.08, 16:00
        trzymam kciuki :)

        --
        bi...
        • 02.10.08, 10:53
          Ja rozumiem jego brak zaufania po tym co mu opowiedziałaś, być może
          to przyzwolenie na seks z innymi miało byc jakąś formą kontroli nad
          tym co robisz (gdzie on zakłada że go zdradzasz). Moim zdaniem
          najgorszym z możliwych rozwiązań jest "zapraszanie" trzeciej osoby
          do sypialni. Nawet jeśli jest to w formie Twoich sprawozdań z tego
          co było. Tym bardziej, ze z tego co mówisz to on nie potrafi sobie z
          tym poradzić i ciagle uważa ze coś ukrywasz. Tutaj to chyba
          rzeczywiscie tylko dobry psycholog może pomóc. Powodzenia wam zyczę
    • 02.10.08, 23:53
      Ja myślę,że chciałaś dobrze,mówiąc mu calą prawdę o sobie.
      Jednak dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.
      W naturze człowieka jest myślenie i zastanawianie się ,dlatego on
      nie może uwierzyć,że się zmieniłaś,nie przyjmuje tego do wiadomości.
      W naszej rzeczywistości kobiety mają gorzej.
      Jak Facet zalicza Babki to jest macho,ale jak Babka robi to samo to
      od razu k......
      To samo jak się upije facet i gdzieś na trawniku leży,mówimy:oj
      biedaczek się upil,pewnie ma niedobrą żonę.
      A jak Babka:zobacz jak się upie....la szmata!
      Ja też mojemy mężowi powiedziałam,że miałam kilu chłopakow przed nim
      i niby jest ok,ale jak się kłocimy to potrafi mi wypomnieć,że nie
      był moim pierwszym.
      Nie ma złotego środka.Pozdrawiam.
    • 27.10.08, 23:19
      no i update.
      On przespal sie ze swoja byla. Twierdzac ze dalam na to
      przyzwolenie. Przelknelam gorzka pigulke. Myslalam, ze jestesmy
      kwita.
      A dzisiaj powiedzial, ze nie moze mi darowac klamstwa sprzed pol
      roku. I ze chce rozwodu. Koniec kropka. Koniec zwiazku. Nie dziala
      plakanie, blaganie. Upokorzylam sie mowiac, zeby mnie nie zostawial,
      na kolanach, placzac.
      Stracilam nadzieje ze stac mnie na normalny zwiazek. Nigdy wiecej
      nie zaufam, nie uwierze, ze potrafie, wiem, ze zawsze spieprze.
      Pozdrawiam. Nie zalujcie mnie. Zasluzylam.
      • 28.10.08, 07:12
        Twoja przeszłość na pewno nie ułatwia życia, ale bez przesady. Po
        prostu ten facet to dzieciak. Pomysł ze zdradzeniem Ciebie, po to
        żeby być kwita jest żałosny. Nie można budować związku ciągle
        wypominając sobie dawne błedy - tym bardziej, że popełniłaś je zanim
        go poznałaś. Na pewno nie jest Ci lekko, ale myślę, że z czasem
        bardziej łaskawie spojżysz na mężczyzn.
        • 28.10.08, 08:15
          lost_higway - to nie tylko spieprzyłaś, nie obwiniaj się.
          Połowa winy jest po jego stronie - bo wciągnął cię w jakąś chorą grę, w efekcie
          której przegraliście oboje.
          W następny związek musisz wejść bez poczucia winy za swoją przeszłość - może
          faktycznie psychoterapia jakaś byłaby wskazana.
          No i zasada nr 1 - wiele osób o tym pisało w tym wątku - żadnych szczegółowych
          opowieści o przeszłości i innych partnerach.
          Chyba każdy seksuolog potwierdzi, że takie wyznania są niszczące dla związku.
        • 28.10.08, 08:17
          W sumie to moim zdaniem lepiej teraz się rozstac - niz za "nie-
          wiadomo-kiedy"... Będzie bolało solidnie, ale stosunkowo krótko -
          nie byliscie ze sobą nastu lat, dzieci tez niet - po rozwodzie
          będziesz miała czas wyłącznie dla siebie na przepracowanie ze
          specjalistą swej burzliwej przeszłości - a jak się z tym uporasz to
          widoki na lepsze dni na pewno będą:) Powodzenia i wytrwałości
          zyczę :)
        • 28.10.08, 08:24
          Ty jesteś trochę stuknięta,ale On więcej!
          Eksperymentujecie na otwartej ranie!Nie dawaj się tak wrabiać! Facet
          ma problem i tyle.Jak się kogoś poznaje,jak się zakochuje to trzeba
          wiedzieć czy jestśmy gotowi na poznanie przeszłości.Ja tak mam że
          jestem gotowy i z uśmiechem przyjmuję wszelkie wiadomości.Kiedyś
          dziewczyna opowiedziała mi o swojej grupowej przeszłości.I co?I
          przyjąłem to z zainteresowaniem!Przeciez to było zanim się
          poznaliśmy i nie miałem na to wpływu.Dajmy drugiej stronie prawo do
          samostanowienia .Tak samo jak podjęła decyzję o takich zabawach to
          tak samo o tym aby być ze mną.Każda decyzja ma swoje źródło,a tamta
          miała w popędzie seksualnym i ciekawości...
          Oglądamy pornosy(o ile to robimy) i tamte sytuacje bierzemy za w
          miarę normalne.To dlaczego nie pojmujemy tego co było jako normalne?
          Dla mnie poznanie przeszłości partnerki to dowód wielkiego
          zaufania.Ona wierzy że to zrozumiem a to bardzo dużo.Oczywiście nie
          należy "uszczęśliwiać"partnera nie przygotowanego na to lub na
          siłę.Ja wolę usłyszeć to od mojej kobiety niż od obcych jako
          sensację.A tak się czasami zdarza.I z taką wiedzą od partnerki czuję
          się bezpieczniej...
          • 28.10.08, 08:57
            Mnie powiedzial to samo, ze woli sie ode mnie dowiedziec, na
            wypadek, gdyby to kiedys uslyszal od kogos - wtedy moze powiedziec -
            wiem, no i co z tego?. No to powiedzialam. A pare dni temu spotkal
            kolezanke, ktora powiedziala tekst niewinny typu co slychac u mnie i
            nawiazala niewinnie do mojego burzliwego "bylego". Na to on, ze nie
            beda znajomi mowili o jego zonie ze jest k...wa. Innymi slowy, jego
            honor jest dla niego wazniejszy ode mnie, co ja czuje, jak ja sie z
            tym czuje, jak cierpie.
      • 28.10.08, 08:58
        lost_higway -Za co Ty siebie tak nie lubiłaś,a teraz masz kolejne
        powody by nielubić sie jeszcze bardziej?To rodzaj jakieś
        samodestrukcji.Oprócz tego ,że nie lubisz samej siebie dalej brniesz
        w bagno.Mysle ,że potrzebny Ci specjalista-trudno zerwac z
        przeszłościa.Zagalopowoałas się znów i znow G z tego wyszło.Musisz
        grubą krecha postawić granicę i nie wracać to tego co bhyło i
        zwalczac zachowanie które prowadzi do powrotu w zamierzchłe-powiedz
        sobie-czsy.Wierze w Ciebie-ALE NAJPIERW TY UWIERZ W SAMA SIEBIE.
        • 28.10.08, 09:13
          trudno mi uwierzyc w siebie ot tak, nagle, skoro cale zycie nie
          wierzylam. Jak pisalam, wszystkie moje zwiazki byly chore w taki czy
          inny sposob, zawsze sie poddawalam, bo myslalam, ze po prostu na to
          zasluzylam, nie walczylam. I o to sa teraz do mnie pretensje, ze nie
          robie nic, zeby to zmienic, zeby upomniec sie o swoje, o szacunek do
          siebie, zeby mu pokazac, ze go kocham. Ale ja tego nie potrafie, nie
          nauczylam sie. To tak, jakby komus, kto w zyciu nie byl w wodzie
          kazac przeplynac basen olimpijski. I ja wlasnie siebie obwiniam.
          Zawsze wszystko spieprze chcacy czy niechcacy. I do konca zycia bede
          zalowac, ze go oklamalam. Ale co z tego, skoro on uwaza, ze ja
          zaluje tego, ze sie wydalo. I nie moge/nie moglam go przekonac, ze
          jest inaczej. Nie potrafie. On wszystkie moje dobre checi odrzucal,
          a potkniecia czy nieuwage traktowal jako moja zlosliwa premedytacje.
          Ja tego nie odbuduje. Dla niego jestem zaklamana, zlosliwa i zla
          dziwka, jest o tym przekonany, wiec jak tu walczyc z takim
          przekonaniem?
          A najgorsze, ze mi na nim zalezy, pokochalam, uwierzylam, ze mnie
          naprawde kocha, jako pierwszy naprawde... ze mnie akceptuje taka,
          jaka jestem. Teraz twierdzi, ze sie w innej mnie zakochal. A to
          wlasnie za ta akceptacje (jak sie okazuje, rzekoma) przy nim bylam
          soba. Ale to cholernie boli...
          • 28.10.08, 09:43
            Kochanieńka-ja to wiem,czytałam uwaznie posty a reszty mozna sie
            domyuslac-to takie szablonowe zachowanie.Bardzo ulegasz wpływom i
            masz zachwiane a raczej zaniżone poczucie włąsnej
            wartości.Przeszłosci nie da sie zmienic-rozmów sie z sobą i postaw
            sobie wymagania.Nie od razu sie uda,ale warto spróbowac by zaczac
            wreszcie wierzyć w siebie.Dałas sie wmanewrowac w kolejna dwuznaczną
            sytuację.Brak u Ciebie przejzystości i jednoznaczności własnie.Nie
            jestes w najmniejszym stopniu nawet asertywna.Trzeba troche
            popracowac,ale juz powiedziałas,że zdecydowana jesteś na wizyte u
            specjalisty.Sexuolog nie jest potrzebny-tak uważam.Tu jest głeboko
            schowany inny problem.Zgłos sie po pomoc-jesli sama nie bedziesz
            chciała sobie pomóc nikt za Ciebie nie załatwi ważnych spraw.Usiądz
            z mężem i szczerze powiedz,dlaczego chcesz sie poprawić.Popros go by
            poniekąd w tym uczestniczył,ale juz sie nie spowiadaj.Po około 2
            tygodniach terapii zauwazysz juz poprawe.3mam kciuki
            • 28.10.08, 10:28
              sek w tym, ze on nie chce juz ze mna rozmawiac. Jak rozmawia, to w
              zasadzie obrzuca mnie wyzwiskami. On zdecydowal, ze mnie zostawia,
              bo "tego za duzo". 1. oklamalam i zrobilam z niego idiote przed
              kolesiem, w ktorym sie bujalam kiedys tam, 2. z kims sie "k..wilam",
              czyli zakochalam w zonatym, 3. ktos cos powiedzial niejasnego, wiec
              wie, wiec inni tez wiedza i maja o jego zonie zdanie takie, a nie
              inne.
              Ja mu zreszta mowie, ze chce to zmienic, naprawic siebie. Ale on
              woli, zebym ja odkrecala przeszlosci, zebym odkrecila zrobienie z
              niego idioty, udowodnila ze sie zmienilam przed tymi, co gadaja.
              Moja poprawa, moje problemy ze soba dla niego sa chyba najmniej
              wazne.
              Ja wlasnie chcialam gruba kreska. Niestety, wrocilo. Tak sie nie da.
              • 28.10.08, 10:47
                Wszystko się da!Szybko sie poddajesz,ale to dlatego ,ze w swoim
                mniemaniu sie bardzo starasz a ten ktoś nie zauważa tego.Więcej
                cierpliwości.Przyznaj ,że ma prawo być wnerwiony.Ale go kochasz,a on
                Ciebie dlatego sie tak zachowuje bo boli go to że ktos na jego
                ukochana brzydko mówi.Tak to juz jest z tymi "grzechami młości"Nie
                byłaś grzeczną dziewczynką ;-)Wiesz jak jest-urwa choćby nawet
                założyła habit,zawsze bedzie jej pamietane ,że urwa była ;-)Niesety
                taka etykietka jak już przylgnie ciezka sprawa;-)Ale ludzmi Ty sie
                nie przejmuj.Zaczniju robic swoje.Poproś męza o jakis
                czas.......Zajmij sie wtedy sobą-oczywiście nie mam na mysli
                malowania paznokci czy pojścia do fryzjera-wuesz o czym mówie.;-)
                • 28.10.08, 11:23
                  sek w tym ze on chce, zebym sie przejmowala. Ja glowe w piasek, co
                  bylo a nie jest, ja zapomnialam to inni tez.... I sie nie
                  przejmowalam.
                  Paznokci juz dawno nie malowalam. Jakos tak nie chce mi sie dbac o
                  szmate, ktora jestem
                  • 28.10.08, 11:39
                    nie jestes szmata.Czujesz tylko ,że masz zeszmacone ciało,ba a nawet
                    dusze.Mysle,że Twój mąz chce byś się klopotem zajęła,a nie podmiotła
                    znów pod dywan.Wiec przejmuj sie-w koncu chodzi o Ciebie,o
                    WAS.Musisz najpierw dobrze poczuć się z samą soba,co bedzie
                    najtrudniejsze.Potem zuważysz ,że inni powoli zaczynaja dobrze czuc
                    sie z Toba.Namawiam z uporem maniaka na terapie.Najpierw bedzie to
                    takie rozdrapywanie ran,ale jaka pózniej ulge poczujesz.Jestes
                    zdolna do mówienia o sobie-widac to na forum.Mysle ,że nawet jestes
                    gotowa,tylko trzeba sie przemóc-tu jestes anonimowa.W gabinecie
                    pokarzesz twarz i cała siebie.ALE WARTO.NIC NIE TRACISZ,A JEDYNIE
                    ZYSKASZ
                    • 05.11.08, 07:04
                      Wyrachowanie bawi się Tobą, ja szybko bym to ukróciła. Na koniec rozwód z Twojej
                      winy, znajdzie sobie inny obiekt do znęcania psychicznego, Ty już mu się
                      znudzisz. Z Twoich opowiadań wynika, że jesteś erotomanką, czujesz ciągłą
                      potrzebę, to nie grzech. Jego to kręciło, ale teraz przerodziło się w jego bicz.
                      To związek skazany na klapę. Nie męcz się.
          • 28.10.08, 10:23
            Sama sobie wynajdujesz partnerow. To, ze wybierasz uklady w ktorych
            dajesz sie ranic jak sama zauwazylas jest dosc znamienne. Raczej
            malo prawdopodobne by ladowac sie przypadkiem w ten sam schemat na
            okraglo.
            Moze byloby Ci bez takich ekstremalizmow i obwiniania sie po prostu
            nudno w zyciu ;>?
            Na swiecie pelno jest facetow bedacych przeciwienstwem Twoich
            wybrankow. Z jakichs tam powodow nie wynajdujesz partnera na tej
            polce.
            --
            ON: 69? ONA: hm.... 96!
            • 28.10.08, 11:21
              wiesz, to bylo w skrocie tak:
              pierwszy moj chlopak mnie oklamal, pierwszy partner bardzo okrutnie
              mnie potraktowal. To ja potem stwierdzilam, ze nie dam sie
              wykorzystywac, ale sama bede to robic - obrona przez atak? Bylam
              mloda wtedy bardzo.
              Potem mialam jednego normalnego chlopaka, ale wypalilo sie miedzy
              nami. Moze nadal bylam za mloda, w kazdym razie na malzenstwo, ktore
              mi proponowal.
              Potem sie zakochalam w jednym okrutniku, zle mnie traktowal, potem
              nastepnym, i tak seria poszla. Uznalam, ze na to zasluguje, zeby
              mnie zle traktowac, bo inaczej, to by mnie tak nie traktowali, co
              nie? No to zaczelam sie bawic nimi tak jak oni mna. A poza tym, ja
              ich kochalam, co najgorsze, nie potrafilam ocenic trzezwo sytuacji,
              ze trzeba uciekac jak najszybciej.
              Jak ktos zauwazyl, bardzo latwo ulegam wplywom. To fakt.
              Ale mnie sie wydaje, ze chcialam po prostu, zeby ktos mnie kochal. U
              zlych mezczyzn tej milosci szukalam, zakochiwalam sie i sleplam na
              oczywistosci. Nie usprawiedliwiam sie. Ale nie mam latwo w zyciu...
              Mam dosyc
              • 28.10.08, 11:25
                Tak bywa zawsze, że jeśli wnosimy do kolejnego związku "spadek" po poprzednich -
                w postaci jakichś złych emocji, uprzedzeń, niedowartościowania, przewrażliwienia
                na jakimś punkcie czy bóg wie czego jeszcze to małe szanse na sukces.
                Prawda jest taka, że między kolejnymi związkami dobrze jest zrobić przerwę
                dostatecznie długa, aby nowy partner nie był lekarstwem na stare rany.
                Tylko że to bardzo trudne w realizacji.:)
                • 28.10.08, 18:29
                  A co ty takiego złego zrobiłaś?Że miałaś kilku facetów lub kilku za
                  dużo?Że wiązałaś się z dziwnymi facetami?To takie złe?Że co?Że jak
                  nie znałaś męża to pozwoliłaś sobie na więcej?Cholera,przecież nie
                  znaliście się!Niech kupi sobie koło i walnie się w czoło!Ku...?A
                  gdyby nawet?Gdybyś nawet była prostytutką to powiedziałaś Jemu!
                  Powiedzialaś sama okazując zaufanie.Ale On nie jest wart tego
                  zaufania.Skoro nie to nie!Szkoda Twojego zdrowia i życia na walkę z
                  takim człowiekiem...Jest tylu normalnych!
                  • 28.10.08, 19:13
                    Oklamalam go. A to go przekonalo, ze sie nie zmienilam. Skoro
                    klamalam cale zycie, i gdybym sie faktycznie zmienila, to bym
                    wlasnie nie sklamala. A sklamalam - wiec nie zmienilam sie. Proste
                    jak konstrukcja cepa.
                    • 28.10.08, 20:36
                      O Yesoo!Przestań sobie wmawiać winy!A tak nawiasem to nie jesteśmy w
                      stanie diametralnie się zmienić.Ja bym raczej optował za
                      zrozumieniem swojego błędu i tego że to naprawdę był błąd.A kłamstwo?
                      Czasami kłamiemy w jakimś celu.Myślę że Ty kłamałaś aby jemu
                      zaoszczędzić jakiegoś stresu.I teraz Ty za to płacisz.Szkoda tylko
                      że On nie zamierza Ciebie zrozumieć.Partnerstwo i bycie razem polega
                      na zrozumieniu.Wiadomo że czasami się wkurzymy na partnera.Ale jak
                      ochłoniemy to oceńmy realnie inetencje które Nim kierowały.Po to
                      Kochamy aby wybaczać.Tak,po to a nie po to aby rozpieszczać...Zycie
                      codzienne niesie wystarczająco wiele powodów do wybaczania.Postaraj
                      się z Nim porozmawiać w takim sensie.Swoją drogą to ma facet problem-
                      ze sobą!
                      Jeszcze raz-nie obwiniaj się!Przynajmniej nie tak!A On jest
                      doskonały??
                      • 28.10.08, 20:50
                        klamalam bo sie balam jego reakcji. Nie ze mnie uderzy czy cos, bron
                        boze, tylko psychicznie zgnebi. I to teraz robi. Od pol roku, ja
                        jestem psychicznie wyczerpana juz w takim stopniu, ze stracilam chec
                        do zycia. Zamknelam sie w skorupie. Czuje sie winna. Jak szmata. A
                        on chodzi i podspiewuje. Znowu w pracy bede miala spuchnieta twarz i
                        nie bede mogla sie skoncetrowac, przy czym mam teraz mega stres w
                        pracy, a w domu sami widzicie jakie wsparcie. Boje sie isc do pracy,
                        boje wracac do domu. To jakas masakra bez wyjscia
                    • 28.10.08, 20:37
                      W jakim jesteście wieku?
                      • 28.10.08, 20:45
                        ja 33, on 30
                        • 29.10.08, 08:01
                          lost_higway napisała:

                          > ja 33, on 30
                          Jesteście młodzi.Ale ten wiek to też odrobina doświadczenia.Szkoda
                          że eksperymentujecie na sobie.Widać że Tobie zależy.Wyczuć też można
                          że masz kłopot z samooceną.Może psycholog jednak by tutaj pomógł.On
                          chyba sam sobie z tym nie poradzi.A tak na marginesie to do
                          wybaczania i zapominania trzeba kogoś na poziomie.Bo zawsze znajdą
                          sie życzliwi lub tacy którym zawsze się coś wymyka.
                          Pamiętaj że jak ktoś Tobie mówi że jesteś ku... to wcale nie oznacza
                          że tak jest.Najpierw niech spojrzy na siebie czy jest taki idealny...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.